Gość: Magna
IP: 5.1R2D* / *.hknet.com
11.06.02, 11:37
Matka Boska Częstochowska nawiedziła województwo podkarpackie. Jest jeden trup
i zagadka: proboszcz zabił czy raczej biskup i dlaczego sukienkowi dobrodzieje
tak uciekali, że pozwolili skonać dziecku, które przejechali?
7 maja, wtorek
11-letnia Ania Betleja przykleja na oknach rodzinnego domu w Połomi wizerunki
Matki Boskiej Częstochowskiej. Po 2 zł za sztukę. Dziecko było tego dnia dwa
razy w miejscowym kościele. Połomia przygotowuje się do wielkiego święta.
Pobocza drogi krajowej nr 9 z Rzeszowa do Barwinka migocą kolorowymi wstążkami
i flagami w barwach narodowych i watykańskich.
Przed piątą po południu samochód z kopią obrazu MB Częstochowskiej przyjeżdża
do kościoła w Jaworniku. Zjechała duża grupa księży. Uroczysta msza. Dzieci
przyjmują sakrament bierzmowania z rąk biskupa Edwarda Białogłowskiego.
Kolację dla księży przygotowano w miejscowej szkole podstawowej. Usługują
nauczycielki.
Przed ósmą wieczorem pierwsi księża zaczynają opuszczać Jawornik w swoich
samochodach. Ania rusza poboczem drogi po koleżankę. Razem miały iść do
kościoła. Było jasno i ciepło. Chwilę później sąsiedzi słyszą głuchy trzask i
kolejne dwa – cichsze – oraz odgłos szybko odjeżdżającego samochodu. Hamowania
nie słyszał nikt. Ludzie wybiegają na drogę. Zatrzymują się samochody jadące od
strony Rzeszowa. Dziewczynka umiera na drodze tuż obok swego domu.
Tego dnia Episkopat Polski ogłasza, że wykroczenia drogowe są grzechem. Policja
rozsyła komunikaty do prasy.
8 maja, środa
W prosektorium strzyżowskiego szpitala przeprowa-dzono sekcję zwłok
dziewczynki.
Po trzeciej po południu do Komendy Powiatowej Policji w Strzyżowie zgłasza się
49-letni ksiądz Tadeusz Niziołek, proboszcz parafii w Nowej Wsi k. Czudca. Jest
w sutannie. Od wypadku w Połomi minęło 20 godzin. Licząc od kolacji do
ewentualnego pobrania krwi czas akuratny, żeby alkohol z niej zniknął. Ksiądz
zeznaje, że to on przejechał dziecko. Twierdzi, że dziewczynka leżała na drodze
i nie żyła. Uciekł z miejsca wypadku, ponieważ był w szoku. Oświadczył też, że
w chwili wypadku był trzeźwy. Został zatrzymany. Seat Ibiza należący do księdza
trafia do
policyjnego garażu.
9 maja, czwartek
Seata sprawdzają biegli z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. Wieczorem
ksiądz opuszcza areszt. Ma zarzut spowodowania wypadku i ucieczki z miejsca
zdarzenia. W Połomi ludzie zastanawiają się, dlaczego ksiądz nie udzielił
dziewczynce ostatniego namaszczenia i jak długo może trwać szok. W ludziach się
gotuje.
10 maja, piątek
Mieszkańcy Połomi biorą udział w pogrzebie Ani. Gnębi ich pytanie: skoro
ksiądz "tylko" przejechał martwą dziewczynkę, to kto ją potrącił pierwszy?
Zaczyna się układanie puzzli: kto co widział we wtorek. Po południu Matka Boska
Częstochowska nawiedza Niebylec. Ksiądz Tadeusz ma już adwokata.
13 maja, poniedziałek
"Super Nowości" cytują prokuratora Złotka: Wyniki sekcji zwłok wskazują, że
dziewczynkę potrącił duży samochód – dostawczy, być może ciężarowy. Została
uderzona w bok. Tymczasem oględziny pojazdu wykazują, że Seat rzeczywiście
uderzył dziecko, kiedy leżało na jezdni. Są ślady na zderzaku, są też na
podwoziu. – Szukamy dalej sprawcy wypadku. Przyznaję, że nie będzie to łatwe.
Gazeta podaje również oficjalne stanowisko prokuratury: ksiądz przejechał
martwą dziewczynkę.
Zeznają świadkowie, głównie inni księża wracający z uroczystości w Jaworniku.
14 maja, wtorek
Na nasze pytanie, kto przeprowadzał sekcję zwłok dziewczynki, prokurator Złotek
odparł, że to tajemnica. Powiedział jedynie, że biegły z Krosna. Zdziwiło nas
to, bo wiedzieliśmy już, że prokuratura zwracała się z tą sprawą do biegłego z
Rzeszowa. Ustalamy uczestników sekcji: policyjny fotograf, prokuratorzy
rejonowi J. Złotek i Z. Hus oraz biegły z Krosna i jego pomocnik. Od komendanta
powiatowego policji w Strzyżowie Witolda Batora dowiadujemy się, że Seat
księdza stoi w policyjnym garażu, ale aby go obejrzeć, trzeba mieć zgodę
prokuratora. Jacek Złotek nie zgadza się. Kierujemy tę prośbę do Prokuratury
Okręgowej w Rzeszowie.
Matka Boska wyjeżdża z kościoła w Wyżnem do Babicy. Dojechała szczęśliwie. Z
apteki należącej do żony
prokuratora Złotka w Niebylcu zdejmują transparent: "Witamy Cię Maryjo".
15 maja, środa
"Chrystus (...) błogosławi jadącym samochodem, ale kary za grzechy nie ominą
pijanych kierowców, którzy nadużywają wolności łamiąc prawo ludzkie".
Prymas Józef Glemp
na inauguracji IX Tygodnia Społecznego 23 maja 2002 (za PAP)
Prokuratura Okręgowa informuje, że nie dostaniemy zgody na oględziny samochodu
księdza. Poza tym sa-mochód jest w KW Policji w Rzeszowie. Tłumaczymy, że
według nas stoi w Strzyżowie i wydaje się być kluczem do sprawy. Prokurator
Kosior z okręgówki mówi, że musi ustalić, gdzie jest to auto. W komendzie
policji w Strzyżowie dyżurny informuje, że nie ma komendanta. Dzwonimy do
komendanta na komórkę: chcemy rozmawiać z policjantem prowadzącym sprawę.
Komendant Bator mówi, że musi się skonsultować i prosi o telefon za 10 minut. O
wyznaczonej godzinie w komórce komendanta włącza się poczta głosowa. Zastępca
komendanta wojewódzkiego policji przyznaje, że samochód księdza jest
zabezpieczony w Strzyżowie.
Znajdujemy mężczyznę, który w feralny wtorek kilka minut po wypadku był na
miejscu zdarzenia w Połomi. Kilka minut przed tragedią, włączając się do ruchu,
na głównej drodze widział pędzącego z dużą szybkością przez Niebylec Seata
Ibizę. Policja nie dotarła
do tego faceta.
Udaje nam się ustalić pewne fakty. Odbiegają nieco od wersji oficjalnej: 7 maja
po uroczystościach w Jaworniku księża wyjeżdżali małymi grupami po kilka
samochodów. Podczas kolacji był alkohol. Jedna z takich grup samochodów
przemknęła przez Niebylec w kierunku niedalekiej Połomi tuż przed godziną 20 we
wtorek. Aut było kilka. Po kilku minutach zdarzył się ten wypadek. Nie
zatrzymał się żaden samochód z całej grupy księżowskich aut.
Ustaliliśmy również, że na miejscu chwilę po zdarzeniu pojawił się samochód
jadący w kierunku Rzeszowa. Auto zatrzymało się. Wysiadła z niego kobieta i
podbiegła do leżącego w poprzek drogi dziecka. Ania miała wyczuwalny puls! To
jest jeden z czterech świadków, którzy mogą potwierdzić, że nawet po tym, jak
dziewczynkę przejechał ksiądz Tadeusz, Ania jeszcze żyła! My znaleźliśmy tego
świadka bez kłopotu. Policja nie. Mężczyzna, który zatrzymał się na miejscu
wypadku, też potwierdził, że dziecko żyło. Dzwonił po pomoc. Twierdzenia
prokuratury, że ksiądz najechał na martwe już dziecko, wydają się nieprawdziwe,
więc dziwne.
Policyjne wiewiórki potwierdzają, że sprawa śmierdzi, i to bardzo. Ksiądz
Tadeusz Niziołek jest wrabiany w sprawę, ponieważ Anię jako pierwszy potrącił
ktoś znacznie ważniejszy w hierarchii kościelnej. Ktoś, kto jechał Polonezem
Caro zielonym o odcieniu morskim. Zdaniem naszych wiewiórek, proboszcz z Nowej
Wsi ma wziąć winę na siebie, ale nie będzie tego żałował.
Oficjalnie policja szuka sprawcy bardzo energicznie.
Obserwujemy. W Nowej Wsi do plebanii i ks. Niziołka podjeżdża Skoda Felicja
bordo i znika w garażu. Wiemy z całą pewnością, że policja nie znalazła
świadków, do których my dotarliśmy z łatwością. Nie zwróciła się o billingi
rozmów telefonicznych księdza Tadeusza Niziołka z plebanii ani też z jego
komórki. Nie wie więc, z kim się kontaktował ani też, kto do niego dzwonił
przez 20 godzin od wypadku do zgłoszenia się na policję. Nie wie również,
dlaczego ksiądz Tadeusz Niziołek tak długo zwlekał z wizytą w komendzie.
Bez większych trudności udało nam się potwierdzić z całą pewnością, że ksiądz
Tadeusz Niziołek następnego dnia po wypadku, w środę 8 maja od rana, spokojnie
spowiadał w kościele w Babicy. Nie był więc w szoku, jak zeznawał policji. Mógł
natomiast czekać na telefon, co ma dalej robić.
Us