hugo_w2
05.09.08, 09:54
Wiceprezydent Dick Cheney poparł starania Gruzji o członkostwo w
NATO.
Wizyta w trzech posowieckich państwach - Azerbejdżanie, Gruzji i
Ukrainie - tak wysokiego przedstawiciela władz USA ma na celu nie
tylko uspokojenie byłych republik ZSRR zagrożonych rosyjską agresją,
ale także stanowić sygnał dla Moskwy, iż powinna poskromić swe
roszczenia do strefy wpływów. Tak jak bezpowrotnie wypadły z jej
orbity Polska, Czechy i Słowacja czy Węgry oraz republiki bałtyckie,
powiedzmy, Rosja również musi się wyrzec neoimperialnych aspiracji i
zapomnieć o strefie swych interesów na południu.
Potwierdzona przez Cheneya wola przyjęcia Gruzji do NATO (po
wcześniejszej brukselskiej deklaracji państw członkowskich) to
zapowiedź polityki Zachodu, której istotą od 1989 r. jest wciąganie
byłych społeczeństw komunistycznych do Zachodu. Proces z natury musi
być wolny, ale wypowiedź wiceprezydenta Cheneya potwierdza tylko, iż
zasada ta dalej obowiązuje.
Jest to znacząca deklaracja w kontekście zapowiedzi (i działań)
Kremla, próbującego jakby ponownie zawrzeć z Zachodem umowę o
strefach wpływów. Miałaby ona polegać na wymianie Europy Środkowej
za Kaukaz. Innymi słowy, przywódcy rosyjscy pragnęli wciągnąć Zachód
w grę, jaka toczyła się między stronami przynajmniej od czasu Jałty.
Na Kremlu spodziewano się, iż podobnie jak przed ponad 60 laty
Europa i Ameryka - dla spokoju i pohamowania agresywnej Rosji -
zgodzą się na taki układ. A z moskiewskiego punktu widzenia
propozycja wydawała się dobra, albowiem po upadku komunizmu już i
tak straciła Polskę, Czechy, Węgry itp., zaś bez Ukrainy Rosja nie
może marzyć o potędze imperialnej, a bez Gruzji - stanowiącej
swoisty pomost ku Turcji i Morzu Śródziemnemu oraz Oceanowi
Indyjskiemu - o rozszerzeniu wpływów na bogate w surowce bliski i
środkowy wschód Azji. Być może przywódcy kremlowscy kalkulują w ten
sposób, iż Europę i tak się uda "zhołdować" poprzez szantaż paliwowo-
surowcowy. Rosja potrzebuje więc swobodniejszego dostępu do terenów
bogatych w złoża naturalne, aby móc realizować swe plany.
Deklaracja wiceprezydenta Cheneya zapowiada dystans wobec tego typu
polityki USA, podobnie jak wcześniejsza wypowiedź prezydenta Busha w
Baku o Azerbejdżanie jako strategicznym partnerze Ameryki. Teraz
potrzebna jest podobna deklaracja w odniesieniu do Ukrainy, jak i
bardzo konkretna perspektywa jej członkostwa w NATO (a także w Unii
Europejskiej). Tylko w ten sposób będzie można zapobiec odnowieniu
podziału świata na strefy wpływów oraz zniechęcić Moskwę do marzeń o
odbudowie imperium. Zarazem będzie to chyba jedyna droga do
nawiązania współpracy z Rosją na partnerskich zasadach. A to leży w
interesie wszystkich, w tym także Polski, nieprzyjemnie
zantagonizowanej ze swym wielkim sąsiadem.
Quelle PDN-NY(CK)