perla
07.04.09, 23:11
pewni moi znajomi pobrali kiedyś tam się, spłodzili dwójkę dzieci,
które to dzieci zgodnie wychowali. Ale potem te dzieci poszły w
pizdu, znaczy się, w swoje życie. W między czasie mąż dorobił się
niezłej forsy, a żona tylko posadę gdzieś tam miała. I jak już
dzieci sobie poszły, to oni zaczęli wzajemne pretensje do siebie
mieć. O wszystko. A ponieważ ani u niego, ani u niej nie wchodziła w
okoliczność osoba trzecia, to postanowili sobie wyjaśnić
niporozumienia wzajemne, bo tyle lat razem, a tu nagle głupio tak
rozwalić to. Na miejsce porozumienia wybrali Chorwację. Pojechali
tam samochodem, i tak zdarzyło się, że zanim porozumieli się, to
mąż zawału w tym samochodzie na terenie Chorwacji dostał. Znaczy
się, kitę odwalił, czyli umarł po prostu. Żona jak to zobaczyła to
zaczęła myśleć. No tak, mąż nie żyje, a teraz trzeba zgłość to do
ambasady, oficjalny transport zwłok, i w ogóle. Same kłopoty. To i
przeniosła męża nieboszczyka na tylne siedzenie i kocem przykryła
go. I tak do Polski przewiozła go, że niby śpi. Dopiero w Polsce
zgon męża zgłosiła.
Na pogrzebie cała w czerni, ale jak kondolencję przyjmowała, to coś
zbyt radosna wydała mi się.
Być może poważne sumy spadkowe przyczyną jej humoru były.
Cały ten pogrzeb skojarzył mi się z pewną wizytą moją na cmentarzu
pewnym. Otóż w głównej aleji, od bramy głównej, po prawej stronie 8
grobów było. Sami faceci. Napisane było, ile to on lat żył, i kiedy
umarł, a obok miejsce na napis wciąż żyjącej żony był. I te żony
stały przy tych grobach mężów swych, i mówiły między sobą jaki to
porządny człowiek ich mąż był. Z tym, że oni dawno w grobie a te
baby nadal żyły.
Tak więc Panowie, może mniej przejmować się tak w ogóle całą
sytuację właśnie?