Andrzej Paczkowski
Śmierć rewizjonisty. Sprawa Henryka Hollanda
Dwudziestego pierwszego grudnia 1961 r. o godzinie 17.16 zginął, po upadku
z wysokości szóstego piętra na trawnik pod blokiem mieszkalnym w centrum
Warszawy, 41-letni socjolog i publicysta Henryk Holland. Miało to miejsce w
czasie rewizji przeprowadzanej w jego mieszkaniu przez SB, na którą Holland
został doprowadzony z aresztu jako osoba, której – parę godzin wcześniej –
postawiono zarzut szpiegostwa. Jego śmierć wywołała publicznie ujawniony
ferment w ówczesnym establishmencie politycznym i intelektualnym. Wbrew
oficjalnemu komunikatowi prokuratury wojskowej, że Holland „targnął się na
swoje życie”, dosyć powszechnie uważano, iż został zamordowany: albo esbecy
wypchnęli go przez okno, albo dla ukrycia wcześniej dokonanego zabójstwa
wyrzucili martwe ciało.
(...)
Parę lat temu sprawę Hollanda wziął na warsztat młody historyk Krzysztof
Persak. (...) Owoc swej pracy przedstawił w recenzowanej tu książce (...)
nie mam żadnych wątpliwości: mamy do czynienia z książką wybitną, a w ramach
gatunku historia polityczna i policyjna, bliską doskonałości. Mimo niezwykłej
drobiazgowości wywodów czyta się ją świetnie i płynnie, ale jej największym
walorem jest doskonałe, i oparte na wszechstronnej wiedzy autora, wtopienie
osobistych losów bohatera w kontekst ogólniejszych wydarzeń. (...)
Książka Persaka ma dwóch głównych bohaterów: Hollanda i Gomułkę, który
odegrał kluczową rolę w tragicznym przebiegu wydarzeń, gdyż osobiście
zadecydował, aby nielubianego przez siebie przedstawiciela nienawistnej mu
formacji oskarżyć o szpiegostwo. (...) Gomułka był osobą apodyktyczną,
święcie wierzącą nie tylko w marksizm-leninizm, ale także w swoje osobiste
racje, nie tylko w dyktaturę proletariatu, ale we własne przywództwo i
słuszność wszystkiego, co robi. Nie lubił mieć wątpliwości, a jeszcze mniej
lubił, gdy zgłaszali je inni.
Dzięki tym cechom Gomułka nie załamał się w 1948 r., gdy napiętnowano go jako
nosiciela „odchylenia”, ani w czasie paroletniego (1951–1954) uwięzienia, ale
gdy w 1956 r. stanął na czele partii-państwa, odcisnęły one wyraźne piętno na
historii sporego fragmentu dziejów Polski. Jak to często bywa, w parze z
uporem, autorytaryzmem i przekonaniem, iż jest się jedynym nosicielem racji,
szła nieufność do osób nie należących do najbliższego – wybranego przez
siebie – otoczenia i poczucie wyższości nawet wobec owych wybranych.
Aczkolwiek – sam doświadczył tego w nieodległej przeszłości – Gomułka miał
wiele powodów, aby nie przepadać za tajnymi służbami, uważał je wszakże za
nader ważny instrument władzy i nie widział powodów, aby się nimi nie
posługiwać. Jedną z wielu rzeczy do tej pory nieznanych, które opisuje
Persak, jest swego rodzaju fascynacja Gomułki materiałami operacyjnymi,
których wiele dostawał z MSW, a szczególnie od nadzorującego kontrwywiad
Mieczysława Moczara.
W logice nie tylko systemu komunistycznego, ale każdego bodaj rodzaju
autorytaryzmu, znajduje się nieufność, podejrzliwość, skłonność do szukania –
w istocie: widzenia – za fasadą publicznie wygłaszanych słów czy jawnych
czynów, ukrytych powiązań i tajnych zamysłów. Apogeum takich tendencji miało
miejsce, oczywiście, w trwającej ponad 30 lat epoce stalinizmu sensu stricto,
z jej koncepcją wroga głęboko ukrytego nawet w najwyższych instancjach
partyjnych, której – szczęśliwą, bo ocalałą z krwawych pogromów – ofiarą był
sam Gomułka. Choć więc to nie on był twórcą takiej tendencji, a na pewno nie
był zwolennikiem podejmowania tak drastycznych działań, jakie miały
poprzednio miejsce, był jednak jej wyrazicielem, tyle że w wydaniu soft lub
light.
(...) jak wywiódł w rezultacie bardzo precyzyjnego historycznego śledztwa
Persak – drugi bohater jego książki rzeczywiście popełnił samobójstwo. Ani
Gomułka nie kazał zabić Hollanda, ani za jego śmiercią nie stała polityczna
prowokacja wykoncypowana przez Moczara i jego ludzi. Nie był Holland bity ani
nie poddawano go w śledztwie konwejerowi. A jednak wydaje się prawie pewne,
że to właśnie taka atmosfera spowodowała, iż ten mężczyzna po przejściach –
politycznych i osobistych – targnął się na życie w poczuciu, że stał się
ofiarą aberracyjnego, niczym nie zasłużonego prześladowania. Esbecy i
prokuratorzy zachowywali się wobec niego właściwie bez zarzutu, z wyjątkiem
tego jednego – powiedzieli mu, o co jest podejrzewany.
Ciekawa, bardzo ciekawa książka, która rzetelnie, a zarazem błyskotliwie
opowiada o historii człowieka, systemie i groźbach, jakie niesie za sobą
patrzenie na świat przez pryzmat misji.
Całość jest tutaj:
www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead05&news_cat_id=466&news_id=194382&layout=1&forum_id=6452&fpage=Threa
ds&page=text
Dlaczego cytuję ten artykuł?
1. Parę lat temu dane mi było poznać osobiście autora książki. Miło czytać
tak pozytywną opinię fachowca o kimś znanym i lubianym.
2. Może autor książki przeczyta, że piszą o nim również tutaj
- i też będzie mu miło?
3. Artykuł, a szczególnie ostatnie jego zdanie, daje bardzo wiele do myślenia.
a. Autor książki pisze tak, jak cenię: z drobnych, precyzyjnie złożonych
szczegółów tworzy obraz rzeczywistości. Obraz taki, jaki dyktują te
szczegóły. Nie "pod tezę", tym bardziej nie "dworski".
b. Nie zamordowano człowieka, lecz "tylko" złamano psychicznie do tego
stopnia, że popełnił samobójstwo. Z prawnego punktu widzenia różnica ogromna,
z moralnego - żadna.
4. Kiedyś Danusia założyła wątek dedykowany Patience:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=49687662&a=49687662
Poparłem racje Danusi. Odpowiedzi Patience nie było, ale nie to jest ważne.
Ważne, że nadal nie zauważam refleksji z jej strony. Nadal "patrzy na świat
przez pryzmat misji". Patrzy tak, jak niegdyś Gomułka, a dziś - Wielcy Bracia
i ich duchowi krewni, z niejakim Antonim M. włącznie. Jak długo jeszcze?
5. Odpowiadam na pytanie Jacqa z tamtego wątku "kto jest zdrowy?"
Myślę, że z dwojga: rozgorączkowanego ideowca i cynika, zdrowszy jest cynik,
choć z moralnością już gorzej. Poza tym - cynik jest obliczalny, przynajmniej
dla ludzi o IQ nie mniejszym, niż jego.
Gomułkę i Braci (chwilami zadziwiające podobieństwo!) uważam za ludzi JESZCZE
zdrowych: z licznymi symptomami "zapadania", ale jeszcze potrafiących
uruchomić siły rozsądku. Antoniego M. już nie. Może i dobrze, że ma być
"tylko" szefem nowych tajnych służb? Historia dowiodła, że Jeżowa, Jagodę,
a nawet Berię, można było w potrzebie usunąć...
6. Ja TEŻ tak kiedyś patrzyłem na świat. Na szczęście było to dawno i - mam
nadzieję - nigdy nie wróci.
Marcq