Dodaj do ulubionych

Legendy Roztocza

    • lashana Wzniesienie Kalicza Góra k. wsi Dębiny 23.04.04, 22:09
      Wzniesienie Kalicza Góra koło wsi Dębiny (niedaleko Narola)
      Według opowieści ludowej spotykały się tam granice między włościami trzech
      rycerzy. Każdy z nich rościł sobie pretensje do góry. Ciągłe swary doprowadziły
      do pojedynku; rycerze tak się okrutnie "pokaliczyli", że wyzionęli ducha.
      Poddani każdemu usypali wielki kopiec. Nazwę Trzy Kopce nosi teraz położony 1
      km na zach. przysiółek Dębin.
    • lashana Siedliska - nawiedzony dwór i źródełko 23.04.04, 22:27
      Nawiedzony dwór
      W XVI w wybudowano tu dwór, być może w rejonie obecnej kapliczki na wodzie.
      Jeszcze w połowie XIX w stała tu budowla nazywana przez miejscowych dworem.
      Według legendy do budowy dworu wykorzystano piasek z kurhanu kryjącego
      żołnierzy poległych w XVII w, dlatego we dworze ciągle straszyło. Książę Paweł
      Sapieha w 1903 r polecił rozebrać dwór i z tego materiału wybudować cerkiew.
      (te wieki tak są podane w oryginale, może tego piasku użyto do rozbudowy smile)))
      Źrodło
      Woda ze źródełka przy kapliczce św. Mikołaja ma według miejscowej tradycji
      właściwości uzdrawiające - szczególnie w dniu odpustu 16 maja - na św. Mikołaja
      czczonego przez ludność rusińską (ukraińską)
    • lashana Radruż - zespół cerkiewny 23.04.04, 22:50
      Z zespołem cerkiewnym w Radrużu związana jest legenda. Opowiada ona o brance
      tatarskiej, która zyskała daleko nad Morzem Kaspijskim serce rycerza, jego rękę
      i bogactwa, a po śmierci bogatego i mężnego paszy, w pozłocistej karocy
      przybyła do swej rodzinnej wsi - Radruża, przywiozła bogactwo i wzniosła tę
      cerkiew. Dziś obok cerkwi można odnaleźć bardzo starą płytę nagrobną, być może
      dawnej fundatorki, z zapisanym sanskrytem (mnie się wydaje, że cyrylicą):
      "Jezus Chrystus Zbawiciel miłosierdziu (?) sługa boży. Tutaj położone jest
      ciało szlachetnie (?) urodzonej Katarzyny Eliaszowej (?) Dubniewiczowej,
      wójtowej Radrużkiej. Rozstawszy się z zyciem w tym roku 1682 miesiąca marca
      dnia 20. Przeżywszy wszystkiego lat dwadzieścia i miesięcy 4. I do Pana
      odeszła. Amen.
      Pod spodem: DF PB (prawdopodobnie inicjały wykonawcy)
    • lashana Nowiny Horynieckie - kaplica pw. Matki Bożej 23.04.04, 23:08
      Wewnątrz kaplicy znajduje się łaskami słynąca figura Matki Bożej Niepokalanie
      poczętej. Figura wys 110 cm wykonana jest z drewna lipowego.Według tradycji
      Matka Boża objawiła się w tym miejscu trojgu małym dzieciom. Oto treść tego
      podania.
      Było to 12 czerwca 1636 roku. Troje dzieci: dwie dziewczynki i jeden chłopiec z
      rodziny Sadowych (...)pasło krowy na pastwisku, na południe od wioski nad
      rzeczką Sołotwą w Słotwinie. Przed południem dzieci zauważyły u podnoża
      wzgórza, od wschodniej strony wielką jasność, a w tym świetle piekną Panią w
      białych szatach z niebieską przepaską. Piekna Pani przemówiła tak: - Nie bójcie
      się dzieci! Przychodźcie tu często modlić się i powiedzcie ludziom, aby tu
      przychodzili się modlić. Jak będą szczerze Boga prosili, to Pan Bóg sprawi, że
      nawała wojenna, która grozi, tędy przechodzić nie będzie. Po tych słowach
      piękna Pani zniknęła. Jeszcze 2 sierpnia i 8 września objawiła się dzieciom
      piękna Pani. W miejscu objawienia wytrysnęło źródełko, z którego płynie
      strumień po dziś dzień. Dzieci spełniły zyczenie pięknej Pani i wszystko, co
      widziały i przeżyły, opowiedziały ludziom. Oni zaś postawili na miejscu krzyż,
      przy którym zaczęli się modlić. Potem, na miejscu krzyża postawili drewnianą
      figurę Matki Bożej, wykonaną przez miejscowego rzeźbiarza.
      Obecna kaplica pochodzi z 1896-87 roku. Wodzie ze żródełka przypisuje się
      właściwości uzdrawiające, szczególnie w chorobach oczu.
      • users1 Re: Nowiny Horynieckie - kaplica pw. Matki Bożej 23.04.04, 23:14
        Marzenko! czytam z naprawdę wielkim zaciekawieniem Twoje opowieści. Bardzo
        interesuje mnie historia, niekoniecznie ta faktyczna, Zamościa i regionu. Po
        zakonczeniu Twoich opowieści napewno je wydrukuję i zachowa ale.....
        Jeżeli to nie tajemnica powiedz jakie jest ich źródło - users1@gazeta.pl
        Pozdrawiam
        W.2
        • lashana Źródła 23.04.04, 23:19
          Wszystkie źródła podam na końcu, w jednym poście. Teraz robię osobno spis
          żródeł, osobno legend i przy legendach podaję "numerek" źródła. Tak mi jest
          wygodniej, niż pod nawet króciutką legendą wypisywać cały opis źrodła smile)))
          Serdecznie pozdrawiam
          Marzena
      • lashana Nowiny Horynieckie - kapliczka św. Jana Nepomucena 23.04.04, 23:15
        Murowana kapliczka z sygnaturką usytuowana jest we wschodniej części wsi.
        Wewnątrz niej znajduje się figura św. Jana Nepomucena. Jak głosi podanie,
        wzniesiona została przez Polaków wziętych do niewoli przez Turków i uwolnionych
        przez króla Jana III Sobieskiego.
        • lashana Prośba 23.04.04, 23:27
          Mam prośbę - jeżeli ktoś z Was ma przewodnik P.Wład,M.Wiśniewski - Roztocze
          Wschodnie - to bardzo proszę o sprawdzenie na str 234 czy ta kapliczka jest
          faktycznie w Nowinach - jestem tego pewna na 99,9 % ale teraz mnie zdziwiło,
          czemu Nowiny są omówione w dwóch miejscach - pewnie przy dwóch szlakach, ale
          bardzo proszę o sprawdzeniesmile))))Tę akurat pozycję czytałam w bibliotece i nie
          mogę teraz sprawdzić.
          Serdecznie pozdrawiam smile)))
          Marzena
          • stiah Re: Prośba 24.04.04, 17:55
            lashana napisała:

            > Mam prośbę - jeżeli ktoś z Was ma przewodnik P.Wład,M.Wiśniewski - Roztocze
            > Wschodnie - to bardzo proszę o sprawdzenie na str 234 czy ta kapliczka jest
            > faktycznie w Nowinach - jestem tego pewna na 99,9 % ale teraz mnie zdziwiło,
            > czemu Nowiny są omówione w dwóch miejscach - pewnie przy dwóch szlakach, ale
            > bardzo proszę o sprawdzeniesmile))))Tę akurat pozycję czytałam w bibliotece i
            nie
            > mogę teraz sprawdzić.
            > Serdecznie pozdrawiam smile)))
            > Marzena
            Już się robi:
            Na tej stronie napisano przy opisie szlaku nr 27 z nNarola do Bełżca przez
            Minokąt: [W Narolu] w sąsiedztwie Ratusza, na skwerku umieszczony jest kamień z
            medalionem króla Jana III Sobieskiego. Na cokole umieszczono tablicę z napisem:
            Janowi III Sobieskiemu i rycerstwu polskiemu w 300 rocznicę rozgromienia
            Tatarów pod Narolem i uwolnienia z jasyru 2000 jeńców - społeczeństwo Narola
            6.10.1972.
            Teraz chyba wszystko jest jasne smile))
            • januszx Re: Prośba a Zawisza 24.04.04, 19:10
              Gdyby pojawił się Zawisza Czarny rozwiałby wszystkie wątpliwości odnośnie
              Narola, jeśli jeszcze jakiekolwiek pozostałysmile, ale przepadł bez wieści
              pozdrawiam serdecznie w sobotni wieczór
              J
            • lashana Re: Prośba 25.04.04, 00:16
              Bardzo Ci dziękuję, ale teraz to juz kompletnie nie wiem, co ja "namodziłam" -
              chyba splątałam stronę - bo to nie może być to samo - Ty piszesz o głazie z
              medalionem i Narol to chyba miasteczko, a tym cytacie, który ja przytoczyłam
              jest kapliczka ze św Janem Nepomucenem we wsi. Ale narobiłam sad((
              Mam jeszcze jedną prośbę - czy w tym przewodniku jest spis na której stronie
              jest opis danej miejscowości? Jeżeli tak, to czy mógłbyś sprawdzić pod Nowiny
              Horynieckie czy jest tam taka kapliczka?
              Następne legendy wpiszę w poniedziałek smile)))
              Serdecznie pozdrawiam
              Marzena
              • lashana Re: Prośba 25.04.04, 00:30
                Jeszcze sobie skojarzyłam, że to nie może być to samo smile))) Bo ten głaz został
                wystawiony w 1972 r przez mieszkańców Narola, a tamta kapliczka wg legendy
                przez samych wyzwolonych smile))
                Serdecznie pozdrawiam
                Marzena

              • lashana Re: Prośba 25.04.04, 00:52
                To na pewno nie jest Narol - juz wiem, skąd wynikło nieporozumienie -
                korzystałam z innego wydania przewodnika - z 1999 r. Akurat początkowe strony
                ze szlakiem z Narola do Bełżca przez Minokąt mam skserowane i w tym z którego
                ja korzystałam ta wiadomość o głazie jest na stronie 187.Ja o nim nie pisałam,
                bo nie jest on związany z żadną legendą.
                Jeżeli możesz, to bardzo Cię proszę - zobacz, czy w tym przewodniku jest spis
                na której stronie jest opis danej miejscowości? Jeżeli tak, to czy mógłbyś
                sprawdzić pod Nowiny Horynieckie czy jest tam taka kapliczka?
                Serdecznie pozdrawiam
                Marzena
                • stiah Re: Prośba 25.04.04, 12:25
                  lashana napisała:


                  > Jeżeli możesz, to bardzo Cię proszę - zobacz, czy w tym przewodniku jest spis
                  > na której stronie jest opis danej miejscowości? Jeżeli tak, to czy mógłbyś
                  > sprawdzić pod Nowiny Horynieckie czy jest tam taka kapliczka?
                  > Serdecznie pozdrawiam
                  > Marzena
                  Mam wydanie z 2001. Spis jest i w nowinach Horynieckich jest kapliczka (zresztą
                  byłem w niej) opisana na stronach 153-154.
                  • lashana Bardzo dziekuję :)))))))) 25.04.04, 14:40
                    Bardzo Ci dziekuję smile))))
                    Uspokoiło mnie to smile))). Jak czasem sobie coś wbiję do głowy, że się pomyliłam,
                    czy źle podałam, to nie mogę przestać o tym dumać i mam kompletnie zepsuty
                    nastrój smile))))
                    Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam smile)))))
                    Marzena
        • lashana Krzyż "Jeleń" między Horyńcem a Nowinami 24.04.04, 00:06
          Krzyż "Jeleń" między Horyńcem a Nowinami
          Opis dojścia: Docieramy do szosy z Horyńca Zdroju do Nowin Horynieckich.
          Kierujemy sie do przejazdu kolejowego. Obok niego odnajdujemy krzyż o
          nazwie "Jeleń"
          Według tradycji, król Jan III Sobieski w tym miejscu ustrzelił jelenia -byka
          niezwykłych rozmiarów. Na pamiątkę tego zdarzenia ustawiono krzyż.
    • lashana Diabelski Kamień - 2 km od PGR Monasterz 24.04.04, 00:33
      Diabelski Kamień - 2 km od PGR Monasterz (zapisywane też Manasterz, Monastyrz)
      Jest to największy z grupy wapiennych głazów, o wymiarach ok 10 m długości, 5 m
      szerokości i 2 m wysokości. Stanowi część wychodni skalnych na grzbiecie
      wysokości 323 m npm na terenie dawnej wsi Niedźwiedzie.
      O Diabelskim kamieniu krążą różne legendy. Jedna z nich opowiada, że bardzo
      dawno temu, gdy na Monastyrzu stał klasztor Bazylianów, a przy trakcie, który
      wiódł z Florianowa przez Werchratę i Prusie do Lwowa rozrzucone były wiejskie
      osady, lud tu żył ubogi, ale pracowity i pobożny. Raz do roku zdążali wszyscy
      na odpust do klasztoru braci bazylianów. Życie płynęło mieszkańcom spokojnie,
      ale było to nie w smak diabłom, które i tu na wszelkie sposoby życie ludziom
      utrudniały. Siedlisko swe miały niedaleko Werchraty w miejscu do dziś Moczarami
      zwanym. Zwłaszcza nie mogły one ścierpieć obecności zakonników. Wówczas
      największy i najsilniejszy z nich zmyślił, że klasztor trzeba koniecznie
      zniszczyć. Wybrał się zatem w tym celu aż do odległego Brusna, gdzie na
      Kamiennej Górze wyrwał olbrzymi kawał skały. Ale, że już zaczęło świtać, a jak
      wszyscy wiedzą, diabły tylko od zmierzchu do świtu moc wielką mają, zdrzemnął
      się, odkładając swój zamiar do następnej nocy. Kiedy zaczęło już zmierzchać
      wziął diabeł głaz na kark i ruszył w drogę. Porośnięte olbrzymimi drzewami jary
      i wąwozy, nie bez przyczyny Piekiełkiem nazwane, również dla diabła stanowiły
      nie lada przeszkodę. Kiedy wreszcie zmęczony dotarł na skraj lasu, pewien już
      swego, postanowił chwilę odpocząć. Położył olbrzymi kamień na czterech innych,
      a sam legł obok. W tym momencie, niespodziewanie dobiegło do jego uszu z
      pobliskiej wsi przeraźliwe pianie koguta. Wystraszony diabeł zerwał się w
      jednej chwili, chwycił za kamień, ale kogut zapiał po raz drugi i trzeci. Czart
      ze wściekłości wbił pazury w głaz, ale stracił już swoją moc i rad nierad
      czmychął do Moczar. Odtąd już nigdy diabły nie próbowały niszczyć klasztoru.
      Kamień zaś na dowód tego wydarzenia zyskał miano diabelskiego.
    • lashana Lubycza Królewska - nazwa 24.04.04, 00:49
      Nazwa Lubycza (dawniej Lubica, Lubicza) pochodzi od nazwy osobowej Lubik, a jej
      charakterystyczne zakończenie - ycza jest pochodzenia ukraińskiego. Lubycza
      Królewska została założona na prawie wołoskim przez księcia mazowieckiego i
      bełskiego Ziemowita IV w 1420 roku.
      Miejscowa legenda mówi, że księciu Ziemowitowi podobała się piękna córka
      miejscowego kniazia Luba, więc na jej cześć nadał osadzie nazwę Lubica (Lubicz)
      W XV wieku szybko postępowała kolonizacja tych ziem, przyłączonych do Polski
      przez króla Kazimierza Wielkiego. Osiedlała się tu szlachta z Mazowsza i
      pasterze wołoscy. Za czasów królewskich należała do dóbr koronnych, stąd
      zachował się drugi człon nazwy "Królewska".
      Miejscowe podania mówią, że w okoliczne lasy przyjechał na polowanie król
      Władysław Jagiełło; pobłądził w borach i zachorował. Pasterze odnaleźli go i
      wykurowali, a król nadał im liczne przywileje i zezwolił na poszerzenie wsi na
      terenach królewskich - stąd nazwa Lubycza Królewska
      • stiah Re: Lubycza Królewska - nazwa 24.04.04, 17:59
        Lubycz było trzy: Królewska (ta została do dziś), Lubycza Kniazie (tam
        mieszkali kniaziowie, czyli włodarze tej ziemi i Lubycza Kameralna (bo przez
        pewien czas była tam "kamera", czyli komora celna między galicją a kongresówką.
        Dziś są to tylko przysiółki.
    • lashana Trzęsiny - kapliczka św. Antoniego Padewskiego 25.04.04, 20:51
      Trzęsiny - kapliczka św. Antoniego Padewskiego
      Skręciwszy za cmentarzem w prawo dochodzimy do drewnianej kapliczki św.
      Antoniego Padewskiego - patrona górników. Wg miejscowej legendy w tym miejscu
      św. Antoni miał odpoczywać w wędrówce doliną Gorajca. Wtedy wypłynęło źródełko,
      aby utrudzony pielgrzym mógł napić się wody.
    • blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 25.04.04, 21:04
      Lashano - Marzeno,

      jestes Encyklopedia legend!
      Dzieki za wszystkie - tak milo sie je czyta...
      • lashana To ja dziękuję :)))) 25.04.04, 21:08
        Jest mi tak miło, że też Was interesują i chcecie "posłuchać" opowieści smile))))
        To ja dziekuję smile))
        Serdecznie pozdrawiam
        Marzena
    • lashana Romanówka - dolina na pn. od wsi 25.04.04, 21:06
      Na północ od Romanówki rozciąga się szeroka dolina. Było tam niegdyś ogromne
      jezioro o powierzchni ponad 600 morgów, a na zach. od niego, pod Suchowolą -
      trzęsawisko. Obecnie dolinę zajmują mokradła i zalew, z których wypływa
      Kryniczka, prawy dopływ Wieprza. Brzegi dawnego jeziora są wyniosłe i bezleśne.
      Opowiadają, że na tym terenie była osada, w której mieszkali bardzo źli ludzie.
      Pewnego razu za niegodziwość spotkała ich kara. Osada wraz z mieszkańcami
      zapadła się i powstało jezioro. Wieczorami i nocą słychać jeszcze do dzisiaj
      podobno jęki, sapania i przekleństwa wydobywające się z otchłani. Pewnego razu
      przyszło babie iśc do domu nocą, przy świetle księżyca, brzegiem jeziora. Z
      jeziora wynurzyła się straszna "topiel" i chciała ją wciągnąć do wody. Baba tak
      głośno zaczęła krzyczeć i pomstować, że zjawa przestraszyła się i zniknęła w
      otchłani. Czasami słychać tam z głębin bicie dzwonów.
    • lashana Szczebrzeszyn - zagadkowa nazwa 25.04.04, 21:21
      Etymologia nazwy, którą chętnie ilustruje się trudności wymowy w języku polskim
      ("W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie") jest dla językoznawców
      niejasna.
      Skłonni są wywodzić ją od starosłowiańskiego imienia Szczebrzesz -
      hipotetycznie, gdyż imię nie ma potwierdzenia w źródłach. Zważając na czasy
      istnienia Grodów Czerwieńskich i górzysty, pofalowany teren przechodzący w
      rozleglą dolinę, na którym powstało - wywodzi się też nazwę od ruskiego
      określenia: "szcze verszyny sut..."
      Legenda mówi, że mieszkańcy byli kłamliwi i stąd przywiązano do nich
      powiedzenie "szcze breszysz"
      Mówi się też, że wyrabiano tu brzeszczoty (broń sieczną, klingi) i urobiono
      nazwę od ich charakterystycznego zgrzytu, a zatem jest ona onomatopeją.
      Wersji jest bardzo wiele: nie ma ich chyba tylu żadna inna miejscowość w kraju.
    • lashana Powstanie Kawęczynka 25.04.04, 21:44
      Z powstaniem Kaweczynka wiąże się legenda o małżeństwie Kawów, którzy wypędzeni
      z Krakowa osiedlili się na pobliskim wzgórzu, zwanym Czubatką. Gdy po latach
      Zygmunt August przejeżdżał tędy, zdążając na sejm do Lublina, gdzie miała
      zostać podpisana unia Polski z Litwą, natknął się na sioło Jana Kawy, które tak
      mu się spodobało, że nazwał je Kawęczynkiem. Na św. Jana - jak powiadają
      mieszkańcy - w samo południe na Czubatce rozlegają się dźwięki dzwonów.
    • lashana Kapliczka przy drodze Dominikanówka-Krasnobród 25.04.04, 22:14
      Kapliczka przy drodze Dominikanówka-Krasnobród
      W lesie przy drodze Dominikanówka - Krasnobród wisiała kiedyś na starej sośnie
      figurka św. Onufrego. Gdy jej właściciel, Władyslaw Ujma ściął dużą sosnę na
      własne potrzeby, statuetkę przeniesiono na sosnę Andrzeja Lizuta. W 1939 roku -
      jak mówi Jan Pałyga s. Andrzeja - wojska rosyjskie bagnetami zniszczyły
      figurkę, ścięli nos, uszy, ręce itp i wisiała tak na drzewie aż do roku ok
      1980. Opiekowała się nią Maria Cymbał, potem pamiątkę ktoś ukradł, a Maria
      Cymbał zawiesiła drewnianą kapliczkę, wykonaną przez Edwarda Sahajko, z
      obrazkiem Matki Boskiej Krasnobrodzkiej.(...)
      Mieszkańcy wsi do dzisiaj usiłują dociec, skąd się wzięła w lesie figurka św.
      Onufrego. Z legend, przekazywanych z pokolenia na pokolenie wynika, że w bardzo
      odległych czasach między Dominikanówką a Krasnobrodem była puszcza. Przebywał w
      niej pustelnik, który unikał ludzi. Gdy ciężko zachorował, wyszedł na brzeg
      lasu. Jeden z zakonników dominikanów z Dominikanówki spotkał go, a ten
      poprosił, by zabrał go do siebie. Został więc przeniesiony do ówczesnego zakonu
      w Dominikanówce. W trakcie rozmowy oświadczył, że nazywa się Onufry, wkrótce
      zmarł. Pochowano go na krasnobrodzkim cmentarzu parafialnym. Nie sposób jednak
      odszukać mogiły z tak odległych czasów, gdyż płyty nagrobne pokryte zostały
      warstwą ziemi, a te najstarsze są niszczone przez nierozważnych grabarzy. Takie
      przypadki miały miejsce nawet jeszcze kilka lat temu.
    • lashana Jacnia - krzyż 25.04.04, 22:21
      Na rozwidleniu dróg prowadzących do Krasnobrodu i Bondyrza stoi krzyż o trzech
      poziomych ramionach. Mieszkańcy pobliskich domów mówią, że "krzyż ten stał tu
      od wieków" ale co kilkadziesiąt lat wymieniany jest na nowy. Ma on chronić od
      tyfusu, wojny i ognia, a według innych opinii również przepędzać złe duchy.
    • lashana Dekoracje krzyży - ciekawostka 25.04.04, 22:39
      Z krzyżem powiązały się liczne, pradawne praktyki pogańskie. Na przykład na
      Kresach Wschodnich i na Podlasiu widzi się na krzyżach przydrożnych
      pozawieszane rozmaite chusteczki, ręczniki, gałganki itp. W dawnych czasach
      dekorowano krzyże i figury starą odzieżą - którą, jak czytamy w Wiedzy o Polsce
      (Geografia i Etnografia) tom III (opracowanie zbiorowe) Warszawa 1930 r,
      wyrzucano z domu dla pozbycia się wraz z nią choroby, co było niegdyś zabiegiem
      bardzo powszechnym wśród ludów niecywilizowanych.
    • lashana Zwierzyniec - Kościół na wodzie 25.04.04, 23:02
      Zwierzyniec - Kościół na wodzie pw. Św. Jana Nepomucena
      W połowie XVIII w ordynat Tomasz Antoni Zamoyski postanowił zbudować "kościół
      na wodzie" poświęcony czci świętego Jana Nepomucena. To szczególne nabożeństwo
      do św Jana miało związek z jego niedawną kanonizacją (1729r) jak i z osobistymi
      przeżyciami ordynata, który podczas studiów za granicą poważnie zachorował, a
      polecając się opiece świętego, powrócił do zdrowia i rozumiał, że zawdzięcza to
      swemu Orędownikowi. "Kościół na wodzie" budowany na jednej z wysp pałacowego
      stawu przypominać miał męczeńską śmierć św. Jana z Pomuk, który na rozkaz
      okrutnego króla Czech Wacława IV zginął w nurtach Wełtawy.Budową kościoła w
      Zwierzyńcu żywo interesowała się żona ordynata Teresa Aniela z Michowskich. Dla
      obojga ordynatów kościół miał być wyrazem dziękczynienia za długo oczekiwanego
      potomka i dziedzica, syna urodzonego 23 lutego 1739r.
      • lashana Patron kościoła - św. Jan NepomucenŚw. Jan Nepomuc 25.04.04, 23:03
        • lashana Patron kościoła - św. Jan Nepomucen 25.04.04, 23:56
          Św.Jan Nepomucen
          Jan Nepomucen urodził się około połowy XIV wieku w miejscowości Pomuk niedaleko
          Pilzna, jako syn miejscowego urzędnika o nazwisku Welflin. W przekazach
          ludowych często powtarza się wiadomość, że rodzice Jana Nepomucena długo byli
          bezpłodni i dopiero po długoletnich modlitwach wyprosili go u Boga. Do dziś
          przetrwały również opowieści, że jako dziecko ciężko chorował. W intencji jego
          powrotu do zdrowia matka odbyła pielgrzymkę do obrazu Matki Bożej w jednym z
          cysterskich klasztorów. Dziecko wyzdrowiało i od tego czasu żywiło wielką cześć
          dla Matki Bożej.
          W pamięci ludzi Jan Nepomucen pozostał jako człowiek dobry, orędownik ludzi
          nieszczęśliwych i biednych.Jako kapłan był znakomitym kaznodzieją.
          Jan Nepomucen ukończył studia w Padwie osiągając tytuł doktora prawa
          kościelnego i został generalnym wikariuszem arcybiskupa Jana z Jenstejna, co
          czyniło go jego zastępcą. Były to czasy ostrej walki między biskupem a królem,
          który chciał mieć wpływ na czeski kościół(walka o inwestyturę).Nigdy nie
          zdołano do końca wyświetlić, co stało się przyczyną dalszych wydarzeń. Być może
          był nią konflikt między królem a arcybiskupem. Natomiast według bardzo starej
          tradycji ludowej (najstarszy zapis już z ok 1450 r) przyczyna była inna. Według
          niej Jan Nepomucen był spowiednikiem królowej Zofii, żony króla Wacława IV.
          Zazdrosny król bezskutecznie próbował poznać szczegóły spowiedzi. Zachowującego
          milczenie kapłana ukarał więc śmiercią.
          Aresztowany z rozkazu króla Jan Nepomucen był straszliwie torturowany.
          Nastepnie jego skatowane ciało wrzucono z Mostu Karola do Wełtawy. Wiekszość
          biografów świętego uważa, że stało się to w nocy z 20 na 21 marca 1393 roku.
          Legenda dodaje, że gdy zwłoki płynęły rzeką, dookoła głowy pojawiło się pięć
          płomieni (gwiazd) tworzących świetlistą aureolę. W ikonografii od początku
          kultu św. Jana przyjął się atrybut męczennika w postaci tych właśnie gwiazd
          które towarzyszą jego przedstawieniom w postaci aureoli wokoł głowy.
          Kult św. Jana Nepomucena zaczął się rozwijać natychmiast po jego męczeńskiej
          śmierci. Ciało wyłowiono i umieszczono najpierw w kościele Św. Krzyża a
          następnie w praskiej katedrze. Jan Nepomucen był szeroko czczony jako święty,
          mimo że bardzo długo nie przeprowadzano procesu jego beatyfikacji i
          kanonizacji.Kanonizacja nastąpiła bowiem dopiero w roku 1729.
          • lashana Patron kościoła - św. Jan Nepomucen - patronuje 26.04.04, 00:15
            Lokalizacja pomników św. Jana Nepomucena ściśle wiąże się z patronackimi
            funkcjami przypisywanymi temu świętemu.
            Ponieważ zginął on przez utopienie, lud związał go z żywiołem wody, z rzekami,
            przeprawami przez nie, z poczuciem bezpieczeństwa wśród tego żywiołu. Stał się
            patronem szczególnych miejsc związanych z wodą (mostów, brodów, innych przepraw
            przez rzeki) oraz ludzi żyjących z wody - marynarzy, flisaków, rybaków.
            Rzeźby św.Jana Nepomucena bywały także umieszczane przy wiejskich stawach,
            będących miejscem wodopoju dla bydła czy też zbiornikiem na wypadek pożaru.
            Postać jego miała chronić staw przed wyschnięciem, a także strzec przed
            wpadnięciem do niego dzieci czy "zamroczonych" wędrowców.
            Uważano go również za opiekuna studni i źrodeł zapobiegającego ich wysychaniu.
            (do tego miejsca poz.12 od tego 11)
            Czczony był również jako patron spowiedzi, także jako męczennik dyskrecji,
            patron tajemnicy, jaką człowiek powierza człowiekowi oraz patron podróżnych.
            Figury Jana Nepomucena umieszczano więc również na placach publicznych, by
            przypominać w tych ludnych miejscach o wstrzemięźliwości języka. Stawiano je
            także na skrzyżowaniach dróg, w lasach i w górach.
            • lashana Patron kościoła - św. Jan Nepomucen - atrybuty 26.04.04, 00:26
              Jan Nepomucen przedstawiany jest w stroju kapłana z atrybutami:
              -gwiazdy - w wielu przedstawieniach głowę świętego wieńczy aureola z pięciu
              gwiazd, zgodna z legendą. Jednak nieznajomośc owej legendy przez niejednego
              rzeźbiarza powodowała umieszczanie ich rozmaitej ilości - od trzech do nawet
              dziewięciu
              - krzyż odpustowy na godzinę śmierci
              - palma męczeńska
              - książka charakteryzująca go jako teologa i uczonego
              - kłódka - symbolizująca milczenie (podobną wymowę ma palec wskazujący
              przyłożony do ust)
              - klucz - nawiązujący do faktu uwięzienia
              - stuła - nawiązująca do funkcji spowiednika
      • lashana Zwierzyniec - Kościół na wodzie- herby 26.04.04, 00:34
        Na reprezentacyjnej ścianie frontowej uwagę przykuwają dwa kartusze z herbami
        fundatorów - na jednym z nich herb Zamoyskich - Jelita, na drugim herb
        Michowskich - Rawicz.
        • lashana Zwierzyniec - Kościół na wodzie - herby - Jelita 26.04.04, 00:55
          Herb Zamoyskich Jelita - dewiza herbu "To mniey boli"
          Średniowieczna legenda wiąże pchodzenie tej dewizy i herbu z bitwą pod Płowcami
          w 1331 r., w której wojsko polskie pokonało Krzyżaków. Objeżdzający pobojowisko
          król Władysław Łokietek ujrzał między poległymi protoplastę Zamoyskich,
          Floriana Szarego, jak leżał ciężko ranny i przytrzymywał oburącz jelita
          wypadające z rozprutego trzema włóczniami brzucha.
          Król zawołał ze współczuciem "Co za straszną mękę cierpi ten rycerz" Na co
          Florian ostatkiem sił odpowiedział: "To mniej boli niż cierpienia, które zadaje
          zły sąsiad". Król go pocieszył: "Bądź dobrej myśli. Jeżeli się z tych ran
          wyleczysz, ja cię uwolnię od prześladowcy".
          I tak się stało: król nie tylko uwolnił Floriana Szarego od złego sąsiada, lecz
          także obdarował go po pańsku i zmienił mu znak herbowy Koźle Rogi na Trzy Kopie
          z nazwą Jelita i hasłem "To mniey boli".
          Zamoyscy są gałęzią rodu Łaźnickich, potomków Floriana Szarego. Nazwisko wzięli
          od wsi Stary Zamość, którą w r. 1443 kupił Tomasz z Łaźnina. Na pamiątkę
          legendarnego przodka przybrali przydomek Sariusz ("Szary" po łacinie).
          W XIX w. pojawiła się bardziej patriotyczna wersja legendy, według której
          Florian odpowiedział królowi, że to mniej boli niż rany zadane ojczyźnie.
        • lashana Zwierzyniec - Kościół na wodzie- herby - Rawicz 26.04.04, 01:06
          Drugi z herbów widniejących na frontonie zwierzynieckiego kościoła to herb
          hrabiów Michowskich "Rawicz". Hipolit Słupnicki ("Herbarz Polski") mówi o jego
          cudzoziemskim pochodzeniu. Według tej informacji, we wczesnym średniowieczu
          jeden z królewiczów angielskich chcąc zagrabić posag należny siostrze, wrzucił
          ją do pomieszczenia z groźnym niedźwiedziem. Ale królewna poradziła sobie z
          drapieżnikiem, ujarzmiła go, dosiadła i zwierzę było jej posłuszne. Stąd
          herb "Rawicz" przedstawia pannę w koronie siedzącą na niedźwiedziu, który w
          łapie trzyma rożę. Królewna wyszła za mąż za księcia lotaryńskiego, a ród jej
          rozprzestrzenił się w Europie. W XII w potomkowie angielskiej królewny dotarli
          do Polski. Michowscy byli potomkami tego rodu. Teresa Aniela Zamoyska,
          energiczna budowniczyni kościoła w Zwierzyńcu i pałacu w Klemensowie miała
          chyba wiele cech swej legendarnej prababki.
    • misia.m Pisanie Lashany 26.04.04, 21:43
      Zajrzałam tu i...oko mi zbielało, Lashana to dopiero ma "pisane"!
    • lashana Radecznica - objawienie św. Antoniego 27.04.04, 21:37
      Znalazłam taką trochę humorystyczną relację:
      Dziś, jak się wydaje, sława Radecznicy nieco przygasła, a jeszcze w XIX wieku
      nazywana była lubelską Częstochową. Tłumy pielgrzymów ciągnęły tu z Zamościa,
      Biłgoraja, Kraśnika, Lublina. W każdą niedzielę ścieżki wiodące na radecznicką
      Łysą Górę zapełniały się rozmodlonym tłumem.
      Miejsce zasłynęło cudami, a pierwszy zdarzył się w roku 1664.
      Objawił się tu święty Antoni.
      Objawił się niejakiemu Szymonowi Tkaczowi, miejscowemu biedaczynie.
      Radecznicki cud okazał się w XIX wieku wdzięcznym tematem literackim. O
      objawieniu świętego Antoniego pisali Antoni Wieniarski w „Obrazkach lubelskich”
      (1854) oraz Zofia Ścisłowska w swych „Wspomnieniach z przejażdżki po kraju”
      (1857).
      Obie relacje są podobne, powstały – jak się wydaje – w parciu o jedno źródło,
      mianowicie kronikę miejscowych oo. Bernardynów. Napisano w niej jasno, że
      objawiający się święty rzekł do Szymona „- Jam jest święty Antoni; mam to z
      woli Najwyższego Pana, abym tobie powiedział, iż na tem miejscu chwała Boga
      Najwyższego odprawiać się będzie przeze mnie, chorzy zdrowie, ślepi wzrok,
      chromi chód, zgoła wszyscy uciekający się w to miejsce bez cudu łaski nie
      odejdą.” Następnie święty kazał Szymonowi pójść za sobą, przy nim poświęcił
      wodę w tamtejszej strudze i polecił, aby udał się do Zamościa i opowiedział
      samemu przełożonemu oo. Franciszkanów, co widział i słyszał, a na znak swej
      obecności dał mu ”chusteczkę papierową cudnie woniejącą”. Polecił też, aby w
      tym miejscu niezwłocznie wystawiona została figura męki Zbawiciela.
      Szymon wyróżnienie przyjął z pokorą, wysłuchał świętego z uwagą, lecz chęci do
      działania nie wykazywał. Upłynęło kilka dni, figura Zbawiciela nie stanęła,
      Szymon nie zabierał się do pracy. W nocy ponownie objawił się święty Antoni.
      Dialog ze świętym opisany został przez Ścisłowską i Wieniarskiego.
      Autor „Obrazków lubelskich” zrobił to chyba lepiej, krócej i dobitniej. W jego
      dziele święty Antoni pyta:
      - Szymonie, a tak wypełniłeś moją wolę?
      - Nie mogłem – odpowiada drżący wyrobnik. – Jam strasznie biedny i nie mam za
      co kupić drzewa na figurę.
      - To powiedz innym.
      - Nie uwierzą.
      - Spróbuj.
      I święty na obłokach światła zalewających całą ubogą chatę uniósł się ku górze.
      Szymon, prostaczek i biedaczyna, dobrze jednak znał życie i swych bliźnich.
      Wiedział, że jego słowa poruszą może sąsiadów, lecz nie możnych tego świata.
      Wiedział tym i święty, dlatego słowa Szymona Tkacza przed wielmożnym oo.
      Franciszkanów miała uwiarygodniać owa „papierowa chusteczka cudnie woniejąca”.
      Dla sąsiadów Szymona święty nie przekazał żadnych dowodów. Swych bliskich i
      znajomych radecznicki biedaczyna zdołał przekonać i namówić do wyciosania
      figury. Wójt w Mokremlipu, niedowiarek Walenty Psorski, owszem, dał okazały
      pień dębu na świętą postać, choć – co należy powiedzieć – nie dał wiary
      opowieściom Szymona o jego rozmowach ze świętym i otrzymywanych poleceniach.
      Uporano się z wyciosaniem postaci Zbawiciela, figura miała jednak swoją wagę,
      Szymon ze swymi nie zdołali jej unieść, nieśmiało więc poprosił wójta o wóz i
      konie. Tym razem wójt odmówił zdecydowanie, ale zmogła go jednak ciekawość,
      podjechał zobaczyć, jak wygląda dzieło wyrobnika. A gdy był już na miejscu,
      ujrzał wykutą w dębie majestatyczną postać Zbawiciela, przed którą uklękły jego
      konie. Szymon zaś napełniony jakąś niespotykaną siłą uniósł figurę i tylko przy
      pomocy dwóch sąsiadów wydźwigał ją na Łysą Górę.
      Trzy lata po tym zdarzeniu, jak pisze Wieniarski, dziedzic Radecznicy, Mikołaj
      Świrski, sufragan chełmski, w miejscu wsławionym cudami wystawił wspaniały
      kościół i sprowadził tam oo. Bernardynów.
      • benia30 Re: Radecznica - objawienie św. Antoniego 27.04.04, 23:41
        Jeszcze w XX wieku całkiem niedawno zresztą, dotknięci nieszczęściem okoliczni
        mieszkańcy Radecznicy zamawiali msze, oczekując na wsparcie św. Antoniego i
        cud, który odmieni zły los...
        Parenaście lat temu, będąc podlotkiem, poznałam OO. Erazma z Radecznicy, który
        opowiadał nam historię objawienia św. Antoniego, do którego jednak opowieści
        nie przywiązywałam wówczas większej wagi. I dopiero czytając tą legendę
        przedstawioną nam tu przez Marzenkę zdałam sobie sprawę, że gdzieś to już
        kiedyś słyszałam...
        B...
    • lashana Piekiełko k.Tomaszowa-wersja literacka 27.04.04, 21:49
      Piekiełko k.Tomaszowa - wersja literacka - jest to mieszanka wszystkich legend
      o Piekiełku, ale fajna smile))))- wkleję ją w odcinkach, żeby jej nie "obcięło" bo
      długa
      Grzeszne piekiełko pod Tomaszowem
      Doświadczony diabeł błotny Brodziak całymi godzinami wylegiwał się w nurtach
      Czarnej Łady, brzuch w wodzie moczył, kołtun na ogonie rakom szczypcami czesać
      zezwalał i pomrukiwał wielce z siebie zadowolony. A kiedy już wymoczył się i
      wypluskał do woli, śpieszył na Czartowe Pole niedaleko Suśca, aby zabawić się i
      potańcować przy księżycu z wiedźmą Fryszarką. Z piegowatą wodnicą o szerokich
      ustach, do której smalił cholewki od ubiegłej wiosny.
      Niestety, szczęście diabelskie nie lepsze jest od człowieczego, nigdy nie trwa
      zbyt długo. Któregoś dnia, kiedy leżał sobie z błogą miną na płyciźnie w
      Czarnej Ładzie i, dzierżąc sporawego karasia w garści, przekomarzał się z
      głodną wydrą, raptem usłyszał wołanie od brzegu.
      - Ej, Brodziaku! Gdzieżeś się podział, diable rogaty? Odezwij się!
      - Tu jestem – czart podniósł się nieco na łokciu i zerknął zezem w stronę
      wiklinowych zarośli. – Kto tam wrzeszczy niby zbój na mękach przeszkadzając mi
      w spokojnej drzemce? I czego chce, u licha?
      - Z polecenia księcia piekieł wyłaź migiem na brzeg! Dość leniuchowania. Pilna
      robota cię czeka.
      Rad nierad wygramolił się Brodziak z wody, otrząsnął niczym kudłate
      niedźwiedzisko po kąpieli i popatrzył na młodzika w czerwonym, kusym fraczku.
      Widać nie byle jaka to była persona, bo z refionymi lokami, wąsikami
      przystrzyżonymi w szpic i krótkimi różkami ze srebra.
      - A tyś kto? – zagadnął przybysza już odrobinę grzeczniej. – Nie znam cię, kusy
      fraczku. Nigdziem twojej przystojnej gęby nie widział ani z bliska, ani z
      daleka.
      - Nie widziałeś, bo nowy jestem w Lucyperowej służbie – czerwony fraczek
      spojrzał z góry na diabła ociekającego wodą. – Dopiero od niedawna za gońca
      tronowi podziemnemu służę.
      - A czegóż żąda ode mnie podziemna zwierzchność? – Brodziak poskrobał się
      niepewnie za uchem.
      - Skargi płyną na ciebie, że planu nie wykonujesz. I innym diabłom psujesz
      paskudnie statystykę. Opuszczasz się, Brodziaku, zaniedbujesz. Zamiast dusze
      ludzkie pracowicie łowić, ponoć zabawiasz się na ziemi. Ze szczupakami wyścigi
      o nagrody urządzasz, stare sumy za wąsy ciągniesz, pijawki nadmuchujesz niby
      kozi pęcherz i panienki moczarowe giglasz pod pachami. Najwyższa pora
      zaprzestać pustych igraszek. Do poważne roboty trza się wziąć, diable.
      - Do roboty, powiadasz, kusy fraczku? Do poważnej? A niby do jakiej?
      - Nie wiesz? Jużeś zapomniał? Czy może wody masz jeszcze pełno w uszach i nie
      dosłyszysz? Przeciem przed chwileczką gadał – goniec podziemnego tronu podniósł
      głos, bo zirytował się nieco. – Ludzkie duszyczki powinieneś łowić i pod ziemię
      znosić. Diabeł, który na dusze nie poluje, nie godzien być diabłem. Diabeł,
      który dusz nie łoi, tak naprawdę nie różni się niczym od zwykłego człowieka.
      - E, przesadzasz. A mój ogon i moje rogi?
      - Koza też ma ogon i rogi – fuknął czerwony fraczek – a przecież diabłem nie
      jest.
      - Cóż więc mnie czeka?
      - Mówiłem, robota. Zadanie specjalne, niełatwe. Starego uparciucha musisz
      namówić, ażeby wreszcie oddał nam swoją grzeszną duszę.
      - Starego uparciucha? – Brodziak zmarszczył brwi i zrobił cielęcą minę. – To
      niby kogo, kusy fraczku?
      Diabeł ze srebrnymi rogami wyciągnął z rękawa rulon pergaminu z cielęcej skóry,
      rozwinął go, wygładził starannie i przeczytał uroczystym tonem:
      - Imci pana Kurdwanowskiego z Łaszczówki.
      - Kurdwanowskiego? Starego kruka, zrzędę i dusigrosza zza Tomaszowa?
      - Tego samego.
      - To ten niecny liczykrupa jeszcze nie w piekle? Dziwne. Byłbym sobie dał ogon
      uciąć, iż on od dawna smaży się na Lucyperowej patelni.
      - Straciłbyś po próżnicy ogon. Stary łotr i sknera ani myśli przenieść się do
      podziemnego królestwa. Właśnie ty masz go do tego nakłonić. Podstępem, z dobrej
      woli albo siłą. To rozkaz władcy.
      Cóż miał czart Brodziak czynić? Lucyperowej woli sprzeciwiać się nie mógł. Nie
      miał prawa. Skinął posłusznie głową i pobiegł czym prędzej na Czartowe Pole
      koło Suśca. Najpierw musiał pożegnać się z wiedźmą. Oczywiście przyrzekł
      piegowatej Fryszarce, że powróci, gdy tylko sprawi się z duszą pana
      Kurdwanowskiego, i dopiero wtedy popędził dalej. Po drodze, zasapany, wstąpił
      jeszcze do Tomaszowa na zimne piwo, a potem już bez zatrzymywania się pognał do
      niedalekiej Łaszczówki. Z wizytą do jaśnie pana dziedzica.
      • lashana Piekiełko k.Tomaszowa-wersja literacka- cd 27.04.04, 21:51
        Na energiczne pukanie otworzył mu drzwi pan domu. Imć Bonawentura Kurdwanowski
        we własnej osobie. Starzec chudy i wysoki niby chmielowa tyka. Z nosem długim i
        zakrzywionym jak pogrzebacz.
        Brodziak uchylił baranicy.
        - Kłaniam się nisko dobrodziejowi. Do samych kolan mu się chylę w pokorze.
        - Czego chcesz, ogryzku?
        - Ze sprawą do dobrodzieja przyszedłem.
        - Z jaką, zgniłku?
        - Z wartą spojrzenia. Z przednim towarem bowiem chodzę do dworu do dworu.-
        Wynoś się, purchawko, pókim cię jeszcze brytanami poszczuć nie kazał. Potrzebny
        mi ten twój lichy towar jako dziura w moście! – wrzasnął gniewnie staruch i
        trzasnął drzwiami nieznajomemu przed samiuśkim nosem, tak że o mało mu guza nie
        nabił na czole.
        - Ale ja nie z byle jakim towarem wędruję od Zamościa – Brodziak sprzed progu
        natychmiast przeniósł się pod uchylone okno i nie zrażony ciągnął dalej: - Nie
        chcesz, popatrzeć, mości Kurdwanowski? Okiem jeno rzucić? Zerknąć tylko?
        Patrzenie nic nie kosztuje. A tyle drogocenności, dobrodzieju, pewnikiem
        jeszcześ w żywocie nie widział. O, jakie tu mam cacka. I szczerozłote spinki. I
        szczerozłote sygnety z miejscem na wycięcie rodowego herbu. I srebrne fajki ze
        złotymi ustnikami, aby w gębie było milej podczas kurzenia. I jeszcze insze
        szczerozłote różności.
        - Zawrzyj diabłu drzwi na skobel, on ci oknem wlezie – burknął dziedzic, ale
        zaciekawiony wyciągnął długą szyję przez okno. – Pokaż, trutniu, jakżeś już
        przelazł taki kawał drogi. Tylko biada ci, jeśliś zełgał. Parobkom każę skórę z
        ciebie zedrzeć i siedemdziesiąt bizunów wlepić na żywą ranę, jeśli nie masz w
        sakwach tego, co obiecujesz.
        - Nie myliłes się, mości Kurdwanowski. Cha, cha, cha! Masz dobrego nosa.
        Zgadłeś, jakbyś znał mnie od małego – huknął śmiechem Brodziak. – Diabłem
        jestem. Cha, cha, cha! Najprawdziwszym. Dzisiaj w roli posłańca i egzekutora
        podziemnej zwierzchności do ciebie przybywam. Po duszę, na którą mój pan i
        wladca czeka w piekle o wiele za długo.
        - Hi, hi, hi! – staruch, zamiast przerazić się, wyszedł na dwór i również
        zaczął trząść się ze śmiechu i podskakiwać, jakby go ze sto pcheł naraz
        obsiadło. – Hi, hi hi! Duszę moją dostaniesz, bracie puchaczu, lecz jeszcze nie
        teraz. Wpierw musisz sobie na nią zasłużyć. Zapracować solidnie. Darmo nikt nic
        nie daje na tym świecie. O tym powinieneś wiedzieć, barania głowo!
        - Oj, co też powiadasz, mości Kurdwanowski. Małoż to nasze diablęta naharowały
        się dla ciebie? Każde zadanie, każdą robotę, nawet najcięższą, jakąś im
        wyznaczył, wykonywały, zanim tyś zdążył okiem łypnąć. Jeszcze ci mało? Sumienia
        chyba nie masz, dobrodzieju.
        - A czy ja kiedyś twierdziłem, bracie puchaczu, że mam sumienie? – dziedzic
        złapał się za suchy brzuch i znowu zaczął podrygiwać ze śmiechu. – Hi, hi hi!
        Sumienia nie mam, bo mi nigdy nie było potrzebne. Za to mam duszę. I to nie
        taką pospolitą, chamską z byle chałupy, ale pańską ze dworu, szlachecką i
        herbową. I do tego nadzwyczajnie grzeszną, czyli zasłużoną dla waszego Lucypera
        jak rzadko.
        - Oj, prawda to, mości Kurdwanowski. Tako i w piekle gadają – przytaknął
        Brodziak skwapliwie.
        - A jak prawda, to czekaj. Oblizuj się niby kot do wędzonej szperki i czekaj
        cierpliwie.
        - Hm, a nie sądzisz, mości Kurdwanowski, że już najwyższa pora na ciebie? Całe
        piekło się niecierpliwi. Lucyper co i raz przez studnię wygląda i wzdycha
        niczym do ukochanej. Natomiast Belzebub od tego przydługiego oczekiwania dostał
        żołądkowego rozstroju. Bo też ile można czekać na jedną duszyczkę, dobrodzieju?
        - Długo można. Zwłaszcza na taką jak moja. Hi, hi, hi! Przyznasz, bracie
        puchaczu, że niewiele jest duszyczek podobnych do duszy starego
        Kurdwanowskiego. No, bo kto tylu chłopków co ja nadręczył tu i w całej okolicy?
        Kto ich za byle przewinionko kazał ich batożkiem wysmagać do krwi? A kto tyle
        co ja babom i dziewkom nadokuczał? Kto im dzbany z mlekiem powywracał? Kto kozy
        na moczary kazał wpędzić? Kto gęsi wydusił? Kto z jaj wiezionych na targ do
        Tomaszowa sporządził surową jajecznicę, największą chyba na świecie?
        Mówiąc to dziedzic niepostrzeżenie wysunął nogę i z całej siły nadepnął
        Brodziakowi na ogon.
        - Auuuuu! – wrzasnął diabeł i z bólu podskoczył powyżej komina. Spadł i
        momentalnie znowu skoczył do góry, tym razem rycząc jeszcze głośniej. Nic
        dziwnego, zleciał przecież na grabie błyskawicznie podłożone mu przez dziedzica.
        • lashana Piekiełko k.Tomaszowa-wersja literacka- cd 27.04.04, 21:52
          - Cóż to, bracie puchaczu? Zamiast stać spokojnie i słuchać, co do ciebie
          mówię, podskakujesz, jakbyś z pchłą stanął w zawody? – pytał złośliwy starzec z
          niewinną miną. – A może ty, bratku piekielny, uczysz się fruwać?
          - Nie drwij sobie z biednego czarta, mości Kurdwanowski, bo to grzech podwójny –
          wystękał Brodziak przestępując z jednej bolącej nogi na drugą, nie przestając
          przy tym delikatnie dmuchać na piekący ogon.
          - Słuchaj no, bracie puchaczu, kiedy gadam do ciebie – szlachcic dźgnął diabła
          twardym palcem. – Chciałbym wiedzieć, czy poza owym złotkiem i klejnocikami
          masz jeszcze coś bardziej wartościowego w zanadrzu? Może znasz jakąś porządną
          kryjówkę ze zbójeckimi skarbami?
          - Pójdź za mną, mości Kurdwanowski – czart pokłonił się staruchowi w pas i
          jakby zapominając o bólu, uśmiechnął się przymilnie. – Pokażę ci taką właśnie
          kryjówkę i takiż właśnie skarb. niedaleko, tu na twoich ziemiach.
          - Na moich? Znaczy się, bracie puchaczu, bogactw do mnie należy.
          - Do ciebie. D ciebie, mości panie Kurdwanowski. Zanim tam dojdziemy, o jedno
          cię tylko proszę. Nie dokuczaj mi więcej. Miej wzgląd na mój biedny ogon i na
          moje biedne nogi.
          - Hi, hi! I bez obydwu nóg do skarbu bym się dowlókł, gdyby było trzeba –
          roześmiał się stary szlachcic, maszerując przez pole za diabłem. – Ważne są nie
          nogi, ale to, czy skarby zbjeckie są wystarczająco duże.
          - Tutaj spójrz, mości Kurdwanowski! – Brodziak zatrzymał się, pstryknął palcami
          w powietrzu i wskazał na dziurę otwierającą się bezszelestni pomiędzy
          kamieniami. Coraz szerszą i szerszą.
          - Oooo! A dużo tu tego?
          - Niemało. Dwadzieścia beczek złota i dwadzieścia antałków szlachetnych
          klejnotów – pośpieszył diabeł z odpowiedzią. – Caluchny ten skarb będzie
          należeć do ciebie, jeśli wreszcie odeślesz swoją duszę do piekła.
          - Odeślę – staruchowi oczy zaświeciły się niczym dwie skierki. – Oczywiście,
          odeślę. Ale nie teraz, bracie puchaczu. Hi, hi! Cóżeś ty taki w wrzątku kąpany?
          Przed nami przecie jeszcze mnóstwo czasu.
          Kiedy to imć pan Bonawentura Kurdwanowski gadał, nie przeczuwał nawet, jakże
          się mylił. Jak niewiele żywota pozostało mu na tej ziemi. Wszystko wyjaśniło
          się bowiem już nazajutrz przed południem.
          Z samego rana niebo zaciągnęło się chmurami. Ciężkimi, sinymi, nisko wiszącymi
          nad polami.
          - Grad! Grad idzie! Jezuśku przenajświętszy, ratuj nasze plony! – lamentowali
          biedni ludzie i biegali tam i sam nie bardzo wiedząc, co robić.
          - A dobrze wam tak, chudopachołki zasmarkane – zacierał ręce starzec chichocząc
          z radości. – Niechże wam grad wymłóci zboże do ostatniego ziarenka. Bez grosza
          i jadła będziecie wisieć u mojej klamki. Hi, hi! Za kawałek chleba zabiorę wam
          wszystkie grunty. Hi, hi! Nie pozostawię nawet tyciego skraweczka. Hi, hi! Z
          łaskawego serca co najwyżej pozwolę wam pracowac na moim.
          O swoje plony Kurdwanowski nie kłopotał się ani przez moment. Wszakże miał
          umowę z piekłem. W zamian za grzeszną duszę diabły orały mu ziemię, siały,
          bronowały, chuchały na rośliny, by rosły dorodne, a jak trzeba było, grady i
          gwałtowne ulewy przepędzały znad pańskich hektarów. Przepędzały, oczywiście, na
          poletka kmieci.
          Tak działo się do dzisiaj. Dziś stało się inaczej. Zniecierpliwione biesy na
          duszę szlachciury dłużej czekać nie myślały.
          W pewnej chwili starzec dostrzegł, iż wszystkie czarne obłoki gromadzą się
          jedynie nad jego polami. Nad pozostałymi świeciło słońce.
          - Precz! Precz od mojej pszenicy! Precz od mojego żyta! – począł biegać po polu
          w popłochu, wrzeszcząc i wygrażając ku niebu kułakami. – Diabły, biesy, szatany
          i czarty, do roboty! Na co czekacie, rogate leniuchy? Sio! Sio, przeklęte
          chmurzyska! Wynoście się nad chłopskie zagonki! Nad poletka tych nędzarzy bez
          portek! Tych gołodupków!
          Nagle błysnął oślepiający piorun i rozległ się straszliwy grzmot. Ogłuszający.
          Ziemia zadrżała, zatrzęsła się, jak gdyby nastąpił koniec świata. Podobnej
          burzy nie pamiętali najstarsi ludzie we wsi.
          Kiedy czarne chmury wreszcie odpłynęły za bory, za rzeki, przed oczyma
          wieśniaków pojawił się straszliwy obraz. Po modrzewiowym dworze i po złym
          dziedzicu nie pozostało nawet marnego śladu, natomiast jego pola aż po horyzont
          usiane były nie lodowym gradem, lecz kamieniami.
          Jeszcze i dzisiaj na ziemiach dawnego majątku imci Kurdanowskiego – pomiędzy
          Łaszczówką i Majdanem – budzi grozę kilkadziesiąt gigantycznej wielkości
          diabelskich głazów rozsianych na ugorze pośród chudych sosen.
          Ponieważ na kamienistym polu uprawiać się niczego nie da, przeto ludzie mądrzy
          i uczeni utworzyli tam rezerwat geologiczny. Po tym wszystkim, cośmy tu
          opowiedzieli, nikogo już chyba nie zdziwi, że zarówno miejscowi wieśniacy, jak
          i ci uczeni z miasta, rezerwat ten nazwali Piekiełkiem.
    • lashana O Tanewie i Gołdapie - wersja literacka 28.04.04, 01:15
      O nadobnej Tanewie i rycerzu Gołdapie
      Wśród wojowniczych plemion tatarskich Złotej Ordy przed każdą kolejną wyprawą
      na Polskę zastanawiano się nie raz i nie dziesięć razy.
      - Co zrobić, ażeby z kindżałem w garści dostać się do zamku twardego Gołdapa?
      Niczego nie wymyśliliście, niczego nie wypatrzyliście, pustogłowe barany? To po
      co leźliście taki kawał drogi? – powarkiwał chan tatarski na szpiegów
      powracających zza polskiej granicy z nie najlepszymi wieściami. – gdyby nie
      zamek Gołdapa, mielibyśmy otwartą drogę w głąb krainy Lachów. Poszlibyśmy z
      orężem na przebogaty kupiecki Sandomierz, na zamożną Sieniawę i na Opatów pełen
      benedyktyńskich drogocenności ofiarowanych zakonowi przez króla. Wiem, co
      chcecie powiedzieć, baranie głowy! Że Gołdapowe grodziszcze można ominąć i
      pójść bokiem. Ba, ale co będzie, jeśli straszny ów rycerz z ostrym toporem
      spadnie nam na zady? Wzięci w dwa ognie, możemy stracić nie tylko brańców i
      lupy, lecz również i życie.
      W tym czasie za Bugiem wśród plemion Rusi Halicko-Wołyńskiej gadano podobnie.
      - W jaki sposób zdobyć orle gniazdo twardego Gołdapa? Bez puszczenia z dymem
      jego twierdzy trudno myśleć o udanej wyprawie na ziemię sandomierską, a może i
      sieradzką? W każdej chwili mógłby nas przecież zaatakować od tyłu – radził się
      kniaź halicki wojowników otaczających go ciasnym kręgiem i słuchających
      pilnie. – Wiele modłów nakazałem w cerkwiach. Wiele też czarnych wołów
      przykazałem zarżnąć jako ofiarę leśnym bogom po to, by dopomogli mi w
      zwycięskiej wyprawie na Lachów. I co? I nic. Nasze modły, nasze woły i nasze
      bogi widać za słabe, bo ile razy próbowaliśmy zdobyć Gołdapowe zamczysko, tyle
      razy musieliśmy cofać się w popłochu. Rany, guzy i bolesne sińce były jedyną
      naszą zdobyczą.
      Nie inaczej mówiono w okolicznych szczebrzeszyńskich puszczach.
      - W lochach podziemnych na zamku twardego Gołdapa kryją się ponoć skarby, o
      jakich nie śniło się nawet niemieckiemu cesarzowi – mruczał herszt leśnych
      zbójców, zza olszynowej kępy spoglądając tęsknie na wysokie i groźne
      zamczysko. – Duszę rad oddałbym czartu, byle móc znaleźć się tam z pustym
      workiem choćby jeno przez pół pacierza.
      - Diabłów lepiej na pomoc nie wzywać. Zwłaszcza, że można obejść się bez
      kupczenia ludzką duszyczką – jednooki drągal pochylił się i dziabnął łokciem
      grubego zbója pod żebro. – Mam chytrą myśl. Co byście rzekli, braciszkowie
      mili, gdybyśmy porwali twardzielowi córkę? Z pewnością oddałby za nią nie
      jeden, ale ze dwadzieścia, albo i ze czterdzieści worów złota, srebra oraz
      najcenniejszych klejnotów. Wszyscy przecież wiedzą, że swą piękną jedynaczkę,
      Tanewa ją zowie, stary rycerz miłuje nad życie.
      Herszt poskrobał się za uchem i westchnął:
      Mmm, lecz jak to uczynić, mądralo? W twoich radach rozumu nie więcej, niż w
      komarze sadła. Bo może niby nie wiesz, że owa śliczna młódka w ogóle nie
      opuszcza zamkowej góry? A do środka twierdzy bez wiedzy Gołdapowych strażników
      nie przeniknie nawet najchudsza jaszczurka.
      O zdobyciu zamczyska na trudno dostępnym wzgórzu zarówno okrutni Tatarzy, jak i
      bitni wojowie halickiego kniazia, a także leśni rozbójnicy pozbawieni zupełnie
      sumienia, mogli sobie najwyżej pomarzyć. Do warownego grodziska rycerza Gołdapa
      zbliżyć się nie było wcale łatwo, a cóż dopiero wdrapać się na górę i wtargnąć
      za bramę z modrzewiowych bali. Niechaj więc nikogo nie dziwi, że wśród tej
      głuszy samotny zamek cieszył się sławą twierdzy nie do zdobycia.
      Przesady w tym nie było żadnej. Siłę polskich toporów oraz mieczy ustokrotniło
      bowiem położenie warowni w miejscu wytyczonym przez ludzi mądrych i
      przewidujących, ponadto zaś wybornie znających się na sztuce wojennej.
      Pośród gęstego boru z jodłą, świerkiem i sosną, w bagnistych dolinach gęsto
      pociętych przez rzeki, rzeczki i liczne tu strugi, porosłych olszynowymi
      lęgami, a także kępami wonnych ziół – rajem dla pracowitych pszczół i ciężko
      latających trzmieli – wyszukano wzgórze, strome i wysokie co najmniej na
      czterdzieści łokci. To właśnie na nim postanowiono wybudować grodzisko warowne,
      strzegące spokojnych ziem Roztocza przed nieoczekiwaną napaścią wroga.
      Najpierw na koronie wzgórza usypano wał ziemny, solidny i wysoki na cztery albo
      i na pięć łokci, następnie umocniono go kamieniami i okruchami skał, a dopiero
      na nim wbito ostrokoły. Czyli palisadę z twardych dębowych i modrzewiowych
      bali. Wystawiono też cztery baszty narożne ze strzelnicami dla łuczników.
      Wreszcie na końcu wybudowano wewnątrz okazałą siedzibę dla książęcego
      namiestnika oraz cztery nieco mniejsze chaty dla zamkowej załogi.
      • lashana O Tanewie i Gołdapie - wersja literacka -cd 28.04.04, 01:22
        Przed laty zamczyskiem dowodził rycerz Kazimierza Sprawiedliwego, zaufany sługa
        książęcy Gniewosz, potem jego syn Gołomb, obecnie zaś siedział tutaj wnuk
        Gniewosza Gołdap, mąż szlachetny, odważny i tak nieustępliwy wobec
        nieprzyjaciół, że wszyscy ludzie – i swoi, i obcy – zwykli wymawiać jego imię
        wraz z nieodłącznym przydomkiem: twardy.
        Twardy Gołdap synów nie miał. Miał jeno jedną córkę o imieniu Tanewa.
        Prześliczną dziewczynę o jasnych jak len warkoczach, lekko zadartym nosku i
        źrenicach bardziej modrych od chabrów kwitnących pośród jęczmienia.
        Kiedy Tanewa ukończyła osiemnaście wiosen, ojciec obdarował ją szubką z
        zimowych lisów, naszyjnikiem z bursztynowych korali oraz czerwonymi bucikami
        sprowadzonymi specjalnie na tę okazję aż z Krakowa. Wieczorem zaś poprosił ją
        jeszcze o chwilę poważnej rozmowy.
        - O co chodzi, tatku mój? – dziewczyna szczęśliwa i wesoła, nagle zatrwożyła
        się. – Wyznaj, proszę. Bo minę masz, jakby rozbolał cię okrutnie ząb lub głowa.
        Gołdap spojrzał córce w oczy.
        - Na ból głowy kielich miodu z miętą wystarczy w zupełności – rzekł. –
        Natomiast na ból zęba dobry jest kielich miodu z szałwią. Niestety, tym razem
        nie pomoże mi ani największy garniec miodu, ani nawet pełna beczka.
        - Cóż się stało? Mów szybko, tatku.
        - O rękę twoją dziś mnie proszono, córko – westchnął rycerz. – Pójdziesz za mąż?
        - Za kogo?
        - Za młodego i dzielnego woja. Znasz go doskonale. Kocha cię, powiada, ponad
        własne życie.
        Młódka spłoniła się i spuściła wzrok.
        - Pójdę – szepnęła. – Ja również Spytka miłuję. Bardzo. Jako i ciebie, tatku
        mój.
        - Ależ ja nie o Spytku mówię. O Jędrzeju Wilcze Ucho ci gadam. Jego swaty
        odwiedzili mnie dzisiaj z prośbą i przebogatymi darami.
        - Za Jędrzeja nie pójdę! Nie mogę i nie chcę. – Tanewa potrząsnęła energicznie
        głową. – Wiem, że łucznik to znakomity i niestrachliwy, lecz nie kocham go,
        tatku. Nie gniewaj się, ale innego już miłuję.
        - Przymuszać cię nie myślę, córko. – na pooranej troskami twarzy rycerza
        pojawił się uśmiech. – Szczęście twoje i moim przecież będzie. Jędrzejowi
        Wilcze Ucho jeszcze dziś każę podać na stół czarną polewkę i grochowy wieniec.
        Niechaj wedle dawnego obyczaju dowie się, że nic z jego konkurów, bo masz
        chłopca innego.
        Tak się też i stało. Jędrzej Wilcze Ucho odszedł z niczym. Natomiast po
        tygodniu ogłoszono na zamku uroczyste zrękowiny. Modrooka Tanewa szykowała się
        do wyjścia za mąż za ukochanego Spytka, najdzielniejszego z oszczepników w
        Gołdapowej drużynie.
        Do ślubu jednakże nie doszło. Przygotowania przerwał bowiem niespodziewany
        najazd Tatarów. Książę sandomierski pociągnął z rycerstwem ku granicy, aby
        stawić czoło najeźdźcy. Wraz z księciem pośpieszył również Gołdap ze Spytkiem i
        zbrojną gromadą. Dla obrony twierdzy pozostała jeno garstka wojów, niewielka
        lecz dzielna.
        Nie darmo doświadczeni ludzie na świecie powiadają, że nienawiść u niejednego
        jest uczuciem stokroć silniejszym niźli najgorętsza miłość. Sprawdziło się t i
        w roztoczańskich borach. Odtrącony rywal, który w skrytości marzył o okrutnej
        zemście, zorientował się w mig, iż oto nadeszła pora działania. Pod pozorem
        przepatrzenia okolic opuścił zamek i wyruszył naprzeciw Tatarom. Po dniu i nocy
        dotarł do jednej z ord ciągnących bokiem.
        - Wiedźcie mnie do waszego wodza, do chana – zawołał na widok jeźdźców
        dosiadających małych kudłatych koników. – Nie zwlekając pomówić z nim muszę.
        - Wielki chan z hołyszami na gadanie czasu nie traci – zaśmiał się jednooki
        Tatarzyn w wilczym serdaku włosiem na zewnątrz. – Prędzej na pal trafisz, pusta
        makówko. Alb w jasyr ze sznurem arkanu na szyi.
        - Powtarzam, prowadźcie mnie do waszego chana. I to szybko, kudłacze. Ja jeden
        wiem, jak zdobyć Gołdapową warownię i tamtejsze skarby.
        - Wiesz? Nie łżesz aby? – jednooki wolał się upewnić. – A zatem chodź ze mną.
        Przed wodzem tatarskim zdrajca ukląkł na obydwa kolana i uderzył czołem o
        murawę.
        - Panie wielki! – zawołał. – Przybyłem, aby oddać ci zamek twardego Gołdapa i
        wszystkie jego skarby pod jednym jedynym warunkiem,
        - Jakim, niewierny?
        • lashana O Tanewie i Gołdapie - wersja literacka -cd 28.04.04, 01:27
          - Gołdapowa córa, błękitnooka Tanewa moją będzie. Więcej łupów nie pragnę.
          Zadowolę się tylko tą branką.
          - A daczego, niewierny? Może ty coś knujesz w głębi robaczywej duszy? – chan
          tatarski popatrzył podejrzliwie na klęczącego. – Gardzisz worem szczerego złota
          i klejnotów z Gołdapowego skarbca? Nie pojmuję cię. Wszakże za srebro i złoto
          od moich wojowników mógłbyś kupić dziewek, ile dusza zapragnie. Zajrzyj do
          naszych taborów, popatrz, jakie mrowie czeka tam na takich, którzy mają złoto
          albo klejnoty. Rusinki, Laszki, jasnowłose Litwinki, czarnobrewe Wołoszki.
          Wybieraj, jakie tylko zechcesz.
          - Kiedy jeno tej jednej nagrody pragnę – pokręcił głową Jędrzej Wilcze Ucho. –
          O innych nie myślę. Wszystkich pozostałych jeńców oraz wszystkie złoto i cenne
          klejnoty wam pozostawiam do podziału.
          - Niech będzie, jak postanowiłeś, niewierny. Ilu moich ludzi potrzeba ci do
          pomocy?
          - Siedemdziesięciu. Dobrze uzbrojonych i starannie ukrytych w zaroślach pod
          zamkową górą. Do ataku skoczyć mają dopiero na mój sygnał. Wtenczas, kiedy
          warownia będzie cała płonąć. Nie wcześniej.
          - Płonąć? – chan trącił końcem szabli klęczącego, by podniósł głowę. – A jakże
          chcesz tego dokonać, niewierny?
          - Przy pomocy tej oto niespodzianki – odpowiedział Jędrzej Wilcze Ucho i
          wskazał na worek za plecami.
          - Co w nim kryjesz?
          - Gołębie.
          - Drwisz sobie ze mnie, niewierny? – chan uniósł krzywą szablę zamierzając
          ukarać zuchwalca. – Przecież to zwyczajne leśne ptaki. Bezrozumne gołębie,
          nawet nie orły i nie drapieżne sokoły.
          - Nie leśne i nie zwyczajne, ale moje własne i wcale nie głupie. I jeszcze
          kilka sąsiedzkich, które tam na górze również mają swoje gniazda. Wypuszczone z
          worka ani chybi polecą wprost do zamku. Pomyśl, gdyby przywiązać im do łap
          wysuszoną hubę i podpalić, pożar tamże zawloką. A płonący zamek zdobyć to już
          przecie nie sztuka.
          - Hi, hi, hi! Serca chrześcijańskiego nie masz, giaurze – rozchichotał się
          wielki chan, gdy wreszcie pojął zamierzony podstęp. – Za to duszę tatarską
          masz. Albo diabelską. Bierz stu ludzi i pal zamczysko, jakeś sobie zaplanował.
          Postąpiono dokładnie tak, jak obmyślił zdrajca. Przerażone gołębie pofrunęły
          niosąc tlącą się hubę do swych gniazd na zamkowych strychach. Wkrótce pożar
          garnął zabudowania, potem przerzucił się i na smolisty ostrokół. Warowne
          grodzisko zapłonęło niczym żagiew.
          Jednego Jędrzej Wilcze Ucho nie przewidział. Obrońcy woleli śmierć w ogniu
          niźli tatarską niewolę. Nie poddali się. Zginęli wszyscy. Także i Tanewa.
          O straszliwej tragedii garstki obrońców dowiedziano się po zwycięskim powrocie
          z wojny od pastuszka ukrytego podczas najazdu w zaroślach. Zaniemówiono ze
          zgrozy.
          Żałobną cisze przerwał Spytko. Zapas strzał włożył do kołczana, miecz wyostrzył
          i dosiadł srokacza. Wyruszył na poszukiwanie Jędrzeja Wilcze Ucho. Zamku na
          wzgórzu już nie odbudowano. W wypalonych ruinach osiadł rycerz Gołdap jedynie
          ze starym sługą.
          Od tamtej pory puszczacy mieszkający w borach Roztocza przepływającą tam rzekę
          nazywają Tanwią, całe wzniesienie Gołdą, natomiast samą wysoką i stromą górę z
          widocznymi do dziś resztkami ziemnego wału – Gołdapowym Zamkiem. Lub zwyczajnie
          Zamczyskiem.
          • blotniarka.stawowa Kolejne podziekowanie 28.04.04, 01:34
            za nastepna serie pieknych legend, Lashano.

            A kiedy Ty spisz (i czy w ogole?) smile
            • lashana Re: Kolejne podziekowanie 28.04.04, 02:06
              Dziękuję za podziękowania smile))))))
              Ja jestem taką typową sową smile))) W nocy siedzę przy komputerze, bo w dzień
              muszę toczyć o niego walki z dziećmi smile))), a odsypiam w dzień (nie pracuję).
              Serdecznie pozdrawiam
              Marzena
    • lashana Okolice Puszczy Solskiej 28.04.04, 01:37
      To już jest legenda o okolicach Puszczy Solskiej, ale nie chciałam jako
      ostatniej wpisywać "powtórki" smile)))
      Jak dobra Zofijka księciu ocaliła żywot
      W życiu ubogiego człowieka nie może być chyba większego nieszczęścia od złego i
      niesprawiedliwego pana. A Krwawy Książe panujący na Nizinie Wołoskiej był
      władcą najgorszym z najgorszych. Nic zatem dziwnego, że którejś wiosny gromadka
      pasterzy wraz z rodzinami i lichym dobytkiem opuściła kniaziową wieś i zbiegła
      do puszczy.
      Długo wędrowali uciekinierzy przez gęste i dzikie bory, aż przybyli na polską
      stronę. Tu założyli leśną osadę. Niewielką, złożoną zaledwie z kilku chałup.
      Następne lata mijały osadnikom w spokoju. Do wioski zagubionej w niedostępnych
      borach mało kto bowiem z obcych zaglądał. Prędzej trafiło tutaj przez omyłkę
      głupiutkie łosiątko niźli wędrujący rycerz, kupiec z wozem towarów, czy brodaty
      mnich głoszący boże słowo.
      Któregoś dnia Zofjka, mieszkająca samotnie w chałupce na skraju osady, wybrała
      się z pełnym koszem nad strugę. Nad rzeczkę płynącą w pobliżu niegłębkim
      parowem. Do prania dzień był wymarzony. Słońce grzało już niezgorzej, a i
      wietrzyk pracowicie pomagał mu suszyć bieliznę rozwieszoną na gałęziach
      rosochatej wierzby.
      Było chyba około południa, kiedy dziewczyna usłyszała nagle wydobywające się z
      zarośli coś jakby bolesne stękania. Pojękiwania może?
      Zofijka do strachliwych nie należała. Urodzona i wychowana w puszczy, leśnego
      zwierza się nie bała, a tym bardziej rannego czy chorego. No, chyba żeby to nie
      zwierz był, ale leśny diabeł, o którym tyle okropności naopowiadała jej babka
      przybyła jeszcze z Wołoszczyzny.
      Jednakże z leszczynowej gęstwiny nie czart się wyłonił, lecz człowiek. Rycerz z
      gołą głową, pokrwawiony, w pancerzu ze śladami świeżej walki. Walki okrutnej,
      zapewne na śmierć i życie.
      - Gonią mnie! Na żywot nastają! Druhów mi ubili podczas łowów na wściekłego
      niedźwiedzia ludojada. Ledwiem zbieżał przed prześladowcami – wysapał woj z
      wysiłkiem i oparł się ciężko na mieczu. – Ratuj, dziewko miła, bo sił już mi
      nie ostało ani odrobiny!
      - Ha, a nie jesteś aby zbójem? – wzdrygnęła się dziewczyna. – Puszczackim
      łotrem bez krzyny sumienia i serca? Takim, który gubi dusze niewinne dla
      marnego miedziaka?
      - Dziewko miła, czyż wyglądam na leśnego hultaja? – jęknął nieznajomy. –
      Przypatrz mi się baczniej. Rycerzem jestem z niedaleka. Kniaziem prawdziwym,
      który za wyświadczone dobro, dobrem odwdzięczyć się potrafi.
      - Juści, bardziej niż na krwawego rozbójnika, wyglądasz mi na szlachetnego
      księcia. Nadto wcale niebrzydkiego. – przyznała Zofijka szczerze i zarumieniła
      się po czubeczki uszów. – A i z oczu patrzy ci całkiem poczciwie. Kto wie,
      nieznajomy człeku, może więc i nie łżesz?
      - Kniaziem jestem, prawdę czystą powiadam. Czystszą od wody źródlanej –
      wyszeptał ranny i nagle zachwiał się, po czym powoli osunął na kolana. – Sił
      już mi zabrakło. Ratuj, dziewko miła! Ratuj, bo zginę, nieszczęsny, od
      podstępnych mieczów. Posłuchaj tylko odgłosów pogoni, zbrojni zaraz tu będą. Są
      już w tej świerczynie.
      I bez natężania uszu docierała nad wodę niezwyczajna wrzawa niosąca się z
      pobliskiego boru. Coraz głośniejsza, coraz wyraźniejsza.
      Zofijce żal się zrobiło rannego. Ani chybi, ubiją biedaka niezdolnego ni bronić
      się, ni uciekać dalej. Rozumiejąc, iż zwlekać nie może, jeśli nieznajomemu chce
      ocalić życie, zawołała bez chwili namysłu:
      - Złaź szybko do rzeki! Migiem! Tutaj woda sięga nieco za kolana. Siadaj i nie
      ruszaj się. Skryję cię pod moją spódnicą. Chodź!
      Resztkami sił stoczył się kniaź z brzegu. Z pluskiem wpadł do wody i tu
      znieruchomiał. Jeno głowa i ramiona wystawały mu ponad powierzchnię. Zaledwie
      Zofjka Sierota stanęła tuż przy nieboraku i nakryła go spódnicą, ledwie
      pochyliła się nad wodą i praniem zajęła na nowo, z nadbrzeżnych chaszczy
      wypadła gromadka konnych wywijających mieczami i groźnie potrząsających
      oszczepami o żelaznych grotach.
      - Ej, babo piegowata, co robisz tam w rzece? – wrzasnął rycerz w czarnym
      pancerzu pędzący na przedzie na karym rumaku czarniejszym od kruczego
      skrzydła. – Nie widziałaś tu gdzieś zbója o gębie okrytej krwawą pianą? Łotra
      umykającego chyłkiem pod krzakami niby bezzębne wilczysko?
      Zofijka wyprostowała się w wodzie nie wypuszczając z rąk mokrej bielizny.
      - Po pierwsze nie jestem wcale piegowata – zaprotestowała z udanym oburzeniem. –
      A co robię? To chyba widać, czarny rycerzu. Brudy piorę.
      - Pytałem, czyś zbója nie widziała?
      • lashana Okolice Puszczy Solskiej -cd 28.04.04, 01:47
        - Czym widziała zbója? – odpowiedziała dziewczyna spokojnie i otarła pot z
        czoła. – Nie. Poza wami, wielmożny panie, żadnego zbója tutaj nie było.
        - Dziewka kpi sobie z ciebie, mości kasztelanicu. Zbójem cię oto nazwała. –
        warknął któryś z wojowników na brzegu. – Chcesz, cisnę w nią oszczepem? W jadło
        dla sumów i raków wnet się przemieni.
        - Cichaj, Lubomirze. Widzisz przecież, że nie ze złej woli to czyni. Niezbyt
        rozgarnięta jest ci ona po prostu. Oczy jednakże ma. Ma też i parę zdrowych
        uszów. Jeśli zatem niczego nie spostrzegła, mogła przynajmniej coś usłyszeć.
        Leśni ludkowie od dzieciucha słuch mają wyostrzony niczym borowe sowy albo
        puchacze.
        - O właśnie, właśnie, czarny rycerzu. Chrzęsty jakoweś przedziwne słyszałam w
        krzakach. Gdziesik w tamtym sitowiu i trzcinie – przytaknęła szybko Zofijka nie
        ruszając się z miejsca. – Myślałam nawet, że to kulawy łoś spieszący do wody
        lub wilczysko z przetrąconą łapą. A myślałam tak, bo idąc pojękiwało i chlapało
        wodą straszliwie. Głowę podniosłam, alem w mrocznej gęstwinie niczego wypatrzeć
        nie zdołała. Ani dzikiego zwierza, ani złego człowieka.
        - Hm, a może to nie był chromy łoś i nie poturbowane wilczysko, lecz Daniel?
        Daniel Halicki?
        - Kto go tam wie? Może to i był rogaty daniel w białe cętki? Albo jeleń lub
        sarni kozioł utykający na którąś nogę. – zgodziła się dziewczyna. – Jednakże
        pewności nie mam żadnej, czarny rycerzu. Mówiłam przecie, żem go wyraźnie
        słyszała, alem go nie dostrzegła.
        - Głupiaś jako dwudniowy kurak. Nie o takim danielu wszakże gadamy. –
        kasztelanic machnął niecierpliwie ręką. – A gdzież podziało się owo zwierzę?
        Zawróciło z powrotem? W górę rzeki poszło czy w dół? A może przedostało się na
        drugą stronę? To zapewne słyszałaś, babo piegowata? gadaj zatem, jeśli nie
        chcesz, by bizun poprawił ci pamięć.
        - Słyszałam. wyraźnie słyszałam, czarny rycerzu. Sitowiem przez wodę
        przeczłapało i na brzeg wylazło – Zofijka odwróciła się i wskazała kierunek. –
        Tam umknęło, kędy ta potrójna sośnina z obłamanym konarem.
        - Za mną, wojowie! – wykrzyknął rycerz w czarnej zbroi i z całej siły dziabnął
        rumaka ostrogą. W dwóch susach przesadził rzekę nie przestając wołać: - To on,
        nie kto inny! Sam Daniel Halicki! Nie ujdzie nam daleko! Posoką przecież mocno
        broczył. Pochwycić łotra trzeba, zanim nocne ciemności skryją go przed naszym
        wzrokiem. Szybciej, wojowie!
        Ponaglając konie wrzaskiem i batożkami, zbrojna gromada zwaliła się do rzeki
        bryzgając wodą na wszystkie strony. wyjąc jak opętana, puściła się galopem za
        swoim przywódcą. jeszcze chwila i zniknęła w gęstej dąbrowie.
        - Wolnyś niby ptak, książę – dziewczyna odstąpiła na bok. – co zamierzasz
        dalej? Czy wystarczy ci sił, aby dotrzeć do swoich? I czy znasz dobrze drogę?
        - Jakże ci na imię, dziewko miła? – zagadnął tymczasem nieznajomy, zupełnie
        jakby nie dosłyszał pytań.
        - Zofijka. Zofijka przezywana Sierotą. W osadzie puszczańskiej między
        poczciwymi ludźmi żyję sobie spokojnie. Tu niedaleczko. W wołoskich
        Pułunkowicach.
        - A jam jest Daniel. Książę na Haliczu i na Wołyniu. Lubię cię, Zofijko. Nie
        tylko dlatego, że życie ci zawdzięczam. Polubiłem cię od pierwszego wejrzenia,
        kiedym jeszcze myślał, iżeś rzeczną boginką, urodziwą wodnicą, istotą
        nieziemską. Zjawą bez imienia. Jednakże polubię cię jeszcze bardziej, jeżeli
        spróbujesz ukryć mnie przynajmniej do czasu, w którym i ranę od złego
        sandomierskiego miecza zaleczę, i do sił poprzednich powrócę.
        - I ja cię polubiłam, moje ty książęce niebożątko – Zofijka roześmiała się
        wesoło, z caluchnego serca. – no, ale teraz wstawaj już, kniaziu. Wyłaź czym
        prędzej z zimnej wody, boś przecie nie żaba, nie rak i nie ryba. Osuszyć cię
        muszę i jak najrychlej doprowadzić do mojej chatynki. jeno że powinnam zrobić
        to tak, aby cię nikt nie dostrzegł. Nawet małe dziecko, nawet ślepe kocię. Po
        zielarkę Jaguchnę zaraz też pobiegnę, żeby ci rany opatrzyła troskliwie i
        jakiegoś naparu dała na wzmocnienie, bo trzęsiesz się na mokrych nogach niczym
        badyl trzcinowy na wietrze. A teraz oprzyj się na mnie, kniaziu. Wesprzyj się
        mocno, bo najwyższa pora ruszać nam w drogę. Do domu, do Pułunkowic.
        Tej nocy w chacie Zofijki Sieroty łuczywo płonęło chyba aż do pierwszego piania
        kogutów. Garbata Jaguchna zrobiła wszystko, co do niej należało. Najpierw
        dokładnie oczyściła jedną i druga ranę, po czym obłożyła je świeżuśkim razowcem
        ugniecionym starannie z pajęczyną. Potem
        • lashana Re: Okolice Puszczy Solskiej -cd 28.04.04, 01:57
          naparzyła ziół przeciwko złej gorączce, przyniosła również gęstych soków na
          wzmocnienie. Na koniec obydwie przetaszczyły rannego na stryszek i ukryły w
          pachnącym sianie.
          Rano, zanim jeszcze zmęczona Jaguchna dotarła do swojej chałupy, z puszczy
          wysypała się gromada zbrojnych. Niczym mrówki rozleźli się rycerze i pachołcy
          po wsi. Zaraz też odezwały się psie łajania i skowyty, trwożne gęgania gęsi i
          przedśmiertne kurze gdakania.
          - Po cóżeście przywędrowali tutaj, czarny panie? – zagadnęła zielarka rycerza w
          czarnej zbroi zbliżającego się na karym wierzchowcu do jej zagrody. – Bo chyba
          nie po grabieżcze łupy?
          - Zbiega poszukujemy, babo garbata! Musi tu gdzieś być. Nie ukryłaś go wszakże
          pod łachmanem na grzbiecie? Hi, hi, hi!
          - Jakiego znów zbiega? Łotra leśnego ścigacie, panie? Grzesznego rozbójnika,
          który na nieszczęście dla bogaczy czmychnął wam z zamkowego loszku?
          - Gorzej, babo kosooka! Nie żadnego borowego hultaja, lecz zapiekłego wroga
          naszego miłościwego księcia i całej Ziemi Sandomierskiej. Daniela szukamy.
          - Dzikiego zwierza? – zielarka Jaguchna spojrzała podejrzliwie na młodzieńca w
          czarnym pancerzu. – A czyż rogaty daniel może być wrogiem człowieka? I do tego
          sandomierskiego księcia? A ponadto i jeszcze takiego dzielnego rycerza jako wy,
          czarny panie?
          - Oj, głupiaś, babo garbata! Przecież nie o dzikiem zwierzu, nie o leśnym
          danielu gadam, ale o Danielu Halickim księciu zza granicznej miedzy. Wczoraj
          jego drużynę łowiecką roznieśliśmy na mieczach, posiekaliśmy ją na krwawe
          skwarki. Tylko on sam wymknął się nam z zasadzki diabelskim sposobem i zniknął
          gdzieś bez śladu.
          - Może biała kostucha porwała go i cisnęła przez głęboką studnię do piekła?
          - Nie, babo! po bitwie szukaliśmy Daniela wśród zabitych. Jednakże ciała
          nigdzie nie znaleźliśmy. A zatem kniaź halicki żyw jest i gdzieś tu być musi.
          - Jeśli to naprawdę krwawy wilk, jako powiadacie, czarny panie, a pewnością
          skrył się w wilczej jamie. Tam go szukajcie, pośród jego wściekłych
          współplemieńców. Nie zaś w spokojnej wiosce nie wadzącej nikomu.
          - Zajrzymy i tam, babo dziobata! Teraz już nam łotr nie ujdzie. Borów tak
          wszędy strzeżemy, że i padalec nie przemknie się bez naszej zgody. Przepatrzymy
          każdą kępę, każdy jar, każdą norę w ziemi i każdą dziuplę w drzewie. A także
          leśne osady. Właśnie kolej na waszą.
          - Ejże, czarny panie, czy mnie oczy nie kłamią? Czyżby to miał być ten wasz
          kniaź z Halicza? Nie mylicie aby Daniela z moją gęsiną? – wykrzyknęła w tym
          momencie Jaguchna wskazując na giermka wyłażącego zza obórki i dźwigającego pod
          pachą dwie gęsi siodłate z ukręconymi łbami raz cztery kaczki związane w pęczek
          i zawieszone u pasa.
          I już nie czekając ani chwili, trochę w obronie dobytku, a trochę i z obawy, że
          sandomierscy wojowie gotowi znaleźć halickiego zbiega ukrytego w ostatniej
          chałupie, zielarka zaczęła krzyczeć na całe gardło:
          - Ach, wy zbóje zamkowi, wcale nie lepsi jesteście od puszczańskich łotrzyków!
          Niby to jakowegoś zbiega szukacie po chałupach, a tak naprawdę nie n wam w
          głowie, lecz nasz chleb, nasze świnki, nasze ptactwo i nasze jaja! nie macie,
          zbójcy przeklęci, odrobiny litości ani nad nami, ani nad naszymi dzieciskami!
          - Cichaj, babo garbata, bo każę ci język wyrwać! Pustym brzuchom rycerskim nie
          o grzeczności i nie o litości myśleć przystoi, ale o jadle.
          - Cichaj? Gadacie, czarny panie, cichaj? Okradacie nas na podobieństwo krwawych
          rozbójników, a my mamy siedzieć cichuśkie niby leśne myszy? A może potulne i
          beczące jako jagnięta? Niedoczekanie. Ej, baby, łapcie za miotły i gońcie precz
          sandomierskich rzezimieszków! Do mnie, wszystkie baby, pokażemy rabusiom gdzie
          raki zimują!
          Dzielnym kobietom, dziewkom, a i staruchom nie trzeba było wezwania powtarzać.
          Złapały, co która miała pod ręką, i dawaj tłuc i bębnić po żelaznych zbrojach.
          Pod ciężkimi razami wideł, mioteł, drągów oraz pogrzebaczy blachy pancerne
          trzeszczały, wyginały się i pękały, jakby były ulepione z kruchej gliny na
          garncarskim kole.
          Zaskoczeni i ogłupiali wojowie, nigdy dotąd nie walczący z tak uzbrojonymi
          babami, nie wytrzymali wściekłego ataku. Najpierw pojedynczo, a potem już
          gromadnie poczęli zmykać do lasu. Zatrzymali się dopiero na Diabelskiej
          Polanie, z dziesięć mil od straszliwej wioski.
          - A to ci baby z piekła rodem! Dzikie babusy stokroć gorsze od gniazda
          szerszeni! Lucyperowe babice nie różniące się niczym ani od bagiennych
          czarownic, ani od borowych wilkołaków – pojękiwali sandomierscy rycerze
          trzymając się za obolałe czaszki, pokrwawione ramiona i zadki całe w sińcach.
          Wiele pacierzy minęło, zanim pozbierali się na tyle, że mogli wyruszyć w drogę
          do Sandomierza.
          Po dziś dzień na ziemi zamojskiej z owych wydarzeń sprzed siedmiu
          stuleci ostały się dwie zacne pamiątki. Pierwsza to niewielka rzeczka, w której
          kniaź Daniel Halicki polubił Zofijkę, Zofijka zaś polubiła Daniela. Rzeczka ta
          zowie się Lubienicą. Natomiast druga to wioska, w której dzielne baby sprały
          sandomierskich wojów na kwaśne jabłko. Wieś tę nazwano dumnie Babicami.
    • lashana Bibliografia 28.04.04, 01:59
      Źródła:
      1) Mieczysław Kościński Przydrożne pomniki wiary. Krasnobród i okolice.
      Polihymnia. Lublin 2001
      2) Współczesne podania ludowe – wybór wstęp i opracowanie Michał Łesiów –
      Wydawnictwo Lubelskie Lublin 1982 (opowiadanie Kazimierz Janczykowski – Na
      Roztoczu) cytowane legendy to zapis rozmowy z mieszkanką Roztocza
      3) Małgorzata Pizun – Susiec i okolice Wydawca PUW Roksana Susiec 2000
      4) Mieczysław Kościński – Krasnobród dawnych lat. Opowieści i wspomnienia.
      Polihymnia Lublin 2003
      5) Mieczysław Kościński –Znani i nieznani. Szkice z przeszłości
      Krasnobrodu. Polihymnia Lublin 2002
      6) Włodzimierz Wójcikowski, Ludwik Paczyński – Roztocze. Przewodnik
      Wydawnictwo Sport i Turystyka Warszawa 1977
      7) Edward Słoniewski – Roztocze Wydawnictwo PTTK Kraj Warszawa 1998
      8) Paweł Wład, Marek Wiśniewski – Roztocze Wschodnie. Przewodnik nie tylko
      dla turystów Wydawnictwo Naukowe, Turystyczne i Edukacyjne Paweł Wład. Lubaczów
      1999
      Uwaga!
      W wydaniu z 2001 r nastąpiło przeredagowanie i strony się nie zgadzają z
      tymi z 1999
      9) Roland Gröger, Marek Sikorski – „Na granicy legendy i wiary. Skarby
      sztuki i osobliwości Ziemi Kłodzkiej”- Wydawnictwo Ziemia Kłodzka Nowa Ruda 1993
      10) Stanisław Stolarczyk – Roztocze Środkowe. Przewodnik. Wydawnictwo PTTK
      Kraj Warszawa 1984
      11) Halina Matławska – „Zwierzyniec”. Książkę wydano staraniem Rady
      Miejskiej w Zwierzyńcu i Roztoczańskiego Parku Narodowego. Zwierzyniec 1991r
      12) Janusz Hochleitner, Iwona Scheer –Obrońca przed wylewami rzek.
      Niezwykłe dzieje życia i kultu świętego Jana Nepomucena .Elbląg – Świdnica 1998
      Wydawnictwo – brak nazwy, tylko znak graficzny, jakby połączone J i H w
      przerywanym kwadracie
      13) Jacek Szczepaniak –Kozłówka Pałac – Muzeum Przewodnik. Muzeum-Pałac w
      Kozłówce 1991
      14) Zbigniew Włodzimierz Fronczek – Z toporem przez wieki legendy, podania,
      sensacje Lubelszczyzny i Podlasia. Lubelskie Wydawnictwo Literackie. Lublin 2003
      15) Zdzisław Nowak – Diabelski strzelec – Nasza Księgarnia Warszawa 1991 r
      • lashana Źródła legend 28.04.04, 02:01
        Legendy:

        1) O powstaniu Roztocza – 2 str 74
        2) Wzgórze Zamczysko lub Kościółek – Tanew i Szumy – 2 str 75
        3) Wzgórze Zamczysko lub Kościółek – Tanew – 3 str 118-119
        4) Wzgórze Zamczysko (Kościółek) i Tatarzy – 3 str 118
        5) Krasnobród – Sanktuarium Matki Bożej – głównie 4 str 14-15 oraz inne po
        trochu
        6) Krasnobród – Sanktuarium Matki Bożej – cd (relacja) – 5 str 36
        7) Krasnobród – Sanktuarium Matki Bożej – cd (tablica fund) – 1 str 25-27
        8) Krasnobród – Sanktuarium Matki Bożej – obelisk 1 str 28-29
        9) Krasnobród - kaplica "Objawień na wodzie" – 1 str 33 i 7 str 79
        10) Krasnobród - kaplica pw Św. Onufrego Pustelnika – 1 str 34-35 i 7 str
        79 oraz legenda 9 str 167
        11) Krasnobród -figura za "Kaplicą Objawień na wodzie" – 1 str 40
        12) Krasnobród -figura przy ul. Partyzantów - 1 –zapomniałam spisać strony
        13) Krasnobród - Kaplica pw. Św. Rocha – 1 – str 106 - 107
        14) Piekiełko k. Tomaszowa Lubelskiego – wszystkie trzy 6 str 99-100,
        dodatki 7 str 67-68
        15) Łaszczówka k. Tomaszowa Lub – stawy i kamienie – 6 str 87-88
        16) Siwa Dolina i Mydli Rów k. Tomaszowa Lub – 6 str 103
        17) Tomaszów Lubelski – kapliczka – 7 str 85
        18) Narol – nazwa – 6 str 155 i 7 str 183
        19) Narol i Tanwica – 7 str 21
        20) Narol - Figura św. Jana Nepomucena – pełna wersja 7 str 21-22 i nieco
        krócej 8 str 188-189
        21) Narol - kościół - tablica - nie legenda ale ciekawe epitafium – 8 str
        188
        22) Górecko Kościelne - kościół i dwie kaplice – 7 str 167-170
        23) Płaczący Kamień - rezerwat Kamienna Góra – 6 str 169
        24) Florianka - wieś niedaleko Zwierzyńca –dąb – 6 str168
        25) Biała Góra – zamek 6 str 102 i 7 str 68(mało)
        26) Biała Góra – dawne źródła Huczwy 6 str 102 i 7 str 69
        27) Paary - nazwa wsi – 3 str 97 i 98
        28) wsie o nazwie Majdan - geneza nazwy – 3 str 82-83
        29) Rezerwat "Czartowe Pole" – 3 str 115 i 7 str162
        30) Zjawienie(Miasteczko)-kaplica k.Lipska Polesia - 6 str53(mało) i 7
        str 60-61-legenda stąd
        31) Zjawienie(Miasteczko)- legenda o księciu – 7 str 61
        32) Zjawienie-o księciu- szersza wersja legendy 10 str 87
        33) Nowiny - krzyż – ciekawostka –3 str 92
        34) Wzniesienie Kamień (Piekiełko) k.Czarnego Lasu – 6 str 115
        35) Wzniesienie Kalicza Góra k. wsi Dębiny –6 str 159
        36) Siedliska - nawiedzony dwór i źródełko – 7 str 91 i 93
        37) Radruż - zespół cerkiewny – 8 str 130
        38) Nowiny Horynieckie – kaplica Matki Bożej – 8 str 121-122
        39) Nowiny Horynieckie - kapliczka św. Jana Nepomucena – 8 str chyba 234
        40) Krzyż "Jeleń" między Horyńcem a Nowinami – 8 str 123
        41) Diabelski Kamień - 2 km od PGR Monasterz – 8 str 291-292
        42) Lubycza Królewska – nazwa – 8 str 172
        43) Trzęsiny - kapliczka św. Antoniego Padewskiego – 7 str 99
        44) Romanówka - dolina na pn. od wsi – 7 str 82
        45) Szczebrzeszyn - zagadkowa nazwa – 6 –zapomniałam spisać strony
        46) Powstanie Kawęczynka – 10 str 99
        47) Kapliczka przy drodze Dominikanówka-Krasnobród – 1 str 67-68
        48) Jacnia – krzyż – 1 - zapomniałam spisać stronę
        49) Dekoracje krzyży – ciekawostka - 1 – str 20
        50) Zwierzyniec - Kościół na wodzie - 11 – str 87 – 89
        51) Patron kościoła - św. Jan Nepomucen - 12 – streszczenie z różnych stron
        52) Patron kościoła - św. Jan Nepomucen – patronuje – poz 12 str 82 – 83 i
        poz 11 str 89
        53) Patron kościoła - św. Jan Nepomucen – atrybuty – 12 str 80 – 82
        54) Zwierzyniec - Kościół na wodzie- herby – 11 str 90
        55) Zwierzyniec - Kościół na wodzie - herby – Jelita – 13 strony
        nienumerowane – w opisie „Brama”
        56) Zwierzyniec - Kościół na wodzie- herby – Rawicz – 11 str 92
        57) Radecznica – objawienie św. Antoniego – 14 str 221 – 223
        58) Piekiełko k.Tomaszowa-wersja literacka – 15 str 282 – 290
        59) O Tanewie i Gołdapie - wersja literacka – 15 – str 84 – 92
        60) Okolice Puszczy Solskiej - 15 – str 93 - 101
    • lashana Dziękuję wszystkim :))))) 28.04.04, 02:19
      Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wysłuchiwali mojego "bajania". Przepadam za
      legendami i bardzo mnie ucieszyło, że mnie zaprosiliście, żeby
      je "poopowiadać". Przy okazji zgromadziłam legendy na przyszły wyjazd na
      Roztocze smile)))))
      Szczególnie dziękuję Stiahowi za cierpliwe szukanie umiejscowienia
      kapliczki smile)). Autentycznie się zmartwiłam, że mogłam się pomylić co do
      miejscowości gdzie ona jest, bo ja mam niestety taką galopującą wyobraźnię i od
      razu zobaczyłam scenę jak ktoś z Was chce przy okazji obejrzeć tę kapliczkę,
      traci czas na szukanie jej a potem klnie mnie w żywy kamień smile))) Tak więc
      upewnienie mnie, że znajduje się ona tam gdzie napisałam, przywróciło mi spokój
      ducha smile))
      Bardzo serdecznie Was pozdrawiam
      Marzena
      • users1 Re: Dziękuję wszystkim :))))) 28.04.04, 06:21
        Jeszcze raz dziękuje za roztoczańskie opowieści.
        Pozdrawiam i Miłego Dnia
        W.2
        • stiah Re:To my dziękujemy!!! 28.04.04, 09:43
          Ale czytanie! Dziękujemy raz jeszcze, będziemy cytować przy ogniskach...
          • benia30 Re: Bardzo dziękujemy!!! 28.04.04, 20:40
            To i ja się dołączam do tych wzajemnych podziękowań (ależ się sympatycznie
            zrobiło!) - wielkie dzięki, Marzenko...
    • misia.m giga 28.04.04, 20:51
      Mamy gigantyczny watekwink
      • benia30 Re: giga 28.04.04, 21:06
        I bardzo wartościowy!
    • lashana Cieszę się bardzo 29.04.04, 12:19
      Cieszę się bardzo, że jak czytam, Wam też ten wątek sprawił radość. Jeśli
      kiedyś znajdę jeszcze jakąś ciekawą legendę o Roztoczu, to Wam
      ją "podrzucę" smile)))
      Serdecznie pozdrawiam
      Marzena
      • users1 Re: Cieszę się bardzo 29.04.04, 12:39
        Marzenko, nie ma rzadnych wątpliwości - wątek i Twoje bajania nie tylko się
        bodobały, ale bardzo sie pobobały. Wszystkie już zostały skopiowane i wklejone
        gdzie trzeba. Na forum badź, pisz nie tylko o legendach, poprosty badź na tym
        wirtualnym Roztoczu.
        Pozdrawiam
        W.2
        • stiah Re: Cieszę się bardzo 01.05.04, 09:39
          No właśnie, zapraszamy! Może rozwikłasz jeszcze jakieś mroczne tajemnice...
          • lashana Re: Cieszę się bardzo 05.05.04, 21:53
            Bardzo Wam dziękuję smile)))) Chętnie będę zaglądać, bo tu u Was jest szalenie
            miłe towarzystwo smile))) Część postów już przeczytałam i zapisuję sobie
            ciekawostki o Roztoczu smile))))
            Serdecznie pozdrawiam
            Marzena
            • benia30 Re: Cieszę się bardzo 05.05.04, 22:59
              Czytaj, zapisuj i przyjeżdżaj...
              I uważaj na siebie - Roztocze, zarówno to forum, jak i urocza kraina wciąga,
              pochłaniając myśli i serce!
              Wiem to z własnego doświadczenia...
              Pozdrawiam majowo, B...
            • czuk1 Re: Cieszę się bardzo 06.05.04, 12:13
              lashana napisała:

              > Bardzo Wam dziękuję smile)))) Chętnie będę zaglądać, bo tu u Was jest szalenie
              > miłe towarzystwo smile))) Część postów już przeczytałam i zapisuję sobie
              > ciekawostki o Roztoczu smile))))
              > Serdecznie pozdrawiam
              > Marzena


              Nie tylko zapisuj ale pisz o swoich odczuciach, wrażeniach, o sobie.......
              Zostałaś sama - przy naszym wielkim zadowoleniu - współgospodarzem
              najbardziej zielonego forum w Polsce. Na Roztoczu jest teraz tyle zieleni -
              jak nigdzie w świecie (chyba). M
    • steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:47
      zastanawialiscie sie czemu wsrod bilgorajanek nie ma brzydkich kobiet?? no to
      zaraz sie dowieciewink))
      PIĘKNA Z BRZYDKIEJ
      "oto jedna pobozna dzuiewczyna, sierota, bez ojca i matki, rozmiłowała się
      strasznie w moldym sitarzu Marku. Chl;opak był gladki, przystojny, roboczy;
      dziewczyna brzydka i uboga.Ile razy Marek przechodzil Kolo okna chatki, tyle
      razy biedna Magdusia wyjrzała przez okienko i poslala za nim swoje smutne
      serce. W zimie wszystkie okna były mrozem zakute, a okienko Magdusi zawsze
      stalo czyste,bo ona je zawsze odchuchala, aby choc raz na dzien Marka obaczyc.
      Chłopak wiedział o tym ale smial się z biednej, i ani wdzięcznym słówkiem, ani
      dobrym spojrzeniem nie pocieszylsieroty. Magdusia schla jak nie podlewana ruta
      w ogrodku i co dzien jej oczy były czerwieńsze, twarz bledsza.
      Przypadl odpust w Puszczy Solskiej na swieta Magdalene. Szli inni, poszla i
      Magdusia, ale poszla poszcząc wprzód trzy dni o chlebie i wodzie. Zaledwie
      weszla do kościoła, oczy jej zwróciły się na sw.Magdalene w wielkim ołtarzu i
      cos jej rzeklo:”idz i wyspowiadaj się i pros szczerze świętej, a Marek będzie
      twój”. Pobiegla do konfesjonalu, wyspowiadala się z całego zycia, i gdy
      rozpoczęła się wotywaprzed swieta Magdalena, zalana lzami rzucila się krzyżem
      przed ołtarzem ilezala jak trup, jak kamien. Ludzie tloczyli się, deptali
      biedna;krew płynęła z rak podeptanych podeptanych podeptanych oczu laly sielzy
      i strumieniem biegly po kamiennej posadzce. Niejeden dziwowal się, co to za
      grzesznica tak ciezkopokutuje, a to tylko biedna sierota czysta jak lilia
      stawie, prosi o jedna laske,o zycie z Markiem albo o śmierć bez niego.
      Skończyło się nabożeństwo, ksieza odeszli, Magdusia podniosla się; o cud
      wielki!!!!smile brzydka jej twarz oblokła się w anielska urode. Lud się jej
      rozstepuje, wszyscy się dziwia chwala;Magdusia nie chce Wierzyc, biegnie do
      krynicy co plyniepod klasztorem,przeglada się, pada na twarz, chce dziękować, a
      nie może dobrac slow, chce plakac, a lzy nie chca plynac, austadrza i oczy
      wznosza się ku niebu;wtem ,słyszy za soba glos „ sieroto Bog cie wysłuchał i
      laska swieta splynie nie tylko na ciebie,na twoje corki i siostry, ale i na
      wszystkie nie twoje którym zekniesz – tys moja siostra albo corka!”
      Obejrzala się Magdusia, ale nikogo za nia nie było i tylko ptaszki w gaju
      dziwnie pieknie śpiewały. Podziękowała Bogu i świętej Magdalenie za tak
      niesłychany cud i zabrala się z powrotem. Biegla jednym tchem nie patrzac
      drogi, przez lasy,pola i łąki, aby jak najszybciej stanac w miescie.Zaledwie
      weszla,lud ja zaraz otoczyl, kto tylko zy,to wylegl na rynek, aby obejrzec cud,
      aby przyrzec się Magdusi sierocie. Marek przyszedlpierwszy na kolanach
      przeprosil dziewczyne za smiechy, jakie z nij stroił; przebaczyla i nie za
      długo ksiądz ich przed ołtarzem połączył.
      Co Magdusia nad krynica usłyszała, spełniło się; corki jej były tak slicznejak
      matka, o sto mil zjeżdżali się je oglądać, a która z niewiast choćby na zart
      nazwala corka lub siostra, to jakby ja na nowo na swiat narodzila, tak jej Bog
      piękności dodawal… THE END
      • steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:49
        ech ja to mam szczescie mieszkac wsrod tych cudownych kobietek "siostr i corek
        Magdusi sierotki" smile)))))))))))))))))))))))))))))))))
      • arwen.a Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:51
        Tylko czy ten Marek paskuda godzien pieknej Magdusi?
        • steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:53
          kto powiedzial ze paskuda??wink))
          • mamix Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:54
            Paskuda w sercu, bo wyśmiewał z początku. Wyrachowany poza tym, bo jak
            wyładniała, to już pierwszy do niej poleciał.
            • steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:56
              a ona nie musiala przebaczac tongue_out ale w koncu milosc jest slepasmile))
              • blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 00:58
                A ja trzymam z Mamix. Marek paskuda i juz!
                • mamix Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:02
                  Ciekawa jestem, czy obok nagrody dla kobietek z Biłgoraja nie było czasem kary
                  dla chłopów, za Markowe wyśmiewanie. Domyślacie się jakiej...?
                  • blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:04
                    mamix napisała:
                    > Ciekawa jestem, czy obok nagrody dla kobietek z Biłgoraja nie było czasem kary
                    > dla chłopów, za Markowe wyśmiewanie. Domyślacie się jakiej...?

                    Takiej, ktorej kocurki boja sie najbardziej (dlatego unikaja weterynarzy). Ales
                    okrutnica, Mamix!
                  • steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:05
                    ja o zadnej karze nie wiem i wiedziec nie chce!!! mlody jestem, przystojny,
                    wysportowany,inteligentny a przede wszystkim skromny wink)))))))
                    wiec gdzie tu kara?wink))))))))))))))
                    • mamix Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:06
                      steven1100 napisał:
                      mlody jestem, przystojny,
                      > wysportowany,inteligentny a przede wszystkim skromny wink)))))))

                      No to znaczy, że kary nie było, skoro tak. Wy to zawsze macie szczęście....
                      • steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:08
                        czasami sie uda, przeciez "nie moze padac caly czas"smile))
                    • blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:10
                      steven1100 napisał:
                      > ja o zadnej karze nie wiem i wiedziec nie chce!!! mlody jestem, przystojny,
                      > wysportowany,inteligentny a przede wszystkim skromny wink)))))))
                      > wiec gdzie tu kara?wink))))))))))))))

                      No, to masz szczescie - to co ja tu robie w tym towarzystwie? stara, brzydka,
                      niewysportowana, tepa, a przede wszystkim zakompleksiona sad((
                      Szukaj mi Stevenie tej Magdusi, a zywo! Jej usluga pilnie potrzebna! sad((
                      • steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:13
                        tylko mi sie prosze tu nie mazac przecie ja zartuje,mlody moze i jestem ale
                        gdzie mi tam do tych pieknych chloptasiow wszybkich autachsmile. na dobranoc,
                        wiersz wam napisalem.
                        • blotniarka.stawowa Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:17
                          steven1100 napisał:
                          > gdzie mi tam do tych pieknych chloptasiow wszybkich autachsmile. na dobranoc,
                          > wiersz wam napisalem.

                          jak chloptas piekny, to moze miec tylko zdezelowany rower, szybkie auto jest
                          zupelnie niewazne - ani mu nie dodaje urody, ani meskosci...
                          • steven1100 Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:19
                            pewnie masz racje Blotniareczko,j to sie nie znam.smile jak juz wspomnialem za
                            mlody jestemwink))
                            • mamix Re: Legendy Roztocza 04.09.04, 01:26
                              Młody i piękny to i na piechotę dobry.
                              Błotniarko droga, nie martw się, my to zawsze będziemy cud dziewczyny,
                              niezależnie od wieku, bo Roztocze nas swym pięknem wzbogaca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka