bebokk
19.08.03, 22:15
To akurat uwaga Marka Edelmana. Oto jego najlepsze stwierdzenia :
www2.tygodnik.com.pl/tp/nowy/main05.php
"Plan zbudowania dziś - pół wieku po wojnie - Centrum Wypędzonych Niemców,
jest aferą czysto polityczną. Więcej: nacjonalistyczną i szowinistyczną. Bo w
polityce nie tyle jest ważne, co się mówi, tylko: kto mówi. Te same słowa -
miłość, prawo, równość, braterstwo, sprawiedliwość itd. - inaczej brzmią w
ustach dyktatora, a inaczej w ustach demokraty. Jeśli pomysł Centrum wychodzi
ze środowisk Związku Wypędzonych, to znaczy, że jest to zakamuflowany powrót
do idei Drang nach Osten. W niemieckiej podświadomości stale tli się
przekonanie, że Niemcy mają za mało Lebensraum, że tak wielki naród musi mieć
wielką przestrzeń do istnienia, że mu się to zwyczajnie należy. Do tego
dochodzi buta oraz przekonanie o nadzwyczajnej pozycji w Europie.
Pomysłodawcy Centrum chcą na tym poczuciu wygrać swój polityczny interes."
"Każda wojna niesie śmierć. Po obu stronach. Ale Wielka Brytania nie stawia
pomnika cywilnym Anglikom, którzy zginęli od niemieckich bomb. Niemcy za to
stale krzyczą, że ich cywile ginęli podczas bombardowań alianckich. To
świadczy o zadufaniu. I bezczelności. Oraz dowodzi, że nic nie zrozumieli z
nauki II wojny.
Więcej: ta wojna była przez Niemców wyczekiwana. Naród był za Hitlerem.
Chcieli zapanować nad całym światem. I może by im się udało, gdyby nie
popełnili błędu, prowokując wojnę z Ameryką. Też z zadufania.
Niemcy mówią, że wśród wypędzonych były kobiety i dzieci. Ale nie mówią, że
kobiety były siłą propagandy Hitlera. Wystarczy zobaczyć filmy Leni
Riefenstahl, Tam widać te tysiące niemieckich kobiet i dziewcząt,
skandujących w uniesieniu: Heil!, Heil! Nie mówią też, że przez całą wojnę
żyli z niewolniczej pracy podbitych narodów. Powodziło im się najlepiej w
Europie. Nie trzeba robić wysiedlenia, jak się dwa miliony jeńców rosyjskich
zagania do pracy i daje im głodowe racje żywności.
Nie łudźmy się też, że zwykli Niemcy nie wiedzieli o obozach
koncentracyjnych, gettach itd. Jeżeli nie wszyscy, to zdecydowana większość
była świadoma, co robią naziści. W podbijaniu Europy brały udział tysiące
żołnierzy. Każdy miał przecież jakichś krewnych, którym opowiadał czy pisał o
swojej służbie. Milionów Żydów nie zabiło kilkunastu zbrodniarzy - w
eksterminacji brały udział tysiące Niemców. Skala mordu była taka, że nie
można było jej ukryć. No i to do Niemiec szły transporty odzieży, dzieł
sztuki i wszelkich innych dóbr zrabowanych w podbitych krajach. Te wszystkie
futra, radia, obrazy, złoto z gett... Bauerowie nie mogli nie wiedzieć, że
cudzoziemscy robotnicy, którzy u nich za darmo pracują, pochodzą z łapanek.
Zwłaszcza, że karą za niesubordynację mógł być i stryczek.
Co też ma znaczenie: Niemcy nie wyzwolili się sami od Hitlera. Ich od nazizmu
uwolniła Ameryka.
To za taką politykę - m.in. za popieranie Hitlera - Niemcy zapłacili tzw.
wypędzeniem."
"Okazuje się, że denazyfikacja Niemiec nie skończyła się w 1948 r., kiedy
powstała Republika Federalna, ale trwać musi dalej. Bo nie jest to tylko
kwestia polityki, ale i psychiki narodu. Niemcy - ze swoją przeszłością - nie
są normalnymi ludźmi. Jak się ma taką przeszłość, nie można być normalnym. Ja
ze swoją przeszłością i pamięcią też nie jestem normalny - tyle że ja mam
przeszłość antyniemiecką. Muszę ją mieć. Nie chcę się mścić, nic do nich nie
mam. Nie chcę tylko, żeby oni byli kreowani na ofiary. Bo wtedy ja musiałbym
uznać się za kata. A jest odwrotnie: to oni są moim katem. Na tej samej
zasadzie budowa Centrum Wypędzonych byłaby antypolska: oznaczałaby, że to
Polacy zrobili im krzywdę przez wypędzenie. Tak samo skierowana by była
przeciwko wszystkim innym narodom, które były ofiarami wojny.
Bo to Polacy i inne podbite narody byli ofiarami. Ja byłem pięć lat pod
okupacją. Mówią: byli Niemcy źli i dobrzy. Ale dlaczego nie miałem wtedy
szczęścia spotkać tego dobrego?"