lashana Wzniesienie Kalicza Góra k. wsi Dębiny 23.04.04, 22:09 Wzniesienie Kalicza Góra koło wsi Dębiny (niedaleko Narola) Według opowieści ludowej spotykały się tam granice między włościami trzech rycerzy. Każdy z nich rościł sobie pretensje do góry. Ciągłe swary doprowadziły do pojedynku; rycerze tak się okrutnie "pokaliczyli", że wyzionęli ducha. Poddani każdemu usypali wielki kopiec. Nazwę Trzy Kopce nosi teraz położony 1 km na zach. przysiółek Dębin. Odpowiedz Link
lashana Siedliska - nawiedzony dwór i źródełko 23.04.04, 22:27 Nawiedzony dwór W XVI w wybudowano tu dwór, być może w rejonie obecnej kapliczki na wodzie. Jeszcze w połowie XIX w stała tu budowla nazywana przez miejscowych dworem. Według legendy do budowy dworu wykorzystano piasek z kurhanu kryjącego żołnierzy poległych w XVII w, dlatego we dworze ciągle straszyło. Książę Paweł Sapieha w 1903 r polecił rozebrać dwór i z tego materiału wybudować cerkiew. (te wieki tak są podane w oryginale, może tego piasku użyto do rozbudowy ))) Źrodło Woda ze źródełka przy kapliczce św. Mikołaja ma według miejscowej tradycji właściwości uzdrawiające - szczególnie w dniu odpustu 16 maja - na św. Mikołaja czczonego przez ludność rusińską (ukraińską) Odpowiedz Link
lashana Radruż - zespół cerkiewny 23.04.04, 22:50 Z zespołem cerkiewnym w Radrużu związana jest legenda. Opowiada ona o brance tatarskiej, która zyskała daleko nad Morzem Kaspijskim serce rycerza, jego rękę i bogactwa, a po śmierci bogatego i mężnego paszy, w pozłocistej karocy przybyła do swej rodzinnej wsi - Radruża, przywiozła bogactwo i wzniosła tę cerkiew. Dziś obok cerkwi można odnaleźć bardzo starą płytę nagrobną, być może dawnej fundatorki, z zapisanym sanskrytem (mnie się wydaje, że cyrylicą): "Jezus Chrystus Zbawiciel miłosierdziu (?) sługa boży. Tutaj położone jest ciało szlachetnie (?) urodzonej Katarzyny Eliaszowej (?) Dubniewiczowej, wójtowej Radrużkiej. Rozstawszy się z zyciem w tym roku 1682 miesiąca marca dnia 20. Przeżywszy wszystkiego lat dwadzieścia i miesięcy 4. I do Pana odeszła. Amen. Pod spodem: DF PB (prawdopodobnie inicjały wykonawcy) Odpowiedz Link
lashana Nowiny Horynieckie - kaplica pw. Matki Bożej 23.04.04, 23:08 Wewnątrz kaplicy znajduje się łaskami słynąca figura Matki Bożej Niepokalanie poczętej. Figura wys 110 cm wykonana jest z drewna lipowego.Według tradycji Matka Boża objawiła się w tym miejscu trojgu małym dzieciom. Oto treść tego podania. Było to 12 czerwca 1636 roku. Troje dzieci: dwie dziewczynki i jeden chłopiec z rodziny Sadowych (...)pasło krowy na pastwisku, na południe od wioski nad rzeczką Sołotwą w Słotwinie. Przed południem dzieci zauważyły u podnoża wzgórza, od wschodniej strony wielką jasność, a w tym świetle piekną Panią w białych szatach z niebieską przepaską. Piekna Pani przemówiła tak: - Nie bójcie się dzieci! Przychodźcie tu często modlić się i powiedzcie ludziom, aby tu przychodzili się modlić. Jak będą szczerze Boga prosili, to Pan Bóg sprawi, że nawała wojenna, która grozi, tędy przechodzić nie będzie. Po tych słowach piękna Pani zniknęła. Jeszcze 2 sierpnia i 8 września objawiła się dzieciom piękna Pani. W miejscu objawienia wytrysnęło źródełko, z którego płynie strumień po dziś dzień. Dzieci spełniły zyczenie pięknej Pani i wszystko, co widziały i przeżyły, opowiedziały ludziom. Oni zaś postawili na miejscu krzyż, przy którym zaczęli się modlić. Potem, na miejscu krzyża postawili drewnianą figurę Matki Bożej, wykonaną przez miejscowego rzeźbiarza. Obecna kaplica pochodzi z 1896-87 roku. Wodzie ze żródełka przypisuje się właściwości uzdrawiające, szczególnie w chorobach oczu. Odpowiedz Link
users1 Re: Nowiny Horynieckie - kaplica pw. Matki Bożej 23.04.04, 23:14 Marzenko! czytam z naprawdę wielkim zaciekawieniem Twoje opowieści. Bardzo interesuje mnie historia, niekoniecznie ta faktyczna, Zamościa i regionu. Po zakonczeniu Twoich opowieści napewno je wydrukuję i zachowa ale..... Jeżeli to nie tajemnica powiedz jakie jest ich źródło - users1@gazeta.pl Pozdrawiam W.2 Odpowiedz Link
lashana Źródła 23.04.04, 23:19 Wszystkie źródła podam na końcu, w jednym poście. Teraz robię osobno spis żródeł, osobno legend i przy legendach podaję "numerek" źródła. Tak mi jest wygodniej, niż pod nawet króciutką legendą wypisywać cały opis źrodła ))) Serdecznie pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
lashana Nowiny Horynieckie - kapliczka św. Jana Nepomucena 23.04.04, 23:15 Murowana kapliczka z sygnaturką usytuowana jest we wschodniej części wsi. Wewnątrz niej znajduje się figura św. Jana Nepomucena. Jak głosi podanie, wzniesiona została przez Polaków wziętych do niewoli przez Turków i uwolnionych przez króla Jana III Sobieskiego. Odpowiedz Link
lashana Prośba 23.04.04, 23:27 Mam prośbę - jeżeli ktoś z Was ma przewodnik P.Wład,M.Wiśniewski - Roztocze Wschodnie - to bardzo proszę o sprawdzenie na str 234 czy ta kapliczka jest faktycznie w Nowinach - jestem tego pewna na 99,9 % ale teraz mnie zdziwiło, czemu Nowiny są omówione w dwóch miejscach - pewnie przy dwóch szlakach, ale bardzo proszę o sprawdzenie))))Tę akurat pozycję czytałam w bibliotece i nie mogę teraz sprawdzić. Serdecznie pozdrawiam ))) Marzena Odpowiedz Link
stiah Re: Prośba 24.04.04, 17:55 lashana napisała: > Mam prośbę - jeżeli ktoś z Was ma przewodnik P.Wład,M.Wiśniewski - Roztocze > Wschodnie - to bardzo proszę o sprawdzenie na str 234 czy ta kapliczka jest > faktycznie w Nowinach - jestem tego pewna na 99,9 % ale teraz mnie zdziwiło, > czemu Nowiny są omówione w dwóch miejscach - pewnie przy dwóch szlakach, ale > bardzo proszę o sprawdzenie))))Tę akurat pozycję czytałam w bibliotece i nie > mogę teraz sprawdzić. > Serdecznie pozdrawiam ))) > Marzena Już się robi: Na tej stronie napisano przy opisie szlaku nr 27 z nNarola do Bełżca przez Minokąt: [W Narolu] w sąsiedztwie Ratusza, na skwerku umieszczony jest kamień z medalionem króla Jana III Sobieskiego. Na cokole umieszczono tablicę z napisem: Janowi III Sobieskiemu i rycerstwu polskiemu w 300 rocznicę rozgromienia Tatarów pod Narolem i uwolnienia z jasyru 2000 jeńców - społeczeństwo Narola 6.10.1972. Teraz chyba wszystko jest jasne )) Odpowiedz Link
januszx Re: Prośba a Zawisza 24.04.04, 19:10 Gdyby pojawił się Zawisza Czarny rozwiałby wszystkie wątpliwości odnośnie Narola, jeśli jeszcze jakiekolwiek pozostały, ale przepadł bez wieści pozdrawiam serdecznie w sobotni wieczór J Odpowiedz Link
lashana Re: Prośba 25.04.04, 00:16 Bardzo Ci dziękuję, ale teraz to juz kompletnie nie wiem, co ja "namodziłam" - chyba splątałam stronę - bo to nie może być to samo - Ty piszesz o głazie z medalionem i Narol to chyba miasteczko, a tym cytacie, który ja przytoczyłam jest kapliczka ze św Janem Nepomucenem we wsi. Ale narobiłam (( Mam jeszcze jedną prośbę - czy w tym przewodniku jest spis na której stronie jest opis danej miejscowości? Jeżeli tak, to czy mógłbyś sprawdzić pod Nowiny Horynieckie czy jest tam taka kapliczka? Następne legendy wpiszę w poniedziałek ))) Serdecznie pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
lashana Re: Prośba 25.04.04, 00:30 Jeszcze sobie skojarzyłam, że to nie może być to samo ))) Bo ten głaz został wystawiony w 1972 r przez mieszkańców Narola, a tamta kapliczka wg legendy przez samych wyzwolonych )) Serdecznie pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
lashana Re: Prośba 25.04.04, 00:52 To na pewno nie jest Narol - juz wiem, skąd wynikło nieporozumienie - korzystałam z innego wydania przewodnika - z 1999 r. Akurat początkowe strony ze szlakiem z Narola do Bełżca przez Minokąt mam skserowane i w tym z którego ja korzystałam ta wiadomość o głazie jest na stronie 187.Ja o nim nie pisałam, bo nie jest on związany z żadną legendą. Jeżeli możesz, to bardzo Cię proszę - zobacz, czy w tym przewodniku jest spis na której stronie jest opis danej miejscowości? Jeżeli tak, to czy mógłbyś sprawdzić pod Nowiny Horynieckie czy jest tam taka kapliczka? Serdecznie pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
stiah Re: Prośba 25.04.04, 12:25 lashana napisała: > Jeżeli możesz, to bardzo Cię proszę - zobacz, czy w tym przewodniku jest spis > na której stronie jest opis danej miejscowości? Jeżeli tak, to czy mógłbyś > sprawdzić pod Nowiny Horynieckie czy jest tam taka kapliczka? > Serdecznie pozdrawiam > Marzena Mam wydanie z 2001. Spis jest i w nowinach Horynieckich jest kapliczka (zresztą byłem w niej) opisana na stronach 153-154. Odpowiedz Link
lashana Bardzo dziekuję :)))))))) 25.04.04, 14:40 Bardzo Ci dziekuję )))) Uspokoiło mnie to ))). Jak czasem sobie coś wbiję do głowy, że się pomyliłam, czy źle podałam, to nie mogę przestać o tym dumać i mam kompletnie zepsuty nastrój )))) Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam ))))) Marzena Odpowiedz Link
lashana Krzyż "Jeleń" między Horyńcem a Nowinami 24.04.04, 00:06 Krzyż "Jeleń" między Horyńcem a Nowinami Opis dojścia: Docieramy do szosy z Horyńca Zdroju do Nowin Horynieckich. Kierujemy sie do przejazdu kolejowego. Obok niego odnajdujemy krzyż o nazwie "Jeleń" Według tradycji, król Jan III Sobieski w tym miejscu ustrzelił jelenia -byka niezwykłych rozmiarów. Na pamiątkę tego zdarzenia ustawiono krzyż. Odpowiedz Link
lashana Diabelski Kamień - 2 km od PGR Monasterz 24.04.04, 00:33 Diabelski Kamień - 2 km od PGR Monasterz (zapisywane też Manasterz, Monastyrz) Jest to największy z grupy wapiennych głazów, o wymiarach ok 10 m długości, 5 m szerokości i 2 m wysokości. Stanowi część wychodni skalnych na grzbiecie wysokości 323 m npm na terenie dawnej wsi Niedźwiedzie. O Diabelskim kamieniu krążą różne legendy. Jedna z nich opowiada, że bardzo dawno temu, gdy na Monastyrzu stał klasztor Bazylianów, a przy trakcie, który wiódł z Florianowa przez Werchratę i Prusie do Lwowa rozrzucone były wiejskie osady, lud tu żył ubogi, ale pracowity i pobożny. Raz do roku zdążali wszyscy na odpust do klasztoru braci bazylianów. Życie płynęło mieszkańcom spokojnie, ale było to nie w smak diabłom, które i tu na wszelkie sposoby życie ludziom utrudniały. Siedlisko swe miały niedaleko Werchraty w miejscu do dziś Moczarami zwanym. Zwłaszcza nie mogły one ścierpieć obecności zakonników. Wówczas największy i najsilniejszy z nich zmyślił, że klasztor trzeba koniecznie zniszczyć. Wybrał się zatem w tym celu aż do odległego Brusna, gdzie na Kamiennej Górze wyrwał olbrzymi kawał skały. Ale, że już zaczęło świtać, a jak wszyscy wiedzą, diabły tylko od zmierzchu do świtu moc wielką mają, zdrzemnął się, odkładając swój zamiar do następnej nocy. Kiedy zaczęło już zmierzchać wziął diabeł głaz na kark i ruszył w drogę. Porośnięte olbrzymimi drzewami jary i wąwozy, nie bez przyczyny Piekiełkiem nazwane, również dla diabła stanowiły nie lada przeszkodę. Kiedy wreszcie zmęczony dotarł na skraj lasu, pewien już swego, postanowił chwilę odpocząć. Położył olbrzymi kamień na czterech innych, a sam legł obok. W tym momencie, niespodziewanie dobiegło do jego uszu z pobliskiej wsi przeraźliwe pianie koguta. Wystraszony diabeł zerwał się w jednej chwili, chwycił za kamień, ale kogut zapiał po raz drugi i trzeci. Czart ze wściekłości wbił pazury w głaz, ale stracił już swoją moc i rad nierad czmychął do Moczar. Odtąd już nigdy diabły nie próbowały niszczyć klasztoru. Kamień zaś na dowód tego wydarzenia zyskał miano diabelskiego. Odpowiedz Link
lashana Lubycza Królewska - nazwa 24.04.04, 00:49 Nazwa Lubycza (dawniej Lubica, Lubicza) pochodzi od nazwy osobowej Lubik, a jej charakterystyczne zakończenie - ycza jest pochodzenia ukraińskiego. Lubycza Królewska została założona na prawie wołoskim przez księcia mazowieckiego i bełskiego Ziemowita IV w 1420 roku. Miejscowa legenda mówi, że księciu Ziemowitowi podobała się piękna córka miejscowego kniazia Luba, więc na jej cześć nadał osadzie nazwę Lubica (Lubicz) W XV wieku szybko postępowała kolonizacja tych ziem, przyłączonych do Polski przez króla Kazimierza Wielkiego. Osiedlała się tu szlachta z Mazowsza i pasterze wołoscy. Za czasów królewskich należała do dóbr koronnych, stąd zachował się drugi człon nazwy "Królewska". Miejscowe podania mówią, że w okoliczne lasy przyjechał na polowanie król Władysław Jagiełło; pobłądził w borach i zachorował. Pasterze odnaleźli go i wykurowali, a król nadał im liczne przywileje i zezwolił na poszerzenie wsi na terenach królewskich - stąd nazwa Lubycza Królewska Odpowiedz Link
stiah Re: Lubycza Królewska - nazwa 24.04.04, 17:59 Lubycz było trzy: Królewska (ta została do dziś), Lubycza Kniazie (tam mieszkali kniaziowie, czyli włodarze tej ziemi i Lubycza Kameralna (bo przez pewien czas była tam "kamera", czyli komora celna między galicją a kongresówką. Dziś są to tylko przysiółki. Odpowiedz Link
lashana Trzęsiny - kapliczka św. Antoniego Padewskiego 25.04.04, 20:51 Trzęsiny - kapliczka św. Antoniego Padewskiego Skręciwszy za cmentarzem w prawo dochodzimy do drewnianej kapliczki św. Antoniego Padewskiego - patrona górników. Wg miejscowej legendy w tym miejscu św. Antoni miał odpoczywać w wędrówce doliną Gorajca. Wtedy wypłynęło źródełko, aby utrudzony pielgrzym mógł napić się wody. Odpowiedz Link
blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 25.04.04, 21:04 Lashano - Marzeno, jestes Encyklopedia legend! Dzieki za wszystkie - tak milo sie je czyta... Odpowiedz Link
lashana To ja dziękuję :)))) 25.04.04, 21:08 Jest mi tak miło, że też Was interesują i chcecie "posłuchać" opowieści )))) To ja dziekuję )) Serdecznie pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
lashana Romanówka - dolina na pn. od wsi 25.04.04, 21:06 Na północ od Romanówki rozciąga się szeroka dolina. Było tam niegdyś ogromne jezioro o powierzchni ponad 600 morgów, a na zach. od niego, pod Suchowolą - trzęsawisko. Obecnie dolinę zajmują mokradła i zalew, z których wypływa Kryniczka, prawy dopływ Wieprza. Brzegi dawnego jeziora są wyniosłe i bezleśne. Opowiadają, że na tym terenie była osada, w której mieszkali bardzo źli ludzie. Pewnego razu za niegodziwość spotkała ich kara. Osada wraz z mieszkańcami zapadła się i powstało jezioro. Wieczorami i nocą słychać jeszcze do dzisiaj podobno jęki, sapania i przekleństwa wydobywające się z otchłani. Pewnego razu przyszło babie iśc do domu nocą, przy świetle księżyca, brzegiem jeziora. Z jeziora wynurzyła się straszna "topiel" i chciała ją wciągnąć do wody. Baba tak głośno zaczęła krzyczeć i pomstować, że zjawa przestraszyła się i zniknęła w otchłani. Czasami słychać tam z głębin bicie dzwonów. Odpowiedz Link
lashana Szczebrzeszyn - zagadkowa nazwa 25.04.04, 21:21 Etymologia nazwy, którą chętnie ilustruje się trudności wymowy w języku polskim ("W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie") jest dla językoznawców niejasna. Skłonni są wywodzić ją od starosłowiańskiego imienia Szczebrzesz - hipotetycznie, gdyż imię nie ma potwierdzenia w źródłach. Zważając na czasy istnienia Grodów Czerwieńskich i górzysty, pofalowany teren przechodzący w rozleglą dolinę, na którym powstało - wywodzi się też nazwę od ruskiego określenia: "szcze verszyny sut..." Legenda mówi, że mieszkańcy byli kłamliwi i stąd przywiązano do nich powiedzenie "szcze breszysz" Mówi się też, że wyrabiano tu brzeszczoty (broń sieczną, klingi) i urobiono nazwę od ich charakterystycznego zgrzytu, a zatem jest ona onomatopeją. Wersji jest bardzo wiele: nie ma ich chyba tylu żadna inna miejscowość w kraju. Odpowiedz Link
lashana Powstanie Kawęczynka 25.04.04, 21:44 Z powstaniem Kaweczynka wiąże się legenda o małżeństwie Kawów, którzy wypędzeni z Krakowa osiedlili się na pobliskim wzgórzu, zwanym Czubatką. Gdy po latach Zygmunt August przejeżdżał tędy, zdążając na sejm do Lublina, gdzie miała zostać podpisana unia Polski z Litwą, natknął się na sioło Jana Kawy, które tak mu się spodobało, że nazwał je Kawęczynkiem. Na św. Jana - jak powiadają mieszkańcy - w samo południe na Czubatce rozlegają się dźwięki dzwonów. Odpowiedz Link
lashana Kapliczka przy drodze Dominikanówka-Krasnobród 25.04.04, 22:14 Kapliczka przy drodze Dominikanówka-Krasnobród W lesie przy drodze Dominikanówka - Krasnobród wisiała kiedyś na starej sośnie figurka św. Onufrego. Gdy jej właściciel, Władyslaw Ujma ściął dużą sosnę na własne potrzeby, statuetkę przeniesiono na sosnę Andrzeja Lizuta. W 1939 roku - jak mówi Jan Pałyga s. Andrzeja - wojska rosyjskie bagnetami zniszczyły figurkę, ścięli nos, uszy, ręce itp i wisiała tak na drzewie aż do roku ok 1980. Opiekowała się nią Maria Cymbał, potem pamiątkę ktoś ukradł, a Maria Cymbał zawiesiła drewnianą kapliczkę, wykonaną przez Edwarda Sahajko, z obrazkiem Matki Boskiej Krasnobrodzkiej.(...) Mieszkańcy wsi do dzisiaj usiłują dociec, skąd się wzięła w lesie figurka św. Onufrego. Z legend, przekazywanych z pokolenia na pokolenie wynika, że w bardzo odległych czasach między Dominikanówką a Krasnobrodem była puszcza. Przebywał w niej pustelnik, który unikał ludzi. Gdy ciężko zachorował, wyszedł na brzeg lasu. Jeden z zakonników dominikanów z Dominikanówki spotkał go, a ten poprosił, by zabrał go do siebie. Został więc przeniesiony do ówczesnego zakonu w Dominikanówce. W trakcie rozmowy oświadczył, że nazywa się Onufry, wkrótce zmarł. Pochowano go na krasnobrodzkim cmentarzu parafialnym. Nie sposób jednak odszukać mogiły z tak odległych czasów, gdyż płyty nagrobne pokryte zostały warstwą ziemi, a te najstarsze są niszczone przez nierozważnych grabarzy. Takie przypadki miały miejsce nawet jeszcze kilka lat temu. Odpowiedz Link
lashana Jacnia - krzyż 25.04.04, 22:21 Na rozwidleniu dróg prowadzących do Krasnobrodu i Bondyrza stoi krzyż o trzech poziomych ramionach. Mieszkańcy pobliskich domów mówią, że "krzyż ten stał tu od wieków" ale co kilkadziesiąt lat wymieniany jest na nowy. Ma on chronić od tyfusu, wojny i ognia, a według innych opinii również przepędzać złe duchy. Odpowiedz Link
lashana Dekoracje krzyży - ciekawostka 25.04.04, 22:39 Z krzyżem powiązały się liczne, pradawne praktyki pogańskie. Na przykład na Kresach Wschodnich i na Podlasiu widzi się na krzyżach przydrożnych pozawieszane rozmaite chusteczki, ręczniki, gałganki itp. W dawnych czasach dekorowano krzyże i figury starą odzieżą - którą, jak czytamy w Wiedzy o Polsce (Geografia i Etnografia) tom III (opracowanie zbiorowe) Warszawa 1930 r, wyrzucano z domu dla pozbycia się wraz z nią choroby, co było niegdyś zabiegiem bardzo powszechnym wśród ludów niecywilizowanych. Odpowiedz Link
lashana Zwierzyniec - Kościół na wodzie 25.04.04, 23:02 Zwierzyniec - Kościół na wodzie pw. Św. Jana Nepomucena W połowie XVIII w ordynat Tomasz Antoni Zamoyski postanowił zbudować "kościół na wodzie" poświęcony czci świętego Jana Nepomucena. To szczególne nabożeństwo do św Jana miało związek z jego niedawną kanonizacją (1729r) jak i z osobistymi przeżyciami ordynata, który podczas studiów za granicą poważnie zachorował, a polecając się opiece świętego, powrócił do zdrowia i rozumiał, że zawdzięcza to swemu Orędownikowi. "Kościół na wodzie" budowany na jednej z wysp pałacowego stawu przypominać miał męczeńską śmierć św. Jana z Pomuk, który na rozkaz okrutnego króla Czech Wacława IV zginął w nurtach Wełtawy.Budową kościoła w Zwierzyńcu żywo interesowała się żona ordynata Teresa Aniela z Michowskich. Dla obojga ordynatów kościół miał być wyrazem dziękczynienia za długo oczekiwanego potomka i dziedzica, syna urodzonego 23 lutego 1739r. Odpowiedz Link
lashana Patron kościoła - św. Jan Nepomucen 25.04.04, 23:56 Św.Jan Nepomucen Jan Nepomucen urodził się około połowy XIV wieku w miejscowości Pomuk niedaleko Pilzna, jako syn miejscowego urzędnika o nazwisku Welflin. W przekazach ludowych często powtarza się wiadomość, że rodzice Jana Nepomucena długo byli bezpłodni i dopiero po długoletnich modlitwach wyprosili go u Boga. Do dziś przetrwały również opowieści, że jako dziecko ciężko chorował. W intencji jego powrotu do zdrowia matka odbyła pielgrzymkę do obrazu Matki Bożej w jednym z cysterskich klasztorów. Dziecko wyzdrowiało i od tego czasu żywiło wielką cześć dla Matki Bożej. W pamięci ludzi Jan Nepomucen pozostał jako człowiek dobry, orędownik ludzi nieszczęśliwych i biednych.Jako kapłan był znakomitym kaznodzieją. Jan Nepomucen ukończył studia w Padwie osiągając tytuł doktora prawa kościelnego i został generalnym wikariuszem arcybiskupa Jana z Jenstejna, co czyniło go jego zastępcą. Były to czasy ostrej walki między biskupem a królem, który chciał mieć wpływ na czeski kościół(walka o inwestyturę).Nigdy nie zdołano do końca wyświetlić, co stało się przyczyną dalszych wydarzeń. Być może był nią konflikt między królem a arcybiskupem. Natomiast według bardzo starej tradycji ludowej (najstarszy zapis już z ok 1450 r) przyczyna była inna. Według niej Jan Nepomucen był spowiednikiem królowej Zofii, żony króla Wacława IV. Zazdrosny król bezskutecznie próbował poznać szczegóły spowiedzi. Zachowującego milczenie kapłana ukarał więc śmiercią. Aresztowany z rozkazu króla Jan Nepomucen był straszliwie torturowany. Nastepnie jego skatowane ciało wrzucono z Mostu Karola do Wełtawy. Wiekszość biografów świętego uważa, że stało się to w nocy z 20 na 21 marca 1393 roku. Legenda dodaje, że gdy zwłoki płynęły rzeką, dookoła głowy pojawiło się pięć płomieni (gwiazd) tworzących świetlistą aureolę. W ikonografii od początku kultu św. Jana przyjął się atrybut męczennika w postaci tych właśnie gwiazd które towarzyszą jego przedstawieniom w postaci aureoli wokoł głowy. Kult św. Jana Nepomucena zaczął się rozwijać natychmiast po jego męczeńskiej śmierci. Ciało wyłowiono i umieszczono najpierw w kościele Św. Krzyża a następnie w praskiej katedrze. Jan Nepomucen był szeroko czczony jako święty, mimo że bardzo długo nie przeprowadzano procesu jego beatyfikacji i kanonizacji.Kanonizacja nastąpiła bowiem dopiero w roku 1729. Odpowiedz Link
lashana Patron kościoła - św. Jan Nepomucen - patronuje 26.04.04, 00:15 Lokalizacja pomników św. Jana Nepomucena ściśle wiąże się z patronackimi funkcjami przypisywanymi temu świętemu. Ponieważ zginął on przez utopienie, lud związał go z żywiołem wody, z rzekami, przeprawami przez nie, z poczuciem bezpieczeństwa wśród tego żywiołu. Stał się patronem szczególnych miejsc związanych z wodą (mostów, brodów, innych przepraw przez rzeki) oraz ludzi żyjących z wody - marynarzy, flisaków, rybaków. Rzeźby św.Jana Nepomucena bywały także umieszczane przy wiejskich stawach, będących miejscem wodopoju dla bydła czy też zbiornikiem na wypadek pożaru. Postać jego miała chronić staw przed wyschnięciem, a także strzec przed wpadnięciem do niego dzieci czy "zamroczonych" wędrowców. Uważano go również za opiekuna studni i źrodeł zapobiegającego ich wysychaniu. (do tego miejsca poz.12 od tego 11) Czczony był również jako patron spowiedzi, także jako męczennik dyskrecji, patron tajemnicy, jaką człowiek powierza człowiekowi oraz patron podróżnych. Figury Jana Nepomucena umieszczano więc również na placach publicznych, by przypominać w tych ludnych miejscach o wstrzemięźliwości języka. Stawiano je także na skrzyżowaniach dróg, w lasach i w górach. Odpowiedz Link
lashana Patron kościoła - św. Jan Nepomucen - atrybuty 26.04.04, 00:26 Jan Nepomucen przedstawiany jest w stroju kapłana z atrybutami: -gwiazdy - w wielu przedstawieniach głowę świętego wieńczy aureola z pięciu gwiazd, zgodna z legendą. Jednak nieznajomośc owej legendy przez niejednego rzeźbiarza powodowała umieszczanie ich rozmaitej ilości - od trzech do nawet dziewięciu - krzyż odpustowy na godzinę śmierci - palma męczeńska - książka charakteryzująca go jako teologa i uczonego - kłódka - symbolizująca milczenie (podobną wymowę ma palec wskazujący przyłożony do ust) - klucz - nawiązujący do faktu uwięzienia - stuła - nawiązująca do funkcji spowiednika Odpowiedz Link
lashana Zwierzyniec - Kościół na wodzie- herby 26.04.04, 00:34 Na reprezentacyjnej ścianie frontowej uwagę przykuwają dwa kartusze z herbami fundatorów - na jednym z nich herb Zamoyskich - Jelita, na drugim herb Michowskich - Rawicz. Odpowiedz Link
lashana Zwierzyniec - Kościół na wodzie - herby - Jelita 26.04.04, 00:55 Herb Zamoyskich Jelita - dewiza herbu "To mniey boli" Średniowieczna legenda wiąże pchodzenie tej dewizy i herbu z bitwą pod Płowcami w 1331 r., w której wojsko polskie pokonało Krzyżaków. Objeżdzający pobojowisko król Władysław Łokietek ujrzał między poległymi protoplastę Zamoyskich, Floriana Szarego, jak leżał ciężko ranny i przytrzymywał oburącz jelita wypadające z rozprutego trzema włóczniami brzucha. Król zawołał ze współczuciem "Co za straszną mękę cierpi ten rycerz" Na co Florian ostatkiem sił odpowiedział: "To mniej boli niż cierpienia, które zadaje zły sąsiad". Król go pocieszył: "Bądź dobrej myśli. Jeżeli się z tych ran wyleczysz, ja cię uwolnię od prześladowcy". I tak się stało: król nie tylko uwolnił Floriana Szarego od złego sąsiada, lecz także obdarował go po pańsku i zmienił mu znak herbowy Koźle Rogi na Trzy Kopie z nazwą Jelita i hasłem "To mniey boli". Zamoyscy są gałęzią rodu Łaźnickich, potomków Floriana Szarego. Nazwisko wzięli od wsi Stary Zamość, którą w r. 1443 kupił Tomasz z Łaźnina. Na pamiątkę legendarnego przodka przybrali przydomek Sariusz ("Szary" po łacinie). W XIX w. pojawiła się bardziej patriotyczna wersja legendy, według której Florian odpowiedział królowi, że to mniej boli niż rany zadane ojczyźnie. Odpowiedz Link
lashana Zwierzyniec - Kościół na wodzie- herby - Rawicz 26.04.04, 01:06 Drugi z herbów widniejących na frontonie zwierzynieckiego kościoła to herb hrabiów Michowskich "Rawicz". Hipolit Słupnicki ("Herbarz Polski") mówi o jego cudzoziemskim pochodzeniu. Według tej informacji, we wczesnym średniowieczu jeden z królewiczów angielskich chcąc zagrabić posag należny siostrze, wrzucił ją do pomieszczenia z groźnym niedźwiedziem. Ale królewna poradziła sobie z drapieżnikiem, ujarzmiła go, dosiadła i zwierzę było jej posłuszne. Stąd herb "Rawicz" przedstawia pannę w koronie siedzącą na niedźwiedziu, który w łapie trzyma rożę. Królewna wyszła za mąż za księcia lotaryńskiego, a ród jej rozprzestrzenił się w Europie. W XII w potomkowie angielskiej królewny dotarli do Polski. Michowscy byli potomkami tego rodu. Teresa Aniela Zamoyska, energiczna budowniczyni kościoła w Zwierzyńcu i pałacu w Klemensowie miała chyba wiele cech swej legendarnej prababki. Odpowiedz Link
misia.m Pisanie Lashany 26.04.04, 21:43 Zajrzałam tu i...oko mi zbielało, Lashana to dopiero ma "pisane"! Odpowiedz Link
lashana Radecznica - objawienie św. Antoniego 27.04.04, 21:37 Znalazłam taką trochę humorystyczną relację: Dziś, jak się wydaje, sława Radecznicy nieco przygasła, a jeszcze w XIX wieku nazywana była lubelską Częstochową. Tłumy pielgrzymów ciągnęły tu z Zamościa, Biłgoraja, Kraśnika, Lublina. W każdą niedzielę ścieżki wiodące na radecznicką Łysą Górę zapełniały się rozmodlonym tłumem. Miejsce zasłynęło cudami, a pierwszy zdarzył się w roku 1664. Objawił się tu święty Antoni. Objawił się niejakiemu Szymonowi Tkaczowi, miejscowemu biedaczynie. Radecznicki cud okazał się w XIX wieku wdzięcznym tematem literackim. O objawieniu świętego Antoniego pisali Antoni Wieniarski w „Obrazkach lubelskich” (1854) oraz Zofia Ścisłowska w swych „Wspomnieniach z przejażdżki po kraju” (1857). Obie relacje są podobne, powstały – jak się wydaje – w parciu o jedno źródło, mianowicie kronikę miejscowych oo. Bernardynów. Napisano w niej jasno, że objawiający się święty rzekł do Szymona „- Jam jest święty Antoni; mam to z woli Najwyższego Pana, abym tobie powiedział, iż na tem miejscu chwała Boga Najwyższego odprawiać się będzie przeze mnie, chorzy zdrowie, ślepi wzrok, chromi chód, zgoła wszyscy uciekający się w to miejsce bez cudu łaski nie odejdą.” Następnie święty kazał Szymonowi pójść za sobą, przy nim poświęcił wodę w tamtejszej strudze i polecił, aby udał się do Zamościa i opowiedział samemu przełożonemu oo. Franciszkanów, co widział i słyszał, a na znak swej obecności dał mu ”chusteczkę papierową cudnie woniejącą”. Polecił też, aby w tym miejscu niezwłocznie wystawiona została figura męki Zbawiciela. Szymon wyróżnienie przyjął z pokorą, wysłuchał świętego z uwagą, lecz chęci do działania nie wykazywał. Upłynęło kilka dni, figura Zbawiciela nie stanęła, Szymon nie zabierał się do pracy. W nocy ponownie objawił się święty Antoni. Dialog ze świętym opisany został przez Ścisłowską i Wieniarskiego. Autor „Obrazków lubelskich” zrobił to chyba lepiej, krócej i dobitniej. W jego dziele święty Antoni pyta: - Szymonie, a tak wypełniłeś moją wolę? - Nie mogłem – odpowiada drżący wyrobnik. – Jam strasznie biedny i nie mam za co kupić drzewa na figurę. - To powiedz innym. - Nie uwierzą. - Spróbuj. I święty na obłokach światła zalewających całą ubogą chatę uniósł się ku górze. Szymon, prostaczek i biedaczyna, dobrze jednak znał życie i swych bliźnich. Wiedział, że jego słowa poruszą może sąsiadów, lecz nie możnych tego świata. Wiedział tym i święty, dlatego słowa Szymona Tkacza przed wielmożnym oo. Franciszkanów miała uwiarygodniać owa „papierowa chusteczka cudnie woniejąca”. Dla sąsiadów Szymona święty nie przekazał żadnych dowodów. Swych bliskich i znajomych radecznicki biedaczyna zdołał przekonać i namówić do wyciosania figury. Wójt w Mokremlipu, niedowiarek Walenty Psorski, owszem, dał okazały pień dębu na świętą postać, choć – co należy powiedzieć – nie dał wiary opowieściom Szymona o jego rozmowach ze świętym i otrzymywanych poleceniach. Uporano się z wyciosaniem postaci Zbawiciela, figura miała jednak swoją wagę, Szymon ze swymi nie zdołali jej unieść, nieśmiało więc poprosił wójta o wóz i konie. Tym razem wójt odmówił zdecydowanie, ale zmogła go jednak ciekawość, podjechał zobaczyć, jak wygląda dzieło wyrobnika. A gdy był już na miejscu, ujrzał wykutą w dębie majestatyczną postać Zbawiciela, przed którą uklękły jego konie. Szymon zaś napełniony jakąś niespotykaną siłą uniósł figurę i tylko przy pomocy dwóch sąsiadów wydźwigał ją na Łysą Górę. Trzy lata po tym zdarzeniu, jak pisze Wieniarski, dziedzic Radecznicy, Mikołaj Świrski, sufragan chełmski, w miejscu wsławionym cudami wystawił wspaniały kościół i sprowadził tam oo. Bernardynów. Odpowiedz Link
benia30 Re: Radecznica - objawienie św. Antoniego 27.04.04, 23:41 Jeszcze w XX wieku całkiem niedawno zresztą, dotknięci nieszczęściem okoliczni mieszkańcy Radecznicy zamawiali msze, oczekując na wsparcie św. Antoniego i cud, który odmieni zły los... Parenaście lat temu, będąc podlotkiem, poznałam OO. Erazma z Radecznicy, który opowiadał nam historię objawienia św. Antoniego, do którego jednak opowieści nie przywiązywałam wówczas większej wagi. I dopiero czytając tą legendę przedstawioną nam tu przez Marzenkę zdałam sobie sprawę, że gdzieś to już kiedyś słyszałam... B... Odpowiedz Link
lashana Piekiełko k.Tomaszowa-wersja literacka 27.04.04, 21:49 Piekiełko k.Tomaszowa - wersja literacka - jest to mieszanka wszystkich legend o Piekiełku, ale fajna ))))- wkleję ją w odcinkach, żeby jej nie "obcięło" bo długa Grzeszne piekiełko pod Tomaszowem Doświadczony diabeł błotny Brodziak całymi godzinami wylegiwał się w nurtach Czarnej Łady, brzuch w wodzie moczył, kołtun na ogonie rakom szczypcami czesać zezwalał i pomrukiwał wielce z siebie zadowolony. A kiedy już wymoczył się i wypluskał do woli, śpieszył na Czartowe Pole niedaleko Suśca, aby zabawić się i potańcować przy księżycu z wiedźmą Fryszarką. Z piegowatą wodnicą o szerokich ustach, do której smalił cholewki od ubiegłej wiosny. Niestety, szczęście diabelskie nie lepsze jest od człowieczego, nigdy nie trwa zbyt długo. Któregoś dnia, kiedy leżał sobie z błogą miną na płyciźnie w Czarnej Ładzie i, dzierżąc sporawego karasia w garści, przekomarzał się z głodną wydrą, raptem usłyszał wołanie od brzegu. - Ej, Brodziaku! Gdzieżeś się podział, diable rogaty? Odezwij się! - Tu jestem – czart podniósł się nieco na łokciu i zerknął zezem w stronę wiklinowych zarośli. – Kto tam wrzeszczy niby zbój na mękach przeszkadzając mi w spokojnej drzemce? I czego chce, u licha? - Z polecenia księcia piekieł wyłaź migiem na brzeg! Dość leniuchowania. Pilna robota cię czeka. Rad nierad wygramolił się Brodziak z wody, otrząsnął niczym kudłate niedźwiedzisko po kąpieli i popatrzył na młodzika w czerwonym, kusym fraczku. Widać nie byle jaka to była persona, bo z refionymi lokami, wąsikami przystrzyżonymi w szpic i krótkimi różkami ze srebra. - A tyś kto? – zagadnął przybysza już odrobinę grzeczniej. – Nie znam cię, kusy fraczku. Nigdziem twojej przystojnej gęby nie widział ani z bliska, ani z daleka. - Nie widziałeś, bo nowy jestem w Lucyperowej służbie – czerwony fraczek spojrzał z góry na diabła ociekającego wodą. – Dopiero od niedawna za gońca tronowi podziemnemu służę. - A czegóż żąda ode mnie podziemna zwierzchność? – Brodziak poskrobał się niepewnie za uchem. - Skargi płyną na ciebie, że planu nie wykonujesz. I innym diabłom psujesz paskudnie statystykę. Opuszczasz się, Brodziaku, zaniedbujesz. Zamiast dusze ludzkie pracowicie łowić, ponoć zabawiasz się na ziemi. Ze szczupakami wyścigi o nagrody urządzasz, stare sumy za wąsy ciągniesz, pijawki nadmuchujesz niby kozi pęcherz i panienki moczarowe giglasz pod pachami. Najwyższa pora zaprzestać pustych igraszek. Do poważne roboty trza się wziąć, diable. - Do roboty, powiadasz, kusy fraczku? Do poważnej? A niby do jakiej? - Nie wiesz? Jużeś zapomniał? Czy może wody masz jeszcze pełno w uszach i nie dosłyszysz? Przeciem przed chwileczką gadał – goniec podziemnego tronu podniósł głos, bo zirytował się nieco. – Ludzkie duszyczki powinieneś łowić i pod ziemię znosić. Diabeł, który na dusze nie poluje, nie godzien być diabłem. Diabeł, który dusz nie łoi, tak naprawdę nie różni się niczym od zwykłego człowieka. - E, przesadzasz. A mój ogon i moje rogi? - Koza też ma ogon i rogi – fuknął czerwony fraczek – a przecież diabłem nie jest. - Cóż więc mnie czeka? - Mówiłem, robota. Zadanie specjalne, niełatwe. Starego uparciucha musisz namówić, ażeby wreszcie oddał nam swoją grzeszną duszę. - Starego uparciucha? – Brodziak zmarszczył brwi i zrobił cielęcą minę. – To niby kogo, kusy fraczku? Diabeł ze srebrnymi rogami wyciągnął z rękawa rulon pergaminu z cielęcej skóry, rozwinął go, wygładził starannie i przeczytał uroczystym tonem: - Imci pana Kurdwanowskiego z Łaszczówki. - Kurdwanowskiego? Starego kruka, zrzędę i dusigrosza zza Tomaszowa? - Tego samego. - To ten niecny liczykrupa jeszcze nie w piekle? Dziwne. Byłbym sobie dał ogon uciąć, iż on od dawna smaży się na Lucyperowej patelni. - Straciłbyś po próżnicy ogon. Stary łotr i sknera ani myśli przenieść się do podziemnego królestwa. Właśnie ty masz go do tego nakłonić. Podstępem, z dobrej woli albo siłą. To rozkaz władcy. Cóż miał czart Brodziak czynić? Lucyperowej woli sprzeciwiać się nie mógł. Nie miał prawa. Skinął posłusznie głową i pobiegł czym prędzej na Czartowe Pole koło Suśca. Najpierw musiał pożegnać się z wiedźmą. Oczywiście przyrzekł piegowatej Fryszarce, że powróci, gdy tylko sprawi się z duszą pana Kurdwanowskiego, i dopiero wtedy popędził dalej. Po drodze, zasapany, wstąpił jeszcze do Tomaszowa na zimne piwo, a potem już bez zatrzymywania się pognał do niedalekiej Łaszczówki. Z wizytą do jaśnie pana dziedzica. Odpowiedz Link
lashana Piekiełko k.Tomaszowa-wersja literacka- cd 27.04.04, 21:51 Na energiczne pukanie otworzył mu drzwi pan domu. Imć Bonawentura Kurdwanowski we własnej osobie. Starzec chudy i wysoki niby chmielowa tyka. Z nosem długim i zakrzywionym jak pogrzebacz. Brodziak uchylił baranicy. - Kłaniam się nisko dobrodziejowi. Do samych kolan mu się chylę w pokorze. - Czego chcesz, ogryzku? - Ze sprawą do dobrodzieja przyszedłem. - Z jaką, zgniłku? - Z wartą spojrzenia. Z przednim towarem bowiem chodzę do dworu do dworu.- Wynoś się, purchawko, pókim cię jeszcze brytanami poszczuć nie kazał. Potrzebny mi ten twój lichy towar jako dziura w moście! – wrzasnął gniewnie staruch i trzasnął drzwiami nieznajomemu przed samiuśkim nosem, tak że o mało mu guza nie nabił na czole. - Ale ja nie z byle jakim towarem wędruję od Zamościa – Brodziak sprzed progu natychmiast przeniósł się pod uchylone okno i nie zrażony ciągnął dalej: - Nie chcesz, popatrzeć, mości Kurdwanowski? Okiem jeno rzucić? Zerknąć tylko? Patrzenie nic nie kosztuje. A tyle drogocenności, dobrodzieju, pewnikiem jeszcześ w żywocie nie widział. O, jakie tu mam cacka. I szczerozłote spinki. I szczerozłote sygnety z miejscem na wycięcie rodowego herbu. I srebrne fajki ze złotymi ustnikami, aby w gębie było milej podczas kurzenia. I jeszcze insze szczerozłote różności. - Zawrzyj diabłu drzwi na skobel, on ci oknem wlezie – burknął dziedzic, ale zaciekawiony wyciągnął długą szyję przez okno. – Pokaż, trutniu, jakżeś już przelazł taki kawał drogi. Tylko biada ci, jeśliś zełgał. Parobkom każę skórę z ciebie zedrzeć i siedemdziesiąt bizunów wlepić na żywą ranę, jeśli nie masz w sakwach tego, co obiecujesz. - Nie myliłes się, mości Kurdwanowski. Cha, cha, cha! Masz dobrego nosa. Zgadłeś, jakbyś znał mnie od małego – huknął śmiechem Brodziak. – Diabłem jestem. Cha, cha, cha! Najprawdziwszym. Dzisiaj w roli posłańca i egzekutora podziemnej zwierzchności do ciebie przybywam. Po duszę, na którą mój pan i wladca czeka w piekle o wiele za długo. - Hi, hi, hi! – staruch, zamiast przerazić się, wyszedł na dwór i również zaczął trząść się ze śmiechu i podskakiwać, jakby go ze sto pcheł naraz obsiadło. – Hi, hi hi! Duszę moją dostaniesz, bracie puchaczu, lecz jeszcze nie teraz. Wpierw musisz sobie na nią zasłużyć. Zapracować solidnie. Darmo nikt nic nie daje na tym świecie. O tym powinieneś wiedzieć, barania głowo! - Oj, co też powiadasz, mości Kurdwanowski. Małoż to nasze diablęta naharowały się dla ciebie? Każde zadanie, każdą robotę, nawet najcięższą, jakąś im wyznaczył, wykonywały, zanim tyś zdążył okiem łypnąć. Jeszcze ci mało? Sumienia chyba nie masz, dobrodzieju. - A czy ja kiedyś twierdziłem, bracie puchaczu, że mam sumienie? – dziedzic złapał się za suchy brzuch i znowu zaczął podrygiwać ze śmiechu. – Hi, hi hi! Sumienia nie mam, bo mi nigdy nie było potrzebne. Za to mam duszę. I to nie taką pospolitą, chamską z byle chałupy, ale pańską ze dworu, szlachecką i herbową. I do tego nadzwyczajnie grzeszną, czyli zasłużoną dla waszego Lucypera jak rzadko. - Oj, prawda to, mości Kurdwanowski. Tako i w piekle gadają – przytaknął Brodziak skwapliwie. - A jak prawda, to czekaj. Oblizuj się niby kot do wędzonej szperki i czekaj cierpliwie. - Hm, a nie sądzisz, mości Kurdwanowski, że już najwyższa pora na ciebie? Całe piekło się niecierpliwi. Lucyper co i raz przez studnię wygląda i wzdycha niczym do ukochanej. Natomiast Belzebub od tego przydługiego oczekiwania dostał żołądkowego rozstroju. Bo też ile można czekać na jedną duszyczkę, dobrodzieju? - Długo można. Zwłaszcza na taką jak moja. Hi, hi, hi! Przyznasz, bracie puchaczu, że niewiele jest duszyczek podobnych do duszy starego Kurdwanowskiego. No, bo kto tylu chłopków co ja nadręczył tu i w całej okolicy? Kto ich za byle przewinionko kazał ich batożkiem wysmagać do krwi? A kto tyle co ja babom i dziewkom nadokuczał? Kto im dzbany z mlekiem powywracał? Kto kozy na moczary kazał wpędzić? Kto gęsi wydusił? Kto z jaj wiezionych na targ do Tomaszowa sporządził surową jajecznicę, największą chyba na świecie? Mówiąc to dziedzic niepostrzeżenie wysunął nogę i z całej siły nadepnął Brodziakowi na ogon. - Auuuuu! – wrzasnął diabeł i z bólu podskoczył powyżej komina. Spadł i momentalnie znowu skoczył do góry, tym razem rycząc jeszcze głośniej. Nic dziwnego, zleciał przecież na grabie błyskawicznie podłożone mu przez dziedzica. Odpowiedz Link
lashana Piekiełko k.Tomaszowa-wersja literacka- cd 27.04.04, 21:52 - Cóż to, bracie puchaczu? Zamiast stać spokojnie i słuchać, co do ciebie mówię, podskakujesz, jakbyś z pchłą stanął w zawody? – pytał złośliwy starzec z niewinną miną. – A może ty, bratku piekielny, uczysz się fruwać? - Nie drwij sobie z biednego czarta, mości Kurdwanowski, bo to grzech podwójny – wystękał Brodziak przestępując z jednej bolącej nogi na drugą, nie przestając przy tym delikatnie dmuchać na piekący ogon. - Słuchaj no, bracie puchaczu, kiedy gadam do ciebie – szlachcic dźgnął diabła twardym palcem. – Chciałbym wiedzieć, czy poza owym złotkiem i klejnocikami masz jeszcze coś bardziej wartościowego w zanadrzu? Może znasz jakąś porządną kryjówkę ze zbójeckimi skarbami? - Pójdź za mną, mości Kurdwanowski – czart pokłonił się staruchowi w pas i jakby zapominając o bólu, uśmiechnął się przymilnie. – Pokażę ci taką właśnie kryjówkę i takiż właśnie skarb. niedaleko, tu na twoich ziemiach. - Na moich? Znaczy się, bracie puchaczu, bogactw do mnie należy. - Do ciebie. D ciebie, mości panie Kurdwanowski. Zanim tam dojdziemy, o jedno cię tylko proszę. Nie dokuczaj mi więcej. Miej wzgląd na mój biedny ogon i na moje biedne nogi. - Hi, hi! I bez obydwu nóg do skarbu bym się dowlókł, gdyby było trzeba – roześmiał się stary szlachcic, maszerując przez pole za diabłem. – Ważne są nie nogi, ale to, czy skarby zbjeckie są wystarczająco duże. - Tutaj spójrz, mości Kurdwanowski! – Brodziak zatrzymał się, pstryknął palcami w powietrzu i wskazał na dziurę otwierającą się bezszelestni pomiędzy kamieniami. Coraz szerszą i szerszą. - Oooo! A dużo tu tego? - Niemało. Dwadzieścia beczek złota i dwadzieścia antałków szlachetnych klejnotów – pośpieszył diabeł z odpowiedzią. – Caluchny ten skarb będzie należeć do ciebie, jeśli wreszcie odeślesz swoją duszę do piekła. - Odeślę – staruchowi oczy zaświeciły się niczym dwie skierki. – Oczywiście, odeślę. Ale nie teraz, bracie puchaczu. Hi, hi! Cóżeś ty taki w wrzątku kąpany? Przed nami przecie jeszcze mnóstwo czasu. Kiedy to imć pan Bonawentura Kurdwanowski gadał, nie przeczuwał nawet, jakże się mylił. Jak niewiele żywota pozostało mu na tej ziemi. Wszystko wyjaśniło się bowiem już nazajutrz przed południem. Z samego rana niebo zaciągnęło się chmurami. Ciężkimi, sinymi, nisko wiszącymi nad polami. - Grad! Grad idzie! Jezuśku przenajświętszy, ratuj nasze plony! – lamentowali biedni ludzie i biegali tam i sam nie bardzo wiedząc, co robić. - A dobrze wam tak, chudopachołki zasmarkane – zacierał ręce starzec chichocząc z radości. – Niechże wam grad wymłóci zboże do ostatniego ziarenka. Bez grosza i jadła będziecie wisieć u mojej klamki. Hi, hi! Za kawałek chleba zabiorę wam wszystkie grunty. Hi, hi! Nie pozostawię nawet tyciego skraweczka. Hi, hi! Z łaskawego serca co najwyżej pozwolę wam pracowac na moim. O swoje plony Kurdwanowski nie kłopotał się ani przez moment. Wszakże miał umowę z piekłem. W zamian za grzeszną duszę diabły orały mu ziemię, siały, bronowały, chuchały na rośliny, by rosły dorodne, a jak trzeba było, grady i gwałtowne ulewy przepędzały znad pańskich hektarów. Przepędzały, oczywiście, na poletka kmieci. Tak działo się do dzisiaj. Dziś stało się inaczej. Zniecierpliwione biesy na duszę szlachciury dłużej czekać nie myślały. W pewnej chwili starzec dostrzegł, iż wszystkie czarne obłoki gromadzą się jedynie nad jego polami. Nad pozostałymi świeciło słońce. - Precz! Precz od mojej pszenicy! Precz od mojego żyta! – począł biegać po polu w popłochu, wrzeszcząc i wygrażając ku niebu kułakami. – Diabły, biesy, szatany i czarty, do roboty! Na co czekacie, rogate leniuchy? Sio! Sio, przeklęte chmurzyska! Wynoście się nad chłopskie zagonki! Nad poletka tych nędzarzy bez portek! Tych gołodupków! Nagle błysnął oślepiający piorun i rozległ się straszliwy grzmot. Ogłuszający. Ziemia zadrżała, zatrzęsła się, jak gdyby nastąpił koniec świata. Podobnej burzy nie pamiętali najstarsi ludzie we wsi. Kiedy czarne chmury wreszcie odpłynęły za bory, za rzeki, przed oczyma wieśniaków pojawił się straszliwy obraz. Po modrzewiowym dworze i po złym dziedzicu nie pozostało nawet marnego śladu, natomiast jego pola aż po horyzont usiane były nie lodowym gradem, lecz kamieniami. Jeszcze i dzisiaj na ziemiach dawnego majątku imci Kurdanowskiego – pomiędzy Łaszczówką i Majdanem – budzi grozę kilkadziesiąt gigantycznej wielkości diabelskich głazów rozsianych na ugorze pośród chudych sosen. Ponieważ na kamienistym polu uprawiać się niczego nie da, przeto ludzie mądrzy i uczeni utworzyli tam rezerwat geologiczny. Po tym wszystkim, cośmy tu opowiedzieli, nikogo już chyba nie zdziwi, że zarówno miejscowi wieśniacy, jak i ci uczeni z miasta, rezerwat ten nazwali Piekiełkiem. Odpowiedz Link
lashana O Tanewie i Gołdapie - wersja literacka 28.04.04, 01:15 O nadobnej Tanewie i rycerzu Gołdapie Wśród wojowniczych plemion tatarskich Złotej Ordy przed każdą kolejną wyprawą na Polskę zastanawiano się nie raz i nie dziesięć razy. - Co zrobić, ażeby z kindżałem w garści dostać się do zamku twardego Gołdapa? Niczego nie wymyśliliście, niczego nie wypatrzyliście, pustogłowe barany? To po co leźliście taki kawał drogi? – powarkiwał chan tatarski na szpiegów powracających zza polskiej granicy z nie najlepszymi wieściami. – gdyby nie zamek Gołdapa, mielibyśmy otwartą drogę w głąb krainy Lachów. Poszlibyśmy z orężem na przebogaty kupiecki Sandomierz, na zamożną Sieniawę i na Opatów pełen benedyktyńskich drogocenności ofiarowanych zakonowi przez króla. Wiem, co chcecie powiedzieć, baranie głowy! Że Gołdapowe grodziszcze można ominąć i pójść bokiem. Ba, ale co będzie, jeśli straszny ów rycerz z ostrym toporem spadnie nam na zady? Wzięci w dwa ognie, możemy stracić nie tylko brańców i lupy, lecz również i życie. W tym czasie za Bugiem wśród plemion Rusi Halicko-Wołyńskiej gadano podobnie. - W jaki sposób zdobyć orle gniazdo twardego Gołdapa? Bez puszczenia z dymem jego twierdzy trudno myśleć o udanej wyprawie na ziemię sandomierską, a może i sieradzką? W każdej chwili mógłby nas przecież zaatakować od tyłu – radził się kniaź halicki wojowników otaczających go ciasnym kręgiem i słuchających pilnie. – Wiele modłów nakazałem w cerkwiach. Wiele też czarnych wołów przykazałem zarżnąć jako ofiarę leśnym bogom po to, by dopomogli mi w zwycięskiej wyprawie na Lachów. I co? I nic. Nasze modły, nasze woły i nasze bogi widać za słabe, bo ile razy próbowaliśmy zdobyć Gołdapowe zamczysko, tyle razy musieliśmy cofać się w popłochu. Rany, guzy i bolesne sińce były jedyną naszą zdobyczą. Nie inaczej mówiono w okolicznych szczebrzeszyńskich puszczach. - W lochach podziemnych na zamku twardego Gołdapa kryją się ponoć skarby, o jakich nie śniło się nawet niemieckiemu cesarzowi – mruczał herszt leśnych zbójców, zza olszynowej kępy spoglądając tęsknie na wysokie i groźne zamczysko. – Duszę rad oddałbym czartu, byle móc znaleźć się tam z pustym workiem choćby jeno przez pół pacierza. - Diabłów lepiej na pomoc nie wzywać. Zwłaszcza, że można obejść się bez kupczenia ludzką duszyczką – jednooki drągal pochylił się i dziabnął łokciem grubego zbója pod żebro. – Mam chytrą myśl. Co byście rzekli, braciszkowie mili, gdybyśmy porwali twardzielowi córkę? Z pewnością oddałby za nią nie jeden, ale ze dwadzieścia, albo i ze czterdzieści worów złota, srebra oraz najcenniejszych klejnotów. Wszyscy przecież wiedzą, że swą piękną jedynaczkę, Tanewa ją zowie, stary rycerz miłuje nad życie. Herszt poskrobał się za uchem i westchnął: Mmm, lecz jak to uczynić, mądralo? W twoich radach rozumu nie więcej, niż w komarze sadła. Bo może niby nie wiesz, że owa śliczna młódka w ogóle nie opuszcza zamkowej góry? A do środka twierdzy bez wiedzy Gołdapowych strażników nie przeniknie nawet najchudsza jaszczurka. O zdobyciu zamczyska na trudno dostępnym wzgórzu zarówno okrutni Tatarzy, jak i bitni wojowie halickiego kniazia, a także leśni rozbójnicy pozbawieni zupełnie sumienia, mogli sobie najwyżej pomarzyć. Do warownego grodziska rycerza Gołdapa zbliżyć się nie było wcale łatwo, a cóż dopiero wdrapać się na górę i wtargnąć za bramę z modrzewiowych bali. Niechaj więc nikogo nie dziwi, że wśród tej głuszy samotny zamek cieszył się sławą twierdzy nie do zdobycia. Przesady w tym nie było żadnej. Siłę polskich toporów oraz mieczy ustokrotniło bowiem położenie warowni w miejscu wytyczonym przez ludzi mądrych i przewidujących, ponadto zaś wybornie znających się na sztuce wojennej. Pośród gęstego boru z jodłą, świerkiem i sosną, w bagnistych dolinach gęsto pociętych przez rzeki, rzeczki i liczne tu strugi, porosłych olszynowymi lęgami, a także kępami wonnych ziół – rajem dla pracowitych pszczół i ciężko latających trzmieli – wyszukano wzgórze, strome i wysokie co najmniej na czterdzieści łokci. To właśnie na nim postanowiono wybudować grodzisko warowne, strzegące spokojnych ziem Roztocza przed nieoczekiwaną napaścią wroga. Najpierw na koronie wzgórza usypano wał ziemny, solidny i wysoki na cztery albo i na pięć łokci, następnie umocniono go kamieniami i okruchami skał, a dopiero na nim wbito ostrokoły. Czyli palisadę z twardych dębowych i modrzewiowych bali. Wystawiono też cztery baszty narożne ze strzelnicami dla łuczników. Wreszcie na końcu wybudowano wewnątrz okazałą siedzibę dla książęcego namiestnika oraz cztery nieco mniejsze chaty dla zamkowej załogi. Odpowiedz Link
lashana O Tanewie i Gołdapie - wersja literacka -cd 28.04.04, 01:22 Przed laty zamczyskiem dowodził rycerz Kazimierza Sprawiedliwego, zaufany sługa książęcy Gniewosz, potem jego syn Gołomb, obecnie zaś siedział tutaj wnuk Gniewosza Gołdap, mąż szlachetny, odważny i tak nieustępliwy wobec nieprzyjaciół, że wszyscy ludzie – i swoi, i obcy – zwykli wymawiać jego imię wraz z nieodłącznym przydomkiem: twardy. Twardy Gołdap synów nie miał. Miał jeno jedną córkę o imieniu Tanewa. Prześliczną dziewczynę o jasnych jak len warkoczach, lekko zadartym nosku i źrenicach bardziej modrych od chabrów kwitnących pośród jęczmienia. Kiedy Tanewa ukończyła osiemnaście wiosen, ojciec obdarował ją szubką z zimowych lisów, naszyjnikiem z bursztynowych korali oraz czerwonymi bucikami sprowadzonymi specjalnie na tę okazję aż z Krakowa. Wieczorem zaś poprosił ją jeszcze o chwilę poważnej rozmowy. - O co chodzi, tatku mój? – dziewczyna szczęśliwa i wesoła, nagle zatrwożyła się. – Wyznaj, proszę. Bo minę masz, jakby rozbolał cię okrutnie ząb lub głowa. Gołdap spojrzał córce w oczy. - Na ból głowy kielich miodu z miętą wystarczy w zupełności – rzekł. – Natomiast na ból zęba dobry jest kielich miodu z szałwią. Niestety, tym razem nie pomoże mi ani największy garniec miodu, ani nawet pełna beczka. - Cóż się stało? Mów szybko, tatku. - O rękę twoją dziś mnie proszono, córko – westchnął rycerz. – Pójdziesz za mąż? - Za kogo? - Za młodego i dzielnego woja. Znasz go doskonale. Kocha cię, powiada, ponad własne życie. Młódka spłoniła się i spuściła wzrok. - Pójdę – szepnęła. – Ja również Spytka miłuję. Bardzo. Jako i ciebie, tatku mój. - Ależ ja nie o Spytku mówię. O Jędrzeju Wilcze Ucho ci gadam. Jego swaty odwiedzili mnie dzisiaj z prośbą i przebogatymi darami. - Za Jędrzeja nie pójdę! Nie mogę i nie chcę. – Tanewa potrząsnęła energicznie głową. – Wiem, że łucznik to znakomity i niestrachliwy, lecz nie kocham go, tatku. Nie gniewaj się, ale innego już miłuję. - Przymuszać cię nie myślę, córko. – na pooranej troskami twarzy rycerza pojawił się uśmiech. – Szczęście twoje i moim przecież będzie. Jędrzejowi Wilcze Ucho jeszcze dziś każę podać na stół czarną polewkę i grochowy wieniec. Niechaj wedle dawnego obyczaju dowie się, że nic z jego konkurów, bo masz chłopca innego. Tak się też i stało. Jędrzej Wilcze Ucho odszedł z niczym. Natomiast po tygodniu ogłoszono na zamku uroczyste zrękowiny. Modrooka Tanewa szykowała się do wyjścia za mąż za ukochanego Spytka, najdzielniejszego z oszczepników w Gołdapowej drużynie. Do ślubu jednakże nie doszło. Przygotowania przerwał bowiem niespodziewany najazd Tatarów. Książę sandomierski pociągnął z rycerstwem ku granicy, aby stawić czoło najeźdźcy. Wraz z księciem pośpieszył również Gołdap ze Spytkiem i zbrojną gromadą. Dla obrony twierdzy pozostała jeno garstka wojów, niewielka lecz dzielna. Nie darmo doświadczeni ludzie na świecie powiadają, że nienawiść u niejednego jest uczuciem stokroć silniejszym niźli najgorętsza miłość. Sprawdziło się t i w roztoczańskich borach. Odtrącony rywal, który w skrytości marzył o okrutnej zemście, zorientował się w mig, iż oto nadeszła pora działania. Pod pozorem przepatrzenia okolic opuścił zamek i wyruszył naprzeciw Tatarom. Po dniu i nocy dotarł do jednej z ord ciągnących bokiem. - Wiedźcie mnie do waszego wodza, do chana – zawołał na widok jeźdźców dosiadających małych kudłatych koników. – Nie zwlekając pomówić z nim muszę. - Wielki chan z hołyszami na gadanie czasu nie traci – zaśmiał się jednooki Tatarzyn w wilczym serdaku włosiem na zewnątrz. – Prędzej na pal trafisz, pusta makówko. Alb w jasyr ze sznurem arkanu na szyi. - Powtarzam, prowadźcie mnie do waszego chana. I to szybko, kudłacze. Ja jeden wiem, jak zdobyć Gołdapową warownię i tamtejsze skarby. - Wiesz? Nie łżesz aby? – jednooki wolał się upewnić. – A zatem chodź ze mną. Przed wodzem tatarskim zdrajca ukląkł na obydwa kolana i uderzył czołem o murawę. - Panie wielki! – zawołał. – Przybyłem, aby oddać ci zamek twardego Gołdapa i wszystkie jego skarby pod jednym jedynym warunkiem, - Jakim, niewierny? Odpowiedz Link
lashana O Tanewie i Gołdapie - wersja literacka -cd 28.04.04, 01:27 - Gołdapowa córa, błękitnooka Tanewa moją będzie. Więcej łupów nie pragnę. Zadowolę się tylko tą branką. - A daczego, niewierny? Może ty coś knujesz w głębi robaczywej duszy? – chan tatarski popatrzył podejrzliwie na klęczącego. – Gardzisz worem szczerego złota i klejnotów z Gołdapowego skarbca? Nie pojmuję cię. Wszakże za srebro i złoto od moich wojowników mógłbyś kupić dziewek, ile dusza zapragnie. Zajrzyj do naszych taborów, popatrz, jakie mrowie czeka tam na takich, którzy mają złoto albo klejnoty. Rusinki, Laszki, jasnowłose Litwinki, czarnobrewe Wołoszki. Wybieraj, jakie tylko zechcesz. - Kiedy jeno tej jednej nagrody pragnę – pokręcił głową Jędrzej Wilcze Ucho. – O innych nie myślę. Wszystkich pozostałych jeńców oraz wszystkie złoto i cenne klejnoty wam pozostawiam do podziału. - Niech będzie, jak postanowiłeś, niewierny. Ilu moich ludzi potrzeba ci do pomocy? - Siedemdziesięciu. Dobrze uzbrojonych i starannie ukrytych w zaroślach pod zamkową górą. Do ataku skoczyć mają dopiero na mój sygnał. Wtenczas, kiedy warownia będzie cała płonąć. Nie wcześniej. - Płonąć? – chan trącił końcem szabli klęczącego, by podniósł głowę. – A jakże chcesz tego dokonać, niewierny? - Przy pomocy tej oto niespodzianki – odpowiedział Jędrzej Wilcze Ucho i wskazał na worek za plecami. - Co w nim kryjesz? - Gołębie. - Drwisz sobie ze mnie, niewierny? – chan uniósł krzywą szablę zamierzając ukarać zuchwalca. – Przecież to zwyczajne leśne ptaki. Bezrozumne gołębie, nawet nie orły i nie drapieżne sokoły. - Nie leśne i nie zwyczajne, ale moje własne i wcale nie głupie. I jeszcze kilka sąsiedzkich, które tam na górze również mają swoje gniazda. Wypuszczone z worka ani chybi polecą wprost do zamku. Pomyśl, gdyby przywiązać im do łap wysuszoną hubę i podpalić, pożar tamże zawloką. A płonący zamek zdobyć to już przecie nie sztuka. - Hi, hi, hi! Serca chrześcijańskiego nie masz, giaurze – rozchichotał się wielki chan, gdy wreszcie pojął zamierzony podstęp. – Za to duszę tatarską masz. Albo diabelską. Bierz stu ludzi i pal zamczysko, jakeś sobie zaplanował. Postąpiono dokładnie tak, jak obmyślił zdrajca. Przerażone gołębie pofrunęły niosąc tlącą się hubę do swych gniazd na zamkowych strychach. Wkrótce pożar garnął zabudowania, potem przerzucił się i na smolisty ostrokół. Warowne grodzisko zapłonęło niczym żagiew. Jednego Jędrzej Wilcze Ucho nie przewidział. Obrońcy woleli śmierć w ogniu niźli tatarską niewolę. Nie poddali się. Zginęli wszyscy. Także i Tanewa. O straszliwej tragedii garstki obrońców dowiedziano się po zwycięskim powrocie z wojny od pastuszka ukrytego podczas najazdu w zaroślach. Zaniemówiono ze zgrozy. Żałobną cisze przerwał Spytko. Zapas strzał włożył do kołczana, miecz wyostrzył i dosiadł srokacza. Wyruszył na poszukiwanie Jędrzeja Wilcze Ucho. Zamku na wzgórzu już nie odbudowano. W wypalonych ruinach osiadł rycerz Gołdap jedynie ze starym sługą. Od tamtej pory puszczacy mieszkający w borach Roztocza przepływającą tam rzekę nazywają Tanwią, całe wzniesienie Gołdą, natomiast samą wysoką i stromą górę z widocznymi do dziś resztkami ziemnego wału – Gołdapowym Zamkiem. Lub zwyczajnie Zamczyskiem. Odpowiedz Link
blotniarka.stawowa Kolejne podziekowanie 28.04.04, 01:34 za nastepna serie pieknych legend, Lashano. A kiedy Ty spisz (i czy w ogole?) Odpowiedz Link
lashana Re: Kolejne podziekowanie 28.04.04, 02:06 Dziękuję za podziękowania )))))) Ja jestem taką typową sową ))) W nocy siedzę przy komputerze, bo w dzień muszę toczyć o niego walki z dziećmi ))), a odsypiam w dzień (nie pracuję). Serdecznie pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
lashana Okolice Puszczy Solskiej 28.04.04, 01:37 To już jest legenda o okolicach Puszczy Solskiej, ale nie chciałam jako ostatniej wpisywać "powtórki" ))) Jak dobra Zofijka księciu ocaliła żywot W życiu ubogiego człowieka nie może być chyba większego nieszczęścia od złego i niesprawiedliwego pana. A Krwawy Książe panujący na Nizinie Wołoskiej był władcą najgorszym z najgorszych. Nic zatem dziwnego, że którejś wiosny gromadka pasterzy wraz z rodzinami i lichym dobytkiem opuściła kniaziową wieś i zbiegła do puszczy. Długo wędrowali uciekinierzy przez gęste i dzikie bory, aż przybyli na polską stronę. Tu założyli leśną osadę. Niewielką, złożoną zaledwie z kilku chałup. Następne lata mijały osadnikom w spokoju. Do wioski zagubionej w niedostępnych borach mało kto bowiem z obcych zaglądał. Prędzej trafiło tutaj przez omyłkę głupiutkie łosiątko niźli wędrujący rycerz, kupiec z wozem towarów, czy brodaty mnich głoszący boże słowo. Któregoś dnia Zofjka, mieszkająca samotnie w chałupce na skraju osady, wybrała się z pełnym koszem nad strugę. Nad rzeczkę płynącą w pobliżu niegłębkim parowem. Do prania dzień był wymarzony. Słońce grzało już niezgorzej, a i wietrzyk pracowicie pomagał mu suszyć bieliznę rozwieszoną na gałęziach rosochatej wierzby. Było chyba około południa, kiedy dziewczyna usłyszała nagle wydobywające się z zarośli coś jakby bolesne stękania. Pojękiwania może? Zofijka do strachliwych nie należała. Urodzona i wychowana w puszczy, leśnego zwierza się nie bała, a tym bardziej rannego czy chorego. No, chyba żeby to nie zwierz był, ale leśny diabeł, o którym tyle okropności naopowiadała jej babka przybyła jeszcze z Wołoszczyzny. Jednakże z leszczynowej gęstwiny nie czart się wyłonił, lecz człowiek. Rycerz z gołą głową, pokrwawiony, w pancerzu ze śladami świeżej walki. Walki okrutnej, zapewne na śmierć i życie. - Gonią mnie! Na żywot nastają! Druhów mi ubili podczas łowów na wściekłego niedźwiedzia ludojada. Ledwiem zbieżał przed prześladowcami – wysapał woj z wysiłkiem i oparł się ciężko na mieczu. – Ratuj, dziewko miła, bo sił już mi nie ostało ani odrobiny! - Ha, a nie jesteś aby zbójem? – wzdrygnęła się dziewczyna. – Puszczackim łotrem bez krzyny sumienia i serca? Takim, który gubi dusze niewinne dla marnego miedziaka? - Dziewko miła, czyż wyglądam na leśnego hultaja? – jęknął nieznajomy. – Przypatrz mi się baczniej. Rycerzem jestem z niedaleka. Kniaziem prawdziwym, który za wyświadczone dobro, dobrem odwdzięczyć się potrafi. - Juści, bardziej niż na krwawego rozbójnika, wyglądasz mi na szlachetnego księcia. Nadto wcale niebrzydkiego. – przyznała Zofijka szczerze i zarumieniła się po czubeczki uszów. – A i z oczu patrzy ci całkiem poczciwie. Kto wie, nieznajomy człeku, może więc i nie łżesz? - Kniaziem jestem, prawdę czystą powiadam. Czystszą od wody źródlanej – wyszeptał ranny i nagle zachwiał się, po czym powoli osunął na kolana. – Sił już mi zabrakło. Ratuj, dziewko miła! Ratuj, bo zginę, nieszczęsny, od podstępnych mieczów. Posłuchaj tylko odgłosów pogoni, zbrojni zaraz tu będą. Są już w tej świerczynie. I bez natężania uszu docierała nad wodę niezwyczajna wrzawa niosąca się z pobliskiego boru. Coraz głośniejsza, coraz wyraźniejsza. Zofijce żal się zrobiło rannego. Ani chybi, ubiją biedaka niezdolnego ni bronić się, ni uciekać dalej. Rozumiejąc, iż zwlekać nie może, jeśli nieznajomemu chce ocalić życie, zawołała bez chwili namysłu: - Złaź szybko do rzeki! Migiem! Tutaj woda sięga nieco za kolana. Siadaj i nie ruszaj się. Skryję cię pod moją spódnicą. Chodź! Resztkami sił stoczył się kniaź z brzegu. Z pluskiem wpadł do wody i tu znieruchomiał. Jeno głowa i ramiona wystawały mu ponad powierzchnię. Zaledwie Zofjka Sierota stanęła tuż przy nieboraku i nakryła go spódnicą, ledwie pochyliła się nad wodą i praniem zajęła na nowo, z nadbrzeżnych chaszczy wypadła gromadka konnych wywijających mieczami i groźnie potrząsających oszczepami o żelaznych grotach. - Ej, babo piegowata, co robisz tam w rzece? – wrzasnął rycerz w czarnym pancerzu pędzący na przedzie na karym rumaku czarniejszym od kruczego skrzydła. – Nie widziałaś tu gdzieś zbója o gębie okrytej krwawą pianą? Łotra umykającego chyłkiem pod krzakami niby bezzębne wilczysko? Zofijka wyprostowała się w wodzie nie wypuszczając z rąk mokrej bielizny. - Po pierwsze nie jestem wcale piegowata – zaprotestowała z udanym oburzeniem. – A co robię? To chyba widać, czarny rycerzu. Brudy piorę. - Pytałem, czyś zbója nie widziała? Odpowiedz Link
lashana Okolice Puszczy Solskiej -cd 28.04.04, 01:47 - Czym widziała zbója? – odpowiedziała dziewczyna spokojnie i otarła pot z czoła. – Nie. Poza wami, wielmożny panie, żadnego zbója tutaj nie było. - Dziewka kpi sobie z ciebie, mości kasztelanicu. Zbójem cię oto nazwała. – warknął któryś z wojowników na brzegu. – Chcesz, cisnę w nią oszczepem? W jadło dla sumów i raków wnet się przemieni. - Cichaj, Lubomirze. Widzisz przecież, że nie ze złej woli to czyni. Niezbyt rozgarnięta jest ci ona po prostu. Oczy jednakże ma. Ma też i parę zdrowych uszów. Jeśli zatem niczego nie spostrzegła, mogła przynajmniej coś usłyszeć. Leśni ludkowie od dzieciucha słuch mają wyostrzony niczym borowe sowy albo puchacze. - O właśnie, właśnie, czarny rycerzu. Chrzęsty jakoweś przedziwne słyszałam w krzakach. Gdziesik w tamtym sitowiu i trzcinie – przytaknęła szybko Zofijka nie ruszając się z miejsca. – Myślałam nawet, że to kulawy łoś spieszący do wody lub wilczysko z przetrąconą łapą. A myślałam tak, bo idąc pojękiwało i chlapało wodą straszliwie. Głowę podniosłam, alem w mrocznej gęstwinie niczego wypatrzeć nie zdołała. Ani dzikiego zwierza, ani złego człowieka. - Hm, a może to nie był chromy łoś i nie poturbowane wilczysko, lecz Daniel? Daniel Halicki? - Kto go tam wie? Może to i był rogaty daniel w białe cętki? Albo jeleń lub sarni kozioł utykający na którąś nogę. – zgodziła się dziewczyna. – Jednakże pewności nie mam żadnej, czarny rycerzu. Mówiłam przecie, żem go wyraźnie słyszała, alem go nie dostrzegła. - Głupiaś jako dwudniowy kurak. Nie o takim danielu wszakże gadamy. – kasztelanic machnął niecierpliwie ręką. – A gdzież podziało się owo zwierzę? Zawróciło z powrotem? W górę rzeki poszło czy w dół? A może przedostało się na drugą stronę? To zapewne słyszałaś, babo piegowata? gadaj zatem, jeśli nie chcesz, by bizun poprawił ci pamięć. - Słyszałam. wyraźnie słyszałam, czarny rycerzu. Sitowiem przez wodę przeczłapało i na brzeg wylazło – Zofijka odwróciła się i wskazała kierunek. – Tam umknęło, kędy ta potrójna sośnina z obłamanym konarem. - Za mną, wojowie! – wykrzyknął rycerz w czarnej zbroi i z całej siły dziabnął rumaka ostrogą. W dwóch susach przesadził rzekę nie przestając wołać: - To on, nie kto inny! Sam Daniel Halicki! Nie ujdzie nam daleko! Posoką przecież mocno broczył. Pochwycić łotra trzeba, zanim nocne ciemności skryją go przed naszym wzrokiem. Szybciej, wojowie! Ponaglając konie wrzaskiem i batożkami, zbrojna gromada zwaliła się do rzeki bryzgając wodą na wszystkie strony. wyjąc jak opętana, puściła się galopem za swoim przywódcą. jeszcze chwila i zniknęła w gęstej dąbrowie. - Wolnyś niby ptak, książę – dziewczyna odstąpiła na bok. – co zamierzasz dalej? Czy wystarczy ci sił, aby dotrzeć do swoich? I czy znasz dobrze drogę? - Jakże ci na imię, dziewko miła? – zagadnął tymczasem nieznajomy, zupełnie jakby nie dosłyszał pytań. - Zofijka. Zofijka przezywana Sierotą. W osadzie puszczańskiej między poczciwymi ludźmi żyję sobie spokojnie. Tu niedaleczko. W wołoskich Pułunkowicach. - A jam jest Daniel. Książę na Haliczu i na Wołyniu. Lubię cię, Zofijko. Nie tylko dlatego, że życie ci zawdzięczam. Polubiłem cię od pierwszego wejrzenia, kiedym jeszcze myślał, iżeś rzeczną boginką, urodziwą wodnicą, istotą nieziemską. Zjawą bez imienia. Jednakże polubię cię jeszcze bardziej, jeżeli spróbujesz ukryć mnie przynajmniej do czasu, w którym i ranę od złego sandomierskiego miecza zaleczę, i do sił poprzednich powrócę. - I ja cię polubiłam, moje ty książęce niebożątko – Zofijka roześmiała się wesoło, z caluchnego serca. – no, ale teraz wstawaj już, kniaziu. Wyłaź czym prędzej z zimnej wody, boś przecie nie żaba, nie rak i nie ryba. Osuszyć cię muszę i jak najrychlej doprowadzić do mojej chatynki. jeno że powinnam zrobić to tak, aby cię nikt nie dostrzegł. Nawet małe dziecko, nawet ślepe kocię. Po zielarkę Jaguchnę zaraz też pobiegnę, żeby ci rany opatrzyła troskliwie i jakiegoś naparu dała na wzmocnienie, bo trzęsiesz się na mokrych nogach niczym badyl trzcinowy na wietrze. A teraz oprzyj się na mnie, kniaziu. Wesprzyj się mocno, bo najwyższa pora ruszać nam w drogę. Do domu, do Pułunkowic. Tej nocy w chacie Zofijki Sieroty łuczywo płonęło chyba aż do pierwszego piania kogutów. Garbata Jaguchna zrobiła wszystko, co do niej należało. Najpierw dokładnie oczyściła jedną i druga ranę, po czym obłożyła je świeżuśkim razowcem ugniecionym starannie z pajęczyną. Potem Odpowiedz Link
lashana Re: Okolice Puszczy Solskiej -cd 28.04.04, 01:57 naparzyła ziół przeciwko złej gorączce, przyniosła również gęstych soków na wzmocnienie. Na koniec obydwie przetaszczyły rannego na stryszek i ukryły w pachnącym sianie. Rano, zanim jeszcze zmęczona Jaguchna dotarła do swojej chałupy, z puszczy wysypała się gromada zbrojnych. Niczym mrówki rozleźli się rycerze i pachołcy po wsi. Zaraz też odezwały się psie łajania i skowyty, trwożne gęgania gęsi i przedśmiertne kurze gdakania. - Po cóżeście przywędrowali tutaj, czarny panie? – zagadnęła zielarka rycerza w czarnej zbroi zbliżającego się na karym wierzchowcu do jej zagrody. – Bo chyba nie po grabieżcze łupy? - Zbiega poszukujemy, babo garbata! Musi tu gdzieś być. Nie ukryłaś go wszakże pod łachmanem na grzbiecie? Hi, hi, hi! - Jakiego znów zbiega? Łotra leśnego ścigacie, panie? Grzesznego rozbójnika, który na nieszczęście dla bogaczy czmychnął wam z zamkowego loszku? - Gorzej, babo kosooka! Nie żadnego borowego hultaja, lecz zapiekłego wroga naszego miłościwego księcia i całej Ziemi Sandomierskiej. Daniela szukamy. - Dzikiego zwierza? – zielarka Jaguchna spojrzała podejrzliwie na młodzieńca w czarnym pancerzu. – A czyż rogaty daniel może być wrogiem człowieka? I do tego sandomierskiego księcia? A ponadto i jeszcze takiego dzielnego rycerza jako wy, czarny panie? - Oj, głupiaś, babo garbata! Przecież nie o dzikiem zwierzu, nie o leśnym danielu gadam, ale o Danielu Halickim księciu zza granicznej miedzy. Wczoraj jego drużynę łowiecką roznieśliśmy na mieczach, posiekaliśmy ją na krwawe skwarki. Tylko on sam wymknął się nam z zasadzki diabelskim sposobem i zniknął gdzieś bez śladu. - Może biała kostucha porwała go i cisnęła przez głęboką studnię do piekła? - Nie, babo! po bitwie szukaliśmy Daniela wśród zabitych. Jednakże ciała nigdzie nie znaleźliśmy. A zatem kniaź halicki żyw jest i gdzieś tu być musi. - Jeśli to naprawdę krwawy wilk, jako powiadacie, czarny panie, a pewnością skrył się w wilczej jamie. Tam go szukajcie, pośród jego wściekłych współplemieńców. Nie zaś w spokojnej wiosce nie wadzącej nikomu. - Zajrzymy i tam, babo dziobata! Teraz już nam łotr nie ujdzie. Borów tak wszędy strzeżemy, że i padalec nie przemknie się bez naszej zgody. Przepatrzymy każdą kępę, każdy jar, każdą norę w ziemi i każdą dziuplę w drzewie. A także leśne osady. Właśnie kolej na waszą. - Ejże, czarny panie, czy mnie oczy nie kłamią? Czyżby to miał być ten wasz kniaź z Halicza? Nie mylicie aby Daniela z moją gęsiną? – wykrzyknęła w tym momencie Jaguchna wskazując na giermka wyłażącego zza obórki i dźwigającego pod pachą dwie gęsi siodłate z ukręconymi łbami raz cztery kaczki związane w pęczek i zawieszone u pasa. I już nie czekając ani chwili, trochę w obronie dobytku, a trochę i z obawy, że sandomierscy wojowie gotowi znaleźć halickiego zbiega ukrytego w ostatniej chałupie, zielarka zaczęła krzyczeć na całe gardło: - Ach, wy zbóje zamkowi, wcale nie lepsi jesteście od puszczańskich łotrzyków! Niby to jakowegoś zbiega szukacie po chałupach, a tak naprawdę nie n wam w głowie, lecz nasz chleb, nasze świnki, nasze ptactwo i nasze jaja! nie macie, zbójcy przeklęci, odrobiny litości ani nad nami, ani nad naszymi dzieciskami! - Cichaj, babo garbata, bo każę ci język wyrwać! Pustym brzuchom rycerskim nie o grzeczności i nie o litości myśleć przystoi, ale o jadle. - Cichaj? Gadacie, czarny panie, cichaj? Okradacie nas na podobieństwo krwawych rozbójników, a my mamy siedzieć cichuśkie niby leśne myszy? A może potulne i beczące jako jagnięta? Niedoczekanie. Ej, baby, łapcie za miotły i gońcie precz sandomierskich rzezimieszków! Do mnie, wszystkie baby, pokażemy rabusiom gdzie raki zimują! Dzielnym kobietom, dziewkom, a i staruchom nie trzeba było wezwania powtarzać. Złapały, co która miała pod ręką, i dawaj tłuc i bębnić po żelaznych zbrojach. Pod ciężkimi razami wideł, mioteł, drągów oraz pogrzebaczy blachy pancerne trzeszczały, wyginały się i pękały, jakby były ulepione z kruchej gliny na garncarskim kole. Zaskoczeni i ogłupiali wojowie, nigdy dotąd nie walczący z tak uzbrojonymi babami, nie wytrzymali wściekłego ataku. Najpierw pojedynczo, a potem już gromadnie poczęli zmykać do lasu. Zatrzymali się dopiero na Diabelskiej Polanie, z dziesięć mil od straszliwej wioski. - A to ci baby z piekła rodem! Dzikie babusy stokroć gorsze od gniazda szerszeni! Lucyperowe babice nie różniące się niczym ani od bagiennych czarownic, ani od borowych wilkołaków – pojękiwali sandomierscy rycerze trzymając się za obolałe czaszki, pokrwawione ramiona i zadki całe w sińcach. Wiele pacierzy minęło, zanim pozbierali się na tyle, że mogli wyruszyć w drogę do Sandomierza. Po dziś dzień na ziemi zamojskiej z owych wydarzeń sprzed siedmiu stuleci ostały się dwie zacne pamiątki. Pierwsza to niewielka rzeczka, w której kniaź Daniel Halicki polubił Zofijkę, Zofijka zaś polubiła Daniela. Rzeczka ta zowie się Lubienicą. Natomiast druga to wioska, w której dzielne baby sprały sandomierskich wojów na kwaśne jabłko. Wieś tę nazwano dumnie Babicami. Odpowiedz Link
lashana Bibliografia 28.04.04, 01:59 Źródła: 1) Mieczysław Kościński Przydrożne pomniki wiary. Krasnobród i okolice. Polihymnia. Lublin 2001 2) Współczesne podania ludowe – wybór wstęp i opracowanie Michał Łesiów – Wydawnictwo Lubelskie Lublin 1982 (opowiadanie Kazimierz Janczykowski – Na Roztoczu) cytowane legendy to zapis rozmowy z mieszkanką Roztocza 3) Małgorzata Pizun – Susiec i okolice Wydawca PUW Roksana Susiec 2000 4) Mieczysław Kościński – Krasnobród dawnych lat. Opowieści i wspomnienia. Polihymnia Lublin 2003 5) Mieczysław Kościński –Znani i nieznani. Szkice z przeszłości Krasnobrodu. Polihymnia Lublin 2002 6) Włodzimierz Wójcikowski, Ludwik Paczyński – Roztocze. Przewodnik Wydawnictwo Sport i Turystyka Warszawa 1977 7) Edward Słoniewski – Roztocze Wydawnictwo PTTK Kraj Warszawa 1998 8) Paweł Wład, Marek Wiśniewski – Roztocze Wschodnie. Przewodnik nie tylko dla turystów Wydawnictwo Naukowe, Turystyczne i Edukacyjne Paweł Wład. Lubaczów 1999 Uwaga! W wydaniu z 2001 r nastąpiło przeredagowanie i strony się nie zgadzają z tymi z 1999 9) Roland Gröger, Marek Sikorski – „Na granicy legendy i wiary. Skarby sztuki i osobliwości Ziemi Kłodzkiej”- Wydawnictwo Ziemia Kłodzka Nowa Ruda 1993 10) Stanisław Stolarczyk – Roztocze Środkowe. Przewodnik. Wydawnictwo PTTK Kraj Warszawa 1984 11) Halina Matławska – „Zwierzyniec”. Książkę wydano staraniem Rady Miejskiej w Zwierzyńcu i Roztoczańskiego Parku Narodowego. Zwierzyniec 1991r 12) Janusz Hochleitner, Iwona Scheer –Obrońca przed wylewami rzek. Niezwykłe dzieje życia i kultu świętego Jana Nepomucena .Elbląg – Świdnica 1998 Wydawnictwo – brak nazwy, tylko znak graficzny, jakby połączone J i H w przerywanym kwadracie 13) Jacek Szczepaniak –Kozłówka Pałac – Muzeum Przewodnik. Muzeum-Pałac w Kozłówce 1991 14) Zbigniew Włodzimierz Fronczek – Z toporem przez wieki legendy, podania, sensacje Lubelszczyzny i Podlasia. Lubelskie Wydawnictwo Literackie. Lublin 2003 15) Zdzisław Nowak – Diabelski strzelec – Nasza Księgarnia Warszawa 1991 r Odpowiedz Link
lashana Źródła legend 28.04.04, 02:01 Legendy: 1) O powstaniu Roztocza – 2 str 74 2) Wzgórze Zamczysko lub Kościółek – Tanew i Szumy – 2 str 75 3) Wzgórze Zamczysko lub Kościółek – Tanew – 3 str 118-119 4) Wzgórze Zamczysko (Kościółek) i Tatarzy – 3 str 118 5) Krasnobród – Sanktuarium Matki Bożej – głównie 4 str 14-15 oraz inne po trochu 6) Krasnobród – Sanktuarium Matki Bożej – cd (relacja) – 5 str 36 7) Krasnobród – Sanktuarium Matki Bożej – cd (tablica fund) – 1 str 25-27 8) Krasnobród – Sanktuarium Matki Bożej – obelisk 1 str 28-29 9) Krasnobród - kaplica "Objawień na wodzie" – 1 str 33 i 7 str 79 10) Krasnobród - kaplica pw Św. Onufrego Pustelnika – 1 str 34-35 i 7 str 79 oraz legenda 9 str 167 11) Krasnobród -figura za "Kaplicą Objawień na wodzie" – 1 str 40 12) Krasnobród -figura przy ul. Partyzantów - 1 –zapomniałam spisać strony 13) Krasnobród - Kaplica pw. Św. Rocha – 1 – str 106 - 107 14) Piekiełko k. Tomaszowa Lubelskiego – wszystkie trzy 6 str 99-100, dodatki 7 str 67-68 15) Łaszczówka k. Tomaszowa Lub – stawy i kamienie – 6 str 87-88 16) Siwa Dolina i Mydli Rów k. Tomaszowa Lub – 6 str 103 17) Tomaszów Lubelski – kapliczka – 7 str 85 18) Narol – nazwa – 6 str 155 i 7 str 183 19) Narol i Tanwica – 7 str 21 20) Narol - Figura św. Jana Nepomucena – pełna wersja 7 str 21-22 i nieco krócej 8 str 188-189 21) Narol - kościół - tablica - nie legenda ale ciekawe epitafium – 8 str 188 22) Górecko Kościelne - kościół i dwie kaplice – 7 str 167-170 23) Płaczący Kamień - rezerwat Kamienna Góra – 6 str 169 24) Florianka - wieś niedaleko Zwierzyńca –dąb – 6 str168 25) Biała Góra – zamek 6 str 102 i 7 str 68(mało) 26) Biała Góra – dawne źródła Huczwy 6 str 102 i 7 str 69 27) Paary - nazwa wsi – 3 str 97 i 98 28) wsie o nazwie Majdan - geneza nazwy – 3 str 82-83 29) Rezerwat "Czartowe Pole" – 3 str 115 i 7 str162 30) Zjawienie(Miasteczko)-kaplica k.Lipska Polesia - 6 str53(mało) i 7 str 60-61-legenda stąd 31) Zjawienie(Miasteczko)- legenda o księciu – 7 str 61 32) Zjawienie-o księciu- szersza wersja legendy 10 str 87 33) Nowiny - krzyż – ciekawostka –3 str 92 34) Wzniesienie Kamień (Piekiełko) k.Czarnego Lasu – 6 str 115 35) Wzniesienie Kalicza Góra k. wsi Dębiny –6 str 159 36) Siedliska - nawiedzony dwór i źródełko – 7 str 91 i 93 37) Radruż - zespół cerkiewny – 8 str 130 38) Nowiny Horynieckie – kaplica Matki Bożej – 8 str 121-122 39) Nowiny Horynieckie - kapliczka św. Jana Nepomucena – 8 str chyba 234 40) Krzyż "Jeleń" między Horyńcem a Nowinami – 8 str 123 41) Diabelski Kamień - 2 km od PGR Monasterz – 8 str 291-292 42) Lubycza Królewska – nazwa – 8 str 172 43) Trzęsiny - kapliczka św. Antoniego Padewskiego – 7 str 99 44) Romanówka - dolina na pn. od wsi – 7 str 82 45) Szczebrzeszyn - zagadkowa nazwa – 6 –zapomniałam spisać strony 46) Powstanie Kawęczynka – 10 str 99 47) Kapliczka przy drodze Dominikanówka-Krasnobród – 1 str 67-68 48) Jacnia – krzyż – 1 - zapomniałam spisać stronę 49) Dekoracje krzyży – ciekawostka - 1 – str 20 50) Zwierzyniec - Kościół na wodzie - 11 – str 87 – 89 51) Patron kościoła - św. Jan Nepomucen - 12 – streszczenie z różnych stron 52) Patron kościoła - św. Jan Nepomucen – patronuje – poz 12 str 82 – 83 i poz 11 str 89 53) Patron kościoła - św. Jan Nepomucen – atrybuty – 12 str 80 – 82 54) Zwierzyniec - Kościół na wodzie- herby – 11 str 90 55) Zwierzyniec - Kościół na wodzie - herby – Jelita – 13 strony nienumerowane – w opisie „Brama” 56) Zwierzyniec - Kościół na wodzie- herby – Rawicz – 11 str 92 57) Radecznica – objawienie św. Antoniego – 14 str 221 – 223 58) Piekiełko k.Tomaszowa-wersja literacka – 15 str 282 – 290 59) O Tanewie i Gołdapie - wersja literacka – 15 – str 84 – 92 60) Okolice Puszczy Solskiej - 15 – str 93 - 101 Odpowiedz Link
lashana Dziękuję wszystkim :))))) 28.04.04, 02:19 Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wysłuchiwali mojego "bajania". Przepadam za legendami i bardzo mnie ucieszyło, że mnie zaprosiliście, żeby je "poopowiadać". Przy okazji zgromadziłam legendy na przyszły wyjazd na Roztocze ))))) Szczególnie dziękuję Stiahowi za cierpliwe szukanie umiejscowienia kapliczki )). Autentycznie się zmartwiłam, że mogłam się pomylić co do miejscowości gdzie ona jest, bo ja mam niestety taką galopującą wyobraźnię i od razu zobaczyłam scenę jak ktoś z Was chce przy okazji obejrzeć tę kapliczkę, traci czas na szukanie jej a potem klnie mnie w żywy kamień ))) Tak więc upewnienie mnie, że znajduje się ona tam gdzie napisałam, przywróciło mi spokój ducha )) Bardzo serdecznie Was pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
users1 Re: Dziękuję wszystkim :))))) 28.04.04, 06:21 Jeszcze raz dziękuje za roztoczańskie opowieści. Pozdrawiam i Miłego Dnia W.2 Odpowiedz Link
stiah Re:To my dziękujemy!!! 28.04.04, 09:43 Ale czytanie! Dziękujemy raz jeszcze, będziemy cytować przy ogniskach... Odpowiedz Link
benia30 Re: Bardzo dziękujemy!!! 28.04.04, 20:40 To i ja się dołączam do tych wzajemnych podziękowań (ależ się sympatycznie zrobiło!) - wielkie dzięki, Marzenko... Odpowiedz Link
lashana Cieszę się bardzo 29.04.04, 12:19 Cieszę się bardzo, że jak czytam, Wam też ten wątek sprawił radość. Jeśli kiedyś znajdę jeszcze jakąś ciekawą legendę o Roztoczu, to Wam ją "podrzucę" ))) Serdecznie pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
users1 Re: Cieszę się bardzo 29.04.04, 12:39 Marzenko, nie ma rzadnych wątpliwości - wątek i Twoje bajania nie tylko się bodobały, ale bardzo sie pobobały. Wszystkie już zostały skopiowane i wklejone gdzie trzeba. Na forum badź, pisz nie tylko o legendach, poprosty badź na tym wirtualnym Roztoczu. Pozdrawiam W.2 Odpowiedz Link
stiah Re: Cieszę się bardzo 01.05.04, 09:39 No właśnie, zapraszamy! Może rozwikłasz jeszcze jakieś mroczne tajemnice... Odpowiedz Link
lashana Re: Cieszę się bardzo 05.05.04, 21:53 Bardzo Wam dziękuję )))) Chętnie będę zaglądać, bo tu u Was jest szalenie miłe towarzystwo ))) Część postów już przeczytałam i zapisuję sobie ciekawostki o Roztoczu )))) Serdecznie pozdrawiam Marzena Odpowiedz Link
benia30 Re: Cieszę się bardzo 05.05.04, 22:59 Czytaj, zapisuj i przyjeżdżaj... I uważaj na siebie - Roztocze, zarówno to forum, jak i urocza kraina wciąga, pochłaniając myśli i serce! Wiem to z własnego doświadczenia... Pozdrawiam majowo, B... Odpowiedz Link
czuk1 Re: Cieszę się bardzo 06.05.04, 12:13 lashana napisała: > Bardzo Wam dziękuję )))) Chętnie będę zaglądać, bo tu u Was jest szalenie > miłe towarzystwo ))) Część postów już przeczytałam i zapisuję sobie > ciekawostki o Roztoczu )))) > Serdecznie pozdrawiam > Marzena Nie tylko zapisuj ale pisz o swoich odczuciach, wrażeniach, o sobie....... Zostałaś sama - przy naszym wielkim zadowoleniu - współgospodarzem najbardziej zielonego forum w Polsce. Na Roztoczu jest teraz tyle zieleni - jak nigdzie w świecie (chyba). M Odpowiedz Link
steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:47 zastanawialiscie sie czemu wsrod bilgorajanek nie ma brzydkich kobiet?? no to zaraz sie dowiecie)) PIĘKNA Z BRZYDKIEJ "oto jedna pobozna dzuiewczyna, sierota, bez ojca i matki, rozmiłowała się strasznie w moldym sitarzu Marku. Chl;opak był gladki, przystojny, roboczy; dziewczyna brzydka i uboga.Ile razy Marek przechodzil Kolo okna chatki, tyle razy biedna Magdusia wyjrzała przez okienko i poslala za nim swoje smutne serce. W zimie wszystkie okna były mrozem zakute, a okienko Magdusi zawsze stalo czyste,bo ona je zawsze odchuchala, aby choc raz na dzien Marka obaczyc. Chłopak wiedział o tym ale smial się z biednej, i ani wdzięcznym słówkiem, ani dobrym spojrzeniem nie pocieszylsieroty. Magdusia schla jak nie podlewana ruta w ogrodku i co dzien jej oczy były czerwieńsze, twarz bledsza. Przypadl odpust w Puszczy Solskiej na swieta Magdalene. Szli inni, poszla i Magdusia, ale poszla poszcząc wprzód trzy dni o chlebie i wodzie. Zaledwie weszla do kościoła, oczy jej zwróciły się na sw.Magdalene w wielkim ołtarzu i cos jej rzeklo:”idz i wyspowiadaj się i pros szczerze świętej, a Marek będzie twój”. Pobiegla do konfesjonalu, wyspowiadala się z całego zycia, i gdy rozpoczęła się wotywaprzed swieta Magdalena, zalana lzami rzucila się krzyżem przed ołtarzem ilezala jak trup, jak kamien. Ludzie tloczyli się, deptali biedna;krew płynęła z rak podeptanych podeptanych podeptanych oczu laly sielzy i strumieniem biegly po kamiennej posadzce. Niejeden dziwowal się, co to za grzesznica tak ciezkopokutuje, a to tylko biedna sierota czysta jak lilia stawie, prosi o jedna laske,o zycie z Markiem albo o śmierć bez niego. Skończyło się nabożeństwo, ksieza odeszli, Magdusia podniosla się; o cud wielki!!!! brzydka jej twarz oblokła się w anielska urode. Lud się jej rozstepuje, wszyscy się dziwia chwala;Magdusia nie chce Wierzyc, biegnie do krynicy co plyniepod klasztorem,przeglada się, pada na twarz, chce dziękować, a nie może dobrac slow, chce plakac, a lzy nie chca plynac, austadrza i oczy wznosza się ku niebu;wtem ,słyszy za soba glos „ sieroto Bog cie wysłuchał i laska swieta splynie nie tylko na ciebie,na twoje corki i siostry, ale i na wszystkie nie twoje którym zekniesz – tys moja siostra albo corka!” Obejrzala się Magdusia, ale nikogo za nia nie było i tylko ptaszki w gaju dziwnie pieknie śpiewały. Podziękowała Bogu i świętej Magdalenie za tak niesłychany cud i zabrala się z powrotem. Biegla jednym tchem nie patrzac drogi, przez lasy,pola i łąki, aby jak najszybciej stanac w miescie.Zaledwie weszla,lud ja zaraz otoczyl, kto tylko zy,to wylegl na rynek, aby obejrzec cud, aby przyrzec się Magdusi sierocie. Marek przyszedlpierwszy na kolanach przeprosil dziewczyne za smiechy, jakie z nij stroił; przebaczyla i nie za długo ksiądz ich przed ołtarzem połączył. Co Magdusia nad krynica usłyszała, spełniło się; corki jej były tak slicznejak matka, o sto mil zjeżdżali się je oglądać, a która z niewiast choćby na zart nazwala corka lub siostra, to jakby ja na nowo na swiat narodzila, tak jej Bog piękności dodawal… THE END Odpowiedz Link
steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:49 ech ja to mam szczescie mieszkac wsrod tych cudownych kobietek "siostr i corek Magdusi sierotki" ))))))))))))))))))))))))))))))))) Odpowiedz Link
arwen.a Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:51 Tylko czy ten Marek paskuda godzien pieknej Magdusi? Odpowiedz Link
mamix Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:54 Paskuda w sercu, bo wyśmiewał z początku. Wyrachowany poza tym, bo jak wyładniała, to już pierwszy do niej poleciał. Odpowiedz Link
steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:56 a ona nie musiala przebaczac ale w koncu milosc jest slepa)) Odpowiedz Link
blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:58 A ja trzymam z Mamix. Marek paskuda i juz! Odpowiedz Link
mamix Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:02 Ciekawa jestem, czy obok nagrody dla kobietek z Biłgoraja nie było czasem kary dla chłopów, za Markowe wyśmiewanie. Domyślacie się jakiej...? Odpowiedz Link
blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:04 mamix napisała: > Ciekawa jestem, czy obok nagrody dla kobietek z Biłgoraja nie było czasem kary > dla chłopów, za Markowe wyśmiewanie. Domyślacie się jakiej...? Takiej, ktorej kocurki boja sie najbardziej (dlatego unikaja weterynarzy). Ales okrutnica, Mamix! Odpowiedz Link
steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:05 ja o zadnej karze nie wiem i wiedziec nie chce!!! mlody jestem, przystojny, wysportowany,inteligentny a przede wszystkim skromny ))))))) wiec gdzie tu kara?)))))))))))))) Odpowiedz Link
mamix Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:06 steven1100 napisał: mlody jestem, przystojny, > wysportowany,inteligentny a przede wszystkim skromny ))))))) No to znaczy, że kary nie było, skoro tak. Wy to zawsze macie szczęście.... Odpowiedz Link
steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:08 czasami sie uda, przeciez "nie moze padac caly czas")) Odpowiedz Link
blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:10 steven1100 napisał: > ja o zadnej karze nie wiem i wiedziec nie chce!!! mlody jestem, przystojny, > wysportowany,inteligentny a przede wszystkim skromny ))))))) > wiec gdzie tu kara?)))))))))))))) No, to masz szczescie - to co ja tu robie w tym towarzystwie? stara, brzydka, niewysportowana, tepa, a przede wszystkim zakompleksiona (( Szukaj mi Stevenie tej Magdusi, a zywo! Jej usluga pilnie potrzebna! (( Odpowiedz Link
steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:13 tylko mi sie prosze tu nie mazac przecie ja zartuje,mlody moze i jestem ale gdzie mi tam do tych pieknych chloptasiow wszybkich autach. na dobranoc, wiersz wam napisalem. Odpowiedz Link
blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:17 steven1100 napisał: > gdzie mi tam do tych pieknych chloptasiow wszybkich autach. na dobranoc, > wiersz wam napisalem. jak chloptas piekny, to moze miec tylko zdezelowany rower, szybkie auto jest zupelnie niewazne - ani mu nie dodaje urody, ani meskosci... Odpowiedz Link
steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:19 pewnie masz racje Blotniareczko,j to sie nie znam. jak juz wspomnialem za mlody jestem)) Odpowiedz Link
mamix Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:26 Młody i piękny to i na piechotę dobry. Błotniarko droga, nie martw się, my to zawsze będziemy cud dziewczyny, niezależnie od wieku, bo Roztocze nas swym pięknem wzbogaca. Odpowiedz Link