Dodaj do ulubionych

Sprawa Zbigniewa Herberta

IP: *.si.rr.com 24.03.03, 15:00
Waldemar Lysiak
Zbigniew Herbert


Zbigniew Herbert: "Michnik jest manipulatorem. To jest czlowiek zlej woli,
klamca, oszust intelektualny".

" - oni wygraja
pójda na twój pogrzeb i z ulga rzuca grude
a kornik napisze twój uladzony zyciorys"
Z. Herbert, "Przeslanie Pana Cogito"


Opinia Zbigniewa Herberta o Adamie Michniku - ze jest manipulatorem,
czlowiekiem zlej woli, klamca i oszustem intelektualnym - nie zostala przez
poete napisana, tylko wypowiedziana, i mozna ja uslyszec ogladajac film
Jerzego Zalewskiego "Obywatel poeta". Rzecz wszakze w tym, iz ogladalo go
dotychczas niewiele osób (tylko widownia kolaudacyjna TVP, czyli jurorzy
oceniajacy, tudziez grono uczestników dwóch niewielkich publicznych pokazów,
plus prywatny krag ludzi bliskich Zalewskiemu), a polska opinia publiczna
jest juz od prawie roku chroniona przed ta antykomunistyczna i
antymichnikowska "trucizna" staraniem cenzorów TVP wskrzeszajacych bujne lata
PRL-owskich "knebli z ulicy Mysiej".

Ta cenzuriada dostaje silne wsparcie od gazety Michnika, czego dowodem wrecz
drastycznym (nawet wobec standardów uprawianych przez Michnika notorycznie)
stal sie wywiad "Gazety Wyborczej" z zona zmarlego poety (30-XII-2000-1-I-
2001), w którym wdowa prezentuje Herberta jako czlowieka bredzacego
chorobliwie "bardzo duzo zlych rzeczy". Ów glosny juz wywiad Katarzyny
Herbertowej - bedacy koronnym dowodem slusznosci sadu Herberta o Michniku
jako manipulatorze, klamcy i szalbierzu intelektualnym kierowanym zla wola -
stanie sie w przyszlosci koronnym "casusem" dla wszystkich uczciwych analiz
studialnych (historiograficznych, publicystycznych czy akademickich)
tyczacych manipulacji prasowej tudziez intelektualnej. Tym tekstem "Gazeta
Wyborcza" dokonala rzeczy niemozliwej z pozoru: zeszla nizej dna etycznego,
które wyznaczyla sobie juz dawno jako swój zwyczajny poziom.

Wsród najohydniejszych klamstw "Gaduly Wyrodnej" królowal dotychczas tekst o
tym, ze Powstancy Warszawscy (zolnierze AK) programowo mordowali zydowskich
niedobitków z getta warszawskiego. Byl to wszakze paszkwil o tyle mniej
grozny, ze malo kto w takie arcyhaniebne pomówienie uwierzyl, bo nawet mlodzi
rodacy (czerpiacy wiedze historyczna od ojców i matek) domyslili sie,
iz "Adas" uprawia tu antypolska i antygojowska szulerke gwoli jakichs
swoich "wyzszych celów".

Tymczasem wywiad z zona Herberta moze byc wiarygodny dla ogromnej liczby
czytelników "GW", bo któz jak nie "pani Katarzyna" znal psyche wielkiego
poety, któz obcowal z nim czesciej, któz lepiej wsluchiwal sie w bicie jego
serca jak nie malzonka? Ten czytelnik nie wie, iz udzielajac rzeczonego
wywiadu pani Herbertowa leczy wlasne kompleksy, podbechtywana sprytnie przez
interlokutora (tu klania sie Freud), a tym bardziej nie wie, iz spowiadajaca
sie na zamówienie dama zwyczajnie kreuje (by nie powiedziec: falszuje)
rzeczywistosc, glównie metoda przemilczania faktów, które neglizuja jako
nonsensowne jej tezy o niepoczytalnosci Herberta wywolanej "chorobowa nicia"
co poete "oplotla" (cytuje barwne sformulowania z wywiadu). Pani Herbertowa
pomija równiez "wstydliwe" dzis dla niej fakty towarzyskie (o czym za
chwile), by nie uczynic wywiadu humorystycznym. Zatem wywiad nie jest
komiczny - jest tragiczny, przez co rozumiem charakter i poziom jego
kluczowych fragmentów, tych, dla których w ogóle zostal zmajstrowany, a które
maja posmiertnie ubezwlasnowolnic Herberta jako antymichnikowca i
antykomuniste, i ubrudzic jego sojuszników z kregu antykomunistycznego. Iluz
to juz aforystów zartowalo sobie, ze wdowy po wielkich ludziach winno sie
hinduskim zwyczajem palic na stosach razem z cialami mezów, by nie mogly
glupim lub falszywym slowem kalac pamieci malzonka, albo robic z niego "post
mortem" durnia badz wariata!

U zródel wywiadu pt. "Pani Herbert" lezy wspomniany film pt. "Obywatel
poeta", gdzie Herbert bez ogródek pietnuje ludzi wladajacych rodzima kultura,
publiczna mentalnoscia i scena polityczna, czyli "samych swoich": komunistów,
postkomunistów, intelektualistów przefarbowanych taktycznie na pozorny
antykomunizm lub otwarcie lewicujacych (takze znanych twórców, Milosza i
innych), i wiesza psy na Michniku jako na szkodniku moralnym, lajdaku par
excellence. Kregi "postepowe" musialy przeciw temu zareagowac. Zareagowaly
swoim zwyczajem, czyli cenzura. Film Zalewskiego ulegl cieciom, emisje ciagle
przesuwano "ad calendas Graecas", wreszcie jednak wyznaczono termin w TVP 2:
28 lipca 2000. Ale filmu nie wyemitowano wtedy (bo "sami swoi" okazali sie
znowu mocniejsi), zostal wiec "pólkownikiem".

Pech "samych swoich" polegal tu wszakze na tym, iz jeszcze nie wszystkie
polskie media sa czerwone lub rózowe - te nieliczne przyzwoite wszczely
publiczny bój o "Obywatela poete" (vide mój artykul "Po stronie prawdy"
w "Tygodniku Solidarnosc" 15-IX-2000). Sprawa nabrala takiego rozglosu, ze
kilka miesiecy pózniej TVP (borykajaca sie z ciaglymi zarzutami o
wskrzeszanie cenzury) wyznaczyla nowy termin emisji filmu: 29 stycznia 2001.
Czy emisja rzeczywiscie nastapi (i w jakiej formie, z jakimi cieciami
cenzorskimi) - zobaczymy juz za kilka dzionków. Wczesniej zobaczylismy
kontruderzenia wyprzedzajace (to termin wojskowy) nowo upieczonego
antyHerbertowskiego duetu pan Michnik-pani Herbert. Dwa. Z data 1 stycznia
2001 ukazal sie w gazecie pana Michnika ów obrzydliwy wywiad dezawuujacy
wielkiego poete. Dzien pózniej - z data 2 stycznia - TVP otrzymala pismo
kancelarii adwokackiej reprezentujacej pania Herbertowa. Pismo informowalo
TVP 2, ze jesli film Zalewskiego zostanie wyemitowany w swej formie
pierwotnej (czyli oryginalnej) to pani Katarzyna Herbert pozwie telewizje
publiczna i PAI (Polska Agencje Informacyjna - wspólproducenta filmu) przed
sad.

Cóz tak bardzo zabolalo wdowe, ze wszczela kroki prawne, grozac sadem ludziom
i instytucjom zwiazanym z wyprodukowaniem i z planowana emisja "Obywatela
poety"? Michnik i jego kompania postanowili wmówic opinii publicznej, ze tak
pania Herbertowa zdegustowaly antykomunistyczne i (zwlaszcza)
antymichnikowskie wypowiedzi Herberta, które serwuje ów film - i temu wlasnie
sluzy wywiad w noworocznej "GW". Jednak wsród ludzi, którzy juz film
ogladali, mówi sie (i to gremialnie, prawie bez wyjatków), ze wdowe
rozwscieczylo cos zupelnie innego. Duze partie dlugiego jak na dokument
(prawie póltoragodzinnego) filmu to wywiad z wielka miloscia Herberta - z
jedyna kobieta, dla której pisal wiersze (notabene erotyki), i z która
utrzymywal wieloletni kontakt. Ta pani mówi nostalgicznie do kamery o ich
milosci, czulosci, przyjazni etc., co dla zony byc przyjemne nie moglo.

Udzielajac teraz wywiadu "GW", pani H. napomyka o kochankach meza i (z
widocznym przekasem) o tym, ze dla niej nie pisal wierszy. Lecz pretensjami
sercowo-lózkowymi nie daloby sie zamazac wizerunku "Adasia" jako klamcy,
manipulatora i wydrwigrosza intelektualnego, wiec "Gazeta Wyborcza" musiala
eksponowac watek zupelnie inny: oto sama wdowa po nieodzalowanym zaswiadcza,
ze antysalonowosc, antykomunizm i (zwlaszcza) antymichnikowosc Herberta byly
przejawem starczej choroby (w domysle: umyslowej) "Pana Cogito".Sformulowana
pismem adwokackim konkretna pretensja pani H. wobec filmu to... twarz i glos
Herberta. Pani H. zada - pod grozba trybunalu - usuniecia z "Obywatela poety"
wszystkich fragmentów zawierajacych twarz i glos Zbigniewa Herberta (czyli
wszystkich jego wypowiedzi przeciw Michnikowi i komunistom), twierdzac, ze
emitowanie tej twarzy i tego glosu naruszaloby jej prawa, a uzasadnia zadanie
artykulem 81 Prawa Autorskiego mówiacym o "wizerunku" (vulgo twierdzeniem, iz
glos jest takze czescia "wizerunku", a wszelkie prawa do
upubliczniania "wizerunku" - calego "wizerunku" poety - moze dawac tylko
ona).

Roszczenia te wszakze zostaly uznane za bezpodstawne przez prawn
Obserwuj wątek
    • Gość: polishAM Re: Sprawa Zbigniewa Herberta IP: *.tnt34.ewr3.da.uu.net 24.03.03, 18:15
      Zbigniew Herbert dokladnie odczytal intencje Michnika. Kardynal Wyszynski przed
      30 laty odgadl je rownie poprawnie. Odmowil Michnikowi wspolpracy.
    • Gość: Unleashed Sprawa Zbigniewa Herberta - część II IP: *.si.rr.com 27.03.03, 22:07
      Roszczenia te wszakze zostaly uznane za bezpodstawne przez prawników
      realizatora filmu (firma "Dr Watkins"), a przez ekspertów renomowanej firmy
      prawniczej "Hogan and Hudson" (do której zwrócila sie o ekspertyze PAI) wrecz
      zmiazdzone. Poinformowana o tym TVP nie ma zadnych podstaw formalnych
      (prawnych), by kolejny raz wstrzymac emisje "Obywatela poety". Jesli to zrobi -
      przyczyna beda wylacznie naciski i manipulacje polityczne "samych swoich".Stare
      chrzescijanskie powiedzonko mówi: "Bóg naznaczyl pewnych ludzi, by walczyli o
      prawde i sprawiedliwosc". Otwarta wojne z "samymi swoimi" Herbert wszczal w
      1985 roku. Udzielil wtedy wywiadu J. Trznadlowi (wywiad ten zostal opublikowany
      jako fragment "Hanby domowej"), nazywajac "wyscigiem serwilizmu" i "dzuma"
      prostytucje polskiej inteligencji (takze twórczej, czy zwlaszcza twórczej)
      wobec stalinizmu i pózniejszego "realnego socjalizmu", czyli wobec kazdej formy
      komunizmu. Mówil o tym z detalami, a puentowal tak: "To bylo male, glupie,
      nedzne, zaklamane". Gdyby powiedzial, ze bylo zbrodnicze - tez nie minalby sie
      z prawda.

      Albowiem intelektualna elita (gromady wszelakiego rodzaju twórców) doby
      bierutowskiej i gomulkowskiej miala pelna swiadomosc, ze - jak to ujal Z.
      Kubiak - "socjalizm jest uciskaniem spoleczenstwa przy uzyciu elit
      inteligenckich, które dadza sie do tego zatrudnic". Ze beda sie latwo dawaly
      zatrudniac - wiedzieli juz Lenin (zwal pracujacych dlan inteligentów i
      usluznych twórców "pozytecznymi idiotami") oraz Stalin (zwal ich "tanimi
      kurwami"). Ze beda pozbawione serc i sumien - bolszewicy tez doskonale
      wiedzieli; G. Nenning tak scharakteryzowal wlasna klase (lewicujaca
      inteligencje): "Bezmyslnosc, oschlosc, zgodne nasmiewanie sie z Kosciola, a
      przede wszystkim brak serca i odwagi, by dojrzec sytuacje, w jakiej znajduje
      sie naród".

      "Samym swoim" nie zabraklo wszakze czujnego oka i ucha, by dojrzec sytuacje, w
      jakiej znajduje sie parciejacy system "demokracji ludowej". Znowu Z.
      Kubiak: "Juz u schylku lat 60. pisarze czy intelektualisci wiedzieli, ze kryzys
      komunizmu jest nieuchronny, ze to sie nie rozwija. Rozwijal sie tylko
      kapitalizm". W latach 70. zaczeto sie wiec przebranzawiac na "dysydenckosc". L.
      Tyrmand slusznie pózniej zauwazy, iz liski przefarbowaly sie na "antykomunizm"
      wtedy, "kiedy nieszkodliwym krzykiem i niezgadzaniem sie mozna juz bylo w
      Polsce wybornie zarobkowac, lepiej niz dotychczasowym sluzalstwem". O tych
      rodzimych "dysydentach", przemalowanych z wczesniejszych "zasluzonych dla
      krzewienia ustroju", mozna rzec to samo, co wloska specjalistka, M. Fenelli,
      rzekla roku 1994 o sowieckich "dysydentach": "W opozycji inteligentów wobec
      Kremla bylo duzo swoistego leninowskiego spektaklu. Wciaz nie do konca
      rozumiem, jak tez sie wam udawalo granie Twalczacych z rezimem opozycjonistówt
      i jednoczesnie deklarowanie: Tnie jestesmy wrogami wladzy radzieckiejt.
      Domyslam sie, ze chodzilo o branie pieniedzy z obu stron".

      Pani Fenelli za domyslnosc winna dostac celujaca note.Lewacka "dysydenteria"
      (mozna mylic z dyzenteria) postkomunistyczna lat 80. miala juz kilkuletni staz,
      nie lubila wiec gdy jej wodzom (np. Kuroniowi, eks-szefowi bolszewickiego
      harcerstwa), jej trubadurom (np. Konwickiemu, stalinowskiemu stupajce
      kulturowemu) i jej samej przypominano byle prostytucyjne wyslugi i piruety.
      Dlatego chloszczaca ich tyrada Herberta w "Hanbie domowej" wywolala
      furie "salonów".

      Odtad przepasc miedzy "ksieciem poe-tów" a lewicujaca inteligencja "opozycyjna"
      powiekszala sie juz nieublaganie, by apogeum osiagnac w latach 90., które
      celnie streszcza J. Galarowicz: "Niegdysiejsi piewcy komunizmu, jego wierni
      sludzy, ludzie skompromitowani - naukowcy, artysci, dziennikarze - staja na
      czele budowniczych nowych czasów, wracaja (w przebraniu socjaldemokratów,
      liberalów, europejczyków) na pierwsze strony gazet, gorliwie naród pouczajac,
      radzac mu itp. Zdrajcy sugeruja, ze naleza sie im pomniki. W najwyzszej cenie
      sa konwertyci - ludzie, którzy odeszli od komunizmu.

      Prawdziwi patrioci, spychani na margines, sa bezradni". Wlasnie ta bezradnosc
      Dobra wobec rozpanoszonego Zla mobilizowala Herberta jako rycerza pietnujacego
      nikczemników. A wlasnie te jego rycerskie harce przeciwko "samym swoim"
      mobilizowaly ich do zadawania mu ciosów. Hersztem wrogów Herberta zostal A.
      Michnik.Michnik byl zawsze heroldem wojujacej lewicy (komunistów zwal
      Prometeuszami), tej lewicy, o której P. Johnson pisze: "Lewica zawsze jest
      zdolna do popelniania niesprawiedliwosci, i zawsze gotowa jest tlumic prawde w
      imie wlasnej, wyzszej racji".

      Tak wlasnie uczynil Michnik juz na samym progu III Rzeczy-pospolitej, krzykiem
      broniac z trybuny sejmowej zlodziejskiego majatku PZPR (" - Co ja tu slysze?!
      Nienawisc!") i gwaltownie sie przeciwstawiajac jakiemukolwiek rozliczeniu
      zbrodniarzy komunistycznych, czyli torpedujac sprawiedliwosc w jej
      najoczywistszym, elementarnym wymiarze. Te abolicjonistyczna ideologie rozwinal
      pózniej do rangi zelaznej doktryny, stajac sie gensekiem calego nadwislanskiego
      bloku antylustratorów i antydekomunizatorów.
      Zjednalo mu to wielu sympatyków wsród "europejczyków" i esbeków (swego czasu
      cytowano pewnego majora bezpieki, charakteryzowanego przez ofiary jako
      szczególnie bestialski oprawca, który pial na temat Michnika: " - Co za
      wspanialy, madry czlowiek!"). Równoczesnie jednak rosly szeregi ludzi, których
      zdumiewala, konsternowala, wreszcie przerazala zapieklosc, z jaka Michnik
      wybiela katów i broni ich przed wszelka odpowiedzialnoscia, chocby tylko
      moralna.

      Herbert zaczal kontestowac te michnikiade w tym samym 1990 roku, w którym i ja
      wytoczylem pierwsze antymichnikowskie dziala. Ja na stronicach "Lepszego"
      (gdzie m.in. proponowalem polskiemu spoleczenstwu, by obralo sobie Michnika Ubu-
      królem); Herbert piszac list otwarty do S. Baranczaka (gdzie atakowal
      bronionych przez Michnika "samych swoich", grzmiac: "I to jest ich historyczna
      wina, której, co gorsza, nie potrafia odpokutowac chocby skromnym przyznaniem
      sie. Przeciwnie, zacieraja slady i chodza pomiedzy nami jako niewinne ofiary").

      Kilka lat pózniej, gdy torpedujace sprawiedliwosc praktyki Michnika (juz
      potentata medialnego) szerzyly coraz wieksze spustoszenie etyczne - Herbert i
      ja coraz mniej przebieralismy w slowach. Opublikowalem wiele tekstów
      pietnujacych dzialalnosc Michnika, prezentujac go jako Mefistofelesa
      tumaniacego spoleczenstwo i zatruwajacego dusze narodu; glównym wsród tych
      tekstów byl artykul o rutynowej klamliwosci "Gazety Wyborczej",
      pt. "Ministerstwo prawdy" ("Tygodnik Solidarnosc" 20-V-1994).

      Pisalem m.in.:"Czuje do Michnika i jego stachanowszczyzny pogarde i
      obrzydzenie. Cóz bowiem innego jak wstret mozna czuc do bylego Tdysydentat,
      który kumpluje sie z Urbanem i Kiszczakiem, chla bruderszaftowe wino z
      Jaruzelskim i Kwasniewskim, toczy rozpaczliwa walke przeciw lustracji (a wiec
      przeciw deagenturyzacji Rzeczypospolitej), oglupia i deprawuje Polaków apologia
      relatywizmu moralnego, leseferyzmu, permisywizmu etc., przez cale lata trzyma
      nad komuna ochronny parasol i staje sie heroldem-symbolem tej rózowej koterii
      UD-ckiej, co doprowadzila Polske do stanu zawalowego pod wzgledem etycznym?".

      Herbert byl w trudniejszej sytuacji niz ja, gdyz swego czasu przyjaznil sie z
      Michnikiem. Ale Herbert byl czlowiekiem, dla którego - jak to mówiac o nim ujal
      J. Trznadel - "prawda byla wazniejsza niz wzgledy towarzyskie". Herbert uznal
      (calkowicie slusznie), ze Michnik stajac po stronie jawnego Zla zdradzil swoich
      przyjaciól ("Zawiódl niemal wszystkich swoich przyjaciól!" - to slowa Herberta
      z roku 1994), wykazujac owym przeniewierstwem karygodna nielojalnosc.

      W lipcu 1999 roku zona Herberta, udzielajac wywiadu miesiecznikowi "Tysol"
      (dodatek "Tygodnika Solidarnosc"), przypomniala: "Zbyszek nie uznawal
      nielojalnosci"
      • Gość: Unleashed Sprawa Zbigniewa Herberta - część III IP: *.si.rr.com 27.03.03, 22:09
        nielojalnosci".Katalog surowych sadów Herberta o Michniku jest bogaty; kilka
        cytatów: "Wierzylem w jego intelekt, a takze w zwykla uczciwosc - zawiodlem
        sie"; "On stacza sie po równi pochylej"; "Cynizm i najpospolitszy
        nihilizm"; "Jest on klasycznym przykladem kariery komunistycznego Dyzmy" itd.,
        itp. Inni dawni przyjaciele badz znajomi Michnika (np. L. Dymarski) wyrazali
        sady podobne. L. Kaczynski rzekl: "Niewielu ludzi ma taki udzial w szerzeniu
        nienawisci w zyciu publicznym jak Adam Michnik". G. Herling-
        Grudzinski: "Michnik winien pójsc do dobrego psychiatry". R.
        Ziemkiewicz: "Michnik to leninowski Tpozyteczny idiotat, miotany jakimis
        zapieklymi kompleksami i urazami (...) To pajac".

        R. Lazarowicz stwierdzil przed paru laty, ze Michnik "ma szczególna inklinacje
        do otaczania sie kanaliami". Fakt, ale Michnika otaczaja nie tylko jego esbeccy
        i nomenklaturowi kumple, czy gromada jego pokornych wyrobników (etatowych
        dziennikarzy "GW") - ma on równiez wielka horde milosników wsród "inteligencji"
        (przesiaknietej lewicowoscia i falszywym humanizmem typu "polityczna
        poprawnosc") i wsród trzeciorzednych "ludzi pióra", mialkich pismaków, gotowych
        hagiografowac swego guru bezwstydnie i bronic go zawziecie. A. de Saint-Exupéry
        pisal: "Jesli pozwolisz, by robactwo sie rozmnozylo - rodza sie prawa robactwa.
        I rodza sie piewcy, którzy beda je wyslawiac".

        Taki wlasnie mydlek schlastal dopiero co "prawem robactwa" moje (w duzej czesci
        antymichnikowskie) "Stulecie klamców" na lamach "Nowej Res Publiki" (periodyk
        M. Króla, Smolara, Jastruna-juniora i podobnych), opluwajac te ksiazke jako
        produkt "antyliberala", "antykomunisty", "ciemnogrodzianina", wroga "grubej
        kreski" itp., a wreszcie nieomal przepraszajac "samych swoich", ze w ogóle
        pisze o Lysiaku, i konczac "w nadziei, ze to juz ostatni tekst, jaki ukazal sie
        o twórczosci Waldemara Lysiaka" (sic!). Przy tym wszystkim nie ukrywal, ze
        broni Michnika, Malachowskiego i Mazowieckiego, krytykowanych przez Lysiaka. W
        drugiej polowie lat 90. Herbert inkasowal podobne uszczypliwosci lub epitety od
        takich samych lizusków ze sfory michnikowskiej, lecz zeby go doszczetnie
        pognebic gazeta "Adasia" wytoczyla duzo ciezsze armaty przeciwko "ksieciu
        poetów", sugerujac m.in. jego bezpieczniackosc i niepoczytalnosc.

        Widzac ogrom Zla zalewajacego "wyzwolona Rzeczpospolita" - ogrom hanby
        usprawiedliwianej piórami kundli Michnika - i chcac walczyc przeciwko temu,
        Herbert szukal medialnej platformy dla swej walki. Robil rózne próby, by
        wreszcie podjac decyzje oczywista - wybral najprzyzwoitszy i najodwazniejszy
        tygodnik antykomunistyczny: "Tygodnik Solidarnosc", bedacy zarazem glównym
        medialnym adwersarzem Michnika. Od roku 1994 ukazywaly sie tam wywiady i teksty
        Herberta budzace wscieklosc "GW". Kontruderzenia michnikowców tez byly ciezkie;
        za najwieksze uchodzi "szlaban", jaki "sami swoi" postawili we wplywowych
        miedzynarodowych kregach dla kandydatury Herberta do literackiej Nagrody Nobla,
        podsuwajac "na zamiane" slabsza poetke, ale "swoja" (ta pani jest faworyzowanym
        rymopisem "GW", obok Milosza) - jednak tego nie da sie udowodnic, bo ten cios
        nie ma formy pisemnej jako dowodu. Dowiesc mozna innych nieprawosci Michnika
        wymierzonych w "ksiecia poetów".

        Szczególnie obrzydliwe chwyty antyHerbertowskie wyprodukowala "Gazeta Wyborcza"
        po smierci geniusza, w roku 2000, gdy "salony" vel "srodowiska" wiedzialy juz,
        ze film Zalewskiego da kazdemu moznosc wysluchania sadu Herberta: " - Michnik
        jest manipulatorem. To jest czlowiek zlej woli, klamca, oszust intelektualny".
        Wiosna roku 2000 (Zalewski konczyl wlasnie montaz filmu) "GW" publikuje rozmowe
        swoich czolowych amazonek (A. Bikont i J. Szczesna) z Herlingiem-Grudzinskim, w
        taki sposób zonglujac slowami, by Herbert zaczal sie jawic czytelnikom jako
        ubecki kapus. W. Wencel nazwie to pózniej "manipulacja", która
        byla "równoznaczna z sugestia wspólpracy poety ze sluzbami specjalnymi PRL".
        Podobnie pietnowali wybryk "GW" inni sposród nielicznych uczciwych dziennikarzy
        i publicystów. Sam Herling zdazyl (tuz przed swa smiercia) zaprotestowac
        gwaltownie przeciwko wykorzystywaniu jego nazwiska do takich brudnych trików.
        Dwie spryciule, które go wmanewrowaly w robienie bezpieczniackiej "geby"
        Herbertowi - nazwal pogardliwie (i moze aluzyjnie) "paniami sledczymi".

        Sztuczka z "TW" Herbertem nie wyszla, siegnieto wiec do srodka ostatecznego -
        do chorobliwej nieodpowiedzialnosci za slowo, czyli do dewiacji starzejacego
        sie piernika. Juz przed paru laty "Gadula Wyrodna", piórem jednego ze
        swych "strzelców wyborczowych", przezwala Herberta Stevensonowskim wampirem
        Hyde’em, sugerujac tym patologicznosc jego umyslu. Pózniej (po smierci
        Herberta) T. Jastrun tlumaczyl, ze w latach 90. Herbert "dal sie uzyc" (sic!)
        jako "mlot na polskich intelektualistów", czym "przekroczyl granice smaku", a
        wszystko to wskutek "okresowych stanów depresji" (klarowna parabola wobec
        znanej medykom "depresji maniakalnej"). Wszelako takie glosy mogly byc uznane
        za zwykle ujadanie wrogów. Gdyby jednak potwierdzila te diagnoze sama zona -
        mozna byloby Herberta lat 1990-1998 osadzic w wariatkowie "elegancko".
        Siegnieto wiec do zony. I ta udzielila wrogom meza rajcujacego ich wywiadu!

        Sam fakt, ze pani H. podjela wspólprace z "GW", jest rzecza wstretna - jest
        policzkiem wymierzonym zmarlemu mezowi przez wdowe - bo "ksiaze poetów"
        zadeklarowal publicznie (w liscie do S. Remuszki juz A.D. 1992), ze nigdy nie
        bedzie drukowal na lamach gazety Michnika. Druga obrzydliwosc (jeszcze wieksza)
        to fakt, iz pani H. postponuje meza dzieki lamom szmaty, która dopiero
        co "zlozyla na niezyjacego Herberta nikczemny donos" (jak to trafnie ujal L.
        Dymarski). Wreszcie trzecia hanba (glówna) to gledzenie pani Herbertowej, ze
        wskutek naglej slabosci ciala i ducha Herbert gadal przeciwko "Adamowi" i jego
        komilitonom "bardzo duzo zlych rzeczy", których wszakze nie myslal, ino tak mu
        sie paplalo chrobowo pod wplywem zlych ludzi ("Stal sie bezbronny jak dziecko.
        I rózni cwaniacy go za nos wodzili"), wiec trzeba te "bardzo niesprawiedliwe
        sady Zbyszka o ludziach" co rychlej wykreslic z jego zyciorysu. Caly ten wywiad
        sluzy wlasnie preparowaniu trupa - przemalowywaniu Herberta zamalowywaniem
        czarna cenzorska farba jego wieloletniego, bezkompromisowego i absolutnie
        niedwuznacznego politycznego wyboru. Sam fakt urzadzenia przez "Gadule Wyrodna"
        tej manipulacji to wzorcowa wrecz nikczemnosc l la Michnik. L. Kaczynski juz
        pare lat temu zarzucil Michnikowi "wykorzystywanie skrajnie nikczemnych metod".
        Michnik sie od tamtej pory nie zmienil - jest to podlosc niereformowalna.

        Wywiad przeprowadzil stary giermek Michnika, J. Zakowski, ten sam, co niegdys
        przeprowadzil ze swym "capo" ksiazkowy wywiad-rzeke, podczas którego "Adas"
        zapewnia czytelników: " - Chrystus mnie umilowal". Rozmowa z pania H. tez
        wypelnilaby mala ksiazeczke - wywiad zajal szesc bitych kolumn drobnego druku.
        Zakowski, swiadom niebezpieczenstw i swiadom roli "zeznan" pani H., prowadzi te
        dluga rozmowe w sposób (trzeba mu to przyznac) bezbledny. Przybiera poze i ton,
        które mozna okreslic mianem "kreacja na przyjaciólke" - jest caly czas cieplym,
        swojskim, wspólczujacym, wrecz tulacym sie troskliwie do rozmówczyni
        zwierzeniobiorca, pelnym humanitarno-humanistycznych wahan i rozterek, nucacym
        melodie wspólbrzmiaca, gotowym w kazdej chwili cofnac sie lub poddac. Juz
        pierwszym pytaniem sygnalizuje swa rzekoma slabosc, co ma osmielic pania H.,
        vulgo "przelamac lody": " - Nie jestem pewien, czy w ogóle powinnismy
        rozmawiac. Boje sie tej rozmowy". Spytany dlaczego sie boi, wyjasnia: " - Bo
        bardzo bym nie chcial sprawic Pani przykrosci ani wydrukowac niczego, co
        sprawiloby przykrosc Pani mezowi, którego podziwiam (...) Ale tylko Pani moze
        powiedziec, kim on byl naprawde".

        No w
        • Gość: Unleashed Sprawa Zbigniewa Herberta - część IV IP: *.si.rr.com 27.03.03, 22:10
          No wiec mówia sobie "kim on byl naprawde", ale nie tylko on - cala trzecia
          strona wywiadu poswiecona zostala wybielaniu komunisty Milosza. Milosz, w dobie
          stalinowsko-bierutowskiej dyplomata rezimu - w roku 1992 zapewnial: "Nie macie
          pojecia jaka fascynujaca przygoda intelektualna byl komunizm". Innym razem
          ocenil tamten etap swego zycia per: "Uprawialem prostytucje", wszelako ze swoja
          lewicowoscia niezbyt daleko odszedl od "uprawiania", co Herberta gniewalo i
          pchalo do ataków na kolege.
          Duet Zakowski-Herbertowa tak dlugo walkuje ów problem (problem wojny, która
          Miloszowi wytoczyl Herbert zdegustowany "sama swoja" postawa Milosza) - tyloma
          pokretnymi pytaniami i odpowiedziami - ze w koncu czlowiek zaczyna myslec jak
          amerykanski republikanin: "Ile razy jeszcze trzeba przeliczyc glosy, zeby
          wygral Al Gore?". Ile trzeba gadania, zeby Milosz wyszedl z tej afery bez
          szwanku, a Herbert z "image’em" maniaka-awanturnika czepiajacego sie bez sensu?

          Uzylem slowa "duet" nieprzypadkowo. Prowadzona umiejetnie pani H. robi z meza
          blazna majacego rozdwojenie jazni - co innego gloszacego, a co innego
          myslacego. Zreszta jesli nawet myslal cos zlego o "samych swoich", to nie
          powinien byl mówic, tak sie nie robi, nie wypada, nie uchodzi, "salony" tego
          nie lubia, a fe! Czytamy: "... nie wszystko sie mówi, co czlowiek czasami
          pomysli czy poczuje". A "Zbyszek", majacy tylko "czasami" takie glupie mysli,
          generalnie przeciez myslal cos zupelnie innego, niz mówil. A plótl tak bez
          sensu, bo juz byl chory. Czytamy: " - Nieraz zachowywal sie przeciez zupelnie
          inaczej, niz sam by sobie zyczyl. To go rujnowalo".

          Gdy "obiektywizm" pani H. chwilowo slabnie - pan Z. szybko spieszy z pomoca: " -
          Ale jednak on sam te wszystkie rzeczy, rózne straszne rzeczy, powiedzial...".
          Gdy zas "poprawiajaca" meza pani H. zdaje sie byc bliska
          zalamania, "wywiadowca" cofa sie jak slimak do swej skorupy (" - Zawsze mozemy
          przerwac") lub odgrywa wspólbolejaca "przyjaciólke" (" - Nie musi mi Pani
          wszystkiego tlumaczyc. Wiem, ze to jest trudna rozmowa, dla Pani i dla mnie. I
          slucham z podziwem, jak Pani potrafi o tym opowiadac"). Opowiadaja wiec sobie w
          tandemie o aberracjach "ksiecia poetów".L. Dymarski, przeczytawszy ów sliski
          dialog, napisal: "Pani Herbert, jak sadze, nie zdaje sobie sprawy, ze mówi o
          zmarlym Mistrzu zle". Moje wrazenie jest zupelnie inne - rozmawiajaca z panem
          Z. pani H. doskonale zdaje sobie sprawe jakie zamówienie realizuje, i robi to
          swiadomie az nadto. Zgadzam sie natomiast z kolejnym (lekko kpiarskim) zdaniem
          Dymarskiego: "Odnosi sie wrazenie, ze pani Katarzyna dzielnie, milczaco, ale
          zle znosila Topcjet Herberta, i dopiero teraz, po smierci poety, stara sie to
          naprawic".

          To samo przypuszcza W. Wencel: "Zona poety stara sie wiec wymazac ostatnie
          osiem lat zycia Herberta ze wzgledu na wlasne kontakty towarzyskie i bardzo
          widoczne w rozmowie sympatie polityczne". Teza jest wiec taka: Herbert poslubil
          kobiete o zupelnie innych niz jego wlasne sympatiach salonowo-politycznych,
          lecz ona dla dobra ich zwiazku tlumila swoja "opcje", i dopiero wyzwolona
          zgonem poety mogla dac publiczne ujscie tym swoim proudeckim, promichnikowskim
          sympatiom. Jest to zapewne prawda, ale nie do konca, bo oslawiony dialog z "GW"
          stanowi ewidentnie dorazna transakcje majaca podreperowac aktualny
          status "salonowy" pani H.
          Kluczem byl tu glówny medialny wróg "Gazety Wyborczej" - "Tygodnik
          Solidarnosc".Widzac w Michniku lidera, wiecej: symbol tej formacji, która hanbi
          i deprawuje III Rzeczpospolita - Herbert, jak juz wspomnialem, od roku 1994
          zwiazal sie mocno z "Tysolem". Mocno, znaczy: wlasciwie monopolistycznie, gdy
          idzie o walke polityczno-etyczno-kulturowa.

          A z kim innym mial sie wiazac? Z "Najwyzszym Czasem", którego sternik, J.
          Korwin-Mikke, wyraza wobec gen. Jaruzelskiego szacunek równy "braterstwu"
          miedzy Michnikiem a "Jaruzelem"? (K. Herbertowa: "Zbyszek Jaruzelskiego po
          prostu nienawidzil. Uwazal, ze jest to czlowiek, który spodlil Polske. A
          TGazetat Jaruzelskiego bronila. To stworzylo przepasc miedzy Adamem a Zbyszkiem
          zanim jeszcze ostatecznie wrócilismy do Polski"). Lub moze mial sie wiazac
          z "Gazeta Polska", której szef, P. Wierzbicki, dzis juz otwartym tekstem pieje
          hymny pochwalne pod adresem Michnika jako "oryginalnego politycznego
          wizjonera"? (notabene wiceszefowa "GP", niegdys publikujaca u Kwasniewskiego,
          dzis publikuje u Michnika).

          Pragnac zachowac czyste sumienie - Herbert nie mógl wybrac innej gazety
          jak "Tygodnik Solidarnosc". "Tysol" stal sie dla "ksiecia poetów" platforma
          publicystycznej krucjaty. Czas odwetu przyszedl teraz, gdy "Gadule Wyrodnej"
          udalo sie skaptowac wdowe Herbertowa.Prawie cala ostatnia kolumna wywiadu pana
          Z. z pania H. poswiecona jest rozstrzeliwaniu naczelnego redaktora "Tygodnika
          Solidarnosc", Andrzeja Gelberga, i samego "Tysola"; cytuje fragmenty: " -
          Zbyszek powiedzial: TNie mam gdzie drukowac, to bede tu drukowalt (...) I wtedy
          nagle znalazl sie w srodowisku, z którym nigdy nic go nie laczylo (...) Znalazl
          sie w swiecie, do którego przeciez nigdy nie nalezal. Juz nad tym nie panowal
          (...) Stal sie bezbronny jak dziecko. I rózni cwaniacy za nos go wodzili (...)
          Oni po prostu próbuja sobie Herberta przywlaszczyc (...) A ja marze o jednym:
          zeby postac Zbyszka nareszcie przestala byc uzywana do robienia taniej polityki
          przez ludzi, którzy w ostatnich latach zycia zaczeli go oklejac". I tak dalej,
          i tym podobnie. Muzyka dla uszu Michnika. Jest czyms szczególnie paskudnym
          wobec czytelników - jest zwyczajnym robieniem durnia z czytelnika "GW" - gdy
          pani H. w jednym miejscu nieopatrznie przyznaje, iz "Zbyszek" sam zwrócil sie
          do "Tysola", bo "chcial walczyc z komunistami, których nienawidzil", a troche
          dalej pani ta zapewnia goraco, ze srodowisko antykomunistów bylo mu duchowo
          obce, bylo "swiatem, do którego nigdy nie nalezal" i "z którym nigdy nic go nie
          laczylo", zas antykomunisci-antymichnikowcy to "cwaniacy", co "za nos go
          wodzili" i "przywlaszczali sobie" nieomal wbrew jego woli!

          Ten szokujacy przyjaciól Herberta slowotok, szpikowany krzywdzacymi wtretami
          typu "Gelbergowi to bardzo dogadzalo" - ma wrecz upiorny charakter, przeczy
          bowiem logice, rzeczywistosci, faktom, i gleboko obraza Zbigniewa Herberta
          (antykomuniste ze stazem kilkudziesiecioletnim, i antymichnikowca ze stazem
          ponad dziesiecioletnim!). Bedac profanacja jego pamieci - jest profanacja
          swiezych jeszcze zwlok "ksiecia poetów".
          Sformulowanie "upiorny charakter" to ciezkie sformulowanie, winienem je tedy
          godziwie (bardziej szczególowo) uzasadnic. Pani H., udzielajac "GW" wywiadu
          (wywiadu w sumie antymezowskiego), nicuje prawde nie tylko wielokrotnie, ale i
          dubeltowo - tym, co mówi, i tym, czego nie mówi, co wstydliwie pomija. Mówi, ze
          Herbert zostal przez antykomunistów-antymichnikowców wlasciwie zgwalcowny
          ("oklejony", "przywlaszczony" etc.), bo byl juz "bezbronny jak dziecko".
          Przeczy to drodze zyciowej Zbigniewa Herberta, przeczy jego wieloletniej walce
          piórem, przeczy jego czystej duszy, przeczy jego swiadomym wyborom - brzmi
          równie nonsensownie jak brzmialoby twierdzenie, ze modernisci sila lub
          podstepem zmusili Picassa do opozycji wobec realizmu iluzyjnego. J.
          Trznadel: "Cala ta, wyrazona przez zone poety, rewizja pogladu Herberta jest
          wedlug mnie nie tylko nieprawdziwa, ale i szczególnie maloduszna". Nadto pani
          H. sugeruje bezwlasnowolnosc mentalna (chorobowa) poety w ostatnich latach
          zycia, co - gdybysmy w to uwierzyli - zmuszaloby do przypuszczen, ze jego
          wspaniale rymy i eseje z tych lat pisaly za niego jakies krasnoludki lub
          inni "murzyni".
          • Gość: Unleashed Sprawa Zbigniewa Herberta - część V IP: *.si.rr.com 27.03.03, 22:11
            Ciekawe jest równiez to, co pani H. przed panem Z. ukryla. Poniewaz zgodnie z
            oczekiwaniem pietnowala ile wlezie naczelnego redaktora "Tysola" i cale
            srodowisko "Tygodnika Solidarnosc" jako "cwaniaków", którzy poete "za nos
            wodzili" - niezrecznie jej bylo wspominac, ze na pogrzebie Herberta redaktor
            Gelberg (antykomunista od zawsze i antymichnikowiec od dziesieciu lat) byl
            bodajze jedynym czlowiekiem, któremu padla w ramiona, by wyszlochac swój ból.
            Wczesniej, gdy znany antybolszewik, prezydent Kwasniewski, wyrazil chec (tuz po
            zgonie "mistrza") udekorowania antykomunisty Herberta - zapytana o zgode
            malzonka zwrócila sie z prosba o rade do Andrzeja Gelberga i rady tej (nie
            przyjmowac!) usluchala (pewnie byla wtedy takze "bezbronna jak dziecko").
            Równie niezreczne byloby wspominanie jak bardzo byla wniebowzieta, gdy pierwsza
            rocznice smierci "ksiecia poetów" "Tysol" uczcil wspanialym koncertem na jego
            czesc (rymy Herberta spiewali Niemen, Szczepanik i Gintrowski) - odtwarzano
            wówczas z tasmy magnetofonowej glos poety, a pani H. wyrazala swa serdeczna
            wdziecznosc ludziom, którzy wedlug jej nowej (dzisiejszej) wersji
            rzeczywistosci robili "tania polityke" kosztem Herberta. A juz najbardziej
            niezreczne byloby ujawnianie "przyjaciólce" (gazecie Michnika), ze w maju 1999
            roku pani H. sama poprosila "Tygodnik Solidarnosc", by przeprowadzil z nia
            wywiad (wywiad pt. "Mój Zbyszek", bardzo obszerny, kilkukolumnowy, ukazal sie
            na lamach "Tysola" dwuodcinkowo - w czerwcu i lipcu 99). Tak ja "opletli" ci
            niegodziwi "cwaniacy"! Dzieki Bogu, dzieki "Adasiowi", którego "Chrystus
            umilowal", i dzieki panu redaktorowi Zakowskiemu, którego "Adas" namascil -
            oprzytomniala.

            Dzisiejsza radykalna zmiana frontu przez wdowe po Herbercie jest demonstracja
            pragmatyzmu. Pani H. zauwazyla, ze antykomunisci i antymichnikowcy sa nad Wisla
            w odwrocie, ze to nie "Tysol", lecz "Gazeta Wyborcza" modeluje opinie publiczna
            i daje przepustki do salonów, zlobów i laurów - cóz wiec mogla zrobic? Wykonala
            spektakularna wolte (tym latwiejsza, gdy zgodna z wewnetrzna "opcja"
            pierwotna), gwizdzac na to, ze maz sie w grobie przewraca. Gwizdal na to
            równiez red. Zakowski, wbrew swym zapewnieniom, iz nie chcialby "wydrukowac
            niczego, co sprawiloby przykrosc Pani mezowi, którego podziwiam". Wydrukowal
            stek "insynuacji" o Herbercie, czyniac z geniusza marionetke ubezwlasnowalniana
            przez chorobe i przez wrogów bossa pana Z. Ciekawy hold dla czlowieka, którego
            sie podziwia.

            "Sami swoi" - przy calej ich potedze medialnej (opiniotwórczej), dzieki której
            zawladneli Polska - maja jednak bolesny klopot: nie zdolali skompletowac
            stuprocentowo swej sfory, brakuje im paru "wielkich nazwisk". Rzecz
            charakterystyczna - wszystkie "wielkie nazwiska" wyslugujace sie im lub
            sprzyjajace im to "umoczency" - umoczeni w stalinizm, marksizm i lewactwo.
            Milosz i Konwicki pracowali dla czerwonego rezimu, Mrozek wzywal do "czujnosci
            pisarza (...) na podstawie marksistowskiego swiatopogladu", Kapuscinski wyrazal
            jedno zyczenie: "Chcialbym calym soba, jako czlonek Partii, sluzyc
            niesmiertelnej idei Stalina", Szymborska plula na religie, reklamujac Lenina
            jako "Adama nowego czlowieczenstwa", a Lem plul na zachodni system "rzadzenia
            terrorem", tlumaczac, iz "calkowicie odmiennie jest w spoleczenstwie budujacym
            socjalizm" itd., itp. Natomiast "wielkie nazwiska" nie umoczone - pozostawaly
            oporne wobec "salonu" monopolizowanego przez "samych swoich". Dochodzilo tu
            zreszta do bulwersujacych "qui pro quo", chocby wtedy, gdy L. Tyrmand ujawnil
            swoje antysalonowe poglady ("zoologiczny antykomunizm"), suchej nitki nie
            zostawiajac na "elicie". Taki sam numer wycial im S. Kisielewski ("Kisiel"),
            uwazany przez "samych swoich" za swojaka - rzetelnym "Dziennikiem"
            skopal "salon" bez litosci i bez respektu, wywolujac chóralny skowyt "elity
            kulturalnej". Równiez Herberta "salon" uwazal za swojego, a tu "Zbyszek" zaczal
            sie im wymykac w latach 80., by w 90. rznac ich juz po faryzejskich mordach
            gola piescia. Herling-Grudzinski takze pokazal im zgiety lokiec, nie szczedzac
            slów bardzo krytycznych, czasami wrecz obelzywych. To bolalo, gdyz bylo kleska
            prestizowa tout court. O mnie nie ma co mówic - zawsze toczylem wojne przeciwko
            tej bandzie szumowin intelektualnych i politycznych lotrów, a klopot ze mna
            wciaz polega na tym, ze wszystkie edycje moich ksiazek bija rekordy sprzedazy,
            zas ta najbardziej antymichnikowska - "Stulecie klamców" - ma juz wprost
            astronomiczny naklad (od prawie roku nie schodzi z list bestsellerów). Prolem -
            co z tym zrobic?

            Jedyna metoda kontrowania zywego - oczerniac. Jedyna sensowna metoda przeciwko
            zmarlemu - neutralizowac procesem reinterpretacji jego pogladów. Zabieg
            wydawaloby sie niewykonalny, lecz przy pomocy zony taka akrobacja jest do
            pomyslenia. I do zagrania. Co wlasnie uczyniono z Herbertem na lamach "GW". C.
            Michalski: "Herberta nie sposób zniszczyc, wiec sie go dosyc agresywnie
            reinterpretuje". Fakt - niszczyc (obmowa, klamstwem, blotem rzucanym przez
            renegatów) mozna takich ludzi jak sedzia S. Nizienski, jeden z
            najszlachetniejszych i najdzielniejszych rodaków (ów "sprawiedliwy w Sodomie"
            procedurami prawnymi eliminuje esbeckie szczury, deratyzujac kraj).

            Ze zmarlym poeta takie chwyty nie sa mozliwe, lecz mozna spróbowac - wbrew
            faktom - wytworzyc falszywa mitologie, wchlaniajac go do szeregu swojej
            formacji "post mortem". Historia zna wiele przypadków "zapisywania trupa do
            partii". Czy szykowana (jak slyszalem) piórami "pan sledczych" Michnika (Bikont
            i Szczesnej) ksiazka o Herbercie bedzie kolejnym etapem megamanipulacji?
            Przestrzegam: "korniki" (vide motto), nie kontynuujcie tego procederu, bo
            dzieki ludziom takim jak ja i dzieki wspólczesnej technice (tasma magnetofonu)
            Herbert bedzie wam wciaz zza grobu powtarzal swój definitywny sad o waszym
            idolu rodem z piekla: " - Michnik jest manipulatorem. To jest czlowiek zlej
            woli, klamca, oszust intelektualny".

            autor: WALDEMAR LYSIAK
      • Gość: f Re: Sprawa Zbigniewa Herberta - część II IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 27.03.03, 22:14
        I teraz wszyscy się go boją !Nawet Kiszczak!Paranoja!
        Kupił listę kapusiów od rosjan?
    • Gość: dodo Re: Sprawa Zbigniewa Herberta IP: *.acn.pl 28.03.03, 06:21
      Ty, Unleashed to masz gadane. Tylko, kurwa za dlugo piszesz - nikomu nie chce
      sie czytac. Jak chcesz komus sprzedac idee, to musisz to zrobic w przystepnej
      formie, bo inaczej pies z kulawa noga na ciebie sie nie obejrzy...
      • Gość: Unleashed Ale to nie moje - to przedruk - autor W. Łysiak. IP: *.si.rr.com 28.03.03, 06:59
    • ada08 Ciekawią mnie dwie kwestie: 28.03.03, 07:42
      1. Kiedy wreszcie osoba Zbigniewa Herberta przestanie być
      wykorzystywana do polityczno-personalnych rozgrywek ?

      2. Czy osoby, które tym rozgrywkom ochoczo kibicują,
      czytały cokolwiek z tego, co Herbert napisał, poza wyrywkami
      z 'Pana Cogito' ? Czy kiedykolwiek wzięły do ręki którąkolwiek
      z książek Herberta ?
      a.
      • uriel1 Re: Ciekawią mnie dwie kwestie: 28.03.03, 07:54
        Dzień dobry, Ado.

        ada08 napisała:

        > 1. Kiedy wreszcie osoba Zbigniewa Herberta przestanie być
        > wykorzystywana do polityczno-personalnych rozgrywek ?

        /z reguły ludzi się "używa" tak długo jak żyją. W przypadku Herberta - zasada
        została złamana. Nie potrafie Ci odpowiedzieć na to pytanie. Tu nawet 50-letni
        okres obowiązywania "prawa autorskiego" nie może być brany pod uwagę - to był
        taki prostacki żart/
        ==============================

        > 2. Czy osoby, które tym rozgrywkom ochoczo kibicują,
        > czytały cokolwiek z tego, co Herbert napisał, poza wyrywkami
        > z 'Pana Cogito' ? Czy kiedykolwiek wzięły do ręki którąkolwiek
        > z książek Herberta ?
        > a.

        Tu już jesteś okrutna. miłego dnia życzę. Ide się napić kawy. Słodzisz?
        • ada08 Re: Ciekawią mnie dwie kwestie: 28.03.03, 08:32
          Dzień dobry smile

          Nie okrutna, tylko ciekawa smile

          Nie, nie słodzę smile
          a.
      • Gość: Unleashed Odpowiedź: IP: *.si.rr.com 28.03.03, 16:42
        > 1. Kiedy wreszcie osoba Zbigniewa Herberta przestanie być
        > wykorzystywana do polityczno-personalnych rozgrywek ?
        Prawdopodobnie szybko - Wyborcza już ustawiła tę osobę w pozytywnym dla siebie
        świetle (dla GW oczywiście) i sprawa powoli zanika. Łysiaków mamy w Polsce
        kilka tysięcy. Michników - setki tysięcy.

        > 2. Czy osoby, które tym rozgrywkom ochoczo kibicują,
        > czytały cokolwiek z tego, co Herbert napisał, poza wyrywkami
        > z 'Pana Cogito' ? Czy kiedykolwiek wzięły do ręki którąkolwiek
        > z książek Herberta ?
        Nie - czytałem tylko "Pana Cogito" na wyrywki w liceum. Chodzi mi jednak o
        twórczość ZH, tylko o postępowanie niejakiego Michnika - księcia kłamców i
        śmieci. Gościa, który potrafi zniszczyć pamięć o Herbercie, a wynieść na
        piedestał grafomana Kosińskiego.
    • Gość: babariba kiedyś widziałem ja jakiś film o Herbercie IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 28.03.03, 08:08
      w TVP. Kot mu w czasie rozmowy po stole łaził, a Herbert pobredzał cosik.
      To o tym filmie mowa???
      • ada08 Re: kiedyś widziałem ja jakiś film o Herbercie 28.03.03, 08:36
        Gość portalu: babariba napisał(a):

        > w TVP. Kot mu w czasie rozmowy po stole łaził, a Herbert pobredzał cosik.
        > To o tym filmie mowa???

        Byl kilka lat temu w TV taki cykl filmów biograficznych:
        o Jerzym Giedroyciu, o Andrzeju Bobkowskim, Zbigniewie Herbercie
        i innych postaciach, może to ten film widziałeś.
        A moze istotnie widziałeś ten, o którym tutaj wspomniano powyżej ....
        Albo tak - albo tak smile
        a.
        • Gość: babariba Re: kiedyś widziałem ja jakiś film o Herbercie IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 28.03.03, 10:12
          właśnie nie wiem, pamiętam, że Herbert był wtedy w stanie, w którym specjalnie nie powinien już w filmach występować. Pewnie każdego z nas taki stan czeka kiedyś, ale nie każdy w takim stanie do udziału w filmach biorgraficznych zapraszany będzie. I nie każdy będzie występował.
          Tym filmem, o którym piszę zrobiono krzywdę wielką Herbertowi, bo facet mówił bardziej - co wiedział, niż wiedział co mówił.
          Ja zapamiętałem, że kot jakiś łaził po biurku, a Herbert chrzanił jak potłuczony.
          Ładne jest to podsumowanie ważnego dla polskiej kultury człowieka, nieprawdaż... Ja zdegustowany mocno byłem. I jestem.
          pzdr, babariba
          ***********************************************
          ada08 napisała:

          > Gość portalu: babariba napisał(a):
          >
          > > w TVP. Kot mu w czasie rozmowy po stole łaził, a Herbert pobredzał cosik.
          > > To o tym filmie mowa???
          >
          > Byl kilka lat temu w TV taki cykl filmów biograficznych:
          > o Jerzym Giedroyciu, o Andrzeju Bobkowskim, Zbigniewie Herbercie
          > i innych postaciach, może to ten film widziałeś.
          > A moze istotnie widziałeś ten, o którym tutaj wspomniano powyżej ....
          > Albo tak - albo tak smile
          > a.
          • Gość: neon zaraz , zaraz..... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.03, 11:06
            Drogi Unleashed,

            a czy przypadkiem twoj Lysiak komunie dupy nie dawal ????


            cos krotka masz pamiec i selektywna...

            i podziwiam ze ci sie chce takie pierdoly przepisywac.
            • Gość: Porter Re: zaraz , zaraz..... IP: *.orion.pl 28.03.03, 12:14
              Gość portalu: neon napisał(a):

              > Drogi Unleashed,
              >
              > a czy przypadkiem twoj Lysiak komunie dupy nie dawal ????
              >
              >
              > cos krotka masz pamiec i selektywna...
              >
              > i podziwiam ze ci sie chce takie pierdoly przepisywac.

              A kiedy Lysiak i w jakiej formie dawal d... komunie, brzydki oszczerco?
            • Gość: Unleashed Prostaku z szerokimi nogawkami zasłaniającymi IP: *.si.rr.com 28.03.03, 16:44
              słomę wystającą z butów - komunie dupy dawali tacy jak: Michnik, Mazowiecki,
              Kuroń czy Geremek. Nie Łysiak!
              • Gość: neon unleashed ty wale IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.04.03, 15:34
                wymienieni przez ciebie panowie siedzieli w pierdlu zebys teraz mogl wypisywac
                bezkarnie swoje bzdziny.

                W tym samym czasie twoj ulubiony grafoman Lysiak wydawal na prawo i lewo swoje
                ksiazeczki i pil kawke w telewizji,dajac dupy komunie.

                Idz sie leczyc bucu.




                Gość portalu: Unleashed napisał(a):

                > słomę wystającą z butów - komunie dupy dawali tacy jak: Michnik, Mazowiecki,
                > Kuroń czy Geremek. Nie Łysiak!
                • ada08 Re: unleashed ty wale 01.04.03, 19:27
                  Gość portalu: neon napisał(a):

                  >W tym samym czasie twoj ulubiony grafoman Lysiak wydawal na prawo i lewo
                  swoje
                  > ksiazeczki i pil kawke w telewizji,dajac dupy komunie.
                  >

                  No nie smile

                  Co tam Waldemar Łysiak komu dawał to nie wiem,
                  ale napisał kilka fajnych książek.

                  Moja ulubiona: ''Wyspy zaczarowane'' smile

                  a.
                • Gość: Unleashed Tępy lewaku - bo jak inaczej nazwać wielbiciela IP: *.si.rr.com 02.04.03, 22:25
                  Michnika, Kuronia etc. Łysiak nidgy nie skalał się współpracą z komuną, w
                  przeciwieństwie do twoich idoli (podobno Michnik nawet donosił), więc nie pluj
                  się tutaj.
                  Nazywać Łysiaka grafomanem może tylko analfabeta, lub lewak - kosmopolita
                  uznający swoje ukochane międzynarodówkowe wartości ponad wszystko. Wiem, że
                  wy - "wyklęty lud powstaliscie", i siedzicie na stołkach w mediach całą dupą,
                  ale jeszcze nie wszyscy wam wierzą.
                  Wypier...j do Phenianu!!!
          • Gość: Unleashed Ciekawe, że dwie różne osoby opisujące ten sam IP: *.si.rr.com 28.03.03, 16:35
            film widzą go zupełnie inaczej. To czy Herbert wiedział co mówił wie tylko On.
            Nie chodzi jednak o to - szanowny analityku - tylko o to, że film w ogóle był
            blokowany przez Michnika (wiadomo dlaczego) oraz o to, że po powstaniu filmu
            zaczęto gnoić pamięć po Herbercie! Może ty odpowiesz mi na pytanie, dlaczego
            tak blokowano ten film i dlaczego później GW opluwała Herberta?
            Kot nie kot - Adam M. wystraszył się go mocno i pociągnął za wszystki sznurki
            do jakich miał dostęp, aby ludzie nie mogli tego kota zobaczyć. Jak dla mnie -
            Michnika powinno się nazwać I Kłamcą i Oszczercą III RP - zasługuje na to.
            Dla mnie jeste zwykłym śmieciem.
            • Gość: babariba to ty mi teraz wyjaśnij może IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 28.03.03, 18:04
              czy ja widziałem TEN film, czy inny jakiś może???
              Bo jak ja widziałem TEN film, to się można nie zgadzać z moimi ocenami wartości dziela. Jednak jednocześnie do dupy całkiwicie są poracowcie przez ciebie przytaczane bredznia Łysiaka o tym, że TEN film nie był wyemitowany.
              Sru...
              • Gość: Unleashed Wyjaśniam: IP: *.si.rr.com 28.03.03, 22:36
                1) Nie wiem czy widziales ten sam film, byc moze wyemitowano go juz po
                napisaniu artykulu Lysiaka - jedno drugiemu nie przeszkadza - nieprawdaz?
                2) Nawet jesli pozniej byl wyemitowany, to i tak proby blokowania emmisji tego
                filmu zostaja faktem - doesn't that ring a bell?
                3) Wywiad z niedopieszczona zona poety tez jest faktem - jedno wielkie plucie
                na pamiec o zmarlym. Od siebie dodam - poczytaj recenzje "Stulecia Klamcow" na
                gazeta.pl napisana przez niejakiego Pawlaka (redaktorzyny u Michnika), to
                zobaczysz jaka fair jest GW wobec otwarcie niezgadzajacego sie z nia pisarza.
                4) Wiem, ze nie podoba ci sie atakowanie Michnika, ale faktow nie zmienisz. Co
                do nazywania czegokolwiek "do dupy", to zeby tak sie wyrazac, trzeba nieco
                ponad te dupe wyrosnac, czego nie mozna powiedziec o tobie - jestes na razie na
                poziomie szamba.
                • Gość: babariba z pokorą przyjmuję oceny IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 29.03.03, 17:22
                  moich wypowiedzi.

                  Natomiast film w którym Herbert pieprzył (niestety!!!) jak potłuczony, a w trakcie rozmowy łaził mu po biurku kot, widziałem w TVP kilka już ładnych lat temu.

                  Nie wiem, kiedy p. Łysiak naczmonił tekst, który cytujesz - ja wiem, że ten (jeśli chodzi o ten sam film) film był już dawno wyemitowany. Co najmniej raz.
                  Pozdrawiam, babariba
                  *********************************************
                  Gość portalu: Unleashed napisał(a):

                  > 1) Nie wiem czy widziales ten sam film, byc moze wyemitowano go juz po
                  > napisaniu artykulu Lysiaka - jedno drugiemu nie przeszkadza - nieprawdaz?
                  > 2) Nawet jesli pozniej byl wyemitowany, to i tak proby blokowania emmisji tego
                  > filmu zostaja faktem - doesn't that ring a bell?
                  > 3) Wywiad z niedopieszczona zona poety tez jest faktem - jedno wielkie plucie
                  > na pamiec o zmarlym. Od siebie dodam - poczytaj recenzje "Stulecia Klamcow" na
                  > gazeta.pl napisana przez niejakiego Pawlaka (redaktorzyny u Michnika), to
                  > zobaczysz jaka fair jest GW wobec otwarcie niezgadzajacego sie z nia pisarza.
                  > 4) Wiem, ze nie podoba ci sie atakowanie Michnika, ale faktow nie zmienisz. Co
                  > do nazywania czegokolwiek "do dupy", to zeby tak sie wyrazac, trzeba nieco
                  > ponad te dupe wyrosnac, czego nie mozna powiedziec o tobie - jestes na razie na
                  >
                  > poziomie szamba.
        • Gość: anikasia Film Zalewskiego zbeszczeszcza pamięć Herberta. IP: *.acn.pl 02.04.03, 02:12
          Był długi i obfitował w sensacje.

          Oprócz cytowanego wykrzyczanego zdania o Michniku
          (podsłuchane przez chyba telefon nie widomo do kogo skierowane)
          zawierał wypowiedzi ludzi którzy przypadkiem otarli się
          o poetę i chwalą się tym przed kamerą.
          Coś w rodzaju "widziałem prezydenta na schodach, upadła mu
          chusteczka a ja mu ją podniosłem, był baaardzo widzięczny,
          chyba jestem jego przyjacielem".

          Był też bardzo stary, pochodzący z czasów PRL-u wywiad z Herbertem
          przeprowadzony przez Małachowskiego.
          W tym wywiadzie Herbert usprawiedliwiał się, że nie jest tylko
          takim poetą-nierobem, pasożytem na zdrowym robotniczym ciele,
          ale potrafi też pracować. Umizgiwał się do kamery.

          Była też wypowiedź o wykrzywionej złością twarzy Herberta po śmierci.

          A Zalewski uparcie twierdzi, że zrobił ten film dla uświęcenia
          pamięci wielkiego poety. Argumentem koronnym była dla niego prawda.
          Pytanie - jaka prawda? I komu TAKA prawda ma służyć?

          Nie ukrywam, że refleksje ten film we mnie wzbudził głębokie.
          Ale nie był to entuzjazm.
          Raczej pytanie, jak w jednej osobowości może drzemać i anioł i diabeł.
          Może na tym to polega - narzędzie boga zaczyna wierzyć w swoją boskość,
          a to go pomału niszczy.

          Wielka boska poezja - nikczemna ludzka kreatura.
          Tylko takia prawda i takie przesłanie usprawiedliwia ten film.
          Ale tego i sam pan Zalewski nie zdołał zauważyć.
          On twierdzi, że pokazał wielkiego człowieka...

          - Kasia



    • Gość: Alfonsio Zbigniew Herbert Jest chory!!!!!! IP: *.toya.net.pl 28.03.03, 12:37
      Ma psychoze maniakalno-depresyjna!!!!!!
      • ada08 Re: Zbigniew Herbert Jest chory!!!!!! 28.03.03, 14:23
        Zbigniew Herbert nie żyje, hombre !
        a.
        • Gość: Porter Re: Zbigniew Herbert Jest chory!!!!!! IP: *.orion.pl 28.03.03, 16:26
          ada08 napisała:

          > Zbigniew Herbert nie żyje, hombre !
          > a.

          Protestuje! Herbert jest niesmiertelny!
        • Gość: ficino Re: Zbigniew Herbert Jest chory!!!!!! IP: *.ny5030.east.verizon.net 30.03.03, 03:16
          ada08 napisała:

          > Zbigniew Herbert nie żyje, hombre !
          > a.
          ale zyje jego tworczosc i idee.
    • Gość: Poeta Mały zasrany pokurcz herbert IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.03.03, 16:53
      Mały zasrany pokurcz herbert

      poeta III ligi

      co życie swoje spędził

      na bzdurach o Cogito...



      Był nikim, został nikim
      • Gość: hall Re: Mały zasrany pokurcz herbert IP: *.chello.pl 28.03.03, 17:13
        Na pewno był bardziej kimś niż ty; to właśnie twoja reakcja na wypowiedź
        Herberta jest reakcją małego, zasranego pokurcza. O sobie to mówisz.
      • ada08 Nie, nie - Poeto :-) 28.03.03, 19:18
        Gość portalu: Poeta napisał(a):

        > Mały zasrany pokurcz herbert
        >
        > poeta III ligi
        >
        > co życie swoje spędził
        >
        > na bzdurach o Cogito...
        >
        >
        >
        > Był nikim, został nikim

        Nie całe życie zajmował się Herbert Panem Cogito ...
        Ja sobie lubię tego wczesnego Herberta.
        Tego , który jeszcze nie znał Pan Cogito.
        Ja lubię Herberta poetę, a nie Katona, czy jak mu tam smile

        GUZIK

        Najładniejsze bajki są o tym, że byliśmy mali. Ja lubię najbar-
        dziej tę, jak to raz połknąłem kościany guzik. Mama wtedy pła-
        kała.


        SKRZYPCE

        Skrzypce są nagie. Mają chude ramionka. Niezdarnie chcą się
        nimi zasłonić. Płaczą ze wstydu i z zimna. Dlatego. A nie, jak
        twierdzą recenzenci muzyczni, żeby było piękniej. To nieprawda.


        KSIĘŻNICZKA

        Księżniczka najbardziej lubi leżeć twarzą do podłogi. Podłoga
        pachnie prochem, woskiem i nie wiadomo - czym. W szparach
        księżniczka ukrywa swoje skarby i czerwony koralik, srebrny
        drucik i jeszcze coś, o czym nie mogę powiedzieć, bo poprzy-
        sięgłem.


        MUSZLA

        Przed lustrem w sypialni rodziców leżała różowa muszla. Zbli-
        żałem się do niej na palcach i nagłym ruchem przytykałem do
        ucha. Chciałem złapać ją na tym, że nie tęskni jednostajnym
        szumem. Chociaż byłem mały, wiedziałem, że nawet, jeśli kogoś
        bardzo się kocha, czasem zdarza się nam o tym zapomnieć.

        smile

        a.
      • Gość: Unleashed Poznajemy pański styl panie Adamie - nieładnie tak IP: *.si.rr.com 28.03.03, 22:40
        pisać o kimś, komu się nie jest godzien butów wypucować.
        • ethanol Re: Poznajemy pański styl panie Adamie - nieładni 28.03.03, 23:06
          oho !!!- jak ktos napisal
          cos zle o redaktorisimusie,
          sloncu dziennikarstwa europejskiego,
          nieomylnemu autorytetowi moralnemu
          przyjacielowi tak wielkich mezow stanu
          jak generalisimus jaruzeslki i kiszczak

          to ... zaraz pieski michnika zaczely ujadac
          zeby "zabic" merytoryczny watek.
          • ethanol Re: Poznajemy pański styl panie Adamie - nieładni 28.03.03, 23:10
            jeszcze chcialbym dodac, ze michnik jest marnym
            manipulatorem, co widac prawie w kazdym
            jego artykule
            • Gość: Andrzej T. (gazeta Re: Poznajemy pański styl panie Adamie - nieładni IP: *.acn.pl / 10.69.4.* 29.03.03, 17:01
              Bardzo mi przykro, ale Adam nie z tym nic wspolnego, ponieważ to ja napisalem w
              porywie wazeliniarstwa i - jak ktos dobrze zauwazyl - odciagnac Was od glownego
              watku. Mam jednakze jeszcze tylko jedna uwage, a wlasciwie pytanie: co jest
              merytorycznym watkiem? Chyba sie zgubilem, ale jest tu chyba ktos kto wie?
      • Gość: Jagnieszka To czemu chwali go Michnik? IP: *.acn.pl / 10.71.4.* 28.07.03, 22:01
        Adam? Tego NIKOGO?
    • Gość: jan45 Re: Sprawa Zbigniewa Herberta IP: *.net.autocom.pl 29.03.03, 17:13
      Z uporem godnym lepszej sprawy Unleashed wtrąca we wszystkie wątki ten sam tekst. To już zaczyna wyglądać na obsesję.
      Niestety ( dla przeciwników Michnika) opinia nieżyjącego już Poety, nawet powtórzona tysiące razy, nie zmieni podstawowego faktu, że to nie Michnik żądał pieniędzy. Wydaje mi się,że jeżeli przywołuje się Herberta jako autorytet moralny to należałoby się najpierw zastanowić, jaki byłby jego stosunek do samej propozycji. Herbert nie żyje i nic już w swoich wypowiedziach zmienić nie może. Powołujący się na niego wcale nie mogą być pewni że nie chciałby tego zrobić. Herberta cenię nie za to, co mówił o Michniku ale za jego wiersze.I niech tak zostanie.
      • Gość: Unleashed Nie twierdzę, że Michnik żadał pieniędzy - robił IP: *.si.rr.com 29.03.03, 18:49
        to Rywin. Twierdzę jednak, że obie strony mają nieczyste ręce, ale Michnik jako
        cwańszy, i obyty z chwytami poniżej pasa (zarówno zadając je jak i przyjmując)
        zrobił w konia całe towarzystwo.
        Próbuję przypomnieć, że Michnika nie jest kryształowy - jest ubabrany po łokcie
        różnymi aferami i aferkami, z których sporą cześć sam rozpętał. Jest autorem
        wielu kłamstw, które teraz funkcjonują jako "fakty prasowe" czy po prostu
        prawda.
        Nie rozumiem, dlaczego większość tego społeczeństwa wierzy Michnikowi, i nie
        zada sobie trudu zweryfikowania jego propagandy.
    • Gość: fan? Re: Sprawa Zbigniewa Herberta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.03, 19:56

      Jako że z uporem godnym lepszej sprawy powtarza pan/pani ten tekst
      łysiaka ,pozwole sobie ten tekst skomentować.
      Pani/Pan czytała ten tekst?
      Z trudem bo z trudem udało mi sie przez ten stek wypocic Łysiak chorego z
      nienawisci do Michnika przegryżć.Na podstawie kilku zdań wypowiedzianych przez
      Herberta ,Łysiak buduje tezę że Michnik jest be,a tylko on i tygodnik
      solidarnosc to dobrzy antykomuniści.Niedobrze mi sie robi jak to czytam ,toz
      to właśnie manipulacja najwyzszej wody w teksie napisanym dziwna
      polszczyzną ,zawile ,niezrozumiale,obrazliwe i wstretnie.
      Zarzut postawiony przez ten przydługi tekst jest JEDEN:bo Hebert powiedział
      cos na Michnika,a Michnik mataczył.Jesli nawet tak było,w co nie wierzę, to
      czy takim czynem przekresla sie wieloletnia działalność człowieka???
      Jescze o autorze tego paszkwilu.Kiedys jak byłem młody czytałem pana Łysiaka
      chetnie i z przyjemnością.Do czasu.Czasu w którym próbowałem
      przecztać "Najlepszego" tegoż autora.W książce tej łysiak w równie obrzydliwy
      sposób oczerniając innych a siebie wychwalając stara sie zbudować swój
      wizerunek człowieka bezkompromisowo walczącego z komuna wtedy gdy inni
      kolaborowali itp.Na przykład podaje jak to w swoich powiesciach przemycał
      imona Towarzyszy partyjnych umieszczając je jako anagramy imon drugorzednych
      bohaterów(przewaznie tych złych).Zaiste prawdziwa walka ,toz to bohater przy
      którym Michnik to ubek!(tym razem ironia,jakby ktos nie złapał).
      A tak serio ,kojarzycie łysiaka jako symbol walki z komuną? Ja jakoś nie
      bardzo.




      • Gość: neon Re: Sprawa Zbigniewa Herberta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.03, 14:05
        juz pisalem-dla mnie Lysiak byl ulubiencem i pupilkiem mediow za komuny.

        Bohater, buhaha,to zenujace.

        Na szczescie nie wszyscy cierpia na skleroze,albo ciezka psychoze.

        ps.
        Sikorski,kopsnij no sie do lekarza,shizofrenie ostatnio podobno lecza...



        Kiedys jak byłem młody czytałem pana Łysiaka
        > chetnie i z przyjemnością.Do czasu.Czasu w którym próbowałem
        > przecztać "Najlepszego" tegoż autora.W książce tej łysiak w równie obrzydliwy
        > sposób oczerniając innych a siebie wychwalając stara sie zbudować swój
        > wizerunek człowieka bezkompromisowo walczącego z komuna wtedy gdy inni
        > kolaborowali itp.Na przykład podaje jak to w swoich powiesciach przemycał
        > imona Towarzyszy partyjnych umieszczając je jako anagramy imon drugorzednych
        > bohaterów(przewaznie tych złych).Zaiste prawdziwa walka ,toz to bohater przy
        > którym Michnik to ubek!(tym razem ironia,jakby ktos nie złapał).
        > A tak serio ,kojarzycie łysiaka jako symbol walki z komuną? Ja jakoś nie
        > bardzo.
        >
        >
        >
        >
        • Gość: Unleashed Mówiłem ci już o twoich nogawkach? Chyba tak. IP: *.si.rr.com 02.04.03, 22:27
          Wypier...j - do Phenianu !!! Lewacka szmato.
          • Gość: neon unlea-srak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.04.03, 10:33
            co,nerwy puscily obesrancu ??

            ha ha ha...
            • Gość: Unleashed Nigdy nie puszczają - kmiocie. IP: *.si.rr.com 06.04.03, 20:36
    • Gość: Sikorski Re: Sprawa Rodakow IP: *.ti.telenor.net 30.03.03, 07:07
      Wsród najohydniejszych klamstw "Gaduly Wyrodnej" królowal dotychczas tekst o
      tym, ze Powstancy Warszawscy (zolnierze AK) programowo mordowali zydowskich
      niedobitków z getta warszawskiego. Byl to wszakze paszkwil o tyle mniej
      grozny, ze malo kto w takie arcyhaniebne pomówienie uwierzyl, bo nawet mlodzi
      rodacy (czerpiacy wiedze historyczna od ojców i matek) domyslili sie,
      iz "Adas" uprawia tu antypolska i antygojowska szulerke gwoli jakichs
      swoich "wyzszych celów".


      Ludzie pierwszych krakowskich batalionow Bora Komorowskiego w 1941 42
      byli przez niego wyslani w sprawie zaginiecia polskich oficerow
      Mieli oni znalezc dowody i znalezli miejsca stracen i rzeczy ososbisty
      rozwalonych kwiatow polskich to jedno...
      Drugie wazniejsze to fakt ze widzialem sam n annecie jakis tekst o Borze
      Komorowskim, ze znonszalowal jakies komemdacje o Zydach biegahacych po
      polskich latch.

      Jako, ze pochodze z rodziny, ktorej czlonkowie wystartowali Powstanie pojsciem
      w Aleje Szucha (Komenda Gestapo w Warszawie) to mogl taki tekst mnie "oslepic"
      ale podparty faktem historycznym ze

      Bor Komorowski mial zwiad w okolicach calej pld Polski juz w poczatkach
      wojny i mial szczegolne jego podwladni oko (specjalny zwiad od zbrodni ) na
      transporty Zydow i innych (tzw Europejczykow) do obozow z calej zgarnietej
      przez hitleryzm Europy do wlasnie obozow koncentracyjnych na terenie ziem
      polskich.

      Wyniki jego pracy tzn specjalny raport zostal przekazany do Londynu 1942!
      natychmiastowo z szeregiem cyfr (wysczegolnione ilosci wagonow i ofiar
      ludzkich , ktore po prostu liczono i ja ta liste posiadam do cholery)
      Skonczylo sie to wyskoczeniem glownego radccy Zydow przez okno w tym miesie.

      jak mozna znajdywac cytaty w kraju, ze Polacy robili odstrzly jak jakies
      800.000 rodakow (staystyki USA) narazalo swe nie zdrowie tylko zycie a gorzej
      jeszcze bo zycie ukochanych i krewnych i kolegow za nawet calkiem i tak
      wyizolowach na swoj sposob Zydow.

      W dodatku nie raz a dwa, spotkal mnie fakt w Szwecji , ze Polska i Polacy "to
      ten paskudny kraj gdzie byl Oswiecim i antysemici" i co smisniejsze..? ze to
      nawet ten Oswiecim musial byc zaklepany przez Polakow skad pochodza takie
      bzdory u Szwedow jak nie z rozmazywan w ich gazetach po 1968!

      moja poblazliwosc byla wystawiona na ciezka probe a jak wy publika mysli kto to
      moze sprostowac..)

      Oswiecim czy... Przeswiecim to nas nie urzadza bo dostalismy juz teraz
      Jedwabne pytanie, ktore sie nasuwa - czyzby bezczelnie profilaktycznie...?

      A tak w ogole sadzac po ostatnich swiatowych pokazach medii KTO TU MA "tem"
      PARANOJE moi kochani....
    • Gość: anikasia Stratowany przez wieprze. IP: *.acn.pl 02.04.03, 01:41
      Szokująca jest głupota manipulantów.
      Jedno zdanie chorego poety wykrzyczane w chwili braku panowania nad sobą,
      użyte dla zbeszczeszczenia jego wizerunku.

      Podobnie film Zalewskiego wbrew deklaracjom autora obnaża słabość, ciemną
      stronę człowieka, który duszę oddał poezji, to, co mroczne wynosząc
      na sztandar ku uciesza ciemnych mas.

      Widziałam film, czytałam wywiad z żoną Herberta.
      W pierwszym bezmyślna sensacyjność, w drugim wrażliwa zaduma,
      próba zrozumienia ludzkich słabości.

      W pierwszym żądanie poklasku tłumów, w drugim - cisza refleksji.

      Jak można tego nie widzieć....?

      Człowiek widzi, ale tłum jest ślepy. Dlatego Herbert za jedną pomyłkę
      trafił na sztandary karierowiczów Zalewskich i pospolitych głupków,
      którzy nie potrafią dostrzec w poezji Herberta pogardy dla im podobnych.

      - Kasia







      • wesoly3 Re: Stratowany przez wieprze. 02.04.03, 01:58
        ja widze ze adasko to super manipulator ??
        jak mozna tego nie widziec ?
      • Gość: babariba znaczy - co? był ten film emitowany w TVP? IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 02.04.03, 02:13
        bo jeśli był, to by znaczyło, że dementem lub/i manipulatorem nie jestem ja jeno Łysiak i autor tego wątku z uporem godnym lepszej sprawy obsesje Łysiaka tu eksponujący
        ********************************************
        Gość portalu: anikasia napisał(a):

        > Szokująca jest głupota manipulantów.
        > Jedno zdanie chorego poety wykrzyczane w chwili braku panowania nad sobą,
        > użyte dla zbeszczeszczenia jego wizerunku.
        >
        > Podobnie film Zalewskiego wbrew deklaracjom autora obnaża słabość, ciemną
        > stronę człowieka, który duszę oddał poezji, to, co mroczne wynosząc
        > na sztandar ku uciesza ciemnych mas.
        >
        > Widziałam film, czytałam wywiad z żoną Herberta.
        > W pierwszym bezmyślna sensacyjność, w drugim wrażliwa zaduma,
        > próba zrozumienia ludzkich słabości.
        >
        > W pierwszym żądanie poklasku tłumów, w drugim - cisza refleksji.
        >
        > Jak można tego nie widzieć....?
        >
        > Człowiek widzi, ale tłum jest ślepy. Dlatego Herbert za jedną pomyłkę
        > trafił na sztandary karierowiczów Zalewskich i pospolitych głupków,
        > którzy nie potrafią dostrzec w poezji Herberta pogardy dla im podobnych.
        >
        > - Kasia
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        • Gość: anikasia Bubel Zalewskiego IP: *.acn.pl 02.04.03, 02:36
          Gość portalu: babariba napisał(a):

          > bo jeśli był, to by znaczyło,

          Tak, był. Chyba dwa lata temu, na TVP2.
          Potem była rozmowa z reżyserem.

          Bardzo chciałam zobaczyć ten film, bo słyszałam,
          że go długo nie chcieli wyemitować. Myślałam,
          że to jakieś dzieło...

          Po pierwszych 5 minutach oglądania zaczęłam nerwowo
          chodzić po pokoju, potem zadawać sobie pytania
          "po co?" "kto za tym stoi?" "jaki niecny cel przyświeca autorowi?"

          To było tak niesmaczne, w dodatku tego niesmaku nie dało się
          wytłumaczyć jakimś pozytywnym przesłaniem, że nie wiedziałam
          o co tu chodzi.

          Zazwyczaj jeśli film pokazuje kogoś w złym świetle,
          to znaczy, że autor ma takie złe zdanie o portretowanym
          i chce to pokazać innym. Ale cały paradoks polega na tym,
          że Zalewski uparcie twierdzi, że film pokazał ku chwale Herberta!

          Jeśli jest taka rozbieżnośc między zamierzeniem autora a efektem,
          to albo autor kłamie co do swych intencji, albo jest nieudolny.
          Do tej pory nie udało mi się ustalić, jak to jest z Zalewskim.

          Po tej dyskusji w TV po projekcji raczej skłonna jestem uznać,
          że on naprawdę jest nieświadomy, jakiego zrobił bubla.

          - Kasia






          • Gość: babariba dzięki!!! IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 02.04.03, 03:09
            znaczy, całkiem dement nie jestem jeszcze w odróżnieniu od autora tego wątku i Waldemara Łysiaka. Chociaż podejrzewać byłbym skłonny, że w przypadku Łysiaka to bardziej manipulacja niż demencja.
            Pozdrawiam, babariba
            ********************************************
            Gość portalu: anikasia napisał(a):

            > Gość portalu: babariba napisał(a):
            >
            > > bo jeśli był, to by znaczyło,
            >
            > Tak, był. Chyba dwa lata temu, na TVP2.
            > Potem była rozmowa z reżyserem.
            >
            > Bardzo chciałam zobaczyć ten film, bo słyszałam,
            > że go długo nie chcieli wyemitować. Myślałam,
            > że to jakieś dzieło...
            >
            > Po pierwszych 5 minutach oglądania zaczęłam nerwowo
            > chodzić po pokoju, potem zadawać sobie pytania
            > "po co?" "kto za tym stoi?" "jaki niecny cel przyświeca autorowi?"
            >
            > To było tak niesmaczne, w dodatku tego niesmaku nie dało się
            > wytłumaczyć jakimś pozytywnym przesłaniem, że nie wiedziałam
            > o co tu chodzi.
            >
            > Zazwyczaj jeśli film pokazuje kogoś w złym świetle,
            > to znaczy, że autor ma takie złe zdanie o portretowanym
            > i chce to pokazać innym. Ale cały paradoks polega na tym,
            > że Zalewski uparcie twierdzi, że film pokazał ku chwale Herberta!
            >
            > Jeśli jest taka rozbieżnośc między zamierzeniem autora a efektem,
            > to albo autor kłamie co do swych intencji, albo jest nieudolny.
            > Do tej pory nie udało mi się ustalić, jak to jest z Zalewskim.
            >
            > Po tej dyskusji w TV po projekcji raczej skłonna jestem uznać,
            > że on naprawdę jest nieświadomy, jakiego zrobił bubla.
            >
            > - Kasia
            >
            >
            >
            >
            >
            >
          • Gość: Unleashed Jakoś ci nie dowierzam. A wiesz dlaczego? IP: *.si.rr.com 02.04.03, 22:18
            Bo z twoich ust płynie taki sam miód jak z ust Michnika. Chociaż zacząłem temat
            tego filmu, nie sam fakt jego istnienia czy też jakości jest tu najważniejszy,
            ale fakt blokowania jaego emisji - podkreślam. Także fakt szkalujących
            materiałów prawsowych publikowanych w Wyborczej w związku z filmem.
            Celem było pokazanie, że Michnik to kłamca i obłudnik. Ciekawe, co ty myślisz o
            tym panu?
            • Gość: anikasia A - to wszystko w porządku IP: *.acn.pl 06.04.03, 04:41
              Gość portalu: Unleashed napisał(a):

              > Bo z twoich ust płynie taki sam miód jak z ust Michnika.

              Jesli z tego powodu mi nie dowierzasz, to wszystko w porządku.
              Nie mam tu nic do dodania.

              - Kasia






    • Gość: zak Re: Sprawa Zbigniewa Herberta IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.04.03, 04:33
      Gość portalu: Unleashed napisał(a):

      ) Waldemar Lysiak
      ) Zbigniew Herbert
      )
      )
      ) Zbigniew Herbert: "Michnik jest manipulatorem. To jest czlowiek zlej woli,
      ) klamca, oszust intelektualny".
      )
      ) " - oni wygraja
      ) pójda na twój pogrzeb i z ulga rzuca grude
      ) a kornik napisze twój uladzony zyciorys"
      ) Z. Herbert, "Przeslanie Pana Cogito"
      )
      )
      ) Opinia Zbigniewa Herberta o Adamie Michniku - ze jest manipulatorem,
      ) czlowiekiem zlej woli, klamca i oszustem intelektualnym - nie zostala przez
      ) poete napisana, tylko wypowiedziana, i mozna ja uslyszec ogladajac film
      ) Jerzego Zalewskiego "Obywatel poeta". Rzecz wszakze w tym, iz ogladalo go
      ) dotychczas niewiele osób (tylko widownia kolaudacyjna TVP, czyli jurorzy
      ) oceniajacy, tudziez grono uczestników dwóch niewielkich publicznych pokazów,
      ) plus prywatny krag ludzi bliskich Zalewskiemu), a polska opinia publiczna
      ) jest juz od prawie roku chroniona przed ta antykomunistyczna i
      ) antymichnikowska "trucizna" staraniem cenzorów TVP wskrzeszajacych bujne lata
      ) PRL-owskich "knebli z ulicy Mysiej".
      )
      ) Ta cenzuriada dostaje silne wsparcie od gazety Michnika, czego dowodem wrecz
      ) drastycznym (nawet wobec standardów uprawianych przez Michnika notorycznie)
      ) stal sie wywiad "Gazety Wyborczej" z zona zmarlego poety (30-XII-2000-1-I-
      ) 2001), w którym wdowa prezentuje Herberta jako czlowieka bredzacego
      ) chorobliwie "bardzo duzo zlych rzeczy". Ów glosny juz wywiad Katarzyny
      ) Herbertowej - bedacy koronnym dowodem slusznosci sadu Herberta o Michniku
      ) jako manipulatorze, klamcy i szalbierzu intelektualnym kierowanym zla wola -
      ) stanie sie w przyszlosci koronnym "casusem" dla wszystkich uczciwych analiz
      ) studialnych (historiograficznych, publicystycznych czy akademickich)
      ) tyczacych manipulacji prasowej tudziez intelektualnej. Tym tekstem "Gazeta
      ) Wyborcza" dokonala rzeczy niemozliwej z pozoru: zeszla nizej dna etycznego,
      ) które wyznaczyla sobie juz dawno jako swój zwyczajny poziom.
      )
      ) Wsród najohydniejszych klamstw "Gaduly Wyrodnej" królowal dotychczas tekst o
      ) tym, ze Powstancy Warszawscy (zolnierze AK) programowo mordowali zydowskich
      ) niedobitków z getta warszawskiego. Byl to wszakze paszkwil o tyle mniej
      ) grozny, ze malo kto w takie arcyhaniebne pomówienie uwierzyl, bo nawet mlodzi
      ) rodacy (czerpiacy wiedze historyczna od ojców i matek) domyslili sie,
      ) iz "Adas" uprawia tu antypolska i antygojowska szulerke gwoli jakichs
      ) swoich "wyzszych celów".
      )
      ) Tymczasem wywiad z zona Herberta moze byc wiarygodny dla ogromnej liczby
      ) czytelników "GW", bo któz jak nie "pani Katarzyna" znal psyche wielkiego
      ) poety, któz obcowal z nim czesciej, któz lepiej wsluchiwal sie w bicie jego
      ) serca jak nie malzonka? Ten czytelnik nie wie, iz udzielajac rzeczonego
      ) wywiadu pani Herbertowa leczy wlasne kompleksy, podbechtywana sprytnie przez
      ) interlokutora (tu klania sie Freud), a tym bardziej nie wie, iz spowiadajaca
      ) sie na zamówienie dama zwyczajnie kreuje (by nie powiedziec: falszuje)
      ) rzeczywistosc, glównie metoda przemilczania faktów, które neglizuja jako
      ) nonsensowne jej tezy o niepoczytalnosci Herberta wywolanej "chorobowa nicia"
      ) co poete "oplotla" (cytuje barwne sformulowania z wywiadu). Pani Herbertowa
      ) pomija równiez "wstydliwe" dzis dla niej fakty towarzyskie (o czym za
      ) chwile), by nie uczynic wywiadu humorystycznym. Zatem wywiad nie jest
      ) komiczny - jest tragiczny, przez co rozumiem charakter i poziom jego
      ) kluczowych fragmentów, tych, dla których w ogóle zostal zmajstrowany, a które
      ) maja posmiertnie ubezwlasnowolnic Herberta jako antymichnikowca i
      ) antykomuniste, i ubrudzic jego sojuszników z kregu antykomunistycznego. Iluz
      ) to juz aforystów zartowalo sobie, ze wdowy po wielkich ludziach winno sie
      ) hinduskim zwyczajem palic na stosach razem z cialami mezów, by nie mogly
      ) glupim lub falszywym slowem kalac pamieci malzonka, albo robic z niego "post
      ) mortem" durnia badz wariata!
      )
      ) U zródel wywiadu pt. "Pani Herbert" lezy wspomniany film pt. "Obywatel
      ) poeta", gdzie Herbert bez ogródek pietnuje ludzi wladajacych rodzima kultura,
      ) publiczna mentalnoscia i scena polityczna, czyli "samych swoich": komunistów,
      ) postkomunistów, intelektualistów przefarbowanych taktycznie na pozorny
      ) antykomunizm lub otwarcie lewicujacych (takze znanych twórców, Milosza i
      ) innych), i wiesza psy na Michniku jako na szkodniku moralnym, lajdaku par
      ) excellence. Kregi "postepowe" musialy przeciw temu zareagowac. Zareagowaly
      ) swoim zwyczajem, czyli cenzura. Film Zalewskiego ulegl cieciom, emisje ciagle
      ) przesuwano "ad calendas Graecas", wreszcie jednak wyznaczono termin w TVP 2:
      ) 28 lipca 2000. Ale filmu nie wyemitowano wtedy (bo "sami swoi" okazali sie
      ) znowu mocniejsi), zostal wiec "pólkownikiem".
      )
      ) Pech "samych swoich" polegal tu wszakze na tym, iz jeszcze nie wszystkie
      ) polskie media sa czerwone lub rózowe - te nieliczne przyzwoite wszczely
      ) publiczny bój o "Obywatela poete" (vide mój artykul "Po stronie prawdy"
      ) w "Tygodniku Solidarnosc" 15-IX-2000). Sprawa nabrala takiego rozglosu, ze
      ) kilka miesiecy pózniej TVP (borykajaca sie z ciaglymi zarzutami o
      ) wskrzeszanie cenzury) wyznaczyla nowy termin emisji filmu: 29 stycznia 2001.
      ) Czy emisja rzeczywiscie nastapi (i w jakiej formie, z jakimi cieciami
      ) cenzorskimi) - zobaczymy juz za kilka dzionków. Wczesniej zobaczylismy
      ) kontruderzenia wyprzedzajace (to termin wojskowy) nowo upieczonego
      ) antyHerbertowskiego duetu pan Michnik-pani Herbert. Dwa. Z data 1 stycznia
      ) 2001 ukazal sie w gazecie pana Michnika ów obrzydliwy wywiad dezawuujacy
      ) wielkiego poete. Dzien pózniej - z data 2 stycznia - TVP otrzymala pismo
      ) kancelarii adwokackiej reprezentujacej pania Herbertowa. Pismo informowalo
      ) TVP 2, ze jesli film Zalewskiego zostanie wyemitowany w swej formie
      ) pierwotnej (czyli oryginalnej) to pani Katarzyna Herbert pozwie telewizje
      ) publiczna i PAI (Polska Agencje Informacyjna - wspólproducenta filmu) przed
      ) sad.
      )
      ) Cóz tak bardzo zabolalo wdowe, ze wszczela kroki prawne, grozac sadem ludziom
      ) i instytucjom zwiazanym z wyprodukowaniem i z planowana emisja "Obywatela
      ) poety"? Michnik i jego kompania postanowili wmówic opinii publicznej, ze tak
      ) pania Herbertowa zdegustowaly antykomunistyczne i (zwlaszcza)
      ) antymichnikowskie wypowiedzi Herberta, które serwuje ów film - i temu wlasnie
      ) sluzy wywiad w noworocznej "GW". Jednak wsród ludzi, którzy juz film
      ) ogladali, mówi sie (i to gremialnie, prawie bez wyjatków), ze wdowe
      ) rozwscieczylo cos zupelnie innego. Duze partie dlugiego jak na dokument
      ) (prawie póltoragodzinnego) filmu to wywiad z wielka miloscia Herberta - z
      ) jedyna kobieta, dla której pisal wiersze (notabene erotyki), i z która
      ) utrzymywal wieloletni kontakt. Ta pani mówi nostalgicznie do kamery o ich
      ) milosci, czulosci, przyjazni etc., co dla zony byc przyjemne nie moglo.
      )
      ) Udzielajac teraz wywiadu "GW", pani H. napomyka o kochankach meza i (z
      ) widocznym przekasem) o tym, ze dla niej nie pisal wierszy. Lecz pretensjami
      ) sercowo-lózkowymi nie daloby sie zamazac wizerunku "Adasia" jako klamcy,
      ) manipulatora i wydrwigrosza intelektualnego, wiec "Gazeta Wyborcza" musiala
      ) eksponowac watek zupelnie inny: oto sama wdowa po nieodzalowanym zaswiadcza,
      ) ze antysalonowosc, antykomunizm i (zwlaszcza) antymichnikowosc Herberta byly
      ) przejawem starczej choroby (w domysle: umyslowej) "Pana Cogito".Sformulowana
      ) pismem adwokackim konkretna pretensja pani H. wobec filmu to... twarz i glos
      ) Herberta. Pani H. zada - pod grozba trybunalu - usuniecia z "Obywatela poety"
      ) wszystkich fragmentów zawierajacych twarz i glos Zbigniewa Herberta (czyli
      ) wszystkich jego wypowiedzi przeciw Michnikowi i komunistom), twierdzac, ze
      ) emitowanie tej twarzy i tego glosu naruszaloby jej prawa, a uzasadnia zadanie
      ) art
    • Gość: Szewah Herbert a polska "gospodarnosc " IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.04.03, 10:02
      Czytalem wypowiedz Herberta o jego wrazeniach z pobytu w Holandii. Pisal on z
      niezadowoleniem,ze Holendrzy sa tacy oszczedni,za nadto jego zdaniem
      przedsiebiorczy,koncentruja sie na pracy,solidnosci a zaniedbuja "cnoty"
      wojenne...Typowy dla Slowian i Arabow poglad,ze bieganie z szabelka i
      imperializm wojenny oraz sterty trupow to wlasciwe dzialanie w Historii
      Narodow. Dlatego nigdy Polacy ze swoja mentalnoscia nie osiagna tego w
      gospodarnosci i cywilizowanych normach spolecznych co
      Holendrzy,Anglicy,Szwajcarzy,Zydzi. Nie byl Herbert takze intelektualista w
      stylu "wolnego mysliciela" tylko ideologiem ...z tad pewnie min. niezrozumienia
      opanowanego i chlodnego emocjonalnie Pana Michnika.Herbert to byl taki raczej
      podpity,awanturniczy polski szlachetka oczytany troche w mitologii greckiej bez
      wiekszej znajomosci swiata.Herbert to byl taki polski Zagloba-poetycki)))
      • ada08 Re: Herbert a polska 'gospodarnosc ' 06.04.03, 11:20
        Gość portalu: Szewah napisał(a):

        > Czytalem wypowiedz Herberta o jego wrazeniach z pobytu w Holandii. Pisal on
        z
        > niezadowoleniem,ze Holendrzy sa tacy oszczedni,za nadto jego zdaniem
        > przedsiebiorczy,koncentruja sie na pracy,solidnosci a zaniedbuja "cnoty"
        > wojenne...

        Czy masz na myśli zbiór esejów Herberta pt' ''Martwa natura z wędzidłem'' ?
        Świetne eseje, m.in. o malarstiwe holenderskim ?
        Jeśli o tej książce piszesz, to bardzo nieuważnie ją przeczytałeś smile

        > Typowy dla Slowian i Arabow poglad,ze bieganie z szabelka i
        > imperializm wojenny oraz sterty trupow to wlasciwe dzialanie w Historii
        > Narodow.

        Gdzie taki pogląd wyraził Herbert ? Prosze o tytuły utworów smile

        > Nie byl Herbert takze intelektualista w
        > stylu "wolnego mysliciela" tylko ideologiem ...z tad pewnie min.
        niezrozumienia
        >
        > opanowanego i chlodnego emocjonalnie Pana Michnika.

        Herbert był ideologiem ? Czego ? Jak nazywa się ideologia Herberta ?

        > Herbert to byl taki raczej
        > podpity,awanturniczy polski szlachetka oczytany troche w mitologii greckiej
        bez
        >
        > wiekszej znajomosci swiata.Herbert to byl taki polski Zagloba-poetycki)))

        Herbert był bardzo dobrze ''oczytany '' w mitologii greckiej.
        Za to Ty jesteś bardzo słabo ''oczytany'' w Herbercie ?
        I , jak się zdaje, nie tylko ''w Herbercie'' smile

        a.

        • Gość: mscislaw Kwestia smaku? IP: gate:* / localhost 06.04.03, 22:38
          Na stronie TVP nie ma już dyskusji* jaka rozgorzała na tamtejszym forum po
          emisji cichcem wyświetlonego dokumentu Zalewskiego(poczatek 2001 r.)
          Film powierzchownie ocierał się o istotne kwestie, inspirował do pytań,
          żadnego nie podejmując. Nie wzbudził jednak we mnie niesmaku. Nie uważam też,
          żeby reżyser wykorzystał Herberta, albo, że ten ostatni nie wiedział co mówi.
          Problem jest bardzo skomplikowany, nie mam tyle zapału co wówczas gdy polazłem
          na forum TVP, żeby dyskutować, starajac się przedstawiać problem tak jak
          uwazałem należało go widzieć i prowokować towarzystwo do sensownych konkluzji i
          do wyjścia poza schematyczne myślenie. Wtedy zresztą też entuzjazmu nie na
          wiele mi nie starczyło, a może podejmowane próby były całkiem do dupy.
          W kazdym razie efekt tych wysiłków był marny.

          * powinna być na stronie producenta filmu(rezysera?), jeśli ktoś będzie chciał
          ją przejrzeć, to poszukam, gdzieś miałem link
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka