pozarski 03.11.06, 00:19 Anti-smoking ads may boost teen smoking. Cos w rodzaju "Jestem za,a nawet przeciw",nie? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
sanatorium_psychiatryczne Ciekawostka dla przeciwnikow palenia trawki 03.11.06, 00:21 Cannabis Net Servis zaistniał w sieci 28 grudnia 1998 roku, celem uzupełnienia luki w zasobach internetowych (polskie strony). Znajdziesz tu informacje na temat konopi indyjskich pochodzące z internetu, oraz z doświadczenia. Ponad 7 lat funkcjonowania uczyniło z CNS prawdopodobnie najlepszą polską witrynę o marihuanie - to zobowiązuje. www.marihuana.prv.pl/ © Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Ciekawostka dla przeciwnikow palenia trawki 03.11.06, 00:56 Wracaj do Langbro.Tam cie potrzebuja. Odpowiedz Link Zgłoś
sanatorium_psychiatryczne p0z00rski 03.11.06, 01:05 miej szacunek dla terrrapetowww i posluchaj Santany www.marijuananews.com/ www.live365.com/play/santanaradio © Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: p...Chcialem powiedziec psychiczny czlowieku 03.11.06, 01:22 wracaj do sanatorium psychiatrycznego,gdzie na ciebie czekaja.Bedziesz mial opieke,a dobra patience podesle ci googlem i firefoxem wszystkie piosnki Polomskiego,ktorego tak lubisz. Odpowiedz Link Zgłoś
sanatorium_psychiatryczne ....tu jest miejsce dla nerwwwych 03.11.06, 01:28 wpadacie w amok p0zerski? , please www.live365.com/play/52559 © 9000006 Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: ....nadajesz z izolatki,czy juz mozesz 03.11.06, 01:31 sanatorium_psychiatryczne napisał: > wpadacie w amok p0zerski? , please > > www.live365.com/play/52559 > © > > 9000006 chodzic po korytarzu?Biedny czlowieku.Sadzac po twoich postach ty z amoku nie wychodzisz. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa [0.0.0] 03.11.06, 01:38 www.live365.com/play/52559 www.live365.com/play/santanaradio Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: [0.0.0]Myslisz,ze jak zmienisz nicka to cie ni 03.11.06, 01:43 zupagrzybowa napisała: > www.live365.com/play/52559 www.live365.com/play/santanaradio e poznam?Znam wszystkie twoje nicki:zupagrzybowa;terran;bw06;dajczgewand; sanatorium_psychiatryczne;ildefons zgryz_bieruta no i last but not least patience. Odpowiedz Link Zgłoś
drf pacjet p0Zi ...ildefons zgryz_bieruta? 03.11.06, 01:48 to twoj wielbieciel z warszawy ...gwarantuje dokopales paru osobom to ci odkopuja czysta dialektyka Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Tak,tak, dialektyka.Jestes ostatnim 03.11.06, 01:55 drf napisał: > > to twoj wielbieciel z warszawy ...gwarantuje > > dokopales paru osobom to ci odkopuja > czysta dialektyka marksista-leninista w Europie i dlatego,jak dobrze pojdzie,trafisz jako eksponat do muzeum ruchu.Dzieci beda przychodzic i szarpac cie za owlosienie. Nic nie bedziesz czul,bo przeciez bedziesz wypchana kukla,czyli dokladnie tym,czym jestes za zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
drf SanatoriumPsycHiatryczne im. Karola Marksa??? 03.11.06, 02:09 Marksa??? Modzelewskiego? lub Laptera? zdaje sie ze mowisz o sobie? Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Biedny czlowieku,nawet maski nie umiesz 03.11.06, 02:16 drf napisał: > Marksa??? > Modzelewskiego? lub Laptera? > zdaje sie ze mowisz o sobie? > trzymac z fasonem.Wylazi z ciebie syn ubeka. Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Prawda UBola 03.11.06, 02:42 drf napisał: > nie wstydz sie taty ...synku > Twoj tata na liscie.Moj nie. Odpowiedz Link Zgłoś
drf ta penetracja SB zostawia sLady... 03.11.06, 02:49 donosiciel jestescie tw p000zi zupagrzybowa www.live365.com/play/santanaradio Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: Prawda UBola 03.11.06, 02:51 pozarski napisał: > Twoj tata na liscie.Moj nie. To prawda. Twoj tata nigdy nie zmiesci sie na liste na ktorej jest jego tata. na twoim miejscu bym sie tym nie chwalila. Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Prawda UBola 03.11.06, 02:53 patience napisała: > pozarski napisał: > > Twoj tata na liscie.Moj nie. > > To prawda. Twoj tata nigdy nie zmiesci sie na liste na ktorej jest jego tata. n > a > twoim miejscu bym sie tym nie chwalila. > > Z taka corka tez swoje mysle o twoim tacie.Piekne dno. Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: Prawda UBola 03.11.06, 02:57 pozarski napisał: > patience napisała: > > > pozarski napisał: > > > Twoj tata na liscie.Moj nie. > > > > To prawda. Twoj tata nigdy nie zmiesci sie na liste na ktorej jest jego t > ata. > n > > a > > twoim miejscu bym sie tym nie chwalila. > > > > > Z taka corka tez swoje mysle o twoim tacie.Piekne dno. Nie watpie. Wy byscie chcieli zrobic ze mna to, czego wasz tata nie zdazyl zrobic z moim. Kazdy ma jakies marzenia Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Prawda UBola 03.11.06, 03:06 patience napisała: twoim tacie.Piekne dno. > > Nie watpie. Wy byscie chcieli zrobic ze mna to, czego wasz tata nie zdazyl > zrobic z moim. Kazdy ma jakies marzenia > > Co to to nie. Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: Prawda UBola 03.11.06, 03:13 pozarski napisał: > patience napisała: > twoim tacie.Piekne dno. > > > > Nie watpie. Wy byscie chcieli zrobic ze mna to, czego wasz tata nie zdazy > l > > zrobic z moim. Kazdy ma jakies marzenia > > > > > Co to to nie. A w to juz nie uwierze, ze wasz tata przesladowal za heterozeksualizm. Jestescie dowodem rzeczowym, ze mu chodzilo o komunizm. Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Prawda UBola 03.11.06, 03:16 patience napisała: > pozarski napisał: > > > patience napisała: > > twoim tacie.Piekne dno. > > > > > > Nie watpie. Wy byscie chcieli zrobic ze mna to, czego wasz tata nie. Jestesci > e > dowodem rzeczowym, ze mu chodzilo o komunizm. > Ty zas jestes dowodem na to, ze nie wiadomo o co chodzilo twojemu tacie.Pewnikiem o nic.I ty jestes na to dowodem. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa dramat tatusia... 03.11.06, 03:14 co z tym r000zporkiem p000zi? sam oplacaj terrapie ... Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: lekarstwa nie dzialaja,czy wypluwasz 03.11.06, 01:40 zupagrzybowa napisała: > FQU! > > > www.live365.com/play/52559 na zlosc lekarzowi?Lecz sie biedaku,bo moze wszystko sie jeszcze pomyslnie skonczy. Odpowiedz Link Zgłoś
drf zimny prysznic biedaku...;)))) 03.11.06, 01:44 i nie zagryz sie ze zlosci... )) www.live365.com/play/santanaradio Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: kradniesz mi slowa,ale to nic,mam 03.11.06, 01:47 drf napisał: > i nie zagryz sie ze zlosci... > )) > > www.live365.com/play/santanaradio ich wiecej w zanadrzu,pigmeju idei.Lubie jak sie wsciekasz,bo i co ci zostalo z tak pieknie rozpoczetej akcji w Puszczy Kampinoskiej?Ani g.wno nie. Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: pozi ty nigdy nie byles komandos 03.11.06, 01:56 drf napisał: > i nie bedziesz > sorrry > drf HEHEH Odpowiedz Link Zgłoś
drf ....pozi ty moze kiedys byles byles artYsta 03.11.06, 02:03 terrraz nie jestes.... czysta agresja zostala ;9 szkoda mi ciebie chlopie... drf Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: ....Nic sie nie przejmuj,bo i tak nikt w twoja 03.11.06, 02:08 drf napisał: > > terrraz nie jestes.... > czysta agresja zostala > ;9 > szkoda mi ciebie chlopie... > drf empatie nie wierzy.Mialem nadzieje,ze jeszcze cos palniesz,bo nadszedl czas,zeby to wszystko skopiowac i rozeslac po znajomkach.Adjo(o z kropkami) komandosie Odpowiedz Link Zgłoś
drf Donosil Wilk razy kilka... 03.11.06, 02:12 doniesli na Wilka? i informuj!!! takie dostales zadanie ode mnie, pamietasz? Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Widze,ze kolezanka z puszczy doszlusowala. 03.11.06, 02:19 drf napisał: > > doniesli na Wilka? > > i informuj!!! > > takie dostales zadanie ode mnie, pamietasz? Od ciebie zadanie?O!Tak pamietam,wodzu z hustawki.Ale to bylo dawno,jeszcze u Kuronia. Odpowiedz Link Zgłoś
drf a Kuron sie na ciebie Yanku bardzo krzywil... 03.11.06, 02:28 i mial racje twoje zadanie to spenetrowanie SB i "dokopanie komuchom" Nieprawdaz? Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: a Kuron sie na ciebie Yanku bardzo krzywil.. 03.11.06, 02:43 drf napisał: > > i mial racje > > twoje zadanie to spenetrowanie SB > i "dokopanie komuchom" Nieprawdaz? Heheh.Niedaleko pada jablko od jabloni. Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: a Kuron sie na ciebie Yanku bardzo krzywil.. 03.11.06, 02:46 pozarski napisał: > drf napisał: > > > > > i mial racje > > > > twoje zadanie to spenetrowanie SB > > i "dokopanie komuchom" Nieprawdaz? > > Heheh.Niedaleko pada jablko od jabloni. No wlasnie .... )) Odpowiedz Link Zgłoś
drf Ano...... 03.11.06, 02:50 patience napisała: > pozarski napisał: > > > drf napisał: > > > > > > > > i mial racje > > > > > > twoje zadanie to spenetrowanie SB > > > i "dokopanie komuchom" Nieprawdaz? > > > > Heheh.Niedaleko pada jablko od jabloni. > > No wlasnie .... > > )) > > Ano Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Ano...... 03.11.06, 02:55 drf napisał: > patience napisała: > > > pozarski napisał: > > > > > drf napisał: > > > > > > > > > Heheh.Niedaleko pada jablko od jabloni. > > > > > Ano No wlasnie.Przeciez mowimy o tatku drf,ktory na liscie ubekow jest. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa p000zooNie? 03.11.06, 03:05 > No wlasnie.Przeciez mowimy o tatku drf,ktory na liscie ubekow jest. pooozi ilu tam was jest? Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: a Kuron../I dlatego Bogumilo tak niemile Bogu 03.11.06, 03:39 pisalas o Kuroniu.Kopac umarlego to typowe dla ludzi wychowanych na biblioteczce tatusia(dziela zebrane Stalina wspomniane w twoich wspomnieniach) i lekcjach,ktore pewnikiem odebralas od syna ubeka,twojego mentora,drf aka zupagrzybowa. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa dramat tatusia...siostry ziecia, kolegi? 03.11.06, 03:45 a moze terapia rodzinna? srodowiskowa... na wysypkach? Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: dramat tatusia...siostry ziecia, 03.11.06, 03:50 zupagrzybowa napisała: > a moze terapia rodzinna? srodowiskowa... Ziecia twojej siostry?Masz z nim stosunki?I z jego tatusiem?Nie wiedzialem.Aha,to stad ten caly ambaras. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa pooozi 03.11.06, 03:52 do klatki!spac...dzisiaj donosu juz nie zlozysz... www.live365.com/play/290265 Odpowiedz Link Zgłoś
puzon21 Re: pooozi 03.11.06, 03:57 Donosy, i to w dodatku na zmarlych bylych przyjaciol, skladasz ty ubecki pomiocie. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa pooozon? ...Maleszko Aquanetu;) 03.11.06, 09:21 "obecki pomiot" ?....to w twoich ustach brzmi jak samokrytyka... Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: zupka? ...Beria Aquanetu;) 03.11.06, 12:48 zupagrzybowa napisała: > "obecki pomiot" ?....to w twoich ustach brzmi jak samokrytyka... > A niby dlaczego?Przeciez wyraznie mowie o tobie, no i wszystkie dane sie zgadzaja. Odpowiedz Link Zgłoś
patience Swietny pomysl :) 03.11.06, 02:16 pozarski napisał: > empatie nie wierzy.Mialem nadzieje,ze jeszcze cos palniesz,bo nadszedl > czas,zeby to wszystko skopiowac i rozeslac po znajomkach.Adjo(o z kropkami) > komandosie "Ja, nizej podpisany pozerski donosze, ze drf uwaza, ze jestem skonczony takze jako artysta" )) Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Swietny pomysl :) 03.11.06, 02:21 Heheh.Tu zmyslasz,ale w swoich wspomnieniach piszesz tak jak bylo z esbekami. Moze rozszerzysz temat?Czy zrobic to za ciebie? Odpowiedz Link Zgłoś
patience A do kogo wy mowicie? 03.11.06, 02:25 Toz sami napisaliscie ze mnie tu nie ma i ze jestem drf. Macie majaki? Duchy widzicie? forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438363 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438568 Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: A do kogo wy mowicie? 03.11.06, 02:51 patience napisała: > Toz sami napisaliscie ze mnie tu nie ma i ze jestem drf. Macie majaki? Duchy > widzicie? > > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438363 > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438568 > Jestescie glupsza,patience,niz myslalem(a myslalem,zescie glupia).To przeciez jasne,ze wy i drf(zupagrzybowa itp) to dwa ciala,ale duch ten sam.Co mysli glowa jednego,to jezyk drugiego mowi.Myslalem,ze sie domyslicie,ale wy nie tylko podpaski na oczach,ale wate w mozgu. Odpowiedz Link Zgłoś
patience Taki z was specjalista od dusz i cial? 03.11.06, 02:56 Kolega po fachu ksiedza pralata? Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Taki z was specjalista od dusz i cial? 03.11.06, 03:07 patience napisała: > Kolega po fachu ksiedza pralata? > > Heheh.Argumenty prosto z szaletu,no ale tam przeciez te podpaski. Odpowiedz Link Zgłoś
patience P000zi? 03.11.06, 03:15 > Heheh.Argumenty prosto z szaletu,no ale tam przeciez te podpaski. Gdzie wy ostatnio nurkowaliscie? Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa p000zi w Szalecie? 03.11.06, 03:36 byt albo odbyt? ...w Szalecie Adasia? kanalizacja aquanetu tego moze nie wytrzymac... Odpowiedz Link Zgłoś
drf patience=drf=hash0=palnick? 03.11.06, 02:25 p000zi ? co tobie chodzi p0 gl000wwwce? ))))))))))))))))))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
sen.dzia.li +wwwRe: patience=drf=hash0=palnickwww+ 03.11.06, 03:43 drf napisał: > > p000zi ? > > co tobie chodzi p0 gl000wwwce? > > ))))))))))))))))))))))))))))))))) Aby nie pogłówne. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem wprowadzania takiego podatku. Zreszta w ogóle wolałbym, aby niektóre podatki całkowicie likwidowano (na przykład obowiązujący w Polsce podatek od posiadania telewizora, zresztą w swojej debilnej konstrukcji nieco przypominający pogłówne), a nie - wprowadzano nowe. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa Aby nie pogłówne.... 03.11.06, 03:50 cos w tym jest sen.dzio.li... www.live365.com/play/290265 Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Aby nie pogówne.... 03.11.06, 03:52 zupagrzybowa napisała: > cos w tym jest sen.dzio.li... > > www.live365.com/play/290265 Tak,tak.Zdecydowanie.To w tym wlasnie specjalizuja sie moi adwersarze. Odpowiedz Link Zgłoś
puzon21 Re: p000z00nie.... 03.11.06, 03:58 zupagrzybowa napisała: > spusc wode po sobie .... After you.Jestem gentleman. Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: StRAznik klozetowy JOZEF S. 03.11.06, 12:58 drf napisał: > ciagle w SIPRI? Jak ty w komitecie obrony KOR. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa kto to napisal? 03.11.06, 13:22 The Josephs and the Marys Kneel down in prayers Chained to The Angel of Death. In a house of gold A mass is being held, A mass for the Lamb On its way to Hell. Outside Night falls; A silent night. Then Day comes; A new day. * I'm drowned. Time touches me sometimes. The clock reminds: it's day it's night. When night comes Night people crawl out In their nightgowns, Guns in hands. But it's not guns That kill people. Night people kill Night people At night time. And when day comes Night people crawl Back into their Daylives. Best stay calm; Float, float. * I had a country once. I still remember the seeds of the three poplar trees sown into the blood-soaked soil. How they have grown! Last night I saw them breaking through the evenly breathing floor, next to my bed. So springtime green in the middle of the night. So young and strong in the blood-soaked soil, their buds green with fear. Next to my bed the floor was sighing: This was my country once, these three poplar trees: Fear, Love and Desire. This country I used to call my own; This country of the three poplar trees drenched in fire. But no more. * They came at dawn And reaped open Wounds of their fears, Hearts of their redemption. They came to announce The second coming, But first they had to Make a selection. * What I want to say, What I want to say is impossible to say. IŐm digging deep Whithin my hurt memory, IŐm digging deep. IŐm passing through Layers and layers Of molden mass, Yet never coming Even close to whatŐs Impossible to say * A short history of Stalinism My father was a serious man. My father was a good man. He slaved at his desk, his mind all set upon the worldŐs improvement. All around him, his best friends, were doing exactly the same. Because they, too, were good and serious men. Suddenly, from one day to another (truth to tell: from one hour to another) some of his best friends had disappeared; their desks, their airy offices, their thoughts and signatures taken over by other good and serious men. Did he feel threatened? Was he afraid? Were his dreams nightmares hauting me then? He never said a word. When his god finally abandonned the earthly abode my father, the good and serious man he was, was faced with a dilemma: What now? Without Him whatŐs my seriousness good for? Without Him whatŐs my goodness good for? These attributes coming to me through Him who now is so incomprehensibly dead! Yes, it was a dilemma but he never made it look so. And so he left the airy space of his office and the air of seriousness left him too. Yet he still retained the goodness which became the sole remnant of his living, dead god. Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: a to kto napisal? 03.11.06, 13:37 Moj pierwszy kontakt z SB średniej. Wysłałam swój wiersz na ogólnokrajowy konkurs poetycki dla debiutantów do pewnej gazety Odpowiedz Link Zgłoś
drf ........ a to kto napisal? 03.11.06, 14:29 Dusan Kahan CIERPIENIA MLODEGO-STAREGO TRUPA Trudno to sobie wyobrazic. Urodzilem sie, zylem, umarlem...i co? Nic po prostu! Mialem rodzine: ciotke, wujka, kuzynki, matke, ojca, siostry... Ktos moze cos tam jeszcze pamieta; ale kto, co pamieta... Z trudem da sie z tego sklecic strone zeszytu. Watpi pan? Domyslam sie, ze nie liczy pan dni, godzin, minut, nie mowiac o latach, dekadach, wiekach i tysiacleciach! Ale tak z reka na sercu, niech mi pan powie, niech mnie pan przekona, ze jest w tym wszystkim jakis sens, ze to codzienne wstawanie, mycie zebow, ubieranie, wychodzenie z domu, wracanie, te godziny spedzone w biurze, te dyskusje, te wojny o przecinek, o zdanie, o znak zapytania, ze to wszystko ma jakis dajacy sie sprecyzowac sens. Wie pan, wystarczylo ze umarlem, zebym bez nerwow popatrzyl na te wszystkie wzloty i upadki, na przezywanie tak zwanych jedynych milosci, i zrozumial, ze jak swiat swiatem kazdy z nas przezywa dokladnie to samo, tak samo; na nic jeki i lzy od tysiacleci spisywane przez gryzipiorkow ledwie trzymajacych pioro w garsci! Oczywiscie nie zgadza sie pan ze mna. Rozumiem! Rozumiem! Jest pan jednym z tych, ktorzy z cala powaga - jak to sie mowi - swego urzedu, twierdza, ze historia jest nauka zycia, wiara zas przenosi gory. Niestety nie moge sie z tym zgodzic. Historia, jak kiedys slusznie zauwazyl pewien industrialista, to bzdura, ktora z ksiazki do ksiazki i z ust do ust, przekazuja nam ludzie majacy czesto, a moze nawet przede wszystkim, na uwadze jedynie jakis interes, czasami podsycany plomienna ideologia, a czasami po prostu interesem wlasnym. Wiem cos na ten temat, poniewaz znalem w swoim zyciu paru historykow i kazdy z nich z kazda ksiazka, a nawet jakims artykulikiem, piekl wlasna pieczen. Przyznam, ze teraz, kiedy juz nie zyje, duzo latwiej mi mowic o wszystkim, o czym nie moglem z siebie wydusic slowa, kiedy zylem. No, ale przede mna nieskonczonosc; wtedy - to nieustajace: po co? Jaki jest sens kazdego z przezyc, ktorego bylem swiadkiem czy uczestnikiem? Ze zgroza wspominam wspolcierpietnikow mojego zycia, uswiadamiajac sobie, ze jakkolwiek wspoluczestnilismy w kolejnych zdarzeniach, nasze wspomnienia nigdy nie biegly tym samym torem.To przerazajaca mysl, ale mam na to tysiac dowodow, zas kazdy z tych dowodow ma jeszcze tysiac innych, i tak az w nieskonczonosc. Przykladow, ktore moglbym panu przedstawic jest multum i dlatego mam z tym pewne klopoty. Ktory wybrac, zeby zadowolic panska ciekawosc, a jednoczesnie nie zawiazywac nierozwiazywalnych suplow? Sprawa jest, niestety, bardzo skomplikowana. Niejednokrotnie przychodzilo mi do glowy, zeby wyrzucic z siebie wszystko to, co skumulowalem w duszy, jak jakis kolekcjoner bibeloty - i co? Nic, a moze nawet wrecz przeciwnie! Kazdy krok, kazda mysl, wszystko czego kiedykolwiek bylem swiadkiem, zapadalo w czeluscie mojego JA i kiedy decydowalem sie na wyrzucenie z siebie tego rosnacego w zawrotnym tempie balastu - slowa jakos nie mogly znalezc odpowiedniego syntaksu i miast uwolnic mnie od ciezaru niespecyzowanych przezyc, jeszcze bardziej utwierdzaly mnie w chaotycznym swiecie uludy. Wie pan, mialem nadzieje spotkac tu jakichs moich antenatow, ale wyglada na to, ze albo ich tu nie ma, choc nie wyobrazam sobie, gdzie mogliby sie znalezc, jesli nie tu wlasnie, albo tez... Panski wzrok przypomina mi spojrzenie mojej matki, ktorej, na szczescie!, tu nie widze, bo gdybym mial ja spotkac...Nie, nie chce nawet o tym myslec! Zapewne dziwi sie pan temu lekowi tak jednoznacznie wypowiedzianego przez, w koncu, syna, dziecko, ktore wyszlo z lona tej wlasnie, a nie innej, kobiety, ale gdybym opisal to wszystko (tzn gdyby kiedykolwiek udalo mi sie to zrobic!), co przezylem z moja matka...Kiedy sie nad tym zastanawiam, nawet teraz, gdy moge sobie pozwolic na niemyslenie o mysleniu, po prostu, mowiac absolutnie nieoglednie, krew mnie zalewa! Kto jak kto, ale pan moglby przeciez wiedziec, albo przynajmniej domyslic sie, czemu zawdzieczam fakt moich urodzin. O tym fakcie dowiedzialem sie jednak za pozno, by cokolwiek zmienic w swoim zyciu; wszystko co wyniklo z tego faktu istnialo juz i zylo wlasnym zyciem, bedac jednoczesnie jadem zatruwajacym kazdy moj swiadomy i nieswiadomy krok. Bo widzi pan, moja matka urodzila mnie z zemsty. Zdradzana przez meza, mojego ojca...Jednym z faktow, o ktorych przez dlugie lata nie mialem pojecia, jest i fakt pewnej mozliwosci, ktora, jak wszystkie domniemania, moze byc pozbawiona jakichkolwiek dowodow, ale z drugiej strony moze tez byc tym wlasnie dowodem, ktorego goraczkowo poszukujemy. Ojciec zdradzal matke w sposob tak absolutnie oczywisty, zreszta z jej najlepsza przyjaciolka, ze naprawde nie moge sobie wyobrazic, by moje narodziny mogly miec dla niej jakis inny sens, niz odwrocenie uwagi ojca od tej jej przyjaciolki, z ktora on wlasnie przezywal seksualny renesans. Poniewaz zas cala trojka zyla w swiecie zludnego