Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 2 (vol.13)

    • grek.grek "1956" via tvp1, spojler filmowego pasztetu 29.03.11, 12:02
      tvp1 siewysiliła i dała to późnym wieczorem, a może nawet nocą wczesną.

      tytuł mówi wszystko. jak 56 rok, to może być tylko o wydarzeniach na węgrzech.

      streszczanie czegoś, co opisuje wyczerpująco wiki nie ma sensu, więc: tło
      historyczne jest tutaj :
      pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_węgierskie_1956
      a film skupia się na losach pewnego sportowca, gracza reprezentacji węgier w piłce wodnej.

      ma to znaczenie takie otóż, że w tym samym 56 roku odbyły się IO w Melbourne, na których
      spotkały się, było to właśnie w okresie najgorętszym tłumienia rozruchów z 56, reprezentacje
      ZSRR i madziarów. mecz był ostry aż ponad miarę, nastroje polityczne wzięły górę, sportowcy wcale nie zamierzali się wznosić ponad to, co w budapeszcie się rozgrywało. mecz przeszedł do historii, a wygrana węgrów była symbolicznym triumfem ducha wolnego narodu nad agresją i supremacją komunizmu.

      i ta postać wiąże oba zdarzenia. chłopak przypadkiem trafia na te studenckie spotkania, wykłady, a potem demonstracje. pierwszym powodem jest to, ze się zakochuje w jednej z aktywistek. a potem, z czasem, w młodym lekkoduchu, budzi się świadomość narodowa. romatyczna historyja aktywistki i sportsmena miesza się z obrazkami manifestacji, przemówień na uniwerku, a później tłumu pierzchnącego pod kulami milicji, bezpieki i radzieckich sałdatów. chłopak nawet za broń łapie, żeby sowietów gonić z ojczyzny, ale ostatecznie swoją misję wykonana w Kangurolandzie, gdzie odniesie z kolegami, też poruszonymi sytuacją w kraju, brawurowe zwycięstwo nad sowieckimi waterpolistami. a dzielna dziewczyna, biegająca z powstańczą opaską na jednym ramieniu i pepeszą na drugim, wyląduje w komunistycznym pierdlu, gdzie dumnie, na żądanie wydania zdrajców za pomocą napisania ich nazwisk na kartce, wymieni nazwiska stalina, chruszczowa i paru innych dodając rezolutną minę prosto w twarz wściekłego przesłuchującego, za co pewnie z paki już nie wyjdzie. on stoi na olimpijskim podium wśród owacji, z podbitym okiem i narodowodumnym wzruszeniem, a ona, też z podbitym okiem i z narodowodumną misją, kroczy korzytarzem więzienia w pasiaku prowadzona przez dwóch rosłych drabów do swojej celu, czy też na egzekucję, kto tam wie.

      czarno-biała opowieść, zdecydowanie mająca na celu gloryfikację madziarskich bohaterów i zrywu z 56.

      on i ona są pełni ideałów i odważni. węgierscy aparatczycy są niesympatyczni i wykrzywieni. radzieccy sportowcy zaś, to ewidentni troglodyci i kretyni w dodatku. do tego trener poczciwina, matka sportowca z głupia frant przechodząca od sceptycyzmu wobec młodzieńczego entuzjazmu do wylądowania w tej samej puszce, co dziewczyna jej syna, za wspierania antysowieckich rozruchów. a samo uczucie - normalnie wzorzec z sevres podparyskiego :]
      finałowy mecz pokazany amatorsko, parę kopniaków podwodnych, trochę krwi z rozbitego łuku brwiowego, mało przekonująca muzyka stopniująca nieudolnie napięcie, a całośc kręcili chyba na basenie w jakiejś podstawówce madziarskiej. węgrzy rozgrywają akcje z polotem, finezją i techniczną brylantyną, ruscy - na chama, byle mocniej, byle walnąc bez czucia i subtelności.

      żadnego cieniowania, niuansów, pytań, dwuznaczności, refleksji krytycznej. zrobiony od początku do końca z nastawieniem na maksymalne wyostrzenie manichejskie, w którym podczas sekwencji finałowego meczu osuwają się państwo twórcy w tandetę i prymitywizm.

      film do zapomnienia... albo i nie - do zapamiętania jednak, żeby drugi raz weń nie wdepnąć ;]






      • barbasia1 Re: "1956" via tvp1, spojler filmowego pasztetu 29.03.11, 13:43
        A wiesz, że byłam ciekawa tego filmu! Zwróciłam uwagę na tytuł wczoraj ...
        Pora koszmarna!

        > żadnego cieniowania, niuansów, pytań, dwuznaczności, refleksji krytycznej.

        Trochę jak nasza Scena Faktu, nieparwdaż!?

        Przewidzywałeś, że Meller u Lisa się zjawi! I zjawił sie wczoraj! (niestety załapałam się na sam koniec) ;)
        • grek.grek Re: "1956" via tvp1, spojler filmowego pasztetu 29.03.11, 14:38
          tym razem pora była właściwa - takie filmy powinno się pokazywać po... zamknięciu kina ;]

          o, dobre porównanie, zdecydowanie "scena faktu" w wydaniu gulaszożerców. rzadko mi się zdarzają filmy, w których nie ma nic, co mógłbym pochwalić, a im się udało taki zrobić. z mojej perspektywy - pewien sukces to jest, hehe.

          ja się w ogóle na Lisa wczorajszego nie wcisnąłem. aczkolwiek, z nim jest problem taki, że nie proponuje nowych tematów, a ma jakiegoś takiego pecha, że jego programy poniedziałkowe są w zasadzie powtórką z rozrywki weekendowej - w piątek, sobotę i niedzielę tematy najciekawsze zostają omówione, przedyskutowane, opisane, obkłócone, a Lis w poniedziałek próbuje je ożywiać, w momencie gdy nie zostało wiele do powiedzenia w ich obrębie, albo i nic nie zostało. można najwyżej powtórzyć to, co padło w ciągu poprzednich 3 albo i 5 dni. albo znajdzie on własne pomysły, albo zawsze będzie krok z tyłu. doceniam realizację, wysoki poziom, ale niemal zawsze, od długiego czasu, są to wtórne rzeczy.

          nie masz podobnego odczucia ? nie macie ?
          • barbasia1 Re: "1956" via tvp1, spojler filmowego pasztetu 29.03.11, 15:30
            ha,ha :)
            'Gulaszożercy ':) od Orban chyba by z Tobą polemizowali w tej kwestii. :)

            :)

            Zgadzam się w całej rozciągłości! :)
      • pepsic Re: "1956" via tvp1, spojler filmowego pasztetu 30.03.11, 14:08
        Mogę się zgodzić, że film nierówny, nie spełniający nadziei, zmierzający w stronę klasy B, ale kiedy tamtejsi ubecy prowdzą dziewczynę niewątpliwie na stracenie i wcześniejsze przesłuchanie, do przyjemnych scen nie należały. Z drugiej strony zaczęło się obiecująco i utkwiło w pamięci, choć jakiś czas temu oglądałam.
        • barbasia1 Re: "1956" via tvp1, spojler filmowego pasztetu 30.03.11, 15:29
          Pewnie na TVPKulturze leciało o lepszej porze?
          • pepsic Re: "1956" via tvp1, spojler filmowego pasztetu 30.03.11, 18:50
            A tego nie pamiętam, raczej na kanale typowo filmowym. Coś mi chodzi po głowie, że krwawe zdarzenia na basenie oparto na faktach.
            Do TVP Kultura przymierzam się dziś, na dole dookreślę.
    • barbasia1 "Czarny łabędź" oskarżony o oszustwo!? 29.03.11, 14:33
      Czytaliście?
      Dublerka Natalie Portman, w filmie "Czarny Łabędź" zawodowa baletnica wywołała skandal, ujawniając, że wiekszość scen tanecznych w filmie zostało wykonanych przez nią, a nie przez Portman, jak to sugerowali producenci, promując film. Co więcej, tancerka twierdzi, że miała zakaz mówienie o tym przed przed rywalizacją do Oscarów.

      Teraz wszytscy zastanawiają się, czy Portman należał się Oscar!?


      wyborcza.pl/1,112353,9334352,_Czarny_labedz__oskarzony_o_oszustwo.html
      Tu jest też bardzo ciekawy materiał, jak robiono efekty specjalne (m.in jak na twarz profesjonalnej baletnicy nakladano twarz Portman).

      w60.wrzuta.pl/film/7SOyBFjPAEb/czarny_labedz_-_efekty_specjalne
      Dzięki fantsatycznej technice, kkomputerowym sztuczkom efekt końcowy jest oszałamiający, wiem, bo obejrzałam "Czarnego Łabędzia"! Opowiem Wam wkróce!

      :)
      • grek.grek Re: "Czarny łabędź" oskarżony o oszustwo!? 30.03.11, 13:33
        paradoksalnie, ten cały rwetes może posłużyć filmowi, jako nośna powierzchnia marketingowa ;]

        podobnie z "hurt locker" było, jakiś weteran z iraku się zgłosił z pretensjami, że to jego historia została sfilmowana.

        w ameryce można dostać milion dolarów za to, ze w restauracji mc donald's kelnerka podała big maca lewą ręką, a nie prawą, więc - kto wie, czy i tym razem nie chodzi o jakąs kasę... weteran zamilkł, babka od łabędzia też... [niebawem]... pewnie dostanie działkę pod stołem. od zysków ze sprzedaży i w podziękowaniu za reklamę, hehe.

        a natalia oskara dostała, nie odda, a bez jednoznacznych dowodów i tak nikt biednej tancerce-dublerce nie uwierzy :] no ale media mają o czym pisac, nie ?
        • barbasia1 Re: "Czarny łabędź" oskarżony o oszustwo!? 30.03.11, 15:25
          A tak, to pewne, że tak się stanie! ;)

          Przyznam, że nie za bardzo rozumiem, jaki cel mają mieć teraz te wyznania dublerki-baletnicy zawodowej, w ogóle nie rozumiem jej pretensji (do Natalie? do twórców?), przecież podpisując umowę doskonale wiedziała na co się godzi i jaką rolę będzie pełnić w filmie.
          Poza tym wiadomo, że kino to magia, sztuka iluzja, w kinie właśnie chodzi o to by "oszukać" widza, przekonać go wszelkimi dostepnymi metodami, że, to co widzi na ekranie jest prawdą, że bohaterka filmu o twarzy Portman jest doskonałą, najwyzszej klasy tancerką...

          Rola Natalii w tym filmie nie składała się z samych scen tanecznych, Oscara nie dostała wyłącznie za opanowanie tańca baletowego (choć ten oczywiście jest tu niesłychanie ważny, bo rzecz dzieje się w środowku tancerzy baletowych i to światowej elity, najwyzszej, światowej czołówki), ale przede wszytskim za zbudowanie prawdziwie wiarygodnej postaci delikatnej, wrażliwej, kruchej (tę jej kruchość podkreslala nie tylko wychudzona, filigrnanowa sylwetka, ale też głos, przyciszony, ledwo ledwo wydobywający się z kruchego ciałka; pewne moja koleżanka o takim głosie mówiła ironicznie - "głos konającego łabędzia" ),a przy tym do nomen omen do szaleństwa ambitnej dziewczny, która dajac z siebie wszytsko, zatraca się w przygotowaniach do roli życia, popada w psychozę, obłęd jakiś.

          Potrman wypadła w filmie szalenie przekonująco i przejmująco! Oskar jej się w pełni należy, nawet, jeśli dublerka filmowa ma rację.
          /osoba, która tańczyła robiła to naparwdę mistrzowsko!/



          A propos "The Hurt Lockera", wczoraj obejrzałam drugi raz film, nam nadziej, ze
          • barbasia1 Re: "Czarny łabędź" oskarżony o oszustwo!? 30.03.11, 15:28
            A propos "The Hurt Lockera", wczoraj obejrzałam drugi raz film, mam nadziej, że uda mi się napisać dziś kilka słów kometarza! :))

          • grek.grek Re: "Czarny łabędź" oskarżony o oszustwo!? 31.03.11, 14:32
            ona sama mówi, że poczuła się niedoceniona, bo nie została wymieniona jako dublerka. więc ujawniła, że generalnie, to ona zagrała, a portman się podszyła ;]

            hmm, wiesz, jednak jurorzy brali bardzo pod uwagę ten baletowy wysiłek portman przygotowujący ją do filmu. masz rację, jej rola, to także szereg rzeczy innych niż taniec, niemniej - taniec decydował, stanowił ten faktor, który jej rolę separował od pozostałych dobrych i wyrózniających się na poziomie wyższym. to był ten języczek u wagi. albo nawet cały jęzor ;]

            orajt z "HL" :] ja ciągle odkładam, szukam dobrego momentu, pewnie do niedzieli skonsumuję. i coś dopiszę od siebie do Twoich/Waszych uwag.
            • barbasia1 Re: "Czarny łabędź" oskarżony o oszustwo!? 01.04.11, 14:42
              Okej, w takim razie rozumiem pretensje dublerki, że w napisach końcowych nie została wymieniona (jako dublerka Portman w scenach tancznych), a tym samym w jakiś sposób pomniejszono jej pracę, dokonania w filmie, oczywiście pod warunkiem, że umowa nie precyzowała tych kwestii.

              Na pewno tak, było, zwłaszca, ze twórcy podkreslali, jak bardzo Portman miała się dla roli poświecieć (schudła, brała lekcje tańca baletowgo itd).

              Jednak na rolę trzeba patrzeć całościowo!
              Poświecenia dla roli nie można stawiać ponad umiejetnościami aktorskimi, ponad umiejetnością stworzenia przekonującej kreacji aktorskiej ...

              Na nic by się zdały w filmie sceny z perfekcyjnym wykonaniem tańca, tu: fragmentow partii z "Jeziora Łabędziego", gdyby Potrman nie potrafiła przekonująco wykreować swojej roli, postaci tancerki opadajacej w schizę, obłęd.
              (Na nic by się wychudzona go granic możliwości sylwetka Christiana Bale'a w "Mechaniku" (nie mogę zapomnieć tej roli :) i "Fighterze", gdyby za tym wszytskim nie stały umiejętnosci aktorkie, dobra , przekonująca gra ).

              Zresztą, Greku, "Czarny Łabędź" utrzymany jest w konkwencji thrillera, a więc, imo,
              od dobrego, perfekcyjnego wykonania kilku figur baletowych przez aktorkę ważniejsze jest stwarzanie przekonującego portetu osoby popadającej stopniowo w szaleństwo i poprzez to budowanie napięcia ...
              • grek.grek Re: "Czarny łabędź" oskarżony o oszustwo!? 02.04.11, 10:53
                nie, no to ja rozumiem - liczy się całokształt.

                niemniej - jesli masz pięć-sześc równorzędnych aktorsko, technicznie ról,równie wyrazistych, to
                kiedy wśród nich jest taka, do której aktorka musiała zrobić dodatkową robotę - schudnąć, przytyć, zmienić się bardzo, nauczyć się boksować czy tańczyć balet - to jest to decydujący czynnik. przesądzający o jej wyższości nad pozostałymi, pozbawionymi tej specyfiki, rolami bez autobiografii.

                imo, w tym przypadku dochodzi jeszcze taka rzecz, że jednak nie był to tylko dodatek. było to clue roli. inaczej niż np. z charlize theron w "monster" - ona się do niej oszpeciła, przytyła, z kobiety wyjątkowo urodziwej przeszła w stan bycia rednecką, wymiętoszoną babą. ale to był efekt wizualny, wpływający na wiarygodność postaci którą grała - wazne ? imo, bardzo. niemniej, to był wizual i nic więcej. portman w "łabędziu" i jej balet, to już inna para kaloszy, bo portman tej swojej metamorfozy musiała używać w, że tak powiem, ruchu, a więc była to, już z pkt widzenia czysto materialnego, kluczowa część zadania i dlatego m.in, takie mma wrażenie, podważanie jej faktycznego udziału baletowego stało się takim niusem. bo, gdyby się okazało prawda, rujnowałoby całą podstawę jej oskarowego wyczynu.

                ale... może się mylę, ale coś czuję, ze istota rzeczy lezy, jak zwykle, pośrodku :]
                • barbasia1 Re: "Czarny łabędź" oskarżony o oszustwo!? 03.04.11, 16:19
                  Jasne, że tak!

                  Ale właśnie w tym rzecz, że Natalia faktycznie wykonała dodatkową robotę, autentycznie ciężką pracę przygotowując się do roli, jak to ładnie powiedziałeś, napisała swojej roli
                  autobiografię, powołam się tu na prasę: "Przygotowując się do zagrania roli głównej w „Czarnym łabędziu” Natalie Portman narzuciła sobie wielką dyscyplinę i zastosowała drakońską dietę. Postanowiła opanować wszystkie klasyczne figury baletowe, a więc przez rok, trenowała codziennie przez osiem godzin".
                  www.gala.pl/gwiazdy/kulisy-slawy/zobacz/artykul/natalie-portman-od-cudownego-dziecka-po-gwiazde.html
                  Tego nie można jej w żaden sposób odebrać.
                  Portman faktycznie drastycznie schudła, nabrała cech tancerki baletowej w wyglądzie, w sposobie poruszania się, w sposobie bycia ... Metamorfoza się dokonała ...
                  I to imo, już wystarczy, by uciąć wszelkie dyskusje na temat nie/słuszności przyznania jej Oscara. Dodatkowa praca została solidnie wykonana...

                  Natomist nie można winić Portman za to, że ktoś, reżyser czy producent zadecydował, że w filmie ostatecznie większość partii baletowych (jeśli to prawda) ? zatańczy dublerka, a tylko twarz Natalii zostanie nałożona komputerowo na ciało dublerki.

                  Jesli ktoś tu jest winny to tylko twórcy, którzy w reklamowaniu swego dzieła zapomnieli się chyba ...

                  > ale... może się mylę, ale coś czuję, ze istota rzeczy lezy, jak zwykle, pośrodk
                  > u :]
                  Zgadzam się. :)))
        • barbasia1 The Hurt Locker ... 31.03.11, 13:17
          Moje dwa grosze na temat THL wrzucę za mniej więcej dwie godziny ...
          Teraz muszę spadać! :)
    • grek.grek "tropami pedofilów", dokument via tvp2 30.03.11, 13:58
      francuski dokument o pedofilii w krajach trzeciego świata.

      z kamerą w kambodży i kenii, gdzie pleni się ten proceder na masową skalę.

      jest tutaj grupa dziennikarzy-detektywów, którzy próbują demaskować przypadkowo namierzonych miłośników nielatów. sami się czasami podają za klientów, żeby wejść w środek zorganizowanych grupek alfonsów miejscowych. albo zagadać dyskretnie zachodniaka, wyglądającego na pedofila, zanim przekroczy dozwolną barierę kontaktu z dziećmi.
      filmy z ukrytych kamer, rozmowy z offu, kilka interwencji policjantów... tego typu stuff.

      kambodża i kenia, to zagłębia biedoty, więc jak dzieciak trafia na turystę z zachodu, to
      sprzedaje się bez zastanowienia. oni mają młode ciała, a nie mają kasy - zachodniaki mają kasę, a na młode ciała apetyt, który na zad,upiach cywilizacji mogą realizować z większym bezpieczeństwem, aczkolwiek jak już wpadają, to idą siedzieć na grubsze lata. pytanie - ile odsiadują, koniec końców.

      co ciekawe, "ofiary" wcale tak siebie nie postrzegają. raczej widzą siebie w roli szczęściarzy, którym przytrafił się fart - starszy pan z dolarami, którym się trzeba zająć. nie każdy pedofil od razu chce seksu, niektórzy chcą po prostu towarzystwa, pieszczot, pocałunków itd. i płacą hojnie.

      cała gangi handlują młodym towarem. nie jacyś starszawi, cyniczni panowie. nie - niewiele starsi chłopcy od tych, których/które oferują. do wyboru do koloru,. idziesz w jakimś slumsie za przewodnikiem, a on cię doprowadza do wybranego miejsca, a tam dostajesz do prezentacji
      kilka dziewczynek albo chłopców. usługa ekspresowa. w kambodży czy w kenii - nieważne. to działa w jednym mechanizmie wszędzie.

      a pedofile mają coraz lepsze metody działania, coraz trudniej ich wsadzić - np. wpadli na pomysł, żeby sobie takie młode ciało kupować. nie - wynająć na godzinę. kupic. za pomocą adopcji kontrolowanej. oni płacą rodzinie tysiąc dolców, a rodzina zrzeka się praw do dziecka w trybie sądowym. pedofil przejmuje dzieciaka i w jakim charakterze on mu służy, to już ich sprawa. rodzina przed kamerą zaś zarzeka się, ze to "dobry pan" i żaden pedofil, że po prostu pragnie mieć dzieci i tutaj procedura jest prostsza, więc tutaj to dziecko sobie sprawia. dziecko dla rodzinnego ciepła domowego posiadania, a nie dla seksu. "no sex !". ta, bujac to my :] każdy wie o co chodzi, ale jak to udowodnić ? z formalnego pkt widzenia - alles gut und alles in ordnung.

      a panowie dobroczyńcy przed tymi samymi kamerrami wtrórują rodzinom dzieciaków - my pomagamy im z dobrego serca, a jak adpotujemy, to dlatego bośmy uczucia dziecięcego złaknieni. i płaczą normalnie przed kamerami, że : o co chodzi, ze się nas sprawdza i nam nie wierzy ?

      jeden gośc, złapany in flagranti z dziewczynką, lat 8 od razu jedzie tekstem do policjantów "to kiedy mam zapłacić ? teraz mogę ?" i macha portfelem. ofk, policaje są razem z kamerą ukrytą tych dziennikarzy śledczych, więc oczywiście jka te trzy małpy : nie widzą, nie słyszą i nie mówią ani słowa na te korupcyjne propozycje, ale - jak się zachwoują na codzień, kiedy nie ma kamer filmujących te "zatrzymania" ? ilu dorabia sobie do pensji, a ilu pozostaje serpicoidalnymi ? no właśnie...

      wnioski mało optymistyczne - nikomu, prócz grupki zapaleńców dziennikarskich, nie zależy na położeniu tamy całemu zjawisku, zwłasdzcza, że obie strony na taki dil się godzą i pary z gęby nie puszczają, a łapanie na gorącym, to rzadka sprawa, a nawet jesli, to pozostaje pytanie o odpornośc biednych policjantów na widok oferowanych im dolków z grubaśnego pularesu chętnego do płacenia pana z zachodu.

      pouczająca wyprawa filmowa :]
      • barbasia1 Re: "tropami pedofilów", dokument via tvp2 30.03.11, 16:06
        Dzięki! Nie byłam w stanie tego oglądać wczoraj!

        Dopóki w tych krajach będzie panować bieda, a pozom świadomości i edukacji ludności bedzie niski, to zdaje się niewiele będzie można pomóc.
        Coś potwornego!
        • grek.grek Re: "tropami pedofilów", dokument via tvp2 31.03.11, 14:24
          o-to-to. bieda. tutaj też lepiej nie jest, aczkolwiek na trochę innym poziomie konieczności zyciowej, vide tzw. galerianki.
          • barbasia1 Re: "tropami pedofilów"/ film "Galerianki" 01.04.11, 19:53
            A właśnie, cenna i celna uwaga. I u nas istnieje ten poceder, tylko przyczyny są inne.

            W krajach trzeciego świata przyczyną prostytucji dzieci jest nędza i ubóstwo, u nas w znacznej mierze aspiracje ekonomiczne młodych dziewcznych, pragnienie posiadania drogich markowych ubrań czy gadżetów, na kupno których nie stać rodziców skromnie zarabiających, a które są wyznacznikiem wyskokiej pozycji w grupie (pewnych grupach?) równieśników, ale też, co ciekawe, mówią to socjologiwie, pragnienie przeżycia czegoś ryzykownego, zakazanego!?!?!

            Co za czasy!?

            Przy okazji, przypomniałeś mi, znalazłam kiedyś na youtube film "Galerianki" !
            Wiem, że nie kochasz/ nie kochacie oglądania filmów via youtube i komputer, ale na wszelki wypadek podam linkę:

            www.youtube.com/watch?v=KWhOvChqE0s
    • pepsic Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 30.03.11, 19:16
      Dramat fiński o zdradzie i dotkliwej zemście planowanej/dokonanej na kochance przez żonę - i liczne nagrody. Brzmi intrygująco.
      Dokładnie o tej samej porze w Ale Kino! mój ulubiony gatunek - komediodramat Złe i gorsze - z Laurą Dern, odpuszczę na inną okazję.
      • barbasia1 Re: Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 31.03.11, 13:14
        Intrygujące! Zamawiam w takim krótkie streszczonko i komentarz "Czarnego lodu"!
        • pepsic Re: Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 31.03.11, 18:52
          Krótko się nie da, wątki pogmatwane, dużo zwrotów akcji. Ale po kolei. Sara, kobieta po 40, z zawodu ginekolog przypadkowo dowiaduje się o romansie męża Leo, wykładowcy akademickiego ze studentką (znajduje w futerale od gitary prezerwatywę, a w komputerze napotyka się na korespondencję łącznie z danymi i adresem kochanki Turi). Zdołowana, wściekła, ale i zaintrygowana odkryciem śledzi dziewczynę, która okazuje się być jednocześnie instruktorką karate /judo. Sara odchodzi od męża, wcześniej pokazuje mu test ciążowy z ulgą, bo z 1 kreską. Zapisuje się na treningi i zaprzyjaźnia z dziewczyną, nie przyznając się do swej tożsamości. Dziewczyna jest miła i lekko wyzwolona, panie wspólnie imprezują i zacieśniają więzy. Turi nie ma pojęcia, że Sara jest żoną Leo, jej przyjaciółkę bierze błędnie za żonę, mąż podobnie, nie ma pojęcia, co wyprawia żona, poza tym jest przekonany, że żona ma kogoś na boku ( był przelotny seks z 22-latkiem). Sara zaczyna prowadzić grę, w której sama się gubi. Np. dzwoni z tel. Turi z pogróżkami na swój telefon (nie wiadomo po co), w związku z czym dziewczyna otrzymuje zakaz zbliżania się do niej (i szpitala). W międzyczasie Leo odchodzi od kochanki, bo żonę bardzo kocha (z wzajemnością) i to sobie uświadamia. Łączy ich również bardzo udany seks, co skrupulatnie pokazano. Turi rozpacza po odejściu kochanka, Sara ją pociesza, wygląda że szczerze. Niedługo potem dowiaduje się, że Turi jest w ciąży, co uznaje za komplikację (sami nie mają dzieci, wychodzi, że własnego wyboru). W jednej z ostatnich scen, kluczowych - Sara podaje drinka Turi ze środkiem usypiającym, gdyż chce sprawdzić ręcznie, czy rzeczywiście jest w ciąży, napój przypadkowo wypija Leo, który się napatoczył z kolejnymi deklaracjami miłosnymi. Chwilę wcześniej Turi zaczyna się domyślać, kim jest Sara, wybiega z domy i wsiada do samochodu. Za nią wybiega Leo będąc przekonanym, że to kochanek żony i wsiada do też do samochodu. Odurzony Leo wpada na drzewo, z wypadku wychodzi jednak o własnych siłach. Na oko nic mu nie dolega. Turi widzi zdarzenie w lusterku, wściekła na cały świat pyta, czy wszytko ok, po uzyskaniu zapewnienia nakazuje Leo wracać do domu na nogach (uwaga, jest zima). Turi wyjeżdża z miasta, wraca po paru miesiącach zdać pracę dyplomową. Pyta na uczelni ironicznie o Leo i spada na nią jak grom z nieba wiadomość, że wtedy nie wrócił do domu, a zamarzł przy drzewie. Wyszło, że obydwie niechcący wyprawiły na drugi świat ukochanego. Koniec końców, Turi rodzi przedwcześnie dziewczynkę, gdyż niechcący zrzuciła ją ze schodów przyjaciółka Sary, myśląc, że to kochanka jej męża (to też sprawka Sary). Rozstają się w zgodzie, w domyśle każda pójdzie w swoją stronę.
          Wiele scen, pobocznych wątków odpuściłam, aby bardziej nie gmatwać.

          O wrażeniach postaram się dopowiedzieć później.
          • barbasia1 Re: Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 01.04.11, 18:46
            Banalny temat - zdrada małżeńska, niebanalnie opowiedziany, takie odnoszę wrażenie po przeczytaniu Twojego (długiego lubimy!:)) streszczenia i ciekawego komentarza na temat "Czarnego lodu". :)

            Kino fińskie jast rzadkością w naszej telewzji w tym chętniej dołączmy go dobnaszej kolekcji! :) I zapamiętujemy imię i nazwisko reżysera - Petri Kotvica - bo na szczęście jest wyjątkowo łatwe do zapamiętania. ;)


            Ojcem dziecka, którego spodziewała się Turi był oczywiście Leo?




            • pepsic Re: Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 03.04.11, 19:12
              Tak, była mu wierna i kochała go.
      • grek.grek Re: Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 31.03.11, 14:25
        dołączam się do Barbasi z apelem i prośbą o streszczenie jakieś post-projekszynowe.
        • pepsic Re: Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 01.04.11, 10:08
          Bardzo mi się podobało, dobrze zawiązana akcja, wciągająca od razu, fińskie krajobrazy z estetyczną architekturą miłą dla oka i estetycznymi wnętrzami, dojrzała bohaterka w typie Bardotki, bez liftingu, bez botoksu, z przyjemnością, ale i z ulgą się spoglądało (choć nie w moim typie) i nie ma wątpliwosci, która żona, która kochanka. Jak wcześniej napisałam dużo niespodziewanych zwrotów, dobrych scen, może zbyt dużo zapętleń, ale logicznych. Dobrze oddane współczesne życie, także pożycie małżeńskie (i nie tylko) łącznie z odważnymi scenami, bez wulgaryzmów. Uczestników trójkąta miłosnego - dobrze się obserwuje, można starać się polubić, wczuć w problemy, nikt nie jest ani negatywnym, ani pozytywnym bohaterem, jak w życiu, które nie bywa czarno-białe.

          Ps. "Złe i gorsze" zaczął się bardzo obiecująco. Laura Dern znakomicie zagrała kobietę, która stoczyła się na dno. Postaram się przypilnować, jak się odbiła.
          • grek.grek Re: Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 01.04.11, 13:42
            dzięki za całokształt.

            [rób nam tak częściej :)]

            brzmi, film, ciekawie. może kiedyś, pośród kolejnych szołów, noweltele i innych wypasUF tvp znajdzie miejsce w jedynce albo dwójce,żeby i nieposiadaczom tvpK użyczyć owego, żebyśmy mogli ew. posprzeczać się post-emission ;]

            btw, jesli znajdziesz czas dzisiaj - o 16:00 dają "boskiego", biografię andreottiego. podobno niekiepska rzecz.

            a jesli byś obejrzała, to - serca nie mam Cię naciągać, ale może ? - w miarę możności, bym poprosił o dowolnej objętości impresję własną :}
            • barbasia1 "Złe i gorsze"!?? 01.04.11, 18:50
              > a jesli byś obejrzała, to - serca nie mam Cię naciągać, ale może ? - w miarę mo
              > żności, bym poprosił o dowolnej objętości impresję własną :}

              O, tak, tak. To tym razem ja przyłączę się do prośby, Greka, :} i też proszę Cię o słówka trzy na temat filmu "Złe i gorsze" z Laurą Dern! :)
              • pepsic Re: "Złe i gorsze"!?? 02.04.11, 13:21
                Obiecuję, ale coś za coś:) Otóż nie obejrzałam "Siostry Jackie", dobrze, ze chociaż "Instynktowi" dałam radę, mogę liczyć na Ciebie w tej kwestii? Coraz mniej Stenka mnie drażni, może się uodporniłam, chyba zmienia protekcjonalny ton.
                • barbasia1 Czwartek Instynkt / Siostra Jackie 02.04.11, 20:36
                  Jasne, ale już chyba jutro opowiem! :)

                  Coraz mni
                  > ej Stenka mnie drażni, może się uodporniłam, chyba zmienia protekcjonalny ton.

                  hehe :)
                  To dobrze, myślę!
                  A czy jakaś nowa informacja na temat tajemniczej komisarz Oster pojawiła się w czwartek?
                  /Obejrzałam tylko koncówkę./
                  • barbasia1 Siostra Jackie odc. 12 03.04.11, 17:05
                    Do baru Kevina przychodzi Eddie- amant Jackie od leków, po tym jak wysledził Jackie i jej męża, zamawia drinka i zawiesza oko na zdjęciu Jackie, po czym pokazując ręką na zdjęcie, zagaja: „Piękna kobieta”. Mąż się Jackie, uśmiecha się na te słowa, chwali się, że to jego żona, opowiada jaką wspaniałą, cudowną żoną i matką jest jego żona Jackie i jak ją bardzo kocha (no fajny gość! :). Eddie skwaszony coraz bardziej zamawia drinka po drinku, ale pary z ust na temat znajomości z Jackie nie puszcza.

                    W szpitalu szefowa Pani Akalitis zamierza przeprowadzić śledztwo w sprawie krytyka filmowego, który wpadł w śpiączkę (z winy Zoey). Ma zamiar przesłuchać w tej sprawie pielęgniarki, na szczęście dla Jackie i Zoey, pani Akalitis zacina się w windzie i wyleźć przez dłuższy czas nie może (od czego dostaje lekkiej schizy), bo Jackie wykorzystując sytuację, ignoruje telefony od szefowej z prośba o pomoc i długo nie wyzywa fachowca od windy. Ma nadzieje, że w tym czasie krytyk jakimś cudem się wybudzi ze śpiączki i sparwy nie będzie ...

                    I tak się dzieje, krytyk otwiera oczy, Zoey z radością na niego spoziera, przeprasza, wszystko kończy się bardzo szczęśliwie dla Zoey, tylko krytyk stracił pamięć długotrwałą i nie pamięta jaki film leciał ostatnio w kinie, ale to już zdaje się nieistotny drobiazg, bo Zoe, po krótkim przemyśleniu tej kwestii, macha na to ręką ... ;)

                    A Jackie nie może podstępnie wydostać z maszyny do wydawania leków swojej porcji prochów, której domaga się organizm, szaleje więc i dzwoni rozpaczliwie do Eddiego, który ignoruje celowo jej telefony, sącząc drinki w barze jej męża. W końcu Jackie podstępem, czy cudem dostaje od maszyny trzy flakoniku jakiegoś leku, leci do łazienki i wypija go, pada na ziemię jak długa i w jakiś stan stuporu błogiego zapada, ma wizję, na lampie szczury albo myszy latają ... :)
                    Koniec
                    • barbasia1 Re: Siostra Jackie - dobre wieści! 03.04.11, 17:09
                      Seria druga "Siostry Jackie" bez żadnej zwłoki po pierwszej wchodzi (jako odcinek 14)! :)
                    • barbasia1 Re: Siostra Jackie odc. 12 03.04.11, 17:15
                      Do szpitala na ostry dyżur przywożą gościa ciemoskórego, któremy jeita wyszły na wierzch ...
                      Ale facet z poczuciem humoru, żartował sobie, że się wreszcie uzewnętrznił, he,he.

                  • pepsic Re: Czwartek Instynkt / Siostra Jackie 03.04.11, 19:04
                    Pan prokurator wchodzi w komitywę z panią rzecznik, przechodzą na ty. Przyciśnięty do muru opowiada, że jako młody aplikant uczestniczył w szkoleniu kadry, który powadziła komisarz Oster. Miała na niego ochotę, ale odmówił, wg jego relacji cieszyła się opinią kobiety, która leci na młodych facetów (jakież to mało eleganckie z jego strony). Podczas rozmowy policjantów z właścicielem dużego pubu pojawia się Osterwa, jej widokiem właściciel jest zaskoczony i poruszony, pyta, co tu robisz? Osterwa zmieszana daje wymijającą odpowiedź, wychodzi, że nie wie do końca o co chodzi. Rozmawiają chwilę na osobności i wymieniają telefonami. Facet dzwoni za jakiś czas kategorycznie wzywając Oster do pubu, jeśli chce poznać prawdę. Po przybyciu znajduje jego zwłoki.
                    Dzięki za siostrę Jackie i optymistyczną wiadomość:)
                    • barbasia1 Re: Czwartek Instynkt / Siostra Jackie 04.04.11, 18:42
                      A ja dziękuję za "Instynkt"! :)

                      Wypatrzyłam w dodatku TV (do Wyborczej) amerykański serial kryminalny "Dowody zbrodni", zapowiedż 3. serii (z roku 2005) na jakimś kanale. A mówię o tym dlatego, że jedną z bohaterek serialu jest "ambitna detektyw" Lilly Rush (gra ją Kathryn Morris), która, podobnie jak nasza komistarz Oster, również, jak tu piszą, kieruje się instynktem w wyjaśnianiu spraw /zagadek kryninalnych.

                      • barbasia1 Re: Czwartek Instynkt / Siostra Jackie 04.04.11, 19:02
                        Być może serial "Dowody zbrodni" (chyba kiedy widziałam jakiś odcinek, ale nie teraz nie przypomianm nic sobie!?) to jeszcze jedno źródło inspiracji dla pana scenarzysty "Instynktu", który oczywiście, nie ukrywa, że wzorował się na amerykańskich serialach.

                      • pepsic Re: Czwartek Instynkt / Siostra Jackie 04.04.11, 23:30
                        W swoim czasie namiętnie wpatrywałam się w "Dowody Zbrodni" na równi z "Bez śladu", znanego wyciskacza łez Bruckheimera. Moja wytrzymałość sięga na ogół góra 1, 2 serii, ale pojęcie mam, że sobie pozwolę na pochwałę tym razem ja;) Prawdę mówiąc Barbasiu, nie potrafię dopatrzeć się podobieństwa, przez grzeczność nie wspominając o głębokiej przepaści dzielącej te dwa seriale.
                        • barbasia1 Re: Czwartek Instynkt / Siostra Jackie 08.04.11, 15:24
                          nie potrafię dopatrzeć się podobieństwa, przez grzecznoś
                          > ć nie wspominając o głębokiej przepaści dzielącej te dwa seriale.

                          Pewnie inspiracje skończyły się na ściagnięciu kilku pomysłów!?

            • pepsic Re: Czarny lód - tvp kultura, godz. 20.10 02.04.11, 13:15
              Tym bardziej, że wygląda na dobry materiał na dyskusję.

              Z przykrością informuję, że o 16 jestem na ogół nietelewizyjna. Jeśli się natknę o innej porze dam znać.


    • barbasia1 Janosik. Prawdziwa historia wg Agnieszki Holland 01.04.11, 19:25
      czteroodcinkowy miniserial , dziś o 20.25 cz.1 i o 21.20 cz.2.

      Obgadywaliśmy kiedyś z Grekiem koncepcję historii Janosika wg A. Holland, szeroko przedstawianą przez nią samą w rożnych wywiadach , a i przez recenzentów filmowych komentowaną, kiedy film wchodził na ekrany kin ( serial to rozszerzona wersja filmowa). Grek wtedy dość krytycznie oceniał tę jej wizję Janosika, ja oczywiście mniej krytycznie, więc tym bardziej jestem ciekawa tego serialu! :)

      Będziecie oglądać, Greku będziesz oglądać (telepatetycznie zapytowuję)?

      • grek.grek Re: Janosik. Prawdziwa historia wg Agnieszki Hol 02.04.11, 11:11
        na chwilę się załapałem :] nie od startu, więc nie czułem potrzeby, żeby zostać do końca. patrzyłem raczej na ogólne wykonanie i wrażenia artystyczne próbowałem chwytać, nie przywiązując nadmiernej wagi do biegu akji - i niespecjalnie mnie ta opowieśc wciągnęła, ani wizualnie, ani aktorsko, ani scenariuszowo [jakimiś dialogami, sytuacjami, zwrotami itd,itp] , ani w ogole nijak... może za tydzień doobejrzę trochę, ale... nie mam pewności...

        btw, polecam dziś o 16:50 w tvp 2 "20 sekund szczęścia", dokument taki. jesli macie czas - obejrzyjcie. interesująca historia dziewczyny, co uprawia base-jumping, czyli skoki spadochronowe z obiektów rozmaitych, najlepiej ze skał, ale i z mostów, budynków etc. nie powiem nic więcej, ale widziałem już kiedyś, w nocy pokazywali. rewelacyjne zdjęcia, must-see.

        jesczze jeden dowód na to, ze najświetniejsze zyciowe historie na tym świecie dzieją się z dala od mediów, celebrytów, pudelków, politycznych kołomyj i koronowanych głów brytyjskich ;]

        ostatnie dwa dokumenty były o berlusconim i kadafim - w zasadzie powtarzające pod obraz to, co można poczytać sobie w pierwszej lepszej biografii tych stołkowych kolesiów. zero czegokolwiek ciekawego.

        btw, oglądaliście ten nowy tokszoł "po zmierzchu" w tvp2, w czwartek ?
        ja oglądałem... o rany, co za bida... człowiek, co to prowadzi marudził w zajawkach, że to będzie jedyny w polsce tokszoł, w którym będzie chodziło o rozmowę, a nie o lans albo zgrywę.
        zaprosił młodego stuhra nawet.
        i co ?
        i nic, i jesli tak ma wyglądać rozmowa, tokszoł, to ja dziękuję postoję.
        prowadzący bez pomysłu, bez ciekawych pytań, poziom i temperatura bugu na włodawie w październiku. szkoda mi było, po wszystkim, każdej z 30 minut jakie temu poświęciłem. tokszołowania drugiego gościa, jakiejś narciarki, już nie chciałem słuchać.

        jeśli miarą chaosu, rozhełstania i paroksyzmu ględzenia o d,pie maryni jest szoł wojewódzkiego właśnie, to ten szoł jest na antypodach - sztywny, jałowy, żołwiowy. miało się wrażenie, ze obaj chcą wysiedzieć swoje i pójśc do domu, i nawet tego nie ukrywaja, a to dlatego, ze... nie ma o czym gadać. co to za tokszoł, w którym po 4 minutach nie ma o czym gadać, to może byśmy się pożegnali..? ale musi trwać te 45 minut, więc prowadzący ciągnie dalej, ale tak żeby nie zadać żadnego interesującego, niebanalnego pytania, nie pogrzebać głębiej i nie wyjśc kolorystycznie poza barwy szarą, burą i sr,aczkowtą.

        może się jeszcze zbiorę za tydzień i obejrzę, ale debiut okazały nie był.
        • grek.grek sobota,16:50, tvp 2 "20 sek szczęścia" 02.04.11, 11:12
          nie dałem info-nadtytułu wyżej, nadrabiam zatem ;]
          • barbasia1 Re: sobota,16:50, tvp 2 "20 sek szczęścia" 02.04.11, 20:31
            Ależ świetny dokument! Miałam tylko rzucić okiem, a w końcu nie mogłam się oderwać od telewizora, hiponotyzowały fantastycznie sfilmowane skoki ze spadochronem , zwłaszcza te z pięknych, surowych, nagich skał norweskich fiordów (base jumping, jak pisał Grek, wyżej). Aż miałabym ochotę skoczyć razem z bohaterką dokumnentu Kariną? i jej znajomymi ... ;)

            Fascynujący, emocjonujący sport, a jednocześnie ekstremalnie ryzykowny, niebezpieczny, jeden błąd może kosztować życie, co gorsza, są rzeczy, na które człowiek nie ma/ nie będzie miał żadnego wpływu, to właśnie mi się wydało najbardziej przerażające w base jumpingu.

            Karina - bohaterka dokumnentu kilka miesięcy po wypadku, sfilmowanym i pokazanym zresztą przez dokumentalistów, z którego cudem uszła z życiem (tylko prawe udo połamane zostało w dwudziestu miejscach), mówiła, że wydawało jej się, że wszytsko zrobiła dobrze, a jednak skok zakończył się katastrofą, upadkiem z dużej wysokości. Niestety nie powiedziała, a szkoda, bo ciekawa byłam, co było bezpośrednią przyczyną tego upadku, czy to była awaria spadochronu, czy jeszcze coś innego... W każdym razie, ani ona nani nikt z organizatorów imprezy podczas ktorej skakała na pewno nie zawinił!?

            Wypadek, co ciekawe, przewidziany był przez statystyki! Jak obliczono po pewnej określonej liczbie skoków (niestety nie pamiętam tej liczby), musi nastąpić wypadek! A Karina właśnie tę liczbę skoków osiagnęła (ale w statystyki wierzyć nie była skłonna)...


            Na base jumping to ja się jednak nie piszę, a Wy? ;)


            Zatęsnikłam strasznie za Norwegią, heh! ;) /.


            Znalazłam blog na temat base jumpingu! Autor mówi tu nieco więcej o zagrożeniach jakie czyhają:
            www.skoki.borys.win.pl/kjerag3.html
            • grek.grek Re: sobota,16:50, tvp 2 "20 sek szczęścia" 04.04.11, 14:22
              mogę tylko po/przywtórzyć, że zdjęcia składają człowieka jak scyzoryk ;]

              no i raz jeden dobre słowo o tvp - że dała to w odpowiednim czasie antenowym, a nie o drugiej publicystyczne, powtarzające to co i tak wiadome z gazet i kronik towarzyskich, a samo w sobie nędznie nieinteresujące, jak cały ten światek celebrytów.

              true life is out there :]



              • barbasia1 Re: sobota,16:50, tvp 2 "20 sek szczęścia" 04.04.11, 18:14
                O tak! Piękne zdjęcie, i widoki! Piękna jest Norwegia! :)

                Wracając jeszcze do dokumentu "20 sek szczęścia", już wiem, co było przyczyną wypadku Kariny! Wyczytałam to wczoraj w moim dodatku TV do Wyborczej / (dopiero wczoraj wieczorem zaczęłam go porządnie przeglądać). Otóż nie otworzył się spadochron!!! (złośliwosc rzeczy martwych). Rzeczywiscie było widać na framgmencie nagrania, że dziewczyna jakoś tak dziwnie szybko leci w dół po skoku z samolotu, właśnie jakby spadała!?
                Koszmar!
                Jak się nie otworzy spadochron, to już jest praktycznie koniec i tragedia murowana (tylko modlić się pozotaje przez te klika sekund szybkiego spadania), upadek kończy się śmiecią albo w najlepszym przypadku, przy odrobinieszcześcia, połamaniem koszmarnym i kalectwem do konca życia, bo BASE jumperowcy, jak pisze autor blogu o base jumping, nie mają zapasowych spadochronów, kótrych względu na małą wysokość z jakiej skaczą i tak nie mogliby skutecznie użyć.

                Tak, to świetna pora! Lubię ten sobotni cykl dokumentów, choć, przyznam się, że czasem o nim zapominam.
                W ogóle ostatnio w publicznej sporo jest filmów dokumentalnych. Od niedawna także Jedynka wprowadziła do swojej ramówki dokumenty, pokazywane są one w środy, nie wiem czy zauważyliście, czy zauważyłeś, Greku, pochłonięty środowymi meczykami piłki nożnej ;)?

                Niecałe dwa tygodnie temu przez przypadek trafiłam na świetny dokument "Powrót do Łodzi", za chwilę postaram się Wam go opowiedzieć, jeśli chcecie, w ramach naszego nowego Ojejkowego cylku: "True life is out there" / pożyczyłam sobie, bez pytania, Greku, Twoje hasło zgrabne! ;)))/


                • grek.grek Re: sobota,16:50, tvp 2 "20 sek szczęścia" 06.04.11, 12:56
                  faktycznie, masz rację z tymi środowymi dokumentami. o tych z kolei, ja zapominam, czasami, istotnie, z powodu meczów :] dzisiaj też mecz, więc nie obejrzę, aczkolwiek - dokument ma być o smoleńsku, więc jakoś nie żałuję specjalnie, bo to już temat wyeksploatowany do cna.

                  hehe, proszę bardzo o korzystanie :] ja zgapiłem z "archiwum X", znaczy się " parafrazowałem, bo tam było zamiast "life" - "truth".
                  • barbasia1 Re: sobota,16:50, tvp 2 "20 sek szczęścia" 06.04.11, 13:48
                    o tych z kolei, ja zapomin
                    > am, czasami, istotnie, z powodu meczów :]
                    !!! :)))

                    Fakt, temat wyeksplowatowany, ale rocznica się zbliża, więc, przypominają ...

                    Wiesz, mnie się ta fraza znajoma wydała, ale nie pamiętałam, skąd !? Dzięki za przypomnienie i pozwolenie :)) i przepraszam za opóźnienie /o "Powrocie do Łodzi" będzie na pewno, bo to szalenie ciekawy dokument był)!!!!
                    :))
                    • barbasia1 Dokument "Powrót do Łodzi" 10.05.11, 15:18
                      w cylku "True life is out there"

                      Dokumentu nie widziałam niestety od początku, jak już mówiłam, trafiłam na niego przypadkiem, później co nieco doczytałam w gazetowych zapowiedziach i w ten sposób zdołałam zrekonstruować sobie brakujący początek.
                      /ale gdyby jednak wystąpiły jakieś nieścisłości czy niedopowiedzenia z góry przepraszam.../

                      Dokument ten opowiada intrygująca historię o poszukiwaniu skarbu.
                      A rzecz dzieje się w tytułowej Łodzi ...

                      W Łodzi, jak głosi rodzinna legenda rodziny Atkinów, nestor rodu ukrył na początku wojny, tuż przez ucieczką skarb niebylejaki, wannę wypełnioną złotem. W poszukiwaniu tego skarbu do Łodzi przybywa Mark Atkin wraz rodziną z braćmi, z ojcem Davidem, dziarskim staruszkiem o doskonałej pamięci, których zmobilizował do podjęcia poszukiwań.

                      Do wybuchu wojny rodzina Atkinów (rodzice i ojciec Marka, David z rodzenstwem) zamożnych Żydów pochodzenia łotewskiego, ówczesnych właścicieli fabryki wyrobów gumowych mieszkała w tu w pięknej trzypiętrowej kamienicy przy ulicy Gdańskiej 89, która była ich własnością. I tu właśnie wiedzie trop! Tu w należącym do posesji ogrodzie nestor rodu Atkinów miał zakopać ową wannę z drogocenną zawartością.

                      Rodzina jest przekonana, że ten skarb ciągle tam jest ukryty i chciałaby go wykopać, wydobyć , zabrać, ale niestety jest poważna przeszkoda.. Kamienica należy obecnie do wojska i nie można się do niej dostać bez stosownych pozwoleń, papierków, których zdobycie jest czasochłonne i niesłuchanie trudne (wiadomo, obiekt wojskowy, więc tajemnica wojskowa itd.). Mark jest więc zmuszony w końcu interweniować u prezydenta Łodzi. Prezydent Kropiwnicki przyjmuje Marka i jest tak uprzejmy, że wstawia się w ich sprawie, dzwoni, gdzie trzeba i wojsko wydaje wkrótce pozwolenie na wejście do willi, ale tylko na parter i pierwsze piętro, oczywiście na poszukiwanie skarbu żadne kopanie w ogrodzie, czy piwnicy nie zezwala.

                      I rodzina w końcu musi się zadowolić samym zwiedzaniem willi. Wchodzą po chwili oczekiwania, podziwiają dawną świetność i piękno, ojciec Marka jest wzruszony i poruszony widokiem domu swego dzieciństwa, pamiętał go doskonale. Rodzina filmuje wnętrza willi, a ten film, może śledzić za pomocą komputera reszta rodziny, która mieszka w Ameryce , zdaje się brat ojca Marka, który też jest wzruszony znanymi widokami.

                      Ale Mark nie daje za wygraną, zdaje się jeszcze zanim dostali pozwolenie na wejście do willi, wynajął dwóch robotników, by z posesji przylegającej do ich willi i ogrodu wykopali tunel i dostali się pod ich posesję, oczywiście w tajemnicy przed wojskiem.
                      Panom udało się zrobić całkiem niezły podkop, ale wojskowi po kilku dniach!!!? wreszcie zorientowali się, że coś podejrzanego w ich sąsiedztwie się dzieje i kiedy zobaczyli tunel, nakazali natychmiast go zakopać pod groźbą kary.

                      Poszukiwania skarbu kończą się więc fiaskiem. Pozostaje tylko starać się o odzyskanie willi, co jak mówi prawniczka, może nie być łatwe i trwać wiele lat.

                      Dokument kończy się rodzinną imprezą pożegnalną w Łodzi. W pewnym momencie ojciec ściska Marka i mówi do niego z uśmiechem pełnym szczerej ojcowskiej miłości, czułości, „TY jesteś moim największym SKARBEM.” /Piękne!/
                      dając tym samym do zrozumienia, tak ja to odczytałam, że kompletnie go nie rusza fiasko poszukiwań wanny ze złotem/

                      :)
        • barbasia1 Re: Janosik. Prawdziwa historia wg Agnieszki Hol 02.04.11, 21:16
          A ja powiem dziś tylko tyle, że nie płakałam za torsem Marka Perepeczki u Janosika (którego uwielbiam w "starym" Janosiku). ;)
          I podobało mi się, że Janosik wbrew sterotypowi został obsadzony ...

          > btw, oglądaliście ten nowy tokszoł "po zmierzchu" w tvp2, w czwartek ?
          > ja oglądałem... o rany, co za bida...

          Ha,ha. :)

          Nie, niestety nie widziałam, nawet nie wiedziałam, że coś takiego ma w ofercie Dwójka!?

          No proszę, kolejny tokszoł w publicznej wykielkował, szkoda tylko, że wystratował tak kiepsko (skandal, żeby taki cenny obiekt do maglowania jak Stuhr poszedł na marnację!). Tak czy inaczej dzięki za zwrócenie uwagi! Postaram się rzucić okiem na ten program w najblizszy czwartek.

          Przy okazji powiem, że przekonalam się do tokszołu "Mam innę zdanie" po bardzo ciekawym odcinku, w którym omawiano książkę "Złote żniwa" Grossów. Nie wszytskie tematy w równym stopniu mnie fascynują, ale podoba mi się staranne przgotowanie do programu, sprawne prowadzenie, panowanie prowadzących nad dyskusją, nad dyskutantami, nad poruszanymi wątkami, których bywała całkiem sporo, pochwalić muszę świetny dobór gości, rozmówców,reprezentujących rózne punkty widzenia, różne stanowiska, różne poglądy i to, ze jest czas, żeby ludzie mogli się wypowiedzieć - miałam już o tym już wcześniej napisać ...
          • grek.grek tokszoły lepsze i gorsze 03.04.11, 12:22
            niestety, Dwójce nic nie wychodzi, albo wychodzi tylnymi drzwiami.

            wprowadzili też coś takiego, jak "redakcja kultury", stylizowany informator kulturalny.

            spotyka się kilku redaktorów, każdy od czegoś innego - od filmu, teatru, muzyki itd., ma to niby być coś w rodzaju kolegium redakcyjnego, na którym każdy coś od siebie poleca ze swojej działki, a naczelny [w tej roli Najsztub] coś z tego wybiera i się tym sam zajmuje w celu przedstawienia.

            i jest to kolejny gniot. ma to być pozowane na Łossskot, Po godzinach etc, a wychodzi wielkie badziewie. żadna rekomendowana pozycja nie jest należycie zapowiedziana i opisana, połowę czasu marnuje się na jakieś scenki aranżowane powitanie, wejście, podpisanie redaktorów, gadki-szmatki z aktorką czerwińską, i jej kundlem, która gra rolę sekretarki w tej "niby-redakcji-kulturalnej", przekomarzanki panów redaktorów itp. na wnikliwą rozmowę o rzeczonej kulturze, czy na te recenzje i polecanki zostaje niewiele czasu, a biorąc pod uwagę, ze redaktorstwo nie umie swoich wrażeń sprzedać w sposób zwięzły i atrakcyjny - wychodzi smar, mydło i powidło. żadnej treści, forma ni przypiął ni przyłatał", a cała wartość audycji polegać ma chyba na tym, ze "się mówi tutaj o kulturze, o której się nigdzie indziej, w tych przebrzydłych mediach obrazkowych, nie mówi, więc już z tego względu wypada pochwalić wysiłki". nie pochwalę :]

            dzisiaj dają drugi odcinek tego czegoś. nie jestem jeszcze zdecydowany, czy mam czas na marnację :] w klażdym razie - 23:35, w Dwójce, jakbyś chciała/jakbyście chcieli spróbowac.

            btw, nie ma Kocham Kino, czyżby przeszli na tryb dwutygodnika, a może w ogóle likwidacji dokonali ? jakieś wieści ? tydzień temu, próbuję sobie przypomnieć... chyba na zakończenie Torbicka zapowiadała emisję... a może i nie... wiesz coś może ?

            ano widzisz, to "mam inne zdanie", to jest konkret jakiś. coś tam się dzieje, coś z tego można wynieść. i nawet ziemiec tego nie psuje swoją osobą, hehe.
            • barbasia1 Re: tokszoły lepsze i gorsze 03.04.11, 15:01
              Nie oglądałam ostatnio Kocham Kino, bo na jakąś straszną porę, po północy, przesunęli ten program, więc nic nie wiem na temat zmiany częstotliwości emisji programu.
              Powiem Ci, irytują mnie te ciągłe zmiany pory emisji programu , przesuwanie go na coraz późniejsza porę, zmiany w częstotliwości nadawania, nie rozumiem tego!

              HA! To ja się przyznam, że załapałam się na pierwszy odcinek "Redakcji kultury" zupełnie przypadkowo, właśnie czekając na Kocham Kino! Wrażenia mam dokładnie takie same jak Ty. Nic dodać nic ująć. :)

              A może jednak coś dodam - w gronie panów redaktorów jedna pani jest, Syliwa Chutnik (co za skandaliczne lekceważenie idei parytetów ;)/ ), którą panowie zagęgali, kiedy ta opowiadała o książce!?


              Skoro, jak mówisz, dziś jest drugi odcinek tego programu, to może dam mu jeszcze jedną, ostatnią szansę.

              • grek.grek Re: tokszoły lepsze i gorsze 04.04.11, 14:33
                trochę KK się rutynizuje, przy okazji... rozmówki, czasami parę zdań zapowiedzi, czasami wywiadzik nieszkodliwy... dużo starmodnej klasy telewizyjnej, mało woltów, no ale dopóki torbicka tutaj zawiaduje, to tak będzie ;]
                inna rzecz, że poza KK trudno o program kina tyczący. "multikina" sołtysika nie liczę, bo to dopiero jest bubel.

                jeszcze co do tej rozmowy ze stuhrem juniorem...
                wiesz, ja w ogóle czasami się zastanawiam - co mnie obchodzi stuhr i jego życie, jego poglądy, jego to czy śmo, o co - jak deklarował - pan tokszołowiec chciałby wypytywać swoich gości, o co w ogóle są wypytywani w róznych mediach. co mnie to obchodzi ? że aktor, to ma to być zajmujące ? :]

                na ogół - nie jest. sieczka zmieszana owsem. nic, pustka, nul, banał, truizm, ziew. nic ciekawego ci ludzie nie mają do powiedzenia. mają tylko gębę znaną z ekranu :]

                dlatego, od rozmowy polityków wolę rozmowę komentatorów politycznych.
                od rozmowy z aktorem, wolałbym dyskusję krytyków filmowych.
                od rozmowy z celebrytami od tańca, śpiewu, bigbradera czy bycianapudelku - wolę... koncert gry na pile tarczowej.

                prowadzi mnie to wniosku, że właśnie takie "mam inne zdanie" są jedynie wartościowymi gadańcami telewizyjnymi.

                i powiem Ci, że życzyłbym sobie, żeby w ślad za "mam inne zdanie', który, jak wiemy, traktuje o sprawach, nazwijmy je - poważnych,. pojawiły się programy o takiej samej dokładnie formule, ale z przedmiotem dyskusji, którym są zjawiska kulturalne - muzyczne, filmowe, teatralne, literackie itd. co Ty na takie życzenie ? :]

            • barbasia1 Re: tokszoły lepsze i gorsze 03.04.11, 15:02
              > ano widzisz, to "mam inne zdanie", to jest konkret jakiś. coś tam się dzieje, c
              > oś z tego można wynieść. i nawet ziemiec tego nie psuje swoją osobą, hehe.

              ha, ha! :)
              Co racja, to racja!
    • pepsic To nie tak, jak myślisz kotku 02.04.11, 13:38
      Oglądaliście? Miałam wczoraj zareklamować, bo to jedna z niewielu polskich komedii (omyłek) z ostatnich lat, która autentycznie mnie rozbawiła, ale muszę przyznać, że w którymś momencie pogubiłam się. Rewelacyjnie zagrał chłopak z kabaretu Mru, Mru? (od reklamy plusa?). Nie mogę sprawdzić nazwiska, bo mi Google się zacięły, natomiast Kot - fatalnie.
      • grek.grek Re: To nie tak, jak myślisz kotku 02.04.11, 14:12
        nie odważyłem się ;]

        ale widziałem jakiś urywek, więc mogę się pochwalić wiedzą, że ten o którym mówisz, to borusiński, z kabaretu mumio :]
        • pepsic Re: To nie tak, jak myślisz kotku 03.04.11, 19:10
          Ja też podeszłam opornie i mile się rozczarowałam.
          No tak, jak wpisuje się głupoty, wujek G. strajkuje:)
      • barbasia1 Re: To nie tak, jak myślisz kotku 02.04.11, 21:20
        Nie, ja się nastawiłam na Janosika. Ale jak mówisz, że ta komedia jest strawna, to na pewno przy najbliższej okazji obejrzę.
    • pepsic "6 dni, 6 nocy" - tvp 1 godz. 21.25 03.04.11, 19:30
      Zgrane, oklepane, błahe, a jednak do obejrzenia dzięki wyśmienitemu duetowi wykonawców. Jak znalazł na koniec pogodnego weekendu i zwiastun nadchodzącego lata (co ja z tym latem znowu ?). Uprzedzam, mam niebywałą słabość do Harrisona Forda, mogę być nieobiektywna, ale i Anne Heche też da się lubić.
      • barbasia1 Re: "6 dni, 6 nocy" - tvp 1 godz. 21.25 04.04.11, 20:08
        "6 dni, 6 nocy" , - tak, tak, obiektywinie ;) stwierdzam, ża to bardzo sympatyczna, relaksująca komedia, dobrze zagrana, muszę przypomnieć sobie ją kiedyś.

        >Uprzedzam, mam niebywałą słabość do Harrisona Forda, mogę być nieobiektywna ...

        Rozumiem, też tak mam! :)

    • grek.grek "jak dwie krople wody", Fra-thrill via tvp1, spojl 04.04.11, 13:53
      wybór był taki : francuski thrill na jedynce, coś sensacyjno-jakiegośtam z al pacino na polsacie, redakcja-kultury na dwójce. zatem : jasna sprawa, skoro al pacino od dawna kręci raczej na jedno kopyto :]

      no i obejrzałem ten jedynkowy hyyt, który mnie nie zachwycił, ale i taki najgorszy znów nie był.

      jest para. ona po przejściach, straciła dziecko, straciła narzeczonego, a co gorsza następnych dzieci mieć nie może. więc on idzie do swojego mentora, profesora, z pytaniem : czy by jednak jakoś tego dziecka się sprokurować nie dało. udaje się. tyle, że to nie jest jej dziecko, a jej... klon. jak się facet dowiaduje, to mu mina rzednie, ale co robić - jest, to się wychowa jak własne. ona nie wie nic.

      dzieciak, córka, rośnie i rośnie i coraz bardziej podejrzane wygibasy zaczyna wyczyniać - jako mała dziewczynka miewa momenty jakichś dziwnych osłupień, jako nastolatka zaś, w szkole umie dać koleżance po nosie, kolegę prawie utopić w basenie, izoluje się od reszty, w domu miewa napady szału, potrafi zniszczyć gitarę za pomocą roztrzaskania jej w drobny mak...

      matka obserwuje ją dokładnie i zaczyna dochodzić do wniosku, że dziewczyna jest do niej łudząco podobno - nie tylko fizycznie, ale i mentalnie, a na dokładkę : są momenty, kiedy ma wrażenie, że mała "czyta jej w myślach", że zna przeszłość, że jakby była nią w skali jeden do jeden [osobowościowo, tożsamościowo]. co ciekawe, przy całym podobieństwie mała eksploatuje tę część matczynego charakteru, którą matka całe życie próbowała stłamsić. matka nie wie, że to nie jej córka, popada w coraz większe tarapaty nerwowe, coraz mocniej odczuwając lęk przed dzieckiem, z lubością wygrywającym akcenty z przeszłości, jakby bawiącym się jej traumami, lęk przed nawracającymi wspomnieniami i pamięcią straconych ludzi, pierwszego dziecka.

      wreszcie dziewczynka, mająca już 13 czy tam 15 lat, zaczyna się zwracać przeciw mamuśce. malując się i strojąc jak na lolitę podrywa ojczulka, który z coraz większym przerażeniem patrzy na jej dorastanie burzliwe i coraz trudniej mu utrzymywać w tajemnicy przed żoną fakt, że mała jest klonem.

      no i mała postanawia ostatecznie mamę wyeliminować i zająć jej miejsce u boku tatusia. co się jej, ofk, nie udaje, bo tak nieudatnie wciąga matkę do studni w ogrodzie domostwa, w której utopiło się dziecko pierwsze matki, że aż sama do niej wpada i ginie tragicznie. och, oczywiście zanim się ten akt sprawiedliwości dziejowej rozegra toczą ze sobą pojedynek, z gościnnym udziałem tatula, łopaty i zmarszczonych brwi.

      taka sobie opowiastka z podtekstem naukowym, no bo w głównej roli występuję tutaj niebezpieczeństwa klonowania. rozgrywka na poziomie psyche dość ciekawa jak chodzi o rozłożenie akcentów, ale na poziomie czystego thrillera, czyli ilości zaordynowanych widzowi, czyli - niżej podpisanemu, który Wam to opisuje z własnej perspektywy - woltów : dość przeciętna. francuskie thrillery mają jednak ten feler, że zawsze, niemal zawsze, to pierwsze wygrywa z tym drugim. w amerykańskich najczęsciej akcja osuwa się coraz bardziej w banał, a napięcie niby rośnie, ale w sytuacji przewidywalności finału [nie samego rozstrzygnięcia nawet, ale jego formy i charakteru] to i tak nie ma znaczenia :]

      obsada międzynarodowa : matkę zagrała nastja kinski, nieprzekonująca w sztampowym ogrywaniu neurotyzmu, ojca christopher lambert, wygrywający aż do zmęczenia narastającą rozpacz za pomocą jednego wyrazu oczodołów, a do tego andrzej seeweryn jako psor od klonowania. w sumie, najlepiej wypadła młoda audrey de-wilder, jako manon, czyli ten sklonowany niewdzięczny dzieciar, aczkolwiek też schematyzm chwytów aktorskich dość zgrzytający, co mówi wszystko o reżyserze, a o tym, ze "najlepiej wypadła" - że stało się tak bo, tylko i wyłącznie, że po prostu miała najciekawszą rolę do zagrania ;]

      no nic, było nie było, dało się obejrzeć, aczkolwiek, duża w tym zasługa, ze trwało to coś-około 85 minut, a nie np 115, hehe.
      • barbasia1 Re: "jak dwie krople wody", Fra-thrill via tvp1, 04.04.11, 20:00
        I nie dałam drugiej szansy "Redakacji kultury", (a może to TVP nie dała mi szansy), zasnęłam w oczekiwaniu na ten kulturalny program. ;/

        "Jak dwie krople wody" - thriller ku przestrodze, postęp w nauce, w medycynie -klonowanie przeciwko człowiekowi się może obrócić.

        Ale, że matce nie powiedziano (za to ojcu!??), że jej dziecko to klon z jej własnego ciała będzie, to trochę dziwne mi się wydaje. Chyba, że jakieś uzasadnienie w filmie się znalazało?

        Dzięki piękne!!! Może i przeciętny ten thriller, ale streszczenie czyta się doskonale. ;)
        • pepsic Re: "jak dwie krople wody", Fra-thrill via tvp1, 04.04.11, 23:16
          Się wtrącę. Ojciec zwrócił się o pomoc do profesora w sprawie sztucznego zaciążenia małżonki z własnej inicjatywy. Kiedy zauważył, że z córką jest nie halo, nie potrafił zdobyć się na odwagę, wcześniej miał nadzieję, że sprawa nie wyjdzie, faktycznie nie mógł tego przewidzieć, i mnie wyobraźnia francuskich twórców powaliła.
          O proszę, nie poznałam Nastazji Kinsky, Seweryna owszem. Trochę chciało mi się śmiać, bo u nas na kolana przed nim padają, a rola i film bardzo takie sobie.
          Myślę, że spodobałby Wam się Tygodnik Kulturalny na TVP kultura z udziałem krytyków i znawców ogólnie kultury.
          • barbasia1 Re: "jak dwie krople wody", Fra-thrill via tvp1, 05.04.11, 14:36
            pepsic napisała:

            Teraz to już wszytsko jasne! ThnX!:)

            Trochę chciało mi się
            > śmiać, bo u nas na kolana przed nim padają, a rola i film bardzo takie sobie.
            Ha,ha
            Bo to pewnie rola i film z gatunku chałtura. ;)

            > Myślę, że spodobałby Wam się Tygodnik Kulturalny na TVP kultura z udziałem kryt
            > yków i znawców ogólnie kultury.

            Jestem o tym przekonana! :)
        • grek.grek "jak dwie krople wody"/o "hurt locker" 3 słowa 05.04.11, 13:49
          hehe, dzięki ;]

          Pepsic doobjaśniła, to co ja zjadłem pisząc, albo napisałem nieudolnie lub też nieczytelnie - mąz sam nie wiedział, o co chodzi, [klon, a nie dziecko, jako takie] dopiero później się dowiedział, ale nie mógł się zdobyć na zdradzenie tego faktu żonie.

          btw, nocą skończyłem oglądać "hurt locker" i jestem pod dobrym wrażeniem. całość nakamerowana zawodowo - te wszystkie akcje sapersko-strzelaninowe, trochę inna twarz wojny niż zwykle - tutaj, dla sierżanta jamesa jest ona lepszym otoczeniem niż spokojny i bezpieczny dom, ale jednocześnie jest skontrastowanie róznych postaw, bo co dla jamesa fajne, to dla stubborna całkowicie odwrotnie, i efekt taki jest, że pierwszy nie mozę się doczekać powrotu do bagdadu [ale scenografia trafiona, nie ? bagdad jak żywy, a to przeca cała sztuczna konstrukcja na potrzeby filmu wzniesiona], a drugi wyjazdu zeń, dojrzewając jednocześnie do zycia pozafrontowego, czyli "chcenia dziecka" - dwa rózne punkty widzenia i dwie rózne drogi obieranie na podstawie jednakowych doświadczeń;, wzorem najlepszych okołowojennych filmów - zero pocztówkowego patriotyzmu i podobnych szmergli, plus ciekawy główny bohater, ów william james, i, wg mnie, udany jeremy renner w tej roli, wiarygodny i ekspresyjny bardzo, zwłaszcza w scenach, kiedy ekspresji [widocznej gołym okiem, bo można sobie dopowiedzieć, ze sierżant james wewnętrznie żyje bardzo bujnie, że true life is out there ;)] jego bohater wcale nie przejawia :]. do oglądania, i do refleksji - rzadkie połączenie, tym bardziej się cieszę, ze mi dane było. zobaczyć.

          w sumie, przekonałem się, ze te oskarowe nominacje i nagrody nie były przesadzone, na czele z uoskarowieniem kathryn bigelow.

          apetyty rozstały rozbudzone, a tymczasem tak patrzę w grafik, a tutaj pustynia. nigdzie nie widzę jakichś szczególnie atrakcyjnych filmów. ani w tvn, ani w tvp, a nie w polsacie. mieli chwilowy przebłysk chyba tylko :]
          • barbasia1 Re: "jak dwie krople wody" 05.04.11, 15:01
            :)

            Nie no, ewidentnie nie przypadł Ci gustu ten francuski thriller i lekko go potraktowałeś, w przeciwieństwie do mnie, ale to dlatego, że wciągnął mnie Twój opis. :)





          • barbasia1 "THe hurt locker" od słowa do słowa 06.04.11, 16:18
            Dobrze, że zacząłeś ... :)))


            Jest jeszcze Owen Eldridge, ten najbardziej wrażliwy z trójki głównych bohaterów, odliczający dni do powrotu ze służby, najgorzej radzący sobie z lękiem, stresem, zagrożeniem, z obsesją śmierci, która mu się nasiliła mu się po tragicznym wypadku pierwszego dowódcy.
            By poradzić sobie ze poteżnym strachem, stresem związanym z niebezpieczną profesją sapera, ciągłym zagrożeniem, czyhającą śmiercią spotyka się z wojskowym psychologiem, czy też doktorem pełniącym tę funkcję, który, jak się okazuje, mimo, że jest tam na miejscu w Iraku, w bazie wojskowej , ma mgliste, ukształtowane zapewnie podstawie książek, klasycznych filmów wojennych, wyobrażenie na temat wojny (raz na jakimś polu bitwy był, tylko, nie wiadomo gdzie !?) i specyfiki pracy saperów, zagrożenia , bo nigdy nosa spoza bazy nie wyściubił. Szokująco naiwnie w konteście oglądanych niebezpiecznych akcji saperów brzmią słowa psychologa skierowane do Eldridge’a mające go zmoblizować do służby i dodać mu odwagi, „Wojna to wyjątkowe doświadczenie. Może być przyjemne” ...

            Jak powiedziałeś, Greku, nie ma tu patetycznych obrazów męstwa, romantycznego bohaterstwa dzielnych żołnierzy.
            Są za to normalni, z krwi i kości ludzie i ich normalne ludzkie reakcje na maksymalnie stresującą sytuację zagrożenia, na życie w ciągłym napięciu – strach, złość.

            CDN.
    • grek.grek "zawód dziennikarz", z wczoraj, via tvp2 06.04.11, 13:30
      leciał wczoraj po północku, w tvp2.

      opowieśc o kilku godzinach z życia redakcji nowojorskiego "the sun". a ściślej - o kilku dziennikarzach tejże gazety.

      jest wieczór, szykują nastepny numer, co porannego wydania - trafia do nich nich info o
      dwóch czarnych chłopakach, którzy zostają aresztowani jako podejrzani o zabójstwo jegomościa, którego tego samego dnia znaleziono martwego w samochodzie pod mostem, a który obracał się
      w sferach finansjery nowojorskiej, giełdy, słowem - gościa nie-pierwszego-lepszego. faktycznie, byli oni na miejscu zdarzenia, ale już po fakcie, co pokazywał początek filmu. whatever, jest chryja, bo wydaje sie, ze własnie policaje złapali morderców.

      na kolegium redakcyjnym pada propozycja, zeby to poszło na okładkę przygotowywanego numeru. tylko z jakim tytułem ? "winni", "złapani !", padają rózne propozycje.

      do jednego z dziennikarzy dociera info, ze nawet policjanci nieoficjalnie kwestionują winę chłopaków, i mają niejasne jeszcze tropy prowadzące w stronę zupełnie inną - żę były to porachunki w sferach nieco wyższych niż murzyńska dzielnica na jakimś tam bronxie.
      facet zaczyna drązyć temat. cały czas w rozgardiaszu i niedoczasie, dziennikarz z krwi i kości. jego żona jest w ciązy, na dniach ma rodzić [też jest dziennikarką, w tej samej redakcji, żeby było śmieszniej, he he], gośc nie może się nią zająć, jak by chciał, ciągle musi dzwonić, wysyłać fajtłapowatą reporterkę, żeby zrobiła jakies foty do artykułu - niemal przypłaca to ona zdrowiem, kiedy w tłumie pstrykaczy zostaje stratowana [ale jedno dobre zdjęcie udaje się jej zrobić], cały czas monitoruje temat - czasu do zamknięcia numeru zostałlo niewiele... na proszoną kolację z teściami wpada i zaraz wypada, bo musi jechać na policję, żeby od gliniarza, który najgłośniej kłapał, że chłopcy sa niewinni wyciągnąć otwarty tekst i mieć podkładkę do opisania całej sprawy zgodnie z jej prawdziwą naturą. oczywiście, przypłaca swoją zawodową gorączkę kłótnią z żoną i zgorszeniem jej rodziców...

      naczelny na raka prostaty. to go skłania do przewartościowań życiowych - próbuje się pogodzić z dawno niewidzianą córką, coś przemysleć, coś zrozumieć... a na koniec ląduje w barze, gdzie wdaje się w gadkę z przypadkowym podchmielonym gostkiem.

      jest sardoniczny felietonista, który pomaga temu pierwszemu zbierać materiały, specjalista od kąsliwych uwag i posiadacz, jak można sądzić, ostrego pióra.

      no i jest zastępczyni naczelnego, czy raczej Następczyni ? jakoś tak. trochę żmija, ale tylko trochę. tez z kłopotami osobistymi - romansuje, ale jakoś tak mechanicznie, ma problemy finansowe, a do tego jakby miała wątpliwości, co do swojej wartości n stanowisku pracy...

      dziennikarz, z felietonista, zdobywają ostatecznie ta wypowiedź policjanta. problem w tym, ze numer już jest zamknięty i jest właśnie drukowany, z pierwszą stronę na której wysmarowany jest wielkimi wołami tytuł "winni !" i zdjęcie chłopaków ładowanych do policyjnej suki. dziennikarz naciska, żeby numer wycofać - naczelna nie chce się zgodzic. no to dziennikarz sam pędzi do drukarni, lata między maszynami, szuka faceta od zasilania, znajduje go w klozecie, goni go do rozrusznika i wyłącza całe urządzenie. wpada naczelna z pyskiem. dziennikarz - musimy anulować druk, mam materiał, który dowodzi, ze chłopcy są niewinni. ona - wydrukujemy jutro, to co jest w numerze było aktualną prawdę, kiedy drukowaliśmy, więć jesteśmy czyści. dziennikarz - że gów,no prawda, maja etyczny obowiązek dać na okładkę tytuł "niewinni" i napisać prawdę. ona - że już mają nadrukowanych 90 tys egzemplarzy, że to za duzy koszt i zeby z powrotem uruchomił produkcję. on, że nie ma mowy. i zaczynają się bić o klucze do rozrusznika. fizycznie :] komizm w czystej postaci, a kiedy naczelna, w osobie glenn close, próbuje wyciąć dziennikarzowi [m.keaton] soczystego kopa, ale ślizga się na podłodze i wywija potężnego orła - klękajcie narody, ubaw zawodowy :]

      koniec końców naczelna, leżąć na glebie, wyciąga argument ostateczny - zwalniam cię !
      i on jej musi oddać klucze, a ona nakazuje drukować dalej numer z okładkę "winni".

      ciązy jej to jednak. idzie do baru. razem z felietonista. a w tym barze już siedzą naczelny z prostatą i tym podchmielonym.
      felietonista rzuca jej, że uniemożliwiła opublikowanie prawdy, że postąpiła może i zdrowo zpkt widzenia ekonomii, ale z pkt widzenia wartości dziennikarskich - absolutnie nie. ona się reflektuje. chce zadzwonić, żeby wstrzymać jednak druk.

      w tym samym momencie niespodziewanie podchmielony atakuje felietoniste. okazuje sie, ze ten go kiedyś obsmarował w gazecie i facet stracił pracę [chodziło o jakies parkometry]. no i ten skrzywdzony eks-urzędas szarpie się z felietonista, temu drugiemu wypada rewolwer z kieszeni, za chwilę dopada go podchmielony, strzela, ale nie trafia faceta, za to trafia naczelną, która za przepierzeniem, w sąsiedniej salce dzwoni przez telefon.

      wiozą ją do szpitala, babka w szoku. w tym samym momencie, tez do szpitala trafia rodząca nagle żona dziennikarza.

      naczelna jest ranna w noge, musi mieć zabieg - a żeby go mieć musi podpisać papier. i zgadza się, ale najpierw kategorycznie chce dostać telefon do ręki. dostaje więc, co mają lekarze robić ?.., i dzwoni wstrzymując druk numeru z niewłaściwą okładkę. "the sun" wychodzi następnego ranka z tytułem "niewinni !". triumf dziennikarskiej solidności :]

      a dziennikarz jest z żoną w szpitalu, dziecko ogląda w akwarium, czy jak to się tam nazywa, gdzie je wkładają po urodzeniu, a potem - już nawet nie słuchając radia, w którym właśnie leci info, że "dziennikarze 'the sun' dotarli do..." - kładzie się obok żony w szpitalnym łózku i zasypia.

      the end ;]
      • grek.grek "zawód dziennikarz", "numer 23",dziś,tvn. znacie ? 06.04.11, 14:24
        p.s : do spojlera dodam tylko, ze reżyserował ron howard, a obsadę zgromadził niekiepską :
        glenn close, micheala keatona wymieniłem. plus : ciężarną żonę keatona zagrała marisa tomei, a naczelnego od prostaty niezawodny robert duvall.

        tytuł by nawiązywał do "zawod reporter" antonioniego, ale podobieństw tu mało, na moje oko, ale tytuł oryginalny brzmi "the paper", więc mamy do czynienia z kolejnym potworkiem polskich tłumaczyńców, a nie świadomym zamachem wytwórców :]

        jest tempo, są klarowne wątki, jest - głównie : pod skórą, a potem chwilami jelitami na wierzch [he he], naprawdę sporo zgrabnego humoru i ironii, momentami nawet pełnowymiarowych gagów, które się fajnie komponują z powazniejszymi pytaniami etycznymi i naturą problemów osobistych, z jakimi towarzystwo z tego obrazka się bierze za bary. bójka keatona z close, to naprawdę kawałek dobrej zabawy, łatwo zapomnieć o jak ważną rzecz się targają po dziobach, ale dla której czujnym kontrapunktem jest moment kończący, kiedy close decyduje iść va bank i aby postawić na swoim przeciw uczciwości dziennikarskiej posuwa się do zwolnienia z pracy keatona, któremu ową pracę sama przed laty załatwiła, czy raczej - do której go ściągnęła.

        "numer 23" w tvn, 22:30. dzisiaj. nie znam. orientujecie się w temacie ?
        reżyeria joel schumacher, brzmi nieźle, "telefon", "8 mm" to przyzwoite filmy akcji, i niegłupie w dodatku. tutaj w roli głównej jest jim carrey, mimo że to film zapowiadany jako dreszczowiec. ale jim w "trumanie" czy "człowieku z księżyca" przeca już zagrał, udowadniając, że ma talent aktorski, a nie jest tylko specem od wygłupów. może zatem, coś z tego będzie :]



        • barbasia1 Re: "zawód dziennikarz", "numer 23",dziś,tvn. zna 06.04.11, 23:19
          > jest tempo, są klarowne wątki, jest - głównie : pod skórą, a potem chwilami jel
          > itami na wierzch [he he],

          Ojej, pacjent z ostatniej "Siostry Jackie" znów (bo drugi raz dziś czytam Twoje posty :) mi się przypomniał, brrr! ;/

          Polskie tułmaczenie tytułu filmu myślę, nie jest tak całkowicie pozbawione sensu. W końcu film mówi co nieco (z zacięciem komediowym?) na temat specyfiki profesji dziennikarzy, klimatów redakcji, w ktorej rodzą się codzienne newsy, zarysowuje dylematy oraz problemy etyczne, przed którymi często stają dziennikarze ...

          Dobrze, żeś opowiedział ten film! :)))

          I jeszcze jedno - nie "akwarium", a inkubator! ;))



          > "numer 23" w tvn, 22:30. dzisiaj. nie znam. orientujecie się w temacie ?

          Nie wiem, nie znam, już jestem spóźniona, może luknę na kawałek ...

          • grek.grek co na dziś ? jackie, kocham-kino ;], powtórki. 07.04.11, 14:07
            haha, gość urósł do rangi niezłej metafory ;]

            polskie tłumaczenia, to cała epopeja...

            "inkubator" - o właśnie, he he.

            w kinach ciekawie się dzieje - "erratum" i "niepokonani". takich dwóch dobrych, albo inaczej - interesujących [bo "niepokonani", podobno, jakimś artyzmem się nie wyrózniają, ale za to mają ultra-inspirujący przekaz i opowiadają frapującą historię (ucieczki polskich więźniów z sowieckiego gułagu, w której przeszli ponad siedem tys. kilometrów, przez śniegi, upały, góry, pustynie, i co tam jeszcze, od Syberii aż do Indii zdaje się] premier w jeden weekend dawno nie było. ostatnimi czasy, to głównie komedyjki, albo jakieś kolejne mało pożywne kino akcji.

            a w tv dzisiaj "jackie", ten nowy toszkoł dwójkowy odc. 2, a potem... kocham-kino :]

            czyli, torbicką przeniesli na czwartek; jej to pewnie nie przejmuje, bo i tak na żywo k-k nie leci. ale my już mamy zmianę w grafiku, którą można łatwo przegapić, a do której także trzeba się znów przyzwyczajac, a i to nie wiadomo na jak długo. cyrk trochę.

            co z tym "numerem 23" ? patrzyłaś/patrzyliście chwilę chociaż ? ja się ligomistrzowałem wczoraj, ale taśmę czujnie nastawiłem i nagrywanie uruchomiłem, więc - zanim się sam z tym zmierzę, może mnie trochę wstępnie ustawicie ? :]

            w polsacie dają altmana "na skróty". było, pamiętam żeśmy spojlerowali nawet. ale, jesli to ma być pierwszy raz [czyjś], to wypada tylko polecić. dzień z życia grupy kalifornijczyków, w mozaikowej formie.

            "zła godzina" w dwójce też już było kiedyś. nie na tyle to dobra rzecz, żeby drugi raz oglądać, więc - ja odpuszczam. może "23" wezmę z marszu, skoro się przypałętało ;]

            dobrej zabawy, tak czy owak :]
            • barbasia1 Re: co na dziś ? jackie, kocham-kino ;], powtórki 07.04.11, 15:27
              :)

              "Niepokonani" - słyszałam, czytałam o tym filmie, Collin Farrel gra tu główna rolę, rezyseruje sam Perter Weir.
              Przy okazji, podobną historię oglądaliśmy już stosunkowo niedawno w filmie "Jeniec. Tak daleko jak nogi poniosą" (2001), z tym, że tu bohaterem, uciekinierem z sowieckiego łagru był niemiecki żołnierz.

              To dobra wiadomość, że Kocham Kino odnalazło się :),
              niestety tak jak wczesniej leci po północy, sprawdziłam i to mi się wcale nie podoba!
              Przy okazji, powiem odnosząc się do Twojej wypowiedzi w innym poście, że mnie się formuła KK podoba (ale ja jestem stramodna ;)). Interesująca, konkretna rozmowa z gościem,


              > co z tym "numerem 23" ? patrzyłaś/patrzyliście chwilę chociaż ?

              Tylko na kawałek widziałam,

              Facet (Carrey) zaczytuje się w starej książkę pt. "Numer 23",potem zaczyna mieć obsesję na punkcie tego numeru.
              Widziałam scenę jak żona nakrywa go śpiącego kocem, nagle zauważa, że na ręce, po wewnetrznej stronie, tuż nad dłonią ma coś nabazgrane, przygląda się, a tam widnieje liczba "23" i napis ..."Zabij ją"! Lekko zaniepokojona bierze telefon, gdzieś dzwoni.
              Na drugi dzień Carrey udaje się do znajomka, naukowca, ze swoim problemem. Ten opowiada o zagdakowej liczbie, o kótej juz ponośc sporo napisano, o znaczeniu tej liczby, o tym gdzie ją można odnaleźć. Otóż okazuje się np. że oś ziemie jest nachylona pod kontem 23, 5 stopnia (a 5 to suma 2+3), że ciało ludzkie ma po 23 chromosomy od kazdego z rodziców, krew obiega ciało w 23 sekundy itd., majowie wierzą, że koniec swiata nastąpi 12.12. 2012 (2012 ->20 +3). Boska to liczba - zastanawia się Carrey, albo diableska, mówi naukowiec, bo 2 podzielone przez 3 daje wynik 0,666, szóstki jak wiadomo synmbol diabła !?

              Właściwie to nawet mnie zaintrygowały mnie te rozważania, ale tak wyszło, że nie dałam rady obejrzeć do końca, musiłam iść spać. Greku, mam nadzieję, że opowies,z co z tego wszytskiego wynikło?
              :)


              • grek.grek Re: co na dziś ? jackie, kocham-kino ;], powtórki 08.04.11, 13:42
                oglądałem wczoraj, w tvn, materiał z planu tego filmu. w sumie, spory rozmach, przejęci aktorzy, same superlatywy. nihil novi. przyszło mi do głowy to, przede wszystkim, ze znów
                ktoś nakręcił film, który to polacy powinni nakręcić, choćby z racji udziału w tej całej akcji właśnie
                polaków. no ale, wiadoma rzecz, jakby było smutno, pesymistycznie i w gęstym sosie patosu, to może, a jak optymizm i ostateczny triumf, to tak... nie-po-naszemu, więc może nic dziwnego, że znów temat ktoś wziął zanim się nad wisłą zorientowano :]

                a nie, wiesz, formuła k-k mnie też się podoba, tylko wykonanie takie jakieś bez bigla zwykle.

                orajt, jak obejrzę - opowiem :] na razie, dzięki za wprowadzenie.
                • barbasia1 Re: co na dziś ? jackie, kocham-kino ;], powtórki 08.04.11, 14:54
                  A nie, nie, chyba jednak takie myślenie odchodzi już do lamusa, nie wiem, czy Cię ta wiadomość usatysfakcjonuje, ale czytałam,że "Niepokonanych" współfinansował Polski Instytut Sztuki Filmowej (właśnie to jeszcze dla pewnosci sprawdziałam o tu: www.pisf.pl/pl/kinematografia/nowe-polskie-filmy/wkrotce-na-ekranach/niepokonani
                  Ale na pewno szkoda troche, że ekipa, reżyser, aktorzy itd. jest w całości amerykańska!


                  Świetnie, czekam! Ciekawa jestem bardzo, co to za film. Dodatek TV do Gazety dał "Numerowi 23" tylko 2 gwiazdki na 5. W króciuchnym komentarzu niepecjanie zachęcano do jego obejrzenia!? Aleeee na filmwebie, któremu niespecjalnie dowierzam, miał on całkiem przyzwoitą liczbe punktów!? Pewnie prawda leży po środku. ;)

                  Jeszcze słówko w sprawie tej książki, którą czyta bohater.
                  Okazuje się, że zawiła fabuła książki, którą dostał w prezencie urodzinowym od żony, bardzo przypomina mu jego własne życie ...

                  Czyżby to kolejna książkowa postać?
                  • grek.grek Re: co na dziś ? jackie, kocham-kino ;], powtórki 09.04.11, 13:27
                    o to chodzi :] a znaczek i nazwa "PISF" przewinie się gdzieśtam w liście płac, na samym końcu.

                    • barbasia1 Re: co na dziś ? jackie, kocham-kino ;], powtórki 09.04.11, 14:05
                      No tak, wyższe względy o tym decydowały ... ;)
                  • barbasia1 "Niepokonani" - wywiad z Pererem Weirem 09.04.11, 13:48
                    z Polityki

                    www.polityka.pl/kultura/rozmowy/1514334,1,rozmowa-z-peterem-weirem.read
                    'Colin Farrell gra jedną z głównych ról ...' - miało być wyżej

                    I jeszcze co nieco na temat spóru wokół autentyczności losów opisanych w książce Rawicza "Długi marsz", na podstawie której nakręcono film:

                    www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/wnukowie-glinskiego-i-rawicza-spieraja-sie-o-%E2%80%9Edroge-powrotna%E2%80%9D,53648,1
                    www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/dlugi-marsz---prawdziwa-historia,51083,1
                    • barbasia1 Re: "Niepokonani" - wywiad z Peterem Weirem 09.04.11, 14:03
            • barbasia1 "Na skróty" streszczenie 07.04.11, 15:37
              > ja się ligomistrzowałem wczoraj ...

              :))) Tak myślałam.

              "Na skróty" - spojler "dla odważnych tylko", he, he.

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,117123935,119318651,_na_skroty_spojler_1_dla_odwaznych_tylko_.html
            • barbasia1 Re: co na dziś ? 07.04.11, 17:55
              > a w tv dzisiaj "jackie", ten nowy toszkoł dwójkowy odc. 2, a potem... kocham-ki
              > no :]

              Teraz dopiero zajarzyłam, że ten nowy talk show w miejsce "Punktu widzenia" wszedł. A co z "Punktem widzenia"? Przepadł ostatecznie?
              • pepsic Re: co na dziś ? 07.04.11, 18:18
                W ramach uzupełnienia, Altman dla ciepiących na bezsenność, bo to dłuuugi film i jeszcze dla rozruszania towarzystwa: z zaskoczeniem i nie tylko odkryłam, że kobiety w latach 80-tych nie depilowały się.
                • barbasia1 Re: co na dziś ? 08.04.11, 13:04
                  > i jeszcze dla rozruszania towarzystwa: z zaskoczeniem i nie tylko odkryłam, że
                  > kobiety w latach 80-tych nie depilowały się.
                  :)
                  Nie może być!????? Jak to odkryłaś? Gdzie dowody na to znalazłaś!?
                  • pepsic Re: co na dziś ? 09.04.11, 20:44
                    Nie musiałam się zbytnio wysilać, Julianne Moore defilowała mało elegancko przed mężem w podkasanej spódnicy.
                    • barbasia1 Re: co na dziś ? 10.04.11, 16:40
                      pepsic napisała:

                      > Nie musiałam się zbytnio wysilać, Julianne Moore defilowała mało elegancko prze
                      > d mężem w podkasanej spódnicy.

                      :)
                      A może tylko jej bohaterka była kobietą, która nie dbała o takie sprawy?!?
          • pepsic Re: "zawód dziennikarz", "numer 23",dziś,tvn. zna 07.04.11, 16:29
            Nie żebym się czepiała, ale po mojemu chodzi o zwykłe , szpitalne łóżeczko dziecięce (z plastikowej pleksi w kształcenie rynienki lub z czegoś zastępczego). Inkubator służy wcześniakom, a z treści nie wynika, że poród byt przedterminowy. A w ogóle to fajny film:)
            Ps. Obejrzałam wczoraj dokument o Smoleńsku, o którym wspominaliście (i wdzięczna jestem, na przyszłość się polecam w temacie), nie znam tytułu, bo znowu zaliczyłam poślizg. Otóż "dzieło" nie powaliło, na szybko i niewątpliwie na zamówienie sklecono kilka ogólnie znanych informacji, bez chronologii, wyrwanych z kontekstu, okraszonych paroma wywiadami z wdowami mniej celebryckimi, a że podpisy szybko znikały, nawet nie kojarzę do końca, kto był kim. Aż prosiło się o konkluzję, przypomnienie najważniejszych etapów, poszlak, ale nie, to był przykład, jak nie należny robić dokumentów. Zaręczam, obcokrajowiec nic by nie zrozumiał. O taki fragment wprowadzający w błąd, pokazano parę prezydencką wchodzącą po schodach do samolotu przy innej okazji, a za chwilę rekonstrukcję katastrofy. Ja akurat wiem, że to z innej podroży, że to nie były ostatnie ujęcia, ale ktoś inny niekoniecznie.
            • barbasia1 Re: "zawód dziennikarz", "W milczeniu" dziś TVN 07.04.11, 17:52
              pepsic napisała:

              > Nie żebym się czepiała, ale po mojemu chodzi o zwykłe , szpitalne łóżeczko dz
              > iecięce (z plastikowej pleksi w kształcenie rynienki lub z czegoś zastępczego).

              Dzobrze, dobrze! To ja przepraszam! Wobraziłam, że to coś, co Grek, żartobliwie i obrazowo nazwał akwariumem, to 'inkubator'!?? ;)

              Dzięki za kilka słów podsumowania wczorajszego filmu dokumentalnego.

              Skoro interesuje Cię tematyka, to powiem, że dziś jest kolejny dokument dotyczący katasrofy smoleńskiej - "W milczeniu", w reż. Ewy Ewart, tym razem w TVN, o 21.30. Na dokument składają się wyłacznie wypowiedzi członków rodzin ofiar tragedii, tych znanych i zupełnie nieznanych...



              • pepsic Re: "zawód dziennikarz", "W milczeniu" dziś TVN 07.04.11, 18:12
                O dziękuję:) Znowu by mi umknęło. Pogrzebałam w programie naszym u góry, okazuje się, że ten z wczoraj to "Smoleński lot", u mnie w dodatku zatytułowany lakonicznie: film dokumentalny:(

                Ps. W sumie tylko grek ma wiedzę, my możemy pozgadywać:)
                A dzisiaj siostra Jackie i Instynkt, trzeba będzie wszystko pogodzić.
                • barbasia1 "Siostra Jackie" wczoraj 08.04.11, 13:58
                  A jednak już wczoraj zaczął się sezon 2. "Siostry Jackie". Miło ze strony Dwójki, ze zakupiła oba sezony i pokazuje bez zadnych przerw, na dodatek nie przesuwa godziny emisji na późniejszą.

                  I tak się kończą gierki z czyimś prawdziwym uczuciem. Amant od leków w desperacji przedawkował prochy, by spotakć się z Jackie, by zwróciła na niego uwagę i zamartwiała się o niego ...

                  Nie lubię ludzi, którzy dla swoich korzyści maniupulują uczuciami, emocjami innych, zwlaszcza tych dobrych, darzących szczerym uczuciem. Jednak siostry Jackie jakoś potępić nie umiem, polubiłam ją (duza w tym zasługa świetnej Edie Falco) i trochę nawet rozumiem jej sytuację. Choć z piątej strony wcale nie musiałaby dla prochów mamić amanta, gdyby wzięła dłuższy urlop, odpoczęła. Ale jak to w życiu bywa, ludzie zazwyczaj nie widzą najprosztszych rozwiązań, wolą komplikować sobie i innym życie.

                  choć z drugiej strony przecież mogłaby sobie wziąć urlop, odpocząć, przecież wyżyli by z tego baru męża ...

                  • pepsic Re: "Siostra Jackie" wczoraj 09.04.11, 21:34
                    Ja z kolei staram się wczuwać w irracjonalne działania, szukać usprawiedliwień dla ludzkich słabości (choć zdarza się, że jestem mniej wyrozumiała), Podejrzewam, że Jackie wkręciła się w romans na zasadzie impulsu, nie rozważając za i przeciw, a potem sprawa wyrwała się spod kontroli, bo amant się zaangażował. Co mogła zrobić, aby nikogo nie skrzywdzić, jaki ruch wykonać?
                    Ps. Jakby spojrzeć z innej strony amant też nie mógł narzekać;)
                    • barbasia1 Re: "Siostra Jackie" wczoraj 12.04.11, 16:24
                      pepsic napisała:

                      > Ja z kolei staram się wczuwać w irracjonalne działania, szukać usprawiedliwień
                      > dla ludzkich słabości (choć zdarza się, że jestem mniej wyrozumiała),

                      To bardzo cenna cecha! Też się staram tak postępować, z różnym skutkiem. :)

                      > Co mogła zrobić, aby nikogo nie skrzywdzić, jaki ruch wykonać?

                      Imo Jackie związała się z amantem od leków z wyrachowania (powdwanego pilną potrzebą), niestety, tylko dla prochów, które ją na nogi stawiają. Dla niej samej, dla jej bliskich, dla amanta lepiej byłoby, gdyby zamiast pobudzjacych prochów (jakie to amerykańskie! :) , wzięła urlop zdrowotny, półroczny, roczny, odpoczęła.
                      (To oczywiscie rozważania okołofimowe, to nie rada dla scenarzystów,a dla osoby z podobnymi poroblemami).


                      > Ps. Jakby spojrzeć z innej strony amant też nie mógł narzekać;)
                      :)
                      No tak, tylko, że Jackie trafiła na (rzadko występujący w przyrodzie???;)) typ osobnika-wrażliwca, dla kórego nie tylko prymitywny ;) seks, nie tylko fizyczność, cielesność się liczą, ale i sfera duchowa, uczucia są równie ważne, jeśli nie ważniejsze.

                      Przy okazji, odwrócenie stereotypowych przekonań na temat męskości i kobiecości tu nastąpiło. On (amant od leków) jest wrazliwy, delikatny, uczuciowy, pragnie miłości, uwagi, Ona, Jackie - zdecydowana, wyrachowana, przebiegła, wykorzystująca ludzi do swych celów!
                      • pepsic Re: "Siostra Jackie" wczoraj 16.04.11, 14:56
                        Oj tam, zaraz z wyrachowania;) Delikatny facet (do czasu, czuję nosem stalking) silnej jednostce, indywidualistce z jednej strony odpowiada, z drugiej posiadając dostęp do psychotropów ma władzę, a władza jak wiemy jest doskonałym afrodyzjakiem.
                        Myślę, że wrażliwość jest niezależna od płci, tylko czasem może się inaczej objawiać.
              • pepsic Re: "zawód dziennikarz", "W milczeniu" dziś TVN 07.04.11, 18:24
                Barbasiu, za co??? A żartobliwie ujmując nie wiadomo, kto kogo;)
                • barbasia1 Re: "zawód dziennikarz", "W milczeniu" dziś TVN 08.04.11, 13:26
                  pepsic napisała:

                  > Barbasiu, za co??? A żartobliwie ujmując nie wiadomo, kto kogo;)

                  ;))
                  To oczywiste, że ja muszę przeprosić, bo się wtrANCAM do Grekowych opisów.
                  Jakby w filmie wystąpił inkubator, to by Grek napisał, mniej lub bardziej obrazowo, że o 'inkubator" chodzi!? ;)

                  • grek.grek Re: "zawód dziennikarz", "W milczeniu" dziś TVN 08.04.11, 13:43
                    tylko dopowiem, że ten filmowy poród był "2 tygodnie przed terminem"... jesli to pomoże w ustaleniu nazwy właściwej "akwarium" ;]
                    • barbasia1 Re: "zawód dziennikarz", "W milczeniu" dziś TVN 08.04.11, 14:12
                      chi, chi :)))

                      A z komplikacjami, czy bez ten poród? ;)

                      No bo, jeśli bez, to raczej nie był to inkubator.

                      To na pewno łóżeczko było, jak mówiła Pepsic. Niech więc zostanie 'akwarium'! ;))
    • maniaczytania "Annapolis" jutro - Barbasiu, Tobie 06.04.11, 21:32
      polecam szczegolnie z uwagi na ... tak, tak, naszego ulubienca, ktoremu wyjatkowo do twarzy w mundurze :)
      TVP 1- wiem co dobre - godz. 22.20
      • barbasia1 Re: "Annapolis" jutro - Barbasiu, Tobie 06.04.11, 23:36
        Witaj, dawno_niewidziana_Maniusiu, bardzo wierczorową porą! Polecany przez Ciebie film już kiedyś widziałam, i muszę ,powiedzieć, że mam pozytywne wrażenia. Wielka zasługa w tym własnie naszego uroczego Jamesa Franco, w mundurze marynarza tym razem! :) Masz rację, pięknie Jamesowi w mundurze! :)

        A Annapolis to pozytywna, optymistyczna opowieść ku pokrzepieniu serc o młodym dzielnym, odwaznym człowieku, który z całych sił walczy (także ze swoimi słabościami) o osiągnięcie wymarzonego celu.
    • barbasia1 OT muzyczny po japońsku! 08.04.11, 13:02
      Piosenka z filmu "Sala samobójców", na youtybe jest krótsza wersja, jakby urwana, więc wklejam link to strony tekstowo (przy okazji można przeczytać o czym pani śpiewa :) , piosenka u góry:

      www.tekstowo.pl/piosenka,chouchou,sign_0.html
      Konnichiwa! :)
      • pepsic Re: OT muzyczny po japońsku! 11.04.11, 18:47
        Śliczne:)
        Konnichiwa? - spodziewam się czegoś miłego.
        • barbasia1 Re: OT muzyczny po japońsku! 12.04.11, 13:52
          :)
          > Konnichiwa? - spodziewam się czegoś miłego.
          :)
          Dzień dobry (po popłudniu) po japońsku! :))

    • grek.grek dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet" romanowy 08.04.11, 13:55
      krótki przegląd.

      tvp - poza mini-serialowym "janosikiem" - nic.

      tvn - powtórki, i to już z lekka bezczelne : "300" i "zodiak" [pamiętam jeszcze big spojler z tym filmem, a jak ja pamiętam, to znaczy, że to się musiało wydarzyc całkiem niedawno]

      polsat - wygrywa w cuglach.
      22:15 - "z piekła rodem", czyli johnny depp-detektyw na tropach kuby rozpruwacza w dekoracjach schyłkowo-XIX-wiecznego londynu. przepadam za klimatami przełomu XIX i XX, johnny depp jest zawsze wartością samą w sobie, fabuła cokolwiek niezła, pamiętam sam film słabo, jak przez mgłę [można tego słowa używać w tym czasie ?..;)], a głównie scenę, kiedy depp raczy się opium - cóż innego miałbym spamiętać, jesli nie to akurat ;)... więc : ja w to wchodzę :]

      0:55 - polańskiego "makbet". szekspira nie ma co streszczać. i generalnie, jam ciekaw, co też z klasyki wylazło spod łapy polańskiego. spinam się. będę siedział. albo nagrywał. tak mało dają filmów godnych uwagi, że mnie nic nie odtraszy, jakem nightmare(k), heh.

      • barbasia1 Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosik 08.04.11, 15:15
        Ja za Janosika się wezmę. Zaczęłam oglądać to dokończę.
        Kałużyński zarzucał Holland , że nie posiada nerwu filmowego, patrząc na tego mało porywającego Janosika, chyba rozumiem, co miał na myśli...

        >pamiętam sam film słabo, jak przez mgłę [można tego słowa używać w tym cz
        > asie ?..;)]
        Tu, w Ojejku, można używać, ale w innych to wątkach, albo na Forumie Kraj, to z serca radzę bardzo uważać! ;))


        > 0:55 - polańskiego "makbet"
        W takim razie liczę nieśmiało na słówko komantarza i wrażenia, MARKU!!!!???????????????
        Tyś naprawdę Marek???? :))))

        "Lokatora"i "Wstręt" mogliby jeszcze powtórzyć, czy my się tego doczekamy jeszcze za naszego życia?

        > 22:15 - "z piekła rodem"

        Podpisuję się pod wszystkim, co napisałeś o tym filmie, z tym, że dziś sobie go chyba nie przypomnę ...
        Tak, tak, scena w palarni opium niezpomniana!
        Depp-detektyw - dobra rola! :)
        • grek.grek Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 09.04.11, 13:38
          hehe, nie lubili się, ona nawet postulowała, żeby odgórną decyzją zabronić kałużyńskiemu pisać o polskim kinie. tak to jest, jak się nie ma argumentów, a krytyki boi, to jedyne wyjście w zamknięciu ust oponentowi się widzi :]

          coś tam holland obejrzałem... "gorączka" była całkiem niezła, ale nie powiem nic o jej nerwie lub jego braku, za mała próbka. a opinia kałużyńskiego mnie jednak nie przekonuje, był zbyt cięty na polskich filmowców, zeby 1:1 traktować to, co pisał. wg mnie, przynajmniej.

          jak Ci się ten "janosik" spodobał ?

          "marek" ? najwyżej "nocny" :]

          "makbet", jak "makbet", wiadomo o co chodzi. a ekranizacja odowiednio ponurawo-pouczająca w barwie i narracji, wszystko tip top, świetnie jak zawsze dobrane twarze aktorskie, aczkolwiek, wg mnie bez błysku. nie było to opus vitae polańskiego, raczej klasowa rutyna, swietne rzemiosło, co i tak, w ogólnej hierarchii, znaczy dostatecznie wiele. może nie wyłapałem jakichś smaczków, akcentów z całej przypowieści, na których odegraniu się polański skupił bardziej niż na innych, może z wizażu mi umknęły jakieś kluczowe drobiazgi stanowiące o tym, ze jednak jest to film lepszy/gorszy niż go ja sobie odczytałem, ale... nie poradzę na to nic, mnie nie porwał, ale i nie rozczarował.

          "z piekła rodem" jakoś mniej mniej usatysfakcjonował niż się spodziewałem, bazując na mglistej pamięci pierwszej projekcji.

          • barbasia1 Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 09.04.11, 14:02
            grek.grek napisał:
            > "marek" ? najwyżej "nocny" :]
            :)
            Tak właśnie pomyślalam, jak opadła moja ekscytacja.
          • barbasia1 Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 09.04.11, 16:05
            A mnie się też podobały filmy Holland, te późniejsze "Olivier, Olivier", "Całkowite zaćmienie", pamiętam ), że wywarły na mnie swego czasu, a oglądałam je dawno temu, spore wrażenie ...
            Do słów Kałużyńskiego też nie przywiazuje się za bardzo zwłaszcza, że właściwie nie znam komentarzy na temat ta konkretnych filmów Holland, wiem, że w tomie IV Leksykonu filmowego na XXI wiek, którego ciągle nie mam, pisał np. o „Całkowitym zaćmieniu” ... (muszę to dorwać!)

            Do Janosika Holland mam ambiwalentne odczucia, podoba mi się za to ta, alternatywna wizja prawdziwej historii Janosika:

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,99880561,Re_Upadek_.html
            Może ją ktoś kiedyś "kupi" i zrealizuje jeszcze jedną prawdziwą historię ...

            Dzięki za komentarz do "Makbeta" Polańskiego.
            • pepsic Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 09.04.11, 21:03
              "Olivier, Olivie" również na mnie wywarł pozytywne wrażenie, nawet pamiętam całkiem sporo, "Europa, Europa" mniej, natomiast dołującą " Kobietę samotną" zaliczam do kategorii filmów, których wolałabym nie oglądać. Z sentymentu dziecięcego sięgnęłam po "Tajemniczy ogród" - i muszę się zgodzić z panem Kałużyńskim - pani Holland rzeczywiście brakuje nerwu filmowego.
              Ps. Młodzieniec w zmodernizowanej wersji Janosika to jakaś porażka w sensie wizualnym rzecz jasna:)
              • grek.grek Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 10.04.11, 13:26
                chyba holland chciała maksymalnie się odciąć od janosika perepeczko, stąd ten efeb w
                roli głównej. z tego pkt widzenia - mogłoby to być dość racjonalne posunięcie :]

                jak tak wspomnę ww. trzy tytuły, to były to, po prostu, niezłe, albo i nawet dobre filmy.

                zaczynam się zastanawiać, co to ten "nerw filmowy" ? :]
                • barbasia1 Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 10.04.11, 14:45
                  > zaczynam się zastanawiać, co to ten "nerw filmowy" ? :]

                  Jak znajdę w moim "Leksykonie filmowym na XXI" definicję tegoż w ujęciu Kałużyńskiego to napiszę! ;)

                • barbasia1 Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 10.04.11, 15:32
                  pepsic napisała:
                  >Ps. Młodzieniec w zmodernizowanej wersji Janosika to jakaś porażka w sensie wizualnym rzecz jasna:)

                  grek.grek napisał:
                  > chyba holland chciała maksymalnie się odciąć od janosika perepeczko, stąd ten e
                  > feb w roli głównej. z tego pkt widzenia - mogłoby to być dość racjonalne posunięcie :]

                  Myślę, że było i myślę, że ten efebowy wygląd pasuje do przyjętej w filmie koncepcji (oryginalnej?) Janosika jako antyzbójnika, który ma dylemty natury moralnej, nie bardzo chce zbójować, nie chce zabijać, nie zabija (Holland podkreślała w wywiadach, że historycznemu Janosikowi nie udowodniono żadnego zabójstwa, pozostał on czysty, niewinny, jak się wyraziła Holland - "chrystusowy"! ).
                • barbasia1 Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 10.04.11, 16:00
                  Efeb!? ;)

                  Historyczny Janosik został stracony w bardzo młodym wieku! Miał tylko 25 lat!
                • pepsic Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 11.04.11, 18:43
                  co to ten "nerw filmowy" ?

                  Muszę się sprostować. W "Tajemniczym ogrodzie" zabrakło napięcia i tytułowej tajemniczości, w pełni zawiera to książka, a także "Oliwier, Olivie" , który zapamiętałam, jako klimatyczny niepokojący film z zaskakującym, smutnym zakończeniem.
                  Zapominałam dodać, Agnieszka Holland wyreżyserowała 4 odcinki "Dowodów Zbrodni."
            • grek.grek Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 10.04.11, 13:23
              a proszę bardzo :]

              o, no proszę, "zaćmienie" także oglądałem. i "tajemniczy ogród", o którym Pepsic wspomina - też. zupełnie zapomniałem, ze to sprawka holland ;] aż sobie wyguglałem jej filmografię, ale już niczego się nie dopatrzyłem więcej, co bym skonsumował onegdaj oraz drzewiej.

              hehe, ano własnie - jak, wg Ciebie, wypada ten nowy serialowy janosik w porównaniu do janosika pierwszego ?

              • barbasia1 Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 10.04.11, 16:48
                Mam wrażenie (po obejrzeniu miniserialu bez odcinka 3., na który nie zdążyłam), że Holland zamiast opowiadać prawdziwą hiostrię, demitoligozować postać Janosika, przywracac ją życiu dokłada swoją cegielkę do jego mitu, stwarza kolejny mit szlachetnego anty-zbójnika, czystego, niewinnego z dylematami moralnymi ...

                cdn.
                • grek.grek Re: dziś polsat "z piekła rodem"/'makbet"/ Janosi 11.04.11, 14:15
                  no więc... nie pozostaje mi/mnie, oraz nam - jak sądzę - nic innego, jak zaczekać na ciąg dalszy Twojego opisu i zapisu wrażeń osobistych odnośnie rzeczonego :]
    • never_never Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 10.04.11, 19:54
      hej, tak troche Was czasem podczytuję, coby nie przegapić jakiegoś niezłego filmu w TV
      ponieważ w którymś z dawniejszych postów, bodajże greka, natknęłam się na zachęty dotyczące serialu Pamiętniki wampirów (który jest bardzo cienki moim zdaniem), chciałabym polecić coś o wiele wiele mocniejszego - to serial True blood czyli Czysta krew (powtórki bywają na FOXie, a już wkrótce nowiutki 4-ty sezon na HBO od 26-go czerwca)
      tak jak Pamiętniki są serialem dla licealistów, to TB to serial dla dorosłych - prawdziwie sexy, z jajem, humorem, dystansem, a jednocześnie super kreacjami aktorskimi, szczególnie kolejne sezony
      jeśli jeszcze nie widzieliście to szczerze polecam
      • grek.grek Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 11.04.11, 14:07
        nie będę się bronił :] na pewno, "pamiętniki", to lajt dla młodziaków.

        coś czytałem o "true blood". na HBO szans obejrzeć nie mam, ale jak dadzą w TVN albo Polsacie, to nie omieszkam skorzystać.

        w każdym razie, dobrze że "zmierzchowate" wamposeriale doczekały się jakiegoś udanego, z tego co piszesz, kontrapunktu.
        • never_never Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 11.04.11, 17:45
          niestety, mam obawy, że ani TVN ani Polsat tego nie puszczą, za dużo seksu (zwłaszcza w pierwszym sezonie)
          tak że pozostają inne opcje, np. dla posiadaczy internetu;-)
          a na zachętę dodam, że twórcą serialu jest Alan Ball (American Beauty, Sześć stóp pod ziemią)
          najpierw trochę się zżymałam podczas pierwszych odcinków, ale jak już "załapałam" konwencję, to stwierdzam, że jest to jeden z lepszych seriali ostatnich lat - choć uczciwie ostrzegam, że zdania są podzielone (nie do każdego trafia)
          • grek.grek Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 12.04.11, 13:27
            może jakąs nadzieję daje fakt, że TVN puścił trzy serie "californication", który też seksu
            sobie nie odmawiał :]

          • barbasia1 Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 12.04.11, 13:51
            Na "Pamiętniki wapirów" spoglądaliśmy dla relaksu, odmóżdżenia, z ciekawości, zaintrygowani ogólnoświatwą fasycnacją wampirami - dopowiem jeszcze ... :)

            "Czysta krew" - brzmi bardzo, bardzo smakowicie Twoja zachęta, Never_never ! ;)

            Szukałam na moim ulubionym ekino "True blood" i znalazłam, są 3 sezony! :)

            Nie trzeba liczyć na łaskę telewizji jednej czy drugiej!
            • barbasia1 Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 13.04.11, 16:24
              W True Blood gra urocza Anna Paquin! :)
              • never_never Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 14.04.11, 18:56
                akurat Anna gra tu tak wkurzającą i naiwną bohaterkę, że jest do niej wiele zastrzeżeń
                ale jako prosta kelnerka, która miała problemy ze szkołą z powodu telepatii, chyba nie powinna być inna (przynajmniej na początku, później powinna się jednak rozwijać)

                w serialu jest dużo świetnych ról drugoplanowych, do pary głównych bohaterów są różne zastrzeżenia, ale myślę, że jak się wytrzyma do 5tego odcinka 1szej serii, to serial już niebezpiecznie wciąga (postaci Erica - wampira Wikinga, Pam - sarkastycznej wampirzycy, "dziecka" Erica, Jessiki - wiecznej dziewicy, ludzi -LaFayette'a, Andy'ego, itp.itd. zyskały już wiele wielbicieli)
                oczywiście nie są to wyżyne intelektualne tylko podobna rozrywka jak Pamiętniki, dla bardziej dorosłych...;-)

                myślę też, że odbiór filmu zależy, który oglądało się jako pierwszy, jako że często niektóre rozwiązania są podobne, ale należy pamiętać, że większość wampirzych filmów i literatury to powtórki podobnych schematów, a "Zmierzch" (książka) był wydany znacznie później niż "Pamiętniki" i "Southern Vampire Series" (True Blood), tak że pani Meyer ściągała na całego

                ale sorry, chyba zrobił się mały O/T, jako że jeżeli dobrze zrozumiałam Wasze zasady polecacie aktualne filmy w ogólnodostępnych kanałach TV - no to ja już kończę i poniżej polecam Lśnienie Kubricka na Ale Kino
                • grek.grek Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 15.04.11, 14:11
                  tutaj gramy bez reguł ;]
                  off-topowanie bez ograniczeń, hehe.
                  • maniaczytania Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 15.04.11, 18:59
                    grek.grek napisał:

                    > tutaj gramy bez reguł ;]
                    > off-topowanie bez ograniczeń, hehe.

                    Jako matka-zalozycielka potwierdzam - no rules! Offtopy mile widziane :)
                • barbasia1 Re: Pamiętniki wampirów kontra Czysta krew 15.04.11, 23:36
                  Liczyłam nieśmialo na ten OT, na kilka słów więcej o True Blood! :)

                  Jesli fabłuła jest wciągająca, jeśli serial na kilmat, a postacie są ciekawe (a czuję, że są) to na powtarzające się schematy, myślę, można przymknąć oko.

                  Nienie,nie stawiamy tu zanych ograniczeń, mozna polecać wszytsko, co się oglądało i co się podobało ...

    • grek.grek "Numer 23", spojler spóźniony ;] 11.04.11, 13:34

      a'propos "numeru 23".

      Barbasiu, naszkicowałaś wstępnie, więc - co było dalej...

      więc, Walter, poczciwy strażak, dostaje tę ksiązkę 'nr 23". opowiada ona historię detektywa Fingerlinga, uwikłanego w szajbę pewnej samobójczyni, która rzuciła się z okna z powodu takiego, ze wszędzie, w każdej dacie, zbitce pojęciowej, rzeczy, widziała zbieżność z numerem 23. nie mogła z tym dalej żyć. Fingerling przejął od niej tę "klątwę", również nagle wszystko zaczęło, w jego optyce, sprowadzac się do 23-ki : bomba na hiroszimę godzina 8:15 [23], zwrotnik raka 23 stopnie N, zwrotnik koziorożca 23 stopnie S, [potem dojdzie choćby i to, ze nawet jego dziewczyna ma 23 pary butów...]

      detektyw idzie z tym do znajomego psychiatry.
      ten sugeruje mu urlop, rozmowę z dziewczyną etc. dziewczyną, czy raczej kochanką, detektywa jest brunetka Fabrizia. jak się okazuje, mają ze sobą romans - ona z psychiatrą. Fingerling morduje babkę, nożem w jej łózku. znajduje ją psychiatra i to jego aresztują, a później skazują na odsiadkę, za zabójstwo.
      ksiązka kończy się na rozdziale 22, własnie tym wydarzeniem.

      to zaś co w ksiązce, zaczyna niepokoić i wkręcać czytającego ją Waltera, który w detektywie widzi siebie, w jego dzieciństwie opisanym w powieści - własne dziecińśtwo [np. pasję czytania ksiązek detektywistycznych, postac zasadniczego ojca, który strzelił samobója po śmierci żony, a także moment znalezienia zwłok sąsiadki w jej własnych domu]. żona uważa,że powinien zachować dystans do tego, co czyta, a syn - jakoś tak bardziej jest zainteresowany. Walter dostaje z czasem fiksa na punkcie tytułowej liczby.

      urodził się dnia 23, zonę poznał mając 23 lata, 14/9 [14+9...], mieszkają pod numerem 18/14 [18+1+4... 1+9+14...]

      idzie z tym do kolegi, na uniwerku, wykładowcy - chromosomów jest 46, po 23... 23 prawidła eukilidesowe, 2012 koniec kalendarza majów [20+3], w 23 sek krew obiega ciało ludzkie, 22 rozdziały księgi objawienia, bez 23, bo 23 :3 daje 0,666, a to liczba... wiadomo... itd. kolega sygeruje, zeby pogadał z żoną i się uspokoił... zbieżność przypadkowa z powieścią ?

      dopadają do omamy, że morduje zonę, nożem, w łózku. na łapach ma własnoręczne notatki, z "kill her" na czele. dochodzi do wniosku, że powieśc, to wyznanie winy mordercy. tylko - kto nim jest ?

      którejś nocy po prostu Walter wychodzi z domu. jedzie autem, gnany instynktem. tym samym powodowany wybiera motel. pokój 23. przez okno widzi psa, tego samego którego łapał na początku, co było początkiem łańcucha zdarzeń prowadzących go do wejścia w posiadanie powieści.

      wybiega za psem. ten prowadzi go na cmentarz. wprost na grób niejakiej Laury. zmarła w swoje 23 urodziny. nie znaleziono ciała. grób jest symboliczny. w gazetach odkrywa Walter, ze za zabójstwo tejże Laury kibluje niejaki Finch. zatem, Walter pędzi bijąc się piętami po tyłku, prosto do stanowego pudła. rozmawia z Finchem. on się nie przyznaje ani do autorstwa powieści ani do mordestwa. siedzi za niewinność. żona mówi Walterowi, że Fincha znaleziono na miejscu zdarzenia, miał odciski palców na nożu-narzędziu czynu... ale walter liczy litery w jego imieniu i nazwisku, wychodzi mi 17 i skresla Fincha z liczby podejrzanych.

      tymczasem syn, czytając powieśc, znajduje dwie sklejone kartki. rozkleja je, w środku jest adres skrzynki pocztowej. rodzinka zosatwia w niej przesyłkę i czai się przed pocztą czekając na odbiorcę. zjawia się starszy facet. widzi Waltera wykrzykującego triumfalnie "to ty !" i zdumiewa się "... powinieneś nie żyć !". i w długą. ale potyka się, pada, a potem rozcina sobie nożem podgardle. żona Waltera z nim zostaje, Walter jest zbyt wstrząśnięty, a on jej zdradza adres jakiegoś opuszczonego eks-instytutu. na rekach też ma jakieś słupki i rzędy cyfr. za chwilę wyzionie.

      no i żona zasuwa pod wskazany adres. na miejscu, po ciemaku i w okolicznościach dekorów iście thrillerowych, znajduje pokój/wnękę, ze ścianami zapisanymi cyframi, sprowadzającymi się do jednej - 23. wszystko tonie w oczoyebnej czerwieni z lampek palonych na podłodze. ktoś wchodzi za nią...

      Walter zaś zaznacza w ksiązce słowa - co 23, na co 23 stronie. wychodzi z tego message, żeby kopał w jakimś parku. bierze łopatę, syna i jedzie. ciemności egipskie... dokopują się do jakiejś pobielałej kości, wygladającej na kawałek czaszki. zawiadamiają gliny. ci jednak nic nie znajdują, po przyjechaniu i obejrzeniu wskazanego miejsca. każą Walterowi i synkowi iśc się wyspać dobrze.

      cdn.

      • grek.grek "Numer 23", spojler spóźniony ;]/ 2 11.04.11, 14:04
        Walter dochodzi do wniosku, prostgo, ze to na pewno szkielet Laury, a ciało zabrać musiał śledzący ich morderca. żona prosi go żeby się wyluzował, dał już spokój całej tej wariackiej sprawie...

        jadą do domu. widzą psa przed nimi. tak - tego psa :] Walter pruje prosto na niego, w ostatniej chwili hamuje, żona kładzie mu rękę na przedramieniu. ma brudne palce, ziemię pod paznokciami...

        w domu Walter atakuje ją, ze to ziemia z cmentarza, że to ona zabrała szkielet, że to ona jest autorką ksiązki [przy okazji, zaczynają mu się przypominać ulotne słówka, które ona wypowiadała, i tworzyć całkiem, wg niego, sensnwone poszlaki ["to nie musi być mężćzyzna", "takie rzeczy, jak pisanie książek, które komuś do złudzenia przypominają własne życie, zdarza się, po prostu; sama kiedyś napiszę ksiązkę, żeby zrobić komuś złośliwość", "to ktoś, kto cię zna..." - to ostatnie zdanie, to tekst kolegi z uniwerka]. znajduje nóz z jej torebce, przeszukując ją gorączkowo. sugeruje, ze zabiła faceta na poczcie, który w istocie był wydawcą jej ksiązki, wreszcie - oskarża ją o romans z kolegą z uniwera.

        żona na to : to nie ja napisałam... on : a kto ?! ona :... TY.

        na dowód pokazuje mu rękopis powieści z jego podpisem, znaleziony w rzeczach starszego gościa z poczty. w przechowywanych z młodości szpargałach - saksofon Waltera, taki sam jaki miał w powieści Fingerling. sam Walter rzuca się przeszukiwać swoje 1001 drobiazgów z dzieciństqwa i znajduje komiksu detektywistyczne, na okładkach kobiety do złudzenia przypominające sambójczynię, Fabrizię [w powieści ukazuje się ona z twarzą jego żony realnej], a także okładka z kobietą zabitą w łózku nożem do złudzenia przypominającą obrazek zabitej sąsiadki, jaki mu się w pamięci ostał - teraz wygląda na to, ze po prostu były ty fantasmagorie młodego chłopca, twory napędzanej pobudzoną przez komiksy wyobraźni. znajduje też łańcuszek na przegub dłoni, taki jaki znalazł przy ciele samobójczyni, co skoczyła z okna [zapomniałem to dopisać wcześniej, pardon].

        wybiega z domu. pędzi jak w delirce do pokoju motelowego. zdziera z niego tapety. pod nimi jest "rozdział 23" powieści... zapis faktów z jego życia, bo nie ulega już wątpliwości, że ta ksiązka jest jego dziełem - a więc : ojciec jego strzelił samobója, był czubem na punkcie liczby 23, Walter przejął tę korbę po nim, w koledżu romansował z koleżanką- studentką. Finch był ich wykładowcą. miał romans z jego kochanką. Walter ich nakrył z odległości. co 23 słowo jakiejś jej pracy semestralnej ułożyło się w hasło "kill her". więc - po burzliwej kłótni - zabił ją, czy raczej - zabiła ją liczba, której on był tylko narzędziem. zabił nożem, w jej łózku. ciało zakopał w parku. Finch znalazł krew i nóz. w procesie poszlakowym aresztowano go i skazano za zabójstwo.

        powieść miała być listem samobójczym Waltera. w stanie totalnej korby, bazgrząc po ścianach tego brudnego, zapuszczonego motelu, fiksując, miotając się w szajbie i histerii [dobre sceny aktorstwa Carreya i dobra aranżacja] ześwirował do reszty i nie mogąc już dłużej znosić wszechobecności i dominacji 23 skoczył z okna. przeżył. długo się rehabilitował. wyszedł ze szpitala zdrowy. poznał zonę, podjął pracę, urodził się syn... zapomniał.

        powieśc jego trafiała do kolejnych rąk, a każdy jej kolejny właściciel popadał w korbę na punkcie 23...

        żona z synem znajdują go w tym motelul, gdzie sobie to wszystko przypomina. histeryczna rozmowa z żoną - walter ma kaca moralnego, żona każe mu się nie winić za to, co się stało, że to przeszłość, krzyki, łzy, flaki z serca... I on, roztrzęsiony, wybiega na ulicę, w ostatniem momencie uchyla się, na dźwięk krzyku syna, przed autobusem numer... wiecie jaki ;] żona z synem dopadają do niego, obejmują się, sceny rodzinne... egzorcyzymy na przeszłości odprawione, teraz tylko epilog.

        Walter zgłasza się na policje. Fincha wypuszczają. ciało Laury,no - nie szarżujmy : szkielet, zostaje pochowany zgodnie z obrządkiem. a Walter idzie siedzieć do puszki, ale "dostanę łagodny wyrok, tak mówi mój adwokat" [z offu], "wyjdę i będziemy razem" - co obrazuje scenka, w której w sali widzeń Walter siedzi za rąsię z żonką i synkiem. tylko rzut oka na zegar na ścianie, a na nim... duża wskazówka na 2, a mała na 3... ;] ale - przeca "nie podlegamy przeznaczeniu, mamy wybór"... czyzby ? hehe :]

        trochę Lyncha, trochę noir, trochę próby błysku nowofalowego scenariuszopisania a'la nolan, z odwołaniem do psikusów pamięci bohatera. dobre zdjęcia robiące nastrojowość. dobry jim carrey.
        aczkolwiek, rozwiązanie dość przewidywalne :]

        • barbasia1 Re: "Numer 23", spojler spóźniony ;]/ 2 12.04.11, 13:32
          Motyw utraty przez bohatera pamięci o traumatycznych wydarzeniach z niedalekiej przeszłości (co ciekawe jesli chodzi o wydarzenia z dzieciństwa pamięć nie szwankuje) jest nieco naciągany, nie sądzisz Greku!?

          Właśnie, film sprawia wrażenie jakby był poskładany z motywów i konceptów, schematów widzanych już w innych filmach...

          Dzięki, Greku, przeczytałam już wczoraj, ale jakoś tak się złożyło, ze nie zdażylam napisać komentarza.
          :)

          • grek.grek Re: "Numer 23", spojler spóźniony ;]/ 2 12.04.11, 14:07
            grunt, ze dało się przeczytać i mam nadzieję - za wiele nie pokićkałem ;]

            no trochę tak, jest naciągactwa nieco, zwłaszcza miejscami - kiedy bohater staje przed mgłą, scenariusz podrzuca mi dalsze tropy niejako : znikąd - zwłaszcza ten adres skrzynki pocztowej, odkryty przez syna w książce, pośród sklejonych ze sobą kartek mnie rozczulił w uznaniu dla poczciwości autorów :]

            o, to prawda, co piszesz - w połowie musiałem sam siebie przekonywac, ze się mylę w przewidywaniu, jaka jest prawda, znaczy się : że bohater ściga samego siebie, własną przeszłość, ale.... generalnie, ogólna ściezka klimatyczna tworzona przez pracę kamery i filmowanie, taki półmrok nieustająco tworzący otoczenie oraz tło rekompensowały mi trochę oczekiwanie na nieuchronne, hehe. w sumie, nie jestem rozczarowany jakoś specjalnie, aczkolwiek, jesli mnie spytasz/spytacie/ktoś spyta o joela schumachera to z jego filmoteki polecę jednak "8 mm" i "telefon", a nie "23".
            • barbasia1 Re: "Numer 23", spojler spóźniony ;]/ 2 12.04.11, 15:40
              Do filmów Schumachera, ktore warto polecić dodałabym jeszcze "Upadek" z Michaelem Douglasem! (dwa razy ogladałam :)

              > o, to prawda, co piszesz - w połowie musiałem sam siebie przekonywac, ze się my
              > lę w przewidywaniu, jaka jest prawda, znaczy się : że bohater ściga samego sieb
              > ie, własną przeszłość
              he,he
              To niedobrze!

        • pepsic Re: "Numer 23", spojler spóźniony ;]/ 2 12.04.11, 14:23
          Bez twojego opisu pod ręką ciężko będzie w razie co przejść przez tą plątaninę:))
    • pepsic Jasne błękitne okna 11.04.11, 19:08
      Wczoraj na Polonii przypadkowo obejrzałam. Kiedy sięgnęłam po ojejkowe opinie sprzed dwóch lat z zaskoczeniem odkryłam, że są wielce krytyczne, zwłaszcza Barbasia suchej nitki nie zostawiła, a przecież chodzi o nurt kobiecy, deficytowy w naszej kinematografii. Z mojej strony nie było źle. Pomimo niedociągnięć reżysera, intelektualnych zadęć i dziwactw, zwłaszcza scenariusz uważam za udany, choć można było więcej wycisnąć. I to, co napisał Grek, na Kawkę przyjemnie się patrzy.
      • grek.grek Re: Jasne błękitne okna 12.04.11, 14:11
        ja nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że emocjonaliów wytoczono sporo, ale poziom ich ekranowej wiarygodności, stopień naturalności przekazania, szczerości był znikomy w stosunku do potencjału. i dlatego byłem "anty" :] jednak - jesli emocje maja być na ekranie, to naturalność ich oddania staje się kategorią do zmierzenia wartości całego filmu. tutaj zabrakło iskry. tak po prostu, wg mnie... sztuczne to było.
        • barbasia1 Re: Jasne błękitne okna 12.04.11, 14:29
          O to-to!
          • pepsic Re: Jasne błękitne okna 12.04.11, 14:41
            Nie będę się upierać, że to wielkie kino, ale faktem jest, że w moim przypadku trafił na odpowiedni target.
      • barbasia1 Re: Jasne błękitne okna 12.04.11, 14:38
        Powiem Ci,/Wam że niegdy nie byłam tak pewna swoich negatywnych odczuć stosunku do filmu, jak w przypadku "Jasnych błękitnych okien". A rzadko mi się to zdarza.
        Byłam podwójnie zła, bo zmarnowano ogromny potencjał jaki tkwił w tej opowieści.
    • grek.grek "vanity fair", via tvp2 z wczoraj, słów paę nt./ 13.04.11, 14:21
      była to najnowsza ekranizacja.

      knigi nie czytałem, wstydzę się ;], a film wyszedł... pastelowo, co najwyżej.

      treści nie ma co opisywać, bo w wiki dają i lepsze niż bym napisał, i pełniejsze, a czas to wartość ;] w dwóch słowach - wlk brytfania, najpierw prowincja,. potem londyn.

      becky, panna uboga od dzieciństwa próbuje doszlusować do londyńskiej
      socjety, na salonach zagościć. jest młoda, rezolutna, bystra i wie, gdzie leżą konfitury -
      w ramionach odpowiednich mężczyzn i poprzez zdobywanie sztywniaków z wyższych sfer
      za pomocą uruchamiania swoich talentów muzykalno-językowych, lub zdolności towarzyskich, bez jednoczesnego zbyt ostentacyjnego włażenia im w odwłoki. pracuje jako guwernantka - umie mówić po francusku, uczy śpiewu i sama potrafi dać występ, maluje [po ojcu talent, był nim biedny artysta]...

      najpierw uczy na prowincji, ale szybko zostaje wydalona, bo niebezpiecznie blisko kręci się wokół zapatrzonego w nią tłustawego, wąsiatego panicza. lubią ją, ale... lubić to jedno, a zaprosić do rodziny dziewczynę bez urodzenia - to inna para kaloszy.

      nic to, trafia lepiej - wygadana i inna-niż-nadęte-bubki-z-sir/lady-przed-nazwiskiem dostaje się w orbitę łask i sympatii wpływowej, a przy tym zażywnej pani crowley. zamieszkuje w londynie. świetnie się jej układa, jest ulubienicą starszawej ciotki, ale wystarczy, że padnie pomysł małżeństwa z ciotkowym bratankiem, oficerem wojskowym, [czy tam siostrzeńcem], a już z pozornie olewającej konwenanse ciotuchny wyłazi stary klasowy przesąd : i becky z ulubienicy staje się kłopotliwa, niefajna i niemile widziana. socjeta pilnie strzeże swojej ekskluzywności - nie jesteś dobrze urodzona, to nic ci nie pomoże, nawet jakbyś była najfajniejsza i najciekawsza.

      a jednak - becky ma tę ceche, że nigdy nie odpuszcza i nie panikuje, wszystko przyjmuje i przekuwa w małe sukcesiki, niczym się nie załamuje i nigdy nie traci głowy i rezonu; robi swoje i swoje osiąga : poślubia oficera [ciotka go wydziedzicza za to, ale on kocha becky bardziej niż pieniądze, aczkolwiek ich brak doskwiera], ma z nim dziecko, bywa na salonach, balach. bliska jest romansu z jego przygodolubnym przyjacielem, z którym z kolei zamążposzła jej przyjaciółk. kiedy brak gotówki zagląda w oczy - wskakuje w dwuznaczne relacje z pewnym markizem bogatym, co by u niego znajdować finansową zapomogę dla rodziny. mąz-oficer gracz w karty w końcu ląduje w pudle za długi, poróznią się - on będzie miał d niej żal, że nie wykupiła jego weksli. potem umiera na febrę. becky jednak nie tonie, udziela się w kasynach, mężczyźni gotowi są za nią płacić i regulować rachunki, w nadziei na bliższą znajomość. nawet dorosły syn jej najlepszej przyjaciółki się do niej wstępnie zaleca...

      a na koniec znajduje się ten tłusty, wąsiaty panicz, który ją dobrze pamięta i nie przestał się w niej durzyć, tyle że teraz nie wisi nad nim presja rodziny cerberystycznej, i zabiera becky do Indii, gdzie jeżdzą na słoniach, a ona sam wygląda jak milion dolców.

      kurdesz, wyszło więcej niż dwa zdania, jak zwykle ;]

      i teraz - a'propos samego filmu, to powiem Wam, ze od strony naocznej : świetny. garderoba z epoki [początek XIX w.] , londyn z epoki [świetne ujęcie, kiedy becky wjeżdza pierwszy raz do miasta, pół-panorama main street], ulice, powozy, gazeciarze, wszystkie te kobiece stroje, męskie fryzury, mundury ze skóry, normalnie - najwyższa staranność, rzecz dopięta na ostatni guzik i napę. wnętrza domów i pałacyków tych błękitnokrwistych ;] - pełna profeska. mucha nie siada. uczta dla oczu.

      druga strona medalu, to bohaterowie.
      becky kręci wokół palca facetów, ulegają jej jeden po drugim. pstryk i już są w niej zakochani. każdy od pierwszego wejrzenia. niby taka rzadkośc, a tutaj na każdym kroku się pojawia. dlaczego becky jest taka fajna ? tego własnie nie wiadomo. reese whitwerspoon nie pomaga tego zrozumieć, bo nie ma w niej nic, co by wyjaśniało tę sprawę, pomagało to ogarnąć. ładna, usmiechnięta, z lokami perfekcyjnie zakręconymi itd. ale bez tego "czegoś". żeby tak rwać facetów, to trzeba mieć owo 'coś', a w becky tego nie widać nijak, a w reese jeszcze mniej niż w becky. zagadka. a jak becky/reese jest nietrafiona, to cała narracja bierze w łeb na polu wiarygodności, bo na zdobywaniu przez nią mężczyzn opiera się cała połowa akcja.

      druga połowa akcji polega na tym, ze becky zdobywa tych facetów w jakimś celu, a nie dla sportu. no własnie , cel jest niby taki, że becky chce być na salonach i chce być damą. orajt, pytanie jednak : skąd się wzięło to jej pragnienie ? takie przemożne, takie nakręcajce ją do stale, taka wiara, ze ona na to zasługuje, taka pewność siebie jaką stale posiada. przekonanie o własnej wartości.

      nie wiadomo, ja nie wiem, przynajmniej. nie dowiedziałem się. frustracja biednym dzieciństwem ? uraz ? chęc wygodnego życia ? zakręcenie tym "lepszym światem" ? nie wiadomo. nie ma żadnego wniku w motywacje bohaterki, a jesli jest, to baaaardzo dyskretne :] w czapce-niewidce. jest serial kolejnych up and downs panny becky, są kolejne sceny i rejestracja wypadków i wydarzeń, ale nie ma zagłębienia się w postaci świadomość i emocjonalność. czyli, film jestb płytki.

      męskie postaci są płaskie. ulegają fajnej becky, dlaczego ? jak wyżej - nie wiadomo. podoba się, to pewne. ale dlaczego się tak podoba, że od pierwszego rzutu okiem już są gotowi na, może nie wszystko, ale na romans, związek, ukochankowienie. od pierwszej chwili... mocni zawodnicy ;] tylko jakoś trudno to racjonalnie wyjaśnić, a na chemicznopodobne inklinacje w takim nagromadzeniu jakoś się nie mogę zgodzić :] jeden po drugim wypadają ci faceci, jak materalizacje męskich oczywistości : niewierny kochanek, póół-szlachetny mąż i ojciec, mętny paniczyk ulegający opinii rodziny, cwany markiz, gołowąs licealny plus prowicnjonalny brat ciotki crawley próbujący oświadczyć się niezdarnie becky, albo brat wydziedziczego oficera - przerysowany Pan Muł Bagienny, przerysowany, rzec by można, w stylu brytyjskich sitcomów... albo za gruba kreska, albo taka, że jej w ogóle nie widać.

      najlepiej wypada stara ciotka crawley, trochę złośliwa, trochę zabawnie gderliwa, rozdzielająca puenty i pstryczki po nosach sztywnego współtowarzystwa, a później przemieniająca się w zasadniczą strażniczkę porządku salonowego i czystości drzewa genealogicznego. postać ciekawa. jedyna w miarę zręcznie narysowana.

      słowem - pół na pół. dla wizualu naprawdę warto, a nawet trzeba. reszta - duży znak zapytania, aczkolwiek, jak juz tak Wam truję, to powiem, ze jest pod skórą, w kilku scenach, trochę tej angielskiej humorystycznej mgiełki, gdzieś tam się coś tli, i gdyby reszta owa była na poziomie, to byłby fajny kontrapunkt dla wnikliwej analizy społeczno-psychologicznej, a tak... takie ni przypiął, ni przyłatał.
      • barbasia1 Re: "vanity fair", via tvp2 z wczoraj, słów paę n 13.04.11, 16:29
        O!!!! Ależ się cieszę z Vanity Fair! :)

        > knigi nie czytałem, wstydzę się ;],
        Na pocieszenie powiem, u mnie tak samo wygląda sytuacja! ;/ Z tym większą przyjemnością zabieram się do czytania! :)))
      • barbasia1 Re: "vanity fair", via tvp2 z wczoraj, słów paę n 13.04.11, 23:58
        > kurdesz, wyszło więcej niż dwa zdania, jak zwykle ;]
        I fantastycznie! I tak trzymać zawsze! :)
        Z ogromną przyjemnością przeczytałam wszytsko od deski do deski (od nagłówka do reklam). :)))

        >ale nie ma zagłębi
        > enia się w postaci świadomość i emocjonalność. czyli, film jestb płytki.

        Ciekawa uwaga.

        Zajrzałam do streszczenia powieści na wiki (o tempora, o mores! ;) i wyczytałam, że książkowa Becky Sharp jest bardzo inteligentna, bystra, a przy tym cwana, wyrachowana , szalenie przebiegła i świetnie portafi mianipulować ludźmi, wykorzystywać ich do swoich celów.
        Nie wiem, czy to potwierdzisz, ale mam wrażenie, na postawie Twego opisu, uwag, że jej filmowe wcielenie Becky jest mocno wygładzone, pozbawione (zupełnie?) tych negatywnych cech. Becky Reese Witherspoon budzi tu dużą sympatię swą niezłomnoną postawą w dążeniu do celu, którym jest wybicie się , wyrwanie się z biedy, zrobienie karirey (jakie to amerykańskie!), jednyną dosępną kobiecie w tych czasach drogą, czyli poprzez wydanie się za mężczyznę z wyższych sfer.

        Te sympatię zdaje się też żywi do bohaterki pani reżyser (hindiska Mira Nair, od "Monsunowego wesela") wysyłając ją piękną i wygladająca jak "milion dolców" ;)) w nagrodę za niezłomność w podróż do do Indii z bogatym, zakochanym w niej paniczykiem, gdzie jeżdzą na słoniach ( w ksiażce, jak wyczytalam, ta scena jest, ale tylko w marzeniach Becky!?).

        W sumie nie dziwne , że pewne kwestie pozostają niezozumiałe, nieprzekonujące skoro postać Becky została spłaszczona do jednego wymiaru (oczywiście jeśli moje przypuszczenia są słuszne).

        > knigi nie czytałem, wstydzę się ;],
        Powieść ma ok. 800 stron! :)

        "przerysowany Pan Muł Bagienny"

        He, he, he! :)))

        Dobrej nocy! :)

        • barbasia1 Re: "vanity fair", via tvp2 z wczoraj, słów paę n 14.04.11, 00:11
          Te sympatię zdaje się też żywi do bohaterki pani reżyser (hindiska Mira Nair,
          > od "Monsunowego wesela") wysyłając ją piękną i wygladająca jak "milion dolców"
          > ;)) w nagrodę za niezłomność w podróż do do Indii z bogatym, zakochanym w niej
          > paniczykiem, gdzie jeżdzą na słoniach ( w ksiażce, jak wyczytalam, ta scena je
          > st, ale tylko w marzeniach Becky!?).

          korekta: z tłustym paniskiem! ;)
      • barbasia1 Re: "vanity fair", via tvp2 z wczoraj, słów paę n 14.04.11, 00:08
        Jeszcze dołączę zdjęcia z filmu:
        www.filmweb.pl/Vanity.Fair#picture-1
        www.filmweb.pl/Vanity.Fair#picture-8
        www.filmweb.pl/Vanity.Fair#picture-14
        www.filmweb.pl/Vanity.Fair#picture-13
        Rzeczywiście Becky pięknie tu wygląda! :)

        • grek.grek Re: "vanity fair", via tvp2 z wczoraj, słów paę n 14.04.11, 13:31
          wystylizowana na epokę :]

          co do samej postaci becky, to, odpowiadając na to, co powyżej napisałaś o oryginale literackim - zdecydowanie została wypomadowana i pozbawiona kantów. jest cokolwiek bezpłciowa. pnie się tu, pnie się tam, z dołu grzebie się w góre, ani na chwilę nie spuszcza nosa na kwinte, ani brody do ziemi nie opuszcza [dobra scena, kiedy zostaje wywalona razem z walizką z domu ciotki crawley, siada na prosty wóz z węglem, kładzie walizkę obok siebie i każe się wieźć, a choćby i w kierunku w jakim jadą węglarze, a robi to z taką gracją damy i jak-gdyby-nigdy-nic, że markiz patrzący na nią z okna sąsiedniego domu tylko się usmiecha pod nosem], ale motywacji nie znamy, a barwa jest jednoznacznie pozytywna. a wobec tego, trudno tak do końca się całą akcją intrygować. samą bohaterką też.

          imo, to zasługa kobiecej reżyserii :]
          po prostu, pani nair zrobiła z backy symbol opresji społecznej etykiety. dała jej pełny mandat do tego, zeby o swoje szczęście się starać, a wobec przesądów społecznych działać za pomocą własnych talentów kobieco-wszelakich.

          można by było rzec, że dała jej dyspensę, gdyby nie fakt, że nie bardzo od czego dawać miałaby, skoro właśnie nie ma tutaj żadnego zgrzytu i przejawu niefajności becky, który by można było racjonalizować czy trzeba by było przełamywać. feministyczny film, do niemożebności :] oto kobieta, bierze co się jej słusznie należy, co chce mieć i "to dobre jest". tak to reżyserka przedstawia. gdzieś tam się ku kochankowi skłania, ale nie zdradza - w ogóle, cały ten wątek poroniony jest; i mówi, że do jej sypialni wstęp miec może tylko mąż i ksiądz z ostatnim namasczeniem [czy jakoś tak]. jak z markizem kombinuje, to po to, zeby zdobyć forsę na pokrycie długów mężowskich. jak wychodzi za mąz, to wygląda na to, ze jednak bardziej z uczucia, a nie z wyrachowania. jak to ma się właśnie do oryginału ? w filmie becky wygląda na zupełnie porządną kobietę.

          i reese whiterspoon nic tu nie wnosi. nie uwiarygodnia uwodzicielskiej energii becky. tylu facetów jej ulega od pierwszej chwili, a ja do ostatniej pytałem : why, panowie, why ? ;]

          imo, nair pożyczyła sobie becky, żeby pokazać praprapraprababkę dzisiejszych dzielnych kobiet czynu, które osiągają założone cele i realizują się po swojemu rzucając rękawicę przesądom, może już nie - klasowym, ale jakimśtam-społecznym na pewno. miał być plakat i afisz - no i jest :] girl power miała być - i jest. mogła być "suka" [od tytułu ksiązki sprzed paru lat, w której jedna dziennikarka, niemka chyba, dowodzi o istnieniu tak właśnie przez się nazwanej kategorii kobiet wyposażonych w męskie narzędzia zdobywania celów i zachowań]... - i z tego nair zrezygnowała, żeby nie dać dopstatecznie prężnego oręża do krytyki męskim szownistycznym świniom, i wszystkim innym niewiernym, żeby w becky nie zobaczyli nic prócz samej cnoty. to socjeta jest tutaj a'fe i nieładna. przesądy społeczne są brzydkie. i ta brzydota jest wygrywana należycie, zaś, to o czym mówisz, literacka dwuznaczność metod postepowania becky zostaje cokolwiek pominięta. widać tylko to, i tyle, ile bohaterce nie szkodzi w zachowaniu niezwykle pozytywnego wizerunku. nair nie zalezało na jakiejś prawduli. chciała mieć bohaterkę na cokoły pod którymi staniki palone są całymi partiami ;]
          • barbasia1 Re: "vanity fair", via tvp2 z wczoraj, słów paę n 14.04.11, 21:57
            > imo, nair [...] chciała mieć bohaterk
            > ę na cokoły pod którymi staniki palone są całymi partiami ;]

            hahahahaha :)))
            O mały włos, a bym nie doceniła tego filmu! ;))

            cdn.
    • never_never Lśnienie 14.04.11, 18:31
      Dzisiaj Lśnienie Kubricka na Ale Kino
      pewnie wszyscy już widzieli, ale jeżeli ktoś się uchował - polecam, to lektura obowiązkowa
      o dziwo King wcale nie był zadowolony z ekranizacji książki i po paru latach zrealizował inną wersję, ale do historii kina przeszła oczywiście ta z niesamowitym Jackiem Nicholsonem
      • grek.grek Re: Lśnienie 15.04.11, 14:13
        wybitność. nigdy się nie zestarzeje. i zawsze pozostanie pytanie : horror to, czy jednak thriller ?; symilarnie do "dziecka rosemary".
      • pepsic Re: Lśnienie, Pali się 16.04.11, 14:03
        Dla dobra wątku tudzież nadrobienia zaległości poświęciłam świąteczne porządki, obejrzałam. Niezbyt przypadł mi do gustu, ale ja nieobiektywna jestem, nie odnajduję się w horrorach/thrillerach etc.
        W zamian polecam z wczoraj w Ale Kino! powojenne klimaty bałkańskie pod tytułami "Pali się/Zapalnik" . Na pewno będą powtórki.
    • barbasia1 A w publicznej Instynkt i Siostra Jackie 14.04.11, 21:38
      czyli stałe czwartkowe propozycje, a potem jeszcze "Kocham Kino", dla nocnych marków, only.
      • grek.grek Re: A w publicznej Instynkt i Siostra Jackie 15.04.11, 14:16
        w kocham kino wałkowała torbicka weira petera z okazji "niepokonanych". zrobił się szum wokół
        tego filmu, a recenzje coraz mniej entuzjastyczne : generalny message - tak, wizualnie - tak x2,
        ale sama akcja - tak sobie, nie jest to emocjonujący film, wg róznych i różnistych oceniaczy :]
        • maniaczytania poprosze o Jackie :) 15.04.11, 19:02
          bo jakos wczoraj usnelam na koncowce "Instynktu" :)

          Jakos ostatnio sie tu ostro zaniedbalam - mama nadzieje, ze mi wybaczycie :)
          Ale cos tam ogladalam - w srode obejrzalam dwa filmy (co prawda nie w tv)- "Prawo zemsty" z Gerardem Butlerem (niezly, niezly) i "Kac Vegas" (no dawno sie tak nie usmialam :) )
          • barbasia1 Re: poprosze o Jackie :) 15.04.11, 23:17
            Jutro, Maniu, napiszę! Dziś tylko mały cytacik, za to wiele mówiący o filmowych zainteresowaniach bohatera (taki ryżawy, grubawy pielęgniarz zaprzyjaźniony z Jackie, zdaje się gej), z ust którego pada ta wypwoiedź (do Jackie) : "(lek)Halidol, wstrząśniętny, nie mieszany" (poproszę) !
            /dla pacjenta z psychozą/

            Wybaczamy, wybaczamy! :))

            Jakbyś miała trochę czas to napisz dwa słowa o Kac Vegas ! Ten tytuł już kiedys padł w naszym wątku, Pomme chyba kiedyś o ten film pytała!?
            • barbasia1 Jackie 2/2 17.04.11, 13:29
              Córeczka Jackie ma obsesję, że w wyniku awarii któregoś z urządzeń elektrycznych dojdzie do pożaru w ich domu, wstawała w nocy i wyjmowała wtyczki z gniazdek, a podczas śniadania, prosi rodziców, by za jej uzbierane kieszonkowe kupili wykrywacz dymu. Jackie jest w lekkim szoku.

              Eddie amant Jackie od leków po wyjściu ze szpitala idzie do baru Kevina, Kevin go pyta, co też porabiał, bo dawno go w barze nie widział.. A ten wyjaśnia, że leżał w szpitalu, po tym jak się otruł lekami, chcąc by jego dziewczyna(!) zwróciła na niego uwagę. Kevin patrzy przerażony jak na wariata, a Eddie z uśmiechem, dodaje, że to tylko żart taki i pyta go o żonę czyli o Jackie, co słychać, i czy pierścionek, który Kevin jej kupił (za przepiłowaną obrączkę) podobał się jej. Kevin mile zaskoczony, że ten tak uważnie go słuchał (czy ludzie umiejący drugiego słuchać, są taką rzadkością?) co mówi, opowiada radośnie, że jego żona Jackie była zadowolona z pierścionka, i że w ogóle dobrze im się układa w małżeństwe.


              Do szpitala trafia mieszkający w sąsiedztwie szpitala miejscowy wariat, schizofrenik, (który uważa się za Boga), po tym jak jakiś przechodzień zdenerwowany jego złośliwym dogadywaniem i obrażaniem zranił go butelką. Chłopina spięty pasami dla swego i innych bezpieczeństwa drze się w niebogłosy, personel podaje mu ów halidol „wstrząsnięty nie miesznany” na uspokojenie?!
              Później , po tymjak się wybudził rozmawia z Zoey, opowiada, że jak dostał tą butelką w głowę zobaczył jasny tunel, a na końcu tego tunelu ujrzał Boga!
              Zoey na to rezolutnie, zdziwona, że myślała, że to on jest Bogiem!?? Schizofernik stanowczo, że owszem jest Bogiem. Zoey na to rezolutnie, , że w takim razie zobaczył siebie? A schizofrenik, że nie, nie siebie. Zoey logicznie winioskując, „więc to znaczy, że nie jesteś Bogiem!” Na to schizofrenik, zwany przez personel „Bogiem”, przerażony wrzeszczy na cały szpital. „O Boże! Nie jestem Bogiem!” :))
              Gość wychodzi później ze szpitala, jest nieswój, załamany, tym co mu w szpitalu uświadomiła Zoey,
              Zoey by go pocieszyć przekonuje go, że tak jak Jezus był synem Boga, tak on schozofrenik „Bóg” też być może jest jakimś krewnym, siostrzeńcem czy szwagrem, he,he. „Bóg” na to, że podoba mu się ten tok myślenia i ucieszony, po staremu leci do okna wykrzykiwać do ludzi inwektywy! ;)

              Jackie prosi swoją szefową o namiary do psychiatry dziecięcego dla jakiejś koleżanki pielęgniarki ze szpitala, która chce zachować anonimowość.
              Szefowa daje jej namiary z komentarzem, że jej synowi też pomógł...
              Jackie dziękuje tylko i wychodzi ...

              Koniec :)
              • pepsic Re: Jackie 2/2 17.04.11, 20:18
                Zdaje się, że o przyjaciółce lekarce jeszcze coś było, dotyczyło depresji po śmierci matki, nadużycia alkoholu bądź psychotropów i odtruwania. Dobrze kojarzę?

                Ps. Barbasiu, a Instynkt zaliczyłaś? Ja tylko końcówkę o tragicznej w skutkach adopcji z Beatą Kawką (lubimy ją tu) i Magdą Walach. Mogę się uśmiechnąć ewentualnie?
                :))
                • barbasia1 Re: Jackie 2/2 18.04.11, 17:50
                  A tak, koleżanka lekarka zwierzyła się Jackie, że ostaniej nocy imprezowała, zdaje się właśnie, by odreagować śmierci matki, przyznała się też do zażycia ecstasy, którego efekty ciągle odczuwała (a miało działać tylko 6 godzin!?).

                  Nie widziałam "Instynktu" od początku (może tu Mania w razie czego pomoże), ale spóbuję ...

                  Oster z Tarkowskim prowadzą śledztwo w sprawie śmierci dziewczyny, kobiety lat ok. 40 Magdy Janik (Magda Walach), która wypadała z balkonu na ostatnim piętrze wieżowca, a w jej domu znaleziono ślady krwi.

                  Magda była instruktorką fotografii w miejscowym domu kultury, gdzie oczywiscie udali się policjanci ... Ale zdaje się wcześniej odnaleźli na wsi rodzinę dziewczny, ojca zniedołeżniałego w stuporze pogrążonego i brata Magdy, Okazało się, że durnowate chłopy - ojciec z dwoma synami pogonili z domu dziewczynę, kiedy ta w młodym wieku zaszła bez ślubu w ciążę.

                  Teraz jeden z braci usilnie pragnie skłonić Magdę do powrotu do domu, jest przekonany, że nieszczęścia, które sapdają na ich rodzinę - śmierć drugiego brata, choroba ojca to kara za krzywdę jaką wyrządzili siostrze!?? W tym celu zjawił się pod drzwiami Magdy właśnie w dniu jej smierci...

                  W domu kultury koleżanka Magdy mówi policji o Kacprze (syn bohaterki granej przez Beatę Kawkę), młodym nastoletnim? chłopaku, który chodził do niej na zajęcia i jak zauwazyła, podkochiwał się w niej, a ona, choć oficjalnie zaprzeczała, też była nim chyba zauroczona.

                  W trakcie przesłuchiwania chłopaka wyszlo na jaw, że w dniu śmierci dziewczyny, po raz pierwszy uprawiali ze sobą seks, po którym ona natychmiast nabawiła się kaca moralnego i nawet w gniewie mocno spoliczkowała Kacpra, aż ten zaczął krwawić (stąd krwawe ślady w mieszaniu) .

                  A potem policja wzięła w obroty matkę chłopaka, właściwie nie wiem, nie pamiętam, co było bezpośrednia przyczną jej przesłuchiwania. Okazało się, że matka w dniu smierci dziewczyny też była u niej w mieszkaniu. Najpier coś tam zaczęał zmyslać, że dziewczyna naćpana rzuciła się z okna, po tymjak ona przyszła do niej, a potem kiedy Oster wyłożyła na stół dokumenty adopcyje, powiedziała jak było naparwdę.Śledziła syna i Magdę, a kiedy syn od niej wyszedł (wylecial po tym jak go pognła na cztery wiatry po seksie), wpadała z pretensjami, że Magda chce jej odebrać syna, zaczęła krzyczeć, ze ona nie ma już do niego żadnych praw, bo się ich dawno temu zrzekła...

                  Matka Kacpra rozpoznała w niej dziewczynę, która naście lat temu oddała jej i jej mężowi do adopcji swoje malutkie dziecko czyli Kacpra. Kiedy Magda to usłyszła i dotarło do niej, że kochała się ze swoim synem, zaszokowana weszła na okno i wkoczyła ku przerażeniu matki Kacpra.

                  Oster udała sie do kliniki psychiatrycznej (oczywiscie nadal śledzi ją pani rzecznik) na rozmowę z doktorem, wspominała o jakiejś terapii, że nie wierzy już w jej powodzenie!?

                  Kawka ma bardzo piękne oczy.

                  :)
                  • pepsic Re: Jackie 2/2 18.04.11, 19:34
                    W zupełności mi wystarczy, czułam, że wydarzyło się coś złego, ale nie zdołałam pokleić sensownie rozpaczy chłopaka i samobójstw matki.
                    Dzięki :)
                    • barbasia1 Re: Jackie 2/2 19.04.11, 14:01
                      :)
                      Tak teraz myślę po obejrzeniu filmu "Młody Adam", że policja zadziwiająco gładko łyknęła wyjaśnienia matki Kacpra, że ona w zabójstwie Magdy nie maczała paluchów ...

                      • barbasia1 Re: Jackie 2/2 19.04.11, 14:02
                        korekta:
                        Tak teraz myślę po obejrzeniu filmu "Młody Adam", że policja zadziwiająco gładko łyknęła wyjaśnienia matki Kacpra, że ona do śmierci Magdy bezpośrednio się nie przyczyniła ...

                  • maniaczytania Barbasiu - za Instynkt 19.04.11, 20:22
                    piatka z plusem -wszystko udalo Ci sie zapamietac :)
        • barbasia1 Re: A w publicznej Instynkt i Siostra Jackie 15.04.11, 23:55
          grek.grek napisał:
          O ThnX Ci ! :))) Przez te zmiany, koszmarną porę nie mogę teraz oglądać Kocham Kino! (ledwo dotrwałam wczoraj do końca programu "Po zmierzchu", nie wiem, Greku, czy patrzysz na to jeszcze, czy też dałeś sobie spokój po niesatysfakcjonującym pierwszym razie!? Gośćmi byli wczoraj Daniel Olbrychski i Maria Rotkiel, psycholog, która często gości w publicznej, jutro postaram się dwa słowa napisać o wrażenaich ...

          > ale sama akcja - tak sobie, nie jest to emocjonujący film, wg róznych i różnist
          > ych oceniaczy :]
          W takim razie, wielka szkoda, jeśli rzeczywiście jest tak, jak mówią oceniacze!?

          R.E.M. - Oh My Heart (numer jednen dziś na liście PL Trójki)
          www.youtube.com/watch?v=eN1f4AFgiAc
          Good night! :)

          • grek.grek Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/wilk 16.04.11, 14:01
            kocham kino jest tutaj :
            www.tvp.pl/filmoteka/cykle-filmowe/kocham-kino
            'po zmierzchu", istotnie - nie oglądałem i będę miał chyba problem z przekonaniem się do
            prowadzącego, tematów jakie proponuje i w ogóle do całkoształtu. nie żebym był uprzedzony jakiś ;]

            REM nową płytę zdaje się wypuścili ?

            trochę ostatnio mało propozycji, a np. w czwartek był "aż poleje się krew" - niby już obgadywaliśmy, był spojler itd., ale film nie w kij dmuchał, trochę przegapiony; i to o ludzkiej porze był, wpół do jedenastej, w tvp1, hehe.

            w 2 puścili "casablanca driver", dobrze podpatrzona i dobrze zastosowana allenowska forma [fikcyjny, fabulrayzowany biograficzny dokument], ale już humor i absurd jednak nie z tej półki; taki francuskojęzyczny woody dla ubogich; duzo gagów, mniej lub bardziej udanych, ale jak się widziało "bierz forsę i w nogi", "słodkiego drania", no i "zeliga", to w zasadzie trudno się tym zaciekawić na poważnie. historia gościa, co chce z głupia frant zostać mistrzem bokserskim.

            wczoraj tvn atakował prze-akcjowanym do szczętu "matrixem rewolucjami" [jesli jeszcze nie widzieliście, to uprzedzam, aby nie zasiadać do projekcji bez wypicia porządnej siekiery; inaczej,nawet odporni na sen mogą ponieśc porażkę w nierównym starciu z dwoma morfeuszami];
            polsat dał "wilka" z nicholsonem. znacie ? nienówka. ale sympatyczna bardzo. lajtowy film grozy. starszy facet, co już na zakrętach nie wyrabia w życiu i pracy, i ewidentnie zaczyna się kruszyć i sypać, ma wypadek na szosie - potrąca wilka. próbuje mu pomóc, a wilk go cap za rękę. od tego momentu człowiek dostaje takiej akcji, ze z wygasającego pół-dziadka robi się na dynamicznego i temperamentnego młodzieniaszka, stawia czoła konkurencji w pracy, poznaje efektowną kobietę, odzyskuje zadowolenie z życia, a formę ma jak mistrz olimpijski w wieloboju. coś jednak za coś : od czasu do czasu musi nocą zapolować na padlinę, włosy pojawiają się na ciele wszędzie oraz w sposób niekontrolowany, rózne anomalie w jego sposobie bycia konsternują niekiedy otoczenie, ale to drobne szczegóły, bilans, generalnie, jest pozytywny :]. typowa w narracji amerykańska masowa produkcja niepozbawiona pewnego wdzięku, jack baraszkujący na filmowej emeryturze, wg mnie - żaden kamień milowy w historii kina, ale i nie marnotrawiciel czasu.
            piszę z pamięci, wczoraj nie widziałem, cóż - pewnie jeszcze z 5 razy kiedyś powtórzą ;] oglądałaś/oglądaliście przypadkiem ?
            • barbasia1 Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 16.04.11, 23:18
              O, dzięki Ci! Nie pomyślałam, żeby zajrzeć na strone tVp.pl i poszukać tam KK!!! Ale fajnie! :)))

              A wiesz, że nawet nie wiem, nie wiedziałam o nowej płycie REM, przypadkiem wpadł mi w ucho fragmet tej piosenki, refern "Oh my heart" i wczoraj wieczorem zajrzałam na LPTrójki, żeby znaleźć tytuł i wykonawcę, luknęłam na tekst i tłumaczenie tegoż, ale niestety nie sprawdziłam, co to za utwór, z jakiej płyty pochodzi ten utwór!?

              > trochę ostatnio mało propozycji, a np. w czwartek był "aż poleje się krew" - [...]
              i to o ludzkiej porze był, wpół do jedenastej

              !
              Wiem, wiem (widziałam nawet fragment, dramatyczną scenę, kiedy w góre strzela strumień ropy w prymiywnym szybie naftowym , chłopiec, który na tym szybie siedział przewraca się , zostaje oblany ropą, a Daniel leci ratować chłopca, i jeszcze przemowy kaznodziejskie Eliaha), ale nastawiłam się na lżejszego!!! kalibru stałe pozycje czwartkowe (Siostra Jackie jutro już :/), z rozpędu jeszcze "Po zmierzchu" zaliczyłam z ciekawości -ale o tym też jutro ... )

              Trochę żałuję, bo to rzecz bardzo interesująca, no cóż zaczekam do kolejnej powórki, oby godzina była równie dobra jak wczoraj.
              A tu Twój spojler dla przypomnienia:
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,107920523,108446811,Az_poleje_sie_krew_spojler.html
              > polsat dał "wilka" z nicholsonem. znacie ? nienówka. ale sympatyczna bardzo. la
              > jtowy film grozy.

              Znam, znam, choć nie wszytsko pamiętam dobrze. Sympatyczny film o prawda.

              >ze z wygasającego pół-dziadka robi się na dynamicznego i temperame
              > ntnego młodzieniaszka
              Ha, ha, ha, ha! :)))

              Nie wiem, czy to też nie zasługa ( w jakimś stopniu oczywicie) pięknej Michelle, w której się zakochał, i której on też nie był obojętny!?

              nie widzieliście, to uprzedzam, aby nie zasiadać do projekcji bez wypici
              > a porządnej siekiery; inaczej,nawet odporni na sen mogą ponieśc porażkę w nieró
              > wnym starciu z dwoma morfeuszami];
              Ha, ha :) Już mi się chce strasznie spać!

              Buona notte!

              PS
              Scandalo,
              którego nie ma! ;)

              www.polskieradio.pl/24/112/Artykul/351230,Jerzy-Stuhr-Nie-wzialem-udzialu-we-wrednym-filmie-(wideo)
              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9447893,Papiez_bliski_zalamania_nerwowego___To_nie_jest_film.html
              • grek.grek Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 17.04.11, 14:04
                ja bym też nie pomyślał, ale sama torbicka zareklamowała [się] :)

                no na pewno, michelle w "wilku" swoją rolę odgrywa, niemniej - dopiero nagłe
                zwielokrotnienie męskiej witalności i pewności siebie jacka ośmiela go do podchodów, hehe.

                o, ktoś inny zrobił film o wojtyle... jak tak można, przeca to my, Polakos, mamy monopol na
                pokazywanie go, ponfyfikatu jego i każdej pierdółki, która jego jest [a i tych, co były - też].
                za przeproszeniem, za dużo było już polskich produkcji słodko-pierdzących o papie, może czas aby "obcy" zaczęli trochę rzecz całą przywracać ku realności. może wreszcie ktoś odmaluje - bo to wprawka, ten nowy film, jak sądzę, przed powazniejszymi "zamachami na cześć i chwałę" - jakiś mniej milusi portret, trochę obnaży słabości tego pontyfikatu i, wg mnie, miałkość samej osobowości jp2.

                ale, patrz, w watykanie mówią o tym filmie całkiem dobrze i bez paniki :]
                wg mnie, są 2 opcje : albo zalezy obecnie rządzącym na osłabieniu wagi wojtyłowej i zmianie kursu z szołtajmu na intelektualny, a druga - kościół się nauczył, ze wznoszenie rejwachu i
                jazgotu z okazji jakichś "antyklerykalnych dzieł" przyczynia się raczej do ich rozreklamowania i przydaje im popularności, ściąga do kin/galerii/teatrów większą ilość ludzi, najczęsciej spośród tych, którzy na daną rzecz nie zwróciliby uwagi najmniejszej, gdyby nie ten kościelny pomruk kreujący jej marketingową atrakcyjność. tak był, pamiętasz/pamiętacie, z monty pythonami, tak było ostatnio z "kodem da vinci" - nie wiem, jak ksiązka, ale film marny, intryga - tu już,. jak sądzę, ksiązka i film się pokrywają - dziecinna, a dan brown i grupka macherów, dzięki rozjuszeniu kościelnych jadaczek, nachapali się ile wlezie na globalnej szajbie na punkcie tej grafomanii :]
                • barbasia1 Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 17.04.11, 15:21
                  Jak to warto oglądać Kocham Kino! :))

                  :) Racja! / znalazłam ten film wczoraj wieczorem,a w zasadzie w nocy, przypomniałam kilka fragmentów ...:)/

                  Miły Greku, nie czytałeś, widzę, linku, co go pracowicie wkleiłam ;)! Bo właśnie o to chodzi, że to nie jest film o Wojtyle!!! To całkowicie wymyślona historia od początku do końca, w dodatku z dużym ładunkiem życzliwego humoru,jak wywnioskowałam z trailera, opoiweść o fikcyjnym papieżu, człowieku, który "nie potrafi wziąć na swoje barki ciężaru papieskiej posługi", jest bliski załamania nerwowego.
                  Jedynymi delikatnymi aluzjami do JP2, jak wyczytałam, są sceny z pogrzebu Jana Pawła II, autentyczne albo też wzorowane na autentycznych ujęcia. Ale chodzi tu nie tylke o samego JPII, a o papieski pogrzeb, ktory jest sceną otwierajacą film.

                  Co więcej nie ma w tym filmie żadnej ostrej krytyki kościoła, poruszania trudnych, kontrowersyjnych spraw, ostatnio nagłosnionych skandali z pedofilią, czy innych.

                  U nas zanim dotrarły jakieś konkretniejsze wieści, szczególy na temat filmu zrobiła się aferka podgrzewana przez głupawe plotkarskie portale internetowe, brukowce?, które pisały, że oto Sthur, zagrał w kontrowersyjnym filmie Morettiego, znanego włoskiego reżysera o lewicowych poglądach, który uderza w kościół, w papieża ("naszego papieża" !?).

                  Na forach pojawiły się obraźliwe komentarze, bluzgi, że Stuhr "Judasz", że "sprzedawczyk", "aparatczyk", "czerwony", że taki i siaki.
                  Pytano po pochodzenie Stuhra, bo przecież polski aktor w takim filmie na pewno , by nie zagrał itd. Koszmar jakiś!??
                  • barbasia1 Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 17.04.11, 16:10
                    Reżyser o nawiązaniach do postaci Jana Pawła II:

                    "Moretti nie odpowiedział na pytanie, czy nie obawia się negatywnych reakcji na pojawiające się w filmie bezpośrednie odniesienia do poprzedniego, zmarłego papieża, o którym mówią bohaterowie, a którego portret odpowiada postaci Jana Pawła II, a także na sceny archiwalne z kwietnia 2005 roku.
                    Ten, kto widzi odniesienia do Jana Pawła II, nie myli się - przyznał Moretti. W jego filmie przypomina się, że poprzednik wybranego właśnie papieża pełnił posługę mimo ciężkiej choroby i przywołuje się dzień wyboru, gdy pozdrowił wiernych z balkonu bazyliki i wygłosił do nich przemówienie."

                    www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-pogrzeb-jana-pawla-ii-otwiera-kontrowersyjny-film-morettiego,nId,334990
                    Zdaje się kwestia,na ile postać filmowego papieża odnosi się do Wojtyły jest dyskusyjna. :)
                    Grekuuuuuu, chyba powinnam Cię przeprosić, za podejrzenie, że nie wgryzłeś się w zalinkowane tesktów o filmie (to ja niewiele wiem o tym filmie). Nie gniewasz się!?? :/


                    • grek.grek Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 18.04.11, 15:13
                      czyli jednak coś jest na rzeczy... ;]

                      dajże spokój, o cóż miałbym się gniewać... zapomnijmy o tym, sam nie byłem pewien tego, co piszę, i wyinterpretowuję, z tych linków ;]

                      a sam temat ciekawy, imo trochę mogliby papieża uczłowieczyć. któregokolwiek zresztą.
                      • barbasia1 Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 18.04.11, 15:47
                        Raczej tak. :)

                        To dobrze! :))))))))))
                        Różne źródła różne interpretacje filmu podają.

                        >imo trochę mogliby papieża uczłowieczyć. któregokolwiek zresztą.

                        To byłoby na pewno ciekawe ...
                • barbasia1 Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 17.04.11, 15:46
                  a druga - kościół się nauczył,
                  > ze wznoszenie rejwachu i
                  > jazgotu z okazji jakichś "antyklerykalnych dzieł" przyczynia się raczej do ich
                  > rozreklamowania i przydaje im popularności, ściąga do kin/galerii/teatrów więks
                  > zą ilość ludzi, najczęsciej spośród tych, którzy na daną rzecz nie zwróciliby u

                  To racja, że ta strategia jest najlepsza. :)
                  Tylko, że w tym przypadku zdaje się naparwdę nie ma żanego powodu by robić jakikolwiek rejwach.


                  >miałkość samej osobowości jp2.

                  Nie powiedziałabym, że to JP2 był mialką osobowością.
                  • pepsic Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 17.04.11, 20:21
                    Nie powiedziałabym, że to JP2 był mialką osobowością.
                    Uważam tak samo. Był wręcz przeciwnie.
                    • grek.grek Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 18.04.11, 15:40
                      media z pewnością próbowały dorobić mu twarz znacznie fajniejszą. w gruncie rzeczy, jak się słucha tych jego kazań, wypowiedzi, coś czyta, co on napisał [zdarzało mi się, uwierzcie], to wszystko sprowadza się do banałów. inteklektualnie, poznawczo, w sensie wytyczania nowych kierunków, prowokowania do dyskusji na miare wyzwań epoki i nadchodzacych lat - miałkie toto jest i było. a jako człowiek... szołmen, na pewno umiał nawiązać kontakt z publiką. tylko, czy to świadectwo osobowości posiadania ? parę haseł do, i tak omdlewającego z uwielbienia dla idola, tłumu... tu nie trzeba mieć osobowości. michael jackson czy bono każą tłumowi powtarzać "ye ye hey hey" i oni reagują dokładnie tak samo. bo mają do czynienia z kimś wykreowanym na idiola, bo podziwiają idolowe wyczyny albo ten medialny image, który kupili z jakichś względów.

                      słowo, i serio, żadnej osobowości nie dostrzegam w tej postaci...
            • barbasia1 Re: Instynkt i Siostra Jackie/casablanca driver/w 17.04.11, 13:52
              > w 2 puścili "casablanca driver", dobrze podpatrzona i dobrze zastosowana alleno
              > wska forma [fikcyjny, fabulrayzowany biograficzny dokument], ale już humor i ab
              > surd jednak nie z tej półki; taki francuskojęzyczny woody dla ubogich;

              Niełatwo mistrzowi dorównać.

              Facjata Nicholsona, bardzo pasowała do roli Will(kołak)a Randalla w "Wilku". :)

        • pepsic Niepokonani 16.04.11, 14:15
          Kinomaniakowi (Artur Pietras z TV4) Niepokonani się podobają, ponoć oddaje klimat, a ja zazwyczaj podzielam jego gusty. Pierwowzór bohatera (nie jest nim autor powieści Sławomir Rawicz) żyje sobie w Anglii w wieku 90 lat. Podobno jest to najbardziej znana i czytana polska książka na świecie ( 25 mln liczy nakład), zaraz potem plasuje się Lem.
          • pepsic Re: Niepokonani 16.04.11, 14:18
            Dopiero teraz zobaczyłam, że Barbasia zalinkowała sporo w temacie (powyżej).
            • barbasia1 Re: Niepokonani 16.04.11, 23:31
              Cenne uzupełnienia, Pepsic! :)

              /Co się człowiek nalata, znazałatwia, nasprząta (po zimie) przed świętami .../

              • pepsic Re: Niepokonani 17.04.11, 20:25
                Nie powiedziałabym:( Z tym 25 mln-owym nakładem kinomaniak musiał się pomylić ew. ja źle usłyszałam.
    • grek.grek sobotnie resume;"spirala życia i śmierci', spojl. 17.04.11, 14:25
      skusiłem się wczoraj na ten film i żałuję łokrutnie.

      tvp - "hannibal. rising" - widziałem, niestety; jeden z licznych filmów, które nie powinny były zostać nigdy nakręcone. z tą róznica,że ten nie powinien zostać nakręcony bardzoej od innych.
      nie zdecydowałem się na drugi raz.
      tvn - "glina z beverly hills" - eddie murphy, zawodowy soundtrack, rześka, lekka zabawa w najlepszym guście. problem w tym, ze miałem ten film na tasmie kiedyś, jako początkujący w temacie filmowym smark, jednej z pierwszych kupionych na bazarku, podówczas - obejrzałem go z tysiąc razy, aż taśma się popsuła i nic nie było widać. no ile można powtarzać... ;] nie zdecydowałem się.
      no to polsat został dla kinomana sobotnim wieczorem.

      i też nie odpalił. "spirala" się nieźle zaczyna : gośc ma takie jazdy, ze atakuje go, niby we śnie, jakaś mara przypominająca zamgloną postać ludzką pociągniętą czarną plakatówką, ze szczypcami zamiast rąk. i zabija go tymi szczypcami. a potem gość się budzi i jest w innym śnie, w którym jest kimś zupełnie innym [najpierw jest hokeistą, później pracownikiem biura, później taksówkarzem i cholera wie, kim jeszcze], ale za to spotyka postaci z poprzednich snów, w tym dwie dziewczyny - jedną brunetkę i jedną blondynkę. i tak w kółko. kiedy zcazynają mu się wspomnienia z poprzednich snów [?], wcieleń [?] nakładać na siebie, gośc zaczyna zadawać sobie pytania. a ja razem z nim. czy to sen, czy real z którego się budzi, w iluśtam odsłonach rzeczywistości alternatywnych ? i dlaczego tak się dzieje ? tak kombinowałem, że o tym będzie ten film. reklama. jem. czekam na to, co po reklamie, z wiarą, ze się rozkręci w ciekawym kierunku.

      płonna nadzieja. po reklamie się okazuje, za sprawą jakiegoś pojawionego deus ex machina starszego gościa, ze bohater jest igraszką w ręku duchów, które nie są normalnymi duchami, tylko duchami ćpunami, które odlatują za pomocą wciągania nosem ludzkiego strachu przed śmiercią. i bohater jest jedną z ich ofiar. może się z tego wygrzebać, ale musi zacząć ćpać, jak i one, czyli zabijać. wampirczny dylemat. niestety, bardzo upraszczający to, co wydawało się, że może byc choć ciut bardziej skomplikowane i oryginalne. do tego, niezbyt interesujące efekty specjalne. bohaterowi nie uśmiecha się taki los w zaświatach, jaki jest mu proponowany, więc ucieka przed tymi duchami bez przerwy i ciągle na nowo umiera, aż wreszcie co za dużo, to i świnia nie zmiele i znienacka pojawia się szansa na pozytywne rozwiązanie, bez wchodzenia w buty ćpuna, nawet jesli próbują go te duchy torturować za pomocą igły końskiej - jeszcze bardziej znienacka się okazuje, że bohater może wygrać z jednego powodu : umie dać miłość i miłość odebrać. czy można bardziej banalnie ? bohater akurat jest w posiadaniu obiektu uczuc - blondynki, więc wpada na koncept, że przyćpa sobie, aby się wzmocnić do rozprawy z duchami, a że miłość go uratuje i oczyście, to jak już im nakopie rzuci się w ramiona uczuć i zwycięży ostatecznie, powstrzyma codzienny kołowrót przemian z powodu własnej śmierci. no i udaje mu się, co znów jest okraszone serią efektów specjalnych, jakich król ćwieczek by się nie powstydził. a potem zyli długo i szczęśliwie.

      słowem - rozczarowanie :]
      • barbasia1 Re: sobotnie resume;"spirala życia i śmierci', sp 17.04.11, 16:54
        Jednym słowem kochaj albo giń (i wegetuj w zaświatach jako duch ćpun).
        Nie no, podoba mi się! ;)))

        > tvn - "glina z beverly hills" - [...] obejrzałem go z tysiąc razy, aż taśma się popsuła i nic n
        > ie było widać.

        He,he. No proszę, jakie interesujące wspomnienie! :)
        Bardzo lubię "Gliniarza ..." , to jedna z najlepszych komedii Eddiego Murphiego, już to chyba kiedyś mówiłam.

        www.youtube.com/watch?v=jehCpeVB50g
        Muzykę do "Gliniarza ..." skomponował Danny Elfman (ulubiony kompozytor Tima Burtona).
    • barbasia1 Młody Adam na Polsacie wczoraj 18.04.11, 15:28
      ogladał ktoś do końca, Greku oglądałeś możesz dopowiedzieć? Naprawdę dobry film, po trosze thriller, po trosze dramat psychologiczny. Estetycznie nie za ładny, surowy, szorstki, bardzo realistyczny.
      W głównych rolach m.in. Evan McGregor (fantastyczna rola!) jako niespełniony młody pisarz, włóczega, który zatrudnia się na szkockiej barce rzecznej przewożącje towary, której właścicielką jest małżenstwo, w roli żony, a potem namiętnej kochanki przystojnego włóczegi jest Tilda Swinton. Tyle w skrócie... :)
      • grek.grek Re: Młody Adam na Polsacie wczoraj 18.04.11, 15:45
        tak ! :]

        oglądałem do końca, znam zakończenie, wszystko wiem... tylko jeden mały problem jest - przestarajany miałem dziisaj nadajnik internetowy, byłem odcięty od sieci, nie wiem zatem, czy się wyrobię z róznymi rzeczami i czy dzisiaj dam radę napisać spojler, ew. dokończyć to co Ty/Wy nie daliście rady zobaczyć. jutro - jak najbardziej, o ile nie zajdą znowu jakieś nieprzewidziane komplikacje. a jesli zajdą - no to... pojutrze :] itd, aż do pozytywnego finału. orajt, bez wisielczego humoru - postaram się dziś lub jutro. stay tuned :]
        • barbasia1 Re: Młody Adam na Polsacie wczoraj 18.04.11, 15:56
          Super! Super! Super! :)))
          Czułam, że nie przegapisz takiego interesującego już w samej zapowiedzi gazetowej (dodatek TV do GW) filmu (w ferowrze walki wczoraj zapomniałam na śmierć wspomnieć o tym filmie na forum, przypomniało mi się dopiero późno wieczorem)

          Spokojnie jak na wojnie! :) Nie ma pośpiechu! :)
        • barbasia1 Re: Młody Adam na Polsacie wczoraj 18.04.11, 16:10
          Oglądałam film od momentu, kiedy mąż Elle odkrywa jej romans z Joem i odchodzi (bo barka należy do Elle), stery na barce przejmuje Joe...

          Mam prośbę ,Greku, opowiedz proszę, ten film od początku, spóźniłam się kilka minut , nie wiem jak Joe trafił na barkę !??

          Dla porządku dodam, że film jest ekranizacją powieści szkockiego bitnika, pisarza beat generation Alexandra Trocchi'ego.

          Tu kilka słów o samym pisarzu (kótrego, przyznam, nie zanałam wcześniej) :

          "Życie i twórczość Alexandra Trocchi'ego
          Jego życiorys przypomina scenariusz filmu. "Artysta przeklęty", wieloletni heroinista, imał się różnych zajęć, by przeżyć, ale nigdy nie utracił umiejętności tworzenia silnych postaci. Żył w takim samym stylu, jak pisał, tak że jego życie stało się sztuką. Szkot, po ojcu pół-Włoch, od dzieciństwa robił wszystko, by wywracać do góry nogami normy społeczne. Pisarz Terry Southern nazwał go "Kwintesencją Bohemy:. Leonard Cohen, przyjaciel Trocchi`ego, mówi: "Widział siebie jako działacza światowej rewolucji, która zdetronizuje przestarzały sposób odczuwania i ustanowi nowy: bliższy sercu".

          W latach 50-tych Trocchi wydawał awangardowy magazyn Merlin, do którego pisali Jean-Paul Sartre, Samuel Beckett i Jean Genet. Gdy przeniósł się do Nowego Jorku, wpadł w nałóg i zamieszkał na barce. Pisał pornograficzne teksty i stręczył swoją żonę, by zarobić na narkotyki, którym przypisywał niebiańskie wręcz działanie. Co zdumiewające, nadal był w stanie pisać. Wydał wtedy dwie klasyczne bitnikowskie powieści "Młody Adam" i pół-autobiograficzną "Księgę Kaina" ("Cain's Book"). Ale jak wspominają jego przyjaciele, "Pisanie interesowało go tylko jako źródło dochodu, przeznaczanego w całości na heroinę. Wydał nawet pornograficzną wersję "Młodego Adama". Prostytuował własną twórczość. Zmarł w 1984 roku na zapalenie płuc. Mimo daleko posuniętej degradacji społecznej do końca pozostał twórczy. Jego życie było eksperymentem. Budził odrazę i fascynację."

          www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=11147&sekcja=2

          • grek.grek Młody Adam/spojler 18.04.11, 18:35
            orajt, no to od początku :]

            nie wiadomo, jak Joe trafił na barkę Elle i Lestera. zapewne się zatrudnił do pracy, po prostu.
            pracuje tam. mieszka razem z nimi. oni mają kilkuletniego syna.

            Joe wdaje się w romans z Elle, której Les całkowicie nie pociąga, tak jak starszy facet o wyglądzie niechlujnego, wyliniałego wilka morskiego, którego ulubioną rozrywkę po-pracy jest piwo w barze, nie pociąga młodszej, prostackiej i pozbawionej choćby grama sekspilu, ale jednak potrzebującej swojej porcji ciepła kobiety. a jak jeszcze obok jest młodszy o, na oko, 20 lat chłopak, no to już w ogóle wiadomo, co się musi stać. romans się rozkręca w najlepsze. Les nie wie ? nie domyśla się, co się dzieje na barce, kiedy raz po raz Joe wymawia się od piwka po robocie, a woli wrócić
            do domu ?

            whatever, bo akcja się zaczyna od momentu, kiedy Les i Joe znajdują trupa dziewczyny, pływającego w wodzie. oddają go na policję, ta wszczyna śledztwo w sprawie takiej oto : w jaki sposób ten trup stał się trupem, i czy ktoś się do tego przyczynił.

            Joe jest dość ciekawym typem. takim tajemniczym. przez 99 % czasu, który spędza na ekranie pali papierosa, patrzy na świat i ludzi, ma seks, albo się zastanawia nad czymś. przez 1 % czasy mówi, zwykle mało wartościowe i niespecjalnie wnoszące wiele do akcji słowa.

            zabawa rusza na dobre, w momencie gdy pojawiają się kolejne retrospekcje - wynika z nich, że Joe znał tę dziewczynę, której trupa wyłowił z Lesem. to była jego kochanka. stopniowo wyłania się z tych flashacków/fleszbeków historia ich romansu : było fajnie, miło, poznali się na plaży, zaraz szast prast się skonsumowali, a potem konsumowali przez okrągły rok, w trakcie którego ona pracowała, a Joe dzielnie spełnić się literacko. bezskutecznie. w końcu jej się zaczęło to nie podobać : ja nas utrzymuję, a ty przez rok tej swojej ksiązki nie napisałeś. na to on jej robi karczemną awanturę, poniewiera ją w kisielu, który samodzielnie zrobił, a która to czynność wiekopomna nie wywarła na niej odpowiedniego wrażenia, poprawia keczupem, dorzuca jakąś mąkę i tak ustrojoną panną konsumuje w pozycji ty-przodem-a-ja-tuż-za-tobą ;]

            a potem ona zachodzi. w ciążę. mówi mu o tym tuż po seksie na nabrzeżu. on na to, ze da jej kasę na załatwienie sprawy. ona na to, że by wolała się raczej, razem z nim ustattkować. on na to, ze nie ma mowy, że się do takiego życia nie nadaje, więc jesli ona nie chce, to on odchodzi. ona za nim, próbując go zatrzymać. jest ciemno. panna stawia nierówny krok i próbując złapać go za rękaw - buch do wody. i tonie. Joe nie robi nic. nie rzuca się jej na pomoc... mimo, ze umie pływać [w jedenj ze scen brawurowo ratuje z wody syna Lesa i Elle, który wypadł za burtę]. pozbywa się śladów, ciuchów, nawet maszyny do pisania własnej. zostawia sobie tylko lusterko z grawerunkiem, sobie dedykowanym, od dziewczyny.

            i teraz. Les odkrywa romans Joe i Elle. odchodzi. tak, jak napisałas, Barbasiu.
            teraz Joe robi za podnóżek dla niesympatycznej, opryskliwej Elle. niespecjalnie mu się to chyab widzi, ale pali papierosy, zastanawia się, jak to on - nie daje po sobie poznać.

            wdaje się w romans z siostrą, czy kuzynką ?, Elle. Elle zezwala im, z niewinnym uśmiechem, pójść do kina... czyż nie wie, że on nie odmówi siostrze-kuzynce ? musi to wiedzieć. a jednak zezwala. bo jej na nim nie zależy. zresztą... temu małemu, synowi, cała sytuacja się jakoś nie podoba. podgląania mamusi z gachem seksujących w kajucie obok, to mała rekompensata za zaburzone dzieciństwo. wkrótce Elle zaczyna na powrót spotykać się z Lesem...

            Joe zastanawia się, pali papierosy, patrzy na świat i ludzi...nie ma problemu z odejściem. robi to nawet z ulgą. nie nadaje się do bycia ojczymem, partnerem, robolem pod butem babskim. znajduje nową kwaterę. u małzeństwa pewnego. już pierwszego dnia mąz [ tam był wilk morski przechodzny, tutaj jest kartofel męski ] idzie na nocną zmianę, zostawia żonę z młodziakiem i ofk kończy się to automatycznie w łózku. kobiety chcą romansu, Joe im nie odmawia...

            zaczyna się proces faceta oskarżonego o zabójstwo dziewczyny wyłowionej z wody, eks-kochanki Joe. dowodów bezpośrednich na to, że facet to zrobił nie ma [my wiemy, jak było], ale są poszlaki. jakieś odciski palców, motywy [romans, a facet jest żonaty] etc. Joe przychodzi do sądu na kolejne posiedzenia. oskarżony z dnia na dzień coraz głębiej jest pogrążany. Joe zna prawdę. szarpie się [paląc papierosy, patrząc na świat i ludzi, zastanawiając się...] : powiedzieć to policji, czy nie ? uratować chłopa czy nie ? boi sie, że tamtego może i uratuje, ale sam siebie pogrązy - tak jak oskarzonemu nikt nie daje wiary, że tego nie zrobił [my wiemy, że nie zrobił, tym bardziej gość budzi współczucie i wiemy, co czuje Joe], tak relacji Joe, że to był wypadek, dać wiary nikt nie musi.

            Joe próbuje ratować człowieka za pomocą animowego listu, w którym wyjaśnia wszystko i usprawiedliwia się, że nie zgłasza się imiennie, bo się boi właśnie tego,co powyżej - że też mu nie uwierzą. podrzuca list. na nic... wyrok brzmi - winny. kara : czapa. Joe jest zdruzgotany. siedzi sam w sali sądowej, którą wszyscy opuścili...

            a potem Joe przychodzi na nabrzeże, na miejsce, gdzie zdarzył się tamten wypadek. wyrzuca do wody lusterko, pamiątkę po dziewczynie-topielcu. i odchodzi. z tym samym wyrazem twarzy, co przez cały film.
            koniec.

            wspomniałaś już tildę Swinton [elle]. ja dodam tylko, dla porządku,że Joe'ego gra Ewan mc Gregor. ja się podśmiewałem trochę, ale gra naprawdę świetnie [tilda zresztą też], mową ciała wyraża całe nagromadzenie w Joe'em rozmaitych uczuć i refleksji. od obojętności po prawdziwą bitwę ze sobą samym w końcówce, kiedy stają przed nim dylematy z najwyższej półki etycznej. Ewan gra oczyma. nienznacznymi zmianami na twarzy. dlatego nie można go przestać obserwować, szukając na jego gębofonie oznak reakcji na kolejne wydarzenia, jakie go spotykają. i one są własnie tam, gdzie trzeba. w oczach. bardzo dobra rola. oboje byli zresztą świetni. tilda naprawdę rewelacyjnie odpychająca i nieatrakcyjna :]
            • pepsic Re: Młody Adam/spojler 18.04.11, 19:20
              Chyba czytacie w moich myślach, też po cichutku liczyłam na dopowiedzenie, a tu niespodzianka:) Jestem pod dużym wrażeniem. Film bardzo mi się podobał i Mc Gregor wydał nader interesujący.
              Do kina etc. poszedł ze świeżo owdowiałą siostra Elle, która wcale nie była zachwycona randką, po powrocie odepchnęła go.
              Ps. No właśnie, nikt, nic. Przypadkiem się natknęłam i siedziałam, jak zamurowana, niestety nie mogłam do końca, widzę, że dużo nie brakło.
              Dziękuję Grek.
              • grek.grek Re: Młody Adam/spojler 19.04.11, 13:19
                o, drobiazg :]

                btw, nie ma to jak dobre zestrojenie treści z okolicznościami przyrody. szkocja, czy to miejsce które za szkocję miało tutaj robić - sporo wniosło, imo, w uplastycznieniu całej akcji, dobry kontekst stanowiło.
            • barbasia1 Re: Młody Adam/spojler 19.04.11, 14:16
              Tradycyjnie, dzięki Ci! Jeszcze wczoraj dałeś radę! :)))

              >tilda naprawdę rewelacyjnie odpychająca i nieatrakcyjna :]

              Wiesz, byłam strasznie ciekawa, jak odebrałeś Tildę (a Ty Pepsic, jak ją odebrałaś?).

              Mnie też się wydała się odpychająca i nieatrakcyjna (doskonalły wybóbr aktorki do roli Elle) , a jednocześnie w niektorych scenach imo emanowała seksualnością, wydawała mi się nawet ładna np. w scenie, kiedy leżą z Joem w łóżku, ona zaumieniona po upojnym seksie patrzy na niego, on na nią ...

              cdn.!!!
              • pepsic Re: Młody Adam/spojler 20.04.11, 12:43
                W moich oczach Ella jest przeciętną kobietą, to prawda, mało apetyczną, nie potrafiącą okazywać uczuć i częściowo ich pozbawioną, która w monotonnej, szarej codzienności spotyka księcia na białym koni, która w nowym związku nie znajduje nic poza fizycznością, w efekcie czego docenia "przechodzonego wilka morskiego".
                • barbasia1 Re: Młody Adam/spojler 20.04.11, 21:40
                  pepsic napisała:

                  DOSKONAŁE podsumowanie, Pepsic! :)

          • grek.grek Re: Młody Adam na Polsacie wczoraj 19.04.11, 13:16
            dzięki, że dołączyłaś tę notatkę o niejakim Trocchim. zaiste, interesująca. hehe, ja też pierwsze słyszę, to nazwisko :]
            • barbasia1 Re: Młody Adam na Polsacie wczoraj 19.04.11, 14:27
              :)

              Ta krótka sporo mówi o stylu bycia, życia bitników, stylu, można powiedzieć, całkowicie straceniczym ...

              Bitnicy byli prehipisami, przygotowali, jak czytałam, grunt pod rewoliucje kulturową i obyczajową, jak nastąpiła na szeroką skalę w latach 60.
              • grek.grek Re: Młody Adam na Polsacie wczoraj 19.04.11, 15:28
                zdecydowanie. wiele też mówi o momencie historycznym/społecznym, w którym się pojawili.
                • barbasia1 Re: Młody Adam na Polsacie wczoraj 19.04.11, 16:36
                  A właśnie. Nieco więcej o momencie historycznym/ społecznym, w którym się pojawili bitnicy i o nich samych, o ich ekscesach można przeczytać w artykule Jerzego Jarniewicza w GW, który poświecony jest, najważniejszemu dziełu literackiemu pokolenia bitników, książce "W drodze" amerykańskiego pisarza beat generaiton Jacka Kerouaca.

                  wyborcza.pl/1,75517,2737447.html
                  Fragment z tego artykułu:
                  "Z komunistami, domniemanymi i autentycznymi, próbowała się uporać niesławnej pamięci komisja senatora MacCarthy'ego. Gorzej było z bitnikami, nieformalną grupą młodych ludzi, którzy w latach 40. i 50. podważyli najświętsze zasady mieszczańskiej Ameryki. Porządni obywatele tego supermocarstwa z przerażeniem dowiadywali się, że bitnicy, których awangardę stanowiła czwórka zaprzysiężonych wrogów publicznych - Allen Ginsberg, William S. Burroughs, Jack Kerouac i Neal Cassady - oddają się narkotycznym, alkoholowym i seksualnym ekscesom, uprawiają polityczną dywersję i sieją nienawiść do Ameryki.

                  To prawda, że bitnicy nie zostawiali na Ameryce suchej nitki, ale łączyło ich z nią uczucie podszyte nieskrywanym uwielbieniem. "Ameryko, oddałem tobie wszystko i teraz jestem niczym" - pisał Ginsberg w głośnym wierszu, by za chwilę dodać bez żenady: "Pieprz się swoją bombą atomową".


                  Więcej... wyborcza.pl/1,75517,2737447.html#ixzz1JynyRktz

                • barbasia1 Dziś w TVP2 film "Pierwsza strona" godz. 23.55 19.04.11, 16:43
                  "("Shattered Glass") to oparta na faktach historia Stephena Glassa, który w latach 1995-98 zasłynął jako młody błyskotliwy dziennikarz, publikujący w takich pismach "New Republic" czy "Rolling Stone". Traktowany jako objawienie współczesnego dziennikarstwa szybko spadł z piedestału kiedy okazało się, że większość jego wywiadów i tekstów była fabrykowana, a przytaczane fakty - zmyślone."

                  Słyszałam o tej historii swego czasu, może być ciekawie!
                  Tylko pora beznadziejna!
                  • grek.grek Re: Dziś w TVP2 film "Pierwsza strona" godz. 23.5 20.04.11, 11:13
                    dobra [pewnie jak dla kogo, hehe] informacja jest taka, że nagrałem to wczoraj.
                    obejrzę - napiszę coś; po staremu ;]

                    na moment suplementując pow. wątek o kościelnej powściągliwości wobec filmów/książek prowokacyjnych...
                    tu się ciekawa historia rozgrywa, i rozgrywać będzie, bo - z tekstu wynika - ksiązka juz hula, a na szybkiego szykują ekranizację :
                    www.rp.pl/artykul/9131,645731-Mesjasz-swiata-rozrywki.html
                    • barbasia1 Re: Dziś w TVP2 film "Pierwsza strona" godz. 23.5 20.04.11, 20:51
                      >nagrałem to wczoraj.
                      > obejrzę - napiszę coś; po staremu ;]

                      To bardzo dobra informacja, Greku! :))))))))
                      Czekam!

                      "Zdaniem Bruce'a Jezus za życia nie stworzył silnego ruchu wyznawców i nie został ukrzyżowany jako niebezpieczny duchowy przywódca. Był niepiśmiennym stolarzem, którego aresztowano i zabito z powodu nieznanej i błahej sprawy.
                      Wszystko inne – mówi Bruce – to mit stworzony przez ruch po-Jezusowy i czterech ewangelistów, którzy spisali dzieje Jezusa jak spece od promocji: chcieli się przypodobać rzymskiej władzy, oczernić Żydów i zapewnić chrześcijanom dobry wizerunek."

                      Jezus nijakim, niecharyzmatycznym człowieczkiem, wykreowanym na duchowego przywódcę, dopiero przez "speców od promocji"czterech ewangelistów!?? Brzmi słabo, słabo! Komplenie nieprzekonująco, imo.

                      Równie kontowersyjne (dla katolików) ale ,imo, o wiele bardziej interesujące tezy na temat Jezusa wysunął znacznie wczesniej w swoich książkach (m.in. "Historyczny Jezus", “Kto zabił Jezusa”, wydanych u nas przez wyd. Książka i Wiedza, pierwsza w 1997 roku, druga w 1998r. ) John Dominic Crossan bilblista, były mnich i kapłan, profesor na uniwesytecie w Chicago.

                      Według niego (podaje za wiki) "Jesus was a healer and man of great wisdom and courage who taught a message of inclusiveness, tolerance, and liberation. "His strategy . . . was the combination of free healing and common eating . . . that negated the hierarchical and patronal normalcies of Jewish religion and Roman power . . . He was neither broker nor mediator but . . . the announcer that neither should exist between humanity and divinity or humanity and itself."[3]
                      en.wikipedia.org/wiki/John_Dominic_Crossan
                      Na temat powodów dla jakich skazano, wg. Crossana, Jezusa na śmierć, (z informacji od wydawcy:/)

                      Crossan "opierając się na wynikach badań w zakresie biblistyki, antropologii, socjologii i historii starożytnej wykazuje, że to nie Żydzi, lecz władze rzymskie osądziły i ukrzyżowały Jezusa jako burzyciela istniejącego porządku."
                      merlin.pl/Kto-zabil-Jezusa-Korzenie-antysemityzmu-w-ewangelicznych-relacjach-o-smierci-Jezusa_John/browse/product/1,25161.html
                      Oczywiście te dyskusyjne tezy Crossana są sprzeczne z nauką KK, dlatego jego książki nie są przez kościół uznawane.

                      PeeS
                      Do książki Crossana, do informacji na jej oraz autora temat (bo samej nie czytałam, czego bardzo żałuję) dotarłam przygotowując się do napisania postu w ramach naszej, Greku, szalenie ciekawej dyskusji pofilmowej, po emisji "Przylądku strachu" thrillera z Robertem De Niro (ostatecznie, jak (nie)pamiętasz nie napisałam tego postu, ale gdzieś tam w pamięci tkwi on jeszcze przygnieciony innymi nienapisanymi odpowiedziami na różne komentarze :/)


                      Yiruma -
                      www.youtube.com/watch?v=tHZxfJjtIUA&feature=related
                      I jeszcze na dobranoc kołysanka znana:
                      www.youtube.com/watch?v=ZOqUFqF_ZwM&feature=related
                      • grek.grek Re: Dziś w TVP2 film "Pierwsza strona" godz. 23.5 21.04.11, 14:11
                        "brzmi słabo" - kto wie... ;] może własnie tak jest, oraz - było, wykorzystano prostego człowieka do stworzenia, w efekcie - organizacji zajmującej się wyzyskiem ludzi naiwnych, ale i ludzi dobrodusznych. rzecz jest zastanawiająca i takie spekulacje są racjonalne. marketing polityczno-religijny wówczas ? czemu nie. takie same dobre do tego czasy, co dzisiaj. tyle że dzisiaj globalna komunikacja działa lepiej ;] i kanały są bardziej nośne. i - zwróć uwagę : takiego dzieła jak Biblia, czy legendy o Jezusie już by nie chwyciły...

                        crossan tez ciekawy :]

                        a tak, btw, to już nawet nikt nie udaje...święta wielkanocne za chwilę, a w mediach reklamy, których odczytanie jest jasne "kiełbasa i jaja na stole = istota przeżywania świąt", no i jeszcze śmigus-dyngus plus parę wywiadów z opasłymi klechami, utuczonymi na ludzkich marzeniach i tęsknotach albo tepym hołdowaniu tradycji.

                        moja chata skraja, w tej sprawie, ale samą żenadę i degradację widzę aż nazbyt jaskrawo, jaskrawiej nizbym może nawet chciał.
                        • barbasia1 Re: Dziś w TVP2 film "Pierwsza strona" godz. 23.5 21.04.11, 23:58
                          Hard day tudej, odpowiem jutro, bo to hard temat ...
                          Pozdrówka, dobrej nocy! :)

                          /Podsłuchiwałam jednym uchem rozmowy w "Po zmierzchu" .../
                        • pepsic Re: Dziś w TVP2 film "Pierwsza strona" godz. 23.5 22.04.11, 20:02
                          Podobnie postrzegam te świąteczno-konsumpcyjne krzątaniny pełne pustych wielkanocnych sloganów, gdzie liczy się mieć, a nie być, choć z drugiej strony rozumiem, że są powinności, oczekiwania i tak to się nakręca.
                          Ps. W kwestii Billy Eliota również jestem po.
    • barbasia1 "Siostra Jackie" / "Instynkt" 21.04.11, 23:20
      "Siostra Jackie" zaliczona, "Instynkt" niestety nie ... Czy doszły jakieś nowe wieści na temat Oster?
      • barbasia1 Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 21.04.11, 23:26
        Cytat odcinka (2/3): "Pani mężowi przemieściły się jądra. Damy pani znać jak się znajdą" . :))
        • grek.grek "Siostra Jackie", "billy elliot" na dzisiaj 22.04.11, 14:40
          co tydzień lepszy przypadek - były jelita, teraz jądra... aż się obawiam, co wykombinują w 10 albo 11 odcinku ;]

          bida w ramówce, sytuacje ratuje "billy elliot" w tvp2, 23:00 - kto jeszcze nie miał okazji obejrzeć, bardzo polecam.
          • barbasia1 Re: "Siostra Jackie", "billy elliot" na dzisiaj 22.04.11, 15:11
            grek.grek napisał:

            > co tydzień lepszy przypadek - były jelita, teraz jądra... aż się obawiam, co wy
            > kombinują w 10 albo 11 odcinku ;]

            Ha, ha :)))

            No tak, a po drodze jeszcze palce odcięte ...

            Wędrujące jądra jako odruchowa reakcja na atak drapieżnika - to bardzo interesująca sprawa!? ;) Gdzieś, kiedyś już o tym czytałam ...

            Nawet "Mody na sukces" nie ma w tym tygodniu! :))
            Ciekawe jak wyglada świateczna ramówka, wypatrzyłeś, Greku, już jakieś nowosci, hity? (prawdę mówiąc wiele się nie spodziewam).

            "Billego Elliota" już widziałam...
            :)
            • grek.grek Re: "Siostra Jackie", "billy elliot" na dzisiaj 22.04.11, 15:20
              będę patrzył na bieżąco :] na dziś - jakoś nie widzę nic poza "billym".

              no nic, może jutro czymś zaskoczą, aczkolwiek... rzadko kiedy, w tzw. święta zdarzają się
              miłe niespodzianki. filmy raczej okolicznościowe się pojawiają. albo - bezpieczne. albo - familijne. albo - powtórki bezpiecznych i familijnych :] słowem - nihil novi od lat. ale... zobaczymy, może coś da się obejrzeć.

              a Ty, buszowałaś już po ramówce ? :]
              • barbasia1 Re: "Siostra Jackie", "billy elliot" na dzisiaj 22.04.11, 15:30
                Witaj Greku! :]

                Jeszcze nie , ale mam już od rana Wyborczą z programem, trochę później zabiorę się za przeglądanie ...
                No tak, i dlatego lepiej nie oczekiwac za wiele i potem być miło zaskoczonym, prawda.
                Jeśli już coś ciekawego będzie to raczej w późno w nocy ...Zobaczymy! :)
                • grek.grek Re: "Siostra Jackie", "billy elliot" na dzisiaj 23.04.11, 12:57
                  spojrzałem na dzisiejszy grafik - DNO DNA :] dzieci, psy, księza i symbolika kiełbasiano-jajkowa.
                  • barbasia1 Świątecznie 23.04.11, 16:04
                    grek.grek napisał:

                    > spojrzałem na dzisiejszy grafik - DNO DNA :] dzieci, psy, księza
                    > symbolika kiełbasiano-jajkowa.
                    :))))
                    czyli wszystko po staremu ...

                    A ja coś wypatrzyłam w TVN o 20.00, film "Ile waży koń trojański" Machulskiego w klimatach PRL-u, z brawurowym Więckiewiczem ;) Myślisz, że nie warto oglądać? :)
                    • barbasia1 Re: Świątecznie 23.04.11, 16:08
                      A na Canal+ dziś "Autor widmo"!!!! Zazdościmy okrutnie! :)
                    • maniaczytania Ile wazy kon trojanski 23.04.11, 17:49
                      Ogladajcie, jesli jeszcze nie widzieliscie - calkiem smieszna polska komedia :)))
                      • barbasia1 Re: Ile wazy kon trojanski 24.04.11, 15:09
                        Nawet całkiem przyjemnie się oglądało tę komedię, ale od Machulskiego można by jednak więcej wymagać.
        • pepsic Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 22.04.11, 19:47
          Wstyd się przyznać, ale kompletnie nie załapałam w czym rzecz, znaczy myślałam, że miał tak od zawsze ;)
      • pepsic Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 22.04.11, 19:44
        Barbasiu, nie poratuję cię wiedzą w temacie Instynktu. W tym czasie oglądałam (a nie zamierzałam) "Full Metal Jacket" Stanleya Kubricka, wciągnęłam się zwłaszcza w I część. Rzecz dotyczy szkolenia marines pod dowództwem psychopatycznego sierżanta, które doprowadza do nieodzownej tragedii, II część to Wietnam widziany oczami korespondenta wojennego i udział w krwawej akcji. Film pochodzi z 1987 roku, czego nie odczuwa się wcale. Podejrzewam, że twórcy rosyjskiej "9 kompania" się wzorowali. Ten sam 2 częściowy układ .
        • maniaczytania Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 22.04.11, 20:00
          to ja moge poratowac, ale pewnie nie dzis, moze jutro :)

          Przy okazji na wszelki wypadek wesolych swiat Wam zycze !!!
          • pepsic Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 22.04.11, 20:14
            Dziękuję Maniu:) Przyłączam się do życzeń wraz z załącznikiem i przyznaję bez bicia, zgapiłam z innego forum, nie mogłam się powstrzymać:
            www.jacquielawson.com/preview.asp?cont=1&hdn=0&pv=3139846
            Ps. Barbasiu, znam tę melodię, czy dobrze chodzi mi po głowie, że to jedna z ubiegłorocznych propozycji oskarowych?
            • barbasia1 Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 23.04.11, 09:55
              Dziękuję Maniu, Pepsic i ja życzę Wam i Wszystkim radosnych Świąt Wielkanocnych.
              Odnowienia, odrodzenia!
              ;)

              Pepsic, świetna kartka grająca!!! :))))
              Jeśli chodzi o melodie, to nie jestem pewna, wydaj mi się, że nie, mnie nie brzmi bardzo znajomo!??
              • barbasia1 Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 23.04.11, 09:56
                Greku ,Tobie, w pakiecie życzeniowym przesyłam wirtualnie pyszne czekoladowe zajączko -reniferki_z_zaprzęgu_Świętego_Mikołaja!!! :)))
                • grek.grek Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 23.04.11, 12:59
                  co prawda, ja nie świętuję, z przyczyn subiektywnych, ale za życzenia [i zające ;)] dziękuję Wam ciepło. I, jesli to ma wymiar jakiś minimalnie choćby wartościowy, to i ja Wam życzę najlepiej jak można :]
                  • barbasia1 Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 23.04.11, 15:10
                    Dziękuję Ci sedrecznie! :))) Słowa od nieświetujących, od Ciebie są szczególnie cenne! Już to chyba mówiłam! :)
                    • grek.grek Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 23.04.11, 15:21
                      a, no prawda, niemniej - dobrze usłyszeć dwa razy to samo, kiedy pozytywne, he he :]

                      wiem, co za oknem, i jak się cieszy gawiedź, ale to... banalne takie :]

                      zatem : chlup, na odtrutkę, jak kto chce :
                      ih2.redbubble.net/work.4547165.1.flat,550x550,075,f.athens-in-rain.jpg
                      • barbasia1 Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 23.04.11, 16:59
                        :)))
                        To dobrze, bo bardzo chętnie to powtarzam.

                        > wiem, co za oknem, i jak się cieszy gawiedź, ale to... banalne takie :]

                        He,he!
                        No banalnie, ale mnie też cieszy ta ładna pogoda, bo można się na przejażdżkę rowerową się wybrać /a potem bez wyrzutów sumienia jeść te tradycją nakazane potrawy! ;)/

                        Zdjęcie - ładne miejsce, to chyba jakieś klimaty południowe ( Włochy? Grecja? Włochy? Włochy?), tak?
                        Marzą mi się od dawna, nawet takie deszczowe! :)

                        Jeśli deszczowo - to "Bracka" to też trochę już banalne, ale niech tam, meastro :

                        www.youtube.com/watch?v=Ch925eYmE7s
                        • grek.grek Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 24.04.11, 10:08
                          hehe, to fakt, ale... wiesz - deszcz, chmury, miles na słuchawkach, dobry skręt w dziobie... ;] generalnie : rzecz w balansie przeciwności, w proporcjach zdrowych.

                          to zdjęcie zaułka ateńskiego, więc trafiłaś.

                          "bracka" sie nie starzeje. jako i my nie powinniśmy nigdy ;]
                          • barbasia1 Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 24.04.11, 15:02
                            I wykrakałeś!!!!? ;) U nas pada od rana! :/

                            Skręt, imo, zupełnie niepotrzebny, piękne widoki skutecznie w miły nastrój wprowadzą
                            a jeśli jest się w takim miejscu w miłym towarzystwie, to już zupełnie nic do szczęścia nie jest potrzebne! :)

                            > "bracka" sie nie starzeje. jako i my nie powinniśmy nigdy.
                            Ładne słowa na niedziele wielkanocną, Ojcze Detektorze! :)))

                            > to zdjęcie zaułka ateńskiego, więc trafiłaś.
                            HA! :)

                            >rzecz w balansie przeciwności, w proporcjach zdro
                            > wych.
                            O to-to!

                            • grek.grek Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 24.04.11, 15:09
                              noooo... jak kto woli, hehe; ja podałem wersję z wariantem rozszerzonym ;]

                              ja też mam za oknem lekkie zachmurzenie. mam nadzieję, ze wykrakałem także dla siebie, hehe.

                              • barbasia1 Re: "Siostra Jackie" / "Instynkt" 24.04.11, 15:18
                                grek.grek napisał:

                                > noooo... jak kto woli, hehe; ja podałem wersję z wariantem rozszerzonym ;]

                                Aha!
                                Ha, ha! :))))

                                > ja też mam za oknem lekkie zachmurzenie. mam nadzieję, ze wykrakałem także dla
                                > siebie, hehe.

                                Ha, ha! :)
                                Zdaje się jutro czy pojutrze będzie padać w całej Polsce.
          • barbasia1 "Instynkt" 23.04.11, 16:20
            maniaczytania napisała:

            > to ja moge poratowac, ale pewnie nie dzis, moze jutro :)

            :)
            Świetnie! Za słowo trzymam,
            i oczywiście, nie ma pośpiechu!

            Czy coś nowego wiadomo na temat Oster - to mnie interesuje najbardziej!
            • maniaczytania Re: "Instynkt" 28.04.11, 11:35
              Oj, nie popisalam sie, dzis juz nastepny odcinek :(

              Ale moze jeszcze zdazysz przeczytac Barbasiu :)

              O Oster za duzo nowego sie raczej nie dowiedzielismy, poza tym, ze powialo troche sci-fi. Mloda rzeczniczka byla na wykladzie psychiatry Oster (M. Perchuc w tej roli), wyklad byl o "sawantach", ludziach, ktorzy sa troche dziwni, maja pewne ciekawe zdolnosci np. matematyczne, ale nie do konca radza sobie w "normalnym" zyciu. Hmm, czyzby Oster byla hodowanym sawantem??? Ola chciala potem cos wyciagnac od psychiatry, ale dzielnie sie opieral (o drzwi gabinetu zreszta :))) ).

              Jesli chodzi o przypadek kryminalny - zginela mloda dziewczyna, pracownica jakiegos biura. Znaleziono ja pod mostem. Podejrzanych bylo kilku: jej szef (T. Bednarek), na ktorego miala haka w postaci jego romansu z jej kuzynem (A. Nejman); byly facet - jakis lewy, notowany wielkokrotnie (W. Mecwaldowski); kolezanka z pracy, ktora wskoczyla na jej miejsce (M. Niklinska).

              Dwie fajne sceny - jedna, jak aresztowano postac kreowana przez W. Mecwaldowskiego, pan prokurator ruszyl go przesluchac, aresztant sie zezloscil, zlapal za bron i przylozyl prokuratorowi do glowki. Na to weszla Oster i palnela gadke, ze na zewnatrz czeka oddzial policjantow, a prokuratora wcale im nie bedzie szkoda, bo to jeden z tych gorszych - upierdliwa menda :)))

              Druga - Oster z kolega ida do mieszkania kolezanki ofiary (M. Niklinskiej), jej nie ma w domu, jest za to jej matka (J. Jankowska-Cieslak), ktora zyje w przeswiadczeniu, ze jest podsluchiwana przez kosmitow. Oster chcac obejrzec w spokoju mieszkanie, kaze jej sie nie ruszac, koledze policjantowi kaze powiesic na firankach wieszaki (zeby zaklocaly lacznosc) i pilnowac mu zyrandola, bo tedy nasluchuja :)))

              A final byl taki, ze to byl nieszczesliwy wypadek lub samobojstwo - dziewczyna po klotni z szefem wybiegla z pracy, tam podszedl do niej podkochujacy sie w niej ochroniarz-motocyklista i zaproponowal, ze podwiezie ja do domu. W czasie jazdy ona zdjela kask, a przy przejezdzie przez most nagle go puscila ( a wtedy napatoczyl sie pies, kolega gwaltownie zahamowal i dziewczyna wyleciala).

              • barbasia1 Re: "Instynkt" 28.04.11, 13:21
                Eeenieno, daj spokój! Termin do drugorzędna kwestia, ważne, że są informacje nowe! :) Dzięki!

                Oster sawantką!!? Ech, jakieś to przekombinowane!?? Ale z drugiej strony odbiegające od schematu, od sztampowego rozwiązania, na które stawiałam, że Oster utraciła pamięć na skutek wypadku w akcji!?
                Aczkolwiek sam pomysł by bohaterem uczynić wykazującego niezywkłe zdolności intelektulane sawanta nie jest odkrywczy. Najbardziej chyba znanym filmowym sawantem był bohater "Rain Mana", filmu z 1988 roku Raymon Babbit (w tej roli niezpomniany Dustin Hoffman). Jego postać wzorwana była na Kimie Peeku amerykańskim sawancie, obdarzonym niezwykłymi umiejętnościami. Oglądałam o nim kiedyś dokument w TVP, tu na wiki można co nieco o nim i jego zdolnosciach przeczytać:
                pl.wikipedia.org/wiki/Kim_Peek
                pl.wikipedia.org/wiki/Sawant
                >Ola chciala potem cos wy ciagnac od psychiatry, ale dzielnie sie opieral (o drzwi gabinetu zreszta :)))

                He, he :)

                > [...] Na to weszla Oster i palnela gadke, ze
                > na zewnatrz czeka oddzial policjantow, a prokuratora wcale im nie bedzie szkod
                > a, bo to jeden z tych gorszych - upierdliwa menda :)))

                ha, ha :)
                Dosć ryzykone zagranie, prokurator musiał mieć nietęgą minę! :)
                • maniaczytania Re: "Instynkt" 28.04.11, 13:58
                  barbasia1 napisała:

                  > ha, ha :)
                  > Dosć ryzykone zagranie, prokurator musiał mieć nietęgą minę! :)

                  Zebys wiedziala :) Poszedl pozniej taki bidny do Oli i pyta ja, zeby odpowiedzial, tylko szczerze, czy on naprawde jest upierdliwy ;)))
                  • barbasia1 Re: "Instynkt" 28.04.11, 16:26
                    :)))
    • grek.grek "pierwsza strona', z wtorku;spojler 24.04.11, 09:42
      z braku oferty sięgłem [bo było pod ręką, jakbym musiał wstać, to bym "sięgnął" ;)] do rezerw.
      i na pierwszy rzut "Pierwsza strona", z wtorku ostatniego, którą to proponowała Barbasia.

      widać tvp2 wzięła się za meandry etyki dziennikarskiej, bo to drugi z kolei tytuł, w którym chodzi właśnie o to. ten jest oparty na faktach.

      New Republic, to pismo wypasione, snobistyczne, niszowe i chwalące się tym, że jest w ofercie na pokładzie air force one, czyli że czyta je elita. zarabia się tam mało, robota wesoła nie jest, ale prestiż byczy, więc dostać się do redakcji, to wyróznienie.

      steven glass jest najmłodszym redaktorem NR w historii. całe kolegium pęka ze śmiechu i z uznania podczas jego opowieści, jak to chłopak potrafi się wkręcić na forum Młodych Konserwatystów, które zamienia się w orgię pijacką, jak podszywa się pod fikcyjnego lekarza od ukąszeń ludzkich i analizuje przypadek pogryzienia evandera holyfielda przez mike'a tysona podczas pojedynku bokserskiego, a ciemniaki rózne się na to nabierają itd. powstają z tych narracji barwne i zabawne artykuły, które idą do kolejnych numerów. młody, sympatyczny, utalentowany, ambitny - czego chcieć więcej ? pan perełka.

      no ale do czasu, ofk :] któregoś razu steven pisze art o młodym hakerze, który tak dał się we znaki pewnej wielkiej firmie programistycznej, że aż... dali mu, a konkretnie jej szef - pan simms, bajoński kontrakt za pracę dla nich. w sąsiednim budynku odbywał się zjazd hakerów z całej ameryki, którzy zgotowali chłopakowi owację. a steven przy tym był siedział przy stole negocjacyjnym i notował pilnie, a potem jeszcze wszamał pyszny obiad z rezolutnym hakerem, jego matką i agentem. artykuł trafia do druku.

      i na stolik pewnego dziennikarza z małego pisma internetowego, niejakiego penderberga. facet, wraz z koleżanką, zaczynają drązyć temat i się okazuje, ze w artykule glassa zgadzają się tylko przecinki i kropki. słowem, że jest to kaczka dziennikarska. fake. nabicie ludzi w butlę. nie ma takiej firmy, nie ma agenta, którego podobno młody haker miał, o zjeździe hakerów [dodajmy : na 200 osób] nikt nie słyszał w internecie, a także sam haker jest nieosiągalny w wyszukiwarce i w ogóle nikt nie zna jego pseudonimu [big bad bionic boy].

      sprawa trafia do redakcji NR, która ma właśnie nowego wydawcę. poprzedniego, Michaela - bardzo lubianego i zawsze ujmującego się za dziennikarzami nierzadko atakowanymi za swoje teksty, zastąpił do niedawna członek zespołu - chuck. nie trzeba dodawać, ze zespół krzywo patrzy na tę wymianę. no i to chuck musi wziąc całą historię do weryfikacji.

      i weryfikuje. steven z godną podziwu konsekwencją utrzymuje, że wszystko co napisał jest prawdą, ma notatki, podaje adresy, telefony, strony internetowe należące do bohaterów swojej opowieści. kłopot w tym, ze adresy są lipne, strona internetowa to jakiś naprędce sklecony badziew, zupełnie niegodny wielkiej firmy programistycznej, jej szef coś burka przezz telefon i każe się "odwalić pismakom", a super-haker wsiąkł, podobnie jak jego agent. pendenberg jest przekonany o oszustwie stevena. podczas konfrontacji także do chucka zaczyna docierać, ze najpewniej będzie chryja... albo i już jest.

      nic to, chuck każe stevenowi wsiadać w auto i jadą na "wizję lokalną". na miejscu steven zachowując niezachwianą pewność, ze wie co mówi i że mówi prawdę, oprowadza go po strategicznych miejscach wydarzeń : okazuje się jednak, ze w budynku, w którym miał być zjazd hakerów szef ochrony powiada, ze to niemożliwe, bo w ten akurat dzień tygodnia budynek jest zawsze zamknięty; restauracja, w której steve miał jeść obiad z hakerem i spółką - jest nieczynna w godzinach, które podał on w swoim artykule. dochodzą do tego sprawy czysto techniczne, jak te adresy i postaci, których nie da się sprawdzić i o których nikt ze środowiska nie słyszał...

      w końcu, przyciśnięty do muru i widzący, ze nie ma już czego chronić, steven przyznaje, ze wszystko zmyślił.

      co teraz ? co ma zrobić chuck, który przecież stara się o uznanie zespołu, o zachowanie go w całości ? steven jest lubiany, mogą odejść razem z nim, a on sam może zostać posądzony o gierki wewnętrzne ? wreszcie - co z pismem ? ujawnienie takiej historii może je zrujnować na amen. a i on sam może za to polecieć ze stołka, wszak on był wydawcą tego numeru, to on miał sprawdzić wiarygodność artykułu. on tez jest winien, w jakimś stopniu. czy może więc karać tylko stevena ?

      najpierw chuck zawiesza, a za chwilę po prostu wywala stevena. ten rozpacza "powinieneś mnie bronić !, co z ciebie za wydawca ?", tak się broni mały oszust. bezczelny nieco. kolędują do chucka koledzy stevena, z jego nieoficjalną-sympatią na czele : tłumaczą chłopaka, proszą żeby dał mu szansę, że młody przeprosił, ze tak cięzko pracuje, że raz poszedł "na lewiznę", ze to nauczka będzie i nigdy więcej... steven chodzi i biadoli, ze chuck się na nim odgrywa za to, ze nie przyjął go zbyt mile po tym, jak zwolniono michaela. co jest nieprawdą, bo steven jako pierwszy przyszedł do chucka-wydawcy i zaproponował współpracę i wzajemny kredyt zaufania.
      po wyrzuceniu steven próbuje niemal szantażować chucka emocjonalnie, że sobie coś zrobi. chuck to zbywa szorstko.

      steven goni nawet do michaela, poprzedniego wydawcy, tego co zawsze go bronił w róznych spornych kwesitach. żali się, opowiada, jaka przyszłośc marna może go czekać, szuka wsparcia, ale michael ma do niego tylko jedno pytanie : mnie też kantowałeś ?

      chuck ma gorszy zgryz, kiedy przypomina sobie, że przecież ten art z hakerami, to nie był pierwszy stevena pisany dla NR. zaczyna przeglądać stare numery pisma. ile razy steven oszukał ? zdaje sobie powoli sprawę z tego, ze przyjdzie publicznie przeprosić za całą historię. że trzeba to głośno wyjawić i posypać głowę popiołem. inaczej zrobią to pendenberg i jego świta. tak czy owak : NR dostanie ostro po uszach. pytanie : czy sami zdobędą się na uczciwość i przyznanie do winy.

      po weekendzie przychodzi sądny poniedziałek. tego dnia mają decydować, czy ogłosić publiczne przeprosiny wraz z wyjaśnieniem całej afery. chuck jest przekonany, ze będzie musiał swojej decyzji o tym żeby to zrobić bronić wobec zespołu, który najpewniej go nie poprzez w trosce o własne posady, jako że sprawa grozi upadkiem gazety. mile się rozczarowuje : na stole czeka na niego tekst przyznania się do winy, zredagowany przez zespół,z przeznaczeniem na ową pierwszą stronę najnowszego numeru. i chuck dostaje oklaski za swoje zachowanie. poczucie etyki i szacunku wobec czytelnika wzięło górę nad lojalnością i sympatią wobec fajnego, ale nieuczciwego kolegi i obawą o własne jutro :]

      i przesłuchanie dziennikarskie stevena. "ja będę czytał tytuły twoich artykułów, a ty, jesli są zmyślone, nic nie mów, milczenie oznaczać będzie "tak" - powiada mu chuck i czyta jeden po drugim. steven milczy. a z offu płynie wyjaśnienie, że steven glass sfałszował 27 z 41 swoich artykułów napisanych do NR. po skandalu wrócił na studia prawnicze. michael zginął na wojnie jako korespondent. demaskatorski artykuł pendebnera był kamieniem milowym w dziennikarstwie internetowym. a chuck pisze dla "washington post", zapewne po odejściu z NR. co z NR ? nie wiem, może coś się znajdzie w guglu ;]
      • grek.grek "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 24.04.11, 09:55
        co by tu dodać...

        może to, ze cała akcja rozgrywa się w konwencji opowieści o sobie, jaką snuje sam steven glass podczas pogadanki do młodzieży szkolnej, do której to zostaje zaanonsowany, jako dziennikarz, co to sukces odniósł w swoim ulubionym rzemiośle. dopiero pod koniec okazuje sie, ze było to tylko wyobrażenie stevena siedzącego przed chuckiem i wydawcą pisma pendenberga, podczas końcowej sceny przesłuchania dziennikarskiego.

        przez 90 albo i 98 procent czasu akcja nie wychodzi poza pomieszczenia redakcyjne, czy to NR czy pisma netowego, zasypane papierzyskami boksy redakcyjne, pokoje wydawców i naczelnych, korytarze, toalety nawet miejscami ;] od czasu do czasu kamera wybywa w teren, zwłaszcza z okazji opowiastek stevena i wyprawy jego i chucka w celu weryfikacji prawdziwości całej historii.

        wielkich ról to ja raczej tutaj nie widziałem, tak na własne, kaprawe oczy. ale z ciekawością zawsze, dobra - jak mam okazję, patrzę na aktorstwo petera sarsgaarda. od kiedy przestałem go mylić z innym znanym aktorem, człowiek wydaje się całkiem do rzeczy. ma spory potencjał, ciekawą twarz, nigdy nie wiadomo jaki numer jego postać wywinie. może być fajna, a może być sprzedajna. wymarzony typ fizjonomii do obsadzania nim ról niejednoznacznych, albo trzymania widza w szachu, co do intencji granej postaci. powściągliwy, a zarazem widać, ze może zaraz rzucić deserem o ścianę. jak przystało na nazwisko [nie wiem, czy pochodzenie, bo to amerykański aktor jest] - skandynawska facjata. generalnie : ciekawy aktor.

        • barbasia1 Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 24.04.11, 17:09
          Całkiem interesujący film. Dzięki!

          The New Republik nadal istnieje, ma się chyba dobrze -
          en.wikipedia.org/wiki/The_New_Republic#1990s-present
          Stephena Glassa zdaje się na dobre porzucił karierę dziennikarską, na kilka lat zniknął. Jak podaje wiki, jest obecnie zatrudniony w firmie prawniczej na stanowisku asystenta prawnika!? (że tez firma prawnicza miała odwagę zatrudnić człowieka, który zasłynął z oszustw ). W 2007 roku występował jakimś programie kabaretowym w Los Angeles !?
          en.wikipedia.org/wiki/Stephen_Glass_(reporter)
          A ja pomyliłam sprawy! Nie o sprawie Stevena Glassa słyszłam, ale o podobnej i o wiele głośniejszej, która dotyczyła dziennikarza The New York Timesa, Jaysona Blaira. W ciągu kilku lat pracy Balir zmyślił lub , jeszcze gorzej, splagaitował od innych wiele artykułów.
          en.wikipedia.org/wiki/Jayson_Blair

          >- jak mam okazję, patrzę na aktorstwo Petera Sarsgaarda.

          Aż muszę zobaczyć człowieka )

          www.filmweb.pl/person/Peter+Sarsgaard-2833#picture-6
          • barbasia1 Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 24.04.11, 17:27
            Korekta

            Całkiem interesujący film. Dzięki!

            The New Republik nadal istnieje, ma się chyba dobrze -
            en.wikipedia.org/wiki/The_New_Republic#1990s-present

            Stephen Glass zdaje się na dobre porzucił karierę dziennikarską. Jak podaje wiki, jest obecnie zatrudniony w firmie prawniczej na stanowisku asystenta prawnika!? (że tez firma prawnicza miała odwagę zatrudnić człowieka, który zasłynął z oszustw ). W 2007 roku występował jakimś programie kabaretowym w Los Angeles !?
            en.wikipedia.org/wiki/Stephen_Glass_(reporter)

            A ja pomyliłam sprawy! Nie o sprawie Stephena Glassa słyszłam, ale o podobnej i o wiele głośniejszej, która dotyczyła dziennikarza The New York Timesa, Jaysona Blaira. W ciągu kilku lat pracy Balir zmyślił lub , jeszcze gorzej, splagaitował od innych wiele artykułów.
            en.wikipedia.org/wiki/Jayson_Blair


            >- jak mam okazję, patrzę na aktorstwo Petera Sarsgaarda.

            Aż muszę zobaczyć człowieka )

            www.filmweb.pl/person/Peter+Sarsgaard-2833#picture-6
            • barbasia1 Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 24.04.11, 17:31
              Korekta

              Całkiem interesujący film. Dzięki!

              The New Republik nadal istnieje, ma się chyba dobrze -
              en.wikipedia.org/wiki/The_New_Republic
              Stephen Glass zdaje się na dobre porzucił karierę dziennikarską. Jak podaje wiki, jest obecnie zatrudniony w firmie prawniczej na stanowisku asystenta prawnika!? (że tez firma prawnicza miała odwagę zatrudnić człowieka, który zasłynął z oszustw ). W 2007 roku występował jakimś programie kabaretowym w Los Angeles !?
              en.wikipedia.org/wiki/Stephen_Glass_(reporter)
              A ja pomyliłam sprawy! Nie o sprawie Stephena Glassa słyszłam, ale o podobnej i o wiele głośniejszej, która dotyczyła dziennikarza The New York Timesa, Jaysona Blaira. W ciągu kilku lat pracy Balir zmyślił lub , jeszcze gorzej, splagaitował od innych wiele artykułów.

              pl.wikipedia.org/wiki/Jayson_Blair
              en.wikipedia.org/wiki/Jayson_Blair

              >- jak mam okazję, patrzę na aktorstwo Petera Sarsgaarda.

              Aż muszę zobaczyć człowieka!
              www.filmweb.pl/person/Peter+Sarsgaard-2833#picture-6
              www.filmweb.pl/person/Peter+Sarsgaard-2833#picture-6
              • grek.grek Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 25.04.11, 09:33
                a widzisz : jednak stepHen, nie steVen - jak zwykle musiałem pisać ze słuchu, a nie z gugla albo listy płac filmowej... ech, hehe ;]

                dzięki za pełny research. ciekawa historia, tak w ogóle. generalnie, w filmie jest przyczynkiem do
                pytań o etykę dziennikarską, w pewnym momencie głównym bohaterem staje się Chuck, wydawca i naczelny, który musi podjąć fundamentalną decyzję, która może przynieść nieobliczalne skutki. stephen i jego banialuki schodzą w tło, wyłącznie są powodem dylematów Chucka. w zasadzie, to aż by się prosiło o drugi film, traktujący o samym stephenie, wgryzający się w jego motywacje, aczkolwiek chyba byłby mniej ciekawy, bo facetem, tak się wydaje, kierowała zwykła chęć uatrakcyjnienia swoich pisanek.

                mnie się przypomina sprawa kapuścińskiego, a Tobie ? :] ile może zmyślić reporter/dziennikarz, żeby sprzedać historię ? czy oszustwo się zaczyna od dodania 3 fikcyjnych faktów, czy całość musi być zmyslona ? czy istnieje taka cezura, limit ?

                ja pamiętam, jak "NIE" przepraszało za artykuł o ministrze rządu Platformy, bodaj 2 lata temu. przedstawiający całkowicie fałszywe, jak się okazało, wydarzenia. oszukał ich informator, a oni - identycznie jak w tej sytuacji NR i Glassa - po prostu i do bólu banalnie : nie zasięgneli języka u samego bohatera artykułu, nie sprawdzili faktów. ale od razu, bodaj w pierwszym numerze po całej chryji - wyboldowali wielki akt skruchy na stronie tytułowej, zajmując nim całą szpaltę. o dziwo, zyskali same najlepsze opinie, jako wzór rzetelności dziennikarskiej, ich wiarygodność wzrosła maksymalnie, chociaż zawsze była jak najwyższa. możliwe, że i NR własnie w ten sposób, dzieki takiemu zachowaniu naczelnego, zdobyło jeszcze wyższe poważanie u czytelnikow. a jednocześnie... zawsze pada jakiś cień podejrzenia. czytam artykuł... i nie wiem, czy za tyzień się nie okaże, że to kaczka była. no ale... jednocześnie, zdaję sobie sprawę, ze po wpadce redakcja na pewno dopilnowała sprawdzenia wiarygodności podanych faktów przez swojego dziennikarza. czyli : raczej zysk niż strata :]
                • pepsic Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 25.04.11, 09:48
                  Czy dobrze kojarzę, chodziło o kiełbasę w bagażniku? Do ministra o stalowym uśmiechu akurat miałam słabość;)
                  Ps. Nie czytam "Nie", bo nie da się, czasem rzuci mi się okiem w "Angorze" przedruk.
                  Też uważam, że publicznie przyznanie do błędu jest aktem większej odwagi, w przypadku gazet jest to nieodzowne, wszak idzie o wiarygodność.
                  A propos z innej strony. Nabrali mnie łobuzy w " Polityce" primaprilisowej, w której ukazał się artykuł rzekomo J.Kaczyńskiego, podczas gdy autorem jest ponoć jest Passent.
                  • grek.grek Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 26.04.11, 13:39
                    własnie o to chodziło :] impreza u senatora itd...

                    wydaje się też, ze przyznanie do błędu to rzecz na tyle logiczna i, w tej sytuacji, mogąca
                    skutkować bardzo pozytywnie, wręcz, że decyzja o niej nie musi być obarczona aż takimi
                    dylematami, jakie np. w tym filmie rzeczonym, nurtowały naczelnego redaktora/wydawcę.
                    aczkolwiek, tutaj dosztukowano jeszcze sprawy natury emocjonalnej, towarzyskiej, żeby
                    cały kontekst bardziej skomplikować...

                    hehe, no to powiem Ci, ze i ja się nabrałem :]
                • barbasia1 Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 25.04.11, 15:00
                  > mnie się przypomina sprawa kapuścińskiego, a Tobie ? :]

                  Mnie jakby trochę mniej! ;) Bo w końcu skala przewinień Kapuścińskiego jest nieporównywalnie mniejsza, od tych które mają na sumieniu Stephen Glass i Jayson Blair.
                  (książka o Kapuścińskim napoczęta leży odłogiem!? ://)

                  Oszutwo zaczyna się już od jednego świadomie wprowadzenego zmyślenia, fikcyjnego faktu, psim obowiązkiem reportera jest przedstawianie zdarzeń zgodnie z rzeczywistością, z faktami, z prawdą.

                  Tak, przyznanie się do winy to jedyne wyjście, jeśli dziennikarz, czy gazeta mają być wiarygodne.

                  Prawda przecież i tak prędzej czy później wychodzi na jaw, a wtedy
                  • grek.grek Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 26.04.11, 13:41
                    no właśnie, tylko czy da się w ten sposób mierzyć to oszukaństwo ? ja tylko linijkę zmysliłem, a ty sześc, więc ty jesteś bardziej niefajny ? czy tak się da ? może nie chodzi o ilość i przymierzanie jednego do drugiego, oszustwo to oszustwo i jedno drugiemu jest równe, bez względu na skalę ?
                    • barbasia1 Re: "pierwsza strona', z wtorku;dodatki 28.04.11, 13:33
                      Tak, oszustwo to oszustwo, bez względu na skale. Nawet najdrobniejsze, powoduje , że człowiek/ zwłaszcza dziennikarz traci wiarygodność.

                      Plagiaty, przywłaszczenia, kradzieże cudzych tekstów, pomysłów to już wyjątkowa obrzydliwość. Przekreśla całkowice osobę, która to robi.
    • grek.grek telewizornie na świętoweekend... wyramowały :] 24.04.11, 15:06
      "wyramować", w języku potopcznym : walnąć łbem o beton, zaliczyć zgon, oprawić siebie w ramy.

      tvp, to ma tupet ;]

      jako hit na dziś, ba - hit w ogóle w ramówce weekendoświętobliwej, zapowiadają "kolekcjonera kości". no, pardons... jakim hitem może być film, który wykręcił jakieś 89 tournee po wszystkich możliwych kanałach telewizyjnych w ost. 3 latach ? no jak, hehe ? równie dobrze najstarszą córę koryntu w amsterdamie można nazwywać dziewicą. tak, czy owak, dzisiaj 21:10 w dwójce.

      o 2:00 dwójka daje "thing/coś". nieźle, zważywszy, że za minutę druga wyłączają nadawanie dla gros widzów w kraju. tupet równie duży, co ten pierwszy.

      hiciorem polsatu ma być "titanic" wersja camerona. równie dziewiczy, co hit w publicznej...
      "siedem lat w tybecie" widziałem dośc dawno, jakoś mnie nie zdobył...

      tvn rzuca dobrowe oddziały do boju - seriale i serialiki oraz 9878 szoł pod tytułem "szukamy durniów, którzy wierzą, ze wyjąc jakieś wyliniałe songi przed obliczem żyri zrobią tzw. karierę, a tak naprawdę natrzepią kasy dla stacji tvn z sms-ów słanych przez równie naiwnych widzów, z czego godna część pójdzie na niebiańskie gaże dla tegoż żyri, którego zadanie polega na subiektywnym rzucaniu cienkich tekstów w stronę zestrachanych wykonaFców i wyłonienie zwycięzcy, który i tak zginie marnie w tym biznesie". nie ma co,nadmiar bogactwa to cięzki problem... ;]]

      z tego nadmiaru sięgnę do rezerw i postawię na "światła stadionów", zachomikowane z czwartku ;] - o sporcie, o footballu [nie mylić z piłką nożną], z billy bobem thorntonem.
      jakbyście nie oglądali, to nie uciekniecie - napiszę coś a'propos. już możecie się bać i szykować
      foliowe woreczki, hehe.
      • barbasia1 Re: telewizornie na świętoweekend... wyramowały : 24.04.11, 15:39
        tvn rzuca dobrowe oddziały do boju - seriale i serialiki oraz 9878 szoł pod tyt
        > ułem "szukamy durniów, którzy wierzą, ze wyjąc jakieś wyliniałe songi przed obl
        > iczem żyri zrobią tzw. karierę, a tak naprawdę natrzepią kasy dla stacji tvn z
        > sms-ów słanych przez równie naiwnych widzów, z czego godna część pójdzie na nie
        > biańskie gaże dla tegoż żyri, którego zadanie polega na subiektywnym rzucaniu c
        > ienkich tekstów w stronę zestrachanych wykonaFców i wyłonienie zwycięzcy, który
        > i tak zginie marnie w tym biznesie".

        Ha, ha :)))
        Wszytsko to prawda! :)

        To ja rzucę okiem na pierwsze 20 mimut programu, by juror Wojewódzki zarobił sobie na benzynę do swojego porsze, czy co on tam ma. :)

        "Kolekcjoner kości" na Święta Wielkanocne, obrzydliwość !?

        PeeS
        Dobra wiadomość, Californication seria 4. pojawia się u nas! Zła jest taka, że na razie na hbo. A właśnie! Może ja sobie dziś obejrzę kolejny odcinek przygód Hanka, skoro taka mizeria programowa i "wyramowanie" (u mnie nie jest tak źle, ja mam jeszcze kolejny odcinek "Rancza"!?? :)
      • barbasia1 Re: telewizornie na świętoweekend... wyramowały : 24.04.11, 17:13
        "światła stadionów", zachomikowane z czwartku ;] - o sporcie, o footballu [nie mylić z piłką nożną], z billy bobem thorntonem.
        > jakbyście nie oglądali, to nie uciekniecie - napiszę coś a'propos. już możecie > się bać i >szykować foliowe woreczki, hehe.

        No wiesz! Przecież tylko i wyłącznie z przyjemnością Cię czytamy!!!

        Czekamy zatem na "Światła stadionów". Niech będzie dla odmiany o futbolu amerykańskim.

        Słońce wyszło! :)))
        • grek.grek "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" org. 25.04.11, 09:53
          hehe, orajt, zatem : na dniach.

          skusiłem się wczoraj na "nagi instynkt 2" i zawiodłem. z oryginału nie zostało nic. a nie, od wielkiego dzwonu pojawiający się charakterystyczny motyw muzyczny/dźwiękowy. poza tym, sharon stone wystylizowana ponad miarę, mdły lekarzyna, którego ona uwodzi za pomocą najsłabszych możliwych instrumentów. cała intryga jakaś zamotana, niby ona znowu pisze ksiązkę, on jest jej materiałem na bohatera, we wszystko wkręcony jest policjant, jakaś sprawa z przeszłości. przyznaję, ze od połowy oglądałem połową jednego oka. koniec końców, chłopina wylądował w wariatkowie, aczkolwiek nie wiadomo, czy naprawdę mu się korba przekręciła, czy uciekł w ten sposób od oskarżeń o spowodowanie śmierci, w które ona go wkręciła... musiałbym obejrzeć drugi raz, żeby poskładać całość, ale to zadanie naprawdę niewdzięczne :] erotyka, do tego, kompletnie bez pieprzu, raczej smieszna niż wywołująca rumieńce, takie czy inne. bida. no może, wystawność całej opowieści większa, ale to chyba tylko po to, żeby odwrócić uwagę od cienkiej substancji.

          niektóre filmy nie powinny powstawać. a niektóre z nich bardziej od innych. i właśnie ten powstać w ogóle nigdy nie powinien. oryginał był naprawdę dobry, postać bystrej, atrakcyjnej cynicznej kobiety z osobowością, kręcącej jak baranimi rogami facetami, którzy się nie mogą jej oprzeć; trzymająca w napięciu intryga, w której nic do końca nie wiadomo, duet aktorski w rolach głównych, erotyka która przeszła do historii. było na co popatrzeć, film miał temperament i styl. ten sequel o kant roztłuc :]

          btw, 15:00 dziś "jeszcze dalej niż północ - w Tvp1, francuski film. u żabojadów podobno odniósł wielki sukces, obejrzało go.... dużo dużo bagietkożerców :]. o facecie z wielkiego miasta, który przenosi się w północne tereny kraju i tam zderza się z całkowocie odmiennym stylem życia. podobno bardzo dobrze oddaje róznice kulturowe w samym społeczeństwie francuskim. może coś na kształt róznic między naszymi rubieżami wschodnimi, a częścią zachodnią ? no nic, spotkałem się też z opiniami, ze to świetna komedia, ale... tylko dla francuzów, bo oni wyłącznie są w stanie pewne niuanse i komizm sytuacyjny wymacać, bo dotyczą one zupełnie specyficznych dla tego kraju i społeczeństwa rzeczy. świeża rzecz, z 2008.

          może warto się przekonać samemu ?

          a o 13:00, tez w Tvp1 "sniadanie u tiffany'ego", wersja z audrey hepburn.

          dzień dobrocie dla widza ?

          wieczorem za to nic nie ma, poza żałosną w sumie, bo powtórkową "nikitą" [orydżynal] w
          tvp2. o bardzo przystępnej porze, 23:55. swietny pomysł bessona i zawodowa gra anne parillaud musiały ustąpić pola wybitnemu aktorowi w najwyższej próby sensacyjnej fabule - stevenowi seagalowi w "liberatorze" ;] ja nie wiem, takie absurdy to już chyba tylko można smiechem i machnięciem ręką kwitować. tvp dowodzą dwunożne osły i to jest w tym wszystkim jedynie constans.
          • grek.grek Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 25.04.11, 10:01
            kurfasz barabasz, ale zabrzmiało... ;] muszę : "nikita", to znakomity film, klasyk, historia. "załosny" zaś wyłącznie w kontekście takim, że jest znany i wiele razy powtarzany, a w tzw. święta jest nadawany zamiast jakiejś głośnej nowalijki. coś jak "wróg publiczny" - też świetna sensacja, ale kiedy widzę enty raz ten tytuł w ramówce na inne święta, to tylko, właśnie, żałosne to jest, że któraś tiwi sięga po rzecz tak już sfatygowaną, zamiast dać jej odpocząć kilka lat i wrócić wtedy, kiedy będzie to rzeczywiście fajna sprawą przypomnieć sobie ją, a dla młodej widowni - naprawdę będzie to nowość o której nie słyszeli wcześniej zbyt wiele.
          • pepsic Re: "jeszcze dalej niż północ" 25.04.11, 10:47
            Zgadzam się z opiniami, które przytoczyłeś, dla nas Polaków film nie jest klarowny, podobnie "Samych swoich" obcokrajowiec nie zrozumie, po za tym subtelności związanych z gwarą nie da się perfekcyjnie przetłumaczyć. Sala kinowa nie rechotała w każdym bądź razie, może na początku.
          • barbasia1 Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 25.04.11, 14:04
            > skusiłem się wczoraj na "nagi instynkt 2" i zawiodłem. z oryginału nie zostało
            > nic.
            To to zdaje się w zamierzeniu już tylko skok na kasę widza był!? ;)

            > btw, 15:00 dziś "jeszcze dalej niż północ - w Tvp1, francuski film. u żabojadów
            podobno odniósł wielki sukces, obejrzało go.... dużo dużo bagietkożerców :].

            Ha,ha, jeśli tak to chyba rzucimy okiem na ten film. :)

            • grek.grek Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 26.04.11, 13:42
              no i ? rzuciłaś okiem ? :]

              Pepsic trochę zarysowała możliwy scenariusz odbioru... ja jeszcze nie patrzyłem, nagrałem póki co, więc ciekawem jak Ty/Wy go znaleźliście ?
              • barbasia1 Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 26.04.11, 20:07
                Owszem, owszem rzuciłam okiem na „Jeszcze dalej niż północ” (mimo okrutnej senności i zmęczenia po-świątecznego) i muszę powiedzieć, że to całkiem sympatyczna lekka komedia i nawet całkiem zrozumiała, ale z cała pewnością, tu macie rację Pepsic, Greku, o wiele lepiej muszą się bawić na niej Francuzi, którym kwestie różnic regionalnych w ich kraju, w tym subtelności językowe, wszystkie stereotypy są najbliższe, najbardziej znane.

                Film uderza w stereotypy regionalne i kpi z fałszywych zbiorowych wyobrażeń i krzywdzących uprzedzeń jakie ludzie z południa Francji żywią do tych z północy, obala je.
                Okazuje się , że ludzie z północy Francji, nazywani „cheutimi” , żyją tak jak na południu zupełnie tak samo i na takim samym poziomie jak i na południu, czy w całej Francji, czyli większość w zadbanych uroczych ukwieconych domkach, a nie, jak mówi stereotyp, w biedzie i zrujnowanych osiedlach górczniczych, przypominających meliny, że piją w normie, nie bardziej niż reszta mieszkanców Francji (w stereotypowym wyobrażeniu mieszkańcy północy są skończonymi alkoholikami), że na północy pogoda nie jest aż taka zła, palców na pewno nie można sobie tam odmrozić, a latem można na dwór też bez zimowej kurtki wychodzić, że ludzie są sympatyczni, życzliwi, serdeczni, wręcz z sercem na dłoni(to dlatego obcy, kiedy przyjeżdża na północ płacze dwa razy, drugi raz jak wyjeżdża, ż żalu), skorzy do pomocy (a nie chamscy, nieokrzesani, niewychowani, grubiańscy) i mają bardzo swojskie problemy z kobietami i nadopiekuńczymi matkami!? ;)

                Film imo nie tyle ”oddaje różnice kulturowe w samym społeczeństwie francuskim”, ile pokazuje, że tych różnic prawie nie ma, albo nie są one szczególnie istotne, bo ograniczają się one jedynie do kwestii językowych, czyli nieco innej wymowy niektórych szeregów głosek , nieco innej intonacji zdaniowe, oraz zasobu leksyklanego (ale tylko w pewnym zakresie, bo jak żartobliwie mówi jeden z bohaterów,„cheutimi” „my też czasami mówimy po francusku”; a mówi to kiedy okazuje się, że w gwarze czy dialekcie północnym jakiś wyraz tak samo brzmi jak w dialekcie południowym), które, jak się okazuje, bardzo łatwo można opanować oraz specyficznych regionalnych przysmaków, których nie ma gdzie indziej, a kuchnia jak wiadomo jest tym, co ludzi przyciąga, łączy, a nie dzieli.

                Polecam ten film. :)
                • grek.grek Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 27.04.11, 12:39
                  o, dzięki za tę garść wrażeń, przydadzą się przed projekcją, którą sobie planuję na... na najbliższe dni, powiedzmy ;]

                  czytając, tak mi się jakoś skojarzyło, może mylnie... że w polskich filmach - jakoś w inną stronę idą ambicje i zamierzania : zeby podkreślać róznice regionalne : góralszczyzna, wschodniokresowe mugole, warszawskie cwaniaki i japiszony, krakowskie takie-śmakie itd. ogrywa się raczej stereotypy niż je wygładza i przykrawa do tezy, że "wszedzie żyjemy tak samo, nie róznimy się na pewnym poziomie". a żabojady - proszę bardzo, jakoś inaczej chcą i umieją :]
                  • barbasia1 Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 27.04.11, 13:08
                    :)))
                    Qurcze, chyba za dużo wypaplałam!
                  • barbasia1 Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 27.04.11, 14:26
                    Coś w tym jest, co piszesz, może to rodzaj poświadomego zbiorowego odreagowania po czasach PRL-u, kiedy to odgórnie usiłowano te regionalne różnice zatrzeć, zniwelować, między innymi/zwłaszcza? tu na Górnym Śląsku, np. zakazując używania gwary śląskiej, miesząjąc ludność miejscową z przybyszami z innych regionów, któych kierowano na Śląsk do pracy, do kopalń, czy innych zakładów pracy, zresztą tak też przybyli na Śląsk moi rodzice (osobno) wieku temu. ;)

                  • barbasia1 Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 28.04.11, 16:12
                    Myślę, że ogrywanie stereotpów w filmach, serialach wynika także z tego, że nasze stereotypy regionalne nie są chyba aż tak negatywnie nacechowane jak te francuskie (co pokazywał film "Jeszcze dalej niż północ"), a jeszcze często na wszelki wypadek łamie się ten stereotyp pokazując, że bohater choć wschodniokresowy mugol, uparty osioł, to ma dobre serce i dobry z niego człowiek, więc operownie nimi w filmie nie budzi raczej wielkich kontrowersji.

                    Wyjątkiem był tu chyba tylko serial "Święta wojna", opowiadający o spotkaniu hanysa z gorolem, warszawskim cwaniakiem (sic! ale koniec końców sympatycznym), który mocno oburzył, zdegustował Ślązaków (najbardziej śląski za Ślązaków Kazimierz Kutz miał powiedzieć o nim " Gówno płynące Rawą " , he,he), zarzucano mu bowiem, że, powiela b.negatywny stereotyp Ślązaka jako totalnego nieudacznika, skończonego idioty, jednym słowem dupowatego gupieloka.

                    Tak sobie myślę, te różnice regionalne - językowe, kulturowe w serialach w filmach są często wyzyskiwane w celach humorystycznych.

                    • grek.grek Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 29.04.11, 14:02
                      mozliwe... zawsze jednak, czy to w serialu czy gdzie, polski regionalizm jest oswajany na upartego : z jednej strony chodzi o to, żeby go zachować, a z drugiej trochę ocieplić tylko, czasami, tak jak właśnie piszesz - w sposób protekcjonalny pogłaskać po niskim czole. nie ma próby wydobycia na pierwszy plan normalności i współczesności. jest zawsze próba dodania normalności do ocieplonego, ale wciąż utrzymanego w jednym kawałku, stereotypu.
                      • barbasia1 Re: "jeszcze dalej niż północ" w tvp1/"nikita" or 29.04.11, 16:35
                        >nie ma próby wydobycia na pierwszy plan normal
                        > ności i współczesności.

                        Wydaje mi się, że jednak różnie z tym bywa.
      • pepsic Re: telewizornie na świętoweekend... wyramowały : 25.04.11, 11:07
        TVP Kultura spisała się na medal wczorajszym niderlandzkim komediodramatem "Boso, ale na rowerze". O 13-latku porzuconym przez matkę wychowującym się z ojcem i wujkami prowadzącymi hulaszczy i pasożytniczy tryb życia oraz babcia próbkującą na miarę skromnych możliwości w tym rentowych ratować sytuację. Obejrzałam z przyjemnością, choć drastycznych skutków chlania nie oszczędzono., ale ja oszczędzę. Dużo scen humorystycznych, o smaku mocno gorzkim, ujmujących za serce, mi szczególnie bliskich, kiedy są chęci, a nie wychodzi. Te budujące, wbrew pozorom pozytywne wartości, bo chłopakowi udaje się wyrwać z nieciekawego środowiska, powinno się serwować widzom w wielkanocne wieczory, a nie zapodawać lans jury, o czym Grek powyżej, gdzie poza finałem wszytko jest 100%-ową ustawką.
        • barbasia1 Szapoba TVPKultura ;) 25.04.11, 13:24
          pepsic napisała:
          Te budujące, wbrew
          > pozorom pozytywne wartości, bo chłopakowi udaje się wyrwać z nieciekawego środo
          > wiska, powinno się serwować widzom w wielkanocne wieczory, a nie zapodawać lan
          > s jury, o czym Grek powyżej, gdzie poza finałem wszytko jest 100%-ową ustawką.

          Otóż to!!!

          Dodatek TV do Wyborczej też zachęcał do obejrzenia tego filmu.
          Pepsic napisz, proszę słów kilka, jak się w końcu chłopakowi udało wyrwać z tego patologicznego środowiska?!

          Dodam jeszcze, za Telewizyjną, że film oparty jest na głośnej powieści Dmitra Verhulsta "La Merditude des Choses". a film wyrezyserował "wybitny przedstawiciel belgijskiej Nowej Fali" Felix Groeningen.

          • pepsic "Boso, ale na rowerze" 27.04.11, 14:54
            Happy end nie od razu był oczywisty. Gunter opuszcza dom, gdyż za namową szorstko-życzliwego dyrektora szkoły przenosi do internatu. W wolnych chwilach zajmuje się tym, co zawsze lubił tj. pisaniem do szuflady, nauczyciele, często jako karę zlecali nadobowiązkowe wypracowania, być może dostrzegli talent, tego nie doprecyzowano. Niestety w życiu dorosłym kiepsko mu się wiedzie, trudni się sprzedażą pizzy i kawy w pociągach. Dalej namietnie stuka na maszynie. Dziewczyna, nie kocha jej, zachodzi w ciążę, co od początku budzi jego gwałtowny sprzeciw. W końcu życie zaczyna się mu układać, spotyka miłość życia, podpisuje kontrakt z wydawnictwem, zajmuje się wychowaniem syna częściowo na odległość, ale zawsze to coś i odkrywa uroki rodzicielstwa.
            Ps. Powieść jest autobiografią.
            Znikam na chwilkę podeptać wiosenne szlaki i się naładować :)
            pzdr.
            • barbasia1 Re: "Boso, ale na rowerze" 27.04.11, 16:22
              Dzięki, Pepsic! :)

              Jak to jest , że jednemu uda się wyrwać z patolgogicznej rodziny, a inny sił na to zupełnie nie ma!?

              Znałam, znam rodzinę, ojciec popijał, matka zmarła młodo zostawiając małe dzieci, dwóch synów i córkę (kótra potem też młodo zmarła). Jeden syn, jak ojciec, zaczął popijać, szkołę zawodową tyko skonczył, bumelował, robotę w końcu stracił, rente mu odrebrali, drugi, wykszałcił się na politechnice w stolicy, miał dobrą pracę, dużo zarbiał.
              Obaj założyli rodziny, temu co popijal trafiła się spokojna, zaradna żona z głową na karku, a ten, co się wykształcił spotkał podła jędza nad jędze, która dręczy go niemiłosiernie ...

              > Znikam na chwilkę podeptać wiosenne szlaki i się naładować :)

              Przyjemych spacerów, Pepsic! /dobry pomysł!/ :)))
        • grek.grek Re: telewizornie na świętoweekend... wyramowały : 26.04.11, 13:46
          dzięki za opis i, w ogole, zwrócenie uwagi na ten tytuł :]

          po tvn się wiele nie spodziewałem, są komercyjni i pod widza się ustawiają, ale
          tvp nawet przy problemach finansowych mogłaby sobie darować przynajmniej
          tego stevena seagala, jak również, nie wiem czy dobrze pamiętam tytuł
          "cziłała w kalifornii", który to rarytas dali w sobotę w prime time. żenada. są jakieś
          granice zeszmacenia siebie i braku szacunku dla widza, nie mówiąc o godności
          instytucji publicznej.
          • barbasia1 Re: telewizornie na świętoweekend... wyramowały : 26.04.11, 20:22
            TVPKultura, która jest alternatywą dla tego chłamu, powinna być powszechnie dostępna, mam nadzieję, że będzie, jak zapowiadano, wraz z cyfryzacją!
            :)
    • grek.grek "światła stadionów', spo, z czwartku ub. 27.04.11, 10:57
      "światła stadionów" z czwartku ubiegłego [cóż, u mnie trochę to trwaaaa], via tvp1.
      ostrzegałem, ze napiszę, więc spełniam to czarne proroctwo ;]

      podobno na faktach, oraz powieści, która je wcześniej od filmu wykorzystała.

      spodziewałem się... w zasadzie, to nie wiem czego się spodziewałem, ale chyba nie aż tak
      banalnej fabułki. chodzi w niej o perypetie prowincjonalnego szkolnego zespołu futbolu amerykańskiego, z mieściny kopniętej na punkcie tego sportu, która rywalizuje o mistrzostwo
      stanowe.

      prowadzi ją nowy trener [billy bob thornton w tej własnie roli]. presja jest po byku, bo każdy mieszkaniec miasteczka, od lat 3 do 103 ma fioła na punkcie gry i zna się na niej najlepiej na świecie, a tzw. rada starszych wręcz sugeruje,że jak pan trener nie doprowadzi druzyny do tytułu, to może mu się krzywda stać, jemu, zonie i dziecku.

      ofk, piłka to drużyna, a drużyna, to ludzie. i jest tutaj nakreślonych kilka sylwetek młodych graczy rzeczonej drużyny i ich dylematów życiowych : jest rozgrywający, który nie wie, czy powinien po skończeniu szkoły iść na studia, z powodu chorej matki [a jakże, też stukniętej na pkt futbolu, rano - zamiast dowiadywać się o tym, czy syn odrobił matematykę przepytuje go z tzw. playobooku, czyli klaayscznej dla futbolowych druzyn ksiązki z zagrywkami - zwykle jest ich kilkaset, mają swoje specyficzne nazwy, a rozgrywający musi je znać na pamięć, musi wiedzieć, kto gdzie stoi, ma pobiec, jak podac piłkę, coś jka dyrygent orkiestry mający obowiązek pamiętania calutkiej partytury];

      jest zawodnik, którego ojciec jest absolwentem szkoły i kiedyś z nią wygrał mistrzostwo stanu - pierścień pamiątkowy jest rellikiwą w domu, memento, stary właściwie nic w życiu nie ma poza wspomnieniem tego triumfu szkolnego i ciągle jeździ po synu, że nie jest dośc dobry;

      jest czarny gracz z wielką przyszłością, szybki, sprawny, atleta, pewny siebie zabawnie arogancki i mówiący o sobie w osobie trzeciej, który ma prowadzić zespół do wygranych, a już na starcie sezonu odnosi kontuzję, która może skutkować wręćz kalectwem w przypadku zlekceważenia [zerwanie więzadeł krzyżowych przednich w kolanie] - nie chce tego przyjąć do wiadomości, buntuje się, wraca do gry pomimo ostrzeżeń lekarzy [trener długo nie może się zdecydować czy go narażać, ale chłopak, wraz z wujem, ktory pełni już niemal rolę jego menago tak go przekonuje, ze jest wszystko dobrze, ze się na to zgadza wreszcie, w trudnym momencie w jednym z eliminacyjnych meczów] i natychmiast znów kolano rozwala - i to jest koniec. chłopak nic nie umie, na niczym się nie zna, jego przyszłością miała być zawodowa gra w futbol. koniec, nici, klops. co dalej ?... najlepsze sceny dotyczą właśnie jego : jak siedzi przed domem, przegrany i wystrychnięty przez życie na dudka i patrzy na śmieciarzy opróżniających kosze... czy to jego zycie-po-katastrofie ? i scena w aucie, kiedy krzyczy do wuja " co dalej, ja nic nie umiem, co będzie z moim życiem ?!", płacze i rzuca się w rozpaczy. naprawdę, idzie poczuć tę frustrację.

      a potem, o kulach, jedzie wraz z zespołem na decydujące mecze. jest z drużyną, jak członek rodziny, mimo że nie może grać. i dopinguje, motywuje, pokrzykuje, żyje grą mimo że sam nie może w niej uczestniczyć.

      jest też rezerwowy z końca ławki, który zastępuje tego kontuzjowanego gwiazdora. najpierw jest tak zamotany, że nie może znaleźć kasku przed wejściem na boisku i musi zostać na ławce, ale kiedy przejmuje swoją rolę nagle okazuje się, ze jest dobry. jest i inny murzyn, który w ogole się nie odzywa. duży, mahoniowy i milczący. gęba mu się otwiera dopiero, jak w decydującym meczu trzeba poderwać do gry zespół.

      no właśnie, decydujący mecz. jak to w takich filmach. jest cięzko, odpada kluczowy gracz, trenera kibice krytykują, zawodnicy mają swoje problemy i problemiki egzystencjalne, miasteczko drży o los swoich boysów, no i ten moment nadchodzi - meczu o wszystko, oczywiście z jakimiś cyborgami z samego dallas [bo rzecz się dzieje w stanie teksas]. i jest łomot, maskara i maskara. nasi boys dostają łupnia. w przerwie trener wygłasza super-patetyczną przemowę odwołując się do serc graczy, miłości, jedności, chwały itd. w drugiej połowie są już inną grupą ludzi, nawiązują rywalizację, wyrównują wynik. rywale, którzy przed 10 minutami robili z nich wiarak nagle popełniają najgłupsze błędy, a oni robią akcje z kosmosu i docierają na odległość jednego przejścia z piłką za linie. zdobywają kolejne jardy i, znów OFK, rozstrzyga ostatnia akcja, w której nie udaje się im sforsować obrony, ale za to do szczęścia brakuje dosłownie centyemtrów.

      nic, że przegrali, pokazali serce i odwagę :[

      zabawne, bo rozstrzygnięcie niby unika prostackiego happyendziarstwa, ale z drugiej strony dochodzi do niego po całej serii zdarzeń niemal bajkowych, pokrzepiających ducha bez większego wyrafinowania, przeplatanych momentami podniosłości niemal grafomańskiej. apoteoza ducha drużynowego, poświęcenia wbrew zyciowym problemom, "gromadzenia wspomnień" : syn, którego ojciec sekuje ma swoją wielką akcję boiskową, która ojcu łzy wyciśnie wzruszenia; rozgrywający z egzystencjalnymi rozterkami poprowadzi szarżę brawurową i niemal wygra mecz przegrywając minimalnie mecz, ale za to moralnie zdobywając mistrzostwo kosmosu; trener ocali posadę [w zakończeniu ifnromacja,że w następnym sezonie, już z nowymi graczami - bo ci obecni zakończyli naukę w szkole i w zyciu im się w miarę powiodło : praca, rodzina, studia, jeden nawet rok grał w NFL itd. - zdobył to mistrzostwo i to nie przegrywając po drodze żadnego meczu]. wszyscy zdrowi, a kto niezdrów na ciele, ten duchowo uleczony.

      schematyczna narracja. dużo scen boiskowych, przyznać trzeba - bardzo dobrze skręconych.

      szajba małomiasteczkowa na punkcie futbolu szkolnego, kulisy funkcjonowania grupy, szerszy kontekst otoczenia społecznego - to zostało zarysowane, są sceny akcentujące, ale akcja skupia się na losach samych młodych zawodników, którzy przez boisko próbują rozwiązać swoje życiowe kłopoty, znaleźć odpowiedzi na pytania o to "co dalej ? [po skończeniu szkoły, kiedy przestaną być futbolistami]". zero porównania do "any given sunday", gdzie stone sportretował bardzo ostro środowisko zawodowego futbolu w ameryce, pokazał zakulisowe manipulacje, bezwzględnośc zachowań, merkantylny charakter sportu profesjonalnego - i graczy i działaczy i mediów i biznesu okołosportowego, i zderzył to z wartościami etycznymi i romantyzmem trenera, pośrodkku ustawiając zawodników, którzy są i tych wartości nosicielami, co się okazuje w krytycznych momentach, ale i są prózni i chciwi, co daje ciekawy efekt poznawczy. w "swiatłach" jest futbol szkolny, chłopcy bez szans na milionowe kontrakty, dla nich ma to być lekcja, przygoda życia, nauka dorastania, z której mają się wyłonić ich charaktery, dzięki której poradzą sobie później z codziennością.

      odnoszą więc zwycięstwo. lekcja i przygoda - uzyskane. świat jest piękny. a film przeciętny :]
      • barbasia1 Re: "światła stadionów', spo, z czwartku ub. 27.04.11, 15:07
        :)))
        Tyś solidna firma! I fantastycznie! Pasam lubimy Cię czytać! :)))
        /i o żadnych "czarnych proroctwach" proszę mi tu nawet nie wspominać!!! ;)/


        > nic, że przegrali, pokazali serce i odwagę :[
        > zabawne, bo rozstrzygnięcie niby unika prostackiego happyendziarstwa, ale z dru
        > giej strony dochodzi do niego po całej serii zdarzeń niemal bajkowych, pokrzepi
        > ających ducha bez większego wyrafinowania, przeplatanych momentami podniosłości
        > niemal grafomańskiej

        To właściwie ostanio często spotykany schemat, trochę już chyba nawet ograny.

        Zakrecenie na punkcie futbolu amerykańskiego w Ameryce, jest większe niż u nas piłką nożną, mam wrażenie !?
        • barbasia1 Re: "światła stadionów', spo, z czwartku ub. 27.04.11, 15:09
          Przepraszam: "Pasjami lubimy Cię czytać!"
        • grek.grek Re: "światła stadionów', spo, z czwartku ub. 28.04.11, 14:18
          hehe ;] taka firma co się stale spóźnia z dostawami.

          zakręcenie footbalowe, pewnie porównywalne. co ciekawe, właśnie te drużyny prowincjonalne w ameryce wywołują takie zakręty. zawodowcy, to zawodowcy. prawdziwa szajba wybucha jak trwają rozgrywki zespołów [także koszykarskich, bejsbolowych] młodzieżowych, uczelnianych skupionych po rozmaitych ligach. wiesz, to kwestie lokalnego patriotyzmu, małych ojczyzn, rodzinych, towarzyskich i społecznych więzi heimatowych, no i jednak kult sportu amatorskiego, który jest postrzegany jako czysty i nieskażony, oparty na ambicjach i zamiłowaniu, bez udziału pieniądza i całego tego okołosportowego biznesu. ameryka ma rózne oblicza ;]
          • barbasia1 Re: "światła stadionów', spo, z czwartku ub. 28.04.11, 15:20
            Po primo, towar jest niepsujący, może poczekać z dostawą. Po drugo Twoja oferta zawsze bogata, w międzyczasie można kosztować mnóstwa innych smakowitych rzeczy! :)

            To bardzo ciekawe. Nie taka zgniła Ameryka, jak ja malują! ;)
    • grek.grek "in the bedroom", z wczoraj,via polsat/spoj 27.04.11, 12:57
      dokument o komedzie wczoraj dawała tvp2 [22:50], patrzyliście ?

      w Rzepie nowej ciekawa rzecz :
      www.rp.pl/artykul/649162_Komeda-byl-buntownikiem.html
      spojrzałem też w polsacie, wczoraj, na "za drzwiami sypialni/in the bedroom".

      młody, rozsądny chłopak chodzi z nie-starą, aczkolwiek starszą od siebie od dobrych kilkaaaa lat, ale już obarczoną dwójką dzieci dziewczyną z przedmieścia, poczciwą i uczciwą, cokolwiek by powiedzieć. dziewczynę ciągle nachodzi jej mąz, który za znęcanie się nad nią poszedł siedzieć, a teraz właśnie wyszedł.

      rodzice chłopaka mają ambiwalentne, w swej dwugłowości, podejście do zaangazowanie uczuciowego syna : matka lubi dziewczynę, ale boi się, że chłopak nie wyjdzie na tym całym interesie dobrze. powinien pójśc na studia, zdobyć wykształcenie, a nie planować od razu pracowanie na utrzymanie nie swoich dzieci... no i ten jej mąż kogucik.... MĄŻ, ona nawet rozwodu jeszcze z nim nie ma, czyli kolejna komplikacja i zarzewie potencjalnej kołomyji prawno-rodzinnej... Ojciec jest bardziej przychylny, po częsci dlatego, ze jemu samemu, w skrytości ducha, synowa dziewczyna się podoba.

      któregoś razu mąz dziewczyny wpada do jej domu. jest tam chłopak. kłłótnia, bójka. strzał. chłopak nie żyje. czy został zamordowany przze męza ? nie wiadomo. dziewczyny przy tym nie byłio, uciekła z dziećmi do innego pokoju.

      oskrażenie. proces. dziewczyna nie może obciązyć eks-męża, bo nie wie, zy zabił czy nie. rodzice chłopaka są zdruzgotani. nie mogą dojść do siebie. nie rozmawiają ze sobą. matka popada w łagodną melancholię, otępienie. ojciec rzuca się w wir pracy.otoczenie próbuje im jakoś pomóc, zapraszają na przyjęcia, do gry w karty, spotkania męskie, spotkania damskie itd.

      dziewczyna nosi w sobie poczucie winy. pomaga jej się trochę z nim uporać ojciec chłopaka sugerując, że ona niczemu nie winna, a i nadal może liczyć na ich wsparcie. ale już matka nie chce nawet z nią słowa zamienić.

      oskarzony mąz dziewczyny czeka na wyrok. ciągnie się cała sprawa jak flaki z olejem, bo są tylko poszlaki, a żadnych dowodów, a on utrzymuje,że to był przypadek./ jak było - my też nie wiemy, bo scena tamtej szamotaniny i wystrzału śmiertelenego nie została pokazana tak, aby można to było rozsądzić. mamy ten sam problem poznawczy.

      co lepsze, idzie ku temu, że może w ogóle człowiek dostanie karę symboliczną, posiedzi ze dwa lata i wyjdzie. na razie, matka nieżyjącego chłopaka widuje go normalnie, na codzień, w sklepie, na ulicy... dobija ją to.

      i wreszcie - dochodzi do rozmowy ojca z matką. sierot po synu. wywalają sobie kawę na ławę ; on jej, że nigdy nie kochała chłopaka, że zawsze coś jej w nim nie pasowało, że nigdy go za nic nie pochwaliła, że to ona jest winna jego śmierci; a ona jemu, że pochwalał cały ten poroniony romans, bo syn za niego zrobił to, czego on otwarcie zrobić nie mógł, a co było jego marzeniem - sypiał z tą dziewczyną. kataharsis, po którym padają sobie w ramiona, oddaleni a teraz wreszcie złączeni, odprawiwszy symboliczną żałobę po dziecku.

      ale to nie koniec ; ojciec zamienia się w mściciela. porywa tego męza dziewczyny i, bojąc się, że sąd nie ukarze go odpowiednio za zabicie jego syna - sam wymierza mu sprawiedliwość. z niewielką pomocą kolegi. alibi mają takie, ze pojechali na ryby.

      wraca do domu. zona go pyta : zrobiłeś to ? a on, nic, kładzie się i do snu zabiera. a potem o tym myśli, kiedy ona wstaje, "żeby zrobić mu coś do jedzenia".

      taka historia z powiewem antycznej tragedii, w dekoracjach typowego amerykańskiego przedmieścia ;]
      • barbasia1 Re: "in the bedroom", z wczoraj,via polsat/spoj 27.04.11, 15:34
        Tak, oglądałam dokument o Komedzie. W ramach odtrutki po koszmarnych dwóch babach, beztalenciach rozpaczliwe pragnących rozgłosu i sławy, gościach Wojewódzkiego w drugiej części programu. O tempora o mores.

        Komeda był bardzo utalentowanym i pracowitym człowiekiem, w ciągu 37 lat życia skomponował muzykę do 65 filmów, wczoraj dotarło to do mojej świadomości.

        Dzięki za artykuł z Rzepy! :)

      • barbasia1 Re: "in the bedroom", z wczoraj,via polsat/spoj 27.04.11, 23:39
        "In the bedroom" / "Za drzwiami sypialni"

        W jaki sposób ojciec wymierza sprawiedliwość? Zabija tego człowieka, który przyczynił się do śmierci jego syna?

        Dodatek do GW nieszczególnie docenił ten film, przyznając mu tylko dwie gwiazdki (że "można obejrzeć"), a tu się okazuje, że to film obsypany wieloma nagrodami, nominowany w różnych katgoriach najlepszy film/ dramat/ scenariusz, mi.n. do Złotego Globu (ostatecznie Sissy Spacek zobyła ZG za rolę matki) oraz do Oscara w 2002!?


        • grek.grek Re: "in the bedroom", z wczoraj,via polsat/spoj 28.04.11, 14:24
          ja sobie ten dokument nagrałem, szykuję się do obejrzenia :]
          komeda płodny był, a do filmów mnóstwo płyt, projektów z róznymi muzykami, podkładów.

          ja sądziłem,ze może tvp się wysili na jakiś film z komedy muzyką/udziałem, może "niewinnyhc czarodziejów" pokaże...a tu głucho. za to będą przez pół dnia brytyjskie książątka pokazywać. a potem przez trzy okładać papowstąpieniem. żałosne...

          yes, w "bedroom" ojciec zabija tego faceta.
          heh, no wiesz, "2 gwiazdki" [na 5 możliwych, tak ?], to może o jedną za mało :]
          ciekawe było,że nawet ten iście kryminalny finał zdołał się utrzymać w konwencji kina obyczajowego. dramatu.
          a role... sissy spacek rzeczywiście była przekonująca jako matka. jesli jakąś nagrodę zgarnęła, to tylko przyklasnąć jurorom :]
          • barbasia1 Re: "in the bedroom", z wczoraj,via polsat/spoj 28.04.11, 15:10
            Greku, ale Ty już oglądałeś ten dokument! I nawet nam tu opowiadałeś co nieco jakiś czas temu! Rozmawialismy tu o Komedzie. To jest ten sam dokument.
            Ale nic nie stoi na przeszkodzie by go sobie odświeżyć.

            Może TVPKultura coś pokazała, na publiczną telewizję nie ma już co liczyć w tej materii!?

            /Do podwątku o JPII, zapoczątkowanym przez Ciebie tam wyżej , mam nadzieję, jeszcze się dopiszę.../

            Tak, na 5.

            Dramat o zemście wymuszonej niemożnością wymierzenia sprawiedliwej kary przez do tego powołaną instytucję kierującą się sprawiedliwością - takie wymyśliłam podsumowanie na koniec. ;)
            • grek.grek Re: "in the bedroom", z wczoraj,via polsat/spoj 29.04.11, 13:57
              o, dobrze że mnie ostrzegłaś. no tak, to TEN dokument... no nic, zacząłem oglądać, pamiętam, jak się okazuje, dość średnio, więc odświeżenie dobrze mi zrobi :]

              dobre podsumowanie finału, jednego z wątków :]
              przepracoywanie żałoby, brak komunikacji w rodzinie, zawiłość relacji rodzinnych, niezrozumienie wzajemne... to by było dodatkowe komponenty :]
              • barbasia1 Re: "in the bedroom", z wczoraj,via polsat/spoj 29.04.11, 16:53
                Jeszcze na zakończenie trailer z filmu "In the bedroom":

                www.youtube.com/watch?v=vbgETu4NH_Y
                :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka