Dodaj do ulubionych

Granice DEMOKRACJI

01.12.01, 09:01
Chcialbym wywolac dyskusje o granicach demokracji.
Jak daleko mozna posunac sie w wolnosci slowa ,czy istnieja jakias granica?
Problem Leppra,jak w "imie"demokracji mozna bezkarnie lamac prawo?
I wiele innych problemow ,ktore mam nadzieje porusza forumowicze .
Po prawie dwunastu latach doswiadczen ,kazdy ma jakies swoje przemyslenia .
Obserwuj wątek
    • Gość: Sławek Re: Granice DEMOKRACJI IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.01, 09:23
      jajacek napisał(a):

      > Chcialbym wywolac dyskusje o granicach demokracji.
      > Jak daleko mozna posunac sie w wolnosci slowa ,czy istnieja jakias granica?
      > Problem Leppra,jak w "imie"demokracji mozna bezkarnie lamac prawo?
      > I wiele innych problemow ,ktore mam nadzieje porusza forumowicze .
      > Po prawie dwunastu latach doswiadczen ,kazdy ma jakies swoje przemyslenia .


      Dla mnie jest oczywiste, że w demokracji podstawową a może i jedyną zasadą jest
      przestrzeganie prawa. Ono bowiem jest fundamentem demokracji. Nie bez powodu
      Lepper ciągle łamie prawo.Jest wrogiem demokracji i zwolennikiem totalitaryzmu
      wodzowskiego.Wie o tym, że jak ośmieszy prawo to rozwali fundamenty demokracji.
      I wreszcie będzie wodzem Polski.
      Ciekawe czy Samoobrona ma stronę w internecie?

      • jajacek Re: Granice DEMOKRACJI /Slawek 01.12.01, 09:30
        Samoobrona ma srone WWW
        www.samoobrona.pl
        Slawku czy twoim zdaniem organy panstwa zobligowane do jego egzekwowania nie
        dzialaja w Polsce bojazliwie jesli chodzi o politykow ?

        Pozdro.
        • Gość: koza Samoobrona ma srone WWW IP: *.230-201-24.mtl.mc.videotron.ca 01.12.01, 23:12
          jajacek napisał(a):

          > Samoobrona ma srone WWW
          > www.samoobrona.pl
          > Slawku czy twoim zdaniem organy panstwa zobligowane do jego egzekwowania nie
          > dzialaja w Polsce bojazliwie jesli chodzi o politykow ?
          >
          > Pozdro.
          -------------
          Na podanej przez ciebie stronie jest to i nic wiecej :
          -----------------------------
          www.samoobrona.pl

          na sprzedaż lub do wynajęcia
          info@samoobrona.pl
          -------------------------------

          - czy ty se jaja robisz ?
          Zadajesz madre pytania i glupie drogowskazy.



    • Gość: Kazu Re: Granice DEMOKRACJI IP: *.klobuck.sdi.tpnet.pl 01.12.01, 09:31
      Obserwuję sprawę prokuratora Kaucza. Być może był skurczybykiem, nie wiem. Pani
      Labuda ma prawo wyrażac swoje odczucia, być może i krzywdzące Kaucza, tak się
      wydaje po lekturze różnych dokumentów. Potężny Michnik w swojej gazecie wydał w
      istocie wyrok na tego gościa. Niby prasa od tego jest, czyż nie? Ale przecież
      uderzono jednocześnie w instytucję demokracji, bo taką jest komisja
      weryfikująca, a przecież taką przeszedł pomyślnie P. Kaucz. Nie wiem o co tu
      idzie! Zawinił także Premier, bo uległ pod obstrzałem przeróżnych popleczników
      Michnika. Czy nie przekroczono granic, jakie powinny obowiązywć w demokracji?
      • krzys52 Re: Granice DEMOKRACJI 02.12.01, 08:21
        Gość portalu: Kazu napisał(a):

        > Obserwuję sprawę prokuratora Kaucza. Być może był skurczybykiem, nie wiem. Pani
        >
        > Labuda ma prawo wyrażac swoje odczucia, być może i krzywdzące Kaucza, tak się
        > wydaje po lekturze różnych dokumentów. Potężny Michnik w swojej gazecie wydał w
        >
        > istocie wyrok na tego gościa. Niby prasa od tego jest, czyż nie? Ale przecież
        > uderzono jednocześnie w instytucję demokracji, bo taką jest komisja
        > weryfikująca, a przecież taką przeszedł pomyślnie P. Kaucz. Nie wiem o co tu
        > idzie! Zawinił także Premier, bo uległ pod obstrzałem przeróżnych popleczników
        > Michnika. Czy nie przekroczono granic, jakie powinny obowiązywć w demokracji?
        ..
        ..........................................
        ..
        .......Witam
        ....Nie wydaje mi sie by media przekroczyly granice demokracji. Zwykle, a i w tym
        przypadku, media - korzystajac z wolnosci slowa i prasy - po swojemu redefiniuja
        demokracje. Takie ich prawo by krytykowaly takze poszczegolne nominacje rzadowe.
        ....Z drugiej strony premier mial prawo zignorowac te cala nagonke na Kaucza -
        wlasnie z powodow ktore wymieniasz. Jednak nie uczynil tego. Dlaczego? Moge tylko
        przypuszczac, ze np. nie czuje sie zbyt pewnie jeszcze i wolal nie prowokowac
        ewentualnie czegos bardziej nieprzyjemnego od wycofania sie rakiem z tej
        nominacji.
        ....Personalne przepychanki to zwykle duzo za malo dla naruszenia demokracji -
        jesli takowa istnieje.
        Pzdr.
        K.P.

    • Gość: an 1945dyktatura polityczna1989dyktatura ekonomiczna IP: *.toya.net.pl 01.12.01, 09:34
      .
      • jajacek Moze dodam jeszcze jedno pytanie 01.12.01, 09:52
        Jakie mechanizmy stworzyc ,zeby demokracja nie byla wypaczana ?
        Czy moze to normalne wachania mlodej demokracji,takie skoki dyktatorskie w
        stylu Leppera.
        Czy takie partie jak LPR ktore de facto chca po dojsciu do wladzy ograniczyc
        demokracje (zastapienie konstytucji katechizmem)moga liczyc na dojscie do
        wladzy w Polsce?
        • Gość: snajper Re: Moze dodam jeszcze jedno pytanie IP: *.acn.waw.pl 02.12.01, 00:10
          jajacek napisał(a):

          > Jakie mechanizmy stworzyc ,zeby demokracja nie byla wypaczana ?
          > Czy moze to normalne wachania mlodej demokracji,takie skoki dyktatorskie w
          > stylu Leppera.

          Gdyby Lepper był karany za swoje przestepstwa, nie byłby taki bojowy. Niestety, z
          własnego doświadczenia (i nie tylko własnego) wie, iż jest bezkarny. To nie
          demokracja jest wypaczona. To nasz system sądowniczy jest wypaczony. Oni nie
          sądzą polityków, działaczy samorządowych, innych działaczy, lekarzy, księży,
          członków rodzin osób wymienionych, ... To są kasty, których karząca ręka
          sprawiedliwości nie dosięga.

          > Czy takie partie jak LPR ktore de facto chca po dojsciu do wladzy ograniczyc
          > demokracje (zastapienie konstytucji katechizmem)moga liczyc na dojscie do
          > wladzy w Polsce?

          Niestety tak. Dla większości Polaków demokracja jest pustym słowem. Jakby
          przyszedł ktoś i zaczął przydzielać: miotła, łopata, miotła, ... to wiele osób
          było by szczęśliwych. Gwarantowana miska kaszy, wyro i pół litra co trzy dni za
          12 godzin roboty - raj na ziemi. Choć mam nadzieję, że się mylę.
        • Gość: antyde Re: Moze dodam jeszcze jedno pytanie IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.01, 21:03
          czy w demokracji łapówka może być legalna?.Pewien minister za zasiadanie w
          prywatnej spółce"brał" i teraz jako minister oddaje przysługę i zwalnia na
          wniosek byłego pryncypała zarząd PGNiG ażeby kasa rosła.
          • ptwo Re: Moze dodam jeszcze jedno pytanie 13.12.01, 06:32
            Gość portalu: antyde napisał(a):

            > czy w demokracji łapówka może być legalna?.Pewien minister za zasiadanie w
            > prywatnej spółce"brał" i teraz jako minister oddaje przysługę i zwalnia na
            > wniosek byłego pryncypała zarząd PGNiG ażeby kasa rosła.

            Łapówka nie jest legalna w żadnym systemie. System demokratyczny nie jest tu
            wyjątkiem.
    • jacek#jw Re: Dlaczego o Granicach? 01.12.01, 10:22
      Czy naprawdę poruszony przez Ciebie problem tkwi w granicach demokracji? Może
      jednak to sama demokracja jest zła? Wyobraź sobie taką sytuację, w której
      posłowie nie są wybierani drogą wyborów, a drogą licytacji stołków poselskich.
      Kto da więcej ten wygrywa. I wtedy problem L znika. A że ja, czy ty nie mogę
      wrzucić kartki do urny? Przecież to tylko symbol, symbol nic nie wart, gdyż i
      tak posłowie są kupowani, co powiedział Lepper. A czy na pewno parlament jest
      niezbędny? Pytam się: po co on wogóle jest? A skoro już jest, to dlaczego nie
      wolno w nim powiedzieć, kurwa panowie oszukujecie?
      • ptwo Re: Dlaczego o Granicach? 03.12.01, 07:03
        jacek#jw napisał(a):

        > Czy naprawdę poruszony przez Ciebie problem tkwi w granicach demokracji? Może
        > jednak to sama demokracja jest zła? Wyobraź sobie taką sytuację, w której
        > posłowie nie są wybierani drogą wyborów, a drogą licytacji stołków poselskich.
        > Kto da więcej ten wygrywa. I wtedy problem L znika. A że ja, czy ty nie mogę
        > wrzucić kartki do urny? Przecież to tylko symbol, symbol nic nie wart, gdyż i
        > tak posłowie są kupowani, co powiedział Lepper. A czy na pewno parlament jest
        > niezbędny? Pytam się: po co on wogóle jest? A skoro już jest, to dlaczego nie
        > wolno w nim powiedzieć, kurwa panowie oszukujecie?

        Pan szanowny w ogóle nie rozumie istoty demokracji i plecie bzdury. O demokrację
        walczyło wiele pokoleń w róznych krajach. Demokracja to nic innego jak to, że: 1.
        decyduje wola większości, 2. nikt nie może być prześladowany z tego powodu, że
        znalazł się w mniejszości. O potrzebie podziału władzy pisał juz Monteskiusz.
        Jesli ktoś kwestionuje sens parlamentu, to niech uważa, żeby w któryms momencie
        nie obudził się w kraju, gdzie nie będzie miał nic do powiedzenia, bo o wszystkim
        będzie decydować jakiś "pomazaniec".
        Kartka wyborcza jest potężną bronią; jesli ktoś to kwestionuje, to znaczy, że
        faktycznie, należałoby go pozbawić praw wyborczych.
        Czy rzeczywiście problem zniknie, gdy kandydaci będą się licytować o stołki
        poselskie?
        • Gość: luka Re: Dlaczego o Granicach? IP: 217.67.196.* 03.12.01, 08:29
          ptwo napisał(a):

          > Pan szanowny w ogóle nie rozumie istoty demokracji i plecie bzdury.

          Kolego, dlaczego każdą swoja odpowiedź zaczynasz od określenia zdania odmiennego
          od własnego mianem "bzdur"? Nie podnoś tak wysoko kinola, bo się o coś potkniesz,
          albo wleziesz w coś paskudnego.

          > O demokrację walczyło wiele pokoleń w róznych krajach.

          "Wielopokoleniowa walka o demokrację od czasów Juliusza Cezara po Michała
          Gorbaczowa", t. I-LXXXIV, autor: prof. zwycz. ptwo, Warszawa 2001.

          > Demokracja to nic innego jak to, że:
          > 1.
          > decyduje wola większości, 2. nikt nie może być prześladowany z tego powodu, że
          > znalazł się w mniejszości.

          To jak większość wykonuje swoją wolę, skoro nie może naruszyć praw mniejszości?
          Pomijam już okoliczność, że rządy większości to raczej ochlokracja - jak wiadomo,
          większość jest głupia.

          > Jesli ktoś kwestionuje sens parlamentu, to niech uważa, żeby w któryms momencie
          > nie obudził się w kraju, gdzie nie będzie miał nic do powiedzenia, bo o wszystk
          > im będzie decydować jakiś "pomazaniec".

          Nonsens. Pomazaniec czy inny Tyran może sobie rządzić i jednocześnie nie naruszać
          praw swych obywateli. Ja wolę, by rząd, Tyran czy król nie zmuszał mnie do
          płacenia wysokich podatków, przymusowego ubezpieczania się, aby nie naruszał
          wolności gospodarowania; w takich warunkach wrzucanie zadrukowanej kartki do
          pudełka z dziurką jest i zbędne i, przede wszystkich, niepotrzebne nikomu do
          szczęścia.

          > Kartka wyborcza jest potężną bronią; jesli ktoś to kwestionuje, to znaczy, że
          > faktycznie, należałoby go pozbawić praw wyborczych.

          No proszę, następny faszysta, który głosi hasło "nie ma wolności dla wrogów
          wolności".
          A wiara w siłę kartki wyborczej jest równie zasadna jak wiara w UFO.

          > Czy rzeczywiście problem zniknie, gdy kandydaci będą się licytować o stołki
          > poselskie?

          Problem zniknie, gdy się to towarzycho rozpędzi na cztery wiatry.
          • ptwo Re: Dlaczego o Granicach? 04.12.01, 06:18
            Gość portalu: luka napisał(a):

            > ptwo napisał(a):
            >
            > > Pan szanowny w ogóle nie rozumie istoty demokracji i plecie bzdury.
            >
            > Kolego, dlaczego każdą swoja odpowiedź zaczynasz od określenia zdania odmienneg
            > o
            > od własnego mianem "bzdur"? Nie podnoś tak wysoko kinola, bo się o coś potknies
            > z,
            > albo wleziesz w coś paskudnego.
            >
            > > O demokrację walczyło wiele pokoleń w róznych krajach.
            >
            > "Wielopokoleniowa walka o demokrację od czasów Juliusza Cezara po Michała
            > Gorbaczowa", t. I-LXXXIV, autor: prof. zwycz. ptwo, Warszawa 2001.
            >
            > > Demokracja to nic innego jak to, że:
            > > 1.
            > > decyduje wola większości, 2. nikt nie może być prześladowany z tego powodu
            > , że
            > > znalazł się w mniejszości.
            >
            > To jak większość wykonuje swoją wolę, skoro nie może naruszyć praw mniejszości?
            > Pomijam już okoliczność, że rządy większości to raczej ochlokracja - jak wiadom
            > o,
            > większość jest głupia.
            >
            > > Jesli ktoś kwestionuje sens parlamentu, to niech uważa, żeby w któryms mom
            > encie
            > > nie obudził się w kraju, gdzie nie będzie miał nic do powiedzenia, bo o ws
            > zystk
            > > im będzie decydować jakiś "pomazaniec".
            >
            > Nonsens. Pomazaniec czy inny Tyran może sobie rządzić i jednocześnie nie narusz
            > ać
            > praw swych obywateli. Ja wolę, by rząd, Tyran czy król nie zmuszał mnie do
            > płacenia wysokich podatków, przymusowego ubezpieczania się, aby nie naruszał
            > wolności gospodarowania; w takich warunkach wrzucanie zadrukowanej kartki do
            > pudełka z dziurką jest i zbędne i, przede wszystkich, niepotrzebne nikomu do
            > szczęścia.
            >
            > > Kartka wyborcza jest potężną bronią; jesli ktoś to kwestionuje, to znaczy,
            > że
            > > faktycznie, należałoby go pozbawić praw wyborczych.
            >
            > No proszę, następny faszysta, który głosi hasło "nie ma wolności dla wrogów
            > wolności".
            > A wiara w siłę kartki wyborczej jest równie zasadna jak wiara w UFO.
            >
            > > Czy rzeczywiście problem zniknie, gdy kandydaci będą się licytować o stołk
            > i
            > > poselskie?
            >
            > Problem zniknie, gdy się to towarzycho rozpędzi na cztery wiatry.

            Kpij sobie kolego póki możesz, bo jak nie będzie demokracji, to nie będziesz mógł.
            Pytasz, jak większość ma rządzić, żeby nie naruszyć praw mniejszości? A to
            właśnie cała sztuka. A czy Ty myślałeś, że rządzenie jest takie łatwe>
            Jeżeli ktoś nie korzysta ze swoich praw obywatelskich, to znaczy, że sprawy kraju
            ma w d... Więc niech potem nie pyszczy, że zlodzieje w sejmie.
            Kolega poza tym bardzo słabo zna historię, bo wiedziałby, że bez parlamentu
            właśnie rózni pomazańcy nakładali podatki na poddanych (nie obywateli!) wedle
            własnego uznania. Było tak dopóki poddani nie zaczęli się buntować. I właśnie
            uchwalanie zgody na nakładanie podatku było pierwszym zadaniem parlamentu czy to
            w Anglii, czy Polsce czy gdzie indziej.
            • Gość: luka Re: Dlaczego o Granicach? IP: 217.67.196.* 04.12.01, 08:21
              ptwo napisał(a):

              > Kpij sobie kolego póki możesz, bo jak nie będzie demokracji, to nie będziesz mó
              > gł.

              O błaznach na królewskich dworach kolega słyszał? Jak widać żartować można i w
              innych formach rządów. A demokracja knebluje usta ludziom równie sprawnie jak
              jakiś dyktator - vide np. Ratajczyk...

              > Pytasz, jak większość ma rządzić, żeby nie naruszyć praw mniejszości? A to
              > właśnie cała sztuka. A czy Ty myślałeś, że rządzenie jest takie łatwe>

              Kolego, ja nie pytam o sztuczki prestidigitatora z cyrku, tylko o rzeczywiste
              gwarancje dla mniejszości. Według mnie takich gwarancji może udzielić tylko
              nomokracja lub oświecona Tyrania, ale na pewno nie dyktatura demokracji.

              > Jeżeli ktoś nie korzysta ze swoich praw obywatelskich, to znaczy, że sprawy kra
              > ju ma w d... Więc niech potem nie pyszczy, że zlodzieje w sejmie.

              Mylisz prawo głosu z obowiązkiem głosowania. Nieoddanie głosu również jest
              wyrażeniem opinii.
              Jak większość wybierze złodziei do sejmu, to na nich spada odpowiedzialność za
              ten wybór, ale zwracam uprzejmie uwagę, że mniejszość będzie również przez tych
              doliniarzy okradana. I co, jak tam Twoje sztuczki? Uchronisz mniejszość
              niegłosującą lub głosującą na innych kandydatów przed pazernością rządu?

              > Kolega poza tym bardzo słabo zna historię, bo wiedziałby, że bez parlamentu
              > właśnie rózni pomazańcy nakładali podatki na poddanych (nie obywateli!) wedle
              > własnego uznania.

              Ku ogólnemu pożytkowi przypomnę pouczające powiedzenie:
              "Niczyje mienie i życie nie jest bezpieczne, gdy obraduje parlament".
              Feudalni władcy podatki nakładali wedle własnego uznania, ale nie leżało w ich
              interesie puszczenie poddanych z torbami, ponieważ wtedy ich własność -
              królestwo, księstwo, marchia czy co tam - również by załamało się gospodarczo i
              padło ofiarą sąsiadów. Różnica jest taka, że władca troszczy się o swoją
              dziedziczną własność, natomiast parlament ulega przewietrzeniu co 4 lata - zatem
              (p)osłowie myślą kategoriami nie dłuższymi niż okres do kolejnych wyborów, w
              przeciwieństwie do władcy, który musi zapewnić sobie i dziedzicowi szczęśliwość
              na lata.

              > Było tak dopóki poddani nie zaczęli się buntować. I właśnie
              > uchwalanie zgody na nakładanie podatku było pierwszym zadaniem parlamentu czy t
              > o w Anglii, czy Polsce czy gdzie indziej.

              Dochody z podatków to podstawa silnej władzy krolewskiej, nic więc dziwnego, że
              rozkład monarchii (czyli "demokratyzowanie") rozpoczął się od zamachu na apanaże.
              Po pozbawieniu władcy dochodów - hulaj dusza...
              • ptwo Re: Dlaczego o Granicach? 05.12.01, 05:04
                Gość portalu: luka napisał(a):

                > ptwo napisał(a):
                >
                > > Kpij sobie kolego póki możesz, bo jak nie będzie demokracji, to nie będzie
                > sz mó
                > > gł.
                >
                > O błaznach na królewskich dworach kolega słyszał? Jak widać żartować można i w
                > innych formach rządów. A demokracja knebluje usta ludziom równie sprawnie jak
                > jakiś dyktator - vide np. Ratajczyk...
                >
                > > Pytasz, jak większość ma rządzić, żeby nie naruszyć praw mniejszości? A to
                >
                > > właśnie cała sztuka. A czy Ty myślałeś, że rządzenie jest takie łatwe>
                >
                > Kolego, ja nie pytam o sztuczki prestidigitatora z cyrku, tylko o rzeczywiste
                > gwarancje dla mniejszości. Według mnie takich gwarancji może udzielić tylko
                > nomokracja lub oświecona Tyrania, ale na pewno nie dyktatura demokracji.
                >
                > > Jeżeli ktoś nie korzysta ze swoich praw obywatelskich, to znaczy, że spraw
                > y kra
                > > ju ma w d... Więc niech potem nie pyszczy, że zlodzieje w sejmie.
                >
                > Mylisz prawo głosu z obowiązkiem głosowania. Nieoddanie głosu również jest
                > wyrażeniem opinii.
                > Jak większość wybierze złodziei do sejmu, to na nich spada odpowiedzialność za
                > ten wybór, ale zwracam uprzejmie uwagę, że mniejszość będzie również przez tych
                >
                > doliniarzy okradana. I co, jak tam Twoje sztuczki? Uchronisz mniejszość
                > niegłosującą lub głosującą na innych kandydatów przed pazernością rządu?
                >
                > > Kolega poza tym bardzo słabo zna historię, bo wiedziałby, że bez parlament
                > u
                > > właśnie rózni pomazańcy nakładali podatki na poddanych (nie obywateli!) we
                > dle
                > > własnego uznania.
                >
                > Ku ogólnemu pożytkowi przypomnę pouczające powiedzenie:
                > "Niczyje mienie i życie nie jest bezpieczne, gdy obraduje parlament".
                > Feudalni władcy podatki nakładali wedle własnego uznania, ale nie leżało w ich
                > interesie puszczenie poddanych z torbami, ponieważ wtedy ich własność -
                > królestwo, księstwo, marchia czy co tam - również by załamało się gospodarczo i
                >
                > padło ofiarą sąsiadów. Różnica jest taka, że władca troszczy się o swoją
                > dziedziczną własność, natomiast parlament ulega przewietrzeniu co 4 lata - zate
                > m
                > (p)osłowie myślą kategoriami nie dłuższymi niż okres do kolejnych wyborów, w
                > przeciwieństwie do władcy, który musi zapewnić sobie i dziedzicowi szczęśliwość
                >
                > na lata.
                >
                > > Było tak dopóki poddani nie zaczęli się buntować. I właśnie
                > > uchwalanie zgody na nakładanie podatku było pierwszym zadaniem parlamentu
                > czy t
                > > o w Anglii, czy Polsce czy gdzie indziej.
                >
                > Dochody z podatków to podstawa silnej władzy krolewskiej, nic więc dziwnego, że
                >
                > rozkład monarchii (czyli "demokratyzowanie") rozpoczął się od zamachu na apanaż
                > e.
                > Po pozbawieniu władcy dochodów - hulaj dusza...

                Nie chce mi się tego wszystkiego komentować, bo jest to już nudne. Przypomne
                tylko jednego takiego pomazańca, któremu poddani płacili podatki od wszystkiego:
                płotow, okien, drzwi, kominów itd. Chodzi o Piotra I.
                Ale najważniejszym argumentem przeciwko tyranii (dyktaturze itp.) a na rzecz
                demokracji jest to, co napisałem nieco niżej. Chodzi o to, że żadna dyktatura nie
                potrafiła wypracować modelu sukcesji władzy, a ta jest konieczna bo po każdym
                władcy przychodzi jego następca. W demokracji nie ma tego problemu.
                Poza tym zgodzimy się chyba, że władza powoduje "korozję moralną" u polityka,
                dlatego potrzebna jest rotacja na stanowiskach. Proszę zwrócić uwagę co się stało
                z włoską chadecją po II Wojnie Światowej, rządziła przez ponad 40 lat, bo jakoby
                musiała i co? Afery, mafie itd. To po prostu zdrowsze dla państwa i obywateli,
                gdzy się co jakiś czas gruntownie przewietrzy gabinety ministerialne. A król?
                Może to i fajne jako dekoracja, ale nic więcej.
                • Gość: luka Re: Dlaczego o Granicach? IP: 217.67.196.* 05.12.01, 09:00
                  ptwo napisał(a):

                  > Nie chce mi się tego wszystkiego komentować, bo jest to już nudne.

                  Tak jak przypuszczałem - kolega potrafi tylko miotać obelgami i powtarzać banalne
                  infantylizmy, natomiast rzeczowa argumentacja kolegę przerasta. W walce na
                  intelekty jesteś, kolego, bezbronny.

                  > Przypomne
                  > tylko jednego takiego pomazańca, któremu poddani płacili podatki od wszystkiego
                  > : płotow, okien, drzwi, kominów itd. Chodzi o Piotra I.

                  No i cóż z tego wynika? Że wszyscy władcy tak postępowali? Nie. Natomiast
                  demokracja okrada każdego zawsze i wszędzie.

                  > Ale najważniejszym argumentem przeciwko tyranii (dyktaturze itp.) a na rzecz
                  > demokracji jest to, co napisałem nieco niżej. Chodzi o to, że żadna dyktatura n
                  > ie
                  > potrafiła wypracować modelu sukcesji władzy, a ta jest konieczna bo po każdym
                  > władcy przychodzi jego następca. W demokracji nie ma tego problemu.

                  W monarchii czy tyranii dziedzicznej również jest to problem? Kiepski
                  kontrargument.
                  W demokracji są innego rodzaju problemy - taki Lepper czy Hitler, na przykład. W
                  monarchii władca wysłałby wojsko i z warchołami zrobił porządek, demokrację tacy
                  ludzie przerastają.

                  > Poza tym zgodzimy się chyba, że władza powoduje "korozję moralną" u polityka,
                  > dlatego potrzebna jest rotacja na stanowiskach.

                  Jednocześnie ta rotacja powoduje powstawanie mentalności złodzieja - mam tylko 4
                  lata, aby się nakraść!
                  W monarchii takiego problemu nie ma, ponieważ wszystko jest ustalone z góry - po
                  królu władzę obejmie królewicz...

                  >Proszę zwrócić uwagę co się stało
                  > z włoską chadecją po II Wojnie Światowej, rządziła przez ponad 40 lat, bo jakob
                  > y musiała i co? Afery, mafie itd.

                  Normalne w demokracji. Kolegę to jakoś specjalnie dziwi? A u nas afery wybuchają
                  niezależnie od tego, kto akurat dorwie się do władzy; wynika więc z tego, że albo
                  demokracja szwankuje, albo politycy to łobuzy. To drugie wynika jednak z
                  pierwszego.

                  > To po prostu zdrowsze dla państwa i obywateli,
                  > gdzy się co jakiś czas gruntownie przewietrzy gabinety ministerialne.

                  Tu się nawet zgodzę, ale cały czas nie widzę, jak to ma ochronić obywateli przed
                  samowolą władzy.

                  > A król?
                  > Może to i fajne jako dekoracja, ale nic więcej.

                  Jako dekoracja owszem, ale jako rzeczywisty władca, już nie. Lepszy dziedziczny
                  władca, który troszczy się o swoje państwo, od rotacyjnych grup złodziei, dla
                  których dostęp do koryta to okazja do urzeczywistnienia zasady TKM.
                  Ja naprawdę nie potrzebuję uczestniczyć co 4 lata w szopce pt. "wybory
                  parlamentarne", mnie wystarczy sytuacja, gdy bez tego wątpliwej jakości
                  przywileju będę mógł pracować i zarabiać.
                  • Gość: Strzelec Re: Dlaczego o Granicach? IP: 192.75.43.* 18.12.01, 20:19
                    Gość portalu: luka napisał(a):

                    > ptwo napisał(a):
                    >
                    > > Nie chce mi się tego wszystkiego komentować, bo jest to już nudne.
                    >
                    > Tak jak przypuszczałem - kolega potrafi tylko miotać obelgami i powtarzać banal
                    > ne
                    > infantylizmy, natomiast rzeczowa argumentacja kolegę przerasta. W walce na
                    > intelekty jesteś, kolego, bezbronny.
                    >
                    > > Przypomne
                    > > tylko jednego takiego pomazańca, któremu poddani płacili podatki od wszyst
                    > kiego
                    > > : płotow, okien, drzwi, kominów itd. Chodzi o Piotra I.
                    >
                    > No i cóż z tego wynika? Że wszyscy władcy tak postępowali? Nie. Natomiast
                    > demokracja okrada każdego zawsze i wszędzie.
                    >
                    > > Ale najważniejszym argumentem przeciwko tyranii (dyktaturze itp.) a na rze
                    > cz
                    > > demokracji jest to, co napisałem nieco niżej. Chodzi o to, że żadna dyktat
                    > ura n
                    > > ie
                    > > potrafiła wypracować modelu sukcesji władzy, a ta jest konieczna bo po każ
                    > dym
                    > > władcy przychodzi jego następca. W demokracji nie ma tego problemu.
                    >
                    > W monarchii czy tyranii dziedzicznej również jest to problem? Kiepski
                    > kontrargument.
                    > W demokracji są innego rodzaju problemy - taki Lepper czy Hitler, na przykład.
                    > W
                    > monarchii władca wysłałby wojsko i z warchołami zrobił porządek, demokrację tac
                    > y
                    > ludzie przerastają.
                    >
                    > > Poza tym zgodzimy się chyba, że władza powoduje "korozję moralną" u polity
                    > ka,
                    > > dlatego potrzebna jest rotacja na stanowiskach.
                    >
                    > Jednocześnie ta rotacja powoduje powstawanie mentalności złodzieja - mam tylko
                    > 4
                    > lata, aby się nakraść!
                    > W monarchii takiego problemu nie ma, ponieważ wszystko jest ustalone z góry - p
                    > o
                    > królu władzę obejmie królewicz...
                    >
                    > >Proszę zwrócić uwagę co się stało
                    > > z włoską chadecją po II Wojnie Światowej, rządziła przez ponad 40 lat, bo
                    > jakob
                    > > y musiała i co? Afery, mafie itd.
                    >
                    > Normalne w demokracji. Kolegę to jakoś specjalnie dziwi? A u nas afery wybuchaj
                    > ą
                    > niezależnie od tego, kto akurat dorwie się do władzy; wynika więc z tego, że al
                    > bo
                    > demokracja szwankuje, albo politycy to łobuzy. To drugie wynika jednak z
                    > pierwszego.
                    >
                    > > To po prostu zdrowsze dla państwa i obywateli,
                    > > gdzy się co jakiś czas gruntownie przewietrzy gabinety ministerialne.
                    >
                    > Tu się nawet zgodzę, ale cały czas nie widzę, jak to ma ochronić obywateli prze
                    > d
                    > samowolą władzy.
                    >
                    > > A król?
                    > > Może to i fajne jako dekoracja, ale nic więcej.
                    >
                    > Jako dekoracja owszem, ale jako rzeczywisty władca, już nie. Lepszy dziedziczny
                    >
                    > władca, który troszczy się o swoje państwo, od rotacyjnych grup złodziei, dla
                    > których dostęp do koryta to okazja do urzeczywistnienia zasady TKM.
                    > Ja naprawdę nie potrzebuję uczestniczyć co 4 lata w szopce pt. "wybory
                    > parlamentarne", mnie wystarczy sytuacja, gdy bez tego wątpliwej jakości
                    > przywileju będę mógł pracować i zarabiać.

                    Jesli mowa o banalnych infantylizmach, prosze bardzo: "lepszy dziedziczny wladca,
                    ktory troszczy sie o swoje panstwo, od rotacyjnych grup zlodziei". No pewnie, ze
                    lepszy. Tylko co z tego ? Parlament wybrany w demokratycznych wyborach zlozony z
                    ludzi swiatlych i uczciwych tez jest lepszy od tego zlozonego ze zlodziei...tylko
                    co z tego ? A co zrobic gdy juz zafundujemy sobie dziedziczna monarchie, nawet
                    bedziemy mieli troche szczescia i nasz monarcha bedzie madry, troskliwy i w ogole
                    cacy, tyle tylko, ze jego synalek, krolewicz ktory tron odziedziczy, po jego
                    objeciu, okaze sie kompletnym idiota i do tego zadnym krwi ? Infantylizmem
                    niestety jest ludzenie sie ze monarchia, czy jakakolwiek inna autokracja lub
                    dyktatura bedzie miala kiedykolwiek jakikolwiek wzglad na to bys ty mogl
                    spokojnie pracowac i zarabiac.
                    Jeszcze bardziej infantylna postawa jest ta podlug ktorej glosowac w wyborach
                    parlamentarnych nie ma sensu, bo politycy to...i tu nastepuje lista
                    narzekan...niestety kto wejdzie lub nie wejdzie do sejmu zalezy od kazdego z
                    nas...jezeli w wyborach nie brales/bierzesz udzialu, albo brales udzial ale
                    glosowales na takiego a nie innego posla nie wiedzac nic o nim, to nie miej
                    pretensji do demokracji...no i wreszcie jesli chodzi o te afery, ktore co raz
                    wybuchaja...no moze wlasnie to dobrze, ze one wybuchaja...ja wcale nie tesknie do
                    czasow i do sytuacji w ktorej nigdy zadne afery nie wybuchaja...z prostego
                    powodu...one nie wybuchaja, bo nie moga wybuchnac...dokladniej mowiac, nikt o
                    roznego rodzaju korupcjach, malwersacjach, przestepstwach itd. nie bedzie
                    wiedzial...juz ten "ojciec" narodu, dobry batiuszka sie o to postara...zawsze
                    mozna wprowadzic cenzure, zeby plebsowi nie rozwiewac spokoju, nie demoralizowac,
                    zawsze mozna tych zbyt ciekawych lub dociekliwych wyslac do szpitali
                    psychiatrycznych albo obozow reedukacyjnych, slowem porzadek zawsze mozna
                    zrobic...tyle tylko, ze tego typu porzadki na ogol smierdza cmentarzem...nie
                    dziekuje...

                    • Gość: luka Re: Dlaczego o Granicach? IP: 217.67.196.* 19.12.01, 09:34
                      Gość portalu: Strzelec napisał(a):

                      > A co zrobic gdy juz zafundujemy sobie dziedziczna monarchie, nawet
                      > bedziemy mieli troche szczescia i nasz monarcha bedzie madry, troskliwy i w ogo
                      > le
                      > cacy, tyle tylko, ze jego synalek, krolewicz ktory tron odziedziczy, po jego
                      > objeciu, okaze sie kompletnym idiota i do tego zadnym krwi ?

                      Synalek nie wyrasta w próżni - jest bacznie obserwowany przez ojca, rodzicę,
                      dwór, doradców. W razie stwierdzenia niezrównoważenia psychicznego ojciec go po
                      prostu odsunie od sukcesji.

                      > Infantylizmem
                      > niestety jest ludzenie sie ze monarchia, czy jakakolwiek inna autokracja lub
                      > dyktatura bedzie miala kiedykolwiek jakikolwiek wzglad na to bys ty mogl
                      > spokojnie pracowac i zarabiac.

                      Jeszcze większym jest pokładanie podobnych nadziei w demokracji - większość
                      zawsze będzie żądna pieniędzy bogatszej mniejszości.

                      > Jeszcze bardziej infantylna postawa jest ta podlug ktorej glosowac w wyborach
                      > parlamentarnych nie ma sensu, bo politycy to...i tu nastepuje lista
                      > narzekan...niestety kto wejdzie lub nie wejdzie do sejmu zalezy od kazdego z
                      > nas...jezeli w wyborach nie brales/bierzesz udzialu, albo brales udzial ale
                      > glosowales na takiego a nie innego posla nie wiedzac nic o nim, to nie miej
                      > pretensji do demokracji...

                      A jeżeli brałem udział i głosowałem na wybranego posła, którego poglądy pokrywają
                      się z moimi, ale on nie wszedł względnie stanowi mikroskopijną mniejszość w
                      sejmie?
                      Kompletną głupotą jest twierdzenie, że wyborcy interesują się poglądami
                      kandydatów na posłów. Głosuje się hasłowo - SLD "da", AWS "odsunie od władzy", PO
                      to "alternatywa" itd. Ostatni sukces SLD to głosowanie przeciwko AWS, a nie
                      przemyślane poparcie. Zresztą i tak najłatwiej wygrać wybory obiecując cudy-
                      niewidy i złotą mannę z nieba - elektorat to chętniej kupi niż szczere zapowiedzi
                      konkurencji, że będzie bogaciej, ale tylko wtedy, gdy przestanie się liczyć na
                      datki, a weźmie samemu do roboty. Co dowodzi idiotyzmu tej formy rządów.

                      > no i wreszcie jesli chodzi o te afery, ktore co raz
                      > wybuchaja...no moze wlasnie to dobrze, ze one wybuchaja...

                      Pewnie... Fajnie, że poseł X i senator Y ukradli miliony z budżetu, a
                      skorumpowany sejm uchwalił ustawę podług życzenia jakiejś grupy nacisku...

                      > dokladniej mowiac, nikt o
                      > roznego rodzaju korupcjach, malwersacjach, przestepstwach itd. nie bedzie
                      > wiedzial...juz ten "ojciec" narodu, dobry batiuszka sie o to postara...zawsze
                      > mozna wprowadzic cenzure, zeby plebsowi nie rozwiewac spokoju, nie demoralizowa
                      > c,
                      > zawsze mozna tych zbyt ciekawych lub dociekliwych wyslac do szpitali
                      > psychiatrycznych albo obozow reedukacyjnych, slowem porzadek zawsze mozna
                      > zrobic...tyle tylko, ze tego typu porzadki na ogol smierdza cmentarzem...nie
                      > dziekuje...

                      Ja pisałem o monarchii nomokratycznej z niepodważalnymi prawami kardynalnymi, a
                      nie o jakiejś lewicowej dyktaturze a la towarzysz Hitler.

                      • Gość: Strzelec Re: Dlaczego o Granicach? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.12.01, 15:02
                        Gość portalu: luka napisał(a):

                        > Gość portalu: Strzelec napisał(a):
                        >
                        > > A co zrobic gdy juz zafundujemy sobie dziedziczna monarchie, nawet
                        > > bedziemy mieli troche szczescia i nasz monarcha bedzie madry, troskliwy i
                        > w ogo
                        > > le
                        > > cacy, tyle tylko, ze jego synalek, krolewicz ktory tron odziedziczy, po je
                        > go
                        > > objeciu, okaze sie kompletnym idiota i do tego zadnym krwi ?
                        >
                        > Synalek nie wyrasta w próżni - jest bacznie obserwowany przez ojca, rodzicę,
                        > dwór, doradców. W razie stwierdzenia niezrównoważenia psychicznego ojciec go po
                        >
                        > prostu odsunie od sukcesji.

                        Przepraszam, ale to jest daleko posuniety infantylizm. A co jezeli synek jest na
                        tyle inteligentny by do momentu objecia wladzy nie narazic sie ? A co jezeli
                        synek wczesniej ojczulka zalatwi ? itd. itp. Twoja wiara w dobrego, madrego,
                        przewidujacego monarche, ktory wszystko zalatwi za Ciebie, jest pop prostu
                        zenujaca.

                        >
                        > > Infantylizmem
                        > > niestety jest ludzenie sie ze monarchia, czy jakakolwiek inna autokracja l
                        > ub
                        > > dyktatura bedzie miala kiedykolwiek jakikolwiek wzglad na to bys ty mogl
                        > > spokojnie pracowac i zarabiac.
                        >
                        > Jeszcze większym jest pokładanie podobnych nadziei w demokracji - większość
                        > zawsze będzie żądna pieniędzy bogatszej mniejszości.
                        >
                        > > Jeszcze bardziej infantylna postawa jest ta podlug ktorej glosowac w wybor
                        > ach
                        > > parlamentarnych nie ma sensu, bo politycy to...i tu nastepuje lista
                        > > narzekan...niestety kto wejdzie lub nie wejdzie do sejmu zalezy od kazdego
                        > z
                        > > nas...jezeli w wyborach nie brales/bierzesz udzialu, albo brales udzial al
                        > e
                        > > glosowales na takiego a nie innego posla nie wiedzac nic o nim, to nie mie
                        > j
                        > > pretensji do demokracji...
                        >
                        > A jeżeli brałem udział i głosowałem na wybranego posła, którego poglądy pokrywa
                        > ją
                        > się z moimi, ale on nie wszedł względnie stanowi mikroskopijną mniejszość w
                        > sejmie?

                        No wlasnie. I tutaj wychodzi wlasnie caly falsz. No oczywiscie, ze poglady
                        reprezentowane przez szanownego kolege moga byc absolutnie nie podzielane przez
                        wiekszosc. Ale to nie jest problem demokracji. To jest problem kolegi. To znaczy,
                        jesli rozumiem kolege prawidlowo, poniewaz nie wierzysz nawet w to, ze twoje
                        poglady moga spotkac sie z jakimkolwiek poparciem, to nalezy wprowadzic system w
                        ktorym poglady przez ciebie reprezentowane beda obowiazujaca doktryna
                        zagwarantowana konstytucyjnie ? A moze jeszcze lepiej szanowny kolega juz szykuje
                        sie do koronacji ? A co zrobic jezeli moje poglady tez nie sa podzielane przez
                        wiekszosc, ale ja tez chce za wszelka cene by byly one odzwierciedlone w
                        panujacym systemie politycznym ? I co zrobic jezeli stoja one w zupelnej
                        sprzecznosci z pogladami szanownego pana ?


                        > Kompletną głupotą jest twierdzenie, że wyborcy interesują się poglądami
                        > kandydatów na posłów. Głosuje się hasłowo - SLD "da", AWS "odsunie od władzy",
                        > PO
                        > to "alternatywa" itd. Ostatni sukces SLD to głosowanie przeciwko AWS, a nie
                        > przemyślane poparcie. Zresztą i tak najłatwiej wygrać wybory obiecując cudy-
                        > niewidy i złotą mannę z nieba - elektorat to chętniej kupi niż szczere zapowied
                        > zi
                        > konkurencji, że będzie bogaciej, ale tylko wtedy, gdy przestanie się liczyć na
                        > datki, a weźmie samemu do roboty. Co dowodzi idiotyzmu tej formy rządów.
                        >
                        > > no i wreszcie jesli chodzi o te afery, ktore co raz
                        > > wybuchaja...no moze wlasnie to dobrze, ze one wybuchaja...
                        >
                        > Pewnie... Fajnie, że poseł X i senator Y ukradli miliony z budżetu, a
                        > skorumpowany sejm uchwalił ustawę podług życzenia jakiejś grupy nacisku...

                        Nic nie stoi na przeszkodzie by szanowny pan utworzyl wlasna grupe nacisku.
                        >
                        > > dokladniej mowiac, nikt o
                        > > roznego rodzaju korupcjach, malwersacjach, przestepstwach itd. nie bedzie
                        > > wiedzial...juz ten "ojciec" narodu, dobry batiuszka sie o to postara...zaw
                        > sze
                        > > mozna wprowadzic cenzure, zeby plebsowi nie rozwiewac spokoju, nie demoral
                        > izowa
                        > > c,
                        > > zawsze mozna tych zbyt ciekawych lub dociekliwych wyslac do szpitali
                        > > psychiatrycznych albo obozow reedukacyjnych, slowem porzadek zawsze mozna
                        > > zrobic...tyle tylko, ze tego typu porzadki na ogol smierdza cmentarzem...n
                        > ie
                        > > dziekuje...
                        >
                        > Ja pisałem o monarchii nomokratycznej z niepodważalnymi prawami kardynalnymi, a
                        >
                        > nie o jakiejś lewicowej dyktaturze a la towarzysz Hitler.

                        O naprawde ? Mimo wszystko dziekuje.

                        • Gość: luka Re: Dlaczego o Granicach? IP: 217.67.196.* 19.12.01, 15:17
                          Gość portalu: Strzelec napisał(a):

                          > Przepraszam, ale to jest daleko posuniety infantylizm. A co jezeli synek jest n
                          > a
                          > tyle inteligentny by do momentu objecia wladzy nie narazic sie ? A co jezeli
                          > synek wczesniej ojczulka zalatwi ? itd. itp. Twoja wiara w dobrego, madrego,
                          > przewidujacego monarche, ktory wszystko zalatwi za Ciebie, jest pop prostu
                          > zenujaca.

                          Spodziewałem się podobnej reakcji, co dowodzi, że pomyślunek masz raczej średniej
                          giętkości.
                          Przede wszystkim: mądry monarcha to taki, który niczego obywatelom "nie
                          załatwia", przeciwnie, nie przeszkadza żyć, pracować i bogacić się.
                          Po drugie: wspominałem o prawach kardynalnych, które każdy wstępujący na tron
                          musi zaprzysiąc. One są gwarantem przewidywalności władcy.
                          A kryptopotwór, czekający tylko na chwilę, by utopić kraj we krwi, jak tylko
                          dorwie się do tronu, to imaginacja chorej wyobraźni.

                          > No wlasnie. I tutaj wychodzi wlasnie caly falsz. No oczywiscie, ze poglady
                          > reprezentowane przez szanownego kolege moga byc absolutnie nie podzielane przez
                          > wiekszosc. Ale to nie jest problem demokracji. To jest problem kolegi. To znacz
                          > y,
                          > jesli rozumiem kolege prawidlowo, poniewaz nie wierzysz nawet w to, ze twoje
                          > poglady moga spotkac sie z jakimkolwiek poparciem, to nalezy wprowadzic system
                          > w
                          > ktorym poglady przez ciebie reprezentowane beda obowiazujaca doktryna
                          > zagwarantowana konstytucyjnie ?

                          Nonsens. Jeżeli większość zadekretuje wolność przywłaszczania sobie cudzej
                          własności to wtedy nie jest to mój problem, ale wszystkich.
                          Co do poglądów: dlatego właśnie uważam, że demokracja to chory system. On nie
                          wartościuje poglądów lepsze-gorsze, ale populistyczne-niepopulistyczne. Zadaniem
                          systemu prawnego powinna być ochrona wszystkich obywateli, a nie większości.

                          >A moze jeszcze lepiej szanowny kolega juz szykuje
                          > sie do koronacji ? A co zrobic jezeli moje poglady tez nie sa podzielane przez
                          > wiekszosc, ale ja tez chce za wszelka cene by byly one odzwierciedlone w
                          > panujacym systemie politycznym ? I co zrobic jezeli stoja one w zupelnej
                          > sprzecznosci z pogladami szanownego pana ?

                          Dlatego właśnie należy znieść demokrację - ponieważ dochodzi do takich dyskusji
                          pt. "czyje poglądy są lepsze". System powinien być ślepy i traktować wszystkich
                          równo.

                          > Nic nie stoi na przeszkodzie by szanowny pan utworzyl wlasna grupe nacisku.

                          I okradał w ten sposób społeczeństwo. No tak, panie ładny, zew złodziejskiej
                          natury?

                          > O naprawde ? Mimo wszystko dziekuje.

                          Proszę bardzo, niektórych masochistycznie podnieca płacenie wysokich podatków.

                          • Gość: Strzelec Re: Dlaczego o Granicach? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.12.01, 15:44
                            Gość portalu: luka napisał(a):

                            > Gość portalu: Strzelec napisał(a):
                            >
                            > > Przepraszam, ale to jest daleko posuniety infantylizm. A co jezeli synek j
                            > est n
                            > > a
                            > > tyle inteligentny by do momentu objecia wladzy nie narazic sie ? A co jeze
                            > li
                            > > synek wczesniej ojczulka zalatwi ? itd. itp. Twoja wiara w dobrego, madreg
                            > o,
                            > > przewidujacego monarche, ktory wszystko zalatwi za Ciebie, jest pop prostu
                            >
                            > > zenujaca.
                            >
                            > Spodziewałem się podobnej reakcji, co dowodzi, że pomyślunek masz raczej średni
                            > ej
                            > giętkości.
                            > Przede wszystkim: mądry monarcha to taki, który niczego obywatelom "nie
                            > załatwia", przeciwnie, nie przeszkadza żyć, pracować i bogacić się.
                            > Po drugie: wspominałem o prawach kardynalnych, które każdy wstępujący na tron
                            > musi zaprzysiąc. One są gwarantem przewidywalności władcy.
                            > A kryptopotwór, czekający tylko na chwilę, by utopić kraj we krwi, jak tylko
                            > dorwie się do tronu, to imaginacja chorej wyobraźni.
                            >

                            No wiec wlasnie zalatwia im warunki na spokojne zycie, prace i swobode bogacenia
                            sie. To mialem na mysli mowiac o wierze w to, ze monarcha nam wszystko zalatwi.
                            Tylko kto ma decydowac o tym, czy monarcha jest madry, lub o tym, ze madrym
                            przestal byc i nalezy go zdetronizowac ? Czy mamy po prostu podziel;ac infantylna
                            wiare kolegi w to, ze monarcha jest madry z definicji, a ci co sie z tym nie
                            zgadzaja, maja pomyslunek sredniej gietkosci ?

                            > > No wlasnie. I tutaj wychodzi wlasnie caly falsz. No oczywiscie, ze poglady
                            >
                            > > reprezentowane przez szanownego kolege moga byc absolutnie nie podzielane
                            > przez
                            > > wiekszosc. Ale to nie jest problem demokracji. To jest problem kolegi. To
                            > znacz
                            > > y,
                            > > jesli rozumiem kolege prawidlowo, poniewaz nie wierzysz nawet w to, ze two
                            > je
                            > > poglady moga spotkac sie z jakimkolwiek poparciem, to nalezy wprowadzic sy
                            > stem
                            > > w
                            > > ktorym poglady przez ciebie reprezentowane beda obowiazujaca doktryna
                            > > zagwarantowana konstytucyjnie ?
                            >
                            > Nonsens. Jeżeli większość zadekretuje wolność przywłaszczania sobie cudzej
                            > własności to wtedy nie jest to mój problem, ale wszystkich.
                            > Co do poglądów: dlatego właśnie uważam, że demokracja to chory system. On nie
                            > wartościuje poglądów lepsze-gorsze, ale populistyczne-niepopulistyczne. Zadanie
                            > m
                            > systemu prawnego powinna być ochrona wszystkich obywateli, a nie większości.
                            >

                            Zgoda, zadaniem systemu prawnego powinna byc ochrona wszystkich obywateli, a nie
                            tylko wiekszosci. To jest problem systemu prawnego, a nie ustrojowego.

                            > >A moze jeszcze lepiej szanowny kolega juz szykuje
                            > > sie do koronacji ? A co zrobic jezeli moje poglady tez nie sa podzielane p
                            > rzez
                            > > wiekszosc, ale ja tez chce za wszelka cene by byly one odzwierciedlone w
                            > > panujacym systemie politycznym ? I co zrobic jezeli stoja one w zupelnej
                            > > sprzecznosci z pogladami szanownego pana ?
                            >
                            > Dlatego właśnie należy znieść demokrację - ponieważ dochodzi do takich dyskusji
                            >
                            > pt. "czyje poglądy są lepsze". System powinien być ślepy i traktować wszystkich
                            >
                            > równo.

                            O, naprawde. PRAWO powinno traktowac wszystkich rowno. Co nie oznacza, ze poglady
                            polityczne z natury rzeczy nie sa gorsze lub lepsze...wydaje mi sie, ze problem
                            kolegi nie jest z demokracja, tylko z brakiem wiary we wlasne poglady.

                            >
                            > > Nic nie stoi na przeszkodzie by szanowny pan utworzyl wlasna grupe nacisku
                            > .
                            >
                            > I okradał w ten sposób społeczeństwo. No tak, panie ładny, zew złodziejskiej
                            > natury?

                            Ha, co za hipokryzja. Wiec szanowny Pan tak bardzo nie wierzy w swoja wlasna
                            uczciowosc i swoje wlasne poglady, ze nie dopuszcza Pan nawet mozliwosci
                            utworzenia swojej wlasnej grupy nacisku, w jakimkolwiek innym celu niz okradanie
                            spoleczenstwa...to jest zabawne...a utworzenie grupy nacisku w celu promowania
                            swojej wlasnej koncepcji panstwa (rzekomo tak dobrej dla wszystkich) to juz
                            przekracza mozliwosci intelektualne szanownego Pana ?





                            >
                            > > O naprawde ? Mimo wszystko dziekuje.
                            >
                            > Proszę bardzo, niektórych masochistycznie podnieca płacenie wysokich podatków.
                            >

                            To juz jest demagogia. To, ze nie interesuje mnie zycie jako poddany madrego
                            (oczywscie) monarchy, wcale nie znaczy ze lubie placic podatki.

                            • Gość: luka Re: Dlaczego o Granicach? IP: 217.67.196.* 19.12.01, 16:10
                              Gość portalu: Strzelec napisał(a):

                              > No wiec wlasnie zalatwia im warunki na spokojne zycie, prace i swobode bogaceni
                              > a
                              > sie. To mialem na mysli mowiac o wierze w to, ze monarcha nam wszystko zalatwi.

                              Raczej pokrętne to słowotwórstwo.

                              > Tylko kto ma decydowac o tym, czy monarcha jest madry, lub o tym, ze madrym
                              > przestal byc i nalezy go zdetronizowac ?

                              Nikt. To monarchia, a nie kółko gospodyń wiejskich.
                              A durnego prezydenta równie trudno pozbawić władzy jak króla - vide Clinton.

                              >Czy mamy po prostu podziel;ac infantylna
                              > wiare kolegi w to, ze monarcha jest madry z definicji, a ci co sie z tym nie
                              > zgadzaja, maja pomyslunek sredniej gietkosci ?

                              Nie "monarcha jest mądry z definicji", ale "mądry to taki, który robi lub nie
                              robi tego czy owego". Trybi kolega?

                              > O, naprawde. PRAWO powinno traktowac wszystkich rowno. Co nie oznacza, ze pogla
                              > dy
                              > polityczne z natury rzeczy nie sa gorsze lub lepsze...wydaje mi sie, ze problem
                              > kolegi nie jest z demokracja, tylko z brakiem wiary we wlasne poglady.

                              O, zmienił kolega płytę? Tak czy inaczej tak czworakowa psychoanaliza trzyma
                              poziom gumna.

                              > Ha, co za hipokryzja. Wiec szanowny Pan tak bardzo nie wierzy w swoja wlasna
                              > uczciowosc i swoje wlasne poglady, ze nie dopuszcza Pan nawet mozliwosci
                              > utworzenia swojej wlasnej grupy nacisku, w jakimkolwiek innym celu niz okradani
                              > e
                              > spoleczenstwa...to jest zabawne...a utworzenie grupy nacisku w celu promowania
                              > swojej wlasnej koncepcji panstwa (rzekomo tak dobrej dla wszystkich) to juz
                              > przekracza mozliwosci intelektualne szanownego Pana ?

                              Takie grupy nacisku to po prostu partie polityczne, grupy nacisku to matactwa.

                              > To juz jest demagogia. To, ze nie interesuje mnie zycie jako poddany madrego
                              > (oczywscie) monarchy, wcale nie znaczy ze lubie placic podatki.

