Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen

01.01.10, 12:15
Zakladam nowy watek, niech z Nowym Rokiem jakas systematyka sie moze
wytworzy? :)
Wszystkiego najlepszego wszystkim zycze!!!

A na dzis polecam:
"Ratatuj" - animowany o 20.10 na TVP1
"Kontakt" na TVN o 21.35 - moj najulubienszy film o kosmosie, z
Jodie Foster
a dla "kulturystow":
o 20.00 - "Papillon"
o 23.40 - "15.10 do Yumy"
Pozdrawiam noworocznie:)
Obserwuj wątek
    • wobo1704 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 12:31
      Rozpocząć od Koncertu Wiedeńskich Filharmoników !
      TVP2.
      • ewa9717 Koncert w trakcie , a o 19.30 na TV Kultura 01.01.10, 12:48
        "Chopiniana" - klasyka baletu Kirowa ;)
      • misiania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 13:14
        dobrze usłyszałam, że stroje projektował Valentino? ciekawe, czy jak wezmę
        kredyt i kupię sobie jakąś jego suknię, to będę równie wiotko i wdzięcznie
        wyglądała, jak te tancerki? :DDDDD
        • misiania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 13:15
          (to w temacie koncertu Filharmoników)
          • ewa9717 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 13:35
            No cóż, ja wiem, że choćby do tego Vala dołączyli jakimś cudem sam
            Dior i Chanel, być może wyglądałabym jak obłok, ale duży i niemający
            nic wspólnego z wiotkością ;)
            • misiania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 13:39
              hyhy, ale czemu ja klaszczę do taktu wraz z publicznością? :)))))
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 14:15
      Film, jak film, ale z główną rolą przestrzelili potężnie.
      Jodie Foster sprawdza się najlepiej, i jedynie, w zupełnie innym
      wizerunku - zdeterminowanej, wyizolowanej kobiety stawiającej
      czoła zagrożeniu (najczęsciej męskiemu, co ciekawe, hehe). W
      innych wcieleniach jest równie mało wiarygodna, co Kurzajewski
      mówiący o czymkolwiek innym niż żel, pomadka i wyglansowane lakierki,
      czyli - w ogóle nie jest wiarygodna.

      "Papi" - must-see.

      "Yuma" już doczekała się nowej wersji, ciekawe, czy dają starą, czy nową /pewnie starą, na nową dziadów nie stać, musi być na pensje dla
      Kurzajewskiego i jego starej/. Zreszta, mnie to i tak nie nawilża, bo nie mam Kultury (kultury też, heh) ;)

      Jak kto nie zaliczy zgonu, to "Bohatera roku" (w KUlturze znów, 1:15) też warto zaliczyć.

      Btw, w Kulturze : Papi, Yuma, Bohater roku, w TVP 1 i 2 - animacja, Turbulencja, Mikołaj i Zakochane święta - jak się, kruca, płaci Szulim i Kurzajewskim oraz stu pogodynkom & całej stercie rupieci wygrzebanych ze szrotu polskiej sceny muzycznej, zeby w Sylwestra miauczeli swoje wyliniałe hity, to się później dziury w programie zapycha marnej jakości kitem.

      Syf, tyfus i mogiła. Nic. Normalnie - dno. Zdaje się, że abonament w tym roku, to ja im zapłacę raz - w styczniu, i zaznaczę, ze to na zakup młotka, którym niech się raczą walnąc w pusty łeb. Pewnie od tego nie zmądrzeją, ale może ich szlag trafi i za którymś razem w końcu zjawi się
      ktoś, kto rozumie, że publiczna telewizja nie jest po to,żeby schlebiać gustom miłośników mikołajów i turbulencji, a żeby je konsekwentnie ignorować i dawać filmy na poziomie - po to ma kasę z abonamentu, żeby
      nie musieć się ścigac komercyjnie. A jak się ściga, to niech się ściga w jednym kanale, a nie w dwóch jednocześnie.

      To na Nowy Rok, bez żadnej nadziei, że któryś z obszczymurków tvp-owskich w ogóle zrozumie choć jedno słowo z tego, co przeczyta, i z jeszcze mniejszą, że w ogóle przeczyta.
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 14:21
        Co do Jodie - mnie tam nie przeszkadzala akurat, zreszta mnie sie
        ona w roznych rolach podoba. Bajdelej - ogladales "Plan doskonaly"
        (Inside Man) - tam byla niezla zimna s..a ;)

        Yuma - oczywiscie stara wersja. Co do reszty Twojej wypowiedzi to
        sie niestety zgadzam, niestety, bo to rzeczywiscie wstyd, ze takie
        chaly puszczaja, moze mysla, ze wszyscy kaca dzis odsypiaja i na nic
        inteligentniejszego poza kreskowkami i bzdurnymi filmikami nie dadza
        umyslowo rady?
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 14:46
        O "Papillonie" trochę tam i tu:

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,87207236,87207236,Sobota_TV_4_Papillon_.html


        forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,96559615,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html
        • konopielka80 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 14:51
          Polceam Teatr TV
          TVP1 poniedzialek 4stycznia o 21.20
          Występują Anna Seniu, Czesław Wołłejko, Jan Kobuszewski, Irena Kwiatkowska i inni
          • barbasia1 Teatr TV - Ożenek 04.01.10, 12:39
            konopielka80 napisała:

            > Polceam Teatr TV
            > TVP1 poniedzialek 4stycznia o 21.20
            > Występują Anna Seniu, Czesław Wołłejko, Jan Kobuszewski, Irena
            Kwiatkowska i inni

            To już dziś. IMHO najwspanialsza inscenizacja "Ożenku" Gogola.
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 15:24
      maniaczytania napisała:

      Maniuczytania o numerze wątku (5. już!) zapommniałaś!

      pozdro. noworoczne! :)
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 15:33
        to celowe :)
        Nowy Rok - Nowy Poczatek :)))
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 21:49
      a jutro i w niedziele na Kulturze o 13.00 - "Cyrulik syberyjski" -
      jesli ktos nie ogladal, to goraco polecam!
    • sid.leniwiec Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 02.01.10, 12:24
      Dzisiaj na TVN o 21.00 "Wierny ogrodnik". Warto obejrzeć przynajmniej z dwóch
      powodów: gra Ralph Fiennes (osobiście bardzo go lubię), TVN daje dobry film - a
      to ewenement.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 02.01.10, 14:05
        Kurna, ostatnio wszędzie Fiennes się panoszy (Quiz Show, Pająk, teraz Ogrodnik...).

        Kulturowcy mają dzisiaj wypas : 23 Wielkie żarcie, a po nim Czas cyganów. A co główna antena TVP na to ? 3 albo 4 powtórka Allena (Match Point, przetłumaczony idiotycznie jako "Wszystko gra") i
        "Pierwsza krew", też po raz 4 albo 5 - ale to dobry film (i dodałbym że - ważny), mający swoją wymowę dot. traktowania weteranów wojennych w Ameryce i ich osobistej traumy, wykorzenienia społecznego; w warstwie sensacyjnej bardzo dobrze zrealizowany, dla którego hańbą są te późniejsze dokrętki, w których Rambo z bohatera częściowo odpowiadającego swojemu literackiemu pierwzorowi - zawiedzionego symbolu żołnierskiej tułaczki w ojczyźnie demokracji, który nikogo nie zabił w czasie całej potyczki z policją, nagle staje się jakimś debilem i pajacem z komiksu, którego się kule i prąd elektryczny nie imają, a on po byciu potraktowanym bardzo wysokim napięciem zrywa się, biega jak gazela, gania i strzela seriami do głupawych wietnamczyków, co sprawia, ze widz siedzący przed tiwi zachodzi w głowę - jak ta banda zółtych kukiełek zdołała skopać tyłki amerykańskim marines, i jakim cudem Rambo nie wygrał samodzielnie wojny wietnamskiej, a potem afgańskiej, kilkanaście lat wcześniej ? Z filmów wynika bowiem, ze wystarczyło go nafaszerować kofeiną i czekoladą, wysłać z dziesięć razy i tamci sami by się poddali.

        W "Pierwszej krwi", to jest normalny gość jeszcze, a końcowa scena, kiedy Stallone wygłasza swój rozpaczliwy monolog (a właściwie cała scena Crenna vs. Stallone) robi wrażenie nawet za którymś razem. W tej scenie naprawdę coś zagrał, był bardzo przekonujący. I tę scenę się pamięta zawsze. Ale cały film jest znaczący, świetnie zrealizowany, sfilmowany i pozbawiony typowych amerykanizmów, z interesującymi dialogami, z "It's a long road" na koniec.

        Powiedziałem, że to "dobry film" ? G.wno prawda, to jest świetny film, bez słabych punktów :)

        Czytałem Morrella i, wg mnie, film jest lepszy od ksiązki - scenariusz został bardzo dobrze napisany, wybrano najwazniejsze rzeczy z powieści, skomponowano je odpowiednio, zbalansowano różne wątki (dramat weterana, konflikt Rambo-szeryf i jego podłoże ambicjonalne, plus wstawki z pułkownikiem, który próbuje jakoś to wszystko okiełznać) nadano filmowi dynamikę i dramaturgię, no i oprawiono rewelacyjną muzyką Jerry'ego Goldsmitha.

        Bardzo udana rola Briana Dennehy'ego trochę przeszła bokiem, bo jednak jak słyszać Rambo, to się to tylko ze Stallonem kojarzy i z niczym innym. A szeryf jest tutaj równie ważny i jego motywacja nadaje akcji tempo i sens.

        Zwłaszcza ten kto nie widział, ten ma szczęscie, że dzisiaj ma szansę ten film zobaczyć.

        • barbasia1 "Wszystko gra" 02.01.10, 16:07
          grek.grek napisał:

          3 albo 4 powtórka Allena (Match Point, przetłumaczony
          > idiotycznie jako "Wszystko gra")

          W publicznej to chyba dopiero druga powtórka.

          >(Match Point, przetłumaczony
          > idiotycznie jako "Wszystko gra")

          Pamiętam, że zwracałeś uwagę na tytuł w ubiegłorocznym wątku -

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,94236843,94236843,Wszystko_gra_W_Allena.html

          - kiedy pierwszy raz omawialiśmy ten film.
          Nie napisałam tego w tamtym wątku (sama nie wiem czemu), ale napiszę
          to tu - mnie się bardzo podoba polski odpowiednik tytułu "Match
          Point”- „Wszystko gra” i gra (!) dwóch znaczeń tego wyrażenia:
          znaczenia frazeologicznego – „wszystko jest w porządku”, odnoszącego
          się w szczególności do sceny finałowej filmu, ale także właściwie do
          całego życia głównego bohatera Chrisa, któremu niemal wszystko
          pięknie się układa i za każdym razem nadzwyczaj szczęśliwie (czasam
          dzięki niezywkłemu zbiegowi okolicznosci) wychodzi z ciężkich
          opresji, kłopotów i trudnych sytuacji (w które sam się wpakował)
          oraz znaczenia dosłownego, wynikającego ze znaczeń poszczególnych
          słów – wszystko (to) gra, wszystko (jest) grą - (aluzja do
          metafory 'życie to gra'). Grę przecież i to podwójną prowadzi cały
          czas Chris.
          Gra także z nami, widzami reżyser filmu, Woody Allen.
          • barbasia1 Re: "Wszystko gra" 02.01.10, 18:12
            PS
            W kontekście zakończenia filmu wyrażenie „wszystko gra” w
            znaczeniu „wszystko jest w jak najlepszym porządku” brzmi dość
            ironicznie...

            :)
            • pepsic Re: "Wszystko gra" 03.01.10, 13:03
              Trudno mi uwierzyć, że to Woody Allen. Postacie plastikowe, nie wzbudzające
              emocji, jedynie zniecierpliwienie. Drętwe dialogi nie mające nic wspólnego z
              realnym życiem raczej z tasiemcem brazylijskim. Co z tego, że główny bohater ma
              ładną buźkę, skoro nic poza tym. W przyciężkawej Scarlett doprawdy trudno
              dopatrzeć się za grosz seksapilu. Bogacze przedstawieni jako wyjątkowi
              nudziarze, ale żeby wszyscy? Policjanci z kolei pokazani jako nieprawdopodobni
              nieudacznicy. Nikomu nie przyszło do głowy zdjąć odciski palców z obrączki? To
              ma być niby porównanie do prozy Dostojewskiego? Rosjanie to co innego. W Ale
              Kino nadawany jest od jakiegoś czasu rosyjski "Kochanek". Tam dopiero
              pokazane są prawdziwe emocje. Nie brakuje scen i wzruszających i komediowych,
              jak w życiu. A jak pokazana jest miłość dwóch mężczyzn do jednej kobiety!
              • grek.grek Re: "Wszystko gra" 04.01.10, 13:25
                Gdzieś mam ten film na starych taśmach, nie skasowany jeszcze od pierwszej emisji w Jedynce, za dobrze nie pamiętam szczegółów, ale...
                Scarlett "przyciężkawa" ? To jedno jedyne pamiętam akurat, ze była
                naprawdę... ho ho i hohoho nawet :)
          • grek.grek Re: "Wszystko gra" 03.01.10, 12:57
            Allen podrzuca metaforę sportową jednak, na samym początku, a i później chyba też, odnosząc się do tenisa. Powiedzmy, ze jego podrzutka i Twoja intepretacja się uzupełniają :)

            Whatever, mnie i tak najbardziej zapadła w pamięć JOhansson, w tej roli wybitnie "seksualistyczna". Sensualistyczna też, bo przeca jedno bez drugiego, to jak Flip bez Flapa.

            Na niedzielę, że se zapozwolę napisać :
            Kultura : 20 - Przełamując fale, po nim LOt na Kukułczym
            TVP 1 : Las Vegas Parano, 23;55
            Polsat : Wściekłe psy, 23 /dobry film zbyt licznymi powtórkami zupełnie zdewaluowany/
            • barbasia1 Re: "Wszystko gra" 03.01.10, 13:30
              grek.grek napisał:

              :)

              > Allen podrzuca metaforę sportową jednak, na samym początkua i
              później chyba też, odnosząc się do tenisa.

              Tak, tak oczywiście.
              Chris w pewnym momencie mówi do swego kumpla z dawnych lat
              (oglądałam trochę wczoraj) - "W życiu wszystko zależy od tego, po
              której stronie spadnie piłka".


              Podobał mi się tekst kolezanki Chloe (żony Chrisa) o jakichś
              znajomkach, którym właśnie urodziło się dziecko, że są bardzo
              bardzo szcześliwi ze sobą, bo "ich nerwozy się splotły" - bardzo
              Allenowska fraza. :)

              [...] JOhansson, w tej roli wybitnie "seksualistyczna".
              Sensualistyczna >też, bo przeca jedno bez drugiego, to jak Flip bez
              Flapa.

              :)
              To prawda!

              > TVP 1 : Las Vegas Parano, 23;55
              Nie widziałam, nie znam, ale zapóźno niestety...

              "Przełamując fale" - ten film publiczna mogłaby powtórzyć kiedyś o
              ludzkiej porze.
            • barbasia1 "Las Vegas Parano" 04.01.10, 12:46
              Oglądałeś, Greku, "Las Vegas Parano"?
              Jak się spisał nasz ulubiony Johnny Deep? :)
              • grek.grek Re: "Las Vegas Parano" 04.01.10, 13:30
                Wybrałem wczoraj "Vinci", jakoś mnie na powtórkę naszło, LVP nagrałem i na razie skubnąłem pierwszy kwadrans - niezła psychodela, walizka koksu, Depp szarżuje z całym repertuarem min i spojrzeń, podaje tekst jakby już wiedział, i ćwiczył na tę okoliczność,że za 5 lat będzie robił Piratów, a Del Toro obnosi się z pięknie wyhodowanym brzuszyskiem :) Doobejrzę resztę i powiem coś więcej.
                • barbasia1 Re: "Las Vegas Parano" 04.01.10, 16:57
                  grek.grek napisał:

                  Widzę, że LVP nieźle się zapowiada! :)

                  Dobrze, że nagrałeś na swoje fantastyczne taśmy. Czekam/my zatem na
                  ciąg dalszy, koniecznie (co nie znaczy, że poganiam ;)

                  >a Del Toro obnosi się z pięknie wyhodowanym brzuszyskiem :)

                  :)
                  Wiesz, jakoś nie mogę sobie wyobrazić Del Toro z brzuszyskiem!
                  • grek.grek Re: "Las Vegas Parano" 05.01.10, 12:02
                    Haha, a jednak to prawda :)

                    Wczoraj kontynuowałem przez 25 minut i... musiałem przerwać, bo mi literalnie szkoda było na raz obżerać się takim deserem :) Rzecz jest przezabawna i pełna wigoru.
                    Opiszę niebawem com widział, w Ojej nr 4, jest tam jeszcze trochę miejsca :)
                    • barbasia1 Re: "Las Vegas Parano" 05.01.10, 12:50
                      grek.grek napisał:

                      :)

                      I znów fajny film o idiotycznej porze! Ech!

                      Zatem see you w Ojej 4, ja mam do opisania kolejne przygody Hanka
                      (bo szczęśliwie obejrzałam odcinek 3.),
                      a za oglądanie "Wojny polsko-ruskiej" zabiorę się jutro a.
                      pojutrze...
                      A ty Greku, obejrzałeś już "Wojnę"? :)
                      • grek.grek Re: "Las Vegas Parano" 05.01.10, 15:28
                        Wojny jeszcze nie napocząłem (ale to kwestia czasu, hehe), a na Twojego Hanka & Twoje wrażenie z Wojny owej - już się cieszę :)
                        • barbasia1 Re: "Las Vegas Parano" 05.01.10, 16:36
                          To nawet dobrze, że jeszcze nie zacząłeś "Wojny", bo już chciałam
                          pisać, żebyś czekał z wrażeniami "Wojennymi" na mnie! :).

                          A zatem jutro, na pierwszy ognień pójdzie Hank!

                          /Cała przyjemność po mojej stronie,
                          ale ogromnie mi miło, że tak piszesz! :}/

                          • grek.grek Re: "Las Vegas Parano" 06.01.10, 12:53
                            Jakbym miał normalnie, po ludzku - na video, to pewnie bym już obejrzał ;) Jakoś mnie monitor (jako ekran filmowy) krępuje, hehe.

                            Give me Your Hank ! :)

                            • barbasia1 Cali 06.01.10, 15:30
                              grek.grek napisał:
                              Sorrrrrrrrrrrry awarię mieliśmy! :)

                              > Give me Your Hank ! :)
                              :)))

                              Bardzo proszę:

                              forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,105274945,Cali_3_3.html

                              > Jakbym miał normalnie, po ludzku - na video, to pewnie bym już
                              obejrzał ;) Jakoś mnie monitor (jako ekran filmowy) krępuje, hehe.

                              :)))
                              NocoTy Greku, ja się nie krepuję na monitorze, to Ty się też nie
                              krępuj! ;)

                              • grek.grek Re: Cali 07.01.10, 11:25
                                Miałem napisać : Give me Your Hank or give me death... or both ;) (parafarazując Ala Bundy'ego /on żądał piwa/) Ale widzę, że jest, to się zaraz wgryzę w temat, hehe. Dzięki za pamięć o czytelnikach :)
                                • grek.grek Re: Cali 07.01.10, 11:33
                                  P.S : Las Vegas Parano - jutro nadziergam, jakkolwiek to coś cięzko jest opisywać ;)
                                  • barbasia1 Re: Cali 07.01.10, 12:10
                                    grek.grek napisał:

                                    Pewnie obrazy, wizje , haluny (jakby powiedział Silny /książkowy,
                                    jeszcze nie filmowy :)/) są w tym filmie najistotniesze,
                                    czy dobrze się domyślam?
                                    W takim razie prosimy o krótki opis, zarys fabuły, by było wiadomo o
                                    co chodzi, a przede wszystkim o Twe wrażenia. :)



            • pepsic Re: "Przełamując fale" 06.01.10, 23:23
              Obejrzałam i podobało mi się (muzyka też!), ale teraz mam problem z oceną, bo z jednej strony to wyższa półka, a z drugiej czuję się na maksa zmanipulowana przez reżysera, który w opowiedzianej historii przewrotnie wykorzystał chorą dziewczynę i jej bezgraniczną miłość do męża, aby pograć widzom na emocjach.
              Ps. Na Kulturze coś ostatnio dołują:)
              • barbasia1 Re: "Przełamując fale" 07.01.10, 12:26
                pepsic napisała:

                To prawda, "Przełamując ..." grał na emocjach widza i to strasznie,
                niektórych to irytowało. Swego czasu byłam na tym filmie w kinie,
                ale było to dawno temu, więc chętnie bym sobie go przypomniała.
        • sid.leniwiec Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 02.01.10, 16:46
          A ja zarówno Ogrodnika, jak i Allena, widziałam kilka lat temu i mam zagwozdkę,
          który z tych filmów sobie odświeżyć, chyba rzucę kostką.
    • maniaczytania dokument na tvp2 dzis 04.01.10, 19:20
      moze byc ciekawy, tylko jak zwykle pooozno : "Miss Gulagu" rosyjsko-
      amerykanski z 2007r.


      Chetnie bym ten "Ozenek" obejrzala, ale niestety dla mnie, jest o
      tej samej porze, co jeden z trojki moich ulubionych seriali
      kryminalnych (Dowody zbrodni) :( Moze nastepnym razem? :)

      A ja w piatek obejrzalam na tvn7 niezla "gangsta-komedie" - "Licza
      sie tylko Frakliny" - jak znajde chwile i nie zapomne, to napisze
      cos :)

      A wczoraj nastawilam sie na uczte kinomana i "Wieczor", ale nie do
      konca byl to film, ktory mi sie spodobal...
      • maniaczytania napisalam, ze pozno i ze dzis, a to wlasciwie juz 04.01.10, 19:23
        jutro bedzie - 1.00 (!)
      • barbasia1 Re: dokument na tvp2 dzis 05.01.10, 12:52
        > A ja w piatek obejrzalam na tvn7 niezla "gangsta-komedie" - "Licza
        > sie tylko Frakliny" - jak znajde chwile i nie zapomne, to napisze
        > cos :)

        Koniecznie! "Gangsta-komedii" chyba jeszcze nie mamy w kolekcji!?
        :)




    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 06.01.10, 12:56
      "Nasza klasa", estoński, 20:00 TVP Kultura, tudej.

      KUrde balans, jak ja zazdraszaczam tym, co ww.program posiadają :)

      /może ktoś, kto obejrzy, pokusi się o jakieś słów parę o to, co
      zobaczył.../
      • barbasia1 "Nasza klasa" TVP Kultura i dokumnet 06.01.10, 15:47
        i ja zazdraszaczam! :)

        i pod prośbą o napisanie słów kilku o tym filmie się podposuję !

        A dziś w środku nocy, a jakże, ciekawy brytyjski
        dokument "Sudyjskie królestwo od środka" (TVP2, 0.20)!
        • pepsic Re: "Nasza klasa" - uwaga spojler 06.01.10, 23:13
          Obejrzałam, bo zdaje się - nie miałam wyjścia;) Grek miałeś nosa, to bardzo
          dobry film - mocny, a dotyczący przemocy szkolnej. Oglądałam ze ściśniętym
          gardłem i coraz większym przerażeniem. Ofiarą klasową jest Joosep, przemoc
          stosuje grupa kolegów z klasy przy milczącej aprobacie reszty, z której wyłamuje
          się jeden z prześladowców Kaspar. Wszystko jest bardzo realistycznie
          przedstawione z małymi wstawkami paradokumentalnymi i zmierza w coraz gorszą
          stronę. Przemoc nasila się, prześladowcy przymuszają chłopaków do seksu
          oralnego (poruszająca scena na plaży), co staje się głównym powodem
          wkroczenia ich do szkoły z bronią palną i dokonania jatki wśród uczniów. Scena
          finałowa przypomina "Słonia". To jeden z niewielu filmów, w którym zatęskniłam
          za hollywoodzkim happy-endem.
          Ps. Nie macie co zazdraszczać, bo dzisiaj chyba wolałabym nie mieć TVP Kultura.
          • grek.grek Re: "Nasza klasa" - uwaga spojler 07.01.10, 11:29
            Dzięki Ci za opis.

            Shit, czekam na ten film w 1 albo 2 - ostatnio zauwazyłem liczne transfery na trasie Kultura -> 1/2, więc pozostaję z nadzieją.
          • barbasia1 Re: "Nasza klasa" - uwaga spojler 07.01.10, 12:21
            pepsic napisała:

            Jak przeczytałam w poście Greka, że to film estoński, zacikawiło
            mnie bardzo, jakie kino robi się w Estonii, nie przypuszczałam (a
            nie sprawdziłam tego wcześniej), że będzie to tak trudny, tak ponury
            film.
            Dzięki wielkie Pepsic za opis. :)

            • pepsic Re: "Nasza klasa" - uwaga spojler 07.01.10, 17:03
              Ja też nie i w dodatku trafili w mój słaby punkt:(

              Ps. Na dzisiaj nic nie widzę oprócz meksykańskich "Fiołkowych perfum" około
              północy na TVP1 - w związku z czym beze mnie. Poza ładnym tytułem nic mi to nie
              mówi:) W Ale Kino o 21.40 "Eksperyment" - rekomendowany i streszczany niegdyś
              przez Greka, o ile dobrze pamiętam ciężki kaliber.
              • maniaczytania Fiolkowe perfumy 07.01.10, 20:03
                tytul moze i ladny, ale z tego, co widzialam w zwiastunie to raczej
                ladny film nie jest. Meksyk - 15latka, bunt mlodzienczy,
                molestowanie seksulane, brr!

                A na dzis jeszcze:
                20.00 tvp Kultura - Fanny i Aleksander
                23.00 polsat - Seksmisja
                21.00 tv4 - Nostradamus - ogladalam kiedys, bardzo mroczny, Tcheky
                Karyo w glownej roli
                • matt_banco Re: Fiolkowe perfumy 08.01.10, 02:21
                  Fiolkowe byly calkiem calkiem (troche to inny Meksyk, niz z
                  programow podrozniczych)... ale jeszcze ciekawsza rzecz byla o ... 2
                  w nocy na Dwojce. Juz mialem isc spac, a tu ...
                  przebudzenie ... "Stolik" w wykonaniu Karbido, ktorego wczesniej nie
                  zauwazylem w programie TV (kto normalny szuka czegokolwiek w
                  programie TV po godzinie 2 w nocy). Pytanie o to dlaczego akurat o
                  tej godzienie (nawet jesli to byla powtorka, czego nie wiem)
                  oczywiscie jest niedorzeczne, bo logika TVP jest nie do ogarniecia.
                  No ale trzeba przyznac ze misje TVP zrealizowala w sposob zaiste
                  awangardowy.
                • grek.grek Re: Fiolkowe perfumy 08.01.10, 14:10
                  Polsat pociął dramatycznie Seksmisję, niemniej - i za 50 lat ten film
                  będzie miał metkę "kultowy". To z jednej strony fatalne, że rzecz najlepsza już się wydarzyła i nie ma co czekać na detronizację, a z drugiej strony - luz, bo przynajmniej nikt nie będzie sobie stawiał zbyt wysokich, nieprzeskakiwalnych, wymagań, z czego zwykle wynikają bardzo niskie upadki.

                  W jednej z przerw reklamowych wrzucili zwiastun "Ciacha", co właśnie wchodzi do kin - tutaj właśnie, przed chwilą, Stuhr poleciał jakimś
                  ryjącym beret tekstem, słyszanym tysięczny raz i po tysiąc pierwszy
                  wywołującym radosne rżenie, a w zwiastunie hit ad. 2010 widownię zachęca fragment, w którym specjalistka od występowania Liszowska rzuca : "zayebiste.../cośtam/", a Małaszyński udaje durnia /czym skutecznie zniechęca już chyba wszystkich poważnych reżyserów, którzy może i kiedyś brali go pod uwagę przy obsadzaniu swoich filmów o rzeczach ciut ambitniejszych niż te, w których gwiazdą nr 1 jest tu i tam kłamliwe pomawiana o posiadanie osobowości ekranowej Żmuda-Jakaśtam i jej włosy/.

                  Daleką drogę przebyła polska komedia :)
                  • pepsic Re: Seksmisja 09.01.10, 12:05
                    Nie pojmuję fenomenu "Seksmisji", jeżeli Machulski to tylko "Vabank" i może jeszcze "Szwadron"- z tym, że ten drugi jakoś nie miał szczęścia.
                    • grek.grek Re: Seksmisja 09.01.10, 13:56
                      Ponadczasowa błyskotliwość i celność tekstów, oraz ich mnogość /na mój gust, nie ma filmu w historii polskiej kinematografii dorównującego Seksmisji w kategorii : ilość tekstów, które zostały zaadaptowane i stały się częscią języka codziennego, mowy potocznej, przedmiotem parafraz etc./, interesująca perspektywa świata zdominowanego przez ideologię i antyludzkie odruchy, mogąca być zawsze aktualną przestrogą przed manipulacjami władzy i pokazem jak wygląda świat panstwa totalitarnego, brawurowe kreacje aktorskie z tą Stuhra na czele, precyzyjny scenariusz, rzadkie połączenie komedii z Orwellem, Kafką, kinem akcji, a nawet z golizną /trzeba dodać - zawodową... bo naturalną, bez syntetyków ;)/.

                      • pepsic Re: Seksmisja 09.01.10, 17:33
                        grek.grek napisał: "nie ma filmu w historii polskiej kinematografii dorównującego Seksmisji w kategorii: ilość tekstów, które zostały zaadaptowane i stały się częscią języka codziennego, mowy potocznej, przedmiotem parafraz"

                        A "Miś"?

                        Ps. Co za pomysł: świat bez facetów?

                        Ps.2. "Eksperyment" niezły i faktycznie wbrew pozorom do udźwignięcia :))
                        • grek.grek Re: Seksmisja 10.01.10, 12:15
                          No "Miś", to jest jakaś konkurencja :)

                      • barbasia1 Re: Seksmisja 10.01.10, 13:17
                        O "Seksmisji", starszy wątek:

                        forum.gazeta.pl/forum/w,14,87142399,,dlaczego_Seksmisja.html?v=2




                    • barbasia1 Re: Seksmisja 10.01.10, 12:54
                      Ponnadczasowy, stale aktulany (i stale budzący emocje :) jest też
                      koncept, na którym oparty jest film "Seksmisja", czyli kwestia
                      rywalizacji płci.

                      :)


    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 09.01.10, 11:40
      TVN, 21 - American Beauty.

      Rekomendacja chyba zbędna :)
    • zona_jarka Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 09.01.10, 13:23
      Co wybrać? Dobrą książkę i wyleczyć uzależnienie od TV.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 09.01.10, 14:07
        "Dobrą ksiązkę" ? Dobre ksiązki, to się skończyły w XIX wieku :)

        Poza tym, dopóki nie będzie na tym forum tekstów a'la "polećcie mi coś w telewizji, bo mnie pot oblewa, mam drgawki, wymiotuję i boli mnie całe ciało, bo od kwadransa niczego nie obejrzałem/am", dopóty każdy tekst o "uzależnieniu od telewizji" budzić moze najwyżej wysoce zrozumiałe zdziwienie :)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 09.01.10, 14:18
          :)))
          O tak, budzi zdumienie tekst o "uzależnieniu od telewizji"!???
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 09.01.10, 15:02
            Tak, ale... rozsądna działka dobrego "koksu" o 21 chyba nikomu z nas nie zaszkodzi ;)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 09.01.10, 15:52
              grek.grek napisał:

              Tak, tak, jeśli to koks o nazwie "American Beauty", to na pewno nie
              zaszkodzi! :)
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 09.01.10, 17:38
        Problemem bardziej na czasie jest uzależnienie od internetu.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 14.01.10, 19:07
          pepsic napisała:

          > Problemem bardziej na czasie jest uzależnienie od internetu.

          Otóz to! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 10.01.10, 12:32
      Wczoraj "Zgromadzenie" w Dwójce - ale badziew.

      Odkryta zostaje podziemna kaplica, z wyrytymi w ścianie wizerunkami
      grupy ludzi oglądających ukrzyżowanie Jezusa.
      Z czasem się okazuje, że te same dzioby widać na rycinach
      z róznych okresów historycznych, przedstawiających jakieś
      tragiczne wydarzenia. Słowem - jest to grupa ludzi, którzy
      kiedyś, z ciekawości, przyszli się pogapić na śmierć Jezusa i
      zostali ukrani koniecznością podróżowania w czasie i asystowania
      przy jakichś mało fajnych wydarzeniach.
      I teraz ta ekipa się zebrała w pewnym miasteczku, gdzie ma dojśc
      do tragedii - molestowany niegdyś wychowanek domu dziecka prowadzonego
      przez księzy chce się zemścić i wysłać w kosmos pół miasteczka
      podkładają bombę w czasie jarmarku, a poza tym - chce zabić małego
      chłopca, który teraz, z rodzina, mieszka w budynku po tym dawnym
      sierocińcu. Chce mu w tym przeszkodzić dziewczyna, grana przez Christinę
      Ricci. Chłopiec ma wizje, ona ma wizje, pod sierociniec przychodzi sobie wyc pies tego gościa, ona dociera do chaty tego facia, znajduje tam
      tropy, które pozwalają jej zrozumieć cały problem. I przeszkadza - ratuje miasteczko od tej bomby, a potem zosatje zastrzelona bronić dziecka, zaś z facetem rozprawia się ojciec chłopca - wylewając wodę na oderwany kabel wysokiego napięcia powoduje spięcie i grilluje facia ?/bohatera, prądem ?! A jednak można :)?
      A na koniec okazuje się,ze Ricci jest z tej grupy podróżujących w czasie i zastrzelona znów żyje.

      MOżna by z tgo zrobić 50 minutowy odcinek "Z archiwum X" zamiast dokręcać sceny nie mające żadnego znaczenia dla akcji i męczyć widza 2 razy dłużej.
      Ricci w roku 2002 zgubiła parę kilogramów, na planie wyglądała świetnie, co kamera, na szczęscie, eksponowała dość namolnie - i to główny atut filmu, o ile nie jedyny.
      Poza tym, dobry casting na aktorów odtwarzających tych gapiów - niektóre
      gęby się przyśnić mogą.

      Btw, "W czym mamy problem ?" - TVP 1, 0:05. Dobra komedia, z brawurową Kathleen Turner. Kto dotrwa - nie będzie żałował :)


      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 10.01.10, 13:04
        grek.grek napisał:

        > Wczoraj "Zgromadzenie" w Dwójce - ale badziew.
        :)))

        > Btw, "W czym mamy problem ?" - TVP 1, 0:05. Dobra komedia, z
        brawurową Kathleen Turner. Kto dotrwa - nie będzie żałował :)

        Będziemy mieć problem z dotrwaniem do tej godziny! :)
        • grek.grek W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 13:07
          Jak pech, to pech.

          NO ale w skrócie może.

          Rozchodzi się o to, ze w przedmieściowej scenerii rodem z Desperatek, żyje sobie gospodyni domowa, co jest połączeniem Bree i Teda Bundy'ego -
          ma nad wyraz rozwinięte poczucie opiekuńczości nad rodziną i wrażliwość
          na przestrzeganie zasad współżycia społecznego. I egzekwuje słuszne, w jej odczuciu, kary na tych, co członkom jej rodziny (poczciwy mąz stomatolog, i sympatyczne dzieciaki szurnięte na punkcie filmów grozy), jej samej, albo wspomnianym zasadom urągają - a kara jest zawsze ta sama : w najwyższym wymiarze.

          Czyli : kiedy nauczyciel w szkole ma jakieś wąty - taranuje go autem;
          chłopak córki okazuje się niewierny - zabija go w męskiej toalecie szpikulcem; sąsiedzi obgadują męża i jedzą nieestetycznie - baba dostaje nożyczkami w brzuch, a facetowi spada na łeb cięzki przedmiot; klientka wypożyczalni filmów, gdzie pracują jej dzieci, notorycznie nie przewija kaset - zostaje jej skrócone życie za pomocą licznych uderzeń wielkim baranim udźcem dobrze wysmazonym; kolega dzieci nie zapina pasów bezpieczeństwa w aucie, a do tego śmie ją podglądać podczas jednego z zabójstw - ściga go przez pół miasta i ostatecznie dopada podczas koncertu muzycznego i zabija za pomocą zrzucenia na plecy sprzętu oświetleniowego, a później podpaleniu za pomocą miotacza płomieni zrobionego z zapalniczki i puszki z lakierem do włosów.

          Kiedy sąsiadka jej podpada - wydzwania do niej modulując głos i nazywa "uschniętą c,pą", doprowadzając na skraj histerii, by później się nawweet z tym ujawnić (zabawna scena, kiedy na spotkaniu przyjaciółek nasza pani domu, wskazując na kwiaty na oknie, mówi do innej babki, w obecności tej, którą nęka telefonami : "czy to CI POusychało ?" i kieruje bezczelne spojrzenie, które upewnia kobietę, że to ona ją dręczy).

          Baba nie segreguje odpadów ? Miła pani domu, która odpady segreguje skrupulatnie, już obmyśla, jak tu ją wyeliminować.

          Poza tym, jest pełna uroku, klasy, dba o dom, kocha rodzinę i dla każdego pełna zrozumienia i dobrych intencji,
          W całym swoim procederze jest totalną amatorką - nie dba o zacieranie śladów, nie nosi nawet rękawiczek, nie sprawdza, czy przypadkiem krew zabitego w toalecie gościa nie została na jej butach, nie wyciera nawet szpikulca :), który zresztą nie należy do niej, kiedy zabija nauczyciela autem nie przejmuje się, ze nikt inny nie ma auta w tym kolorze i że ktoś ją może zobaczyć na szkolnym parkingu (widzi ją pewna małolata), kiedy się czai w męskiej toalecie n gościa, co robi swoje przy pisuarze - nie sprawdza czy w innych kabinach nikogo nie ma (widzi ją pewien facet) itd.
          Policja dość szybko wpada na jej trop, szuka tylko dowodów, a więc ją śledzi nieustannie, choć sprytna mama gubi ich zwykle łatwo, poza tym debile jeżdzą na kogutach :). Rodzina z coraz większym niepokojem zaczyna dojrzewać do tego, ze matka to killer jakich mało - mąz jest zdumiony i przerażony (oczywiście w zabawowym tonie, polega to na głównie na byciu jedną wielką zdziwioną miną a'la Benny Hill), dzieciaki balansują od zdziwienia po zachwyt, zę matka jest jak postać z ich ulubionych filmów ("mamo, ty nie potrzebujesz adwokata, ty potrzebujesz agenta").

          Koniec końców, policja śledzi ją całym tabunem aut - szykują się do aresztowania po mszy (temat kazania : kara smierci i ty ;)/ w której bierze ona udział - fama się rozeszła i cała ludożerka jest w strachu, że niewinna pani domu zaraz zacznie szlachtować - i wystarczy, że kicha ona za głośno, żeby wybuchła ogólna panika, a jej udało się zwiać, w czym jej dzieci z koleżanką syna pomagają. Udaje się jej zabić babę udźccem i tego chłopaka na koncercie i policja wreszcie ją aresztuje.

          Dochodzi do procesu - pani killerowa jest idolką, sensacją, rozdaje autografy, koszulki z nią idą jak woda, pisze się scenariusz do filmu o jej losach, a zagrać ją ma wielka gwiazda hollywodzka, jej dzieci mają już swoich agentów i nawet brata chłopaka, którego zabiła, zamiast zemścić się na jej synu negocjuje, kto zagra jego zmarłego brata.

          Pani killer broni się sama, wybierając taktykę kompromitowania świadków oskarżenia - babę od "uschniętej c,py" prowokuje i wpędza w atak histerii; faceta, co ją widział w toalecie - rozprasza robiąc numer a'la Sharon Stone w Nagim Instynckie, aż spocony grubas z wrażenia odwołuje wszystkie wcześniejsze zeznania; dziewczyna co ją widziała podczas zabijania nauczyciela dostaje ataku śmiechu z powodu naćpania, a baba, co widziała krew na jej butach i na szpikulcu (jej własnym zresztą), którym zabiła chłopaka - pada na fakcie, ze nie segreguje śmieci, co jest dla wszystkich (sądu, ławy przysięgłych i widowni) ostatecznym argumentem pogrązającym ją jako świadka ;)

          Werdykt może być tylko jeden - niewinna. Aplauz widowni, szał mediów, itd.

          A na koniec uniewinniona pani domu maskaruje słuchawką telfoniczną jedną z babek z ławy przysięgłym za... noszenie białego obuwia w okresie, w którym się go nosić już nie powinno, ze wg na zbyt długi okres po-święcie-Pracy ;)

          Kapitalna Kathleen Turner robi cały film.

          A najlepsza scena rozgrywa się na koncercie - na scenia jakaś enta kopia Hole, tłum pod sceną, a w środku mama killer ściga chłopaka, co ją widział, jak zabijała babę baranim udźcem - wreszcie pani domu go dopada, zrzuca na niego sprzęt, ale że gośc jeszcze próbuje uciekać podpala go, facet wpada na scenę jak żywa pochodnia, miota się bezładnie, co publika przyjmuje z maksymalnym zachwytem i megaaplauzem ;) Żeby było jeszcze ciekawiej, wokalistka zespołu bierze łyk z flaszki i chlus na gościa, zeby się lepiej jarał, co powoduje ostateczny amok radości i wiwaty pod sceną :))

          • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/pełna wersja 11.01.10, 13:11
            P.S : jesli ktoś ma za nic ten spojler/jeszcze nie przeczytał i chce obejrzeć sam - tu 1 częśc, reszta na pasku :

            www.yotube.com/watch?v=5ADXc7OOTXQ
          • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 13:12
            Link d,pa, nie działa. Chętni niech więc wpiszą w jutubie "Serial Mom" i na pewno znajdą.
          • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 13:27
            grek.grek napisał:
            >Jak pech, to pech.

            Jaki pech???
            W imieniu członków fanklubu Twych streszczeń (istnieje nieoficjalnie
            od jakiegoś czasu ;) pragnę wyrazić wielkie zadowolenie na widok
            kolejnego opisu, który zaraz zacznę z przyjemnością czytać... :)
            • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 14:33
              Hehe, dzięki :)

              Swoją drogą, nie wiedziałem, ze tutaj działa taki klub masochistów ;))
              • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 15:09

                grek.grek napisał:
                >klub masochistów ;))

                No wiesz! Bo pójdziemy na wojnę!
                i nie będzie to wcale Wojna polsko-ruska ... :)
          • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 14:19
            No to teraz trochę rozumiem, dlaczego tę komedię puścili dopiero o
            0.05. :)

            Urocza Cathleen Turenr bardzo zmieniła się fizycznie od czasu
            nakręcenia "Serial Mom" (1994). Jest teraz bardzo gruba, potężna
            zupełnie niepodobna do siebie, można ją oglądać w najnowszej
            serii "Californication", w roli szefowej Charliego. Świetna kreacja!

            A tu mam "Serial Mom" , część pierwszą:

            www.youtube.com/watch?v=5ADXc7OOTXQ&feature=PlayList&p=1000EB56280B5949&index=0

            • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 14:40
              Miała równo 40-tkę, kiedy kręciła ten film. Ale, jakby to powiedzieć - 56 na liczniku też jakoś tragicznie nie wygląda i kobiety w tym wieku wyglądają lepiej niż wtedy, kiedy miały 18 lat (Susan Sarandon, Helen Mirren, Joan Collins, Jane Fonda itd.), więc zdaje się,ze p.Turner się, po prostu, nieco wyluzowała w pewnych okolicach.

              O, widzisz - dobrze,że udało Ci się znaleźć. Polecam, bardzo dobra zabawa.

              Btw, zacząłem Wojnę polsko-ruską - jestem po 3 częsciach /z 11/. Coraz lepsze wrażenia.

              A jak u Ciebie - zaczęłaś, zakończyłas, jesteś w trakcie, przymierzasz się ? :)
              • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 15:07
                grek.grek napisał:
                >p.Turner się, po prostu, nieco wyluzowała w pewnych okolicach.

                :))))
                No właśnie wyluzowała i to bardzo, na przekór obowiązującym trendom,
                tendencjom, modom, przesądom panującym w Hollywood! I to mnie,
                powiem Ci, bardzo zadziwiło i zastanowiło. ;)

                > 56 na liczniku też jakoś tragicznie nie wygląda i kobiety w tym
                wieku wyglądają lepiej niż wtedy, kiedy miały 18 lat [...]

                O Greku! Tyś prawdziwy dżentelmen nad dżentelmeny! :))

                A ja zaczęłam od przypomnienia sobie książki Masłowskiej, którą
                dawno temu kupiłam i czytałam (pierwsze wydanie; druk jeszcze nie za
                dobrej jakości i szata graficzna raczej skromna, jak to u
                debiutantki nieznanej nikomu). Dziś wieczorem zacznę już oglądać
                film, pewnie też w częściach, tak jak Ty, nie wyszystko naraz.
                • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 15:47
                  O, no to u Ciebie pełna profeska - ksiązka & film; tak właśnie powinno się do tematu podchodzić; ciekawe jak, w Twojej ocenie, Zuławski wybrnął z przełożenia na ekran oryginału, zwłaszcza tak napisanego, takim specyficznym językiem (udało mi się parę fragmentów przeczytać, a podobno były to lepiej przyswajalne ;), czy to w ogóle gdzieś tam do siebie przystaje..?

                  • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 16:59
                    grek.grek napisał:
                    Czy ja wiem, czy profeska, film powinien być dziełem niezależnym od
                    swego pierwowzoru książkowego, zrozumiałym dla widzów bez
                    koniecznosci posiłkowanie się tekstem, na podstawie którego on
                    powstał, z drugiej strony, reczywiście ciekawą sprawą jest
                    porównanie dzieła z jego filmową adaptacją, pierwowzoru książkowego
                    i wizji rezysera.

                    Z tymi problemami z przyswajalnością języka u Masłowskiej to wielka
                    przesada, choć na pewno czytanie wymaga większej uwagi i
                    koncentracji, zwłaszcza na początku, bowiem nieco trudności
                    sprawiać może zwłaszcza specyficzna składnia charakteryzująca się
                    np. licznymi inwersjami, elipsami, zaburzeniami koherencji,
                    zmianami rekcji czasownikowej, czy zmianami wymagań łączliwości
                    gramatyczno- leksykalnej. :) . Jednak po paru
                    stronach można się do tego stylu narracji przyzwyczaić. :)
                    • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 12.01.10, 10:53
                      mała korekta:
                      składni charakteryzującej się naruszeniem zasad łączliwości
                      leksykalno-semantycznej oraz gramatycznej wyrazów.


                      / przepraszamy za usterki, to z pośpiechu/ :)
                    • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 12.01.10, 11:37
                      Aaaaaa, to teraz jasna rzecz, koherencja, elipsa, inwersja ...;))

                      Film jednak, z samej racji bazowania na ksiązkowym oryginale, korzystania zeń, jakoś tam będzie porównywany, bo jednak bogactwo
                      owej składni, o której wspominasz, nadało książce jakiś styl i
                      pytanie : czy film jakoś to złapał, podchwycił, dorobił do tego
                      właściwy obraz, czy poszedł zupełnie inną drogą, posiłkując się wyłącznie szkicem postaci, sytuacji i ogólną wymową.
                      • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 14.01.10, 19:05
                        grek.grek napisał:

                        >Aaaaaa, to teraz jasna rzecz, koherencja, elipsa, inwersja ...;))

                        Hehehe :))) / po raz 58 zaglądam do tego postu usiłując skończyć
                        moją odpowiedź i po raz 58 śmieję się po przeczytaniu tego
                        komentarza./

                        a do tego jeszcze bardzo liczne anakoulty!

                        Nie, nie są to bardzo skomplikowane rzeczy, to tylko terminy tak
                        poważnie wyglądają ...

                        Anakoult – wykolejona (!) konstrukcja składniowa, charakteryzująca
                        się brakiem formalnej harmonii między poszczególnymi częściami
                        zdania. (EJO).
                        np.
                        Myślę, o dziecku, co ona chwaliła się, że ma, myślę, czy być
                        może, kiedy ja akurat nie patrzyłem się, je urodziła i zmarła w
                        porodzie, dyktowana amfetaminą.
                        /s.28/

                        Chociaż to była moja dziewczyna, którą mogę powiedzieć, że dużo
                        zaszło między nami różnych rzeczy.


                        Inwersja polega mówiąc najprościej na zmianie (zwykłego)(!) szyku
                        wyrazów w zdaniu
                        np. Czy zrobiłem coś źle , Magda? [...] Zawsze wyglądałaś na
                        szczęśliwą, gdy cię kochałem, czemu teraz mnie raptem nie chcesz,
                        czy to taki kaprys, czy znudziłem się ci?
                        / s.9/

                        Elipsa, opuszczenie (!) części zdania domyślnej na tle kontekstu:
                        Ona pyta jakiej muzyki słucham. Ja mówię, że każdej po trochu, że
                        ogólnie wszystkich rodzajów. Ona mówi, że też.
                        /s. 29/
                        I jeszcze elipsa z pierwszych zdań powieści:

                        Najpierw ona mi powiedziała, że ma dwie wiadomości, dobrą i złą.
                        Przechylając się przez bar. To którą chcę najpierw. Ja mówię, że
                        dobrą. To ona mi powiedziała, że w mieście jest podobno wojna polsko-
                        ruska pod flagą biało-czerwoną.
                        /s. 3/

                        Zaburzenia koherencji tekstu (koherencja, czyli spójności tekstu,
                        tekst jest koherentny, jeśli stanowi pewną treściową całość, czego
                        warunkiem jest m.in. jedność tematyczna EJO) można zobaczyć w tym
                        fragmencie:
                        Kładę sobie rękę na twarz. Gdyż dobrze się stało, ze jej dziś tu
                        nie ma, jej włosów szmacianych jej głosiku ptasiego, jej śmiechu
                        niby sypiącej się kobiety na klimaksie. Bo by dziś już na pewno nie
                        uszła z życiem na sucho. Patrzę za nią by jakby co ją zabić,
                        zniszczyć. Muzyka światła, neony. Tymczasem nie ma jej nigdzie, więc
                        rozglądawszy się mówię Arlecie: gdzie Magda? Ona mów, gdyż widzi
                        moje wku...enie nieczęste, krańcowe [tu też inwersja -b]: z Lolem na
                        działkę pojechała [tu też inwersja –b].
                        /s. 34/
                        Spójność zostaje rozbita poprzez wtrącenie wypowiedzenia
                        (podkreślonego), które nie pozostaje związku z tematyką całej
                        wypowiedzi, nie zwiera ono żadnej informacji, która była już zawarta
                        w jednym z poprzedzających zdań.

                        /Nie uszła z życiem na sucho - a to też śliczne!
                        Kontaminacja dwóch jednostek frazeologicznych: ktoś uszedł z życiem
                        i coś uszło komuś na sucho. Liczne kontaminacje oraz inne
                        przekształcenia polegające na rozbijaniu(!) stałych, utartych
                        połączeń wyrazowych też są charakterystyczne dla języka "Wojny".


                        Anakoulty, inwersje, elipsy, zaburzenia koherencji (czy jeszcze np.
                        mieszanie mowy zależnej z niezależną) wystepują głównie w mowie
                        potocznej// w języku mówionym. W powieści Masłowskiej stosowane są
                        celowo, świadomie jako środki artystyczne/ stylistyczne, które
                        przede wszytskim mają nadać narracji bohatera/ bohaterów/ cech
                        wypowiedzi ustnej.


                        A nieład, niestaranność potocznej narracji, liczne odstępstwa od
                        normy (nie tylko na poziomie składni) oddają stan umysłu Silnego i
                        innych bohaterów - potężny chaos /pod wpływem narkotyków/

                        To tyle w wielkim skrócie i w uproszczeniu skandalicznym.

                        Kończę, bo mnie wywalą na oślą ławkę, albo przyleci Silny z afektem
                        i z drzewcem pod pachą od flagi biało-czerwonej i zapyta, czy chcę
                        w.pierd.ol, czy nie, gdyż te paranaukowe chińskie kazanie wywołało w
                        nim wku...enie, nieczęste, maksymalne i jednakowoż nie ręczy za swój
                        gniew, jeśli nie zaprzestanę dalej tegoż.

                        /za nieudolną podróbkę pani Doroty Masło(w)skiej z domu Masłowska,
                        przepraszam, ją samą także./

                        :)


                        >bo jednak bogactwo owej składni, o której wspominasz, nadało
                        książce jakiś styl

                        a ściślej - bogactwo składniowych środków stylistycznych (między
                        innymi) nadało książce styl.
                        • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 14.01.10, 19:15
                          Sorry o podkreśleniu przykładów na śmierć zapomniałam!
                        • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 15.01.10, 14:23
                          Wiem więcej. Dzięki. Człek się całe życie uczy. I jako głupiec umiera :)
                          • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 15.01.10, 14:50
                            grek.grek napisał:

                            Cała przyjemność po mojej stronie! :)
                            To w ramach ciekawostki było.


                            Człek się całe życie uczy. I jako głupiec umiera :)

                            Święte słowa!
                            :)



                      • barbasia1 Wojna 14.01.10, 19:12
                        grek.grek napisał:
                        > pytanie : czy film jakoś to złapał, podchwycił, dorobił do tego
                        > właściwy obraz, czy poszedł zupełnie inną drogą, posiłkując się
                        wyłącznie szkicem postaci, sytuacji i ogólną wymową.

                        Dobre pytanie!
              • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 15:29
                A książka podoba mi się jeszcze bardziej, niż za pierwszym razem (i
                co się uśmiałam to moje :).
    • easz Bunt Janion 12.01.10, 19:51

      Wydaje mi się, że jeszcze nikt nie wspominał o tym. Jeśli kogoś by
      zainteresował ten dokument, to powtarzam info z ff - dziś w tvp2,
      23.25.
      • grek.grek Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 13.01.10, 12:07
        Ładna laurka dla Janion z tego wyszła :)
        Scena zaiste ujmująca - babka zasypia na kanapie wtłoczonej w dolinę pomiędzy piętrzące się do sufitu góry książek. Poza tym - dużo teoretyzowania nt. romantyzmu polskiego w literaturze, fragmenty seminariów i monologi Janion o sobie samej i swojej młodości w Wilnie.

        A potem dali naiwne "Przesłuchanie", służące wyłącznie opisaniu patologii 50 lat za pomocą wytartych jak szczurzy ogon chwytów, a nie stworzeniu jakiejś niejednoznacznej fabuły, no chyba, że za niejednoznaczność uznać ten wątek miłosno-samobójczy, tak głupi i mało wiarygodny, że aż wzbudzający uśmiech, podobnie jak scena inscenizowanego rozstrzelania, która miała, jak cały film, kompromitować władzę, a wyłącznie ośmieszyła reżysera i scenarzystę, bo trudno sobie wyobrazić, żeby takie jołopy sprawowały w tym systemie władzę, żeby robili takie triki mało wiarygodne; pokazuje się ten film, chyba tylko po to, zeby udowonić starą prawdę, że wybitna aktorka, wspomagana równie wybitnymi aktorami (Janda, Gajos, Ferency), może jakoś umożliwić obejrzenie słabego filmu, ale lepszym w swej konstrukcji go nie uczyni.
        Janda wspięła się bardzo wysoko, dzięki niej można uwierzyć w przemianę bohaterki z trzpiotki i luzary na samym początku, poprzez płacze, bunty, rozpacze i naturalną asymilację, w zdesperowaną, zniszczoną babinę na końcu, niemniej - w ten zgiełk następujących po sobie super-fatalnych okoliczności, ideologiczne farmazony wypranych mózgów bohaterów Ferencego i Holland, mające oddawać całą skomplikowaność tamtych czasów, po ten nieszczęsny romans z wszelkimi okolicznościami plus owe przesłuchania wykazujące właściwie nie tyle okropnośc władzy, ale jej głupotę, śmieszność i bieudolność - już trudniej. Gdyby nie ta dosłownośc, rzucanie piaskiem po oczach, to może nawet dałoby się na dłużej zachować kafkowski klimat niż tylko na kilka minut.

        Z pkt widzenia krytyki systemu też nietrafione, bo rok 83, to jednak nie 52 i to, co się działo 30 lat wcześniej miało niewiele wspólnego z realiami czasów Bugajskiemu współczesnych. Człowiek sobie w ogóle trudu nie zadał, zeby ważyć racje polityczne - ot, zrobił film demaskujący władzę sprzed 30 lat, a mający być komentarzem do wydarzeń aktualnych. Pomysł poroniony.
        W 52 więzniów podtapiano i wleczono za włosy, w 81 czy 82 internowani grali sobie w pingponga, palili fajeczki i pisali ksiązki w sanatoriach.

        Lepsza wiadomośc, że wreszcie zaczyna się w Polsce doceniać młodych - Paszporty Polityki : Zuławski i Lankosz - za filmy, które wreszcie zrywają z polską bełkotliwą patriotyczno-podróbkopsową-komedioharleqinadą w kinie i, miejmy nadzieję, definitywnie odsuwają rozliczenia z przeszłością
        na rzecz jakichś przewrotncyh i dających większą szanse wyobraźni i nowoczesnej wrażliwości projektów; do tego : m.in LUC (rok temu powinien dostać, a nie za ten miks z przemówieniami Starzyńskiego, ale grunt, że dostał) i KOrzeniak, której nie znam, ale która odstawiała konkretną psychodramę podczas odbierania nagrod, co wskazuje, że chyba się jeszcze nie rozstała z Marilyn Monroe, którą zagrała, podobno, bardzo wiarygodnie.

        • barbasia1 Re: Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 13.01.10, 16:08
          Easz, jak dobrze, że przypomniałaś o tym dokumencie!

          grek.grek napisał:

          > Ładna laurka dla Janion z tego wyszła :)

          O tak ładna laurka, choć niepozbawiona smutnych akcentów, myślę tu
          o obraźliwym, obrzydliwym, ohydnym liście o antysemickiej wymowie,
          który otrzymała Pani Profesor.

          Pani Profesor Janion wypowiadała się nie tylko na temat romantyzmu,
          ale także na temat popkultury, mediów oraz wspólczesnej sztuki,
          teatru, literatury; z młodych twórców, pisarzy doceniła
          jedynie (choć być moze nie było w czasu na dłuższą rozmowę na ten
          temat) Dorotę Masłowską i jej powieści "Wojna polsko-ruska"
          oraz "Paw królowej", mówiąc, że "artystka (sic!) może być
          umieszczona w awangardziej młodej literetury jak twórczyni nowego
          języka".
          Taka opinia z ust Pani Profesor to jest coś!
          :)

          > Lepsza wiadomośc, że wreszcie zaczyna się w Polsce doceniać
          młodych - Paszporty Polityki : Zuławski i Lankosz - za filmy,

          To bardzo dobra wiadomość! /nie zdążyłam wczoraj na Paszporty/
          Za piewszego lauterata Paszportu wkrótce się zabierzemy!

          • easz Re: Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 14.01.10, 00:35

            barbasia1 napisała:

            > Easz, jak dobrze, że przypomniałaś o tym dokumencie!

            :)
            Okazało się, że już to kiedyś oglądałam, tylko ten mój dziurawy
            czerep to zgubił. Przypomniało mi się, kiedy zobaczyłam to
            zaksiążkowane mieszkanie:)
            Refleksja moja prosta taka - coś odchodzi, jakiś/jakieś światy, te
            fajne i dobre też.
        • pepsic Re: Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 13.01.10, 17:27
          grek.grek napisał: "w 81 czy 82 internowani grali sobie w pingponga, palili
          fajeczki i pisali ksiązki w sanatoriach".


          Niech będzie, ale wtedy nie wiedzieli tego, co dziś wiemy. To chyba pierwsza
          negatywna opinia odnośnie "Przesłuchania"!

          Ps. "Rewers" Lankosza mnie rozczarował i mocno zadziwił kandydaturą na Oskara:(
          A rozliczenie z przeszłością - było, było :))
          • grek.grek Re: Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 14.01.10, 12:03
            To możliwe, tylko dlaczego Bugajskiemu się ubrdało, że przez
            30 lat nic sie nie zmieniło i ciągle więzienia wyglądają jak
            w czasach stalinowskich /zgadywał idąc po najprostszej linii
            oporu ?/ :)

            "Rewers" mnie rozczarował' - to chyba pierwsza negatywna opinia
            odnośnie "Rewersu" ;))


          • kres8 Re: Rewers 14.01.10, 13:59
            > Ps. "Rewers" Lankosza mnie rozczarował i mocno zadziwił kandydaturą na Oskara:(
            Kandydat na Oskara to on rzeczywiście nie jest. Natomiast przypadło mi do gustu
            parę absurdalnych scen, sposób na pozbycie się ciała, zaloty Woronowicza
            ("Popiełuszki":)), tańce obok wanny z wkładem. Spodobała mi się też kwestia, gdy
            przy pozbywaniu się futerału z feralną zawartością Janda mówi: ja to wyniosę,
            nikt mnie nie zauważy, a na to A.Buzek: ja pójdę, mnie też nikt nie zauważa -
            jakoś tak. Moim zdaniem to świetna odpowiedź na te wszystkie dyskusje w necie o
            jej kontrowersyjnej urodzie, nawet jeśli mówi to tylko grana przez nią bohaterka.
            Co do Paszportów- żałuję przegranej mojego ulubionego Dukaja, choć Wrońca
            jeszcze nie przyczytałam.
            • pepsic Re: Rewers 18.01.10, 14:31
              "tańce obok wanny z wkładem"
              W tej scenie spodobały mi się zaszyfrowane pochwały działaczy
              politycznych wobec zgniłego zachodu i chyba tylko to wywołało mój
              uśmiech w całym filmie. No bo scena, kiedy Dorociński potraktowany
              arszenikiem miota się i charczy przez 5 minut, aby w końcu wyzionąć
              ducha - śmieszna nie była, mimo że to zły ubek był. To chyba mało
              zważywszy na komedię? Co do Agaty Buzek - lubię jej intrygującą
              urodę i cenię za talent, ale akurat grana przez nią postać niezbyt
              przypadła mi do gustu. Jakoś nie przepadam za ameliowskimi
              dziewczęciami zbawiającymi świat, co to niby do trzech nie potrafią
              zliczyć.
              Ps. Przysłuchiwałam się niedawno dyskusji krytyków filmowych i
              teatralnych w TVP Kultura. Przy okazji innego filmu wspomniano
              mimochodem o "Rewersie" i naraz wszyscy się zachłysnęli dziełem. No
              nie wiem, w kinie nie byli? Nie widzieli reakcji publiczności?
              Odniosłam wrażenie, że po entuzjastycznej laurce wystawionej przez
              P.Felisa z GW już nikt i nigdy (dot. krytyków) nie zdobędzie się na
              szczerość wobec tego filmu.
              • barbasia1 Re: Rewers - brak nominacji 21.01.10, 15:28
                wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,7478024,_Rewers__juz_stracil_szanse_na_Oskara.html?skad=rss



    • maniaczytania Jestem synem ludobojcy 13.01.10, 18:56
      Jak dotrwam do 23.25 na TVP1 - dokumentalny film o synu Hansa Franka.

      Zreszta dzisiaj w ogole "polnoc" dokumentow, na dwojce w cyklu "Czy
      swiat oszalal" o 0.15 - "Afganistan. O co walczymy?", a o 0. 50 -
      "Co teraz, panie prezydencie?" o Barracku Obamie.

      A z lzejszych "Rozmowy kontrolowane" na dwojce o 20.40.
      • grek.grek Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 12:36
        Przed tym dokumentem o Franku dali dokument wspomnieniowny "Idź pod prąd" - liderzy polskiego punk rocka z lat 80-tych /Lipiński, ten z KSU, Grabowski z Dezertera i Brylewski/ wspominają jak rzucali jajami
        z farbą w milicję i ganiali się z wojskiem w trakcie stanu wojennego.
        Żenujące. Panowie punkowie niby są blisko 30 lat starsi, ale nic nie
        zrozumieli z tamtych wydarzeń, z tamtej decyzji, z tamtego czasu.

        Mieli 18 lat, słuchali ojców styropianowych i takie sobie wyrobili
        przekonanie, nie pragnąć go zweryfikowac, dojśc do jakichś konstuktywnych wniosków dzisiaj, powiedzieć - orajt, byłem młody, inaczej to postrzegałem wtedy, dzisiaj więcej pojmuję, może to nie
        jest takie jednoznaczne jak wtedy było... cóz, się człowiek rozwija w końcu.

        Wyglądało to jak wykorzystanie pomarszczonych, zbrzuchaconych, posiwiałych dawnych buntowników do kolejnej taniej antykomunistycznej
        agitki. Komu to jeszcze potrzebne dzisiaj ? Zebrali paru podstrzałych
        kontestatorów, postawili kawę i ciasteczka - panowie, opowiedzcie jak sobie kpiliście z władzy, jak wam było fatalnie i cięzko.
        Pan z KSU mówi w jednym zdaniu "se jaja robiliśmy z tych milicjantów, tacy głupi byli", a w następnym "wiesz, z nimi żartów nie było" - po prostu się upajali swoimi wspominkami, jak Al Bundy swoimi 4 przyłożeniami w jednym meczu.

        I opowiadają o prześladowaniach przez komunistów dzisiaj - DZISIAJ, kiedy KRRITV potrafi przywalić stacji pół miliona kary za to, że im się przywidziało, iż Szczuka obrażała chore dziecko.
        O tym tzreba mówić, a nie o tym, że 30 lat temu ktoś im tekstu nie przepuścił - co ciekawe najpierw się żalili, że im teksty odrzucano, a potem opowiadali, że odrzucano - owszem, ale na szczeblu lokalnym, co w centrali przechodziłu bez trudu.

        Że im nikt płyt nie chciał wydawać. Spoko. Dzisiaj wydają - i co ? I schodzi pewnie 1/4 tego, co wtedy chodziło w trzecim obiegu. Taka komedia. Ale o tym nic nie powiedzieli.

        Grabowski napomoknął, że za komuny tylko Brygada Kryzys wydała płytę, na co Lipiński natychmiast zaczął się usprawiedliwiać, że oni wydali, ale tak połowicznie, nie do końca... Kurna, przecież właśnie istotą punk rocka było działanie niezależne, poza mainstreamem, głównymi wytwórniami, miała to być prowizorka - co kogo w tym momencie powinno obchodzić, czy władza pomaga, czy nie, skoro z samego założenia, programowo, punk rock powinien olewać wydawanie płyt metodą tradycyjną ?

        Tak naprawde, cenzura była dla tych gości wszystkim. Paradoksalnie. Dzięki niej robili za legendy. Jako muzycy undergroundowi, koncertowi, nielegalni. Gdyby startowali w innych warunkach, np. dzisiaj, musieliby się mierzyć z czymś znacznie gorszym - z brakiem zapotrzebowania na siebie na wolnym rynku, co zresztą ma teraz miejsce. A podziemie ? Podziemie ich nie potrzebowałoby, bo bunt się spłaszczył i skomercjalizował, dzięki temu, że nie ma przeciw czemu się tak naprawdę buntowac, zostały same kabotyński pozy, w rodzaju antyglobalistów-antykapitalistów, co mają najnowsze modele komórek, na wiece zjeżdzają się Land Roverami, a arafatki kupują u Armaniego czy innego Dżirdzio Pierdacze.

        I nikt, żaden z nich, nie powiedział : wiesz, to był najlepszy czas mojego życia, co coś było wtedy autentycznego, ja to przeżyłem, byłem w Jarocinie, widziałem, stanowiłem część, ba ! - byłem w środku, czegoś wartościowego. A oni tylko - cenzurowali nam teksty, ograniczali nam ekspresję, raz mi pałą dali przez d,pę. Żaden nie umie przyznać, że jest szczęśliwy z tamtych czasów, bo dzięki temu się zapisał w pamięci tych i owych.

        To fatalny widok - buntownik, co po latach skarży się jak mu było cięzko.

        To gorsze niż ci internowani, co szli do "lochów" za przekonania i w imię "obywatelskich swobód", a dzisiaj chcą za to odszkodowania pieniężnego od współczesnego podatnika.



        • barbasia1 Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 13:32
          No wiesz, w nimbie bohatera człowiek jakoś lepiej się prezentuje i
          we własnych oczach i w oczach innych. :))

          Nieźleś podsumował ten dokument! :)
          • grek.grek Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 14:12
            Z trudem mi to przyszło, bo w latach 90-tych stare płyty KSU, Dezertera, to była moja muzyka.
            "POd prąd" i "Ustrzyki" KSU, to są płyty, którym, pod wg tekstów (przynajmniej ich części), mało co, w polskiej muzyce rockowej, dorównuje. Rzeczy ponadczasowe. Dzisiaj się pojawiają, w nowych aranżacjach, wersje tamtych kawałków, które brzmią żałośnie, nie mają w sobie krzytyny ducha, są przymilne i podlizują się klienteli. G,wno, które ma się sprzedać w nowej rzeczywistości. I muzycy, którzy ze swojej młodości nie pamiętają niczego świeżego i radosnego.



            • barbasia1 "Idź pod prąd" 15.01.10, 13:40
              Znalazłam. Obejrzałam.

              Jakoś smętnie na koniec zabrzmiała wypwoiedź jednego z muzyków,
              który powiedział, że i w dzisiejszych czasach nie słychać w radiu
              ich muzyki, bo stacje nastawione są teraz na komercyjnych wykonawców.

              video.google.com/videoplay?docid=6850249892210820632#
              Tak sobie teraz myślę, że chyba jednak zbyt surowo oceniłeś muzyków
              i ten dokument...

              • grek.grek Re: "Idź pod prąd" 15.01.10, 14:29
                Ano właśnie. I teraz można pisać i śpiewać (prawie) wszystko, co się chce - nie ma cenzury, która buntowników/-aluzjantów czyniła legendami, nie ma obostrzeń, dawny głód tekstów o fatalnej rzeczywistości się skończył, albo został przerzucony na np. hip-hop a'la Peja czy tam kto inny, przyszło tysiąc stylów z Zachodu i Wschodu, można mieć co się chce i punk nagle nikogo nie obchodzi, a panom zostało chyba tylko ogrywanie swojej martyrologii i nieudolne pozowanie na męczenników, którym system zabrał młodość i perspektywy :)
                • barbasia1 Re: "Idź pod prąd" 15.01.10, 16:00
                  Nie dokońca jest tak, że pozują na męczenników, bo przecież, jak
                  sami przyznali, są muzykami, którym udało się przetrwać i komunizm,
                  i początki kapitalizmu, co nie było wcale łatwe, nadal występują,
                  grają tak jak czują, mają swoich fanów starych, nowych, w de mają
                  to, że ich muzyka nie jest puszczana w radiu, robia swoje.
                  Właściwie tylko Grabowski mówił o zmarnowanych latach.
                  :)
                  • grek.grek Re: "Idź pod prąd" 16.01.10, 13:59
                    Więc budują martyrologię :) O tyle komiczną, że przecież realizowali ściśle wytyczne punk rocka - antymainstreamowość, prowizorka, założony prymitywizm etc.

                    Dzisiaj też nie brakuje kapel punkowych, w tzw. podziemiu - a jest inny system polityczny. Wolny rynek, po prostu. czym to sie różni ? Wtedy nie można było wszystkiego otwarcie wyartykułowac, bo była cenzura. Dzisiaj, o ile nie ma autocenzury to można w zasadzie wszystko - o władzy - powiedzieć.
                    Wtedy to znajdowało posłuch, w trzecim obiegu, ale znajdowało.
                    Dzisiaj nie znajduje w ogóle posłuchu, nikt tego nie chce kupować, młodzi muzycy punkowi nie są legendami, ba ! - jeśli są nimi starsi, to dlatego, że tworzyli 25 lat temu, w warunkach, które oni sami dzisiaj wspominają jako coś ograniczającego ich ekspresję, podczas gdy one przecież, tę ich ekspresję pobudzały, inspirowały. gdyby nie ich nazwisko z tamtyhc czasów, wyrobione w sytuacji, kóra dzisiaj napawa ich takim żalem, to dzisiaj nic by nie sprzedali, tak jak ci młodzi, co startują gdzieś po garażach i świetlicach, o ile akurat tam ktoś nie naśladuje stadnie Maseraka i Muchy.
                    Nie trzyma się to kupy :)

                    Wiesz, nie chodzi mi o to by gloryfikowali czasy w jakich żyli, ale o przyznanie, że w tym całym ambrasie, tak naprawdę i paradoksalnie, mieli szczęście, że mogli się realizować, bo dzisiaj zginęliby marnie i nic by po nich nie zostało. Chodzi o ich krytyczną refleksję :)
                    • barbasia1 Re: "Idź pod prąd" 17.01.10, 14:33
                      grek.grek napisał:
                      > Wiesz, nie chodzi mi o to by gloryfikowali czasy w jakich żyli,
                      ale o przyznanie, że [...] mieli szczęście,
                      > Chodzi o ich krytyczną refleksję :)

                      Wiem, rozumem, ale o brak tej wyraźniej krytycznej refleksji, czy w
                      ogóle szerszego spojrzenia na ruch punkowy w Polsce lat 80-tych (tu
                      masz rację,z e brak całosciwoego podsumowania) trzeba by jednak
                      obwiniać nie muzyków, ale twórców dokumentu,
                      którzy skupili się tylko na tym jednym aspekcie problematyki - na
                      stosunku włądz do punkowych kapel, które z załozenia przeciwko tej
                      włądzy się buntowały (celowe ograniczenie ? może tak, może nie, nie
                      wiem).

                      Panowie muzycy opowiadali o tym myślę w sposób wyważony, nawet z
                      sentymentem (hisorie o prowokacjach), nie uderzając specjalnie w
                      martyrologiczne tony (tak ja to odrebrałam) trakując to, co ich
                      spotykało ze strony policji - pałowanie, aresztowania, jako coś
                      oczywistego, naturalnego, wliczonego w koszty. Przecież nie raz, jak
                      opowiadali, sami prowokowali policję z różnym dla nich skutkiem .

                      Nie nazwałabym tych opowieści ironicznym "budowaniem martyrologii".
                      Raczej przedstawianiem faktów; taka była, jeśli mogę tak powiedzieć,
                      specyfika polskiego ruchu puknowego konca lat 70. i początku 80.
                      Zupełnie odmiennymi oświadczeniami mogą się pochwalić koledzy
                      punkowie z Zachodu.

                      Muzycy nie przyznali expressis verbis, że "mieli szczescie", ale też
                      nie powiedzieli i nie dali do zrozumienia, że byli wtedy, w młodosci
                      nieszczęśliwi.

                      I wiesz, jestem wstanie zrozumieć te narzekania Grabowiskiego, że
                      zmarnowali kilka lat przez to, że nie nagrywali płyt, że dawali mało
                      koncertów. Przemawia przez niego dojrzały muzyk, który daawno temu
                      wyrósł z młodzieńczego punkowego buntu, dla którego w pewnym
                      momencie ważniejsza stała się sama muzyka, jako sposób na życie,
                      niż etos i ideologia punkowa i ścisłe trzymanie się wytycznych.


                      Greku, Twoich ulubionych niegdyś? muzyków Ci bronię!?!?!?! :)
                      :)
                      • grek.grek Re: "Idź pod prąd" 18.01.10, 14:46
                        Haha, no... tak wyszło :)

                        Masz wiele racji, ja dodam jeszcze tylko, podsumowując,że : tak po prostu, brakowało mi powiedzenia - kurde, pomijając wszystko, to były fajne lata :) MOże jednak czepiam się zbytnio, bo, jak piszesz, konwencja narzucona przez twórców jakoś im to uniemożliwiła...
        • smutas13 Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 13:47

          To gorsze niż ci internowani, co szli do "lochów" za przekonania
          i w imię "obywatelskich swobód", a dzisiaj chcą za to odszkodowania
          pieniężnego od współczesnego podatnika.


          I niektórzy je dostają.
          • grek.grek Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 14:17
            I kupują za nie wycieczki na Majorkę albo nowe wypasione bryki. Na tyle wyceniają swój "etos i patriotyzm", o którym trąbią później w radio, telewizji albo w wydawnictwach.
        • maniaczytania Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 23:01
          Ogladalam jeden i drugi.

          Jesli chodzi o ten pierwszy - to mnie akurat mimo dorastania w tych
          czasach, polski rock nigdy nie pociagal ani za bardzo sie podobal.
          Starsi juz dzis panowie, niestety pozostali w tamtej epoce i nie
          zauwazyli, ze troche sie zmienilo.


          Co do filmu o synu Franka Niklasie- to byl to wstrzasajacy dokument -
          bez ostrzezenia o drastycznosci pokazano w nim duzo fragmentow
          filmow z czasow wojny oglednie mowiac z roznego rodzaju egzekucji i
          tego, co po egzekucjach. Syn Franka, starszy pan opowiadal o ojcu i
          o ich zyciu w Krakowie. Jako szef Generalnej Guberni Hans Frank z
          rodzina zamieszkal na Wawelu - jego syn opowiada, ze pojac nie moze,
          jak jego ojciec mogl miec czelnosc w tak swietym i waznym dla
          Polakow miejscu mieszkac tak sobie po prostu, bo uznal, ze mu sie
          nalezy. Opowiadal tez, ze czworki jego rodzenstwa, troje caly czas
          nie uwaza/lo, ze ojciec byl kryminalista i zrobil cos zlego, jednym
          z najbardziej dla mnie wstrzasajacych fragmentow byl ten, jak
          opowiadal, ze dzwonil pare lat temu do siostry ( ktora nota bene
          wyjechala z mezem do RPA, bo jej sie idea apartheidu bardzo
          podobala), a ona mowi mu, ze oni z mezem sobie policzyli, ze to
          niemozliwe, zeby w Auschwitz tylu ludzi zginelo w piecach
          krematoryjnych, bo ich korpusy musialyby plonac 6 sekund - a Niklas
          Frank mowi - no i jak ja mam z nia rozmawiac? rzucilem sluchawka.

          Mam nadzieje, ze jeszcze kiedys powtorza ten film, bo naprawde wart
          jest uwaznego ogladania.
          • barbasia1 Re: Jestem synem ludobojcy 15.01.10, 18:12
            W wiki przeczytałam, że Niklas jest autorem ksiażek "Mój ojciec Hans
            Frank" oraz "Moja niemiecka Matka", które "wywołały falę dyskusji w
            Niemczech na temat problemu rozliczenia z nazistowską przeszłością w
            kontekście rodzinnym".
            • maniaczytania Re: Jestem synem ludobojcy 15.01.10, 20:13
              Jest jeszcze taka ksiazka "Dzieci Hitlera" o dzieciach
              kilku "najslawniejszych" hitlerowcow.
              Dokument byl naprawde wstrzasajacy, ale wart obejrzenia.
              • barbasia1 Re: Jestem synem ludobojcy 16.01.10, 15:32
                maniaczytania napisała:

                Wiesz tak się zastanawiałam, co takiego spowodowało, że Niklas Frank
                (jako jedyny z 5 rodzeństwa) przeciwstawił się wtłaczanym od
                dzieciństwa schematom myślowym, które widać w wypowiedziach jego
                siostry i zdobył się na krytykę ojca i zbrodni nazistowskich.
                Czy była o tym mowa w dokumencie?
                :)

                > Jest jeszcze taka ksiazka "Dzieci Hitlera" o dzieciach
                kilku "najslawniejszych" hitlerowcow
                O! Ciekawa rzecz!
                T
                • maniaczytania Re: Jestem synem ludobojcy 17.01.10, 10:24
                  Wiesz co - tez o tym myslalam, bo w dokumencie jakos tak jasno o tym
                  nie bylo. Musze sprobowac zdobyc ksiazke.
                  On powiedzial w filmie cos takiego, ze tylko on i jego jeden brat
                  pogodzili sie z mysla, ze ojciec byl kryminalista i dzieki temu moga
                  spokojnie zyc. Byc moze na to wplynelo to, ze Niklas byl malym
                  dzieckiem w czasie wojny, takim kilkulatkiem.
                  Tu link do opisu filmu, gdzie troszke o nim jets napisane:
                  www.rp.pl/artykul/9131,416270_Luksus_zabijania.html
                  • barbasia1 Re: Jestem synem ludobojcy 17.01.10, 12:37
                    maniaczytania napisała:

                    Dzięki! :)
    • barbasia1 Wojna - brakujący fragment filmu 16.01.10, 14:37
      Silny włącza telewizor przerzuca kanały trafia na Demon TV, a w nim
      leci tokszoł, w którym ona sam występuje ubrany w elegancki
      garnitur, ten sam, który mu ekipa filmowa na bekstejdżu
      przyszykowała. Opowiada historię o tym, jak to sam łaził po
      niebezpiecznym osiedlu, a potem pokazuje bliznę na głowie mówiąc, że
      to „szatan go walnął przez pysk berłem . Pani prowadząca wskaźnikiem
      zakończonym strzałeczką pokazuje tę bliznę, ludzie cieszą się, bija
      brawo. Silny patrzy na widownie i widzi Masłoską podpowiadającą mu
      dalsze jego kwestie, w których o Magdzie mowa i pojawia się scena z
      początku filmu, kiedy z Lewym kłócą się o Magdę, Silny kończy
      słowami -„Magda jest najlepsza, ma złote serce” i w tym momencie
      kumple Lewego uderzają go w twarz, a ten upada , a potem jest
      następny obraz- Silny w raz z Magdą są na jakiejś polanie w lecie ,
      Magda tańczy z rozrzuconymi rękami, biega dokoła, aż upada, bo
      skurczu w łydce dostała. Mówi Silnemu, że jest chyba w ciąży, i
      dlatego zerwała z nim, bo stchórzyła, bo się bała, że będzie zły.
      Silny na to, że trzeba iść do lekarza , żeby to sprawdzić.. A
      potem Silny siedzi przed szpitalem, jest wkruwiony, na szpital i
      na „ortopederastów”, którzy tam „urzędują”.
      Magda wychodzi o kulach, mówi Silnemu, że lekarz kazał, żeby on
      zabrał ją nad morze. Silny marudzi, ze późno, ale idą na dworzec
      wsiadają do pociągu i jadą nad morze. W pociągu wciągają kolejną
      kreskę. Magda mów silnemu, ze chce wyjechać z tego kraju na zachód,
      gdzie są kremy z ogórków, żele pod oczy, solaria.
      Potem Silny budzi się na plaży zakopany w piasku, tylko ręka mu
      wystaje.
      Wstaje lata po plaży , znajduje dwie reklamówki, pozostawione „na
      marnację” co jest dowodem braku „jakiejkolwiek ekonomii w tym kraju”
      i postanawiać zebrać do nich piasek „Gdyż, jeśli on nie trafi w
      nasze ręce, to koniec. Zostanie od do cna rozdrapywany przez
      zdrajców” / to z książki fragment tego tekstu nie ma w filmie/ ,
      zapisuje swe przemyślenia jakimiś hieroglifami na piasku. I pojawia
      się Magda w towarzystwie dwóch facetów, widząc Silnego bazgrzącego
      na pisaku, ze śmiechem mówi, że on jest jej „upośledzonym
      psychofizycznie bratem”, co Silnego strasznie wkurza i wybudza
      ostatecznie z tej patriotyczno –ekonomicznej zadumy... A potem
      wypytuje Magdę o tych facetów.

      Uffffff

      :)
      • barbasia1 Re: Wojna - brakujący fragment filmu 16.01.10, 15:00
        PS
        W pociągu Magda mówi uśmiechając się do tej wizji: "Wyjadę stąd do
        lepszych państw, do ciepłych krajów, tam gdzie są te ciuchy, te
        kosmetyki, te kremy z ogórków, ze wszytskiego. [...] Tam są rózne
        żele pod oczy, sole kąpielowe, solarium, jacuzi za 2800 Euro". :)
        Na co Silny wyjaśnia Magdzie, "jaki jest naprawde stan rzeczy w
        naszym kraju"! Pyta czy słyszała "o powszechnym ucisku rasy
        panującej nad rasą pracujacą, rasy posiadajacej nad rasą
        nieposiadajacą. Wyjaśnia "że to są takie same relacje jak
        niewolnictwo" i że "Zachód śmierdzi, ma zniszczone środowisko, które
        zaśmieca różnymi związkami nienaturalnymi, PPCV, CHVDP."


      • grek.grek Re: Wojna - brakujący fragment filmu 16.01.10, 15:02
        Wielkie Ci dzięki za wyczerpujące i sprawne dopowiedzenie :).

        Oglądając zachodziłem w głowę, gdzie ta "marnacja", którą widziałem/słyszałem w zwiastunach wszelakich. Znalazła się :)
        • barbasia1 Re: Wojna - brakujący fragment filmu 16.01.10, 15:27
          grek.grek napisał:

          Bardzo prosz! :)

          Dodam tylko, że wypowiedź Silnego na temat Zachodu jest w filmie
          skrócona. W książce Silny mówi jeszcze, tak : "Iż panują tam [na
          Zachodzie
          ] żydobójcy, robotnikobójcy, mordercy, kórzy utrzymują
          się i swe nieślubne dzieci z ucisku, z tego, że sprzedają ludziom
          firmowe g.wna w firmowym papierku sprzedawane przez firmę "Mc
          Donald's" :))
          Magda pyta go skąd on to wie, a Silny na to, że "z poradników,
          podręczników różnych do spraw lewicy, do spraw anarchistycznych,
          wolnosciowych"

          :)
        • barbasia1 Re: Wojna - brakujący fragment filmu 16.01.10, 15:38
          Chciałam tylko dodać, że panowie mają pierwszeństwo w
          przypadku "Wojny"! :)
          • grek.grek Re: Wojna - brakujący fragment filmu 17.01.10, 13:54
            Aaaa, chyba wiem o co chodzi...

            Ale się upewnię - zakończyłaś projekcję i mam jakiś wstęp zrobić, tak ? :)
            • barbasia1 Re: Wojna - brakujący fragment filmu 17.01.10, 14:34
              grek.grek napisał:

              Tak! :)
              • grek.grek Re: Wojna - brakujący fragment filmu 17.01.10, 14:46
                Orajt. A więc jutro nadziergam cosik :).

                P.S : Dorzucę w Ojej vol.4, co by do tej
                rzeczonej 500-tki pełzać ;)

                • barbasia1 Re: Wojna - brakujący fragment filmu 17.01.10, 15:08
                  grek.grek napisał:

                  Okej! :)


                  To ja Ci tylko powiem, że jednak wolę książkę ...
                  • grek.grek Re: Wojna - brakujący fragment filmu 17.01.10, 15:17
                    Uuulala, no to ciekawie się Twoja opinia zapowiada :)

                    • barbasia1 Re: Wojna - brakujący fragment filmu 17.01.10, 15:28
                      grek.grek napisał:

                      A ja Twojej opinii jestem strasznie ciekawa! :)


    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 18.01.10, 14:03
      Dobry dokumental wczoraj - "Sie macie, ludzie". O Riedlu śp.
      Chronologicznie uporządkowany zapis jego życiowych zakrętów,
      sklecony z całego mnóstwa relacji, opisów i komentarzy ludzi z nim związanych, zaprzyjaźnionych, skoligaconych - od muzyków, przez kolegów
      od kwasu, matkę, żonę, dzieci, przyjaciół, dotarli nawet eks-perkusisty, co się od iks lat bunkruje gdzieś w Bieszczadach. Przy okazji dużo o Dżemie, losach zespołu, fragmenty występów, wideoklipów,
      wywiadu jakiegoś dotąd niepublikowanego itd/itp.

      Miła i zawsze ustawiona frontem do klienta TVP Info nadała ten zajmujący film o godzinie 0:30. zapewne w celu uniknięcia oskarżeń o promocję narkotyków...(ku,rwa...). Jakoś ten front od dawna jest frontem z dziwnie pionowym uśmiechem.

      A z drugiej strony - nie będzie TVP, to nikt takiego filmu nawet i o 2 w nocy nie pokaże. I to jest cały absurd made in Poland.
      • barbasia1 "Sie macie, ludzie" 18.01.10, 14:50
        Na szczęście ten dokument (widziałam) jest na youtube, tu część
        pierwsza:

        www.youtube.com/watch?v=xobredvPTTA
        Jeszcze trochę, a telewizja nie będzie potrzebna dzięki internetowi -
        tak sobie myślę coraz częściej.


        A dyskusja na temat dokumentu "Idź pod prąd " już zakończona, tak? :)


        Nagrałeś może, Greku, "Dróżnika", co go wczoraj w "Uczcie kinomana"
        w porze dla batmanów pokazali? Pięciogwiazdkowy film, podobno
        entuzjastycznie przyjęty przez krytyków amerykańskich!?
        Jakz wykle ostatnio za późno się zorientowałam, że coś fajnego leci
        w srodku nocy. :)
        See you! :)
        • barbasia1 Re: "Sie macie, ludzie" 18.01.10, 14:56
          barbasia1 napisała:
          > A dyskusja na temat dokumentu "Idź pod prąd " już zakończona,
          tak? :)

          Już widzę! :)
          Qrcze to jakaś telepatia, w tym samym czasie podobna myśl.
        • grek.grek Re: "Sie macie, ludzie" 18.01.10, 15:27
          Niestety, i mnie Dróżnik uleciał...

          O, bardzo polecam zatem rzeczony dokument. Fajnie zrobiony. I ciekawy, oczywista.

          Co do "pod prąd" - kwestia uznania, ja chyba się wyprodukowałem z tego, co miałem do powiedzenia, ale jakby jeszcze coś się pojawiło, to przeczytam na pewno, a jesli będzie trzeba, to i skomentuję, o czym ostrzegam lojalnie mniej wytrwałych ;)
          • barbasia1 Re: "Sie macie, ludzie" 18.01.10, 16:17
            grek.grek napisał:

            Ja też w zasadzie powiedziałam już wszystko, co miałam do
            powiedzenia na temat dokumentu "Ipp".


            >to przeczytam na pewno, a jesli będzie trzeba, to i skomentuję, o
            czym ostrzegam lojalnie mniej wytrwałych ;)

            hehehe :)))

            Dobry komentarz nie jest zły! :)
            • grek.grek Re: "Sie macie, ludzie" 19.01.10, 11:53
              Wczoraj TVP znów się wykazała - dali "Zawrót głowy" Alferda, i znów około północy :) To się nazywa MISJA, jakby kto nie wiedział.

              Dobrze było sobie przypomnieć ten klasyk. Intryga, Kim Novak, finał kapitalny, Kim Novak, ten zapaszek amerykańskiego złotego okresu kina lat 50-tych, Kim NOvak, mistrzowskie budowanie napięcia, a no i jeszcze zapomniałem o Kim Novak, hahe.
              Ech... wtedy to kręcili ci jankesi :)

              Tudej propozyszyn.
              Aviator, Dwójka, 23:25
              Erin Brockovich, POlsat, 20:00

              Powiedzcie mi, bo sam do tego nie dojdę nigdy - za co można w ogóle lubić Julię Roberts ? ;)
              • barbasia1 "Zawrót głowy" 19.01.10, 13:22
                Tego filmu Hitchcocka nie widziałam, za to "Okno na podwórze" aż 3
                razy w tym raz remake z Christopherem Reevem (a u Hitchcocka główną
                rolę grał James Stewart -ten sam aktor, ktory wystąpił w też
                filmie "Zawrót głowy").


                > Powiedzcie mi, bo sam do tego nie dojdę nigdy - za co można w
                ogóle lubić Julię Roberts ? ;)

                Niektórzy (panowie zwłaszcza) lubią Julię Robert za jej wyjątkowe
                nogi - podobno 224 bieżących centymetrów, w sumie.
                Złosliwcy twierdzą, że te nogi są niestety krzywe (nie zauważyłam).

                Ja ją lubie za to,że jest // sprawia wrażenie sympatycznej, ciepłej
                miłej niezmanierowanej osoby. Poza tym ma charyzmę, talent
                drmatyczny i komediowy, osobowość i oryginalną, nieprzeciętną urodę.

                Czy wiesz, Greku, niedawno się o tym dowiedziałam, że aktor, który
                grał rolę Bucka, młodego przestępcy, uciekiniera w
                filmie "Uciekający pociąg" - Eric Roberts to brat Julii!

                A tu ciekowstka ;) - Julia Roberts w wersji XXXXXL na teksańską
                grubaskę

                fotki.sej.pl/pic/b42894.jpg
                Też uroczo! ;)
                • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 19.01.10, 14:11
                  Zatem, jakby co, to polecam - fabuła prosta /jakby co, służę spojlerem/, ale nie prostacka, no i ten wdzięk filmów Hitchcocka
                  i w ogóle 50-tych lat w US... Nie do przecenienia.

                  Nie wiem... mnie Julia Roberts nigdy nie przekonywała i widać tak
                  będzie jeszcze długo, albo i zawsze, bo, zdaje się, zyciowe role, to
                  ona ma za sobą /hehe/.
                  Aczkolwiek, jej bliźniaczka, Sandra Bullock też już miała dać od
                  siebie odpocząc, a tutaj - niespodzianka, dostaje Złotego Globusa.
                  I to, kurna, za rolę dramatyczną...
                  Świat staje na głowie, 2012 i klątwa Majów już blisko ;))
                  • barbasia1 Re: "Zawrót głowy" 19.01.10, 14:57
                    grek.grek napisał:

                    Jak możesz napisac, to chętnie przeczytam spojler ,bo nie wiem, czy
                    w najbliższym czasie doczekamy się potwórki.
                    Przy okazji zapytam - tej Kim Novak tak dużo było w tym filmie, tak
                    zasłaniała sobą ekran, że tylko Kim Novak i Kim Novak? ;))

                    A za jaki film Sandra Bullock dostała statuetkę?

                    O Złotych Globach wiem na razie tylko tyle, że na ceremonii w
                    towarzystwie Colina pojawia się Alicja BC eksponując swój naturalny
                    (made in Poland :) biust.

                    > Świat staje na głowie, 2012 i klątwa Majów już blisko ;))

                    hehehe :)

                    • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 19.01.10, 15:55
                      Dobra.
                      Więc jest prywatny detektyw (niedawno wydalony z policji po akcji,w ktorej nabawił się lęku wysokości). Kolega dawno nie widziany prosi go
                      o to, żeby tropił jego żone, Madeleine, którą... duch nawiedza.

                      No i detektyw tropi. babka na przemian : odwiedza galerię - gdzie wysiaduje przez obrazem, cmentarz - gdzie wysiaduje przed grobem.
                      Obraz przedstawia jej prababkę, do której należy również odwiedzany
                      grób - dawną tancerkę, która po nieudanym małżeństwie i odebraniu jej
                      dziecka przez męża popadła w szaleństwo i strzeliła samobója.
                      I ten duch wlaśnie wciela się podobno w Madeleine.

                      Któregoś razu Madeleine rzuca się pod Golden Gate do wody; detektyw ratuje ją, daje jej gościnę w domu, zakolegowują się, a potem zaczynają
                      romansować. Ona mu się zwierza, ze czasami traci poczucie czasu, nie jest sobą, odwiedza jakieś miejsca, które w jej relacji wyglądają nieco inaczej niż w perspektywie śledzącego ją detetktywa, ale z grubsza chodzi o to samo. Ewidentnie, babka wygląda na lekko oszłomiastą, a do tego zwierza się, że słyszy głosy, które namawiają ją do popełnienia samobójstwa; widuje zawsze, w wizjach, których doświadcza, otwarty grób - swój grób, a także wtysoką wieżę,w jakimś miasteczku. Detektyw jej chce pomóc się z całej paranoi wyplątać - opowieść o wieży nasuwa mu podejrzenie, że chodzi o pewien kościół, który zna. Jedzie z nią tam. Na miejscu Madeleine biegnie na samą góre, na tę wieżę, detektyw dostaje w czasie wspinaczki po schodach, na pewnej wysokości, zawrotów głowy i musi zrezygnować z pościgu - widzi tylko jak w dół, z wrzaskiem, spada kobiece ciało, Madelein. Zszokowany ucieka z miejsca zdarzenia.

                      PO wszystkim przechodzi przez postępowanie sądowe - zeznaje, że Madeleine miała manię prześladowczą, a sam zostaje oczyszczony z jakichkolwiek podejrzeń, ze czegoś zaniedbał, czy niedopatrzył.

                      POpada jednak w depresję, z której wychodzi po roku.
                      Pałęta się ulicą i nagle widzi babkę całkowicie podobną do Madeleine. Tylko szatynkę (Madeleine była blondynką). Próbuje się do niej, Ruth, zbliżyć, co też mu się udaje, mimo początkowej nieufności kobiety. Jakoś tam się zaczynają porozumiewac, spotykać, a detektyw dązy do przerobienia jej na Madeleine - prosi, żeby nosiła określone ciuchy, zmieniła kolor włosów itd. Chce odzyskać straconą miłość.

                      Oczywiście - nowo poznana Ruth jest TĄ Madeleine, a cała sprawa ze skokiem z wieży była ukartowana z tym dżolero, co zlecił ślesztwo (ale o tym za chwilę). Więc chce ona mu wyznać, że to ONA, że żyje, zostawić list z wyjaśnieniem i uciec. Ale zostaje, bo... ona też go kocha.

                      Detektyw orientuje się w sytuacji, kiedy wychodząc na jakiś raut dziewczyna zakłada identyczną biżuterię, którą widział na obrazie tej jej prababki (rzekomej).
                      Zastawia pułapkę - wiezie Ruth-Madeleine do miasteczka i pędzi na tę wieżę kościelną. Najpierw ściemnia, że chodzi o jego własną sprawę - wtedy nie dogonił Madeleine, teraz chcę tę scenę odegrać raz jeszcze, dogonić i odegnać traume. Madeleine-Ruth opiera się i panikuje, ale detektyyw jest bezwzględny. Udaje mu się pokonać lęk, docierają na sam szczyt i tutaj detektyw demaskuje Ruth-Madeleine, i ostatecznie wyjaśnia się intrga - otóż ten jego kolega-co-zlecił-śledzenie zony, to w ogóle nie był jej mąz, tylko kochanek, i chciał się pozbyć żony, więc sprzedał detektywowi bajkę, że ma ona problemy psychiczne, kazał śledzić -w tym celu rolę zony odegrała Madeleine, a to dlatego, że żonę zabił wcześniej, ciało zatargał na tę wieżę i kiedy Madeleine tam dotarła wyrzucił trupa (ubranego identycznie jak Madeleine tego dnia) na dół. Detektyw był potrzebny jako świadek zdarzenia, który dodatkowo potwierdzi, że żona gostka cierpiała na psychozę, a jednocześnie jego lęk wysokości dawał pewność, ze nie odkryje co się naprawdę stało na samej górze. Po wszystkim madeleine i kochanek ukryli się w jakimś schowku, przeczekali cały rwetes i odejchali. Detektyw spanikował, nie sprawdził czy ciało denatki, to madeleine, czy nie i też zwiał.

                      Madeleine prosi detektywa, żeby zostali razem, ze co się stało, to sie nie odstanie itd. Ale on jakoś chęci większej nie ma, po tym co odkrył...

                      I oto nagle, kiedy Madeleine wspomina o zonie, którą zabił jej kochanek, w mroku wyrasta jak z podziemi jakiś ludzki kształt - przerażona Madeleine (zapewne uznała, że to duch jakiś) rzuca się z wieży w dół. A była to tylko zakonnica z pobliskiego klasztoru, do którego należała tenm kościółek i jego wieża...

                      Kara mustafa, jak to mówią ;)

                      Kim Novak nie zasłaniała ekranu ;)) Po prostu epatowała wdziękiem, stylem i urodą :
                      sunsetgun.typepad.com/photos/uncategorized/novak04_1.jpg
                      Bullock dostała za jakiś dramat, w którym gra babkę, co przygarnia bezdomnego murzyńskiego chłopca i ten chłopic wyrasta na gwiazdę
                      sportu... coś w tym guście, to na razie w America chodzi, więc trudno
                      do końca coś powiedzieć. ALe... jakkolwiek i cokolwiek by to nie było... Sandra Bullock za rolę dramatyczną... Posłuchaj - jak to brzmi... jakby Lech Kaczyński dostał nagrodę mistrza mowy polskiej ;)/cholera wie, teraz to ju tylko czekać na Oskara dla sandry - mój świat legnie w gruzach, hahaha)

                      Heheh, a ja Ci powiem też coś ciekawego o Alicji Curuś.
                      Czytam sobie, wczoraj chyba, jakąś relację z tych Globów wręczania, a tam stoi jak wół "Na dywanie dla gwiazd przechadzały się Nicole Kidman, Penelope Cruz, ALICJA CURUŚ, Meryl Streep" :))
                      • barbasia1 Re: "Zawrót głowy" 19.01.10, 22:55
                        grek.grek napisał:

                        Bardzo mi się podoba "Zawrót głowy", ale żeby tak się rzucać na
                        widok ducha!?? ;)

                        "Kara mustafa" :))))))))

                        Piękne to zdjęcie Kim Novak!


                        >"Na dywanie dla gwiazd przechadzały się Nicole Kidman, Penelope
                        >Cruz, ALICJA CURUŚ, Meryl Streep" :))

                        hehehe :)
                        No proszę jeszcze nie zaczęła kariery filmowej w Hollywoodzie, a
                        już została zaliczona do pierwszej ligi aktorek amerykańskich/
                        hollywoodzkich. Ani chybi, na autora/kę atrykułu (prawdziwego znaFce
                        kina i życia towarzyskiego w Hollywood :) zadziałać musiała magia
                        nazwiska Colina Farella. :)



                        >Posłuchaj - jak to brzmi... jakby Lech Kaczyńsk
                        > i dostał nagrodę mistrza mowy polskiej ;)

                        hehehehe :))))))

                        /cholera wie, teraz to ju tylko czekać
                        > na Oskara dla sandry - mój świat legnie w gruzach, hahaha)
                        :)))


                        A może Sandra odbyła kursy doszkalające w szkole Lee Strasberga (jak
                        niektóre nasze gwiazdeczki) i teraz są efekty!? :)
                        • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 20.01.10, 13:53
                          Wiesz jak jest, może Curusiówna była akurat w trakcie zbierania
                          autografów od paru znanych aktorek i dziennikarz wziął to za
                          "przechadzanie się /z nimi/" ?.. :)

                          Nie wiem, co z tą Sandrą, skąd i jakim cudem... ;) MOże... dojrzała
                          po prostu - nie wypominając, choć to ani ujma ani nic, ale pani B. ma 46 lat. Pora na coś poważniejszego, pieniądze już zarobiła :)
                        • ewa9717 Re: "Zawrót głowy" 20.01.10, 14:14

                          >
                          >
                          >
                          > >Posłuchaj - jak to brzmi... jakby Lech Kaczyńsk
                          > > i dostał nagrodę mistrza mowy polskiej ;)
                          >
                          Są na Ziemi rzeczy...
                          Skoro Największo Miszczynio tejże mowy mogła zostać monotonnie
                          szeleszcząco-szumiąca Schymala...

              • barbasia1 "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 19.01.10, 13:37
                Do dzisiejszych propozycji dodam (dla tych szcześliwców, kótrzy
                mają "Ale kino") film animowany Persepolis , który powstał na
                podstawie opowiadającego o Iranie czasów Chomeiniego komiksu Marjane
                Satrapi.

                "Koniec lat 70. XX wieku, Teheran w przededniu rewolucji irańskiej.
                Mała Marjane (głos Chiara Mastroianni) chciałaby w przyszłości
                zbawiać świat jako prorok lub w ostateczności zostać drugim Brucem
                Lee. Pochodząca z politycznie zaangażowanej, inteligenckiej rodziny
                dojrzewa w atmosferze wielkich przemian. Upadek reżimu szacha nie
                powoduje jednak wbrew oczekiwaniom upragnionych zmian. Wręcz
                przeciwnie. Przejęcie władzy przez islamskich fundamentalistów
                przynosi zaostrzenie reguł obyczajowych, a wszędobylscy Strażnicy
                Rewolucji dążą do zawładnięcia sumieniami obywateli. Marjane wchodzi
                w okres młodzieńczego buntu w obowiązkowym czadorze na głowie.
                Odkrywa niedozwolone nagrania Iron Maiden i Abby, na każdym kroku
                igrając z zakazami. Kiedy irackie bomby spadają na dzielnicę, w
                której mieszka, dziewczyna ma okazję ujrzeć na własne oczy zło jakie
                niesie ze sobą widmo wojny. Jej rodzice, nie widząc szans na zmianę
                sytuacji w kraju, postanawiają wysłać Marjane do Austrii. Tam, z
                dala od domu poznaje smak wolności, która poza ojczyzną nie daje jej
                jednak pełnego szczęścia. Reżyserką i scenarzystką filmu jest jego
                główna bohaterka Marjane Satrapi. Mieszkająca od lat na emigracji w
                Paryżu artystka wszystkie wydarzenia przedstawione filmie przeżyła
                osobiście. Autobiograficzne perypetie dorastającej w czasach
                rewolucji islamskiej w Iranie Satrapi po raz pierwszy ukazały się w
                formie czteroczęściowego komiksu. Autorka zdecydowała się w ten
                sposób pełnić rolę "ambasadorki" Iranu, niezadowolona z wizerunku,
                jaki jej ojczyzna ma za granicą. "Już jako dojrzała dziewczyna,
                oglądając w telewizji wiadomości z Iranu, powtarzałam przyjaciołom,
                że to nieprawda, że wcale tak nie jest. Opowiadałam im o moim
                własnym irańskim świecie. Wolnym od fundamentalizmu i nienawiści.
                Wreszcie ktoś z nich powiedział, żebym o tym napisała". Choć fabuła
                kinowej wersji opowieści różni się od jej obrazkowego pierwowzoru,
                komiksowy rodowód filmu wyreżyserowanego przez Satrapi z pomocą
                Vincenta Paronnauda widać gołym okiem."

                www.telemagazyn.pl/program/3506488900.html

                jeszcze o filmie:

                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4847074.html
                o komiksie:

                wyborcza.pl/1,75517,3347308.html
                • maniaczytania Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 19.01.10, 19:57
                  Ja nie moge tego przebolec od piatku, jak wyczytalam w programie, ze
                  bedzie - nie mam Ale Kino :(((

                  A bardzo chcialam to zobaczyc po przeczytaniu komiksow.
                  tutaj link do mojej recenzji
                  pierwszej czesci, a
                  tutaj do recenzji drugiej czesci.
                  • barbasia1 Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 20.01.10, 15:07
                    maniaczytania napisała:

                    Dzięki za recenzje komiksów! :)

                    Przy okazji zajrzałam głębiej do Twego sympatycznego blogu i
                    wypatrzyłam recencję filmu "Dom zły", którego jeszcze nie oglądałam
                    (pamiętem, że kiedyś pytałaś, ale jakoś, nie zdążyłam Ci wtedy
                    odpowiedzieć).

                    Pozwolisz, że polecę Twoją recenzję na zachętę dla tych, którzy
                    jeszcze filmu nie widzieli -

                    mojeprzemiany.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?498468
                    • maniaczytania Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 20.01.10, 19:36
                      To ja dziekuje za mile slowa ( czerwienie sie :) ), a skoro juz sie
                      odwazylam i podalam linki, to oczywiscie bardzo prosze, jesli chodzi
                      o recenzje "Domu zlego" - w ogole to marsz do kina!

                      A moj blog to taki misz-masz, glownie o ksiazkach, ale o filmach tez
                      sie czasem cos trafi.
                • pepsic Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 19.01.10, 19:58
                  Widziałam zajawki i chociaż animacja specjalnie mnie nie pociąga, to po takiej dawce rekomendacji na pewno rzucę okiem, chociaż na początek, bo kto wie, czy po raz trzeci nie wybiorę wdzięcznej produkcji nie tylko dla pań "Erin Brockovich".
                  Julia Roberts - chyba kamera ją lubi, bo filmy z jej udziałem przyjemnie się ogląda i do końca, a na nią samą miło popatrzeć. Niech zgadnę: za mało seksapilu? Jeśli chodzi o Sandrę Bullock - mam podobnie jak Grek, nie raz zastanawiałam się, czego tej w końcu niebrzydkiej dziewczynie brakuje? Chyba żadnego filmu z jej udziałem nie obejrzałam do końca, ale kto wie, czy dramat nie jest jej pisany zważywszy na smutne oczy?
                  Ps. Dzięki za "Zawrót głowy". Oglądałam jakiś czas temu i brakowało mi wprowadzenia
                  :))
                  • grek.grek "Persepolis"/"Aviator" 20.01.10, 13:05
                    Sandra Bullock się utrwaliła jakoś, jako taka miła i poczciwa "zwykła dziewczyna", co czasami się wpakuje w kabałę, albo jest jakąś Miss Agent; i miała jakąś manierę zalatującego kiczem wdzięczenia się do kamery - nawet w, niby powaznym tematycznie, "Czasie zabijania" nie umiała od tego uciec. Dobra na komedyjkę bez ambicji, ale za słaba na rolę bardziej hard. Tym ciekawsze, co ona tam nawywijała w nowym filmie, bo umiejętne wyzwolenie się z pewnego stereoptypu zawsze jest, mniej lub bardziej, spektakularnym wyczynem aktorskim. Ja już nawet sądziłem, ze po niej jest, a nadziei na zmianę upatrywałem w zmianie wizereunku zewnętrznego (ma blond upierzenie w tym "Blind Side", ale innych zmian nie widać) - całkowitej transformacji.

                    W "Zawrocie" Madeleine, w "cywilu", nosiła imię Judy, a nie Ruth - takie sprostowanie.

                    Dziabnąłem wczoraj "Aviatora", biograficzny, o Howardzie Hughesie, milionerze, co nakręcił najdroższy podwóczas film w historii, wizjonerze oddanym pasji klecenia latadeł, facecie, co obleciał świat w 3 dni, pobił rekord prędkości lotu, biznesmenie i partnerze m.in K.Hepburn i A.Gardner.

                    Kurde bele, rozmach jak należy, kapitalnie oddane realia i estetyka epoki, łachy, budynki, wnętrza, charakteryzacja aktorów, świetne sceny zbiorowe, zarówno bale, rauty, jak i sceny ilustrujące kręcenie "Hell's Angels" itd. Pod tym względem - klękajcie narody.

                    Gorzej z samym Hughesem, który nie wywołuje żadnych większych emocji. Jest rzutki, optymistyczny, zdolny do ryzykowania całym swoim majątkiem dla realizacji monumentalnych pomysłów, ale za grzyba nie idzie się z nim zidentyfikowac, jako z człekiem - ogląda się go, ale zachowuje jakąś taką obojętność wobec niego, jego losów; w ogóle brak głębszej charakterystyki postaci, poza tym, że oprócz tego, ze był tzw. człowiekiem sukcesu, to się kłócił ze swoimi kobietami i cierpiał na mizofobię (lęk przed zarazkami, prowadzący do obsesyjnego dbania o czystość i higienę własną, także poprzez niedotykanie niczego,czego
                    ktoś wcześniej już dotykał), która, w połączeniu z załamaniem po wypadku samolotowym, wpędziły go w dół emocjonalny.

                    Di Caprio nie pomógł zupełnie w tym, żeby Hughes był kimś więcej niż papierowym, chronologicznie uporządkowanym, życiorysem - żeby był postacią wychodzącą poza daty i fakty. Di Caprio był po prostu bezpłciowy. Kilka min na krzyż, dwa uśmiechy firmowe, zero subtleności (każdą emocję musiał zaznaczyć grubym akcentem) - z tego roli wybitnej się nie robi. Ładna buzia i fajny przedziałek, to za mało.

                    Cały ten film wyglądał zresztą na hagiograficzną rejestrację kolejnych etapów życia pana H. - bohaterski, szlachetny wyzyjoner, który ryzykuje i zawsze wygrywa, podejmuje trudne decyzje biznesowe, na przekór racjonalny przesłankom, w 3 sekundy i wychodzi na swoje, szarmancki, czarujący itd. Nawet jak ma wypadek, i lekarz wyliczając dżylion cięzkich urazów i kontuzji, mówi jego przyjaciołom, że facet jest out na zawsze, to na łózu szpitalnym obandażowany jak mumia Hughes podejmuje kolejne decyzje finansowe, a dwie sceny później już chodzi i nawet się przewraca i nic mu nie jest, a twarz "z 60 głębokimi ranami ciętymi" nie nosi nawet jednej blizenki.
                    Rzucają mu oczywiście kłody pod nogi - konkurencja, cenzura (chcą zakazać w jego filmie scen, w których wystepuje biust aktorki - hughes prezentacji zdjęć biustów z kilku inych filmów, które zostały zaakcetpowane przez komisję, udowadnia, że robią mu na złość i traktują niesprawiedliwie), rząd (pchający kinol do jego intersesów w brażny lotniczej), rodzina wybranki (obiad u Hepburn, gdzie ściera się z jej rodziną, a właściwie znosi /do czasu/ przytyki i lekceważący ton ze strony, głównie, jej matki i brata, bogatych socjalistów, patrzących na bohatera mediów. self-made-mana, z wyższością i niechęcią), nawet aura (kręcąc "Hell's Angels" Hughes przenosił się z całą armadą sprzętu, kilkudziesięciu samolotów, tysiącami statystów ze stanu do stanu, o setki kilometrów, żeby... móc nakręcić scenę w której występują chmury na niebie - przybywając w kolejne rejony, gdzie, wg zapewnień meteorologa, chmury być powinny, zastawał ich brak). Ale on pokonuje je, zawsze z głową podniesioną i w chmurach, a jednocześnie mocno stąpając po ziemi.

                    Kłótnie z kolejnymi kochankami - płytkie, w gruncie rzeczy trudno uwierzyć w jakieś emocje i chemię między HUghesem, a Hepburn (nieco wspierająca aktorsko film Kate Blanchett) czy Gardner (śliczna Kate Beckinsale).

                    OKres załamania, kiedy siedzi zamknięty w pokoju, sika do butelek po mleku, a potem je ładnie ustawia rzędem, ogląda "Hell's Angels" i dostaje ataków paranoi przy scenach bitew powietrznych - niby lepsze, ale po 2 godzinach epatowania nieskazitelnością Hughesa jego odjazdy nie są zajmujące i nie wywołują ani współczucia, ani żadnej reakcji w ogóle.

                    Najlepsza scena : dynamiczna sekwencja wypadku lotniczego Hughesa, kiedy nawala samolot, pikuje na dzielnicę domków jednorodzinnych, bohater próbuje zapanować na sterami, samolot kosi kolejne domy, ludzie w środku słyszą hałas, dziób i skrzydła pakują im się przez okna, buhają płomienie, potem Hughes próbuje się wydostać z kabiny, ale nie może, z trzaskiem łamie nogę, atakuje go ogień, pali się na nim ubranie, aż wreszcie jakoś daje radę zwiać i uwalić się nieopodal.

                    I dialog. K.Hepburn odwiedza Hughesa w jego biurze, gdzie w zamknięciu oddaje się załamaniu. Rozmawiają przez drzwi.
                    On : nie moge cię wpuścić, jestem nieogolony.
                    Ona : ja też.

                    Wizual - 6/6, psychical/emocjonal 2/6, i to z dobrego serca. Spielberg umie robić obrazy i ładnie je komponować na ekranie - to mu przyznać trzeba. Reszta niestety, tym razem, wyszła słabiej. Bohater jednoznaczny jest rzadko kiedy ciekawy.
                    • grek.grek Re: "Persepolis"/"Aviator" 20.01.10, 14:10
                      Alem pie,prznął... reżyserował Aviatora Scorsese, a nie Spielberg - diżas, właśnie pomyliłem (z niewiedzy częściowo i niedopatrzenia - nie tłumacz się !) Michaela Jordana z Michaelem Jacksonem :))

                      To zmienia ocenę na jeszcze mniej przyjemną, bo Scoresese jednak kiedyś umiał wgryźć się w postać, a tutaj jakoś zupełnie tego nie widać, wg mnie, albo widać słabo. Szkoda. Dodając do Aviatora średnioudaną Infiltrację, 2 lata później nakręconą, trochę to daje do głowy - i to, paradosksalnie, mimo 9 Oskarów, które te dwa filmy zgarnęły. Brak im jednak - moim zdaniem - tej krwistości i wyrazistości, jaka była metką najlepszych filmów Scoresese.
                      • barbasia1 Re: "Persepolis"/"Aviator" 20.01.10, 14:34
                        grek.grek napisał:

                        Widzę, że już dokonałeś autokorekty.
                        /Zaczęłam pisać mój post na temat reżysera Aviatora (już chciałam
                        pisać Avatara), tam niżej, kiedy nie było tego tu./

                        :)
                    • barbasia1 "Aviator" 20.01.10, 14:20
                      Widziałam kiedyś "Avitora" - w pamięci utrwaliły mi się sceny
                      początkowe, kiedy to matka obsesyjnie kąpie małego Howarda
                      wyjaśniając mu, jak groźne są dla niego mogą zarazki, co w duzym
                      stopniu tłumaczy późniejsze lęki i obsesję na punkcie higieny
                      osobistej.

                      Jak dla mnie nazbyt przegadany film, choć przyjemnie się oglądało,
                      ze względu na to o czym pisałeś - efektownie z przepychem oddane
                      realia epoki / do czego mam słabość :)/.


                      Greku, jedna mała poprawka z rozpędu popełnionego przejęzyczenia -
                      nie Spielberg, ale Scorsese był reżyserem Aviatora.

                      > I dialog. K.Hepburn odwiedza Hughesa w jego biurze,
                      hehehe, fajny! :)
                      • grek.grek Re: "Aviator" 20.01.10, 14:30
                        Dzieki za "MAŁĄ poprawkę" - umówmy się, to był (wiel)BŁĄD zawstydzający :)

                        Jakoś nigdy Aviator nie zapadł mi w pamięć jako pozycja filmowa, nie czytałem o nim, nie śledziłem losów, listę płac oglądałem 5/10 i gdzies mi coś na "S" przy reżyserii śmignęło... Hehe, tłumaczę się jak dzieciar, co rozdarł gacie na zadku kradnąc sąsiadowi jabłka z sadu ;))
                        • barbasia1 Re: "Aviator" 20.01.10, 14:45
                          To na pocieszenie powiem Ci, że ja chyba też będę musiała się
                          przyznać do pewnego błędu, muszę tylko coś jeszcze sprawdzić... :/

                          Ale
                          jak mówi madrość ludowa, ten tylko nie popełnia błędów, kto nic na
                          forum nie pisze! ;)

                          Grunt, że wszystko sprostowane, wyjaśnione! :)

                  • barbasia1 Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 20.01.10, 14:47
                    Papsic, jak Ci się podbał film "Persepolis", napisz słów,
                    oczywiście, jeśli dałaś radę obejrzeć????
                    • pepsic Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 20.01.10, 21:50
                      Przyznaję, że raczej mało entuzjastycznie podeszłam do filmu, a tu miłe
                      zaskoczenie. Znakomite i mądre kino z dużą dawką humoru i smutku na tle
                      tragicznych wydarzeń w Iranie. Scen komicznych nie brakuje i nie sposób
                      wszystkie wymienić: wyobrażenie b.chłopaka po rozstaniu (trafne
                      psychologicznie, szczegółów oszczędzę
                      ); pytanie zawiedzionego ojca po
                      przymusowej akcji wylewania alkoholu: nic nie zostało? Kupowanie zakazanych i
                      niedostępnych towarów na bazarze (czyż nie swojskie?) w tym kaset nie
                      byle kogo, bo Iron Maiden, czy też migawka z koncertu punkowego w wiedeńskim
                      klubie. Dobrze się oglądało i szkoda, że scena pod Orly okazuje się finałowa, za
                      to jak wymowna w prostocie.
                      Dziękuję przedmówczyniom za zachętę i podesłanie linków :))

                      A tu namiastka i piosenka, której nie udało mi się podczas filmu rozszyfrować:
                      www.youtube.com/watch?v=rlIAmCfHzbg&NR=1&feature=fvwp
                      Wprawdzie Marjane fałszuje, ale to i tak nic w porównaniu do tego, co wyprawiała
                      Liszowska na 60-tym jubileuszu WFDiF. Najważniejsze, że śpiewa od serca:)

                      Ps. Jak to jest, że kobiety na wszystkich szerokościach geograficznych nowe
                      życie zaczynają od depilacji nóg??
                      • pepsic Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 21.01.10, 10:58
                        Zabrzmiało zbyt lekko, więc dodam, że nie brakowało momentów
                        drastycznych: rozstrzeliwania, tortury, upokarzanie ludności
                        cywilnej zwłaszcza kobiet. Bardzo smutny fragment został pokazany
                        oszczędną kreską z dopowiedzeniem zza kadru - o dziewczynie, którą
                        przed powieszeniem poślubił stażnik, a potem zgwałcił, gdyż prawo
                        zabraniało wieszania dziewic.
                      • barbasia1 Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 21.01.10, 15:50
                        pepsic napisała:

                        Dzięki Ci Pepsic za relację z filmu, no i multimedia, rzeczywiście
                        Marjane strasznie fałszuje, czy to sama autorka komiksu i reżyserka
                        podkłada głos w filmie za Marjanie, no i tak "pięknie" śpiewa? :)


                        > Ps. Jak to jest, że kobiety na wszystkich szerokościach
                        geograficznych nowe życie zaczynają od depilacji nóg??
                        :)))

                        Widzę (w teledysku Marjane), że na całym ćwiecie nie ma lepszej
                        metody na pozbycie się włosów z nóg niż plastry do depilacji! :)


                        / przepraszam za w literówkę w nicku tam wyżej/
                        • maniaczytania Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 21.01.10, 23:34
                          Pepsic - szczerze zazdroszcze obejrzenia tego filmu!

                          I wszystkich jeszcze raz zachecam do przeczytania komiksow.
                        • pepsic Re: "Persepolis" Ale kino! dziś 20.00 22.01.10, 20:00
                          Głos pod Marjane podkłada Chiara Mastroianni (i śpiew), natomiast pod matkę - Catherine Deneuve, czyli wszystko zostaje w rodzinie.
                          Ps. Bridget Jones też wiedziała (o plasterkach) :))
              • barbasia1 Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 21.01.10, 14:18
                Julia znana jest przede wszystkim z lżejszego repertuaru,
                rozrywkowego przeznaczonego dla masowego odbiorcy, ale trzymającego
                b. dobry poziom, to trzeba przyznać (zresztą miała też szczęście do
                dobrych reżyserów np. Alan J. Pakula w„Raporcie Pelikana” ). Grała
                głownie w bardzo sympatycznych babskich (! :) filmach obyczajowych,
                komediach romantycznych, filmach familijnych, ale także w całkiem
                niezłych filmach sensacyjnych, thrillerach np. w kasowym Ocean
                Elleven.
                Rolą w filmie Erin Brockovich, za którą otrzymała Oskara (IMHO rola
                bardzo dobra, a film, jak to u Amerykanów, wciągający, choć niestety
                przewidywalny i bardzo schematyczny / oparty podobno na faktach/-
                kolejna typowa amerykańska opowieść o biednym, samotnym (ale za to
                pięknym) kopciuszku, który dzięki swej determinacji, uporowi osiąga
                sukces i zmienia nie tylko swe życie, ale także życie innych ludzi,
                pokrzywdzonych przez wielki koncern, któremu wymierza
                sprawiedliwość – IMHO film do jednorazowego obejrzenia, chyba, że
                ktoś jest fanem JR ) udowodniła, że stać ją na wiele.
                Wydaje mi się więc, że życiowe role, za które będzie można ją
                polubić, czy jeszcze bardziej polubić Julia ma dopiero przed sobą!
                Taką mam nadzieję, bo potemcjał Julia ma o czym wspomniałam już
                wcześniej. :)

                • grek.grek Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 22.01.10, 12:28
                  Jakoś mi Julia "nie wchodzi" :)... no nie wiem... po prostu...

                  Dzisiaj 2 rocznica zgonu Ledgera - i się POlsat strasznie tym przejął, tak bardzo, że śp. aktorem zarzucił cały wieczór :
                  22:00 Zjadacz grzechów, 0:15 Candy. Ktoś zna ? :)

                  Jedynka - 23:15 Amityville, remake najnowszy - ciekawa sprawa, ale oryginał był na tyle dobry, że mój nos mówi mi, że to się udać nie może ;) - ktoś widział i może to zweryfikować zaocznie ? :). A po nim (0:50)... "Pająk" - pewnie z 4 albo 5 raz, ja przestałem już liczyć; kolejny film, którego rangę uda im się obniżyć wyświetlając go z częstotliwością Janosika i Alternatyw.

                  TVN - Superman (nowy) - bohaterowie komiksowi są trak idiotycznie ubrani i tak pełni patosu, a akcja tak przewidywalna, ze w 99 na 100 przypadków/ach rady nie daję tego oglądać - jedyne, co może być tutaj interesujące, to Kevin Spacey w roli Lexa Lutora. Ale czy dla tej jednej rólki, w ciemno się w to pakować ?.. hmmm :), może ktoś poratuje w kłopocie, kto widział już... ; i po nim - "Obserwator" z Reevesem, który kiedyś miałem nieszczęście oglądać i pamiętam, że to dośc rutynowa sensacyjnko-kryminałka, bez specjalnego pomysłu i aspiracji, nawet we własnym gatunku. Nawet uroda Marisy Tomei nie ratuje tego filmu.
                  • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 22.01.10, 14:04
                    grek.grek napisał:

                    > Jakoś mi Julia "nie wchodzi" :)... no nie wiem... po prostu...
                    :))
                    Zdarza się!
                    /Ja na pewno nie będę namawiać do polubienia i uwielbiania Julii ;}/

                    "Zjadacz grzechów" - luknęłam w mój program TV, w którym o filmie
                    piszą tak: "Religijny horror z H.Ledgerem w roli młodego duchownego,
                    który przechodząc kryzys wiary, musi zmierzyć się z mistyczną
                    tajemnicą" - Intrygująco! Niestety kolejne i ostanie zdanie
                    całkowice zniechęca do oglądania: "Bez sensu, logiki i napięcia".

                    "Pająk" po raz kolejny, szkoda, że nie pomyśleli o tym, żeby choć
                    raz nadać go wcześniej, dla tych, którzy nie mogli oglądać go w
                    porze dla batmanów.


                    Batman, Spiderman, Superman jakoś mnie nie pociągają ... :)


                    • grek.grek Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 22.01.10, 14:32
                      No to ładnie - filmów cała kupa, a telewidz... mniejsza z tym :)

                      Zostaje Amityville-remake. W sumie ciekaw jestem, bo oryginał ma już 30 lat, stara taśma, wyblakłe kolory, stare chwyty filmowe itd - świetne stare chwyty, żeby nie było, psychothriller w najlepszym wydaniu, ale zawsze coś tam pcha do tego, zeby się przekonać, jak to wygląda w nowych dekoracjach.

                      Hehe, no nie dziwię się, cięzko być pociągniętym przez facetów w takich strojach, a ten Batman z figlarnymi uszkami skutecznie zamienia sensację w farsę... ;)
                      • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 22.01.10, 15:13
                        O "Amityville" piszą - "film nawet niezły".

                        > Hehe, no nie dziwię się, cięzko być pociągniętym przez facetów w
                        takich strojach, a ten Batman z figlarnymi uszkami skutecznie
                        zamienia sensację w farsę... ;)

                        Wiesz, nie wiem, kto jest komiczniejszy, czy Batman z uszkami , czy
                        Superman w czerwonych majtasach. :)
                        • grek.grek Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 22.01.10, 15:36
                          Noooo, to u mnie Amityville wysuwa się na pierwsze miejsce wśród propozycji na dziś.

                          Haha :) Wszyscy oni się z choinki urwali :)
                          • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 22.01.10, 16:07
                            grek.grek napisał:

                            Ten drugi film z Ledgerem na Polsacie "Candy"(dramat australijski)
                            będzie prawdopodobnie dobry, nie wiem czy juz znalazłeś jakieś info.
                            na temat tego filmu? Film z gatunku trudnych o uzależnieniu od
                            narkotyków, ale i o "sile uczuć"!? W moim dodatku pozytywny
                            komentarz i 4 gwiazdki, takze za świetną kreację Ledgera.


                            > Haha :) Wszyscy oni się z choinki urwali :)
                            :)))
                            • grek.grek Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 23.01.10, 13:45
                              Jakoś zignorowałem Wieczór z Ledgerem :)

                              Skupiłem się na Amityville i powiem, że może oryginałowi nie dorównał, że nie mam pojęcia czy dorównał licznym dokrętkom, bo ich nie oglądałem, ale - chyba wypadło całkiem przyzwoicie, raz nawet lekko podskoczyłem w fotelu, hehe.

                              Rambo III - dzisiaj. Nie polecam, bo ten film niestety jest najlepszym dowodem jak można do reszty zbrukać świetny oryginał kolejnymi sequelami, które już nic do rzeczy nie wnoszą, a jedynie mają nakręcać kasę. Lipa. Ewentualnie można się pozastanawiać, który film jest gorszy - Rambo II czy Rambo III, a kwestia to nader interesująca, bo oba się koszmarnie durne.
                              Polsat też poszedł w kontynuacyje, bo Candymana 3. Pierwsza część jest w swoim gatunku rolls roycem, druga - ujdzie, trzecia - ??? Aczkolwiek, znając rzeczywistość trzeba czekać, aż ktoś to weźmie i nakręci całkiem od nowa - z nowym Candymanem, z jakąś fajną nową blondynką i w XXI wiecznych dekoracjach. I nie będzie,w tytule tej produkcji, numerka IV ;)

                              Oglądałaś/liście "Prestiż", co go na dziś tak namolnie TVN reklamuje (21:05) ? Iluzjoniści, rywalizacja, Bale, Jackman, Scarlett, Caine, Rebecca "mnie osobiście nieznana, ale o ciekawej urodzie" Hall, za kamerą Nolan (stety, albo niestety) - pełen przepych. Co z tego wyszło ? Zobaczymy, a może ktoś już widział ?.. W każdym razie, jak mi się wydaje, każda premiera mile widziana.

                              "Wyspa doktora Moreau" - o, dawno nie było na TVN. Z tego, co pamiętam, z Balkowej zrobili jakąś zębatą kreaturę, czy coś w tym guście. Nie dla mnie takie widoki. Brando karykaturalny i chyba wziął tę rolę wyłącznie dla kasy. Hybrydy doktorskie dobrze ucharakteryzowane, to trzeba przyznać. Sama akcja nie zaskoczyła mnie jakoś szczególnie - wiadomo, że w końcu do buntu musiało dojść, tym bardziej brak zaskoczenia, bo to przeca kolejny remake oryginału ;). Lepiej chyba poczekać na kolejną powtórkę Planety Małp Schaffnera, gdzie jest i filozofia i aktorstwo i pomyślunek.

                              To tyle, co się udało mi wyszperać. Ktoś coś dorzuci/skomentuje ? :)

                              • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 23.01.10, 15:28
                                A ja zignorowałam Amityville i widzę, ze bardzo słusznie zobiłam, bo
                                skoro TY obeznany z horrorami i typowymi dla tego gatunku chwytami,
                                p o d k o c z y ł e ś w fotelu (lekko, bo lekko, ale jednak! :)),
                                to musiała to być naprawdę mocna rzecz!?!

                                Ja trochę patrzyłam na faceta w czerwonych majtasach, który po raz
                                kolejny uratował świat przed spiskiem Lexa Luthora. Niestety więcej
                                emocji oferował jednak mecz piłki ręcznej Polska-Słowenia. To cud,
                                ze udało mi się zremisować, po tym jak w końcówce przegywali!

                                "Prestiżu" nie widziałam, więc dla mnie to też będzie premiera! :)

                                • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 23.01.10, 15:31
                                  To cud, że P o l a k o m udało się zremisować, po tym jak w
                                  końcówce przegywali! :)
                                  >
                  • barbasia1 "Pędzący królik" OT polityczny 22.01.10, 14:24
                    Greku, we wczorajszych chyba Wiadomościach o "Pędzącym króliku"-
                    warszawskiej knajpie, coś mówili (spóźniłam się i niewiele
                    usłyszłam). W dzisiejszym cytacie o"Pędzącym króliku" mowa - "Czy
                    był pan w Pędzącym Króliku? Kempa do Chlebowskiego przed hazardową
                    komisją śledczą".

                    Dziś kłotnia w komisji i znów "Pędzący królik" -
                    "Opozycyjni członkowie komisji atakowali Mirosława Sekułę, m.in. za
                    to, że sam przyniósł komisji wniosek o przełożenie przesłuchania
                    napisany przez Mirosława Drzewieckiego - Gdzie pan to dostał w
                    Pędzącym Króliku? - pytała się zdenerwowana Beata Kempa z PiS."

                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7484220,Kempa__Panie_przewodniczacy__dosc_juz_tego__Sekula.html

                    Na dodatek w Twojej wczorajszej odpowiedzi dla Pepsic (dot. filmu
                    AB) też pojawiły się "pędzące króliki" :)), chyba nie przypdakiem?

                    O co dokładnie chodzi z tym "Pędzącym królikiem"? Czuję, że to
                    wyrażenie wejdzie, jeśli nie na stałe, to na dłuższy czas do języka
                    polityki.
                    • grek.grek Re: "Pędzący królik" OT polityczny 22.01.10, 14:36
                      Haha, urok Pędzącego Królika jest nieodpaty, prawda ? ;))

                      W tej knajpie, podobno, wg Kamińskiego, nastąpił przeciek w aferze hazardowej - asystent Drzewieckiego, który się dowiedział od szefa, a szef od Tuska, wykablował córce Rycha, że CBA jest na tropie i żeby się mocno pilnowali :)

                      Rację masz - ten Królik będzie hitem sezonu, może nawet zostanie Królikiem Roku ;)
                      • barbasia1 Re: "Pędzący królik" OT polityczny 22.01.10, 15:03
                        grek.grek napisał:

                        :)))
                        Dzięki Ci Greku za wyjaśnienie! :)

                        O tak! "Pędzący Królik" jest uroczy, i z cała pewnoscią będzie hitem
                        sezonu/ roku!

                        Tak sobie pomyślałam, że "Pędzący Królik" to znacznie przyjmniejsze
                        miejsce do tajnych spotkań, niż dajmy na to cmentarz! :)
                        • grek.grek Re: "Pędzący królik" OT polityczny 22.01.10, 15:21
                          Co racja, to racja... Ale, z drugiej strony - łatwo sobie naPędzić kłopotów w tym Króliku ;)
                          • barbasia1 Re: "Pędzący królik" OT polityczny 22.01.10, 15:46
                            grek.grek napisał:

                            No tak!!! W "Pędzącym Króliku" ściany mają uszy (królicze?:)!
                            Jednak lepszy cmentarz. ;)
                            Chyba nie nadawałabym się na tajną konspiratorkę! ;)


                            / Greku przepraszm za opóźnienia z komentarzem do Wojny, będzie
                            jeśli nie dziś, później to na pewno jutro! /
                            • barbasia1 Re: "Pędzący królik" OT polityczny 22.01.10, 17:12
                              PS
                              W "Pędzącym Króliku" ściany mają uszy i z całą pewnością nie są to
                              uszy królicze. :)
                            • grek.grek Re: "Pędzący królik" OT polityczny 23.01.10, 13:49
                              Nie przepraszaj, nie pali się przecież; jak będziesz miała czas, to napiszesz :)
                              • barbasia1 Re: "Pędzący królik" OT polityczny 23.01.10, 14:49
                                grek.grek napisał:

                                Wielkie dzięki Ci Greku za wyrozumiałość!!! :)
                • pepsic Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 22.01.10, 20:23
                  To wspomnę jeszcze o pięknych włosach Julii, bo chyba nie było i "Stalowych
                  magnoliach", do których miło się powraca :))
                  • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 23.01.10, 14:47
                    pepsic napisała:

                    > To wspomnę jeszcze o pięknych włosach Julii, bo chyba nie było
                    i "Stalowych
                    > magnoliach", do których miło się powraca :))

                    O tak! :)

                    "Stalowe magnolie" są na youtube (w wersji oryginalnej). Tu cześć
                    pierwsza, na pasku reszta:

                    www.youtube.com/watch?v=66jT2juikkM&feature=PlayList&p=81E3F8839EC62E37&index=0&playnext=1

                    • la.bruja Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 23.01.10, 17:33
                      Dzisiaj, czyli 23.I. o 21.00. na TVN polecam "Prestiż". Jeżeli ktoś
                      nie widział. Z drugiej strony ja widziałam już dwa razy i
                      stwierdziłam, że trzeci raz nie zaszkodzi ;)

                      pozdrawiam
                      • barbasia1 Prestiż 24.01.10, 13:17
                        Podobał mi się ten film, i intryga, obsesyjna, okrutna rywalizacja
                        dwóch artystów i klimaty epoki, aktorzy

                        Jedyne zastrzeżenie miałabym do długości filmu, chyba jednak zbyt
                        wolno snuła się ta opowieść przez dłuższą cześć filmu, za to na
                        koniec akcja tak przyśpieszyła, że aż się nieco pogubiłam, który
                        Angier był sobowtórem, a który oryginałem w scenie podczas próby z
                        maszyną Tesli przed ostatnim występem.

                        :)

                        A co się stało z bohaterką graną przez Scarlett, to mi umknęło, za
                        późno przełączyłam z film po przerwach reklamowych?
                        • la.bruja Re: Prestiż 24.01.10, 22:47
                          Barbasiu
                          Na tematów klonów/sobowtórów i innych zagadek w tym filmie trwa od
                          dawna zażarta dyskusja na Filmwebie :D
                          A odnośnie Twego pytania: wczoraj nie oglądałam, bo ze względu na
                          reklamy film rzeczywiście by mi się dłużył i zepsul widowisko. Mam
                          film na plycie i jak go oglądnę (po raz kolejny) to powiem co się
                          stało ze Scarlett.
                          Chyba że ktoś inny mnie uprzedzi :)

                          pozdrawiam

                          ps. z przyjemnością poczytuję sobie Twoją wymianę zdań z
                          Grek.grekiem.
                          Ha! zawsze chciałam to napisać ! :) :)
                          • barbasia1 Re: Prestiż 25.01.10, 14:17
                            la.bruja napisała:

                            > Na tematów klonów/sobowtórów i innych zagadek w tym filmie trwa od
                            > dawna zażarta dyskusja na Filmwebie :D

                            O! To muszę tam zajrzeć. :)

                            > ps. z przyjemnością poczytuję sobie Twoją wymianę zdań z
                            > Grek.grekiem.

                            Miło mi ogromnie czytać te słowa! Serdecznie dziekuję! :)))
                            I zapraszam/y do rozmowy o filmach. :)

                      • grek.grek Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 25.01.10, 11:07
                        Na początku "Prestiż" podejrzewałem bezczelnie o to, że może być
                        iluzjonistyczną wersją Wielkiego Błękitu. Niestety - ani się oni
                        obaj bohaterowie nie róznili od siebie w żaden sposób, ani nie mieli wyraziście sprzecznych intencji, a potem, jak doszli ci sobowtórowie... ;)

                        POmysł nośny, bo dawał kupę możliwości, ale jednocześnie spłycił
                        cały temat, sprowadził do, momentami nieczytelnej, żonglerki postaciami.
                        Poszedł pan Nolan w rozrywkę, dość typową dla siebie, i trochę szkoda... a może to ja bezpodstawienie się łudziłem.

                        Ten niby-tajemniczy Fallon... kurde balans, jak tylko się pojawił, to wiedziałem jak się skończy, że to jego powieszą, a nie jego brata. Przykra sytuacja :)

                        Duży plus, wg mnie, za odtworzenie realiów epoki, za niezłe tempo, ciekawy pomysł z tym wędrującym człowiekiem, czy jak to się tam nazywało.

                        Jedno jest pewne - Scarlett potrzebuje roli dla siebie, tak jak Charlize Theron, która dostała "Monster" i udowodniła, że nie jest tylko ładną buźką do wypełniania ekranu gdzieś na boku.

                        • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 25.01.10, 14:37
                          grek.grek napisał:

                          Tu motorem działania bohaterów/ iluzjonistów jest typowo ludzka
                          (powszechna i wszechobecna) zawiść, chorobliwa zazdrość o lepsze
                          pomysły, skucesy, sławę, pomyślność...

                          > Jedno jest pewne - Scarlett potrzebuje roli dla siebie, tak jak
                          Charlize Theron, która dostała "Monster" i udowodniła, że nie jest
                          tylko ładną buźką do wypełniania ekranu gdzieś na boku.

                          To prawda!

                          :)
                          • grek.grek Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 25.01.10, 15:24
                            Jako żywo. Szkoda, że scenarzyści zderzyli dwa podobne charaktery, a nie krańcowo inne - jeden robiłby to dla sztuki i magii, a drugi dla sławy i pieniędzy, albo coś w tym guście :)
                            A tutaj sobowtóry, jakimś trafem raz po raz udaje się antagoniście, zwykle mało przekonująco ucharakteryzowanemu, wejść na scenę i storpedować numer rywala, motywy asystentki też jakieś rozmemłane.

                            Scarlett na razie wygląda, nie wiem czy się zgodzisz, na aktorkę na etapie szlifowania talentu w każdych warunkach, przy jednoczesnym zarobkowaniu - czyli, bierze wszystko, co się da, nie zważając na gatunek i przesłanie, na znaczenie i potencjał roli. Theron miała 28 lat, kiedy kręciła Monster. JOhansson ma 26, i chyba lepszą przeszłość od Theron. Tyle,że musi mieć tę rolę, która ją wreszcie stworzy w pełni,
                            film, w którym będzie ona przze 90 % czasu na ekranie i wokół niej się on będzie toczył. Woody ją wylansował, Między Słowami pozwoliło jej rozbłysnąć, a Atak Pająków zyskać miano wielkiej nadziei :) - żartuję oczywiście, hehe. Byle się nie zmarnowała. Młoda jest jeszcze, ale teraz się w kinie chyba szybciej dojrzewa ;)
                            • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 25.01.10, 16:33
                              grek.grek napisał:

                              > Szkoda, że scenarzyści zderzyli dwa podobne charaktery, a nie
                              krańcowo inne - jeden robiłby to dla sztuki i magii, a drugi dla
                              sławy i pieniędzy, albo coś w tym guście :)

                              Racja! Tak, teraz to widzę!/ głowa pracuje od kilku dni na
                              zwolnionych obrotach ;) - zmęczenie zimowe :/). Zdecydowanie takie
                              skontrastowanie charakterów, intencji, motywacji bohaterów byłoby
                              jeszcze ciekawsze i z korzyścią dla postaci i samego filmu.

                              Mówiłam Ci już, że masz prawdziwy zmysł filmowy! :)

                              Kiedy zaczniesz pisać senariusze? Serio pytam!

                              A propos asystentki (tez miałam wrazenie, ze cały ten wątek nie do
                              końca udany), zapytam raz jeszcze, co się stało z bohaterką graną
                              przez Scarlett - Olivią po samobójstwie żony Bordena, czy była o tym
                              mowa? (La.bruja obiecała napisać, jak obejrzy ponownie film, ale
                              może Ty Greku zrobisz to szybciej, bom ciekawa okrutnie :)


                              Tak, w pełni się zgadzam z Tym co napisałeś o Scarlett.
                              Zasługuje na jakąś świetną rolę.
                              • grek.grek Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 26.01.10, 11:24
                                No to mnie zagięłaś, bo naprawdę nie pamiętam, co się stało z tą asystentką... Też chętnie bym się dowiedział, więc liczmy na koleżankę
                                La.Bruja :)

                                Hehe, no wiesz, w tym przypadku poprawka scenariuszowa, inna oś, punkt wyjścia itpitd, tak jako się narzucały samodzielnie ;)

                                • barbasia1 Prestiż 26.01.10, 14:31
                                  Podejrzewam, że zapomniano o tej postaci, albo też świadomie
                                  wycięto?, czy po prostu odstawiono na bok jej wątek, żeby nie
                                  spowalniał akcji, która pod koniec nabrała dużego tempa.


                                  > Hehe, no wiesz, w tym przypadku poprawka scenariuszowa, inna oś,
                                  punkt wyjścia itpitd,
                                  tak jako się narzucały samodzielnie ;)

                                  A u jakoś mnie nie chciały się narzucić! ;/

                                  • lilith76 Re: Prestiż 26.01.10, 15:57
                                    Nie wiem, czy dobrze pamiętam, bo miałam marudzące dziecko na ręku - Borden (nr
                                    1/ nr 2?) spotkał się z nią w restauracji i przyznał, że żony nie kochał, kochał
                                    tylko ją. Olivia była zniesmaczona jego zimnem emocjonalnym, jak to uznała i
                                    chyba odeszła, bo potem już jej nie widziałam.
                                    • barbasia1 Re: Prestiż 26.01.10, 16:22
                                      lilith76 napisała:

                                      Dzięki serdeczne, właśnie ten moment mi umknął! Za późnio wróciłam
                                      na film, po którejś z przerw na reklamy.
                                      :)
                                      • la.bruja Re: Prestiż 26.01.10, 22:44
                                        No żesz.. a ja specjalnie dzisiaj film oglądnęłam aby odpowiedzieć
                                        Barbasi ;)
                                        Zgadza się: ostatnia scena z Olivią rozgrywa się w restauracji.
                                        Obu panów podsumowuje że są siebie warci i odchodzi w siną dal :)
                                        • barbasia1 Re: Prestiż 27.01.10, 15:17
                                          la.bruja napisała:

                                          La.bruja jesteś kochana!!! :)))
                                          Bardzo Ci dziękuję za tę informację i za pościęcony czas, żeby ją
                                          dobyć ! :)

                                          Dla Ciebie:

                                          www.youtube.com/watch?v=htrHE_7Ked0
                                          • la.bruja Re: Prestiż 27.01.10, 16:13
                                            Barbasiu,

                                            Oglądnięcie filmu - nawet kolejny raz - było dla mnie
                                            przyjemnością, więc nie ma za co dziękować :)
                                            Za to ja dziękuję za prezent muzyczny!
                                • la.bruja Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 26.01.10, 23:25
                                  Grek.greku

                                  Ja w sprawie 'Prestiżu' jeszcze ;)
                                  Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą w temacie głównych bohaterów. W
                                  moim odczuciu oni własnie byli różni. Borden kierował się obsesją
                                  sławy, przekraczania kolejnych granic magii podczas gdy Angier
                                  obsesją zemsty. Z boku wygląda to na ten sam motyw co u Bordena ale
                                  w moim przekonaniu jest to jednak nienawiść i żal za spowodowanie
                                  śmierci żony. Osiąganie kolejnego poziomu sprawności
                                  predistigatorskiej to tylko środek do celu.
                                  Ale to takie tam moje bajanie ;)
                                  Film jest dla mnie obłędny i żadnej krytyki nie przyjmuję :p Na
                                  wszelkie nieścisłości przymykam wyrozumiale oko.
                                  Wrócę chyba po raz kolejny do książki Ch.Priest'a

                                  pozdrawiam
                                  • grek.grek Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 27.01.10, 12:23
                                    Żadne tam "bajanie", masz wiele racji, a może i nawet całą rację.

                                    Wiesz, ja się gdzieś zacementowałem na złudnej nadziei na coś w rodzaju efekciarskiej (Nolan w końcu) wariacji w temacie "Wielki błękit". Dość naiwnie, bo tamto to był artyzm, a tu chodziło o fajną akcję, zwroty i dryblingi, o dobre kino rozrywkowe - więc zupełnie różne sprawy. I może z tej mojej zawiedzionej, bezpodstawnej zupełnie, jak się dobrze przyjrzeć, nadziei się wziął mój komentarz niedostrzegający pewnych niuansów i faktycznie znaczących róznic w postawach obu bohaterów, które trafnie zauważasz.


                                    • la.bruja Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 27.01.10, 16:16
                                      Grek.greku

                                      Chcesz powiedzieć, że gorycz spowodowana rozczarowaniem nie
                                      pozwoliła Ci na wnikliwe podejście do tematu? ;)
                                      żartuję oczywiście
                                      nie jestem rycerzem z zakutym łbem i dopuszczam różne
                                      interpretacje :)
                                      Skłamałabym jednak, gdybym napisała iż fakt przyznania mi racji nie
                                      połechtał miło mego ego.
                                      Ech ..człowiek słaby jest :( ;)

                                      pozdrawiam
                                      • barbasia1 Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 06.02.10, 16:00
                                        La.bruja!
                                        I ja choć wcześniej przyznawałam rację Grekowi, w kwestii (braku)
                                        różnic w postawach głównych bohaterów, muszę zmienić zdanie i
                                        napisać, że rację jednak masz Ty, La.bruja. /Wybaczysz Greku? ;)/
                                        Coś za łatwo dałam się tym razem u/zwieść Grekowi! :), a przecież
                                        tak uważnie oglądałam ten film / ale po b. trudnym tygodniu/.

                                        Wracając jeszcze do postaw i intencji bohaterów – postać Angiera
                                        jest w tym względzie nieco bardziej skomplikowana, pamiętam
                                        doskonale moment, kiedy w Angierze zachodzi przemiana, po pewnym
                                        czasie znaje on sobie sprawę, że do walki z Bordenem popycha go już
                                        nie ten żal i nie to pragnienie zemsty za śmierci żony, ale zawiść,
                                        zazdrość o sukcesy, o lepsze triki oraz chęć prześcignięcia rywala.

                                        Koniecznie muszę obejrzeć ten film raz jeszcze i zrobię to z wielką
                                        przyjemnością! :)
                                        • la.bruja Re: Wracając do Twego pytania do o Julię Roberts 06.02.10, 21:07
                                          Barbasiu,

                                          Miło, że się ze mną zgadzasz ;) Gdyby Grek.grek oglądnął film tyle
                                          razy co ja to też pewnie by do tego wniosku doszedł ;)

                                          Ciebie też zachęcam do powtórnego obejrzenia .

    • maureen2 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 24.01.10, 20:27
      co wybrać,maniaczytania ?
      wybrałem wspomnienia,he,he sekretarki... Hitlera
      dobra rzecz na razie
    • grek.grek Człowiek-Pajkąk/dok; Hazardzista/spojler; 3 grosze 25.01.10, 12:02
      Wczoraj, w Dwójce : Człowiek-Pająk, dokument o Alainie Robercie - gośc wchodzi na najwyższe budynki świata, bez zabezpieczenia. Ma na koncie 85 udanych wejść. I zejść, co podobno jest jeszcze trudniejsze. Znaczy - jak dla kogo, bo dla niego to już bułka z masłem.
      Film pokazuje jego wejścia na most w Portugalii, na 400-metrową wieżę w Szanghaju, na budynki w Moskwie, Londynie, Berlinie. Gdziekolwiek się pojawia przyciąga od razu setki, a nawet tysiące gapiów; przygotowuje się, na ogół, bardzo skruplatnie, ogląda i bada typ konstrukcji, po której będzie lazł, żeby się do tego dostosować taktycznie i stylistycznie; zwykle atakuje z zaskoczenia, bo takie wejścia są nielegalne. Na ogół zostaje potem aresztowany, ale zawsze na chwilę, rutynowo - w komisariacie policaje proszą go o autografy, robią sobie z nim zdjęcia, odwożą na lotnisko, czasami wlepią jakąś grzywnę niezbyt dotkliwą. Tylko w Chinach przesiedział 5 dni, ale jako, że mogło się skończyć na 3 latach, to i tak wyszedł z całej sytuacji bez szwanku.

      Ma rodzinę. Żonę i 3 dzieci. Mieszkanko w zacisznej kamienicy w jakimś miasteczku w Langwedocji. Bliscy się o niego oczywiście boją, ale i znają jego umiejętności, które ciągle podnosi ćwicząć w domu - w sypialni ma na suficie skałki po których łazi, ćwicząc nadgarstki, mięśnie i co tam jeszcze się da. Poza tym - nastawienie, koncentracja, metodyczność. To stanowi o jego sukcesie. Lata treningu - nie próbujcie tego w domu :)

      Jak mówi, najpewniej umrze spadając z jakiegoś wieżowca. Nie umiałby żyć bez wspinaczki. 5 dych stuknie mu za niebawem, więc ma bliżej jak dalej. Żona na to, że chciałaby, żeby se dał spokój, ale nie chce go zmieniać, akceptuje takiego jak jest, mimo że taki jak jest bywa w domu przez pół roku w roku, reszta w rozjazdach. Trzeba przyznać, że facet dba o samopoczucie rodziny - po każdym wejściu pierwsza rzecz jaka mu przychodzi do głowy, to telefon do domu, że się udało. Dzieciary nie chcą iśc w jego ślady, ale z ojca dumne chyba są.

      Wieczorem, w Jedynce - "Hazardzista", o...(zaskoczenie) hazardziście ;)
      Film oparty na prawdziwej historyji.

      Szary urzędniczyna, bankowiec, tkwi w nałogu grania - a to kasyno, a to poker, a to ruletka, a to kości, a z braku laku, to i obstawianiem gonitw i wyników meczów nie pogardzi.
      Nie gra za swoją kasę oczywiście. Bo jej nie ma, wszystko już przegrał. Jako zręczny i bystry finansista doi szmalec ze swoich zamożnych klientów - manipuluje kasą z ich kont albo zakłada konta na fikcyjne nazwiska i zaciąga ogromne kredyty. Spytnie się ze swoich operacji finanwowych tłumaczy szefostwu, kontrolerom itd. Pełna profeska.

      Jest Kanadyjczykiem, mieszka w Toronto, a grać jeździ do Atlantic City, do Las Vegas, do Filadelfii.
      W AC od razu się orientuję jakiego jelenia mają na pokładzie - facet jest z gatunku tych, co zawsze w końcu przegrywają, bo nie umieją przestać. Nie ma systemów, nie ma żadnych zasad - gra póki ma kasę, dla samej jazdy jaką ma z gry. Jeśli wygrywa, to tylko na moment - wiadomo, że zaraz wróci i przegra podwójnie.
      Więc w AC traktują go jak szychę - specjalne jadło (żeberka bez sosu), kiedy się zaprzyjaźnia z boyem hotelowym, szef kasyna każe chłopakowi trzymac się faceta, co by go lepiej przywiązać do własnego interesu, nadskakują mu, spoufalają się. A on zawsze gra za porządną kasę. Klient-marzenie.
      Kiedy gra w innym kasynie, szf dostaje palmy, ale dowiadując się,że ograł tamto kasyno na grubą kasę, już się cieszy, bo wie, że z tą kasą przyjdzie do nich i bankowo ją przegra.

      Zbierają o nim informacje, cichaczem, co by wiedzieć, skąd jest, czym się zajmuje, skąd ma kasę itd.
      Przy okazji jest on na celowniku policji, prowadzącej akcję antynarkotykową, która dopiero później zoreintuje się, co mu dolega. Ma liczne długi, m.in u włoskiego mafioso z trzeciej ligi, którego też wciąga w swoje numery, np. oddając mu pożyczoną kasę z fikcyjnego konta każe mu się podpisać pod przelewem.

      Kłopoty ma oczywiście z narzeczoną. Na początku ona nic nie podwejrzewa, ale później się orientuje, że mąż jest nałogowcem. Próbuje z nim rozmawiać, pomóc mu, porozmawiać, ale jakoś on nie chce - "mam kłopoty finansowe, a nie hazardowe", powtarza. Zabiera ją na weekdend do Las vegas, ale spędza czas na grze, a ona siedzi jak mumia w hotelu. Przy stole facet nie kontaktuje, w ogóle nie poznaje jej, zero porozumienia. Kiedy grają w kręgle z rodzicami jej, on się wymyka - do pracy niby. A ona wie,że jedzie grać. Babka patrzy na niego z coraz większym niepokojem i frasunkiem, ale ni grzyba nie idzie mu pomóc, bo on sam tego nie chce.

      No i przychodzi finał. Gość ma przy sobie najgrubszą gotówkę w historii. Jedzie do AC. Czeka na niego awionetka od kasyna, dwie kasjerki, na miejscu limuzyna, eskorta - normalnie, jak prezydenta go przywożą na miejsce. I gra. Najpierw kosi kasę jak szalony. Chłopak hotelowy mówi mu, żeby dał spokój, że już dosyć. Na nic. Jest jak w transie. Z ogromnej hałdy żetonów zostaje mu nędzna kupeczka, którą też przegrywa. Do gołej d,py. Na pożegnanie dostaje od szefa kasyna swoje żeberka, colę. A na miejscu, na lotnisku w Toronto, czeka na niego policja, żeby go zgarnąc. Jakieś 20 radiowozów :) Jadą za nim, a kiedy psuje mu się auto zatrzymują i skuwają go na środku ulicy. Kaucję wpłaca kientka, której konto pustoszył - robi to niemal z wdzięcznością, bo "wreszcie mam coś na te łajzy z banku". Przed pójsciem do paki jedzie z wierną do końca narzeczoną nad NIagarę, gdzie nigdy nie był. A potem tylko coś w rodzaju mini wywiadu w więzieniu.
      Pytanie : na ile w skali od 0-100 określibyś emocje podczas gry ?
      Odp : na 100.
      A na ile nastepny bodziec po hazardzie.
      Odp : na... 20.
      Jak się czujesz wiedząc, że już zawsze będziesz żył na max 20 ?
      Odp... że to wystarczy.
      Ale mówi to bez przekonania. I epilog : zadłużył bank na 10 mln dolców, i tyleż przegrał, dostał 6 lat, w miedzyczasie poślubia swoją narzeczoną, nigdy później nie zagrał, bank i kasyno doszły do porozumienia i ugody, kasyno, za złamanie procedur, przeszło 24 godziną kwarantannę.

      Dobry film, ze świetnym P.S Hoffmanem - przycięzkawy, grubawy, flegmatyczny na ogół, niezgrabny jest ten jego bohater; kiedy udaje emocje usmiecha się, jest hałaśliwy nawet momentami, a kiedy przeżywa te prawdziwe, kiedy ma naprawde swoje 100/100, przy stole - jakby był w innym świecie, odjazd, gorączka, ale w drobnych gestach, stonowanej mowie ciała, subtelnie, bez grama histerii, ani na moment nie traci kontroli nad mimiką - wiemy, ze w środku gość się gotuje, co tworzy świetny kontrast; poza stołem ożywia się naprawdę tylko raz - kiedy brat narzeczonej, z ktorym wybrał się zagrać, nie chce mu dać pieniędzyu, które on sam kazał przed sobą schować i sobie nie dać za wszelką cenę - wtedy jest niemal agresywny, ale znów - agresywny w sposób oszczędny i wyważony, jeśli tak można powiedzieć. Hoffman gra to znakomicie, z ogromnym wyczuciem i świadomością. Dzięki niemu ten portret jest w 200 proc. wiarygodny i realny.
      W roli narzeczonej - Minnie Driver. Łyżkami ją jeśc, to i tak za mało. Niech gra w Klanie, Plebanji, Barwach Nieszczęścia - zaczną oglądać nałogowo.
      Bardzo dobre zdjęcia, niespieszny montaż, bardzo dobre uchwycenie obrazami stanów ducha bohatera/ów. Ciekawe muzyczka w tle. Generalnie, pan reżyser,o swojskim nazwisku Kwietniowski, zasłużył na brawa, za wyczucie, za spięcie wszystkich elementów, za zmysł narracyjny.

      • barbasia1 Re: Człowiek-Pajkąk/dok; Hazardzista/spojler; 3 g 25.01.10, 14:57
        grek.grek napisał:

        > Wczoraj, w Dwójce : Człowiek-Pająk, dokument o Alainie Robercie

        Podziwiamy bardzo jego nadzwyczajną siłę, zręczność i mocną głowę do
        wysokości, ale próbować wspinania się choćby tylko w domu (po
        meblościance) nawet nie zamierzamy! ;).

        • grek.grek Re: Człowiek-Pajkąk/dok; Hazardzista/spojler; 3 g 25.01.10, 15:27
          Hehe :) On miał kiedyś wypadek - spadł głową w dół, z 15 metrów. Połamał się, był w śpiączce... I się nie zraził.

          W każdym razie, gość jest hitowy :)
          • barbasia1 Re: Człowiek-Pajkąk/dok; Hazardzista/spojler; 3 g 25.01.10, 17:45
            grek.grek napisał:

            Niesamowite! W takim razie jeszcze wiekszy podziw i uznanie mu się
            należy, że powrócił do swej pasji po tak niebezpiecznym wypadku.

            Alain Robert, człowiek pająk, ogarnięty pasją wspinania się na
            najwyższe budynki świata w pierwszej częsci Twego postu, w drugiej
            (prawdziwa) historia kanadyjskiego urzędnika bankowego
            uzależnionego od hazardu - ciekawe zestawienie i dwie świetne
            opowieści, Greku. :)
            • grek.grek Re: Człowiek-Pajkąk/dok; Hazardzista/spojler; 3 g 26.01.10, 11:46
              Dwójka wchodzi w jakieś cykle chyba; teraz na tapecie jest Bertolucci - niedawno byli "Marzyciele", a dzisiaj "Ostatnie tango w Paryżu" -
              po 1 w nocy :))
              To był porno-skandal, że hej swego czasu. 40 lat temu... :) Dzisiaj te erotyczne śmiałe sceny nikogo nie są w stanie zgorszyć, tak jak westerny Peckinpaha, niegdyś słynne z naturalizmu i okrucieństwa. Najwyżej mogą rozczulić, kiedy się, z dzisiejszej perspektywy, spojrzy na to, co 30-40 lat temu rozkręcało skandal i oburzało konserwatystów a'la Piesiewicz. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że Maria Schneider, po wyjściu filmu i generalnie zjechaniu go przez moralistów róznej maści, podobno leczyła się w jakiejś klinice psychuszkowej (u nas podobna historia przydarzyła się Iwonie Petry po "Szamance" - głupi Żuławski wyciągnął dziewczynę z wybiegu modelkowego, bez przygotowania dał jej rolę w filmie idiotyczno-przycięzkawym, naraził na ostrą krytykę, a krucha panna się załamała).Sąd się wziął za twórców, że niby porno szerzą. A zarazem krytycy zauważali, że seks w tym filmie jest jedynie metaforą służącą przedstawianiu komplikacji uczuciowych, wyrażaniu emocji, demonstrowaniu stanów psychicznych, że chodzi o coś więcej niż tylko o skrętno-wykrętne fikimiki.

              Tyle, że to było 40 lat temu :)... TVP tkwi ciągle w barchanowych gaciach Schymalli, więc cóż... 1:20 w nocy. Żeby przypadkiem dzieci, co codziennie w kioskach, marketach i empikach widzą wiele mówiące okładki pism pornograficznych wielu, nie zobaczyły jakiegoś kawałka tyłka albo cycka, albo jak dwoje ludzi robi to, co one sto razy już widziały na tych taśmach, co je tata trzyma na półce za najnowszym wydaniem Pana Tadeusza ;)... W prime time polecą zaś hitowe Barwy Szczęścia - symbol misji publicznej tiwi. Dzięki temu Polacy "będą lepsi i wartościowsi", hehe.
              • barbasia1 "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 26.01.10, 14:44
                Zapoznawaj się z człowieku z klasyką kina europejskiego o 1:20 w
                środku nocy! Ech!
                To ja pójdę dziś do wypożyczalni po ten film.
                :)
                • grek.grek Re: "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 26.01.10, 15:33
                  Grunt, że o 20:00 lecą przepisowe Barwy Szczęścia ;) Tam nie ma seksu, psychologii i żadnego w ogóle kontrowersyjnego obrazka.

                  W wypożyczalniach mają takie tytuły ? Się zakamufluj jakoś, bo może być inwigilacja uzytkowników takich treści - ;)

                  Ja raczej zaczekam w nocy (rano ?) na telewizyjną emisję. Zobaczymy co się stanie :)
                  • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 26.01.10, 16:13
                    grek.grek napisał:

                    > W wypożyczalniach mają takie tytuły ?

                    Ha! Właściwie to nie wiem!? Zobaczymy.
                    Liczę na to, że tak kontrowersyjną niegdyś pozycję wznowiono na
                    płycie DVD, a wypożyczalnia ją zakupiła.

                    > Się zakamufluj jakoś, bo może być inwigilacja uzytkowników takich
                    treści - ;)
                    :)))))
                    Dobra rada! Owinę się szalikiem, kaptur na głowe założę, że niby tak
                    strasznie zimno dziś :) / Dziś tylko -10/. I powiem, że film
                    koleżance wypożyczam. ;)

                    > Ja raczej zaczekam w nocy (rano ?) na telewizyjną emisję.
                    Zobaczymy co się stanie :)

                    Oby tylko nie odwołali emisji z powodu "usterki" taśmy! :)

                  • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 26.01.10, 16:27
                    grek.grek napisał:

                    > Grunt, że o 20:00 lecą przepisowe Barwy Szczęścia ;)

                    Mam alergię na "Barwy nie-szczęścia".
                    :)


                  • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 26.01.10, 20:23
                    Jednak nie ma w naszej wypożyczalni "Ostatniego tanga"! :/

                    A w internecie same napisy do filmu znalazłam ...
                    chyba je poczytam, bo co mam zrobić ... ;)
                  • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 26.01.10, 20:44
                    Przeznakomitą muzykę do tego filmu skomponował argentyński
                    saksofonista i kompozytor Gato Barbieri!

                    www.youtube.com/watch?v=AbzjeJCoAn4&feature=related

                    www.youtube.com/watch?v=_uQNkFmgyzI&feature=related
                  • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 26.01.10, 20:59
                    "Ostatnie tango w Paryżu" w interpretacji Gotan Project:

                    www.youtube.com/watch?v=_9lfdx-h6u0&feature=related

                    • pepsic Re: "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 26.01.10, 23:20
                      Ależ zapodałaś nam/mi Barbasiu ładną muzykę przed snem :))
                      • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucci 27.01.10, 15:02
                        pepsic napisała:

                        Dawno nie słyszłam tego utworu i zachwyciłam się nim poraz kolejny!

                        Mam nadzieję, że sny miałaś piękne! :)
                    • grek.grek "Ostatnie tango w Paryżu"spojler/komentarz za 3 gr 27.01.10, 12:13
                      Albo mnie skleroza dopada, albo TVP wczoraj ocenzurowała Tango. A jesli nie, i po prostu pamięć mnie zawodzi i tam w ogóle nie ma seksu, poza jedną-dwiam lekkostkami dla niemowlaków, to jedynym powodem do pokazania tego filmu o tak późnej porze była jego kontrowersyjna otoczka sprzed 40 lat. Słowem - tak czy siak : lekka żenada.

                      On stracił żonę, która strzeliła samobója, jest w dołku i się błąka, ona ma narzeczonego-filmowca, jest w przeddzień ślubu; on jest w średnim wieku, i normalnie jak Brando wygląda, a ona bardzo młoda. Mijają się parę razy w róznych okolicznościach, a potem spotykają się w mieszkaniu w kamienicy, z którego on się ma właśnie wynieść, a ona wnieść. I się konsumują znienacka. A potem się rozstają, jakby nigdy nic, by się znów spotkać i zacząć spotykać regularnie - bez nazwisk, bez imion, bez jakichkolwiek danych o sobie, ale tak się nie da - seks swoją drogą, aczkolwiek mało go na ekranie, a mnie się jednak zdawało,że go było więcej -rozmawiają o seksie, przeszłości, przyszłości, planach, dzieciństwie, śmierci, miłości, o wszystkim chyba, więc jakoś jego apatia się zmniejsza, a jej pewność przyszłości jeszcze bardziej; wspominają, przybierają pozy, rozstają się, to znów schodzą. Ona się widuje w przerwach z narzeczonym, i jakby się psuje coś tam między nimi, a przynajmniej tworzy napięcie, bo ona gdzieś tam do swojego kochanka się zbliża, a kochanek spotyka teściową, znajomego, i też z nimi rozmawia; żegna zmarłą żonę wymyślając jej od najgorszych, z rozpaczy, że go zostawiła jak pietruszkę w barze dla kierowców tirów, że go zdardzała, by wreszcie swoją żałobę spełnić nie pozbywając się uczucia do niej, które raczej go nigdy już nie opuści, a jedyne co może, to żyć dalej, spróbować ponownie. On ją kręci, tak jak starszy facet może młodą, szukającą ciągle wrazeń, poddającą się nastrojom odbiegającym od rutyny, idącą za głosem serca, czy innego organu, dziewczynę; ona jego o tyle, o ile jest zapomnieniem zony, oddala go od jej cienia, od pustki w jakiej się znalazł. Ale z biegiem czasu są sobie coraz bliżsi, jakkolwiek to się dzieje gdzieś poza ich pierwotnymi intencjami i poza nimi w ogóle, poza tym bezimiennym seksem, który miał być zapomnieniem, ucieczką, jazdą, a staje się czymś przyciągającym i tworzącym jakąś więź emocjonalną między nimi, nawet jeśli co i rusz jest ta nić naciągana, on się oddala, a ona na moment cichnie. Jest to jakieś odwrócenie kolejności, bo "powinno" być zdaje się odwrotnie - najpierw to, a później tamto. Seks ma być ukoronowaniem związku uczuciowego. Tutaj jest zaczątkiem, podłożem. I to seks nie jakiś taki sobie, tylko całkiem nietuzinkowy. Bo i taki jest on, takie ma w sobie emocje i żal. A on nadaje w tym związku rytm. Ona się stara dotrzymywać mu pola.
                      Dla niej to co innego niż dla niego. On ma dylemat, ona raczej idzie w ciemno za chwilą, która wydaje się mieć niepośledni smak.

                      Rozstają się po kilku dniach. Ona się wprowadza do mieszkania ostatecznie. On je opuszcza.

                      A potem się nagle znów spotykają na ulicy, a właściwie on ją odnajduje; i ten on chce z nią zostać. Mówi, że ją kocha. Odbębnił swoje, utopił w seksie i łzach swój żal po śmierci żony. Ale ona nie chce, bo wychodzi za mąż, chce skończyć całą znajomość. I idą do restauracji, w której się odbywa konkurs taneczny - liczne pary tańczą tango. On ją próbuje przekonywac, a ona próbuje mu się wymknąc, w rozedrganiu i szamotaninie; piją szampana, a potem wpadają na parkiet i odstawiają wariacko-pijacki jakiś pseudotaniec, co dezorientuje konkursowiczów i zmusza jury do interwencji, a on schodząc z parkietu pokazuje wszystkim goły tyłek. I ona mu ucieka ulicami, on ją goni i próbuje przekonywać, jak to tylko może się zdarzyć w filmach staromodnych, nawet jeśli, rzekomo, skandalicznych. Aż w końcu udaje, ze rezygnuje, a kiedy ona odchodzi, idzie za nią. I dopada ją w mieszkaniu, w którym spędzili tyle ciekawych chwil. I wreszcie ona mówi "koniec" i go zabija z pistoletu. By się uwolnić i móc żyć dalej bez jego cienia i bez pytań. I powtarza sobie, w szoko-zamyśleniu, wersję dla policji i dla widza "szedł za mną... chciał mnie zgwałcić... nie znam go, nie wiem jak ma na imię". bo nie wie. Bo nie poznała go tak naprawdę. Bo nie chciała być jego-żoną-bis ? Bo to była tylko krótka chwila i nic poza tym ? bo on jej nie kochał ? Bo ją ta cała sytuacja przerosła, bo nie dla 20-letniej panny takie dylematy ?
                      A on ? Czy nie najlepiej dla niego, ze tak się właśnie stało ? Chciał przewinąc taśmę i zacząc w innym momencie - od normalności, ale zaszło to zbyt daleko, żeby było możliwe uporządkowanie i przywrócenie jakichś dziewiczych kształtów całej znajomości. Nie można zbudować domu zaczynając od dachu (znaczy się, Bertolucci tak mówi, wg mnie). I zdaje się ona lepiej to od niego zrozumiała, albo wyczuła, a on już nic nie rozumiał pod koniec. Z jednej opresji emocjonalnej popadł w inną, stale tkwiąc po uszy w tej pierwszej.

                      Nie wiem, jaki to ma sens, co napisałem. Pewnie żaden. Ale to zaleta tego filmu, że sobie go można interpretować róznie i rózne emocje i intencje przypisywać bohaterom.
                      Brando - wielka rola. Ta scena, kiedy wrzuca martwej żonie, leżącej w trumnie, od "c,ip" i innych, jednocześnie epatując taką miłością do niej... W ogóle, to jego przytłumienie, roznoszący go od środka marazm, pomieszane z odpryskami chwilowych uniesień, seksualnych napadów i ciętego języka... Mistrz.
                      A panna Schenider, wprawdzie nie Romy, ale też fajna. I dla mistrza była całkiem ciekawą Małgorzatą, naiwną lekko, instynktowną, zaintrygowaną, a później zdolną do tego, by położyć całej historii kres, raz to z racjonalnych pobudek, raz z przeświadczenia, że taki węzeł się przecina, a nie rozplątuje.
                      Techniczna strona - ujęcia, montaż, wnętrza - równie istotna, dodaje obserwowanemu związkowi wyrazu, głębi, pozwala go lepiej ulokować poza rzeczywistością zewnętrznego świata.
                      Reżyseria wzorowa. Schemat spróbował wykorzystać Bertolucci w Marzycielach, odmładzając bohaterów, tworząc trójkąt i dopisując tło historyczne, jako dodatkowe pole do interpretacji i oceny zachowań i postaw bohaterów, ale, porównując oba filmy, na gorąco - specjalnie mu nie wyszedł ten specyficzny "remake" :)

                      • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu"spojler/komentarz za 27.01.10, 14:30
                        Być może było tak jak mówisz, prawdopodobnie w TVP pokazano wersję
                        okrojoną, krążacą po telewizjach (pewnie nie tylko polskiej), a
                        wersja pełna znajduje się wyłącznie na starych taśmach wideo i na
                        wznowieniach na DVD. Szukając wczoraj tego filmu w necie znalazłam
                        opis do płyty DVD z tym filmem, a tam informację, że to "pełna
                        wersja - przed cięciami".
                        www.kolporter.pl/249997,Filmy_Obyczajowe-romanse_Ostatnie-
                        Tango-W-Paryzu.html
                        Oczywiście to tylko moje przypuszczenia , bo nie widziałam wcześniej
                        tego filmu ani w TV, ani na wideo, czy DVD.

                        Jestem skłonna dać o wiele więcej niż 3 gr za ten komentarz! To mój
                        numer jeden w tym tygodniu, a może nawet w miesiącu!? / i bynajmniej
                        nie za "za porzuconą w barze dla kierowców tirów pietruszkę" :)/
                        Podba mi się ogromnie Twoja interpretacja. Jeśli to wszystko o czym
                        piszesz widać w tym filmie to jest to naprawdę przenikliwe studium
                        ludzkiej duszy targanej emocjami, pożądaniem.
                        Świetny, fantastyczny film i komentarz! :)

                        Nie zgodziłabym się tylko z sugestią, że "Marzyciele" to
                        remake "Ostatniego tanga"
                        Ale o "Marzycielach" za chwil kilka ...
                        :)
                        • grek.grek Re: "Ostatnie tango w Paryżu"spojler/komentarz za 27.01.10, 15:09
                          Sprawdzałem w trzech róznych miejscach - Tango ma tam 136 minut. W wersji TVP 125. Wychodziłoby na to, że jest jak piszesz, oraz jak mnie się zdawało, bo widziałem ten film wieeeeele lat temu, i to nie po polsku, a po czesku - wybrali wersję pozbawioną kilku najodważniejszych scen.
                          Trochę to komiczne, bo skoro tak zdecydowali, to jaki był powód puszczania tego o 1:20 ? Ja nie dostrzegam w tym logiki żadnej.

                          Dzięki za te... 4 grosze :)

                          Wiesz, taki "remake" raczej :) Czekam z ciekawością na Twoją opinię (i wszystkie inne wszystkich innych), bo mnie tam się jednak z grubsza wydaje, że Bertolucci miał podobne zamierzenie - pokazać ucieczkę/samowolne zejście ludzi w swoją własną niszę, gdzie mogą się skryć : w Marzycielach - przed rzeczywistością społeczną, w której chcieliby uczestniczyć, ale brak im zdolności zaangażowania się na serio, a w "Tangu" - przed niepewnością, żalem po stracie, a i pewnie niepociągającą codziennością. Tutaj bym widział podobieństwo, plus w seksie, zdecydowanie niebanalnym, jeśli da się to tak ująć (z pkt widzenia technicznego jednak bardziej niż emocjonalnego, chociaż... może także...) :)
                          • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu"spojler/komentarz za 27.01.10, 15:56
                            grek.grek napisał:

                            A może TVP posiada w swoich zasobach tylko taką okrojoną wersję!?

                            > Dzięki za te... 4 grosze :)

                            Daję znacznie więcej, bo jestem hojna, a nawet nieco rozrzutna /ale
                            w rozrzutności jednak też trochę oszczędna! ;)/


                            Teraz zgodziłabym się na "remake". :)
                          • barbasia1 Re: "Ostatnie tango w Paryżu"spojler/komentarz za 31.01.10, 15:11
                            "Radykalne jak na tamte czasy sceny erotyczne sprawiły, że "Ostatnie
                            tango w Paryżu" przez długie lata uznawane było za manifest
                            wyzwolonej spod obyczajowego gorsetu seksualności pokolenia 68."

                            www.lecinema.pl/lk/lk_bertolucci.php
                            /o wydarzeniach roku 1968 we Francji w postach o fimile
                            Bertolucciego "Marzyciele"/
      • barbasia1 Re:Hazardzista/spojler; 3 g 26.01.10, 15:56
        grek.grek napisał:
        Czytając o filmie „Hazardziasta” na przypomniały mi się Gazetowe/
        telewizyjne reportaże na temat uzależnionych od hazardu, wywiady z
        takimi ludźmi i ich rodzinami.
        Film bardzo przekonująco i wiarygodnie ukazuje to, co najbardziej
        typowe dla zachowanie człowieka uzależnionego od hazardu – obsesyjne
        myślenie o graniu, przeznaczanie każdych zarobionych pieniędzy na
        hazard, oszukiwanie w pracy, kiedy zarobionych pieniędzy już nie
        wystarcza, rozpaczliwe pożyczanie ich od kogo tylko się da, np. u
        różnych podejrzanych typków, lichwiarzy, okłamywanie, oszukiwanie,
        okradanie rodziny, reagowanie agresją, na odmowę pożyczenie
        pieniędzy, rozpacz, kiedy nie można grać oraz euforia, emocje
        sięgające szczytu podczas gry, zatracanie się w niej i apatia na co
        dzień i wreszcie nieprzyznawanie się (nieświadomość!?) do
        uzależnienia, do choroby.

        A dodatkowo w tym wszystkim jeszcze ludzie, którzy bez żadnych
        skrupułów potrafią wykorzystać słabość człowieka, dla swojej
        korzyści i doprowadzić na dno – myślę tu o szefie kasyna, który
        nadskakiwał temu urzędnikowi i robił wszystko, żeby przywiązać go do
        swego interesu.

        • grek.grek Re:Hazardzista/spojler; 3 g 27.01.10, 13:10
          Howgh !

          To może sekwencja ostatniej gry, kiedy bohater przyjeżdza z honorami do kasyna, wygrywa, a potem gołoci się do ostatniego żetona. Znakomity P.S Hoffman, dopóki kino będzie miało takich aktorów, dopóty nie będzie z nim źle :).

          www.youtube.com/watch?v=Hw-EYWlbyow
          • barbasia1 Re:Hazardzista/spojler; 3 g 27.01.10, 14:59
            grek.grek napisał:

            Hoffman rzeczywiście jest świetny! To skupienie na twarzy, w oczach
            i ciężki, przyspieszony nerwowy oddech!

            Rewelacyjne są tu dwa momenty - pierwszy kiedy klienci kasyna,
            którzy mu do tej pory kibicowali, oklaskiwali odrwacają się tyłem, w
            momencie, kiedy zaczyna przegrywać.
            I drugi, kiedy Mahowny przegrawszy ogromną fortunę (9 milionów
            dolarów, tak?) w minorowym nastroju opuszcza kasyno, żegna się z
            szefem i mówi do niego, o ile dobrze usłyszłam i zrozumiałam, "do
            zobaczenia"!
            Mimo tak dotkliwej porażki, z którą będą się wiązać dalsze jeszcze
            poważniejsze konswekwencje, ani na moment nie traci chęci do gry!
            Szok. Prawdziwy nałogowiec!
            :)
            • grek.grek Re:Hazardzista/spojler; 3 g 27.01.10, 15:17
              Zgadza się.

              Kiedy ten chłopak, Murzyn, Bernie - mówi mu, żeby przestał, on go kompletnie nie słucha, coś tam duka tylko, że nie ma mowy. W jednej z wczesniejszych sekwencji jest scena, kiedy zostawia narzeczoną w hotelu (przyjechali na weekend, i miało być wesoło, a on znika, idzie grać i zostawia ją samą, jakby była workiem kartofli na zimę) i produkuje się przy stole, idzie mu bardzo dobrze, narzeczona przychodzi, próbuje się z nim porozumieć, pyta - co z weekendem, chociaż wie, że szlag trafił, bo chłop utonął w rzucaniu kostkami - taki sam brak reakcji, jakieś machinalne odpowiedzi, zbywające ją właściwie niż cokolwiek wyjasniające - "daj mi parę minut... parę minut... parę minut mi daj".
              Brak kontaktu z Ziemią.

              Tak, on mówi "do zobaczenia", a szef "żegnaj" - bo to koniec zabawy, drugi raz już takiej kasy nie przekręci :)

              • barbasia1 Re:Hazardzista/spojler; 3 g 27.01.10, 15:39
                grek.grek napisał:

                > Tak, on mówi "do zobaczenia", a szef "żegnaj" - bo to koniec
                zabawy, drugi raz już takiej kasy nie przekręci :)

                Niedosłyszałam tej kwestii szefa. Świetne zakończenie sceny!

                Nadzwyczajną konbietą musiała być ta jego narzeczona, nie opuściła
                go w tym hazardowym szaleństwie, przeczekała jego pobyt w więzieniu,
                miał facet kupę szczęcia w tym nieszczęściu!
                :)
    • maureen2 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 27.01.10, 03:19
      właśnie sie obudziłemsie i już po tangu w Paryżu, i co tu oglądąć ?
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 27.01.10, 15:03
        maureen2 napisała:

        > właśnie sie obudziłemsie i już po tangu w Paryżu, i co tu oglądąć ?

        hehehe! :)
    • genderman Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 27.01.10, 11:32
      Rowniez spoznione zyczenia noworoczne
      ps.Ratatuj swietny film :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 27.01.10, 15:57
        genderman napisał:

        > Rowniez spoznione zyczenia noworoczne
        pozdro! :)

        > ps.Ratatuj swietny film :)
        Sympatyczny, chyba w Nowy Rok leciał!
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 27.01.10, 20:13
        Dzieki za zyczenia :)

        A Ratatuja obejrzalam, a jakze, bardzo przyjemna bajka, a najwieksze
        zaskoczenie to super muzyka.
    • grek.grek Paragraf 46/spojler1 28.01.10, 12:40
      Z wczoraj.

      Niedaleka przyszłość. Świat wygląda normalnie, ale jest inny - dzieli sie na Wewnętrze, czyli stechnicyzowane maksymalnie molochy miejskie i Zewnętrze, czyli prowincję, zwaną wiochą ;) Z Ze do We i vice versa można się dostać tylko za pomocą tzw. polisy, czyli po naszemu - przepustki wydawanej przez urzędników.
      Medycyna poszła na tyle daleko, że klonowanie, in vitro, manipulacje pamięcią, możliwość wszczepiania wirusów umożliwiających sterowanie własnymi zachowaniami staje się codziennością.
      Paragraf 46 głosi,że osoby z min. 25 % wspólnych genów nie mogą się wiązać w pary i miec dzieci. Jesli łamią przepis nieświadomie, zostaje wszczęta procedura zapobiegająca powtórzeniu się takiego przypadku; jesli łamią go świadomie - zostaje wszczęte postępowanie karne.

      I w takim świecie, konkretnie - w Szanghaju, wyglądającym jak pomnożony przez 5 Niujork, spotykają się On i Ona. On jest urzędnikiem, kontrolerem, który przyjeżdza z Seattle zbadać sprawę fałszowania i wynoszenia przepustek, w firmie Spinhx, która je produkuje; ma wszczepiony wirus empatii, który pozwala mu grzebać w umysłach ludzi, z którymi się spotyka, oczywiście - w celach zawodowych; wystarczy, że ktoś powie mu coś "o sobie", a on już wie np. jakie ten ktoś ma hasło kodująće w swoim komputerze. Fajna zabawka :). Ona jest pracownicą Spinhxa. I narratorką opowieści. Spotykają się już w hallu, na moment.
      Ona ma urodziny. Co roku ma ten sam sen - jedzie metrem i kogoś w nim szuka, a kiedy już ma znaleźć - budzi się. Co roku przejeżdza jedną stację więcej, a w tym ma dotrzeć do ostatniej i odkryć prawdę. Jesli zaśnie jeszcze tej samej doby - uda się jej.

      W Spinhxie On przeprowadza śledztwo, przepytuje pracowników, oni mówią o sobie, a on bada czy to oni kręcą lody z tymi przepustkami, czy nie. Ona jest cwana, nie bardzo chce mówić o sobie, wymyka się pytaniom, a więc On nie może jej wyczuć, ale wnioskując z jej uników podejrzewa ją. Problem w tym, ze jednocześnie się w niej... zakochuje. Właściwie to chyba się zakochał już tam, w hallu, przy tym krótkim zetknięciu się.
      Nie zdradza kierownikowi tego całego Sphinxa swoich odczuć.

      Spotykają się w metrze. Ona jest miła, On jest zakochany, ale bez maślanych oczu. I idą do restauracji, gdzie grają w otwarte karty - ja wiem, ze to ty te karty wynosisz, - no i dobrze, robię to dla pieniędzy.
      Ona mu instynktownie ufa, co ją intryguje. A On nie może przecież jej zdradzić...
      Potem idą do klubu, gdzie wśród wielu małych żółtych ludzi, w scenerii z Między słowami, Ona daje tę kartę swojemu koledze-przyrodnikowi, który chce wyjechać na Zewnętrz, do Delhi, by obserwować nietoperze. Spinhx odmawiał mu już 8 razy, więc postanowili zrobić to nielegalnie. Kontroler siedzi z nimi i... nic nie może zrobić :)
      Bawią się, rozmawiają, tutaj karaoke, tam Ona tańczy do jakiegoś lekkiego transidła.
      Lądują u niej w domu. Ona pokazuje mu swój videpamiętnik - rodzice, ten od nietoperzy... urodziła się We, potem wydalono jej rodzinę na Ze (ojciec -oszust), a potem wróciła z powrotem. Idzie spać. We śnie dojzeżdza do ostatniej stacji i widzi twarz tego, którego szukała - twarz kontrolera, w szybie pędzącego metra. On w tym czasie kulturalnie szpera w jej rzeczach, znajduje jeszcze jedną podrobioną przepustkę ukrytą w jakimś pudełeczku (podaruje ją wkrótce hałaśliwemu, ale miłemu, handlarzowi, wyglądającemu na typowego imigranta, który na rogatkach prosił go o pomoc w dostaniu się do Wew). Ona się budzi i wie, że On to on. Fałuszują razem "NO Woman, No Cry", a później mają seks, pokazany zresztą bardzo elegancko i niedosłownie. Rano on odchodzi. Bo On ma żonę, dziecko, ustablizowane życie. Ale jest zakochany...I dzwoni do niej - czy wszystko w porządku ? Jej nie ma, odpowiada tylko videosekretatarka, w jej osobie zresztą.

      Cdn
      • barbasia1 Re: Paragraf 46/spojler1 28.01.10, 13:35
        grek.grek napisał:

        Podoba mi się, mam nadzieję, że ciąg dalszy będzie dorównywał części
        pierwszej ...
    • grek.grek Paragraf 46/spojler 2/uwag kilka moich 28.01.10, 13:26
      On dostaje informację, że w Indiach zmarł facet, który przyjechał tam na nielegalną przepustkę ze Spinhxa, słowem - że pan kontroler dał ciała, bo przepuścił następnego uciekniera. Ma tę sprawę wyjasnić ostatecznie.
      KOntroler sprawdza dokładnie - rzeczywiście, chodzi o tego kolegę Jej.
      Zaraził się w Indiach śmiertelną chorobą. A stało się tak dlatego, ze przyjechał na nielegalnej przepustce. Nie dostawał legalnej, bo był genetycznie narażony na zachorowanie.

      Więc On wraca, i szuka Jej, a Jej nie ma.
      Znajduje się w klinice. Nie mogą użyć swojego wirusa empatii, a nie mając zezwolenia na wejcie do środka i rozmowę z Nią, przekupuje "pigułkami szczęscia" babkę w recepcji i dostaje się do środka. OKazuje się,że Ona zaszła w ciążę, łamiąc 46 paragraf. Cięza została usunięta, a z jej pamięci wymazano zarówno pamięć o niej, jak i mężczyznie z którym zaszła, czyli o nim, czyli o swoim... krewnym, wg nowego kodeksu prawnego. I faktycznie, ona nic nie pamięta. On ją pyta (w obecności jakiejś lekarki) o sprawę przepustek, że niby śledztwo prowadzi - a ona nic nie jarzy. Zabiera ją stamtąd, bez pozwolenia, wykręcając się koniecznością dokończenia dochodzenia.
      Jadą autem i On Ją próbuje o niej samej uświadamiać (Ona na to "uczyli o mnie w szkole ?"), ale ni cholery babka nie pamięta - ani Jego ani przeszłości. Jego wirus empatii nie pomoże. I On Jej mówi, że Ona szmuglowała te przepustki, on ją zdemaskował, ale nie doniósł, bo sie w Niej zakochał. A ona nic, ani w ząb.

      Facet idzie do kliniki, by zbadać DNA swoje i Jej. Ma jej włos w tym celu. Wynik go szokuje - mają 50 % wspólnych genów. Genetycznie pochodzi ona ze strony jego matki. On był poczęty in vitro, jego matka była klonem. W ogólnym zamieszaniu, gdzie każdy może być z każdym spokrewniony - On jest z Nią.
      Próbuje zwiać. Wrócić do domu. Na lotnisku okazuje się, ze jego przepustka wygasła. Więc abaorot wraca do niej, ale z interesem, co ona przyjmuje z lekką ironią - On chce, żeby Ona zdobyła dla niego przepustkę. Przy okazji dostaje telefon, że zostaje odsunięty od sprawy, a przejąć je ma inna komórka dochodzeniowa.
      Więc Ona idzie do firmy, ale tam się okazuje, że ją wysiudali z pracy przy przepustkach, i usadzono w recepcji. Ale od czego znajomości... Dzięki koledze zdobywa dla niego polisę. I przynosi mu ją na lotnisko. I mówi - pamiętam Cię, widziałam Cię we śnie. Pamięć jej skasowali, ale podświadomości, snów nie byli w stanie wymazać.
      I On nie może wyjechać. Zostaje z nią. Na jego przepustkę wydostają się z Wew, najpierw samolotem, potem barką, wydostają się na Zew. A tam obrazki jak z afrykańskiego pustynnego safari pomieszanego z Peszawarem, Kastylią i jakąstam Toskanią.
      W przyjemnym hoteliku wynajmują pokój. I są szczęśliwi.

      Ale przecież paragraf 46 zakłada, że po nieświadomym złamaniu musi nastąpić procedura uniemożliwijąca powtórkę. I tak się stało - Ona ma wszczepiony wirus alergii na Niego. Nie mogą mieć seksu, znaczy się - jej ciało się boi Jego. Znajdują sposób - on ją przywiązuje do łózka. A cały akt jest pokazany wyłącznie za pomocą śledzenia kamerą reakcji Jej twarzy : od bólu i skrętów do przezwycięzenia ich i czerpania właściwej przyjemności.

      To nie koniec. Po akcie Ona w machinalnym odruchu idzie do telefonu i kabluje odpowiedniej instytucji, że złamali P46 i żeby po nich przyjechali. Robi to, bo tak ją zaprogramowano w ramach procedury ochronnej.
      On to wiedział od początku... Teraz jedyne wyjście, to ucieczka. Za zegarek i gotówkę kupują od właściciela hotelu zdezelowane auto i wyjeżdzają na autostradę pośród tej pustynnej prowincji.Jadą pełni siebie nawzajem i mają wypadek.

      Przeżywają. Jemu zostaje wymazana wszelka pamięć o niej i o całej sprawie, wie tylko, że prowadził śledztwo i że zakończyło się sukcesem. Wraca do rodzinki malowanej.

      Ona zostaje deportowana na Zew (na pustynię, której "nie lubi"), chodzi - jak w jakimś teledysku - wśród drzewek sawannowych, namiotów jak na przedmieściach jakiejś Kinszasy, siedzi i patrzy w piękne obrazki wzgórz, ubrana w kolorowe pledo-szlafrok-ponczo-cośtam kobiet afrykańskich, a w tle nastrojowo gra Coldplay (chyba) "I miss you so much"... Bo jej pamięci o Nim nie wymazano... :)
      /Choćby dla tej ostatniej sceny warto ten film zobaczyć :)/

      Cóz, love story z przyszłości :) Ona jak Julia, On jak Romeo, a świat jak z Orwella opiekuńczy i pozornie uporządkowany, robi za poczwarę, która ich związek niejako dopuszcza poprzez swoje kombinacje medyczne, mieszające wszystrkich ze wszystkimi, a później nie pozwala się zrealizować.

      Nastrój, powolne, hipnotyczne... flow tego filmu, zrobione z rewelacyjnej, hipnotyzującej, dyskretnej muzyki i niespiesznych, doskonale zmontowanych zdjęć - to jest największa zaleta tej historii.
      Wielka zaleta. Dla samego owego rytmu można ten film jak sądzę, oglądać wielokrotnie.

      Obrazki totalnie stechnicyzowanego, odhumanizowanego Szanghaju - gigantycznych biurowców, wieżowców, tej estetyki urbanistycznej XXII wieku, wnętrz sterylnych, jak z jakichś filmów science-fiction - robią wrażenie. Szanghaj przypomina Tokio z MIędzy słowami - tak samo obcy, odpychający, zimny, przytłaczający (taksówkarz wiozący do hotelu przybywającego kontrolera mówi "Tu się nie żyje, tu się wegetuje").
      Kontrast z Zew przypominającym afrykańsko-arabskie klimaty - ostry. Oczywiście Chiny i USA są symoblami rozwoju i władzy technologii, a Zew życia nieskrępowanego jeszcze dominacją ww. (tutaj nie trzeba polis, tutaj ludzie są swojscy, jak ten hotelarz, jest jeszcze normalność na ulicy, i estetyka jaką widać w informacjach, kiedy dają materiał z Mogadiszu), ale z kolei biedną i wyobocowaną ze świata możliwości i okazji, które są tylko Wew.

      Wspaniała Samantha Morton w roli Jej, czyli Marii Gonzales. Na bok stereotypy piękna aktorek. Panna Morton jest ścięta na chłopaka, nie ma żadnych objawów kanonicznego piękna, ale jest najpiękniejsza na świecie - bo ma wdzięk niesamowity, osobowość, ma spojrzenie, ma subtelną ekspresję, jest bezpretensjonalna, i ma charyzmę ekranową, niedaleką od Jeanne Moreau czy Nicole Kidman, i kurna piszę to z pełną odpowiedzialnością za to, co piszę. Jest wspaniała.

      Partneruje jej Tim Robbins, stary wyga - tutaj ciągle miotany wewnętrznymi porywami, próbujący zrozumieć co się dzieje, idący za głosem przeznaczenia, pokrewieństwa, odrzucający całe swoje życie, aby je spełnić. Uciekają oboje na pustynię - on, człowiek Wewnętrza, który nigdy na Zew nie był; Ona, która boi się tej pustyni ("kiedy oglądałam w dziexciństeie Strusia Pędziwiatra ze strachu odwracałam wzrok") - byle razem. A tutaj - klops.
      I ten finał zasługuje na brawa, bo ja już sądziłem, ze On, świadomy całej sytuacji, spowodował wypadek, żeby zabić Ją i siebie, byle tylko nie rozdzielono ich, że lepsza śmierć niż rodzielenie. To by jednak było dośc banalne, oczywiście jako filmowy chwyt. Ten finał zaproponowany przez twórców się trzyma kupy. Smutny, nieszczęsliwy, ale dobrze wymyślony.

      Udany film. POlecam :)
      Howgh.




    • grek.grek Paragraf 46/ ostatnie 2:30 28.01.10, 13:41
      Tu jest ostatnia, nadzwyczajna, sekwencja. Kapitalne połączenie - świetnie dobrana muzyka, pejzaże, zdjęcia i treść : on z żoną, a ona sama, on nie pamięta nic, a ona wszystko i w niej jest to, co w słowach piosenki. I ta Morton kosmiczna.

      www.yotube.com/watch?v=CEY2DCxnPyA
      • grek.grek Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 28.01.10, 13:42
        Co za ofiara losu, nie umie wpisać nawet adresu... ;)

        www.youtube.com/watch?v=CEY2DCxnPyA
      • barbasia1 Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 28.01.10, 14:22
        Gorszej kary niż pozostawienie Jej samej ze wspomnieniami, z
        tęsknotą za Nim nie mogli wymyślić.

        Poruszająca ta ostatnia scena.
        Jakoś mi się zrobiło smutno ...

        Na napisach też leci fajna muzyka, czy ta muzyka albo muzyka w
        podobnych klimatach ilustrowała film?

        Żal, że ten i wiele innych filmów pokazywanych jest o tak
        koszmarnej porze, a wcześniej tylko chłam w ilościach hurtowych.

        :)
        • grek.grek Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 14:07
          Tak, ta napisowa muzyka to coś w stylu tej towarzyszącej akcji; w połączeniu ze zdjęciami, montażem, okolicznościami przyrody tworzyła cały film.

          A koniec... rzeczywiście, mało optymistyczny. Ale dzięki temu zostaje w głowie. W końcu... finałów szczęśliwych się na ogół nie rejestruje w pamięci, prawda ? ;)

          O, chłam chałm - i to jaki... Przy okazji - czy usłyszałaś w tym całym harmidrze boju o media publiczne jakieś jedno słowo o programie w tych mediach ?
          Ja słyszę tylko - płacić czy nie płacić, utrzymywać czy prywatyzować, nie słyszę w ogóle słowa o jakości propozycji TVP i czasie ich wyświetlania, które by argument o płaceniu wzmacniały. Ostatnio dochodzę do wniosku, że płąci się glównie za Kurzajewskiego w jakimś porszaku reklamującego kolejną wyłudzajkę SMS-ową, koszmarnie głupią tv śniadaniową, 50 seriali o tym samym, trochę politycznego bicia piany i... za dobre filmy o 1 w nocy. A wszystko to okraszone morzem reklamowego bełkotu.

          A z drugiej strony - jeśli się to sprywatyzuje, to powstanie drugi Polsat albo TVN, gdzie takiego Paragfaru 46 nikt nie pokaże, a jeśli już, to... też bardzo późno i na dokładkę z 45 minutami reklam.

          Czy w tym kraju zawsze będziemy mieli do wyboru strasznie wielkie g.wno i tylko nieco mniej straszne i ciut mniejsze g,wno ?
          • barbasia1 Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 14:42
            grek.grek napisał:

            Tak sobie pomyślałam (zresztą nie pierwszy raz), czytając Twój
            tekst o filmie „Paragraf 46”, że niekoniecznie trzeba
            spektakularnych efektów specjalnych, niesamowitych, udziwnionych
            wizji, itp. chwytów, żeby stworzyć ciekawy, dający do myślenia film
            science fiction.


            Mało optymistycznie rysuje się przyszłość, w której ludzki umysł,
            każda dziedzina życia poddana byłaby całkowitej kontroli...

            :)

            • grek.grek Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 15:16
              W wielu s-f najgorsze jest to, ze próbują całkowicie zniekształcać obraz planety - machiny, hybrydy, windy napowietrzne, jakieś cyrki; tutaj świat jest właściwie bardzo swojski, bo Szanghaj z Paragrafu niewiele się różni od tego, który można zobaczyć obecnie, czy to na ekranie, czy na zdjęciach. Postęp (?) dokonał się w rzeczach niekoniecznie dających się przedstawić w spektakularnych obrazkach. To zaleta duża, bo stwarza wrażenie, że taka rzeczywiście może być przyszłość, czy to z racji przeludnienia, czy to z powodu kurczących się zapasów wody, szalonego postępu technologicznego, który sprawi, ze coraz większa będzie sfera ubóstwa z racji takiej, że zniknie wiele miejsc pracy - nowoczesne urządzenia, racjonalizacja, zastąpią potrzebę zatrudniania wielu ludzi, sprzyjać będą obniżaniu kosztów, i wtedy, czy nie już ?, wielkie aglomeracje zaczną się barykadować przed prowincją, gdzie skupią się wykluczeni. Czyli, wg mnie, ta pozornie mało widowiskowa wizja znacznie bardziej przemawia do rozumu swoim realizmem i prawdopodbieństwem, niż wizje za duże miliony - efektowne i pełne rozmachu, które na serio się nie dadzą wziąć, ale za to działają na dość prostą wyobraźnię popkulturową.

              A do tego, romantyczny (ale nie histeryczny albo harlekinowy) wątek miłosny, w takiej otoczce, sprawdza się bardzo dobrze. Nic od niego uwagi nie odwraca, a wszystko mu służy - bezosobowy albo epatujący apatią charakter świata/ów? przyszłości nadaje tym emocjom dodatkowej wyrazistości i wartości.

              Ale językiem to napisałem, jakbym kij połknął ;)

              • barbasia1 Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 15:46
                grek.grek napisał:

                >Czyli, wg mnie, ta pozornie mało widowiskowa wizja znacznie
                bardziej przemawia do rozumu swoim realizmem i prawdopodbieństwem

                Tak, właśnie tak!


                > Ale językiem to napisałem, jakbym kij połknął ;)

                Na konferencję filmoznawców trzeba Cię wysłać! :)

                Mnie się podoba!

                • grek.grek Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 16:06
                  Jest taka scena, w "Biali nie umieją skakać" - Snipes hazardowo rzuca z Harrelsonem do kosza i oczywiście dogadują sobie co rzut; w którymś momencie Snipes mówi, z tym swoim murzyńskim akcentem i mimiką "A wiesz, że był tu kiedyś Michael Jordan ?! Powiedział,że powinieem grać w NBA. A wiesz, co ja mu odpowiedziałem ? Że nie zagram, bo tam straciłbym swój styl" ;))

                  Zresztą, Twoim interpretacjom też nic nie brakuje, a przy okazji piszesz zrozumiałym językiem, i jak ktoś ma na konferencję jechać, to Ty prędzej :)



                  • barbasia1 Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 16:27
                    grek.grek napisał:

                    > [...] nie zagram, bo tam straciłbym swój styl" ;))

                    Prześwietne! :)))

                    No to zostajemy, Greku, na forum! I dobrze! :))


                    A propos jeszcze "Paragrafu 46", a konkretnie Szanghaju! - otóż
                    zdobyłam film Anga Lee ... "Ostrożnie, pożądanie"! (niedawno z
                    Vivą). Postaram się spreżyć obejrzeć i opowiedzieć, bo nie wiem, czy
                    zobaczymy kiedykolwiek ten film w TVP!? A na pewno nigdy o
                    przywoitej porze.
                    :)
                    • grek.grek Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 30.01.10, 12:30
                      O, bardzo dobry pomysł :)
                      • barbasia1 Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 30.01.10, 13:38
                        grek.grek napisał:

                        > O, bardzo dobry pomysł :)

                        Ten pierwszy, czy ten drugi? ;)

                        Listę zaległości mam coraz dłuższą, ale ten film pójdzie poza
                        kolejnością!

                        :)
                        • grek.grek Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 30.01.10, 15:41
                          Oba :)

                          Czekam/y zatem na Twoją relację z pierwszej ręki :)
                          • barbasia1 Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 30.01.10, 16:12
                            OK!
                            To będzie relacja w trybie nadzwyczajnym! ;)


                            A w tej chwili jestem w przy filmie "Marzyciele"!
                            Mam nadzieję, że jeszcze dziś ukaże się mój post.
                            • barbasia1 "Marzyciele" moje 3 grosze 31.01.10, 13:16
                              Utonęłam w tych "Marzycielach" (wczoraj totalnie!) :)

                              forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,106542712,Re_Marzyciele_c_d_moje_3_grosze_wreszcie_.html

          • barbasia1 Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 15:03
            Fajna muza! :)

            Ja tam kilka szczęśliwych finałów filmowych pamiętam... chyba! :))

            Słyszłam wiele o "misji", prezesi TVP i inne wazne osoby za tVP
            odpowiedzialne odmieniały wyraz "misja" przez wszytskie przypadki,
            ale co pod tym szumnym słowem miałoby się właściwie kryć ujawnić nie
            chcieli albo nie umieli.

            A tych ich 50 seriali o tym samym i ich kolejnych powótrek to już
            nawet panie z mięsnego nie chcą oglądać. Podsłuchałam kiedyś (było
            to latem ubiegłego roku, też w sezonie powtórkowym) rozmowę w
            naszym mięsnym, serio! :)
            Dla kogo właściwie jest ta telewizja?

            > A z drugiej strony - jeśli się to sprywatyzuje, to powstanie drugi
            Polsat albo TVN, gdzie takiego Paragfaru 46 nikt nie pokaże, a jeśli
            już, to... też bardzo późno i na dokładkę z 45 minutami reklam.

            Tak, tak właśnie z całą się skończy prywatyzacja i to jest
            przerażająca perspektywa!

            > Czy w tym kraju zawsze będziemy mieli do wyboru strasznie wielkie
            g.wno i tylko nieco mniej straszne i ciut mniejsze g,wno ?

            Szkoda gadać.
            • grek.grek Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 15:45
              To nie jest telewizja dla tych, co chcą ogladać dobre filmy o normalnych porach :) To jedno chyba pewne jest.

              I nikogo to nie obchodzi, grunt, żeby jedna czy druga partyjka miała swoją tubę propagandową, a krewni i znajomi królików różnych za 2 tygodnie bycia na kontrakcie mogli skasować okrągłą sumkę. Nie dbają ani o program, ani o misję, a szantażują faktem, że bez publicznej telewizji pluralizm polityczny może być zagrożony. Jak to u nas - lewą ręka za prawe ucho :)
              • barbasia1 Re: Paragraf 46/ ostatnie 2:30 29.01.10, 16:15
                Najgorsze, że ciagle nie widać nikogo, komu zależałoby na Telewizji
                Polskiej, kto byłby w stanie dokonanać (czy choćby rozpocząć)
                sensownych zmian w tej instytucji.


    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 29.01.10, 13:38
      TVN dziś Clintem zaspawało program - Sztandar chwały, czyli inwazja US na Japonię z pkt widzenia US, a po nim Listy z Iwo Jimy, czyli inwazja US na Japonię z pkt widzenia Japończyków, a rzecz dotyczy bitwy o Iwo Jima.
      Ciekawy pomysł, tylko czy przez 6 godzin da się oglądać nonstop film wojenny, dodatkowo biorąc pod uwagę, że jak chodzi o ten rodzaj kina, niełatwo czymś nowym widownię zaskoczyć...

      Poza tym, Ronin w Jedynce o 20;25, czyli klasyka sensacji w dobrej obsadzie /jakby to na, kuźwa, Polsacie napisali "w gwiazdorskiej obsadzie"/, a do tego kupa horrorów i horrorów science-fiction, a ten polastowski musi być wyjątkowym g,wnem - no bo widzieliście film z Treatem Williamsem, który by g.wnem wyjątkowym nie był ? ;)

      • barbasia1 Sztandar chwały / Listy z Iwo Jimy 29.01.10, 15:12
        Chyba jakiś nawiedzony wymyślił, żeby puścić te filmy jeden po
        drugim, jakby nie można było dać "Listów" tydzień póżniej!
        • barbasia1 Re: Sztandar chwały / Listy z Iwo Jimy 30.01.10, 13:42
          W końcu nie obejrzałam wojennych filmów Clinta. :/
          • grek.grek Re: Sztandar chwały / Listy z Iwo Jimy 30.01.10, 15:38
            Ja widziałem kawałek Listów. Wojna jak wojna... Parę prób pokazania jak w obrębie wojennej zawieruchy funkcjonują starojapońskie rytuały honorowe - seppuku z powodu zawiedzenia czyjegoś zaufania, niespełnienia pokładanych w sobie oczekiwań zwierzchnika, społeczeności, grupy, i jak dowódca próbuje nad tym zapanować i odwieść od tego żołnierzy i oficerów, a także jak oni sam (młody łąćznik) nie chcą tego kultywować, przeciwstawiając tępemu zafiksowaniu i wyuczeniu rozum i własną logikę.

            • barbasia1 Re: Sztandar chwały / Listy z Iwo Jimy 30.01.10, 16:10
              grek.grek napisał:

              Dzięki za te kilka słów. Właśnie "Listy ..." chciałam obejrzeć;
              Trudno, następnym razem o lepszej porze.

              Wprawdzie kino wojenne to nie mój ulubiony gatunek, ale czego się
              nie robi dla Clinta! :)

              A "Listy..." zostały docenione nawet przez Japońską Akademię
              Filmową, tak piszą w moim dodatku TV, film dostał specjalne
              wyóżnienie!
              :)
              • grek.grek Re: Sztandar chwały / Listy z Iwo Jimy 31.01.10, 13:32
                Hehe, TVN ma zdolnośc wielokrotnego powtarzania tych samych filmów, zwłaszcza tych dłuższych :)

                Wcale sie nie dziwię,że Clinta mali żółci docenili. Listy pokazały Japończyków w wywazony sposób - przeciętni żołdacy seppukowali, albo
                chcieli zabijać jeńca, ale byli jednocześnie honorowi i bojowi, a
                dowódca to już w ogóle cnotliwy - dzielny, godny, mądry, rozumiejący
                sytuację, nie obawiający się w jej obliczu zakwestionować pewnych
                ustalonych kulturowo norm i zwyczajów, no i jeńca uratował i się nawet
                z nim lekko zakolegował ;)

                Poza tym, sam fakt, ze Clint zadał sobie trud i przedstawił tę samą sytuację wojenną stając po obu stronach konfliktu, ma/miało swój wydźwięk. Uczciwie takie było.
                • barbasia1 Re: Sztandar chwały / Listy z Iwo Jimy 31.01.10, 13:46
                  To fakt TVN kocha wielkie, długie dzieła filmowe, w których można
                  zamieścić dużo bloków reklamowych!. :)))

                  Wspaniałe małe żółte żołnierzyki, tylko do rany przyłóż! :)

                  Uczciwie to było, no i ciekawy pomysł!

      • maniaczytania Treat Williams - bluznisz grek.greku, 29.01.10, 19:51
        bluznisz ;) , u mnie wszystkie grzechy zmyte ma za udzial w jednym z
        lepszych filmow ever - "Hair" Milosa Formana!
        • grek.grek Re: Treat Williams - bluznisz grek.greku, 30.01.10, 12:22
          Cóz, 30 lat jednak minęło... Williams jednak rozmienił się na drobne, przynajmniej z tego, co dane mi było zobaczyć, a parę rzeczy widziałem ;)

          /aktor jednej roli ?../
    • maniaczytania Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 30.01.10, 14:45
      pisze juz dzis, zeby dac szanse na "niezapomnienie".
      Podobno jeden z lepszych filmow rosyjskich wspolczesnych - nie wiem,
      czy po przeczytaniu opisow, odwaze sie obejrzec...
      • grek.grek Re: Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 30.01.10, 15:53
        Nie mam tego kanału.

        Na jakąś recenzjon można liczyć ? :)
        • maniaczytania Re: Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 30.01.10, 18:57
          Jak dam rade obejrzec ( nastawiam sie juz), to moze i dam rade
          napisac ;)
          • grek.grek Re: Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 31.01.10, 13:22
            No to, obyś dała radę obejrzeć, bo wtedy wiadomo, że napisać dasz radę :)
            • maniaczytania Re: Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 04.02.10, 10:53
              Nie dalam rady obejrzec. Swiadomie, ze wzgledu na pore emisji (ktora
              normalnie to jest wymarzona wrecz - 20.00) - moje dziecie o tej
              porze spac nie chodzi, a wolalabym, zeby tego ze mna nie ogladalo. A
              ogladac fragmentami ( bo trzeba by go bylo polozyc spac itp.) nie
              chcialam.
              Poczekam i obejrze innym razem.
              • pepsic Re: Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 04.02.10, 18:50
                Tak przerażający, że aż absurdalny momentami. Zaczęłam dość późno, bo od gwałtu
                zadanego butelką - w swojej naiwności myśląc, że już nic gorszego nie zobaczę.
                Otóż nie. Nie mam pojęcia, jaki był punkt wyjścia, ale to co zobaczyłam
                wystarczy mi na długo. Tytułowy ładunek oznaczał ofiary afgańskiej wojny. Też
                miał swój udział w drastycznej scenie gwałcenia dziewczyny jako leżące obok
                rozkładające się ciało.
                • pepsic Re: Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 04.02.10, 19:20
                  c.d.
                  Egzekucja skazańca niczym w "Katyniu" - też robi wrażenie. Mimo, że początek mi umknął, nie przewiduję drugiego razu. Wyraźny kontrast stanowi muzyka łatwa, lekka i przyjemna dodając tylko grozy. Trudno polecić ten film, choć jest b.dobry.
                  Ps.Pora emisji zdecydowanie im nie wyszła.
                  • maniaczytania Re: Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 05.02.10, 11:34
                    Pepsic, najgorsze, ze to podobno na faktach ... brr
                  • grek.grek Re: Sroda (3.02.)- Ladunek 200 - TVP Kultura 06.02.10, 12:03
                    Dzięki za rekomendację :) może TVp dokona spektakularnego transferu i z Kultury przeniesie powtórkę do głównych kanałów...
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.02.10, 15:26
      Nie wiem, czy to wypada polecać, ale o 20:20 w Jedynce dokument o Jaruzelskim. W opisie widnieje, ze zrobili go historycy, ktorzy "dotarli do niepublikowanych dotąd materiałów z tajnych zasobów radzieckich", czyli że zrobili go jacyś ambitni następcy braci Grimm. I Marx zapewne też :)
      A potem będzie dyskusja. Tak jakby już nie dość człowiekowi narobili syfu insynuacjami i pomówieniami. Po co on wprowadzał ten stan wojenny... tylko dał pożywkę tym, co chcieli nowego PW, trupów, martyrologii i żeby przez następne 200 lat mogli Rosjanom wypominać 81 rok tak jak wypominają do dzisaj Katyń. Byłoby tak cudownie... Wina Jaruzelskiego jest przeogromna. Ciekawe, czy w ogole go zaproszą do rozmowy. Pewnie nie, bo boksera wagi ciężkiej ci z wagi koguciej mogą pokonać wyłącznie wtedy, kiedy się on na ringu nie pojawi.

      Jedynka, po braciach Marx (22:30)- "Apollo 13" - ktoś widział może ?
      Mnie się jeszcze nie trafiło, trochę w obsadzie zgrzyta mi Tom Hanks, ale... spróbować nie zaszkodzi, może Ed Harris jakoś to zrównoważy ;)

      POlsat - Arlinton Road. Opis interesujący - facet z paranoją antyterrorystyczną podejrzewa swoich sąsiadów, ze są w spisku jakimś.
      W głównej roli...nie, nie Zbychu Ziobro - Jeff Bridges, a razem z nim Tim Robbins, scenariusz napisał gość od Krzyków, Ringów itp. - hmmm...,
      reżyserką się zajął facet, co jest jakimś fanem U2, bo kręci dokumenty o nich i właściwie nic poza tym.


      • barbasia1 "Towarzysz Generał", "Apollo 13" 01.02.10, 16:01
        grek.grek napisał:

        > Nie wiem, czy to wypada polecać, ale o 20:20 w Jedynce dokument o
        Jaruzelskim.

        :)))
        To samo chciałam napisać, jak zobaczyłam nazwisko jednego z
        rezyserów tego dokumnetu - Grzegorza Brauna tropiciela tajnych
        wspólpracownikow, tego samego, który przegrał proces wytoczony mu
        przez profersora Miodka.
        Daję sobiee rękę uciać, żę będzie to żadne obiektywne spojrzenie na
        osobę Generała i wydarzenia z roku 81.

        >czyli że zrobili go jacyś ambitni następcy braci Grimm. I Marx
        zapewne też :)
        hahaha :))) Trafne skojarzenie (jak zawsze zresztą!)

        > Jedynka, po braciach Marx (22:30)- "Apollo 13" - ktoś widział
        może ?
        Ja widziałam! :), ale dawno temu (aż się dziwię, że TY nie! :).
        Pamiętam, że mi się podobał, trzymał w napięciu do końca /luknęłam
        szybko na filmweb widzę , że większość pisze o "trzymaniu napięcia" -
        :)/. Mimo, że wiadomo, jak się cała historia zakończy (bo film
        oparty jest na faktach - "Huston we have a problem" ... ) warto
        zobaczyć, jakie trudności napotkali ludzie i jak sobie radzili
        podczas jednej z pierwszych podróży w kosmos.
        :)
        • grek.grek "Apollo 13"/ rozczarowanie kontrolowane. 02.02.10, 11:45
          Generała sobie daruję, bo propagandziści nie zasługują na to, by w tym wątku się pojawiać.

          A'propos Apollo 13, to, niestety, będę bardziej bezwzględny niż Ty :)

          Ja tego napięcia nie odczułem - po prostu. Zero :)
          Ani w załodze, ani w osobach towarzyszących na ziemi, ani w tym centrum dowodzenia, ani w tych wymianach zdań, ani w niczym. Raz, ze jak się pojawił motyw modlenia się do Boga przez świat, ksiądz na kanapie u Hanksa w domu, to już było wiadomo, ze się uratują, a dwa - żaden producent nie wyłoży w Stanach dużej kasy na film, w którym się komuś nie udaje przeżyć/uratowac. W dodatku, na film oparty na faktach, które dają takie zakończenie ;))

          Ograne chwyty, w założeniu, dramaturgiczne - bieganina, pot z niskich czółenek w powierze bucha, te miny kotów s.rających na puszczy... ta gromada ludzi przy monitorach w centrum dowodzenia... ta rodzina i znajomi, na czele z, piękną i wystylizowaną, ale ogrywającą dwie miny na krzyż, z tym samym chowaniem czoła w dłoni, Kathleen Quinlan, jako żoną Hanksa... podbijanie bębenka, w postaci obrazka wywiadu w tiwi, gdzie fachowiec mówi, że "muszą trafić w obiekt, w proporcjonalnym ujęciu, szerokości kartki papieru"... a na końcu ten mdły amerykański numer - bohaterowie uciekają kostusze spod kosy, wszyscy dostają palmy z radości, a Gary Sinise mówi zróznoważonym tonem proste "Witajcie w domu" - dżiz, jakie to jest kiepskie... :)
          Tak samo kiepskie, jak to powitanie na lotnisku, czy gdzie tam - jak im biją brawo zołnierze, to z takimi minami jakby narobili w spodnie i z takim zaangażowaniem jakby pornografię oglądali, albo nawet MjakMiłośc.

          Inna rzecz - dwaj supergwiazdorzy US, którzy, jak twierdzą koła rządowe, a w co pół świata nie wierzy, a drugie pół ma wątpliwości, byli na Księżycu, czyli Armstrong i ten drugi przychodzą do domu Hanksa i robią za przyd,upasów starszej pani, matki Hanksa, która "uroczo", w - znów - amerykańskim drętwym stylu rzuca tekstem "wy też jesteście astronautami ?". Ale śmieszne, łojejejej. Btw, hehe, coż za redukcja statusu - od narodowego bohatera do bawidamka dla staruszki z Alazhaimerem, czy innym Eisensteinem.

          Oczywiście, cały świat kibiciuje Ameryce - papież i tysiące wiernych, "trwają modlitwy pod Ścianą Płaczu" (to mnie wkręciło w śmiechawę), cały świat centralnie dostał zatwardzenia :); ja wiem, że to niby na faktach, ale czy naprawdę trzeba wszystko to zamieszczać w filmie ? Poza tym, czy wierzący uważają, że ich Bóg jest idiotą albo popełnia nieustannie grzech pychy, i trzeba go uświadamiać, że powinien pomóc lub błagać, zeby zechciał, z czego on czerpie bezczelną satysfakcję ? Poza tym - w końcu się ci astronauci uratowali... więc,w domyśle, Bozia im pomógł :) PO co ta błazenada... W dodatku, jak w domu Hanksa i Quinlan trwa nasiadówka przy telewizorze i radio, to kamera oczywiście musi pokazać, ze jest tam... ksiądz proboszcz :)) Żena trochę.

          Aktorzy. Ło jeżu... Hanks jak zwykle, czyli Pan Bez Barwy. Nie dziwię się, ze jest ulubionym aktorem Ameryki, obok Willa Smitha, który robi w kinie za fajnego Murzynka, którego 12-latek z południa Ojczyzny Demokracji i Tolerancji może klepnąc w czoło i powiedzieć "umyj się, chłopcze", a on ma zakodowane, zeby powiedzieć "tak, sir". Nie wiem, za co ten Hanks zarabia te miliony. Tutaj odgrywa archetyp amerykańskiego survivora, co w trudnym położeniu jeszcze dowcipkuje, innych podtrzymuje na duchu, trzaska trzy grymasy twarzy i dwa spojrzenia, a poza tym - wygląda jak Johnny z sąsiedztwa albo James z warzywniaka, więc taki swojski jest, że każdy Jankes patrzy w ekran, widzi tę nieskażoną talentem i osobowością buźkę i po prostu kocha ją bezwarunkowo. Nie zaglądam Hanksowi do kieszeni, ale tak przepłaconego i nieudanego aktora dawno nie było i prędko nie będzie następnego.

          Ed Harris umarł w butach w tym filmie. Ten jego bohater jest jak z kreskówki. Wszysscy panikują, ale on nie. Wszyscy są zdenerwowani, ale on nie. Wszyscy odreagowują jakoś stres, on nawet nie wie, jak to się pisze. Normalnie, fakir, i logiczne decyzje podejmuje jedną za drugą. I z tym maczo-patosem na spanikowany tekst "To będzie najgorszy dzień dla kosmonautyki amerykańskiej", odpowiada "Nie, to będzie najpiękniejszy dzień". Cóz za niezłomnośc... I bujanie od ściany do ściany - albo w tym Hjuston histeryko-panikarze a'la nie-Harrisowie, ale maczo-patosiarze a'la Harris właściwy.

          Plus za ten żargon techniczny, w którym się normalny człek gubi w połowie filmu ;)

          I za inscenizację, scenografię, wszystkie te kostiumy i inne, oraz świetne przystrojenie Kathleen Quinlan, która grzeszyła śmiertelnie wdziękiem nosząc dzielnie tę na głowie.

          Niestety, mnie zabrakło dramaturgii, aktorstwa i reżyserii. To był, wg mnie, tani, amerykański propanagdzior - zobaczcie, jacy byliśmy dzielni i jak nam się udało. Mnóstwo tanich numerów mających oddawać emocje w taki sposób, żeby najgłupszy John Smith był w stanie to wyłapać i zrozumieć, ten hart ducha pokazany w sposób plastikowy i płytki, czyli ramoty z zakurzonego podręcznika, które stanowią o tym, ze wysokobudżetowe kino amerykańskie, to najczęsciej jest po prostu popelina i kasa wyrzucona w błoto.

          A najgorsze, ze... ja czułem pismo nosem, jak tylko zobaczyłem tego hanksa i przeczytałem o czym, to będzie. A potem kilka pierwszych klatek, pierwsze 20 minut przygotowań, które do bólu paznokci przypominały inne filmy tego typu (w których rzecz się rozchodzi o
          jakąs wielką wyprawę/imprezę sportową/mecz/bal szkolny etc./, i już
          nie miałem wątpliwości, że nie zabraknie schematów, górnolotoności i
          nabzdyczenia nieudolnie rozładowywanego kiepskimi żarcikami i lotnymi
          jak furmanka bon motami.









          • pepsic Re: "Apollo 13"/ rozczarowanie kontrolowane. 02.02.10, 12:38
            Podzielam twoją opinię, bo to faktycznie nadęty i przeładowany
            amerykańskim patosem film jakich wiele, mało realistyczny i do tego
            nudny. Żony astronautów zachowują się, jak przed meczem w rugby, a
            nie przed ewentualnym spaleniem małżonków w kosmosie. Nie dałam
            rady obejrzeć całości, a zresztą innego zakończenia i tak nie
            przewidywałam. Co do Hanksa - mam podobnie. Nie widzę w nim nic
            pociągającego, ani talentu, ani charyzmy, mógłby chociaż być
            przystojny!
            Co do teorii bytu, albo niebytu na księżycu. Znam jedną osobę w
            realu. Ona na bank była na księżycu;)
            Ps. Towarzysza generała jeszcze nie oglądałam, zdania nie mam, ale
            od czego jest you toube. Widzę, że wywołał sporo kontrowersji, co
            było do przewidzenia.
            • grek.grek Re: "Apollo 13"/ rozczarowanie kontrolowane. 02.02.10, 13:59
              Kurde, ten Hanks dostał 2 Oskary :)) Za role - w jego stylu, oczywiście.
              Nie wiem, jak w 95 Akademicy kombinowali, że im wyszło, iż Hanks/Forrest Glemp jest over Travolta/Pulp Fiction i Freeman/Shawshank, ale jakoś im się udało.
              A już weź mnie poszatkuj i posól, a nie zrozumiem, jakim cudem Hanks z płytkiej i schematycznej Filadelfii dostał w 94 roku Oskara pokonując Day-Lewisa z "W imię ojca". PO prostu, to były werdykty wymykające się próbom racjonalnego ich ogarnięcia.

              Wiesz, Generał jest nie tyle kontrowersyjny, co jest normalnym i wrednym paszkwilem, w dodatku zrobionym przez matołów :)
              • pepsic Re: "Apollo 13"/ rozczarowanie kontrolowane. 02.02.10, 15:17
                Pewnie temat AIDS/HIV w 1994 roku był nośny i na topie.
                Day Lewis taką rolę przegrał? Nie do wiary!

                Ps. Miało nie być o generale, a raczej o twórcach. Dostosowuję się:]
          • barbasia1 Re: "Apollo 13"/ rozczarowanie kontrolowane. 02.02.10, 15:55
            grek.grek napisał:
            > A'propos Apollo 13, to, niestety, będę bardziej bezwzględny niż
            Ty :)

            :)
            A gdzie Ty, drogi Greku, dostrzegłeś "bezwzględność" w moim
            komentarzu dotyczącym filmu "Apolla 13" ;))

            Dobry z Ciebie człowiek, Greku! :)

            No cóż, kontrargumentów na Twoje i Pepsic słowa jakoś wyjątkowo ;)
            nie mam, a na swoją obronę powiem tylko, że oglądalam ten film wieki
            temu, a na pewno w ubiegłym wieku i właściwie niewiele pamiętałam
            (oprócz tego (autentycznego!) "napięcia" i mglistych wizji zmagań
            kosmonautów z aparaturą na statku kosmicznym ! :) /księża, modlitwy
            do Boga w kosciołach i pod Ścianą Płaczu, zupełnie z głowy
            wyleciały /
            Nie da się ukryć, że dałam się wtedy zmanipulować hollywoodzkim
            chwytom, co je tak bezlitośnie wypunktowałeś!

            cdn.

          • barbasia1 Re: "Apollo 13"/ rozczarowanie kontrolowane. 03.02.10, 07:53
            ‘autentycznie odczutego napięcia’ jak u Johna Smitha z Twego postu :)

            Wiesz, obraz podróży człowieka w bezkresną przestrzeń kosmosu awaria
            malutkiego jak łupinka od orzecha staktu kosmicznego, śmiertelne
            niebezpieczeństwo działa tak, czy tak na wyobraźnie i emocje... :) ,

            Co do interwencji boskiej – zawsze myślałam, że kosmonautom udało
            się wrócić dzięki zachowaniu zimnej krwi, umiejętnościom i wiedzy,
            szczęściu, pomocy ekipy na ziemi, itp. Ale po Twoim poście
            zastanawiam się czy (jako wierząca), nie powinnam jednak wierzyć
            też w jakiś udział sił wyższych. :)

            A modlitwy - zadziałał tu po prostu znany mechanizm – „jak trwoga to
            do Boga”.
            :)
            • grek.grek Re: "Apollo 13"/ rozczarowanie kontrolowane. 03.02.10, 12:03
              Hehe, takie chyba intencje przyświecały autorom :) Niestety, zepsuli film, bo jak ksiądz siedzi na kanapie w domu rodziny faceta, co jest w niebezpieczeństwie, to wiadomo, że nic mu nie grozi, koniec końców.

              Ale ale, my tu gadu gadu, a nominacje oskarowe ogłosili.
              Zmiana - w kategorii "najlepszy film" : 10 nominacji. Kryzys daje o sobie znać. Większa kasa zafurkocze w obiegu, jesli będzie na rynku 10 filmów z etykietką "nominowany do Oskara" niż tylko 5 :)

              Tu pełna lista :
              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,7529797,Lista_nominacji_do_nagrody_Oscara_za_2009_rok.html
              Jestem ciekaw, ile weźmie ten cały Avatar, bo z tego co piszą, wybitna fabuła i aktorstwo to to nie jest, ale za to technologicznie XX wiek. Więc, pewnie w kategoriach technicznych wygra, w innych cholera wie. Cameron już zgarnął full za Titanica i w ogole Avatar swoje zarobił, więc nie ma potrzeby robić mu reklamy. Wróblewski i Torbicka, dzisiaj w Info, mówili o tym filmie Bigelow "The Hurt Locker", że to może być faworyt. Kij wie, ich tam nie idzie rozszyfrować, aczkolwiek czy film z wojną iracką w tle ma jeszcze powierzchnię nośną ?
              Może ktoś inny zatem. Se można spekulowac, bo i tak, zdaje się, większości tych tytułów w Polsce nie grają.

              7 marca rozdanie. Jak dożyjemy, to typniemy, nieprawdaż ? Rok temu trafiłem Winslet, ha ha ;)

              • la.bruja Re: "Apollo 13"/ rozczarowanie kontrolowane. 03.02.10, 19:14
                Nie w sprawie "Apollo" ale nowy wątek, którego nie umiem założyć :D
                Czy ktoś może oglądał wczoraj film "11:14"? Jak na standardy TVP był
                nawet o dość wczesnej porze (ok. 23.25) ;) , ale i tak nie dotrwałam
                • grek.grek "11:14"/"Król komedii"/spojlery dwa 04.02.10, 12:52
                  Oglądałem. Zamotana chronologicznie krzyzówka losów kilku osób.

                  Trzech chłopaków w typowym bus-ride nocną porą, ojciec i córka, facet któremu spada na auto ciało z mostu, policjant, sprzedawczyni z marketu.

                  I teraz : córka ojca - ściemnia,że jest w ciązy, i chce wydębić kasę od któregoś z chłopaków, albo od obu. Pierwszy facet umiera na cmentarzu, podczas seksu z nią, spada mu na łeb kawałek pomnika pod którym leżeli. Drugi napada na market, znaczy się - prosi sprzedawczynię, swoją kumpelę, żeby upozorowali napad. Ona się nie zgadza. Przychodzi córka ojca, wyłudzaczka. Ida na zaplecze poagadać, a w tym czasie sprzedawczyni bawi się zostawionym pistoletem. Wypala jej i niszczy lodówkę z napojami. I teraz ona się zgadza,żeby uporozować napad, co by ratować własną posadę tłumaczeniem, że to przestępca nabroił. Więc - on ją musi postrzelić. Robi to. Bierze kasę, a ona ma alibi. Tyle,że spryciara wyłudzaczka zawiadamia w tym czasie policję o napadzie na sklep. Chce wyciągnąć od chłopaka kasę, zwinąc się, a jego żeby aresztowali. Udaje się jej. Tyle że sama ginie, bo najeżdża na nią ten bus z trzema wesołkami. Ginie na miejscu. Chłopak jej do nich strzela i trafia jednego z nich w.. krocze. Gośc traci to co najcenniejsze dla faceta. Uciekają. Po paru minutach jego kolega decyduje się wrócić po to coś, bo zostało na ulicy. Drugi kolega nie chce, a że jest właścicielmem busa, to nasz dzielny bohater musi iśc sam. Wraca więc z buta, a tam już ambulans. Próbuje gwizdnąć lodówkę z zabezpieczonym tam fallusem. Musi uciekać przed pielęgniarzami z tym kawałkiem w łapie, co go obrzydza niemiłosiernie. Udaje mu się, wskakuje do busa i wieją. MOże chłopu przyszyją... ;)
                  Chłopaka co strzelał aresztuje policja. Sprzedawczynię też, no bo w końcu musiała powiedziec,że napad był, a chłopak został zakablowany przze swoją dziewczynę-wyłudzaczkę.

                  Dalej mam wątpliwości, bo to było na początku i trochę się zagapiłem z pewnych względów... ALE - na maskę auta faceta, co jedzie nocną porą spada ciało. On je pakuje do bagażnika. Wcześniej mial jakąs kolizję z kobitą, której się zdawało, że potrąciła zwierzę, jelenia. Chłop mówi że weźmie to na siebie. Ona odjeżdza i zawiadamia policję o tym zajściu. Zatrzymuje go ten sam policjant, co aresztował sprzedawczynię i zdradzonego chłopaka, co strzelał. Rozmawiają, facet się plącze, nie ma dokumentów. W końcu policaj zagląda do bagażnika, sądząc,że tam ten jeleń leży, a tam... buty wystają. Aresztuje więc gościa. Co ciekawe, ten facet był właściwym chłopakiem tej wyłudzaczki, co zginęła pod kołami busa - kontaktowali sie telefonicznie w sprawie tej kasy, co ona ją miała wydębić.

                  ALE w filmie jest scena, w której ojciec dziewczyny zrzuca jakieś ciało z mostu. I to ciało spada na maskę samochodu. Więc wszystko się łączy, ale jedną mam zagwozdkę, ewidetnie wynikającą z mojej nieuwagi - CZYJE było to ciało ? Podejrzewam, ze była to ta dziewczyna, co zgineła od busa, ale dlaczego jej stary miałby jej ciało z mostu ciskać ???

                  LIczę na to, że powtórzą kiedyś ten film, bo chciałbym się dowiedzieć ;)

                  Wczoraj - "Król komedii", czyli Scorsesee i De Niro znowu razem.

                  De Niro gra facet zafiksowanego na sławę. Dokładnie rzecz ujmując - komika o nazwisku Pupkin. Całe jego życie i świat, to marzenie o sławie. Dom zamieniony w studio do tokszołu, z Lizą Minelii i słynnym niejakim Langfordem, który prowadzi najlepsze telewizyjne szoł w Ameryce, nagrywarka, specjalny plakat-gigant przed którym ćwiczy swoje stand-upy.

                  Pupkin wierzy, że jedyną metodą zdobycia sławy jesy występ w prologu szołu Langforda. Próbuje go poznać. OKazja nadarza się któregoś wieczora, kiedy po wystepie Langford musi uciekać przed natrętną wielbicielką (zresztą, koleżanką Pupkina), zakochaną w nim do nieprzytomności. Pupkin pomaga mu się jakoś ulotnić. Ida na kolację, gdzie Pupkin wyłuszcza mu swój plan - pomóz mi, a zobaczysz, że warto. Langford, zadufana w sobie szycha, hamuje zniecierpliwienie, stara się Pupkina jakoś zbyć, obiecuje, że go zaprosi, nawet zaprasza do siebie.

                  Pupkin łyka tę ściemę bez zakąszania, jest cały happy, swietne widoki na przyszłość skłaniają go, żeby wreszcie, po 15 latach znajomości, zaprosić na kolację urodziwą barmankę, z knajpy, gdzie często bywa. Mówi jej, że będzie sławny, że już zaraz to się stanie, że ma z samym Langfordem kontakt; posuwa się nawet do tego, że Langford zaprosił ich do swojej posiadłości. Dziewczyna słucha i uszom nie wierzy. "Jestem królem komedii. ty bądź mogą królową", tak jej szczebiocze do ucha. Ma liczne projekcje, w których : bierze udział w szoł, jest jego supergwiazdą, organizują mu nawet w tym szoł ślub, jest idolem,, świat przed nim klęka, publika go uwielbia, a Langford to jego najlepszy przyjaciel. Fantazja zaczyna mu się z realiami mieszac. Pupkin uważa Langfoda, który poszedł z nim na jedną kolacyję, z oficjalnej wdzięczności, za swojego protektora, lansera i w ogóle za superkumpla.

                  Zaczyna więc przyłazić do budynku tiwi, w którym produkują szoł Langforda. Zbywają go tam, odsyłają, Langforda ciągle nie ma, Pupkina nikt tam nie zna, ale on z uśmiechem, z kulturą i z wdziekiem (bo taki jest Pupkin - męczący i namolny, ale sympatyczny; ciut szurnięty ewidentnie, ale wzbudząjący dobrą chemię swoją kulturalną upartością oślą) przychodzi codziennie i czeka, nawet za cenę wyprowadzenia prze ochronę. W końcu rozmawia z nim szefowa od castingu. Bierze jego demo z monologiem. Po kilku dniach wychodzi do niego znowu i mówi, ze będzie musiał popracować nad tematem, ale że ma potencjał i niech się zgłosi z nowym materiałem. Pupkin chce rozmawiać ze "swoim przyjacielem" Langfordem. Nie ma go, oczywiście. Wychodzi więc. Na dole jego kumpel, ta zakochana w Langfordzie, mówi mu, że facet jest, wszedł po prostu tylnym wyjściem. Pupkin wraca i wdziera się do biura. Nie znajduje Langforda, a ochrona tym razem go wywala, a nie wyprowadza.

                  Wywalili go drzwiami, wchodzi oknem. Razem z barmanką, wystylizowaną jak miss Portoryko normalnie, jedzie do willi Langforda za miastem. Kamerdynerowi wstawia kit, że został zaproszony. Tam - kit, on w to naprawdę wierzy... Langford przyłazi i bezceremonialnie każe im spadać. Pupkin próbuje to obracać w żart, ale gośc jest niewzruszony - won. No i wonują.

                  Co zostaje biednemu marzycielowi o sławie ?
                  Wraz z tą zakochaną porywają Langforda, terroryzują zabawkowym pistoletem i w jej mieszkaniu przywiązują do krzesła. Pupkin kontaktuje się z szefem tiwi i stawia warunek : mam wystąpić w wieczornym szoł, albo Langford is dead (zabawna scena, kiedy przez telefon Langford odczytuje żądanie podawane mu przez Pupkina na planszach, i ciągle albo plansza jest do góry nogami, albo wkrada się jakaś pusta...). Co mają robić - zgadzają się. Na miejscu jest FBI, próbują jakoś Pupkina podejśc, ale nic z tego. Musi wystąpić. I występuje - daje zabawno-smutny monolog, w którym dowcipnie opowiada o... swoim zyciu, o rodzinie alkoholowej, w której się wychował ("u mojej matki stwierdzono 2 procent krwi w alkoholu"), o szkole, w której był chłopcem do bicia, o marzeniach o sławie, a na końcu mówi - jutro się dowiecie o całej sprawie, a ja będę siedział, ale powiem wam, ze warto było, żeby przez jedną noc być królem. Jego występ zostaje przyjęty owacyjnie. PO wszystkim, w asyście FBI, jedzie do baru, włącza telewizor, gdzie właśnie leci jego występ, aby pochwalić się tej barmance. W tym czasie pani zakochana próbuje uwieść Langforda, a rozbrojona jego obietnicą seksu, rozwiązuje go, z czego on oczywiście skrzętnie korzysta i wieje, z nią w bieliźnie i na obcasach ścigającą go po chodniku.

                  Pupkin zostaje aresztowany. Dostaje 6 lat, wychodzi po 2. Jego historia urzeka Amerykę. Facet zostaje idolem, wielką gwiazdą - własny szoł, ksiązka o nim, film na jej podstawie, spotkania z ciekawym człowiekiem i cała reszta. "Facet, który był sławny przez jedną noc".



                  • grek.grek Re: "11:14"/"Król komedii"/spojlery dwa 04.02.10, 13:07
                    Słówko o "Królu komedii" jeszcze, bo fajna tu jest muzyka, stylizowana na lata 60-te, początek 70-tych; De Niro, co nie umie grać słabo - gra bardzo dobrze i jest inny niż w swoich najlepszych rolach : jest sympatyczny :), mucha, co się przyczepia i się trzeba od niej oganiać klapką, ale jednocześnie kibicuje się mu - niemal do końca nie wiadomo, czy jest zabawny, czy jego stand-up ma jakąs wartość, czy nie jest kolejnym beztalenciem, co sobie ubzdurało karierę. Jego monolog jest dobry, ale karierę robi dzięki sposobowi w jaki się dostał na scenę, do telewizji. Taka ironia losu.
                    Czy gdyby nie wystąpił w szoł Langforda, to w ogóle ktoś by go zauważył ?
                    Ta mendżerka, po przesłuchaniu jego demo, mówi : niech pan najpierw spróbuje w klubach, są ich w Nowym Jorku setki. Ale tam pewnie by Pupkin zginał. Więc pomimo całej swojej niepoczytalności gość kombinuje racjonalnie. I ma wiarę w siebie. Stawia wszystko na jedną kartę. jest ujmujący w tym co robi. Jako porywacz jest autentycznie komiczny, w tych wielkich czarnych okularach, z żałosnym wąsem pod nosem i z pistoletem na wodę w łapie.

                    Langford uosabia świat mediów - cwaniak, spec od rolowania naiwniaków, nadęty bufon, w świetle fleszów idol, a poza sceną opędzający się od swoich fanów, ale z drugiej strony - facet pakuje mu się z butami w życie, włazi mu do domu, nachodzi go w pracy, no ALE z trzeciej strony - gdyby mu odmówił jasno i klarownie, to by tego całego zamieszania nie było. Znaczy się, chyba :) To Langford swoimi czekami bez pokrycia odurza Pupkina, ośmiela go. Potem mu to mówi w twarz - chciałem cię spławić, a ty mi uwierzyłeś, nie zauwazyłeś tego ?, powinieneś się leczyć. Nie można dawać nadziei komuś zdesperowanemu, czy to z przyzwoitości i uczciwości, czy dla własnego bezpieczeństwa - taki morał :)

                    Zabawna jest scena, kiedy Langford trzymany na muszce dzwoni do swojego szefa, żeby przekazać żądania Pupkina. Początkowo, w biurze odkładają telefon, i radzą, żeby się odpie,przył, bo sądzą, ze to jakiś dowcipas telefonuje podszywają się pod Langforda. Pupkin mówi Langfordowi : no i jak się teraz czujesz, teraz rozumiesz przez co przechodzą ci, których tak ochoczo zbywasz i nie masz chwili, zeby porozmawiać ? :)
                    • barbasia1 "Król komedii" 05.02.10, 13:18
                      Miałam jeszcze napisać, że bardzo liczę na powtórkę „Króla komedii”.
                      Bardzo interesujący film!
                      :)
                  • barbasia1 Re: "11:14" 04.02.10, 13:36
                    "11:14"
                    Jakiś dziwny ten film!? :)
                    • grek.grek Re: "11:14" 04.02.10, 14:30
                      hehe, nawet bardzo - zwłaszcza, ze ja go tutaj streszczam w porządku jakimś, a w oryginale jest to tak przemieszane, przeflancowane, zaburzone, że dopiero po wszystkim trzeba to sobie składać do, za przeproszeniem, kupy :) Ale właśnie to zamotanie chronologiczne czyni go interesującym.

                      P.S : w roli sprzedawczyni w markecie - Hilary Swank. W roli nastoletniej femme fatale, co kończy pod kołami busa - Rachael Leigh Cook, którą pewnie pamiętacie z "Cała ona", gdzie zagrała ambitną malarkę z liceum, którą ma poderwać w ramach zakładu z kolegami miejscowy plejboj (Freedie Prinze Jr), co się oczywiście kończy tym, ze plejboj ulega jej czarowi i się zakochuje. Dziewczyna może kiedyś zagrać coś ciekawego. Nowa fala idzie :) Tak samo jak inni - Colin Hanks, którego też gdzieś wcześniej widziałem, no i ben Foster, teraz jeden z najmodniejszych młodych aktorów. A do tego Patrick Swayze i jego brzuch, obaj wystąpili w roli ojca panny, co pod busem skończyła swoje makiawelistyczne gierki ;)
                      • barbasia1 Re: "11:14" 04.02.10, 15:18
                        grek.grek napisał:

                        W takim razie bardzo jesteśmy wdzięczni, że zechciałeś zebrać i
                        poskładać całość do "przysłowiowej" ;) kupy! :)


                        Częściowo mam odpowiedż na Twoje pytanie o trupa, który zleciał na
                        maskę samochodu, na filmwebie znalazlam info., że był to
                        trup "nastolatka ze zmasakrowaną twarzą", ale, niesty nie wiem, kim
                        było ów nastolatek i w jakich okolicznościach zginął.






                        • grek.grek Re: "11:14" 04.02.10, 15:55
                          O kurde, ja też niestety nie kojarzę... kto tam jeszcze zginął ?.. Kompletnie mi to umkneło, przyznaję się bez duszenia :)
                          • la.bruja Re: "11:14" 04.02.10, 17:45
                            Grek, greku

                            Dziękuję bardzo za streszczenie. I to jeszcze tak dokladne!
                            Przyznam się, że jakoś przestałam żałować że nie oglądałam ;) Nie
                            wiem, czy lubię składać coś "do kupy" o północy ;)
                            • grek.grek Re: "11:14" 05.02.10, 12:19
                              Noł problem. Szkoda, że mi uciekło co to był za trup, co go Swayze zrzucał z mostu, i dlaczego go zrzucał, bo by się to owej słynnej kupy bardziej trzymało :)
                              • liza_s Re: "11:14" 05.02.10, 23:06
                                Swayze zrzucał z mostu ciało tego chłopaka, który zginął na cmentarzu przywalony
                                fragmentem pomnika. Swayze znalazł ciało chłopaka na cmentarzu i pomyślał, że
                                zabiła go jego córka, więc postanowił pozbyć się trupa, by ją chronić.
                                • grek.grek Re: "11:14" 06.02.10, 12:08
                                  O, bardzo danke szen :) To by jakoś domykało ten krąg zależności wszystkich ze wszystkimi. A, no i widzisz, przypomniało mi się, dzięki Tobie - ta dziewczyna, co zgineła pod busem, podrzuciła kulę do kręgli swojego chłopaka (tego co napadł na sklep, zeby zdobyć kasę na aborcję dla niej i którego później zakapowała) (?) na miejsce śmierci tego jej kochanka cmentarnego. Czyli wrobiła go, jeśli dobrze pamiętam (jesli nie - popraw mnie), dwukrotnie i na zapas - aczkolwiek, kurde, czy jakiś glina uwierzyłby, że jeden facet ma dość pary, żeby drugiegmu rozgnieść czaszkę kulą do kręgli, a potem nagle z miejsca zabójstwa zwiać gubiąc meszty i zostawiając narzędzie zbrodni ? ;). Tak czy owak Panna Spod Busa - przedsiębiorcza osóbka :)
                                  • liza_s Re: "11:14" 07.02.10, 13:05
                                    Dokładnie tak było. Gdy przedsiębiorcza dziewczyna przyniosła kulę na cmentarz,
                                    była zaskoczona, bo ciała już nie było (w międzyczasie zabrał je ojciec).
                                    Moim skromnym zdaniem film świetnie nadawał się na nocną porę - przy bardziej
                                    rozwlekłych obrazach zdarza mi się zasypiać, a "11:14" trzymał w napięciu i
                                    wystarczyło mi jeszcze sił na "Trzynastkę". Minusem jest to, że po pewnym czasie
                                    staje się dość przewidywalny, można było pomyśleć o bardziej zaskakującym
                                    zakończeniu.
                                • barbasia1 Re: "11:14" 06.02.10, 13:39
                                  liza_s napisała:

                                  > Swayze zrzucał z mostu ciało tego chłopaka, który zginął na
                                  cmentarzu przywalony fragmentem pomnika [...]

                                  Tak czułam! :)
                          • barbasia1 Re: "11:14" 04.02.10, 18:08
                            >Kompletnie mi to umkneło, przyznaję się bez duszenia :)

                            Rzeczywiście, nieźle pogmatwany film! :)))
                            Podzielam zdanie przedmówczyni, stanowczo nie nadaje się do
                            oglądania w środku nocy.
              • barbasia1 Nominacje do Oscara 04.02.10, 13:20
                Jak dożyjemy, to typniemy, nieprawdaż ?
                Pewnie, że tak! :)

                >Rok temu trafiłem Winslet, ha ha ;)
                :)
                Pamiętem, pamiętam!
                Różne konfiguracje aktorskie pierwszo- i drugoplanowe rozważałeś,
                ale Winslet wychodziła Ci za każdym razem! :)

                Widzę, że w tym roku, tak jak w poprzednim nominowana jest też
                Meryla Streep i ponownie Penelope za rolę drugoplanową.

                Czuję, że po tym jak premier Rosji Miewiediew uznał wyższość
                rosyjskiego teatru nad "Avatarem" i nad trójwymiatrowymi
                technologiami pozycja "Avatara" pośród nominowanych mogła się
                znacznie wzmocnić!? :)
                Tak, nagrody dla "Avatara" w kategoriach technicznych - za efekty
                specjalne itd. wydają pewne.

                Pełną listę nominowanych do Oscara wklejam raz jeszcze, bo pod
                linkiem w Twoim poscie nic nie widzę:

                wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,7520797,Lista_nominacji_do_nagrody_Oscara_za_2009_rok.html

                Tu w w skrócie:

                Dziesiątkę produkcji nominowanych w kategorii "najlepszy film"
                tworzą: "Avatar", "Hurt Locker", "W chmurach", "Bękarty
                wojny", "Precious", "Dystrykt 9", "Odlot", "Była sobie
                dziewczyna", "The Blind Side" i "A Serious Man"

                Wśród reżyserów nominowano: Jamesa Camerona ("Avatar"), Kathryn
                Bigelow ("The Hurt Locker"), Quentina Tarantino ("Bękarty wojny"),
                Lee Danielsa ("Precious") i Jasona Reitmana ("W chmurach").

                Aktorzy pierwszoplanowi: Jeff Bridges, George Clooney, Colin Firth,
                Morgan Freeman i Jeremy Renner.

                Aktorki pierwszoplanowe: Sandra Bullock, Helen Mirren, Carey
                Mulligan, Gabourey Sidibe oraz Meryl Streep.
                • grek.grek Re: Nominacje do Oscara 05.02.10, 12:25
                  Ta Winslet daje mi nadzieję na ten rok - hej, ludzie, to ja typują, ja co trafiłem Winslet ;)

                  A poważnie, wydaje mi się, że w tym roku jeszcze bardziej jest nieprzewidywalnie niż w poprzednim, zwłaszcza w pierwszoplanowych rolach M i K.

                  Avatar chyba 9 nominacji łącznie. Sporo. Moze dodatkowo, poza poszczególnymi kategoriami, strzelimy w - ile z tej 9 zamieni się w statuetki ? :)
                  • barbasia1 Re: Nominacje do Oscara 05.02.10, 13:40
                    grek.grek napisał:

                    > Ta Winslet daje mi nadzieję na ten rok

                    W tym roku powinny być już dwa celne typy, tak sobie myślę! ;)

                    Ciężko będzie przewidzieć, ile oststecznie statuetek dostanie
                    Avatar, konkurencja jest mocna, popatrz choćby na kategorię:
                    scenografia, obok "Avatara" jest inspirowany niezykłymi wizjnami z
                    wyobraźni Terry'ego Giliamsa "Parnassus", reklamowany ostatnio
                    musical "Nine - Dziewięć", a jeszcze nowa wersja "Sherlocka Holmesa"
                    Guy'a Ritchiego i film z epoki - "Młoda Wiktoria" - /o początkach
                    panowania, królowej Wiktorii /.

                    Trzeba będzie strzelać! Zanim jednak strzelę, trochę się jeszcze
                    pozastanawiam.
                    :)
                    • grek.grek Re: Nominacje do Oscara 05.02.10, 14:55
                      Ja też :) Do 7 marca trochę jest czasu.

                      "Nine" zbiera dośc słabe noty, obsada kosmiczna - chała tragiczna :) Ale to PODOBNO.
                      Ten "The Hurt Locker" ma wysokie noty, może to będzie Oskarowiec... Jakbym dzisiaj stawiał, to, na podstawie róznych strzępków recenzji, komentarzy, prognoz, z samego Jueseja, chyba bym obstawił, że to będzie Oskar.
                      • barbasia1 Re: Nominacje do Oscara 05.02.10, 15:21
                        > Ten "The Hurt Locker" ma wysokie noty, może to będzie
                        Oskarowiec...

                        Całkiem możliwe, tematyka wojny w Iraku jednak cały czas z
                        oczywistych powodów budzi emocje za oceanem.
                        • maniaczytania Re: Nominacje do Oscara 05.02.10, 17:37
                          a ja bym nie była taka pewna tego "Hurt Lockera".
                          Ja tez sie jeszcze troche ponamyslam i chetnie postrzelam :)
                          • grek.grek Re: Nominacje do Oscara 06.02.10, 12:09
                            O, i o to chodzi. Jako Matka Założycielka masz zresztą prawo pierwszgo strzału :)
                            • maniaczytania Re: Nominacje do Oscara 06.02.10, 13:47
                              hehe :)))
                              • barbasia1 Re: Nominacje do Oscara 06.02.10, 14:03
                                Zapowiada się ciekawa rywalizacja! :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka