Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7)

    • grek.grek "Pamiętaj o mnie", z wczoraj. 08.05.10, 13:35
      Wczoraj był, a właściwie dzisiaj w nocy, w Polsacie, po tych wszystkich pudzianach i innych podskakujących golasach.

      Jest to hiszpański film. Jak zawsze, polecę spojlerem, kto woli poczekać na powtórkę - odradzam czytanie :)

      Rzecz cała kręci się wokół śmierci młodego chłopaka, Davida. Studiował architekturę, był szczęśliwie zakochany w uroczej Klarze, miał plany... i którego dnia - fik, został potrącony przez samochód i zmarł po operacji w szpitalu.

      Film dotyczy nie jego, a jego najbliższych i ich traumy po jego śmierci.

      Matka, kobieta racjonalna, konkretna, radzi sobie z tym najgorzej - "muszę zapomnieć, żeby przestało boleć", mówi, ale zapomnieć nie może, a nawet nie potrafi, więcej - nie chce zapomnieć, intuicyjnie, instynktownie, po matyczynemu, po ludzku; ciągle więc tkwi, miota się wewnętrznie, w żałobie, którą próbuje rozpaczliwie dusić opróżnieniem domu ze wszystkich rzeczy, które przypominają jej syna, a także rzuceniem się w wir pracy (jest nauczycielem, prowadzi warsztaty teatralne z niewidomą młodzieżą); dodatkowo odczuwa ogromny dyskomfort z tego powodu, że podczas ostatniego spotkania z synem pokółciła się z nim, dała mu odczuć, że nie akceptuje jego planów życiowych, zwłaszcza związku ze skromną kasjerką hipermarketową, Klarą; była zazdrosna o to, że się wyprowadził z domu do niej, że, wg niej, zaprzepaszczał tym związkiem swoją szanse na karierę. Rozstali się w takim właśnie trudnym momencie i nie zdązyła tego naprawić.

      Klara, miłość Davida, przeżywa to równie mocno - ona z kolei nie wie właściwie jak do tego podejść, poza tym, że strasznie jej go brakuje. Próbuje gasić ból wizytą w dyskotece, na którą wyciąga ją koleżanka z wynajmowanego pokoju, intynktownie odrzuca zaloty kolegi z pracy, który wykazuje się wobec niej opiekuńczością i szlachetnością, a nawet ratuje ją od samobójczej śmierci w morzu, nad które sam ją zawiózł na jej prośbę - tam spędziła najmilsze chwile z Davidem. Klara mówi : "przed poznaniem Davida moje życie polegało na pracy, a po niej włóczeniu się bez sensu ulicami, by wrócić do domu i zasnąć przed telewizorem. Jeśli przestanę o nim pamiętać - znów wrócę do takiego życia i będę je prowadziła aż do śmierci". Kurczowo więc trzyma się wspomnienia o nim, aż do granic obsesji.

      Najlepiej swój smutek i żałobę przepracowuje dziadek Davida, ojciec jego matki - odkrywa, że wnuk spisywał jego dzieje, zapisywał ważne rzeczy, które dziadek mówił, stworzył coś w rodzaju notatnika, dzięki czemu cierpiący na coraz częstsze zaniki pamięci dziadek mógł odnaleźć siebie takiego, jakim sam nawet nie był w stanie się zapamiętać. I teraz dziadek pisze o nim, o swoim zmarłym wnuku, spisuje wszystko co pamięta, pielęgnuje wspomnienie o nim, nie próbuje zapomniec - jak matka, stara się ból przyjąc i przekuć go w coś wartościowego, mówiąc nieznośnie poetycko i grafmańsko : uwić w swojej pamięci gniazdo dla wnuka, rozmawiać z nim, jakby : zżyć się z jego nową postacią.

      Na końcu te notatki odda Klarze, która nie zdązyła poznać Davida tak dobrze, jakby tego chciała.

      Co mogłoby ich uleczyć, zwłaszcza obie kobiety ?, które - dodajmy : nie lubiły się, zwłaszcza matka okazywała Klarze jawną niechęć, nie mogąc wybaczyć, że zabrała jej syna. Oczywiście, macie rację - muszą się ze sobą spotkać i dzieje się to wtedy, kiedy obie jednocześnie odkrywają, że David interesował się pewnym domem - przychodził tam często, spędzał czas z rodziną, tam mieszkającą, ale wszystko to miało także konkretny cel : ratowanie tego domu przed rózbiórką. David chciał dociec czy ma on wartość zabytkową i czy w ten sposób można sprawić, by został ocalony.

      Matka i Klara spotykają się w tym domu, przypadkiem - matka tam przychodzi dowiedzieć się, co David tam robił, a Klara już tam jest, rozmawia właśnie z rodziną (dowiedziała się o domu ze zdjęć, których David nie zdążył odebrać, co ona zrobiła za niego). Obie postanawiają się postarać, by ta chawirę uratować. Wkrótce rodzina tam mieszkająca wyprowadza się - dzięki staraniom, które David uczynił za życia dostali trzy razy wyższą rekompensatę za jego opuszczenie i przeprowadzili się do bloku.

      Co się jednak okazuje w finale ? Okazuje się mianowicie, że ten dom jest domem, w których swoje dzieciństwo spędził dziadek Davida. Matka, Klara i dziadek przychodzą tam, na strychu odkrywają stare ksiązki dziadka, które czytał za młodu, o kórych opowiadał Davidowi, a na patio wielkie drzewo z wydrązoną ogromną dziuplą, w której dziadek przesiadywał i rozmyślał. Dlatego David tak się starał o ten dom, dlatego spędzał tutaj czas. Nie zdązył im tego powiedziec, może nie chciał, może szykował niespodziankę...

      W symbolicznej scenie, matka pyta Klarę, czy pamięta głos Davida, ona na to, ze tak, ale ma coś lepszego : nagraną na automatycznej sekretarce jego wiadomość. Daje jej tę taśmę. Matka przesłuchuje ją w domu, a jest na niej wyznanie miłosne jakie David czyni Klarze, które Klara, jak widac, poznała po jego smierci, jakkolwiek i za życia mogła się tego ze wszech miar spodziewać. Matka nie może więc dłużej nie znosić niedoszłej synowej, nie wobec takich argumentów, wobec, de facto, testamentu syna, jaki zostawił po sobie, wobec tej wspólnej straty; dopiero teraz rozumie, że i dla tej dziewczyny był to wielki cios, i nie unieważnia, nie zmniejsza tego jej wobec niej niechęć.

      W ostatniej scenie zaraz ma się zacząc przedstwienie teatralne, które reżyseruje matka Davida, na widowni siedzą razem KLara i dziadek, matka patrzy na nim, a potem w kamerę - i widać cień nadziei na jej twarzy.l Najgorsze już poza nią, poza nimi. Już wie, co ważne, i jak sobie poradzić z czymś co ją przytłoczyło.

      Ciekawe kino, rzecz głowna, to psychologia wszystkich postaci, ich stosunek do śmierci, do tego najtrudniejszego czasu - tuż po niej, ale też technicznie bardzo ujmujące : bardzo plastyczne, mnóstwo kolorów, miejsc; rzępoląca muzyczka w tle; swietne aktorstwo, zwłaszcza w roli matki popis daje Emma Vilarasau, jak wieśc niesie, aktorka znana głównie z "katalońskich teatrów". Nie wiem, nieważne, tutaj spisała się na medal; ona ciągnie ten film, nadaje mu charakter i główny rys uczuciowy. Mądrego dziadka, eks-antyfrankistę zagrał Fernando GOmez, jak wskazują źródła, aktor o wielkim dorobku, już ponad 80-letni, ale trzyma się dziarsko. Nie ma tu przerysowań, obywa się bez jakichś cyrków, jest intymnie, emocjonalnie, nawet scena kiedy matka i narzeczona Davida dowiadują się w szpitalu o jego śmierci - zagrana, wg mnie, bez panikarstwa i egzaltacji, krótka i nie wymuszająca na widzu niczego. Także sceny końcowe, przełamywania wzajemnych niechęci, przechodzenia ze stanu odrętwienia w stan "pierwszych minut po wielkiej burzy" - płynny i nie korzystający z jakichś amerykanizmów.




      • barbasia1 Re: "Pamiętaj o mnie", z wczoraj. 08.05.10, 16:46
        Kolejny interesujący film,
        bardzo życiowy i ... na czasie!

        Dlaczego najciekawsze filmy lecą w środku nocy, dlaczego??!


        >rzępoląca muzyczka w tle
        :))
    • grek.grek Nieustraszeni braci Grimm 09.05.10, 12:38
      Dziabnęliście to wczoraj ? Ja się skusiłem. I nie żałuję. COś wrzucę na początek.

      Fabuła niespecjalnie odkrywcza - niemiecka prowincja, pocz XIX w., słynni bracia Grimm są przedstawieni jako dwóch oszustów chodzących od wsi do wsi i wykorzystując ludzką ciemnotę odprawiających rytuały odpędzania upiorów, które sami tworzą z pomocą róznych technicznych urządzeń, by potem je efektownie unicestwić. zarabiają w ten sposób na zycie. Którego dnia wpadają w łapy francuskiego generała, który ma dla nich zadanie : w jednej z wiosek giną dzieci, mieszkańcy są przekonani, że to sprawka jakichś nadprzurodzonych mocy. I wy, panowie, macie tam pojechać i zdemaskować swoją konkurencję, bo przeca to niemożliwe, zeby duchy istniały. Zadanie jest doniosłe politycznie, bo jesli Niemcy uwierzą w duchy, to na końcu tego interesu będzie jakies powstanie przeciw okupantom. A tak poza tym, to jak nie uda się wam tego dokonać, skrócimy was o głowę. No i jadą ci nasi nieszczęśnicy i oczywiście na miejscu muszą się zmierzyć z prawdziwymi duchami, prawdziwą magią, do czego kompletnie nie są przygotowani, jako zaprzysięgli, wykształceni racjonaliści, którzy dotąd nie widzieli żadnych "czarów" oprócz tych, które sami preparowali. RZecz jasna intryga jest bajkowa : chodzi o rytuał obudzenia z 500-letniego sny starego truchła królowej, żeby zamieniło się na powrót w wydekoltowaną Monikę Bellucci. Żeby się mogło dokonać to przeistoczenie potrzeba dwunastu ciał młodych, pięknych osób - dlatego porywane są dzieci. Rzecz jasna, zamek-wieżę królowej otacza magiczny las, w którym drzewa się poruszają, na straży stoją ludzi, zaklęci w wilki, pojawiają się postaci z bajek, stado robali umie przepchnąć cięzką płytę na dwunastu grobach, które tworzą specjalny krąg potrzebny do przeprowadzenia rytuału; pojawiają się postaciz bajek Grimmów - np. Czerwony Kapturek, Jaś i Małgosia. We wszystko miesza się, rzecz jasna, francuski generał wspomagany swoimi sługusami i wojskiem nawet. POjawia się też piękna i dzielna kobieta, która pomaga braciom, i w której obaj się zakochują, z tym że jeden mocniej i to będzie miało niebagatelne znaczenie w finałowej akcji. Bracia unikają licznych niebezpieczeństw, stykają sie z rzeczami, które się fizjologom nie śniło - lewitacje, łażące drzewa, toporki-bumerangi i inne takie, i... chyba nie sądzicie, że to się kończy inaczej niż w innych bajkach ;)

      To fabuła. A chodzi tak naprawdę o Gilliamowy, bo to on skręcił, kolejny świat przez niego wyczarowany. O wizual. I ten wizual jest udany. Nie jest to taki odpał jak Las Vegas Parano, gdzie Gilliam przeszedł samego siebie, ale bawi są tą bajkowo-przygodową konwencją bardzo sprawnie i chyba z przyjemnością. Dobra zabawa, trochę przymrużonego oka w dekonstrukcji mitu samych słynnych bajkopisarzy, rytm przygodowej opowieści pełnej niesamowitości - po to powstało pierwotnie kino, więc film się gdzieś tam do tych źródeł odwołuje i naturalnej funkcji kina składa hołd.

      KOmizm wisi w powietrzu przez cały film, a kiedy francuski generał oddając ducha powiada : "walczyłem o pokój... i o dobrą kuchnię", ja przynajmniej nie wytrzymałem i wpadłem w śmiechawę :)

      Z efektów utkwiła mi w pamięci scena, kiedy królowa alias Monika Bellucci rozsypuje się jak zbite lustro - najpierw tworzą się szczeliny, przez co wygląda ona jak witraż, a potem zaczynają kawałki szkła odpadać, by na końcu cała postać eksplodowała tysiącami odłamków. Bardzo efektowne.

      Duet braci grają Heath Ledger i Matt Damon, pierwszy jest ciut chaotyczny, taki mniej odwazny, trochę taki roztargniony intelektualista, drugi jest jego przeciwieństwem - jest intelektualistą
      zrównoważonym. Były już w kinie lepsze duety, chłopaki nie przebili sie do czołówki, ale momentami byli nieźli; oczywiście, rzucają tekstami - pierwszy, który mnie ubawił - przyjeżdzają do tego lasu, gdzie atakują ich drzewa, jakieś liany się rzucają, wilki skaczą na sześć metrów, a oni - w swym racjonalizmie i przekonaniu, że mają do czynienia z ilizjonistami taki, jak oni - obserwując ten cały kociokwik rzucają "są dobrzy, duży koszt. Nie ma co ukrywac, mają więcej pieniędzy niż my". I drugi, kiedy po tej pierwszej wizycie bierze ich w obroty francuski generał - Ledger pęka i mówi "byliśmy świadkami czarów", ale Damon, świadom, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał generał i zaraz moze ich uśmiercić, natychmiast prostuje "to nie jest wersja oficjalna !".
      Damon był dobry w jednej ze scen - dziewczyna podsuwa mu pod nos żabę, on się w odruchu obrzydzenia szarpie w tyl, przewraca, ale szybko się podnosi i stojąc w bezpiecznej odległości od płaza przybiera dumną pozę :)
      Najlepszy duet to nie był, ale i fajnie, ze Gilliam nie zrobił z tego filmu XIX-wieczych Bad Boys czy coś w tym guście, nie postawił na milion tekstów, którymi zasypałby widza i na przekomarzankach dwóch głównych bohaterów całość by ufundował. za dobry jest na to. Lepiej 5 tekstów, ale dobrych, zaakcentowanie ich zabawności i specyfiki relacji, ale bez przesadyzmu. Tyle, ze wykonanie nienajwyższych lotów było, jakoś mnie obaj gwiazdorzy nie przekonali.

      Na mój gust, to i tak lepszy od nich był Peter Stromare, który zagrał włoskiego Papkina, przyd,upasa generała, sadystycznego tchórza, który dopiero pod koniec się nieco rehabilituje, w taki sposób, w takim stylu, ze twórcy PIratów z Karaibów powinni już teraz napisac jakąś dobrą rolę dla niego.





      • barbasia1 Re: Nieustraszeni braci Grimm 09.05.10, 13:40
        Widziałm kiedyś "Nieustraszonych braci Grimm", i własnie ta, opisana
        przez Ciebie, scena, kiedy przepiękna Monica Belluci (we wspaniałych
        iście królewskich szatach) rozsypuje się pod wpywem czarów jak zbite
        lustro najbardziej, zapadła mi w pamięć.


        "Urodzonych morderców" jeszcze nie dokończyłam, wczoraj jakoś
        wyjątkowo oblegane były strony filmowo-serialowe na naszej sieci
        (deszczowa pogoda?), no i niestety nie dało się długo oglądać...

        :)
        • grek.grek Re: Nieustraszeni braci Grimm 09.05.10, 15:04
          No problemo, doobejrzysz jak będzie okazja :)

          Jak już mam głos - "Sophie Scholl. Ostatnie dni" - warto obejrzeć, dzisiaj/jutro, 0:10.
          Dobry film, a do tego jakoś się ostatnio europeizuje oferta :tutaj niemieckie kino, tam hiszpańskie, gdzieśtam włoskie, czeskie.
          Niemniej, amerykański chłam (najczęsciej, niestety) ciągle zajmuje, na oko - 80 % ramówki filmowej. Proporcje ciągle są zachwiane.
          • barbasia1 "Sophie Scholl. Ostatnie dni"o 0:10. 09.05.10, 16:02
            Ładna pora, nie ma co. :/

            > Dobry film, a do tego jakoś się ostatnio europeizuje oferta

            Byłoby wspaniale, gdyby jeszcze pory emisji tych filmów zmieniono na
            wcześniejsze!
            :)
    • pepsic Incydent - 21.00 II TVP 09.05.10, 20:04
      Barbasiu, czy to nie jest przypadkiem remake holenderskiego thrillera, o którym
      kiedyś wzmiankowałyśmy ?? Na wszelki wypadek nie wchodzę w szczegóły, aby nie
      psuć wrażenia i nie kierować na fałszywy trop.

      • barbasia1 Re: Incydent - 21.00 II TVP 10.05.10, 15:58
        pepsic napisała:

        Nie, nie był remake holenderskiego thrillera, o którym
        rozmawiałyśmy. Tamten to "Zniknięcie" (i oryginał i remake mają ten
        sam tytuł; w remaku grają tegoroczna zwycieżczyni Oscara Sandra
        Bullok (!:) i Kiefer Sutherland).

        W "Incydencie" rzeczywiscie pojawia się ten sam motwy, co
        w "Zniknięciu", porwana zostaje kobieta, żona głównego bohatera
        podczas ich wspólnej podróży autem przez Amerykę (Z Bostonu do
        Kaliforii). I na tym to podobieństwo się kończy.
        Tu główny bohater nie daje za wygraną i pokonując nadludzkimi siłami
        przeóżne trudności, w finale ratuje swoją żonę, a złoczyńcy -
        wszyscy członkowie czteroosobowej szajki porywaczy przygodnych
        turystów, (a oficjalnie przeciętni kierowcy tirów), zostają
        zlikwidowani.

        :)
        • pepsic Re: Incydent - 21.00 II TVP 11.05.10, 14:44
          Widzę,że po raz drugi wpuściłam Was w maliny:( - po "Ustach,
          ustach", które po I odc. gwałtownie poleciały w dół. Zapowiedź w
          moim dodatku mnie zwiodła, ale najpewniej intuicja.
          Nie udało mi się obejrzeć zawiązania intrygi w Incydencie, za to
          schematyczną i zgraną do bólu końcówkę i owszem, tylko nie wiem po
          co?

    • grek.grek Spotkania na krańcu świata. 10.05.10, 14:10
      Cały blok zrobili wczoraj w dwójce - najpierw przez 25 minut Torbicka wywiadowała Herzoga, a potem dali ten dokument.

      Chodzi w nim o grupę ludzi, którzy prowadzą badania na Antarktydzie : naukowcy, nienaukowcy - wszyscy ciekawi, pełni pasji, poszukujący zyciowego/zawodowego spełnienia w eksplorowaniu tego, na oko - nieprzyjaznego, a zarazem kręcącego swoją tajemniczością, kontynentu.
      Prowadzą dżylion badań, których nawet nie bedę się silił na opisywanie : pomagają fokom, opisują góry lodowe (jeden gośc ciekawie o nich opowiada, ma na laptopie akurat jakiś obrazek z wnętrza jednej takiej góry i mówi : to jedna z mniejszych, ma wielkość Sycylii ;), wyciągają i oglądają pod kątem dna itp spraw rózne żyjątka które znajdują pod lodem, pingwinom towarzyszą, przeprowadzają kilo róznych akcji, wypuszczają jakieś balony w powietrze, które na wysokości 40 km mają się nadąć helem na szerokość 90 m i dzięki urządzeniom w jakie będą wyposażone przeproweadzić badania stratosfery itd.; prowadzą oprócz tego w miarę normalne życie, normalne, jak na takie warunki - baza, dookoła wieczny śnieg. Opowiadają trochę o sobie, widzimy ich podczas codziennej pracy naukowej, wypoczynku.jest filozof, jest lingwista, jest polski zoolog, jest fizyk, nie ma chyba tylko menela spod monopola.
      Wrażenie robią podwodne/podlodowe zdjęcia : zwłaszcza lodowiec filmowany od dołu, który ma 300 m grubość; jaskinie podwodne, wyglądające jak dekoracje z filmów fantasy jakichś; szlaki, też - podwodne ;), podobne do wąwozów górskich. A wszystko to filmowane z muzyką sakralną w tle.

      W sumie, jednak trzeba zobaczyć, żeby mieć właściwą perspektywę. Może powtórzą,co nie zmieni faktu, że wrzucanie rzeczy świeżej na godz 23:40 jest głupotą. Jak będą pokazywać piąty raz, to niech dają nawet o 1 w nocy, ale premierę wypadałoby potraktować specjalnie. Nie od dziś jednak wiadomo, że w Tvp brakuje ludzi obdarzonych choć dwiema szarymi komórkami na chodzie.
      • barbasia1 Re: Spotkania na krańcu świata. 10.05.10, 15:22
        Ożeż qrcze! Zapomniałam o "Kocham kino"! A przecież oglądałam
        wcześniej na Dwójce "Incydent", co go Pepsic polecała.

        Bardzo interesujący dokument! Dzięki!

        Praca w takim miejscu, w tak trudnych warunkach, to jednak wielkie
        wyzwanie. Podziwiam.

        Lodowiec, a włąściwie fragment lodowca widziałam w Norwegii, biało-
        niebieska szklista lodowa góra, od której wiało chłodem, nie można
        było się zbytnio zbliżać do niego, bo lodowiec, jak żywa istota w
        ciągłym ruchu się znajdował (ale nie wiem, czy miał tak tylko latem
        czy zawsze) i masy skalno-lodowe w każdej chwili mogły spaść na
        przygladających się turystów.
        Niezapomniane wrażenie. :)


        > nie ma chyba tylko menela spod monopola.
        :)))
        Menele żyją w cieplejszym klimacie. ;)


        • grek.grek "Ray", dzisiaj. 11.05.10, 12:09
          Nie straciłaś za wiele... ględzenia ;)

          No to masz bezpośrednie doświadczenie, w tym dokumencie właściwie
          mogłabyś je tylko uzupełnić o te zdjęcia spod lodu, gdzie góra
          lodowa wygląda jak zbocze górskie, po drugie stronie jest skłębiona
          granatowa woda, która przypomina las, a pośrodku jakby tunel, coś w stylu górskiej przełęczy. Ciekawe ujęcie to było.

          "Ray", polecam dzisiaj, 22:50 w Dwójce. Biografia raya Charlesa i popis Jamie Foxxa w głównej roli. Widziałem częściowo ten film, teraz obejrzę całość - urrrra, ale już z fragmentów rola Foxxa robiła spore wrażenie. Podobno przygotowujac się do niej, i już w trakcie zdjęć, został "ślepcem", stale nosił czarne okulary ze szkłami pozaklejanymi od wewnętrz taśmą - coś jak De Niro, który do roli w Taksówkarzu naprawde się zatrudnił na takim etacie, albo Day Lewis, który na czas "MOjej lewej stopy" przykuł się do wózka inwalidzkiego. TO są zawsze świetne historie, a jak dobry aktor w to wchodzi - efekt murowany.
          Filmu całego nie znam jeszcze, więc nie powiem nic na zachętę, i sam jestem ciekaw, czy to jakoś wyszło, bo biografie są trudne do skręcenia - najczęsciej obejmują cały okres życia, co, imo, jest średnim pomysłem i rzadko wychodzi dobrze, a tylko niekiedy koncentrują się na pewnym wyimku/epizodzie z życia postaci, na którego tle udaje się ją celnie sportretować.
          • pepsic Re: "Ray", dzisiaj. 11.05.10, 15:20
            Otóż rzuciłam okiem na owe ględzenie, ale pani Grażyna Torbicka
            tradycyjnie beznamiętna i nijaka, niczym pewien kandydat na
            prezydenta - skutecznie mnie uśpiła. Właściwie to bardziej skupiałam
            się na osobie prowadzacej zastanawiając się, jak uchowała się w tiwi
            i co z nią nie tak.
            Ps. Co do sposobu realizacji biografii i odbioru - zgadzam się w
            całości z Twoją opinią Grek i zadanie łatwe nie jest. Z tych
            niewielu, które widziałam, a pamiętam, najbardziej przypadła mi do
            gustu biografia o Edith Piaff ("Niczego nie żałuję"), ale to babski
            film.
            Ps.2. Zauważyliście, że nocne godziny filmów przypominają te w
            supermarketach?
            • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 11.05.10, 16:26
              pepsic napisała:

              > Otóż rzuciłam okiem na owe ględzenie, ale pani Grażyna Torbicka
              > tradycyjnie beznamiętna i nijaka,

              ???
              I ty Pepsic!?? Nie rozumiem Was? Co z nią nie tak?
              Wg mnie zawsze mówi bardzo interesująco!
              :)

              > - skutecznie mnie uśpiła
              Pora była późna!?

              • pepsic Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 12:41
                Biję się w piersi, ale co poradzę, że u mnie co w głowie, to i w
                mowie. O to chodzi, że Torbickiej trudno cokolwiek zarzucić, bo jest
                komepetentna, nieźle ubrana, o miłej aparycji i symaptycznym
                sposobie bycia. Jednak do mnie nie dociera jej sposób prowadzenia
                konwersacji, nie potrafi skupić uwagi na tym, co ma do przekazania.
                Timbre głosu zbyt monotonny? Może tylko wycofam się ze stwierdzeni,
                co do uchowania się w tiwi, bo na tle wielu innych, to i tak jest
                ewenementem na plus.
                Ps. Pora nie była tragiczna i w tym sęk.
                • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 15:17
                  pepsic napisała:

                  > Biję się w piersi, ale co poradzę, że u mnie co w głowie, to i w
                  > mowie.

                  To dobrze i niech Ci tak zostanie na zawsze! :)
                  Nie, nie chciałabym, żebyś była po mojej stronie wbrew sobie!
                  Wiesz, ja byłam tylko zaskoczona?, że nie myślisz tak jak ja. ;)

                  Już wiem, co z tą Torbicką, chyba. :)
                  On po prostu jest z tej szkoły, dla ktorej najważniejszy jest
                  rozmówca, która każe podczas przeprowadzania wywiadów usunąć się w
                  cień, nie eksponować siebie, swojego ja (stąd
                  wrażenie,że "mdła", "nijaka") . I mnie się to bardzo podoba,
                  sprawdza się doskonale w przypadku rozmów z ludzmi kina, którzy w
                  więksości przypadków są bardzo ciekawymi ludźmi i mają wiele
                  ciekawego do powiedzenia.
                  Zresztą kino, film to pasjonujący temat, nie trzeba nikogo
                  przekonywać o tym.

                  Torbicka, mam wrażenie, ma naukowe podejście do filmu, stąd może
                  też niekiedy jakaś trudność, niekomfortowość w odbiorze tego
                  programu ze względu na dyskurs... A właściwie to nie wiem, tak tylko
                  głośno myślę. :)

                  :)
            • grek.grek Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 12:27
              Biografiami telewizja stoi - w przyszłym tygodniu Dwójka ma dać "Doors", więc będzie też okazja spojrzeć, jak Stone Morrisona "ubrał". Już jestem ciekaw ;)
              Pory filmów sa beznadziejne po prostu. Tak jakby nikomu nie zależało, czy to ktoś obejrzy, czy nie. Wyrzucili Panoramę o 22:45 i to był dobry ruch - szkoda tylko, że zwykle skutecznie zasyfiają ramówkę i zamiast dać o 21 właściwy film, to dają go o 23, albo i nawet o 1-2 w nocy. Czyli, zmieniło się wszystko, a jakoby nie zmieniło się nic. To normalne zawracanie gitary jest i nic poza tym.
              • maniaczytania The Doors 15.05.10, 11:41
                z tego, co widzialam pora emisji fatalna - 0.40,
                za to film na pewno wart obejrzenia - jesli do tego lubi sie ich muze :)
          • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 11.05.10, 16:23
            Strasznie późno się kończy ten film! Ale początek / połowę na pewno
            obejrzę!

            Niewiele wiem o życiu Raya Charlesa, więc będę zadowolona ze
            wszytskiego co mi pokażą, zwłaszcza, że zachęcająco brzmią Twoje
            słowa o roli Foxxa!:)

            Ni i na niezłą muzykę w tle możemy dziś liczyć (choć przyznam, że ja
            o wiele bardziej wolę jazz od bluesa ).

            :)
            • grek.grek Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 12:32
              Zatem, napisz czy Ci przypadło do gustu, czy jednak zgrzytało :)

              Ja też wiem niewiele o samym RC, bardziej będę (bo na razie tylko nagrałem) zwracał uwagę na konstrukcję, rytm narracji, dekoracje muzyczno-zdjęciowe i aktorstwo właśnie (jak tam Foxx Ci się podobał ?)

              (jesli będziesz ciekawa treści tej częsci, której nie udało (a nie udało ?) Ci się zobaczyć, to z chęcią dopowiem, jak tylko obejrzę)

              P.S : Kalifornia 1/11 w drodze, piątek - gotowość :)
              • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 13:34
                grek.grek napisał:
                > Zatem, napisz czy Ci przypadło do gustu, czy jednak zgrzytało :)

                Film bardzo mi przypadł do gustu! Nie było to na pewno arcydzieło na
                miarę "Amadeusza", ale bardzo wciągał, nie mogłam się oderwać.
                Niestety ze zwględu na późna porę jednak nie udało mi się obejrzeć
                całości, ale widziałam sporo, do sceny, kiedy Ray nagrywa w studio
                wraz z orkiestrą piosenkę "Georgia on my mind", a kilka osób z jego
                zespólu, w tym chyba Margie marudzi, że on ich już nie potrzebuje...

                • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 13:36
                  QR.A!
                  CHYBA SIE ROZPŁACZĘ ZEŻARŁO MI 3/4 TEKSTU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                  JAK TO MOŻLIWE???????????????
              • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 13:44
                JEST ! JKIMŚ CUDEM UDAŁO SIE ODZYSKAĆ CAŁOŚĆ!

                grek.grek napisał:
                > Zatem, napisz czy Ci przypadło do gustu, czy jednak zgrzytało :)

                Film bardzo mi przypadł do gustu! Nie było to na pewno arcydzieło na
                miarę "Amadeusza", ale bardzo wciągał, nie mogłam się oderwać.
                Niestety ze zwględu na późna porę jednak nie udało mi się obejrzeć
                całości, ale widziałam sporo, do sceny, kiedy Ray nagrywa w studio
                wraz z orkiestrą piosenkę "Georgia on my mind", a kilka osób z jego
                zespólu, w tym chyba Margie marudzi, że on ich już nie potrzebuje...

                Będę bardzo Ci, Greku, dźwięczna za dokończenie tej opowieści. :)

                Nie, prawie nic nie zgrzytało, raczej pięknie dźwięczało nie tylko
                bluesem, ale jazzem, soulem, kościelną muzyką gospel pomieszaną z
                bluesem. Ray jako pierwszy wpadł na pomysł (a stało się to z
                inspiracji Delli późniejszej zony Raya, wtedy jeszcze
                narzeczonej,która zasugerowała mu by poszukiwał z muzyce swoich,
                bliskich sercu brzmień; a tak na marginesie aktorka grajaca Dellę-
                Kerry Washington to chyba ciemnoskóra wersja naszej uroczej
                Scarlett Johansson - takie miałam
                momentami wrażenie ;) na połączenie gosepel z z muzyką diabła, jak
                mówiono w tych czasach o bluesie, co wywołało wiele kontrowersji do
                tego stopnie, ze nawet w niektórych rozgłośniach radiowych utwory
                Raya nie mogły być grane. Jest w filmie świetna scena , kiedydo
                kluby w którym trwa wystep Raya i jego zespołu wpada pastor ze swoą
                pulchniutką czarną żoną i krzyczą na muzyków grających tę własnie
                muzykę będacą mieszankę soulu z gospel i na ludzi bawiacych się w
                klubie, mówią o grzechu, straszą ogniami piekielnymi, karą boską,
                ludzie początkowo zamierają milczą, niektórzy wychodzą (ale takich
                jest niewielu), jedne z muzyków też targany wyrzutami sumienia
                przyzjane pastorowi rację i odchodzi z zespołu. Ray i inni muzycy
                zachowują spokój, kiedy pastora już nie ma zaczyna ponownie grać,
                sala krzyczy, zachęcona przez Raya -"Alllleuuuja!" :)) A Ray mówi do
                jednego z muzyków "Musimy zatrudnić nowego basistę (chyba basistę)
                na miejsce tego, który odszedł oraz znaleźć dzieczynę, kótra potrafi
                śpiewac gospel, ale nie ma "poglądów koscielnych" . :))) I
                znajdują - Margie, z którą Ray potem romansuje zdradzając żonę...

                Foxx wspaniały w tej roli, wygląda, porusza się, gestykulule (i
                jeszcza ta charakterystyczna mimika wspaniale oddana!) jak
                prawdziwy Ray. Jest bardzo przekonjujący w tej roli, czuć, że
                zakochany jest całym sobą w muzyce, najbardziej z muzyce, a kobiety
                traktuje jako atrakcyjny przerwynik..

                To tyle wrażen na gorąco.
                Bardzo jestem ciekawa jak Tobie się podobał Ray, Greku. A Ty Pepsic,
                Maniu, Ewo ogladałyście?


                > P.S : Kalifornia 1/11 w drodze, piątek - gotowość :)
                Super! Bardzo się cieszę. Ze swoim odcinkiem muszę się
                pospieszyć :)))
                • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj PS i przepraszam 12.05.10, 13:55

                  PS
                  a kobiety traktuje jako atrakcyjny przerwynik pomiędzy występami,
                  koncertami, nagrywaniem płyt ...



                  Za brzydkie słowo przepraszam bardzo! :/

                • maniaczytania Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 14:08
                  Ogladalam, ogladalam i wytrwalam do konca!
                  Dawno zaden film nie zrobil na mnie takiego wrazenia -
                  fantastyczny!!!
                  To tyle na goraco, pozniej napisze cos wiecej.
                  Jamie Foxx nie gral Raya - on byl Rayem! BAFTA, Zloty Glob i Oscar -
                  absolutnie zasluzenie.


                  Co do tej sceny, o ktorej wsominasz - o tym znalezieniu dziewczyny,
                  ktora spiwea koscielne piosenki, ale nie ma koscielnych pogladow, to
                  ta dziewczyna nie byla Margie, tylko Mary Ann Fisher ( z ktora
                  zreszta tez romansowal). Margie to byla ta pozniejsza z tego zespolu
                  trzech dziewczyn.

                  A swoja droga wiedzieliscie, ze Ray mial 12 dzieci z 9 kobietami (!)?
                  • grek.grek Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 14:26
                    Hehe :) A wiesz, ze to tylko część jego potomostwa, które udało się oficjalnie zlokalizować ? ;)
                    Btw, Stevie Wonder ma siedmioro z czterema kobietami.
                    Niektórzy, żeby zapłodnić, to muszą się zdrowo nagonić, zeby dogonić "ofiarę", a ci dogonić nie dadzą rady z pewnych względnych, więc sami są dopadani. Nie wiem, co gorsze... ;))
                    • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 14:54
                      grek.grek napisał:

                      > Hehe :) A wiesz, ze to tylko część jego potomostwa, które udało
                      się oficjalnie zlokalizować ? ;)

                      O!!!??
                  • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 14:39
                    maniaczytania napisała:
                    Co do tej sceny, o ktorej wsominasz - o tym znalezieniu dziewczyny,
                    > ktora spiwea koscielne piosenki, ale nie ma koscielnych pogladow,
                    to ta dziewczyna nie byla Margie, tylko Mary Ann Fisher ( z ktora
                    > zreszta tez romansowal). Margie to byla ta pozniejsza z tego
                    zespolu trzech dziewczyn

                    Dzięki za sprostowanie, one mi się wczoraj nieustannie myliły! I tak
                    mi zostało, jak widać.


                    > A swoja droga wiedzieliscie, ze Ray mial 12 dzieci z 9 kobietami
                    (!)?

                    Tak, wiem. Przeczytałam wczoraj w wiki.
                    W filmie chyba w takie szczególy nie wnikano, ale tez nie usiłowano
                    ukrywać romansów i związków czarnoskórego muzyka,z kobietami.
                • grek.grek Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 14:22
                  Pamiętam tę scenę, akurat ten fragment widziałem wśród tych... 15 %, które w ogóle udało mi się obejrzeć. Całość dopiero przede mną i już przebieram nogami do niej ;)

                  Oczywiście - dopowiem, co i jak; zaznacz mi tylko, od którego momentu mam zacząć, na którym przerwałaś oglądanie.

                  Jestem niecierpliwym zaciekawieniem Dżeka ;)

                  • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 14:47
                    grek.grek napisał:
                    > Oczywiście - dopowiem, co i jak; zaznacz mi tylko, od którego
                    momentu mam zacząć, na którym przerwałaś oglądanie.


                    Dżek.Dżeku, napisałam wyżej, ale, nie ma problemu, jeszcze raz Ci
                    powiem, że widziałam do momentu, kiedy Ray nagrywa w studio wraz z
                    orkiestrą piosenkę "Georgia on my mind", a kilka osób z jego
                    zespólu marudzi, że on ich już nie potrzebuje...


                    www.youtube.com/watch?v=Thls_tMuFkc
                    Mania ma rację Foxx nie grał Raya, on był Rayem.

                    :)
                    • grek.grek Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 15:16
                      Prawda, napisałaś czarno na białym - kolejny raz jakieś otumanienie chwilowe mnie trafiło. Podziwiam opanowanie Twoje, w tych okolicznościach :))

                      Z Twoich/Waszych opinii wynika, że to jeden z najlepszych Oskarów w ost latach. I nawet nie chodzi o to, że konkury nie były jakieś super, bo Di Caprio/Aviator, Clint/Milion dollar baby, czy Johnny/Marzyciel, to niekoniecznie takie znowu sensacje.
                      • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 15:33
                        grek.grek napisał:

                        > [...] kolejny raz jakieś otumanienie chwilowe mn
                        > ie trafiło
                        Zakochanyś, czy co???

                        >Podziwiam opanowanie Twoje, w tych okolicznościach :))
                        :)

                        Eeee, to wcale nie jest trudne, w t(w)ym przypadku ... :)

                        Tak, Foxx bije konkurencję na głowę!

                        On się urodził po to by zagrać Raya Charlesa, z którym łączy go
                        zresztą pasja do muzyki. Czytałam, że Foxx podbnie jak Ray zaczął
                        grać w wieku 3 lat na fortepianie, potem tak jak Ray założył swój
                        zespół.
                        Sam Ray go zaakceptował, kiedy usłyszał jak gra.
                        :)


                        • maniaczytania Re: "Ray", dzisiaj. 12.05.10, 20:43
                          barbasia1 napisała:

                          > Tak, Foxx bije konkurencję na głowę!
                          >
                          > On się urodził po to by zagrać Raya Charlesa, z którym łączy go
                          zresztą pasja do muzyki. Czytałam, że Foxx podbnie jak Ray zaczął
                          grać w wieku 3 lat na fortepianie, potem tak jak Ray założył swój
                          zespół.

                          Moze nie 3, ale w wieku 5 to na pewno sie zaczal uczyc grac na pianie. Jako
                          ciekawostke, ale istotna podam, ze we wszystkich scenach w filmie gral sam!!!


                          > Sam Ray go zaakceptował, kiedy usłyszał jak gra.
                          > :)

                          Gdzies czytalam, ze grali na dwa fortepiany przez jakies dwie godziny, az Ray
                          powiedzial - "To on" :)
                          • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 13.05.10, 13:31
                            maniaczytania napisała:

                            > barbasia1 napisała:
                            >
                            > > Tak, Foxx bije konkurencję na głowę!
                            > >
                            > > On się urodził po to by zagrać Raya Charlesa, z którym łączy go
                            > zresztą pasja do muzyki. Czytałam, że Foxx podbnie jak Ray zaczął
                            > grać w wieku 3 lat na fortepianie, potem tak jak Ray założył swój
                            > zespół.
                            >
                            > Moze nie 3, ale w wieku 5 to na pewno sie zaczal uczyc grac na
                            pianie. Jako
                            > ciekawostke, ale istotna podam, ze we wszystkich scenach w filmie
                            gral sam!!!


                            O tym, że Foxx, zaczął grać na fortepianie w wielku lat 3
                            przeczytałam na tej stronie:

                            www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=15893&sekcja=4
                            "Bycie Rayem: obsadzenie w roli Jamiego Foxxa"
                            "Kiedy spotkali się z Foxxem, Hackford powiedział mu, że od aktora
                            grającego Raya Charlesa oczekuje przede wszystkim olbrzymiego
                            wyczucia muzyki i jej duszy. Jak się okazało, Foxx, podobnie jak Ray
                            Charles, zaczął grać na fortepianie w wieku 3 lat. Prowadził też
                            zespół muzyki Gospel. ?Kiedy Jamie powiedział mi o tym, po prostu
                            usiadłem z wrażenia? wspomina Hackford. ?Chciałbym powiedzieć, że to
                            wszystko było zaplanowane, ale to nieprawda. Mieliśmy olbrzymie
                            szczęście.?"

                            :)
                            • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 13.05.10, 13:42
                              W IMDb jest ta sama informacja -

                              www.imdb.com/name/nm0004937/bio
                              Ale w sumie to nie istotne, czy Foxx miał 3, czy 5 lat, kiedy zaczął
                              grac na fortepanie, ważne jest to, że był muzycznie uzdoniony od
                              dziecka/ od urodzenia, miał dobry słuch muyczny, czuł muzykę i
                              dlatego doskonale nadawał się do roli Raya.
                              • maniaczytania Re: "Ray", dzisiaj. 13.05.10, 19:21
                                masz racje Barbasiu, ja to chyba wyczytalam w wiki.
                                Ale wiek niewazny, wazne, to, ze tak swietnie potrafil sie wcielic ( a do tego
                                to muzyczne przygotowanie na pewno mu sie przydalo).

                                A tak zupelnie jakos przypadkiem skojarzylo mi sie, ze co jakis czas pojawiaja
                                sie osoby mlode, podobne do dawnych gwiazd - np. taki James Franco, ktory zagral
                                w biografii Jamesa Deana (zerknij no na niego Barbasiu laskawym okiem, bo mnie
                                sie on ostatnimi czasy calkiem, calkiem wydaje - ten franco rzecz jasna ;) )
                                • barbasia1 Re: "Ray", dzisiaj. 14.05.10, 22:35
                                  Zerkam na Jamesa Franco i muszę Ci powiedzieć, że i mnie się on
                                  bardzo podoba!
                                  :)
                                  www.imdb.com/media/rm3707737344/nm0290556
                                  www.imdb.com/media/rm1174181888/nm0290556
                                  Nie widziałam go jeszcze w żadnym filmie!?


                                  A James Dean mawiał podobno - "Die young and make beautiful corpse"
                                  - co zapamętałam z jakieś szkolnej angielskiej czytanki!
                                  :)

                                  Widziałaś, Maniu, tę biografię Deana? Zazdroszczę. :)
                                  • maniaczytania James Franco 14.05.10, 23:01
                                    Barbasiu, a zerknij no tutaj:
                                    james.franco.filmweb.pl/
                                    james.franco.filmweb.pl/o45637/James+Franco/galeria
                                    nie ogladalam biografii Deana, ale z Jamesem Franco widzialam juz kilka filmow,
                                    m. in. swietny film wojenny o prawdziwym epizodzie z II wojny swiatowej - "6
                                    batalion" oraz film o lotnikach I wojny "Flyboys - bohaterska eskadra" - tu
                                    galeria zdjec:
                                    www.filmweb.pl/f216502/Flyboys+-+bohaterska+eskadra,2006/galeria
                                    • barbasia1 Re: James Franco 15.05.10, 15:26
                                      maniaczytania napisała:

                                      Fajny gość! :)
    • grek.grek "Chłopak rzeźnika" 13.05.10, 11:51
      Dali to w TVP wczoraj w nocy, a właściwie - dzisiaj nad ranem ;)

      Tytułowy "chłopak rzeźnika", to 12-letni rudzielec z miasteczka gdzieś w Irlandii, który ma w zyciu nie-za-lekko : ojciec, to eks-trębacz, a obecnie pijaczyna, matka dostaje fiksum dyrdum od ciągłych sprzeczek z nim. Rudego "prześladuje" wyniosła i sztywna, jak widły w gnoju, pani Jakaśtam, nazywając jego i jego rodzinę "świniami" - powiedzmy, że ma ona jakiś tam powód do takich określeń, jako ze rudy czepia się stale jej syna, typowego prymusika w pinglach - zabiera mu komiksy, kradnie z ogrodu jabłka, przedrzeźnia, a nawet zaciąga do szopy i chce lać - rudy ma temperament, a do tego ma gadane, jest bystry i sprytny, żadna tam gapa. Rudy ma też przyjaciela - ostoję zdrowego rozsądku, ale i wiernego towarzysza zabaw, Joe, z którym nawet zawiera "braterstwo krwi".

      Są lata 60, Amerykanie lądują na Księzycu, a jego wyobraźnię zaludniają postaci Indian i kowbojów z czarno-białych filmów - ogląda je w domu, dopóki stary nie rozwala telewizora, który nagle przestał działać, a później przez okno u prymusika i jego matki. Później pojawią się także "komuniści", o ktorych także usłyszy z mediów, konkretnie - z radia.

      Właściwie całe życie Rudego jest naznaczone stratą, konfliktem i odrzuceniem : najpierw umiera matka, tuż po powrocie z wariatkowa i kolejnej kłótni z ojcem, rudy swój żal kieruje przeciw prymusikowi i jego matce - zaczepia, prowokuje, a potem posuwa się nawet do wejścia
      do ich domu i postawienia klocka na środku ich eleganckiego salonu - zostaje za to zesłany czegoś w rodzaju szkoły z internatem na prowincji, prowadzonej przez księzy - od razu zostaje hersztem ichniejszego "gangu", a żeby wymigać się od roboty w polu i zasłużyć na powrót do domu udaje, ze ma objawienia, ze mu się Matka Boska pokazuje, oczywiście wierzą mu wszyscy, księża są zbudowani jego przemianą, a jeden tak bardzo, ze ubiera go, jak lalkę, karmi cukierkami i chyba szykuje się do skonsumowania, ale wszystko wychodzi na jaw i rudego odsyłają do domu, zeby skandal nie rozlał się na szerszą skalę. Z całego tego pobytu rudemu pozostają "widzenia" Matki Boskiej, odbywające się w jego własnej, bujnej wyobraźni. Wkrótce, zainfekowany oglądanymi filmami i słuchanyi audycjam,i radiowymi, zacznie widzieć nieprzyjaznych sobie ludzi z głowami kosmitów, a także jako komunistów, choć nie bardzo wie, kto to ci komuniści, poza tym, ze są wrogami.

      Po powrocie nastepują kolejne zmiany : najpierw Rudy zauważa, że jego przyjaciel krwi Joe prowadza się z prymusikiem. I nawet wypiera się ich braterstwa - kiedy po kolejnej zaczepce wobec prymusika i jego matki dopadają Rudego bracia tej kobiety : jeden go kopie, a drugi przytrzymuje Joego, który w głos się ich bliskości wypiera. Rudy zbiera się w sobie, łapie za kamień i leje ich po łbach, puszczają go, uciekają, a tuż za nimi Joe, którego wyraźnie rudy przeraża, a może po prostu uznaje,że nadszedł czas na rozluźnienie więzi.

      Potem umiera ojciec rudego - w kiepskim momencie, bo akurat ich relacje zaczynały się poprawiać. Rudy mieszka z trupem, odgania nawet muchy, zeby ojcu na dziobie nie siadały. W końcu jednak prawda się wylewa, wpada policja, zabiera ciało, a rudego, uznając,że musi być szurnięty, wysyłają do psychiatryka, gdzie nawet próbują go leczyć elektrowstrząsami - udaje mu się stamtąd uciec. Stara się skontaktować z Joem, ciągle naiwnie wierząc,ze są braćmi krwi, dozgonnymi przyjaciółmi, nie potrafiąc zrozumieć, że przyjaciel dojrzał szybciej niż on.
      W domu Joego dowiaduje się, że chłopiec wyjechał do szkoły w sąsiednim mieście. Siada więc na rower i zasuwa do tego miasta - przeżywa tam podwójne rozczarowanie : najpierw odwiedza pensjonat, gdzie poznali się jego rodzice : funkcjonował on w jego pamięci/wyobraźni jako miejsce, w którym oboje byli szczęśliwi, nie żarli się, ojciec nie pił, matka była zdrowa... ale był wtedy zbyt mały, by wszystko kojarzyć, a właścicielka tegoż przybytku pamięta raczej inny obraz tej pary - już wtedy pełnej wzajemnej wrogości. Chłopak jest rozczarowany. Najpierw demoluje obejście, a potem biegnie nad jakąs wodę, upija się i zrozpaczony woła matkę. Następnie włamuje się do internatu, gdzie mieszka jego przyjaciel - kiedy przybiega klecha, co tam szefuje i ochrona Joe po raz kolejny się go wypiera. I rudy wie, że to już koniec ich przyjaźni.

      Wraca więc z powrotem do miasteczka. Ostateczną zemstę wywiera na pani Sztywniackiej, matce prymusika, co mu "zabrał przyjaciela" - miasteczko jest właśnie zapowietrzone "faktem", ze ktoś miał widzenie Matki Boskiej (Rudy widzi ją w wyobraźni, ale w realu mówi "Nie ma czegoś takiego jka 'matka boska', głupcy", te dwa porządki mu się mieszają) - teraz cała mieścina czeka na kolejne, zapowiedziane co do godziny. Rudy, pracujący teraz jako pomocnik u rzeźnika, udaje się z tasakiem do pani Sztywnej i szlachtuje ją, a potem ciało rozczłonkowuje i zagrzebuje pod stertą odpadków na tyłach. Odkrycie zalanego krwią mieszkania Sztywnej jest szokiem dla mieszkańców. A że rudy jakby nigdy nic siedzi sobie pod stołem wywlekają go i wtrącają do więzienia jako prawdopodobnego sprawcę.
      Szukają tylko zwłok. Rudy naprowadza na nie dwóch dzieciaków, którzy przyłażą pod okno celi. Potem nawet z tego więźnia udaje mu się na chwilę wydostać (czy uciec), ale ląduje ostatecznie w jakimś zakładzie odosobnienia, z którego wychodzi po latach, wyglądając jak własny ojciec : znów widzi Matkę Boską, więc właściwie zmienił się niewiele, poza tym, że czeka na niego świat, którego już nie rozpozna.
      Ostatnie 10 minut gdzieś mi się zatarło co do szczegółów, ale generalnie - finał jest taki jak wyżej.

      Straszne ? Cześciowo. Makabryczne ? Momentami. Lekkie ? Oczywiście. Główna zaleta to połączenie cięzaru opisywanych zdarzeń z narracją z pkt widzenia dziecka, dziecka bystrego i mającego bogate życie zmysłowe, które z róznych fragmentów prawdy i fikcji buduje swój subiektywny świat, który jest jedynym światem realnym dla niego. Wplatanie w akcję, w formie do-ilustrowania róznych sytuacji fragmentów oglądanych przez chłopca filmów, przypomina styl z Cudownych Lat; cała akcja ma posmak historii łotrzykowskiej zmieszanej właśnie z klimatem amerykańskich filmów o dojrzewaniu w latach 60-tych. Tyle, ze tu kaliber wydarzeń jest daleko mocniejszy i w zasadzie bliżej im do dramatu. OPuszczenie, osamotnienie, odrzucenie, molestowanie, utrata obojga rodziców, zdrada, morderstwo... cały wachlarz trudnych doświadczeń rudy przechodzi w sposob całkowicie własny, dokuczają mu, doskwierają, ale dojrzewanie do zabójstwa odbywa się bez ponuractwa, bez złorzeczeń, bez staromaleńkości, dzieje się w jego wyobraźni, w tym jego mikrokosmosie, w który zostaje wchłonięty cały, otaczający go świat. Wielkim plusem jest fakt, ze cała akcja jest komentowana z offu przez samego głównego bohatera, ale... głosem starszego mężczyzny. jest to komentarz lekki, luźny, momentami wręcz dowcipny. Dramat, który ogląda się z uśmiechem na twarzy - jasne, można interpretować go pomijając ten żart, jakim się skrzy, widząc spod tego żartu ten ponury deseń wyłącznie, skupiając się na dramacie owym, ale to są dwie równe połowy. Cała wartość filmu polega na ich zręcznym połączeniu.

      Scen zabawnych, czarnohumorowych i groteskowych jest tu multum. Mnie rozbawił moment, kiedy rudy, będąc w tym zakłądzie poprawczym zaczyna udawać, ze ma objawienie - klęka na polu buraków i wznosi ręce i oczy do nieba, reszta, poczciwych chłopców ze wsi, biegnie do niego, księza pędzą z nimi, wszyscy klękają nabożnie i wypatruję w górze tego, co on zdaje się widzieć jak na dłoni :)

      Albo scena zabójstwa - miasteczko czeka na objawienie Matki Boskiej, wielka pompa; jakaś baba zachodzi do domu pani Sztywniackiej, gdzie oczywiście ściany są schlapane krwią, wybiega z wrzaskiem, nie może złapać tchu, reszta jest przekonana, ze MB się tam ukazała, biegną więc tam całą zgrają i po kolei wypadają równie zemdleni. Świetne.


      • barbasia1 Re: "Chłopak rzeźnika" 13.05.10, 13:22
        A jednak to bardzo ponury i smutny film.

        :)
        • grek.grek Re: "Chłopak rzeźnika" 13.05.10, 13:56
          Jesli wziąc pod uwagę sam szkielet opowieści, konkrety, to pewnie tak, ale jest to podane w taki sposób, ze po prostu nie daje się tego odczuć za bardzo, nie ma jakiegoś epatowania tymi smutkami.
          Kiedy chłopak siedzi w więźniu przychodzi do niego klawisz, mały się pyta : "powieszą mnie ?", tamten mu odpowiada : "teraz już nie wieszają", a mały oburzeniem : "patrz pan, co się porobiło !" - czy to może być smutny film ? ;)

          To jest wg mnie największa zaleta - ten własnie zabawny styl narracji, który przysłania, zmiękcza fakt, ze chłopak nie ma łatwego życia i spotyka go kilo róznych nieprzyjemności, aczkolwiek on światu również dłużny nie jest.

          Btw, w roli Matki Boskiej, którą chłopiec widuje w swojej wyobraźni, i która zawsze zapewnia go, ze "Joe jest twoim przyjacielem", wystąpiła Sinead O'Connor, która od 92 roku w Irlandii miała status potępionej, po tym, jak publicznie podarła fotkę JP 2 w proteście przeciw tuszowaniu przez Watykan pedofilii wśród księzy. Film jest z 97. Niezła prowokacja :) I jest też odnośnik - ksiądz molestuje rudego, przebiera go w damskie fatałachy, a potem każe opowiadać, jak to jest, kiedy ukazuje mu się Matka Boska, i kiedy chłopiec opowiada ksiądz dyszy mu w ucho z łapą we własnym rozporku. Zreszta, młody robi ich w mikado jak chce - zaczyna udawac, ze ma te objawienia, zgłasza się do bycia ministrantem, a kiedy wszyscy w polu tyrają w pocie czoła, on sobie klęczy i się modli :) Zresztą, MB zaczyna mu się "ukazywać", ale jako projekcja własnej wyobraźni.
          • grek.grek Re: "Chłopak rzeźnika" 13.05.10, 14:00
            Jest ten film w jutubie, tu 1 część, kolejne na górze paska po prawej :
            www.youtube.com/watch?v=tkFrg8BKbwk&feature=related
            • barbasia1 Re: "Chłopak rzeźnika" 13.05.10, 14:13
              O! fantastycznie! Na pewno obejrzę, może nawet zacznę dziś wieczorem!

              :)


              /"Urodznych ..." doobejrzałam wczoraj! :)/
          • barbasia1 Re: "Chłopak rzeźnika" 13.05.10, 14:37
            Tak, to własnie miałam napisać, że prawdopodobnie humor, czarny
            humor w filmie stawrza pewien dystans do tej ponurej opowieści,
            inaczej pewnie nieznośnym byłoby oglądanie wszytskich nieszcześć,
            jakie spadają na głównego bohatera.

            Ale z drugiej strony poprzez ten czarny humor opowieść moze się
            wydawać jeszcze bardziej makabryczna!??
            Obejrzę ten film, a pewno! :)

            > Btw, w roli Matki Boskiej, którą chłopiec widuje w swojej
            wyobraźni, i która zawsze zapewnia go, ze "Joe jest twoim
            przyjacielem", wystąpiła Sinead O'Connor,

            O! Ciekawa jestem w takim razie, jakie były komentarze prasy po
            premierze tego filmu? Wpadło Ci coś w ręce na ten temat, Greku?

            >ksiądz dyszy mu > w ucho z łapą we własnym rozporku.
            Obrzydliwe, makabryczne, wstrętne! Brak słów.
            • grek.grek Re: "Chłopak rzeźnika" 13.05.10, 15:17
              Dystans - to dobre słowo. Trochę może nietrafiłem ze zwrotem "czarny humor" - nie jest on dokładnie pasujący do sedna tego terminu; raczej chodzi o humor jako taki, lekkość dziwną z jaką te zdarzenia są pokazywane.

              Niestety, nie znam żadnych medialnych recenzji tego filmu. Nie zdązyłem poszukac, a poza tym - ten film swoje lata ma. Ale, spodziewam się, ze tu i tam pewnie zostało to przyjęte za dość kontrowersyjny pomysł : Sinead-skandalistka-co-podarła-zdjęcie-papy jako Matka Boska ?.. Uff ;)
              • barbasia1 Re: "Chłopak rzeźnika" 13.05.10, 15:42
                grek.grek napisał:

                > [...] Trochę może nietrafiłem ze zwrotem "czarny humor"

                Nie, nie, sądze (po przeczytaniu streszenia filmu, komnetarza), że
                to okreslenie jak najbardziej tu pasuje /Czarny humor - odmiana
                komizmu, polegająca na wydobywaniu efektów humorystycznych z
                zestawienia elementów grozy i absurdu. wiki
                pl.wikipedia.org/wiki/Czarny_humor /

                Czytałam kiedyś, wieki temu (w 2003!) artykuł w WO o Sinead
                O'Connor, szczęśliwie jest on w necie, o tu:

                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,1699975.html?as=2&ias=2

                a w nim jedno zdanie na temat roli w "Chłopcu rzeźnika" (przyznam,
                że w ogóle nie pamietałam)

                W roku 1998 zagrała w filmie Neila Jordana "Chłopak rzeźnika".
                Reżyser powierzył jej rolę... Matki Boskiej. W Irlandii taka obsada
                roli Marii wywołała spore kontrowersje. Nie takie jednak jak to,
                co "Sinéad zrobiła rok później. W 1999 roku ogłosiła, że właśnie
                została... księdzem katolickim! Święceń udzielił jej irlandzki
                biskup Michael Cox, od lat skłócony z Watykanem i kierujący własnym
                Trydenckim Kościołem Łacińskim. Zmieniła z tej okazji imię na matkę
                Bernadettę Marię i odprawiła kilka mszy. A także udzieliła paru
                wywiadów, w których wyznała, że idea celibatu bardzo jej się podoba."

                To już wszystko wiadomo ...

                :)
              • barbasia1 Re: "Chłopak rzeźnika" 14.05.10, 13:27
                W "Chłopaku rzeźnika" zamieszczonym na youtube niestyty mówią
                niestety jakimś irlandzkim dialektem, z kóeego niestety niewiele
                rozumiem, więc odpuściłam oglądanie. Pożycze sobie później w
                wypożyczalni.

                Ale namierzyłam "Raya", dziś wieczorem obejrze to, czego nie
                widziałam we wtorek, więc nie musisz mi już streszczać tej cześci
                filmu. Mile widziane za to będzie kilka słow wrażeń z filmu, jeśli
                oczywiscie jeszcze masz ochotę podzielić się nimi!
                :)
                • grek.grek "Chłopak rzeźnika"/ na piątek propozycjon 14.05.10, 14:42
                  Ano widzisz, to może i fakt, że Sinead specjalnie zaszokować już nie mogła w żadnym wydaniu ;) (dzięki za tę dopowiedź, cenna jest)

                  Orajt, z "Rayem" :). Wczoraj dotarłem właśnie do tego fragmentu z "Georgią" i dzisiaj miałem kończyć.

                  O, to masz bankowo, hehe - powinien zafiniszować dziś, i może jutro/pojutrze coś napiszę o tym filmie. Może i Tobie, i Wam, coś się nasunie dodatkowo.

                  Jak już ma głos, to na dziś :
                  23:10, Jedynka Złe wychowanie Almodovara - i chyba popatrzę, i posłucham, bo próbuję się do Almodovara przekonywać od jakichś dwóch lat, tylko okazji mam skąpą ilość ku temu,
                  0:15, Polsat "Dziecko" Dardennów, Zlota Palma sprzed kilku lat (w tym szmatławcu z programem, co go kupuję, ten film ma 2 na 3 możliwe pkt, a np. Godziny szczytu z Jackiem Chanem 3 na 3 - albo znawcy tam są jak z koziej... klarnet, ale faktycznie Złota Palma znaczy już mniej niż zero)
                  • barbasia1 Dziś "Złe wychowanie " w TVP1 23.10 14.05.10, 21:45
                    > 23:10, Jedynka Złe wychowanie Almodovara -

                    No no no, wczoraj "Chłopak rzeźnika", dziś "Złe wychowanie" coś na
                    nasza TV pobliczna odważna się zrobiła! ;)
                    Jeszcze tylko pora emisji tych filmów mogłaby byc lepsza, ale nie
                    dziś nię będę marudzić. :)

                    I ja do Almodovara podchodzę ostrożnie. Z czterech jego filmów
                    podobał mi się tylko jeden - "Volver", o ktorym wspominałam już
                    kiedyś na forum.

                    > 0:15, Polsat "Dziecko" Dardennów, Zlota Palma sprzed kilku lat (w
                    tym szmatławcu z programem, co go kupuję, ten film ma 2 na 3 możliwe
                    pkt, a np. Godziny szczytu z Jackiem Chanem 3 na 3 - albo znawcy tam
                    są jak z koziej... klarnet, ale faktycznie Złota Palma znaczy już
                    mniej niż zero)

                    haha :)
                    Wiesz, może to jakaś inna klasyfikacja, à rebours?!


                    grek.grek napisał:
                    :)

                    > O, to masz bankowo, hehe -

                    I świetnie. :)

                    Wiesz, głównie że względu ma fantastyczną muzykę chciałam dokonczyć
                    oglądanie "Raya"!
                    :)
                    • grek.grek Re: Dziś "Złe wychowanie " w TVP1 23.10 15.05.10, 10:32
                      Na razie nagrałem ZW, po obejrzeniu powiem coś więcej :)

                      I ja mam małe doświadczenia z Almodovarem, żadnych sztandarowych jego
                      filmów nie oglądałem, czuję się trochę kaleki ;))

                      • maniaczytania Re: Dziś "Złe wychowanie " w TVP1 23.10 15.05.10, 11:36
                        to ja mam troche wieksze ;) doswiadczenie z Almodovarem - ogladalam:
                        "Kwiat mego sekretu", "Kika", "Wysokie obcasy", "Drzace cialo", "Wszystko o
                        mojej matce", "Porozmawiaj z nia". Trzy ostatnie goraco polecam, zwlaszcza
                        "Wszystko o mojej matce" ze zjawiskowa Penelopka w roli zakonnicy w ciazy z
                        transwestyta. Z tych obejrzanych najslabsza byla dla mnie "Kika".
                        W domu mam jeszcze na plycie "Matadora", ale jakos jeszcze sie nie zebralam,
                        zeby obejrzec. No i od jakiegos czasu zbieram sie na "Volver".

                        Ogolnie - ja Almodovara filmy uwielbiam - za pochwale i uwielbienie kobiet, za
                        kolory i wyrazistosc, za piekna muzyke, za niebanalne podejscie do trudnych
                        tematow, za ukazywanie wszystkich stron zycia.
                        • pepsic Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 15.05.10, 19:18
                          Widzę, że tylko ja odrobiłam zadaną lekcję, ale w przypadku Almodóvara nie mogło
                          być inaczej, bo podobnie jak Mania jestem wielbicielką jego filmów. Właściwie
                          wszystkie, które widziałam lubię: "Kwiat mojego sekretu" , "Kobiety na skraju
                          załamania nerwowego", "Wszystko o mojej matce" , "Porozmawiaj z nią" (ten
                          mniej,bo jak kiedyś pisałam nie leży mi wątek o wykorzystywaniu seksualnym
                          dziewczyny pogrążonej w śpiączce). Co do "Kiki" i "Wysokich obcasów" - nie
                          wypowiadam się, bo oglądałam dawno i pamiętam jak przez mgłę. Muszę jeszcze
                          upolować Volvera, którego Barbaria zachwalała podczas pogawędki o P.A.

                          "Złe wychowanie" - nie chcę psuć przyjemności oglądania, więc krótko: ogląda się
                          dobrze, choć bez fajerwerków. Wszystkie wątki w jednej tonacji ani jednego
                          konwencjonalnego, jak to u Almodóvara. Na początku trochę się pogubiłam, bo nie
                          załapałam na czas, że dwutorowo leci fikcja literacka, więc trochę straciłam.

                          Ps. Podpisuję się pod oceną Manii. Dodam jeszcze abstrakcję i udział barwnych
                          postaci nierzadko o dyskusyjnej urodzie. W Złym wychowaniu akurat zagrał
                          ładniutki Gael Bernal (było tu o nim).
                          Podobno mężczyźni o odmiennej orientacji seksualnej doskonale rozumieją kobiety.
                          Coś na rzeczy jest!
                          • grek.grek Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 16.05.10, 12:06
                            Złe wychowanie na razie nieco mnie przeraża; dlaczego - napiszę jak do-obejrzę całość.

                            P. Kałużyński miał aprobujący stosunek do Almodovara, jako cichy, ale namiętny antyfeminista (nie uważał jakoby kobiety były dyskryminowane społecznie, a natarczywe pląsy feministek domagających się wywrócenia świata na nice i wywierania na kobiety presji, żeby zachowywały się jak one same i porzucały swoje życie celem karierowiczowstwa - mniej lub bardziej życzliwie, ale ośmieszał) podkreślał, ze u Almodovara kobiety tworzą własny świat pozostająć jednocześnie w umownej strukturze, wg feministek, "upokarzającej", której jednak same nie odczuwają w taki sposób, zwłaszcza, że ich rola jest niezwykle istotna, spaja społeczeństwo. Z tego co na razie się zorientowałem "złe wychowanie" o kobietach nie jest. Przynajmniej nie o takich, jakie zwykle mianem kobiet przywykliśmy określać ;)
                            • maniaczytania Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 16.05.10, 12:39
                              bo "Zle wychowanie" sie wylamuje z jego standardowych produkcji, to chyba jego
                              najbardziej autobiograficzny film
                            • pepsic Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 16.05.10, 12:59
                              Chyba się domyślam, co może przerażać. Pocieszę Cię, że też wolę miłość
                              konwencjonalną, oczywiście mam na myśli stronę wizualną. Wprawdzie nie
                              przekroczono granicy, ale obawy pewne i niepokój odczułam, a kobiet faktycznie
                              tam brak.
                              Ps. Grek, czy aby czasem nie podzielasz poglądów Z.Kałużyńskiego?
                              • grek.grek Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 13:44
                                Ujawnię się z tym moim przerażeniem jak dokończę film ;)

                                Kałużyński zmierza do tego, ze barwna, mocna więzami i czarująca maksymalnie kobieca wspólnota opiewana przez Almodovara nie bierze
                                się z feministycznej agresji i pędu do dorównywania facetom w
                                robieniu karier i poszerzania władzy, tylko właśnie z ich, jakkolwiek to zabrzmi - naturalnego/odwiecznego/ustalonego usytuowania
                                w społecznej strukturze, z wrażliwości łączącej kobiety, a nie
                                karierowiczowstwa czyniąćego z nich śmiertelne rywali. Kobiety i mężczyźni w tym ujęciu, to w sposób przyrodzony inne światy i inne
                                zadania do realizowania w społeczeństwie.

                                Feministki chciałyby otwarcia, równouprawienienia itd, żeby kobiety mogły robić kariery równe mężczyznom, mieć tyle samo władzy itp., ale nie zauważają, że ono już jest i że może po prostu kobiety, jakąś ich część, którą by chciały pobudzić, ma w nosie ich nawoływania i nie
                                chce się realizować w taki sposób, woli właśnie swoje czarowne światy.
                                Feministki ślepe na to, czego naprawde chcą kobiety, i że nie chcą tego, czego one by chciały, by one chciały chcieć, ciągle krzyczą, ze otwarte drzwi są szeroko zamknięte (to nie Kałużyński, to ja wymyśliłem tego zawijasa stylistycznego) i winna jest męska wraża sitwa.

                                Większość kobiet nie chce wojować w imię jakiejś waginalnej wspólnoty, chce golić nogi, nie chce palić biustonoszy i ma gdzieś aseksualne feministki a'la Szczuka, Dunin czy Środa z ich ideologicznym zacietrzewieniem, które nie umieją swoich ideałów realizować w pojedynkę, tylko mają głupią ambicję,żeby resztę do tego zmuszac, najlepiej szantażem emocjonalnym i werbalnym, a jak się nie udaje, to
                                przynajmniej dowalać facetom - w taki sposób mają zajęcie do końca życia, bo dopóki kobiety nie zepchną facetów do łagrów, to one będą niespełnione.

                                Jest pewien naturalny porządek, w którym M i K się dobrze czują i Kałużyński nie chce go wywracac, bo dzięki niemu społeczeństwo stoi
                                na nogach, a nie na głowie, który w jakiś sposób sankcjonuje róznicę
                                między płciami, dzięki której w ogóle mozemy jeszcze istnieć, bo gdyby świat zaludniały same Środy i szczuki, to wszyscy mężczyźni zostaliby gejami albo onanistami i trzeba by było ich wyłapywać,zeby przemocą pobrać nasienie do zapłodnienia in vitro, ale tylko po to,by urodziły się dziewczynki. jakąs grupę chłopców trzymano by w specjalnym gettcie, co roku kilka tysięcy męskich zarodków by ocalano, żeby tę grupę utzrymywać w istnieniu, jako dawców, i w ten sposób osiągnęlibyśmy ideały feministyczne.

                                jestem za zrównaniem płac kobiet i męzczyzn, za prawem do aborcji na zyczenie dla kobiet, za każdym prawem, które umożliwi kobietom podejmoanie swobodnych decyzji o swoim zyciu i nie będzie ich dyskryminowało. Jestem zaś przeciw Szczukom i Środom, które chcą
                                kobiety ulepić wedle własnej ideologii. Uff, to tak w telegraficznym skrócie ;)
                                • barbasia1 Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 14:32
                                  grek.grek napisał:

                                  Bardzo interesujące są te uwagi Kałużyńskiego na temat kobiet u
                                  Almodovara.
                                  Może się powoli przekonam/my jeszcze bardziej do reżysera "Złego
                                  wychowania". :)

                                  >bo gdyby świat zaludniały same Środy i szczuki, to wszyscy
                                  mężczyźni zostaliby gejami albo onanistami [...]

                                  haha :)

                                  Eeee nie, chyba nie jest z nimi tak źle, skoro wszystkie są w
                                  udanych? związkach z mężczyznami, a Dunin, Środa mają nawet dzieci z
                                  nimi, a nie z invitro ;).

                                  • grek.grek Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 15:40
                                    Powiedzmy tak : Kałużyński dał tylko iskrę, a ja to twórczo rozwinąłem, więc jakby co, to - proszę nie bić śp Pana Zygmunta ;))

                                    Ci mężczyźni, to pewnie tacy, jakich one lubią, w domu chętnie zakładają sukienkę, bo jak żona nie chce, to ktoś musi ;)
                                    • barbasia1 Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 16:25
                                      grek.grek napisał:

                                      > Powiedzmy tak : Kałużyński dał tylko iskrę, a ja to twórczo
                                      rozwinąłem, więc jakby co, to - proszę nie bić śp Pana Zygmunta ;))

                                      :)
                                      Nie, nie będziemy, raczej nie, tak mi się przyjamniej wydaje ... ;)

                                      Przemyśleć raz jeszcze Twe i pana Kałużyńskiego słowa musimy.

                                      > Ci mężczyźni, to pewnie tacy, jakich one lubią, w domu chętnie
                                      zakładają sukienkę, bo jak żona nie chce, to ktoś musi ;)

                                      chichichi

                                      Ale się narażasz ortodoksyjnym feministkom. ;)
                                • pepsic Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 15:11
                                  To już wiem, skąd moja sympatia do filmów Almodovara, a i za
                                  Seksmisją nigdy nie przepadałam :)
                                  Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z Twoją króciutką
                                  opinią, z tym że w kwestii aborcji - generalnie prawo tak, ale nie
                                  na zasadzie antykoncepcji, ale zostawny to.
                                  Ps. Co do pań Środy i Szczuki i zachowania gatunku ludzkiego - to
                                  może nie byłoby tak źle, wszak istnieją ponowie preferujący
                                  dominację pań, a i o gustach się nie dyskutuje :)
                                  • grek.grek Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 15:45
                                    O, widzisz :)

                                    Z pewnością miłośnicy dominacji Szczuki i Środy by się znaleźli, tylko musieliby nie wiedzieć, ze to Środa i Szczuka są pod tymi burkami ;)
                            • barbasia1 Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 16.05.10, 13:02
                              grek.grek napisał:

                              > Złe wychowanie na razie nieco mnie przeraża;

                              chichi
                              A to coś nowego! :)
                              • grek.grek Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 13:45
                                Hehe :) napiszę co mnie przeraziło do głębi, jak tylko skończę. Będziecie mogły się ze mnie nabijać do woli ;)
                                • barbasia1 Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 14:10
                                  grek.grek napisał:
                                  :)))

                                  Gael Gracia Brenal w stroju kobiecym i na obacasach? :)

                                  Też dziś będę kończyć oglądanie Almodovara.


                                  /Za chwil kilka obiecane kilka słow o Rayu./
                                  • grek.grek Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 15:46
                                    Cierpliwości :)
                                    • barbasia1 Re: "Złe wychowanie " - wyliczanki cd. 17.05.10, 16:25
                                      OK! :)
                                    • barbasia1 Re: "Złe wychowanie " ! 19.05.10, 10:48
                                      I podobało mi się "Złe wychowanie"!

                                      Choć przynam że przez długi czas podczas oglądania towarzyszyło mi jakieś
                                      poczucie dziwności!?



                                      Wszelkie ciągi dalsze nastąpią wkrótce.
                                      :)
                      • barbasia1 Re: Dziś "Złe wychowanie " w TVP1 23.10 15.05.10, 15:10
                        grek.grek napisał:

                        > Na razie nagrałem ZW, po obejrzeniu powiem coś więcej :)

                        To nawet się dobrze składa, bo ja mam do obejrzenia końcówkę filmu
                        (tradycyjnie już :/).

                        > I ja mam małe doświadczenia z Almodovarem, żadnych sztandarowych >
                        jego filmów nie oglądałem, czuję się trochę kaleki ;))

                        :)

                        No tak, w przypadku Almodowara bardzo ważna jest znajomość jego
                        twórczości, ponieważ w swoich kolejnych filmach często odwołuje się
                        do wcześniejszych dzieł.
                        :)
        • pepsic Re: "Przekręt" 14.05.10, 18:00
          Miałam podobny dylemat z określeniem jako czarnej komedii rewelacyjnego "Przekrętu", który śmiga u mnie na kablówce. Jeśli nie znacie, to polecam i obiecuję, że tym razem nie wpuszczę w maliny!! Perypetie paru gangów, zdecydowanie nieudaczników wchodzących sobie nieopatrznie w drogę (z narracja w tle), a w drugoplanowej roli Brad Pitt i kolejny dylemat, czy dobrym aktorem jest. Ciekawa intryga, wartka akcja (trzeba uważać) i daleki od schematu scenariusz spod ręki również reżysera Guy Ritchiego. Śmieszne bardzo, ale i z akcentem dramatycznym + niezła muzyka.

          Nie mogłam się zdecydować, jaki utwór wybrać. Może ten ze zdjęciami powiedzmy sympatycznych osobników i jednocześnie hicior sprzed lat:
          www.youtube.com/watch?v=BJL8GjLCGxU
          • maniaczytania Re: "Przekręt" 14.05.10, 18:49
            Przekret w czolowce moich ulubionych filmow gangstersko-przesmiewczych.
            Polecam jeszcze tego samego rezysera - "Porachunki", troche podobne, ze Stingiem
            w epizodzie! i ""Formula" z Samuelem L. Jacksonem, jako amerykanskim tworca
            special dragu, ktory leci do UK :)
          • barbasia1 Re: "Przekręt" 14.05.10, 22:26
            Hicor cudny, osobnicy za to w ogóle, nawet Bard jakiś taki...
            wymięty? ;)), mimo to czuję się bardzo zachęcona do
            obejrzenia "Przekrętu"! Moze się go doczekamy w publicznej albo
            innych ogólnodostępnych telewizjach.

            Kolejne trzy filmy Guy Ritchiego po niezłym, jak
            piszesz, "Przekręcie" okazały się klapą ( w tym m.in. film z
            Maronną "Rejs w nieznane"), na szczęście dla Guya ostatni film,
            czyli Sherlock Holmes" przełamał wreszcie tę złą passę.

            >a w drugo planowej roli Brad Pitt i kolejny dylemat, czy dobrym
            aktorem jest.
            Bard Pitt chyba jest nierównym aktorem, ma na swoim koncie naprawdę
            świetne role (np. w "Podziemnym kręgu"), ale i sporo mniej udanych.

            :)
            • pepsic "Sherlock Holmes" 15.05.10, 19:35
              Z gatunku awanturniczo-komputerowych, więc teoretycznie szans nie miał, a jednak za sprawą gł. bohatera wzorowanego na dr Housie dało się obejrzeć.
              • barbasia1 Re: "Sherlock Holmes" 17.05.10, 16:26
                Ja będę dopiero oglądać.
                • pepsic Re: "Sherlock Holmes" 18.05.10, 21:28
                  Ciekawe, czy spodoba Ci się przeciwstawny fizycznie Junior w roli tytułowej?
                  • barbasia1 Re: "Sherlock Holmes" 23.05.10, 13:23
                    pepsic napisała:

                    > Ciekawe, czy spodoba Ci się przeciwstawny fizycznie Junior w roli
                    tytułowej?

                    Już mi się podoba! Widziałam pocztątek. Czułam, że tak będzie, bo
                    bardzo lubię Robera Downeya Juniora i podoba mi się jako facet.
                    Natomiast charakter nowego filmowego Holmesa rzeczywiście mocno
                    odbiega od wizerunku stworzonego przez Conan Doyle'a.

                    :)
                    • barbasia1 Re: "Sherlock Holmes" tenczytaćniepoprzedni ;) 23.05.10, 13:34
                      Korekta:

                      > pepsic napisała:

                      > Ciekawe, czy spodoba Ci się przeciwstawny fizycznie Junior w roli
                      > tytułowej?

                      Już mi się podoba! Widziałam pocztątek. Czułam, że tak będzie, bo
                      bardzo lubię Robera Downeya Juniora i podoba mi się jako facet.
                      Natomiast wizerunek nowego filmowego Holmesa zupełnie odbiega od
                      stereotypu pokazywanego we wcześniejszych filmach.
                      :)
    • grek.grek "Dziecko" / "Ray" 15.05.10, 11:35
      "Dziecko" dał wczoraj po północy Polsat. Późno, ale warto było poczekać.

      Spojleruję treść, ostrzegam.

      Jest para młodych ludzi, Bruno i Sonia, na oko 18-20 lat - mieszkają częściowo na ulicy, częściowo w jakimś tanim mieszkanku. On jest drobnym kanciarzem, cwaniaczkiem, paserem, ulicznych kradziejem, a ona... rodzi dziecko. Nie wyglądają na gotowych do posiadania dziecka (sceny kiedy bawią się jak gimnazjaliści, ganiają za sobą ze śmiechem zdradzają, że to w znacznym stopniu są dzieciaki, żadni tam młodzi-ale-poważni-bo-przez-życie-ponuro-doświadczeni etc., poza tym - kto "robi" dziecko, nie mają pracy, domu, perspektyw zapewnienia potomkowi wykształcenia, materialnych podstaw, szans rozwoju)...Poza tym, wyglądają na parę, która się conajmnej lubi.

      Bruno wpada od razu na perfekcyjny, jego zdaniem, pomysł - nic nie mówiąc dziewczynie sprzedaje dzieciaka za 5 tys E. Kiedy Sonia się o tym dowiaduje, kiedy Bruno na luzie mówi "zrobimy sobie drugie", najpierw grozi mu,a potem traci z wrażenia przytomność. Ląduje w szpitalu. Jest nieprzytomna, nie ma z nią kontaktu. Bruno, właściwie ze strachu, że po przebudzeniu dziewczyna zakabluje go policji, kontaktuje się ponownie z tymi, którzy dziecko kupili i udaje mu się sprawę odkręcić,; kasy nie wydał, więc zwraca całą sumę, ale ci ludzie chcą żeby im jeszcze dopłacił, tzw. koszta manipulacyjne. 5 tysięcy. Bruno, że to zrobi, owszem, ale sądzi, ze już nigdy się nie spotkają, więc nie przywiązuje wagi do ich słów.

      Wraca do szpitala, chce Sonii pokazać, że ma dziecko. Czeka na niego już dwóch policajów, bo Sonia zdązyła się w międzyczasie obudzić i na niego donieść. Biora go na stronę i przesłuchują. Kłamie jak z nut, że dziecko cały czas było u jego matki (zawiadamia matkę, żeby go kryła, matka, mieszkająca z jakimś gachem, zgadza się na to), a dziewczyna i on się pokłócili, bo to w ogóle nie jest dziecko jest, a tylko chciał ją nastraszyć.

      Kiedy Sonia opuszcza szpital traktuje chłopaka jak powietrze. Narastają jednak w niej emocje, aż do kulminacji, kiedy w domu niebornie próbuje go nożem dźgnąc w ataku furii - on ją obezwładnia, ale wie,że nic tu po nim, więc wychodzi.

      Włóczy się po ulicach, śpi w ich kryjówce w jakiemś opuszczonym baraku, a w barze dopadają go ci od dziecka - leją go solidnie, zabierają kasę, którą jeszcze ma, ze sptrzedaży wózka, a potem informują,że ma się co niedzielę zgłaszać i płacić kolejną ratę z 5 tys, które im wisi.

      Chłopak jest w rozpaczy, próbuje przepraszać Sonię, ale ona nadal nie ma ochoty z nim dyskutować o czymkolwiek. Poszukując pieniędzy wywołuje swojego młodocianego kolegę i idą na akcję - podjeżdzają motorowerem do babki idącej ulicą, młody podbiega z tyłu, wyrywa jej torbkę, wskakuje z powrotem i spie,przają - pewnie robili to nie raZ wcześniej. Tym razem ktoś zauważa ich akcję i za chwilę są gonieni przez jakichś ludzi w samochodzie. Wieją przez jakieś tereny fabryczne, przez dzikie drózki peryferyjne. Wreszcie łapią gumę, a motorower się wplątuje w jakiś drut. Spie,przają dalej na piechotę. Kryją się na bulwarze pod jakąś opuszczoną halą fabryczną, a ścigającyc ich ludzie myszkują po okolicy. Żeby uniknąc złapania bruno chowa wyciągnięte z ukradzionej torebki pieniądze i wraz z chłopcem kryją się w wodzie. Udaje im się nie dostać w łapy ścigających, ale chłopak przemarza na kość, Bruno ledwie go wyciąga z wody, a potem instalują się w pobliskim blockhauzie - tam próbuje rozcierać mu nogi, żeby pobudzic krążenie. Na chwilę wychodzi, żeby zabrać motorower i pieniądze. Ma szczęscie, bo kiedy wyplątuje koło z drutu widzi jak dwóch policjantów przeczesujących okolicę zwija chłopca.

      Co robi Bruno ? Najpierw łazi bez końca z tym motorowerem, a potem zgłasza się na policję. Chłopiec akurat jest przesłuchiwany. Bruno wyznaje, że to on jest za wszystko odpowiedzialny i oddaje skradzione pieniądze.

      W ost scenie Bruno, już w areszcie, spotyka się z Sonią. Beczą i ściskają się. Koniec.

      Prosty, skromny, bezpretensjonalny film. Bez budżetu, bez gwiazd, bez cudów z narracją. Nie wiem, czy ZŁota Palma się należała - z 2005 widziałem Sin City, Historię przemocy, gdzieś mi tam przeleciały fragment Ukrytego, widziałem Broken Flowers, czytałem sporo o Last days, więc : nie wiem, czy Dziecko to najlepszy film tamtego konkursu, ale jeśli jury złożone z tak róznych, w sensie - ich filmowych emploi - ludzi, jak Kusturica, Bardem, Woo, Hayek czy Akin wybrało właśnie tak, to coś w tym być musi.
      Historia o dojrzewaniu do odpowiedzialności, czyli do dorosłości. Być mozę do późniejszego ojcostwa. W największym skrócie, zreszta - sami możecie zinterpretować w czym rzecz i co najwazniejsze jest.

      I tak się zastanawiałem, tak jak zastanawiałem się oglądają Goło i wesoło, czy Billy Elliota - dlaczego, kur... znaczy się - motyla noga, Francuzi, Brytyjczycy, nawet kruca Belgowie kręcą filmy, które powinni kręcić Polacy ? Dlaczego polskim reżyserom i scenarzystom nie trafiają się takie pomysły, takie filmy, które każdy - Irańczyk, Włoch, Chińczyk, Australijczyk i Brazylijczyk zrozumieją i przyjmą do siebie, filmy uniwersalne w swym przekazie. Kogo obchodzi Katyń ? Czy nas obchodzi jakiś zapomniany wyimek z historii Węgier albo Kostaryki ? NIE. Ich też nie obchodzi, a my wysyłamy takie coś, żeby do Oskara kandydowało. A z drugiej strony, Polacy wszystko umieją spitolić - mieliśmy aktorkę, która zdobyła Złotą Palmę, mieliśmy dwie, ale Jadwigę Cieślak po prostu zmarnowaliśmy, pewnie dlatego, ze zdobyła ją za rolę (pół?)lesbijki i w filmie węgierskim na dodatek. Od lat nie wysyłamy do Berlina, Cannes żadnych filmów, albo marnujemy okazje (Rewers), a do Oskara proponujemy ww Katyń, który ludzie ze świata oglądają nie rozumiejąc nic a nic, o co tam chodzi w ogóle. Inna sprawa, to promocja - bez niej nawet najciekawsze kino nie ma szans w tym świecie, a Polacy w promocji swojej sztuki są miszczami nad miszcze, tak więc... może i lepiej, że Dziecko zagnieździło sie w głowie w cudzoziemczej głowie.

      Pisałyście o "Rayu", głównie w kontekście Foxxa i muzyki. Teraz wiem dlaczego :)) Zgadzam się z Wami w 101 %. Foxx zagrał mistrzostwo, naweet nie wiem, jak ocenić innych aktorów, bo ich nie widac było spod tego monstrualnego cienia, który on roztaczał; Barbasiu, nie wiem, czy mamy czarną Johansson, bo naprawdę co spojrzałem, to wszędzie był Foxx ;). Muzyka - rewelacja. Na plus jeszcze niezłe uchwycenie atmosfery klubów muzycznych w tamtych latach.

      Ale poza tymi trzema rzeczami - było średnio. Nie znałem biografii raya Charlesa, więc sporo się dowiedziałem : przełomowe momenty w karierze, ważne epizody z życia prywatnego, nawet daty. Orajt. Piękna ilustracja do wpisu w wikipedii. Chciano pokazać wszystko, więc pokazano, ale za oczywistą w takiej przyjętej konwencji, cenę skrótowości, zazmaczenia, zaakcentowania, symoblicznego odfajkowania kolejnych punktów programu. Co robicie jak chcecie opisać jednym rzutem sezon piłkarski ? POkazujecie same gole, czerwone kartki, krytyczne momenty ważnych meczów itd. Pomijacie, że rozegrała 50 meczów po 90 minut. Czy coś dowiadujemy się o drużynie ? Nic. Co robi mądry reżyser ? wybiera z całego sezonu jeden mecz, albo nawet jedną połowę meczu i ją szczegółowo opisuje, próbując na tym tle uchwycić istotę rzeczy, charakter drużyny, animozje, przyjaźnie, jej tożsamość. Raya Charlesa w tym filmie nie pokazano. Pokazano w telegaficznym skrócie karierę Raya Charlesa i to z jego prywatności, co przedostało się do mediów. Nie jego. Jego w tym filmie nie ma. Nie ma go, jako artysty. Jest jako entertainer, jako ikona czarnej muzyki, ale to są plakaty, a nie człowiek. Wszystko na chybcika, z powodu obranej drogi przez reżysera : Margie pociąga łyk Bolsa w hotelu, a w następnej scenie już jest uzależniona od alkoholu - niepoważne. Kolejne wątki na poziomie filmików z cyklu OKruchy Zycia albo telenowel. Ray traktowany na początku lekceważąco ? ubierzmy w to w banał. Hera i kolejne etapy wpadania w branie - stempelki zaledwie.
      cd
      • maniaczytania Re: "Dziecko" / "Ray" 15.05.10, 11:55
        O, ja sie pozwole nie zgodzic, co do "Raya".
        Wlasnie nie bylo telegraficznego skrotu - pokazano tylko wycinek kilkuletni z
        poczatkow jego kariery do mozna rzec przelomowego momentu, kiedy wreszcie zerwal
        z narkotykami. I ukazano, co wlasciwie wplynelo na to, ze zaczal dragi brac, z
        jakimi demonami sie zmagal.
        I nie zgodze sie, ze Raya w filmie nie bylo - moim zdaniem byl, jak najbardziej
        - skroty byly niejako wymuszone ( chociaz podobno wersja amerykanska jest o
        jakies 20-30 minut dluzsza) i tak film byl dlugi, ale nie przeciagniety.
        Bardzo dobrze bylo pokazane, jak z chlopaka, ktory nauczyl sie grac na sluch i
        wszystko potrafil swietnie skopiowac, stawal sie artysta coraz bardziej
        swiadomym, eksperymentujacym z roznymi gatunkami, ktore gdzies tam w nim
        siedzialy, az w koncu dojrzalym do tego, ze doprowadzil nawet do tego, zeby miec
        prawa autorskie. Dobrze tez byl ukazany jako artysta - mezczyzna, ktoremu slawa
        pozwalala na "swobodne" kontakty z kobietami (przeciez gdyby nie swietna gra,
        byloby z nim tak, jak na poczatku - zostawal sam w klubie po graniu, gdy inni
        muzycy szli sie bawic z dziewczynami).

        A jeszcze z tego, co mi sie podobalo w filmie - to po pierwsze "historia"
        wytworni plytowych, zawierania kontraktow z gwiazdami, przejmowania - tak to
        wlasnie bylo i bardzo to ciekawe.

        A po drugie, jako, ze sama mam dziecko, ogromnie poruszajace dla mnie byly sceny
        z retrospekcji, a zwlaszcza ta, gdy matka Raya udawala, ze nie ma jej w domu,
        aby sprawdzic, czy Ray sam sobie poradzi po upadku - okazala milosc ogromna, tym
        bardziej, ze po stracie jednego dziecka, nadopiekuncza matka prawdopodobnie
        zatrzymalaby drugie przy sobie przywiazujac swoja nadopiekunczoscia.
        • grek.grek Re: "Dziecko" / "Ray" 15.05.10, 12:22
          Maniu, pokazano wszystko, wg mnie :) Czego nie dało się już wrzucić w formie scenek informacyjno-akcentujących, to dopisano, do-teledyskowano, do-datowano, do-retrospekcjowano.

          Nie zgodzę się Toba. Ja Raya Charlesa nie dostrzegłem. Nie dostrzegłem człowieka, nie dostrzegłem artysty. Powiedzieli mi, ze pozenił on rózne style muzuczne, ale znów mnie tylko poinformowali. Nie pokazali mi tego.

          Pierwszy występ Raya - publika siedzi oklapła, kpi sobie z kaleki, który się gramoli do pianina, właścicielka lokalu spogląda krytycznie, Ray gra trzy nuty i już się wszyscy bawią, a właścicielka : łał, ale on zayebisty jest :)) Rozumiem - film nie może trwać 4 godziny, ale są jakieś granice połebkowszczyny. Zresztą, biografia nie musi być upchniętą kolanem walizką - wystarczy zrezygnować z pokazywania wszystkich wybranych faktów i zrobić fabułę, a nie wyliczankę i akcentowajkę. Tak po prostu. Niestety, film ambitniejszy nie poszedłby w masę, a do tego umiejętność nakreślenia wartościowego portretu człowieka bazując na jakimś wycinku jego zycia jest trudną sztuką.

          Reasumując, wg mnie twórców nie interesował Ray Charles-artysta/człowiek, ich zamiar ograniczył się do pokazania RC-ikony muzyki, albo, co gorsza - postaci z 765 strony 1 tomu Encyklopedii Britannica, czy jakiejś innej.
      • grek.grek Re: "Dziecko" / "Ray" 15.05.10, 12:02
        Co jeszcze... Pojawia się Qunicy Jones - dwie sceny, wybitny producent i megaszycha w muzyce rozrywkowej pojawia się chyba tylko po, żeby jakoś dac znak : juhuuu, Qunicy znał Raya, a Ray Quincy'ego. I to od początku, poznali się na ulicy. Żebyście wiedzieli. Taka anegdotka, wazna moze w biografii Raya, ale w gruncie rzeczy do d,py wyglądająca w filmie, bo nic nie wnosząca. Czystoinformacyjna.

        Dalej. Ray bojkotuje koncert w Geogrii, bo sala ma być podzielona na sektory wg zasad rasowych. Dlaczego ? Bo jakiś chłopina z tłumu czarnych manifestujących przed salą wkręca Rayowi trywialną do bólu gadkę. Ray najpierw go oleva, ale w sekundę zmienia o 180 stopni nastawienie i już nie bedzie grał. No litości... nawet jeśli tak było naprawdę, to to jest film, a nie artykuł w Brawo.

        Nachalne podkreślanie, jaki Ray był sprawny, mimo ślepoty - w szachy gra, po nadgarstku potrafi bezbłędnie rozpoznać urodę kobiety... Efektowne i infantylne epatowanie tym widza.

        Retrospekcje mające wyjaśniać, bez pozostawienia miejsca na własne domysły i rozwiewające wszelkie wątpliwości, motywacje bohatera. Nie mogło zabraknąc oczywiście scenki, kiedy Ray przypadkiem zagląda do kanciapy, gdzue starszy pan gra na pianolce i się uczy. Tak zaczynał, widzicie ? No, to mamy zrobione, co dalej ?

        Kolejne etapy życia prywatnego - z trudem się ogląda te kroki w siedmimilowych butach : poznali się on i zona - ożenili - spłodzili - mieli kryzys - była kochanka nr 1 - dwie sceny ilustracyjne z kochanką nr 1 - była kochanka nr 2 - dwie sceny ilustracyjne z kochanką nr 2 - kochanka nr 1 odchodzi, scena ilustracyjna - kochanka nr 2 zachodzi, scena ilustrcyjna... itd itd. Wszystkie wątki pogłaskane po głowie, a ręki do bebechów nikt nie zapuszcza, bo nie ma czasu, nie ma czasu, panie i panowie, bo mamy 130 minut i musimy jeszcze upchnąc 56 faktów z życia Raya, aż do jubla na koniec, przeplatając to teledyskowymi montażami na przycisku fast forward pokazujacymi kolejne etapy jego istnienia w szołbiznesie.

        Ray stworzył jakiś gatunek muzyczny nowy, gospel połączy z r'n b - super, damy jedną scenę, w której to ray wywali kawę na ławę. I dodamy dwa postry, w których pokażemy skrajne reakcje na ten fakt. Gotowe ? To lecimy dalej.

        Kasa, szołbiznes, zmiany wytwórni - podkreślanie dat i co głośniejszych stuknięć, nic więcej. Akcent i gotowe. Jak w 1 z 10 - jestem Jasio z Pcimia, i jestem cieciem. No, i już więcej o Jasiu nie musimy wiedzieć, bo nam wszystko powiedział. człowiek zredukowany do danych osobowych i zawodu. Tam jest to zrozumiałe. W filmie takie traktowanie wątków znamionuje marnie obraną taktykę i brak ambicji.

        I tak na koniec - jakby to nie był film o Rayu Charlesie, to za cholerę nie uwierzyłbym w tak pokazaną drogę kariery : wszystko zaakcentowali w tym filmie, ale się wyłożyli, bo na takiej konwencji się wyłożyć w końcu musieli, na pokazaniu przejścia Raya od muzyka z busa do superstar światowej rozrywki - oczywiści, wiemy z kim mamy do czynienia, obowiązuje więc pewna umowność między twórcami filmu, a widownią, ale czy to zwalnia tych pierwszych z bycia wiarygodnymi w swoich usiłowaniach ?

        Słowem - nie kupiłem tego.

        Wstawcie dowolnego aktora za Jamie Foxxa, zza kamery wyciągnijcie za uszy Pawła Edelmana, i dostaniecie film, jak pisałem, nadający się do Okruchów Życia. Chcąc pokazać wszystko, nie pokazuje się nic - niestety. Tak to, wg mnie, wyszło, czy raczej - nie wyszło, albo - wyszło w połowie.



        • barbasia1 Re: "Dziecko" / "Ray" 15.05.10, 14:47
          Jaka ciekawa dyskusja!

          Zgadzam się z Manią i częściowo z Tobą Greku także (mając w
          pamięci krytyczną ocenę biografii Alego czułam, że i ten film nie
          przypadnie Ci zbytnio do gustu, bo powiela ten sam schemat ), ale
          napiszę więcej, jak tylko obejrzę do końca film, mam nadzieję, dziś.

          :)


          • grek.grek Re: "Dziecko" / "Ray" 16.05.10, 12:09
            Niestety, wyszło to nie-za-dobrze, przynajmniej wg mnie. Mania daje credit. Dobre kontrowersje :)

            Koniecznie napisz, co sądzisz.
            • barbasia1 "Ray" 16.05.10, 13:05
              Dziś jeszcze bardziej z Manią się zgadzam w kwestii Raya,
              ale więcej za momencik ...
              • maniaczytania Barbasiu - czekam ... 17.05.10, 17:34
                na "Raya" Twojego i sie doczekac juz nie moge :)))
                • barbasia1 Re: Barbasiu - czekam ... 18.05.10, 13:33
                  maniaczytania napisała:

                  > na "Raya" Twojego i sie doczekac juz nie moge :)))

                  Maniu wybacz, proszę! Będzie dziś na pewno! :)
        • barbasia1 Re: "Dziecko" / "Ray" 26.05.10, 17:15
          grek.grek napisał:

          > Co jeszcze... Pojawia się Qunicy Jones - dwie sceny, wybitny
          >producent i megaszycha w muzyce rozrywkowej pojawia się chyba tylko
          >po, żeby jakoś dac znak : juhuuu, Qunicy znał Raya, a Ray
          >Quincy'ego. I to od początku, poznali się na ulicy . Żebyście
          >wiedzieli. Taka anegdotka, wazna moze w biografii Raya, ale w grunci
          > e rzeczy do d,py wyglądająca w filmie, bo nic nie wnosząca.
          Czystoinformacyjna.

          > Dalej. Ray bojkotuje koncert w Geogrii, bo sala ma być podzielona
          >na sektory wg zasad rasowych. Dlaczego ? Bo jakiś chłopina z tłumu
          >czarnych manifestujących przed salą wkręca Rayowi trywialną do
          >bólu gadkę. Ray najpierw go oleva, ale w > sekundę zmienia o 180 ?
          >stopni nastawienie i już nie bedzie grał. No litości... nawet jeśli
          tak było naprawdę, to to jest film, a nie artykuł w Brawo.


          No to od końca zacznę to, co obiecałam napisać kilka dni temu,
          OmajGad, jak ten czas leci!

          Czytając te dwa pierwsze akapity chciałoby się rzec - nie z
          amerykańskimi scenarzystami te numery, Grek! ;)

          Postać Quincy Jonesa pojawia się w filmie 2 razy!, zresztą ta druga
          scena z Quincym istotna jest dla zrozumienia tej następnej sceny,
          ktorą opisujesz, czyli bojktou przez Raya , koncertu w Auguście w
          stanie Georgia.

          Po raz drugi Ray spotyka się z Quincy Jonesem po wielu latach na
          Festiwalu Jazzowym w Newport 1961 roku, gdzie w przerwach miedzy
          występami, gawedzą sobie miło jak to dwaj starzy przyjaciele. teraz
          wielcy muzycy opowidaja sobie o tym, co robią, gdzie grają. Quincy
          mówi o swej trasie koncertowej w Paryżu, a Ray chwali się, że
          promuje płytę i po Stanach jedzi, w planach ma koncerty na
          południu , w Georgii. Quincy się bardzo dziwi, Rayowi, ze ten
          występuje na południu. Ray na to, że przecież „tam jest FORSA”.
          A Ouincy wyjaśnia, że on tam nie jeździ,że źle się tam czuje, jak w
          więzieniu, że „W Missisipi na czarnych, nawet na staruszków
          wołają ‘chłopcze’” i dodaje ostro, że „Nie będzie grał dla
          rasistów, że „.Należy z tym walczyć”. Ray jest potwornie zmieszany
          jego słowoami, ale stara się tego nie pokazywać (świetnie to
          wszytsko FoXX wyraził gestami, mimiką!), dodaje tylko z udawaną
          radością –„Zostawiasz mi cały tamtejszy rynek”. A Quincy
          zobojętnością, luzem, bez cienia chytrości, że proszę bardz! :)

          Słowa Quincy’ego dały do myslenia Rayowi, stąd tez potem, ta nagła
          decyzja by jednak zrezygnować ostatecznie z koncertu Auguście (w
          Georgii), który oprotesowywała grupa czarnoskórych.
          A bezpośrednim impulsem do rezygnacji z koncertu nie jest IMO ta
          banalana gadka wygłoszona przez jednego z grupy manifestujących.
          Pchany wizją! ;) zarobku, Ray, jak piszesz, stara się nie zważać na
          to, co mówi gość i pewnie polazłby na ten koncert, gdyby nie słowa,
          które gruby organizator koncertu wypowiada właśnie do tego
          protestujacego gościa – „Zabieraj się stąd razem z tą czarną
          hołotą”. Te poniżając słowa o „czarnej hołocie”, do której przeciez,
          tak naprawdę Ray, jako czarny też się zaliczał i czego zapewne miał
          świadomość i wtedy i wczesniej, zelektryzowały go! (świetnie to
          pokazał Foxx, - Ray aż zatrzymał się, zamarł na te słowa), dotarło
          do niego wtedy w końcu, że istnieje coś ważniejszego niż kasa ...

          CDN
          • barbasia1 Re: "Dziecko" / "Ray" 26.05.10, 17:21
            PS
            Słowa Quincy’ego i jego niewzruszona postawa, bardzo szlachetna
            zresztą, dały do myślenia Rayowi.
      • barbasia1 Re: "Dziecko" / "Ray" 16.05.10, 12:33
        grek.grek napisał:

        > "Dziecko" dał wczoraj po północy Polsat. Późno, ale warto było
        poczekać.

        W prostocie siła!?


        No to mamy dzięki Tobie obraz braci Dardenne w naszej kolekcji! :)
        kolecji!
        Merci. :)

        /Wczoraj czytałam, ale nie zdążyłam napisać./
        • grek.grek Re: "Dziecko" / "Ray" 17.05.10, 13:50
          Zdecydowanie. Zadnych zakrętasów, cudów na patyku, logiczny, prosty film dający do głowy, z ideą i myślą przewodnią. Mądry. I pewnie za to dostał tę Złotą Palmę. Jak go porównuję z tymi, które widziałem z tamtego Cannes'05, to rzeczywiście zrobił na mnie najlepsze wrażenmie, niemniej - wszystkich nie oglądałem, i daleko mi do tego, więc... to tylko takie wycinkowe porównanie.

          Tout le plaisir est pour moi ;)
          • barbasia1 Re: "Dziecko" / "Ray" 17.05.10, 14:04
            grek.grek napisał:

            > Zdecydowanie. Zadnych zakrętasów, cudów na patyku, logiczny,
            prosty film dający do głowy, z ideą i myślą przewodnią. Mądry.

            Tak i z zakończeniem optymistycznym, ale wcale niejednoznacznym,
            otwartym na rozmaite interpretacje.

            Namierzyłam już ten film. :)


            > Tout le plaisir est pour moi ;)

            :)))
            Polecę stereotypem - francuski jest seksowny! ;)
    • grek.grek zagadka 18.05.10, 13:17
      Oglądaliście wczoraj "W sieci pająka" ? Taki sobie, jak zwykle w finale strzelanina, jakby nie umieli inaczej zamknąć kryminału, poza tym - od połowy kolejne zagadki wyjaśniane na wyścigi i im szybciej tym lepiej, a akcja coraz bardziej galopująca, aż do przegięcia.

      Ale ja nie o tym, zagrała w tym filmie aktorka Monica Potter - uderzająco podobna do pewnej znanej polskiej aktorki, to pani Monica (mam nadzieję, ze się wyświetli, bo to zdjęcia właśnie z tego filmu, na innych już tego podobieństwa tak nie widać), już widzicie ? ;) :
      www.hotflick.net/flicks/2001_Along_Came_a_Spider/001ACS_Monica_Potter_086.jpg
      • barbasia1 Re: zagadka 18.05.10, 13:30
        Widze lekkie podobieństwo do Cieleckiej!?

        Zgadałam???

        :)

        /A jaka jest nagroda? Najlepszy zestaw? ;)/
        • grek.grek Re: zagadka 18.05.10, 14:55
          Trafiony zatopiony :)

          "najlepszy zestaw" - ehehehe ;)
          • barbasia1 Re: zagadka 18.05.10, 15:49
            :)
            To ciesze się, że trafiłam.

            A filmu "W sieci pająka" nie oglądałam.
            Widzę (w opisie) że Morgan Freeman też tu grał i to podobno nieźle?


    • barbasia1 „Nikita” w niedzielę 1 TVP 18.05.10, 14:10
      Oglądaliście? Też macie teraz dylemat : „Nikita” czy „Leon”? Anne Parillaud (w
      2005 wyszła za mąż za Jeana-Michela Jarre’a!?) czy Jean Reno?

      Bensson całkiem niedawno (w 2007) w wywiadzie mówił, że ze wszystkich swoich
      filmów „Nikita” najmniej mu się podoba, że nie do końca mu się udała.
      www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/jak-piotrus-pan,12056,2

      Na mnie znowu po wielu latach ten film zrobił wrażenie, pomimo niedoskonałości
      (które tym razem niestety wypatrzyłam), a Anne Parillaud zauroczyła rolą Nikity.
      Dla niej można przymknąć oczy na wszystkie usterki.

      A Jean Reno, przypominam, też tu wystąpił, zagrał rolę Wiktora Czyściciela,
      płatnego zabójcy totalnie zakręconego na punkcie swej roboty.


      :)
      • grek.grek Re: „Nikita” w niedzielę 1 TVP 18.05.10, 14:59
        O, pamiętam. Klasyka. Niestety, przeoczyłem w niedzielę... Może jeszcze raz powtórzą...w TVP to się może udać ;)
        • barbasia1 Re: „Nikita” w niedzielę 1 TVP 20.05.10, 14:26
          grek.grek napisał:

          Oby tylko nie za kolejne kilka, kilkanaście lat! ;)

          Był już "Leonc Zawodowiec", teraz "Nikita", mam nadzieją, że to
          jeszcze nie koniec z filmami Bessona w TVP!
          :)
      • maniaczytania Re: „Nikita” w niedzielę 1 TVP 18.05.10, 18:52
        "Leon" podobal mi sie bardzo kiedys, niestety przy kolejnych "razach" traci moim
        zdaniem.
        Co do "Nikity" - mi sie podobala, a ciekawa jestem, czy Besson nie uwaza czasem
        tego filmu za najslabszy, tylko z tego powodu, ze Anne Parillaud, ktora byla
        wtedy jego zona, jakos krotko pozniej go rzucila, czy cos ;)
        • barbasia1 Re: „Nikita” w niedzielę 1 TVP 20.05.10, 14:08
          maniaczytania napisała:

          > Co do "Nikity" - mi sie podobala, a ciekawa jestem, czy Besson nie
          >uwaza czasem tego filmu za najslabszy, tylko z tego powodu, ze
          >Anne Parillaud, ktora byla wtedy jego zona, jakos krotko pozniej
          go rzucila, czy cos ;)

          O! Nie wiedziałam Anne Parillaud była żoną Bessona i nie
          wiedziałam, że go p o r z u c i ł a!
          W takim razie coś musi być na rzeczy! ;)


      • pepsic Re: „Nikita” w niedzielę 1 TVP 18.05.10, 21:13
        Zdecydowanie dylematu nie mam i bez chwili wahania stawiam na "Nikitę", bo nie może być inaczej, skoro mowa o miłości.
        Ps. Niestety oglądałam dawno i nie pamiętam wielu szczegółów, ale to że przypadł mi do gustu - tak. I jeszcze lubię, kiedy wyciągani są z lamusa wielcy artyści - w tym przypadku Joanne Moreau :)
        • barbasia1 Re: „Nikita” w niedzielę 1 TVP 20.05.10, 14:20
          pepsic napisała:

          > Zdecydowanie dylematu nie mam i bez chwili wahania stawiam
          na "Nikitę", bo nie
          > może być inaczej, skoro mowa o miłości.

          Tak, tak, tak! :)


          > Joanne Moreau :)
          No właśnie, dobrze, że przypomniałaś!
          Prawdziwa gwiazda, dama kina! W filmie, przypominam, na usługach
          tajnej rządowej agencji, zrobiła z Nikity człowieka, kobietę.

    • grek.grek TVP Kultura, Zbrodnia i kara, 20:00, dziś. 18.05.10, 16:05
      Jeśli macie ten kanał - koniecznie zobaczcie. Mnie się udało obejrzeć jeszcze w tzw, Trójce, zanim się stała Info, w którym 106 razy dziennie dają serwis wiadomości i 124 razy pogodę, a resztę dopychają kolanem.

      Wybitne, hipnotyzujące role Radziwiłowicza i Stuhra, jako bliskiego szaleństwa Raskolnikowa i pozornie luźnego, niedbałego, jowialnego, a nagle ukazującego się w postaci dociekliwością i przenikliwością rzucającej na glebę - Porfirego Pietrowicza. Wajda dobrze skrócił ZiK pod kątem pokazania psychicznej jazdy Raskolnikowa, celnie i z wyczuciem wybral najwazniejsze momenty, symboliczne. Wielki atut, to klimat wnętrz : ascetycznych, sugestywnie oświetlonych, w zasadzie ciemnawych. Bardzo warto :)
    • grek.grek Paradise Now/spojler 19.05.10, 11:47
      Będę spojlerował, więc kto dopiero zamierza obejrzeć - pod żadnym pozorem niech nie czyta ;)

      Rzecz dot konfliktu izraelsko-palestyńskiego, oglądanego oczyma Palestyńczyków,z ich perspektywy.
      Tutaj główna drama rozgrywa się między trójką bohaterów - Said i Khaled są przyjaciółmi, mają ze 20-parę lat, mieszkają w Nablusie, pracują w warsztacie samochodowym i generalnie żyją bez perspektyw. Trwa żydowska okupacja, miasto jest oddzielone od strefy, gdzie panoszą się izraelscy osadnicy zajmujący kolejne tereny wcześniej należące do Arabów. Do miasta wraca, po pobycie we Francji, a potem w Maroku - Suha, córka legendy - bojownika, co zginął w walce przeciw Izraelowi.
      Said wpada jej w oko od razu, ona jemu też.
      Problem w tym, że rano Said poznaje Suhę, a pod wieczór pojawia się aktywista (hamasu, al-aksy, to nie jest określone), który oznajmia mu, ze on i Khaled zostali wybrani do przeprowadzenia samobójczego zamachu w
      Tel Avivie. Mają to zrobić nazajutrz. Said wieczorem rozmawia z dziewczyną, szybko gadka schodzi na tematy oczywiste : ona mu mówi, że opór zbrojny nie ma sensu, że jest wygodny tylko dla Izraela, który znajduje w nim powód, żeby zaciskać pętlę wokół gardła Palestyńczyków i wytłumaczenia dla kolejnych represji; że są inne formy sprzeciwum, mądrzejsze.
      Said : łatwo ci mówić, jesteś córką bohatera. Ona : wolałabym mieć ojca, a nie pomnik.

      Said ma inną sytuację - jako 10-latek był świadkiem egzekucji na swoim ojcu, który został zwerbowany przez Mossad - zabili go sami Palestyńczycy, jako konfidenta. Said jako chłopiec brał udział w Infifadzie, zaangażował się w ruch oporu, jakby próbując zmazać piętno dziecka zdrajcy. Z powierzonej sobie misji na początku jest zadowolony, na to czekał. Rozmowa z dziewczyną zasiewa jednak ziarno niepokoju i wątpliwości. jego przyjaciel, Khaled jest z kolei bezrefleksyjnie entuzjastyczny. Trudno powiedzieć, co ich bardziej nakręca : bunt wobec braku przyszłości, jakiego doświadczają na codzień, za sprawą okupacji, czy też ideologia, religia, a może młodzieńczy poryw ?
      Aktywiści ruchu oporu wkręcali im najpewniej od dziecka, to co mówią im w przeddzień misji : "musimy walczyć o swoje prawa, śmierć jest lepsza niż poniżenie, tacy jak wy zmienią świat" itd.

      Następuje cały szereg przygotowań - obaj nagrywają video z oświadczeniem
      politycznym, jakie znamy z telewizji, w którym z kartki czytają napisane teksty : że w imię Boga, że w imię godności, uczłowieczenia, równości, że Izrael zabiera ziemię, że przeciw dyktatowi itd. Kiedy Khaled je nagrywa widzi jak szefowi ruchu oporu wyciągają z torby kanapki jakie matka dla niego przygotowała (w domu powiedzieli,że jadą do pracy) - jemu już nie będą potrzebne...
      Następnie modlą się, dokładnie są goleni, aby łatwiej można było przymocować do ciała taśmami dynamit, trotyl, czy co tam to jest; są strzyżeni (całkowicie się zmieniają, bo na początku noszą bujne czupryny i średnie brody), dostają garnitury (w Tel Avivie mają być weselnikami), dokumenty, odbierają instrukcje jak zdetonować bombę (ładunki z ciała nie będą mogli sami zdjąć) - są na zimno uczeni, zeby "zabić jak najwięcej żołnierzy", i że jesli izrealscy sołdaci coś zwęsza, to nie będzie przebacz, od razu zaczną strzelać, więc liczy się refleks i czujność ("wy jesteście panami sytuacji"), pójdą w 15 min odstępach i "lepiej, żeby ten, który pójdzie drugi nie patrzył na tego, który pójdzie pierwszy"; "a co później ?"< pyta Said, i dostaje odpowiedź "zabiorą was dwa anioły", Said "tak ? Na pewno ?" - "zobaczycie sami..."; potem zaś zasiadają do wspólnej kolacji z towarzyszami, a na koniec spotykają się w głównym szefem komórki bojowej, który wkręca im znów tę samą gadkę o poświęceniu, dumie, o tym, ze ich rodzinami się zaopiekują, ze są elitą, że ich portrety zawisną na ulicy.

      Said do końca się zastanawia "czy nie można inaczej ?", ale Khaled mówi mu "nie mamy wyboru, życie pod okupacją i tak nie ma sensu". Rano nast dnia przechodzą przez tajną wyrwę w płocie okalającym miasto, ale dwa kroki po stronie izrealskiej wpadają na patrol, ktory zaczyna z daleka strzelać. Uciekają na stronę arabską. Khaled wieje do aktywistów, udaje się im wrócić do bazy, a Said znika. Grupa chce go odnaleźć, podejrzewając, ze albo zdradził on, ale ich kontakt po izraelskiej stronie.
      istotnie, Said nie wraca do bazy, ale za jakiś czas przechodzi znów na izraelską stronę. Zachodzi na przystanek autobusowy - ludzie jadą do pracy, drzwi są otwarte, czekają czy będzie wsiadał. Ma przygotowaną bombę, ale widzi dziewczynkę, która kasuje bilet u kierowcy. Nie decyduje się.

      W bazie Khaled zostaje oswobodzony z bomby i ofiaruje się,ze on znajdzie Saida, i żeby oni na razie nic nie robili. Rusza na poszukiwania. Said w tym czasie szuka Khaleda. W jednej ze scen Said siedzi w jakiejś toalecie i ściera pot spod koszuli, żeby nie odparzył mu ciała oklejonego taśmami przytrzymującymi bombę, mówi do kamery "losu nie da się zmienić, taka jest wola Boga" - bardzo to sugestywne słowa w połączeniu z obrazkiem bomby, której nie moze sam zdjąć z siebie.

      Szukając Khaleda zjawia się w warsztacie. POjawia się tam też Suha. Rozmawiają chwilę, on jej naprawia auto, ona oferuje się,ze go podwiezie gdzie chce, i wie, co się święci - widzi jego zmianę wyglądu, niedbałość (zostawia zegarek na masce samochodu i nie chce go z powrotem), ubiór; nie jest głupia. Rozmawiają w aucie, - znów o tym samym, ona próbuje go przekonać,że to bezsens, a Said zwierza się jej z tego,kim był i jak skończył jego ojciec i zarzuca jej,że go nie rozumie - "ty jesteś z innego świata", "pocieszasz mnie z litości". Całuje ją, zostawia i wysiada.
      Khaled w warsztacie dostaje informację,że pojechali razem. udaje mu się znaleźć Suhę.Kłocą się chwilę, a potem jadą na cmentarz,gdzie przy grobie ojca Khaled spodziewa się zastać saida. Po drodze się żrą - ona teraz jemu klaruje, ze "zacieracie róznicę między nimi,a wami, dajecie im pretekst do poniżania was; niszczycie własny naród, nie myślicie o losie tych, co zostają; raj jest tylko w waszych głowach", a on jej odparowuje "wolę wierzyć w raj niż żyć w piekle, my już umarliśmy".
      Znajdują Saida na cmentarzu, znów się kłocą, oboje się przekrzykują, Said przed nimi obojgiem ucieka. Wraca do bazy.

      W bazie jest przesłuchiwany przez szefa, który mówi : idź do domu, nie ptrzebujemy cię, zawiodłeś... Said rewanżuje mu się monologiem o swoich motywacjach (powtórka tego, co już wymieniłem), z których główną jest to,ze nie może zapomnieć Izraelowi tego, ze zrobił z ojca kapusia i skazał go na śmierć - "Izrael musi zrozumieć,ze dopiero gdy mu będziemy bezpieczni,oni mogą przestać się bać", "Wmówili światu,że sa ofiarami, ale przecież są oprawcami ! Jeśli tak,to ja też mogę być ofiarą i mordercą".
      Zostaje wypuszczony. Dziewczyna go szuka, ale bezskutecznie. Said i Khaled jadą znów na akcję, oglądają Tel Aviv, jakże inny od ich Nablusu : wieżowce, czyste ulice, ogromne banery reklamowe, miasto jak Palm Springs. Na miejscu okazuje się,że to Khaled przeszedł przemianę i teraz on chce odwieść Saida od zamiaru ("nie dam ci zginąć !, Allah każe myśleć, my ich dzisiaj,oni nas jutro, to błędne koło !". To do Khaleda trafiły argumenty Suhy. Said niby się zgadza,żeby wracali, ale tylko po to,żeby zastrzasnąc Khaleda w odjeżdzającym samochodzie i uciec.

      W ostatniej scenie Said jedzie izraelskim autobusem pełnym żołnierzy.UJećia twarzy jego matki, Suhy, płaczącego Khaleda, szefa ruchu oporu... I kamera wjeżdza prosto w beznamiętne oczy w stężałej twarzy Saida. Ekran wypełnia się bielą, potem sinieje, a na koniec jest całkiem czarny. I cisza. I koniec.

      Wiadomo, jak tam jest, bez pałlitra nie razbieriosz. I ten film daje połowiczną nadzieję. Jedni zrozumieją, ale inni nie.Krzywdy doznane,ich pamięć i ból są mocniejsze od zdrowego rozsądku. Personalne sprawy, każdy terrorysta ma doświadczenie z okupantem,widział śmierć bliskiej osoby, widział nalot, widzi jak osadnicy budują osiedla na kradzionej ziemi. To nieprzekraczalna bariera.
      • grek.grek Paradise Now/spojler 19.05.10, 12:23
        Nablus pokazany jak ciekawie - raz ze wzgórza, na którym said i Khaled siedzą na starych fotelach samochodowych i palą jakieś ziółka, potem kamera fruwa po róznych zaułkach, podwórkach - może tam i bieda, ale są one bardzo w swej egzotyce pociągające; poza tym - są sklepy, jeżdzą auta, w barach ludzie jedzą i grają tam telewizory, w domach się nie przelewa, ale jest co zjeść. Skromnie, ale normalnie. O tym, ze trwa okupacja przypominają żołnierze na obrzeżach miasta, punkty kontrolne, i jeden moment : Suha wysiada z autobusu, idzie razem z innymi ścieżką do miasta i w oddali rozlega się zgłuszony pogłos - wybucha bomba, ludzie przypadają do ziemi. To jedyna bomba. Nie licząc tej, która, najpewniej, odpalona została w ostatniej scenie, choć na pewno tego nie wiadomo.
        Pozory to jednak. Nad wszystkim unosi się jakiś rodzaj beznadziei, jakiejś no future. Suha w pewnym momencie wyrzuca z siebie : "po co ja tu wróciłam ?! Po jaką cholerę, tu się nigdy nic nie zmieni !". Bieda i smierć - główne doświadczenia młodzieży. Aktywiści werbujący ochotników do ruchu oporu, by ich potem wysyłać na smierć - oni nic nie zrozumieją, sami nie giną, posyłają innych, nie dopada ich refleksja; istotę rzeczy rozumieją co trzeźwiejsi, ci którzy przyszli z zewnątrz, ci którzy nabrali dystansu. Tutaj ruch oporu jest przedstawiony na chłodno - wstawiają chłopakom rytualną gadkę, traktują jak żywe pociski, jak przedmioty, nic więcej. Dla nich to po prostu kolejne moment w konflikcie, w wojnie, następna akcja. Opasać bombami i do dzieła. Nie ma czasu na wątpliwości. Poklepać po plecach, rutynowo dodać animuszu i szlus.

        Z drugiej strony - jesli okupant nie przebiera w środkach, czy można dziwić się reakcjom okupowanych, ich determinacji . "Oni mają samoloty i czołgi, my mamy tylko własne ciała", mówi Khaled atakowany przez dziewczynę, że militarnie są na straconej pozycji, więc powinni przestać ciągnąć ten cyrk.
        Ona też ich nie rozumie, nie wie, co czują, jak są skołowani i zrozpaczeni, jakie cięzary krzywd noszą w głowach, w jakim poczuciu krzywdy i podeptania godności zyją, jak bardzo nie mają wiary w inne rozwiązania. Co będzie jesli przestaną ? Czy okupant ich oszczędzi, da nowe życie ? Prędzej ich zamknie w klatce, bez skargi i w pokorze, zabierze resztkę ziemi i godności - nie będzie mial litości. Nie zmienią nic, jesli się poddadzą, wyciągną rękę do zgody, zostaną oszukani przez cynicznych okupantów, więc przynajmniej zginą jak ludzie.

        Wszystkie motywacje i sprzeczne racje splatają się w węzeł nie do rozplątania. Kto ma rację ? MOże wszyscy, a zatem nikt nie ma. ta sytuacje jest nierozwiązywalna. I na tym polega cały dramat.

        Jest jedna groteskowa scena. U fotografa Said i Suha odbierają zdjęcia. Można tam kupić fotki albo wypożyczyć taśmy z oświadczeniami terrorystów bohaterów-męczenników (za 15 szekli) i konfidentów-zdrajców za 3 szekle. Suha dziwi się, że "bohaterowie i konfidenci, razem ?", a sprzedawca na to wzdycha : tak, wiem, konfidenci powinni być drożsi, ale musiałbym przeprogramować kasę, a to kosztuje. Biznes is biznes :)

        Albo w knajpce, gdzie Said przychodzi na kolację - telewizor na ścianie pogrywa, jeden facet je i powiada : to niesamowite, w Szwecji ludzie tak uważają na ulicach, na przejściach, tak tam higienicznie, z spójrzcie - mają więcej samobójstw niż my.

        Kiedy Said skarży się, że ma "nieciekawe życie", Suha mu przerywa : o czym ty mówisz, masz bardzo ciekawe życie, twoje życie jest jak... ambitny niskobudżetowy japoński film" ;)

        Aktor grający Saida, Kais Nashif, robi wrażenie swoją twarzą-maską, pod ktorą możemy się tylko domyślać dramatyzmu wewnętrznych przejść, od pewności, przez wątpliwości, aż do decyzji.
        Dziewczyna grającą Suhę, Lubna Azabal, śliczna, ekspresyjna, i ma fajny głos :) :
        www.allmoviephoto.com/photo/2005_paradise_now_006.html
        Said z lewej, Khaled z prawej :
        farm1.static/flickr.com/30/97850515_606d7d1f1a.jpg
        tu też oni, tylko na początku (tak dla picu wrzucam, bo róznica w wyglądzie - diametralna), Said po prawej :
        www.opendemokracy.net/arts-Film/palestine_3449.jsp


        • barbasia1 Re: Paradise Now/spojler 19.05.10, 14:13
          Zwróciłam uwagę na ten film parę dni temu przeglądając
          program,wczoraj zupełnie o nim zapomniałam, na głupiego
          Wojewódzkiego zmarnotrawiłam czas! Ech. ://
          Dobrze, że choć Twe streszenie mamy! :)

          Dobre kino, prowokujące do dyskusji.
          Podzielam opinie Suhy, że "opór zbrojny nie ma sensu", "że są inne
          formy sprzeciwum, mądrzejsze".
          Uuważam, ten konflikt jest wygodny , jednie nie dla tych, którzy
          robią na nim potęzne interesy, o którch my, świat ma mgliste
          pojęcie.
          Zakończenie konfliktu palestynsko-izraelskiego możliwe jest jedyne
          na drodze pokojowych rozmów, negocjacji, w opraciu o wzajemne
          zrozumienie i poszanowanie.
          Łatwo powiedziedzieć, gorzej wykonać.





          • grek.grek Paradise Now/ Złe wychowanie, dwa słowa 19.05.10, 14:38
            Trzymałem rękę na pulsie ;)

            Złoty Glob 2006 dla naj zagranicznego filmu, nominacja oskarowa, wyróżnienia w Berlinie - troszkę tutaj jest deklamacji, bohaterowie
            trochę publicystycznych językiem wypowiadają te kwestie ideologiczn0-społeczno-polityczno-moralistyczne, ale jakoś tak dziwnie nie jest to
            nazbyt rażące.

            Imo, twórcy nie szukali rozwiązania, nie udają, że są oświeceni i nie lansują złotego środka, panaceum jakiegoś, przedstawiają istotę tego dramatu polegającą właśnie na tym, że nie sposób stanąć po żadnej ze stron - ani tych, którzy przekonują,że opór zbroju nie ma sensu, ani tych, którzy ten opór uznają za jedyne, co ratuje ich przed ostateczną zagładą i przywraca jakieś poczucie godności. Pokazują jak trudno się, tak naprawde, wczuć w tych ludzi. Dziewczyna z zewnątrz przynosi im inny pomysł, krytykuje zamachy, ale i ona wygląda jak kosmitka.

            Motywacje osobiste do tego dochodzą - czy ona wierzy w to, co mówi tak tylko dlatego, bo straciła w tej walce swojego ojca ? Czy Said pozostaje wierny idei oporu bombowego, bo wierzy w sens takiej formy konforntacji, czy po prostu nie możę się wycofać, bo ciązy mu pamięć ojca-zdrajcy i nie chce być taki jak on, ani nawet pachnieć czymś podobnym, nawet jesli wycofanie się w takiej sytuacji nie jest zdradą, a co najwyżej okazaniem wątpliwości, czy braku odwagi ? Ale to są wpływy wojny - i ona i on są jej ofiarami. Ona jedynie wyrzeka się roli zabójcy, odwetu, on zaś ten odwet wykonuje, a przynajmniej, tak sugeruje zakończenie.

            Tak ja bym to widział :)

            Aha, dokończyłem "Złe wychowanie" - świetny. Intryga wciągająca. Do tego uczłowieczenie i wyciągnięcie do światła ludzi w jakiś sposób wykluczonych w tradycyjnej wspólnocie : gejów, transów, drag queen, pedofilów, z ich barwnymi charakterami i skomplikowanymi emocjami i
            namiętnościami. Gdyby akcja się toczyła w środowisku "normalnych" osobników, to by nie miało swojego smaczku. A tutaj, z ich inności od
            przeciętności wynika właśnie szereg zawirowań i róznych komplikacji,
            z których rodzi się cała jazda. Narracja mnie wciągnęła bardzo. Sposób filmowania też. Wszystko się tam jakoś tak zgrało przyjemnie i nawet jakoś przeżyłem widok dwóch całujących się facetów, heh.

            A co mnie "przeraziło" najbardziej...
            Tak, Barbasiu, G.G Bernal jako drag queen ;) Ale nie to, ze on nią był, tylko to, że... podobał mi się, hehe :) Jakby był kobietą, to bym powiedział, że to bardzo atrakcyjna kobieta. Traumatyczna historia ... ;))
            • barbasia1 Złe wychowanie, dwa słowa 19.05.10, 15:28
              > Traumatyczna historia ... ;))

              Ojaciekręcę chichichi! :)))

              > Tak, Barbasiu, G.G Bernal jako drag queen ;)
              Czytając te słowa przemknęło mi przez głowę - 'Znam już Cię
              troszkę, Greku!'

              ale zaraz, po tym > Ale nie to, ze on nią był, tylko to, że...
              podobał mi się, hehe :)"
              • barbasia1 Re: Złe wychowanie, dwa słowa 19.05.10, 15:45
                QURCZE, WYLOGOWAŁO MNIE I ZNOWU MI UCIEŁO 2/3 TEKSTU! NA DODATEK NIE
                UDAŁO SIE ODZYSKAĆ JAK POPRZEDNIO!
                :////
                Zaraz napisze raz jeszcze.
              • barbasia1 Re: Złe wychowanie, dwa słowa 19.05.10, 16:09
                No więc na początku były chichotania ,
                a potem mniej więcej tak:

                > Tak, Barbasiu, G.G Bernal jako drag queen ;)
                Czytając te słowa przemknęło mi przez głowę - 'Znam już Cię
                troszkę, Greku!'

                ale zaraz, po tym > Ale nie to, ze on nią był, tylko to, że...
                podobał mi się, hehe :)"
                pomyslałam - "Że chyba, jednak nie znam. ;))"
                Tego bym nie wymyśliła, za nic! :)

                Ale w sumie nie ma się co dziwić ładny chłopak z tego GGB, więc i w
                przebraniu kobiecym nieźle się prezentował to trzeba przyznać,
                chichichi. :)

                Na pocieszenie powiem, że też mi się podobał GGB, ale jako Ignacio /
                Ángel / Juan (ale w tym przypadku to nic niezwykłego, stereotypowo ;)


                Podpisuję się pod niemal wszytkimi Twoimi słowami na
                temat "Złego wychowania". Mam jedynie wątpliwości, czy o postaci
                ksiedza pedofila może powiedzieć, że została ona tu uczłowieczona?,
                oswojona? Własnie nie wiem, zastanawiam się ...


                :)
                • grek.grek Re: Złe wychowanie, dwa słowa 20.05.10, 12:54
                  Haha :) Ja sam bym tego nie wymyślił. Całe szczęscie, jaki głosik w kącie głowy cały czas przypominał mi, ze to jednak facet jest ;)

                  Księdza na pewno uczłowieczono. Dano mu prawo do namiętności wynosząc je ponad kościelne prawidła, których nawet sam Jezus by nie wykoncypował. O ile wiem, w jego nauczaniu nie było ani słowa o celibacie.

                  • barbasia1 Re: Złe wychowanie, dwa słowa i moje dwa :) 27.05.10, 12:45
                    grek.grek napisał:

                    > Haha :) Ja sam bym tego nie wymyślił. Całe szczęscie, jaki głosik
                    >w kącie głowy cały czas przypominał mi, ze to jednak facet jest ;)

                    haha :)

                    Almodovar byłby ukontentowany! ;)

                    > Księdza na pewno uczłowieczono.

                    Ja bym powiedziała tylko, że księdza potraktowano łagodnie, nie
                    potępiono go.

                    Zresztą póxniej ksiądz z oprawcy sam staje się ofiarą, szantażuje
                    go dorosły Ignacio, a potem znów jest oprawcą - do spółki z
                    Angelem /Juanem likwidują Ignacia, no i prześladuje Angela /Juana,
                    w którym jest szalenczo zakochan,a ten go nie chce.
                    Aż w końcu ginie marnie przejechany przez Juana.

                    Wielka namiętność (namiętność do dorosłego) byłaby, myslę, nawet do
                    zaakceptowania, do wybaczenia. Można by ją zrozumieć, człowiek jest
                    tylko człowiekiem, zmienia się przez cłae zycie, ulega słabościom.
                    Jednak IMO nie do oswojenia, nie do zaakceptowania żadną miarą jest
                    nadużywanie władzy wobec dziecka, seksulane wykorzystywanie go,
                    molestowanie.


                    Inaczej sobie wyobrażałam „Złe wychowanie”. Najcześciej w różnych
                    komentarzach na temat tego filmu wyciągano ten kontrowersyjny
                    epizod z molestowaniem chłopców przez księży z katolickiej szkoły.
                    Myślałam, że o tym będzie ten film...

                    :)
            • pepsic Re: Paradise Now/ Złe wychowanie, dwa słowa 20.05.10, 10:43
              Co do traumatycznego przeżycia - Stephenowi Rea przydarzyła się
              podobna historia, ale nie wspomnę gdzie, aby filmu całkowicie nie
              spalić ;)
              • maniaczytania Re: Paradise Now/ Złe wychowanie, dwa słowa 20.05.10, 12:11
                Ja wiem, ja wiem, ale tez nie powiem :)
              • grek.grek Re: Paradise Now/ Złe wychowanie, dwa słowa 20.05.10, 12:55
                W filmie ? Na planie ?
                • pepsic Re: Paradise Now/ Złe wychowanie, dwa słowa 20.05.10, 13:04
                  W filmie. Rzecz dotyczy fabuły :)
                  • barbasia1 Re: Paradise Now/ Złe wychowanie, dwa słowa 20.05.10, 13:58
                    Coś ..., gdzieś..., kiedyś ...,
                    ale tylko ciemność widzę! ;)
      • pepsic Re: Paradise Now/spojler 20.05.10, 10:37
        Miła niespodzianka, bo cóż z tego, że wyłuskałam, skoro tradycyjnie
        z naturą przegrałam. Zdążyłam się rozeznać nieco w klimatach,
        krajobrazach i gł. bohaterach oraz poogladać interesującą Suhe, co
        do której przyznaję Ci rację - przyciąga wzrok.
        :)
        • grek.grek Re: Paradise Now/spojler 20.05.10, 12:59
          świetna jest :) :
          content6.flixster.com/photo/64/30/05/6430052_tml.jpg
    • grek.grek Mapa drogowa na dzisiaj. 19.05.10, 14:50
      23:10 Ziemia żywych trupów, TVN - orajt, wiem co powiecie ;)< ale reżyseruje to Romero, ten od "Nocy żywych...", która była, jest i będzie jednym z najbardziej stylowych i klasycznych horrorów w historii. Daję mu credit, a poza tym... to są naprawdę fajnie odmóżdzające filmy, to się ogląda naprawdę luźno i bez napinki. POlecam ;)

      0:50, The Doors, w Dwójce. Nast biograficzny; cenię Morrisona za.. kurna, właściwie za wszystko go cenię; Stone zawsze idzie na powaznie w każdym filmie, a i podobno Morrison to był jego idollo, więc podwójnie jestem ciekaw, jak go sportretował (i dlaczego oraz w którym miejscu to spie,przył, hehe - żartuję, ale dobry szkic postaci historycznej tak trudno skreslić,że lepiej od razu nastawiać się na wpadkę).

      1:20, Buntownik bez powodu, Jedynka.
      Kur... lepszej godziny nie mogli wybrać. O 20 jakieś głupie do bólu serialidła, a dobre filmy na środek nocy. Niech ktoś zlikwiduje to kierownictwo, zapłacę ile mam... ;)
      Nie wiem, czy o tym coś w ogóle pisać, bo to kultowe kino jest. James dean w nieśmiertelnej czerwonej kurtce, jedynym z najcharakterystyczniejszycb gadżetów w historii kina, zachowujący się jak nieobliczalny postrzeleniec, max wrażliwiec, stawający przeciw rowieśnikom, przeciw rodzicom, przeciw normom mieszczańskiej rutyny, odmalowujący całą duszę pokolenia wkładając w to całego siebie, prawdę o sobie; pojedynek na noże, wyścig samochodowy, Natalie Wood jako Judy, jego dziewczyna; miałem ten film kiedyś na taśmie, oglądałem pewnie z 800 razy, ale kiedy to było... uff.

      Kawa w dziób, Doors na taśmę, reszta live ;)
      • barbasia1 Re: Mapa drogowa na dzisiaj. 19.05.10, 15:42
        Ale godziny, jedna gorsza od drugiej.

        >a poza tym..> . to są naprawdę fajnie odmóżdzające filmy, to się
        >ogląda naprawdę luźno i bez napinki. POlecam ;)
        hyhyhy ;)

        Cmentarne klimaty i "Ziemię żywych trupów" jednak omijamy szerokim
        łukiem.

        "Jamesa Deana" Mania wywołała! ;)
        Oglądłam w ubiegłym wieku, nieststy równać się z Tobą nie mogę w
        ilości zaliczonych seansów, chyba tylko raz widziałam, więc niezbyt
        dobrze pamietam. Pora skutecznie odstrasza by sobie przypomniec.
        Gdzie te czasy, kiedy klasyka, Perły z lamusa! leciały w niedzielne
        południa!
        :)

        A może "Doorsów" bym u Ciebie zamówiła, co? Będą się dobrze
        komponowały z filmem o Ray (jdziś już dokończe na pewno, to co
        obiecałam Greku, Maniu)
        • grek.grek Re: Mapa drogowa na dzisiaj. 20.05.10, 13:03
          Trupy były zawodowe - wcinały padlinę, aż się kurzyło ;)

          Buntownika dali tuż przed drugą. Tam już kompletnie postradali rozum. Nie ma w ogole o czym mówić. Chyba tylko świeczkę zapalić na tej trumnie.

          O The Doors na pewno coś napiszę.

          • barbasia1 Re: Mapa drogowa na dzisiaj. 20.05.10, 14:03
            grek.grek napisał:

            > Trupy były zawodowe - wcinały padlinę, aż się kurzyło ;)
            :))
            O fuj!


            Świetnie! Czekamy na The Doors!
            • grek.grek Re: Mapa drogowa na dzisiaj. 20.05.10, 15:07
              Hehe :) Ale, wiesz, przy okazji można było podziwiać pracę charakteryzatorów i speców od efektów, bo te uczty kulinarne
              wyglądały bardzo naturalistycznie i niewymuszenie ;)
              I jakaś tam nawet ide(jk)a się kryła - żywe trupy atakują miasto, a
              a za cel obierają sobie wieżowiec-państwo/bogatą dzielnicę, gdzie kwitnie luksusowa konsumpcja i trosk materialnych oraz wszelkich innych deficyt, czyli gryzą i pożerają zamożnych i zepsutych dobrobytem, a nie biedotę - bunt społeczności Trzeciego Świata przeciw Ameryce, guerilla biednych dzielnic wielkich metropolii przeciw żyjącym w zamknięciu przed nimi milionerom i klasom uprzywilejowanym z racji swego społecznego statusu, horrorowa wariacja nt wspóleczesnego zdobywanie Bastylii, nowa wersja ataku barbarzyńców na Rzym - można sobie dowolnie podkładać intepretacje, a każda będzie dość naiwna, jak i sam zamysł twórców; i to taki instynktowny atak jest, bo one nie mają jakiegoś specjalnego interesu w jedzeniu akurat bogatych, chociaż - może mięso mają pożywniejsze, kto wie... ;)<, uwagę ich przywódcy, za którym reszta się wlecze, ściąga raczej prezencja wieżowca, - rozświetlonego neonami, błyszczącego, efektownego, góruującego nad pogrązonej w szarości reszcie miasta.
              Dało się obejrzeć, ale jednak "Noc żywych trupów", to była inna liga, nawet jeśli do dziś nie mogę zrozumieć dlaczego grupa zdrowych, sprawnych ludzi barykadowała się w domu przeciwko bandzie zombie poruszających się z szybkością, zwrotnością i koordynacją kulawych ślimaków, których wyminęliby i im uciekli nawet biegnąc tyłem i jednocześnie grając na wiolonczeli.

              Orajt, o Doorsach nadziobię, jak tylko obejrzę :)
              • barbasia1 Re: Mapa drogowa na dzisiaj. 21.05.10, 14:22
                grek.grek napisał:

                > Hehe :) Ale, wiesz, przy okazji można było podziwiać pracę
                charakteryzatorów i
                > speców od efektów, bo te uczty kulinarne
                > wyglądały bardzo naturalistycznie i niewymuszenie ;)

                :))
                Nawet nie chce sobie tego wyobrazać. ;)

                Żywe trupy podobały ni sie tylko w filmie aminowanym Tima Burtona -
                "Gnijąca panna młoda"! (obejrzałam wczoraj, urocza bajka o
                miłości :)
                Z wyglądu niezbyt atrakcyjne jak to truposze, w wiekszości szkiekty
                rozpadające się (np. jednemu o(d)padła szczęka , ze zdziwienia
                zresztą, tytułowej pannie młodej wypadało oko, a raz pląsając sobie
                zgubiła nogę, innym razem uciekło jej przedramię :), , ale za to
                wesołe, zabawne, z poczuciem humoru, życiwące ciepłe (!) uczucia, no
                i o wiele życzliwsze, sympatyczniejsze i serdeczniejsze od żywych
                ludzi, kórzy są tu ponurzy, złośliwi, chytrzy, przebiegli, zimni!,
                nieczuli, bezduszni, podli, źli.
                Ten kontrast wzmacia kolorystyka. Świat ludzi żywych pokazany jest
                w szarej, ciemnej, sinej tonacji, truposze i ich świat w iście
                tęczowych barwach.
                Świetna gra ze stereotypami i skojarzeniami na temat życia i
                śmierci. :) Polecam bardzo dla relaksu.

                www.youtube.com/watch?v=G9boDkpEyvc&feature=related

                > I jakaś tam nawet ide(jk)a się kryła - żywe trupy atakują miasto
                > a za cel obierają sobie wieżowiec-państwo/bogatą dzielnicę,

                No proszę, horror z pomysłem, ambicjami!?

                :)
                • grek.grek Re: Mapa drogowa na dzisiaj. 21.05.10, 14:30
                  :)

                  W animacji na pewno zombie wyglądają bardziej przystępnie i mniej żarłocznie.
                  Wiesz, te ambicje, to tak raczej na ambicyjki wyglądały. Co ciekawe, ten przywódca zombich był w umazanym smarem kombinezonie mechanika, czy pracownika stacji benzynowej - czyli, bunt pod przewodnictwem mas pracujących, przeciw gnuśnym, opływającym w dostatek klasom prózniaczym ;)
                  • barbasia1 Re: Mapa drogowa na dzisiaj. 21.05.10, 14:42
                    grek.grek napisał:

                    > W animacji na pewno zombie wyglądają bardziej przystępnie i mniej
                    żarłocznie.

                    Tak, zwłaszcza, że chodziło tu o to, by ten świat umarłych, na
                    przekór stereotypom oswoić, upiększyć (jesli to dobre słowo).

                    >bunt pod przewodnictwem mas pracujących, przeciw gnuśnym,
                    > opływającym w dostatek klasom prózniaczym ;)

                    Skąd my to znamy! :)
      • barbasia1 Dzisiaj też "Skaza" w TVP Kultura o 20.00 19.05.10, 16:21
        Jeden z ostatnich filmów francuskiego reżysera Louisa Malle'a.
        Wspaniałą muzykę (znaną bardzo!) do tego filmu skomponował Zbigniew
        Presinser.

        www.youtube.com/watch?v=G5qDfMbS3LI&feature=related
        "Stephen (Jeremy Irons) ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia -
        wspaniałą żonę, dwoje udanych dzieci i stanowisko podsekretarza
        stanu. Pewnego dnia na przyjęciu w ambasadzie poznaje Annę (Juliette
        Binoche), dziewczynę swojego syna Martina. Młoda kobieta zostaje
        jego kochanką, ale jednocześnie nie rezygnuje ze spotkń z jego
        synem..."

        serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,143911076,P_AKPA.html
        A reszcie, która nie ma TVP Kultury i idzie spać przed północą
        pozostają komedie romantyczne, jukendensy i ... Misja specjalna ;).
        • pepsic Re: Dzisiaj też "Skaza" w TVP Kultura o 20.00 20.05.10, 10:27
          Do amatorów małej czarnej nie należę /a zawsze chciałam
          obejrzeć "Noc - ziemię żywych trupów; to taki ładny tytuł/, więc
          chętnie rzuciłam okiem na "Skazę" zapowiedzianą przez Ciebie
          Barbasiu. Wbrew nośnemu tematowi - jednak rozczarowanie. Nierówny,
          niedopracowany, jakby reżyser nie mógł się zdecydować w jakim
          kierunku pójść, wywołujący w najlepszym razie uczucia letnie, poza
          dramatyczną końcówką, dopiero w której coś drgnęło. Słabe role
          Binoche i Ironsa. On mało interesujący, stary zwłaszcza mentalnie,
          a miał wtedy "tylko" 44 lata (stawiałam na 60+). Z kolei Juliette
          (niepotrzebnie eksponująca nogi w mini, nawet pończoszki samonośne
          nie pomogły) nie mogła się określić, czy gra femme fatale, czy
          nieszczęśliwie zakochaną. Obydwoje mało sympatyczni i niewiarygodni
          w swojej miłości, a szarpany seks w ich wydaniu wyglądał
          przedmiotowo i mało estetycznie. Żona (najciekawsza tu Miranda
          Richardson) ratowała sytuację zwłaszcza w finale, ale niestety
          dostała stereotypową rolę zdradzanej żony, miłej, kochającej,
          ufnej, idealnej gospodyni i pani domu, nic nie podejrzewajacej do
          końca (są takie w realu?).
          W Ale Kino od czasu do czasu rzucają irański "Perski Nowy Rok" - o
          zbliżonej tematyce, z tym że tą trzecią jest prozaicznie sąsiadka.
          Każdy z osobna bohater trójkąta przeżywa swój własny dramat, nie
          będąc szczęśliwym w 3-osobowym związku. Film ciekawie poprowadzony z
          punktu widzenia pomocy domowej bez biało-czarnych barw, poruszający
          realne problemy. Bardzo prawdziwy. Każdemu uczestnikowi w jakimś
          sensie się współczuje i nie osądza. Ale czy publiczna zdobędzie się
          na miły gest stosunku do widowni? Watpię.
          Ps. Nie żałuję czasu poświęconego na "Skazę", bo to i tak miły
          akcent w zalewającej nas i wszechogarniającej tandecie.
          • grek.grek Re: Dzisiaj też "Skaza" w TVP Kultura o 20.00 20.05.10, 13:06
            No to się okazuje enty raz, że jak kiepski scenariusz, banalne postaci i marna historia, to najlepsi nawet aktorzy tego wózka nie uciągną.
          • barbasia1 Re: Dzisiaj też "Skaza" w TVP Kultura o 20.00 20.05.10, 13:53
            Dzięki wielkie Pepsic! Interesujące uwagi! Chyba poszukam "Skazy" w
            wypożyczalni, mimo wszystko. :)

            "Skaza" skojarzyła mi się z "Ostatnim tangiem w Paryżu"! Ciekawe,
            czy reżyser "Skazy" Louis Malle inspirował się filmem Bertolucciego?


            >stary zwłaszcza mentalnie, > a miał wtedy "tylko" 44 lata
            (stawiałam na 60+)
            Męski kryzys wielku średniego?

            /i dobrze, że nie żałujesz czasu poświęconego na "Skazę"/

            :)
    • grek.grek Rocky Balboa, TVN, 20'00" 21.05.10, 14:59
      Oglądałem wszystkie części, aczkolwiek, jak to bywa z cyklami filmowymi, najczęsciej - pierwsza odsłona, oryginał, to było coś świeżego, co miało treść i pomysł w sobie. Każda kolejna, coraz bardziej wymuszona, coraz bardziej nieznośnie powielająca pewien schemat : Rocky ma pojedynek (zawsze z kim lepszym potencjalnie o dwie klasy : Creed był mistrzem techniki, Lang i Gunn byli sześć razy silniejsi, a Drago, to już w ogóle inny kosmos) - Rocky doznaje jakiejś straty (w III części umiera jego ukochany trener, w IV przyjaciel, notabene bokser, z który w pierwszych dwóch częsciach prał się na ringu do nieprzytomności, w V - odchodzi jego wychowanek) Rocky się przygotowuje pokonując swoje słabości - Rocky zwycięża w dramatycznych okolicznościach nieporównanie mocniejszego przeciwnika, rzutem na taśmę, po tym jak przez cały pojedynek obrywa tak, że powinien już dawno zostać wyliczony i zniesiony z ringu). Pomijam już, ze Stallone ze swoimi 172 cm wzrostu w wadze ciężkiej mógłby najwyżej robić za pomocnika trenera :)

      Szablon szablonem, w końcu westerny też lubimy (ja nie :), mimo tego, ze są przewudywalne do bólu.

      W Rockym zawsze było coś jeszcze : w każdej z częsci balboa był pokazany w innej fazie sportowej i życiowej drogi - w I był nikim i dopiero poznawał swoją przyszłą żonę, i wtem nadarzała się dla niego szansa zycia, w II znów był nikim, ale już z żoną i szansa się powtarzała (Creed koniecznie chciał rewanżu, po tym jak w I walce nie wygrał dość przekonująco, czy tam w ogóle był remis, który pozwolił mistrzowi zachować status quo), w III był wielką gwiazdą, po 10 obronach tytułu, dostał nawet pomnik w Filadelfii, kiedy pojawił się ktoś taki jak on kiedyś - głodny tytułu pretendent, a Rocky dowiaduje się od swojego własnego trenera, że nigdy nie dobierano mu rywali najmocniejszych, a raczej takich, którzy są dobrzy, ale specjalnie go nie uszkodzą - traci więć wiarę w siebie, częściowo jest człowiekiem spelnionym, ma syna, wielki dom, żyje w luksusie, więc musi stanąc wobec calkiem nowej sytuacjI : koniecznośći znalezienia w sobie dostatecznej motywacji do pracy i zwycięstwa, zwłaszcza po tym, jak umiera jego trener - w tym trudnym momencie pomaga mu dawny rywal, Creed; w IV nadal na emeryturze, zażywa sławy eks-idola, o którym wszyscy pamiętają i kochają go, wtedy ginie w walce na ringu Creed, obecnie jego przyjaciel - pokonuje go 3-metrowy Rosjanin. Rocky kontraktuje walkę z tym Rosjaninem, wyjeżdza trenować na Syberię, ale nie idzie mu to zbyt dobrze, bo jego ukochana żona nie wierzy w niego - kiedy jednak pojawia się ona w jego "bazie treningowej" i tak jak kiedyś towarzyszy mu w przygotowaniach wszystko wraca do normy - to jest saga o prawdziwym uczuciu, jakie łączy średnio bystrego boksera i skromną dziewczynę ze sklepu zoologicznego (swoją drogą, Talia Shire jest naprawdę świetna w tej roli); w V części Rocky jest bankrutem, którego wyślizgali ludzie zajmujący się jego finansami; wraca do swojejs tarej dzielnicy i zyje jak kiedyś, jego syn jest już w szkole, a Balboa nie zapomniał o boksie - pomaga pewnemu utalentowanemu młodemu bokserowi, Tommy'emu, na czym wychodzi jak zabłocki na mydle : raz, ze go cwany smarkacz zostawia na lodzie, po tym jak zakręcił się wokół niego bogaty menadżer, a dwa : psuje sobie stosunki z synem, którego bardzo boli to, ze ojciec traktuje Tommy'ego lepiej i z większym zainteresowaniem niż jego. Na koniec oczywiście stary zleje na jakiejś ulicy Tommy'ego, i poprawi swoje relacje z synem i z żoną oczywiście, bo przecież muszą wszystko przetrwać.

      VI część nosi tytuł "Rocky Balboa", nie jest opatrzona numerkiem - pewnie doszli do wniosku sami twórcy, że "Rocjy VI" brzmiałoby już
      tylko żałośnie ;) I słusznie. Dobry ruch.
      Reszta, z tego co mi mignęło w jakimś streszczeniu, pozostaje tak samo szablonowa, co zwykle, a zarazem jest logiczną kontynuacją poprzednich "odcinków" :
      - Rocky dostaje propozycję walki z mistrzem (tym razem ma go grać Antonio Tarver, i to jest autentyczny bokser, czołówka wagi półcięzkiej swego czasu), Rocky się przygotowuje, ale najciekawsze,ze tym razem Rocky stracić ma kogoś najważniejszego - żonę. KOniec pewnie będzie taki, jak zwykle, ale... czy nie to chodzi w takich baśniowych filmach ? :)

      I w ogóle, jak sądzicie, czy to się może skończyć ? Kiedy Stallone przestanie swojego Rocky'ego grać ? Jak będzie miał 90 lat ?
      To on go stworzył, scenariusz do oryginalnego Rocky'ego napisał w trzy dni i skromny filmik zrobił karierę, a i zyskał pochwały krytyki. Kolejne części krytyka omijała szerokim łukiem, ale i bez nich nie byłoby kultowości postaci Rocky'ego. Nie były najlepsze filmowo, ale
      były sensowne w tym znaczeniu o jakim nabazgrałem. Ta seria jest jedną z nielicznych, która się trzyma kupy. Tym bardziej ciekaw jestem tej najnowszej, może jest w niej jakieś definitywne zakończenie cyklu ?
      • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 21.05.10, 15:30
        Podobno Sylwester zapowiedział, że jest to już naprawdę ostatnia
        część Rocky'ego.

        Może później Rocky Balboa zajmie się trenowaniem młodych, zdolnych
        bokserów!?


        :)
        • grek.grek Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 22.05.10, 12:45
          Cóz innego mógłby robić... chyba tylko lać dziadków na wózkach ;)

          (btw, oglądałaś wczoraj ? (znośnie było ?); ja mam na razie na taśmie, więc jak zwykle będę trochę spóźniony)
          • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 22.05.10, 14:25
            grek.grek napisał:

            > Cóz innego mógłby robić... chyba tylko lać dziadków na wózkach ;)

            haha
            :)

            Oglądąłam, po takiej zapowiedzi, po przypominieniu wszytskich
            wczesniejszych części (z ktorych tak po prawdzie tylko pierwszą
            oglądałam i pamiętam :)nie mogłam nie obejrzeć!

            Powiem Ci , że ta część dość sentymentalna była, więc się przygotuj
            na wzruszenia, trzymaj w pobliżu chusteczę do ocierania łez (ja sią
            wzuszyłam :{! albowiem, żona Rocky'ego odeszła na łono Abrahama
            (zmarła na raka), Rocky przesiaduje więc na cmentarzu, tęskni za
            nią, przy każdej okazji wspomina stare czasy / pokazywane są tu
            fragmenciki z tych starszych części, przede wszytskim chyba
            pierwszej części/.
            Oczywiście staremu sprawdzonemy schematowi musi stać sie zadość, w
            Rockym budzi się zwierzę pragnące walczyć. Staje więc znów na ringu
            do walki z młodym czarnoskórym mistrzem, którego kariera nagle z
            jakichś powodów stanęła w miejscu ...


            :)
            • grek.grek Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 22.05.10, 15:25
              Hehe :)

              Jeszcze nie widziałem, a już mi się nie podoba... powiem Ci, ze uśmiercenie Adrien, to najgorszy pomysł, jaki można sobie wykoncypować.
              Jak dla mnie. I przynajmniej z perspektywy przed-obejrzeniem-tej-części.
              Przez pięć "odcinków" twórcy zrobili wszystko,żeby przekonać, iż bez
              niej Rocky to właściwie same dziurki do nosa i uszu i inne, a nie człowiek, że to ona go trzyma w kupie i dzięki niej on w ogóle sobie radzi, bo ona go zawsze wspiera i nawet jeśli czasami zwątpi, to zaraz wraca z podwójną wiarą. Wg mnie, to w ogóle jedna z najlepszych, aczkolwiek niekoniecznie najbardziej wyszukanych, historii o idealnym związku damsko-męskim, love story, romantic cośtam. I teraz ją jemu odbierają... co ja mówię - jemu... nam ją odbierają, kinomanom :)
              Zamachnęli się na pomnik chcąc dodać dramatyzmu losom bohatera - shit, to już lepiej,żeby w ogóle nie robili tej 6 częsci.

              To co dalej ? chyba powinna jednak powstać 7 część, w której Rocky jest menelem i bije się z innymi menelami o drobniaki. Taka byłaby logiczna konsekwencja podobnej decyzji scenariuszowej.

              Btw, czy Talia Shire pojawia się w tym filmie (i na ile ?), czy jest już martwa, kiedy akcja się rozpoczyna ? :)
              Wiesz, próbuję sobie tłumaczyć podobny idiotyzm niechęcią grania w tym filmie/brakiem czasu/chorobą/mlekiem zostawionym na gazie/przejściem na islam/otumanieniem przez scjentologów Talii Shire. jesli jednak mogła grać, i grała, a oni ją wysiudali w tak bezczelny sposób, to jestem niepocieszony.

              Trochę sobie żartuję z tym tonem tragizującym, bo to tylko postać filmowa, ale szkoda, dla mnie postać Adrien, to była ikona tej serii.
              Rocky i Adrien, Adrien i Rocky. Partnerka idealna. Związek idealny. Wszystko idealne. Nie rozumiem po co się rozwala pewien kinowy ideał, zeby zarobić parę nędznych srebrników. Nie wiem, to tak jakby w Na dobre i na złe Zosia dostała grzybicy stóp, albo w Klanie Rysiek sie upił i zaklął "motyla noga !", to jest takie samo brukanie świętości :)
              • maniaczytania Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 22.05.10, 16:02
                Ja ogladalam jakos tak nie calkiem i od polowy.
                Nie wiem, jak jest od poczatku, ale pozniej Talia pojawia sie na zdjeciu, ktore
                przynosi Rocky'emu przed walka jakas kobitka, ktora zreszta potem siedzi na
                trybunach i chyba sie kocha w Rockym- tak Barbasiu??? , a i jeszcze Talia
                pojawia sie jako zwid po ciosach.

                Ogolnie strasznie slaba ta czesc jak dla mnie. Pierwsza jednak rzadzi!
                Fajny chlopak gral jego syna - Milo Ventimiglia :)))
                • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 22.05.10, 19:01
                  maniaczytania napisała:

                  Tak, to Marie, barmanka, samotnie wychowująca syna nastolatka,
                  ciemnoskórego, która, jak się okazało spotkała kiedyś w młodości
                  Rocky'ego. To ich spotkanie przypomniała Rocky'emu, kiedy ten trafił
                  przypadkiem do knajpy, w której pracowała, tak zaczęła się ich
                  znajomość, przyjaźń,a ze strony Marie coś więcej, ewidentnie.



                  > Fajny chlopak gral jego syna - Milo Ventimiglia :)))

                  Fajny, to prawda. Włoskiego pochodzenia, po ojcu.
                  Też był lekko krzywousty, albo udawał!? ;))

                  www.exposay.com/celebrity-photos/milo-ventimiglia-6th-annual-gm-ten-red-carpet-0fUeYY.jpg

                  A jednak nie udawał, tako rzecze wiki:
                  "Urodził się z martwym nerwem przy zakończeniu dolnej wargi, stąd
                  jego usta były zakrzywione."
                  / w dzisiejszych czasach nic się nie ukryje/

                  upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e5/Milo_Ventimiglia_Iraq_%28crop%29.jpg

                  Jak to nic nie dzieje się przypadkiem! :))
                • grek.grek Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 23.05.10, 13:54
                  Nie dość, ze Adrien wycięli, to mu jeszcze swatają nową babę... o tempora...itd ;)
              • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 22.05.10, 18:39
                grek.grek napisał:


                > Jeszcze nie widziałem, a już mi się nie podoba.

                Ale zachęciłam do oglądania, ech! :/


                > Zamachnęli się na pomnik chcąc dodać dramatyzmu losom bohatera

                Na to wygląda.



                Tak, niestety Adrien nie żyje już od kilku lat, {a Rocky ciągle nie
                może sobie poradzić z jej smiercią, z samotnością, przesiaduje na
                cmentarzu, tęskni za Adrien, wspomina ją , rozpamiętuje dawne
                czasy, kiedy była przy nim wspierała go, dodawała mu sił,
                towarzyszyła w walkach. I te momenty chywtają za serce (tych
                wrażliwszych:), zwłaszcza, jeśli ma się w pamięci właśnie to, o czym
                pisałeś, ich idealny związek, romantyczne, piękne (zgadzam się z
                Tobą) love story, jakie pokazano w pierwszej i kolejnych częściach.}
                aczkolwiek mam wrażenie, że twórcy również chyba świadomi tego
                wszytskiego, co napisałeś, czyli mówiąc w skrócie wagi postaci
                Adrien życiu Rocky’ego,i w opowieści o Rockym, usilnie starali się
                pokazać, że jest ona cały czas obecna, ale już w inny sposób, bo w
                jego pamięci(np. podczas walki, jak zwróciła uwagę Mania) i w
                sercu , i że ciągle ma wielki wpływ na Rocky’ego.

                /Wiem, to mało pocieszające./



                W tej cześci rolę , którą pełniła Adrien przejmuje częściwo syn (po
                tym jak udało im się dogadać ze sobą – syn miał kompleksy na punkcie
                sławanego ojca), pojawia się też nowa kobieta! „mała Marie”,
                barmanka, mieszkająca w nędznej dzielnicy matka samotnie wychowująca
                dorastajacego syna, którą wiele lat wcześniej Rocky spotkał, kiedy
                ta była jeszcze nastolatką (odprowadział ją do do domu nocą,
                chroniąc przed napaścią, jakimiś bandami, czy gangami, a ona,jak to
                bezczelna gówniara, brzydko się do niego odzywała;!??).
                Oboje są samotni, stają się sobie bliscy.
                :)

                • grek.grek Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 23.05.10, 14:07
                  Dzięki za dojaśnienie, które upewnia mnie, że po Adrien, to już tylko potop :) Nie kupuję teraz, i najpewniej w ogóle nie kupię tego filmu. Obejrzę, bo tak już mam, że lubię, ale wywrócili wszystko do góry nogami. Musieli wprowadzić jakąś istotną zmianę w życiu Rocky'ego, nie dość, ze w wieku 85 lat (hehe) musi bić się z jakimś żwawym Murzynem, to jeszcze dają mu najgorszą mentalną pozycję wyjściową - nie będzie miał żony, która zawsze była dla niego oparciem i na równi z fizycznym przygotowaniem decydowała swoją obecnością o jego sukcesach. Nie ma co, poszli po ekstermach ;)

                  I jeszcze mu obcą babę naraili. O moje słabe serce... ;))

                  • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 23.05.10, 14:41
                    > I jeszcze mu obcą babę naraili. O moje słabe serce... ;))
                    :)))

                    Oomajgad! Jak mam Cię teraz ratować?
                    Co tu powiedzieć? :)

                    Serio Rocky ma teraz 85 lat???
                    :)

                    • grek.grek Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 23.05.10, 15:32
                      hehe, tak się hartuję przed obejrzeniem ;)

                      • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 23.05.10, 16:41
                        Ale dałam się nabrać, jak dziecko! ;//

                        Coś dziś nie myślę, przeciez w filmie Rocky jest scena, w której
                        Rocky staje przed specjalną komisją, ktora ma mu wydać licencję na
                        walkę z czarnoskórym mistrzem świata ( Rocky z pasją przemawia do
                        członków komisji). Gdyby przed komisją stanął 85-letni dziadyga, to
                        nie dosć, że nie wydaliby mu żadnej licencji to jeszcze skierowaliby
                        go do szpitala bez klamek!?

                        Na pociesznie powiem, że kwestia motywacji Rocky'ego do walki
                        wyszła w tej części całkiem przekonująco.

                        Oczywiscie jak zawsze Rocky przede wszytkim pragnie udowodnić
                        sobie, że jeszcze coś znaczy. Ale tym razem do walki motywuje
                        Rocky'ego również pragnienie pokazania ukochanemu synowi, ktory
                        zagubił się, stracił wiarę w siebie (i w ojca) i za bardzo przejmuje
                        się tym, co ludzie mówią, że w życiu nie nigdy można się poddawać.
                        "Nikt ci tak nie dokopie, jak samo zycie". "Wali mocno". "Ale
                        chodzi o to, ile zdołasz znieść i życ dalej, ile ciosów zdołasz
                        przetrwać" - mówi Rocky do syna w jakieś rozmowie.
                        Potem te słowa przypomną się Rocky'emu podczas walki w decydującym
                        momencie, kiedy pada po ciężkim nokaucie ...


                        „Balboazaur” ;) /to nie moje, to cytat z filmu/
                        :)
                        • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 23.05.10, 16:57
                          > Na pociesznie powiem, że kwestia motywacji Rocky'ego do walki
                          > wyszła w tej części całkiem przekonująco,

                          choć na pewno niezbyt wymyślnie i oryginalnie.

                          :)
                        • grek.grek Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 24.05.10, 14:30
                          hehe, wiesz to "85 lat", to taka przerzutka, znaczy mniej więcej "dośc podstarzały,jak na boksera, ktróry ma bić się z młodym i lepszym" ;) Coś jak "rany, mam dzisiaj milion spraw do załatwienia", w którym to "milion" oznacza "bardzo dużo".

                          Ja nie wiem po co oni w ogóle nakręcili to coś ;) Nie mogli dać Adrien do szpitala w śpiączce ? I synowi by mógł udowadniać, i stres by mial, bo przygototywać się do pojedynku z towarzyszącą żoną-duchem, czy z żoną niby-duchem, to na jedno wychodzi, a na końcu jeszcze mogłaby się obudzić...
                          • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 24.05.10, 15:24
                            grek.grek napisał:

                            > hehe, wiesz to "85 lat", to taka przerzutka, znaczy mniej więcej...

                            Nie dobijaj Waść, wstydu oszczędź! ;/

                            No bardzo mi się podoba to, co wymyśliłeś! Szkoda, że nikt z twórców
                            szóstki na to nie wpadł!


                            Obejrzałeś już film?

                            Wiesz, co jeszcze pomyślałam oglądając tę cześć Rockiego,
                            że starsznie się chłopaki - Rocky, Paulie postarzeli, niestety.
                            • grek.grek Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 24.05.10, 15:44
                              Jeszcze nie zacząłem, ale może dzisiaj obejrzę. Wczoraj wciągnąłem "Doors", jutro coś napiszę, zgodnie z umową :)

                              Heh, wiesz, teraz następna częśc Rocky'ego, to powinna być o tym, jak postać filmowa Rocky kolejno usypia prawym sierpowym tych zupełnie realnych idiotów od scenariusza, w liczbie : jednego Sylvestra Stallone. To by było ładne, jakby Rocky-Stallone z furią w przekrwionych ślepiach galopował po ekranie za Stallone-scenarzystą, hehe. Dzisiaj XXI wiek, dzisiaj wszystko da się zrobić, ale co powiedzieć na to, ze wg Junga, bodajże, to postać steruje twórcą, więc to Rocky jest odpowiedzialny za takie, a nie inne posunięcia Stallone'a, a to by znaczyło,że go żona normalnie zmęczyła swoją obecnością i z niego łobuz, a nie przykłady mąż. Mętlik nierozsupływalny się robi ;)

                              • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 24.05.10, 16:04
                                No tak, zapomniałam Sywester człowiek orkiestra, sam napisał
                                scenarusz (hehe), wyrezyserował, wyprodukował i jeszcze zagrał
                                główną rolę!

                                >wiesz, teraz następna częśc Rocky'ego, to powinna być o tym,
                                :)
                                chichi

                                No nie wiem, czy to by się spodobało panu Sylwestrowi? :)
                                • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 24.05.10, 16:24
                                  Bardzo awangrardowa ta wizja kolejnej części Rocky'ego ...
                                  :)))
      • pepsic Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 25.05.10, 19:36
        "Rocky" - film legenda, nie da się ukryć. Przed laty byłam pod wrażeniem. Nawet
        psa miałam tak nazwać:) Dla uzupełnienia Twojego opisu dorzucę słowa o dość
        nowatorskiej jak na owe czasy muzyce (chyba nie było). Jakżeż
        zazdrościłam pewnemu chwalipięcie płyty przywiezionej z Jugosławii.
        Dla przypomnienia fragment na zawsze kojarzący mi się z filmem, przy której
        uskuteczniał biegi po Filadelfii(??) Rocky Balboa:

        www.youtube.com/watch?v=MizBJ-oQwQk
        Ps. Kiedy ja to wszytko przeczytam? Szybciej piszesz Grek, niż ja czytam! :))
        • maniaczytania Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 25.05.10, 20:03
          O tak - muza jest super!
          "the eye of the tiger" - niestety troche potem "podupadlo" moim zdaniem, gdy
          stalo sie hymnem na wejscie jednego takiego naszego mistrza ;)
          • ewa9717 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 25.05.10, 20:23
            A ja pamiętam, że pierwszy "Rocky" latał w ramach Konfrontacji
            obok "Dersu Uzały" czy "Casanovy" i po obejrzeniu pomyślałam: Rety,
            a co toto tu robi! ;)
        • barbasia1 Re: Rocky Balboa, TVN, 20'00" 27.05.10, 13:17
          pepsic napisała:
          Dla przypomnienia fragment na zawsze kojarzący mi się z filmem, przy
          której
          > uskuteczniał biegi po Filadelfii(??) Rocky Balboa:

          > www.youtube.com/watch?v=MizBJ-oQwQk

          Świetne. Skomponował to Bill Conti (autor muzyki m.in. do
          seriali "Północ-Południe", do Dynastii! pamiętacie? :)

          Ktoś po tym utworem z Rocky'ego napisał komentarz:
          "i don't know why, but this song makes me want to start running
          around the block?"

          Też tak mam! :)


          Jeszcze - Bill Conti - Greatest Hits
          www.youtube.com/watch?v=QHDb_kDbTuA&feature=fvst
    • grek.grek Rozkład jazdy na dziś. 22.05.10, 13:05
      Dziś tylko piłka się liczy ;) Jak finał Ligi Mistrzów, to chłopaki przed telewizory, a dziewczyny na babskie wieczorki, hehe. Cóz, taka tradycja. A Mundial dopiero przed nami.

      W TVN jakiś horror potem dają, 23:30 - "twierdza", o grupie żołnierzy niemieckich, którzy w trakcie II wś. zajmują zamek w Rumunii, z nadprzyrodzoną zawartością. Nie wiem, jak Wam, ale mnie się Michael
      Mann kojarzy z nieco innym repertuarem, chociaż ten film jest z 83 roku,
      więc daleko przed Gorączką, Zakładnikiem, czy Informatorem, aczkolwiek dla mnie przynajmniej, Mann pozostanie zawsze gościem, co zrobił serial Miami Vice i spisał się na medal, a potem ten sam serial postanowił przenieść na duży ekran i poległ jak wczoraj (dzisiaj, w zasadzie) Pudzian ;)

      A'propos - oglądałem ten pudziana bój ostatni, ale co mnie rozbawiło najbardziej, to ceremonia przedwalkowa, konkretnie : odśpiewywanie hymnów.
      Hymn amerykański zaśpiewała elegancka, efektowna, atrakcyjna pani w lekkopółśrednim wieku, wyglądająca jak gwiazda - ryknęła jak w operze, wywołując aplauz widowni.
      Hymn polski zaśpiewała biedniutka dziewczynka w fartuszku pensjonarskim, wyciągnięta za uszy chyba z imienin u cioci Zdzisi na Greenpoincie, gdzie akurat zawodziła dla przygłuchych emerytów - chociaż nie wiem, czy słowo "zawodziła" nie obraża wszystkich zawodzących świata, bo to, co to dziewczę prezentowało naprawdę do niczego znanego na kuli ziemskiej nie było podobne.
      Czy po takim występie Pudzian mógł wygrać ? ;))
      • barbasia1 Re: Rozkład jazdy na dziś. 22.05.10, 14:56
        grek.grek napisał:

        > Dziś tylko piłka się liczy ;) Jak finał Ligi Mistrzów, to chłopaki
        przed telewi
        > zory, a dziewczyny na babskie wieczorki, hehe. Cóz, taka tradycja.

        haha, to prawda.
        To lecimy dziś do znajomych, by tradycji stało sie zadość.

        /Właśnie niedawno dowiedziałam się, że wkrótce Mundial!??/


        > Czy po takim występie Pudzian mógł wygrać ? ;))

        chichichichi
        Oczywiscie, że nie mógł wygrać po takim wykonaniu hymnu! :)
        Czy ta zawodząca bidulka to nie był czasem jakiś podstęp Amerykanów,
        żeby osłabić naszą (polską) wolę walki??


        /Swoją drogą chyba utarto trochę nosa zadufanemu w sobie
        Pudziankowi./
        • grek.grek Re: Rozkład jazdy na dziś. 22.05.10, 15:28
          Jak będzie łyżwiarstwo figurowe, to się role odwrócą ;)

          Pudzian z wielu powodów wygrać nie mógł, ale na wszelki wypadek spisłabym dane organizatorów tej gali i powołał komisję śledcza
          w celu ustalenia, kto konkretnie odpowiada za tę profanację Mazurka Dąbrowskiego i obrzydliwe sabotowanie występu polskiego sportowca ;)
          • barbasia1 Re: Rozkład jazdy na dziś. 22.05.10, 15:44
            grek.grek napisał:

            > Jak będzie łyżwiarstwo figurowe, to się role odwrócą ;)

            :))
            Wiesz, ja nie wiem, czy dziewczyny kochają łyżwiarstwo figurowe,
            czy jakąkolwiek inną dyscyplinę sportową tak namiętnie jak mężczyźni
            futbol!??

            > powołał komisję śledcza
            > w celu ustalenia, kto konkretnie odpowiada za tę profanację

            O to, to! :)))))))))))))))
            • ewa9717 Re: Rozkład jazdy na dziś. 22.05.10, 16:24
              barbasia1 napisała:


              > Wiesz, ja nie wiem, czy dziewczyny kochają łyżwiarstwo figurowe,
              > czy jakąkolwiek inną dyscyplinę sportową tak namiętnie jak
              mężczyźni
              > futbol!??
              Ja! Ja kocham! Narciarstwo biegowe i biatlon, a z łyżwiarstwa
              figurowego Wiktora Pietrenkę! I to sto tazy bardziej niż stu chłopa
              futbol!
              ;)
              >
              > > powołał komisję śledcza
              > > w celu ustalenia, kto konkretnie odpowiada za tę profanację
              >
              > O to, to! :)))))))))))))))
              • barbasia1 Re: Rozkład jazdy na dziś. 22.05.10, 18:43
                ewa9717 napisała:
                > Ja! Ja kocham! Narciarstwo biegowe i biatlon, a z łyżwiarstwa
                > figurowego Wiktora Pietrenkę!
                >I to sto tazy bardziej niż stu chłopa futbol!

                :)))
                Oooooo! W taki razie szacun i respekt dla Ciebie, Ewo9717! :)
                No, no, no! Nie doceniałam nas kobiet! Pierwszy i ostatni raz!
                :)
    • barbasia1 Dziś w TVP2 o 21.00 "Piąty element" 23.05.10, 13:17
      Kolejny trzeci już film Bessona!
      Czyżby właśnie narodził się w TVP nowy cykl przypominający
      najlepsze filmy znanych i uznanych reżyserów? Byłoby wspaniale. Ale
      nie cieszmy się jeszcze za bardzo.
      Zobaczymy, co po filmach Bessonie pokażą?

      W "Piątym elemencie", przypominam, filmie z gatunku science
      fiction, piękna Milla Jovovich wraz z Brucem Willisem będą ratowali
      ziemię opanowaną przez siły zła (uosabiane przez Garego Oldmana).

      A po filmie o 23.10 "Kocham kino" i relacje z Festiwalu Fimowego w
      Cannes 2010.
      :)
      • grek.grek Re: Dziś w TVP2 o 21.00 "Piąty element" 23.05.10, 14:02
        Byłoby przyjemnie, bo moze pokażą "Wielki błękit", aczkolwiek wątpię, bo TVp ma zawsze kiepskich wybieraczy, biorą filmy najbardziej kasowe u konkretnego reżysera, a nie najlepsze.

        W Cannes podobno wieje cienizną w tym roku. MIke Leigh podobno zrobił film "zaledwie" dobry, a i tak dystansuje w głównym konkursie wszystkich o całą długośc. Przynajmniej tak piszą recenzenci ;) Może w innych sekcjach pokazali coś świeżego i ciekawego, i może o tym Torbicka opowie, bo żeby było az tak bezbarwnie, jak w relacjach gazetowych i netowych, to mnie się coś wierzyć nie chce.

        • grek.grek Dziś w TVP2 o 21.00 "Piąty element"/"twierdza" wcz 23.05.10, 14:28
          P.S : wczorajsza "Twierdza", w TVN, to niestety słaby horror. Nie polecam nikomu. Bardziej śmieszy niż straszy. Rzecz się dzieje w Rumunii. Tytułowa twierdza, to więzienie jakiegoś ducha. Zabezpieczają przed jego uwolnieniem niklowane krzyże. Oddział Wehrmachtu opanowuje ten budynek wkraczając do wioski. Dwóch chciwych Niemców wierzy, że te krzyże to drogowskaz do ukrytego srebra. Majastrując przy nich uwalniają ducha w postaci chmury z czerwonymi oczami (potem przyjmuje bardziej konkretne kształty, co nie zmienia faktu, że nadal wygląda jak debil z okładek komiksów dla 10-latków), która zaczyna kosić hitlerowców. Ci szukają wyjaśnienia, sprowadzają profesora, który ma im to wyjasnić. Z córką. Prof jest chory. Duch go odmładza i leczy, a potem namawia do współpracy - weźmiesz talizman, który mnie tutaj więzi i go stąd wyniesiesz, a ja się odpłacę i pozabijam wszystkich Niemców. Oczywiście, duch kłamie. Profesor jest patriotą jednak, do tego naiwnym, więc robi co może, żeby plan wykonać. Niemcy giną jeden po drugim, aż w ogole żadengo już nie ma. Zostają tylko profesor, córka, duch i tajemniczy nieznajomy, z dziwnymi oczami fosforyzującymi, który dociera w okolice twierdzy, nawiązuje romans córką profesora, a potem się okazuje, co było, odpowiednio : pokazane oraz : do przewidzenia, że telepatycznie się dowiedział o uwolnieniu ducha i przybył go zgładzić. W finale więc profesor już ma wynieść talizman, kiedy powsrzymuje go przed tym córka, duch kaze profesorowi zabić córkę, profesor nie chce, a wtedy wkracza nieznajomy i zgładza ducha wysyłając weń strumień światła, a potem odchodzi, bo jest szefem wszystkich szefów. Dreszczyk był przez moment, kiedy jakiś stary wieśniak przestrzegał oficera niemieckiego, zeby nie zostawali w twierdzy na noc, bo dzieją się w niej rzeczy straszne. Potem było już tylko mniej interesująco, z wyjątkiem tego momentu, kiedy stary ma zabić córkę na polecenie ducha, co wyglądało jak odwzorowanie bibilnej sceny zabójstwa syna przez Abrahama na polecenie Boga - tutaj Abraham się zbuntował. Ale duch, to i na Boga specjalnie nie wyglądał, a poza tym zawarli wcześniej dil, więc kaliber zdarzenia był znacznie mniej szlachetny ;) Sam dylemat profesora - zawierzyć duchowi i ocalić być mozę naród, skończyć wojnę, ale za cenę życia córki trwał może z 10 sekund, zbyt krótko, żeby starczyło na choćby znaczący moment w kiepskim filmie, ale tak to u Manna jest - wszystko przykrywa akcja i efekciarstwo. Nawet konflikt ideologiczny bezwględnego oficera SS (Byrne go zagrał) z łagodniejszym oficerem Wehrmachtu (Prochnow) bazował na banałach. Wszystko podporządkowane było akcji duch v reszta świata, ale jak zobaczyłem, że ten duch to jakaś chmura gazowa i po prostu porywa ciała, wpada do głów żołnierzy by je potem wywołać ich eksplozję oraz świeci oślepiającym światłem pod takt patetycznej muzyki, zrozumiałem, że wiele z tego nie będzie strachu. A potem te czerwone oczy i te komiksowe wcielenia... Jakby jeszcze ci Niemcy poumierali ze śmiechu, to by przynajmniej logicznie było... ;)

          • barbasia1 "Twierdza" 23.05.10, 16:54
            Rzeczywiscie ani specjalnie przerażająca ta "Twierdza", ani
            ciekawa...

            :)

            /Dość stary ten horror, z 1983 roku, klasyka!/
        • barbasia1 Re: Dziś w TVP2 o 21.00 "Piąty element" 23.05.10, 14:49
          Też liczylam na "Wielki błękit", na cykl z prawdziwego zdarzenia,
          ale się przeliczyłam, za tydzień, sprawdziłam, nie zgadzniesz! film
          z Jacky Chanem!!!! Ja to jestem jednak naiwna.

          Własciwie do tej pory niewiele czytałam o Cannes i filamch tam
          pokazywanych, włsściwie tylko o jednym filmie, o "Wall Street2
          Pieniądz nie śpi" Stone'a z Michaelem Douglasem.
          Czyżby krzys dał sie we znaki kinu aż tak bardzo? Zobaczymy, co
          powie pani Grazynka.
          :)
          • grek.grek Re: Dziś w TVP2 o 21.00 "Piąty element" 23.05.10, 15:36
            Ja czytałem m.in Sobolewskiego w GW, i jakieś pomniejsze relacje, których autorów nawet nie wspomnę - jacyś tacy zgodni : Leigh im się podobał, a poza nim, to w ogole się im nic nie podobało, albo podobało z "ale" jakowymś. Nie wiem, może dopiero po zakończeniu całej imprezy, kiedy towarzystwo nabierze trochę dystansu, zaczną przebąkiwać,że jednak nie było tak słabo.
            • grek.grek Re: Dziś w TVP2 o 21.00 "Piąty element" 24.05.10, 14:33
              No i dostał Palmę jakiś Taj, którego nazwiska nikt wymówić nie umie, za film, którego nazwy nie jest w stanie przeliterować nawet sam Burton ;)
              Lepiej z aktorskimi wyróznieniami - Binoche i Bardem (ex equo z jakimś Włochem Elio Germano, którego przyznam nie znam). Jak już pisali, ze Leigh wszystkich dystansuje, to się można było spodziewać, ze Palmę zbierze kto inny ;)
              • grek.grek Re: Dziś w TVP2 o 21.00 "Piąty element" 24.05.10, 15:35
                P.S : znam jednak tego Germano, hehe; taki nieduży, kędzierzawy, Makaraon jak wykapany ;). Był taki film "Czy lubisz Hitchocka ?", gdzie młody chłopak, którego kręci kino sensacyjne i szpiegowskie, poznaje dziewczynę, która ma problemy ze swoim chłopakiem, który ją bije, czy coś tam. W ślad za nią wkręca się w intrygę, w deszczu ucieka przed kimś skuterem, podgląda coś przez okno. Coś takiego, strasznie późno w nocy szedł... Pamiętam akcję przez mgłę zaledwie, aczkolwiek głównie utkwiły mi w pamięci zdjęcia kamienic i uliczek Turynu (chyba), gdzie film kręcono.

                Btw, jutro coś nagryzmolę o "The Doorsz", bo wczoraj obejrzałem (tak to już ze mną jest, że nagrywam w czwartek nad ranem, a oglądam 4 dni później) i parę spostrzeżeń, a jakże, posiadam ;).
                • barbasia1 Cannes Elio Germano 24.05.10, 16:21
                  Niestety nie znam człowieka. Żandego filmu z nim nie widziałam.

                  www.mymovies.it/cinemanews/2008/3868/elio_germano3.jpg
                  :)


                  Zatem we wtorek "The Doorszów" konsumować będziemy! :)


                  >i parę spostrzeżeń, a jakże, posiadam

                  WOW! ;)
              • barbasia1 Re: Dziś w TVP2 o 21.00 "Piąty element" 24.05.10, 15:47
                grek.grek napisał:

                > No i dostał Palmę jakiś Taj, którego nazwiska nikt wymówić nie
                >umie, za film, którego nazwy nie jest w stanie przeliterować nawet
                sam Burton ;)

                haha :))
                Po nim można było się spodziewać niebanalnego wredyktu. :)

                O filmie Mike'a Leigh, „Kolejny rok” , chyba tak brzmi ten tytuł,
                opowiadała wczoraj pani Grażynka. Bardzo ciekawa rzecz, warto
                zapamiętać ten tytuł.
                Tu kilka słow o tym filmie z "Polityki"
                www.polityka.pl/kultura/cannes2010/1505884,1,cannes-2010-relacja-czwarta.read


                Apichatpong Weerasethakul - rzeczywiscie można sobie połamać język,
                hehe.
                www.polityka.pl/kultura/cannes2010/1506032,1,cannes-2010-wielcy-zwyciezcy-i-wielcy-przegrani.read

                :)
                • barbasia1 Cannes Mike Leigh 25.05.10, 12:42
                  Recenzentka "Przekroju" też bardzo zachęcająco pisze o najnowszym
                  filmie Mike'a Legih:

                  www.przekroj.pl/kultura_film_artykul,6787.html

                  /A teraz lecę na "Doorsze" :)/
                  • barbasia1 Re: Cannes Woody Allen i Anthony Hopkins 25.05.10, 14:55
                    Ubolewaliśmy niedawno, że Hopkins został zaszufladkowany, że jego
                    kolejne role to wyłącznie coraz gorsze warianty Hannibala Lectera, a
                    tu, proszę, okazuje się, że sam Woody’ego Allen dał mu szanse na
                    wyskoczenie z szufladki i pokazanie czegoś zupelnie innego.
                    W pokazanym w Cannes najnowszym filmie Allena o bardzo długim
                    tytule -„You Will Meet A Tall Dark Stranger” Hopkins gra starszego
                    gościa, który nie może się pogodzić z tym, że się starzeje i za
                    wszelka cenę chce się odmłodzić!?, zaczyna więc spotykać się ze
                    znacznie młodszą od siebie dziewczyną, "sex bombą"!?, chodzi na
                    siłownię, zażywa wiagrę itd ... :)
                    Opinie na temat roli Hopkinsa są różne, np. w „Polityce” dość
                    sceptyczne, natomiast w „Przekroju” b. pozytywne...
                    Może wktórtce sami się przekonamy, jak jest naprawdę.


                    Wczoraj wieczorem rozpoczął się Festiwal Filmowy w Gdyni!
                    W TVP1 ok 23.00 ma być relacja z festiwalu.
                    :)
                    • grek.grek Re: Cannes Woody Allen i Anthony Hopkins 25.05.10, 15:25
                      Woody ma tę moc :) Moze go jakoś wyciągnie z lamusa. Z Hopkinsem, wg mnie, to taka jest akcja, że jemu naprawdę trzeba dać rolę albo wybitną albo kompletnie łamiącą kanony, żeby mógł się wykazać. Kiedy takich nie dostaje, a zyć z czegoś musi, to bierze, co tam akurat dają. To samo jest z De Niro, zauwazyłaś ile nieznaczących, lekkich i w sumie niepotrzebnych, z innego pkt widzenia, jak tylko finansowy, zagrał w ost dekadzie Bobby ?

                      Btw, w tym filmie o zombich na TVN zagrał... Dennis Hopper :) Ten też zarabia, gdzie się da, zwłaszcza, ze choruje i na dodatek żona chce go wycyckać z reszty oszczędności, heh. Ten to ma przynajmniej konkretną motywację, żeby w każdym chłamie się pojawiać.
                      • barbasia1 Re: Cannes Woody Allen i Anthony Hopkins 25.05.10, 16:04
                        grek.grek napisał:

                        > Woody ma tę moc :) Moze go jakoś wyciągnie z lamusa. Z Hopkinsem,
                        >wg mnie, to taka jest akcja, że jemu naprawdę trzeba dać rolę albo
                        >wybitną albo kompletnie łamiącą kanony, żeby mógł się wykazać

                        Nie wydaje mi się, żeby ta rola u Allena była z gatunku wybitnych,
                        ani tym bardziej łamiących kanony , ale może przypomni, że Hopkins
                        potrafi grać nie tylko psychopatycznych morderców w thrillerach.

                        Tak się zastanawiam, czy aktor w wieku Hopkinsa, De Niro może
                        jeszcze liczyć na wielkie, łamiące sterotypy role?

                        :)
                        • grek.grek Re: Cannes Woody Allen i Anthony Hopkins 26.05.10, 14:44
                          Może. Wiek nie ma, wg mnie, większego znaczenia, chodzi o to, żeby postać była dobrze napisana i w jakiś spośób inna od tych, które grali dotąd, albo przynajmniej w pobliżu oryginalności najciekawszych, bo pewnie Hoopkins Lectera nie przebije już niczym, a De Niro całej galerii swoich postaci nie złamie, aczkolwiek zawsze mogą do tych swoich evergreenów dopisać jeszcze jeden. MOże nie chodzi o rolę przełomową, bo takie już zagrali, i faktycznie - na takie role jest za późno, ale o role po prostu na ich poziomie.
                      • barbasia1 Re: Cannes Woody Allen i Anthony Hopkins 30.05.10, 12:29
                        > Btw, w tym filmie o zombich na TVN zagrał... Dennis Hopper :) Ten
                        też zarabia,
                        > gdzie się da, zwłaszcza, ze choruje i na dodatek żona chce go
                        wycyckać z reszty
                        > oszczędności, heh. Ten to ma przynajmniej konkretną motywację,
                        żeby w każdym c
                        > hłamie się pojawiać.

                        I Dennis Hopper już o nic nie musi się martwić -

                        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7951770,Zmarl_Dennis_Hopper__tworca_kultowego_filmu__Easy.html


                        Przyznam, że Hopper jakoś specjalnie nie zapadł mi w pamięć ...
    • grek.grek The Doors, coś o. 1 25.05.10, 11:47
      Coś o THe Doors być miało, zatem - niech coś będzie :)

      Właściwie trudno powiedzieć,że to film o Doorsach jest, bo tak naprawdę Stone wziął na tapetę ost 6 lat życia Morrisona, a The Doors są częścią tła tak naprawdę. Widać tutaj po kolei najważniejsze rzeczy z tamtego okresu : poznanie się Morrisona z Manzarkiem na plaży Venice, rzucenie przez Morrisona szkoły reżyserskiej/filmowej, poznanie się i kolejne odsłony związku z Pamelą Courson, jego romans z Patricią Keannely, pięcie się Jima (i zespołu) po szczeblach sławy, kolejne skandale na koncertach i aresztowania, aż do tego sławetnego w Miami, po którym Morrisona skazano na cięzkie roboty; miała być apelacja, ale Jim postanowił wyjechać do Paryża, gdzie kojfnął w hotelowej wannie - jego ciało znalazła Pam.

      Więc Stone nie wybrał jakiegoś oryginalnego sposobu - po prostu przedstawił ileś najistotniejszych wydarzeń w chronologicznym ciągu.

      Liczy się jednak to JAK to zrobił. Zażółocony lekko obraz, dość oczoyebne kolory, znakomite zdjęcia Roberta Richardsona, montaż kolejnych sekwencji, które tak się zazębiają, ze nie dają tego irytującego odczucia doklejanych do siebie nieudolnie slajdów. :
      np. po koncercie w La Morrison stoi na masce auta, pośród uchachanego tłumu, wykrzykując swoje credo,że jest "Królem Jaszczurów i zrobi co zechce", jakimś grobowo-stentorowym głosem rzuca "kto z was żyje naprawdę ?", zmiana optyki - nad jego głową wirują gwiazdy, jest przejście na obraz pomarańczowym dającą po gałach pustynię, do jakichś halunów Jima najpewniej (z udziałem innych członków zespołu), Jim poetyzuje o wężach, przysięgają sobie jedność po kres, a potem równie płynnie wchodzi "The End" i Jim błądzi w tych onirycznych ostępach po jakichś grotach górskich w trop za starym Indianinem (postać przewijająca się stale w jego wizjach, jakby duch opiekuńczy, czy kto, na pewno szaman, za którego sam Morrison siebie uważał), w tych jaskiniach zbliżenia na węże, a potem kamera wjeżdza prosto w oko Indianina, w którego czerni jest Jim przy mikrofonie podczas występu Doorsów, który jest dość sczegółowo odtworzony.
      Psychodelia :) Tak by można podsumować nastrój panujący przez większość filmu. Jest to płynna opowieść, mimo niewyszukanej metody, właśnie dzięki zgrabnemu połączeniu kolejnych elementów. Taki film można by właściwie nakręcić o zespole kompletnie nieznanym.

      Muzyka. Jest jej tu multum. Wszystkie najwazniejsze piosenki Doorsów. Przewijają się stale w tle, ale i często wychodzą na plan pierwszy, ciągną ten film, decydują o transowej atmosferze. Z tłumaczeniami na dole, bo nie dali tu lektora.

      Koncertowe sekwencje są znakomite. Od pierwszych występów w niewielkich klubach do wielkich widowisk w ogromnych halach, umazane w bujnej świetlnej grze, skupiające się na kontakcie Morrisona z publicznością, o czym zaraz coś nagryzmolę.

      Jim i Doorsi. Nie ma wątpliwości, że były rozdźwięki - Stone to zapowiada a jednym zgrabnym dialogu, kiedy Manzarek i Jim decydują się na założenie zespołu. Idą plażą, Manzarek mówi : "Stworzymy mit", a Morrison "Ja chcę orgii". I to ich różni. Doorsi są profesjonalistami, chcą zarabiać, a zarazem tworzyć muzykę, która ich przeżyje i stanie się legendą. Jim zaś to kaskader, który chce "wniknąć w tajemnicę poprzez destrukcję zmysłów" - Doors dostają nerwa patrząc na kolejne wybryki swojego wokalisty, uciekają z imprez na których Jim czuje się jak ryba w wodzie, nie mogą patrzeć jak kładzie sesje nagraniowe, bo przychodzi podpity, nie rozumieją go w ogóle, nie traktują go jak reszta - jak bożka, tylko jak kłopotliwego kolesia, co im psuje szydełkową robotę. Jest tu paradoks decydujący.

      POlega ów paradoks na tym, ze Doorsi nie byliby sławni bez Morrisona, a Morrison nie byłby Morrisonem bez swoich jazd, bez tej niedbałej pozy i totalnego niezdyscyplinowania. Próbując go ucywilizować Doorsi podcinali gałąź, na której siedzieli. Stone maluje Morrisona jako artystę z kręgu dawnych poetów, co się uwalali absyntem, żeby wydusić z siebie najlepsze
      strofy. Morrison bez butelki, bez lsd w zasadzie nie funkcjonuje. Pytanie brzmi : czy mógłby bez nich tworzyć ? Niby pierwsze wiersze, które zachwycają Manzarka są napisane na trzeźwo i są dobre, ale potem następuje dopiero erupcja tych wszystkich wężowo-krwisto-róznopłynnych i innych obrazów i historii, które podlane paranoją na punkcie śmierci tak wykreowały MOrrisona. Właściwie, wg mnie, wszystko w tym filmie - obraz, montaż, dialogi, zdjęcia, psychodelia ta cała jest jednym wielkim światem widzianym wg optyki Morrisona. Klimatem jego twórczości, z niej powstającym i jego w sobie zatapiającym. Bo jest on tutaj ofiarą epoki -hippisów, rewolucji seksualnej, narkotyków, Wietnamu, przemian społecznych w Ameryce. I jest tego świata produktem - "dlaczego tak pożądasz śmierci ?", pyta go Pam, a Jim odpowiada "Bo kiedy umrzesz, nie czujesz bólu życia". On nie kocha świata i jego rzeczywistości. Ucieka w wizje i nieważkość - mozę poszukując spełnienia zmysłowego, a może tylko po to, by nie patrzeć na otoczenie. Nie jest zaprzedany hippizmowi, nie jest przeciw, jest poza regułkami i przyporządkowaniami jakie łatwoe czynić z okazji takiego, a nie innego momentu w którym się pojawił.

      Sex, drugs, rock'n roll. Tak żyje Morrison. Epatruje pełną paletą barw. Uwodzi romantyzmem, kiedy wkrada się do ogrodu domu Pameli i nie znając jej zupełnie wyznaje, ze "to jesteś TY", a potem będzie się z nią kłócił, będzie podpalał szafę, w której ona siedzi, będzie się prosił o smierć chodząc albo wisząc na gzymsie i krzycząc "Kochasz mnie ? Ratuj mnie więc !"; będzie ją zdradzał w windzie z jakąś przygodnie poznaną w klubie panną; wejdzie lekko w romans z krytykiem muzycznym, metafizycznie nastrojoną Patricią Keannely - scena, kiedy najpierw wpuszczają własną krew do wina, potem je wypijają, a następnie wykonują jakiś szalony taniec do agresywnej, pasyjnej muzyki, by zacząć się zarłocznie konsumować seksualnie : należy do najlepszych, o ile nie jest najlepsza w tym filmie - potem się symoblicznie pośubią, u jakiejś mistyczki, wymieniając swoją krew, taka bigamia mała; a później na imprezie u Morrisonów pojawi się Patricia, Pamela zapyta "czy sypiasz z nią ?"< Jim powie, ze "tak, czasami", Patricia będzie pewna siebie, zbyt pewna, Pamela się wścieknie i rzuci z nożem na Jima - obezwładnią ją, ale Jim weźmie nóz, da jej do ręki i będzie się darł "zabij mnie !", wszyscy uciekną albo wyjdą zniesmaczeni, a oni zostaną we dwójkę i będą się obejmować na podłodze. Sid i Nancy ;) Para na miarę epoki. Ale to ona będzie z nim na końcu. Patricia odejdzie - zajdzie w ciążę, Jim powie, żeby przerwała, wtedy będzie z nią, a ona go wyrzuci.

      Jima wciągnęła sława. Spodobała mu się. A może tylko instynktownie podążał za nowością w jego życiu. Świetne są sceny, kiedy czaruje publiczność na scenie - pierwsze występy, tłum skłębiony i kamera ślizgająca się po oczach kobiet, jakby otumanionych lekko jego scenicznym pomieszaniem agresji i żywiołu ze zmysłowością - z jednej twarzy na drugą, a na wszystkich pełna gotowość do aktu :) POtem wielkie tłumy i ten ostatni koncert w Miami, kiedy Morrison obraża, prowokuje publikę, jakby zapowiadając nadejście estetyki punkowej, ale potem zaczyna śpiewać, szaleć i wpada między nich jak Dionizos (mit Dionizosa i bachantek krązy tu zresztą w powietrzu, mówi o nim Patricia, mówi o tym Robbie Kreiger), wywołuje niesamowity jakiś szał zmysłów, szaleje wśród kłębiących się ciał, w rytm "Breaking through", a na końcu pada między nich i jest unoszony przez ten tłum, jak na fali, z rozkrzyżowanymi ramionami.

      Jest buntownikiem - w La dośpiewuje, dorecytowuje, do "The End" słynny fragment o ojcbójstwie i matkopie,przeniu, za co zespół zostaje wywalony - on zrobił to bezwiednie, bo tak chciał, bo tak czuł, ze musi coś złamać, że musi wrzucić granat w odpowiednie miejsce, ale oni są zdenerwowani, bo "tutaj jesteśmy spaleni" - nie zarobią swojego;
    • grek.grek The Doors 2 25.05.10, 12:28
      Zostają zaproszenie do telewizji w La, gdzie mają zagrać "Light my fire', z jednym zastrzeżeniem - jegomość od szefostwa prosi, żeby Jim nie śpiewał o "odlatywaniu", bo to się może słabo skojarzyć, może ściągnąć na stację problemy. Zespół debatuje "nie róbmy z tego problemmu, nawet Stonesi cenzurowali swoje teksty". Co robi Jim wiadomo - śpiewa "mała, możesz odlecieć" i to perfidnie akcentując słowo, które miało być ocenzurowane. "Jest Królem Jaszczurów i zrobi, co zechce". Word. On tak, reszta jest wpieniona, bo przez niego znów mogą nie dostać tyle, ile chcą.

      Koncert w New Haven'68. Przed występem Jim rozmawia z Patricią w jakiejś łazience. Włazi tam policaj, chce ich wyprowadzić, nie chce słuchać,że Jim to muzyk. Wywiązuje się sprzeczka Jim dostaje gazem po oczach. Podczas koncertu opowiada ze sceny, jak został potraktowany - ironicznie krzyczy : "W Ameryce ! Tak, w Ameryce, kraju swobód i wolności. Za co ? Za to, ze rozmawiałem z dziewczyną. Za nic więcej !". Kieruje pomruk złości młodzieży wobec policji. ZOstaje za to aresztowany i spisany.

      A potem jest Miami'69 i koncert na którym się rzekomo obnażył, choć nikt nie widział, żeby pokazywał coś więcej poza tym, co robotnicy pokazują na każdej budowie. Wyrok.

      I ostatnie sceny, kiedy żegna się z Doorsami, rozstają się w dobrej komitywie, Pamela znajduje jego ciało w wannie - Jim i końcowa sekwencja, kiedy kamera wędruje po schludnych grobach Pair Lachaise - Sarah Bernhardt, Balzak, Proust... i dociera do grobu Jima, upstrzonego kolorowymi napisami, malunkami, i zawsze ze świeżymi kwiatami, jakby dając najlepszą ilustrację tego, kim był, czym była jego twórczość i jego postać dla świata i jak bardzo rózniła się od wszystkich dystyngowanych i wiekopomnych dzieł - była z niego, zył jak pisał, pisał jak żył, nie był muzykiem, czy artystą, czy performerem, czy poetą, przez cały film zadaje sobie pytania "Kim jestem ?", a odpowiedź jest taka prosta i tak banalna : jesteś człowiekiem, Morrison, jednym z nielicznych, jakich ta ziemia nosiła, twoja mać :). A ta ost scena do wersów jego wiersza, tego o "śmierci dającej nam skrzydła anielskie, jak szpony kruka w miejsce ramion".

      Na tym się właśnie Stone skupił - na pokazaniu Jima Morrisona-człowieka, bo z jego człowieczeństwa wynikała jego twórczość, jego sukces, jego idolizm, który tak naprawdę niewiele dla niego znaczył, mimo że go nęcił i dawał możliwości - kiedy pozuje do zdjęć (nie pamiętam dla kogo już była ta sesja słynna), fotografka zauroczona nim szpece mu zmysłowo "zakochaj się w sobie, to ty jesteś Doors, nie oni, ty jesteś wszystkim.... Jim Morrison, bóg rocka, bóg seksu" - on to chwyta, przygląda się sobie, ale nie jest narcystyczny, jest raczej ciekawy siebie, swojego wcielenia, tego jak na niego inni reagują. Kiedy nie jest chwilowo ciekawy, mówi "niech mnie widzą, jak chcą". Nie interesują go poszczególne sekwencje, interesuje go cała droga własna, z nieodłącznym widmem śmierci, które go nie opuszczało nigdy. Jest poetą i artystą w stylu najbardziej archetypicznym - straceńcem, odurzonym zmysłami, mającym za nic tzw materializm. Kiedy Doorsi sprzedają do reklamy motyw z "Light my fire" dostaje szału, rozbija telewizor, wariuje, nie rozumie ich podejścia, ich chęci zysku, ludzkiej także chęci zarabiania na tym, co lubią robić - za coś trzeba żyć. Dla niego, to nic nie znaczy. Mógłby nie mieć niczego, byle miał za co wprowadzać się w trans, stany antygrawitacyjne, w których znajduje obrazy i myśli napędzające jego eksploracje wewnętrzne, popychające go do przodu, zawsze ku kresowi, jak w jego najlepszym tekście.
      Stone pokazuje duszę artysty, jego zmysły. Nie jego karierę, nie jego intelekt. Nawet nie Morrisona-obiekt kultu. Jakkolwiek demonstruje te rzeczy, ale nie służą one samym sobie, a są środkiem jedynie do pokazania w nich Jima-człowieka. I tylko po to, żeby dotrzeć do jego wnętrza, starać się coś dostrzec, uchylić drzwiczki na moment nikły, żeby coś przebiło się przez zasłonę niepoznawalności z oczywistych względów. Kreśli portret człowieka otwartego, zrażonego do rzeczywistości, w gruncie rzeczy i osobnego całkowicie i niezawodnie związnego z klimatem epoki, z momentem w historii, z tym, co dookoła niego,nie pozostającego obojętnym, ale nie angażującym się w nic szerszego, w jakieś protesty, niezaangażowanego społecznie, ale wrażliwego, na swój sposób. POszukiwacza na własną rękę. Zmysłowego. Hedonistę ku poznaniu. Tworzącego jakby z samej rzeczy. Bez nastawienia na tworzenie, ale na doświadczenie zmysłowe, którym chce przejść przez owe Blake'owe "drzwi". To jego cel. I po drodze jest jego poezja, jakby półfabrykatem, czymś co z siebie wydala, bo musi opróżnić się z nagromadzonych wizji, wrażeń i błysków podświadomości.

      Val Kilmer jest podobny do Morrisona. Bardzo. W scenach koncertowych wypada rewelacyjnie. W innych... hmmm, czy do max udało mu się zagrać tę zmysłowość, którą Morrison uwodził kobiety, otoczenie, samego Andy Warhola... Nie wiem. Momentami, jakby jednak brakowało mu czegoś. Nie to spojrzenie, nie ten wdzięk, i ten brak wypełnia praca kamery, świetna kolorystyka, cała ta psychodelohipnotyzeria, którą popisuje się Stone aranżując,ustawiając z wielkim wyczuciem kolejne sceny.
      Kobiece role zagrały Meg Ryan (Pamela) i Kathleen Quinlan (Patricia). Bardziej w moim typie jest Quinlan i Patricia jest ciekawsza jako taka, więc wyżej bym ją ocenił, aczkolwiek w tak dużym cieniu Kilmera trudno tak do końca nakręcać się na oceny ról drugoplanownych.
      Męskie role Doorsów jeszcze mniej widoczne - Kyle Mc Lachlan, jako Manzarek, przypomina Wojewódzkiego ;), pragmatyczny jest, stonowany, przeciwieństwo Morrisona.

      Wg mnie, film lepszy, głębszy od "Raya" z główną rolą, która jednak nie dorównuje roli Jamiego Foxxa.
      • barbasia1 Re: The Doors 2 25.05.10, 13:54
        > Wg mnie, film lepszy, głębszy od "Raya"

        Na pewno, bo i sama postać głownego bohatera, Morrisona jest
        nieszablonowa, o wiele bardziej złożona, skomplikowana, nie
        poddająca się jednoznacznej ocenie...

        Pięknie to napisałeś, jak zawsze, ale tym razem jakoś tak wyjątkowo
        pięknie, jakby ta postać była Ci szczególnie bliska!??

        To tyle na gorąco

        :)
        • grek.grek Re: The Doors 2 25.05.10, 15:10
          Zdecydowanie, a do tego Stone wiedział, co chce pokazać, a nie próbował zamieścić streszczenia kariery z bryka jakiegoś.

          O, dzięki :) raczej - zakalapućkałem się i zakręciłem, ale wiesz jak jest - pierwsza wersja się liczy, pisanie z kopyta, bez poprawianek ;)
          Raz wyjdzie lepiej, a raz gorzej, ale za to zawsze autentycznie.

          Na pewno jakoś mi odpowiada taki artysta jak Morrison, niż np dzisiejsi, którzy tworzą sobie przytulne gniazdka, manifestują swój materialny status i swój sztuczny styl. Morrison był w każdym momencie swoją własną produkcją. Kształtowaną klimatem epoki, z pewnością, ale poza tymi prądami, w które się wpisywał w jakiś sposób, był całkowicie naturalny. Żaden skandal jaki wywołał nie wynikał z chęci podbicia publicity, z działan marketingowych, przeciwnie - Doorsi byli załamani jego wyczynami, Jest taka scena, pod koniec, po aresztowaniu w Miami, kiedy przed oczami Jima wirują, jak w jakimś śnie, różne gadające głowy wyliczające, jak to Doorsom się nie wiedzie "media się od nas odwróciły", "radio nie nadaje naszych utworów", "na Woodstock nas nie zaprosili", "odwołują nasze koncerty". To nie służyło zespołowi. I się nie zmienial, nie dlatego,że nie chciał, ale dlatego, że nie potrafił - musiał być sobą, bo nie mógłby być nikim innym, a jak już sobą był, to w tym sobąbyciu cisnął gaz do dechy. Wg mnie, to był jeden z ostatnich artystów z tego dawnego ducha, jak Baudelaire, Rimbaud, czy choćby z tamtych czasów Allen Ginsberg. Albo Poe, którym podobno się Morrison interesował. Potem weszły media, koncerny, kasa i się wszystko rozwaliło. Stonesów się kreuje na superrockandrollowców, a trudno sądzić, ze gdyby naprawdę tak dawali w banię, jak to pisano na przestrzeni lat, to dzisiaj by tak żwawo wyglądali :) Mit. Komercyjny kit. Richards i Jagger byli właśnie (proto)typami ekstrawertyków na nowe czasy, wiesz, takich, co wszystko mają dobrze skalkulowane i jak robią wieś, to tak, żeby to było dobrze sfilmowane i przedostało się do mediów. Morrisona też opisywano, ale wiele dowiedziano się dpiero po jego śmierci, z książek o nim, a to co za życia, to głównie ekscesy koncertowe, w których nie było chęci robienia sobie reklamy i lansu, żeby lepiej się sprzedać, jak u Stonesów.
          • maniaczytania Re: The Doors 2 25.05.10, 19:00
            grek.grek napisał:

            > Zdecydowanie, a do tego Stone wiedział, co chce pokazać, a nie próbował
            zamieścić streszczenia kariery z bryka jakiegoś.


            A ja sie znowu nie zgodze :) Moim zdaniem rezyser "Raya" tez wiedzial, co chce
            pokazac i nie zrobil streszczenia kariery. Chcial pokazac, dlaczego Ray stal sie
            artysta takim, jakim sie stal, co na niego wplywalo i jak ostatecznie dokonal
            sie jego rozrachunek z przeszloscia, ktory wreszcie pozwolil mu wyzwolic sie z
            nalogu narkotykowego. Pokazal to od momentu jakby "zachlysniecia" sie sukcesem i
            slawa.
            Hmm, nawet jest pewne podobienstwo miedzy nim a Jimem - tylko, ze Jima zadne
            doswiadczenie nie dotknelo na tyle, zeby skonczyc z cpaniem - wlasciwie cpanie
            bylo istota jego zycia - on zyl, zeby cpac, cpal, zeby zyc - zyc w swiecie
            swoich iluzji.


            Tak czy inaczej Twoj opis filmu "The Doors" jest rewelacyjny! Dzieki :)
            • grek.grek Re: The Doors 2 26.05.10, 13:40
              Imo, Morrison ćpał, bo chciał jakiegoś przekroczenia, transgresji, z którego wynikała niejako przypadkiem jego twórczość, nie tyle był artystą, co człowiekiem poszukującym, a artyzm był jakby odpadem produkcyjnym. To jest dobrze ujęte w tym filmie. Stone podąża szybkim autem za duchem Morrisona, a reszta przelatuje w tle za oknem.

              O, co do "Raya" znasz moje zdanie :) wg mnie - skrótowy, nieostry, płytki, niekonkretny, powierzchowny. W "Rayu" nie ma auta, które jedzie, nie ma inside i outside, jest reżyser usadowiony na wygodnej górce, z której cyka fotki okolicy, starannie przymierzając się zresztą.

              • barbasia1 Re: The Doors 2 / Ray 26.05.10, 17:18
                O Rayu obiecane (cz.1)
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,112039437,Re_Dziecko_Ray_.html

                • maniaczytania Re: The Doors 2 / Ray 26.05.10, 20:13
                  Barbasiu - pieknie to opisalas - wlasnie tak bylo,
                  to nie slowa tego mlodego "czarnego" spowodowaly, ze Ray sie wycofal, tylko
                  slowa tego bialego organizatora, ktory go uciszal.

                  Czekam na wiecej!
                • grek.grek Re: The Doors 2 / Ray 27.05.10, 15:27
                  No, jak tak, to rzeczywiście coś mi umkŁO w chwilowym otumanieniu :) Ukłon dla Ciebie. Za koncentrację, spostrzegawczość i dobre przełożenie tego na papier.

                  Ale zgodzisz/zgodzicie się, ze to wejście Qunicy Jonesa było słabe - takie informacyjne nazbyt ?..

                  Generalnie, znasz/znacie moje zarzuty, jakoś po prostu nie mogłem się wdrożyć w ten system operacyjny ;) I najwazniejsze - wiecie jak jest, to że pojechałem trochę po "Rayu" nie znaczy, że to jest słaby film, czy marnie skonstruowany jako taki, i że mnie się marzy wygłaszanie jakichś obiektywnych sądów ;) - po prostu : nie jest w moim typie, nie jest podług jakiegoś mojego wyobrażenia o właściwie nakręconej biografii, o dotykaniu w tejże oppisywanej postaci w należyty, ciekawy, czy jakiśtaminnyjeszcze sposób.
                  • barbasia1 Re: The Doors 2 / Ray 27.05.10, 16:50
                    grek.grek napisał:

                    > No, jak tak, to rzeczywiście coś mi umkŁO w chwilowym
                    otumanieniu :)

                    Znowu? / w tym momencie przyglądam się Grekowi (a ściślej mówiąc
                    nickowi Grek.greka) z podejrzliwością/ ;))

                    Ja namierzyłam "Raya" i pewnego wczesnego wieczora spokojnie
                    doobejrzałam to czego nie widzialam w TV, kiedy leciało poxną nocą,
                    czyli od połowy do końca , stąd tak dobrze zapamiętałam te
                    szczegóły później tylko raz jeszcze sprawdziałam nazwy miescowe,
                    daty i spisałam cytaty z Raya i Quincy'ego.

                    Nie, nie tak nie pomyślałam/-ałyśmy (myslę, ze mogę i za Manię to
                    powiedzieć) ani przez moment.
                    Po prostu chcemy się z Tobą pospierać dla odmiany! :)

                    A ja się po części i z Tobą zgadzam, już Ci to mówiłam, ale o tem
                    potem ...
                    • maniaczytania Re: The Doors 2 / Ray 27.05.10, 18:43
                      barbasia1 napisała:

                      >
                      > Nie, nie tak nie pomyślałam/-ałyśmy (myslę, ze mogę i za Manię to
                      > powiedzieć) ani przez moment.
                      > Po prostu chcemy się z Tobą pospierać dla odmiany! :)


                      A kto powiedzial, ze zawsze musimy sie zgadzac :)
                      Mysle, ze nasze spory wnosza dodatkowa jakosc do watku, bo czesto sprawiaja, ze
                      patrzac na dany film oczami kogos z Was, widze rzeczy, na ktore nie zwrocilabym
                      uwagi :)
                      • grek.grek Re: The Doors 2 / Ray 28.05.10, 13:20
                        No własnie :)
                        COś jest takiego, że ludzie się boją ze sobą nie zgadzać, bo odczytują to jak nietakt towarzyski, jakąś formę urażenia drugiej strony, psucie klimatu itd. (inna sprawa, że czasami tak naprawdę jest, bo nie ma wątpliwości, że istnieją ludzie, nawet całkiem spora ich liczba, którzy tak właśnie odbierają fakt, że ktoś się z nimi nie chce w czymś zgodzić) NIgdy tego nie rozumiałem... Raczek z Kałużyńskim darli koty o filmy i jakoś im to w niczym nie przeszkadzało, żeby tylko odwołać się do takiego przykładu, bliskiego istocie wątku :) Rzecz cała polega, chyba (hehe), na tym, żeby się róznić w jakiejś normalnej formie, bez rzucania pomidorami ad personam.

                        Word. To bez dwóch zdań, Maniu, co kilka par oczu, i kilka mózgownic, to nie jedna :)

                        Ktoś powiedział, niby rzecz trywialną, ale wcale czasami nie tratowaną jako truizm - że istotą dyskusji nie jest przekonanie drugiej strony do swojej racji, ani nawet podejmowanie takich prób, a sama wymiana zdań, dobór argumentów i samo nakreślanie punktów widzenia i interpretacji. Ja się podpisuję pod tym.
                        • pepsic Re: The Doors 2 / Ray (OT) 30.05.10, 17:10
                          Ależ nudne są imprezy, na których wszyscy ze wszystkimi się zgadzają, i jeszcze
                          te skopane kostki :(

                          Ps. Rzadko się zdarza, aby ktoś kogoś przekonał do swoich racji, ale jeśli już,
                          to prawie nigdy się do tego nie przyzna :)
                    • grek.grek Re: The Doors 2 / Ray 28.05.10, 13:25
                      Ukłon zatem raz jeszcze, w stronę Twojej koncentracji i fachowego podejścia :)
                      KOrekta zawsze jest mile widziana, bo otumanienie tylko czyha, żeby (mnie zwykle) człeka wkręcić w swoje tryby :).

                      Bardzo dobrze, o to chodzi, róznica zdań zawsze potrzebna, przydatna, ważna i ... cała reszta, jak niżej w poście do Manii.


                      • barbasia1 Re: The Doors 2 / Ray 28.05.10, 15:57
                        Fanatycznego podejścia? ;) /od fan, nie od fanatyk/

                        >bo otumanienie tylko czyha, żeby (mnie zwykl
                        > e) człeka wkręcić w swoje tryby :).

                        Każdemu się może zdarzyć! Wybaczamy! :)

                        > Bardzo dobrze, o to chodzi, róznica zdań zawsze potrzebna,
                        >przydatna, ważna i ... cała reszta, jak niżej w poście do Manii.

                        Święte słowa Twoje i Manii tam wyżej.
                        Podpisuję się pod Waszymi słowami obiema rękami!

                        :)
    • grek.grek "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 25.05.10, 15:52
      Aha, wczoraj był w miarę przyzwoity film. Niemiecki.

      Młody facet mający marzenie zmienienia świata, próbuje tego dokonać poprzez monitorowanie i karanie przestępstw - śledzi więc rózne wykoroczenia i, razem z pomagierem, bezrobotnym miłośnikiem sznycla i piwa, nagrywa je na taśmy : w pociągu sprawdza bilety i jak kto nie ma, to go na taśmę, razem z paragrafem, który właśnie złamał, a potem oddaje ich w ręce służb kolei (sam jest byłym kanarem); jak jest powódź, to na pontonach zasuwają za szabrownikami, a złapanego delikwenta przywiązują fo słupka, po pas w wodzie; łapią graficiarzy i malują im sprayem gębofony; nakrywają ekshibicjonistów, amatorów dziecięcego porno, pedofilów; jak w szkole (ma tam etat, uczy wychowania obywatelskiego) jakiś smark się wyśmiewa z koleżanki i rzuca w nią papierkami, to go bierze na środek klasy, nakłąda maskę ze świńskim ryjem i sam w niego rzuca papierami. Ma to wszystko być lekcją społecznej wrażliwości, która tych ludzi zmieni i uświadomi im jak niefajnych czynów się dopuszczaja. Jak w sklepie z tekstyliami widzi kradzież biustonosza, to zagania złodziejkę do przymierzalni i każe jej pod kamerą zdjąć kradzioną rzecz - ona się strasznie krępuje i jest jej wstyd za to, z e ukradła, i za to że teraz musi się obnażyć, ale : albo to, albo policja. Więc się rozbiera, a on jej na to "i co, warto było ukraść, żeby to upokorzenie przeżyć ?" - nie czerpie z tego korzyści, nawet ma wyrzuty sumienia, ze widok biustu tej babki go erotycznie pobudził :) Na basenie namawia dziewczynę,zeby go pocałowała przed kamerą, co też ona robi, a potem nagle zdejumuje jej znienacka majtki - dziewczyna doznaje szoku, a on jej tłumaczy "zrobiłem to dla twojego dobra, za 10 lat pokazywałabyś wszystko przed kamerą, może po tym doświadczeniu pójdziesz inną drogą"; facet przekracza prędkość - nasz szeryf go łapie i wykręca mu kierownicę :); szeryf idzie ulicą, włazi w psie odchody, dostaje szału, łapie niesforną właścicielką psa i każe jej wsadzić rękę w to g,wno; ma specjalistyczny sprzęt - taki, ze z piętra umie nagrać, jak młodzi Turcy oporządzają w swojej dziupli kradziony sprzęt elektorniczny,a że ma mikrofon z zasięgiem wielometrowym, to nagrywa i wizję i fonię - kiedy chłopcy uciekaja, on krzyczy za nimi z megafonu "ucieczka jest zbędna, nagrałem was"; kiedy jacyś ludzie parkują na miejscu dla inwalidów ("na chwilkę") on reaguje natychmiast itd.

      Ma swoich konfidentów, którym płaci za informacje. Z czasem nawet zakłada calą firmę, ogłasza się w internecie, zatrudnia ludzi, występuje w telewizji - nie znosi jej, bez przerwy dowala w swoich manifestach i monologach ideologicznych jej gwiazdom programów rozrywkowych i kiepskich publicystycznych nasiadówek, które jego zdaniem psują społeczeństwo, stępiają jego wrażliwość i prowadzą donikąd.

      Nasz Ziobro 2.0 nie ma w zasadzie życia prywatnego, a raczej ma, ale leżąće w gruzach. Praca ("praca") wszystko pochłania. Na wyluzowanie się ma stary spośób - jeździ na ryby, zawsze w to samo miejsce - przystań dla rybaków, z restauracją w starym stylu. Podoba mu się pracująca tam kelnerka. Zaczyna się z nią spotykać, ale z czasem okazuje się, że jego nadmoralny i nadopiekuńczy styl bycia nie odpowiada młodej, energicznej i trochę zahukanej pannie. Kiedy próbuje on ją wyciągnąc z dyskoteki w Berlinie, i zabrać do domu, "żeby sobie pooglądali Antonioniego na video i wypili piwo", ona się buntuje i zrywa z nim. POtem jednak zaprasza go, w formie przyjaciela dobrego, na swoje urodziny. Znany z tiwi facet robi tam za ciekawostkę, dobrze się dogaduje z jej znajomymi, ale ona jest nim średnio zainterosowana, czas spędza z chłopakiem w swoim wieku. Kiedy Ziobro nakrywa ich w ustronnym miejscu, gdzie dziewczyna oralnie dogadza swojemu kochankowi przeżywa wstrząs. Nic go już nie cieszy. Praca przestaje sprawiać radość. Z szeryfa i CBA-wannabe zostaje kapeć. Zawód miłosny przekracza swoją mocą wszelkie poczucie misji i doniosłej roli jaką chciał odegrać w społeczeństwie i dla niego.
      Nasz szeryf zaprasza dziewczynę na spotkanie i strzela jej prosto w łeb z pistoletu. Potem sam próbuje się zabić, ale nie jest w stanie. Wraz z wiernym towarzyszem zakopują ciało w lesie. Wracają do Berlina, gdzie szeryf komunikuje swoim współpracownikom, że wyjeżdza do Rzymu, gdzie będzie pomagał w eliminowaniu mafii. Zabiera ze sobą grubego pomocnika, a interes/służbę zostawia w ich rękach. W Rzymie zwiedza zabytki, rzuca do di Trevi monety, łazi, pęta się, nie ściga żadnych przestępców - uciekł przed wspomnieniem,przed tym, co zrobił, moze po to by naładować akumulatory, właściwie nie jest to jasno określone. Ciagnie jednak wilka do lasu - kiedy na jednej z bocznych dróg, gdzie szeryf kupuje pomidory od handlarki stojącej przy szosie, zobaczy on,że nagminnie są tu naruszane przepisy o prędkośći jazdy samochodem, obudzi się w nim żyłka ostatniego moralnego członka społeczeństwa, nastanie moment, w którym można przypuszczać, ze chłop wraca do normalnego życia, ze swoją traumę odpękał, że wraca wiara i poczucie misji - próbuje zatrzymać auto i ukarać kierowcę, ale zardzewaiał, albo nie dośc dobrze obliczył odległość, albo tamten nie zahamował w porę lub w ogóle nie chciał zahamować - fakt, że dostaje potężne udeerzenie, śmiertelne. Ginie na miejscu.

      Dramat z pewnością. Ale momentami nieodparcie komiczny. Eurokina coraz więcej, to cieszy :)
      • barbasia1 Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 25.05.10, 16:50
        grek.grek napisał:

        Idealiści to jedank szaleńcy - taki mi się wniosek nasunął po
        przeczytaniu tego streszczenia!
        Przerażający człowiek. Intrygujący film.

        :)

        Aha, Też się moge pochwalić podobną akcją do tych przeprowadzanych
        przez tego idealistę. ;) Niedawno złapałam małą
        dziewczynkę "graficiarkę" na gorącym uczynku, mazała jakieś napisy
        wściekle niebieską kredą po ścianie sąsiedniego bloczku ("bo wszyscy
        tak robią"). Wygłosiłam pelne pasji kazenie, postraszyłam mandatem
        i jak troszke później wracałam tą samą drogą zauwazyłam, że napisy
        niknęły ( ale plamy zostały).
        :)
        • grek.grek Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 26.05.10, 14:01
          Lajtowo potraktowałaś małą, idealista by jej zasprejował twarzoczaszkę, potem nagrał na taśmę i naskarżył mamie pewnie ;)

          • barbasia1 Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 26.05.10, 14:33
            grek.grek napisał:

            haha :)
            Uffffff, na szczęście nie jestem idealistką-faszystką. :)


            Rzuciłam wczoraj okiem na relację z FPFF w Gdyni i odniołsam
            wrażenie, że na równi z festiowalowymi filmami i twórcami, lansuje
            się tam lachona , który prowadził ów program. Kamerzysta, czy to z
            własnej inicjatywy, czy z inicjatywy reżysera, może pragnącego
            pannę wylansować, non stop robił zbliżenia owej drętwawej lasce
            szczerzącej się nienaturalnie do kamery. Starsznie to rozpraszało,
            do tego stopnia, ze nie zapamiętałam, jak sie nazywał gość,
            rezyser,z którym ten lachon prowadził rozmowę, i któremu na koniec
            powiedziała, nie wiadomo dlaczego - "Dziwny pan jest", na co, on,
            ten rezyser, którego nazwiska nie pamiętam, lekko się zdziwił,
            jednak szybko zareagował i odpłacił się tym samym -"Pani też jest
            dziwna". Po czym nastąpił koniec programu, jeszcze na wzji,
            prowadząca podała rękę gościowi i odmaszerowali razem ...
            Nie wiem, co to miało być, żart jakiś?
            W ogóle mi się podobało.
            :)
            • grek.grek Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 26.05.10, 15:08
              Pewnie był to Marek Lechki :) Był też wczoraj w Trójce po 21, gdzie tłukli godzinny program o Gdyni. 10 lat temu (coś około) Lechki zrobił niegłupi film "MOje miasto", a potem zniknął i teraz wypłynął w Gdyni, w segmencie... debiutantów, bo "Moje miasto" miało godzinny czas emisji, a teraz dopiero nakręcił pełnometrażowy film ;) POmieszanie z poplątaniem.

              A lachon, przez Ciebie opisywany, prowadzi od jakiegoś czasu (czy - prowadził, bo ten program wyleciał z ramówki TVP) Weekendowy Magazyn Filmowy. Faktycznie, bardzo ekspresyjna panna ;) Agnieszka Prokopowicz prowadziła go wcześniej, i gdyby nie przestała, to pewnie ona by wczoraj rozmawiała z Lechkim i zrobiłaby to znacznie ciekawiej. TVP lansuje zawsze nie to, co trzeba i nie tych, których powinna.
              • barbasia1 Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 26.05.10, 16:14
                grek.grek napisał:

                > Pewnie był to Marek Lechki :)

                Tak, tak, tak, ten sam! :))) I wspomniano też o tym filmie "Moje
                miasto".
                Dzięki Ci!
                /Trudne ma nazwisko! ;)/

                >Był też wczoraj w Trójce po 21, gdzie tłukli godz. inny program o
                Gdyni.

                > A lachon, przez Ciebie opisywany, prowadzi od jakiegoś czasu (czy -
                > prowadził, bo ten program wyleciał z ramówki TVP) Weekendowy
                Magazyn Filmowy

                Nie oglądałam ostatnio.

                Kiedyś widziałam w WMF rozmowę z Juliszem Machulskim, ale nie
                pamiętam czy prowadziała ją Prokopowicz, czy ta, co wczoraj.
                • maniaczytania Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 27.05.10, 15:04
                  Ta pani to tez ma ciekawe nazwisko - Adriana Prodeus
                  • maniaczytania Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 27.05.10, 15:08
                    I znalazlam cos ciekawego:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,188,98347191,,Piotr_Dumala_i_jego_swiaty.html?v=2
                  • barbasia1 Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 27.05.10, 16:32
                    maniaczytania napisała:

                    > Ta pani to tez ma ciekawe nazwisko - Adriana Prodeus

                    O dzięki Ci Maniu! To już wszystko wiadomo. (I przy okazji
                    poznaliśmy jeszcze męża -P. Dumałę), z tego wątku w linku z Twego
                    postu poniżej). Czyli, jedanak reżyser i kamerzysta nie mają
                    żadnego interesu w tym, by promować panią krytyk, która już TVP ma
                    już swoje miejsce i program - WMF ;))


                    Przesadzili przedwczoraj z tym nieustannymi zbliżeniami na twarz
                    prowadzącej, ale na szczeście we wczorajszej relacji już ich tyle
                    nie było. I wczoraj pojawiały się napisy "Weekendowy Magazyn
                    Filmowy", żeby było wiadomo kto i skąd! :)

                  • barbasia1 Re: "Porządek musi być",ostrożnie - spojler ! 30.05.10, 12:31
                    maniaczytania napisała:

                    > Ta pani to tez ma ciekawe nazwisko - Adriana Prodeus



                    PS
                    "Adriana Prodeus, pisze o sztuce i filmie, jest autorką rozdziału o
                    najnowszej polskiej animacji w książce "Polski Film Animowany" pod
                    red. M. Giżyckiego i B. Zmudzińskiego. Współpracuje z
                    miesięcznikiem "Kino", prowadzi autorskie zajęcia Nowego Klubu
                    Filmowego w Nowym Teatrze w Warszawie i wykłady o filmie w ramach
                    programu edukacyjnego Stowarzyszenia Nowe Horyzonty. Doktorantka w
                    SNS PAN, kuratorka wystaw, autorka książki "Themersonowie"."

                    Odszczekuję "lachona"! ;)
      • barbasia1 Re: "Porządek musi być",ostrożnie - Hitler! 28.05.10, 16:37
        "Zawsze odziany w marynarkę, nadużywający wielkich słów, szukający
        ideologii dla swoich czynów, obiecujący porządek i przywrócenie
        godności, marzący o rozszerzeniu swej misji na cały świat, a
        przynajmniej na Unię Europejską, pełen pogardy dla inteligentów,
        wreszcie ulegający niemocy w obecności atrakcyjnych kobiet Mux aż za
        bardzo pretenduje do porównania go z Hitlerem."

        Napisał K.J. Zarębski
        film.onet.pl/10546,29339,2,recenzje.html
        !!!

        :)
    • grek.grek "Piekło w Tangerze", słów kilka, mały spojler 26.05.10, 14:29
      Nie wiem, czego się spodziewałem... jakichś kazamatów, zbójów, strażników ponurych, czyli tak po ludzku - solidnego piep,rznika. A dostałem : taki sobie, niekoniecznie hardkorowy, filmik - dwóch belgijskich kierowców autobusu, trafia do więzienia w Maroko, z tej racji, że ich szef ukrył w samochodzie narkotyki, które miał tam komuś przekazać. Złapali i ich i szefa. Szef ich oDciązył w zeznaniach, ale
      mimo to ich zapuszkowali, bo "kierowcy powinni byli wyczuć róznicę w wadze samochodu, którą stanowiła 350 paka z prochami" - dodajmy, że bus waży 10 ton :) Dostają po 5 lat, szef 7.

      A w pierdlu, jak to w pierdlu : strażnikom za wszystko trzeba bulić, bo można dostać w tyłek pałką, siedzi się w zaszczurzonej, zawilgoconej wieloosobowej celi, dostaje do żarcia syfiaste pomyje, ściany są odrapane i brudne, śpi się na podłodze itd. Na szczęście istnieje coś takiego jka handel wymienny i jak ci przypadkiem poznany inny Belg podrzuci trochę fajek, to możesz wejść w obieg i zacząć sobie załatwiać puszki z fasolą, lekarstwa, co tam chcesz, ale strzeż się ! - na twójn dobytek czyhają brudne łapy współwięźniów, którzy może nie wyglądają groźnie, poza jakimś Arabem w koszuli nocnej, ale są sprytni i złośliwi i ci moga podpie,przyć, jak wyjdziesz pogadać z konsulem belgijskim, który ma cię oczywiście w d,pie i nic dla ciebie nie zrobi, ale przynajmniej dowiesz się, że rodzina do ciebie napisała, i ty możesz do niej napisać, chociaż już wysłać list możesz za odpowiednią łapówką.

      Dwóch kierowców rozdzielają - widzimy całe to więzienie śledząc losy starszego z nich, tego który zostawił na kontynencie rodzinę, żonę, córkę, przyjaciół, bo to taki gostek z drobnomeszczańskiego, porządnego domu. Rodzina mu pomaga, przysyła paczki, bo od jakiejś imigrantki z Maroka dowiaduje się, że "w więzieniu masz tylko to, co ci rodzina przyśle", zadłuża się, a jednocześnie rozpoczyna starania, żeby mu pomóc i go stamtąd wyciągnąć; w ogóle akcja idzie dwutorowo - losy więzienne bohatera są przeplatane z kolejnymi usiłowaniami jego najbliższych - zony, córki i szwagra, starających się o jego uwolnienie. Rząd nic nie robi, wymiguje się, nie reaguje na petycję pod którą zbierają mnóstwo podpisów. Dopiero szum medialny sprawia, że w obawie przed kompromitacją i potępieniem podejmuje konkretne działania. W tym momencie garownik jest na wykończeniu - mimo że został przeniesiony do lepszych cel, z łózkami z materacami i z ogrzewaniem, to zdązył zapaść na gruźlicę, która osiąga coraz bardziej zaawansowane stadia, a dwa - jego przyjaciel, ten "inny Belg", co mu pomógł na początku, z którym potem próbowali uciec, ale zostali złapani (ciekawa rzecz, nasz bohater nie ucieka, próbuje, ale brakuje mu sił, mówi koledze, żeby wiał bez niego, co ten czyni - i tego co został leją w tyłek i poniewierają, bo nie chce powiedziec dokąd uciekł jego kolega, mimo że po prostu nie wie, a tamtego łapią pod konsulatem belgijskim i pakują z powrotem do celi w stanie nienaruszonym - morał z tego taki, że lepiej uciekać niż zostawać, bo za to pierwsze w sumie nic nie grozi) - powiesił się. I w ostatnim już momencie, kiedy facet prawie kojfa - przychodzi informacja, ze zostaje zwolniony, a w domu czeka na niego bankiet powitalny.

      Podobno na faktach oparta historia, ale ani więzienie nie oddziałujące na zmysły, ani historia specjalnie oryginalna, do annałów prisondrama nie wejdzie z całą pewnością ;),a już tytuł to dośc nadmuchana bombka, bo jak się chce opowiadać o "piekle", to trzeba by to "piekło" na ekranie wygenerować, a tutaj temperatury zabrakło i to bardzo. I pewnie talentu, bo bardziej to wyglądało na takie symobliczne zajęcie się pewnym tematem wygrzebanym w gazecie albo w necie niż na ambitną próbę powiedzenia czegoś o człowieku, o świecie, o (nie)porządku na nim panującym. Raz garownik musi złodziejszka, co się dobrał do jego zapasów pogonić i nawet z kawałkiem szkła w jego garści się zmierzyć, ale ten agresor raczej na wychudzonego desperata wyglądał niż na jakiegoś bandziora. Nawet ta ucieczka taka sobie,w sensie napięcia. I od początku wiadomo, że faceta muszą uwolnić, bo jesli to na faktach oparte, to skądś się relacja musiała wziąć. A skoro tak, to główną zasadą filmu,jego kręgosłupem powinien stać się opis zwyczajów więziennych, tego mikrokosmosu całego - tutaj jest to na nienajlepszym poziomie. Do polskiej "Symetrii" nawet nie ma startu :)

      W sumie, najciekawsza była ostatnia scena, paradoksalna - obaj kierowcy zostali aresztowani, obaj tak samo byli niewinni, nic nie wiedzieli o ładunku, który wieźli, ale tylko jeden z nich zostaje uwolniony (po 25 miesiącach odsiadki), bo ma rodzinę, która o to się straceńczo biła, ten drugi zostaje i odsiedzi pełny wyrok.
      • barbasia1 Re: "Piekło w Tangerze", słów kilka, mały spojler 26.05.10, 16:04
        A mnie to najbardziej przeraziło -

        >Szef ich oDciązył w zeznaniach, ale mimo to ich zapuszkowali,
        bo "kierowcy powinni byli wyczuć róznicę w wadze samo
        > chodu, którą stanowiła 350 paka z prochami" - dodajmy, że bus waży
        >10 ton :) Dostają po 5 lat, szef 7.

        Wyrok, który ze sprawiedliwością, praworządnością nie ma kompletnie
        nic wspólnego!


        Myślę, że ten film można traktować też jako krytyke pod adresem
        belgiskich władz, rządu, jako oskarżenie o bierność, obojętność
        wobec tragedii swoich obywateli, którzy niesłusznie zostali
        oskarżeni i wtrąceni do więzienia w kraju, gdzie prawo, nie ma nic
        wspólnego ze sprwiedliwością.

        Widziałam początek, czołówkę, tytuł mnie zniechęcił, czułam, że
        ten film nie będzie lekki ...

        :)
      • barbasia1 PS do Złego wychowania 27.05.10, 12:46
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,112077445,Re_Zle_wychowanie_dwa_slowa_i_moje_dwa_.html



        • grek.grek Re: PS do Złego wychowania 27.05.10, 13:46
          Do czego doszło, żebym ja księdza bronił ;)) (choćby tylko filmowego)

          Imo, na tym właśnie polega cała przewrotność - z jednej strony, ksiądz ma trupa w szafie i kropka, bo nadużycia i udział w morderstwie, nawet jeśli był niegodnie podchodzony i szantażowany - wyglądają słabo. ALE z drugiej - uległ namiętności i nie został przedstawiony jako jakiś łobuz, tylko jako człowiek przebudzony zmysłowo, który podąza ślepo za swoją namiętnością, daje się jej wodzić za nos, ale jakoś nie widac,zeby Almodovar, tę słabość piętnował, raczej dostrzega w niej coś uniwersalnego, przyrodzonego człowiekowi, który jeszcze nim być nie przestał i nie chce przestać, nawet jeśli ślubował, że przestanie. To jest niejednoznaczna postać bardzo.
          • barbasia1 Re: PS do Złego wychowania 27.05.10, 14:35
            grek.grek napisał:

            > Do czego doszło, żebym ja księdza bronił ;)) (choćby tylko
            filmowego)

            No właśnie. Jakieś odwrócenie ról tu nastąpiło? ... Koniec świata
            jest bliski! ;))

            > Imo, na tym właśnie polega cała przewrotność [...]

            Muszę to jeszcze przemyśleć. :)

          • barbasia1 Re: PS do Złego wychowania 29.05.10, 14:44
            grek.grek napisał:


            Myślę, że Almodovar że na przykładzie ojca Manolo chce pokazać, że
            namiętność może prowadzić do zła, do moralnego upadku. Ojciec Manolo
            nie mogąc zapanować nad namietnością , "dając się jej wodzić za
            nos", upada podwójnie jako ksiądz, który załamał śluby czystości, i
            przede wszytskim jako człowiek , który dokonuje najgorszych zbrodni,
            molestując bezbronne dziecko!, mordując drugiego człowieka. Dla
            czynów tych nie ma(m) namniejszego usprawiedliwenia.


            Może jego (marna) śmierć (zostaje, przypominam, przejechany przez
            Angela, co ciekawe nic nie powiedziano o karze, jaką poniósł Angel
            za ten czyn) jest symboliczną karą za całe zło jakie wyrządził?

            :)

    • grek.grek "Rachunek sumienia" - dla spojlerolubnych ;) 27.05.10, 13:36
      GŁówna zaleta, to kryminalna akcja w dekoracjach XIV wieku.

      Bohaterem jest ksiądz, który w swojej wsi wdaje się w romans z urodziwą mężatką, zakończony przyłapaniem ich przez męża i tegoż męża przez księdza zabiciem. Zrzuca więc księżulo habit i umyka z okolicy. W lesie spotyka trupę wędrownych aktorów. Przyłącza się do nich, wykorzystując fakt, że właśnie zmarł jeden z jej członków.
      Zatrzymują się w niedalekim mieście, żeby zarobić trochę grosza. Natrafiają akurat na proces sądowy. Za zabójstwo chłopca na karę śmierci zostaje skazana kobieta. Są dowody - sakiewka z kasą, którą znaleziono w jej domu. I świadek, który widział ją tej nocy w pobliżu miejsca zabójstwa - miejscowy mnich.

      Przywódca aktorskiej grupy rzuca pomysł, ze można by wystawić sztukę o tym morderstwie. Zręczną myśl podchwytują inni. POstanawiają się czegoś o całej sprawie dowiedzieć,zeby mieć jakiś szkic scenriuszowy. Eks-ksiądz i przywódca odwiedzają w więźniu tę kobietę i, jako że jest głuchoniema, na migi się z nią rozmawiając dochodzą do wniosku,że ona nie mogła zamordować chłopaka. Cała sprawa ich wciąga. Rekonstruują pobieżnie fakty i próbują opowiedziec całą historię. Podczas przedstawienia, kiedy sugerują, że kobieta zwabiła chłopca seksualnymi propozycjami sama matka, z widowni, krzyczy, że to nie mogło się zdarzyć, ze cała ta sprawa śmierdzi. Przerywa ten spektakl straż miejscowego szefa, lorda, który sprawuje nad miastem kontrolę i jest jakąs tam politycznie ważną figurą. Aktorzy dostają polecenie opuszczenia miasta następnego ranka.
      Zanim to zrobią, ksiądz ekshumuje zwłoki chłopca - odkryje m.in że przed śmiercią został zgwałcony, oraz że zmarł wcześniej niż znaleziono ciało, na co wskazuje sprzeczność między relacją znalazcy, a stanem zwłok (chodzi o stężenie pośmiertne, które puszcza po jednym dniu, czy dwóch, i skoro ciało nie było sztywne, kiedy je znaleziono, to znaczy,że było martwe od 3 dni conajmniej, a więc chłopak nie umarł tamtej nocy), Nakryje go na tym królewski dochodzeniowy, ale go nie wydaje, tuszując to przestępstwo. Facet wie więćej niż chce powiedzieć, a to co odkrył eks-ksiądz wcale go jakoś nie dziwi. W dodatku, nie jest to pierwsze morderstwo młodego chłopca w okolicy, a któreś z kolei.

      Rano aktorzy wyjeżdzają z miasta. Ksiądz zostaje, bo postawił sobie za punkt honory sprawę rozwikłać, mimo że w tym momencie widz i tak wie, kto i co i kiedy ;) Ksiądz ma na sumieniu człowieka, dązy więc do odkupienia własnej winy, zadośćuczynienia zabranemu życiu poprzez uratowanie innego zycia. Odwiedza mnicha, którego zeznania pogrązyły kobietę. Chce go zmusić,zeby się przyznał ze podrzucił dowody kobiecie i że maczał w tym wszystkim palce. Ten się wymiguje od powiedzenia prawdy, przyznania się do winy. Problem w tym, ze później znalezione zostaje jego powieszone ciało, a napisane na papierze owo przyznanie się, poczynione na osobności, jakaś ręka pali w ogniu.

      Królewski dochodzeniowy świetnie wie, co się stało, wie, że to Lord jest winien, a mnich, jego sługus, wrobił kobietę. Niebezpieczną kobietę, bo głoszącą pogląd, że "Bóg jest w człowieku, a nie w kościele" i uchodzącą za uzdrowicielkę. Jako że Lord jest użyutecznym i wpływowym politycznie człowiekiem, uważanym przez samego króla rzeba go chronić, a ze przy okazji usunie się wroga Kościoła... Czy to od dzisiaj berło i pastorał ręce sobie nawzajem myją ?. Poza tym, miasteczko też zdaje sobie sprawę z sytuacji, ale Lord to ich dobrodziej, dzięki któremu mają pracę i mogą przeżyć. Nikt nic nie powie głośno.

      Przywódca aktorów, nagabywany był przez księdza, żeby mu pomógł, zeby też został, bo "daliśmy tej kobiecie nadzieję, nie możemy jej zostawić". Wyjechał jednak, lecz w drodze rusza go poczucie przyzwoitości i wraca do miasta, żeby pomóc księdzu. W ślad za nimi wróci cały zespół. Najpierw po to, by zapobiec, w ostatniej chwili, egzekucji, obezwładnić strazników, a zaraz potem odegrać efektowną pantomimę, z dopowiadającym kawa na ławę, co się akurat na scenie odbywa, księdzem, przedstawienie ukazujące prawdę o śmierci chłopca i o całym procederze jaki odbywa się od lat - o tym, że to mnich dostarczał Lordowi chłopców do zabawy, o tym że wkręcono niewinną kobietę, że mnich się przyznał, ale został wyeliminowany przez Lorda.

      Zaczynają się zamieszki.
      Lud powstaje przeciw tyranii, tyrania w osobach konnych strażników próbuje pochwycić aktorów. Ci się chowają w kościele. Tam przychodzi do nich Lord. Rozmawia z eks-księdzem. Wygłasza teorie wyższości rozumu nad wiarą, a pośrodku umieszcza coś o najwyższym znaczeniu i potędze; jako, ze w międzyczasie zdobył pełne dossier swojego przeciwnika, pyta go także "co ty masz na sumieniu, dobry człowieku" - i ksiądz przyznaje się, także swoim towarzyszom, którym o tym nie mówił, że zabił kiedyś. Lord niedbale zakłada płaszcz i rzuca "I ty, ty chcesz mnie pouczać o moralności ?" - zbliża się do niego i mówi "wiesz, czemu to zrobiłem ? Bo... chciałem, i... (tutaj mówi mu na ucho, ale tak żeby wszyscy słyszeli)... bo mogłem", a jednocześnie traktuje go nożem pod żebro. I wielkopańskim gestem informuje, ze ich puszcza wolno. Ksiądz umiera na dziedzińcu, a Lord zostaje zlinczowany przez tłum, który przejął władzę.

      Jaskrawa krytyka sojuszu ołtarza z tronem, cynizmu władzy najwyższej. A w finale także apoteoza zwycięskiego, zdolnego przynajmniej ukarać nadużycia tego pierwszego - kontrsojuszu : artystów i przebudzonego przez ich sztukę tzw ludu, przeciw kłamstwu i wyzyskowi. I indywidualny dramat odkupienia, za zabranie życia - ocalenie życia.

      Realia epoki dobrze oddane na poziomie kostiumów i scenografii, ale jak dla mnie za dużo pięknie wyprofilowanyc brwi, snieżnobiałych zębów i czystych włosów, żeby było to max wiarygodne. Ładne ujęcia górskiej drogi między drzewkami, obsypanymi cienkim śniegiem, bo to zimą niby akcja się dzieje, albo wczesną wiosną, czy późną jesienią.

      Aktorzy unieśli ten film. Willem Dafoe, w roli przywódcy aktorów, bonusowo popisujący się sprawnością fizyczną; Paul Bettany w roli eks-księdza, no i Vincent Cassel, który zawodowo zagrał Lorda - przez cały film przewija się jego postać, ale pojawia się w migawkach, w taki sposób,że niestety reżyser ujawnia winnego zanim się skończy dochodzenie, niemniej - jego gra w ost scenie, w której się wreszcie na 10 minut pojawia, żeby coś powiedzieć - klasa. MOżna by z tej roli zrobić pełnometrażowy szwarccharakter, ale z drugiej strony Lecter w Milczeniu pojawiał się i mówił jednocześnie, w sumie na 20 minut i został ikoną. W każdym razie Cassel na te 10 minut ukradł film. Nie wiem, czy także - swoimi 10 minutami ukradł całość, ale to bardzo możliwe.
      KObiety też całkiem ciekawe, zwłaszcza Gina McKee, grająca dziewczynę od aktorów, która ma jakieś chęci na romans z naszym eks-duchownym, ale ten się specjalnie nie pali, chociaż widac, ze się mu ona podoba i to bardzo.
      Intrygująca uroda, interesujące spojrzenie - bardzo zwracające uwagę, generalnie - ma dziewczyna magnes w sobie :
      image.xyface.com/image/g/artist-gina-mckee/gina-mckee-317106
      • grek.grek Re: "Rachunek sumienia" - dla spojlerolubnych ;) 27.05.10, 13:39
        Link do du...; dam inaczej (1 od prawej zdjęcie) :

        www.xyface.com/celeb-gina-mckee
        • maniaczytania Re: "Rachunek sumienia" - dla spojlerolubnych ;) 27.05.10, 18:56
          Gina zrobila na mnie wrazenie grajac kobiete na wozku inwalidzkim w "Notting
          Hill" (typowej romantic-comedy z J. Roberts i H. Grantem - aczkolwiek troszke
          inna od typowo amerykanskich, bo angielska i z angielskim specyficznym poczuciem
          humoru - chyba moj ulubiony film z tego gatunku :) )

          A co do "Rachunku..." to bardzo dziekuje za spoilera, bo chcialam go obejrzec,
          jakzem w piatkowym dodatku tv wyczytalam, ze gra tam P. Bettany, ale przegralam
          z pora emisji ;)
          • grek.grek Re: "Rachunek sumienia" - dla spojlerolubnych ;) 28.05.10, 13:11
            Proszę bardzo, zatem :)

      • barbasia1 Re: "Rachunek sumienia" - dla spojlerolubnych ;) 27.05.10, 14:25
        :)
        Wszyscy lubimy spojlery!
        Tylko, Greku, żebyś nam się tu czasem nie p r z e m ę c z y ł!
        Słyszysz!?!? :)

        > Jaskrawa krytyka sojuszu ołtarza z tronem, cynizmu władzy
        najwyższej.

        Scenariusz naparwdę zgrabny, inteligentny, zintrygował mnie, więc
        rzuciłam okiem na strony filmowie, żeby sprawdzić kto jest auorem.
        Okazuje się scenario powstał on na podstawie nominowanej do nagrody
        Booker Prize powieści Barre'go Unswortha /nie znam/ pod
        tytułem "Morality Play"!

        Cassel, Dafoe - świetni aktorzy!
        • grek.grek Re: "Rachunek sumienia" - dla spojlerolubnych ;) 27.05.10, 15:21
          Hyhy, bez obaw ;)

          A widzisz, nie zwróciłem uwagi, a byc moze była wzmianka "based od novel itd", a ja przegapiłem - w każdym razie : cenne uzupełnienie, znaczy się : z powietrza się nie wzięła cała akcja. dzieło wybitne to to nie jest, ale żeby mnie coś bolało po obejrzeniu, to też nie powiem ;)

          Sam się zdziwiłem, że do (co)produkcji hiszpańsko-brytyjskiej złowili takie fajne nazwiska, ale niedawno gdzieś czytałem wywiad z Dafoe, który w zasadzie jest takim antyHollywodzkim typem aktora. Zresztą, świat się zmniejsza, dasz wiarę, że u Szumowskiej zagra Juliette Binoche ? : )
          • barbasia1 Re: "Rachunek sumienia" - dla spojlerolubnych ;) 27.05.10, 16:12
            grek.grek napisał:

            > Hyhy, bez obaw ;)

            :))))))
            No to dobrze! :)
            /Nadopiekuńczą mamuską pojechałam, co? ;/)


            >ale niedawno gdzieś czytałem wywiad z Dafoe, który w zasadzie jest
            > takim antyHollywodzkim typem aktora.

            Właśnie, właśnie i znany jest z tego, że starannie dobiera sobie
            role, szuka dobrych, niebanalych popozycji na dobrym poziomie.

            >Zresztą, świat się zmniejsza, dasz wiarę,
            > że u Szumowskiej zagra Juliette Binoche ? : )

            HA! Nie wiedziałam! To fantastycznie. Mam nadzieję, że Szumowska
            znów pozytywnie nas zaskoczy z pomocą Juliette Binoche ...

            Zaległe "33 sceny" Szumowskiej mi się przypomniały, ech.

            Simone Weil w liscie do swego przyjaciela pisała, że żałuje, że nie
            może mieć "n-istnień" jednocześnie, bo jednego potrzebowałaby ,żeby
            zająć się teatrem, który ją pasjonował. O tym samym marzę! Jedno z
            moich wcielen zajmowałoby się kinem, drugie pisałoby na forum,
            trzecie robiłoby to i to, czwarte ... ;)
            • grek.grek O "rockym" dwa słowa 28.05.10, 13:09
              ;)

              Pewnie zaskoczy, bo Binoche chyba nie wzięłaby roli w kiepsko zapowiadającym się filmie. Niby grała u Kieślowskiego, ale i
              nie była wtedy jeszcze taka znana i sam Kieślowski był markowym
              reżyserem, w przeciwieństwie do Szumowskiej, która na swoje
              nazwisko, jakby jednak nie patrzeć, dopiero pracuje.

              Coś podobnego pada w końcówce "Greka Zorby" : "tacy jak ja, powinni żyć kilka razy" - nie wspomnę dokładnego cytatu.

              Btw, skończyłem "Rocky'ego" i im dalej było w las, tym mniej okazale. Talia Shire nie wziąła roli, więc dali inną i ta inna kibicowała i dodawała animuszu tak, jak kiedyś Talia Shire - jakby Stallone koniecznie musiał się trzymać swojego schematu.

              Prawie zapomniałem też, jak kiepsko zawsze wyglądają te ringowe usiłowania - boks, to taka zabawka, w której mistrzowie
              są mistrzami i tym się róznią od meneli spod remizy, że umieją :
              a) obronić się przed ciosem, b) mają zakodowane trafianie w najczulsze punkty przeciwnika. I u Stallone Rocky zasłania się własną twarzą, a mistrz niby nigdy nie umie go trafić w brodę tak,żeby go uśpić. Co ja mówię, trafia go około tysiąca razy, a ten nie dość, ze nie śpi, to jeszcze idzie do przodu i kontratakuje, a potem zwycięża :) Co to za mistrzowie, co nie umieją się bronić i znokautować odsłoniętego całkowicie przeciwnika ? I to jeszcze waga ciężka jest, słuchajcie :)
              Gdzie ciosy ważą naprawdę dużo, bo wyprowadza je masa duża (zawsze w ty filmie podawana jest, niby, waga obu bokserów i zawsze jest to 100 kg albo więcej), przy tej szybkości, to powinny być ciosy kończące. A tutaj nic z tych rzeczy.

              Fajne są te fragmenty z liczeniem - Rocky na deskach, leży jak trup, sędzia liczy do 6 - jeszcze trup, sędzia przy 8 - ocknął się, na 9 - pełna gotowość. Boks w Rockym jest na poziomie realizmu pokera z Wielkkiego Szu :) To zawsze było trochę rażące i wg mnie finałowy boks zawsze był najsłabszym punktem filmów. Najlepszym za to, był ten fragment przed - czyli, taki wideoklipowy pokaz treningów przygotowawczych, zakończony wbiegnięciem po schodach Muzeum Sztuki w Filadelfii. I zawsze jest to pokazane ze skoczną muzyczką jakąś.

              I fani. Rany, jak to sztucznie wyglądało w każdej serii - wiadomo, Filadelfia working-class-city, jej bohaterami zostają sportowcy przypominający samych mieszkańców, zblizeni do mentalności tego miasta, co wyjaśnia dlaczego filmowy Rocky nawet się tam pomniku doczekał, ale
              ilekroć tych fanów pokazują w filmie, to zawsze przypominają oni jakiś
              zestaw kukiełek z Muppet Show, a nie żywych ludzi - i to skandowanie imienia boksera, z tym akcentem - obrzydliwe :)

              Inna rzecz - to strasznie hamerykańskie ogrywanie wątku, ze rozmową, paroma banałami da się w try miga człowieka przekonać, wyleczyć z niemocy, w dwie minuty z wahającego się Hamleta zmienić w tępego w swej pewności siebie Leppera - każdy problem da się przegadać, to jasne, ale w Rockym idzie to momentami bardzo prymitywnie, a VI cz wyjątkiem nie jest, a wręcz przeciwnie (rozmowy Rocky'ego z synem, z tą swoją nową sympatią. Stare duchy znów straszyły.

              Mówiłaś, Barbasiu,że Stallone raczej skłania się ku zamknięciu serii i zdaje się tak to wygląda. To chyba najlepsza informacja z tego seansu.

              Dobrze, że został Burt Young w obsadzie, bo naprawdę nie byłoby czego pochwalić :))

              No i ktoś się porządnie szarpnął, skoro HBO, czy inna ESPN, wkręciła się w tryby i w Mandalay Bay w Vegas zrobili tę walkę ostatnią w formie regularnej transmisji telewizyjnej - z całą publiką, sterując jej reakcjami - podejrzewam, ze ludzie przyszli na inną okazję do hali, a w Rockym wystapili przypadkiem, i mieli zapewne dużo frajdy z tego powodu, niemniej zawsze to parę groszy musiało kosztować, a stacja dająca całą oprawę swoje koszty poniosła, bo budżet chyba wielki nie był. Jakby było inaczej, to by była Talia Shire ;)).
              • barbasia1 Re: O "rockym" dwa słowa 28.05.10, 15:50
                Widzę, że wciąż nie moższ się pogodzić z odejściem Talii Shire...
                Bardziej chyba niż Sylwester!? ;)

                O tym, że Stallone planuje na Szóstce zakończyć serię o Rockym
                wyczytałam w moim dodatku TV (Dziennikowym), ale po obejrzeniu
                filmu, wcale nie jestem tego taka pewna!
                Zakończenie pozostaje w gruncie rzeczy otwarte.
                I zauważ, że Rocky znajduje się w takiej samej sytuacji, w jakiej
                był , kiedy po raz pierwszy go zobaczyliśmy w Jedynce - dopiero co
                poznał kobietę...
                Co więcej, Rocky ma teraz spore doświadczenie życiowe ... którym
                mógłby się podzielić z innymi!? Nie zdziwiłabym się więc, gdyby
                powstały kolejne części z Rockym w roli trenera, mentora?
                (obawiam się, że trzeba będzie jeszcze ... uśmiercić Pauliego? ;)

                A ja się krzywię na myśl o wątku z tą prymitywną dziewuchą z baru,
                która najpierw zaczepiała Rocky'ego, szydziła kpiła, że stary i do
                niczego (chciała, zeby ten postawił kolejkę jej i jej kumplom, ale
                Rocky odmówił ), a potem doznała nagłej wielkiej przemiany, na
                widok podnoszącego się z desek po nokaucie Rocky'ego (w knajpianym
                telewizorze) sama wstała, żeby wrazić uznanie dla tego, z ktorego
                wcześniej szydziła. Jakieś to takie egzaltowane było.

                Widzisz miałm Cie pytać o tę walkę, strasznie ... profesjonalna mi
                się wydała ;/
                Ale już tej akcji po ciezkim nokaucie i podnoszeniu się z desek
                przyglądałam się z podejrzliwoscią! No aż tak naiwna to ja nie
                jestem. ;))

                :)



                • grek.grek Re: O "rockym" dwa słowa 29.05.10, 13:15
                  Aż tak widać ? ;)

                  Coś w tym jest, masz rację - jakby historia zatoczyła pętlę. Ciekawa rzecz w ogóle, bo na ringu też jest podobnie - w oryginale nie obchodzi go, czy wygral z Creedem - był nikim i w wielkim czempionem dał radę wytrwać 15 rund, nie liczył ną wygraną na punkty i wie,że nie wygrał, woła żonę, a nie dba o wyniki punktowe - za to Creed i jego sztab stoją cali spoceni, czy się udało, czy nie, chociaż wiadomo, że się udało, bo był lepszym zawodnikiem na ringu - im strasznie zależy na tym tytule mistrza, Rocky'emu na czym innym, on swoją wygraną miał w tym, że przetrwał. I tak samo jest teraz - mistrz cały spięty czeka na werdykt, a Rocky znów ma to gdzieś, bo znów sam dla siebie, i dla widowni także, jest zwycięzcą i znów dlatego, bo przetrwał, bo się sprawdził.

                  Rocky był mentorem w V częsci, trenoał wtedy tego przykościstego białasa, pamiętasz ? Nie za bardzo mu to wyszło, bo chłopaczyna go
                  wyślizgał i zostawił dla bogatego sponsora, dziwnie bliskiego imidżowo do znanego promotora i kanciarza Dona Kinga ;)

                  Trochę chyba Ci podkopałem wiarę w profesjonalne podejście Stallone do tematu ;) Ale, niestety, z boksem zawodowym niewiele ma to wspólnego, w normalnej walce ktoś tak odsłaniający się, nie stosujący gardy ani uników, jak Rocky nie tyle nie byłby mistrzem świata, co najpewniej skończyłby w sanatorium po pierwszej albo drugiej walce z przeciętnym bokserem w cięzkiej wadze. Wiesz, to tak jak z tym pokerem w Szu - bajka i surreal, w normalnym pokerze liczy się matematyka, zdolność szybkiego obliczania szans na odpowiednie konfiguracje u siebie i u przeciwników i umiejętne licytowanie. Oszuści też nie są w stanie wstawiać takich numerów, jak Nowicki na planie, bo to fizycznie jest po prostu niemożliwe. Ale, wiesz, bajki się zawsze przyjemnie ogląda i w obu tych filmach chyba (na pewno ?) o to chodzi - żeby było atrakcyjnie i nieztejziemi.
                  • barbasia1 Re: O "rockym" dwa słowa 29.05.10, 14:05
                    grek.grek napisał:

                    > Aż tak widać ? ;)

                    haha
                    Widać, widać,
                    niestety! ;/

                    > Coś w tym jest, masz rację - jakby historia zatoczyła pętlę.
                    Ciekawa rzecz w ogóle, bo na ringu też jest podobnie [...]

                    HA !!!
                    Zaprawdę prawdziwym fanem i znawcą "Rockyego" byłeś/ jesteś!
                    Jednak niewiele pamiętam z Jedynki, a części piątej chyba w ogóle
                    nie oglądałam, nie przypominam sobie...

                    A więc motyw mentorowania, trenowania już się pojawił... Ale z
                    drugiej strony, myślę, nic nie stoi na przeszkodzie by Rocky raz
                    jeszcze spóbował zająć się szkoleniem i by ta próba tym razem,
                    inaczej niż w cz.V, zakończyła się sukcesem!? Jak myślisz? ;)

                    Wiesz, własnie znalazlam dobrego kandydata do trenowania dla
                    Rockyego :) - tego ciemnoskórego! syna małej Marie, z którym się
                    zaprzyjaźnił, młody jeszcze, ale już kawał chłopa z niego!!!?

                    > Trochę chyba Ci podkopałem wiarę w profesjonalne podejście
                    Stallone do tematu ;
                    :)
                    Nie da się ukryć!




                    • grek.grek Re: O "rockym" dwa słowa 29.05.10, 15:32
                      Nie zaprzeczę :) Brak Adrien/Talii - bardzo. Tylko ciekawe, co było pierwsze : ona odmówiła najpierw i scenariusz był pisany pod jej odmowę, czy scenariusz był gotowy, a ona odmówiła i Stallone musiał go przerabiać. Swoją drogą, taki ten scenario wyrafinowany, ze pewnie to trwało 2 godziny ;)

                      Ten ciemnoskóry, to z piłką do kosza się kręcił bardziej :)

                      Nic nie jest wykluczone, ale coś nie bardzo wierzę w VII część - na pewno parę wątków by się znalazło do rozwinięcia, osobistych, ale brakuje właśnie czegoś nowego w boksie. Właściwie wszystkie możliwe konfiguracje Rocky już przerobił. Znalezienie czegoś nowego, pasującego logicznie do całości serii, będzie bardzo trudne. Never say never, ale jeśli VII powstanie, to może być totalna klapa, o ile VI już nią nie była.
                      • barbasia1 Re: O "rockym" dwa słowa 30.05.10, 13:57
                        A ja podejrzewam, że Stallone uśmiercił Adrien nie pytając wcale
                        Talii o zdanie.


                        Właśnie znalazłam info, że Talia Shire z domu nazywa się Coppola! i
                        jest rodzoną siostrą Francisa Forda Coppoli!!! Włoska familia (la
                        mafia) filmowa. ;)

                        Pożyjemy zobaczymy, czy powstanie część VII.

                        :)
                        • maniaczytania Re: O "rockym" dwa słowa 30.05.10, 19:09
                          barbasia1 napisała:

                          > Właśnie znalazłam info, że Talia Shire z domu nazywa się Coppola! i
                          > jest rodzoną siostrą Francisa Forda Coppoli!!! Włoska familia (la
                          > mafia) filmowa. ;)


                          Barbasiu, myslalam, ze o tym wiesz :) w koncu pewnie dlatego grala pierwsza zone
                          Michaela Corleone :)
                          A no i jest ciocia Sofii Coppoli i Nicholasa Cage'a ;)
    • grek.grek Rozplan na dziś 28.05.10, 15:34
      21:30 Dom Latających Sztyletów, tVP 1.
      22:00 Wyspa, TVN
      23:40 zagubiona autostrada, tvp 1
      23:50 Ptasiek, POlsat

      Niby kupa wszystkiego, a jakoś tak bez czegoś, co by było hytem absolutnym i dystansowało resztę ;) Ale wybór jest, to się chwali.
      Chyba nie widziałem jeszcze DLS, więc pewnie się połakomię. Lynch
      mnie irytuje jak ząden reżyser, bo poza wizualną stroną tego, co
      kręci, aurą niepodrabialną, mam wrażenie, że sobie z widza robi
      normalne jaja - że o nic w tych jego filmach nie chodzi, są zbiorem
      sennych widoczków, wymieszanych dokładnie ze sobą, a nie rozczłonkowaną i sprytnie zmiksowaną fabułą; w jakimś wywiadzie, co go czytałem, powiedział najpierw, ze jego filmy nie mają sensu i nie należy się go
      tam doszukiwac, a dwie linijki później, że można dostrzec w nich logikę, jesli się naprawdę zechce poskładać je w należyty sposób, w sugestii - że są jak rozsypane puzzle plus symboliką nasycone, żeby łatwiej nie było. Więc, nie wiem już w czym rzecz ;) Fakt faktem, że jest to w jakiś sposób intrygujące. Tyle, że niekiedy mam wrażenie, że to eksperymentowanie z formą i chronologią, z sensem jako takim, to rodzaj alibi twórców, którzy w rzeczywistości nie mają nic ciekawego do powiedzenia, nie mają historii do sprzedania. Nie każdy film Lyncha taki jest, ale Mullholand, czy właśnie Autostrada - są takowymi.

      Wyspa chyba była, jakiś czas temu, nie ? Coś mi świta... ;)

      Ptasiek pwnie się zacznie po północy, bo na Polsacie jakieś targi muzyczne, rozrywkowy maraton, co czy oni tam mają o tej porze roku, fakt faktem że nigdy nie kończą o czasie, heeh.
      • barbasia1 Re: Rozplan na dziś 28.05.10, 16:24
        grek.grek napisał:

        >Lynch
        > mnie irytuje jak ząden reżyser, bo poza wizualną stroną tego, co
        > kręci, aurą niepodrabialną, mam wrażenie, że sobie z widza robi
        > normalne jaja [...]

        !
        Z ust mi to wyjąłeś! Takie wrażenie miałam już dawno temu, oglądając
        premierę długo oczekiwanej 2. serii miasteczka Twin Peaks w TVP!
        Ostatecznie nie obejrzałam jej w całości, z "Autostrady" bez żalu
        zrezygnuję.

        > Wyspa chyba była, jakiś czas temu, nie ? Coś mi świta... ;)

        "Wyspa" już była, rok temu (zapomniałam)!, a podwątek zapoczątkowała
        Notteanapoli -

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,93677502,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html

        Nie oglądałam wtedy, może więc luknę teraz, "Ptasiek" za późno leci.
        Nie przypomnę go sobie tym razem.

        DSL

        Bardzo widowiskowy, z efektownymi scenami walki, fruwającymi w
        powietrzu wojownikami, latającymi sztyletami.
        A w to wszytsko wpleciona love story! :)
        Dobry dla relaksu!
        :)
        • pepsic Re: Rozplan na dziś 28.05.10, 18:14
          "DSL" - wszystko to prawda Barbasiu. Dodam, że dla miłośników gatunku, do
          których osobiście nie należę. Obejrzałam z grzeczności, bo w środku to się
          nudziłam.
          "Ptasiek" - bardzo dobrze sfilmowany jak przystało na porządną literaturę, co w
          swoim czasie z przyjemnością stwierdziłam, ale na pewno wszyscy znają i nie
          muszą ślęczeć do rana.
          • grek.grek Re: Rozplan na dziś 29.05.10, 13:28
            hehe, no prawie, skończył się o trzeciej ;)

            Za drugim razem niespecjalnie mnie kręcił, znacznie mniej niż w debiucie, bo starałem się wysilałem i koncentrowałem, ale nie uchwyciłem jakiegoś przejmującego tonu w tej historii, brakowało jej tego ostrego zęba, którym by mnie w tyłek ugryzła, niemniej : moja ulubiona scena - wyobrażenia lotu ptaka, ze świetnym motywem muzycznym, na pojedynczym, długim ujęciu kamery : nie zestarzała się ani trochę. No i polowanie na psy, kiedy grubas z siatką zasadza się na małego psiaka i powiada "musze go złapać, to na pewno przywódca bandy" - bawi i bawić mnie będzie chyba zawsze.
        • grek.grek Re: Rozplan na dziś 29.05.10, 13:22
          Dls na dzisiaj mam, skoro dodatkowo obie polecacie (Pepsic, z pewną taką nieśmiałością ;), to z tym większą chęcią popatrzę. Kino azjatyckie to jest jednak jakaś nowość w tej formie, widowiska które biją na głowę te wszystkie amerykańskie superprodukcje - jest w tym historia, jest poezja, jest polityka, jest egzotyka, jest mistyka nawet, ale jest i właśnie akcja, dynamika, efektownośc, ale efektowność w pewnej konwencji zawieszona, nie sama dla siebie. Amerykanie są jednak strasznie prymitywni na tym tle, zwyczajnie nie leży to w ich naturze, żeby dawać kasę, i robić, coś więcej niż papę dla ciemnoty.
          • barbasia1 Re: Rozplan na dziś 29.05.10, 16:56
            Wielką fanką produkcji chińskich z gatunku "wuxia pian",
            ("wojownicza rycerskość", jak tłumaczą), może nie jestem, ale
            przyznam, że z przyjemnością oglądałam, kiedyś "Dom ..."
            i "Hero" /pamiętasz, Greku?!; zraesztą oba filmy wyrezyserował ten
            sam człowiek - Zhang Yimou ( wcześniej zrobił m.in. piękny
            film "Zawieście czerwone latarnie" (1991)/

            Mnie urzekła przed wszytskim warstwa wizualna, szaleństwo kolorów,
            barwne kostiumy, plenery i jeszcze piękno ruchów aktorów,
            zapamiętałam wspaniałą scenę "zabawy w echo", kiedy
            piękna, "niewidoma" Mei wskazując bębeneki, w które trafiają ziarnka
            fasoli rzucane przez Leo wykonuje niezwykły ekspresyjny taniec...



            :)
            • grek.grek Re: Rozplan na dziś 30.05.10, 13:52
              Pamiętam "Hero" :) Pierwszorzędne widowisko. Plastycznośc, rzeczywiście najwyższej próby w tych filmach. Jeszcze nie zacząłem "Domu...", ale apetyt mi się zaostrza każdego dnia i po każdym takim wpisie, jak Twój :)
              • barbasia1 Re: Rozplan na dziś 30.05.10, 14:25
                Miło mi! :)

                Aż żałuję, że nie obejrzłam "Domu...", raz jeszcze w piątek, może
                coś więcej bym napisała, może jeszcze bardziej atrakcyjniej bym
                zachęciła !? ;)




                • grek.grek Re: Rozplan na dziś 30.05.10, 14:50
                  NIe wątpię, ale i tak jest dobrze :)
                  • barbasia1 Re: Rozplan na dziś 30.05.10, 15:00
                    grek.grek napisał:

                    > NIe wątpię, ale i tak jest dobrze :)

                    :)))))


          • barbasia1 Re: Rozplan na wczoraj 30.05.10, 12:41
            Galę FPFF w Gdynie obejrzałam (i udzielam pochwały reżyserowi -
            Krzysztofowi Maternie; Gala była ciekawa, urozmaicona, zabawna, z
            pomysłem).

            Wedykty i tytuły filmów zamieszczam:
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7951946,Zlote_Lwy_dla_filmu__Rozyczka__Jana_Kidawy_Blonskiego.html

            Żabyśmy jeszcze te polskie filmy mogli później oglądać w naszej
            Polskiej Telewzji o ludzkich porach!
            • grek.grek Re: Rozplan na wczoraj 30.05.10, 14:06
              Może jak się zmienia priorytety w TVP i zamiast 50 żałośnie jednakowych i nędznych seriali, które idą jednocześnie w tygodniu będzie przynajmniej 5 filmów dobrych o dogodnej porze. Tylko, kto to posprząta ?

              O Gdyni na razie sobie czytam tu i tam, i, z tego co piszą, poziom nie powalił na łopatki... ;)
              • barbasia1 Re: Rozplan na wczoraj 30.05.10, 14:38
                >Tylko, kto to posprząta ?

                I czy my dożyjemy tych czasów? ;)


                > O Gdyni na razie sobie czytam tu i tam, i, z tego co piszą, poziom
                >nie powalił na łopatki... ;)

                Też takie głosy, słyszłam, czytałam.
                Może tego należało się spodziewać po wspaniałym, bogatym w dobre
                filmy ubiegłym roku?

                • grek.grek Re: Rozplan na wczoraj 30.05.10, 14:56
                  Hehe :)

                  Wiesz, ja krytyce specjalnie nie dowierzam, ale na razie to moje jedyne źródło wiedzy (albo "wiedzy") i tak papuguję trochę, choć sądze,że większość z tych filmów jest przynajmniej interesująca, a ja bym je z ochotą zobaczył i sam sobie zdanie wyrobił - miło by było, jakby zrobili jakiś kącik w TVP dla prezentacji młodego kina; kiedyś takie coś było, nawet całkiem niedawno, 3-4 lata temu, pokazali "Inferno", "Bellissimę" i parę innych tytułów. Od tamtego czasu w TVP tylko więcej seriali, łepkowszczyzny, polityków i taniego jak barszcz hamerykańskiego kina klasy G. Szkoda, bo zycie jest krótkie, a oni marnują czas swój i nasz w sposób bezprecendensowy. Można zrobić naprawde wiele, jesli się chce i ma trochę ikry. A tutaj z TVP się zrobiła machina wyborcza, wielkie lanserium dla Łepkowskiej i jej wujowej TFU!rczości i nic poza tym. To już nawet smutne nie jest, to zaledwie żenujące.

                  • barbasia1 Re: Rozplan na wczoraj 31.05.10, 16:42
                    grek.grek napisał:
                    > Wiesz, ja krytyce specjalnie nie dowierzam, ale na razie to moje
                    >jedyne źródło wiedzy (albo "wiedzy")

                    :)
                    I słusznie!
                    Krytycy nie raz już udowodnili, że mogą się bardzo mylić.

                    Szkoda, bo zycie jest krótkie, a oni marnują czas swój i nas
                    > z w sposób bezprecendensowy [...]

                    To krótkowzroczność. Telewizja na tym straci, jeśli już nie traci,
                    bo ludzie, widzowie,nie będą czekać na łaskę tVP i znajdą sobie te
                    filmy w wypożyczalniach, albo jeszcze prędzej w internecie i to
                    wypożyczalnie, i internetowe strony filmowo-serialowe będą miały
                    zyski, a nie TVP.

                    :)
              • barbasia1 Re: Rozplan na niedzielę 30.05.10, 14:52
                "Sopocka Noc Kabaretowa" dziś w Polsacie od 20.00, polecam z pewną
                taką ostrożnością!?

                W TVP 2 o 23.10 "Kocham kino", o Festiwalu Filmowym w Gdyni ma być
                dziś mowa.
                A póżniej o 0.25 :// "Ostatnie Tango w Paryżu" Bertolucciego.

                A kto "Tanga" nie obejrzy, niech przeczyta TO:
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,106327151,_Ostatnie_tango_w_Paryzu_spojler_komentarz_za_3_gr.html

                !
                :)
                • grek.grek Re: Rozplan na niedzielę 31.05.10, 13:54
                  Odpuściłem, ale Łowcy kropka be, Kabaret młodych Panów, Kabaret skeczów męczących, Halama, kryszak ... jak zobaczyłem tę obsadę, to nie miałem wyjścia.

                  Migneła mi Magda Mleczak, wyglądała świetnie. bałtroczyk się produkował dzielnie, ale para konferansjerów to mało, zeby marnować wieczór :)
                  • barbasia1 Re: Rozplan na niedzielę 31.05.10, 14:48
                    :)
                    Ja też odpuściłam, od połowy zaczęłam oglądać i szczęśliwie
                    trafiłam na najlepsze występy tego wieczora Kabaret Harbi świety,
                    jak zawsze -i potem Grupę Rafała Kmity ze starym numerem (w ktorym
                    różne przewrotne scenki pokazywali m.in. taką - do domu wpada mąż,
                    patrzy a tu żoną łóżku z kochankiem ... I w tych okolicznościach
                    robi awanturę żonie o to, że ... pali w łóżku - Ty to chyba też
                    widziałeś!?
                    I na plus jeszcze Konferansjerzy - Bałtroczyk i Magda Mleczak, tak;
                    reszta po staremu czyli monotonnie, bełkotliwe, nieśmiesznie.


                    > Migneła mi Magda Mleczak, wyglądała świetnie.

                    Eeee, koścista jakaś taka.
                    ;)
                    • grek.grek Re: Rozplan na niedzielę 31.05.10, 15:37
                      Chyba widziałem, coś mi świta. MNie się trafił Grabowski - w monologu, który chyba Górski napisał. Dobre. Znałem to wcześniej, ale Grabowski tak dobrze interpretuje, że obejrzałem sobie, czasami pzrerzucając na Kocham Kino w Dwójce, ale tam się działo mało, albo jeszcze mniej - bardzo konwencjonalne rozmowy z nagrodzonymi w Gdyni. Nic ciekawego.

                      Magda Mleczak koścista ? Kiedyś paradowała w figach po scenie, w jakimś skeczu Słoiczka po Cukrze i na chudą nie wyglądała ;) MOże się trochę zmieniła od tamtego czasu, a może to sukienka jakaś nietrafiona, hehe.
                      • barbasia1 Re: Rozplan na niedzielę 02.06.10, 13:59
                        :)
                        Mnie też niestety nie porwała ta relacja z Gdyni i rozmowy z gośćmi,
                        co z bólem serca przyznaję, aleeee tłumaczę to sobie tym, że
                        pewnie wszyscy łącznie z prowadzącą myślami byli już na bankiecie
                        pogalowym, dźwięczącym w tle i skoncentrować się na rozmowie nie
                        byli w stanie ... ;)


                        Z tych wszytkich filmów, o których czytałam, najbardziej ciekawi
                        mnie "Matka Teresa od kotów", który mimo, że zauważony, chwalony,
                        żadnej nagrody nie otrzymał. Czytałeś/ czytaliście, może o tym
                        filmie?
                        Film osnuty jest na autentycznym wydarzeniu - zabójstwie matki
                        dokonanym przez przez jej dwóch synów, nastolatków. Reżyser Paweł
                        Sala nie koncentuje tu się jednak na samym tragicznym wydarzeniu,
                        ale cofa się do wydarzeń poprzedzających tę potworną zbrodnię
                        usiłując znaleźć jej przyczyny. Przygląda się bohaterom dramatu,
                        matce jej , synom, otoczeniu w jakim żyli, by dopowiedzieć na
                        pytanie, skąd się wzięło zło w tym przypadku.


                        Podobno świetną, przejmującą rolę matki stworzyła tu Ewa
                        Skibińskia (wreszcie ta zdolna aktorka znowu doczekała się ciekawej
                        roli, po tych wszytkich chałach serialowych).

                        Lubię filmy psychologiczne, lubię przyglądać się ludziom, ich
                        zachowanim, babrać się w emocjach, w duszach, bardzo. ;)


    • pepsic "Biedroneczko, biedroneczko" z wczoraj - Ale Kino! 30.05.10, 16:57
      Z dedykacją dla naszych parlamentarzystów i pod spóźnioną rozwagę, jako że na dniach uchwalili/zatwierdzili ustawę o przemocy w rodzinie IMHO stwarzającą ogromne pole do nadużyć. O ile się orientuję w GB temat zrewidowano problem drastycznych form stosowanych przez opiekę społeczną rozwiązano idąc w kierunku udzielania pomocy. Historia oparta na autentycznych wydarzeniach, gdzie samotnej matce odebrana zostaje czwórka dzieci, a potem już ze związku z obcokrajowcem kolejna dwójka (noworodka zabrano wprost ze szpitala, co przypomina sprawę Róży, z tym że film pochodzi z 1994 roku!). Niezłe kino z gatunku realistycznych, ale z mieszanymi uczuciami spoglądałam, bo zachowanie matki irytowało - zamiast walczyć o zawłaszczone dzieci rodziła kolejne.
      • grek.grek Re: "Biedroneczko, biedroneczko" z wczoraj - Ale 31.05.10, 14:01
        Wiesz, opieka społeczna, to nie takie swawolne dyzie, nie będą nikomu włazić w zycie rodzinne, jesli autentycznego powodu nie będzie. Ta ustawa daje jasną wykładnię - jesli z powodu niedyspozycji wychowawczej rodziców dziecko jest pozbawione opieki, to człowiek od socjalu wkracza i ma prawo się tym dzieckiem zająć, albo skierować je w odpowiednie miejsce, gdzie się nim zajmą, a państwo Pijaczkowie i panstwo BIjaczkowie będą się tłumaczyć ze swojego łajazostwa, zaś sąd rozsądzi, czy nadają się na rodziców, czy nie. To dobre narzędzie. Presja na rodzicach będzie większa, może to wymusi na nich wyższy stopień odpowiedzialności za swoje bachory, bo skala zaniedbań mała nie jest.
        • pepsic Re: "Biedroneczko, biedroneczko" z wczoraj - Ale 31.05.10, 15:00
          Ale świat nie jest czarno-biały, a i naszym sądom daleko do ideału o
          czym świadczą ostatnie medialne fakty i pochopne decyzje odbierania
          dzieci z powodu biedy. Niech państwo wspiera takie rodziny, a nie
          wybiera drogę na skróty. Oczywiście nie mam na myśli skrajnych
          przypadków, jak maltretowanie fizyczne i psychiczne, czy
          molestowanie, bo to podpada pod kodeks karny i nie potrzebna jest
          żadna dodatkowa ustawa, która notabene przyczyni się do powstania
          jeszcze potężniejszej machiny biurokratycznej. A co z ewentualnymi
          zemstami skłóconych małżonków, czy choćby wrogich sąsiadów?
          Odkręcanie oszczerstwa trochę trwa, a dzieciom w tym czasie funduje
          się traumatyczny pobyt w izbie dziecka. Czy ustawa wymusi wyższy
          stopień odpowiedzialności? Nie byłabym taką optymistką jak Ty, ponoć
          udowodniono, że restrykcyjne prawo nie wpływa w żaden spsoób na
          zmniejszenie skali konkretnego przestępstwa.
          • grek.grek Re: "Biedroneczko, biedroneczko" z wczoraj - Ale 31.05.10, 15:48
            Ja wierzę, ze to nie będzie działanie z automatu - sąsiad informuje, to mops idzie i zabiera dzieciara bez pytania, dania racji, rozejrzenia się i sprawdzenia, co jest grane, a dopiero potem zaczyna się odkręcanie.tak to działa i teraz, więc może bardziej klarowne określenie praw przysługujących opiece spolecznej wymusi na rodzicach więksżą odpowiedzialnośc, tak samo jak na pracownikach, którzy zdają sobie sprawę chyba z tego, jak muszą być ostrożni tych okolicznościach. Jesli tak się będzie działo, to będzie wina pracowników niewykwalifikowanych, a nie zapisów ustawowych. Zapisy są orajt. Zawsze jest obawa, jak będą stosowane, i bankowo nie da się wykluczyć jakichś epizodów z nadużyciami, ale tak jest na każdym polu. Grunt, żeby nie robić z tego argumentu w drugą stronę, że ustawa jest do chrzanu, i zachować jakiś poziom racjonalności w ważeniu proporcji.
            Ja bym proponował, żeby dać czas tym przepisom i zobaczyć jak się sprawdzą :)


    • barbasia1 Dziś w Teatrze Telewizji prawdziwy rarytas 31.05.10, 15:12
      "Kłopoty to moja specjalość" sztuka na podstawie powieści Raymonda
      Chandlera z 1977 roku! W zakomitej obsadzie z m.in. Barbarą
      Brylską, Zbigniewem Buczkowskim i Jerzym Dobrowolskim, w roli
      detektywa Philipa Marlowe'a.
      :)
    • kres8 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 31.05.10, 17:58
      Może wam przyda się info, chyba że już sami czytaliście:

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,7945330,Gazeta_pl_wprowadza_nowy_cykl_darmowych_filmow_w_weekendy.html
      waszefilmy.gazeta.pl/index.php/
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 01.06.10, 14:10
        Leżę, nie mam dvd ;)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 01.06.10, 14:31
          grek.grek napisał:

          > Leżę, nie mam dvd ;)

          Mignęła mi ta strona, ale jeszcze się w nią nie zagłębiałam.

          Greku, nie musisz mieć DVD, bo tak jak na stronach serialowo -
          filmowych tu można oglądać filmy on-line, tak mi się przyjamniej
          wydaje, być może trzeba będzie jeszcze jakiś program doinstalować?
          Jak to rozgryzę , dam Ci znać!
          :)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 01.06.10, 15:18
            Dobra :)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 01.06.10, 15:43
              grek.grek napisał:

              > Dobra :)
              OK:)
              W okolicach weekendu dam zać, bo tylko w trzy dni- piątek, sobotę,
              niedziele, można na tej stronie oglądać filmy za darmo.

              Greku, a jakie Ty masz przeglądarki na swoim komputerze?

              Ja stronę serialową z Californication odpalam w domu na Mozilli
              Firefox, w Internet Explorer nie chce działać!?

              :)
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 02.06.10, 10:32
                MOja biegłość w zakresie podstawowych pojęć technicznych jest na poziomie talentu aktorskiego Mroczka. Dowolnego. Albo obu naraz. :)
                Nie wiem, czy to wypali wszystko...a do tego, jakoś mi się dziwnie
                zawsze coś wpakuje w grafik i nie zdązyłem nawet tego "Enen" jeszcze
                obejrzeć. Albo trzeba mi 25 godziny, albo mam awersję do oglądania
                filmów na monitorze ;)
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 02.06.10, 12:43
                  grek.grek napisał:

                  Mam rozumieć, że się wykręcasz od oglądania filmów, Greku?
                  To, niemożliwe? ;))

                  A tak serio, rozumiem Cię doskonale, no i pamiętam o Twej awersji
                  do oglądania filmów na kompie.
                  Ja przyjrzę się tej stonce, jakby co, udam się na konsultacje (moja
                  znajomość kompa jest na poziomie talentu Kasi Cichopek, więc
                  dorobinę tylko lepsza od Twojej :) , a Ty jeśli będziesz kiedyś
                  zainteresowany to daj znać, powiem Ci, co i jak.

                  :)
                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 02.06.10, 13:45
                    heh, wiesz, jeśli mnie limituje nieznajomośc techniki, to chcenie albo niechcenie nic nie pomoże :)

                    Dzięki za propozycję, może, kiedy już się wkręcisz, to coś opowiesz... ?
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 02.06.10, 14:26
                      grek.grek napisał:

                      Najlepiej jakbyś kogoś na miejscu, Greku, poprosił o konsultacje!

                      Zdaje się strony serialow-filmowe nie na wszytskich przeglądarkach
                      działają.

                      > kiedy już się wkręcisz, to coś opowiesz... ?

                      Chętnie, ale najpierw muszę nadrobić straszne zaległości(a lista
                      zamiast maleć, rośnie), kilka wcześniej obiecanych rzeczy mam do
                      opowiedzenia, z kolejnym odcinkiem Cali na czele,
                      a i jeszcze do obejrzenia (np. film "Ostrożnie, pożądanie", który,
                      jak już mówiłam, zdobyłam kiedyś!)!!?

                      :)
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 12:55
                      grek.grek napisał:

                      > heh, wiesz, jeśli mnie limituje nieznajomośc techniki, to chcenie
                      albo niechcenie nic nie pomoże :)

                      Greku, jeśli tak, to musisz zwócić się do tego, co Ci instalował
                      oprogramowanie na komputerze, a jeśli ten jest niedostepny, to do
                      kogoś kto zna się na kompach, żeby Ci doinstalował nową
                      przegladarkę (może też trzeba uaktualnić całe oprogramowanie? ) i
                      pokazał co i jak ( przede wszytskim z administrowaniem kompa!, no i
                      co robić na tej stroną z Wyborczej, żeby oglądać filmy za darmo!).

                      :)
                      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 14:25
                        O kurdesz... ;) Zobaczę, co się da zrobić.

                        Na Cali-next czekam jak zawsze :)
                        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 14:27
                          Ucięło mi... posta.

                          Na resztę ew opowieści (w miarę Twoich możliwości, oczywiście) - czekam również, rzecz jasna :)
                          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 15:18
                            grek.grek napisał:

                            > Ucięło mi... posta.

                            A mnie odcięło od sieci!!! Awarię właśnie mieliśmy!!! Na szczescie
                            wyjatkowo szybko się uporano się z ponownym uruchomieniem internetu.

                            Nawet nie zdążyłam przeczytać postu na temat filmu "Matka" (dzięki
                            wielkie, wczoraj późnym wieczorem wypatrzyłam ten film, zamarzył mi
                            się Twój spojler, no i dziś jest niespodziewanie!!! :)))

                            Cali będzie jutro! Czekając na sieć zaczęłam pisać w kompie
                            streszczenie obiecanego kolejnego siódmego odcinka.
                            Ależ w tym odcinku gadają... Hank gada, zrywa z dziewczynami!!! ;)
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 15:32
                          grek.grek napisał:

                          > O kurdesz... ;)

                          Dasz radę, Greku! :)

                          > Na Cali-next czekam jak zawsze :)

                          Będzie jutro!
                          Wreszcie, wreszcie! :)
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 15:32
                          grek.grek napisał:

                          > O kurdesz... ;)

                          Dasz radę, Greku! :)

                          > Na Cali-next czekam jak zawsze :)

                          Będzie jutro!
                          Wreszcie, wreszcie! :)
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 15:32
                          grek.grek napisał:

                          > O kurdesz... ;)

                          Dasz radę, Greku! :)

                          > Na Cali-next czekam jak zawsze :)

                          Będzie jutro!
                          Wreszcie, wreszcie! :)
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 15:32
                          grek.grek napisał:

                          > O kurdesz... ;)

                          Dasz radę, Greku! :)

                          > Na Cali-next czekam jak zawsze :)

                          Będzie jutro!
                          Wreszcie, wreszcie! :)
                          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 03.06.10, 15:35
                            Ooo! Teraz czkawką się odbiją komputerowi ta awaria!??
                            Byle tylko znów coś się nie zepsuło.
                            :)
    • grek.grek "Dom z piasku i mgły",dziś/"zakładnik" wczoraj 01.06.10, 14:21
      Oglądaliście ? Coś mi się zdaje,że kiedyś było już...

      Wczoraj dziabnąłem "Zakładnika" na Polsacie. Nie spodziewałem się cudów, więc dostałem schematyczną sensacyjkę, w której karty są rozdane w 25 minucie i wiadomo, jak się skończy, a jak wiadomo jak się skończy, to ważne staje się - jak do tego zostanie doprowadzone. I to też nie powala : ot, historyjka o grupce napadziorów na bank, którym przypadkowo w drogę wchodzi policjant, oni go przetrzymują, udaje im się doprowadzić do przejęcia kasy z banku, nawzajem się wykańczają, prym w tym wszystkim wiedzie dziewczyna, której wszyscy pożądają, a ona, niby niewinna i czysta, wszystkich okłamuje i tak sie się ustawia,żeby zostać na końcu z tą kasą - wiecie jak jest, policjant zginąć nie może, musi udaremnić ucieczkę w ostatnim momencie, a jak to tez wiecie, bo trudno znaleźć ostatnio ktryminał, w którym w finale nie decydowała by czechowowska strzelba, co to wisi na ścianie bez przerwy. Milla Jovovich próbuje grać femme fatale, ale tylko do połowy jej to idzie znośnie, co mnie rozczarowało, bo właśnie na stworzenie ciekawej postaci kobiecej liczyłem najbardziej; Samuel Jackson jest już tak manieryczny i tak się przejadł, że się tego oglądać nie da inaczej, jak przez palce; Stellan Skarsgard, który obskoczył już chyba wszystkie filmy z ostatniej dekady wypada najlepiej, ale i tak nieciekawie. Żadnych atutów, tak naprawdę, żadnych scen pojedynczych, które by podnosiły ocenę. Słabe. Bardzo słabe.
      • barbasia1 Re: "Dom z piasku i mgły",dziś/"zakładnik" wczora 01.06.10, 15:07
        Tytuł "Dom z piasku i mgły", jest mi znany, film był już kilka razy
        powtarzany w TVP, ale ja go jeszcze nie widziałam, bo zwykle
        zaczynał się koło pólnocy.
        Dziś, widzę, pora znośna - 22.35! moze więc mi się obejrzeć
        (chyba , że Wojweódzki będzie rozpraszać ;)

        >Milla Jovovich próbuje grać femme fatale, ale tylko do po
        > łowy jej to idzie znośnie, co mnie rozczarowało, bo właśnie na
        stworzenie ciekawej postaci kobiecej liczyłem najbardziej;

        Zawiniła bardziej aktorka, czy jednak scenariusz?

        :)

        • grek.grek Re: "Dom z piasku i mgły",dziś/"zakładnik" wczora 01.06.10, 15:25
          Nie wiem, w sumie... chyba jedno i drugie, solidarnie po połowie. Były tak rózne momenty, kiedy uwodziła Jacksona i jakoś to wyglądało, ale na pełnym dystansie ta rola się rozmyła, rozlazła i ostatecznie sparciała. Szansę dostała średnią, to się zgadza, ale nie wyglądała na babkę, co by dała radę, zwłaszcza,że w pewnym momencie postanowiła ograniczyć środki wyrazu do archaicznego kołysania tyłkiem. MOwą ciała, jakimś przyjętym, intrygującym, niepokojącym czy dwuznacznym stylem zachowań mogła z tej słabo napisanej rólki zrobić chociaż przyzwoita rolę, ale może i nie mogła. Może talentu za mało jednak do takich akurat akcji : tam gdzie miało być intrygująco, wyszło bezpłciowo, tam gdzie niepokojąco - ziewająco, a tam gdzie dwuznacznie - bardziej jednoznacznie niż Pospieszalski w Warto Rozmawiać :)
          • barbasia1 Re: "Dom z piasku i mgły",dziś/"zakładnik" wczora 01.06.10, 15:55
            grek.grek napisał:
            >postanowiła ograniczyć środki wyrazu do archaicznego kołysania
            tyłkiem
            chichichi :)))
            Arachaiczne , ale jakże skuteczne w realu. Tak mi mówiła
            koleżanka. ;)

            >tam gdzie dwuznacznie - bardziej jednoznacznie niż Pospieszalski w
            Warto Rozmawiać :)

            hahahaha :)))

            Greku, Ty to masz oko! Wszelkie fałsze wypatrzysz!

            :)


            • grek.grek Re: "Dom z piasku i mgły",dziś/"zakładnik" wczora 02.06.10, 10:33
              Hehe ;)
              MOże i skuteczne, w zależności od gustu egzemplarza potraktowanego takim kołysaniem natrętnym.
              Na ekranie wyglądało już tylko coraz bardziej irytująco.

              • barbasia1 Re: "Dom z piasku i mgły",dziś/"zakładnik" wczora 02.06.10, 14:32
                grek.grek napisał:
                > Na ekranie wyglądało już tylko coraz bardziej irytująco.

                Rezyser filmu miał chyba odmienne zdanie. ;)

        • pepsic Re: "Dom z piasku i mgły" 03.06.10, 14:37
          Kiedyś oglądałam. Nie przekonała mnie ta pozbawiona logiki i wydumana historia :((
          • barbasia1 Re: "Dom z piasku i mgły" 03.06.10, 15:39
            pepsic napisała:

            > Kiedyś oglądałam. Nie przekonała mnie ta pozbawiona logiki i
            wydumana historia
            > :((

            A mnie wręcz przeciwnie! ale o tym za chwilę...

            Pepsic, Ewo, Greku, Maniu ... "Wallandera" (duńskiego) na Polsacie
            powtarzają! W czwartkowe wieczory w czerwcu o 22.00. (tylko, że
            niestety kończy się około pierwszej!?)
            • pepsic Re: Wallander - szwedzki Polsat 03.06.10, 16:12
              Właśnie wyczytałam przed chwilą w programie sieciowym (papierowy tradycyjnie
              zniknął) i miałam zapodać :) Moja radość tym większa, że od czasu do czasu
              skandalicznie znika z Ale Kino! i nie mam wtedy co oglądać w niedzielę.
              Jest to seria z 2005 roku (I?). Dzisiejszy odcinek oglądałam jako jeden z
              pierwszych, a może drugich. Mam nieodparte wrażenie, że serial zyskuje na
              czasie. Barbasiu w programie WP napisali, że kończy się o 24.oo, czyli nie
              byłoby tak źle, ale nie dowierzam, że reklamy zmieszczą się w tak krótkim
              limicie.
              Ps. Odnośnie "Domu z ..." - nie pamiętam wszystkich detali, ale wrażenia miałam
              nienadzwyczajne i uznałam film za przereklamowany.
              • barbasia1 Re: Wallander - szwedzki Polsat 03.06.10, 16:43
                U mnie w paprierowym dodatku podają, ze nastepną pozycją po
                Wallanderze jest "Zagadkowa noc" o 1.00. Dziwnie długi byłby więc
                ten odcinek Wallandera, 3 godziny z reklamami?, moze to pomyłka i
                film trwa c rezczywiscie do 24.00 Byłoby świetnie!
                :)
                • pepsic Re: Wallander - szwedzki Polsat 03.06.10, 17:21
                  Sam film trwa 1,5 godziny, więc drugie tyle w formie reklam wcale mnie nie
                  zdziwi, jak i to, że doskonały dramat duński "Bracia" sprzed parunastu dni
                  (w efekcie nic z tego nie wyszło) - ta sama stacja zaplanowała w środku
                  nocy/nad ranem. Co do Braci - namawiam i zachęcam do nagrania w razie co. Sama
                  chętnie bym obejrzała po raz kolejny, ale raczej nie amerykański remake (o czym
                  w sąsiednim wątku było).
                  Pzdr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka