Dodaj do ulubionych

Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trudne...

IP: *.chello.pl 27.11.03, 19:54
... pojęcia?

Zauważyłem zdumiewające niezrozumienie na tym forum, kim są ludzie bogaci i
jaką funkcję pełnię w społeczeństwie. Niektóre posty są niemal na poziomie
wywodów pijanych meneli, którzy swą nienawiść do lepszych od siebie ubierają
w słowa, będące okruchami sowieckiej propagandy. Dziwię się, że słowo pisane
może być na tak niskim poziomie.

Myślę, że źródłem niezrozumienia jest pojęcie „pieniądza”. Ludzie zapomnieli
już, że pieniądz kiedyś był rodzajem towaru, który służył nie tylko do
pośrednictwa w wymianie dóbr, ale sam był pożądanym dobrem konsumpcyjnym. Np.
złoto było cenione jako surowiec do łatwego wytwarzania trwałych ozdób.

W tamtych czasach ludzie nie mieli problemów ze zrozumieniem
pojęcia „bogacz”. Bogaczem był po prostu ktoś, kto posiadał bardzo dużo
różnych cennych dóbr: domów, ziemi, ozdób, zapasów żywności, ubrań itd. Dla
ułatwienia rozumienia tematu zapomnijmy na razie o pieniądzach – załóżmy, że
mówimy o czasach i miejscach, w których nie było jeszcze pieniędzy, a tylko
gromadzenie towarów i wymiana. Nikomu wtedy nie mogłoby przez myśl nawet
przejść, że właściciel pałacu czy najwyższy kapłan świątyni zawdzięczają
zwoje bogactwo temu, że sami to wszystko wybudowali i wytworzyli własnymi
rękami

Zdefiniuję więc „bogactwo” jako majątek, który został zgromadzony środkami
innymi niż praca własna, a „bogacza” jako osobę, która konsumuje dobra
wielkiej wartości wytworzone przez innych ludzi. Jeżeli teraz skomplikujemy
rozważania, wprowadzając pojęcie „pieniądza”, to „bogaczem” nazwiemy kogoś,
kto posiada wyraźnie więcej pieniędzy, niż byłby w stanie zarobić i
zgromadzić dzięki własnej pracy. Dodanie pojęcia „pieniądz” oczywiście
natychmiast zaciemnia wywód, ponieważ współczesny pieniądz jest o wiele
bardziej złożonym instrumentem niż dawniej, więc mogłoby się wydawać, że
jeżeli dyrektor banku czy zawodowy bokser zarabiają miliony dolarów, to
znaczy, że tyle dóbr wytworzyli swoją ciężka pracą. Teraz widzicie, w jaki
sposób klarowny wywód może nagle stać się mętny, gdy użyje się
pojęcia „pieniądza” bez zrozumienia. A więc zagłębiajmy się na razie w temat
bez „pieniądza”.

Mamy więc podstawowe pytanie: Dlaczego ludzie dają bogaczom część
wytworzonych przez siebie dóbr, aby uczynić ich bogaczami? Jakie cechy
szczególne potrzebne są, aby zostać bogaczem i jakie potrzeby innych ludzi
zaspokaja istnienie klasy bogaczy?

Pierwsi bogacze byli władcami: królami, faraonami, cesarzami, najwyższymi
kapłanami, namiestnikami itp. Władca jest z powodów oczywistych zawsze
potrzebny w społeczeństwie, i zawsze jest kochany przez część swoich
poddanych, więc ci ludzie czynią go bogaczem, ale pojęcie władzy niczego nie
tłumaczy, gdyż nas o wiele bardziej interesuje druga klasa bogaczy, których
można by nazwać „bogaczami właściwymi”, czyli po prostu „bogaczami” w
odróżnieniu od „bogaczy-władców”.

Co decyduje o tym, że pozornie zwyczajny człowiek, nieposiadający władzy,
zostaje uznany za kogoś, kto może gromadzić i konsumować dobra wytworzone
przez wielu innych zwyczajnych ludzi? Przez analogie do pierwotnego bogactwa
władców możemy domyślać się, że to musi być osoba kochana i szanowana przez
wielu, godna zaufania i chętna do dźwigania na swych barkach brzemienia
podobnego do brzemienia władzy. Ale skąd się tacy ludzie biorą, jak są
rozpoznawani i kiedy po raz pierwszy się tacy pojawili w historii?

Pomińmy historię słabo udokumentowanego imperium handlowego Polinezyjczyków,
którzy zasiedlili Madagaskar i pośredniczyli w handlu pomiędzy Indiami a
Sumerami, i przejdźmy od razu do czasów arabskich żeglarzy, perskich piratów,
chińskich i żydowskich kupców oraz mongolskich rozbójników. Zanim powstało
Rzymskie Imperium istniała już w Azji klasa pierwotnych bogaczy, która szczyt
swego bogactwa osiągnęła w czasach rzymskich, czyli w czasach największego
nasilenia handlu jedwabiem, który był w tamtych czasach ucieleśnieniem
bogactwa i pieniądza. Łatwo zrozumieć, dlaczego ludziom byli wtedy potrzebni
bogacze, za co ich kochano i podziwiano, jakie zalety posiadali i jakie
brzemię odpowiedzialności dźwigali.

O jedwabiu marzyli wszyscy. Każdy chciał mieć choć nitkę jedwabną w swojej
szacie, bo bez niej było się nikim. Każda bela jedwabiu była przedmiotem
pożądania tysięcy ludzi podczas transportu z Chin do Rzymu przez obszary
wręcz wypełnione rozbójnikami, piratami i władcami kraików, żyjących z
rozboju na jedwabnych szlakach. Jakim cudem jedwab docierał z Chin do Rzymu?
Jakim cudem kupcy zachowywali życie podczas transportu? Który chiński chłop
lub urzędnik odważyłby się wziąć na wóz transport jedwabiu i pojechać do
Rzymu, żeby go tam sprzedać i potem wrócić z setką wozów z towarem do
rodziny, aby zapewnić jej utrzymanie na kilka lub nawet kilkanaście lat?

A jednak znaleźli się tacy ludzie, odważni, przedsiębiorczy, godni zaufania,
którzy wzięli transport jedwabiu, zniknęli z nim na parę lat, a potem wrócili
z wozami wyładowanymi różnymi dobrami i dali te masy towarów tym wytwórcom
jedwabiu. A przecież mogli nigdy nie wrócić i nawet nie byłoby wiadomo, czy
zginęli czy oszukali. Łatwo zrozumieć miłość i wdzięczność, i podziw, że nie
zginęli i nie pozwoli się obrabować po drodze. Czy ci uszczęśliwieni wytwórcy
jedwabiu mogliby poczuć zazdrość, gdyby dowiedzieli się, w jakich luksusach
żyją ci kupcy w miastach leżących na szlaku? Powiedzieliby co najwyżej, że
tak być musi, bo inaczej kupcy ci nie mieliby motywacji do uczciwego
dostarczania tego, co im powierzono.

Jest to oczywiście model uproszczony. Trzeba by uwzględnić pośredników,
piratów kochających swoich hersztów i być może inne czynniki, ale istota
rozumowania pozostanie ta sama. Już domyślacie się pewnie końca tego
przydługiego wywodu, więc skrócę go na potrzeby forumowe i od razu podam
konkluzję.

Kluczem do bogactwa jest akceptacja ryzyka i odpowiedzialności za cudze
mienie wielkiej wartości. Bogaczami zawsze są ludzie, którzy cieszą się w
pewnych kręgach zaufaniem, że można powierzyć im mienie wielkiej wartości, a
oni po latach oddadzą je pomnożone i przekształcone do postaci nadającej się
do konsumpcji. Bez bogaczy nie byłoby wielkich okrętów i magazynów, bo nikt
by nie wziął odpowiedzialności za ich pilnowanie i każdy bandyta rabowałby co
chciał. Bogacz współczesny musi być sprytnym i odważnym ryzykantem,
potrafiącym upilnować rozproszone mienie, uchronić je przed różnymi
złodziejami, oszustami, związkami zawodowymi, skorumpowanymi urzędnikami,
celnikami i poborcami podatkowymi. Bogacz musi inwestować, dlatego my, zwykli
ludzie, musimy mu zapewnić takie luksusy, żeby nie miał pokusy uciec z tym,
co powinno być zainwestowane.

Podstawowa cecha bogacza – cecha bardzo rzadka i szczególnie cenna – to
poczucie odpowiedzialności. Przyznajcie się, nie raz marzyliście o tym, żeby
się jakoś wzbogacić, coś zaryzykować i szybko zarobić. I o czym marzymy
dalej? O tym, żeby resztę życia spędzić na jakiejś rajskiej wyspie, pełnej
szampana, kawioru i pięknych, chętnych dziewcząt. Dlatego właśnie nigdy nie
będziemy bogaczami, bo każdy wyczuje w nas to, że jak tylko się wzbogacimy,
to rzucimy wszystko i wyjedziemy do raju. Bogaczem można zostać tylko wtedy,
gdy ludzie mają pewność, że jest się typem człowieka, który do końca życia
będzie tylko inwestował, nadstawiał karku i pilnował interesu. Takich ludzi
jest bardzo niewielu i za to ich szanujemy, podziwiamy i z wdzięczności
pozwalamy im żyć w luksusie za nasze pieniądze.
Obserwuj wątek
    • Gość: ? Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud IP: *.505.15.tuwien.teleweb.at 27.11.03, 21:17
      W tym poscie widac jaskrawo jak ludzie oplacani przez bogatych, przy stosowaniu
      zonglerki slownej podpartej rzekomymi wywodami historycznymi probuja z ludzi
      cynicznych,bezwzglednych zrobic dobroczyncami o niespotykanych zasadach,ktorym
      zawdzieczamy wszystko.Zdania proste nie "owijajace w bawelne"przedstawiajace
      relacje miedzy bogactwem,polityka i bieda probuje doku osmieszyc
      stwierdzeniami;wywody pijanych meneli,okruchy sowieckiej propagandy,pisanie na
      niskim poziomie.Post doka jest typowym przykladem nowomowy, robiacej ludziom
      eksploatowanym przez kapital wode z mozgu.Brakuje natomiast ustosunkowania sie
      do poszczegolnych stwierdzen.Ja natomiast ustosunkuje sie do takiego
      stwierdzenia wyrazonego w poscie dokacryingMamy wiec podstawowe pytaniebig_grinlaczego
      ludzie daja bogaczom czesc wytworzonych przez siebie dobr,aby uczynic ich
      bogatymi?Jakie cechy szczegolne potrzebne sa ,aby zostac bogaczem i jakie
      potrzeby innych ludzi zaspokaja istnienie klasy bogaczy?)Tutaj wlasnie
      promieniuje perfidia oplacanego dyskutanta.Ludzie nie daja bogaczom czes
      wypracowanych dobr,a sa beszczelnie zawlaszczane przy pomocy oplacanych przez
      nich parlamentarzystow i ustaw jakie produkuja.Szczegolne cechy bogacza to
      bezwzglednosc i pazernosc,a potrzeby jakie zaspokajaja bogacze nazywaja sie
      wlasymi.Nastepne stwierdzenie moze spowodowac skret kiszekcryingBogacz musi
      inwestowac, dlatego my ,zwykli ludze,musimy mu zapewnic takie luksusy,zeby nie
      mial pokusy uciec z tym,co powinno byc zainwestowane.)Drodzy forumowicze po tym
      stwierdzeniu nasuwa mi sie tylko jedno.Czlowiek wypisujacy takie brednie musi
      byc calkowitym niewolnikiem z mozgiem wielkosci lebka szpilki.Wszelkie dalsze
      komentarze w tym wypadku sa calkowicie zbedne.
      • Gość: doku Przytłoczonemu siłą mojej argumentacji i prawdą... IP: *.chello.pl 27.11.03, 21:31
        ... w niej zawartą, nie pozostało nic poza obelgami.

        Opisałem dość barwnie ten cud szlachetności, kiedy to kupiec, który wywiózł
        tyle jedwabiu, wrócił po latach, aby oddać dostawcy towary z Rzymu.

        Ten cud szlachetności dokonuje się stale na naszych oczach, kiedy wielcy
        biznesmeni, zamiast odpoczywać i pławi się w luksusach, do końca inwestują i
        pilnują interesu. Bogactwo jest prostym miernikiem wielkości człowieka.

        Bogacze są ludźmi dobrymi, czego dowodzi fakt, że w rozwiniętym kapitalizmie
        płacą progresywne podatki. W prymitywnym dzikim kapitalizmie bogaczami często
        zostaja jednak ludzie wcale nienajlesi, dlatego nawołują do podatku liniowego.
        • Gość: ? Re: Przytłoczonemu siłą mojej argumentacji i praw IP: *.505.15.tuwien.teleweb.at 27.11.03, 22:03
          Porozmawiaj z ludzmi pracujacych u tych dobrodusznych bogaczy,a wnet na oczy
          przejrzysz .
    • Gość: doku Widzicie więc, że bogactwo to rodzaj kredytu ... IP: *.chello.pl 27.11.03, 21:19
      ... zaufania, którym społeczeństwo obdarza ludzi najlepszych i najbardziej
      godnych zaufania, którzy nie boją się ryzyka i potrafią bronić swoich
      interesów. Dzięki odważnym bogaczom cały świat się rozwija i bogaci.
    • pit_b Alez doku! 27.11.03, 21:34
      Zdefiniowales cos zupelnie innego slowo niz bogaty.
      Podales po prostu wzorzec przedsiebiorcy lub
      przywodcy idealnego.

      Bogaty to taki co dysponuje duza iloscia dobr. Koniec kropka.
      Czy nabyl je dzieki swojemu zmyslowi organizacyjnemu, talentowi
      czy dzieki spadkowi lub moze kradziezy albo wymuszeniu czy
      dzieki systematycznemu przyjmowaniu lapowek albo
      przekupywaniu urzednikow, to zupelnie inna sprawa.

      Gdyby naprawde ludzie powierzali bogatym swoje dobra
      dobrowolnie to moglbys miec racje. Ale tak sie dzieje
      nie tak znow czesto.
      • Gość: lesio Re: Pelna zgoda IP: 207.157.122.* 27.11.03, 23:14
        Dodam tylko, ze stwierdzenia typu "bogaci sa dobrzy" albo "sa zli" - sa
        pozbawione sensu. A Twoj punkt widzenia na to czy powinni placic wiecej czy
        mniej wynika tyko z Twojego stosunku do prawa wlasnosci.
      • Gość: doku Nawet złodziej może uważać się za bogatego ... IP: *.chello.pl 28.11.03, 22:24
        pit_b napisała:

        > Zdefiniowales cos zupelnie innego slowo niz bogaty.

        Oczywiście, że tak. Zdefiniowałem słowo „bogacz”

        > Bogaty to taki co dysponuje duza iloscia dobr. Koniec kropka.

        ... tylko co z tego, skoro nie może dóbr swoich wymienić na luksus, w którym
        mógłby żyć. Bogacz może sprzedać bez problemu każdą cenną rzecz. Bogaty
        złodziej może taką rzecz sprzedać co najwyżej paserowi za 1/10 wartości, a i
        tak nie może swobodnie obnosić się ze swoim bogactwem, ale musi żyć gdzieś w
        podziemiu w pseudoluksusach podszytych cykorią.

        Bogacz, to ktoś o uznanym przez społeczeństwo prawie do luksusu, to człowiek
        kochany i szanowany za swą uczciwość i odpowiedzialność.

        Najwyraźniej nie skupiłeś się przy pierwszym czytaniu mojego pierwszego postu.
        • pit_b Bledne kolo 28.11.03, 22:51
          Gość portalu: doku napisał(a):

          > pit_b napisała:
          >
          > > Zdefiniowales cos zupelnie innego slowo niz bogaty.
          >
          > Oczywiście, że tak. Zdefiniowałem słowo ,,bogacz"
          >

          Mnie sie zdawalo ze to sa synonimy...

          Twoja definicja:

          "Zdefiniuję więc ,,bogactwo" jako majątek, który został zgromadzony środkami
          innymi niż praca własna, a ,,bogacza" jako osobę, która konsumuje dobra
          wielkiej wartości wytworzone przez innych ludzi. Jeżeli teraz skomplikujemy
          rozważania, wprowadzając pojęcie ,,pieniądza", to ,,bogaczem" nazwiemy kogoś,
          kto posiada wyraźnie więcej pieniędzy, niż byłby w stanie zarobić i
          zgromadzić dzięki własnej pracy."

          dokladnie to potwierdza.

          Reszta postu nie wynika z tej definicji, a jest jedynie opisem pewnej specjalnej
          grupy bogaczy.

          > > Bogaty to taki co dysponuje duza iloscia dobr. Koniec kropka.
          >
          > ... tylko co z tego, skoro nie może dóbr swoich wymienić na luksus, w którym
          > mógłby żyć. Bogacz może sprzedać bez problemu każdą cenną rzecz. Bogaty
          > złodziej może taką rzecz sprzedać co najwyżej paserowi za 1/10 wartości, a i
          > tak nie może swobodnie obnosić się ze swoim bogactwem, ale musi żyć gdzieś w
          > podziemiu w pseudoluksusach podszytych cykorią.


          > Bogacz, to ktoś o uznanym przez społeczeństwo prawie do luksusu, to człowiek
          > kochany i szanowany za swą uczciwość i odpowiedzialność.

          Czyli Twoj "bogacz" musi byc uczciwy i powszechnie szanowany ze wzgledu na
          osobiste przymioty. Tyle tylko, ze za uczciwosc i dopowiedzialnosc szanuje sie
          rowniez ludzi ubogich materialnie, a wiec to jest cecha niezalezna od statusu
          materialnego.


          > Najwyraźniej nie skupiłeś się przy pierwszym czytaniu mojego pierwszego postu.

          Przyznaje ze czasem to jest nielatwe. Moze powinienes starac sie pisac zwiezlej
          i jasniej? Mnie sie zdaje, ze wywiodles w swoim poscie, ze osoba godna szacunku
          jest godna szacunku. Oczywiscie sie z tym zgadzam!
          • Gość: doku Obiecuję IP: *.chello.pl 29.11.03, 13:55
            > Moze powinienes starac sie pisac zwiezlej i jasniej?

            Będę się starał

            > Mnie sie zdaje, ze wywiodles w swoim poscie, ze osoba godna szacunku
            > jest godna szacunku.

            Wywiodłem dużo więcej. W tym aspekcie wywiodłem przynajmniej tyle, że wśród
            bogaczy jest o wiele większy odsetek ludzi godnych szacunku, niż wśród
            pozostałych
    • d_nutka Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud 28.11.03, 07:08
      Doku

      czy mogłabym prosić o rozszerzenie określenia "bogacz"?

      bo mi coś się wydaje, że w tym określeniu ludzie się bardzo pogubili myląc
      bogacza prawdziwego z "bogaczem" urojonym , czyli zarządzającym dobrami
      zgromadzonymi przez bogacza w przedstawionej przez ciebie wersji znaczenia tego
      słowa.
      a może to ja nie zrozumiałam właściwie?

      d_nutka
      • Gość: doku Na początek przypomnienie IP: *.chello.pl 28.11.03, 22:19
        d_nutka napisała:

        > czy mogłabym prosić o rozszerzenie określenia "bogacz"?

        >Zdefiniuję więc „bogactwo” jako majątek, który został zgromadzony środkami
        >innymi niż praca własna, a „bogacza” jako osobę, która konsumuje dobra
        >wielkiej wartości wytworzone przez innych ludzi.

        >Kluczem do bogactwa jest akceptacja ryzyka i odpowiedzialności za cudze
        >mienie wielkiej wartości. Bogaczami zawsze są ludzie, którzy cieszą się w
        >pewnych kręgach zaufaniem, że można powierzyć im mienie wielkiej wartości,
        >a oni po latach oddadzą je pomnożone i przekształcone do postaci nadającej
        >się do konsumpcji.

        Rozszerzenie tego określenia zaczną od pojęcia „własność”. Człowiek, który sam
        coś znalazł lub zrobił nie ma potrzeby legalizowanie tego czegoś
        jako „własność”. Kiedy znajdzie jagody w lesie, to je po prostu zje. Kiedy
        zrobi sobie sweter na drutach, wtedy zwyczajnie go nosi. Nawet we współczesnym
        świecie nikt przy zdrowych zmysłach nie rejestruje zrobionego przez siebie
        swetra w żadnym urzędzie jako obiektu chronionego prawem własności.

        Prawo własności zostało stworzone na potrzeby ludzi, którzy weszli w posiadanie
        dóbr, które wytworzyli inni ludzie i powierzyli je im, aby nimi zarządzali lub
        obracali. Sens prawa własności jest taki, że chroni ono interes właściciela na
        wypadek, gdyby wytwórca jakiejś rzeczy nagle zaczął sobie rościć do niej
        pretensję: „to moje, bo ja to zrobiłem własnymi rękami”. W czasach, kiedy
        ludzie sami budowali swoje domy, nie rejestrowali dla nich żadnej hipoteki ani
        innej formy udokumentowania prawa własności. Dzisiaj najczęściej domy budują
        ludzie (tzw. budowlańcy), którzy nie zostają ich właścicielami.

        Bogaczem jest więc właściciel dóbr, które wytworzyli inni ludzie. Nawet jeśli
        bogacz sam wytworzył jakieś dobra, to stanowią one znikomą część tego, co jest
        jego własnością wytworzoną przez innych ludzi.

        Warto zwrócić uwagę na fakt, że bogacz zwykle obraca lub zarządza majątkiem o
        wiele większym, niż to, co jest jego własnością. Widać tutaj bezpośredni (choć
        niekonieczny) efekt faktu, że funkcją bogacza jest działanie na rzecz bogacenia
        się całej społeczności, która powierzyła mu wytworzone przez siebie dobra.
        Bogacz otrzymuje część powierzonych dóbr na własność, a on w zamian za to
        ponosi ryzyko i odpowiedzialność za powierzone mu dobra.
    • Gość: obcy Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud IP: *.dyn.optonline.net 28.11.03, 07:33

      Bogaty to ten co ma wlasne zdanie,i nie lize innych.
      Taki czlowiek z czasem stanie sie wczesniej,czy pozniej
      bogaty.Niestety,ale pieniadze lubia zwykle ludzi stanowczych,
      i w pewnym sensie "bezwzglednych";przychodza wtedy do nich same.
      Mozesz przez cale zycie tyrac i nic z tego nie wyjdzie,podczas gdy
      inny nie robiac nic ma miliony,i to nie tylko dlatego,ze je odziedziczyl.
      Lizac natomiast,mozesz tylko przetrwac,ale nigdy nie bedziesz bagatym!
      Bogactwo przychodzi do ludzi,ktorzy wiedza czego chca w zyciu,czasami
      jest przypadkiem,ale zawsze jest i musi byc powiazane z Szatanem,bo to
      on zadzi pieniadzem tego swiata i wogole nim.
      Chcesz byc bogatym,to musisz oddac sie na Jego sluzbe,to ciezka harowa,
      ale za to bedziesz bagaty,a to poczatek Twej kleski.
      Z czasem zrozumiesz,ze nie bylo warto,gdyz najwieksza forsa zwykle wtedy
      przychodzi wtedy,kiedy juz nie mozesz jej uzyc,bo jestes poprostu za stary;
      dzieciom tez nie chcesz dac,bo juz jestes za hytry itd.
      W dodatku te "dzieci" nie sa warte tego,a wiec co dalej?
      Ano,czas odejsc,bedac bogatym.
      Na tym polega ludzka nedza jak mowil niejaki B.Pascal.
      A zatem,jezeli jestes mlodym i zakochanym to jestes bogatym,
      a jak jestes starym i samotnym to jestes nedzarzem;
      mozesz rowniez byc mlodym i zakochanym i w dodatku bogatym,
      tyle tylko,ze to trwa tak dlugo jak Twoja zwykla kapiel,widzac to
      z perspektywy czasu.
      Wniosek jest jeden,nie warto byc bogatym,bez wzgledu na wszystko.
      Ubostwo przynosi znacznie wiecej wspanialych przezyc,nawet gdyby bylo
      na granicy nedzy,czy tez nia sama;i kiedy patrzysz jak Twoje dzieci
      nie maja co jesc,to jest zycie pelne wlasnego oddechu,inaczej to grob
      za zycia.
      A zatem,bedac Twym przyjacielem,nie zycze Ci bogactwa,bo wiem na wlasnym
      przykladzie co ono oznacza.

      pozdrowienia,

      obcy,smile


      • Gość: ? Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud IP: *.505.15.tuwien.teleweb.at 28.11.03, 14:26
        Z ta opinia zgadzam sie w zupelnosci.Z tego wzgledu wlasnie daze do umiaru,nie
        tylko w gromadzeniu bogactwa,ale rowniez jedzeniu,piciu,zabawie itp..Wlasnie
        umiar jest swiatu najbardziej potrzebny i swiadomosc jego istnienia.
      • Gość: diabelek Re: Czy bogactwo i pieniądze... IP: *.sympatico.ca 29.11.03, 00:55
        Jest to bardzo subiektywna ocena. Pana problem przypomina troche cierpienia
        doktora Fausta po podpisaniu cyrografu.
        Kto raz sam podpisal ten tez musi sam z tego wybrnac.
        Meet Joe Black (Widzialem raz w kinie jak pan Hopkins z "Czarnym Joziem"
        Mefistofela wykiwali, ale czego to oni w tym kinie nie potrafiasmile

        Wracajac do bogactw pieniadzem mierzonych.
        Ciekawe w tej sprawie w watku tym eseje zostaly zamieszczone.
        W czasach pana Twardowskiego pieniadz byl prosty bo okragly, a teraz zlota
        monete w jakies impulsy elektromagnetyczne zmienili i tym kaza ludziom swe
        bogactwo mierzyc.

        Taki np. Makiawel, spiskowiec nieudacznik ale dobry obserwator rowniez tez
        doradzal bezwezglednosc w dazeniu do celu.
        Wladza i pieniadze maja owszem przyjsc do "stanowczego i bezwzglednego" lwa,
        ale takze do chytrego i podstepnego lisa.
        W demokracji gdzie prawodawcy nawprowadzali roznych promujacych egalitarnosc
        przepisow metoda lisa jest bardzo popularna.
        Podczas gdy lew do swoich koncepcji dzialania przekonuje autorytetem swojej
        sily, lis patrzy co komu potrzeba i zglasza cudze, czesto nieuswiadomione
        potrzeby jako swoje koncepcje i idealy.
        Wiekszosc sukcesow w legalnym handlu osiaganych jest metoda lisa, dlatego nie
        powinno sie lisa pomijac milczeniem.
        Nie nalezy tego ostatniego wiazac z lizaniem, a raczej podlizywaniem.
        Jezeli uniwersalne prawo rachunkow sprawia, ze w systemie dziesietnym dwa i dwa
        daje w sumie cztery to nawet czlowiek od innych zalezny podajac poprawny wynik
        nie popelnia aktu "lizania" , ktorym to zreszta sam pogardzam.


      • Gość: d. Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud IP: *.sympatico.ca 30.11.03, 01:03
        Gość portalu: obcy nic dzisiaj nie napisał(a):
    • colas.breugnon oj, Doku, Doku 28.11.03, 08:24
      Chłopię z Ciebie inteligentne i oczytane,
      ale tu wpadłeś w ton czytanki ad usum Delphini.
      Temat jest ciekawy i dość fundamentalny,
      zahacza o aksjologię, wizję człowieka i społeczeństwa,
      moralność, ekonomię, estetykę. Niedobrze byłoby go
      pozostawić w takim stanie. Spróbuję coś podłubać
      i odpiszę Ci może w ciągu kilku dni.
      Tymczasem polemicznie pozdrawiam.
      • d_nutka Re: oj, Doku, Doku 28.11.03, 08:40
        colas.breugnon napisał:

        > Chłopię z Ciebie inteligentne i oczytane,
        > ale tu wpadłeś w ton czytanki ad usum Delphini.
        > Temat jest ciekawy i dość fundamentalny,
        > zahacza o aksjologię, wizję człowieka i społeczeństwa,
        > moralność, ekonomię, estetykę. Niedobrze byłoby go
        > pozostawić w takim stanie. Spróbuję coś podłubać
        > i odpiszę Ci może w ciągu kilku dni.
        > Tymczasem polemicznie pozdrawiam.

        ja też poczekam na cd.

        twoja fanka z nr1
        d_nutka
        • colas.breugnon pierwsza i ostatnia 28.11.03, 08:46
          nie trzeba mi innych
          uściski serdeczne
    • Gość: siedem Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud IP: 213.216.66.* 28.11.03, 08:43
      tak doku napisał:
      Podstawowa cecha bogacza – cecha bardzo rzadka i szczególnie cenna – to
      poczucie odpowiedzialności. Przyznajcie się, nie raz marzyliście o tym, żeby
      się jakoś wzbogacić, coś zaryzykować i szybko zarobić. I o czym marzymy
      dalej? O tym, żeby resztę życia spędzić na jakiejś rajskiej wyspie, pełnej
      szampana, kawioru i pięknych, chętnych dziewcząt.

      ja wnikne glebiej i dodam ze odpowiedzialnosc to cecha wspolna dla ludzi
      prawych. Sir Luca ubiegl mnie w ogloszeniu holistycznej definicji lewo-prawo.
      gdzies mimochodem dodal ze lewizne poznajemy po braku odpowiedzialnosci
      wlasnie. nie ma od tej regoly wyjatków.

      i tak czlowiek lewy gdy zapije i obudzi sie we wlasnych szczynach i rzygach
      zazada leczenia od NFZ bo jest chory na alkoholizm. jeśli bedzie go dodatkowo
      boleć dupa to upomni sie o wieksze przywileje dla pedziuchów, etc


      5040

    • colas.breugnon odcinek pierwszy: PIENIĄDZ 28.11.03, 09:53
      Pieniądz jest abstrakcją. I zawsze nią był. Twoje uwagi o użyteczności kruszcu
      są po prostu błędne, gdyż jego umowna wartość przewyższa wielokrotnie
      użyteczność. Już Arystoteles w Polityce pisał tak:
      „Srebro to tylko byt fikcyjny, którego jedyną wartością jest ta, jaką mu nadał
      człowiek. Wystarczy zatem, że człowiek, który ze srebra czyni użytek, zmieni
      poglądy, a straci ono wszelką przydatność i nie wytworzy najlichszej z
      potrzebnych do życia rzeczy. Można będzie posiadać ogromną ilość srebra, ale
      nie zdobędzie się za nie nawet najpotrzebniejszej żywności. Absurdem jest więc
      zwanie bogactwem metalu, którego obfitość nie uchroni przed śmiercią głodową.”
      Dwa tysiące później Adam Smith nie mógł się nadziwić, że ludzie za bezcen mają
      rzecz do życia niezbędną: wodę, tak pożądając równocześnie rzeczy
      bezużytecznej: złota.
      Zaletą kruszcu była zawsze ograniczoność jego zasobów, dzięki której magiczna
      moc pieniądza kruszcowego była bardzo skondensowana, bo w tych kilkudziesięciu
      dostępnych ludzkości tonach trzeba było zmieścić wartość wszystkich rzeczy w
      obrocie. Był poza tym ciężki i przez to małogabarytowy, łatwy do ukrycia i do
      transportu.
      W średniowiecznej Europie pieniądz wyrażał zazwyczaj wartość zboża złożonego w
      spichrzu u lorda feudalnego. Byłą nawet taka praktyka, że pieniądz pod koniec
      roku przycinano, żeby zmniejszyć jego wartość proporcjonalnie do tego, jak w
      spichrzu ubywało zboża – od szkodników czy innych strat. Zwało się to bodaj
      demmurage.
      Dawny pieniądz wyrażał zatem bądź wartość bezpośrednio użyteczną i zaświadczał
      o prawach do jakichś dóbr, bądź później wartość abstrakcyjną – kruszcu, też
      jednak względnie zabezpieczoną na ograniczoności jego zasobu. Spójrz na
      marginesie, jaką klęską dla Hiszpanii okazał się strumień kruszcu z Nowego
      Świata.
      Od kiedy Nixon zniósł parytet złoty dolara, tzn. od jakichś 50 lat, pieniądz
      nie wyraża wartości żadnego aktywu, a tylko zobowiązanie. Jest to pieniądz
      dłużny. W największym uproszczeniu oznacza on zobowiązanie państwa do przyjęcia
      własnego pieniądza w różnych rozliczeniach i do dopilnowania, aby inni też go
      przyjmowali. Emisja pieniądza jest formalnie ograniczona poprzez powiązanie z
      emisją obligacji rządowych i daje to jakieś podstawy do równowagi.
      Wraz z upowszechnieniem elektroniki i łączności pojawił się pieniądz kompletnie
      abstrakcyjny – elektroniczny. Tu mechanizmy równowagi są znacznie słabsze, a
      kreacja tego pieniądza jest bardzo rozproszona, gdyż generują go nawet sieci
      handlowe – poprzez karty kredytowe.
      Pieniądz elektroniczny jest zapisem, że ktoś ma jakieś prawo do zaspokojenia
      liczbowo określonego popytu lub obowiązek wygenerowania określonej podaży. Na
      marginesie, rozmawiałem dawno temu z góralami w miejscowości o praktycznie 100%
      bezrobociu, gdzie mimo wszystko budowano domy. Zapytałem, skąd macie na to
      pieniądze? Odpowiedzieli: a po co piniondze? Stasiek tartak mo, Józków młodsy
      łokna i dźwi strugo, Francik cegły wypola, a pracować to kazdy może, nie? No a
      jak się rozliczacie? A w baranich skórach? Prawdziwych? E, nie, jest taki
      zesycik u księdza dobrodzieja, i tam się wpisuje, kto komu ile winien jest.
      Pieniądza elektronicznego nie wynaleźli, jak widać, żadni Żydzi, tylko nasi
      polscy górale.
      Równowaga pieniądza elektronicznego jest bardzo krucha, bo oparta tylko na
      wierze czy jeśli wolisz zaufaniu do abstrakcyjnego systemu. A dziś tylko w
      takim pieniądzu wyrażamy bogactwo.
      • gini Dal doku o bankowosci 28.11.03, 10:05
        Co nieco z historii bankowosci
        Autor: Gość: K.J. IP: 144.138.225.*
        Data: 28.06.2002 19:40 zarchiwizowany



        Nalezy tu podkreslic, ze wprawdzie nazwy bankow centralnych, np. Bank of
        England czy US Federal Reserve moze sugerowac ze banki te naleza do panstwa
        (czyli nas wszystkich), byc moze sa kontrolowane przez rzad, ktory rowniez,
        przynajmniej teoretycznie, powinien rzadzic w imieniu nas wszystkich, a
        przynajmniej w imieniu wiekszosci. (w mysl zasad demokracji). Funkcja takiego
        banku centralnego powinien byc nadzor nad calym systemem bankowym (prywatnym)
        oraz emisja pieniadza.

        Otoz nic dalszego od prawdy. Sa to banki kontrolowane przez banki komercyjne,
        czyli banki prywatne. Pierwszym takim bankiem centralnym byl zalozony w
        1694r.
        Bank of England.

        Pod koniec lat 1600 Anglia byla zrujnowana finansowo. Zostala wyczerpana
        trwajacymi ponad 50 lat wojnami z Francja i czasami z Holandia. Rzad, badac
        zadluzony az po same uszy i potrzebujacy dalszego kredytu na prowadzenie
        swojej polityki, doszedl do porozumienia z poszczegolnymi prywatnymi bankami,
        i za cene dalszego kredytu wyrazil zgode na zalozenia popieranego przez rzad,
        ale znajdujacego sie w rekach prywatnych, banku centralnego, ktory mial prawo
        emisji pieniadza.

        Juz w 1770r., Sir William Pitt, przemawiajac w House of Lords, powiedzial:

        "Poza tronem (w ukryciu) znajduje sie potega wieksza od potegi krolewskiej"
        (There is something behind the throne greater than the king himself)

        Natomiast "bankier wszechczasow" Mayer Rothschild, tak to krotko okreslil:

        "Pozwolcie mi kontrolowac pieniadz jakiegos narodu i jego emisje, a nie
        obchodzi mnie kto stanowi w nim prawa". (Let me issue and control a nation's
        money and I care not who writes its laws.)

        Natomiast to mial do powiedzenia o samym Rothschildzie poeta Heinrich Heine:

        "Pieniadz jest bogiem naszych czasow, a Rothschild jest jego prorokiem"

        US Federal Reserve znajduje sie pod kontrola wielkich bankow nowojorskich,
        posiadajacych wiekszosc udzialow w tym banku. Do bankow kontrolujacych
        Federal
        Reserve naleza: Rothschild Banks of London and Berlin, Lazard Brothers Banks
        of Paris, Israel Moses Seif Banks of Italy, Warburg Bank of Hamburg and
        Amsterdam, Lehman Brothers Bank of New York. Kuhn, Loeb bank of New York,
        Chase Manhattan Bank of New York, City Bank NA, oraz Goldman & Sachs Bank of
        New York.

        Naiwnym byloby twierdzenie ze banki te maja na sercu dobro obywateli
        amerykanskich. Maja one za jedyny cel dzialalnosci powiekszanie swego i tak
        ogromnego bogactwa i potegi. Za pomoca mechanizmow kredytowych kontroluja one
        emisje pieniadza, moga wykreowac bezrobocie i kontrolowac inflacje, w
        zaleznosc co przyniesie w danym momencie wiekszy zysk.

        Thomas Jefferson powiedzial: "Szczerze wierze w to, ze banki stanowia dla
        naszej wolnosci o wiele wieksze zagrozenie niz obce armie. Insytucje bankowe
        daly poczatek arystokracji pieniadza, ktora to arystokracja kontroluje rzad.
        Moc drukowania (emisji) pieniadza powinna byc bankom odebrana i oddana
        ludziom
        (obywatelom danego panstwa) do ktorych ona powinna nalezec."

        James Madison, jeden z glownych autorow konstytucji amerykanskiej, czwarty
        prezydent S.Z., tak okreslil ludzi, ktorych nazywa spekulantami waluta (money
        changers) popierajacych powstanie bankow centralnych:

        "Jest zapisane na kartach historii, ze money changers uzywali kazdej formy
        przemocy, intrygi i oszustwa zeby uzyskac kontrole nad rzadami poprzez
        kontrole emisji pieniadza i polityki pienieznej". (History records that the
        money changers have used every form of abuse, intrigue, deceit, and violent
        means possible to maintain their control over governments by controlling
        money and its issuance"

        Abraham Lincoln:

        "Rzad powinien prowadzic emisje pieniadza i kredytu potrzebnego rzadowi i
        obywatelom, aby zaoszczedzic im ogromnego oprocentowania. Wtedy pieniadz
        przestanie byc panem, a stanie sie sluga ludzkosci." (The Government should
        create, issue, and circulate all the currency and credits needed to satisfy
        the spending power of the Government and the buying power of consumers. By
        the adoption of these principles, the taxpayers will be saved immense sums of
        interest. Money will cease to be master and become the servant of humanity"
        Niestety Woodrow Wilson nie sluchal swoich poprzednikow i 1913r. podpisal
        Federal Reserve Act.
        Stary rabus, Napoleon, rownie krotko podsumowal cala ta sytuacje:
        "Ten kto daje, ma przewage nad tym ktory bierze. Pieniadze nie maja ojczyzny,
        finansisci nie znaja uczucia patriotyzmu i uczciwosci: ich jedynym celem jest
        zysk".(The hand that gives is above the hand that takes. Money has no
        motherland; financiers are without patriotism and without decency: their sole
        object is gain)
        Caly ten finansowy "burdel" zapoczatkowali Chinczycy, ktorzy jako pierwsi
        uzywali papierowych pieniedzy juz w latach 618-907. Okolo roku 1000, chinscy
        handlarze w Sichuan emitowali papierowe pieniadze pod nazwa Jiao zi. Z powodu
        czestych oszustw, prawo emisji pieniadza zostalo im odebrane w 1024r. przez
        dynastie Song, ktora jako pierwsza prowadzila rzadowa emisje pieniedzy.
        I tak to doszlo az do zlotnikow w sredniowiecznej Anglii, ktorzy jako pierwsi
        w Europie zaczeli uzywac papierowych pieniedzy, ktore wlasciwie byly
        pokwitowaniem na zloto zlozone w ich sejfach. Takie kwity byly o wiele
        wygodniejsze w uzyciu niz ciezkie zlote lub srebrne monety. Z czasem, celem
        uproszczenia calego procederu, kwity zaczely byc wystawiane na okaziciela
        zamiast imiennie, co uczynilo je latwym srodkiem platniczym, poniewaz nie
        wymagaly podpisu. Wkrotce pomyslowi zlotnicy zauwazyli, ze jedynie niewielka
        ilosc osob pojawia sie w ich pracowniach z kwitami, domagajac sie ich
        rownowartosci w zlocie. Tak to narodzil sie pomysl pozyczania czesci
        przechowywowanego w ich sejfach zlota, oczywiscie pobierajac za to
        odpowiednie
        procenty. Byl to szczegolnie zyskowny proceder, poniewaz zloto to nie bylo
        ich
        wlasnoscia. Wkrotce powstala taka prosta angielska spiewka ludowa:
        "Ze szmat robi sie papier, z papieru robi sie pieniadze, z pieniedzy robi sie
        banki, banki robia pozyczki, pozyczki robia zebrakow, zebracy robia szmaty".
        Sprytni zlotnicy rowniez odkryli, ze moga wystawiac jako pozyczki wiecej
        kwitow niz posiadali zlota w depozycie i nikt tego nawet nie zauwazy, co
        okazalo sie wyjatkowo dochodowym przedsiewzieciem.
        I w ten to sposob narodzila sie podstawa wszelkiej bankowosci.
        To wlasnie nazywa sie z angielska "fractional reserve lending", co mozna
        wytlumaczyc jako pozyczanie wiekszej ilosci pieniedzy niz znajduje sie w
        depozytach danego banku (i oczywiscie pobieranie procentu od tych pozyczek)
        Poczatkowo zlotnicy zadawalali sie stosunkowo skromnymi zarobkami, pozyczajac
        dwukrotnie lub trzykrotnie wiecej niz mieli zlota w swoich sejfach. Lecz
        wkrotce chciwosc wziela gore, i zaczeli wystawiac kwity depozytowe w
        wysokosci
        nawet dziesieciokrotnie przewyzszajaca ilosc zlota danego im na przechowanie.
        Dzisiaj nazywa sie to "fractional reserve banking" i oznacza to, ze banki
        posiadaja w stosunku do udzielanych pozyczek jedynie mala czesc w rezerwie.
        Np. w USA banki maja prawo pozyczac dziesieciokrotnie wiecej pieniedzy niz
        znajduje sie faktycznie w ich posiadaniu. Jakiz to swietny interes. Naliczac
        odsetki, powiedzmy w wysokosci 10% od pieniedzy ktorych wlasciwie nie ma.
        Oczywiscie zamiast kwitow depozytowych na zloto, dzisiejsze banki po prostu
        pozyczaja wiecej pieniedzy niz posiadaja rezerw gotowkowych w banku
        centralnym.
        Za pomoca tego procesu banki centralne, moga w zaleznosci od tego co bedzie
        dla nich bardziej korzystne (przyniesie wiekszy profit), powodowac mniejsza
        lub wieksza inflacje, a nawet deflacje.
      • d_nutka Re: odcinek pierwszy: PIENIĄDZ 28.11.03, 10:12
        czy ma być jakiś komentarz?

        mogę dać tylko jeden
        odcinek pierwszy zrozumiałam

        d_nutka
      • Gość: doku Nie zaniżaj poziomu dyskusji IP: *.chello.pl 28.11.03, 22:22
        colas.breugnon napisał:

        > Pieniądz jest abstrakcją. I zawsze nią był. Twoje uwagi o użyteczności
        kruszcu
        > są po prostu błędne, gdyż jego umowna wartość przewyższa wielokrotnie
        > użyteczność. Już Arystoteles w Polityce pisał tak:
        > „Srebro to tylko byt fikcyjny, którego jedyną wartością jest ta, jaką mu
        > nadał człowiek

        Jeszcze dzisiaj są miejsca w Afryce, gdzie krowa jest pieniądzem. Dawniej
        pieniądzem były tkaniny jedwabne lub lniane, pieniądzem były krowy i ozdoby,
        wykonywane nie tylko ze złota czy srebra, ale także z kości słoniowej lub
        mamuciej. Ktoś, kto twierdzi, że pieniądz zawsze był abstrakcją, nie ma szans
        na zrozumienie istoty ekonomii. Cytowanie jakiegoś „mędrca” z czasów ciemnoty i
        dzikości nie jest poważnym argumentem. Przemyślenia Arystotelesa mają wartość
        wyłącznie historyczną, biedak nie mógł np. wiedzieć, że srebro jest najlepszym
        przewodnikiem prądu. Użytkowa wartość srebra i złota była i jest oczywista, tak
        jak wartość lnu, jedwabiu, klejnotów i wołów. W tym wypadku Arystoteles
        powiedział oczywistą głupotę. Głupota Greków w tamtych czasach jest uderzająca
        w zestawieniu z naszą wiedzą. Ich poglądy na naturę świata można by porównać do
        poglądów współczesnego 6-cioletniego dziecka. Jedwab nazywali „złotym runem” i
        w ogóle nic nie wiedzieli o handlu światowym ani ekonomii. Równie dobrze
        mógłbyś polemizować z chemikiem, co do ilości pierwiastków, cytując jakiegoś
        mędrca, który twierdził, że pierwiastki są cztery: woda, ziemia, powietrze i
        ogień. Nie wplątuj więc starożytnych mędrców do współczesnych polemik, bo to
        tylko ich ośmiesza. Każdy z tych mędrców górował nad swoimi współczesnymi, ale
        przy współczesnym licealiście wyszedłby nieuchronnie na półgłówka, gdyby nie
        było wiadomo, kto to jest.
        • colas.breugnon no to nie będę 29.11.03, 04:01
          ale widzę, że jedyny sposób, żeby nie zaniżać poziomu,
          to nie brać udziału w dyskusji; życzę nad poziomy wylatywania.
    • colas.breugnon Odcinek drugi: POSIADANIE I BOGACTWO 28.11.03, 10:19
      Posiadanie to prawo władania jakimś dobrem. Do pewnej, całkiem zresztą sporej
      ilości dóbr, posiadanie cieszy, w każdym jest zresztą jakiś instynkt
      zachłanności, i nawet, jeśli ilość posiadanych dóbr przewyższa jego osobiste
      możliwości konsumpcji, to cieszy go porównywanie się z jakimiś rywalami, i
      konstatowanie, że Ludwik ma o 300 pokoi mniej w swojej willi albo że Mohammad
      to ma tylko 1500 żon, podczas gdy on sam aż 3000.
      Od pewnego momentu posiadanie staje się jednak zupełną abstrakcją. Powiedzmy,
      że ja mam milion żon, a Ty tylko pół miliona? Wytłumaczysz mi, co to za różnica?
      Powiada się, ze Bill Gates ma przeszło 40 miliardów dolarów. Jest to trochę
      mylące jednak, bo gdyby naprawdę miał tyle, to mógłby na przykład dać każdemu
      Polakowi po tysiąc i jeszcze by mu parę miliardów powinno zostać. A nie może,
      nawet gdyby bardzo chciał. Gdyby spróbował wycofać z giełdy choć 10% swego
      stanu posiadania, zwiększyłby znacznie podaż akcji Microsoft, tym samym
      zmniejszając ich cenę – przyjmijmy dla ustalenia uwagi, że dwukrotnie. Czyli
      nie wyjąłby czterech miliardów, tylko dwa, a co gorsza nie pozostałoby mu 36,
      lecz o połowę mniej, bo i te akcje, które zatrzymał, uległyby przecenie.
      Oczywiście, Bill Gates może się wymienić z Warrenem Buffetem, dając mu swoje
      Microsofty za jego IBMy. Wtedy obróci tymi 40 miliardami. Ale czy naprawdę?
      Gdyby chciał zamienić swoje bogactwo na cokolwiek realnego, to cena jego akcji
      zleciałaby na łeb na szyję, a cena dóbr przez niego pożądanych wzrosłaby zaraz
      niebotycznie. Okazałoby się wtedy, że akcja Microsoft nie kosztuje już, dajmy
      na to, 100 dolarów, lecz pół marchewki.
      Zresztą, co ja się będę produkował. Dużo zgrabniej pisał o bogactwie Hasek:
      Na Zderazie mieszkał niejaki Vejvoda, blacharz, który grywał w mariasza w
      pewnym szynku za "Stuletnią Kawiarnią". Raz go diabeł skusił i mój blacharz
      powiada: "Zagrajmy sobie w oczko o piątaka". Grali więc taniutko, a on miał
      bank. Wszyscy się przyłączyli, a bank urósł do dziesięciu koron. Stary Vejvoda
      chciał, żeby i inni grali, więc robił, co mógł, żeby przegrać, ale mu się to
      nie udawało, a w banku była już setka. Spośród graczy nikt nie miał tyle
      pieniędzy przy sobie, żeby zagrać va banque, a na Vejvodę biły już siódme poty.
      [...] Stawiali po pięć koron i wpadali jeden za drugim. Jeden majster
      kominiarski rozzłościł się, poszedł do domu po pieniądze i zagrał va banque,
      gdy w banku było już półtorej setki. Vejvoda chciał się tego pozbyć i jak potem
      mówił, chciał ciągnąć choćby do trzydziestu, żeby mieć przewóz, ale dostał dwa
      asy. Udawał, że nic nie ma, i rozmyślnie wołał: "Szesnaście bierze". A ten
      majster kominiarski miał wszystkiego piętnaście. [...] Stary Vejvoda był blady
      i zgnębiony, bo dookoła już sobie szeptali, że robi machlojki, ktoś nawet
      powiedział, że już go raz zbili za oszustwa w grze, chociaż był to
      najzacniejszy gracz. Dokładali więc dalej, aż w banku było pięćset koron.
      Szynkarz nie wytrzymał. Miał akurat przygotowane pieniądze dla browaru za piwo,
      wziął je do ręki, przysiadł się, postawił dwa razy po dwie setki, a potem
      zamknął oczy, zakręcił krzesłem na szczęście i oświadczył, że bije wszystko va
      banque.
      "Ale, powiada, gramy w otwarte karty". Stary Vejvoda byłby nie wiem co dał za
      to, żeby przegrać. Wszyscy się dziwili, gdy wyrzucił kartę i pokazała się
      siódemka, a on ją zatrzymał. Szynkarz śmiał się pod wąsem, bo miał dwadzieścia
      jeden. Vejvoda dostał drugą siódemkę, zatrzymał ją, a szynkarz powiada na to
      złośliwie: "[...] Głowę daję, panie Vejvodo, że będzie przewóz". Zapanowała
      wielka cisza. Vejvoda wyrzuca trzecią kartę: siódemka. Szynkarz zrobił się
      blady jak kreda, bo to były jego ostatnie pieniądze, poszedł do kuchni, a po
      chwili przyleciał chłopak, który w gospodzie terminował, i woła, żebyśmy poszli
      pana gospodarza oderżnąć, bo się powiesił na okiennym haku. Oderżnęliśmy go,
      ocucili i grało się dalej. Nikt już nie miał pieniędzy, bo wszystko było w
      banku Vejvody, który wołał stale o jakąś kiepską blotkę, żeby przegrać, ale w
      żaden sposób nie mógł zrobić machlojki, bo grał w otwarte karty. Wszyscy
      zgłupieli na widok takiego wielkiego szczęścia, a ponieważ nie mieli pieniędzy,
      więc dawali rewersy. Po paru godzinach przed starym Vejvodą leżały tysiące,
      setki tysięcy, miliony. Majster kominiarski był już bankowi winien półtora
      miliona, węglarz ze Zderaza około miliona, stróż ze "Stuletniej Kawiarni"
      osiemset tysięcy, jeden medyk ponad dwa miliony. A w miseczce z pieniędzmi dla
      szynkarza leżało już samych rewersów na trzysta tysięcy. [...] Stary Vejvoda
      próbował i tak, i siak. Ciągle wychodził niby za potrzebą i za każdym razem
      oddawał bank komu innemu, żeby grał za niego, a gdy wracał, mówili mu, że
      wygrał, że miał oko. Posłali po nowe karty, ale i to się na nic nie zdało. Gdy
      Vejvoda stanął na piętnastu, to partner miał wtedy na pewno czternaście.
      Wszyscy spoglądali na starego blacharza z wielką wściekłością, a najgłośniej
      urągał pewien brukarz, który miał w banku jakichś marnych osiem koron.
      Oświadczył otwarcie, że tacy ludzie jak Vejvoda nie powinni chodzić po świecie,
      że należałoby go skopać, wyrzucić za drzwi i utopić jak szczenię. Rozpacz
      starego Vejvody trudno było sobie wyobrazić. W końcu wpadł na dobry
      koncept. "Ja muszę wyjść, powiada, do kominiarza, niech pan gra za mnie, panie
      majstrze". Wyleciał bez kapelusza i prosto na ulicę Myslika po policję. Spotkał
      patrol i powiedział, że w tej a w tej gospodzie grają na pieniądze. Policjanci
      kazali mu iść naprzód i powiedzieli, że zaraz przyjdą za nim. Wrócił więc
      między graczy i dowiedział się, że tymczasem medyk przegrał przeszło dwa
      miliony, a stróż przeszło trzy. A w miseczce z pieniędzmi dla szynkarza
      przybyło rewersów na pół miliona. Po chwili do szynku weszli policjanci. [...]
      Bank został skonfiskowany, wszystkich zabrano do komisariatu. Ponieważ węglarz
      ze Zderaza sprzeciwiał się, więc go zawieźli w plecionce. W banku było rewersów
      na przeszło pół miliarda, a w gotówce tysiąc pięćset. "Takiego hazardu jeszcze,
      jak żyję, nie widziałem - rzekł inspektor policji widząc rewersy na takie
      zawrotne sumy. - Przecież to gorsze od Monte Carlo".
      W areszcie zostali wszyscy do rana z wyjątkiem Vejvody, który za doniesienie
      został uwolniony i miał przyrzeczoną trzecią część skonfiskowanego banku, czyli
      przeszło sto sześćdziesiąt milionów, ale biedak w nocy zwariował i od samego
      rana chodził po Pradze i na tuziny zamawiał kasy ogniotrwałe. To się nazywa
      szczęście w kartach.
      • d_nutka Re: Odcinek drugi: POSIADANIE I BOGACTWO 28.11.03, 10:42
        najlepszy kawałek był z tym posiadaniem miliona żon przez bogacza.
        z tych bogaczy, których znam, to nawet jednej na dłuższą noc nie są w stanie
        posiąść.
        dziwny jest ten świat bogaczy
        smile

        d_nutka
      • Gość: doku O tym właśnie piszę IP: *.chello.pl 28.11.03, 22:23
        colas.breugnon napisał:

        > Powiada się, ze Bill Gates ma przeszło 40 miliardów dolarów. Jest to trochę
        > mylące jednak, bo gdyby naprawdę miał tyle, to mógłby na przykład dać każdemu
        > Polakowi po tysiąc i jeszcze by mu parę miliardów powinno zostać. A nie może,
        > nawet gdyby bardzo chciał. Gdyby spróbował wycofać z giełdy choć 10%

        Na tym polega różnica pomiędzy tym, ile wart jest powierzony Gatesowi przez
        społeczeństwo majątek, a tym, ile warte są dobra, które Gates może skonsumować.
        Jest to jedna z funkcji współczesnego abstrakcyjnego pieniądza – narzędzia
        perfekcyjnie pokazującego to, że twoja własność jest o wiele więcej warta
        wtedy, gdy ludzie ufają ci, że będziesz inwestował i doglądał interesu, a jak
        bardzo wartość jej spada, kiedy tylko pokażesz ludziom, że nie chcesz dalej
        dźwigać brzemienia odpowiedzialności i chcesz się wycofać.

        Giełda jest idealnym miernikiem faktu, że największą wartość ma dla wszystkich
        odpowiedzialność i zaufanie. Giełda w rzeczywistości pokazuje światu, kto jest
        najbardziej godnym zaufania biznesmenem. Każdy sygnał podważający to zaufanie,
        każda próba wycofania się z interesu (sprzedania większej ilości akcji) może
        podważyć wartość majątku wyrażoną w ilości współczesnych abstrakcyjnych
        pieniędzy.

        Podobnie musiało być w starożytności. Kupiec, który wzbudził podejrzenia, że
        zechce się wycofać z interesu musiał być traktowany nieufnie, że weźmie towar i
        już nie wróci.
        • Gość: ? Re: O tym właśnie piszę IP: *.505.15.tuwien.teleweb.at 29.11.03, 07:59
          A gdzie tu jest czlowiek? Czemu nie rozpatruje sie nedzy i cierpienia ludzi
          okradzionych przez pazernosc bogaczy.Czy czlowiek to zwierze nie uwzgledniajacy
          potrzeb innych?
          • colas.breugnon bardzo trafna uwaga 29.11.03, 11:02
            Może kiedyś dojdę i do takich kwestii, o ile mnie Doku
            swymi niedojrzałymi uwagami nie wypłoszy całkiem.
            Ekonomiczne zniewolenie to temat na wielki traktat.
            Jeśli się postrzega innego człowieka jako konkurenta,
            a gospodarkę i życie społeczne jako grę o sumie zero,
            to konsekwencje są takie, że po jednej stronie płota
            karmią psy kawiorem, a po drugiej umierają z głodu ludzie.
            W mniej dramatycznym wymiarze: jabłko z Hiszpanii jest tańsze
            po płotem grójeckiego sadu, niż tamtejsze jabłko rosnące
            na drzewie.
            Jeśli mnie Doku nie wypłoszy swoimi niedojrzałymi uwagami,
            to może wypowiem się obszerniej i na ten temat.
            A może Ty? Zachęcam.
            • d_nutka Re: bardzo trafna uwaga 29.11.03, 12:13
              colas.breugnon napisał:

              > Może kiedyś dojdę i do takich kwestii, o ile mnie Doku
              > swymi niedojrzałymi uwagami nie wypłoszy całkiem.
              > Ekonomiczne zniewolenie to temat na wielki traktat.
              > Jeśli się postrzega innego człowieka jako konkurenta,
              > a gospodarkę i życie społeczne jako grę o sumie zero,
              > to konsekwencje są takie, że po jednej stronie płota
              > karmią psy kawiorem, a po drugiej umierają z głodu ludzie.
              > W mniej dramatycznym wymiarze: jabłko z Hiszpanii jest tańsze
              > po płotem grójeckiego sadu, niż tamtejsze jabłko rosnące
              > na drzewie.
              > Jeśli mnie Doku nie wypłoszy swoimi niedojrzałymi uwagami,
              > to może wypowiem się obszerniej i na ten temat.
              > A może Ty? Zachęcam.

              Colasie
              nie bądź taki płochliwy smile
              Doku przecież niegroźny "swoimi niedojrzałymi uwagami"

              a ja czekam....na cd. oczywiscie
              tym razem zniewolenia ekonomicznego

              d_nutka
          • Gość: doku Winni są różni bandyci z złodzieje IP: *.chello.pl 29.11.03, 14:05
            > Czemu nie rozpatruje sie nedzy i cierpienia ludzi
            > okradzionych przez pazernosc bogaczy

            Bogacze nie są pazerni. Przeciwnie. Inwestują i dają pracę biednym. Złodziej
            wyrywający emerytce torebkę z emeryturą, okrutny komunista dla przyjemności
            spychający w nędzę rodzinę opozycjonisty. Wśród ludzi złych bardzo rzadko
            trafiają się bogacze tacy jak Saddam czy Kim. A i oni mają przecież dość
            szeroki krąg ludzi ich kochających i szanujacych, to dzięki nim są bogaczami.

            Nie zauażyłeś pewnie, jak pisałem wcześniej, że bogacz to ktoś cieszący się
            zaufaniem, szacunkiem i miłością w pewnych kręgach.
    • Gość: diabelek ..."cecha bardzo rzadka i szczególnie cenna " IP: *.sympatico.ca 30.11.03, 00:52
      Gość portalu: doku napisał(a):

      > Kluczem do bogactwa jest akceptacja ryzyka i odpowiedzialności za cudze
      > mienie wielkiej wartości. Bogaczami zawsze są ludzie, którzy cieszą się w
      > pewnych kręgach zaufaniem, że można powierzyć im mienie wielkiej wartości, a
      > oni po latach oddadzą je pomnożone i przekształcone do postaci nadającej się
      > do konsumpcji. (...)
      > Podstawowa cecha bogacza – cecha bardzo rzadka i szczególnie cenna –
      > ; to
      > poczucie odpowiedzialności. Przyznajcie się, nie raz marzyliście o tym, żeby
      > się jakoś wzbogacić, coś zaryzykować i szybko zarobić..."

      ==================================
      Pamietam jak pare lat temu w poczekalni u dentysty znalazlem na stoliku polskie
      czasopismo przeznaczone dla kupcow i innych biznesmenow.
      W tygodniku tym podziwiano amerykanskiego bogacza pana L. Dennisa Kozlowskiego,
      chwalono kupiecka uczciwosc, stawiano go za przyklad do nasladowania dla
      mlodych kupcow z kraju przodkow. Pan Kozlowski cieszyl sie oczywiscie
      zaufaniem, wykazywal poczucie odpowiedzialnosci i inne kupieckie cnoty itd, itp.
      Kazdy kto chcialby jakos sie wzbogacic i szybko zarobic powinien byl u
      slawnwego biznesmena klucza do sukcesu szukac albo po prostu swoje oszczednosci
      mu powierzyc.
      Niedawno znowu rozbolal mnie zab. Tym razem w polskiej prasie nic ciekawego nie
      bylo ale z amerykanskiej dowiedzialem sie, ze ten wzor cnot kupieckich i
      odpowiedzialnosci za powierzone mu przez innych mienie to jakis niebezpieczny
      przestepca.
      Pan Kozlowski razem ze swoimi kolezkami z firmy "Tyco" Shwartz'em i
      Bielnick'iem traktowac mieli powierzone im mienie jak swoje wlasne i prowadzili
      hulaszczy tryb zycia szastajac powierzonym im groszem.
      A to na wyprowadzke swojej pierwszej zony uszczuplil konto firmy na 7 milionow.
      Pozniej na zorganizowanie urodzin swojej drugiej zony obciazyl firme na milion
      dolarow.
      Wsrod urodzinowych atrakcji byl tam sam krol Dawid, taki jak ten Michala
      Aniola, ale caly z lodu i z siusiaka saczyla sie porzadnie schlodzona
      wodeczka.
      Wsrod rozmaitych oskarzen bylo tez takie uogolnienie:
      "Kozlowski, Swartz and Belnick treated Tyco as their private bank, taking out
      hundreds of millions of dollars of loans and compensation without ever telling
      investors," said Stephen Cutler, the SEC's director of enforcement."
      Nie wiem co o tym wszystkim myslec.
      Moze to wszystko nieprawda, moze tylko przypadkowa zbieznosc nazwisk wink
      • Gość: kapitalizm Re: ..."cecha bardzo rzadka i szczególnie cenna " IP: *.oc.oc.cox.net 30.11.03, 16:15
        I sam sobie odpowiedziales.
        Kozlowski swoim postepowaniem doprowadzil sie dompletnej ruiny, grozi mu
        wiezienie.


        Nie byl odpowiedzialnym biznesmenem!

        capitalism.org/
        ciekawe linki tematyczne po lewej stronie,
        pzdr.
        j.
        • Gość: diabelek Re: ..."cecha bardzo rzadka i szczególnie cenna " IP: *.sympatico.ca 30.11.03, 22:06
          Dziekuje za komentarz, ale wyznawcy ideologii, do ktorej linka Pan zalaczyl
          nie zawracaja sobie glowy pojeciem odpowiedzialnosci - "responsibility".
          Wyznawcow ideologii kapitalizmu interesuja jak zauwazylem takie sprawy jak
          aborcja, srodowisko naturalne ( zdumiewajaca opinia pod haslem "environment"!!!)
          a nawet narkotyki.
          O sprawach poruszanych w tym watku ani mee , ani bee.
          Moze to jakas pomylka?
          • Gość: kapitalizm Re: ..."cecha bardzo rzadka i szczególnie cenna " IP: *.oc.oc.cox.net 17.12.03, 05:50

            Wydaje mi sie, ze ten link jest jaknajbardziej na temat tego watku.
            Gdie jak nie w kapitalizmie pojecie odpowiedzialnosci jest szczegolnie pozadana
            i chroniona wartoscia?
            Gdzie jak nie w kapitalizmie (USA) Kozlowski, ENRON czy Michael Jackson sa
            scigani kryminalnie?
            I zadna gora pieniedzy im nie pomaga.
            Co do srodowiska to nie wiem co jest zdumiewajace?
            Swiete prawo wlasnosci jest najlepszym gwarantem poszanowania srodowiska
            kazdego czlowieka, chyba nie jest to zdumiewajace?
            No i gdzie jak nie w kapitalizmie prawa jednostki sa najlepiej strzezone?

            pzdr.


            capitalism.org/faq/money.htm
      • Gość: doku Nawet wśród białych owiec trafi się czasem czarna IP: *.chello.pl 01.12.03, 22:51
        Gość portalu: diabelek napisał(a):

        > z amerykanskiej dowiedzialem sie, ze ten wzor cnot kupieckich i
        > odpowiedzialnosci za powierzone mu przez innych mienie to jakis niebezpieczny
        > przestepca

        Nawet wśród bogaczy trafi się czasem ktoś, kto nadużyje zaufania innych.

        • Gość: diabelek Oszustwom bogaczy nie ma konca! IP: *.sympatico.ca 17.12.03, 03:08
          (...) Byly szef Tyco wydaje sie pewny wygranej. Proces sie toczy, ale przewaza
          opinia, ze zakonczy sie uniewinnieniem, przynajmniej od najciezszych zarzutów.
          Zbyt wiele jest luk prawnych dajacych pole do nieczystych, lecz legalnych
          manipulacji. Mimo licznych formalnych regul gry, w korporacyjnej Ameryce
          zamazuje sie granica miedzy tym co moje a tym, co nalezy do firmy.

          W polonijnych srodowiskach podkresla sie, ze swoim stylem i poziomem zycia
          Kozlowski, który mial polska gosposie, nie róznil sie wcale od innych
          prominentnych bossów z listy Fortune 500.
          (...)

          Zaczelo sie od bankructwa Enronu w grudniu 2001 r., kiedy wyszlo na jaw
          falszowanie przez jego dyrekcje ksiag finansowych w celu ukrycia strat i dlugów
          koncernu. Plajta energetycznego giganta zrujnowala tysiace pracowników firmy,
          którzy swe oszczednosci ulokowali w zakladowych funduszach emerytalnych
          inwestujacych w akcje firmy. Rok temu dyrektor finansowy Enronu, Andrew Fastow
          zostal formalnie oskarzony o oszustwa, pranie pieniedzy i manipulacje w
          rachunkowosci. Dyrektor naczelny Ken Lay prawdopodobnie uniknie postawienia
          przed sadem. Szefowie korporacji wspóldzialali ze znana firma audytorska Arthur
          Andersen, która przymykala oczy na naduzycia.

          Wkrótce okazalo sie, ze podobne manipulacje z naciaganiem zysków stosuja inne
          wielkie korporacje w spólce z audytorami. WorldCom, potentat telefonicznych
          polaczen zamiejscowych, ksiegowal biezace wydatki jako inwestycje kapitalowe,
          zawyzajac w ten sposób zyski o 3,8 mld dol. Koncern oglosil niewyplacalnosc w
          lipcu 2002 r., a kilku jego dyrektorom wytoczono procesy; jeden z nich przyznal
          sie juz do winy
          Ostatnie miesiace przyniosly fale machlojek w funduszach zbiorowych, uwazanych
          dotad za bezpieczny instrument inwestowania. Okazalo sie, ze takie firmy jak
          Invesco i Pilgrim Baxter pozwalaja bezkarnie bogacic sie wybranym – bo
          dochodowym – inwestorom, którzy moga handlowac akcjami z pominieciem regul
          obowiazujacych drobnych ciulaczy. Dopuszcza sie np. tran­sakcje po godzinach
          zamkniecia gieldy, kiedy uprzywilejowani klienci moga kupowac akcje funduszy po
          cenie danego dnia (gdy innych obowiazuje wtedy cena zamkniecia transakcji w
          dniu nastepnym


          polityka.onet.pl/162,1143576,1,0,2431-2003

          • Gość: doku Niektórzy bogacze oszukują. IP: 81.18.201.* 23.12.03, 20:54
            Jednak wśród biedaków jest dużo więcej złodziei i oszustów. A bieda nie
            usprawiedliwia kradzieży, jedynie utrudnia bycie dobrym człowiekiem. Dlatego
            wśród bogaczy jest stosunkowo więcej ludzi dobrych i uczciwych niż wśród
            biedaków.
    • Gość: lesio Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud IP: 207.157.122.* 30.11.03, 01:24
      Czas jakis temu, znana modelka i utalentowana business-woman, p. Cindi
      Crawford, zostala zapytana w trakcie wywiadu kiedy jej zdaniem ma sie dosyc
      pieniedzy (albo jaki jest cel robienia majatku i kiedy powinno sie zatrzymac).
      Odpowiedziala, ze wg. niej chodzi o zarobienie tzw. "F-you money", ktora to
      kwota jest rozna dla roznych ludzi i moze byc calkiem niska (siebie ocenila na
      ok. 40 mln dolarow). Gdy reporter spytal co znaczy "F-you money"
      odpowiedziala, ze to ilosc pieniedzy, ktora pozwala posiadaczowi powiedziec "F-
      you" komukolwiek.
      • institoris1 Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud 30.11.03, 22:25
        Gość portalu: lesio napisał(a):

        Gdy reporter spytal co znaczy "F-you money"
        > odpowiedziala, ze to ilosc pieniedzy, ktora pozwala posiadaczowi
        powiedziec "F-
        > you" komukolwiek.

        Na tym "F-you" oparte jest kazde zdrowe spoleczenstwo. Inaczej mowiac to tzw.
        klasa srednia, ktora sama siebie okresla zwrotem "mnie stac na moje potrzeby".
        Kazda rozsadna polityka winna byc skierowana na rozwijanie i umacnianie
        tej "klasy".
        • d_nutka Re: Czy bogactwo i pieniądze to naprawdę tak trud 02.12.03, 07:20
          institoris1 napisał:

          > Gość portalu: lesio napisał(a):
          >
          > Gdy reporter spytal co znaczy "F-you money"
          > > odpowiedziala, ze to ilosc pieniedzy, ktora pozwala posiadaczowi
          > powiedziec "F-
          > > you" komukolwiek.
          >
          > Na tym "F-you" oparte jest kazde zdrowe spoleczenstwo. Inaczej mowiac to tzw.
          > klasa srednia, ktora sama siebie okresla zwrotem "mnie stac na moje potrzeby".
          > Kazda rozsadna polityka winna byc skierowana na rozwijanie i umacnianie
          > tej "klasy".

          ale to przecież może powiedzieć każdy!

          "mnie stać na moje potrzeby"-to nie hasło tylko "klasy średniej"
          to hasło może być każdego, kto potrafi swoje potrzeby dopasować do tego na co
          go stać

          a wtedy F-you można powiedzieć komukolwiek i kiedykolwiek ma się ochotę

          d_nutka na pewno nie "klasa średnia"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka