Dodaj do ulubionych

_________Pozyteczni Idioci przeczytajcie doktora__

10.05.08, 09:58
diagnozę.
---->< "
Dynamicznemu rozwojowi ludności Polski po 1945r. nie towarzyszyły
efektywne działania w zakresie zdrowia publicznego i z powodu
krótkiego życia Polaków nasz kraj systematycznie spadał w rankingu
rozwoju cywilizacyjnego.

W kwietniu 1991r. furię winowajców wywołała moja wypowiedź w
brzmieniu:

"Dotychczasowy system zapobiegania i zwalczania chorób służył
właściwie eksterminacji narodu."

Po niemal dwóch dekadach zawiniony przez rządzące w tym czasie
partie i osoby rozpad systemu opieki zdrowotnej oraz bezczelnie
instrumentalne traktowanie medycyny naprawczej przesłaniają
narastającą niekompetencję i bezczynność organów naszego państwa w
zakresie zapobiegania i zwalczania chorób.

Szczególnym dorobkiem ostatniej ekipy jest legalizacja układów
ewidentnie korupcjogennych, oddających narzędzia władzy publicznej w
zarząd koncernów. W efekcie służby kontroli i nadzoru działające w
obszarze zdrowia publicznego zamiast skutecznie kontrolować
realizują zadania lobbingowe niektórych spośród kontrolowanych
podmiotów i/lub działają opieszale w sprawach tych podmiotów
dotyczących, co udowodnił kryzys z LL RICE 601.

Niezależne badania powinny wykluczyć udział podobnych mechanizmów w
uzgadnianiu rozwiązań projektowych masztów (stacji bazowych)
telefonii komórkowej.
dr Zbigniew Hałat
12. września 2007

Obserwuj wątek
    • hasz0 __________________________Zdrowa woda zdrowia doda 10.05.08, 10:02
      Tajne plany prywatyzacji opieki zdrowotnej są stopniowo odsłaniane
      przez prominentnych działaczy opozycyjnej partii, wręcz jej ikony,
      które cichaczem i podstępnie wkradły się do rządu, aby tu szkodzić
      wizerunkowi wodza w dwóch osobach, ze skutkiem jeszcze gorszym niż
      zdemaskowana krecia robota najważniejszego z ministrów, bo
      śmiertelnym dla licznych przedstawicieli schorowanego i spracowanego
      elektoratu.

      Z najnowszej publikacji The Lancet Oncology wynika, że pięciu lat od
      chwili rozpoznania raka w Polsce nie dożywa 51,7% kobiet i 61,2%
      mężczyzn, co lokuje nas w ogonie Europy. Młodych ludzi uciekających
      od takiego poziomu opieki zdrowotnej należy wszakże przestrzec przed
      wybieraniem Anglii jako azylu przed śmiercią z powodu raka. Okazuje
      się, że pomimo trzykrotnie większych wydatków na opiekę zdrowotną
      sytuacja chorych na raka jest tam tak samo dramatyczna jak u nas,
      przede wszystkim z powodu kolejek. Na równie złą sytuację w Czechach
      składa się podstępny przebieg nowotworów złośliwych jelita grubego
      zbierających śmiertelne żniwo wśród piwoszy. W naszym kraju trend
      zachorowań na raka jelita grubego ma tendencję szybkiego wzrostu
      odpowiadającą przyrostowi spożycia piwa z masowej produkcji.
      Niektóre składniki piwa odgrywają dowiedzioną rolę w kancerogenezie,
      ale oczywiście nie wyczerpują listy czynników, którym epidemiolodzy
      przypisują udział w powstawaniu raka jelita grubego. Aby zdać sobie
      sprawę z powagi zagrożenia, wystarczy przejrzeć listę substancji
      rakotwórczych w wodzie z kranu, zwłaszcza pochodzącej z ujęć
      powierzchniowych, w szczególności tej, która w warunkach upalnego
      lata przy niskim poziomie opadów stanowi w istocie zagęszczony ściek
      wymagający agresywnego uzdatniania, które i tak ma swoje
      technologiczne granice sprawności, a do tego wprowadza dodatkowe
      substancje szkodliwe, w tym rakotwórcze. Kto przeżył lato w
      Warszawie, ten wie czym to „pachnie”. Równocześnie srodze zawiedli
      się ci, którzy chcieli wiedzieć czy bez ryzyka dla zdrowia mogą pić
      tak cuchnąca wodę. Wbrew obowiązującemu prawu, którego wejście w
      życie celebrowaliśmy na łamach „Świata Konsumenta” (vide Nr 5 (66)
      maj 2007 artykuł p. t. PRAWO DO INFORMACJI O WODZIE), Państwowa
      Inspekcja Sanitarna zapomniała podać do publicznej wiadomości

      dane o przekroczeniach dopuszczalnych wartości parametrów jakości
      wody oraz związanych z nimi zagrożeniach zdrowotnych;
      dane o pogorszeniu jakości wody pod względem organoleptycznym;
      informacje o możliwości poprawy jakości wody przy użyciu środków
      dostępnych dla konsumentów;
      zalecenia mające na celu minimalizację zagrożenia dla zdrowia
      ludzkiego.
      Założę się o flaszkę dobrej naturalnej wody mineralnej, że także
      Najwyższa Izba Kontroli nie dostrzeże niczego nagannego w tym
      zapomnieniu. Po co stwarzać problemy Głównemu Inspektorowi
      Sanitarnemu, niedoszłemu posłowi nieomalże koalicyjnej partii.
      Przecież tu chodzi tylko o zdrowie ludzi a nie o poważny korupcyjny
      dylemat: skrzydełko czy nóżka. Oryginalnym i pozakorupcyjnym polem
      tegoż dylematu jest niepewność czy pacjenci zakładów opieki
      zdrowotnej otrzymali zastrzyk zawierający skrzydełko czy nóżkę owada
      ze strzykawki wyprodukowanej przez koncern Becton Dickinson, Warto
      przypomnieć likwidatorom, że to Państwowa Inspekcja Sanitarna jest
      powołana do realizacji zadań z zakresu zdrowia publicznego, w
      szczególności poprzez sprawowanie nadzoru m. in. nad warunkami
      higieniczno-sanitarnymi, jakie powinien spełniać personel medyczny,
      sprzęt oraz pomieszczenia, w których są udzielane świadczenia
      zdrowotne w celu ochrony zdrowia ludzkiego przed niekorzystnym
      wpływem szkodliwości i uciążliwości środowiskowych, zapobiegania
      powstawaniu chorób, w tym chorób zakaźnych i zawodowych. Wypełniając
      pustkę instytucjonalną, pewien dzielny obrońca pacjentów, wprawdzie
      inżynier, ale doktor, wyjawił telewidzom podejrzenie, że szczątki
      owadów w strzykawkach mają związek z sepsą menigokokową budzącą
      uzasadnioną panikę od początku roku. Na Opolszczyźnie o ustalenie
      źródła zakażenia zwrócono się do policji. Bezskutecznie. Dla osób
      słabo przygotowanych do roli decydentów w obszarze służby sanitarno-
      epidemiologicznej musiało być niemałym zaskoczeniem, że dochodzenie
      epidemiologiczne wymaga umiejętności innych niż policyjne. Także, a
      nawet zwłaszcza przy ustalaniu kontaktów seksualnych
      najsłynniejszego jak dotychczas rozsadnika HIV/AIDS w Polsce,
      rzekomego politycznego uchodźcy z Kamerunu, który odmawiającym mu
      paniom zarzucał rasizm. Wykrywanie nierasistek, ich kontaktów oraz
      kontaktów kontaktów itd. powierzono policji, co z góry przesądza
      nikłą skuteczność odtwarzania kolejnych gałęzi i gałązek drzewka
      nieszczęścia i w efekcie sprowadza zagrożenie HIV/AIDS na
      wszystkich.
      Skoro 140-osobowa obsada Głównego Inspektoratu Sanitarnego nie ma
      czasu zajmować się tak banalnymi sprawami jak rak i AIDS oraz
      higiena sprzętu medycznego to może dokręca śrubę w zakresie
      bieżącego nadzoru sanitarnego, zwiększa liczbę kontroli, pomiarów i
      pobranych próbek do badań laboratoryjnych, nasila represyjność celem
      usunięcia z rynku trucicieli, a przynajmniej zgodnie z ustawowym
      obowiązkiem udziela porad i informacji w zakresie zapobiegania i
      eliminowania negatywnego wpływu czynników i zjawisk fizycznych,
      chemicznych i biologicznych na zdrowie ludzi.
      Nic z tych rzeczy. W 2006 r. w organach Państwowej Inspekcji
      Sanitarnej zbadano 92 118 próbek środków spożywczych, czterokrotnie
      mniej niż w roku 2000, kiedy ta liczba sięgnęła 375 767. Do rażącego
      spadku intensywności nadzoru sanitarnego dochodzi pomimo masowego
      zalewu naszego rynku produktami niosącymi nowe zagrożenia.
      Uderzająco niska jest liczba badań żywności na obecność organizmów
      genetycznie modyfikowanych. Według opublikowanego w sierpniu raportu
      Głównego Inspektora Sanitarnego w 2006 roku zbadano zaledwie 571
      próbek żywności w kierunku obecności organizmów genetycznie
      zmodyfikowanych. W raporcie podano co następuje „Do badań zostały
      pobrane próbki z produktów potencjalnie mogących zawierać GMO,
      takich jak np.: produkty sojowe, owoce i warzywa, przetwory mięsne i
      drobiowe, przetwory piekarnicze i ciastkarskie, koncentraty
      spożywcze, środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego.
      Badania zostały przeprowadzone w trzech Laboratoriach Badania
      Żywności Genetycznie Zmodyfikowanej działających w strukturach
      Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Spośród zbadanych próbek 7 zostało
      zakwestionowanych ze względu na nieprawidłowe oznakowanie produktów,
      w których wykryto genetycznie zmodyfikowaną soję Roundup Ready. Pięć
      z nich nie posiadało odpowiedniego oznakowania na opakowaniu, pomimo
      zawartości tego GMO w ilości powyżej 0,9%. Soja Roundup Ready jest
      organizmem genetycznie zmodyfikowanym, autoryzowanym jako żywność
      oraz do produkcji żywności zgodnie z rozporządzeniem nr 1829/2003
      Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 września 2003 roku w
      sprawie genetycznie zmodyfikowanej żywności i paszy. Soja ta może
      znajdować się na rynku pod warunkiem, że jest oznakowana zgodnie z
      przepisami ww. rozporządzenia. produktami, w których wykryto soję
      genetycznie zmodyfikowaną były: mąka sojowa (1 próbka), wafle o
      smaku kakaowym (1 próbka), szynka mielona (1 próbka), kiełbasa (2
      próbki). W pozostałych 2 próbkach izolatu białka sojowego
      stwierdzono również białko soi Roundup Ready, jednakże na opakowaniu
      nie tylko nie była umieszczona informacja o jego obecności, lecz
      została umieszczona deklaracja o nieobecności GMO w produkcie – „NON
      GMO”. Ponadto, w ramach wypełniania zobowiązań wynikających z
      decyzji Komisji nr 2006/601 z dnia 5 września 2006 roku w sprawie
      środków nadzwyczajnych w odniesieniu do niedozwolonego genetycznie
      zmodyfikowanego organizmu pod nazwą LL RICE 601 w produktach z ryżu,
      zmienionej decyzją nr 2006/
      • hasz0 _____________Ciemna stara baba na Podolu i Wołyniu 10.05.08, 10:06
        to słowa pani Pitery w tej własnie sec słysze z radia
        GWa Tok FM.

        Skoro 140-osobowa obsada Głównego Inspektoratu Sanitarnego nie ma
        czasu zajmować się tak banalnymi sprawami jak rak i AIDS oraz
        higiena sprzętu medycznego to może dokręca śrubę w zakresie
        bieżącego nadzoru sanitarnego?

        Nic z tych rzeczy. W 2006 r. w organach Państwowej Inspekcji
        Sanitarnej zbadano 92 118 próbek środków spożywczych, czterokrotnie
        mniej niż w roku 2000, kiedy ta liczba sięgnęła 375 767. Do rażącego
        spadku intensywności nadzoru sanitarnego dochodzi pomimo masowego
        zalewu naszego rynku produktami niosącymi nowe zagrożenia.
        Uderzająco niska jest liczba badań żywności na obecność organizmów
        genetycznie modyfikowanych. Według opublikowanego w sierpniu raportu
        Głównego Inspektora Sanitarnego w 2006 roku zbadano zaledwie 571
        próbek żywności w kierunku obecności organizmów genetycznie
        zmodyfikowanych.

        Ponadto, w ramach wypełniania zobowiązań wynikających z decyzji
        Komisji nr 2006/601 z dnia 5 września 2006 roku w sprawie środków
        nadzwyczajnych w odniesieniu do niedozwolonego genetycznie
        zmodyfikowanego organizmu pod nazwą LL RICE 601 w produktach z ryżu,
        zmienionej decyzją nr 2006/754 z dnia 6 listopada 2006 roku, do
        badań zostały pobrane 54 próbki produktów ryżowych. W trzech
        próbkach znaleziono genetycznie zmodyfikowany materiał.”

        • hasz0 Re: _____________Ciemna stara baba na Podolu i Wo 10.05.08, 10:07
          Na łamach magazynu należącego do firmy prowadzącej odpłatne
          szkolenia HACCP Główny Inspektor Sanitarny twierdzi,

          że „w gospodarce wolnorynkowej w społeczeństwie obywatelskim
          powinniśmy wypracować jak najlepsze metody współpracy z partnerami
          prywatnymi i społecznymi”.
          sad((
          ...
          Stąd też w Polsce profilaktyką nadwagi i otyłości wśród młodzieży
          gimnazjalnej od listopada 2006 zajmują się członkowie
          Stowarzyszenia „Polska Federacja Producentów Żywności”: ALIMA-GERBER
          S.A., CARLSBERG POLSKA S.A., COCA COLA HBC Sp. z o.o., DANONE POLSKA
          Sp. z o.o., DEVELEY POLSKA, FARM FRITES POLAND S.A., FERRERO POLSKA
          Sp. z o.o., FRITO LAY POLAND Sp. z o.o., KRAFT FOODS POLSKA Sp. z
          o.o., MASTERFOODS POLSKA sp. z o.o., MONSANTO POLSKA Sp. z o.o.,
          NESTLE POLSKA S. A., NUTRICIA POLSKA Sp. z o.o., PEPSI-COLA GENERAL
          BOTTLERS POLAND Sp. z o.o., RAISIO POLSKA FOODS Sp. z o.o., RIEBER
          FOODS POLSKA S.A., SM Gostyń, SŰDZUCKER POLSKA Sp. z o.o., TCHIBO
          WARSZAWA Sp. z o.o., TORUŃ PACIFIC Sp. z o.o., UNILEVER POLSKA S.A.,
          W. W. K. "VINI", ZT BIELMAR Sp. z o.o., ŻYWIEC ZDRÓJ S.A.,
          FEDERACJA POLSKICH BANKÓW ŻYWNOŚCI, IZBA GOSPODARCZA HANDLOWCÓW
          PRZETWÓRCÓW ZBÓŻ i PRODUCENTÓW PASZ, POLBISCO - Stowarzyszenie
          Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych, POLSKI ZWIĄZEK
          PRODUCENTÓW, EKSPORTERÓW i IMPORTERÓW MIĘSA, POLSKIE STOWARZYSZENIE
          PRODUCENTÓW MARGARYNY, STOWARZYSZENIE MŁYNARZY RP, ZWIĄZEK
          PRYWATNYCH PRZETWÓRCÓW MLEKA.



          dr Zbigniew Hałat, lekarz specjalista epidemiolog
          w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i
          zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
          Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
          www.halat.pl/stowarzyszenie.html
          • hasz0 ____Czło Komisji ds Rywina"walczy" :-( z korupcją 10.05.08, 10:12
            „Brudne ręce sanepidu” to tytuł z „Super Ekspressu” wprost zwalający
            z nóg ogromną większość oddanych swojej misji byłych i obecnych
            pracowników tej jedynej w naszym kraju instytucji powołanej do
            ochrony zdrowia publicznego. Jak tu spojrzeć w oczy sanitarnemu
            przestępcy – recydywiście, kiedy w popularnej gazecie stoi wyraźnie
            napisane: „Państwowa Inspekcja Sanitarna jest uwikłana w korupcyjne
            układy- twierdzi Najwyższa Izba Kontroli. Główny inspektor sanitarny
            Andrzej Trybusz przymyka oczy na prywatne "interesy" swoich
            podwładnych. Co powinien zrobić przedsiębiorca, który ma zamiar
            otworzyć restaurację i chce uniknąć kłopotów z inspekcją sanitarną?
            Przepis jest prosty - wystarczy, że zleci jakąś fuchę pracownikowi
            sanepidu. Ten, jako prywatny rzeczoznawca, zaopiniuje projekt budowy
            restauracji. Później już jako pracownik sanepidu przyklepie odbiór
            sanitarny tejże restauracji! Łatwo zgadnąć wynik takiej inspekcji.
            Urzędnik będzie przecież kontrolował sam siebie! Niemożliwe? To w
            Polsce całkiem legalne! - Nie możemy zakazać pracownikom Państwowej
            Inspekcji Sanitarnej prowadzenia działalności gospodarczej -
            twierdzi minister zdrowia Marek Balicki (51 l.). - Skala
            występujących nieprawidłowości jest niewielka.” Ta sama gazeta w
            następnym dniu publikuje materiał pod zgrabnym tytułem „Przychodzi
            sanepid do Rydzonia”, w którym czytamy: „Politycy się kłócą,
            inspekcje sanepidu to fikcja, a na bazarach handluje się
            śmierdzącymi kurami i nieświeżą kiełbasą. Pracownicy sanepidu mogą
            legalnie brać łapówki dzięki poprawce do ustawy, którą w 2002 r.
            zgłosił poseł SLD Stanisław Rydzoń, członek komisji badającej aferę
            Rywina! Poprawkę poparł główny inspektor sanitarny Andrzej Trybusz.
            (…wink W sierpniu 2001 r., na wniosek posłów AWS, Sejm uchwalił przepis
            antykorupcyjny, który mówił, że pracownik sanepidu nie może być
            jednocześnie prywatnym rzeczoznawcą. Jak to się stało, że już w
            marcu 2002 r. artykuł ten "wypadł" z ustawy o inspekcji sanitarnej?
            Ustaliliśmy, że poprawkę zgłosił 9 stycznia 2002 r. w Sejmie poseł
            SLD Stanisław Rydzoń (54 l.). Poparł go główny inspektor sanitarny
            Andrzej Trybusz (54 l.)! - Ten temat podrzucili mi pracownicy
            sanepidu - powiedział "Super Expressowi" Rydzoń. - Zupełnie się w
            tych sprawach nie orientowałem. To była pierwsza poprawka, którą
            zgłosiłem jako poseł. Przeszła. Dostałem mnóstwo podziękowań. Dziś
            bym tego nie zrobił. Zajmuję się tylko sprawami, na których się
            znam. Rydzoń jest radcą prawnym. Jako poseł nie zasiada nawet w
            Komisji Zdrowia, która zajmuje się sanepidem. Na jej posiedzeniu był
            jako gość! A jednak to on sprawił, że z ustawy zniknął jeden z
            najważniejszych przepisów.”

            Minęło pięć dni i gazeta w materiale pod tytułem „Koniec z fuchami.
            Szef sanepidu posłuchał "Super Expressu" donosi: „Rząd wystąpi do
            Sejmu o przywrócenie antykorupcyjnych przepisów dotyczących
            pracowników inspekcji sanitarnej! Nie będą mogli już dorabiać jako
            prywatni rzeczoznawcy i brać "legalnych łapówek" od
            przedsiębiorców. W końcu ich głównym zadaniem jest troska o nasze
            zdrowie, a nie fuchy. Inspektor sanepidu jako prywatny ekspert
            opiniuje projekt sanitarny restauracji, po czym odbiera go jako
            inspektor państwowej instytucji. Dorabia u przedsiębiorcy, którego
            potem kontroluje! - pisaliśmy 22 września w artykule "Brudne ręce
            sanepidu". A dla nas - zwyczajnych konsumentów - oznacza to, że
            inspektor bardziej dba o humor restauratora niż o nasze żołądki.
            Apelowaliśmy więc do głównego inspektora sanitarnego Andrzeja
            Trybusza (54 l.), aby zabronił swoim pracownikom dorabiać na boku.
            Nie musieliśmy długo czekać. - Ma zostać wprowadzony zakaz łączenia
            funkcji rzeczoznawcy z pracą w Państwowej Inspekcji Sanitarnej -
            powiedział nam w poniedziałek Andrzej Trybusz. - Projekt nowelizacji
            ustawy został już przygotowany i przesłany do ministra zdrowia Marka
            Balickiego. Do Sejmu powinien trafić na przełomie października i
            listopada. Na korupcyjne układy w sanepidzie zwracała uwagę
            Najwyższa Izba Kontroli. Bezskutecznie. Minister Balicki (51 l.)
            tłumaczył wówczas, że formalnie wszystko jest w porządku. Na
            szczęście zmienił zdanie. - Możemy wprowadzić taki zakaz nowelizując
            ustawę o PIS - powiedział "Super Expressowi".

            Ech, te górnolotne deklaracje, napuszone miny, ta prawdziwie
            partyjna troska…Ale to dla mas. Interesy grup i grupek trzymających
            władzę strzeżone są jak źrenica oka. W pracach sejmowych do dzisiaj
            nie ma śladu antykorupcyjnego projektu nowelizacji ustawy o
            Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Nie ma jej też na stronie
            internetowej Głównego Inspektoratu Sanitarnego ROZPORZĄDZENIA W
            TRAKCIE OPRACOWYWANIA
            (www.gis.gov.pl/podstprawne/projekty.htm), na której
            zamieszczone są projekty i ustaw i rozporządzeń, co świadczy, że jej
            autor nie pojęcia nie tylko o ortografii (sławna chigiena!). Jest
            natomiast dostępny na stronie Ministerstwa Zdrowia z
            notką „przekazany do uzgodnień zewnętrznych w dniu 27 października
            2004 roku. Termin zgłaszania uwag upływa w dniu 26 listopada 2004
            roku”. A kiedy trafi do Sejmu? Może rzeczywiście na przełomie
            października i listopada, ale na pewno nie roku 2004. Tak więc
            uspokajająca zapowiedź okazała się płonna, a skandal ujawniony przez
            dziennikarza rozszedł się po kościach. Za jeszcze bardziej żałosny
            aspekt tej sprawy można przyjąć zamieszczenie w uzasadnieniu
            nowelizacji zdania: „Projektowane regulacje nie będą miały wpływu na
            zdrowie ludzi”. Tymczasem już pierwszy artykuł ustawy o Państwowej
            Inspekcji Sanitarnej głosi „Państwowa Inspekcja Sanitarna jest
            powołana do realizacji zadań z zakresu zdrowia publicznego”. Jak
            widać minister Balicki, nie widzi związku pomiędzy jakością pracy
            sanepidu a zdrowiem ludzi. I tu powstaje dziura kompetencyjna,
            bowiem podatnicy pozostają w błędnym - jak się okazuje -
            przekonaniu, że jakaś instytucja państwowa chroni ich przed
            zagrożeniami zdrowia.
            • hasz0 _________biznes na zdrowiu_________ 10.05.08, 10:37
              Skoro od 1. maja 2004r. Polska ma wejść w skład ekskluzywnego klubu
              mądrych, zdrowych i bogatych, trzeba przyjrzeć się potędze siły
              konsumenta, właśnie w obszarze prawdy o wodzie.
              Oto 19. marca 2004r. właściciel najdroższej marki świata, koncern
              Coca – Cola, rozpoczął wycofywać z obrotu na rynku brytyjskim 500
              000 butelek wody Dasani. Najlepiej sprzedająca się marka wody
              butelkowanej w USA miała podbić też Wielką Brytanię i od początku
              marca „Dasani - czysta woda niegazowana” była reklamowana jako jedna
              z najczystszych wód dostępnych konsumentom. Zadaniem wartej 7
              milionów funtów kampanii wprowadzającej produkt na rynek brytyjski
              było przekonać nabywców, że „Dasani ma czystość wody butelkowanej”,
              pomimo że w rzeczywistości była to woda pochodząca z miejskiego
              wodociągu firmy Thames Water zaopatrującego rozlewnię Coca - Cola
              w Sidcup, w hrabstwie Kent. Ujawniona prawda stała się tematem mocno
              roztrząsanym przez światową prasę, pomysł bezlitośnie wyśmiano,
              przypominając sławny epizod z komedii BBC pt. „Tylko głupcy i
              konie”, a dotyczący pakowania pochodzącej z Tamizy wody wodociągowej
              w butelki opatrzone etykietą nieistniejącego Źródła Peckham. Gazeta
              The Sun przeprowadziła badanie wśród osób robiących zakupy przy
              głównej ulicy Sidcup. 9 na 10 osób, którym podano do wypicia
              nieoznakowane szklanki wody bezpośrednio z kranu i wody Dasani,
              uznało wodę nalaną bezpośrednio z kranu za smaczniejszą niż
              specjalnie spreparowana woda Dasani. To ważna informacja, po raz
              kolejny potwierdzająca walory smakowe naturalnego brudu w zderzeniu
              z kompozycją wapnia, magnezu i dwuwęglanu sodu dodawanych dla
              poprawienia smaku wody skutecznie oczyszczonej ze wszystkich
              domieszek. Opinia publiczna była też wstrząśnięta różnicą cen: litr
              wody Dasani kosztował 190 pensów, a litr wody z kranu około 0,01-
              0,06 pensa (przy cenie 0,75 funta za litr benzyny). Najgorsze miało
              dopiero nadejść. Okazało się, że dodawany do czystej wody wapń nie
              dotrzymywał wymogów jakości i w produkcie gotowym do spożycia
              pojawiły się bromiany. Sam koncern ogłosił, że jego własne
              laboratoria wykryły w kontrowersyjnym produkcie obecność bromianów w
              wodzie Dasani na poziomie 10 – 22 mikrogramów na litr. W Wielkiej
              Brytanii za dozwolone stężenie bromianów przyjęto 10 mikrogramów na
              litr wody zarówno z kranu, jak i butelkowanej. Według Naukowego
              Komitetu Doradczego ds. Oceny Toksyczności i Ekotoksyczności
              Związków Chemicznych opiniującego dla potrzeb Komisji Europejskiej
              projekt Dyrektywy Rady 98/83/EC u osób używających do picia wody
              zawierającej bromiany w stężeniach powyżej dozwolonego może wystąpić
              rak. Jednak w Polsce bezpieczne dla konsumenta stężenie bromianów na
              poziomie 10 mikrogramów na litr wody z kranu będzie obowiązywać
              dopiero od 1. stycznia 2008r. Do końca 2007r. dozwolone stężenie
              bromianów może sięgać 25 mikrogramów na litr wody z kranu. W wodzie
              butelkowanej bromiany w Polsce w ogóle nie są normowane. Dla tych,
              którzy zastanawiają się, jak to jest możliwe, że przez tyle lat
              bromiany na poziomie 2,5 raza wyższym niż przyjęty próg
              bezpieczeństwa nie dyskwalifikują wody z kranu, kolejne wiadomości z
              zakresu filozofii okresów dostosowawczych: do 31. grudnia 2006r.
              poziom rakotwórczych trójhalometanów (suma) może sięgać 150
              mikrogramów na litr wody wodociągowej. Dzień później szkodliwa
              będzie dawka już o 1/3 niższa, t. j. 100 mikrogramów na litr. W
              przypadku ołowiu dopuszczalne zakresy wartości na poziomie obecnie
              uznawanym za bezpieczny dla zdrowia ludzi, tj. 10 mikrogramów na
              litr, stosować się będzie dopiero od dnia 1. stycznia 2013 r. Do
              końca 2005r. woda wodociągowa uznawana jest za spełniającą wymagania
              sanitarne, nawet jeśli zawiera 5 razy więcej ołowiu, tj. 50
              mikrogramów na litr, a w latach 2006 – 2012 połowę tej dawki, t. j.
              25 mikrogramów na litr. Niestety, trucizny nie podporządkowują się
              przepisom ministra zdrowia i działają bezprawnie na zgubę i tych,
              którzy ufają zgniłym kompromisom i tych, którzy starają się
              zagłuszyć prawdę o wodzie wodociągowej.

              dr Zbigniew Hałat, lekarz specjalista epidemiolog
              w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i
              zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
              Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
              www.halat.pl/stowarzyszenie.html
              • kasz0 czy jestes pewien proroku? 10.05.08, 19:05
                hasz0 napisał:

                > Skoro od 1. maja 2004r. Polska ma wejść w skład ekskluzywnego
                klubu

                Czy nie zapedziles sie zanadto ze swymi proroctwami?

                > dr Zbigniew Hałat, lekarz specjalista

                Specjalista, czyli jak twierdzi Hasz0 niegramotny.
                • hasz0 szczęśliwi czas nie mierzą specjalist umie pisać 10.05.08, 20:23
                  gramotnyj czitat tożje

                  a ty Rychu umiesz jeszcze dogryzać
                  stąd jetes gramotnyj duszoszczipatielnyj specjalist

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka