hasz0
03.09.07, 12:45
jednak zostali przesłuchani jako świadkowie a akcja
zabezpieczenia w Prokom dokumentów została wykonana.
Nie było żadnych poleceń wstrzymania akcji przez prezydenta.
Artykuł w GW znieważa głowę państwa i funkcjonuriuszy państwowych.
Jerzy Buzek, jak mało kto przyzwyczajony, że ktoś steruje nim
ręcznie z tylnego siedzenia, no i – Leszek Balcerowicz
jeszcze poczekają w gabinecie cieni.
"Informacja podana we właściwy sposób przy pomocy prasy, radia,
telewizji czy internetu rzadko jest konfrontowana przez odbiorców z
rzeczywistością. Jakże często stykamy się z sensacyjnymi
sformułowaniami w stylu: „ze źródeł zbliżonych do ludzi dobrze
poinformowanych z otoczenia znajomych kogoś tam zasłyszeliśmy, że
najprawdopodobniej...”. Ponad połowa odbiorców przyjmuje wiadomość
tak, jakby wydarzyło się to naprawdę. Ewentualne sprostowanie
informacji w dniu następnym często bywa niezauważone. Nie
zapominajmy, że to media kreują „gwiazdy”... nie tylko artystyczne i
sportowe... polityczne i świata biznesu również... To dzięki nim
steruje się sondażami i najczęściej wygrywa wybory. Są realnym
narzędziem do zdobywania władzy oraz majątku...
I dlatego wciąż toczy się o nie walka...
zainteresowani mogą w każdej chwili dotrzeć do informacji o bankach
polskich w latach 1988-98 i sprawdzić powiązania osób sprawujących
kontrolę nad polskim systemem bankowym, kontrolujących pieniądze i
kredyty a w późniejszym czasie zarabiających na tym fortuny dzięki
czemu pojawiają się (z różnym wszakże skutkiem) w corocznych
rankingach najbogatszych Polaków. Byłoby to w dużej mierze
opracowanie typu: „Kto jest kim w PRL-u”. W latach 1989-91 układ ten
co prawda mógł być jeszcze niedostatecznie ustabilizowany, ale pod
koniec lat dziewięćdziesiątych skład personalny grup zarządzających
bankami i w dużej mierze finansami państwa był już w pełni czytelny.
Ludzie, którzy zbudowali prywatne fortuny na państwowych funduszach
pochodzących ze skarbu państwa, wycofywali się wówczas z życia
publicznego
i działalność politycznej.
Oprócz dawnej nomenklatury bardzo ważne okazały się układy pozostałe
jeszcze z czasów Departamentu I MSW, które w odpowiednim czasie
umożliwiły wsparcie polityczne i bardzo często zaplecze finansowe.
Sfery tej nie dotknęły przemiany ustrojowe, gdyż musiałyby one
oznaczać zdegradowanie komunistycznej nomenklatury, do której w
wyniku umowy przy okrągłym stole nie chciały dopuścić gabinety
Tadeusza Mazowieckiego i Jana Krzysztofa Bieleckiego. W późniejszym
czasie w radach nadzorczych banków zaczęli zasiadać także
liberałowie czy ludzie związani z Unią Demokratyczną, którzy do
udziału w zyskach zostali dopuszczeni zazwyczaj z wdzięczności za
wcześniejsze poparcie i ochronę interesów.
Cały ten układ zaczął rysować się bardzo wyraźnie, kiedy urzędnicy
państwowi zaczęli przenosić
się do banków i prywatnych spółek, a razem z nimi wyciekały
pieniądze. Już w 1988 roku Komitet Helsiński zwracał uwagę, że rząd
Zbigniewa Messnera przygotowuje wydanie przepisów i ustaw
pozwalających na tworzenie spółek opartych na majątku państwowym, co
może skutkować niekontrolowaną utratą środków finansowych przez
skarb państwa.
Część banków, zwłaszcza powstałych w latach 1989-90 skorzystała na
stałym kursie dolara. Zorientowana część dawnej nomenklatury
Ministerstwa Finansów, Narodowego Banku Polskiego, Urzędu Rady
Ministrów czy Ministerstwa Współpracy Gospodarczej z Zagranicą
wprowadzała do istniejących już wówczas „prywatnych” banków ogromne
kwoty dolarów zamienianych na złotówki
i lokowała je na wysokooprocentowanych kontach. Przy stałym kursie
dolara operacja ta oznaczała
w stosunku rocznym nawet potrojenie kapitału. Zysk z tych operacji
zamiast zwiększać przychody skarbu państwa trafiał do prywatnych
kieszeni nomenklaturowych funkcjonariuszy.
Warto tutaj jeszcze przypomnieć, że przeprowadzona przez NIK między
grudniem 1991 roku a czerwcem 1992 roku kontrola funkcjonowania
systemu bankowego stwierdziła fakt udziału członków kierownictwa
banków państwowych we władzach banków prywatnych, mimo wyraźnych
uregulowań zakazujących takich praktyk.
Wiadomo, że rozwój małej, prywatnej, ale także dużej
przedsiębiorczości zależy w dużej mierze
od systemu kredytowego. Kto otrzymuje kredyt, ten ma możliwości -
może otworzyć własny biznes, powołać spółkę, rozpocząć działalność
handlową. Im niżej oprocentowany kredyt, tym większe stwarza
możliwość rozwoju i kumulacji kapitału. To podstawy ekonomii i
nikomu nie trzeba ich udowadniać. zainteresowani mogą w każdej
chwili dotrzeć do informacji o bankach polskich w latach 1988-98 i
sprawdzić powiązania osób sprawujących kontrolę nad polskim systemem
bankowym, kontrolujących pieniądze i kredyty a w późniejszym czasie
zarabiających na tym fortuny dzięki czemu pojawiają się (z różnym
wszakże skutkiem) w corocznych rankingach najbogatszych Polaków.
Byłoby to w dużej mierze opracowanie typu: „Kto jest kim w PRL-u”. W
latach 1989-91 układ ten co prawda mógł być jeszcze niedostatecznie
ustabilizowany, ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych skład
personalny grup zarządzających bankami i w dużej mierze finansami
państwa był już w pełni czytelny. Ludzie, którzy zbudowali prywatne
fortuny na państwowych funduszach pochodzących ze skarbu państwa,
wycofywali się wówczas z życia publicznego
i działalność politycznej.
Oprócz dawnej nomenklatury bardzo ważne okazały się układy pozostałe
jeszcze z czasów Departamentu I MSW, które w odpowiednim czasie
umożliwiły wsparcie polityczne i bardzo często zaplecze finansowe.
Sfery tej nie dotknęły przemiany ustrojowe, gdyż musiałyby one
oznaczać zdegradowanie komunistycznej nomenklatury, do której w
wyniku umowy przy okrągłym stole nie chciały dopuścić gabinety
Tadeusza Mazowieckiego i Jana Krzysztofa Bieleckiego. W późniejszym
czasie w radach nadzorczych banków zaczęli zasiadać także
liberałowie czy ludzie związani z Unią Demokratyczną, którzy do
udziału w zyskach zostali dopuszczeni zazwyczaj z wdzięczności za
wcześniejsze poparcie i ochronę interesów.
Cały ten układ zaczął rysować się bardzo wyraźnie, kiedy urzędnicy
państwowi zaczęli przenosić
się do banków i prywatnych spółek, a razem z nimi wyciekały
pieniądze. Już w 1988 roku Komitet Helsiński zwracał uwagę, że rząd
Zbigniewa Messnera przygotowuje wydanie przepisów i ustaw
pozwalających na tworzenie spółek opartych na majątku państwowym, co
może skutkować niekontrolowaną utratą środków finansowych przez
skarb państwa.
Część banków, zwłaszcza powstałych w latach 1989-90 skorzystała na
stałym kursie dolara. Zorientowana część dawnej nomenklatury
Ministerstwa Finansów, Narodowego Banku Polskiego, Urzędu Rady
Ministrów czy Ministerstwa Współpracy Gospodarczej z Zagranicą
wprowadzała do istniejących już wówczas „prywatnych” banków ogromne
kwoty dolarów zamienianych na złotówki
i lokowała je na wysokooprocentowanych kontach. Przy stałym kursie
dolara operacja ta oznaczała
w stosunku rocznym nawet potrojenie kapitału. Zysk z tych operacji
zamiast zwiększać przychody skarbu państwa trafiał do prywatnych
kieszeni nomenklaturowych funkcjonariuszy.
Warto tutaj jeszcze przypomnieć, że przeprowadzona przez NIK między
grudniem 1991 roku a czerwcem 1992 roku kontrola funkcjonowania
systemu bankowego stwierdziła fakt udziału członków kierownictwa
banków państwowych we władzach banków prywatnych, mimo wyraźnych
uregulowań zakazujących takich praktyk.
Wiadomo, że rozwój małej, prywatnej, ale także dużej
przedsiębiorczości zależy w dużej mierze
od systemu kredytowego. Kto otrzymuje kredyt, ten ma możliwości -
może otworzyć własny biznes, powołać spółkę, rozpocząć działalność
handlową. Im niżej oprocentowany kredyt, tym większe stwarza
możliwość rozwoju i