Gość: Piort
IP: 192.168.0.*
01.01.02, 19:28
Co jakiś czas dowiadujemy się z gazet i TV o cofnięciu wstrzymaniu, lub zmianie
wydanej decyzji na skutek protestów "społeczeństwa" lub błędów organu
wydającego. Jak było z budową Trasy Siekierkowskiej, jak jest z wieloma
inwestycjami. Takie zmiany decyzji pociągaja za sobą ogromne koszty,
wstrzymanie budowy to nieraz miliony złotych wyrzucone w błoto. Za decyzję tego
wojewody, który wstrzymał budowę sklepu czy czegoś tam w Oświęcimiu
zapłaciliśmy odszkodowanie my wszyscy, odszkodowanie dla uniewinnionego przez
sąd, który przesiedział lata w areszcie, bo nie udało się znaleźć dowodów też
płacimy my. Jaka odpowiedzialność ponoszą urzędnicy wydający wadliwe decyzje?
Jaką odpowiedzialność ponoszą osoby protestujące przeciwko jakiejś inwestycji?
Czas chyba zastanowić się nad tym bezprawiem. Niech urzędnik, który naraził na
koszty inwestora, sam też poniesie odpowiedzialnosć finansową, niech osoby
które protestują przeciwko inwestycji, "bo im zasłoni światło" składają kaucję
tak, jak na regatach. Gdy protest zostanie odrzucony przez sąd, kaucja przepada.
Co Wy na to? Opiszcie znany Wam przypadek, gdy za nieudolność lub nieuczciwość
urzędników zapłacili konkretni ludzie lub my wszyscy.