przekonania o nadchodzacej wszechswiatowej rewolucji, kazda ze stron miala pod reka doskonaly argument: Kazdemu wedlug potrzeb! Pan to slyszal? Troche sie temu dziwie, poniewaz nic z tego nie wyszlo, choc wszyscysmy byli przekonani, ze jesli nie dzis, to jutro, a jak nie jutro, to moze my, dzieci, a jak nie my, to, w najgorszym wypadku, nasze dzieci. Tak wiec matka szukala zemsty, przyjaciolka przyjemnosci, ojciec zas, w czym przypominal mnie samego w pozniejszych czasach, szukal idealu. Pan wie, jak to jest z idealem! Czlowiek juz, juz wie, ze jest na dobrej drodze; juz, juz czuje cieplo wypelniajace go po korzonki wlosow - to ona! I w tym momencie, kiedy juz prawie na pewno wie, cos zaczyna sie takiego dziac, ze czlowieka zaczynaja opadac watpliwosci: Dlaczego ona? Wszystko w niej takie jak w tamtej! Troche lepsza w lozku, widac, ze z miasta! Ale poza tym...Zaczyna mnie nudzic. Te ciagle pytania! Gdybym naprawde znal odpowiedzi, dawno stalbym juz na czele, a nie blakal sie po peryferiach! Tamta lepiej gotuje i nie stroni od cerowania skarpetek. Ta robi swetry na drutach akurat w momencie, kiedy ja mam ochote na cos innego...I w tym wlasnie momencie, kiedy ojciec tracil ochote na przyjaciolke, matka zdecydowala sie na nowe dziecko. Biedny staruszek nie mial o tym wszystkim zielonego pojecia! Nie wiedzial nawet, ze tracil ochote na przyjaciolke, a co dopiero, ze ta kobieta, ktorej nigdy nie kochal, ale wiedzial, ze przynajmniej nie bedzie chodzil w dziurawych skarpetkach, ze ta kobieta gotuje mu taka niespodzianke! Kiedy po raz pierwszy zobaczylem jej twarz, przerazilem sie. To nie byla twarz kochajacej istoty. Moglem miec wtedy miesiac czy dwa, ale juz wiedzialem, ze ta nalana twarz z malymi oczkami i cienkimi ustami, patrzy na mnie jak na osobistego wroga. Nie pomylilem sie! Panu sie nie chce na pewno wierzyc, ze kilkumiesieczne dziecko moze byc w ogole czegokolwiek pewne, ale nic na to nie poradze. Pamietam ta pochylona nad kolyska glowe, jakby to bylo wczoraj! Bolal mnie brzuch; zapewne nakarmila mnie czyms ohydnym, jak miala w zwyczaju i w pozniejszych latach! Byc moze sama zjadla cos niesmacznego, na przyklad kaszanke albo sledzia...Niejednokrotnie pozniej bylem swiadkiem obiadow matek, ktore, nie zwazajac na delikatne podniebienia swoich potomkow, z zapalem konsumowaly co obrzydliwsze kaski, by potem wkladac tlusta piers prosto w usta niewinnego dzieciecia. Sam zreszta skonsumowalem kiedys mleko pewnej matki, ktora jakis czas przedtem brala udzial w pieprznej kulinarnej orgii i zupelnie sie nie zdziwilem, kiedy, poza slona i niesmaczna ciecza, ktora z zapalem wysysalem z napecznialej mlekiem sutki, poczulem w ustach smak curry i pieprzu. Zadziwiajace, jak te matki, o ktorych poswieceniu wypowiadaja sie tysiace ekspertow, otoz jak te matki tak naprawde nawet nie wysilaja sie, zeby stworzyc pozory poswiecenia. Twierdze to nie tylko w oparciu o doswiadczenie innych, ale i, a moze przede wszystkim, wlas Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: ........ a to kto napisal? 03.11.06, 14:33 Tania reklama,dobra reklama.Kompletnie wam, bohaterze walk o chleb ze smalcem na koloniach walterowcow, odbilo. Daj wszystko,co masz.I ja dam.Bedzie jeszcze smieszniej, niz jest. Odpowiedz Link Zgłoś
drf ....... a to kto napisal? 03.11.06, 14:42 Tak wiec matka szukala zemsty, przyjaciolka przyjemnosci, ojciec zas, w czym przypominal mnie samego w pozniejszych czasach, szukal idealu. Pan wie, jak to jest z idealem! Czlowiek juz, juz wie, ze jest na dobrej drodze; juz, juz czuje cieplo wypelniajace go po korzonki wlosow - to ona! I w tym momencie, kiedy juz prawie na pewno wie, cos zaczyna sie takiego dziac, ze czlowieka zaczynaja opadac watpliwosci: Dlaczego ona? Wszystko w niej takie jak w tamtej! Troche lepsza w lozku, widac, ze z miasta! Ale poza tym...Zaczyna mnie nudzic. Te ciagle pytania! Gdybym naprawde znal odpowiedzi, dawno stalbym juz na czele, a nie blakal sie po peryferiach! Tamta lepiej gotuje i nie stroni od cerowania skarpetek. Ta robi swetry na drutach akurat w momencie, kiedy ja mam ochote na cos innego...I w tym wlasnie momencie, kiedy ojciec tracil ochote na przyjaciolke, matka zdecydowala sie na nowe dziecko. Biedny staruszek nie mial o tym wszystkim zielonego pojecia! Nie wiedzial nawet, ze tracil ochote na przyjaciolke, a co dopiero, ze ta kobieta, ktorej nigdy nie kochal, ale wiedzial, ze przynajmniej nie bedzie chodzil w dziurawych skarpetkach, ze ta kobieta gotuje mu taka niespodzianke! Kiedy po raz pierwszy zobaczylem jej twarz, przerazilem sie. To nie byla twarz kochajacej istoty. Moglem miec wtedy miesiac czy dwa, ale juz wiedzialem, ze ta nalana twarz z malymi oczkami i cienkimi ustami, patrzy na mnie jak na osobistego wroga. Nie pomylilem sie! Panu sie nie chce na pewno wierzyc, ze kilkumiesieczne dziecko moze byc w ogole czegokolwiek pewne, ale nic na to nie poradze. Pamietam ta pochylona nad kolyska glowe, jakby to bylo wczoraj! Bolal mnie brzuch; zapewne nakarmila mnie czyms ohydnym, jak miala w zwyczaju i w pozniejszych latach! Byc moze sama zjadla cos niesmacznego, na przyklad kaszanke albo sledzia...Niejednokrotnie pozniej bylem swiadkiem obiadow matek, ktore, nie zwazajac na delikatne podniebienia swoich potomkow, z zapalem konsumowaly co obrzydliwsze kaski, by potem wkladac tlusta piers prosto w usta niewinnego dzieciecia. Sam zreszta skonsumowalem kiedys mleko pewnej matki, ktora jakis czas przedtem brala udzial w pieprznej kulinarnej orgii i zupelnie sie nie zdziwilem, kiedy, poza slona i niesmaczna ciecza, ktora z zapalem wysysalem z napecznialej mlekiem sutki, poczulem w ustach smak curry i pieprzu. Zadziwiajace, jak te matki, o ktorych poswieceniu wypowiadaja sie tysiace ekspertow, otoz jak te matki tak naprawde nawet nie wysilaja sie, zeby stworzyc pozory poswiecenia. Twierdze to nie tylko w oparciu o doswiadczenie innych, ale i, a moze przede wszystkim, wlasne przezycia z roznymi matkami, z ktorymi nawiazywalem niezbyt szczesliwe stosunki. No, nie przesadzajmy, to za duzo powiedziane. Powiedzmy - krotkie, a nawet bardzo krotkie, przygody z kobietami, ktore z niewiadomych mi przyczyn, natychmiast po urodzeniu dziecka, rozchodzily sie z mezami i rozpoczynaly proces tzw poszukiwania ojca dziecku.. Tak sie dziwnie sklada, ze akurat ja bylem w poblizu, a byly czasy, kiedy nie potrafilem powiedziec NIE. Teraz, to znaczy wlasciwie w jakis czas przed przeniesieniem sie tutaj (ach! kiedy to bylo?) zaczalem odmawiac, az w koncu kobiety przestaly mi proponowac, bym dzielil z nimi czas i loze. A byly czasy... Byly czasy kiedy prawie kazda kobieta byla przedmiotem mojej atencji. Wystarczlo, ze zauwazylem cos, co moglo byc przelozone na jezyk seksu i juz rozpoczynalem gre, ktora predzej czy pozniej konczyla sie w lozku. Zaczalem bardzo wczesnie; z kuzynka. Mialem 6 lat. Jak dziwnie dziala pamiec! Ona tego na pewno juz nie pamieta, a ja, ja...Wystarczy, zebym zamknal oczy i juz widze nas pod lozkiem w pokoju rodzicow. Ona z odslonietym tyleczkiem, ja za nia, skrupulatnie badajacy kazda pore okalajaca anus i wagine. W obie te szparki, w goraczce, ktorej w ogole nie rozumialem, wsadzalem delikatnie (sam nie wiem skad u mnie ta delikatnosc!) palce, kazdy po kolei, a potem, wachajac kazdy z nich, delektowalem sie zapachami, ktore niezupelnie zrozumiale podniecaly we mnie chec dokonania czegos zupelnie nowego, czego nie znalem z wlasnego doswiadczenia, ale juz czulem, ze to doswiadczenie bedzie mi towarzyszylo do konca zycia. Tak tez sie i stalo! Niestety, prawie natychmiast po tym pierwszym spotkaniu z Basia nastapila dosc dluga przerwa spowodowana ingerencja ciotki, ktora dowiedziawszy sie o naszej przygodzie (z ust niewinnej corki) postanowila skorzystac z nadarzajacej sie okazji (jednej z wielu) i wyjechac z kraju bliskich przodkow, do kraju odleglych przodkow. Czasami te nasze podroze, jakkolwiek nadajemy im charakter wymuszonych dzialan, nie sa niczym innym, niz korzystaniem z nadarzajacych sie okazji. Nie chce zaprzeczac dramatom zwiazanym z wyjazdem, nierzadko w nieznane, tym nie mniej, gdyby kiedys zdecydowano sie na zbadanie spraw zwiazanych z emigracja, wtedy okazaloby sie, ze w 90 wypadkach na 100 maja one wiecej wspolnego z potrzeba zmiany, niz absolutna koniecznoscia. Zdarza sie jednak, ze niebezpieczenstwo pozostania w miejscu zamieszkania jest wieksze, niz chec pozostania na starych smieciach, no i wtedy 99 osob na 100 opuszcza je. Ta ostatnia umiera na miejscu. Tak wyglada statystyka... Ale wrocmy do ciotki z corka. Wyjechaly akurat wtedy, kiedy moje zabawy z Basia zaczely nabierac, ze sie tak wyraze, rumiencow. To juz nie bylo odkrywaniem nowych terenow, ale raczej poglebianiem znajomosci juz odkrytych. I w tym wlasnie momencie znikla mi z pola widzenia. Po latach dowiedzialem sie, ze przyczyna ich emigracji bylo nie tylko dzialanie rzadowej propagandy, ale strach ciotki przed konsekwencjami naszych spotkan pod lozkiem rodzicow. Ach, seks! Seks stal sie jedynym prawdziwym, niezaklamanym elementem mojego zycia, zas kuzynka byla pierwszym, eksperymentalnym jeszcze, objektem moich niezupelnie sprecyzowanych chuci, ale za to wypelnila mnie zapalem do dalszych prob rozwiazania zagadki coraz czestszych wzwodow na widok rozowych majtek przedszkolanki czy, nieco pozniej, pewnie rysujacych sie piersi Mirki, mojej siostry. Mialem dziewiec lat, ona dwanascie, kiedy zaczalem dzielic z nia lozko. Spalismy w tym samym pokoju, wiec nie musielismy dokonywac niebezpiecznych podrozy z pokoju do pokoju, na ktore narazone byly dzieci np. amerykanskie, mieszkajace w willach. Nasza czteroosobowa rodzina byla skazana na trzy pokoje, z ktorego jeden byl we wladaniu ojca przygotowujacego swiatowa rewolucje, w drugim ojciec z matka planowali swoja codziennosc, w trzecim, przez jakis czas, ja z Mirka dokonywalismy, no...wlasciwie nic specjalnego, choc z drugiej strony, choc z drugiej strony...Zapomnialem dodac, ze mielismy jeszcze garderobe, pomieszczenie, ktore w normalnych warunkach miescilo wlasnie garderobe, ale warunki nie byly normalne (m.in. majaca nastapic w najblizszym czasie rewolucja, nie mowiac juz o innych, bardziej prozaicznych, sprawach), wiec w garderobie zamieszkiwala gosposia, pani Hela, liczaca sobie wtedy, tak na moje dzisiejsze oko, okolo 25 lat. Nie byla specjalnie ladna, ale, w przeciwienstwie do matki, te jej wszystkie wkleslosci i wypuklosci, sprawialy wrazenie istnienia tylko i wylacznie w jednym, jedynym celu...Chyba sie pan domysla! Ojciec z pania Hela czesto wspominali tak zwane tereny wschodnie, z ktorych oboje pochodzili, ja zas z Mirka przykladalismy szklanki do sciany z bijacym sercem wsluchani w te opowiesci, ktore, jak pozniej zrozumialem, nie byly niczym innym jak zwyklym fortelem, majacym na celu jedynie ukrycie wlasciwych celow spotkan w komorce. Pani Hela odegrala wielka role w zyciu naszej rodziny, ale jaka, o tym na razie nie bede mowil. Czasu mamy az nadto i okazji bedzie jeszcze wiele...Raczej wroce do lozka z Mirka. Zdaje sie,ze nikt nie pamieta tamtych czasow, w kazdym razie malo kto chce pamietac, ze poza tym, co sie odgrywalo na pierwszych stronach gazet, wszystko inne wygladalo, jakby ten kraj nigdy nie b Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: ....... a to kto napisal? 03.11.06, 14:44 Dobrze ci idzie.Dawaj dalej.Pokaz,co potrafi kazdy komandos w mundurku od generala Petelickiego. Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: ....... a to kto napisal? 03.11.06, 15:04 ..."latentny pedal" z baaaardzo zboczona wyobraznia? Faktycznie, rozpiety rozporek... ... Ech, p000z000re0 Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: ....... a to kto? 03.11.06, 15:09 patience napisała: > ..."latentny pedal" z baaaardzo zboczona wyobraznia? Faktycznie, rozpiety > rozporek... ... Ech, p000z000re0 I z twoim jezyczkiem w zipie.No,ale czego sie spodziewac po kims z opaskami higenicznymi na oczach? Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: ....... a to kto? 03.11.06, 15:12 No coz. Nie wiedzialam, ze az tak zle z toba. Jesli jeszcze ci zostalo troche samokontroli zglos sie do lekarza. W koncu zrobisz komus prawdziwa krzywde, a nie w marzeniach, a przeciez tego nie chcesz? Mam nadzieje Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: ....... a to kto? 03.11.06, 15:15 patience napisała: > No coz. Nie wiedzialam, ze az tak zle z toba. Jesli jeszcze ci zostalo troche > samokontroli zglos sie do lekarza. W koncu zrobisz komus prawdziwa krzywde, a > nie w marzeniach, a przeciez tego nie chcesz? Mam nadzieje > No,praktyke szpitalno-psychiatryczna masz ty i zupka.Poczekam az was wylecza i potem pogadamy. Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: ....... a to kto? 03.11.06, 15:25 Hmm. "Czy ktos jeszcze sobie wyobraza, ze przed dokonaniem morderstwa hamowalo ich poczucie jakiegos wznioslego kodeksu moralnego?" No? Co ICH hamowalo? Odpowiedz Link Zgłoś
drf ....... a to kto napisal?.... 03.11.06, 15:13 Ale Mirka...Zdaje sie, ze choc doskonale pamietam nasze lozkowe zabawy, jakos mi zupelnie nieskoro do tej opowiesci. W koncu to siostra, i to jeszcze w dodatku zyjaca siostra! Ja, co prawda, juz jestem trupem, ktorego szczatki zyja sobie gdzies w paru pacjentach, ktorym w godzine mojej smierci akurat brakowalo nerki czy watroby (jak na pociagajacego sobie zdrowo z butelki, moje organy byly w stanie, ktorego moglby mi pozazdroscic niejeden mlodzian!), ale ona! Ona wciaz kreci tyleczkiem i oddaje sie lozkowym przygodom z kim popadnie. Bo musze powiedziec, ze bardzo sobie zasmakowala w tych zabawach i wystarczylo zeby ktos na nia spojrzal, a juz wiedzialem, ze to spojrzenie, choc przelotne, skonczy sie w sypialni! Mirka zaczela dojrzewac bardzo wczesnie. Troche nawet chyba za wczesnie; wlasciwie na pewno za wczesnie! Kiedy miala 9 lat wygladala w kostiumie kapielowym, a kto pamieta tamte kostiumy kapielowe chyba mi nie uwierzy!, jak co najmniej 12-latek po rocznej diecie na hormonalnie potraktowanych kurczakach. Dosc powiedziec, ze po dziewiatych urodzinach zaczela nosic biustonosze, rzecz absolutnie niespotykana nawet w naszych, dobrze odzywionych kregach! Jej dwunaste urodziny mialy sie odbyc z pompa, jakiej nie bylismy dotychczas swiadkami. Matka, ktora w sprawch rewolucji swiatowej zajmowala sie m.in. kuchnia i odzieza, na tydzien przed uroczystoscia wyslala Hele po prowiant do okolicznych wsi. Na biesiadnym stole nie mialo brakowac niczego! Kaczki, gesi, kurczaki, sledzie dla ojca i Mirki, bialy ser, mleko prosto od krowy (pasteryzowane uwazane bylo w tamtych czasach za trucizne), smietana, wolowina, wieprzowe...No, wszystko, co pozycja i pieniadze rodzicow zapewnialy takim rodzinom, jak nasza. Goscie byli zaproszeni, patefon postawiony na hebanowym bufecie (z szabru, jak zreszta wszystkie inne meble), bialy obrus rozeslany na kolosalnym blacie okraglego stolu w pokoju rodzicow, piekny Rosenthal w zawijasach i kwiatkach juz, juz gotowy do uczty, gdy... Umarl Wodz! Akurat w dwunaste urodziny Mirki! Na jej miejscu zapalalbym nienawiscia do Wodza, ktorego smierc przyprawila ja o strate tej wspanialej uroczystosci! Mirka jednak nie tylko, ze nienawiscia nie zapalala, ale wrecz przeciwnie, jej i tak juz gorace uczucia dla Wielkiego Przewodnika Ludzkosci nabraly jeszcze wiekszego rozmachu. Wystarczy wspomniec jej bohaterska warte przy Jego portrecie ozdobionym zalobna krepa w korytarzu szkoly, do ktorej wspolnie uczeszczalismy! Stala tam i stala, i nikogo nie chciala dopuscic do stania z nia, czy za nia. A trzeba wiedziec, ze takie zalobne stanie nie bylo jakims zwyklym staniem. Nie! Czlowiek, i to jeszcze wlasciwie nie zaden czlowiek, a po prostu dziecko!, stal tam z prawa reka uniesiona w czerwono-harcerskim gescie, pozycji meczacej i niewygodnej. A ona stala! Stala i stala, az w koncu zemdlala na posterunku, zas jej stanie podniesione zostalo (co prawda na pare tylko lat) do rangi legendy. Gdyby nie tragiczne w skutkach odebranie Wodzowi wszelkich Jego zaslug, nie wykluczone, ze Mirka stalaby sie postacia rownie legendarna, co Pawlik Morozow albo Zoja Kosmodemianskaja. Nie stala sie i wielka to szkoda, bo gdyby sie stala, moze zaspokoiloby to jej zadze slawy i chwaly, ktora w wiele lat pozniej stala sie przyczyna mojego zerwania z nia stosunkow. Wszystkich stosunkow! Nie bede jednak wybiegal w przyszlosc. Na razie zostanmy przy dalekiej przeszlosci. Wodz umarl, rodzice poszli trzymac warte przed Jego wielkim portretem w sali kolumnowej siedziby rzadu, ja zas z zaplakana i nieszczesliwa Mirka (Hela zamknela sie w komorce) zostalismy w domu. Co za tragedia! Gdyby jeszcze pozwolono nam zasiasc do stolu, a przynajmniej mnie! Tymczasem wszystko zostalo sprzatniete do starej, gazowej, przerobionej na elektryczna, lodowki i spizarki pod oknem w kuchni. Przed wyjsciem matka, nie zwazajac na zalobe, zagrozila nieludzkimi konsekwencjami w razie jakiejkolwiek proby spladrowania zasobow. Nie wiem skad to miala, ale jej glowna metoda wychowawcza byly nieustajace grozby tragicznych w skutkach konsekwencji niepodporzadkowania sie nakazom i zakazom. Byla, prawde powiedziawszy, troche podobna do wizerunku tego "straszliwego zydowskiego Boga", na ktorego katoliccy teolodzy (nasi przeswietni kardynalowie,jak zwykle, trzymaja prym) do dzis sie powoluja, gdy zaczna sie rozmarzac o chrzescijanskiej milosci. Dopiero niedawno (przed smiercia naturalnie) dowiedzialem sie, ze jej matka pochodzila z niezwykle poboznego domu i nie wykluczone, ze racje maja psychologowie (ja tam im nie wierze!) twierdzacy: Jaka matka, taka corka! Tak wiec rodzice wyszli, zostawiajac nas samych, no i Hele zamknieta w komorce. Nie jestem pewien czy przezywala te smierc (SMIERC!) tak dramatycznie, czy tylko skorzystala z okazji, zeby sobie odpoczac. Do glowy mi nie przyszlo, zeby ja o to zapytac, a zreszta na pewno wydawalo mi sie, ze martwila sie przynajmniej tak jak my, jesli nie bardziej. Mirka lezala na lozku w naszym pokoju intensywnie wpatrujac sie w portret Wodza (tuz obok portretu Wielkiego Nauczyciela Wodza, Ojca Wielkiej Rewolucji) spuchnietymi od placzu oczami. Ja wlasnie zamknalem drzwi za rodzicami (oboje na czarno, ojciec w modnym wowczas w naszych sferach dlugim plaszczu i kapeluszu, matka w ciemnej welnianej narzucie z kapturem; wygladala jak Savonarola; oboje mieli naciagniete na lewe rekawy czerwone opaski obrzezone czarna krepa; jak kazdy rewolucjonista, przygotowani byli na kazda okazje!) i po chwili, choc niewatpliwie kuszony zapasami w lodowce i spizarce, wszedlem do pokoju. Mirka, jak wspomnialem, lezala tepo (jak mi sie zdalo) wpatrujac sie w zaciecie usmiechnieta, jakby wciaz zywa, twarz Nauczyciela Ludzkosci. Usiadlem na krawedzi lozka i dlonia dotknalem jej glowy. "No, nie placz juz," powiedzialem."On bedzie dalej zyl w naszych sercach!" dodalem, powtarzajac slowo w slowo, co powiedzial ojciec w drzwiach. Odwrocila wzrok od zdjecia i patrzac na mnie wystekala:"Co bedzie, bracie? Co bedzie? Czy swiat bedzie? Czy my bedziemy?" Zaskoczyla mnie tymi pytaniami! Bylem zbyt maly, zeby nawet probowac odpowiedzi na tak zasadnicze pytania, (choc wiele lat pozniej z ust dziewiecioletniego syna Wielkiego Krytyka i Szekspirologa, Jana Pieska, na widok dziel wszystkich Karola Marksa w nieskazitelnym szeregu na polce w jego pokoju, uslyszalem pytanie: Czytales? Ja to czytam w oryginale!) a poniewaz nie moglem znalezc odpowiedzi, polozylem sie kolo niej. Po kilku minutach Mirka obrocila sie na bok i ustami dotknela mojego ucha. "Duszan, Duszanku, co z nami bedzie?" wyszeptala cicho, jakby bojac sie, ze nasz Niezlomny Przywodca ze sciany przestanie sie usmiechac i wybuchnie sprawiedliwym gniewem. Nie wiedzialem, co z nami bedzie. Skad mialem wiedziec, dziewiecioletni, co mialo przyjsc po smierci tego czlowieka, ktory juz nie byl zwyklym czlowiekiem, ale jeszcze nie byl bogiem; byl czyms nieokreslonym, wielkim i pieknym, ale jednoczesnie strasznym i nieodgadnionym. Napisano o nim juz tyle ksiazek, ze wydawaloby sie, iz trudno tu cokolwiek dodac. Niektore znajome ex-dzieci spisaly wspomnienia o swoich rodzicach, lecz jedynym ich celem bylo jakos wytlumaczyc przed samym soba (i przed swiatem) te nieszczesna milosc, ktora okazala sie byc jedna wielka katastrofa. Nie znam pisaniny ex-dziecka, ktory by powiedzial prosto z mostu: Moi rodzice kochali tego biurkowego (i nie tylko) morderce nie ze strachu, jak nam wmawiali po jego smierci, a po prostu dlatego, ze sami byli mordercami (niektorzy tylko potencjalnymi;inni - doslownymi; na przyklad ojciec Michala Komara) zza biurka. Co za frustracja, nie moc sie fizycznie wyzyc na jakims wrogu ludu! Czy ktos jeszcze sobie wyobraza, ze przed dokonaniem morderstwa hamowalo ich poczucie jakiegos wznioslego kodeksu moralnego? Jesli tak, to chetnie go wyprowadze z bledu. To, co z czystego tchorzostwa nie bylo mozliwe do przeprowadzenia poza sci Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: ....... a to kto napisal?.... 03.11.06, 15:17 Przeciez przepisywalem z twojego brulionu.Mialo byc Marysia, bo tak sie nazywala twoja siostra,ale zmienilismy.Teraz wyszlo szydlo z worka.Sorry! Odpowiedz Link Zgłoś
drf plul do jednej spluwaczki z samym Mao-tse Tungiem! 03.11.06, 15:31 To, co z czystego tchorzostwa nie bylo mozliwe do przeprowadzenia poza scianami gabinetow, robilo sie we wlasnych mieszkaniach. Wiem cos na ten temat! Polozylem sie na boku, twarza do siostry. Miala na sobie tylko cienka blekitna sukienke, cala w bialo-czerwonych rozach (ktora ojciec przywiozl z Chin, gdzie plul do jednej spluwaczki z samym Mao-tse Tungiem!), rozpieta na piersiach (nie miala biustonosza), ktore tak naprezaly srebrne guziczki biegnace az do pepka, ze wydawalo sie, jeszcze chwila i rozerwa petelki. Nigdy przedtem nie bylem tak blisko niej, moze tylko, kiedy rozwscieczona rzucala sie na mnie, by mnie piesciami dotkliwie pobic za jakies wykroczenie, czasami tylko zlosliwosc pod jej adresem. Byla bardzo czula na wszelkiego rodzaju przytyki, szczegolnie gdy chodzilo o jej wyglad. Lubilem sie nasmiewac z jej niecodziennie duzych piersi (jak na wiek; potem juz nie wydawaly sie wcale duze) i tylka, ktory wszyscy jej pozniejsi wielbiciele wynosili pod niebiosa. Teraz byla smutna i we mnie szukala pocieszenia. Niby wciaz bylem dzieckiem, ale moje wczesniejsze tlamszenia sie z Basia spowodowaly, ze ogarnela mnie goraczka podobna tej, ktora przezywalem z kuzynka pod lozkiem. Zaczalem calowac jej oczy i jezykiem zlizywac lzy z policzkow. Nie tylko poddala sie temu procederowi bez protestu, ale objela mnie i przytulila do siebie. "Co bedzie?" wzdychala, a kiedy zaczalem calowac jej szyje, juz tylko wydawala z siebie ciche jeki. Bylem coraz szybszy i pewniejszy w ruchach. Dlonie najpierw trzymalem na plecach, ale kiedy poczulem jak w spodniach (dzinsach, ktore dostalem od pewnego znanego Labourzysty prosto z Londynu) pecznieje i twardnieje moj, jak mowila Hela: siusiak, blyskawicznie zsunalem je na tylek. Oboje zaczelismy wciskac sie w siebie. W pewnym momencie nie wytrzymalem i zebami (mialem wtedy zeby!) wyrwalem guzik wiezacy jej piersi w tej chinskiej sukience. To byly moje pierwsze prawdziwe piersi w zyciu! Bo przeciez trudno, zebym liczyl piersi matki (wielkie i ciezkie jak u jakiejs wsiowej baby) z niesmakiem obserwowane na balkonie, czy rownie wielkie i ciezkie piersi przyjaciolki ojca, Aleny z Pragi. Piersi Mirki, dwunastoletniej dziewicy, ktora za niecaly rok miala stracic niewinnosc z przyjacielem ojca, 40-letnim krytykiem literackim, autorem sztuki o krwawych, ale pelnych nadziei, dniach Rewolucji, no wiec te piersi byly nie tylko, jak na moje doswiadczenie, duze, ale jedrne i gladkie, ta gladkoscia i jedrnoscia, ktore bezpowrotnie przemijaja po porodzie czy dwoch. Teraz, kiedy moglem juz zlapac ustami za sutki bylem prawie na granicy czegos zupelnie nowego, czegos, czego nigdy przedtem nie przezylem, a co powodowalo we mnie skurcze calego ciala w jakims nieopisanym tancu sw.Wita. Wszystko sie juz potem toczylo zupelnie bezwiednie. Nie wiedzialem kiedy przesunalem lewa reke z posladka na lydke i wiedziony instynktem lapczywego kochanka, wsunalem pod sukienke, delikatnie przesuwajac miedzy nogami az... Jej majteczki, ktore matka uwazala za szczyt dzieciecej mody, a ktore byly zdeformowanym modelem meskich szortow, byly mokre w tym jedynym miejscu, do ktorego teraz zdazalem. Kiedy wsunalem dlon, odczulem nie tylko wzrastajace podniecenie, ale i swojego rodzaju szok. To nie bylo lyse jak kolano lono Basi, ale trawiasta wysepka pelna dolinek i pagorkow, ktore, jak jakis Pietaszek, przechodzilem palcami wzdluz i wszerz. Nie wiem jak by sie to wszystko skonczylo, gdybysmy nie uslyszeli Heli, ktora nagle wyszla z komorki. Natychmiast poderwalem sie i usiadlem na brzegu lozka; Mirka odwrocila sie twarza do sciany. Hela poszla do kuchni. To dziwne, ale pamietam kazdy moj ruch i nawet czuje jeszcze na poduszkach palcow ten laskoczacy meszek pokrywajacy lono siostry. To byl nasz pierwszy raz; potem przyszla cowieczorna celebracja naszych cial, az do dnia, kiedy Mirka, nie mogac sie dostac do domu, poszla na gore do krytyka literackiego, gdzie, jakesmy sie po latach dowiedzieli z pamietnikow jego owczesnej zony, stracila cnote. Miala, jak juz chyba wspomnialem, 13 lat. Na pewno uwaza pan, ze nie powinienem o tym mowic, tym bardziej, ze ona jeszcze zyje, a ja juz jestem tutaj. Na pewno wydaje sie panu bezsensowne opowiadanie o przeszlosci tam, jakby tutaj mialo to jakiekolwiek znaczenie. Musze sie przyznac, ze myslalem o tym, ale mnie chodzi po prostu o to, zeby miec spokojna wiecznosc. Co sie nie udalo za zycia, byc moze powiedzie sie tutaj. Traktujmy te wyznania jak terapie. Kiedys, zaraz po smierci Wielkiego Lina, ucznia i kontynuatora Wielkiego Nina, Hela postanowila nas przechrzcic. Zawsze twierdzila, ze Idy, tzn my, popelnily wielki grzech krzyzujac Wielkiego Zusa. Zus byl milosierny i kochal wszystkich - opowiadala nam zamiast bajek, kiedy rodzice uczestniczyli w planowaniu swiatowej rewolucji - ale to wszystkich, nie wylaczajac Idow, choc 0ni poslali go na krzyz. Spotkala ich jednak zasluzona kara i dlatego kazdy idek ma jedna, jedyna szanse na wykupienie sie od tego grzechu, najciezszego z najciezszych - tak nam prawila co wieczor, procz niedziel i swiat, kiedy rodzice bywali w domu - i tym wykupieniem mialo byc przejscie na jedynie prawdziwa wiare, wiare w ukochanego nam naszego jedynego pana Zusa. Czasami w trakcie jej opowiesci zdarzalo sie, ze beknalem albo puscilem baka. Wtedy w Hele wstepowal diabel, rzucala sie na mnie i walac na oslep piesciami krzyczala: Dobrze zrobil Itler, ze was wszystkich wyrznal! Ja bym was golymi rekami, Zusie kochany, za to coscie naszemu najjasniejszemu...A ty jeszcze baki puszczasz, jak ja ci tu mowie, nie bylo takiego jak on i nie bedzie! Niewykluczone, ze to od Heli nauczyla sie Mirka czestowac mnie przy byle okazji piesciami, a nawet prawie na pewno! I zaraz potem znow siadala Hela na skraju lozka Mirki i ciagnela: Dasz zdradzil naszega pana Zuska i potem sie powiesil. Za trzydziesci srebrnikow go sprzedal i na co mu bylo? Tylko Zusek najjasnieszy moze was zbawic i dlatego naucze was modlitwy do naszego najswietszego i jak tylko bede miala czas to pojdziemy do kosciolka i tam was obmyja z waszego grzechu i bedziecie sobie zyli dlugo i szczesliwie juz bez grzechu. Hele musialo denerwowac (wcale sie nie dziwie!), ze nie dosc, ze zajmowala sie domem jak wlasnym, to jeszcze oddawala pewne uslugi panu domu, jakby byla zona, a zarabiala grosze, bo - jak mowila - wiadomo, idki maja dla swoich, ale obcego wykorzystaja i zlamanego grosza nie dadza. Wie pan, pare lat po wojnie, ostatniej europejskiej wojnie, wyszczegolniam, bo wyobrazam sobie, ze moga sie panu te wszystkie wojny mylic, no wiec po tej ostatniej wojnie przeprowadzono u nas reforme pieniadza. (Obywatele naszego kraju nie mieli prawa posiadania zagranicznych walut, grozilo za to wrecz wiezienie, zas gotowke nalezalo trzymac w jedynym panstwowym banku, gdzie wklady prawie nie procentowaly, ale za to pieniadze, w mysl diapozytywowej reklamy w kinach przed seansem, byly pewne - jak w banku.) Az do tej nigdzie nie zapowiedzianej i zupelnie niespodziewanej reformy. Moj ojciec, po latach, z duma stwierdzil, ze byl jednym z trzech urzednikow ministerstwa, znajacych nie tylko date reformy na kilka miesiecy przed faktem, ale i przewidywalne, fatalne, jej skutki. Hela na przyklad, ktora od konca wojny skladala sobie pieniadze na mieszkanie, przed reforma miala juz, juz, prawie pelna sume, zas w dzien po reformie nie miala prawie nic. Kiedy mi ojciec o tym opowiedzial, zapytalem czy nie powinien byl przynajmniej Heli powiedziec, zeby zamienila te pieniadze na cos wartosciowszego, ostatecznie korzystal z niej zupelnie za darmo, wiec jakis rodzaj ekonomicznego ekwiwalentu...Machnal reka. "To byla tajemnica panstwowa," powiedzial. "Tak musialo byc, niestety." "A ty sam? Wycofales wklad?" "Nigdy nie trzymalem pieniedzy w banku," odpowiedzial. Potem juz o tym nie rozmawialismy, ale zdaje mi sie, ze Hela zaczela nas, i mnie i siostre, lac po tej reform Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa "Pan prezydent," powiedziala kiedys,"polozyl mi .. 03.11.06, 15:48 Potem juz o tym nie rozmawialismy, ale zdaje mi sie, ze Hela zaczela nas, i mnie i siostre, lac po tej reformie ze zdwojona wsciekloscia.. Teraz w ogole nas nie oszczedzala i wydawalo sie, ze zakatuje nas z kretesem niemalze na oczach swiata. Dzis nie chce mi sie wierzyc (Dzis? Co ja mowie? Raczej wczoraj czy przedwczoraj), zeby rodzice niczego nie zauwazyli; naszego strachu i siniakow. Nie zauwazyli. Ich wiara w lepsze jutro, kiedy wszyscy darzyc sie beda wzajemna miloscia i szacunkiem, gdzie "czlowiek to brzmi dumnie" zawladnie na calym swiecie, zas swiat bedzie trwal wiecznie w wiecznej szczesliwosci, byla bardziej rzeczywista niz sama rzeczywistosc. Ta byla taka, ze rodzice, ich pracodawcy i wspolpracownicy byli znienawidzeni przez wszystkich, ktorzy albo spoznili sie ze zmiana swiatopogladu, albo nie chcieli go zmieniac. Chcieli tez zapewne zarabiac godziwe pieniadze, skladac je na odpowiednio oprocentowanych kontach, kupowac mieszkania na raty, jezdzic wlasnym samochodem, a nie z zazdroscia spogladac na bylego szewca rozwalonego na tylnim siedzeniu najnowszej chevrolety, zdazajacego na jakas ideologiczno-seksualna orgie. Tego niestety nie bylo w planach i dlatego Hela traktowala nas jak ostatnia szanse rozwiazania Idowego problemu. Sciany w pokoju ojca, od podlogi po sufit, byly zastawione polkami wypelnionymi ksiazkami. W czasie ostatniego liczenia egzemplarzy (emigracyjne porzadki) bylo tam ich dokladnie 7845. Do tej sumy nalezy dodac ksiazki matki, corki i syna. Ten ostatni, czyli ja, nie mial ich wiele; wiekszosc z nich byla wlasciwie nikomu niepotrzebna makulatura, w ktorej nieznani autorzy dywagowali na zupelnie nieinteresujace tematy. U ojca bylo wszystko, czego mozna sie spodziewac po swiatlym intelektualiscie: wszelkiego rodzaju historie filozofii, filozofie historii, tu i tam zbiorek poezji, mechanika kwantowa, teoria relatywnosci, za ksiazkami troche pornografii, ale co to za pornografia! Amerykanskie kobiety z wygolonymi pizdeczkami, wielkimi, ciezkimi piersiami i twarzami przecietnej gospodyni domowej. Znalazlem kiedys kilka egzemplarzy i nie musze mowic, ze juz wtedy moja praktyczna znajomosc kobiecego ciala byla duzo blizsza anatomicznej prawdy, niz te wydumane wizje seksualnego szczescia. Tym nie mniej, jak wiekszosc mezczyzn, i moj idealistyczny ojciec potrzebowal czegos bardziej rzeczywistego niz te idee, ktore z takim zapalem wprowadzal w zycie, nie zblizajac sie, nie musze panu chyba o tym mowic, ani o milimetr do celu. Przyznam sie, ze do dzis nie wiem, co bylo celem jego zycia. Miliony, jesli nie miliardy, slow zostalo wylanych na papier (a papier cierpliwy!) i kazde z tych slow, reka kazdego z tych, co chcieli urzeczywistnic te nierzeczywistosc, zamiast ulatwic nam zrozumienie, wrecz nam je uniemozliwia. Wezmy ojca. Gdyby pochodzil z biednej, chlopskiej rodziny, skazanej na wieczne odrabianie wiecznych dlugow u pana hrabiego...To bym zrozumial. Ale jego rodzice nie byli chlopami, a zamoznymi Idami, parali sie handlem zbozem i drzewem i jesli potrzebowali jakiejs zmiany, to na pewno nie rewolucji, ktora by ich sprowadzila do poziomu zniewolonego chlopa. Ojciec jednak, za pieniadze swojego ojca, przygotowywal im jednak wlasnie taka niespodzianke! Bog raczy wiedziec...Bardzo pana przepraszam, to sa pozostalosci stamtad...Tym bardziej, ze ta skaza, to znaczy, to czynienie "dobra" kosztem innych, pozostawila slad w duszy kazdego, kto sie wychowal w tamtych, idealistycznych, rodzinach. Czytywalem czasami ksiazki dzieci bylych tajnych agentow, czesto mordercow, nie gorszych specjalistow od mokrej roboty od dzisiejszych (i wczorajszych) mafiozow i nigdy sie nie zdarzylo, zeby jakis Adas czy Michas powiedzial prosto z mostu: Tata byl morderca i powinien gnic w wiezieniu, a nie wystawiac piers do medali. Dziwi mnie to, poniewaz czesto domagaja sie zasluzonej kary dla zbrodniarza, czesto, jak ich rodzice, gabinetowego zbrodniarza, niestety nie w ich kraju, a gdzies tam, daleko, daleko, gdie kaczajut tumany. Za pieniadze swojego ojca! Gdyby jeszcze ten jego idealizm byl na poziomie Lina czy Nina! Niech by i Ckiego czy Dka, ale jedynym wlasnym kapitalem ojca byl "Kapital" Raksa i "Co dalej?" autorskiej spolki paru malo znanych galicyjskich skrybow. Nie musze panu mowic, ze serce, ktore go gnalo w ramiona rewolucji proletariackiej, ani o centymetr nie zblizylo go do chocby i nominalnego proletariusza. Skad! Poruszal sie w kregach podobnych jemu mieszczan, ktorzy otoczeni nuda codziennosci szukali mocniejszych wrazen, wrazen ktore przynajmniej w jakims stopniu moglyby zaspokoic romantyczna wizje wszechswiatowego szczescia i braterstwa miedzy narodami. A jednak to, czemu sie w ostatecznosci przyczynil calym swoim zyciem, nie bylo niczym innym, niz osiagnieciem biegunowo przeciwnego skutku. Przyznam szczerze, ze nie znam zadnego z naszych swiatlych filozofow, ktory by z rowna brutalnoscia, co ta, ktora czestowal poczynania innych filozofow poza granicami swojej przeswietnej ojczyzny, poddal miazdzacej krytyce swoja wlasna dzialalnosc. Raz jeden zdarzylo mi sie slyszec pewnego skrybe, kajajacego sie w jesieni swego zycia, przed publicznoscia zlozona w przewazajacej czesci z podobnych jemu, bylych kombatantow, za popelnione grzechy juz wtedy starzejacej sie mlodosci. I to przedstawienie nie bylo niczym innym, niz zupelnie oderwana od rzeczywistosci celebracja swojego dobrze juz rozkojarzonego Ja. I tak, jedyne do czego mial sie odwage odwolac, to strach; strachu tych, ktorzy nie brali udzialu w tej orgii morderstw, w ogole nie bral pod uwage. To tez jest u tych swiatlych intelektualistow charakterystyczne: Ich swiat jest i byl jedynym swiatem wartym analizy. Nic im nie przeszkadza fakt, ze byli jedynie przedluzeniem "karzacej reki", zas jedynym dotykalnym efektem ich "pracy" byla kupa nieszczesc. Ich strach nawet nie plynal z jakichs moralnych watpliwosci, a ze zwyklego (ludzkiego) strachu o wlasna skore. U nas jak na lekarstwo jakiegos Solzenicyna czy Mandelsztama; za to papierowych moralistow od cholery i troche. I tak, dzien w dzien przez 12 miesiecy, zaraz po wyjsciu ojca albo Heli z pokoju po wieczornych powiastkach (matka nigdy nic nie opowiadala, choc nie mozna powiedziec, by jej zycie bylo nieciekawe), nakarmieni albo jakas fantastyczna bajka ojca, albo Zusikowymi mitami, przechodzilem do lozka Mirki oddajac sie tam z nia coraz bardziej wyrafinowanym pieszczotom. Calujac jej pizdeczke juz wtedy zasmakowalem w soczystym miazszu ociekajacym sokami, ktorych nigdy juz nie bylo mi malo. Racje mial stary Freud zwalajac wszystkie nieszczescia na dziecinstwo. Nie zeby wylizywanie setek kolejnych pizdeczek bylo jakims nieszczesciem, ale czesto, po poczatkowym zachlystnieciu sie moim talentem, kobiety, z ktorymi zaczynalem jakas gre, pragnely czegos wiecej i tego "czegos wiecej" nigdy jakos nie potrafilem im dac. Ten uczuciowy handikap zawdzieczam matce, ktora od samego poczatku byla elementem hamujacym kazdy moj talent, brutalnie dajac mi do zrozumienia, ze nie jestem godny czegos wiecej niz poczatkowej gry. Tak w kazdym razie ja to widze, a zreszta moga to potwierdzic wszystkie ofiary moich erotycznych wzniesien i upadkow. Ach, jak przyjemnie bylo glaskac te dojrzale piersi, jakze jeszcze niedojrzalej Mireczki! Wystarczylo, zebym tylko ulozyl sie przy niej i w tej samej sekundzie te male, swieze, jeszcze dziewicze suteczki twardnialy jak wypelnione helem mini-baloniki, a jej jeszcze cnotliwa pizdeczka peczniala jak swiezo ugniecione ciasto buleczek. Skad u Mireczki takie ciagatki? Niech pan nie pyta! Nie mam pojecia! Trudno sobie wyobrazic, zeby byla obciazona genetycznie, bo matka, moja matka, byla absolotnie pozbawiona jakichkolwiek seksualnych potencji, a jesli cos sie w niej gdzies tlilo, bylo to ukryte tak gleboko, ze tylko specjalista moglby cos na ten temat powiedziec. Pod koniec zycia zdradzila mi, ze przezyla jedna pra Odpowiedz Link Zgłoś
wikul Ciekawostka dla zwolenników palenia. 03.11.06, 20:24 www.per.ry.pl/fotki/palenie.jpg Odpowiedz Link Zgłoś