Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12)

01.01.11, 10:51
Param, tadam, trututu - niniejszym, trzecia juz, roczna edycje Ojejku za otwarta sie uwaza :)

Ale na dzis to niestety chyba nic nie polece, bo takiej "popeliny" to juz dawno nie bylo :(((
Zle to wrozy, oj zle!

Pozdrawiam noworocznie - mam nadzieje, ze dobrze sie wczoraj bawilisice??? :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek więc : "superman", hehe,"hannibal", "mikołaj" 01.01.11, 12:37
      pozdrawiam także, hepiniujer ;]

      dziś faktycznie zestaw niepowalający, ale może coś z tej mamałygi da się jednak wygrzebać...

      ciekaw jestem "supermana" w tvn [20'30] z jednego powodu - lexa luthora gra kevin spacey, dał se ogolić glacę z tej żałosnej resztki owłosienia plackowatego, więc w sumie się poświęcił dla roli, bo im facet włosów mniej ma na głowie, tym bardziej o nie dba, a jak mówi stare przysłowie apaczów : co z tego, że mało, jesli są piękne !, a im mniej tym są dla nas piękniejsze; ja to sobie wbijam już do głowy, bo kiedyś w końcu sam łysą pałą zaświecę w ciemności.

      kurde balans, pokażcie mi ciekawego, zajmującego superbohatera ? nie ma takich, w filmach tego typu albo macie interesujący szwarccharakter, albo poproście o azyl w argentynie, bo wyjdzie wam zakalec taki, że można nim gwoździe wbijać. więc, po supermenie się niczego nie spodziewam, ale lex to niezły agregat, spacey to dobry aktor, więc może coś z tego wyszło... [częśc z Was pewnie wie, co i jak, hehe, nie krępujcie się, subiektywne oceny mile widziane]

      "hannibala" daje dwójka, i w sumie jest to film na jej poziomie. wszyscy, którzy maczali paluchy w sequelowaniu i prequelowaniu "milczenia" powinni zostać wysłani na dwa tygodnie na syberię. zimą. w samej czapce i gumowcach. byłaby nadzieja, że więcej swoimi brudnymi łapskami nie bedą miziać żadnej filmowej znakomitości, kalając ją barbarzyńsko. "hannibala" napisał harris w ekspresowym tempie, kiedy się okazało, ze ekranizacja "milczenia" zrobiła furorę, od razu poszedł kontrakt na sfilmowanie, redaktorzy naczelni rozmaitych pism mieli przez cały czas pisania rozwolenienie z nerwów; do reżyserki zagonili ridleya scotta, ridley wziął pod pachę swojego człowieka, który mu zawodowo sfotografował "gladiatora", ba - zdjęciami, aranżacją pokrył taką sobie faubłkę i morze patosu i bohaterszczyzny trochę osuszył; hopkinsa kupili, dali mu moore, wzieli oldmana, który miał całkiem ciekawego bohatera do zagrania; mamet, czyli pierwszoligowy zawodnik, napisał scenariusz... a nad wszystkim unosił się cien najpopularniejszego bohatera kinowego w ost 789 latach, na którego powrót widownia czekała z zaciśniętymi pośladkami. znajdźcie lepszy zespół, lepszego okoliczności, lepsze warunki wstępne do odniesienia murowanego sukcesu a Was ozłocę. i co wyszło ? sukces. tyle, ze finansowy. tylko. ludzie polecieli do kina, żeby TO zobaczyć. połowa wyszła w połowie projekcji kręcąc głowami. krytycy nie mieli litości. ci go wychodzili przestrzegali tych, co się wybierali dopiero, ale każdy chcial "to" zobaczyć na własne oczy, nie dowierzał, musiał się sam przekonać...
      fani lectera chcieli się zorganizować w partię polityczną, wygrać wybory, zmienić ustrój i dekretem posłać twórców na gilotynę. wreszcie głosy jajogłowych recenzentów i fanów się spotkały ze soba i strzeliły niedźwiedzia.

      niestety, pośpiech i próba bezczelnego wykorzystania koniunktury, wyciśnięcia tej cytryny do cna znów dały po nosie śmiałkom. a potem i tak powstał kolejny "lecter", trochę lepszy, bo będący adaptacją pierwszej powieści harrisa, ale i tak pastelowy i przegwiazdrowany.

      może "złego mikołaja" dacie radę pochłonąć ? ;] [tvp 1, 23:45] - całkiem, całkiem; niefajny gość, co się przebiera za świętego, żeby kraść portfele i cnotę studentek matematyki, doświadcza znajomości poczciwych dzieciątek i to go zmienia na lepsze. brzmi nieszczególnie, ale wygląda całkiem znośnie, no i jakaż optymistyczna puenta. ciekawsza historia niż w 'popiełuszce', 'matce teresie' albo 'papiezu, co zajadał kremówki'. słowo daję :] jakby popiełuszko miał kochankę, jak człowiek, a nie sublimował popęd na wiecach politycznych; jakby papież jechał na koksie, a nie tylko dilował jego pochodną, czyli kazaniami religijinymi, a zamiast świętości matki teresy filmowców zaczęły interesować pieniężne operacje jej zakonu, to i oni mieliby szansę stać się interesującymi bohaterami, a tak... jest jak jest, jakiś mikołaj ekranowy dystansuje ich o trzy długości biegnąc tyłem i grając jednocześnie na tamburynie :]
      • barbasia1 Re: więc : "superman", hehe,"hannibal", "mikołaj" 01.01.11, 16:51
        Trzeba przyznać, że łysa czaszka Kevina Spacey dodawała nieco grozy postaci Lexa, opanowanego żądzą opanowania świata.
        Kevin Spacey dobrze wczuł się w konwencję, wypadł całkiem dobrze w tym w nudnawym filmie (tak, nie przepadam za filmami o Supermanie) .

        >ja to sobie wbijam już do głowy, bo kiedyś w końcu sam łysą pałą zaświecę w ciemności.

        Ha,ha! :) Może do tego czasu naukowcy wymyślą jakiś specyfik dla mężczyzn przeciwko wypadaniu włosów!? A może włosy nie zdecydują się wypaść! ;)
        Chociaż łysi też mogą się fajnie prezentować, np. taki Bruce Willis, obecnie łysa pała, a jak świetnie się prezentuje! ;)
        • grek.grek Re: więc : "superman", hehe,"hannibal", "mikołaj" 02.01.11, 11:17
          czyli jednak - włosy spacey'emu lepiej wyszły niż "superman"... - nie oglądałem ostatecznie, więc dzięki za to krótkie podsumowanie.

          może za niebawem transplantacje włosów będą na tyle tanie, ze łysa pała stanie się przedmiotem świadomej decyzji, a nie brutalną koniecznością ;]
          • barbasia1 Re: więc : "superman", hehe,"hannibal", "mikołaj" 02.01.11, 12:42
            Ha, ha! Można tak powiedzieć! :)
            Jeśli jeszcze nigdy nie widziałeś, tego Supermana to zobacz, prawdziwy kinoman musi obejrzeć wszytsko (co da radę obejrzeć), no prawie wszytsko. ;)
            Podsumowanie bardzo krótkie i chłodnę, bo entuzjamu do tego filmu wykrzesać nie mogę. ;)

            Oby! :)

            /Ale pamiętaj, nie włosy zdobią czlowieka! ;)/
            • maniaczytania Re: więc : "superman", hehe,"hannibal", "mikołaj" 02.01.11, 12:52
              Qrtka, chyba sie nie znacie - prawdziwy mezczyzna jest ... lysy :)

              Mnie sie glownie tacy podobaja - Bruce Willis, Jason Statham, ...
              • barbasia1 Re: więc : "superman", hehe,"hannibal", "mikołaj" 02.01.11, 13:27
                Ha, ha! :)
                Nie mogę się Maniu z Tobą nie zgodzić! :)
              • grek.grek Re: więc : "superman", hehe,"hannibal", "mikołaj" 02.01.11, 13:30
                a brad ? ;]
                • barbasia1 Re: więc : "superman", hehe,"hannibal", "mikołaj" 02.01.11, 13:33
                  Bard też! (wg. mnie - b.), jako wyjątek potwierdzajacy regułę, miałam to nawet dopisać wyżej!
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12) 01.01.11, 16:04
      Pozdrówka Noworoczne, Maniusiu! :))

      >Param, tadam, trututu - niniejszym, trzecia juz, roczna edycje Ojejku za otwart
      > a sie uwaza :)
      Już trzecia! Ojejku, ależ ten czas leci!!!

      Ja wypatrzyłam na dziś klasykę i to jaką - "Życie Carlita" (1993) z Alem Pacino, który z wielką chęcią bym obejrzała, nadrabiając braki przy okazji, ale niestety nie obejrzę, bo film leci na TV 4, którego nie odbieram. Więc nawet nie wspominam, że film zaczyna się o 22.10.
      • grek.grek "autostrada", oglądałaś/iście [wczoraj] ? 02.01.11, 11:22
        niestety, tv 4 odbieram znacznie słabiej niż ongiś... a "zycie carlita", to, wg mnie, dobry film, wcale nie gorszy od 'scarface'.

        za to się kapnąłem wczoraj 'za pięć dwunasta', że polsat daje jakąś "autostradę", w niezłej obsadzie [leto, gyllenhall, selma blair], dosyć dobrze ocenianą w róznych zestawieniach. nagrałem toto i zaraz po obejrzeniu nie omieszkam Ciebie/Was poczęstować kolejną porcję mojej markowej grafomanii :]
        • barbasia1 Re: "autostrada", oglądałaś/iście [wczoraj] ? 02.01.11, 12:36
          O! Dobrze wiedzieć! Dzięki! :) Mam nadzieję, że "Życie Carlita" pokażą jeszcze, w którymś z ogólnodostępnych kanałów.

          Niezmiennie cieszę się na kolejną Twoją opowieść filmową! :)
          Widzę, że starsznie późno leciała ta "Autostrada"!



        • barbasia1 Re: "autostrada", oglądałaś/iście [wczoraj] ? 02.01.11, 13:09
          A popos Jareda Leto, pamiętam kiedyś wspominaleś o tym, że oprócz aktorzenia, zajmuje się też śpiewaniem, ma swój zespół, i dziś właśnie sobie przypomniałam o tym, oglądając jednym okiem DDTVN, gdzie leciał w wywiad z Jaredem i jego kolegami z 30 Seconds to Mars oraz krótyki materiał z ich koncertu, który niedawno odbył się w Polsce! Bardzo fajnie grają (tak bardzo mi się podbali, że nawet wzięłam udział w konkursie w której nagrodą była ich najnowasza płyta This is War, ale zdaje się nie wygrałam nic), posłuchaj/ -cie:

          This is War:

          www.youtube.com/watch?v=LPajZ0074Ks
          I fantastycznie zaaranżowany i wykonany cover piosenki Lady Gagi (nie wiem, czy nie lepszy niż oryginał )

          www.youtube.com/watch?v=R-JRSLroqzk
          i jeszcze Beautiful lie:

          www.youtube.com/watch?v=5F2DDU3t56c
          • grek.grek Re: "autostrada", oglądałaś/iście [wczoraj] ? 02.01.11, 13:33
            wiesz, tak słuchając róznych opinii, to można by nawet chyba odwrócić proporcje - jako śpiewak ma ostatnio [jeszcze ?] wyższe loty niż jako aktor :]

            [dzięki za linki]
            • barbasia1 Re: "autostrada", oglądałaś/iście [wczoraj] ? 02.01.11, 13:56
              Można chyba tak powiedzieć. Leto od trzech lat nie nakręcił niczego nowego,
              a zespół podobno cieszy się coraz większą popularnością w Stanach, na świecie.
              :)
              • maniaczytania Oj Barbasiu, nieprawde wzgledem Leto glosisz, 02.01.11, 14:31
                bo wlasnie na ekrany naszych kin wszedl byl niedawno (rok po premierze swiatowej, hehe) film "Mr.Nobody" z nim w roli glownej, film, ktory zbiera same dobre recenzje :)
                • barbasia1 Re: Oj Barbasiu, nieprawde wzgledem Leto glosisz, 02.01.11, 15:16
                  Tak, mówił dziś w DDTVN Jared i jego kumpel z "30 seconds", że od 3 lat nie nakręcił żadnego filmu i ja to sprawidziłam, dziś na wszelki wypadek (sic!), bo przygłuchemu uchu swemu nie dowierzam, tu jest stosowna informacja:
                  pl.wikipedia.org/wiki/Mr._Nobody
                  "Mr. Nobody - film z gatunku science fiction, wyreżyserowany przez Jaco Van Dormaela, w którym rolę tytułową gra Jared Leto. Film ten zaczęto kręcić w czerwcu 2007!!!! światowa premiera miała miejsce 7 października 2009 roku. Polska premiera była planowana na 22 października 2010 roku, jednak została przełożona na 24 grudnia."

                  Premiera, a krecenie to jednak dwie różne sprawy, nieprawdaż Maniusiu! ;)

                  Przy okazji, fabuła też za wiki
                  "W roku 2092, kiedy ludzie spędzają wakacje na Marsie, Nemo Nobody jest 120-letnim mężczyzną i jednocześnie ostatnim śmiertelnikiem pośród ludzi, którzy stali się nieśmiertelni na skutek naukowego postępu. Nemo na łożu śmierci analizuje swoje trzy możliwe jestestwa oraz śluby, które mógł przeżyć."

                  Jeśli "Mr. Nobody" zbiera dobre renenzję to zapowiada się ciekawy film! Świetnie! :)

                  • maniaczytania Honor zwracam :) 02.01.11, 16:50
                    zaiste krecenie a premiera to dwie rozne sprawy ( a logiki premier nawet nie probuje zglebiac!) :)))
                    • barbasia1 Re: Honor zwracam :) 02.01.11, 21:10
                      :))))
                      Dziękuję za zwrot honoru! :)
    • maniaczytania Na pierwsza niedziele noworoczna, 02.01.11, 11:51
      polecam trzy filmy:

      na tvp 1 o 21.10 - "Wichry namietnosci" - Brad Pitt, Anthony Hopkins, Julia Ormond - glownie dla Pan chyba (Barbasiu - to w tym filmie zakochalam sie w Bradzie ;) ), ale i Panom sie moze spodobac, bo to rowniez meska historia bardzo;

      na tvn 7 o 20.00 - "Wrog u bram" - Jude Law, II wojna swiatowa, pojedynek dwoch snajperow;

      na tvp 2 o 22.40 - "Pogoda na jutro" - Jerzy Stuhr
      • barbasia1 Re: Na pierwsza niedziele noworoczna, 02.01.11, 13:25
        maniaczytania napisała:

        na tvp 1 o 21.10 - "Wichry namietnosci" -
        Piękny, wzruszający melodramat z cudną muzyka Jamesa Hornera.

        anetar.wrzuta.pl/audio/1ClD6louesi/wichry_namietnosci-_soundtrack
        (u mnie ledwo słychac u Was też?)

        Też lubię Brada w tym filmie! Dobry był! :)

      • grek.grek Re: Na pierwsza niedziele noworoczna, 02.01.11, 13:48
        pierwsze dwa absolutnie SI.

        "pogoda" taka sobie, jakoś nie mogę, nie mogłem i chyba nie zdołam się przekonać do tego filmu, że taki niby dobry, bo imo stuhr przekombinował z fabułą i rozwiązaniami [spojler, uwaga] ...

        ... sprokurował, de facto oraz - niestety - na upartego [ta akcja z rozbitą szybą w trakcie reality szoł, i odłamkami szkła eksplodującymi z taką szybkością, że tnącymi ciało, pozostające w oddaleniu od nich o pare metrów, jak jakiś nóz... no prosze ja państwa... szoł to może był, ale z reality gorzej], różne kolizje w których kontuzje odnieśli jego bliscy, mający swoje problemy ze światem i z morale, potem wziął wpakował wszystkich do jednego szpitala, jakby warszawa była groznym, a nie 2,5 milionową stolicą, a następnie ich wypuścił zdrowych i uleczonych na duszy, obdarował, a swojego głównego bohatera posłał do przytułku, gdzie ogląda swoją pokaleczoną córkę w roli pogodynki, a później wkręca w hare kriszna, a jego bliskim każe się trzymać od niego z daleka. ojciec uleczył rodzinę i nie chce z nią żyć i vice versa, szczęście i spełnienie znajduje w
        jakiejś grupie sekciarzy, bo mu rzeczywistość nie odpowiada, jako taka ? ale przecież przed chwilą właśnie umożliwił katharsis zbiorowe, które powinno stworzyć dla niego przestrzeń życiową w tej rzeczywistości, choćby z samej rodzinnej przynależności ? a może uleczeni pacjenci nie dotarli do refleksji, że tatuś im w czymkolwiek pomógł ? :]

        jak to oceniacie, ma to jakieś ręce i nogi ?
        • barbasia1 Re: Na pierwsza niedziele noworoczna, 02.01.11, 15:02
          Niestesty nie mam na świeżo w pamięci tego filmu, ale po przeczytaniu spojlera przypominającego zakończenie powiedziałbym tak: bohater jest pesymistą, nie wierzy, czy może wątpi w trwałość zmian, jakie dokonały się w rodzinie, dzięki jego wysiłkom, spektakularnym czynom, więc dlatego decyduje się odejść ...
        • barbasia1 Re: Na pierwsza niedziele noworoczna, 02.01.11, 21:12
          Myślę, że to szczęście i spełnienie bohatera w grupie radosnych harykrisznowców pokazane jest tu z ironią.

          Bohater uciekł w poszukiwaniu idealnego świata, idealnego miejsca, idealnych ludzi (którymi aktualnie stali się harykrisznowcy, ale pewnie do czasu), jednym słowem utopii, która przecież nie istnieje, zamiast robić to, co do tej pory z całkiem dobrym skutkiem robił, czyli próbować zmieniać świat , ale nie cały, tylko ten wokół siebie, najbliższych, rodzinę, znajomych, rzeczywistość, na którą ma realny wpływ.

          Współczesny zwariowany świat, w którym zanikają ludzkie odruchy, uczucia, w którym liczą się kasa, pozycja, sława, w którym ludzi równie skutecznie jak narkotyki tumanią media, a w nich politycy obiecujący gruszki na wierzbie jawi się jako koszmar, ale całkowite odsunięcie się od tego świata też nie jest dobrym rozwiązaniem .
          Myślę, że to chciał pokazać Stuhr w tym ironicznym zakończeniu.



          /PS Greku, mogę zapytać, bom zaintrygowana. Czy dobrze rozpoznaję, że to Ty napisałeś dwa noworoczne komentarze pod filmowym artykułem pani „MS” „Pokonani” w Przekroju?/
          • grek.grek "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak ;] 03.01.11, 12:03
            hehe, to byłem ja, przyznaję się bez bicia :]

            obejrzałem sobie "pogodę" jeszcze raz, wczoraj, i powiem Ci, ze się do zakończenia
            nadal nie mogę ustawić pozytywnie. wiesz, ja rozumiem tę ucieczkę, ale dlaczego akurat
            reżyser i scenarzysta w jednym tak to ustawił, że on ucieka, a nie zostaje ? i to, zwróć uwagę, własnie w tym momencie, w którym w tym kiepskim świecie jego rodzina odmieniła się
            na lepsze, być może nawet na tyle, żeby mu wybaczyć ostatecznie i by mógł się
            w tym ciepełku ogrzać, pozostać w TYM świecie, a nie w tamtym. nawet dał im kamienicę, poświęcił się, czy to nie dodatkowy powód, by staremu wybaczyć dawną ucieczkę [dla ich dobra, zresztą], dać mu się wytłumaczyć, zrozumieć, krytycznie się odnieśc do własnego postępowania ? najlepsza, wg mnie. czy ci INNI już ludzie, i on też już jakiś taki - ochrzczony w tym brand new world - nie mogliby się dogadać ? słowem - gdzie gruba kreska i nowy początek, w momencie, w którym ponowna ucieczka jest najmniej racjonalną decyzją ?

            zakończenie pozytywne, wszyscy znaleźli swoje miejsce w życiu, ale i pseymistyczne - bo powrót człowiekowi nie wyszedł, bo już nie należy do rodziny, tak jakby wyszedł po latach, swoje winy odkupił, a potem znów poszedł w tango. nieprzekonujące, jak dla mnie :]

            imo, stuhr chciał tak bardzo uniknąć wyświechtanego zakończenia a'la obrazek szczęśliwej rodzinki a'la Klan [innych sposobów na złączenie się rodziny nie znał ?], że wlazł z maliny i odebrał częśc znaczenia całej akcji, którą wcześniej nadziobał.

            a powiem Ci lepszą rzecz :] : wg mnie, przy tak starannej dbałości o uniknięcie stereotypowego dla takich filmów finału stuhr cały film jechał na stereotypach, tyle że już dotyczących tej nowej rzeczywistości, którą zastał.

            kurde balans, niby stuhr jest bystry gośc, a zobacz jakimi kliszami żongluje... polityk, to łgarz, świnia i chamidło; nastolatkowie się narkotyzują, a internet im służy
            [wygląda na to, ze - wyłącznie] do puszczania się; ci z pokolenai 30-some nastawieni są tylko na karierę i materializm ["w takim aucie to ja jestem ktoś" plus pomysły na "szambiany interes" syna gł bohatera]; gośc, co ma duży, wypasiony dom na przedmieściu jest zamieszany w lewe interesy; no i nowa telewizja ma gębę mało wybrednego reality szoł. w urzędach nadal kwitnie korupcja, tylko prości ludzie, jak salowa w szpitalu oraz policjanci i funckjonariusze izb wytrzeźwień są do rzeczy, bo : ostali się z lepszych czasów/nie pękają przed nazwiskami klienteli, choć wiadomo, że z policją to akurat róznie bywa; kościoły pozamykane; chcesz się ostrzyc i ogolić, ale wyglądasz nieszczególnie świeżo, to cię pracownicy zakładu fryzjerskiego wyprowadzą za kołnierz... polska końca millenium. taka wycięta trochę z publicystycznych tekstów, papierowa, mało ambtina, chociaż w zamyśle- obrazowa miała być i pejzaż kreślić jakiś.

            imo, stuhr jako reżyser przypomina tego swojego kozioła filmowego, tyle, że stuhr-reżyser nie wylazł z zakonu, a z teatru, zlazł ze stołka dziekana, czy kim on tam jest, i po iluśtam latach braku kontaktu z żywym człowiekiem postanowił dać wyraz oburzeniu realiami polskimi, które łapał na radar czytając gazety, a nie istniejąc w nich faktycznie.

            niby coś tam się zgadza, są takie sytuacje w realu, jakie film opowiada. tyle, że - na moje oko i rozumowanie - stuhr pokazał same patologie i nieszczęscia, wziął je do kupy nazbierał, żeby jakoś to rozmieścić - napisał ileśtam postaci, które obarczył całym tym dziadostwem, tyle że nie prawdziwych postaci, ludzi z krwi i kości, tylko jakieś pacynki, puste w środku, mające być ilustracją tendencyjnie powyciąganych i opisanych negatywnych zjawisk. nie dał im żadnej tożsamości, a wyłącznie kazał reprezentować jakąs papierową tezę.

            i te dwie sprawy, imo, obniżają wartośc tego filmu. jest dobrze zrobiony, jest POLSKI, więc lubię :], ale nie doceniam, tak jak, z tego co zauwazyłem... jest doceniany powszechnie.

            jest tutaj jakaś nostalgia za dawnym światem. wychodzi sobie taki marceli szpak z zakonu, po 20 latach, - i dziwi się światu, dotyka zupełnie nowej rzeczywistości - i powiem Ci, że to jest interesująca rzecz, jak facet gapi się oczami i uszami na to wszystko, co dla niego totalnie nowe i niezrozumiałe, próbuje ogarnąc jakoś - podoba mi się ten pomysł, a i wykonanie też. bardzo. ale ten świat, jak wyżej - umeblowany jest z samych patologii. syf, tyfus i mogiła. gdzie człowiek nie wdepnie, to zawsze w placek jakiś. nie ma jakichś kontrapunktów do tej niefajności, nie ma równowagi. słowo mi się spodobało, więc powtórzę - tendencyjna historia. stereotypowa.

            no i trochę czeskim kinem zalatywało tu i ówdzie, z tą przekomiczną. ale i przecież gorzką bardzo w wymowie, ucieczką ze szpitala na wózku inwalidzkim.

            to takie małe resume po 3 obejrzeniu, może za czwartym razem jeszcze inaczej znajdę ten film ;]

            • barbasia1 Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 03.01.11, 21:11
              :)
              Czyli dobrze poznałam! Styl wydał mi się bardzo znajomy, nick jeszcze bardziej! :)
              Lubię "Przekrój" czasem tam zaglądam.

              O "Pogodzie na jutro" jutro / musze to i owo doobejrzeć! /

              A i jeszcze coś, znalazłam tu opisywaną przez Ciebie scenę finałową filmu, więc wklejam do niej link:
              www.youtube.com/watch?v=i6bW7Jh6LWA&feature=related
              :))

              Zgadzam się w Tobą w kwestii zakończenia,
              z innymi sprawami trochę mniej, ale o tym jutro ...
              • grek.grek Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 04.01.11, 15:53
                orajt, czekam zatem na protokół rozbieżności :]
                • barbasia1 Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 04.01.11, 16:01
                  Będzie dziś, za moment. Jednak będę bronić (trochę;) Stuhra. / jeszcze nie doobejrzałam filmu, muszę się dopiero po niego wybrać, ale to jeszcze póxniej, bo jednak nie mam pod ręką, więc gdybym, coś pokręciła, to mnie popraw! /
                  • barbasia1 Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 05.01.11, 12:32
                    No to zaczynam :)

                    A może reżyser chciał w tym zakończeniu pokazać symbolicznie, nie bez ironii oczywiście, stan ducha głównego bohatera, który w tych nowych czasach wolnorynkowych jest tak samo zgubiony i nie może się odnaleźć, jak niegdyś w czasach komunizmu? (motyw religii przystąpienia bohatera do harykrysznowców nieprzypadkowo by się zatem pojawił w kontekście jego pobytu w klasztorze).

                    Przy okazji, Greku, czy zauważasz, jak tu się pokazuje się bohatera Solidarnościowego, bez tej całej bohaterszczyzny, bez martyrologii, padania na kolana, patosu, za to lekka kpiną ironią zaprawioną oczywiście goryczą. To już zresztą nie jest bohater, ale jakiś anty-bohater solidarnościowy?

                    >imo, stuhr jako reżyser przypomina tego swojego kozioła filmowego, tyle, że stuhr-reżyser >nie wylazł z zakonu, a z teatru, zlazł ze stołka dziekana, czy kim on tam jest, i po iluśtam >latach braku kontaktu z żywym człowiekiem postanowił dać wyraz oburzeniu realiami >polskimi, które łapał na radar czytając gazety, a nie istniejąc w nich faktycznie.

                    IMO taka, a nie inna wizja filmowa, zdaje się wynika z czegoś zupełnie innego...
                    Ale o tym za chwilę :)

                    CDN!!!
                    • grek.grek Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 05.01.11, 14:27
                      wszystko możliwe :]; może po prostu stuhr pokazał, ze starego psa nowych sztuczek nie nauczysz, że po 17 latach absencji nie można wrócić do świata, który się w tym czasie zupełnie zmienił. imo, trochę to pesymistyczne, nawet pomimo tego, ze bohater przecież znajduje swoje miejsce. niemniej... stuhr przedstawia świat, w którym jego bohater, wcale przecież nie jakiś guliwer, po prostu się nie mieści ze swoją starmodną przyzwoitością, ze dla takich ludzi miejsce jest gdzieś na uboczu, w jakimś ekspizmie. to słabo brzmi. tym słabiej,że przecież okazało się, iż jego działanie przyczyniło się do, w założeniu - korzystnych, zmian.

                      racja :]
                      ten bohater to też taki z przypadku trochę, w scenariuszu opisany jako facet, w którego auto walnął po pijaku dygnitarz partyjny i z tego powodu musiał on natychmiast uciekać do klasztoru. to też czeskim kinem pachnie :]; słusznie piszesz, bo stuhr nie tworzy jakiejś pomnikowej postaci z teatru telewizji, jakiegoś nadętego bubka, który wziął się za bary z systemem i po latach płacze, że chce odszkodowania za krzywdy, czyniąc wrażenie, jakby od zawsze chodziło mu o kase, a nie etos, a nawet jeśli o etos, to dorobić zawsze można - pokazuje przeciętnego gościa, ciągle zagubionego w rzeczywistości, w której musi funkcjonować. to mi się akurat całkiem podoba, to filmowo jest zgrabniejsze :]

                      ha !, no całkiem możliwe, że się mylę, tym ciekawszy jestem Twojej interpretacji :]
                      • barbasia1 Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 05.01.11, 15:22
                        > racja :]
                        > ten bohater to też taki z przypadku trochę, w scenariuszu opisany jako facet, w
                        > którego auto walnął po pijaku dygnitarz partyjny i z tego powodu musiał on nat
                        > ychmiast uciekać do klasztoru. to też czeskim kinem pachnie :]
                        :)
                        He, he, a widzisz, zapomniałam o tym ważnym fakcie!
                        /za film jeszcze sie nie zabrałam! :/

                      • barbasia1 Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 06.01.11, 13:13
                        grek.grek napisał:

                        > wszystko możliwe :]; może po prostu stuhr pokazał, ze starego psa nowych sztuczek nie nauczysz, że po 17 latach absencji nie można wrócić do świata, który się
                        > w tym czasie zupełnie zmienił. imo, trochę to pesymistyczne, nawet pomimo tego
                        > , ze bohater przecież znajduje swoje miejsce. niemniej... stuhr przedstawia świ
                        > at, w którym jego bohater, wcale przecież nie jakiś guliwer, po prostu się nie
                        > mieści ze swoją starmodną przyzwoitością, ze dla takich ludzi miejsce jest gdzi
                        > eś na uboczu, w jakimś ekspizmie. to słabo brzmi. tym słabiej,że przecież okaza
                        > ło się, iż jego działanie przyczyniło się do, w założeniu - korzystnych, zmian.

                        O to-to! Świetne powiedziane! :)
                        /nie chcę starszyć, ale mam jeszcze jedną teorię na temat zakończenia! ;)), za moment się pojawi ;)/

                        Greku, mam pytanie, czy nie było tak , że naszemu bohaterowi wymyślono tę działalność opozycyjną post faktum, w związku z jego powrotem do rzeczywistości?
                        Była mowa o tym filmie, czy ja coś wymyślam?

                        cdn.
                        • barbasia1 Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 06.01.11, 13:16
                          Właściwie głupio się pytam, przecież tu jest Twoje potwierdzenie!, które już ze 3 razy przeczytałam wcześniej. Cofam pytanie! ;)

                          racja :]
                          ten bohater to też taki z przypadku trochę, w scenariuszu opisany jako facet, w którego auto walnął po pijaku dygnitarz partyjny i z tego powodu musiał on natychmiast uciekać do klasztoru. to też czeskim kinem pachnie :]; słusznie piszesz, bo stuhr nie tworzy jakiejś pomnikowej postaci z teatru telewizji, jakiegoś nadętego bubka, który wziął się za bary z systemem i po latach płacze, że chce odszkodowania za krzywdy, czyniąc wrażenie, jakby od zawsze chodziło mu o kase, a nie etos, a nawet jeśli o etos, to dorobić zawsze można - pokazuje przeciętnego gościa, ciągle zagubionego w rzeczywistości, w której musi funkcjonować. to mi się akurat całkiem podoba, to filmowo jest zgrabniejsze :]
                      • barbasia1 Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 07.01.11, 13:31
                        Greku, jak tu nie odkryję żadnej Ameryki, nie powiem niczego nowego, specjalnie odkrywczego, czego nie powiedziano już wcześniej (wczoraj i przedwczoraj poczytałam co nieco na temat filmu, przede wszystkim rozmowę z Jerzym Stuhrem reżyserem i scenarzystą (w jednym)). Imo kluczem do interpretacji, do właściwego, lepszego rozumienia filmu jest tu „(wolterowska) powiastka ” (i uświadomienie sobie nawiązanie do najbardziej znanej wolterowskiej powiastki, do „Kandyda” – Nasz filmowy bohater, poczciwy, przyzwoity Kozioł podobnie jak Kandyd, który wędrował po świecie i przyglądał się jego niedoskonałościom: przemocy, okrucieństwu, niewolnictwu, ciemnocie ludzi, rozwiązłości, prostytucji, pogoni za pieniędzmi, próżności duchowieństwa (odwieczny grzech hehe )itd., itd., wędruje od jednego członka rodziny do drugiego przygladając się z przerażeniem zepsuciu, wykoślawieniu moralnemu rodziny i ludzi dokoła ), której cechy gatunkowe (ukształtowane w literaturze Oświecenia, w zasadzie w Oświeceniu powiastka uzyskała rangę odrębnego gatunku) transponuje Stuhr na grunt filmu! (pytanie tylko, czy skutecznie oraz pytanie numer dwa, czy to suma sumarum był dobry pomysł?), o czym on sam w wywiadzie / wywiadach (mówił o tym jak bardzo mu zależało na tym by jak najlepiej oddać „przypowiastkowy”charakter filmu”).
                        www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=8580&sekcja=6

                        Nie będę tu oczywiście wdawać się w jakieś szczegółowe opisy cech gatunkowych (hasło w „Słowniku literatury polskiego Oświecenia” jest bardzo obszerne obejmuje kilka stron / no i wczoraj się zaczytałam .../ ), powiem tylko, co najważniejsze, a mianowicie, że w powiastce
                        „[...] świat przedstawiony jest zawsze pretekstem do ujawnienia jakiejś tezy moralnej lub filozoficznej [....], stanowi jej konkretną realizację” Często ta służebność, fikcyjność! świata przedstawionego jest podkreślana w powiastce np. poprzez zestawienie sprzecznych, wykluczających się z punktu widzenie logiki faktów. I stąd również wynika daleko idąca schematyczność, szkicowość, typowość świata przedstawionego, dotyczy to zarówno wątków fabularnych, tła jak i samych bohaterów, którzy „są typami uosabiającymi określone cechy , a nie postaciami obdarzonymi cechami indywidualnymi”.

                        Tymi samymi zasadami rządzi się także i film Stuha „Pogoda na jutro” (tu właśnie dostrzegałabym związek Stuhra z teatrem). Zresztą Ty doskonale wypunktowałeś owe cechy przypowiastki, nie dokońca zdając sobie sprawę, że są to cechy przypowiastki i jaka jest ich rola.

                        Wszelkie nieprawdopodobieństa, jak choćby to z umieszczeniem wszytskich członków rodziny w jednym szpitalu, czy opisywana scena z rozbitą szybą w trakcie reality show „i odłamkami szkła eksplodującymi z taką szybkością, że tnącymi ciało, pozostające w oddaleniu od nich o parę metrów, jak jakiś nóz.” I wiele innych, z historią ukrywania się naszego bohatera przez 17 lat w klasztorze po tym jak po pijaku robił samochód jakiemu wysokiemu partyjniakowi na czele są tu celowym i świadomym chwytem.

                        Podobnie jest w przypadku konstrukcji postaci , jak słusznie zauważyłeś, „nie ma prawdziwych postaci, ludzi z krwi i kości, tylko jakieś pacynki, puste w środku, mające być ilustracją [...] powyciąganych i opisanych negatywnych zjawisk. nie dał im [ twórca - ja] żadnej tożsamości, a wyłącznie kazał reprezentować jakąś papierową tezę” ,to też jest oczywiście celowym i zamierzonym zabiegiem, taka konstrukacja postaci jest też pdporzadkowana naczelnej idei pokazania i napiętnowania (poprzez wyśmianie raczej niż mędrowanie, moralizownie) patologii współczesnego świata (Polski) (upadku rodziny, wartosci moralnych, demoralizacji młodzieży, zakłamanych polityków manipulujących medów, pogoni za pieniedzmi, sławą, życia w zakłamaniu), zgodnie z zasadmi gatunku, z którego Stuhr czerpie inspirację. Temu celowi służy takze groteska, wykoślawiająca opisywany świat (groteska również jest sygnałem, że nie należy taktować do końca serio opisywanego świata ) i ironia (która też przynależy do cech gatunkowych przypowiastki).


                        Cdn (ale tylko dwa zdania, pojawią się za dwa momenty :)
                        • grek.grek Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 07.01.11, 14:09
                          dzięki za te wyczerpujące wyjaśnienia, Barbasiu :]

                          wszelako, przyjmując to wszystko za dobrą monetę, powstaje pytanie : czy konwencja przypowiastki, jaką stuhr uskutecznił, jest właściwa i skutecznie działa jako narracja filmowa ? bo w tej kwestii jednak pewne wątpliwości nie chcą mnie opuścić :]
                          • barbasia1 Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 09.01.11, 14:26
                            Słówko w kwestii zakończenia miało być, a zatem
                            Wobec powyższego, być może w ogóle nie ma sensu zadawać pytań o motywy postępowania Kozła, zastanawiać się dlaczego dokonał takiego a nie innego wyboru (opuścił rodzinę i przystąpił do harykrysznowców), bowiem od historii naszego bohatera, ważniejsza od jest tu prawda o świecie, którą obnaża Stuhr, diagnoza współczesnego świata i ukazanie (i napiętnowanie) zagrożeń i patologii jakie niesie współczesność.
                            Hasło „Zaufaj prawdzie” (zapewne aluzja do chrześcijaniskiego hasła:”prawda was wywzoli”) na wielkim banerze, pod którym gibają się harykrisznowcy i bohater w scenie kończącej film taki sugerowałoby taki kierunek interpretacji.

                            Czy posłużenie się tą konwencją przypowiastki (przypominaną na pewno w teatrze, takze w teatrze radiowym!) w narracji filmowej było słuszne? Zastanawiam się na tym, cały czas... Ale skoro wielu widzów zrozumiało intencje reżysera / scenarzysty niekoniecznie uświadamiając sobie podczas oglądania, czy zaraz po, to wszystko, co napisałam o przypowistce, jako gatunku literackim, to chyba można powiedzieć, że zamysł reżysera w jakimś stopniu był udany .
                            Tak mi się wydaje, teraz ... :)
                            • grek.grek Re: "pogoda na jutro", trochę się poznęcam jednak 10.01.11, 12:53
                              możliwe, że tak własnie trzeba rzecz cała potraktować. dla jej i własnego dobra :] wtedy ta konwencja jest uzasadniona.

                              poruszamy się zatem na poziomie pewnej umowności. jeśli tak - to jakoś to się zgadza.
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12) 02.01.11, 20:08
      Jeśli jeszcze można, to wzajemnie życzę dobrego roku:))
      • ewa9717 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12) 02.01.11, 20:16
        I ja! Moze nawet takie życzenia z pośliżgiem mają dłuższy termin działania ;)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12) 02.01.11, 21:07
          ewa9717 napisała:

          > I ja! Moze nawet takie życzenia z pośliżgiem mają dłuższy termin działania ;)

          Oby długo działały , mnie szczególnie na tym zależy, bo kilka poważnych walk i pomniejszych bitew będę musiała stoczyć! :)

          Dzięki Ewo, Pepsic! Pomyślnego roku! :)

          Maestro, karnawałowo niech będzie dziś - :))

          www.youtube.com/watch?v=_7ZmhEGFHj8
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 1 /właściwa wersja ;)/ 04.01.11, 13:30
            > ewa9717 napisała:

            >I ja! Moze nawet takie życzenia z pośliżgiem mają dłuższy termin działania ;)

            Oby długo działały , mnie szczególnie na tym zależy, bo trudny to będzie rok ...

            Dzięki Ewo, Pepsic! Pomyślnego roku! :)

            Maestro, karnawałowo niech będzie dziś - :))

            www.youtube.com/watch?v=_7ZmhEGFHj8

      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12) 03.01.11, 14:35
        dobrego :]
    • grek.grek 'przekroczyć granicę', z wczoraj [spojler] 04.01.11, 12:12
      generalnie : just another amerykański fylm o momencie przejścia nastolatka
      w [we wczesną] dorosłość, chwili podjęcia decyzji odnośnie swojej przyszłości,
      pożegnania pewnych nawyków beztroskiej młodości i rodzenia się odpowiedzialności
      za siebie i innych.

      a dzieje się to w grupce kilku chłopaków z przedmieść detroit, co właśnie skończyli szkołę średnią. jeden, rozsądny i rozgarnięty najbardziej z całej grupy, chce być literatem, chociaż póki co podciera samochodom tyłki w jakimś garażu, jest tez zauroczony dziewczyną, starszą od siebie, studentką i jakoś tam go do niej ciągnie coraz bardziej i wie, że dla niej będzie musiał coś zmienić w życiu, a nie wie sam, czy chce coś zmieniać - nie bardzo widzi siebie w koledżu - na okolicznościowym spotkaniu na imprezie u innego kolegi z "młodości" [hehe] pełnym przemądrzałych cwaniakw, którzy pana boga za nogi złapali z powodu pójścia na uczelnię zdobywa się nawet na ostry toast w którym wypomina im, że za garść srebrników i jakąs obietnicę posadki urzędasa sprzedali swoje marzenia i wpadli w samozadowolenie, ALE zarazem chce pisać, najlepiej scenariusze, ew felietony gazetowe, w czym utwierdza go spotkania z byłym reporterem nev york timesa, dzięki rozmowie z nim dostrzega, że to co nieśmiało "chciałby robić" faktycznie może być jego powołaniem - ale bez dyplomu trochę trudno będzie się przebić, więc stoi przed sporym dylematem.

      drugi umiał głównie dawać po pysku i dobrze łapać piłkę, aczkolwiek nie na poziomie takim,by zostać zawodowcem w nfl - taki fizol podwórkowy, więc perspektywy ma w ogole żadne, główne pytanie : czy zmierza do samodestrkucji, czy w porę się uratuje.
      trzeciemu, bohaterowi wszystkich innych - takiemu 'starszemu bratu, którego się naśladuje i podziwia, jak się jest dzieciakiem" - życie się sypie, bo ojciec chce poślubić konkubinę i sprzedać rodzinny dom, a on sam nie wie, czy dla niego jest miejsce w tych ojcowskich planach i nie wie, co dalej ze sobą począć.

      jeszcze, z całą resztą towarzystwa, grają w futbol w błocie, jeszcze się tym cieszą jak mogą, jeszcze się wygłupiają, jesczze z piwkiem wysiadują stare fotele i dowcipkują, gdzieś na uboczu, ale już się pojawiają poważniejsze tematy, pobrzmiewają mniej wesołe tonacje, bo wiedzą, ze czasy beztroskie, "cudownych lat" się kończą i trzeba wziąć d,pę w troki i zacząć kombinować.

      decydującą dla ww trójki staje się symobliczna, bo przez most łączący amerykę z kanadą, wyprawa. to nie ich pierwsza taka podróż, wczesniej jeździli tam, żeby pójść do klubu ze striptizem, albo wypić wódeczkę, z powodu mniej restrykcyjnych przepisów dot wieku spożywających - coś jak polaków jazdy do czech albo holandii na skręta do kofiszopu ;].

      ale tym razem jadą do kanady - btw, swoim wysłużonym, starym autem - autem ich młodości, w którym niejedno wypili, zapalili pierwszego papierosa i z którego podrywali dziewczyny - żeby wykonać robotę dla gościa, co handluje proszkiem. mają przewieźć kasę za towar - w jedną, i towar za kasę - w drugą stronę. za 10 tys dolców na łebka. po drodze zahaczają o koledż, w którym się uczy dziewczyna tego młodego literata, wpadają tu, wpadają tam, a na miejscu się okazuje, ze mają interes dotyczy nie trawki, a heroiny, a to już grubsza sprawa. za ewentualną wpadkę można zarobić 50 lat odsiadki.

      najpierw protestują, ze nie taka była umowa, chcą zabierać kasę i wracać do domu, żeby sobie ten ich diler wysłał kogo innego, ale handlarze na miejscu to zawodnicy z wyższej ligi i grożąc bronią każą wypełnić umowę, zabierać towar [ukryty w oponie samochodowej] i wypiep,rzać. ten od fizolstwa się stawia, więc chcą mu za karę odstrzelić palec u nogi. literatowi udaje się namówić szefa handlarzy, zeby tego nie robił, a tylko sprawił tamtemu manto. ratuje tym samym kumplowi palucha, a jednocześnie to manto zmienia mu charakter - przestaje być takim chojrakiem, jakim był, być moze nauka przychodzi w samą porę i wyprostuje go na resztę życia, którego nie straci na pierwszym lepszym rogu z powodu swojej porywczości.

      tuz przed granicą zaczynają się zastanawiać - co zrobić ? ten eks-chojrak wysiada pierwszy, przez punkt meldunkowy przechodzi piechotą na stronę amerykańską.

      literat i "starszy brat' zostają w aucie. czekają na przeszukanie [kurde, lata 70, a pucowanie na granicy lepsze niż w rzekomym zamordystycznym komjunistycznym baraku u nas, kiedy się przejeżdzało granicę polsko-czechosłowacką w drugiej połowie lat 80, byłem smarkiem, ale pamiętam dobrze, jak niestrawione na szaleństwach w supermarketach dewizy babcia chowała tam, gdzie chowa je każda przytomna kobieta w takiej sytuacji ;], modląc się do najświętszej panienki, hehe, żeby nie wzięli jej na rewizję osobistą; takie czasy były... widać w ameryce, ostoji demokracji i swobód wszelakich, łyhihihi, też tak się sprawy miały...]. wieczór, kolejka aut, ich czas się zbliża... rozmawiają... literat wysiada - nie chce zapaprać sobie życia, ale starszybrat zostaje i jest zdeterminowany, by spróbować... to tamten wraca, ale przyjaciel dalej nie chce dać się odwieśc od zamiaru, to znów wysiada... to znówwraca, bo "skoro ty jedziesz dalej, to ja też" - przyjaźń wieloletnia zobowiązuje. wreszcie... starszybrat sam rezygnuje, zatem - rezygnują obaj. porzucają auto tuż przed kontrolą, zajmują się nim natychmiast służby [dobre ujęcie, z góry, jak latają mundurowi i pukają, stukają, psami tropiącymi wąchają, podejrzewając zapewne ukrytą bombę], a im udaje się przejść odprawę zanim się ktoś zainteresuje,czyje to było auto.

      zatem - zostawiają, ofk - symbolicznie ;] - swoje auto, czyli swoją młodość, po tamtej stronie mostu, przechodząc na tę stronę już będąc kimś innym. jeden przestał być chojrakiem, drugi uznał, ze popełnienie przestępstwa w celu ratowania swojego domu nie jest wyjściem, zwłaszcza jak grozi za nie 50 lat puszki, a dodatkowo nie może przecież narazić "młodszego brata"...; zaś nasz literat i udowadnia, ze się nie wyrzekł przyjaźni pozostając wiernym do konca - i wykazuje odpowiedzialność godną dorosłego człowieka, swoją postawą wywierając na przyjaciela presję w celu zmiany zamiarów, uświadomienia mu samozguby, w jaką się pakuje.

      literat pójdzie teraz do koleżdzu, pewnie zwiąże się z dziewczyną, a pozostali dwaj jakoś swoje życie ułożą. happy end.

      może nic nowego, ale na bardzo niezłej nienachalnej, acz dominującej nostalgiczno-sentymentalnej nucie wygrany film. to w nim najlepsze, plus pani muzyka w tle, robiąca świetne tło i pogłębiająca klimacik.
      • barbasia1 Re: 'przekroczyć granicę', z wczoraj [spojler] 04.01.11, 13:24
        Dorosłość, dojrzałość to umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji i ponoszenia konsekwencji tych decyzji, tak mówią psychologowie.

        Koledzy zdali swój pierwszy egzamin z dorosłości, dwaj lepiej, ten drugi nieco gorzej.
        Będą z nich ludzie! :)

        Fajna opowieść, i to z wątkiem autobiograficzym. ;)
        • grek.grek Re: 'przekroczyć granicę', z wczoraj [spojler] 04.01.11, 15:17
          hehe, tak mówią, szkoda że zawsze te decyzje mają być, wg nich, tożsame ze społecznymi oczekiwaniami i tzw kanonami :] wtedy dopiero są 'dojrzałe' i "dorosłe", heh.

          opowieśc fajna, istotnie, z takim nalotem lekkiej nostalgii. a auto-wątki... no cóż, hehe ;] o, to były pamiętne momenty...
          • barbasia1 Re: 'przekroczyć granicę', z wczoraj [spojler] 04.01.11, 15:38
            No cóż, mój Greku, tak a nie inaczej urządzony jest ten świat, tak wymyslił człowiek.
            Zresztą jakieś kanony, normy muszą istnieć być by zachować porządek.

            No tak, jak się mieszka blisko granicy, to nie jedno się widziało!?? :)
            Mnie też kiedyś jedna, babka prosiła w Cieszynie o to, żebym jej jakiś nadmiar klamotów na handel przeniosła, a poniewaz nie wiedziałam co tam ma, odmówiłam, zresztą wtedy już i tak niepsecjalnie sprawdzano po naszej stronie bagaże (Czesi bardziej kontrolowali), pani potem na moście granicznym tak krzywo na mnie patrzyła, aż obawiałam się, że mnie zrzuci do Olzy. ;))
            • grek.grek "przekroczyć granicę' & coś na dziś mamy ? 04.01.11, 15:52
              no cóż, niby tak, ale jeśli w tych kanonach i zasadach główną zasadą jest schlebianie gustowi społeczeństwa i temu, by się wszyscy dobrze czuli z moją "dorosłością" i "dojrzałością" oprócz mnie, to trochę się zaczynam wycofywać ;]]

              haha :]; to własnie o to chodzi, o te świdrujące oczka, co wydają się wiedzieć o twoim bagażu coś, o czym nie jesteś w stanie samodzielnie nawet pomyśleć, hehe.

              tak wertuję program, co by tu na dzisiaj polecić/odnaleźć cokolwiek wartego specjalnej uwagi i... no nic nie znajduję :] "bez twarzy' w tvp 2 - widziałem kiedyś; nic interesującego, i to wcale nie dlatego, ze gra tam mel gipsior, hehe. opowiastka dość schematyczna o oszpeconym twarzowo facecie, co się odnajduje w stadle ludzkim dzięki znajomości z sympatycznym dzieciakiem, który z kolei potrzebuje father figure... w tle kobieta... ot, taki kawałek, ktory mógłby być jednym z odcinków 'autostrady do nieba" :]
              • barbasia1 Re: "przekroczyć granicę' & coś na dziś mamy ? 04.01.11, 16:43
                :))
                Nienie, chodzi o to dać wskazówki jak radzić sobie z/w dorosłości! ;)
                A co zrobi potem z nimi człowiek to już jego indywiduwalna sprawa.

                Wiesz, ja też nie jestem zwolenniczką schlebiania gustom społeczeństwa, ale też mam dystans do skrajnego idywidualizmu, do bycia za wszelką cenę na przekór kaonom ...

                Własnie, wlaśnie, i ten irracjonalny, absurdalny lęk przed sprawdzaniem torby, torebki, choć świadomość podpowiada, że nie ma się czego bać, bo przecież nie ma się niczego niedozwolonego, tylko, lentilki, czekolada studencka gorzką i mleczną. ;)

                Czyli film z rodzaju 'ku pokrzepieniu serc'!? :), może innym razem, teraz czekam/y na inną "Autostradę" (nie żebym poganiała czasem :)
                • grek.grek a, to parę słów o "człowieku bez twarzy" :] 05.01.11, 13:48
                  hehe, ale niestety te wskazówki zawsze są skonkretyzowane "po słusznej linii" :]

                  jasne, jak ktoś jest anty/przeciw dla zasady, bezmyślnie i nie dlatego, ze to godzi w jego
                  przekonania, to dystans zrozumiały jest.

                  "człowiek bez twarzy" - istotnie, opowieśc ku pokrzepieniu :] nawet obejrzałem wczoraj, dla przypomnienia... może dlatego, ze gibson taki połowiczny był na twarzy ;]

                  dam trochę spojlerów, więc uwaga...
                  .... jeszcze uwaga...
                  .... i jeszcze...
                  orajt, starczy... :]

                  więc gibson gra eks-nauczyciela, który po tragedii zyciowej - miał wypadek samochodowy, w którym zginął jego uczeń, a on sam został cięzko poparzony; na dokładkę sąd uznał, ze był winien spowodowania tego wypadku i skazał go na 3 lata odsiadki. po wyjściu zaszył się w domu nad jeziorem [raczej nawet takiej pół-willi, hehe] obok miasteczka jakiegoś. dla mieszkańców stał się obiektem plotek, domysłów, dla dzieciaków "babą jagą" - klasyka. utrzymuje się ze sprzedaży własnych obrazów i projektowanie okładek dla największych gazet z "time" na czele.

                  przypadkiem poznaje go chłopczyna z okolicy, który ma same problemy : idą egzaminy do szkoły wojskowej, do której złożył papiery, nie może się dogadać z siostrą, matka poznała nowego faceta i być może się przeprowadzić będą musieli, a do tego bardzo brak mu ojca, którego nigdy nie znał, a który zginął na wojnie. dowiedziawszy się, że ma do czynienia z nauczycielem prosi go, żeby go o korepetycje. ten się najpierw nie zgadza, ale mały naciska do skutku. a potem to już klasyka klasyczna : początkowa szorstkość obraca się w przyjaźń przez wielkie P - eks-belfer uczy dzieciaka matmy, łaciny, czytają razem poezje, odgrywają sceny z 'kupca weneckiego', rozmawiają, chodzą na wycieczki itd, potem małemu robi egzamin, po egzaminie funduje lot aeroplanem...

                  belfer, od lat unikający ludzi, nagle dostaje znów ludzkie ciepło, znów robi to co kocha i potrafi najlepiej - uczy; mały dostaje father figure i autorytet, a obaj dostają od siebie nawzajem przyjaźń. mały nic nie mówi matce o całej sprawie, swoim znajomym - owszem, przypadkiem : kiedy słyszy kolejne plotki o swoim nauczycielu zaprzecza im i zdradza niechący informację o tym wypadku samochodowym ze śmiercią razem, ale prosi ich o dyskrecję. rzecz się jednak ofk roznosi.

                  ofk, jak się domyślasz musi nastąpić komplikacja. no i następuje. siostra dzieciaka, po kolejnej kłótni wywala mu w twarz, że jego ojciec [ona jest z innego związku matki] nie był żadnym bohaterem, co na wojnie zginął, tylko pijaczyną, co się powiesił w psychiatryku. i faktycznie, są na to papiery, które matka ukrywała w komodzie. zaszokowany biegnie do nauczyciela. nocą. rano już jest tam policjant i zabiera go do domu.

                  ciemne chmury się zbierają nad całą sprawą, bo oto się okazuje, że nauczyciel nie tylko spowodował śmierć ucznia w wypadku, ale był podejrzewany o to, ze molestował go seksualnie i to podobno za to właśnie dostał wyrok. więc, rzecz prosta, teraz sugestia jest taka, że i tego małego mógł molestować.

                  w sprawę wkracza matka dzieciaka, policja, sąd - separują ich od siebie, ukrywanie, że łączyła ich jakaś znajomość - traktują jako rzecz dodatkowo obciążającą, dzieciaka bada seksuolog pokazując jakieś idiotyczne obrazki i każąc mu je interpretować, a samego nauczyciela ciągaja na przesłuchania, gdzie ofk głupich urzędasów kasuje swoimi tekstami o naturze przyjaźni, której takie osły jak oni nie są w stanie pojąć. także miejscowa społeczeność zaczyna traktować nauczyciela już nie jako nieszkodliwego dziwaka, ale jako przestępcę, czego symbolem jest sytuacja, kiedy właściciele spożywczaka, którzy dotąd byli na tyle mu zyczliiwi, że - rozumiejąc delikatnośc materii - specjalnie dla niego czekali do zapadnięcia zmroku, żeby mógł spokojnie zrobić zakupy, teraz odmawiają mu tego, mówią mu : "doszliśmy do wniosku, że jesteśmy już za starzy, żeby czekać do tak późna; proszę przychodzić za dnia, jak wszyscy".

                  dochodzi między chłopcem a nauczyciele do jeszcze jednego spotkania. właśnie rodzina chłopaka pakuje się i ma się wyprowadzić daleko stąd, kiedy chłopak porywa auto i jadąc na wariata, 345 razy o mało nie prowokując wypadku, dociera na miejsce i chce od nauczyciela usłyszeć prawdę : czy tamtego chłopaka molestował, czy nie ? nauczyciel mu na to : jak możesz pytać ? jak ja miałbym ci odpowiedzieć ? czy ciebie dotknałem kiedyś inaczej niż po przyjacielsku ? - no nie... - więc dlaczego pytasz ? nie będę ciebie przekonywał o niczym, sam musisz myśleć i wyciągać wnioski... padają se w ramiona, ofk, ale rozstanie jest nieuchronne.

                  mały zdaje do tej szkoły, co chciał. dostaje list od belfra. wymyka się nocą, łapie stopa i jedzie do swojej rodzinnej miejscowości, żeby jeszcze się z nim spotkac. ale dom nuaczyciela stoi opustoszały. jest tylko obraz, na którym sportretowany jest chłopak i list, ot taki klasyczny dla tego typu opowieści, że jesteś great, że nie zapomne, że bądź dzielny itd.

                  a na koniec - pstryk, mija kilka lat, jest rozdanie dyplomów w szkole, mały je odbiera, slawa, komenda spocznij i można zacząc się cieszyć - gwar, rodzina, znajomi, rejwach, jubel, ale widzi on z daleka faceta szybko oddalającego się z mieszającego się z już-absolwentami tłumu. patrzy, patrzy i rozpoznaje swojego nauczyciela, ten się obraca i sobie przybijają piątkę na odległość. taki happy end, hehe.

                  no więc, sama widzisz, że zaskoczeń tu niewiele, happy end jak pambuk przykazał, a historia tyleż pouczająca, co powtarzalna :]

                  podobały mi się sceny, kiedy belfer i mały odgrywają sceny z szekspira, cytatami sypią, które łatwo odnieść do sytuacji życiowej ich obu; pocieszny jest też moment, kiedy dzieciak pisze ten egzamin u belfra, chciałby bardzo, żeby sprawdził mu zaraz i poinformował o wynikach, ale belfer zachowuje olimpijski spokój, doprowadza go do drzwi,mówi "cierpliwości, jutro ci powiem jak wyszło", a kiedy rozgorączkowany mały wychodzi, ledwie zamkną się drzwi dotąd belfer sam dostaje cugu i pędzi sprawdzać tę jego pracę, bo jest jeszcze ciekawszy jak wypadła niż jego uczeń; jak uciera nosa przesłuchującym go tępakom z urzędów rozmaitych - też dobre.

                  powiem Ci, ze mi jakoś zgrzytała chemia między nimi, gdzieś to się bez dobrego zaczepienia zaczęło, jest taki przeskok od poczatkowej wzajemnej nieufności do "jest już nieźle" trochę bez momentu, który by to łączył. dodatkowo, matka, policjant, całe otoczenia dorosłe nie wiedzieli nic o tym, ze chłopak chodzi do belfra, chociaż powiedział on o tym swoim młodocianym znajomym, a ci rozchlapali tylko, że wiedzą, iż belfer miał wypadek i dziecko w nim zgineło, a już nie wyklepali, że ich kolega tam chodzi ? nie bardzo mi to pasowało :]

                  w sumie, chyba trochę przesadziłem pisząc "nic interesującego", ale że "szablonowe" - jesli już, to tylko minimalnie ;]

                  a za to przesadziła Dwójka dając ten film z napisem "premiera". może i był on dawno temu, bardzo dawno, ale BYŁ, i jedyne aliby tych, co ten znaczek przylepili może być takie, że mają gorszą pamięć od widzów niektórych :]
                  • barbasia1 Re: a, to parę słów o "człowieku bez twarzy" :] 05.01.11, 14:26
                    :))
                    Wskazówki zazwyczaj wynikają ze (zbiorowego) doświadczenia życiowego.

                    Właśnie o kimś takim myślałam, takiej postawy nie rozumiem.

                    >może dlatego, ze gibson taki połowiczny był na twarzy ;]

                    Ha, ha, ha! / ale czarny humor!/
                    Coś mi chyba zaczyna światać w głowie, więc chętnie sobie przeczytam uwagi, dalsze spojlery. moze coś sobie odprzypomnę! ;)
                  • barbasia1 Re: a, to parę słów o "człowieku bez twarzy" :] 05.01.11, 15:10
                    Ale spryciule w tej telewizji pracują, niech ich geś kopnie!
                    Tak, tak na pewno pokazywali ten film w telewizji, widziałam to już kiedyś.

                    Rzeczywiście nieszalblonowa historia, zakończenie nie jest bajkowe, matka nie zakochuje się w tej ładniejszej połowie Mela, nie pobierają się, nie zakładają rodziny, która żyje długo i szcześliwie. To na pewno na plus. :)

                    • grek.grek "człowiek bez twarzy"/ "k2" 06.01.11, 12:44
                      może w tvp panuje inne kalendarium - co prezes, to nowy początek:] w takim układzie - faktycznie, za tego prezesa film omawiany premierowy jest zaiste, hehe.

                      a nie, nie, właśnie, matka chłopca nie wchodzi tutaj w ogóle w grę, jako ew partnerka nauczyciela. jakby jeszcze taki numer wycięli, to już w ogóle słodyczy by tyle było na ekranie, że
                      zamiast "premiera" tvp musiałaby nalepić w rogu znaczek "nie dla cukrzyków !".

                      dobrze odbierała mi wczoraj tv4 - wprawdzie na "rok broni" jeszcze się nie "zalogował" obraz, ale już w nocy było nieźle i sobie spozierałem na "k2". kiedyś widziałem, ale dawno to było... widziałaś może ? widzieliście ?

                      powiem od razu, że nie obejrzałem ost 10 minut, bo mi łupnał kondesator w tiwi [naprawa się odbyła, ale końcówka filmu stracona] a na drugim odbiorniku nie mam tv4 ;], z pamięci zakończenie dorzucę.

                      oparli scenariusz na faktycznej historii wejścia na k2 jakiegoś jankesa w 70 latach.
                      tuta jest dwóch bohaterów - całkowicie się od siebie róznicących : harold jest fizykiem, naukowcem, ma żonę, dziecko, stara się być porządny i odpowiedzialny; taylor, prawnik, to babiarz, luzak i generalnie szcześliwy singiel, co lubi nieszablonowe rozwiązania [róznicę tę pokazuje pierwsza scena już, kiedy wybierają się obaj na piwko do baru, poznają dwie dziewczyny, one ich zapraszają do siebie do domu, harold rezygnuje, bo "ma zonę", a taylor przeciwnie - i na dodatek wchodzi do ich pokoju wspinając się po budynku]. łączy ich to, ze obaj są sympatyczni i że obaj lubią góry, włażenie na nie, ściślej rzecz ujmując.

                      i jak raz są na alasce, gdzie robią to co lubią, i natykają się tam na grupkę innych górołazów, co
                      mają plan wejścia na k2, w najbliższym czasie; kasę mają, bo szefuje grupie niejaki clayburn, z zawodu milioner. problem tylko, że nie ma miejsc dla dwóch jeszcze uczestników. ale jakby miało się tak skończyć, to by ten film nie powstał, więc się muszą miejsca znaleźć. znajdują się w sposób najbardziej oczywisty - na tej alasce jeszcze, schodzi lawina, która niszczy obóz alpinistów i pozbawia życia dwóch ludzi z grupy clayburna, a pozostałym taylor i harold ratują tyłki odkopując spod śniegu. żebyśmy za bardzo nie żałowali tych, co zginęli - mieli oni szansę się uratować, ale kiedy harold poszedł do nich przed rozbiciem obozu i chciał wzmocnić wiązania namiotu, to brzydko go popędzili precz :]

                      po zwolnieniu się dwóch miejsc kwestią kilku minut jest zaproszenie clayburna dla taylora i harolda. taylor oczywiście dostaje palmy ze szczęscia, a harold swoją palmę musi przedyskutować z żoną, która się długo nie chce zgodzić, bo k2 to góra o kiepskiej opinii, gdzie sporo ludzi traci życie, a zdobywa ją garstka. nie to co everest, gdzie byle ciołek, byle miał kasę, może dzisiaj wejść. k2 to góra dla kozaków, góra poważna.

                      początek wyprawy jest fajny i miły, poza narastającym konfilktem między taylorem, a głównym organizatorem całego zamieszania, dallasem. clayburn to starszawy jegomość, głównie sypie kasą, pieczę nad całością sprawuje ten własnie dallas. też pewny siebie i równie przekonany o swojej "najlepszości" co taylor, więc się co jakiś czas ścierają, zwłasdzcza kiedy taylor kwestionuje taktyczne plany dallasa. poza nimi jest japończyk, babka, clayburn i harold, którzy starają się ich jakoś hamować i rozdzielać i wkrótce wydaje się, ze jakoś sprawa została rozwiązana i obaj jegomoście nawet są w stanie rozmawiać ze sobą. ale, wiadomo, że jak w pierwszym akcie ktoś zawiesił strzelbę na ścianie, to w trzecim musi ona wystrzelić.

                      potem zaczynają się schody, których symoblicznym momentem jest spotkanie grupy clayburna ze schodzącymi własnie po nieudanym podejściu niemieckimi alipinistami, którzy nie tylko nie zdołali zaatakować szczytu, ale i zginął w czasie ich podchodów człowiek, tragarz.

                      nic to, idą dalej. kiedy włażą w linię śniegu problemy rosną : najpierw - większa część tragarzy - już wcześniej dających im się we znaki, marudzących, chwiejnych emocjonalnie, żądających podwyżki gaży - rezygnuje z dalszej drogi. muszą zostawić częśc sprzętu w obozie niżej założonym. potem stary clayburn dostaje zadyszki i muszą się rozdzielic. z clayburnem zostaje babka, jego chyba narzeczona jakaś, a do tego tragarze.

                      szczyt jest blisko. pogoda do d,py : wieje, śnieży, coraz bardziej strome ściany, coraz trudniej iśc wyżej. zostaje ich czterech. szczyt już blisko. najtrudniejszy etap, na którym najwięcej ludzkości ginie podczas włażenia na tę górę. a tutaj cała czwórka się aż pali, żeby wejść. tyle, że nie ma mozliwości, by weszli razem, może wejśc tylko dwóch. dwaj pozostali mogą się obejść smakiem. I w decydującym momencie formalny szef wyprawy, dallas, ma podjąc decyzję o tym kto wejdzie - wskazuje na siebie i na japończyka. taylor jest wściekły, bo ewidentnie wiadomo, że on i dallas są najmocniejsi, i decyzja dallasa jest po prostu złośliwością, zemstą za to, że taylor robił mu koło pióra na początku, że jego umiejętności i doświadczenie kwestionował. ot, słodkie zwycięstwo w sporze. ale nic - dallas decyduje, clayburn, z którym łączą się przez telefon, dekretuje decyzję dallasa. nie ma wyjścia.

                      już wieczorem tego samego dnia taylor może dziękować losowi, że go dallas nie wziął ze sobą. taki paradoks. oto bowiem lawina śnieżna zrzuca na dół umierającego japończyka. dallas w ogóle nie zostaje odnaleziony. zginął bez śladu. zostają więc taylor z haroldem - zabierając ze sobą minimalną ilośc sprzętu [w zasadzie same liny], rankiem, po pieknym ataku, z max mozołem i trudem, [poziom 8 tys metrów z okładem - nie w kij dmuchał] , zdobywają szczyt. fotografują się na nim, łączą z clayburnem i obozowiskiem, radocha na sto dwa. pogoda słoneczna. dach świata. niezapomniany moment. taratata.

                      teraz jednak tzreba zejść jeszcze. a k2 to taka łajza, że pogoda zmienia się tam w oka mgnieniu. w dodatku harold i taylor mają limit czasowy na zejście, bo stary clayburn ma się fatalnie i zamówił już sobie helikopter, który ma ich ewakuowac, o ile oczywiście panowie obaj zdążą, a są przekonani, że i owszem.

                      co to by jednak był za dramat jaki zdązyli... pastelówa :] wracając więc po brawurowym wejściu, pogoda się pogarsza ofk i to bardzo i nagle odpadają od ściany razem z małą lawiną i lecą w dól po róznych wybojach, wreszcie lądują, mocno się obijają, a harold łamie nogę. taylor wychodzi tylko poobijany, może iść dalej, ale harold jest over - taylor tylko dotyka palcem jego nogi, a ten drze się wniebogłosy z bólu, złamanie jest więc katastrofalne. i tutaj następuje dramatyczny moment, kiedy harold każe taylorowi zasuwac dalej i zostawić go, co jest ofk decyzją racjonalną, bo dlaczego mieliby zamarzać obaj, skoro tylko on jest unieruchomiony, a przy okazji zwalniającą przyjaciela z wyrzutów sumienia. no i od tych przyjacielskich wzruszeń, pożegnań i wyznań dozgonnej miłości braterskiej walnął mi telewizor, ale pamiętam, chyba dobrze, że taylor nie zdązył wrócić na czas, obóz zastał pusty jak grób, wrócił więc do harolda, a tam, znienacka, pojawił się helikopter z ekipą ratunkową, która obu ich w ostatniej chwili zabrała na pokład. happy end. znowu :]

                      sama historia byłaby pokrzepiająca, znowu ;], ale sama w sobie nie robiłaby dobrego filmu, gdyby nie dwie rzeczy : zdjęcia i muzyka.
                      macie himalaje, helikopter i kamerę, a więc macie 80 % szans na film, którym ujmiecie każdą widownię. i tak jest też tutaj - góry z bliska, góry z daleka, dach świata, linia chmur, szczyty ośniezone, szczelniki przez które się przedostają bohaterowie, wspinaczka, liny, raki, czekany w akcji, pogoda zmienna - słońce i chmury, przejrzyste niebo i sinica ze śnieżycą, towarzysząca temu znakomita muzyka z solówkami gitarowymi rodem z lat 70, wiele ujęć z lekko tylko poszerzonej perspektywy alpinisty, góra zmieniająca kształty dzięki ujęciom pod róznymi kątami, góra - raz piękna subtelnie, a raz piękna groźnie. klasyka. zaś scena ostatecznego ataku na szczyt w wykonaniu smiałków, kiedy idą po zboczu wielgachnej góry do solówki...

                      • grek.grek "człowiek bez twarzy"/ "k2" 06.01.11, 12:53
                        no więc, to ujęcie jest mistrzowskie, chciałem powiedzieć ;] filmowane z powietrza, do gitarowego riffu, idealna perspektywa. zawodowstwo. moment kodaka :]

                        nie wiem, co z tym zakończeniem, czy taylor wrócił do harolda, żeby razem zamarznąć czy zabrał go ze sobą do tej bazy, czy helikopter znalazł najpierw taylora, a później harolda do kompletu, czy jakoś jeszcze inaczej się to odbyło, ale grunt, ze obaj zostali uratowani :].ew korekta mile widziana :] a dzisiaj jest powtórka o 21'oo, więc kto nie widział wczoraj - mozę nadrobić. moje szanse są fifty fifty, bo o 23, kiedy będzie się kończył, i ew finał będzie do zweryfikowania, pewnie będę widział na tv4 śniezycę, sniezycę będę widział, a dobry obraz znów wskoczy gdzieś po północku.

                        ze wzg na zdjęcia i te gitarowe riffy "k2" jest must-see :]
                        • barbasia1 Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 06.01.11, 16:49
                          Dzięki za "k2",oglądałm, ale tylko jakieś fragmenty, więc ogólne wyobrażenie mam, ale niewiele wiem na temat fabuły, tym chętniej przeczytam Twoje streszczenie, za chwil kilka (na deser zostawiłam sobie, najpierw obowiązek czyli dokończenie moją wypowiedź o "Pogodzie na jutro (wybacz, że to tak długo trwa, ale zostalam oderwana od komputera ).

                          A ja wczoraj przypomniałam sobie " Thelmę i Louise"! (wreszcie o jakiejs ludzkie porze leciał ten film w TVN - brawo! :). Trafiłam na ten film przypadkiem, (wczoraj nic nie powiedziałeś Greku!!!?? ), a ja nie zajrzałam do programu, umknął mi początek, ale niewiele ...

                          A dziś atakuje w telewizji i to w powójnej dawce, Twój, Greku, Wasz, Maniu, Pepsci (Ewo, Twój też?) ulubiony ... inaczej ;)) aktor Tom Hanks w "Filadelfii" (Polsat 21.00) i w wielokrotnie powtarzanej już "Zielonej mili" (TVP1, godz. 21:20).

                          Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Wy tak nie lubicie tego Toma Hanksa!? ;)

                          W TVN dla odmiany Colin, co porzucił Alicję, Farell w roli Aleksandra Macedońckiego (21.30).

                          www.youtube.com/watch?v=4z2DtNW79sQ&feature=related
                          • maniaczytania Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 06.01.11, 18:31
                            Z tym Hanksem to przesadzili ;)

                            Ja go nie nie lubie, ja go po prostu nie uwazam za dobrego aktora, do tego jeszcze, zeby bylo chociaz na kogo popatrzec ;)
                            • barbasia1 Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 07.01.11, 13:47
                              :)
                              No tak, żle się wyrazilam. :)

                              Ale akurat te dwa filmy, to dwie naprawdę dobre role Hankasa zwłaszcza ta w Filadelfii, która to rola wymagała dużego zaangażowania, wręcz poświęcenia od Hanksa.
                          • grek.grek Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 07.01.11, 14:18
                            majpleżer, zatem :]

                            hehe, wypunktowałaś zawodowo moje plumkania o "pogodzie", ALE i jedno pytanie zostaje, wg mnie, po opadnięciu "kurzu bitewnego" ;]

                            a zupełnie zapomniałem o "thelmie...", może dlatego, że kiedyś dośc szczegółowo się rozpisywaliśmy o tym filmie, jakos tak uśpiony czujnościowo zostałem, hehe. jak Ci się podobał, w kolejnym podejściu ? :]

                            ech, tym hanksem zapaćkali cały program... dzięki temu, mogłem 'autostradę' wreszcie obejrzeć, bo tempo przerobu jakie ostatnio prezentowałem było skandalicznie niskiej wartości ;]
                            • barbasia1 Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 07.01.11, 16:17
                              Ha,ha! Niezmierzone było to punktowanie, nie przypuszczałam, że to się tak skończy, naprawdę, Greku! ;))
                              Tak, pytanie aktualne, ja też się na tym zastanawiałam i zastanawiam, poźniej napiszę tam wyżej, co wymyśliłam!

                              Tak, oczywiscie doskonale pamiętam o tej rozmowie na temat "Thelmy i Louise", przy czym ja wtedy, jeśli pamiętasz, miałam przed sobą powtórkę filmu, miałam wypożyczyć sobie film, ale w końcu tak się nie stało. I dopiero przedwczoraj szcześliwie zaliczyłam powtórkę. :)

                              Oczywiście film mi się podobał za drugim podejściem (czy właściwie trzecim podejściem wliczywszy naszą rozmwę), może nawet jeszcze bardziej, jako że oglądanie było o wiele bardziej świadome. Później postaram się coś napisać (choć właściwie wszytsko co ważne, Ty już powiedziałeś :)...

                              Jak to tempo Twoje było "skandalicznie niskiej wartości"? Każdego dnia był porządny opis filmu! Chciałabym mieć takie tempo, marzę o takiej mocy! :)/ ale ja mam niestety mam strasznie słabe baterie, a ostanio jeszcze mniej energii, bardzo nad tym ubolewam/.
                              Ale wszystko w porządku u Ciebie, Greku, tak???

                              A "Zielona mila" podobała Ci się? Ogladałeś kiedyś ten film? Znasz czarnoskórego, potężnego Johna Coffey'a, lekko niedorowiniętego poczciwinę, obdarzonego za to niezywkłą, nadnalturalną mocą uzdrawiania ludzi i zwierząt?
                              Coffey wywsysał chorobę z człowieka.
                              • pepsic "Zielona Mila" 07.01.11, 18:30
                                Kiedyś oglądałam, a że nie gustuję zbytnio w tego typu klimatach, trochę kiczowatych i pod publiczkę, to bez zbytniego entuzjazmu. Taka bajeczka dla dużych dzieci. Aczkolwiek paru scenom nie odmówię dobrego słowa. Nawet Hanks w mundurze prezentował się całkiem znośnie:)
                                Ps.1. Żonę komendanta zagrała Patricia Clarkson z "Dróżnika"( Barbasiu dałaś radę?).
                                Ps.2. Czekam na wyrozumiałe przeczołganie:(
                                • barbasia1 Re: "Zielona Mila" 08.01.11, 23:03
                                  > Ps.2. Czekam na wyrozumiałe przeczołganie:(
                                  No wiesz! :)
                                  To prawda z tym klimatem bajkowym ... cdn.

                                  Tak! Zaczęłam oglądać "Dróżnika "! Od pierwrszego wejrzenia polubiłam Fina. Tyle godności ma w sobie ten mały człowieczek! :)
                              • grek.grek Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 08.01.11, 10:55
                                bardzo dobrze, że tak się skończyło, przynajmniej wiadomo na czym się cała rzecz zasadzała w intencji.

                                hehe, wiedziałem, "thelma & louise", to feministyczny manifest niemalże ;]; ofk, wymowę ma uniwersalną, no ale faktem fakt, że główne bohaterki, to jednak kobiety i jakaś celowość w takim rozpisaniu ról musiała być. kobiety wydobywające się z męskiej opresji i wybierające śmierć w pozycji wyprostowanej niż zycie na kolanach.

                                hehe, dzięki - jest dobrze, jak zawsze :] a tempo o tyleż średnie, że ta cała "autostrada" była zdaje się w weekend [weekend, to słowo się słabo kojarzy, z tego co widać i słychać ;)] i już zdązyła się trochę kurzem obsypać zanim wreszcie obejrzałem.

                                "zielonej" nie widziałem. hanks, jakaś bajka o murzynie-uzdrowicielu, którego zagazowują na końcu... powiem Ci szczerze, że nawet mi się jakoś nie spieszy, żeby zobaczyć. chętnie poczytam Twoją recenzję, opinie, wrażenia, ale wyrzutów na sumieniu jakoś nie posiadam, z tego powodu, że ilekroć widzę ją w grafiku, to zawsze szukam w grafiku uparcie jakiejś alternatywy i cudownym trafem zawsze znajduję ;]
                                • maniaczytania Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 09.01.11, 15:32
                                  hmm, troche chyba tracisz jednak z ta "Zielona mila",
                                  jak nastepnym razem bedzie, to obejrzyj.

                                  To mowilam ja, nie-fanka Hanksa, ktora dala rade obejrzec ten film ze trzy razy najmniej
                                  • kocia_noga Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 09.01.11, 15:57
                                    maniaczytania napisała:

                                    > hmm, troche chyba tracisz jednak z ta "Zielona mila",
                                    > jak nastepnym razem bedzie, to obejrzyj.
                                    >
                                    > To mowilam ja, nie-fanka Hanksa, ktora dala rade obejrzec ten film ze trzy razy
                                    > najmniej

                                    A ja nie, raz i wystarczy a nawet zbraknie. Ckliwa amerykańska bajka z szablonowymi rolami, chociaż bardzo dobrze zagrana.
                                    • maniaczytania Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 09.01.11, 18:22
                                      > kocia_noga napisała:
                                      > A ja nie, raz i wystarczy a nawet zbraknie. Ckliwa amerykańska bajka z szablonowymi rolami, chociaż bardzo dobrze zagrana.

                                      Tez tak myslalam po pierwszym razie. Niektore detale i subtelnosci widac dopiero za ktoryms razem.
                                      • kocia_noga Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 09.01.11, 20:53
                                        maniaczytania napisała:

                                        > > kocia_noga napisała:
                                        > > A ja nie, raz i wystarczy a nawet zbraknie. Ckliwa amerykańska bajka z sz
                                        > ablonowymi rolami, chociaż bardzo dobrze zagrana.
                                        >
                                        > Tez tak myslalam po pierwszym razie. Niektore detale i subtelnosci widac dopier
                                        > o za ktoryms razem.

                                        A to mnie zaciekawiło. Znalazłaś tam coś ciekawego? Serio pytam.
                                        • maniaczytania Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 09.01.11, 21:48
                                          Serio odpowiadam - tak.
                                          Za pierwszym ogladalam koncentrujac sie glownie na bohaterze najwazniejszym, czyli tym wielkim Murzynie. Za ktorym skolejnym razem bardziej skupialam sie na watkach pobocznych zwlaszcza straznikow i tu juz bylo wiecej ciekawych rzeczy.
                                • pepsic Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 09.01.11, 18:01
                                  Z "Thelma i Luisą" mam to samo, co u Ciebie z "Zieloną milą", tym bardziej, że nie przepadam za Geeną Davis, tudzież filmami z etykietką "tylko dla kobiet wyzwolonych".
                        • barbasia1 Re: "człowiek bez twarzy"/ "k2" 07.01.11, 13:44
                          Powiedz, co za pech , że obrazł znikł własnie tuż przed zakończeniem! ;) Tym większe dzięki, że opis mamy pełny! :)

                          Niebezpieczna to pasja! Nie wszytsko da się przewidzieć w takich ekstremalnych warunkach.
                          Jeden nawet mały błąd kosztuje czasem ludzkie życie.
                          cdn.
    • grek.grek 'autostrada', czyli niedrogi film drogi [spojler 07.01.11, 13:15
      no to o 'autostradzie', jak obiecawszy :]

      jest to film... drogi. dzieje się w drodze. budżetowo drogi chyba niekoniecznie.

      akcja się zaczyna od tego, że czyściciel basenów, jack [jared leto z awangardowym irokezem] wdaje się w romans z żoną podejrzanego kryminalnie jegomościa. ten jegomość ich łapie na gorącym uczynku. jack musi się salwować ucieczką. co więcej, wie że jak tamten się lepiej zastanowi nad tym, co go spotkało, to naśle na niego swoich goryli, żeby mu zrobili bolesną krzywdę. postanawia zatem, co tu dużo mówic, spie,przać, byle dalej stąd. "stąd", czyli z czegoś w rodzaju miasteczka pod las vegas, gdzie mieszka on w rozpadającej się przyczepie przydrożnej.

      żeby nie było mu smutno, namawia swojego przyjaciela, ksywa "pilot" [od tego, że jego matka poczęła go w przelotnym związku z pilotem samolotowym], żeby pojechał z nim. pilot [jake gylenhaal, wersja rozwichrzona] jest typem wrażliwego romantyka i chodzi, zachowuje się, mówi i czesto patrzy z mgiełką w oku zdradzającą, ze jego ulubioną rozrywką, a może nawet głównym zajęciem życiowym, jest popalanie tego, co możesz mieć, jesli twój dostawca ma w swojej komórce numer łączący z medellin albo z innym marokiem.

      debatują więc : dokąd by tu spi,eprzac. staje na mieście seattle. jake podrzuca : dakota, detroit, ohio... ale pilot powiada, że jak seattle, to seattle. w miejscowym barze biorą od gościa, co ma numer do medellin trochę towaru, co by upłynniać go w drodze, a ze swojej doli paliwo finansować i do dzieła.

      no i od tego momentu trwa niedrogi film drogi - panowie jadą do seattle, a za panami jedzie trzech goryli faceta, co mu jake robi przyprawił, którzy posiedli wiedzę o celu ich podróży wizytując bar ww. i fundując jego właścicielowi atrakcje, na czele z podduszaniem, w celu wydobycia informacji owej. trzeba przyznać, ze gośc dzielnie kłamał, żeby ich chronić, ale musiał polec, kiedy się okazało, że z tego wszystkiego zapomniał, iż cały czas w barze działa kamera nagrywająca wszystkie rozmowy i goryle tego od poroża na łbie po to źródło informacji sięgneli, a na nim znaleźli jake'a i pilota recytujących właścicielowi baru o celu swojej wyprawy.

      więc dwaj uciekinierzy jadą sobie do celu i odwiedzają miejsca, spotykają ludzi, cały czas wymieniając jakiejś mało składne teksty, głównie o seksie, dziewczynach które znali i poznali, z których rysuje się róznica między nimi : pilot szuka miłości "tej jednej kobiety", jake przedstawia się jako "król seksu', aczkolwiek 'król" raczej chłopięco zabawny, 'król' na poziomie wyrywania panienek w szkole, niż zalatujący maczyzmem jakimś...

      na jednym z postojów ratują skórę dziewczynie, którą próbuje pobić jej kochaś; dziewczyna okazuje się być eks-aktorką, po przejściach, po rozwodzie, a także nie całkiem eks - prostytutką bez alfonsa. żeby było jasne, prostytuuje się ona, bo nie ma, gdzie mieszkac, co jeść i w ogóle tuła się ulicznie, która to wersja koliduje zupełnie z jej zadbanym wyglądem, ale jak konwencja to konwencja ;] zabierają ją ze sobą, jako że z miejsca przypada ona do gustu jake'owi. ale nie jako prostytutka, lecz jako dziewczyna, po prostu.

      potem spotykają johny'ego, ni to hippisa, ni to filozofa w stylu jacka kerouaca, albo ginsberga, ni to poetę... gościa w smudze cienia, z dredami, w za krótkim podkoszulku i z dobrze wyposazoną apteczką, którą służy wg cennika ;] też go biorą ze sobą, bo on tez do seattle jedzie. seattle, dodajmy, własnie trafionego informację o samobóju strzelonym przez cobaina. zatem, łatwo umiejscowić akcję w czasie konkretnym.

      rozmawiają o niczym i o wszystkim, a najwazniejszą informacją jest to, ze pilot nie jedzie do seattle ot, tak sobie - on jedzie z nadzieją odnalezienia tam dziewczyny, którą kiedyż znał, z którą 'na imprezie, w toalecie, przetańczył wiele godzin do 'sweet child of mine" ;], a potem ona wyjechała i zostało mu tylko zdjęcie.

      zatrzymują się w jakimś parku, a tam dziewczyna i jake rozmawiają, ona mu mówi o sobie, to co ja już napisałem wyżej o niej ;], a johnny z pilotem dają w nos i mają niezłe odloty, świat im wiruje, pilot leży bez czucia z usmiechem, a johnny zawzięcie filozofuje o przemijaniu i o tym, ze koniec końców wszyscy spotkamy się w zupie - to jest niezła scena :]

      nastepny przypadek, to sensacja antropologiczna w jednym z mijanych miasteczek - pół-facet-pół-aligator, znaczy się zeszpecony gośc, co cierpi na łuszczycę i ma coś z gębofonem i służy za atrakcję dla turystów. jego matka tym [cała sala specjalna, w jakiejś szopie, podest dla gości, a ten pół-ccośtam pływający w specjalnie zaprojektowanym bajorku] zawiaduje, ale nie po to, żeby z chłopaka robić wariata, ale po to, żeby na tym interesie zarobić na możliwość przeprowadzki w inne miejsce, ponoć takie istnieje, w którym byłoby mu lepiej, czy można by mu pomóc, coś w tym guście. wrażliwy pilot chce im pomóc, zdobyć dla nich pieniądze jakieś [brakuje tej matce 5 kawałków], a koniec końców oprócz tego, ze sypnie im pieniądzem, to obaj z jake'em staną w obronie pół-aligatora i dostaną lanie od miejscowej policji, której przedstawiciele - jak przystało na redneków - postanowili sobie pożartować w swoim stylu i upić to dziwo.

      byłoby zbyt miło, gdyby się tak to miało toczyć aż do końca. musi więc nastąpić zwrot akcji - i następuje on w momencie, kiedy pojawiają się w pobliżu ścigający ich goryle faceta z porożem, a spanikowany jake uświadamia sobie, że to nie on chciał jechac do seattle, że to pilot go zmanipulował [głupie, ale coś trzeba było wykoncypować, hehe]. po burzliwej kłótni jake z dziewczyną robią w tył zwrot i zostawiają pilota i johnny'ego, którzy kontynuują jazdę do seattle z grupą hippisów czy tam grunge-guys, jadących na czuwanie po smierci cobaina. ofk, pięć minut później jake'a łapią wyrzuty sumienia, że zostawił kumpla na pastwę losu, dziewczyna widząc, że się przyjaciele pochemrali i trzeba pomóc to skleić, też sie przykłada do tego i robią ponowny w tył zwrot i śladem zostawionych pasażerów go to the seattle.

      a w seattle aż się roi od flanelowych koszul i świeczek czuwających. pilot, w jakimś lekkim oszołomieniu, z wymalowanym na dziobie pająkiem, przez tych hippisów z auta, co go podwieźli, i na zdrowym haju, chodzi wśród tych czuwajsów cobainowych i szuka tej swojej dziewczyny... chodzi i chodzi, obraz ma rozedrgany, przymglony, aż w końcu ją znajduje, ale ona go nie pamięta, to że kiedyś coś mięzy nimi było nic dla niej nie znaczy, gada do niej jak do ściany, a ona mówi tylko 'weź mnie za rękę', bo jej przykro, że cobain się wystrzelił w kosmos. pilot jest rozczarowany i zawiedziony, zostawia więc ją, bo widzi, ze to już nie ta dziewczyna.

      w ślad za pilotem zjawia się jake, a przy okazji trzech goryli od faceta z porożem. i zaczynają się ścigać po ulicach. w końcu dopadają jake'a w jakimś zaułku, broniących do dziewczynę i pilota kasują małym palcem, a jake'owi miażdzą buciorami palce u stóp. i tak ich zostawiają.

      pstryk i cała ekipa jest w jakimś domu. jake jest kontuzjowany, ale stara się dowcipkować "po co komu nogi, nie ?: ;], hehe], dziewczyna [cassie, na imię ma, rychło w czas mi się przypomniało] zostaje z nim, bo są zakochani w sobie, a nieuleczalny romantyk pilot... pojedzie dalej. sam. dokąd ? "w poszukiwaniu tej jednej, z którą życie dopiero ma wartość". czyż to nie prawdziwy, kolejny w tym tygodniu, happy end, i to pomimo zmiażdzonych palców u stóp ? ;]



      • grek.grek 'autostrada', czyli niedrogi film drogi [spoj 07.01.11, 13:49
        co by tu jeszcze dopisać...
        może to, że film ma swój rytm, trochę taki na minimalnym koksie, co go czyni tym pocieszniejszym. z początku miałem podejrzenia, że będzie to coś w stylu "las vegas parano", ale jednak nie. tutaj chodzi o uczucia młodych ludzi :] jake i pilot czegoś, w tej drodze do seattle, się dowiadują o sobie. jake znajduje uczucie, do którego przy okazji dorasta, zmienia się; pilot wiedziony nadzieją na jego odnalezienie w seattle ostatecznie je traci. taka przerzutka ;]. jake w trakcie całej podróży coraz baczniej obswerwuje swojego przyjaciela, dostrzega coraz wyraźniej jego specyficzne podejście do świata i nieszablonowośc w analizowaniu otoczenia [np. podczas gdy dla ludzi, takze dla jake'a i cassie, pół-aligator jest tylko ciekawostką z ostatniej strony "faktu", pilot raczej zastanawia się nad tym, co ten człowiek czuje, czy jest mu smutno, czy chciałby być kimś innym, czy jest raczej szczęsliwy takim jakim jest teraz; kiedy mają wszelkie dane wskazujące na to, że cassie to eks-prostytutka pilot zastanawia się, ilu też musiaała mieć klientów, a ściślej - z iloma pewnymi częsciami ciała tych klientów musiała współpracować], dobro w końcu [ta kasa dla matki pół-aligatora] a przede wszystkim subtelnośc uczuć - niby mówi o seksie, niby "przelatywanie" się pojawia we wspomnieniach szkolnych [pillot jednak sam nie wie, czy tego dokonał, czy nie, a jake go wyprowadza na prostą mówiąc, ze nie dokonał, bo to on, jake, dokonać tego dokonał], ale od lat nosi w pamięci jedną dziewczynę - za to,że powiedziała mu, ze "jest fajnym chłopakiem, a nie jednym z takich... 'do zapomnienia" i dlatego, bo razem tańczyli i bo wierzy w tzw.istotę miłości, którą jake dopiero na końcu, kiedy wie już że dotknęło go to osobiście dzięki poznaniu cassie, sam jest w stanie zrozumieć i pilota, za jej przez niego noszenie w sobie - docenić.

        gylenhaal jest najlepszy, jego pilot, wciąz na większym lub mniejszym spidzie, a zarazem taki jakiś odruchowo niegłupi w tym, co mówi i robi, mimo że wyglądający na młodocianego matołka nie daje się jednoznacznie zakwalifikować.
        niezłe kreacje drugoplanowe - john mc ginley, jako poeta-filozof udredlowaoany, czyli johnny naprawdę daje się zapamiętać; jeremy piven, w małej rólce właściela baru-dilera, wygłasza jeden zupełnie brawurowy monolog z całą gamą gestów, min, podskoków i wygibasów i to jedna z lepszych scen w całym filmie, w sumie - z niczego taka prawdziwa kreacja. taka kieszonkowa ;]

        dobrze jest prowadzona narracja, przypomina głównego bohatera - niby taka jakaś wesoła i nie do końca spójna, przemyślana, zgodna z kanonami, a jednocześnie gdzieś tam trzeba szukać, bo coś można znaleźć wartościowego. oskara za to nie będzie, ale pozostaną całkiem niezłe wrażenia. pachnie "las vegas parano" trochę, w estetyce, przez fakt aranżacji przestrzennej ;], przez obecność wydatną proszku do nosa i fajki i jego wpływy, no i nieprzypadkowo film kończy się cytatem z "w drodze" kerouaca - jest tu sporo odwołań do kontrkultury, do stylu rozumowania pokolenia "X" couplanda, do estetyki i filozofii życia "slackerów", którzy byłli ewidentnie patronami dla postaci pilota, do stylu bycia promowanego przez dawnych bitników; zdecydowanie nie przypadkiem w tle jest śmierć idola całego pokolenia, dla wielu ostateczny upadek ostatniej instancji młodzieżowego buntu antybabilońskiego. i w tym kontekście wyruszenie pilota w drogę w poszukiwaniu miłości niemożliwej jest jakimś znakiem niezgody na prozę życia, na pogubienie ideałów, na proste rozpłynięcie się w przyziemności. pokrzepiające. po raz kolejny w tym tygodniu ;]
      • kocia_noga Re: 'autostrada', czyli niedrogi film drogi [spoj 08.01.11, 09:19
        grek.grek napisał:

        > no to o 'autostradzie', jak obiecawszy :]

        Łomatko :) toż to jeszcze głupsze niż szturowsko-kieślowskie powiastki umoralniające.
        Dzięki, że mnie uprzedziłeś :)
        • grek.grek Re: 'autostrada', czyli niedrogi film drogi [spoj 08.01.11, 10:58
          a to zależy, z której strony spojrzeć :]

          tak czy owak... bardzo proszę, hehe.
          • barbasia1 Re: 'autostrada', czyli niedrogi film drogi :))) 09.01.11, 15:12
            grek.grek napisał (wyżej):

            >czyż to nie prawdziwy, kolejny w tym tygodniu, happy end, i to pomimo zmiażdzonych palców u stóp ? ;]

            ha,ha
            O tak, prawdziwy happy end!

            A tak przy okazji, czy ścigający przez połowę Stanów siepacze od gościa, któremu nasz bohater przyprawił rogi nie powinni byli zmiażdźyć mu innej części ciała? ;}

            Rzeczywiście do filmu "Las Verag Parano: "Autostradzie" daleko. Aleee całkiem sporo wycisnąłeś z tego filmu !? I dlatego ja bym się skusiła na niego, gdyby leciał w telewizji raz jeszcze. Także dla Jareda Leto i Jake'a Gylenhaala ("w wersji rozwichrzonej":)).
            • grek.grek Re: 'autostrada', czyli niedrogi film drogi :))) 10.01.11, 12:35
              hehe, pewnie mogli zmiażdzyć co chcieli, ale uznali, że na dłuższą metę problemy z nogami
              moga się okazać bardziej dokuczliwe niż z innymi częsciami ciała :]

              o, na pewno da się obejrzeć, powtórka mile widziana, zatem :]
              • barbasia1 Re: 'autostrada', czyli niedrogi film drogi :))) 10.01.11, 16:30
                grek.grek napisał:

                > hehe, pewnie mogli zmiażdzyć co chcieli, ale uznali, że na dłuższą metę problem
                > y z nogami
                > moga się okazać bardziej dokuczliwe niż z innymi częsciami ciała :]

                No nie wiem, he, he ;)))

                A tak, powtórka nie zawadzi. :)
    • pepsic "Rysa" z wczoraj, na Kulturze była 07.01.11, 18:11
      No więc obejrzałam, a skoro obiecałam, to biorę głęboki oddech, aby wyznać: nie porwało należycie, nie wywołało spodziewanych emocji, raczej chłodne spojrzenie z dystansem. Problem wielki, mniej więcej na czasie, tym bardziej, że film postał w oparciu o autentyczną enerdowską historię. Zachowanie Joanny wobec poszlak wydaje się być zbyt radykalne, poza tym zdradzała objawy typowej depresji, którą mogłoby wywołać cokolwiek. Jak dla mnie wina Jana od początku jest ewidentna (i chyba taki był zamysł reżysera wobec widza), gdyż dokładnie tak zachowuje się człowiek idący w zaparte, mający świadomość, że do swego czynu za nic w świecie nie może się przyznać. Kupon na bistor (Grek, jeśli cię to pocieszy, nie Ty jeden pomyliłeś brystol z bistorem), bijatyka z esbekiem, kiedy Jan krzyczy najpierw: co mam z tego?, a za chwilę, co masz z tego (tak zrozumiałam), a także końcowa scena w szpitalu podczas wizyty domniemanego esbeka z winą wymalowaną na twarzy.
      Co mi się podobało: smutna muzyka Satiego, piękne wnętrza z duszą i skrzypiącym parkietem, a przede wszystkim Krzysztof Stroiński, do którego mam wielką sympatię.
      • kocia_noga Re: "Rysa" z wczoraj, na Kulturze była 08.01.11, 09:30
        A mnie porwało, tzn obejrzałam dowód na to, że polski film nie musi być denny; coprawda morał kiwa ogonem na końcu, ale dyskretnie. Co mnie najbardziej zdziwiło, to że kwestie psychologiczne się bronią. No i Jankowska-Cieślak nie zrobiona na "kobietę" i jej koleżanka psychiatra, pokazana jako człowiek - wybałuszałam oczy i nie mogłam uwierzyć.
        No i , o czym pisałaś powyżej - wnętrza.
        • ewa9717 "Amarcord" na Zone Europa dziś o 22.25 08.01.11, 11:48
          Bywał już w TV, ale nie tak nachalnie często, a dla mnie zawsze cudo. Kiedyś bardziej Roty niż Felliniego ;)
          • barbasia1 Re: "Amarcord" na Zone Europa dziś o 22.25 08.01.11, 15:04
            My , którzy nie posiadamy Zone Europa musimy zadwolić się, trailerem, ech!:

            www.youtube.com/watch?v=AZ0kDsiX-5Q
        • barbasia1 Re: "Rysa" z wczoraj, na Kulturze była 08.01.11, 23:06
          kocia_noga napisała:

          > A mnie porwało, tzn obejrzałam dowód na to, że polski film nie musi być denny;

          Mnie też bardzo podobała się "Rysa" !
      • barbasia1 Re: "Rysa" z wczoraj, na Kulturze była 08.01.11, 23:10
        pepsic napisała:

        > No więc obejrzałam, a skoro obiecałam, to biorę głęboki oddech, aby wyznać ...

        :)
        Miałam nadzieję, że objerzysz i napiszesz o swoich wrażeniach ...

        >nie porwało należycie, nie wywołało spodziewanych emocji, raczej chłodne spojrzenie z dystansem

        To trochę jednak jestem tym zaskoczona!!!?

        CDN.
    • grek.grek a co na dziś ? pewniak "brokeback" i..? 08.01.11, 14:35
      wczoraj były powtórki : "a.i sztuczna inteligencja" i "linia życia", "wojna światów" - hyhy, to podobni hicior jest, nie z tej ziemi - oglądaliście ? ja nie miałem odwagi... ;]

      dzisiaj, z tego co widzę :

      "atak na posterunek 13" na jedynce [22:15]. ofk, tvp nie daje oryginału carpentera, który był jednym z lepszych sensacyjnych thrillerów ever, a daje remake sprzed paru lat, który wpisuje się w tradycję powtórzeń : jest słaby - czyli, klasyka wg tvp, czyli zamienił stryjek.

      "krwawy ring" w dwójce - bardzo polecam... zachować bezpieczną odległośc od odbiornika. film tak głupi, że nawet jego tytuł nie jest głupszy od zawartości.

      "biali nie potrafią skakać" [22:00] - daje polsat, i dobrze że daje, niż miałby dać jakąś inną multi-powtórkę. nie lubicie ulicznej koszykówki, nie lubicie pyskatych duetów czarny-biały, nie lubicie przeciętnego aktorstwa... cóz, przejdzie Wam przed oczami kawałek dobrej rozrywki, bez ambicji oskarowych, ale dobrze skrojonej i mającej więcej wdzięku niż pszczółka maja.

      "brokeback mountain" - tvn [22:45] - no to chyba mam swojego osobistego faworyta, bo to hicior tęgi, a ja dotąd nie miałem przyjemności z nim obcować, więc poobcuję dzisiaj. nie wiem, czytałem trochę, słuchałem, powiedzcie mi, tak w ramach przedbiegów, jak sądzicie, whatever - czy oglądaliście, czy nie : na ile jest to PO PROSTU uczciwe, dobre kino, a na ile swoją markę i nagrody zawdzięcza pewnemu przełamaniu tabu, czyli pokazaniu uczucia łączącego dwóch męzczyzn ? czy może, jedno bez drugiego dzisiaj nie istnieje i to tematyka w duzym stopniu [ktoś powiedział : decydującym ?] determinuje wartość [filmu] ? czy może śmiałość owa tylko podnosi o oktawę rangę filmu - z przeciętnego robi dobry, z dobrego znakomity, ze znakomitego wybitny.. ?

      "kulturyści" mają dodatkowo "germinal" o 20:10 - załatwili Was z tymi 'samymi swoimi" w sylwestra ;], więc starają się trochę nadrobić, hehe. jesli ktoś obejrzy, to ja na pewno z chęcią czytnę - jak ta ekranizacja zoli wypadła.
      • barbasia1 Re: a co na dziś ? pewniak "brokeback" i..? 08.01.11, 15:07
        > "brokeback mountain" - tvn [22:45] - no to chyba mam swojego osobistego faworyt
        > a, bo to hicior tęgi, a ja dotąd nie miałem przyjemności z nim obcować,

        Oooooo! Mnie się bardzo podobał, ale je jestem nieobiektywna bo mnie się filmy o miłosci prawie zawsze podobają, więc za dwie chwile zaytuje komentarz na temet tego filmu z Leksykony filmowego na XXI wiek Kałużyńskiego i Raczka ... :)

        • kocia_noga Re: a co na dziś ? pewniak "brokeback" i..? 08.01.11, 15:39
          Oglądałam i jak dla mnie - to DZIEŁO. Ale jeśli tobie kirłakowskie klimaty paszą, to nie wiem.
          • kocia_noga Re: a co na dziś ? pewniak "brokeback" i..? 08.01.11, 15:40
            Znaczy, że różnica gustu zależna od punktu siedzenia może zaznaczyćsja.
      • barbasia1 Re: a co na dziś ? pewniak "brokeback" i..? 08.01.11, 22:53
        Ta szybko powiem, co miałam powiedzeć, bo zdaje się, że film już się zaczyna ...

        Otóż w moim "Leksykonie filmowym" Tomasz Raczek (dla odmiany) ocenijąc bardzo wysoko ten film, podkreśla m.in. jego uniwersalizm, ktory stanowi o wartości, wielkości filmu. M.in. pisze o filmie tak: "Western o miłości dwóch kowbojów, kórzy plinowali owiec na góskiej połoninie. Rzecz odległa, wręcz egzotyczna. Widziwie idą więc do kina raczej z ciekawości niż z pragnienia przeżycia wielkiego wzruszenia. Ale go doznają zaskoczeni, zdumieni, nie rozumiejący dlaczego. Nie wiedzą skąd bierze się to uczucie, że film o nieszczęśliwej miłosci dwóch młodych mężczyzn - którzy żyjąc na konserwatywnej amerykańskiej prowincji w larach 60. i 70. XX wieku zmarnowali sobie życie, ukrywając swoje uczucie przed światem - może dotyczyć każdego, także w spólczesnego, miejskiego, i jak najbardziej heteroseksulanego. Polaka? Ba! Moz enawet homofoba!? Na tym właśnie polega próba doskonałosci wybitnego dzieła: zachowuje ono blask w każdych, nawet najbardziej niesprzyjajacych warunkach i okolicznosciach. A Tajemnica Brokeback Mountain od razu stała się klasykiem kina." (LF , s. 397)


        Choć idzie tu o miłość, ten film nie jest melodramatem, bo unika efektownych uproszczeń i sentymantalizmu. Niczym Bergman w Personie, Ang Lee opowiada na przykładzie dwóch osób o kondycji człowieka. O jego wielkości i słabości. A nade wszystko o nie dającej się stłumić przez jakąkolwiek normalność wyjatkowości." (LF, s. 398)

        • kocia_noga Re: a co na dziś ? pewniak "brokeback" i..? 09.01.11, 13:22
          Tak, a poza tym bardzo głęboko, do żywca utkwiły mi w pamięci - tej żywej, odtwarzającej uczucia - ze dwie sceny, dla mnie dotyczące raczej przemijania. Mojej córce zaś tak samo głęboko utkwiły zupełnie inne sceny, obrazujące niemożliwość wypowiedzenia uczuć.
          Moje dwie to:
          ranek w szałasie, deszcz na zewnątrz
          scena w domu rodzinnym nieżyjącego partnera, wyjrzenie pzrez okno, odnalezienie koszuli w szafie.
          Nie wiem, co w nich tkwi, ale są wielkie dla mnie, obydwie żyją.
          • barbasia1 Re: a co na dziś ? pewniak "brokeback" i..? 09.01.11, 16:04
            kocia_noga napisała:

            > Tak, a poza tym bardzo głęboko, do żywca utkwiły mi w pamięci - tej żywej, odtw
            > arzającej uczucia - ze dwie sceny [...]
            > scena w domu rodzinnym nieżyjącego partnera, wyjrzenie pzrez okno, odnalezienie
            > koszuli w szafie.

            Tak, to dobra scena.
            Ennis odnajduje w pokoju nieżyjacego już przyjaciela, w rzeczach osobistych, ubraniach okruchy jego osobowości ...
          • pepsic Re: a co na dziś ? pewniak "brokeback" i..? 09.01.11, 17:52
            kocia_noga napisała:
            Mojej córce zaś tak samo głęboko utkwiły zupełnie inne sceny, obrazujące niemożliwość wypowiedzenia uczuć.

            Mi podobnie, jak twojej córce, łącznie z niemożliwością spełnienia.
        • grek.grek "brokeback" 09.01.11, 13:23
          jakby nie spojrzeć, tomasz raczek dość osobiste ma powody, sentymentalne, zeby 'brokeback' oceniać pozytywnie.

          love story, jak love story imo trudno w tej dziedzinie coś nowego powiedzieć. i, jednak..., będę się trzymał zdania, ze całym wydarzeniem tego filmu jest uczynienie jej bohaterem pary facetów, i to reprezentujących profesję archetypowo męską - kałbojów, niż jakiś jej nowatorski albo wirtuozerski sposób narracji albo filmowania albo czegokolwiek.

          ciekawsza niż owa love story wydała mi się poboczność jej - los kobiet, które obaj kochankowie okłamują, a które później przeżywają szok poznawczy. to one są tutaj prawdziwymi ofiarami owego zakazanego uczucia, bo dwaj panowie jakoś tam sobie radzą, spotykają się, w tajemnicy, wymuszonej lękiem o własny tyłek jednego z nich, ale jednak. a kobiety zbierają żniwo niezdrowej sytuacji, niezdrowych stosunków społecznych, aczkolwiek... kurde bele, przecież ich romans odkrywa ten ich pracodawca, gruby z wąsem, widzi ich razem jak się całują... i co, nic nie mówi nikomu... żona jednego z nich - też to widzi... nic nie mówi nikomu... rodzice jacka - tez wiedzą... i nic nikomu nie mówią... więc bohaterowie nie są zagrożeni niczym poza fobią jednego z nich, z tego by wynikało. dobrze kombinuję ? :]

          ang lee każe się domyślić zagrożenia nie pokazując go w ogole. rozumiem, gdyby były jakieś prześladowania, jacyś geje cierpieli w pobliżu, były jakieś wymowne znaki, że jest się czego bać, a tutaj jedynym takowym jest wspomnieniem sprzed 20 lat...

          w ogole, nagle gej na geju i gejem pogania na tej amerykańskiej redneckiej prowincji - dwóch gejów spotyka się i ma romans, meksyk : stoją licznie geje między budynkami, odsunięty od łoza kochankowego jack poznaje innego geja, jack przywozi na farmę rodziców jeszcze jakiegoś innego kochanka... więcej tu gejów niż heteryków ;] i żaden nie dostaje nawet kwiatkiem przez tyłek... homofobia tak małymi literkami pisana, ze jej prawie nie widac...

          większe wrażenie robią owe zostawione na lodzie kobiety, którymi dwóch kolesiów próbuje się maskować przed społeczeństwem, które w ogóle z gejami wydaje się nie mieć żadnego problemu. dziwna sytuacja :]

          jak sądzisz/sądzicie ?

          mnie jednak z tej całej otoczki "filmu wybitnego" zostaje fakt, że dotyczy miłości gejowskiej. gdyby to była opowieśc o miłości kobiety i mężczyzny, ba dwóch kobiet... nie byłoby takiego
          poruszenia [ofk, założywszy, ze zostałaby opowiedziana za pomocą, toczka w toczkę, tymi samymi filmowymi metodami].

          • kocia_noga Re: "brokeback" 09.01.11, 15:50
            grek.grek napisał:

            jednak..., będę się trzymał zdania, ze całym wydarzeniem tego filmu jest uczy
            > nienie jej bohaterem pary facetów, i to reprezentujących profesję archetypowo m
            > ęską - kałbojów, niż jakiś jej nowatorski albo wirtuozerski sposób narracji alb
            > o filmowania albo czegokolwiek.
            >
            Jestem zdania całkowicie odmiennego. Książkę napisała kobieta i to widać słychać i czuć. Zaistniały tam sprawy, mysli i aspekty niewidoczne z punktu siedzenia męskiego, w każdym razie tradycyjnie seksistowskiego. Tego się po twoim odbiorze spodziewałam powyżej, że nie zakumasz a nawet niedostrzeżesz.

            > ciekawsza niż owa love story wydała mi się poboczność jej - los kobiet, które o
            > baj kochankowie okłamują, a które później przeżywają szok poznawczy.

            Jaki, pardą, szok? Żona jednego wiedziała cały niemal czas, ale dzieci były małe ( małżeństwo więc musiało trwać), a i rozmowa niebezpieczna, w końcu gdy mu wygarnęła omal jej nie udusił. Kobiety na wsi ważą słowa wypowiadane do meżów. Druga o niczym nie wiedziała.


            to one są
            > tutaj prawdziwymi ofiarami owego zakazanego uczucia, bo dwaj panowie jakoś tam
            > sobie radzą,

            no fajnie sobie radzą, jeden po rozwodzie zamieszkuje przyczepę, drugi żyje w zakłamaniu.


            kurde bele, przecież ich romans odkrywa
            > ten ich pracodawca, gruby z wąsem, widzi ich razem jak się całują... i co, nic
            > nie mówi nikomu...

            bo jest łaskawy. Ale stanowczo wywala ze swojego budynku i zakazuje się pojawiać. Poza tym nie miał wyjścia, o pastuchów trudno, wtedy gdy ich przyfilował nikogo by juz i tak nie znalazł na ich miejsce, a zakapować innym nie chciał z łaskawości, o czym już pisałam a pewnie i z innych powodów.

            > rodzice jacka - tez wiedzą... i nic nikomu nie mówią...

            nie zauważyłam, żeby wiedzieli, to bardzo prości i biedni ludzie. Poza tym, co komu mieliby mówić o swoim synu???

            więc bohaterowie nie s
            > ą zagrożeni niczym poza fobią jednego z nich, z tego by wynikało. dobrze kombin
            > uję ? :]
            >
            Nie wiem, czy dobrze, ale po swojemu.


            > ang lee każe się domyślić zagrożenia nie pokazując go w ogole. rozumiem, gdyby
            > były jakieś prześladowania, jacyś geje cierpieli w pobliżu, były jakieś wymowne
            > znaki, że jest się czego bać, a tutaj jedynym takowym jest wspomnieniem sprzed
            > 20 lat...

            he he he. Myślisz, że powinni sprawdzić na sobie, czy coś się zmieniło?


            >
            > w ogole, nagle gej na geju i gejem pogania na tej amerykańskiej redneckiej prow
            > incji - dwóch gejów spotyka się i ma romans, meksyk : stoją licznie geje między
            > budynkami, odsunięty od łoza kochankowego jack poznaje innego geja, jack przyw
            > ozi na farmę rodziców jeszcze jakiegoś innego kochanka... więcej tu gejów niż h
            > eteryków ;]


            No wiadomo powszechnie, że pedfałów nigdy nie było, a ta zaraza przyszła z zachodu.
            Zdziwiłbyś się, gdybyś miał jakichś przyjaciół gejów, ilu ich jest:) i ilu jest męskich prostytutów i ilu nobliwych mężów żonom, co wyskoczą czasem na chjłopca:)
            Nie tylko nie ma żadnej pzresady, ale wręcz powściągliwość w pokazywaniu tematu - inni geje sa wprowadzani tylko0 wtedy, kiedy trzeba.

            i żaden nie dostaje nawet kwiatkiem przez tyłek... homofobia tak ma
            > łymi literkami pisana, ze jej prawie nie widac...

            Żal ci, że tym kwiatkiem nie dostają, czy dziwujesz się, że klucząc i kamuflując się unikają społecznych sankcji?


            > mnie jednak z tej całej otoczki "filmu wybitnego" zostaje fakt, że dotyczy miło
            > ści gejowskiej. gdyby to była opowieśc o miłości kobiety i mężczyzny, ba dwóch
            > kobiet... nie byłoby takiego
            > poruszenia [ofk, założywszy, ze zostałaby opowiedziana za pomocą, toczka w toc
            > zkę, tymi samymi filmowymi metodami].
            >

            żal, że tylko to byłeś w stanie zobaczyć. Dla mnie jest to opowieść uniwersalna, ale rozumiem, że komuś jak ty tkwiącemu w XIXwiecznych syndromach madonny ladacznicy geje bviją po oczach , że tylko ich widać.
            • grek.grek Re: "brokeback" 10.01.11, 12:09
              jakie aspekty ? że np. jack jest kobiecy, a ten drugi męski ? że to wygląda jak związek k-m, tyle że dla lepszego efektu jeden M jest materializacją K ? rad b ym się przynajmniej dowiedzieć, czego nie zauwazyłem, bo jasne jest, że pewnie większości rozmaitości nie dostrzegam, gdyż raczej głupi jestem, ale dowiedzieć się o swojej głupocie i ślepocie bez podania kompromitujących przykładów - tak jakoś niefajnie :] jakoś przełknę, że być może, przy całej swojej nieporadności, dostrzegałem to, o czym napiszesz, ale po prostu nie uznałem tego za "wirtuozerię narracyjną" i po prostu róznica między nami polega wyłącznie na hierarchii wartości.

              żona się najpierw DOwiedziała :] zobaczyła jak się całują namiętnie panowie. wyglądała na zaszokowaną, ale... może się mylę.

              och, ofiarę kobiety, która odkrywa, że jej mąż zdradza ją z facetem z pewnością da się zestawić z ofiara faceta, który musi mieszkać w przyczepie ;]
              zakłamanie ? z tego, co zauważyłem, to tam wszyscy żyją w zakłamaniu.

              "z łaskawości [ich nie zakapował]" - pewnie tak, problem w tym, ze brzmi to mało wiarygodnie. przy wódce, przy męskich rozmowach...nic.. nikomu, ani słowa ?.. uff :]
              jest to nieudolnośc scenariuszowa/pisarska. nie da się zrozumieć, po co wprowadza się taką scenę, skoro nic z niej później nie wynika ?

              na końcu, po smierci jacka, jego kochanke przyjeżdza na ich farmę - i oni otwarcie mówią,.że "jack tutaj był, z innym facetem, i snuli plany, że będą tutaj mieszkać". no więc, coś jednak wiedzieli. zresztą, cała scena jest wymowna. wiedzieli dobrze, że nie przyjechał do nich kolega zmarłego syna, a jego partner.

              "po swojemu [kombinuję]" ? no to mnie rozjaśnij, co stoi na przeszkodzie ich związku, poza obawą jednego z nich o bezpieczeństwo [ich obu/własne...] ? jakie inne tropy podrzuca sam film ? mam się domyślać ? mogę, ale w takim układzie film nie miałby tutaj żadnego znaczenia. to w nim mam znaleźc materiał do interpretacji, a nie sam dokręcać :]

              "powinni sprawdzic czy coś się zmieniło ?" - niekoniecznie, ale to tylko potwierdza moją teze, ze jedyny problem tkwi w głowie jednego z bohaterów, w jego wspomnieniu z dzieciństwa. rzeczywistość 20-lat-po nie wykazuje znamion opresyjnej. nie w tym filmie.

              "kluczą i kamuflują się" - ale przed czym ? to wygląda na ucieczkę przed żelaznym wilkiem...
              jesli tak miało być, to obaj są ofiarami własnego tchórzostwa, fobii, a nie społecznych stosunków.

              "dla mnie to opowieśc uniwersalna" - a dla mnie niby nie ? :]

              a pisałem o czymś innym : o recepcji tego filmu w świecie, że narobił takiego hałasu, bo dotyczył pary gejów, a nie kobiety i mężczyzny, uniwersalizm jego przesłania/wymowy nie ma tutaj żadnego znaczenia; a - dodatkowo, oraz o ironio, własnie dlatego, ze dotyczy gejów, a nie heteryków, pozwala na szablonowe i momentami niespójne przedstawienie ich uczucia i trudnego związku spojrzeć jak na coś świeżego, w co dałaś się, niestety, także i ty wkręcić :]

              • kocia_noga Re: "brokeback" 11.01.11, 16:24
                grek.grek napisał:

                > jakie aspekty ? że np. jack jest kobiecy, a ten drugi męski ? że to wygląda jak
                > związek k-m, tyle że dla lepszego efektu jeden M jest materializacją K ?

                Kurde, jakie piękne stereotypy tak żywcem. W twoim świecie ścisłej specjalizacji pewnie zaglądasz do podręcznej tabelki - co jest k a co m.

                Chętniebym cię zapoznała z tym, co ja uznałam za świeże, odkrywcze, niewyjeżdżone kamerą, gdybym potrafiła. Wg mnie to wszystko to imponderabilia, uchwytne dla jakiegos tęgiego fachury od filmu - dla mnie to tylko doznania, jakie odbierałam podczas oglądania filmu.
                Może właśnie brak tego podziału na k. i m. - maczo i barbi, za którym tak tęsknie wyglądasz? dzieki czemu można się było skupić na czym innym niż jądra i cycki - nie wiem, sorry kalafiory, nie pomogę, ewentualne zażalenia z pokorą przyjmuję.


                > żona się najpierw DOwiedziała :] zobaczyła jak się całują namiętnie panowie. wy
                > glądała na zaszokowaną, ale... może się mylę.
                Owszem, wyglądała, ale potem są sceny ich współżycia, więc pewnie jakoś to sobie poukładała, żeby przetrwać do momentu, gdy się wreszcie zdecyduje na zerwanie związku.
                Jasne, że mi jej żal. Znałam parę kobiet czyniących takie odkrycie i zawsze było to przykre, ale nie nazwałabym ich ofiarami, poza jedną p. doktor, która podejrzewając męża o zdradę zaczęła mu deptać po piętach. Pół oddziału się z niej śmiało, że go podejrzewa, a przecież on zawsze bierze nocki z kolegami. Mimo tego śmiechu, który do niej docierał, kontynuowała inwigilację i w pewnym momencie przestała drążyć. Przypuszczam, że wycofała się,żeby nie zobaczyć. On ją sobie wybrał na żonę, bo była łatwa do zahukania - biedna, ze wsi i pełna kompleksów. To taka przydługa dygresja, jednak odpowiada na twoje zastrzeżenia, że pefdałów nie ma i że nic im nie grozi oraz że ludzie na wsi od razu rozpoznają pedzia. Niedawno pewien znajomek - z miasteczka, nie taki stary, wykształcony, opowiadał mi, że jego brat chyba zostanie starym kawalerem, bo ile razy zagląda do niego w Paryżu, to zawsze mieszka z jakimś kolegą:) Jego brata dobrze znam, to przegięty gej na kilometr rozpoznawalny. Ludzie, zwłaszcza w środowisku homofobicznym jak np w Polsce czy południowych stanach nie widxą, ani u siebie, ani u innych.
                Pośrednik, który ich zatrudnił, dał im jednak wyraźny sygnał - wynocha z mojego terenu. Uważasz, że nie mieli się czego bać, bo nie poszedł do swoich znajomków i nie urządzili sobie polowania z nagonką? Twoja rzecz, ja wiem, że w takich fachach gdzie mało chętnych pośrednicy pzrymykają oko na karalność, alkoholizm a pewnie i na inne rzeczy. Gdyż może się zdarzyć, że nikogo chętnego nie będzie po wyeliminowaniu tych wrednych.
                To nie to samo, co zmówić się z kumplami gdzieś w knajpie i zabawić się nocą dwoma pedziami.

                >
                > och, ofiarę kobiety, która odkrywa, że jej mąż zdradza ją z facetem z pewnością
                > da się zestawić z ofiara faceta, który musi mieszkać w przyczepie ;]

                Pewqnie wiesz coś o tym i tamtym, skoro porównujesz i wychodzi ci, że kilka lat odczekania, aż dzieci podrosną albo aż chop się zdecyduje co woli, a po rozwodzie życie nadal rodzinne, w znanym środowisku to większy ból niż wegetowanie w budzie urozmaiconym rzadkimi wizytami córki lub faceta.
                Nieironbizując - wszyscy mieli przechlapane, jak to w życiu.

                > zakłamanie ? z tego, co zauważyłem, to tam wszyscy żyją w zakłamaniu.

                I owszem.Nawet w takim, że człowiek jest w stu % hetero albo homo.

                >
                > jest to nieudolnośc scenariuszowa/pisarska. nie da się zrozumieć, po co wprowad
                > za się taką scenę, skoro nic z niej później nie wynika ?

                Ależ wynika! Facet pokazał, jak bardzo się brzydzi pedałami. Może to dla ciebie tak naturalne, że niedostzregłeś? Zwykli, akceptowani faceci nagle zostali potraktowani jak odrażające gó.wno. Tę scenę też dość dobrze pamiętam, własnie to jedno z tych imponderabiliów , trwa trochę czasu i pokazuje dobrze o co chodzi.


                > "powinni sprawdzic czy coś się zmieniło ?" - niekoniecznie, ale to tylko potwie
                > rdza moją teze, ze jedyny problem tkwi w głowie jednego z bohaterów, w jego wsp
                > omnieniu z dzieciństwa. rzeczywistość 20-lat-po nie wykazuje znamion opresyjnej
                > . nie w tym filmie.

                Wykazuje. Poza tym, poza strachem, oni nie są wyłącznie homoseksualni. Jeden lubi i tu i tam, drugi też. Obaj cenią rodzinę, dzieci. Różnią ich temperamenty. Gdyby żyli w raju wolnych wyborów pewnie chcieliby tak jak to robi mnóstwo heteryków - oficjalna rodzina i druga na boku. Wizja wspólnego życia to raczej mrzonki albo niesatysfakcjonująca opcja pod pzrymusem okoliczności. W końcu jeden już próbował, zdecydował się, ale zrezygnował. To nie je czarne białe, pane Hawranek.


                > a pisałem o czymś innym : o recepcji tego filmu w świecie, że narobił takiego h
                > ałasu, bo dotyczył pary gejów, a nie kobiety i mężczyzny,

                z pzreproszeniem stolec prawda. Wielu chłopców ( i dziewczyn) z naszego puebla próbowało już na tym zarobić, np nasza Holland. Nie ma tak łatwo. Wezne i nakręce film o pedziach i forsa sama leci. Tak jak o kobitka kontra facet, tylko pederaści. Troche sensacji, troche bijatyki, jakies ufo dodatkowo - i leci. Niestety nie, proszę pana.
                • grek.grek Re: "brokeback" 12.01.11, 13:00
                  przepraszam najmocniej, ale ustawienie w relacji tej pary wg odwzorowania stereotypu "kobieta-męzczyzna' następuje już na początku - w scenie seksu : jeden pan [mrukliwy, maczo, dokładnie odzwierciedlający sterotypową "męskość"] jest z tyłu, drugi pan [bardziej taki... miękki, rzec by mozna, wyraźnie wcielający rolę przypisywaną w związku tradycujnym kobiecie] jest na kolanach. jak dla mnie, jest to dobitne przedstawienie, kto tu jest stroną "męską", a kto "kobiecą", przy czym nazwy "męskość", "kobiecość" istotnie mozna traktować umownie.

                  irracjonalne jest argumentowanie własnego zdania czymś, czego się nie umie określić :]

                  uważam, ze skoro sekret się wydał, kilkukrotnie, a nie wynikło z tego nic krzywdzącego, to ich obawy były oparte wyłącznie na traumie z dzieciństwa jednego z nich.

                  nie ja porównywałem, a ty, ja tylko odwóciłem wektory wartościujące :]

                  "facet pokazał jak bardzo się brzydzi pedałami" - no i ? następuje sytuacja, której się przecież obaj obawiali - że ich sekret wyjdzie na jaw i sprowadzi im na głowę ogromne problemy - która jest niemal osią całego dramatu [konieczność ukrywania związku w trosce o bezpieczeństwo], wali się na twarz cały zamysł dramaturgiczny, a potem nadal jest kontynuowany jakby się wczesniej nie wykopyrtnął, a nic z tego nie wynika .... i nic się nie stało ? jakże to..? gdzie tu elementarna logika ?

                  jaką opresję wykazuje otoczenie, skoro się dowiaduje o ich homoseksualizmie i nic z tym nie robi ?

                  nie bierzesz pod uwagę tego, ze dzisiaj decyduje o tym, co jest nowością, świeżością i hitem machina promocyjna, że większośc budżetów to kasa na marketing. możesz nakręcić ten sam film w armenii i w hollywood i ten z armenii dostanie najwyżej oklaski na niszowym festiwali, a ten z hollywood stanie się sensacją światową, a problemy przezeń podejmowane hitem roku. takie to działa. uniwersalizm tej opowieści jest owszem widoczny i zrozumiały, aż banalny, ale przyjęcie było zupełnie inne, bo, paradoksalnie dopiero dzięki temu, że film nie dotyczył pary heteroseksualnej można było sobie pozwolić na podniesienie uniwersalnych wartości tej historii do rangi odkrycia.

                  • kocia_noga Re: "brokeback" 12.01.11, 14:48
                    grek.grek napisał:

                    > przepraszam najmocniej, ale ustawienie w relacji tej pary wg odwzorowania stere
                    > otypu "kobieta-męzczyzna' następuje już na początku - w scenie seksu


                    no oczywiście, jak dla ciebie:) rozumiem, że bez podziału na płcie stereotypowe nie jesteś w stanie w ogóle odbierać, więc sprawa podstawowa dla ciebie to ustalić kto jest romeo a kto julia. A tu psińco. Kompletne nawet, że tak powiem. Urok tej opowieści tkwi m.in w tym, że paść się idą takie sztywne koncepty. Jest tam motyw posiadania, prawa własności - oczywisty w schemacie tobie lubym - tu wygląda tak, że jeden (ja już nie pamiętam imion, dawno temu w kinie oglądałam) coś tam grozi drugiemu w razie zdrady, a tamten spokojnie mu wyjaśnia, że u niego temperament jest inny i że bez ciupciania nie daje rady.
                    Paść na oślą łączkę idzie się koncept o niespełnieniu dzięki złym ludziom/warunkom; cała ta historia jest wakacyjno-bajkowa i oni częściowo zdają sobie z tego sprawę, że ten mały biały domek to kraina marzeń.

                    > irracjonalne jest argumentowanie własnego zdania czymś, czego się nie umie okre
                    > ślić :]
                    >

                    Niekoniecznie, ale odpuszczam sobie własne odczucia w roli argumentu.


                    > uważam, ze skoro sekret się wydał, kilkukrotnie, a nie wynikło z tego nic krzyw
                    > dzącego, to ich obawy były oparte wyłącznie na traumie z dzieciństwa jednego z
                    > nich.
                    > a głowę ogromne problemy - która jest niemal osią całego dramatu [konieczność u
                    > krywania związku w trosce o bezpieczeństwo], wali się na twarz cały zamysł dram
                    > aturgiczny,

                    dalej siedzisz w filmie kowbojskim; zamysłem nie jest snucie przy pomocy łopaty jakiejś tezy ani powielanie schematów fabularnych z listy "5 najpopularniejszych". To nie jest historia o pedałach- jeden kobita drugi facio, cierpiących bo zły świat jest niesprawiedliwy.

                    gdzie tu eleme
                    > ntarna logika ?
                    Aaaa, logika ci potzrebna, to już rozumiem, chodzi o to żeby nie zaciemniać i zapodawać morał w sposób jednoznaczny bez kręcenia.
                    Powiem ci coś - to zdecydowanie nie jest film dla ciebie, nawet jak bradzo się będziesz wysilał, żeby jakoś zrozumieć , logika ci będzie z tego filmu uciekać ze zgrozą.


                    uniwersalizm
                    > tej opowieści jest owszem widoczny i zrozumiały, aż banalny,


                    I to jest najbardziej frapujący fragment.
                    • grek.grek Re: "brokeback" 13.01.11, 11:10
                      "jak dla mnie" ? :]
                      róznica między nami polega na tym, ze ja nie ignoruję tego, co widzę na ekranie.
                      jesli mam taką scenę, to coś ona musi oznaczać, po to została nakręcona, z jakichś
                      powodów panowie mają seks w takiej pozycji, z jakichś powodów jeden jest tu, a drugi
                      tam, z jakichś powodów jest to taka scena, a nie inna, z jakichś dziwnych przyczyn
                      jest to pozycja seksualna, która w bardzo wyraźny sposób okresla role płciowe w
                      stosunku tradycyjnym. w stosunku homoseksualnym zdaje się, zresztą, także. jesli więc
                      ktoś tutaj usiłuje grać stereotypem, to... scenarzysta :] ja interpretuję to co na
                      ekranie widzę.

                      "paść idą się sztywne koncepty" - a ktoś te koncepty zakłada ?

                      aha, nie jest o... orajt - to czym w takim razie jest ? może zaszczyć mnie swoją interpretacją :]
                      i jak, skoro nie występuje w tej ocenie motyw "opresyjnego świata', wytłumaczyć
                      to wspomnienie z dzieciństwa jednego z nich, którym swoje niepokoje tłumaczy i jakie ma znaczenie występowanie tegoż w fabule. własne odczytanie, nawet naj księzycowe, zawsze ma swoją wartość, ale niechby tak odnosiło się do filmowych obrazów, a nie było w całkowitym oderwaniu od nich albo bez odnoszenia się do nich, hę ? bo w przeciwnym razie wychodzi nie interpretacja filmu tylko chciejstwo bliżej niezidentyfikowane :]

                      hehe, oczywiście że logika jest tutaj potrzebna, nie mnie, potrzebna jest filmowi, żeby miał ręce i nogi. jesli reżyser sugeruje EWIDENTNIE, że jeden z kochanków ma problem natury bezpiecznościowej, jesli obaj się ukrywają ze swoimi do siebie nawzajem uczuciami, bo się obawiają wyjścia ich na jaw i reżyser czyni to, głównym albo jednym-z powodów ich niemożności "bycia razem oficjalnie i legalnie", to ja nie będę tego odrzucał, bo "mnie się zdaje, że nie o to chodzi, mimo, że nie umiem tego pokazać" :] - jesli jest to w scernariuszu wyraźnie zaznaczone i trudno znaleźć coś, co by dośc jasną interpretację podważało, to wywrócenie tego stołka za pomocą wprowadzenia sceny, w której tajemnica bohaterów wychodzi na jaw [i to dwa razy], a mimo to nic z tego nie wynika dla nich niebezpiecznego, co podważa bardzo argument przez lęki jednego z bohaterów podnoszony - agresywności otoczenia homofobicznego - to trzeba się do tego odnieść jakoś, jakoś to wytłumaczyć, bo burzy to konstrukcję fabularną. odnoszę wrazenie, że z nas dwojga tylko mnie to interesuje :] może warto jednak uznać, że mamy do czynienia z realizmem założonym przez twórców. i może warto dopuścić możliwość, że ten film nie jest nadmiernie skomplikowany w odbiorze, zawiera proste prawdy, nie jest w żaden sposób "zakręcony", a jego odczytania nie trzeba na upartego i bez podawania racjonalnych argumentów udziwniać.

                      "i to jest najbardziej frapujące" - o, najbardziej frapująca w tym wszystkim jest rozmowa z kimś, kto sugeruje, że ma coś do powiedzenia, żeby nie wyznać wprost, że do powiedzenia nie ma nic :]

                      • kocia_noga Re: "brokeback" 14.01.11, 14:33
                        grek.grek napisał:

                        > jesli mam taką scenę, to coś ona musi oznaczać, po to została nakręcona, z jaki
                        > chś



                        scen erotycznych jest więcej, ale potrzeba wyznaczenia kto ma kapelusz, a kto suknię z falbankami jest u ciebie silna, więc olałeś brak stereotypowych zachowań "kobiecych" czy "męskich" w dalszej części filmu, dodatkowo pedały tak majom, że raz jeden dyma drugiego, a raz odwrotnie, więc scenarzysta musiał sie zdecydować, żeby w ogóle pokazać. Skoro dla ciebie jest to tak ważne, żeby jedno było "k" a drugie "m", że bez tego nie możesz, to OK, tylko PO CO?

                        > "paść idą się sztywne koncepty" - a ktoś te koncepty zakłada ?
                        No, "ktoś"...:)
                        >

                        > aha, nie jest o... orajt - to czym w takim razie jest ? może zaszczyć mnie swoj
                        > ą interpretacją :]

                        chętnie, ale nie wiem do czego się odnosisz.

                        > i jak, skoro nie występuje w tej ocenie motyw "opresyjnego świata', wytłumaczyć
                        > to wspomnienie z dzieciństwa jednego z nich, którym swoje niepokoje tłumaczy i
                        > jakie ma znaczenie występowanie tegoż w fabule.


                        jednak opresyjny świat istnieje, w pamieci nie tylko tego jednego gostka. Nie da rady powiedzieć np teściowi, że owszem, żonę kocham i dzieci też, ale często muszę sobie podupczyć z facetami, jak mnie przyciśnie.Facet, który proponuje wspólne wędkowanie też nie mówi otwarcie - kamuflaż, konspiracja, udawanie, cholernie duża część życia toczy się w podziemiu. Nawqet rodzicom nie można szczerze powiedzieć, co i jak, bo nic nie zrozumieją, a gdyby jednak, to zaszkodzi to im, albo jemu. P:iszesz o faktach, które widzisz, ale widzisz że jeden to kobitka (ten rżnięty ofkorz), a słonia w salonie niedostrzegasz.

                        >
                        > hehe, oczywiście że logika jest tutaj potrzebna, nie mnie, potrzebna jest filmo
                        > wi, żeby miał ręce i nogi. jesli reżyser sugeruje EWIDENTNIE, że jeden z kochan
                        > ków ma problem natury bezpiecznościowej,
                        > hodzi na jaw [i to dwa razy], a mimo to nic z tego nie wynika dla nich niebezpi
                        > ecznego,

                        Tamci dwaj, których pamięta John, mieszkali ze sobą dośc długo i nic im sie nie działo, pomimo że wiele lat wszyscy wiedzieli, prawdaż?
                        Nie było tak, że nagle ktoś się dowiedział i od razu linką za jaja i ciągnąć samochodem.

                        Ja cie rozumiem, film ma być katolicki - wiadomo kto facet, kto kobitka, nawet jak to pedały, pedałów tak na prawdę to nie ma albo sa gdzieś daleko, i niewielu, nie , żeby aż czterwch się przez te kilkadziesiąt lat przewijało, a prostytutów męskich to już kurka, szczyt, że pokazują, bo tego to nie ma i nie powinno być, homofobii nie ma, bo wszyscy brzydzą się pedalstwem, ale nie zaraz mordują.
                        Wszystko to rozumiem i dlatego pisałam już, że to nie film dla ciebie.
                        Te gzygzaki , kółka i maziaje pikasa, miro czy innego mondriana to też nie dla ciebie, bo żadnej logiki, nie wiadomo coto ma być czy róża czy k.wa garnek.



                        bo burzy to konstrukcję fabularną. odnoszę wrazenie, że z
                        > nas dwojga tylko mnie to interesuje :]

                        owszem. Konstrukcja fabularna na zasadzie cepa, że np on ucieka, a inny go goni i czy złapie, albo że oni nie mogą, bo śwait jest zły i cierpią, albo że zabili go i ucik .
                        W tym sensie to ten film konstrukcji nie ma, bo opiera się na wielu punktach ciężkości, a każdy z nich pływa jak molo na pontonach czy podobnież.


                        > "i to jest najbardziej frapujące" - o, najbardziej frapująca w tym wszystkim j
                        > est rozmowa z kimś, kto sugeruje, że ma coś do powiedzenia, żeby nie wyznać wpr
                        > ost, że do powiedzenia nie ma nic :]
                        >
                        serio? Jak dotychczas to ty nic nie powiedziałeś o wartościach uniwertsalnych tego filmu, no może o tym, że jeden drugiego rucha w zadek a to oznacza że są jak romeo i julia.
                        • grek.grek Re: "brokeback" 15.01.11, 12:08
                          "potrzebę" to ty przejawiasz, sugerowania, ze ja jakąś potrzebę posiadam.

                          interpretuję film - reżyser nie pokazuje, że "raz jeden dyma drugiego a raz odwrotnie" - pokazuje, że A dyma B. basta. dlaczego wybrał, w tej jedynej scenie dymania A dyma B, a nie B dyma A, dlaczego nie dokręcił sceny rewersowej, w której B dyma A ? show me da money, w wolnym tłumaczeniu : albo coś masz, albo masz tylko swoje głębokie przeczucia, że chciał ale mu tasma się skończyła. nie interesuje mnie wiedza potoczna, że "się dymają na zmianę", interesuje mnie wymowa tej sceny, a ona własnie podsuwa taką, a nie inną interpretację, która nie wynika z mojej potrzeby, tylko z zamysłu scenarzysty. amen.

                          tak interpretuję scenę dymania i jej wymowę - oto PO CO. dla mnei jest tak, że jak ktoś wrzuca jakąs scenę w swój film, zwłaszcza tak znaczącą scenę, to chce za jej pomocą coś powiedzieć, coś określić. wg ciebie, ot se podymali. jak "ot se podymali", to nie nie mamy o czym rozmawiać, bo to nie jest analiza filmu.

                          "to nie jest historia o pedałach cierpiących, bo świat jest niesprawiedliwy" - tak napisałas, a ja "więc o czym ?".
                          a teraz dokładniej. primo - to JEST historia o "pedałach cierpiących, bo świat jest niesprawiedliwy" - szkopuł w tym, ze TYLKO w jakimś stopniu i na jakimś poziomie. na innych poziomach jest to opowieśc także o innych sprawach.

                          "jednak opresyjny świat istnieje" - a co za tym W FILMIE przemawia ? show me da money.
                          z tego co dopisujesz wynika, że świat opresyjny istnieje w ich własnych głowach albo w jednej głowie. tym światem są oni sami. oni sami stawiają sobie reguły gry sądząc, ze świat tego od nich wymaga, a jeden z nich ma w głowie ciągle traumę z dzieciństwa, która ten stan rzeczy pogłębia. otoczenie nie wykazuje żadnych znamion opresyjnej wobec homoseksualistów. FILM tego nie ilustruje żadną sceną, a człowiek rozumny to widzi. człowiek nierozumny widzi słonie w salonie, a nie umie ich nawet opisać.

                          jak A dyma B w pozycji, która także w gejowskim srodowisku oznacza podział na "żonę i męża", jesli A jest stereotypowo męski [szorstki, małomówny, skryty], a B wykazuje cechy uznawane za kobiece [jest gadatliwszy, cieplejszy, miękkszy], to są to TROPY interpretacyjne widoczne z kilometra. dla ciebie "se podymali" i "film ma być katolicki" - to ma być interpretacja filmu ?

                          zamiast histeryzować napisz o tym jak ten film przekonuje, że JEST homofobia, w takim wymiarze w jakim miałaby zagrozić bohaterom i ich bezpieczeństwu, o które się najbardziej obawiają i ukrywają się przed światem, który rozpościera nad nimi rzekomą karzącą dłoń tak bardzo, że kilka razy ich tajemnica wychodzi na jaw, a dłoń jak wisi tak wisiała i włos im z głowy nie spada. przestań panikowac i zacznij rzeczowo analizować FILM. i nie porównuj założonego realizmu ekranowego do z założenia ukrytych sensów w malarstwie takim czy owakim. brokeback, to nie np. wstęp do persony, gdzie sobie można znaczenie obrazów interpretować niemal jak sztukę malarską, za pomocą skojarzeń, mylą ci się dwa rózne gatrunki filmowe.

                          nie, konstrukcja wygląda tak - pan A i pan B ukrywają się przed światem, który gdyby ich nakrył, to mógłby ich skrzywdzić, świat w osobie pana C a później pani D, a może i panstwa E także, odkrywa ich i nie robi im krzywdy, a oni się dalej ukrywają, bo świat opresyjny 20 lat temu zrobił innemu gejowi krzywdę i im też może. jak z tego wynika, że świat jest opresyjny ? oto wielka tajemnica wiary.
                          wynika z tego, ze świat nie wykazuje znamion opresyjności, a problem leży w ich głowach. czy mógfłby zacząc wykazywac ? tu se każdy sam podstawi własne widzimisie. albo nie mozna własnym widzimisię negować wyraźnie zaznaczonych instrukcji jaki zostawił reżyser.

                          wartości uniwersalne nie mają NIC wspólnego z tym, że reżyser postanowił nam pokazać i podkreślić, ze A jest męski, a B kobiecy, to są dwa rózne porządki, które tobie na siebie zachodzą. a jesli mają, wg ciebie, to nie umiesz tego zdefiniowac, co mnie zresztą jakoś nie zaskakuje, biorąc pod uwage, że swoim "a mi widzi się..." chcesz negować nawet reżyserskie i scenariuszowe pomysły i akcenty. powodzenia :]

                          • kocia_noga Re: "brokeback" 15.01.11, 16:02
                            grek.grek napisał:

                            > "potrzebę" to ty przejawiasz, sugerowania, ze ja jakąś potrzebę posiadam.
                            ... interesuje mnie wymowa
                            > tej sceny, a ona własnie podsuwa taką, a nie inną interpretację, która nie wyn
                            > ika z mojej potrzeby, tylko z zamysłu scenarzysty.

                            alesz nie, wynika tylko i wyłącznie z twojej potzreby uporządkowania świata dymających się poprzez jego podział na dwie płcie społeczne (gender). Scvenarzysta pokazał, że dwaj kolesie śpią w namiocie. Jeden obejmuje drugiego, ten drugi kładzie sobie jego rękę na genitaliach (jest aktywny, rozumiem, że wg twojego schematu mężczyzna (?)) , na co ten pierwszy spuszcza spodnie i kopuluje tego drugiego (też aktywny, ale skoro to on wkłada, to teraz on jest mężczyzną(?)). Dopiero teraz amen. Nikomu do niczego podział taki nie jest potzrebny, ani dla fabuły, ani konstrukcji logicznej, jedynie tobie.

                            >
                            > tak interpretuję scenę dymania i jej wymowę - oto PO CO. dla mnei jest tak, że
                            > jak ktoś wrzuca jakąs scenę w swój film, zwłaszcza tak znaczącą scenę, to chce
                            > za jej pomocą coś powiedzieć, coś określić.


                            jasne. Określiła się ich znajomośc, jako erotyczna.

                            wg ciebie, ot se podymali. jak "ot
                            > se podymali", to nie nie mamy o czym rozmawiać, bo to nie jest analiza filmu.
                            A to bardzo ciekawe. No bardzo:) W przeciwieństwie do ciebie, uważam,że do porozmawiania jest mnóstwo czego, ale wymagałoby to długiej i uyciążliwej wymiany postów i niekoniecznei zakończyłoby się zainteresowaniem tematyką gender z twojej strony ani uzupełnieniem wiedzy, pozostańmy więc przy tym, co mamy w głowach i będzie ok.


                            >

                            własnie. Tu jest sporo motywówq i wątków, a jednym z nich jest oczywiście problem ukrywania się i strachu. Szkoda, że scenarzysta nie był dla ciebie tak uprzejmy i nie zrobił filmu jednotematycznego.

                            > "jednak opresyjny świat istnieje" - a co za tym W FILMIE przemawia ?

                            już ci opisałam scenę z pośrednikiem, ale up[orczywie trzymasz się wersji, że homofobii w filmie nie ma. Zauważyłeś może tam scenę, że koloesie ukrywają informację,że są związani z kobietą? Albo że mają dzieci? Albo poszukuja pretekstu, żeby się spotkać z kobietą i to tak,. żeby się nikt nie domyślił, że cos erotycznego ich może łączyć? Nie? Ale w stosunku do erotycznej więzi łączącej facetów to owszem. Homofobia dla ciebie nie istnieje, bo jest powietzrem którym oddychasz.
                            Jedyne z czym się zgodzę, to to, że

                            oni sami stawiają sobie reguły
                            > gry sądząc, ze świat tego od nich wymaga, a jeden z nich ma w głowie ciągle tra
                            > umę z dzieciństwa, która ten stan rzeczy pogłębia.


                            Tak jest. Nie sa odważni, w każdym razie nie na tyle, żeby rzucić wszystko dla wakacyjnego romansu, a nawet jak już niby się decyduja, to szybko z tej decyzji się wycofują.

                            > jak A dyma B w pozycji, która także w gejowskim srodowisku oznacza podział na "
                            > żonę i męża", jesli A jest stereotypowo męski [szorstki, małomówny, skryty], a
                            > B wykazuje cechy uznawane za kobiece [jest gadatliwszy, cieplejszy, miękkszy],

                            he he he, to już twoja fantazja. I który z nich jest nosicielem stereotypowo kobiecych cech, bo nie mogę załapać? I jaki miałoby to sens dla fabuły?
                            nie mówiąc już o tym, jak idiotyczne jest pzrypisywanie cech charakteru czy temperamentu którejś z płci. Takie przypisywanie ma sens pomiędzy kobietami i mężczyznami (mężczyzna ma zawsze cechy charakteru bardziej cenne, a kobieta te gorsze, mniej wartościowe), w społeczeństwie, gdzie jedna płeć rządzi, ale udawanie, że to ma sens wśród tej samej płci nie ma sensu ani krzty. Owszem, wśród gejów z subkultury gejowskiej wchodzą w użycie takie gierki, ustanawianie kto dominuje (jak np u psów, gdy się spotykają na skwerku i obwąchają, zawsze jeden drugiego chce zakopulować,żeby ustalić hierarchię), ale to nie jest film o subkulturze gejowskiej i parkach BDSM, tylko o dwóch wiejskich chłopakach, którzy deklarują z resztą na samymj początku, gdy pzrerazili się tym, co się stało, że nie są żadnymi pedałami.


                            > to są to TROPY interpretacyjne widoczne z kilometra. dla ciebie "se podymali" i
                            > "film ma być katolicki" - to ma być interpretacja filmu ?

                            to jest wtoja interpretacja. Podzieliłeś ich na gendery i dalej juz koniec, film dla ciebie nie ma logiki ani sensu :) Moja uwaga o katolickości twojej interpretacji była ironiczna...


                            i nie porównuj założonego realizmu ekrano
                            > wego do z założenia ukrytych sensów w malarstwie takim czy owakim.

                            OK, a więc co dla ciebie nie jest realistyczne?

                            > wartości uniwersalne nie mają NIC wspólnego z tym, że reżyser postanowił nam po
                            > kazać i podkreślić, ze A jest męski, a B kobiecy, to są dwa rózne porządki, któ
                            > re tobie na siebie zachodzą.

                            Ech, napisz mi coś o tych porządkach, tzn jak to jest w twojej głowie=zamysłach scenarzysty, boć pzrecież to jedno.
                            Dajmy już spokój temu, czy homofobia istnieje, czy nie, bo wg cioebie nie istnieje, OK.
                            No więc jest jeden gej - facet i drugi gej= kobitka. I nic im nie grozi. O czym więc jest ten film? Co w nim jest uniwersalnego? Górskie widoczki, już pisałeś. I tyle?
                            • grek.grek Re: "brokeback" 16.01.11, 12:05
                              najpierw zajrzyj na początek tej wymiany. ja "film o miłości/namiętnośc, gdyby nie była gejowska to by nie był niczym najdzwyczajnym", ty " ksiązkę napisała kobieta i zawarła tam takie rzeczyk, że ty z nich nic nie rozumiesz, bo nie jesteś pedałem ani kobieta", ja "jakie rzeczy ? może np. ukobiecenie jednego z nich ? albo ukręcenie całego związku na modłę kobieco-męską ? jakie zatem ?" ty "taka wersja ci pasuje, bo...." - widzisz coś ? bo ja widzę, np. zadałem pytanie, a ty je potraktowałas jak punkt widzenia, a do tego sama do tej pory nie umiesz określić jakie to "niewidoczne" dla gołego oka prawdy zawarte są w tej historii.

                              "mojej potrzeby" ? pytanie brzmi : dlaczego reżyser wybrał taki wariant ? mógł wybrać każdą inną formę pokazania seksu między nimi, wybrał tę najbardziej dosadnie rozdzielającą ich role, dobrana, co lepsze, podług ich wyraźnie zaznaczonych charakterów. jesli ktoś tu operuje "kobiecością" i "męskością", to scenarzysta, a nie ja. ja nie wyrażam własnego zdania, a interpretuję. jesli masz inne spojrzenie - proszę bardzo, ale bez tendencyjnego czepiania się, że moje zdanie wynika z jakichś chęci porządkowania czy czegokolwiek w tym guście.

                              "nikomu taki podział nie jest potrzebny" - co nie sprawia, ze się rozpłynie w powietrzu, a jesli ktoś inny go nie dostzrega, to może czas by się nad tym zastanowił. czasami widzieć musi ktoś, aby ktoś zobaczyć mógł.

                              "określiła się ich znajomość" - dlaczego w takim, a nie innym kształcie ?

                              dłuższa dyskusja z kimś, kto pytania bierze za stwierdzenia, a intepretację filmu za coś jeszcze innego, powiada, ze coś czuje, a nie umie wyrazić slowem i na podstawie tego czucia próbuje negować wyrażane opinie i się upiera przy czymś czego nie podbudowuje żadnym uzasadnieniem - to prosto : marzenie każdego racjonalnego człowieka.

                              trzeba było rozpisać te "sporo wątków i motywów", a nie marudzić, że poruszyłem 1-2, a resztę jakoś nie, bo akurat ten jeden czy dwa wydały się istotne dla oceny fabularnej warstwy, a te emocjonalne to inna para kaloszy i inna półka. twoja bierność ma być moim problemem ? wtf...

                              "homofobia dla ciebie nie istnieje bo jest powietrzem którym oddychasz" - słuchaj, nie przerzucaj cięzaru rozmowy na tematy świata pozafilmowego. swoje manifesty zachowaj na właściwsze okazje.

                              W FILMIE. W F I L M I E - gdzie w FILMIE są przejawy homofobii ? rzeczywiste, materialne, mogące grozić bohaterom fizyczną krzywdą, której się obawiają, który to niepokój jest jednym z najwązniejszym, albo - najwązniejszym, powodem ich ukrywania się ze swoim uczuciem ? W FILMIE, gdzie W FILMIE są takie sytuacje ? ta opisywana niczym im nie grozi. nic z niej nie wynika. żaden ostracyzm, prześladowania, nagabywania, nic co usprawiedliwiałoby ich lęk przed ujawnieniem się. a do tego, to jednostkowe zdarzenie, nie określające całej społeczności. być może, po prostu, żyją strachem przed żelaznym wilkiem i w tym cały ich problem.

                              jeśli ich nie ma, to problem lezy w ich głowie, a dodatkową okolicznością jest to, że kilkakrotne wyjście na jaw ich związku nie prowadzi do konsekwencji jakich się obawiali/ją. i to znów jest interpretacja filmu. odnoś się do filmu, z łaski swojej.

                              obejrzyj film, to załapiesz.
                              daj spokój z tymi politycznymi tezami, ze "jedna płeć rządzi" i utrwalaniem kompleksów feministycznych, ze "cechy stereotypowo kobiece są mniej wartościowe", bo to już się zabawne staje.

                              najpierw "wśród jednej płci takie ustalanie nie ma sensu', za chwile "owszem, wśród gejów tak się dzieje" - i ty chcesz stereotypom o cechach kobiecych zaprzeczać... :]

                              odnosiłem się własnie do "zespołu stereotypowych cech płciowych" - nie zaprzeczasz, że takowy istnieje, więc reszta wywodu już jest poza kontekstem. jak dla mnie, sądząc z ustawienia i rozpisania paru scen, można domniemywać, ze został tutaj ograny. ty możesz mieć inne zdanie.

                              "podzieliłeś ich na gendery".
                              zadałem pytania w odpowiedzi na twoje wątpliwości, i wskazałem na tropy mogące ku takiej interpretacji prowadzić[radzę prześledzić rozmowę od samego początku]. podziału dokonałaś sama. jasne, można w ogóle nie odczytywać wymowy konkretnych scen, z miejsca inne odczytania, niż własne, zakrzyczeć i zaoskarżyć o niestosownośc i wesoło wszystko
                              podciągać pod własne czucie. tylko to już nie ma nic wspólnego z interpretacją, z jakimś przeciąganiem liny.

                              w czym "nie jest realistyczne" ? to nie ja mam problem z realizmem.

                              przestań stwierdzać coś, o czym nigdy nie napisałem, ani co nie wynika z tego, co piszę. w filmie homofobia jest nieobecna. to jest wniosek z interpretacji. i wg mnie, na tym polega cała głębia wyrazu, jeski już takiej szukać - w niepokoju i obawie, które opierają się na przeświadczeniu, a nie fizycznym doznaniu. są wiarą, a nie wiedzą. obawą bez umocowania w rzeczywistości. gdyby homfobia została narysowana grubą krechą film stałby się płytki i zbyt jaskrawy. sama byś mogła dojśc do takich wniosków, gdybyś nie broniła z upartością tezy, że homofobia to tam aż świszcze w powietrzu. otóż NIE świszcze, jest gdzies w cieniu... albo jej NIE MA. najbardziej jest obecna w ich głowach, ale nie ona sama, ale obawa przed tym, czy coś jest za rogiem czy nie ma. i to jest cała ciekawość tego filmu. ich wewnętrzny niepokój, który nie zostaje zdjęty jakimś furiackim aktem homofobicznym znoszącym wszelkie wątpliwości. to jest zaleta, a nie wada. dlatego, broniąc swojej tezy stawiasz znak zapytania przy tym, co, na jednym z poziomów odczytania, czyni ten film interesującym. na innych poziomach, wg mnie, jest on interesujący mniej, ale to tak btw.

                              jasne, jasne, ustaw sobie moje opinie tak, żebys mogła w nocy dobrze spać, w poczuciu że świat jest taki, jak na twoim pilnie wymazanym obrazku. ale od mieszania herbata się słodsza nie robi.














                              • kocia_noga Re: "brokeback" 16.01.11, 15:27
                                grek.grek napisał:

                                ksiązkę napisała k
                                > obieta i zawarła tam takie rzeczyk, że ty z nich nic nie rozumiesz, bo nie jest
                                > eś pedałem ani kobieta", ja "jakie rzeczy ?

                                ok, dyskusja z tobą pozwoliła mi sobie niektóre z tych rzeczy uświadomić.
                                Najcenniejsze dla mnie było to, że pokazano romans bez uwikłania w kwestie genderowe. Obydwaj bohaterowie funkcjonuja w nim jako odrębnje jednostki ludzkie a nie ich parodie z poprzypisywanymi sztucznie cechami właściwymi płci i takimiż zachowaniami.
                                Po drugie - że cały romans opowiedZiany został bez mitologizowania, bez przesady, a mimo to odebrałam, jako odbiorczyni filmu, jego siłę.
                                Po trzecie - że wszystkie sytuacje filmowe są tu złożone; ich homoseksualizm nie jest stuprocentowy, nie są sobie wierni w znaczeniu prawa własności, boją się zamieszakć razem po części z róznych powodów, ale wizja życia w raju przewija się w ich marzeniach. Że każdy rozwija się w dalszym zyciu osobno i po swojemu - jeden wykazuje się odwagą i przeciwstawia teściowi - dojrzewając jako głowa rodziny, a jednoczesnie zdradzając żonę z kobietami i mężczyznami, drugi nie walczy o swoje małżeństwo i poddaje się, zachowując jednak swoją uczciwość. Że pomimo braku patosu miałam wrażenie, że to coś, co im się wydarzyło, było czymś wielkim, że nie da się tego zredukować do - "mieli na siebie ochotę i przez jakiś czas robili sobie urlop erotyczny".To tak pobieżnie. Jak dla mnie każde wydarzenie filmowe jest psychologicznie prawdziwe.


                                > "mojej potrzeby" ? pytanie brzmi : dlaczego reżyser wybrał taki wariant ? mógł
                                > wybrać każdą inną formę pokazania seksu między nimi, wybrał tę najbardziej dosa
                                > dnie rozdzielającą ich role, dobrana, co lepsze, podług ich wyraźnie zaznaczony
                                > ch charakterów. jesli ktoś tu operuje "kobiecością" i "męskością", to scenarzys
                                > ta, a nie ja.

                                Ej, wiem, bo pwtarzasz to do znudzenia, że uważasz, że ludzie róznią się charakterem ze względu na płeć i tak np ze względu na gadatliwośc ty jesteś ko0bietą, a ze względu na niską uczuciowość ja jestem meżczyzną, ale nie mieszaj w to scenarzysty, bo nie znasz jego zamysłów, dalej są to twoje własne, tylko dla większego wrażenia artystycznego pzrypisujesz je twórcom filmu.

                                ja nie wyrażam własnego zdania, a interpretuję. jesli masz inne s
                                > pojrzenie - proszę bardzo, ale bez tendencyjnego czepiania się, że moje zdanie
                                > wynika z jakichś chęci porządkowania czy czegokolwiek w tym guście.

                                Wszystkie twoje interpretacje bazują na niezłomnym i betonowym przekonaniu, że romans musi być sztampowy z podziałem na gadatlliwą, uczuciową kobietę i (zapomniałam już jakie cechy przypisałeś ) innego mężczyznę. Nawet jak dotyczą dwóch faciów.


                                > "homofobia dla ciebie nie istnieje bo jest powietrzem którym oddychasz" - słuch
                                > aj, nie przerzucaj cięzaru rozmowy na tematy świata pozafilmowego. swoje manife
                                > sty zachowaj na właściwsze okazje.

                                Nioe odpowiedziałeś mi na pytania, które ci zadałam, pdnoszące się do poziomu akceptacji związków heteroseksualnych i związków homoseksualnych. Tych pierwszych nikt się nie wstydzi, nie ukrywa ich, są jawne, legalne i skodyfikowane. Związki homoseksualne zaś odwrotnie. To jest pokazane w filmie i o tym powiadasz, że nigdzie nie wqidać śladu homofobii.


                                > daj spokój z tymi politycznymi tezami, ze "jedna płeć rządzi" i utrwalaniem kom
                                > pleksów feministycznych, ze "cechy stereotypowo kobiece są mniej wartościowe",
                                > bo to już się zabawne staje.

                                Płeć męska rządzi i to jest fakt, oczywisty i powszechny. Dopisywanie mi kompleksów to taki akt bezradności w dyskusji.
                                A skoro sam wywołałeś temat, to proszę, uzupełnij tę swoją listę cech "typowo kobiecych" i "typowo męskich", powiedzmy, do jakichś 30 pozycji, zrób listę, a następnie zdecyduj które cechy "predestynują" do rządzenia, a które rządzenie i władzę wykluczają.
                                Nie ma zamiaru burzyć twojego seksistowskiego świata, bo szczerze powiedziawszy mam to gdzieś, poza tym ,że nie jest to możliwe, ale w dyskusji nad tym akurat filmem podejście seksistowskie bardzo wpływa na odbiór filmu.


                                > najpierw "wśród jednej płci takie ustalanie nie ma sensu', za chwile "owszem, w
                                > śród gejów tak się dzieje" - i ty chcesz stereotypom o cechach kobiecych zaprze
                                > czać... :]

                                Widzisz jakąs spzreczność? Bo skoro nie zawsze się tak dzieje, a pzreważnie nie dzieje się, to znaczy, że podzaiła taki nie jest ani oczywisty ani 'naturalny' ani konieczny.
                                Z tego co wcześniej piosałeś zorienbtowałam się z resztą, że nie maqsz wielkiego pojęcia o sprawach gejów, natomiast ja miałam okazję poznać wiele par męskich i w żadnej z nich nie zaobserwowałam tego podziału ról - na stereotypową kobietę i faceta. Byłam natomiast śwaidkiem gierek w przegięte genderowo role.


                                na tym polega cała głębia wyrazu, jeski już takiej szukać - w niepoko
                                > ju i obawie, które opierają się na przeświadczeniu, a nie fizycznym doznaniu. s
                                > ą wiarą, a nie wiedzą. obawą bez umocowania w rzeczywistości. gdyby homfobia zo
                                > stała narysowana grubą krechą film stałby się płytki i zbyt jaskrawy.

                                i tu się z tobą zgadzam w stu procentach.

                                gdybyś nie broniła z upartością tezy, że homofo
                                > bia to tam aż świszcze w powietrzu. otóż NIE świszcze, jest gdzies w cieniu...

                                nic o świstaniu nie piosałam, ale o obecności, takiej której się nawet nie dostzrega, tak jest oczywista.

                                > atego, broniąc swojej tezy stawiasz znak zapytania przy tym, co, na jednym z po
                                > ziomów odczytania, czyni ten film interesującym. na innych poziomach, wg mnie,
                                > jest on interesujący mniej, ale to tak btw.

                                dla mnei interesujący jest wątek przeżycia czegoś odległego od codzienności, i być może chronienia tego przed nią, żeby pzretrwało. W końcu cała ta ich historia miłosna dzieje się z dala od normalnego życia, na metaforycznych wyżynach. Dlatego jeden z nich chowa koszulę w szafie u rodziców na wsi, bo w domu żona by mu ja wyprała, a z nią całą bajkowość.
                                Na poczatku pisałam, że mojej córce co innego utkwiło najbardziej - scena, gdy dowiedziawszy się, że mają zejść w doliny, zaczynają się okładać - dla niej jest to niemożliwa do oddania innym sposbem niż filmowy kwestia rozpaczliwej walki z czasem , niemożliwości wyartykułowania swoich uczuć i co tam jeszcze.

                                >
                                > jasne, jasne, ustaw sobie moje opinie tak, żebys mogła w nocy dobrze spać, w po
                                > czuciu że świat jest taki, jak na twoim pilnie wymazanym obrazku. ale od miesza
                                > nia herbata się słodsza nie robi.
                                >
                                :) od keidy podczytuję to forum, jesteś moim idollo, grek :)
                                • grek.grek Re: "brokeback" 17.01.11, 12:56
                                  nie chodzi o "przypisywanie cech", tylko o określenie pozycji w tej relacji, a że nazwie się to "kobieco-męsko", to cóż to zmienia ? funkcjonować to może nie jako odwzorowanie, a pewna definicja, punkt orientacyjny dla widza.

                                  "powtarzasz, bo uważasz" - powtarzam, bo słabo dociera, że to nie ja "uważam", tylko tak odczytuję zamiar reżysera. piszę od samego początku o "umowności", o "stereotypowych cechach kobiecych i męskich" i na tej podstawie cała interpretację opieram, a ty dalej swoje. słuchasz tylko siebie, czy czasami czytasz, co pisze rozmówca ? starasz się zrozumiec, czy przebierasz nogami z niecierpliwości żeby skontrować po swojej linii ?

                                  "nie znasz jego zamysłów" - owszem, i dlatego mówię o interpretacji, a nie twierdzę, że tak musiało byc i że mam świętą rację. to nas odróżnia, bo ty takich oporów akurat nie przejawiasz.

                                  moje interpetacje "bazują na" próbie zrozumienia dlaczego reżyser coś pokazał tak, a nie inaczej, dlaczego użył takich, a nie innych środków do przedstawienia relacji między bohaterami. jesli jakieś odczytanie narzuca się tak bardzo, jak w tym przypadku, to o tym piszę, a nie ignoruję udostępniając jakąs własną wizję oderwaną od obrazów filmowych. w dodatku cały czas kursuje tekst o "stereotypie", a nie o tym, ze "tak jest w realu i basta".

                                  homofobia ma tu być zagrożeniem, podobno; powtórzę znów, bo widzę, że nadal nie dociera... bohaterowie obawiają się o swoje bezpieczeństwo fizyczne, czego powodem ma być lęk, jaki towarzyszy jednemu z nich z powodu smierci pewnego geja w jego młodości, która wywarła na nim piętno - chciałbym dostrzec ślad tego zagrożenia w jego współczesności, bo jest to wązna motywacja i ważny element odczytania całej historii, bo dotyczący nstawienia społeczenego otoczenia wobec gejowskich związków.

                                  albo się zgadzasz,ze homofobii nie widac, bo ALBO jest i się czai ALBO je nie ma - i że na tym polega m.in cała trudnośc ich sytuacji, ale uważasz, że homofobia bankowo jest i basta. podejmij decyzję. a jesli homofobia, taka zagrażająca, zbieżna z wizjami z dzieciństwa, istnieje, to chciałbym poznać jej przejawy. bottom line : albo kupujesz moją interpretację niewidoczności zagrożenia albo przeciwnie. tertium... itd

                                  jasne, "fakt" i już. aż strach wchodzić z polemiką i właściwie z kimś tak przejętym własną najmojszą to nie ma po co dyskutować. to jest własnie kompleks feministyczny, krzyczeć głośno o własnej racji "fakt" i basta. czlowiek niezakompleksiony nie przynaje sobie wyłącznej racji i dopuszcza, ze może się mylić. "bezradność'... shit, to dopiero jest argument. niech zyje racjonalizm.

                                  nie będą tworzył żadnych list i ich analizował, zwłaszcza nie w rozmowie z kimś, kto z góry wie, ze jak mi wyjdzie coś nie tak, jak jemu, to znaczy, ze jestem "bezradnym homofobem i katolem".

                                  "seksistowskie podejście" - wzęło się z twojego przypisywania mnie możliwości takiego, a nie innego odczytania filmowych scen. tobie się to przydarzyć nie moglo, bo wystąpiłaś ze z góry upatrzonych pozycji, więć nawet się nie musiałaś zastanowić gdzie bijesz, po co bijesz i czy bijesz we właściwego. nie napisze, ze to moherowe podejście, pozostawię to bez komentarza.

                                  jesli "wśród gejów się dzieje", to dlaczego "ustalanie nie ma sensu" ? widac ma, skoro to zrobiłas sama.

                                  "miałam okazję poznać wiele par gejów" - wierzę na słowo. ja nie napiszę, że tez poznałem, bo uważam, że tego typu argumenty, całkowicie nieweryfikowalne, są bezzasadne i dośc naiwne, to po primo. a po drugo - "wiele par", to nie wszystkie. po trzecio - nawet jesli przyjąc, ze to ma znaczenie, nie znosi to możliwego zamiaru rezysera/scenarzysty/powieściopisarki, którzy być może znali innych gejów niż ty. amen.

                                  "obecności której się nawet nie dostrzega" - irracjonalny tekst. ta obecność jest w głowach bohaterów, a nie na ekranie, a w każdym razie nie w takiej formie, która cementowałaby lęki sprzed 20 lat. w tym cały ambaras. są tylko symptomy MOŻLIWEJ obecności, ewentualności, że za drobną uszczypliwością czai się lincz, a nie obecność jako taka w formie która dawałaby alibi dla odczuwania głębokiego lęku. to się wpisuje w to, co pisałem, a z czym się niby zgodziłaś, chociaż widzę, że jakoś bez ortodoxu.












                                  • kocia_noga Re: "brokeback" 18.01.11, 18:09
                                    grek.grek napisał:

                                    > "nie znasz jego zamysłów" - owszem, i dlatego mówię o interpretacji,

                                    e, nie chrzań. Cały czas piszesz o oczywistych oczywistościach i o zamiarach scenarzysty jako fakcie. Dodatkowo waląc we mnie ad personam to tak, to owak, teraz tak:
                                    a nie twie
                                    > rdzę, że tak musiało byc i że mam świętą rację. to nas odróżnia, bo ty takich o
                                    > porów akurat nie przejawiasz.
                                    >
                                    Zmęczyła mnie ciut ta wymiana zdań, chociaz była, owszem, owocna, sprecyzowałam sobie za co kocham ten film.

                                    > homofobia ma tu być zagrożeniem,
                                    /ominęłam uwagi ad hominem/ chciałbym dostrzec ślad tego zagr
                                    > ożenia w jego współczesności,

                                    uważasz, że jeśli w jakiejś społeczności pewne sprawy się ukrywa, konspiruje, z ich powodów się kłamie to tak dla jaj, czy że może ludzie tak lubią? Oczywista, możesz tak uważać i pozostań z tym w pokoju amen.

                                    to jest własnie kompleks femi
                                    > nistyczny, krzyczeć głośno o własnej racji "fakt" i basta.

                                    ale zrobiłes tę listę, czy nie? Czy tak sobie chrzanisz o faktach że nie istnieją. Bóg (ten z kutasem, ofkors) z tobą dobry człowieku.

                                    > nie będą tworzył żadnych list i ich analizował, zwłaszcza nie w rozmowie z kimś
                                    > , kto z góry wie, ze jak mi wyjdzie coś nie tak, jak jemu, to znaczy, ze jestem
                                    > "bezradnym homofobem i katolem".

                                    aaaa, no tak, nie zrobiłeś dla zasady, rozumiem.

                                    nawet jesli przyjąc, ze to ma znaczenie, nie znosi to możliweg
                                    > o zamiaru rezysera/scenarzysty/powieściopisarki, którzy być może znali innych g
                                    > ejów niż ty. amen.
                                    oczywiście, jednak istnieje olbrzymia róznica pomiędzy uczestnikami subkultury gejowskiej a parą wiejskich chłopaków mających ze sobą romans, poza tym będących mężami i ojcami.

                                    > MOŻLIWEJ obecności, ewentualności, że za drobną uszczypliwością czai się lincz,
                                    > a nie obecność jako taka w formie która dawałaby alibi dla odczuwania głębokie
                                    > go lęku.

                                    Alibi dla lęku? Czyżby lęk pzred linczem był czymś, z czego się tzreba mocno tłumaczyć? Z resztą już pisałam, nie chce mi się liczyć, ile razy, że para gejów z opowieści jednego z bohaterów żyła jawnie ze sobą conajmniej parę lat, zanim ich załatwiono. Oczywiście wiadomo np że prostytucja to zawód ryzykowny i że często się zdarza, że klient nie tylko chce pociupciać, ale i pobić albo podusić, a mimo to duzo kobiet i mężczyzn ryzykuje. Czyli że są dziedziny życia lub zawody ryzykowne, a jednak ludzie się na nie decydują. Ty jak widzę masz za złe tym chłopakom, że nie zechcieli zaryzykować. Twoja sprawa.
                                    • grek.grek Re: "brokeback" 19.01.11, 10:53
                                      uważasz, ze kobieta ma prawo faceta nazwać "homofobicznym seksistowskim" etc, a ten nie może zasugerowac, że ona ma hysia na punkcie swojej własnej racji, bo to dopiero jest "walenie ad personam" ? najnowsza wersja parytetów ? a może brak samokrytycyzmu ? dostajesz to, co dajesz :]

                                      zadajesz mi pytanie, a potem sama na nie odpowiadasz i wysyłasz mnie na drzewo za tę odpowiedź. nice shot. jak chcesz coś powiedzieć wprost, to użyj stwierdzenia, a nie naśladuj leppera, który też 'tylko pytał', aczkolwiek on sobie sam nie odpowiadał, na tyle siebie kontrolował...

                                      jaką liste, motyla noga ? "Bóg okutaszony ze mną" ? fajnie, a ten bez atrybutów pewnie z tobą... taka mała rzecz, a biednemu porywistym wiatrem po oczach daje.

                                      no to teraz można się zastanowić, czy pisarka/reżyser nie opisali tych dwóch podług wzorców "subkulturowych".

                                      w sensie fabularnym - tak. jesli wołami jest wypisane, ze się boją linczu, to chcę znać przyczyny tego lęku dające się wyłonić z zachowań otoczenia. widzę jedną - wspomnienie z dzieciństwa. no i to prychnięcie grubego z wąsem. poza tym - nic nie widze. dochodzę zatem do wniosku, że reżyser próbował powiedzieć to, co już wspomniałem : że zagrożenie BYĆ MOŻE istnieje, a być może NIE, ale sami tego nie wiedzą, bo nie ma żadnycj wyraźnych śladów, że otocznie zionie homofobią. są skazani na domysły, z obrazkiem zaszlachtowanego geja sprzed 20 lat, przez który filtrują obecne poglądy społeczne i projektują możliwe reakcje[przynajmniej jeden z nich, ten co się, zdaje się, bardziej boi, bo drugi - Jake nie boi się na tyle, że podrywa innych facetów, zaczepia gejów stojących pod barami, a takze przyjeżdza do rodziców ze swoim partnerem, żeby im zakomunikować, że się zechcą niebawem wprowadzić - Jake nie ma więc oporów, Jake się boi mniej otoczenia, bardziej boi się ten drugi dżentelmen, ten który widział tego geja sprzed 20 lat - on nawet na romanse i męskie dziffki sobie nie pozwala, tak go ten widok nadal mrozi i on przez ten widok odczytuje rzeczywistość aktualną].
                                      ty zaś chcesz powiedzieć, ze homofobia jest tutaj widoczna jak na dłoni. wyczuwalna na odległość, bo 'przecież wiadomo, że gejów się nie cierpi od zawsze i jakich tu dowodów trzeba ?", ergo : nawet jesli przejawów homofobii mogącej grozić czymś bohaterom nie widać, to ona musi być, bo... no bo tak, bo gej zawsze glanowany był, jest i będzie. ale czy mówi to scenartzysta, czy pokazuje reżyser ? wg mnie - NIE. raz, a przy okazji - bardzo dobrze, że NIE, bo to by czyniło film łopatologicznym, a w ślad za tym - w ogole niewartym uwagi.

                                      możesz tak pisac, ale w ten sposób, myląc się wg mnie fundamentalnie [także na poziomie samych faktów ekranowych], całkowicie odzierasz ten film z jego istotnej wartości i, moim zdaniem, ważnej bardzo płaszczyzny interpretacyjnej odzierasz. .










                                      • kocia_noga Re: "brokeback" 22.01.11, 10:42
                                        grek.grek napisał:

                                        > uważasz, ze kobieta ma prawo faceta nazwać "homofobicznym seksistowskim" etc, a
                                        > ten nie może zasugerowac, że ona ma hysia na punkcie swojej własnej racji, bo
                                        > to dopiero jest "walenie ad personam" ? najnowsza wersja parytetów ? a może bra
                                        > k samokrytycyzmu ? dostajesz to, co dajesz :]
                                        >

                                        Nie chce mi się liczyć, ale tak na oko ty wpakowałeś w swoje wypowiedzi ze dwa-trzy razy więcej osobistych jazd niż ja. Gratulacje i spadam z tego wątku zostawiając ci miejsce na ostatnie słowo.

                                        > jaką liste, motyla noga ? "Bóg okutaszony ze mną" ? fajnie, a ten bez atrybutów
                                        > pewnie z tobą... taka mała rzecz, a biednemu porywistym wiatrem po oczach daje


                                        dodam, że przeciwieństwem boga z kutasem, o którym powiada się "on" "pan" "ojciec" itd nie jest "ten" bez atrybutów, lecz "ta" z macicą. To nie ma z resztą nic wspólnego z tą dyskusją, jest tylko moją uwagą na boku, ale twoja powyższa wypowiedź ilustruje dobitnie niemożność nawet w fantazji przypisania żeńskich atrybutów WŁADZY.
                                        No i o homofobii. Weź se oglądnij jakiś film może z serii Przyjaciele, może inny, gdzie ktoś oznajmia że jest gejem, albo wszyscy wiedzą, że to gej i mieszka z innym gejem i wszyscy są zaprzyjaźnieni i zapraszają go na urodziny z chłopakiem itak dalej. TEŻ nie ma homofobii ani różnicy, n'est-ce pas?
                                        • grek.grek Re: "brokeback" 22.01.11, 12:13
                                          ad 1. liczy się kaliber.

                                          ad 2. przeciwieństwem może i bóg obojga atrybutów, bóg bez żadnych atrybutów... ideologiczne skojarzenia jak widzę jednak dominują w twoim interpretowaniu.

                                          jasne, znam to na pamięc, władza będzie dopiero wtedy sprawiedliwie podzielona, kiedy to kobiety przejmą stery, a faceci pójdą do garów, bo są g.wno warci. jasna sprawa. kochamy ten film. nie ma to jak spóźnialscy, który z przygryzionym w zapamiętaniu językiem wyważają otwarte drzwi.

                                          ad 3 o homofobii w "brokeback" nie świadczy jakikolwiek inny film, artykuł publicystyczny, własne doświadczenie z gejami, ani nic innego poza samym filmem.

                                          ostatnie słowo to rzecz przechodnia, więc - nie krępuj się, jeśli chcesz.



          • barbasia1 Re: "brokeback" 09.01.11, 15:55
            grek.grek napisał:

            > jakby nie spojrzeć, tomasz raczek dość osobiste ma powody, sentymentalne, zeby
            > 'brokeback' oceniać pozytywnie.

            Oczywiście, choć myślę, mam nadzieję, że profesjonalizm, jednak przezwyciężył owe osobiste powody i sentymenty . :)


            > love story, jak love story imo trudno w tej dziedzinie coś nowego powiedzieć. i
            > , jednak..., będę się trzymał zdania, ze całym wydarzeniem tego filmu jest uczy
            > nienie jej bohaterem pary facetów, i to reprezentujących profesję archetypowo m
            > ęską - kałbojów, niż jakiś jej nowatorski albo wirtuozerski sposób narracji alb
            > o filmowania albo czegokolwiek ...

            Trudno się z tym nie zgodzć. :)

            cdn.

            • barbasia1 Re: "brokeback" 09.01.11, 16:16
              Trudno się z tym nie zgodzć w jakimś stopniu ... ;))

              • kocia_noga Re: "brokeback" 09.01.11, 16:24
                Moim zdaniem kamera pokazuje detale nieistniejące w innych filmach, w kontekstach j.w.
                Żałuję, że nie mam narzędzia do wyrażenia swoich poglądów na tę sprawę, np jakichś studiów filmoznawczych na koncie.
                • barbasia1 Re: "brokeback" 10.01.11, 16:27
                  kocia_noga napisała:

                  > Żałuję, że nie mam narzędzia do wyrażenia swoich poglądów na tę sprawę, np jaki
                  > chś studiów filmoznawczych na koncie.

                  Rozumiem ten ból, sama często tak myślalam,ale przestałam. Nie trzeba się przejmować specjalnie brakiem specjalistycznych narzędzi, terminologii, tylko próbować opisywać najlepiej jak tylko się potrafi!
                  My zresztą też tu jesteśmy w wiekszości zdecydowanie entuzjastami filmu, kina, a nie filmo-znawcami.
                  • kocia_noga Re: "brokeback" 11.01.11, 16:32
                    barbasia1 napisała:
                    >
                    > Rozumiem ten ból, sama często tak myślalam,ale przestałam. Nie trzeba się przej
                    > mować specjalnie brakiem specjalistycznych narzędzi, terminologii, tylko próbow
                    > ać opisywać najlepiej jak tylko się potrafi!
                    > My zresztą też tu jesteśmy w wiekszości zdecydowanie entuzjastami filmu, kina
                    > , a nie filmo-znawcami.
                    ale jednak to coś daje. Bardzo lubię np słuchać muzykologów, jak rozbieraja utwór. Uswiadamiają mi mnóstwo rzeczy, które bez tego bym pzreoczyła, nie niszczac czaru muzyki.
          • maniaczytania Re: "brokeback" 09.01.11, 18:27
            ja bym sie mogla podpisac pod tym, co napisales.

            Film bardzo ladny, zwlaszcza wizualnie (ech, te krajobrazy), natomiast sama historia nie.
            Tez zwrocilam uwage na kobiety, ich zony. Moim zdaniem ta ich milosc jakas taka nieprawdopodobna do konca i troche wyimaginowana, zreszta bylo widac, ze ona bardziej jednostronna byla.
            Na szczescie Oscara za najlepszy film nie dostal :)
            • grek.grek Re: "brokeback" 10.01.11, 12:49
              otóż to :] można napisać wiele o intymnych relacjach łączych kochanków, można się zachwycać niedopowiedzeniami i całą resztą, ale na końcu zostaje, wg mnie przynajmniej, taka konstatacja : hej, moment, przecież to, jakkolwiek zagrane i pokazane, jest jednak tylko w tym punkcie oryginalne i po 25 minutach, kiedy pierwsza fala minie, nadal poruszające, bo dotyczy pary mężczyzn, a nie pary kobieta-mężczyzna.

              jakby spojrzeć na to okiem naprawdę równouprawnionym i nowoczesnym, czyli nie widzącym w związkach homoseksualnych żadnego dziwactwa zasługującego na szczególną uwagę i sensację, to można by nawet, na poziomie samej narracji i przedstawionej historii, uznać ten film za wtórny i nic nie wnoszący, aczkolwiek "ładny, piekny, uczuciowy" itd, z paletą epitetów do wyboru do koloru :]. równie dobrze można pokazac pięknie historię uczucia czarnoskórego męzczyzny-niewolnika i białej kobiety-pani dobrego domu w realiach XIX wiecznego południa stanów, jakiejś luizjany czy alabamy. czy wzbudziłby taką sensację ? wątpię. albo inaczej : na 99 % - nie. i możecie zaangażować najlepszych aktorów i twórców. nikagda.

              można wziąć 20 [innych] archetypowych zestawów miłości niemozliwej między kobietą i mężczyzną i sfilmować wg maniery "brokeback" i żaden nie będzie dorównywał mu sensacyjnością, która - co tu wiele mówić - wpływa w kluczowy sposób na jego odbiór i interpretację.






      • pepsic "Brokeback" i "Wojna światów" 09.01.11, 17:44
        Oglądałam jakiś czas temu. Ta opowieść o miłości spodobała mi się i wciągnęła. Co w głowie pozostało? Chemia pomiędzy dwójką bohaterów tak wielka, że momentami filmu się nie ogląda, a podgląda. Scena z koszulą jakoś specjalnie mnie nie ruszyła. Co do żon, na cóż, w grę nie wchodził szablonowy romans, uważam, że ich udział i zachowanie bardzo trafnie i z wyczuciem psychologicznym przedstawiono.

        Odważyłam się na "Wojnę światów" licząc na typowe kino katastroficzne z pozytywnym przesłaniem, tudzież z nadzieją na nadrobienie zaległości, a tu zonk. Nic z tego. Tego badziewia nie dało się oglądać! Teraz już nikt mi nigdy nie wmówi, że Tom Cruise dobrym aktorem jest.
        • misiania Re: "Brokeback" i "Wojna światów" 10.01.11, 16:56
          Przechodziłam obok i sięgnęłam po setkę, bo nikt nie był zainteresowany :)
          • barbasia1 Re: "Brokeback" i "Wojna światów" 10.01.11, 17:14
            misiania napisała:

            > Przechodziłam obok i sięgnęłam po setkę, bo nikt nie był zainteresowany :)

            Łasa na setki jesteś, widzę! To nie pierwsza setka, po którą sięgasz! ;))
            Nie żebym wypominała, bo miło Cię czytać! :)

          • maniaczytania Misianiu, 10.01.11, 18:28
            dzieki za setke :) ale zagladaj tu czasem i napisz cos od czasu do czasu :)
        • barbasia1 Re: "Brokeback" i "Wojna światów" 10.01.11, 17:23
          > Odważyłam się na "Wojnę światów"

          Właśnie, właśnie, cała para poszła w efekty specjalne. Poza tym wyjatkwo dużo tu było niedoróbek, .

          >Teraz już nikt mi nigdy nie wmówi, że Tom Cruise dobrym aktorem jest.
          Tu właściwie Tom nie miał, co grać.

          Ale chyba coś w tym jest, Tom Cruise jest nierównym aktroem, ale miał kilka dobrych ról np. Lestata w "Wywiadzie w Wampirem" czy epizodów jak np. ten w "Magnolii".


    • grek.grek na dziś 11.01.11, 11:59
      nic nie chciałem mówić, ale ostatnie dni kompletnie bezofertowe były :]

      dzsiaij jest lepiej.

      tvp 1, 0:10 'druhna' thriller chabrolowy, więc, jak na dreszczyk made in france będzie pewnie zdrowo pogięty i artystycznie znieładzony, ale za to estetycznie dopracowany, w sumie - na pewno ciekawy ;]

      tvp 2 - 22:55 - 'marzenia i łzy', to jest dokument o kilkulatkach chińskich, które są poddawane cięzkim treningom gimnastycznym, aby zostać olimpijczykami, albo chociażby kandydatami na olimpijczyków. przesada na każdym kroku. dorosły padłby, a tutaj mamy do czynienia z dziećmi małymi. must-see, wg mnie.

      potem powtórka 'placu zbawiciela', co jest szczytem bezczelności tvp. ile razy można to grać... lepsza byle jaka nowość niż sto piąty raz grany nawet najfajniejszy hicior.

      polsat, 0:00, 'tajemnice zoey', a nastolatce, co dostaje kryzysu osobowości w wyniku rozwodu starych. nie znam, nie widziałem, nie ogarniam. znacie ?

      tvn, 22:30 - dobra, śmiejcie się, ale oglądałem dwa odcinki 'pamiętników wampirów' i zamierzam obejrzeć połowę dzisiejszego, albo nawet cały, bo dokument z dwójki już widziałem, hehe. chcę być na czasie, a podobno w ameryce i wszędzie indziej 'zmierzchy' rozmaite robią furorę. tutaj schemat jest własnie taki : szkoła średnia, pięciusetletni wampir w wieku poborowym, wystylizowany maksymalnie, zachowujący się w stylu 'a ja mam sekret na serduszka dnie', z zawodu - ideał nastolatek - zakochuje się w nim, a on w niej, miejscowa anna maria - ładna na sposób kanoniczny oraz nieco eteryczna i nie mniej szlachetna niż on, ale z charakterkiem a'la niewolnica isaura. zakochani w sobie, a dzieli ich tylko to, ze on ma specyficzne upodobania gastronomiczne. dla zabawy pełnej to musi być ktoś trzeci, kto trochę narobi zamieszania - tutaj kołem zamachowym akcji jest brat wystylizowanego, ten zaś nie lubi swojego braciszka, trochę o niego jest zazdrosny, więc knuje jak może, a do tego lecą na niego wszystkie łatwe laski.

      ofk, jak tylko ci dwaj się zjawiają, to co chwila w sennym miasteczku znajduje się jakiś trup. w każdym innym miejscu na świecie taki nagły wysyp nieboszczyków, dodatkowo uziemionych w sposób wskazujący na bardzo tęgi zamiar, wzbudziło by sensację, podejrzenia, panikę, uwazne przyglądanie się sobie nawzajem prowadzące niemalże do paranoji. tutaj nic takiego się nie dzieje, szkoła tętni życiem, śmiechem, intrygami, rozmowami, gra muzyka.

      całość jest poprawna estetycznie, aktorzy zrobieni na idoli z okładki bravo girl, dopisano trochę bohaterów drugoplanowych, którzy mają wypełniać te momenty, kiedy wampir i jego lilija się akurat nie mizdrzą do siebie. w sumie, do 4-5 odcinka powinienem wytrwać, żeby się przekonac, iż sprawa jest beznadziejna, a materiał poglądowy mieć zebrany ;]

      tv4 - 1:30 'rok broni', a już podejrzewałem że mnie ominął, bo był przed "k2' w ub. tygodniu. a tu proszę. byle obraz się zgadzał, ale o tej porze z obrazem tv4 mam tak jak polskie radio z muzyką - dopiero wtedy zaczyna być dobry :]
      • barbasia1 Re: na dziś 11.01.11, 14:16
        Właśnie, właśnie, żadnych ciekawych filmów ostanio, no może poza starszym filmem Zanussiego (tytuł filmu wyleciał mi z głowy) w niedzielę, w środku nocy leciał, niestetey za późno go wypatrzyłam i nie zdażyłam poprosić Cię, byś uruchomił swe fantastyczne wideo! No cóż może innym razem.

        Dokladnie to samo, co Ty o dzisiejszej powtórce "Placu Zbawiciela" pomyślałam, jak zobaczyłam niedawno w programie po raz kolejny w ostatnim czasie "Dziecko Rosemary" . Tyle innych dobrych, kultowych wręcz filmów zrobił Polański, a w telewizji na okrągło "Dziecko Rosemary". Słynnego "Lokatora" albo "Wstręt" mogli by pokazać, albo choć "Nieustraszonych pogromców wampirów".
        To a propops wspomnianych wampirów. ;)))

        Nienie, nie śmiejemy się z Ciebie, że oglądasz "Pamiętniki wampirów", he, he :))), za to czekamy na obiecany komentarz po zebraniu materiału poglądowego (serial, widzę ma aż 22 odcinki! ;).

        Zaiste moda jest teraz w Ameryce na filmy i seriale o wapirach, nawet w Californication w jednym z odcinków 3. serii nieprzypadkowo zdaje się pojawił się arcyzgrabnie wpleciony w fabułę fragmencik opowieści o wampirach. Pamiętasz? - na zajęciach u Hanka jeden studencik prezentuje opowiadanie swojego autorstwa, przywodzące na myśl kultowe "Zmierzchy" i "Pamiętniki wampirów" z domieszką osterj erotyki ;), zostaje on jawnie wykpiony i wyśmiany, i to nawet dość brutalnie :)


        A co planujesz oglądać, nagrywać?
        Mnie ten francuski chabrolowy thriller "Druchna" , jeśli mogę zasugerować Ci? :))


        forum.gazeta.pl/forum/w,14,119383835,120790619,Re_Ojej_co_tu_wybrac_2010_7_vol_11_sprostowanie.html
        • barbasia1 Re: na dziś 11.01.11, 15:19
          > A co planujesz oglądać, nagrywać?
          > Mnie ten francuski chabrolowy thriller "Druchna" , jeśli mogę zasugerować Ci? :

          Miało być:
          Może ten francuski chabrolowy thriller "DruHna" !
        • grek.grek Re: na dziś 11.01.11, 15:21
          hehre, renifer i zając w sumie dosyć podobne są, zwłaszcza jak renifer przysiądzie, a zając się rozprostuje :]

          a własnie, tvp gazuje widza powtórkami, a tacy czesi w jedynce na sobotę przygotowali remake '15.10 do yumy" - z crowem i bale'em. to się nazywa nowość :] i to o 21:00, a nie o drugiej w nocy. lepsza jedna taka nowość w tygodniu niż 10 powtórek.

          haha, no wiesz, do 22 odcinka to ja nie doczołgam się chyba ;], na razie ten materiał jest taki, jak napisałem, nie wiem czy mam prawo oczekiwać jakichś pogłębionych analiz wampirzego charakteru. to serial dla nastolatków, więc głupio w ogóle byłoby formułować takie oczekiwania. trochę się chciałem zorientować, co też takiego w tej modzie na wampiry jest, a nie sądzę, żeby ten cały "zmierzch" zasadniczo, wizualnie i treściowo, odbiegał od rzeczonego serialu. i stwierdzam, ze dla nie-nastolatków jest dośc niewiele :]

          pamiętam, pamiętam, hehe :] wyraźna to była prześmiewcza aluzja do owego trendu popkulturowego.

          a nie wiem, lecą trzy filmy naraz, więc jeden nagram, a pozostałe dwa jakoś będę musiał pogodzić bo zachodzą na siebie na dystansie pół godziny. skorzystam z Twojej podpowiedzi zatem, dodatkowo dlatego, ze jak francuski thriller to pewnie ze trzy razy się zgubię i zeby
          coś później o nim sklecić będę musiał mieć szansę zrobienia riplejów :]



          • barbasia1 Re: na dziś 11.01.11, 15:44
            grek.grek napisał:

            > hehre, renifer i zając w sumie dosyć podobne są, zwłaszcza jak renifer przysiąd
            > zie, a zając się rozprostuje :]


            Hahahahahahahahahahahahahahhahaha :)))
            No właśnie! :/

            Zoirentuj się zatem, co z tymi wampirami, a potem, za dwa trzy tygodnie zdaj sprawę, sama jestem ciekawa.
            Jak na serial dla młodzieży, to leci on stanowczo za późno, prawda? Dziwne pomysły na ten TVN?

            >lepsza jedna taka nowość w tygodniu niż 10 powtórek.
            Pewnie, że tak !

            To znakomicie. :) Pomyślnego, bezawaryjnego nagrywania zatem! :)

            /Nie zapomniałam o komentarzu do Tajemnicy BM. Będzie wkrótce!/
            • kocia_noga Re: na dziś 11.01.11, 16:43
              Druhnę nagram, Chabrola cenię chociaż to zbok i nieboszczyk.
              Wampiórów nie oglądam - trudno, wysiadam, nienadanżam. Ostatni strawny, a nawet znakomity to Wywiad z Wampirem. Klimatów gimnazjalnych natomiast nie łapię.
              • barbasia1 Re: na dziś 12.01.11, 14:47
                kocia_noga napisała:

                > Druhnę nagram, Chabrola cenię chociaż to zbok i nieboszczyk.

                He,he!
                A co takiego wyprawiał Chabrol, że dorobił się etykietki "zbok"?
                /Trochę wczoraj szukałam w internecie wiadomości na jego temat, ale w sumie niewiele znalazlam .../

                Bo w nieboszczykiem Chabrol stał się całkiem niedawno! Zmarł we wrześniu ubiegłego roku!!! Nie przypominam sobie by w Wiadomościach czy innych Wydarzeniach albo Faktach mówiono, o jego śmierci , a przecież był to, jak piszą, znany i ceniony reżyser...
                • kocia_noga Re: na dziś 12.01.11, 14:55
                  barbasia1 napisała:

                  > kocia_noga napisała:
                  >
                  > > Druhnę nagram, Chabrola cenię chociaż to zbok i nieboszczyk.
                  >
                  > He,he!
                  > A co takiego wyprawiał Chabrol, że dorobił się etykietki "zbok"?
                  > /Trochę wczoraj szukałam w internecie wiadomości na jego temat, ale w sumie nie
                  > wiele znalazlam .../
                  >
                  > Bo w nieboszczykiem Chabrol stał się całkiem niedawno! Zmarł we wrześniu ubieg
                  > łego roku!!! Nie przypominam sobie by w Wiadomościach czy innych Wydarzeniach a
                  > lbo Faktach mówiono, o jego śmierci , a przecież był to, jak piszą, znany i c
                  > eniony reżyser...

                  A mnie wpadła w oko notatka o jego śmierci. Serrio się zasmuciłam,że jeszcze jeden znakomity gość odleciał:(
                  A zbok w tym sensie, że miał parę obsesji. Widziałaś jego Kobietki, Landru, Rzeźnika?
                  • barbasia1 Re: na dziś 12.01.11, 18:34
                    kocia_noga napisała:
                    > A zbok w tym sensie, że miał parę obsesji. Widziałaś jego Kobietki, Landru, Rze
                    > źnika?

                    Rozumiem! :)
                    Niestety nie widziałam żadnego tych filmów Chabrola. Tylko "Francuską ruletkę" z Isabelle Huppert. Trzeba będzie kiedyś nadrobić zaległości.
                    Zaczniemy już wkrótce od "Druhny" ...



            • grek.grek wampiry wśród nas ;] 12.01.11, 13:24
              hehe, na razie mogę napisac tyle, że jedynym ciekawym zabiegiem tego modnego dziś wampiryzmu jest jego nowa szata, w ogóle odrestaurowanie starego mitu, który wydawał się być już wyczerpanym tematem. a tu, prosze bardzo, róznie można "zmierzch czy "pamiętniki wampirów" oceniac, z pewnością głębią analizy postaci wampira - przecież bardzo pojemnej, takiego tragika siedzącego okrakiem między światami - się nie popisują, ale za to dają mu zupełnie nowe życie wpisując go w popkulturę, czyniąc jej częscią, dostosowując do wymogów współczesnych odbiorców. to jest ciekawe i warte dostrzeżenia, imo. przy całej pobłażliwości dla
              uproszczeń i umłodzieżowień, a nawet ugimnazjalnień :]

              [ orajt, na komentarz dot BM - czekam spokojnie]
              • grek.grek ... & "zoey" i "rok broni" 12.01.11, 14:00
                "tajemnice zoey" - niewyszukana historia nastolatki, która wikła się w nadużywanie proszków. matka i ojciec własnie się rozstali, ale pozostają na dobrej stopie znajomości - matka lata w poszukiwaniu pracy, ojciec jak trzeba córeczce pomoże, dziewczyna bynajmniej nie bieduje, z nauką nie ma problemów... czemu bierze prochy ? nie wiadomo. oczywiście, problemy narastają - dziewczyna opuszcza się w nauce, epizodycznie kradnie, znika z domu, pojawia sympatyczny kolega-diler, który się jej podoba, a któremu chodzi głównie o to, żeby zrobić z niej stałą klientkę. a przy tym wszystkim jest nadal fajna, ładna i całkowicie racjonalna. starzy co i rusz interweniują, nawet chodza z nią na terapię, ale co się polepszy to się zaraz popiep,rzy, aż do momentu kiedy mała odkryje, ze sympatyczny kolega rwie inne panny i przyćpa tak, ze trafi do szpitala [ciekawa scena, matka się o nią niepokoi, bo nie wrociła do domu, nagle podjeżdza autem, wychodzi z niego i na progo domu zaczyna toczyć pianę z ust i pada nieprzytomna, trzeba ją wieźć na ostry dyżur - hehe, grunt, że dojechała do domu, a nie złapało jej po drodze ;)]. od tego momentu dostaje lekarza prowadzącego, rodzice biorą się za nią na poważnie, dzieją się kolejne rozmowy które niby są dowodem na jej stopniowy powrót do normalności - co o tyle mało wiarygodnie wygląda, że jej nienormalność w ogóle nie została naszkicowana nawet, bo to, ze parę razy łykneła tabletkę i w budzie zawaliła kartkówkę wyglądało dziecinnie niewinnie - no i optymistycznie się konczy z sugestią, że bedzie dobrze, że dała sobie radę i idzie ku świetlanej przyszłości.

                nic specjalnego. nadawałoby się na kolejny odcinek 'oczy anioła', czy jak się nazywał ten serial z anielicą moniką ;] żadnej przestrogi. pogadanka o szkodliwości narkotyków na poziomie lekcji w przedszkolu.

                "rok broni" - ech, klasyk. amerykański pisarz mieszkający we włoszech wpada na pomysł napisania powieści o czerwonych brygadach z sensacyjnym wątkiem porwania przez nich eks-premiera aldo moro, który podsuwa mu z głupia frant kolega na uczelni. problem w tym, że brygady naprawdę przygotowują taką akcję, ofk w ścisłej tajemnicy. pisarz poznaje amerykańską fotoreporterkę, wygaduje się jej o tej ksiązce, ona wygaduje zaś jego koledze, profesorowi uniwersyteckiemu, który jest w kontakcie z bojówką, on kabluje brygadom i teraz brygady - nie wierząc w przypadkową zbieżność pisarskich pomysłów z realnymi planami terrorystycznymi - konskwentnie zasadzają się na wszystkich, którzy są z tym tematem związani, próbując ich wyeliminować celem zachowania całej planowanej akcji w ścisłej konspirze. intryga, zagrożenia, pościgi, kulisy działania grupy terrorystycznej i znakomicie forografowany rzym w zupełnie osobnej roli, bez pocztówkowych ujęc, raczej boczne uliczki, zaułki i kąty. klasyk, po prostu :] no i, co najwazniejsze, fikcja zgrabnie miesza się tutaj, jest w interesujący sposób połączona, z całkowicie realnymi wydarzeniami, bo w 78 roku czerwone brygady faktycznie porwały i zabiły aldo moro :
                kalendarium.polska.pl/wydarzenia/article.htm?id=91262
                • barbasia1 Re: ... & "zoey" i "rok broni" 12.01.11, 18:17
                  Qrka wodna, zacięłam się i zeżarło mi post!!! Jeszcze raz, ale w innej wersji .... ://

                  >'oczy anioła', czy jak się n> azywał ten serial z anielicą moniką ;]

                  A tego chyba nie znam, nie kojarzę w tej chwili???

                  > "rok broni"

                  O porwaniu i zamordowaniu Aldo Moro słyszałam /link do artykułu ten temat b. cenny! :)/ .

                  Przy okazji, losy Aldo Moro są też tematem filmu "Witaj, nocy" (2003), który nakręcił włoski reżyser Marko Bellocchio ( autor głośnego, antyklerykalnego "Czasu religii, który niegdyś nam tu opowiadałeś). Film ten nie jest thrillerem/ kinem akcji jak "Rok broni", nie jest też rekonstrukcją historyczną, bliżej mu do kina psychologicznego. "Witaj, nocy" to - jak piszą w jednej z recenzji - "psychologiczne studium terroryzmu", "próba odtworzenia klimatu rodzącego się pomiędzy porywaczami i ich ofiarą" film.onet.pl/recenzje/w-kuchni-z-terrorysta,1,3840376,wiadomosc.html ). Dodam tylko, jeszcze, że film ten został uhonorowany 5 statuetkami w Wenecji. Ciekawa i zacna rzecz! Warto by to zobaczyć, kiedyś.

                  Dla zainteresowanych, film ten ma w swoich zasobach "Ale kino!" (Pepsic, ma największe szanse obejrzeć ten film :):
                  www.alekino.pl/program/?full/30700
                  A ja obejrzałam wczoraj polecany dokument "Marzenia i łzy". Ze ściśniętym sercem patrzyłam, na te małe, smutne dzieci potwornie ciężko ćwiczące na sali gimnastycznej różne akrobacje, pod okiem bardzo surowych, ostrych trenerów, na płaczącą z bólu małą dziewczynkę, której po ćwiczeniach na drążku porobiły się bolesne pęcherze na dłoniach, ale za żadne skarby nie chce zrezygnować ze szkoły sportowej, z ćwiczeń, bo marzy o tym by w przyszłości zdobywać medale, no i chce kupić rodzicom dom (ona nie zdobędzie medalu na najbiższych zawodach międzyszkolnych ).

                  Żal mi strasznie było małego chłopczyny, na którego dziecięce barki matka, uboga imigrantka skądśtam, zdaje się samotnie wychowująca trzech synów, modląca się do Bogini Ksieżyca, zrzuciła całą odpowiedzialność za przyszłość i pomyślność rodziny. Nieustannie powtarzała małemu, nawet w szpitalu, do którego trafiła po tym, jak zasłabła, że on jest jedyną nadzieją dla niej, dla rodziny, po tym jak jego bracia zrezygnowali z tej szkoły. W jego przyszłych, ewentulanych sukcesach sportowych upatrywała szansy na polepszenie bytu rodziny.
                  A chłopczyna nic nie mówił, tylko płakał rzewnymi łzami, kiedy trener był z niego niezadowolony, kiedy go strofował, szarpiąc i popychając przy tym, (u nas taka sytuacja byłaby to nie do pomyślenia!). Smutne.


                  • pepsic Re: ... & "zoey" i "rok broni" 12.01.11, 23:33
                    Grekowi chodziło o serial "Dotyk anioła", na pewno Barbasiu znasz, skoro nawet ja kojarzę:)
                    Dzięki za info o "Witaj nocy", nie wiem, czy chciałabym zobaczyć, za bardzo mam w pamięci tamte tragiczne wydarzenia, ale nigdy nic nie wiadomo.
                    Eh Barbasiu, nawet sobie nie wyobrażasz, jak trenerzy traktują zawodniczki. Ale rzeczywiście to, co pokazano w filmie podchodziło pod znęcanie (widziałam kiedyś fragmenty o dziewczynkach, wczoraj o chłopcach).
                    Ps. "Ale kino!" coś ostatnio jakby się skiepściło i zamerykanizowało:(

                    • barbasia1 Re: ... & "zoey" i "rok broni" 13.01.11, 15:05
                      Aaaa "Dotyk aniołaa", teraz już kojarzę! :) Dzięki Pepsic! :)
                      Toteż błędne "Oko ;) anioła" jakoś mi wczoraj znajomo zabrzmiało ... :)

                      > Eh Barbasiu, nawet sobie nie wyobrażasz, jak trenerzy traktują zawodniczki.
                      To fakt. :)
                      Macie rację Pepsic i Greku, trener musi być surowy, wymagający, by jak najlepiej przygotować swojego podopiecznego do rywalizacji, terningi muszą być ciężkie by wysiłek zawodnika i trenera przyniósł jak najlepsze efekty i sukcesy.
                      Ale dzieci pokazne w tym dokumencie obciążone były dodatkowymi troskami, problemami i dlatego tak żal mi ich było.

                      Pepsic, obejrzałam "Dróżnika" (w poniedziałek, już do końca, nie mogłam się oderwać :) , poźniej napszę kilka słów, komentarza w stosownym podwątku. Teraz powiem tylko, że bardzo mi się podbał.

                      > Ps. "Ale kino!" coś ostatnio jakby się skiepściło i zamerykanizowało:(
                      O! Mam jednak nadzieję, że to przejściowy, chwilowy stan chorobowy. W interesie Ale kino! jest przecież dbanie o zróżnicowany pod wzgędem pochodzenie filmów repertuar, inaczej ten dobry do tej pory kanał (o czym wiemy dzięki Tobie) nie będzie się odróżniał od wielu innych kanałów, gdzie dominują filmy i seriale amerykańskie.
                      • pepsic Re: ... & "zoey" i "rok broni" 13.01.11, 18:51
                        Ja tylko stwierdziłam fakt, bo drakońskich metod nie pochwalam (choć rozumiem), tym bardziej w stosunku do dzieci.
                        Zatem czekam na Dróżnika :)
                        Żeby chociaż dali nowości, ale nie: "Truman Show" , "Urodzony 4 lipca" , "Gladiator".
                        • barbasia1 Re: ... & "zoey" i "rok broni" 14.01.11, 12:44
                          pepsic napisała:

                          > Ja tylko stwierdziłam fakt, bo drakońskich metod nie pochwalam (choć rozumiem),
                          > tym bardziej w stosunku do dzieci.

                          tak, tak, ciężkie ćwiczenia, bąble na rękach, wysiłek są zrozumiałe, szarpanie, popychanie, poniżanie, zwłaszcza małych dzieci, stanowczo nie.

                          "Dróżnik" cdn ...
                      • maniaczytania Barbasiu, 13.01.11, 19:07
                        barbasia1 napisała:

                        > Aaaa "Dotyk aniołaa", teraz już kojarzę! :) Dzięki Pepsic! :)
                        > Toteż błędne "Oko ;) anioła" jakoś mi wczoraj znajomo zabrzmiało ... :)

                        Grek napisal "Oczy aniola" i to Ci moglo jak najbardziej znajomo zabrzmiec, bo byl taki film z JLo :)
                        • barbasia1 Re: Barbasiu, 14.01.11, 12:55
                          maniaczytania napisała:

                          > barbasia1 napisała:
                          >
                          > > Aaaa "Dotyk aniołaa", teraz już kojarzę! :) Dzięki Pepsic! :)
                          > > Toteż błędne "Oko ;) anioła" jakoś mi wczoraj znajomo zabrzmiało ... :)
                          >
                          > Grek napisal "Oczy aniola" i to Ci moglo jak najbardziej znajomo zabrzmiec, bo
                          > byl taki film z JLo :)

                          Tak, tak, tak, Maniu, racja! I ja nawet widziałam ten film na własne oczy!!! JoLopez w roli policjantki Dzięki! Coś ciężko ostanio myślę! Niż! Ech! ;)
                  • grek.grek Re: ... & "zoey" i "rok broni" 13.01.11, 13:54
                    wiedziałem, że znacie sprawę aldo moro, ale... tak jakoś dla porządku dałem tego linka :]

                    dobre. chętnie bym obejrzał, o bellochio, póki co, mam jak najlepsze zdanie. no i fakt faktem 'rok broni' to jednak zdecydowanie film akcji, sensacyjny, nie zagląda pod podszewkę bohaterom z żadnej ze stron, w ogóle czerwonobrygadziści są tutaj o tyle sportetowani, że pokazane są metody likwidowania niewygodnych im jednostek, jakoś tam zarysowana siatka informatorów i sposób jej działania. głebi w tym nie ma żadnej, odniesienia się do idei stojących za tym ugrupowaniem, jakichś ciekawostek, cieniowania - nic z tych rzeczy. więc chętnie bym obejrzał co brygad wycisnął bellochio. może kiedyś ;]

                    wiesz jak jest, ci trenerzy małych gimnastyków takie mają metody pracy, jak wszędzie na świecie w podobnych szkołach. jakiś czas temu w tvp info był dokument o baletnicach w rosji, a w nim rzucała się po oczach podobna surowośc nauczycielek wobec kilkunastoletnich dziewczynek. innymi metodami, rzekomo, nie sposób osiągnąc właściwych efektów, bo tu trzeba pacjenta po prostu zmusić do wysiłku, jako ze on sam ma naturalny mechanizm odpuszczania w sobie i trzeba mu nie pozwolić na posługiwanie się nim. na tym poziomie może się to odbyć tylko poprzez surowy nadzór.

                    Pepsic ma rację, ten serial to był "dotyk anioła" :] hehe, ale kicze mi się przypominają.
                    • barbasia1 Re: ... & "zoey" i "rok broni" 13.01.11, 15:29
                      > wiedziałem, że znacie sprawę aldo moro, ale... tak jakoś dla porządku dałem teg
                      > o linka :]

                      ze wszech miar słusznie zrobiłeś, bo szczegóły zawsze umykają, a tak mamy pod ręką stosowny artylkuł, jak zajdzie potrzeba można sobie przypomnieć, bez czasochłonnego szukania informacji w sieci!

                      Film Bellocchio zdobył nagrody nie tylko w Wenecji, wyguglalam i dla porządku dodaję.

                      Może przerzucą kiedyś "Rok broni" do kanału ogólnodostępnego.

                      > Pepsic ma rację, ten serial to był "dotyk anioła" :] hehe, ale kicze mi się prz
                      > ypominają.
                      Dzięki za info . :)) "Oka anioła" nie mogłam znaleźć w necie ,
                      znaczy tytuł wolny, można dorobić scenariusz. ;)

                      Podobno kiczu nie ma. Wszytsko to rzecz gustu!?
                      • barbasia1 Re: ... & "zoey" i "rok broni" 14.01.11, 12:59
                        > Dzięki za info . :)) "Oka anioła" nie mogłam znaleźć w necie ,
                        > znaczy tytuł wolny, można dorobić scenariusz. ;)

                        koreskszyn mała, jest za to film (sensacyjno-melodramatyczny) "Oczy anioła" z Jenifer Lopez w roli policjantki Sharon! :)
                    • maniaczytania Re: ... & "zoey" i "rok broni" 13.01.11, 19:23
                      ogladalam ten dokument o baletnicach na tvp2 albo tvp1 zdaje sie. Baaardzo robiacy wrazenie.
                      Ja sie nie zgadzam do konca z teoria przymusu i zmuszania do takich cierpien. Zwlaszcza, ze w tych przypadkach (balet, gimnastyka) pozniej sa bardzo ciezkie schorzenia, zwlaszcza stawow.
                      • grek.grek Re: ... & "zoey" i "rok broni" 14.01.11, 13:15
                        możliwe.

                        inna sprawa, że nikt tam nikogo gwałtem nie trzyma. można zrezygnować.
                        • barbasia1 Re: ... & "zoey" i "rok broni" 14.01.11, 13:42
                          Też widziałam ten dokument o baletnicach,
                          jednak surowość trenerów wobec malych dzieci, przekraczająca często granice ,
                          robi większe wrażenie, w tym negatywnym sensie... :)

                        • maniaczytania Re: ... & "zoey" i "rok broni" 14.01.11, 20:01
                          grek.grek napisał:

                          > możliwe.
                          >
                          > inna sprawa, że nikt tam nikogo gwałtem nie trzyma. można zrezygnować.

                          Niby tak, ale te dzieci podlegaja takiej manipulacji i presji, ze jak pomysla o rezygnacji, to juz z reguly za pozno. Manipulacji ze strony szkoly- ze to taki piekny zawod, ze wszystko takie cudne, wiotkie i eteryczne - to dziewczynki potem sobie rozne rzeczy mysla o sobie, i odchudzaja sie i katuja cwiczeniami (bardzo dobrze to bylo pokazane w tym dokumencie na przykladzie kilku dziewczyn na roznych etapach edukacji, jak i primabaleriny, ktora przyjechala z wystepem). Presji ze strony rodzicow najczesciej - matka glownej bohaterki marzyla o byciu baletnica, jej sie nie spelnilo, to corke zmusila (przeciez ta dziewczynka nawet bala sie jej powiedziec, ze jej sie tam nie podoba i chcialaby zrezygnowac).

                          Ja tam jestem za pozytywna motywacja! :)
              • barbasia1 Re: wampiry wśród nas ;] 12.01.11, 14:24
                "Wampiry wśród nas" ;]

                - jakoś niepokojąco to zabrzmiało! ;))

                Maria Janion bardzo ciekawą książkę o wampirach nie tak dawno wydała " Wampir. Biografia symboliczna". Niestety jeszcze nie czytałam, znam tylko z recenzji ...
                • kocia_noga Re: wampiry wśród nas ;] 12.01.11, 15:12
                  Romantyzm wyhodował literackiego wampira, służył on do poszukiwań głębin dusznych. Przypuszczam, że wampir powrócił w podobnym celu, by pokazać porządki pomięszane.
                  • barbasia1 Re: wampiry wśród nas ;] 13.01.11, 15:09
                    kocia_noga napisała:

                    > Romantyzm wyhodował literackiego wampira, służył on do poszukiwań głębin duszny
                    > ch.

                    A tak, zwłaszcza do odkrywania tych najmroczniejszych zakamarków duszy. :)

                    Maria Janion i o filmowych wizerunkach wampirów piszej w tej książce!
                    Koniecznie trzeba by to przeczytać.
    • grek.grek powtórka "uciekającego pociągu" 13.01.11, 13:59
      'smiertelna wyliczanka', wprawdzie powtórka i wprawdzie już obgaworzyliśmy ten film, no ale przyzwoite kino przecież..., umknęło detektorom naszym wczorajszym, ale dzisiejszy "uciekający pociąg" już wypada zauważyć - też powtórka, też poświęcaliśmy mu słów parę, ale film zupełnie
      znakomity, idący znacznie dalej niż prosta sensacja, wyznaczający granice, albo i nowe obszary, dla całego gatunku. tvn, 21:30, koniecznie :]

      poza tym, jakoś tak nieobficie, polsat ma komedie romantyczne, tvp jeden nowy serial i 87 starych...

      • barbasia1 Re: powtórka "uciekającego pociągu" 14.01.11, 12:36
        > "uciekający pociąg" [...] tvn, 21:30, koniecznie :]

        Panie prezesie, melduję dziś wykonanie zadania! :)) /Oberzałam ponownie (i znów bez początku )/ TVN po raz kolejny łaskawy dla widzów, film przed północą pokazał, docenić trzeba.

        Skłamałabym , gdybym powiedziala, że to mój ulubiony, jeden z ulubionych filmów, jednak muszę przyznać, że ma on jakiś magnetyzm, trudno się oderwać od telewizora, od zmagań trójki bohaterów uwięzionych w szaleńczo pędzącym pociągu, nawet oglądając kolejny raz ...

        Końcowa scena, w której Manny stoi na dachu pędzacej lokomotywy i powoli zatapia się w biel sypiącego śniegu, zapada w pamięć.

        > 'smiertelna wyliczanka', wprawdzie powtórka i wprawdzie już obgaworzyliśmy ten
        > film, no ale przyzwoite kino przecież..., umknęło detektorom
        :)
        No właśnie, umknęło, ale nie szkodzi, bo całkiem dobrze pamiętamy ten film i Sandrę Bullock w całkiem przyzwoitej roli pani detektyw na tropie zbrodni doskonałnej.
        • grek.grek "uciekający pociąg"/sandra smiertelnie wyliczona : 14.01.11, 13:38
          brawo :]

          to jest fakt, ostatnia scena zapada w pamięc, ale, nie wiem czy się zgodzisz... taka jednak trochę efekciarska jest :] mnie nieodmiennie zapadły w pamięc sceny pokazujące ten czarny pociąg zapiep,rzający w białej scenerii, filmowany z róznych pozycji, wyglądający jakby wychynął z jakichś odmętów, jak z horroru jakiegoś. a poza tym, jest to jednak traktat o czlowieku i jego schizowatej naturze, jak to się tam w środku miesza, przewala i kształtuje pod wpływem zmiennych okoliczności, sumieniu co znika albo się pojawia przy determinacji pchającej ku załozonym celom, no i o tym, co tym celem być moze samo w sobie i czy uświęca wszystkie srodku prowadzącego do jego realizacji. w ogóle, cała kupa tam ciekawych rzeczy :] kurosawa napisał ten film, ale nie zdążył, czy nie miał środków ?, go nakręcić, i gdzieś tam chyba grzechoce ciekawośc, jak by on wyglądał z jego reki wypuszczony, ale co tam, konczałowski chyba też ciała nie dał, wyszło zawodowo :]

          kurde, mnie właśnie ta bullock psuje cały film, bo tak mi się zapisała w pamięci tymi rolami panienek z okienek w komedyjkach romantycznych [zauwazyłas, że nawet w "speed' ogrywa ten swój taki jakiś infantylizm, który ma niby robić za urok osobisty ?], że do dziś kupić go nie mogę. gdyby zmieniła do niego image... a ona nie zrobiła nic, żeby tę rolę uwiarygodnić. to tak jakby teraz ktoś artura żmijewskiego z planu 'ojca kosmateusza" i 'doktora burskiego' wysłał od razu na plan jakiegoś filmu, w którym gra terrorystę - kto w to uwierzy ? kto to kupi ? tu od razu zmiana jest konieczna - fizyczna całkowicie. bullock mogła zrobić wszystko, wymusić to na reżyserze, na pewno by to kupił, bo w końcu sandra dochodowa jest, jej filmy w stanach ida jak woda - mogła przytyć, skrócić włosy i zmienić fryzurę, dać się oszpecic, whatever, byle to nie była sandra bullock vel romantyczna komediantka, tylko baba herod jakaś. bullock w ogóle nie zrobiła kreacji. po prostu wystąpiła, zabrała kasę i poszła do domu. imo, jest ona najsłabszym puinktem tej całej zabawy. słabszym nawet od tej rachitycznie zarysowanej filozofii, którą posługiwali się młodociani, aczkolwiek - tak mi się wydaje,że w ich relacji jakoś chyba bafrdziej chodziło o męskie braterstwo [lub homoseksualne zainteresowanie] niż o naśladowanie laffcadia, jak uważasz ?
          • barbasia1 Re: "uciekający pociąg"/sandra smiertelnie wylicz 15.01.11, 20:59
            Jest efekciarska ta scena, nie da się ukryć, (i zdecydowanie mało prawdopodobna w realu), ale wspomniałam o niej, bo jednak przeszła ona do histrorii kina, i tak jak ujęcia pędzącego w białej scenerii pociągu nieodpracie kojarzy się w z tym właśnie filmem.

            I ciekawe, czy Kurosowanie spodbałaby się wizja Konczałowskiego? :)

            „Uciakjacy pociąg"

            >a poza tym, jest to jednak traktat o czlowieku i jego schizowatej naturze,

            tak, i ,jak to u Kurosawy, jest to też opowieść o targanych sprzecznościami charakterach ludzkich. W Mannym jest przecież i podłość, bezwzględność i jednocześnie bohaterstwo, kiedy decyduje się przejść po oblodzonym wagonie do lokomotywy, mściwość, okrucieństwo, ale i jeszcze i te dobre odruchy ludzkie, które każą mu odłączyć lokomotywę od składu, pomimo, ciężkiej kontuzji dłoni, i uratować życie Bucka i dziewczyny.
            /o „Uciekającym Pociągu” jeszcze dopiszę w innych podwątkach... /

            Teraz jeszcze słowo Sandrze w filmie „Śmiertelna wyliczanka”:

            To racja,też uważam, że z korzyścią dla Sandry Bullock jako aktorki, byołby przełamanie swojego stereotypowego wizerunku filmowego.

            Zauważ jednak, że taki a nie inny wizerunek Sandry w tym filmie, podyktowany był imo względami scenariuszowymi. Obok głównego wątku kryminalnego toczył się przecież watek pani detektyw, którą, jak się stopniwo dowiadujemy, męczy nieprzepracowana do końca trauma - w młodości czy dzieciństwie padła ofiarą przemocy, zresztą dlatego właśnie została policjantką. Kobieta ma problemy z mężczyznami , chyba boi się bliskości, odpycha, mężczyzn, kiedy zbytnio się zbliżą, jakoś tak to było, prawda? Pod maską dzielnej, dociekliwej policjantki, kryje się krucha, skrzywdzona, zalękniona kobieta. I tę dwoistość charakertu bohaterki chyba udało się Sandrze pokazać. Zatem kreacja np. na herdod-babę-polickantkę, czy jakąś szaloną detektyw, nie wchodziłow grę, a ścięcie włosów czy blond peruka na wiele by się nie zdały, imo.

            Podsumowując, imo Sandra nie wypadła tak źle, a w każdym razie stanowczo nie odbiegała poziomem od pozostałych aktorów, całości, która jednak wybitna nie była, tu się zgadzamy. :)
            • grek.grek Re: "uciekający pociąg"/sandra smiertelnie wylicz 16.01.11, 12:24
              hmm, a jakby "krucha, zalękniona kobieta" kryła się pod fizjonomią trochę bardziej chropowatą, to może efekt byłby jeszcze lepszy ? :]

              nie, wiesz, możliwe, że masz słusznośc. jakoś tak, po prostu, zdaje mi się, ze sandra be zmarnowała szansę. imo, trochę na biało grała, bez zaangazowania. no nie wiem, moze się mylę, takie odniosłem wrazenie :]

              "druhnę" dzisiaj mam w planie. jutro napiszę słów kilka a'propos :] (dzięki za cierpliwość)
              • barbasia1 Re: "uciekający pociąg"/sandra smiertelnie wylicz 16.01.11, 13:02
                > hmm, a jakby "krucha, zalękniona kobieta" kryła się pod fizjonomią trochę bardz
                > iej chropowatą, to może efekt byłby jeszcze lepszy ? :]
                :)))

                Fizjonomia trochę bardziej chropowata, mogła by nie budzić takich emocji u widza, bo jednak
                piękna kobieta zamierzająca zmarnować swoje życie bez chłopa to większy skandal, nie mówiąc już o tym, że większa zagwozdka! ;)

                Jeśli o mnie chodzi, jestem wcieloną cierpliwością! ;))
                • pepsic Re: "uciekający pociąg"/sandra smiertelnie wylicz 16.01.11, 16:22
                  Też mnie uwiera wizerunek Sandry, wypisz wymaluj harlekinowy.
                  • barbasia1 Re: "uciekający pociąg"/sandra smiertelnie wylicz 17.01.11, 16:06
                    pepsic napisała:

                    > Też mnie uwiera wizerunek Sandry, wypisz wymaluj harlekinowy.

                    Ameryka podobno kocha właśnie taką Sandrę (pewnie dopóki nie znjadzie innego obiektu uwielbienia). Zdaje się, że Sandra idzie trochę na ławiznę.
        • kocia_noga Re: powtórka "uciekającego pociągu" 14.01.11, 14:46
          barbasia1 napisała:

          > > "uciekający pociąg" [...] tvn, 21:30, koniecznie :]
          >

          ALBO i niekoniecznie. Początek ukazujacy w gruncie rzeczy szlachetnych więźniów i podłego dyrektora sugerował w co dalej brnąć bym musiała, a akcję podnoszącą poziom adrenaliny wieczorem sobie darowałam. Nie oglądałam, ale zgadnę: szlachetny więzień jest najpierw dręczony pzrez ZŁEGO w osobie dyrektora - tu dużo scen pzremocy, następnie sceny pościgu/ucieczki - sam smak i esencja filmu, czas goni, mnożą się pzreszkody, bohaterowie cudem unikaja wciąż śmierci - następnie ZłY dogania, znęca się (fajne scenki przemocy, mordobicia itp) żeby na koniec usprawiedliwić KOŃCOWĄ SCENĘ PRZEMOCY tym razem ze strony SZLACHETNEGO, pociąg staje, na tle zachodzącego słońca, napisy, the end.
          • barbasia1 Re: powtórka "uciekającego pociągu" 14.01.11, 15:39
            NIE, jest inaczej, właśnie nie tak stereotypowo ...

            Manny - nie jast szachetny, ani sympatyczny, skazany na dożywocie prawdopodobnie ma na sumienieu najcięższe zbrodnie, nawet nie wygląda sympatycznie, drugi z ucieczkowiczów, młodszy, popełnił gwałt na nieletniej, też żadna sympatyczna z niego postać. We dwójkę uciekają pociągiem, którym od pewnego momentu nikt nie kieruje, nie kontroluje, bo maszynista dostał zawału. Okazuje się, że w pociągu jest jeszcze dziewczyna, pomocnica maszynisty. Pociąg pędzi po torach coraz szybciej, kontrolerzy ruchu widzą na swoich komputerach , ze coś jest nie tak z pociągiem, usuwają z drogi inne pociągi, dzięki czemu nie dochodzi od wypadku, w końcu skierują pociąg na jakiś boczny tor, by się tam wykoleił.

            Nie ma specjalnie scen przemocy. Natomiast naczelnik jest rzeczywiście zły, mściwy goni uciekinierów, przede wszytskim chce dopaść Manny'ego. W końcu dostaje się, do pociągu, a właściwie do lokomotywy, gdzie znajduje się przycisk umożliwający zatrzymanie pociągu. Do lokomotywy przedostał się trochę wcześniej jakimś cudem Manny (nie udało się to wcześniej drugiemu uciekinierowi, który się bał ). I, kiedy Naczelnik wchodzi do lokomotywy (spuszczony z hielikoptera), Manny go atakuje, ogłusza i przypina kajdankami do jakichś rur, po czym odmawia zatrzymania pociągu, choć świadomy jest, że za moment czeka ich śmierć.
            Naczelnik jest wściekły i przerażony, nie moze się ruszyć zatrzymać pociągu, który za chwilę wykolei się . Na koniec Manny robi jeszcze jedną rzecz, odłącza, lokomotywę od wagonów, ratując tym samym tego drugiego uciekiniera i dziewczynę, pomocnicę maszynisty. Teraz już tylko lokomotywa z dwoma pasażerami Mannym na dacu lokomotywy i unieruchomionym Naczelnkiem pędzi po torach ...
            THE END
            • grek.grek Re: powtórka "uciekającego pociągu" 14.01.11, 16:08
              brilliant :]

              dodać by tylko można, że kiedy buck [ten młody] próbuje się przedostać do lokomotywy i ni grzyba nie daje rady, bo jest za ślisko, więc chce wrócić do wagonu zdeterminowany krańcowo manny gotów jest najpierw nie chce wpuścić z powrotem chcąc zmusić w ten sposób do dalszych prób, nawet kosztem śmierci chłopaka. wtrąca się dziewczyna i atakuje manny'ego,. buck wraca. manny robi z niego worek treningowy chcą go zmusić do kolejnych podejść. robi się bijatyka, obaj są gotowi się pozabijac. sens jest jasny - człowiek ogarnięty misja, pragnieniem przeżycia jest gotów porzucić własne sumienie, przestaje wyznawać jakiekolwiek zasady. co ważne, manny był dla bucka idolem, wzorem do naśladowania, więc tym bolesniejsza jest cała sytuacja, utrata złudzeń chłopaka, który uciekł tylko z tego powodu. manny się zresztą sam reflektuje, kiedy już w grę wchodzą noże i rozwiązania ostateczne - świetna scena, imo, wybitna :]
              • barbasia1 Re: powtórka "uciekającego pociągu" 14.01.11, 16:28
                :) ThnX! / a miałam o czymś zupelnie innym opowiedzieć! /

                O własnie, to ważna scena, dobrze, że dopowiedziałeś, tu pada słynny dialog. Dziewczyna krzyczy do Mannego widząc jak ten oklada Bucka - "Jesteś zwierzeciem" ! Manny - "Gorzej. Jestem człowiekiem. Człowiekiem!"
                • grek.grek Re: powtórka "uciekającego pociągu" 15.01.11, 12:48
                  tak właśnie, dzięki za wspomnienie, bo to istotnie jest moment kodaka :]

                  a pamiętasz [na pewno, świeżo jesteś po projekszyn] tę scenę, jak buck kozaczy, ze będzie
                  się bawił na całego i szalał w vegas, a manny mówi mu : nie będziesz, będziesz pracował, zatrudnisz się w jakiejś małej knajpce, będzie sprzątał grzecznie, a jak szef pokaże małą smuzkę brudu na stoliku i każe ci ją sprzątnąc, to to zrobisz, bez szemrania, nie podnosząc nawet wzroku na niego, żeby się ciebie nie zaczął obawiać, i żebyś mógł tę pracę mieć.

                  coś we tym stylu. i, wg mnie, ciekawe, że on nie mówi do niego tak naprawdę, albo mówi przy okazji - w rzeczywistości : mówi o sobie, o tym jak sam chce żyć, jeśli uda mu się uciec na dobre. sympatyczne. a nieco później jest ta scena jak kopie bucka i wypycha go na smierć w jakimś szale. i już nie wiadomo, co o mannym sądzić, czy jego godne pochwały pragnienia uczciwego życia są warte ofiary z człowieka, czy są alibi dla takich kopniętych jazd, jakie młodemu urządza ? to własnie jest wyższy wymiar tego filmu, to co się w tym pociągu odbywa. a sam pociąg robi wrażenie jakiegoś wehikułu z innego wymiaru, czyśśca, w którym obaj muszą zmierzyć się z tym, co mają w swojej głowie.

                  zauważyłaś, ze stadia przez które przechodzi manny można podzielić wg tradycyjnego trójpodziału : więzienie-piekło, pociąg-czyścieć, a potem kiedy pociąg pędzi na rozwałkę, i wiemy, ze dla niego jest to jazda do zbawienia, bo - do jedynej formy wolności jaką może osiągnąc w tych warunkach - osiąga on niebo ? jak sądzisz ?

                  w ogóle, film gęsty od scen znaczących. widać rękę kurosawy :]
                  • barbasia1 Re: powtórka "uciekającego pociągu" 16.01.11, 15:28
                    zauważyłaś, ze stadia przez które przechodzi manny można podzielić wg tradycyjn
                    > ego trójpodziału : więzienie-piekło, pociąg-czyścieć, a potem kiedy pociąg pędz
                    > i na rozwałkę, i wiemy, ze dla niego jest to jazda do zbawienia, bo - do jedyne
                    > j formy wolności jaką może osiągnąc w tych warunkach - osiąga on niebo ? jak są
                    > dzisz ?

                    Mam watpliwości, co do tego podziału, nie wiem, pewnie musilabym raz jeszcze obejrzeć film, zastanowić się. Teraz tego tak nie widzę.
                    Jazda do wolności, do wybawienie na pewno, ale czy do zbawienia, tu mam wątpliwości.
                    Ale sam trop interpretacyjny jest ciekawy! :)
            • kocia_noga Re: powtórka "uciekającego pociągu" 14.01.11, 19:39
              barbasia1 napisała:

              > NIE, jest inaczej, właśnie nie tak stereotypowo ...
              >
              dzięki.
              Na pewno film świetnie podnosi poziom hormonów stresu, czyli służy naszemu zdrowiu, kanapowych ziemniaków. Dla tych walorów warto go było obejrzeć, ale nie w środku nocy.
              Że złoczyńca jest szlachetniejszy od dyrektora więzienia - ba! to napisali dużymi literami na początku filmu - sam wykonuje na siebie, straceńcu, wyrok śmierci ale uwalnia świat również od prawdziwego monstrum. Od lotu nad kukułczym gniazdem ogólniw wiadomo, że psychopaci to fajni goście, a zabierają im wolność prawdziwe kreatury.
              Niech zgadnę: zanim umrze w lokomotywie, ratuje kobietę każąc jej odejść z lokomotywy nie gwałcąc jej ani nie krtzywdząc w żaden inny sposób, jak to psychopata.
              • maniaczytania Kocia_noga, 14.01.11, 19:56
                a moze, skoro zaczelas nam sie tu w watku udzielac ( i bardzo dobrze, zdecydowanie potrzeba nam bylo swiezej krwi!), to zdradz, jakiego rodzaju filmy lubisz? :)
                • kocia_noga Re: Kocia_noga, 14.01.11, 21:58
                  maniaczytania napisała:

                  > a moze, skoro zaczelas nam sie tu w watku udzielac ( i bardzo dobrze, zdecydowa
                  > nie potrzeba nam bylo swiezej krwi!), to zdradz, jakiego rodzaju filmy lubisz?
                  > :)

                  Zdradliwa jestem, ale tego ze mnie nie wyciągniesz, bo nie ma jednej kategorii która mi się podoba. Od oczywistego kiczu po kino wyrafinowane.
                  Drzewiej oglądałam głównie Planete i Alekino, czasem Zone Europa, ale zmieniłam miejsce zamieszkania i kablówkę. W mojej aktualnej nie ma żadnej z tych stacji i właśnie pzremyśliwam czy nie zmienić dostawcy.
                  podsumowując: dobre dokumenty - Fidyk na czele, kino niehollyłódzkie (zasadniczo) i to, co mi się spodoba z reszty towaru.
                  W Tv obecnie oglądam z upodobaniem W11, Familiadę i obsesyjnie rózne wiadomości, fakty itp.
                  Ostatnioo jestem chora, grypa mnie bierze, więc nic nie oglądam,żeby się bardzioej nie wk.wiać.
                  • barbasia1 Re: Kocia_noga, 15.01.11, 21:00
                    kocia_noga napisała:
                    > Ostatnioo jestem chora, grypa mnie bierze, więc nic nie oglądam,żeby się bardzi
                    > oej nie wk.wiać.

                    Po-Zdrówka! :)
                    • kocia_noga Re: Kocia_noga, 16.01.11, 15:34
                      barbasia1 napisała:

                      > kocia_noga napisała:
                      > > Ostatnioo jestem chora, grypa mnie bierze, więc nic nie oglądam,żeby się
                      > bardzi
                      > > oej nie wk.wiać.
                      >
                      > Po-Zdrówka! :)

                      O, dzięki! Przydadzą się.
              • grek.grek Re: powtórka "uciekającego pociągu" 15.01.11, 12:25
                te litery to chyba jednak za małe. dla ciebie.

                ani więźnia ani naczelnika więzienia nie da się postawić po dwóch stronach barykady. naczelnik robi swoją robotę, może trochę personalnie to traktuje, ale poza sceną w więzieniu, pozostaje w granicach swoich obowiązków służbowych.

                "sam wykonuje na sobie wyrok śmierci" - słuchasz hendrixa, ale go nie słyszyesz, mówiąc metaforycznie. dla niego jest to zbawienie. wyrokiem śmierci byłoby oddanie się w ręce policji, powrót do więzienia. i to nie jest wariat, to człowiek racjonalny ze wszech miar.

                "niech zgadnę" - lepiej zgadywać niż przeczytać i pomyślec... nice shot.

                przecież Barbasia opisała tę scenę dokładnie : manny przedostaje się do lokomotywy, buck i dziewczyna zostają w składzie, naczelnik dostaje się z powietrza do lokomotywy, stacza pojedynek z mannym, który go przypina kajdankami i unieruchamia, a sam odczepia lokomotywę od składu ratując zycie buckowi i dziewczynie, a siebie i naczelnika zostawiając na śmierć, bo lokomotywa własnie dociera do końca szyn i się rozpie,przy w drobny mak.

                dla ciebie to błaha sensacyjka , a dla innych to moralitet.

                [na drugi raz wybierz dogodniejszy kąt strzału - ty wiesz o co chodzi i ja wiem]
                • grek.grek Re: powtórka "uciekającego pociągu" 15.01.11, 12:34
                  za wąsko było.

                  naczelnik pozostaje w granicach swoich obowiązków służbowych, czyli - istnieje płaszczyzna do obrony jego postępowania : on łapie niebezpiecznego skazańca, wykonuje swój zawód, za co płacą mu podatnicy. jest z tym więźniem skonfliktowany personalnie - to może być zarzut, dla jednych. dla innych - okoliczność determinująca jego skuteczność zawodową, czyli nawet pożyteczna z pkt widzenia społeczeństwa. on nie musi wiedzieć o pragnienach manny'ego i traktować ich jak widz, to jest POSTAĆ, a nie omnibus. w zasadzie, jego zachowanie podczas pościgu nie jest naganne [Barbasiu, popraw mnie faktograficznie jeśli coś pominąłem w działaniach tego gościa, oprócz wymycia głowy tego kontrolera kolejowego w klozecie, hehe, ale to też mozna bronić wyższą racją, wyższą społecznie nawet].

                  • barbasia1 Re: powtórka "uciekającego pociągu" 16.01.11, 15:20
                    A tak, słusznie mnie Grek poprawia, naczelnik też nie jest jednoznaczną postacią, na pewno nie można powiedzieć, że jest „zły”.
                    Do działania, do tropienia Mannego popychaja go nie tylko względy osobiste, personalne animozje, uprzedzenia, osobista, silna, niechęć do więźniów (ktorą ujawnia w wywiadzie dla telewizji, kiedy mówi, że więźnowie to "zwierzęta", które na wolności będą robiły, co chcą), a szczególnie Manny’ego, motorem działania jest nie tylko pycha, oosbista abmicja, chęć udowodnienia za wszelka cenę Manny’emu swojej wyższości, przewagi , ale też obowiązek, jaki nakłada na niego profesja naczelnika więzienia ze wszech miar pożyteczną z punktu widzenia społeczeństwa.

                    oprócz wymycia głowy tego kontrolera kolejowego w klozecie
                    > , hehe, ale to też mozna bronić wyższą racją, wyższą społecznie nawet].
                    Oczywiście, że tak! :)

                    Nie, nie, wydaje mi się, że nic nie pominąłeś, jeśli chodzi o działania naczelnika.
          • pepsic Re: powtórka "uciekającego pociągu" 15.01.11, 14:01
            To nie jest typowy, schematyczny produkcyjniak amerykański, a przyzwoite, wciągające kino i piszę to jako umiarkowana zwolenniczka kina a la Hollywood, czemu nie raz dałam wyraz. Ja także pozostaję w kategorii zgadujących (oglądałam do momentu ucieczki, tylko z powodu zarwanej nocy), ale jakąś namiastkę posiadłam.
            • barbasia1 Re: powtórka "uciekającego pociągu" 15.01.11, 15:59
              Jak już Pepsic ocenia pozytywnie, to znaczy, że nie film wart jest uwagi! :)
            • kocia_noga Re: powtórka "uciekającego pociągu" 15.01.11, 16:14
              pepsic napisała:

              > To nie jest typowy, schematyczny produkcyjniak amerykański, a przyzwoite, wciąg
              > ające kino i piszę to jako umiarkowana zwolenniczka kina a la Hollywood, czemu
              > nie raz dałam wyraz. Ja także pozostaję w kategorii zgadujących (oglądałam d
              > o momentu ucieczki, tylko z powodu zarwanej nocy), ale jakąś namiastkę posia
              > dłam.

              Widziałam zwiastuny i nawet gotowa byłam zarwac noc, ale początek utwierdził mnie w przekonaniu, że schemat grubymi liniami szyty tu będzie odchodził. Nic to zdrożnego, jeśli film miałbyć thrillerem, czyli wprowadzić człowieka w stan kontrolowanego stresu, to bardzo zdrowe, podczas stresu pewna ilośc komórek nerwowych pada, ale potem odnawiają się siły biologiczne człowieka i wzrasta ilośc zdrowych komórek. Gdzieś o tym czytałam.
    • grek.grek 'siostra jackie', 'pod prąd' z wczoraj spojler 14.01.11, 11:39
      po primo, "siostra jackie" w dwójce - oglądaliście ? ja zupełnie przypadkiem się wciąłem i jak tylko zobaczyłem, ze to produkt showtime'u zostałem i nie żałowałem. niezła rzecz. showtime wypuszcza głównie seriale z antybohaterami, dośc niepoprawne politycznie, i ten również taki właśnie jest. pielęgniarka z nyc - dobra żona i matka, oddana i sumienna pracownica, a jednocześnie jada nosem magiczne proszki na dolegliwości kręgów plecowych, ma romans z kolegą, co jej dostarcza tabletek ku pomocy, a jak trzeba to i potrafi podrobić podpis kojfniętego pacjenta pod zgodą na pobranie organów do przeszczepu. do tego : młody lekarz - playoby i ignorant, z którym od razu jackie ma scysję, bo jego zaniechanie kosztuje życie pechowego rowerzystę, co się przewrócił i potłukł, którego leczył na nogi, a na głowę zapomniał, mimo że ona mu sugerowała, że chłopak może mieć krwiaka i trzeba zrobić prześwietlenie czachy; ciekawska pacjentka na oddziale; pielęgniarz-gej, jej dobry przyjaciel, z którym może sobie odpocząc leżąc martwym bykiem w bocznej nawie szpitalnej kaplicy; jakaś jej kumpela, jakaś przełożona - te postaci się pewnie rozwiną lepiej w dalszej kolejności; plus [nie]codzienne przypadki przywożone z ulicy - choćby młodziak co sobie poparzył genitalia [ta ciekawska pyta czy mu może zrobić zdjęcie tych okolic, a ten się zgadza, bo "to do dla mojego (jej) brata, ku przestrodze"], pocięta przez klienta dziwka, dzierżąca dzielnie w garści ucho, co mu zdązyła uharatać w akcie samoobrony, a zaraz po niej sam klient, który się okazuje jakimś urzędasem czy dygnitarzem... whatever, w każdym razie facet szuka tego ucha, ale jest na tyle niefajny, że jackie spuszcza je w klozecie, co by słuch o nim zaginął. kończy się dzień, siostra idzie do domu, coś tam monologuje z offu, na przejściu - pomna niefartownego przypadku z rowerzystą - zwraca uwagę murzynowi na rowerze, żeby jechał ostrożnie, na co ten każe się jej gonić, za co ona mu szybkim ruchem dziurawi mu oponę. pewnie daleko nie ujedzie :]

      a potem polsat, "pod prąd".
      pamiętacie jeszcze terrence'a howarda, tego go grał policmajstra w "odważnej" z jodie foster ?
      no, to własnie on tu gra główną rolę.

      jest 40-letnim drobnym alfonsem z przedmieśc memphis. gościu dostaje kryzysu wieku średniego, wchodzi w smuge cienia i dociera do niego, ze generalnie to w d,pie jest - prowadzi stajnię tanich dziwek, w tym jedną ma w ciązy, gnieździ się w jakimś domku na przedmieściu, interes cienko przędzie i w sumie bida z nędzą. nie chodzi nawet o stan konta, ale o to, ze miał kiedyś marzenia... chciał być raperem. kryzys ten zbiega się w czasie z informację, ze w okolicznym klubie ma się pojawić niejaki skinny black, gwiazdor hip hopu i producent, pochodzący właśnie z tego miejsca, taki mały powrót na stare śmieci. alfonsa olśniewa, że to ostatnia być moze szansa na zrobienie czegoś w kierunku spełnienia swoich dawnych pragnień. wpada na koncept nagrania własnego demo i podrzucenia temu gwiazdorowi z nadzieją, że to wylansuje.

      zaczyna pisać teksty i ćwiczyć flow. potem zbiera ekipę - wyciąga z ciepłych domowych pieleszy swojego kumpla ze szkoły średniej, który kiedyś zajmował się robieniem muzyki. teraz przypomina udomowionego pulchnego misia przy swojej żoneczce, jadającego z nią posłusznie kolacyjki. alfons odwiedza go, miesza mu w głowie i w nim też odżywa dawny hiphopowiec. do tego pulchny przyprowadza gościa od podkładów muzycznych, chudego białasa z wielkim nosem [alfons ma wątpliwości : "przecież on jest biały ?" pulchny : "no... trochę blady"], do chórków biorą cięzarną. znoszą sztukowany sprzęt z drugiej ręki, prostą chałupę przekształcają własnym sumptem na studio nagraniowe. jak w okolicy jest za głośno, bo sąsiad puszcza muzykę na cały regulator, to sąsiada się przekupia dobrym zielskiem. jak mikrofon trzeba zdobyć nowy, a nie ma kasy, to czynna panienka [chude, białe, zaplatane na warkoczyki] nadstawia się właścicielowi sklepu. każdy jakieś swoje pragnienie realizuje, wszyscy po prostu lubią muzykę, nawet dla cięzarnej fakt, ze dali jej zaśpiewać ten chórek jest wydarzeniem wiekopomnym.

      do tego momentu jest to prawie romantyczna wizja powrotu do korzeni rapu. tak zaczynali wszyscy, którzy później stali się dla innych inspiracjami, tak było zanim komercja i duże wytwórnie nie opanowały rynku i nie zrobiły z tej muzyki krowy dojnej. komedia to to nie jest, raczej obyczajówka, a zachowania [j.w płaci tyłkiem swojej pracownicy za płytę, wyrzuca inną laskę z domu, bo się upomniała o to, że zapomniał po nią przyjechać do klienta, u którego ją zostawił, co lepszego wywala ją razem z jej dzieciakiem - za drzwi, po prostu], mina terrence'a świadczące o determinacji jego bohatera dobitnie to podkreślają.

      no i nagrywają w końcu ten kawałek, "o cięzkiej doli alfonsa" :]. przychodzi dzień spotkania z tym gwiazdorem. wystrojony jak hiphopowy stróż w boze ciało alfons [cięzarna, z którą mają się ku sobie, kupuje mu nawet łańcuch-wisior z jego imieniem] zajeżdza do tego klubu. gwiazdor tam jest i gwiazdorzy, że hej, razem z koleżkami. on się do nich przysiada i zaczyna nawijać tamtemu makaron na uszy - o jego przeszłości, o jego początkach, o tym jak zaczynał i że wtedy był wydarzeniem na sto dwa, do tego palą sobie dobry towar i tak z czasem przyciąga jego uwagę, a nawet sobie zjednuje jego sympatię. w końcu daje mu swoje demo i prosi, zeby go zagrał gdzieś, pomógł mu zaistnieć. tamten, na niezłym haju, bierze taśmę i wydaje się, ze sprawa jest załatwiona. gwiazdor mętnym krokiem udaje się do klozetu, alfons jest w skowronkach, już ma zamiar iśc do domu, ale jeszcze natura go wzywa więc wraca i wlazi do wuceta, a tam... naćpany gwiazdor leży. alfons pomaga mu wstać, tamten coś bełkoce, osuwa się... alfons patrzy, patrzy, a tutaj w muszli coś pływa - jego demo. krew go zalewa i frustracja " tylko nie mówi mi, że ci moja taśma wypadłą z kieszeni...", rzecze do tego gwiazdora, a gwiazdor do niego, ze "wiesz co mi możesz... mozesz mi naskoczyć". no to alfons naskakuje, pięsciami. pierze go solidnie, odbiera mu pistolet, którym ten się próbuje niezbornie zasłaniać. do klozetu włazi jeden z kumpli gwiazdora, zaczynają sie strzelać, robi się zadyma, alfons trafia go w ramię i trzymając gwiazdora za szyję, jak tarcze, udaje mu się uciec. niedaleko. pod domem czekają policaje, żeby go zapuszkowac. cięzarna ryczy, kupa ludzi, pulchny zamotany, ogolny rozgardiasz, w ostatniej chwili udaje mu się dać demo tej chudej blond i mówi jej, żeby obeszła stacje radiowe w okolicy i jakoś załatwiła, zeby zagrali ten numer.

      puszkują go na rok. odwiedza go pulchny. opowiada mu, co i jak - że cięzarna urodziła szczęśliwie, i że niepozorna blondyna załatwiła wszystko, w ogóle z niej wyrosła baba na schwał - kupiła sobie ciuchy jak biznesołomen, wzięła temat w swoje ręce, połaziła po wytwórniach, posiedziała paru facetom na kolanach [hehe, reszty już nie pokazali... ;)] i teraz demo alfonsa, czy raczej - ich demo, grają stacje w całym memphis. a do tego alfons stał się znany i popularny, bo historia o tym, jak zlał gwiazdora rapu rozeszła się lotem błyskawicy, tudziez pantofla. czyli, ma do czego wracać. marzenia się spełniają. a na koniec strażnicy więzienni go rozpoznają [hej, to ty zbiłeś skinny blacka ?] i dają mu własne demo, z prośbą o przesłuchanie, bo oni też rapują. "trzeba mieć marzenia", konstatuje eks-alfons,a teraz hiphopowa wshodząca gwiazda :]

      obyczajówka z krótką przerwą na sensację z cykklu : "I have a dream...:] a terrence howard, znów dobry, jakby się urodził na czarnym przedmieściu, świetny głos, aczkolwiek chyba nie w rapowanych kawałkach. mówi świetnie, po prostu. i ma swój styl. do tego faktyczna gwiazda hip hopu ludacris, w autoinronicznej roli gwiazdora pyszałka, kończącego swoje popisy leżąc bezwładnie w klozecie z opadniętymi gaciami, w stanie naćpania, który nie dośc, ze dostaje omłoty, to jeszcze dzięki nim nieznany alfons robi sobie nazwisko, którego on nie chciał mu sam pomóc wypromować.
      • barbasia1 Re: 'siostra jackie' 14.01.11, 14:27
        > po primo, "siostra jackie" w dwójce - oglądaliście ?
        Nie, nie oglądałam, ale zachęcona, Twoim opisem pierwszego? odcinka, serialu, a szczególnie tym fragmentem:
        "[zjawiła się] dziwka, dzierżąca dzielnie w garści ucho.... w każdym razie facet szuka tego ucha, ale jest na tyle niefajny, że jackie spuszcza je w klozecie, co by słuch o nim zaginął" he, he, he
        postanowiałm oglądać. :))) Ma niezłe zacięcie komediowe ten serial. :)

        Siostra, pielęgniarka jako główna bohaterka, to odmiana po serialach, w których bohaterem/ami zazwyczaj był lekarz, grupa lekarzy.


        A przy okazji, czy wiesz, Greku, że 9 stycznia ruszyla czwarta seria Californication! Ciekawę, kiedy pojawi się u nas?
        • grek.grek Re: 'siostra jackie' 14.01.11, 15:11
          a no to oficjalnie zachęcam :] dobrze się ogląda, całkiem żywo się dzieje, no i bohaterka niełatwa do zaszuladkowania, pełnokrwista. zdecydowanie daleka od doktora burskiego, hehe, a bliżej jej do house'a, aczkolwiek, jako że house jest jeden, i w dodatku z tej samej stajni showtime, to nie jest aż tak ostentacyjna w demonstrowaniu swojej szorstkości i chyba jej aż tyle nie posiada, bo się zbytnio z dobrocią nie maskuje :]

          • barbasia1 Re: 'siostra jackie' 14.01.11, 15:44
            Skojarzenie z Housem bardzo na miejscu, myślę. I House i siostra Jackie zażywają / są uzależnieni? od pigułek przeciwbólowych! ;)
            • kocia_noga Re: 'siostra jackie' 14.01.11, 19:43
              Czuję się zachęcona. Seriali z zasady nie oglądam, ale kilka odcinków tej siostry zaliczę. Tzn mam nadzieję.
            • grek.grek Re: 'siostra jackie' 15.01.11, 12:28
              no i nie tkwią w dybach sztywno pojętej etyki.

              btw,o "druhnie" nie zapomniałem. mam, obejrze i nie zawaham się nadziobać czegoś :]
              • barbasia1 Re: 'siostra jackie' 15.01.11, 15:57
                Coraz bardziej jestem ciekawa "Siostry Jackie"! :)))

                Czekam cierpliwie na doszkolenie z Chabrola! ;)
      • maniaczytania Re: 'siostra jackie', 'pod prąd' z wczoraj spojle 14.01.11, 20:10
        grek.grek napisał:

        > po primo, "siostra jackie" w dwójce - oglądaliście ?

        Ogladaliscie, ogladaliscie :) Calkiem niezla byla - zwlaszcza scena z uchem :)


        grek.grek napisał:
        > [ta ciekawska pyta czy mu może zrobić zdjęcie tych okolic, a ten się zgadza, bo "to do dla mojego (jej) brata, ku przestrodze"],

        a ta ciekawska to byla pacjentka? Bo mi sie wydawalo, ze praktykantka.
        • grek.grek Re: 'siostra jackie', 'pod prąd' z wczoraj spojle 15.01.11, 15:50
          a to przepraszam. możliwe. przyznam, że ciut niedokładne oglądałem, bo w locie, przy okazji, przygotowywałem i jadłem śniadanie :]

          ta praktykantka była w czymś, co szlafrok przypominało, więc tak mi się jakoś skojarzyło nieszczęsliwie.

          kabina kontolerów lotu przeprasza za błędne naprowadzenie ;]]

      • barbasia1 'Pod prąd' z wczoraj spojler !!!! 17.01.11, 16:50
        grek.grek napisał:

        > a potem polsat, "pod prąd".

        Alfons niemłodzieniaszek zabiera się za rapowanie, za nagrywanie płyty (na dodatek wyśpiewując o cieżkiej doli alfonsa) , kur...y podśpiewują w chórku i zajmują się meneżerowaniem. Toż to jakaś groteska jest (niezamierzona?)!?
        :)
    • grek.grek cóż dziś ? "amnezja", "88 minut" &..? 15.01.11, 15:47
      widzę coś takiego jak 'amnezja" w tvp1 20'20' - nie znam, znacie ? kryminał, obsada z ashley judd i andym garcią. agentka cia prowadzi śledztwo ws. seryjnych morderstw, i jest taka akcja, że wszystkie ofiary to jej eks-nałożnicy. dołóżmy teraz do tej zajawki tytuł całego filmu... oj, coś zbyt jasno się robi... ;], a może to tylko taka zmyłka...

      o 22'10" "88 minut", tutaj jest al pacino w roli głównej. z opisu : uni-profesor współpracujący z policmajstrami dostaje info via telefon, że za tytułowe 88 minut przeniesie się na łono abrahama. profesor tak jakoś niekoniecznie by chciał, więc musi znaleźć groziciela. al pacino ginący na końcu ? nołłej./ zatem, pozostaje pytanie : czy to kit, czy realna groźba, a jesli realna, to jakim sposobem scenarzysta doprowadzi do udaremnienia zamiarów zamachowca. scenarzystą jest gość od 'szybkich i wściekłych', hehe, więc... hmm. z drugiej strony, al pacino, jakkolwiek już po swoim prime i biorący od jakiegoś czasu wszystko, co mamoną brzdąka, ma chyba jednak jakieś granice dezynwoltury osobistej i w jakieś chale przekraczającej już wszelkie granice, by nie wystąpił :]
      • maniaczytania Re: cóż dziś ? "amnezja", "88 minut" &..? 15.01.11, 16:09
        grek.grek napisał:

        > widzę coś takiego jak 'amnezja" w tvp1 20'20' - nie znam, znacie ? kryminał, ob
        > sada z ashley judd i andym garcią. agentka cia prowadzi śledztwo ws. seryjnych
        > morderstw, i jest taka akcja, że wszystkie ofiary to jej eks-nałożnicy. dołóżmy
        > teraz do tej zajawki tytuł całego filmu... oj, coś zbyt jasno się robi... ;],
        > a może to tylko taka zmyłka...
        >

        hmm, jakby to powiedziec, na "Amnezji" bylam w kinie po tym, jak ktos mi polecil, jako taki trzymajacy w napieciu i zmylajacy tropy. No coz, po mniej wiecej pierwszej minucie jakos tak na glos wyrazilam swoje mysli na temat kto jest morderca, a na kocu filmu moj maz z siostra trzesli sie ze smiechu, ze tylko tyle mi wystarczylo, zeby trafic :)))
        Nie polecam raczej.
        • barbasia1 Re: cóż dziś ? "amnezja", "88 minut" &..? 15.01.11, 16:30
          maniaczytania napisała:

          czyli, Grek dobrze rozpracował ten film, tak Maniu?

          • maniaczytania Re: cóż dziś ? "amnezja", "88 minut" &..? 15.01.11, 17:02
            nic nie powiem na razie ;) bo moze obejrzysz?
            • barbasia1 Re: cóż dziś ? "amnezja", "88 minut" &..? 15.01.11, 17:42
              Ale jesteś!!! ;) Mam nadzieję, że powiesz jutro!?
              /Ja wybieram Ala Pacino./
      • barbasia1 Re: cóż dziś ? "amnezja", "88 minut" &..? 15.01.11, 16:16
        Andy Garcia czy Al Pacino - oto jest pytanie!??
        :)
      • maniaczytania to ja na dzis dorzuce jeszcze: 15.01.11, 17:06
        tvn - chyba sie ocknal, choc daje starocie - o 20.35 - Bialy oleander z Michelle Pfeiffer, a o 22.50 Zycie za zycie - Kate Winslet i Kevin Spacey

        a kto ma TV4 i podobal mu sie film Guya Ritchie - "Przekret", niech wlaczy ten kanal o 21.00 i obejrzy "Formule" z Samuelem L. Jacksonem w Wielkiej Brytanii - bomba :)
        • barbasia1 Re: to ja na dzis dorzuce jeszcze: 15.01.11, 17:41
          maniaczytania napisała:

          > tvn - chyba sie ocknal, choc daje starocie - o 20.35 - Bialy oleander z Michell
          > e Pfeiffer,
          w którym przepis na truciznę doskonałą zostanie podany... ;)

          >a o 22.50 Zycie za zycie - Kate Winslet i Kevin Spacey
          O! Gwiadzdorska obsada, temat - właśnie zajrzałam do programu - ciekawy, acz trudny (problem kary śmierci), szkoda , że bardzo późno się zaczyna...

          • barbasia1 Re: to ja na dzis dorzuce jeszcze: 15.01.11, 17:45
            "Życie za życie" - reżyseria Alan Parker!
            • pepsic Re: to ja na dzis dorzuce jeszcze: 15.01.11, 19:15
              No to mam mętlik. Amnezja - słabo kojarzę, raczej niskie loty; Życie za życie - niewiele więcej, zdaje się, że poziom przyzwoity, bo Kate Winslet byle czego nie bierze; 88 minut - za dwa razy zabierałam się, bez powodzenia, muszę przyznać, że nie pojmuję fenomenu Al Pacino, nabożnego tonu w stosunku do niego.
              To może Formułę?
              • barbasia1 Re: to ja na dzis dorzuce jeszcze: 15.01.11, 21:08
                88 minut - za dwa razy zabierałam się, bez powodzenia,
                O! To niedobrze wróży filmowi! W Wyborczej "88 minut" dostał 3 gwiazdki, czyżby jednak to była chała za duze pieniądze?.

                > muszę przyznać, że nie pojmuję fenomenu Al Pacino, nabożnego tonu w stosunku do niego.
                Urok, charyzma ekranowa, kilka świetnych i wybitnych ról na koncie...

                > To może Formułę?
                Niech i tak będzie . Dziś każdy coś innego obejrzy!

              • grek.grek 88 minut, rozczarowanie [spodziewane chyba...] 16.01.11, 12:19
                mam nadzieję, że oglądaliście/łycie jednak "życie za życie", bo to dobry film, z ciekawą puentą i w ogole wymową antysystemową, a dokładniej - wypowiedź przeciw karze śmierci. nic więcej nie napiszę, bo może powtórzą, a szkoda byłoby zdradzić puentę. szkoda, że przegapiłem wczoraj, aczkolwiek - za drugim razem efekt zaskoczenia jest żaden, więc... :]

                "88 minut' imo, szablonowy, przeładowany zmianami kierunku i, paradoskalnie, wlokący się noga za nogą, a prowadzacy do całkiem rutynowego rozwiązania. zero ciekawych momentów. al pacino zginał w przeciętności całokształtu, swoje role życia już zagrał, uznanie zgarnął, nazwisko wyrobił, teraz może robić za alibi dla takich niewyszukanych sensacyjek, jak de niro dla komedyjek. ale już sprowadzenie udziału w filmie kary unger do wiszenia za nogę nad przepaścią w wieżowcu, to normalny skandal :]

                • ewa9717 Re: 88 minut, rozczarowanie [spodziewane chyba.. 16.01.11, 12:54
                  88 minut na wykrycie i złapanie seryjnego mordercy i ocalenie własnego życia. Wydawać by się mogło, że akcja z powodu tempa dostanie zadyszki, a widz pogryzie palce. Z nerw. A kuku, nic z tych rzeczy. Zero tempa i emocji, choć trup sciele się, a raczej zwisa gęsto, a i keczupu nie żałowali. Scenariusz pisany chyba na pierwszych zajęciach kółka literackiego dla mniej rozgarniętych gimnazjalistów, dialogi są, bo jakieś być muszą, a do tego mocno zdewastowany Al Pacino (może był na wielkim ssaniu finansowym i bral, co popadnie?) i kilkoro aktorów świeżo wystruganych z drewna.
                  Dawno gorszego stolca nie widziałam.
                  • barbasia1 Re: 88 minut, rozczarowanie [spodziewane chyba.. 16.01.11, 13:18
                    No i jeszcze ten koncept - fantazje rodem z "Mody na sukces" ...

                    Jednak "Amnezja" była o wiele gorsza, słusznie Mania odradzała, ja rzucilam okiem z ciekawości tylko na końcówkę, by zobaczyć kto, był mordercą (a jednak nie pani policjantka z amnezją powstałą na skutek podtrucia lekami, pigułką gwałtu), tak nieprzekonującego rozwiązania, tak kiepskiej gry aktorów pierwszoligowych (Samuel L. Jackson, Andy Garcia) dawno nie widziałam.
                    • maniaczytania Re: 88 minut, rozczarowanie [spodziewane chyba.. 16.01.11, 13:29
                      barbasia1 napisała:

                      > Jednak "Amnezja" była o wiele gorsza, słusznie Mania odradzała,

                      :)))

                      Co do "88 minut" zgadzam sie z Wami calkowicie. Ogladalam co prawda nie od poczatku. Mam jednak prosbe o dopowiedzenie fragmentu, bo ... przysnelam w trakcie. Zasnelam po tym, jak Pani dziekan zadzwonila do Ala i kazala mu przyjechac do siebie (chyba?) czyli, ze naprowadzono, ze to ona jest w zmowie z tym osadzonym. Potem obudzilam sie, jak zwisala noga w dol. Co sie stalo pomiedzy?
                      • barbasia1 Re: 88 minut, rozczarowanie [spodziewane chyba.. 16.01.11, 13:54
                        Drzemka to musiła być krótka, bo jak Al przyszedł, gdzie mu pani dziekan kazała, to już zastał pania dziekan wiszącą głową w dół, związaną i zakneblowaną rudą astystentkę Ala i Lili Sobieski i grożącą, że spusci panią dziekan na dół, jeśli Al nie przyna się, że niegdyś w zmusił jednego świadka by zeznawał na niekorzyść tego seryjnego mordercy (to jego przynzanie się nagra na dyktafon).

                        Okazało się, że ona była adwokatem tego mordercy (w dodatku zafascynowanym swoim kilentem, niczym jakimś guru) i to ona zamodrowała dziewczyny w sposób, jaki on kiedyś mordował, by w ten sposób oddalić podejrzenia od włąściwego mordercy i udowodnić, że prawdziwy zbrodniarz jest jednak na wolności.
                        • kocia_noga Śniadanie na Plutonie 16.01.11, 15:45
                          Było wczoraj na KULTURZE. Długi, dwugodzinny film o transwestycie podrzutku,jego poszukiwaniach matki, odnalezieniu matki i ojca, pracy, wojnie w Irlandii i latach 70.
                          Film miał wiele zalet, jak dla mnie najwazniejsza to stroje, prawdziwe lata 70., żadna podróba - poczułam się jak w latach młodości. Druga to muzyka i to nie ta najczęściej przywoływana w filmach o tym okresie. Trzecia, to że poważne sprawy zostały potraktowane w bardzo powściągliwy sposób, częściowo zbliżony do dowcipu rodem z Monty Pythona. To docenił mój małż. Kilka świetnie zagranych scen i wiele jak dla mnie - niewypałów.
                          Bo film nie jest pierwszoligowy, ale ciekawy i wart obejrzenia, o czym niestety po fakcie donoszę.
                          • barbasia1 Re: Śniadanie na Plutonie 17.01.11, 16:40
                            Dołączamy zatem "Śniadanie na Plutonie" do naszej kolekcji!
                          • pepsic Re: Śniadanie na Plutonie 17.01.11, 17:13
                            Dzisiaj na Filmboxie zapowiadają powtórkę o 21.oo. Spróbuje rzucić okiem, bo na Niesiołowskiego jakoś nie mam ochoty w sensie oglądania u Lisa.
                          • pepsic Re: Śniadanie na Plutonie 18.01.11, 15:30
                            Obejrzałam, przyzwoite kino, choć bez rewelacji. Właściwie wszystko zawarłaś w opinii. Dodam, że ciekawie poprowadzono bohatera na krawędzi rzeczywistości i satyry. Nadliczbowymi wątkami niepotrzebnie film zaśmiecono.
    • grek.grek 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 17.01.11, 11:03
      miały być trzy słowa, więc będą. kto nie oglądał, a chce czekać na powtórkę - niech zamknie oczy ;]

      historia jest dośc ciekawa, aczkolwiek może niespecjalnie oryginalna.

      jest sobie Filip, taki młody gość, w jakiejś firmie pracuje, czy w czymś. mieszka z matką i siostrami na przedmieściu jakiejś marsylii czy tam innego paryża. człowiek jest normalny, spokojny, bez żadnych odychłek, ideał teściowych z trwałą i uchem i przy kanale rydzyka.

      młodsz siostra nosi dredy, kolczyk w nosie i wiecznie ma za mało kasy, na tyle że podkrada tu i tam od matki. matka - babka po 50, ale w formie nie gorszej od jane fondy, spotyka się z niejakim Curtainem [nie wiem, czy dobrze piszę], starszym jegomościem, z niezła kasą i chałupą, samotnym, z nadzieją chyba na jakiś związek. całą rodziną goszczą w jego willi, ale filipowi gość nie przypada do gustu. bez przesadyzmów ządnych, po prostu - nie. jakiś taki nietaki. i ma wpieniającego kundla. facio ma teraz wyjechać na trochę, ten curtain.

      jego starsza siostra własnmie wychodzić ma za mąż. no i na tym ślubo-weselu jedzie armata,bo filip poznaje kuzynkę pana młodego - stephanie., znaczy się - sentę, bo ona co pół roku zmienia imie, tak dla picu. dziewczyna jest ciekawej urody, ma ten look, ma ten szarm, gość wpada po uszy. jesczze tego samego wieczora jakiś seks u niego w domu, potem powtórka - u niej, romans nawiązany. mieszka ona w, ni to awangradowej i stylowej, ni to obskurnej, piwnicy w dużej kamienicy, takiej z dziedzińcem i na furtkę, na pierwszym piętrze jakaś para tańczy tango - później okaże się [?], że to matka senty i jej partner z którym jeżdzą po turniejach tanecznych rozmaitych - wiecie sami, miłość, namiętność, tango... tak pasują do siebie te widoczki.
      na drugim piętrze dziwny smród się roznosi, więc niejako senta w tej piwnicy gnieździ się z przymusu. dla porządku, w krzaczorach pod kamienicą siedzi jakiś kloszard, który zrobił sobie tam swoje legowisko. senta gościa nie trawi, ale wyrzucić go nijak nie sposób.

      jakie ona mu opowieści wstawia... że najpierw mieszkała w maroku, gdzie zajmowała się paleniem haszyszu, potem w nyc pracowała w barze, wróciła do francji i zajęła się aktorstwem, miała nawet okoliczność z malkovichem zagrać, a teraz jej plany plączą się wokół pójścia do szkoły aktorskiej. przytomny na umyśle filip słucha z ciekawością, ale ewidentnie ma ją za osóbkę cokolwiek lubiącą koloryzować nadmiernie. taką lekką neutoryczkę, lekko sfinksowatą, w każdym razie interesującą.

      któregoś wieczora babka wyjeżdza z tekstem, którego boi się każdy facet - daj mi dowód miłości. że co ? że zabij kogoś. że co ?! senta uważa,że żeby "żyć pełnią zycia" trzeba zrobić cztery rzeczy : "zasadzić drzewo, napisac wiersz, mieć seks z osobą tej samej płci i kogoś zaszlachtować". filip na to, ze co za dużo, to i krowa żreć nie chce, i żeby przestała kombinowac. ona mu na to, że go kocha niezwykle, że on jest jej połówką drugą i takie tam, no i że muszą sobia nawzajem dowód miłości złożyć - ona przekręci kogoś dla niego, a on dla niej. kogo ? whatever fuckever, kogokolwiek, rzecz sama w sobie ma występować. filip, bez chamstwa, ale wysyła ją na drzewo. ona każe mu wypie,przać.

      na moment. bo za pięć minut sama do niego przyjeżdza z przeprosinami w wiadomej formie. w międzyczasie, od szwagra, filip dowiaduje się paru nowości o swojej nowej dziewczynie - np. takiej że jej matka nie żyje [za niebawem kobieta od tanga na 1 piętrze przedstawi się jako jej matka, i to będzie dla niego dodatkowy dowód, ze senta jest mitomanką], a ojciec sentę zostawił w pieluchach, bo go z jej matką nic nie łączyło.

      więc - przepraszają się dzielnie, a następnego dnia rano filip czyta w gazecie o tym, ze w porcie zabity został kloszard. patrzy na zdjęcie i widzi gębę kropka w kropkę podobną do tej, której właścicielem jest/był włóczęga pod domem senty. wpada na świetny, jego zdaniem, pomysł : wstawia sencie kit, że to on zabił tego kloszarda, żeby udowodnić miłość do niej. gra na biało, ale senta kupuje to z dobrodziejstwem inwentarza, widocznie słyszy tylko to, co chce usłyszeć ;]. co lepsze, ona mówi : zrewanżuję się !

      szybka z niej sztuka. już następnego dnia rano oznajmia filipowi, że se wyszła wcześnie, zaczaiła
      się i zadźgała nożem szklanym... curtaina. "opowiadałeś,że cię wkurza, więc.. ty mnie, a ja tobie, jesteś zadowolony ?" - filip niespecjalnie jest, ale przecież senta lubi zmyślac... to zabawa, gra taka, mówi sobie. przecież curtain wyjechał, nie ma go w domu, wyjechał.

      po południu, kiedy filip kręci się wokół domu curtianowego, nadjezdza sam gospodarz - żywy jak jasna, wielka cholera. własnie wrócił z wyjazdu. filip prawie go ściska z ulgi. senta wstawiła mu kit, haha. leci jak na skrzydłach, taki szczęsciarz. uspokojony prosi ją nawet o rękę. bez wprost "tak", ale chyba zostaje przyjęty. dostaje od niej klucze, moze mieszkać u niej, drugie piętro sobie odnowią, ten smród zlikwidują ["pewnie zdechły szczur się rozkłada gdzieś"] wyprowadzą się z tej nory piwnicznej... takie plany snują.

      filip dostaje info, że jego młodsza siostra została zawinięta przez policajów za kradzieże zehgarków. musi pojechac na komisariat. a tam czeka na niego jeszcze coś - kapitan pyta go, co robił poprzedniego dnia pod domem curtaina. bo co ? a bo w tym domu popelniono morderstwo, szanowny panie. a kogo zabito ? a kuzyna pana curtiana, który zamieszkiwał pod nieobecnośc gospodarza. o żesz kur... zabito go szklanym nożem, dokładnie tak jak senta to zrelacjonowała, kiedy mu całą rzecz opisywała. filip zamotany tłumaczy się dzielnie, kapitan go wypuszcza, a policjant dyżurny prosi o stały kontakt.

      gdybyż filip nie napie,przył o tym kloszardzie... hehe :] chciał zjeśc ciastko i mieć ciastko, to się dochrapał.

      lepsze jaja są za chwilę, bo się okazuje, że rzekomo zabity kloszard... żyje i ma się dobrze. filip spotyka go na ulicy. okazuje sie, że był w szpitalu, a tamten z gazety, to jakiś inny, tylko podobny, zresztą... oni wszyscy tak samo wyglądają z tymi brodami. teraz dopiero filip ma zagwozdkę - co będzie, jak senta zobaczy,że jej dowód miłości znów pomieszkuje pod jej domem, chociaż powinien własnie mościć się w jakimś grobowcu miejskim pod inicjałami "nn" ?
      na razie prosi człowieka, żeby się pod domem senty nie pokazywał, daje mu kasę za to. ale... wierzyć mu przecież nie moze bezgranicznie, zresztą... wystarczy przypadek zeby wyszło szydło z wora.

      wpada do senty. seks, trelele, a potem ona mu sprzedaje historię wedle której przed nim był niejaki marten, i ona go kochała. a jakaś szmata chciała go jej zabrać... więc ona ją zaszlachtowała. a trupa trzyma... w szafie [a jakże ;)] na tym właśnie drugim piętrze. trzeba przyznać, że nieboszczyk wygląda zawodowo, cały w sine pręgi. to od niego tak cuchnęło. "pomóz mi się pozbyc ciała, i będziemy już zawsze razem", prosi go senta. filip na to, ze wydał ją już policji i musza spie,przać. ale, jak to u francuzów - jedno mówią, a drugie robią - idą do tej piwnicy, kłada się do lózka... przez okienko widać nogi wchodzących na schody policjantów... para na piętrze wiruje w rytm tanga... ona mówi, zeby o niej pamiętał, a on, że będzie...a potm stanowcze stukanie do drzwi i...napisy końcowe.

      no i co powiecie ? historia jak się patrzy. fatalne zauroczenie, normalny, bogu ducha winny chłopina wplątany przez kobietę w niezłą chryję, kilka ciekawych zwrotów akcji, francuskie przedmieście pastelowo urodziwe; bez może jakiegoś grzmotnięcia w potylicę, ale zgrabnie opowiedziane, nakręcone z gracją i zagrane na poziomie. główna postać, koło zamachowe całej akcji, sprawczyni zamieszania, senta vel stefania, grana jest przez niejaką laurę smet :
      www.revisioncinema.com/ci_damigella1.jpg
      • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 17.01.11, 16:03
        Przeczytałam! Dzięki piękne za Chabrola do kolekcji! :)))

        Mam pytanie do zakończenia bohaterowie - Filip i Senta nie planowali samobójstwa? Kładąc się do łóżka, postanowli w oczekiwaniu na policję podarować sobie ostatnią chwilę bliskości tak?

        Myślę, że kociej_nodze, feminisktom nie podobałby się ten film, kobieta jest tu przedstawiona jako mroczny, nieobliczalny, nieprzewidywalny, niebezpieczny żywioł, który skłania porządnego, poczciwego, porzadnego mężczynę do złego, sprowadza na niego poważne kłopoty... za co oczywiście spotka ja zasłużona kara, jak tylko policja wejdzie do piwnicy i aresztuje ją! :))
        Podobało mi się.

        >ona mówi, zeby o niej pamiętał, a on, że będzie...
        A to ładne ... :)

        >[...] babka wyjeżdza z tekstem, którego boi się każdy facet
        :)
        Naprawdę?

        • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] OT 17.01.11, 17:02
          Tekst " daj mi dowód swej miłości" jest idiotyczny, niezależnie, kto go wypowiada. :)
        • grek.grek Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 18.01.11, 13:20
          drobiazg :]

          a nie wiem, po prostu się położyli. rozsądny do bólu filip raczej na samobója nie wyglądał. po prostu, uznał, że praworządny obywatel musi zakapować, a dodatkowo - życie z taką babka, to by dla niego samego było balansowanie na linie, kto wie co takiej do głowy strzeli i w kogo nożem zacznie rzucać ;]

          haha, czy ja wiem ?.. z jednej strony masz rację, ale z drugiej, kobieta nie jest tutaj głupią gęsią, babą od kupy i zupy, tylko postacią z krwi i kości, nie miałką ani prostacką jednocześnie w tej swojej nieprzewidywalności, no ale -jest irracjonalna z powodu nieobliczalności uczuć, więc znów można się przyfastrygowac do potocznego klasyfikowania kobiety, jako tej połówki, w której obrębie mieszczą się histeryczne reakcje i korby na tle zaangażowania uczuciowego. bo facet, to zawsze dla zysku, pozycji społecznej... ;]

          "z tekstem, którego boi się każdy facet"
          "naprawdę ?" - no najczęsciej tak ;]
          • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 18.01.11, 17:06
            :)))
            Rozumiem.

            jednej strony masz rację, ale z drugiej, kobieta nie je
            > st tutaj głupią gęsią, babą od kupy i zupy, tylko postacią z krwi i kości, nie
            > miałką ani prostacką jednocześnie w tej swojej nieprzewidywalności

            Okej, ale fantazjując jest ona irracjonalna (w opozycji do męskiej racjonalności).

            A tak, tak, to jest własnie tradycyjnie postrzeganie, streotypowe - kobieta jest irracjonalna (żywioł fantazji!), emocjonalna , histeryczna, nieprzewidywalna, zła (zauważ , że siostra Filipa też nie jest grzeczną dziewczynką)!!!, mężczynzna - racjonalny (racjonalne rozumowanie) i racjonalny (po raz drugi :), spokojny, przewidywalny, praworządny, dobry ! ;)

            >bo facet, to zawsze dla zysku, pozycji społecznej... ;]
            Eeeee , gdzie tam! :)
            W każdym razie nie w "Druhnie" .


            I jeszcze kobieta to ciało, seks - Filipa łączy z Sentą seks, oczarowanie, nie jakaś głębsza relacja duchowa, bo w duchu to on się jej boi!!! :) - "życie z taką babka, to by dla niego samego było balansowanie na linie, kto wie co takiej do głowy strzeli i w kogo nożem zacznie rzucać ;]" ( kobieta bestia -kobieta mordująca, zagrażajaca mężczyźnie, której on musi się obawiać mężczyzna to znowuż modernistycznej proweniencji, przypominam ;) .

            > "z tekstem, którego boi się każdy facet"
            > "naprawdę ?" - no najczęsciej tak ;]

            A czego najbardziej boją się usłyszeć od kobiety faceci?
            • grek.grek Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 19.01.11, 12:20
              no tak, ale - chyba przegapilśmy coś...

              pan filip, chcąc koniecznie się jej przypodobać - nie wierząc albo niedostatecznie przewidując, w swym racjonalizmie, że może ona być faktycznie stuknięta - sprzedaje jej bajkę,że zabił kloszarda, którego nekrolog zobaczył w gazecie, co ją z kolei uruchamia w jej nieobliczalności. on chce zyskać jej uczucia, a więc kieruje się w jakimś znaczeniu wyższymi wartościami. w jego wydaniu nie ma to jednak znamion szajby, tylko sprytnej manipulacji, wszelkie parametry wskazują bowiem, ze jest ona mitomanką [matka niezyjąca - żyje, jej opowieści dziwnej treści o swoim życiu etc]. kłamstwo wydaje się więc opłacalne i nieszkodliwe. filip nie bierze pod uwagę, że ona może być serio. w jego wąskim racjonalizmie nie zapala się czerwona lampka - halo, nie wiesz na co ją stać, więc nie kombinuj, dmuchaj na zimne. racjonalizm go gubi :]

              czego się najbardziej boją ? hehe, nie wiem, moze tekst "dowód, poproszę" kojarzy im się z policją... :]
              • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 19.01.11, 18:59
                Już jestem! :)

                > czego się najbardziej boją ? hehe, nie wiem, moze tekst "dowód, poproszę" kojar
                > zy im się z policją... :]

                hahahahahaha :))))
                Ale Grekuuuu, ja Ciebie poważnie pytam, a Ty sobie żartujesz!? :)))

                >filip nie bierze pod uwagę, że ona może być serio. w jego wąskim racjonalizmie ni
                > e zapala się czerwona lampka - halo, nie wiesz na co ją stać, więc nie kombinuj
                > , dmuchaj na zimne. racjonalizm go gubi :]

                ale irracjonalności, szaleństwa racjonalnie nie rozbierzesz!

                Filip w końcu wychodzi szczęśliwie cało z tej niebezpiecznej znajomości z Sentą. :)

                • grek.grek Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 20.01.11, 10:46
                  skądże, mówię całkiem poważnie :]

                  wlasnie, dlatego jego racjonalizm zawodzi, nie mieści mu się to i owo w głowie, bo wykracza poza
                  pewne normy, które mu rozsądek wyznacza - uznaje więc, że to nie może zaistnieć. jego świat jego ograniczony do common sensu. czyżby chodziło o to, że kobieta dla męczyzny jest niepojmowalna, bo jej reakcje i zachowania wykraczają poza wąską wizję ludzkiej natury jaką dysponuje męzcyzna ?
                  • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 20.01.11, 13:28
                    No dobrze, niech Ci będzie, dziś, ;)
                    ale przy innej okazji porozmawiamy jeszcze na ten temat! Dobrze? ;)

                    No coś w tym jest, w końcu nie przez przypadek Deborah Tannen (znana amerykańska socjolingwistka, profesorka na Uniwerstytecie w Waszyngtonie) zatytułowała jedną ze swoich (głośnych) książek "Ty nic nie rozumiesz!" (w podtytule: "Kobieta i mężczyzna w rozmowie"), w której to książce dowodzi, że kobiety i mężczyźni, rozmawiając, reprezentują odmienne style konwersacji, co często skutkuje niezrozumieniem, a w konsekwencji nieporozumieniami, przy czym żaden z tych stylów nie powienien być uznawany za lepszy!.


                    • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler],niezłe /tu wersja właściwa/ 20.01.11, 13:35
                      No dobrze, niech Ci będzie, dziś, ;)
                      ale przy innej okazji porozmawiamy jeszcze na ten temat! Dobrze? ;)


                      Coś w tym jest, przy czym to (niezrozumienie ) zachodzi w obie strony, bym powiedziała, w końcu nie przez przypadek Deborah Tannen (znana amerykańska socjolingwistka, profesorka na Uniwerstytecie w Waszyngtonie) zatytułowała jedną ze swoich (głośnych) książek "Ty nic nie rozumiesz!" (w podtytule: "Kobieta i mężczyzna w rozmowie"), w której to książce dowodzi, że kobiety i mężczyźni , rozmawiając, reprezentują odmienne style konwersacji, co często skutkuje niezrozumieniem, a w konsekwencji nieporozumieniami, przy czym żaden z tych stylów nie powienien być uznawany za lepszy, jak wyraźnie zaznacza Tannen.
                      • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler],niezłe /tu wersja właściwa 20.01.11, 13:43
                        PS Abstrahuje tu już od filmu i od szalonych, niebezpiecznych działań bohaterki filmowej, Senty.
                      • grek.grek Re: 'druhna' [spojler],niezłe /tu wersja właściwa 20.01.11, 15:34
                        jasne :]

                        może i ta pani miała rację, aczkolwiek w drugą stronę też może taka relacja zachodzić. no i pytanie, czy nieobliczalność spontaniczna i bezcelowa, to wyłączność kobieca, a u faceta to samo zawsze działa pod tytułem "w każdym szaleństwie jest metoda" ;]
                        • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler],niezłe /tu wersja właściwa 20.01.11, 15:54
                          > może i ta pani miała rację, aczkolwiek w drugą stronę też może taka relacja zac
                          > hodzić.
                          chodzi Ci o "Ty nic nie rozumiesz!", tak? Bo jeśli tak, to oczywiście odpowiedź jest twierdząca, to działa w obie strony.

                          > czy nieobliczalność spontaniczna i bezcelowa, to wyłączno
                          > ść kobieca, a u faceta to samo zawsze działa pod tytułem "w każdym szaleństwie
                          > jest metoda" ;]
                          ha, ha
                          Tak! Chyba tak!
                          I to jest trochę niesprawiedliwe, tak myślę! ;))

        • kocia_noga Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 18.01.11, 18:31
          E, co do tego podobania to jesteś w błędzie. Już pisałam, że Chabrol to zbok. U niego tak często, jak nie kobitka, to facet, miał ś.p. nieboszczyk cóś z głową, ale pzryznaj, że reżyserem jest świetnym, umie opowiadać, umie puścić oko, a nawet przemycić jakieś ciekawe klimaty.
          • barbasia1 Re: 'druhna' [spojler], niezłe a nawet dobre :] 19.01.11, 19:12
            kocia_noga napisała:

            > E, co do tego podobania to jesteś w błędzie.
            Wiem, wiem. Trochę sobie zażartowałam, bo oczywisie nie zapomniałam, że lubisz Chabrola.

            >Już pisałam, że Chabrol to zbok
            Zaczynam powoli rozmieć w czym rzecz! :)

            > , ale pzryznaj, że reżyserem jest świetnym, umie opowiadać, umie puścić oko, a
            > nawet przemycić jakieś ciekawe klimaty.

            Przyznaję i powiem Ci, że z wielką, wielką chęcią zobczyłabym i "Druhnę" i wszystkie filmy Chabrola, które tam wyźej wymieniłaś -Rzeźnika i itd. ...

            Brakuje strasznie w TVP takich przeglądów filmów robionych np. właśnie według klucza reżyserskiego, oczywiscie o ludzkiej porze przed północą.
    • grek.grek globy rozdane 17.01.11, 14:20
      globy rozdali - social network & fincher & scenario & muzyka;, portman, firth; bobby za całokształt ;]

      w sumie, ciekaw jestem zwłaszcza roli portman w 'łabądziu', bo dochodzą wieści, że
      to jedna z tych ról szczególnych, które wymagają do aktora transformacji prawdziwej,
      głębi i jest nadzieja, że to będzie kanoniczna historia. z filmów, jakoś przyznam, ze z propozycji 2010 r. bardziej czekam na szansę zobaczenia francuskiego 'proroka' i irlandzkiego 'glodu' niż globiastego 'sn", aczkolwiek - miło byłoby wszystkie trzy dopaść. kurde, a colin firth to jest jednak
      ciekawostka, tyle zagrał dobrych roli, co rola - to peany, a jakos tak trudno byłoby
      wyłonić i nazwać ze dwie z nich, jakie mogłyby go naprawdę mocno zdefiniować jako
      jednego z największych swoich czasów, nie macie takiego wrażenia ?

      hehe, przeglądąłem wczoraj w telegazecie polsatu nowości kinowe - właśnie wyszedł film
      pt "szukając erica'. wiecie, jak ten tytuł napisany jest w wersji polsatowej... "szokująca erica" ;]
      sprawdźcie sami, str 160 [są dwie podstrony], o ile już nie zdązyli poprawić, hehe.
      • barbasia1 Re: globy rozdane 17.01.11, 15:36
        O! Dobrze, że o tym wspominasz! :) Mamy dobrą podpowiedź przed Oscarami, jeśli i w tym roku znów będziemy się bawić w nominacje!?

        A ja jestem najbardziej ciekawa "Czarnego łabędzia" ! czytałam o SN, recenzję mimo, że bardzo pozytywne też mnie nei zachęciły; nic nie wiem na temat francuskiego 'proroka' i irlandzkiego 'glodu', poszukam zatem później jakiś informaji na ich temat.

        Coś w tym jest o piszesz o Colinie Firthie, bo gdyby nawet probować go zdefiniować, to wizerunek idealnego amanta i romantycznego kochanka nie rzuca na kolana. ;)


        He, he :) Ale fajne przekręcenie tytułu!

        Wiesz, podejrzewam, że to taki podstęp Polsatu, by zwabić widzów. "Szokująca Erica" brzmi bardziej obiecująco niż "Szukając Erica", nieprawdaż? ;)
        /Niestety nie mam telegazety w telewizorze /



        • pepsic Re: globy rozdane 17.01.11, 17:16
          Ja nie wiem, czy w ogóle mam (telegazetę) .
          :))
          • barbasia1 Re: globy rozdane 17.01.11, 17:22
            To sprawdź koniecznie, masz tyle fajnych kanałów, to może i telegazeta też gdzieś jest. :)
            • pepsic Re: globy rozdane 17.01.11, 17:34
              Nawet jakby, co podejrzewam - nie umiem obsługiwać i bardzo mi wstyd z tego powodu. W zamian korzystam z programu na cyfrówce wraz z opisami.
              • barbasia1 Re: globy rozdane 18.01.11, 14:29
                Instruktora poszukaj! :)
                • pepsic Re: globy rozdane 18.01.11, 15:51
                  Skoro tak mówisz :)
        • grek.grek Re: globy rozdane 18.01.11, 13:09
          oczywiście, że typujemy, nie ma innej możliwości :] oskary są zaplanowane na 27 lutego.

          ja też, też, "łabędź" brzmi nieźle, a dodatkowo własnie rola portman może być jedną z tych do zapamiętania. mało jest podobnych przypadków, barwnych ról z własną biografią i estetyką, więc tym bardziej mam nadzieję. mała natalia, kto by pomyślał, że tak wyrośnie [aktorsko] ;]

          wiesz, firth ma wiele wysokoocenianych ról, ale - tak się jakoś nie dopatruję jedej-dwóch ponadczasowych. może ta nowa, globowa [oskarowa ?], wreszcie wyciśnie jakiś stempel
          i go okresli, bo każdy klasowy aktor ma takie własnie swoje ikony, więc, imo, i jemu by się
          przydała choć jedna.

          sprawdzałem wczoraj "szokująca erica" ciągle jest :]
          • barbasia1 Re: globy rozdane 18.01.11, 15:04
            To się cieszę! :)

            Wraz z wiekiem Natalie Portman nie zgubiła talentu, jakim zabłysnęła jako mała dziewczynka. Swoją drogą jest prawdziwą szcześciarą, swoją pierwszą rolą, jakże fanatstyczną, Matyldy w "Leonie Zawodowców" przeszła do historii kina.
            /Reżyser Darren Aronofsky - też brzmi nieźle! :)/

            To prawdę rola , życia jeszcze przez Colinem Firthem,
            no chyba, że rzezcywiście jest nią rola Jerzego VI w najnowszym , nagrodzonym właśnie Złotymi Globami filmie. Trzeba obejrzeć ...

            > sprawdzałem wczoraj "szokująca erica" ciągle jest :]
            He, he! Nie powiem, z czym mi się to kojarzy. ;)))

            Przy okazji znalazałam w sieci opis filmu "Szukając Eryka", wyglada na to, że to całkiem interesujący film, i to nie byle kogo , a Kena Loacha, w dodatku ma nagrody na swoim koncie
            Luknij/cie tu:
            www.aaff.pl/pl/program/4/film-szukajac-eryka-looking-for-eric
            Ogladąłeś ,Greku? Zamierzasz oglądać?
            • grek.grek Re: globy rozdane 18.01.11, 15:42
              jak tak powiedziałaś, to chyba i mnie się zaczęła oraz zaczeło z czymś [kimś ?] kojarzyć... ;]

              'erica' nie widziałem, ale zanotowałem sobie ten tytuł, na wszelki wypadek.
              • barbasia1 Re: globy rozdane 18.01.11, 16:02
                :))))))
                O kurczę! To ja przepraszam! ;}

                OK! :)
        • maniaczytania Re: globy rozdane 18.01.11, 19:26
          barbasia1 napisała:

          > O! Dobrze, że o tym wspominasz! :) Mamy dobrą podpowiedź przed Oscarami, jeśl
          > i i w tym roku znów będziemy się bawić w nominacje!?

          No jak nie, jak tak? To przeciez juz musi byc nasza tradycja :)))
          • barbasia1 Re: globy rozdane 20.01.11, 13:36
            maniaczytania napisała:

            > barbasia1 napisała:
            >
            > > O! Dobrze, że o tym wspominasz! :) Mamy dobrą podpowiedź przed Oscarami,
            > jeśl
            > > i i w tym roku znów będziemy się bawić w nominacje!?
            >
            > No jak nie, jak tak? To przeciez juz musi byc nasza tradycja :)))

            Tak, tak, tak! :)))
      • barbasia1 Re: globy rozdane 17.01.11, 16:57
        Fajnie widzieć Michaela Douglasa w lepszej kondycji! :)

        www.plotek.pl/plotek/51,79592,8959210.html?i=0
        A tu szczegółowo kto i za co otrzmał ZG

        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8957422,USA__Zlote_Globy_2010.html
    • grek.grek cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 17.01.11, 15:12
      znaleźliście coś ?

      lis musowo, tym bardziej, że bez wdów smoleńskich ;], za to będzie polityczne dziobanie po kostkach, bo jak wśród gości jest niesiołowski, to sprawa przesądzona. i tak b tw, o tym raporcie mak-owym, to by mogli jacyś eksperci pomówić, zamiast ignorantów partyjnych.

      wieczór mistrzów horroru. leci to od dwóch tygodni, godzinne nowelki grozy - przyznam, że patrzyłem na obie pierwsze i były po prostu słabe ; w pierwszej - środek nocy, dziewczynę po lesie ściga jakiś oszołom wyglądający na golema, czy inną postać z bajek mchu i paproci, i ten osioł ma ją co i rusz na wyciągnięcie ręki i nie może zgładzić. oferma normalna. tydzień temu rzecz dotyczyła jakiegoś nawiedzonego mieszkania w bloku/kamienicy/itp, w którym młodego jegomościa napastuje duch młodej kobiety i tak go napastuje, napastuje, aż nie wiadomo, po co to robi, żaden symboliki, żadnego przekazu, ma być po prostu groza. problem w tym,ze grozy nie ma żadnej, historie są oklepane i bez ikry, robione na odpierdziel. nie polecam zatem, chociaz... w każdym ciągu słabizn może się zdarzyć jakaś ciekawostka, więc kto wie, może dopiero obejrzenie całego cyklu [nie wiem, ile tych nowelek ma w nim się znaleźć] pozwoli na ocenę...

      "faceci w czerni", polsat 20:00, dla zdziecinniałych dorosłych i dla spierniczałych dzieci ;] ale tam kasa musiała fruwać w powietrzu, skoro, było nie było, nienajgorsi aktorzy dali się w ten interes wprząc. szkoda, że paru polskich aktorów z ambicjami 'podbicia ameryki' nie wiedziało o tej zabawie [albo nie zdązyło się zgłosić], za jakies przemazanie się w tle mogliby zarobić dwie roczne pensje za udział w polskich superprodukcjach, hehe.

      • ewa9717 Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 17.01.11, 15:46
        Może Lis, a może o Losieangelesie w epoce lodowcowej na TV 4 ;)
      • barbasia1 Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 17.01.11, 16:29
        Właśnie, tym bardziej, że ignoranci patryjny, he, he, politycy już cały tydzień wałkowali ten temat powiedzili, co wiedzili i jak im kazano, nic nowego już nie wymyślą, ciekawie będzie znów dopiero jak polscy specjaliści ujawnią swój raport i rozmowy pilotow z kontrolerami na lotnisku w Smoleńsku.

        Przy okazji polecam, jeśli jeszcze nie czytałeś Greku, nie czytaliście, wywiad Teresy Torańskiej z byłym ambasadorem RP w Rosji Jerzym Bahrem na temat katastrofy w Smoleńsku, ale nie tylko, Bahr mówi też o kulisach przygotowań do wyjazdu do Smoleńska i innych bardzo ciekawych sprawach.

        wyborcza.pl/1,75480,8941828.html

        "Facetów w czerni" i wieczór mistrzów horroru odpuszczam, ale chętnie przeczytam podsumowanie tego ostaniego w stosownym czasie.
        Postaje więc stary, dobry Lis ;)/ TV 4 nie odbieram/.
        • pepsic Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 17.01.11, 17:01
          Wywiad z Bahrem wczoraj czytałam w wersji papierowej. Za wszelką cenę sili się na obiektywizm, którego nie ma. Tak w ogóle, to po czyjej stronie on stoi? Uderzyły mnie słowa rzucone na marginesie, że pomimo możliwości przejścia na emeryturę, poczuwa się do dokończenia misji. Ciekawe, że zwykły szarek człowiek nie ma z tym problemu. Druga sprawa dotyczy braku delikatności ze strony pana ambasadora. Kto jak kto, ale jako ambasador powinien wiedzieć, jak się zachować w chwil utraty bliskiej osoby, do tego w tak tragicznych okolicznościach. Jak się nie ma nic mądrego do powodzenia, to lepiej zachować milczenie. Zastanowiło mnie, że wg jego relacji mgła nadeszła nagle i niespodziewania, kiedy stał na płycie lotnisku. To znaczy piloci telepatycznie mieli o tym już w W-wie wiedzieć?
          • grek.grek Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 18.01.11, 13:26
            ja mam chyba troche powyżej uszu smoleńska :]

            imo, prawda jest dość prosta - rosjanie nie zmuszali polaków do niczego, ci widzieli mgłę, zdawali sobie sprawę z trudności i niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą lądowanie - mimo to : zdecydowali się. dlaczego ? bo byli pod ciśnieniem, mieli pełną świadomość znaczenia i wagi tego, zeby cała delegacja była o wyznaczonej porze na uroczystościach, co się tam miały odbyć. efekt znamy. reszta to, imo, polityka, polityka i jeszcze raz bicie piany :]

            może zbyt prosto sobie poczynam, ale - powiedzcie sami/e, co to da, jakie ustalenia zmienią fakt, że pilot widząc potęzną mgłę próbował lądować wbrew, tak naprawdę - zdrowemu rozsądkowi ?
            • barbasia1 Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 18.01.11, 16:18
              grek.grek napisał:

              > imo, prawda jest dość prosta - rosjanie nie zmuszali polaków do niczego, ci wid
              > zieli mgłę, zdawali sobie sprawę z trudności i niebezpieczeństw, jakie niesie z

              Przychylam się tu do Twego stanowiska, choć na pewno z ostatecznymi wnioskami trzeba wstrzymać do momentu, kiedy zostaną ujawnione wszytskie informacje.
            • pepsic Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 18.01.11, 17:42
              W tym rzecz, że nie próbował. Dzisiaj strona polska zaprezentowała nieznane nagrania z wieży i kabiny pilotów, kpt Protasiuk wydal komendę odchodzimy na 3 sekundy przed komendą horyzont. Naprawdę uważacie, że w takiej chwili zaprzątał sobie głowę dywagacjami zdążą, czy nie na uroczystości?
              • grek.grek Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 19.01.11, 12:09
                więc dlaczego zszedł poniżej minimum, ignorował uparcie systemowe "pull up !" ? zapisy z wiezy, opublikowane przez rosjan "polska tutka startuje, nas nawet o zgodę nie pytali", podczas manewrów samplptu rosjanie nie mogli wyjśc ze zdumienia, co ci polscy piloci wyrabiają.

                od 3 dni słucham i czytam róznych eskpertów, nie znalazłem żadnego, który by potwierdzał, ze rosjanie w czymkolwiek zawinili. imo, polska [nie powiem "my", bo z takim czymś się nie identyfikuję] chce zwalić winę na rosjan, żeby uniknąc tego, co już nastapiło, kompromitacji własnej. i dochodzą wewnętrzne rozgrywki polityczne. uwierz mi, rosjanie za kilka dni przestaną w ogole się odzywac w tej sprawie, polska zostanie sama jak palec w... mniejsza z tym gdzie i będzie sama ze sobą się szarpać. to dopiero będzie cyrk... najpierw cuda papieskie, teraz to... jesli jest bóg, to polskę sobie dla jaj wymyslił :]

                Pepsic, smoleńsk to była polska katastrofa lotnicza nr 4 w ost 2 czy 3 latach. to tylko my tego nie wiemy, cała reszta wie i zdaje sobie sprawę z tego, ześmy zwyczajnie kiepscy w te klocki. nikt nie ma gorszych statystyk. wiesz, jak się jakiś typ przewraca ciągle na ulicy, to jak się przewróci 3 razy sam, to nawet jakby za 4 ktoś go popchnał, to i tak nikt w to nie uwierzy. a tutaj nikt nie popychał.
                • pepsic Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 19.01.11, 15:26
                  Dowódca rąbnął się wcześniej, przed komendą "pull up", że coś jest nie halo. Nie wiadomo, dlaczego zszedł, pomimo komendy "odlatujemy".
                  Wczoraj błędy strony rosyjskiej wyraźnie wyeksponowano, wynikają z nagrań. Przypomnę dla porzadku: kontrolerzy nie przekazali załodze info o pogodzie i mgle, błędnie informowali o prawidłowym kursie i widoczności, nieupoważniony człowiek na wieży (czyt. w budce drewnianej) wydawał polecenia m.in. niech sobie sami radzą. Mało? Z zapisów nie wynika, że były naciski na pilota, okazuje się, dowódca znał teren i obniżenie.
                  Czy pilotów błędem było, że latali na drzwiach od stodoły, że pozostawieni zostali samym sobie?
                  • grek.grek Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 20.01.11, 10:42
                    Pepsic, widziałaś pewnie tę 'wieżę kontrolną' w smoleńsku. jakaś ledwie zadaszona wiata ze sprzętem godnym epoki króla ćwieczka.

                    bottom line : oni nie powinni tam w ogole leciec, to był początek i przyczyna całego zdarzenia. to lotnisko, z tego co wiadomo, stoi bo... bo stoi, tam nikt nie ląduje, bo nie ma warunków. tylko my, polacy się na to decydujemy, bo nie chce się dygnitarzom wylądować na jakimś dobrym lotnisku, a do katynia podjechać samochodami albo pociągiem.

                    piloci byli informowani o pogodzie na lotnisku zanim wylecieli. i nie chcieli prowadzić. ktoś ich jednak nacisnął i się zgodzili...

                    na miejscu widzieli sami jaka jest pogoda. widzieli tę mgłę nieprzebytą. nie trzeba było informacji z wiezy. wieża sama ich straciła z oczu, nie mieli pojęcia gdzie się ten samolot wcisnął, panikowali "czego ci polacy tu szukają, przecież tu nie ma warunków", zgłaszali im odejście "na drugi krąg"...

                    bottom line : rosjanie nie zachęcali ani nie zmuszali polakow do lądowania. nie byłoby żadnej chryji, gdyby nie decyzja o zejściu poniżej pułapu, którą sami podjęli. rosjanie o tym mówią na wieży "na własną odpowiedzialnośc schodzą". a co mówią polscy piloci w rozmowie z załogą samolotu, który lądował tam przed nimi i ostrzegał przed fatalnymi warunkami ? "zobaczycie, jak lądują debeściaki", a także "jak nie wylądujemy, to będzie się nas czepiał"... imo, im głębiej w to brniemy, tym gorzej, a raport maku-u może się, ze był najłagodniejsym wymiarem kary. rosjanie mogą mieć zapisy rozmów kaczyńskich, bo takie były w trakcie tego lotu. mieli je amerykanie jak dotąd. nie chcieli ujawnić; to były zapisy z satelity, czy tam z czego. jak wkurzymy rosjan do czerwoności, to je opublikują i być może to będzie bomba po której się nie podniesiemy, wyliczą nas do 10 i amen. więc - imo, wyciągnąc wnioski, poprawić procedury, zacząc myśleć, przestać rżnąc bohaterów mając na pokładzie żywych ludzi i wyciszyć sprawę na forum międzynarodowym. imo, tyle możemy zrobić jeszcze. całkiem sporo, wg mnie :]
          • barbasia1 Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 18.01.11, 15:30
            >Tak w ogóle, to po czyjej stronie on stoi?
            Myślę, że relacjonuje calkiem szczerze to, co sam w tym tragicznym dniu przeżył, co czuł, co myślał wtedy i w czasie, kiedy współ-organizował ten wyjad.

            Druga sprawa dotyczy braku delikatności ze strony pana ambasa
            > dora. Kto jak kto, ale jako ambasador powinien wiedzieć, jak się zachować w ch
            > wil utraty bliskiej osoby, do tego w tak tragicznych okolicznościach

            Jeśli była to niedelikatność, to można ją tłumaczyć wielkim szokiem wywołałanym tymi niespodziewanie tragicznymi wydarzeniami.
            • pepsic Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 18.01.11, 15:49
              Wyczuwam Barbasiu fałsz w rozmowie, przemycanie innych treści i załatwianie prywatnych spraw, możliwe że subiektywnie.
              Szok szokiem, ale to nie było powiedziane ad hoc. Wystarczyłby sam uścisk dłoni, a nie silenie się na puste słowa.
              • barbasia1 Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 18.01.11, 16:13
                Przeczytam raz jeszcze...

              • maniaczytania Re: cóż na dziś ? lis & nowele grozy [?] 18.01.11, 19:38
                pepsic napisała:

                > Wyczuwam Barbasiu fałsz w rozmowie, przemycanie innych treści i załatwianie prywatnych spraw, możliwe że subiektywnie.

                mam dokladnie te same odczucia co Ty - tez mi sie ten wywiad nie podoba ...
                Zwlaszcza nie wypada dyplomacie ...
    • grek.grek cóż na dziś ? "brudne sprawy",riedel x 2 &..? 18.01.11, 13:46
      widzę oto na polsacie, 20'-00" "brudne sprawy" - z cyklu amerykańscy uliczni policjanci na służbie. nie liczę na to, że dorówna "colors' czy 'dniowi próby', dwóm naj filmom z tego gatunku, ale jak widzę w obsadzie mojego ulubieńca cliftona collinsa juniora i na dokładkę kubę goodinga też juniora i tez mojego człowieka, to już szykuję video, i może i Wam się zdarzy obejrzeć. widze w obsadzie kilka znajomych twarzy z tego-typu-fillmów, z roberto lasardo, woodem harrisem i lobo sebastianem na czele. widzę wyclefa jeana z moich ulubionych the fugees. zanosi się na kino ultragatunkowe w dekoracjach La :] kupuję w ciemno, aczkolwiek na klasyk nie liczę; za to na dobrą ściezkę dźwiękową jak najbardziej.

      tvp 2 pieknie w kulki pogrywa. zobaczcie sami : o północy 'skazany na bluesa', po nim odcinek serialu, a po serialu, o 2:45... znów 'skazany" - czy to nie jest żałosne ?

      tvn, "pamiętniki wampirów", odc 4, oglądacie ? hehe ;] ten aktor, co gra wampira niedobrego, taki podobny do alaina delona, co nie ? ian sommerhalder się człowiek nazywa. mnie się z młodym delonem kojarzy, z tym że delon kreował w swoich filmach jakieś postaci/e, nie był jakimś malowanym chłopcem, a ten tutaj występuje tylko. ale fizjonomia jest podobna. kurdesz, film jest zaiste zawodowy, skoro jedyne, co po kilku odcinkach da się napisac, to to, że jeden aktor innego paszczęką przypomina :]

      kto da więcej ? :]
      • ewa9717 Re: cóż na dziś ? "brudne sprawy",riedel x 2 &..? 18.01.11, 15:09
        TVP 2 już od jakiegoś czasu wzorem Hallmarków, Filmboxów czy innych Zonow Europów robi powtórki z powtórek.
        Na dziś niewątpliwie wielce przydatna TVP Kultura, a na niej aż trzy czeskie filmy:
        16.30 "Dwaj muszkieterowie"
        20.10 "Diamenty nocy"
        21.20 "Pierwszy krzyk"
        A potem, 22.45, jeszcze angielski "Henryk V"
        Mam nadzieję, że coś mi się uda zobaczyć ;)
        • barbasia1 Re: cóż na dziś ? "brudne sprawy",riedel x 2 &..? 18.01.11, 15:33
          > Na dziś niewątpliwie wielce przydatna TVP Kultura, a na niej aż trzy czeskie fi
          > lmy:

          A tak, zapowiadał dodatek GW "Nową falę po czesku" w TVPKulturze! Zazdroszczę.
      • barbasia1 Re: cóż na dziś ? "brudne sprawy",riedel x 2 &..? 18.01.11, 15:50
        A może "Paszporty Polityki" o 22.55 w TVP2?
        /no dobrze, można będzie sobie przeczytać w prasie, kto zwyciężył, nie czeba ślęczeć do północy/

        Żałosne! Karykaturalna oszczędność?

        Jakoś jeszcze nie trafiłam na "Pamiętniki wampirów", nie brzmi zachęcająco Twoja wypowiedź, ale może kiedyś rzucę okiem, żeby choć odrobinę oirentować się w tematyce / na podsumowanie liczę!/.

        > widzę oto na polsacie, 20'-00" "brudne sprawy"
        O! Wcześnie ! Zatem może ...!?
        • barbasia1 Re: cóż na dziś ? "brudne sprawy",riedel x 2 &..? 18.01.11, 15:52
          korekta:
          /jakoś dziwinie mi się napisało więc poprawiam/
          nie TRZeba ślęczeć do północy!
        • pepsic Re: cóż na dziś ? "brudne sprawy",riedel x 2 &..? 18.01.11, 15:55
          Wampiry może nie, za to Alain Delon brzmi zachęcająco:)
        • maniaczytania Barbasiu, ach rzuc okiem na wampiry, 18.01.11, 19:07
          rzuc :) Jest na kim oko zawiesic ;)

          Grek nic nie pisze, ale glowna bohaterka, jak i jej kolezanki rozne tez urodziwe bardzo :)))
          • grek.grek Re: Barbasiu, ach rzuc okiem na wampiry, 19.01.11, 12:23
            hehe :] no wiesz, urodziwe owszem, ale takie jednoczesnie albo za słodkie, albo za mdłe, albo w ogole bez wyrazu... marudzę, bo jak o kobiety chodzi, to od razu mi wskakują gusta i guściki ;]
            • barbasia1 Re: Barbasiu, ach rzuc okiem na wampiry, 19.01.11, 19:18
              grek.grek napisał:

              > hehe :] no wiesz, [...]
              ale takie jednoczesnie albo za słodkie, albo
              > za mdłe, albo w ogole bez wyrazu...

              To świetnie! ;}
              • barbasia1 Re: Barbasiu, ach rzuc okiem na wampiry, 19.01.11, 19:22
                Greku, obejrzałeś "Brudne sprawy "? Ja tak, ale na razie nic nie powiem, bo "Dróżnik" i Tajemnica BM mają pierwszeństwo! :)

                • grek.grek Re: Barbasiu, ach rzuc okiem na wampiry, 20.01.11, 10:49
                  jeszcze nie widziałem, ale mam na taśmie :]

                  orajt, ale jesli się wyrobisz, zanim mnie się uda obejrzeć, to śmiało pisz i o 'brudnych" :]
                  • barbasia1 Re: Barbasiu, ach rzuc okiem na wampiry, 20.01.11, 13:39
                    > orajt, ale jesli się wyrobisz, zanim mnie się uda obejrzeć, to śmiało pisz i o
                    > 'brudnych" :]

                    Zdaje się aż taka szybka, to ja nie będę! ;)
          • barbasia1 Re: Barbasiu, ach rzuc okiem na wampiry, 19.01.11, 19:16
            maniaczytania napisała:

            > rzuc :) Jest na kim oko zawiesic ;)

            W takim razie, Maniusiu, rzucę okiem w przyszłym tygodniu! Musowo! :)

    • maniaczytania Na jutro -uwadze Waszej powierzam juz dzis, 18.01.11, 19:18
      a Tobie Barbasiu w szczegolnosci ( o czym za chwile) film na TVN o 21.30:
      "Szosty Batalion" - bardzo ciekawy film wojenny, oparty (jak to u Amerykanow) na faktach - na koncu zreszta sa chyba zdjecia prawdziwych uczestnikow tych wydarzen. Opowiada o tym, jak oddzial amerykanski juz wlasciwie po wojnie udaje sie do japonskiego obozu jenieckiego odbic swoich zolnierzy. Dobrzy aktorzy - Benjamin Bratt, Joseph Fiennes. W roli dosc glownej - kapitana Prince, ktory opracowuje ryzykowny plan odbicia tadam, tadam, Barbasiu - James Franco ( to od tego filmu sie w nim zakochalam :))) ).
      Film dosc dlugi, ale wart poswiecenia mu czasu, sama akcja odbicia sprawila, ze czekalam na jej wynik z zapartym tchem.
      • barbasia1 Re: Na jutro -uwadze Waszej powierzam juz dzis, 19.01.11, 19:31
        >James Franco ( to od tego filmu sie w nim zakochalam :))) ).
        :)
        Ech, do twarzy mu w mudurze, a widziałam go już w mundurze lotnika, marynarza, no i w stroju rycerskim! :))

        Dzięki za zachętę (i przynętę)! :)

      • barbasia1 Re: Na jutro -uwadze Waszej powierzam juz dzis, 20.01.11, 15:39
        Obejrzałam, niestety nie do końca (ale znalazłam już ten film w sieci, wiec doobejrzę wkrtótce).
        Teraz powiem Ci, Maniu, tylko tyle, że mam małe zastrzeżenia do początkowej fazy filmu, która była niestey nazbyt rozwlekła, ślimaczyła się, zupełnie imo bezasadnie. Ale w w miarę upływu czasu było coraz lepiej. :)

        James Franco w mudurze VI Batalionu (komandosi?) - prezentował się świetnie. :)


    • grek.grek '24 godziny', spojler, wnimanie. 20.01.11, 11:58
      oglądaliście ? w niedzielę puszczali.

      akcja kręci się wokół porwania dla okupu córki doktorstwa. porywacze wyczekują na moment, keidy doktor wyjeżdza na sympozjum. wdzierają się do jego domu - porywają córkę, którą gruby kidnaper wywozi od razu na jakieś odludzie. szef szajki pilnuje z pistoletem doktorowej. a samego doktora, w hotelowym pokoju, przetrzymuje żona szefa. są zatem od siebie oddzieleni, a kindaperzy porozumiewają się za pomocą komórek w pewnym systemie : co 30 minut szef dzwoni do żony, żeby sprawdzić czy z nią jest wszystko w porządku, a potem dzwoni do grubego, że jest orajt. jak nie zadzwoni w ciągu 30 minut, to gruby ma bez odwołania zabić małą. zatem, doktorstwo nic nie może zrobić, żeby się jakos wygrzebać z tego położenia, o ile nie chcą mieć córki na sumieniu, a ofk nie chcą :]

      akcja się toczy w tych trzech duetach - szef szajki i doktorowa : ona beczy i się rzuca, nawet udaje się jej go zranić, wymusza na nim nawet spotkanie z małą, żeby się przekonac, ze jest cała i zdrowa,a on jest nią wyraźnie zainteresowany erotycznie, choć ona go odrzuca; doktor jest z kolei zainteresowany, tak trochę, żoną szefa szajki, ale cały czas kombinuje jak się wydostać z potrzasku, nawet mu się udaje ją obezwładnić, ale tylko po to by wydostać parę informacji, które i tak na nic się nie przydadzą, poza tym - zmiękcza ją apelując do jej kobiecej wrażliwości; gruby porywacz jest "dobrym niemcem", małej nic nie zrobi, o ile nie będzie musiał, no i raz prawie musi... mała raz mu ucieka, ale wiadomo, ze nie może uciec na dobre :]

      plan kidnaperów jest prosty, ale sprytny zarazem - jako, ze porywacze najczęściej wpadają przy podejmowaniu kasy, to tym razem kasę podejmą same ofiary. doktorowa przeleje ćwierć miliona dolców z kasy do męża, jakby się kto pytał - mąż kupuje drogi obraz, on tę kasę weźmie, a potem się wszyscy spotkają i "z ręki do ręki".

      oprócz finansowej, motywacja druga porywaczy jest taka, że stracili kilka m-cy wcześniej córkę i obwiniają za to doktora. chcą się odegrać.

      no i ofk, wiecie do czego to zmierza... :] doktorstwo się szarpie, próbuje, miota, niby już coś im się udaje osiągnąc celem zmiany sytuacji, ale logika działania przestępców, ten telefoniczny schemat informacyjny jest nie do przeskoczenia. szlachetni państwo doktorstwo i niemili porywacze, nawet jeśli niemili w róznym stopniu... sami czujecie blusa, wiecie dobrze jak się skończyć musi :] dodając,ze córkę gra dakota finding, a doktorową charlize theron... czy te aniołki mogą zostać skrzywdzone koniec końców ? charlize obrywa, dakocie grozi uduszenie... ale przecież to tylko dla picu :]

      powiem tylko, ze finał jest tak efektowny, że aż nadmiernie. autostrada, którą jadę wszystkie trzy duety, żeby się spotkać celem wymiany "towaru", hydroplan [yes sir ;)], karambol, subtelny i dup,powaty doktor za sterami a potem z pistoletem zamieniający się w bonda, ktoś kogoś zabija w ostatniej chwili, żeby drugiemu uratować życie, kraksy z których wychodzą dobrzy tak luźno jakby się przewrócili przy wiązaniu buta, a niedobrzy już gorzej... same rutynowe chwyty. piękne i do rany przyłóż doktorstwo ma zostać rozdzielone ? córka ma doznać szwanku ? sami rozumiecie... a kara mustafa, a jakże, każdemu przestępcy wedle zasług, wrażliwa kobieta, dobry niemiec i erotyzujący, bijący charlize szef szajki - jak sądzicie : kto zginie z tej trójki ? ;]

      tvp to powtórzy pewnie ze 3 razy, ja nie zachęcam. finał był do przewidzenia od 10 minuty, pytania dotyczyły przebiegu całej akcji - wyszło niestety marnie, bo zbyt dobrze przestępcy
      są skomunikowani ze sobą - właściwie wiadomo, ze tylko za pomocą jakiegoś naciągactwa można
      by złamać logikę ich planu. twórcy sami sobie skomplikowali działanie, nie pozostawiając żadnej dziury w płocie przy pisaniu scenariusza. skupia się więc akcja na rozgrywkach w duetach, ale one też wyglądają mało przekonująco, szablonowe, nie ma w tym żadnej nadziei na nowe otwarcie, a jest po prostu watowanie taśmy w oczekiwaniu na finałową rozgrywkę. żadnych sensacji, żadnych niespodzianek. niby wiemy jak się kończą naweet najlepsze thrillery, ale tam po drodze jest jednak coś, co przykuwa uwage, najonormalniej - kręci. tutaj nie ma nic z tych rzeczy, brak jest atmosfery, nie ma specjalnej gry aktorskiej, mimo że charlize jest w roli doktorowej, szefa szajkki gra kevin bacon, a jego żonę courtney love. brak temperamentu.

      nie zachęcam. nie polecam. milczę w trzynastu językach :]

      • grek.grek 'siostra jackie' tvp 2 20.01.11, 15:38
        'siostra jackie', 23'00'' tvp2, dla przypomnienia :]

        a wcześniej mecz - nie oglądałem poprzednich, bo były spacerowe trochę dla naszych fachurów. teraz zdaje się jakiś powazniejszy rywal wreszcie :] a ciekawie i must-see, to pewnie zacznie być dopiero wtedy, jak przegrywający będzie odpadał, jak zwykle, hehe.
        • barbasia1 Re: 'siostra jackie' tvp 2 20.01.11, 15:50
          "Siostra Jackie", na pewno! :))

          A z kim gramy dziś?
          • barbasia1 Re: 'siostra jackie' tvp 2 21.01.11, 13:58
            Bardzo mi przypadała do gustu "Siostra Jackie", mogę nawet powiedzieć, że spodobała mi się od pierwszego wejrzenia! :) A już najbardziej cieszy mnie to, że choć to, serial medyczny niewiele tu w gruncie rzeczy ględzenia na temat chorób i przypadłości ludzkich, że to, na co chorują pacjenci nie jest aż tak istotne dla fabuły.

            Podobała mi się scena z wypływającym z muszli klozetowej uchem (należącym do klienta dziwki, a spuszczonym w kilblu przez siostrę Jackie, o czym nam pięknie napisałeś, Greku, w ubiegłym tygodniu, dzięki raz jeszcze!:)
            No i czarnoskóra przełożona?, dyrektorka szpitala? po wypiciu kawy, w której znalazły się przypadkowo prochy, które zażywa siostra Jackie. Prawdopodobnie szykuje się nowa afera,
            po tym jak poprzednią z uchem udało się załagodzić. Potrafi sobie nawarzyć piwa siostra Jackie, nie ma co. :)

            • barbasia1 Re: 'siostra jackie' tvp 2 21.01.11, 14:15
              I co jeszcze mi się podbało, że rolę siostry Jackie, matki dwóch małych dziewczynek (sic!), żony barmana o fizjonomi amerykańskiego amanta hollywodzkiego, gra naprawdę świetnie i przekonująco aktorka grubo po czterdziestce(Edie Falco rocznik 1963), , niepiękna, ze zmarszczkami na twarzy.

              Wyobrażacie sobie, że u nas reżyser ewentulanej polskiej wersji "Siostry Jackie" wpada na podobny pomysł obsadowy (strasza, niepiękna, ze zmarszczakami aktorka), że producent godzi się na taką fanaberię? W życiu, pewnie Brodzik wydała bym im się już za stara do takiej roli.

            • grek.grek Re: 'siostra jackie' tvp 2 21.01.11, 14:21
              hehe, uchachana szefowa - bezcenne :]

              trochę szwankuje mi tłumaczenie, "what da fu,ck" przetłumaczone "co u licha", to już słabizna, w ogole zmiękczanie wulgaryzmów ogranicza żywiołowośc dialogów.

              fajny rytm ma ten serial, a edie falco jest zawodowa. nie oglądałem 'rodziny soprano', nie znałem jej, więc jest dla mnie odkryciem.

              hehe, ucho poszło na konto stażystki, jackie, jak house, nie jest ortodoksem w zakresie etyki. typowa bohaterka serialu od showtime, czy raczej - antybohaterka.
              • barbasia1 Re: 'siostra jackie' tvp 2 21.01.11, 14:38
                Ha ha :) właśnie antybohaterka pełną gębą,
                bo i z moralnością też jest na bakier, ma romans w pracy i to pomimo, że domu taki piękny i jurny i chyba całkiem porządnie się prowadzący, jak na razi, mąż czeka. ;)
                Odwrócenie sterotypów! :)

                Miałam ochotę na "Rodzinę Soprano", ale tak późno leciał ten serial, że sobie odpuściłam.

                > trochę szwankuje mi tłumaczenie, "what da fu,ck" przetłumaczone "co u licha", t
                > o już słabizna, w ogole zmiękczanie wulgaryzmów ogranicza żywiołowośc dialogów.
                :))
                Na to nie zwróciłam uwagi!? Następnym razem przysłucham się.
                Mogło być rzeczywiście tu trochę ostrzej, tym bardziej , że serial leci o 23.00 (jakby nie można było premiery pokazać wcześniej) i dzieciary raczej tego nie będą oglądać.
                • grek.grek Re: 'siostra jackie' tvp 2 21.01.11, 15:17
                  o to chodzi -ucho spuszcza w muszli i je nosem, a jednocześnie jest świetną pielęgniarką, pomocną dłoń zawsze wyciągnie do potrzebującego; ma romans w pracy, ale jest dobrą matką i partnerką; swoją winą bez mrugnięcia okiem obarcza młodą stażystkę, ale dobrego serca dla ludzi nikt jej nie odmówi. dlatego jest ciekawa. showtime-produkt :]

                  mogliby te wulgaryzmy, jesli już nie chcą tłumaczyć dosłownie, jakoś maksymalnie zbliżyć do oryginału, a nie z 'fuck' robić 'licho', bo to przegięcie chyba ;]
                  • barbasia1 Re: 'siostra jackie' tvp 2 21.01.11, 15:56
                    grek.grek napisał:

                    > o to chodzi -ucho spuszcza w muszli i je nosem a jednocześnie jest świetną pie
                    > lęgniarką, [...]

                    hahaha
                    Boskie posumowanie! :)))
                    Tak właśnie jest, jak piszesz, zapowiada się naprawdę ciekawie (dziwiłam się wczoraj czemu odcinek tak podjerzanie szybko mi zleciał, czemu nie było reklam ...!? ;)))

                    >> mogliby te wulgaryzmy, jesli już nie chcą tłumaczyć dosłownie, jakoś maksymalnie zbliżyć do oryginału, a nie z 'fuck' robić 'licho', bo to przegięcie chyba ; ]

                    hahaha
                    Pełna zgoda, mogło przynajmniej być - 'co, do cholery!' :}
              • pepsic Re: 'siostra jackie' tvp 2 21.01.11, 18:43
                Na kablówce bez skrupułów jadą na całego. Macie rację, delikatności nie służą realizmowi, są śmieszne, no bo jak w ustach bezwzględnego bandziora zarzynającego ofiarę brzmią słowa "kurka wodna". W końcu jesteśmy dorośli, też nam/mi * się zdarza.

                A propos do Greka, pytam z czystej ciekawości:
                Czy za każdym razem starannie wykropkowujesz niecenzuralne słowa, czy to sprawka cenzury?
                :)

                * niepotrzebne wykreślić
                • grek.grek Re: 'siostra jackie' tvp 2 22.01.11, 12:15
                  jesli już używam takowych [słów], to je przedzielam przecinkiem,nigdy nie kropkuję i zdaje się cenzura nie ma powodów do ingerencji :]
                • barbasia1 Re: 'siostra jackie' tvp 2 22.01.11, 15:33
                  Oczywiscie, mnie się też zdarza rzucić tym czy innym słowem niecenzuralnym, przyznaję się bez bicia (choć jak niekórzy mówią, że to do mnie nie pasuje!??).

                  Cenzura (automatyczna?) działa na forum, jak ktoś w emocjach wystuka brzydkie słowo bezbłędnie , tak jak ono powinno być zapisane bez żadnych przecinków, kropek czy dodatkowych liter dla zmyłki, to natychmiast zostanie ono wykropkowane niemal w całości.
        • pepsic Re: 'siostra jackie' tvp 2 21.01.11, 18:20
          Nie zdążyłam wczoraj zgłosić reklamacji. Otóż nie godzi się obsypywać pochwałami siostry Jackie, aby za tydzień dopisać godzinę 23.00 :(
          Ps. Obejrzałam, nie za krótkie odcinki? "Rodzinę Soprano" znam z paru odcinków, wspominam pozytywnie, w szczególności codzienne relacje bohatera z małżonką.
          Wczoraj nie skojarzyłam jej (mogłaby coś z włosami zrobić). Nie zauważyłam, z kim romansuje? Czuję, że urodziwy małżonek wyglądający na młodszego dotrzymuje jej kroku.
          • grek.grek Re: 'siostra jackie' tvp 2 22.01.11, 12:17
            romansuje z kolegą z pracy, zdaje się, że on robi w laboratorium jakimś ichnim. ten kolega jej dostarcza proszki, które ona nosem pożera, więc częściowo wygląda to na układ biznesowy ;]
          • barbasia1 Re: 'siostra jackie' tvp 2 22.01.11, 16:12
            Fryzura paskudna, to prawda, zaniedbana, ale pewnie składa się na wizerunek bohaterki, przechodzącej kryzys, przemęczonej pracą, domem, życiem (stąd też te pobudzające prochy,ktore zazywa, żeby jakoś funkcjonować).
            Brawo dla Edie Falko, że nie boi się być brzydka.

            Zgadzam się, za późno Dwójka emityje ten serial, premierę!?

            • maniaczytania Re: 'siostra jackie' tvp 2 22.01.11, 16:16
              barbasia1 napisała:

              > Zgadzam się, za późno Dwójka emityje ten serial, premierę!?
              >
              Przeciez byl mecz, przez to bylo przesuniete wszystko. (House tez :( )
              • barbasia1 Re: 'siostra jackie' tvp 2 22.01.11, 16:25
                Może tak, ża tydzień, widzę w programie, SJ będzie odrobinę wcześniej, bo 22.35! :)
      • barbasia1 Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 20.01.11, 15:47
        > nie zachęcam. nie polecam. milczę w trzynastu językach :]
        haha :)))
        O Qrcze, aż tyle znasz!? ;)

        Nie, niestety nie widziałam filmu "24 godziny", miło więc czytać spojler.

        Czyli wychodzi na to, że jedyną atrakcją filmu, jest przysłowiowa "gwiazdorska obsada" ! :)



        • grek.grek Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 21.01.11, 14:22
          no tak, atrakcją są znane dzioby. ich aktorstwo już jednak rozczarowuje, jak i cały film. jak mówią, z pustego i salomon nie naleje :]
          • barbasia1 Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 21.01.11, 16:20
            To prawda, jak jest kiepski scenariusz to nawet najlepsi aktorzy nie pomogą.


            Wracając do filmu właśnie wyczytałam, że "24 godziny", to ostatni film naszego operatora Piotra Sobocińskiego, niestety nie zdołał go dokończyć, zmarł tydzien po rozpoczęciu zdjęć, chyba na serce, jak kiedyś czytałam, nie wtrzymało tempa pracy w Ameryce.

            • barbasia1 Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 21.01.11, 16:26
              Scenariusz, co ciekawe, powstał na podstawie powieści.
        • grek.grek Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 21.01.11, 14:25
          p.s 1 : tytuł '24 godziny' się wziął z tego, ze całą akcję porywacze zaplanowali własnie na taki okres czasu.

          p.s 2 : w ręczną polacy grali wczoraj ze szwedami. i przegrali. szkoda, bo w drugiej fazie mieliby lepszą pozycję wyjściowa, a tak od startu będą musieli się przepychac, a nawet gonić, co niektórych ;]
          • barbasia1 Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 21.01.11, 15:12
            Tak myślałam, że tytuł właśnie do tego się odnosi.

            Dzięki za info. na temat piłkarzy ręcznych. Kilka chwil wcześniej zaglądałam na strony sportowe i się wywiedziałam, co i jak. Szwedzi to dobra drużyna. :) Grunt, że nie tracimy szansy na dalszą grę, przejście do drugiej fazy.

            a tak od startu będą musieli się
            > przepychac, a nawet gonić, co niektórych ;]

            Za to jakie emocje będą! ;)
            Może też popatrzę!
            • grek.grek Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 21.01.11, 15:24
              a to na pewno :] pytanie, czy ta porażka się nie zadecyduje o awansie z tej drugiej tury do półfinałów.

              jak się zorientowałem, to w drugiej turze będą grali z zespołami z sąsiedniej grupy i jest taka akcja, że wyniki meczów z pozostałymi dwiema drużynami, które razem z polakami awansowały do 2 rundy [szwecją i argentyną] automatycznie liczą sa punktowane - więc, jakby wygrali wczoraj, to by mieli na wstępie 4 pkt, a tak mają tylko 2, a wchodzą do grupy z danią, która wygrała wczesniej oba mecze w tej sąsiedniej grupie i jest tak, że dania ma 4, a pozostałe 5 druzyn po 2, czyli polska straciła być może kluczowy handicap. szwedzi grali o zycie [awans o O pkt, bo przegrali z argentyną byłby pyrrusowy, bo nie dogoniliby już danii i polski], a polacy nie i chyba determinacja zdecydowała. no i głupie błędy, bo gubili piłkę co i rusz, kiedy już mieli szwedów na wyciągnięcie reki. dobry bramkarz to za mało, jak się okazuje :]
              • barbasia1 Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 21.01.11, 16:02
                Dzięki Ci za te wyjaśnienia! :) Sytuacja naszych nie wygląda zatem nabyt optymistycznie, znowu zdaje się trzeba będzie liczyć na los, na szczęście, na porażki tych najważniejszych konkurentów. Ale tak, czy tak trzymam mocno kciuki, zebys ienasi sprezyli i żeby im los sprzyjał. :)
                • barbasia1 Piątkowo powtórkowo 21.01.11, 16:39
                  W TVN o 20.00 powtórka "Infiltracji", ktorą swego czasu dokładnie obgadaliśmy.
                  Poźno w nocy po raz kolejny "Amerycan Beauty" (o 1.10 początek), a pomiędzy rzecz chyba nowa film "Rezolucja 819" (2008)
                  - "Film opowiada o badaniach prowadzonych przez polską lekarkę Klarę Górski, oraz francuskiego policjanta mających na celu odnalezienie i identyfikację zwłok, osób zamordowanych w Srebrenicy w 1995 roku. W końcowej fazie wojny domowej w Jugosławii, serbskie jednostki paramilitarne dopuściły się największego ludobójstwa na terenie Europy od zakończenia II wojny światowej. Zostało zamordowanych około osiem tysięcy osób. Bohaterowie filmu dokonują ekshumacji odnalezionych zwłok, starając się znaleźć jak najwięcej dowodów przeciwko zbrodniarzom."
                  www.telemagazyn.pl/program/3534253573.html
                  W roli polskiej lekarki Karolina Gruszka!
                  Trochę za późno jak dla mnie, zwłaszcza, że temat nie jest lekki.



                  • pepsic Re: Piątkowo powtórkowo 21.01.11, 18:28
                    "Rezolucja" wydaje się godna poświęcenia odrobiny nocy, tylko kto wytrzyma do 1.oo?
                    Ja w każdym razie nastawiam się na kulturę z wysokiej póki - to urodziny Placido Domingo, koncert z madryckiego teatru Real transmitowany na tvp kultura o 20.00.
                    • maniaczytania Re: Piątkowo powtórkowo 21.01.11, 19:59
                      "Rezolucja" nowa nie jest, nawet wydaje mi sie, ze juz kiedys o niej pisalam (?).
                      Na pewno warta obejrzenia, nawet K. Gruszka nie jest za bardzo denerwujaca.
                      • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo 22.01.11, 16:27
                        Wiesz, że nawet szukałam, ale nie mogłam znaleźć posów na ten temat!?

                        "Rezolucję " innym razem! :)
                    • grek.grek Re: Piątkowo powtórkowo 22.01.11, 12:35
                      hehe, mnie się zdarzyło ostatnio na niższy nieco poziom kultury wstąpić i obejrzałem, oraz wysłuchałem, koncert tiny turner. anaheim, 2009. w ct 1 puszczali.

                      nie wiem, nie będę nawet sprawdzał, ile ona, czyli tina, ma lat, 75, 85, czy 115... wygląda jakby miała ich o 3/4 mniej, rusza się jak żywe srebro i ma styl, własny i sobie tylko właściw. w dobie dominacji czekoladopodobnych produktów rozrywkowych, to jest osobowość przez wielkie O. sama przyjemność na nią patrzeć i jej słuchać, bo i muzyka - czy kto lubi te rytmy czy nie bardzo - jest zrobiona z pełną profeską, a szoł - z tancerzami chórkami, całym tym wystrojem [ze]wnętrza - lekcja poglądowa :].
                      • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo 22.01.11, 18:06
                        grek.grek napisał:

                        > hehe, mnie się zdarzyło ostatnio na niższy nieco poziom kultury wstąpić i obejr
                        > załem, oraz wysłuchałem, koncert tiny turner. anaheim, 2009. w ct 1 puszczali.

                        WOW! :)

                        Tina jest simply the best! :)

                        www.youtube.com/watch?v=LoNXsne8exg&feature=related
                  • grek.grek Re: Piątkowo powtórkowo 22.01.11, 12:29
                    'american beauty' dziś będzie o lepszej porze, 22'45' - tvp i tvn ten sam sport uprawiają, dają film 2 razy w ciągu dnia. na pewno taniej płacą za taki gips.

                    wczoraj był tez 'amerykański żigolak', który wypromował richarda gere'a, dodajmy - gołego richarda. oglądałem kiedyś, ale po wszystkim, od tej gerowej golizny miałem niestrawność i
                    mgłę miałem przed oczami, jak jakiś piotruś piecuch, więc nie ryzykowałem wczoraj powtórki z rozrywki ;] zreszta, z tego co pamiętam film klasyczny dla stajni bruckheimera, taka glamour-action, a więc nic nadzwyczajnego. może nawet byłoby fajnie poczuć znów z ekranu powiew lat 8-tych, ale powiew z tyłkiem richarda w tle, to jednak nie dla mnie rarytas, heh.

                    było też 'coś' w tvp 1, również powtórka. klasyka horroru s-f, nie starzeje się dziadostwo ;] za 15-20 lat znów niejeden dokona odkrycia 'hej, co za świetny film, co za nastrój, co za klaustrofobiczny zaduch łapiący za... mniejsza z tym, za co', a zaraz mu stuknie trzydziestka. to są właśnie ponadczasowe rzeczy :]

                    karolina gruszka. kurde balans, nie wiem, jak Ty/Wy, ale ja mam wrażenie, że ona albo jest rozdygotana gdzieś wewnętrznie, albo tego rozedegrania rozdytowanego wymagają od niej reżyserzy, albo ma taką dygotliwą manierę i się jej nie umie wyzbyć, w każdym razie rzeczywiście [Mania ma rację, aczkolwiek nie wiem, czy o to samo jej chodzi/ło] gruszka karolina jest denerwująca :]
                    • maniaczytania Re: Piątkowo powtórkowo 22.01.11, 13:27
                      grek.grek napisał:

                      > karolina gruszka. kurde balans, nie wiem, jak Ty/Wy, ale ja mam wrażenie, że on
                      > a albo jest rozdygotana gdzieś wewnętrznie, albo tego rozedegrania rozdytowaneg
                      > o wymagają od niej reżyserzy, albo ma taką dygotliwą manierę i się jej nie umie
                      > wyzbyć, w każdym razie rzeczywiście [Mania ma rację, aczkolwiek nie wiem, czy
                      > o to samo jej chodzi/ło] gruszka karolina jest denerwująca :]

                      hehe, dokladnie o to samo mi chodzi :) Nie przepadam za aktorami/aktorkami z "maniera" - do nich zaliczam np. K. Jande, J. Fraszynska, E. Jungowska. O ile za jakims pierwszym razem wypada to ok, to pozniej jest juz tylko wnerwiajace i sprawia, ze za kazdym razem graja tak samo.
                      • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo 23.01.11, 13:07
                        hehe, dokladnie o to samo mi chodzi :) Nie przepadam za aktorami/aktorkami z "m
                        > aniera" - do nich zaliczam np. K. Jande,

                        Jandę lubię, uwielbiam, podziwiam, szanuję jako aktorkę, jako kobietę czynu z wielką pasją, entuzjazmem, pozytywną energią, charyzmą, irytującej maniery żadną miarą dostrzec nie mogę! :]
                      • barbasia1 Maniu, a czy Ty wiesz, 23.01.11, 13:11
                        kto poprowadzi tegoroczną galę oscarową???

                        Nie kto inny, tylko JAMES FRANCO!!! :)
                        wraz ze śliczną Anne Hathaway.
                        • maniaczytania Re: Maniu, a czy Ty wiesz, 23.01.11, 14:05
                          wiem, wiem, juz o tym gdzies czytalam - zastanawiam sie teraz, czy bedzie gdzies na ktoryms kanale co mam, to moze sie poswiece i obejrze na zywo? :)))
                          Zdarzaly mi sie nocki Oscarowe, jak nasza tv byla na tyle rozwinieta, zeby je dawac na zywo.
                          • barbasia1 Re: Maniu, a czy Ty wiesz, 24.01.11, 14:23
                            Pewnie prędzej w necie da się obejrzeć na żywo galę, niż w naszej telewizji.

                            Kiedyś TVP pokazywała skróconą wersję gali oscarowej, taki skrót chętnie bym obejrzała. :)
                    • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo 22.01.11, 17:53
                      > fajnie poczuć znów z ekranu powiew lat 8-tych, ale powiew z tyłkiem richarda
                      > w tle, to jednak nie dla mnie rarytas, heh.

                      Ha, ha :)))
                      Nie będę zatem narażać Cię na nieprzyjemne doznania, namawiać na szczegółowe opisy tegoż. Zresztą chyba nawet oglądałam kiedyś "Amerykańskiego żigolaka",
                      ale w tej chwili nie mogę sobie nic przypomnieć ,
                      ciemność widzę ... :)

                      > było też 'coś' w tvp 1
                      Muszę sobie kiedyś zorganizować własną projekcię, przy świetle dziennym! ;)

                      Tak, też tak ją odbieram; ale chyba nie mogę powiedzieć, że mnie denerwuje, może jeszcze za mało jej się naoglądałam.
                      Wracając do tego rozdygotania (teatralnego nieco chyba) , mam wrażenie, że nabawiła się go już w "Bożej Podszewce" u Cywińskiej, gdzie zdebiutowała rolą nieco neurotycznej Gieni, córki dziwacznej, później obłąkanej Maryśki. Ta rola zdaje się odcisnęła piętno na jej sposobie grania.
                      • grek.grek Re: Piątkowo powtórkowo 23.01.11, 10:37
                        hehe, przyznam, że pamiętam zarysy zaledwie, w tym również, oraz niestety, tyłka richarda, więc staram się do tego filmu nie wracać. cóż to za natrętne wspomnienie, aż krępujące ;]

                        nie nie, aż tak to nie wygląda w "coś", zeby światło dzienne było konieczne, hehe. to coś w rodzaju "ósmego pasażera", tyle, że w innych dekoracjach przestrzeni. schemat podobny, nie ma tutaj może tej niesamowitej surrealnej scenerii wnętrza pojazdu międzyplanetarnego, co w "ósmym", nie ma tak efektownego the alien ;], ale narastająca paranoja podkręcana w każdej kolejnej sekwencji są tak samo znakomicie wykreowane i na tym się opiera znakomitość tego filmu. stara szkoła, po prostu :] bardzo warto obejrzeć. jesli nie miałaś okazji jeszcze, to z góry zazdroszczę, bo za entym razem to już tak samo dobrze nie działa.

                        gruszka nawet w "oficerze", w scenach w których kompletnie to nie miało uzasadnienia, grała z jakąs histerią w głosie, twarzy i ruchach. jakby chciała z byle czego zrobić kreację heroiny. operetka :]
                        • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo 23.01.11, 13:03
                          Zachecające! Właśnie znalałam "Coś" w sieci! Obejrzę! :)

                          Oglądałam wczoraj ostanie dziesięć minut meczu i arcydramatyczną walką naszych z Danią o punkty, gdyby tak sprężyli się nieco wcześniej, ech!

                          :)
                          • grek.grek Re: Piątkowo powtórkowo 23.01.11, 14:59
                            no to życze udanego seansu :]

                            hehe, zdaje się, że kolejna szarża mistrzowska ręczników zakończy się znów na dobrych chęciach... jakby z tą szwecją wygrali, to wczorajsza przegrana nie komplikowałaby im
                            tak sytuacji, a teraz to zdaje się nie dośc, że muszą wszystko już wygrać, to jeszcze
                            pozostaje im liczyć inni zagrają "dla nich". polska tradycja, nieprawdaż ? :]

                            ale, nadzieja umiera ostatnia, więc - dzisiaj następny mecz, o 20'00", chyba z serbią, albo z chorwacją, w każdym razie - z jakąs jugolandią ;]
                            • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo 23.01.11, 15:15
                              Dzięki :) Może nawet dziś wieczoram zacznę "Coś" oglądać, bo w TVP dziś wielkie Nic. (oprócz meczu oczywiście; nic nie zapowiadasz to sprawdziłam :) .

                              haha :)))
                              Niestety święta prawda!

                              Z Serbią, dziś gramy, o ile dobrze usłyszałam.

                              Prawdziwie spotową niedzielę dziś mamy, siatkarze walczą, biega Kowalczyk, skacze Adam Małysz.
                              • grek.grek Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę 24.01.11, 13:50
                                a wiesz... stracili szanse na medal, bo szwecja ograła chorwację, więc się jakoś nie przyłożyłem do zapowiedzi :]

                                obejrzałem za to "brudne sprawy' [oryginał "dirty' lepiej brzmi, bo, imo, o los pojedynczego bohatera chodzi tutaj] i nawet nie wiem, czy jestem rozczarowany, bo też i na przebój nie liczyłem. rzuciło mi się w oczy przede wszystkim fajne filmowanie, w typie 'traffic', czyli sepią zalatujące w kolorystyce, ze zbliżeniami ciekawymi, mające swoją arytmię dobrą - świetne zdjęcia zwłaszcza w końcówce, kiedy obaj glówni jadą autem, a za szybą przesuwają się kontury domów i nie tylko w lekko już zachodzącym słońcu. to na plus zdecydowanie i jesli już polecałbym ze swojej strony ten film komukolwiek, to tylko ze wzg na zdjęcia.

                                narracja jakaś taka zwolniona momentami, jakby reżyser chciał onirycznie się popisać; sama historia chyba miała być pouczeniem, że nie da się stać okrakiem na barykadzie : albo jesteś ze swoimi, albo jesteś przeciw swoim, a w gruncie rzeczy to nie możesz być uczciwy, bo zawsze komuś nastąpisz w ten sposób na odcisk i musisz przegrać. tak odczytałem zasadnicze przesłanie, aczkolwiek, na poziomie szczegółów, konsekwencji i logiki samych zdarzeń, jest to nieźle pogmatwane :]; 'policja jest skorumpowana i niedaleko pada od pospolitych narkodilerów' - znany motyw, wyczerpany w zasadzie znakomitością 'serpico', tutaj rozgrywany przy okazji, na bocznym boisku; aktorstwo średnie, cliftona collinsa lubię i już, i tak mi już pewnie zostanie, to samo z cubą goodingiem, który przeszarżował zdecydowanie; ilośc "motherfu,ckerów" chyba rekordowa w historii kina, w każdym zdaniu ze 3 razy musiało to słowo paść - przegięcie, w pewnej chwili można się zasugerować i wpaść w manierę liczenia tych motherów kosztem śledzenia akcji - przez to dialogi wypadają marnie, tak jakby nie dośc było, że same w sobie są albo błahe, albo natrętnie informacyjne, albo nie wiadomo po jaką cholerę bezmyślnie wulgarne...

                                w sumie - najlepiej wypadło La w ciekawy sposób kadrowane :] - danny minnick, eliot rockett smigali z kamerą i bym powiedział, ze - jak dla mnie - to oni wypadli z tego całego towarzystwa najlepiej.

                                muzyki za mało jest w tym całym interesie. szkoda.

                                w sumie : drugi raz raczej nie obejrzę :] polecać nie śmiem nawet, bo mi z rachuby wychodzi, że skoro ja, co to lubię te klimaty, wyszedłem na ostatnich nogach z seansu, to ktoś niezainteresowany nimi samymi w sobie, może w ogole się nie wygrzebać ;] ale - najlepiej samemu się przekonac, bo a nuż...

                                a jak Twoja ocena, Barbasiu ?
                                • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę 24.01.11, 14:17
                                  grek.grek napisał:

                                  > a wiesz... stracili szanse na medal, bo szwecja ograła chorwację, więc się jako
                                  > ś nie przyłożyłem do zapowiedzi :]
                                  :))

                                  To prawda stracili szanse na medal, ale emocje podczas wczorajszego meczu z Serbami i tak były wielkie (nasi musieli wygrać, bo od tego, zdaje się zależał awans do kwalifikacji olimpijskich :), a końcówka jeszcze dramatyczniejsza, niż w poprzednim meczu, choć zakończenie tym razem szczęśliwie zwycięskie (tylko jeden punkt przewagi)! :)
                                  Obejrzałam drugą połowę meczu, po tym, jak mi się niepodziewnie wylączył film "Coś" ( pod koniec; limit czasowy, taki urok stron filmowo-serialowych ).

                                  "Coś" - miałeś rację, znakomita klasyka horroru sf, świetny, intrygujący,nieprzekombinowany scenaiusz trzymający w napięciu, nawet efekty specjalne z lat 80-tych nie raziły, nie zestarzały się bardzo ... :)

                                  O "Brudnych sprawach" za moment ...
                                  :)
                                  • grek.grek Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę/"żar",spojl. 25.01.11, 13:20
                                    aaa, to cieszę się, ze "coś" przypadł Ci do gustu :] za 25 lat nowe pokolenia będą
                                    go odkrywac na nowo, taki los filmów wiecznie młodych [przynajmniej za pierwszym razem, hehe]

                                    wczoraj polsat puścił "żar" - taki nyc-urban-light-thrilly, młode małżeństwo wynajmuje mieszkanie w kamienicy zamieszkiwanej przez starych, ale zaskakująco dobrze się trzymających, dziadów, mających palmę na punkcie zdrowego trybu życia [odzywiania, treningu]. no i te dziady są po staroświecku mili i zupełnie fajni, ale jednak jacyś podejrzani, w dodatku drugie małżenstwo, które też tam wynajmowało mieszkanie, znika w dość niejasnych okolicznościach [ że niby wyjechali, tak z dnia na dzień, na drugi koniec świata, mimo że chwilę wcześniej nic na to nie wskazywało, żeby mieli takie plany, a wręcz przeciwnie], poza tym - dziadki ich stale kontrolują, zaglądają, niby grzeczni i sympatyczni, ale jacyś tacy kulturalnie wścibscy i roszczeniowi nawet [koniecznie każą im przestrzegać diet, trenować i dbać o siebie aż do przesadyzmu].

                                    ofk, jak to w takich faubłach bywa, zdarzają się kolejne niespodzianki - w kraksie ulicznej ginie siostra faceta z tego małżeństwa, które nagle wyjechało, a ona ich szukała; za sprawą dziadowskich wyczynów główna bohaterka traci dziecko [zamknęli ją w saunie i podkręcili ogrzewanie do maksimum, ledwie udało się ją odratować], potem jej kolega z pracy, poproszony o zdobycie jakichś info o tych staruchach, odkrywa, że ich szef ma grubo ponad setkę w metryce - niedługo po tym zdarzeniu kolega ginie w wypadku [tak się kończą rozmowy przez telefon, hehe], co wpędza bohaterkę w paranoję [mąz jakiś mniej kumaty jest, do tego ma problemy w pracy, a i poznaje laskę na boku], a potem w gorączkę poszukiwań jakichś dowodów, że starcy za tym stali - dowody są w piwnicy [pokrwawiony zderzak samochodu tam stojącego, rzeczy osobiste tego kolegi w szafie itd], daje w długą z domu i zawiadamia policję, ale kiedy gliny wchodzą do piwnicy, tam już wszystko jest na glanc wyczyszczone i żadnych śladów, a staruchy tłumaczą policajom, że dziewczyna ma trudny okres po stracie dziecka i wygaduje pierdoły. policjanci zostawiają ją razem z nimi, a oni próbują ją uwięzić, lecz ofk jej się udaje zbiec.

                                    zawiadamia przyjaciół, męza, którzy jadą do dziadów interweniować [nawet pistolet ze sobą zabierają], ale znikają jak kamfora, więc sama ona jest zmuszona się pofatygowac w celu ich odnalezienia. przypadkiem zostaje zamknięta znów w piwnicy, ukrywa się w kontenerze na śmieci, pod workami, a w tych workach, co się za chwilę okaże, są ciała i małżeństwa, co rzekomo wyjechało, i przyjaciół, i innych ludzi.

                                    bottom line : dziadygi zwabiali do siebie młode małżeństwa, żeby z ich ciał, koniecznie zdrowych i bez nałogów, pozyskiwać tytułowy "zar", czyli jakieś specjalne serum przedłużające młodośc, a przynajmniej pozwalające się starzeć w najwolniejszym możliwym tempie.

                                    bohaterka wpada w panikę, a potem w ręce staruchów, którzy zamierzają ją wykorzystać w celu powższym, ale opanowuje się na tyle, żeby, już leżąc na stole operacyjnym, zlać pilnującego ją starucha jakimś instrumentem medycznym, uciec, schować się, a potem dziadów zakapować [w piwnicy pali papierosa pod ustrojstwem uruchamiającym alarm, staruchy nie mogą tego zatrzymac, zjeżdza się straż, robi się rejwach, starcy tłumaczą, ze to przypadkowe włączenie, dziewczyna przez okienko próbuje wołać o pomoc, ale nikt jej nie słyszy, już się do odjazdu zbierają strażacy, kiedy ona znajduje w worku z trupem ten pistolet, co mąz z kolegą wzięli jadąc do dziadków, robi dziurę w szybie i drze dzioba o pomoc] i to w samą porę, bo jej mąz już prawie był dead, a tak jeszcze trochę pożyje, bo w porę przyjeżdza karetka. staruchy zostają aresztowani, pewnie długą już nie pociągną, bez swojej mikstury... a jej i męzowi udaje się ujść cało.

                                    pastelówa :]

                                    pomysł z jakimś kamieniem filozoficznym z ludzkiej tkanki umożliwiającym przedłużanie sobie żyćka - wydumany jak wielka cholera.

                                    rozwiązanie bez zaskoczeń, a sposób doprowadzenia do niego - bez większej finezji, podług znanych kroczków : najpierw miło, potem pierwsze zgrzyty, dalej kolejne niewyjaśnione śmierci i zaginięcia odkrycie pierwszych dowodów, szamotanina, bohater/ka w rękach oprawców, ucieczka z rąk oprawców, próby szukania pomocy, bohaterka ucieka w ostatniej chwili przed śmiercią, ostateczna rozgrywka z oprawcami i happy end - stare schematy to jeszcze nie grzech, ale nie było w tym klasy i stylu plus nie było choć cienia grozy, ani raz nie podskoczyłem na fotelu, a to już dla thrillera jest zdecydowanie obniżająca notę okoliczność. dodatkowo bohaterowie, charaktery, sytuacje... niestety, trzecia liga, płaskie, płytkie, marionetki, a nie ludzie z krwi i kości :]

                                    zaś jedyny niekonwencjonał to zrobienie z grupy starych ludzi kilerów :]
                                    • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę/"żar",s 25.01.11, 14:00
                                      Castevet
                                      • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę/"żar",s 25.01.11, 14:00
                                        Sorry, falstart! :)
                                    • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę/"żar",s 25.01.11, 14:25
                                      > zaś jedyny niekonwencjonał to zrobienie z grupy starych ludzi kilerów :]

                                      Greku, a Castevetowie? Roman i Minnie z "Dziecka Rosemary"? podobny motyw był, nie wiem, czy się zgodzisz ze mną, Ty masz lepszy ogląd, też niebezpieczni staruszkowie, też sympatyczni na początku (zamieszkujący zresztą także nowojorską kamienicę, synną Bramford na Manhatanie).

                                      > pomysł z jakimś kamieniem filozoficznym z ludzkiej tkanki umożliwiającym przedł
                                      > użanie sobie żyćka - wydumany jak wielka cholera.

                                      hehehe :)

                                      Aleeeee, nie wiem, czy wiesz, że w Chinach robią kremy oraz prepraty częściowo ziolowe zawierające ludzkie embriony dla kobiet przechodzących menopauzę, które mają działać odmładzająco, wzmacniająco itd. (u nas też je można dostać u "Chinek").

                                      A z mężem co się działo, kiedy wpadł w łapy staruszków?

                                      THNX 4 The Glow! :)))
                                      • grek.grek Re: Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę/"żar",s 25.01.11, 15:38
                                        o, masz rację, rzeczywiście bardzo podobna sytuacja. naweet te zachowania staruszków podobne do tych, którymi w 'dziecku' operowali castevetowie. słusznie.

                                        hehe, no patrz, co kraj to obyczaj ;]

                                        w japonii, teraz zalew zachodnich mód i wszelkich świństw trochę to zahamował, ale całkiem niedawno krzepka długowieczność była na porządku dziennym dzięki zdrowej diecie rybno-ryżowej
                                        i sportom ruchowym. ale w europie dzieje się coraz lepiej, bo, nie wiem czy wiesz, i w niemczech i w brytfanii populacje stulatków są coraz liczniejsze, w ogóle krzywa wiekowa rośnie, i zaczyna się kombinowanie : jak nadązyć z wypłatami rozmaitych rent i emerytur [nieraz b.wysokich] w społeczeństwach nie dośc, ze się starzejących, to starzejących się w takich długich przedziałach czasowych.

                                        hehe, męza chcieli wydutkać, już chyba zaczęli, więć był nieprzytomny, ale kiedy dziewczyna im uciekła, to zaczeli jej szukać, a jego zostawili w spokoju i, skoro dziewczyna ich załatwiła, to nie zdązyli go skończyć, a ostatnia scena jest w karetce, kiedy ona z nim jadą do szpitala - on żyje, heh.

                                        a nie, zaraz, ostatnia scena jest taka sama jak pierwsza - to znaczy : młody człowiek biega [na wstępie był to właśnie mąz, tak poznał tych dziadków], zostaje napądnięty znienacka, staruszkowie [inni oczywiście] spieszą mu z pomoca, złodziej ucieka [ofk podstawiony, taka ich metoda na poznanie nowego... towaru :)], ale oni swój cel osiągają - poznają młodego, zapraszają do domu, a cel jest ten sam - zrobić z niego eliksir spowalniający starzenie się... taka sugestia, ze po ameryce, ba - po nyc, grasują grupy starych wysysaczy młodych ciał ;]

                                        hehe, my pleżer :]
                                        • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę/"żar",s 25.01.11, 17:07
                                          :)

                                          Obyczaj mocno kontrowersyjny jednak!

                                          Zdaje się nas to samo czeka (a głównie kobiety, które w żyją dłużej). Znów aktualne będzie modne niegdyś hasło: Emeryci, renciści, popierajcie naród (a. dawniej jeszcze - partię) czynem, umierajcie przed terminem! :))

                                          > a nie, zaraz, ostatnia scena jest taka sama jak pierwsza [...]
                                          >po nyc, grasują grupy starych wysysaczy młodych ciał ;]

                                          Czyżby ta scena motywowana była chęcią wywołania psychozy strachu w NYC !?
                                          Takie rzeczy to potrafi tylko Polański. ;)

                                          >po nyc, grasują grupy starych wysysaczy młodych ciał ;]
                                          hehe :)))
                                          • grek.grek Re: Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę/"żar",s 26.01.11, 12:49
                                            może, przy okazji, z konieczności, nauczymy się żyć Będąc, a nie tylko Mając :]

                                            psychoza, owszem, pod warunkiem że istnieje gdzieś ten przepis na eliksir młodości, hehe.
                                            • barbasia1 Re: Piątkowo powtórkowo/'dirty' słów parę/"żar",s 26.01.11, 14:10
                                              grek.grek napisał:

                                              > może, przy okazji, z konieczności, nauczymy się żyć Będąc, a nie tylko Mając :]

                                              Pięknie powiedziane, piękna idea, ale czy wykonalna?
                                              Dziś ludzie coraz szybciej pędzą za tym, żeby mieć i mieć i coraz mniej zważają na innych...

                                              To fakt! :)))
      • pepsic Re: '24 godziny', spojler, wnimanie. 21.01.11, 18:04
        Miło się z tobą zgodzić, że to schematyczny produkcyjniak przewidywalny do bólu, o tyle dobrze, że nie kat. B.
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12) 21.01.11, 19:16
      Zainspirowana "Śniadaniem na Plutonie", z innej dużo bliższej mi bajki dorzucam na początek weekendu, który czas zacząć:

      www.youtube.com/watch?v=00kz_SOV7fo&feature=related
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12) 22.01.11, 18:09
        pepsic napisała:

        Zakomita klasyka nad klasykami!

        To ma mam coś bardzo świeżego na wieczór weekendowy (moje odkrycie):

        www.youtube.com/watch?v=BhW7edYiCfE
        (Made in Poland!)

        • grek.grek muzycznie 25.01.11, 14:24
          no to ja też coś zagram :]

          [śmiało omińcie pierwsze 25 sek] imo klip jest ponadczasowy, klasyka past-present, w dodatku zabawny momentami, a flow niezgorszy; ech, wtedy jeszcze o coś w tej muzyce, w całej tej kulturze, chodziło [tak, to gorzkie żale dawnego miłośnika, a dzisiaj (re)sentymentalnego oldtajmera, hehe]

          www.youtube.com/watch?v=2_5nCgAXIYU
          • barbasia1 Re: muzycznie 25.01.11, 14:39
            Rap z elementami muzyki latynoskiej, folkloru latynoskiego! Ciekawe, ciekawe! :))
            / (chyba już mówiłam, doszkształcam się ja tu nie tylko filmowo, ale i muzycznie!)/

            >[tak, to gorzkie żale dawnego miłośnika, a dzisiaj (re)sentymentalnego oldtajmera, hehe]

            Ha,ha :)))
            Eee tam oldtajmera!
            • grek.grek muzycznie... i fotograficznie ;] 25.01.11, 15:45
              hehe, dzięki, ale wiesz, takie kawalki jak ten z linka, to prehistoria ;]

              a co do muzyki, to i ja poszerzam horyzonty, dzięki Tobie oraz Wam, bo to co proponujecie to dla mnie zupełne nowości :] dodam, że zawsze interesujące. tak trzymać.

              z pewną nieśmiałością zaproponuję jeszcze jedną kategorię - ciekawe zdjęcia :
              może takie coś na początek, jakiśtaki fajny klimat ma, francuszczyzną, italianizmem jakiśtakim pachnie ? no nie wiem, ujęło mnie samym klimatem, jak z 'dolce vita' jakiegoś :] :

              www.robertwroblewski.com/zdjecia/2009/15.08/fotograf-milanowek10.jpg
              • barbasia1 Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 25.01.11, 16:25
                No tak, ja jak zwykle jestem spóźniona! :/

                I tak ma być! :)

                Ależ fantastyczny pomysł z tymi zdjęciami!!! Że też nie wpadliśMY ;) na to wcześniej! (tyle fajnych zdjęć widzi się w necie) Podoba mi się, mam nadzieję, że koleżankom też!

                Bardzo fajne zdjęcie, Greku, gdzieś Ty je wynalazł? A jest podpis do tego zdjęcia?
                Bo wiesz, z czym mi się kojarzy ta scenka? Ze staropolskim ;) obyczajem robienia tzw. bram na drodze pary młodej!?

                • barbasia1 Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 25.01.11, 17:35
                  To ja też coś znalazłam, apetyczne zdjęcie, głodnemu pizza na myśli! ;)

                  www.terragalleria.com/europe/italy/napoli/picture.ital7429.html
                  (Niestety nie umiem samego zdjęcia wypreparować)
                  • grek.grek Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 26.01.11, 12:55
                    haha, wybrałaś najlepsze miejsce, neapolitańską pizzerię :] dobre.

                    • barbasia1 Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 26.01.11, 14:18
                      :)))
                      Pizza (w mniej więcej takiej postaci jaką znamy ) wywodzi się właśnie z Neapolu.
                • grek.grek Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 26.01.11, 12:54
                  och, to żadne spóźnienie :]

                  hehe, zdjęcie zupełnym przypadkiem wpadło mi w łapy.

                  a widzisz, to rytuał jakiś... dzięki za objaśnienia :] przyciągnął mnie styl tej fotografii, auto, taki sznyt jakiś - do złudzenia kojarzący się, mnie przynajmniej - z kadrem z włoskiego filmu z lat 60-tych, albo francuskiego :]
                  • barbasia1 Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 26.01.11, 14:30
                    Tak tylko podejrzewam (z dużym prawdopodobieństwem), że to właśnie to przedstawia ta scenka! Te panie takie wystrojone!? ;)

                    >do złudzenia kojarzący się, mnie przynaj
                    > mniej - z kadrem z włoskiego filmu z lat 60-tych, albo francuskiego :]

                    No tak, zwłaszcza , że zdjęcie jest czarno-białe. :)

                    Zabawne jest to zdjęcie.


                    A właśnie, skojarzenia niech będą ważną cześcią kategorii fotograficznie! :)
              • pepsic Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 26.01.11, 14:54
                Nieśmiało chciałam zauważyć, że zdjęcia w kolekcji już mamy, tyle że w innej kategorii.
                Zalinkowane kojarzy mi się ze swojskimi klimatami, ale ja się nie znam, nawet zdjęć nie lubię robić. Liczę na innych, co tak trzaskają i trzaskaja, a potem mam kłopot z wybraniem najlepszych.
                • barbasia1 Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 26.01.11, 15:19
                  pepsic napisała:

                  > Nieśmiało chciałam zauważyć, że zdjęcia w kolekcji już mamy, tyle że w innej ka
                  > tegorii.
                  Filmowe i okołofilmowe zdjęcia masz na myśli, tak? To racja, takie mamy w kolekcji, ale Grekowi, jak zrozumiałam, chodzi o zdjęcia nie związne z filmami, zdjęcia różne i różniste, które są ciekawe, z jakiś powodów wpadły w oko, intrygują itd.!

                  Pepsic, znasz się na zdjęciach, tylko jeszcze o tym nie wiesz! :), więc daj się wciągnąć do zabawy! Oczywiście nie szukaj, broń Boże, niczego na siłę, tylko jak Ci coś pięknego wpadnie oko, wtedy wklej.

                  A ja bardzo lubię robić zdjęcia, nawet myślalam, żeby wkleić tu jakieś moje kwiaty z ogródka, ale na razie nie umiem. :/


                  • pepsic Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 26.01.11, 15:28
                    Barbasiu, nie masz wyjścia, czekamy na Twoje kwiatki :)
                    Ps. Pomyślę.
                    • barbasia1 Re: muzycznie... i fotograficznie ;] 26.01.11, 16:19
                      :) Postaram się, ale najpierw muszę się dowiedzieć, jak się umieszcza własne zdjęcia na forum.
    • barbasia1 Przedoscarowo 25.01.11, 17:14
      Ogłoszono nominacje do Oscarów, możemy się już zacząć powoli zastanawiać nad typowaniami!

      "Bez niespodzianek w przedbiegach do Oscarów. Aż dwanaście nominacji zdobył faworyzowany brytyjski film Toma Hoopera "Jak zostać królem". Dziesięć nominacji przypadło filmowi "Prawdziwe męstwo", a osiem obrazowi "Social Network". Listę nominowanych ogłoszono w Hollywood."
      [...]

      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,9001545,Oscar_2011__Faworyci_zgarneli_najwiecej_nominacji.html
      :)

    • grek.grek "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 26.01.11, 12:45
      kino polskie czy kino z usa, z tzw. gwiazdami ? oczywiście - wybrałem kino polskie w dwójce.

      tytuł "motór", koniecznie przez "ó" ;]

      rzecz się dzieje w dwóch planach czasowych, przeplatających się ze sobą i, jak się okaże, związanych ze sobą, nie tylko z powodu występowania w nich tych samych bohaterów. 83 rok - stan wojenny, czy tuż po stanie... bla bla, wiadomo o co biega, okres trudny i przełomowy dla polski - okres drugi, to już czas po 89, tzw.'wolna polska'.

      film był kręcony w biłgoraju, straciłem pierwsze 10 minut, więc nie wiem, czy autor tam konkretnie umiejscowił akcję, czy nie. whatever. małośrednie miasto w polsce - o tak to nazwijmy.

      83 rok, jest grupka pięciu młodziaków - i sobie normalnie zyją : rozmawiają o d,upie maryni, popijają tanie wina, zdarza się im inhalować butaprenem na ławce parkowej, chodzą do knajpy, zdarza się że i na zabawę do dyskoteki, gdzie czasem się z kimś pobiją, a powód zawsze jest błahy; jak jednemu z nich, miłośnikowi motoryzacji, uda się wyprosić od ojca dużego fiata, to jadą na przejażdzkę, dopókii nie zabraknie beznyny, słuchając jednocześnie amerykańskiej muzyki; jak kolega załatwi sprzęt do zakłócania odbioru tiwi, to przez okno wyłączają i włączają sąsiadom telewizor, rechocząc przy tym maksymalnie...a po niebie właśnie przelatuje kometa haleya :]

      czasami fatyguje się do nich system, w postaci pijanych gliniarzy w suce, którzy próbują ich pałować, ale młodym udaje się zwiać.

      83 rok ? nie czują tego, nie wiedzą, że to jakiś trudny czas, że opozycja, że stan wojenny, że coldwar, że generał, ze wałęsa, ze solidarnośc, że strajki, że przemiany... są z dala od tego, z boku, żyją normalnie i bez żadnych porywów anty czy pro systemowych, oni tego systemu nie widzą, widzą swój świat dookoła siebie, żadnej polityki czy ekonomii, no może poza tym, ze piwa nie ma w sklepie i muszą wino pić. nawet w telewizji nie ma "prylu", jest informacja o komecie haleya, ze "to raz na tysiące lat"...

      to nie są jacyś meneliki, normalna młodziez, zwykli chłopcy, ba ! - dają się lubić, sympatyczni są.

      jest i dziewczyna - monika, co chodzi z jednym bubkiem z sąsiedniej wsi, a przy okazji pozwala się adorować jednemu z nich - bazylowi, który robi w tym całym filmie za narratora. nonstop bazyl i spółka mają jazdy z tym jej gachem i jego kolegami - a to oni pobija któregoś z nich na zabawie, a to gach wpadnie im w ręce i zostanie przez nich upokorzony poprzez konieczność pomodlenia się do motóra, a na koniec jeszcze wzięty na obcas, aczkolwiek wbrew grupie robi to tylko jeden z nich, ten który dostał lanie na zabawie, tepy fizol karaś.

      yuup :} - modlitwa do motóra, nie inaczej. jak mówi najbystrzejszy z nich, rechol, "nie ma boga, jest motór" - taki młodzieńczy bunt, przekora, ironia, a może i powazniejsze spojrzenie na rzeczywistość... w każdym razie - oddają szydercze hołdy motórowi, czyli wuesce popularnej. jak tylko motóra zobaczą, to zaczynają robić jaja : modlą się, odczytują do motóra litanie, nawet udając samarytan dzielnych poją go winem :], zdobywszy kask motorzysty paradują z nim dumnie jak z relikwią... kiedy w kinie grają 'easy ridera', to im odbija, zaczynają szaleć, udają motóry, krzyczą, wariuja, aż ich trzeba wyprowadzić z seansu. kpina, żart, zabawa. "nie ma boga, jest motór". bazylowi się to nie do konca podoba, bo jest ministrantem, nie przyącza się do tych adoracji i modlitw, ale... jest też członkiem grupy, więc przynajmniej robi dobrą minę do niekoniecznie przyjmowanej gry i obserwuje kolegów z pobłażaniem.

      ciekawa, wymowna scena w tym kinie, kultowy 'easy rider' nie jest dla nich okazją do kontrkulturowych westchnień i marzeń, nie budzi tęsnot za przestrzenią, nieskrępowanym ruchem, podróżą - nie, widok hoopera i fondy na harleyach to tylko okazja do kolejnych wygłupów "czcicieli motóra".

      bazyl ma przeciez monikę, taką dziewczynę do której wszyscy wzdychają, ten typ. a potem bazyl ją traci, kiedy monika się dowiaduje, jak jego koledzy i on sam, chociaż akurat on tylko stał z boku, potraktowali jej gacha. monika zostaje z gachem. i jeżdzą razem jego wueską, a bazyl może tylko się im bezsilnie przyglądać i prosić bezksutecznie monikę o jeszcze jedną szansę.

      a potem zdarza się zabawa, na której gach moniki z kolegami rzucają się ze sztachetami na ekipę bazyla [bez bazyla akuratnie]. interweniuje policja, rozrabiaczom udaje się uciec, na ziemi zostaje tylko poturbowany rechol. tępe policyjne pały ładują go do suki i zamiast mu pomóc piorą go jeszcze dotkliwiej, wskutek czego schodzi on śmiertelnie. bazyl traci wiarę w boga - "jest motór, nie ma boga", przestaje chodzić do kościoła. moniki też nie ma. czas młodości przestaje być beztroską hucpą. moment przejścia, zmiany, doświadczeń, które przewracają świat do góry nogami.

      rok po-89. bazyl i tęgi, jeden z grupy, trzymają się razem, tęgi ma firmę, a bazyl dla niego pracuje. akurat jadą dostawczakiem z towarem do warszawy, podwożą monikę. niewiele się zmieniło, poza tym, że są dorośli, bazyl jest łysy, tęgi nosi garnitur, monika zmieniła fryzurę, a zamiast butaprenu wciągają, na postoju, kokę.

      w pewnym momencie mija ich dziadek na wuesce. "motór !!", krzyczą, wracają wspomnienia, aczkolwiek bez sentymentów płaczliwych, raczej - jako taki impuls do śmiechu. zatrzymują się na postoju, a później mijają tego samego dziadka leżącego w rowie, z rozwalonym motorem. biorą go na pakę, jest pijany jak bela, po prostu, poza tym zdrowy jak rydz. postanawiają wyciąć mu numer - zostawiają go pod warszawą, na poboczu. dziadek się budzi i w szoku - pierwsze co widzi to tablicę z napisem "warszawa" nad soba. abarot i dyma do chałupy 300 kilosów ;]].

      bazyl, tęgi i monika wracając zaglądają do domu tego gościa [mają jego namiary, bo zdązyli mu przejrzeć kieszenie kiedy leżał znietrzeźwiały w ich aucie]. okazuje się, że facet - po tym co go spotkało i tych 300 kilosach nauczki, że chlanie nie popłaca - został gorliwym dewotem :], oddaje cześc najświętszej panience, wódki go gęby nie bierze, bo - jako że pijany był na amen i nic nie pamięta - wierzy, że to matka boska przeniosła pod warszawę i kazała w ramach pokotu zasuwać z buta te 300 km do domu :] bazyl i tęgi kwitują sytuację przesmiewczo : "motór dokonał cudu !", "motór go uzdrowił".

      przed jego domem stoi motór, wueska. bazyl go od niego kupuje. urządza jazdę na bocznych drogach, szaleje do oporu, krzycząc "motór !!" - on, który za młodu się dystansował od takich zabaw, teraz tamten czas sobie odbija. a potem rzuca motocykl na pobocze i podpala, wchodzi 'wish you are here' pink floyd, tęgi pyta 'po co go podpaliłeś ?" - a bazyl nie odpowiada, bo cóż odpowiedzieć... że w ten sposób żegna swojego przyjaciela, który tym przekornym kultem kiedy zawiadywał, był jego prorokiem, otworzył mu oczy w pewnym sensie, że mówił mądre rzeczy tym szyderczym tonem, a nade wszystko - że tylko tak mógł go pożegnać i naprawić to, ze wtedy, na tej zabawie, w 83, nie było go przy nim i nie miał szansy go uratować jakoś. zabliźnił ranę, która odezwała się po latach, aczkolwiek była w nim zawsze i domagała się opatrzenia. ale patosem jadę... :] orajt, koniec tego.

      bez sentymentu, bez martyrologii, bez wielkich gestów i podniosłych akcentów, skromny, niegłupi film o sprawach mniej lub bardziej ważnych. rzut oka na życie w 'zniewolonym kraju' poza narracją zawodowych patriotów i nieprzejednanych antykomuchów, spóźnionych obalaczy systemu i speców od zasyfiania ludziom ciepłych wspomnień młodości przekonywaniem, że była denna, 'bo w peerelu' przecież nic nic mogło byc dla nikogo dobre, przyjemne i warte pamięci.

      bezpretensjonalny, nie pozujący na dzieło stulecia, którym niewątpliwie nie jest, co tylko dodaje mu sympatii na twarzy; bez nazwisk, może poza marcinem bosakiem, znanym chyba z 'm jak miłość',. żadnych gąb rozpoznawalnych zbytnio. ofelia karolina cybula - filmowa monika, talent na miarę oskara to to nie jest, ale dziewczyna za to, że hoho :]

      reasumując : warto obejrzeć.


      • barbasia1 Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 26.01.11, 16:17
        Interesujące! Trzeba zobaczyć! Dzięki! :)

        A tu Motór i Monika :)
        www.filmweb.pl/Motor#picture-1
        A ja zmuszona byłam wybrać kino z USA z gwiazdami, czyli thriller/dramat "Godziny strachu" ;), ale tylko dlatego, że leciał wcześniej, o 20.00. Żadna wielka rewelacja, ale trzeba przyznać film całkiem przywoity w swoim gatunku, pomimo kilku naciąganych nieco scen, trzymał w średnio mocnym uścisku , a na pewno intrygował i to niemal do końca, kiedy odkryte zostają motywy postępowania antypatycznego porywacza, który szantażuje małżonków (w roli antypantycznego, złego gościa Pierce Brosnan) i zmusza ich do wykonywania różnych poleceń, często absurdalnych, niebezpiecznych, a przede wszytskim nieprzyjemnych dla nich, zwłaszcza dla męża, grożąc oczywiscie zabiciem małej córeczki , którą miał nieco wcześniej podstępnie porwać z pomocą fałszywej opiekunki.

        • maniaczytania Barbasiu, poprosze o spojlera "Godzin strachu", 26.01.11, 23:37
          nie wykpisz sie od streszczenia :)
          • barbasia1 Re: Barbasiu, poprosze o spojlera "Godzin strachu 27.01.11, 18:52
            OKEJ! Jeśli nie dziś, to jutro będzie! :)
          • barbasia1 Maniu spojlera cz. 1 "Godziny strachu" 30.01.11, 13:49
            Obiecany spojler, cz. 1. :)

            Jest sobie sympatyczne, kochające się małżeństwo, , dobrze sytuowane zamożne, mieszkają we własnym domu na przedmieściach mertopolii, oboje pracują, on - Neil (Gerard Butler) pracuje w agencji reklamowej, ona - Abby (Maria Bello) zajmuje się chyba modą; mają małą uroczą córeczkę, do której właśnie przychodzi wynajęta z agencji na jeden dzień opiekunka (Abby dziwi się, że opiekunka w odróżnieniu od poprzednich z tej agencji jest dużo starsza, dzieli się nawet tym spostrzeżeniem z mężem, ale mąż nie widzi w tym nic dziwnego). Kobieta ma się zaopiekować małą, bo mąż wjeżdża do pracy i to w dodatku na cały weekend, wspólnie z szefem maja pracować nad ważnym projektem, a żona akutrat w tym dniu (piątek) też ma jakieś spotkanie w związku z pracą, a może to spotkanie ze znajomą (nie pamiętam dokładnie, w każdym razie ona ma wrócić do domu dopiero późnym wieczorem, tak więc oboje żegnają się z córeczką wsiadają do samochodu męża i wspólnie wyruszają do miasta. /tu chyba były reklamy w związku z czym przełączyłam kanał i jak wróciłam z powrotem to okazało się, że w aucie na tylnim siedzeniu siedzi facet (Pierce Brosnan) z pistoletem w ręku i z antypatycznym wyrazem twarzy oświadcza, że ich córeczka została porwana, a oni , jeśli chcą odzyskać mają robić to, co on i rozkaże, Abby dzwoni natychmiast do domu , udaje jej się przez moment porozmawiać z małą, powiedzieć, żeby się nie bala, bo rodzice wkrótce wrócą po nią, niestety połączenie zostaje szybko przerwane...

            Tom Ryan (Brosnan o antypatycznym wyrazie twarzy), każe im jechać do banku i podjąć im wszystkie oszczędności, dokładnie wie że mają, ponad sto tysięcy dolarów na koncie (skąd on to wie?). Klasyka, porwanie dla okupu? Żeby podjąć taka kwotę do banku muszą iść oboje i złożyć dwa podpisy. Oboje roztrzęsieni, bo porywacz dał im mało czasu na wykonanie tego zadania grożąc, że jeśli się spóźnią , że dziecko zostanie zabite!!! Sqrczybyk! Neil się potwornie złości, bo pani w banku załatwiająca formalności dopytując o coś niepotrzebnie przedłuża czas, w końcu ustawiają się w kolejce do kasy po pieniądze, czas upływa, Abby każe już Neilowi iść do auta, ona sama odbierze pieniądze i zaraz do nich przyjdzie. I tak się dzieje. Neil idzie do auta, razem z porywaczem czekają. Abby za chwilę przychodzi z walizką pieniędzy, daje ją szantażyście Brosnanowi i ruszają. Neil oczywiście domaga się oddania dziecka, skoro ten dostał już, co chciał.

            Ale wredny Brosnan robi nagle coś dziwnego, wyjmuje jeden gruby plik banknotów i ... podpala je , wariat jakiś!!! po czym wkłada do walizy, gdzie schowanych jest pozostałe sto tysięcy grubych zielonych prezydentów, zamyka walizkę, a następnie ... wyrzuca ją do rzeki, która przepływa pod mostem, którym właśnie jadą. Szaleniec!? Psychopata!? Mówi , że chce zobaczyć do czego są zdolni ludzie dla ratowania dziecka. Małżonkowie słuchają tego przerażeni, są załamani, a ten ze spokojem każe im jechać do ekskluzywnej restauracji na drugi koniec miasta. W restauracji wredny Tom zamawia sobie jakieś drogie danie, małżonków wyprasza, każąc im w ciągu pół godziny zdobyć 600 dolarów... Ci usiłują najpierw pożyczyć pieniadze od jakiegoś obcego faceta na mieście, ale ten oczywiście odmawia, w ostatniej chwili znajdują lombard i sprzedają swoje cenne zegarki znacznie poniżej wartości i dostają pożądaną kwotę owe 600 dolarów, lecą do Toma, ale ten już ma nowe zadanie, Abby ma zawieść pod podany na kopercie adres dokumenty, oczywiście ma ta to ściśle określoną ilość czasu, po czym ma się pojawić przy piętrowym parkingu pod podanym przez Tom adresem.

            Kiedy Tom-i Neil zostali sami, spostrzegli młodego chłopka machającego, do nich a w zasadzie do Toma, młody człowiek zbliżył się do nich . (Tom zdążył ostrzec Neila, że jak ten piśnie słowo to zaraz każe zabić córkę) .Okazało się, że to ... syn Toma!!!? Ojciec z synem po krótkiej zdawkowej, chłodnej rozmowie rozstali się. W aucie Neil, zaczął wykrzykiwać oburzony, że jak to możliwe, żeby człowiek, który sam ma syna mógł porwać dziecko innego człowieka!? Ale Toma ta gadka w ogóle nie wzruszyła.

            Wkrótce Tom i Neil znaleźli się pod parkingiem, przy którym się umówili z Abby , ale Tom nie zatrzymał się na dole tylko wjechał na samą górę piętrowego parkingu, skąd roztaczał się widok na biurowiec i piętro firmy, która , jak się okazało, konkurowała z firmą Toma (chyba tak to właśnie było, Greku popraw mnie jeśli coś zmyślam, nie mam filmu pod ręką!!!). No i wyszło, że Tom dowiedział się (Siła nieczysta?) skądś, że Niel wykradł tej konkurującej firmie ważne dokumenty, i postanowił zdemaskować Neila, zdradzić szefowi konkurencji, co zrobił Neil, podstępnie posługując się w tym celu Abby. Abby miała dostarczyć szefowi konkurencji kopertę, w której były materiały świadczące o kradzieży. (Greku popraw mnie jeśli coś jest nie tak)

            Neil wściekły, widzi przez szklane okna, jak Abby wchodzi do biura, czeka na owego szefa, Tom w ostatniej chwili pozwala mu zadzwonić do Abby i powiedzieć by jednak nie oddawała tych dokumentów, Abby obiera telefon, i robi to co jej Neil każe, wychodzi, ale po kilku krokach zatrzymuje się, zastanawia się waha, widać, że bije się z myślami (a ,co jeśli to postęp szantażysty? A jeśli przez to, że ona odda dokumentów, dziecko zginie?), po czym jednak wraca, wręcza kopertę człowiekowi, któremu miała ją dać i wychodzi. Mąż szaleje ze złości.
            Cdn.
            • barbasia1 Re: Maniu spojlera cz.2 ostatnia "Godziny strachu" 01.02.11, 13:47
              Kiedy Abby do nich wraca, Niel robi jej wymówki, ma straszliwe pretensje do żony, ze go nie posłuchała tylko oddała dokumenty, kłócą się, Abby wypomina mężowi wcześniejszą zdradę (a jednak ich związek nie jest taki idealny!?), potem zaczyna szlochać. Łzy Abby studzą emocje Neila, przytula ją, godzą się, bo przecież mają większy problem na głowie... Nagle okazuje się, że są sami, szantażysta Tom, zostawił ich samych na czas kłótni i poszedł sobie do galerii handlowej, ale w aucie zostawił przez przypadek swój telefon komórkowy, z którego nieco wcześniej kontaktował się ze wspólniczką, która przetrzymywała córeczkę małżonków. Wpadają na pomysł by szybko sprawdzić numer, na jaki ten dzwonił , by zorientować się, gdzie jest córeczka, trzęsącymi się łapami przeszukują komórkę, w dosłownie ostatniej chwili znajdują ów numer, dzwonią , okazuje się, ze to numer telefonu jednego z hoteli w mieście ... Jakiś ślad już jest! Ale już zjawia się znienawidzony Tom, ma paczuszkę, którą każe im dostarczyć do kogoś_tam . Mają znowu na to zadanie bardzo mało czasu, więc pędzą do metra. W drodze postanawiają, że jednak nie pojadą oddać paczuszki, tylko pojadą taksą do hotelu po dziecko, w taksówce Neil ku przerażeniu Abby otwiera paczuszkę, która okazuje się, że jest pusta!

              W recepcji dowiadują się, że rzeczywiscie w hotelu wynajęła pokój kobieta w średnim wieku z małą dziewczynką blondyneczką, małżonkowie zdobywają numer pokoju i pędzą tam natychmiast, najpierw czają się pod pokojem , podsłuchują, co się tam dzieje, przez drzwi słychać grający telewizor, leci jakaś bajka dla dzieci. Na korytarzu widzą wózek sprzątaczki, Neil albo Abby przeszukuje go, wygrzebuje uniwersalną kartę magnetczną , którą posługują się sprzątaczki, by wejść do pokojów. Owierają drzwi. Wchodzą po cichu, widzą, włączony telewizor a w nim bajkę , maskotkę królika na foteliku, ale ani dziecka, ani kobiety nie ma w pokoju jest za to ... wredny Tom, który jest wściekły! Oblewa Neila resztą alkoholu ze szklanki. Grozi bronią. Łapie Abby i karze jej się ubrać w seksowną wydekoltowaną kieckę, po czym ją zabiera ze sobą. Neliowi, każe w ciągu godziny znaleźć instrukcję w pokoju, co robić dalej, jeśli tego nie wykona, spóźni się, nigdy nie zobaczy ani żony ani córki.

              Neil jest przerażony, miota się po pokoju. / tu była przerwa na reklamy więc dokładnie nie wiem, co do były za instrukcje, w każdym razie okazało się, że miał wleźć na dach hotelu (niebezpieczne); no i wlazł, stanął niebezpiecznie na gzymsie, na samym brzegu budynku, ale zrobił to za późno, więc Tom powiedział mu, że nigdy nie zobaczy już Abby i córeczki.

              Neil załamany, zdesperowany, leci na najbliższy komisariat policji, tam opowiada, całą historie, ale policjant, który go przesłuchuje, mówi, ku zaskoczeniu Neila, że jego żona już tu była, złożyła zeznania, mówiła, że mąż nie chce dać jej rozwodu, nie chce pozwolić jej odejść i prześladuje ją !? . Tom jest w szoku. Policjant mówi, że go rozumie, bo sam przechodził rozwód z żoną. Radzi Neilowi by się uspokoił, udał do domu, wtyrzeźwiał (to ten zapach alkoholu, którym oblał go Tom sugeruje, że Neil jest pijany ) i odpoczął. Tom kompletnie załamany wychodzi. Robi kilka kroków siada na murku nie zważając na to, że leje deszcz, rozpacza.

              Nagle podjeżdża auto okazuje się, że to Tom z Abby, Abby wyskakuje z auta, rzuca się mężowi na szyję, tłumaczy, że Tom zmusiła ją do kłamstwa na policji. Wszyscy wsiadają do auta, prowadzi Tom, jadą gdzieś kawał za miasto, w leśna okolicę. Podjeżdżają w końcu pod jakiś domek drewniany. Tom i Neil wychodzą z auta. Rozmawiają. Tom mówi, że podjechali właśnie pod domek, w którym na Neila czeka jego SZEF, z którym się umówił na cały weekend. Neil zdziwiony, że Tom wiedział, o spotkaniu z szefem a zwłaszcza o miejscu spotkania, bo on sam dopiero miał dzwonić z drogi. Tom mówi, że odda mu córkę, jeśli Neil zabije swojego szefa. Tom maksymalnie zaszokowany, zdezorientowany, ale bierze pistolet i idzie do domku, skrada się, wchodzi. Jest pusto, ale nagle widzi piękna brunetka w sexy szlaforczku schodzi po schodach., poznaje ją, ona jego też. Całuje go, uśmiecha się do niego uroczo, przymilnie i seksownie, jest zdziwiona, że tu sam trafił, przecież ONA miała go dopiero poinstruować jak dojechać!!!??? (A WIEC ROMANS NIE SPOTKANIE Z SZEFEM!!!) On zdenerwowany maksymalnie, zdezorientowany, nie patrzy na nią, patrzy na kominek, a tam nagle spostrzega zdjęcie chłopaka, który okazał się być synem Toma, a obok tego zdjęcia, zdjęcie Toma!!! Tom to mąż brunetki!!!!! Neil krzyczy teraz do brunteki , że jej maż wszystko wie, a ta jest zaszokowana. Nagle wpada Tom, każe Neilowi zabić swoją żonę, jeśli ten jej nie zabije, on każe zabić jego córkę. Neil nie wie, co robić. Tom ryczy, że zabije mu córkę . Neil przystawia broń do głowi kochanki , strzela, ale okazuje się, ze broń nie była nabita! Kobiecie nic się nie stało, płacze na głos. Tom szydzi z niej, mówiąc, „widzisz teraz , jak on Cię kocha”. Neil błaga by Tom oddał mu dziecko, a Tom mówi, ze nie może oddać ... bo dziecka on nie porwał, nikt nie porwał małej, dziecko spokojnie czeka w domu. Wszystko to było klamstwo!

              Neil pędzi do auta, mówi, że ich córeczka jest w domu, Abby dopytuje o co chodzi, co się dzieje, Neil wyjaśnia, że żona Toma miała romans ... z jego, Neila, szefem!!!, a Tom wariat myślał, że nim i dlatego w ramach zemsty (na niewłaściwym człowieku) sfingował porwanie ich córeczki i zgotował im koszmar., tak tłumaczył.
              Kiedy dotrali do domu okazało się, że rzeczywiście wszystko jest w jak najlepszym porządku , córeczka cały czas z opiekunką była w domu...

              W domu Abby sprowokowana czymś przez Neila (dokładnie nie pamiętam), wyznała mu, że ona doskonale widziała o jego romansie z żoną Toma i że .... wraz z Tomem tę całą akcję z potrwaniem (którego faktycznie nie było) córeczki ukartowali, by się na nim zemścić, by on wreszcie poczuł jak to jest, kiedy traci się to co najdroższe, to co się najbardziej kocha ...
              Miny małżonków zapowiadały rychły koniec uroczego małżeństwa ...
              KONIEC :)
              • maniaczytania Barbasiu -pzrepieknie Ci dziekuje, zwlaszcza 01.02.11, 19:55
                za ta druga czesc, bo wczoraj przeczytalam pierwsza i ... zostawilas to w takim momencie, ze !!!
                Super to napisalas :)
                • barbasia1 Re: Barbasiu -pzrepieknie Ci dziekuje, zwlaszcza 02.02.11, 17:28
                  Bardzo się cieszę, że Ci się, Maniu. podobało! :))))
                  Za błędy przepraszam, nie miałam dużo czasu na poprawki!
                  Fajny thriller, prawda? :)

                  Mnie zawsze dziwi, jak mężczyzna jest zdziwony, kiedy okazuje się, że jego kobieta się domyśla (wnioskując po dziwnym jego zachowaniu), że on ją zdradza. :)
        • grek.grek Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 27.01.11, 12:33
          stanowczo oraz zdecydowanie - trzeba :]

          ciekaw byłem oraz jestemTwojej opinii o "godzillach", bo zamierzam je lada moment obejrzeć i nie wiem, czego mam oczekiwać. znaczy się, teraz już trochę wiem, a'propos treści...a jak tam z wartością tego filmu, weg Ciebie ? dobry jest ?

          • barbasia1 "Godziny strachu" 27.01.11, 18:51
            :)
            Skoro, Greku, nie oglądałaś jeszcze (a może właśnie obejrzałeś/ oglądasz? :/ ) to nie powiem Ci za wiele o "Godzillach" :)) , by nie zdradzić czegoś i nie pozbawić Cię przyjemności z oglądania i bycia zaskakiwanym, spojler skrótowy postaram się za moment napisać, pod Mani postem wkleję.

            Film nie jest zły ( na dobry z minusem albo raczej trzy z plusem!?), na pewno intryguje, dzięki sprytnie podrzucanym fałszywym tropom, niespodziewanym zwrotom akcji, zaskakuje do samego końca, nie można też imo (łatwo) przewidzieć jak się skończy cała histotia , do czego prowadzi gra szntażysty.

            (Nie wiem czy po obejrzeniu z zgodzisz się w tej kwestii ze mną, Ty jesteś jednak większy bystrzak ode mnie :), ja, przyznam, w ogóle się nie domysliłam, zresztą, prawdę mówiąc, nie starałam się szukać rozwiązania przed zakończeniem filmu, nie próbowałam nawet zastanawiać się, o co może chodzić szantażyście, zaciekawiona losami bohaterów i zirytowana strasznie postacią Brosnana, który niszczy spokój sympatycznej rodziny, poddałam się opowieści.)

            Oczywiście film, czy w zasadzie scenariusz ma też swoje minusy, a mianowicie, jest tu kilka naciąganych scen budzących mniejsze lub większe wątpliwości co do prawdopodobienstwa zaistnienia ich w rzeczywistosci (one mogą nieco razić no chyba, że się przymknie na nie oko), do takich scen należy przede wszytskim ta na posterunku policji, gdzie w pewnym momencie udaje się mąż z prośbą o pomoc (z oczywistych wzgędów powstrzymam się od opisu), czy scena, (dzieje się zaraz po wyjściu męża z tego właśnie posterunku policji), w której szantażysta odnajduje męża w tej wielkiej metropolii, gdzie rozgrywa się akcja filmu ...

            To chyba tyle ... :)

            A jeszcze coś o aktorstwie powinnam napisać, może napisze tylko, że zapamiętam Pierce'a Brosnana w roli irytującego szantażysty, bardzo się starał by wyglądać nieprzyjemnie, do tego stopnia, że miał zupełnie zmienioną twarz, wyraz twarzy (w pozostałych rolach - Maria Bello - żona, Gerard Butler -mąż).

            • grek.grek Re: "Godziny strachu" 28.01.11, 11:59
              b dobry opis. i nic nie zdradziłaś a'propos końcowych rozstrzygnięć :]
              a jest kilka skrętów a'la alberto tomba, hehe, i rzeczywiście do ostatniej
              sceny nic nie jest jasne. za scenariusz - wg mnie brawa się należą.

              nie wiem czego, ale czegoś mi brakowało, żeby się do konca tym
              filmem zakręcić... może pikanterii jakiejś, może ostrzejszych charakterów
              postaci, trochę są takie uładzone jednak, może ten brosnan nie jest trafiony
              w takiej roli, może kamera nie pomogła za pomocą bardziej sugestywnego
              filmowanie... brakowało mi czegoś, żeby
              napisac, że to thriller z najwyższej półki. ale - i tak, na mój gust, to
              naprawdę niezłe kino. od tych '24 godzin', co to leciały niedawno - o całe
              lata świetlne lepszy, dzięki scenariuszowym zasadzkom :]
              • barbasia1 Re: "Godziny strachu" 28.01.11, 14:31
                Tak, tak, zgadzam się z Tobą , czegoś brakuje w tym filmie. :)

                A może to kwestia gry akorskiej, aktorów, którzy byli, owszem, poprawni, dobrze odrywali swe role, ale bez jakiegoś błysku!??
                • grek.grek Re: "Godziny strachu" 29.01.11, 14:13
                  bardzo możliwe, ze trafiłaś w sedno :]
      • pomme Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 26.01.11, 16:20
        mam nadzieję, że Wam sie nie narażę za to co chce tu napisać. Ale podczytwałam Was w miare systematycznie, bo choc telewizji nie ogladam już wcale ( nie że moda:-) jakoś tak) to podczytuje Was od czasu do czasu.
        I pozwalam tak sobie bo kurde fajni jesteście ... do rzeczy
        jak was znudzi TV to jest taki portal, jeszcze w wersji beta ale nieźle sobie radzi
        www.portalwww.eu
        o TV tez tam jest i o filmach i ksiązkach i zyciu - dziennikarski stuff:-)
        a reklamuję, bo raz ze portal potrzebuje rozgłosu, w końcu jest dla ludzi wiec niech sie dowiedza a dwa ze sama do niego pisze choć nie po dziennikarsku.
        bardzo Was zachecam i prosze nie bijcie za tą reklamę:-)
        • barbasia1 Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 26.01.11, 16:34
          Witaj Pomme! :)
          Przyjmujemy reklamę, zajrzymy na stron e, może coś napiszemy jak wena i czas pozwolą, bić Cię nie będziemy, aleeee kara mustafa, jak mawia nasz Sułtan ;), Pomme, masz się tu częściej pojawiać, komentarze od czasu do czasu pisać!
          A w ogóle to skandal, że Ty telewizora nie posiadasz! (to wlaśnie podejrzewałam, jak zniknęłaś ;)
          Pozdrówka! :)
          • pomme Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 27.01.11, 09:06
            zaglądać zaglądam, z tym pisaniem gorzej bo naprawde nie ogladam, ostatnio jakos wsiąknęłam w ksiązki Oates i o Witkacym i w Prousta i troche nie chce mi się z nich wychodzić:-)
            • barbasia1 Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 27.01.11, 18:58
              Teraz to troszkę rozumiem, ale tylko troszkę! ;)
              • pomme Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 27.01.11, 20:49
                jak to troszkę???:-)
                oczekiwalam wybaczenia, rozgrzeszenia:-)
                ok dorzuce do tego że jeszcze duzo piszę i to naprawdę zajmuje mi glowę
                poza tym mam male dziecko piore prasuje sprzatam gotuje aczkolwiek z rzadka to wszytko bo pisze i czytam:-)))))
                • barbasia1 Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 28.01.11, 16:39
                  Pomme, jest Ci wybaczonnne i rozgrzeszonne! ;)
                  I pamiętaj, zawsze jesteś tu mile widziana.

                  /Twój syneczek jest uroczy! :)/
                  • pomme Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 30.01.11, 13:11
                    o dzieki Ci!
                    faktycznie jest ...
                    tak sobie jeszcze myslę, nie chcilibyście popisac troche dla szerszej publiczności?
                    jak cos zapraszam na priv
                    ja aktualnie mam fure prasowania, pobawie sie z dzieckiem i lece na Marie antonine
                    a wczoraj byłam u znajomych i leciała niania na Manhatanie czy w nowym jorku, nie pamieam:-) prawie nic nei złyszałam tylko ogladałam
                    Scarlet strasznie młoda tam była chyba
                    i jeszcze leciało enen tez tylko patrzyam bo nie było jak słuchać ale ten film akurat znałam
                    widzieliście?
                    dla mnie szyc w nim był megamocny, uwierzyłam mu w tej kreacji, wygladał jak skrzyzowanie pierdoły z sierota acz skuteczny był
                    pamietam ze jak ogladałam pierwszy raz to troche rozczarowana byłam zakonczeniem, spodziewałam sie wielkiego wybuchu i tysiaca fajerwerków a tu taka prosta konkluzja. Ku mojemu zdziwieniu jednak film ( nie tresc ale konkluzja własnie) zapadła mi w pamięci, wiec chyba cos w tym filmie jednak jest ?
                    • pepsic Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 30.01.11, 16:26
                      "Niania w Nowym Jorku" pochodzi z 2007 roku, obecność Scarlett Johanson, wówczas 23-letniej ewidentnie podnosi poprzeczkę, piszę to ja, do tej pory nie przepadająca. Fanom komedii romantycznych spokojnie mogę polecić.
                      • pomme Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 30.01.11, 19:15
                        dzieki za info!:-) nie jestem równiez fanka komedii romanycznych wiec pewnie zyłabym w nieswiadomosci. swoja droga ona wygladała na 18 a nie 23:-)
                        cóz, koleżanka pozyczyla mi na dvd zebym nadrobiła wersje dzwiekowa wiec przy nastepnym prasowaniu jak znalazł:-)
                    • barbasia1 "Enen" 31.01.11, 17:15
                      pomme napisała:
                      > tak sobie jeszcze myslę, nie chcilibyście popisac troche dla szerszej publiczności?

                      Jeśli o mnie chodzi, to może kiedyś w przyszłości spróbuję coś napisać na tym portalu, teraz nie mam na to czasu, poza tym wystarcza i bardzo, bardzo cieszy pisanie tu.

                      Dzięki Ci Pomme za zachętę do oberzenia filmu "Enen".
                      Namierzył go nam kiedyś Grek na youtube, ale niestety jeszcze go nie obejrzałam.

                      ( tu cz. 1.
                      www.youtube.com/watch?v=aGNsIkyFkIs )


                      W "Wojnie polsko -ruskiej" też świetnie wypadł Szyc. Nie wyobrażam sobie teraz innego Silnego. Widziałaś "Wojnę"?

                      • pomme Re: "Enen" 01.02.11, 12:01
                        no wojny nie widziałam, choć mam dostęp do filmów tylko niestety dostepu do czasu nie mam
                        dla mnie Szyc naprawdę jest mocny, megamocny bo abstrahując od tego ze on pewnie o tym wie i zadziera nosa to jest w rolach wiarygodny jak mało kto ( z młodego pokolenia)
                        w enen to był naprawdę inny ktoś i ja mu uwierzyłam i zapomniałam ze on grał w vinci i jeszcze w czymś tam a taka Kozuchowska? gdzie by nie zagrała zawsze jest Hania Mostowiak, Senność pewnie widzieliście, film nie był genialny zeby nie powiedzieć średni ale Kozuchowska go jeszcze pociągnęła w dól ( IMHO)
      • maniaczytania Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 26.01.11, 23:42
        A trafilam na "Motor" wczoraj, trafilam - i tez mi sie podobal :)

        A dzisiaj bylam na "Weekendzie" - i ... podobal mi sie tez :)
        • grek.grek Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 27.01.11, 12:46
          no to Maniu, wbiłaś gwoździa... z tym 'weekendem". dotychczasowe opinie, które czytałem, były miażdzące, a tutaj... ;]

          aż nie wiem, jak spytać, czy widziałaś "och karol" ;].

          swoją droga, powiedzcie mi, bo sam tego nie mogę ogarnąć... co sobie myśli ktoś, kto zatrudnia do roli kobiecierza faceta, który ma tak zgraną i zaszufladkowaną twarz jak aktor adamczyk ?

          zobaczcie, każda komercyjna romantyczno-komediowa duża produkcja w ost. latach nie mogła się obyć bez adamczyka...
          już pomijam granie takich postaci, jak szopen i papież, które to wkręca w imadło natychmiastowych skojarzeń, ale spójrzmy : testosteron - jest, lejdis - jest, nie kłam kochanie - jest, trick - jest, teraz 'och karol"... pomijając już chęc ucieczki z szuflady "etatowej twarzy dla bohateruff narodowych", to nadpodaż jest po prostu ;]

          chodzi o wiarygodnośc, bo on do tych ról się nie stylizuje, on jest zawsze ten sam; jasne, powinno się kupować rolę i basta, ale nie sposób tak sobie po prostu powiedzieć : nie znam adamczyka, widzę tego człowieka pierwszy raz w życiu. zna się tę gębę, ma się w pamięci poprzednie role. taka natura ludzka ułomna. gdyby się przeistaczał za każdym razem jakoś, a tu nic. ten sam adamczyk.

          kupujecie to, ew. udaje się wam jakoś z tym się uporać, kiedy oglądacie tego aktora w akcji ?
          • pomme Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 27.01.11, 15:48
            tez mnie to zastanawia,a w szczególności stały ograny zespół aktorów który wita nas w kazdym filmie. Na och karol nie pójde ( pamietam jak leciała w kinie ta pierwsza czesc) nie za jakies antypatie, ale nie spodziewam sie niczego dobrego. Mucha nie lubie, żmuda nie lubie, Foremka no sorry doktor jak jej tam było ? z tego szpitala ...
            mało mamy aktorów? no chyba mało
            albo wszyscy sa do bani
            swoja droga mnie np zastanawia co taka żmuda trzebiatowska robi w obsadach i jak ona szkołe skończyła, kto jej dyplom dał?
            nie mówicie mi tylko ze ona w filmie jest tym ładnym magnesem który ma przyciagnac widza?
            • grek.grek Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 28.01.11, 12:13
              widać twórcy takich dzieł doszli do wniosku, ze nie ma po co ryzykować. skoro do tej pory
              się ci aktorzy sprzedają należycie, czy raczej - sprzedają filmy w których występują [bo przecież nie - grają], to zmieniać z dobrego na lepsze nie ma potrzeby :]

              zresztą, kto napisał ten film... łepkowska :], symbol tandety telenowelowej. pewnie jeszcze na marginesach scenariusza napisała, kto jej zdaniem powinien którą rolę dostać. mnie w ogóle zajmuje, jaki osobistości robią za tzw,gwiazdy - kasia glinika ? husdet gerl ? kto to jest pani socha, sucha, czy jak jej tam ? kto to kasia zielińska, z której zafiksowania na lans się już kabarety natrząsają..? telewizja zaczyna kreować gwiazdy kinowe, kręcić koniunkturę na kinowe hity... o shit :]
          • maniaczytania Weekend :) 27.01.11, 19:23
            Wkleje tu to, co napisalam w pobliskim watku:


            Moim zdaniem - wlasnie wszystko mialo rece i nogi - byla klarowna intryga, przeprowadzona dobrze od poczatku do konca, nie tak, jak w niektorych polskich filmach, ze do konca filmu, a nawet i potem nie wiadomo, o czym to bylo. Motywy tarantinowskie (cala galeria dziwakow it.), inspiracje filmami Guya Ritchie (super grupa Gypsy :) ) widoczne wyraznie, ale nie zywcem zerzniete i przeniesione w nasze realia, tylko do tych realiow dostosowane. Widac zabawe konwencja.
            A ze duzo ku.wa? A niby jak gangsterzy mieli mowic - 'o kurka wodna' ? Brzmialo to naturalnie i o niebo lepiej niz w innych polskich "komediach", ktore to wlasnie wysmiewal w swym skeczu C. Pazura (chociaz ja tego skeczu nie kojarze) - typu np. "Lejdis" gdzie przeklenstwa i slowa rodem z "rynsztoku" w ustach pieknych mlodych wyzwolonych kobiet brzmialy po prostu zalosnie.
            Na uwage zasluguje tez realizacja - nie ma polskiej przasnosci, jest poziom zachodni - i w zdjeciach, i w montazu, i w swietnych scenach poscigow samochodowych (genialni kierowcy musieli swoja droga prowadzic te auta), do tego swietna, rewelacyjna wprost muza i aktorzy - Frycz rzadzi :)


            A co do "Och Karol" - raczej sie nie wybiore, moze kiedys obejrze, ale obawiam sie, ze on jest raczej w stylu tych super smiesznych polskich komedii, o ktorych byl ciekawy artykul w ostatnim Filmie - "Polskie niesmieszne komedie" - czyli typ "Lejdis" - chyba nie jestem target-grupa :)))

            Ale jesli chodzi o Adamczyka, to zlego slowa na niego powiedziec nie dam! Wg mnie to jeden z lepszych polskich aktorow. To prawda, ze troche za bardzo sie "udziela" w tych wlasnie niesmiesznych komediach, rozumiem jednak, ze takie czasy i jakos trzeba zarabiac, a w koncu aktor zawod jak kazdy. Dla mnie nie musi on niczego udowadniac i zaszufladkowac go trudno, bo ja np. wciaz mam w pamieci jego jako lekarza- lowce skor - az mnie ciarki przechodza, jak sobie przypomne :)
            • pomme Re: Weekend :) 27.01.11, 20:54
              ja w sprawie tego weekendu:-)
              zastanawia mnie, co piszesz bo zjechali ten film, gdzie się dało.
              Nie sądzę abym obejrzała, bo nawet jak juz znalazłabym wieczór wolny i miala sie wybrac to z pewnoscia szukalabym czegos innego
              Pazury nie trawie, ta jego pożal się boże żona, sorry nie daję rady
              pamietam,że jak ten film kręcili to duzo mówili jaki zajebisty i w ogóle, niedowierzałam, a Ty prosze taka recenzję wystawilaś
              az chyba obejrzę jak na plytach wyjdzie, normalnie:-)
      • pepsic Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 28.01.11, 14:14
        Brzmi zachęcająco i jeszcze ten przemycony między wierszami hicior wszechczasów. Postaram sie upolować, bo lubię bezpretensonalne dzieła, póki co mam w niedługim planie zbliżone klimaty "Wszystko, co kocham" .
        • grek.grek Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 28.01.11, 14:50
          mam nadzieję, że nie obniży Twojego poziomu zachęcenia fakt, że kasę na ten film wyłożył m.in janusz palikot ;]
          • pepsic Re: "motór",, spojler jak wielka cholera ;]l 28.01.11, 14:54
            O żesz :)
    • grek.grek 'siostra jackie' 3 odc dziś 27.01.11, 14:37
      ku pamięci : 'siostra jackie' w dwójce, dzisiaj wcześniej - o 22:35 :]

      w polsacie jakis film z bohaterką tegoroczną portman, "bliżej" [21:00] - znacie ?

      tvn na upartego powtarza "na żywo" - niezłe kino, za pierwszym razem, ale pokazywali
      je już tylokrotnie, ze chyba wszyscy polacy od lat 4 do 104 zdązyli obejrzeć i zapamiętac
      scena po scenie.

      btw, oglądacie te "pamiętniki wampirów" w tvn ? bo mnie zaczynają wciągać, aż się głupio przyznać ;] estetyczne, niezła muzyka, w ost odcinku była scena jak z 'the doors' stone'a, kiedy wampir co do delona jest podobny ze swoją nałożnicą biegali po urządzonym w klimacie gotyckim pokoju kreśląc jakieś figury ćwierćbaletowopodobne do muzyki robiącej za podkład transowy [tutaj : do muzyki depeche mode].

      • maniaczytania Re: 'siostra jackie' 3 odc dziś 27.01.11, 19:28
        grek.grek napisał:

        > ku pamięci : 'siostra jackie' w dwójce, dzisiaj wcześniej - o 22:35 :]

        Ja nie przegapie, bo mnie sie czwartek calkiem przyjemnie-serialowy zrobil - najpierw "Castle", potem "House", pozniej "Jackie" :)))

        > w polsacie jakis film z bohaterką tegoroczną portman, "bliżej" [21:00] - znacie ?

        Ja nie znam, z przyczyn House'owych nie obejrze, wiec licze na spojlera :) (troche mi szkoda, bo tam gra Clive Owen ;) )

        > tvn na upartego powtarza "na żywo" - niezłe kino, za pierwszym razem, ale pokazywali
        > je już tylokrotnie, ze chyba wszyscy polacy od lat 4 do 104 zdązyli obejrzeć i zapamiętac
        > scena po scenie.

        Nie uwierzysz - ja jeszcze tego nie widzialam, ale z przyczyn wymienionych wyzej, dzis tez nie obejrze, wiec licze na ... kolejna powtorke :)))


        > btw, oglądacie te "pamiętniki wampirów" w tvn ? bo mnie zaczynają wciągać, aż się głupio przyznać ;] estetyczne, niezła muzyka, w ost odcinku była scena jak z 'the doors' stone'a, kiedy wampir co do delona jest podobny ze swoją nałożnicą biegali po urządzonym w klimacie gotyckim pokoju kreśląc jakieś figury ćwierćbaletowopodobne do muzyki robiącej za podkład transowy [tutaj : do muzyki depeche mode].

        No, to jak juz sie przyznales, to ja Cie teraz pomecze o streszczenie tego odcinka, bo ... nie ogladalam z przyczyn obiektywnych :( a lubie :)
        >
        • grek.grek Re: 'siostra jackie' 3 odc dziś 28.01.11, 12:16
          niestety, "bliżej' nie oglądałem...

          aaa, 'pamiętniki wampirów'-streszczenie... bardzo proszę, służę uprzejmie :] :
          vampirediaries.pl/streszczenia-odcinkow
        • pepsic "Bliżej" 28.01.11, 14:43
          Maniu, rzeczywiście masz czego żałować, Clive Owen dał wspaniały popis aktorstwa, świetne sceny z jego udziałem (czatowanie, awatura wobec zdradzającej żony) zaćmiewały panie, nieco żylastą Julię Roberts grającą nadto po gwiazdorsku (coś zgrzytało w jej wizerunku) i nieopierzoną kurkę Natalie Portman. Ogólne wrażenia pozytywne, jednak poziom nierówny, chwiejne zachowanie bohaterów nieprzekonujące i niezrozumiałe do końca. Szczególnie miło było mi popatrzeć na panów, tym bardzije, że Lowa-a zdaje się pierwszy raz miałam przyjemnośc. Też niczego sobie :)
          Nieśmiałe oklaski dla Polsatu za przeciwwagę dla głupawych komedii i strzelanek.
      • barbasia1 Re: 'siostra jackie' 3 odc + Ale kino! 27.01.11, 20:04
        > w polsacie jakis film z bohaterką tegoroczną portman, "bliżej" [21:00] - znacie ?

        Chyba nie widziałam tego filmu. Spojrzałam na opis, oprócz Portman występują jeszcze Julia Roberts, Jude Low i Clive Owen. Gwiazdy! ;) A rzecz to o związkach międzyludzkich, o uczuciach. Opowiada, jak piszą w moim dodatku TV GW, "o pożądaniu, zdradzie, oszustwie, ale też o tym, że szczerość może być zabójcza, gdy wyznanie nie służy oczyszczeniu, ale zadaniu bólu". Może być ciekawy! Pechowo, że w porze filmu "Bliżej", leci nasza ulubiona "Siostra Jackie", jak nie potrzeba to zmienią porę nadawania na wcześniejszą, ech!

        >"pamiętniki wampirów" w tvn ? bo mnie zaczynają wciągać, aż się głupio przyznać ;]

        Ha,ha! :)))
        A widzisz, przypomniałam sobie wczoraj o "Pamiętnikach ..." i rzuciłam okiem z ciekawości na całkiem spory kawał (scenę tańca widziałam i historię braci, opowieść o tym jak stali się wampirami ), przyznam, że i mnie się bardzo dobrze oglądało!? Aaaa i Zły brat wampir w oko mi wpadł (mam pociąg do niegrzecznych chłopców! ;)) - (to on jest podobny do Delona? - muszę się jeszcze raz przyjrzeć?).
        Od przyszłego tygodnia oglądam!

        A teraz potańczę sobię ;)
        www.youtube.com/watch?v=aGSKrC7dGcY&feature=related

        Na ale kino! dziś o 20.00 francuski film "Hadewijch", nie zwróciłabym uwagi na ten tytuł, gdybym dwa tygodnie temu nie przeczytała bardzo ciekawej, zacęcającej recencji Tadeusza Sobolewskiego w GW. Film ten wszedł właśnie (2 tyg. temu) na ekrany kin w u nas. Dziś niezywykła okazja by go sobie obejrzeć domu. Szcześliwi dziś Ci, co mają ale kino!
        (w skrocie żarliwa nowicjusza wydalona z klasztoru trafia w ręce fanatyków islamu)

        wyborcza.pl/1,75475,8913252,Oddajcie_mi_mojego_Jezusa.html
        • grek.grek Re: 'siostra jackie' 3 odc + Ale kino! 28.01.11, 12:23
          no i - zdecydowałaś się... na co ? :]

          hehe, wampiry zjadliwe są, się okazuje.

          ten film, który anonsujesz, pewnie szybko będzie na dvd, w kinach raczej nie zagości na
          dłużej - taki los nie-'ciach', nie-"och karolów" i im podobnych hiciorów z usa :] i bardzo
          dobrze, może kiedy komu wpadnie w łapy... a może niebawem zagości w tiwi, w każdym
          razie szybciej niż te kinowe supergrajła a'a ww., które drogę z kina do telewizji przebywają w tempie ślimaka.

          "enjoy the silence", o, to klasyk. przyznam jednak, że od kiedy dave gahan zaczął sam nagrywać - kasuje, wg mnie, depeche mode w przedbiegach :]; coś w ramach argumentacji powyższego ;] :
          www.youtube.com/watch?v=xXxklgFnpjs
          • barbasia1 Re: 'siostra jackie' 3 odc Fryzura siostry 28.01.11, 15:23
            No więc i ja nie obejrzałam w końcu "Bliżej", tak się złozyło, że włączyłam się dopiero po 22.00, obejrzałam kawałek, i stwierdzialam, że skoro i tak już straciłam już pół filmu, to nie ma sensu oglądać do końca i że lepiej zobaczyć całą "Siostrę Jackie".

            Przyjrzałam się wczoraj uważnie fryzurze siostry Jackie, i stwierdziłam, że muszę odszczekać to co namędrkowałam tydzień temu na temat tej fryzury.
            Fryz siostry Jackie nie jast wcale zaniedbany, jak mi się wydawało (stanowczo nie mogę oglądać telewizji zbyt późno ;/)!? Włosy są świetnie obcięte zwłaszcza tył pięknie wycieniowany, fryzura jest przemyślana- na dole rzucona jest ciemna farba, na górze jasne, pasemka. Nie mniej jednak to nie zmienia faktu, że efekt końcowy nie jest najlepszy, żółte pasemka są wstrętne, ma rację Pepsic, siostra powinna zmienić tę fryzurę.

            A wczoraj u siostry, kolejny ciężki przypadek, po gościu z obciętym uchem - gość z pocharataną przez kota najcenniejszą cześcią męskiego ciała, he, he. :). Swoją ciekawe, czy ten przypadek jest wzięty z życia czy jednak wydumany, czy jakiś facet, właściciel kota może to potwierdzić? ;)))

            Świetny utwór, Greku! :)))
            • grek.grek Re: 'siostra jackie' 3 odc Fryzura siostry 29.01.11, 14:04
              hehe, kot rozbił bank w tym odcinku ;]

              pprawda ? hehe. nowoczesny na wskroś. ale i liryczny w dobrym stylu być potrafi :
              www.youtube.com/watch?v=eWfiUSAuw8Q
              • barbasia1 Re: 'siostra jackie' 3 odc Fryzura siostry 29.01.11, 15:06
                Chi, chi :)))

                Cudny ten Dave Gahan! Odkrycie dla mnie! Dzięki Tobie/Ci! :)
        • pepsic Re: 'siostra jackie' 3 odc + Ale kino! 30.01.11, 16:32
          W temacie Hadewijch.
          Obawiam się, że nie dojrzałam.
          :(
          • barbasia1 Hadewijch 31.01.11, 16:51
            pepsic napisała:

            > W temacie Hadewijch.
            > Obawiam się, że nie dojrzałam.
            > :(

            Nie martw się, czasami też tak mam.

            A wina niekoniecznie musi leżeć po stronie widza! :)

    • grek.grek 'almost famous', uwaga spojler 28.01.11, 13:19
      nie obejrzałem 'bliżej' wczoraj [ktoś oglądał, ktoś napisze coś ? :)], ale złapałem coś takiego jak "u progu sławy" [almost famous], leciało to po północku w polsacie.

      nie żałowałem, powiem krótko.

      akcja się dzieje w połowie lat 70-tych, wiadomo - era post-hippie, post-kontrkulturowa, idzie ku nowemu w młodzieżowej kulturze, w której media, masowe trendy i biznes rozrywkowy będą miały największe znaczenie. i w takim rozkroku dziejów tkwi bohater. młodziak, ma 15 lat, kocha muzykę i dobrze pisze - o tej muzyce. pisze do magazynu "cream'. jest uroczy, jest fanem muzyki, a nie dziennikarską młodocianą hieną, więc zaprzyjaźnia się z rockmanami ze Stillwater - jak wszyscy muzycy rodem z kontrkultury z reguły nieufnymi w stosunku do pismaków, wchodzi na backstage, poznaje ich, podpytuje, bawi się z nimi, ogląda ten cały rockowy sznyt na jego zapleczu. kleci kolejny tekst, po którym dostaje propozycję z rolling stone'a, zeby pojechał ze stillwater w trasę po stanach i sklecił z tego duży artykuł - za odpowiednią kasę oczywiście [ fajna rozmowa z naczelnym rolling - chłopak siedzi w domu, jest trafiony dokumentnie tą propozycją, naczelny : to ile, 700 dolców za trzy tysiące słów, co ? młody nie może wykrztusić słowa z powodu szoku, naczelny : no dobra, chrzanić to... tysiąc !]. no jak nie , jak tak - dzieciak zgadza się z wielką ochotą, zespół go przyjmuje, licząc po cichu, albo i całkiem głosno, nawet na wylądowanie na okładce w rolling, na lekkie podlansowanie.

      no i jadą w tę trasę. akcja się skupia na obserwacjach tzw. lajfstajlu rockowego, na tym co dzieciak przeżywa i wahaniach - jak opisać zespół i co napisać o ich stosunku do muzyki i świata; oraz na uczuciowej relacji gitarzysty russella z podrózującą z zespołem groupie. właśnie, groupie - nie żadna 'dajka na życzenie', tylko po prostu 'fanka zespołu', kumpela muzyków. groupies jest kilka, ale właśnie 'penny lane' [na imię naprawdę ma 'lady', i nic dziwnego, ze się nim nie posługuje] jest najwazniejsza i w całej akcji to ona odgrywa kluczową rolę.

      więc podróżują autobusem wymalowanym, jakby to był 69 rok, w srodku muzyka, gitara, śpiewy; kolejne koncerty - wszędzie fani, peace & music; na jednym z nich russella kopie prąd z kiepsko podłąćzonego mikrofonu, zespół odmawia grania, chce kasy, właściciel klubu nie chce dać, żąda wywiązania sie z umowy - uciekają stamtąd, rozwalając bramkę wjazdową, a on ich ściga meleksem - co za scena, ubaw po pachy :); kiedy indziej russella nachodzi, zeby 'byćprawdziwym' więc wymyka się z imprezy zespołu i odwiedza party fanów, pije z nimi, ćpa, odbiera hołdy, a koniec skacze z dachu domu do basenu, przy uciesze całej hałastry. hotele, śmele, kawałki koncertów widziane z punktu widzenia kulisów...ale i konflikty wokalisty jeffa z russellem, kto jest wazniejszy, kto jest twarzą zespołu, widzi kłótnię o to, kto jest na pierwszym planie na portrecie zespołu na koszulkach "firmowych"... i chłopak jest w tym wszystkim, w oku cyklonu - spisuje wrażenia, próbuje szkicować ich portrety, dowiedzieć się, poza byciem ich kumplem, czym jest dla nich muzyka, życie... słyszy glównie banały, frazesy, ale byc moze właśnie one ilustrują całą prawdę. nie ma tutaj żadnych ekscesów ponad normę, bardzo to jest opowieśc wygładzona i dominuje ciepło i tęsknota za tamtą epoką, kolorową i luzacką.

      ostatecznie młody nie ma nic, poza własnymi spostrzeżeniami, z których ma skręcić swój artykuł, o którego napisaniu ciągle mu przypominają telefony z redakcji.

      wydzwania też matka, profesor w szkole. stała po stronie jego marzeń, wspierała go, ale jego brak uświadomił jej jak bardzo go potrzebuje tutaj, w domu, obok siebie. za wcześnie żeby wyfruwał z gniazda, zwłaszcza że siostra wyfrunęła niedawno, i to po ostrej kłótni i do dzisiaj ze sobą nie rozmawiają. dzwoni więc stale, upomina go, żeby przypadkiem nie wszedł za mocno w tzw,. rock'n rollowe życie, czyli nie popalał i nie dał się złapać na wolną miłość [w pewnym momencie i tak zostanie uwiedziony przez kobiety przyzespołowe, tak dla zabawy, i będzie to zacne wspomnienie dla niego]. kiedy telefon z ręki chłopaka bierze russell i próbuje być zabawny, mamuśka jedzie mu ostro po rajtach [panie gwiazdorze, nie ze mną te numery, jak mi syna zmarnujecie, to wam skopię d,py - tak w wolnym tłumaczeniu, chociaż ona była kulturalniejsza], tak ze pan idol szybko, przy słuchawecze, stoi na bacznośc z "tak proszę pani" pod bujnym wąsem.

      dzieciak patrzy na rozdzące się uczucia między penny lane i russellem i dodatkowo sam się w niej zakochuje. jest, ofk, dla niej za młody, ale jest to ciekawa relacja, bo i on jej nie jest obojętny, ale... za młody jest, za dużo ich dzieli, doświadczenia i przyszłość - nie po drodze im.

      to on jednak będzie przy niej, kiedy dziewczyna się targnie na życie środkami nasennymi w nowojorskim hotelowym pokoju.

      jak do tego doszło ? zaczęło się od zmiany menadżera zespołu, stillwater przejął jakiś wypasiony menago największych gwiazd. zaczął się biznes, koniec z romantyzmem, czego symobliczną sceną jest przesiadka z kolorowego autobusu, którym jeździli w trasy, do prywatnego samolotu. i zakaz bywania przy zespole właśnie tzw.groupies. pełna profeska ma być, a nie takie farmazony. lalki na bok, fani się liczą, oni kupują płyty. szkoda tylko, że te lalki, to największe fanki zespołu, zakochane w muzyce po prostu. więc pennylane zostaje odsunięta od zespołu, nie moze już z nimi jeździć. moze jednak jeździć ZA nimi. więc jedzie do NYC, gdzie stillwaters mają grać duży koncert. na jublu przed występem próbuje się ona spotkać z russellem, ale ten siedzi przy stole zespołu wraz z... żoną. pennylane zagląda dośc namolnie w tamtym kierunku, aż się russellowa stara nią zaczyna interesować 'o co jej chodzi ?' - wstaje jeden z muzyków i idzie z nią pogadać, ze niby to jego dziewczyna. russelll się do niej nie przyznaje [cóż, kiedyś nawet 'przegrał ją' w karty za karton piwa... taka zabawa, ale jednak; niby fajny chłopak, ale...rockman z zamiłowania, wiecie o co chodzi]. a młody to widzi, bo zawsze jest w centrum zdarzeń. i ona dostaje ataku płaczu, wybiega. więc on biegnie za nią i w hotelu ratuje jej życie. wzywa lekarza, robią jej płukanie żołądka, potem szpital, on ją tam odwiedza, a potem ona wraca do domu, a on jej do końca towarzyszy na lotnisku.

      perypetie uczuciowe, a jednocześnie sygnał, że muzyka, dawny rock bez granic, w którym muzycy i widownia są razem i są równi sobie, zaczyna się oddalać od fanów, rozluźnia się więź, menadżerowie, wytwórnie, biznes muzyczny robi z nich gwiazdorów w wieży z kości słoniowej.

      zespół fruwa nadal. wymowna jest scena podczas lotu tym ich samolotem. nagle wpada on w turbulencje. panowie zaś w panikę. zaczynają się zwierzać wszem i wobec ze swoich grzeszków. jeden spał z żoną drugiego [jeff z żoną russella; zona się broni "to było lato 69, odrzucliśmy wtedy wszystkie zasady, pamiętasz ? :))], wychodzi na jaw,że russell romansował z pennylane, potem strzela bomba, ze z żoną eks-menago to w ogóle wszyscy spali :], a koniec końców perkusista, zachęcony atmosfera, wali na odlew "a jestem gejem !" -pechowo, bo tuż po tym wyznaniu, którym zgasił wszystkich, turbulencje przechodzą jak ręką odjął. kpina z nowych przejawów rockowego statusu ["jadąc naszym starym autobusem nie mielibyśmy okazji zginąć podczas burzy !"]

      młody wkrótce, na kategoryczne żądanie matki, też wraca do domu, do swojego pokoju, swojego świata. w porę, za dużo tego było, nawet dla miłośnika muzyki, nawet pomimo że przeciez był z przyjaciółmi. ku szczęściu matki. i to wraca nawet z siostrą, którą spotkał na tymże lotnisku, a która oczywwiście od razu się z matką godzi i po urazach z przeszłości nie ma śladu.

      chłopak wychodzi z całej podróży bez nagranego z zespołem wywiadu, ma tylko własne wrażenia i przemyślenia; ostatnim słowie russell mówi mu "w tym artykule... pisz o czym chcesz".

      • grek.grek 'almost famous', uwaga spojler 28.01.11, 13:41
        no i słuchajcie dalej.

        ten artykuł, sklecony z 'zapisków na kolanie', jest świetny - zywy, barwny, pisany sercem, cymes... do momentu, kiedy idzie do autoryzacj/kofrontacjii do stillwater - czytają go i dochodzą do wniosku, że ich wizerunek jest w nim kompletnie niekorzystny. twierdzą, ze chłopak wszystko zmyślił, zwłaszcza cytaty, w których członkowie zespołu wygadują takie banały o swojej "miłości do muzyki", ze ziemniaki w piwnicy gniją. oczywiście, takie słowa naprawdę padły, młody jest uczciwy, ale dowodów nie ma i tu jest pies pogrzebany. na kolegium redakcyjnym jego artykuł zostaje odrzucony.

        ale - bez happy endu ? no way :]

        któregoś dnia russell dowiaduje się od jednej z groupies, z którymi ciągle się spotykają przy okazji koncertów, ale - jak wyżej : które już nie są jakby częścią zespołu, są 'zwykłymi fanami' o historii pennylane, jej próbie samobójczej, i tym, że młody ją uratował.

        dostaje jej numer telefonu - dzwoni do niej, próbuje się tłumaczyć, przepraszać, prosi o spotkanie. dostaje namiary. jedzie, cały w nerwach. na miejscu, pod wskazanym adresem, drzwi otwiera mu... matka młodego. okazuje się, ze pennylane dała mu adres do chłopaka. w wiadomym celu... russell udziela mu wreszcie wywiadu, a poza tym - dzwoni do rolling stone'a i potwierdza wszystko, co chłopak napisał w swoim artykule. i ten art trafia na okładkę magazynu, razem z wielką fotą stillwaters, którzy wracają do korzeni, do romantyzmu zamieniając nowoczesny samolot na stary, rozkelakotany autokar, którym jadą w kolejną trasę.

        już bez pennylane. ona, odstrzelona jak dama, wylatuje do... maroko :]

        dobry, trafiający w odpowiednie punkty film - ciepły, nastrojowy, zabawny, w zdrowy sposób sentymentalny, ale pełen werwy jednocześnie. lata 70-te, zmierzch hippie przechodzący w budzącą się do życie epokę rocka - dobrze oddany tegoż nastrój, symptomy.

        rock'n roll-lajfstal bez obsceny, a za to z pełną dawką sympatycznej nostalgii. w ogole ta moda, te fryzury, ten styl bycia - klimat epoki aż zionie z ekranu.

        chłopak grający głównego bohatera, patrick fugit, ma tak sympatyczny dziób, naiwno-bystre spojrzenie, i takiż uśmiech, że po prostu kręci tym filmem jak baranimi rogami, nie da się uniknąc porównań do kevina arnolda z 'cudownych lat', ale pal go licho, ten tutaj jest jeszcze pocieszniejszy. cała akcja dzięki jego plastyczności i wiarygodności zyskuje bardzo. świetnie ucharakteryzowani są zresztą wszyscy aktorzy.

        przyjemna, z epoki ofk, muzyka w tle i w sekwencjach koncertowych, aczkolwiek tych ostatnich jest w sam raz, bez przesady, bo to nie jest musical przeca.

        kończą mi się pomysły chyba, hehe, więc bottom line : po prostu - film nakręcony po to, by się uśmiechnąć i poczuć : "kurde balans, żeby tak się na jeden dzień w tamte czasy przenieść, in da kalifornia, i jeden dzień w takiej trasie zaliczyć, nawet się ubrać w te przerażające ciuchy, i nosić je z dumą, jakby były od armaniego czy innego kokoszanela jakiegoś"
        • barbasia1 Re: 'almost famous', uwaga spojler 28.01.11, 16:35
          Właśnie, bardzo lajtowa, wręcz ugrzeczniona wizja rock'n rollowego lajfstajlu :), oglądanego oczami nastolatka, dzieciaka jeszcze.

          Jaka szkoda, że Polsat tak późno dał tak fajny film.

          A tu zdjęcia z filmu znalazlam:

          www.filmweb.pl/film/U+progu+s%C5%82awy-2000-1339#picture-3
          www.filmweb.pl/film/U+progu+s%C5%82awy-2000-1339#picture-8
          Opis też jest klimatyczny! :)
          • grek.grek Re: 'almost famous', uwaga spojler 29.01.11, 14:09
            tak własnie, a do tego dużo w nim takiego fajnego dystansu - nawet sytuacje pozornie niemiłe, jakiś konflikt, kłótnia, czy zamach na własne życie są przedstawiane z lekką ironią, bez nadęcia, ale nie robiąc z całego zdarzenia kabaretu, zachowując idealne proporcje.

            tak mi przyszło do głowy, że z takich właśnie czasów wywodzi się postać hanka moody'ego ;] człowiek z roku 75, ciągle po uszy w tamtej kulturze, przeniesiony do początku millenium.

            hehe, jeśli chodziło ci o mój opis, to bardzo mi przyjemnie :]
            • barbasia1 Re: 'almost famous', uwaga spojler 29.01.11, 15:34
              :)

              A tak, masz rację Hank, to właśnie to pokolenie, no i nie-świętej pamięci Lew przede wszytskim, który tkwił w tym rockendrolowym lajfstaju po uszy jako zawodowiec, producent muzyczny!

              Greku!!!!!!!!!!! Wiesz co właśnie znalazlam - TRZY PIERWSZE ODCINKI 4. SEZONU CALIFORNICATION!!!!!!!!!!!!! Obejrzę dziś pierwszy odcinek, jeśli chcesz / checie to w skrócie! Tobie/ Wam opowiem!
              /Ale zanim opowiem muszę nadrobić jakieś zaległości!/
              • grek.grek Re: 'almost famous', uwaga spojler 29.01.11, 15:46
                o, no to bombę podłożyłaś prawdziwą :]

                oczywiście, że CHCĘ/-my, zapewne również/, zwłaszcza i dodatkowo mając we wdzięcznej pamięci Twoje zawodowe fristajle z 3 sezonu :]

                • barbasia1 Re: 'almost famous', uwaga spojler 29.01.11, 15:58
                  Zatem opis będzie wkrótce! :))) (może już nie tak rozbudowany jak te z sezonu 3., (dzięki czemu szybciej go stworzę!), a zresztą zobaczymy ...).
                  Jestem strasznie ciekawa nowego Californicaton! :)))
                  • grek.grek Re: 'almost famous', uwaga spojler 30.01.11, 13:28
                    ja też, hehe :]
                    • barbasia1 Re: 'almost famous', uwaga spojler 30.01.11, 14:05
                      No i obejrzałam!!! :))) I powiem Ci, że żadnego mocnego uderzenia na wejściu nie było, niestety i szkoda ( uderzenie pięścią w twarz jakie zaliczył Hank w ramach pieszczot (tak, pieszczot :) łóżkowych od kolejnej zauroczonej Hankiem panny, młodej, ale ponoć bardzo znanej i popularnej aktoreczki (tej roli sama_nie_wiem_kto) nie liczy się, bo to nie o takie uderzenie mi chodzi oczywiście.

                      Greku, zaczęłam dziś pisać (od przedpołudnia) spojler "Godzin strachu", gdybym, coś przekręciła, gdybyś miał jakieś uwagi to popraw mnie, proszę! :)

                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,120424060,121548585,Maniu_spojlera_cz_1_Godziny_strachu_.html
                      • grek.grek Re: 'almost famous', uwaga spojler 31.01.11, 11:20
                        tak samo, z pięśczotami, zaczął się 1 sezon; teraz podobno hank ma ponosić konsekwencje
                        tamtych wygibasów, czy coś na ten temat wiadomo z tego pierwszego odcinka ?

                        orajt, będę śledził :]
                        • barbasia1 Re: 'almost famous', uwaga spojler 01.02.11, 14:07
                          "Pięśczoty" - Ha, ha! Prześwietne! :)))

                          Tak właśnie, żadne pieszczoty, żadne piepszoty, tylko pięśczoty! ;))

                          Zaraz Ci wszytsko opowiem co z Hankiem! :) Musiłam dokończyć najpierw "Godziny "!( Lukniesz, Greku? Jakby co, to poprawiaj śmiało! :)

                          • grek.grek Re: 'almost famous', uwaga spojler 01.02.11, 14:20
                            czytałem, wg mnie się zgadza :] aczkolwiek, ja też nie mam filmu, zdązyłem go już skasować, na 'marię' :]

                            czekam zatem spokojnie :]
                            • barbasia1 Re: 'almost famous', uwaga spojler 01.02.11, 14:44

                              Dzięki Ci bardzo, Greku! :)
                              Własciwie wszytsko, co najważniejsze jest, najważniejsze zwroty akcji są, szczegóły, drobiazgi nie są tu aż tak ważne.

                              Wiesz, na szczęście, jak film leci o wcześniejszej porze to uda mi się go w miarę dobrze zarejestować w pamięci. :)

                              "Hank" za chwil kilka się pojawi.

                              "Marii" jeszcze nie widziałeś? Jak obejrzysz, dodasz oczywiście swoją opinię?
                              • grek.grek Re: 'almost famous', uwaga spojler 01.02.11, 15:51
                                na razie koniecznośc zażywania lecytyny Ci nie grozi :]

                                orajt, na hanka czekam zawsze.

                                niestety, jeszcze nie zobaczyłem, ale - jasne, jak tylko się uporam - napiszę coś :]
                                • barbasia1 Re: 'almost famous', uwaga spojler 01.02.11, 17:21
                                  Czasem zażywam! ;) I zieloną herbatę piję, Ty też pij!

                                  Hank jutro, na pewno!

                                  OK! Świetnie! :)
                                • barbasia1 Californication seria 4 odcinek 1 uwaga spojler 02.02.11, 16:09
                                  Tak właśnie jest :), owe 'pięśczony' to aluzja do odcinka pierwszego i 'pięśczot', a konkretnie do „mocnego lewego sierpowego”, którego wymierzyła mu „w szczytowym momencie” („każdy ma swój sposób na orgazm” *:) cwaniara Mia , lat 16, kiedy wylądowali w łóżku („ona na górze, on na dole” * ). Ową scenę, która znalazła się potem w ukradzionej przed Mię, książce Hanka, ćwiczy sobie na Hanku aktoreczka, która ma zagrać rolę Mii w adaptacji filmowej tej książki (jak to w Ameryce potrafią wykorzystać rozgłos i na skandalu zarobić!)

                                  Seria trzecie, jak pamiętasz, Greku, skończyła się dramatyczna sceną aresztowania Hanka przez policję (Hank nawet zaatakował policjanta). Areszt jednak nie trwał długo, zdaje się po dwóch godzinach Hank wyszedł z więzienia wymęczony, wygnięciony, przykurzony, przepocony, bez hankowego fasonu i bez humoru, przyjechał po niego oczywiście nie kto inny , tylko jego ukochany przyjaciel Charlie, z butelką dobrego wina, Hank pociągnąwszy z gwinta i złożywszy okularki przeciwsłonecznie, które tez dostał od przyjaciela, kazał się wieźć do domu. Charlie się skrzywił i oznajmił, że niestety, jego kobiety nie chcą go wiedzieć, Marcy także.

                                  I powiózł Hanka najpierw do jednej księgarni, gdzie na wystawie dumnie wisiał duży plakat z podobizną Hanka Moody’ego reklamującego najnowszą powieść, z której autorstwem było takie zamieszanie („Wygląda na to, że napisał to Hank Moody, autor „God hates us all” /czyli „Bóg nienawidzi nas wszystkich,” jakoś tak to było w tłumaczeniu na pol./ – tak głosił ów napis). Charlie wyjaśnił, że sprawa rozniosła się dzięki internetowi ... :)

                                  Kiedy tak Charlie z Hankiem kontemplowali plakat na wystawie, z księgarni wylazł intelektualista (o rysach wybitnie semickich!? Aluzja? ), który, patrząc na gębofon Moody’ego, ten z plakatu, stwierdził, że nigdy nie uważał go /Moody'ego/ za prawdziwego pisarza (prawdziwy gębofon Hanka miażdżył go wzrokiem, choć ten zdaje się nie widział tego ), aleeee, teraz go już podziwia. Oblizując obleśnie wnętrze między dwoma pierwszymi palcami - stwierdził, że wiele by dał, żeby „posmakować brzoskwinkę”. A to oblech jeden!

                                  Hank znowu każe się wieść Charliemu do domu i Charlie go w końcu zawozi, drzwi otwiera Marcy, nie chce ich wpuścić do domu, potem pojawia się w drzwiach Karen, jest wściekła na Hanka, mówi że ma się wynosić , zanim wróci Becca. Becca - mówi Karen - jest przekonana, że jej ojca, czyli Hanka wrobiono w aferę seksualną z nastolatką. Pyta - „Chcesz jej spojrzeć w oczy i powiedzieć, ze wsadziłeś w a c k a dziewczynie, która miała tyle lat, co Becca? Rzuca Hankowi jakieś ciuchy i zatrzaskuje drzwi. Poczciwy Charlie optymistycznie komentuje sytuację, powiada, mainaowicie, że widzi postęp, skoro już Karen dała Hankowi, rzeczy na zmianę, znaczy to, że myśli o Hanku, he, he. :)

                                  Hank z Charliem jadą do pani adwokat, która jest obrońcą Hanka.

                                  CDN



                                  *"A potem zagląda do księgarni. Kartkuje swoją własną ksiązkę. I nagle widzi, że nieopodal siedzi dziewczyna, czyta jego ksiązkę i sie dobrze przy tym bawi. [...] A pootem lądują w łózku, ona na górze, on na dole, a w szczytowym momencie ona wymierza mu solidny sierpowy - cóż, każdy ma swój sposób na orgazm :)"
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,109149982,Californication_1_1.html
                                  • barbasia1 Re: Californication seria 4 odcinek 1 uwaga spojl 05.02.11, 20:45
                                    cd. cz.2.

                                    Charile z Hankiem jadą na spotkanie z adwokatem Hanka. Oczywiście adwokatem Hanka musi być kobieta i to piękna kobieta, i taka jest, ma urodę całkiem ładnej Carli Gugino ( przyznam, że nie znam; tu jej zdjęcie obok, zdjęcie jeszcze jednej panny, która ulegnie urokowi Hanka, o niej później www.filmweb.pl/news/Nowe+aktorki+w+obsadzie+%22Californication%22-59715 ) jest postawną brunetką, pięknie, klasycznie ubraną w białą prostą koszulę, czarne spodnie, ma na imię Abby i opinię najlepszej w sprawach niesłusznie oskarżonych, to ona wybroniła, jak wyjaśnia Hankowi, Charlie, w głośnej sprawie faceta, który pokazywał penisa dziewczynom ;)

                                    Hank wymięty, wymęczony i skwaszony z jakąś taką nonszalancją słucha pani adwokat o jego sprawkach ględzącej!? A kiedy ta pyta ich, czy oni mają do niej jakieś pytania, Hank że owszem, ma, czy ... będzie jej przeszkadzało, jak zapali. Pani adwokat, na to, że naturalnie, że będzie jej to przeszkadzało. No więc, Hank wyjmuje papierosa, Charlie lekko przerażony postępowaniem Hanka usiłuje mu go wyrwać, ale Hank sprytnie się odwraca i zapala, pani jest adwokat podirytowana. Pyta Charliego, czy Hank jest „opóźniony” (tak przetłumaczono, mimo usiłowań nie dosłuchałam się jak brzmi to określenie w oryginale)? Charlie na to, że nieeee, że Hank jest całkiem fajnym gościem, gdy się go bliżej pozna, przyjaznym, he,he. Hank kiwa głową, na potwierdzenie, ze tak jest. :) . Pani ewidentnie złośliwie do Hanka „Dobrze wiedzieć, bo „w dokumentach wygląda na g n o j k a”. :) Ale zniewaga! Zabolało to Hanka, ale nie stracil fasonu, pyta złośliwie, co ona robiła zanim się sprzedała i poszla na prawo. I tak sobie przez chwilę jeszcze miło dogryzają, po czym pani adwokat lekko wnerwiona, wraca do listy przewinień Hanka: pobicie producenta Carra, które ten już był wycofał, starcie z policjantem, ale to już też sprawa zawieszona, jak czyta w dokumentach pani adwokat i pyta, jak to możliwe, że jest zawieszona., jak się to udało. Charlie na to “Wazektomia!” :) Pani zdziwona, nic nie rozumie, o co chodzi. Charlie tłumaczy z miną wyrażającą solidarność w bólu, że policjant uderzył Hanka w “jaja”. A Hank pającując nieco opowiada, jak to musi ciągle opłukiwać owe jaja, bo ból wciąż wraca. :) Pani adwokat się mocno wkurza na Hanka, straciła cierpliwość, mówi, że to spotkanie to strata czasu i żegna gości. Chalie szturcha Hanka i radzi mu po przyjacielsku, by przeprosił, “Przeproś, idioto!” krzyczy mu do ucha. Hank przeprasza, że opowiadał o swoich jajach, “Opowiadanie o moich dużych, pięknych jajach było niestosowne” mówi, kając się mało szczerze . Potem już nieco powazniej przeprasza. Paniu udobruchana , zgadza się nadal prowadzić jego sprawę, na odchodnym każe mu się umyś, bo on “śmierdzi jak po zawodach w fistingu” (fuj, obrzydliwe!). Panowie z uznaniem kiewają głowami na ten mocny tekst pani adwokat. “Dobra jest, ogarnęła to!” mówi Hank i wącha się pod pachą.
                                    Cięcie
                                    • barbasia1 Re: Californication seria 4 odcinek 1 uwaga spojl 06.02.11, 12:47
                                      cd. cz.3
                                      Charlie z Hankiem podążają na kolejne spotkanie. Okazuje, że producenci są zainteresowani nakręceniem filmu na podstawie książki Hanka /już nie Mii/ “Fucking and punching”. Tuż przed spotkaniem Charlie leci za potrzebą, a Hank czekając na niego, kładzie się na skórzanej kanapce w przeogromnym holu amerykanskiego wielgacnego biurowca, po chwili podchodzi do kanaplki panienka i daje znak Hankowi by usiadł, zrobił jej trochę miejsca i wypala “Nie prześpię się z tobą”. Hank zdziwony, ale nie traci języka w gębie, jak zwykle zresztą i odpowiada: “Nie jesteś w moim typie” i dodaje: “Wolę starsze i upośledzone”, “Lekko upośledzone”. ;) Na to panna się chichra, a Hank się przedstawia: “Hank”, “Mia”, ona na to. Hank odskakuje przerażony mówiąc: “Oficjalnie, mnie przerażasz!” Ale właśnie zjawia się Charlie, przedstawia ich sobie , panna nazywa się Sasha Bingham (gra ją młoda aktorka Addison Timlin raz jeszcze przypomnę, tak wygląda www.filmweb.pl/news/Nowe+aktorki+w+obsadzie+%22Californication%22-59715
                                      mniej więcej, bo w serialu jest brunetką i wygląda poważniej), Sasha, czego Hank nie wiedział, jest młodą (ok. 20 l.), ale bardzo znaną aktorką, gwiazdą i ma zagrać w filmie na podstawie książki Hanka.

                                      Na spotkaniu przy wielkim okrągłym stole siedzi mnóstwo osób, m.in. producenci, młody reżyser, który jak się okazuje jest wielkim fanem nagości i oczywiście chce musi, zrobić ten film. Na słowo “nagość” protestują menagarowie Sashy, mówią: “Sasha jest ma wizreunek amerykańskiej dziewczyny z sąsiedztwa i nie będzie się rozbierać”. Na to Sasha, że ją "to wali", że “ma piękne cycki” i na dowód tego podciąga bluzkę pokazuje owe wszytskim zgomadzonym (wywołując wielkie poruszenie, wszyscy faceci ożywają się nagle na ten widok, nawet wymięty i zmęczony Hank, radośnym sceniczym szeptem wyznaje Charliemu do ucha: “Cieszę się, że tu przyszedłem!”) i że jeśli ma je kiedykolwiek pokazać, to najlepiej teraz, a poza tym kocha tę książkę, dlatego jest bardzo zainteresowana wystąpieniem w tym filmie (z czego producenci się cieszą, i zacierają ręce, bo “Ze sławą Sashy i twarzą Hanka w wiadomościach, za rok będą na festiwalu SunDance”).
                                      Hank na to: "Panienka ma nie tylko dobre ciało, ale również wysmienity gust literacki". :)

                                      Ale jak się okazuje problemem jest brak scenariusza, bo to co jest, to na razie tylko notatki, ktoś musi napisać scenariusz. Może Hank, może ktoś inny, na razie nic nie wiadomo. Sahsa, oznajmia, że może zaczekać kilka dni na scenariusz i wychodzi. Kończy się spotkanie...
                                      Cięcie.

                                      Jest wieczór Hank i Charlie siedzą w kanjpie, coś tam popijają i prowadzą męska rozmowę. Charlie zwierza się Hankowi, że spał z 11 kobietami, ale chciałaby powiększyć tę liczbę kobiet do ... setki, wtedy mógłby już umrzeć spokojnie. ;) Hank na to, że “musiłaby swego wacka odciąć i przyszyć do Brada Pitta, żeby ten rekord osiagnąć!” ( he, he, nie ma to jak wsparcie prawdziwego przyjaciela, prawda?!) Po czym już poważniej Hank pyta, która z tych 11 kobiet była najlepsza, z którą czuł się najfantastyczniej. Chalie smętnie, że z Marcy. A Hank: “Widzisz, miałeś magiczną kotkę i ją straciłeś”. I pyta “Myslisz, że seks z 89 kobietami sprawi, że poczujesz się lepiej?”. “No nie”- Charlie na to – “Ale od czegoś trzeba zacząć”.
                                      Tak sobie gawędzą , w końcu Charlie wyznaje Hankowi, że ten "jest jego najgorszym klientem, ale najlepszym przyjacielem" i że go kocha! Hank wyrywa się z objęć Charliego mówiąc, że nie chce być “jego numerem 12”. A Charlie, że “facetów nie liczył”. :)

                                      Dzwoni telefon Charliego, okazuje się, że Hanka czeka kolejne spotkanie, u Sahsy Bingham. Hank nie ma ochoty na spotkanie, ale Charlie mu przypomina, że jest aktulanie bezdomny, a będzie miał się gdzie przespać! :)
                                      Więc Hank spotyka się z Sashą, w pokoju hotelowym, gawędzą o postaciach książkowych. “Czego chce Mia?” - pyta Sasha Hanka. Hank : “Mia chce tego czego wszytskie dziewczyny, uległego faceta, z którym będzie mogła oglądać Złotopolskich “ (a myślałam, że ten Hank jest bystrzejszym facetem!? ). Mia: “ A czego chce Hank?” Hank: “Hank chce zamknąć oczy, obudzić się w swoim łóżku obok milości swego życia, słuchać plumkania swojej córki na gitarze”. “Naprawdę ich kochasz , no nie!?”- mówi Sasha z lekką zazdrością. Wyraz twarzy Hanka to potwierdza, choć mówi: “Niezależnie co bym powiedział, zabrzmiałoby to niewyobrażalnie miałko”... W tym momecie Hank leży już na wielkim łożu Sashy, Sasha, całując go sadowi się na nim, zdejmuje koszulkę, Hank też się rozbiera. Całują się jeszcze namiętniej. Sasha (na górze) przechodzi do 'pięśczotów', dopiero za trzecim razem uderza Hanka (na dole) odpowiednio mocno tak, jak powinno być, tak jak Mia niegdyś. Zapada ciemność. Hank w omdleniu, a może już we śnie widzi koszmar, wkurzoną Karen, zrozpaczną i wkurzoną Bekę, demolującą gitarą swój pokój na widok Hanka. Budzi się rano nie zastaje Sashy, za to przychodzi Charlie razem jadą do pani adwokat na spotkanie, zdaje się, na przesłuchanie Hanka, ale jak się okazuje, jeszcze przed wejściem do budynku, sądu? przed którym czekała adwokat Abby, Hank zostaje aresztowany przez policję pod zarzutem gwałtu!? Na to z auta wyskakuje Charlie leci do Abby pyta co się stało. "Sprawa twojego kolegi właśnie stała się dużo bardziej interesująca" mówi z pewnym takim zadowoleniem na twarzy i odchodzi... :)
                                      Koniec
                                      Czyli podsumowując akcja 4.serii będzie się toczyć wokół problemów Hanka z wymiarem sprawiedliwości, planami ekranizacji Hankowej książki i prób pogodzenie się Hanka z Karen i Beką (i Charliego z Marcy)... a wszytsko to oczywiście, jak poprzednio, okraszone piknatymi, kilmatami, erotyką, nieywbrednymi żartami, żartobliwą albo i liryczną wulgarnością , b. dobrymi tekstami, zgrabymi dialogami, trafinymi spostrzerzeniami oraz komentarzami na temat relacji ludzko-ludzkich.

                                      To tyle na zaostrzenie apetytu, mam nadzieję, Greku, że wktórce i Ty obejrzysz 4. serię Cali. I że spodoba Ci się bardziej niż na 3. seria!?
    • barbasia1 Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Coppoli 29.01.11, 14:47
      W tytułowej roli zdolna Kristen Dunst. Zapowiadam już dziś po pora jak widać dość osobliwa i można przegapić.
      Maria Antonina kolejny film Sofii Coppoli po nagradzanym, docenianym "Między słowami" (moim naj ulubionony różnych względów :) nie zdobył uznania krtytyków, ("Krytycy zarzucili reżyserce że postać tragicznej królowej "upodobniła do współczesnej, rozpieszczonej amerykańskiej nastolatki", że "zamerykanizowała" francuską historię. "Krytycy byli oburzeni faktem, iż do takiej historii twórcy filmowi dodali elementy współczesnej kultury (np. w ścieżce dźwiękowej wykorzystano muzykę popowej grupy Bow Wow Wow)". film.interia.pl/news/sofia-coppola-broni-marii-antoniny,752911.
      A także muzykę Aphen Twix, The Cure, Nwe Order , Air. (A pośród rekwizytów pojawił się też wspólczesny trampek :)
      Trzeba jednak powiedzieć, że doceniono stronę wizualną filmu -przepiękne podobno kostiumy (które zdobyły Oscara!) pełen przepychu wnętrza Wersalu, "orgię barw", doceniono też pewną świeżość w podejściu do tematyki historycznej -jak piszą w moim dodatku TV/GW, s.5 "to nie tyle historyczno-kostiumowy film o ostaniej francuskiej królowej [...], ile opowieść o samotnej nastolatce (później kobiecie), która wbrew swej woli znalazła się w obcym otoczeniu i próbowała się przystosować do panujących w nim regłuł".

      Jestem zachęcona, a Wy? :)
      • pomme Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 29.01.11, 15:22
        uwielbiam Cie, bo ja bym napewno nie oglądnęła a tak o 14.00 rozkładam prasowanie!:-)
        • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 29.01.11, 15:37
          O widzsz, przyjemne z pożyteczym można tu połączyć! :)
          Naszykuj sobie bardzo dużo rzeczy do prasowania, bo film wraz z reklam potrwa długo!
      • grek.grek Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Coppola 29.01.11, 15:34
        Twoją zachętą zachęcony się czuję jak najbardziej :]

        zupełnie nie zorientowałem się wczoraj, a tutaj... 'predator'; wiem, wiem... arni, jatka, te sprawy... ale to naprawdę jest perełka wśród thrillerów, nie tylko s-f, ale w ogóle. miło było sobie przypomnieć i skonstatować, ze, kurde balans, nie postarzał się, a jakby go trochę zremasterować, podmalować ładnie, wyczyścić, to jakby taki film wyszedł w tym roku, to byłby hitem sezonu; tak tak, 87 rok, to jednak 20 lat przed erą multimedów, internetu, globalizmu w kulturze masowej i informacji na tę skalę jaką teraz mamy :]

        reżyseria znakomita, trzymanie suspensu, mc tiernan nie pozwolił, żeby film się osunął w prostacką zadymę z milionem efektów specjalnych - przeciwnie, jest tutaj nawet daleko posunięta, w stosunku do normalnych filmów tego typu, wstrzemięźliwość w tych sprawach.

        świetna muzyka, powiedziałbym - wzorcowa, naprawdę kawałek zawodowej roboty, autorem jest nie byle kto, bo alan silvestri; pokażcie mi takich speców, którzy robią dzisiaj muzykę do tych wszystkich filmów akcji, których co roku wychodzi multum.

        aktorstwo - hehe... no cóż, arni próbujący być aktorem jest dość ciekawym okazem do obserwacji, jego jeszcze mniej zdolni koledzy - tym bardziej, ale trafem dziwnym z najdziwniejszych po prostu to nie kłuje w oczy, tak bardzo reżyser mc tiernan panuje nad całością i starannie eksponuje inne wartości.

        kosmita początkowo wypada blado, jak rozmazana plama zieleni, ale koniecznie nie wolno się zrazać i warto czekac, bo dalej jest z tym znacznie lepiej, nieporównanie lepiej.

        btw, oscar za najlepsze efekty :] ja bym dał za muzykę, aczkolwiek być może w 87 rzeczywiście ten poziom komputeryzowanych trików wywierał większe wrażenie niż dzisiaj ;]

        • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 29.01.11, 16:50
          To świetnie! :)))

          A widzisz, nie zdążyłam się przyznać, że jakiś kawał czasu temu przy okazji poprzedniej powtórki na Polscacie, albo może w TVPpublicznej obejrzałam "Predatora" i nadrobilam zaległości w temacie wczesny Arni!

          Powiem Ci, że na mnie większe wrażenie robiły właśnie te początkowe sceny z ledwo widoczym, wtopionym w tło dżungli kosmitą, tajemniczym, nieokreślonym agresorem, przezz to bardziej niebezpiecznym, który podąża trop w trop za Arim i żołnierzami.

          Zgadzam się z Tobą, "Predator" to całkiem przywoite kino akcji.

          Ale ten śmiech kosmity pod koniec twórcy mogli sobie darować. :)


          • pomme Kac vegas 30.01.11, 13:14
            zrobiłam sie bardzo on line:-) ale dlatego ze byłam wczoraj u znajomych, gdzie TV sie nie wyłącza i nawet program maja:-)
            wiec zakomunikowano mi ze w tygodniu - juz nie pamietam dnia, na canal plus komedie ma polecieć Kac Vegas. Ktos widział? recenzje se moge wygooglac, Wasze zdanie mnie ciekawi
            • barbasia1 Re: Kac vegas 31.01.11, 16:43
              I dobrze, od czasu do czasu trzeba być on line! :)

              Pomme, ani ja, ani nikt z piszących tu stale, z tego co wiem, nie dobiera Canal +, więc niestety my Ci nic o Kac Vegas nie powiemy.
              Aleeeee może ktoś nowy zechce napisać słów kilka na temat tego filmu? Zachęcamy!

              W naszej kolekcji mamy za to film "LAS Vegas Parano" by Grek! Polecamy bardzo! :)
              • pomme Re: Kac vegas 01.02.11, 13:35
                ja tez normalnie nei odbieram ale teraz jakas promocje maja
          • grek.grek Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 30.01.11, 13:36
            aaa, no to brawo :]

            o to chodzi, budowanie nastroju jest wzorcowe; moja ulubiona scena, to ta, kiedy już nie żyje jeden z nich, reszta nie wie kto mógł go zabić, kiedy wiadomo, że helikoptery nie zdążą ich zabrać, słowem : kiedy robi się chryja i wstaje ten indianin, główny zwiadowca i mówi z kamienną miną : "coś na nas tam czeka... to nie człowiek..." - niby masło maślane, bo "coś", to wiadomo, ze nie "ktoś", ale bębenek podbity zostaje do maksimum :]

            hehe, co fakt to fakt, dodatkowo jeszcze zakończenie nie jest zbyt szcześliwe - arni nie ucieka zbyt daleko, a mimo to bez większego szwnaku przeżywa wybuch małej bombki nuklearnej [grzyb widoczny z lotu ptaka] :]. skosiło wszystkie drzewa, spaliło ziemię, ale arni stoi pod boki, jak żywy ;]
            • grek.grek Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 30.01.11, 13:46
              wczoraj natrafiłem. stary przyjaciel z ratm - teraz solo; śpiewać nie umie, ale w
              rocku nie o to chodzi, kawałek jest byczy :] :

              www.youtube.com/watch?v=vZnuGbCxN0o&feature=related
              • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 30.01.11, 15:28
                Ten kawalek i Tom Morello też dodaję do moich ulubionych (na pierwszy miejscu ciągle Dave Gahan :)

                /Nie jest tak źle ze śpiewaniem! :)/
                • grek.grek Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 31.01.11, 11:22
                  no tak, ładnemu się wszystko wybacza ;]

                  • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 31.01.11, 14:39
                    ha, ha, ha :)))

                    Greku, nawet nie przyjrzałam się temu Tomu, bo utwóru słuchałam podczas jednej z przerw reklamowych, którymi raczył Polsat podczas "Marii Antoniny".

                    A propos, nic nie piszesz Greku, nie piszecie na temat wrażeń z filmu!??

                    IMO ...
                    cdn.


                    • pepsic Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 31.01.11, 14:47
                      Czekamy kurtuazyjnie na Ciebie:)
                      • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 31.01.11, 14:59
                        pepsic napisała:

                        > Czekamy kurtuazyjnie na Ciebie:)

                        :)))))))))))))))))))

                        Za moment!
                        • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 31.01.11, 16:26
                          Film „Maria Antonina” bardzo przyjemnie się ogląda (dawno się tak nie zrelaksowałam na filmie ), jest śliczny, kolorowy, lekki jak bańka mydlana i jak bańka mydlana pusty w środku. Pozostawia z wielkim niedosytem, rozczarowaniem, powiem na wstępie...
                          • pepsic Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 31.01.11, 18:59
                            Ja też rozczaruję, nie obejrzałam, kluski śląskie ugniatałam. Zerknęłam na fragmencik, ładne wcięcie w talii ma Kirsten Dunst, ale z urody wydaje się dość pospolita.
                            • pomme Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 01.02.11, 11:52
                              a ja oglądnęłam, do prasowania w sam raz, bo niczego sie nei da przypalić w sensie ze kacja nei wciaga.
                              kostiumy przednie
                              muzyka mi sie podobała bo w zestawieniu z XVIII w dawała fajny efekt
                              a poza tym strasznie zamerykanizowano tam francuzów ...
                              ja miałam troche takie skojarzenie z brytnej spirs jak na ta marie antonine patrzyłam:-)
                              • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 01.02.11, 15:44
                                pomme napisała:

                                > muzyka mi sie podobała bo w zestawieniu z XVIII w dawała fajny efekt

                                Mnie się też podobały wstawki z muzyką współczesną, bardzo efektownie oddawały stany duchowe, emocjonalne Marii.

                                www.youtube.com/watch?v=IQz4ABGSwME
                                www.youtube.com/watch?v=sWpvr0FuCZQ&feature=related
                                www.youtube.com/watch?v=hUg8o6VhniA&feature=related
                                • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 01.02.11, 15:52

                                  www.youtube.com/watch?v=UkHlBfU_F5Q&feature=related
                                  www.youtube.com/watch?v=FHCta17HwG4&feature=related
                            • barbasia1 Re: Jutro o 14.00 w Polsacie Maria Antonina S.Cop 01.02.11, 13:57
                              Jakie pracowite kobiety jedna prasuje z trakcie filmu, druga kluski śląskie zagniata! ;))
                              /Ja śląskie kluski z dziurką kupuję w sklepie (jedne, konkretne, sprawdzone, naprawde smaczne!)/

                              Uroda Kirsten może i pospolita, ale charakteryzacja plus prawdziwy kunszt aktorski sprawiły na ekranie objawiła się piękność! Dałam się zwieść Kristen! Kristen Dunst to kolejny plus filmu.
                              CDN.
                    • grek.grek Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołuje 31.01.11, 15:17
                      trochę żartowałem, aczkolwiek... ocena należy do Ciebie, ja się nie znam :]

                      "maria antonina" ? jeszcze nie oglądałem, mam na taśmie i nie zawaham się niebawem
                      zobaczyć.

                      jesli można, to wypada dziś polecić w dwójce "25 godzinę" spike'a lee. niby któryś raz w tivi, ale
                      o ile nie widzieliście, to nie zaszkodzi :] 23'45"

                      cyklu 'mistrzowie horroru' w tvp 1 nikomu nie polecam. filmy się zaiste koszmarne, aczkolwiek niekoniecznie mowa o zawartości merytorycznej, a raczej o jej wstydliwym braku. scenariusze z ligi okręgowej, banalna akcja, a całość rozpaczliwie podlewana sosem tandetnej golizny, która ma utrzymywać spie,przającego widza w siodle. nie warto i nawet nie należy tego oglądać. jest to mistrzostwo, owszem, w demonstrowaniu własnego beztalencia przez tworzycieli tej żenady. nie wiem, skąd tvp to wytrzasnęła, a już zwłaszcza - dlaczego to reklamuje jako hit dnia. najlepsze w tym wszystkim jego to, ze ten cykl pewnie będzie powtarzany wielokrotnie. wata jak znalazł :]

                      tvp kultura daje 'psa andaluzyjskiego', scena z okiem robi wrażenie zapewne do dziś [nie wiem, bo dośc dawno temu miałem okazję się skonfrontować z nią ;)]. w ogóle, jest to klasyk, zdrowo niezdrowy, ale zawsze ciekawy. może własnie dlatego.

                      kiepska info - 'siostra jackie' sprzedaje się nienajlepiej : 1,3 mln widzów, w tyle za tvn i polsatem. całe szczęście, ze kupuje się od razu cały sezon, bo tvp pewnie by się nie wahała zdjąć jej w połowie i zastapić kolejnym swoim 'cudownym dzieckiem', zapewne powtórką janosika albo jakimś łubu-dubu. cieszmy się więc jackie peyton, bo na jednym sezonie się zapewne zakończy, co słusznie przewiduje autor notki w dzisiejszej 'gw'.

                      • barbasia1 Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 31.01.11, 15:59
                        Wiem, że żartowałeś! ;)

                        > tvp kultura daje 'psa andaluzyjskiego'
                        Dawno temu byłam z koleżaną w kinie! ma "Psie Andaluzyjskim" , po obejrzeniu nie wiedziałyśmy, co powiedzieć, tak byłyśmy oszołomione i skołowane tym obrazem, hehe ;))

                        > kiepska info - 'siostra jackie' sprzedaje się nienajlepiej : 1,3 mln widzów,

                        Czemu mnie to nie dziwi, jeśli pierwsze odcinki pokazywane były po 23.00, kiedy przeciętny Polak i Polka padają jak kłody do łóżka, to nie ma co oczekiwać, że o tej porze oglądalność 25 -minutowego odcinka będzie szalona .
                        Żeby tylko włądze TVP nie wpadly na pomysł przesunięcia "Siostry Jackie" na jeszcze późniejszą porę!

                        > cyklu 'mistrzowie horroru' w tvp 1 nikomu nie polecam.

                        Zamist pokazywać takie gnioty TVP mogło by przypomnieć z cykl Poe wg Cormana. Prześwietny klimatyczny cykl niesamowitych filmów grozy na podstawie opowiadań A.E Poego ! Pamiętacie? :)


                        > o ile nie widzieliście, to nie zaszkodzi :] 23'45"
                        he, he :)
                        • pepsic Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 31.01.11, 18:52
                          W temacie "Psa andaluzyjskiego" zbyt wylewni nie byliście. Poszperałam, wyszło, że makabryczne paskudztwo polecacie;)
                          "25 godzin" - nie podzielam zachwytów, neurotyczny i przeintelektualizowany Norton, na dilera nie pasuje, ani mu przystoi. Raz można, wystarczy.
                          Zdecydowanie nastawiam się na francuską sztukę "Napis", dzięki Barbasiu za przypomnienie. Powtórka, ale nie znam i nie będzie o martyrologii ;) GW łaskawą cenzurkę wystawiła i zachęca mocno. Co tam Lis.
                          Poe? Nie bardzo, kiedyś mało telewizyjna byłam. Ja to bym chciała "Noc żywych trupów" obejrzeć, co to Grek komplementował.

                          Ps. Jak razem padają , to i tak nie jest źle:)
                          • pomme Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 01.02.11, 11:56
                            Psa kiedys ogladłam w publicznej. Był kiedys kiedys taki cykl 100 filmów na stulecie kina, widziałam chyba wszystko, co wtedy puscili. Psa nie mogłam ominąć bo ja wtedy w liceum plastycznym byłam, czułam sie w obowiązku
                            ale zabijcie mnie, mam z tego filmu tylko jedno wrazenie WTF????
                            :-)
                          • barbasia1 Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 01.02.11, 15:03
                            pepsic napisała:

                            > W temacie "Psa andaluzyjskiego" zbyt wylewni nie byliście.

                            Wizje suurealistów lepiej samemu zobaczyć!
                            Makabrycznego oka nie zapamiętałam, (a to ciekawe?), za to w głowie utkwił fragment, w którym mężczyzna ciągnie za sobą coś bardzo ciężkiego, na ten ciężar składają różne rzeczy , chyba fotrepian a pianino jakieś inne rzeczy pwiazane szunrem oraz ... dwaj księża!?;)
                            Pamiętam, że znalazłyśmy z koleżanką w jakiejś mądrej książce wyjaśnienie, interpretację tej sceny, że oto człowiek obciążony jest rozmaitymi konwenansami, normami, schematami, rygorami narzucanymi mu przez społeczeństwo...


                            >"Noc żywych trupów" obejrzeć, co to Grek komplementował.

                            Mnie wystarczy Grekowy komentarz do "Nocy żywych trupów". :)


                            > Ps. Jak razem padają , to i tak nie jest źle:)

                            U różnych ludzi różnie to bywa ... ;)
                        • grek.grek Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 01.02.11, 14:24
                          no własnie, to faktycznie się moze tak skończyć, za jakiś czas dadzą ten serial o północy, "bo im wyjdzie", że tak będzie "lepiej'. nieobliczalni ludzie.

                          święte słowa, tych ekranizacji e.a poe nie pamiętam, ale jeśli tvp ma to w archiwum, to tylko zwyczajną głupotą można chyba tłumaczyć, ze ich nie wyświetla zamiast tych żenujących popisów 'mistrzów'.
                          • barbasia1 Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 01.02.11, 15:19
                            Już straszą, na razie na stronie serialowej, że "siostra Jackie" skończy się na jednym sezonie.
                            Powiem Ci, że przestaję mieć wyrzuty sumienia, że czasem (a właściwie rzadko, ale jednak) korzystam ze stron serialowo-filmowych!)

                            Może kiedyś powtórzą "Poe'go według Cormana" , bo leciało to naprawdę dawno, dawno temu, w latach 90. u b i e g ł e g o w i e k u i nie było do tej pory wznawiane (dlatego pamiętam jak przez mgłę "Zagładę domu Usherów", "Kruka", "Grobowiec Ligei" , naparwdę warto zobaczyć, to klasyka gatunku filmów grozy (początek lat 60.!) i to naparwdę dobra, ze specyficznym klimatem, kto zna Poego ten wie. :)

                            • grek.grek Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 01.02.11, 15:47
                              dlaczego miałabyś takie wyrzuty w ogóle mieć ? :]

                              szkoda, aczkolwiek, wcale nie jest powiedziane, ze z 'siostry jackie' powietrze ujdzie jeszcze w pierwszym sezonie, i za drugim jakoś specjalnie nie zatęsknimy, hehe; i tak w to nie wierzę, bo na razie zapowiada się, ze będzie albo lepiej albo tak samo dobrze, jak dotąd, a to już wystarczy.

                              wiesz, grunt, że 'barwy szczęscia', 'm jak miłośc', 'na dobre i złe' i inne polskie wybitne produkcje dwójka utrzymuje na wizji. one są uprzywilejowane, reszta musi dopiero udowodnić, że się nadaje, najlepiej w warunkach skrajnie niekorzystnych :]

                              fajnie by było, ale najpierw musiałabyś zostać szefową rady programowej tvp :] na razie zarządzają nią ludzie o pomysłowości, wyobraźni i inwencji drastycznie mniej bogatszych od Twojej, przez co prędzej pałac kultury i nauki ruszy się z posad i pójdzie na piwo i kebaba niż
                              ta banda wykaże się jakimś minimalnym polotem.
                              • barbasia1 Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 01.02.11, 17:17
                                Może dlatego, że nie płacę za oglądanie! ???

                                Zobaczymy co telewizja zrobi z siostrą Jackie. Jeśli będzie trzeba, będziemy pisać streszczenia (o ile oczywiście pokochamy siostrę Jackie tak mocno jak Hanka! ;)

                                Przykre, że nie dba się o widza, który nie jest zainteresowany ww serialami.

                                Ale co ciekawe kogo nie zapytasz, niezależnie do wieku wykształcenia, poziomu oleju w głowie, zawartosci mocheru w berecie, ten odpowiada jedno - od dawna nie ma co oglądać w telewizji ogólnodostępnej.
                                Dziwne, że nikt z władz się nie przejmuje tym co naparwdę myślę ludzie , nie obawia konkurecji jaka jeszcze przyjdze wraz z cyfryzacją .

                                przez co prędzej pałac kultury i nauki ruszy się z
                                > posad i pójdzie na piwo i kebaba niż
                                > ta banda wykaże się jakimś minimalnym polotem.

                                hahahaha :)))
                                Właśnie!
                                • grek.grek Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 02.02.11, 13:21
                                  e tam, to betka :]

                                  widzowie@tvp.pl - taki dają adres w telegazecie, że niby do zgłaszania swoich uwag, aczkolwiek... oni są nieprzemakalni.

                                  wiesz jak jest, każdy coś dla siebie w tym programie znajdzie. killka razy w tygodniu da się ten telewizor włączyć na tvp. chodzi, imo, chyba o uprzywilejowanie pór emisji produktów telenowelowo-szołowych, które jest tłumaczone względami komercyjnymi, co publicznej instytucji nie przystoi, ale... kasa, kasa, kasa, więc z jednej strony można się zżymać, a z drugiej - trudno bagatelizować ten problem. no i powtórki bezustanne, ile razy można ten sam film puszczać, albo serial repetować ? trzecia rzecz, to to, co pisałaś - zapomieli całkowicie o atrakcyjnych starych rzeczach, które walają się gdzieś po archiwach i pies z kulawym ogonem się nimi nie interesuje, a zamiast tego ośmieszają się doktorem bananowym, czy innymi bzdetami.

                                  cóż poradzić, czekajmy na lepsze czasy :]

                                  żeby poprawić trochę aurę, to napiszę, ze się tvn wysilił ponad miare, w przyszłym tygodniu, w czwartek, wyświetlają "to nie jest kraj dla starych ludzi" coenów :] i to o 21'30", więc... voila. czego jak czego, ale tego się po nich nie spodziewałem.
                                  "aż poleje się krew" dawała tvp 1, jeszcze niech ktoś puści "juno" i najważniejsze trzy nominacje oskarowe z 2007 będą zaliczone, hehe. "to nie jest..." tego oskarda ostatecznie zgarnął, a bardem dodatkowo jeszcze jednego, więc - zobaczymy, z czym to się je :]



                                  • barbasia1 Re: Maria Antonina/25 godzina, dziś/sister J dołu 02.02.11, 17:21
                                    Może jestem naiwna , ale naprawdę wierzę w to, co powiedział prezes TVP, ze wraz z cyfryzacją dostepna będzie tVP Kutura z nią znacznie lepsze, ciekawsze popozycje, przede wszytskim dobre kino, filmy, o ludzkiej porze.
                                    Poczekamy, zobaczymy, czy tak faktycznie będzie.
                                    Czekajmy zatem. :)

                                    > "to nie jest kraj dla starych ludzi" coenów :] i to o 21'30",
                                    Ale dobra wiadomość! :))) Dużo dobrego słyszałam/ czytałam o tym filmie!
                                    Pora fantastyczna, TVN nad wyraz łaskaw tym razem! :)

                                    >"aż poleje się krew" dawała tvp 1,
                                    A tak, Twój opis tego filmu mamy w kolekcji! :)

                                    A ja do kolekcji dołączam Cali sezon 4. :) (części pierwszej część pierwsza)
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,120424060,121682383,Californication_seria_4_odcinek_1_uwaga_spojler.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka