wikul
14.09.06, 23:29
Ale to swój, jemu wolno.
Artur Zawisza zdenerwował się i przyłożył Ryszardowi K. To zrozumiałe, bo
Ryszard K. zajechał mu znienacka drogę, narażając życie i zdrowie posła.
Ryszard K. wniósł sprawę do sądu. Zapadł wyrok uniewinniający, który został
uchylony przez sąd apelacyjny. Sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia.
Jednak proces nie może ruszyć. Poseł Zawisza nie stawił się na cztery
wyznaczone przez sąd w Jaworznie terminy. To zrozumiałe. Poseł jest ostatnio
niezwykle zapracowany, co wszyscy gołym okiem widzą.
Całą tę historię opisał wczorajszy "Dziennik Zachodni". To oczywista
prowokacja. Chodzi o to, by zdezawuować Artura Zawiszę za to, że obnażył
arogancką postawę Balcerowicza, który odmawiając przybycia przed komisję ds.
banków - "stawia się ponad prawem".
Za publikacją stoją te same siły, które w kwietniu br. spowodowały ukazanie
się innego oszczerczego ataku. "Newsweek" opisał przypadki biznesowe Artura
Zawiszy i jego żony, która w ramach kontraktu Eastern Enterprises z Pocztą
Polską zainkasowała 20 tys. zł za napisanie scenariusza do filmu promocyjnego
o poczcie. Szefem Poczty Polskiej był wtedy (czerwiec 2001 r.) partyjny
kolega posła Zawiszy - Jacek Turczyński, a sam poseł był szefem rady
nadzorczej Eastern Enterprises. Szkopuł w tym, że po pracy Marzeny Zawiszy
nie pozostał żaden pisemny ślad, bo polegała ona na ustnych konsultacjach.
Pytany o merytoryczne kwalifikacje swej żony Zawisza wykazywał "Newsweekowi",
że jego żona miała "wyczucie, gust i zmysł artystyczny".
Celem tej publikacji "Newsweeka" odebranie wiarygodności śledczego Zawiszy,
który pragnie wykazać konflikt interesów Leszka Balcerowicza z fundacją CASE
Ewy Balcerowicz.
Panie Pośle, niech się Pan trzyma. Niech Pan robi swoje, a pismakom się
odwinie, tak jak kiedyś z sejmowej trybuny odwinął się Pan SLD: "Małczat
sobaki".
Wielbiciel: Jarosław Kurski