                              Wcale nie. Chorobą nieuleczalną demokracji jest nieunikniony totalitaryzm.
                              • Gość: Strzelec Re: Dlaczego o Granicach? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.12.01, 18:43
                                Gość portalu: luka napisał(a):

                                > Gość portalu: Strzelec napisał(a):
                                >
                                > > No wiec wlasnie zalatwia im warunki na spokojne zycie, prace i swobode bog
                                > aceni
                                > > a
                                > > sie. To mialem na mysli mowiac o wierze w to, ze monarcha nam wszystko zal
                                > atwi.
                                >
                                > Raczej pokrętne to słowotwórstwo.
                                >
                                > > Tylko kto ma decydowac o tym, czy monarcha jest madry, lub o tym, ze madry
                                > m
                                > > przestal byc i nalezy go zdetronizowac ?
                                >
                                > Nikt. To monarchia, a nie kółko gospodyń wiejskich.
                                > A durnego prezydenta równie trudno pozbawić władzy jak króla - vide Clinton.
                                >
                                > >Czy mamy po prostu podziel;ac infantylna
                                > > wiare kolegi w to, ze monarcha jest madry z definicji, a ci co sie z tym n
                                > ie
                                > > zgadzaja, maja pomyslunek sredniej gietkosci ?
                                >
                                > Nie "monarcha jest mądry z definicji", ale "mądry to taki, który robi lub nie
                                > robi tego czy owego". Trybi kolega?
                                >
                                > > O, naprawde. PRAWO powinno traktowac wszystkich rowno. Co nie oznacza, ze
                                > pogla
                                > > dy
                                > > polityczne z natury rzeczy nie sa gorsze lub lepsze...wydaje mi sie, ze pr
                                > oblem
                                > > kolegi nie jest z demokracja, tylko z brakiem wiary we wlasne poglady.
                                >
                                > O, zmienił kolega płytę? Tak czy inaczej tak czworakowa psychoanaliza trzyma
                                > poziom gumna.
                                >
                                > > Ha, co za hipokryzja. Wiec szanowny Pan tak bardzo nie wierzy w swoja wlas
                                > na
                                > > uczciowosc i swoje wlasne poglady, ze nie dopuszcza Pan nawet mozliwosci
                                > > utworzenia swojej wlasnej grupy nacisku, w jakimkolwiek innym celu niz okr
                                > adani
                                > > e
                                > > spoleczenstwa...to jest zabawne...a utworzenie grupy nacisku w celu promow
                                > ania
                                > > swojej wlasnej koncepcji panstwa (rzekomo tak dobrej dla wszystkich) to ju
                                > z
                                > > przekracza mozliwosci intelektualne szanownego Pana ?
                                >
                                > Takie grupy nacisku to po prostu partie polityczne, grupy nacisku to matactwa.
                                >
                                > > To juz jest demagogia. To, ze nie interesuje mnie zycie jako poddany madre
                                > go
                                > > (oczywscie) monarchy, wcale nie znaczy ze lubie placic podatki.
                                >
                                > Wcale nie. Chorobą nieuleczalną demokracji jest nieunikniony totalitaryzm.

                                O.K. Kazdy moze sobie miec i glosic takie poglady jakie chce. Mnie wystarczy
                                wiedziec o twoich pogladach to co juz wiem. Czas na bardziej pozyteczne zajecia.

                      • Gość: Strzelec Re: Dlaczego o Granicach? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.12.01, 15:24
                        Gość portalu: luka napisał(a):

                        > Gość portalu: Strzelec napisał(a):
                        >
                        > > A co zrobic gdy juz zafundujemy sobie dziedziczna monarchie, nawet
                        > > bedziemy mieli troche szczescia i nasz monarcha bedzie madry, troskliwy i
                        > w ogo
                        > > le
                        > > cacy, tyle tylko, ze jego synalek, krolewicz ktory tron odziedziczy, po je
                        > go
                        > > objeciu, okaze sie kompletnym idiota i do tego zadnym krwi ?
                        >
                        > Synalek nie wyrasta w próżni - jest bacznie obserwowany przez ojca, rodzicę,
                        > dwór, doradców. W razie stwierdzenia niezrównoważenia psychicznego ojciec go po
                        >
                        > prostu odsunie od sukcesji.
                        >
                        > > Infantylizmem
                        > > niestety jest ludzenie sie ze monarchia, czy jakakolwiek inna autokracja l
                        > ub
                        > > dyktatura bedzie miala kiedykolwiek jakikolwiek wzglad na to bys ty mogl
                        > > spokojnie pracowac i zarabiac.
                        >
                        > Jeszcze większym jest pokładanie podobnych nadziei w demokracji - większość
                        > zawsze będzie żądna pieniędzy bogatszej mniejszości.
                        >
                        > > Jeszcze bardziej infantylna postawa jest ta podlug ktorej glosowac w wybor
                        > ach
                        > > parlamentarnych nie ma sensu, bo politycy to...i tu nastepuje lista
                        > > narzekan...niestety kto wejdzie lub nie wejdzie do sejmu zalezy od kazdego
                        > z
                        > > nas...jezeli w wyborach nie brales/bierzesz udzialu, albo brales udzial al
                        > e
                        > > glosowales na takiego a nie innego posla nie wiedzac nic o nim, to nie mie
                        > j
                        > > pretensji do demokracji...
                        >
                        > A jeżeli brałem udział i głosowałem na wybranego posła, którego poglądy pokrywa
                        > ją
                        > się z moimi, ale on nie wszedł względnie stanowi mikroskopijną mniejszość w
                        > sejmie?
                        > Kompletną głupotą jest twierdzenie, że wyborcy interesują się poglądami
                        > kandydatów na posłów. Głosuje się hasłowo - SLD "da", AWS "odsunie od władzy",
                        > PO
                        > to "alternatywa" itd. Ostatni sukces SLD to głosowanie przeciwko AWS, a nie
                        > przemyślane poparcie. Zresztą i tak najłatwiej wygrać wybory obiecując cudy-
                        > niewidy i złotą mannę z nieba - elektorat to chętniej kupi niż szczere zapowied
                        > zi
                        > konkurencji, że będzie bogaciej, ale tylko wtedy, gdy przestanie się liczyć na
                        > datki, a weźmie samemu do roboty. Co dowodzi idiotyzmu tej formy rządów.

                        Po pierwsze, ja nigdy nie twierdzilem, ze wyborcy interesuja sie pogladami
                        kandydatow na poslow, choc uwazam, ze powinni. Z drugiej jednak strony, skoro
                        kolega ma tak niskie zdanie o tym elektoracie, ktory glosuje haslowo, to prosze
                        bardzo. Szanowny kolega moze zalozyc swoja wlasna partie monarchistyczna, stanac
                        do wyborow, naobiecywac wyborcom gruszki na wierzbie (przeciez elektorat to
                        kupi), po czym po zdobyciu wladzy wprowadzic swoj system monarchii nomokratycznej.
                        Ale wygodniej jest siedziec i biadolic, ze system nie taki...

                        >
                        > > no i wreszcie jesli chodzi o te afery, ktore co raz
                        > > wybuchaja...no moze wlasnie to dobrze, ze one wybuchaja...
                        >
                        > Pewnie... Fajnie, że poseł X i senator Y ukradli miliony z budżetu, a
                        > skorumpowany sejm uchwalił ustawę podług życzenia jakiejś grupy nacisku...
                        >
                        > > dokladniej mowiac, nikt o
                        > > roznego rodzaju korupcjach, malwersacjach, przestepstwach itd. nie bedzie
                        > > wiedzial...juz ten "ojciec" narodu, dobry batiuszka sie o to postara...zaw
                        > sze
                        > > mozna wprowadzic cenzure, zeby plebsowi nie rozwiewac spokoju, nie demoral
                        > izowa
                        > > c,
                        > > zawsze mozna tych zbyt ciekawych lub dociekliwych wyslac do szpitali
                        > > psychiatrycznych albo obozow reedukacyjnych, slowem porzadek zawsze mozna
                        > > zrobic...tyle tylko, ze tego typu porzadki na ogol smierdza cmentarzem...n
                        > ie
                        > > dziekuje...
                        >
                        > Ja pisałem o monarchii nomokratycznej z niepodważalnymi prawami kardynalnymi, a
                        >
                        > nie o jakiejś lewicowej dyktaturze a la towarzysz Hitler.
                        >

                        • Gość: luka Re: Dlaczego o Granicach? IP: 217.67.196.* 19.12.01, 16:03
                          Gość portalu: Strzelec napisał(a):

                          > Z drugiej jednak strony, skoro
                          > kolega ma tak niskie zdanie o tym elektoracie, ktory glosuje haslowo, to prosze
                          > bardzo.

                          Trudno mieć wysokie zdanie o stadzie baranów.

                          > Szanowny kolega moze zalozyc swoja wlasna partie monarchistyczna, stanac
                          > do wyborow, naobiecywac wyborcom gruszki na wierzbie (przeciez elektorat to
                          > kupi), po czym po zdobyciu wladzy wprowadzic swoj system monarchii nomokratyczn
                          > ej.

                          Musiałbym być cynicznym szubrawcem, by zastosować kolegi metodę.

                          > Ale wygodniej jest siedziec i biadolic, ze system nie taki...

                          A skąd kolega wie, co ja robię?
        • jacek#jw Re: Dlaczego o Granicach? 03.12.01, 11:59
          ptwo napisał(a):

          > Czy rzeczywiście problem zniknie, gdy kandydaci będą się licytować o stołki
          > poselskie?

          Zniknie, gdyż prawo będzie sankcjonować to co dzieje się w rzeczywistości. A więc
          parlament jako miejsce wpływów kapitałów, pieniędzy czy grup interesów, a nie
          miejsce, w którym tworzy się demokratyczne prawo dla wszystkich. I żebym został
          dobrze zrozumiany, nie jest to propozycja rozwiązania problemów demokracji.


          Gdzieś 20-30 lat temu, słyszałem dokładnie to samo na temat parlamentu - jest to
          najwyższy przejaw demokracji i uczestnictwo w wyborach jest obywatelskim
          obowiązkiem każdego. Ludzie, którzy tego nie rozumieją zasługują na....
          Ja tego nie rozumiem i kto mnie oświeci?
          • ptwo Re: Dlaczego o Granicach? 04.12.01, 06:12
            jacek#jw napisał(a):

            > ptwo napisał(a):
            >
            > > Czy rzeczywiście problem zniknie, gdy kandydaci będą się licytować o stołk
            > i
            > > poselskie?
            >
            > Zniknie, gdyż prawo będzie sankcjonować to co dzieje się w rzeczywistości. A wi
            > ęc
            > parlament jako miejsce wpływów kapitałów, pieniędzy czy grup interesów, a nie
            > miejsce, w którym tworzy się demokratyczne prawo dla wszystkich. I żebym został
            >
            > dobrze zrozumiany, nie jest to propozycja rozwiązania problemów demokracji.
            >
            >
            > Gdzieś 20-30 lat temu, słyszałem dokładnie to samo na temat parlamentu - jest t
            > o
            > najwyższy przejaw demokracji i uczestnictwo w wyborach jest obywatelskim
            > obowiązkiem każdego. Ludzie, którzy tego nie rozumieją zasługują na....
            > Ja tego nie rozumiem i kto mnie oświeci?

            Kolego, jeżeli chcesz żyć w takim kraju, gdzie stołki poselskie się kupuje, to
            proszę bardzo. ja nie! A udział w wyborach jest rzeczywiście obywatelskim
            obowiązkiem, bo w przeciwnym razie nie jest się obywatelem tylko poddanym. A to
            jest zasadnicza róznica.
            • jacek#jw Re: Dlaczego o Granicach? 04.12.01, 11:44
              ptwo napisał(a):

              > Kolego, jeżeli chcesz żyć w takim kraju, gdzie stołki poselskie się kupuje, to
              > proszę bardzo. ja nie! A udział w wyborach jest rzeczywiście obywatelskim
              > obowiązkiem, bo w przeciwnym razie nie jest się obywatelem tylko poddanym. A to
              >
              > jest zasadnicza róznica.

              Nie, nie jest obywatelskim obowiązkiem, jest przede wszystkim akceptacją
              istniejacego stanu rzeczy. Nigdzie nie napisałem, że moim marzeniem jest życie w
              takim kraju?!
    • krzys52 Re: Granice DEMOKRACJI 01.12.01, 20:18
      .......Czolem
      ....Granice zinstytucjonalizowanej i okrzeplej demokracji wyznaczone sa przez jej
      instytucje. Dodalem "okrzeplej" celowo, jako ze wiele "obiecujacych demokracji",
      tak jak Polska, znajdujacych sie jeszcze w stanie przejsciowym, przeistaczalo sie
      w dyktatury cywilne lub wojskowe, rezymy autorytarne, o co tam jeszcze. Okrzepla
      demokracja to taka w ktorej kulturze politycznej zakodowne jest (jak w kulturze
      obywateli USA), ze nie ma(!!!) innego sposobu rzadzenia (rozwiazywania
      konfliktow) jak wylacznie na plaszczyznie systemowej.
      ....Zatem granice demokracji wyznaczone sa takimi instytucjami jak: powszechne
      wybory, niezalezne od innych galezi rzadu sadownictwo, system przedstawicielski
      (Parlament oraz reprezentanci, a takze lokalny system przedstawicielski), wladza
      wykonawcza odpowiedzialna przed prawodawcza, odzwierciedlony systemowo egalitaryzm
      (panstwo neutralne swiatopogladowo, oraz bezstronne w rozstrzyganiu konfliktow na
      swiatopogladowej plaszczyznie).
      ....Dopiero teraz mozemy zaczac mowic o granicach wolnosci slowa, przy czym
      przypuszczam, ze nawiazujesz do wystapienia A.Leppera, choc dla naszych rozwazan
      nie musi miec ono wiekszego znacznia. I tu okazuje sie, ze granice wolnosci slowa
      wyznaczone sa przez system. Co oznacza, ze wybierajac swych reprezentantow narod
      (posrednio) jest tworca prawa, takze uwzgledniajacego granice wolnosci slowa.
      Caly trick polega na tym by nie przedobrzyc z systemowym wyciszaniem tego czego
      sie nie chce slyszec, albowiem przemozna jest tendencja do poszerzania obszarow
      ciszy. A jej efektem powolna utrata kontroli nad rzadzacymi (prezentacja Leppera,
      cokolwiek by o niej nie powiedziec, demonstracja woli kontroli klasy politycznej
      przez narod, lub przynajmniej te jego czesc ktora czuje sie tej kontroli
      pozbawiana, slaba i bezsilna).
      ....Do nieco innej kategorii zaliczaja sie uliczne wystepy Samoobrony, a juz
      zwlaszcza naruszajace prawo. Przy czym wziete musi tu byc pod uwage prawo
      do "obywatelskiego nieposluszenstwa", jako ze "przemawianie chlopa do obrazu" (tu
      do rzadzacych) nie jest jekims nowym fenomenem. Co oznacza, ze Samoobrona moze
      sobie demonstrowac i byc bezwzglednie penalizowana za naruszanie prawa. Takie sa
      reguly tej gry: pelna swiadomosc, ze marginalne naruszanie prawa jest srodkiem
      ekspresji, a jego celem zwiekszenie sily przyciagania uwagi.
      ....Na razie tyle.
      ....Pozdrawiam
      .....Krzysztof Patora
      ..
      PS....Teraz bede myslal jak zmiescic powyzsze w dwoch zdaniach - by
      usatysfakcjonowac Siedem, Ethanola i jeszcze paru tutejszych gigantow.
      ....Czy juz znalazles wiecej czasu na czytanie confused)
      ..
      ...............................................



      jajacek napisał(a):

      > Chcialbym wywolac dyskusje o granicach demokracji.
      > Jak daleko mozna posunac sie w wolnosci slowa ,czy istnieja jakias granica?
      > Problem Leppra,jak w "imie"demokracji mozna bezkarnie lamac prawo?
      > I wiele innych problemow ,ktore mam nadzieje porusza forumowicze .
      > Po prawie dwunastu latach doswiadczen ,kazdy ma jakies swoje przemyslenia .

      • Gość: jajacek Re:Krzys52 IP: *.kabel.telenet.be 01.12.01, 20:49
        Dzieki Krzys za post.Przeczytalem z uwaga troche to przepuszcze przez zwoje i
        odpowiem wink
        Pozdro.
        PS.
        Czasem rano przed praca nie mam czasu czytac dlugich postow wink)
        Wiesz jak to jest w jednym reku kawa w drugim smos i charmider w domu smile)
        • Gość: Karp Co kraj to obyczaj IP: *.avamex.krakow.pl 01.12.01, 22:05
          Gość portalu: jajacek napisał(a):

          > Dzieki Krzys za post.Przeczytalem z uwaga troche to przepuszcze przez zwoje i
          > odpowiem wink
          > Pozdro.
          > PS.
          > Czasem rano przed praca nie mam czasu czytac dlugich postow wink)
          > Wiesz jak to jest w jednym reku kawa w drugim smos i charmider w domu smile)

          Nie wszystko co się składa na demokratyczny system da się ując w określonych
          prawem procedurach. Jest choćby coś takiego jak obyczaj. Na ten przykład, sprawa
          Moniki L. spowodowała w USA polityczne trzęsienie ziemi, we Francji podobny
          przypadek byłby zapewne tylko tematem żartów. Przypadek Leppera chyba jednak
          zarówno we Francji jak i w USA potraktowano by jako patologiczny a tego typu
          bohater szybko zniknął by ze sceny politycznej. Niestety w Polsce demokracja
          budowana jest głównie siłami starych ( przywykłych do brudnych chwytów ) elit
          stąd ten bulwersujący a może też trochę zabawny przypadek marszałka. Przypominam,
          że Lepper był zachęcany do działania przez kilku polityków SLD w okresie gdy byli
          w opozycji. Wtedy stosunkowo łagodnie traktowano jego wyzwiska pod adresem
          najważniejszych polityków w kraju. Jak wiesz bywa że pies pogryzie właściciela i
          takie właśnie nieszczęście przytrafiło się w ostatnich dniach w Polsce.
          pozdrawiam

          • Gość: jajacek Re: Co kraj to obyczaj/Karp IP: *.kabel.telenet.be 01.12.01, 22:11
            Generalnie zgadzam sie z toba ,ale dlaczego rzad Buzka nie dzialal bardziej
            zdecydowanie ,kiedy Lepper byl poza sejmem .
            Problem jednak tkiwi w tym ,jak mozna i do jakich granic bronic sie przed
            takimi Lepperami.
            Dzieki demokracji mogli zaistniec ,a jesli pozwolimy im przejac wladze to
            demokratycznie pozegnamy sie z demokracja
            • Gość: Karp Re: Co kraj to obyczaj/Karp IP: *.avamex.krakow.pl 01.12.01, 22:34
              Gość portalu: jajacek napisał(a):

              > Generalnie zgadzam sie z toba ,ale dlaczego rzad Buzka nie dzialal bardziej
              > zdecydowanie ,kiedy Lepper byl poza sejmem .
              > Problem jednak tkiwi w tym ,jak mozna i do jakich granic bronic sie przed
              > takimi Lepperami.
              > Dzieki demokracji mogli zaistniec ,a jesli pozwolimy im przejac wladze to
              > demokratycznie pozegnamy sie z demokracja

              Nie jestem aż takim pesymistą. Polacy nie przepadają za chamstwem a Lepper nim
              niewątpliwie jest. Jego poparcie jeszcze przez pewien czas będzie rosło a potem
              gdy się okaże jak niewiele potrafi zrobić prócz rzucania inwektyw spadnie do
              marginalnego poziomu.
              pzdr

            • Gość: siedem Re: Co kraj to obyczaj/Karp IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.01, 01:32
              A dlaczego w latach 1993-7 bullterrier lepper był cichutko i nawet nie warczał?
              7,00

              Gość portalu: jajacek napisał(a):

              > Generalnie zgadzam sie z toba ,ale dlaczego rzad Buzka nie dzialal bardziej
              > zdecydowanie ,kiedy Lepper byl poza sejmem .
              > Problem jednak tkiwi w tym ,jak mozna i do jakich granic bronic sie przed
              > takimi Lepperami.
              > Dzieki demokracji mogli zaistniec ,a jesli pozwolimy im przejac wladze to
              > demokratycznie pozegnamy sie z demokracja

              • krzys52 Siedem po zydowsku 02.12.01, 08:37
                Karpie juz mi sie znudzily.
                ..
                Gość portalu: siedem napisał(a):

                > A dlaczego w latach 1993-7 bullterrier lepper był cichutko i nawet nie warczał?
                > 7,00
                ...
                .......................
                Skoro taki ciekawski jestes to spytaj Leppera. Skad my mamy wiedziec. O Karpiu
                nie wspominajac, gdyz ten - nawet jak wie - to i tak nie powie. Jak to karp.
                ..
                K.P.
      • jacek#jw Re: Granice DEMOKRACJI 02.12.01, 16:44
        krzys52 napisał(a):

        > .......Czolem
        > ....Granice zinstytucjonalizowanej i okrzeplej demokracji wyznaczone sa przez j
        > ej
        > instytucje. Dodalem "okrzeplej" celowo, jako ze wiele "obiecujacych demokracji"
        > ,
        > tak jak Polska, znajdujacych sie jeszcze w stanie przejsciowym, przeistaczalo s
        > ie
        > w dyktatury cywilne lub wojskowe, rezymy autorytarne, o co tam jeszcze. Okrzepl
        > a
        > demokracja to taka w ktorej kulturze politycznej zakodowne jest (jak w kulturze
        >
        > obywateli USA), ze nie ma(!!!) innego sposobu rzadzenia (rozwiazywania
        > konfliktow) jak wylacznie na plaszczyznie systemowej.
        > ....Zatem granice demokracji wyznaczone sa takimi instytucjami jak: powszechne
        > wybory, niezalezne od innych galezi rzadu sadownictwo, system przedstawicielski
        >
        > (Parlament oraz reprezentanci, a takze lokalny system przedstawicielski), wladz
        > a
        > wykonawcza odpowiedzialna przed prawodawcza, odzwierciedlony systemowo egalitar
        > yzm
        > (panstwo neutralne swiatopogladowo, oraz bezstronne w rozstrzyganiu konfliktow
        > na
        > swiatopogladowej plaszczyznie).
        > ....Dopiero teraz mozemy zaczac mowic o granicach wolnosci slowa, przy czym
        > przypuszczam, ze nawiazujesz do wystapienia A.Leppera, choc dla naszych rozwaza
        > n
        > nie musi miec ono wiekszego znacznia. I tu okazuje sie, ze granice wolnosci slo
        > wa
        > wyznaczone sa przez system. Co oznacza, ze wybierajac swych reprezentantow naro
        > d
        > (posrednio) jest tworca prawa, takze uwzgledniajacego granice wolnosci slowa.
        > Caly trick polega na tym by nie przedobrzyc z systemowym wyciszaniem tego czego
        >
        > sie nie chce slyszec, albowiem przemozna jest tendencja do poszerzania obszarow
        >
        > ciszy. A jej efektem powolna utrata kontroli nad rzadzacymi (prezentacja Lepper
        > a,
        > cokolwiek by o niej nie powiedziec, demonstracja woli kontroli klasy polityczne
        > j
        > przez narod, lub przynajmniej te jego czesc ktora czuje sie tej kontroli
        > pozbawiana, slaba i bezsilna).
        > ....Do nieco innej kategorii zaliczaja sie uliczne wystepy Samoobrony, a juz
        > zwlaszcza naruszajace prawo. Przy czym wziete musi tu byc pod uwage prawo
        > do "obywatelskiego nieposluszenstwa", jako ze "przemawianie chlopa do obrazu" (
        > tu
        > do rzadzacych) nie jest jekims nowym fenomenem. Co oznacza, ze Samoobrona moze
        > sobie demonstrowac i byc bezwzglednie penalizowana za naruszanie prawa. Takie s
        > a
        > reguly tej gry: pelna swiadomosc, ze marginalne naruszanie prawa jest srodkiem
        > ekspresji, a jego celem zwiekszenie sily przyciagania uwagi.
        > ....Na razie tyle.
        > ....Pozdrawiam
        > .....Krzysztof Patora
        > ..
        > PS....Teraz bede myslal jak zmiescic powyzsze w dwoch zdaniach - by
        > usatysfakcjonowac Siedem, Ethanola i jeszcze paru tutejszych gigantow.
        > ....Czy juz znalazles wiecej czasu na czytanie confused)
        > ..
        > ...............................................
        >
        >
        >
        > jajacek napisał(a):
        >
        > > Chcialbym wywolac dyskusje o granicach demokracji.
        > > Jak daleko mozna posunac sie w wolnosci slowa ,czy istnieja jakias granica
        > ?
        > > Problem Leppra,jak w "imie"demokracji mozna bezkarnie lamac prawo?
        > > I wiele innych problemow ,ktore mam nadzieje porusza forumowicze .
        > > Po prawie dwunastu latach doswiadczen ,kazdy ma jakies swoje przemyslenia
        > .
        >

        Cześć,
        Czy rzeczywiście granice demokracji mogą być wyznaczane przez instytucje? Czy
        naprawdę podstawą rozważań musi być uznanie powszechnych wyborów czy parlamentu,
        za warunki niezbędne do istnienia bądź tworzenia społeczeństw wolnych od
        korupcji, naruszania prawa, bezpiecznych i gwarantujących wolność słowa czy
        wyznania? Jeżeli podstawą tworzenia demokratycznego społeczeństwa są instytucje,
        definicje i reguły przytaczane tu i opisywane w wielu innych miejscach i w wyniku
        tych teorii powstaje system podobny do tego jaki obowiązuje w wielu krajach
        (Polska i USA przywołane w tym wątku), który jest krytykowany z każdej strony, to
        dlaczego uprawniony jest pogląd, my źle rozumiemy demokrację, źle ją wprowadzamy,
        demokracja jest za młoda itp. a nie jest prawdą, że to założenia są złe, a więc
        sam system demokratyczny już w swojej teorii jest wielce niedoskonały. Nie można
        przecież mówić przez dziesięć lat, po kolejnych wyborach, że społeczeństwo nie
        dorosło, źle wybrało, jesteśmy niedojrzali, podnosimy się z komunistycznej
        niewoli, to pajace, beznadziejne ustawy..... i wierzyć, że reguły demokratycznego
        państwa to nienaruszalne tabu. Rządzi nami SYSTEM. System powstały na pięknych
        zasadach demokracji, które zapewne są oderwane od życia, a na pewno nie dają
        żadnej gwarancji. Wiele razy np. słyszałem, że referendum to najwyższy przejaw
        demokracji, dający możliwość każdemu wypowiedzenia sią w jakiejś sprawie
        bezpośrednio, przez oddanie głosu. W praktyce zawsze będzie to przejaw
        bolszewizmu, nakazujący tej mniejszej części podporządkowanie się tej większej. I
        to niezależnie czy będzie to referendum o aborcji, czy o wejściu UE. Jest tak, bo
        odpowiedź na każde pytanie rozstrzyga kwestię, którą z natury rzeczy można
        rozwiązać w różnorodny sposób. I nie bardzo widzę powód, dla którego mam
        twierdzić, że w przywołanych przeze mnie przykładach (aborcja, UE) wybrane przez
        referendum rozwiązanie będzie lepsze niż decyzja dyktatora, monarchy, sejmiku
        samorządowego, prezydenta, rządu i wielu innych form zarządzania z anarchią
        włącznie. Ograniczając się do samego problemu wolności słowa i odpowiedzialności
        za nie, to niepotrzebnie jest on bezpośrednio łączony z demokracją. Wolność słowa
        i wypowiedzi jest wartością samą w sobie i niezależną od jakichkolwiek
        instytucji. Sprawa Leppera jako przykład jest zła, gdyż jest niezakończona i
        zamiast żądać ograniczenia ustawowego wypowiadania chamskich oskarżeń, chyba dużo
        lepiej poczekać na roztrzygnięcie sprawy. Oskarżane osoby nie są bezbronne i mają
        do swojej dyspozycji cały arsenał środków, chociażby założenie sprawy z powództwa
        cywilnego, a z całą pewnością rozpoczęte zostało postępowanie z urzędu.
        Wprowadzenie, jak to zostało tu zaproponowane granicy, a w rzeczywistości
        cenzyrowanie wypowiedzi spowoduje w prostej linii zaniechanie wszelkich procedur
        wyjaśniających problem, tylko dlatego, że został postawiony w fatalnej formie.
        Problem Leppera jest problemem politycznym, a nie ustrojowym, prawnym czy
        światopoglądowym i wystąpić może w każdym ustroju (demokracja, komunizm,
        szejkanat). Ograniczanie swobody wypowiedzi jest zawsze rzeczą wątpliwą. Można
        mówić o kulturze, obyczajach, jednak wprowadzanie prawa sterującego kulturą
        wypowiedzi jest złem samym w sobie.
        Ps. Streszczając w dwóch zdaniach tak aby mogli zrozmieć Jajacek, Krzys52 i inni
        giganci tego forum wprowadzenie granicy w demokracji nie zmieni tego parlamentu i
        nie poprawi jej samej. Demokracja nie jest również doskonałością, do której
        musimy bezwzględnie dążyć.
        Pozdr / Jacek
        • Gość: jajacek Jacek#JW IP: *.kabel.telenet.be 02.12.01, 17:02
          Jacek ty masz do mnie wyrazna pretesje o aktywnos moja na forum smile
          Ja w pytaniu nie formulowalem sadow ,bylem ciekawy opini .
          Miedzy inymi i tobie dziekuje za post.
          Nie jestem krowa i jesli ktos mie przekona to zmieniam zdanie . Twoje
          zlosliwosci puszczam mimo smile
          Chlopie ty masz swoje ulubione zajecia a ja swoje .
          Pozdrawiam .
          • jacek#jw Re: Jacek#JW 02.12.01, 20:49
            Swój tekst odniosłem wyłącznie do spraw poruszanych w tym wątku. Twoja
            aktywność na forum absolutnie mi nie przeszkadza, pod warunkiem, że nie
            będziesz tworzyć kilku czy kilkunastu wątków na dzień smile))), czego przecież ni
            robisz. Cóż, człowiek jest ułomny i niemiej mi tego za złe.
            Pozdr / Jacek
    • Gość: Ja tez J Re: Granice DEMOKRACJI IP: *.dialinx.net 01.12.01, 23:38
      Ty Jacek, Ja Jacek, i wszyscy inni Jacki.
      Powiedz Jajacek , ile to juz postow otwrzyles na tym forum, ile tematow
      poruszyles.
      Od Jedwabnego po 911 i Amerykanska reakcje na ataki terorrystyczne a
      skonczywszy na Lepperze i zagrozeniu demokracji.
      Wyglada na to ze brak ci konkretnego zajecia, wziales sie za pisanie na (net) a
      moze i gdzie indziej,czy chcesz zwrocic na siebie uwage innych.(?).
      Jesli jestes az tak wielkim znawca tematu przez ciebie poruszonego, to powiedz
      nam tu wszystkim, co laczy cie z polska , mieszkajac w belgji.
      A moze masz tam jakas misje do spelnienia( jesli tak to domyslam sie jaka),a
      moze Lepper tez wypelnia misje.
      Nie trzeba chyba posiadz zadnej filozofi, aby stwierdzic ze zlodziej nie lubi
      kiedy zwracasz uwage na jego rece, a w kazdym stawie powinien byc szczupak, aby
      przetrzebic chore ryby.
      Tu wlasnie jest nim Lepper, wykreowany przez obecne elity do zwalczania
      konkurencji, ale jak zdazyles zauwazyc, szczupak ten zaczyna dobierac sie i do
      tych grubych ryb, dajacych mu kiedys azyl w przetrwaniu.
      Szanowny Jajacku, "nie szkoda roz gdy plonie las", nie czas plakac nad slowami
      Leppera, czas plakac nad obecna sytuacja KRAJU.


      • krzys52 Re: Granice DEMOKRACJI 02.12.01, 01:37
        .......Czesc
        ....Wytykanie ludziom ich miejsca zamieszkania i brakow zwiazkow z krajem, jako
        forma pouczenia by dany ktos raczej sie zamknal - nie jest zadnym argumentem.
        Wieloletnie doswiadczenie podsuwa mi tez, ze osobom uzywajacym tego
        typu "argumentacji" nie przeszkadzalo miejsce zamieszkania gdy dany ktos
        wypowiadal sie po ich mysli. Daj sobie zatem spokoj, J.
        ....Jajacek probuje dociekac, jest zainteresowany, zadaje pytania. Czy to zle? Bo
        jesli tak to dlaczego zwolennicy Leppera twierdza, ze przeciez jego obowiazkiem
        jest sie pytac. Ba, tak jak Ty chcieliby aby okazal sie "szczupakiem w stawie". A
        tutaj przeciez nie jest Sejm, wiec chyba tym bardziej wolno, jako ze zakres
        naszej wolnosci slowa jest jednak nieco wiekszy niz Leppera czy innych poslow.
        ....Mysle, ze jak juz wyjasnimy sobie co powinno byc dopuszczalne to nie bedziesz
        jednak za bardzo oponowal.
        ....Tak, masz racje. W Polsce utworzyla sie klasa polityczna ktorej wspolnota
        interesow zaciera zwykle spotykane w swiecie roznice partyjnych interesow. Oni
        sobie myja lapki i staraja wzajemnie nie szkodzic sobie. To dobrze, ze Lepper
        odwazyl sie o tym mowic. A przeciez chciano go dokooptowac, ucywilizowac,
        wyciszyc. Mysle, ze gdyby do tego doszlo - skompromitowalby sie czyms wiecej
        anizeli przypisywanym mu chamstwem i prostactwem. Znam wieksze powody do wstydu
        anizeli za bycie soba.
        ....Jestem przeciwnikiem wszelkiego rodzaju populizmow, a Lepper ma niezle
        zadatki na populistycznego lidera. Sporo tez juz osiagnal na tym polu. Niemniej
        istnieje kolosalna roznica pomiedzy populizmem a naruszaniem dobrych (uznanych)
        obyczajow gdy o korzystanie z wolnosci slowa idzie. Ale tez, jakim niby jezykiem
        ma przemawiac Lepper gdy probuje dociekac przyczyn tego calego balaganu w Polsce.
        Czy wyrazajac przekonania swojego elektoratu o panoszacej sie we wladzach
        korupcji - ma zwracac sie do Sejmu po francusku. Zeby nie przypadkiem nie urazic
        delikatnosci poslow?
        ....Nie oszukujmy sie. Na poczatku ubieglej dekady byla w Polsce jedynie garstka
        ludzi ktorzy dzieki wlasnej pomyslowosci, przedsiebiorczosci i pracowitosci,
        dorobili sie majatkow, a moze i fortun. Cala reszta dzisiejszych bogaczy brala
        udzial w rozkradaniu wlasnosci ogolnospolecznej pozostawionej przez komune, oraz
        w wyniku zerowania (czesto ordynarnie przstepczego) na budzecie (budzetach) i
        podatniku. Przeciez to jest dosc prosta do ogarniecia wiedza. Do tego nie
        potrzeba dowodow Leppera. Zdecydowana wiekszosc dzisiejszej klasy posiadajacej to
        calkiem niedawne golasy, ktore dorobily sie na cudzej krzywdzie. Ktore kupczyly
        panstwem i dobrem jego obywateli. A tu nagle znalazl sie taki sukinsyn i im to
        przypomnial. I to jeszcze w Sejmie. Jako jego wicemarszalek, w dodatku, ktora to
        godnoscia starano sie Leppera kupic i spacyfikowac.
        ....Jestem zwolennikiem demokracji - nie Lepperow. Populizm i awantury prowadza
        do nikad. A raczej do chaosu. Bo dyktatury takiej jak Hitler zmontowal to w
        Polsce i dziesieciu Lepperow by nie zmajstrowalo. Uwazam jednakze, ze Lepper nie
        przekroczyl granic wolnosci slowa, zwlaszcza,ze Panowie Poslowie nie sa
        udzielnymi ksiazetami ktorych uczuc osobistych nie wolno dotykac. I zwlaszcza w
        Polsce - kraju zajmujacym 47 miejsce na korupcyjnej liscie - gdzie nadal nie ma
        pelnej jawnosci politycznych dzialan, powiazan oraz dochodow politycznych figur.
        ....Pozdrawiam
        .....Krzysztof Patora


        Gość portalu: Ja tez J napisał(a):

        > Ty Jacek, Ja Jacek, i wszyscy inni Jacki.
        > Powiedz Jajacek , ile to juz postow otwrzyles na tym forum, ile tematow
        > poruszyles.
        > Od Jedwabnego po 911 i Amerykanska reakcje na ataki terorrystyczne a
        > skonczywszy na Lepperze i zagrozeniu demokracji.
        > Wyglada na to ze brak ci konkretnego zajecia, wziales sie za pisanie na (net) a
        >
        > moze i gdzie indziej,czy chcesz zwrocic na siebie uwage innych.(?).
        > Jesli jestes az tak wielkim znawca tematu przez ciebie poruszonego, to powiedz
        > nam tu wszystkim, co laczy cie z polska , mieszkajac w belgji.
        > A moze masz tam jakas misje do spelnienia( jesli tak to domyslam sie jaka),a
        > moze Lepper tez wypelnia misje.
        > Nie trzeba chyba posiadz zadnej filozofi, aby stwierdzic ze zlodziej nie lubi
        > kiedy zwracasz uwage na jego rece, a w kazdym stawie powinien byc szczupak, aby
        >
        > przetrzebic chore ryby.
        > Tu wlasnie jest nim Lepper, wykreowany przez obecne elity do zwalczania
        > konkurencji, ale jak zdazyles zauwazyc, szczupak ten zaczyna dobierac sie i do
        > tych grubych ryb, dajacych mu kiedys azyl w przetrwaniu.
        > Szanowny Jajacku, "nie szkoda roz gdy plonie las", nie czas plakac nad slowami
        > Leppera, czas plakac nad obecna sytuacja KRAJU.
        >
        >

      • Gość: jajacek Re: Granice DEMOKRACJI /Do tez Jacka IP: *.kabel.telenet.be 02.12.01, 08:56
        Co do bycia na tym forum to jestem na nim na dlugo przed 9.11
        To,ze obchodzi mie Polska to raczej do swoich zalet zaliczam ,niz wad.
        Internet pryblizyl nas do siebie ,dzieci mam duze ,dorabiac sie juz nie
        musze ,to mam troche czasu na stukanie .
        Nie wiem czy wiesz ,ale jak ktos nie chce czytac czyichs postow to wcale nie
        musi ich otwierac smile).
        Mieszkam tylko 803 km od Slubic wiec w ciagu 6 godz. moge byc osobiscie w RP.
        Tak wiec nie jestem odciety od kraju,pozatym ludzie maja tez rodziny,a ja
        zainwestowale w Polsce troche pieniedzy wiec tym bardziej mie interesuje .

        ¨Co do reszty to dziekuje ci za twoja opinie .
        Mam nadzieje ,ze i ty w miare wolnego czasu wpadniesz na to foruom
        Pozdrawiam !
    • Gość: Kir Re: Granice DEMOKRACJI -uwaga, znowu elaborat IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.01, 19:40
      Oczywiście,że granice ustanowione są przez prawo. Zgadzam się tutaj ze
      Sławkiem co do przestrzegania prawa przez wszystkich. Ciągle jednak zapominamy
      o egzekwowaniu prawa, pomimo tego, że są odpowiednie mechanizmy prawne aby je
      egzekwować. Myślę, że kazus prokuratora Kaucza jest częścią odpowiedzi na
      pytanie: dlaczego tak się dzieje? Każdy chce jakoś przetrwać i nie narazić się
      za bardzo na "zauważenie". Przecież większość z doświadczonych sędziów
      i prokuratorów funkcjonowała w czasach PRL-u i nie czarujmy się, że nie
      zetknęła się z jakąś sprawą dzisiaj uważaną za polityczną. Młodzi natomiast nie
      nabyli jeszcze odpowiedniego doświadczenia i "kuleją" ze znajomością nowych
      przepisów prawnych. Zresztą ilu sędziów i prokuratorów korzysta
      z elektronicznych baz aktów prawnych i orzecznictwa, a dzisiaj to najszybszy
      i najłatwiejszy dostęp do nich (ale kosztuje). Problem więc w stosowaniu prawa
      i w nieuchronności kary a nie w wysokości sankcji karnych. Ale kto ma je
      stosować? Jedni się boją a drudzy nie wiedzą jak. Lepper powinien zostać już
      ukarany po wymierzeniu chłosty komornikowi,jednak ani Policja, ani Prokuratura,
      ani Sąd nie znaleźli dostatecznych dowodów winysmile)) aby go skazać. Może gdyby
      wychłostał kogoś z elit, dowody by się znalazły. To jest właśnie równość wobec
      prawa w polskiej demokracji. Blokady, niszczenie mienia etc.- ukaranie, to
      konieczność zajęcia stanowiska wobec innych tego typu demonstracji, tym razem
      już nie Samoobrony. To też możliwość wskazania nierówności wobec prawa
      i oskarżenia o totalitaryzm. Wygodniej więc było udawać tylko, że coś się chce
      zrobić. To już połączenie polityki z prawem. Przykład Milczanowskiego
      oskarżającego premiera RP. Tutaj to służby specjalne dały już takie tyły, że
      głowa boli.Jeżeli podobnie było w innych sprawach to nie ma się czemu dziwić,
      że z takim oporem idą negocjacje z UE. Przecież szef jakiejkolwiek instytucji
      państwowej ma lepszą siatkę donosicieli. Jednak wszyscy cieszyli się z takiego
      blamażu. Maciarewicz ze swoją listą, publikowaną chyba we wszystkich gazetach.
      Gdzie było prawo, politycy, etycy, dyskusja o granicach demokracji? Nawet teraz
      mówimy, że nie wolno porównywać tych spraw bo zawierały się one w granicach
      demokracji.O zgrozo.Lepper przecież tak naprawdę powiela tylko to co było do
      tej pory,tylko, że w bardziej drastycznej formie. Redaktor Wildstein
      z "Rzeczpospolitej" powinien go potępiać więc tylko za wulgarny język. Czy to
      wina demokracji? NIE! To wina hipokryzji w interpretacji i stosowaniu prawa.
      Zniszczono Jurczyka takim stosowaniem prawa, ale mówi się, że nic się nie stało
      bo nie ma "stalinowskich sądów" i mógł uzyskać wyrok uniewinniający Sądu
      Najwyższego. Dzisiaj mówić, że jest dobrze bo nie ma "stalinowskich sądów",
      a może lepiej powiedzieć "hitlerowskich" to wystarczy nam na dłuższy czas. Przy
      takiej argumentacji zawsze będzie dobrze.smile)) Gdzie był J.Nowak-Jeziorański
      wcześniej ze swoimi uwagami, gdzie byli inni? Lubię czasami posłuchać
      mec.Piesiewicza, szkoda, że tak rzadko występuje w mediach. Jego komentarze
      wolne są od politykierstwa i zawsze są konkretne. Tak, że bezstronne prawo
      i wyobraźnia polityczna elit jest w stanie "unormalnić" naszą demokrację. Ale
      prawo stosowane i równe dla każdego a nie zależne od opcji politycznych.
      Wówczas nie będzie takich dyskusji. Po drugie koniec też już z tymi głupimi
      tłumaczeniami organów ścigania, że sprawy są tak skomplikowane, że wymagają
      wielu lat prowadzenia. Oczywiście, są i takie ale większość to sprawy, które
      mogłyby być zakończone w ciągu 30 dni (uwzględniam już ekspertyzy).Jednak
      ciągle chce się je zepchnąć na umorzenie pomimo, że znani są sprawcy i są
      dowody winy,często dostarczane lub wskazywane przez samego pokrzywdzonego.
      Przypuszczam, że więcej pracy ma Policja i Prokuratura z tego rodzaju sprawami
      niż ze sprawami, które wszczyna i prowadzi od razu. Mniej też byłoby podejrzeń
      o korupcję a pokrzywdzony nareszcie zadowolony. Sprawcy też nie śmiali by się
      ze swoich ofiar i nie rośli by nowi Lepperzy. Wystarczą tylko dobre chęci i
      trochę pracy aby prawo zaczęło funkcjonować, no i oczywiście skończyć z tym
      politykierstwem. Dzisiaj dla młodego człowieka często idolem jest przestępca bo
      wykpił się prawu. Spokojny obywatel boi się zgłosić faktu przestępstwa aby sam
      nie został potraktowany jak przestępca, nie został wyśmiany, nie zignorowano go
      albo nie potraktowano jak natręta.Często narażony też jest na negatywną opinię
      środowiska i zemstę osób na temat których składał zawiadomienie. Organy
      ścigania mają przecież poważniejsze sprawy, te pokazywane w telewizjismile))
      Demokrację bez prawa nazywamy anarchią, a jak nazwać demokrację z selektywnym
      prawem? Czyż to nie przejaw dyktatury? Dawniej też stosowano procesy pokazowe
      i negację zachowań niektórych prominentnych przedstawicieli własnej kasty.
      Jakie były skutki pokazała historia. Lepper wykorzystuje jej doświadczenia,
      elity nie. Za jego przykładem mogą pójść inni jeżeli elity polityczne nie
      zmienią się. Nie obawiam się faszyzmu w Polsce, tylko kolejnej dekady
      rozliczeniowej, tym razem z komunistyczno-solidarnościowo-balcerowiczowską
      przeszłością.
      Pozdrawiam
      Kir




      • jacek#jw Re: Granice DEMOKRACJI -uwaga, znowu elaborat 03.12.01, 00:38
        Nie wdając się w dyskusję na temat działania samego prawa (jego skuteczność,
        sprawność czy nieuchroność kary) odniosę się jedynie do tezy, prawo wyznacza
        granice demokracji. Zgodnie z kontekstem wątku – oskarżanie niewinnych ludzi z
        trybuny sejmowej przez posła, który ma za sobą kryminalną przeszłość i
        posługuje się językiem powszechnie uznanym za obraźliwy – oraz powyższym
        wywodem uzasadniającym rolę prawa w ochronie demokracji wyciągam wniosek, że w
        momencie wysunięcia oskarżeń przez Leppera powinna natychmiast zostać
        uruchomiona procedura prawna mająca na celu obronę demokracji i zamknięcie
        Leppera w więzieniu. W tym momencie nie jest istotne, ćzy Lepper (lub
        ktokolwiek inny, bo on jest jedynie przykładem) był skazany, czy lekceważył
        prawo i jakim jest on właściwie człowiekiem. Po pierwsze został wybrany w
        prawomocnych wyborach, a więc prawo przeciw prawu (wybrany zgodnie z prawem i
        zgodnie z prawem zamknięty do więzienia ) Po drugie nie może być w demokracji
        prawa zabraniającego posłom mówienia czegokolwiek z trybuny sejmowej, bo to
        sprzeczne z ideą demokracji. Jeśli nie to cała ta demokracja jest do niczego.
        Zatem prawo powinno stać na straży człowieka, a nie demokracji i każdy z
        oskarżonych, znieważonych ludzi (również posłów) musi mieć prawne możliwości
        obrony przed takim nieuzasadnionym atakiem. Prawo powino dawać możliwości (w
        tym również wysuwanie oskarżeń), a nie wyznaczać granicę wolności słowa. Jeśli
        chodzi o sam problem Leppera, to wsadzenie go do więzięnia specjalnie mu nie
        zaszkodzi, był tam przecież, a usunięcie go z sejmu, ani sejmowi, ani
        demokracji nie pomoże.
        Pozdr / Jacek
        • ptwo znowu nieporozumienie 09.12.01, 05:57
          jacek#jw napisał(a):


          Po drugie nie może być w demokracji
          > prawa zabraniającego posłom mówienia czegokolwiek z trybuny sejmowej, bo to
          > sprzeczne z ideą demokracji. Jeśli nie to cała ta demokracja jest do niczego.
          > Zatem prawo powinno stać na straży człowieka, a nie demokracji i każdy z
          > oskarżonych, znieważonych ludzi (również posłów) musi mieć prawne możliwości
          > obrony przed takim nieuzasadnionym atakiem. Prawo powino dawać możliwości (w
          > tym również wysuwanie oskarżeń), a nie wyznaczać granicę wolności słowa.

          1. Jeżli ktoś narusza czyjeś dobro, nawet z trybuny sejmowej, to podlega karze
          tak samo jak każdy inny obywatel i nie ma tu żadnej sprzeczności z demokracją.
          Nie jest także potrzebne żadne osobne prawo dotyczące posłów. Tzw. immunitet
          (poselski, sądowy itp.) to relikt epoki absolutyzmu, w którym miał chronić
          reprezentanta ludu przed zemstą władcy.
          2. Prawo stoi na straży określonych dóbr i NA TYM WŁASNIE POLEGA DEMOKRACJA.
          Mówienie o tym, że prawo stoi na straży demokracji jest nieporozumieniem.
          3. Prawo oczywiście MUSI wyznaczać granicę wolności słowa. W pewnych przypadkach
          za mówienie nawet prawdy można zostać skazanym przez sąd: np. jak ktoś w
          zatloczonym kinie lub innym miejscu publicznym krzyknie PALI SIĘ! i wywoła tym
          panikę.
    • krzys52 Nie tylko do Jackow i Kira 03.12.01, 06:05
      .......Witam Wszystkich
      ....Tytul tego watka zawiera w sobie pytanie dot. granic demokracji. Czy sa
      takowe, a jesli sa to jakie? Co i kto je wyznacza, oraz w jaki sposob?
      ....Sam post inicjujacy niesie z soba jednakze kolejne pytanie – tym razem o
      granice wolnosci slowa. Ktore kwalifikowaloby sie takze jako pytanie scisle
      teoretyczne.
      ....Dodatkowo, mozna sie bylo domyslac, ze Jajackowi chodzilo rowniez o granice
      demokracji oraz granice wolnosci slowa w kontekscie sejmowego wystapienia
      A.Leppera. Czyli dochodzilyby kolejne dwa – tym razem bardziej praktyczne
      pytania. Innymi slowy od poczatku mielismy na reku cztery mozliwe watki ktore
      bardzo latwo mogly wymknac sie spod kontroli. Do czego tez doszlo, niestety.
      Nasze przedmiotowe dociekania, mimo woli, zostaly przemieszane. Postarajmy sie,
      jesli pozwolicie, o uporzadkowanie tego - co do tej pory.
      ....Mysle, ze pytaniami “praktycznymi” stosowniej bedzie sie zajac po
      znalezieniu odpowiedzi na pytania teoretyczne. Zatem powrocmy do tytulowego
      pytania o granice demokracji. Najpierw jednakze pragne poczynic istotne
      zastrzezenie. Otoz moje rozwazania dotyczyc beda wylacznie rozwinietych
      demokracji typu USA, i nie powinny byc odnoszone do Polski.
      ....Demokracja, zatem, nie jest kraina szczescia i spolecznej sprawiedliwosci a
      wylacznie forma politycznego zorganizowania sie spoleczenstwa – politycznym
      rezymem. W celu umozliwienia spoleczenstwu harmonijnego funkcjonowania,
      bezpieczenstwa obywatelom, pokojowego przekazywania wladzy, oraz – na gruncie
      powyzszego – stworzenia warunkow dla jak najlepszego prosperowania panstwa i
      jego obywateli. Pytanie o granice demokracji jest w istocie pytaniem o granice
      wladzy ludu, jako ze to obywatele owe granice ustalaja. Dla samych siebie.
      ....Stwierdzenie, ze to prawo okresla granice demokracji nie wyczerpuje
      zlozonosci problemu – wyjasnia jego czastke zaledwie. Chyba, ze twierdzacy ma
      na mysli PRAWO w jego najszerszym znaczeniu. W takim razie, rzeczywiscie,
      granice demokracji wyznaczane sa przez Prawo ktorego najbardziej istotnymi
      elementami sa, wymienione wczesniej: powszechne wybory, w ktorych poszczegolne
      glosy sa sobie rowne; podzial wladzy na, w swych dziedzinach, niezalezne od
      siebie galezie (nadrzedna w stosunku do innych Wladza Ustawodawcza, Wladza
      Wykonawcza, Wladza Sadownicza); instytucja referendum; odzwierciedlony w
      podstawach systemu egalitaryzm (panstwo neutralne swiatopogladowo oraz
      bezstronne w rozstrzyganiu odnosnych konfliktow), instytucja prezydenckiego
      veto... Innymi slowy, stanowiace o granicach prawo mowi wyraznie, ze lud
      sprawuje swoja wladze w drodze bezposrednich, wolnych i powszechnych wyborow i
      wybiera w nich swoich reprezentantow, ktorzy zostaja czasowo oddelegowani do
      sprawowania bezposredniej wladzy – do stanowienia praw i ich egzekucji. Tylko
      tyle i az tyle. Wszelkie odstepstwa od tego szablonu uznane sa za naruszenie
      granic prawa.
      ....Nie mozna zatem zostac prezydentem, poslem czy czy senatorem w sposob inny
      anizeli definiuje to prawo, tj. w drodze wyborow zarzadzanych w niezwykle
      precyzyjnie ustalony sposob. Co, przy okazji, takze jest jedna z
      nieprzekraczalnych granic demokracji.
      ....Przejdzmy teraz do granic wolnosci slowa, ktore takze wyznaczane sa przez
      prawo, tylko jest to prawo przez “nieco mniejsze P”. W USA prawo do wolnosci
      slowa jest prawem konstytucyjnie zagwarantowanym a konstytucja nie zajmuje sie
      szczegolowymi przypadkami. Wolnosc slowa z grubsza TO wlasnie oznacza.
      ....Raczej niewyobrazalna jest wolnosc slowa ale...za wyjatkiem: (...) W
      Stanach mozna glosic Kazde! poglady, bez wyjatku. Mozna byc nazista czy
      komunista nadawac swoje programy radiowe, wydawac literature i obnosic sie z
      symbolami. Trzeba jedynie pamietac o tym by, w wyniku gloszenia tych pogladow
      nie zostal ktos pokrzywdzony. Gdyz w sadzie moze zostac wykazane, iz dany
      Meksykanin zabity zostal wskutek zbytniego wsluchiwania sie zabojcow w
      przeslania kontrowersyjnego programu radiowego. A wtedy wlasciciel tego biznesu
      najprawdopodobniej zostanie nedzarzem.
      ....Powyzsze oznacza, ze takze wolnosc slowa ma swoje granice. Z tym tylko, ze
      sa one definiowane przez prawo na poziomie indywidualnych przypadkow. Przy czym
      to samo dotyczy wolnosci prasy, ktora redukuje sie przeciez do roli medium
      sluzacego korzystaniu z wolnosci slowa.
      ....Mysle, ze powyzsze moze stanowic skromny wstep do rozwazan nad granicami
      demokracji oraz wolnosci slowa w Polsce, w kontekscie kontrowersyjnych
      wypowiedzi A.Leppera.
      ....Podtrzymuje wczesniejsze stanowisko, ze Lepper nie przekroczyl granic
      wolnosci slowa, przy czym – prosze zauwazyc – jest to jedynie moja prywatna
      opinia. O tym czy Lepper cos przekroczyl, oraz co przekroczyl – ewentualnie
      zdecyduje sad. A podejmujac odnosna decyzje – wyznaczy kolejna granice wolnosci
      slowa.
      ....Polska mocno sie jednak rozni od USA. A polska demokracja – od
      amerykanskiej.
      .....Z powazaniem
      .......Krzysztof Patora
      ..
      PS....Czy moglibyscie Panowie streszczac te swoje tasiemce na pieciu, szesciu,
      linijkach confused) surprised)
      • ptwo granice demokracji, przykłady 03.12.01, 07:14
        krzys52 napisał(a):

        > .......Witam Wszystkich
        > ....Tytul tego watka zawiera w sobie pytanie dot. granic demokracji. Czy sa
        > takowe, a jesli sa to jakie? Co i kto je wyznacza, oraz w jaki sposob?

        Oczywiście, że granice demokracji istnieją. To znaczy są obszary życia
        społecznego, gdzie demokracji nie ma Z ZASADY. Przychodzą mi do głowy trzy:
        1. wojsko, to chyba oczywiste. Tam nie ma glosowania, jest rozkaz - wykonać,
        zameldować. 2. nauka, tam problemów nie rozstrzyga się przez głosowanie. Tam
        jeden może mieć rację a nie 1500 oponentów. O wszystkim rozstrzyga eksperyment.
        3. biznes. W firmie decyduje wola właściciela (lub jego przedstawiciela)i koniec,
        nie ma dyskusji. A więc, jak widać na tych przykładach, są sfery, gdzie
        demokracji nie ma i być nie może.
        Może ktoś zna jeszcze inne przykłady?

        > ....Sam post inicjujacy niesie z soba jednakze kolejne pytanie – tym raze
        > m o
        > granice wolnosci slowa. Ktore kwalifikowaloby sie takze jako pytanie scisle
        > teoretyczne.
        > ....Dodatkowo, mozna sie bylo domyslac, ze Jajackowi chodzilo rowniez o granice
        >
        > demokracji oraz granice wolnosci slowa w kontekscie sejmowego wystapienia
        > A.Leppera. Czyli dochodzilyby kolejne dwa – tym razem bardziej praktyczne
        >
        > pytania. Innymi slowy od poczatku mielismy na reku cztery mozliwe watki ktore
        > bardzo latwo mogly wymknac sie spod kontroli. Do czego tez doszlo, niestety.
        > Nasze przedmiotowe dociekania, mimo woli, zostaly przemieszane. Postarajmy sie,
        >
        > jesli pozwolicie, o uporzadkowanie tego - co do tej pory.
        > ....Mysle, ze pytaniami “praktycznymi” stosowniej bedzie sie zajac
        > po
        > znalezieniu odpowiedzi na pytania teoretyczne. Zatem powrocmy do tytulowego
        > pytania o granice demokracji. Najpierw jednakze pragne poczynic istotne
        > zastrzezenie. Otoz moje rozwazania dotyczyc beda wylacznie rozwinietych
        > demokracji typu USA, i nie powinny byc odnoszone do Polski.
        > ....Demokracja, zatem, nie jest kraina szczescia i spolecznej sprawiedliwosci a
        >
        > wylacznie forma politycznego zorganizowania sie spoleczenstwa – polityczn
        > ym
        > rezymem. W celu umozliwienia spoleczenstwu harmonijnego funkcjonowania,
        > bezpieczenstwa obywatelom, pokojowego przekazywania wladzy, oraz – na gru
        > ncie
        > powyzszego – stworzenia warunkow dla jak najlepszego prosperowania panstw
        > a i
        > jego obywateli. Pytanie o granice demokracji jest w istocie pytaniem o granice
        > wladzy ludu, jako ze to obywatele owe granice ustalaja. Dla samych siebie.
        > ....Stwierdzenie, ze to prawo okresla granice demokracji nie wyczerpuje
        > zlozonosci problemu – wyjasnia jego czastke zaledwie. Chyba, ze twierdzac
        > y ma
        > na mysli PRAWO w jego najszerszym znaczeniu. W takim razie, rzeczywiscie,
        > granice demokracji wyznaczane sa przez Prawo ktorego najbardziej istotnymi
        > elementami sa, wymienione wczesniej: powszechne wybory, w ktorych poszczegolne
        > glosy sa sobie rowne; podzial wladzy na, w swych dziedzinach, niezalezne od
        > siebie galezie (nadrzedna w stosunku do innych Wladza Ustawodawcza, Wladza
        > Wykonawcza, Wladza Sadownicza); instytucja referendum; odzwierciedlony w
        > podstawach systemu egalitaryzm (panstwo neutralne swiatopogladowo oraz
        > bezstronne w rozstrzyganiu odnosnych konfliktow), instytucja prezydenckiego
        > veto... Innymi slowy, stanowiace o granicach prawo mowi wyraznie, ze lud
        > sprawuje swoja wladze w drodze bezposrednich, wolnych i powszechnych wyborow i
        > wybiera w nich swoich reprezentantow, ktorzy zostaja czasowo oddelegowani do
        > sprawowania bezposredniej wladzy – do stanowienia praw i ich egzekucji. T
        > ylko
        > tyle i az tyle. Wszelkie odstepstwa od tego szablonu uznane sa za naruszenie
        > granic prawa.
        > ....Nie mozna zatem zostac prezydentem, poslem czy czy senatorem w sposob inny
        > anizeli definiuje to prawo, tj. w drodze wyborow zarzadzanych w niezwykle
        > precyzyjnie ustalony sposob. Co, przy okazji, takze jest jedna z
        > nieprzekraczalnych granic demokracji.
        > ....Przejdzmy teraz do granic wolnosci slowa, ktore takze wyznaczane sa przez
        > prawo, tylko jest to prawo przez “nieco mniejsze P”. W USA prawo do
        > wolnosci
        > slowa jest prawem konstytucyjnie zagwarantowanym a konstytucja nie zajmuje sie
        > szczegolowymi przypadkami. Wolnosc slowa z grubsza TO wlasnie oznacza.
        > ....Raczej niewyobrazalna jest wolnosc slowa ale...za wyjatkiem: (...) W
        > Stanach mozna glosic Kazde! poglady, bez wyjatku. Mozna byc nazista czy
        > komunista nadawac swoje programy radiowe, wydawac literature i obnosic sie z
        > symbolami. Trzeba jedynie pamietac o tym by, w wyniku gloszenia tych pogladow
        > nie zostal ktos pokrzywdzony. Gdyz w sadzie moze zostac wykazane, iz dany
        > Meksykanin zabity zostal wskutek zbytniego wsluchiwania sie zabojcow w
        > przeslania kontrowersyjnego programu radiowego. A wtedy wlasciciel tego biznesu
        >
        > najprawdopodobniej zostanie nedzarzem.
        > ....Powyzsze oznacza, ze takze wolnosc slowa ma swoje granice. Z tym tylko, ze
        > sa one definiowane przez prawo na poziomie indywidualnych przypadkow. Przy czym
        >
        > to samo dotyczy wolnosci prasy, ktora redukuje sie przeciez do roli medium
        > sluzacego korzystaniu z wolnosci slowa.
        > ....Mysle, ze powyzsze moze stanowic skromny wstep do rozwazan nad granicami
        > demokracji oraz wolnosci slowa w Polsce, w kontekscie kontrowersyjnych
        > wypowiedzi A.Leppera.
        > ....Podtrzymuje wczesniejsze stanowisko, ze Lepper nie przekroczyl granic
        > wolnosci slowa, przy czym – prosze zauwazyc – jest to jedynie moja
        > prywatna
        > opinia. O tym czy Lepper cos przekroczyl, oraz co przekroczyl – ewentualn
        > ie
        > zdecyduje sad. A podejmujac odnosna decyzje – wyznaczy kolejna granice wo
        > lnosci
        > slowa.
        > ....Polska mocno sie jednak rozni od USA. A polska demokracja – od
        > amerykanskiej.
        > .....Z powazaniem
        > .......Krzysztof Patora
        > ..
        > PS....Czy moglibyscie Panowie streszczac te swoje tasiemce na pieciu, szesciu,
        > linijkach confused) surprised)

        • krzys52 Re: granice demokracji, przykłady 03.12.01, 07:55
          ptwo napisał(a):

          > krzys52 napisał(a):
          >
          > > .......Witam Wszystkich
          > > ....Tytul tego watka zawiera w sobie pytanie dot. granic demokracji. Czy s
          a takowe, a jesli sa to jakie? Co i kto je wyznacza, oraz w jaki sposob?
          ........
          > Oczywiście, że granice demokracji istnieją. To znaczy są obszary życia
          > społecznego, gdzie demokracji nie ma Z ZASADY. Przychodzą mi do głowy trzy:
          > 1. wojsko, to chyba oczywiste. Tam nie ma glosowania, jest rozkaz - wykonać,
          > zameldować. 2. nauka, tam problemów nie rozstrzyga się przez głosowanie. Tam
          > jeden może mieć rację a nie 1500 oponentów. O wszystkim rozstrzyga eksperyment.
          > 3. biznes. W firmie decyduje wola właściciela (lub jego przedstawiciela)i konie
          > c, nie ma dyskusji. A więc, jak widać na tych przykładach, są sfery, gdzie
          > demokracji nie ma i być nie może. Może ktoś zna jeszcze inne przykłady?
          >.................
          .....Czesc PTWO
          ....Twoje spostrzezenia sa oczywiscie trafne. Jedyne co nie jest to, to, ze
          odnosza sie do zaledwie jednej z cech demokracji, tj. do metody podejmowania
          decyzji - droga glosowania. W miejscach ktore wymieniles nie konczy sie
          demokracja lecz jedynie szereg decyzji nie jest podejmowanych droga glosowania.
          ....Gdyby lud doszedl do wniosku, ze funkcjonalnosc armii poprawi sie po
          wprowadzeniu demokratycznej metody podejmowania decyzji - w wojsku glosowano by.
          Fakt podejmowania decyzji w stylu dowodczym nie oznacza bynajmniej, ze wojsko nie
          ma nic wspolnego z demokracja (mowie o np USA). Ono jest jej czescia, i jej
          narzedziem. Ba, decyzje dotyczace wojska jako takiego podejmowane sa w jak
          najbardziej demokratyczny sposob, a armia podporzadkowana jest wladzy cywilnej.
          ....To byl dobry strzal surprised)
          .....A ja ide spac
          Pzdr.
          K.P.
          ..
          ..........................................

          >
          > > ....Demokracja, zatem, nie jest kraina szczescia i spolecznej sprawiedliwo
          sci a wylacznie forma politycznego zorganizowania sie spoleczenstwa – politycznym
          rezymem. W celu umozliwienia spoleczenstwu harmonijnego funkcjonowania,
          bezpieczenstwa obywatelom, pokojowego przekazywania wladzy, oraz – na gruncie
          powyzszego – stworzenia warunkow dla jak najlepszego prosperowania panstwa i jego
          obywateli. Pytanie o granice demokracji jest w istocie pytaniem o granice
          wladzy ludu, jako ze to obywatele owe granice ustalaja. Dla samych siebie.
          >
          • jacek#jw Re: granice demokracji, przykłady 03.12.01, 12:17
            Podane przykłady nie uzasadniają tezy, że demokracja istnieje .... W celu
            umozliwienia spoleczenstwu harmonijnego funkcjonowania,
            bezpieczenstwa obywatelom, pokojowego przekazywania wladzy, oraz – na gruncie
            powyzszego – stworzenia warunkow dla jak najlepszego prosperowania panstwa i
            jego obywateli. Nie ma żadnych gwarancji,że za 10 lat, w USA nie przejmie, w
            drodze demokratycznych wyborów, władzy jakiś generał lub aktor, i w drodze
            szerzenia demokratycznych zasad na świecie nie spuści bombki na Pekin np.
            • krzys52 "Mozliwe" jest wiele... 03.12.01, 16:42
              ...gorzej z prawdopodobienstwem.
              ..
              .......Czesc
              ....Mozliwe jest np., ze w przyszla niedziele, ku uciesze niektorych z tego
              Forum, spadnie mi na glowe meteoryt. Prawdopodobienstwo powyzszego jest jednak
              tak male, ze bede jednak spal spokojnie.
              ....Prawdopodobienstwo przejecia (dyktatorskiej) wladzy w Stanach przez jakiegos
              idiote graniczy z zerem.
              ....Jeszcze blizej tej granicy znajduje sie odnosna decyzja, albowiem tego
              rodzaju rozporzadzenia nie moga byc podejmowane jednoosobowo. Wrecz
              niewyobrazalne jest by taka decyzja nie byla konsultowana zarowno z liderami
              poszczegolnych partii jak i z dowodztwem armii.
              ....Juz same mechanizmy selekcji kandydatow na prezydenta (a wczesniej -
              kandydatow na kandydatow) pozwalaja na "odsianie" ludzi z zaburzeniami
              psychicznymi, ludzi niezrownowazonych. Ale gdyby, mimo wszystko, ktoremus
              prezydentowi "odbilo" to...patrz wyzej. Indywidualnie nie moze on wyciac takiego
              numeru.
              ....Mysle, ze predzej zarobilbym jednak meteorytem w pecyne surprised)
              Pzdr.
              K.P.
              ..
              ..............................

              jacek#jw napisał(a):

              > Podane przykłady nie uzasadniają tezy, że demokracja istnieje .... W celu
              > umozliwienia spoleczenstwu harmonijnego funkcjonowania,
              > bezpieczenstwa obywatelom, pokojowego przekazywania wladzy, oraz – na gru
              > ncie
              > powyzszego – stworzenia warunkow dla jak najlepszego prosperowania panstw
              > a i
              > jego obywateli. Nie ma żadnych gwarancji,że za 10 lat, w USA nie przejmie, w
              > drodze demokratycznych wyborów, władzy jakiś generał lub aktor, i w drodze
              > szerzenia demokratycznych zasad na świecie nie spuści bombki na Pekin np.

              • jacek#jw Re: Rachunek prawdopodobieństwa?! 04.12.01, 12:05
                krzys52 napisał(a):

                > ...gorzej z prawdopodobienstwem.
                > ..
                > .......Czesc
                > ....Mozliwe jest np., ze w przyszla niedziele, ku uciesze niektorych z tego
                > Forum, spadnie mi na glowe meteoryt. Prawdopodobienstwo powyzszego jest jednak
                > tak male, ze bede jednak spal spokojnie.
                > ....Prawdopodobienstwo przejecia (dyktatorskiej) wladzy w Stanach przez jakiego
                > s
                > idiote graniczy z zerem.
                > ....Jeszcze blizej tej granicy znajduje sie odnosna decyzja, albowiem tego
                > rodzaju rozporzadzenia nie moga byc podejmowane jednoosobowo. Wrecz
                > niewyobrazalne jest by taka decyzja nie byla konsultowana zarowno z liderami
                > poszczegolnych partii jak i z dowodztwem armii.
                > ....Juz same mechanizmy selekcji kandydatow na prezydenta (a wczesniej -
                > kandydatow na kandydatow) pozwalaja na "odsianie" ludzi z zaburzeniami
                > psychicznymi, ludzi niezrownowazonych. Ale gdyby, mimo wszystko, ktoremus
                > prezydentowi "odbilo" to...patrz wyzej. Indywidualnie nie moze on wyciac takieg
                > o
                > numeru.
                > ....Mysle, ze predzej zarobilbym jednak meteorytem w pecyne surprised)
                > Pzdr.
                > K.P.
                > ..
                > ..............................
                >
                Nie mam wątpliwości co do prawdopodobieństwa trafienia meteorytem w łeb
                Krzysia52smile))). Jednak, gdy chodzi o prawdobodobieństwo zdarzeń politycznych
                takich lub innych to jestem laikiem i bardzo zaintrygowałeś mnie tym. Więc
                generał lub aktor nie musi być idiotą, a nawet aktorem lub generałem. Może być
                farmerem, biznesmenem, lekarzem lub kimkolwiek innym, czy teraz wzrosło
                prawdopodobieństwo zdarzenia. Jeśli mógłbyś określić jakie były
                prawdopodobieństwa, na kilka lat przed nimi, takich wydarzeń jak interwencja USA
                w Korei, Wietnamie, Nikaragui, Afganistanie (np gdy byli tam Rosjanie?) lub
                zniszczenia WTC, ataku nuklearnego na bazy terrorystów i odwetu bronią
                biologiczną na USA? A w Polsce po pierwszych wyborach prezydenckich, jakie było
                prawdopodobieństwo pojawienia się nowego Tyminskiego w wersji Leppera? Tak, tak,
                demokracja oczywiście powoduje, że zdarzenia tego typu są bliskie zera. Czy to
                przypadkiem nie jest niezachwiana WIARA W IDEOLOGIĘ, która podlega takim samym
                regułom jak każda inna wiara?
                Pozdr / Jacek
            • ptwo Istota demokracji 04.12.01, 21:52
              jacek#jw napisał(a):

              > Podane przykłady nie uzasadniają tezy, że demokracja istnieje .... W celu
              > umozliwienia spoleczenstwu harmonijnego funkcjonowania,
              > bezpieczenstwa obywatelom, pokojowego przekazywania wladzy, oraz – na gru
              > ncie
              > powyzszego – stworzenia warunkow dla jak najlepszego prosperowania panstw
              > a i
              > jego obywateli. Nie ma żadnych gwarancji,że za 10 lat, w USA nie przejmie, w
              > drodze demokratycznych wyborów, władzy jakiś generał lub aktor, i w drodze
              > szerzenia demokratycznych zasad na świecie nie spuści bombki na Pekin np.

              W pytaniu była mowa o granice demokracji, a nie jej sens.
              Oczywiście, żadnej gwarancji nie ma,że jakiś dureń nie dorwie się do władzy
              (dlatego tak istotna jest dojrzałość polityczna społeczeństwa). Ale właśnie w
              warunkach demokracji, gdzie istnieje i podział władzy, i rotacja na najwyższych
              szczeblach w państwie, taki idiota ma mniejszą szansę narozrabiania niż idiota-
              dyktator (widział ktoś mądrego dyktatora?).
              Zasadnicza róznica między demokracją i dyktaturą polega na tym, że w demokracji
              jest łatwe do osiągnięcia coś, co w dyktaturze jest niemożliwe. Mianowicie żadna
              dyktatura w historii nie wypracowała czegoś tak zasadniczego (również dla niej
              samej!) jak model sukcesji władzy. A nie oszukujmy się, nawet dyktator nie jest
              wieczny i w którymś momencie potrzebny jest następca. W demokracji odbywa się to
              płynnie, niemal niezauważalnie. W dyktaturze taka zmiana jest zazwyczaj przyczyną
              poważnego kryzysu politycznego, który niekiedy konczy się upadkiem państwa.
              Rzadko kiedy zdarza się w dyktaturze, żeby władzę objął delikwent wyznaczony
              przez poprzednika; nie mogę sobie przypomnieć takiego przypadku. W demokracji
              takiego problemu w ogóle nie ma.
              Dalej, w każdym państwie i w każdej formacji społecznej można wyróżnić trzy
              filary władzy: władcy, właściciele i kapłani. Państwo nie może funkcjonować,
              jeśli wszystkie trzy filary są w jednym ręku. A tak się dzieje nieuchronnie w
              warunkach dyktatury. I wreszcie, wiadomo, że władza jest czynnikiem
              działającym "korodująco" na kręgosłup moralny polityka, dlatego konieczna jest
              rotacja, chociażby na zasadzie kadencyjności. To jest możliwe tylko w warunkach
              demokracji. Dlatego wszelkiej maści kontestatorzy demokracji powinni sobie to
              bardzo dobrze przemyśleć.
              • Gość: luka Re: Istota demokracji IP: 217.67.196.* 05.12.01, 09:15
                ptwo napisał(a):

                > Oczywiście, żadnej gwarancji nie ma,że jakiś dureń nie dorwie się do władzy
                > (dlatego tak istotna jest dojrzałość polityczna społeczeństwa).

                A co to takiego ta "dojrzałość polityczna społeczeństwa"? Czy to aby nie jakieś
                demokratyczne zaklęcie bez treści?
                Przy okazji: czy 10% (obecnie już 12%) poparcia dla Leppera to dowód
                "dojrzałości" czy niedojrzałości społeczenstwa? Czy jest to brak wyrobienia
                politycznego czy przeciwnie, wyraz trwogi o państwo i jasny sygnał dla
                establiszmentu "dosyć waszych rządów, ciągłego okradania nas, utrudniania życia i
                nierealizowania ustawowych obietnic i zobowiązań"?

                > Ale właśnie w
                > warunkach demokracji, gdzie istnieje i podział władzy, i rotacja na najwyższych
                > szczeblach w państwie, taki idiota ma mniejszą szansę narozrabiania niż idiota-
                > dyktator

                560 idiotów na Wiejskiej jest groźniejszych od jednego dyktatora.
                A rotacja wpływa tylko na zachłanność polityków - mają tylko jedną kadencję na
                to, by się nakraść publicznych pieniędzy.

                > (widział ktoś mądrego dyktatora?).

                Generał August Pinochet.

                > Rzadko kiedy zdarza się w dyktaturze, żeby władzę objął delikwent wyznaczony
                > przez poprzednika; nie mogę sobie przypomnieć takiego przypadku.

                Poczytaj tekst Konstytucji RP z 1935 r. w dziale "Prerogatywy prezydenta".

                > W demokracji takiego problemu w ogóle nie ma.

                W monarchii dziedzicznej tym bardziej.

                > Dalej, w każdym państwie i w każdej formacji społecznej można wyróżnić trzy
                > filary władzy: władcy, właściciele i kapłani. Państwo nie może funkcjonować,
                > jeśli wszystkie trzy filary są w jednym ręku. A tak się dzieje nieuchronnie w
                > warunkach dyktatury.

                Władca jest jeden, właścicielami są wszyscy, kapłanami są nieliczni. Dyktatur
                rządzi państwem, a nie każdą własnością obywateli! A i Kościół nie musi być
                przecież w ręku autokraty... Nie jest więc to wcale nieuchronne.

                > I wreszcie, wiadomo, że władza jest czynnikiem
                > działającym "korodująco" na kręgosłup moralny polityka, dlatego konieczna jest
                > rotacja, chociażby na zasadzie kadencyjności. To jest możliwe tylko w warunkac
                > demokracji. Dlatego wszelkiej maści kontestatorzy demokracji powinni sobie to
                > bardzo dobrze przemyśleć.

                Co 4 lata pojawia się nowa szajka złodziei. Dziękuję, przemyślałem to bardzo
                dokładnie - nie stać mnie na ciągłe opłacanie tych cwaniaczków. Wolę być poddanym
                jednego króla, a nie wielotysięcznego aparatu "demokratycznej" władzy.
                • ptwo Re: Istota demokracji 06.12.01, 01:42
                  Gość portalu: luka napisał(a):

                  > ptwo napisał(a):
                  >
                  > > Oczywiście, żadnej gwarancji nie ma,że jakiś dureń nie dorwie się do władz
                  > y
                  > > (dlatego tak istotna jest dojrzałość polityczna społeczeństwa).
                  >
                  > A co to takiego ta "dojrzałość polityczna społeczeństwa"? Czy to aby nie jakieś
                  >
                  > demokratyczne zaklęcie bez treści?
                  > Przy okazji: czy 10% (obecnie już 12%) poparcia dla Leppera to dowód
                  > "dojrzałości" czy niedojrzałości społeczenstwa? Czy jest to brak wyrobienia
                  > politycznego czy przeciwnie, wyraz trwogi o państwo i jasny sygnał dla
                  > establiszmentu "dosyć waszych rządów, ciągłego okradania nas, utrudniania życia
                  > i
                  > nierealizowania ustawowych obietnic i zobowiązań"?
                  >
                  > > Ale właśnie w
                  > > warunkach demokracji, gdzie istnieje i podział władzy, i rotacja na najwyż
                  > szych
                  > > szczeblach w państwie, taki idiota ma mniejszą szansę narozrabiania niż id
                  > iota-
                  > > dyktator
                  >
                  > 560 idiotów na Wiejskiej jest groźniejszych od jednego dyktatora.
                  > A rotacja wpływa tylko na zachłanność polityków - mają tylko jedną kadencję na
                  > to, by się nakraść publicznych pieniędzy.
                  >
                  > > (widział ktoś mądrego dyktatora?).
                  >
                  > Generał August Pinochet.
                  >
                  > > Rzadko kiedy zdarza się w dyktaturze, żeby władzę objął delikwent wyznaczo
                  > ny
                  > > przez poprzednika; nie mogę sobie przypomnieć takiego przypadku.
                  >
                  > Poczytaj tekst Konstytucji RP z 1935 r. w dziale "Prerogatywy prezydenta".
                  >
                  > > W demokracji takiego problemu w ogóle nie ma.
                  >
                  > W monarchii dziedzicznej tym bardziej.
                  >
                  > > Dalej, w każdym państwie i w każdej formacji społecznej można wyróżnić trz
                  > y
                  > > filary władzy: władcy, właściciele i kapłani. Państwo nie może funkcjonowa
                  > ć,
                  > > jeśli wszystkie trzy filary są w jednym ręku. A tak się dzieje nieuchronni
                  > e w
                  > > warunkach dyktatury.
                  >
                  > Władca jest jeden, właścicielami są wszyscy, kapłanami są nieliczni. Dyktatur
                  > rządzi państwem, a nie każdą własnością obywateli! A i Kościół nie musi być
                  > przecież w ręku autokraty... Nie jest więc to wcale nieuchronne.
                  >
                  > > I wreszcie, wiadomo, że władza jest czynnikiem
                  > > działającym "korodująco" na kręgosłup moralny polityka, dlatego konieczna
                  > jest
                  > > rotacja, chociażby na zasadzie kadencyjności. To jest możliwe tylko w waru
                  > nkac
                  > > demokracji. Dlatego wszelkiej maści kontestatorzy demokracji powinni sobie
                  > to
                  > > bardzo dobrze przemyśleć.
                  >
                  > Co 4 lata pojawia się nowa szajka złodziei. Dziękuję, przemyślałem to bardzo
                  > dokładnie - nie stać mnie na ciągłe opłacanie tych cwaniaczków. Wolę być poddan
                  > ym
                  > jednego króla, a nie wielotysięcznego aparatu "demokratycznej" władzy.
                  To Ci się kolego tylko tak wydaje. Mnie też monarchia podoba się, ale na obrazku.
                  Nie ma sposobu, żeby pozbyć się dziedzicznego monarchy idioty, natomiast
                  prezydenta - i owszem. Kadencja kiedyś się kończy.Zresztą demokracja nie stoi w
                  sprzeczności z monarchią, w tym sensie spór jest jałowy. Chodzi o spór na linii
                  demokracja-dyktatura.
                  12% głosów oddanych na Leppera właśnie świadczy o niedojrzałości społeczeństwa i
                  wierze w cuda.
                  Monarchia wcale nie musi byc oszczędna - vide Ludwik XIV.
                  Mylisz się, że "władca jest jeden, właścicielami wszyscy, a kapłani są nieliczni"
                  W systemach azjatyckich władca jest równocześnie właścicielem wszystkiego i
                  najwyższym kapłanem. Pojęcie własności jest dość późne; pierwotnie w każdej
                  monarchii, również w Polsce, wszystko należało do władcy, mógł co najwyżej komuś
                  użyczać prawa użytkowania.
                  Konstytucja z 1935 r. nie ma tu nic do rzeczy; idiota może naznaczyć idiotę na
                  swojego następcę, ale to jeszcze nie znaczy, że ten naznaczony istotnie obejmie
                  władzę. Przy okazji, następcami Piłsudskiego wcale nie byli ci, których sobie
                  życzył. A wśród następców widział Sławka i Sosnkowskiego, nie Mościckiego i
                  Rydza.
                  Systemy niedemokratyczne są bardzo podatne na gwałtowne zmiany władzy, bo tam
                  własnie nie ma sposobu odsunięcia od władzy szajki złodziei. Ale równie dobrze
                  może byc odwrotnie, dyktator-bandzior może obalić dyktatora w miarę uczciwego.
                  Patrz Meksyk, kolejne dyktatury od czasu Juareza aż po ostatnie lata..
                  Augusto Pinochet jako wzór cnót... Ciekawe co powiedza o nim chilijczycy. To, że
                  był w miarę rozsądny w sprawach gospodarczych, jeszcze nie znaczy, że ma stanowić
                  wzór do naśladowania.
                  A generalnie, nie ma w życiu społecznym i politycznym żadnej gwarancji na nic.
                  Dlatego politykom trzeba patrzeć na ręce i profilaktycznie co jakiś czas odsuwać
                  ich od władzy. To zaś jest możliwe tylko w demokracji.
                  • Gość: luka Re: Istota demokracji IP: 217.67.196.* 06.12.01, 08:29
                    ptwo napisał(a):

                    > To Ci się kolego tylko tak wydaje. Mnie też monarchia podoba się, ale na obrazk
                    > u.
                    > Nie ma sposobu, żeby pozbyć się dziedzicznego monarchy idioty, natomiast
                    > prezydenta - i owszem. Kadencja kiedyś się kończy.

                    To Ci się kolego tylko tak wydaje. Prezydent-idiota to tylko urzędnik, uwikłany w
                    polityczne powiązania, któremu wisi przyszłość państwa, jego interesuje tylko
                    zwycięstwo podczas wyborów na II kadencję. Kretyni-królowie czasami się trafiają,
                    ale łatwiej jest niedopuścić do tronu obłąkanego najstarszego syna niż
                    populistycznego debila, wybranego przez kilkumilionowy tłum podobnych mu debili-
                    wyborców.

                    > Zresztą demokracja nie stoi w
                    > sprzeczności z monarchią, w tym sensie spór jest jałowy.

                    Stoi, ponieważ sejm odbiera władzę monarsze.

                    > 12% głosów oddanych na Leppera właśnie świadczy o niedojrzałości społeczeństwa
                    > i wierze w cuda.

                    A może jednak o dojrzałości? To wyraźny sygnał do naszej, przepraszam za
                    wulgaryzm, klasy politycznej, że coraz większa część społeczeństwa ma dość ich
                    kłamstw, złodziejstw i afer. Ostrzeżenie i groźba w jednym.

                    > Monarchia wcale nie musi byc oszczędna - vide Ludwik XIV.

                    Ale częściej jest, niż nie jest - znasz jakąś oszczędną demokrację?

                    > W systemach azjatyckich władca jest równocześnie właścicielem wszystkiego i
                    > najwyższym kapłanem.

                    Azjaci są przyzwyczajeni do knuta nad głową, to inna mentalność. Po kapitulacji
                    Japonii w 1945 r. amerykańscy żołnierze ze zdumieniem stwierdzili, że jeszcze
                    wczorajszy szaleńczy kamikaze uśmiechają się do nich zgięci w pas i szczebioczą
                    uprzejme powitania.

                    > Pojęcie własności jest dość późne; pierwotnie w każdej
                    > monarchii, również w Polsce, wszystko należało do władcy, mógł co najwyżej komu
                    > ś użyczać prawa użytkowania.

                    Wcale nie wszystko. Latyfundia magnackie to niby do kogo należały? A ziemie
                    kościelne? Ruskie książątka typu Wiśniowieckiego posiadały obszary wielkości
                    dzisiejszych województw...

                    > Konstytucja z 1935 r. nie ma tu nic do rzeczy; idiota może naznaczyć idiotę na
                    > swojego następcę, ale to jeszcze nie znaczy, że ten naznaczony istotnie obejmie
                    > władzę.

                    Nie znaczy, ale również nie wyklucza tej ewentualności.

                    >Przy okazji, następcami Piłsudskiego wcale nie byli ci, których sobie
                    > życzył. A wśród następców widział Sławka i Sosnkowskiego, nie Mościckiego i
                    > Rydza.

                    Nie doszło do sukcesji, tylko do walki dwóch koterii dworskich. A wszystko przez
                    to, że Piłsudski nie umocowal swojego stanowiska w państwie prawnie.

                    > Systemy niedemokratyczne są bardzo podatne na gwałtowne zmiany władzy, bo tam
                    > własnie nie ma sposobu odsunięcia od władzy szajki złodziei. Ale równie dobrze
                    > może byc odwrotnie, dyktator-bandzior może obalić dyktatora w miarę uczciwego.
                    > Patrz Meksyk, kolejne dyktatury od czasu Juareza aż po ostatnie lata..

                    Franco i Pinochet rządzili długie lata, a przejście od dyktatury do demokracji
                    było niezwykle łagodne i bezbolesne.

                    > Augusto Pinochet jako wzór cnót... Ciekawe co powiedza o nim chilijczycy.
                    > To, że
                    > był w miarę rozsądny w sprawach gospodarczych, jeszcze nie znaczy, że ma stanow
                    > ić wzór do naśladowania.

                    Stanowi. Jako jedyny w ponurych czasach epoki detente i haniebnych porażek świata
                    zachodniego zwyciężył komunistyczne zagrożenie i to kosztem naprawdę niewielkich
                    ofiar w ludziach.

                    > Dlatego politykom trzeba patrzeć na ręce i profilaktycznie co jakiś czas odsuwa
                    > ć ich od władzy. To zaś jest możliwe tylko w demokracji.

                    Wcale nie. Podobną metodę stosowali towarzysze Hitler i Stalin.
                    • ptwo Re: Istota demokracji 09.12.01, 06:01
                      Gość portalu: luka napisał(a):

                      > ptwo napisał(a):
                      >
                      > > To Ci się kolego tylko tak wydaje. Mnie też monarchia podoba się, ale na o
                      > brazk
                      > > u.
                      > > Nie ma sposobu, żeby pozbyć się dziedzicznego monarchy idioty, natomiast
                      > > prezydenta - i owszem. Kadencja kiedyś się kończy.
                      >
                      > To Ci się kolego tylko tak wydaje. Prezydent-idiota to tylko urzędnik, uwikłany
                      > w
                      > polityczne powiązania, któremu wisi przyszłość państwa, jego interesuje tylko
                      > zwycięstwo podczas wyborów na II kadencję. Kretyni-królowie czasami się trafiaj
                      > ą,
                      > ale łatwiej jest niedopuścić do tronu obłąkanego najstarszego syna niż
                      > populistycznego debila, wybranego przez kilkumilionowy tłum podobnych mu debili
                      > -
                      > wyborców.
                      >
                      > > Zresztą demokracja nie stoi w
                      > > sprzeczności z monarchią, w tym sensie spór jest jałowy.
                      >
                      > Stoi, ponieważ sejm odbiera władzę monarsze.
                      >
                      > > 12% głosów oddanych na Leppera właśnie świadczy o niedojrzałości społeczeń
                      > stwa
                      > > i wierze w cuda.
                      >
                      > A może jednak o dojrzałości? To wyraźny sygnał do naszej, przepraszam za
                      > wulgaryzm, klasy politycznej, że coraz większa część społeczeństwa ma dość ich
                      > kłamstw, złodziejstw i afer. Ostrzeżenie i groźba w jednym.
                      >
                      > > Monarchia wcale nie musi byc oszczędna - vide Ludwik XIV.
                      >
                      > Ale częściej jest, niż nie jest - znasz jakąś oszczędną demokrację?
                      >
                      > > W systemach azjatyckich władca jest równocześnie właścicielem wszystkiego
                      > i
                      > > najwyższym kapłanem.
                      >
                      > Azjaci są przyzwyczajeni do knuta nad głową, to inna mentalność. Po kapitulacji
                      >
                      > Japonii w 1945 r. amerykańscy żołnierze ze zdumieniem stwierdzili, że jeszcze
                      > wczorajszy szaleńczy kamikaze uśmiechają się do nich zgięci w pas i szczebioczą
                      >
                      > uprzejme powitania.
                      >
                      > > Pojęcie własności jest dość późne; pierwotnie w każdej
                      > > monarchii, również w Polsce, wszystko należało do władcy, mógł co najwyżej
                      > komu
                      > > ś użyczać prawa użytkowania.
                      >
                      > Wcale nie wszystko. Latyfundia magnackie to niby do kogo należały? A ziemie
                      > kościelne? Ruskie książątka typu Wiśniowieckiego posiadały obszary wielkości
                      > dzisiejszych województw...
                      >
                      > > Konstytucja z 1935 r. nie ma tu nic do rzeczy; idiota może naznaczyć idiot
                      > ę na
                      > > swojego następcę, ale to jeszcze nie znaczy, że ten naznaczony istotnie ob
                      > ejmie
                      > > władzę.
                      >
                      > Nie znaczy, ale również nie wyklucza tej ewentualności.
                      >
                      > >Przy okazji, następcami Piłsudskiego wcale nie byli ci, których sobie
                      > > życzył. A wśród następców widział Sławka i Sosnkowskiego, nie Mościckiego
                      > i
                      > > Rydza.
                      >
                      > Nie doszło do sukcesji, tylko do walki dwóch koterii dworskich. A wszystko prze
                      > z
                      > to, że Piłsudski nie umocowal swojego stanowiska w państwie prawnie.
                      >
                      > > Systemy niedemokratyczne są bardzo podatne na gwałtowne zmiany władzy, bo
                      > tam
                      > > własnie nie ma sposobu odsunięcia od władzy szajki złodziei. Ale równie do
                      > brze
                      > > może byc odwrotnie, dyktator-bandzior może obalić dyktatora w miarę uczciw
                      > ego.
                      > > Patrz Meksyk, kolejne dyktatury od czasu Juareza aż po ostatnie lata..
                      >
                      > Franco i Pinochet rządzili długie lata, a przejście od dyktatury do demokracji
                      > było niezwykle łagodne i bezbolesne.
                      >
                      > > Augusto Pinochet jako wzór cnót... Ciekawe co powiedza o nim chilijczycy.
                      > > To, że
                      > > był w miarę rozsądny w sprawach gospodarczych, jeszcze nie znaczy, że ma s
                      > tanow
                      > > ić wzór do naśladowania.
                      >
                      > Stanowi. Jako jedyny w ponurych czasach epoki detente i haniebnych porażek świa
                      > ta
                      > zachodniego zwyciężył komunistyczne zagrożenie i to kosztem naprawdę niewielkic
                      > h
                      > ofiar w ludziach.
                      >
                      > > Dlatego politykom trzeba patrzeć na ręce i profilaktycznie co jakiś czas o
                      > dsuwa
                      > > ć ich od władzy. To zaś jest możliwe tylko w demokracji.
                      >
                      > Wcale nie. Podobną metodę stosowali towarzysze Hitler i Stalin.

                      Nawet mi się nie chce tego komentować. Nie mamy w ogóle wspólnego języka
                      • Gość: luka Re: Istota demokracji IP: 217.67.196.* 10.12.01, 08:59
                        ptwo napisał(a):

                        > Nawet mi się nie chce tego komentować. Nie mamy w ogóle wspólnego języka

                        To nie brak wspólnego języka, ale brak argumentów. Nie umiesz wyjść poza wyuczone
                        frazesy, które skandujesz niczym objawione prawdy - ale poza tym jest pustka, nie
                        ma już nic...
                • Gość: ptwo Re: Istota demokracji IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.01, 01:43
                  Gość portalu: luka napisał(a):

                  > ptwo napisał(a):
                  >
                  > > Oczywiście, żadnej gwarancji nie ma,że jakiś dureń nie dorwie się do władz
                  > y
                  > > (dlatego tak istotna jest dojrzałość polityczna społeczeństwa).
                  >
                  > A co to takiego ta "dojrzałość polityczna społeczeństwa"? Czy to aby nie jakieś
                  >
                  > demokratyczne zaklęcie bez treści?
                  > Przy okazji: czy 10% (obecnie już 12%) poparcia dla Leppera to dowód
                  > "dojrzałości" czy niedojrzałości społeczenstwa? Czy jest to brak wyrobienia
                  > politycznego czy przeciwnie, wyraz trwogi o państwo i jasny sygnał dla
                  > establiszmentu "dosyć waszych rządów, ciągłego okradania nas, utrudniania życia
                  > i
                  > nierealizowania ustawowych obietnic i zobowiązań"?
                  >
                  > > Ale właśnie w
                  > > warunkach demokracji, gdzie istnieje i podział władzy, i rotacja na najwyż
                  > szych
                  > > szczeblach w państwie, taki idiota ma mniejszą szansę narozrabiania niż id
                  > iota-
                  > > dyktator
                  >
                  > 560 idiotów na Wiejskiej jest groźniejszych od jednego dyktatora.
                  > A rotacja wpływa tylko na zachłanność polityków - mają tylko jedną kadencję na
                  > to, by się nakraść publicznych pieniędzy.
                  >
                  > > (widział ktoś mądrego dyktatora?).
                  >
                  > Generał August Pinochet.
                  >
                  > > Rzadko kiedy zdarza się w dyktaturze, żeby władzę objął delikwent wyznaczo
                  > ny
                  > > przez poprzednika; nie mogę sobie przypomnieć takiego przypadku.
                  >
                  > Poczytaj tekst Konstytucji RP z 1935 r. w dziale "Prerogatywy prezydenta".
                  >
                  > > W demokracji takiego problemu w ogóle nie ma.
                  >
                  > W monarchii dziedzicznej tym bardziej.
                  >
                  > > Dalej, w każdym państwie i w każdej formacji społecznej można wyróżnić trz
                  > y
                  > > filary władzy: władcy, właściciele i kapłani. Państwo nie może funkcjonowa
                  > ć,
                  > > jeśli wszystkie trzy filary są w jednym ręku. A tak się dzieje nieuchronni
                  > e w
                  > > warunkach dyktatury.
                  >
                  > Władca jest jeden, właścicielami są wszyscy, kapłanami są nieliczni. Dyktatur
                  > rządzi państwem, a nie każdą własnością obywateli! A i Kościół nie musi być
                  > przecież w ręku autokraty... Nie jest więc to wcale nieuchronne.
                  >
                  > > I wreszcie, wiadomo, że władza jest czynnikiem
                  > > działającym "korodująco" na kręgosłup moralny polityka, dlatego konieczna
                  > jest
                  > > rotacja, chociażby na zasadzie kadencyjności. To jest możliwe tylko w waru
                  > nkac
                  > > demokracji. Dlatego wszelkiej maści kontestatorzy demokracji powinni sobie
                  > to
                  > > bardzo dobrze przemyśleć.
                  >
                  > Co 4 lata pojawia się nowa szajka złodziei. Dziękuję, przemyślałem to bardzo
                  > dokładnie - nie stać mnie na ciągłe opłacanie tych cwaniaczków. Wolę być poddan
                  > ym
                  > jednego króla, a nie wielotysięcznego aparatu "demokratycznej" władzy.
                  To Ci się kolego tylko tak wydaje. Mnie też monarchia podoba się, ale na obrazku.
                  Nie ma sposobu, żeby pozbyć się dziedzicznego monarchy idioty, natomiast
                  prezydenta - i owszem. Kadencja kiedyś się kończy.Zresztą demokracja nie stoi w
                  sprzeczności z monarchią, w tym sensie spór jest jałowy. Chodzi o spór na linii
                  demokracja-dyktatura.
                  12% głosów oddanych na Leppera właśnie świadczy o niedojrzałości społeczeństwa i
                  wierze w cuda.
                  Monarchia wcale nie musi byc oszczędna - vide Ludwik XIV.
                  Mylisz się, że "władca jest jeden, właścicielami wszyscy, a kapłani są nieliczni"
                  W systemach azjatyckich władca jest równocześnie właścicielem wszystkiego i
                  najwyższym kapłanem. Pojęcie własności jest dość późne; pierwotnie w każdej
                  monarchii, również w Polsce, wszystko należało do władcy, mógł co najwyżej komuś
                  użyczać prawa użytkowania.
                  Konstytucja z 1935 r. nie ma tu nic do rzeczy; idiota może naznaczyć idiotę na
                  swojego następcę, ale to jeszcze nie znaczy, że ten naznaczony istotnie obejmie
                  władzę. Przy okazji, następcami Piłsudskiego wcale nie byli ci, których sobie
                  życzył. A wśród następców widział Sławka i Sosnkowskiego, nie Mościckiego i
                  Rydza.
                  Systemy niedemokratyczne są bardzo podatne na gwałtowne zmiany władzy, bo tam
                  własnie nie ma sposobu odsunięcia od władzy szajki złodziei. Ale równie dobrze
                  może byc odwrotnie, dyktator-bandzior może obalić dyktatora w miarę uczciwego.
                  Patrz Meksyk, kolejne dyktatury od czasu Juareza aż po ostatnie lata..
                  Augusto Pinochet jako wzór cnót... Ciekawe co powiedza o nim chilijczycy. To, że
                  był w miarę rozsądny w sprawach gospodarczych, jeszcze nie znaczy, że ma stanowić
                  wzór do naśladowania.
                  A generalnie, nie ma w życiu społecznym i politycznym żadnej gwarancji na nic.
                  Dlatego politykom trzeba patrzeć na ręce i profilaktycznie co jakiś czas odsuwać
                  ich od władzy. To zaś jest możliwe tylko w demokracji.
              • jacek#jw Re: Istota demokracji 05.12.01, 11:30
                Demokracja wprowadziła w miejsce zależności człowieka od człowieka zależność
                człowieka od instytucji. Jesteśmy zależni od wszystkich instytcji demokracji,
                które zarządzane są w sposób absolutnie nie demokratyczny. To absurd. Wszystkie
                wady ustrojów niedemokratycznych, w tym dyktatury, zostały przeniesione do
                demokracji, z tym, że występują pod inną postacią. Stąd skorumpowane środowiska
                wpisane bezpośrednio w struktury demokracji. Zmieniamy posłów, wojewodów,
                ministrów w bardzo demokratyczny sposób i nagle ni stąd ni zowąd mnóstwo osób
                chce wprowadzać granice demokracji, tak jakby ich przedtem nie było lub stały
                nie w tym miejscu. Nie ma uzasadnienia stwierdzenie, że w wojsku, fabryce czy
                rodzinie będą się sprawdzać niedemokratyczne formy zarządzania, a w państwie
                nie. Oprócz zalet jakie niewątpliwie niesie demokracja, ma ona w sobie mnóstwo
                wad i zalety jakie niesie ze sobą demokracja zapewne można osiągnąc w inny
                sposób. Chyba, że domokracja jest celem samym w sobie, celem ostatecznym.
                Pozdr / Jacek
                • ptwo Re: Istota demokracji 06.12.01, 01:54
                  jacek#jw napisał(a):

                  > Demokracja wprowadziła w miejsce zależności człowieka od człowieka zależność
                  > człowieka od instytucji. Jesteśmy zależni od wszystkich instytcji demokracji,
                  > które zarządzane są w sposób absolutnie nie demokratyczny. To absurd. Wszystkie
                  >
                  > wady ustrojów niedemokratycznych, w tym dyktatury, zostały przeniesione do
                  > demokracji, z tym, że występują pod inną postacią. Stąd skorumpowane środowiska
                  >
                  > wpisane bezpośrednio w struktury demokracji. Zmieniamy posłów, wojewodów,
                  > ministrów w bardzo demokratyczny sposób i nagle ni stąd ni zowąd mnóstwo osób
                  > chce wprowadzać granice demokracji, tak jakby ich przedtem nie było lub stały
                  > nie w tym miejscu. Nie ma uzasadnienia stwierdzenie, że w wojsku, fabryce czy
                  > rodzinie będą się sprawdzać niedemokratyczne formy zarządzania, a w państwie
                  > nie. Oprócz zalet jakie niewątpliwie niesie demokracja, ma ona w sobie mnóstwo
                  > wad i zalety jakie niesie ze sobą demokracja zapewne można osiągnąc w inny
                  > sposób. Chyba, że domokracja jest celem samym w sobie, celem ostatecznym.
                  > Pozdr / Jacek

                  No to proszę zaproponować, w jaki to sposób można w dyktaturze osiągnąc te same
                  cele co w demokracji. Demokracja nie jest celem samym w sobie, lecz jedynym
                  sensownym modelem zdolnym do ewolucji. Oczywiście, że demokracja ma wiele wad,
                  chociażby powolność w podejmowaniu decyzji. Proszę pamiętać, że zaprzeczeniem
                  demokracji są rządy mniejszości. Co to tak naprawdę oznacza? Większość jest tylko
                  jedna, mniejszości jest wiele, więc z czysto praktycznego punktu widzenia pytam,
                  jeśli nie rządy większości, a właśnie mniejszości, to której? Konkretnie której?
                  Otóż cały sęk w tym, że jeśli zaneguje się zasadę rządów większości, to popadamy
                  w pułapkę, której nie omieszka wykorzystać jakiś dyktator twierdząc, że to
                  własnie on jest tym jedynym wybranym...
                  A w pytaniu chodziło mi o wskazanie takich sfer życia społecznego, gdzie
                  demokracji nie ma lub funkcjonuje w sposób bardzo ograniczony. Dlatego
                  podtrzymuję opinię, że są to: wojsko, biznes i nauka.
                  Wydaje mi się, że kolega jest po prostu anarchistą, który neguje sens państwa
                  jako takiego. Za praszam zatem na bezludną wyspę, tam można sobie do woli
                  realizować wybrany model społeczeństwa,w danym przypadku jednoosobowego, bo z
                  chwila pojawienia się drugiej osoby, są dwie opcje: albo modus vivendi, albo
                  nieustanna wojna o dominację, czyli albo ustalenie reguł gry ku obopólnemu
                  zadowoleniu, albo "naparzanie się". Przypomina się film "Rozbitkowie" z Lee
                  Marvinem i Toshiro Mifune o dwóch rozbitkach w czasie wojny na Pacyfiku. Pasuje
                  jak ulał do sytuacji!
                  • Gość: luka Re: Istota demokracji IP: 217.67.196.* 06.12.01, 08:48
                    ptwo napisał(a):

                    > No to proszę zaproponować, w jaki to sposób można w dyktaturze osiągnąc te same
                    > cele co w demokracji. Demokracja nie jest celem samym w sobie, lecz jedynym
                    > sensownym modelem zdolnym do ewolucji.

                    Ta ewolucja to prosta droga do totalitaryzmu: ograniczanie wolności gospodarczej
                    i osobistej, etatyzm, wszechwładza biurokracji oraz przede wszystkim powstanie
                    zamkniętej kasty politycznej, wymieniającej się władzą co wybory.

                    > Proszę pamiętać, że zaprzeczeniem demokracji są rządy mniejszości.

                    Zaprzeczeniem demokracji jest nomokracja.

                    > Co to tak naprawdę oznacza? Większość jest tylko
                    > jedna, mniejszości jest wiele, więc z czysto praktycznego punktu widzenia pytam
                    > ,
                    > jeśli nie rządy większości, a właśnie mniejszości, to której? Konkretnie której
                    > ?

                    W nomokracji żadnej.

                    > Otóż cały sęk w tym, że jeśli zaneguje się zasadę rządów większości, to popadam
                    > y
                    > w pułapkę, której nie omieszka wykorzystać jakiś dyktator twierdząc, że to
                    > własnie on jest tym jedynym wybranym...

                    Alternatywą jest tylko uciskanie wszystkich mniejszości przez większość, a
                    ściślej rzecz biorąc, przedstawicieli tej anonimowej większości, którzy po
                    wyborach mogą przestać się podlizywać swym elektorom i zaczynają robić co chcą.

                    > Wydaje mi się, że kolega jest po prostu anarchistą, który neguje sens państwa
                    > jako takiego.

                    Sprzeciw wobec demokracji nie oznacza automatycznie bycia anarchistą; popełniasz
                    błąd logiczny, ponieważ zaślepienie demokracją odbiera Ci chłodny osąd i
                    ogranicza horyzonty.

                    > Za praszam zatem na bezludną wyspę, tam można sobie do woli
                    > realizować wybrany model społeczeństwa,w danym przypadku jednoosobowego, bo z
                    > chwila pojawienia się drugiej osoby, są dwie opcje: albo modus vivendi, albo
                    > nieustanna wojna o dominację, czyli albo ustalenie reguł gry ku obopólnemu
                    > zadowoleniu, albo "naparzanie się". Przypomina się film "Rozbitkowie" z Lee
                    > Marvinem i Toshiro Mifune o dwóch rozbitkach w czasie wojny na Pacyfiku. Pasuje
                    > jak ulał do sytuacji!

                    A Ty wyobraź sobie, że lądujesz na bezludnej wyspie z dwoma większymi od siebie
                    mężczyznami. Podczas demokratycznych obrad ci dwaj panowie uchwalają, że masz im
                    świadczyć na przemian usługi seksualne w pełnaj gamie i to w dodatku
                    kwalifikowaną większością 2/3 głosów! I co Ty na to, demokrato?
                    Natomiast w nomokracji taka sytuacja jest niemożliwa - prawo zabrania gwałtów bez
                    względu na to, że gwałciciele stanowią większość w państwie.
                    • ptwo Re: Istota demokracji 06.12.01, 18:32
                      Gość portalu: luka napisał(a):

                      > ptwo napisał(a):
                      >
                      > > No to proszę zaproponować, w jaki to sposób można w dyktaturze osiągnąc te
                      > same
                      > > cele co w demokracji. Demokracja nie jest celem samym w sobie, lecz jedyny
                      > m
                      > > sensownym modelem zdolnym do ewolucji.
                      >
                      > Ta ewolucja to prosta droga do totalitaryzmu: ograniczanie wolności gospodarcze
                      > j
                      > i osobistej, etatyzm, wszechwładza biurokracji oraz przede wszystkim powstanie
                      > zamkniętej kasty politycznej, wymieniającej się władzą co wybory.
                      >
                      > > Proszę pamiętać, że zaprzeczeniem demokracji są rządy mniejszości.
                      >
                      > Zaprzeczeniem demokracji jest nomokracja.
                      >
                      > > Co to tak naprawdę oznacza? Większość jest tylko
                      > > jedna, mniejszości jest wiele, więc z czysto praktycznego punktu widzenia
                      > pytam
                      > > ,
                      > > jeśli nie rządy większości, a właśnie mniejszości, to której? Konkretnie k
                      > tórej
                      > > ?
                      >
                      > W nomokracji żadnej.
                      >
                      > > Otóż cały sęk w tym, że jeśli zaneguje się zasadę rządów większości, to po
                      > padam
                      > > y
                      > > w pułapkę, której nie omieszka wykorzystać jakiś dyktator twierdząc, że to
                      >
                      > > własnie on jest tym jedynym wybranym...
                      >
                      > Alternatywą jest tylko uciskanie wszystkich mniejszości przez większość, a
                      > ściślej rzecz biorąc, przedstawicieli tej anonimowej większości, którzy po
                      > wyborach mogą przestać się podlizywać swym elektorom i zaczynają robić co chcą.
                      >
                      > > Wydaje mi się, że kolega jest po prostu anarchistą, który neguje sens pańs
                      > twa
                      > > jako takiego.
                      >
                      > Sprzeciw wobec demokracji nie oznacza automatycznie bycia anarchistą; popełnias
                      > z
                      > błąd logiczny, ponieważ zaślepienie demokracją odbiera Ci chłodny osąd i
                      > ogranicza horyzonty.
                      >
                      > > Za praszam zatem na bezludną wyspę, tam można sobie do woli
                      > > realizować wybrany model społeczeństwa,w danym przypadku jednoosobowego, b
                      > o z
                      > > chwila pojawienia się drugiej osoby, są dwie opcje: albo modus vivendi, al
                      > bo
                      > > nieustanna wojna o dominację, czyli albo ustalenie reguł gry ku obopólnemu
                      >
                      > > zadowoleniu, albo "naparzanie się". Przypomina się film "Rozbitkowie" z Le
                      > e
                      > > Marvinem i Toshiro Mifune o dwóch rozbitkach w czasie wojny na Pacyfiku. P
                      > asuje
                      > > jak ulał do sytuacji!
                      >
                      > A Ty wyobraź sobie, że lądujesz na bezludnej wyspie z dwoma większymi od siebie
                      >
                      > mężczyznami. Podczas demokratycznych obrad ci dwaj panowie uchwalają, że masz i
                      > m
                      > świadczyć na przemian usługi seksualne w pełnaj gamie i to w dodatku
                      > kwalifikowaną większością 2/3 głosów! I co Ty na to, demokrato?
                      > Natomiast w nomokracji taka sytuacja jest niemożliwa - prawo zabrania gwałtów b
                      > ez
                      > względu na to, że gwałciciele stanowią większość w państwie.

                      Ten przykład właśnie ma się nijak do demokracji, bo jest sprzeczny z postulatem,
                      że nawet większości nie wolno podejmowac pewnych decyzji. Natomiast tak
                      zachwalane "państwo prawa" jest mozliwe do utrzymania tylko w demokracji. To
                      znaczy owszem, władca jest w stanie wymusić przestrzeganie prawa przez obywateli,
                      natomiast nie ma sposobu, żeby zmusić władcę do przestrzegania prawa. Dlatego
                      m.in. Monteskiusz postulował podział władzy. W demokracji są mechanizmy odwołania
                      takiego delikwenta, w systemach niedemokratycznych jest to mozliwe tylko przez
                      przewrót. Ale przewrotu można dokonać w róznych celach. W demokracji nie ma
                      takiej potrzeby, bo jest kadencyjność. I to nie jest kwestia zaślepienia, tylko
                      czystego pragmatyzmu. A że demokracja jest systemem trudnym, to inna sprawa.
                      Zaczyna byc nudne dyskutowanie spraw oczywistych, w których odpowiedź ludzkość
                      znalazła już dawno.
                      • Gość: luka Re: Istota demokracji IP: 217.67.196.* 07.12.01, 10:08
                        ptwo napisał(a):

                        > Ten przykład właśnie ma się nijak do demokracji, bo jest sprzeczny z postulatem
                        > , że nawet większości nie wolno podejmowac pewnych decyzji.

                        A kto jej zabroni? Nasz sejm notorycznie łamie konstytucję i zasady prawne (np.
                        lex retro non agit), uchwala niemożliwe do wprowadzenia w życie ustawy czy jak
                        ostatnio robi sobie jaja z podatników. I co, jest jakiś bat na tych demokratów
                        pełną gębą?
                        Większość uchwaliła parę lat temu obowiązek jeżdżenia w pasach, choć jest to
                        brutalne naruszenie wolności osobistej obywateli. Więc na tej bezludnej wyspie
                        raczej radził bym Ci nie liczyć na to, że pedalska większość oszczędzi Twoje
                        dupsko.

                        > Natomiast tak
                        > zachwalane "państwo prawa" jest mozliwe do utrzymania tylko w demokracji.

                        Kolego, czy rozumiesz różnicę między rządami ślepego prawa, a rządami
                        emocjonalnej, rotacyjnej większości, dbającej o własne korzyści, a nie
                        przestrzeganie prawa?

                        > To
                        > znaczy owszem, władca jest w stanie wymusić przestrzeganie prawa przez obywatel
                        > i, natomiast nie ma sposobu, żeby zmusić władcę do przestrzegania prawa.

                        Jest - prawo. Władcy nie wolno łamać prawa pod groźbą usunięcia z urzędu.
                        Sprzeciw wobec decyzji Sądu Najwyższego, orzekającego impeachment pozbawiałby
                        władcy legitymizacji swego panowania. Wtedy nie byłaby to nomokracja, ale
                        dyktatura. Dlatego najlepszym sposobem uniknięcia takich pokus przez władcę jest
                        dziedziczność tego urzędu.

                        > W demokracji nie ma takiej potrzeby, bo jest kadencyjność.

                        Tak, tak, w Republice Weimarskiej też była. Towarzyszowi Adolfowi specjalnie to
                        nie przeszkodziło.

                        > Zaczyna byc nudne dyskutowanie spraw oczywistych, w których odpowiedź ludzkość
                        > znalazła już dawno.

