Gość: maniekxxx
IP: *.cpe.net.cable.rogers.com
05.04.03, 18:59
Po 11 września świat zachodni dowiedział się że islam naprawdę istnieje i że
nie jest tylko hasłem w encyklopedii religioznawczej. Do tej pory bowiem
świadomość istnienia tej religii, a właściwie kultury, była bardzo płytka,
ograniczona głównie do wiedzy o terenach roponośnych na Bliskim Wschodzie,
pustyni, wielbłądach i haremach. Teraz islam zaczął budzić emocje, nawet
atawizmy, czasem wściekłość i przerażenie lub poczucie niemocy. Islam jako
religia i kultura, a także polityka nie dzieli świata na sacrum i profanum -
kategoria profanum nie jest mu w ogóle znana. Moim zdaniem te właśnie
czynniki sprawiają, że islam, choć jest cywilizacją bardzo bliską
chrześcijańskiej , zachowuje jednak wyraźną odmienność. O tym już raczej nie
pisano albo starano się owe różnice zacierać, może zresztą na
fali "upodabniania", czego późnym wnukiem jest proces globalizacji, również
narzucanej przez wszechwiedzącą, najmądrzejszą zawsze Europę i Amerykę. Innym
zabiegiem było poszukiwanie "zapożyczeń", ale oczywiście tylko w jedną
stronę - szukano zatem elementów chrześcijańskich w islamie lub elementów
judaistycznych tamże. O wpływach odwrotnych jednakże (fakt, że późniejszych) -
cisza! Zachód nie może pojąć po dziś dzień, że wartości przezeń wyznawane i
traktowane jako absolutne i niepodważalne są takie tylko dla niego samego. To
my wymyśliliśmy demokracje, kapitalizmy i socjalizmy. Dla żadnego z tych
systemów nie ma w ostatecznym rozrachunku miejsca w ramach kultury arabsko-
muzułmań skiej, w której niemożliwe jest całkowite oddzielenie państwa od
religi
Teologia islamu wyróżnia dżihad duży i mały. Ten pierwszy, najważniejszy, to
walka ze złem, które tkwi w samym człowieku, a zatem dążenie do
samodoskonalenia . Dżihad mały, utożsamiany często z terminem kital
(arab. "walka, zabijanie"), może oznaczać właśnie wojnę, ale zawsze wojnę
obronną.
Pamiętajmy, że obrona nie musi dotyczyć czynnej, zbrojnej napaści. Islam, ten
ortodoksyjny czy też fundamentalistyc zny, broni się przed rozmaitymi formami
ingerencji czy ekspansji obcych sił. Za taką uznawana jest tzw.
makdonaldyzacja. Nawet w naszym kraju odzywają się głosy przeciwko temu
zjawisku. I przede wszystkim o to chodzi. Muzułmanie odczuwają zagrażającą
zewsząd ekspansję cywilizacji bez Boga, "cywilizacji śmierci", i przed nią
próbują się bronić.
Nie łudźmy się, że na dłuższą metę uda nam się ingerować w wewnętrzne sprawy
świata islamu. Musimy zrozumieć, na czym polega umma islamijja,
czyli "wspólnota muzułmańska". Ona jest punktem wyjścia. Islam jest tu
najważniejszym odniesieniem - nie kwestie narodowe czy państwowe. Klasyczna
cywilizacja arabsko-muzułmań ska nie odróżniała "narodów" - ważne było
wyznanie, przynależność do wspólnoty wiary, apostazja to śmiertelny grzech
wyznawcy islamu. To my, Europejczycy, kazaliśmy Bliskiemu Wschodowi podzielić
się na "Irak", "Syrię" itp., to my narzuciliśmy tamtym obszarom
pojęcie "państwa narodowego", nie mającego żadnego uzasadnienia
historycznego, to my narzuciliśmy "granice państwowe" przebiegające przez
środek wioski, jednym stworzyliśmy państwa, innym obiecaliśmy gruszki na
wierzbie - nie chodzi tylko o Palestyńczyków, ale i o Kurdów - a teraz
dziwimy się, dlaczego kraje muzułmańskie są ciągłym zarzewiem konfliktów. To
właśnie "kolonializm wiecznie żywy", o którym my już chyba dawno
zapomnieliśmy, a o którym "tam" ciągle się pamięta, bo teraz przybrał formę
bardziej wyrafinowaną.
Na uświadomieniu sobie między innymi tych niewygodnych dla nas faktów polegać
będzie próba zrozumienia cywilizacji muzułmańskiej z punktu widzenia
partnera, a nie kolonizatora. Chcemy walczyć, wysyłamy wojska, przede
wszystkim przeciwko ideologiom. Ideologiom, których nie rozumiemy albo nie
chcemy rozumieć, bo wykraczają poza nasz sposób rozumowania. Bo nasze jest
lepsze, mądrzejsze, bardziej "nowoczesne" . Prawdopodobnie fundamentaliści
myślą podobnie, również uważają, że ich system jest najlepszy, że właśnie on
powinien wszędzie idealnie funkcjonować. Dlaczego więc się tak burzymy? A
może i my jesteśmy fundamentalistam i, choć a rebours?