Dodaj do ulubionych

potrawy wigilijne

09.12.03, 22:06
Jakie potrawy jada sie w Waszych domach na wigilię. Które z nich lubicie
najbardziej...
Obserwuj wątek
    • ellenai Re: potrawy wigilijne 10.12.03, 03:10
      u mnie to nieodzwnie musial byc barszcz z uszkami.W tym celu przez jesien
      zbieralo sie grzyby( bo te ze sklepu to nie mogly byc!)i suszylo.Raz w
      roku,wlasnie w Wigilie byl ten rarytas.Musiala byc tez zupa grzybowa, zupa ze
      suszonych sliwek,pierogi roznego rodzaju.Nigdy nie mielismy slodyczy typowych
      na Wigilie, moze ktos cos ma takiego co moglabym wprowadzic u siebie?
      W tej czesci usa, w wieczor Wigilijny je sie zupe z ostryg(bron Boze to nie sa
      te bycze jaja-na gorlickim forum bylo o tym! hehehe),na polnocy jedza taka
      galaretowata rybe i nazywaja ja ludafisk(?)fujj
    • s_z_a_k Re: potrawy wigilijne 10.12.03, 10:08
      HMM... Może tak :potrawy wigilijne których nie lubicie :)))
      Będzie krucej :)))
      WOLNOŚĆ DLA KARPIA !!!
      POZ.SZAK
      • georghe Re: potrawy wigilijne 10.12.03, 12:22
        s_z_a_k napisał:

        > HMM... Może tak :potrawy wigilijne których nie lubicie :)))
        > Będzie krucej :)))
        > WOLNOŚĆ DLA KARPIA !!!
        > POZ.SZAK

        Ja chyba z jakiejś innej bajki jestem albo urodziłem sie nie tutaj gdzie
        należało bo nie przepadam za żadną z wigilijnych potraw, a już kompotu z
        suszonych śliwek i jabłek wprost nie cierpię.
        Dla mnie wigilia zawsze była katuszą, choć z biegiem lat trochę mniejszą....
        • 0kowita Re: potrawy wigilijne 10.12.03, 20:13
          Kompotu z suszonych śliwek/jabłek też nie pijam ale uwielbiam wszystkie
          serwowane weglowodany... wszystko co z mąki no i :

          ŚMIERĆ KARPIOM !!!
          • georghe Re: potrawy wigilijne 10.12.03, 20:28
            0kowita napisała:

            >
            > ŚMIERĆ KARPIOM !!!

            Te, oprawczyni, może byś tak kolegę georghe'a zaprosiła na małe zabijanko ???
            Służe pomocą, ale z tego co widzę sprawia Ci to taką rozkosz, że bardzo watpię
            w zaproszenie..... :((((
            A tak cholera narzeka....
            • 0kowita Re: potrawy wigilijne 10.12.03, 21:30
              Żorżu a może kiedy krolika zakupimy, zamordujemy, wygrillujemy i zeżremy ????
              Ssaka jeszcze nie mordowałam !!
              • georghe Re: potrawy wigilijne 10.12.03, 22:16
                Z dziką przyjemnością walnę go w łeb ! Im większy zwierz tym więsza przyjemność
                po mojej stronie. wrrrrrrrr.... :))
                I chciałem jeszcze powiedzieć, że nie ma nic bardziej fascynującego jak
                opowieści mojego kumpla z pracy (magister inżynier rolnictwa)o waleniu w łeb
                ptactwa, tudzież znacznie grubszego inwentarza typu świnki, krówki itp.

                Dlatego tak lubię Tarrantino ?
        • s_z_a_k Opowieść wigilijno-noworoczna. 15.12.03, 22:00
          :-)



          Opowieść wigilijno-noworoczna.




          Najpierw trzeba, kurwa, kupić prezenty. Oznacza to, że będę latał po
          sklepach, przepychał się przez spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby
          wydać mnóstwo kasy na jakieś pierdoły. Co gorsza, wszystko już kiedyś
          komuś kupiłem. Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie
          kupię mu w tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad
          tekst na etykiecie półlitrówki. Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się
          kremem nawilżającym, co go kupiłem z przeceny, bo za tydzień kończył się
          termin ważności. W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery, byłby
          krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek żaden krem nie
          wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na kosmetyki całej kasy na Boże
          Narodzenie. I tak ze wszystkimi. Dziecko mordę drze o jakiś nowy program
          komputerowy, choć i tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować po 48
          godzinach, bo każda gra jest dla niego za trudna, półmózga.

          Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej biura
          Dostanie coś ładniejszego. W rezultacie kupię byle co - jak co roku.

          Potem śledzik w pracy z ludźmi, których mordy są mi nienawistne, i
          patrzenie na męki szefa, który życzy nam "dużo pieniędzy", choć wszyscy
          wiedzą, że dopiero wtedy byłby szczęśliwy, gdybym pracował za miskę zupy
          z brukwi przykuty łańcuchem do komputera. Krwiopijca.
          Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan Henio obślini biust pani
          Bożeny z księgowości, zamkną się oboje w archiwum, bo oni zawsze walą się
          jak
          króliki, kiedy są naprani. Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie
          robić wymówki.

          Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak karpia, bo małżonka - uważajcie -
          wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie męczy od
          15 lat bez zmrużenia oka, garbata owca. Przynieść i przystroić choinkę.
          Z dzieckiem, "żeby miało ciepłe wspomnienia z dzieciństwa", a ono w
          dupie ma choinkę, mnie, Boże Narodzenie i wszystko. Jak taki glon
          emocjonalny może mieć jakiekolwiek wspomnienia?

          No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna, mać ich w tę i z powrotem. Jedna
          wielka męka. Co za kutas wymyślił ten łzawy termin "rodzinna wieczerza"?
          Przyjdą wszyscy ci, od których na co dzień trzymam się z daleka z dobrym
          skutkiem. Usiądziemy za stołem... A nie, pardon, najpierw prezenty!

          Trzeba będzie się kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten krawat
          kupiony na bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję podobnych
          gówien, gdybym oczywiście zawalił szafę takim badziewiem, a nie zaraz
          następnego dnia wyrzucił wszystko do śmietnika. Dostanę też najtańszy
          koniak i jakieś kosmetyki. Jakie - będę wiedział ostatniego dnia przed
          Wigilię kiedy w pobliskim supermarkecie zaczną wyprzedawać to, czego
          nie udało się upchnąć ludziom.

          Po prezentach się zacznie. Te same kretyńskie dowcipy wuja Bronka,
          zwłaszcza, kurna, ten o gąsce Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego
          psa po to, żeby narzygał w nocy na pościel. Ciotka załzawi się po dwóch
          godzinach żucia żarcia z wytrwałością tapira i zacznie płakać, "jak to
          dobrze, że trzymamy się razem". Gówno prawda akurat, co wykażą następne
          dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie wyzywać swojego
          ślubnego od złamanych chujów. To oczywiście prawda, ale dlaczego popierać
          to
          rzucaniem w niego salaterką po śledziach? Mniejsza o jego mordę, ale
          ciotka nigdy nie trafia. Plama na wersalce cuchnie jeszcze przez dwa
          tygodnie po Wigilii. Jedyna nadzieja, że akurat w tym roku 6- letnia
          latorośl kuzynostwa z Łodzi nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie
          zakomunikuje o tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że coś wywali
          sobie na łeb ze stołu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę
          przeżyć debilne gadki o polityce, przy których wszyscy oczywiście
          skoczą sobie do gardeł i na siebie się poobrażają. Na koniec ciotula
          Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę koło swojego fotela i można
          będzie odtrąbić koniec męczarni.

          A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na pasterkę,
          bo to religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie wyjaśnił, po
          nagłą cholerę tłuc się po nocy, żeby stać na mrozie w bezruchu przez
          godzinę czy więcej. Ciekawe, czy moja małżonka znowu wywinie orła na ryj
          na schodkach kościółka - jak to robi od kilku lat z uporem godnym
          lepszej sprawy? W kościele, jeśli tam się dopcham, będzie cuchnąć jak w
          gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoją na własnych nogach, bo za duży
          tłok, żeby upaść. Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno bąka, ale
          i tak nikt na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią na stojąco.

          Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla bo w Wigilię
          katolicka młodzież szczególnie lubi wpierdolić bliźniemu.

          Rok temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo był
          zalany w płaskorzeźbę.

          Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za
          ostatnim z tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w moim
          świątecznym życiu. Kilka dni odpoczynku. Ale mijają jak z bata strzelił, bo
          wielkimi krokami zbliża się kolejny kretyński wynalazek - sylwester. Ludzie!
          Kto
          to wymyślił?! Już od listopada ślubna wydala z siebie idiotyczne pomysły,
          żeby pójść na "jakiś bal". Jakbyśmy srali pieniędzmi... Albo żeby gdzieś
          wyjechać, gdzie gorąco. A niech se włączy farelkę pod fikusem, będzie miała
          tropiki w chałupie. I tak przecież skończy się na balandze u Witka. Jasne,
          trzeba ładnie się ubrać, bo wszystkim się wydaje, że to jakiś uroczysty
          dzień. Czyli żona najpierw puści w trąbę pół budżetu domowego na jakąś
          kieckę, w której wygląda jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach
          sztucznych. Ale cena taka, że za to można by żywić jeden powiat w Somalii
          przez kwartał. Ja się wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja
          wymyśliła, że mężczyzna wygląda dobrze, gdy wdzieje na siebie marynarę, co
          pije pod pachami. Pod szyją zawiążę sobie kolorowy
          postronek. I tak mam przewagę, bo prysnę na dziób jakąś wodę kolońską
          i jazda, a małżonka kładzie sobie tapety tyle, że palec w to wchodzi do
          pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed
          konserwacją. I
          zajmuje ze trzy godziny. Łazienka, oczywiście, zajęta i wszyscy
          pozostali domownicy mogą szczać do zlewu, jak mają potrzebę, albo niech
          zdychają na uremię.

          U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia się coś nowego, na
          Czym można by oko zawiesić. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo
          chociaż Wituś ma dużą chałupę, to ryzyko za duże. Zresztą każda
          kobitka jeszcze przed północą doprowadza się do stanu, w którym wygląda
          jak kupa.

          W tym dniu trzeba być radosnym jak młody pies, szczerzyć zęby w uśmiechu i
          ruszać w tany, nawet jeśli ni pyty nie mam o tym pojęcia.
          Zresztą nikt nie ma, za to wszyscy miotają się w konwulsjach i po krótkim
          czasie
          cuchną, jak gdyby nie myli się z tydzień. Baby w szczególności. Z facetami
          jest
          prostsza sprawa, bo już koło jedenastej są pijani w sztok i bełkoczą albo
          chcą ruchać wszystko, na co trafią w drodze do baru. O północy trzeba
          obcałować wszystkie te oślinione i śmierdzące wódą mordy, obłudnie życząc
          wszystkiego najlepszego, choć jedyne, o czym marzę to żeby ich szlag trafił
          czym prędzej.


          Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu - rozmazane makijaże kobitek
          (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka walnie mordą w sałatkę),
          śpiący pokotem faceci, jacyś zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja,
          oczywiście, nawalę się już przed północą, żeby uniknąć konieczności
          potańcówek i dialogów z własną żoną, bo co jej można nowego powiedzieć po
          15 latach małżeństwa? Trzeba tylko doczekać do rana, kiedy ruszą pierwsze
          autobusy, bo zamówienie taksówki graniczy z cudem. Pijany i śmierdzący
          autobus dowiezie nas jakoś do domu. Można spać. Przeżyłem.

          Do siego roku.


          Specialnie dla Ciebie :)))
          POZD<SZAK
    • adas49 Re: potrawy wigilijne 11.12.03, 03:25
      0kowita napisała:
      > Jakie potrawy jada sie w Waszych domach na wigilię. Które z nich lubicie
      > najbardziej...

      Najbardziej lubie jajecznicie - oczywiscie, jak kaze wigilijna tradycja, z
      dwunastu jaj.
      • adas49 Re: potrawy wigilijne 11.12.03, 15:22
        adas49 napisał:
        > Najbardziej lubie jajecznicie - oczywiscie, jak kaze wigilijna tradycja, z
        > dwunastu jaj.

        Zapomnialem dodac, ze zawsze mam w zapasie jajo trzynaste dla nieproszonego
        goscia. Bynajmniej nie po to, bo go nakarmic...
        • milennik11 Re: potrawy wigilijne 12.12.03, 19:12
          ...lubie zupy...musza byc dobre...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka