Gość: Unleashed
IP: *.si.rr.com
24.03.03, 15:00
Waldemar Lysiak
Zbigniew Herbert
Zbigniew Herbert: "Michnik jest manipulatorem. To jest czlowiek zlej woli,
klamca, oszust intelektualny".
" - oni wygraja
pójda na twój pogrzeb i z ulga rzuca grude
a kornik napisze twój uladzony zyciorys"
Z. Herbert, "Przeslanie Pana Cogito"
Opinia Zbigniewa Herberta o Adamie Michniku - ze jest manipulatorem,
czlowiekiem zlej woli, klamca i oszustem intelektualnym - nie zostala przez
poete napisana, tylko wypowiedziana, i mozna ja uslyszec ogladajac film
Jerzego Zalewskiego "Obywatel poeta". Rzecz wszakze w tym, iz ogladalo go
dotychczas niewiele osób (tylko widownia kolaudacyjna TVP, czyli jurorzy
oceniajacy, tudziez grono uczestników dwóch niewielkich publicznych pokazów,
plus prywatny krag ludzi bliskich Zalewskiemu), a polska opinia publiczna
jest juz od prawie roku chroniona przed ta antykomunistyczna i
antymichnikowska "trucizna" staraniem cenzorów TVP wskrzeszajacych bujne lata
PRL-owskich "knebli z ulicy Mysiej".
Ta cenzuriada dostaje silne wsparcie od gazety Michnika, czego dowodem wrecz
drastycznym (nawet wobec standardów uprawianych przez Michnika notorycznie)
stal sie wywiad "Gazety Wyborczej" z zona zmarlego poety (30-XII-2000-1-I-
2001), w którym wdowa prezentuje Herberta jako czlowieka bredzacego
chorobliwie "bardzo duzo zlych rzeczy". Ów glosny juz wywiad Katarzyny
Herbertowej - bedacy koronnym dowodem slusznosci sadu Herberta o Michniku
jako manipulatorze, klamcy i szalbierzu intelektualnym kierowanym zla wola -
stanie sie w przyszlosci koronnym "casusem" dla wszystkich uczciwych analiz
studialnych (historiograficznych, publicystycznych czy akademickich)
tyczacych manipulacji prasowej tudziez intelektualnej. Tym tekstem "Gazeta
Wyborcza" dokonala rzeczy niemozliwej z pozoru: zeszla nizej dna etycznego,
które wyznaczyla sobie juz dawno jako swój zwyczajny poziom.
Wsród najohydniejszych klamstw "Gaduly Wyrodnej" królowal dotychczas tekst o
tym, ze Powstancy Warszawscy (zolnierze AK) programowo mordowali zydowskich
niedobitków z getta warszawskiego. Byl to wszakze paszkwil o tyle mniej
grozny, ze malo kto w takie arcyhaniebne pomówienie uwierzyl, bo nawet mlodzi
rodacy (czerpiacy wiedze historyczna od ojców i matek) domyslili sie,
iz "Adas" uprawia tu antypolska i antygojowska szulerke gwoli jakichs
swoich "wyzszych celów".
Tymczasem wywiad z zona Herberta moze byc wiarygodny dla ogromnej liczby
czytelników "GW", bo któz jak nie "pani Katarzyna" znal psyche wielkiego
poety, któz obcowal z nim czesciej, któz lepiej wsluchiwal sie w bicie jego
serca jak nie malzonka? Ten czytelnik nie wie, iz udzielajac rzeczonego
wywiadu pani Herbertowa leczy wlasne kompleksy, podbechtywana sprytnie przez
interlokutora (tu klania sie Freud), a tym bardziej nie wie, iz spowiadajaca
sie na zamówienie dama zwyczajnie kreuje (by nie powiedziec: falszuje)
rzeczywistosc, glównie metoda przemilczania faktów, które neglizuja jako
nonsensowne jej tezy o niepoczytalnosci Herberta wywolanej "chorobowa nicia"
co poete "oplotla" (cytuje barwne sformulowania z wywiadu). Pani Herbertowa
pomija równiez "wstydliwe" dzis dla niej fakty towarzyskie (o czym za
chwile), by nie uczynic wywiadu humorystycznym. Zatem wywiad nie jest
komiczny - jest tragiczny, przez co rozumiem charakter i poziom jego
kluczowych fragmentów, tych, dla których w ogóle zostal zmajstrowany, a które
maja posmiertnie ubezwlasnowolnic Herberta jako antymichnikowca i
antykomuniste, i ubrudzic jego sojuszników z kregu antykomunistycznego. Iluz
to juz aforystów zartowalo sobie, ze wdowy po wielkich ludziach winno sie
hinduskim zwyczajem palic na stosach razem z cialami mezów, by nie mogly
glupim lub falszywym slowem kalac pamieci malzonka, albo robic z niego "post
mortem" durnia badz wariata!
U zródel wywiadu pt. "Pani Herbert" lezy wspomniany film pt. "Obywatel
poeta", gdzie Herbert bez ogródek pietnuje ludzi wladajacych rodzima kultura,
publiczna mentalnoscia i scena polityczna, czyli "samych swoich": komunistów,
postkomunistów, intelektualistów przefarbowanych taktycznie na pozorny
antykomunizm lub otwarcie lewicujacych (takze znanych twórców, Milosza i
innych), i wiesza psy na Michniku jako na szkodniku moralnym, lajdaku par
excellence. Kregi "postepowe" musialy przeciw temu zareagowac. Zareagowaly
swoim zwyczajem, czyli cenzura. Film Zalewskiego ulegl cieciom, emisje ciagle
przesuwano "ad calendas Graecas", wreszcie jednak wyznaczono termin w TVP 2:
28 lipca 2000. Ale filmu nie wyemitowano wtedy (bo "sami swoi" okazali sie
znowu mocniejsi), zostal wiec "pólkownikiem".
Pech "samych swoich" polegal tu wszakze na tym, iz jeszcze nie wszystkie
polskie media sa czerwone lub rózowe - te nieliczne przyzwoite wszczely
publiczny bój o "Obywatela poete" (vide mój artykul "Po stronie prawdy"
w "Tygodniku Solidarnosc" 15-IX-2000). Sprawa nabrala takiego rozglosu, ze
kilka miesiecy pózniej TVP (borykajaca sie z ciaglymi zarzutami o
wskrzeszanie cenzury) wyznaczyla nowy termin emisji filmu: 29 stycznia 2001.
Czy emisja rzeczywiscie nastapi (i w jakiej formie, z jakimi cieciami
cenzorskimi) - zobaczymy juz za kilka dzionków. Wczesniej zobaczylismy
kontruderzenia wyprzedzajace (to termin wojskowy) nowo upieczonego
antyHerbertowskiego duetu pan Michnik-pani Herbert. Dwa. Z data 1 stycznia
2001 ukazal sie w gazecie pana Michnika ów obrzydliwy wywiad dezawuujacy
wielkiego poete. Dzien pózniej - z data 2 stycznia - TVP otrzymala pismo
kancelarii adwokackiej reprezentujacej pania Herbertowa. Pismo informowalo
TVP 2, ze jesli film Zalewskiego zostanie wyemitowany w swej formie
pierwotnej (czyli oryginalnej) to pani Katarzyna Herbert pozwie telewizje
publiczna i PAI (Polska Agencje Informacyjna - wspólproducenta filmu) przed
sad.
Cóz tak bardzo zabolalo wdowe, ze wszczela kroki prawne, grozac sadem ludziom
i instytucjom zwiazanym z wyprodukowaniem i z planowana emisja "Obywatela
poety"? Michnik i jego kompania postanowili wmówic opinii publicznej, ze tak
pania Herbertowa zdegustowaly antykomunistyczne i (zwlaszcza)
antymichnikowskie wypowiedzi Herberta, które serwuje ów film - i temu wlasnie
sluzy wywiad w noworocznej "GW". Jednak wsród ludzi, którzy juz film
ogladali, mówi sie (i to gremialnie, prawie bez wyjatków), ze wdowe
rozwscieczylo cos zupelnie innego. Duze partie dlugiego jak na dokument
(prawie póltoragodzinnego) filmu to wywiad z wielka miloscia Herberta - z
jedyna kobieta, dla której pisal wiersze (notabene erotyki), i z która
utrzymywal wieloletni kontakt. Ta pani mówi nostalgicznie do kamery o ich
milosci, czulosci, przyjazni etc., co dla zony byc przyjemne nie moglo.
Udzielajac teraz wywiadu "GW", pani H. napomyka o kochankach meza i (z
widocznym przekasem) o tym, ze dla niej nie pisal wierszy. Lecz pretensjami
sercowo-lózkowymi nie daloby sie zamazac wizerunku "Adasia" jako klamcy,
manipulatora i wydrwigrosza intelektualnego, wiec "Gazeta Wyborcza" musiala
eksponowac watek zupelnie inny: oto sama wdowa po nieodzalowanym zaswiadcza,
ze antysalonowosc, antykomunizm i (zwlaszcza) antymichnikowosc Herberta byly
przejawem starczej choroby (w domysle: umyslowej) "Pana Cogito".Sformulowana
pismem adwokackim konkretna pretensja pani H. wobec filmu to... twarz i glos
Herberta. Pani H. zada - pod grozba trybunalu - usuniecia z "Obywatela poety"
wszystkich fragmentów zawierajacych twarz i glos Zbigniewa Herberta (czyli
wszystkich jego wypowiedzi przeciw Michnikowi i komunistom), twierdzac, ze
emitowanie tej twarzy i tego glosu naruszaloby jej prawa, a uzasadnia zadanie
artykulem 81 Prawa Autorskiego mówiacym o "wizerunku" (vulgo twierdzeniem, iz
glos jest takze czescia "wizerunku", a wszelkie prawa do
upubliczniania "wizerunku" - calego "wizerunku" poety - moze dawac tylko
ona).
Roszczenia te wszakze zostaly uznane za bezpodstawne przez prawn