Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 8 (vol. 34)

    • pani_lovett OT I'm back and The Big Bang 20.08.13, 15:38
      Na powitanie - Big Bang

      www.youtube.com/watch?v=glUfcMMbA2Q
      Boskie, nonie!?
      :))
      • grek.grek Re: OT I'm back and The Big Bang 21.08.13, 13:52
        no własnie nie wiem, bo pokazuje mi się komunikat "video jest niedostępne" [??].
        będę próbował, może sie coś zmieni.
        • pani_lovett Re: OT I'm back and The Big Bang 21.08.13, 15:29
          O! Teraz mnie się trafiła usterka. Jeszcze raz wklejam link skopiowany w innej przeglądarce.

          www.youtube.com/watch?v=glUfcMMbA2Q
          Jeśli znów wystąpiłyby problemy to szukaj na youtube:
          Simon Collins & Phil Collins - The Big Bang


          :)

          • grek.grek Re: OT I'm back and The Big Bang 22.08.13, 15:50
            działa :] dzięki.

            rzeczywiście, bang i to big, hehe. a ja myślalem, że to tylko taki wstęp i będzie jakiś
            tekst ;] tekstu nie było, ale wstawki elektroniczne, owszem. dynamika i fantazja niezaprzeczalne.

            • pani_lovett Re: OT I'm back and The Big Bang 22.08.13, 23:53
              :)))
              • pani_lovett OT 23.08.13, 16:52
                Do zobaczenia, Greku.samwdomu.
                Wracam w poniedziałek.


                www.youtube.com/watch?v=I8NcELiIMHg
                ;)
                • pani_lovett Re: OT 23.08.13, 16:56
                  Bądź grzeczny!

                  ;)
                • grek.grek Re: OT 24.08.13, 13:39
                  będę grzeczny, jak zawsze ;]

                  do poniedziałku, Barbasiu

                  a to klasyk jest, Kult. ciekawe, że ten rozrywkowy kawałek
                  stał się chyba ich najpopularniejszą piosenką, znaczy się : przyswojoną
                  przez masową widownię.
                  • pani_lovett Re: OT 26.08.13, 15:59
                    O! Cudnie! ;) W nagrodę, mój Greku, specjalnie dla Ciebie piosenka,
                    zaśpiewają aksamitnymi głowami damy z zespołu "Oczi czornyje" :

                    www.youtube.com/watch?v=b9Yhy_Po1A4
                    Piosenka "Kultu" przewrotna, zabawna, w dodatku wpadająca w ucho, nie dziwne, że spodobała się masowej widowni.

                    :)


                    :)
                    • grek.grek Re: OT 26.08.13, 16:27
                      dziewczyny ładne i utalentowane. i całe trzy :]
                      znów czekałem na tekst i znów wcale nie był on niezbędny, a nawet zbędny był całkiem, bo
                      by tylko popsuł nastrój tego mruczanda pod pianinko.

                      świetne, dzięki :]
                      • pani_lovett Re: OT 26.08.13, 16:38
                        Akurat tekst był tu istotny. ;)
                        • grek.grek Re: OT 26.08.13, 16:51
                          ale sie ukrył gdzieś ? :]
                          • pani_lovett Re: OT 26.08.13, 17:02
                            A nie było go słychać w zalinkowanej piosence? 8-o

                            No to wklejam:

                            Tekst piosenki Oczi Cziorne - Dyp, Dyp, Dyp

                            Dyp Dyp Dyp
                            Kilka Chwil, spójrz mi prosto w oczy,
                            Pomyśl o mnie w nocy,

                            Dyp dyp dyp, Dyp dyp dyp, Dyp dyp dyp
                            Kilka chwil,

                            Dyp dyp dyp
                            Kilka chwil.

                            Dyp dyp dyp
                            Nie chce nic, tylko zamrucz do ucha,
                            tak cie lubie słuchac

                            Dyp dyp dyp,Dyp dyp dyp,Dyp dyp dyp
                            Nie chce nic,

                            Dyp dyp dyp
                            Nie chce nic,

                            Dyp dyp dyp
                            Nie wiem nic, czemu znów cie nie ma?
                            jak sie moge nie bać

                            Dyp dyp dyp, Dyp dyp dyp ,Dyp dyp dyp,
                            nie wiem nic

                            Dyp dyp dyp,nie wiem nic.


                            ;)
                            • grek.grek Re: OT 27.08.13, 15:06
                              a to ci...

                              słuchałem z/w pewnej odległości, może dlatego ten tekst do mnie nie doleciał.
                              zaraz posłucham drugi raz, tym razem z uchem przy głośniku :]

                              dzięki :]
                              • pani_lovett Re: OT 27.08.13, 17:09
                                Hehehe! ;))
      • pepsic Re: OT I'm back and The Big Bang 24.08.13, 14:46
        Doskonałe!! Skąd to wytrzasnęłaś???
        • pani_lovett Re: OT I'm back and The Big Bang 26.08.13, 16:08
          Prawda!!!!? :))))))

          Usłyszałam to niedawno w Trójce. A ten porywający rodzinny duet pochodzi z płyty "U-Catastrophe" wydanej w 2008 roku przez Simona Collinsa (syna Phila).

          Tytułowy utwór z tej płyty:
          www.youtube.com/watch?v=PHoBVJ-qJg0

          Witaj w domu Pepsic! Jak Ci na morzem było?

          :)
          • pepsic Re: OT I'm back and The Big Bang 26.08.13, 20:42
            Trochę słońca i przyjemnego leniuchowania na plaży, trochę niepogody i wędrowania.
            • pani_lovett Re: OT I'm back and The Big Bang 27.08.13, 17:29
              Pięknie! Masz tam nad morzem stałe miejsce, kwaterę zaprzyjaźnioną, czy co roku zmieniasz miejsce pobytu?
              • pepsic Re: OT I'm back and The Big Bang 28.08.13, 23:36
                Moje wakacje są coroczną prowizorką i spontanem. W tym roku spędziłam urlop ponownie nad morzem, na dodatek w tej samej miejscowości (nie miałam głowy, ponadto ogranicza mnie dojazd), tyle ze w innej lokalizacji. Namiary biorę z internetu (co do warunków nie jestem specjalnie wymagająca), wsiadam w nocny pociąg i voila.
                Ps. Lubie zmiany, ale Jastarni już nie odpuszczę.
                • pani_lovett Re: OT I'm back and The Big Bang 29.08.13, 18:23
                  Pięknie! W przyszłym roku biorę z Ciebie wzór. Za naszym morzem tęsknię od lat!

                  :)
    • grek.grek Kobra & Allen 22.08.13, 16:00
      skoro czwartek, to mamy szansę znowu zakobrować.

      tym razem [21:05] rzecz się zwie "Morderstwo odkrywa prawdę" : zamordowana kobieta, inspektore, podejrzany-mąz próbujący wyjaśnić sprawę na własną rękę. coś jakby już znany schemat, ale to tylko podstawa konstrukcyjna, więc ciekawe jak się to rozwinie.

      potem, o 22:50 "Rene", dokument który kiedyś probówałem Wam streścić. zachęcam, ofk, notoryczny złodziej i recydywista więzienny okiem reżyserki, która poświęca przyglądaniu się jemu i jego losom kilkanaście lat.

      a w kinach nowy Allen.
      i to ponoć bardzo dobry :

      wyborcza.pl/1,75475,14469196,_Blue_Jasmine____znakomity_film_Woody_ego_Allena_od.html
      • pani_lovett Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 22.08.13, 23:48
        Pomocy! Kto był mordercą??? Zamknęłam na chwilę oczy pod koniec i przegapiłam finał. Zdążyłam jeszcze usłyszeć, jak ktoś krzyczy "oddaj ten pistolet" i zobaczyłam padającą od strzału Maureen.
        Czy Ned też był jej kochankiem? Wyjaśniono z kim M. była w ciąży?

        Napięcia za wiele może tu nie było, ale rozwinięcie całkiem zmyślne , imo. Mąż szukając na własną rękę mordercy swojej żony, odkrywa przy okazji niezbyt przyjemną prawdę o niej samej i jej niecnych sprawkach.


        Mariusz Benoit (w roli męża) to świetny aktor, tak rzadko występuje teraz w telewizji, w filmach.

        O! Dobrze, że przypominasz o Allenie, wybieram się obowiązkowo oczywiście, jeszcze nie wiem kiedy, jak obejrzę zdam relację.

        Rzucę jeszcze okiem na "Rene" i idę spać / rzuciłam/.

        • grek.grek Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 23.08.13, 13:31
          skąd ja to znam ;]

          mordercą była pani Thatcher.
          jej podstarzały mąz miał romans z Maureen, i to z nim była ona w ciązy.

          [zatem, cała ta otoczka róznych intryg Maureen prowadziła donikąd -
          znów rozeszło się, w finalnym akcie, o uczucia :)]

          swoją drogą, co to była za moda wtedy... Kamiński w tych pantalonach
          wstydliwie obcisłych na tyłku, a rozkloszowanych od kolan w dół... ja na
          niego patrzeć nie mogłem, a on jeszcze w tym czyms chodził, straszne.

          za to kobiety zapięte na ostatni guzik.
          gdzie tu jakaś sprawiedliwość wobec... widzów ? :]

          tylko dobre recenzje "Blue Jasmine" póki co czytam, szykuje Ci się uczta, Barbasiu :]

          o właśnie, jak tam "Rene", zaciekawił Cię ?



          miałem momenty nieuwagi, ale wydaje mi sie, że Ned nie był kochankiem
          Maureen.

          yes,

          • pani_lovett Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 23.08.13, 16:08
            Dzięki! :)))

            >znów rozeszło się, w finalnym akcie, o uczucia :)]
            Tak. :)


            Powiem Ci, że nie zwróciłam uwagi na te spodnie-dzwony, bo zapatrzyłam się na uroczą twarz młodziutkiego Emiliana Kamińskiego. :)


            Niestety, tylko fragment obejrzałam (pora!).
            Uderzyło mnie to o czym już wspomniałeś, że Rene, to inteligentny człowiek, obdarzony dużą samoświadomością, refleksyjnością, a jednak nie jest w stanie zmienić swojego życia na lepsze. Może zmieniałby się gdyby ktoś mu pomógł, jakaś zakochana kobieta, wyznaje Rene.

            Rene powiedział w dokumencie, że wykryto u niego SM, stwardnienie rozsiane, paskudną chorobę, wciąż nieuleczalną, która stopniowo eliminuje człowieka z normalnego życia i zmienia w warzywo. Tragiczna przyszłość rysuje się przez Rene.

            :)
            • pani_lovett dokument "Rene" 23.08.13, 16:27
              Szerzej o dokumencie "Rene" Grek pisał tu:

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,144876635,145331271,dokument_Rene_krotki_opis_2_polowy.html
              • grek.grek Re: dokument "Rene" 24.08.13, 13:36
                dzięki :]
            • grek.grek Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 24.08.13, 13:35
              ja, taktycznie, podziwiałem wtedy scenografię ;]

              właśnie; trudno dociec, a on sam tego wprost też nie przyznaje, czy to
              konsekwencja faktu, że polubił taki los, czy też moze - że nie ma już
              możliwości powrotu do tzw.normalności po tak długim okresie czasu ?

              powodzenia w boju z trawą, Barbasiu :] dowolną ;]]

              Czesi zaskakują znowu :] niebawem w CT 2 ruszają z 1 sezonem "Gry o tron".
              wczoraj widziałem zapowiedź.

              wprawdzie na świecie i po internecie lata już zapewne 3 albo 4 sezon [nie znam
              się na numeracji], ale nie widziałem żadnego, więc cieszę się z tej propozycji.
              no w końcu hicior, nie ? ;]

              zatem, będzie "Sherlock" będzie "Gra o tron" i zapewne jeszcze coś będzie i mam
              nadzieje, że padnie na 6 sezon Californication.

              przygotuj/cie się zatem na to, ze będę terroryzował jesiennie opisami kolejnych
              odcinków i, niewątpliwie, następnymi filmami jakich sie można spodziewać.

              dzisiaj w CT 2 dają "Amarcord", czyli klasyk, co to go warto mieć na rozkładzie.
              mam nadzieję zobaczyć i coś napisać. bójcie się :]

              • pani_lovett Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 26.08.13, 16:48
                > powodzenia w boju z trawą, Barbasiu :] dowolną ;]]
                :))
                Dzięki, Greku. Tej o której myślisz, nie było pośród licznych chwastów. ;)
                Ręce mam do łokci podrapane, pokłute pokrzywami. :/


                Cieszymy się bardzo na nowe opowieści. Jesienią to szczególnie przyjemnie się czyta, słucha opowieści, nieprawdaż? :)

                "Gry o tron" nie bardzom ciekawa, jak przeczytałam o czym to jest. :/

                A 2. sezonu Forbrydelsen nie wypatrzyłęś? (miałam słówko o zakończeniu 1. sezonu dopisać! :/)
                • grek.grek Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 26.08.13, 16:58
                  domyślam się :] jak się ma naturalne poczucie humoru, to wzmacniacze niepotrzebne.

                  grunt, że spacyfikowałaś wroga :]

                  tak właśnie. byle tylko ogarnąć jakoś to wszystko, hehe.

                  "Gra o tron" zdaje się o rozgrywkach polityczno-wszelakich w jakiejśtam krainie zalatujacej
                  przeszłością magiczno-mieczową, prawdaż ?

                  szczerze mówiąc, nie rozglądałem się po ramówce :]
                  info 2 sezon Forbrydelsen dotarło do mnie wczoraj przed "Pułapką".
                  Czesi dają 2 reklamy na cały dzień [nie wiem, jak faktycznie, bo całymi dniami
                  nie oglądam, hehe, chciałbym podkreślić rzadkość występowania tychże reklam],
                  więc zazwyczaj między programami, przed filmami, odcinkami seriali - puszczają
                  zwiastuny tego, co będzie.
                  • pani_lovett Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 26.08.13, 17:18
                    Całe szczęście!

                    I nic nie mówisz!!!! Zatem będziemy oglądać jesienią 2 sezon Forbrydelsen! Świetna wiadomość! :)))

                    Na to wygląda.
                    • grek.grek Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 27.08.13, 15:08
                      teraz tylko, oby ta 2 seria utrzymała jakiś poziom :]
                      1 serii pewnie nie dorówna, ale niechby po prostu dobra była.
                      • pani_lovett Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 27.08.13, 17:09
                        Tak właśnie!
                      • pani_lovett Re: Kobra "Morderstwo odkrywa prawdę" & Allen 27.08.13, 17:14
                        A właśnie wypatrzyłam, że w poście do Siostry.Bronte mówiłeś o 2. serii Forbrydelsen.
    • maniaczytania Notting Hill 24.08.13, 17:33
      jestem, jestem i wcale sie ciemnych pokoi nie boje ;)

      Siostrze Bronte udanego wyjazdu zycze, a Barbasie i Pepsic witam po powrocie - jak bylo? Odpoczelyscie?

      A zeby Grek nie zostal sam w domu ;) - to polecam jemu szczegolnie, a wszystkim pozostalym zreszta tez komedie romantyczna - wzor, jak sie powinno je robic - "Notting Hill" dzis o 22.05 na TVN - fajna historia, swietna!!! muzyka i typowy brytyjski humor - mieszanka idealna na sobotni wieczor :)

      A pozostale propozycje to:
      TVP 1 20.25 - Transporter III - hehe ;) ja i tak lubie Jasona Stathama, jak mowi z tym swoim brytyjskim akcentem ;)
      i w zasadzie to by bylo na tyle, 'bryndza' ;)
      • grek.grek Re: Notting Hill 25.08.13, 15:50
        tak tak, teraz tak mówisz, kiedy dzień jest i nie leci akurat żaden horror ;]]

        hehe, na szczęście zawsze w domu coś się dzieje :]

        "Notting Hill" jakoś nigdy nie udało mi się obejrzeć, może następnym razem ?
        [a co do TVP, to zabawne jest to, że już się wycwanili na tyle, że już nie bawią
        się w modelowanie ramówki, tylko w sobotę i niedzielę puszczaja, w wieczornym
        paśmie, te same filmy. w CT 2 wczoraj puścili "Amarcord", dzisiaj niezależne kino
        hamerykańskie, jutro "Pororozmawiajmy o kobietach" Nicholsa z Nicholsonem ['71]
        a później "Do the right thing" Spike'a Lee, zaś o 20:00 obowiązkowo jakiś ciekawy
        dokument - w ogole, TVP to programowy bankrut]
        • pepsic Re: Notting Hill 25.08.13, 19:12
          W takim razie musisz! Mania ma rację, to zaiste przyzwoita komedia romantyczna, praktycznie za każdym razem przykuwa uwagę i budzi sympatię. Nawet o dyskusyjnej urodzie mrówkojada Julia Roberts i wiecznie trzepoczący rzęsami Hugh Grant do zniesienia.
          • grek.grek Re: Notting Hill 26.08.13, 15:13
            jak mus to mus :]
            postaram się przy najbliższej okazji, a potem Wam powiem, w co mnie wpakowałyście ;]
            • pani_lovett Re: Notting Hill 26.08.13, 16:37
              Też gorąco polecam "Notting Hill"!

              Hugh Grant uroczo kpi sobie ze swojego filmowego wizerunku amanta kinowego - bohater grany przez Granta, skromny księgarz William Thacker wybiera się na randkę do kina z prawdziwą , boginią, gwiazdą kina amerykańskiego Anną Scott (Julia Roberts), a ponieważ nie może znaleźć swoich okularów, w pośpiechu zabiera okulary do nurkowania z powiększającymi soczewkami . Ale cały film kradnie Rhys Ifans, walijski aktor, który gra flejtuchowatego i rozbrajająco wyluzowanego współlokatora Williama, Spike'a.

              www.filmweb.pl/film/Notting+Hill-1999-683#picture-1
              • grek.grek Re: Notting Hill 26.08.13, 16:50
                wszystkie na jednego ? a sprawiedliwie to tak ? ;]

                jako niemiłośnik komedii romantycznych, przy takiej rekomendacji, będę
                musiał się przemóc, a nawet podjąć wysiłek i podejśc do rzeczy obiektywnie.
                przed seansem będę musiał jakieś środki dopingujące wziąć ;]
                • pani_lovett Re: Notting Hill 26.08.13, 16:54
                  PS Na okularach Williama siedział Spike, co odkrył dopiero po jego wyjściu. ;)

                  Koniecznie! :)))
                  • grek.grek Re: Notting Hill 26.08.13, 16:59
                    mam nadzieje, ze w trakcie siedzenia Spike'a na okularach nie znajdowały się
                    one na nosie Williama ? :]

                    tak jest ! :]
                    • pani_lovett Re: Notting Hill 26.08.13, 17:09
                      Nie. Okulary znajdowały się na miękkiej sofie, na nich zaś siedział Spike. A Spike był zaprzysięgłym hetero. :)
                      • pani_lovett Re: Notting Hill 26.08.13, 17:32
                        Przegląd koszulek Spike'a na randkę. ;))

                        www.youtube.com/watch?v=soV3lwzZeYU
                        Słowniczek:
                        fancy sth

                        idiom
                        1.BrE mieć na coś ochotę, chcieć czegoś
                        Do you fancy going out tonight? (Masz ochotę gdzieś wyjść dzisiaj wieczorem?)

                        czasownik
                        1.BrE informal mieć na coś ochotę
                        Do you fancy a cup of coffee? (Masz ochotę na kawę?)

                        www.diki.pl/slownik-angielskiego/?q=OUTBACK&x=0&y=0#q=fancy
                        • grek.grek Re: Notting Hill 27.08.13, 15:18
                          o kurdesz... ;]]
                          • pani_lovett Re: Notting Hill 27.08.13, 17:10
                            Cały Spike! ;))
              • aguszak Re: Notting Hill 28.08.13, 10:39
                pani_lovett napisał(a):

                > Też gorąco polecam "Notting Hill"!
                > Ale cały film kradnie Rhys Ifans, walijski aktor, który gra flejtuchowatego i rozbrajająco wyluzowanego
                > współlokatora Williama, Spike'a.

                Spike jest debeściak! :-)))
                • pepsic Re: Notting Hill 28.08.13, 22:57
                  Dziewczyny, no sorry, przecież to oblech;)
                  • angazetka Re: Notting Hill 29.08.13, 09:27
                    No przecież nie debeściak w kategorii "wskoczyłabym mu do łózka" ;)
                  • aguszak Re: Notting Hill 29.08.13, 10:37
                    pepsic napisała:

                    > Dziewczyny, no sorry, przecież to oblech;)

                    No napewno nie kadydat na męża ;-)
                  • pani_lovett Re: Notting Hill 29.08.13, 18:24
                    pepsic napisała:

                    > Dziewczyny, no sorry, przecież to oblech;)

                    Hehe! :)))))
      • angazetka Re: Notting Hill 26.08.13, 10:18
        "Notting hill" widziałam jakiś milion razy, ale jak leciał w sobotę, to i tak obejrzałam znowu :) Nie są to wprawdzie "Cztery wesela i pogrzeb", ale jednak czołówka komedii romantycznych.
      • pani_lovett Re: Notting Hill 26.08.13, 17:12
        Melduję, że odpoczęłam, natleniłam się, rozprostowałam kręgosłup, opaliłam się ... :)

        > A zeby Grek nie zostal sam w domu ;) -

        Grek.zaopiekowany! :)
      • pepsic Re: Notting Hill 26.08.13, 20:33
        Dziękuję, nieźle. Pogoda nie rozpieszczała, na szczęście udało mi sie zaliczyć kilka prawdziwych plażowych dni wraz z orzeźwiającymi kąpielami bałtyckimi w towarzystwie meduz i ... kilka jesiennych.
        :)
    • grek.grek "Amarcord" [1] 25.08.13, 13:37
      Znów uciekło mi 20 minut z początku, ale nic to, film ma 2 godziny ;]

      Jest czymś w rodzaju zbioru scenek/epizodów z życia nadmorskiego miasteczka [wg źródeł, Fellini portretuje Rimini, pewnie nawet tam kręcono zdjęcia ?].

      Lata 30-te, zwycięskie czasy włoskiej odmiany nazizmu, duce, przedwojnie, ale na planie pierwszym jest społecznośc, charaktery, ludzie po prostu. raz po raz realizm miesza się z fantazją, czasami nawet jedno nawet jedno z drugim się krzyżuje i miesza.

      czasami narrację prowadzi starszy pan w kapelino, a czasami rzeczy dzieją się samorzutnie. Postaci przewijające się w poszczególnych epizodach często się powtarzają. Jesli jest tutaj jakiś pierwszoplanowy bohater, to jest to nastolatek Titto.

      Jest więc kapitalna historia, jak to wieczorem po uroczystej gali faszystowskimi dygnitarzami - nagle z murów kościoła? rozlega się bezczelnie na cały regulator... "Międzynarodówka" :] głos nadajnika dochodzi z dzwonnicy. Oświetlonej. Faszystowscy żołnierze otwierają ogień do ustawionego na murku przy dzwonie zdradzieckiego adaptera, z którego lecą te obrzydliwe dla nich dźwięki. Prują z pistoletów gęsto, aż w końcu udaje im się grajło zestrzelić.

      Ale to nie koniec, bo przecież samo się tam nie wgramoliło. Podejrzenie pada na miejscowego komucha, albo eks-komucha albno podejrzewanego o bycie komuchem. Traf chce, że jest to ojciec Titto. Przyprowadzony na spytki - nie przyznaje się do winy, mówi że spał, nie wie o co chodzi. Naziści ofk nie wierzą mu i stosują cięzkie tortury, żeby go zmusić do przyznania się - każa mu pić olej rycynowy :]] A właściwie wlewają go w niego.

      Wieczorem wraca on do domu zataczając się i opierając o mur. Wypada po niego odchodząca od zmysłów ze strachu żona. Pan starszy idzie jakoś niewyraźnie, wygląda na mocno pokiereszowanego... Finalnie ląduje w wielkiej balii pośrodku kuchni, albowiem... ufajdał się przeokrutnie od tej "popijawy", którą mu zafundowano :]] Do kuchni wpada Titto w piżamie, wącha, wącha... krzywi się i krzyczy "tato, ty śmierdzisz !", a ojciec przepasany prześcierdałem rzuca się w pogoń za nim i wygraża, co skąd mu wyrwie jak go dopadnie ;]

      Inna scena : do Rimini przyjeżdza jakiś bogaty emir. Nie sam, ale z 30 swoimi nałożnicami. Wszystkie ubrane w białe kwefy, ledwie oczy im widać. Emir zaś, ma góra 140 cm wzrostu i wyglada jak przebrany Maliniak. Zatrzymują się w miejscowym wypasionym hotelu. I oto sprzedawca melonów, starszawy wiecznie umorusany chudzina bez zębów, w sfatygowanym podkoszulku opowiada historią, jak to przejeżdzał pod hotelem i zobaczył na balkonach zakwefione babki dające mu sygnały głową "zachodź pan do nas", a na dowód szczerości intencji : zrzuciły przez poręcz długą linę splecioną z pościeli hotelowej. No to facet nie zwlekając wdrapał się po tym sznurku i tam dopiero go czary czekały - rozkutane z tych szmat niegodnych dziewczyny okazały się prima sort laskami, a ich seksowny taniec odebrał mu mowę w gębie. Prawda czy historyjka podpitego meloniarza ? a kogo to obchodzi :]]

      Duce jest obecny. W uroczystościach na placu reprezentuje go wielka twarz z kwiatków czy czegoś tam. I w fantazji stają przed tym obliczem małolat i małolata z kwiatu zaangażowanej młodzieży, w ślubnym charakterze, a gęba zaczyna mowić i udziela im błogosławieństwa.

      Któregoś letniego dnia całe miasteczko rusza na łodzie, łódki i inne krupy, jedni kroczą dumnie poważni, inni z uśmiechem, jesszcze inni biegną zgoła nieprzyzwoicie, ale u wszystkich daje się wyczuć radosne podniecenie. Miasteczko pustoszeje, przy brzegu zostaje i opala się jedna dziewczyna, filmowana zza pleców. Reszta wypływa. A dokąd oni tam tymi armatorami, jaki-kto-ma, gnają ?

      Jest noc, a oni płyną wolno w zbitej kupie. Dopadają ich refleksje egzystencjalno-kosmologiczne, kiedy patrzą na niebo pełne "milionów miliardów gwiazd". I robi się nastrojowo... A potem wyjaśnia się cel ich podróży - z ciemności wyłania się majestatyczny, ogromny, oświetlony cały statek SS Rex [ pl.wikipedia.org/wiki/SS_Rex ]. Wiwatują, krzyczą, pozdrawiają z tych swoich łódek i barek olbrzyma, jedni płaczą, inni wpatrują się weń z niemym zachwytem, a największy problem na niewidomy grajek, którzy wydziera się bezradnie, żeby mu ktoś opisał "jak wygląda ?! jak wygląda ?!", ale wszyscy są tak pochłonięci smakowaniem widoku "dumy całej Italii", że nikt nie zwraca na niego uwagi.

      Miasteczko spowija mgła. A w tej mgle się rzeczy dzieją takie, co się fizjologom nie śniły. Starszy pan gubi drogę do domu i jest cokolwiek przestraszony, ale pomaga mu ją odnaleźć miejscowy dorożkarz - okazuje się, że chałupę dziadzio miał tuż pod nosem. Jego wnuk wychodzi do szkoły, idzie ulicami, idzie traktem, a tu w tej mgle nagle zapalają się... oczy, wielkie, błyszczące... oczy samochodu :]. A na następnym zakręcie w tym mleku szarym majaczy cień groźnego byka, jakby miał wielgachne rogi i stał w pozycji ofensywnej - dzieciak zatrzymuje się, nie wie w ktora stronę ma uciekać, ale za moment jego panika ustępuje uldze : to była krowa, zwykła krowa :] Ludzie się dziwnie zachowują, chłopstwo uliczne niespodziewanie zrywa się nawet do baletowego tańca.

      I odbywa się rajd samochodowy ulica miasta. Obserwują go chłopcy, Titto z kolegami. Podczas gdy przedpotopowe samochody rozwijając prędkośc za którą mandatów nie wlepiano nawet za epoki króla Ćwieczka kręcą wyścigowe kółka wokół rynku, chłopcy oddają się marzeniom... Titto wyobraża sobie siebie jako zwycięzcę - i jak rzuca się na niego z piskiem gromada rozhisteryzowanych wielbicielek, a on wybiera tę o której zawsze marzył i marzy : miejscową fryzjerkę, Gradiscę, klasycznie włoską seksowną jak cholera 30-latkę poszukującą miłości. Kolega Titto ma inną fantazję - wygrywa wyścig, opromieniony triumfem podjezdza pod trybunę, na której stoi dziewczyna, której w realu jest cichym wielbicielem, i... pokazuje jej gest Kozakiewicza :]

      Pewnego dnia spada śnieg. Ludzie siedzą w kinie, a tu ktoś rzuca informację : śnieg pada ! Wyskakują więc na zewnątrz, a tam jak w bajce. Całe miasteczko wkrótce tonie w śniegu, jest wysoki na ponad metr, powstają tunele, labirynt korytarzy, niewiele tylko mniejszy niż ten w Lśnieniu. Titto ma nadzieję w tym labiryncie spotkać Gradiscę, która wychodzi właśnie do pracy, cała jak zwykle na czerwono. Krązy więc korytarzami, próbując ją napotkać, a jednocześnie musi bardzo uważać, bo po labiryncie krąży szalony pirat na swoim wehikule [przyznam, że nie pamiętam juz : na motocyklu czy w samochodzie ?] i trzeba mu schodzić z drogi, a najlepiej uskakiwać]. Nie udaje mu się spotkać Gradisci, która sama wdaje się w wesołą bitwę na kulki śniegowe z miejscowymi nastolatkami, później atakującymi jej miejsce zatrudnienia i jej apodyktycznego szefa, który pod ogniem ciągłym musi wycofać się do środka. Potem ona i Titto mijają się bardzo blisko, właściwie powinien ją zauwazyc, bo dzieli ich tylko 150 cm ściana śniegowa, ale jest zrezygnowany i już się za nią nie rozgląda, więc ją przegapia.

      Jednego dnia cała rodzina Titto jedzie na wieś. Razem z wujkiem, wysokim z wąsami. I kiedy już są u krewnych, wujek zaczyna zachowywac się nietypowo. Włazi na drzewo i wreszczy stamtąd "dajcie mi kobietę !!!". Jak kukułka wykrzykuje ten swój komunikat. Na dole towarzystwo skonfundowane. Nikt nie wie, co robić. Najpierw włazą po niego, żeby ściągnąc na dół, ale wujek rzuca kamieniami i trafia bezbłędnie. Kazdy dostaje w kaczan po jednym strzale i rezygnuje. Pada propozycja "zestrzelmy go !" ;], ale jakos nie zostaje wcielona w czyn. "Dajcie mi kobietę !!!" nonstop, co dwie minuty :] "Ma 42 lata, to normalne żądanie w jego wieku", powiada jeden starszy człowiek.

      Ojciec Titto próbuje zadziałać psychologicznie : pakuje rodzinę na wóz i powiada wujkowi "my jedziemy do domu i zostawiamy cię tutaj, co ty na to ?". Ale wujo nic tylko "dajcie mi kobietę !!!". Ojciec Titto finguje więc wyjazd, w taki sposób, że wóz znika za murem dom
      • grek.grek "Amarcord" [2] via CT 2 25.08.13, 14:09
        I jak tylko znika, tak że wujo z drzewa powinien dostać info "pojechali", to ojciec zatrzymuje bryczkę, pędzi za róg muru, żeby dyskretnie rzucić okiem na reakcję wujka - a ten nie dośc, ze sie nie przejął, to jeszcze był przygotowany na blef : ojciec tylko wychyla nos zza rogu, a już w jego stronę leci kamień :]

        Wreszcie przychodzi mu do głowy złota myśl sprowadźmy lekarza. Sadza na koźle człowieka, i pcha go do szpitala, niech wytlumaczy co jest grane i niech coś krucafaks zrobią z tym fantem.

        Lekarze pojawiają się szybko. I z prostym lekarstwem : mają ze sobą kobiete :] Dobrze zakamuflowaną, w stroju pielęgniarki z leprozorium, jakieś 140 wzrostu. Wchodzi ta drobnica na drabinę, dociera do wuja, wujo jest przeszczęśliwy i sam schodzi z drabiny, a potem z błogim uśmiechem daje się zapakować i odwieźć na obserwację do szpitala. I co, nie prościej było posłuchać człowieka od razu ? ;]

        Któregoś wieczora Titto chce kupić papierosy. Sklep jest zamknięty od frontu, więc zachodzi od zaplecza. A na nim krząta się jejmość pod tytułem Ciocia Biust, kojarzycie ten typ :] Wywiązuje się rozmowa, w której Titto chwali się, że mógłby ją podnieść, chociaż obywatelka wygląda na jakieś 100 kg żywej wagi. Ona poddaje się temu testowi. Titto istotnie unosi ją w górę, i to dwa razy, za drugim razem mdlejąc nieomal z wysiłku. A kobiecina w trakcie tego podnoszenia doznaje seksualnego wzniecenia i kiedy Titto zmęczony jakby zdobył ośmiotysięcznik pada na ławkę - nagle na ścianie za nim wyrasta ogromny kobiecy cień... to Ciocia B szykuje się do ataku. I rzeczywiście, przytłacza swoimi rozmiarami Titto, wyciąga biust i go nim terroryzuje, kążąc uprawiać seks doustny. Titto próbuje jakos się sprawdzić, ale chyba nie na miarę jej instrukcji i oczekiwań, bo w końcu opada jej entuzjazm i uwalnia chłopaka od swojej nadobecności. Titto na chwiejnych nogach opuszcza przybytek.

        A potem się rozchorowuje :]]

        A takie panują przecież zwyczaje kobieco-męskie w miasteczku... Kiedy na promie odbywa się bankiet wystrojeni panowie zapraszają do tańca zachęcające ich mową ciała uszminkowane i wydekoltowane panie :]

        Umiera matka Titto. Odbywa się pogrzeb. Titto z rodzeństwem jadą w samochodzie, za trumnną, przez miasto, ludzie na uliczkach przystają, mężczyźni ściagaja kapelusze, kobiety wykonują znak krzyża. Kondukt załobny zatrzymuje się przed przejazdem kolejowym. Czeka na przejazd pociągu. Nie wiem, czy Fellini pierwszy wpadł na ten koncept, ale fakt faktem, ze ta scena doczekała się dziesiątek nawiązań i kopii.

        Nie pogrzebem jednak kończy się ta opowieśc, ale ślubem. Ślubem Gradisci, która wreszcie znajduje miłośc swojego życia, oczywiście pucołowatego jegomościa w mundurze. Jest szczęśliwa, uroczyste wesele odbywa się za miastem. Jest grajek, są goście, całe miasteczko żegna swoją piękność. Robią zdjęcia, jedzą, piją, a potem, kiedy zapada zmrok - powolutku rozchodzą się, pięknie Fellini pokazuje to wygasanie przyjęcia, jakby siedział z kamera w krzaczorach i filmował żywą prawdę, tak to jest naturalnie pokazane. Zachodzi slońce, podpity niewidomy grajek kiwa się na krzesełku, tu jedna osoba idzie sobie do domu, tam druga, stół weselny przykryty prymitywnymi daszkami stoi pośród pustkowia, nawoływania, okrzyki, "gdzie Titto ?" - "Titto pojechał do domu już wcześniej !"; panna młoda i pan młody wsiadają do samochodziku i odjeżdzają w przestrzeń, za nimi biegnie kilku nastolatków i dzieciaków żegnając ją ostatni raz, ona wykrzykuje z okna "kocham was wszystkich !", i rzuca [jak to się nazywa, co panna młoda rzuca w tłum ?], spada to coś na ziemie, a podnosi je mała dziewczynka. I tak wygasa dzień, wygasa przyjęcie, jutro będzie nowy dzień, i znow to magiczne miejsce będzie żyło swoim rytmem, swoją magią małych zdarzeń. I tak się kończy film. Zapadają ciemności i zapada plansza końcowa :]

        doskonale nakręcone, perfekcyjnie zrealizowane, znakomicie napisane, z rozmachem i z sentymentem zarazem pokazana mała społeczność, jedno miejsce na mapie, z całą swoją specyfiką i wdziękiem, z wielką dawką świetnego humoru i nierzadko nawet z morałem, zaś klimat całości jest pierwszorzędny.

        jak mówiłem, początek mi uciekł i już go nie dogoniłem, więc pewnie w tych linkach będą sceny nie opisywane powyżej :

        www.youtube.com/watch?=BtG9ZM-ZHnY
        www.youtube.com/watch?v=lJnfINGsCgg
        www.youtube.com/watch?v=xgLO7biNXTo
        www.youtube.com/watch?v=EajIfuy6ZXo
        www.youtube.com/watch?v=ZuBJYaMwHh0
        www.youtube/com/watch?v=7zGLAUSLOr8
        • siostra_bronte Re: "Amarcord" [2] via CT 2 25.08.13, 18:56
          Dzieki, Greku :)
          Na razie krotko, ale po powrocie postaram sie napisac wiecej. Sorry za brak polskich liter :)
          I znowu mozemy tylko pozazdroscic Czechom.
          • grek.grek Re: "Amarcord" [2] via CT 2 26.08.13, 15:17
            cała przyjemnośc z mojej strony, Siostro :]
            [jak się masz na wakacjach ?]

            o, z pewnością, ich program jest prima sort.
            w sumie, wiesz, ja trochę przestaję im zazdrościć, bo ich ciągle oglądam :]

            wczoraj przed filmem dali zwiastun 2 serii Forbrydelsen.
            robi się tłoczno : "Sherlock", "Gra o tron", teraz druga seria z Sarą Lund. Jak ja
            to dogonię ? A chciałbym Was trochę podręczyć, hehe, opisami kolejnych odcinków.
            No i dochodzić będę pełnometrażowe filmy.

        • pepsic Re: "Amarcord" [2] via CT 2 25.08.13, 19:09
          Nie wiem dlaczego, w pamięci utkwiła mi tylko scena upokorzenia ojca Titto, bardzo mu współczułam, i jeszcze wujek na drzewie.
          Thx:)
          • grek.grek Re: "Amarcord" [2] via CT 2 26.08.13, 15:23
            dawno temu oglądałaś ?

            hehe :] ja myślałem, że oni go tam jakoś skandalicznie cięzko pobili, czy coś.
            wracał do domu na ostatnich nogach. a tutaj się okazuje, że wracał krokiem
            chwiejnym i udręczonym, bo w spodniach niósł ogromny cięzar ;]]

            wujek był najlepszy.

            wiesz, nie to że Fellini to kult i marka, i że wszedzie tak napisane, ale naprawdę
            jego filmy są świetne. jasne, że sztuka filmowa ewoluuje, inaczej się kręci dziś,
            inaczej prowadzi aktorów, inaczej aranżuje sceny itd., ale jednak jego kino ma
            styl, energię i ekspresję, co to się nie zestarzeje pewnie nigdy, a przynajmniej
            nieprędko.

            • pepsic Re: "Amarcord" [2] via CT 2 26.08.13, 20:51
              Nie pamiętam, jakieś 10 lat temu.

              He, he, forma półpłynna to raczej była. Zorientowałam się czym to "pachnie" podczas przesłuchania, choc do końca chciałam wierzyć, że się mylę;((
        • pani_lovett Re: "Amarcord" [2] via CT 2 26.08.13, 16:11
          grek.grek napisał:

          > panna młoda i pan młody wsiadają do samochodziku i odjeżdzają w przestrzeń, [...], ona wykrzykuje z >okna "kocham was wszystkich !", i rzuca [jak to się nazywa, co panna młoda rzuca w tłum ?]

          Bukiet ślubny? ;)
          • grek.grek Re: "Amarcord" [2] via CT 2 26.08.13, 16:23
            o, bardzo możliwe :]
            • pani_lovett Re: "Amarcord" [2] via CT 2 27.08.13, 17:44
              Leksykonie filmowym na XXI wiek, t.V Tomasz Raczek pisze o filmie "Amarcord". Zaczyna tak:

              "Podobno w dialekcie romańskim słowo "amarcord" oznacza tyle co "pamiętam". Wskazywałoby to na autobiograficzny zamysł Felliniego, ale on sam bronił się przed takim podejrzeniem i wyraźnie to dementował: "Wyczytałam w gazetach - /mówi Fellini/- że "Amarcord" to nowa ucieczka we wspomnienia, to szukanie utraconego dzieciństwa. Nieprawda. Postanowiłem nadać tytuł filmowi tytuł "Amarcord" wyłącznie dlatego, że wydawał mi się on pociągający fonetycznie i graficznie. byłem zafascynowany jego dźwięcznością, polubiłem to słowo kabalistyczne i nie do odcyfrowania".
              Ale kto by tam wierzył Felliniemu ... - podsumowuje wypowiedź Felliniego Tomasz Raczek.

              :)
              • grek.grek Re: "Amarcord" [2] via CT 2 28.08.13, 13:38
                "nazwa pociągająca graficznie" - jak go dobrze rozumiem :]]

                "kto by tam wierzył Felliniemu..." - hehe, właśnie; ten film naprawdę zalatuje
                wspomnieniem, może nieco udrapowanym, podkręcanym na potrzeby scenariuasza,
                ale jednak czuć nutę sentymentalną.
    • grek.grek "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [1] 26.08.13, 12:31
      Jak film, to w CT :] Ten pokazany został w cyklu "niezależne kino amerykańskie".

      Zaczyna się zapisem prowadzonej rozmowy na czacie w internecie. Rozmawiają dziewczyna z chłopakiem. No może niekoniecznie, bo dziewczyna, jak ma zaznaczone w nicku, ma lat 14, a chłopak wydaje się być dużo starszy od niej. Trochę się przekomarzają, on wspomina, że o niej "fantazjuje" i takie tam, aż na koniec ona znienacka zgadza się z nim spotykać na żywo.

      I spotykają się, w jakiejś kawiarni. Ona faktycznie jest bardzo młoda [w tej roli, nie wiem czy mogę tak napisać, ale co tam, ikona niezależnego kina w US, Ellen Page], on zdecydowanie starszy [gra go Patrick Wilson]. On jest 32-letnim fotografem, ma na imię Jeff; ona - inteligentną, oczytaną [jak wynika z jej deklaracji], lubiącą niszową muzykę [Goldfrapp] 14-latką, przedstawia się jakok Haley. Rozmowa jest niezobowiązująca, chłopina wydaje się niezmiernie sympatyczny. Zainteresował się nią, bo rozmowa się kleiła, bo to, bo tamto. Na dowód swoich dobrych intencji finansuje jej zakup koszulki z nadrukiem, która się jej spodobała. Ona nie wie, czy moze przyjąć, a poza tym - jest niezależna, nie lubi być obdarowywana prezentami, zwłaszcza przez nieznajomych, nie chce zaciągać w ten sposób zobowiązań. Ale koszulka jej się podoba, on nalega z wdziękiem, więc ona się zgadza. Haley wychodzi do łazienki kawiarnianej się przebrać w tę koszulkę, potem wychodzi, Jeff mówi że jej w niej ładnie.

      Pada kwestia, czy mogliby pojechać do niego do domu. On nie naciska, to raczej ona podsuwa to zagadnienie pod dyskusję, i sama się do niego próbuje ustosunkować, bo to przecież o jej zgodę chodzi. W końcu, dociera do konkluzji, że "carpie omnis", więc się zgadza. Jeff przyjechał autem, Haley się ono podoba. Jadą więc do jego domu za miastem [rzecz się dzieje w Los Angeles].

      A chałupa jest niczego sobie. Gośc nieźle zarabia na tym swoim cykaniu fotek. Ściany ma obwieszone zdjęciami, także swoich modelek. Haley podpytuje go o jego pracę. Jeff na to skromnie, że "da się wyżyć", ale wiadomo, że jest fotografem wziętym i cenionym. Haley pyta go o dziewczyny na zdjęciach, czy z nimi romansował, on na to, że nigdy, że niektóre są niepełnoletnie, więc mógłby mieć z tego powodu problemy. Robił im zdjęcia, nic poza tym. Haley dostaje się jakimś trafem do drinków, Jeff nie oponuje przeciw temu, żeby sobie chlapnęła. Sam sączy coś ze szklanicy. Generalnie, seks nie wisi w powietrzu. MOże Jeff rozgrywa sprawę tak zręcznie, a może po prostu nie ma takich zamiarów wobec Haley. Albo je nie wyczułem, że jednak coś się święci.

      Jeff wyznaje Haley, że jedyną kobietą z jaką go coś łączyło, była niejaka Janelle, również jego fotomodelka. Nie są już razem, ona mieszka niedaleko, ale to już przeszłośc. To było coś w rodzaju miłości. Jeff wygląda tutaj na człowieka zaiste wrażliwego.

      Haley proponuje znienacka,żeby Jeff zrobił jej parę zdjęć. Zachowuje się coraz bardziej swobodnie. Skacze po kanapach i fotelach. Jeff na to, żeby z tymi zdjęciami przeszli do jego atelier, osobnego pomieszczenia w domu, bo po pokojach nie robi zdjęć. Ale Haley nic sobie z tych napomknień nie robi, więc Jeff próbuje ją fotografować, tak jak ona chce, aż tu nagle robi mu się słabo. Świat zaczyna mu wirować, aż wreszcie pada razem z tym aparatem zdjęciowym.

      Kiedy się budzi... jest przywiązany do krzesła. Totalnie skrępowany, ledwie się może poruszyć. A twarz Haley nie jest już twarzą bystrej, ale naiwnej dziewczynki, lecz twarzą wyrachowanej, zimnej kobiety. Oświadcza mu, że uśpiła go podając mu jakiś specyfik, którym "mogłaby go otruć, gdyby chciała".

      W czym problem ? Haley zaczyna prowadzic z nim rozmowę, z której po paru minutach jasno wynika, że uważa go za zboczeńca, pedofila. Cały czas z nim dialogując jednocześnie przeszukuje jego mieszkanie, wszystkie szuflady, wszystkie zakamarki przetrząsa - szukając dowodów na to, ze Jeff to podstępny typek, który zwabia do siebie małoletnie i je wykorzystuje. Jeff początkowo jest zupełnie zaszokowany sytuacją. Kiedy Haley zarzuca mu, że wszystko co robił w stosunku do niej, robił z pełną świadomością że uwodzi nieletnią, zaprzecza. Kiedy pojawia się zarzut, że te młodociane fotomodelki wykorzystywał - też zaprzecza, a Haley drwi "naprawdę ? "tylko zdjęcia", tak ? ja mam w to uwierzyć ?!". Dziewoja naprawdę ma lód w oczach.

      Pod łózkiem Jeffa Haley znajduje pistolet. Ale tego czego szuka - nie ma. Nie ma żadnych fotografii pornograficznych, niczego choćby znamionującego, że Jeff może mieć jakies seksualne odchyły. Pada w tym filmie mnóstwo słów, dialogi są gęste, aczkolwiek za często dublowane są już postawione pytania i odpowiedzi.

      Wreszcie Haley znajduje coś, co wygląda na skrytkę. Sejf wbudowany w posadzkę, posypaną w tym miejscu artystycznie żwirem ogrodowym. Jeff nie ma zamairu podać kodu. Ale Haley kojarzy wszystko z Janelle, miłością Jeffa. Jej zdjęcie wisi na ścianie, jest tam data spotkania, fotografowania, okazuje się także, że Haley zna dane Janelle [być może wygrzebała je z komputera Jeffa, przy którym majstruje], datę urodzin etc. Tak czy owak, idą tropem tej relacji uczuciowej - otwiera skrytkę. Są w niej zdjęcia, chyba mocno poniżej wieku poborowego dziewczyn, bo nie pokazując ich do kamery Haley mówi spokojnie "wiesz, że za to możesz beknąć przed federalnymi ?". Jest i jedno, którego chyba Haley szukała - fotografia niejakiej Donny Mauer, jak wynika/wyniknie z toku rozmów, nastolatki, która swego czasu zaginęła.

      Jeff utrzymuje uparcie, że nie ma pojęcia, o co chodzi z tą Donną. Próbuje kontrataktować, mówi Haley, żeby go wypuściła, bo złamie sobie życie, jak wyjdzie na jaw, że zachowała się jak kryminalistka, "pomyśl o swojej przyszłości, pomyśl co rodzice na to powiedzą jak się dowiedzą". Ale Haley tylko się śmieje. Kto w ogole powiedział, że ona ma 14 lat ? że ma rodziców ? "że w ogole ma na imię Haley ?" W tym momencie nic nie wiadomo o niej, a ona sama jak mówi "sama dla siebie jest zagadką, najpewniej psychopatką, jak stwierdziło 4 na 5 lekarzy którzy ją badali". Kłamie ? Bajdurzy ? Tworzy klimat ?

      Kiedy tylko Haley na moment znika, już oprzytomniały na dobre Jeff podejmuje próbuję ucieczki, razem z tym krzesłem, bo ma ono kółka :] Udaje mu się kopnąć znienacka Haley i powalić, a potem szurać z pokoju do pokoju, w poszukiwaniu jakichś możliwości ratunku. Znajduje broń w sypialni, Haley ją wyciągneła i zostawiła na łózku. Wyprawiając dziwne akrobacje Jeff wchodzi w jego posiadanie. Nie na długo, Haley dopada go od tyłu i dusi folią spożyczą. Jeff ponownie traci przytomnośc, pistolet wypada mu z ręki.

      Kiedy się budzi - znów jest przywiązany. Tym razem jednak do czegoś w rodzaju... stołu. Ręce na skrępowane do tyłu, a nogi do nóżek tego stołu. I nie ma spodni oraz bielizny na sobie, zaś na genitaliach położony ma worek z lodem.

      Po chwili, Haley komunikuje mu rzecz straszną : zamierza go wykastrować. Dla niej sytuacja jest jasna : Jeff jest pedofilem [wykrzykuje mu to w twarz], być moze mordercą Donny Mauer. Ona zaś zrobi coś, żeby już nigdy nie skrzywdził żadnej dziewczyny. Trudno powiedzieć skąd ma ona wiedzę jak przygotować pacjenta do takiej operacji i jak ja przeprowadzić, ona sama wspomina coś o ojcu lekarzu, ale tego typu jej opowieści są raczej funta kłaków warte. W każdym razie goli Jeffa w miejscach stosownych, okłada tym workiem lodu, działa metodycznie i fachowo, zapewniając go, że "nie będzie go bolało, zaś cała operacja jest bardzo prosta".

      Jeff prosi ją, zeby dała spokój. Potem robi to, co każdy prawdziwy mężczyzna w sytuacji tak trudnej - płacze, błaga o litośc i krzyczy z rozpaczy. A kiedy i to nie działa, bierze ją pod włos, opowiada historię jak to w dzieciństwie był molestowany seksualnie przez matkę swojej koleżanki. Na Haley nie robi to żadnego wrażenie. Przeciwnie, cynicznie wbija mu kolejne szpilki w mózg, snując opowieśc, jak to rozejdzie się po światku branżowym, że z Jeffa jest eunuch i jak to sie odbije na jego reputacji.
      • grek.grek "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 26.08.13, 13:26
        Jeff, widząc jak Haley w fartuchu lekarskim, ze wszystkimi przyborami rozkłada się do działania tuż przy jego kroczu, i wiedząc, że to nie są żarty próbuje ostatniej deski ratunku się złapać. Proponuje, żeby Haley wezwała policję, a on się do wszystkiego przyzna, do czego tylko Haley będzie chciała. Ale i tutaj dziewczyna pozostaje nieugięta. Haley okazuje wręcz troskę o jego formę. Gniewne tyrady i oskarżenia cały czas zresztą mieszają się u niej z takimi własnie nagłymi momentami uspokojenia. Dziewczyna torturuje go zastanawiając się głośno, "które jądro najpierw uciąc, lewe czy prawe ?", dywagując głośno o możliwości życia z jednym, a nastęnie ucinając nawet i tę nadzieję dla Jeffa, "obetnę oba, zasłużyłeś na to". Jeff płacze bezradnie, pocąc się jak szczur, nic nie czuje - Haley go znieczuliła odpowiednio, ale sam widok mściwej kobiety z lancetem majstrującej przy jego dolnych partiach napawa do przerażeniem.

        Po "robocie" Haley chce mu nawet pokazać jej efekty, ale Jeff jest załamany, nie chce już nic widzieć i słyszeć. Haley powiada, że w zasadzie odcięte fragmenty ciała można przyszyć, gdyby je wsadzić w lód i zawieźc do szpitala, więc na wszelki wypadek jeffowe "szczątki" zniszczy.

        Tutaj wspomnę, że w internecie Haley zamieszcza informację o samobójstwie, rzekomo napisaną przez samego Jeffa.

        Haley udaje się pod prysznic. Jeff podejmuje rozpaczliwą próbę oswobodzenia się. Jeden ze sznurków krępujących jego rękę udaje mu się rozluźnić. Potem idzie już szybko. Zbierając się na odwagę sprawdza stan swojej męskości... dociera do niego, że... wszystko jest na swoim miejscu. Co zatem jest grane ?

        Rusza w poszukiwaniu Haley. Idzie do łazienki, gdzie powinna być. Nie ma jej pod prysznicem. Za to jest za jego plecami. Z paralizatorem w garści. Jeff próbuje walczyć, ale mała jest silna i ma przewagę zaskoczenia. Potraktowany prądem Jeff mdleje ponownie.

        Kiedy po raz trzeci odzyskuje przytomnośc - jest, a jakze, znów skrępowany. Ale tym razem w pozycji stojącej [kiedy się budzi, Haley odcina sznurki podtrzymujące jego ramiona]. Z belki pod sufitem zwisa pętla zaciągnięta na jego szyi, on sam ma związane ręce i stoi na krześle. Jedno kopnięce w krzesło i Jeff zostanie wisielcem, czyli - klasyka.

        Wtedy rozlega się dzwonek do drzwi. To sąsiadka Jeffa, pani Koreanka. Ona już wcześniej widziała Haley, kiedy ta grasując po domu wylazła nawet na dach. Koreanka akurat przycinała róze w ogrodzie i ją przyuważyła. Teraz przyniosła Jeffowi jakieś jedzenie czy coś czego nazwy nie umiem powtórzyć ;] No niewazne, w każdym razie Haley podaje się za bratanicę Jeffa i informuje panią Koreankę, że zostaje u stryjka przez weekend, a sam stryjo fatalnie sie czuje, nie może wyjść i ona musi się nim opiekować. Udaje się jej jakoś sąsiadkę zbyć.

        Haley z telefonu Jeffa dzwoni do Janelle, tej jego eks-dziewczyny. Podaje się za policjantkę i prosi o to, żeby Janelle przyjechała do domu Jeffa.

        Szubienica ewidentnie sugeruje zamiary Haley - chce ona uporozować samobójstwo Jeffa. Ale niedoczekanie. Haley popełnia błąd podchodząc zbyt blisko i Jeff atakuje ją nogami, zaciska je wokół jej szyi i powala na ziemię. Uwalnia ręce, ściąga pętlę, i rzuca się w pogoń za Haley, która w międzyczasie wybiegła z domu, widząc, że facet się rozplątał.

        Spotykają sie na dachu domu. Czy Haley jest idiotką uciekając tam skąd nie ma ucieczki i jeszcze po drabinie, którą zostawia żeby Jeff mógł wejśc i ją złapać ?

        Kiedy Jeff dociera na dach - Haley terroryzuje go pistoletem. Pokazuje Jeffowi obowiązany wokół komina sznur z pętlą na końcu. "założ pętlę na szyję i skocz z dachu", poleca mu. DOrzuca, że Janelle jest w drodze, jeśli Jeff nie strzeli samobója, to ona, Haley, jak stoi tak się rozbierze i będzie krzyczeć, że on ją gwałci, zaraz będzie tu Janelle i to do niej Haley pobiegnie pierwszej. OPowie wszystko, ze szczególami, o Donnie mauer i o całym pedofilskim procederze Jeffa. Jeff będzie zrunnowany.

        I wtedy Jeff się rozkleja. Zaczyna płakać.

        Przez cały film nie było wiadomo, skąd u Haley przekonanie, że Jeff zabił Donnę Mauer, ze Jeff to pedofil. BO z nią flirtował, bo ją zaprosił do domu, bo pozwolił na picie alkoholu ? Nawet jej przecież nie dotknął. Na podstawie subiektywnych odczuć obiektywne oskarżenia ? Teraz dopiero wychodzi na jaw, że Haley odwiedziła już wcześniej kolegę Jeffa, Arona. I zrobiła mu to samo, co Jeffowi. A Aron, zanim walnął samobója, zachowywał się dokładnie jak Jeff, nawet mówił to samo.

        I Jeff płacząc wyznaje "To Aron ją zabił... ja tylko patrzyłem".

        Zatem, Jeff winien jest wszystkich zarzucanych mu czynów. Haley zaś nie jest schizofreniczną wariatką czy "lisbeth salander" wanna be. Ona wiedziała, co robi, i wiedziała kim jest Jeff od pierwszej chwili, kiedy 2 tygodnie wcześniej rozpoczęła czatowanie z nim w internecie. Kim Haley jest ? Tym bardziej nie wiadomo, moze przyjaciółką Donny Mauer ? Nie poznajemy jej prawdziwej tożsamości aż do końca. Bo w gruncie rzeczy, słusznie, nie ona jest tutaj istotna. Motywacja Haley jest jasna i prosta, nie - zabić winnego, ale poprzez szereg rozmaitych sztuk i sztuczek - uświadomić mu czego się dopuścił, wywołać w nim poczucie winy, ruszyć z posad jego sumienie.

        Janelle istotnie nadjeżdza swoim samochodem, wkrótce zaniepokojona zaczyna się rozglądać po obejściu, chyba idzie najpierw do mieszkania, wołając cały czas Jeffa. Na dachu Haley zachęca Jeffa, żeby się po prostu powiesił. Zachęca go, po prostu, do wymierzenia sobie samemu słusznej kary. Motywuje go "chcesz widzieć Janelle, kiedy się o tym wszystkim dowiaduje ? wiesz, co w więzieniu robią pedofilom ? oszczędz sobie tego". I Jeff powoli zbiera się, zakłada tę pętlę na szyję, staje na krawędzi dachu i skacze w dół. Znajdzie go zapewne Janelle.

        A Haley szybkim krokiem, z plecakiem na grzbiecie, opuszcza jego dom.

        Mocne. Dwoje aktorów, parę pokojów, jeden lancet ;] I dużo dialogów, dużo słów, wymian zdań. I historia. Jaka jest prawda, okazuje się dopiero w ostatnim akcie. Wcześniej, przez ponad półtorej godziny, nie sposób dociec, kto jest kim. Czy Haley jest szurnięta ? Czy sympatyczny Jeff może być tym, za kogo ona go bierze ? Nie ma żadnych dowodów przecież. Jakieś fotki... równie dobrze mógł ukryć zdjęcie poszukiwanej dziewczyny, bo wcześniej robił jej zdjęcia, potem ona znikła, pokazały ją media, wolał nie mieć kłopotów. To nie dowód, że ją zabił. Ale Haley od początku znała prawdę - wyznał ją towarzysz pedofilskich wyczynów Jeffa, którego odwiedziła w podobnym celu wcześniej.

        Pierwszorzędny thriller, kameralny, trzymający suspens, zagadkowy, ze znakomicie grającą Ellen Page. reżyser, David Slade ze scenarzystą, Davidem Nelsonem, wykonali kawał dobrej filmowej roboty. Nie od macochy jest też praca kamery.

        dwa różne trailery :

        www.youtube.com/watch?v=a-C2H4ipxz0
        www.youtube.com/watch?v=fRO9-yElV60




        • pani_lovett Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 26.08.13, 15:52
          DOBRE! :)

          Koncept nasuwa skojarzenie z filmem Polańskiego (dawno nie pokazywanym w telewizji) "Śmierć i dziewczyna" na podstawie, jak mi podpowiada wiki, sztuki argentyńsko-chilijskiego pisarza Ariela Dorfmana pod tym samym tytułem. Tu główna, jak pamiętacie, albo i nie, bohaterka ofiara reżimu, nie potrafi przebaczyć człowiekowi, który ją niegdyś w więzieniu torturował , i kiedy przypadkowo po latach go spotyka, postanawia zemścić się. Ogłuszonego i związanego sadza na krześle w pokoju w swoim mieszkaniu i organizuje fikcyjny proces, któremu będzie się przyglądać jej mąż. Akcja filmu dzieje się też w jednym pomieszczeniu.


          Haley to niewątpliwie bliska krewna Lisbeth Salander. Lisbeth , po tym jak została brutalnie zgwałcona przez swego psychopatycznego opiekuna społecznego Bjurmana mści się na nim, w jego mieszkaniu podstępnie związuje go, rozbiera do naga , po czym tatuuje mu na cielsku napis: "Jestem sadystyczną świnią, dupkiem i gwałcicielem", by zawsze pamiętał o tym co zrobił złego.

          :)

          :)


          • grek.grek Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 26.08.13, 16:22
            yes :]

            oglądałem ten film, bodaj Ben Kingsley grał w nim rolę tego oprawcy ? chyba nie
            pisaliśmy o nim, może [zapewne] było to jeszcze przed rozpoczęciem naszego
            tutaj pożycia ojejowego ;]

            własnie, to porównanie jakoś tak się nasuwa samorzutnie. tutaj do ostatniej chwili
            trudno się zorientować, co do faktycznych win oskarżanego.

            • pani_lovett Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 26.08.13, 16:50
              "[jeszcze przed rozpoczęciem naszego tutaj] pożycia ojejowego"
              Hehe! :)))

              Tak.
            • pani_lovett Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 26.08.13, 17:00
              Tak, Ben Kingsley grał oprawcę. Musimy koniecznie wstawić ten film Polańskiego do naszej kolekcji.
        • pepsic Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 26.08.13, 20:58
          Brzmi nieźle, ale nie wiem, czy miałabym odwagę na seans:)

          Ps. Jedno mnie zastanawia, facet sie dwa razy wykaraskał, aby na końcu popełnić samobója?
          • grek.grek Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 27.08.13, 15:17
            e tam, nie ma drastycznych ujęć żadnych, za to jest fajna kameralna atmosfera.

            czyli, psychologia ? :]
            ja bym interpretował rzecz całą w kategoriach narastających wyrzutów sumienia.
            dziewczyna go torturuje psychicznie, uświadamia mu jego winę, to poczucie do
            niego dociera, az wreszcie osiąga masę krytyczną.

            na tym dachu - ona ma pistolet, więc ma nad nim przewagę. on ma nóz. to mi trochę
            zgrzyta, bo gdyby on miał nóz, a ona była bezbronna, to on stanąłby przed dylematem :
            zabić ją dla ocalenia siebie czy wypuścić i się pogrązyć ? i myśl o zamordowaniu jej mogłaby
            w nim wywołac wspomnienie zabójstwa tej poprzedniej dziewczyny, a to wspomnienie
            ostatecznie rozbiłoby bank z wyrzutami sumienia i wtedy ta sugestia Haley, żeby popełnił samobójstwo - byłaby dla niego propozycją doskonałą, bo uwalniającą od cierpienia psychicznego.

            w filmie, tak ja to odczytałem, Haley zagrała na jego uczuciach do Janelle. Jeff, wiedząc jak informację o jego wyczynie, przyjmie kobieta, którą darzy miłością, woli umrzeć niż tego doświadczyć.

            tak mnie sie to wyświetla.

            co sądzisz ?
            • pepsic Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 28.08.13, 23:11
              e tam, nie ma drastycznych ujęć żadnych, za to jest fajna kameralna atmosfera.
              Rzeczywiście, tylko pozazdrościć wesołego tete a tete;))

              Sądzę, że motyw z Janelle wyolbrzymiono i cienko uwiarygodniono.
              • grek.grek Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 29.08.13, 13:46
                hehe ;]

                ja mam feblik do takich thrillerów, wiesz - mała przestrzeń, mało postaci, gęsta atmosfera :]
                a do tego jest utalentowana młoda aktorka.

                też mam takie wrażenie, aczkolwiek wariant : "on się woli zabić niż zobaczyć rozczarowanie i przerażenie nim samym u ukochanej osoby" nie jest, wg mnie, taki najgorszy. przy odrobinie wyrozumiałości, można to jakoś kupić i zracjonalizować.


                • pani_lovett Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 29.08.13, 16:30
                  Dużej wyrozumiałości potrzeba. ;)

                  Zgadzam się z Pepsic.

                  Nie mam w tej materii najmniejszego doświadczenia, ale wydaje mi się, że nie jest łatwo w pełni zdrowemu człowiekowi popełnić samobójstwo. A tu jeszcze Jeff może spokojnie zrzucić winę na swojego kumpla, który właśnie popełnił samobójstwo.
                  • pani_lovett Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 29.08.13, 17:05
                    Nie będzie - "przy odrobinie wyrozumiałości" ...
                    ;)
                  • grek.grek Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 30.08.13, 14:48
                    bohater jest przez wiele godzin psychicznie dręczony, więc pytanie : w jakim
                    stanie zdrowotnym się znajduje ? w jakim stanie psychicznym, bo rzecz polega
                    tutaj na tym, że cała sytuacja uświadamia mu jego winę, którą być może
                    próbował wyprzeć z własnej świadomości.

                    owszem, w sensie technicznym na pewno mógłby sobie poradzić, ale akcja
                    skupia się na tym, że po tym całym seansie, który skutecznie wpędził go
                    w wyrzuty sumienia, człowiek nie myśli racjonalnie :]

                    "racjonalnie" w sensie "nieważne, co ja tam zrobiłem i co mi się za to należy,
                    liczy się tylko przetrwać i nie dać sie złapać" :] on jest na etapie rywalizacji z
                    własnym, przypierającym go do ściany, sumieniem. no i jeszcze jest zagrożony
                    zdemaskowaniem przed swoją ukochaną. plus : Haley trzyma pistolet w garści :]
                • pepsic Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 29.08.13, 22:47
                  ja mam feblik do takich thrillerów,
                  A gdzie męska solidarność?
                  ;)
                  • grek.grek Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 30.08.13, 14:49
                    a widzisz... czułem, że o czymś zapomniałem ;]
                    • pepsic Re: "Pułapka, Hard Candy" via CT2 [2] 30.08.13, 20:57
                      He, he. Widzę, ze bardziej przeżywałam ja ;)
    • grek.grek "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [1] 27.08.13, 13:10
      71 rocznik, to była dobra filmowa dekada.

      Sandy i Jonathan zaprzyjaźniają się na studiach. Są współlokatorami w internacie. Ich rozmowy sprowadzają się do jednego tematu : kobiety. Sandy jest raczej typem wrażliwego, nie ma doświadczeń seksualnych, poszukuje w kobiecie partnerki. Jonathan jest jego przeciwieństwem, a pierwszą rzeczą na jaką zwraca uwagę u nowo poznanych dziewczyn jest biust.

      Na jakiejś studenckiej imprezie Sandy poznaje Susan. Zbiera się dośc długo, żeby do niej podejść, przełamuje się, aczkolwiek to ona w ostatecznym rozrachunku rozpoczyna rozmowę.

      Zostają parą. Edukowany odpowiednio przez Jonathana Sandy próbuje intymnie się zbliżać do Susan, ale ta go raczej trzyma na dystans, w każdym razie nie wykazuje szczególnego entuzjazmu. Lekko się otwiera dopiero wtedy, kiedy Sandy wyznaje jej, że ją kocha. Kontakt intelektualny jest więc satysfakcjonujący, erotyczny - leży i kwiczy.

      Sandy ofk wszystko opowiada Jonathanowi, jak to kumpel kumplowi. I któregoś dnia Jonathan dzwoni do Susan i prosi ją o spotkanie. Idą do kawiarni, rozmawiają, Jonathan jest ciekawym kompanem, a do tego nie ukrywa seksualnego zainteresowania nią. W koncu Susan mu ulega.Rodzi się z tego ukryty romans. Sandy skarży się Jonowi, że Susan jest dla niego chłodna, kiedy próbuje sie do niej jakoś przybliżyć, ta lezy w łózku nakryta po szyję i to jeszcze bokiem do niego [dobrze, że bokiem, bo jakby zobaczyła go w tych koszmarnych majtasach, to by sie poderwała i wyskoczyła oknem], a Jonathan używa z Susan bez oporów. Któż zrozumie kobiety... ;] Być moze łatwiej jej było wdać się w seks z Jonathanem, bo nie kochała go, a Sandy'ego przeciwnie ?

      Coś tu musi pęknąć, sami rozumiecie. I pęka. Jonathan każdego dnia wysłuchuje od Sandy'ego o jego relacjach z Susan i zaczyna go boleć fakt, że Susan i Sandy świetnie się porozumiewają psychicznie, mentalnie. Seks nie odpala, ale cała reszta jest bez zarzutu. Dociera do Jona, że Susan w ogole nie odczytuje go jako człowieka, nie próbuje go poznać, nie zawiązuje się między nimi nić porozumienia, taka jak między nią, a Sandym.

      W końcu, JOnathan żąda od Susan, żeby zerwała z Sandym. Albo przynajmniej, żeby mu powiedziała, że sypiają ze sobą. Susan się nie zgadza. Trwa to parę dni, Jonathan naciska, a ona odmawia. W końcu podczas rozmowy telefonicznej Jonathan zrywa z nią, ona proponuje mu "zostańmy chociaż przyjaciółmi", ale JOn odpowiada "mój Boże, tylko nie to...". Kończą więc swój potajemny związek. Czy Jonathan był w niej zakochany ? Czy tylko zazdrosny, że
      nie ma wszystkiego, a Sandy w jakimś obszarze kontaktu z Susan jest na wyższym poziomie niż on ?

      Mija kilka lat. Sandy i Jon spotykają się ponownie. Obaj mają już swoją pracę i osobne życie. Jon wierzy w pieniądze i prowadzi życie kawalerskie, ma dobre mieszkanie, nieźle zarabia, wierzy w swoje recepty na życie, nie szykuje się do założenia rodziny, czy choćby do małżeństwa. Sandy jest z Susan; i jak wynika z jego opowieści związek ich sie zrutynizował. Są dobrymi zgodnymi partnerami, spędzają czas normalnie, przeciętnie, być moze obojgu takie rozwiązanie odpowiada.

      Wkrótce Jonathan zaczyna się spotykać z blond seksowną Bobbie, kobietą o idealnym biuście. Zaprasza ją do kawiarni, rozmowa się klei, jadą taksówką do niego, przekomarzają się, niby żartem rozmawiają o "małżeństwie". Sandy rozstaje się z Susan, wiąze się z Cindy, szczupłą szatynką o europejskim typie urody.

      Bobbie wprowadza w poukładane życie Jona niezły ferment. Najpierw jest seks, dla Jona Bobbie jest spełnieniem marzeń o idealnej kochance. Problem w tym, że Jon chciałby na tym ufundować ich relacje. A z Bobbie tak się nie da. Bardzo szybko sklada mu ona propozycję wspólnego zamieszkania. "Co byś powiedział, gdybym się wprowadziła do ciebie ?", zadaje mu pytanie. I Jon wije sie jak piskorz, odpowiada dukając i w locie zastanawiając się, czy dobrze robi - odpowiada twierdząco. Nie dlatego, ze ją kocha, ale dlatego, że chce mieć ją w łóżku.

      Schludne mieszkanie Jona zamienia się w rozgardiasz. Bobbie je w łózku, rozrzuca swoje ciuchy, wiesza je gdzie bądź. Jon z coraz większym trudem to znosi.

      Nieopatrznie zasugerował Bobbie, że mogłaby zrezygnować z pracy, jego pensja jest dostatecznie wysoka, by starczyć dla obojga. No i sobie napytał biedy. Bobbie całymi dniami zalega w łózku, nie umie sobie kompletnie zorganizować czasu, śpi "15 godzin na dobę" i rozmawia przez telefon nabijając horrendalne rachunki.

      Kiedy spotykają się z Cindy i Sandym - Bobbie siedzi sama, pali, spaceruje, podczas gdy cała trójka gra w tenisa. Kiedy Bobbie chce wejśc do gry, Jonathan odpowiada "Bobbie, jesteś za słaba". Więc pozostaje jej odpalić kolejnego papierosa.

      Jon jest więc sfrustrowany, a Bobbie wręcz załamana. W tym kryzysie pada to, co Jon chciał by ich łączyło, czyli seks.

      Bobbie ma pomysły na rewitalizację ich związku - dziecko, ślub... Tyle że Jon reaguje na nie jakby go oblewała wrzątkiem. "ja chcę żyć !", krzyczy. Ona zaś nie umie żyć tak jak on od niej tego oczekuje. Jon mówi jej "może wrócisz do pracy ?", na co ona "nie o pracę chodzi, ale o ciebie, ja ciebie chcę !". No i klops. Bardzo ostro się kłócą, Jon naskakuje na nią, że jest tępa, że jak chce to niech idzie w cholerę, że tak się dalej nie da żyć. Kryzys właściwie nierozwiązywalny : on chciałby mieć kochankę, która całymi dniami będzie leżeć i pachnieć, a do tego ugotuje mu coś dobrego. Ona by chciała mieć męża, dla którego będzie ważniejsza niż praca. Niewykonalne zatem, bo on nie chce być uwiązanym do pantofla żony mężem, a do tego lubi swoją pracę i się jej poświęca, ona zaś w roli kochanki domowej traci całą energię.

      Ich kłótnia ma miejsce tuż przed przyjściem Sandy'ego i Cindy. We czworo mają się na jakiś jubel wybrać.

      Kiedy Sandy i Cindy pojawiają się, Bobbie jest niegotowa, Jon prosi, żeby zaczekali trochę, proponuje także zmianę planów, ale Cindy sie nie zgadza. Jon zauważa, ze Cindy tak trochę jakoś z dystansem się odnosi do Sandy'ego, nie pozwala mu dotknąc swoich włosów i generalnie sprawia wrażenie trochę w tym związku zdystansowanej.

      Panowie idą na stronę, obaj zwierzają się sobie, że róznie się im układa z kobietami, aż w końcu Jon wpada na koncept zamiany żon. Sam ma dobry kontakt z Cindy, więc wierzy, że mu ona ulegnie, że wręcz tylko czeka na to, zeby się odświeżyć erotycznie z kimś innym niż dośc nieciekawy Sandy. Wie też, czego Sandy nie ukrywa, że Bobbie podoba się kumplowi. Podobała mu się już wówczas, kiedy ją obaj zauważyli na lodowisku miejskim, gdzie kręciła piruety.

      Jon rzuca więc swój pomysł, a Sandy zgadza się. "Jesteśmy po małym spięciu, ona jest w drugim pokoju, wejdź tam cicho i jeszcze podziękuje ci za to", namawia Jon Sandy'ego. I działają : Jon , korzystając z tego że Cindy buja się do jakiejs muzyczki z adaptera, zaczyna z nią tańczyć, a Sandy chyłkiem za jej plecami przemyka pod ścianą do pokoju Bobbie.

      Plany Jonathana brutalnie palą na panewce. Najpierw Cindy nie daje się uwieść, i wychodzi, aczkolwiek nie obrażona. Za chwilę, Jon podłamany, że taki fajny plan mu nie wyszedł, przypomina sobieo Bobbie. Idzie do pokoju, a tam Bobbie leży na łózku nieprzytomna, a Sandy przez telefon dzwoni po pogotowie. Bobbie nałykała się jakichś pigułek. Jon wybiega z pokoju i wykrzykuje samokrytycznie jakim jest "łajdakiem".

      Mijają kolejne lata. Kolejne spotkanie Sandy''ego i Jona jest wielce nietypowe. Oto w swoim mieszkaniu, Jon wyświetla Sandy'emu i jego nowej dziewczynie [dużo młodszej od niego] kolekcję slajdów. Wraz z autorskim komentarzem. Są na tych slajdach zdjęcia dziewczyn z którymi się kiedykolwiek zetknął bliżej : od pierwszej, która pokazała mu tyłek, przez kolejne z którymi flirtował, sypiał, mieszkał, które podobały mu się, ale nigdy nie udało mu się ich poznać, aż do Bobbie [która ostatecznie została jego żoną, ale z którą jest w seperacji, mają córkę, on płaci alimenty] i jakieś ostatnie koleżanki... cdn
      • grek.grek "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 27.08.13, 14:00
        ... z ktorymi wprawdzie mieszkał po kilka m-cy/2 lata, ale ich imion, jak przyznaje, "nie pamięta".

        POkazówka Jonathana, w sumie trudno powiedzieć czym mająca być - popisem ? przyznaniem się do klęski ? podsumowaniem ? - żenuje dziewczynę Sandy'ego. Bez słowa wstaje ona i kieruje się do wyjścia. Sandy za nią mierząc przyjaciela wzrokiem karącym i nagannym. Jon zostaje sam w pokoju, nie bardzo chyba orientując się w sygnałach jakie właśnie odebrał.

        Jest tutaj szybki przeskok na scenę wieczornego spaceru Sandy'ego z JOnathanem po mieście, na tle rozświetlonych wieżowców. Sandy zwierza się Jonowi,że jego nowa dziewczyna, choć młodsza, jest niezwykle mądra, mają ze sobą doskonały kontakt emocjonalny, że to dla niego prawdziwe życiowe błogosławieństwo. Jon pozostaje sceptyczny, jak za dawnych czasów próbuje odgrywac rolę doświadczonego kumpla, który mniej biegłemu tłumaczy zawijasy relacji damsko-męskich : "daj spokoj, masz fajną młodą laskę, ciesz się tym, ale nie dorabiaj ideologii". Tyle że te czasy minęły. Sandy ma wąsy jak Wałęsa i nie jest już tamtym Sandym. Obaj się nie zmienili, ich priorytety nie odeszły w zapomnienie, Sandy szuka prawdziwej partnerki i towarzyszki. JOn pozostaje przy swoim. Ale Sandy ma coś cennego, jest pozytywnie nastawiony, być może ta obecna dziewczyna jest tą właściwą. A Jon nie ma już nic poza kolekcją slajdów. Jego strategia, jego przekonania, to droga donikąd. Sandy to wie i mówi mu o tym.

        Co pozostaje JOnathanowi ?

        Wieczorową porą puka do zaprzyjaźnionej prostytutki, Louise. Za 100 dolarów odgrywają scenkę. Polega ona na wypowiadaniu ściśle okreslonego dialogu [Jon jest wnerwiony, kiedy babka myli kwestie], a potem jej monologu. A monolog ów w sposób bezprzykladny chwali i adoruje jaki to Jonathan jest męski, nie w sensie fizycznym, ale mentalnym, jak niezależny, tak że "nie potrzebuje żadnej kobiety, bo ma siebie", silny tak bardzo że aż dobry i wielkoduszny, jak wszechwiedzący - i że "prawdziwa kobieta" musi taki egzemplarz uwielbiać :]. Wypowiadany jest sugestywnie, do dźwięków odpowiedniej muzyki, i wywołuje odpowiedni efekt... czyli, erekcję :] Przedziwna scena :]

        Jack Nicholson [Jonathan], Art Garfunkel [Sandy], Ann Margret [Bobbie], Candice Bergen [Susan], cała galeria bardzo dobrych ról.

        reżyserował Mike Nichols. 4 lata wcześniej zrobil "Absolwenta", który też wchodził w relacje damsko-męskie przełomu dekad, w czasach rewolucji obyczajowej w Ameryce.

        Tutaj na objętego zdobyczami rewolucji wychodzi Jonathan, reszta raczej niekoniecznie, właściwie Jonathan obraca się w świecie, w którym to on jest niedostosowany. Trudno powiedzieć czego on właściwie chce : idealnego ciała, którego znaczenie podkreśla [Sandy "chodzi o coś wiecej niż uroda i ciało", Jon "nieprawda, chodzi tylko o ciało"], czy jednak
        jakiegoś uczucia ? Reszta raczej jednoznacznie formułuje swoje oczekiwania.

        odpowiedź jest dośc przygnębiająca : Jonathan poszukuje czegoś, co moze kupić za pieniądze, ale nie moze dostać w realu.

        nie wiem, czy dobrze to odczytalem, ale puenta jest cięzkoironiczna : skoro lubisz pieniądze i seks, w którym jesteś "kierownikiem" [kiedy Sandy opowiada, że Cindy lubi w łózku rządzić, Jon powiada "ja bym nie miał nic przeciwko, pod warunkiem, że nie zapomina, kto tu jest szefem"] to masz idealne połączenie, które gwarantuje ci satysfakcję : kontrolowany seks za pieniądze.

        problem w tym, że to tylko teatr i nie ma w nim ani cienia prawdy. może jednak Jona to zupełnie już nie interesuje, może znalazł to, czego potrzebował ?

        trailer

        www.youtube.com/watch?v=sWVkaWuUJHE
        kłótnia Jona z Bobbie :
        www.youtube.com/watch?v=I5oiqRlej4
        ostatnia scena :
        www.youtube.com/watch?v=L3BJqxxuSZw
        Jon przy okazji "zamieszkajmy razem" :
        www.youtube.com/watch?v=kTe69INYZes
        Nicholson znakomicie gra, inni dotrzymują mu kroku, ale to jednak on niesie cały film.
        • pani_lovett Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 28.08.13, 11:50
          Noż świetna rzecz! :)))

          Wieczorem cd. :)
          • grek.grek Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 28.08.13, 13:53
            i ten powiew Ameryki lat 70-tych... :], także w sposobie narracji i filmowania.

            zatem - do cd. :]
            • siostra_bronte Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 30.08.13, 15:57
              Dzięki, Greku :) Ciekawa historia. Chociaż pod koniec trudno mi się było połapać kto z kim :) Jakoś nigdy nie miałam okazji zobaczyć tego filmu.
              Przy okazji melduję, że właśnie wróciłam. Na razie dochodzę do siebie :)
              • pepsic Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 30.08.13, 20:35
                Siostro, witamy na pokładzie:)
                • siostra_bronte Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 30.08.13, 20:40
                  Dzięki, Pepsic :)
              • pani_lovett Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 30.08.13, 23:20
                > Przy okazji melduję, że właśnie wróciłam. Na razie dochodzę do siebie :)

                Hohoho, nasza Siostra zaszalała na urlopie!!? ;))
                Witaj! :)
                • siostra_bronte Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 15:19
                  Witaj, Barbasiu :))
                  Nie było żadnych szaleństw. Po prostu podróże mnie męczą, nawet te niezbyt odległe i potrzebuję trochę czasu, żeby dojść do siebie. Mam słabą kondycję :)
              • grek.grek Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 13:10
                witaj, Siostro :]
                wróciłaś w jednym kawałku ? :]

                a tak, są tutaj bohaterowie męscy w 3 okresach życia, w każdym z nich - w stanie związku z inną partnerką albo bez niej albo... obaj z tą samą :]

                o, polecam, jeśli tylko gdzieś dopadniesz, ma już - jako się rzekło - 32 lata, więc powinien
                cię uwieść swoją dojrzałością :] jest tutaj o seksie, ale bez dosłowności i naturalizmu, nawet walory niewątpliwe Ann-Margret są dyskretnie ukrywane w półcieniach, no może wyjątkowo przechadza się raz jeden nago do z łózka do łazienki, czyli jakieś 5 kroków, i jest filmowana z tyłu. to może nie ta elegancja kina lat 50-, 60-tych, ale wcią daleka od estetyki współczesnego kina damsko-męskiego.

                • siostra_bronte Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 15:25
                  Cześć Greku :)
                  Tak, w jednym, ale jestem zmęczona. Podróże zawsze kosztują mnie też sporo stresów, ale ja w ogóle nerwowa jestem :) Przydałby się jeszcze tydzień urlopu po urlopie.

                  Ten film Nicholsa jest w ogóle mało znany i rzadko pokazywany.
                  • siostra_bronte Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 15:49
                    Za to pochwalę się, że przywiozłam parę filmów na dvd. Byłam na wywczasach u naszych zachodnich sąsiadów. Ależ tam mają duży wybór, także z klasyki! Bez porównania z naszym rynkiem. I ceny całkiem przyzwoite. Często można znaleźć prawdziwe rarytasy za raptem 20 zł.

                    No i zrujnowałam się na osiem filmów! Przez następne miesiące będę żyć o chlebie i wodzie :) Ale nie mogłam się opanować. Nawet jeżeli nie wszystko zrozumiem z wersji oryginalnej. Nabyłam cztery filmy Hitchocka, parę innych staroci, z nowszych moje ulubione "Hot fuzz". Będę was dręczyć recenzjami, jak Grek :)
                    • grek.grek Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 16:27
                      do takiego "dręczenia", to my się na ochotnika zgłaszamy :]
                    • pani_lovett Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 17:00
                      Warto wiedzieć!

                      > No i zrujnowałam się na osiem filmów! Przez następne miesiące będę żyć o chlebie i wodzie. [...]". Będę was dręczyć recenzjami, jak Grek :)

                      Ożeż! :)))
                      Szczególnie będziemy doceniać te recenzje.
                      Już się cieszę na Hitchocki i inne niespodzianki.
                    • pani_lovett Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 17:33
                      > No i zrujnowałam się na osiem filmów! Przez następne miesiące będę żyć o chlebi
                      > e i wodzie :)
                      Paczuszki żywnościowe będziemy podsyłać.
                      • siostra_bronte Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 17:38
                        Dzięki :)
                  • grek.grek Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [2] 31.08.13, 16:25
                    a to dobra konstrukcja jest :] "tydzień urlopu po urlopie", hehe.

                    inna rzecz, że najlepiej się odpoczywa po zmęczeniu poważnym, prawda ? :]

                    możliwe, możliwe. właściwie ten tytuł ["Porozmawiajmy..."] utkwił mi w pamięci, z
                    okazji odcinka bodajże "Cudownych lat", w którym młodociani bohaterowie
                    próbują dostać się do kina na ten właśnie film motywowani szansą zobaczenia
                    wdzięków Ann-Margret. nie pamiętam już, czy im się udało...; tym bardziej nie
                    pamiętam, czy to w ogóle były "Cudowne lata" ;], ale to mój główny podejrzany.
      • pepsic Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [1] 28.08.13, 22:55
        Grek, z całym szacunkiem, to wybitnie męskie klimaty. Z tym, że opis super. THX:)
        • grek.grek Re: "Porozmawiajmy o kobietach" '71 [1] 29.08.13, 13:40
          dzięki :]

          nie do końca bym się zgodził z tymi "klimatami", jakkolwiek faktycznie osią fabuły są
          męskie perypetie.

          postaci/zachowania Susan czy Bobbie mówią też sporo o kobiecej duszy, a może
          przynajmniej o duszach tych dwóch konkretnych kobiet.
    • grek.grek Wenecja'13 - start, zapowiedź i pierwszy pokaz 29.08.13, 13:37
      ruszyła Wenecja'13.

      jesteśmy ciekawi ? ;]

      na początek, zajawka fachowca :
      wyborcza.wyborcza.pl/1,75475,14505593,Dzis_zaczyna_sie_festiwal_filmowy_w_Wenecji__Nagroda.html
      i zanim bomba poszła w górę, pokaz "Grawitacji", ponoć oczekiwanej, z Clooneyem w roli głównej :

      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2013%3A+W+stanie+nieważkości-98417
      szefem jury będzie Bertolucci.

      znów bez polskiego filmu :]
      poza ofk prapremierą "Wałęsy" Wajdy.
      ale to okolicznościowe rzeczy, glównie przez wzgląd na nazwisko reżysera i odniesienie
      do, bądź co bądź, ważnego wydarzenia historycznego.

      współczesne polskie kino w głównym konkursie nie istnieje. w Cannes też nie istniało.
      a jeszcze nie tak całkiem dawno, Kieślowski przegrywał z Tarantino i widownia grzmiała
      oburzeniem :]

      swoją drogą, dziwna jest fraza "filmy będą walczyły o nagrodę główną". chyba nie o
      walkę tutaj chodzi, walka to na ringu :] nawet nie wydaje mi sie, żeby mówienie o
      "najlepszym" filmie było na miejscu. może raczej o filmie : najważniejszym, najbardziej poruszającym itp. jakoś mi terminologia nie pasuje. co sądzicie o tym ?



      • pani_lovett Re: Wenecja'13 - start, zapowiedź i pierwszy poka 29.08.13, 18:20
        Też pytanie!? Oczywiście, że jesteśmy ciekawi, co w wielkim świecie filmowym słychać!
        /dobrze, że czuwasz, nie oglądałam wczoraj żadnych wiadomości, późno wróciłam!/

        To jubileuszowy 70. Festiwal!


        Artykuł zapowiadający festiwal Tadeusza Sobolewskiego, jak zawsze zawodowy! :)

        wyborcza.pl/1,75475,14505593,Dzis_zaczyna_sie_festiwal_filmowy_w_Wenecji__Nagroda.html
        (Wklejam link jeszcze raz, bo Twój się nie otwierał. )

        Co z tym kinem polskim!?

        Wybieram się na "Wałęsę" w październiku. :)

        Przy okazji , 9 września rozpoczyna się Festiwal Filmowy w Gdyni, będzie okazja przyjrzeć się rodzimym produkcjom. Widziałam w internetowej gazecie, że TVPKultura przygotowuje obszerne relacje z Festiwalu , codziennie od 9.09 do 14.09, ok. godziny 22.00.

        • grek.grek Re: Wenecja'13 - start, zapowiedź i pierwszy poka 30.08.13, 14:42
          zapytalem pro forma tylko ;]

          dzięki za poprawkę.

          no właśnie, Gdynia - zawsze dobrze wiedzieć, co w trawie piszczy.
          pytanie, czemu w głównych konkursach największych festiwali tak
          rzadko polskie kino sie zjawia ostatnimi czasy ? filmy Polańskiego czy Skolimowskiego -
          owszem, ale to jednak nie są "rdzennie polskie" produkcje, a reżyserzy bardziej
          są obywatelami świata niż "polskimi twórcami".

          aaa, to mam nadzieję, że napiszesz nam coś o filmie ? i o samej wyprawie :]
      • pani_lovett OT Festiwalowe przygody reżysera na emeryturze 29.08.13, 19:00

        Cały tekst: wyborcza.pl/1,75475,14499110,Kutz_przed_festiwalem_w_Gdyni__Uroki_zlotej_jesieni.html#TRrelSST#ixzz2dNVWnB00

        Śliczne! :)

        Kutz przed festiwalem w Gdyni: Uroki złotej jesieni

        Kazimierz Kutz 27.08.2013

        W połowie września odbędzie się w Gdyni doroczny festiwal filmów polskich. Widać, że bieda doskwiera, bo filmy poprzebierane, pokazywane będą tylko te najlepsze, i lepszych reżyserów.



        Dziś "lepszy reżyser" to ten, który siebie za takiego uważa, bo trochę poprzecierał się po Europie i mniema, że jego przeznaczeniem jest Grand Prix w Cannes i rezydencja w Hollywood. Oni rodzą się z międzynarodową mentalnością i interesuje ich tylko zawodowa orbita Romana Polańskiego., jakby nie chcieli dowiedzieć się o jego losie prywatnym.

        Ale dziś, żeby wyżebrać parę groszy na film, trzeba być atrakcyjnym megalomanem i mieć w sobie twardość saraceńskiej stali. Taki to zawód. Dlatego produkcja filmu toczy się długo, trwa tyle co żebranina pieniędzy na produkcję, i jeszcze dwa razy dłużej. W efekcie powstaje produkt międzynarodowy, przeważnie jakaś klucha, którym kupczą wszyscy współproducenci. Film oblatuje wszystkie możliwe komercyjne targowiska nazywane festiwalami, bo każda wzmianka w gazecie, każde wyróżnienie podbija cenę sprzedaży, reżyser musi ubierać się w czerwone kamizelki, staje się festiwalową papugą, prowadzi hotelowe życie światowca, staje się częścią metki własnego tytułu.

        Na tegorocznym festiwalu gdyńskim pokazują moje "Milczenie", film sprzed pół wieku, mało znany, bo uwalony z przyczyn politycznych, przez to mało "skonsumowany". Teraz, cyfrowo odrestaurowany, odzyskał swój artystyczny blask, zwrócił uwagę organizatorów festiwalu i w ramach rodzimej "klasyki" pokazany będzie na kanwie festiwalu gdyńskiego. Zaproszono mnie na jego pokaz. To jakby wtórny debiut po 50 latach! Więc pojadę do Gdyni na kilkanaście godzin, by obejrzeć film z dzisiejszą widownią, a potem pogadać z ludźmi.

        Ale wypełnia mnie lęk, bo na starość nie mam szczęścia do oficjalnych imprez. Parę lat temu też byłem zaproszony do Gdyni, "debiutowałem" jako reżyser emeryt w imprezie towarzyszącej, i doznałem rozkoszy nowego statusu. Ona, ta rozkosz, jest jakby wyjęta z papierowych banknotów wycofanej edycji. Kiedy nowe banknoty hulają w obiegu, nikt już nie pamięta, czyje portrety widniały na banknotach starej edycji. Istnieje rzeczywistość podeszłego wieku, której trzeba się uczyć jak wszystkiego co nowe. Dlatego nie poszedłem do kina festiwalowego, bo tam już nikt mnie nie rozpoznaje; ani ci na bramkach, ci za biurkami i ci, co na ekranie szatkują zupełnie inną kapustę, a na sali pełno młodych kinomanów, od których dzieli mnie 60 lat. Nie mam zamiaru przepływać tej dwupokoleniowej dziury.

        Na początku jest zawsze bardzo miło, organizatorzy dzwonią dwadzieścia razy przez pierwsze półrocze, dowiadują się, kiedy byłbym łaskaw przyjechać, na ile dni, zapewniają kto po mnie przyjedzie na lotnisko, kto będzie się mną zajmował itd. Potem następuje godzina wyjazdu i na lotnisku nie ma nikogo. Owszem, stoją młodzi ludzie z tabliczkami nad głowami, ale mojego nazwiska nie widzę. Tamci ładują się do limuzyn, a mnie - niejako z litości - zabiera jakiś nieznany mi dziennikarz. W hotelu też nie ma żadnej informacji, ale przynajmniej zarezerwowany jest pokój. Zostawiam swoje manele, idę do budynku festiwalowego, za biurkami młodzi ludzie, przedstawiam się, i dopiero w trzecim pomieszczeniu mnie identyfikują, dostaję w końcu festiwalową obrożę i torbę z informatorami. Wymykam się do najbliższej jadalni ryb, potem odszukuję właściwą salę filmową i wszystko kończy się zgodnie z planem. Kiedy leci film konkursowy, w pustej sali restauracji. hotelowej jem gotowaną rybę, oglądam telewizję i pierwszym samolotem uciekam do Warszawy.

        Znacznie lepiej było na Kongresie Kultury Polskiej we Wrocławiu. z okazji prezydencji w Unii Europejskiej. Najpierw przyszło zaproszenie Ministra Kultury, na bardzo eleganckim papierze z jego osobistym podpisem, potem trzy miesiące dzwonili organizatorzy, uzgadniali i kontrolowali to, co od miesięcy było ustalone, aż nadszedł dzień odlotu. Na lotnisku nikt na mnie nie czekał. Na szczęście tym samym samolotem, na ten sam kongres, przyleciał (niedawno zmarły) profesor Turski z małżonką, i zabrałem się z nimi do hotelu. Ale nie było dla mnie pokoju. Na szczęście przyszły mi z pomocą dwie wolontariuszki, które siedziały opodal przy stoliczku, pogrzebały w papierach i znalazły "mój" hotel. Ale nie było transportu, więc zadzwoniły do jakiegoś Antka taksówkarza, i załatwiły z nim, że zabierze mnie po drodze.

        W nowym hotelu natknąłem się na kolejne wolontariuszki, które poinformowały mnie, że biuro organizacyjne mieści się w pawilonie pod Iglicą opodal Hali Widowiskowej. Wsiadłem do taksówki i podjechałem pod Iglicę, a dokładnie pod Wytwórnię Filmową, w której nakręciłem swoje trzy pierwsze filmy, i mieszkałem w garderobie nielegalnie przez dwa lata. Wzruszyłem się i ruszyłem w stronę pawilonu Kongresu. W środku pełno wolontariuszy, prawie ścisk, ledwo się przebiłem, pytali, na jaką literę zaczyna się moje nazwisko, znaleźli, i nareszcie miałem swoją festiwalową obrożę i lnianą torbę z kolorową papeterią.

        Nareszcie trzymałem w ręku programu Kongresu i odkryłem, że właśnie zaczął się opodal wykład profesora Baumana. Sala wykładowa była prawie pusta, profesor mówił do mikrofonu, ale tak dudniło, że nie można było zrozumieć ani jednego jego słowa. Coś we mnie pękło, postanowiłem pojechać na rynek napić się kawy i nasłodzić się jego urodą. Było piękne przedpołudnie, słońce świeciło cudnie, miasto budziło się, i prawie wszystkie miejsca pod parasolami jeszcze puste. Usiadłem w słońcu kawiarni U Literatów, a przy stoliku, w cieniu, siedzieli członkowie słynnego kabaretu Elita i sączyli biały płyn w zgrabnych szklaneczkach. Ukłoniłem się i zamówiłem kawę. Przyniósł ją szef, mój stary znajomy z Kalamburu.

        Rozkoszowałem się urodą miasta, co jakiś czas ktoś mi się kłaniał, ktoś przysiadał na chwilę, lub nawet przykucał. Jakiś starszy pan usiadł w sąsiedztwie, wygrzewał się na słońcu, też cieszył się pięknem Wrocławia, i obserwował ruch wokół mojej osoby. Potem podszedł, przepraszał, i zapytał, kim jestem. Powiedziałem mu, kim jestem, że nie było mnie we Wrocławiu 20 lat. On był emerytowanym profesorem fizyki teoretycznej na Sorbonie, wyjechał z Polski w 1968 i jest przyjacielem Adama Michnika. Ja też jestem przyjacielem Adama Michnika, a jednak nie znaliśmy się. Przyjechał do Wrocławia prywatnie, za córką, która miała na Kongresie wystawę swojej grafiki. Kelner postawił na blacie szklaneczkę z białym płynem, kiedy odwróciłem głowę, artyści z Elity trzymali szklaneczki w dłoniach i wypili moje zdrowie. Więc przysiedliśmy się z profesorem do nich, i sączyliśmy biały płyn, nazywany przez nich "palikotówką". Przysiadł się też wybitny pisarz z Moskwy z piękną panią. Także gość Kongresu. Było miło i poszło sześć kolejek białego płynu.

        Potem poszliśmy na obiad. do "Żydów", dobrze spałem i pierwszym samolotem, szczęśliwy, czmychnąłem do stolicy.


        Cały tekst: wyborcza.pl/1,75475,14499110,Kutz_przed_festiwalem_w_Gdyni__Uroki_zlotej_jesieni.html#TRrelSST#ixzz2dNVzNhzf
        :)

        • pani_lovett Re: OT Festiwalowe przygody reżysera na emeryturz 29.08.13, 19:02
          I trochę smutne.
        • grek.grek Re: OT Festiwalowe przygody reżysera na emeryturz 30.08.13, 14:29
          dzięki :]

          trochę refleksyjnie nad nowymi czasami; taka dzisiaj rzeczywistość, której ludzie starej
          daty już nie doganiają, a może nawet gonić nie chcą. lepsza pewnie nie, ale jak się jednak
          chce w niej partycypować, to co pozostaje ? pogodzić się z jej wymogami albo... machnąc ręką i pójść na wódeczkę.

          inna rzecz, to organizacyjne fikołki, o ktorym autor pisze. ktoś ma czekać na niego na lotnisku czy dworcu - a tu figa z makiem, nikogo nie ma.

          troszkę śmiesznie zabrzmiały te utyskiwania, ze "nikt go nie poznaje" :] może gdyby okrasił to jakąś ironią nie zabrzmiałoby tak litościwie, jak sądzisz ?

          ale tekst sam w sobie dobry, zgrabnie napisany, no i ta puenta :]
      • pani_lovett Re: Wenecja'13 - start, zapowiedź i pierwszy poka 31.08.13, 14:52
        grek.grek napisał:
        > swoją drogą, dziwna jest fraza "filmy będą walczyły o nagrodę główną". chyba ni
        > e o walkę tutaj chodzi, walka to na ringu :] nawet nie wydaje mi sie, żeby mówienie
        > o"najlepszym" filmie było na miejscu. może raczej o filmie : najważniejszym, naj
        > bardziej poruszającym itp. jakoś mi terminologia nie pasuje. co sądzicie o tym?

        Na ocenę filmu, przypuszczam, nie składają się (nie powinny się składać) tylko emocje widzów-jury czy czynniki okołofilmowe, ale także przecież elementy, które obiektywnie podlegają wartościowaniu - elementy formalne - jakość zdjęć, konstrukcja kompozycji czy oryginalność ujęcia tematu, przekaz jakie niesie film, itd.
        Myślę, że nie jest nadużyciem mówienie, że jakiś film "najlepszy".
        • grek.grek Re: Wenecja'13 - start, zapowiedź i pierwszy poka 31.08.13, 16:18
          warstwa techniczna, sensowny argument.

          niemniej... jakoś "najlepszy" i "walka" kojarzą mi się bardziej ze sportem niż ze sztuką :]
          • pani_lovett Re: Wenecja'13 - start, zapowiedź i pierwszy poka 31.08.13, 16:36
            Tak, "walka" na pewno nie jest odpowiednim słowem jeśli chodzi o sztukę.
            :)
    • grek.grek Kobra i inne [na dziś] 29.08.13, 15:41
      no to mamy jeszcze jedną Kobrę, ciekawe czy po wakacjach ten cykl będzie
      jakoś kontynuowany ?

      "Upiór w kuchni" nazywa się dzisiejsza.
      dzisiaj o 20:05, jako że Mad Men się zakończył.

      widziałem, pochwalę się Wam.
      matka i córka prowadzą hotelik. zatrzymuje się tam na noc jeden facet. jak się okazuje, nie sam - z niezłą kasą w plecaku. chytre i chciwe babki knują całkiem naiwny i poczciwy, ale jakże cyniczny, plan, ktory wypala, a co za tym idzie - ściąga im na głowę policję.

      sa akcenty komediowe, które rewelacyjnie wygrywa zwłaszcza niedościgniona Irena Kwiatkowska, jest oczywiście crime story, jest dobrze wykreowany nastrój.

      zatem, tego nie można przegapić :]

      a po nim, 21:05, drugi dokument Trestikovej - "Katka".
      powtórkowo.
      streszczałem go Wam z klasyczną nieudolnością, a skoro dają raz jeszcze -
      naprawdę polecam; samo życie.

      23:15 "Przetrzymać tę miłość" - brytyjki, nie wiem, może pamiętacie : belfer
      akademicki wpada w depresję, po tym jak, wraz z kilkoma innymi ludźmi, nie
      potrafił uratować człowieka przed śmiercią. rzutuje to na jego relacje z dziewczyną,
      na pracę, a do tego kręci się ciągle za nim dziwny facet, współuczestnik tamtego
      tragicznego wydarzenia. Daniel Craig, Samantha Morton, Rhys Ifans, Bill Nighy, obsada
      pierwszoligowa.
      mamy go w archiwum, ale bez spojlerów jakoś chyba lepiej będzie szło oglądanie ;]

      a na deser w Kulturze "Życie i cala reszta" Allena, 1:15, hehe.

      ciekawe, ze Polsat tez daje film Woody'ego ["Melinda & Melinda"] i też po północku,
      dokładnie 10 minut po.

      Kultura jest usprawiedliwiona, nie pokazuje przedtem jakiejs tandety.
      Polsat... w sumie też - komercyjna stacja w końcu, mają prawo uznać, ze na
      "Mój chłopak się żeni" zarobią więcej :]

      • pani_lovett Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 29.08.13, 17:31
        Wakacyjna powtórka 3 sezonów " Mad Men" właśnie się zakończyła, to prawda ale , wspaniała wiadomość dla wszystkich fanów i sympatyków serialu, Mad Men niedługo wraca, 4 sezon (a potem 5!) startuje w TVPKultura już 19 września ! :)))
        Godziny emisji, bez zmian na szczęście.

        www.tvp.pl/kultura/aktualnosci/kolejne-serie-mad-men-od-wrzesnia-w-tvp-kultura/12221440
        Też widziałam i też lubię spektakl "Upiór w kuchni".
        Więc dziś raczej wybiorę dokument Trestikovej - "Katka" .

        I Rhys Ifans , nasz ulubieniec Spike z Nothing Hill, tu występuje! :)).
        Przyznam się, że słabo pamiętam opowieść o filmie "Przetrzymać tę miłość", ale dziś raczej nie dam rady obejrzeć, za późno.


        Na nowego Allena dopiero w przyszłym tygodniu się wybieram.
        Pepsic też by się wybrała!?

        :)
        • pepsic Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 29.08.13, 23:01
          Z wielka rpzyjemnością, juz dwa razy się wybierałam, nie wyszło. Mówią, nie tylko krytycy, Cate Blanchet w oscarowej formie.
          :)
        • grek.grek Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 30.08.13, 14:08
          oglądałaś/oglądałyście wczorajszego "Upiora..." ?
          co ty była za wersja ?
          ja tu się wysiliłem pisząc o Kwiatkowskiej, a Kwiatkowskiej tam nie było :]]
          zupełnie inna obsada.
          albo ja kiedyś coś innego oglądałem, ale w to mi się jakoś wierzyć nie chce, hehe.

          trzeba przyznać, ze przy tej mizerii finansowej, Kultura dzielnie tego Mad Mena
          kupuje i pokazuje.

          o, i jak Ci się podobał ten dokument ?

          znajdę w archiwum, kiedyś o tym filmie pisałem, pokazywał go POlsat bodajże.

          no to już dzisiaj Ci życzę udanego seansu, i winszuję aby nikt wysoki nie usiadł
          przed Tobą ;]

          • pepsic Zamiast Kobry "Przetrzymać tę miłość" 30.08.13, 20:54
            Mam problem z oceną. Z jednej strony niezłe studium psychologiczne, ocierająca sie o rasowego thrillera (końcowa jatka), ładnie zrealizowane wizualnie oraz muzycznie i pierwszorzędny warsztat aktorki (owacje dla Daniela Craig'a). Z drugiej strony ta niekonwencjonalna historia, acz całkiem możliwa, nie powoduje większych emocji, jest pozbawiona energii, a wielowątkowość wydaje się niespójna refleksyjnie. Ameryki raczej tu nie odkryto, mimo nie szczędzenia intelektu, że jak pojawiają problemy, rozpadają sie związki.
            • grek.grek Re: Zamiast Kobry "Przetrzymać tę miłość" 31.08.13, 13:39
              wydaje mi się, że ta energia istnieje w ukryciu, właśnie w psychologii bohaterów, w ich
              przeżyciu wewnętrznym, zarówno Joe, jak i Claire, a także Jeda. może dlatego mniej się
              ją wyczuwa w przebiegu akcji, poza kulminacją w końcówce, a bardziej w ich zachowaniu,
              które oddaje podkreślone przez Ciebie świetne aktorzenie.

              jakby ktoś chciał sobie przypomnieć... [przed przeczytaniem, koniecznie uprasza się o zażycie
              relanium, a to z racji faktu, że to ja pisałem :)]

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,131750458,_Przetrzymac_te_milosc_z_wczoraj_spojlr_.html
          • pani_lovett Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 31.08.13, 15:50
            Obejrzałam tylko końcówkę "Upiora".
            Też się zdziwiłam, ze nie widzę Ireny Kwiatkowskiej.
            Sprawdziłeś?, to była wersja z 1976 roku w reżyserii Janusza Majewskiego (który jest równocześnie autorem tej uroczej kryminalnej sztuki, napisał ją pod pseudonimem Patrick G. Clark ) z Zofią Mrozowską w roli Laury Collins i Grażyną Staniszewską (Danuśka z Krzyżaków!!!) w roli jej córki Cynthii.

            www.filmpolski.pl/fp/index.php/522157
            Wersja (kolorowa) z Ireną Kwiatkowską i Hanną Śleszyńską też w reż. J. Majewskiego powstała w 1993 roku.

            > znajdę w archiwum, kiedyś o tym filmie pisałem, pokazywał go POlsat bodajże.
            Pamiętam oczywiście, muszę ją sobie przypomnieć.

            > no to już dzisiaj Ci życzę udanego seansu, i winszuję aby nikt wysoki nie usiadł przed >Tobą ;]

            Haha! :)))
            Dziękuję!
            • grek.grek Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 31.08.13, 16:34
              aaaa, no to się teraz wyjaśniło. dzięki, o Pani :]

              już się bałem, że ta Kwiatkowska przyśniła mi się w koszmarku jakimś, heh.

              w razie czego weź ze sobą coś, czym można będzie takiego przeszkadzajłę... poniżyć ;]
              • pani_lovett Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 01.09.13, 13:45
                :)

                Strój Królowej Kier? Będę mogła krzyczeć - "Skrócić go o głowę". ;)
                • grek.grek Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 01.09.13, 15:53
                  uff, dobrze że tylko głowa wchodzi w rachubę... ;]
                  • pani_lovett Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 01.09.13, 16:19
                    A cóżby innego obcinać skoro to głowa przeszkadza?

                    :)
                    • grek.grek Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 01.09.13, 17:01
                      ale bez głowy ta reszta to w ogole do niczego będzie ;]]
                      • pani_lovett Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 02.09.13, 23:17
                        Taka marnacja! Niedobrze! ;)
                        • pani_lovett Re: Kobra i inne [na dziś] / Mad Man od 19.09!!! 02.09.13, 23:34
                          Heh!
          • pani_lovett Re: Kobra i inne [na dziś] / dokument "Katka" 01.09.13, 14:08
            > o, i jak Ci się podobał ten dokument ?

            Co tu dużo mówić, wstrząsający dokument. Ciężko się oglądało.

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,144876635,145468483,_Katka_dokument_via_Kultura.html
    • grek.grek Wenecja dzień 2 30.08.13, 15:19
      są pierwsze recenzje, więc nie zwlekając... :

      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2013%3A+Korek+na+torach-98478
      www.rp.pl/artykul/9146,1042844-Grawitacja-Alfonso-Cuarona-otwiera-festiwal-w-Wenecji.html
      film.onet.pl/wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2013-filmowe-drogi-i-bezdroza/lqj5n
      przyjemnej lektury :]
      • angazetka Re: Wenecja dzień 2 30.08.13, 15:27
        I po recenzjach zaczęłam się łamać co do obejrzenia "Grawitacji"...
        • grek.grek Re: Wenecja dzień 2 30.08.13, 15:47
          dlaczego ?

          [ja się złamałem już po dowiedzeniu się, że przez cały film Sandra Bullock się panoszy ;)]
          • siostra_bronte Re: Wenecja dzień 2 30.08.13, 19:26
            Hehe. Zaraz odezwie się liczny fan-club Sandry :)
            • maniaczytania Re: Wenecja dzień 2 30.08.13, 21:36
              siostra_bronte napisał(a):

              > Hehe. Zaraz odezwie się liczny fan-club Sandry :)

              haha ;)

              ale czy tylko mnie to zdjecie Sandry z ktoregos linka skojarzylo sie z "Notting Hill? Ze slawetna rola Anny Scott? :)))
              • pani_lovett Re: Wenecja dzień 2 30.08.13, 23:21

                maniaczytania napisała:
                > ale czy tylko mnie to zdjecie Sandry z ktoregos linka skojarzylo sie z "Notting
                > Hill? Ze slawetna rola Anny Scott? :)))

                MNIE TEŻ!!! :))))))
          • pepsic Re: Wenecja dzień 2 30.08.13, 20:55
            Ja Ci się wcale nie dziwię;)
          • pani_lovett Re: Wenecja dzień 2 30.08.13, 23:18
            grek.grek napisał:


            > [ja się złamałem już po dowiedzeniu się, że przez cały film Sandra Bullock się
            > panoszy ;)]

            A od kiedy Ty , Grekuniu, takim wielbicielem Sandry Bullock jesteś, hę?
            • grek.grek Re: Wenecja dzień 2 31.08.13, 13:41
              ten zaszczyt dopiero przede mną, cały czas dojrzewam do zostanie jej fanem ;]
              • pani_lovett Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 14:27
                Tadeusz Sobolewski pisze o filmach "Żona policjanta" Philipa Gröninga i "Tracks" Johna Currana
                m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105406,14522820,Wenecja___relacja_Tadeusza_Sobolewskiego_z_festiwalu.html
                > ten zaszczyt dopiero przede mną, cały czas dojrzewam do zostanie jej fanem ;]
                Ha,ha! :)
                Może stanie po filmie "Grawitacja"?
                • grek.grek Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 14:35
                  jak to nie jest telepatia, to jak to nazwać ? :]

                  możliwe, liczyłem na to, ze "Wielki Mike" z jej rolą oskardową mnie przekona, ale tak
                  jakoś średnio mu się to powiodło. albo ja taki uparty jestem, jak na osła przystało.
                  • pani_lovett Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 15:02
                    > jak to nie jest telepatia, to jak to nazwać ? :]
                    :)
                    Ha! Tak!
                    Ale jak to działa???

                    Bo też rola Big Mamy w "Wielkim Mike'u", imo, szczególnie porywająca nie była.
                    • grek.grek Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 16:36
                      no... TAK działa ;]

                      a i sam film był niewyraźny, jak dobrze pamiętam, trochę zbyt poprawny.
                      • pani_lovett Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 17:46
                        Aha.

                        Może nazbyt podkoloryzowana po hollywoodzku opowieść. Acz bardzo pozytywna.



                        /Mani na szalenie ciekawy post mam odpowiedzieć w wątku o Big Mike'u! /
          • angazetka Re: Wenecja dzień 2 31.08.13, 16:02
            Panoszenie się Sandry B. to wada czy zaleta? ;)
            Nie byłam przekonana do tego filmu, nie czułam go, ale z recenzji rysuje się film trochę inny niż to wyglądało po zwiastunie. Może sprawdzę.
            • grek.grek Re: Wenecja dzień 2 31.08.13, 16:32
              jedyną wadą tego panoszenia się jest całkowity brak zalet :]

              w opisie, na pewno intrygująco brzmi.
            • pani_lovett Re:"Grawitacja" i Kowalscy w amerykańskich filmach 31.08.13, 16:34
              Koniecznie Angazetka. Liczę małą relację dla nas.
              Mnie też się wydały bardzo zachęcające te pierwsze relacje z seansu "Grawitacji". I nawet mi się przeszkadza, że Barbara Hollender zdradziła ważny szczegół fabuły ...

              Bohater grany przez George'a Clooney'a w filmie "Grawitacja" nazywa się Matt Kowalsky. To trzeci znany mi bohater filmowy o tym nazwisku. Pierwszy i drugi to Stan, Stanley Kowalski z "Tramwaju zwanego pożądaniem" ( Marlon Brando w tej roli) i Walt Kowalski w "Gran Torino" (Clint Eastwood).
              • siostra_bronte Re:"Grawitacja" i Kowalscy w amerykańskich filmac 31.08.13, 16:43
                Dodam jeszcze Kowalskiego ze "Znikającego punktu" :)
                • pani_lovett Re:"Grawitacja" i Kowalscy w amerykańskich filmac 31.08.13, 16:49
                  O! Nie wiedziałam. Barry Newman. Gra go, podają na stronie filmwebu, aktor o nazwisku Barry Newman.
                  Mamy zatem już czterech Kowalskich.

                  :)
                  • angazetka Re:"Grawitacja" i Kowalscy w amerykańskich filmac 31.08.13, 22:29
                    I jeszcze jeden z pingwinów z "Madagaskaru" był Kowalski ;)
                    • pani_lovett Re:"Grawitacja" i Kowalscy w amerykańskich filmac 01.09.13, 13:22
                      Hahaha! Naprawdę!? Nie zwróciłam uwagi, a oglądałam Madagaskar. Piękne!
                      Zatem piąty Kowalski do kolekcji. :)
    • maniaczytania to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock ;) 31.08.13, 12:39
      dzis o 20.00 na TVN - "Dwa tygodnie na milosc" :) W roli amanta Hugh Grant. Mnie sie ta komedia romantyczna podobala, wiec na pewno dzis tez ja 'zalicze' ;)
      A potem o 22.10 przelacze sie na TVP Kulture na koncert Slasha :)
      Konkurencji za duzej dzis nie ma zreszta ...


      A wczoraj/ dzisiaj w nocy ogladalam taki przyjemny film, ech :) Szkoda, ze to juz noc byla :)
      Francuska komedia romantyczna "Jutro wychodze za maz", sztampa, schemat, ale jakze przyjemny dla oka ;)
      • grek.grek Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 31.08.13, 13:43
        Pepsic, Mania mówi, że coś dla nas puszczają ;]]
        • pepsic Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 01.09.13, 22:51
          Uległam dziewczynom i obejrzałam przypadkowo wybrany fragment. Muszę potrzymać swoje stanowisko, nie mam nic do kobiety, lecz filmów z jej udziałem nie da sie oglądać. Pewnie to ciężki kawałek chleba dla zawodowych krytyków;) Acz był moment, że zastanawiałam sie, kto jest bardziej niezjadliwy, Sandra Bullock, czy Hugh Grant.
          A potem było dużo bardziej hardcorowo i pełnokrwiście - "Apocalipto" Mela Gibsona w Ale kino+.
          • grek.grek Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 02.09.13, 13:44
            o, to mialbym zagwozdkę : Bullock Sandra czy Gibson [także w formie reżysera].
            jakby miał wybrać pomiędzy nimi, to poprosiłbym o trzecią możliwość, czyli
            naładowany rewolwer i jakieś ustronne miejsce ;]
            • angazetka Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 02.09.13, 19:24
              Jednak Sandra B. wydaje mi się opcją, od której mniej wieje grozą...
            • pani_lovett Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 02.09.13, 23:22
              Eeeee...
              Ja bym powiedziała, że Sandra to pierwszorzędna aktorka drugorzędna.
              Nie ma więc powodu, by straszyć nią widzów.
            • pepsic "Apocalypto" 03.09.13, 23:17
              Oj widzę, że muszę stanąć w obronie Mela Gibsona, reżysera "Apocalypto". To całkiem przyzwoicie przedstawiona historia z epoki Majów, przykuwająca uwagę, barwnie i z rozmachem zrealizowana w meksykańskich plenerach. Ku memu zadowoleniu z udziałem nieoklepanych twarzy. Pewnie można by sie przyczepić do zbyt dużego rozlewu krwi, luźnego trzymania sie faktów historycznych, czy wielu nieprawdopodobieństw natury fizjologicznej, ale wrażanie jest. I to piszę ja, która na filmach przygodowych zazwyczaj sie nudzi.
      • pani_lovett Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 01.09.13, 13:40
        Skorzystałam z podpowiedzi i obejrzałam (z pół godzinnym poślizgiem) "Dwa tygodnie na miłość". Przyjemnie się oglądało. Dobry odmóżdżacz. Aczkolwiek film nie odbiega schematem ani na milimetr od innych komedii romantycznych i oczywiście kończy się przewidywalnym happy endem. Ale kto nie lubi szczęśliwych zakończeń!? ;)

        www.filmweb.pl/Dwa.Tygodnie.Na.Milosc#picture-3
        :)
        • pani_lovett Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 01.09.13, 13:48
          /korekszyn/
          Skorzystałam z podpowiedzi i obejrzałam (z pół godzinnym poślizgiem) "Dwa tygodnie na miłość". Przyjemnie się oglądało. Dobry odmóżdżacz. Aczkolwiek film nie odbiega ani na milimetr od tradycyjnego schematu komedii romantycznej i oczywiście kończy się przewidywalnym happy endem. Ale kto nie lubi szczęśliwych zakończeń!? ;)

          www.filmweb.pl/Dwa.Tygodnie.Na.Milosc#picture-3
          :)
          • maniaczytania Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 01.09.13, 14:10
            ja tez obejrzalam kolejny raz :)
            • pani_lovett Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 01.09.13, 14:18
              Mamy jakąś efektowną, zabawną scenę z filmu do uwiecznienia w wątku?
              • pepsic Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 01.09.13, 22:40
                Byle nie tę żenującą w caravaningu. Nawet sobie brzydko pomyślałam, że musiała być w dużej życiowej potrzebie wyrażając zgodę na to coś;)
                • pani_lovett Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 02.09.13, 23:26
                  Ożeż, nie widziałam tej sceny!? Opowiedz! Pliz!
                  • pepsic Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 03.09.13, 22:53
                    Spróbuję, choć nie wiem, czy dam rade biorąc pod uwagę swoje skromne możliwości. Otóż bohaterka po przejedzeniu sie fast foodami jest zmuszona skorzystać z toalety w przyczepie kempingowej przypadkowych ludzi nie szczędząc fizjologicznych odgłosów. Dziwię sie, że mając miliony na koncie i czterdziestkę na karku chce się jej uczestniczy tak żenujących scenach.
                    • pani_lovett Re: to specjalnie dla wielbicieli Sandry Bullock 04.09.13, 17:13
                      Caravaning! Widziałam tę scenę. Tak, rzeczywiście słabe to było.

                      >Otóż bohaterka po przejedzeniu sie fast foodami jest zmuszona skorzystać z toalety w >przyczepie kempingowej przypadkowych ludzi

                      a na pomysł by skorzystała z toalety w przyczepie kempingowej wpadł jej luby, kiedy stali w wielkim ulicznym kroku, po czym osobiście ją tam zaniósł...
    • grek.grek Wenecja dzień 3 31.08.13, 14:30
      kolejna porcyja doniesień z miejsca rzeczonego :

      film.onet.pl/wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2013-co-kryje-mrok/16qq0
      wyborcza.pl/1,75475,14522820,Wenecja__relacja_Tadeusza_Sobolewskiego_z_festiwalu.html
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2013%3A+Mów+mi+Joe-98505
      & blog o brytyjskich serialach, może ciekawy ? check this up :

      serialebrytyjskie.blox.pl/html#Cuk
      • pani_lovett Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 15:10
        THNX.


        > & blog o brytyjskich serialach, może ciekawy ? check this up :

        O! Na głównej stronie zdjęcia Bendeticta Cumberbatcha, dużego i małego. Bronte się ucieszy.

        Rzuciłam okiem, encyklopedyczny blog, szału nie ma.

        • grek.grek Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 16:20
          trzymamy rękę na pulsie :]

          a to na pewno, hehe.
          jeszcze nie przeglądałem, jakkolwiek zauważyłem, że ma duuuużo podstron, może
          zdarzają się gdzieniegdzie jakieś barwniejsze fragmenty ? ;]
          • pani_lovett Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 16:53
            To dobrze!

            Blog o tyle cenny dla nas, że możemy się dowiedzieć, czego jeszcze nie znamy. ;)
            • grek.grek Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 17:11
              zatem :
              trzymamy rękę na pulsie...

              ..i...

              ... jesteśmy na tropie ;]
              • pani_lovett Re: Wenecja dzień 3 31.08.13, 17:35
                grek.grek napisał:

                He,he!

                Przeczytałam, jesteśmy "na topie". Ty to owszem, ale ja!? ;)
                • grek.grek Re: Wenecja dzień 3 01.09.13, 15:52
                  no jakże to... jak nie Ty, to gdzież ja ? ;]

                  btw, chodziło mi, że jesteśmy na "tRopie" ;]
                  • pani_lovett Re: Wenecja dzień 3 01.09.13, 16:20
                    :)

                    Tak, oczywiście, wiem, wiem.
    • grek.grek "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [1] 01.09.13, 12:31
      Pedro po raz kolejny, tym razem z 91 roku.

      Główną bohaterką jest Rebeca. Pojawia się któregoś dnia na lotnisku, na którym oczekuje przylotu dawno nie widzianej matki, Becky. Nie widziały się od 15 lat, bo tyle właśnie spędziła matka w Meksyku. Wyjechała na początku lat 70-tych, z powodów artystycznych, aby móc występować na scenie. MOże to sugerować, że w Hiszpanii miała z tym problemy z powodów politycznych ?

      W międzyczasie Rebeca ułożyła sobie jakoś życie. Jest spikerką telewizyjną z prywatnej stacji. Związała się zaś, z Manuelem, obecnie dyrektorem programowym tejże stacji, a przed wielu laty... kochankiem i partnerem Becky. .

      Podczas tego oczekiwania Rebece wyświetlają się kadry z dzieciństwa. Najpierw slajd z wycieczki na Margaritę, razem z matką i jej ówczesnym partnerem. Podczas przechadzki po straganach Becky traci z oczu 12-letnią Rebecę. Rzuca się do poszukiwań, znajdując ją wreszcie wśród miejscowych, którzy - żartem - chcą ją "odkupić". Partner matki równiez żartem wdaje się w "negocjacje finansowe" z nimi, matka przysłuchuje się z uśmiechem, ale Becky wpatruje sie w nią, a jemu przysłuchuje z rosnącym żalem. Bierze to na serio. Ucieka. Matka ją goni, Rebeca biegnie jakimś tunelem między uliczkami, Becky ją woła...

      A potem są już w domu, w Madrycie. Mała Rebeca przysluchuje się zza ściany kłótni matki z partnerem. On się awanturuje, że ona nie siedzi w domu i nie pilnuje garnków, tylko szlaja się po scenie i śpiewa piosenki. Matka odpowiada, że robi to, co kocha.

      Rebeca cichaczem idzie do łazienki, zamyka się w niej. Grzebie przy jakichś fiolkach z proszkami... Kiedy ojczym się dobija do drzwi, Rebeca mówi, ze jest zajęta... Kamera na nim się skupia [to ważny moment, pod koniec okaże się dlaczego, stay tuned :)]. I powraca do łazienki, Rebeca ją otwiera od środka i wychodzi, przepraszając ojczyma, który ma pretensje, że korzysta z "jego" lazienki. Rebeca na to, że "to także łazienka mojej matki".

      Dzień później niespodziewana wiadomośc - w wypadku samochodowym ginie ojczym Rebeki.

      Po pewnym czasie, Becky musi wyjechać. Manuel, świezo poznany dziennikarz, piszacy reportaż o Becky, proponuje jej wyjazd do Meksyku, gdzie mogłaby liczyć na widownię i możliwość występowania. Becky podejmuje z cięzkim sercem decyzje. Wyjazd ma być "na jakiś czas", ale jak się okaże - potrwa całe 15 lat. 15 lat, przez których czas trwania Becky nie będzie widywała się z Rebecą. Zostanie przy niej, no właśnie - chyba rodzina, wydaje mi sie, ze nie zostało to dookreślone. Jakkolwiek, istotą fabuły jest spotkanie matki i córki po latach.

      I oto czasy już współczesne. Madryt. Becky wraca. Witają się, z Rebecą na lotnisku. Becky rzuca "ciekawe, iluż to dziennikarzy czeka na mnie przy wejściu". Rebeca odpowiada "zaden, nikomu nie powiedziałam, ze wracasz". Becky jest nieco rozczarowana. Rebeca widząc to mówi "sądziłam, że byś sobie tego nie życzyła", z sugestią : myślałam, że wracasz dla mnie ? Becky odpowiada "załozyłam piękny kapelusz [czerwony], na codzień tego nie robię...". Lekki zgrzyt zatem na samym początku. Ale Becky szybko rozwiewa niezdrową atmosferkę i za chwilę obie jadą samochodem z lotniska do domu, bo Becky chce zamieszkać w ich dawnym domu.

      Towarzyszy im sekretarka matki, Margarita, pisząca jednocześnie bioografię Becky del Paramo-szansonistki. Podczas jazdy matka z córka znów mają spięcie - tym razem, Becky czyni delikatne wyrzuty córce, że ożeniła się z Manuelem, bądź co bądź matki byłym kochankiem. I że nie zaprosiła jej na ślub. Rebeca odpowiada, że ją zapraszała, ale matka nie raczyła się pojawić. I w ogóle, skąd u Becky to "negatywne nastawienie wobec życiowych wyborów [Rebecy]" ?

      Dom jest skromny. Becky z rozrzewnieniem wspomina, jak dawno temu, gdy tam mieszkały, przez okno obserwowały ludzkie nogi [główny pokój jest poniżej poziomu ulicy, a jego okienko na równi z tymże]. Na ścianie pobliskiego klubu Becky widzi plakaty z zapowiedzią występu jakiejś artystki, która będzie śpiewała jej dawne piosenki, które stały się klasykami. Jest wzruszona. "A myślałaś, że wszyscy tutaj o tobie zapomnieli", śmieje się z niej Margarita.

      Kolacja z udziałem Manuela odbywa się w dośc niezręcznej atmosferze. Wiadomo... Manuel się zmienił fizycznie, z bujnej grzywy zostało marne wspomnienie, lecz nie zmienił się mentalnie - nadal jest obcesowy i chłodny. Rebeca taktycznie zostawia Becky z Manuelem sam na sam, niby wychodzi z pokoju, ale w rzeczywistości podsłuchuje, jak też będą się zachowywać, czy po 15 latach będą sobie zainteresowani, jak zareaguje Manuele na Becky. Manuel reaguje pozytywnie, wydaje się, że nie zapomniał o tym, co ich łączyło dawno temu. Matka zaś znajduje się w stanie zmieszanym : niby też coś zagrało, ale z drugiej strony - Manuel jest teraz mężem Rebeki.

      Rebeca proponuje im obojgu wieczorne wyjście do znajomego klubu, gdzie ma występować obiecujący artysta, o pseudonimie Letal. Becky jest zainteresowana, kocha bowiem sztukę, a do tego Letal wykonuje piosenki z jej repertuaru. Manuel jest sceptyczny - Letal to transseksualista, a Manuel nie przepada za takowymi. Swój sprzeciw motywuje wszelako faktem, ze "w tej okolicy niedawno zamordowano jakiegoś transseksualistę, to niebezpieczny rejon". Rebeca nie słucha ich, ubiera się i zapowiada, ze ona idzie, a oni - jak sobie chcą. Becky przyłącza się do niej, więc i Manuel się zgadza, ale traktując wyprawę jak koniecznośc dziejową, a nie przyjemnośc samą w sobie. Na wszelki wypadek - zabiera ze sobą pistolet.

      W klubie istotnie występuje ów Letal. Śpiewa na scenie namiętno-sentymentalną piosenkę o rozstaniu i tęsknocie. Wyraźnie wpływa ona na Becky, która słucha ze łzami w oczach. Czy te łzy to wyraz tęsknoty za córką czy za Manuelem ? W każdym razie, moze się wydawać, że piosenka ta ilustruje uczucia dawnych kochanków bardziej niż uczucia matki i córki.

      PO występie Letal przysiada się do stolika Becky i wyznaje jej, że jest jego idolką. Wymieniają gadżety : Letal prosi o kolczyki Becky i je dostaje, a kiedy Becky zastanawia się, o co moze poprosić Letala, Manuel zlośliwie podsuwa myśl : "poproś go o sztuczną pierś". I Becky pochwytuje to, ale ze szczerą sympatią dla Letala, bo przecież Becky... tak - kocha sztukę :] i artystów. Letal bez słowa wyciąga rzeczony fant spod swojego scenicznego stroju.

      A potem żegnając wylewnie Becky prosi Rebecę, żeby pomogła mu się przebrać w garderobie. Widać się już znają. Rebeca idzie z nim, a Becky znów zostaje sama z Manuelem.

      Manuele wyraźnie robi podchody w kierunku Becky, sugerując, że mogliby znów się zacząc spotykać. Becky pozostaje atrakcyjną, zadbaną dojrzałą kobietą, Manuel zaś nie stracił zainteresowania nią. A Rebeca ? Rebeki nie kocha, małżeństwo było pomyłką. Becky nie chce się zgodzić, nie ma powrotu do przeszlości, nie mogłaby zrobić tego własnej córce.

      Równie ciekawe, ba - ciekawsze rzeczy dzieją się w garderobie. Oto Letal [kiedy Manuel zastanawia się "po co Rebeca ma mu pomagać ?", Becky uspokaja go, że Letal jako transseksualista z pewnością nie ma żadnych dwuznacznych zamiarów wobec Rebeki] zaczyna niespodziewanie uwodzić Rebecę. Ona pomaga mu się rozebrać do slipek, z tych wszystkich gorsetów i innych damskich wdzianek, a ten startuje do niej z całym dobrodziejstwem inwentarza. Rebeca jest zaszokowana. A ten wyznaje jej miłość i przełamując jej mało zdecydowany opór zdobywa ją najpierw oralnie [w przedziwnej pozycji :)], a potem...centralnie ;], a ona wyrzuca z siebie, jak jej wspaniale. Widać, z Manuelem seks był słaby albo wcale go nie bylo.

      A niebawem, kilka dni później... Manuel ginie. Zostaje zastrzelony w swojej willi.

      Policja wzywa na przesłuchanie 3 kobiety. Pierwsza, koleżanka z pracy Manuela, "czytająca' informacje językiem migowym, jego kochanka, pozostajne poza podejrzeniem. Naiwna gąska. Odwiedziła tego wieczora Manuela, ale jak wychodziła on jeszcze żył. Becky była tam po niej, aby porozmawiać z Manuelem i zamknąć temat przeszłości. Po matce odwiedziła go Rebeca.
      cdn
      • grek.grek "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [2] 01.09.13, 13:42
        Wedle zeznać Rebeki - doszło między nimi do sprzeczki i Rebeka wyszła. Potem wrociła, bo przypomniała sobie, że nie wzięła proszków nasennych, które zostały na stoliku w sypialni. Kiedy się pojawiła ponownie - Manuel leżał bokiem do niej, na lóżku, ona próbowała go przepraszać, ale on się nie odzywał, myslała, że obrażony jest. Kiedy się do niego zbliżyła, okazało sie, ze na łózku jest krew, a Manuel jest zimnym trupem.

        Przesłuchanie prowadzi sędzia śledczy nazwiskiem Dominguez. Młody, z brodą a'la Jerzy Kamas i w dużych przyciemnianych okularach. Widać też wycinek życia prywatnego sędziego - mieszka on z matką, która od 10 lat nie wstaje z łózka. Opiekuje się nią, a ona jest fanką celebrytów, ma cale albumy poświęcone konkretnym postaciom, także Becky del Paramo.

        Rebeca u fotografa odbiera zdjęcia. Przez pomyłkę jej fotografie trafiają się dziewczynie, która odbiera je wraz z nią, Paoli. Paoli zaś - fotografie Rebeki. Kobiety wymieniają się nimi od razu, Paola chwali się, że na zdjęciach jest jej chłopak, kolega, przyjaciel, brunet w czerwonej kurtce.

        Odbywa się pogrzeb Manuela. A wieczorem dochodzi do rzeczy zupełnie sensacyjnej. Oto w trakcie wieczornego dziennnika telewizyjnego, spikerka Rebeca po odczytaniu okolicznościowego komunikatu o śmierci "szanowanego dyrektora programowego, Manuela Jakiegośtam" zaczyna swoją prywatną wypowiedź. Łamie konwencję i opowiada o związku z nim. Ta pannica od języka migowego wszystko to tłumaczy dla niesłyszących ;], minę ma nietęgą i zaskoczną. Cała ekipa próbuje z offu jakoś zmitygować Rebecę, żeby przestała robić cyrk i wróciła do czytania wiadomości. Nie udaje się, więc robią to co porządne media zawsze czynią w takim momencie... nie przerywają jej żadnymi reklamami czy tablicami "za chwilę dalszy ciąg programu", tylko pozwalają się wygadać, no bo przeciez takie akcje sprzedają się wyśmienicie, lepiej niżby zrobiła striptiz na żywo :]

        W finale swojego monologu Rebeca... wyznaje, że zabiła Manuela. "Jestem winna jego śmierci, zabiłam go", wyznaje. Oglądający dziennik w swoim domu sędzia śledczy Dominguez od razu wysyła na miejsce policję z nakazem aresztowania Rebeki. Tak tez się dzieje. Rebeca żegna się z widzami i pochliupjąc zabiera torebkę i wychodzi niczym pani Jakubowska. W eskorcie dwóch umundurowanych.

        Matka ogląda to w telewizji i jest w zupełnym szoku.

        Rebeka zostaje przewieziona do więzienia. Dostaje pryczę i jakieś niewyjściowe ubranie.

        Wieczorem odbywa się powitalny występ Becky w jakimś klubie muzycznym. Becky dedykuje swoją piosenkę, wzruszającą o miłości, właśnie swojej córce. Przed występem całuje deski sceny, zostawiając odcisk czerwono umalowanych ust. Potem śpiewa, a kiedy kończy - zalewa się łzami, myśląc o Rebece, i obok tego sladu ust, na czarne deski spada też jedna łza. Rebeca słucha tego występu w więzieniu, bo koleżanki z pryczy nieopodal odsłuchują go przez radio. Rebeca płacze jak bóbr, nie może znieść cięzaru, więc idzie do nich i prosi, zeby wyłączyły. One chcą za to jakiejś zapłaty, ale Rebeca nie ma nic, co by je interesowało, więc pozostaje jej wrócić do siebie i zagrzebac głowę pod poduszkę. Becky zbiera wielkie owacje od publiczności, ale jej myśli są wyłącznie przy córce.

        Sędzia śledczy Dominguez spotyka się z Rebecą, próbuje uzyskac od niej odpowiedź na pytanie : jak to zrobiła i gdzie są dowody ? Rebeca powiada, ze nie ma dowodów, nie wie gdzie znajduje się broń z której strzelała. Sędzia Dominguez wyraźnie jej sprzyja, jest łagodny, spokojny, chce dociec prawdy. I co najważniejsze - nie wierzy w winę Rebeki. Pyta ją o związki z innymi męzczyznami, ale Rebeca odpiera, że nie miała kochanków. Wtedy Dominguez pyta o niejakiego Letala, który właśnie jej kochankiem jest/był, robili TO :] w jego garderobie. Rebeca odpowiada, że owszem zna, ale nie miała z nim żadnych kontaktów bliższych i w ogóle skąd Dominguez go wziął, o tym CO robili razem wiedzieć może tylko Letal. Dominguez powiada, ze aktualnie kontakt z nim jest niemożliwy, bo znikł gdzieś. Czyżby zabójcą był Letal alias zazdrosny kochanek ?

        Po spotkaniu z Rebeką odwiedza zamartwiajaca się Becky i proponuje jej, żeby spotkała się z córkę i sprobowała namówić ją do zeznań. Można odnieśc wrażenie, że Dominguez chce aby Rebeca raczej wycofała się z oświadczenia, które poszło w telewizji. Ewentualnie, żeby powiedziała po prostu prawdę. Becky bardzo chce widziec córke, ale nie w więzieniu, "nie miałabym siły znieść jej widoku w takim miejscu", mówi. Dominguez obiecuje zatem, że zorganizuje obu paniom spotkanie w gmachu sądu.

        W więzieniu Rebeca spotyka Paolę, tę dziewczynę od zamiany zdjęc. Paola chyba pracuje jako wolontariuszka. Spotykają się kazdorazowo na spacerniaku.

        Razem z Rebecą garuje m.in Suzanne, urodziwa blondynka o parametrach siatkarki. Została przywieziona do zakładu razem z Rebecą, więc ta ją tez zapamiętała. Paola się nia zachwyca, Suzanne specjalnie popełniła przestępstwo, żeby pójśc do więzienia i móc być razem ze swoją dziewczyną. Chroni tę dziewczynę, m.in przed dilerką narkotykową, która z zewnątrz znosi prochy i handluje nimi wśród współwięźniarek. [jest tutaj iście musicalowa scena, kiedy Suzanne porywa do ekspresyjnego tańca inne więźniarki].

        POdczas przepychanki między Suzanne, a dilerką, Paola nagle zauważa, że dilerka ma na sobie charakterystyczną kurtkę. Podchodzi do niej i zasięga języka. Jest pewna, ze to kurtka jej chłopaka, tego ze zdjęcia, pamiętacie - na imię ma Hugo. Dilerka na to, że może i tak, ale jej właściciel nie żyje. Paola pokazuje jej fotografię, dilerka rozpoznaje Hugo. "Nie żyje", stwierdza krótko. Paola dostaje więc cios w nos. Później się okaże kim jest Hugo... jakkolwiek Rebeca w tym momencie zdaje się domyślać, kto nim może być, a kto wie czy od samego poczatku tej wiedzy nie posiadała...

        Dochodzi więc do spotkania Becky z Rebecą. Najpierw chwilę rozmawia z Rebecą Dominguez, mówi że są na tropie podejrzanego Letala.

        A potem Becky i Rebecca spotykają się w pustej sali, gdzieś na zapleczu gmachu sądu. Nie jest to rozmowa prosta i łatwa. Nie jest to spotkanie stęsknionej córki i zapłakanej matki. Rebeca wykorzytuje moment, aby wyrzucić z siebie cały żal, jaki nosiła przez 15 lat nieobecności matki. "Zawsze żyłam w twoim cieniu ! cieniu Becky del Paramo, artystki i gwiazdy piosenki ! Zawsze chciałam ci dorównać, robić wszystko jak ty, to co ty !". Swój los porównuje do losu postaci z jakiegos filmu, która całe życie spędza przy matce, wybitnej pianistce, i ilekroć zrobić coś z czego jest dumna, zagra świetnie jakiś utwór, to matka i tak usiądzie obok niej, pochwali, a potem zacznie znów pouczać i tym samym sugerować, że nigdy córka jej nie dorówna, cokolwiek wspaniałego zagra - nigdy nie będzie to tak dobre jak to, co matka wykona. Pułapka bez wyjścia. Manuel dla Rebeki był jedyna rzeczą/obszarem, na którym udało się Rebece skopiować matkę. Dlatego go poślubiła, a nie z miłości, skazując się więc przy okazji na wiele lat życia z niekochanym mężczyzną.

        Matka słucha tego speechu ze łzami i załamką. A Rebeca dodaje jeszcze, ze to dzięki niej matka mogła w ogóle śpiewać. Wtedy, 15 lat temu, kiedy zamknęła się w łazience [jedzie retrospekcja] podmieniła gburowi ojczymowi, który zabraniał Becky występów, proszki. Do fiolki z tymi na ból głowy/bezsenność? nasypała usypiających. Ojczym zasnał za kierownicą i zabił się. "Dzięki mnie mogłaś śpiewać ! zostałaś artystką dzięki mnie ! dzięki mnie mogłaś wyjechać i dzięki mnie jesteś tym, kim jesteś !", wykrzykuje Rebeca i zostawia matkę samą, w towarzystwie poczucia winy i smutku że dla sztuki poświęciła córkę.

        Rebeca wraca do więzienia. Pojawia się na spacerniaku i mdleje. Wszystkie garowniczki pędzą do niej z pomocą. Niebawem okazuje się, że nie z nadmiaru wrażeń zemdlała. Lekarz więzienny nie pozostawia wątpliwości, Rebeca jest w ciąży.

        Szybko pojawia się z sądu nakaz zwolnienia jej do domu. Niechybnie stoi za tym prowadzący sprawę sędzia Dominguez...
        cdn
        • grek.grek "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [3] 01.09.13, 14:37
          MOże brak dowodów był podstawą ? a może...

          Rebeca wraca więc do domu. Od razu wyciąga z ukrycia pistolet Manuela. Biega po pokoju i rozgląda się, gdzie by go tutaj korzystnie schować. Dzwoni telefon. TO Dominguez, chce się natychmiast spotkać. Rebeca prosi o jutrzejszą datę, ale Dominguez zapowiada się za pięć minut. Rebeca w popłochu chowa więc pistolet pod jednym z trzech foteli. Kiedy sędzia pojawia się w domu i chce usiąść na tym, pod którym jest broń, Rebeca prosi żeby wybrał inny, bo "na tym siedział Manuel".

          Sędzia przynosi informację o tym, że na Rebecę czeka Letal. POjawił się ponownie i prosi o spotkanie. Rebeca nie bardzo chce go widzieć, ale Dominguez naciska, ze to moze być ważne dla sprawy i dla ustalenia prawdy, dla oczyszczenia jej z zarzutów. W międzyczasie, sędzia znajduje w albumie swojej matki poświęconym Becky del Paramo - zdjęcie, z tego wieczoru w klubie, na którym jestcała trójka : Becky, Manuel i Rebeca. Manuel i Becky wydają się w bliskiej komitywie, zaś Rebeca patrzy na Manuela, wzrokiem który mógłby zabić... Czy sędzia już wie ? A nawet jeśli, to czy chce coś z tym zrobić, wobec faktu jaki za moment się okaże ?

          Dominguez ustala więc z Rebecą wizytę w klubie, w którym występuje Letal. Rebeca pojawia się tam pierwsza. Siedzi sama, a Letal śpiewa piosenkę miłosną i przysiada się do jej stolika. Rebeca odwraca głowę, ale on śpiewa nadal.

          Po występie Rebeca zagląda do jego garderoby. Spotyka tam... już wiecie kogo - sędziego Domingueza. BO sędzia Dominguez, to także Letal i Hugo. To jego wcielenia. Letalem został dlatego, bo prowadził tutaj śledztwo w sprawie zabójstwa transseksualisty [pamiętacie, co mówił Manuel przed wyjściem] i to był jego kamuflaż. Hugo to była akcja wcieleniowa przeciwko narkotykowym gangom. A sędzia... to zdaje się akurat jego właściwy zawód. Ciekawe, ze człowiek kamufluje się nawet przed własną matką : brodę i wąsy ma sztuczne, przykleja je sobie, a nieodłączne okulary dopełniają reszty.

          Rebeca podejrzewała, ze Letal i Hugo to jedna i ta sama osoba. Ale sędzia ? Dominguez wyznaje jej ponownie miłośc, chce żeby z nim wyjechała, uważa ją za niewinną, załatwił jej wyjście zaraz po tym, jak dowiedział się, ze Rebeca jest w ciąży. Wierzy, że to jego dziecko, bo skoro Rebeca spała tylko z nim, to czyjeż by być mogło... Rebeca nie jest bardzo zaskoczona, podobnie jak widz [czytajcie, ja ;)], bo tożsamośc sędziego trzymała się na dośc cienkiej nitce, broda zaś wyglądała od początku na sztuczną :] a do tego tu i tam błyskała charakterystyczna blizna poniżej ucha.

          Letal/Hugo/Dominguez wiezie Rebecę do siebie do domu... Z telewizji dociera do nich informacja, ze Becky del Paramo zasłabła podczas występu i jest w szpitalu, w stanie poważnym.

          Rebeca nie namyślając się biegnie do auta i rusza do tego szpitala. Dominguez razem z nią.

          Becky istotnie wygląda marnie, co chwila musi korzystać z maski tlenowej. Prosi córkę, zeby zostały same. Pyta ją : jak było naprawdę, opowiedz mi. I Rebeca opowiada, że pokłóciła się z Manuelem, powiedział jej żeby odeszła, kiedy spytała czy ma się zabić proszkami nasennymi czy zastrzelić się - on odparł, ze jego to już nie obchodzi. Wtedy zastrzeliła go z jego własnej broni.

          Potem matka prosi sędziego Domingueza. W obecności córki bierze na siebie całą winę i przynaje się do zabicia Manuela. Dominguez przyjmuje jej wyznanie, mówiąc że trzeba to będzie jakoś potwierdzić, pokazac dowody i spisać oficjalnie. Matka na wszystko się zgadza.

          Dominguez najpewniej wie, że to Rebeca zabiła Manuela, ale jest przecież w niej zakochany po uszy, i wie dobrze jakim draniem był Manuel, spotkał się przeciez z nim jako Letal i odczuł jego męskie chamstwo...

          Potem matka prosi księdza. Spowiada się pierwszy raz od dzieciństwa. Wyznaje, że skłamała, wzięła na siebie zbrodnię popełnioną przez córkę. "Ona nigdy nic ode mnie nie dostała, skrzywdziłam się, chciałem to jej wynagrodzić", powiada głosem słabym. Ksiądz pyta czy załuje. Becky na to, że "moze trochę... nie, nie żałuję, zrobiłabym to jeszcze raz, gdyby bylo trzeba". Proszę, matka naraża swoje życie wieczne [wierząca chyba jest, jesli się spowiada], aby odkupić swoje winy wobec córki.

          Sceny ofk epatujące najwyższymi formami uczucia, moment zmienia wszystko, Becky i Rebeca są zupełnie pogodzone w obliczu rychłej śmierci matki ["lekarze nie zostawiają mi już wiele czasu"]

          Potem Becky jedzie karetką, na noszach, do domu. Towarzyszy jej Rebeca. Becky prosi ją, zeby opowiedziała jej o tym, jak zabiła Manuela, ze wszystkimi szczegółami. Policja będzie o to pytać, więc Becky chce wiedzieć, co ma zeznać. Rebeca jej opowiada, cały czas zionąc wzruszeniem.

          Becky chce umrzeć w domu, więc tam zostaje zawieziona. W hallu siedzą starsze kobiety i oglądając pisma o modzie zawodzą godzinki i litanie. Pojawia się sędzia Dominguez, Rebeca pyta go czy jest w stanie całej sprawie jakoś ukręcić łeb, ale sędzia rozkłada ręce : nie da się, poza tym, to nieetyczne...

          I w ostatniej scenie Becky leży w łózku w tym pokoju poniżej poziomu ulicy. Najpierw Rebeca przynosi pistolet. Matka bierze go w słabe ręce i odciska na nim swoje palce. Jest dowód rzeczowy zbrodni. Rebeca chlipiąc zawija go w chustkę. Potem Becky prosi o otworzenie okna. Rebeca otwiera i wspomina, że jak była mała, każdego wieczora patrzyła jak zaczarowana przez to okienko, czekając aż usłyszy, a później je zobaczy, stukot wysokich obcasów butów Becky wracajcej z kolejnego występu na scenie. I przy tej jej sentymentalnej opowieści Becky umiera, a Rebeca kładzie się przy niej na łózku.

          Cóż za story, prawda ? :]

          Klasyka Almodovara. KObieca wspólnota, której nic nie naruszy. Nawet we więźniu cała gromada łobuziarek biegnie na wyścigi, kiedy jedna z nich mdleje na trawniku. Matka i córka mogą mieć żale, wyrzuty, ale miłośc zwycięża. Matka mogła zapomnieć o miłości do córki, ale umie odkupić swoją winę. Poza tym, matka nie straciła uczuć wobec córki, ona tylko zapomniała. I nie dla pieniędzy, nie dla mężczyzny, nie dla blichtru. Matka nie umiała wybrać między miłością do sztuki i do córki. A obie te miłości są wyraźnie dla Pedro świętością. Zatem, Becky stając wobec tak strasznego wyboru - musiała zgrzeszyć. Jest więc postacią tragiczną.

          Mężczyźni, prócz zdradzającego ciągoty transseksualne Domingueza alias Letala, są oczywiście odpychający :] Gruboskórni, szorstcy, bez uczuć, ich świat jest nieciekawy, szary i w ogole macho do doooomuuuu. Typowe dla Pedro :]

          Nie jest istotny wymiar moralny zbrodni jaka popełniła Rebeca. Zabiła brzydkiego macho, więc nie ma sensu, żeby się tym zajmować. Zabiła ojczyma ? W imię miłości do matki i matki miłości do sztuki. Wszystko więc w imię kobiecego prawa do rozwoju i na pohybel samczej świniowatości ;]

          Czerwony. Od 15 minuty zaczeło mnie zajmować odkrycie, ze w tym filmie nie ma chyba ani jednej sceny, ani jednego kadru, na którym nie byłoby koloru czerwonego. Skrawka, kropeczki, choćby drobiny nie zdrapanej farby na zbliżeniu płotu. Musi być. A kobiety to już musowo ubierają czerwone rzeczy, sukienki, żakiety, kapelusze, whatever. W ogole, nasycenie kolorów jest ostre.

          Muzyka snuje się w tle, ale jakże robi atmosferę. Wprowadza cały film w klimat melodramatu z lat 40-tych czy 50-tych, to ona, obok oczywiście rozwiązań scenariuszowych, nadaje mu specyficzny retro-styl.

          No i aktorki : Victoria Abril, jedna z muz Pedra, jest Rebecą, Becky gra druga ulubienica maestro, Marisa Paredes. Perfekcyjnie wystylizowane, w scenach wzajemnych pełne energii, doskonałe w wyrażaniu tej całej skali uczuć jakie im Pedro podyktował.

          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=CytSgSTG3uc
          występ Becky który dociera do córki w więzieniu :
          www.youtube.com/watch?=IUHlDNmkads
          w garderobie Letala :
          <a href="
          • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 14:41
            * "skrzywdziłam JĄ", mówi matka do księdza :]
          • pani_lovett Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 15:12
            Fantastyczna story! :)))
            • pani_lovett Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 15:20
              A propos kwestii moralnej. Almodovarowi zarzucano, że gotów jest wybaczyć zbrodnie, jeśli przyczyną była namiętność.

              :)
              • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 15:44
                urocze :]

                pytanie, dlaczego Rebeca zabiła Manuela ?
                może z powodu żalu do matki, żeby nie oddać jej tego jednego, w czym
                matce potrafiła dorównać ?
                Manuel zbierał się jakoś tak do lotu w ramiona Becky, a w każdym razie
                na pewno do opuszczenia Rebeki, więc może i tutaj był motyw ?

                tak czy owak, wydaje się, że w tej grze kobiety mężczyzna jest pionkiem :]
                • pani_lovett Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 16:18
                  Tak, to wciąż skutki emocjonalnego urazu, jaki doznała córka od matki.


                  Więcej, mężczyźni (jako istoty złe, agresywne, chamskie, brutalne i zdradzające) są zbędni, dość często to powtarza Almodovar . ;)


                  Na niedziele popołudnie Al Di Meola - Tango II

                  www.youtube.com/watch?v=nmHXYRxUKls&list=ALBTKoXRg38BDPkKt75jS8GOQ5SPXWBNlZ&index=2
                  • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 17:04
                    najpewniej.

                    cwaniak ;]
                    jakby nie TACY mężczyźni, to gdzie by był ten kontrapunkt uwypuklacjący owo piękno kobiet ?

                    dzięki :]
          • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 15:13
            uciękło linki, a te dwa wydają mi się ciekawe :

            pierwszy, do wyjaśniającej rozmowy w sądzie :
            www.youtube.com/watch?v=T_4Epy4FePE
            i rozmowa w szpitalu :
            www.youtube.com/watch?v=EdpopgKvUY4
            • pani_lovett Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 15:35
              Wszystkie linki działają. Dzięki, dzięki.

              Czerwień (bogata symbolika!) należy do ulubionych kolorów Almodovara. Nie tylko w tym filmie można ją dostrzec.


              :)

              • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 15:48
                cieszę się :]

                yes, te symbole są momentami nawet kiczowate [np. te odbite na surowych deskach sceny krwiście czerwone usta, a potem spadająca obok nich łza, czyli ilustracja tragicznej decyzji o wyborze sztuki kosztem córki jaką podjęła Becky], ale zarazem coś w tych jego filmach jest takiego, że nie można się oderwać i z łatwością się akceptuje te chwyty, może zdając sobie sprawę z pelnej świadomości z jaką on ich używa ? Przypomina to zachowania Tarantino, który też mocno pogrywa kliszami tandetnego kina akcji, nie ?
                • pani_lovett Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 16:33
                  Tak, kicz jest wpisany w styl Almodovara, który wykorzystuje go po mistrzowsku.

                  :)
                • siostra_bronte Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 16:41
                  Dzięki, Greku!

                  Typowy Almodovar. Jak powszechnie wiadomo nie jestem jego fanką, ale Twoja opowieść jest jak zwykle bardzo ciekawa :)

                  Co do samej historii, nie do końca rozumiem dlaczego Rebecca zabiła Manuela. Nie łatwiej było się rozwieść? :) Motyw zbrodni wydaje mi się trochę naciągany.

                  Mam też wątpliwość, jak Rebecca zareagowała na to, że jej matka wzięła winę na siebie. Czy uznała, że to odpowiednie "zadośćuczynienie" za krzywdy, jakie ją spotkały ze strony matki? Czy może chciała ją przekonać do zmiany zdania? Może nie doczytałam dokładnie :)

                  Rebecca to w ogóle niezłe ziółko. Ma dwie duszyczki na sumieniu. Jako nastolatka załatwiła przecież ojczyma. Stanowczo protestuję przeciwko usprawiedliwianiu zbrodni w imię miłości dla sztuki! Co innego w mocnym afekcie.

                  Tak, Almodovar uwielbia takie melodramatyczne klisze. Pisałam już kiedyś, że czerpie sporo ze starego kina, choćby z filmów Sirka, do czego sam się przyznaje. Sama bym na to nie wpadła :) Tam też jest to niezwykłe bogactwo kolorów, z wszechobecną czerwienią. Udało mi się kupić dwa filmy Sirka na dvd, może kiedyś o nich napiszę :)
                  • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 17:10
                    drobiazg :]

                    wg mnie, to był jeszcze ten moment, kiedy Rebeca czuła żal do matki za te 15 lat
                    nieobecności. podejrzewała, że Manuel i matka mają się ku sobie i mogą się znów
                    chcieć zejśc ze sobą. a to by była dla Rebeki klęska. jak mówiła później do matki "Manuel, to
                    było jedyne w czym dorównałam tobie". gdyby matka jej go odebrała - Rebeca nie
                    miałaby już nic, zostałaby dodatkowo upokorzona, we własnym mniemaniu.

                    stąd, jak pani Lovett napisała : była to zbrodnia z namiętności, ale namiętności pomiędzy
                    matką i córką.

                    jak sięgam pamięcią - nie próbowała matce przeszkodzić. nie tyle z powodu uznania, ze zasługuje na taki gest z jej strony, ile dlatego, że po prostu nie mogła nie przyjąć tego
                    daru, który pochodził z czystej miłości.

                    yes :]
                    ale Pedro daje jej doskonałe alibi : zabijała w imię najwyższych racji - dla sztuki i z namiętności.

                    napisz koniecznie, bez "może" :]
                    • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 17:13
                      PS : przyjmując dar od matki - pozwoliła jej tym samym na odkupienie. gdyby nie przyjęła - matka umierałaby w poczuciu bagażu grzechów wobec córki, którym niczym nie zadośćuczynila. a innymi słowy - Rebeca przyjęła od matki "kocham cię". tutaj same przeprosiny czy zadeklarowanie zaledwie gestu byłoby zbyt słabe. nie miałoby mocy odkupienia.
                      • siostra_bronte Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 18:47
                        Tak, to ma pewien sens. Kobiety to jednak uwielbiają się poświęcać :)
                        Jednak Rebecca dokonuje dwóch zbrodni i pozostaje bezkarna. Czy to jest w porządku??
                        • pepsic Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 21:02
                          Jednak Rebecca dokonuje dwóch zbrodni
                          Właśnie z tego powodu jestem sceptyczna. I nie o kwestię kary, czy zadośćuczynienia się rozchodzi, a gloryfikowanie zbrodni przez pana A.
                          • siostra_bronte Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 22:20
                            No właśnie. Niepokojące jest to stawianie uczuć, namiętności ponad moralność (jakkolwiek górnolotnie brzmi to słowo w dzisiejszych czasach).
                            • pepsic Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 23:17
                              W filmie omawianym onegdaj "Przetrzymać te miłość" bohater mocno przezywa tragiczny wypadek doszukując sie swojej winy. Również mnie uderzyło, że to takie nie dzisiejsze.
                            • pani_lovett Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 02.09.13, 23:23
                              siostra_bronte napisał(a):

                              > No właśnie. Niepokojące jest to stawianie uczuć, namiętności ponad moralność (j
                              > akkolwiek górnolotnie brzmi to słowo w dzisiejszych czasach).

                              Nie jest on pierwszym Hiszpanem, któremu czyniono takie zarzuty!
                          • pani_lovett Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 02.09.13, 23:33
                            pepsic napisała:

                            > Jednak Rebecca dokonuje dwóch zbrodni
                            > Właśnie z tego powodu jestem sceptyczna. I nie o kwestię kary, czy zadośćuczyni
                            > enia się rozchodzi, a gloryfikowanie zbrodni przez pana A.

                            Nie, nie! Panu A w żadnym wypadku nie chodzi o "gloryfikowanie zbrodni"!!! Tylko o mroczne zakamarki ludzkiej duszy, o szalone namiętności, prowadzące do zbrodni, urazy emocjonalne, których skutków nie da się przewidzieć.
                            Od moralizowania, rozważania winy i kary są inni.
                            :)
                            • pepsic Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 03.09.13, 22:56
                              Ja przeciwnie, nie mam pojęcia, co Almodóvar miał na myśli. Za to wiem, że wobec podwójnej zabójczyni miał duże pokłady wyrozumiałości.
                        • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 02.09.13, 13:42
                          u Pedra - zawsze :]

                          wiesz, to zależy jaką przyjąć perspektywę. wedle koncepcji reżyserskiej - są usprawiedliwione, bo
                          wyżej stoi sztuka i namiętność. dyskusyjna sprawa.

                          wedle społecznego i prawnego porządku - wiadomo, że nie ma alibi dla morderstwa z krwią choćby najgorętszą.

                          wydaje mi się, że z tego rodzi się ciekawa narracja, zderzenie dwóch kultur, wizja romantycznego znoszenia barier i stawiania serca ponad prawem. ma to swój walor artystyczny. łatwo można się wciągnąć i przyznać rację bohaterkom, zwłasczza patrząc
                          na tych buraków, których odbierają życie ;] świadoma prowokacja, może nawet grubo szyta, ale im grubiej szyta, tym lepiej sprawdzająca czujnośc widza. jakkolwiek, mam wrażenie, że
                          Almodovar wierzy w to, co kręci, jakkolwiek by się nie wymigiwał od przyznania tego, hehe.
                          a Ty ?

                          wg niego, kobiety to uciskana większość, lepsza piękniejsza, wspanialsza dalece od tej mniejszości, co je za gardło trzyma. a skoro tak, to tworzą własny świat, daleko bardziej barwny i interesujący od męskiego, w którym poczesne miejsce zajmuje miłośc do sztuki.
                          i mężczyzna próbujący ten świat zburzyć - sam sobie wyznacza karę śmierci albo cięzkiego kalectwa ;] jedyni mężczyźni zdatni do bycia partnerami dla kobiet, to geje i transeksualiści, a zatem - też z getta, w które zepchnęła ich patriarchalna kultura macho.

                          w tym sensie, wygląda to na obrazek jakiejś wojny obronnej, w której kładzenie pokotem agresorów nie jest już morderstwem, a szlachetną samoobroną, którą należy gloryfikować.

                          tak bym to widział.
                          • siostra_bronte Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 02.09.13, 20:20
                            Wszystko się zgadza :)

                            Mój problem z Pedrem polega na tym, że jak na mój gust jest zbyt efekciarski. Przerost formy nad treścią, krótko mówiąc. Niby są tu wielkie uczucia i namiętności, ale z tajemniczych powodów nie wywołują u mnie większych emocji. A muszę się przyznać, że łatwo wzruszam się na filmach.

                            Nie wiem jak to wytłumaczyć. Najwyraźniej Pedro i ja nadajemy na różnych falach :)
          • pepsic Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 01.09.13, 20:47
            Kiedyś oglądam nastawiona dość sceptycyzmie. To kolejna historia, po której nie dziwi, ze panowie (niektórzy) nie przepadają za Almodóvarem.
            THX:)
            • grek.grek Re: "Wysokie obcasy", Pedro, kobiety i czerwień [ 02.09.13, 13:30
              dzięki :]

              jakby co, to mnie się zawsze podoba.
              kto wie, jakie wichry i wichury się zdarzą i kto za kim z sekatorem biegać będzie, hehe.

              a poważnie - to są naprawdę świetnie zrobione, zmysłowe filmy.
              i chciałbym sobie tłumaczyc, ze pod but brani są mężczyźni nie tyle heteroseksualni, ile
              po prostu chamscy i tępi :]
    • vasilip Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 8 (vol. 34) 03.01.14, 09:17
      ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka