Dodaj do ulubionych

Ciekawostka dla przeciwnikow palenia.

03.11.06, 00:19
Anti-smoking ads may boost teen smoking. Cos w rodzaju "Jestem za,a nawet
przeciw",nie?
Obserwuj wątek
    • sanatorium_psychiatryczne Ciekawostka dla przeciwnikow palenia trawki 03.11.06, 00:21
      Cannabis Net Servis zaistniał w sieci 28 grudnia 1998 roku, celem uzupełnienia
      luki w zasobach internetowych (polskie strony). Znajdziesz tu informacje na
      temat konopi indyjskich pochodzące z internetu, oraz z doświadczenia. Ponad 7
      lat funkcjonowania uczyniło z CNS prawdopodobnie najlepszą polską witrynę o
      marihuanie - to zobowiązuje.

      www.marihuana.prv.pl/

      ©
      • pozarski Re: Ciekawostka dla przeciwnikow palenia trawki 03.11.06, 00:56
        Wracaj do Langbro.Tam cie potrzebuja.
        • sanatorium_psychiatryczne p0z00rski 03.11.06, 01:05
          miej szacunek dla terrrapetowww wink

          i posluchaj Santany

          www.marijuananews.com/
          www.live365.com/play/santanaradio
          ©
          • pozarski Re: p...Chcialem powiedziec psychiczny czlowieku 03.11.06, 01:22
            wracaj do sanatorium psychiatrycznego,gdzie na ciebie czekaja.Bedziesz mial
            opieke,a dobra patience podesle ci googlem i firefoxem wszystkie piosnki
            Polomskiego,ktorego tak lubisz.
            • sanatorium_psychiatryczne ....tu jest miejsce dla nerwwwych 03.11.06, 01:28
              wpadacie w amok p0zerski? , please

              www.live365.com/play/52559
              ©

              9000006
              • pozarski Re: ....nadajesz z izolatki,czy juz mozesz 03.11.06, 01:31
                sanatorium_psychiatryczne napisał:

                > wpadacie w amok p0zerski? , please
                >
                > www.live365.com/play/52559
                > ©
                >
                > 9000006
                chodzic po korytarzu?Biedny czlowieku.Sadzac po twoich postach ty z amoku nie
                wychodzisz.
                • zupagrzybowa pooozi? 03.11.06, 01:34
                  FQU!
                  wink

                  www.live365.com/play/52559
                  • zupagrzybowa [0.0.0] 03.11.06, 01:38
                    www.live365.com/play/52559 www.live365.com/play/santanaradio
                    • pozarski Re: [0.0.0]Myslisz,ze jak zmienisz nicka to cie ni 03.11.06, 01:43
                      zupagrzybowa napisała:

                      > www.live365.com/play/52559 www.live365.com/play/santanaradio

                      e poznam?Znam wszystkie twoje nicki:zupagrzybowa;terran;bw06;dajczgewand;
                      sanatorium_psychiatryczne;ildefons zgryz_bieruta no i last but not least
                      patience.
                      • drf pacjet p0Zi ...ildefons zgryz_bieruta? 03.11.06, 01:48

                        to twoj wielbieciel z warszawy ...gwarantuje

                        dokopales paru osobom to ci odkopuja
                        czysta dialektyka
                        • pozarski Re: Tak,tak, dialektyka.Jestes ostatnim 03.11.06, 01:55
                          drf napisał:

                          >
                          > to twoj wielbieciel z warszawy ...gwarantuje
                          >
                          > dokopales paru osobom to ci odkopuja
                          > czysta dialektyka

                          marksista-leninista w Europie i dlatego,jak dobrze pojdzie,trafisz jako
                          eksponat do muzeum ruchu.Dzieci beda przychodzic i szarpac cie za owlosienie.
                          Nic nie bedziesz czul,bo przeciez bedziesz wypchana kukla,czyli dokladnie
                          tym,czym jestes za zycia.
                          • drf SanatoriumPsycHiatryczne im. Karola Marksa??? 03.11.06, 02:09
                            Marksa???
                            Modzelewskiego? lub Laptera?
                            zdaje sie ze mowisz o sobie?
                            • pozarski Re: Biedny czlowieku,nawet maski nie umiesz 03.11.06, 02:16
                              drf napisał:

                              > Marksa???
                              > Modzelewskiego? lub Laptera?
                              > zdaje sie ze mowisz o sobie?
                              >

                              trzymac z fasonem.Wylazi z ciebie syn ubeka.
                              • drf Prawda UBoli? 03.11.06, 02:35
                                nie wstydz sie taty ...synku

                                • pozarski Re: Prawda UBola 03.11.06, 02:42
                                  drf napisał:

                                  > nie wstydz sie taty ...synku
                                  >

                                  Twoj tata na liscie.Moj nie.
                                  • drf ta penetracja SB zostawia sLady... 03.11.06, 02:49
                                    donosiciel jestescie tw p000zi crying

                                    zupagrzybowa

                                    www.live365.com/play/santanaradio
                                  • patience Re: Prawda UBola 03.11.06, 02:51
                                    pozarski napisał:
                                    > Twoj tata na liscie.Moj nie.

                                    To prawda. Twoj tata nigdy nie zmiesci sie na liste na ktorej jest jego tata. na
                                    twoim miejscu bym sie tym nie chwalila. wink
                                    • pozarski Re: Prawda UBola 03.11.06, 02:53
                                      patience napisała:

                                      > pozarski napisał:
                                      > > Twoj tata na liscie.Moj nie.
                                      >
                                      > To prawda. Twoj tata nigdy nie zmiesci sie na liste na ktorej jest jego tata.
                                      n
                                      > a
                                      > twoim miejscu bym sie tym nie chwalila. wink
                                      >
                                      >
                                      Z taka corka tez swoje mysle o twoim tacie.Piekne dno.
                                      • patience Re: Prawda UBola 03.11.06, 02:57
                                        pozarski napisał:

                                        > patience napisała:
                                        >
                                        > > pozarski napisał:
                                        > > > Twoj tata na liscie.Moj nie.
                                        > >
                                        > > To prawda. Twoj tata nigdy nie zmiesci sie na liste na ktorej jest jego t
                                        > ata.
                                        > n
                                        > > a
                                        > > twoim miejscu bym sie tym nie chwalila. wink
                                        > >
                                        > >
                                        > Z taka corka tez swoje mysle o twoim tacie.Piekne dno.

                                        Nie watpie. Wy byscie chcieli zrobic ze mna to, czego wasz tata nie zdazyl
                                        zrobic z moim. Kazdy ma jakies marzenia wink
                                        • pozarski Re: Prawda UBola 03.11.06, 03:06
                                          patience napisała:
                                          twoim tacie.Piekne dno.
                                          >
                                          > Nie watpie. Wy byscie chcieli zrobic ze mna to, czego wasz tata nie zdazyl
                                          > zrobic z moim. Kazdy ma jakies marzenia wink
                                          >
                                          >
                                          Co to to nie.
                                          • patience Re: Prawda UBola 03.11.06, 03:13
                                            pozarski napisał:

                                            > patience napisała:
                                            > twoim tacie.Piekne dno.
                                            > >
                                            > > Nie watpie. Wy byscie chcieli zrobic ze mna to, czego wasz tata nie zdazy
                                            > l
                                            > > zrobic z moim. Kazdy ma jakies marzenia wink
                                            > >
                                            > >
                                            > Co to to nie.

                                            A w to juz nie uwierze, ze wasz tata przesladowal za heterozeksualizm. Jestescie
                                            dowodem rzeczowym, ze mu chodzilo o komunizm.
                                            • pozarski Re: Prawda UBola 03.11.06, 03:16
                                              patience napisała:

                                              > pozarski napisał:
                                              >
                                              > > patience napisała:
                                              > > twoim tacie.Piekne dno.
                                              > > >
                                              > > > Nie watpie. Wy byscie chcieli zrobic ze mna to, czego wasz tata nie.
                                              Jestesci
                                              > e
                                              > dowodem rzeczowym, ze mu chodzilo o komunizm.
                                              >
                                              Ty zas jestes dowodem na to, ze nie wiadomo o co chodzilo twojemu
                                              tacie.Pewnikiem o nic.I ty jestes na to dowodem.
                                          • zupagrzybowa dramat tatusia... 03.11.06, 03:14
                                            co z tym r000zporkiem p000zi?

                                            sam oplacaj terrapie ...
                  • pozarski Re: lekarstwa nie dzialaja,czy wypluwasz 03.11.06, 01:40
                    zupagrzybowa napisała:

                    > FQU!
                    > wink
                    >
                    > www.live365.com/play/52559

                    na zlosc lekarzowi?Lecz sie biedaku,bo moze wszystko sie jeszcze pomyslnie
                    skonczy.
                    • drf zimny prysznic biedaku...;)))) 03.11.06, 01:44
                      i nie zagryz sie ze zlosci...
                      wink))

                      www.live365.com/play/santanaradio
                      • pozarski Re: kradniesz mi slowa,ale to nic,mam 03.11.06, 01:47
                        drf napisał:

                        > i nie zagryz sie ze zlosci...
                        > wink))
                        >
                        > www.live365.com/play/santanaradio

                        ich wiecej w zanadrzu,pigmeju idei.Lubie jak sie wsciekasz,bo i co ci zostalo z
                        tak pieknie rozpoczetej akcji w Puszczy Kampinoskiej?Ani g.wno nie.
                        • drf pozi ty nigdy nie byles komandos 03.11.06, 01:50
                          i nie bedziesz
                          sorrry
                          drf
                          • pozarski Re: pozi ty nigdy nie byles komandos 03.11.06, 01:56
                            drf napisał:

                            > i nie bedziesz
                            > sorrry
                            > drf

                            HEHEH
                            • drf ....pozi ty moze kiedys byles byles artYsta 03.11.06, 02:03

                              terrraz nie jestes....
                              czysta agresja zostala
                              ;9
                              szkoda mi ciebie chlopie...
                              drf
                              • pozarski Re: ....Nic sie nie przejmuj,bo i tak nikt w twoja 03.11.06, 02:08
                                drf napisał:

                                >
                                > terrraz nie jestes....
                                > czysta agresja zostala
                                > ;9
                                > szkoda mi ciebie chlopie...
                                > drf

                                empatie nie wierzy.Mialem nadzieje,ze jeszcze cos palniesz,bo nadszedl
                                czas,zeby to wszystko skopiowac i rozeslac po znajomkach.Adjo(o z kropkami)
                                komandosie
                                • drf Donosil Wilk razy kilka... 03.11.06, 02:12

                                  doniesli na Wilka?

                                  i informuj!!!

                                  takie dostales zadanie ode mnie, pamietasz?
                                  • pozarski Widze,ze kolezanka z puszczy doszlusowala. 03.11.06, 02:19
                                    drf napisał:

                                    >
                                    > doniesli na Wilka?
                                    >
                                    > i informuj!!!
                                    >
                                    > takie dostales zadanie ode mnie, pamietasz?
                                    Od ciebie zadanie?O!Tak pamietam,wodzu z hustawki.Ale to bylo dawno,jeszcze u
                                    Kuronia.
                                    • drf a Kuron sie na ciebie Yanku bardzo krzywil... 03.11.06, 02:28

                                      i mial racje wink

                                      twoje zadanie to spenetrowanie SB
                                      i "dokopanie komuchom" Nieprawdaz?
                                      • pozarski Re: a Kuron sie na ciebie Yanku bardzo krzywil.. 03.11.06, 02:43
                                        drf napisał:

                                        >
                                        > i mial racje wink
                                        >
                                        > twoje zadanie to spenetrowanie SB
                                        > i "dokopanie komuchom" Nieprawdaz?

                                        Heheh.Niedaleko pada jablko od jabloni.
                                        • patience Re: a Kuron sie na ciebie Yanku bardzo krzywil.. 03.11.06, 02:46
                                          pozarski napisał:

                                          > drf napisał:
                                          >
                                          > >
                                          > > i mial racje wink
                                          > >
                                          > > twoje zadanie to spenetrowanie SB
                                          > > i "dokopanie komuchom" Nieprawdaz?
                                          >
                                          > Heheh.Niedaleko pada jablko od jabloni.

                                          No wlasnie ....

                                          wink))
                                          • drf Ano...... 03.11.06, 02:50
                                            patience napisała:

                                            > pozarski napisał:
                                            >
                                            > > drf napisał:
                                            > >
                                            > > >
                                            > > > i mial racje wink
                                            > > >
                                            > > > twoje zadanie to spenetrowanie SB
                                            > > > i "dokopanie komuchom" Nieprawdaz?
                                            > >
                                            > > Heheh.Niedaleko pada jablko od jabloni.
                                            >
                                            > No wlasnie ....
                                            >
                                            > wink))
                                            >
                                            >
                                            Ano
                                            • pozarski Re: Ano...... 03.11.06, 02:55
                                              drf napisał:

                                              > patience napisała:
                                              >
                                              > > pozarski napisał:
                                              > >
                                              > > > drf napisał:
                                              > > >

                                              > > >
                                              > > > Heheh.Niedaleko pada jablko od jabloni.
                                              > >


                                              > >
                                              > Ano

                                              No wlasnie.Przeciez mowimy o tatku drf,ktory na liscie ubekow jest.
                                              • zupagrzybowa p000zooNie? 03.11.06, 03:05

                                                > No wlasnie.Przeciez mowimy o tatku drf,ktory na liscie ubekow jest.

                                                pooozi ilu tam was jest?
                                          • pozarski Re: a Kuron../I dlatego Bogumilo tak niemile Bogu 03.11.06, 03:39
                                            pisalas o Kuroniu.Kopac umarlego to typowe dla ludzi wychowanych na
                                            biblioteczce tatusia(dziela zebrane Stalina wspomniane w twoich wspomnieniach)
                                            i lekcjach,ktore pewnikiem odebralas od syna ubeka,twojego mentora,drf aka
                                            zupagrzybowa.
                                            • zupagrzybowa dramat tatusia...siostry ziecia, kolegi? 03.11.06, 03:45
                                              a moze terapia rodzinna? srodowiskowa...
                                              na wysypkach?
                                              wink
                                              • pozarski Re: dramat tatusia...siostry ziecia, 03.11.06, 03:50
                                                zupagrzybowa napisała:

                                                > a moze terapia rodzinna? srodowiskowa...



                                                Ziecia twojej siostry?Masz z nim stosunki?I z jego tatusiem?Nie
                                                wiedzialem.Aha,to stad ten caly ambaras.
                                                • zupagrzybowa pooozi 03.11.06, 03:52
                                                  do klatki!spac...dzisiaj donosu juz nie zlozysz...wink

                                                  www.live365.com/play/290265
                                                  • puzon21 Re: pooozi 03.11.06, 03:57
                                                    Donosy, i to w dodatku na zmarlych bylych przyjaciol, skladasz ty ubecki
                                                    pomiocie.
                                                  • zupagrzybowa pooozon? ...Maleszko Aquanetu;) 03.11.06, 09:21
                                                    "obecki pomiot" ?....to w twoich ustach brzmi jak samokrytyka...wink
                                                  • pozarski Re: zupka? ...Beria Aquanetu;) 03.11.06, 12:48
                                                    zupagrzybowa napisała:

                                                    > "obecki pomiot" ?....to w twoich ustach brzmi jak samokrytyka...wink
                                                    >

                                                    A niby dlaczego?Przeciez wyraznie mowie o tobie, no i wszystkie dane sie
                                                    zgadzaja.
                                • patience Swietny pomysl :) 03.11.06, 02:16
                                  pozarski napisał:
                                  > empatie nie wierzy.Mialem nadzieje,ze jeszcze cos palniesz,bo nadszedl
                                  > czas,zeby to wszystko skopiowac i rozeslac po znajomkach.Adjo(o z kropkami)
                                  > komandosie

                                  "Ja, nizej podpisany pozerski donosze, ze drf uwaza, ze jestem skonczony takze
                                  jako artysta"

                                  wink))
                                  • pozarski Re: Swietny pomysl :) 03.11.06, 02:21
                                    Heheh.Tu zmyslasz,ale w swoich wspomnieniach piszesz tak jak bylo z esbekami.
                                    Moze rozszerzysz temat?Czy zrobic to za ciebie?
                                    • patience A do kogo wy mowicie? 03.11.06, 02:25
                                      Toz sami napisaliscie ze mnie tu nie ma i ze jestem drf. Macie majaki? Duchy
                                      widzicie?

                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438363
                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438568
                                      • pozarski Re: A do kogo wy mowicie? 03.11.06, 02:51
                                        patience napisała:

                                        > Toz sami napisaliscie ze mnie tu nie ma i ze jestem drf. Macie majaki? Duchy
                                        > widzicie?
                                        >
                                        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438363
                                        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438568
                                        >
                                        Jestescie glupsza,patience,niz myslalem(a myslalem,zescie glupia).To przeciez
                                        jasne,ze wy i drf(zupagrzybowa itp) to dwa ciala,ale duch ten sam.Co mysli
                                        glowa jednego,to jezyk drugiego mowi.Myslalem,ze sie domyslicie,ale wy nie
                                        tylko podpaski na oczach,ale wate w mozgu.
                                        • patience Taki z was specjalista od dusz i cial? 03.11.06, 02:56
                                          Kolega po fachu ksiedza pralata?

                                          wink
                                          • pozarski Re: Taki z was specjalista od dusz i cial? 03.11.06, 03:07
                                            patience napisała:

                                            > Kolega po fachu ksiedza pralata?
                                            >
                                            > wink

                                            Heheh.Argumenty prosto z szaletu,no ale tam przeciez te podpaski.
                                            • patience P000zi? 03.11.06, 03:15
                                              > Heheh.Argumenty prosto z szaletu,no ale tam przeciez te podpaski.

                                              Gdzie wy ostatnio nurkowaliscie?
                                              wink
                                              • zupagrzybowa P000zi w Rynsztoku Adasia? 03.11.06, 03:16
                                                wink))
                                            • zupagrzybowa p000zi w Szalecie? 03.11.06, 03:36
                                              byt albo odbyt?
                                              ...w Szalecie Adasia?
                                              kanalizacja aquanetu tego moze nie wytrzymac...
                                        • zupagrzybowa P0zer000.... 03.11.06, 03:11
                                          wink

                                          www.live365.com/play/290425
                                  • drf patience=drf=hash0=palnick? 03.11.06, 02:25

                                    p000zi ?

                                    co tobie chodzi p0 gl000wwwce?

                                    wink)))))))))))))))))))))))))))))))))
                                    • sen.dzia.li +wwwRe: patience=drf=hash0=palnickwww+ 03.11.06, 03:43
                                      drf napisał:

                                      >
                                      > p000zi ?
                                      >
                                      > co tobie chodzi p0 gl000wwwce?
                                      >
                                      > wink)))))))))))))))))))))))))))))))))


                                      Aby nie pogłówne. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem wprowadzania takiego
                                      podatku. Zreszta w ogóle wolałbym, aby niektóre podatki całkowicie likwidowano
                                      (na przykład obowiązujący w Polsce podatek od posiadania telewizora, zresztą w
                                      swojej debilnej konstrukcji nieco przypominający pogłówne), a nie - wprowadzano
                                      nowe.
                                      • zupagrzybowa Aby nie pogłówne.... 03.11.06, 03:50
                                        cos w tym jest sen.dzio.li...wink

                                        www.live365.com/play/290265
                                        • pozarski Re: Aby nie pogówne.... 03.11.06, 03:52
                                          zupagrzybowa napisała:

                                          > cos w tym jest sen.dzio.li...wink
                                          >
                                          > www.live365.com/play/290265

                                          Tak,tak.Zdecydowanie.To w tym wlasnie specjalizuja sie moi adwersarze.
                                          • zupagrzybowa p000z00nie.... 03.11.06, 03:55
                                            spusc wode po sobie ....
                                            • puzon21 Re: p000z00nie.... 03.11.06, 03:58
                                              zupagrzybowa napisała:

                                              > spusc wode po sobie ....

                                              After you.Jestem gentleman.
                                              • zupagrzybowa p000z00N...:"Jestem gentleman". 03.11.06, 10:07
                                                Agentleman?-)
                                                • drf A_GentLman p000z00N... 03.11.06, 10:27
                                                  ciagle w SIPRI?
                                                  • pozarski Re: StRAznik klozetowy JOZEF S. 03.11.06, 12:58
                                                    drf napisał:

                                                    > ciagle w SIPRI?

                                                    Jak ty w komitecie obrony KOR.
                                                  • zupagrzybowa kto to napisal? 03.11.06, 13:22

                                                    The Josephs and the Marys
                                                    Kneel down in prayers
                                                    Chained to
                                                    The Angel of Death.
                                                    In a house of gold
                                                    A mass is being held,
                                                    A mass for the Lamb
                                                    On its way to Hell.

                                                    Outside
                                                    Night falls;
                                                    A silent night.

                                                    Then
                                                    Day comes;
                                                    A new day.

