sofanes
01.07.05, 23:44
Jankeskie zaułki...
Zaczne moze tak, od sparafrazowania pewnego slynnego poczatku – moze nie tak
slawnego, jak „Ogary poszly w las” czy „Rok 1647 był to dziwny rok, w którym
rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne
zdarzenia”, ale prawie tak slawnego:
Witajcie,
No więc, powiem szczerze a krótko - pośrednio winą (lub zasługą) za Jankeskie
Zaułki obarczyć należy Cat_sa...
W jankeskich zaułkach tematem przewodnim ma byc, generalnie, Obczyzna, i
wszystko, co z nia zwiazane.
Poniewaz aktualnie przebywam w kraju, o ktorego wolnosc bili sie miedzy
innymi Pulaski i Kosciuszko, stad tytul przewodni – jednak namawiam, by sie
nim nie sugerowac zanadto i umieszczac watki dotyczace Obczyzny we wszelkiej
postaci i dotyczace kazdego czasu.
Na mnie, jako zalozycielowi spoczywa obowiazek rozpoczecia („na kazdym
zebraniu jest taki moment...itd.). Niniejszym rozpoczynam...
Moj pierwszy (bezposredni) kontakt ze Stanami datuje sie na rok 1997.
Wiedza moja o Ameryce byla raczej standardowa – dumni, acz nieco zadzierajacy
nosa cowboye, brak obycia, zerowa wiedza ogolna, slowem: kraj pop-kultury i
Mc Donalda.
Z drugiej jednak strony – Armstrong (wlasciwie dwoch :)), Edison, Twain,
Stanford...zeby wymienic w kolejnosci alfabetycznej, wybierajac przy tym
przedstawicieli kompletnie roznych profesji...
Zawsze mnie to fascynowalo, ta dwoistosc Ameryki, czy, zeby uscislic, USA –
zaryzykowalbym nawet twierdzenie, ze jest to dwoistosc jedyna w swoim rodzaju.
Nigdzie indziej chyba to, co nazywamy kultura wyzsza, nie wspoistnieje w tak
pokojowy sposob z ta nizsza, dajac efekt jedyny w swoim rodzaju –
supermocarstwa, ktore nie moze sobie poradzic z plaga otylosci wlasnych
obywateli.
Oczywiscie trudno mnie, z perspektywy mrowki, wyciagac sady w skali makro,
ale napisze to jeszcze raz: ten slynny melting pot, ten tygiel, w ktorym
mieszaja sie ludzie roznego pochodzenia, roznych kultur, religii i
wyksztalcenia, fascynowal mnie od zawsze, i odegral jakas tam role w decyzji
przybycia na Nowy Kontynent i obejrzenia go z wlasnej perspektywy.
Jak napisalem wyzej, moj pierwszy kontakt to byly trzy miesiace na banalnym
wyjezdzie studenckim z programu Work and Travel.
Wtedy byl to pomysl na zobaczenie kawalka swiata nie wydajac na to za duzo
pieniedzy, (faktycznie, wyszedlem gdzies na zero.).
Wyjechalem i trafilem na pogranicze trzech stanow: Tennessee, Polnocnej
Karoliny i Georgii.
Zdecydowalem sie, jeszcze w Polsce, na prace w Mc Donaldzie - czyz moze byc
lepsze miejsce na spojrzenie pod podszewke USA, jak fizyczna praca w
tej „restauracji” ?
No dobrze, dorabiam troche teorii, wzialem (wraz z trojka znajomych) to, co
sie nam nawinelo...ale trafilismy wybornie...cd. w watku ponizszym...