                        Argumentów Ci nie staje, przedstawicielu ludzkości?
                        • ptwo Re: Istota demokracji 09.12.01, 06:09
                          Gość portalu: luka napisał(a):

                          > ptwo napisał(a):
                          >
                          > > Ten przykład właśnie ma się nijak do demokracji, bo jest sprzeczny z postu
                          > latem
                          > > , że nawet większości nie wolno podejmowac pewnych decyzji.
                          >
                          > A kto jej zabroni? Nasz sejm notorycznie łamie konstytucję i zasady prawne (np.
                          >
                          > lex retro non agit), uchwala niemożliwe do wprowadzenia w życie ustawy czy jak
                          > ostatnio robi sobie jaja z podatników. I co, jest jakiś bat na tych demokratów
                          > pełną gębą?
                          > Większość uchwaliła parę lat temu obowiązek jeżdżenia w pasach, choć jest to
                          > brutalne naruszenie wolności osobistej obywateli. Więc na tej bezludnej wyspie
                          > raczej radził bym Ci nie liczyć na to, że pedalska większość oszczędzi Twoje
                          > dupsko.
                          >
                          > > Natomiast tak
                          > > zachwalane "państwo prawa" jest mozliwe do utrzymania tylko w demokracji.
                          >
                          > Kolego, czy rozumiesz różnicę między rządami ślepego prawa, a rządami
                          > emocjonalnej, rotacyjnej większości, dbającej o własne korzyści, a nie
                          > przestrzeganie prawa?
                          >
                          > > To
                          > > znaczy owszem, władca jest w stanie wymusić przestrzeganie prawa przez oby
                          > watel
                          > > i, natomiast nie ma sposobu, żeby zmusić władcę do przestrzegania prawa.
                          >
                          > Jest - prawo. Władcy nie wolno łamać prawa pod groźbą usunięcia z urzędu.
                          > Sprzeciw wobec decyzji Sądu Najwyższego, orzekającego impeachment pozbawiałby
                          > władcy legitymizacji swego panowania. Wtedy nie byłaby to nomokracja, ale
                          > dyktatura. Dlatego najlepszym sposobem uniknięcia takich pokus przez władcę jes
                          > t
                          > dziedziczność tego urzędu.
                          >
                          > > W demokracji nie ma takiej potrzeby, bo jest kadencyjność.
                          >
                          > Tak, tak, w Republice Weimarskiej też była. Towarzyszowi Adolfowi specjalnie to
                          >
                          > nie przeszkodziło.
                          >
                          > > Zaczyna byc nudne dyskutowanie spraw oczywistych, w których odpowiedź ludz
                          > kość
                          > > znalazła już dawno.
                          >
                          > Argumentów Ci nie staje, przedstawicielu ludzkości?
                          Nie kolego, argumentów jest dosyć, tylko zaczyna mnie nudzić mówienie o sprawach
                          oczywistych.

                          • Gość: luka Re: Istota demokracji IP: 217.67.196.* 10.12.01, 09:05
                            ptwo napisał(a):

                            > Nie kolego, argumentów jest dosyć, tylko zaczyna mnie nudzić mówienie o sprawac
                            > h oczywistych.

                            Kapitulacja na całej linii, tak? A uprzedzałem, że w pojedynku na intelekty
                            jesteś bezbronny...


                    • ptwo Do nomokraty 06.12.01, 19:11
                      Gość portalu: luka napisał(a):

                      > ptwo napisał(a):
                      >
                      > > No to proszę zaproponować, w jaki to sposób można w dyktaturze osiągnąc te
                      > same
                      > > cele co w demokracji. Demokracja nie jest celem samym w sobie, lecz jedyny
                      > m
                      > > sensownym modelem zdolnym do ewolucji.
                      >
                      > Ta ewolucja to prosta droga do totalitaryzmu: ograniczanie wolności gospodarcze
                      > j
                      > i osobistej, etatyzm, wszechwładza biurokracji oraz przede wszystkim powstanie
                      > zamkniętej kasty politycznej, wymieniającej się władzą co wybory.
                      >
                      > > Proszę pamiętać, że zaprzeczeniem demokracji są rządy mniejszości.
                      >
                      > Zaprzeczeniem demokracji jest nomokracja.
                      >
                      > > Co to tak naprawdę oznacza? Większość jest tylko
                      > > jedna, mniejszości jest wiele, więc z czysto praktycznego punktu widzenia
                      > pytam
                      > > ,
                      > > jeśli nie rządy większości, a właśnie mniejszości, to której? Konkretnie k
                      > tórej
                      > > ?
                      >
                      > W nomokracji żadnej.
                      >
                      > > Otóż cały sęk w tym, że jeśli zaneguje się zasadę rządów większości, to po
                      > padam
                      > > y
                      > > w pułapkę, której nie omieszka wykorzystać jakiś dyktator twierdząc, że to
                      >
                      > > własnie on jest tym jedynym wybranym...
                      >
                      > Alternatywą jest tylko uciskanie wszystkich mniejszości przez większość, a
                      > ściślej rzecz biorąc, przedstawicieli tej anonimowej większości, którzy po
                      > wyborach mogą przestać się podlizywać swym elektorom i zaczynają robić co chcą.
                      >
                      > > Wydaje mi się, że kolega jest po prostu anarchistą, który neguje sens pańs
                      > twa
                      > > jako takiego.
                      >
                      > Sprzeciw wobec demokracji nie oznacza automatycznie bycia anarchistą; popełnias
                      > z
                      > błąd logiczny, ponieważ zaślepienie demokracją odbiera Ci chłodny osąd i
                      > ogranicza horyzonty.
                      >
                      > > Za praszam zatem na bezludną wyspę, tam można sobie do woli
                      > > realizować wybrany model społeczeństwa,w danym przypadku jednoosobowego, b
                      > o z
                      > > chwila pojawienia się drugiej osoby, są dwie opcje: albo modus vivendi, al
                      > bo
                      > > nieustanna wojna o dominację, czyli albo ustalenie reguł gry ku obopólnemu
                      >
                      > > zadowoleniu, albo "naparzanie się". Przypomina się film "Rozbitkowie" z Le
                      > e
                      > > Marvinem i Toshiro Mifune o dwóch rozbitkach w czasie wojny na Pacyfiku. P
                      > asuje
                      > > jak ulał do sytuacji!
                      >
                      > A Ty wyobraź sobie, że lądujesz na bezludnej wyspie z dwoma większymi od siebie
                      >
                      > mężczyznami. Podczas demokratycznych obrad ci dwaj panowie uchwalają, że masz i
                      > m
                      > świadczyć na przemian usługi seksualne w pełnaj gamie i to w dodatku
                      > kwalifikowaną większością 2/3 głosów! I co Ty na to, demokrato?
                      > Natomiast w nomokracji taka sytuacja jest niemożliwa - prawo zabrania gwałtów b
                      > ez
                      > względu na to, że gwałciciele stanowią większość w państwie.

                      I jeszcze jedno, zwolenniku nomokracji: życie pokazuje, że nie wszystko daje się
                      skodyfikować, co jakiś czas trzeba podejmowac rózne decyzje, np. w sprawach
                      podatkowych. Gdyby istotnie wszystko można było skodyfikować (marzy się to wielu
                      prawnikom!), to zarządzać mogłyby komputery. Niestety (albo raczej na szczęście)
                      tak nie jest! Skoro negujesz demokrację, czyli podejmowanie decyzji w oparciu o
                      wolę większości, to znaczy, że dopuszczasz mozliwość, że decydującą jest wola
                      mniejszości. Wobec tego konkretne pytanie: KTÓREJ? Jest ich wiele, więcej niż
                      członków społeczeństwa, bo wchodzą w grę najróżniejsze kombinacje. Proszę to
                      skodyfikować!!! A skoro dopuszczamy taką mozliwość, to znaczy w skrajnym
                      przypadku może to być nawet mniejszość jednoosobowa. Dziękuję, postoję!
                      I druga sprawa, którą poruszałem w innym miejscu, to sukcesja władzy. Żaden
                      system niedemokratyczny takiego modelu nie wypracował jak do tej pory i raczej
                      się na to nie zanosi. Natomiast w demokracji taki problem w ogóle nie istnieje.
                      • Gość: luka Re: Do demokraty IP: 217.67.196.* 07.12.01, 10:46
                        ptwo napisał(a):

                        > I jeszcze jedno, zwolenniku nomokracji: życie pokazuje, że nie wszystko daje si
                        > ę
                        > skodyfikować, co jakiś czas trzeba podejmowac rózne decyzje, np. w sprawach
                        > podatkowych.

                        Istnieje spora różnica między dręczeniem obywateli zmianami w ustawach
                        podatkowych co rok, a nakazem np. 7-letniego vacatio legis w tej kwestii.

                        > Gdyby istotnie wszystko można było skodyfikować (marzy się to wielu
                        > prawnikom!), to zarządzać mogłyby komputery.

                        A kto mówi o kodyfikowaniu wszystkiego? Przeciwnie - praw powinno być możliwie
                        mało, powinny być jasne i proste, zamiast obecnego gąszczu wzajemnie sprzecznych
                        zapisów. Rozmawiamy o formie rządów, a nie przepisach kodeksu drogowego.

                        > Skoro negujesz demokrację, czyli podejmowanie decyzji w oparciu o
                        > wolę większości, to znaczy, że dopuszczasz mozliwość, że decydującą jest wola
                        > mniejszości.

                        Po pierwsze: większość jest głupia.
                        Po drugie: negowanie woli większości nie oznacza przypisywania decydującej roli
                        mniejszości, gdyż jest to demokracja a rebous. W nomokracji zasady rządów określa
                        prawo, w granicach których włada król/tyran/prezydent. Istotą są tu zapisy
                        prawne - władza wykonawcza nie ma prawa naruszać praw kardynalnych.

                        > Wobec tego konkretne pytanie: KTÓREJ?

                        A więc: żadnej.

                        > I druga sprawa, którą poruszałem w innym miejscu, to sukcesja władzy. Żaden
                        > system niedemokratyczny takiego modelu nie wypracował jak do tej pory i raczej
                        > się na to nie zanosi.

                        System jest prosty: dziedziczność.

                        • ptwo do nomokraty, ponownie 07.12.01, 18:10
                          Gość portalu: luka napisał(a):

                          > ptwo napisał(a):
                          >
                          > > I jeszcze jedno, zwolenniku nomokracji: życie pokazuje, że nie wszystko da
                          > je si
                          > > ę
                          > > skodyfikować, co jakiś czas trzeba podejmowac rózne decyzje, np. w sprawac
                          > h
                          > > podatkowych.
                          >
                          > Istnieje spora różnica między dręczeniem obywateli zmianami w ustawach
                          > podatkowych co rok, a nakazem np. 7-letniego vacatio legis w tej kwestii.
                          >
                          > > Gdyby istotnie wszystko można było skodyfikować (marzy się to wielu
                          > > prawnikom!), to zarządzać mogłyby komputery.
                          >
                          > A kto mówi o kodyfikowaniu wszystkiego? Przeciwnie - praw powinno być możliwie
                          > mało, powinny być jasne i proste, zamiast obecnego gąszczu wzajemnie sprzecznyc
                          > h
                          > zapisów. Rozmawiamy o formie rządów, a nie przepisach kodeksu drogowego.
                          >
                          > > Skoro negujesz demokrację, czyli podejmowanie decyzji w oparciu o
                          > > wolę większości, to znaczy, że dopuszczasz mozliwość, że decydującą jest w
                          > ola
                          > > mniejszości.
                          >
                          > Po pierwsze: większość jest głupia.
                          > Po drugie: negowanie woli większości nie oznacza przypisywania decydującej roli
                          >
                          > mniejszości, gdyż jest to demokracja a rebous. W nomokracji zasady rządów okreś
                          > la
                          > prawo, w granicach których włada król/tyran/prezydent. Istotą są tu zapisy
                          > prawne - władza wykonawcza nie ma prawa naruszać praw kardynalnych.
                          >
                          > > Wobec tego konkretne pytanie: KTÓREJ?
                          >
                          > A więc: żadnej.
                          >
                          > > I druga sprawa, którą poruszałem w innym miejscu, to sukcesja władzy. Żade
                          > n
                          > > system niedemokratyczny takiego modelu nie wypracował jak do tej pory i ra
                          > czej
                          > > się na to nie zanosi.
                          >
                          > System jest prosty: dziedziczność.
                          >

                          Widzę, że dalsza dyskusja nie ma sensu, bo staje się młóceniem słomy. W związku z
                          tym dwa pytania na koniec:
                          1. kto w nomokracji ma prawo stanowienia prawa i w oparciu o co?
                          2. co na wypadek wygaśnięcia dynastii? Jakie rozwiązanie? Przypominam, że w
                          przeszłości narody, które traciły własną dynastię, najczęściej traciły
                          niepodłegłość.
                          I jeszcze jedno: mówienie, że większość jest głupia, jest - delikatnie mówiąc -
                          niestosowne. Rozumiem, że kolega zalicza sam siebie do tej inteligentnej
                          mniejszości?
                          Poza tym mowa była o demokracji i jej ograniczeniach, a kolega zboczył w krzaki.
                          Często spotykany w Polsce zwyczaj? OVER.
                          • Gość: luka Re: do demokraty pozbawionego płata czołowego IP: 217.67.196.* 10.12.01, 09:25
                            ptwo napisał(a):

                            > Widzę, że dalsza dyskusja nie ma sensu, bo staje się młóceniem słomy.

                            Skoro brak Ci wyobraźni, to nie pozostaje mi nic innego, jak z ubolewaniem
                            wzruszyć ramionami.

                            > W związku z tym dwa pytania na koniec:

                            No proszę, demokrata ptwo domaga się konkretnych odpowiedzi, i to w punktach,
                            natomiast sam poproszony o parę konkretów nabiera słomy w usta i popija wodą.
                            Dlaczego? Ano dlatego, że poza banałami nie ma niczego do powiedzenia i zwietrzył
                            szansę w dopadnięciu polemisty na jego terenie. Proszę bardzo, baranie, próbuj.

                            > 1. kto w nomokracji ma prawo stanowienia prawa i w oparciu o co?

                            Jakiego prawa? Praw kardynalnych czy np. podatkowych lub porządkowych?
                            W oparciu o prawa naturalne i Dekalog. Nie dlatego, że jestem jakimś religijnym
                            ortodoksem, ale dlatego, że jest to moralność tradycyjny i zrozumiała dla każdego.

                            > 2. co na wypadek wygaśnięcia dynastii? Jakie rozwiązanie? Przypominam, że w
                            > przeszłości narody, które traciły własną dynastię, najczęściej traciły
                            > niepodłegłość.

                            Groźba bezpłodności lub powikłań jest obecnie znacznie mniejsza niż niegdyś, ale
                            istotnie istnieje. Rozwiązaniem może być: sztuczne zapłodnienie, adopcja,
                            sukcesja na przedstawiciela płci pięknej albo namaszczenie następcy z najbliższej
                            rodziny. Należy dokonać wyboru metody i później już tylko konsekwentnie się jej
                            trzymać.

                            > I jeszcze jedno: mówienie, że większość jest głupia, jest - delikatnie mówiąc -
                            > niestosowne.

                            A niby dlaczego? Czy mówienie, iż 2/3 społeczeństwa jest wykształcone byle jak to
                            również faux pas?
                            Zresztą nie o inteligencję czy wykształcenie tu chodzi - większość, zbiorowość,
                            nie podejmuje decyzji racjonalnie. Widziałeś kiedyś wybuch paniki w tłumie?

                            > Rozumiem, że kolega zalicza sam siebie do tej inteligentnej
                            > mniejszości?

                            Nic nie rozumiesz. Powtarzam, nie chodzi tu o jakąś sklasyfikowaną większość czy
                            mniejszość (mądrzejszych, ładniejszych, wyższych od przeciętnej), ale tłum
                            podejmujący emocjonalne decyzje, a nie zdroworozsądkowe. W zależności od sytuacji
                            możesz być zarówno członkiem większości lub mniejszości. Obecnie jesteś
                            przedstawicielem większości demoentuzjastów, ale nie oznacza to wcale, żeś głupi
                            jak but z lewej nogi. Chociaż prawdę mówiąc, również temu nie zaprzecza.

                            > Poza tym mowa była o demokracji i jej ograniczeniach, a kolega zboczył w krzaki
                            > . Często spotykany w Polsce zwyczaj? OVER.

                            A o czym rozmawiamy, jak nie o demokracji? To krytyka demokracji przestaje być
                            już rozmową na ten temat, twardogłowy ochlokrato?
                            • ptwo Do szkoły pacanie 10.12.01, 22:37
                              Gość portalu: luka napisał(a):

                              > ptwo napisał(a):
                              >
                              > > Widzę, że dalsza dyskusja nie ma sensu, bo staje się młóceniem słomy.
                              >
                              > Skoro brak Ci wyobraźni, to nie pozostaje mi nic innego, jak z ubolewaniem
                              > wzruszyć ramionami.
                              >
                              > > W związku z tym dwa pytania na koniec:
                              >
                              > No proszę, demokrata ptwo domaga się konkretnych odpowiedzi, i to w punktach,
                              > natomiast sam poproszony o parę konkretów nabiera słomy w usta i popija wodą.
                              > Dlaczego? Ano dlatego, że poza banałami nie ma niczego do powiedzenia i zwietrz
                              > ył
                              > szansę w dopadnięciu polemisty na jego terenie. Proszę bardzo, baranie, próbuj.
                              >
                              > > 1. kto w nomokracji ma prawo stanowienia prawa i w oparciu o co?
                              >
                              > Jakiego prawa? Praw kardynalnych czy np. podatkowych lub porządkowych?
                              > W oparciu o prawa naturalne i Dekalog. Nie dlatego, że jestem jakimś religijnym
                              >
                              > ortodoksem, ale dlatego, że jest to moralność tradycyjny i zrozumiała dla każde
                              > go.
                              >
                              > > 2. co na wypadek wygaśnięcia dynastii? Jakie rozwiązanie? Przypominam, że
                              > w
                              > > przeszłości narody, które traciły własną dynastię, najczęściej traciły
                              > > niepodłegłość.
                              >
                              > Groźba bezpłodności lub powikłań jest obecnie znacznie mniejsza niż niegdyś, al
                              > e
                              > istotnie istnieje. Rozwiązaniem może być: sztuczne zapłodnienie, adopcja,
                              > sukcesja na przedstawiciela płci pięknej albo namaszczenie następcy z najbliższ
                              > ej
                              > rodziny. Należy dokonać wyboru metody i później już tylko konsekwentnie się jej
                              >
                              > trzymać.
                              >
                              > > I jeszcze jedno: mówienie, że większość jest głupia, jest - delikatnie mów
                              > iąc -
                              > > niestosowne.
                              >
                              > A niby dlaczego? Czy mówienie, iż 2/3 społeczeństwa jest wykształcone byle jak
                              > to
                              > również faux pas?
                              > Zresztą nie o inteligencję czy wykształcenie tu chodzi - większość, zbiorowość,
                              >
                              > nie podejmuje decyzji racjonalnie. Widziałeś kiedyś wybuch paniki w tłumie?
                              >
                              > > Rozumiem, że kolega zalicza sam siebie do tej inteligentnej
                              > > mniejszości?
                              >
                              > Nic nie rozumiesz. Powtarzam, nie chodzi tu o jakąś sklasyfikowaną większość cz
                              > y
                              > mniejszość (mądrzejszych, ładniejszych, wyższych od przeciętnej), ale tłum
                              > podejmujący emocjonalne decyzje, a nie zdroworozsądkowe. W zależności od sytuac
                              > ji
                              > możesz być zarówno członkiem większości lub mniejszości. Obecnie jesteś
                              > przedstawicielem większości demoentuzjastów, ale nie oznacza to wcale, żeś głup
                              > i
                              > jak but z lewej nogi. Chociaż prawdę mówiąc, również temu nie zaprzecza.
                              >
                              > > Poza tym mowa była o demokracji i jej ograniczeniach, a kolega zboczył w k
                              > rzaki
                              > > . Często spotykany w Polsce zwyczaj? OVER.
                              >
                              > A o czym rozmawiamy, jak nie o demokracji? To krytyka demokracji przestaje być
                              > już rozmową na ten temat, twardogłowy ochlokrato?

                              Do tej pory, koleś, taktował Ciebie w miarę poważnie. Po inwektywach zmieniam
                              danie, szkoda mojego czasu. Do szkoły pacanie, skoro inaczej nie rozumiesz!
                              • Gość: luka Re: Do szkoły pacanie IP: 217.67.196.* 11.12.01, 08:38
                                ptwo napisał(a):

                                > Do tej pory, koleś, taktował Ciebie w miarę poważnie. Po inwektywach zmieniam
                                > danie, szkoda mojego czasu. Do szkoły pacanie, skoro inaczej nie rozumiesz!

                                Uprzejmie dziękuję za niezwykle merytoryczną odpowiedź. Kolega ma jeszcze jakieś
                                argumenty, czy to już wszystko, na co Kolegę stać? Zapewne nie - tego typu
                                odzywki to charakterystyczna metoda obronna w starciu z przeciwnikiem, któremu
                                nie dorasta się do pięt. Miałkość intelektualną Kolegi podejrzewałem od samego
                                początku - i się nie pomyliłem.
                  • jacek#jw Re: Istota demokracji 07.12.01, 14:49
                    Państwo prawa jest możliwe do utrzymania nie tylko w demokracji. Prawo może być
                    przestrzegane w monarchii, dyktaturze a nawet w komuniźmie. I prawo może być
                    wspólną płaszczyzną i miejscem, w którym będą się łączyć i krystalizować
                    poglądy całkiem różnych ludzi. Mechanizmy przekazywania władzy powstały
                    właściwie w systemach niedemokratycznych (chociażby wolna elekcja, wybór króla,
                    parlament, konkursy na czarownika wioski smile ) a demokracja je zaadoptowała.
                    Twierdzenie, że demokracja rozwiazała problem sukcesji władzy jest oczywiście
                    poparte dowodami: kolejne wybory parlamentarne w kraju, kampanie prezydenckie i
                    doskonały i sprawnie działający nowy parlament w kraju.

                    Demokracja zaś jako wykonywanie woli większości jest argumentem
                    nieprzekonywującym. Mało tego, że trąci to bolszewizmem, to jeszcze mocno
                    ociera się o utopię. Każdy człowiek ma swoje spojrzenie na świat, zarówno w
                    zakresie ogólnym, światopoglądowym, jak i szczegółowym (podatki, sposób
                    funkcjonowania szkół itp.). Drogą kompromisów lub rezygnacji ze swoich
                    kolejnych zapatrywań tworzą się coraz większe grupy ludzi, o których mawia się
                    np. wspólnota interesów lub ludzie o podobnych poglądach. Kolejne rezygnacje,
                    jednoczące hasła pozwalają ludziom utożsamiać się z partiami, koalicjami i
                    tworzyć tę większość, która ma podejmować decyzję w imieniu wszystkich. Problem
                    w tym, że w ten sposób powstaje większość, która tak naprawdę żadną
                    większością nie jest. I w ramach takiej większości może istnieć więcej różnic
                    niż miedzy poszczególnymi partiami poza większością. Utopia większości polega
                    na tym, że tak naprawdę trzeba by formować taką większość w każdym szczegolnym
                    przypadku, co praktycznie jest niemożliwe. Stąd też tak niedemokratyczne
                    procedury w tak demokratycznym sejmie, jak dyscyplina głosowania, czy rozpady i
                    spektakularne przechodzenia posłow z jednego klubu do drugiego.
                    Pogląd, że dyskutujemy o sprawach oczywistych, co jest nudne, bo odpowiedź jest
                    dawno znana jest właściwie żywcem wzięty z kanonów demokracji ludowej.
                    Wystarczy wymienić socjalizm na demokrację parlamentarną, a przewodnią rolę
                    partii na wielkie partie polityczne poprowadzą nas ku....... i znajdziemy się w
                    demokracji.
                    • ptwo Re: Istota demokracji 07.12.01, 18:31
                      jacek#jw napisał(a):

                      > Państwo prawa jest możliwe do utrzymania nie tylko w demokracji. Prawo może być
                      >
                      > przestrzegane w monarchii, dyktaturze a nawet w komuniźmie. I prawo może być
                      > wspólną płaszczyzną i miejscem, w którym będą się łączyć i krystalizować
                      > poglądy całkiem różnych ludzi. Mechanizmy przekazywania władzy powstały
                      > właściwie w systemach niedemokratycznych (chociażby wolna elekcja, wybór króla,
                      >
                      > parlament, konkursy na czarownika wioski smile ) a demokracja je zaadoptowała.
                      > Twierdzenie, że demokracja rozwiazała problem sukcesji władzy jest oczywiście
                      > poparte dowodami: kolejne wybory parlamentarne w kraju, kampanie prezydenckie i
                      >
                      > doskonały i sprawnie działający nowy parlament w kraju.
                      >
                      > Demokracja zaś jako wykonywanie woli większości jest argumentem
                      > nieprzekonywującym. Mało tego, że trąci to bolszewizmem, to jeszcze mocno
                      > ociera się o utopię. Każdy człowiek ma swoje spojrzenie na świat, zarówno w
                      > zakresie ogólnym, światopoglądowym, jak i szczegółowym (podatki, sposób
                      > funkcjonowania szkół itp.). Drogą kompromisów lub rezygnacji ze swoich
                      > kolejnych zapatrywań tworzą się coraz większe grupy ludzi, o których mawia się
                      > np. wspólnota interesów lub ludzie o podobnych poglądach. Kolejne rezygnacje,
                      > jednoczące hasła pozwalają ludziom utożsamiać się z partiami, koalicjami i
                      > tworzyć tę większość, która ma podejmować decyzję w imieniu wszystkich. Problem
                      >
                      > w tym, że w ten sposób powstaje większość, która tak naprawdę żadną
                      > większością nie jest. I w ramach takiej większości może istnieć więcej różnic
                      >
                      > niż miedzy poszczególnymi partiami poza większością. Utopia większości polega
                      > na tym, że tak naprawdę trzeba by formować taką większość w każdym szczegolnym
                      > przypadku, co praktycznie jest niemożliwe. Stąd też tak niedemokratyczne
                      > procedury w tak demokratycznym sejmie, jak dyscyplina głosowania, czy rozpady i
                      >
                      > spektakularne przechodzenia posłow z jednego klubu do drugiego.
                      > Pogląd, że dyskutujemy o sprawach oczywistych, co jest nudne, bo odpowiedź jest
                      >
                      > dawno znana jest właściwie żywcem wzięty z kanonów demokracji ludowej.
                      > Wystarczy wymienić socjalizm na demokrację parlamentarną, a przewodnią rolę
                      > partii na wielkie partie polityczne poprowadzą nas ku....... i znajdziemy się w
                      >
                      > demokracji.

                      Kolego, z szacunkiem, ale bredzisz. Wolna elekcja, parlament itd. to są właśnie
                      cechy demokracji!!! Demokracja i monarchia wcale sobie nie przeczą, to pomylenie
                      pojęć. Kolega nie rozróżnia podziałów: demokracja - dyktatura, monarchia-
                      republika. W Meksyku od połowy XIX w. była republika i dyktatura, w Zjednoczonym
                      Królestwie - od stuleci mamy demokrację i monarchię. Tzw. "republiki bananowe"
                      były republikami i równocześnie "zamordyzmami". Japonia jest monarchią i
                      równocześnie demokracją, na Kubie i w Korei Pn. mamy, wiadomo co! Rzeczpospolita
                      w "złotym wieku" XVI była jak najbardziej i monarchią, i demokracją, której wiele
                      ościennych narodów mogło sobie tylko marzyć. Oczywiście, że wtedy obowiązywały
                      zupełnie inne standardy demokracji niż dzisiaj, więc jest to nieporównywalne do
                      dzisiejszych realiów.
                      Już widzę, przestrzeganie prawa w dyktaturze!!! To znaczy kolega będzie na pewno
                      przestrzegać prawa, bo zostanie do tego zmuszony, natomiast nie było sposobu
                      zmuszenia Stalina do przestrzegania nawet sowieckiego prawa, podobnie jak znanym
                      jest faktem dekorowanie przez carów orderami różnych dostojników, którzy...
                      łamali prawo stanowione przez tego samego cara!! Powiem więcej, nikomu nie
                      przyszło do głowy, że od władcy można czegoś takiego wymagać!
                      Nie ma innego sposobu wyegzekwowania przestrzegania prawa przez dostojników
                      państwowych inaczej niż przez poddanie ich rygorom demokracji. Oczywiście, że
                      przekręty się zdarzają, sprawiedliwość jest często nierychliwa. Za to w
                      dyktaturze wszystko jest cacy!
                      I jeszcze raz powtarzam, kwestionowanie woli większości jako decydującej oznacza
                      tylko tyle, że dopuszcza się JAKO ZASADĘ sytuację, kiedy decyduje wola
                      mniejszości, nawet jednoosobowej. A to już nie jest żadną utopią, to konkretna
                      rzeczywistość w wielu krajach. Wolę więc utopijną demokrację (bo tam można coś
                      poprawić) niż rzeczywistą dyktaturę, gdzie jest KTOŚ, KTO WIE LEPIEJ.
                      Co do państwa prawa, to problem jest jeszcze w tym, kto ma prawo jego stanowienia
                      i w oparciu o jakie procedury: wola większości, czy widzimisię jakiegoś kacyka?
                      • jacek#jw Re: Potrzeba klasyfikacji? 08.12.01, 10:50
                        I od tego zacznę. Zostałem tu najpierw anarchistą, później zwolennikiem
                        dyktatury. W rzeczywistości jestem wrogiem wszelkich ideologii i jeżeli już
                        musisz mnie jakoś zakwalifikować to przyjmij, że jestem egoistą, który swoje
                        potrzeby stawia wyżej niż potrzeby państwa, wszystko jedno jakiego, a więc
                        włącznie z demokracją. Po drugie rzeczywiście się nie rozumiemy i dlatego w
                        wielkim skrócie. Nie zaprzeczam prawdom oczywistym, że pierwsza była demokracja
                        ateńska, że współczesna demokracja powstała w Europie, że bazą demokracji
                        pośredniej jest parlament itd. itp. Pisząc, że mechanizmy sukcesji władzy i
                        pewne metody demokracji zostały wypracowane w systemach niedemokratycznych też
                        pisałem o rzeczach oczywistych i choć wg Ciebie to brednie, to jednak parlament
                        powstał na bazie rad królewskich, więc pomysł z monarchii feudalnej
                        średniowiecza i absolutnie nie demokratycznej, wolna elekcja powstała w wyniku
                        braku potomka ostatniego z Jagiellonów, a ci rządzili również według zupełnie
                        nie demokratycznych zasad. Nie ma sensu sprowadzać naszej dyskusji do poziomu
                        sporu o podstawowe zasady czy definicje, bo jeśli ja bredzę i mieszam pojęcia
                        to Ty znając doskonale to wszystko po prostu manipulujesz. Jak? O tym na dole
                        wątku.
                        • ptwo Potrzeba pragmatyzmu 09.12.01, 05:42
                          jacek#jw napisał(a):

                          > I od tego zacznę. Zostałem tu najpierw anarchistą, później zwolennikiem
                          > dyktatury. W rzeczywistości jestem wrogiem wszelkich ideologii i jeżeli już
                          > musisz mnie jakoś zakwalifikować to przyjmij, że jestem egoistą, który swoje
                          > potrzeby stawia wyżej niż potrzeby państwa, wszystko jedno jakiego, a więc
                          > włącznie z demokracją. Po drugie rzeczywiście się nie rozumiemy i dlatego w
                          > wielkim skrócie. Nie zaprzeczam prawdom oczywistym, że pierwsza była demokracja
                          >
                          > ateńska, że współczesna demokracja powstała w Europie, że bazą demokracji
                          > pośredniej jest parlament itd. itp. Pisząc, że mechanizmy sukcesji władzy i
                          > pewne metody demokracji zostały wypracowane w systemach niedemokratycznych też
                          > pisałem o rzeczach oczywistych i choć wg Ciebie to brednie, to jednak parlament
                          >
                          > powstał na bazie rad królewskich, więc pomysł z monarchii feudalnej
                          > średniowiecza i absolutnie nie demokratycznej, wolna elekcja powstała w wyniku
                          > braku potomka ostatniego z Jagiellonów, a ci rządzili również według zupełnie
                          > nie demokratycznych zasad. Nie ma sensu sprowadzać naszej dyskusji do poziomu
                          > sporu o podstawowe zasady czy definicje, bo jeśli ja bredzę i mieszam pojęcia
                          > to Ty znając doskonale to wszystko po prostu manipulujesz. Jak? O tym na dole
                          > wątku.

                          Jest prawdą oczywistą, że demokracja (a właściwie ewolucja ku demokracji) zaczęła
                          się w systemach niedemokratycznych. Mówiąc ściślej, w warunkach europejskich
                          czasów nowożytnych pierwszym takim istotnym krokiem była Magna Charta Libertatum
                          z 1215 r. a ogólniej mówiąc, w sytuacjach krytycznych władca chcąc nie chcąc
                          zwracał się do poddanych, co stopniowo przeradzało się w trwały zwyczaj, mniej
                          lub bardziej sformalizowany. Tu nie ma sporu o to. Istota sporu polega na tym, że
                          ja usiłuję dyskusję sprowadzić na tory wyznaczone przez pytanie, a kolega ją
                          weksluje zupełnie w bok, w kierunku negacji demokracji. Ja rozumiem, że kolega
                          jest egoistą (ja też), a społeczeństwo składa się z bardzo wielu egoistów. W
                          związku z tym istnieją dwa wyjścia: albo nieustanna wolna amerykanka, kto
                          zdominuje społeczeństwo, czyli mówiąc inaczej CZYJ EGOIZM OKAŻE SIĘ WAŻNIEJSZY,
                          albo próba ustalenia jakichś reguł określających wzajemne relacje. Otóż nie mają
                          żadnych szans przyjęcia (chyba że drogą przymusu, ale to nie wróży dobrze) żadne
                          reguły, które a priori faworyzowałyby jakąś grupę ludności, albo przeciwnie -
                          tłamsiły inną. I tym sposobem dochodzimy do demokracji jako rozwiązania
                          PRAGMATYCZNEGO, które - przynajmniej na gruncie zasad - nikogo nie faworyzuje.
                          Jakimś drogowskazem (chociaż nie ideałem) była konstytucja USA. Nie wszyscy w
                          Polsce zdają sobie sprawę, że to arcydemokratyczne (na owe czasy) rozwiązanie
                          zostało wymuszone przez okoliczności, bo róznice dzielące kolonie założycielskie
                          były tak olbrzymie, że tylko takie rozwiązanie mogło funkcjonować. Gdyby jedna z
                          kolonii zamierzała zdominowac pozostałe, to byłaby niekończąca się wojna, której
                          woleli uniknąć w imię wspólnych interesów. Zmierzam do powiedzenia tego,
                          że "wynalazek" demokracji nie był jednorazowym aktem, lecz że ludzkość dochodziła
                          do niego stopniowo. Problem w tym, że demokracji trzeba się nauczyć, demokracja
                          importowana na ogół kończy się swoją własną karykaturą. A z tą nauka jest jak z
                          pływaniem: nie można się go nauczyć bez wchodzenia do wody, a i niekiedy trzeba
                          się tej wody nałykać. Przez ten pryzmat trzeba też patrzeć na demokrację w Polsce.
                          Krótko: demokracja nie jest żadną ideologią, jest to rozwiązanie systemowe, do
                          którego cywilizacja europejska dochodziła stopniowo na gruncie nie ideologicznym,
                          a pragmatycznym, mówiąc prościej zdroworozsądkowym.
                          Jeśli ktoś neguje celowość demokracji, to proszę bardzo, niech poda lepszy model,
                          ale nie będzie to łatwe, bo już wielu łamało sobie nad tym głowy. Już Churchill
                          powiedział, że jest to system, który ma same wady i tylko jedną zaletę: nikt nie
                          wymyślił niczego lepszego. A egoizm? Bardzo proszę, ale egoistów jest dużo, w
                          Polsce 38 mln, i jakieś modus vivendi muszą znaleźć.
          • ptwo Re: granice demokracji, przykłady 04.12.01, 06:24
            Nie rozumiemy się: cywilna kontrola nad armią jest po to, żeby tak
            niedemokratyczna, z zasady, instytucja jak wojsko nie próbowała rozszerzać
            swoich wpływów na inne sfery życia.
            Po drugie, skoro jeden z dwóch filarów demokracji nie funkcjonuje, to znaczy,
            że nie funkcjonuje demokracja. Oczywiście, że społeczeństwo może uchwalić,
            przez referendum lub w parlamencie, że w wojsku decyzje zapadają przez
            głosowanie. Tylko, że wtedy wojsko przestanie być wojskiem.
            Generalnie, chodziło mi o to, że są sfery, gdzie demokracja nie istnieje lub
            jest bardzo ograniczona.
            • krzys52 wojsko, służby specjalne... 06.12.01, 05:12
              .......Cześć PTWO
              ....Wydaje mi sić, że rozumiem o co chodzi Tobie. Od siebie dodałbym jeszcze
              cywilną kontrolę nad policją i służbami specjalnymi. Powrócę do tego – wkrótce.
              ....Otóż Ty upierasz się, że w wojsku lub wspomnianych właśnie służbach
              demokracji nie ma, podczas gdy ja nadal twierdzę, że także tam demokracja jak
              najbardziej jest. Nasz problem z dogadaniem wywodzi się z różnego rozumienia
              pojęcia demokracja. Dla mnie demokracja jest czysto politycznym terminem.
              ....W skrócie, jest to reżym charakteryzujący się maksymalizacją politycznej
              mobilizacji (tu, wszyscy obywatele), oraz maksymalizacją ich wpływu na decyzje
              ich samych dotyczące – na wyniki politycznego procesu.
              ....Ty, natomiast, używasz pojęcia potocznie stosowanego. Demokracja jest tedy
              dla Ciebie zarówno systemem politycznym jak i szeregiem zachowań potocznie
              uznanych za demokratyczne. Mnie chodziło wcześniej o to, że popełniłeś błąd,
              twierdząc, iż wojsku nie ma demokracji, podczas gdy (moim zdaniem) w wojsku nie
              ma jedynie! wspomnianych zachowań nazywanych demokratycznymi. Demokracja jest
              tam jak najbardziej, bo całe wojsko znajduje się w jej domenie. Właśnie wskutek
              cywilnego nad nim zwierzchnictwa (Parlament i Prezydent, pochodzący z
              powszechnych wyborów, oraz powołany przez w/w instytucje minister obrony).
              ....Z czysto logicznego punktu widzenia, natomiast, nie może być tożsamościa
              reżym polityczny oraz jedna z jego cech – podejmowanie decyzji przez
              głosowanie. Gdyby to były tożsame pojęcia, wówczas brak demokracji w armii
              oznaczałby także jej nieobecność dookola armii. Pojęcia tożsame są ponadto
              wymienne w każdej sytuacji – ponieważ ich znaczenie jest identyczne. Tymczasem
              np. w PRL obywatele także uczestniczyli w wyborach, jednakże błędem byłoby
              twierdzenie, ze ich aktywności przy urnach były demokracją. Było to jedynie
              stosowanie demokratycznej metody podejmowania decyzji (przynajmniej wmawiano o
              tej decyzji), ale to co odbywało się w lokalach wyborczych demokracją nie było
              żadną miarą.
              ....Innym przykładem może być podejmowanie niektórych decyzji na najwyższych
              szczeblach Kościoła katolickiego, a zwłaszcza przy wyborach papieża (czy ci
              apostołowie głosowali?) Owszem odbywa się tam demokratyczne głosowanie, ale
              przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że w Watykanie jest
              demokracja. Do demokracji Watykanowi dalej niż wspomnianemu wyżej PRL.
              Dodatkowo, z braku w Watykanie owego niezbędnego do demokracji “demo”. Tak jak
              w mafii zresztą, gdzie – wzorując się na Watykanie - także decydowano przy
              użyciu głosowania.
              ....Z trzeciej strony surprised), także obrazowo, wojsko jest jedynie narzędziem w
              rękach demokratycznego państwa – w rękach obywateli, którzy posiadają władzę.
              Czy poprawne byłoby zatem rozumowanie w kategoriach “uwładzowienia”
              bądź “odwładzowienia” narzędzia? Owszem, zdarza się, że to narzędzie
              potrafi “uwładzowić” się samo ale wtedy nie mamy już do czynienia z demokracją
              lecz z jakąś juntą.
              ....I co Ty na to confused) Bo ja mam nadzieję, że ktoś może skorzystać na tych
              naszych polemikach.
              .....Pozdrawiam
              ......Krzysztof Patora
              • ptwo Re: wojsko, służby specjalne... 06.12.01, 05:51
                krzys52 napisał(a):

                > .......Cześć PTWO
                > ....Wydaje mi sić, że rozumiem o co chodzi Tobie. Od siebie dodałbym jeszcze
                > cywilną kontrolę nad policją i służbami specjalnymi. Powrócę do tego – wk
                > rótce.
                > ....Otóż Ty upierasz się, że w wojsku lub wspomnianych właśnie służbach
                > demokracji nie ma, podczas gdy ja nadal twierdzę, że także tam demokracja jak
                > najbardziej jest. Nasz problem z dogadaniem wywodzi się z różnego rozumienia
                > pojęcia demokracja. Dla mnie demokracja jest czysto politycznym terminem.
                > ....W skrócie, jest to reżym charakteryzujący się maksymalizacją politycznej
                > mobilizacji (tu, wszyscy obywatele), oraz maksymalizacją ich wpływu na decyzje
                > ich samych dotyczące – na wyniki politycznego procesu.
                > ....Ty, natomiast, używasz pojęcia potocznie stosowanego. Demokracja jest tedy
                > dla Ciebie zarówno systemem politycznym jak i szeregiem zachowań potocznie
                > uznanych za demokratyczne. Mnie chodziło wcześniej o to, że popełniłeś błąd,
                > twierdząc, iż wojsku nie ma demokracji, podczas gdy (moim zdaniem) w wojsku nie
                >
                > ma jedynie! wspomnianych zachowań nazywanych demokratycznymi. Demokracja jest
                > tam jak najbardziej, bo całe wojsko znajduje się w jej domenie. Właśnie wskutek
                >
                > cywilnego nad nim zwierzchnictwa (Parlament i Prezydent, pochodzący z
                > powszechnych wyborów, oraz powołany przez w/w instytucje minister obrony).
                > ....Z czysto logicznego punktu widzenia, natomiast, nie może być tożsamościa
                > reżym polityczny oraz jedna z jego cech – podejmowanie decyzji przez
                > głosowanie. Gdyby to były tożsame pojęcia, wówczas brak demokracji w armii
                > oznaczałby także jej nieobecność dookola armii. Pojęcia tożsame są ponadto
                > wymienne w każdej sytuacji – ponieważ ich znaczenie jest identyczne. Tymc
                > zasem
                > np. w PRL obywatele także uczestniczyli w wyborach, jednakże błędem byłoby
                > twierdzenie, ze ich aktywności przy urnach były demokracją. Było to jedynie
                > stosowanie demokratycznej metody podejmowania decyzji (przynajmniej wmawiano o
                > tej decyzji), ale to co odbywało się w lokalach wyborczych demokracją nie było
                > żadną miarą.
                > ....Innym przykładem może być podejmowanie niektórych decyzji na najwyższych
                > szczeblach Kościoła katolickiego, a zwłaszcza przy wyborach papieża (czy ci
                > apostołowie głosowali?) Owszem odbywa się tam demokratyczne głosowanie, ale
                > przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że w Watykanie jest
                > demokracja. Do demokracji Watykanowi dalej niż wspomnianemu wyżej PRL.
                > Dodatkowo, z braku w Watykanie owego niezbędnego do demokracji “demo̶
                > 1;. Tak jak
                > w mafii zresztą, gdzie – wzorując się na Watykanie - także decydowano prz
                > y
                > użyciu głosowania.
                > ....Z trzeciej strony surprised), także obrazowo, wojsko jest jedynie narzędziem w
                > rękach demokratycznego państwa – w rękach obywateli, którzy posiadają wła
                > dzę.
                > Czy poprawne byłoby zatem rozumowanie w kategoriach “uwładzowienia”
                >
                > bądź “odwładzowienia” narzędzia? Owszem, zdarza się, że to narzędzi
                > e
                > potrafi “uwładzowić” się samo ale wtedy nie mamy już do czynienia z
                > demokracją
                > lecz z jakąś juntą.
                > ....I co Ty na to confused) Bo ja mam nadzieję, że ktoś może skorzystać na tych
                > naszych polemikach.
                > .....Pozdrawiam
                > ......Krzysztof Patora

                Nie zgadzam s
              • ptwo Re: wojsko, służby specjalne... 06.12.01, 06:07
                krzys52 napisał(a):

                > .......Cześć PTWO
                > ....Wydaje mi sić, że rozumiem o co chodzi Tobie. Od siebie dodałbym jeszcze
                > cywilną kontrolę nad policją i służbami specjalnymi. Powrócę do tego – wk
                > rótce.
                > ....Otóż Ty upierasz się, że w wojsku lub wspomnianych właśnie służbach
                > demokracji nie ma, podczas gdy ja nadal twierdzę, że także tam demokracja jak
                > najbardziej jest. Nasz problem z dogadaniem wywodzi się z różnego rozumienia
                > pojęcia demokracja. Dla mnie demokracja jest czysto politycznym terminem.
                > ....W skrócie, jest to reżym charakteryzujący się maksymalizacją politycznej
                > mobilizacji (tu, wszyscy obywatele), oraz maksymalizacją ich wpływu na decyzje
                > ich samych dotyczące – na wyniki politycznego procesu.
                > ....Ty, natomiast, używasz pojęcia potocznie stosowanego. Demokracja jest tedy
                > dla Ciebie zarówno systemem politycznym jak i szeregiem zachowań potocznie
                > uznanych za demokratyczne. Mnie chodziło wcześniej o to, że popełniłeś błąd,
                > twierdząc, iż wojsku nie ma demokracji, podczas gdy (moim zdaniem) w wojsku nie
                >
                > ma jedynie! wspomnianych zachowań nazywanych demokratycznymi. Demokracja jest
                > tam jak najbardziej, bo całe wojsko znajduje się w jej domenie. Właśnie wskutek
                >
                > cywilnego nad nim zwierzchnictwa (Parlament i Prezydent, pochodzący z
                > powszechnych wyborów, oraz powołany przez w/w instytucje minister obrony).
                > ....Z czysto logicznego punktu widzenia, natomiast, nie może być tożsamościa
                > reżym polityczny oraz jedna z jego cech – podejmowanie decyzji przez
                > głosowanie. Gdyby to były tożsame pojęcia, wówczas brak demokracji w armii
                > oznaczałby także jej nieobecność dookola armii. Pojęcia tożsame są ponadto
                > wymienne w każdej sytuacji – ponieważ ich znaczenie jest identyczne. Tymc
                > zasem
                > np. w PRL obywatele także uczestniczyli w wyborach, jednakże błędem byłoby
                > twierdzenie, ze ich aktywności przy urnach były demokracją. Było to jedynie
                > stosowanie demokratycznej metody podejmowania decyzji (przynajmniej wmawiano o
                > tej decyzji), ale to co odbywało się w lokalach wyborczych demokracją nie było
                > żadną miarą.
                > ....Innym przykładem może być podejmowanie niektórych decyzji na najwyższych
                > szczeblach Kościoła katolickiego, a zwłaszcza przy wyborach papieża (czy ci
                > apostołowie głosowali?) Owszem odbywa się tam demokratyczne głosowanie, ale
                > przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że w Watykanie jest
                > demokracja. Do demokracji Watykanowi dalej niż wspomnianemu wyżej PRL.
                > Dodatkowo, z braku w Watykanie owego niezbędnego do demokracji “demo̶
                > 1;. Tak jak
                > w mafii zresztą, gdzie – wzorując się na Watykanie - także decydowano prz
                > y
                > użyciu głosowania.
                > ....Z trzeciej strony surprised), także obrazowo, wojsko jest jedynie narzędziem w
                > rękach demokratycznego państwa – w rękach obywateli, którzy posiadają wła
                > dzę.
                > Czy poprawne byłoby zatem rozumowanie w kategoriach “uwładzowienia”
                >
                > bądź “odwładzowienia” narzędzia? Owszem, zdarza się, że to narzędzi
                > e
                > potrafi “uwładzowić” się samo ale wtedy nie mamy już do czynienia z
                > demokracją
                > lecz z jakąś juntą.
                > ....I co Ty na to confused) Bo ja mam nadzieję, że ktoś może skorzystać na tych
                > naszych polemikach.
                > .....Pozdrawiam
                > ......Krzysztof Patora

                Sorry, kliknęło mi się przed chwilą nie to co trzeba.
                Otóż nie zgadzam się z takim pojęciem demokracji. To, co ja uważam za demokrację,
                nie jest potocznym rozumieniem demokracji. Przede wszystkim demokracja to nie
                żaden reżim, tylko raczej forma organizacyjna (albo sposób funkcjonowania)
                społeczeństwa, w której umawiamy się, że decyduje wola większości (jest to
                założenie bardzo pragmatyczne, bo większość jest jedna, a mniejszości bardzo
                wiele) , ale nawet jej nie wolno podejmowac pewnych decyzji (to z kolei ochrona
                mniejszości przed tyranią większości). Dlaczego tak? Bo na koniecznośc przyjęcia
                takiego rozwiązania wskazuje dorobek cywilizacji europejskiej (wliczając w to
                oczywiście Amerykę); jest to całkowicie obce np. niektórym cywilizacjom
                azjatyckim. Jest to swego rodzaju wiedza empiryczna i dlatego kontestowanie
                demokracji jest jałowe o tyle, że nikt nie wymyślił niczego lepszego - wszystkie
                inne formy juz były i się nie sprawdziły. Ktoś tu na tym forum upiera się przy
                monarchii; można i tak, monarchia nie musi stać w sprzeczności z demokracją. Ale
                to inny problem.
                Otóż istnieją sfery życia społecznego, gdzie funkcjonowanie tych zasad musi
                zostać ograniczone lub nawet wykluczone. Jedną z takich instytucji jest wojsko i
                inne podobne instytucje. Można sobie oczywiście wyobrazić, że społeczeństwo w
                demokratycznym trybie uchwali, że w wojsku będzie się podejmowac decyzje przez
                głosowanie. Problem w tym, że taki wariant stanie w kompletnej sprzeczności z
                sensem istnienia armii, gdzie istnieją zależności służbowe (każdy żołnierz ma
                tylko jednego bezpośredniego przełożonego)- to też wynika z dorobku
                cywilizacyjnego Europy. Gdybyśmy przyjęli, że demokracja funkcjonuje bez
                ograniczeń, to bardzo szybko "przewróciłaby się" na pierwszej poważniejszej
                przeszkodzie. Cała sztuka polega więc na tym, jak w demokratyczne społeczeństwo
                wkomponować wybitnie niedemokratyczne instytucje jak właśnie wojsko i słuzby
                specjalne? Odpowiedzią na to jest własnie cywilna kontrola nad armią; chodzi o to
                m.in., żeby wojsko nie mogło sobie samo wybierać przeciwnika ani ustalać celów
                wojny. Od tego jest kierownictwo cywilne. Ale wracam do pytania, jakie jeszcze
                instytucje?
                • krzys52 Re: wojsko, służby specjalne... 07.12.01, 04:29
                  .......Witam Znowu
                  ....Cieszac sie ogromnie, ze spotykam w Tobie fana demokracji. Nie tak znow
                  czeste sa tego typu spotkania. A trzeba bys wiedzial, ze sam jestem calkowicie
                  oddanym jej fanem. Nie musisz wiec najezac sie, gdy powiem cos nieszablonowego,
                  gdyz – a jest jeszcze kilka osob ktore niniejsze czytaja – chodzi o
                  przyblizenie innym demokracji, o przedstawienie jej w jak najlepszym swietle.
                  Czyli takim ktore pozwoli postronnemu sluchaczowi na zrozumienie tego systemu.
                  ....Rozumiem, ze dla polskiego wielbiciela demokracji zestawienie jej z
                  terminem “rezym”, moze byc haslem do bojki. Per “rezym” mowilo sie kiedys o
                  komunie, a sam “rezym” niezbednie musial byc pejoratywny – tak jak zamordyzm,
                  na przyklad. W tym kontekscie “rezym demokratyczny” istotnie moze irytowac
                  niektorych. Przeciez wyglada zupelnie tak jak “zamordyzm demokratyczny”.
                  Straszne. surprised)
                  ....Rezymem jest kazdy przyjety schemat (uporzadkowanego) postepowania, przez
                  co niezbednie niosacy z soba konkretne ograniczenia (chocby takie, ze postepuje
                  sie wlasnie tak - a nie inaczej). W Stanach zazwyczaj nie uzywa sie
                  sformulowania “democratic regime”, jednakze gdy wypowiadane (zazwyczaj w
                  klasach uniwersyteckich) nie niesie z soba negatywnych konotacji. Przeciez
                  wiadomo, ze i demokracja zwiazana byc musi z szeregiem niezbednych ograniczen,
                  ktore – wlasnie z uwagi na ich nature - nie sa bynajmnie postrzegane jako
                  ujemne strony demokracji. Nawiasem mowiac wczesniej nie uzywalem tego rezymu,
                  wiec mozesz sie nie jezyc. surprised)
                  ....Teraz o tym nieszczesnym wojsku – by wyjasnic do konca. Otoz najbardziej
                  obstajesz przy tym, ze co to by bylo za wojsko gdyby mialo funkcjonowac w
                  oparciu o demokratycznysposob podejmowania decyzji. No coz, zgadzam sie
                  calkowicie. Nie wyobrazam sobie takiego wojska. Ale tez wczesniej nie
                  twierdzilem niczego innego. Znalazlem to zdanie, ktorym wprowadzilem Cie w
                  blad. Oto ono:
                  ‘Gdyby lud doszedl do wniosku, ze funkcjonalnosc armii poprawi sie po
                  wprowadzeniu demokratycznej metody podejmowania decyzji - w wojsku glosowano
                  by.’

                  Jak widzisz jest to zdanie warunkowe - jesli odnosna decyzja mialaby sens, z
                  uwagi na mozliwosc poprawy funkcjonalnosci wojska, to juz lud odpowiednio
                  zadecydowalby. Mozna sie tylko domyslac, ze to wlasnie kiepskie perspektywy
                  armii ewentualnie zarzadzajacej soba w demokratyczny sposob do tej pory nie
                  podsunely ludowi pomyslu na dalsze demokratyzowanie wojska. surprised) Takze w
                  demokracjach lud nie ma ciagot samobojczych.
                  ....W przytoczonym tu zdaniu dodatkowo chodzilo mi o zaprezentowanie, lub
                  raczej zasygnalizowanie, zakresu wladzy ludu, ktory – jesli tylko uznalby to za
                  stosowne, gdyz pozadane – zarzadzilby odpowiednie zmiany. Chodzilo mi o
                  uwypuklenie pozycji rzadzacego na tle podwladnego. Wladcy i narzedzia. Przy
                  czym ten drugi ma oczywiscie wykonac to o czym zdecyduje pierwszy (nie
                  wyobrazam sobie by wojskowi mezczyzni z armii amerykanskiej zarzadzili otwarcie
                  armii dla kobiet; cywilna zwierzchnosc im to zalatwila, i panowie bohaterowie
                  musieli wziac ogony pod siebie).
                  ....Na wiecej nie mam dzis czasu.
                  .....Do jutra zatem(?)
                  K.P.
            • jacek#jw Re: Wojsko, biznes, nauka i co jeszcze? 07.12.01, 14:40
              W sferze społecznej, w rodzinie, nie ma demokracji a jest wzajemne poszanowanie
              swoich upodobań, woli drugiej osoby, jej godności.
              Pojęcie biznesu rozszerzyłbym o wszelką działalność, której celem jest
              zdobywanie korzyści materialnych.
              Wojsko zaś rozszerzyłbym do całej sfery działalności państwa demokratycznego, a
              więc obok wojska i policji co zapewne jest oczywiste również urzędy skarbowe,
              urząd pracy, ZUS, służba zdrowia, kultura, ministerstwa, urzędy wojewódzkie i
              jeszcze dużo, dużo innych podmiotów czy agend państwa. Właściwie to trudno
              znaleźć te sfery, w których demokracja jest metodą zarządzania. Podam jedno
              miejsce. To parlament, ale jeśli to ma być wzorzec życia społecznego to ja
              dziękuję za to.
              I odwracam pytanie, gdzie oprócz parlamentu, zasady demokracji jako metody
              zarządzania i organizacji występują w pełnej krasie? A cywilna kontrola nad
              wojskiem czy policją to wielki znak zapytania, bo jak to jest właściwie,
              parlament kontroluje UOP, czy UOP kontroluje parlament? (zwykły znak
              zapytania).
              • ptwo Re: Wojsko, biznes, nauka i co jeszcze? 07.12.01, 18:03
                jacek#jw napisał(a):

                > W sferze społecznej, w rodzinie, nie ma demokracji a jest wzajemne poszanowanie
                >
                > swoich upodobań, woli drugiej osoby, jej godności.
                > Pojęcie biznesu rozszerzyłbym o wszelką działalność, której celem jest
                > zdobywanie korzyści materialnych.
                > Wojsko zaś rozszerzyłbym do całej sfery działalności państwa demokratycznego, a
                >
                > więc obok wojska i policji co zapewne jest oczywiste również urzędy skarbowe,
                > urząd pracy, ZUS, służba zdrowia, kultura, ministerstwa, urzędy wojewódzkie i
                > jeszcze dużo, dużo innych podmiotów czy agend państwa. Właściwie to trudno
                > znaleźć te sfery, w których demokracja jest metodą zarządzania. Podam jedno
                > miejsce. To parlament, ale jeśli to ma być wzorzec życia społecznego to ja
                > dziękuję za to.
                > I odwracam pytanie, gdzie oprócz parlamentu, zasady demokracji jako metody
                > zarządzania i organizacji występują w pełnej krasie? A cywilna kontrola nad
                > wojskiem czy policją to wielki znak zapytania, bo jak to jest właściwie,
                > parlament kontroluje UOP, czy UOP kontroluje parlament? (zwykły znak
                > zapytania).

                To chyba nieporozumienie. Nie mówimy o tym, gdzie demokracja nie funkcjonuje w
                rzeczywistości (a jak funkcjonuje w Polsce, to wiemy). Chodzi o to, gdzie
                demokracji nie ma Z ZASADY, bo jej tam być nie może albo przynajmniej jest bardzo
                ograniczona. Np. przy rekrutacji do służb specjalnych bardzo
                dokładnie "prześwietla się" kandydata, co jest oczywiste, ale byłoby nie do
                przyjęcia w przypadku ubiegania się o inne stanowisko.
    • ptwo Re: Granice DEMOKRACJI 03.12.01, 06:55
      jajacek napisał(a):

      > Chcialbym wywolac dyskusje o granicach demokracji.
      > Jak daleko mozna posunac sie w wolnosci slowa ,czy istnieja jakias granica?
      > Problem Leppra,jak w "imie"demokracji mozna bezkarnie lamac prawo?
      > I wiele innych problemow ,ktore mam nadzieje porusza forumowicze .
      > Po prawie dwunastu latach doswiadczen ,kazdy ma jakies swoje przemyslenia .

      Nie ma potrzeby "odkrywania Ameryki". Granicą wolności słowa i innych wolności są
      takie same prawa innych ludzi. Inaczej mówiąc, mogę korzystać ze swoich praw tak
      dalece jak to nie narusza takich samych praw innych osób. W przypadku Leppera nie
      chodzi o demokrację a o zwykłą anarchie, tj. nieudolność organów państwa do
      egzekowania prawa. Lepper ma kilka wyroków sądowych w zawieszeniu. Pytam: jak to
      mozliwe? Rozumiem, że mozna mieć zawieszone wykonanie jednego wyroku, ale przy
      następnym konflikcie z prawem wyrok powinien być odwieszony. Wniosek: niezgulstwo
      państwa i prawa w Polsce, a Lepper powinien juz dawno być w więzieniu.
    • Gość: doku Lepper i mniejszość niemiecka, a świętości demokra IP: *.mofnet.gov.pl 03.12.01, 13:20
      Mniejszość niemiecka w naszym sejmie była jest i będzie, choćby nawet
      większości się to nie podobało, mimo że niby tylko duże partie (5%) mają prawo
      do reprezentacji. To jeden fundamentów demokracji w wydaniu cywilizowanym -
      większość decyduje, ale nie wolno jej odbierać możliwości reprezentacji
      mniejszości. Podobnie ma się z równością praw - nie może ideał równych praw
      odbierać przywilejów wyróżniających uznane mniejszości - np. dwujęzyczność w
      pewnych regionach.

      Istnieją też pewne "świętości", których nawet 2/3 czy 3/4 bezwzględnej
      większości posłów nie może zmienić, chyba że posłowie ci zechcą wykluczyć swój
      naród ze wspólnoty państw cywilizowanych. Jedną z takich świętości jest zasada
      immunitetu posłów. Barbarzyńską Europę nauczyli tej zasady Tatarzy, karząc
      okrutnie dzikich Polaków i Węgrów za zomordowanie pierwszych w tej części
      Europy posłów przyzwyczojonych do starych cywilizowanych wschodnich obyczajów.
      Dzikie polskie rycerstwo jeszcze nie straciło swej barbarzyńskiej natury w
      oczach Sienkiewicza, który opisał jak Wiśniowiecki morduje posłów mimo
      oburzenia swoich światłych dworaków i oficerów.

      Teraz oczywiście jest to nie do pomyślenia. Nawet przyłapany na zbrodni, jawnym
      szpiegostwie czy dywersji dyplomata jest bez szwanku wydalany - chyba że jego
      własny kraj oburzony jego zbrodnią, wyprze się go i odbierze mu immunitet.

      I to jest właśnie cywilizowany standard, który musi być stosowany także w
      polityce wewnętrznej, jeśli naród wyrósł już z dzikości i dojrzał do
      demokracji. Immunitet musi być rzeczą świętą - bez tego demokracja jest fikcją.
      Immunitet może stracić tylko ten poseł, którego wyprą się jego własni elektorzy
      i towarzysze. W cywilizowanej demokracji immunitet może być odebrany przez
      parlament tylko na wniosek klubu poselskiego do którego dany poseł należy.

      Innymi słowy, mówiąc w uproszczeniu: tylko Samoobrona może odebrać Lepperowi
      immunitet - gdyby jakakolwiek władza (policja, prokuratura) próbowała dobrać
      się do posła używając posłów konkurencyjnych ugrupowań, to demokracja byłaby
      zagrożona. Większość poselska nie może odbierać immunitetu posłom opozycji, to
      byłby upadek demokracji. Wolno nam liczyć tylko na zażenowanie innych posłów
      Samoobrony, którzy uznają, że Lepper ich kompromituje i zraża do nich wyborców.
      • Gość: luka Re: Lepper i mniejszość niemiecka, a świętości demokra IP: 217.67.196.* 03.12.01, 14:28
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > Mniejszość niemiecka w naszym sejmie była jest i będzie, choćby nawet
        > większości się to nie podobało, mimo że niby tylko duże partie (5%) mają prawo
        > do reprezentacji. To jeden fundamentów demokracji w wydaniu cywilizowanym -
        > większość decyduje, ale nie wolno jej odbierać możliwości reprezentacji
        > mniejszości.

        A co z mniejszością sympatyków UPR, UW i AWS?

        > Dzikie polskie rycerstwo jeszcze nie straciło swej barbarzyńskiej natury w
        > oczach Sienkiewicza, który opisał jak Wiśniowiecki morduje posłów mimo
        > oburzenia swoich światłych dworaków i oficerów.

        Wiśniowiecki był Rusinem...
        • Gość: doku Takich Polaków mieliśmy wielu, moze sami tacy jest IP: *.mofnet.gov.pl 03.12.01, 15:38
          Gość portalu: luka napisał(a):

          >
          > A co z mniejszością sympatyków UPR, UW i AWS?
          >

          A co z mniejszością sympatyków monarchii? To jest użycie słowa mniejszość w innym
          znaczeniu.

          >
          > Wiśniowiecki był Rusinem...
          >

          A Korczak był Żydem, a Chopin był ... właściwie to gdzie się lęgną takie nazwiska?
          • Gość: luka Re: Takich Polaków mieliśmy wielu, moze sami tacy jest IP: 217.67.196.* 03.12.01, 15:58
            Gość portalu: doku napisał(a):

            > A co z mniejszością sympatyków monarchii? To jest użycie słowa mniejszość w inn
            > ym znaczeniu.

            W jakim? Czym jedna mniejszość różni się od innych?

            > A Korczak był Żydem, a Chopin był ... właściwie to gdzie się lęgną takie nazwis
            > ka?

            Wybacz, ale to Ty na przykładzie Wiśniowieckiego formułowałeś wnioski o Polakach.
            • Gość: doku Rodzaje mniejszości IP: *.mofnet.gov.pl 04.12.01, 15:27
              Gość portalu: luka napisał(a):

              > Czym jedna mniejszość różni się od innych?
              >

              Pominę banalne znaczenie tego słowa oznaczające w głosowaniu tych którzy
              przegrali. Skupię się na dwóch pojęciach: potocznym i prawniczym.

              Użyłeś w swoich postach znaczenia potocznego, oznaczającego każdą grupę,
              wyróżniającą się, na tle danego społeczeństwa, swoją odmiennością (anatomii,
              poglądów, pochodzenia itd.) od pozostałych członków tego społeczeństwa. Tak
              rozumiane pojęcie jest moim zdaniem nieprzydatne przy ogólnych rozważaniach o
              demokracji.

              Drugie znaczenie - prawne - służy do wyodrębnienia konkretnego podmiotu prawa (w
              naszych rozważaniach - międzynarodowego), czyli tych mniejszości w znaczeniu
              potocznym, które są opisane przez prawo, jako posiadające lub zasługujące na
              ochronę prawną. Takie mniejszości wyróżnia Deklaracja Praw Człowieka i inne mniej
              lub bardziej powszechnie obowiązujące akty prawne, ograniczające możliwości
              swobodnego uchwalania prawa przez państwa, które zobowiązały się do
              przestrzegania Praw Człowieka. Z tego punktu widzenia różne mniejszości w
              znaczeniu potocznym dzielą się na dwa rodzaje:

              Rodzaj pierwszy to grupa ludzi, których prawa podlegają ochronie tylko
              indywidualnie, np. prawo do wolności przekonań chronione jest niezależnie od tego
              czy człowiek należy do jakiejś grupy, czy są to jego własne przekonania. Grupa
              ludzi o przekonaniach wyróżniających się swą specyfiką i odmiennością nie jest
              osobnym podmiotem prawa, ale składa się z osób - podmiotów prawa.

              Rodzaj drugi to mniejszość uznana przez prawo, która jest "nowym" osobnym
              podmiotem prawa, które chroni prawa tej mniejszości jakby dodatkowo, niezależnie
              od praw chroniących poszczególne osoby. W konsekwencji zakres ochrony prawnej
              osób należących do takiej mniejszości jest szerszy niż osób nienależących do
              żadnej mniejszości uznanej przez prawo.

              Nie jest to pusta, czysto prawnicza filozofia. Tak jak każde sensowne prawo ma
              swoje naturalne i moralne podstawy, tak samo Prawa Człowieka mają swoje głębokie
              korzenie, które każą nam w sposób naturalny i moralnie uzasadniony odróżniać
              mniejszości zasługujące na dodatkową ochronę od mniejszości, które są z tego
              punktu widzenia pozorne, czyli nie zasługują na nic więcej niż zwykła ochrona
              indywidualnej wolności i godności każdego człowieka.

              Intuicja moralna podpowiada nam, która mniejszość zasługuje na wyróżnienie przez
              prawo. Najprostsze takie kryterium, to fizyczna niemożność uniknięcia
              zakwalifikowania do danej mniejszości - człowiek nie może zmienić swojego
              pochodzenia rasowego ani pewnych cech (wad?) budowy ciała (słabość fizyczna
              kobiet) - dlatego musi istnieć prawo rekompensujące ewentualne niedogodności
              takiej wymuszonej przynależności.

              Inne kryterium to istnienie wewnętrznego przymusu (jak np. w dawnych gminach
              żydowskich), który jest sprzeczny (jak każdy zresztą przymus) z moralnością Praw
              Człowieka. Przymus wewnętrzny najczęściej wiąże się z religią lub pochodzeniem -
              poczucie lojalności i represje wobec nieposłusznych powodują naturalne
              ograniczenie wolności członków takich mniejszości. Moralnym obowiązkiem ludzi z
              zewnątrz jest rekompensata w postaci szczególnych praw dla mniejszości
              religijnych czy etnicznych, ale ta rekompensata musi być jednocześnie wyrazem
              poszanowania dla wartości stojących u źródeł tego wewnętrznego przymusu.

              Inne kryterium to mocno rzucająca się w oczy odmienność (np. homoseksualizm),
              wytwarzająca wrażenie obcości członków grupy. Obcość wywołuje instynktowną
              agresję, dlatego członkowie takiej mniejszości muszą być staranniej chronieni
              przez prawo niż "normalni" ludzie.

              Istnieją także inne subtelniejsze kryteria, ale powyższe przykłady wystarczą, aby
              pokazać czym różni się prawdziwa mniejszość od takiej jakiejś mniejszości
              niewartej gadania.

              Poza tym jest jeszcze jedna zupełnie inna kwestia. Partie polityczne, jako
              szczególnie chronione podmioty prawa nie mogą być jeszcze dodatkowo chronione
              jako mniejszości, chociaż odwrotnie się zdarza - mniejszości mogą być
              reprezentowane przez swoje partie. Jednak odwrotny pomysł byłby zwykłą
              niesprawiedliwością wobec prawdziwych mniejszości, gdyż normalni ludzie
              zapisywaliby się do partii, aby uzyskać przywileje z natury przysługujące tylko
              potrzebującym - członkom prawdziwych mniejszości.
              • Gość: luka Re: Rodzaje mniejszości IP: 217.67.196.* 04.12.01, 15:52
                Gość portalu: doku napisał(a):

                > Rodzaj drugi to mniejszość uznana przez prawo, która jest "nowym" osobnym
                > podmiotem prawa, które chroni prawa tej mniejszości jakby dodatkowo, niezależni
                > e
                > od praw chroniących poszczególne osoby. W konsekwencji zakres ochrony prawnej
                > osób należących do takiej mniejszości jest szerszy niż osób nienależących do
                > żadnej mniejszości uznanej przez prawo.

                Krótko pisząc: prawo, które powinno być ślepe i traktować wszystkich członków
                zbiorowości jednakowo, według Ciebie powinno wyróżniać jedne grupy ludzi kosztem
                drugich. Dla mnie to skandal, dla Ciebie całkowicie normalna sytuacja.

                > Intuicja moralna podpowiada nam, która mniejszość zasługuje na wyróżnienie prze
                > z
                > prawo. Najprostsze takie kryterium, to fizyczna niemożność uniknięcia
                > zakwalifikowania do danej mniejszości - człowiek nie może zmienić swojego
                > pochodzenia rasowego ani pewnych cech (wad?) budowy ciała (słabość fizyczna
                > kobiet) - dlatego musi istnieć prawo rekompensujące ewentualne niedogodności
                > takiej wymuszonej przynależności.

                Rasistowskie podejście, co tu ukrywać - według Ciebie pewne rasy zasługują na
                szczególną ochronę. Ja jednak nie widzę powodu, by np. czarnuchów jakoś
                specjalnie chronić - zamach na Murzyna to zamach na człowieka, a nie świętą krowę.

                > Przymus wewnętrzny najczęściej wiąże się z religią lub pochodzeniem -
                > poczucie lojalności i represje wobec nieposłusznych powodują naturalne
                > ograniczenie wolności członków takich mniejszości. Moralnym obowiązkiem ludzi z
                > zewnątrz jest rekompensata w postaci szczególnych praw dla mniejszości
                > religijnych czy etnicznych, ale ta rekompensata musi być jednocześnie wyrazem
                > poszanowania dla wartości stojących u źródeł tego wewnętrznego przymusu.

                Żadna rekompensata nie jest potrzebna, o ile w państwie istnieje swoboda
                wyznawania dowolnej religii.

                > Inne kryterium to mocno rzucająca się w oczy odmienność (np. homoseksualizm),
                > wytwarzająca wrażenie obcości członków grupy. Obcość wywołuje instynktowną
                > agresję, dlatego członkowie takiej mniejszości muszą być staranniej chronieni
                > przez prawo niż "normalni" ludzie.

                Chyba sobie jaja ze mnie robisz. Pedały wymagają specjalnego traktowania ze
                względu na swoje zboczenie? Chorzy na dżumę też? Wpuściłbyś ich do przedszkola,
                gdzie chodzi Twoje dziecko?
                "Obcość" wywołują turyści w zapadłych wioskach - postulujesz, by za każdym z nich
                jechał radiowóz z grupą antyterrorystyczną?
                Niechęć, złość czy zazdrość wywołują osoby obce, bogatsze, lepiej wychowane...
                Każdy przedstawiciel tej grupy wymaga ochrony? A po co? Wszak obowiązujące prawo
                chroni każdego w podobny sposób, nie trzeba tworzyć specjalnych praw dla np.
                dobrze wychowanych pedałów. Przy okazji - pederastów również należy staranniej
                ochraniać prawnie?

                > Istnieją także inne subtelniejsze kryteria, ale powyższe przykłady wystarczą, a
                > by
                > pokazać czym różni się prawdziwa mniejszość od takiej jakiejś mniejszości
                > niewartej gadania.

                Tworzysz sztuczne podziały i dążysz do obalenia powagi prawa. Temida ma opaskę na
                oczach, przez którą nie odróżnia pedała czy Murzyna od białego rasisty czy
                brunatnego terrorysty, a nie zezuje przez rąbek materii, kto przed nią stoi.

                > Partie polityczne, jako
                > szczególnie chronione podmioty prawa nie mogą być jeszcze dodatkowo chronione
                > jako mniejszości, chociaż odwrotnie się zdarza - mniejszości mogą być
                > reprezentowane przez swoje partie. Jednak odwrotny pomysł byłby zwykłą
                > niesprawiedliwością wobec prawdziwych mniejszości, gdyż normalni ludzie
                > zapisywaliby się do partii, aby uzyskać przywileje z natury przysługujące tylko
                > potrzebującym - członkom prawdziwych mniejszości.

                Partie nie powinny być w żaden sposób chronione - bo niby dlaczego?
                I tak mają teraz zbyt ułatwione życie...
                • Gość: doku Re: Rodzaje mniejszości IP: *.mofnet.gov.pl 05.12.01, 13:20
                  Gość portalu: luka napisał(a):

                  > ... prawo, które powinno być ślepe i traktować wszystkich członków
                  > zbiorowości jednakowo, według Ciebie powinno wyróżniać jedne grupy ludzi koszte
                  > m
                  > drugich. Dla mnie to skandal, dla Ciebie całkowicie normalna sytuacja.
                  >

                  Twoja polemika w istocie jest atakiem na Deklarację Praw... uznawaną za szczytowe
                  osiagnięcie kultury prawnej - prawo napisane jakby na wyrost - zawyżające nieco
                  poprzeczkę nawet wobec krajów cywilizowanych. Nie rozumiem więc, czy próbujesz
                  bronić norm moralnych i prawnych krajów nierozwiniętych lub niedemokratycznych
                  (typowa postawa Polaka z ciemnogrodu lub homo sovieticus), czy snobujesz się na
                  jakąś nadwrażliwą istotę, dla której nawet te najlepsze prawa wciąż jeszcze są
                  "skandalicznie" niemoralne. W tym drugim przypadku oczywiście sympatyzuję z Tobą,
                  ale poważnej polemiki prowadzić bym juz nie potrafił.

                  >
                  > Chyba sobie jaja ze mnie robisz. Pedały wymagają specjalnego traktowania ze
                  > względu na swoje zboczenie? Chorzy na dżumę też? Wpuściłbyś ich do przedszkola,
                  >

                  Chorzy należą do pierwszej grupy, czyli ludzi ułomnych fizycznie. Mogą być uznaną
                  mniejszością pod warunkiem, że ich choroba była nieunikniona i jest nieuleczalna.
                  To taki uznany standard praw człowieka - dżuma pod niego nie podpada (pomyliłeś
                  akapity w swej polemice). Pederaści należą do drugiej (tej właśnie) grupy, jako
                  osoby w widoczny sposób obce, natomiast bez wyraźnych ułomności świadczących o
                  chorobie (miewają nawet dzieci jak chcą). Z punktu widzenia praw mniejszości
                  pedały nie mają statusu niepełnosprawnych, ale raczej mają status prześladowanych
                  odmieńców. I nie pisz mi tu bzdur, że to wg mnie, bo ja tego nie popieram (można
                  by mnie w tym przypadku zaliczyć do polskiego ciemnogrodu), ja tylko Ci
                  odpowiadam na to, o co spytałeś poprzednio, jak to wygląda z punktu widzenia
                  prawa najwyższej (na dzisiaj mam nadzieję) jakości.

                  > Temida ma opaskę na
                  > oczach, przez którą nie odróżnia pedała czy Murzyna od białego rasisty czy
                  > brunatnego terrorysty, a nie zezuje przez rąbek materii, kto przed nią stoi.
                  >

                  Taka prymitywna Temida była dobra dla dzikusów 2 tysiące lat temu. Czyżbyś jednak
                  sympatyzował z bezprawiem czasów barbarzyństwa?

                  >
                  > Partie nie powinny być w żaden sposób chronione - bo niby dlaczego?
                  > I tak mają teraz zbyt ułatwione życie...

                  Partie polityczne muszą być specjalnie chronione - to podstawa demokracji,
                  warunek konieczny wolnych wyborów. We wszystkich cywilizowanych demokracjach
                  prawo chroni partie polityczne (np. gwarancje dostępu do publicznej telewizji czy
                  prawo do zaśmiecania ulic ulotkami i oszpecania niektórych pionowych powierzchni
                  plakatami).

                  Na koniec dodam pewna ideę, dlaczego Prawa Człowieka dotyczą także instytucji,
                  firm, stowarzyszeń, mniejszości, rodzin i innych podmiotów prawa niebędących
                  osobami fizycznymi. Otóż ludzie różnią się między sobą i byłoby niepraktyczne
                  (prawo nie może być tak subtelne że aż sparaliżowane), gdyby każdy człowiek był
                  chroniony indywidualnie. Jak słusznie zauważyłeś, nie można każdemu przydzielić
                  osobistego policjanta (co nie znaczy, że w ogóle nie można tego robić). Dlatego
                  właśnie prawo rejestruje różne podmioty, obejmujące większe zbiory ludzi, aby
                  prawo mogło być praktyczne dzięki pewnym uproszczeniom i ujednoliceniom
                  przynajmniej w obrębie zarejestrowanych podmiotów. Z drugiej strony prawo ludzi
                  kulturalnych i cywilizowanych musi cechować się pewną subtelnością, gdyż nie
                  chcemy już w dzisiejszych czasach godzić się na żadną totalitarną uniformizację
                  czy biurokrację. Inaczej poluje się w parkach narodowych na kłusowników
                  uzbrojonych po zęby, a inaczej poluje się w biurze na nieuczciwego księgowego.
                  Inna jest kara dla przemysłowych trucicieli środowiska, a inna dla kierowcy,
                  cysterny, który spowoduje wyciek przez swą nieostrożność czy zaniedbanie. Łatwo
                  jest dostać nakaz przeszukania mieszkania, w którym odbywają się orgie jakiejś
                  niezarejestrowanej sekty, a trudno jest dostać taki nakaz na świątynię jakiegoś
                  zarejestrowanego przez prawo kościoła.

                  Idealny jest złoty środek - prawo sprawne i skuteczne (czyli trochę jednolite i
                  uproszczone), ale jednocześnie dostecznie subtelne i humanitarne, aby nie było
                  jak w średniowieczu, gdy za kradzież kawałka chleba dzikusy karały tak samo jak
                  za kradzież worka klejnotów. Teraz do mnie już wreszcie dotarło - Ty jednak chyba
                  popierasz takie prymitywne prawo - nie myślałem, że człowiek umiejący pisać po
                  polsku do komputera może mieć jeszcze taką moralność, chociaż ci co ujmują się za
                  terrorystami na tym forum, ci co nienawidzą Żydów i USA też muszą być takimi
                  dzikusami. Muszę rozejrzeć się po innych wątkach i zobaczę, co piszesz gdzie
                  indziej - może jednak niesprawiedliwie Cię osądzam, więc na wszelki wypadek z
                  góry przepraszam.
                  • Gość: luka Re: Rodzaje mniejszości IP: 217.67.196.* 05.12.01, 14:15
                    Gość portalu: doku napisał(a):

                    > Twoja polemika w istocie jest atakiem na Deklarację Praw... uznawaną za szczyto
                    > we osiagnięcie kultury prawnej

                    Którą Deklarację masz na myśli? Tę z 1948 r.? I jak postulat równości wobec prawa
                    może być atakiem na ten dokument, w którym równość tę zaakcentowano?

                    > Nie rozumiem więc, czy próbujesz
                    > bronić norm moralnych i prawnych krajów nierozwiniętych lub niedemokratycznych
                    > (typowa postawa Polaka z ciemnogrodu lub homo sovieticus),

                    Owszem, bronię przed takimi legislacyjnymi imperialistami jak Ty. To, co jest
                    naturalne dla Europejczyka wcale nie musi być oczywiste dla Azjaty czy Murzyna.
                    Kraje niedemokratyczne nie są wcale z definicji gorsze od demokratycznych
                    dyktatur - wolałbym żyć w niedemokratycznej monarchii niż tak jak teraz rządzony
                    przez bandę złodziei. Demokracja nie jest świętą krową, a tylko jednym z wielu
                    rodzajów rządów - w dodatku nienajlepszą.
                    Ty, homo europejcusie, najchętniej w imię tej swojej Deklaracji podeptałbyś
                    suwerenność "niedemokratycznych" i "nierozwiniętych" krajów, aby zaimportować tam
                    te swoje kodeksy. Zapominasz jednak, że nie wszyscy mają ochotę na dyktat jakichś
                    Deklaracji - vide np. Somalia.

                    > czy snobujesz się na
                    > jakąś nadwrażliwą istotę, dla której nawet te najlepsze prawa wciąż jeszcze są
                    > "skandalicznie" niemoralne.

                    Jeżeli "najlepsze" prawo zakłada z definicji nierówność obywateli wobec prawa, to
                    owszem, jest ono niemoralne - ponieważ w naturalny sposób powoduje powstawanie
                    grup roszczeniowych.

                    > Chorzy należą do pierwszej grupy, czyli ludzi ułomnych fizycznie. Mogą być uzna
                    > ną
                    > mniejszością pod warunkiem, że ich choroba była nieunikniona i jest nieuleczaln
                    > a.

                    Czy przewlekły katar sienny może być powodem do zaliczenia w poczet takiej
                    mniejszości? A zwykły katar? Jest nieuleczalny i raczej niemożliwy do uniknięcia.
                    Poza tym chory niekoniecznie musi być ułomny fizycznie - łysiejący albo cierpiący
                    na egzemę (przypadłości nieuniknione i chwilowo raczej mało uleczalne) bokser
                    wagi superciężkiej raczej do ułomków nie należy. Tworzenie sztucznych mniejszości
                    nieuchronnie prowadzi nas na manowce absurdu.

                    > To taki uznany standard praw człowieka - dżuma pod niego nie podpada (pomyliłeś
                    > akapity w swej polemice).

                    Czy mógłbyś zacytować ten swój standard, ponieważ z tych różnych Deklaracji
                    raczej nic takiego nie wynika?

                    > Z punktu widzenia praw mniejszości
                    > pedały nie mają statusu niepełnosprawnych, ale raczej mają status prześladowany
                    > ch odmieńców.

                    Prześladowanych? To ja się czuję przez nich prześladowany, ponieważ pedały dążą
                    do zawłaszczenia przynależnej tylko normalnym parom instytucji małżeństwa oraz do
                    rozkładu rodziny. Nikt ich nie prześladuje.

                    > I nie pisz mi tu bzdur, że to wg mnie, bo ja tego nie popieram (można
                    > by mnie w tym przypadku zaliczyć do polskiego ciemnogrodu), ja tylko Ci
                    > odpowiadam na to, o co spytałeś poprzednio, jak to wygląda z punktu widzenia
                    > prawa najwyższej (na dzisiaj mam nadzieję) jakości.

                    Czy pomylę się, jeśli stwierdzę, że Twój pogląd na ten problem jest tożsamy z
                    tym "prawem najwyższej jakości"? Jeśli tak, to nie napisałem bzdury, jeśli nie -
                    to jakoś nie potrafię znaleźć u Ciebie odpowiedniego dystansu (zachwyt
                    nad "najlepszym" prawem wzbudza podejrzenia, że jednak nie są to bzdury).

                    > Taka prymitywna Temida była dobra dla dzikusów 2 tysiące lat temu. Czyżbyś jedn
                    > ak sympatyzował z bezprawiem czasów barbarzyństwa?

                    Bezstronność wymiaru sprawiedliwości to barbarzyńskie bezprawie? Prawo rzymskie
                    jest dobre tylko dla dzikusów? Na ścianie Twojego gabinetu wisi portret
                    towarzysza Wyszyńskiego?

                    > Partie polityczne muszą być specjalnie chronione - to podstawa demokracji,
                    > warunek konieczny wolnych wyborów.

                    Partie polityczne są podstawą demokracji? A to ciekawe. A ja myślałem, że raczej
                    wolność zrzeszania się.

                    > We wszystkich cywilizowanych demokracjach
                    > prawo chroni partie polityczne (np. gwarancje dostępu do publicznej telewizji c
                    > zy
                    > prawo do zaśmiecania ulic ulotkami i oszpecania niektórych pionowych powierzchn
                    > i plakatami).

                    To nie jest ochrona, a prawo do przedstawienia programu. A zaśmiecanie ulic
                    naklejkami nie jest absolutne - po wyborach komitety wyborcze zobowiązane są po
                    sobie posprzątać.

                    > Idealny jest złoty środek - prawo sprawne i skuteczne (czyli trochę jednolite i
                    > uproszczone), ale jednocześnie dostecznie subtelne i humanitarne, aby nie było
                    > jak w średniowieczu, gdy za kradzież kawałka chleba dzikusy karały tak samo jak
                    > za kradzież worka klejnotów.

                    Zauważ, że kradzież biedakowi kawałka chleba jest dla niego znacznie bardziej
                    dolegliwa niż zrabowanie magnatowi jednego z tysięcy jego worków z klejnotami.
                    Zatem nie może być tak, że wartość skradzionej rzeczy przesądza o rozmiarach
                    kary. Szczególnie dokuczliwi są doliniarze, ale uchodzi im to na sucho, gdyż
                    kradną portfele z niewielką ilością pieniędzy - brak skutecznego straszaka
                    (surowej kary) powoduje ich rosnącą bezczelność. Wysokośc kary dobierana według
                    wartości skradzionej rzeczy to nic innego jak zezwolenie na dokonywanie takich
                    przestępstw.

                    > Teraz do mnie już wreszcie dotarło - Ty jednak chyba
                    > popierasz takie prymitywne prawo

                    Lepsze takie proste prawo, od Twojego humanitarno-cywilizacyjnego złotośrodkowego
                    bełkotu, z którego literalnie nic nie wynika.

                    > - nie myślałem, że człowiek umiejący pisać po
                    > polsku do komputera może mieć jeszcze taką moralność,

                    Taką, to znaczy jaką? Równość wobec prawa to dla Ciebie prymitywna zasada prawna?

                    >chociaż ci co ujmują się za
                    > terrorystami na tym forum, ci co nienawidzą Żydów i USA też muszą być takimi
                    > dzikusami.

                    O, zaczynamy imputować przeciwnikowi zmyślone zachowania, insynuować pewne
                    postawy, które są niechętnie odbierane przez innych? Jak to sympatycznie
                    dyskutować z tak oświeconą osobą, z której ucywilizowanie nie wypleniło
                    skłonności do oszczerstw.

                    > Muszę rozejrzeć się po innych wątkach i zobaczę, co piszesz gdzie
                    > indziej - może jednak niesprawiedliwie Cię osądzam, więc na wszelki wypadek z
                    > góry przepraszam.

                    Dżentelmen nie obraża bliźnich tylko po to, by potem przepraszać.
                    • Gość: doku Re: Rodzaje mniejszości IP: *.mofnet.gov.pl 06.12.01, 15:52
                      Gość portalu: luka napisał(a):

                      >
                      > Którą Deklarację masz na myśli?

                      Tę, w której opisano prawa chroniące mniejszości.


                      > To, co jest
                      > naturalne dla Europejczyka wcale nie musi być oczywiste dla Azjaty czy Murzyna.
                      >

                      To już pachnie Łysenką i Mead. Przecież tworzymy jeden gatunek i mamy jedną
                      naturę. Rożnice wynikają z niższego stopnia rozwoju praw.

                      > Kraje niedemokratyczne nie są wcale z definicji gorsze od demokratycznych
                      > dyktatur - wolałbym żyć w niedemokratycznej monarchii niż tak jak teraz rządzon
                      > y
                      > przez bandę złodziei.

                      Nie zdajesz sobie sprawy z rozmiarów korupcji u Murzynów. Tam to dopiero jest
                      złodziejstwo. Żyjesz w świecie urojeń.

                      > > To taki uznany standard praw człowieka - dżuma pod niego nie podpada (pomy
                      > liłeś
                      > > akapity w swej polemice).
                      >
                      > Czy mógłbyś zacytować ten swój standard, ponieważ z tych różnych Deklaracji
                      > raczej nic takiego nie wynika?
                      >

                      Dlatego napisałem "uznany standard" bo nie jest explicite zapisany. Chodzi mi o
                      udogodnienia i ulgi dla niepełnosprawnych, o ułatwienia w leczeniu chorób
                      wenerycznych, o opiekę nad chorymi psychicznie, których np. nie wsadza się do
                      więzienia.

                      >
                      > Prześladowanych? To ja się czuję przez nich prześladowany, ponieważ pedały dążą
                      >
                      > do zawłaszczenia przynależnej tylko normalnym parom instytucji małżeństwa

                      Tylko pragną, abyśmy się z nimi podzielili tą instytucją, nie chcą Ci jej odebrać.

                      > > I nie pisz mi tu bzdur, że to wg mnie, ...
                      > Czy pomylę się, jeśli stwierdzę, że Twój pogląd na ten problem jest tożsamy z
                      > tym "prawem najwyższej jakości"? Jeśli tak, to nie napisałem bzdury,

                      W innym wątku pisałem o pedałach, ale powtórzę w skrócie. Uważam że prawdziwa
                      jest teoria, że homoseksualizm jest ułomnością wynikającą z pecha, jakiego miał
                      pedał, gdy przed jego poczęciem ścigały się plemniki. Istnieją zespóły genów
                      determinujących biseksualizm (korzystny z punktu widzenia doboru naturalnego),
                      ale prowadzi to tego, że czasem splot okoliczności spowoduje połączenie się dwóch
                      takich zespołów co daje niepożądany efekt uboczny w postaci wstrętu do płci
                      przeciwnej. Mechanizm ten powoduje, że geny biseksualizmu, mimo że lepsze niż
                      zwykłe, nie mogą się nadmiernie rozprzestrzenić. Biseksualista nie powinien się
                      żenić z biseksualistką, bo mogą się nie doczekać wnuków.

                      > Na ścianie Twojego gabinetu wisi portret
                      > towarzysza Wyszyńskiego?
                      >

                      Nawet nie pamietam kto to jest. Ale za to myślę, że u Ciebie wisi portret
                      fanatyka Wyszyńskiego.

                      >
                      > Dżentelmen nie obraża bliźnich tylko po to, by potem przepraszać.

                      A kto powiedział, że jestem dżen... tam coś. Zawsze deklarowałem się jako
                      liberał, antykomunista, ateista, neodarwinista i feminista. To chyba wyklucza ten
                      dżem.
                      • Gość: luka Re: Rodzaje mniejszości IP: 217.67.196.* 06.12.01, 16:58
                        Gość portalu: doku napisał(a):

                        > Tę, w której opisano prawa chroniące mniejszości.

                        To znaczy konkretnie którą?

                        > To już pachnie Łysenką i Mead. Przecież tworzymy jeden gatunek i mamy jedną
                        > naturę. Rożnice wynikają z niższego stopnia rozwoju praw.

                        A to z kolei zajeżdża totalniactwem. Murzyn ma skórę równie białą jak ja? A
                        Azjata taką samą mentalność jak Europejczyk? Kamikaze to metoda walki
                        Japończyków, Niemcom formowanie oddziałów samobójczych szło jak po grudzie.

                        > Nie zdajesz sobie sprawy z rozmiarów korupcji u Murzynów. Tam to dopiero jest
                        > złodziejstwo. Żyjesz w świecie urojeń.

                        To jest odpowiedź na poprzednie zdanie? Kto tu ma urojenia?

                        > Dlatego napisałem "uznany standard" bo nie jest explicite zapisany.

                        A więc zmyślasz, czego zresztą od początku się domyslałem.

                        > Chodzi mi o
                        > udogodnienia i ulgi dla niepełnosprawnych, o ułatwienia w leczeniu chorób
                        > wenerycznych, o opiekę nad chorymi psychicznie, których np. nie wsadza się do
                        > więzienia.

                        "Ułatwienia w leczeniu chorób wenerycznych" to uznany standard praw człowieka?
                        No, no, nieźle. A chorych psychicznie się jednak zamyka, tyle że w odpowiednich
                        zakładach. Podobnie chorych zawozi się do szpitala, a nie na wysypisko śmieci.

                        > Tylko pragną, abyśmy się z nimi podzielili tą instytucją, nie chcą Ci jej odebr
                        > ać.

                        Niech sobie wymyślą własne określenie na swój zwierzęcy związek, zamiast
                        zawłaszczać go normalnym ludziom. Zaimportowanie do naszego słownika tego
                        paskudnego słowa na "g" poszło im szybko i sprawnie, a tutaj mają problemy? Ja
                        niczego od nich się nie domagam, poza pragnieniem pozostawienia mnie w spokoju.

                        > W innym wątku pisałem o pedałach, ale powtórzę w skrócie. Uważam że prawdziwa
                        > jest teoria, że homoseksualizm jest ułomnością wynikającą z pecha, jakiego miał
                        > pedał, gdy przed jego poczęciem ścigały się plemniki. Istnieją zespóły genów
                        > determinujących biseksualizm (korzystny z punktu widzenia doboru naturalnego),
                        > ale prowadzi to tego, że czasem splot okoliczności spowoduje połączenie się dwó
                        > ch
                        > takich zespołów co daje niepożądany efekt uboczny w postaci wstrętu do płci
                        > przeciwnej. Mechanizm ten powoduje, że geny biseksualizmu, mimo że lepsze niż
                        > zwykłe, nie mogą się nadmiernie rozprzestrzenić. Biseksualista nie powinien si
                        > żenić z biseksualistką, bo mogą się nie doczekać wnuków.

                        Dobrze, i co z tego?

                        > Nawet nie pamietam kto to jest. Ale za to myślę, że u Ciebie wisi portret
                        > fanatyka Wyszyńskiego.

                        Nie wisi, nieuku. Insynuacja typowa dla antyklerykalnego pajaca.

                        > A kto powiedział, że jestem dżen... tam coś. Zawsze deklarowałem się jako
                        > liberał, antykomunista, ateista, neodarwinista i feminista. To chyba wyklucza t
                        > en dżem.

                        Z pewnością. Ale na liberała mi nie wyglądasz, za dużo u Ciebie totalitarnych
                        ciągotek.
                        • Gość: doku Mieszasz pojęcia IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 11:07
                          Gość portalu: luka napisał(a):

                          >... antyklerykalnego pajaca.
                          >

                          Nie jestem antyklerykałem (Kościół to całkiem fajna i sprawnie działająca
                          organizacja, którą docenił już feldkurat Katz), ale ateistą. Martwi mnie ilość
                          głupków, którzy wierzą w bogów, w nieśmiertelność inną niż tę będącą udziałem
                          genów, w odpusty i inne sztuczki za pomocą których usprawiedliwiają własne
                          lenistwo umysłowe i podłość charakterów. Kościół Katolicki jest wspaniały na tle
                          innych instytucji religijnych świata i na tle innych sekt. Gdyby tylko nie
                          rządzili nim ciemniaki wierzące w boga, to Kościół mógłby czynić jeszcze o wiele
                          mniej zła niż obecnie.
                        • Gość: doku Jednak, jak sam widzisz, Temida nie jest już ślepa IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 11:13
                          Gość portalu: luka napisał(a):

                          >
                          > > Chodzi mi o
                          > > udogodnienia i ulgi dla niepełnosprawnych, o ułatwienia w leczeniu chorób
                          > > wenerycznych, o opiekę nad chorymi psychicznie, których np. nie wsadza się
                          > > do więzienia.
                          >
                          > A chorych psychicznie się jednak zamyka, tyle że w odpowiednich
                          > zakładach.

                          Jeśli nawet traktować to jako karę, to tym bardziej widać, że prawa nie są równe.
                          • Gość: luka Re: Jednak, jak sam widzisz, Temida nie jest już ślepa IP: 217.67.196.* 07.12.01, 11:53
                            Gość portalu: doku napisał(a):

                            > Jeśli nawet traktować to jako karę, to tym bardziej widać, że prawa nie są równ
                            > e.

                            Podobnie jak chorych w szpitalach: dlaczego jedni leżą na internie, a drudzy na
                            OIOMie?
                            • Gość: doku Nie sąd o tym decyduje IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 12:01
                              Gość portalu: luka napisał(a):

                              > jedni leżą na internie, a drudzy na OIOMie?

                        • Gość: doku A czy Janek ma włosy tak ciemne jak ja? IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 11:46
                          Gość portalu: luka napisał(a):

                          > Murzyn ma skórę równie białą jak ja?

                          Takie pytanie w takim kontekście można zadać tylko wtedy, gdy jedyny nauczyciel,
                          którego się pamięta, to katecheta.
                          • Gość: luka Re: A czy Janek ma włosy tak ciemne jak ja? IP: 217.67.196.* 07.12.01, 12:15
                            Gość portalu: doku napisał(a):

                            > Takie pytanie w takim kontekście można zadać tylko wtedy, gdy jedyny nauczyciel
                            > , którego się pamięta, to katecheta.

                            A więc wreszcie dotarło do Ciebie, że popadłeś w absurd?
                            • Gość: doku Czy to tak trudno skojarzyć? IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 15:23
                              Gość portalu: luka napisał(a):

                              >
                              > A więc wreszcie dotarło do Ciebie, że popadłeś w absurd?

                              Gdyby blondynki nie były przyjmowane na pracowników umysłowych, to Deklaracja
                              Praw Człowieka i Obywatela uwzględniałaby także mniejszości ze względu na kolor
                              włosów. Rozwój tych praw jest konsekwentny - każda kolejna wersja zawiera więcej
                              takich kwalifikacji.
                              • Gość: luka Re: Czy to tak trudno skojarzyć? IP: 217.67.196.* 07.12.01, 15:55
                                Gość portalu: doku napisał(a):

                                > Gdyby blondynki nie były przyjmowane na pracowników umysłowych, to Deklaracja
                                > Praw Człowieka i Obywatela uwzględniałaby także mniejszości ze względu na kolor
                                > włosów. Rozwój tych praw jest konsekwentny - każda kolejna wersja zawiera więce
                                > j takich kwalifikacji.

                                A farbowane blondynki?
                                • Gość: doku Na farbowaniu się nie znam IP: *.mofnet.gov.pl 12.12.01, 15:28
                        • Gość: doku Zapomniałeś już o co pytałeś? IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 11:58
                          Gość portalu: luka napisał(a):

                          > Istnieją zespóły genów
                          > > determinujących biseksualizm (korzystny z punktu widzenia doboru naturalne
                          > go),
                          > > ale prowadzi to tego, że czasem splot okoliczności spowoduje połączenie si
                          > ę dwóch
                          > > takich zespołów co daje niepożądany efekt uboczny w postaci wstrętu do płc
                          > i przeciwnej...
                          >
                          > Dobrze, i co z tego?
                          >

                          To z tego, że nie ma podstaw do uznania homoseksualistów za mniejszość, ani na
                          podobieństwo niepełnosprawnych, ani na podobieństwo do jakiejś sekty.
                          • Gość: luka Re: Zapomniałeś już o co się spieramy? IP: 217.67.196.* 07.12.01, 12:22
                            Gość portalu: doku napisał(a):

                            > To z tego, że nie ma podstaw do uznania homoseksualistów za mniejszość, ani na
                            > podobieństwo niepełnosprawnych, ani na podobieństwo do jakiejś sekty.

                            Zgadzam się.
                            • Gość: doku Pamiętam. O mądre prawa się spieramy IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 15:26
    • Gość: Kir Re: jacek#, krzys52 IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.01, 22:26
      W art.30 Konstytucja RP mówi, że to przyrodzona i niezbywalna GODNOŚĆ
      człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela i że jej ochrona
      i poszanowanie jest obowiązkiem władz publicznych. Organy władzy publicznej
      działają na podstawie prawa i w granicach prawa (art.7 Konstytucji). Sejm
      i Senat są organami WŁADZY w RP (art.95 Konstytucji).Posłowie i senatorowie nie
      stoją więc ponad prawem, to tylko części społeczeństwa wmówiono, że tak jest.
      Stało się tak za sprawą ich samych,mediów i oportunistycznej części
      prokuratorów i sędziów, i na to starałem się zwrócić uwagę. Potrzebny był
      dopiero przypadek Leppera aby to wykazać. W tej sprawie wszyscy będą bohaterami
      a sam Lepper męczennikiem. Wolność słowa nie jest wcale określona przez prawo
      przez małe "P" bo czy takim można nazwać Kodeks Karny. Jeżeli tak, to tylko
      dlatego,że organy ścigania zapominają czasami o jego istnieniu i na czym polega
      ściganie spraw "z urzędu". Zawiadomień o przestępstwach pełno jest w środkach
      masowego przekazu,ale nie wszystkie są "wygodne",chyba,że jest jakiś inny
      powód. Kodeks karny uwzględnia takie przestępstwa jak: p-wa przeciwko czci
      i nietykalności cielesnej- wszystkie ścigane z oskarżenia prywatnego tzn.prawie
      jak postępowanie cywilne, p-wa przeciwko działalności instytucji państwowych
      oraz samorządu terytorialnego - wszystkie ścigane z urzędu, czyli organy
      ścigania muszą wszcząć i prowadzić postępowanie, nawet wtedy gdyby pokrzywdzony
      miał inne zdanie.P-wa przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej- ścigane z urzędu.
      P-wa przeciwko porządkowi publicznemu-ścigane z urzędu.P-wa przeciwko wymiarowi
      sprawiedliwości - wszystkie ścigane z urzędu. Tutaj chciałbym przedstawić
      elementy możliwego zachowania się sprawcy tylko dwóch czynów. Pierwszy z nich
      mówi: kto, przez tworzenie fałszywych dowodów lub inne podstępne zabiegi,
      kieruje przeciwko określonej osobie ściganie o przestępstwo, wykroczenie lub
      przewinienie dyscyplinarne albo w toku postępowania zabiegi takie
      przedsiębierze podlega karze... Kto zataja dowody niewinności osoby podejrzanej
      o popełnienie p-wa lub wykroczenia lub przewinienia dyscyplinarnego podlega....
      Takie zapisy funkcjonują już od lat, praktycznie od Wałęsy, ale jeszcze nikomu
      nie został postawiony żaden zarzut, chociaż skrzywdzono tylu ludzi. Doprawdy
      jest wszystko w porządku?! Nie twierdzę, że Lepper powinien zostać pozbawiony
      wcześniej głosu a później od razu zatrzymany. Jest posłem, zgoda.Teraz należy
      udowodnić mu, że mówił nieprawdę i pozbawić immunitetu. Ja tylko zastanawiałem
      się, czy musiało do tego dojść, gdzie wszyscy byli wcześniej, kiedy podobne
      oskarżenia padały z trybuny sejmowej (i nie tylko) wystarczyłoby tylko zmienić
      tryb oznajmujący na pytanie:czy to prawda panie Premierze,że jest pan
      spiegiem?, czy to prawda panowie, że jesteście zdrajcami? czy to prawda, że
      byliście...? O to mi przecież chodzi. Gdyby wówczas powiedziano "NIE" takim
      zachowaniom, gdyby "NIE" powiedziano też takim zachowaniom podczas kampanii
      wyborczych,to zaczęlibyśmy rozmawiać merytorycznie o sprawach Polski a nie
      "językiem ulicy" i demagogii.Każdy kto posługiwałby się fałszywymi oskarżeniami
      byłby eliminowany już na starcie. Pozostawaliby tylko ludzie, którzy mieliby
      dowody na poparcie swoich oskarżeń. Czy kampania sprowadziłaby się do
      "rynsztoku", to już inna sprawa. Dzisiaj byle "dziennikarz" może oczernić
      człowieka i zasłonić się tajemnicą dziennikarską nie ponosząc żadnej
      odpowiedzialności, pomimo tego, że informacje były nieprawdziwe, nierzadko
      zmyślone. To jest wolność słowa w rozumieniu art.30 Konstytucji? Cywilna
      kontrola służb specjalnych bez uprawnień śledczych komisji, przecież to
      śmiech.Poznamy skutek ale nigdy mechanizmów jego powstania ani osób
      odpowiedzialnych, bo zawsze będzie to okryte tajemnicą przed komisjami. Czyli
      co? współcześni pretorianie, sami będą decydować kto ma rządzić a kto nie.
      Jeżeli byliby mądrzejsi od polityków, to nie miałbym nic przeciwko temu.smile))
      Ogólne zasady demokracji są znane, ale chodzi właśnie o szczegóły,
      o dookreślenie pewnych stanów faktycznych aby nie było żadnej dowolności w ich
      interpretacji. Cywilna kontrola nad Wojskiem, rzecz oczywista, ale w samym
      wojsku jedynie działanie na rozkaz i mechanizmy kiedy żołnierz powinien i może
      odmówić wykonania rozkazu.Inaczej możemy zrezygnować z armii.
      Pozdrawiam
      Kir
      • Gość: jacek#jw Re: jacek#, krzys52 IP: 213.25.190.* 04.12.01, 12:20
        Tak, jest pewna hierarchia wartości. Konstytucja i zawarte w niej ustalenia
        dotyczące praw jednostki jest wartością nadrędną. Innymi słowy, moja godność,
        moja wolność jest najważniejasza, bo ja, tak jak każda inna osoba jestem tą
        właśnie jednostką. Więc demokracja, jako forma zarządzania państwem musi być z
        natury rzeczy sprawą podrzędną - podmiotem jest człowiek. Oznacza to, że ja
        mogę swobodnie wypowiadać się o demokracji, krytykować ją i mówić, że jest po
        prostu zła, zła z definicji. I należy ją zmieniać, czy wręcz wyrzucić,
        pamiętając zawsze o tym co jest podmiotem. Ja nie wiem, nie wskazuje co ma być
        na końcu drogi, anarchia, monarchia, niewolnictwo czy cokolwiek innego. Raczej
        sugerowałbym, że nie ma wogóle końca drogi. Sposób i metody zarządzania armią,
        państwem muszą podlegać dyskusjom, i co za tym idzie zmianom. Powtórzę,
        demokracja to nie jest temat tabu, a wprowadzanie granic w coś co dawno zostało
        opisane, zdefiniowane ma mniejszy sens niż zastanawianie się czy to coś
        (demokracja) jest tak naprawdę wielkim ideałem.
        • Gość: Kir Re: Jacek# jw IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.01, 22:29
          Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
          > Tak, jest pewna hierarchia wartości. Konstytucja i zawarte w niej ustalenia
          > dotyczące praw jednostki jest wartością nadrędną. Innymi słowy, moja godność,
          > moja wolność jest najważniejasza, bo ja, tak jak każda inna osoba jestem tą
          > właśnie jednostką. Więc demokracja, jako forma zarządzania państwem musi być z
          > natury rzeczy sprawą podrzędną - podmiotem jest człowiek.
          Demokracja nie jest sprawą podrzędną, ponieważ jest to forma ustroju państwa.
          Wskazuje ona suwerena władzy, przyznaje prawa i wolności polityczne obywatelom
          pozwalające na jej sprawowanie oraz określa sposób w jaki ta władza ma być
          sprawowana. Te wszystkie elementy zawarte są właśnie w Konstytucji RP jako
          ustawie zasadniczej. Jest to najwyższy akt prawny obowiązujący w RP. Żaden inny
          akt prawny czy też przepis prawny nie może być z nią sprzeczny. Będąc obywatelem
          mam nie tylko prawa ale i obowiązki. Jednym z nich jest przestrzeganie prawa.
          Godzę się więc na pewne ograniczenie swoich praw i wolności przez państwo.
          Dotyczy to szczególnie sytuacji gdy naruszam dobra innego człowieka. Dlatego
          przytoczyłem treść art.30 Konstytucji mówiącego o godności człowieka i obowiązku
          jej poszanowania i ochrony przez organy władzy. Oznacza to, że ograniczeniem
          mojej wolności słowa jest godność człowieka przeciwko któremu te słowa kieruję.
          Gdybym miał z tym problemy to zawsze mogę się zastanowić, czy gdyby mnie tak
          nazwano to moja godność zostałaby naruszona. Mogę nazwać kogoś złodziejem,
          szpiegiem, zdrajcą, łapówkarzem, zbrodniarzem, mordercą jeżeli został skazany
          prawomocnym wyrokiem Sądu. W przeciwnym razie muszę posiadać niezbite dowody
          winy albo liczyć się z odpowiedzialnością karną, gdyby organy państwa realizowały
          swoje konstytucyjne obowiązki. Niestety tak nie było i nie jest. Ofiarą takiej
          "wolności słowa" może stać się każdy. Wszystkie instytucje państwowe posiadające
          szczególne uprawnienia lub strukturę tak jak: służby specjalne, wojsko, policja,
          powinny być poddane bardzo uważnej kontroli cywilnej: sejmowej lub senackiej,
          ponieważ dostęp do tego rodzaju informacji i środków może w którymś momencie
          stworzyć pokusę prowadzenia własnej polityki. W tym względzie możemy korzystać
          z doświadczeń innych państw, możemy także uczyć się na ich i własnych błędach.
          Nie musimy popełniać nowych. Jesteśmy państwem suwerennym w takim zakresie jak
          nam na to pozwalają skłócone elity. Przecież skłócony, zdołowany ekonomicznie
          kraj to coraz słabszy partner. Dlaczego dzisiaj nikt nam nie podpowiada jak wyjść
          z kryzysu? Jak tak dalej pójdzie to rzeczywiście jedynym naszym towarem będzie
          ziemia. Czy to wina demokracji- nie, raczej demagogii na którą jesteśmy tak
          podatni, że nie zauważamy rzeczy oczywistych. Nie ma idealnej formy państwa,
          chyba, że ktoś chciałby powrócić do wzorów komun hipisowskich.smile)) Ale już
          całkiem poważnie: mówiłem o Konstytucji ale nie mogę w żadnym Sądzie się na nią
          powołać aby dochodzić swoich praw, tak jak jest to np. w USA. Muszę korzystać z
          ustaw zwykłych tzn. kodeksów: karnego i cywilnego. Dwa bryki z paragrafami
          zamiast jednej Konstytucji w której zapisane są te same prawa, to paranoja.
          Pozdrawiam
          Kir
          • jacek#jw Re: Jacek# jw 05.12.01, 10:51
            Gość portalu: Kir napisał(a):

            > Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
            > > Tak, jest pewna hierarchia wartości. Konstytucja i zawarte w niej ustaleni
            > a
            > > dotyczące praw jednostki jest wartością nadrędną. Innymi słowy, moja godno
            > ść,
            > > moja wolność jest najważniejasza, bo ja, tak jak każda inna osoba jestem t
            > ą
            > > właśnie jednostką. Więc demokracja, jako forma zarządzania państwem musi b
            > yć z
            > > natury rzeczy sprawą podrzędną - podmiotem jest człowiek.
            > Demokracja nie jest sprawą podrzędną, ponieważ jest to forma ustroju państwa.
            > Wskazuje ona suwerena władzy, przyznaje prawa i wolności polityczne obywatelom
            > pozwalające na jej sprawowanie oraz określa sposób w jaki ta władza ma być
            > sprawowana. Te wszystkie elementy zawarte są właśnie w Konstytucji RP jako
            > ustawie zasadniczej. Jest to najwyższy akt prawny obowiązujący w RP. Żaden inny
            >
            > akt prawny czy też przepis prawny nie może być z nią sprzeczny. Będąc obywatele
            > m
            > mam nie tylko prawa ale i obowiązki. Jednym z nich jest przestrzeganie prawa.
            > Godzę się więc na pewne ograniczenie swoich praw i wolności przez państwo.
            > Dotyczy to szczególnie sytuacji gdy naruszam dobra innego człowieka. Dlatego
            > przytoczyłem treść art.30 Konstytucji mówiącego o godności człowieka i obowiązk
            > u
            > jej poszanowania i ochrony przez organy władzy. Oznacza to, że ograniczeniem
            > mojej wolności słowa jest godność człowieka przeciwko któremu te słowa kieruję.
            >
            > Gdybym miał z tym problemy to zawsze mogę się zastanowić, czy gdyby mnie tak
            > nazwano to moja godność zostałaby naruszona. Mogę nazwać kogoś złodziejem,
            > szpiegiem, zdrajcą, łapówkarzem, zbrodniarzem, mordercą jeżeli został skazany
            > prawomocnym wyrokiem Sądu. W przeciwnym razie muszę posiadać niezbite dowody
            > winy albo liczyć się z odpowiedzialnością karną, gdyby organy państwa realizowa
            > ły
            > swoje konstytucyjne obowiązki. Niestety tak nie było i nie jest. Ofiarą takiej
            > "wolności słowa" może stać się każdy. Wszystkie instytucje państwowe posiadając
            > e
            > szczególne uprawnienia lub strukturę tak jak: służby specjalne, wojsko, policja
            > ,
            > powinny być poddane bardzo uważnej kontroli cywilnej: sejmowej lub senackiej,
            > ponieważ dostęp do tego rodzaju informacji i środków może w którymś momencie
            > stworzyć pokusę prowadzenia własnej polityki. W tym względzie możemy korzystać
            > z doświadczeń innych państw, możemy także uczyć się na ich i własnych błędach.
            > Nie musimy popełniać nowych. Jesteśmy państwem suwerennym w takim zakresie jak
            > nam na to pozwalają skłócone elity. Przecież skłócony, zdołowany ekonomicznie
            > kraj to coraz słabszy partner. Dlaczego dzisiaj nikt nam nie podpowiada jak wyj
            > ść
            > z kryzysu? Jak tak dalej pójdzie to rzeczywiście jedynym naszym towarem będzie
            > ziemia. Czy to wina demokracji- nie, raczej demagogii na którą jesteśmy tak
            > podatni, że nie zauważamy rzeczy oczywistych. Nie ma idealnej formy państwa,
            > chyba, że ktoś chciałby powrócić do wzorów komun hipisowskich.smile)) Ale już
            > całkiem poważnie: mówiłem o Konstytucji ale nie mogę w żadnym Sądzie się na nią
            >
            > powołać aby dochodzić swoich praw, tak jak jest to np. w USA. Muszę korzystać z
            >
            > ustaw zwykłych tzn. kodeksów: karnego i cywilnego. Dwa bryki z paragrafami
            > zamiast jednej Konstytucji w której zapisane są te same prawa, to paranoja.
            > Pozdrawiam
            > Kir

            Tym razem nie. Ustawiając ustrój państwa i samo państwo wyżej lub na równi z
            jednostką stawiasz z góry jednostkę nieuprzywilejowaną na przegranej pozycji. W
            funkcjonowaniu społeczeństwa, na co sam wsakazałeś, liczy się konstrukcja prawna,
            interpretacja tego prawa i praktyka codzienna. Ze sposobu przedstawienia przez
            Ciebie demokracji wyciągam wniosek, że gdybym ja po pijanemu uderzył w posła na
            przejściu dla pieszych skończyłbym w więzieniu bez mrugnięcia okiem. W sytuacji
            odwrotnej znalazło by się mnóstwo okoliczności dodatkowych z jedną naczelną,
            poseł działa w imieniu demokracji. Podobnie jest naszym motywem przewodnim.
            Oskarżający Lepper ma iść do więzienia, gdy oskarżający np Cimoszewicz już nie,
            tylko dlatego że bardziej wpisuje się w nasze pojęcia o demokracji. Wiem, Twoje
            podejście do sprawy Leppera jest nieco inne, ale to nie zmienia zasadności moich
            wniosków.
            Pozdr / Jacek
            • Gość: Kir Re: Jacek# jw odpow. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 05.12.01, 22:25
              jacek#jw napisał(a):
              > Tym razem nie. Ustawiając ustrój państwa i samo państwo wyżej lub na równi z
              > jednostką stawiasz z góry jednostkę nieuprzywilejowaną na przegranej pozycji. W
              >
              > funkcjonowaniu społeczeństwa, na co sam wsakazałeś, liczy się konstrukcja prawn
              > a,
              > interpretacja tego prawa i praktyka codzienna. Ze sposobu przedstawienia przez
              > Ciebie demokracji wyciągam wniosek, że gdybym ja po pijanemu uderzył w posła na
              >
              > przejściu dla pieszych skończyłbym w więzieniu bez mrugnięcia okiem. W sytuacji
              >
              > odwrotnej znalazło by się mnóstwo okoliczności dodatkowych z jedną naczelną,
              > poseł działa w imieniu demokracji. Podobnie jest naszym motywem przewodnim.
              > Oskarżający Lepper ma iść do więzienia, gdy oskarżający np Cimoszewicz już nie,
              > tylko dlatego że bardziej wpisuje się w nasze pojęcia o demokracji. Wiem,Twoje
              > podejście do sprawy Leppera jest nieco inne, ale to nie zmienia zasadności
              > moich wniosków.
              > Pozdr / Jacek
              Jacku, nie wiem jakim cudem doszedłeś do takich konkluzji. Podstawowe zasady
              demokracji opisali już wcześniej inni uczestnicy tej dyskusji. Odniosłem się więc
              do prawa, jego przestrzegania i obyczaju jaki panował w naszym kraju w ostatniej
              dekadzie aby wykazać związek przyczynowo-skutkowy, który doprowadził do ostatnich
              wydarzeń. Przecież w drugim poście pisałem, iż posłowie i senatorowie nie stoją
              ponad prawem, są takimi samymi o b y w a t e l a m i jak Ty czy ja. Muszą więc
              tak samo przestrzegać tego samego prawa. Na straży tego prawa powinny stać
              niezawisłe Sądy. Suwerenem władzy władzy w demokracji jest lud.Władza może być
              sprawowana w sposób bezpośredni(referendum) lub pośredni(przez przedstawicieli).
              Parlamentarzysta jest przedstawicielem ludu i korzysta jedynie ze szczególnej
              ochrony prawnej jaką jest immunitet parlamentarny. Proszę nie myl go
              z bezkarnością, pisałem przecież, że większości z nas wmówiono przez te lata, że
              immunitet oznacza bezkarność. Czynili to posłowie swoim postępowaniem i zgodą na
              zachowania niezgodne z prawem nie uchylając immunitetu, organy ścigania i Sądy
              nie reagując na łamanie prawa przez parlamentarzystów. Nie twierdź więc za
              innymi, że patologia staje się regułą. Patologie należy zwalczać aby organizm
              państwowy mógł funkcjonować normalnie. Gdyby zaczęto robić to od początku nie
              byłoby takich problemów, po prostu pewne kategorie ludzi i zachowań byłyby
              weryfikowane już przez samych wyborców. Inaczej też zachowywaliby się kandydaci
              na posłów i senatorów gdyby wiedzieli, że nie są bezkarni i są pewne, prawne
              granice zachowań. Dlatego z takim uporem powracałem do art.30 Konstytucji
              i godności człowieka. Nie ma znaczenia kto jaką opcję reprezentuje, jaki ma kolor
              skóry, jakiego jest wyznania itd., jest człowiekiem i ma prawo do godnego
              traktowania. To mu gwarantuje Konstytucja. Wracając do istoty państwa
              demokratycznego: wszyscy mają równe prawa i jednakowo przez prawo powinni być
              traktowani. Nie powinno więc mieć bytu określenie "jednostka nieuprzywilejowana".
              To oznaczałoby państwo totalitarne. Ustrój państwa musi być zdefiniowany i jest
              w Konstytucji. Czy państwo stoi ponad obywatelem? nie, przecież wszyscy wyrazili
              zgodę na jego powstanie, jest to organizacja społeczeństwa.Jeżeli organizacja, to
              siłą rzeczy muszą istnieć normy regulujące jego funkcjonowanie. Trudno wyobrazić
              sobie państwo rządzone przez wszystkich, stąd konieczność powołania organów
              państwowych aby sprawowały władzę. Ale aby sprawowana była dobrze konieczność
              podziału na: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Ostatnio doszedł uzurpatorsmile)
              IV władzy: środki masowego przekazu. Władza powinna być sprawowana dla dobra
              obywatela, dlatego też najwyższymi organami władzy ustawodawczej są Sejm i Senat.
              Wybory do nich są powszechne. To władza jest dla obywatela a nie odwrotnie. To,
              że mamy takie wrażenie to w dużej mierze "zasługa" urzędników. Ograniczenia praw
              i wolności to tylko ograniczenia niezbędne do prawidłowego funkcjonowania państwa
              np.kara pozbawienia wolności. Rzecz oczywista, że nie ma doskonałego ustroju, ale
              to nie powód aby negować założenia istniejącego. Wiadomo przecież co jest złe,
              należy więc to naprawić. Oczywiście nie jest to łatwe, bo władza bez
              odowiedzialności kusi, tak jak pieniądze bez właściciela. Jest to jednak do
              zrobienia. Należałoby jednak inaczej spojrzeć na elity polityczne i ich członków.
              Z pewnością jest wśród nich wielu ludzi wartościowych ale jest także wielu
              populistów, demagów i normalnych nieudaczników. Jednak to my wytworzyliśmy w nich
              przekonanie, że zawsze mają rację i są lepsi od nas przyklaskując ich
              poczynaniom. "obiektywne" media zrobiły resztę, ale przecież dziennikarze też
              mają swoje poglądy i nieważne w jakiej gazecie piszą czy programie występują. Już
              utarł się taki zwyczaj: dokopać komuś tak aby wszyscy mieli radochę. Czasami bez
              zastanowienia, ale czegóż to nie robi się dla tej chwili blasku.smile)) Oczywiście
              chciałbym też aby opracowano "kartę praw konstytucyjnych obywatela" na którą
              mógłby się powołać przed Sądem w przypadku ich naruszenia, aby nie musiał szukać
              przepisów szczegółowych w innych ustawach. To naprawdę można zrobić bez większych
              trudności.
              Pozdrawiam
              Kir
              • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 07.12.01, 14:56
                Wnioski swoje wyciągnąłem w sposób następujący:

                1. Twoje stwierdzenia o nadrzędności (lub równorzędności) demokracji nad
                godnością i wolnością osobistą.

                2. Moja konkluzja na bazie poprzednich rozważań: konstrukcja prawna,
                interpretacja praw, praktyka.

                3. Obserwacje przykładów demokracji (PRL, Polska współczesna,USA.....)

                Ad1. Posługując się tekstem konstytucji sam stwierdziłeś, że demokracja jako
                ustrój nie może być czymś podrzędnym. Godność osobista miałaby być chroniona
                odpowiednimi zapisami. Jednak ja z Twojej wypowiedzi wnioskuję nadrzędność
                ustroju nad interesem jednostki, mimo że jedno i drugie niezbywalne to jednak
                hierarchia została określona.

                Ad2. Sama konkluzja nie wzbudziła zastrzeżeń, dodam jedynie, że konstytucja
                jako najwyższe prawo chyba u nikogo nie wzbudza zastrzeżeń, sąd najwyższy jako
                ostateczna wykładnia prawa też chyba nie, zatem praktyka. Praktyka to miejsce
                gdzie zapisane reguły demokracji mają się sprawdzić no i nie sprawdzają się.

                Ad3. PRL jako przykład oczywiście czasów, w których demokracji nie było i jako
                odniesienie do demokracji dzisiejszej. USA, bo były wcześniej przytaczane.
                Różnica między demoludem a demokracją na dziś polega właśnie na konstrukcji
                prawnej i hierarchii wartości. W czasach PRL były wolne wybory, był parlament,
                były partie. Perfidia tamtego okresu polegała na tym, że w akcie najwyższym
                były powpisywane nadrzędna rola partii, socjalizm i sojusz z ZSRR. W ten sposób
                w niższych aktach prawnych nie było potrzeby umieszczania żadnych wytycznych.
                Po 90 roku wystarczyło wyczyścić socjalizm i resztę. USA zaś to przykład roli
                praktyki (precedensy prawne).

                Moje wnioski to przykład konkretnych zachowań w parlamencie i na przejściu dla
                pieszych, a właściwie konsekwencji takiego zdarzenia. Otóż zawsze tak było,że
                nie zależnie od systemów politycznych czy uwarunkowań, w konkretnej sytuacji
                ludzie pragną osiągnąć jak najwięcej korzyści, i to jest ich rzeczywistym
                motywem działania. I tak w PRL w kąt poszły szczytne cele socjalizmu i walki
                klasowej i ci co mieli władzę mieli wszystko. Dziś przekonał się o tym Belka,
                ze zdziwieniem patrząc jak banki wytrącają mu z ręki atuty, (wcześniej
                doświadczył tego Balcerowicz) a wszyscy zastanawiają się o co w tym wszystkim
                tak naprawdę chodzi. Wymieniając socjalizm na demokrację główna zmiana dotyczy
                ideologii. Zatem stawiając wyżej demokrację od jednostki doprowadza się w
                prostej linii do wymyślonych przeze mnie przykładów. Jeżeli demokracja jest
                wyżej, to sprawą pomysłowości, perfidii czy bezwzględności jest znalezienie
                odpowiedniego paragrafu, aby uzasadnić działanie w stanie wyższej konieczności
                (sejm, demokracja czy coś tam jeszcze czekało i było najważniejsze, człowiek na
                pasach już się nie liczy). NIE!, to człowiek jest najważniejszy.

                Pozdr / Jacek
                • Gość: Kir Re: Jacek# jw odpow. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.01, 23:44
                  Witam. Jacku demokracja to wspaniała idea, że wszyscy ludzie są równi i wolni.
                  Jej matką była starożytna Grecja. Już wówczas miała ona swoje wady: akceptowała
                  instytucję niewolnictwa, nie przyznawała praw kobietom. Najbardziej znaną była
                  demokracja ateńska, w której urzędników sprawujących władzę wykonawczą wybierano
                  drogą losowania spośród obywateli Aten. Jednak i ona krytykowana była za brak
                  rozsądku ludzi, brak kompetencji w obsadzaniu stanowisk, uleganie demagogii .itp.
                  A działo się to już od VI w. p.n.e.I krytykowali ją nie tacy ludzie jak my, ale
                  wielcy" tamtych czasów, których uznajemy do dziś. Jednak ludzie myśli o niej nie
                  porzucili, lecz starali się ją doskonalić i likwidować wszelkie niedoskonałości.
                  Jasne, że nie jest doskonała i prawdopodobnie nie będzie, jednak to ile zarzutów
                  będzie jej się stawiać zależy jedynie od nas samych. Jak dotychczas, żaden ustrój
                  się nie sprawdził, na ten powołuje się najwięcej państw i do niego dąży, nawet
                  tych zniewolonych. Tak sama idea jest szczytna, ale co kiedy przychodzi do jej
                  realizacji? Niestety, tutaj to już sprawa suwerena czyli ludu, narodu jak Wolisz.
                  Jeżeli pracodawca wybiera złego pracownika a później go toleruje, to do kogo może
                  mieć pretensje, że firma źle funkcjonuje? Swoją drogą wszyscy mamy jakieś wady,
                  naleciałości z przeszłości, sympatie i antypatie polityczne,przemawiają przez nas
                  emocje a nie obiektywizm i rozsądek. Tacy już jesteśmy, dlatego musimy zmienić
                  sposób myślenia, czy to możliwe przy tylu podziałach? Teraz już nie wiem.
                  Oczywiście można grać na tych emocjach, tylko że przegra Polska. Teraz wróćmy do
                  Twojego głównego problemu: nadrzędności demokracji czy równorzędności i człowieka.
                  Odrzucamy wszystko: ustrój, prawo, politykę.Zostawiamy tylko dwie zasady: równość
                  i wolność i zgodnie z nimi żyjemy. Tylko tak aby ta równość i wolność w odczuciu
                  nikogo z żyjących nie została naruszona.Nie w Twoim, ale w odczuciu kogoś z ludzi
                  wśród których żyjesz, albo abyś Ty nie odczuł, że ktoś w stosunku do Ciebie
                  naruszył te zasady.Musieli by to być idealni ludzie albo roboty. Jednak co zrobić
                  w sytuacji gdyby takimi nie byli? Mało tego odczuwali jeszcze chęć dominacji?
                  Przecież człowiek to drapieżnik z reguły żyjący stadnie.smile) Przyznasz, że życie
                  też nie byłoby łatwe.smile)Polecam Ci też ostatni post Ptwo, nie tylko ja piszę
                  elaboratysmile) ale warto.
                  Pozdrawiam
                  Kir
                  • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 08.12.01, 12:26
                    Gość portalu: Kir napisał(a):

                    > Witam.

                    Witam.

                    > Jacku demokracja to wspaniała idea, że wszyscy ludzie są równi i wolni.
                    > Jej matką była starożytna Grecja. Już wówczas miała ona swoje wady: akceptowała
                    >
                    > instytucję niewolnictwa, nie przyznawała praw kobietom. Najbardziej znaną była
                    > demokracja ateńska, w której urzędników sprawujących władzę wykonawczą wybieran
                    > o
                    > drogą losowania spośród obywateli Aten. Jednak i ona krytykowana była za brak
                    > rozsądku ludzi, brak kompetencji w obsadzaniu stanowisk, uleganie demagogii .it
                    > p.
                    > A działo się to już od VI w. p.n.e.I krytykowali ją nie tacy ludzie jak my, ale
                    >
                    > wielcy" tamtych czasów, których uznajemy do dziś.

                    Już pierwszych zdaniach zawarłeś sprzeczne ze sobą wnioski lub opinie. Demokracja
                    jest piękną i wspaniałą ideą ale niestety nie równości i wolności. Jest to idea,
                    która umożliwia ludziom z określonej społeczności współdecydownie o swoim losie.
                    To zupełnie inne pojęcie. Instytucja niewolnictwa to nie wada demokracji a
                    naturalna jej konsekwencja. Niewolnicy jako ludzie spoza społeczności nie mieli
                    prawa głosu. Demokracja to idea, która umożliwia przy pomocy głosowania
                    ustalenie, kto np. będzie niewolnikiem i czy przybysz z obcych stron będzie
                    przyjęty do społeczności. Ten mechanizm był powielany w kolejnych demokracjach,
                    szlacheckiej (szlachta, a właściwie możnowładztwo, decydowała losach całego
                    kraju), ludowej (tu mamy do czynienia z zewnętrznym sterowaniem demokracji) i
                    wreszcie naszej, współczesnej. Łączenie zasad demokracji z równością i wolnością
                    to stereotyp powielany w bardzo wielu dyskusjach o demokracji. W demokracji można
                    przegłosować niemal dowolną zasadę, np. niewolnictwo za karę i pozbawienie w
                    wyniku tego prawa głosu. Zresztą zasada utraty praw publicznych istnieje do
                    dzisiaj.


                    > Jednak ludzie myśli o niej ni
                    > e
                    > porzucili, lecz starali się ją doskonalić i likwidować wszelkie niedoskonałości
                    > .
                    > Jasne, że nie jest doskonała i prawdopodobnie nie będzie, jednak to ile zarzutó
                    > w
                    > będzie jej się stawiać zależy jedynie od nas samych. Jak dotychczas, żaden ustr
                    > ój
                    > się nie sprawdził, na ten powołuje się najwięcej państw i do niego dąży, nawet
                    > tych zniewolonych. Tak sama idea jest szczytna, ale co kiedy przychodzi do jej
                    > realizacji? Niestety, tutaj to już sprawa suwerena czyli ludu, narodu jak Wolis
                    > z.
                    > Jeżeli pracodawca wybiera złego pracownika a później go toleruje, to do kogo mo
                    > że
                    > mieć pretensje, że firma źle funkcjonuje? Swoją drogą wszyscy mamy jakieś wady,
                    >
                    > naleciałości z przeszłości, sympatie i antypatie polityczne,przemawiają przez n
                    > as
                    > emocje a nie obiektywizm i rozsądek. Tacy już jesteśmy, dlatego musimy zmienić
                    > sposób myślenia, czy to możliwe przy tylu podziałach? Teraz już nie wiem.
                    > Oczywiście można grać na tych emocjach, tylko że przegra Polska. Teraz wróćmy d
                    > o
                    > Twojego głównego problemu: nadrzędności demokracji czy równorzędności i człowie
                    > ka.
                    > Odrzucamy wszystko: ustrój, prawo, politykę.Zostawiamy tylko dwie zasady: równo
                    > ść
                    > i wolność i zgodnie z nimi żyjemy. Tylko tak aby ta równość i wolność w odczuci
                    > u
                    > nikogo z żyjących nie została naruszona.Nie w Twoim, ale w odczuciu kogoś z lud
                    > zi
                    > wśród których żyjesz, albo abyś Ty nie odczuł, że ktoś w stosunku do Ciebie
                    > naruszył te zasady.

                    Nie odrzucam ustroju, prawa i polityki. W swoim postulacie o pewnej hierarchii
                    wartości usiłuje jedynie wskazać, że są pewne rzeczy, których nie ma prawa debrać
                    mi żaden ustrój, żadne głosowanie oraz że tym miejscem może być odpowiednio
                    skonstruowana konstytucja. Mam nadzieję, że nie dałem się ponieść emocjom. smile

                    > Musieli by to być idealni ludzie albo roboty. Jednak co zrob
                    > ić
                    > w sytuacji gdyby takimi nie byli? Mało tego odczuwali jeszcze chęć dominacji?
                    > Przecież człowiek to drapieżnik z reguły żyjący stadnie.smile) Przyznasz, że życi
                    > e
                    > też nie byłoby łatwe.smile)Polecam Ci też ostatni post Ptwo, nie tylko ja piszę
                    > elaboratysmile) ale warto.

                    Post przeczytałem, tak jak wszystkie w tym wątku. W zamian polecam Ci post Luki o
                    trzy osobowej demokracji na bezludnej wyspie. To dokładne wyjaśnienie zasad
                    demokracji.

                    > Pozdrawiam
                    > Kir

                    Pozdrawiam również / Jacek
                    • Gość: Kir Re: Jacek# jw odpow. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 08.12.01, 21:44
                      Przeczytałem jeszcze razsmile)).Oczywiście przy tej argumentacji nie tylko
                      demokracja ale i inne systemy w których człowiek ma być podmiotem i wartością
                      najwyższą padają.Także nomokrata tutaj jest przegrany, chyba, że godzi się na
                      prawo silniejszego bez uwzględniania praw słabszych. Monarchista, zwolennik
                      dyktatury, który twierdzi, że należy uwzględniać również prawa innych nie
                      znajdzie na tej wyspie poparcia dla swoich tez.smile) Zwycięża, tylko doktryna
                      władzy opartej na sile. Prawo stanowi silniejszy i ma możliwość jego
                      egzekwowania.smile Praktycznie nie ma żadnych problemów, chyba że bunt albo zamach,
                      ale od czego środki prewencyjne.Sytuacja może idealna na wyspie i w argumentacji,
                      gorzej w życiu. Czasami ta siła nie wystarcza, chyba, że ktoś zdecydowałby się na
                      eksterminację części własnego narodu. W dzisiejszych czasach raczej
                      nieprawdopodobne.
                      Pozdrawiam
                      Kir
                      • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 10.12.01, 01:04
                        Prawo silniejszego zniszczy każdy ustrój. Mocno podnoszona rola prawa nie może
                        stanowić argumentu w naszej dyskusji, gdyż odgrywa ono właściwie taką samą rolę
                        w każdym ustroju i nie przestrzeganie go doprowadzi do upadku zarówno
                        demokrację jak i socjalizm, dyktaturę czy cokolwiek innego. Owszem zapis w
                        konstytucji określa ustrój, nie stanowi jednak argumentu w kwestii granic
                        demokracji. Hasło socjalizm tak, wypaczenia nie nie powstało z niczego a w
                        demokratycznym państwie da się ustanowić i ustanawia się prawa, które o wiele
                        bardziej pasują do komunizmu niż demokracji. Inaczej mówiąc przestrzeganie
                        prawa jest warunkiem niezbędnym, aby w miarę prawidłowo ocenić jakikolwiek
                        ustrój. Tendencja łamania prawa jest wskaźnikiem sprawności systemu. To co
                        dzieje się i mówi o prawie w naszej demokracji mówi samo a siebie.
                        Pozdr / Jacek
                        • Gość: Kir Re: Jacek# jw odpow. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.01, 22:31
                          jacek#jw napisał(a):

                          > Owszem zapis w konstytucji określa ustrój, nie stanowi jednak argumentu w
                          >kwestii granic demokracji.

                          Witam. Nie przypuszczałem, że tyle problemu sprawi interpretacja treści art.30
                          Konstytucji. Problem ten przewija się w większości wypowiedzi. Większość
                          rozpatruje go w relacjach: Ja - państwo a nie: drugi człowiek - Ja. Przy takim
                          egocentrycznym podejściu rzeczywiście trudno te granice zauważyć. Dlatego też
                          problem z wyjaśnieniem dwóch podstawowych zasad demokracji:równości i wolności.
                          Rzeczywiście nikt nie pomyślał o zdefiniowaniu rzeczy oczywistych i to jest błąd,
                          który pokutuje do dzisiaj. Dlaczego popieram system demokratyczny? dlatego, że to
                          praktycznie jedyny jak dotychczas system w którym przejęcie władzy następuje
                          w sposób pokojowy, w drodze demokratycznych wyborów. W innych trzeba liczyć na
                          dobrą wolę mających władzę albo przejąć ją siłą. W systemie demokratycznym każdy
                          może dojść do władzy i ją sprawować, oczywiście jeżeli wcześniej uzyska
                          wystarczającą ilość głosów. Jedni uważają to za wadę inni za zaletę systemu.
                          Po drugie to możliwość istnienia opozycji, oczywiście dzisiaj to cecha nie tylko
                          demokracji. I oczywiście zasada równości i wolności. Zaskoczeniem dla mnie jest
                          też stosunek do Konstytucji, nie chodzi mi o naszą dyskusję ale ogólnie, traktuje
                          się ją jak "jakąś tam ustawę". Robią to wszyscy: politycy i społeczeństwo. Aby
                          stwierdzić jak różni się od innych ustaw wystarczy przeczytać rozdział "Zmiana
                          Konstytucji" art.235. Do jej zmiany nie wystarczy zwykła większość, a w niej
                          przecież oprócz podstawowych zasad ustrojowych zapisane są też podstawowe prawa
                          i wolności.Komunizm, socjalizm - ustroje oparte na dyktaturze, obiecujące raj na
                          ziemi w oderwaniu od zasad gospodarki rynkowej musiały upaść. Eskalacja środków
                          przymusu państwowego, zwalczanie opozycji, nie były w stanie zahamować tego
                          procesu. Łamano przecież dwie podstawowe zasady:równości i wolności.Brak poparcia
                          dla takich działań ze strony większości obywateli musiał doprowadzić do upadku.
                          Z lekcji tej powinni wyciągnąć wnioski nie tylko rządzący ale także i rządzeni.
                          Możliwe też, że kiedyś powodem upadku demokracji będzie, co dzisiaj wydaje się
                          absurdem, bardzo szeroko rozumiana wolność jednostki.Ale to już nie nasz problem.
                          Nie można też mylić praw socjalnych z "socjalizmem", gdyż związane one są
                          z funkcją każdego państwa, bez względu na jego formę. Można się jedynie spierać
                          w jakim zakresie i w jaki sposób ma być realizowana funkcja opiekuńcza państwa.
                          Odnośnie łamania prawa, czy jest to wskaźnik sprawności systemu? W pewnym sensie
                          tak, interesujący jest też jednak nasz stosunek do prawa. Kilka dni temu
                          założyłem na forum "Kraj" wątek o korupcji z pytaniem: dlaczego kwitnie? Nie
                          obarczyłem jednak winą tylko urzędników ale i trochę nas samych. Odzew był
                          minimalny. Dziwne, ale nie usłyszałem ani wyrzutów ani słów aprobaty. Może to też
                          jest odpowiedź, po prostu czasami pewne zachowania tolerujemy, bo wydaje się nam,
                          że lepiej mieć pewność niż liczyć na literę prawa. Oczywiście, że prawo musi
                          istnieć i musi być przestrzegane i od tego jest państwo i jego organy. Martwe
                          prawo bardziej demoralizuje niż jego brak.Druga sprawa związana z funkcjonowaniem
                          prawa, to możliwość dochodzenia swoich praw.Najpierw we własnym kraju a później
                          poza nim. Przecież Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu rozpatruje
                          sprawy, po wyczerpaniu drogi prawnej przez pozywającego w swoim kraju. Jak
                          dochodzić czegoś, czego formalnie nie ma? To nie prawo silniejszego zniszczy
                          każdy ustrój, tylko jego stosunek do obywateli i ich praw wyrażony tym prawem.
                          W demokracji istnieje inne niebezpieczeństwo: tworzenie prawa dla określonej
                          osoby i sytuacja gdy ta osoba odchodzi a jej miejsce zajmuje inna z aspiracjami
                          do władzy absolutnej. Nie odnoszę tego do polskich realiów, mówię jedynie
                          o zagrożeniach. Ale przecież to inny wątek.smile
                          Pozdrawiam
                          Kir


                          • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 13.12.01, 15:40
                            Gość portalu: Kir napisał(a):

                            > jacek#jw napisał(a):
                            >
                            > > Owszem zapis w konstytucji określa ustrój, nie stanowi jednak argumentu w
                            >
                            > >kwestii granic demokracji.
                            >
                            > Witam. Nie przypuszczałem, że tyle problemu sprawi interpretacja treści art.30
                            > Konstytucji. Problem ten przewija się w większości wypowiedzi. Większość
                            > rozpatruje go w relacjach: Ja - państwo a nie: drugi człowiek - Ja. Przy takim
                            > egocentrycznym podejściu rzeczywiście trudno te granice zauważyć. Dlatego też
                            > problem z wyjaśnieniem dwóch podstawowych zasad demokracji:równości i wolności.

                            Moją intencją wejścia do wątku było przekazanie myśli, należy rozpatrywać to w
                            relacji człowiek – człowiek, a nie człowiek – państwo (tak jak postawiono to na
                            wstępie). Co innego intencje, co innego rzeczywistość, dotyczy w równym stopniu
                            mnie, jak i demokracji.

                            >
                            > Rzeczywiście nikt nie pomyślał o zdefiniowaniu rzeczy oczywistych i to jest błą
                            > d,
                            > który pokutuje do dzisiaj. Dlaczego popieram system demokratyczny? dlatego, że
                            > to
                            > praktycznie jedyny jak dotychczas system w którym przejęcie władzy następuje
                            > w sposób pokojowy, w drodze demokratycznych wyborów. W innych trzeba liczyć na
                            > dobrą wolę mających władzę albo przejąć ją siłą. W systemie demokratycznym każd
                            > y
                            > może dojść do władzy i ją sprawować, oczywiście jeżeli wcześniej uzyska
                            > wystarczającą ilość głosów. Jedni uważają to za wadę inni za zaletę systemu.
                            > Po drugie to możliwość istnienia opozycji, oczywiście dzisiaj to cecha nie tylk
                            > o
                            > demokracji. I oczywiście zasada równości i wolności. Zaskoczeniem dla mnie jest
                            >
                            > też stosunek do Konstytucji, nie chodzi mi o naszą dyskusję ale ogólnie, traktu
                            > je
                            > się ją jak "jakąś tam ustawę". Robią to wszyscy: politycy i społeczeństwo. Aby
                            > stwierdzić jak różni się od innych ustaw wystarczy przeczytać rozdział "Zmiana
                            > Konstytucji" art.235. Do jej zmiany nie wystarczy zwykła większość, a w niej
                            > przecież oprócz podstawowych zasad ustrojowych zapisane są też podstawowe prawa
                            >
                            > i wolności.

                            Problem zapisów w konstytucji to podstawa wielu spraw. Konstytucja będzie
                            traktowana jak zwykła ustawa tak długo, jak długo do interpretacji zapisów w niej
                            zwykły śmiertelnik będzie musiał korzystać z pomocy prawników. Wymaga to
                            zapisania jej w prosty sposób i ogranicza ilość zapisów w niej. Zrealizować to w
                            sposób idealny nie można, jednak powinny się tam znaleźć pewne jasne i nie
                            podlegające dyskusji zapisy. Np. zapis - nie wolno zmuszać do zeznań przeciw
                            sobie – musi oznaczać prawo do odmowy zeznań w dowolnej sprawie, ( morderstwo,
                            zdrada, wypadek drogowy....). Czy oznacza on również prawo do odmowy zeznań
                            lustracyjnych dla kandydatów na stanowiska rządowe lub parlamentarne? Odpowiedź
                            na to pytanie musi być zgodna z percepcją przeciętnego, nie wykształconego
                            prawnie człowieka, a nie członka sądu najwyższego. Powyższy, wymyślony przeze
                            mnie przykład ma obrazować trudności z konstruowaniem konstytucji i konieczność
                            ogólnej dyskusji nad tymi podstawowymi zapisami, chociażby po to, by każdy
                            wiedział, kiedy można powołać się na konstytucję.

                            > Komunizm, socjalizm - ustroje oparte na dyktaturze, obiecujące raj n
                            > a
                            > ziemi w oderwaniu od zasad gospodarki rynkowej musiały upaść. Eskalacja środków
                            >
                            > przymusu państwowego, zwalczanie opozycji, nie były w stanie zahamować tego
                            > procesu. Łamano przecież dwie podstawowe zasady:równości i wolności.Brak poparc
                            > ia
                            > dla takich działań ze strony większości obywateli musiał doprowadzić do upadk
                            > u.
                            > Z lekcji tej powinni wyciągnąć wnioski nie tylko rządzący ale także i rządzeni.
                            >
                            > Możliwe też, że kiedyś powodem upadku demokracji będzie, co dzisiaj wydaje się
                            > absurdem, bardzo szeroko rozumiana wolność jednostki.Ale to już nie nasz proble
                            > m.
                            > Nie można też mylić praw socjalnych z "socjalizmem", gdyż związane one są
                            > z funkcją każdego państwa, bez względu na jego formę. Można się jedynie spierać
                            >
                            > w jakim zakresie i w jaki sposób ma być realizowana funkcja opiekuńcza państwa.

                            Podstawowy błąd w powyższym rozumowania wg mnie tkwi w statycznym pojmowaniu
                            definicji typu socjalizm czy państwo. Współczesne partie komunistyczne i
                            socjalistyczne w sposób instrumentalny traktują np. dyktaturę proletariatu i
                            doskonale wpisują się w system demokratyczny. To co na podstawie definicji
                            wynikało z rewolucji proletariackiej może być osiągnięte w demokratycznych
                            strukturach władzy.

                            >
                            > Odnośnie łamania prawa, czy jest to wskaźnik sprawności systemu? W pewnym sensi
                            > e
                            > tak, interesujący jest też jednak nasz stosunek do prawa. Kilka dni temu
                            > założyłem na forum "Kraj" wątek o korupcji z pytaniem: dlaczego kwitnie? Nie
                            > obarczyłem jednak winą tylko urzędników ale i trochę nas samych. Odzew był
                            > minimalny.

                            Takie jest forumsmile, nie należy wyciągać zbyt pochopnych wniosków.

                            >Dziwne, ale nie usłyszałem ani wyrzutów ani słów aprobaty. Może to t
                            > eż
                            > jest odpowiedź, po prostu czasami pewne zachowania tolerujemy, bo wydaje się na
                            > m,
                            > że lepiej mieć pewność niż liczyć na literę prawa. Oczywiście, że prawo musi
                            > istnieć i musi być przestrzegane i od tego jest państwo i jego organy. Martwe
                            > prawo bardziej demoralizuje niż jego brak.Druga sprawa związana z funkcjonowani
                            > em
                            > prawa, to możliwość dochodzenia swoich praw.Najpierw we własnym kraju a później
                            >
                            > poza nim. Przecież Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu rozpatruje
                            > sprawy, po wyczerpaniu drogi prawnej przez pozywającego w swoim kraju. Jak
                            > dochodzić czegoś, czego formalnie nie ma? To nie prawo silniejszego zniszczy
                            > każdy ustrój, tylko jego stosunek do obywateli i ich praw wyrażony tym prawem.
                            > W demokracji istnieje inne niebezpieczeństwo: tworzenie prawa dla określonej
                            > osoby i sytuacja gdy ta osoba odchodzi a jej miejsce zajmuje inna z aspiracjami
                            >
                            > do władzy absolutnej. Nie odnoszę tego do polskich realiów, mówię jedynie
                            > o zagrożeniach. Ale przecież to inny wątek.smile
                            > Pozdrawiam
                            > Kir
                            >
                            >
                            Pozdrawiam / Jacek
                            • Gość: Kir Re: Jacek# jw odpow. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 16.12.01, 22:26
                              jacek#jw napisał(a):

                              > Moją intencją wejścia do wątku było przekazanie myśli, należy rozpatrywać to w
                              > relacji człowiek – człowiek, a nie człowiek – państwo (tak jak postawiono to na
                              > wstępie). Co innego intencje, co innego rzeczywistość,dotyczy w równym stopniu
                              > mnie, jak i demokracji.

                              WitamsmileChodziło mi głównie o to,że praktycznie nigdy nie zdefiniowano pojęcia
                              "godność człowieka". Oczywiście zawiera się ono w szeregu praw człowieka, ale
                              nikt nigdy nie pokusił się o definicję kompleksową, uważając to pojęcie za tak
                              oczywiste iż nie wymagające prawnej definicji. Stąd taka dowolność w jej
                              interpretacji. Podobnie jak z pojęciem biedy: dla jednych będzie to już brak
                              możliwości kupienia nowych mebli, nowego komputera, samochodu, itp. dla innych:
                              żywności, odzieży, możliwość zapłacenia czynszu itd.Niby jedni i drudzy mają
                              rację, bo przecież nikt nie nazwie ich bogaczami, tylko czy napewno? Powiedzenie
                              I-szej grupie, że to nie jest jeszcze taka straszna bieda, to zrobienie sobie
                              z nich wrogów. Przecież nikt nie może mieć gorzej, chyba że "leń" albo "margines
                              społeczny". Stąd może i to powiedzenie: "syty głodnego nie zrozumie".

                              > Problem zapisów w konstytucji to podstawa wielu spraw. Konstytucja będzie
                              > traktowana jak zwykła ustawa tak długo, jak długo do interpretacji zapisów w ni
                              > ej
                              > zwykły śmiertelnik będzie musiał korzystać z pomocy prawników. Wymaga to
                              > zapisania jej w prosty sposób i ogranicza ilość zapisów w niej. Zrealizować to
                              > w
                              > sposób idealny nie można, jednak powinny się tam znaleźć pewne jasne i nie
                              > podlegające dyskusji zapisy. Np. zapis - nie wolno zmuszać do zeznań przeciw
                              > sobie – musi oznaczać prawo do odmowy zeznań w dowolnej sprawie, ( morder
                              > stwo,
                              > zdrada, wypadek drogowy....). Czy oznacza on również prawo do odmowy zeznań
                              > lustracyjnych dla kandydatów na stanowiska rządowe lub parlamentarne? Odpowiedź
                              >
                              > na to pytanie musi być zgodna z percepcją przeciętnego, nie wykształconego
                              > prawnie człowieka, a nie członka sądu najwyższego. Powyższy, wymyślony przeze
                              > mnie przykład ma obrazować trudności z konstruowaniem konstytucji i
                              >konieczność
                              > ogólnej dyskusji nad tymi podstawowymi zapisami, chociażby po to, by każdy
                              > wiedział, kiedy można powołać się na konstytucję.

                              Rzeczywiście takiej Konstytucji nie uda się napisać. Musiała by zawierać pewne
                              szczegółowe zapisy ustaw zwykłych.Jeżeli już teraz sprawia problemy, wyobrażam
                              sobie co wówczas by się działo.Kolejna sprawa to zmiana samych ustaw, wymuszałaby
                              przecież konieczność zmian zapisów konstytucyjnych. Można to sobie wyobrazić.
                              Odnośnie zeznań:zgodnie z prawem do obrony oskarżony (podejrzany w postępowaniu
                              przygotowawczym) ma prawo do odmowy składania wyjaśnień. O prawie tym musi zostać
                              pouczony. Również nie może zostać poddany hipnozie,badaniu na wariografie pot.
                              zwanym wykrywaczem kłamstw jeżeli nie wyrazi na to zgody. Wynika to z jego prawa
                              do obrony, przyjęto bowiem,że tego rodzaju badania ograniczają to prawo. Również
                              świadkowie mają prawo do odmowy składania zeznań jeżeli są dla oskarżonego osobą
                              najbliższą (art.115 kk) albo pozostają z nim w szczególnie bliskim stosunku
                              osobistym np.wdzięczności za pomoc.W tym drugim przypadku wymagana jest jednak
                              zgoda na zwolnienie ze składania zeznań po złożeniu takiego wniosku przez
                              świadka. W przypadku osoby najbliższej prawo to funkcjonuje od momentu gdy osoba
                              z niego korzysta. Świadek ma również prawo odmowy odpowiedzi na niektóre pytania,
                              które mogłyby narazić na odpowiedzialność jego samego lub osobę dla niego
                              najbliższą. Podobnie z osobą pozostającą z oskarżonym (podejrzanym) w
                              szczególnie bliskim stosunku (tutaj konieczność uzyskania zgody).To wszystko
                              w kodeksie post.karnego Dział.V.Dowody, rozdział 20 i dot.oskarżonego i świadków.
                              O prawach tych powinien powiadomić prowadzący daną czynność procesową.Tak samo
                              w sprawach o wykroczenia.Wydaje mi się jednak, że znajomość tych praw leży
                              w interesie każdego obywatela. Zainteresowanych informują prowadzący czynności.
                              W Ustawie lustracyjnej osobie lustrowanej przysługują takie same prawa jak
                              oskarżonemu. Prawomocne orzeczenie Sądu o niezgodności oświadczenia z prawdą
                              powoduje utratę kwalifikacji moralnych do zajmowania funkcji publicznych na okres
                              10 lat. Po tym okresie orzeczenie uznaje się za niebyłe.Sąd może również umorzyć
                              postępowanie w przypadku braku dostatecznych dowodów pozwalających na ocenę
                              prawdziwości oświadczenia.Z wnioskiem o wszczęcie postępowania lustracyjnego
                              może zwrócić się każdy poseł lub senator wskazując konkretną osobę, która takie
                              oświadczenie złożyła. W postępowaniu środkiem dowodowym są głównie materiały
                              zawierające informacje niejawne, świadkami pracownicy służb specjalnych. Kiedyś
                              uważałem, że Niemcy źle postępują udostępniając akta donosicieli osobom
                              zainteresowanym, dzisiaj widzę, że mieli rację. Bolało, ale mają już spokój. Dla
                              nas ciągnie się to w nieskończoność. Mało tego, może być wykorzystywane do
                              różnych celów, świadczy o tym chociażby ostatni przykład M.Jurczyka. Przecież
                              jesteśmy tacy etyczni w swoim postępowaniu.

                              > Podstawowy błąd rozumowania wg mnie tkwi w statycznym pojmowaniu
                              > definicji typu socjalizm czy państwo. Współczesne partie komunistyczne i
                              > socjalistyczne w sposób instrumentalny traktują np. dyktaturę proletariatu i
                              > doskonale wpisują się w system demokratyczny. To co na podstawie definicji
                              > wynikało z rewolucji proletariackiej może być osiągnięte w demokratycznych
                              > strukturach władzy.
                              Odniosłem się do ostatnich doświadczeń, kiedy istniał Blok Wschodni. Dlatego
                              mówiłem,że na doświadczeniach przeszłości powinni uczyć się rządzący i rządzeni.
                              Znowu wspmogę się jednak ostatnim postem(elaboratem)smile Ptwo z 14.12. Ważne co
                              stanie się później, po przejęciu władzy.
                              Pozdrawiam
                              Kir
                              • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 17.12.01, 13:39
                                Witam,

                                OK. Nawiązuję do swojego przykładu. Co się dzieje, gdy zeznania obciążające
                                mnie są jednocześnie jedynym ratunkiem dla życia innej osoby?

                                Pozdr / Jacek
                                • Gość: Kir Re: Jacek# jw odpow. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.01, 23:27
                                  jacek#jw napisał(a):

                                  > Witam,
                                  > OK. Nawiązuję do swojego przykładu. Co się dzieje, gdy zeznania obciążające
                                  > mnie są jednocześnie jedynym ratunkiem dla życia innej osoby?
                                  Witam
                                  W polskim prawie nie ma kary śmierci.Każdy stara uniknąć się odpowiedzialności.
                                  Kiedy sprawca nie jest znany wszystko jest proste. Wydaje się nam, że nikogo nie
                                  krzywdzimy, tylko przeżywamy trochę stresu. Sprawa kiedy ktoś ma odpowiadać za
                                  moje czyny, to już sprawa sumienia i cywilnej odwagi. Z tym już trudniej żyć,
                                  chociaż jest wielu którzy nie mają takich oporów. Szczególnie w przypadku spraw
                                  mniejszej wagi. Właściwie takich sytuacji nie powinno być, aby niewinna osoba
                                  została skazana. Staje się tak najczęściej gdy zostaje naruszona zasada
                                  obiektywizmu i prawdy materialnej (obiektywnej). Krótko mówiąc: nie funkcjonuje
                                  zasada domniemania niewinności a w prowadzonym postępowaniu organy procesowe
                                  uwzględniają tylko te okoliczności, które przemawiają za winą oskarżonego, innych
                                  po prostu nie uwzględniają. Tylko, że to nie jest już proces karny ale jego
                                  parodia, ofiarą której jest człowiek.Wracając do Twojego pytania: oczywiście sąd
                                  może uwzględnić ten fakt przy wymiarze kary i z pewnością tak postąpi, stosując
                                  karę łagodniejszą. Dużo zależy też od postawy i zachowania oskarżonego. Może on
                                  "pójść" na współpracę z prokuratorem a wówczas możliwe jest nadzwyczajne
                                  złagodzenie kary, nawet w przypadku zbrodni, czyli czynów które są zagrożone karą
                                  pozb. wolności na czas nie krótszy od 3 lat albo surowszą. Przesłanki kiedy sąd
                                  może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary określone są w art.60 kodeksu
                                  karnego. Nie będę go przytaczał gdyż jest zbyt obszerny ale zrozumiały chyba dla
                                  każdego, nie wymaga więc obszernego komentarza. Oczywiście duże znaczenie ma
                                  charakter samego czynu. Szczególnie ważne jest czy czyn został popełniony
                                  umyślnie, najkrócej oznacza to, że sprawca chce go dokonać i dokonuje go np. chce
                                  zabić człowieka i zabija go.Dlatego np. wypadek drogowy nie może być traktowany
                                  jak zabójstwo. Przestępstwa umyślne traktowane są ostrzej. Istotne są również
                                  motywy i sposób działania sprawcy. To te elementy mają w znacznym stopniu wpływ
                                  na wymiar kary. Starałem się w bardzo skrótowej formie przedstawić co zostanie
                                  uwzględnione przez sąd przy wymiarze kary w podanym przypadku. Jedno jest pewne:
                                  sprawca karę poniesie, ale z pewnością o wiele łagodniejszą aniżeli w sytuacji
                                  gdyby został wykryty przez organy ścigania.
                                  Pozdrawiam
                                  Kir


                                  • Gość: jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. IP: 213.25.190.* 18.12.01, 09:43
                                    Witam,
                                    Dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi. Ostatnie pytanie miało nieco inny sens.
                                    Chodziło w nim o to, czy w sytuacji prawa odmowy zeznań we własnej sprawie i
                                    gdy zeznania te mogą zapobiec nowej zbrodni to czy państwo może użyć
                                    jakiejkolwiek formy przymusu. Ale Twoje odpowiedź też wiele dała. Parę uwag:
                                    Nie rozmawiamy w tej chwili o demokracji a o prawie, które w tym miejscu z
                                    demokracją niewiele ma wspólnego. Prawo to powstawało w dość długim okresie
                                    czasu i szereg rozwiązań w nim zawartych powstało w realnym socjaliźmie a nawet
                                    wcześniej. Dla mnie wynika z tego fakt, że demokracja i wolność, prawa
                                    człowieka i ustrój państwowy (sposób zarządzania państwem) to różne rzeczy. I
                                    chociaż demokracja to władza ludu, to jednak nie oznacza to, że lud ten nie
                                    potrafi zrobić sobie krzywdy.
                                    • Gość: Kir Re: Jacek# jw odpow. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 18.12.01, 23:34
                                      Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
                                      > Ostatnie pytanie miało nieco inny sens.
                                      > Chodziło w nim o to, czy w sytuacji prawa odmowy zeznań we własnej sprawie i
                                      > gdy zeznania te mogą zapobiec nowej zbrodni to czy państwo może użyć
                                      > jakiejkolwiek formy przymusu. Ale Twoje odpowiedź też wiele dała. Parę uwag:
                                      > Nie rozmawiamy w tej chwili o demokracji a o prawie, które w tym miejscu z
                                      > demokracją niewiele ma wspólnego. Prawo to powstawało w dość długim okresie
                                      > czasu i szereg rozwiązań w nim zawartych powstało w realnym socjaliźmie a nawet
                                      > wcześniej.
                                      Witam
                                      Jak mogłeś o czymś takim pomyśleć, kiedy nawet na badanie wariografem wymagana
                                      jest zgoda podejrzanego, pisałem przecież o tym przy jego uprawnieniach. Przecież
                                      Ty sugerujesz stosowanie tortur.To już szok. Gdy okaże się że człowiek był
                                      niewinny albo na tyle wytrzymały na tortury, że się nie przyznał, to
                                      torturowanie następnego, i następnego, aż do skutku. Średniowieczne tortury też
                                      nie zawsze odnosiły skutek.Wymuszone zeznania nie mają ŻADNEJ WARTOŚCI DOWODOWEJ,
                                      nie mówię już o odpowiedzialności karnej tych co je wymuszają. Kolejna sprawa to
                                      przestrzeganie Deklaracji Praw Człowieka i przyjętych opracowanych na jej
                                      podstawie Paktów Praw Człowieka a także Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. To
                                      jest też prawo, prawo międzynarodowe, które musi znaleźć swoje odzwierciedlenie w
                                      ustawodawstwie każdego państwa,które nazywa swój system demokratycznym. Ty jednak
                                      twierdzisz, że "w tym miejscu z demokracją nie ma nic wspólnego". Co ma z nim
                                      wspólnego jakiś bzdurny "realny socjalizm"? jakie ma znaczenie, że początek
                                      znanego nam dziś prawa sięga prawa zwyczajowego?,że swoje wzorce jeszcze doXIX w.
                                      czerpało z prawa rzymskiego, zresztą i dzisiaj z niego czerpie (i to nie tylko w
                                      znaczeniu historycznym). Realny socjalizm to wpisy dot. ochrony dawnego ustroju,
                                      których już nie ma w ustawach. Czym różni się zabójca, dokonujący rozboju,
                                      gwałciciel, złodziej, podpalacz itd. z czasów PRL-u od tego z dnia dzisiejszego?
                                      W sposobie działania: niczym.Tak samo też jest ścigany i sądzony. Są przestępstwa
                                      dla których system sprawowania władzy, ustrój są bez znaczenia. Są też zasady
                                      których w procesie karnym łamać nie wolno, inaczej przestają być zasadami a stają
                                      się bezużytecznymi zapisami. Podobnie z prawami. Zawsze denerwowała mnie jedna
                                      rzecz:odwoływanie się do demagogii tam gdzie konieczna jest dyskusja merytoryczna
                                      nad naprawdę poważnymi problemami. Mówiłem: trzeba zwalczać patologie
                                      w funkcjonowaniu prawa oraz to prawo usprawnić. Plątanie polityki do tego tematu
                                      zaciemnia tylko obraz i uniemożliwia naprawdę ważną dyskusję nad prawem i tym co
                                      dla każdego z nas jest ważne: jego skutecznością.

                                      > Dla mnie wynika z tego fakt, że demokracja i wolność, prawa
                                      > człowieka i ustrój państwowy (sposób zarządzania państwem) to różne rzeczy. I
                                      > chociaż demokracja to władza ludu, to jednak nie oznacza to, że lud ten nie
                                      > potrafi zrobić sobie krzywdy.
                                      Jeżeli tak, to proponujesz coś w rodzaju Dzikiego Zachodu z początków powstawania
                                      Stanów Zjednoczonych. Jednak oni już dawno doszli do wniosku, że wszystkie te
                                      elementy muszą funkcjonować razem aby mówić o państwie demokratycznym i państwie
                                      prawa.smile. Chciałbym jednak zacytować definicję demokracji podaną przez Radę
                                      Europy- Demokracja: kraj, w którym ludzie są wolni i równi, ich prawa są
                                      chronione przez ustawy oraz sąd i w którym mogą oni wybierać tych, którzy nimi
                                      rządzą.Wybrałem tę definicję, gdyż zawiera wszystkie elementy i bardzo prosta.
                                      Lepiej już niech ten lud robi sobie krzywdę w prawdziwie demokratycznym państwie
                                      prawa, niż ktoś inny miałby mu zrobić krzywdę wprowadzając totalitaryzm jako
                                      antidotum na jego niedoskonałości.smile
                                      Pozdrawiam
                                      Kir
                                      • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 19.12.01, 09:54
                                        Gość portalu: Kir napisał(a):

                                        > Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
                                        > > Ostatnie pytanie miało nieco inny sens.
                                        > > Chodziło w nim o to, czy w sytuacji prawa odmowy zeznań we własnej sprawie
                                        > i
                                        > > gdy zeznania te mogą zapobiec nowej zbrodni to czy państwo może użyć
                                        > > jakiejkolwiek formy przymusu. Ale Twoje odpowiedź też wiele dała. Parę uwa
                                        > g:
                                        > > Nie rozmawiamy w tej chwili o demokracji a o prawie, które w tym miejscu z
                                        >
                                        > > demokracją niewiele ma wspólnego. Prawo to powstawało w dość długim okresi
                                        > e
                                        > > czasu i szereg rozwiązań w nim zawartych powstało w realnym socjaliźmie a
                                        > nawet
                                        > > wcześniej.
                                        > Witam
                                        > Jak mogłeś o czymś takim pomyśleć, kiedy nawet na badanie wariografem wymagana
                                        > jest zgoda podejrzanego, pisałem przecież o tym przy jego uprawnieniach. Przeci
                                        > eż
                                        > Ty sugerujesz stosowanie tortur.To już szok. Gdy okaże się że człowiek był
                                        > niewinny albo na tyle wytrzymały na tortury, że się nie przyznał, to
                                        > torturowanie następnego, i następnego, aż do skutku. Średniowieczne tortury też
                                        >
                                        > nie zawsze odnosiły skutek.Wymuszone zeznania nie mają ŻADNEJ WARTOŚCI DOWODOWE
                                        > J,
                                        > nie mówię już o odpowiedzialności karnej tych co je wymuszają.
                                        Witam,

                                        Czy przypadkiem nie zacząłeś się miotaćsmile. Przymus to również kara więzienia np 3
                                        lata za odmowę zeznań.

                                        > Kolejna sprawa t
                                        > o
                                        > przestrzeganie Deklaracji Praw Człowieka i przyjętych opracowanych na jej
                                        > podstawie Paktów Praw Człowieka a także Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
                                        > To
                                        > jest też prawo, prawo międzynarodowe, które musi znaleźć swoje odzwierciedlenie
                                        > w
                                        > ustawodawstwie każdego państwa,które nazywa swój system demokratycznym. Ty jedn
                                        > ak
                                        > twierdzisz, że "w tym miejscu z demokracją nie ma nic wspólnego".

                                        Nie niema nic wspólnego, a musi podpierać się tego typu deklaracjami, gdyż sama w
                                        sobie nie jest w stanie tego zapewnić.

                                        > Co ma z nim
                                        > wspólnego jakiś bzdurny "realny socjalizm"? jakie ma znaczenie, że początek
                                        > znanego nam dziś prawa sięga prawa zwyczajowego?,że swoje wzorce jeszcze doXIX
                                        > w.
                                        > czerpało z prawa rzymskiego, zresztą i dzisiaj z niego czerpie (i to nie tylko
                                        > w
                                        > znaczeniu historycznym). Realny socjalizm to wpisy dot. ochrony dawnego ustroju
                                        > ,
                                        > których już nie ma w ustawach. Czym różni się zabójca, dokonujący rozboju,
                                        > gwałciciel, złodziej, podpalacz itd. z czasów PRL-u od tego z dnia dzisiejszego
                                        > ?
                                        > W sposobie działania: niczym.Tak samo też jest ścigany i sądzony. Są przestępst
                                        > wa
                                        > dla których system sprawowania władzy, ustrój są bez znaczenia. Są też zasady
                                        > których w procesie karnym łamać nie wolno, inaczej przestają być zasadami a sta
                                        > ją
                                        > się bezużytecznymi zapisami.

                                        Czym różni się godność człowieka, jego pojęcie wolności w realnym socjaliźmie,
                                        demokracji współczesnej czy demokracji XIX wiecznej? Niczym. Różnica polega na
                                        tym, co może uzyskać. Na moje dociekania o granice wolności dla przestępcy
                                        odpowiedziałeś w typowo demokratyczny sposób - insynuacjami. Są (przestępstwa)
                                        wartości dla których system sprawowania władzy, ustrój są bez znaczenia.

                                        > Podobnie z prawami. Zawsze denerwowała mnie jedna
                                        > rzecz:odwoływanie się do demagogii tam gdzie konieczna jest dyskusja merytorycz
                                        > na
                                        > nad naprawdę poważnymi problemami. Mówiłem: trzeba zwalczać patologie
                                        > w funkcjonowaniu prawa oraz to prawo usprawnić. Plątanie polityki do tego tema
                                        > tu
                                        > zaciemnia tylko obraz i uniemożliwia naprawdę ważną dyskusję nad prawem i tym c
                                        > o
                                        > dla każdego z nas jest ważne: jego skutecznością.
                                        >

                                        Racja!

                                        > > Dla mnie wynika z tego fakt, że demokracja i wolność, prawa
                                        > > człowieka i ustrój państwowy (sposób zarządzania państwem) to różne rzeczy
                                        > . I
                                        > > chociaż demokracja to władza ludu, to jednak nie oznacza to, że lud ten ni
                                        > e
                                        > > potrafi zrobić sobie krzywdy.
                                        > Jeżeli tak, to proponujesz coś w rodzaju Dzikiego Zachodu z początków powstawan
                                        > ia
                                        > Stanów Zjednoczonych. Jednak oni już dawno doszli do wniosku, że wszystkie te
                                        > elementy muszą funkcjonować razem aby mówić o państwie demokratycznym i państwi
                                        > e
                                        > prawa.smile.

                                        To co zrobić, gdy one nie chcą funkcjonować razemsmile?

                                        > Chciałbym jednak zacytować definicję demokracji podaną przez Radę
                                        > Europy- Demokracja: kraj, w którym ludzie są wolni i równi, ich prawa są
                                        > chronione przez ustawy oraz sąd i w którym mogą oni wybierać tych, którzy nimi
                                        > rządzą.Wybrałem tę definicję, gdyż zawiera wszystkie elementy i bardzo prosta.
                                        > Lepiej już niech ten lud robi sobie krzywdę w prawdziwie demokratycznym państwi
                                        > e
                                        > prawa, niż ktoś inny miałby mu zrobić krzywdę wprowadzając totalitaryzm jako
                                        > antidotum na jego niedoskonałości.smile

                                        Ależ ta definicja wyraźnie podpada pod totalitaryzm smile, autokratyczne rządy ludu,
                                        indokrynacja za pomocą demokratycznej propagandy, całkowite podporządkowanie
                                        społeczeństwa przy pomocy policji oparte na prawie narzuconym przez lud,
                                        jednolite formy życia społecznego nie mówiąc już o centralnym sterowaniu
                                        gospodarką. Nie zależy mi na zamianie jednego totalitaryzmu na drugi smile.
                                        > Pozdrawiam
                                        > Kir

                                        Pozdrawiam / Jacek
                                        • Gość: Kir Re: Jacek# jw odpow. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 19.12.01, 22:03
                                          jacek#jw napisał(a):

                                          > Czy przypadkiem nie zacząłeś się miotaćsmile. Przymus to również kara więzienia np
                                          > 3
                                          > lata za odmowę zeznań.

                                          > Czym różni się godność człowieka, jego pojęcie wolności w realnym socjaliźmie,
                                          > demokracji współczesnej czy demokracji XIX wiecznej? Niczym. Różnica polega na
                                          > tym, co może uzyskać. Na moje dociekania o granice wolności dla przestępcy
                                          > odpowiedziałeś w typowo demokratyczny sposób - insynuacjami. Są (przestępstwa)
                                          > wartości dla których system sprawowania władzy, ustrój są bez znaczenia.
                                          Witamsmile
                                          Nieprawda, najwyżej może dostać do 30 dni aresztu (rozdział 31.Kary porządkowe,
                                          kodeks post. karnego). Oczywiście Twoją wypowiedź traktuję jako żart, bo gdyby
                                          potraktować ją poważnie to natychmiast należałoby zwolnić wszystkich skazanych
                                          i wypłacić im jeszcze odszkodowania.smile) Nie wiem tylko co z pokrzywdzonymi,
                                          pracownikami wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. Masz niezły orzech do
                                          zgryzienia.smile Możesz odrzucić prawo i liczyć na dobro drzemiące w każdym
                                          człowieku a szczególnie jego tolerancję i zdolność wybaczania a także
                                          poszanowania godności innych ludzi. Ja jednak takim idealistą i nie jestem. Na
                                          świat patrzę realnie, a więc przez pryzmat tego, co można zmienić i w jaki sposób
                                          aby było lepiej i nie popełniać błędów przeszłości. Niestety, część z nas woli je
                                          powielać w nieskończoność.Odnośnie demokracji:symptomatyczny jest fakt, że pomimo
                                          tylu stuleci rozwoju, morzu przelanej krwi w walce o nią, musi nadal podpierać
                                          się właśnie deklaracjami, paktami i konwencjami. Dlaczego? wina systemu czy
                                          rozumienia demokracji przez ludzi i rozumienia przez nich zasad równości i
                                          wolności? Jeżeli ten system jest zły to jaki inny może go zastąpić? Pozostaje
                                          powrót do doświadczeń przeszłości albo eksperymentowanie z nowymi, gdzie
                                          jednostka będzie podlegała jedynie normom moralnym i praktycznie ponosiła też
                                          tylko odpowiedzialność moralną. Przecież nie można byłoby jej narzucić żadnej
                                          normy, której ona osobiście nie zaakceptuje. Oczywiście pozostaje problem kiedy
                                          łamałaby normy innych, ale jeżeli niczego nie można narzucać to jakim prawem
                                          karać, czyli co? ewentualnie bojkot, wyrzucenie ze społeczności. Tylko jakim
                                          prawem? jeżeli każdy ma prawo do swoich norm zachowań, przecież nikomu niczego
                                          nie narzucamy. Jak rozwiązać problem osób z tendencją do agresji, zabijających
                                          innych ludzi. Przecież będą. Izolować ich tzn.ograniczać ich prawa. Poddać
                                          osądowi pozostałych to skazać na śmierć, a jeżeli się pomylili i zatrzymali
                                          niewinnego? Oczywiście można przyjąć, że wszyscy są idealni i wówczas nie mamy
                                          żadnych problemów z udowodnieniem naszej teorii. Tylko, że to utopia. Co zrobić
                                          z tymi, którzy żyją w starych systemach i nie dają się przekonać do tak
                                          idealnego? Użycie siły w stosunku do nich oznaczałoby narzucenie swoich praw,
                                          czyli złamanie zasad tak idealnej doktryny już na początku nie wróżyłoby nic
                                          dobrego. Oczywiście to są też tylko pytania, ale mówiąc o nowym systemie który
                                          by Ciebie satysfakcjonował trzeba na nie odpowiedzieć odnosząc się do realiów
                                          współczesnego świata. Jeżeli chodzi o godność człowieka to przykro mi, że nie
                                          widzisz różnicy, przecież cały czas chodzi o jej poszanowanie.Gdyby nie było
                                          różnicy państwa nie ewoluowałyby w kierunku systemu demokratycznego a i sam
                                          system też podlega tym ewolucjom. Przestępca też jest człowiekiem i wcale nie
                                          jest pozbawiony godności, jedynie czasami praw publicznych i co całkiem naturalne
                                          niektórych swobód obywatelskich. Sam jednak się na to zdecydował łamiąc prawo.
                                          O centralnym sterowaniu gospodarką możesz powiedzieć bezrobotnym, może Ci
                                          uwierzą, chociaż oni nazywają to rozkradaniem majątku narodowego. Podatki są
                                          wszędzie (ale nasza kasa państwowa i tak pusta) też nie lubię ich płacićsmile,
                                          kodeks pracy też musi być. Ale przecież to sprawa przedsiębiorców, rządu,
                                          związków zawodowych i parlamentarzystów. Na dwie ostatnie grupy mają wpływ
                                          ludzie, niech z niego korzystają. Ostatecznie to ich przedstawiciele. Są przecież
                                          biura poselskie. Jedną osobę można jeszcze zlekceważyć ale nie kilkunastu czy
                                          kilkudziesięciu głosów poruszających ten sam problem.Ostatecznie mamy takie prawo
                                          i nikt nam za to głowy nie urwie. Niech posłowie zapracują na swoje diety i
                                          przyszłe mandaty.Może wtedy zaczną się nareszcie poważne debaty w Sejmie. Co do
                                          mojego miotania: przyznaję Twoja wypowiedź trochę mi podniosła ciśnieniesmile), bo
                                          jak po omówieniu praw oskarżonego i świadków mogło Ci coś takiego wpaść do głowy?
                                          Jednak teraz widzę, że to żarty spowodowane moim gadulstwem. Niestety charakteru
                                          już nie zmienię. Postaram się jednak ograniczyć swoje wypowiedzi. Rzeczywiście
                                          strasznie się rozgadałem.smile))
                                          Pozdrawiam
                                          Kir
                                          • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 20.12.01, 08:57
                                            Witam
                                            Nie wierzę w żaden idealny system z demokracją na czele i myślę, że na tym
                                            możemy skończyć naszą wymianę postów. Mam nadzieję spotkać Cię w innych
                                            miejscach forum.
                                            Pozdrawiam serdecznie / Jacek
                    • ptwo Re: Jacek# jw odpow. 09.12.01, 06:19
                      jacek#jw napisał(a):

                      > Gość portalu: Kir napisał(a):
                      >
                      > > Witam.
                      >
                      > Witam.
                      >
                      > > Jacku demokracja to wspaniała idea, że wszyscy ludzie są równi i wolni.
                      > > Jej matką była starożytna Grecja. Już wówczas miała ona swoje wady: akcept
                      > owała
                      > >
                      > > instytucję niewolnictwa, nie przyznawała praw kobietom. Najbardziej znaną
                      > była
                      > > demokracja ateńska, w której urzędników sprawujących władzę wykonawczą wyb
                      > ieran
                      > > o
                      > > drogą losowania spośród obywateli Aten. Jednak i ona krytykowana była za b
                      > rak
                      > > rozsądku ludzi, brak kompetencji w obsadzaniu stanowisk, uleganie demagogi
                      > i .it
                      > > p.
                      > > A działo się to już od VI w. p.n.e.I krytykowali ją nie tacy ludzie jak my
                      > , ale
                      > >
                      > > wielcy" tamtych czasów, których uznajemy do dziś.
                      >
                      > Już pierwszych zdaniach zawarłeś sprzeczne ze sobą wnioski lub opinie. Demokrac
                      > ja
                      > jest piękną i wspaniałą ideą ale niestety nie równości i wolności. Jest to idea
                      > ,
                      > która umożliwia ludziom z określonej społeczności współdecydownie o swoim losie
                      > .
                      > To zupełnie inne pojęcie. Instytucja niewolnictwa to nie wada demokracji a
                      > naturalna jej konsekwencja. Niewolnicy jako ludzie spoza społeczności nie mieli
                      >
                      > prawa głosu. Demokracja to idea, która umożliwia przy pomocy głosowania
                      > ustalenie, kto np. będzie niewolnikiem i czy przybysz z obcych stron będzie
                      > przyjęty do społeczności. Ten mechanizm był powielany w kolejnych demokracjach,
                      >
                      > szlacheckiej (szlachta, a właściwie możnowładztwo, decydowała losach całego
                      > kraju), ludowej (tu mamy do czynienia z zewnętrznym sterowaniem demokracji) i
                      > wreszcie naszej, współczesnej. Łączenie zasad demokracji z równością i wolności
                      > ą
                      > to stereotyp powielany w bardzo wielu dyskusjach o demokracji. W demokracji moż
                      > na
                      > przegłosować niemal dowolną zasadę, np. niewolnictwo za karę i pozbawienie w
                      > wyniku tego prawa głosu. Zresztą zasada utraty praw publicznych istnieje do
                      > dzisiaj.
                      >
                      >
                      > > Jednak ludzie myśli o niej ni
                      > > e
                      > > porzucili, lecz starali się ją doskonalić i likwidować wszelkie niedoskona
                      > łości
                      > > .
                      > > Jasne, że nie jest doskonała i prawdopodobnie nie będzie, jednak to ile za
                      > rzutó
                      > > w
                      > > będzie jej się stawiać zależy jedynie od nas samych. Jak dotychczas, żaden
                      > ustr
                      > > ój
                      > > się nie sprawdził, na ten powołuje się najwięcej państw i do niego dąży, n
                      > awet
                      > > tych zniewolonych. Tak sama idea jest szczytna, ale co kiedy przychodzi do
                      > jej
                      > > realizacji? Niestety, tutaj to już sprawa suwerena czyli ludu, narodu jak
                      > Wolis
                      > > z.
                      > > Jeżeli pracodawca wybiera złego pracownika a później go toleruje, to do ko
                      > go mo
                      > > że
                      > > mieć pretensje, że firma źle funkcjonuje? Swoją drogą wszyscy mamy jakieś
                      > wady,
                      > >
                      > > naleciałości z przeszłości, sympatie i antypatie polityczne,przemawiają pr
                      > zez n
                      > > as
                      > > emocje a nie obiektywizm i rozsądek. Tacy już jesteśmy, dlatego musimy zmi
                      > enić
                      > > sposób myślenia, czy to możliwe przy tylu podziałach? Teraz już nie wiem.
                      > > Oczywiście można grać na tych emocjach, tylko że przegra Polska. Teraz wró
                      > ćmy d
                      > > o
                      > > Twojego głównego problemu: nadrzędności demokracji czy równorzędności i cz
                      > łowie
                      > > ka.
                      > > Odrzucamy wszystko: ustrój, prawo, politykę.Zostawiamy tylko dwie zasady:
                      > równo
                      > > ść
                      > > i wolność i zgodnie z nimi żyjemy. Tylko tak aby ta równość i wolność w od
                      > czuci
                      > > u
                      > > nikogo z żyjących nie została naruszona.Nie w Twoim, ale w odczuciu kogoś
                      > z lud
                      > > zi
                      > > wśród których żyjesz, albo abyś Ty nie odczuł, że ktoś w stosunku do Ciebi
                      > e
                      > > naruszył te zasady.


                      Otóż właśnie tym systemem jest demokracja!!!! A tą hierarchia wartości, o której
                      kolega wspomina to nic innego jak zasady zapisane w Deklaracji Praw Człowieka
                      jako międzynarodowego (albo ponadnarodowego) standardu jakości. Przestrzeganie
                      tych zasad jest właśnie probierzem demokracji w poszczególnych państwach.
                      > Nie odrzucam ustroju, prawa i polityki. W swoim postulacie o pewnej hierarchii
                      > wartości usiłuje jedynie wskazać, że są pewne rzeczy, których nie ma prawa debr
                      > ać
                      > mi żaden ustrój, żadne głosowanie oraz że tym miejscem może być odpowiednio
                      > skonstruowana konstytucja. Mam nadzieję, że nie dałem się ponieść emocjom. smile
                      >
                      > > Musieli by to być idealni ludzie albo roboty. Jednak co zrob
                      > > ić
                      > > w sytuacji gdyby takimi nie byli? Mało tego odczuwali jeszcze chęć dominac
                      > ji?
                      > > Przecież człowiek to drapieżnik z reguły żyjący stadnie.smile) Przyznasz, że
                      > życi
                      > > e
                      > > też nie byłoby łatwe.smile)Polecam Ci też ostatni post Ptwo, nie tylko ja pi
                      > szę
                      > > elaboratysmile) ale warto.


                      Tekst luki o trzech na bezludnej wyspie nie ilustruje demokracji, lecz prawo
                      dżungli. Nie o tym mowimy!!!

                      > Post przeczytałem, tak jak wszystkie w tym wątku. W zamian polecam Ci post Luki
                      > o
                      > trzy osobowej demokracji na bezludnej wyspie. To dokładne wyjaśnienie zasad
                      > demokracji.
                      >
                      > > Pozdrawiam
                      > > Kir
                      >
                      > Pozdrawiam również / Jacek

                      • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 10.12.01, 08:43
                        ptwo napisał(a):


                        >
                        > Tekst luki o trzech na bezludnej wyspie nie ilustruje demokracji, lecz prawo
                        > dżungli. Nie o tym mowimy!!!
                        >
                        Myślę, że tym razem to Ty zupełnie nie zrozumiałeś. Luka nie pisał o prawie
                        silniejszego, czy dżungli tylko właśnie o zasadach demokracji. Żeby nie było
                        wątpliwości zmień proporcje sił. Niech jeden pedał będzie tłusty i nieruchawy,
                        drugi chudy i słaby, a trzeci facet to nie ty tylko Stallone np. Wówczas zgodnie
                        z zasadami demokracji, będą w dalszym ciągu robili co chcieli. Demokracja również
                        potrzebuje aparatu przemocy, zatem w razie oporu po jakimś czasie, Sylwek idzie
                        do więzienia. W sytuacji kryzysowej, np. głodu śmiertelnego, można przegłosować w
                        demokratyczny sposób, że zjadamy grubasa i zgodnie z zasadami koalicji zjeść go.
                        I chociaż to karykatura demokracji, to jednak w świetle tego co u nas się dzieje
                        i o czym mówimy w tym wątku dobrze oddaje zasady demokratycznych rządów. W
                        sytuacji kryzysowej jaką wywołał Lepper można przegłosować zasady odbierania
                        immunitetu w trybie szczególnym i opisać dokładnie w postaci aktów prawnych co
                        jest wystąpieniem przeciw demokracji. Można też wymyśleć wiele innych ciekawych
                        rzeczy. Co wydarzy się naprawdę nie wiem, ale życie często przerasta nasze
                        wyobrażenie o nim.
                        I jeszcze jedno, pisałeś ze dwa razy, że demokracja nie wyklucza się z monarchią.
                        Owszem, nie wyklucza się, ale nie wyklucza się również z kapitalizmem,
                        socjalizmem i komunizmem. Nie wyklucza się też z darwinizmem i chrześcijaństwem,
                        a przykład wyspy wykazuje, że nie wyklucza się z siłą, pedalstwem i ludożerstwem.
                        Pozdr / Jacek
                      • jacek#jw Re: Jacek# jw odpow. 10.12.01, 13:43
                        ptwo napisał(a):

                        > Otóż właśnie tym systemem jest demokracja!!!! A tą hierarchia wartości, o które
                        > j
                        > kolega wspomina to nic innego jak zasady zapisane w Deklaracji Praw Człowieka
                        > jako międzynarodowego (albo ponadnarodowego) standardu jakości. Przestrzeganie
                        > tych zasad jest właśnie probierzem demokracji w poszczególnych państwach.

                        Kto decyduje w demokracji co wolno wydać, i co wolno mówić? Demokratycznie
                        wybrana mniejszość lub jak wolisz większość, więc nie jest to niezłomna zasada.
                        Jeden parlament może uchwalić, że pornografi nie wolno pokazywać w publicznej TV,
                        następny że w prywatnej a kolejny, że nie wolno oskarżać o nic tak ważne
                        osobistości jak parlamentarzyści. Przykład: zakaz picia alkoholu w miejscach
                        publicznych, np. nad rzeczką. Więcej przykładów poszukaj sam.
    • Gość: karol Re: Granice DEMOKRACJI IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 04.12.01, 12:17
      problem Leppera to nie problem demokracji a wymiaru sprawiedliwości + atawizmy
      w stylu immunitet poselski
      • ptwo Re: Granice DEMOKRACJI 05.12.01, 04:51
        Gość portalu: karol napisał(a):

        > problem Leppera to nie problem demokracji a wymiaru sprawiedliwości + atawizmy
        > w stylu immunitet poselski

        Zgoda. Gdyby wymiar sprawiedliwości funkcjonował należycie, problemu Leppera by
        nie było!
      • Gość: Kazu Re: Granice DEMOKRACJI IP: *.klobuck.sdi.tpnet.pl 05.12.01, 13:18
        A nie obyczajów, które się próbuje wprowadzać w Polsce? Nam więcej, a wam mniej
        wolno? Czy nie tak? Np. powiedzenie o kimś, że jest profitentem polskich
        przemian, to co? To nie idzie o złodzieja? A "obrzydliwa
        nieprzyzwoitość", "padalec czy podlec" - że wymienię tylko najświeższe.
        Przecież to wszystko uchodzi na sucho. Powiem więcej - to jest codzienny język
        gazet i polityków. A słownictwo Pana Macierewicza, Niesiołowskiego? No tak, ale
        jednym wolno więcej, drugim mniej - prawda? Pani Olejnikowa wprowadziła
        cenzurę - Leppera więcj nie zaprosi! Czy to nie jest śmieszne? A co sama mówiła
        o Kauczu na antenie TVN? Jej też więcej wolno? Straszyła przecież małe dzieci
        Panem Kauczem. Ja mam swój oczywiście stosunek do przeróżnych polityków,
        dziennikarzy, ale to inna sprawa. No przecież chamstwo to powszedniość.
      • Gość: doku Nie znasz historii czy nie rozumiesz pojęcia atawi IP: *.mofnet.gov.pl 05.12.01, 14:13
        Gość portalu: karol napisał(a):

        > atawizmy
        > w stylu immunitet poselski

        Bez immunitetu demokracja zostałaby obalona anibyś się obejrzał. Niezabijanie
        posłów to osiągniecie cywilizowanego prawa. Do Europy zwyczaj poszanowania posłów
        przynieśli Tatarzy w XIII w. Zwyczaj ten narodził się w obrębie wyrafinowanej już
        wtedy cywilizacji Państwa Środka zwanej Chinami. Atawizmem jest typowo
        barbarzyńska reakcja dzikusa, który zabija posła przynoszącego złe wieści.
        Najpierw Chińczycy ogniem i mieczem oduczali dzikusów takich reakcji, potem już
        ucywilizowane ludy z pogranicza Chin zaniosły ten zwyczaj dalej, też ogniem i
        mieczem wymuszając stosowanie go na Węgrach i Polakach, skąd zwyczaj ten
        rozprzestrzenił się na całą Europę, przerażoną srogością kary, jaka spadła
        "kwiat" całego europejskiego rycerstwa.

        To zamierzchłe dzieje. Teraz immunitet jest bogatą i zróżnicowaną instytucją
        prawną. Chroni posłów nie tylko przed karą za złe wieści, ale także za chamstwo,
        nieposłuszeństwo czy przestępstwo. Ludzie występujący przeciwko immunitetowi, to
        ludzie kierujący się atawizmami, na poziomie moralnym wendetty i Leppera. A
        właściwie poniżej poziomu Leppera, bo on z pewnością świadomie nadużywa swego
        immunitetu, aby sprowokować swoich przeciwników do zachowań jeszcze gorszych niż
        jego zachowanie - aby sprowokować ich do totalnej kompromitacji, czyli do próby
        odebrania mu immunitetu. Nie chciałbym dożyć stoczenia się Polski do poziomu XIII-
        wiecznych dzikusów.
        • Gość: gomez Re: Nie znasz historii czy nie rozumiesz pojęcia atawi IP: *.solutions.net.pl 05.12.01, 15:24
          matka demokracji w europie jest Anglia. jest tam takie miejsce gdzie kazdy moze
          wejsc na mownice i mowic to na co ma ochote .oto demokracja.w Polsce takiego
          miejsca nie ma .a byc powinno .sprawe wyjasni sad.a to ze poltycy kradna nie
          jest chyba tajemnica.
          • Gość: doku Zgadzam się w drugiej kwestii, ale... IP: *.mofnet.gov.pl 06.12.01, 15:15
            matką wolnych ludzi jest Holandia.
        • krzys52 Re: Nie znasz historii czy nie rozumiesz pojęcia atawi 06.12.01, 01:42
          ......Czesc Doku,
          ....Tym razem zupelnie nie natemat. Czy teraz Ty moglbys zalogowac sie by miec
          pocztowa skrzynke(?)
          Pzdr
          K.P.
          • Gość: doku Ewolucja czasem rozciąga temat IP: *.mofnet.gov.pl 06.12.01, 15:12
            krzys52 napisał(a):

            > ......Czesc Doku,
            > ....Tym razem zupelnie nie natemat.

            Cześć Krzysiu

            Ewolucja instytucji immunitetu nie zmienia samej istoty tego pojęcia. Oto wspólny
            mianownik: jak człowiek popełnił źle, to atawistyczny odruch karze go ukarać.
            Immunitet chroni posła przed karą - jest tworem cywilizacji, a nie atawizmem.

            > Czy teraz Ty moglbys zalogowac sie by miec
            > pocztowa skrzynke(?)

            Teraz nie mam czasu, może jutro. Raz już kiedyś próbowałem, ale po zalogowaniu
            się i po otwarciu forum, i tak mój pierwotny IP się pokazywał przy moich postach.
            Po tygodniu skrzynka w ogóle znikła. Ale to pewnie były początki.

            Poza tym czy nie fajnie jest gdy widać, że stara antykomunistyczna gwardia
            Balcerowicza wciąż się trzyma?
    • Gość: weMAN ___________________________________WEareALLyouMANs IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 18:50
      sure wemans ?
    • Gość: U Re: Granice DEMOKRACJI IP: 216.41.30.* 07.12.01, 05:50
      Demokracja,to najwspanialszy ustroj na swiecie,jesli
      ludzie,zenim zacznie sie im wykladac konstytucje
      wykuli na blache Dekalog.Inaczej,demokracja,to atrapa
      dla Sodomy i Gomory.
      • ptwo Re: Granice DEMOKRACJI 07.12.01, 05:52
        Gość portalu: U napisał(a):

        > Demokracja,to najwspanialszy ustroj na swiecie,jesli
        > ludzie,zenim zacznie sie im wykladac konstytucje
        > wykuli na blache Dekalog.Inaczej,demokracja,to atrapa
        > dla Sodomy i Gomory.

        Znam parę krajów, gdzie demokracja funkcjonuje całkiem, calkiem, a ludzie o
        Dekalogu nie słyszeli. A więc "es stimmt nicht", jak mówią Rosjanie.
        • Gość: U Re: Granice DEMOKRACJI IP: 216.41.30.* 07.12.01, 06:21
          ptwo napisał(a):

          > Gość portalu: U napisał(a):
          >
          > > Demokracja,to najwspanialszy ustroj na swiecie,jesli
          > > ludzie,zenim zacznie sie im wykladac konstytucje
          > > wykuli na blache Dekalog.Inaczej,demokracja,to
          atrapa
          > > dla Sodomy i Gomory.
          >
          > Znam parę krajów, gdzie demokracja funkcjonuje
          całkiem, calkiem, a ludzie o
          > Dekalogu nie słyszeli. A więc "es stimmt nicht", jak
          mówią Rosjanie.

          Ktore to kraje??? Guten nacht.
          • ptwo Re: Granice DEMOKRACJI 07.12.01, 06:48
            Gość portalu: U napisał(a):

            > ptwo napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: U napisał(a):
            > >
            > > > Demokracja,to najwspanialszy ustroj na swiecie,jesli
            > > > ludzie,zenim zacznie sie im wykladac konstytucje
            > > > wykuli na blache Dekalog.Inaczej,demokracja,to
            > atrapa
            > > > dla Sodomy i Gomory.
            > >
            > > Znam parę krajów, gdzie demokracja funkcjonuje
            > całkiem, calkiem, a ludzie o
            > > Dekalogu nie słyszeli. A więc "es stimmt nicht", jak
            > mówią Rosjanie.
            >
            > Ktore to kraje??? Guten nacht.

            Na przykład Japonia, Tajwan, zapewne Indie no i Izrael.
            • Gość: Janusz2 Re: W Izraelu nie słyszeli o Dekalogu??? IP: 194.92.234.* 07.12.01, 13:18
              ptwo napisał(a):

              > Gość portalu: U napisał(a):
              >
              > > ptwo napisał(a):
              > >
              > > > Gość portalu: U napisał(a):
              > > >
              > > > > Demokracja,to najwspanialszy ustroj na swiecie,jesli
              > > > > ludzie,zenim zacznie sie im wykladac konstytucje
              > > > > wykuli na blache Dekalog.Inaczej,demokracja,to
              > > atrapa
              > > > > dla Sodomy i Gomory.
              > > >
              > > > Znam parę krajów, gdzie demokracja funkcjonuje
              > > całkiem, calkiem, a ludzie o
              > > > Dekalogu nie słyszeli. A więc "es stimmt nicht", jak
              > > mówią Rosjanie.
              > >
              > > Ktore to kraje??? Guten nacht.
              >
              > Na przykład Japonia, Tajwan, zapewne Indie no i Izrael.

              Japonia jest cesarstwem (monarchią parlamentarną).
              A w Izraelu chyba słyszeli o Dekalogu. I to dosyć wcześnie.
              • ptwo Re: W Izraelu nie słyszeli o Dekalogu??? 07.12.01, 17:59
                Gość portalu: Janusz2 napisał(a):

                > ptwo napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: U napisał(a):
                > >
                > > > ptwo napisał(a):
                > > >
                > > > > Gość portalu: U napisał(a):
                > > > >
                > > > > > Demokracja,to najwspanialszy ustroj na swiecie,jesli
                > > > > > ludzie,zenim zacznie sie im wykladac konstytucje
                > > > > > wykuli na blache Dekalog.Inaczej,demokracja,to
                > > > atrapa
                > > > > > dla Sodomy i Gomory.
                > > > >
                > > > > Znam parę krajów, gdzie demokracja funkcjonuje
                > > > całkiem, calkiem, a ludzie o
                > > > > Dekalogu nie słyszeli. A więc "es stimmt nicht", jak
                > > > mówią Rosjanie.
                > > >
                > > > Ktore to kraje??? Guten nacht.
                > >
                > > Na przykład Japonia, Tajwan, zapewne Indie no i Izrael.
                >
                > Japonia jest cesarstwem (monarchią parlamentarną).
                > A w Izraelu chyba słyszeli o Dekalogu. I to dosyć wcześnie.

                Po pierwsze, monarchia i demokracja nie wykluczają się.
                Co do Izraela, to wiedziałem, że jakieś "nożyce odezwą się". Oczywiście, że
                słyszeli i to znacznie wcześniej; w podtekście autora wątpliwości, czy demokracja
                jest mozliwa bez Dekalogu wyczuwałem, że chodzi ta naprawdę o chrześcijaństwo
                czyli, że demokracja jet tylko w krajach chrześcijańskich. Ale masz racje,
                istotnie w Izraelu Dekalog jest znany od dawien dawna.
                • Gość: Janusz2 Re: W Izraelu nie słyszeli o Dekalogu??? IP: 194.92.234.* 10.12.01, 12:55
                  ptwo napisał(a):

                  > Gość portalu: Janusz2 napisał(a):
                  >
                  > > ptwo napisał(a):
                  > >
                  > > > Gość portalu: U napisał(a):
                  > > >
                  > > > > ptwo napisał(a):
                  > > > >
                  > > > > > Gość portalu: U napisał(a):
                  > > > > >
                  > > > > > > Demokracja,to najwspanialszy ustroj na swiecie,jesli
                  > > > > > > ludzie,zenim zacznie sie im wykladac konstytucje
                  > > > > > > wykuli na blache Dekalog.Inaczej,demokracja,to
                  > > > > atrapa
                  > > > > > > dla Sodomy i Gomory.
                  > > > > >
                  > > > > > Znam parę krajów, gdzie demokracja funkcjonuje
                  > > > > całkiem, calkiem, a ludzie o
                  > > > > > Dekalogu nie słyszeli. A więc "es stimmt nicht", jak
                  > > > > mówią Rosjanie.
                  > > > >
                  > > > > Ktore to kraje??? Guten nacht.
                  > > >
                  > > > Na przykład Japonia, Tajwan, zapewne Indie no i Izrael.
                  > >
                  > > Japonia jest cesarstwem (monarchią parlamentarną).
                  > > A w Izraelu chyba słyszeli o Dekalogu. I to dosyć wcześnie.
                  >
                  > Po pierwsze, monarchia i demokracja nie wykluczają się.

                  Tak, tak...
                  Szczególnie monarchia dziedziczna smile))

                  > Co do Izraela, to wiedziałem, że jakieś "nożyce odezwą się".

                  ?????????


                  > Oczywiście, że
                  > słyszeli i to znacznie wcześniej; w podtekście autora wątpliwości, czy demokrac
                  > ja
                  > jest mozliwa bez Dekalogu wyczuwałem, że chodzi ta naprawdę o chrześcijaństwo
                  > czyli, że demokracja jet tylko w krajach chrześcijańskich.

                  Gdzie dostrzegłes taki podtekst?

                  > Ale masz racje,
                  > istotnie w Izraelu Dekalog jest znany od dawien dawna.

                  Niesamowite!
                  Zgadzasz się z tym???
                  Dzięki łaskawco.

                  A tak na marginesie - każdemu zdarza się popełniać błędy.
                  (np. napisać, coś, z czego wynika, że w Izraelu nie jest znany Dekalog)
                  Umiejętność przyznania się do tego oszczędza człowiekowi idiotycznych tłumaczeń
                  i "wykręcania kota ogonem"
                  Dzięki temu człowiek jeszcze bardziej się nie osmiesza.
            • Gość: Janusz2 Re: W Izraelu nie słyszeli o Dekalogu??? IP: 194.92.234.* 07.12.01, 13:18
              ptwo napisał(a):

              > Gość portalu: U napisał(a):
              >
              > > ptwo napisał(a):
              > >
              > > > Gość portalu: U napisał(a):
              > > >
              > > > > Demokracja,to najwspanialszy ustroj na swiecie,jesli
              > > > > ludzie,zenim zacznie sie im wykladac konstytucje
              > > > > wykuli na blache Dekalog.Inaczej,demokracja,to
              > > atrapa
              > > > > dla Sodomy i Gomory.
              > > >
              > > > Znam parę krajów, gdzie demokracja funkcjonuje
              > > całkiem, calkiem, a ludzie o
              > > > Dekalogu nie słyszeli. A więc "es stimmt nicht", jak
              > > mówią Rosjanie.
              > >
              > > Ktore to kraje??? Guten nacht.
              >
              > Na przykład Japonia, Tajwan, zapewne Indie no i Izrael.

              Japonia jest cesarstwem (monarchią parlamentarną).
              A w Izraelu chyba słyszeli o Dekalogu. I to dosyć wcześniej.
    • ptwo Re: Granice DEMOKRACJI , raz jeszcze 07.12.01, 19:53
      jajacek napisał(a):

      > Chcialbym wywolac dyskusje o granicach demokracji.
      > Jak daleko mozna posunac sie w wolnosci slowa ,czy istnieja jakias granica?
      > Problem Leppra,jak w "imie"demokracji mozna bezkarnie lamac prawo?
      > I wiele innych problemow ,ktore mam nadzieje porusza forumowicze .
      > Po prawie dwunastu latach doswiadczen ,kazdy ma jakies swoje przemyslenia .

      Autor postawił ciekawe pytanie, na które nie ma prostej odpowiedzi. Tymczasem, z
      tego, co tu się toczy, widać wyraźnie, że wielu ludzi po prostu miesza pojęcia:
      1. forma rządu - monarchia lub republika. Tu, w dalszym ciągu, rozpatruje się
      rózne rodzaje relacji między głową państwa i rządem - a więc system prezydencki
      (jak w USA), parlamentarno-gabinetowy (jak w UK), mieszany (jak we Francji)
      2. ustrój terytorialny - państwa unitarne i federacje, zcentralizowane,
      zdecentralizowane.
      3. reżim polityczny czyli styl rządzenia: demokracja, autorytaryzm, totalitaryzm.
      Dlatego bezsensowne jest przeciwstawianie monarchii i demokracji, bo ani jedno
      nie wyklucza drugiego, ani nie warunkuje . To tak samo jakby przecistawiać
      półkulę zachodnią półkuli północnej. To zupełnie inne podziały.
      Dalej, można zauważyć obecność zwolenników nomokracji, czyli państwa opartego na
      przestrzeganiu prawa. Bardzo pięknie, ale to znowu nie stanowi przeciwieństwa
      demokracji, raczej jedno warunkuje drugie: nie ma nomokracji bez demokracji (bo
      nieuchronnie pojawia się pytanie, kto i w oparciu o jakie procedury ma to prawo
      stanowić?), jak i odwrotnie, bo demokracja bez trzymania się przyjętych procedur
      nieuchronnie ewoluuje w kierunku anarchii lub autorytaryzmu.
      I wreszcie, co tak naprawdę składa się na demokrację? 1. Sposób podejmowania
      decyzji - w oparciu o wolę większości. 2. Ochrona mniejszości (w danej sprawie)
      przed tyranizacją ze strony większości. Proszę pamiętać o tym, że mniejszość w
      sprawie np. podatków oznacza zupełnie inną grupę niz np. w sprawie obowiązkowej
      służby wojskowej. Dzisiejsza większość w jednej sprawie, może jutro stać się
      mniejszością w zupełnie innej. Brak poszanowania mniejszości tak samo prowadzi do
      anarchii lub dyktatury, dlatego również w interesie większości winno być
      pohamowanie własnych apetytów.
      No i następna rzecz: rozmawiamy o ZASADZIE demokracji a nie konkretnych jej
      realizacjach w róznych krajach, które z róznych przyczyn mogą byc ułomne (co nie
      znaczy, że nie należy tych ułomności eliminować). takie elementy jak: podział
      wladzy (wg. Monteskiusza), parlament, kadencyjność urzędów, to dorobek
      cywilizacyjny Europy i Ameryki i odpowiedzi na konretne pytania natury
      praktycznej dot. realizacji demokracji.
      I kolejna rzecz, o czym wielu kontestujących demokrację zapomina, to ta, że żaden
      nie-demokratyczny reżim polityczny (proszę mi tu nie podawać przykładu monarchii
      dziedzicznej, bo to odpowiedź nie na to pytanie) nie wypracował modelu sukcesji
      władzy: patrz przykład Rosji carskiej, tam mało który car zmarł śmiercią
      naturalną. Ktoś też tu podawał przykład prerogatyw Prezydenta RP na mocy
      Konstytucji kwietniowej. Chodziło oczywiście o prawo mianowania następcy; strzał
      kulą w płot. To uprawnienie działało tylko na wypadek wojny (inna rzecz, że
      okazało się przydatne!). Piłsudski forsował tę konstytucję upatrując swoich
      następców w Walerym Sławku i gen. Sosnkowskim. Jak się potoczyło - wiemy. To
      właśnie przykład jak realizuje się wolę dyktatora (czy pół-dyktatora) w
      rzeczywistości. Jeśli ktoś zna przykład następcy dyktatora zgodnego z wolą swego
      poprzednika, to proszę.
      I jeszcze jedna rzecz, nie wiem czy najmniej istotna. Skoro niektórzy kwestionują
      demokrację, tzn. wolę większości jako kryterium decydujące przy podejmowaniu
      decyzji, to znaczy, że stawiają sobie nierowziązywalny problem natury
      koncepcyjnej i technicznej, mianowicie: wola której mniejszości ma być
      decydująca, najsilniejszej, najbogatszej, najmądrzejszej, najgłupszej (jak to
      mierzyć) itd.?
      Proszę o konkretne propozycje! Bo w przypadku większości sprawa jest znacznie
      prostsza: większość jest jedna! (oczywiście większość w sprawie podatków to nie
      ta sama grupa co w sprawie np. ochrony powietrza przed spalinami, chodzi o samą
      zasadę).
      Widzę trzy sfery życia społecznego, gdzie z natury rzeczy reżim demokratyczny nie
      funkcjonuje wcale lub tylko w sposób ograniczony:
      1. siły zbrojne i formacje paramilitarne (policja, UOP, byc może straż pożarna)
      2. nauka
      3. biznes
      Kotś zna jeszcze inne? Albo może ograniczenia innego rodzaju?
      • jacek#jw Re: Granice DEMOKRACJI , raz jeszcze 08.12.01, 11:00
        ptwo napisał(a):

        > Widzę trzy sfery życia społecznego, gdzie z natury rzeczy reżim demokratyczny n
        > ie
        > funkcjonuje wcale lub tylko w sposób ograniczony:
        > 1. siły zbrojne i formacje paramilitarne (policja, UOP, byc może straż pożarna)
        > 2. nauka
        > 3. biznes
        > Kotś zna jeszcze inne? Albo może ograniczenia innego rodzaju?
        Demokracja z definicji to sposób funkcjonowania państwa, wyboru jego władz. Więc
        zarówno wojsko jak biznes nie podlegają takiemu pojmowaniu demokracji, bo to nie
        to samo co Polska, Niemcy czy Japonia. Więc chodzi zapewne o pewną ideę ściśle
        związaną z definicją demokracji. Polega ona na tym, że wszędzie tam, gdzie
        istnieje potrzeba zarządzania, kierowania jakimś procesem, rozstrzygania sporów i
        problemów można stosować zasady kolegialnego podejmowania decyzji albo przez
        wszystkich, albo przez swoich przedstawicieli. Powyższe nie po to by pouczać, ale
        by przyjąć jednorodne kryteria oceny, gdzie może być zastosowana idea demokracji
        a gdzie nie. Stosując własne, nie znane nikomu kryteria, wraz zadanym pytaniem
        dokonujesz jednocześnie manipulacji. Jeśli przyjmiesz takie, uproszczone widzenie
        idei demokracji jak powyżej to dlaczego wykluczasz biznes? W spółkach prawa
        handlowego, akcjonariusze drogą wyborów ustanawiają swoje władze, zarząd i radę
        nadzorczą. Zarówno zarząd jak i rada nadzorcza, podejmują decyzje kolegialnie i
        głos przewodniczącego lub prezesa ma takie same znaczenie jak pozostałych
        przedstawicieli. Czy to nie jest zgodne z ideą demokracji? Podobnie z wojskiem,
        nie rozumiem dlaczego w nim nie może funkcjonować demokracja, a w policji, czy
        straży pożarnej zorganizowanych na wzór wojska już może. Czyżby dlatego, że
        wojsko może dokonać przewrotu a policja nie? I co z tą nauką? A kultura? Instytut
        naukowy musi być nie demokratyczny, a teatr już nie musi? To wszystko nie trzyma
        się kupy. Ale tak naprawdę ten problem to kwestia kryteriów. Wystarczy je
        precyzyjnie podać i później jedynie dopasowywać i patrzeć co wyjdzie. Jeśli zaś
        chodzi o zarzut manipulacji, to dokonujesz jej nie tylko w tym miejscu. Bo nie
        dostrzeganie oczywistych reguł i skutków demokracji też jest manipulacją.
        Chociażby uporczywe przedstawianie demokracji jako woli większości, podczas gdy w
        rzeczywistości rządzi nami mniejszość, zarówno w dojrzałej, jak i w niedojrzałej
        demokracji. Rzeczywistą większość uzyskuje jedynie w parlamentarnym komunizmie i
        jest to ponad 50% osób uprawnionych do głosowania (nie sądzę, abyś mógł strawić
        50% populacji).
        Istota sporu miedzy mną i Tobą polega na różnicy podejścia do demokracji. A więc
        nie na tym, jaki ustrój czy system jest lepszy czy sprawniejszy (np. demokracja
        czy dyktatura), ale na tym co jest ważniejsze, demokracja czy wolność i godność
        osobista. Zdarzenia, na których osnuto wątek mają swój dalszy ciąg i tak kolejno
        prezydent i parlamentarzyści określają je jako zamach na demokrację. Ty wpisujesz
        się w tę logikę, gdyż utożsamiasz demokrację z wolnością i wręcz nie wyobrażasz
        sobie, że demokrację i wolność słowa, czy wolność osobistą można pojmować
        całkowicie rozłączne i niezależnie od siebie. I dlatego Ty szukasz ewentualnych
        granic w demokracji, ja poza nią, starając się ją ograniczyć. Zatem wolność
        kosztem demokracji, choć jak widać trudno to zrozumieć.


        • ptwo Re: Granice DEMOKRACJI , raz jeszcze 09.12.01, 01:37
          jacek#jw napisał(a):

          > ptwo napisał(a):
          >
          > > Widzę trzy sfery życia społecznego, gdzie z natury rzeczy reżim demokratyc
          > zny n
          > > ie
          > > funkcjonuje wcale lub tylko w sposób ograniczony:
          > > 1. siły zbrojne i formacje paramilitarne (policja, UOP, byc może straż poż
          > arna)
          > > 2. nauka
          > > 3. biznes
          > > Kotś zna jeszcze inne? Albo może ograniczenia innego rodzaju?
          > Demokracja z definicji to sposób funkcjonowania państwa, wyboru jego władz. Wię
          > c
          > zarówno wojsko jak biznes nie podlegają takiemu pojmowaniu demokracji, bo to ni
          > e
          > to samo co Polska, Niemcy czy Japonia. Więc chodzi zapewne o pewną ideę ściśle
          > związaną z definicją demokracji. Polega ona na tym, że wszędzie tam, gdzie
          > istnieje potrzeba zarządzania, kierowania jakimś procesem, rozstrzygania sporów
          > i
          > problemów można stosować zasady kolegialnego podejmowania decyzji albo przez
          > wszystkich, albo przez swoich przedstawicieli. Powyższe nie po to by pouczać, a
          > le
          > by przyjąć jednorodne kryteria oceny, gdzie może być zastosowana idea demokracj
          > i
          > a gdzie nie. Stosując własne, nie znane nikomu kryteria, wraz zadanym pytaniem
          > dokonujesz jednocześnie manipulacji. Jeśli przyjmiesz takie, uproszczone widzen
          > ie
          > idei demokracji jak powyżej to dlaczego wykluczasz biznes? W spółkach prawa
          > handlowego, akcjonariusze drogą wyborów ustanawiają swoje władze, zarząd i radę
          >
          > nadzorczą. Zarówno zarząd jak i rada nadzorcza, podejmują decyzje kolegialnie i
          >
          > głos przewodniczącego lub prezesa ma takie same znaczenie jak pozostałych
          > przedstawicieli. Czy to nie jest zgodne z ideą demokracji? Podobnie z wojskiem,
          >
          > nie rozumiem dlaczego w nim nie może funkcjonować demokracja, a w policji, czy
          > straży pożarnej zorganizowanych na wzór wojska już może. Czyżby dlatego, że
          > wojsko może dokonać przewrotu a policja nie? I co z tą nauką? A kultura? Instyt
          > ut
          > naukowy musi być nie demokratyczny, a teatr już nie musi? To wszystko nie trzym
          > a
          > się kupy. Ale tak naprawdę ten problem to kwestia kryteriów. Wystarczy je
          > precyzyjnie podać i później jedynie dopasowywać i patrzeć co wyjdzie. Jeśli zaś
          >
          > chodzi o zarzut manipulacji, to dokonujesz jej nie tylko w tym miejscu. Bo nie
          > dostrzeganie oczywistych reguł i skutków demokracji też jest manipulacją.
          > Chociażby uporczywe przedstawianie demokracji jako woli większości, podczas gdy
          > w
          > rzeczywistości rządzi nami mniejszość, zarówno w dojrzałej, jak i w niedojrzałe
          > j
          > demokracji. Rzeczywistą większość uzyskuje jedynie w parlamentarnym komunizmie
          > i
          > jest to ponad 50% osób uprawnionych do głosowania (nie sądzę, abyś mógł strawić
          >
          > 50% populacji).
          > Istota sporu miedzy mną i Tobą polega na różnicy podejścia do demokracji. A wię
          > c
          > nie na tym, jaki ustrój czy system jest lepszy czy sprawniejszy (np. demokracja
          >
          > czy dyktatura), ale na tym co jest ważniejsze, demokracja czy wolność i godność
          >
          > osobista. Zdarzenia, na których osnuto wątek mają swój dalszy ciąg i tak kolejn
          > o
          > prezydent i parlamentarzyści określają je jako zamach na demokrację. Ty wpisuje
          > sz
          > się w tę logikę, gdyż utożsamiasz demokrację z wolnością i wręcz nie wyobrażasz
          >
          > sobie, że demokrację i wolność słowa, czy wolność osobistą można pojmować
          > całkowicie rozłączne i niezależnie od siebie. I dlatego Ty szukasz ewentualnych
          >
          > granic w demokracji, ja poza nią, starając się ją ograniczyć. Zatem wolność
          > kosztem demokracji, choć jak widać trudno to zrozumieć.
          >
          >

          W tym, co napisałem, nie ma żadnej manipulacji. Wymieniłem sfery, gdzie - z
          zasady- mechanizmy demokratyczne nie działają: w biznesie, bo decyduje nie
          głosowanie, lecz wola właściciela (w podanym przykładzie np. zgromadzenia
          akcjonariuszy "niedemokratyczne" jest to, że każdy ma tyle głosów, ile akcji) , w
          nauce - bo decyduje eksperyment, nie wola większości, wojsko - bo decyduje
          rozkaz, podobnie inne instytucje paramilitarne. Czy to tak cieżko zrozumiałe?
          Nie wiem, jak kolega wyobraża sobnie wolność bez demokracji? Ale to już inna
          sprawa.
          Jeśli teatr będzie moją prywatną własnością, to zaręczam, że nie będzie tam
          żadnej demokracji; ja będę decydować. Ale w tym przypadku teatr podpada pod
          biznes.
          Nieprawda, że rządzi nami mniejszość. Rządzą przedstawiciele wybrani przez
          większość społeczeństwa. To, co kolega był napisał, było prawdą w c.k. Austrii,
          gdzie na początku funkcjonowała wybitnie niedemokratyczna ordynacja wyborcza.
          Nie stosuję żadnych wybranych przez siebie kryteriów; te dwa kryteria, które
          podałem, można znaleźć w każdym podręczniku nauk politycznych. Żadnych innych
          kryteriów nie ma. Zaś takie rzeczy jak podział władzy, kadencyjność itp.
          wypadałoby znać zanim zacznie się dyskutować.
          To kolega właśnie stale zbacza z tematu stawiając np. problem: "wolność a
          demokracja". To mogłaby być ciekawa dyskusja, ale nie w tym miejscu, bo co innego
          jest tematem.
          Oczywiście, że prawo głosowania nie obejmuje całości populacji, bo niby jak,
          niemowlęta miałyby głosować?
          Sam, kolego, dokonujesz manipulacji, bo ja w ogóle nie mówiłem o sprawności,
          tylko o samej zasadzie demokracji. A skoro już, to faktycznie, dyktatura sprawia
          niekiedy wrażenie sprawniejszej. Ale ta sprawność może być zarówno w dobrej, jak
          i złej sprawie (jak mawiał p. Korwin-Mikke, lepiej czołgać się we właściwym
          kierunku, niż biegnąć w niewłaściwym). Rozumiem, że może niekiedy irytować
          powolność demokracji,ale to jest właśnie cena WOLNOŚCI w demokracji, gdzie
          jedynym jej ograniczeniem jest wolność innych osób. Niestety, ta zasada nie
          funkcjonuje w żadnym innym systemie, a więc autorytarnym bądź tym bardziej
          totalitarnym.
          Natomiast masz rację kolego, istotnie utożsamiam wolność i demokrację w tym
          sensie, że jedna bez drugiej nie może funkcjonować. Nie może być wolnym człowiek
          pod rządami dyktatora (spróbuj np. wygłosić jego krytykę!).
          I odwrotnie, nie może być demokracji bez wolności: słowa, wieców, manifestacji,
          druku, poruszania się, dostępu do informacji itd., bez tych WOLNOŚCI demokracja
          staje się fikcją. Przemyśl to sobie i nie odkrywaj po raz sto piętnasty Ameryki,
          bo inni, mądrzejsi od nas, już dawno to zrobili! Dlatego Twoje stwierdzenie, że
          ja poszukuję granic demokracji, a Ty - chcesz ją ograniczać, jest wypowiedzią nie
          na temat.
          I na koniec jeszcze jedno: kolego, nie rozrózniasz dwu rzeczy - GRANICA
          DEMOKRACJI i GRANICA W DEMOKRACJI. To pierwsze dotyczy tego, jak daleko
          demokracja sięga (a więc, nie możesz pracując w firmie prywatnej żądać od
          właściciela, żeby decyzje zapadały kolegialnie, bo Cię natychmiast zwolni), to
          drugie - co w demokracji wolno, czego nie wolno, a więc wolność słowa nie
          oznacza, że możesz bezkarnie mówić co chcesz, wolność druku - że możesz drukować
          co chcesz, itd. Is it clear enough?
          • Gość: jacek#jw Re: Granice DEMOKRACJI , raz jeszcze IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.01, 13:12
            ptwo napisał(a):

            > W tym, co napisałem, nie ma żadnej manipulacji. Wymieniłem sfery, gdzie - z
            > zasady- mechanizmy demokratyczne nie działają: w biznesie, bo decyduje nie
            > głosowanie, lecz wola właściciela (w podanym przykładzie np. zgromadzenia
            > akcjonariuszy "niedemokratyczne" jest to, że każdy ma tyle głosów, ile akcji) ,

            Nie słyszałeś o spółkach o równej ilości głosów? Chyba jest to możliwe. W
            spólkach pracowniczych różnice w ilościach głosów są nie wielkie. Przeczytaj co
            pisze inny demokrata Doku, on uważa, że demokracja powinna wspierać pewne grupy,
            więc jak to jest? W demokracji mogą być niedemokratyczne zasady, a w spółce
            podobne zasady powodują, nie ma demokracji?

            > w
            > nauce - bo decyduje eksperyment, nie wola większości,

            Ja szanuję swojego rozmówcę i zdając sobie sprawę, że pisanie o demokracji
            podczas sprawdzania np. natury światła jest idiotyzmem przyjąłem instytut naukowy
            a nie wynalazczość.

            > wojsko - bo decyduje
            > rozkaz, podobnie inne instytucje paramilitarne. Czy to tak cieżko zrozumiałe?

            Owszem, nie pisałeś o policji, i organizacjach paramilitarnych. Więc w sumie
            ciężko było mi to zrozumieć.

            > Nie wiem, jak kolega wyobraża sobnie wolność bez demokracji? Ale to już inna
            > sprawa.

            Zwyczajnie, podstawowe prawa człowieka, nawet te z DPC, które realnie da się
            zrealizować i zapisanie ich w konstytucji. Sprawa ustroju nie interesuje mnie.

            > Jeśli teatr będzie moją prywatną własnością, to zaręczam, że nie będzie tam
            > żadnej demokracji; ja będę decydować. Ale w tym przypadku teatr podpada pod
            > biznes.
            > Nieprawda, że rządzi nami mniejszość. Rządzą przedstawiciele wybrani przez
            > większość społeczeństwa. To, co kolega był napisał, było prawdą w c.k. Austrii,
            >
            > gdzie na początku funkcjonowała wybitnie niedemokratyczna ordynacja wyborcza.

            Frekwencji wyborczej nie bierzesz pod uwagę? Rzadko kiedy osiąga ona 50%

            > Nie stosuję żadnych wybranych przez siebie kryteriów; te dwa kryteria, które
            > podałem, można znaleźć w każdym podręczniku nauk politycznych. Żadnych innych
            > kryteriów nie ma. Zaś takie rzeczy jak podział władzy, kadencyjność itp.
            > wypadałoby znać zanim zacznie się dyskutować.

            Nie napisałem ani słowa o podziale władzy.

            > To kolega właśnie stale zbacza z tematu stawiając np. problem: "wolność a
            > demokracja". To mogłaby być ciekawa dyskusja, ale nie w tym miejscu, bo co inne
            > go
            > jest tematem.

            O tym poniżej.

            > Oczywiście, że prawo głosowania nie obejmuje całości populacji, bo niby jak,
            > niemowlęta miałyby głosować?
            > Sam, kolego, dokonujesz manipulacji, bo ja w ogóle nie mówiłem o sprawności,
            > tylko o samej zasadzie demokracji. A skoro już, to faktycznie, dyktatura sprawi
            > a
            > niekiedy wrażenie sprawniejszej. Ale ta sprawność może być zarówno w dobrej, ja
            > k
            > i złej sprawie (jak mawiał p. Korwin-Mikke, lepiej czołgać się we właściwym
            > kierunku, niż biegnąć w niewłaściwym). Rozumiem, że może niekiedy irytować
            > powolność demokracji,ale to jest właśnie cena WOLNOŚCI w demokracji, gdzie
            > jedynym jej ograniczeniem jest wolność innych osób. Niestety, ta zasada nie
            > funkcjonuje w żadnym innym systemie, a więc autorytarnym bądź tym bardziej
            > totalitarnym.
            > Natomiast masz rację kolego, istotnie utożsamiam wolność i demokrację w tym
            > sensie, że jedna bez drugiej nie może funkcjonować. Nie może być wolnym człowie
            > k
            > pod rządami dyktatora (spróbuj np. wygłosić jego krytykę!).
            > I odwrotnie, nie może być demokracji bez wolności: słowa, wieców, manifestacji,
            >
            > druku, poruszania się, dostępu do informacji itd., bez tych WOLNOŚCI demokracja
            >
            > staje się fikcją. Przemyśl to sobie i nie odkrywaj po raz sto piętnasty Ameryki
            > ,
            > bo inni, mądrzejsi od nas, już dawno to zrobili! Dlatego Twoje stwierdzenie, że
            >
            > ja poszukuję granic demokracji, a Ty - chcesz ją ograniczać, jest wypowiedzią n
            > ie
            > na temat.
            > I na koniec jeszcze jedno: kolego, nie rozrózniasz dwu rzeczy - GRANICA
            > DEMOKRACJI i GRANICA W DEMOKRACJI.

            Od pierwszego wejścia do wątku poddałem w wątpliwość sposób przedstawienia tematu
            i ze stawiania granic w demokracji, więc rozwiązania problemu przy pomocy
            mechanizmów dostępnych ramach tej demokracji proponowałem ograniczanie demokracji
            przez zastosownie odpowiedniej hierarchi wartości. Przykłady i argumenty, które
            spowodowały że raz byłem anarchistą, a innym razem dyktatorem miały na celu
            wykazanie właśnie tego, że problemu Leppera nie wolno, wręcz nie da się rozwiązać
            w demokracji. Powyższe stwierdzenie świadczy o tym, że nie odróżniasz wykładu od
            dyskusji, odpytywania lekcji od argumentacji, demokracji od wolności, tak mi się
            zdaje.

            > To pierwsze dotyczy tego, jak daleko
            > demokracja sięga (a więc, nie możesz pracując w firmie prywatnej żądać od
            > właściciela, żeby decyzje zapadały kolegialnie, bo Cię natychmiast zwolni), to
            > drugie - co w demokracji wolno, czego nie wolno, a więc wolność słowa nie
            > oznacza, że możesz bezkarnie mówić co chcesz, wolność druku - że możesz drukowa
            > ć
            > co chcesz, itd. Is it clear enough?

            Nie, nie jest jasne. Kto decyduje w demokracji co wolno wydać, i co wolno mówić?
            Demokratycznie wybrana mniejszość lub jak wolisz większość, więc nie jest to
            niezłomna zasada. Jeden parlament może uchwalić, że pornografi nie wolno
            pokazywać w publicznej TV, następny że w prywatnej a kolejny, że nie wolno
            oskarżać o nic tak ważne osobistości jak parlamentarzyści. Przykład: zakaz picia
            alkoholu w miejscach publicznych, np. nad rzeczką. Więcej przykładów poszukaj sam.
            • ptwo Re: Granice DEMOKRACJI , raz jeszcze 10.12.01, 21:46
              Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

              ) ptwo napisał(a):
              )
              ) ) W tym, co napisałem, nie ma żadnej manipulacji. Wymieniłem sfery, gdzie -
              ) z
              ) ) zasady- mechanizmy demokratyczne nie działają: w biznesie, bo decyduje nie
              )
              ) ) głosowanie, lecz wola właściciela (w podanym przykładzie np. zgromadzenia
              ) ) akcjonariuszy "niedemokratyczne" jest to, że każdy ma tyle głosów, ile akc
              ) ji) ,
              )
              ) Nie słyszałeś o spółkach o równej ilości głosów? Chyba jest to możliwe. W
              ) spólkach pracowniczych różnice w ilościach głosów są nie wielkie. Przeczytaj co
              )
              ) pisze inny demokrata Doku, on uważa, że demokracja powinna wspierać pewne grupy
              ) ,
              ) więc jak to jest? W demokracji mogą być niedemokratyczne zasady, a w spółce
              ) podobne zasady powodują, nie ma demokracji?
              )
              ) ) w
              ) ) nauce - bo decyduje eksperyment, nie wola większości,
              )
              ) Ja szanuję swojego rozmówcę i zdając sobie sprawę, że pisanie o demokracji
              ) podczas sprawdzania np. natury światła jest idiotyzmem przyjąłem instytut nauko
              ) wy
              ) a nie wynalazczość.
              )
              ) ) wojsko - bo decyduje
              ) ) rozkaz, podobnie inne instytucje paramilitarne. Czy to tak cieżko zrozumia
              ) łe?
              )
              ) Owszem, nie pisałeś o policji, i organizacjach paramilitarnych. Więc w sumie
              ) ciężko było mi to zrozumieć.
              )
              ) ) Nie wiem, jak kolega wyobraża sobnie wolność bez demokracji? Ale to już in
              ) na
              ) ) sprawa.
              )
              ) Zwyczajnie, podstawowe prawa człowieka, nawet te z DPC, które realnie da się
              ) zrealizować i zapisanie ich w konstytucji. Sprawa ustroju nie interesuje mnie.
              )
              ) ) Jeśli teatr będzie moją prywatną własnością, to zaręczam, że nie będzie ta
              ) m
              ) ) żadnej demokracji; ja będę decydować. Ale w tym przypadku teatr podpada po
              ) d
              ) ) biznes.
              ) ) Nieprawda, że rządzi nami mniejszość. Rządzą przedstawiciele wybrani przez
              )
              ) ) większość społeczeństwa. To, co kolega był napisał, było prawdą w c.k. Aus
              ) trii,
              ) )
              ) ) gdzie na początku funkcjonowała wybitnie niedemokratyczna ordynacja wyborc
              ) za.
              )
              ) Frekwencji wyborczej nie bierzesz pod uwagę? Rzadko kiedy osiąga ona 50%
              )
              ) ) Nie stosuję żadnych wybranych przez siebie kryteriów; te dwa kryteria, któ
              ) re
              ) ) podałem, można znaleźć w każdym podręczniku nauk politycznych. Żadnych inn
              ) ych
              ) ) kryteriów nie ma. Zaś takie rzeczy jak podział władzy, kadencyjność itp.
              ) ) wypadałoby znać zanim zacznie się dyskutować.
              )
              ) Nie napisałem ani słowa o podziale władzy.
              )
              ) ) To kolega właśnie stale zbacza z tematu stawiając np. problem: "wolność a
              ) ) demokracja". To mogłaby być ciekawa dyskusja, ale nie w tym miejscu, bo co
              ) inne
              ) ) go
              ) ) jest tematem.
              )
              ) O tym poniżej.
              )
              ) ) Oczywiście, że prawo głosowania nie obejmuje całości populacji, bo niby ja
              ) k,
              ) ) niemowlęta miałyby głosować?
              ) ) Sam, kolego, dokonujesz manipulacji, bo ja w ogóle nie mówiłem o sprawnośc
              ) i,
              ) ) tylko o samej zasadzie demokracji. A skoro już, to faktycznie, dyktatura s
              ) prawi
              ) ) a
              ) ) niekiedy wrażenie sprawniejszej. Ale ta sprawność może być zarówno w dobre
              ) j, ja
              ) ) k
              ) ) i złej sprawie (jak mawiał p. Korwin-Mikke, lepiej czołgać się we właściwy
              ) m
              ) ) kierunku, niż biegnąć w niewłaściwym). Rozumiem, że może niekiedy irytować
              )
              ) ) powolność demokracji,ale to jest właśnie cena WOLNOŚCI w demokracji, gdzie
              )
              ) ) jedynym jej ograniczeniem jest wolność innych osób. Niestety, ta zasada ni
              ) e
              ) ) funkcjonuje w żadnym innym systemie, a więc autorytarnym bądź tym bardziej
              )
              ) ) totalitarnym.
              ) ) Natomiast masz rację kolego, istotnie utożsamiam wolność i demokrację w ty
              ) m
              ) ) sensie, że jedna bez drugiej nie może funkcjonować. Nie może być wolnym cz
              ) łowie
              ) ) k
              ) ) pod rządami dyktatora (spróbuj np. wygłosić jego krytykę!).
              ) ) I odwrotnie, nie może być demokracji bez wolności: słowa, wieców, manifest
              ) acji,
              ) )
              ) ) druku, poruszania się, dostępu do informacji itd., bez tych WOLNOŚCI demok
              ) racja
              ) )
              ) ) staje się fikcją. Przemyśl to sobie i nie odkrywaj po raz sto piętnasty Am
              ) eryki
              ) ) ,
              ) ) bo inni, mądrzejsi od nas, już dawno to zrobili! Dlatego Twoje stwierdzeni
              ) e, że
              ) )
              ) ) ja poszukuję granic demokracji, a Ty - chcesz ją ograniczać, jest wypowied
              ) zią n
              ) ) ie
              ) ) na temat.
              ) ) I na koniec jeszcze jedno: kolego, nie rozrózniasz dwu rzeczy - GRANICA
              ) ) DEMOKRACJI i GRANICA W DEMOKRACJI.
              )
              ) Od pierwszego wejścia do wątku poddałem w wątpliwość sposób przedstawienia tema
              ) tu
              ) i ze stawiania granic w demokracji, więc rozwiązania problemu przy pomocy
              ) mechanizmów dostępnych ramach tej demokracji proponowałem ograniczanie demokrac
              ) ji
              ) przez zastosownie odpowiedniej hierarchi wartości. Przykłady i argumenty, które
              )
              ) spowodowały że raz byłem anarchistą, a innym razem dyktatorem miały na celu
              ) wykazanie właśnie tego, że problemu Leppera nie wolno, wręcz nie da się rozwiąz
              ) ać
              ) w demokracji. Powyższe stwierdzenie świadczy o tym, że nie odróżniasz wykładu o
              ) d
              ) dyskusji, odpytywania lekcji od argumentacji, demokracji od wolności, tak mi si
              ) ę
              ) zdaje.
              )
              ) ) To pierwsze dotyczy tego, jak daleko
              ) ) demokracja sięga (a więc, nie możesz pracując w firmie prywatnej żądać od
              ) ) właściciela, żeby decyzje zapadały kolegialnie, bo Cię natychmiast zwolni)
              ) , to
              ) ) drugie - co w demokracji wolno, czego nie wolno, a więc wolność słowa nie
              ) ) oznacza, że możesz bezkarnie mówić co chcesz, wolność druku - że możesz dr
              ) ukowa
              ) ) ć
              ) ) co chcesz, itd. Is it clear enough?
              )
              ) Nie, nie jest jasne. Kto decyduje w demokracji co wolno wydać, i co wolno mówić
              ) ?
              ) Demokratycznie wybrana mniejszość lub jak wolisz większość, więc nie jest to
              ) niezłomna zasada. Jeden parlament może uchwalić, że pornografi nie wolno
              ) pokazywać w publicznej TV, następny że w prywatnej a kolejny, że nie wolno
              ) oskarżać o nic tak ważne osobistości jak parlamentarzyści. Przykład: zakaz pici
              ) a
              ) alkoholu w miejscach publicznych, np. nad rzeczką. Więcej przykładów poszukaj s
              ) am.

              Dalej się nie rozumiemy: czym innym jest ograniczenie uchwalone przez większość
              (oczywiście pod warunkiem, że dotyczy wszystkich, a nie tylko mniejszości, i nie
              narusza praw podstawowych, bo wtedy nie ma już demokracji), a czym innym
              ograniczenie wynikające z natury demokracji: ponieważ mam takie same prawa jak
              kolega, więc moje prawa mogą sięgać tylko tak daleko, aby nie narazić na szwank
              praw kolegi (i oczywiście innych osób też). Demokracji nie da się zastąpić żadną
              hierarchią wartości, ponieważ samo odstąpienie od zasad demokracji jest
              równoznaczne z tym, że natychmiast pojawi się wielu "świętych" twierdzących, że
              to wartości własnie przez nich reprezentowane to są te najważniejsze. I jesteśmy
              w tym momencie w potrzasku, bo nie ma instrumentów pozwalających na
              rozstrzygnięcie tego dylematu. A skoro tak, to weźmie górę ten, który jest
              najsilniejszy, najbardziej przebiegły itd. A zdaje się nie o to chodziło.
              W demokracji wolno mówić i wydać wszystko co ślina na język przyniesie, nikt tu
              niczego nie ogranicza. Ale trzeba się liczyć z konsekwencjami, np. w razie
              naruszenia czyichś dóbr osobistych. A więc jest to swego rodzaju ograniczenie.
              To, że 100% frekwencja wyborcza jest utopią, wiadomo. Dlatego wprowadza się pewne
              minimum wymagane dla ważności wyborów czy głosowania. Inaczej też nie byłoby
              demokracji, bo większość byłaby zdana na wolę mniejszości, mianowicie tej, której
              nie chciałoby się pójść do wyborów. Przykładem sytuacji, kiedy w rzeczywistości
              decydowała wola mniejszości, były czasy funkcjonowania w Polsce liberum veto;
              wtedy większość nawet 99,9% nie była wystarczająca, bo jeden poseł mógł
              zdecydować o odrzuceniu ustawy. Dla przypomnienia: zasada jednomyślności
              obowiązywała początkowo bodaj we wszystkich krajach, gdzie istniały parlamenty,
              szybko jednak od tego odstąpiono. Z tego damego powodu nie może mniejszość nie
              biorąca udziału w wyborach mieć wpły
            • ptwo Re: Granice DEMOKRACJI , raz jeszcze 10.12.01, 22:30
              Muszę swój post wysłać jeszcze raz, bo coś poprzednio "obcięło".

              Dalej się nie rozumiemy: czym innym jest ograniczenie uchwalone przez większość
              (oczywiście pod warunkiem, że dotyczy wszystkich, a nie tylko mniejszości, i
              nie narusza praw podstawowych, bo wtedy nie ma już demokracji), a czym innym
              ograniczenie wynikające z natury demokracji: ponieważ mam takie same prawa jak
              kolega, więc moje prawa mogą sięgać tylko tak daleko, aby nie narazić na szwank
              praw kolegi (i oczywiście innych osób też). Demokracji nie da się zastąpić
              żadną hierarchią wartości, ponieważ samo odstąpienie od zasad demokracji jest
              równoznaczne z tym, że natychmiast pojawi się wielu "świętych" twierdzących, że
              to wartości własnie przez nich reprezentowane to są te najważniejsze. I
              jesteśmy w tym momencie w potrzasku, bo nie ma instrumentów pozwalających na
              rozstrzygnięcie tego dylematu. A skoro tak, to weźmie górę ten, który jest
              najsilniejszy, najbardziej przebiegły itd. A zdaje się nie o to chodziło.
              W demokracji wolno mówić i wydać wszystko co ślina na język przyniesie, nikt tu
              niczego nie ogranicza. Ale trzeba się liczyć z konsekwencjami, np. w razie
              naruszenia czyichś dóbr osobistych. A więc jest to swego rodzaju ograniczenie.
              To, że 100% frekwencja wyborcza jest utopią, wiadomo. Dlatego wprowadza się
              pewne minimum wymagane dla ważności wyborów czy głosowania. Inaczej też nie
              byłoby demokracji, bo większość byłaby zdana na wolę mniejszości, mianowicie
              tej, której nie chciałoby się pójść do wyborów. Przykładem sytuacji, kiedy w
              rzeczywistości decydowała wola mniejszości, były czasy funkcjonowania w Polsce
              liberum veto; wtedy większość nawet 99,9% nie była wystarczająca, bo jeden
              poseł mógł zdecydować o odrzuceniu ustawy. Dla przypomnienia: zasada
              jednomyślności obowiązywała początkowo bodaj we wszystkich krajach, gdzie
              istniały parlamenty, szybko jednak od tego odstąpiono. Z tego damego powodu nie
              może mniejszość nie biorąca udziału w wyborach mieć wpływu na los kraju, sama
              się tego pozbawia. Ale to nie oznacza, że niegłosujących w wyborach należy
              pozbawić ich praw wyborczych.
              Demokrację od wolności to ja, kolego, rozróżniam bardzo dobrze. Ale nie chce mi
              się powtarzać tego, co już napisałem wcześniej. Integralnymi składnikami
              demokracji są: wolność słowa, druku, itd. itd. Z kolei bez demokracji te
              wolności nie będą przestrzegane: vide Związek Radziecki, gdzie nawet w
              konstytucji z 1937 r. to wszystko niby było, ale brak wolności spowodował, że
              była to jedna wielka fikcja.
              Dalej, spółki o równej ilości głosów to przypadek szczególny, nie reguła,
              jeżeli jakaś spółka przyjmie sobie taki statut. Reguła jest taka, że jak mam
              powiedzmy 30% akcji, to mam 30% głosów. Jeśli ktoś wykupi 50% akcji + 1, to w
              zasadzie nie musi się liczyć z głosem innych. Spółka pracownicza tez jest
              przypadkiem szczególnym. Ciekawe tylko jak pracownicy w takiej spółce
              przegłosują Skarb Państwa dysponując łącznie powiedzmy 20% akcji?
              Masz rację co do jednego: w systemie demokratycznym mogą istnieć struktury
              niedemokratyczne (np. jakieś stowarzyszenie może sobie uchwalić wybitnie
              niedemokratyczny statut). Sęk w tym ,że wtedy nie może istnieć obowiązek
              przynależenia do takiego stowarzyszenia (bo wtedy powinny zostać natychmiast
              uruchomione mechanizmy prawne ze strony państwa nakazujące zmianę statutu lub
              uchylenie obowiązku przynależności),ewentualnie zawsze można z niego wystąpić.
              Natomiast "wystąpienie" ze społeczeństwa to już coś zupełnie innego i właśnie
              dyskutujemy co zrobić, żeby to nie było konieczne.
              Niemozliwa jest zaś, jak uczy doświadczenie, sytuacja odwrotna: demokratyczne
              struktury w państwie niedemokratycznym. Jeśli ktoś zna takie przyklady, to
              proszę!
              Problem Leppera jest bardzo prosty do rozwiązania w normalnie funkcjonującym
              państwie demokratycznym: kiedy dostał pierwszy wyrok w zawieszeniu, to po
              następnej kolizji z prawem, tamten wyrok powinien był być
              natychmiast "odwieszony" i koniec, nie ma problemu Leppera. Niestety, zawiniła
              słabość państwa polskiego, nie demokracji. Ale to jest temat na inna dyskusję.
              • jacek#jw Próba porozumienia, a raczej zrozumienia się. 11.12.01, 09:34
                Myślę, że rzeczywiście się nie rozumiemy, stąd wymiana argumentów
                przechodzących obok siebie i nie mających wpływu na tok wymiany myśli. Wynika
                to zapewne z odmiennego postrzegania demokracji, jej roli i wpływu na nasze
                życie. W Twojej wizji demokracji zapewne prawo do głosu jest utosżamione nie
                tylko z prawem do głosowania, ale również z prawem do wypowiedzenia się.
                Oznacza to, że demokracja gwarantuje wolność słowa. Z tak postawionej definicji
                bezpośredniej wynika pośrednio idea, że demokracja gwarantuje nie tylko wolność
                słowa, ale godność i wolność człowieka. Każdy zamach na demokrację jest
                jednocześnie zamachem na wolność człowieka. Dalszą konsekwencją takiego
                rozumowania jest przyznanie wielkich załug demokracji w rozwoju cywilizacyjnym
                ludzkości, o czym kilkakrotnie wspomniałeś. Nie wiem na ile trafnie
                przedstawiłem Twoją demokrację, ale myślę, że niewiele się pomyliłem. Z mojego
                punktu widzenia, demokracja to wyłącznie prawo do głosowania, a więc do
                wypowiedzenia się tylko w jednej sprawie. Kto będzie w pewnym okresie czasu za
                nas decydował. Nie oznacza to zatem ani wolności słowa, ani gwarancji godności
                i wolności osobistej. Jest zrozumiałe, że w małych społecznościach moja i Twoja
                wizja w praktyce niewiele będą się różniły, nikt przecież nie wybiera sobie
                przedstawicieli, którzy w zamian za to będą gnębić, czy oszukiwać swoich
                wyborców. Inaczej sprawa wygląda w państwie, gdzie wyborami rządzi polityka i
                nie ma bezpośredniej więzi między wyborcą a wybieranym. Wtedy dochodzić może i
                dochodzi do wielu nieporozumień i bardzo często idea przedstawicielstwa nie
                sprawdza się. Oddając władzę swoim wybrańcom ponosimy pełne ryzyko (również
                odpowiedzialność) za kolejne lata rządów w państwie. Z tego wynika iż jedynie
                kwestią lojalności jest, jak wybrani ludzie się zachowają. Nie ma przecież
                żadnych innych przeszkód w podejmowaniu decyzji niezgodnych z interesem
                wybierających. Tak jak wg Ciebie, każdy wybrany obywatel musi być w zgodzie z
                ideologią demokracji i lojalny wobec wyborców, tak wg mnie musi być jedynie
                lojalny wobec wyborców. To wynika ze sposobu rozumienia demokracji. Co zatem
                jest z godnością, wolnością w demokracji i skąd ona się bierze? I tu zasadnicza
                różnica. Wg Ciebie to demokracja jest inspiracją i gwarancją wolności, szacunku
                dla drugiego człowieka, wolności druku i wielu innych cech widocznych właśnie w
                demokracji. Wg mnie źródło leży w zupełnie innym miejscu. Otóż każdy człowiek
                kieruje się w życiu pewnymi zasadami. Zasady te mogą wynikać z dekalogu, prawa
                naturalnego, własnych kryterii dobra i zła i zależą od wychowania, wiary czy
                kultury. I to wewnętrzne, idywidualne zasady moralne decydują o tym czy
                szanujemy drugą osobę i czy w swoich decyzjach uwzględniamy interes innych
                ludzi, słabszych lub silniejszych. I Twoja demokracja może być zbiorem takich
                zasad, pod warunkiem wszakże, że są to indywidualne zasady ptwo, a nie
                ideologia obowiązująca wszystkich. Stąd zapewne bierze się to, że argumenty i
                przykłady są zupełnie w różny sposób przez nas interpretowane.
                Pozdr / Jacek
                • ptwo Re: Próba porozumienia, a raczej zrozumienia się. 11.12.01, 19:32
                  Ja rozumiem Twój sposób rozumowania, ale nie w pełni się z nim zgadzam. Taki
                  układ, jak proponujesz, mógłby, być może, funkcjonować, w społeczeństwie bardzo
                  jednolitym, tazn. jednolitym na tyle, że wszyscy kierowaliby się identycznym
                  systemem wartości. Inaczej mówiąc, Ty zakładasz "wmontowanie" systemu wartości
                  w zasady funkcjonowania społeczeństwa. Piękne to, ale niezbyt realne. Co
                  zrobic, gdy ludzie kierują się bardzo róznorodnymi systemami wartości? Tu jest
                  problem! Identyczny problem stanął przed Ojcami-Zalożycielami Stanów
                  Zjednoczonych, gdzie różnice między poszczególnymi koloniami były ogromne.
                  Poszli po rozum do głowy i skonstruowali coś, co jest "ponad". Inaczej mówiąc,
                  dla Amerykanów Konstytucja jest największą świętością, nie Biblia (Koran, Tora
                  itd.). Ale w takim układzie nieuchronnie pojawia się właśnie problem granic
                  funkcjonowania np. zasady głosowania większością, stąd pewne obowiązujące
                  standardy minimum. Oczywiście ten przykład z Ameryką to tylko przykład; zresztą
                  podobną sytuację "przerabialiśmy" w Rz-plitej szlacheckiej (przynajmniej w
                  jej "złotym okresie"). Dlatego ja nie neguję tezy, że konieczny jest jakiś
                  system wartości, ale w praktyce to nie rozwiązuje problemu w sytuacji, gdy obok
                  siebie, brama w bramę, żyją ludzie reprezentujący rózne systemy. Wówczas albo
                  decydujemy się na demokratyczny styl rządzenia (w szerokim rozumieniu
                  słowa "demokracja"), albo mamy to, co było niedawno w Bośni. I tylko (albo aż!)
                  o to chodzi. Tak więc, w mojej opinii demokracja nie jest żadną ideologią, lecz
                  mechanizmem pozwalającym znaleźć modus vivendi w najbardziej ogólnym przypadku,
                  mechanizm wynikający z czysto pragmatycznego punktu widzenia. I jeśli patrzeć z
                  tego punktu widzenia, to jasny staje się sens słynnego powiedzenia Churchila,
                  że "demokracja to system, który ma same wady, ale jedną zaletę, mianowicie, że
                  nikt nie wymyslił niczego lepszego". A że realizacja demokracji kuleje w
                  róznych krajach? To inna sprawa i na tym lepiej (z praktycznego punktu
                  widzenia) skupić ostrze krytyki a nie na poszukiwaniu form alternatywnych. Czym
                  grozi negacja demokracji, starałem się przedstawić w poprzednich postach. Grozi
                  wpadnięciem w szereg pułapek, z których ciężko się potem wydostać.
                  • jacek#jw Re: Próba porozumienia, a raczej zrozumienia się. 13.12.01, 16:07
                    ptwo napisał(a):

                    > Ja rozumiem Twój sposób rozumowania, ale nie w pełni się z nim zgadzam. Taki
                    > układ, jak proponujesz, mógłby, być może, funkcjonować, w społeczeństwie bardzo
                    >
                    > jednolitym, tazn. jednolitym na tyle, że wszyscy kierowaliby się identycznym
                    > systemem wartości. Inaczej mówiąc, Ty zakładasz "wmontowanie" systemu wartości
                    > w zasady funkcjonowania społeczeństwa.

                    Nie zakładam, ale stwierdzam. Żadne społeczeństwo nie jest w stanie pozbyć się
                    tego w swoim funkcjonowaniu.

                    > Piękne to, ale niezbyt realne. Co
                    > zrobic, gdy ludzie kierują się bardzo róznorodnymi systemami wartości? Tu jest
                    > problem! Identyczny problem stanął przed Ojcami-Zalożycielami Stanów
                    > Zjednoczonych, gdzie różnice między poszczególnymi koloniami były ogromne.
                    > Poszli po rozum do głowy i skonstruowali coś, co jest "ponad". Inaczej mówiąc,
                    > dla Amerykanów Konstytucja jest największą świętością, nie Biblia (Koran, Tora
                    > itd.).

                    Nie widzę tu sprzeczności. Gdzieś muszą być wyznaczone wspólne kryteria
                    funkcjonowania społeczeństwa. Konstytucja jest dobrym miejscem.

                    > Ale w takim układzie nieuchronnie pojawia się właśnie problem granic
                    > funkcjonowania np. zasady głosowania większością, stąd pewne obowiązujące
                    > standardy minimum.

                    Głosowanie większością nie przekłada się na pojęcie woli większości. Wpływ na to
                    ma rola przedstawicielstwa, ordynacji wyborczej, frekwencja i szereg innych
                    rzeczy.

                    > Oczywiście ten przykład z Ameryką to tylko przykład; zresztą
                    >
                    > podobną sytuację "przerabialiśmy" w Rz-plitej szlacheckiej (przynajmniej w
                    > jej "złotym okresie"). Dlatego ja nie neguję tezy, że konieczny jest jakiś
                    > system wartości, ale w praktyce to nie rozwiązuje problemu w sytuacji, gdy obok
                    >
                    > siebie, brama w bramę, żyją ludzie reprezentujący rózne systemy. Wówczas albo
                    > decydujemy się na demokratyczny styl rządzenia (w szerokim rozumieniu
                    > słowa "demokracja"), albo mamy to, co było niedawno w Bośni.

                    Demokracja w Bośni i w całym regionie wystąpiła w różnych rolach (m.in. w roli
                    agresora).

                    > I tylko (albo aż!)
                    >
                    > o to chodzi. Tak więc, w mojej opinii demokracja nie jest żadną ideologią, lecz
                    >
                    > mechanizmem pozwalającym znaleźć modus vivendi w najbardziej ogólnym przypadku,
                    >
                    > mechanizm wynikający z czysto pragmatycznego punktu widzenia. I jeśli patrzeć z
                    >
                    > tego punktu widzenia, to jasny staje się sens słynnego powiedzenia Churchila,
                    > że "demokracja to system, który ma same wady, ale jedną zaletę, mianowicie, że
                    > nikt nie wymyslił niczego lepszego".

                    Z wymyślaniem związana jest taka dziwna rzecz, że większość wymyślonych rzeczy
                    została wymyślona na podstawie tych już wymyślonych.

                    > A że realizacja demokracji kuleje w
                    > róznych krajach? To inna sprawa i na tym lepiej (z praktycznego punktu
                    > widzenia) skupić ostrze krytyki a nie na poszukiwaniu form alternatywnych. Czym
                    >
                    > grozi negacja demokracji, starałem się przedstawić w poprzednich postach. Grozi
                    >
                    > wpadnięciem w szereg pułapek, z których ciężko się potem wydostać.

                    Formy alternatywne mogą powstawać samoistnie, sam wskazałeś (nie jestem pewien
                    czy to Ty), iż wystarczy zaniechać jednej z podstawowych cech demokracji, by
                    demokracji nie było. No i nie nawołuję do rewolucji.

                    Pozdr / Jacek
                    • ptwo Próba porozumienia, jeszcze raz. UWAGA-ELABORAT 14.12.01, 02:59
                      Według tego kryterium podziału form ustrojowych, w którym występuje demokracja,
                      są tylko jeszcze tylko dwie inne: autokracja i totalitaryzm, przy czym ten
                      ostatni jest wynalazkiem XX wieku. Przedtem demokracja i autorytaryzm były
                      swoimi przeciwieństwami. A więc jeśli nie demokracja, to nieuchronnie jedna z
                      dwóch pozostałych form. Obie są mało sympatyczne. Cały czas o tym mówię.
                      Monarchia, republika, federacja, ochlokracja, pajdokracja, nomokracja itd. to
                      są formy ustrojowe według zupełnie innych kryteriów i nie należą do tematu
                      dyskusji. Podany przez kolegę, a wywołany przeze mnie, przykład Bośni stanowi
                      właśnie dobrą ilustrację tezy, co się dzieje, gdy ludziom brakuje woli
                      wzniesienia się ponad własny system wartości w imię racji wyższych. Ponieważ
                      sprawa demokracji wydaje się ważna, dlatego jeszcze jeden elaborat.
                      Od dłuższego już czasu na tym forum toczy się dyskusja o granicach demokracji,
                      ale jej przebieg zdaje się świadczyć o tym, że większość uczestników nie
                      rozumie tego pojęcia (lub rozumie je opacznie) i dlatego nie wie o czym mówi.
                      Raz już napisałem elaborat wyjaśniający, przynajmniej w zamiarze, na czym
                      polega demokracja, ale chyba niewiele pomogło. Zatem jeszcze raz...

                      Demokracja (inaczej ludowładztwo) wywodzi się ze Starożytności i jest
                      przeciwieństwem autokracji (czyli jedynowładztwa). Inaczej mówiąc, w demokracji
                      głos decydujący należy do ludu, w autokracji - do władcy. Podział form
                      ustrojowych na "demokrację" i "autokrację", do których wiek XX dołożył jeszcze
                      totalitaryzm, jest wynikiem zastosowania kryterium STYLU RZĄDZENIA. (wg innego
                      podziału mamy formy ustrojowe: "monarchia" i "republika"). Ale od razu na
                      początku wyłania się problem, jak ta wola ludu miałaby się wyrażać? Tu
                      dochodzimy do form demokracji: bezpośredniej i pośredniej. Demokracja
                      bezpośrednia jest możliwa do zrealizowania tylko w niewielkich społecznościach,
                      a więc np. w starożytnych Atenach, skąd się wywodzi, czy powiedzmy w
                      niewielkich gminach szwajcarskich złożonych z kilku wiosek w jakieś dolinie
                      alpejskiej, odciętej od świata przez pół roku, gdy trzeba, dla przykładu,
                      podjąć decyzję o obowiązkowym udziale ludności w odśnieżaniu. Generalnie jest
                      to niemożliwe do zrealizowania ze względów technicznych, a poza tym dlatego, że
                      ludzie muszą pracować, wychowywać dzieci itd., a nie w kółko głosować. Dlatego
                      powołują - na zasadzie mandatu zaufania - swoich przedstawicieli, którzy już
                      tylko tym się zajmują. Znana jest też instytucja referendum ogłaszanego w
                      jakichś ważnych sprawach. Powoływanie przedstawicieli rodzi kolejne problemy,
                      mianowicie: ordynacja wyborcza, quorum, sposób głosowania. W krajach, gdzie
                      parlamentaryzm pojawił się najwcześniej (z wyjątkiem Polski), bardzo szybko
                      oduczono się praktykowania zasady jednomyślności, inne kraje po prostu to
                      przejęły. Dlaczego? Bo zasada jednomyślności w rzeczywistości oznacza, że
                      decydują partykularne interesy pojedynczych przedstawicieli (np. chcących
                      przypodobać się władcy). Stąd wywodzi się zasada, że decyduje głos większości,
                      którą niektórzy utożsamiają z demokracją. Jest to WARUNEK KONIECZNY demokracji,
                      lecz NIEWYSTARCZAJĄCY. Podobnie jest z instytucją quorum: nie może być tak, że
                      gdzieś tam ukradkiem zbieże się dwóch deputowanych i sobie coś tam uchwalą, ale
                      z drugiej strony nie może być też tak, że mają być obecni wszyscy, by
                      głosowanie było ważne; jest to tak samo jak z jednomyślnością, nie może
                      większość zależeć od pojedynczego posła, niezadowolonego lub przekupionego.
                      Ordynacja wyborcza: tu też różne były, historycznie biorąc, eksperymenty w
                      różnych krajach. Na zasadzie prób i błędów ludzkość doszła do cztero- lub
                      pięcioprzymiotnikowego prawa wyborczego (równe, powszechne, tajne, bezpośrednie
                      i z ewentualnym dodaniem słowa "proporcjonalne"). Za dużo miejsca trzeba by
                      było na ich omawianie.
                      Wyłania się kolejna ważna sprawa, jak daleko może się posunąć większość w
                      podejmowaniu decyzji. Znowu, metodą prób i błędów ludzkość doszła do tego, że
                      musi istnieć pewien katalog spraw, w których nawet większość nie może
                      decydować. Ten katalog to nic innego jak Konwencja Praw Człowieka. Konwencja
                      oczywiście nie wzięła się z kiwnięcia palcem, potrzeba było na to trochę czasu.
                      Już przecież w 1430 r. w Polsce pojawiło się prawo "Neminem captivabimus nisi
                      iure victum", w 1679 r. w Anglii "Habeas Corpus Act". Obydwa akty zabraniały
                      więzienia kogoś bez wyroku sądowego. Inaczej mówiąc, nie może być tak, że
                      np. "uchwalamy - oczywiście większością głosów - obowiązkowe golenie głów na
                      łyso, po czym mniejszość zostanie rozstrzelana". Taki sposób pojmowania
                      demokracji oznaczałby, że zawsze będzie 100% większość, bo faktyczne decyzje
                      zapadają gdzie indziej. Dlatego przykład podany przez kogoś o trzech na
                      bezludnej wyspie nie jest argumentem przeciwko demokracji. To tylko ilustruje
                      do jakiego absurdu prowadziłoby nie uwzględnienie tego drugiego postulatu, że
                      nawet większości pewnych decyzji podejmować nie wolno.
                      Demokracja i wolność... Niektórzy traktują je rozdzielnie, ja uważam, że należy
                      traktować je łącznie, bo jedno warunkuje drugie. Tam, gdzie nie ma wolności,
                      nie ma demokracji. Brak wolności oznacza nic innego jak zniewolenie, przez
                      okupanta zewnętrznego lub (co gorsze) wewnętrznego. Pierwszą rzeczą, którą taki
                      okupant zrobi, to ograniczy możliwość wyrażania własnej woli, bo jeszcze
                      przypadkiem ktoś stwierdziłby publicznie, że prawdy głoszone przez tegoż
                      okupanta nie są "jedynie słuszne". A jak wiadomo, "od łyczka do rzemyczka",
                      zacznie się od wolności słowa, a skończy na obozach czyli pozbawianiu wolności
                      osobistej wedle własnego widzimisię. Z kolei żeby ten stan utrzymać, okupant
                      nie pozwoli sobie na poddanie się rygorom głosowania większością.
                      Z kolei odrzucenie zasad demokracji, a więc np. zasady podejmowania decyzji
                      przez większość, oznacza, że decyduje wola mniejszości, w skrajnym przypadku
                      pojedynczego osobnika, czyli mamy autokrację. Odrzucenie postulatu drugiego,
                      tego o ograniczeniu głosowania większością, oznaczałoby, że większość dokona
                      eksterminacji mniejszości. Sęk w tym ,że raz zapoczątkowany proces nie będzie
                      miał końca, bo zawsze będzie jakaś mniejszość.
                      No i jeszcze jedna sprawa, już o niej mówiłem w innym miejscu. Mianowicie
                      sukcesja władzy. Wszelkiej maści autokracje i totalitaryzmy mają z tym poważne
                      problemy. Niektórzy przywołują tu monarchię. Pomijając fakt, że to przykład "z
                      innej bajki", mam małe pytanko: a jak się ma do tego przykład faszystowskich
                      Włoch, przecież były monarchią? A Mussoliniego trzeba było usunąć na drodze
                      zamachu stanu. A Węgry Horthy'ego? Trzeba było dopiero interwencji niemieckiej,
                      żeby regenta usunąć! A Iran w czasie II W. Św.? Trzeba było wspólnej
                      interwencji sowiecko-brytyjskiej, żeby usunąć proniemieckiego szacha! Inaczej
                      się nie dało. A ilu carów rosyjskich rozstało się z tym światem w sposób,
                      powiedzmy, wymuszony: Iwan VI, Piotr III, Paweł I, Aleksander II, Mikołaj II.
                      Nie jest też pewne, czy Mikołajowi I ktoś "nie pomógł".To przykłady tylko z
                      ostatnich 150 lat monarchii. A jak jeszcze dodać do tego zamachy nieudane? W
                      demokracji nie jest to konieczne, wystarczy poczekać aż takiemu politykowi
                      upłynie kadencja, żeby się go pozbyc.
                      • ptwo UWAGA-ELABORAT, do pedantów 14.12.01, 03:11
                        Do pedantów:
                        w powyższym tekście wkradł się oczywisty błąd: nie "zbieże", lecz "zbierze".
                        Sorry
                      • jacek#jw Re: Próba porozumienia, jeszcze raz. UWAGA-ELABORAT 17.12.01, 13:30
                        Demokracja to sposób sprawowania rządów w państwie umożliwiający dorosłym
                        obywatelom współudział w rządzeniu tego państwa i nic więcej. To rzeczywiście
                        szerokie pojęcie, gdyż umożliwia funkcjonowanie państwa w bardzo różnorodny
                        sposób. Możliwa jest monarchia, możliwy jest wybór jedynie władzy
                        ustawodawczej, możliwe są wybory prezydenckie, więc władzy wykonawczej.
                        Prezydent może łączyć te dwie funkcje. To wszystko prawda. Demokracja i
                        autorytaryzm to przeciwieństwa. Nieprawdą zaś jest przypisywanie demokracji
                        właściwości samo ograniczania sie jej przedstawicieli w jakimkolwiek kierunku.
                        A więc demokracja musi z natury rzeczy wypracowywać coraz to nowe dokumenty lub
                        organizacje dodatkowe ( dwie deklaracje praw człowieka, ONZ, Liga Narodów,
                        rzecznicy praw obywatelskich), gdyż sama w sobie nie ma żadnych tego typu
                        mechanizmów ochronnych. Im więcej takich instytucji tym mniej demokracji. Nie
                        rozwiązuje też demokracja sukcesji władzy, co widać przy okazji czystek po
                        zmianie formacji. Ostatnie wybory w USA też poddają w wątpliwość rozwiązanie
                        problemu sukcesji w społeczeństwach spolaryzowanych. Porównywanie współczesnych
                        społeczeństw ze średniowiecznymi monarchiami, czy późniejszymi reżymami jest
                        bez sensu, gdy nie uwzględnia się różnic cywilizacyjnych między nimi. Taka
                        apoteoza demokracji może doprowadzić jedynie do frustracji ludzi, którzy
                        pokładają w niej wielkie i nieuzasadnione nadzieje. Prawdziwa demokracja to nie
                        tylko USA, ale Argentyna, Kolumbia, Słowenia, Polska, Rosja czy Niemcy.
                        Wszędzie tam obowiązują zasady demokracji i nie przekonywuje argumentacja, że
                        to młoda, południowo amerykańska czy jakaś inna demokracja. Rozwój sytuacji w
                        ramach demokracji jest praktycznie nieprzewidywalny i jedynie sformułowanie
                        jasnych i zrozumiałych dla wszystkich zasad, np. na poziomie konstytucji może
                        ograniczyć zapędy domorosłych władców demokracji. Twoja demokracja to czysta
                        ideologia.
                        Pozdr / Jacek
                        • ptwo Re: Próba porozumienia, jeszcze raz. UWAGA-ELABORAT 17.12.01, 23:41
                          jacek#jw napisał(a):

                          > Demokracja to sposób sprawowania rządów w państwie umożliwiający dorosłym
                          > obywatelom współudział w rządzeniu tego państwa i nic więcej. To rzeczywiście
                          > szerokie pojęcie, gdyż umożliwia funkcjonowanie państwa w bardzo różnorodny
                          > sposób. Możliwa jest monarchia, możliwy jest wybór jedynie władzy
                          > ustawodawczej, możliwe są wybory prezydenckie, więc władzy wykonawczej.
                          > Prezydent może łączyć te dwie funkcje. To wszystko prawda. Demokracja i
                          > autorytaryzm to przeciwieństwa. Nieprawdą zaś jest przypisywanie demokracji
                          > właściwości samo ograniczania sie jej przedstawicieli w jakimkolwiek kierunku.
                          > A więc demokracja musi z natury rzeczy wypracowywać coraz to nowe dokumenty lub
                          >
                          > organizacje dodatkowe ( dwie deklaracje praw człowieka, ONZ, Liga Narodów,
                          > rzecznicy praw obywatelskich), gdyż sama w sobie nie ma żadnych tego typu
                          > mechanizmów ochronnych. Im więcej takich instytucji tym mniej demokracji. Nie
                          > rozwiązuje też demokracja sukcesji władzy, co widać przy okazji czystek po
                          > zmianie formacji. Ostatnie wybory w USA też poddają w wątpliwość rozwiązanie
                          > problemu sukcesji w społeczeństwach spolaryzowanych. Porównywanie współczesnych
                          >
                          > społeczeństw ze średniowiecznymi monarchiami, czy późniejszymi reżymami jest
                          > bez sensu, gdy nie uwzględnia się różnic cywilizacyjnych między nimi. Taka
                          > apoteoza demokracji może doprowadzić jedynie do frustracji ludzi, którzy
                          > pokładają w niej wielkie i nieuzasadnione nadzieje. Prawdziwa demokracja to nie
                          >
                          > tylko USA, ale Argentyna, Kolumbia, Słowenia, Polska, Rosja czy Niemcy.
                          > Wszędzie tam obowiązują zasady demokracji i nie przekonywuje argumentacja, że
                          > to młoda, południowo amerykańska czy jakaś inna demokracja. Rozwój sytuacji w
                          > ramach demokracji jest praktycznie nieprzewidywalny i jedynie sformułowanie
                          > jasnych i zrozumiałych dla wszystkich zasad, np. na poziomie konstytucji może
                          > ograniczyć zapędy domorosłych władców demokracji. Twoja demokracja to czysta
                          > ideologia.
                          > Pozdr / Jacek

                          Z przykrością stwierdzam, że mieszasz pojęcia. Demokracja jest systemem otwartym,
                          zdolnym do ewolucji. Nie można powiedzieć tego o systemie aurotytarnym ani tym
                          bardziej o totalitarnym, tam praktycznie wszystko musi być zadekretowane raz na
                          zawsze, ruszenie jednego kamyka powoduje lawinę. Oczywiście, że w demokracji
                          zwykle podstawowe zasady są zawarowane w konstytucji, chociaż historycznie biorąc
                          to dość świeży wynalazek. A sukcesja władzy? W USA sprawa znalazal swój epilog w
                          sądzie i koniec.
                          Porównywanie Rosji i USA to przepraszam lekkie nieporozumienie. O Rosji można
                          powiedzieć, że jest w bardzo wczesnej fazie budowy demokracji, znacznie więcej
                          tam z autorytaryzmu.
                          • jacek#jw Re: Próba porozumienia, jeszcze raz. UWAGA-ELABORAT 18.12.01, 09:47
                            ptwo napisał(a):

                            > Porównywanie Rosji i USA to przepraszam lekkie nieporozumienie. O Rosji można
                            > powiedzieć, że jest w bardzo wczesnej fazie budowy demokracji, znacznie więcej
                            > tam z autorytaryzmu.

                            Jeżeli twierdzisz, że jest jedynie kwestią czasu, by Rosja przekształciła się w
                            drugie USA to ja wolę mieszać pojęcia.
                            • ptwo Re: Próba porozumienia, jeszcze raz. UWAGA-ELABORAT 18.12.01, 20:46
                              jacek#jw napisał(a):

                              > ptwo napisał(a):
                              >
                              > > Porównywanie Rosji i USA to przepraszam lekkie nieporozumienie. O Rosji mo
                              > żna
                              > > powiedzieć, że jest w bardzo wczesnej fazie budowy demokracji, znacznie wi
                              > ęcej
                              > > tam z autorytaryzmu.
                              >
                              > Jeżeli twierdzisz, że jest jedynie kwestią czasu, by Rosja przekształciła się w
                              >
                              > drugie USA to ja wolę mieszać pojęcia.

                              Ja mówię tylko o stanie, w jakim Rosja się znajduje. Co do trendu, to naprawdę
                              trudno cokolwiek powiedzieć. Przekształcenie się Rosji w coś na kształt Stanów
                              Zjednoczonych jest oczywiście możliwe, ale kiedy? tego nie wiem. Wiem natomiast
                              tylko jedno: Rosja zawsze będzie dla nas zagrożeniem, nieważne jaka tam będzie
                              forma ustrojowa, a to po prostu ze względu na zwykłą dysproporcję sił. Co do
                              Rosji, to chciałbym tylko przypomnieć, że dwukrotnie traciliśmy suwerenność za
                              przyczyną Rosji-sojusznika i dwukrotnie za przyczyną Rosji-przeciwnika. Nie wiem
                              więc, którego charakteru Rosji bardziej się obawiać? Może dla nas najlepiej
                              będzie, gdyby tam był wieczny "bardach". Z tego też względu istotne są dla nas
                              dobre stosunki z Ukrainą, ale to już należy do innego tematu.
    • Gość: Indris Granice i istota demokracji IP: *.ibspan.waw.pl 11.12.01, 11:12
      jajacek napisał(a):

      > Chcialbym wywolac dyskusje o granicach demokracji.
      > Jak daleko mozna posunac sie w wolnosci slowa ,czy istnieja jakias granica?
      > Problem Leppra,jak w "imie"demokracji mozna bezkarnie lamac prawo?
      > I wiele innych problemow ,ktore mam nadzieje porusza forumowicze .
      > Po prawie dwunastu latach doswiadczen ,kazdy ma jakies swoje przemyslenia .

      1. Na pierwszy problem najlepszą odpowiedź znaleziono chyba w Stanach
      Zjednoczonych. Mają swoją którąś-tam Poprawkę do konstytucji i wiele problemów,
      które ostatnio bulwersują np. Polskę tam po prostu nie istnieje. Np. większość
      tzw. "przestępstw", za które ścigany jest Lepper w USA przestępstwami NIE JEST.
      Wyrażanie OPINII nie powinno mieć ŻADNYCH granic. Inaczej jest z
      rozpowszechnianiem fałszywych wiadomości co do faktów.

      2. Istotą demokracji są rządy ludu (to wynika wprost z etymologii tego słowa).
      Otóż w tym znaczeniu demokracji w większości krajów świata po prostu NIE MA. Albo
      mówiąc ściślej jest przez jeden dzień na cztery lata, t.j. w dniu wyborów.
      Jak uzależnić wybrane władze od wyborców - to jest problem, którego chyba nigdzie
      nie rozwiązano. Rozwiązaniem mogłaby być możliwość odwoływania reprezentantów,
      ale przy ordynacji proporcjonalnej nie jest to możliwe (w sensowny sposób) a
      ordynacja większościowa deformuje skład reprezentacji...
      Bardzo wzmacniają demokrację częste referenda ale praktykuje to tylko Szwajcaria.
      W innych krajach jest to zbyt kosztowne i skomplikowane. Rozpowszechnienie
      Internetu mogłoby to radykalnie uprościć, ale podejrzewam, że elity stawią tu
      silny opór. Polskie elity uśmierciły dodatkowo referenda przez wymóg frekwencji
      (ciekawe, że NIE ma takowego w odniesieniu do wyborów).

      3. Problem immunitetu parlamentarzystów uważam za sztuczny. W Polsce jest ich 560
      (posłowie i senatorowie). Gdyby nawet WSZYSCY byli bezkarnymi przestępcami a
      wyłapanoby wszystkich innych, to Polska byłaby najuczciwszym krajem na świecie.
    • Gość: Indris O wolności słowa (w Europie ) IP: *.ibspan.waw.pl 11.12.01, 19:41
      Fragment wypowiedzi posłanki Renaty Beger w Sejmie 29.11.2001 (wg stenogramu
      dostępnego na ww.sejm.gov.pl)
      "W wypadku krytyk pod adresem ministra Cimoszewicza należy zaznaczyć, że są one
      utrzymane w nurcie, do którego obywatel ma prawo, zgodnie z wyrokami
      Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. (Oklaski) W podobnych
      sprawach zapadły tam dwa wyroki. Oba dotyczyły dziennikarzy. Jeden był
      Austriakiem, drugi Baskiem. Panowie dziennikarze byli uprzejmi nazwać ministrów
      oświaty austriackiego i hiszpańskiego kanaliami i faszystami. (Poruszenie na
      sali) Trybunał w Strasburgu uznał, że obywatel ma prawo nawet do bardzo
      emocjonalnej krytyki, a urzędnik, który pełni wysoki urząd, musi pogodzić się w
      zakresie pełnionej funkcji ze znacznie niższym poziomem ochrony swoich dóbr
      osobistych, gdyż inaczej tworzy się praktykę prawną niebezpieczną dla
      demokracji i jej poprawnego funkcjonowania."

      Jeżeli więc Leper zostanie prawomocnie skazany w Polsce za tzw. "lżenie", to w
      Strasburgu ma sprawę wygraną jak w banku. I dobrze, bo może wtedy te artykuły
      wyrzucą z kodeksu.
      • Gość: # O dyzurnych red. GW w obronie oligarchii przed Lep IP: *.wroclaw.tpnet.pl 12.12.01, 08:19
        Gość portalu: Indris napisał(a):

        > Fragment wypowiedzi posłanki Renaty Beger w Sejmie 29.11.2001 (wg stenogramu
        > dostępnego na ww.sejm.gov.pl)
        > "W wypadku krytyk pod adresem ministra Cimoszewicza należy zaznaczyć, że są one
        > utrzymane w nurcie, do którego obywatel ma prawo, zgodnie z wyrokami
        > Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. (Oklaski)
        > .....
        > Jeżeli więc Leper zostanie prawomocnie skazany w Polsce za tzw. "lżenie", to w
        > Strasburgu ma sprawę wygraną jak w banku. I dobrze, bo może wtedy te artykuły
        > wyrzucą z kodeksu.

        Dzieki Indris za pokazanie dyzurnym redaktorom-nibyforumowiczom jak tepych skojarzen
        uzywaja do wykazania przekroczenia granic oligo-pseudodemokracji "polskiej".

        NIKT oprocz mnie w kilku watkach
        (nie generuje z zasady nowych watkow - bo staram sie
        . zmniejszac entropie dyskusji)
        nie wskazal osmieszenia sie Pani Barbary Piwnik, ktora wykorzystujac nabyta wiedze
        ulegania matactwom sadowym w najwiekszych dla Polski stratach,
        i rzecznika prokuratury podala do wiadomosci, zaraz po oskarzeniu przez Leppera:

        " Lepper nie bedzie wezwany na swiadka po 7 dniach bedzie wezwany w innym charakterze." !!!!!!!!

        I jak tu oskarzac politykow !!!!!

        A Kaucz jest nie tylko dyspozycyjny, wystepuje wg Leppera na filmie, co by
        uwiarygadnialo JEGO "czestochowska obrone" przez stado najwyzszych urzednikow.

        Ostatnio pisza, ze od m-ca odwolany broniony przez Frasyniuka,
        rzadzi, powoluje, odwoluje, urzeduje w swoim gabineci i jezdzi po kraju.
        A frasyniuk nie spi - atakuje Kaucza.
        Guzowaty odwoluje pzred najwazniejszymi negocjacjami w Moskwie
        panstwowy PGPN - ENERGETYKA !!!!!!!!!!!-
        a forumowicze wysmiewaja # -a obserwacje w ramach
        "nieslusznej teorii spiskowej". : )))))) ?

        Jak sie stosuje logike zupelna -
        to brak sukcesow w znalezieniu bin Ladena, uzywajac sil politycznych, militarnych,
        specjalnych, lotniskowcow,
        fortec niewidzialnych i widzialnych
        calego swiata,
        bomb po milionie $, wszystkich wywiadow, lacznie z arabskimi
        przebranych za kobiety dziennikarzy i przebrane za dziennikarzy kobiety
        to
        moze zbadac TROP Leppera
        a przy okazji innych "KANALII'.

        Ambasada USA w Polsce obsadzana slabo po wojnie mylila sie wiele razy.

        Lepper na razie nie pomylil ie ani razu - co do smiesznego i groznego prawa Kaucza
        w Polsce TEZ !!!
        Nie pzdr oczekujac zamilczenia jak biedny Lepper.
        • Gość: # errata A Frasyniuk atakuje LEPPERA nie Kaucza IP: *.wroclaw.tpnet.pl 12.12.01, 08:23
          • Gość: # Re: A Frasyniuk atakuje LEPPERA nie Kaucza IP: *.wroclaw.tpnet.pl 13.12.01, 07:56
            Gość portalu: antyde napisał(a):

            > czy w demokracji łapówka może być legalna?.Pewien minister za zasiadanie w
            > prywatnej spółce"brał" i teraz jako minister oddaje przysługę i zwalnia na
            > wniosek byłego pryncypała zarząd PGNiG ażeby kasa rosła.

            Jaki pewien ??? !!!

            On tylko pewnie sie czuje, jak chroniony immunitetem, oskarzony o przekrety przy
            "prywatyzacji", oslawiony jak Balcerowicz na scenie polskiej, - Janusz Lewandowski
            (podobno tez inne nazwisko - czy ne mogliby wyborcy tego wiedziec ?),
            ktory od 11 lat wystepuje w TVnieP i mentorsko poucza Paliaczkow-glupich-gojow
            o uczciwosci, korupcji i swietosci prywatnej wlasnosci.

            A gaz, GAZPROM, Gudzowaty, rudy (czyli falszywy) minister Kaczmarek (jak poprzednie miano?),
            kontrakt na dostawe kilkunastu miliardow m3 (planowali ze "postep" technologii
            ekologicznych i energooszczednych zmusi do zakupu 23 mrd !!!!!!) maja sie w najlepsze.

            Chociaz placic bedziemy musieli za 13 mlrd to i tak jedna nitka doprowadzi tylko 3 miliardy.

            Przyjazn na wsze czasy i nigda inak !!!!! A przyjazn kosztuje !

            OBRONCOW tych k.......lii na tym forum nie traktuje sie jak zdrajcow ojczyzny !
            Z nimi sie dyskutuje pojednawczo !!!!!!!!!
            W polityce zas k.....lie sie broni zmasowanym atakiem prasowo Kauczukowo-Piwnicznym.

            A pisalem o tym paradoksie umowy o dostawe, nitkach (zgodnie z "teoria spiskowa")
            i szklannych kabelkach pod nitkami - nie raz wysmiewany i opluwany.

            Oby Piwnik z Kauczem nie dobrala mi sie do portu. Mialbym sie z lepperowska.

            P.S. Uwazam dalej, ze Lepper wysluguje sie SLD i swa afera broni
            Cimiszewicza przed ohydna zdrada Antydzrzymalowa.
            Moze Komodor, Blong, Limak czy Krzys zwala wszystko na Kosciol ?
            czy bede samotnikiem w ataku na taka antypolska demokracje -

            na razie sie zanosi, ze Jajacek mnie nie poprze. Belgia by na tym stracila.
            Polska nie.

            A kaucz mu z uszu kapie.
            • Gość: #errata Ostatnie zdanie to blad -pozostalosc edycji !!! IP: *.wroclaw.tpnet.pl 13.12.01, 08:01
            • Gość: siedem Re: A Frasyniuk atakuje LEPPERA nie Kaucza IP: *.tgory.pik-net.pl 13.12.01, 08:16
              Gość portalu: # napisał(a):
              > Moze Komodor, Blong, Limak czy Krzys zwala wszystko na Kosciol ?
              > czy bede samotnikiem w ataku na taka antypolska demokracje -

              Ej, no nie płacz nie jesteś samotnikiem w odpieraniu ataków.
              Właściwie to już nie są ataki, to jest już "zasiedziała okupacja". Żal troszkę
              gardło ściska, że naród tak zbydlony, ciemny, zmanipulowany, ogłupiony i prognozy
              na lepsze jutro raczej podac nie można. na pociechę: historia porusza się
              skokowo, więc może za rok lub 7 jakaś nawałnica zdmuchnie tego kleszcza z
              polskiego karku.

              >
              > na razie sie zanosi, ze Jajacek mnie nie poprze. Belgia by na tym stracila.
              > Polska nie.
              >
              > A kaucz mu z uszu kapie.

              co do jajacka
              nie zabierałem głosu w tym wątku
              bo to żałosny wykret z wątku o RM
              a takie słowa jak piękno, szczerość, prawda, demokracja nie mają żadnych granic
              "granice demokracji" - sam tytuł brzmi brukselsko i lewacko
              7,21
              • Gość: # Frasyniuk atakuje LEPPERA nie Kaucza IP: *.wroclaw.tpnet.pl 13.12.01, 13:46
                Dzieki za otarcie lez, bo juz mam prawdziwy oczoplas
                mnozacych sie watkow.
                Ciekawi mnie dlaczego ustaly listy zza oceanu w stylu -
                "za glupi jestescie, zeby odgadnac co wam szykujemy"
                - czyzby 11.09. otworzyl zarosniete mamona, oczka na granice demokracji ?
                • Gość: siedem Re: Frasyniuk atakuje LEPPERA nie Kaucza IP: *.tgory.pik-net.pl 13.12.01, 14:11
                  ja osobiście wierzę w sprawiedliwość
                  bo kiedy zrobiłem coś złego Bozia zawsze wczesniej czy później mnie ukarała
                  zazwyczaj wcześniej! smile
                  ufam, że tak jest w makroskali
                  gangrena lewacka ustąpi w sposób naturalny
                  czyli albo zabije chorego
                  albo chory wytworzy przeciwciała
                  6,75




                  Gość portalu: # napisał(a):

                  > Dzieki za otarcie lez, bo juz mam prawdziwy oczoplas
                  > mnozacych sie watkow.
                  > Ciekawi mnie dlaczego ustaly listy zza oceanu w stylu -
                  > "za glupi jestescie, zeby odgadnac co wam szykujemy"
                  > - czyzby 11.09. otworzyl zarosniete mamona, oczka na granice demokracji ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka