Zasłuchana w ciszę. Gapiła się na klawisze. Przecinek czy kropka? A może
wywrotka dwóch wykrzykników i czterech uśmiechów? Może o flaczkach w
Jerozolimie a może o dogasających bezpetowcach w podziemiach pustyni. Nie
pojmowała tego bezgłosia. Bez smrodliwych koncertów pegazów. Czteroskrzydłych
szybkośmigłych trumien. Bez zgrzytania zębów zsypów. Bez krążącego w
klepsydrach Miast zgiełku. Bez niczego takiego. Mogłaby odpiąć uszy i
powieśic na kulistej klawiaturze. Wszędzie działa się noc. Tylko noc.
Wszędzie działy się gwiazdy. Nie znała innych słów. Pisała więc o sierpniu
gwiazdami. O wszystkich sierpniach wysyłających listy z archipelagów kotwic.
Znała odpowiedzi na wszystkie pytania. Wiedziała kiedy mil

erekowe tekturowe
gruszki pędząc z szybkością sadopiracką wyskoczą z mocą i czołowo zderzą się
z wierzbą. Znała odpowiedzi na pytania, które jeszcze się nie narodziły.
Wiedziała jakie będą, są i były. A cisza się śmiała. Pękała w garściach
gwiazd. Podskakiwała na klawiszkach i starała się jak tylko mogła łodpalić
ten jeden jedyny cholerny, łokrągły i głodny! Głodny wysłania. Tyle listów
czeka. A ona nie wie, że trzeba nacisnąć enter.
perli
pa