Dodaj do ulubionych

Wszystkie dzieci są ICH

20.11.03, 10:58
Wszystkie dzieci są ICH


Polskę obiegła wiadomość, że w Starych Babicach wredni rodzice trzymają
córkę w drewnianej skrzyni. Wiadomość napompowała szukająca sensacji TVN.
Cała Polska współczuła (przez tydzień...) biednej małej Marcie – i
zastanawiała się: jak znaleźć jej dobry dom dziecka i jak ukarać
przebrzydłych rodziców.
Po miesiącu opadł dym – i ukazała się prawda – szeroko opisywana
przez „Życie Warszawy” – i poparta zarówno przez bardzo lewicowy „Przegląd”,
jak i mój ultra-prawicowy „Najwyższy CZAS!”.
Państwo M. to nie są ludzie zamożni – mieszkają w przerobionym na dom
warsztacie. Ale wychowywali czterech synów (widziałem się z dwoma – mogę
zapewnić, że wspaniałe chłopaki!). Jeden dorosły, z domu wyfrunął –
pozostali mają 17, 15 i 12 lat. I ową siedmiolatkę, nieco upośledzoną
umysłowo. Ich ojciec jest nadpobudliwy – ale synom to nie zaszkodziło w
niczym. Matka – bardzo poważnie chora.
Prokuratura zareagowała błyskawicznie: wniosła do sądu, fałszując fakty, o
aresztowanie rodziców i odebranie im małej Marty. U pp. Małgorzaty i Marka
Myślińskich pojawiła się policja z odpowiednim nakazem. W domu był 15-letni
syn, któremu siłą (pod pistoletem!) wyrwano z rąk siostrę (ta metoda, jak
wiadomo, świetnie wpływa na psychikę dzieci). Trudno: policja miała nakaz...
Dziecko jest w szpitalu, gdzie lekarze wydają rodzicom jak najlepsze
świadectwo: matka prowadziła nawet zeszyt, gdzie dokonywała obserwacji
dziecka. Bracia także siostrę bardzo kochają. Rodzina jest zżyta ze sobą.
Marta nie była w żadnej „skrzyni” – tylko wyrwała pręty łóżeczka, więc
ojciec obił je dyktą...
Oboje rodzice siedzą w więzieniu, czekając na proces. Lekarze nie mają
pojęcia, co robić z małą, która rozrabia w najlepsze w szpitalu; koszt jest
ogromny, mała jest bardzo ruchliwa...
A p. Krystyna Perkowska, prokuratorka, zamiast siedzieć w więzieniu za
stosowanie faszystowskich metod i nadużycie stanowiska – uważa się
za „obrończynię dzieci”!!
Powiedzmy jasno: „faszyzm” – to nie pogromy Żydów, to nie parademarsze na
ulicach... Faszyzm – to brutalna przemoc machiny państwowej nad jednostką i
rodziną. To bezduszna biurokracja. Adolf Eichmann nikogo nie mordował – on
tylko wystawiał nakazy, by np. dzieci z Zamojszczyzny przekazać niemieckim
rodzinom, gdzie będą miały lepsze warunki.
Zwyczajny faszyzm...
I jeśli nie tupniemy nogą i nie walniemy pięścią – jutro może to spotkać
każdego. Bo Zło rozzuchwala się, gdy nie napotyka oporu. Dziś pp. Myślińscy –
jutro ja albo ktoś z Państwa.
I proszę się nie łudzić, że spotkało to „jakichś-tam” pp. Myślińskich: a
prostym ludziom to już wolno porywać dzieci pod lufą pistoletu? Zresztą:
parę lat temu najlepszemu polskiemu publicyście, p. Stanisławowi
Michalkiewiczowi, b. sędziemu Trybunału Stanu (!), usiłowano zabrać dzieci,
bo „matka zostawiła je w domu bez nadzoru” (na 20 minut, śpiące)!!
Zaraz: przecież to było dziecko pp. Michalkiewiczów?!
A – nie!! Faszyści – tacy jak p. Perkowska – ślinią się z upodobaniem
mówiąc: „wszystkie dzieci są nasze”. „Nasze” – czyli ICH. Dziecko w państwie
faszystowskim nie należy do rodziców – tylko do państwa. Czyli: ONI mogą z
moim dzieckiem – z Pani dzieckiem – zrobić co chcą!
Dopóki nie zrozumiemy, że dziecko należy do rodziców; że lepsza zła matka i
biedny dom – niż bogaty dom dziecka; że dziecko ma prawo do ochrony przed
urzędasami, którzy mnożą się jak króliki i wyszukują wciąż nowe tereny
zainteresowania, by tworzyć nowe posady (aha: posady muszą być bezpieczne –
p. Prokurator nie zajmuje się gangsterami, bo mogą dać w mordę!), dopóki p.
Perkowska nie znajdzie się w kryminale – dla odstraszenia potencjalnych
naśladowczyń (przypominam: ci urzędnicy sądowi, którzy krzywdzili ludzi w
czasach stalinowskich, dziś odpowiadają przed sądami – i przysięgam, że p.
Perkowska nie będzie czekać 40 lat!!), a rodzinie Myślińskich nie zostanie
wypłacone solidne odszkodowanie za jej cierpienia – nikt w Polsce nie będzie
mógł spać spokojnie!

Janusz KORWIN-MIKKE

HMM...
Obserwuj wątek
    • s_z_a_k Przeprosiny 28.11.03, 10:07
      Przeprosiny


      Przed tygodniem zwymyślałem p. Krystynę Perkowską – prokuratorkę, która
      zapuszkowała rodziców małej Marty Myślińskiej, skazała na ostracyzm jej braci
      i w ogóle zrujnowała życie rodziny – od faszystek. Zrobiłem to świadomie – to
      znaczy: z całą świadomością użyłem niewłaściwego określenia „faszystka”.
      Uczyniłem tak, gdyż reżymowe środki masowego przekazu tak przedstawiają
      faszyzm.
      W rzeczywistości jest inaczej – i teraz pora na przeprosiny.
      Przepraszam więc wszystkich faszystów za pomówienie, jakoby p. Perkowska
      kierowała się w swych przestępczych poczynaniach ideologią faszyzmu. P.
      Perkowska nie jest faszystką. Znacznie gorzej: jest socjalistką.
      „Faszyści” – to z reguły byli socjaliści, którzy (częściowo tylko,
      częściowo...) odeszli od Czerwonej Ideologii. Zachowywali więc socjalistyczną
      biurokrację, „prawa socjalne” itd. – ale odchodzili od takich soc-pomysłów,
      jak rozbijanie rodziny, wolna miłość, spec-prawa dla homosiów, tolerancja dla
      przestępców, zasiłki dla samotnych matek, ateizm, internacjonalizm
      proletariacki itd. „Faszysta” – to socjalista, który nieco zmądrzał;
      socjalista bardziej konserwatywny.
      Klasycznym faszystą był np. Benedykt („Benito”) Mussolini. Od młodości
      związany z Czerwonymi, najpierw redaktor i wydawca „Przyszłości Robotnika” –
      potem głównego organu PSI, czyli „Popolo d’Italia”. W 1914 roku wywalono Go z
      PSI za nacjonalistyczne odchylenie – więc założył własną partię
      (nazwa „faszyzm” pochodzi od faszyny – rózeg trzcinowych, które noszono w
      Rzymie za liktorem, urzędnikiem mającym prawo karania chłostą). I tym właśnie
      różnił się faszyzm od socjalizmu: w faszyzmie przynajmniej pociągi chodziły
      punktualnie... Ponadto nie rozbijano rodzin, nie mordowano ludzi (ofiary
      Mussoliniego – jak i Piłsudskiego – można liczyć na palcach jednej ręki).
      Mój „Najwyższy CZAS!” akurat poinformował, że (o czym nie wiedziałem)
      krakowscy profesorowie, uwięzieni przez socjalistę Adolfa Hitlera zapewne po
      to, by ich zgładzić, zostali uwolnieni dzięki interwencji Mussoliniego (o czym
      jakoś dziwnie nikt inny nie pisze...).
      Faszystą był również Józef Piłsudski (ludziom tak zrobiono wodę z mózgu, że
      jak nazwać Go „socjalistą”, to się nie obrażają – a jak „faszystą”, to podnosi
      się wrzask...). Trudniej nazwać „faszystami” marszałka Filipa Pétaina,
      generała Franciszka B. Franco czy profesora Antoniego Salazara. Byli to już
      raczej konserwatyści, choć, zgodnie z nieszczęsną
      XX-wieczną modą, zachowali w Swoich państwach sporą dawkę socjalu (więc, od
      biedy, też można Ich tak nazywać). Podobnie i Józef W. Dżugaszwili
      (ps. „Stalin”), który bolszewików przecież wymordował, zaczął popierać
      wartości rodzinne, a podczas wojny przeprosił się nawet z Cerkwią. O ile
      jednak trzej wspomniani przywódcy byli od faszyzmu odchyleni wyraźnie w prawo,
      o tyle Stalin był odchylony w lewo, i pozostał bardziej socjalistą niż
      faszystą. Podobnie zresztą Piłsudski czy Hitler.
      Jednak to socjalista-internacjonalista Uljanow (ps. „Lenin”) wymordował
      wielekroć więcej ludzi niż Stalin – a nawet: niż Hitler i Stalin łącznie! Jest
      charakterystyczne, że dla dzisiejszych socjalistów Hitler i Stalin są źli –
      ale ober-morderca Lenin jest bohaterem. (Proszę obejrzeć znaczki Belgii na s.
      XY) Dzieje się tak, gdyż u bolszewików Lenina pełno było autentycznych
      lewaków, głównie Żydów – a Stalin i Hitler lewaków i Żydów tępili; Hitler
      bardziej, więc ma gorsze notowania...)
      Dziś można za faszystów uznać np. amerykańskich „neo-konserwatystów” – czyli
      byłych lewaków, najczęściej Żydów, którzy, podobnie jak Piłsudski i Mussolini,
      wysiedli z socjalizmu na przystanku „interes państwowy” (prawdziwi
      konserwatyści w USA zawsze patrzyli na nich podejrzliwie, a obecnie rwą sobie
      włosy z głów...).
      Ani Mussolini, ani nawet Hitler, poza zapisywaniem do Balilli i Hitlerjugend,
      nie odbierali dzieci rodzicom. A Lenin czy np. szwedzcy socjal-d***kraci: tak.
      Dlatego p. Perkowska jest socjalistką, a nie faszystką. Faszystów raz jeszcze
      niniejszym przepraszam...

      Janusz KORWIN-MIKKE
    • s_z_a_k Dobroć Skrzyni 03.12.03, 14:15
      Dobroć Skrzyni


      O „dziecku ze skrzyni”, czyli siedmioletniej Marcie z Babic Starych, piszę po
      raz trzeci – i, mam nadzieję, ostatni.
      Piszę, by wyjaśnić, że pp. Myślińscy w ogóle mnie nie interesują. Polityk
      bowiem – wierzę w to głęboko – nie powinien w ogóle dbać o ludzi – lecz o
      Sprawiedliwość, Honor, Prawdę, Wolność, Własność itp. abstrakcyjne Zasady. Gdy
      polityk dba o ludzi, kończy się to nieodmiennie układami, załatwianiem po
      znajomości, klientelizmem, nepotyzmem i korupcją. Ja przejmuję się ustawą – bo
      wiem, że spowoduje ona tysiące tragedii; do Was to, Drodzy Czytelnicy i
      Przyszli Wyborcy, w ogóle nie przemawia, dla Was to jest abstrakcja. Natomiast
      los dziecka – o, to jest konkret!
      Gdy piszę te słowa, p. Prokuratorka raczyła zwolnić jej Rodziców z aresztu,
      łaskawie godząc się, że nie traktowali Oni swojej córki „ze szczególnym
      okrucieństwem” – więc nie wystąpi o 10 lat kryminału, a tylko o 5... Natomiast
      dziecko nadal jest w szpitalu i sąd (być może) przyzna tymczasowo opiekę nad
      nią zacnej Babci, p. Sabinie Wawrzyńczakowej. (Tak nawiasem: sąd, zawieszając
      prawa rodzicielskie, nie wyznaczył dziecku kuratora – w związku z tym szpital
      nie miał komu dzieciaka oddać!).
      Tyle o sprawie – a teraz o Zasadach.
      Otóż cała ta sprawa – i masa podobnych spraw – wynikła, gdyż socjalizm (jak
      pisał założyciel UPR, śp. Stefan Kisielewski) jest to ustrój bohatersko
      pokonujący trudności... nieznane w innych ustrojach!
      W normalnym państwie dziecko należy do rodziców. Jeśli rodzice uważają, że
      dziecko trzeba (dla jego dobra, dla dobra rodziny czy tp.) trzymać w
      drewnianej skrzyni – to widocznie to jest dla dziecka najlepsze – i KONIEC
      DYSKUSJI. I nie ma problemu...
      Tu dochodzimy do sprawy zasadniczej: „Co jest dobre dla dziecka?”.
      Pojęcie „dobra” zawsze było subiektywne. To ja decyduję, co jest dla mnie
      dobre: jeść „zdrową żywność” – czy tłuszcze wg zaleceń dra Kwaśniewskiego?
      Chodzić po ulicy w kasku na głowie i kamizelce kuloodpornej – czy wspinać się
      bez zabezpieczenia na K-2? Ubezpieczyć się – czy przepić te pieniądze? Ja – i
      tylko ja. Bo jestem Człowiekiem.
      Dzisiejsze Państwo-Lewiathan tej zasady nie uznaje. W Państwie Opiekuńczym to
      ONI wiedzą, co jest dla mnie „najlepsze”. „Najlepsze” jest (wg NICH)
      obiektywne – można je zbadać i ustalić. W tym celu (na mój koszt...) wynajmują
      ONI tabuny naukowców, badają moje preferencje, mój mózg – i potem zmuszają
      mnie, bym robił to, do czego mnie zmuszają – bo jestem nierozumnym Bydlęciem.
      (Tak nawiasem: uczonym to w graj: uzyskują etaty, pieniądze i Władzę!)
      To samo dotyczy dzieci. To ojciec (matka – dalsi krewni – dopiero w przypadku
      absolutnych sierot – kurator) ma decydować, co jest dla dziecka dobre. A może
      to być np. przetrzepanie dziecku skóry lub zamknięcie w ciemnicy o chlebie i
      wodzie. Zło najlepiej karczować w młodym wieku; przykładne ukaranie przez tatę
      10-letniego złodziejaszka, który wykradał mamie pieniądze z portmonetki na
      gumę do żucia powoduje, że potem, w wieku lat 22, nie trzeba zamykać go na 5
      lat i trzymać w karcerze przez dwa tygodnie!! Przestępczość rośnie dziś –
      głównie, choć nie wyłącznie – dlatego, że ojcom odebrano de iure możność
      surowego karania dzieci!!
      Oczywiście mogą zdarzać się ojcowie (i matki, i matki...) nadużywający Władzy
      Rodzicielskiej. To prawda. Są też ludzie używający butów do kopania bliźnich –
      to nie powód, by wszystkim kazać chodzić boso. (A` propos: co z kretyńską
      ustawą o kijach do baseballa? Uchwalono – i nikt tego, i słusznie, nie
      przestrzega).
      „Dobro” jest subiektywne. Nikt nie wie, co jest dla dziecka dobre! Ingmar
      Bergman był traktowany przez ojca makabrycznie, m.in. zamykany za karę w
      komórce właśnie. Ale wyrósł zeń Wielki Reżyser. Może, gdyby tata głaskał Go po
      głowie, wyrósłby Wielki Zbrodniarz?
      Tak czy owak – zasada jest prosta: „Dziecko należy do rodziców – a nie do
      państwa!”. I kropka.

      Janusz KORWIN-MIKKE


    • s_z_a_k Ale z HIV-em można żyć i osiem lat & & #35 8211; więc spoko... 12.12.03, 22:52
      Powolny potop


      Jak napisał największy filozof XX wieku, śp. Mikołaj Davila, „Ludzie o wiele
      częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku”.
      Ta prosta obserwacja tłumaczy, dlaczego ludzie godzą się np. na d***krację w
      swoim państwie – ale przez myśl by im nie przeszło, by zaprowadzić d***krację
      np. na pokładzie samolotu; katastrofa samolotu nastąpiłaby po kwadransie – a
      katastrofa państwa następuje po 200 latach; co dziś kogoś obchodzi, co się
      stanie za 200 lat? „Po nas – choćby potop!”.
      A mamy właśnie do czynienia z potopem. Zalewa nas fala nosicieli wirusa HIV.
      Jak ostatnio ujawnił p. Jan-Emanuel Suarez del Toro, szef Międzynarodowej
      Federacji „Czerwonego Krzyża” i „Czerwonego Półksiężyca”, o ile przez ostatnie
      20 lat AIDS zabiło 25 milionów ludzi, to już obecnie w samej Afryce żyje 30
      mln nosicieli HIV-a. Oznacza to, że w tym dziesięcioleciu umrze tam ok. 40
      milionów, w następnym ok. 90 mln – i tak dalej. Proces jest lawinowy. Budziłby
      przerażenie – gdyby nie to, że gdy ból występuje dopiero po 20 latach...
      Tyle że 20 lat temu wrzeszczałem i krzyczałem, że chorobę tę należy zdławić w
      zarodku. Murzyni, jak sobie chcą, mogą umierać – mnie interesują głównie
      Biali, w szczególności Polacy. Otóż 20 lat temu zarażonych HIV-em można było w
      Polsce policzyć na palcach jednej ręki. Gdyby wtedy zastosować odpowiednią
      kontrolę i odizolować zarażonych – byłoby już po sprawie. Ale: kto się tym w
      d***kracji przejmuje? Gdyby to była dżuma, która zabija po czterech dniach –
      to co innego. Ale z HIV-em można żyć i osiem lat – więc spoko... O, właśnie
      nam w Brukseli proponują, że ustalenia z Nicei skasują, ale dopiero w roku
      2009... Politycy nie godzą się na utratę niepodległości w 2004, ale bez
      większych oporów podpiszą cyrograf, że zrzekną się jej za 6 lat. To już inna
      kadencja Sejmu...
      Jednak AIDS można porównać do innej choroby: do trądu. Na trąd tak samo umiera
      się w wiele lat po zarażeniu, tak samo można żyć, a nawet sypiać z trędowatym –
      i nie zarazić się (ale można się zarazić po godzinie...). I, oczywiście,
      trędowatych bez większych ceregieli zamyka się w leprozoriach – w praktyce:
      izoluje na osobnych wyspach – wskutek czego choroba ta w zasadzie jest
      całkowicie opanowana.
      Każdy może pojechać np. do Kopenhagi – i zobaczyć wielki cmentarz trędowatych.
      Trąd bowiem panował i w Europie – jednak w XVI wieku zastosowano bardzo prosty
      sposób: chory musiał chodzić w długiej szacie z kapturem (choroba szerzy się
      przez łuszczącą się skórę!) i ostrzegać ludzi kołatką, że idzie. Poza tym w
      niczym trędowatych nie ograniczano. I straszna choroba zanikła!
      Dlaczego nie można tego zrobić z AIDS?
      Dlatego, że sprzeciwia się temu niesłychanie silne i wpływowe lobby: lobby
      homosiów!
      Apeluję więc teraz właśnie do nich:
      Nie wierzcie swoim „działaczom”!! Są to takie same zimne dranie, jak działacze
      związkowi (dla których nieważne, że fabryka się zamknie, byle postrajkować)
      lub feministki (głosujące np. za podwyższeniem wieku emerytalnego kobietom).
      Oni chcą, byście mieli problemy – bo wtedy są potrzebni do ich rozwiązywania!
      Będą Wam załatwiali ulgowe leki, sanatoria... Oni są przeciw izolacji HIV-
      owców, bo bronią przed nią siebie i swoich przyjaciół. Ale to WY jesteście
      najbardziej zagrożeni. To WY – jeszcze zdrowi – powinniście stanąć w pierwszym
      szeregu walki o izolację HIV-owców!! Bo tu chodzi o WASZE życie!!
      Z tym że AIDS szerzy się i przez biseksualistów, i przez ludzi kochających jak
      trzeba... Za 10 lat szansa zarażenia się homosia i heteryka będzie prawie taka
      sama. Czyli ogromna. Bo przecież można zarazić się i przez ślinę, i przez
      pot...
      Jeśli chcemy, by malała, a nie rosła – musimy działać. Bo, jak wie każda
      kobieta: dziurkę trzeba cerować póki mała!
      A nawet największy flejtuch robi to, gdy jest już średnia!

      Janusz KORWIN-MIKKE
    • s_z_a_k Kanibal z Hesji 16.12.03, 22:12
      Kanibal z Hesji


      Przed dwoma tygodniami pisałem, że na ogół nie interesują mnie ludzie – tylko
      Zasady. Np. niemal zupełnie nie pasjonuję się sprawą p. Lwa Rywina. Wiem
      dokładnie, co trzeba zrobić, by niemal całkowicie zlikwidować korupcję – i
      wiem, że rządząca nami banda złodziei, dopóki będzie mogła, do tego nie
      dopuści. Więc staram się ją obalić – a to, kto w międzyczasie ile wziął od
      kogo... Co mnie to obchodzi? To sprawa sądu, prokuratora i adwokatów – a ja
      jestem politykiem. Ja wiem, że w obecnym ustroju korupcja być musi, więc
      trzeba zmienić ustrój – i tyle. Z pijawkami nie walczy się, wyłapując je po
      jednej (i robiąc miejsce dla następnych...), lecz osuszając bagno. Jasne?
      Ludzie pasjonują się sprawą p. Armina Meiwesa, kanibala z Rotenburga... Ja
      nie. W normalnym społeczeństwie sporo jest ludzi z rozmaitymi odchyłkami – i
      to dowodzi, że społeczeństwo jest zdrowe. Tyle że w społeczeństwie normalnym,
      nietolerancyjnym, ludzie z odchyłkami tłumią w sobie te odchylenia i nie
      ogłaszają przez Internet, że chcieliby kogoś zjeść... Statystycznie sprawa
      kanibala z Hesji mogłaby zdarzyć się wszędzie i zawsze – tyle że dawniej
      zdarzało się to znacznie rzadziej.
      Trzeba też dodać, że nic się takiego strasznego nie stało. Jakiś idiota został
      zjedzony? Idiotów na świecie jest stanowczo za dużo... Parafrazując P. Jana
      Zbigniewa Słojewskiego: „Gdyby p. Meiwes zjadł żubra – toby była strata, bo
      ile w Polsce jest żubrów? Ale zjedzenie bałwana – na jego własne życzenie?”
      P. Meiwes wykazywał przy tym swoiste samo-się-ograniczenie. Miał już innego
      kandydata, chętnego, by dać się zjeść – ale nie spodobał mu się, bo był za
      tłusty. Wszystko przez tę nowoczesną propagandę zdrowej żywności... Gdyby p.
      Meiwes stosował dietę p. dra Kwaśniewskiego, bo byłoby o jeszcze jednego
      idiotę mniej!
      P. Meiwes musi zostać skazany, to jasne – jednak na miejscu Niemców
      wpakowałbym go dożywotnio do domu bez klamek. Jaką bowiem mamy gwarancję, że
      gdy skończą mu się ochotnicy, nie zechce zabijać i zjadać innych ludzi?
      Obawiam się jednak, że zostanie skazany na 5 lat za „pomoc w umieraniu”
      (eutanazja!) i „zbezczeszczenie zwłok”, potem mu to zmniejszą o 1/3 – i za
      parę latek zobaczymy typa na wolności, jak zarabia miliony na publikowaniu
      pamiętników...
      Chore społeczeństwo! Ale mnie interesuje właśnie leczenie społeczeństwa – a
      nie przypadek p. Meiwesa!!
      Dostałem kilka listów w sprawie „Marty ze skrzyni”. (Á propos: życzę Marcie,
      by Święta spędziła w domu; Państwu wszystkim też – ale przede wszystkim,
      byście nigdy nie mieli do czynienia z prokuraturą...) Np. p. Andrzej Mościcki
      pisze, że jednak nie wolno zrezygnować z kontroli państwa nad zjawiskiem
      rodzicielskiego sadyzmu – bo założenie, że „matka zawsze kocha swoje dziecko”
      jest słuszne, ale niestety nie zawsze. Najlepszym dowodem są doniesienia
      prasowe o beczkach po kapuście czy dzieciach przywożonych do szpitala w stanie
      bezpośredniego zagrożenia życia. Czy ci rodzice też działali w imię najlepiej
      rozumianego interesu własnych dzieci?
      Odpowiadam: – Nie, nie działali. Jednak ogromna większość rodziców działa – i
      ograniczając władzę rodzicielską, krzywdzimy ogromną większość dzieci – bo
      człowiek nie może dobrze wychowywać dziecka z prokuratorem na karku!! Nie może
      też kochać istoty, która stała się źródłem zagrożenia – bo, a nuż doniesie,
      nawet kłamiąc, że tata sprał?
      Problem z lewicowcami polega na tym, że chcieliby zrobić wszystko idealnie.
      Otóż są w Polsce miejsca, gdzie (teoretycznie) człowiekowi nie powinno się nic
      stać. Nazywają się: więzienia. Gdyby jeszcze cele były pojedyncze, a kamera
      nieustannie czuwała – byłoby idealnie. A wolność – istotnie, niesie ryzyko.
      Zdarzają się rodzice sadyści, satelita spadnie na głowę, talibowie przyślą
      list z wąglikiem...
      Lewica chce dać ludziom bezpieczeństwo. Ale nie jest przypadkiem, że
      szlachetne wysiłki socjalistów nieodmiennie kończą się stworzeniem nam:
      więzienia.

      Janusz KORWIN-MIKKE

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka