Dodaj do ulubionych

Stanisław Lem

27.03.06, 19:54
Witam.
Ech, niespecjalnie jestem za zwyczajem wirtualnego palenia świeczek ale nie mogę milczeniem skwitować śmierci Stanisława Lema :-(
Jakoś dalej nie wierzę, że już na mojej półce 'lemowej' nie przybędzie nowych pozycji...

Pierwsza jego książka, jaką przeczytałem - to był dosyć niszowy 'Katar'... a później: 'Bajki robotów'/'Cyberiada'; a później: 'Powrót z gwiazd' - i od niego moja fascynacja Lemem się tak naprawdę zaczęła.

Ech, nic mądrego do głowy mi więcej nie przychodzi. Zatem kawałek tekstu z internetu:

"[...]
- Jak pan myśli, dlaczego, po 16 latach tzw. wolności, wybory wygrywa, co tu kryć, ciemnogród?
– 160 lat to jest mało, a co dopiero 16. Jedyne, z czego możemy się dziś cieszyć, to wolność prasy i brak instytucjonalnej cenzury. Wszystko inne wygląda, tak jak wygląda. Na przykład liczących się dziś w Polsce inteligentów zmieściłby pan w tym pokoju, w którym rozmawiamy. Mamy też jedną liczącą się nagrodę literacką dla wszystkich. Jak ktoś napisze ciekawą książkę o filatelistyce, to też może konkurować do Nike. Przecież to nie jest normalne.

- A polska nauka?
– (śmiech) Niech pan da spokój. My w dziedzinie nauki nie mamy nawet jednego Nobla, więc o czym tu mówić? Dziś w Polsce każdy może stać się profesorem, profesorów ci u nas dostatek, tylko że ta zatrważająca ilość nie chce przejść w jakość. Mój syn skończył na Uniwersytecie Princeton fizykę, ma stopień naukowy. Wrócił do Polski. I co on ma tu robić? Łapać ręcznie atomy? [...]"

Ot, i cały Lem... ;-)

Reszta tutaj:
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=133

I garstka jeszcze dodatkowych informacji:
serwisy.gazeta.pl/kraj/0,71898,0.html

Pozdrawiam
cat_s
:-(
Obserwuj wątek
    • smitte Re: Stanisław Lem 28.03.06, 11:31
      To mądry człowiek był i dobre książki pisał. Łącze się w smutku.
    • zerozeroseven Re: Stanisław Lem 28.03.06, 14:24
      Stanisław Lem jest i na zawsze pozostanie jednym z moich ulubionych autorów.
      Pamiętam jakby się to zdarzyło dzisiaj. Mój kolega Paweł Z. przyniósł do szkoły
      (jeszcze podstawowej) „Opowieści o pilocie Pirsie”, w beżowo-szarym wydaniu WL,
      już bez obwoluty i mocno sfatygowane. W środku - rewelacja! Opowiadanie „Test”.
      Opisy wyposażenia statku popodkreślane długopisem (!) i wypieki na twarzy po
      pierwszej, drugiej piątej, dziesiątej w końcu lekturze. Tak wkroczyłem w świat
      literackiej fikcji, z którego nie udało mi się do końca uciec do dnia
      dzisiejszego. Potem był Eden, Niezwyciężony, Cyberiada i Bajki Robotów.
      Niezliczone opowiadania wśród nich ukochane słuchowisko radiowe pt. „Noc
      księżycowa”. Powieść „Obłok Magellana”, która tak szczególnie głęboko zapadła
      mi w umysł, że po przemianach ustrojowych musiałem leczyć moje utopijne
      wyobrażenia o szczęśliwości ludzkiej wyniesione z tej lektury. Było
      oczywiście „Solaris”…
      Niepostrzeżenie twórczość Lema niemal totalnie zdominowała moje lektury tamtych
      czasów. Wchodziłem coraz głębiej w filozofię i wizję świata kreowanego w
      Golemie IV, Masce, Summie, Dialogach, ale jednocześnie okazywało się, że nie
      mam już z kim na ten temat porozmawiać. Moi znajomi, dotychczasowi czytelnicy
      Lema powypadali gdzieś na zakrętach. Skreślili go z listy ulubionych autorów.
      Stało się to czasach pojawienia się w księgarniach „Fiaska” czy „Wizji
      lokalnej”. Lem już wtedy nie ukrywał, że chodzi mu o coś więcej niż fabułę z
      konceptem. Jego książki stały się po prostu dla większości za trudne/nudne.
      Potem Lem ogłosił, że już więcej nie będzie pisał powieści i poświęci się
      eseistyce. Dla mnie to był koniec epoki i koniec Lema takiego jakiego
      uwielbiałem. Jego późniejsza twórczość nie potrafiła mnie już tak wciągnąć
      jak „Katar”, czy śmiertelnie przestraszyć jak „Śledztwo”. W zasadzie wszystko
      co publikował w latach 90-tych wydawało mi się powtórką tego co zawarł we
      wcześniejszych dziełach – tyle, że podane skrótowo, w nowszym opakowaniu. Nie
      podobały mi się jego wywiady w popularnych tygodnikach, kolorowe okładki na
      listach bestsellerów w supermarketach. Jakoś to odzierało „mojego” Lema z
      mistycznej aury jaką sobie wokół niego naiwnie wytworzyłem. To rozczarowanie
      pchnęło mnie w kierunku Dicka, który Lema szczerze nienawidził i nawet podważał
      jego istnienie twierdząc, że nie jest możliwym, aby jeden człowiek mógł napisać
      tyle niezwykłych rzeczy. Głosił, że Lem jest kryptonimem komunistycznej komórki
      powołanej do infiltracji środowiska SF. No, cóż, Lem nazywał za to Dicka
      Dostojewskim SF. Co za ironia losu…

      Na koniec tych nieco nieuporządkowanych, pisanych na gorąco, wspomnień pozwolę
      sobie przytoczyć pewną maksymę, którą przypisuję Lemowi, ale tak naprawdę nie
      jestem w stanie określić skąd pochodzi i czy w ogóle należy do Lema (może
      forumowicze mi pomogą? :). Brzmi ona tak:

      „Ludzie nie słuchają co się do nich mówi, a jak już słuchają to nie rozumieją,
      a jak już słuchają i rozumieją to zapominają”…

      Ja wiem, że nie zapomnę. [‘]
      ___________________________________
      www.tcp.org.pl
      • cat_s Re: Stanisław Lem 28.03.06, 15:04
        I znowu mnie, Sevenie, (jak zazwyczaj zresztą) przyjemnie swoimi 'lemowymi' wspomnieniami zaskoczyłeś...
        No to w związku z tym mam dla Ciebie (i dla innych fanów) prezencik malutki: pamiętasz 'Kieszonkowy Komputer Dreszczowców'?

        O, tutaj jest:
        www.lem.pro.onet.pl/dziela/fantastyk/kieszkomp.htm

        Miłego wspominania...

        Pozdrawiam
        cat_s
        • cat_s Re: Stanisław Lem 29.03.06, 00:49
          To znowu ja.
          Tego, przyznaję, nie znałem:

          Stanisław Lem, Dyktanda czyli , Przedsięwzięcie Galicja, Kraków 2001, str. 33 12-05-2005 , ostatnia aktualizacja 12-05-2005 20:32

          Dyktando o cebulce:
          Wątróbka z cebulką krótko smażona, byle nie gorzka od żółci, jest zakąską doskonałą. Aby ją przyrządzić, należy kupić samochód i pędzić nim póty, aż się kogoś przejedzie. Wątróbkę, nieboszczykowi niepotrzebną, z wnętrzności wyjmujemy i wkładamy do lodówki. Trupa wyrzucamy lub stawiamy w zbożu jako stracha na wróble. Z wątróbki osób starszych tylko pasztet się udaje, ponieważ jest łykowata. Najlepsze są wątróbki młodych chłopców jeżdżących zwykle na rowerze. Najwygodniej dopaść takiego, który nie ma hamulców ani bieżnika. Wątróbki tak zdobytej nie rzuca się na wrzący tłuszcz, lecz spłukuje kwaskiem, a mając na podorędziu bułkę, z móżdżka wyrabia się farsz. Dobry jest też chłopiec na zimno w galarecie (z chrzanem). Trzeba go tylko dobrze oskrobać, aby nie zgrzytał w zębach. Są kucharze zalecający nerkówkę, lecz bywa ciężkostrawna. Małe dzieci wolno spożywać tylko w dni postu"
          miasta.gazeta.pl/krakow/1,65127,2705461.html

          I jeszcze:

          Dyktando 2 - O Padalcu
          Stanisław Lem, Dyktanda czyli , Przedsięwzięcie Galicja, Kraków 2001, str. 26 12-05-2005 , ostatnia aktualizacja 12-05-2005 20:32

          Najszlachetniejszym spośród kręgowców jest padalec. Żywi się on jajecznicą. Niektóre padalce mają nogi, ale tak małe, że niedostrzegalne gołym okiem. Padalec zamierzający przepłynąć ocean kuca na plaży i koncentracją woli powoduje wyrośnięcie na grzbiecie masztów i żagli. Istnieją padalce o takiej sile charakteru, że doprowadzają do przemiany kiszek w silniki odrzutowe. Jak wiadomo, padalce nie szybują w przestworzach, ponieważ im na tym nie zależy. Słuch mają tak bystry, że słyszą dźwięki na kilka godzin przed ich rozlegnięciem się. Wzrok padalca jest zabójczy dla skorpionów i małży. Pewne szczepy indiańskie wykorzystywały przenikliwy wzrok padalców do wiercenia dziur w deskach. Padalec brzydzi się ludźmi, lecz chętnie zjada małpy oraz starszych chłopców robiących błędy ortograficzne
          miasta.gazeta.pl/krakow/1,65127,2705463.html

          I jeszcze:
          Dyktando 3 - O Grzybach
          Stanisław Lem, Dyktanda czyli , Przedsięwzięcie Galicja, Kraków 2001, str. 27 12-05-2005 , ostatnia aktualizacja 12-05-2005 20:33

          W lesie żyją grzyby. Grzyb różni się od żyrafy tym, że nie nosi skarpetek. Zwykłe grzyby mają kapelusze, natomiast grzyby wieczorowe używają cylindrów. Śnięte ryby spożywają mało grzybów, lecz ulubioną ich potrawą jest grochówka. Istnieją grzyby podwodne, oddychające skrzelami, które dzięki doskonałemu przystosowaniu upodobniły się do szczupaków i karpi tak, że są od nich nieodróżnialne. Zupa grzybowa z takiego szczupaka uchodzi za zupę rybną. W lesie żyje ponadto dzika cebula, a także cebulki włosowe osób, które wędrują po lesie, pohukując. Pohukiwanie tak wstrząsa wędrowcami, że sypie się z nich łupież. Nie jest jednak prawdą, jakoby poszycie leśne składało się z samego łupieżu. Latający grzyb, pospolicie nazywany krogulcem, zamiast skrzydeł używa chustek do nosa gubionych przez osoby roztargnione. Najokrutniejszy z grzybów jest rydz ludojad, który podstawia nogę pobożnym staruszkom, a potem zjada je bez soli.
          miasta.gazeta.pl/krakow/1,65127,2705467.html

          'Rydz ludojad', uważacie..., i - 'bez soli'... ;-)

          Pozdrawiam ;-)
          cat_s
          • sofanes Re: Stanisław Lem 29.03.06, 01:20
            Coz, smutno...
            Ale cytaty z dyktand swietne, zaraz sobie skopiuje gdzies dla utrwalenia...
            Musze sie przyznac, ze nie spodziewalem sie, ze tylu tu fanow dobrej
            fantastyki...
            Coz, ksiazki Lema bardzo lubilem, ale przyznam sie, ze wszystkich nie
            przeczytalem - ale to z czasem sie nadrobi...coz, moje ulubione, jak dotad
            jednak, to wciaz "Bajki robotow" i "Kongres futurologiczny". Ale "Solaris",
            ale "Opowiesci o pilocie..." tez lubie...hmm.
            Jesli chodzi o Lema i Dicka, panowie sie nie lubili, ale coz, moze to dlatego,
            ze geniusze rzadko sie przyjaznia ;-)
            Philip K. Dick jednak to zdecydowanie moj ulubiony pisarz "fantastyczny";
            musze powiedziec, ze w wieku nastoletnim skompletowalem chyba wszystkie jego
            ksiazki dostepne wtedy na polskim rynku...
            Ech, "Ubik", albo "Czlowiek z wysokiego zamku", albo "A teraz zaczekaj na
            zeszly rok" - to perelki.
            A opowiadania...? Opowiadania Dicka moim zdaniem sa jednymi z najlepszych sf,
            jakie powstaly kiedykolwiek; zastanawialem sie, ktore jest moje ulubione, i
            choc to trudny wybor, zdecydowalem sie na...no i tu mam problem, zajrzalem do
            wikipedii i za nic nie moge sobie przypomniec, ktory tytul odnosi sie do tego,
            o co mi chodzi...albo "Gra nielosowa" albo "Mecz rewanzowy"; chodzi mi o ta
            skonfiskowana maszyne z kasyna, w ktorej z kazda kolejna gra buduje sie miasto
            i w nim mala katapulta...
            No a numer drugi to "Krol elfow".
            ***
            Coz ja moge powiedziec, malomiasteczkowe klimaty amerykanskich miasteczek o
            ktorych pisal Dick jakas role na pewno odegraly w rozbudzeniu we mnie
            pragnienia zobaczenia tych krajobrazow...

            Coz, moze teraz, gdzies tam w trzecim wymiarze, Lem sie wreszcie z Dickiem
            dogada...
            • cat_s Re: Stanisław Lem 29.03.06, 02:58
              > Coz, moze teraz, gdzies tam w trzecim wymiarze, Lem sie wreszcie z Dickiem
              > dogada...

              Cóż, może i tak się stanie.
              Ja zaś grzebię w pamięci, na półkach i w necie o obu panach - może jeszcze coś kiedyś dopiszę...

              A póki co - z pamięci sepulki wyjść mi nie chcą.
              Sepulki oczywiście wszyscy pamiętamy? ;-)

              "SEPULKI - odgrywający doniosłą rolę element cywilizacji Ardrytów (ob.) z planety Enteropii (ob.) Ob. SEPULKARIA.
              SEPULKARIA - obiekty służące do sepulenia (ob.).
              SEPULENIE - czynność Ardrytów (ob.) z planety Enteropii (ob.). Ob. SEPULKI.
              Krąg się zamknął, nie było już gdzie szukać... [...]"

              Ot i tyle w kwestii sepulek... i sepulenia ;-)
              • cat_s Re: Stanisław Lem 04.04.06, 20:50
                Stanisław Lem pochowany w Krakowie
                pap 04-04-2006

                "Cichy i kameralny był pogrzeb Stanisława Lema. Pisarz, zgodnie z wolą rodziny, spoczął na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie. Żegnało go kilkaset osób - rodzina, przyjaciele i czytelnicy. Złożenie do grobu urny z prochami pisarza poprzedziła krótka modlitwa, poprowadzona przez o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego OP. Nie było żadnych przemówień.

                Stanisław Lem nie cierpiał pompy i zadęcia. To dlatego rodzina nie wyraziła zgody na pochowanie go w Alei Zasłużonych Cmentarza Rakowickiego, co zaproponował prezydent Krakowa. Wybrano bardziej kameralny Cmentarz Salwatorski, na którym we wtorkowe południe było tłoczno. Rodzina pisarza nie życzyła też sobie żadnych oficjalnych przemówień. Dlatego jedynym, który zabrał na cmentarzu głos, był dominikanin Jan Andrzej Kłoczowski.
                [...]"
                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3259369.html

                Ot i tak wątek ten by można zakończyć...

                Ale po namyśle pomyślałem, że tak się wątek nie skończy.
                Nie będę wirtualnych świeczek palił ani żadnych innych, bo w ogóle jestem jakoś mało 'wierzący', niestety. Nie będę ich palił także z takiego powodu, że dla mnie Lem nadal żyje.
                Toteż pozwólcie, że od czasu do czasu w miare możności będę tu wracał i ulubione 'kawałki lemowe' wpisywał; ani chronologicznie, ani w ogóle logicznie - ot, to po prostu, co mi z moich 'lemów półkowych' w rękę akurat wpadnie...

                Pozdrawiam
                cat_s :-(

                P.S.
                Może i Wy macie jakieś swoje ulubione 'lemy'?
                • zerozeroseven Re: Stanisław Lem 18.04.06, 11:17
                  Bardzo podoba mi sie cat_s'ie Twoja idea wrzucania tutaj od czasu do czasu co
                  ciekawszych cytatów lemowych. Mam taki jeden, nieco długi, ale bardzo ciekawy i
                  rzekłbym ponadczasowy:

                  „Profesor Tarantoga uważa, że ludziom potrzeba dwóch rzeczy. Po pierwsze
                  odpowiedzi na pytanie KTO, a po drugie na pytanie CO. Przy pierwszym pytaniu
                  chodzi o to, KTO jest wszystkiemu winien. Odpowiedź ma być krótka, wskazująca,
                  jasna i wyraźna. Po wtóre ludziom potrzebne jest to, CO stanowi tajemnicę. Już
                  od dwustu lat uczeni irytowali wszystkich tym, że wiedzieli zawsze więcej i
                  lepiej. Jakże miło ich ujrzeć bezradnych wobec trójkąta bermudzkiego,
                  latających talerzy, duchowego życia roślin, czy to nie fascynuje, gdy prosta
                  paryżanka w klimakterze, zna całą przyszłość polityczną świata, natomiast
                  profesorowie są w tym ciemni jak tabaka w rogu.

                  Ludzie, powiada Tarantoga, wierzą w to, w co chcą wierzyć. Wziąć choćby taki
                  rozkwit astrologii. Astronomowie, którzy na zdrowy rozum powinni o gwiazdach
                  wiedzieć więcej niż wszyscy inni ludzie razem wzięci, twierdzą, że gwiazdy mają
                  nas gdzieś. Są to olbrzymie kule rozżarzonych gazów, kręcące się od początku
                  świata i związek ich z naszym losem jest na pewno znacznie mniejszy niż skórki
                  od banana, na której można się pośliznąć i złamać nogę. Jednakowoż nikt nie
                  interesuje się skórkami od bananów, natomiast poważne pisma ogłaszają
                  astrologiczne horoskopy i są nawet kieszonkowe komputerki, które można przed
                  dokonaniem giełdowej transakcji spytać, czy gwiazdy jej sprzyjają. Ten kto
                  głosi, że łupina owocu może wywrzeć większy wpływ na los człowieka aniżeli
                  wszystkie planety z gwiazdami razem wzięte, nie będzie wysłuchany. Facet
                  przyszedł na świat ponieważ jego rodziciel nie wycofał się, aby tak rzec, w
                  porę, i przez to właśnie został jego rodzicielem. Jego rodzicielka, widząc co
                  się stało, brała chininę, skakała równymi nogami z szafy na podłogę, ale to
                  jakoś nie pomogło. Facet pojawia się więc, kończy jakąś szkołę i pracuje w
                  sklepie z szelkami, na poczcie lub w biurze meldunkowym. Naraz dowiaduje się,
                  że jest całkiem inaczej. Planety stworzyły specjalną koniunkcję, znaki zodiaku
                  układały się z uwagą i wytrwałością w taki szczególny wzór, jedna połowa
                  niebiosów zmawiała się z drugą po to, żeby on mógł powstać i stać za ladą bądź
                  siedzieć za biurkiem. To podnosi na duchu. Cały wszechświat kręci się wokół
                  niego i nawet jeśli mu nie sprzyja, nawet jeśli gwiazdy ułożą się tak, że
                  producent szelek zrobi plajtę, a on traci przez to posadę, przecież to milsze,
                  niż wiedzieć, gdzie gwiazdy mają go naprawdę i w jakiej mierze się o niego
                  troszczą. Wybij mu to z głowy, razem z wiadomością o sympatii, jaką darzy go
                  jego kaktus w doniczce pod oknem, i co zostanie? Bosa, biedna, goła pustka i
                  beznadziejna rozpacz. Tako rzecze profesor Tarantoga…”

                  S. Lem, „Pokój na ziemi”





                  ___________________________________
                  www.tcp.org.pl
                  • cat_s Re: Stanisław Lem 20.04.06, 17:42
                    Profesor Tarantoga to była w ogóle wybitna postać...

                    W serwisie archiwalnym Portalu Gazety można na przykład wyszukać taką informację:
                    'Profesor Tarantoga redPor (30-08-2001 12:56)
                    Wybitny uczony, niestrudzony eksplorator Wszechświata, zamiłowany podróżnik i odkrywca, sumienny badacz galaktycznych zjawisk: to właśnie on wyjaśnił zagadkę drapieżnych kartofli grasujących wokół planety Tairii. Autor Kosmozoologii, dzieła na temat flory i fauny kosmosu. Bliski przyjaciel, mentor i przewodnik Ijona Tichego, jak również redaktor jego Dzienników Gwiazdowych [...]"

                    Piszą też jeszcze dobrzy ludzie w owym serwisie, że "cena dostępu" do pełnej treści tego i dziewięciu jakichkolwiek innych artykułów wynosi 12 pln... toteż dopóki na forum nie trafi się hojny sponsor materiału archiwalnego - tym tylko kawałkiem opisu Tarantogi zadowolić się musimy... ;-)

                    Pozdrawiam
                    cat_s
                    • cat_s Re: Stanisław Lem 21.04.06, 09:05
                      Witam,
                      Tropiąc profesora Tarantogę dotarłem netowo do ciekawej podróży Ijlona Tichego - mianowicie do 'Podróży dwudziestej szóstej i ostatniej'.
                      Nie jestem 'lemologiem', więc nie powiem, dlaczego ta dwudziesta szósta jest rzekomo ostatnia - bo w moim niezwykle eleganckim i ekskluzywnym wydaniu 'Dzienników Gwiazdowych' z 2001 (Wydawnictwo Literackie, Kraków) podróży dwudziestej szóstej w ogóle nie ma, za to jest, i owszem, 'Podróż dwudziesta ósma'... Ba, okazało się, że tej 'Dwudziestej szóstej i ostatniej' w ogóle wcześniej nie czytałem!

                      Poniżej 'tarantologiczny' fragment 'Dwudziestej szóstej'; w nim to Tichy po raz pierwszy spotyka się z profesorem...:

                      >> Piętnaście lat mijało od chwili, kiedym opuścił Ziemię, i nostalgia odzywała się we mnie coraz silniej; na koniec postanowiłem odwiedzić strony ojczyste. Decyzję tę powziąłem na Teropii, trzeciorzędnej planecie z układu Wieloryba. Gdy jednak udałem się do portu rakietowego, ujrzałem sporą grupę podróżnych czytających w ponurym milczeniu ogłoszenie na tablicy Biura Nawigacji Kosmicznej. Komunikat donosił o wtargnięciu stada wielkich meteorów na szlak rakietowy; tak więc, w oczekiwaniu poprawy pogody, spędzałem dni w gronie przygodnych towarzyszy. Był wśród nich pewien młody fanfaron, który opowiadał każdemu, komu tylko mógł, rozmaite historie o planetach, które sam rzekomo zwiedził. Od jednego rzutu oka zorientowałem się, że jest to zwyczajny oszust, i gdy nadarzyła się okazja, przygwoździłem jego kłamstwa. Miał on czelność opowiadać w mojej obecności o rzekomych mieszkańcach planety Borelii ze zbioru gwiazdowego w Orionie; twierdził, że żyją tam potwory, rozmiarami dorównujące górom, zwane Powołami dla niesłychanej powolności procesów życiowych, spowodowanej niską temperaturą i zlodowaceniem planety.

                      - Wyobraźcie sobie, panowie - wołał - że kiedy w Egipcie panował Amenhotep VI z dynastii tebańskiej na Borelii spotkały się dwa Powoły. Pierwszy odezwał się: "co słychać?" - Potem zbudowano piramidy, Aleksander Macedoński podbił Azję i doszedł do Oceanu Spokojnego, Grecja została pokonana przez Rzym, powstało cesarstwo rzymskie narodu niemieckiego, szły wyprawy krzyżowe, islam walczył z chrześcijaństwem, toczyły się wojny Białej Róży z Czerwoną, wojna trzydziestoletnia i stuletnia... a drugi Powół wciąż jeszcze nie odpowiadał i dopiero kiedy Niemcy zwyciężyły Francję pod Sedanem, potwór na Borelii odrzekł: "nic nowego". Tak nieprawdopodobnie, niesłychanie wolno biegnie życie tych zdumiewających stworzeń; mogę to powiedzieć spokojnie, albowiem sam je widziałem i badałem.

                      Tu wyczerpała się moja cierpliwość.

                      - To, coś pan nam opowiedział - rzekłem zimno - jest niecnym kłamstwem.

                      Gdy stałem się ośrodkiem powszechnej uwagi, wyjaśniłem:

                      - Aleksander Wielki nigdy nie doszedł do Oceanu Spokojnego, bo jak doskonale wiadomo, zawrócił z drogi w roku 325 przed naszą erą.

                      Posypały się oklaski; od tej chwili kłamcę otoczyła powszechna wzgarda. Wśród obecnych znajdował się starzec o budzącej szacunek powierzchowności; zbliżywszy się do mnie wyraził uznanie dla mego energicznego wystąpienia w obronie ścisłości i prawdy, po czym przedstawił mi się jako profesor Tarantoga. Uradowałem się niezmiernie, że nareszcie szczęśliwy przypadek nas zetknął. Odtąd aż do końca pobytu na Teropii byliśmy nierozdzielni [...] <<

                      Pozdrawiam
                      cat_s

                      P.S.
                      Aha... Zachęcam - w celach badawczych - do przeczytania całości, która jest tutaj:
                      www.niniwa2.cba.pl/lem_podroz_dwudziesta_szosta.htm

                      Pochodzi ona z książki "Sezam i inne opowiadania", wydanej w 1954 r.!!!
                      Co wiele tłumaczy... ;-)
                      • zerozeroseven Re: Stanisław Lem 21.04.06, 10:00
                        cat_s napisał:

                        > Pochodzi ona z książki "Sezam i inne opowiadania", wydanej w 1954 r.!!!
                        > Co wiele tłumaczy... ;-)

                        Brawo cat_s'ie! To jest właśnie sedno!
                        Osobiście jestem szczęśliwym posiadaczem oryginalnego wydania dzieła: "Sezam i
                        inne opowiadania" z 1954 r. oraz mniej więcej z tego samego okresu, (chyba z
                        1957) "Dzienników Gwiazdowych". W obydwu "Podróż dwudziesta szósta" jak
                        najbardziej figuruje. Przy czym, w kolejnych wydaniach znika. Swojego czasu
                        zafrapowało mnie, tak jak Ciebie - dlaczego? Nie pamiętam już jak, ale dotarłem
                        do wiarygodnego wyjaśnienia. Otóż ponoć, sam Lem nie zgadzał się na publikację
                        tego opowiadania z czystego wstydu. Dydaktyczno-moralizatorski charakter nie
                        pasował do czasów odwilży, a i potem też jakoś ta "Merka" z "Raszą" nie grały,
                        raziły sztucznością.
                        Generalnie, nie można zapominać, że Lem podlegał bardzo silnym naciskom ze
                        strony cenzury i im ulegał. Nie wiem też do jakiego stopnia świadomie, a do
                        jakiego wymuszenie z jego utworów (powiedzmy do "Niezwyciężonego" włącznie)
                        przebijało coś na kształt, "jedynie słusznej linii" i przepraszam, że się tak
                        wyrażę "produkcyjniactwa" ;-) Dla mnie dopiero "Summa" (1964) była skokiem w
                        inną jakość i stała się punktem odniesienia do całkiem nowego Lema.
                      • zerozeroseven Re: Stanisław Lem - bierzcie póki jest 21.04.06, 15:18
                        A wiecie, że prawie cała biblioteka Lema po polsku i po rosyjsku jest w sieci?
                        Nie podam adresu, bo to nieetyczne, ale pewnie kto poszuka ten znajdzie...

                        Wątpię czy Mistrz diengi za to uwidieł...
                        ___________________________________
                        www.tcp.org.pl
                        • cat_s O bladawcach 22.04.06, 01:44
                          Sevenie, nie bądź taki - podaj adres... bo niektórych google nie lubią;-)

                          A póki Seven się nie złamie - znalazłem przypadkiem zupełnym oczywiście niesamowitą 'recenzję' opowiadania z 'Cyberiady' - 'JAK ERG SAMOWZBUDNIK BLADAWCA POKONAŁ'...

                          No to najpierw może kawałek oryginału, dla zaostrzenia apetytu...:

                          "- Czy prawdą jest - spytał, ledwo z klęczek powstali, oddawszy mu należny ukłon - że Homos miększy jest nad wosk?
                          - Tak jest, Wasza Jasność - odparli obydwaj.
                          - A czy i to prawda, że szparką, którą ma u dołu twarzy, może wydawać rozmaite dźwięki?
                          - Tak jest, Wasza Królewska Mość, jak również, że do tego samego otworu tka Homos różne rzeczy, a potem dolną częścią głowy rusza, która na zawiaskach jest do górnej przytwierdzona, przez co się owe rzeczy rozdrabniają i on je wciąga do swego wnętrza.
                          - Dziwny obyczaj, o którym słyszałem - rzekł król.
                          - Wszelako powiedzcie, mędrcy moi, po co on to czyni?
                          - W tej materii cztery są teorie, Wasza Królewska Mość - odparli homologowie. - Pierwsza, że czyni tak, by się nadmiaru jadów pozbyć (jadowity jest bowiem niesłychanie). Druga; że postępuje tak gwoli niszczeniu, które przekłada nad wszelką inną uciechę. Trzecia, że przez chciwość, bo wszystko by pochłonął, gdyby mógł, czwarta...
                          - Dobrze, już dobrze! - rzekł król. - Czy to prawda, że on z wody jest uczyniony, a jednak nieprzezroczysty, jak ta moja kukła?
                          - l to prawda! Ma on, panie, w środku wielość rurek śliskich, którymi wody cyrkulują; są w nim żółte, są perłowe, ale najwięcej czerwonych - te niosą straszną truciznę, kwasorodem lub tlenem zwaną, który to gaz wszystko, czego tknie, zaraz w rdzę obraca lub w płomień. Dlatego on sam mieni się perłowo, żółto i różowo. Wszelako, Wasza Królewska Mość, błagamy pokornie, byś od zamysłu sprowadzenia żywego Homosa odstąpić raczył, istota to bowiem potężna i złośliwa jak żadna inna...
                          - To wyłuszczyć musicie mi dokładnie - rzekł król, udając, że gotów jest się do rad mędrców przychylić. W istocie jednak chciał zaspokoić tylko swoją wielką ciekawość.
                          - Istoty, do których i Homos należy, zwą się trzęskimi, panie. Należą do nich silikończycy i proteidzi; pierwsi gęstszej są konsystencji, przeto zwą ich zakalcytami bądź studzieninowcami; drudzy, rzadsi, u różnych autorów różne noszą miana, jak to lipcy lub lipkowie u Pollomedera, grzęzawcy lub klejowaci u Tricephalosa Arborydzkiego, nareszcie trzęśliniakami klejookimi przezwał ich Analcymander Miedziawy...
                          - Prawdaż to, że oni nawet oczy mają śliskie? spytał żywo król Boludar.
                          - Tak jest, panie. Istoty owe, z pozoru słabe i kruche, że dość upadku z sześćdziesięciu stóp, aby się każda w kałużę czerwoną rozbryznęła, przedstawiają, przez przyrodzoną chytrość, niebezpieczeństwo gorsze od wszystkich razem wirów i raf Pierścienia Astrycznego!"

                          * * *
                          A teraz wspomniana wyżej 'recenzja':

                          No więc właśnie skończyłam Bajki robotów i powiem, że to jest po prostu genialne :-). Najbardziej to mi się podobała pierwsza o trzech robotach, a szczególnie o tym ostatnim z kwarcu, co był odporny i cały czas mówił - byle nie myśleć i będzie dobra nasza :-), a czasem jeszcze - nie myśleć, a jak trzeba to myśleć, tak czy inaczej zwyciężyć muszę ':-). I to mi się wydaje takie strasznie o ludziach, bo na przykład tak jest teraz ze mną, że chciałbym jak ten robot po prostu, tak pstryknąć i żeby już nie myśleć, ale nie da rady :-(, bo to tylko w bajkach tak można :-).

                          Druga bajka to niby nic wielkiego, ale jakaś taka straszna. To znaczy dla tych robotów straszna, bo rozbił się u nich taki statek z kosmonautami - (bladawcami :-)) i przyszli mędrcy i mówili tym innym robotom, żeby one nie zaglądały, ale one nie usłuchały i z tych ludzi wyszła taka biała pleśń i wszystkie roboty zaczęły chorować i w końcu nastąpiła zagłada. I to jest straszna bajka. Nie wiem jak to jest zrobione, ale czuję, że na dnie leży coś bardzo strasznego.

                          Albo ten Jak Erg Samocoś bladawca pokonał. Te bladawce, to znaczy my, ludzie i Lem ich przestawia tak śmiesznie, że mają takie otwory, którymi filtrują ciecze i znają ileś tam milionów sposobów pożerania innych trzęściookich :-)... To ta bajka była śmieszna: Awruk! - zawołanie bitewne rodu, tak krzyczał jeden robot, a przeczytajcie to od tyłu :-).

                          Ale najlepsza to jest chyba o Automateuszu. To taki przykład na gościa, co wszystko wie, a nic nie rozumie. Mówię o tym małym automatycznym przyjacielu, co siedział w uchu swego przyjaciela robota i doradzał mu samobójstwo, a wszystko logicznie, bo przecież wylądowali na bezludnej wyspie. A ten robot się wściekał jak cholera. I to też jest bardzo śmieszne, ale u mnie w klasie jest taki gagatek jak Automateusz - wyszczekany, ale nic nie wie tak do końca, albo nie czuje, więc mu dam, żeby to sobie przeczytał i on może wtedy zobaczy jakiego z siebie robi wała i jaki jest naprawdę śmieszny.
                          www.biblionetka.pl/ks.asp?id=83

                          Pozdrawiam ;-)
                          cat_s
                          • cat_s bibliografia 22.04.06, 22:16
                            Witam,
                            Sevenowe uwagi skłoniły mnie do użycia znienawidzonych googli... - i dla własnej ciekawości znalazłem 'lemową' bibliografię... ciekawym, czy jest kompletna?
                            (Ja się Dickowi nie dziwię, że LEMa za komputer uznał... sporo tego jest... ;-) )

                            Short Bibliography Of Lem's Books In Polish And Their Translations To English
                            (In the Chronological Order of Publishing)

                            · Człowiek z Marsa (1946, A Man From Mars) - SF novel
                            · Astronauci (1951, The Astronauts) - SF novel
                            · Jacht `Paradise' (1951, Yacht `Paradise') - play (elements of SF)
                            · Sezam i inne opowiadania (1954, Sesame and Other Stories) - coll. (SF)
                            · Czas nieutracony (1955, Time Not Lost) non-SF trilogy consisting of the following novels:
                            - Szpital Przemienienia (1955) - see Hospital of the Transfiguration (1988),
                            - Wśród umarłych (Among the Dead) &
                            - Powrót (Return)
                            · Obłok Magellana (1955, The Magellan Nebula) - SF novel
                            · Dialogi (1957, Dialogues) - essays
                            · Dzienniki gwiazdowe (1957-1999) - coll. (SF) transl. in coll. The Star Diaries (1976) & Memoirs of a Space Traveller (1982)
                            · Eden (1959) - SF novel transl. as Eden (1989)
                            · Inwazja z Aldebarana (1959, Invasion From Aldebaran) - coll. (SF)
                            · Śledztwo (1959) - SF novel transl. as The Investigation (1974)
                            · Księga robotów (1961, The Book of Robots) - coll. (SF) see Dzienniki gwiazdowe (1957)
                            · Pamiętnik znaleziony w wannie (1961) - SF novel transl. as Memoirs Found in a Bathtub (1973)
                            · Powrót z gwiazd (1961) - SF novel transl. as Return from the Stars (1980)
                            · Solaris (1961) - SF novel transl. as Solaris (1970)
                            · Wejście na orbitę (1962, Getting Into Orbit) - essays
                            · Noc księżycowa (1963, The Lunar Night) - coll. (SF)
                            · Bajki robotów (1964, Robot's Fables) - coll. (SF) most transl. in coll. Mortal Engines (1977)
                            · Niezwyciężony i inne opowiadania (1964) - coll. (SF) incl. SF novel Niezwyciężony transl. as The Invincible (1973)
                            · Summa technologiae (1964) - essays
                            · Cyberiada (1965) - coll. (SF) transl. as The Cyberiad (1974)
                            · Polowanie (1965, The Hunt) - coll. (SF)
                            · Ratujmy Kosmos i inne opowiadania (1966, Let Us Save the Universe and Other Stories) coll. (SF)
                            · Wysoki Zamek (1966, High Castle) - non-SF novel transl. as Highcastle (1995)
                            · Filozofia przypadku (1968, The Philosophy of Chance) - essays
                            · Głos Pana (1968) - SF novel transl. as His Master's Voice (1983)
                            · Opowieści o pilocie Pirxie (1968) - coll. (SF) transl. in coll. Tales of Pirx the Pilot (1979) & More Tales of Pirx the Pilot (1982)
                            · Opowiadania (1969, Short Stories) - coll. (SF)
                            · Fantastyka i futurologia (1970, Fantastics and Futurology) - essays, parts transl. in coll. Microworlds (1984)
                            · Bezsenność (1971, Insomnia) - coll. (SF) incl. SF novel Kongres futurologiczny transl. as The Futurological Congress (1974)
                            · Doskonała próżnia (1971) - coll. (SF) transl. as A Perfect Vacuum (1979)
                            · Opowiadania wybrane (1973, Selected Stories) - coll. (SF)
                            · Wielkość urojona (1973) - coll. (SF) transl. as Imaginary Magnitude (1984)
                            · Rozprawy i szkice (1975, Essays and Sketches) - essays
                            · Szpital Przemienienia (1955/1975) - non-SF novel transl. as Hospital of the Transfiguration (1988)
                            · Wysoki Zamek - Wiersze młodzieńcze (1975) - see Wysoki Zamek (1966)
                            · Katar (1976, Cold) - SF novel transl. as The Chain of Chance (1978)
                            · Maska (1976) - coll. (SF) incl. novella `Maska' transl. as `The Mask' in coll. Mortal Engines (1977)
                            · Suplement (1976, The Supplement) - coll. (SF)
                            · Powtórka (1979, The Repetition) - coll. (SF)
                            · Golem XIV (1981) - coll. (SF) transl. in coll. Imaginary Magnitude (1984)
                            · Wizja lokalna (1982, Official Hearing on the Spot) - SF novel
                            · Prowokacja (1984, The Provocation) - coll. (`a kind of SF')
                            · Biblioteka XXI wieku (1986, The Library of the 21st Century) - coll. (SF) transl. in coll. One Human Minute (1986)
                            · Fiasko (1987) - SF novel transl. as Fiasco (1987)
                            · Pokój na Ziemi (1987) - SF novel transl. as Peace on Earth (1994)
                            · (with Stanisław Bereś) Rozmowy ze Stanisławem Lemem (1987, Conversation with Stanisław Lem) - a book-sized interview (see also Tako rzecze Lem, 2002)
                            · Ciemność i pleśń (1988, Darkness and Mould) - coll. (SF)
                            · Pożytek ze smoka (1993, Utility of the Dragon) - coll. (SF)
                            · Człowiek z Marsa (1946/1994, A Man from Mars) - SF novel
                            · Lube czasy (1995, The Pleasant Times) - essays
                            · Tajemnica chińskiego pokoju (1996, Secret of the Chinese Room) - essays
                            · Sex wars (1996) - essays
                            · Zagadka - Opowiadania (1996, Riddle - Stories) - coll. (SF)
                            · Dziury w całym (1997, Holes in the Whole) – essays
                            · Bomba megabitowa (1999, Megabyte Bomb) - essays
                            · Okamgnienie (2000, The Twinkling of an Eye) – essays
                            · Apokryfy (2000, Apocrypha) - coll. (SF)
                            Contains: Doskonała próżnia, Wielkość urojona, Prowokacja & Biblioteka XXI wieku; Note: all (with exception of Prowokacja) previously transl. in coll. A Perfect Vacuum (1979), Imaginary Magnitude (1984) & One Human Minute (1986)
                            · Fantastyczny Lem – Opowiadania (2001, Fantastic Lem – Stories) – coll. (SF)
                            · Świat na krawędzi (2001, World on the Edge) – essays
                            · (with Stanisław Bereś) Tako rzecze Lem… (2002, Thus Spake Lem), continuation of Rozmowy ze Stanisławem Lemem (1987);

                            I wyznam z niejakim zawstydzeniem - ale i z radością - że wielu pozycji na liście powyższej nie znam. Czyli - wiele jeszcze, jeśli chodzi o Lema, przede mną... :-)

                            P.S.
                            Sevenie, nie bądź taki - podaj ten adres, co wiesz...! ;-)
                            • zerozeroseven Re: bibliografia 25.04.06, 12:55
                              Hmmm. Czy o kimkolwiek z nas będzie można powiedzieć ze zostawił po sobie aż
                              tyle? Trochę mnie to załamuje, bo jak patrzę na tą bibligrafię to stwierdzam że
                              jestem nikim. ;-)

                              Ps. No dobra cat_s'ie podaję ten adres co wiesz ;-D. Mam nadzieję, że SL i jego
                              spadkobiercy mi wybaczą bo to dla dobra ogólnego.
                              artefact.lib.ru/library/lem.htm___________________________________
                              www.tcp.org.pl
                              • zerozeroseven Re: bibliografia 25.04.06, 12:56
                                A jednak jakas ręka z zaświatów przeszkodziła.
                                Więc jezcze raz:

                                artefact.lib.ru/library/lem.htm___________________________________
                                www.tcp.org.pl
                                • zerozeroseven Re: bibliografia 25.04.06, 12:56
                                  artefact.lib.ru/library/lem.htm

                                  ___________________________________
                                  www.tcp.org.pl
                                  • cat_s autobiografia 29.04.06, 21:29
                                    Cóż. Całości się wkleić nie da. Nie chcąc się narażać na męki selekcji wklejam po prostu pierwsze akapity. A reszta jest tutaj:
                                    www.lem.pl/polish/autobiog/autobiog.htm

                                    "Autobiografia
                                    Przystępując do pisania autobiografii świadom jestem dwóch przeciwstawnych sił powodujących moją ręką. Jedną z tych skrajności jest przypadek, drugą kształtujący życie porządek. Czyżby wszystko, co sprawiło, że przyszedłem na świat i przetrwałem, pomimo że wielokrotnie groziła mi śmierć, aby w końcu zostać pisarzem - i to jeszcze takim, który nieustannie stara się godzić ze sobą sprzeczne elementy realizmu i fantastyki - może być postrzegane wyłącznie jako rezultat niezliczonej ilości przypadków? A może jednak zadziałała jakaś predestynacja - nie w formie nadprzyrodzone mojry, nie skrystalizowana w los kiedy leżałem jeszcze w kołysce, lecz gdzieś we mnie kiełkująca - powiedzmy w mym genetycznym dziedzictwie, jak przystało na agnostyka i empiryka?

                                    W każdym razie roli jaką przypadek odegrał w mym życiu nie sposób pominąć. Kiedy w 1915 roku poddała się przemyska twierdza mój ojciec jako lekarz armii Austro-Węgier dostał się do rosyjskiej niewoli. Po niemal pięciu latach w chaosie rosyjskiej rewolucji zdołał powrócić do rodzinnego Lwowa i - o czym wiem z jego opowiadań - co najmniej raz jako oficer, a więc "wróg klasowy", miał zostać na miejscu rozstrzelany. Z życiem uszedł tylko dlatego, że kiedy prowadzono go na egzekucję rozpoznał go idący chodnikiem ukraińskiego miasteczka żydowski fryzjer ze Lwowa. Fryzjer osobiście golił komendanta miasta, a zatem mógł się wstawić za ojcem. Tylko dlatego mego ojca - który jeszcze nim nie był - wypuszczono na wolność i mógł powrócić do Lwowa, do narzeczonej. Historię tę, ze względów estetycznych nieco bardziej złożoną, czytelnik może odnaleźć w fikcyjnej recenzji (De Impossibilitate Vitae Cezara Kouski) w mej Doskonałej Próżni. Tam przypadek stanowi uosobienie losu - gdyby fryzjer znalazł się w uliczce o minutę później dla mego ojca nie byłoby już ratunku. Usłyszałem od niego tę historię gdy byłem małym chłopcem, może dziesięcioletnim, kiedy nie potrafiłem jeszcze oddawać się abstrakcyjnym rozważaniom przeciwstawiającym kategorie przypadku i losu. Ojciec został szanowanym, dość zamożnym lwowskim lekarzem (laryngologiem). W biednym kraju, jakim była przedwojenna Polska, niczego mi nie brakowało. Miałem i francuską guwernantkę i niezliczone ilości zabawek, a świat w którym dorastałem uważałem za coś niebywale stabilnego. Skoro jednak tak było, dlaczego jako gustujące w samotności dziecko wymyśliłem sobie niezwykłą zabawę, którą opisałem później w Wysokim Zamku?

                                    Zabawa przenosiła mnie w zmyślone światy, jednak wcale nie wyobrażałem ich sobie w sposób bezpośredni. Jako uczeń produkowałem mnóstwo ważnych dokumentów: legitymacji, zaświadczeń, paszportów, dyplomów i aktów prawnych na mocy których otrzymywałem niezliczone bogactwa, szlacheckie tytuły oraz władzę, albo też "najwyższe pełnomocnictwa", zezwolenia, zaszyfrowane dowody i kryptogramy najwyższej wagi - a wszystko to odnosiło się do kraju, którego próżno szukać na mapie. Czyżby towarzyszyło mi poczucie niepewności? Czyżby zabawa wzięła się z podświadomego poczucia zagrożenia? Nic mi o takich przyczynach nie wiadomo. W szkole byłem dobrym uczniem. W kilka lat po drugiej wojnie światowej od pewnego starszego człowieka zajmującego jakieś stanowisko w przedwojennym szkolnictwie dowiedziałem się, że kiedy zbadano iloraz inteligencji wszystkich uczniów gimnazjów - musiało być to w roku 1936 lub 1937 - uzyskałem 180 punktów i - wedle słów tego człowieka - byłem najinteligentniejszym dzieckiem w całej południowej Polsce. Przed wojną nie miałem o tym pojęcia, wyników badań nie ujawniono. W każdym razie w tym sensie stanowiłem już jakiś wyjątek od powszechnej przeciętnej. Jednak w żadnej mierze wysoki iloraz inteligencji nie mógł okazać się pomocny w przeżyciu niemieckiej okupacji na terenie Generalnej Guberni. W tym okresie w sposób bardzo bezpośredni i "praktyczny" dowiedziałem się, że nie jestem "Aryjczykiem". Moi przodkowie byli Żydami, jednak ja nie miałem pojęcia o judaizmie ani, niestety, o żydowskiej kulturze. Właściwie dopiero nazistowskiemu ustawodawstwu zawdzięczam świadomość, że w moich żyłach płynie żydowska krew. Udało nam się jednak uniknąć uwięzienia w getcie - dzięki fałszywym dokumentom wraz z rodzicami zdołałem przetrwać ten czas.

                                    Chcę jednak jeszcze powrócić do dzieciństwa w przedwojennej Polsce. Moje pierwsze lektury były dość szczególnego rodzaju. Były to atlasy anatomiczne i dzieła medyczne należące do ojca, które przeglądałem w czasach kiedy z trudem potrafiłem coś przeczytać, a tym mniej z nich rozumiałem, że medyczna biblioteka ojca składała się z książek niemieckich i francuskich - po polsku była jedynie beletrystyka. Widok szkieletów, starannie otwartych ludzkich czaszek, mózgów naszkicowanych na wielokolorowych tablicach oraz spreparowanych jelit z magicznie brzmiącymi łacińskimi nazwami były moim pierwszym kontaktem ze światem książek. Buszowanie w bibliotece ojca należało naturalnie do rzeczy najsurowiej zakazanych i właśnie dlatego tak bardzo mnie pociągało, jako przedsięwzięcie niedozwolone i tajemnicze. Należy do tego jeszcze dodać ludzką kość. Za szklanymi drzwiami regału ojca leżała kość czaszki - os temporis - usunięta podczas trepanacji. Przypuszczalnie był to relikt z czasów, kiedy ojciec studiował medycynę. Kilkakrotnie miałem ją w ręce, nie towarzyszyły temu jednak żadne nadzwyczajne doznania (żeby tego dokonać musiałem wykraść ojcu klucz). Wiedziałem czym była, ale nie bałem się, byłem raczej zaciekawiony. Jej otoczenie - rzędy grubych medycznych tomów - wydawało się najzupełniej naturalne: dziecko, nie posiadając żadnego układu odniesienia, nie potrafi dokonać rozróżnienia pomiędzy banałem a tym, co niezwykłe. Kość, a właściwie jej beletrystyczne odwzorowanie, pojawia się w mojej powieści Pamiętnik znaleziony w wannie. W książce kość urosła do całej czaszki, gładko odjętej od zwłok, która odgrywa jakąś nie do końca przeze mnie uświadomioną rolę. Czaszka tego rodzaju znajdowała się w posiadaniu mego wuja, brata matki, który także był lekarzem. Nazajutrz po wkroczeniu Wehrmachtu do Lwowa został zamordowany. (W owym czasie zginęło także wielu Polaków nie będących Żydami - profesorowie uniwersytetu oraz Boy-Żeleński. Zabrano ich nocą z domów i rozstrzelano.) [...]"

                                    Pozdrawiam
                                    cat_s
                    • zerozeroseven Re: Stanisław Lem 21.04.06, 10:25
                      W słowniku Lemicznym Wojciecha Orlińskiego
                      (miasta.gazeta.pl/krakow/0,65126.html) czytamy:

                      Tarantoga.

                      Profesor zoologii gwiezdnej uniwersytetu Fomalhaut, przewodniczący komitetu
                      redakcyjnego wydania dzieł wszystkich Ijona Tichego, działający też w radzie
                      naukowej Instytutu Tichologicznego oraz w redakcji kwartalnika "Tichiana".
                      Genialny naukowiec, znawca muzyki olfaktoryjnej (granej na zapachach),
                      konstruktor licznych urządzeń, m.in. do podróży międzygwiezdnej ("Wyprawa
                      profesora Tarantogi") oraz przyśpieszania czasu ("Dzienniki gwiazdowe").

                      Wszystkie te zasługi bledną jednak wobec najważniejszego osiągnięcia profesora,
                      jakim jest założenie całej ludzkiej cywilizacji ("Czarna komnata profesora
                      Tarantogi"). Studiując biografie uczonych i ludzi kultury, profesor odkrył
                      bowiem, że wszyscy co do jednego są pijanicami i leniami, co wymagało od niego
                      działania. Ze swych skromnych funduszy zaczął zatrudniać zdolnych młodych ludzi
                      i wysyłać ich w stosowne epoki swoją machiną czasu, by ci za Newtona, Leonarda
                      i tym podobnych obiboków wynajdywali rachunek różniczkowy i
                      malowali "Giocondę".

                      Jak to naukowiec, często zmienia miejsce zamieszkania. Zanim trafił na
                      uniwersytet Fomalhaut, pracował w Nowym Jorku, pochodzi zaś najprawdopodobniej
                      z Krakowa (w każdym razie z dużego miasta położonego w pobliżu Bochni, co
                      sugeruje wzmianka w "Wyprawie...").

                      ___________________________________
                      www.tcp.org.pl
    • zwierz.alpuhary Stanisław Lem wymyśli pendrive'y? 05.04.06, 09:41
      Stanisław Lem wymyślił pendrive'y?

      Wojciech Orliński 04-04-2006 , ostatnia aktualizacja 04-04-2006 22:58

      O kilku nowych technologiach, które przewidział Lem.

      Bohaterowie klasycznych powieści science fiction często brali na statki
      kosmiczne całe biblioteki książek i atlasów. Dziś oczywiście byłby to kompletny
      anachronizm. Możemy się tylko zastanawiać, jak to możliwe, że autorzy tych
      powieści wymyślali komputery, z którymi można snuć długie pogawędki na temat
      sensu życia, a nie przewidzieli byle dyskietki.

      Kryształki zamiast biblioteki

      Wyjątkiem jest Lem! Już w roku 1953 (w tym samym, w którym IBM wprowadził na
      rynek swój pierwszy komercyjnie dostępny komputer - IBM 701) w swojej powieści
      "Obłok Magellana" wyposażył załogę statku kosmicznego "Gea" w nośnik "zapisu
      kryształkowego", na którym można zapisać dowolną informację. Według Lema ten
      wynalazek upowszechnić się miał dopiero w XXVII wieku. W praktyce na
      upowszechnienie się dyskietek i płyt CD-ROM trzeba było czekać tylko 30-40 lat.

      Ale uwaga: płyty CD i dyskietki to raczej nie jest "zapis kryształkowy" -
      zapisujemy na nich informacje techniką magnetyczną lub optyczną. "Pamięcią
      kryształkową" możemy jednak śmiało nazywać wszelkiego rodzaju nośniki typu
      "flash memory" - a więc karty pamięci do aparatu, odtwarzacze MP3 czy
      pendrive'y. Zdaniem wielu analityków to właśnie do nich należy przyszłość ze
      względu na maleńkie rozmiary. Jeszcze nie tak dawno pendrive miał stosunkowo
      niewielką pojemność, rzędu np. 128 megabajtów. Są już jednak na rynku pamięci
      flash doganiające pojemnością nawet płyty DVD.

      Jeśli więc naprawdę poleci kiedyś wyprawa do innych gwiazd, to płyty kompaktowe
      będą mieć dla astronautów najwyżej wartość sentymentalną, tak jak papierowe
      książki. Przyszłość, jak słusznie przewidział Lem, należy do kryształków.

      Komputer złamie gazetę

      "Metrampaż, gdyby miał wykonać nie pięćdziesiąt, ale pięć projektów łamania
      numeru, zwariowałby" - pisał w 1975 r. Lem w opowiadaniu "137 sekund". Zaraz
      zaraz, ale kto to jest metrampaż? No właśnie, to zawód, którego zniknięcie Lem
      trafnie przewidział. 30 lat temu, gdy pisał to opowiadanie, gazety drukowano za
      pomocą odlewanych w ołowiu czcionek. Pracowicie układał je w całe strony
      najbardziej doświadczony pracownik tzw. zecerni - metrampaż (od francuskiego
      "mettre en pages", "ułożyć na stronach"). W opowiadaniu Lema występuje system
      komputerowy IBM 0161 "specjalnie przystosowany do roboty redakcyjnej", na którym
      swobodnie można łamać numer gazety. Z opowiadania dowiadujemy się, że kosztuje
      on 4 mln dol.

      W rzeczywistości pierwszy komputer do łamania gazet - czyli Apple Macintosh z
      programem Aldus Pagemaker - pojawił się na rynku w 1985 r., dziesięć lat po
      publikacji tego opowiadania. Kosztował 2,5 tys. dol. Nie miał jednak jednej
      bezcennej funkcji, w którą wyposażony był Lemowski IBM, a za którą niejedna
      redakcja dałaby dziś miliony - potrafił wypełniać puste miejsca w tekście
      informacjami, które sam czerpał z "federalnej sieci informacyjnej" (pierwszego
      Lemowskiego wyobrażenia o internecie!). Jeśli ktoś nie zna np. wyniku jakiegoś
      meczu, komputer sam go wpisywał. A jeśli go też nie znał, bo mecz jeszcze trwał
      - wypełniał wolne miejsce "pustym frazesem o dzielnej postawie obu drużyn"...
      Królestwo za IBM 0161!

      Jak wyjść z rzeczywistości wirtualnej?

      Nie można powiedzieć, że Lem był pierwszym pisarzem s.f., który opisał
      rzeczywistość wirtualną - ale jako pierwszy zwrócił uwagę na szereg paradoksów
      związanych z tym pojęciem. W eseju "Summa technologiae" w roku 1964 napisał, że
      wejście do rzeczywistości wirtualnej jest jakby podróżą w jedną stronę, z której
      nie ma powrotu. Bo wychodząc z "maszyny fantomatycznej" (jak to nazwał Lem),
      nigdy nie możemy być pewni, czy to wyjście nie jest tylko elementem symulacji.
      Może być przecież tak, że kiedy już będziemy wychodzić z maszyny, odłączać
      elektrody, zamykać oprogramowanie itd., wszystko to dalej będziemy robić tylko
      na niby - w wirtualnej rzeczywistości. Lem był więc sceptyczny co do
      popularności takich usług, jeśli będą one rzeczywiście oferowały stuprocentową
      symulację.

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3260575.html
      • cat_s Lem i ... kot 05.04.06, 14:06
        Bardzo ładny artykuł znalzłeś, Zwierzu, ja jakoś przeoczyłem... dzięki :-)

        A mnie się z kolei przypomniał związek Lema z kotami. Z jednym kotem w zasadzie - ale głowy nie dam, czy koty nie pojawiły się jeszcze w innych jego książkach?

        Tak też z perwersyjną radością mogę poniższymi cytatami połączyć przyjemne z przyjemnym, czyli Lema z kotem ;-)

        * * *

        "[...] Coś poruszyło się w kącie. Dwa zielone światełka. Zapatrzył się w nie i drgnął, bo przesunęły się wolno. Podszedł bliżej. To był kot. Czarny, chudy. Miauknął cicho i przywarł grzbietem do jego nogi [...]"

        I dalej:
        "[...]
        - Terminus! - krzyknął.
        Automat, który własnie się pochylał, zastygł w pół ruchu.
        - Słucham - odpowiedział.
        - Co znowu tu robisz? [...]
        - Szukam... - odezwał się Terminus. - Szukam... kota.
        - Co? [...]
        - Szukam kota - powtórzył.
        - Po co?
        Terminus milczał chwilę, zastygły w posąg w metalu.
        - Nie wiem - powiedział cicho i Pirx zmieszał się [...]"

        * * *

        Ot i widzicie - Lem i koty!
        Ale innych śladów kocich póki co nie kojarzę, choć ich nie wykluczam ;-)
        Cytaty pochodzą oczywiście z opowiadania 'Terminus'; przepisałem z bardzo historycznego i rozklekotanego tomu "Opowieści o pilocie Pirxie" wydanego przez Iskry w 1980 roku.

        Pozdrawiam
        cat_s

        P.S.
        Swoją drogą, że tak zaagituję... ;-)
        Sami widzicie! Prosty utomat szukał kota, chociaż sam nie bardzo wiedział po co właściwie.
        Czyli wniosek z tego płynie taki, że odpowiedni kot w odpowiednim miejsu i czasie nawet serce automatu podbije, ot co!
        ;-)
        • kubek :-) 22.04.06, 23:11
          Miłe to co piszecie :-)
          A i "archeo" u Was też nie zgorsze!

          A z Lema równy gość "jest" i tyle!
          • cat_s Znalazłem... 23.04.06, 22:15
            ... 'Wyprawę siódmą A'...!
            Za lat szczenięcych (czy raczej - 'kocięcych') czytałem ją oczywiście niejednokrotnie - ale jakoś do mnie nie przemawiała... ;-)

            >>WYPRAWA PIĄTA A
            CZYLI KONSULTACJA TRURLA

            Niedaleko, pod białym słońcem, za zieloną gwiazdą, żyli Staloocy, szczęśliwie, krzątliwie, śmiało, bo niczego się nie bali: ani kwasów rodzinnych, ani zasad tradycyjnych, ani myśli czarnych, ni nocy białych, materii i antymaterii, bo mieli maszynę maszyn, umajoną, nakręconą, zębatą i ze wszech miar doskonałą; mieszkali sobie w niej i na niej, i pod nią, i nad nią, bo oprócz niej nie mieli niczego - wpierw atomy uciułali, potem całą zbudowali, a jak który nie pasował, to go przerobili - i było dobrze. Każdy Stalooki miał swoje gniazdko i kontakcik, i każdy robił swoje, to znaczy - co chciał. Ani rządzili maszyną, ani maszyna nimi, tylko tak sobie razem pomagali. Jedni byli maszynowcami, inni maszynistami, jeszcze inni maszynalami; a każdy miał własną maszynistkę. Roboty mieli moc, raz potrzebna im była noc, a raz dzień albo zaćmienie słońca, ale rzadko, żeby się nie sprzykrzyło. Przyleciała raz do białego słońca za zieloną gwiazdą kometa kobieta, rodzaju żeńskiego, bardzo okrutnego, cała atomowa tędy i owędy, tu głowa, tam ogon w cztery rzędy, strach patrzeć - taka sina, a cjano - wodór - przyczyna. I rzeczywiście rozszedł się odór okropny; przyleciała i zaczyna: - Najpierw - powiada - pochłonę was płomieniami, a potem się zobaczy.

            Popatrzyli na nią Staloocy - pół nieba zasnuła, buty z ognia wzuła, neutrony, mezony, żar się zrobił szalony, atomy jak domy, co jeden - to większy, neutrina, grawitacje... - Będę miała kolację. - Mówią jej: - To pomyłka, my jesteśmy Staloocy, nie boimy się nikogo, ani kwasów rodzinnych, ani zasad tradycyjnych, myśli czarnych ni nocy białych, bo mamy maszynę maszyn, umajoną, nakręconą, zębatą i ze wszech miar doskonałą; idźże więc sobie, moja kometo, bo będzie z tobą źle.

            A ona już na całe niebo im wlazła i pali, smali, ryczy, syczy, aż im się księżyc skurczył i osmalił z obu rogów, a chociaż popękany, stary, mały, to i takiego żal. Więc już nic nie mówili, tylko wzięli jedno bardzo silne pole, związali mu po supełku w każdym rogu i włączyli kontakty: niechaj za nas mówią fakty. Hukło, trzasło, zajęczało, niebo zaraz pojaśniało, z komety została tylko kupka żużlu - i znowu spokój.

            Po jakimś czasie coś się pojawia, leci, a nie wiadomo, co, lecz straszne, że nie wiadomo, jak patrzeć - bo co z innej strony, to jeszcze okropniejsze. Przyleciało to, rozeszło się, zeszło się, siadło na samym wierzchołku, ciężkie jak nie wiedzieć co, siedzi i nie rusza się. A przeszkadza, że trudno więcej.

            Więc ci, co byli bliżej, powiadają: - Halo, to pomyłka, my jesteśmy Staloocy, nie boimy się niczego, nie mieszkamy na planecie, tylko w maszynie, a to nie jest zwykła maszyna, ale maszyna maszyn, umajona, nakręcona, zębata i ze wszech miar doskonała, idźże więc sobie, paskudo, bo będzie z tobą źle.

            A to nic.

            Więc, aby nie robić o byle co wielkiego zachodu, posłali niewielką, taką całkiem właściwie małą maszynę straszynę: pójdzie, przelęknie toto - i będzie spokój.

            Maszyna straszyna idzie, idzie, a w środku tylko jej programy mruczą; co jeden, to przeraźliwszy. Podeszła - i jak nie zaszuści, nie zagwazdra! Aż się sama trochę zlękła, patrzy - a toto nic. Spróbowała drugi raz, z innej fazy, ale nie wyszło jej już; bez przekonania straszyła.

            Widzą Staloocy, że inaczej trzeba. Powiadają: - Weźmiemy większy kaliber, z trybami na oleju, dyferencjalny, uniwersalny, sprzężony z każdej strony i żeby kopał, a mocno. Czy wystarczy? Spokojna głowa: energia jądrowa.

            Posłali więc uniwersalną, dubeltowo - dyferencjalną, z głuchym rzężeniem, bo ze zwrotnym sprzężeniem, w środku maszynista z maszynistką, ale to nie wszystko, bo na wszelki wypadek na wierzchu jechała jeszcze maszyna straszyna. Podjechała, a że na trybach olejowych - cicho, że ani mru - mru, zamachnęła się i liczy: cztery ćwierci do śmierci, trzy ćwierci do śmierci, dwie ćwierci, jedna ćwierć, punkt zerowy, czyli śmierć! Jak nie hukło! - i rosną grzyby: same prawdziwki, ale świecące, bo radioaktywne; olej się rozchlupotał, tryby powyskakiwały, patrzą maszynistka z maszynistą przez klapkę, czy już: ale gdzie tam, nawet nie draśnięte.

            Naradzili się Staloocy i zbudowali maszynę, która zbudowała maszynisko, które zbudowało maszyniszcze, że się co bliższe gwiazdy musiały cofnąć. A w tym największym taka, co ma tryby w oleju, a w samym środku maszynka straszynka, bo już nie ma żartów.

            Zebrało się w sobie maszyniszcze i jak się nie zamachnie! Gruchło, zagrzmiało, coś się rozleciało, grzyb taki, że na zupę z oceanu starczy, ciemno, w zębach zgrzyta; tak ciemno, że nie wiadomo nawet, w czyich. Patrzą Staloocy - nic, ale to zupełnie nic, tylko wszystkie trzy maszyny leżą rozsypane i ani drgną.

            Wtedy to już rękawy zakasali, bo: - Przecież - powiadają - jesteśmy maszynowcy i maszyniści, mamy maszynistki i maszynę maszyn, umajoną, nakręcaną, ze wszech miar doskonałą, jakże ostoi się wobec niej jakaś paskuda, co sobie siedzi i ani drgnie?

            I już nic innego nie robią, tylko roślinę kolubrynę: pod - pełznie cichaczem, niby nie wiedzieć za czym, łypnie spod czeluści, korzonek zapuści, wrośnie od spodu, powolutku, i jak potem da łupnia, to biedzie przyjdzie koniec. I rzeczywiście: wszystko stało się dokładnie, jak przewidzieli, tylko z końcem nie wyszło i zostało po staremu.

            Wpadli w rozpacz, a nie wiedzieli nawet, co to jest, bo jeszcze im się nigdy nie przytrafiło, więc mobilizują się i rajcują, robią lepy i tryby, arkany i parkany, może ugrzęźnie, może wpadnie, może się złapie, może się zagrodzi - próbują tak i owak, bo nie wiedzą - jak. Wszystko aż się trzęsie, lecz nic nie pomaga. Osłabli, nie wiedzą, gdzie ratunek, aż tu widzą - nadlatuje ktoś: siedzi jak na koniu, ale koń nie ma kół; więc widocznie rower, ale rower nie ma dziobu, więc może rakieta; ale rakieta nie ma siodła. Nie wiadomo, co leci, ale wiadomo, kto w siodle: siedzi jak przyrośnięty, pogodnie uśmiechnięty, już jest blisko, już ich mija - a to sam Trurl, konstruktor, na przechadzce, a może na wyprawie swojej; z daleka każdy by poznał, że nie z byle kim rzecz.

            Zbliżył się, zniżył, więc mówią mu, co i jak: - Jesteśmy Staloocy, mamy maszynę maszyn, umajoną, nakręconą, ze wszech miar doskonałą, atomyśmy uciułali, całą sami zbudowali, nie boimy się nikogo, ani kwasów rodzinnych, ani zasad tradycyjnych, aż tu przyleciało coś, siadło, siedzi i ani drgnie.

            - A przelęknąć próbowaliście? - pyta łaskawie Trurl.
            - Próbowaliśmy maszynką straszynką i maszyną stra - szyną i maszyniszczem, co ma tryby w oleju, atomy jak domy, a jak ruszy z neutrina, wszystko lecieć zaczyna, i mezony, i fale, ale wszystko to wcale nie pomaga.
            - Żadna maszyna, powiadacie?
            - Żadna, proszę pana.
            - Hm, ciekawe. A co to właściwie jest?
            - Tego to nie wiemy. Pojawiło się, przyleciało, a nie wiadomo, co, lecz straszne, że nie wiadomo, jak patrzeć, bo co z innej strony, to jeszcze okropniejsze. Przyleciało to, siadło, ciężkie jak nie wiedzieć co - i siedzi. A przeszkadza, że trudno więcej.
            - Właściwie niewiele mam czasu - mówi Trurl - najwyżej mogę zostać u was na jakiś czas konsultantem. Chcecie?

            Staloocy, rozumie się, chcą i pytają zaraz, co mają przynieść - fotony, śruby, młoty, lufy, a może dynamit, może armaty? A może dla gościa herbaty? Maszynistka zaraz przyniesie.
            - Herbatę może maszynistka przynieść - zgadza się Trurl - ale to dla celów służbowych. No, a co do reszty, to raczej nie. Jeśli, uważacie, ani maszyna straszyna, ani maszynisz - cze, ani kolubrynka roślinka nie dają rady, wskazane są metody zdalne, archiwalne i przez to zupełnie fatalne. Jeszcze nie słyszałem, żeby uiszczone ryczałtem nie pomogło.
            - Jak proszę? - pytają Staloocy, ale Trurl, zamiast wyjaśniać, ciągnie:
            - Metoda całkiem prosta, potrzeba tylko papieru, atramentu, stempelków, pieczątki okrągłej, laku jak maku, piasku, okienek, pluskiewek
            • cat_s Re: Znalazłem... 23.04.06, 22:24
              ... a reszta tutaj:
              www.mlm.ru/users/lib/pl_stanislaw_lem_cyberiada.htm

              Pozdrawiam :-)
              cat_s
              • cat_s Re: Znalazłem... 23.04.06, 23:57
                Ech... jak się już w Lema wlezie, to i trudno wyleźć... ;-)

                "Wyprawa profesora Tarantogi - Widowisko w sześciu częściach, cz. II

                [...] ISTOTA: Oj, jak wysoko! Nie na moje nogi. Pani!!! Zdejmuje tłumok. Ledwom doszła! Oj! Gdzie się człowiek nie obejrzy, wszędzie halęta siedzą, wrzeszczą, głowę zawracają, do czego to podobne? Nie dadzą przejść spokojnie! Pani!! Jajek przyniosłam! Znowu się gdzieś zapodziała... Wychodzi do przedpokoju.

                CHYBEK: Panie profesorze, co to ma znaczyć? Przecież to tutejsza, ze wsi. Widać zabłądziła...

                PROFESOR: Wykluczone! Według celownika jesteśmy w gwiazdozbiorze Oriona. Czwarta planeta na lewo.

                CHYBEK: Ależ ona jest ze wsi!

                PROFESOR: Co z tego? Na innych planetach też mogą być wsie.

                CHYBEK: Pan profesor wybaczy, ale ona mówiła o jajkach! To zwykła baba, handlarka... Musiała się pomylić o piętro, drzwi były pewno nie domknięte...

                PROFESOR: Tak pan uważa? Możemy spytać ją z jakiej planety pochodzi, ale pewnie nie będzie wiedziała.

                CHYBEK: Może zajrzeć do tłumoka? Wstaje.

                PROFESOR: Lepiej nie! Młody człowieku, niech pan zostawi! Tak nie można.

                CHYBEK wąchając: Trochę mleczkiem zajeżdża, a trochę oborą... Panie profesorze, to naprawdę miejscowa baba. Typowy koszyk...

                Wraca Istota.

                ISTOTA: A to co? Pan tutejszy? Zobaczyła Tarantogę. Panowie jak, w gości przyjechali do pani?

                CHYBEK: Nie, my tu mieszkamy. Czy nie pomyliliście się aby, moja kobieto?

                ISTOTA: Niby co do czego? Jajek przyniosłam. Pani nie ma? To może panowie wezmą? Piękne jajka!

                CHYBEK: Nie! Nie, nie trzeba! Idźcie już, nie potrzebujemy żadnych jajek.

                ISTOTA: Jak pan uważa. Ale piękne, mówię - proszę tylko popatrzeć... Wyciąga jajo wielkości melona.

                CHYBEK: Coś takiego!

                PROFESOR: A widzi pan! Nie mówiłem? To Orion! Do Istoty: Moja dobra kobieto, pani nie ma, ale to nic. Możemy wziąć te jajka...

                CHYBEK: Tak! Tak! Oddamy jej potem... jak wróci...

                ISTOTA: To jak? Nic już nie wiem. Panowie biorą, znaczy, czy nie biorą?

                PROFESOR: Bierzemy z największą chęcią! Tylko, powiedzcie, proszę, czyje to jajka?

                ISTOTA: Jak to czyje? Moje! Co pan myśli, że ja po sąsiadach będę zbierała? Mam własne gospodarstwo! Jaja świeżuteńkie...

                PROFESOR: Nie, to nieporozumienie. Chodzi o to, moja dobra kobieto, czyje to jaja, to znaczy, kto je zniósł?

                ISTOTA: A to co - żarty? Kto miał znieść? Wiadomo kto - prztemocel...

                PROFESOR: A jak on wygląda?

                ISTOTA: Panowie, co wy tu wyprawiacie ze mną? Żaden z was prztemocla nie widział, czy jak?

                PROFESOR: O, widzieliśmy, naturalnie, widzieliśmy. Połóżcie no te jaja na stole! Kolego, proszę siadać!

                ISTOTA: Znaczy - panowie biorą?

                PROFESOR: Oczywiście. Dziękujemy za fatygę.

                ISTOTA: "Dziękujemy" - to dobrze, a gdzie zapłata?

                CHYBEK: Niech pan powie, że pani zapłaci drugim razem.

                PROFESOR: To byłoby nieuczciwe. Moja kobieto, a po czemu te jajka?

                ISTOTA: Po cztery murple, panie! Jak za darmo.

                PROFESOR: Niestety, moja kobieto, nie mamy chwilowo gotówki. Może byście sobie wzięli w zamian co innego?

                ISTOTA: Co innego? Znaczy - co? Co może być innego zamiast pieniędzy?

                PROFESOR: Cokolwiek. Możecie sobie wziąć dowolną rzecz z tego pokoju, na przykład ten wazon...

                ISTOTA: Nie, panie! Za stara na to jestem. Proszę zapłacić albo nic z interesu.

                CHYBEK: Profesorze, ależ to okaz bez ceny dla nauki! Jaja nieznanej istoty! Niech pan ją zagada, a ja wyłączę! Jaja leżą poza zasięgiem aparatu, wrócimy i zostaną nam!

                PROFESOR: Nie, to byłoby nie na miejscu. Moja dobra kobieto, posłuchajcie! Nie możemy wam zapłacić murplami, gdyż nie posiadamy tego rodzaju pieniędzy, a nie posiadamy ich, ponieważ pochodzimy z innej planety. Myśmy przybyli do was z bardzo daleka i zależy nam na tych waszych jajach, bo takich u nas nie ma. Damy wam, co tylko zechcecie.

                ISTOTA: Dosyć. Dziękuje bardzo. Dziecku swojemu może pan opowiadać takie rzeczy! Z innej planety, patrzcie się! Poprzebierali się jak małpy, drutów ponastawiali, sznurów ponawieszali. i zaraz "z innej planety"! Powiedzieć prawdę? Jajek zachciało się za darmo! Nakłada tłumok.

                PROFESOR: Zostawcie jaja, damy wam, co tylko zechcecie !

                ISTOTA zatrzymuje się w drzwiach: Ale uparty do złego! Po oriońsku pan nie rozumie, czy jak? No to inaczej powiem: stary pryku, zamiast się przebierać, weź się do uczciwej roboty, sam sobie prztemocle hoduj, to będziesz miał jaja!

                Wychodzi, trzasnąwszy drzwiami. Profesor wyłącza aparat. Efekty dźwiękowe, świetlne, jaśnieje. Cisza.
                [...]"

                * * *
                'Po oriońsku', uważacie, stary pryk nie rozumiał... ;-)
                btw: widział kto gdzieś w necie prztemocla?
                • cat_s American Way of life 24.04.06, 01:50
                  American Way of life
                  "[...] Kilka dni temu oglądałem w SAT 1 odcinek rozciągniętego na lata serialu Star Trek. Jak można się z niego dowiedzieć, kosmos jest zapchany milionami cywilizacji, natomiast amerykański statek "Enterprise", przypominający - mnie przynajmniej - oświetlony omlet z dwiema rurkami na widelcach (?), natrafia (takie spotkania są tam normalką) w pobliżu "strefy neutralnej" na statek jakichś Odmieńców (przepraszam za to, żem nazwy ichniej planety nie spamiętał). Ci Obcy, pokazani we wnętrzu swego pojazdu, mają na głowach rodzaj trójzębnych hełmów i przykre wyrazy twarzy, poświadczające ich paskudę (jakoś zdaje mi się, że odrobinę do Japończyków są podobni, ale to może moje złudzenie). Oczywiście posiadając bomby atomowe "starego typu", promienie różnej śmierci, pole typu "czapki niewidki" i masę okrucieństwa, atakują "Enterprise". Do tego, że cały kosmos w amerykańskiej SF mówi po angielsku z amerykańskim akcentem, jużem się zdążył przyzwyczaić, jak i do tego, że kapitan "Enterprise" (w takim barwnym sweterku, pisałem o nich kiedyś w "Odrze") odpowiada ogniem na ogień, i że kontakt ziemskiej cywilizacji z obcą kończy się rozwaleniem statku obcych w drobny mak; przy czym w "bezpośredniej transmisji" z pokładu Obcych Paskudników ichni kapitan, konając, zdążył jeszcze uznać wyższość amerykańskiej ziemskości, sam zaś ze względu na poszkodowany porażką honor, wysadza resztę korabia w próżnię (bo wszak powietrza tam jak gdyby nie ma). [...] cenzury niby w USA nie ma; myślę wszakże, że działa i jest, tylko przemieszczona tak, żeby każdy musiał uznać kosmos za przedłużenie American Way of life"
                  www.gavagai.pl/filozofia/lem.php

                  Ot i cała prawda o 'Star Trek'... ;-)
    • zwierz.alpuhary z majowego programu kina Iluzjon 30.04.06, 01:18
      może ktoś będzie zainteresowany;)
      Ja na pewno pójdę na "Milczącą Gwiazdę" albo na "Ikarię XB1" - nie ma to jak
      stare czechosłowackie kino a stare czechosłowackie kino Lemowe to juz w ogóle
      cymes:-)

      II. POŻEGNANIA - EKRANIZACJE STANISŁAWA LEMA

      3, 6.V
      SOLARIS (Solaris) r. Steven Soderbergh, USA 2002
      97'

      4.V
      MILCZĄCA GWIAZDA / DER SCHWEIGENDE STERN r. Kurt Maetzig, Polska/NRD 1959
      93'

      4, 14.V
      IKARIA XB1 (Ikarie XB1) r. Jindřich Polák, Czechosłowacja 1963
      86'

      5, 6.V
      PROFESOR ZAZUL r. Marek Nowicki, Jerzy Stawicki, Polska 1965
      22'

      5, 6.V
      PRZEKŁADANIEC r. Andrzej Wajda, Polska 1968
      36'

      5, 6.V
      PRZYJACIEL r. Marek Nowicki, Polska 1963
      19'

      5, 7.V
      SOLARIS (Solaris) r. Andriej Tarkowski, ZSRR 1972
      164'

      13, 18.V
      SZPITAL PRZEMIENIENIA r. Edward Żebrowski, Polska 1978
      92'

      14, 18.V
      WYCIECZKA W KOSMOS r. Krzysztof Dębowski, Polska 1961
      10'

      14, 31.V
      TEST PILOTA PIRXA r. Marek Piestrak, Polska/ZSRR 1978
      98'

      www.europaeuropa.pl/co/iluzjon.php#prog5
      • cat_s Re: z majowego programu kina Iluzjon 30.04.06, 02:19
        Witaj,
        Wstyd się przyznać... 'Ikarii XB1' w ogóle nie kojarzę... :-(

        Ale znalazłem w necie takie coś:

        >czechosłowacka produkcja z 1963 roku na wątkach "Obłoku Magellana". Ale tytuł
        >pamiętałem dobrze "Ikaria XB-1"

        Hm, hm... to może być niezłe... czechosłowackie i w dodatku z 1963...
        Ktoś może jakąś recenzję zapoda...?

        Pozdrawiam
        cat_s
        • cat_s Sevenie 30.04.06, 02:37
          Bardzo przepraszam, że z takim opóźnieniem...
          Nie podziekowałem za ową linkę:
          artefact.lib.ru/library/lem.htm

          Niniejszym - bardzo dziękuję!

          "...wypadały trzy prosiaczki jak różowe perełki... - uważacie - i - należało się zająć ich losem" ...
          (Test)

          Dięki Sevenie! :-)
        • zwierz.alpuhary Re: z majowego programu kina Iluzjon 30.04.06, 22:46
          > Hm, hm... to może być niezłe... czechosłowackie i w dodatku z 1963...
          > Ktoś może jakąś recenzję zapoda...?

          wuala:-)
          www.filmweb.pl/Film?id=36187
          • cat_s Re: z majowego programu kina Iluzjon 01.05.06, 00:05
            Eno... ;-)
            Się, Prochazko, wykpiłeś nieco ową 'recenzją'...
            Ocen osobistych pożądałem i takich tam innych osobistych impresji - a Ty mi - taką notkę...? ;-)

            Niemniej, stwierdziłem, że film ten muszę kiedyś obejrzeć.
            Odlotowe zdjęcia... i ten klimat lat 60-tych... ;-)

            Popatrzcie zresztą sami:
            www.film.org.pl/prace/lem.html

            >>[...] czechosłowacki reżyser Jindrich Polák, zaprezentował znakomity, szerokoekranowy film SF "Ikaria XB 1". Pod tym tajemniczym tytułem kryje się opowieść o załodze statku kosmicznego dalekiego zasięgu, podróżującej w celu osiedlenia się na zdatnej do tego planecie. W czasie podróży ekspedycja odnajduje wrak obcego statku, lecz to nie koniec wielu niespodziewanych i budzących grozę wydarzeń...
            Każdemu miłośnikowi SF, powyższe streszczenie jako żywo przypomina fabuły filmów i seriali z serii "Star Trek", kłania się również "Obcy - ósmy pasażer Nostromo" Ridleya Scotta (1979). Mamy jednak do czynienia z filmem, powstałym znacznie wcześniej po naszej stronie żelaznej kurtyny. A jaki jest związek tego filmu z Lemem? Otóż nasi południowi sąsiedzi nie raczyli o tym wspomnieć w napisach początkowych, ale scenariusz został oparty na "Obłoku Magellana", drugiej opublikowanej powieści Stanisława Lema (powtarzam - opublikowanej, gdyż powieść "Człowiek z Marsa" doczekała się wydania książkowego dopiero w 1994 roku; pierwszym wydawnictwem powieściowym Lema byli dopiero "Astronauci", "Obłok Magellana" był zatem jego drugą wydaną powieścią).
            Film Jindricha Poláka można uznać za prekursorski wobec amerykańskich produkcji, biorących na warsztat temat pozaukładowych, osiedleńczych misji kosmicznych (nie licząc widowiskowej "Zakazanej planety" Freda MacLeoda Wilcoxa z 1956 roku). Nie jest to jednakże typowa space opera<<

            Pozdrawiam
            cat_s
            • zwierz.alpuhary Re: z majowego programu kina Iluzjon 01.05.06, 15:21
              filmu jeszcze nie widziałem, ale jeśli chcesz, mogę go zrecenzować. Ma być
              krytycznie, zjechać go do szczętu czy raczej panegirycznie, och, jakie to co
              cudne?:-)
              • cat_s Re: z majowego programu kina Iluzjon 01.05.06, 15:52
                Witaj,
                Wal, że się tak po Witkacym powtórzę, śmiało a krytycznie...
                Lemowi to nie zaszkodzi wszak w żadnym razie a znając Twój styl - zapewne się pośmiejemy... ;-)

                Pozdrawiam :-)
                cat_s
                • zwierz.alpuhary Ikaria XB1 05.05.06, 11:49
                  film już widziałem, więc mogę o nim uczciwie napisać. Ogólnie podobał mi sie
                  bardzo; nie miałem wprawdzie okazji zapoznać się z opowiadaniem, które posłużylo
                  za kanwę scenariusza (a może miałem, tylko nie pamiętam?), ale fabuła była bez
                  zarzutu
                  Sam film też bardzo ciekawy, choćby z uwagi na wizję roku 2063, jaką jego
                  autorzy mieli w roku 1963 - ciekawe, co by powiedzieli dzisiejsi kosmonauci na
                  widok stołówki czy balu na statku z szampanem i kawiorem? :-)
                  Star Treka rzeczywiście sporo (kostiumy!), natomiast co co "Obcego", to autor
                  tej recenzji powyżej dopatrzył się chyba jakichś bardzo dalekich i naciąganych
                  związków, jest to raczej dziesiąta woda po kisielu. Widać za to pewne punkty
                  wspólne z "Odyseją Kosmiczną 2001" Kubricka (Centralny Automat --> HAL,
                  tajemnicza siła ratująca statek przed promieniowaniem Ciemnej Gwiazdy)
                  Niemniej z resztą jego recenzji się zgadzam; jest to nowatorski film SF,
                  konkurencyjny wobec późniejszych produkcji hollywoodzkich, który powstał po
                  "naszej" stronie żelaznej kurtyny.Warto było pójść:-)
                  • cat_s Re: Ikaria XB1 05.05.06, 14:13
                    Dzięki za recenzję.
                    Mógłbyś to robić zawodowo; zresztą zapewne to robisz ;-)

                    Jedna tylko uwaga z mojej strony, czy raczej pytanie:
                    > Star Treka rzeczywiście sporo (kostiumy!)

                    Jeśli dobrze rozumiem - w 'Ikarii' sporo zauważyłeś 'Star Treka'?
                    No cóż, takie chyba ogólne wtedy trendy na kostiumy i fabuły panowały... ;-)

                    Ale dla porządku przypomnę, że jeśli już, to raczej w 'Star Treku' sporo jest 'Ikarii' - bo ta ostatnia powstała nieco wcześniej (1963), niźli najpierwszy odcinek produkcji Roddenbery'ego (1966). Z tego co sobie przypominam, przynajmniej...? Ale mogę się mylic.

                    Pozdrawiam :-)
                    cat_s
                    • zwierz.alpuhary Re: Ikaria XB1 05.05.06, 21:24
                      > Dzięki za recenzję.
                      > Mógłbyś to robić zawodowo; zresztą zapewne to robisz ;-)

                      niestety... ale założyłem sobie konto na Filmwebie, może tam popiszę:-)
                      Zwłaszcza że ostatnio dużo filmów oglądam (tyle, że aż przestałem o nich tutaj
                      pisać;) a dziś np. dostałem komplet prasowych zaproszeń na festiwal Żydowskie
                      Motywy, więc znowu sobie pooglądam:-)
                      Nie jestem pewien, ale wydaje mi się że przed serialem telewizyjnym "Star Trek"
                      był jeszcze komiks "Star Trek" i dlatego stwierdziłem że w "Ikarii" widać sporo
                      "Star Treka" a nie na odwrót. Jeśli brać pod uwagę serial, to rzeczywiście
                      wychodzi na odwrót - to "Ikaria XB 1" mogła być inspiracją dla "Star Treka";)
                      Oprócz kostiumów ciekawe były jeszcze wnętrza, częsciowo też "star trekowe"; mi
                      najbardziej podobała się lampa typu świetlówka wbita centralnie w kokpit dowódcy
                      i służąca nie wiadomo czemu:)
                      Aha - film był "dubbingowany" mówiąc po dzisiejszemu, aktorom podłożono polskie
                      głosy, co mnie trochę rozczarowało, bo miałem nadzieję poznać nieco czeskiej
                      terminologii science fiction:-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka