Gość: zbik23
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.01.09, 20:00
Kolejny dzień budził się nad miastem Artron. Promienie słońca rozświetlały
budynki tego urokliwego miasta, a w okolicach bazaru mozna było
usłyszec już pierwsze strzępy rozmów handlarzy. Po mieście roznosiły się
pianie kogutów, a chłopi wychodzili już przed swoje domy,
przgotowując się do swoich codziennych zajęc.Artron była stolicą państwa ludzi
.Miasto,dzieliło się na cztery części. W pierwszej z nich
znajdowały się budynki gdzie pracowali urzędnicy, którzy zajmowali się
ściąganiem podatków, wyzaczali miejsca powstania nowych
budowli oraz doradzali królowi zarządzac państwem ludzi. W drugiej częsci były
warsztaty płatnerzy, cieśli, kowali oraz grotników .Wykonywali oni
broń dla żołnierzy króla, którzy przygotowywali się do bitwy z ludami
barbarzyńców. Natomiast dwie ostatnie części miasta były największe. Były to domy
rzemieślników oraz bazar, gdzie kupcy handlowali najrozmaitszymi towarami
,sprowadzonymi z dalekich krain, na drugim końcu morza.
Nastało południe. Przez gliniane okno przelewały się strzępy światła, które
uniemożliwiały dalsze spanie Razjaszowi. Razjasz przetarł oczy, usiadł
na drewnianym łóżku, wygiął się jak kot po czym poczłapał do miski z wodą. W
lustrze wody ujzał zaspanego chłopaka w wieku
siedmnastu lat. Zielone oczy razjasza, były w pół otwarte, a na jego twarzy
można było ujrzec pierwsze ślady zarostu. Młodzieniec przetarł twarz.
Szybko się ubrał, porwał z kuchni kawałek suszonego mięsa i wybiegł z domu.
Jego oczy nie były przyzwyczajone do swiatła, dlatego kiedy wyszedł, przez
chwile był oślepiony. Poczuł jak wiatr mieżwi mu włosy, które zasłaniały
pole widzenia Razjasza. Modzieniec zmierzał na bazar, gdzie jego starszy brat
handlował rybami. Chłopak mijał zatłoczone ulice pełne kupców chwalących
się swoimi towarami, kobiet plotkującyh o codziennych sprawach, oraz dzieci,
których było tutaj pełno. Dobrze, że dzisiaj nie musiałem wstawac
o świcie - pomyślał Razjasz. Po wczorajszym treningu z ojcem na dworze króla,
nie byłbym w stanie rano handlowac towarem brata. Razjasz skręcił
w prawo i ujżał stoisko z rybami, jednakże nie zobaczył tam Azhara, lecz swoją
matkę Esmeraldę.Matka od razu go rozpoznała. Jej wyraz twarzy od razu
zmienił się z rozbawionej na zirytowaną. Razjasz przeczuwał, że ten wyraz
twarzy, jest dziwnie powiązany z właśnie z nim. Kiedy chłopak doszedł,
usłyszał zdenerwowany głos matki.
- Gdzie się włóczyłeś?! Przecież dzisiaj miałeś, pomóc bratu w połowie ryb?!
Co się z tobą dzieje. Czym jesteś starszy tym bardziej nieodpowiedzialny.
Razjasz cofnął się. Faktycznie miał pomóc dzisiaj bratu w połowie ryb. Po
wczorajszym treningu był zbyt zmęczony, jakoś wypadło mu to z głowy.
- Chociaż zrób tyle i pomóc Azharowi wyładowac towar z łodzi - usłyszał
zirytowany głos matki.
Razjasz wzruszył ramionami, odwrócił się na pięcie i poszedł w strone portu.
To nie moja wina - pomyślał. Mam nadzieje, że matka nie zabroni mi trenowac
szermierki.
Młodzieniec jak na swoj wiek bardzo dobrze władał mieczem. Miał wszystkie
cechy dobrego szermieża. Jego opór i chęc nauki, szybko zmieniła go z
małego chłopaka, który ledwie machał kawałkiem patyka, na szybkiego i zwinnego
i gotowego do walki, z każdym. który go wyzwał.
Przekroczył drewniany most, fale odbijały się od drewnianym brzegów, a w
powietrzu wyczuł silnie powiewającą bryze.Był to sygnał, że zacznie się sztorm.
Razjaszowi zrobiło się trochę głupio. Mogłem okiełznac zmęczenie, napic się
wywaru mojej babki, który od razu postawił by mnie na nogi i pomóc bratu.
Nagle ktoś do niego zawołał, chłopak odwrócił się w strone dochodzącego
dźwięku. Był to Azhar.
- Razjasz, chodż tutaj, pomóc mi rozładowac łódz - usłyszał
Do brzegu był przycumowana łódz rybacka. Wyglądała dośc niepozornie. Była
mała, ale za to posiadała dwa maszty, dzięki którym mógła rozwijac
dośc duże prędkości jak na taką starą łajbę. Miała długi dziób, a na
zakończeniu przywiązana była kamienna figurka boga Gerr'zzena, który symbolizował
szczęśliwy powrót rybakom oraz miał odstraszac krakena. Cała była pokryta
glonami, a w podłodze można było znaleźc z tuzin dziur, jednakże brat Razjasza
niezwykle o niego dbał, ponieważ przed śmiercią jego dziadek przekazał mu go
jako najstarszemu wnukowi. Azhar od małego kochał morze, powiew morskiej bryzy,
dzwięk fal odbijających się od burt rozpalał w nim ogień, który nigdy nie
zgasł i nie zgaśnie.
Praca polegała na wsadzaniu złowionych ryb z sieci do drewnianych beczek. W
śieci znajdowały sie różne, a zarazem pyszne gatunki ryb. Ręce razjasza po
chwili były mokre od śluzu.
Przeżucał piękne okazy tuńczyków, śledzi, węgorzy oraz ryb, z którymi się
nigdy nie spotkał. Miały ona bardzo duży łeb. Szczęki były wyposażone w
arsenał ostrych jak igiełki zębów.
Oprócz tego miały piękny brunatny kolor, a płetwy grzbietowe i brzuszne
ozdabiały kolorowe kółeczka, które były zakończone, jakby kolcami. Razjasz po
chwili spytał z zaciekawienia.
- Azhar co to są za ryby?
- To są humzaki, trafiłem na ławice i złowiłem doś pokaźne sztuki. Ich kolce i
flaki służą jako intergiencje do wywarów. Sprzedam je miejscowej wiedźmie,
Moren. Pewno o niej słyszałeś?
- Nie. Skoro humzaki to takie cenne ryby, to zapewne nie byłeś sam na morzu.
Azhar oparł się o burte, nachmurzył się po czym odpowiedział.
- Są cenne, nawet bardzo. Konkurenci, niestety byli. Dzisiaj się dowiedziałem
od Valerika, że na noc nie powróciło kilka łodzi, myśle, że to sprawka krakena.
- To jednak ten potwór istnieje?! Byłem pewien że to tylko gadanina starych
bajarzy, którzy mają za dużo wrzodów.
- Nie mów tak Razjaszu. Kraken pustoszył morza ludzi od zarania dziejów, jego
macki sięgają znacznie dalej niż kiedyś. Słyszałem od Valerika, że pięc wiosen
i zim temu, ten
obrzydliwy potwór zatopił pół królewskiej floty.
Razjasz, zastanowił się jaki straszny los musiał spotkac tych nieszczesnikow,
ktorzy nie zdołali uciec krakenowi. Ludzie byli w pułapce. Do wody napewno by
nie skoczyli, gdzie czekały gromady wygłodniałych rekinów. Na powierzchni
statku ogromne, oślizgłe macki zatapiają statek, krótko mówiąc sytuacja bez
wjścia.
Marynarze czekali na pewną śmierc.Skąd się wziął ten potwór, dlaczego pustoszy
statki........
Po chwili zamyślenia brat mu przerwał.
- Dobra Razjaszu koniec tych pogaduszek, czas dokończy prace i zanieśc ryby
na bazar.
Razjasz zajął się przeładunkiem ryb, jednakże intensywnie myślał nad
usłyszanymi informacjami.
Zmierzch nadszedł niespodziewanie. Widok na miasto zrobił się piękny, kiedy
słońce wisiało nad najwyższymi bydynkami. Z chwili na chwile robiło się coraz
bardziej pusto.
Handlarze zabierali swoje towary, i zmierzali do domów, aby odpocząc od
codziennej rutyny. Kobiety siedziały w domach czekając na swoich mężów z
posiłkiem.
Azhar zajął się pakowaniem ryb. Razjasz w końcu miał wolny czas, pożegnał się
z bratem i zaczął iśc do dworu króla gdzie czekał na niego ojciec.
Szedł brukowaną drogą i rozmyślał czego będzie się dzisiaj uczył. Nagle ktoś
zagrodził mu droge. Był to żołnierz. Miał na sobie ubraną zbroje płytową, a do
pasa przypasany stalowy miecz. Ręką przytrzymywał rękojeśc miecza.
- Gdzie to?! Zbrojny zmierzył go wzrokiem - Do dworu króla mają prawo wstęp
tylko szlachta, wynocha.
- Przychodze do mojego ojca. Jest dowódcą królewskiej gwardii króla.
Żołnierz nagle się uśmiechnął i zdjął dłoń z miecza.
- Mówisz o Charle'sie. Niewiedziałem, że trenujesz z moim dowódcą szermierke.
Wybacz niedawno wstąpiłem do wojska króla. Pozwól, że dotrzymam ci towarzystwa.
I tak żołnierz i Razjasz poszli w strone dworu króla. Z daleka móżna było
dostrzec ojca chłopaka, który szkolił swoich żołnierzy.
Słońce zachodziło za horyzont. Promienie oświetlały drzewa oraz domy
rzemieślników. Wiatr lekko wyginał gałązki drzew, a pola zbóż pięknie
szeleściły. Zbliżała się pora żniw.