hugo_w2
16.01.08, 02:29
Ropa powyżej 100 dolarów za baryłkę, złoto za więcej niż 900 dol. za
uncję, trzykrotny wzrost cen miedzi w ciągu pięciu lat, podwyżka cen
zbóż o 70 proc. w ciągu zaledwie roku, przetrzebione wielkie
łowiska - do takich i podobnych komunikatów zdążyliśmy się już
przyzwyczaić.
Globalny wzrost gospodarczy wywindował, często do niebotycznego
poziomu, ceny niemal wszystkich surowców.
O ile wzrost cen metali szlachetnych (złoto, platyna, srebro) ma
charakter koniunkturalny, wynikający przede wszystkim z cyklu
ekonomicznego i zwrotu rynków finansowych w kierunku
bezpieczniejszych inwestycji, wzrost cen innych surowców wydaje się
mieć charakter strukturalny i długotrwały. Ekonomiści nie mają
wątpliwości, że nawet zwolnienie tempa wzrostu globalnej gospodarki
doprowadzi do powrotu cen z przełomu tysiącleci.
Jeszcze kilkanaście lat temu głównymi odbiorcami surowców były Stany
Zjednoczone oraz Europa. O ile na Starym Kontynencie polityka
podatkowa szybko wyzwoliła mechanizmy oszczędnościowe, USA były
uważane za odkurzacz zdolny do wessania każdej ilości miedzi, stali,
niklu czy ropy naftowej. Dziś takich odkurzaczy, wchłaniających nie
tylko surowce kopalne, ale także produkty żywnościowe, jest co
najmniej kilka. Zjednoczona Europa, dzięki nowym krajom szybko
doganiającym pod względem poziomu życia starych członków UE,
konsumuje coraz więcej. Największy wzrost popytu na surowce
zanotowano jednak w Azji. Poprawa poziomu życia w wielu krajach
stała się na tyle zauważalna, że wpłynęła na zmianę diety milionów
ludzi. To zdaniem ekonomistów wyjaśnia m.in. mechanizmy globalnego
wzrostu cen mięsa i innych produktów żywnościowych. Gospodarka Chin,
która jest najbardziej surowcowo- i energochłonna na świecie, będzie
ciągle potrzebować coraz więcej ropy, gazu, metali i żywności, aby
utrzymać szybkie tempo rozwoju. W tyle nie chce pozostać największa
demokracja świata - Indie - gdzie pojawiły się właśnie plany masowej
motoryzacji. Poprawę poziomu życia notują także kraje Afryki i
Ameryki Łacińskiej.
Trudno mieć pretensje do Chińczyków i Hindusów o chęć poprawy
poziomu życia. Zwolennicy zrównoważonego rozwoju podkreślają jednak,
iż doświadczenia ostatnich lat stanowią poważny sygnał ostrzegawczy
dla całego świata. Zbliżamy się powoli do ściany. Niektórych
surowców nie będziemy w stanie wydobywać w większych ilościach bez
wyrządzenia dalszych szkód dla środowiska. Inne po prostu wyczerpią
się w perspektywie jednego czy kilku pokoleń. Rozwiązanie problemu,
jak utrzymać notowany w skali globalnej wzrost dobrobytu, a co za
tym idzie - konsumpcji, bez dalszej degradacji naszej planety,
stanowić będzie wielkie wyzwanie dla polityków i ekonomistów. Bez
skoordynowanych działań cena, jaką trzeba będzie zapłacić za
globalny boom ostatnich lat, może okazać się wysoka.
Quelle PDN-NY(TD)