Gość: doku
IP: *.chello.pl
09.06.03, 22:11
Już w roku 1989 roku, kiedy głosowaliśmy nad przeszłością Polski i całej
wschodniej Europy, były dwie możliwości: albo chcemy pozostać socjalistycznym
krajem okupowanym przez sowietów, zwanym PRL, albo chcemy utworzyć suwerenne
i kapitalistyczne państwo zachodniej Europy, zwane RP (nie mylić z
Filipinami).
Wynik wyborów był podobny i podobna była frekwencja co wczoraj. Zdecydowana
większość opowiedziała się za zachodem, a ci, którym wtedy było wszystko
jedno, teraz też nie próbowali wpłynąć na wynik głosowania. Nie zapominajcie
o tym, że około połowie obywateli każdego kraju nie zależy w ogóle na tym,
jaka będzie przyszłość nasza i naszych dzieci. Różne mogą być głosowania:
wybory parlamentarne, prezydenckie, referendum, wybory lokalne, ale w
demokracji jedno jest zawsze pewne – około 1/3 dorosłych obywateli nigdy nie
chodzi na żadne wybory.
1/3 ludzi w krajach cywilizowanych niby żyje, ale są jak zwierzęta, bez
świadomości i bez własnej woli, siedzą przed telewizorem i patrzą weń
bezmyślnie jak w kalejdoskop, albo piją gdzieś z kumplami, albo żrą się
ciągle i odwiedzają w swoich patologicznych rodzinach, albo z resentymentu i
mizantropii kombinują tylko, jak by tu komuś zaszkodzić lub coś zniszczyć,
albo ... – całej tej hołocie oczywiście do głowy nie przyjdzie, aby pójść
zagłosować. Ludzi, którzy świadomie bojkotują wybory z powodów politycznych
jest najwyżej około 5-10% w zależności od ważności wyborów. Reszta
niegłosujących to w najlepszym przypadku gnuśne leniuchy.