Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 3 (vol. 20)

    • pepsic "Mała podróż do nieba" - wczoraj na kulturze 19.05.12, 12:14
      Ktoś oglądał? Ponure klimaty w sensie dosłownym i przenośnym, z akcentami makabrycznymi i końcówką, jak się wydaje skleconą naprędce na potrzeby produkcji amerykańskiej, choc Islandczyk maczała palce. Niby nic nowego, a jednak, jak odmiennie podane.
      • grek.grek Re: "Mała podróż do nieba" - wczoraj na kulturze 19.05.12, 15:54
        ja nie.
        przepuściłem też "KOlor pieniędzy", stawiając całą pulę na Almodovara :]

        może jakaś powtórka się nadarzy ?..
    • grek.grek "PRzerwane objęcia", ze spojlerem, uwagaa :] 19.05.12, 13:52
      Jeden Pedro już mnie ominął w poniedziałek.
      Drugiego za nogę złapałem w porę, hehe.

      orajt, spróbuję opowiedzieć, jeśli nie widzieliście, a nie chcecie wiedzieć : co i jak - strzeżcie się spojlera ;]

      Rzecz się rozgrywa w dwóch planach czasowych.

      2008 rok.
      Harry Caine jest niewidomym scenarzystą filmowym. Któregoś dnia, z gazety - lekturę czytają mu albo Diego, syn przyjaciółki Judit, albo wynajmowana opiekunka [efektowna młoda blondynka, którą bez większych problemów uwodzi] -dowiaduje się o śmierci niejakiego Ernesto Martela. Chwilę później, w jego biurze/mieszkaniu zjawia się tajemniczy młody reżyser filmowy o ksywie Ray X i proponuje mu napisanie scenariusza do filmu, ma to być historia syna nienawidzącego swojego ojca. Niewidomy Harry nie widzi twarzy Raya, ale jego głos wydaje mu się znajomy... Ray legitymuje się doświadczeniem filmowym, nakręcił film dokumentalny... Ostatecznie Harry odmawia, przyjmuje za to propozycję Diega, aby napisać frywolną opowiastkę o wampirach. Odmawiając Rayowi chowa jednak ukradkiem jego zapisk scenariuszowe i adres do szuflady.

      Wracają wspomnienia, Harry opowiada o nich Diegowi...

      w roku 1992 Harry Caine był kimś zupełnie innym. Nazywał się Mateo Blanco i parał się reżyserią filmową. Któregoś dnia na jego casting do filmu [komedii zmieszanej z wątkiem kryminalnym] "Dziewczyna i walizka" zgłosiła się urodziwa Lena. Żona bogatego finansisty Ernesto Martela.

      Lena była w firmie Martela sekretarką. Starszy od niej znacznie Martel zakochał się w niej i zdobył jej względy pomagając jej ubogiemu, a chorującemu fatalnie ojcu w uzyskaniu doskonałej opieki w drogiej klinice medycznej. Lena na taki akt dobroci i wielkoduszności mogła zareagowac tylko przyjmując jego oświadczyny. Została panią Martel.

      Panią Martel z aspiracjami aktorskimi. Na castingu ona i Mateo przypadają sobie z miejsca do gustu. Martel, cholerycznie zazdrosny o młodszą znacznie i piękną zonę, niepokoi się, że znajomość ta może doprowadzić do zdrady. Ofiaruje się więc Mateo, jako sponsor całego filmowego przedsięwzięcia, a jednocześnie w przebiegły sposób przyczepia Lenie "przyzwoitkę" - swojego syna, Ernesto juniora, również zapalonego filmowca, który towarzyszy Lenie i Mateo na planie i poza nim, filmując ich przez cały czas pod pozorem kręcenia filmu dokumentalnego. Taśmy trafiają do starego Martela, który z poomocą wynajątej babki od czytania z ust rozszyfrowuje o czym Lena i Mateo ze sobą rozmawiają w przerwach między zdjęciami. Tu trzeba dodać, ze Ernesto junior jest zakochany w Mateo, jak również jego wspołpracowniczka i koleżanka Judit, z niechęcią patrzą oboje na coraz bliższe relacje Mateo z Leną.

      Relacje w pewnym momencie owocujące namiętnym seksem w biurze Mateo.

      Martel próbuje separować Lenę od Mateo, a jednocześnie podnieść temperaturę ich związku, celem czego zabiera ją na tydzień do wypasionego hotelu nad morzem. Ale Lena nie może zapomnieć Mateo. wkrótce na jednej z taśm Lena się zdradza, mówi o tym, jak się marnie czuje w związku "z tym starym łajdakiem", i już nie ma złudzeń - Martel już wie.

      Lena przychodzi do domu w momencie, kiedy wielkkimi oczami Martel ogląda to wyznanie na taśmie, tłumaczka z ruchu warg mu je relacjonuje werbalnie, a Lena stoi w pokoju przy drzwiach i mówi to, co w tym samym momencie recytuje na ekranie. Bardzo ciekawa scena.

      Stary nie zamierza jednak dać Lenie tak po prostu odejść. Próbuje ją zatrzymać spychając ją ze schodów. Kończy się to złamaniem nogi, szpitalem i koniecznością rehabilitacji Leny. Stary w tym czasie stara się ją przeprosić, wyznaje miłość, i że to co zrobił - zrobił z niepohamowanej namiętności i zazdrości z miłości.

      Lena to przyjmuje, póki jest unieruchomiona, ale kiedy tylko wraca do formy, spotyka się z Mateo i uciekają oboje z Madrytu na prowincję, gdzie spędzają czas jak romantyczni kochankowie.

      Martel znajduje na nich wabik. Wraz z pomocą jakiegoś innego reżysera i aktorow kończy porzucony przez Mateo i Lenę film, i wpuszcza kasę w medialną promocję premierowego pokazu. Lena i Mateo czytają o tym w gazecie. Korci ich,żeby to zobaczyć, ale wiedzą, ze to pułapka... mateo dzwoni do Judit, zeby spróbowała jakoś nie dopuścić do tego wydarzenia, ale Judit nie odbiera telefonu...

      Kiedy docierają informacje prasowe, ze film okazał się totalną klapą - Mateo decyduje się pojechać do Madrytu, zeby coś z tym zrobić, jakoś odkręcić, whatever... Lena najpierw ma zostać, ale ostatecznie wybiera się z nim. Jadą szosą, wieczorowa pora i w pewnym momencie ich auto zostaje staranowane przez czarną furgonetkę. Lena ginie na miejscu. Mateo traci wzrok. Po powrocie do jako-takiej dyspozycji decyduje się zmienić tożsamość i nazywa siebie "Harry Caine'em".

      Od tej pory Mateo zajmuje się Judit, jeżdzą nad morze, gdzie Harry wsłuchuje się w zycie plażowe, wiatr, fale, spędzają razem czas, Harry z reżyserki przerzuca się na pisanie scenariuszy i regularnych powieści. Przy nim wychowuje się mały Diego, który w 2008 roku będzie już jego najbliższym przyjacielem i powiernikiem.

      sprawcą wypadku byl oczywiście ktoś wynajęty przez Martela, taka kara dla kochanków za zdradę.

      i to retrospekcja.

      śmierć Martela wywołuje w Harrym te wszystkie wspomnienia, a pojawienie się Raya X nadaje sprawie ciąg dalszy - Ray X jest to bowiem pseudonim filmowy Ernesto juniora, który wtedy filmował przez cały czas Lenę i Mateo. Okazuje się, że filmowal ich także podczastego tragicznego wypadku". jechał za nimi, a kamerę miał na przednim siedzeniu na malym wysięgniku. Udało mu się sfilmować ich ostatni pocałunek, a potem samo zderzenie. Taśma ta trafia do Harry'ego, a Diego opisuje mu co jest na ekranie... w Mateo wstępuje namiętność, zdawaloby się utracona wraz ze świadomością konsekwencji romansu w jaki się wdał, i błądzi on rękoma po ekranie, na ktorym leci jego pocałunek z Leną...

      Judit wyznaje Harry'emu/Mateo, że sama maczała palce w tamtym procederze i pomagała Martelowi. Przyczyniła się do spartolenia, celowego oczywiście, jego filmu. To miała być zemsta na Harrym/Mateo : Martela za uwiedzenie żony i jej własna za nieodwzajemnioną miłość. Ofk, Judit wiedziała, co Martel planuje, wiedziała o tym, że wynajął ludzi do zrobienia kuku kochankom, i dlatego wtedy nie odebrała telefonu, a nawet lepiej : dzięki bilingom Martel ustalił ich miejsce pobytu i posłał tam swoich najemników.

      To wyjaśnia takżę temat scenariusza Raya/Ernesto juniora : za to właśnie znienawidził swojego ojca.

      Teraz Ray X/Ernesto junior, mając pieniądze po zmarłym ojcu, proponuje Harry'emu/Mateo poprawienie filmu. cóż pozostało ślepemu, świadomemu swojej sytuacji, ale ciągle mającemu w sobie żyłkę tworzenia reżyserowi z powołania... tylko skorzystać, co sugeruje ostatnia scena - filmu w filmie. Jeszcze tylko to można ocalić.

      Almodovar jak zawsze wybujały kolorystycznie, zlepek namiętności, zbrodni, pasji, skonfliktowanych ze sobą uczuciowo postaci pozostających jednakowoż w bardzo ścisłych emocjonalnych związkach: w takie filmowe flamenco, tyle, że może mniej wytupane ;]

      Lena jest kobietę niosącą pecha i przez swoją komitywę z zazdrosnym starym dziadem - niebezpieczną. Mateo zaś pechowcem, pakującym sie w kabałę z powodu pożądania. Schemat jak z thrillerów sensacyjnych. Tutaj przybrany ornamentyką klasyczną dla Almodovara, chociaż nie ma transseksualistów, nie ma "sztamy jajników", nie ma mocno zarysowanego wątku homoseksualnego, raczej jest to regularna opowieść o niebezpiecznej milości, z której wszyscy wychodza albo nogami do przodu, albo w inny sposób okaleczeni. O sile namiętności. I tu już chyba jest to typowa dla niego tematyka :]

      Penelopa oczywiście znakomita, łączy tutaj uczuciową krwistość z akcentami niepokojów i niepewności.
      LOla Duenas z "Volver" pojawia się w roli kobiety czytającej z ruchu warg dialogi Leny i Mateo uwieczniane na taśmie przez syna Martela.

      • grek.grek Re: "PRzerwane objęcia", ze spojlerem, uwagaa :] 19.05.12, 14:06
        Lluis HOmar [Mateo/Harry] - nie znam człowieka... Jose Luis GOmez grał tego starszego zazdrośnka w stylu jakiegoś zmiękczonego mentalnie sycylijskiego capo di tutti capi, haha; o aktorze Rubenie Ochindiano wiele też nie wiem, poza tym, ze jego transformacja z Ernesto juniora w Raya X wyglądała bardzo sugestywnie.

        dobry film, bez dwóch zdań, świetnie prowadzony, pewnie, świetnie się ogląda.

        Ślepy scenarzyta, zdegradowany reżyser. Woody Allen zrobił z tego wątku kiedys całkiem niezlą komedię' "KONiec z Hollywood" - reżyser traci wzrok, ale ukrywa to skrzętnie [ofk, towarzyszy temu seria gagów] i nadal kręci swój film, wychodzi z tego jakiś koszmarek, amerykańska krytyka chlasta go niemiłosiernie, ale z kolei we Francji zostaje on uznany za dzieło brawurowe, wybitne i nieszablonowe :]

        Tutaj, film okazuje się być najczulszym punktem reżysera. Zdradzony mąz, zanim ich spróbuje zabić, zniszczy jego dzieło. Zemsta doskonała. A po wszystkim, kiedy już namiętnośc padnie na twarz, kochanka umrze, mściciel też, i po całej sprwie zostanie tylko jakieś tam wspomnienie : poprawienie filmu staje się ostatnia rzeczą jaka ma jeszcze sens i w jaką potrafi się zaangażować melancholijny Mateo/Harry.

        I emocje... Judit wie, ze Harry uwiódł swoją opiekunkę, ale nie reaguje już tak,, jak kiedyś, kiedy musiała ogladać go razem z Leną. Czas zrobil swoje. I może nie chodzi tu o miłośc, a tylko o seksualne podboje, co jej nie dotyka, a może fakt, ze jest on od niej uzależniony poowduje, ze nie jest dla niej już atrakcyjny... Co ciekawe, wyznaje ona w pewnym momencie Diegowi, że to Mateo/Harry jest jego ojcem, Diego przyjmuje to z zaskoczeniem, ale bez specjalnej szajby. Ot, "serio ? łał... podobają ci się moje nowe buty ?"-like :] W tym świecie po-Lenie i po-wypadku i po-utracie wzroku przez Mateo/Harry'ego nie ma namiętności, porywów uczuć, jakby już bohaterowie wystrzelali amunicję, jedyną jest jeszcze kino :]
        • barbasia1 Re: "PRzerwane objęcia", ze spojlerem, uwagaa :] 20.05.12, 22:35
          Bardzo dobra opowieść, Greku!

          Muzykę do "Przerwanych objęć" skomponował oczywiście Alberto Iglesias

          www.youtube.com/watch?v=g0KKwVK_xsE&feature=related
          www.youtube.com/watch?v=9LRkUKCQI64&feature=related
          :)
          • grek.grek Re: "PRzerwane objęcia", ze spojlerem, uwagaa :] 21.05.12, 13:10
            dzięki :
            film dobry jest, łatwo go polubić.

            o yes, the music, maestro, please :]
    • pepsic "Zabójczy numer"-tvp kultura 22:35 19.05.12, 18:57
      Jeśli ktoś ma ochotę na przyzwoitą czarną komedię sensacyjną z niezłym suspensem - to zachęcam.

      Na zszargane nerwy, przy sobocie po robocie:
      www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY
      Potraficie zrozumieć fenomen i liczbę odsłon wynosząca jedyne 215 mln:) ? Od czwartku słucham, słucham i nie wiem, o co kaman ):



      • grek.grek Re: "Zabójczy numer"-tvp kultura 22:35 20.05.12, 13:32
        nie spojrzałem, ale za to dzielnie próbowałem rozgryźć, po raz enty, "Palimpsest" i doszedłem do wniosku, ze scenarzyście wcale nie chodziło o to, zeby to rozgryzać, a wyłącznie o to, żeby się pobawić w "Lyncha", na nasza, przaśną nutę :]

        [Cielecka że hohoho, a nawet ochach]

        Barbasia grała kiedyś ten kawałek. Mnie się podoba. Chociaż, żeby to aż na taką korbę się nakręciło... może to najpierw był fajny powiew egzotyki i oryginalnej aranżacji, snobizm, a później przeszedł w modę masową ?.. ;]
        • grek.grek Re: "Zabójczy numer"-tvp kultura 22:35 20.05.12, 15:04
          prosto z Cannes :
          www.filmweb.pl/article/CANNES+2012%3A+Krew+i+lzy-85369
          wyborcza.pl/1,75475,11747171,_Kosci_i_rdza__Nowy_film_Audiarda_w_Cannes.html
          film/onet.pl/specjalne/festiwale/wiadomosci/wiadmosci/cannes-dzien-trzeci-czas-mlodych-tworcow,1,5135528,wiadomosc.html
          • barbasia1 Re: "Zabójczy numer"-tvp kultura 22:35 20.05.12, 22:42
            wyborcza.pl/1,75475,11747171,_Kosci_i_rdza__Nowy_film_Audiarda_w_Cannes.html
            Czytałam, w piątkowej Wyborczej, już mi podoba się ten film. :)

            Kolejna relacja Tadeusza Sobolewskiego z Cannes, z sobotniej Wyborczej
            m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,11755126,_Reality__Garrone__Pinokio_w_domu_Big_Brothera.html

            Dzięki za linki, poczytam jutro.
            • grek.grek Re: "Zabójczy numer"-tvp kultura 22:35 21.05.12, 13:09
              hehe, mnie też :]

              dzięki za link do najnowszej relecyji , Barbasiu.
      • barbasia1 Re: "Zabójczy numer"-tvp kultura 22:35 20.05.12, 22:54
        pepsic napisała:
        Potraficie zrozumieć fenomen i liczbę odsłon wynosząca jedyne 215 mln:) ? Od cz
        > wartku słucham, słucham i nie wiem, o co kaman ):
        :)

        Kilka kliknięć jest tu moich. ;)
        Ma w sobie coś hipontyzującego ten utwór Gotye!?
        • pepsic Re: "Zabójczy numer"-tvp kultura 22:35 21.05.12, 09:03
          Być może, za to na bank zagapione ze Stinga, a okładka z Rolling Stones.

          Ps. Też macie problem z dostaniem się na forum? Musiałam sie włamać okrężną drogą.
          • barbasia1 Re: "Zabójczy numer"-tvp kultura 22:35 21.05.12, 23:14
            pepsic napisała:

            > Być może, za to na bank zagapione ze Stinga [...]

            O którejś konkretnej piosence Stinga myślisz?

            Nie, nie miałam teraz żadnych problemów z wejściem na forum, widocznie poranne problemy były tylko chwilowe.



    • grek.grek "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 21.05.12, 14:00
      dzięki TVP niewątpliwie jest okazja na podszkolenie się w klasyce kina polskiego. I za to brawo. Ale pory emisji tych filmów [wczoraj od 1:15] wielu widzów nie przywloką przed ekran.

      orajt, o Wodzireju.

      o czym to film, tak naprawdę ?
      o karierowiczostwie za wszelką cenę ? O trudnych czasach, w ktorych jak nie łokciem ty, to łokciem ciebie ? O systemie odbierającym szansę na awans zdolnym ludziom i zmuszającym ich do gryzienia po kostkach ? czy może film o naturze człowieka niezmiennej niezależnie od otoczenia ustrojowego, czy w socjalizmie czy w kapitalizmie - takiej samej ?

      jeśli nie znacie, a nie chcecie poznać z opowieści - uwaga :]

      Wodzirej tytułowy, to niejaki Lutek Danielak. KOnferansjer, zapiewajło i mistrz ceremonii na rozmaitych przyjęciach, rautach, balach, imprezach. Problem Lutka jest taki, ze umiejąc rozbawić i porwać do tańca nawet najbardziej nieufną salę, pnie się w górę hierarchii zawodowej z szybkością kulawego żółwia. Chciałby szybciej. Zamiast prowadzić jakieś spędy dancingowe dla plebsu, świąteczne wygibaasy z przedszkolakami, albo hasać ze staruszkami - wejść w coś większego, co da mu awans, prawdziwe pieniądze i karyjerę jego rozpędzi do właściwych jego mniemaniom o sobie prędkości.

      Okazja ku temu nadarza się, kiedy pojawia sie idea organizacji wielkiego balu w wypasionym hotelu, z udziałem telewizji, klienteli z wyższych stref itd. Danielak dostaje palmy na punkcie zdobycia angażu do tego iwentu. Ale jak to zrobić, skoro w nieoficjalnej kolejce zajmuje pozycję na końcu stawki, a przed nim są sami zasłużeni i lubiani prowadzący ?

      Lutek najpierw próbuje wyblagać u jednego z nich, zeby tę fuchę, jesli tylko dostanie, odstąpił mu. Facet jednak odmawia i to kategorycznie. Organizatorzy doceniają jego możliwości, ale też nie probują go promować poza pewnym układem. Załamany Danielak dochodzi do wniosku, ze
      jedyna jego szansa leży w wykoszeniu konkurencji.

      Rusza po znajomych i nieznajomych w poszukiwaniu informacji mogących skompromitować jego wszystkich pozostałych konferansjerów. Koleżance z dawnego dzialu kadr instytucji w jakiej jest zrzeszony - oddaje się seksualnie. Od swojego kolegi, sędziego sądu, kłamie, ze potrzebuje dostępu do archiwum sądowego w celu pomocy oczernianemu koledze - w rzeczywistości chodzi mu o wejście w posiadanie wiedzy o kantach, jakich sie tamten był dopuścił. Od śpiewaków, muzykow, niegdyś współpracujących z konkurencyjnymi zapiewajłami i mających o nich rózne nieprzyjemne wieści - zdobywa je, albo próbvuje zdobyć, podstawiając nawet tyłek własnej dziewczyny [ostatecznie ona go rzuca], albo próbując rozpaczliwie ich skorumpować. W środowisku rozpuszcza anonimowo plotki o machlojkach jednego z konkurentów, ktore go niszczą w oczach pozostałych, a potem na burzliwym zebraniu całej grupy - oficjalnie go broni, czym zaskarbia sobie życzliwość protektora pomawianego kolegi, któremu kłamie, ze plotki rozpuszcza inny wodzirej - w ten sposob eliminuje dwóch naraz, a potem pada sam protektor, oczywiście jest to pokłosie całej tej afery zakulisowo rozkręconej przez Danielaka.

      Lutek brnie jak nosorożec, miewa jakieś chwilowe moralne czkawki. Siada sobie i tępo patrząc w ziemię monologuje, że jak to jest, ze jemu łatwo przychodzi "usmiechanie się do świń i chamów, którzy się do nieego uśmiechają". Porównuje siebie ze swoim przyjacielem, współlokatorem - Romkiem, który jest uczciwy i chamowi w twarz mówi, ze jest chamem i nie idzie na skróty w życiu.

      Ale to momenty są. Kiedy jego znajoma sugeruje, zeby został jej stałym żigolakiem - buntuje się. Kiedy trzeba podstawić informatorowi własną dziewczynę - kopie butem w ścianę. Ale to flesze są, jakieś głuche puknięcia gdzieś spod spodu dna. Dziewczynę wystawi, a żigolakiem nie zostanie tylko dlatego, że haka na jegomościa, o którym informacje ma znajoma - może mu dać ktoś inny. tamtemu po prostu zapłaci. Pieniędzmi, zamiast w naturze :]

      Romek ma kłopoty ze zdrowiem. Mdleje podczas przerwy w trakcie jednego z występów. Chwilowa niedyspozycja. Wychodzi na własne życzenie i wydaje się, że wraca szybko do formy. Danielak się z tego cieszy... do momentu, kiedy Romek oznajmia mu, ze wskutek odpadnięcia wszystkich kandydatów z wyższych rejonów hierarchii - to on, Romek, ma największe szanse dostać ten wielki bal do poprowadzenia. Danielak truchleje. Wykosił wszystkich, ale... zapomniał o przyjacielu...

      Nie waha się długo. Idzie do szpitala i podając się za stroskanego i zaniepokojonego szalenie przyjaciela - wymusza niemal na lekarzu, zeby zadzwonił do szefostwa i poinformował, że Romek jest chory i nie może prowadzić żadnych imprez. Lekarz probuje się bronić, ze przeciez Romek sam wyszedł, więc pewnie był to tylko epizod, ale Lutek tak dobrze udaje zmartwienie o zdrowie przyjaciela, ze lekarz spełnia jego prośbę.

      Efektem tego - Danielak dostaje ten wielki bal do wodzirejowania. I robi to znakomicie. Wszyscy są pod wrażeniem.

      W ostatniej scenie, pojawia się Romek i kiedy Danielak odbiera w barze hotelowym gratulacje, a ludzie śpiewają zapodawane przez niego szlagiery - Romek sprzedaje mu soczystego sierpowego, po którym Lutek pada zakrwawikony, ludziska patrzą skonsternowani, on bełkocze coś do siebie, Romek rzuca rozczarowane i gniewne spojrzenie i wychodzi.

      No i własnie - łajza, bo łajza, ale jednoczesnie facet uwikłany w układ, w którym zawsze będzie w tyle, bo decyduje przyjęta hierarchia, zaslugi, nazwisko,a nie prawdziwy talent, umiejętności czy aktualny stan rzeczy. Nie mogąc przebić się uczciwymi metodami - wybiera okrężną drogę albo drogę na skróty, whatever. I też, łatwo go potępić, ale z drugiej strony : system jest wadliwy. System produkuje ludzką podłość, tak to odczytałem, a wy ?

      oskarżenie systemu.

      Falk, reżyser tego filmu, później [Wodzirej jest z 77] w Samowolce robił to samo - pokazywał mechanizmy robiące z wojskowych koszar izbę tortur psychofizycznych. Podobnie w "BOhaterze Roku" [tam Danielak miał na imię Ludwik], gdzie w imię kasy i iwentu robi się z prostego człowieka pacynkę na sprzedaż. W "KOmorniku" także jest karierowicz bez skrupułów, które póxniej Falk dodaje mu niestety z nawiązkę i zamiast człowieka wątpiącego i pełnego rozterek robi z gościa świętego Franciszka.

      świetne kino. nasze :] z myślą, ze społeczną refleksją, z pytaniami o moralność i o to, czy cel uświęca środki [tak w nawiązaniu do "Cwału", ale tu na dużo poważniejszą nutę, ale tak samo niejednoznacznie], z obrazem czasów i wiwisekcją środowiska, weryfikacją ludzkich postaw w rozmaitych sytuajcach, bo nie tylko Danielak jest podejrzany, albo i winny ?, ale i ci którzy mu pomagają, wiedząc o co mu chodzi albo mogąc się domyślać, stawiają mu warunki i żądają myta, ktore Lutek w zębach im przynosi. To społeczeństwo produkuje Lutkow Danielaków. Czasy. Nieuczciwe reguły gry. Ale czy to oznacza, ze można im dać alibi ?
      tak ja bym to widział, Czcigodni :]

      świetna, tytułowa, rola Jerzego Stuhra. ale się go ogląda rewelacyjnie... W ogóle perfekt realizacja, scenariusz, poszczególne sceny, znakomite żywe, naturalne dialogi. Polskie kino w najlepszej formie.
      • barbasia1 Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 22.05.12, 00:16
        Czytałam! Świetny! Jutro grosz swój wtrącę.

        Dobrej nocy.
        :)
        • grek.grek Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 22.05.12, 13:38
          dzieńdoberek :]

          cieszę się; polskie kino w najlepszym wydaniu; wydaje mi sie, że, powtorzę, bohater główny nie jest tak jednoznaczną postacią, jak by się wydawalo... ciekaw jestem, co o tym sądzisz ?

          [sądzicie]
          • barbasia1 Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 22.05.12, 16:34
            Dzieńdoberek! :)

            Tu bym się chyba jednak nie zgodziła. Karierowicz po trupach kolegów konferansjerów! Podlec, cwaniak skończony! /więcej wieczorem/

            "Wodzireja" jest na youtube (Greku, nie linkowałeś "Wodzireja", prawda?)!

            cz.1.
            www.youtube.com/watch?v=n73rnlSxl0c

            PS
            "Wodzirej" to klasyczne kino moralnego niepokoju.

            • grek.grek Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 23.05.12, 13:02
              no to mamy kontrowersję, hehe ;]
              powiem tak : podlec na pewno, ale... czy są jakieś okoliczności łagodzące, wg Ciebie ?

              brawo za link, Barbasiu, wg mnie : film do skonsumowania absolutnie koniecznego.
              • barbasia1 Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 23.05.12, 23:57
                Lubię wejść z Tobą w kontrowersję. ;))

                Nie za bardzo widzę dziś / tych okoliczności łagodzących/ ...

                Cdn. jutro
                Wrócilam z dalekiej podróży, padam na twarz ...
                • grek.grek Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 24.05.12, 14:41
                  I vice versa :]

                  hmm, jego cele były zbyt błahe ?

                  nie padaj ! połóż się w sposób kontrolowany i nie wstawaj aż do odczucia ulgi i zregenerowania sił :]
                  • barbasia1 Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 26.05.12, 22:56
                    > nie padaj ! połóż się w sposób kontrolowany i nie wstawaj aż do odczucia ulgi i
                    > zregenerowania sił :]

                    Czyli chodzi o to by przed położeniem się spać po męczącym bardzo dniu odpocząć nieco, zrelaksować się, tak?

                    > hmm, jego cele były zbyt błahe ?

                    O tym jutro...

                    :)
      • pepsic Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 24.05.12, 20:46
        Krótko w sprawie "Wodzireja", bo za chwile film. Zgadzam się z Barbasią, Danielak to wyjątkowa szuja i pomimo dobrych chęci nie potrafię sie dopatrzeć okoliczności łagodzących. Aczkolwiek były momenty, że było mi go szkoda, np. kiedy musiał uskuteczniać kontakty seksualne z wyjątkowo aseksualną koleżanką;)
        • barbasia1 Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 24.05.12, 23:30
          Aczkolwiek były momenty, że było mi go szkoda, np. kiedy
          > musiał uskuteczniać kontakty seksualne z wyjątkowo aseksualną koleżanką;)

          Już nie pamiętem tej sceny, muszę przypomnieć sobie "Wodzireja". Dla tego komentarza, ha,ha. :))
        • grek.grek Re: "WOdzirej", z wczoraj, uwaga : z opisem :] 25.05.12, 13:28
          haha, no tak, i to pod pierzyną, w jakims staromodnym stylu... cena wyjątkowo wysoka :]
    • barbasia1 Odeszli - Donna Summer i ostatni z braci Gibbb 22.05.12, 00:01
      Pozostawili po sobie fantastyczną muzykę ...

      Robin Gibb "Juliet"
      www.youtube.com/watch?v=2OE0vZExwm0&feature=related
      www.tekstowo.pl/piosenka,robin_gibb,juliet.html
      Kocham jego "Julię" od bardzo dawna, pamiętam na kolonijnych dyskotekach! /w ubiegłym wieku, w drugiej połowie lat 80./ a i szkolnych zabawach była wielkim hitem, i to przez lata. Cudne brzemienie lat 80. Aż mam gęsia skórkę ... ;)))

      Donna Summer -
      www.youtube.com/watch?v=sJsXrYO9znQ&feature=related
      www.youtube.com/watch?v=s9gMpxZtKg8
      :)
      • barbasia1 i ostatni z braci Gibb 22.05.12, 00:06
        Ręka mi się zatrzęsła ze wzruszenia, jak usłyszłam po długim czasie "Juliet", stąd mój błąd w nazwisku Robina Gibba w nagłówku.
        • barbasia1 trzeci przedostatni z braci Gibb 23.05.12, 23:53
          Popełniłam błąd! Mea culpa. Robin Gibb nie był ostatnim z braci, żyje jeszcze Barry Gibb.
          Braci było cztererch.
      • grek.grek Re: Odeszli - Donna Summer i ostatni z braci Gibb 22.05.12, 13:43
        a moje wspomnienie o Bee Gees dotyczy askoczenia, z którym skonstatowalem, że potencjalnie skoczna, luźna i rytmiczna piosenka ma tytuł "Tragedy" oraz jeszcze większego zaskoczenia, że ten tytuł nie jest ironiczny i przewrotny, a oddaje poważny i osobisty ton w jaki uderza tekst.

        www.tekstowo.pl/piosenka,bee_gees,tragedy.html
        • barbasia1 Re: Odeszli - Donna Summer i ostatni z braci Gibb 22.05.12, 16:23
          Znam te piosenkę od wieków, ale dopiero teraz dowiedziałam się o czym ona jest!
          Znakomity, ponadczasowy tekst ...

          :)


          • siostra.bronte Re: Odeszli - Donna Summer i ostatni z braci Gibb 22.05.12, 17:42
            Bardzo smutne wiadomości. Wychowywałam się na tej muzyce :(
            • ewa_on Re: Odeszli - Donna Summer i ostatni z braci Gibb 29.05.12, 08:04
              Bee Gees to nie tylko te "skoczne" piosenki,nie tylko "Tragedy" czy super hity z "Saturday Night Fever", ale tez takie perełki jak np. " Fanny (Be Tender With My Love)"... Dopiero teraz, po smierci Robina, to odkryłam,a szkoda:(. Strasznie przykre,że już nigdy tak ładnie razem nie zaspiewają...
              • barbasia1 Re: Odeszli - Donna Summer i ostatni z braci Gibb 03.06.12, 13:12
                O widzisz, taką znakomitą piosenkę trzeba zalinkować. Dzięki za odkrycie!

                Fanny (Be Tender With My Love)
                www.youtube.com/watch?v=W-xswkvOytU
                Świetna!
    • barbasia1 Przegląd kina chińskiego 22.05.12, 00:15
      w tym tygodniu w TVPKultura, rozpoczął się dziś dokumentem o kinie chińskim, oglądałam trochę, dlatego tak późno tu jestem ...

      Patrzę w progam, jutro "Bohater" Zhanga Yimou, w czwartek jego "Cesarzowa", filmy już znane , pokazywane, w środę "Mit" z Jackie Chanem. Miłam nadzieję, na jakieś nowości.

      :)
      • barbasia1 "Po prostu razem" (2007) 22.05.12, 00:21
        melodramat francuski z Audery Tatou "w roli na miarę Amelii"! właśnie leci na Dwójce, powtórka dziś o ... 2:50. Eh! Cóż innym razem obejrzę.
        Idę spać. :)
        • grek.grek Re: "Po prostu razem" (2007) 22.05.12, 13:35
          ja mam ten sam pomysł :]
          nie mogłem się wczoraj oprzeć "MIlczeniu owiec", po raz enty, ale... no nie mogłem... :]
          • barbasia1 Re: "Po prostu razem" (2007) 22.05.12, 16:27
            He,he!
            To jakieś fatalne zauroczenie, czy co? ;)
            • siostra.bronte Re: "Po prostu razem" (2007) 22.05.12, 18:01
              Całkiem fajny film o ważnych problemach. Francuzi to potrafią :)
              Szkoda tylko, że dosyć oryginalna historia kończy się tak konwencjonalnym happy endem. Bardzo dobre role Audrey Tatou, Laurenta Stockera i Francoise Bertin (cudowna babcia).
              • grek.grek Re: "Po prostu razem" (2007) 23.05.12, 13:04
                już rześki tytuł chyba zdradza ten happy end ;]
                • siostra.bronte Re: "Po prostu razem" (2007) 23.05.12, 18:47
                  No tak :) Ale jest taki moment, kiedy "komuna" bohaterów się rozpada i wydaje się, że każdy pójdzie w swoją stronę. Jednak wszystko kończy się dobrze, żyli długo i szczęśliwie :)
                  • barbasia1 Re: "Po prostu razem" (2007) 23.05.12, 23:47
                    Poprosiłabym Ci Bronte, o którkie streszczenie, ale film "Po prostu razem" opowiedziała mi już moja mama! :)

                    >Jednak wszystko kończy się dobrze, żyli długo i szczęśliwie :)

                    Ale od czasu do czasu miło zobaczyć w filmie pozytywne zakończenie, tak sobie myślę. Połudzić się przez małą chwilę.

                    :)

            • grek.grek Re: "Po prostu razem" (2007) 23.05.12, 13:18
              możliwe, i... o zgrozo... doktorem Lecterem ;] haha.

              film doskonaly nie jest, nie rozumiem np. jakim cudem tak szczelnie i perfekcyjnie pilnowany, krępowany Lecter wszedł w posiadanie całego długopisu doktora Chiltona; śmieszy mnie scena, kiedy zapięty w kaftan bezpieczeństwa, skuty i przypięty specjalnymi pasami do czegoś w rodzaju mini-wózka widłowego Lecter spotyka się z senatorką, i mimo ze jest tak unieruchomiony, że nawet palcem nie może kiwnąć - cała akcja odbywa się w asyście licznych policyjnych wozów gnających na kogutach i z policjantami ze strzelbami gotowymi do użytku - totalne głupstwo; no i scena w końcówce, kiedy Lecter zabija strażników i rozwiesza ich ciała na prętach klatki w której go trzymano, klatka ma jakieś 4 metry wysokości, doktor jest mały i niewysportowany, a tylko jeden gliniarz wygląda na 190 cm i 125 kg - jak doktor móglby zawlec bezwładne ciało o takiej masie pod górne pręty klatki i przywiązać po kolei obie ręce sznurkiem do prętów w pozycji rozkrzyżowanej, w sytuacji gdy rozpiętośc skrzydeł tego gliniarza musiała miec około dwóch metrów. kompletny nonsens. Ale za to jaki efektowny widok, kiedy policja wkracza do sali... ;] Pewnie scenarzyści uznali, ze widz tak się zachwyci, ze na temat braku logiki tej, i ww. innych, scen nie będzie się zastanawiać.

              ale, klimat jest, rozmowy Starling z Lecterem, Lecter zabiujający strażnikow w takt arii operowej, a po wszystkim delektujący się muzyką [to chyba ściągnęli z "Mechanicznej pomarańczy", a swoją wariację na temat stworzył Tarantino w "Wściekłych psach", kiedy Madsen torturuje policjanta tańcząc w rytm przebojowego kawałka], no i samo śledztwo, kolejne jego etapy, odkrywanie tożsamości killera/kidnapera... Wiesz, za każdym razem coś innego mnie oczarowuje, co sprawia, ze ten film ma spory potencjał :]
      • grek.grek Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 22.05.12, 16:07
        hah, a my to wszystko, co oni dają, mamy obejrzane, opisane, opieczętowane w archiwum, ha... ha... ha ;] niech nas zaskoczą czymś, hehe.

        z Cannes "nadajniki" :
        film.onet.pl/specjalne/festiwale/wiadomosci/5137876,wiadomosc-drukuj.html
        wyborcza.pl/1,101708,11767879,Cannes_2012__Spelniona__Milosc__Hanekego.html
        www.filmweb.pl/article/CANNES+2012%3A+%22Miłość%22+ponad+wszystko-85478
        no i House się oficyjalnie skończył. w TVp2 pewnie pokażą tę 8. serię w przyszłym roku, póki co piłują jakąś próbę naśladownictwa, z Timem Rothem w roli niesfornego, ale za to świetnie obcykanego, speca od odczytywania kłamstwa z mowy ciała [okazuje się, w każdym z kilku odcinków które zobaczyć miałem okazję, że dany gest, ulotny grymas czy ruch ciała ma ZAWSZE tę samą wymowę :) - np. zaszczypie Was skóra na nosie, skrzywicie się gwałtownie, a taki spec już wie, ze kłamiecie w sprawie potrójnego zabójstwa, niezłe nie ? ;)]

        wyborcza.pl/1,75475,11755152,Koniec__House_apos_a__Doktor_odchodzi.html
        • barbasia1 Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 22.05.12, 16:48
          Czytałam w sobotniej Wyborczej ten artykuł o Housie. Oczywiście link się tu bardzo przyda, pozostałe, także. THnks.

          Ja jeszcze zalinkuje relacje Janusza Wróblewskiego z "Polityki, wczoraj je przeglądałam. Te są zawsze porządnie ponumerowane w kolejności :)
          www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1526933,1,cannes-2012-relacja-pierwsza.read
          www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1527009,1,cannes-2012-relacja-druga.read
          www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1527047,1,cannes-2012-relacja-trzecia.read

          Greku, a nie masz jakichś przecieków na temat tego, jak się skończył ostani odcinek finałowej serii Housa? Strasznie, ale to strasznie jestem ciekawa, tego odcinka , jak zakończono serialowy żywot doktora. Jeszcze w necie nie grzebałam.
          • grek.grek Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 23.05.12, 12:59
            coś znalazłem :] :
            www.popcorner.pl/popcorner/1,108011,11774031,Dr_House__to_juz_koniec__Jak_sie_podobal_final__OPINIE_.html
            dzięki, Barbasiu, za te linki. recenzenta Wróblewskiego, w POlityce, trzymają ponoć z dala od polskiego kina, bo lubi je nielubić, hehe; jego działka, to właśnie kino zagraniczne - max notę, sześć punktów, na razie dał chyba dwóm filmom, jeden to jakiś gniot o tym, jak w polityce palić głupa, a drugi to film o ucieczce polskich więźniów z jakiegoś obozu. Generalnie, gość daje punkty za tematykę, a nie za wartośc. Filmy o czyms nieładnym, wrednym i zboczonym - dostają u niego niskie noty. Dziwny pan ;]
        • bakali Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 23.05.12, 15:54
          Zamiast nudnego serialu z Timem Rothem lepiej oglądać w zamian House'a choćby "Breaking bad" na Polsacie. House'owi też nie dorównuje, ale jest przynajmniej ciekawszy niż "Magia kłamstwa" (w skrócie: nauczyciel chemii dowiaduje sie że jest śmiertelnie chory, więc żeby wykorzystać resztę życia zaczyna produkować najlepsze narkotyki w mieście, wdaje się w brudne spawy i ogólnie całkowicie zmienia nudne dotąd życie).
          • maniaczytania Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 23.05.12, 18:55
            a mnie sie serial "Magia klamstwa" z Timem Rothem bardzo podoba! I nie nazwalabym go "popluczynami" po Housie. Zwlaszcza, ze ten drugi juz od poprzedniego siodmego sezonu lecial w dol.
            A "Breaking Bad", jak i "Dexter"jakos do mnei nie trafiaja ...

            P.S. jestem, zyje, podczytuje, ale galimatias mam niezly, a przede mna teraz trzydniowy maraton po polskich drogach z jednego konca Polski na drugi, potem z powrotem, a nastepnego dnia jeszcze w inny koniec, uff i to maraton uroczystosci rodzinnych ! Ech, oby do niedzieli :)
            • barbasia1 Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 24.05.12, 00:05
              maniaczytania napisała:
              Trzymaj się zatem, Maniu, dzielnie! I uważaj na drodze!

              :)
            • grek.grek Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 24.05.12, 14:57
              no to wiadomo... Ty myślisz, że kto mnie naciągnął na oglądanie go ? ;]

              Nie przypadł mi jednak go gustu, chociaż same punkty wyjściowe kolejnych odcinków - niezłe. Bohaterowie chyba za bardzo "house"-ują, i "CSI"-jują, więc nie dostrzegam żadnej oryginalności postaci, a o kłamstwie właściwie wszystko i, w ciekawszej formule, powiedziano właśnie w "HOuse"-ie ustami samego doktora. Do tego : nigdy się nie mylą. A "geniusz" doktora Rotha polega na tym, ze ma wykutą na blachę tablicę gestów mowy ciała z objaśnieniami. House miał objawy chorobowe i musiał szukać wśród wielu róznych możliwości, bo te same objawy występują przy setkach róznych schorzeń. Z czasem dopiero, wraz z postępami choroby albo pojawianiem się kolejnych znakow, dochodził do prawidłowej diagnozy.
              W "Magii" doktor wie, czy ktoś kłamie czy nie kłamie, chodzi tylko o złapanie delikwenta na jakikmś minimalnym mrugnięciu czy podrapaniu się za uchem lewą ręką, a nie prawą. Przejaskrawiam, ale jak chodzi o atrakcyjnośc scenariusza - "Magia" jest o wiele daleko za "HOuse'em".

              Barbasia w podrózy, Ty w rozjazdach, aż się poczułem niezręcznie wlokąc się w klapkach do sklepu w dół ulicy... ;]
              • barbasia1 OT 24.05.12, 19:52
                > Barbasia w podrózy, Ty w rozjazdach, aż się poczułem niezręcznie wlokąc się w k
                > lapkach do sklepu w dół ulicy... ;]

                Grekuchna, jak dziś wygram 15 mln w Lotto to fundnę Ci wycieczkę! Do Warszawy. :}
                • barbasia1 Re: OT 24.05.12, 23:25
                  barbasia1 napisała:

                  > > Barbasia w podrózy, Ty w rozjazdach, aż się poczułem niezręcznie wlokąc s
                  > ię w klapkach do sklepu w dół ulicy... ;]
                  >
                  > Grekuchna, jak dziś wygram 15 mln w Lotto to fundnę Ci wycieczkę! Do Warszawy. :}

                  YYYY, na razie będziesz musiał jeszcze pochodzić do sklepu w dół ulicy.
                  Na pocieszenie powiem, wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu.
                  :)
                  • grek.grek Re: OT 25.05.12, 15:35
                    hehe, no teraz życząc Ci gorąco wygranej będę troche egoistyczny ;]

                    orajt, jeszcze trochę pochodzę, a później... jak już wygrasz... to zażyczę sobie, żeby mnie noszono ];]

                    • barbasia1 Re: OT 25.05.12, 21:03
                      He,he. :)))

                      Nie ma sprawy.
                      Lektykę albo rykszę (z małym Chińczykiem w komplecie) Ci sprawię. Co tam będziesz wolał.
                      • grek.grek Re: OT 27.05.12, 14:20
                        haha, dzięki ;] zwłaszcza ten "Chińczyk w komplecie" powiewa wielkim światem ;]]
                        • barbasia1 Re: OT 27.05.12, 14:58
                          www.luxtaxi.pl/str/riksza
                          ;)
                          • barbasia1 Re: OT 27.05.12, 15:00
                            o-podrozach.pl/wp-content/uploads/2010/08/riksza.jpg
                            • barbasia1 Re: OT 27.05.12, 15:01
                              Ta wrocławska! riksza jest niezła.
                              www.wrocek.pl/foto/pokaz/4431/1
                              :)
                              • grek.grek Re: OT 27.05.12, 15:12
                                wypas.
                                a co na taką powiesz :
                                i.obrazky.pl/trabant-riksza-130-OBRAZKY.PL.jpg
                                ...
                                • barbasia1 Re: OT 27.05.12, 15:27
                                  chichichichichi :)

                                  O matko! Mówię nieeeee!
                                  • maniaczytania Re: OT 27.05.12, 17:11
                                    hm, czuje sie winna :) tej "Magii klamstwa" oczywiscie. Ale zdania nie zmieniam, mnie sie podoba, ale ja lubie Rotha, zwlaszca po "4 pokojach" i "1900 czlowiek legenda" :)

                                    Podoba mi sie hojnosc Barbasi - jak juz wygrasz i bedzieszz fundowac wycieczke Grekowi - przyjedz razem z nim - pojdziemy na kawe :)))
                                    • pepsic Maniu! 27.05.12, 20:34
                                      Jeśli chodzi o mnie, stonowaną antyfankę serialową - jestem wdzięczna, bo zerknęłam raz, czy dwa i teraz przynajmniej wiem, o czym mowa + tradycyjny już aspekt socjologiczny:)
                                      • maniaczytania Pepsic, 28.05.12, 21:43
                                        dzieki za dobre slowo :)))
                                    • barbasia1 Re: OT 28.05.12, 23:48
                                      > Podoba mi sie hojnosc Barbasi - jak juz wygrasz i bedzieszz fundowac wycieczke
                                      > Grekowi - przyjedz razem z nim - pojdziemy na kawe :)))

                                      A mnie się bardzo podoba Twoje zaproszenie na kawę, Maniu, bardzo. :]

                                      Żebym tylko wygrała! A właśnie, jutro wielka kumulacja - 25 milionów.

                                      :)
                                      • barbasia1 Maniu 29.05.12, 17:12
                                        I żeby się Grek zgodził na nasze pomysły! ;))
                                      • pepsic Re: OT 29.05.12, 19:42
                                        Codziennie mijam po drodze przynajmniej ze trzy kolektury totolotka, a dopiero Ty Barbasiu skusiłaś mnie do wysłania kuponu, na oko trzeciego w życiu. Pan w okienku powitał mnie z szerokim uśmiechem, inny sympatycznie dogadywał spoglądając na kupon w mojej ręce. No proszę, społeczeństwo w potrzebie potrafi się solidaryzować;)

                                        Nie żebym się wpraszała, ale żeby wypić wspólną kawę, chyba nie konieczna jest wysoka wygrana?
                                        :)
                                        • barbasia1 Re: OT 30.05.12, 16:10
                                          Ha,ha, ha! :)
                                          No widzisz, ile przyjemności można mieć z grania Lotto. ;) Nie wygrana (której szczerze życzę!), to choć uśmiech i sympatyczny komentarz się trafi.

                                          Pewnie, że nie trzeba wielkiej wygranej, by umówić się na kawę! Na szczęście. :)))
                                          Niech mi tylko z głowy spadnie mój największy ciężar, a wtedy z radością na naszą wspólną kawę się wybiorę. :)

                                          Miałam pisać, po drodze Pepsic porwiemy do Warszawy. :)
                                          • pepsic Re: OT 30.05.12, 19:47
                                            W przerwie podróży kawę możecie wypić i u mnie, do tego święconą:)
                                            • barbasia1 Re: OT 01.06.12, 19:29
                                              pepsic napisała:

                                              > W przerwie podróży kawę możecie wypić i u mnie, do tego święconą:)

                                              O Matko Święta! Plebanię masz w sąsiedztwie? He,he!
                                              • barbasia1 Re: OT 01.06.12, 19:33
                                                Dziękujemy! Przybędziemy! :))
                                        • maniaczytania Re: OT 02.06.12, 18:14
                                          wygrana w ogole do tej kawy nam chyba niepotrzebna, co? :)
                                          • barbasia1 Re: OT 03.06.12, 13:13
                                            :)))
                                            Pewnie, że nie.
              • pepsic Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 24.05.12, 20:32
                Moim zdaniem bohaterowi "Magii kłamstwa" brakuje dystansu do siebie i odpycha wszechobecna śmiertelna powaga na twarzy. Eh, gdzie mu do Haus'a.
          • grek.grek Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 24.05.12, 14:47
            widzialem pierwszy odcinek. trochę odstraszył mnie widok faceta biegającego w przerażająco niemodnych majtasach... co ja mówię, w ogole faceta w majtasach widok był straszny :]
            facet goły albo w gaciach wygląda tragicznie, tylko kobiety wyglądają wtedy pięknie - natura jest okrutna. całe szczęście, to tylko widok z pozycji męskiej, bo z Waszej, to pewnie niektórym facetom z dezabilem do twarzy :]

            Ale sama akcja całkiem niezła, podobał mi się motyw faceta, który może nagle odrzucić to, co go krępowało przez lata, bo "ma raka i niczego się już nie boi". świetny punkt wyjściowy. Z tego, co słyszałem "BB" ma już dobrych kilka sezonow ? Trochę ten rak się rozleniwił, nie sądzisz ? ;]

            Bohater dostaje jakiś cudowny lek... czyżby chodziło o zainteresowanie widzów serialem, dzięki czemu twórcy muszą dokręcać odcinki ?
            • pepsic Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 24.05.12, 20:27
              Grek, mylisz się:) Tragicznie jest dopiero wtedy, kiedy goły facet jest w skarpetkach. Na tę okoliczność zawsze przypomina mi się scena z "Rybki zwanej Wandą", kiedy na gostka z Monty Pythona w skąpym ubraniu spogląda przypadkowa rodzinka z gromadką zaciekawionych dzieci.
              A tak w ogóle możesz rozwinąć temat "przerażająco niemodnych majtasów". Czy to jest to, o czym myślę??
              • grek.grek Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 25.05.12, 13:34
                haha, mocna rzecz :]
                co można zabić skarpetką ? erotyzm. hehe.

                hoh, wiesz, takie wielkie biale gacie, zakrywające całe pośladki, wygladające na za-duże o numer, takie przy ktorych nawet atletyczne nogi wyglądają na żałośnie małe, chude i w cieniu tych galotów... no... no MAJTY przerażajace takie, heh. Czuję się wyjątkowo niezręcznie, w ogole pisząc o tym ;]]

                pamiętam ten moment z "Rybki...".
                grał go/w nim John Cleese, niezawodny, jego twarz, mowa ciała tę scenę po prostu wystrzeliwały w kosmos :]

                • pepsic Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 25.05.12, 21:10
                  Mało sie nie zakrztusiłam:) Ja miałam na myśli wersję mniej hardkorową :
                  www.filmweb.pl/film/Ile+wa%C5%BCy+ko%C5%84+troja%C5%84ski-2008-468065/photos#picture-12
                  • grek.grek Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 27.05.12, 14:23
                    o dżizus... przerażający widok ;]
                    no, ha, wiesz... może i nawet coś w tym stylu, ale pan z "Breaking Bad" chyba je
                    niemilosiernie rozciągnął na... siedzeniu, trochę w nich się zaczął... topić ;]
          • pepsic Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 24.05.12, 20:47
            Byłabym zainteresowana, tylko kiedy?
        • barbasia1 Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 23.05.12, 23:40
          okazuje się, w każdym z kilku odcinków które zobaczyć miałem okazję, że da
          > ny gest, ulotny grymas czy ruch ciała ma ZAWSZE tę samą wymowę :) - np. zaszczy
          > pie Was skóra na nosie, skrzywicie się gwałtownie, a taki spec już wie, ze kłam
          > iecie w sprawie potrójnego zabójstwa, niezłe nie ? ;)]

          He,he,he! :)))

          Aleee, uważaj, Greku, bo ja posiadam trzy książki na temat mowy ciała ! Mogę rozyszufrować Cię, jak Tim Roth, w try miga. ;)
          • grek.grek Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 24.05.12, 14:58
            o kruca... :]

            czy ciało może milczeć ? :]
            • barbasia1 Re: Przegląd kina chińskiego/Cannes/"Dr. HOuse' 24.05.12, 15:52
              > o kruca... :]

              Noooo! :]

              > czy ciało może milczeć ? :]
              Żywe? Zdrowe? Nie może. :)
              Owszem, można się starać kontrolować mowę ciała, jednak jest to możliwe tylko przez bardzo krótki czas.
    • siostra.bronte "Antychryst" w Ale kino /"Porządna kobieta" w tvp2 24.05.12, 11:38
      "Antychryst" dziś po nocy. Strach się bać :) Oglądaliście? Pora bardzo późna, więc chyba sobie odpuszczę.
      Skuszę się za to na "Porządną kobietę", wg. sztuki "Wachlarz lady Windermere" Wilde'a. W obsadzie Helen Hunt, podobno mało przekonująca w roli amantki :) , Scarlett Johansson i Tom Wilkinson. W tle cudne krajobrazy wybrzeża Amalfi we Włoszech.
      • grek.grek Re: "Antychryst" w Ale kino /"Porządna kobieta" w 24.05.12, 14:38
        to ten film Von Triera ? Nie widziałem, niestety.

        jak Wilde'a, to musi być... wymowne bardzo :] Na to liczę.

        I, zauważyłaś ? - dzisiaj o godzine wcześniej, 20:45, to zasługa tego, ze serial z Jueseja
        się skończył chwilowo. I powtórka nocna jest, w razie czego.

        mały maratonik można sobie dzisiaj urządzić : po "POrządnej" jest "Śniadanie u Tiffany'ego" w Jedynce [22:25], a jak kto woli "Firma" w TVN 7 [23:30].

        21:10 Cesarzowa, TVp Kultura [mamy w zbiorach, pamiętam, hehe, nawet bez wyszukiwarki.]
        23;10 Mlczenie bergmanowskie też w TVp K [coś kiedyś tam dziobnąłem nt., przydałaby się powtórka i parę słów więcej, ale chyba nie dzisiaj jednak... chyba ze Ty/Wy się zainstalujecie ?]

        0:00, TVp2 "Pokuszenie".

        no i co Ty na to ? co Wy na to ?
        ja bym powiedział, że jest na czym oko zawiesić :]




        • barbasia1 Re: "Antychryst" w Ale kino /"Porządna kobieta" w 24.05.12, 15:58
          Nieźle dziś, i premiery i nowości jest, w czym wybierać.

          "Antychryst" Larsa to zdaje się ciężka rzecz?
          "Porządną kobietę", jak Bronte, zamierzam oglądać.

          :)


        • siostra.bronte Re: "Antychryst" w Ale kino /"Porządna kobieta" w 24.05.12, 16:50
          Tak, dzisiaj jest w czym wybierać :) I nowości i powtórki.
          "Śniadanie" widziałam wiele razy, "Firmę" raz i wystarczy. "Milczenie" oglądałam wieki temu, ale byłam zbyt młoda, żeby coś zrozumieć. Nie mam teraz nastoju na tak poważne kino, może kiedy indziej.
          "Pokuszenia" nie widziałam, ale rzadko kiedy oglądam polskie filmy, do tego ta pora :)
          • barbasia1 "Porządna kobieta" 24.05.12, 23:57
            Bardzo mi się podbało. Na gorąco, za pamięci pyszne bon-moty, dialogi, które spod pióra Oscara Wilde'a wyszły, zapisuję:


            "Święty ma za sobą przeszłość, grzesznik przyszłość przed sobą ".

            "Chciłabym tylko, żeby córka wyszła za mąż zanim mnie znienawidzi". :)

            Koledzy do Tuppy'ego - "Ona leci na twoje pieniądze"
            Tuppy do kolegów- "A ja za to lecę na jej urodę".
            (Uroczy był Tuppy w wykonaniu Toma Wilkinsona)

            "Z doskonałą miłością jest jak z duchem w twojej willi, wszyscy o nim wiedzą, ale nikt go jeszcze nigdy nie widział". /tak, cudne ... :(( /

            • pepsic Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 07:59
              To i ja wtrącę trzy grosze. Prawdziwą ucztę sprawiła nam publiczna, ależ tam były emocje i jakże sympatyczne potyczki słowne starszych panów. Na te same zwróciłam uwagę Barbasiu. I jaki zaskakujący suspens! Jeśli miałabym sie przyczepić do czegoś, to do happy endu nazbyt śpiesznego i napisanego na kolanie.
              Tom Wilkinson - pamiętna postać z "Goło i wesoło" :)
              Ps. Spoglądając na przepiękną Italię (co to za miejscowość?) nie mogłam pojąc, jakim cudem nie wysłałam zakładu. Ze też nigdy nie przykładam wagi do kwestii materialnych:((
              • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" Pepsic Amalfi Positano 25.05.12, 21:32
                > Ps. Spoglądając na przepiękną Italię (co to za miejscowość?) nie mogłam pojąc,
                > jakim cudem nie wysłałam zakładu. Ze też nigdy nie przykładam wagi do kwestii
                > materialnych:((

                Pepsic, powinnaś koniecznie zafundować sobie kiedyś wycieczkę do Włoch, właśnie w te rejony, w okolice Amalfi , Positano, Sorrento (tu byłam, widziałam), to rzut pizzą od Neapolu! Cudownie tam ...

                podroze.gazeta.pl/podroze/56,114158,10070504,Wlochy__Polwysep_Sorrento__Amalfi_i_Positano___wakacyjne.html
                • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" Pepsic Amalfi Positano 27.05.12, 14:01
                  Zdjęcia kręcono w Amalfi, Atrani, Rzymie, Ravello i Sorrento (!).

                  www.filmweb.pl/film/Porz%C4%85dna+kobieta-2004-107507/trivia
                • pepsic Re: "Porządna kobieta" Pepsic Amalfi Positano 27.05.12, 20:10
                  Och Barbasiu, ja tyle rzeczy powinnam;)
                  • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" Pepsic Amalfi Positano 28.05.12, 23:34
                    Domyślam się, heh.
                    Więc podróż do Włoch (Rzym, Watykan, Neapol, Sorrento) przesuń do kategorii 'koniecznie
                    m u s z ę'. ;)
            • grek.grek Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 13:26
              Barbasiu, my wszyscy z Ciebie, jak mawiał poeta :]

              I ja to kupiłem.

              primo, rewelacyjne widoki, lokalizacje, wnętrza, dekoracje, stroje, charakteryzacja aktorów... mistrzostwo. Lata 30-te jak spod igły. kto powiedział ze podróże w czasie sa niemożliwe ? Przecież kino, to właśnie wehikuł umożliwiający je :]

              drugo, właśnie te bon moty z Wilde'a, dzięki czemu scenario jest błyskotliwy, nawet jesli czasami konkretne sceny są trochę łamane celem podporządkowania ich biegu wypowiadaniu tych efektownych tekstów.

              "dzielenie ludzi na dobrych i złych, to nonsens. Ludzie są albo czarujący albo nudni", "małżeństwo, to zbyt wielki cięzar dla dwojga [potrzebny jest ktoś trzeci]",
              "gorsze od niespełnionych pragnień, są tylko pragnienia spelnione"
              "wykorzystywanie wolnego czasu, to prawdziwy powołanie życiowe mężczyzny"
              "gorsze od plotek na nasz temat, jest tylko tych plotek brak"

              to mi się udało zapamiętać.

              trzecio, znakomita Helen Hunt, wreszcie żywotna, atrakcyjna, wydekoltowana, zabawna; jakaś taka inna niż w tych rolach, z których ją pamiętam [a Ty ? a Wy ?]. naprawdę kobieca. mnie się jakoś utrwaliło jej emploi filmowe bez tego pierwiastka erotyzującego, i ta rola zmienia moje spojrzenie na nią, chociaż w drugiej połowie filmu znów ją wkręcili "na strażaka". świetna jest scena, kiedy przez zamknięte drzwi słucha jak, sądząc że mówi do swojej żony, jej eks-kochanek przykłada jej od "starych bab, malujących się jak Indianka". ale i otwierająca scena, w restauracji/klubie, kiedy dyskretnie, a z ironią i humorem komentuje kolejne pojawiajace się oznaki towarzyskiego wykluczenia jakiemu została poddana. w ogóle, cały czas była wypasiona.

              czwarto, muzyka, swing czy fokstrot, czy tam jakiś inny jazzujący motyw, w tle. Początek, nie wiem czy zwróciliście uwagę, jako żywo przypominał intro filmów Woody Alllena, muzyczka, nawet litery podobne, a do tego zaczyna się w Nowym Jorku, jak gros filmów Allena.

              kupiłem w całości, aż żałuje, ze nie nagralem, zeby sobie zaaplikować powtórkę. Może TVp jeszcze kiedyś rzuci powtórkowy seans...

              • siostra.bronte Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 15:53
                Podpisuję się oburącz, film bardzo mi się podobał :) Wspaniałe aktorstwo zwłaszcza drugiego planu: Toma Wilkinsona, Mileny Vukotic (jego bratowej) i kilku dowcipnych starszych panów. Mam trochę problem z Helen Hunt, aktorsko świetna , ale mimo wszystko trudno jakoś uwierzyć, że Robert mógłby z nią zdradzać piękną Scarlett. No, ale to ja, Grekowi na przykład się podoba :))
                Jeszcze jeden słynny cytat : " Kobiet nie trzeba rozumieć, kobiety trzeba kochać" :)
                Też zauważyłam podobieństwo czołówki do filmów Allena.
                Pepsic, to cudne wybrzeże Amalfi (główne miejscowości to Amalfi i Positano), często wykorzystywane w kinie, np. w komedii "Tylko ty" z Marisą Tomei i Robertem Downey jr.

                • pepsic Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:29
                  Tez mam obiekcje do męskiej urody pani Hunt, ale co tam w sukni z odkrytymi plecami nadrobiła braki.
                  Przepięknie tam jest :)
                  • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:39
                    pepsic napisała:

                    > Tez mam obiekcje do męskiej urody pani Hunt,

                    Troszkę.

                    >ale co tam w sukni z odkrytymi plecami nadrobiła braki.
                    > Przepięknie tam jest :)

                    To prawda. :)

                    Ale też uroczo wyglądała, w ostatniej scenie, kiedy z radością uśmiecha się na widok Tuppy'ego, którego nie spodziewała się zastać w samolocie. Ładna scena.
                • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" jeszcze cytaty 25.05.12, 21:24
                  Jeszcze kilka cyatów z filmu (odpatrzone z innej strony)

                  "Kobieta jest jak kiełbasa: lepiej nie widzieć przygotowań!"
                  / to akurat bardzo złośliwe ze strony Wilde'a /

                  "Czemu ślub odbywa się przed ołtarzem? Bo to tam składało się ofiary z ludzi!"

                  "- Bigamia to o jedną żonę za dużo.
                  -Monogamia też!"

                  Fragment, który ja cytowałam nieudolnie, dokładnie brzmi tak:

                  "- Spojrzała na ciebie tylko dlatego, że jesteś bogaty.
                  - A ja na nią tylko dlatego, że jest piękna. To sprawiedliwe"
                • grek.grek Re: "Porządna kobieta" 26.05.12, 13:15
                  o, zdrada nie ma nic wspólnego z urodą czy atrakcyjnością fizyczną partnerki :] chodzi raczej o osobowość i o rutynę związku.

                  Scarlett może i piękna była, ale jej dziewczęco-dziecinność przy pewnej siebie, świadomej siebie kobiecości Hunt - wysiadała... i to w pełnym biegu :] Z czasem zaczeła się wyrabiać, ale dopiero po tym, jak jej mąz przyprawił poroże.



                  • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 14:13
                    grek.grek napisał:

                    >[Scarlett ] Z czasem zaczeła się wyrabiać, ale dopiero po tym, jak jej mąz przyprawił poroże.

                    Greku, nie przeczytałeś całej naszej rozmowy na temat filmu! Otóż ja i jak widzę Ty również daliśmy się wpuścić w maliny . Otóż, jak mi uświadomiły Pepsic i Bronte, mąż NIE przyprawił rogów młodej żonce. Windermere NIE miał romansu z panią Erlynne ( swoją teściową). To był fałszywy trop , przygotowany przez scenarzystów by widza zwieść.
                    • grek.grek Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 14:29
                      przeczytałem, Barbasiu, tylko... za późno trochę :] jak już w tym malinowym chruśniaku zdązyłem wywinąć orła ;]
                      • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 14:53
                        grek.grek napisał:

                        > przeczytałem, Barbasiu, tylko... za późno trochę :] jak już w tym malinowym chr
                        > uśniaku zdązyłem wywinąć orła ;]

                        Tośmy oba dwa wywinęli orła w tym malinowym chruśniaku!? ;)) Z tym, że Ty dyskretniej, a wielkim hukiem. ;/
                        • grek.grek Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 15:14
                          no coś Ty, ja grzmotnąłem tak, że się caly wątek zakołysał ;]
                          • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 15:40
                            Taak, pocieszaj mnie ... :/
              • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 16:14
                grek.grek napisał:

                > Barbasiu, my wszyscy z Ciebie, jak mawiał poeta :]
                Hahahaha :))))
                Jak Ty coś powiesz, to ..., to... to zawsze masz rację! :)

                Piękny, efektowny wizualnie, pod każdym względem, film.

                > drugo, właśnie te bon moty z Wilde'a, dzięki czemu scenario jest błyskotliwy, n
                > awet jesli czasami konkretne sceny są trochę łamane celem podporządkowania ich
                > biegu wypowiadaniu tych efektownych tekstów.

                Tak, czuć było w tych scenach teatralność, co nie powinno dziwić, bo pierwozrów, czyli dzieło Wildea'a pod tytułem "Wachlarz Lady Windermere" to komedia w aktach przeznaczona do wystawiana w teatrze.

                Wydał mi się wczoraj ten film znajomy, i przypomniało mi się, później, że wieki temu w Teatrze Polskiego Radia słuchłam adatptacji tej komedii Wilde'a ...

                Co ciekawe, w oryginale jest nieco inaczej (na szczęście mam podgląd na zawartość oryginalnego tekstu pl.wikipedia.org/wiki/Wachlarz_Lady_Windermere) , pani Erlynne nie uwiodła Windermere'a! On od początku wiedział, kim ona jest. Co więcej płacił jej za milczenie (nie za seks), ulegając jej szantażowi, że te wyjawi swą tożsamość.

                Pani Erlyne popadła w trarapaty finansowe po tym jak przed wielu laty w atmosferze skandalu, zostawiła męża z małą córeczką, uciekając z kochankiem, który ją poźniej zostawił.
                A towarzystwo wyższych sfer skazało ją na infamię za ten czyn...

                Dlatego też między innymi tak usilnie przestrzega córkę przed popełniem podobnego błędu (ucieczką z Lordem Darlingtonem) .

                I te zmiany w tekście scenariusza spowodowały, że informacja o tym, że pani Erline jest matką Meg, Lady Windermere została w filmie wprowadzona z ewidentnym potknięciem (chyba, że ja coś przegapiłam). Właściwie nie wiadomo, skąd Lord Windermere nagle wie , kim jest pani Erline, a w rozmowie obojga to po raz pierwszy wychodzi, bardzoz resztą sztucznie .

                Zupłenie co innego zapamiętałeś! Żałowałam później, że nie miałam pod ręką długopisu, żeby zapisywać te efektowne kwestie ...

                Helen Hunt imo, była dobra, jednak bardziej przekonująca w drugiej części, jako pełna szlachetności matka poświęcająca swoją przyszłość u boku bogatego lorda, by ratować córkę przed popełnieniem, niż jako, uwodzicielka mężczyzn, pożeraczka męskich porteli i skandalistka, do której stóp padają młodzi i piękni mężczyźni.

                :)
                • siostra.bronte Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 17:58
                  Barbasiu, ja zrozumiałam, że Robert nie miał jednak romansu ze swoją teściową :)
                  Przyznam, że nie wiem na czym miał polegać szantaż pani Erlyne.
                  • pepsic Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:09
                    Ależ to jasne, romansu nie było, tak jak w originale. Na tym polegał zwrot akcji. Robert płacił teściowej za milczenie w kwestii jej rodzicielstwa. Na koniec po przemianie oddała nieuczciwie zdobyte 1000 dolarów.
                    • siostra.bronte Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:18
                      Tak, ale nie rozumiem dlaczego Robertowi zależało na tym, aby tajemnica Stelli nie wyszła na jaw :)
                      • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:31
                        Pewnie chciał uniknąć skandalu towarzystkiego, oszczędzić go młodej żonie!?
                      • pepsic Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:37
                        Rober chciał oszczędzić Meg informacji, że matka w dzieciństwie ja zostawiła, a nie umarła.
                        • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:40
                          pepsic napisała:

                          > Rober chciał oszczędzić Meg informacji, że matka w dzieciństwie ja zostawiła,
                          > a nie umarła.

                          TAK! RACJA! OCZYWIŚCIE! Nieprzytomna ja! ://
                        • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:41
                          Co kilka par oczu to nie jedne!!! Pepsic, dzięki Ci!!!
                        • siostra.bronte Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:47
                          A faktycznie, to ma sens. Chociaż mnie jest szkoda, że Meg się nie dowiedziała.
                    • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:29
                      A scena w sklepie, kiedy Windemere wybierał prezent dla żony, a pani Erline doradziła mu wachlarz? Wyglądali tak, jakby się nie znali!??? / spóźniłam się na początek filmu/ Może o to chodziło, by nabrać i widzów na romans?

                      • pepsic Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:46
                        Poznali się właśnie w sklepie z inicjatywy pani Erline, a potem uskuteczniali spotkania mające na celu przekazanie z rączki do raczki czeku. Nie pokazano tego kawa na ławę, ale wynikało z kontekstu zdarzeń. Tak, tak, fałszywe tropy były prowokacją wobec widza, aby w w którymś momencie zadziałać z zaskoczeni i ... przynieść ulgę:)
                        • siostra.bronte Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 20:54
                          Tak, fałszywe tropy sugerowały namiętny romans. Chociaż nie było między Robertem i Stellą żadnego uścisku czy pocałunku. Ale jest jedna scena, kiedy są razem w jej willi i Robert, o ile dobrze pamiętam, zakłada marynarkę :) Mówi przy tym, że nigdy nie skrzywdzi swojej żony.
                          • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 25.05.12, 21:12
                            Tak! I jeszcze jest scena, kiedy Stella serwuje Windemere'owi najlepsze alkohole, na jego koszt, jak dodaje, a on nie wygląda wtedy na ofiarę szantażu, ani szczególnie zmartwionego sytuacją, o ile dobrze pamiętam.

                            Trzeba zobaczyć ten film raz jeszcze!
                            :)
                            • siostra.bronte Re: "Porządna kobieta" 26.05.12, 15:28
                              Ano właśnie. Jakoś nie widać, żeby Robert czuł odrazę moralną do Stelli, a to w końcu szantażystka :)
                • grek.grek Re: "Porządna kobieta" 26.05.12, 13:21
                  a widzisz, czyli film trochę swoją drogą idzie ? [przyznam, że moja wiedza o twórczości Wilde'a sprowadza się do "POrtretu Doriana Graya", i do bon motów niektórych, dalej... ciemnośc widzę; więc nauki pobieram, także i tutaj, z Twojego postu]

                  mnie te dekolty, "gołe plecy" i cała reszta zaćmiły zupełnie... Muszę obejrzeć jeszcze raz, żeby docenić Hunt za ową szlachetność ;]
                  • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 13:51
                    A ja znam jeszcze pięć bajek autorstwa Oscara Wilde ze zbioru zatytułowanego "Szczęśliwy książe i ine bajki". Kupiłam dawno temu tę książeczkę w księgarni tanią książką za 2 złote.
                    Kiedyś Ci opowiem jedną z bajek, oczywiście, jeśli będziesz chciał.

                    Trzeba poszukać jakiegoś zgrabnego opracowania na temat Oscara Wilde i jego twrócczości.

                    Na stronie rottentomatoe, rzuciłam okiem, film "porządna kobieta" zebrał sporo negatywnych opnii, wieszkosc top krytyków była na nie.
                    • siostra.bronte Re: bajki 27.05.12, 14:57
                      Tak, pamiętam, że recenzje były raczej średnie. Ale jak widać, nie ma co się nimi sugerować :)
                      Też czytałam bajki Wilde'a, wiele lat temu. Przy "Szczęśliwym księciu" ryczyłam jak bóbr :((
                      Ciekawostka, w "Tezie" Amenabara, Chema opowiada Angeli bajkę "Urodziny infantki", w dosyć dramatycznej scenie.
                      Są też opowiadania, dwa z nich udanie sfilmowane przez rodzimych twórców: "Duch z Canterville" Lesiewicza (z Czesławem Wołłejko w roli tytułowej) i "Zbrodnia Artura Saville'a" Petelskich :)

                      • barbasia1 Re: bajki 27.05.12, 15:09
                        No proszę, jak nam się ładnie "Porzadna kobieta", a właściwie Oscar Wilde splótł z opowiedzianym wczoraj przez Ciebie filmem "Teza"! :))

                        > Są też opowiadania, dwa z nich udanie sfilmowane przez rodzimych twórców: "Duch
                        > z Canterville" Lesiewicza (z Czesławem Wołłejko w roli tytułowej) i "Zbrodnia
                        > Artura Saville'a" Petelskich :)

                        Bardzo ciekawa informacja. Być może na TVPKultura uda się nam kiedyś upolować te filmy.
                        • siostra.bronte Re: bajki 27.05.12, 15:13
                          Faktycznie, ładnie to się splotło :)
                          Oba filmy, właściwie nowelki, od czasu do czasu są powtarzane właśnie w Kulturze :)
                          • barbasia1 Re: bajki / o Oscarze Wildzie 27.05.12, 16:25
                            Świetnie!


                            milosc.info/historie/Lord-Alfred-Douglas-i-Oskar-Wilde.php
                            Lord Alfred Douglas i Oskar Wilde

                            Oskar Wilde był autorem dowcipnych, lekkich komedii, ale jego własne życie przywodzi na myśl grecką tragedię. Legenda zrobiła z niego bohatera większego, niż był w istocie, a skaza charakteru będąca rodzajem egocentrycznego fatalizmu doprowadziła do nieuchronnego upadku i samozniszczenia.

                            Od samego początku Oskar Wilde dał się poznać jako agresywny wyznawca antywiktoriańskich poglądów, w społeczeństwie spętanym okowami pruderii wiktoriańskiej epoki. Przybył do Anglii z rodzinnej Irlandii w październiku 1874 roku w wieku dwudziestu lat, aby ostatni rok studiów spędzić na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jego celem było zdobycie możliwie najszybciej sławy bądź rozgłosu. W czasach, kiedy większość dziedzin sztuki była powszechnie traktowana jako zjawisko moralnie podejrzane, Oskar zyskał opinię największego estetycznego dysydenta Londynu przez swój ekstrawagancki styl i zachowanie. Na przyjęciach zjawiał się w spodniach do kolan, aksamitnym żakiecie i koszuli do konnej jazdy, z przewiązanym na szyi spływającym na gors zielonym fontaziem, a czasami z prowokacyjnym słonecznikiem lub lilią w dłoni. Miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i był zadziwiająco silny: podczas pobytu w Oksfordzie wyrzucił ze swojego pokoju czterech potężnych, pijanych drabów z taką łatwością, jakby opróżniał kosze ze śmieciami. Czynem tym zyskał sobie wtedy uznanie w miasteczku studenckim. Równocześnie jednak otaczała go aura zniewieściałości tyleż prowokacyjnej co zamierzonej. Na przełomie lat siedemdziesiątych prezentował demonstracyjnie taki właśnie wizerunek podczas podróży po Stanach Zjednoczonych w 1882 roku; miała ona na celu popularyzację komicznej opery D'Oyly'ego Carte'a Patience w reżyserii Gilberta i Sullivana.

                            Pisał również prowokujące poezje, trącące sentymentalnym homoseksualizmem: "Piękne, smukłe chłopięce ciało nie stworzone do bólu tego świata", które później zmienił na: "Dziewczyna smukła jak linia nie stworzona"... na cześć Lillie Langtry. Ale poezja nie wzbudzała takiego zainteresowania jak jego pozerski styl życia i aforyzmy, na przykład: "Jedynym sposobem, aby się pozbyć pokusy, jest jej ulec". Pod koniec lat osiemdziesiątych na krótko zajął się bajkami, które okazały się dosyć niewinne, a w roku 1891 opublikował swoje pierwsze większe dzieło pt. "Portret Doriana Graya" (The Picture of Dorian Gray). Powieść została przez większość krytyków określona jako niemoralna ze względu na jej - jak to sam Wilde określał - szkarłatne ustępy (zaledwie lawendowe w porównaniu z dzisiejszymi standardami). Wielu krytyków było zdania, że mimo literackich walorów, które oni tylko byli w stanie docenić, powieść nie nadawała się do publikacji. Oskara bawiły te spory i podsycał je przy każdej okazji, zarówno dla samej uciechy, jak i dochodów, jakie przynosiła mu wzrastająca sprzedaż książki. W tym samym roku zamieścił w prasie politycznie radykalny artykuł, który zyskał mu wśród rządzącej elity miano socjalisty i libertyna. A po powrocie z Paryża, gdzie napisał zakazaną w Londynie sztukę Salome, zaczął nosić w butonierce nie-rozwinięty zielony goździk - znak identyfikacyjny francuskich homoseksualistów.

                            W 1891 roku poznał również dwudziestojednoletniego lorda Alfreda Douglasa, studenta drugiego roku uniwersytetu w Oksfordzie. Alfred był uderzająco piękny i bardzo arystokratyczny (był jednym z tych szkockich Douglasów), a ponadto uchodził za zdeklarowanego homoseksualistę i refleksyjnego poetę. Ta ostatnia cecha nieprzeparcie pociągała Oskara, chociaż pierwsza również nie była bez znaczenia. "Mój Ty Jedyny Chłopcze - pisał w rok później, kiedy Alfred przysłał mu jeden ze swoich poematów; znali się już wówczas dość dobrze. - Sonet jest naprawdę piękny i zakrawa na cud, że te różane, stworzone do pocałunków usta potrafią układać również strofy pieśni. Twoja subtelna złota dusza błądzi między namiętnością i poezją".

                            Biseksualny Oskar był już w tym czasie żonaty; miał kochającą żonę Konstancję oraz dwóch synów. Przez jakiś czas po ślubie w 1884 roku stanowił wzór troskliwej głowy rodziny, ale jego zainteresowania: zawodowe, osobiste i wszelkie inne, odciągały go od domowego ogniska. Konstancja na szczęście miała własne źródło dochodów. W miarę jak rosła jego sława literacka - autora znanych i przynoszących zyski sztuk: "Wachlarz lady Windermere" (Lady Windermere's Fan) i "Kobieta bez znaczenia" (A Woman of No Importance) - coraz powszechniejsze stawały się plotki na temat jego homoseksualnego wyuzdania. Powodzenie wyrobiło w nim przekonanie, że sława nie ma granic i znajduje się poza zasięgiem kontroli społeczeństwa, które było przedmiotem jego szyderstwa. Zamiast, w ślad za swymi dwoma teatralnymi przebojami, wystąpić z kolejną sztuką, lata 1893 - 1894 spędził głównie na intymnych, chociaż czasami burzliwych, uciechach z Alfredem. "Ty jesteś tym boskim obiektem mego pożądania, ty
                            • barbasia1 Re: bajki / o Oscarze Wildzie cd. 27.05.12, 16:30
                              jesteś wdziękiem i urodą". Oddawał się tej namiętności tak zachłannie i demonstracyjnie, że przyjaciele, tacy na przykład jak Max Beerbohm, zaczęli się obawiać, czy postępowaniem swoim nie sprowokuje władzy do walki, która w żadnym wypadku nie mogła skończyć się dlań pomyślnie.

                              Do starcia doszło z początkiem 1894 roku z inicjatywy ojca Alfreda, markiza Queensbury, który przed ćwierćwieczem ustalił zasady walki bokserskiej. Wprawdzie poznał Oskara już pół roku wcześniej przy okazji obiadu z Alfredem i - jak mówiono - był pod dużym wrażeniem błyskotliwego intelektu przyjaciela swego syna, ale oczarowanie to zniknęło szybko w wyniku uporczywych plotek o jego homoseksualnych skłonnościach. Rozwścieczyło go szczególnie - a popędliwość jego była znana - pojawienie się na rynku poczytnej powieści pod tytułem The Green Carnation, której głównymi bohaterami było dwóch zakochanych w sobie panów o nazwiskach Esme Amarinth oraz lord Reginald Hastings, estetów aż po swoje wypielęgnowane paznokcie. Obiekty satyry łatwe były do rozszyfrowania. I dla Queensbury'ego, którego wstrętem napawało wszelkie zniewieścienie i który, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, znęcał się nad żoną i dziećmi - było to nie do zniesienia. Wysłał do syna list z żądaniem, aby natych miast zerwał wszelkie stosunki "z tym człowiekiem Wildem... Byłem naocznym świadkiem (w restauracji) waszej obrzydliwej i odrażającej zażyłości, która przebijała z każdego twego gestu i spojrzenia. Nigdy w życiu nie widziałem czegoś równie odstręczającego jak widok wtedy twojego oblicza. Nic dziwnego, że ludzie mówią to, co mówią. Słyszałem również... że jego żona zamierza się z nim rozwieść z powodu sodomii i innych zbrodni". Ta ostatnia uwaga całkowicie mijała się z prawdą, ale Queensbury, jak wielu innych przedstawicieli ówczesnej elity, nie potrafił zaakceptować moralnego zboczenia obcego jego naturze. Nie złagodziła gniewu lakoniczna odpowiedź Alfreda: "Jesteś śmiesznym małym człowiekiem".

                              Markizowi nie poprawiła również humoru wiadomość, że jego syn wyjechał z Oskarem na dwa tygodnie do Algieru. Następnie, z początkiem 1895 roku, sukces sztuk: "Mąż idealny" (An Ideal Husband) i "Bądźmy poważni na serio" (The Importance of Being Earnest) dosypał dodatkowo soli na jego rany, a już szczytową zniewagą był zakaz wstępu do teatru w dzień premiery Earnesta (przyniósł ze sobą wielki pęk warzyw, aby rzucić nim w Oskara, kiedy po spektaklu wyjdzie przed kurtynę). W kilka dni potem zostawił Oskarowi w jego klubie wizytówkę, na odwrocie której nieor-tograficznie napisał: "Do Oskara pozującego na somdomitę"; gniew przypuszczalnie zaślepił go do tego stopnia, że nie zwrócił uwagi na błąd. Kiedy następnie "somdomita" zjawił się w swoim klubie, portier przekazał mu kopertę z wizytówką z wyjaśnieniem, że nie rozumie zdania dotyczącego adresata. Oskar, zamiast po prostu podrzeć tę wizytówkę i wyrzucić, wytoczył ojcu Alfreda proces o zniesławienie.

                              Dlaczego to zrobił, nikt nie może odgadnąć. Alfred prawdopodobnie naciskał na niego, aby dołożył staremu, ale Oskar nie należał do ludzi, którzy pozwalają sobą kierować. Podczas krótkiego spotkania w połowie roku 1894 Queensbury zagroził Oskarowi, że zostanie ciężko pobity. Oskar przypuszczalnie zrozumiał, że dyszący żądzą zemsty tchórzliwy tyran może się okazać naprawdę niebezpieczny, i postanowił go unieszkodliwić, nie biorąc pod uwagę własnych słabych punktów ani zajadłości swego przeciwnika. Był tak absurdalnie pewny zwycięstwa, że zamiast wybrać na swego obrońcę Sir George'a Lewisa, znanego eksperta od spraw homoseksualizmu, wynajął Sir Edwarda Clarke'a, adwokata cieszącego się doskonałą opinią, ale bez koniecznego w tej dziedzinie doświadczenia.

                              Kontrast między jego pewnością siebie a niepokojem jego przyjaciół jest szczególnie widoczny w opisie obiadu, jaki Bernard Shaw spożywał w towarzystwie Oskara i Alfreda. Brał w nim również udział Frank Harris, do którego Oskar zwrócił się z prośbą, aby świadczył co do niepodważalnych moralnych wartości zawartych w podtekście "Doriana Graya".

                              "Na miłość boską, człowieku - odpowiedział Harris - wybij sobie z głowy ten aspekt. Nie zdajesz sobie sprawy, co ci grozi! To nie będzie błyskotliwa rozmowa na temat literatury. Przeciwnicy przedstawią ci wielu świadków, wobec których sztuka i literatura nie będzie miała nic do powiedzenia. Clarke przedłoży swoje argumenty i będzie prowadził sprawę dopóty, dopóki się nie zorientuje, że nadciąga lawina; wówczas wycofa się rakiem i zostawi cię na lodzie. Powinieneś jeszcze dziś wieczór uciec do Francji. Zostaw list, że mierzi cię babranie się w brudach sądowych, że jesteś artystą nie-nawykłym do takich rzeczy. Nie tkwij tutaj, czepiając się źdźbła, jakim są moralne wartości «Doriana Graya». Ostrzegam cię, bo wiem dobrze, co mówię, i zdaję sobie sprawę, czym się to zakończy. Znam adwokatów w rodzaju Clarke'a. Wiem, jakie dowody mają twoi przeciwnicy. Musisz uciekać". Nie odniosło to żadnego skutku. Reakcja Wilde'a była dziwnie niejednoznaczna. Nie usiłował udawać, że jest niewinny, ani kwestionować głupoty swego postępku, jakim było pozwanie Queensbu-ry'ego do sądu. Ale był fatalistycznie przekonany, że już nie ma odwrotu... Douglas siedział w pełnym godności milczeniu, naśladując wyniosłą postawę Wilde'a, podobnie jak to robią jego wielbiciele, ale całkiem możliwe, że jest właśnie odwrotnie - że to właśnie Wilde jest pod jego wpływem... Na koniec Oskar wstał, wyraźnie zniecierpliwiony, robiąc na odchodnym wyniosłą uwagę, że wie już teraz, kim są jego prawdziwi przyjaciele; Douglas podążył w ślad za nim, naśladując jego ruchy niczym wikary za arcybiskupem. Na te i inne ponaglenia przyjaciół, aby uciekał na kontynent, Oskar odpowiadał niedbale, że często tam bywa i że właśnie dopiero co stamtąd wrócił, i że: "Nie można wyjeżdżać ciągle za granicę, chyba że się jest misjonarzem lub, co na jedno wychodzi, kupcem".

                              Podczas pierwszego dnia rozprawy, 4 kwietnia, ograniczono się jedynie do przewlekłej wymiany poglądów między adwokatem Queens-bury'ego a świadkiem Oskara na temat sztuki i moralności, szczególnie na podstawie "Doriana Graya". Wystąpienie Oskara było dowcipne i przekonujące. Ale 5 kwietnia adwokat zaczął wymieniać nazwiska zdemoralizowanych młodych ludzi, z którymi łączono jego osobę (Que-ensbury nie szczędził zachodu, aby takich znaleźć przed rozprawą) i zagroził, że przedstawi sądowi wiarygodnego i rozmownego świadka. Idąc za radą Clarke'a, przerażony nie na żarty Oskar cofnął swój pozew. Jego spóźniony strach był całkowicie uzasadniony, ponieważ adwokat Queensbury'ego niezwłocznie przedstawił dowody oskarżycielowi publicznemu, jak również zeznania pod przysięgą młodych przyjaciół Oskara. Aresztowanie, które nastąpiło późnym popołudniem, Oskar przyjął ze spokojną rezygnacją; w nocy był na posterunku policyjnym przy Bow Street.

                              • barbasia1 Re: bajki / o Oscarze Wildzie cd. 27.05.12, 16:32
                                Kwiecień i maj Oskar spędził przeważnie w sądzie i więzieniu. Został zwolniony na krótko za niesłychanie wysoką kaucją (zapłaconą głównie przez pogardzających ojcem braci Alfreda, a częściowo przez duchownych wstrząśniętych traktowaniem Wilde'a przez brytyjską prasę i publiczność) i zamieszkał przy litościwej rodzinie, ponieważ żaden hotel nie chciał wynająć mu pokoju. Pomimo nieżyczliwego sędziego pierwsza rozprawa utknęła w martwym punkcie, ale druga zakończyła się wyrokiem uznającym go za winnego popełnienia przestępstwa określonego w kodeksie karnym w części dotyczącej demoralizacji nieletnich; niektórzy z młodych ludzi mieli poniżej 18 lat. Sędzia wymierzył mu najwyższą karę: dwa lata ciężkich robót, wyrażając przy tym żal, że nie może zamknąć go do końca życia.

                                Przed rozprawą Alfred codziennie odwiedzał Oskara w więzieniu, ale w trakcie jej trwania wykazał na tyle rozsądku, że za radą adwokata wyjechał do Francji. Gorąco pragnął stawić się przed sądem jako świadek, niemniej zgadzał się z opinią, że jego pojawienie się tam, a nawet samo przebywanie w Londynie, byłoby nierozważne. Dla Oskara nieobecność przyjaciela była ciężkim zawodem, któremu dawał upust w dramatycznych listach pisanych w przerwach między rozprawami: "Mój najdroższy chłopcze. To ma cię upewnić o mojej nieskończonej, wiekuistej miłości do ciebie... Jeżeli więzienie i hańba mają być moim przeznaczeniem, pomyśl, że są one wynikiem mojej miłości do ciebie, i ta myśl, a jeszcze bardziej żywiona na dnie duszy wiara, że ty odwzajemniasz moje uczucie, podtrzyma mnie w nieszczęściu i pozwoli znieść, mam nadzieję, moją udrękę z większą cierpliwością. Och, obym mógł dożyć momentu, kiedy znów dotknę twoich włosów i rąk... Najdroższy chłopcze, najsłodszy ze wszystkich młodych mężczyzn na świecie, najukochańszy i najmilszy. Och! Czekaj na mnie, czekaj na mnie! Jestem ci oddany całym sercem niezmiennie od dnia, w którym się poznaliśmy, i kocham cię bezgranicznie". Ten list z pewnością nie mógł być dla adwokata przekonywającym dowodem na jego obronę.

                                Pierwszy rok Oskar spędził kolejno w więzieniach w Warnsworth, a następnie w Reading, gdzie stał się ofiarą szczególnego okrucieństwa ze strony dwóch nadmiernie gorliwych naczelników. Pogrążył się w otchłani bezmiernego cierpienia. Jak napisał w "Balladzie o więzieniu w Reading" (The Ballad of Reading Goal):



                                "Jest w mieście Reading wśród

                                więziennych murów,

                                Miejsce strasznego zadośćuczynienia;

                                Leży tam w ziemi człowiek nieszczęśliwy

                                Ponadgryzany zębami płomienia..."

                                (tłum. Adam Włodek).



                                Jego gorzki los zrodził w nim głęboki żal do Alfreda, co znalazło później wyraz w utworze pt. "De profundis" (w jego ostatnim wydaniu z 1961 roku). W drugim roku pobytu w więzieniu warunki jego bytowania uległy znacznej poprawie dzięki nowemu, mniej rygorystycznemu naczelnikowi w Reading. Ale dla kogoś takiego jak Oskar był to jedynie podmuch świeżego powietrza w ogniu piekielnym.

                                Został zwolniony w maju 1897 roku. Konstancja, którą Oskar zawsze cenił za dobroć i łagodność, uzyskała legalną separację i zamieszkała wraz z dziećmi we Włoszech pod nazwiskiem Holland. On sam również przybrał inne nazwisko. Mieszkał w Paryżu jako Sebastian Melmoth, od czasu do czasu robiąc stamtąd wycieczki do Włoch i Szwajcarii. Jedną z takich podróży odbył w towarzystwie Alfreda; dawne uczucie odrodziło się między nimi z nieprzepartą siłą pomimo energicznych protestów i sprzeciwu ze strony rodziny i przyjaciół. "Alfred - pisał później Oskar w liście - ofiarował mi miłość... i ja w swej samotności i hańbie po trzech miesiącach walki z obrzydliwym filistyńskim światem, rzecz jasna, zgodziłem się przyjąć ten dar. Zdaję sobie sprawę, że często będzie mi źle, ale nadal go kocham..." Jednakże okazało się, że nie jest to już ta miłość, jaką czuli do siebie przed laty. Napastowani przez matkę Alfreda i kuszeni pieniędzmi rozstali się tym razem definitywnie. "Jest delikatny i kochany i zawsze zostanie dla mnie wzorem prawdziwego gentlemana i przyjaciela - pisał Alfred - ale nie odczuwam już tego dotkliwego braku jego towarzystwa tak, jak to było dawniej, a co wywoływało we mnie uczucie bolesnej pustki".

                                Ostatnie trzy lata życia Oskar spędził w Paryżu, uciekając przed dłużnikami, nadużywając hojności przyjaciół i w wiecznym nienasyceniu uganiając się za ładnymi chłopaczkami. Zmarł w listopadzie 1900 roku z powodu zastarzałej infekcji ucha uszkodzonego w więzieniu w Reading. Na łożu śmierci nawrócił się na katolicyzm, który mimo swych moralnych zakazów i zasad zawsze go pociągał swym barwnym obrządkiem i ceremonialną oprawą. Pozostał sobą do końca. Jedna z ostatnich jego uwag dotyczyła tapety w sypialni. Nie mógł na nią patrzeć...

                                Alfred przybył na pogrzeb Oskara i pokrył wszystkie koszty związane z jego pochówkiem.

                                milosc.info/historie/Lord-Alfred-Douglas-i-Oskar-Wilde,04.php
                                • grek.grek Re: bajki / o Oscarze Wildzie cd. 28.05.12, 13:27
                                  dzięki, Barbasiu, za tę opowieść.

                                  miałem kiedyś stary numer "FOrum", w którym był zapis wymiany zdań między prokuratorem, sędzią, a samym Wilde'em, w trakcie tej rozprawy sądowej. Zabawna rzecz, bo Wilde pięknie gasił obu natarczywych/słabo skrywających agresję jegomościów. Spróbuję znaleźc i podrzucić jakieś cytaty, chociaż na razie nie wiem, gdzie mam tego w ogóle szukać i w której papierowej
                                  K2 ;]
                                  • barbasia1 Re: bajki / o Oscarze Wildzie cd. 29.05.12, 00:12
                                    O! Fantastyczna sprawa! Greku, podrzucisz teraz cytaty , będzie wspaniale, a jak nie znajdziesz właściwego numeru Forum , to przy innej okazji uzupełnisz, też będzie dobrze, zaczekamy.


                                    :)
                            • pepsic Barbasiu 27.05.12, 20:20
                              Podziękowania za przekazaną wiedzę nt. Oskara Wild'a, którego kojarzę podobnie, jak Grek tylko z "Portretem DG". Mam wątpliwości, czy pisarz podjął słuszną decyzję wytaczając proces, aczkolwiek odważną i niepotrzebnie uniósł się ambicjami idąc do ognia, jak ćma.
                              • barbasia1 Re: Barbasiu 29.05.12, 00:05
                                Właściwie "Portret DG" to jedyna opublikowana powieść Oscara Wilde'a, potem jeszcze sfilmowana.

                                Zgadzam się, Pepsic.

                                Gdzieś przeczytałam, że niektorzy twierdzą, że to Alfred namówił Oscara Wilde'a do wytoczenia procesu swojemu ojcu, markizowi Queensberry.

                  • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 14:00
                    > mnie te dekolty, "gołe plecy" i cała reszta zaćmiły zupełnie... Muszę obejrzeć
                    > jeszcze raz, żeby docenić Hunt za ową szlachetność ;]

                    Ha,ha :)
                    Też bym chętnie obejrzała raz jeszcze.

                    Naprawdę przekonała Cię Helen Hunt w roli pani Erlynne? Wg mnie nie miała w sobie nic a nic z ponętnej uwodzicielki mężczyzn, niestety (z Bronte też to mówiła wczesniej) ...
                    Wyczytałam na stronie rottentomato, że pośród kandydatek do tej roli była Kim Bassinger. ta bym mi się bardziej podobała, czuję.

                    :)
                    • grek.grek Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 14:28
                      naprawdę tak było :]
                      wiesz, miała ten... charm, taki staromodny trochę.
                      zapala się lampka w głowie "ależ fajna jest" i... no i tak to sie dzieje :]
                      rozbiór logiczny tego implusu, który pochodzi znikąd - nie wiem, czy
                      prowadzić może do jakichś wyjaśniających istotę rzeczy znalezisk... :]
                      • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 14:45
                        Rozumiem.

                        W takim razie inne kobiety nam się podbają. ;))
                        • siostra.bronte Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 15:10
                          Coś w tym jest, że kobiety mają trochę inny gust pod tym względem niż mężczyźni :)
                          Basinger? Jakoś sobie nie wyobrażam. Widziałabym w roli Stelli np. Kristin Scott-Thomas. Byłaby świetna, chociaż może nie zaskakująca. Helen Hunt została ewidentnie obsadzona wbrew swojemu emploi. Czasem przynosi to ciekawe rezultaty, czasem efekt jest dyskusyjny :)
                          • grek.grek Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 15:16
                            właśnie, otóż to, Siostro.
                            może to efekt zaskoczenia, tym wytrąceniem jej z dotychczasowych pomysłów
                            wizerunkowych, tak zadziałał ?
                            bo że Helen Hunt... dekolt... gołe plecy... to jakby zakonnica nosiła podwiązki...
                            i to dopiero działa :]

                            • pepsic Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 20:03
                              Troszeczkę nie rozumiem pretensji do zaskakującego wizerunku Heleny Hunt, wszak i w "Klęsce skorpiona" W. Allena stworzyła silną, wyrazistą postać. Jednocześnie podzielam opinie, porządnej kobiecie więcej seksapilu by sie przydało.
                          • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 15:38
                            O nie! Kristin Scott-Thomas stanowczo nie pasuje do tej roli, żadne charakteryzacje nie pomogłyby jej wyglądać na matkę Scarlett / Meg, a podobieństwo, cień podobieństwa jest tu akurat istotny.

                            >Helen Hunt została ewidentnie obsadzona wbrew swojemu emploi.

                            To prawda. Zgadzam się z Tobą , od początku zresztą.
                            • siostra.bronte Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 15:57
                              Dlaczego nie? Założyć jej blond perukę i już :))
                              Zresztą nie widzę zbytniego podobieństwa między Stellą i Meg, poza kolorem włosów. Myślę, że one nie były do siebie podobne (w tekście sztuki), bo inaczej Meg by ją jednak poznała :)
                              • barbasia1 Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 16:11
                                Odrobina podobieństwa byłoby mile widzane, by widz uwierzył w pokrewieństwo obu pań.
                                Meg była średnio rozgarnięta, miała zdjecie matki w medalionie i jej nie rozpozonała. Ale też wizerunek był chyba bardzo niewyraźny, zatarty ...
                        • grek.grek Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 15:13
                          och, na całe szczęście :]]
            • maniaczytania Re: "Porządna kobieta" 27.05.12, 17:55
              oj, jak mi sie raz przegapic KK zdarzylo, to akurat fajny film polecial, i do tego taki z kategorii moich najulubienszych ;(
              ale w tym tygodniu tez ma byc fajny - "Karmel"
      • pepsic Re: "Antychrystowi" mówię nie 25.05.12, 08:06
        Nie pojmuję, po co i dla kogo. Nie dałam rady do końca. O załamaniu nerwowym, a raczej schizie małżonków po stracie dziecka. Nie polecam, chyba że masochistom i entuzjastom wyrafinowanych zdjęć.
    • grek.grek "21" ze spojlerem :] 24.05.12, 11:49
      Lubicie filmy o hazardzie ? ja przepadam za nimi, Szu to jeden z bohaterów mojego dzieciństwa, jakże ja potem kantowałem przy graniu "w wojnę" ;] Szybki Eddie Felson z "KOloru pieniędzy" i jego zdradziecki uczeń Vince Lauria, słynna balabushka, Legendarne "Żądło", z niezapomnianymi rolami Newmana i Redforda. Klasyczne historie. Filmy o niewyczerpanym potencjale możliwości odkrywania ich na nowo.

      "21" nie ma tego stylu, ale za to ma pewien walor nowoczesności.

      Kiedyś decydował spryt i wyobraźnia taktyczna. w "21" dochodzi do tego talent umożliwiający wygrywanie za pomocą metod, w zasadzie, czystych i uczciwych. Przynajmniej z naszego punktu widzenia.

      Ben Campbell ma taki właśnie talent. Matematyczny. Ma łeb do liczb, szybko dzieli, mnoży, dodaje, odejmuje, swobodnie porusza się w rejonach wyższej matmy, kombinatoryki i innych takich. Na zajęciach w swojej szkole swoimi zdolnościami wzbudza zainteresowanie swojego profesora [Micky Rosa]. Kilka dni póxniej dostaje od niego zaproszenie na specjalne zajęcia dla wybranych. Okazują się one spotkaniem zespołu uczniów, ktorych Rosa przygotowuje do puszczenia kasyn Las Vegas w skarpetach. Mają oni tworzyć zespół porozumiewający się szyfrem gestów i słów przygotowujących grunt do akcji, której bohaterem będzie główny zawodnik mający zadanie bezpośredniego udziału w grze w "oczko" ["21"].

      Cztery osoby siedzą przy róznych stołach i grają. Wchodzi właściwy zawodnik. Obserwuje ich ukradkiem, bo oficjalnie - nie znają się. specjalnym gestem jest informowany, przy którym stole sytuacja w grze jest korzystna. Tam sie przysiada. Dostaje zaszyfrowaną [w poostaci umownych słów wplecionych w pozornie błahe wypowiedzi] informację o aktualnym stanie tzw. wartości bieżącej. Zaczyna grać... i wygrywa.

      Ale nie wygrywa ot, tak sobie, tutaj wszystko jest warunkowane zdolnościami przeprowadzania szybkich matematycznych rachub. Nic nie jest pozostawione szczęściu. Zawodnicy muszą posiadać umiejętnośc błyskawicznego tzw. liczenia wartości bieżącej konfiguracji kart na stole, muszą zapamiętać które karty z talii wyszły,a zatem orientować się jakie sie procentowe możliwości zaistnienia konkretnych zdarzeń; każda karta ma swoją wartośc, ładunek punktowy itd, co w tych obliczeniach pomaga w sondowaniu szansy na wygraną w konkretnych rozdaniach/partiach. i Ben to umie. Jest utalentowany w tej materii ponad miarę.

      co dalej ? no jak to co - dylemat :] wiecie, jak to to jest.
      Z jednej strony, Ben potrzebuje pieniędzy, bo nie dostał stypendium naukowego do MIT i nie wiadomo, czy dostanie - jak iformuje go rektor : rada uczelni przyznając stypendia będzie kierować się oglądem "doświadczenia życiowego" kandydatów, "osiągnięć" - a Ben niespecjalnie ma się tutaj czym poszczycić; zatem, goły jest jak swięty turecki [później mama uzbiera dla niego kasę, ale w momencie podejmowania decyzji - jest bez kasy] i z nikłymi szansami na dotację. Plus : w zespole jest Jill, która mu się podoba niezmiernie, a on dotąd nie miał odwagi się do niej zbliżyć. Kasa & dziewczyna, motywacje stare jak świat.

      Z drugiej strony, pachnie to wszystko jednak dośc podejrzanie, a do tego Ben jest zaangażowany w projekt naukowy wraz ze swoimi dwoma przyjaciółmi szkolnymi. Ten projekt może zadecydowac o stypendium dla niego. Iśc na skróty czy jednak spróbować ze szczęściem ?

      Dylemat ma oczywiście szkicować mapę początkową historii i rysować wątki, bo wiadomo, ze Ben przyjmie propozycję profesora i pojedzie do Las Vegas, zeby kosić szmal w "oczko". Nie pozostawi biegu rzeczy przypadkowi, decyzjom innym. Sam zadba o własną przyszlość.

      ... Las Vegas pochłaniające całkowicie swoją aurą,blichtrem, światłami, kasynami. Ben wciąga się w to po uszy. Idzie mu świetnie. Zarabia kasę, fruwa po kasynach, zespoł współpracuje swietnie, nawiązuje romans z Jill... Viva Las Vegas.

      W tygodniu Ben i jego koleżeństwo są normalnymi studentami z Bostonie, a weekendy spędzają w Vegas, szalejąc po kasynach.

      NO ale nie ma tak wesoło. Każde kasyno ma swoją ochronę. POprzez skomplikowany system monitoringu fachowcy od kantów i przekrętów wyławiają oszustów albo... albo właśnie matemtatyczne zdolniachy umiejące "liczyć karty" i wygrywające niby legalnie, ale z punktu widzenia kasyna - kantujące, bo nie poddające się łutom szczęścia, a więc tylko pozornie hazardujących. W rzeczywistości jednak, tu ten walor nowoczesności wg mnie, stawiających na wykorzystanie umiejętności naukowych niemal, aby ogrywać kasyno w sposób legalny, dla kasyna zatem - nie do przyjęcia, gwałcący niepisany porządek rzeczy. Taki paradoks.

      Zespół Rosy odwiedza kolejne kasyna i w każdym gra tylko raz. Mają po kilka nazwisk. Nie wygrywają nigdzie zbyt częśto, żeby nie wzbudzić podejrzeń.

      Ben po pewnym czasie kasy ma wystarczająco dużo na to by studiować a nawet znacznie więcej. Za 315 tys dolków można się urządzić. Weekendy w Las Vegas stają się jego miłością. Zawala projekt naukowy z przyjaciółmi, oni nie wiedzą co się z nim dzieje, skąd to rozkojarzenie... A Ben p prostu rozsmakował się w kasynach, klimacie Vegas, hotelach, imprezach na dadach wieżowców, basenach, przejażdżkach limuzyną, w nocnym życiu miasta... tam jest juz jak u siebie, czuje że to jego świat jest. Tak się zapamiętuje, ze z arogancją łamie wewnątrzzespołowe reguły. Nie reaguje na sygnał jednej z partnerek, że czas odejśc od stołu. Jest to kolejny przypadek niesubordynacji w zespole i profesor Rosa wpada w złość. Zostawia swoją drużynę. Młodzi zdobywcy postanawiają grać dalej bez niego. W końcu - po co on im ? znaja już wszystkie mechanizmy, zanim odszedł - zdązył ich wyszkolić i uzbroić w całą potrzebną wiedzę.

      Ale Ben nie docenia Rosy. A profesor jest gatunku mściwych. Najpierw pucuje Bena z pieniędzy [chlopak trzymał je w pokoju w internacie - w skrytce pod sufitem], a potem anonimowo zawiadamia ochronę jednego z kasyn, ze Ben "liczy karty". Zawiadamia nie byle kogo, bo swojego odwiecznego wroga z dawnych czasów - kiedy jeszce Rosa sam grał w "oczko" w Vegas i był tak samo dobry jak dzisiaj Ben - agenta Cole'a Williamsa, również bystrzaka, który zna się na matematyce, kartach, liczeniu, ale gra dla drugiej strony : siedzi przy monitorach i wyłuskuje z sali liczykarciarzy, żeby ich wyeliminowac z zabawy.

      Williams i jego ludzie zwijają od stołu do gry Bena. Sprzedają mu parę ciosów na korpus w specjalnym pokoju przesłuchań i wysyłają do domu. Williams mowi mu : "Nie wracaj tu, jesteś w tym mieście spalony, twoja twarz jest już we wszzyctkich bazach danych kasyn". I scena nagle się urywa...

      Wygląda na to, ze jest po Benie, bez kasy i bez szansy na powrót... A dodatkowo musi znieść widok swoich przyjaciół, którzy wygrywają ten naukowy projekt i dostają za to stypendium. Mógl być z nimi... wolal kasyna i nocne życie Vegas... Opowiada jednemu ze swoich kolegów o tym, co się działo z nim w ostatnich tygodniach. tamten słucha o niesamowitych grach, vegasowkich neonach, groźnych konflktach i mówi " serio ?... Jill Taylor ? Byłes z Jill Taylor ?!!" :]

      Ale tuż po tym feralnym weekendzie Ben przychodzi do Rosy. Z przeprosinami. ROsa nie jest z kamienia. Przyjmuje je. Ustawiają następny numer : pojadą do Vegas i zagrają o wszystko. W przebraniach. Doklejają sobie wąsy, brody, nakładają peruki. I grają. Tym razem sam Rosa bierze w tym udział. Mimo ze na "czarnej liście" kasyn jest od ćwierc wieku :]

      Namierza ich ochrona. w popłochu pakują żetony i wieją. Rozdzielają się. Ben i Jill dają w długą przez kuchnię, a profesor Rosa wskakuje do auta stojąćego pod kasynem, sądząc, że to taksa. Jeszcze w begu umawiają się na spotkanie w bezpiecznym miejscu. Żetony bierze Rosa. A w aucie... siedzi Williams i jego ludzie. W torbie zaś - nie ma żetonów, które później dałoby się w kasie kasyna zamienić na pieniądze, tylko... do złudzenie je przypominające czekloadowe okrągłe cukierki :]

      cdn




      • grek.grek "21" ze spojlerem :] 24.05.12, 12:07
        Jak to się stało, spytacie ?

        oto odpowiedź

        Scena przesłuchania Bena przez Williamsa nie bez poowdow została ucięta. W dalszej bowiem jej części Williams zlożył Benowi propozycję : chcę dorwac tego łobuza Rose, zwab go do kasyna, zagrajcie, ja go zwinę, a ciebie wypuszczę, i to co tej nocy wygrasz - będziesz mógł zatrzymać. I więcej się już w tym mieście nie pokażesz, to będzie twój ostatni raz.

        Ben na to przystał i wystawił Rosę Williamsowi.

        Kasy oczywiście nie zobaczył na oczy. Udalo mu się w biegu podmienić żetony i podrzucić Rosie cukierki, ale z kolei te właściwe żetony zabrał mu Williams na odchodnym. "Mnie sie bardziej przydadzą niż tobie. Planuję emeryturę". i faktycznie - Williams, po zwinięciu swojego największego wroga, Rosy - wyjeżdza w ciepłe kraje, gdzie sączy drinka na plaży.

        A Ben, Jill i reszta ?

        Wracają do gry :] Czy raczej : angażują do całej zabawy tych dwóch przyjaciół Bena, od projektu naukowego. W końcu - też zdolni i matematycznie oblatani :]

        I wszyscy są happy.

        Ben dostaje w końcu stypendium. Opowiada swoją historię rektorowi. "I jak pan sądzi ? Czy to wystarczające doświadczenie życiowe ?", rzuca na koniec, a rektor patrzy wielkimi oczami na niego ;]

        Zatem, kończy się scenką, jak z jakiegoś Ocean's Eleven : muzyczka, Vegas, młodzi "oszuści'... hehe.

        Jak widzicie : trochę klisz, trochę starych numerów, trochę efektownych ujęc kiczowatej błyskotekowości Vegas, skontrastowanych ze spokojem i sennością nobliwego Bostonu, profesora Rosę zagrał Spacey, Fishburn dał twarz Williamsowi, a resztę wzięli na siebie
        młodzi aktorzy, co ich nigdy nie widziałem :]

        Zaleta niewątpliwa, to wszystkie sceny, razem z dialogami i narracją z offu, traktujące o samej grze, sposobach "oszukiwania', całej tej matematyce w służbie wygrywania przy stole karcianym.

        w końcu, kantowanyt poker z Wielkiego Szu też już przeszedł do lamusa, tak,ze w kinie : gdyby ktoś chciał nakręcić film o nowoczesnych metodach wygrywania w pokerze, to musiałby pójśc właśnie śladem "21" - opowiedzieć o tym, ze "haki" i "kanty" już nie istnieją, a zwycięstwo w grze zależy od umiejętności procentowego obliczania swoich szans w kolejnych rozdaniach, przy konkretnych konfiguracjach kart, a wszystko to przy pomocy uważnego segregowania informacji "ze stołu". Jeśli tylko nie wplecie, ten ktoś, całej historii w koleiny szablonów opowieści o zdolnym poczciwinie, z potrzebami finansowymi i bez śmiałości do kobiety, który zdobywa co chce, ale traci jeszcze więcej,a potem odzyskuje z nawiązką - to może powstanie kolejny klasyk kina kręcącego się z kamera wokół stolów i stolików do gierek i gier wszelakich.

        • barbasia1 Re: "21" ze spojlerem :] 25.05.12, 14:49
          Młodzi, zdolni, ambitni studenci oszustami-hazardzistami, tego jeszcze nie grali! ;)

          Też lubię lubię filmy o hazardzie, mój numer jeden to wspomniany "Hazardzista" z Philipem Seymourem Hoffmanem / w opowieści Greka/.

          / Przeczytane wczoraj!/

          :)
          • grek.grek Re: "21" ze spojlerem :] 25.05.12, 15:36
            dzięki, czuję się ponownie doceniony :]
            • barbasia1 Re: "21" ze spojlerem :] 25.05.12, 21:33
              Good! :)
      • siostra.bronte Re: "21" ze spojlerem :] 24.05.12, 12:27
        Do klasyków filmów o hazardzie dodam jeszcze "Cincinnati Kid" Jewisona ze wspaniałym Steve McQueenem. Finałowa gra w pokera z Edwardem. G. Robinsonem to majstersztyk :)
        Oglądałam "21", jakoś nie mogłam polubić bohatera, bo jednak oszukuje.
        • grek.grek Re: "21" ze spojlerem :] 24.05.12, 15:02
          chciałbym ten film zobaczyć...

          [przypomnieli mi się jeszcze "Hazardziści" z Damonem i Nortonem]

          No i nie wspomniałem o znakomitym "Hazardziście" z kapitalnym Seymourem Hoffmanem... [a sam go coverowałem, heh], najgłębszym psychologicznie ze wszystkich wymienionych.

          w "Złym poruczniku" Keitel tez nieźle pogrywał,tyle ze tam hazard był jakby w tle i był jednym z elementów degrengolady jego bohatera.

          hehe, wiesz, formalnie chłopak gra uczciwie, oszukuje nieoficjalnie : udowadniając, ze nie zawsze "kasyno wygrywa" :]
        • pepsic Re: "21" ze spojlerem :] 24.05.12, 20:36
          jakoś nie mogłam polubić bohatera, bo jednak oszukuje.
          Do wybaczenia, pociągający wygląd czyni cuda;)
          • barbasia1 Re: "21" ze spojlerem :] 25.05.12, 14:50
            pepsic napisała:

            > Do wybaczenia, pociągający wygląd czyni cuda;)

            Ha, ha, ha. :)))
        • bakali Re: "21" ze spojlerem :] 25.05.12, 15:47
          "Coooler" można tez podciągnąć pod filmy o hazardzie.
    • siostra.bronte "Teza" Alejandro Amenabara 25.05.12, 17:18
      Zamierzałam dać szansę "Antychrystowi", ale w trakcie capowania weszłam na kanał Filmbox. A tu akurat początek jakiegoś filmu i informacja, że reżyserem jest Amenabar. Więc zostałam i jak wynika z recenzji Pepsic o filmie von Triera, chyba dobrze zrobiłam.
      Historia jest taka: studentka szkoły filmowej, Angela pisze pracę na temat przemocy w mediach. W dramatycznych okolicznościach wchodzi w posiadanie kasety video z tzw. snuff movie (pokazuje prawdziwe zbrodnie). Prosi o pomoc w pisaniu pracy kolegę ze studiów, zdziwaczałego Chema, wielbiciela kina grozy.
      Rozpoznaje on na filmie koleżankę, która zaginęła kilka lat wcześniej. Oboje przeprowadzają śledztwo, które doprowadza do znalezienia seryjnego mordercy. Oczywiście, powinni od razu pójść na policję, ale wtedy nie byłoby filmu :)
      Film ma ciekawy klimat, inny niż w np. w typowych amerykańskich thrillerach. Nie ma wielu scen krwi i przemocy, ale i tak atmosfera jest niepokojąca.
      W tle wątek przemocy, wszechobecnej w mediach, pokazywanej pod pretekstem "walorów dokumentalnych". A widzowie chcą to oglądać, co widać w scenie finałowej.
      Zresztą bohaterka, mimo deklaracji, że brzydzi się przemocą, sama nie może się oprzeć, aby nie zerknąć na snuff movie. Chociaż Chem prosi ją, żeby tego nie robiła.
      I ukryty wątek romansowy. Angela nie zauważa kompletnie, że podoba się Chemowi, za to śni (dosłownie) o przystojnym Bosco, mimo, że to kawał drania :)
      Ciekawostka, w roli głównej Ana Torrent, niezapomniana bohaterka "Nakarmić kruki" Saury. Poznałam ją od razu po pięknych, czarnych oczach :)
      Sprawdziłam potem, że "Teza" (1996) jest debiutem Amenabara, więc jest tu trochę niedoskonałości, kilka scen jest bardzo przewidywalnych, ale warto było ten film zobaczyć.
      • siostra.bronte Re: "Teza" Alejandro Amenabara 25.05.12, 20:14
        Dla ciekawych trailer z angielskimi napisami :)
        www.youtube.com/watch?v=DIrrXbhIuzI
      • pepsic Re: "Teza" Alejandro Amenabara 25.05.12, 20:59
        O tym, że dobrze zrobiłaś jestem w pełni przekonania, i tylko żałować, że na złego konia postawiłam, a raczej mocno porąbanego:)
        • siostra.bronte Re: "Teza" Alejandro Amenabara 25.05.12, 21:04
          Czasem kinoman musi zaryzykować :)
          Chociaż pamiętając recenzje tego filmu miałam jak najgorsze przeczucia.
      • barbasia1 Re: "Teza" Alejandro Amenabara 25.05.12, 21:55
        Amnebar, piszą na stronie filmwebu, nakręcił "Tezę" w wieku 22 lat! (z pomocą hiszpańskiego reżysera José Luis Cuerda'y).
        A film zdobył siedem hiszpańskich nagród filmowych Goya (odpowiednik francuskich Cezarów, czy naszych Złotych Lwów ) w 1996 roku m.in.: najlepszy film, najlepszy reżyser; najlepszy scenariusz oryginalny.
        Niezły początek.

    • grek.grek Cannes'12 na finiszu 26.05.12, 13:56
      w niedziele zapewne ogłoszenie nagród ?

      film.onet.pl/specjalne/festiwale/wiadomosci/cannes-dzien-10-zmierzch-pattinsona-dla-nastolatko,1,51,42386,wiadomosc.html
      film.onet.pl/specjalne/festiwale/wiadomosci/cannes-dzien-9-troche-kontrowersji-i-zac-efron-zno,1,51,41304,wiadomosc.html
      wyborcza.pl/8,75402,11744174.html
      http;//www.filmweb.pl/article/CANNES+2012%3A+Gorące+lato-85654
      [na dole linki do wcześniejszych relacji]
      • grek.grek Re: Cannes'12 na finiszu 26.05.12, 13:57
        chochlik
        www.filmweb.pl/article/CANNES+2012%3A+Gorące+lato-85654
        • barbasia1 Re: Cannes'12 na finiszu 26.05.12, 22:53
          Dziś MATKI miały pierwszeństwo ... ;)

          To ja dziś tylko powiem - dobrej nocy .
          Greku, dziekuję za linki festiwalowe, poczytam i idę spać.

    • grek.grek "POpulacja 436", z wczoraj; via Polsat 27.05.12, 13:30
      chyba się polsatowym przedłużył jubel muzyczny, stąd udało mi się wcisnąc na ten film, opóźniony znacznie w stosunku do zapowiedzi.

      nienajgorszy. spodziewałem się większej bidy.

      436, to jest liczba mieszkańców Rockwell Falls, małej dziury w jakimś "teksasie", czy inny "ohajoł".
      Liczba, która nie ulega zmianie od stu lat. 436 i szlus.

      Trafia w to miejsce młody rachmistrz spisowy. ma zamiar spędzić tam kilka dni, zrobić swoją pracę i spokojnie wyjechać. Ludzie są mili, trochę dziwni, ale osada maleńka, prowincja odległa, inne obyczaje niż w Chicago, z którego on przybywa. Już na wstępie psuje mu się auto, do miasteczka pomaga mu dotrzeć policja, która skuruplatnie patroluje obrzeża osady.

      A w środku na Kady'ego czeka pytanie : halo, co tu jest nie tak ?
      chodząc po domach, w celach spisowych, dostrzega rózne niepokojące rzeczy : a to dziwne rytualne modlitwy odmawiane przez mieszkańców, czy to na ulicach, czy w domach, czy przez najmłodsze pokolenie w szkole; tajemnicze księgi, okultystyczno-parareligijno-numerologiczne; miewa koszmarne sny; spotyka ludzi sugerujących, ze w tym Rockewell dzieją się straszne rzeczy, a to dziewczyna chcąca uciec stąd, a to przesądny mąz, który za chorobę żony wini pojawienie się przybysza z zewnątrz i wygrażający mu strzelbą, a to wreszcie przypadek trzymanej w zamknięciu małej dziewczynki, chorej na "gorączkę"; jakaś rodzina czteroosobowa znikła bez śladu; w osadzie są samochody ma tylko policja, i jeden to laweta do ściągania z drogi aut kontuzjowanych [przejezdznych albo przYjezdnych, jak Kady'ego np.]... Idąc tropami, zaczyna odkrywać prawdę.

      A wygląda ona tak,ze - spojler, uwaga -...

      ... że miasteczko Rockwell Falls, to coś między sektą z Waco w Teksasie, a państwem totalitarnym w pigłuce. Oto 100 lat wcześniej ojcowie założyciele "dostali znak od Boga" [pożar] utwierdzający ich w przekonaniu, że dopoki liczba mieszkańców będzie wynosiła 436, dopóty w miasteczku będzie spokój i dobrobyt. z numerologii 3, 4 i 6 oznaczają solidarnośc, jednomyślność i niezmiennośc, co się spina razem w : boską przychylnośc, czy coś takiego. I teraz dbają oni o to, by ilośc pogłowia wynosiła dokładnie tyle - 436. Jak jest za dużo : to się eliminuje. Na ochotnika, albo w drodze losowania.

      CO z obcymi ? Takimi jak Kady ? Jeśli spędzą noc w Rockwell Falls są uznawani za swoich, czyli przyjmowani w poczet mieszkańców. Jeśli jednocześnie ktoś wyramuje, to szafa gra, ale jeśli nie : to zostanie wybrany do zabicia, za pomocą szubienicy, podczas wesołego, radosnego festynu dla całej wspolnoty. Śmierć taka wzbudza radość, bo znów rachunek wynosi 436, a więc gwarantuje dobrobyt, szczęście i mannę z nieba.

      Kady widzi to, tutaj mam wątpliwości : czy w prorocznym śnie, bo nagle się budzi, czy raczej przeżywa to na jawie ? jest to scena dość niejednoznaczna. On widzi tę egzekucję, protestuje, łapią go, ma "gorączkę", oni go elektorwstrząsają, zajmują sie tez odpowiednio jego dziewczyną, która probuje go bronić, ją też o "gorączkę" posądzają... Sen ? Jawa ? duch mara ? Nie wiadomo... Po tym wszystkim - budzi się, ale nie jest jednak otumaniony, spętany, etc, budzi się wlasnym łózku, za to jego dziewczyna - i owszem, zachowuje się jak warzywo, a do tego ma dziurę w głowie, jak po ingerencji chirurgicznej w mózg. CO wcale nie
      ułatwia wyjaśnienia całej sytuacji :]

      W każdym razie : dociera do niego prawda o miejscowych rytuałach. Postanawia spie,przać. PO drodze spotyka gościa, który wie, co sie dzieje, ale doradza mu, zeby nie uciekał bo go zabiją, żeby raczej ukrył się upodabniając do nich i czekal na dobry moment. Tak też Kady robi.

      W innym przypadku, gdyby zaczął protestować przeciw tutejszym zwyczajom - zostałby obezwładniony, poddany elektrowstrząsom i przerobiony na szczęśliwego, według tutejszego przepisu. Każdy bunt, bowiem, skutkuje oddaniem do psychuszki samozwańcznego doktora,
      wspieranego przez policjantów i radę miasteczka, dbających o jego dobro i o tajemnicę, która nie ma prawa wyjśc na zewnątrz. Kady pada ofiarą tego brutalnego "leczenia", niczym McMurphy w "Locie nad kukułczym gniazdem", albo śni o tym ?, i jego dziewczyna również - postanawia wiać bez względu na wszystko.

      Ale facet bystrzak jest : najpierw wznieca pożar w magazynie w środku osady, i kiedy wszyscy lecą gasić - wpada do domu lekarza, wyciąga stamtąd tę małą dziewczynkę, posądzaną o "gorączkę", a więc : po prostu, zbuntowaną przeciw zwyczajom miejscowym, i chodu.

      Próbują znaleźć jakiś samochód. Za miasteczkiem jest cały park maszynowy, setki gratów stojących tam chyba od stu lat, udaje się im znaleźć jeden w nowszych modeli odpalić. I niby już są na drodze za miastem, kiedy nagle zderzają się z gigantyczną ciężarówką. Smierć na miejscu. I w ostatniej scenie do Rockwell przybywa przyjaciel Kady'ego z pracy w Chicago. Dostał niby od Kady'ego maila, ze kady ułożył sobie życie w Rockwell. Przyjechał go odwiedzić. Jemu też psuje się samochód, a policja grzecznie proponuje podwózkę... ;]

      Niezłe, naprawdę niezgorsze, poza paroma zgrzytami scenariusza.

      kilka scen naprawdę do rzeczy.
      Np ta z egzekucją jednej z mieszkanek Rockwell, która sama się zgłosiła żeby ją powieszono w imie pomyślności miasta, bo się nagle zrobiło 437 mieszkańcow i trzeba było usunąc jednego. babka zostaje dynamicznie powieszona na hucznym festynie, a tłum wiwatuje z radości. Kady na to patrzy, jest zszokowany i krzyczy wreszcie "czy wyście zwariowali ?!!"., Łapią go wtedy, bo ma "objawy gorączki"... i dalej już wiecie :]

      inna scena, kiedy Kady z tą małą dziewczynką uciekają z domu doktora zamienionego na kazamaty dla niepprawnie myślacych "rozgorączkowanych" - Kady spotyka w jednej z cel więziennych rodzinę, która w papierach "wyparowala", znikla bez śladu... okazało się, ze ona w calości zanegowała porządki w Rockwell, i została wyslana na reedukację. I teraz Kady widzi ich w celi - a oni zachowują się jak wariaci : przypominają amerykańską przykładną rodzinkę z serialu lat 50-tych, pani domu, mąż urzędnik, syn kujon, córka dobra uczennica, pani domu szczebiocze, ze upiekła właśnie babeczki, siedzą odświętnie ubrani przy stole, a z adaptera płynie slodka cicha muzyczka... absolutnie groteskowa, upiorna scena, Lynch by się nie powstydził ;] Kady otwiera im tę klatkę,żeby uciekali, ale pani domu tup tup tup - podchodzi i z powrotem zamyka od środka.

      No i ten park maszynowy pod osadą. Setki aut, szrot totalny, dowód na to : ilu już prztpadkowych przybyszów zostało przez mieszkańxców Rockwell przechwyconych i zabitych w imię utrzymania tajemnicy. A może i nie... może wielu z nich przeszlo "gorączkę", zostało "wyleczonych" i teraz grzecznie służą religii/idelologii/przesądowi pod tytułem "436" ? :]
      • barbasia1 Re: "POpulacja 436", z wczoraj; via Polsat 28.05.12, 22:31
        Pomysł filmu dobry, choć, właśnie, niewykorzystany .

        :)
        • grek.grek Re: "POpulacja 436", z wczoraj; via Polsat 29.05.12, 14:56
          trochę się zakręciło im w glowie, tu i tam :]
          widać, ze budżecik skromny, aktorzy... miejscowi [rzecz z Kanady],
          w sam raz na wieczorny seans w telewizji, która nie szaleje z drogimi
          nowościami, hehe.
          • barbasia1 Re: "POpulacja 436", z wczoraj; via Polsat 30.05.12, 15:05
            "Populacja 436", a konkretnie motyw wspólnoty zamieszkującej mieścinę odcięta od reszty świata i rzadzącą się własnymi prawami skojarzył się mi z filmem "Osada" (z której właściwie pamiętam piąte przez dziesiąte)...

            :)
            • grek.grek Re: "POpulacja 436", z wczoraj; via Polsat 31.05.12, 13:47
              yes, świetne skojarzenie, Barbasiu :]
              • barbasia1 Re: "POpulacja 436", z wczoraj; via Polsat 01.06.12, 19:38
                grek.grek napisał:

                > yes, świetne skojarzenie, Barbasiu :]

                Główka czasem pracuje! ;)
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 3 (vol. 20) 27.05.12, 13:34
      Sarah McLachlan - moje dzisiejsze odkryce, przypadkowo ją usłyszłam w radiu przed chwilą ...

      www.youtube.com/watch?v=i1GmxMTwUgs
      :)
      • barbasia1 Muzyka - Gabriela Anders 27.05.12, 15:48
        www.youtube.com/watch?v=oGA-A-7SyYs&feature=related
        www.youtube.com/watch?v=T9AhHyvTOTI&feature=related

        (Gabriela Anders - kolejne dzisiejsze odkrycie muzyczne, z Trójkowej audycji Kydryńskiego)
    • maniaczytania Blask ognia - pewnie juz 27.05.12, 19:41
      i tak za pozno, ale kiedys byl, ogladalam, mialam opisac, a tu patrze - dzisiaj bedzie, wiec daje cynk :)
      TVP 1 - 21.20 - melodramat kostiumowy z Sophie Marceau, calkiem przyjemny
      • pepsic Re: Blask ognia - pewnie juz 27.05.12, 19:48
        A nie, właśnie przeglądam program internetowy i potrzebuję bodźca:)
      • pepsic Re: Blask ognia - pewnie juz 29.05.12, 19:29
        Czegoś mi brakowało, jakby autor nie do końca potrafił przekazać, co miał na myśli, a nieprzewidywalne zachowanie bohaterów nie jego zamiarem były. Ale ok. dobrze się oglądało, w tym na Sofie należącą do typu kobiet, które nic nie muszą robić, a i tak pięknie wyglądają w każdej sytuacji i o każdej porze dnia. Troszkę niekonwencjonalny melodramat to był, nad czym akurat nie boleję.
        Maniu, więcej cynków poproszę :))
        • maniaczytania Re: Blask ognia - pewnie juz 02.06.12, 18:10
          wlasnie Pepsic - niekonwencjonalny melodramat to dobre okreslenie tego filmu.
          No i, ciekawy moralnie, bo choc sie kibicuje bohaterom calym sercem, to jakos trudno chyba do konca pogodzic sie z pewnym zdarzeniem.

          Ale film w calosci - mnie sie tez podobal, choc moze nie do konca wiarygodny to trzymajacy w napieciu, a i chemia miedzy bohaterami byla taka, jak nalezy :)
    • pepsic "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 27.05.12, 20:59
      Oglądajcie, widziałam maleńki, zachęcający fragment z cyklu "codzienne rozmowy małżonków" (tu: M. Zajączkowska i K.Stelmaszyk) podczas festiwalu "Dwa teatry" wg i w reż.J.,Machulskiego.

      Ps. A propos ww. festivalu - I nagrodę przyznano "Getsemani", z tego co pamiętam zachwyt wyraziliśmy zgodnie umiarkowany, główną uwagę skupiając na peruce Cieleckiej rąbniętej z planu zdjęciowego do "Poszukiwana, poszukiwany" .

      Ps.2. Podobnie zachęcająco wygląda zapowiedź jutrzejszych dwóch komediodramatów: irlandzkiego "Stacja benzynowa" tvp kultura godz. 20:20;
      francuskiego "Opowiedz mi o deszczu" ale kino! godz. 20:10.

      Trzech na raz sie nie da, więc co?
      • grek.grek Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 28.05.12, 13:33
        a dodatkowo w Polsacie "Bank" [20:00], sensacyja jakowaś. Nawet nie wiem, czy
        warto ?, zajawka wygląda niespecjalnie wyjątkowo czy klimatycznie, pewnie jakaś druga liga...

        łapmy co się da, bo za tydzień, dwa zacznie się Koko Koko Euro i zaleją nas biało-czerwone trąbki, bombki i serpentyny, aż do paranoji. Chyba o niczym innym mowy nie będzie przez ten czas, hehe. Wiecie, jak jest, mamy się cieszyć, wdziać uśmiechy i paradować w tych wielkich czapkach z dzwoneczkami, żeby nas ładnie pokazali w telewizorniach całego śwata [trzeciego] :] Tak każą ;]
        • baabeczka Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 28.05.12, 15:14
          Ja juz mam dosyc, tych reklam,komentarzy,rozmowek, czy innych briefingow...
          a tyle jeszcze przed nami
          • barbasia1 Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 28.05.12, 22:35
            baabeczka napisała:

            > Ja juz mam dosyc, tych reklam,komentarzy,rozmowek, czy innych briefingow...
            > a tyle jeszcze przed nami

            Otóż!
            Choć są i dobre strony nadchodzących mistrzostw, mój operator w ostatnich dniach szaleje z rozdawaniem różnych promocji (smesów, doładowań, itp.) na hasła okołofutobolowe . :)
        • grek.grek "Uwodziciele", dokument, z wczoraj 28.05.12, 15:47
          no i Haneke dostał Palmę :
          www.filmweb.pl/news/CANNES+2012%3A+Michael+Haneke+po+raz+drugi+zdobywa+Złotą+Palmę-85692
          czyli, bez sensacji się obyło.
          wczoraj ponoć w KOcham Kino relacja była, widzieliście ?
          [pewnie rozmówki torbicko-aktorsko-reżyserskie, hehe]

          piłowałem "Million Dollar baby", yes, yes, setny raz, ale jakoś wczoraj nabrałem dziwnej chęci na setną powtórkę.

          a potem zostalem na TVp Kultura, puszczali dokument "Uwodzciele".
          ale jazda, hehe, coś w rodzaju campu, na którym grupka młodzieńców pobiera nauki od
          domorosłych "trenerów" uczących ich, jak kobiety : poznawać, sobą zainteresować, zapędzić do konsumpcji. kilku spłoszonych gości i ich coach : łysek, co to "sam przeżył ten stan niemożności". ale się przełamał, sam się przełamał, i teraz rusza do przełamywania innych. Za okrągłe sumki, ofk, hehe. Uczy ich takich bredni, ze wszystkie kobiety reagują podobnie na określone zbitki słów i zachowania; zaprasza gościa od seksu tantrycznego, który w oparach sztucznej mgły i przy dźwiękach hinduskiej muzyki odprawia masaż na jakieś dziewczynie, która doznaje podobno orgazmu swojego życia; do tego pojawia się pan Chippendales i uczy ich jak mają tańczyć : tego jeszcze nie grali... gdzie taniec sceniczy, profesjonalny, do normalnego tańca na parkiecie ? :] wyobraźcie sobie groźne, macho miny i zamaszyste ruchy tego Chippendalesa powtarzane do rozpuku przez tych biednych, chudych chłoptasiów :] Do tego jakieś seanse hipnotyczne : ten łysek-trener każe im zamknąc oczy i słuchać, a potem wstawia im bałak o tym, że "posiądziecie umiejętności, które wydobęda z was cechy, dotąd ukrywane, a one sprawią, ze kobiety będą wam ulegać" itd :] Uśmiech ciśnie się na usta i całą resztę ciała.

          A potem całe to towarzystwo wypuszczane zosataje w teren, i zaczepia babki : w galerii handlowej, czyli tam gdzie tłum, pośpiech, anonimowość i najgorsza możliwa atmosfera do flirtu. Oczywiście, który ładniejszy i kompletnie ma w nosie to co mu tam naściemniali na kursie, a jest po prostu luźny, to coś tam łowi, nie wiadomo po co takiemu "szkoła uwodzenia". Jego przeciwieństwa : miotają się, gubią, rażą sztucznością i dostają kosza za koszem. Widowisko z trzeciej ligi.

          W sumie, najlepiej idzie im w nocnym klubie, gdzie klimat lepszy i czas nie goni.

          w miedzyczasie parę strzałów kamerą w życie kilku z tych nieszczęsnych kursantów : jeden religijny jak diabli, drugi z rodziny purytańskiej [temu najlepiej podryw idzie, bo ma latino typ urody], trzeci pół-sierota, czwarty pokazuje te swoje wygibasy taneczne rodzinie, babci, matce i ojcu : stary go pyta "a przyda ci się to na coś", a ten mu odpowiada "nooo..." :] - normalnie,, moment Kodaka; następny dzień cały zasuwa z jakimiś ofertami telefoniczmymi, w jakiejś firmie, więc ma jakis gadulec.

          w sumie, ten łysy treneiro uczy ich wszystkiego, normalnie wszystkiego, poza jednym. POza - byciem soba, jakąs próbą rozwoju siebie. Sprzedaje im, w zamian, podobno "niezawodne recepty", i trenuje w warunkach wyjątkowo niesprzyjających poznawaniu nie tylko nastolatek, ale i pań po 90-tce. No ale... kasa mówi :] Trzeba mu przyznać, wszelako, że do tego nocnego klubu powiózł ich wynajętą limuzyną, hehe.

          W sumie, dośc pouczający dokument o jakiejś tam nowej gałęzi przemysłu usługowego. Sprzedaż czegoś, co nie istnieje, albo sprzedaż czegoś, co za połowę ceny byście nie kupili.

          Chciałbym zobaczyć podobny dokument ze szkoły uwodzenia dla dziewczyn, przynajmniej te tańce erotyczne nie zmuszałyby mnie do zamykania oczu.

          "UFOwodziciele", tak powinni nazywać ten film.
          Bo trening, trening, i trening, a na końcu i tak decydowała po prostu normalnośc, na jaką każdego z nich stać bez żadnego coacha, żadnego czopek-dekla i innych pomagierów od seksu tantrycznego :] Ale - gdyby nie kompleksy, to sami powiedzcie, ilu cwaniaków by zbierało śliwki albo gruszki, zamiast rozbijać się porszakami ? ;]
          • barbasia1 Re: "Uwodziciele", dokument, z wczoraj 28.05.12, 23:29
            Oglądałam wczorajsze KK, owszem była relacja pani Grażynki z Cannes, podsumowanie, krótkie omówienie nagrodzonych filmów oraz rozmowy z Haneke, Bradem Pittem. Treściwie, rzeczowo, konkretnie. Mnie się bardzo podobało.
            :)

            "Uwodzciele" - coś pięknego, he, he(w Twojej opwoieści).
            "groźne, macho miny i zamaszyste ruchy tego Chippendalesa " powtarzane do rozpuku przez tych biednych, chudych chłoptasiów" ; "czwarty pokazuje te swoje wygibasy taneczne rodzinie, babci, matce i ojcu : stary go pyta "a przyda ci się to na coś", a ten mu odpowiada "nooo..." :]
            Boskie! :)))

            Materiały poglądowe znalazłam - stronę łysego trenerio . ;)

            www.marcinszabelski.pl/index.php/film-uwodziciele.html#
            :)



            • grek.grek Re: "Uwodziciele", dokument, z wczoraj 29.05.12, 14:53
              o dżizus, to ten własnie :]]

              widzę, że szerzy swoje teorie na szerszą skalę, haha.
        • siostra.bronte Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 28.05.12, 16:34
          :D. Ale chyba nie będzie tak źle. Kanały filmowe będą działać dalej :) I jako kibicka, będę musiała niestety czasem wybrać: film czy mecz.
          • grek.grek Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 29.05.12, 14:59
            hehe, miejmy nadzieję :]
            ... poza tym, wiesz... to długo nie potrwa, bo Orły najpewniej tradycyjnie zagrają
            trzy tylko mecze : otwarcia, o wszystko i o honor.
        • barbasia1 Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 29.05.12, 23:02
          > łapmy co się da, bo za tydzień, dwa zacznie się Koko Koko Euro i zaleją nas bia
          > ło-czerwone trąbki, bombki i serpentyny, aż do paranoji.

          W wiekszych sklepach zatrzesienie koszulek,spodenek czapeczek, bluz sportowych i innych cudów wianków w barwach narodowych, widziałam dziś nawet biało-czerowną koszulkę z orzełkiem i napisem Polska dla rocznego maluszka!

          :)
          • grek.grek Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 30.05.12, 13:08
            a w niektórych restauracjach i hotelach ceny ponoć poszły w górę o, bagatela... tysiąc procent :] [wieśc z wczorajszych Wydarzeń]

            A dodatkowo szanowana i szacowna BBC kroi dokument o polskich kibolach i
            sugeruje, zeby angielscy fani raczej zostali w domu, niż jechali na mecze do Polandu, bo
            może im z głowy spaść nie tylko włos, ale cały skalp.
            no i sama powiedz, jak tu nie popaść w kołomyję :]

            Teraz można sobie zaprzeczać, wysyłać noty dyplomatyczne, odkręcać
            puszczając własne filmy o tym, jak na trybunach stadionów panuje miłośc
            i wzajemna tolerancja... BBC ma markę zbyt wysoką.

            Samiśmy sobie nawarzyli piwa. Było się z kibolstwem rozprawić, jak sami
            Anglicy, a nie bronić ich za pomocą polityków opozycji, którzy ręczyli własnym
            honorem i poselskim mandatem za jakieś łachudry stadionowe :] A teraz wrzask
            i zgrzytanie zębów... ech, czy my się kiedyś nauczymy czegoś, jako naród,
            a nasi "wybrańcy" razem z nami ?

            • barbasia1 Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 30.05.12, 15:34
              Chytrusy!

              Święte słowa, Greku.

              W tej sytuacji wypada życzyć tylko, żeby ta kompromitacja podziałała mobilizująco, wstrżasnęła kim trezba i i doprowadziła do zmian na stadionach, tak aby ludzie nie bali się chodzić z rodziną na mecze.

              • grek.grek Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 31.05.12, 13:24
                wiesz, Barbasiu, jak jest w Polandzie :]... "wstrząs" bedzie chwilowy, a jak się goście rozjadą, a po Euro ślad zaginie - wróci codzienna bylejakość.

                przy okazji, telewizornia podała wczoraj, że sympatycznie babcie od "Koko Euro" nie dostały zaproszenia na ceremonię otwarcia mistrzostw. Haha :] A miał to być "oficjalny hymn reprezentacji".

                widać, organizatorzy postanowili "nie robić wiochy"... Trochę chyba, przy okazji, sami wiochę odstawili, nie ?

                na mój gust, to ktoś popełnił wielki błąd, z punktu widzenia późniejszych reakcji - włączył to "KoKo koko" do konkursu, w którym o zwycięstwie decydowali widzowie. A publisia, jak to publisia - postanowiła sobie zrobić jaja z reprezentacji i zagłosowała na te babiny, żeby było śmiesznie i komicznie.

                Teraz... prostują zaniedbania i trochę to mało twarzowo wychodzi...

                ale, ale, ale... babiny KOko Koko nie przejmują się, w tej samej telewizorni podali, ze już promują swojego hita w jakichś ciepłych krajach. Będzie przebój na miarę "Papayi" Urszuli Dudziak, tyle że nie tzreba będzie na to czekać 20 lat ;]
      • siostra.bronte Re: "Next-ex" - poniedziałkowy teatr telewizji 28.05.12, 19:07
        Wybieram "Opowiedz mi o deszczu", chociaż to podobno jeden ze słabszych filmów duetu Jaoui - Bacri.
        • grek.grek "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 29.05.12, 14:05
          no i ? warto było ?

          ja się zainstalowałem, zupełnym przypadkiem, na TVp Info, gdzie mne uraczyli bardzo interesującym dokumentem - "Argentyńska lekcja". Widziałaś, widzieliście może ?

          nakręcił go facet, Polak, dokumentalista, reżyser - filmowiec, który z rodziną wyjechał był
          swego czasu do Argentyny, gdzie jego partnerka życiowa miała uczyć języka polskiego
          dzieci emigrantów z Polandu. GDzieś na prowincji, w ubogim, małym miasteczku o nazwie, której
          nie wypowiem, bo nie pamiętam.

          spędzili tam bodaj połtora roku.
          Film to zapis przyjaźni ich 8-letniego syna z 11-letnią rówieśnicą, mającą polskie korzenie - Marcią. Dziewczynka glównie mówi po hiszpańsku, ale i po polskiemu jej się zdarza. W końcu nosi nazwisko dośc swojsko brzmiące "Majcher" :]

          Marcia to ma przekopane życie. Bieda, matka na dwoch etatach, ojciec pracuje na wyjeździe, w ogóle nie pojawia się w domu [pewnego razu Marcia jedzie go odwiedzić, towarzyszy jej oczywiście facet z kamerą, i jego syn, więc nie jedzie sama, ale można dojśc do wniosku, ze nawet gdyby nikt tego nie filmował, to zapewne nawet sama zdecydowałaby się nocą przejechać kilka przystankow i po ciemaku szukać baraku, w którym pomieszkuje jej ojciec, robotnik], do tego czwórka rodzeństwa, z której starszy jest tylko jeden z braci.

          Ale mała jest dzielna : po szkole pracuje przy produkcji glinianych cegieł, jeździ zbierać yerba matę, ścina jakieś bambusy czy inne cholerstwo, do tego próbuje obok domu otworzyć kiosk spożywczy [matka się ostatecznie sprzeciwia temu pomysłowi], uwija się za trzech chłopa. Ładna, nad wiek mądra i dojrzala, jakbym tak miał z 14 lat, to bym napisał, że z tą całą energią, optymizmem, inteligencją, i z tym uśmiechem : to dziewczyn[k]a do zakochania ;]

          Pracuje ci ona, uczy się, idzie do pierwszej komunii [czy czegoś takiego, w każdym razie stroje i świeczki w garściach, dokładnie takie same jak w Polandzie] i naprawdę powstaje pełnokrwisty obraz jej osobowości. Sprytna jest. Kiedy matka wraca z pracy, i mała wie, że będzie zmęczona i zdenerwowana - podaje jej orzeźwiający napój... z tabletkami na uspokojenie cichaczem w nim rozpuszczonymi. Tak dba o jej zdrowie emocjonalne.

          Ta jej dorosłość czasami ustępuje momentom beztroskiej zabawy, wtedy ma 11 lat, w każdym innym momencie jest dwa razy starsza. Widać w niej jakiś hart ducha nieprzeciętny. Nie narzeka, nie marudzi, nie pomstuje. Kiedy w szkole odbywają się jakies wybory młodocianych Miss, a potem prezentacja zwyciężczyń w galowych strojach na szkolnym dziedzińcu - Marcia siedzi gdzieś z boku. Czy byłaby taka sama, gdyby okoliczności nie przyspieszyły jej mentalnego rozwoju ? Czy byłaby taką właśnie typową 11-latką zajmującą się rzeczami, ktorymi... 11-latka sie zajmuje ? Czy byłaby przeciętna ? Czy byłoby to dla niej dobre ? A może dobre jest to, co teraz, tylko ona jeszcze tego nie wie, że ten rozwój jaki na niej wymusza sytuacja może być dla mniej wstępem do naprawdę kapitalnego życia tzw. dorosłego ?

          We wszystkim towarzyszy jej syn faceta, który kręci kamerą. Wychodzi to jednak bardzo naturalnie, bez póz i sztuczności. Ona naprawde tak żyje, film to wierny zapis codzienności.

          Ofk, rozstanie, kiedy Polacy wyjeżdzają z miasteczka, wracają do domu, jest wzruszające, ale zaraz zostaje przełamane obrazkiem, na którym ukochany tatulo Marcii siedzi za kierownicą starego kabrioleta, cała rodzina razem z nim obok. i wszyscy się śmieją i dobrze bawią. Auto nie jedzie samo. Jest ciągnięte przez starą furgnotkę, furmankę, albo coś w tym guście, przyznam, ze nie pamiętam.

          znakomita rzecz.

          los fotografikos :
          www.filmpolski.pl/fp/index.php/4524265




          • siostra.bronte "Argentyńska lekcja"/"Opowiedz mi o deszczu" 29.05.12, 17:09
            W temacie dokumentów za bardzo się nie orientuję, ale ten tytuł obił mi się o uszy, bo wygrał Krakowski Festiwal Filmów Dokumentalnych w ub.r.
            A film Jaoui bardzo fajny, obejrzałam z przyjemnością. Błyskotliwe dialogi, dyskretny humor i świetne aktorstwo. Miło spędzony czas :)
            • pepsic Re: "Argentyńska lekcja"/"Opowiedz mi o deszczu" 29.05.12, 19:47
              Mając na uwadze cykliczne powtórki alekinowe postawiłam na teatr. Również dobrze się bawiłam:)
          • barbasia1 Dziś w TVP2 o 22:55 dokument "Wiera Gran"! 29.05.12, 17:11
            w reżyserii Maria Zmarz-Koczanowicz (2012).
            Dokument będzie miał swoją premierę równoczesnie dziś 29 maja podczas 52. Krakowskiego Festiwalu Filmowego.

            O Wierze Gran, słynnej przedwojennej gwieździe, piosenkarce żydowskiego pochodzenia, aktorce kabaretowej i filmowej, wspominała niedawno Bronte w odpowiedzi na Grekowy post dotyczący filmu "Pianista", pisząc, że Gran oskarżyła Szpilmana o kolaborację z Niemcami podczas wojny, owo oskarżenie wypowiedziane przez Gran, znalazło się w wydanej w 2010 roku książce Agaty Tuszyńskiej poświeconej Wierze Gran (niedawno Tuszyńska stanęła przed sądem w procesie o zniesławienie, jaki wytoczyła jej wdowa po Szpimalnie).
            Podczas okupacji Wiera Gran śpiewała w Café Sztuka w getcie warszawskim. Jako jedyna z rodziny przeżyła wojnę. Po zakończeniu wojny Gran została oskarżona o kolaborację z gestapo, wkrótce po tym jak została uniewinniona wyemigrowała do Izraela. Piętno kolaborantki jednak ciążyło na niej przez całe życie i stało się obsesją jej życia. Zmarła samotnie we Francji, w Paryżu, w 2007 roku, gdzie osiada na stałe.

            Must see!

            :)
            • siostra.bronte Re: Dziś w TVP2 o 22:55 dokument "Wiera Gran"! 29.05.12, 17:39
              Ostatnio jakoś dużo się pisze o Wierze Gran. Artykuł w "Filmie", tekst w Onecie na pierwszej stronie, teraz dokument.
              A książka Tuszyńskiej wywołała spore zamieszanie w środowisku pisarzy i krytyków także z innych powodów. Jakiś czas temu widziałam program z jej udziałem, nie pamiętam co to było, gdzie była atakowana za niezbyt etyczne postępowanie wobec Gran przy zbieraniu dokumentów do książki. Pamiętam, że dyskusja w studiu była gorąca, dlatego obejrzałam ten program, chociaż nie interesuję się za bardzo literaturą.
              • barbasia1 Re: Dziś w TVP2 o 22:55 dokument "Wiera Gran"! 29.05.12, 22:49
                Na łamach "Wysokich Obcasów" podobne zastrzeżenia wobec Tuszyńskiej wysuwała też Hanna Samson.
                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,9401039,Obnazona_Wiera_Gran.html

                Artykuł z miesięcznika "Film" znalazlam i linkuję:

                "Utracona cześć Wiery Gran"
                film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/utracona-czesc-wiery-gran,1,5133073,wiadomosc.html
          • barbasia1 Re: "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 29.05.12, 22:25
            Ależ świetna historia przyjaźni, a przy okazji jaki soczysty kawał egzotyki życia codziennego rodziny na agrenytńskiej prowincji dostajemy.

            Znalazłam w Rzepie rozmowę z reżyserem dokumentu Wojciechem Staroniem o „Argentyńskiej lekcji".

            www.rp.pl/artykul/670273.html?p=1
            "Syberyjskią lekcję" wcześniejszy dokument Staronia trzeba by upolować.

            :)


            :)
            • grek.grek Re: "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 30.05.12, 13:01
              Bardzo :]
              życie jest najlepszym filmem.

              dzięki Ci za link, zaraz przeczytam, bo gośc kawał dobrej roboty wykonał.
              • barbasia1 Re: "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 30.05.12, 15:38
                Otóż to. :)

          • barbasia1 Re: "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 29.05.12, 22:26
            Miejscowość nazywała się Azara.
            :)
            • grek.grek Re: "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 30.05.12, 13:21
              yes :]

              "Shawshank" TV4 [22:15]
              "Miasto Aniołów" TVN7 [23:00]

              jakiś Tydzień Sentymentalny się zrobił, hehe, powtórka jedna za drugą z klasyków
              kina. MIlczenie, Million Dollar Baby, teraz to...

              "POmiędzy wilki", TVp Historia, 20:00 - okazja do nadrobienia zaległości
              w polskiego kina znajomości. Spróbujecie ? :]

              "Gol 2", w TVP1.
              niestety, oglądałem Gol 1 i bardzo to był idylliczny obrazek chłopca z podwórka w
              Meksyku, który dostaje szansę w zawodowej piłce nożnej w Anglii. Trenuje, trenuje,
              trenuje... dostaje szansę, wykorzystuje ją, strzela dwie bramki, potem wpada w szpony
              pozaboiskowych zagrożeń czyhających na młodego kopacza [niedobre kobiety, trunki,
              nocne kluby, nieodpowiednie towarzystwo], forma spada, ale reprymenda trenera,
              i rozbudzona znienacka świadomośc że może mu się cała karyjera posypać - wraca
              młodzieńca na właściwe tory. Ot, domek z mchu i paproci :] Wszystkie schematyczne
              historie o piłkarskim od Kopciuszka do Rockefellera - w jednej.

              w Gol 2 ten sam Meksykanin będzie już grał w Realu Madryt. a co, jak szaleć, to
              na sto cylindrów ;]
              • barbasia1 Re: "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 30.05.12, 15:53
                > "Miasto Aniołów" TVN7 [23:00]

                A wiesz, że nie widziałam jeszcze "Miasta Aniołów", a to tak dawno powstało, szkoda, że późno dziś się zaczyna.

                A propos, właśnie okazało się, że zalinkowana przeze mnie piosenka "Angel" Sarah MacLachan (moje niedzielnego odkrycie muzyczne) pojawiła się na ścieżce dźwiękowej filmu "Miasto Aniołów".

                www.youtube.com/watch?v=Hc-BIvyPw_k
                Piękna piosenka.

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,134764654,136193747,Re_Ojej_co_tu_wybrac_2012_3_vol_20_.html
                > w Gol 2 ten sam Meksykanin będzie już grał w Realu Madryt. a co, jak szaleć, to
                > na sto cylindrów ;]
                Ha,ha,ha! To może innym razem.
                • grek.grek Re: "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 31.05.12, 13:34
                  ja też dawno nie widziałem "Miasta...", ale wczoraj postawiłem na Shawshank :]

                  ale wypadl fajny tydzień riplejów, prawda ?
                  Milczenie owiec, Million Dollar Baby, Shawshank... co dalej ? hehe.

                  to jest jednak symbol klasy filmu, wg mnie.
                  że ma w sobie kilkanaście, kilkadziesiąt scen, dialogów, momentów, które oglądane z
                  pomocą video nie mają żadnej mocy, a mają ją dopiero, kiedy lecą bezpośrednio
                  z emisji telewizyjnej.

                  Shawshank, to w zasadzie, nie wiem jak to widzisz ?, wg mnie - składają się z takich
                  momentów, aż nie sposób wymienić ich wszystkich, albo chociaż połowy, a tylko
                  niektórych - nie wypada, zeby pozostałych nie urazić :].

                  niby nic skomplikowanego, współczesna baśń o hrabim Monte Christo, trochę amerykańskich
                  uproszczeń, ale co za scenariusz, co za aktorzy, co za muzyka dyskretna, a zapadająca
                  w ucho, co za atmosfera, przesłanie proste, a uniwersalne, że nadzieja z wolnością chodzą
                  pod ramię, i że dla chcącego nic trudnego,a jednocześnie nie tyle przemycony, co ustawiony w centrum problem "nie przesadzania starych drzew" - że kryminaliści po 30-40 latach odsiadki wychodzący do normalnego życia, nie są w stanie się w nim odnaleźć, że to wypuszczanie ich z więzienia, to jest niemal skazywanie ich na śmierć samobójczą albo jakąś inną, wygnanie z domu w step szeroki i głuchy. Dwie rózne historie, w jednej opowieści. Red nie padł od tej wolności, bo miał dokąd pójść. co za scena, dwóch eks-garowników, Meksyk, błekitne morze, plaża... co za moment Kodaka :]

                  wiesz co ? za rok albo i wcześniej tez będę chyba znów ten film odkrywał :] Wcześniej niż za rok - zdecydowanie, heh.
                  • grek.grek Re: "Argentyńska lekcja", dokument [TVp Info] 31.05.12, 13:35
                    to morze, to chyba nawet ocean był ... ;]
                  • barbasia1 "Skazani na Shawshank" 01.06.12, 19:18
                    Tobie z hrabią Monte Christo, a mnie z Andy z postacią Pana K. z "Procesu" Kafki kojarzy się .
                    Obaj są niewinnymi ofiarami nieprawdopodobnej przemocy i niesprawiedliwości.

                    "Skazani ..." przestrzegają by nie zostać bezradnym wobec niezasłużonego nieszczęścia, ale i w obliczu niepodziewanego szczęścia (jakim jest właśnie wolność po wielu latach osiadki) .

                    "co za scena, dwóch eks-garowników, Meksyk, błekitne morze, / ocean -jak poprawił później Grek - ja/ plaża... co za moment Kodaka :]

                    I żadnych kobiet do samego końca, oprócz Rity Hayworth, Marilyn Monroe i Raquel Welch na kolejnych plakatach przyklejanych na ścianie w celi ...

                    A w książce ( Stevena Kinga ) Red i Andy nie spotkali się po wyjściu z więzienia / na filmwbie w zakładce ciekowstki o tym piszą).

                    Ciekawe, jak łatwo w tym filmie przechodzimy do porządku na tym, że bohaterami współtowarzyszami Andy'ego są garownicy -przestępcy skazani za rozboje, morderstwa, rozmaite zbrodnie, a co więcej od razu zaczynamy darzyć ich sympatią , okazujemy współczucie, kibicujemy im.

                    > wiesz co ? za rok albo i wcześniej tez będę chyba znów ten film odkrywał :] Wcz
                    > eśniej niż za rok - zdecydowanie, heh.

                    :) Zatem może coś jeszcze dodam, wymyślę w ramach komentarza??! Uff! ;))


                    Zacna/e powórka/i, to prawda.


                    A ja obejrzałam polski film, któryś wypatrzył na TVPHistorii "Pomiędzy wilki", z Grażyną Szapołowską i Piotrem Dejmkiem w rolach głównych z roku 1988.
                    Scenariusz został oparty na prozie Ksawerego Pruszyńskiego. Ciekawa rzecz. Słowo o tym filmie muszę napisać ...

                    cdn.

                    • grek.grek Re: "Skazani na Shawshank" 02.06.12, 14:39
                      coś w tym jest :]
                      [ jakkolwiek, Andy coś wiedział, za co siedzi, czy raczej
                      za co-czego-nie-zrobił siedzi, a Józef K. do końca nie poznał
                      powodu bycia obiektem dochodzenia i osądzenia]

                      właśnie, kobiety tylko na plakatach.
                      nie zwróciłem wcześniej na to uwagi...

                      fakt, każdy z nich za coś tam odsiaduje. Red za zabójstwo.
                      Ciekawe, zwróć uwagę, że nie ma tutaj wiary w moc resocjalizacji.
                      Jest wiara w upływ czasu, który pozwala na refleksję, prawdaż ?

                      o, świetnie, mnie "POmiędzy wilki" przepadło... z ciekawością
                      będę oczekiwał Twojej recenzyji :]
                      • barbasia1 Re: "Skazani na Shawshank" 03.06.12, 16:18
                        grek.grek napisał:

                        > coś w tym jest :]
                        > [ jakkolwiek, Andy coś wiedział, za co siedzi, czy raczej
                        > za co-czego-nie-zrobił siedzi, a Józef K. do końca nie poznał
                        > powodu bycia obiektem dochodzenia i osądzenia]

                        Tak, oczywiście.
                        Słuszna uwaga.


                        > fakt, każdy z nich za coś tam odsiaduje. Red za zabójstwo.
                        > Ciekawe, zwróć uwagę, że nie ma tutaj wiary w moc resocjalizacji.
                        > Jest wiara w upływ czasu, który pozwala na refleksję, prawdaż ?

                        A tak, rzeczywiście.


                        > o, świetnie, mnie "POmiędzy wilki" przepadło... z ciekawością
                        > będę oczekiwał Twojej recenzyji :]

                        Heh, postaram się, we wtorek?
                        :)

      • barbasia1 Re: "Next-ex" / "Stacja benzynowa" 30.05.12, 16:49
        "Mówisz za długa frazą" - mówi mąż (Stelmaszczyk) do żony (Zajączkowska) - bardzo ładna faza, he,he.

        Właśnie, spektakl „Getsemani” zdobył nagrodę Grand Prix festiwalu.
        www.tvp.pl/kultura/teatr/teatr-telewizji/aktualnosci/nagrody-festiwalu-dwa-teatry-sopot-2012-rozdane/7437838
        To prawda, he,he. I klina zabiło nam tytułowe getsemani. Ale na z interpretacja tytułu mieli tez problem i sami aktorzy wystepujacy w tym spektaklu, odniosłam takie wrazenie czytając wywiady. ;)

        Oglądalam w poniedziałek spektakl "Next-ex". Tym samym zrezygnowałam z
        komediodramatu "Stacja benzynowa" (oryginalny tytuł "Garage").
        A to bardzo ciekawa rzecz, bardzo zachęcająco piszą o tym filmie na stronie TVP:

        "Przejmujący film Leonarda Abrahamsona jest opowieścią o obojętności małomiasteczkowego świata wobec „Innego” - nieśmiałego i nadwrażliwego pracownika tytułowej stacji benzynowej, który próbuje zmienić swoje życie.

        Josie jest samotnym, „przegranym” pracownikiem stacji benzynowej, gdzieś w małym irlandzkim miasteczku. Sprawia sympatyczne wrażenie, ale nie jest w stanie nawiązać swobodnej relacji z pozostałymi mieszkańcami. Traktowany przez wszystkich z wyższością, tkwi od lat w przypisanej mu przez społeczność roli „wioskowego głupka”. Kiedy więc podejmie próbę wyjścia ze swojej samotności i skrępowania, zostanie ponownie usadzony w bezpiecznym, odległym od innych, miejscu.

        Film Leonarda Abrahamsona to portret samotności w umierającym społeczeństwie, przeplatany komizmem, patosem i zaskoczeniem. Pat Shortt w roli Josiego daje niezapomniane przedstawienie człowieka pozornie pozbawionego szans na odkupienie. „Stacja benzynowa” w 2007 roku otrzymała Nagrodę Międzynarodowego Stowarzyszenia Kin Artystycznych dla Najlepszego Filmu. W 2006 roku była również nominowana do Nagród IFTA (Irlandzkie Nagrody Filmowe i Telewizyjne) w dziesięciu kategoriach i otrzymała nagrody dla Najlepszego Filmu, Najlepszego Aktora, Najlepszego Aktora – Pata Shortta, Najlepszego Reżysera oraz za scenariusz."

        www.tvp.pl/kultura/miejsce-wsrod-gwiazd/panorama-kina-swiatowego-stacja-benzynowa/7445566

        :)
        • barbasia1 Re: "Next-ex" / "Stacja benzynowa" 30.05.12, 16:51
          barbasia1 napisała:

          "Mówisz za długa frazą" - mówi mąż (Stelmaszyk) do żony (Zajączkowska) - bardzo ładna faza, he,he.


          Stelmaszyk - przepraszam!
        • grek.grek "Next-ex","Stacja benzynowa"/"Karmel w Kocham Kino 31.05.12, 13:46
          a ja pamiętam jeszcze te spektakle z klasyki światowej, "Zbrodnię i karę" Wajdy czy "PRoces" z Wilhelmim... nadzwyczajne wydarzenia, wg mnie. taka moc sugestii, ze sięgając później po te powieści nie sposób już czytać ich bez podkładu wizualnego w głowie, pochodzącego właśnie z tych spektakli.

          "Stacji" nie widziałem, niestety, ostatnio wpadłem w El Classico tryb i te nowości, gdzieś mi umykają...

          ale dziś, chyba zagramy coś nowego, Barbasiu ?

          "Karmel" wygląda na wart uwagi [Kocham Kino, 20:45 - hehe, proszę, zawinęli państwo od mowy gestów i od razu się zrobiło luźniej w ramówce, film godzinę wcześniej, voila].

          "Oda do radości" - jesli masz/macie nocnemarkowanie w planach, to zachęcem. Parę razy pisaliśmy już a'propos. 3 półgodzinne nowele z życia wzięte, bohaterowie których spotykają się w autobusie jadącym do Anglii, po "nowe życie", po tym jak stare, to polskie, wystrychnęło ich na dudka, rozczarowało i zraniło.

          23:35, to nie jest godzina najszczęśliwsza na projekcję, ale lepszy rydz niż nic.
          1:45 powtórka "Karmelu/a [?]"

          no i TVP Kultura, 21:10 i 2:20
          "Życie wewnętrzne" Koterskiego.

          jest tego towaru na dziś do przerzucenia, prawdaż zawżdy ?

          • barbasia1 Re: "Next-ex","Stacja benzynowa"/"Karmel w Kocham 31.05.12, 16:08
            Na mnie z podobnym skutkiem wrażenie wywarł spektakl "Mistrz i Magłorzata" w reżyserii Macieja Wojtyszki z roku 1988.
            www.youtube.com/watch?v=j6S-b0WOAJs
            No tak, o "Next-ex" wypadałaoby napisać! Ale ja ze dwadzieścia filmów do tyłu jestem, wokól "Kocham cię od tak dawna" moje myśli krążą, i oczywiście wokół "Wodzireja", nie nadążam za Tobą Greku, heh .

            I dziś znów "Miasto aniołów"w TVN7 , i tym razem o wspaniałej porze o godz. 20:35, ale szykuję się na libański "Karmel", już dawno przez Manię zapowiadany, choć z wielką chęcią obejrzałabym "Życie wewnętrzne" Koterskiego. Niedawno pokazywano jego "Dom wariatów", o którym nic żeśmy nie napisali ... Dobrze, że TVPKultura przypomina filmy Koterskiego.

            Właśnie, prawdaż, zawarty w tytule naszego wątku dylemat się dziś wyjątkowo doskwiera.

            :)
            • barbasia1 "Karmel" w Kocham Kino 31.05.12, 16:37
              www.youtube.com/watch?v=s6U_zmq0d84
              Karmel przypomina najlepsze dokonania Pedro Almodóvara. Od hiszpańskiego mistrza młoda libańska reżyserka, Nadine Labaki, przejęła umiejętność pokazywania barwnego świata kobiecych relacji.

              Kobiety najlepiej obserwować w miejscu, w którym czują się swobodne i są skore do najintymniejszych zwierzeń. Wiedząc o tym, Nadine Labaki stworzyła czarujący film o pięciu przyjaciółkach w różnym wieku, które zawsze spotykają się w salonie piękności w centrum Bejrutu. Barwny świat pełnokrwistych kobiecych postaci odsłaniających swoje sekrety przykuwa uwagę i fascynuje. Jest w nim oczywiście miejsce na pogawędki o seksie i problemach z mężczyznami, ale także na osobiste rozmowy o religii, niełatwych relacjach z bliskimi, poważnych problemach. Te kobiety potrafią się wspierać i pomagają sobie w najtrudniejszych sytuacjach – na tym polega ich siła.

              „Podgrzej cukier!”, to polecenie może pochodzić z ust chirurga lub… kochanka. Jeśli słodką, lepką, nałożoną pieszczotliwie substancję, zedrzesz jednym ruchem, poczujesz, jakby ktoś wymierzył ci policzek. Stare, babskie porzekadło mówi: „Chcesz być piękna, musisz cierpieć”. Odnosi się ono także do mieszkanek Bejrutu. Przyjemność ma przecież swoją cenę.

              W znakomitym, emocjonalnym debiucie Nadine Labaki – który stał się hitem tegorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes – reżyserka z gorącej, słodkiej papki używanej do depilacji uczyniła pewien symbol: przenikania się przyjemności i bólu, słodyczy i cierpienia. Osadzony w bejruckim salonie piękności film Karmel łączy w jedną opowieść historie pięciu kobiet. Nisrine (Yasmine Elmasri) ma za chwilę poślubić konserwatywnego Muzułmanina, ale od dawna nie jest już dziewicą. Jamale (Gisele Aouad), aktorka, za wszelką cenę stara się zatrzymać czas. Rima (Joanna Mkarzel) – tłumi w sobie pociąg do kobiet, aż któregoś dnia kobieta z jej marzeń wchodzi do salonu piękności, w którym Rima pomaga. Rose (Sihame Haddad) odrzuca zaloty starszego gentlemana, by dalej opiekować się starszą siostrą. I Layale (Nadine Labaki), energiczna właścicielka salonu, dzięki której wszystko się kręci, wplątana w beznadziejny – choć fragmentami niezwykle satysfakcjonujący – związek z żonatym mężczyzną.

              Labaki w roli Layale wnosi na ekran energię, humor i ogromne ciepło. Jako aktorka jest doskonała. Jako reżyserka stworzyła wspaniały wizualnie film, wzbogacając widok salonu wspaniale przemyślanymi kompozycjami z atmosferą jak z Wong Kar-Wai’a.

              Karmel to nowy gatunek filmu wprost z Libanu. Pomija kwestie wojny, polityki i odwołuje się do uniwersalnych, wspólnych wszystkim ludziom prawd o miłości i namiętności. W filmie jasno widać, że libańskie kobiety odnajdują w sobie siłę. Skoro Nisrin musi stać się na nowo dziewicą, znajdzie na to sposób. Jeśli Layale potrzebuje wolnego, dobrego mężczyzny, to może ten pojawi się za chwilę obok niej. A jeśli będzie trzeba rozwiązać problem kosmetyczny, one zaraz rozgrzeją cukier!

              Libańskie kobiety, jak wszystkie arabskie kobiety, są pełne pasji i silnego temperamentu. Nie chcą jednak dramatyzować i pozwalać na to, by ogarnął je smutek. Ich sposobem na obronę samych siebie jest drwina ze wszystkiego, z siebie również.

              Karmel nie jest tylko egzotyczną, perską baśnią snutą przez współczesną Szecherezadę, ale także głosem z patriarchalnego świata, w którym opinie kobiet zwykle nie są słyszalne. Dlatego warto przyjrzeć się pięciu bohaterkom Karmelu i posłuchać, co ciekawego mają do powiedzenia o sobie i otaczającym je świecie, często pełnym hipokryzji i wydumanych barier społecznych. Ich głosy brzmią interesująco i są warte uwagi. Choć tytuł filmu mógłby sugerować samą słodycz, to w rzeczywistości jego smak jest słodko-gorzki.

              www.gutekfilm.pl/karmel/
              • barbasia1 Re: "Karmel" ; wywiad z reżyserką Nadine Labaki 31.05.12, 16:40
                O czym opowiadasz w wyreżyserowanym przez siebie filmie?

                Krótko mogłabym powiedzieć, że to historia pięciu libańskich kobiet, pięciu przyjació-łek w różnym wieku, które pracują i spotykają się w bejruckim salonie piękności. Jeśli mam nieco rozwinąć ten wątek, dodam, że są to kobiety, które cierpią wskutek kon-frontacji pełnego hipokryzji, orientalnego systemu z modernizmem zachodnim. Prze-konane, że mogą polegać wyłącznie na sobie, solidaryzują się i pomagają sobie w codziennych problemach. Obgadują swoje relacje z mężczyznami, plotkują o miłości, małżeństwie i seksie.

                Dziś w Europie Liban jest symbolem otwartego i wolnego społeczeństwa. To jednak niezupełnie jest prawda. Za tą fasadą libańskie kobiety wciąż podlegają wielu ograni-czeniom, ciągłej obawie przed tym, jak ocenią je inni. W tym kontekście ciągle męczą się wyrzutami sumienia i poczuciem winy. Tymczasem w salonie piękności, miejscu zarezerwowanym wyłącznie dla kobiet, moje bohaterki czują się bezpieczne. Nie są oceniane, choć przecież kosmetyczka widzi je nagie, w dosłownym tego słowa zna-czeniu. To moment, w którym nie można niczego ukryć. W salonie kosmetycznym kobiety krok po kroku zbliżają się do siebie, opowiadają sobie o swoim życiu, oba-wach, planach, związkach miłosnych itp. To jest taka niepowtarzalna relacja.


                Co oznacza tytuł filmu?

                Karmel to po prostu produkt używany na Bliskim Wschodzie do depilacji. To mie-szanka cukru, soku z cytryny i wody. Składniki gotuje się, aż powstanie z nich kar-mel. Mieszankę rozprowadza się na marmurze, aby nieco ostygła. Potem robi się z tego pastę i używa do usuwania włosów. Ale to słowo ma także bardziej symboliczne znaczenie. Karmel to przecież także synonim słodyczy. Równocześnie słodki i słony, cukierkowaty i cierpki…


                Dla mnie interesująca jest postać Layale, w którą się wcieliłaś. Zmysłowa, piękna i… rozdarta, nieszczęśliwa. Trudno było zagrać tę postać?

                Layale jest właścicielką salonu kosmetycznego. Ma 30 lat, jest chrześcijanką i wciąż mieszka ze swoimi rodzicami. W Libanie to zresztą normalne. Większość młodych, niezamężnych kobiet mieszka w rodzinnym domu. Layale jest bardzo religijna. Nosi medalik z Matką Boską, religia jest częstym tematem jej rozmów. Równocześnie jed-nak jest kochanką żonatego mężczyzny. Łamie przyjęte w jej religii i ogólnie w życiu zasady moralne. Ta sprzeczność mocno ją naznacza. Z jednej strony jest religia i rodzina, której nie chce zawieść, z drugiej mężczyzna, od którego jest uzależniona. To znaczące wykroczenie.
                Przyznaję, że długo się wahałam, zanim podjęłam decyzję, by zagrać w swoim filmie. Kusił mnie pomysł zmierzenia się z rolą, ale bałam się, że niekorzystnie wpłynie to na reżyserię. Na szczęście zaryzykowałam! Pozwoliło mi to widzieć sceny „od środka”. Ponieważ zaangażowane przeze mnie aktorki nie były profesjonalistkami, mogłam kierować filmem, będąc bliżej nich. Nie dałam im żadnych dialogów do nauczenia, bo chciałam, by każda zachowała swój własny sposób mówienia.


                Czy zatrudnienie nieprofesjonalnych aktorek było zamierzonym wyborem czy raczej zadecydował o tym przypadek?

                Chciałam takich kobiet, które w codziennym życiu byłyby jak grane przez nie postacie. Miałam dokładną wizję ich psychiki, osobowości, ale nie chciałam narzucać ról. Musiałam szukać odtwórczyń na ulicach i w sklepach, w domach znajomych...To zajęło mi trochę czasu, ale efekt jest wspaniały. Wszystkie są bardzo bliskie bohaterkom, które grają.


                Czym na co dzień zajmują się kobiety, które zagrały w twoim filmie? Za-cznijmy może od Nisrine, którą brawurowo zagrała Yasmine Elmasri.

                Filmowa Nisrine jest muzułmanką. Ma 28 lat, przyjaźni się z Layale. Poznajemy ją tuż przed ślubem. Jest tylko jeden problem. Jej narzeczony, pobożny Muzułmanin, nie wie, że Nisrine nie jest już dziewicą. Dziewczyna musi rozstrzygnąć, czy powiedzieć mu o tym, czy raczej poddać się dość popularnemu w Libanie chirurgicznemu zabie-gowi przywrócenia dziewictwa. Yasmine Elmasri, która wcieliła się w tę rolę, nie jest aktorką. Urodziła się w Libanie, jej matka jest Egipcjanką, a ojciec Palestyńczykiem. To moja przyjaciółka. Spotkałam ją w Paryżu, gdzie studiuje na Akademii Sztuk Pięknych oraz uczy się tańców orientalnych. Nisrine to ona. Nikt nie zagrałby lepiej tej postaci.


                A co możesz powiedzieć o postaci Rimy?

                Rima to 24-letnia, trochę nieznośna dziewczyna, która jest pomocą fryzjerską. Cicha, introwertyczna, nie jest zmysłowa i kokieteryjna jak pozostałe bohaterki. To postać, która poszukuje samej siebie. Powoli odkrywamy, że pociągają ją kobiety. Ale czy ona sama jest tego świadoma? Joanna Mkarzel, odtwórczyni tej roli, jest zupełnie różna od granej od siebie postaci. To pewna siebie menedżerka pracująca w dużej firmie. Urzekła mnie i oczarowała swoją spontanicznością i żywiołowością.


                W twoim filmie pojawiają się także starsze kobiety.

                Tak. To Jamale, Rose i jej obłąkana siostra Lili. Jamale przyjaźni się z dziewczętami z salonu piękności. Nie wiemy, ile ma dokładnie lat, ani jakiego jest wyznania. Tak bardzo boi, że się starzeje, że usiłuje ukryć przed otoczeniem, że przechodzi meno-pauzę. Życie to dla niej wielkie show. Wiele kobiet w moim kraju jest w podobnej sy-tuacji, ponieważ siła uwodzenia odgrywa w ich życiu bardzo ważną rolę. Jamale chce zostać aktorką, bo pragnie zabłysnąć, zaistnieć i dowartościować się po tym, jak do-wiedziała się, że mąż porzucił ją dla młodszej. Całe życie była oddana dzieciom i ro-dzinie, dlatego ta zdrada boli ją potwornie. Zupełnie inaczej toczyło się życie 65-letniej Rose. Nigdy nie wyszła za mąż, bo zajmowała się chorą psychicznie siostrą. Gdy spotyka mężczyznę, który chce z nią być, pozwala uczuciu odejść – z pewno-ścią z poczucia obowiązku wobec siostry, ale również przez wieczne cenzurowanie samej siebie.
                W Libanie, gdy jesteś wdową, rozwódką lub starą panną, w pewnym wieku nie wolno ci się już zakochiwać. W przeciwnym razie stajesz się pośmiewiskiem, przynosisz ujmę ludziom z twojego otoczenia. Sihame Haddad, która gra Rose, jest gospodynią domową. Jej osobowość, poruszająca pomimo powściągliwości, natychmiast zwróci-ła moją uwagę.

                cdn.
                • barbasia1 Re: "Karmel" ; wywiad z reżyserką Nadine Labaki 31.05.12, 16:42
                  Lili, pomylona siostra Rose, jest porażająca. Skąd pojawił się pomysł na tę postać?

                  Lili to dar niebios! Kreując tę postać, inspirowałam się historią kobiety, której historię kiedyś usłyszałam. Gdy była młodą dziewczyną, zakochała się we francuskim ofice-rze, który po wyjeździe z Libanu, pisał do niej każdego dnia. Rodzina dziewczyny ukrywała przed nią te listy. Gdy dowiedziała się o tym, było już za późno… Lili to obłąkana stara panna, która zbiera wszystko, co przypomina jej kartkę papieru. Musi mieć jakieś 85 lat. Już prawie straciłam nadzieję na odnalezienie odtwórczyni tej roli, gdy w końcu w Wielki Piątek trafiłam na nią na ulicy. Od razu wiedziałam, że to ta Lili, o której marzyłam.


                  Kiedy już omawiamy kolejne bohaterki twojego filmu, powiedz kilka słów o Siham. Ona jest pozornie doskonała, jest wszystkim tym, czego może pragnąć mężczyzna…

                  Rzeczywiście, to idealny przykład wzorowej i wzorcowej kobiety. Włosy, sylwetka, ubrania... uosabia wszystko, czego mógłby pragnąć mężczyzna. Niczym z amery-kańskiej reklamy lat 60. Ta pani domu i matka jest ucieleśnieniem stereotypowej ide-alnej kobiety. Wkrótce jednak odkrywamy, że jest sfrustrowana przyjętą przez siebie rolą, jak zresztą wiele libańskich kobiet, które rezygnują z własnej osobowości po to, by stworzyć image, jakiego się od nich oczekuje. Coś subtelnie przyciąga ją do Rimy – i z wzajemnością. Pod koniec filmu, dokonuje czegoś, co może wydawać się ba-nalne – obcina swoje długie czarne włosy, tak jakby chciała uwolnić się od ciężaru. Siham gra Sikam Fatmeh Safa, szyicka Muzułmanka, która była mężatką przez 13 lat, a obecnie jest sama. Otacza ją pewna tajemniczość, której potrzebowałam dla taj postaci.


                  Bohaterki, o których rozmawiamy choć mają wiele uniwersalnych cech, zdają się jednak reprezentować kobiecą społeczność libańską. Czy to znaczy, że chciałaś stworzyć dzieło socjologiczne?

                  Nie, nie chodziło mi o socjologię, a już na pewno nie chciałam skondensować całego libańskiego społeczeństwa w filmie. Nakręciłam ten film, bo sama sobie stawiam wie-le pytań dotyczących kobiet libańskich. Obsesyjnie dbające o swój wygląd, poszukują tożsamości pomiędzy wizerunkiem kobiety Zachodu i kobiety Orientu... Kobieta li-bańska zawsze czuje się tak, jakby kradła własne chwile szczęścia. Musi cały czas stosować jakieś chwyty, aby żyć tak, jak chce. Błędem byłoby myśleć, że jest wolna. Podobnie jest ze mną. Chociaż jestem raczej kobietą wyemancypowaną, mam pracę, którą chcę się zajmować, w głębi czuję się podporządkowana tradycji, wychowaniu i religii. Małe dziewczynki dorastają w Libanie, słysząc najczęściej słowo „Aayib”, co oznacza „to wstyd!”, któremu towarzyszy grożący gest palcem. Wszystko może być wstydem. Cały czas boimy się, że zrobimy coś, czego nie powinnyśmy robić. Należy poświęcić się, aby zadowolić rodziców, dzieci, męża i rodzinę. Na każdym etapie ży-cia, musimy się do tego stosować, co oczywiście nijak ma się do tego, kim chcemy być. Libańska kobieta, muzułmanka czy chrześcijanka, żyje w sprzeczności pomię-dzy tą, którą jest, tą, którą chce być i tą, którą wolno jej być.


                  W twoim filmie kobiety ogarnięte są obsesją wyglądu, potrzebie upiększeń i zmian. To jest rzeczywistą cechą Libanek?

                  Ta potrzeba jest w kobietach na całym świecie. Tak mi się wydaje. Ale w Libanie jest zastraszająca. Kobiety zaczynają zmieniać swój wygląd w bardzo wczesnym wieku. Korekta nosa, ust, odsysanie tłuszczu, zmiana kształtu brwi, lifting twarzy, piersi... poprawia się dosłownie wszystko. Nie mam nic przeciwko, jeśli tylko służy to ulepszeniu. W Libanie kobiety stworzyły swój własny model piękna, jak nigdzie na świecie – bardzo wysokie brwi, maleńki nos, wydatne usta, wysokie kości policzkowe itd. Chcemy wyglądać jak kobiety Zachodu, podporządkowane jednak naszym własnym kryteriom, nie do końca rozsądnym.


                  A jacy są libańscy mężczyźni?

                  Jedynym draniem jest kochanek Layale, którego twarzy nigdy nie widzimy. To świa-domy wybór, bo model męża posiadającego kochankę istnieje w każdym kraju na świecie. Inni mężczyźni są tak naprawdę tacy, jakimi chcemy, żeby byli. W roman-tycznym policjancie zaskakująca jest jego wrażliwość. Charles, starszy pan, który zakochuje się w Rose, jest elegancki, wzruszający, a sposób, w jaki patrzy na Rose, jest pełen czułości. W rzeczywistości libańscy mężczyźni też przechodzą kryzys toż-samości.


                  Co uznałabyś za typową cechę Libańczyków?

                  Naśmiewanie się z samych siebie, dystans do siebie, autoironię. To sposób radzenia sobie ze wszystkim, przez co jako naród musieliśmy przejść.


                  Choć poruszasz w swoim filmie tematy społeczne, stronisz od tematu naj-ważniejszego dla części świata, w której żyjesz: nieustannych konfliktów zbroj-nych.

                  Gdy kręciłam Karmel, chciałam mówić o przyszłości, a nie patrzeć w prze-szłość. Należę do pokolenia, które chce mówić o czymś innym niż wojna. Na przy-kład opowiedzieć o historiach miłosnych, o czymś co jest bliższe znanym nam uczu-ciom i przeżyciom niż wojna. Zdarzenia wojenne wydawały się przeszłością. Były już oglądane, analizowane i oceniane, nie czułam potrzeby wspominania ich. Niestety tydzień po zakończeniu zdjęć, znowu staliśmy się świadkami dramatycznych wyda-rzeń.


                  I jak zareagowałaś? Nie chciałaś niczego zmienić w swoim filmie?

                  Gdy wybuchła wojna, właśnie zaczęłam obróbkę filmu. Miałam bardzo silne poczucie winy, zastanawiałam się, jaki sens ma w tych warunkach film o kobietach, miłości i przyjaźni. Według mnie kino powinno mieć misję i pomagać zmieniać świat. Ale co miał wnieść mój film? Miałam nawet pokusę, żeby rzucić wszystko… Ale na koniec powiedziałam sobie, że Karmel to jeden ze sposobów na przetrwanie wojny, przejście przez nią, zwycięstwo i zemstę. Wyraża mój bunt i zobowiązanie. Jeśli mia-łabym stworzyć go raz jeszcze, byłaby to dokładnie ta sama historia.


                  Czemu językiem twojego filmu jest arabski?

                  To język mojego kraju! Nie jestem sobie w stanie wyobrazić libańskiego filmu, filmu o Libanie, z libańskimi aktorami w języku innym niż mój własny!


                  W twoim filmie piękne są zdjęcia, wnętrza i stroje. To wszystko tworzy nie-zwykły nastrój.

                  Tak, zdjęcia są wspaniałe. Ich twórca, Yves Sehnaoui jest bardzo utalentowanym libańskim operatorem. Prosiłam go o zmysłowe, ciepłe, kolorowe i delikatne światło w kolorze... karmelu właśnie. A co do wnętrza, to zainspirował mnie i Cynthie Zahar pewien bardzo piękny salon w Bejrucie. Chciałyśmy także, by dało odczuć się, że to miejsce ma już swoje lata. Zarówno przy tworzeniu domu, jak i zakładu Rose, chcia-łam dać wrażenie lat, które minęły. Dzięki wielkiemu talentowi Cynthii udało się wy-czarować takie właśnie wrażenie przemijającego czasu. Resztę projektowała moja siostra, Caroline. Stworzyła wyjątkowy świat filmu, dzięki mieszance stylów i okre-sów. Swą precyzją w doborze tkanin i kolorów uwydatniła realistyczną naturę posta-ci.


                  Muzyka w filmie wyjątkowo podkreśla słodko-gorzki nastrój. Jest doskona-łym dopełnieniem kadrów.

                  Kompozytor Khaled Mouzanar dobrze mnie zna. To mój przyszły mąż! Pisarz i kom-pozytor, ma właśnie wydać swój album z francuskimi piosenkami. Jego muzyka zaw-sze pobudzała moją wyobraźnię. On jest twórcą wyjątkowego świata, wie jak wpleść go w scenariusz i całą historię. Przeżył tę wielką filmową przygodę razem ze mną i nie musiałam z nim rozmawiać, żeby zrozumiał o co mi chodzi, co chciałabym usły-szeć w filmie.

                  cdn.
                  • barbasia1 Re: "Karmel" ; wywiad z reżyserką Nadine Labaki 31.05.12, 16:50
                    A teraz ważne, ostatnie pytanie: czy Karmel jest filmem politycznym?

                    To nie było moim zamiarem, gdy pisałam razem z dwójką innych autorów scenariusz filmu. Ale prawda jest taka, że w Libanie wszystko uchodzi za akt polityczny, polityka wkrada się w najbardziej intymne obszary naszego życia. Myślałam, że jakoś przed tym ucieknę, ale wojna, a tym samym polityka, i mnie dogoniła. Dzisiaj, wśród panu-jącego napięcia w Libanie, Karmel niesie na przekór wszystkiemu przesłanie: pomimo przeciwieństw między ludźmi wyznającymi różne religie, przeciwieństw uwy-datnianych przez polityków w czasie wojny, życie we wspólnocie, egzystowanie ra-zem jest naturalne. A przynajmniej takie być powinno.

                    www.gutekfilm.pl/karmel/wywiad.php
                    • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 14:17
                      Dzięki, Barbasiu, za te cenną wklejkę :]
                      opis celny.
                      pani reżyser wyjaśniła i zachwaliła.

                      A ja powiem, ze ta postać grana przez samą panią Labaki, zupełnie mnie nie przekonała.
                      i jeśli uznać, że którą jak którą, ale postacią dla siebie napisaną chciała ona przekazać
                      najwięcej, to powstaje pytanie : co przekazala ?

                      wg mnie, przekazała ona tylko tyle, że jej bohaterka, to kobieta, której nie zechce
                      żaden normalny facet. Niestety...

                      A powód jest taki, że ona całe swoje życie warunkuje tym własnie facetem. On albo śmierć.
                      zaręczam : normalny facet boi się takich kobiet. Postać pani Labaki nie ma osobowości, bo
                      zamieniła ją na bycie Zakochaną all the way, jak mawiają Jankesy :]

                      zauważyłaś, Barbasiu, Czcigodni, zauważyliście ?
                      piękna i perfekcyjnie zbudowana Layale nie ma swoich pasji, fascynacji, horyzontów. Nic nie ma. Ma tylko tego faceta, a i to żonatego. I kocha go, a nie, z przeproszeniem, spotyka się na sportowe bzykanko :] I skoro sama nic nie ma, to oczekuje, ze on będzie dla niej wszystkim. No cudowne wyróżnienie, ale świadczące o tym, ze intelektualnie i mentalnie jest to kobieta wyjątkowo ubogiego ducha.

                      Layale może i łamie zasady społeczeństwa libańskiego, ale jednocześnie nie należy także do kultury zachodniej, w której do lamusa odszedł pogląd, wedle którego aktywnośc życiowa kobiety ma się ograniczać do faceta, bycia z facetem, gotowania i sprzątania facetowi, kibicowania facetowi. dla faceta, przez faceta, przy facecie. A jak związek się kończy, facet odchodzi, to jest ciemność, aż do... nowego faceta. System facetocentryczny :] TO archaizm dla zachodniej kultury.

                      dlatego, przy estetyce i narracji momentami zbliżonej do Almodovara, ja bym powiedział, ze to jest bardzo daleki od Almodovara film. Bo u niego, facet jest dodatkiem do życia, składową częścią, związek jest wazny, uczucia są istotne, ale nie są dla kobiety wszystkim. Jest namiętność, która bierze górę nad prostym zakochaniem. I jest wspólnota kobiet, która nie dopuszcza w bohaterkach potrzeby kręcenia się wokół "posiadania chłopa". umieją kochać, walczyć, sa namiętne, ale "mieć faceta", to nie fiksacja ich życia.

                      imo, najbliższą almodovarowskiego typu kobiety jest ta, która mieszka i opiekuje się swoją postrzeloną siostrą. Odrzuca dystyngowanego starszego pana, zeby zostać z nią - i zbierać puszki na ulicach. ale i ona nie jest pełna, bo rezygnuje jednak w poczuciu obowiązku.

                      nie ma motywu zemsty na niewiernym kochanku.
                      Layale martwi się, smuci i żali. Nie robi krzywdy ani żonatemu fagasowi, ani jego
                      żonie. Więcej, widzi ze ruda jest fajna, uśmiechnięta, i tak samo jak ona kopnięta
                      na punkcie "mieć faceta" [na tyle,ze się boi zafarbować włosy na czarno, bo co
                      na to Pan Mąz powie - sorry, Czcigodni, ale to jest dla mnie symbol kobiecego
                      samouzależenia;

                      - SKąd te czarne włosy, nie podobają mi się, rzecze Pan Mąz, a pani Zona : a mnie to mało
                      obchodzi, wszystkim innym facetom się podobają, i to mnie kręci.
                      tak powinna rozmawiać ze swoim męzem kobieta wyzwolona.

                      Problem, wg mnie, nie polega na jakiejś sprzeczności z morale, z religią, a na pokorze wewnętrznej tych kobiet. Robią makijaże, fryzury, pokazują nogi i dekolty, nie noszą
                      czadorów czy tych worków na całe ciałao z otworem na głowę, zalecanych przez
                      ich religię, a więc idą ku wzorcom zachodnim. Niestety, przekaz jest mylacy, bo w
                      środku pozostają niewolnicami. Niestety - nie facetów... Własnej wizji swojej kobiecości.
                      Wizji pokurczonej.

                      Nie mają swojego życia, do którego "chłop", "portki" byłyby tylko dobrym dodatkiem. TO czyni kobietę naprawdę zajmującą. A kobieta, która nie ma życia własnego - ma tylko urodę, a sama uroda wystarczy na szmondaka, czy jakiegoś żonkosia, ale nic ponad to.

                      One marzą o stałym, najlepiej - do grobowej deski - związku, ale ani ne sa w stanie zaryzykowac dla niego nic, ani mieć tego zbawiennego dystansu : jedną mąz zdradza, ale nie zostawi jej, zeby z drugą być. Pytanie : dlaczego zdradza ? pyttanie : dlaczego nie odejdzie do kochanki ? odpowiedź : bo zona i kochanka sa takie same mentalnie, a on szuka w nich po prostu innego ciała. Facet jest świnia ? Być może. Ale jednocześnie : facet ma wybór : albo już uklepany związek z żoną, albo rozwalenie tego i związek z kochanką, który za dwa lata zacznie do złudzenia przypominać związek, który porzucił. Co robi facet w takiej sytuacji ? Zostaje w tym, co jest, dla dobra dziecka, i z dlatego że nie ma sensu uciekać z deszczu pod rynnę. Kochanka się łudzi, żona nic nie wie - facet ma luz. Tak to działa, bo obie sa jednakowe. Layale nie przyciąga go niczym, poza seksem. Nie ma w niej nic innego niż to, co ma żona, poza zapachem nowości. I Layale chyba do końca tego nie rozumie, ze ona i pani zona, to ten sam model kobiety, która ma tylko męza/faceta i jest żałośnie monotematyczna.

                      Są bardzo ładne. niemal wszystkie. Buty na klocku, sukienki, długie włosy - kobiecość przez
                      wielkie K, o której wiele z kolei kobiet zachodnich zapomniało, stawiając na spodnie [co to za pomysł, to jakby facet nosił sukienkę trochę, nie ? ;)] i fryzury radzieckich oszczepników :] Ale, paradoksalnie, w tej swojej kobiecości wyjętej spod islamskich czadorów są również daleko za zachodnimi stylami dającymi kobietom pełną wolnośc - od klasycznej kobiecości. Tyle, ze w tym względzie bohaterki tego filmu akurat kobiety zachodnie biją na głowe w sensie pozytywnym. Nadal sa jednak, przy tym, nie z tamtego świata, a z własnego.

                      myślę, ze religijna opresja nie została tutaj zaznaczona zbyt mocno.
                      wątek z "cerowaniem dziewicy" rozbroił motyw "pani Pompidou", który mnie rzucił na kolana i pozostawił w tej niewygodnej pozycji na dobry moment. "Pani Pompidou"... :]

                      No i cóż za miglanc z tego policjanta. Idealny facet dla Layale - "zachwycony" nią, jej urodą, na tyle zeby nie dostrzec jej płytkości. I dał sobie wąsy ogolić. Ludzie,trzymajcie mnie ! ;]

                      Moi najwięksi bohaterowie nosili wąsy - Szu, Wokulski, Carlito Brigante... i to z bródkami nawet, a ten poszedł i dał się ogolić jak dziecko ;]]

                      Jaki facet może pasowac do Layale ? taki jak ona sama, tylko że ma portki i inną anatomię. Mentalnie - kropka w kropkę ten sam mechanizm. "Mieć babę" i już. Co ten policjant ma poza tym ? Nic nie ma, zauważyliście, ze bohaterki i bohaterowie tego filmu są, może poza tą co z siostrą się musi szarpać, że są jednowymiarowi ? Mieć kogoś - na tym się kończy ich świat i ich perspektywa szczęścia w życiu.

                      Estetyka, uroda aktorek, dekoracje, styl narracji - to wszystko pani reżyserce wyszło bardzo.

                      poza tym, słuchajcie, no jak tutaj zahaczać o religię, skoro mamy na ekranie panią lesbijkę i to demonstracyjną nawet :]

                      Cały zaś symbol wyrwania się z okowów opresji przyjmuje postać ściętych włosów i fryzury na paryżankę czy mediolankę. Ładny gest, bardzo kobiecy sposób okazania swojej rezolutności, jednoczesnie nie jakiś nachalny i nazbyt agresywny. Ale - czy on koreluje z wymową całości ?

                      To taki mały buncik, ktorego nikt nie zauważa. Geścik. wymowa zaś całości jest dośc dyskusyjna, przynajmniej w tym zakresie, jaki próbowałem wyznaczyć, dośc nieudolnie, ale doceńcie próbę :]

                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 14:33
                        To no już się boję /zaraz będę Twą krytykę czytać / , bo mnie przeogromnie spodobał się film i wszystkie panie! :)

                        PS / rzucilam oczywiście okiem zanim zaczęłam pisać ten post, no nie mogłam się oprzeć/

                        Pogłoski o śmierci "systemu facetocentrycznyego" w kulturze zachodniej są mocno przesadzone. ;))
                        • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 15:13
                          hah, Barbasiu, Ty się boisz ?
                          a co ja mam powiedzieć oczekując na reakcję na nią [oczywiście, mówię
                          o reakcji merytorycznej i argumentacyjnej] ? :]]
                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 15:56
                            grek.grek napisał:

                            > hah, Barbasiu, Ty się boisz ?

                            Ja tylko tak mówię, żeby podgrzać atmosferę. ;)
                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 14:59
                        Ożeż Greku, tyle ciekawych kwestii powyciągałeś, na co najmniej kilka potężnych dyskusji! Zresztą tradycyjnie już.

                        Oczywiście nie zgadzam z wieloma rzeczami...

                        :)
                        • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 15:18
                          dzięki :]

                          spodziewałem się, z całą przyjemnością :}
                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 15:43
                            > spodziewałem się, z całą przyjemnością :}

                            Hahaha! Ech, TY...! :)
                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 15:39
                        Ależ Greku, Layale czyli bohaterka "Karmelu" grana przez Nadine Labaki to zupełnie normalna przeciętna dziewczna, no może nie tak do końca przeciętna, bo rzeczywiscie może pochwalić się nieprzeciętną, olśniewajacą urodą i figurą, która jak każda dziewczyna, zwłaszcza w jej wieku (około 30)odczuwa "silne parcie" jak piszą w necie forumowicze, marzy o kochającym mężczyźnie, o założeniu własnej rodziny, posiadaniu dzieci. Ona nie różni się tym wcale od innych zwykłych, przeciętnych, normalnych kobiet (w znakomitej wiekszosci) w jej wieku na całym świecie, czy to na wschodzie czy zachodzie, północy czy południu.

                        Oczywiście w jej wypadku, w związku z tym, ze żyje w kulturze mocno konserwatywnej, dodatku opresyjnej, w któryej sluży państwowe maja parwo wtracącać się w życie prywatne obywateli (co szalenie zgrabnie pokazuje reżyserka, choćby sytuacji z policjantem, który przepytuje parę siedzącą wieczorem w samochodzie Nisrine i jej narzeczonego , żądajac od nich udowodnienia,że są narzeczonymi, że dziewczyna miesza w domu, pod którym stoi auto , czy kiedy Layale chce wynająć w hotelu pokój dwoosobowy na noc, a tam żadają od niej dowodu osobistego, udowodnienia, że jest mężatką; ), gdzie pietnowane są czy wręcz karane niezalegalizowane związki damsko-męskie silna presja by zalegaliować związek z mężczyzną jest całkowice zrozumiała.

                        cdn.
                        :)
                        • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 13:38
                          rozumiem ten argument, Barbasiu.

                          ale jednak raziło mnie, że w zasadzie ona od tego "założenia rodziny i kochającego mężczyzny" uzalezniła wszystko.
                          to jednak jest, na zachodzie, u nas powoli coraz bardziej w tę stronę skręcamy - model archaiczny.

                          i, wiesz, ja myślę, że słusznie - jest mnóstwo dróg samorealizacji, znajdowania szczęścia. Pozostwanie w obrębie tej, nazwijmy to - tradycji, wg mnie w jakiś sposób limituje kobietę
                          w rozwoju jej osobowości.

                          BOhaterka "Karmelu" całkowicie rezygnuje z wszystkiego, i skupia całą swoją uwagę i energię, na zabieganiu o faceta, i to żonatego. Ja nie mówię "nie", wiesz, niech zabiega. Ale niech też
                          coś ma oprócz tego. A co ona ma ? Pogawędki z koleżankami w salonie piękności. Z tym,ze te pogawędki... także o tym facecie :] Czyli, całe swoje życie ustawia w zależności od tego, czy facet zechce z nią się spotykać/związać, czy też nie zechce. całkowice się poddaje decyzji mężczyzny. Nie ma żadnego życia oprocz tego. Jakichś pasji, hobby, zainteresować, dróg samorealizacji... no,może poza goleniem innym facetom wąsów ;]

                          To prawda, co piszesz, ale jej koleżanki nie mają związkow zalegalizowanych : starsza pani żyje z siostrą, młodsza kumpela jest homoseksualistką i ani myśli się kamuflować związkiem z jakimś chłopem, ubiera się jak facet, inna koleżanka jest po rozwodzie chyba i chodzi po castingach, gdzie uświadamia sobie, jaka jest podstarzała... Nie wiem, ale trudno mi się tu dopatrzeć obrazu społeczności, w której "założenie rodziny, posiadania faceta" jest normą wymaganą i obłożoną opresją...

                          CO do samego charakteru związku - masz pełną rację.
                          mnie bardziej chodzi o to, że ona tym swoim "oddaniem sprawie" całkowicie pozbawia siebie
                          osobowości. Żonaty zaś nie zostawi jej dla żony, kiedy zdaje sobie sprawę, ze związek z kochanką będzie powtórką ze związku z żoną. Facet od żony odejdzie do drugiej kobiety, jeśli ta kobieta będzie nadzieją na związek inny niż ten w małżeństwie realizowany. Layale takiej
                          nadziei nie daje, a wręcz przeciwnie, jest kropka w kropkę jak jego żona.
                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 16:38
                            To nie jest tak, Greku, że Layale uzależniła wszytsko od "założenia rodziny i kochającego mężczyzny" (zresztą o założeniu rodziny to ja napisałam, w filmie w zasadzie nie ma o tym mowy, ale imo można się tego domyślać) . Layale jest po prostu zakochana , dodajmy, ślepo zakochana w niewłaściwym facecie, wiarołomnym żonatym dupku. Tak się zachowuje zakochana kobieta!, ma wręcz obsesyjną potrzezbę bliskości, przebywania blisko z ukochaną osobą, rozmawiania z nią, całowania, miziania itd. i w ogóle i w szczególe . ;). Ta jej obsesyjna potrzeba jeszcze się wzmaga powodowana niezaspokojeniem, związnaym z faktem, że on ma żonę, rodzinę i nie może się spotykać z nią tak często jakby chciała,potrzebowała, daletgo cały czas o nim mówi myśli, czeka na telefon i informacje o tym kiedy bedą mogli spędzić ze sobą chwilę.

                            Nie można Layale przekreślać dlatego tylko, że ma zamiar związać się z mężczyną , że ma zamiar wybrać w przyszłości bardzo tradycyjny model życia, w którym jest tylko dom, rodzina, mąż, dzieci, praca (jakie to wszytsko jest czasochłonne). Każdy ma prawo do wyboru takiego modelu życia,jaki mu odpowiada, i w jakim będzie czuł się spełniony i na właściwym miejscu nawet jeśli ten czy inny model zdaniem oświeconych ludzi z zachodu jest archaiczy czy już niemodny dziś . Szanuję ludzi, którzy żyją tak jak chcą, w zgodzie ze sobą wbrew wszelkim "dobrym" radom, które kładą mu do głowy wszyscy dokoła z mediami na czele.



                            Jakichś pasji, hobby, zainteresować, dróg samorealizacji... no,może poza g
                            > oleniem innym facetom wąsów ;]

                            Hahahaha:)
                            Przerobiła go na swoją modłę, a on bez sprzeciwu na to pozwolił, tu Cię boli, co, Greku? ;)

                            Ależ pięknie policjant wyglądał z tym wąsikami, jak bohater filmów kina niemego.
                            Ale bez wąsów prezentował się jeszcze lepiej. :)






                            PS
                            to jednak jest, na zachodzie, u nas powoli coraz bardziej w tę stronę skręcamy
                            > - model archaiczny.

                            Nowoczesne, alternatywne modele niestety też nie gwarantują szczęścia, pokazał to świetnie w filmie "Vicky Cristina Barcelona" Woody Allen.
                            /Obiecują napisać moją interpretację! /

                            • siostra.bronte Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 16:49
                              Nic dodać nic ująć, Barbasiu. Grek po prostu nigdy nie był zakochaną kobietą, w dodatku zakochaną w żonatym mężczyźnie :D
                              I dodam jeszcze, może i potrzeba "posiadania chłopa" jest archaiczna, ale niestety tak zostaliśmy stworzeni, że potrzebujemy (w większości) drugiego człowieka. I to jaki model życia jest aktualnie lansowany nie ma tu znaczenia.
                              • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 17:14
                                siostra.bronte napisała:

                                > Nic dodać nic ująć, Barbasiu. Grek po prostu nigdy nie był zakochaną kobietą, w
                                > dodatku zakochaną w żonatym mężczyźnie :D

                                Hahahahahaha! :)
                                Właśnie, chyba nie był.

                                > I dodam jeszcze, może i potrzeba "posiadania chłopa" jest archaiczna, ale niest
                                > ety tak zostaliśmy stworzeni, że potrzebujemy (w większości) drugiego człowieka
                                > . I to jaki model życia jest aktualnie lansowany nie ma tu znaczenia.

                                OTÓŻ TO! Święte słowa, Bronte! Mądre słowa.

                                To jeszcze dodam, żeby było sprawiedliwie, że potrzeba, pragnienie znalezienia kogoś na zawsze, na życie dotyczy zarówno kobiet (większości), jak i mężczyzn (większości?), bo właśnie, jak Bronte już powiedziałaś, tak zostaliśmy stworzeni.
                              • maniaczytania Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 17:40
                                Barbasiu, Siostro.Bronte - macie racje, podpisujecie sie pod Wami!

                                Greku - ja tez nie odebralam Layale jako jakiejs harpii czy modliszki uzalezniajacej wszystko od "mania" faceta. Ona bylo slepo zakochana, zwodzona, ludzila sie, ze on odejdzie od zony. Dopiero pozniej spadlo na nia "olsnienie" - swietna zreszta scena w hotelu na godziny, gdy pozostale do niej przychodza (qrka, zapomnialam o niej wspomniec na blogu, niech tam), wtedy spadaja jej te klapki z ocz (przecudnych zreszta!), dostrzega jak byla samolubna, skoncentrowana na sobie, ze nie zauwazyla nawet, ze jej przyjaciolki tez maja problemy.

                                Ale, to byl chyba babski film po prostu ;)))
                                • maniaczytania Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 17:41
                                  maniaczytania napisała:

                                  > Barbasiu, Siostro.Bronte - macie racje, podpisujecie sie pod Wami!

                                  oczywiscie "podpisuje" mialo byc!
                                • pepsic Re: "Karmel" - ja nie będę krytykowała:] 02.06.12, 21:04
                                  Dziewczyny, brawo za obronę babskiego rodu!
                                  Recenzja Greka w moim odczuciu jest niesprawiedliwa wobec gl. bohaterki i podszyta negatywnymi emocjami ogólnie wobec kobiet. Ja nic takiego nie zauważyłam, aczkolwiek oglądając film przemknęło mi po głowie, że nie jest dla facetów.

                                  Maniu, moim zdaniem Layale doskonale zdawała sobie sprawę z toksyczności związku, z tego że dla swojego kochanka jest tylko darmowym bzykankiem. Incydent w hotelu stał się potwierdzeniem i impulsem do otrząśnięcia się.
                                  • grek.grek Re: "Karmel" - ja nie będę krytykowała:] 03.06.12, 12:56
                                    wiedziałem, ze oberwę ;]

                                    Pepsic, w żadnym stopniu nie chciałem negatywnym czymkolwiek epatować.
                                    Po prostu, przedstawiono akurat kobiety, więc skrytykowałem kobiece
                                    zachowania, jakkolwiek, wg mnie, problem [o ile to problemem nazwać]
                                    dotyczy zachowań ludzkich, bez podziału płciowego. Faceci potrafią być
                                    tak samo zafiskowani na jednej rzeczy.

                                    • pepsic Re: "Karmel" - ja nie będę krytykowała:] 03.06.12, 19:30
                                      Nie odczytuj tego, jako zarzut, a stwierdzenie faktu, znaczy mojego odczucia. Wszak nie chodzi o spijanie z dzióbków, tylko wymianę zdań i poglądów, które nawet wskazane , aby sie różniły.
                                      :)
                                  • maniaczytania Re: "Karmel" - ja nie będę krytykowała:] 03.06.12, 20:08
                                    pepsic napisała:

                                    > Maniu, moim zdaniem Layale doskonale zdawała sobie sprawę z toksyczności związku, z tego że dla swojego kochanka jest tylko darmowym bzykankiem. Incydent w hotelu stał się potwierdzeniem i impulsem do otrząśnięcia się.

                                    Pepsic - masz racje, ja sie troche nieprecyzyjnie do konca wyrazilam. Ona sobie zdaje sobie sprawe, tylko ta wiedze spycha do podswiadomosci, jak kazda ludzaca sie kobieta. Dopiero po hotelu luski jej spadaja.
                                • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 12:52
                                  no tak, ale potem to ona się głównie zbliża do jego żony :]
                                  po to, zeby ją pooglądać, przyjrzeć się jej zachowaniom i urodzie, i
                                  odkryć "dlaczego on jej nie chce zostawić dla mnie".
                                  i odkrywa, ze jej żona się od niej rózni fizycznie.
                                  ale nie wiem, czy daje radę dostrzec, ze z kolei mentalnie są
                                  takie same, więc po prostu żonaty kochanek nie widzi powodu
                                  dla którego ma zostawiac żonę dla kochanki, która się od zony
                                  niczym nie różni, prócz młodszego albo innego ciała.

                                  heh, jasne, że "babski" film ;]
                                  ale, wiesz, jakby to był film o facetach, i zobaczyłbym takiego
                                  chłopa, co to gania za babą, a w przerwach między ganianiem
                                  za babą myśli o babie, rozpacza za babą, wzdycha do baby i
                                  na tym polega całe jego życie,to bym tej babie współczuł
                                  adoratora.

                                  chciałbyś, Maniu, Czcigodne - chciałybyście ?, mieć takego adoratora ,
                                  taką męską wersję Layale ?

                                  ALE, powiedzmy, że byłby to mężczyzna fatalnie brzydki, z defektami ?

                                  Whatever, zresztą, ładny, brzydki... czy nie czułybyście się skrępowane
                                  jego nadobecnością, tym, ze jego życie jest tak puste,że wy w calości
                                  mu je wypelniacie, że nie możecie się ruszyc bez niego, że ciągle wam
                                  wisi nad głową albo u nogi ? Co pomyślałybyście sobie o facecie tak
                                  monotematycznym ? co to za związek, w którym jedyny temat to
                                  MY ?
                                  • siostra.bronte Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 13:09
                                    Ale tu nie ma mowy o żadnej "nadobecności"! Przecież kochanek spotyka się z Layale raz na jakiś czas, kiedy mu wygodnie. Dziewczyna dostaje telefon i jedzie na spotkanie. Facet nie ma pojęcia co ona robi poza tym. Więc Layale bynajmniej nie wisi mu u nogi, w przeciwieństwie do żony :)
                                    To, że nie widzimy ani razu kochanka jest bardzo symboliczne. Istnieje on poza zwykłym życiem Layale, jakby w innym świecie.
                                    I dodam coś jeszcze, związki z żonatymi/mężatkami mają to do siebie, że nie ma czasu na dyskutowanie o sensie życia czy zwiedzanie galerii :) To kradziony czas, do tego konieczność ukrywania przed światem. Porównywanie tego do normalnego związku jest więc trochę bez sensu.
                                    Greku, nie brnij już dalej :))
                                    • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 14:45
                                      siostra.bronte napisała:

                                      > Ale tu nie ma mowy o żadnej "nadobecności"! Przecież kochanek spotyka się z Lay
                                      > ale raz na jakiś czas, kiedy mu wygodnie.
                                      [...] Porównywanie tego do normalnego
                                      > związku jest więc trochę bez sensu.

                                      Właśnie tak.
                                    • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 04.06.12, 14:33
                                      powiedzmy że... zaprojektowałem już trochę przyszłość ;]
                                  • maniaczytania Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 13:35
                                    grek.grek napisał:

                                    > no tak, ale potem to ona się głównie zbliża do jego żony :]
                                    > po to, zeby ją pooglądać, przyjrzeć się jej zachowaniom i urodzie, i
                                    > odkryć "dlaczego on jej nie chce zostawić dla mnie".


                                    Mnie sie wydaje, ze bylo na odwrot - to zona chciala sobie Layale obejrzec,
                                    a potem zaprosila ja do siebie, zeby jej pokazac, ze wbrew temu, co byc moze kochanek opowiada Layale jest w domu z zona szczesliwy - to byla zreszta super scena, i ta z dzieckiem przez akwarium - zona nie zrobila Layale awantury, zrobila to subtelniej
                                    • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 14:18
                                      maniaczytania napisała:
                                      > Mnie sie wydaje, ze bylo na odwrot - to zona chciala sobie Layale obejrzec,

                                      Sugeujesz, Maniu, że żona wiedziała o kochance?
                                      Mnie się wydaje to niemożliwe, nie byłaby taka miła dla Layale. Poza tym nie sadzę, żeby była aż tak przebiegła, a przy tym tak opanowana w sytuacji zdrady męża.
                                      • maniaczytania Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 14:47
                                        barbasia1 napisała:

                                        > Sugeujesz, Maniu, że żona wiedziała o kochance?
                                        > Mnie się wydaje to niemożliwe, nie byłaby taka miła dla Layale. Poza tym nie sadzę, żeby była aż tak przebiegła, a przy tym tak opanowana w sytuacji zdrady męża.

                                        Ja to wlasnie tak odebralam, rozmawialam o filmie z kolezanka i ona tak samo. To bylo najlepsze i najmadrzejsze posuniecie zdradzanej zony. Owszem wymagalo wielkiego opanowania, ale za to jakze bylo i sadze jest skuteczne. Przeciez te zony wiedza, ze czesto mezowie sciemniaja te kochanki, jacy to sa nieszczesliwi w malzenstwie.
                                        • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 15:20
                                          Przeciez te z
                                          > ony wiedza, ze czesto mezowie sciemniaja te kochanki, jacy to sa nieszczesliwi
                                          > w malzenstwie.

                                          To prawda.

                                          Wiesz, mnie się dalej wydaje, że żona nie wiedziala o kochance, ale nie będę się spierać. Musiłabym raz jeszcze obejrzeć ten film.
                                          nie
                                        • pepsic Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 18:40
                                          Z filmu absolutnie nie wynikało, ale ja również odniosłam wrażenie, a nawet pewność, że żona o romansie wiedziała i celowo spotykała się z kochanką, żeby jej pokazać, kto jest panią sytuacji.
                                          Nie oszukujmy sie, w dobie komórkowej i mailowej nie jest to wielki wyczyn, biorąc tez pod uwagę kobiecą intuicję plus brak umiejętności pełnego maskowania sie przez mężczyzn. Ponoć panie bardziej przebiegłe w tej materii sa;))
                                    • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 04.06.12, 14:35
                                      a ja bym dał głowę, ze to Layale się przyfastrygowała do żony kochanka - wysłała tam jakoś ofertę salonu piękności, babka na nią odpowiedziała, a potem... przypadły sobie do gustu :]
                                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 06.06.12, 18:12
                                        grek.grek napisał:

                                        > a ja bym dał głowę, ze to Layale się przyfastrygowała do żony kochanka - wysłał
                                        > a tam jakoś ofertę salonu piękności, babka na nią odpowiedziała, a potem... prz
                                        > ypadły sobie do gustu :]

                                        O! Tak samo i ja zrozumiałam.
                                        • pepsic Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 06.06.12, 20:18
                                          Ofertę promocyjną wysłała koleżanka, pani Pompidou.
                                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 07.06.12, 14:30
                                            pepsic napisała:

                                            > Ofertę promocyjną wysłała koleżanka, pani Pompidou.

                                            Tak było.
                                            Pani Pompidou, he,he.

                                            "Jak zadzwoni "pan Pompidou", powiedzecie, że jestem u krawcowej" - oznajmiła przyjaciólkom pani Pompidou, udając się na salę operacyją, w celu zszycia błony dziewiczej.

                                            :)
                                  • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 15:17
                                    No właśnie, takie są kobiety wszędzie, nawet w egzotycznym Bejrucie, żyją ułudą w toksycznych trójkątach, że pan kocha je tak samo jak one jego, że on dla nich odejdzie z miłości od żony, rodziny, gdy tymczasam panu nie chodzi o żadne uczucia, nie szuka w kochance ciekawszej od żony osobowości, tylko seksu, nowych przeżyć, atrakcji, która płynie z nowości. Wszędzie jest tak samo.

                                    > chciałbyś, Maniu, Czcigodne - chciałybyście ?, mieć takego adoratora ,
                                    > taką męską wersję Layale ?
                                    > ALE, powiedzmy, że byłby to mężczyzna fatalnie brzydki, z defektami ?

                                    Jeśli się kochamy, jeśli jest wzajemność, to dlaczego nie!!!

                                    Ale jeśli jedna strona kocha i zabiega, a druga jest obojętna, to niezleżnie od tego czy zakochana osoba jest brzydka czy piękna, będzie to dla tej drugiej uciążliwa i nieprzyjemna sytuacja.

                                    Nie ma smutniejszego widoku niż osoba, która z miłości, zakochania zabiega, kokietuje, walczy, stara się ze wszytskich sił, by zdobyć kogoś , komu na niej zupłenie na niej nie zależy.

                                    Ale w filmie jest jeszcze inna sytuacja, zakochana Layale po prostu wyczekuje z utęsknieniem na znak od kochanka, na swoją chwilę szczęścia , czasem z niecierpliwosci, chąc skrócić czas bolesnego dla niej oczekiwania sama wydzwania (jak to zwykle bywa w takich sytuacjach dzwoni w niełwaściwym momeencie ) ...

                                    • pepsic Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 19:42
                                      Barbasiu, tylko mi się nie obraź, ale używając słowa "pan" tylko utwierdzasz Greka, że ma racje, a przecież sie nie zgadzamy.
                                      Sorki:))

                                      Ps. Owszem, Layale oczekuje obsesyjnie na telefon kochanka, ale jednocześnie ma kaca moralnego, wszak pospieszny seks na gwizdek pod mostem w samochodzie nie może być szczytem marzeń dla żadnej kobiety.
                                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 10.06.12, 15:51
                                        pepsic napisała:

                                        Pełna zgoda Pepsic, to znaczy niezgoda. ;))

                                        > Ps. Owszem, Layale oczekuje obsesyjnie na telefon kochanka, ale jednocześnie ma
                                        > kaca moralnego, wszak pospieszny seks na gwizdek pod mostem w samochodzie nie
                                        > może być szczytem marzeń dla żadnej kobiety.

                                        Tak.
                                    • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 04.06.12, 14:40
                                      otóż to.
                                      odniosłem jednak wrażenie, zaznaczyłem to wcześniej, ze Layale ma być postacią
                                      symboliczną, reżyserka i scenarzystka napisała ją sama dla siebie. Przez Layale
                                      filtruje pewne sygnały. a jesli tak, to jej postawa i życiowa aktywnośc oznacza
                                      faktyczne poglądy i odzwierciedla kobietę libańską, taką jaką widzi ją reżyserka.
                                      może nadinterpretowałem, bardzo możliwe, ale jesli nie, to mamy klops :]

                                      co do reszty - jasne, ze tak.
                                      problem z Layale polega, powtórzę, wg mnie na braku innych aktywności życiowych.
                                      taką ją namalowała pani scenarzystko-reżyserka.
                                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 08.06.12, 15:39
                                        Jej postać odzwierciedla przeciętną kobietę libańską (nieprzeciętnych też na pewno miało w Libanie , ale akurat tak sie złożyło, że żadna nie została w filmie pokazna), tak jak postacie w "Stalowych magnoliach" odwierciedlają przecietne kobiety amerykańskie, a kobiety w "Volverze" przeciętne kobiety hiszpańskie. Rajmunda, Sole nie są przecież nieprzeciętnymi heroinami, kobietami o niezwykłych pasjach, nic ciekawego nie robią. Sole jest zwykłą fryzjerką (!), przyjmujacą kinetki w swoim domu, Rajmunda pracuje w fabryce czegośtam. Żyją pracą domem, rodzinnymi sprawami, plotkami.

                                        Rozumiem, że dla Ciebie taka kobieta, piękna tylko, ale bez pasji, dodatkowych ciekawych aktywności życiowych nie byłaby obiektem zainteresowania. Tylko, że to jest akurat uwaga i zarzut jednak jakby to powiedzieć , pozafilmowy.

                                        :)
                                        • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 09.06.12, 13:47
                                          u Almodovara kobiety są namiętne i niepokorne, to je czyni ciekawymi.
                                          u Labaki są one co najwyżej czasami sprytne, ale jednocześnie poddają
                                          się kulturowym tabu i sposobowi urządzenia świata.
                                          u Almodvara mają chociażby tę wspólnotę kobieca, która daje im
                                          wyzwolenie i pozwala powiedzieć "hejda z facetami i zasadami, mamy siebie !".
                                          u Labaki kobiety spotykają się, żeby powiedzieć "faceci panują nad światem,
                                          ale chociaż tutaj, we własnym gronie, możemy się wyżalić i uścisnąć
                                          jak ofiary ich bezduszności albo opresji".

                                          wiesz, Barbasiu, wyobraź sobie piękny z zewnątrz dom, ktory w środku
                                          nie ma ani jednego mebla :]
                                          Na urodę miło popatrzec, a nawet coś więcej z nią wyczarować, ale z samą urodą nie sposób
                                          przeżyć choćby tygodnia.
                                          • maniaczytania Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 09.06.12, 14:42
                                            ja sie dalej nie zgodze z tym brakiem kobiecej wspolnoty w "Karmelu" i podporzadkowaniu facetom. Rzeczona juz przeze mnie operacja pokazuje dobitnie, kto jest gora! ;)
                                            • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 10.06.12, 14:46
                                              Maniu, ona jest, ta wspólnota, więc to nie tutaj tkwi
                                              "kośc niezgody" pomiędzy nami... moim zdaniem, jest
                                              po prostu [ona] innego typu niż u Almodovara :]

                                              wiesz, operacja dowodzi tego, ze kobieca wspólnota w
                                              "Karmelu" jest w stanie wykonac brawurową akcję
                                              celem... uratowania honoru męza, a więc celem
                                              złożenia pokłonu hegemonii tradycji, która w centrum
                                              stawia męskie ego i widzimisię.
                                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 11.06.12, 23:00
                                            wiesz, Barbasiu, wyobraź sobie piękny z zewnątrz dom, ktory w środku
                                            > nie ma ani jednego mebla :]
                                            > Na urodę miło popatrzec, a nawet coś więcej z nią wyczarować, ale z samą urodą
                                            > nie sposób
                                            > przeżyć choćby tygodnia.

                                            Nigdy nie stawiałam urody na pierwszym miejscu.

                                            Choć , właśnie, lubię czasem pokontemplować urodę przystojnych mężczyzn czy pięknych kobiet. ;)
                                            • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 12.06.12, 13:17
                                              .o, w tym rzecz :]

                                              wiesz.. z drugiej strony, ładne wnętrze przy odrapanej elewacji
                                              też wygląda ni przypiął ni przyłatał :] może chodzi o widoczną
                                              dbałość o siebie, już pal licho czy bozia dała sama od siebie, w
                                              końcu od nas też coś zależy, nie ? ;]

                                              • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 12.06.12, 15:40
                                                Dbałość o siebie to oczywista oczywistość! Dlatego nawet o tym nie wspominam.

                                                forum.gazeta.pl/forum/w,14,134764654,136587186,Re_Karmel_niestety_ale_bede_krytykowal_.html
                              • pepsic Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 21:15
                                Kogokolwiek nie zapytać na całej szerokości geograficznej, od menela spod budki z piwem do prezydenta USA każdy odpowie, że najważniejsza w życiu jest rodzina i bliska osoba.
                                • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 13:53
                                  pepsic napisała:

                                  > Kogokolwiek nie zapytać na całej szerokości geograficznej, od menela spod budk
                                  > i z piwem do prezydenta USA każdy odpowie, że najważniejsza w życiu jest rodzin
                                  > a i bliska osoba.

                                  Otóż to.
                                • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 04.06.12, 14:42
                                  ja bym powiedział, ze zdrowie :]

                                  układy rodzinne i uczuciowe są zdrowe albo chore.
                                  mnie się wydaje, ze uwieszanie się na kimś, duszenie
                                  go, przytłaczanie może zabić nawet najlepsze uczucie,
                                  a rodzina, w której panuje zaduch może zagłaskaać
                                  na śmierć.
                              • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 12:44
                                Siostro, "potrzeba chłopoposiadania", to nic zdrożnego, ale problem, wg mnie, kiedy
                                poza tą potrzebą nic ma żadnej innej aktywności życiowej.
                            • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 12:43
                              czyli, że... pomroczność jasna ją dopadła ? ;]

                              jasne, że ona ma prawo do wyboru, tego nie neguję. Moj komentarz
                              nt. archaizmu modelu "facet i nic poza tym" zupełnie ma osobistego
                              charakteru. Chodzi o komentarz do FILMU i intencji reżyserki, która pokazała
                              kobiety niby już na modłę zachodnią, a ciągle jednak tkwiące w normach
                              i przekonaniach od zachodnich odległego. MNiej może chodzi o model
                              rodzinny, a bardziej o to, że nic nie ma poza tym, tak naprawdę.

                              No własnie, i ten policjant będzie dla niej w sam raz :] dał się jej przerobić,
                              bo jest taki sam jak ona. Zatem, rzecz nie dotyczy tylko kobiet, jest
                              uniwersalna. facet dla którego życie kręci się wokół [jednej] kobiety, a który
                              nie ma żadnego czegokolwiek poza tym... też jest jakiś nieteges. O czym
                              z takim rozmawiać, skoro jedynym jego obiektem zainteresowania jest TA
                              kobieta ? ona jest jedyną pasją ?

                              cześć, Maciek, oglądałeś wczoraj mecz ?
                              nie, byłem z MOJĄ kobietą na spacerze.

                              cześć, Maciek, czytałem niedawno ciekawą ksiązkę i...
                              a ja z MOJĄ kobietą czytałem instrukcję obsługi zlewozmywaka,
                              który z MOJĄ kobietą kupujemy do NASZEJ kuchni...

                              przejaskrawiam, ale tacy ludzie stają się fatalnie nietowarzyscy :]
                              no chyba, ze spikną się z jaką z takimi samymi jak oni.

                              • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 14:10
                                Na FM napisał niedawno jeden z forumowiczów (podający się za artystę malarza ;), że łatwiej znależć kobietę do łóżka niż taką, z którą można by ciekawie prozmawiać. To samo ja mogłabym powiedzieć o mężczyznach.

                                Mnóstwo jest ludzi bez pasji dokoła, Greku, więszkość. Nie widzisz? Osób obu płci ciekawych, z pasją z zainteresowaniami wykraczającymi poza plotki dodtyczące życia celebrytów na pudełku z bogatym życiem duchowym, ze świecą takich szukać, no może teraz dzięki internetowi odrobinę łatwiej.



                                Greku, byłeś kiedyś tak naparwdę, całym sercem w kimś zakochany? Dane było Ci kiedyś przeżyć stan chorobowy zwany zakochaniem?
                                • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 04.06.12, 14:45
                                  wiesz, Barbasiu, w moim wieku, to już się pamięta, już tylko to, co powinno się zapomnieć ;]

                                  wiem, jak jest dookoła, moze stąd wynika, że tak wiele związkow i małzeństw rozpada się,
                                  wegetuje albo ulega zdradzie jednej ze stron lub obu naraz.
                                  • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 06.06.12, 18:22
                                    grek.grek napisał:

                                    > wiesz, Barbasiu, w moim wieku, to już się pamięta, już tylko to, co powinno się
                                    > zapomnieć ;]

                                    Czytam ten post drugi raz, za pierwszym razem, wczoraj mnie rozbawił, za drugim, dziś zasmucił.

                                    O tak, to na pewno jedna z przyczyn rozpadu związków .

                                    :)

                                    • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 07.06.12, 15:22
                                      o, dlaczego tak się zmieniła Twoja reakcja ? :]
                                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 08.06.12, 14:15
                                        Za pierwszym razem uwaga zatrzymała się na formie atrakcyjnej, przemyślnie skontruowanej, a jak przeczytałam po raz drugi uderzyła mnie treść ...

                              • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 14:12
                                grek.grek napisał:

                                > czyli, że... pomroczność jasna ją dopadła ? ;]

                                Sam kiedyś mówiłeś, miłość nie wybiera, nie jest racjonalna ...

                              • siostra.bronte Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 14:22
                                Pisałam już o tym w poście wyżej, ale jak na razie bez żadnej reakcji :)
                                Nie można porównywać romansu z żonatym/mężatką do normalnego związku, kiedy nie trzeba się ukrywać przed światem!!
                                Nie wiadomo, jak wyglądałby związek kochanka i Layale, gdyby zostali razem!
                                • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 14:40
                                  siostra.bronte napisała:

                                  > Nie można porównywać romansu z żonatym/mężatką do normalnego związku, kiedy nie
                                  > trzeba się ukrywać przed światem!!
                                  > Nie wiadomo, jak wyglądałby związek kochanka i Layale, gdyby zostali razem!

                                  Otóż to. (Czytałam Twój poprzedni post)
                                • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 04.06.12, 14:46
                                  kochanek chyba wie, to czego Ty nie domyślasz się :]
                                  i dlatego nie chce odejść od żony...
                                  • siostra.bronte Dlaczego mężczyźni nie odchodzą od swoich żon? 04.06.12, 17:34
                                    Otóż dlatego, że romans jest ekscytujący, ukradkowe spotkania są "świętem", ludzie widzą się tylko od tej lepszej, atrakcyjnej strony, nie ma tu rutyny.
                                    Jest duże prawdopodobieństwo (ale nie pewność!), że stały związek faceta z kochanką, prędzej czy później stanie się równie przewidywalny i nudny, jak z byłą żoną. Kiedy mieszka się z kimś 24 godziny na dobę, trudno tego uniknąć. I nie ma tu znaczenia, moim zdaniem, czy kochanka jest wybitną intelektualistką czy gospodynią domową.
                                    • grek.grek Re: Dlaczego mężczyźni nie odchodzą od swoich żon 05.06.12, 14:29
                                      wg mnie, opozycja intelektualistka-gospodyni domowa jest niesprawiedliwa ;]

                                      trochę fatum powiało, Siostro.
                                      każdy związek ciąży ku rutynie...

                                      tak być przecież nie musi.
                                      m.in dzięki takiemu wzajemnemu traktowaniu, w którym partner
                                      ma szansę być jeszcze dla drugiego atrakcyjny i ciekawy.
                                      a tego sie nie da osiągnąć za pomocą zafiksowania całego
                                      swojego losu i swojej życiowej aktywności na nim.
                                      to zafiksowanie własnie prowadzi do przedwczesnej rutyny,
                                      do zmęczenia materiału, poczucia bycia w pułapce.
                                      • pepsic Re: Dlaczego mężczyźni nie odchodzą od swoich żon 05.06.12, 19:46
                                        Hej, Grek, pewnie się zdziwisz, ilu facetów preferuje bardziej od ambicji żony dwudaniowe obiadki z deserem podstawione pod nos, wypucowane mieszkanko, wyprasowane stosy koszul i grzeczne, nie marudzące dzieci. Wracając do Twojej teorii, z którą się zgadzam, jak najbardziej, bo dobrze je mieć, poza ejdnym, otóż nie sądzę, aby od "mania" pasji zależał udany związek, bo wpływ na jego powodzenie ma wiele różnych czynników i sytuacji.
                                        • grek.grek Re: Dlaczego mężczyźni nie odchodzą od swoich żon 06.06.12, 15:34
                                          o, tego jestem pewien :]]
                                          ale, skoro obie strony akceptują wzajemne oczekiwania...

                                          jasne, że czynników dot. udanego związku jest sporo.
                                          Z tym zastrzeżeniem, wg mnie, że o ile większość łatwo
                                          dotrzeć, do-rozmawiać, do-rozumieć i do-pogodzić, o
                                          tyle pewne naturalne cechy charakteru są kluczowe.
                              • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 16:03
                                intencji reżyserki, która pokazała
                                > kobiety niby już na modłę zachodnią, a ciągle jednak tkwiące w normach
                                > i przekonaniach od zachodnich odległego. MNiej może chodzi o model
                                > rodzinny, a bardziej o to, że nic nie ma poza tym, tak naprawdę.

                                To jest imo właśnie najciekawsze w tej opowieści o kobietach z salonu piękności w Bejrucie. To rozdarcie kobiet Nadine Labaki pomiędzy surowymi zasadami w jakiej zostały wychowane i w jakich żyją, a prozą życia, między tradycją, a nowocześnością wkraczająca powoli wraz wpływami kultury zachodniej.



                                > przejaskrawiam, ale tacy ludzie stają się fatalnie nietowarzyscy :]
                                > no chyba, ze spikną się z jaką z takimi samymi jak oni.

                                Takie jest życie, Greku, z wiekiem zmieniają się priorytety. Rodzina , kobieta, mąż, dzieci, dom, zepsuty zlewozmywak stają się ważniejsze od książek, filmów.

                                Ale trzeba jednak umiec znaleść, właściwie proporcje i czas dla rodziny i właśnie, dla własnych pasji, by czynić życie ciekawszym, lepszym.
                      • siostra.bronte Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 17:54
                        O, jestem zaskoczona tą tyradą :))
                        Jak Barbasia nie zgadzam się z Tobą w wielu kwestiach. Ale to co najbardziej mnie oburzyło :) to stwierdzenie, że "żaden normalny facet nie zechce takiej kobiety". Jakiej? Sugerujesz, że wszystkie kobiety w związkach mają superpasje, tudzież są wybitnymi intelektualistkami? :)

                        • siostra.bronte Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 01.06.12, 18:02
                          I jeszcze jedno, zdziwiłbyś się, jak wspaniałe i wartościowe kobiety wpadają w pułapkę toksycznego romansu z żonatym mężczyzną.
                        • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 13:47
                          naprawdę, nie chciałem, zeby to aż tak poważnie zabrzmiało :]

                          nie, nie sugeruję tego, o czym piszesz, ale na dłuższą metę, to
                          dla faceta jest męczące, jeśli kobieta wszystko planuje i robi z nim w
                          tle i do asysty. W związku bez przestrzeni dla obu stron, robi się
                          duszno. Najłatwiej się sobą zmęczyć za pomocą przevbywania ze
                          sobą, przy sobie, na sobie, wszędzie razem i nierozłącznie. Nie
                          twierdzę, ze nie ma przypadków, kiedy to działa, ale par łączonych
                          taką chemią jest, jak sądze, niewielki procent, albo nawet promil.

                          Trudno utrzymać zainteresowanie partnerem, który jest bez przerwy pod
                          ręką, zawsze z nim, wszędzie z nim. TO w końcu rodzi chęc odskoczni.
                          a jak odskoczyć, skoro jest takie parcie na "bycie razem zawsze" ?
                          Rodzi to podejrzliwość : cały czas razem, razem, a teraz on/ona chce
                          gdzieś iśc samemu, coś zrobić beze mnie itd., jezwa - na pewno mnie
                          zdradza, na pewno mnie już nie kocha, na pewno ma mnie dość... :]
                          A ten drugi pragnie tylko złapać oddech, bo już mu oczy z wysiłku wyłazą
                          z orbit :] Tak po prostu, tak po ludzku - dusi się. IM dlużej zatem związek
                          jest w takiej ciasnocie, tym cięzej później o przestrzeń bez tarć i problemów.

                          A kobieta, która nie ma dokąd odskoczyć, bo nic jej nie zajmje poza chłopem, to
                          własnie gotowy materiał na sekutnicę, która gotowa wpaść w obsesję kontroli
                          każdego kroku swojego faceta, który chciałby na moment pobyć sam, albo z kimś
                          innym. Często kończy sie to romansem tego faceta. Dla porządku : facet umie
                          takim samym być. To kwestia mentalnośc, a nie płci, ale w "Karmelu", to kobiety
                          są tak portretowane,więc napisałem o nich, a nie o cesze wspolnej dla obu płci.

                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 14:32
                            Ufff dobrze,że rozwinąłeś , bo i mnie jakos dziś jak ponownie przeczytałam Twój post zabolało w sercu ... ;)

                            Pełna zgodza, ale rzecz w tym , że Laylae i inne bohaterki "Karmelu", mają taką niszę, niszę na miarę swojego intelektu. To ich praca w salonie piękności i wszytsko co się z tym wiąże, taką niszą jest też ich babska przyjaźń.
                            Nie każdego stać na niebalanle pasje czy pasje wmagające wysiłku intelektualnego, czasu.
                            To są zwykłe przeciętne kobiety, jakich większość chodzi na świecie.
                            Zresztą i faceci w tym filmie są przeciętni, zwyczajni i bez oryginalnych pasji. I oni raczej nie będą szukać innej od siebie dziewczyny.

                            Bardzo mądre to, co napisałeś.
                            Zgadzam się tym w pełni, z Tobą że w związku , małżeństwie niesłychanie ważne są własne nisze, pasje, które są źródłem radości, z którego można czerpać dodatkową energię do życia, dają wytchnienie, dzięki którym (wspólne) życie jest ciekawsze.

                            • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 14:35
                              chodzi po świecie
                            • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 13:04
                              ale, Barbasiu, one w tym salonie nie uciekają od swoich problemów, tylko je dodatkowo rozstrząsają :]. Almodovar pokazywał kobiece wspólnoty potrafiące przezwycięzać te maniery.
                              Enklawy prawdziwe. tutaj nie ma nawet śladu takiej próby.

                              dzięki :]
                              wiesz, wyobraź sobie postać ukochanego, ktory niczym się nie interesuje, nie ma pasji,
                              własnych hobby, horyzontów, żadnych innych życiowych aktywności, że tylko Ty dla niego jesteś całą przestrzenią życiową... I Ty masz swoje pasje, hobby i całą resztę, rózne aktywności życiowe... jak je realizować przy takim gagatku ? :] Kochasz chłopa, ale lubisz także swoje rzeczy, swoje drobiazgi, które dają ci radość i spełnienie...

                              czy drugi człowiek może byc CAŁYM spełnieniem i JEDYNĄ naszą aktywnością życiową ?



                              • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 13:28
                                Przyznam, że nie bardzo widze tę różnicę, o której tu mówisz.

                                Roztrząsanie problemu , rozmawianie o problemie jest też kobiecą? formą radzenia sobie z problemem. Wg mnie jest w tym właśnie bardzo dużo prawdy o kobietach.
                                Ale i kobiety u Nadine Labaki, jak te u Almodovara też w końcu dzięki wzajemnemu wsparciu, obecności przezwyciężają swoje problemy.

                                Osobiście, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, takiego ukochanego.

                                Ale też nie wyobrażam sobie ukochanego, dla którego byłabym tylko dodatkiem do pasji, który stawiałby swoje pasje wyżej do bliskiego człowieka jego potrzeb, od ode mnie.
                                • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 04.06.12, 14:52
                                  ujmę to inaczej : u Almodovara wspólnota kobiet jest ochroną przed światem machismo, tworzy własne reguły i narracje, poza facetami, albo równolegle - u Labaki wspólnota kobiet nie chroni przed tym, w jej centrum postawione są bowiem problemy z facetami i faceci. czy u Almodovara jakaś kobieta siedzi w kącie i płacze za kochankiem, który nie zamierza odejść od żony, a reszta ją pociesza ? Nie, u Almodvara kobiety nie przychodzą podawac chusteczki zapłakanej koleżance, one ją wyciągają poza cały kontekst jej ewentualnych zmartwień.

                                  no właśnie, to są te sprawy :]
                                  dlaczego "dodatek do pasji" ?
                                  • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 08.06.12, 15:24
                                    Niezupełnie się z Tobą zgadzam. I u Almodovara (mam na myśli głównie, właściwie tylko "Volver") i u Labaki jest tak samo, kobiety wspierają się wzajemnie w potrzebie, w trudnych chwilach, dzielą się ze sobą swoimi problemami, pomagają sobie, kiedy brak jest męskiego wsparcia.

                                    czy u Almodovara jakaś kobieta siedzi w kącie i płac
                                    > ze za kochankiem, który nie zamierza odejść od żony, a reszta ją pociesza? ? Nie
                                    > , u Almodvara kobiety nie przychodzą podawac chusteczki zapłakanej koleżance, o
                                    > ne ją wyciągają poza cały kontekst jej ewentualnych zmartwień.

                                    Tak samo jest u Nadine Labaki.

                                    U Almodovara porzucona, niechciana kobieta przygotowuje sobie truciznę, zabójczą miksturę - gazpacho z tabletkami nasennymi. A potem traci resztki godności uganiając się za facetem, który jej już nie chce ( by się w końcu pogodzić z sytuacją). To ostanie a propos zachowania Libanki, Layale, której wydała Ci się nabyt nachlna w stosunku do kochanka!?

                                    > no właśnie, to są te sprawy :]

                                    > dlaczego "dodatek do pasji" ?
                                    Chodziło mi o to, że trudno, niemożliwym jest zaakceptować sytuację, kiedy pasja nagle staje się ważniejsza jest od bliskiego człowieka.


                                    Tak sobie wczoraj pomyślałam jadąc na rowerze przez las, że w pewnym wieku, to już nie ma co za dużo wymagać od drugiego człowieka, od ewnetualnego kandydata na "ukochanego", ;)). Najważniejsze jest, aby był dobrym, mądrym człowiekim (i jeszcze choć trochę poczucia humoru miał), aby można było na nim zawsze polegać, i żeby miał podobne podejście do życia i dzielił tę samą wizję związku, wspólnej przyszłości. A pasje, to już chyba ekscentryczne wymaganie. Ważne, żeby choć jedna strona je miała. ;)


                                    Mam nadzieję, Greku, że nie jesteś ani troszkę zły, żeśmy wszytskie cztery Diablice ... znaczy Anielice wytsąpiły w kontrze do Ciebie? Dobra, dająca do myślenia dyskuja się z tego wywiązała.
                                    • pepsic Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 08.06.12, 16:23
                                      Najważniejsze jest, aby był dobrym, mądrym człowiekiem (i jeszcze choć trochę poczucia humoru miał), aby można było na nim zawsze polegać, i żeby miał podobne podejście do życia i dzielił tę samą wizję związku, wspólnej przyszłości.

                                      Wymagania minimalistyczne? He, he;)
                                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 09.06.12, 22:08
                                        Ha,ha! :)
                                        Dobrze, więc wemę brzytwę od pana Okhama i okroję swoje wymagania. ;)

                                        Dobry i mądry człowiek z bardzo podobną wizją na związek, na życie.

                                        Jak jest mądry to musi poczucie humoru i jakaś swoją pasję, no nie!? ;))

                                        :)

                                    • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 09.06.12, 13:41
                                      w porządku.
                                      mnie chodziło o wydźwięk kulturowy.
                                      u Almodvara ta wspolnota przełamuje prymat machismo męskiego.
                                      u Labaki ta wspólnota nie przełamuje dominacji patriarchatu.
                                      u Almodovara wspólnota kobiet wyzwala je.
                                      U Labaki daje tylko schronienie.
                                      to są zasadnicze, wg mnie, róznice.

                                      nie sposob się nie zgodzić.
                                      ale, z drugiej strony, czy można od drugiego człowieka wymagać wyrzeknięcia
                                      się pasji na potrzeby harmonii w związku ?
                                      takie oczekiwanie stawia człowieka w sytuacji tragicznego wyboru.

                                      hmm, jesli jedna strona ma pasje, a druga nie ma, to finalnym
                                      efektem takiego związku jest nacisk tej drugiej strony na pierwszą, zeby
                                      swoje pasje ograniczała, limitowała, a z czasem się ich pozbyła, w imię -
                                      jak wyżej : harmonii pożycia :]
                                      Tyle, ze ten pasjonat bez pasji będzie wrakiem i do pożycia się nie
                                      będzie nadawał.
                                      Strona druga dostrzeże jego apatyczność [tak zachowuje się człowiek
                                      pasj pozbawiony, szantażem emocjonalnym czy w inny sposób] i przestanie
                                      on z czasem być dla niej ciekawy i zajmujący.
                                      efekt końcowy : ta druga strona najpierw pozbawiwszy pierwszą pasji,
                                      następnie ją rzuci z powodu jej reakcji na owoż pasji zabranie :]

                                      Barbasiu, ja nie z obrażalskich, a polemika, to ostatnia rzecz jaką uznałbym
                                      za "obraźliwą", takze - bez obaw :}
                                      • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 09.06.12, 22:55
                                        Tu się zgadzam.
                                        Przy czym u Labaki kobiety próbują małymi kroczkami przełamywać tradycję, dominację patriarchatu - np. ścinając swe piękne długie włosy.

                                        To bardzo czarny wariant.

                                        Więc właśnie, w żadnym wypadku w zwiazku nie można imo wymagać od drugiego człowieka wyrzeknięcia się jego pasji, czegoś co jest częścią tego człowieka, co daje mu radość, wzbogaca, nikt nie ma prawa wymagać tego od drugiego człowieka. Jeśli już to może jedynie ograniczenia się, jeśli jest taka potrzeba. Wszytsko jest myślę kwestią dogadania się, ustalenia, jeśli oczywiście ludziom na prawdę na sobie zależy..


                                        > Barbasiu, ja nie z obrażalskich, a polemika, to ostatnia rzecz jaką uznałbym
                                        > za "obraźliwą", takze - bez obaw :}

                                        To bardzo dobrze! :))
                                        • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 10.06.12, 14:42
                                          otóż to, ten sygnał na końcu, ścięcie włosów, jest wyraźny.

                                          wiesz, ja myślę sobie, ze kręgi kulturowe Libanu i Hiszpanii są
                                          na tyle inne, inaczej uwarunkowane, ze Labaki nie mogła
                                          z przyczyn, rzekłbym - naturalnych, robić czegoś podobnego
                                          do Almodovara. Po prostu, on i ona poruszają się w innych
                                          okolicznościach zewnętrznych.

                                          yes.
                                          moze dlatego tzw. dobre związki tworzą albo ludzie mający pasje, oboje,
                                          ale oboje ich pozbawieni :]
                                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 10.06.12, 16:03
                                            To samo myślę.

                                            > moze dlatego tzw. dobre związki tworzą albo ludzie mający pasje, oboje,
                                            > ale oboje ich pozbawieni :]

                                            Raczej tak. :)
                                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 12.06.12, 15:35
                                            moze dlatego tzw. dobre związki tworzą albo ludzie mający pasje, oboje,
                                            > ale oboje ich pozbawieni :]

                                            Z tym, że może być problem, jeśli pasją jednej strony są kobiety, romanse.

                                            ;)
                                            • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 13.06.12, 15:35
                                              a to jest zasadnicza historia ;]
                                              może dobre związki powstają wtedy, kiedy obie strony
                                              zdąża się trochę ze swoją pasją nowości ostudzić
                                              [zakładając, że mechanizm poligamii mamy w siebie
                                              w większości przypadków wbudowany w naturalny
                                              sposób, w czym moge się ofk mylić na całej liniji ;)]
                                              • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 13.06.12, 16:37
                                                Pewnie, tak. Przy czym w praktyce różnie to wygląda z ową pasją. W jednym pasja nowości ostygnie całkowicie, w innym tylko czasowo.

                                                Poligamiczni są z natury, przypominam, mężczyźni, monogamiczne kobiety (ktore z poligamicznością mężczyzn pogodzić się od zawsze nie mogą). Zasadniczo.

                                                :)
                                                • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 14.06.12, 14:40
                                                  wiesz, może to kwqestie kulturowe wyrównują proporcje, bo... ci poligamiczni mężczyźni
                                                  muszą z jakimiś kobietami tę swoją poligamię uprawiać ;] chyba, że wśród kobiet
                                                  jest jakaś mniejszość, która te poligamiczne męskie pożądania zaspokaja.
                              • maniaczytania Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 03.06.12, 20:55
                                grek.grek napisał:

                                > ale, Barbasiu, one w tym salonie nie uciekają od swoich problemów, tylko je dodatkowo rozstrząsają :]. Almodovar pokazywał kobiece wspólnoty potrafiące przezwycięzać te maniery.
                                > Enklawy prawdziwe. tutaj nie ma nawet śladu takiej próby.

                                Jak to - nie ma? A to, jak jada razem z Nisrine do kliniki? Czy to nie bylo wlasnie wspolne rozwiazanie problemu?
                                • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 04.06.12, 14:56
                                  dobry przykład.
                                  niby problem się rozwiązuje, ale jest to kapitulacja przed normą, terrorem tradycji, w której centrum stoi męska duma i honor. u Almodovara sytuacja raczej niesłychana. róznica
                                  kultur. z Almodvara "Karmel" ma tylko to, ze jest tu takze grupka kobiet. cóż, w Lejdis też, w Stalowych magnoliach - też. A trudno je do Almodovara porównać. Estetyka, jaskrawe kolory i latynoska uroda Libanek - to, wg mnie, za mało, zeby ten film miał coś wspólnego z PA.
                        • grek.grek Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 13:49
                          aha, przepraszam Cię, pytałaś o rodzaj pasji...

                          wiesz... jakikolwiek, naprawdę, wszystko co czlowieka wciąga i zajmuje w odpowiednio
                          dużym stopniu na takie miano zasługuje. Taki reset, własne miejsce, intymnośc.
                          Jeśli w związku jedno umie szanować tę niszę partnera, to jest bardzo dobrze.
                          Co prowadzi do wniosku, ze dzieje się tak rzadko, bo jak jedno widzi, ze drugie zamyka
                          pokój na klucz, to nie myśli o nicyzm innym, jak tylko o włamaniu do tego
                          zamkniętego pomieszczenia :] I ma uraz,ze to drugie coś ukrywa.
                          • barbasia1 Re: "Karmel" - niestety, ale będę krytykował :] 02.06.12, 16:52
                            > jedno widzi, ze drugie zamyka pokój na klucz,

                            Wołabym metaforę - każdy idzie nagodzinę dwie do innego pokoju i zajmuje się swoim.

                            "Zamykanie drzwi na klucz przed drugim człwoiekiem" brzmi nieprzyjemnie .
            • grek.grek Re: "Next-ex","Stacja benzynowa"/"Karmel w Kocham 01.06.12, 15:16
              pamiętam, oczywiście, także. znakomite przedstawienie.

              podobno odwołali koniec świata - czas na narabianie zaległości zwiększył
              się zatem znacząco ;]]

              heh, i ja miałem ochotę na "Życie...", ale "Karmel" oglądałem o tej
              późniejszej godzinie, no i szansa umknęła... ale, pewnie jeszcze kiedyś
              puszczą, nieprawdaż zawżdy..?

              • barbasia1 Re: "Next-ex","Stacja benzynowa"/"Karmel w Kocham 01.06.12, 15:53
                > podobno odwołali koniec świata
                Słyszałam! Słyszłam! Właśnie tak. Kalendarz Majów została źle zinterpretowany (tak czułam, wiedziałam, he,he). Majowie wcale nie prognozowali apokalipsy na 21.12.2012 i w gwatemalskiej dżungli archeologowie odkryli na to dowody.

                Więcej... wyborcza.pl/1,75476,11700673,Kalendarz_Majow_zle_odczytany__Konca_swiata_nie_bedzie.html#ixzz1wY6vqTvJ

                Miałam nawet o tym radośnie donieść.

                > czas na narabianie zaległości zwiększył się zatem znacząco ;]]

                Ufff! :)))

                /Chyba, że Cię znudzi kiedyś moje ględzenie?/

                Tak, tak, na pewna powórzą jeszcze "Życie wewnętrzne".
                • grek.grek Re: "Next-ex","Stacja benzynowa"/"Karmel w Kocham 04.06.12, 16:07
                  no coś Ty, nie ma mowy o znudzeniu :]
                  • barbasia1 Re: "Next-ex","Stacja benzynowa"/"Karmel w Kocham 06.06.12, 18:10
                    To dobrze! :)
    • barbasia1 OT pytanie - napis na murze 31.05.12, 16:20
      Zauważyłam u nas mieście taki napis na jedym z budynków (a nawet na dwóch):
      P.O.LSKA
      do wynajęcia

      Czy wiecie może, czy wiesz Greku, do czego konkretnie jest to aluzja (polityczna)? Nurtuje mnie to pytanie od jakiegoś czasu.
      • barbasia1 "Iris" Goo Goo Dolls 31.05.12, 16:56
        piosenka z filmu "Miasto aniołów" (już raz była linkowana)

        www.youtube.com/watch?v=NdYWuo9OFAw

        :)
        • bakali "MIasto Aniołów", "Karmel" 01.06.12, 15:22
          Ja zapewne zburzę nastrój, bo w "Mieście Aniołów" podoba mi się tylko piosenka Goo Goo Dolls - jest świetna. Film oglądałam kilka razy i nie przekonał mnie ani trochę. Meg Ryan gra taką samą postać w każdym filmie, Nicolas Cage zbolały jak zwykle. poza tym od poczatku ta historia jak dla mnie nie trzymała sie kupy. Film jest potwornie nudny, a na głównego bohatera aż nie chce się patrzeć. Wrzucam go do tej samej kategorii co "Joe Black", czyli dla mnie nieoglądalnych, choć chwalonych przez innych widzów.

          "Karmel": nie żałuję tej 1,5 godziny spędzonej na oglądaniu.Almodovar to nie był, choć rzeczywiście tez skupiony na kobietach. Bohaterki bardzo piękne, wspaniała sceneria, ciepło, kolory, muzyka - jednym słowem przyjemny w odbiorze, choć nie powalił mnie na kolana.
          I dla mnie ciekawostka: zauważyłam, ze policjant jeździł na policyjnym Harleyu - w Libanie!
          • barbasia1 Re: "MIasto Aniołów", "Karmel" 01.06.12, 16:08
            Może powiem herezję, ale wyznam Wam, że chyba wolę debiutantkę Nadine Labaki od Almodovara.

            Cała specyfika kulturowa kraju jest tu szalenie ciekawa, dzięki czemu banalne, zgrane historie romansów, miłości, również homoseksulanej!?, zdrad, przyjaźni kobiecej, nabierają nowego wyrazu.

            >policjant jeździł na policyjnym Harleyu w Libanie!
            Nie ma to jak fachowe oko! ;)

            • siostra.bronte "Karmel" 01.06.12, 18:00
              Podpisuję się :) Dodaję piękną piosenkę z napisów końcowych, chodzi mi dzisiaj po głowie :)
              www.youtube.com/watch?v=_uawBIgQAFA&feature=related
              • barbasia1 Re: "Karmel" 01.06.12, 19:25
                Piękne, Bronte, dzięki! :)

                A ja znalazłam jeszcze jeden utwór:

                www.youtube.com/watch?v=A_yMERP6828&feature=related
                • barbasia1 OT Maniu, mam nadzieję, że u Ciebie 02.06.12, 14:00
                  wszytko w porządku i zakończyłaś szczęślwie swoje wojaże?
                  Pozdro
                  • maniaczytania Re: OT Maniu, mam nadzieję, że u Ciebie 02.06.12, 14:04
                    Barbasiu - dziekuje za troske :) Tak, szczesliwie wszystkie podroze sie skonczyly, zwlaszcza mialam obawy przed jedna, bo sama za kierownica rano i z powrotem wieczorem (tylko z dziecieciem mym), pierwszy raz w trasie ( a bylo to jakies ok. 600 km w sumie) - dalam rade! :)

                    Z tego wszystkiego zalatania zapomnialam, ze nowy watek trzeba otworzyc - zaraz to nadrobie! A o "Karmelu" skrobne tez, tylko chyba recenzje na bloga - bo baaardzo mi sie film podobal :)
                    • barbasia1 Re: OT Maniu, mam nadzieję, że u Ciebie 02.06.12, 14:40
                      To bardzo dobre wieści. Ufff! Dzielna jesteś bardzo. Podziwam, podwójnie, bo sama nie mam prawa jazdy. Aleeee zamierzam zrobić.

                      Zalinkuj koniecznie tę receznzję "Karmelu" z bloga, jak już napiszesz.
                      • maniaczytania Karmel - recenzja 02.06.12, 17:30
                        Barbasiu - mowisz, masz :
                        Karmel
                        • barbasia1 Re: Karmel - recenzja 03.06.12, 13:07
                          maniaczytania napisała:

                          > Barbasiu - mowisz, masz :
                          > [url=http://mojeprzemiany.blox.pl/2012/06/Karmel-Sukkar-banat.html]"Karmel"[/ur
                          > l]

                          Dobra recenzja, zwłaszcza, że się, jak widzę, zgadzamy w stu jeden procentach! :))
          • pepsic Re: "MIasto Aniołów", "Karmel" 02.06.12, 21:31
            W takim razie i ja odważę się ze stwierdzeniem, że "Miasto aniołów" to straszna kicha. Co do obsady. Zbolały nudziarz Cage już nie raz był tu przez nas (ja i Grek) obsmarowany. Za to Meg Ryan neizmiernie lubię, co jest wartością odwrotnie proporcjonalną do komedii romantycznych z jej udziałem.

            Co do "Karmelu" - odczucia w odbiorze mam identyczne. I równiez nie potrafię się dopatrzeć podobieństwa do Almodóvara, gł. z racji tego, ze jego filmy sa zwariowane i mało realistyczne.
            • barbasia1 Re: "MIasto Aniołów", "Karmel" 03.06.12, 13:47
              pepsic napisała:

              > W takim razie i ja odważę się ze stwierdzeniem, że "Miasto aniołów" to straszn
              > a kicha.

              To bajka dla dużych dzieci, rozrywka. :)

              Ja Cage'a lubię przeogromnie. Poza tym obiektywnie ma na swoim koncie kilka naparwdę bardzo dobych ról filmowych.
    • barbasia1 Franek Smuda czyni cuda! 02.06.12, 17:34
      1:0 dla Poski! Że z Andorą? Każdego przeciwnika należy traktować z szacunkiem!

      Greku, oglądasz pewnie teraz mecz, dużo wrażeń życzę Tobie i wszytskim kibicom, Bronte!
      :)
      • grek.grek Re: Franek Smuda czyni cuda! 03.06.12, 13:08
        haha, no prawda :]
        podpatrywałem, Barbasiu, trochę Andorańczycy/Andoranie ?, sie starali chociaż
        porządnie skosić. rywal w sam raz na przećwiczenie, utrzymanie rytmu meczowego
        i... pokrzepienie serc, heh, prawdaż ?

        4-0 wyszło. teraz mecz z Grecją, już w ramach Euro.

        chyba wypadaloby coś wygrać ? trzy remisy mogą nie zapewnić awansu :]
        • barbasia1 Re: Franek Smuda czyni cuda! 03.06.12, 13:42
          Andorczycy. :))

          Prawdaż, 4 bramki, prawdziwy miód na serca kibiców. :)

          Właśnie, oby teraz skórę prztrzepali Grekom. ;)

          Nucisz już sobie hymn mistrzostw "Koko Euro Spoko", Greku? ;)

          Cieszą się Polacy,
          Cieszy Ukraina,
          Że tu dla nas wszystkich,
          Euro się zaczyna,
          Że tu dla nas wszystkich,
          Euro się zaczyna.

          Hej!

          Koko koko Euro Spoko,
          Piłka leci hen wysoko,
          Wszyscy razem zaśpiewajmy,
          Naszym doping dajmy. 2x

          Nasi dzielni chłopcy,
          To biało-czerwoni,
          Wygrać im się uda
          Ucieszy się Smuda
          Wygrać im się uda
          Ucieszy się Smuda

          Hej!

          Koko koko Euro Spoko,
          Piłka leci hen wysoko,
          Wszyscy razem zaśpiewajmy,
          Naszym doping dajmy. 2x


          Orzełki biegajcie,
          Żwawo po murawie,
          Zdobywajcie gole,
          I będzie po sprawie,
          Zdobywajcie gole,
          I będzie po sprawie,

          Hej!

          Koko koko Euro Spoko,
          Piłka leci hen wysoko,
          Wszyscy razem zaśpiewajmy,
          Naszym doping dajmy. 2x

          Nie myśl sobie bracie,
          Że rady nie damy,
          Nie kłopocz się siostro,
          My euro wygramy,
          Nie kłopocz się siostro,
          My euro wygramy,

          Hej!

          Koko koko Euro Spoko,
          Piłka leci hen wysoko,
          Wszyscy razem zaśpiewajmy,
          Naszym doping dajmy. 3x
          • maniaczytania specially for you 03.06.12, 15:19
            inna wersja :
            www.youtube.com/watch?v=CiVxAbqSVz8&feature=share
            • barbasia1 Re: specially for you 03.06.12, 15:40
              Boskie, Maniu! :))) Czytałam,że taka wersja powstała, ale pierwszy raz jej słucham.
              • barbasia1 Do zobaczenia we wtorek, 03.06.12, 16:14
                muszę wziąć jednen dzień off.

                Miłego popłudnia dziś, dobrego dnia jutro Tobie, Greku, Wszytskim!

                :)

                • maniaczytania Re: Do zobaczenia we wtorek, 03.06.12, 17:39
                  Do zobaczenia, do napisania :)

                  Pozalatwiaj sobie spokojnie, co tam do pozalatwiania masz - niech wszystko idzie po Twojej mysli :)
                  • barbasia1 Re: Do zobaczenia we wtorek, 03.06.12, 17:46
                    Dziekuję, Maniusiu! :) Dzisiaj, przed momentem myśmy się zsynchronizowały , oba nasze posty w tej samej minucie - 17:39 zostały wysłane!
                    Miałam jeszcze wpisać się do Twojego blogu, pod "Karmelem", ale może zrobię to we wtorek, bo już mi z głowy dymi (przegrzane neurony ;). Pozdrówka.
                    • siostra.bronte Re: Do zobaczenia we wtorek, 03.06.12, 21:07
                      Też się żegnam, oby tylko na kilka dni. Jutro oddaję swój wiekowy komputer do naprawy :(
                      • barbasia1 Re: Do zobaczenia we wtorek, 06.06.12, 17:43
                        Czekamy zatem, Bronte. Niech Ci naprawią szybko i dobrze!
                        :)
                • pepsic Było pytanie o EURO 03.06.12, 19:49
                  Dziękuję, ja jutro będę ćwiczyć układ na EURO, jak sie dziewczyny nie rozmyślą. Mam cichą nadzieję, że nie przy piosence Kokokoko, no i jeszcze muszę zakupić stosowna koszulkę w barwach narodowych:)
                  Ps. To tak na wszelki wypadek, co by nie zostać posądzoną o brak własnych zainteresowań;)
                  • grek.grek Re: Było pytanie o EURO 04.06.12, 16:13
                    można kupić np. koszulkę w kolorze flagi Indonezji i nosić ją do góry nogami ;]

                    • pepsic Re: Było pytanie o EURO 05.06.12, 19:32
                      Albo chodzić na rękach:)
                    • barbasia1 Re: Było pytanie o EURO 06.06.12, 18:00

                      grek.grek napisał:

                      > można kupić np. koszulkę w kolorze flagi Indonezji i nosić ją do góry nogami ;]

                      No właśnie, bo jakby w układzie była figura stanie na rękach czy kręcenie się na głowie to taka koszulka byłaby bardzo wskazana. :)
                  • barbasia1 Re: Było pytanie o EURO PEPSIC 06.06.12, 17:56
                    pepsic napisała:

                    > Dziękuję, ja jutro będę ćwiczyć układ na EURO, jak sie dziewczyny nie rozmyślą.
                    > Mam cichą nadzieję, że nie przy piosence Kokokoko, no i jeszcze muszę zakupić
                    > stosowna koszulkę w barwach narodowych:)

                    OooooOooooOoooooOoooooo!! Jaaaaaaaciieeeeeeeee! :))))

                    Pepsic, tańcząca układ na EUROw koszulce w barwach narodowych, jesteś moją prawdziwą bohaterką tych mistrzostw.
                    Na youtube byście ten układ wrzuciły! ;)))
                    • pepsic Re: Było pytanie o EURO PEPSIC 07.06.12, 00:06
                      Barbasiu, nie mam pewności, czy chciałabym sie ośmieszyć;)

                      • barbasia1 Re: Było pytanie o EURO PEPSIC 07.06.12, 14:22
                        Fakt, lepiej się nie narażać na głupie komentarze.

                        To naprawdę fajna sprawa z tym układem, Pepsic! Jesteście z koleżankami prześwietne babeczki. Życzę Wam dużo radości i wspaniałej zabawy! :)

                        Właśnie sobie pomyślałam, że ja zrobię w sobotę kompozycję kwiatową w barwach narodowych na balkon, w skrzynce albo misie! Tak. :)
                        • pepsic Re: Było pytanie o EURO PEPSIC 07.06.12, 20:12
                          Dziekujemy:)
                          • barbasia1 Re: Było pytanie o EURO PEPSIC 08.06.12, 14:08
                            :)))


                            To już wiem, o co chodzi z tą wodą świeconą / a propos postu w innym wątku/.
                            W C. to rzeczywiscie z kranów musi lecieć woda świecona. ;))
                            • pepsic Re: Było pytanie o EURO PEPSIC 08.06.12, 16:37
                              I jeszcze kapitana mamy z naszego regionu:))
          • grek.grek Re: Franek Smuda czyni cuda! 04.06.12, 16:10
            staram się ten hymn przemilczeć w 15 językach ;]]

            kurcze, Greków biją ! haha. ale będzie ciekawie, bo
            wszystko jest możliwe.
            • barbasia1 Re: Franek Smuda czyni cuda! 06.06.12, 18:09
              Hahahahahahahahahaha :)))

              To może choć melodię sobie nucisz ogladając nijusy sportowe?

              > kurcze, Greków biją ! haha. ale będzie ciekawie, bo
              > wszystko jest możliwe.

              Z przyjemnością obejrzymy, jak nasi biją Greków. ;))
              • grek.grek Re: Franek Smuda czyni cuda! 07.06.12, 15:17
                hehe, wiesz, gdzieś tam w głowie zostaje, w jakimś kącie, bo to zaraźliwe cholernie
                ustrojstwo :]

                ale staram się umykać, bo ten tytuł jednak dziwactwem swym przeraża ;]

                no własnie, a potem jeszcze Czesi... a ja kibicują, jak zwykle, Makaroniarzom,
                więc tym bardziej jestem w kropce, heh.
                • barbasia1 Re: Franek Smuda czyni cuda! 07.06.12, 15:54
                  Hahahaha! :)

                  Właśnie. Tutuł koszmarny, trzy wyrazy i ani jednego normalnego polskiego słowa. Nie wiem, co na to zacni profesowie językoznawcy. Chyba resztki włosów wyrywają sobie z głowy.

                  Kibicujesz Makaroniarzom!!? To tak jak ja! Ale tylko wtedy, kiedy nie grają nasi. Więc i ja też mam teraz dylemat. :)
      • siostra.bronte Re: Franek Smuda czyni cuda! 03.06.12, 21:05
        Meczu nie oglądałam, ale emocje przed Euro coraz większe :))
        • barbasia1 Re: Franek Smuda czyni cuda! 06.06.12, 18:14
          siostra.bronte napisała:

          > Meczu nie oglądałam, ale emocje przed Euro coraz większe :))

          :)))
    • misiania Tysiąc 07.06.12, 15:10
      :)
      • barbasia1 Re: Tysiąc 07.06.12, 15:40
        misiania napisała:

        > :)

        Sto lat! ;))

        To w nagrodę, w nagrodę możesz ... napisać jaką recezyjkę czy spojlerek filmu! ;))
        • maniaczytania Re: Tysiąc 07.06.12, 16:36
          Qrcze, nie spodziewalabym sie, ze taki z pozoru banalny film, jak "Karmel" wzbudzi tak ozywiona dyskusje, ze do 1000 doprowadzi :)
          • barbasia1 Re: Tysiąc 07.06.12, 17:22
            He, he! Doszło tu chyba do jakiejś prowokacji, Maniusiu, nie sądzisz? ;))

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka