Gość: +++IGNORANT
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
07.02.03, 02:38
Barbarzyńcy w galerii
kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1102957&KAT=238
Sztuka zdobyczna
W dyskusji o zwrocie zagrabionych dzieł sztuki, którą od pewnego czasu żyje
Europa, nikt nie przelicytuje Polaków. W latach 1939-45 straciliśmy prawie
połowę obiektów, które były w naszym posiadaniu przed wybuchem II wojny
światowej. Są wśród nich obrazy Rafaela, Breughla, van Dycka i Velázqueza.
Jednak katalogu zrabowanych dzieł sztuki nie mamy. I nigdy nie dowiemy się,
co tak naprawdę straciliśmy.
KAROLINA GŁOWACKA, DOMINIK SMOCZYŃSKI 2002-12-10
Do kościoła mariackiego we Frankfurcie nad Odrą powróciły gotyckie witraże,
wywiezione w 1945 roku przez Armię Czerwoną jako zdobycz wojenna i
przechowywane w magazynach Ermitażu. Z kolei niemiecki minister kultury
przekazał swemu rosyjskiemu odpowiednikowi siedem portretów carskiej rodziny.
Obrazy zostały zagrabione przez Wehrmacht w pałacach pod Petersburgiem
podczas II wojny światowej, a odnalazły się w kolekcjach w Berlinie i
Darmstadt. Do Polski powróciło lustro etruskie zrabowane z zamku w Gołuchowie
w 1939 roku. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat było ozdobą zbiorów muzeum w
Hamburgu. Takie informacje pojawią się na ekranie komputera po wpisaniu do
internetowej wyszukiwarki niewinnie brzmiącego hasła: "dzieła sztuki". I
pomyśleć, że dzieje się to pięćdziesiąt siedem lat po kapitulacji III Rzeszy,
gdy większość świadków "największego rabunku w dziejach świata" już nie żyje
lub popadła w starczą demencję. Dżina wzajemnych roszczeń wypuścił z butelki
upadek bloku komunistycznego. Na antykwarycznym rynku znienacka pojawiły się
kolekcje dawno uznane za stracone, otwierają swe podwoje tajne magazyny,
przemówili ci, którzy do niedawna byli zakneblowani.
Zrabowane bardzo dawno temu
Bursztynowa Komnata (1712), projekt Andrzej Schlueter, wykonanie: Gotfryd
Turow i Ernest Schacht. Zrabowana przez hitlerowców w pałacu w Carskim Siole,
zaginęła w Królewcu w 1944 roku, obecne miejsce pobytu: nieznane
Posąg Nike z Samotraki (około 190 p.Ch.) - odnaleziona w Grecji w 1863 roku.
Przypisywana Pytokritosowi z Rodos. Obecnie w Luwrze (Paryż).
Marmury Elgina, czyli zespół greckich rzeźb z połowy V w. p.Ch. Wywiezione z
ateńskiego Akropolu do Anglii w 1803. Obecnie w British Museum w Londynie
Brama Isztar z Babilonu (VI w. p.Ch.) Wywieziona z Iraku w 1902 roku. Obecnie
w Pergamon Museum w Berlinie
Popiersie Nefertiti (XIV w. p.Ch.) Znalezione w 1912 w Achetaton. Obecnie w
Muzeum Egipskim w Berlinie
Dziś nikogo nie dziwi, że perski kobierzec z kolekcji Czartoryskich,
wyceniany na sto tysięcy dolarów, odnajduje się na aukcji w Londynie. Że
włoski dyplomata odkrywa na suficie berlińskiej galerii plafon wywieziony z
jednego z pałaców Wenecji. Przyśpieszony obieg informacji i nacisk mediów
sprawiły, że muzea, galerie i domy aukcyjne muszą tłumaczyć się z pochodzenia
swoich skarbów.
Mimo to odzyskanie zawłaszczonego obrazu czy zbioru numizmatów jest drogą
przez mękę. Nie wystarczy udowodnienie swoich praw do jakiegoś zabytku i
przedstawienie odpowiedniej dokumentacji. Trzeba jeszcze wskazać miejsce,
gdzie on się obecnie znajduje. Spełnienie tych warunków często przerasta
możliwości nie tylko osób prywatnych, ale i biedniejszych państw (a Polska,
niestety, do takich się zalicza). Ponieważ mało kto pozbywa się wartościowych
rzeczy dobrowolnie, sprawa z reguły kończy się w sądzie. Procesy tego typu
zwykle ciągną się latami. Dlatego, zamiast wydawać pieniądze na prawników,
lepiej pójść na ugodę - odkupić dawną własność od obecnego właściciela bądź
zrezygnować z roszczeń w zamian za okrągłą sumkę.
Nasza sytuacja jest fatalna także i z tego powodu, że nie istnieje (i
wątpliwe czy powstanie kiedykolwiek w przyszłości) pełny spis dzieł sztuki
zagrabionych w Polsce w granicach z 1939 roku. Dane zebrane bezpośrednio po
wojnie przez Biuro Rewindykacji i Odszkodowań Ministerstwa Kultury w
tajemniczych okolicznościach uległy dematerializacji. W wypadku publicznych
kolekcji odtworzenie dokumentacji jest tylko kwestią czasu. Nigdy jednak nie
dowiemy się, co dokładnie zrabowano z polskich dworów, pałaców,
prowincjonalnych kościołów i klasztorów. Prace nad stworzeniem katalogu
zaginionych zabytków podjęto ponownie dopiero w 1992 roku. Do dziś udało się
zebrać dokumentację ponad 50 tysięcy z nich. Zaniechanie spisu zrabowanych
obiektów to nie jedyny przykład beztroskiego podejścia komunistów do tej
sprawy. W 1954 roku władcy PRL podarowali wschodnioniemieckim towarzyszom 117
obrazów z muzeów Wrocławia. W rewanżu dostali... mikroskop elektronowy.
Puste ramy
Nie da się ukryć - jesteśmy pechowcami. Grabili nas pospołu wrogowie i
sojusznicy. Armia cesarska, która miała nam pomóc wyjść z potopu, zachowywała
się nie lepiej niż Szwedzi, o posiłkach tatarskich nie wspominając. Napoleon,
idąc na Rosję, łakomym okiem spoglądał na kolumnę Zygmunta i wileński kościół
św. Anny.
Po klęsce Małego Kaprala mocarstwa europejskie zmusiły Francuzów do oddania
większości zrabowanych dzieł sztuki, ale Rosjanie, tłumiąc kolejne powstania,
nie wzięli sobie tego precedensu do serca. Tak samo jak Hitler i Stalin, nie
przejęli się konwencją haską z 1907 roku, zabraniającą zaboru dzieł sztuki na
okupowanych terytoriach. W wyniku działań obu tych panów straciliśmy ponad
półtora miliona zabytkowych obiektów.
Plany Niemców były zresztą bardziej dalekosiężne. Na gwiazdkę 1939 roku
gubernator Hans Frank wydał zarządzenie zabraniające Polakom posiadania dzieł
sztuki. Stanowiło to nie tylko usankcjonowanie grabieży, która zaczęła się z
chwilą, gdy pierwszy hitlerowski żołnierz przekroczył granice
Rzeczypospolitej, ale i zapowiedź na przyszłość. Pech chciał, że niemal
wszyscy bonzowie III Rzeszy (od Hermanna Göringa do Joachima von Ribbentropa)
uważali się za koneserów sztuki, a zwłaszcza malarstwa. Przykład dał sam
führer, który planował wzniesienie w rodzinnym Linzu olbrzymiego muzeum, do
którego eksponaty miały dostarczyć podbite narody. Apetyt na polskie obrazy
zdradzali również pomniejsi kacykowie na czele z rezydującym na Wawelu Hansem
Frankiem oraz muzealnicy z Wrocławia, uzasadniając to "widocznymi w nich
wpływami śląskimi". Po 1941 roku, gdy macki hitlerowców dosięgły również
Kresów Wschodnich, specjalne jednostki SS przeczesywały klasztory, dwory i
mieszkania prywatne w poszukiwaniu dzieł z kręgu kultury niemieckiej. Resztę
uznano za "kulturkitsch" i magazynowano z myślą o urządzeniu w przyszłości
muzeów ras gorszych niż aryjska.
Wyślij ten link znajomemu
strona do druku
1 | 2 | 3 | 4 następne »