Dodaj do ulubionych

moje ukochane labradory

25.01.06, 12:18
maja 2 miesiace i 3 dni.Zycie w naszym domu nabralo znowu sensu,mamy dla kogo
wstawac,gotowac ,mamy z kim rozmawiac,po prostu tak jakbysmy mieli dzieci....
Nawet u rzeznika wiedza ze mamy psy i co sobote lepsze kaski dla nich
odkladaja.Ku radosci forumowej gawiedzi donosze ze czesto zywimy sie przy
psach-golonka,watrobka,rosolki i inne psie przysmaki.Nie jemy tylko suchej
karmy ale i one za nia nie przepadaja.
Czekam aby skonczyly 3 lata bo wtedy w/g tutejszych przepisow beda mogly pic
ze mna piwo
Obserwuj wątek
    • zuzanna6 Re: moje ukochane labradory 25.01.06, 19:10
      no to radośnie w twoim domku się zrobiło, to dobrze, pieski sa kochane

      ale jestes pewien, że piwo im nie zaszkodzi?
    • aleks44 Re: moje ukochane labradory 25.01.06, 21:37
      tak, mlode psiaki to radocha w domu,ja mojego boksera kupilem jak juz mial 4
      miesiace,pozbyli sie go bo strasznie rozrabial i na poczatku chcieli go dac za
      darmo,ale potem musialem zaplacic 100 zl,jako rekompesate ze zjedzone nowe
      firanki.Slyszelismy o nim tylko z opowiesci i jadac po niego nie widzielismy
      jak wyglada,moja zona jak go zobaczyla powiedziala tylko jaki paskudny,ale jak
      dojechalismy do domu to juz jej sie podobal.Moje psisko jadlo wszystko,ale
      kiedys zobaczyl go "sasiad",ktory zna sie na zwierzetach roznej masci,prowadzil
      ze swoja zona program "z kamera wsrod zwierzat"i zapytal,czy pies dostaje
      smierdzace mieso???,odpowiedzialem ze NIE !!!,a on powiedzial ze to blad,bo w
      psujacym i smierdzacym miesie sa "witaminy" ktorych pies potrzebuje zeby
      normalnie funkcjonowac,kilka razy mu dalem ,przyznam ze mial radoche !!!
      Jesli chodzi o piwo to kilka razy sie zdarzylo ze wypil ze spodka kilkanascie
      lyczkow,nie powiem ,mial chyba chec na wiecej.
      Tak pies moze dac wiele radosci,sam teraz nie mam psa,choc bardzo bym
      chcial,ale mojego musialem uspic i to bede pamietal do konca zycia,jego oczy
      jak patrzyl na mnie, gdy wbijano mu igle,jak lekarz powiedzial,ze juz po
      wszystkim,a biedne psiasko wstalo i poszlo sobie do przedpokoju na swoje
      legowisko i tam zasnelo.Zycze Wam zeby Wasze psiaki mialy dlugie i radosne
      zycie u Waszego boku i doczekaly spokojnej starosci,bez czestych wizyt u
      weterynarzy,niech chowaja sie zdrowo (nie rozpijajcie ich ) hehe
      • lemek1 Re: moje ukochane labradory 26.01.06, 01:26
        rozpijac to ja rozpijalem lasdice az padala na twarz
        psy maja 3 lata czsu
      • 0kowita Re: moje ukochane labradory 26.01.06, 06:51
        Cóż tu dodać ? Pies to pies.... wielka miłość i oddanie.
        Dobrze, że nigdy nie musiałam uśpić psa. Nigdy bym potem sobie tego nie
        wybaczyła.
        • 0kowita Re: moje ukochane labradory 26.01.06, 10:06
          Tylko nie zrozum mnie Aleks tak, że Cię potępiam. Wiem, że czasem jest tak iż
          musi się zwierze uśpić ale ja bym tego sobie nigdy nie darowała.
          Miałam psa. Zawsze był przy mnie,nie odstępował mnie na krok, patrzył mi w
          oczy, spał ze mną, rozumiał co mówię. W czasie tzw.sprzeczek małżeńskich
          potrafił rzucić się z zębami na mojego chłopa.

          Miał 15 lat. Srał pod siebie. Nie trzymał moczu. Rzygał.
          Wszyscy mówili "uśpić". Nie dałam. Sprzatałam. Prałam. Myłam.
          Ledwo chodził. W chałupie śmierdziało jak w kiblu.
          Nie dałam uśpić. Zmarł naturalną śmiercią.

          Po paru dniach kupiłam szczeniaka. Muszę mieć psa.
          Bez psa nie ma życia.
          • lemek1 Re: moje ukochane labradory 26.01.06, 11:02
            na moje pocieszenie psy mnie przezyja biorac pod uwage moj stan zdrowia ;-)))
            wiec moze nie doczekam tych radosnych czasow o ktorych piszesz

            Srał pod siebie. Nie trzymał moczu. Rzygał.

            Okowito czy ty mialas jakies operacje?Uspienie jest moze najlagodniejsza
            smiercia,nie trzeba sie go bac.Tez mialem zwierzatko ktore zachorowalo,na
            szczescie trwalo to krotko ale bylo w podobnej sytuacji do twego psa.
            Widzialem ze sie meczy i wiedzialem ze chce odejsc z godnoscia i tak sie stalo.
            Utrzymywanie przy zyciu psa w takim stanie mysle ze bylo dla niego katorga.
            Nie mysle ze on nie wiedzial ze cos jest nie tak .Trzeba bylo pojsc do
            weta ,wziasc przytulic psa i dac mu zasnac w twoich objeciach a nie ..........
            Wiem ze to trudno lecz tak chcialbym odejsc..........
            • 0kowita Re: moje ukochane labradory 26.01.06, 14:02
              Wiesz co ?
              Wtedy gdy wszyscy naookoło mówili "uśpij, uśpij bo męczysz i psa i siebie"
              jedyną osobą jaka mnie wtedy poparła był mój syn.
              Powiedział .."on wie, że umiera. Daj mu czas by sobie wszystko przemyślał"

              I dałam czas mojemu psu aby sobie wszystko przemyślał.

              Teraz jest w psim niebie a ja mam innego psa którego też przeżyję.....
              • aleks44 Re: moje ukochane labradory 26.01.06, 17:26
                Macie racje,obydwoje,ale wspominalem ze pies byl operowany,mial czerniaka w
                pysku,"to"rozroslo sie po tygodniu do wielkosci polowy jajka,pysk mu sie nie
                zamykal,przy jedzeniu piszczal,lekarz powiedzial,ze jezeli sobie to przegryzie
                to dostanie krwotoku i nie mozna przewidziec jak pies wowczas sie
                zachowa.Pisalem ze chcialbym nowego psa,ale pies przez kilka godzin musialby
                zostawac sam,on zawsze zostawal,ale po operacji ???.Bylem w miescie jak
                zadzwonila zona,ze Hektor strasznie krwawi,wiec przywiozlem lekarza do domu
                i.....to tez dla nas bardzo przykre,bo mial u nas dobrze,wszedzie z nami
                jezdzil,spal oczywiscie w lozku hehe,jak wiekszosc bokserow. Zawsze bylem
                przeciwnikiem usypiana zwierzat,ale czasem trzeba podjac taka straszna
                decyzje,nie mysl ze bylo mi latwo,do dzisiaj to bardzo zle wspominam
              • zuzanna6 Re: moje ukochane labradory 26.01.06, 17:28
                ojejciu, mam łzy w oczach, pieknie powidział twoj syn

                tak ten dylemat zostanie do konca zycia, ale chyba najwazniejsze, co komu
                wydaje sie bardziej zgodne z sumieniem, moze faktycznie umierał na starość i
                było to dobre rozwiązanie

                moj się męczył i wiedziałam,ze mi nie może powidzieć jak go boli, zrobiłam tak
                jak pisze lemek, przytuliłam i pozwoliam zasnąć i zawsze płacze jak to
                wspominam i ja z kolei nie mogę mieć kolejnego psa, boję się znowu tej wielkiej
                miłości z obu stron, może to głupie, ale tak to czuje
                • lemek1 Re: moje ukochane labradory 26.01.06, 23:51
                  tez bym nie uspil zwierzaka
                  dopoki sam nie bylem kilka razy uspiony(ale mnie dobudzili a raz bylo ciezko)
                  w ostatnich 2 latach odeszly od nas 2 zwierzaki,nie,nie uspilem ich same
                  odeszly ze starosci ,ale zal pozostal.Ona byla chora i w pewnym momencie
                  wygladala jak pies Okowity i wtedy zrozmialem ze ona chce byc czysta i piekna
                  tak jak zawsze.Odeszla czysta i piekna i tak ja pochowalismy.On odszedl tak
                  czysty ze gdy go zobaczylem rozmawiam do niego chce go poglaskac..........
                  Ja tez bym chcial odejsc w pokoju..
                  • 0kowita Re: moje ukochane labradory 27.01.06, 13:59
                    lemek1 napisał:

                    Ja tez bym chcial odejsc w pokoju..



                    A ja bym chciała żyć wiecznie bo mimo wszytko trochę watpię w "tamten świat".
                    Może potem jest tylko nicość ......
                • 0kowita Re: moje ukochane labradory 27.01.06, 13:57
                  zuzanna6 napisała:

                  > ja z kolei nie mogę mieć kolejnego psa, boję się znowu tej wielkiej
                  >
                  > miłości z obu stron, może to głupie, ale tak to czuje


                  Miłości nie ma się co bać. Tylko dla niej warto żyć.
                  Choć nie namawiam na psa bo pies w bloku to tak jak pisze Aleks....
                  pies się męczy i właściciel się męczy.Pies musi duzo chodzić a nie zawsze jest
                  na to czas i ochota.
    • adas49 Re: moje ukochane labradory 28.01.06, 13:06
      Tego, co wypocil Lemek komentowac nie zamierzam bo to stek bzdur
      niedopieszczonego i niedowartosciowanego przeszczepa z ziemi polskiej.

      Do Okowity: bardzo dobrze zrobilas nie chcac uspic swojego psa. Ci, ktorzy
      usypiaja swoje psy z reguly robia to dla samych siebie, po to by nie patrzec na
      chorobe, by odpedzic ze swego podworka wizje smierci, by udac, ze cierpienie i
      choroba nie sa czescia swiata. Wiekszosc robi to tylko i wylacznie z wygody
      dorabiajac do tego jakas "swiatla" ideologie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka