tyu
04.02.03, 19:46
Wczoraj wieczorem, w wątku " ŁAPAJ ZŁODZIEJA, CZYLI FAŁSZYWYCH KLEJNOTÓW
CZ.2" przedstawiłem moje zarzuty wobec Miriam i Perły.
O 23.59 otrzymałem od Miriam SMS:
JESLI KIEDYKOLWIEK JESZCZE WSPOMNISZ MNIE NA FORUM ALBO W PRYWATNEJ
KORESPONDENCJI, POZNASZ CO TO JEST MSCIWOSC KOBIETY. ZLAMIE SWOJE ZASADY.
Podpisu nie było, ale podpisem był nr komórki.
Dziś o 9.00 rano Miriam zadzwoniła do nie do pracy żądając odwołania
wszystkiego, bo jak nie, to doniesie na mnie - i tu była lista, gdzie
doniesie. Odmówiłem i odłożyłem słuchawkę.
Po czym się zaczęło.
O 9.30 zostałem poproszony do gabinetu Dyrektora firmy. Dyrektor dostał faks.
Miał "wpłynąć na mnie" abym zaprzestał działalności na Forum, na którym
"prowadzę uwłaczające godności, w pojęciu ogólnym, publiczne dywagacje na
temat życia prywatnego" Miriam i "działalnością tą hańbię również placówkę,
której jestem pracownikiem." Plus powołanie się na Kodeks Karny, z tytułu
którego takie działania są ścigane.
Z tego, co przeczytałem na Forum, Miriam chodziło o słowo "kochanek" na
określenie Perły. Nie o MERITUM tego, co napisałem na temat wykorzystywania
w postach Perły informacji o moim prywatnym życiu, tylko o to słowo.
Metoda "łapaj złodzieja" po raz wtóry?
NIE WIEM, jak wyglądają te sprawy w realnym życiu Pani M. i Pana T. Być może
inaczej. Każdy, kto czyta Forum w miarę uważnie, przyzna jednak, że TUTAJ,
NA FORUM oboje - Miriam i Perła - pracowali na to określenie wyjątkowo długo
i intensywnie. Począwszy od wątku "Kawiarenka Sułtan" półtora roku temu.
Potem "Barek". Potem - zapewnienia o miłości w postach ze wspólnej podróży,
nocne westchnienia kierowane z Łodzi do Lublina, tekst o "pocałunkach
błękitnookiego księcia" nadany przez Miriam z Lublina o północy... Sam Perła
pisał pewnej nocy z Lublina o tym, jak to "bardzo są sobą zajęci", co zresztą
wyśmiałem, bo w tym samym czasie Miriam nadawała z Łodzi i happening nie
wyszedł. I tak dalej: informacje o zaręczynach, "podawanie sobie w dzióbkach"
tego, czy owego - aż po "całuski" sprzed paru dni. Nie rozumiem więc tego
"świętego oburzenia".
Można więc ewentualnie dywagować, czy to, co napisałem było "smaczne", czy
nie - ale nie o tym, czy było ZASADNE. PRZYNAJMNIEJ TU.
I tyle dygresji o słowie "kochanek" - tak niepoprawnym politycznie.
Wraca kwestia metod działania wymienionych w tytule, a uprawianych przez moją
byłą forumową przyjaciółkę: szantażu i donosu. Zgodnie z życzeniem kilku osób
wyrażonym w wątku "Łapaj złodzieja..." - upubliczniam te fakty i poddaję pod
dyskusję.
Co Wy na to?
tyu