                                                    *
                                                    I'm drowned.
                                                    Time touches me sometimes.
                                                    The clock reminds:
                                                    it's day
                                                    it's night.
                                                    When night comes
                                                    Night people crawl out
                                                    In their nightgowns,
                                                    Guns in hands.
                                                    But it's not guns
                                                    That kill people.
                                                    Night people kill
                                                    Night people
                                                    At night time.
                                                    And when day comes
                                                    Night people crawl
                                                    Back into their
                                                    Daylives.

                                                    Best stay calm;
                                                    Float, float.

                                                    *
                                                    I had a country once.

                                                    I still remember the seeds
                                                    of the three poplar trees
                                                    sown into the blood-soaked soil.
                                                    How they have grown!
                                                    Last night I saw them
                                                    breaking through
                                                    the evenly breathing floor,
                                                    next to my bed.
                                                    So springtime green
                                                    in the middle of the night.
                                                    So young and strong
                                                    in the blood-soaked soil,
                                                    their buds green with fear.
                                                    Next to my bed
                                                    the floor was sighing:
                                                    This was my country once,
                                                    these three poplar trees:
                                                    Fear, Love and Desire.
                                                    This country
                                                    I used to call my own;
                                                    This country
                                                    of the three poplar trees
                                                    drenched in fire.

                                                    But no more.

                                                    *
                                                    They came at dawn
                                                    And reaped open
                                                    Wounds of their fears,
                                                    Hearts of their redemption.

                                                    They came to announce
                                                    The second coming,
                                                    But first they had to
                                                    Make a selection.

                                                    *
                                                    What I want to say,
                                                    What I want to say
                                                    is impossible to say.
                                                    IŐm digging deep
                                                    Whithin my hurt memory,
                                                    IŐm digging deep.

                                                    IŐm passing through
                                                    Layers and layers
                                                    Of molden mass,
                                                    Yet never coming
                                                    Even close to whatŐs
                                                    Impossible to say
                                                    *
                                                    A short history of Stalinism

                                                    My father
                                                    was a serious man.
                                                    My father
                                                    was a good man.
                                                    He slaved
                                                    at his desk,
                                                    his mind all set
                                                    upon the worldŐs
                                                    improvement.
                                                    All around him,
                                                    his best friends,
                                                    were doing
                                                    exactly the same.
                                                    Because they, too,
                                                    were good
                                                    and serious men.

                                                    Suddenly,
                                                    from one day to another
                                                    (truth to tell:
                                                    from one hour to another)
                                                    some of his best friends
                                                    had disappeared;
                                                    their desks,
                                                    their airy offices,
                                                    their thoughts and
                                                    signatures
                                                    taken over by other
                                                    good and serious men.

                                                    Did he
                                                    feel threatened?
                                                    Was he afraid?
                                                    Were his dreams
                                                    nightmares
                                                    hauting me then?

                                                    He never said
                                                    a word.

                                                    When his god
                                                    finally
                                                    abandonned
                                                    the earthly
                                                    abode
                                                    my father,
                                                    the good and
                                                    serious man
                                                    he was,
                                                    was faced with
                                                    a dilemma:

                                                    What now?
                                                    Without Him
                                                    whatŐs my seriousness
                                                    good for?
                                                    Without Him
                                                    whatŐs my goodness
                                                    good for?
                                                    These attributes
                                                    coming to me
                                                    through Him
                                                    who now is so
                                                    incomprehensibly
                                                    dead!

                                                    Yes,
                                                    it was
                                                    a dilemma
                                                    but he
                                                    never made it
                                                    look so.

                                                    And so he left
                                                    the airy space
                                                    of his office
                                                    and the air
                                                    of seriousness
                                                    left him too.
                                                    Yet he
                                                    still retained
                                                    the goodness
                                                    which became
                                                    the sole remnant
                                                    of his living,
                                                    dead
                                                    god.
                                                  • pozarski Re: a to kto napisal? 03.11.06, 13:37
                                                    Moj pierwszy kontakt z SB średniej. Wysłałam
                                                    swój wiersz na ogólnokrajowy konkurs poetycki dla debiutantów do pewnej
                                                    gazety
                                                  • drf ........ a to kto napisal? 03.11.06, 14:29

                                                    Dusan Kahan


                                                    CIERPIENIA MLODEGO-STAREGO TRUPA




                                                    Trudno to sobie wyobrazic. Urodzilem sie, zylem, umarlem...i co? Nic po prostu!
                                                    Mialem rodzine: ciotke, wujka, kuzynki, matke, ojca, siostry... Ktos moze cos
                                                    tam jeszcze pamieta; ale kto, co pamieta... Z trudem da sie z tego sklecic
                                                    strone zeszytu. Watpi pan? Domyslam sie, ze nie liczy pan dni, godzin, minut,
                                                    nie mowiac o latach, dekadach, wiekach i tysiacleciach! Ale tak z reka na sercu,
                                                    niech mi pan powie, niech mnie pan przekona, ze jest w tym wszystkim jakis sens,
                                                    ze to codzienne wstawanie, mycie zebow, ubieranie, wychodzenie z domu, wracanie,
                                                    te godziny spedzone w biurze, te dyskusje, te wojny o przecinek, o zdanie, o
                                                    znak zapytania, ze to wszystko ma jakis dajacy sie sprecyzowac sens.
                                                    Wie pan, wystarczylo ze umarlem, zebym bez nerwow popatrzyl na te wszystkie
                                                    wzloty i upadki, na przezywanie tak zwanych jedynych milosci, i zrozumial, ze
                                                    jak swiat swiatem kazdy z nas przezywa dokladnie to samo, tak samo; na nic jeki
                                                    i lzy od tysiacleci spisywane przez gryzipiorkow ledwie trzymajacych pioro w
                                                    garsci! Oczywiscie nie zgadza sie pan ze mna. Rozumiem! Rozumiem! Jest pan
                                                    jednym z tych, ktorzy z cala powaga - jak to sie mowi - swego urzedu, twierdza,
                                                    ze historia jest nauka zycia, wiara zas przenosi gory. Niestety nie moge sie z
                                                    tym zgodzic. Historia, jak kiedys slusznie zauwazyl pewien industrialista, to
                                                    bzdura, ktora z ksiazki do ksiazki i z ust do ust, przekazuja nam ludzie majacy
                                                    czesto, a moze nawet przede wszystkim, na uwadze jedynie jakis interes, czasami
                                                    podsycany plomienna ideologia, a czasami po prostu interesem wlasnym. Wiem cos
                                                    na ten temat, poniewaz znalem w swoim zyciu paru historykow i kazdy z nich z
                                                    kazda ksiazka, a nawet jakims artykulikiem, piekl wlasna pieczen. Przyznam, ze
                                                    teraz, kiedy juz nie zyje, duzo latwiej mi mowic o wszystkim, o czym nie moglem
                                                    z siebie wydusic slowa, kiedy zylem. No, ale przede mna nieskonczonosc; wtedy -
                                                    to nieustajace: po co? Jaki jest sens kazdego z przezyc, ktorego bylem swiadkiem
                                                    czy uczestnikiem? Ze zgroza wspominam wspolcierpietnikow mojego zycia,
                                                    uswiadamiajac sobie, ze jakkolwiek wspoluczestnilismy w kolejnych zdarzeniach,
                                                    nasze wspomnienia nigdy nie biegly tym samym torem.To przerazajaca mysl, ale mam
                                                    na to tysiac dowodow, zas kazdy z tych dowodow ma jeszcze tysiac innych, i tak
                                                    az w nieskonczonosc. Przykladow, ktore moglbym panu przedstawic jest multum i
                                                    dlatego mam z tym pewne klopoty. Ktory wybrac, zeby zadowolic panska ciekawosc,
                                                    a jednoczesnie nie zawiazywac nierozwiazywalnych suplow? Sprawa jest, niestety,
                                                    bardzo skomplikowana. Niejednokrotnie przychodzilo mi do glowy, zeby wyrzucic z
                                                    siebie wszystko to, co skumulowalem w duszy, jak jakis kolekcjoner bibeloty - i
                                                    co? Nic, a moze nawet wrecz przeciwnie! Kazdy krok, kazda mysl, wszystko czego
                                                    kiedykolwiek bylem swiadkiem, zapadalo w czeluscie mojego JA i kiedy decydowalem
                                                    sie na wyrzucenie z siebie tego rosnacego w zawrotnym tempie balastu - slowa
                                                    jakos nie mogly znalezc odpowiedniego syntaksu i miast uwolnic mnie od ciezaru
                                                    niespecyzowanych przezyc, jeszcze bardziej utwierdzaly mnie w chaotycznym
                                                    swiecie uludy. Wie pan, mialem nadzieje spotkac tu jakichs moich antenatow, ale
                                                    wyglada na to, ze albo ich tu nie ma, choc nie wyobrazam sobie, gdzie mogliby
                                                    sie znalezc, jesli nie tu wlasnie, albo tez...
                                                    Panski wzrok przypomina mi spojrzenie mojej matki, ktorej, na szczescie!, tu
                                                    nie widze, bo gdybym mial ja spotkac...Nie, nie chce nawet o tym myslec! Zapewne
                                                    dziwi sie pan temu lekowi tak jednoznacznie wypowiedzianego przez, w koncu,
                                                    syna, dziecko, ktore wyszlo z lona tej wlasnie, a nie innej, kobiety, ale gdybym
                                                    opisal to wszystko (tzn gdyby kiedykolwiek udalo mi sie to zrobic!), co
                                                    przezylem z moja matka...Kiedy sie nad tym zastanawiam, nawet teraz, gdy moge
                                                    sobie pozwolic na niemyslenie o mysleniu, po prostu, mowiac absolutnie
                                                    nieoglednie, krew mnie zalewa! Kto jak kto, ale pan moglby przeciez wiedziec,
                                                    albo przynajmniej domyslic sie, czemu zawdzieczam fakt moich urodzin. O tym
                                                    fakcie dowiedzialem sie jednak za pozno, by cokolwiek zmienic w swoim zyciu;
                                                    wszystko co wyniklo z tego faktu istnialo juz i zylo wlasnym zyciem, bedac
                                                    jednoczesnie jadem zatruwajacym kazdy moj swiadomy i nieswiadomy krok.
                                                    Bo widzi pan, moja matka urodzila mnie z zemsty. Zdradzana przez meza, mojego
                                                    ojca...Jednym z faktow, o ktorych przez dlugie lata nie mialem pojecia, jest i
                                                    fakt pewnej mozliwosci, ktora, jak wszystkie domniemania, moze byc pozbawiona
                                                    jakichkolwiek dowodow, ale z drugiej strony moze tez byc tym wlasnie dowodem,
                                                    ktorego goraczkowo poszukujemy. Ojciec zdradzal matke w sposob tak absolutnie
                                                    oczywisty, zreszta z jej najlepsza przyjaciolka, ze naprawde nie moge sobie
                                                    wyobrazic, by moje narodziny mogly miec dla niej jakis inny sens, niz odwrocenie
                                                    uwagi ojca od tej jej przyjaciolki, z ktora on wlasnie przezywal seksualny
                                                    renesans. Poniewaz zas cala trojka zyla w swiecie zludnego przekonania o
                                                    nadchodzacej wszechswiatowej rewolucji, kazda ze stron miala pod reka doskonaly
                                                    argument: Kazdemu wedlug potrzeb! Pan to slyszal? Troche sie temu dziwie,
                                                    poniewaz nic z tego nie wyszlo, choc wszyscysmy byli przekonani, ze jesli nie
                                                    dzis, to jutro, a jak nie jutro, to moze my, dzieci, a jak nie my, to, w
                                                    najgorszym wypadku, nasze dzieci.
                                                    Tak wiec matka szukala zemsty, przyjaciolka przyjemnosci, ojciec zas, w czym
                                                    przypominal mnie samego w pozniejszych czasach, szukal idealu. Pan wie, jak to
                                                    jest z idealem! Czlowiek juz, juz wie, ze jest na dobrej drodze; juz, juz czuje
                                                    cieplo wypelniajace go po korzonki wlosow - to ona! I w tym momencie, kiedy juz
                                                    prawie na pewno wie, cos zaczyna sie takiego dziac, ze czlowieka zaczynaja
                                                    opadac watpliwosci: Dlaczego ona? Wszystko w niej takie jak w tamtej! Troche
                                                    lepsza w lozku, widac, ze z miasta! Ale poza tym...Zaczyna mnie nudzic. Te
                                                    ciagle pytania! Gdybym naprawde znal odpowiedzi, dawno stalbym juz na czele, a
                                                    nie blakal sie po peryferiach! Tamta lepiej gotuje i nie stroni od cerowania
                                                    skarpetek. Ta robi swetry na drutach akurat w momencie, kiedy ja mam ochote na
                                                    cos innego...I w tym wlasnie momencie, kiedy ojciec tracil ochote na
                                                    przyjaciolke, matka zdecydowala sie na nowe dziecko. Biedny staruszek nie mial o
                                                    tym wszystkim zielonego pojecia! Nie wiedzial nawet, ze tracil ochote na
                                                    przyjaciolke, a co dopiero, ze ta kobieta, ktorej nigdy nie kochal, ale
                                                    wiedzial, ze przynajmniej nie bedzie chodzil w dziurawych skarpetkach, ze ta
                                                    kobieta gotuje mu taka niespodzianke!
                                                    Kiedy po raz pierwszy zobaczylem jej twarz, przerazilem sie. To nie byla twarz
                                                    kochajacej istoty. Moglem miec wtedy miesiac czy dwa, ale juz wiedzialem, ze ta
                                                    nalana twarz z malymi oczkami i cienkimi ustami, patrzy na mnie jak na
                                                    osobistego wroga. Nie pomylilem sie! Panu sie nie chce na pewno wierzyc, ze
                                                    kilkumiesieczne dziecko moze byc w ogole czegokolwiek pewne, ale nic na to nie
                                                    poradze. Pamietam ta pochylona nad kolyska glowe, jakby to bylo wczoraj! Bolal
                                                    mnie brzuch; zapewne nakarmila mnie czyms ohydnym, jak miala w zwyczaju i w
                                                    pozniejszych latach! Byc moze sama zjadla cos niesmacznego, na przyklad kaszanke
                                                    albo sledzia...Niejednokrotnie pozniej bylem swiadkiem obiadow matek, ktore,
                                                    nie zwazajac na delikatne podniebienia swoich potomkow, z zapalem konsumowaly co
                                                    obrzydliwsze kaski, by potem wkladac tlusta piers prosto w usta niewinnego
                                                    dzieciecia. Sam zreszta skonsumowalem kiedys mleko pewnej matki, ktora jakis
                                                    czas przedtem brala udzial w pieprznej kulinarnej orgii i zupelnie sie nie
                                                    zdziwilem, kiedy, poza slona i niesmaczna ciecza, ktora z zapalem wysysalem z
                                                    napecznialej mlekiem sutki, poczulem w ustach smak curry i pieprzu.
                                                    Zadziwiajace, jak te matki, o ktorych poswieceniu wypowiadaja sie tysiace
                                                    ekspertow, otoz jak te matki tak naprawde nawet nie wysilaja sie, zeby stworzyc
                                                    pozory poswiecenia. Twierdze to nie tylko w oparciu o doswiadczenie innych, ale
                                                    i, a moze przede wszystkim, wlas
                                                  • pozarski Re: ........ a to kto napisal? 03.11.06, 14:33
                                                    Tania reklama,dobra reklama.Kompletnie wam, bohaterze walk o chleb ze smalcem
                                                    na koloniach walterowcow, odbilo. Daj wszystko,co masz.I ja dam.Bedzie jeszcze
                                                    smieszniej, niz jest.
                                                  • drf ....... a to kto napisal? 03.11.06, 14:42

                                                    Tak wiec matka szukala zemsty, przyjaciolka przyjemnosci, ojciec zas, w czym
                                                    przypominal mnie samego w pozniejszych czasach, szukal idealu. Pan wie, jak to
                                                    jest z idealem! Czlowiek juz, juz wie, ze jest na dobrej drodze; juz, juz czuje
                                                    cieplo wypelniajace go po korzonki wlosow - to ona! I w tym momencie, kiedy juz
                                                    prawie na pewno wie, cos zaczyna sie takiego dziac, ze czlowieka zaczynaja
                                                    opadac watpliwosci: Dlaczego ona? Wszystko w niej takie jak w tamtej! Troche
                                                    lepsza w lozku, widac, ze z miasta! Ale poza tym...Zaczyna mnie nudzic. Te
                                                    ciagle pytania! Gdybym naprawde znal odpowiedzi, dawno stalbym juz na czele, a
                                                    nie blakal sie po peryferiach! Tamta lepiej gotuje i nie stroni od cerowania
                                                    skarpetek. Ta robi swetry na drutach akurat w momencie, kiedy ja mam ochote na
                                                    cos innego...I w tym wlasnie momencie, kiedy ojciec tracil ochote na
                                                    przyjaciolke, matka zdecydowala sie na nowe dziecko. Biedny staruszek nie mial o
                                                    tym wszystkim zielonego pojecia! Nie wiedzial nawet, ze tracil ochote na
                                                    przyjaciolke, a co dopiero, ze ta kobieta, ktorej nigdy nie kochal, ale
                                                    wiedzial, ze przynajmniej nie bedzie chodzil w dziurawych skarpetkach, ze ta
                                                    kobieta gotuje mu taka niespodzianke!
                                                    Kiedy po raz pierwszy zobaczylem jej twarz, przerazilem sie. To nie byla twarz
                                                    kochajacej istoty. Moglem miec wtedy miesiac czy dwa, ale juz wiedzialem, ze ta
                                                    nalana twarz z malymi oczkami i cienkimi ustami, patrzy na mnie jak na
                                                    osobistego wroga. Nie pomylilem sie! Panu sie nie chce na pewno wierzyc, ze
                                                    kilkumiesieczne dziecko moze byc w ogole czegokolwiek pewne, ale nic na to nie
                                                    poradze. Pamietam ta pochylona nad kolyska glowe, jakby to bylo wczoraj! Bolal
                                                    mnie brzuch; zapewne nakarmila mnie czyms ohydnym, jak miala w zwyczaju i w
                                                    pozniejszych latach! Byc moze sama zjadla cos niesmacznego, na przyklad kaszanke
                                                    albo sledzia...Niejednokrotnie pozniej bylem swiadkiem obiadow matek, ktore,
                                                    nie zwazajac na delikatne podniebienia swoich potomkow, z zapalem konsumowaly co
                                                    obrzydliwsze kaski, by potem wkladac tlusta piers prosto w usta niewinnego
                                                    dzieciecia. Sam zreszta skonsumowalem kiedys mleko pewnej matki, ktora jakis
                                                    czas przedtem brala udzial w pieprznej kulinarnej orgii i zupelnie sie nie
                                                    zdziwilem, kiedy, poza slona i niesmaczna ciecza, ktora z zapalem wysysalem z
                                                    napecznialej mlekiem sutki, poczulem w ustach smak curry i pieprzu.
                                                    Zadziwiajace, jak te matki, o ktorych poswieceniu wypowiadaja sie tysiace
                                                    ekspertow, otoz jak te matki tak naprawde nawet nie wysilaja sie, zeby stworzyc
                                                    pozory poswiecenia. Twierdze to nie tylko w oparciu o doswiadczenie innych, ale
                                                    i, a moze przede wszystkim, wlasne przezycia z roznymi matkami, z ktorymi
                                                    nawiazywalem niezbyt szczesliwe stosunki. No, nie przesadzajmy, to za duzo
                                                    powiedziane. Powiedzmy - krotkie, a nawet bardzo krotkie, przygody z kobietami,
                                                    ktore z niewiadomych mi przyczyn, natychmiast po urodzeniu dziecka, rozchodzily
                                                    sie z mezami i rozpoczynaly proces tzw poszukiwania ojca dziecku.. Tak sie
                                                    dziwnie sklada, ze akurat ja bylem w poblizu, a byly czasy, kiedy nie potrafilem
                                                    powiedziec NIE. Teraz, to znaczy wlasciwie w jakis czas przed przeniesieniem sie
                                                    tutaj (ach! kiedy to bylo?) zaczalem odmawiac, az w koncu kobiety przestaly mi
                                                    proponowac, bym dzielil z nimi czas i loze. A byly czasy...
                                                    Byly czasy kiedy prawie kazda kobieta byla przedmiotem mojej atencji.
                                                    Wystarczlo, ze zauwazylem cos, co moglo byc przelozone na jezyk seksu i juz
                                                    rozpoczynalem gre, ktora predzej czy pozniej konczyla sie w lozku.
                                                    Zaczalem bardzo wczesnie; z kuzynka. Mialem 6 lat. Jak dziwnie dziala pamiec!
                                                    Ona tego na pewno juz nie pamieta, a ja, ja...Wystarczy, zebym zamknal oczy i
                                                    juz widze nas pod lozkiem w pokoju rodzicow. Ona z odslonietym tyleczkiem, ja za
                                                    nia, skrupulatnie badajacy kazda pore okalajaca anus i wagine. W obie te
                                                    szparki, w goraczce, ktorej w ogole nie rozumialem, wsadzalem delikatnie (sam
                                                    nie wiem skad u mnie ta delikatnosc!) palce, kazdy po kolei, a potem, wachajac
                                                    kazdy z nich, delektowalem sie zapachami, ktore niezupelnie zrozumiale
                                                    podniecaly we mnie chec dokonania czegos zupelnie nowego, czego nie znalem z
                                                    wlasnego doswiadczenia, ale juz czulem, ze to doswiadczenie bedzie mi
                                                    towarzyszylo do konca zycia. Tak tez sie i stalo! Niestety, prawie natychmiast
                                                    po tym pierwszym spotkaniu z Basia nastapila dosc dluga przerwa spowodowana
                                                    ingerencja ciotki, ktora dowiedziawszy sie o naszej przygodzie (z ust niewinnej
                                                    corki) postanowila skorzystac z nadarzajacej sie okazji (jednej z wielu) i
                                                    wyjechac z kraju bliskich przodkow, do kraju odleglych przodkow.
                                                    Czasami te nasze podroze, jakkolwiek nadajemy im charakter wymuszonych dzialan,
                                                    nie sa niczym innym, niz korzystaniem z nadarzajacych sie okazji. Nie chce
                                                    zaprzeczac dramatom zwiazanym z wyjazdem, nierzadko w nieznane, tym nie mniej,
                                                    gdyby kiedys zdecydowano sie na zbadanie spraw zwiazanych z emigracja, wtedy
                                                    okazaloby sie, ze w 90 wypadkach na 100 maja one wiecej wspolnego z potrzeba
                                                    zmiany, niz absolutna koniecznoscia. Zdarza sie jednak, ze niebezpieczenstwo
                                                    pozostania w miejscu zamieszkania jest wieksze, niz chec pozostania na starych
                                                    smieciach, no i wtedy 99 osob na 100 opuszcza je. Ta ostatnia umiera na miejscu.
                                                    Tak wyglada statystyka...
                                                    Ale wrocmy do ciotki z corka. Wyjechaly akurat wtedy, kiedy moje zabawy z Basia
                                                    zaczely nabierac, ze sie tak wyraze, rumiencow. To juz nie bylo odkrywaniem
                                                    nowych terenow, ale raczej poglebianiem znajomosci juz odkrytych. I w tym
                                                    wlasnie momencie znikla mi z pola widzenia. Po latach dowiedzialem sie, ze
                                                    przyczyna ich emigracji bylo nie tylko dzialanie rzadowej propagandy, ale strach
                                                    ciotki przed konsekwencjami naszych spotkan pod lozkiem rodzicow.
                                                    Ach, seks! Seks stal sie jedynym prawdziwym, niezaklamanym elementem mojego
                                                    zycia, zas kuzynka byla pierwszym, eksperymentalnym jeszcze, objektem moich
                                                    niezupelnie sprecyzowanych chuci, ale za to wypelnila mnie zapalem do dalszych
                                                    prob rozwiazania zagadki coraz czestszych wzwodow na widok rozowych majtek
                                                    przedszkolanki czy, nieco pozniej, pewnie rysujacych sie piersi Mirki, mojej
                                                    siostry.
                                                    Mialem dziewiec lat, ona dwanascie, kiedy zaczalem dzielic z nia lozko.
                                                    Spalismy w tym samym pokoju, wiec nie musielismy dokonywac niebezpiecznych
                                                    podrozy z pokoju do pokoju, na ktore narazone byly dzieci np. amerykanskie,
                                                    mieszkajace w willach. Nasza czteroosobowa rodzina byla skazana na trzy pokoje,
                                                    z ktorego jeden byl we wladaniu ojca przygotowujacego swiatowa rewolucje, w
                                                    drugim ojciec z matka planowali swoja codziennosc, w trzecim, przez jakis czas,
                                                    ja z Mirka dokonywalismy, no...wlasciwie nic specjalnego, choc z drugiej strony,
                                                    choc z drugiej strony...Zapomnialem dodac, ze mielismy jeszcze garderobe,
                                                    pomieszczenie, ktore w normalnych warunkach miescilo wlasnie garderobe, ale
                                                    warunki nie byly normalne (m.in. majaca nastapic w najblizszym czasie rewolucja,
                                                    nie mowiac juz o innych, bardziej prozaicznych, sprawach), wiec w garderobie
                                                    zamieszkiwala gosposia, pani Hela, liczaca sobie wtedy, tak na moje dzisiejsze
                                                    oko, okolo 25 lat. Nie byla specjalnie ladna, ale, w przeciwienstwie do matki,
                                                    te jej wszystkie wkleslosci i wypuklosci, sprawialy wrazenie istnienia tylko i
                                                    wylacznie w jednym, jedynym celu...Chyba sie pan domysla! Ojciec z pania Hela
                                                    czesto wspominali tak zwane tereny wschodnie, z ktorych oboje pochodzili, ja zas
                                                    z Mirka przykladalismy szklanki do sciany z bijacym sercem wsluchani w te
                                                    opowiesci, ktore, jak pozniej zrozumialem, nie byly niczym innym jak zwyklym
                                                    fortelem, majacym na celu jedynie ukrycie wlasciwych celow spotkan w komorce.
                                                    Pani Hela odegrala wielka role w zyciu naszej rodziny, ale jaka, o tym na razie
                                                    nie bede mowil. Czasu mamy az nadto i okazji bedzie jeszcze wiele...Raczej wroce
                                                    do lozka z Mirka.
                                                    Zdaje sie,ze nikt nie pamieta tamtych czasow, w kazdym razie malo kto chce
                                                    pamietac, ze poza tym, co sie odgrywalo na pierwszych stronach gazet, wszystko
                                                    inne wygladalo, jakby ten kraj nigdy nie b
                                                  • pozarski Re: ....... a to kto napisal? 03.11.06, 14:44
                                                    Dobrze ci idzie.Dawaj dalej.Pokaz,co potrafi kazdy komandos w mundurku od
                                                    generala Petelickiego.
                                                  • patience Re: ....... a to kto napisal? 03.11.06, 15:04
                                                    ..."latentny pedal" z baaaardzo zboczona wyobraznia? Faktycznie, rozpiety
                                                    rozporek... ... Ech, p000z000re0 sad
                                                  • pozarski Re: ....... a to kto? 03.11.06, 15:09
                                                    patience napisała:

                                                    > ..."latentny pedal" z baaaardzo zboczona wyobraznia? Faktycznie, rozpiety
                                                    > rozporek... ... Ech, p000z000re0 sad

                                                    I z twoim jezyczkiem w zipie.No,ale czego sie spodziewac po kims z opaskami
                                                    higenicznymi na oczach?
                                                  • patience Re: ....... a to kto? 03.11.06, 15:12
                                                    No coz. Nie wiedzialam, ze az tak zle z toba. Jesli jeszcze ci zostalo troche
                                                    samokontroli zglos sie do lekarza. W koncu zrobisz komus prawdziwa krzywde, a
                                                    nie w marzeniach, a przeciez tego nie chcesz? Mam nadziejesad
                                                  • pozarski Re: ....... a to kto? 03.11.06, 15:15
                                                    patience napisała:

                                                    > No coz. Nie wiedzialam, ze az tak zle z toba. Jesli jeszcze ci zostalo troche
                                                    > samokontroli zglos sie do lekarza. W koncu zrobisz komus prawdziwa krzywde, a
                                                    > nie w marzeniach, a przeciez tego nie chcesz? Mam nadziejesad
                                                    >
                                                    No,praktyke szpitalno-psychiatryczna masz ty i zupka.Poczekam az was wylecza i
                                                    potem pogadamy.
                                                  • patience Re: ....... a to kto? 03.11.06, 15:25
                                                    Hmm. "Czy ktos jeszcze sobie wyobraza, ze przed dokonaniem morderstwa hamowalo
                                                    ich poczucie jakiegos wznioslego kodeksu moralnego?" No? Co ICH hamowalo?
                                                  • drf ....... a to kto napisal?.... 03.11.06, 15:13


                                                    Ale Mirka...Zdaje sie, ze choc doskonale pamietam nasze lozkowe zabawy, jakos mi
                                                    zupelnie nieskoro do tej opowiesci. W koncu to siostra, i to jeszcze w dodatku
                                                    zyjaca siostra! Ja, co prawda, juz jestem trupem, ktorego szczatki zyja sobie
                                                    gdzies w paru pacjentach, ktorym w godzine mojej smierci akurat brakowalo nerki
                                                    czy watroby (jak na pociagajacego sobie zdrowo z butelki, moje organy byly w
                                                    stanie, ktorego moglby mi pozazdroscic niejeden mlodzian!), ale ona! Ona wciaz
                                                    kreci tyleczkiem i oddaje sie lozkowym przygodom z kim popadnie. Bo musze
                                                    powiedziec, ze bardzo sobie zasmakowala w tych zabawach i wystarczylo zeby ktos
                                                    na nia spojrzal, a juz wiedzialem, ze to spojrzenie, choc przelotne, skonczy sie
                                                    w sypialni!
                                                    Mirka zaczela dojrzewac bardzo wczesnie. Troche nawet chyba za wczesnie;
                                                    wlasciwie na pewno za wczesnie! Kiedy miala 9 lat wygladala w kostiumie
                                                    kapielowym, a kto pamieta tamte kostiumy kapielowe chyba mi nie uwierzy!, jak co
                                                    najmniej 12-latek po rocznej diecie na hormonalnie potraktowanych kurczakach.
                                                    Dosc powiedziec, ze po dziewiatych urodzinach zaczela nosic biustonosze, rzecz
                                                    absolutnie niespotykana nawet w naszych, dobrze odzywionych kregach!
                                                    Jej dwunaste urodziny mialy sie odbyc z pompa, jakiej nie bylismy dotychczas
                                                    swiadkami. Matka, ktora w sprawch rewolucji swiatowej zajmowala sie m.in.
                                                    kuchnia i odzieza, na tydzien przed uroczystoscia wyslala Hele po prowiant do
                                                    okolicznych wsi. Na biesiadnym stole nie mialo brakowac niczego! Kaczki, gesi,
                                                    kurczaki, sledzie dla ojca i Mirki, bialy ser, mleko prosto od krowy
                                                    (pasteryzowane uwazane bylo w tamtych czasach za trucizne), smietana, wolowina,
                                                    wieprzowe...No, wszystko, co pozycja i pieniadze rodzicow zapewnialy takim
                                                    rodzinom, jak nasza. Goscie byli zaproszeni, patefon postawiony na hebanowym
                                                    bufecie (z szabru, jak zreszta wszystkie inne meble), bialy obrus rozeslany na
                                                    kolosalnym blacie okraglego stolu w pokoju rodzicow, piekny Rosenthal w
                                                    zawijasach i kwiatkach juz, juz gotowy do uczty, gdy...
                                                    Umarl Wodz! Akurat w dwunaste urodziny Mirki! Na jej miejscu zapalalbym
                                                    nienawiscia do Wodza, ktorego smierc przyprawila ja o strate tej wspanialej
                                                    uroczystosci! Mirka jednak nie tylko, ze nienawiscia nie zapalala, ale wrecz
                                                    przeciwnie, jej i tak juz gorace uczucia dla Wielkiego Przewodnika Ludzkosci
                                                    nabraly jeszcze wiekszego rozmachu. Wystarczy wspomniec jej bohaterska warte
                                                    przy Jego portrecie ozdobionym zalobna krepa w korytarzu szkoly, do ktorej
                                                    wspolnie uczeszczalismy! Stala tam i stala, i nikogo nie chciala dopuscic do
                                                    stania z nia, czy za nia. A trzeba wiedziec, ze takie zalobne stanie nie bylo
                                                    jakims zwyklym staniem. Nie! Czlowiek, i to jeszcze wlasciwie nie zaden
                                                    czlowiek, a po prostu dziecko!, stal tam z prawa reka uniesiona w
                                                    czerwono-harcerskim gescie, pozycji meczacej i niewygodnej. A ona stala! Stala i
                                                    stala, az w koncu zemdlala na posterunku, zas jej stanie podniesione zostalo (co
                                                    prawda na pare tylko lat) do rangi legendy. Gdyby nie tragiczne w skutkach
                                                    odebranie Wodzowi wszelkich Jego zaslug, nie wykluczone, ze Mirka stalaby sie
                                                    postacia rownie legendarna, co Pawlik Morozow albo Zoja Kosmodemianskaja. Nie
                                                    stala sie i wielka to szkoda, bo gdyby sie stala, moze zaspokoiloby to jej zadze
                                                    slawy i chwaly, ktora w wiele lat pozniej stala sie przyczyna mojego zerwania z
                                                    nia stosunkow. Wszystkich stosunkow! Nie bede jednak wybiegal w przyszlosc. Na
                                                    razie zostanmy przy dalekiej przeszlosci.
                                                    Wodz umarl, rodzice poszli trzymac warte przed Jego wielkim portretem w sali
                                                    kolumnowej siedziby rzadu, ja zas z zaplakana i nieszczesliwa Mirka (Hela
                                                    zamknela sie w komorce) zostalismy w domu. Co za tragedia! Gdyby jeszcze
                                                    pozwolono nam zasiasc do stolu, a przynajmniej mnie! Tymczasem wszystko zostalo
                                                    sprzatniete do starej, gazowej, przerobionej na elektryczna, lodowki i spizarki
                                                    pod oknem w kuchni. Przed wyjsciem matka, nie zwazajac na zalobe, zagrozila
                                                    nieludzkimi konsekwencjami w razie jakiejkolwiek proby spladrowania zasobow.
                                                    Nie wiem skad to miala, ale jej glowna metoda wychowawcza byly nieustajace
                                                    grozby tragicznych w skutkach konsekwencji niepodporzadkowania sie nakazom i
                                                    zakazom. Byla, prawde powiedziawszy, troche podobna do wizerunku tego
                                                    "straszliwego zydowskiego Boga", na ktorego katoliccy teolodzy (nasi przeswietni
                                                    kardynalowie,jak zwykle, trzymaja prym) do dzis sie powoluja, gdy zaczna sie
                                                    rozmarzac o chrzescijanskiej milosci. Dopiero niedawno (przed smiercia
                                                    naturalnie) dowiedzialem sie, ze jej matka pochodzila z niezwykle poboznego domu
                                                    i nie wykluczone, ze racje maja psychologowie (ja tam im nie wierze!)
                                                    twierdzacy: Jaka matka, taka corka!
                                                    Tak wiec rodzice wyszli, zostawiajac nas samych, no i Hele zamknieta w komorce.
                                                    Nie jestem pewien czy przezywala te smierc (SMIERC!) tak dramatycznie, czy tylko
                                                    skorzystala z okazji, zeby sobie odpoczac. Do glowy mi nie przyszlo, zeby ja o
                                                    to zapytac, a zreszta na pewno wydawalo mi sie, ze martwila sie przynajmniej tak
                                                    jak my, jesli nie bardziej. Mirka lezala na lozku w naszym pokoju intensywnie
                                                    wpatrujac sie w portret Wodza (tuz obok portretu Wielkiego Nauczyciela Wodza,
                                                    Ojca Wielkiej Rewolucji) spuchnietymi od placzu oczami. Ja wlasnie zamknalem
                                                    drzwi za rodzicami (oboje na czarno, ojciec w modnym wowczas w naszych sferach
                                                    dlugim plaszczu i kapeluszu, matka w ciemnej welnianej narzucie z kapturem;
                                                    wygladala jak Savonarola; oboje mieli naciagniete na lewe rekawy czerwone opaski
                                                    obrzezone czarna krepa; jak kazdy rewolucjonista, przygotowani byli na kazda
                                                    okazje!) i po chwili, choc niewatpliwie kuszony zapasami w lodowce i spizarce,
                                                    wszedlem do pokoju. Mirka, jak wspomnialem, lezala tepo (jak mi sie zdalo)
                                                    wpatrujac sie w zaciecie usmiechnieta, jakby wciaz zywa, twarz Nauczyciela
                                                    Ludzkosci. Usiadlem na krawedzi lozka i dlonia dotknalem jej glowy. "No, nie
                                                    placz juz," powiedzialem."On bedzie dalej zyl w naszych sercach!" dodalem,
                                                    powtarzajac slowo w slowo, co powiedzial ojciec w drzwiach. Odwrocila wzrok od
                                                    zdjecia i patrzac na mnie wystekala:"Co bedzie, bracie? Co bedzie? Czy swiat
                                                    bedzie? Czy my bedziemy?" Zaskoczyla mnie tymi pytaniami! Bylem zbyt maly, zeby
                                                    nawet probowac odpowiedzi na tak zasadnicze pytania, (choc wiele lat pozniej z
                                                    ust dziewiecioletniego syna Wielkiego Krytyka i Szekspirologa, Jana Pieska, na
                                                    widok dziel wszystkich Karola Marksa w nieskazitelnym szeregu na polce w jego
                                                    pokoju, uslyszalem pytanie: Czytales? Ja to czytam w oryginale!) a poniewaz nie
                                                    moglem znalezc odpowiedzi, polozylem sie kolo niej. Po kilku minutach Mirka
                                                    obrocila sie na bok i ustami dotknela mojego ucha. "Duszan, Duszanku, co z nami
                                                    bedzie?" wyszeptala cicho, jakby bojac sie, ze nasz Niezlomny Przywodca ze
                                                    sciany przestanie sie usmiechac i wybuchnie sprawiedliwym gniewem. Nie
                                                    wiedzialem, co z nami bedzie. Skad mialem wiedziec, dziewiecioletni, co mialo
                                                    przyjsc po smierci tego czlowieka, ktory juz nie byl zwyklym czlowiekiem, ale
                                                    jeszcze nie byl bogiem; byl czyms nieokreslonym, wielkim i pieknym, ale
                                                    jednoczesnie strasznym i nieodgadnionym. Napisano o nim juz tyle ksiazek, ze
                                                    wydawaloby sie, iz trudno tu cokolwiek dodac. Niektore znajome ex-dzieci spisaly
                                                    wspomnienia o swoich rodzicach, lecz jedynym ich celem bylo jakos wytlumaczyc
                                                    przed samym soba (i przed swiatem) te nieszczesna milosc, ktora okazala sie byc
                                                    jedna wielka katastrofa. Nie znam pisaniny ex-dziecka, ktory by powiedzial
                                                    prosto z mostu: Moi rodzice kochali tego biurkowego (i nie tylko) morderce nie
                                                    ze strachu, jak nam wmawiali po jego smierci, a po prostu dlatego, ze sami byli
                                                    mordercami (niektorzy tylko potencjalnymi;inni - doslownymi; na przyklad ojciec
                                                    Michala Komara) zza biurka. Co za frustracja, nie moc sie fizycznie wyzyc na
                                                    jakims wrogu ludu! Czy ktos jeszcze sobie wyobraza, ze przed dokonaniem
                                                    morderstwa hamowalo ich poczucie jakiegos wznioslego kodeksu moralnego? Jesli
                                                    tak, to chetnie go wyprowadze z bledu. To, co z czystego tchorzostwa nie bylo
                                                    mozliwe do przeprowadzenia poza sci
                                                  • pozarski Re: ....... a to kto napisal?.... 03.11.06, 15:17
                                                    Przeciez przepisywalem z twojego brulionu.Mialo byc Marysia, bo tak sie
                                                    nazywala twoja siostra,ale zmienilismy.Teraz wyszlo szydlo z worka.Sorry!
                                                  • drf plul do jednej spluwaczki z samym Mao-tse Tungiem! 03.11.06, 15:31

                                                    To, co z czystego tchorzostwa nie bylo mozliwe do przeprowadzenia poza scianami
                                                    gabinetow, robilo sie we wlasnych mieszkaniach. Wiem cos na ten temat!
                                                    Polozylem sie na boku, twarza do siostry. Miala na sobie tylko cienka blekitna
                                                    sukienke, cala w bialo-czerwonych rozach (ktora ojciec przywiozl z Chin, gdzie
                                                    plul do jednej spluwaczki z samym Mao-tse Tungiem!), rozpieta na piersiach (nie
                                                    miala biustonosza), ktore tak naprezaly srebrne guziczki biegnace az do pepka,
                                                    ze wydawalo sie, jeszcze chwila i rozerwa petelki. Nigdy przedtem nie bylem tak
                                                    blisko niej, moze tylko, kiedy rozwscieczona rzucala sie na mnie, by mnie
                                                    piesciami dotkliwie pobic za jakies wykroczenie, czasami tylko zlosliwosc pod
                                                    jej adresem. Byla bardzo czula na wszelkiego rodzaju przytyki, szczegolnie gdy
                                                    chodzilo o jej wyglad. Lubilem sie nasmiewac z jej niecodziennie duzych piersi
                                                    (jak na wiek; potem juz nie wydawaly sie wcale duze) i tylka, ktory wszyscy jej
                                                    pozniejsi wielbiciele wynosili pod niebiosa. Teraz byla smutna i we mnie szukala
                                                    pocieszenia. Niby wciaz bylem dzieckiem, ale moje wczesniejsze tlamszenia sie z
                                                    Basia spowodowaly, ze ogarnela mnie goraczka podobna tej, ktora przezywalem z
                                                    kuzynka pod lozkiem. Zaczalem calowac jej oczy i jezykiem zlizywac lzy z
                                                    policzkow. Nie tylko poddala sie temu procederowi bez protestu, ale objela mnie
                                                    i przytulila do siebie. "Co bedzie?" wzdychala, a kiedy zaczalem calowac jej
                                                    szyje, juz tylko wydawala z siebie ciche jeki. Bylem coraz szybszy i pewniejszy
                                                    w ruchach. Dlonie najpierw trzymalem na plecach, ale kiedy poczulem jak w
                                                    spodniach (dzinsach, ktore dostalem od pewnego znanego Labourzysty prosto z
                                                    Londynu) pecznieje i twardnieje moj, jak mowila Hela: siusiak, blyskawicznie
                                                    zsunalem je na tylek. Oboje zaczelismy wciskac sie w siebie. W pewnym momencie
                                                    nie wytrzymalem i zebami (mialem wtedy zeby!) wyrwalem guzik wiezacy jej piersi
                                                    w tej chinskiej sukience. To byly moje pierwsze prawdziwe piersi w zyciu! Bo
                                                    przeciez trudno, zebym liczyl piersi matki (wielkie i ciezkie jak u jakiejs
                                                    wsiowej baby) z niesmakiem obserwowane na balkonie, czy rownie wielkie i ciezkie
                                                    piersi przyjaciolki ojca, Aleny z Pragi. Piersi Mirki, dwunastoletniej dziewicy,
                                                    ktora za niecaly rok miala stracic niewinnosc z przyjacielem ojca, 40-letnim
                                                    krytykiem literackim, autorem sztuki o krwawych, ale pelnych nadziei, dniach
                                                    Rewolucji, no wiec te piersi byly nie tylko, jak na moje doswiadczenie, duze,
                                                    ale jedrne i gladkie, ta gladkoscia i jedrnoscia, ktore bezpowrotnie przemijaja
                                                    po porodzie czy dwoch. Teraz, kiedy moglem juz zlapac ustami za sutki bylem
                                                    prawie na granicy czegos zupelnie nowego, czegos, czego nigdy przedtem nie
                                                    przezylem, a co powodowalo we mnie skurcze calego ciala w jakims nieopisanym
                                                    tancu sw.Wita. Wszystko sie juz potem toczylo zupelnie bezwiednie. Nie
                                                    wiedzialem kiedy przesunalem lewa reke z posladka na lydke i wiedziony
                                                    instynktem lapczywego kochanka, wsunalem pod sukienke, delikatnie przesuwajac
                                                    miedzy nogami az...
                                                    Jej majteczki, ktore matka uwazala za szczyt dzieciecej mody, a ktore byly
                                                    zdeformowanym modelem meskich szortow, byly mokre w tym jedynym miejscu, do
                                                    ktorego teraz zdazalem. Kiedy wsunalem dlon, odczulem nie tylko wzrastajace
                                                    podniecenie, ale i swojego rodzaju szok. To nie bylo lyse jak kolano lono Basi,
                                                    ale trawiasta wysepka pelna dolinek i pagorkow, ktore, jak jakis Pietaszek,
                                                    przechodzilem palcami wzdluz i wszerz.
                                                    Nie wiem jak by sie to wszystko skonczylo, gdybysmy nie uslyszeli Heli, ktora
                                                    nagle wyszla z komorki. Natychmiast poderwalem sie i usiadlem na brzegu lozka;
                                                    Mirka odwrocila sie twarza do sciany. Hela poszla do kuchni. To dziwne, ale
                                                    pamietam kazdy moj ruch i nawet czuje jeszcze na poduszkach palcow ten
                                                    laskoczacy meszek pokrywajacy lono siostry. To byl nasz pierwszy raz; potem
                                                    przyszla cowieczorna celebracja naszych cial, az do dnia, kiedy Mirka, nie mogac
                                                    sie dostac do domu, poszla na gore do krytyka literackiego, gdzie, jakesmy sie
                                                    po latach dowiedzieli z pamietnikow jego owczesnej zony, stracila cnote. Miala,
                                                    jak juz chyba wspomnialem, 13 lat.
                                                    Na pewno uwaza pan, ze nie powinienem o tym mowic, tym bardziej, ze ona jeszcze
                                                    zyje, a ja juz jestem tutaj. Na pewno wydaje sie panu bezsensowne opowiadanie o
                                                    przeszlosci tam, jakby tutaj mialo to jakiekolwiek znaczenie. Musze sie
                                                    przyznac, ze myslalem o tym, ale mnie chodzi po prostu o to, zeby miec spokojna
                                                    wiecznosc. Co sie nie udalo za zycia, byc moze powiedzie sie tutaj. Traktujmy te
                                                    wyznania jak terapie.
                                                    Kiedys, zaraz po smierci Wielkiego Lina, ucznia i kontynuatora Wielkiego Nina,
                                                    Hela postanowila nas przechrzcic. Zawsze twierdzila, ze Idy, tzn my, popelnily
                                                    wielki grzech krzyzujac Wielkiego Zusa. Zus byl milosierny i kochal wszystkich -
                                                    opowiadala nam zamiast bajek, kiedy rodzice uczestniczyli w planowaniu swiatowej
                                                    rewolucji - ale to wszystkich, nie wylaczajac Idow, choc 0ni poslali go na
                                                    krzyz. Spotkala ich jednak zasluzona kara i dlatego kazdy idek ma jedna, jedyna
                                                    szanse na wykupienie sie od tego grzechu, najciezszego z najciezszych - tak nam
                                                    prawila co wieczor, procz niedziel i swiat, kiedy rodzice bywali w domu - i tym
                                                    wykupieniem mialo byc przejscie na jedynie prawdziwa wiare, wiare w ukochanego
                                                    nam naszego jedynego pana Zusa. Czasami w trakcie jej opowiesci zdarzalo sie, ze
                                                    beknalem albo puscilem baka. Wtedy w Hele wstepowal diabel, rzucala sie na mnie
                                                    i walac na oslep piesciami krzyczala: Dobrze zrobil Itler, ze was wszystkich
                                                    wyrznal! Ja bym was golymi rekami, Zusie kochany, za to coscie naszemu
                                                    najjasniejszemu...A ty jeszcze baki puszczasz, jak ja ci tu mowie, nie bylo
                                                    takiego jak on i nie bedzie! Niewykluczone, ze to od Heli nauczyla sie Mirka
                                                    czestowac mnie przy byle okazji piesciami, a nawet prawie na pewno! I zaraz
                                                    potem znow siadala Hela na skraju lozka Mirki i ciagnela: Dasz zdradzil naszega
                                                    pana Zuska i potem sie powiesil. Za trzydziesci srebrnikow go sprzedal i na co
                                                    mu bylo? Tylko Zusek najjasnieszy moze was zbawic i dlatego naucze was modlitwy
                                                    do naszego najswietszego i jak tylko bede miala czas to pojdziemy do kosciolka i
                                                    tam was obmyja z waszego grzechu i bedziecie sobie zyli dlugo i szczesliwie juz
                                                    bez grzechu.
                                                    Hele musialo denerwowac (wcale sie nie dziwie!), ze nie dosc, ze zajmowala sie
                                                    domem jak wlasnym, to jeszcze oddawala pewne uslugi panu domu, jakby byla zona,
                                                    a zarabiala grosze, bo - jak mowila - wiadomo, idki maja dla swoich, ale obcego
                                                    wykorzystaja i zlamanego grosza nie dadza.
                                                    Wie pan, pare lat po wojnie, ostatniej europejskiej wojnie, wyszczegolniam, bo
                                                    wyobrazam sobie, ze moga sie panu te wszystkie wojny mylic, no wiec po tej
                                                    ostatniej wojnie przeprowadzono u nas reforme pieniadza. (Obywatele naszego
                                                    kraju nie mieli prawa posiadania zagranicznych walut, grozilo za to wrecz
                                                    wiezienie, zas gotowke nalezalo trzymac w jedynym panstwowym banku, gdzie wklady
                                                    prawie nie procentowaly, ale za to pieniadze, w mysl diapozytywowej reklamy w
                                                    kinach przed seansem, byly pewne - jak w banku.) Az do tej nigdzie nie
                                                    zapowiedzianej i zupelnie niespodziewanej reformy. Moj ojciec, po latach, z duma
                                                    stwierdzil, ze byl jednym z trzech urzednikow ministerstwa, znajacych nie tylko
                                                    date reformy na kilka miesiecy przed faktem, ale i przewidywalne, fatalne, jej
                                                    skutki. Hela na przyklad, ktora od konca wojny skladala sobie pieniadze na
                                                    mieszkanie, przed reforma miala juz, juz, prawie pelna sume, zas w dzien po
                                                    reformie nie miala prawie nic. Kiedy mi ojciec o tym opowiedzial, zapytalem czy
                                                    nie powinien byl przynajmniej Heli powiedziec, zeby zamienila te pieniadze na
                                                    cos wartosciowszego, ostatecznie korzystal z niej zupelnie za darmo, wiec jakis
                                                    rodzaj ekonomicznego ekwiwalentu...Machnal reka. "To byla tajemnica panstwowa,"
                                                    powiedzial. "Tak musialo byc, niestety." "A ty sam? Wycofales wklad?" "Nigdy nie
                                                    trzymalem pieniedzy w banku," odpowiedzial. Potem juz o tym nie rozmawialismy,
                                                    ale zdaje mi sie, ze Hela zaczela nas, i mnie i siostre, lac po tej reform
                                                  • zupagrzybowa "Pan prezydent," powiedziala kiedys,"polozyl mi .. 03.11.06, 15:48
                                                    Potem juz o tym nie rozmawialismy, ale zdaje mi sie, ze Hela zaczela nas, i mnie
                                                    i siostre, lac po tej reformie ze zdwojona wsciekloscia.. Teraz w ogole nas nie
                                                    oszczedzala i wydawalo sie, ze zakatuje nas z kretesem niemalze na oczach
                                                    swiata. Dzis nie chce mi sie wierzyc (Dzis? Co ja mowie? Raczej wczoraj czy
                                                    przedwczoraj), zeby rodzice niczego nie zauwazyli; naszego strachu i siniakow.
                                                    Nie zauwazyli. Ich wiara w lepsze jutro, kiedy wszyscy darzyc sie beda wzajemna
                                                    miloscia i szacunkiem, gdzie "czlowiek to brzmi dumnie" zawladnie na calym
                                                    swiecie, zas swiat bedzie trwal wiecznie w wiecznej szczesliwosci, byla bardziej
                                                    rzeczywista niz sama rzeczywistosc. Ta byla taka, ze rodzice, ich pracodawcy i
                                                    wspolpracownicy byli znienawidzeni przez wszystkich, ktorzy albo spoznili sie ze
                                                    zmiana swiatopogladu, albo nie chcieli go zmieniac. Chcieli tez zapewne
                                                    zarabiac godziwe pieniadze, skladac je na odpowiednio oprocentowanych kontach,
                                                    kupowac mieszkania na raty, jezdzic wlasnym samochodem, a nie z zazdroscia
                                                    spogladac na bylego szewca rozwalonego na tylnim siedzeniu najnowszej
                                                    chevrolety, zdazajacego na jakas ideologiczno-seksualna orgie. Tego niestety nie
                                                    bylo w planach i dlatego Hela traktowala nas jak ostatnia szanse rozwiazania
                                                    Idowego problemu.
                                                    Sciany w pokoju ojca, od podlogi po sufit, byly zastawione polkami wypelnionymi
                                                    ksiazkami. W czasie ostatniego liczenia egzemplarzy (emigracyjne porzadki) bylo
                                                    tam ich dokladnie 7845. Do tej sumy nalezy dodac ksiazki matki, corki i syna.
                                                    Ten ostatni, czyli ja, nie mial ich wiele; wiekszosc z nich byla wlasciwie
                                                    nikomu niepotrzebna makulatura, w ktorej nieznani autorzy dywagowali na zupelnie
                                                    nieinteresujace tematy. U ojca bylo wszystko, czego mozna sie spodziewac po
                                                    swiatlym intelektualiscie: wszelkiego rodzaju historie filozofii, filozofie
                                                    historii, tu i tam zbiorek poezji, mechanika kwantowa, teoria relatywnosci, za
                                                    ksiazkami troche pornografii, ale co to za pornografia! Amerykanskie kobiety z
                                                    wygolonymi pizdeczkami, wielkimi, ciezkimi piersiami i twarzami przecietnej
                                                    gospodyni domowej. Znalazlem kiedys kilka egzemplarzy i nie musze mowic, ze juz
                                                    wtedy moja praktyczna znajomosc kobiecego ciala byla duzo blizsza anatomicznej
                                                    prawdy, niz te wydumane wizje seksualnego szczescia. Tym nie mniej, jak
                                                    wiekszosc mezczyzn, i moj idealistyczny ojciec potrzebowal czegos bardziej
                                                    rzeczywistego niz te idee, ktore z takim zapalem wprowadzal w zycie, nie
                                                    zblizajac sie, nie musze panu chyba o tym mowic, ani o milimetr do celu.
                                                    Przyznam sie, ze do dzis nie wiem, co bylo celem jego zycia. Miliony, jesli nie
                                                    miliardy, slow zostalo wylanych na papier (a papier cierpliwy!) i kazde z tych
                                                    slow, reka kazdego z tych, co chcieli urzeczywistnic te nierzeczywistosc,
                                                    zamiast ulatwic nam zrozumienie, wrecz nam je uniemozliwia. Wezmy ojca. Gdyby
                                                    pochodzil z biednej, chlopskiej rodziny, skazanej na wieczne odrabianie
                                                    wiecznych dlugow u pana hrabiego...To bym zrozumial. Ale jego rodzice nie byli
                                                    chlopami, a zamoznymi Idami, parali sie handlem zbozem i drzewem i jesli
                                                    potrzebowali jakiejs zmiany, to na pewno nie rewolucji, ktora by ich sprowadzila
                                                    do poziomu zniewolonego chlopa. Ojciec jednak, za pieniadze swojego ojca,
                                                    przygotowywal im jednak wlasnie taka niespodzianke! Bog raczy wiedziec...Bardzo
                                                    pana przepraszam, to sa pozostalosci stamtad...Tym bardziej, ze ta skaza, to
                                                    znaczy, to czynienie "dobra" kosztem innych, pozostawila slad w duszy kazdego,
                                                    kto sie wychowal w tamtych, idealistycznych, rodzinach. Czytywalem czasami
                                                    ksiazki dzieci bylych tajnych agentow, czesto mordercow, nie gorszych
                                                    specjalistow od mokrej roboty od dzisiejszych (i wczorajszych) mafiozow i nigdy
                                                    sie nie zdarzylo, zeby jakis Adas czy Michas powiedzial prosto z mostu: Tata byl
                                                    morderca i powinien gnic w wiezieniu, a nie wystawiac piers do medali. Dziwi
                                                    mnie to, poniewaz czesto domagaja sie zasluzonej kary dla zbrodniarza, czesto,
                                                    jak ich rodzice, gabinetowego zbrodniarza, niestety nie w ich kraju, a gdzies
                                                    tam, daleko, daleko, gdie kaczajut tumany.
                                                    Za pieniadze swojego ojca! Gdyby jeszcze ten jego idealizm byl na poziomie Lina
                                                    czy Nina! Niech by i Ckiego czy Dka, ale jedynym wlasnym kapitalem ojca byl
                                                    "Kapital" Raksa i "Co dalej?" autorskiej spolki paru malo znanych galicyjskich
                                                    skrybow. Nie musze panu mowic, ze serce, ktore go gnalo w ramiona rewolucji
                                                    proletariackiej, ani o centymetr nie zblizylo go do chocby i nominalnego
                                                    proletariusza. Skad! Poruszal sie w kregach podobnych jemu mieszczan, ktorzy
                                                    otoczeni nuda codziennosci szukali mocniejszych wrazen, wrazen ktore
                                                    przynajmniej w jakims stopniu moglyby zaspokoic romantyczna wizje
                                                    wszechswiatowego szczescia i braterstwa miedzy narodami. A jednak to, czemu sie
                                                    w ostatecznosci przyczynil calym swoim zyciem, nie bylo niczym innym, niz
                                                    osiagnieciem biegunowo przeciwnego skutku. Przyznam szczerze, ze nie znam
                                                    zadnego z naszych swiatlych filozofow, ktory by z rowna brutalnoscia, co ta,
                                                    ktora czestowal poczynania innych filozofow poza granicami swojej przeswietnej
                                                    ojczyzny, poddal miazdzacej krytyce swoja wlasna dzialalnosc. Raz jeden zdarzylo
                                                    mi sie slyszec pewnego skrybe, kajajacego sie w jesieni swego zycia, przed
                                                    publicznoscia zlozona w przewazajacej czesci z podobnych jemu, bylych
                                                    kombatantow, za popelnione grzechy juz wtedy starzejacej sie mlodosci. I to
                                                    przedstawienie nie bylo niczym innym, niz zupelnie oderwana od rzeczywistosci
                                                    celebracja swojego dobrze juz rozkojarzonego Ja. I tak, jedyne do czego mial sie
                                                    odwage odwolac, to strach; strachu tych, ktorzy nie brali udzialu w tej orgii
                                                    morderstw, w ogole nie bral pod uwage. To tez jest u tych swiatlych
                                                    intelektualistow charakterystyczne: Ich swiat jest i byl jedynym swiatem wartym
                                                    analizy. Nic im nie przeszkadza fakt, ze byli jedynie przedluzeniem "karzacej
                                                    reki", zas jedynym dotykalnym efektem ich "pracy" byla kupa nieszczesc. Ich
                                                    strach nawet nie plynal z jakichs moralnych watpliwosci, a ze zwyklego
                                                    (ludzkiego) strachu o wlasna skore. U nas jak na lekarstwo jakiegos Solzenicyna
                                                    czy Mandelsztama; za to papierowych moralistow od cholery i troche.
                                                    I tak, dzien w dzien przez 12 miesiecy, zaraz po wyjsciu ojca albo Heli z pokoju
                                                    po wieczornych powiastkach (matka nigdy nic nie opowiadala, choc nie mozna
                                                    powiedziec, by jej zycie bylo nieciekawe), nakarmieni albo jakas fantastyczna
                                                    bajka ojca, albo Zusikowymi mitami, przechodzilem do lozka Mirki oddajac sie tam
                                                    z nia coraz bardziej wyrafinowanym pieszczotom. Calujac jej pizdeczke juz wtedy
                                                    zasmakowalem w soczystym miazszu ociekajacym sokami, ktorych nigdy juz nie bylo
                                                    mi malo. Racje mial stary Freud zwalajac wszystkie nieszczescia na dziecinstwo.
                                                    Nie zeby wylizywanie setek kolejnych pizdeczek bylo jakims nieszczesciem, ale
                                                    czesto, po poczatkowym zachlystnieciu sie moim talentem, kobiety, z ktorymi
                                                    zaczynalem jakas gre, pragnely czegos wiecej i tego "czegos wiecej" nigdy jakos
                                                    nie potrafilem im dac. Ten uczuciowy handikap zawdzieczam matce, ktora od samego
                                                    poczatku byla elementem hamujacym kazdy moj talent, brutalnie dajac mi do
                                                    zrozumienia, ze nie jestem godny czegos wiecej niz poczatkowej gry. Tak w kazdym
                                                    razie ja to widze, a zreszta moga to potwierdzic wszystkie ofiary moich
                                                    erotycznych wzniesien i upadkow.
                                                    Ach, jak przyjemnie bylo glaskac te dojrzale piersi, jakze jeszcze niedojrzalej
                                                    Mireczki! Wystarczylo, zebym tylko ulozyl sie przy niej i w tej samej sekundzie
                                                    te male, swieze, jeszcze dziewicze suteczki twardnialy jak wypelnione helem
                                                    mini-baloniki, a jej jeszcze cnotliwa pizdeczka peczniala jak swiezo ugniecione
                                                    ciasto buleczek. Skad u Mireczki takie ciagatki? Niech pan nie pyta! Nie mam
                                                    pojecia! Trudno sobie wyobrazic, zeby byla obciazona genetycznie, bo matka, moja
                                                    matka, byla absolotnie pozbawiona jakichkolwiek seksualnych potencji, a jesli
                                                    cos sie w niej gdzies tlilo, bylo to ukryte tak gleboko, ze tylko specjalista
                                                    moglby cos na ten temat powiedziec. Pod koniec zycia zdradzila mi, ze przezyla
                                                    jedna pra
    • wikul Ciekawostka dla zwolenników palenia. 03.11.06, 20:24
      www.per.ry.pl/fotki/palenie.jpg

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka