Kilka lat temu ukazały się w Polsce wspomnienia Marcelego Reicha-Ranickiego.
W naszym kraju mniej znany,
w Niemczech Reich należy do grupy czołowych krytyków literackich i
recenzentów życia kulturalnego. Znaczna część jego wspomnień dotyczy spraw
związanych z Polską. Fragmenty te zasługują tylko na jedno miano: fałszerstwa
historycznego.
Marceli Reich urodził się we Włocławku w 1920 roku. Jako chłopiec, miał
wówczas dziewięć lat, przeniósł się z całą rodziną do Berlina. Tu w 1938 roku
zdał maturę i zaczął pracę jako urzędnik w dużym domu handlowym. Jednak kilka
miesięcy później hitlerowcy wysiedlili go z powrotem do Polski.
Droga do UB
Po wkroczeniu Niemców do Warszawy w 1939 r. Reich znalazł zatrudnienie w
Judenracie, gdzie do wiosny 1943 r. pracował jako tłumacz. Udało mu się
uniknąć wywiezienia do obozu zagłady; wedle jednej z powojennych wersji miał
uciec z transportu jadącego do Treblinki. Potem do lata 1944 r. ukrywał się w
polskiej rodzinie w Gocławiu – wówczas jednej z podwarszawskich miejscowości.
Nowy etap w życiu Marcelego Reicha rozpoczął się w chwili wkroczenia
Sowietów. Po wstąpieniu do komunistycznego wojska rozpoczął służbę w
Zarządzie Polityczno-Wychowawczym WP. Stamtąd trafił do Głównego Urzędu
Cenzury. W opublikowanych po latach wspomnieniach pisał: „po kilku dniach
zatrudnieni w cenzurze musieli podpisywać oświadczenie, że wszystko, co wiąże
się ze służbą, zachowają w tajemnicy. Było to postępowanie rutynowe, bez
jakiegokolwiek znaczenia. Dopiero jednak z tego formularza odbitego na
hektografie mogłem wywnioskować, że dostałem się do jednostki, która (…
podlegała kontroli Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego”.
Powyższy fragment jest typowym przykładem przeinaczeń zawartych w cytowanych
wspomnieniach. Cenzura nie była bowiem „kontrolowana” przez komunistyczną
bezpiekę, tylko była jej częścią składową. Reich-Ranicki doskonale o tym
wiedział od pierwszych dni swojej służby. 24 października 1944 r.
własnoręcznie wypełnił „Kwestionariusz współpracowników Resortu
Bezpieczeństwa Publicznego”. Złożył też podanie o przyjęcie do bezpieki.
Także wiele innych dokumentów podpisanych ręką Ranickiego nie pozostawia
wątpliwości, że miał on pełną wiedzę, że jest funkcjonariuszem UB. W bezpiece
służyła też jego żona. W GUC Reich pracował jako cenzor i zastępca kierownika
oddziału zagranicznego. Wydawał się na to stanowisko znakomitym kandydatem:
znał dobrze niemiecki i angielski. Ponadto w życiorysie sporządzonym w
październiku 1944 r. pochwalił się aktywną działalnością w przedwojennej
Komunistycznej Partii Niemiec, do której wciągnął go szwagier Gerhard Boehme.
Reich miał nawet redagować i wydawać czołowe pismo KPD „Rote Fahne”. Ale po
roku pracy w bezpiece zaczął otrzymywać negatywne oceny przełożonych.
Zastrzeżenia dotyczyły niskiej dyscypliny podległej Reichowi jednostki oraz
jego osobistych przywar, z których najbardziej zauważalne było przesadne
poczucie własnej wartości. W listopadzie 1945 r. kierownik Głównego Urzędu
Cenzury Hanna Wierbłowska (żona znanego działacza komunistycznego Stefana)
pisała już bez ogródek: „bardzo zarozumiały. Malkontent. Ma wygórowane
pojęcie o sobie. Megaloman”. Reich został usunięty z MBP. Bynaj-mniej nie
oznaczało to końca jego kariery w komunistycznej bezpiece.