hugo_w2
19.07.07, 07:17
Na rynek wchodzą niemal równocześnie ostatnia, siódma część książki o
przygodach Harry'ego Pottera, poprzedzona premierą ekranizacji piątej części
siedmiotomowego cyklu powieści J.K. Rowling. Świat ogarnęła kolejna fala
potteromanii. To fenomen kultury masowej, którego nie można opisywać jedynie
w kategoriach zjawiska marketingowego wygenerowanego przez specjalistów od
dziecięcego rynku.
Książki o młodym czarodzieju czytane są przez młodych ludzi na całym świecie
(325 mln sprzedanych egzemplarzy), a do ich lektury nie trzeba nikogo
poganiać. Zostały już przetłumaczone na 64 języki, w tym na łacinę.
Ten scenariusz powtarzał się już kilka razy, więc i tym razem łatwo go było
przewidzieć. Najpierw ruszyła w kinach dystrybucja filmu będącego ekranizacją
piątego tomu cyklu autorstwa J.K. Rowling i nie było dla nikogo
niespodzianką, że okazał się on kasowym przebojem. Już w piątek w
księgarniach ustawią się kolejki po najnowszą książkę o przygodach Harry'ego
Pottera. Według amerykańskiego wydawcy, firmy Scholastic Inc., tylko w
Stanach Zjednoczonych przygotowano do sprzedaży 12 milionów
egzemplarzy "Harry Potter and the Deathly Hallows". Trudno uwierzyć, że
kilkanaście lat temu pierwsze wydanie powieści "Harry Potter i kamień
filozoficzny", napisane przez nikomu nieznaną autorkę, ukazało się w
nakładzie 500-1000 egzemplarzy.
Bez wątpienia gorączka potteromanii napędzana jest przez ekspertów od
marketingu. Tak jest i teraz. Nie przypadkiem premiery filmu "Harry Potter i
Zakon Feniksa" oraz książki "Harry Potter and the Deathly Hallows" zbiegły
się w czasie, podobnie jak nie przypadkiem wydawcy za wszelką cenę usiłują do
końca (niezupełnie skutecznie) utrzymać w tajemnicy zakończenie
siedmiotomowego cyklu. Harry Potter rzeczywiście okazał się czarodziejem od
zarabiania pieniędzy. Pomysły J.K. Rowling warte są dziś miliardy dolarów.
Każdy nowy tom książki czy kolejna ekranizacja cieszy nie tylko dystrybutorów
i wydawców, ale także producentów niezliczonych gadżetów - różnego rodzaju
gier i zabawek. Nie przypadkiem J.K. Rowling jest dziś jedną z najbogatszych
kobiet na świecie. Jest jednak i inny pozakomercyjny wymiar potteromanii,
mimo że wielu krytyków nie zalicza "Potterów" do literatury przed duże L. W
dobie telewizji, telefonów komórkowych, gier wideo czy internetu na książkach
Rowling zdążyła wyrosnąć generacja młodych ludzi, która odkryła, że czytanie
może być przyjemne. Z drugiej strony badania wśród młodzieży dowiodły, że
lektura kilku opasłych książek (ostatnie tomy sagi mają po 600 i więcej
stron) nie utrwaliła w młodych ludziach nawyku systematycznego czytania.
Księgarze, nauczyciele czy rodzice mogą na razie jednak tylko pomarzyć o
kolejnym cyklu powieści, które ich podopieczni zaczną czytać z wypiekami na
twarzy jeszcze przed wyjściem z księgarni czy biblioteki.
Quelle PDN-NY(TD)