Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 1 (vol. 51)

    • grek.grek "Ostateczne rozwiązanie" teatr BBC in TVP 27.01.15, 16:16
      z wczoraj [od 20:30].

      ni to teatr, ni to bardzo kameralny film.

      fabularyzowana wersja tajnej narady nazistów niemieckich, ze stycznia 1942 roku, na której zapadła decyzja o "ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej".

      w willi jakiejśtam spotkało się 20 ważniaków hitlerowskich i dokonało ustaleń, który uruchomiły Holoacust.

      rzecz jest autorstwa BBC, są tutaj świetni aktorzy - Kenneth Branagh, Colin Firth, Stanley TUcci, Tom Hiddlestone.

      całośc ma wybitnie gadulcowy charakter. Grupa ludzi siedzi przy stole i mówi. Dobra, czasami wstają i zmieniają salę, ale tam też mówią. Ma to taką zaletę, że śmiało da się słuchać tego filmu/teatru w formie słuchowiska [radiowego] bez większej straty wizualnej, chociaż Branagh świetnie imituje przewodniczącego całemu spotkaniu Heydricha, a Tucci wiarygodnie gra Eichmanna.

      jest już po Ustawach Norymberskich, ktore wyeliminowały Zydów z życia publicznego Niemiec i w miarę możliwości na terenach podbitych, ale zaczyna ich być za dużo, a hitlerowcy spodziewają się dowożenia kolejnych milionów.

      pada więc straszne słowo : likwidacja.
      żadnego upychania w gettach, ale fizyczna eliminacja. Mordowanie. Kiedy wszyscy na sali uświadamiają sobie o co chodzi - zapada milczenie.

      deportacja, sterylizacja, rozdzielanie mieszanych małżeństw żydowsko-jakichkolwiek, załatwienie sprawy pół-Żydów, ćwierć-Żydów, dokładnie określenie kto jest Żydem, a kto ma szansę ubiegać się o "łaskę" [o wszystkim ma decydować SS]. Zaczyna się od prób podziałów na nadających się do życia, a zbędnych, aż w końcu i tak staje na tym, że ostatecznym rozwiązaniem jest gaz. Dla wszystkich, bez wyjątków, bez względu na zasługi i stopień zżydowienia.

      wrażenie robi ten rzeczowy, techniczny język jakim posługują się Niemcy, kiedy zaczynają kombinować : jak by tu zabić jak najwięcej Zydów w jak najkrótszym czasie. Tutaj pojawia się idea Auschwitz, gdzie sami Żydzi mieliby pracować nad infrastrukturą służącą zabijaniu swoich pobratymców. A ilość ludzi jakich można zabić w danym okresie czasu okresla się mianem "jednostek". "zabic tyle-a-tyle jednostek w miesiąc/tydzień". Niemcy są niemal zdumieni radośnie, kiedy dociera do nich, że przy użyciu posiadanego sprzętu mogą osiągnąc "maksymalną wydajność PRACY" i zabić 21 mln Żydów w ciągu roku.

      żadnych sądów i procesów, nawet jesli Żydzi mieliby uchodzić za męczenników. Sterylizacja mogłaby dowieść niżśzości rasowej Żydów i przysporzyć planom niemieckim splendoru u reszty świata, ale tutaj jednak czas ma znaczenie. Łapanka, wywózka, i do gazu. Bo nikt inny ich nie weźmie od nas", taka jest oryginalna linia rozumowania. Szybko jednak ulega dekonstrukcji. Niektórzy uważają Żydów za podludzi, półgłówków. Protestują przeciw nim ci, którzy uważają, że to błąd, bo Żydzi są wybitnie inteligentni i cwani. Tyle że w tej retoryce, to żaden komplement czy powód by ich ratować. Przeciwnie. To właśnie przyczyna dla której należy ich bezwzględnie wytępić.

      Nie wszyscy są "za", niektórzy są przeciw albo przeraża ich cała ta narracja, skala ludobójstwa jaka jest tutaj planowana.

      Kiedy debatujący docierają do końcowych wniosków - znów zapada cisza. Mamy zabić 21 milionów ludzi ?.. Jastrzębie i gołębie są pod takim samym wrażeniem tego, do czego w swoim planowaniu dotarli. PO chwili jednak wszyscy, albo prawie wszyscy, zaczynają klepać w stół na znak aprobaty dla tego, co zostało postanowione.

      znakomita rzecz, którą powinno się puszczać w szkołach zamiast męczyć nauczycieli koniecznością opowiadania o tym momencie historycznym.
      • grek.grek Re: "Ostateczne rozwiązanie" teatr BBC in TVP 27.01.15, 16:20
        www.youtube.com/watch?v=qCbQSoV5rmM
        • siostra_bronte Re: "Ostateczne rozwiązanie" teatr BBC in 27.01.15, 16:27
          Dzięki, Greku :)

          Widziałam jakiś czas temu. W ogóle to mam wrażenie, że pisaliśmy o tym filmie/teatrze dokładniej. Pamiętam jak chwaliliśmy aktorów. Ale sprawdziłam w archiwum, tylko trzy krótkie wpisy. Może był opisany pod innym tytułem?

          A w Teletygodniu o tej porze był teatr o Hannie Arendt (wcześniej zapowiadała go Mania).
          • siostra_bronte Re: "Ostateczne rozwiązanie" teatr BBC in 27.01.15, 16:35
            Znalazłam! Pod hasłem: "Brytyjska rozpusta w przyszłym tygodniu", wpis angazetki.

            Kochani, wpisujcie tytuł filmu w nagłówkach :)
            • maniaczytania Re: "Ostateczne rozwiązanie" teatr BBC in 27.01.15, 18:43
              Siostro - dziękuję za przypomnienie tego wpisu Angazetki :) Zawsze, jak się przypomni taki starszy link, to ja tam wchodzę i po prostu, muszę to przyznać, uwielbiam czytać nasze wpisy :) Przeczytane po dłuższym czasie są jeszcze lepsze :)
          • grek.grek Re: "Ostateczne rozwiązanie" teatr BBC in 27.01.15, 17:20
            cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :], jakkolwiek teatr na temat wyjątkowo
            niewesoły, zwłaszcza ża teatr opiera się na prawdzie historycznej, a ustalenia zapisane
            zostały wprowadzone w czyn.

            widać TVP zmieniła w ostatniej chwili ramówkę ?

    • grek.grek OPerowo w Kulturze "Don Giovanni" 27.01.15, 16:29
      od 20:30.

      znów z Metropolitan Opera.
      tym razem "DOn Giovanni" Mozarta.

      tym razem główna rola dla Szweda, Petera MAttei'ego.

      cóz, zanosi się na kolejną ucztę :]

      must-jump :]
      Barbasiu ?
      • siostra_bronte Re: OPerowo w Kulturze "Don Giovanni" 27.01.15, 16:30
        Barbasia już pewnie na walizkach :)
      • pani_lovett Re: OPerowo w Kulturze "Don Giovanni" 27.01.15, 19:17
        Na stronie tvp.pl i w internetowym telemagazynie piszą, że w roli Don Giovanniego wystąpi Mariusz Kwiecień, Mariusz Kwiecień, Mariusz Kwiecień. *}*

        Yes! Must-jump!
        Będę nagrywać! :)

        • grek.grek Re: OPerowo w Kulturze "Don Giovanni" 28.01.15, 13:27
          YES !, Barbasiu :]

          jacyś źli ludzie wprowadzili mnie w [wiel]błąd :]]

          oczywiście, rolę Don Giovanniego koncertowo odśpiewał i rewelacyjnie zagrał aktorsko Mariusz Kwiecień, Poland.

          końcówka 1 aktu, scena zbiorowa - fantastyczna, cóż za perfekcyjny wielogłos. początek 2 aktu komediowy, Don Giovanni dla zabawy pozwala aby jego lojak, Leporello robił to w jego przebraniu, co ofk przynosi całą serię gagów; a już finał - mistrzowski, z fajerwerkami ogniowymi na scenie, dymem i zapadnią pod którą znika wciągnięty Don GIovanni. p.Kwiecień rewelacyjny w scenie uwodzenia Zerliny, a takze w sekwencji spotkania z Komandorem w finale.

          wg "Guardiana" w NY TImesie napisali, że Kwiecień w ostatniej minucie doznał kontuzji pleców i zaastąpił go własnie Peter Mattei. Tyle, że pan Kwiecień wraca na prezencję po zakończeniu...
          były/są też zastrzeżenia wobec MIchaela Grandage'a, odpowiedzialnego za całe zamieszanie. Co tu dużo mówić, chyba ten akurat "Don Giovanni" najlepszych not nie zebrał ;]

          tak sobie myślę, ze to fajnie się nie znać na rzeczy :] ile radości, a jak mało powodów do zażenowania czy niezadowolenia, hehe.

          cóż, okiem laika, to był doskonały spektakt. wspaniały. standing ovation dla wszystkich wykonawców, ale zauważyłem że Ramon Vargas, czyli DOn Ottavio zebrał najwięcej braw. burza oklasków dla Leporello, Luci Pisaroniego, właściwie przy jego wejściu wszyscy stanęli do oklasków i już nie usiedli.
          wydaje mi się, że role kobiece były nieco bez wyrazu, aczkolwiek zapewne odśpiewane w mistrzowskim stylu.

          świetna, na pozór ascetyczna, ale wspaniale klimatyczna, scenografia - via tiwi można się było poczuć jak w Sevilli XVIII wiecznej, a co dopiero będąc tam na widowni, ech... :] sprawnie wchodziły sceny zbiorowe, wjeżdzały stoły z jedzeniem i napojami w scenach uczty w zamku DOn Giovanniego, a momenty w których cała klilka poluje na oskarżonego o próby gwałtów i zwodzenie kobiet Don Giovanniego - przezabawne, zwłaszcza gdy dopadają Leporella w stroju jego pana, a ten dowodzi rozpaczliwie, że i jego Don Giovanni wykołował.

          świetna charakteryzacja KOmandora, w ogole końcówki nie powstydziłaby się żadna propozycja spod znaku dreszczowca. Mozart miał jednak łeb, rewelacyjnie wprowadził wątek metafizyczny, sugerując że Don Giovanni może zostać ukarany tylko przez siły pozaziemskie. To triumf libertynizmu, a nie jego klęska. triumfuje on nad ziemskim potępieniem, a jego symbol nie wyraża skruchy, nie żałuje tego jak żył, ponosi karę, ale w byciu pokonanym jest zwycięzcą wobec świata. Piekny finał ":] piękna puenta.

          ha, było znakomicie.
          brawo TVP KUltura :]

          Barbasiu, jakie wrażenie ?
          Czcigodni ?

          recenzja z NY Timesa :
          www.nytimes.com/2011/10/27/arts/music/mariusz-kwiecien-in-don-giovanni-at-the-met-review.html
    • grek.grek "Dziki" 1953 - POlsat 27.01.15, 16:36
      0:45.

      POlsat znów doznał wzmożenia na starsze filmy, hehe. trwaj chwilo !

      czy to ten film, w którym objawił się The Marlon Brando ? :] [jako przywódca gangu motycklistów z Los Angeles. swoją drogą, jak widzę fotkę, to takie odnoszę wrażenie, że Marlon nie wygląda jak rocker czy harleyowiec, ale jak fetyszysta z niemieckich filmów dla dorosłych].

      gang Marlona kontra gang Lee Marvina, a dookoła cywile, którym w ogóle się młodociani motorzyści nie podobają.

      '53 rocznik, a zatem jeszcze przed debiutem Jamesa Deana i "Buntownikiem bez powodu". warto by skoczyć celem poszerzenia wiedzy i świadomości historycznej, nie sądzicie ? Siostro ? :]
      • siostra_bronte Re: "Dziki" 1953 - POlsat 27.01.15, 16:42
        Oby tak było. Ale w przyszły wtorek już nie ma takiego klasyka.

        Haha. Brando faktycznie paraduje tam w skórzanej kurtce i ma jakąś czapkę (?) na głowie.

        Yes, to film, od którego zaczęła się kariera Brando. Ale coś czuję, że zestarzał się równie mocno, jak "Buntownik...", choć to na pewno kawałek historii amerykańskiego kina. Już pisałam, że jednak sobie odpuszczę.

        Jestem ciekawa Twojej relacji :)
        • grek.grek Re: "Dziki" 1953 - POlsat 27.01.15, 17:22
          z tą "chwilą" wcelowałem chyba 1 do 1 ;]

          haha, otóż to, taki trochę hobbysta.

          o, spróbuję obejrzeć.
          szykuje się długi marszobieg :] - opera, film... reklamy w trakcie :]

        • grek.grek Re: "Dziki" 1953 - POlsat 28.01.15, 13:28
          Siostro, niestety nie udało mi się wczoraj zobaczyć filmu.

          ale to nie znaczy, że odpuszczam :]]
          poszukam w sieci i obejrzę w wolnym terminie.
          nie omieszkam oczywiście zrecenzować, zatem - stay tuned ":]
          • siostra_bronte Re: "Dziki" 1953 - POlsat 28.01.15, 14:26
            O, szkoda.

            OK :)
            • grek.grek Re: "Dziki" 1953 - POlsat 28.01.15, 15:59
              no niestety.
              ale zawsze chciałem obejrzeć ten film, więc... zapoluję [na niego] :]
    • pani_lovett "Ciemności skryją Ziemię"/ "Night Will Fall" TVP2 27.01.15, 19:41
      TVP2 godz. 22:50.

      Dokument „Ciemności skryją ziemię” André Singera wyemituje we wtorek kilkanaście stacji telewizyjnych z całego świata. Materiały zawarte w filmie czekały na emisję aż 70 lat. W pracę nad filmem zaangażował się sam Alfred Hitchcock. Dokument zawiera unikatowe zdjęcia zarejestrowane przez operatorów alianckich armii podczas wyzwalania obozów koncentracyjnych – w Buchenwaldzie, Majdanku, Auschwitz i Dachau na terytorium byłej III Rzeszy.
      • siostra_bronte Re: "Ciemności skryją Ziemię"/ "Night Will Fall" 27.01.15, 19:56
        Tak, czytałam o tym filmie. Ale nie mam siły, żeby go obejrzeć.
      • pani_lovett Re: "Ciemności skryją Ziemię"/ "Night Will Fall" 27.01.15, 20:28
        Dokument jest wstrząsający.

        wyborcza.pl/1,75475,17313776,_Ciemnosci_skryja_ziemie___Glosny__film_Hitchcocka_.html
    • pepsic Wczorajszy Jim Jarmusch "Inaczej, niż w raju" 27.01.15, 20:50
      Film, jak film, niezgorsze scenki rodzajowe z przesłaniem i jak objawienie ten utwór.
      Plus super scena w kinie. Koleś zamiast na ekran spogląda wymownie na kuzynów Ewy zajadających jego kukurydzę, zabawiających jego dziewczynę, oglądających film na jego koszt. Miodzio:)
      Ps. Siostro, jeśli oglądałaś, napisz please, jak się skończyła wyprawa na Florydę. Poszłam pod prysznic, jak wróciłam Willie wybierał sie do Budapestu, Eva wróciła do pustego pokoju w motelu.
      ??
      • siostra_bronte Re: Wczorajszy Jim Jarmusch "Inaczej, niż w raju" 27.01.15, 20:59
        Niestety, nie oglądałam. Może będzie powtórka. Brałaś prysznic w czasie filmu? :)

        • pepsic Re: Wczorajszy Jim Jarmusch "Inaczej, niż w raju" 27.01.15, 21:12
          Jak to nie oglądałam? To ja tu sie poświęcam, biegiem prysznic biorę (z tym że nie w pokoju), a na forum ... cisza? Ale żeby Was jeszcze bardziej pognębić pochwale się obejrzeniem "Struktury kryształu" Zanussiego. A co! Dwaj panowie reżyserzy na zużytych bateriach w ciągu jednego wieczoru:)

          • grek.grek Re: Wczorajszy Jim Jarmusch "Inaczej, niż w raju" 28.01.15, 13:43
            z komentarza wnioskuję, że "Struktura..." przypadła Ci do gustu ? :]

            pamiętam ten film, miałem przyjemnośc opisywać, bardzo dobry i wnikliwy w swojej treści istotnej. szkoda, że pan Zanussi dzisiaj nie kontynuuje tematyki, a skupia się na przerażeniu seksualnością kobiet i dowalaniu gender oraz feminizmowi. przeciez krytykę feminizmu już zawarł w całości w jednym filmie Machulski, Zanussi mógłby poszukać tematów na swoją miarę w innych rejonach życia społecznego. Lubił zajmowac się intelektualistami i mógłby podązać w tym kierunku, nieprawdaż ?

            • pepsic "Struktura krysztalu" 28.01.15, 19:25
              Miałam fazę na zwolnione obroty w podwójnym pakiecie Jarmusch, Zanussi;) A najbardziej podobała mi się herbatka, jak u Czechowa i kaflowy piec. Jednego nie potrafię pojąc, jakim cudem wykształcona nauczycielka stojąc w 1969 roku w Puławach przed plakatem filmowym "Pana Wołodyjowskiego" spoglądając na aktora Olbrychskiego myśli, że to Łomnicki.
              • grek.grek Re: "Struktura krysztalu" 29.01.15, 16:21
                hehe :]

                herbatka i piec kaflowy - klasyka :]

                ja też nie za bardzo mogę to zrozumieć, no chyba że to był taki dowcip reżysera ?
                • pepsic Re: "Struktura krysztalu" 29.01.15, 18:14
                  Tez zakładałam opcje ze zmrużeniem oka, co nie zmienia faktu, że chcący lub nie z bohaterki zrobił gąskę.
                  • grek.grek Re: "Struktura krysztalu" 30.01.15, 16:04
                    możliwe, że pan reżyser nigdy specjalnie doceniał kobiecej inteligencji i nie omieszkał tego zaznaczyć ;]
          • siostra_bronte Re: Wczorajszy Jim Jarmusch "Inaczej, niż w raju" 28.01.15, 17:43
            Hehe. Jestem pod wrażeniem :)
    • siostra_bronte "Brutalna siła" 28.01.15, 14:54
      Dzisiaj w Kulturze o 22.40. Film Dassina z 1947 r., a więc powstał rok przed "Nagim miastem".

      Wyczytałam, że inspiracją dla filmu był bunt więźniów w Alcatraz w 1946 r, po nieudanej ucieczce, byli zabici i ranni. W owym czasie film wywołał skandal dużą dawką brutalności i otwartą krytyką amerykańskiego systemu więziennictwa.

      Oczywiście oglądam!
      • grek.grek Re: "Brutalna siła" 28.01.15, 16:03
        z przyjemnością się do Ciebie przyłączam :]

        czyżby mały przeglądzik filmów Dassina Kultura serwowała ? [tak bez oficjalnego nazewnictwa]
        jutro powtórka, o 13:45.

        "brutalność" i "naturalizm [przemocy]" tamtego kina dzisiaj wzbudzają już tylko uśmiech nostalgii.
        podobnie jak "śmiałe sceny erotyczne" :]
        • siostra_bronte Re: "Brutalna siła" 28.01.15, 17:06
          Świetnie :)

          Na tym chyba się skończy, sprawdzałam program w przyszłym tygodniu. Ale i tak brawo dla Kultury!

          Oczywiście.
          • grek.grek Re: "Brutalna siła" 29.01.15, 13:20
            dobre i to co puścili :]

            zaraz idę oglądać. zaczyna się o 13:45.
            God Bless powtórki :]]
            wczoraj nie mogłem obejrzeć, więc cieszę się z tej szansy dzisiaj.
            • siostra_bronte Re: "Brutalna siła" 29.01.15, 13:57
              Świetnie! Czekam na recenzję.
              • grek.grek Re: "Brutalna siła" 29.01.15, 16:14
                cóz, znakomite kino. I co ciekawe, zestarzało się w stopniu niewielkim. Głównie jak chodzi o sceny
                walki czy przesłuchania za pomocą pałki albo strzelaniny w której na słowo trzeba wierzyc, że kule dosięgają człowieka. Ale dynamika, tempo, styl - wszystko jest na miejscu.

                doskonała końcówka, jak chodzi o czystą "akcyjność". I jaka symboliczna scena : cięzko ranny Collins jednak dociera do wajchy, którą próbuje otworzyć brame, ale jest ona blokowana autem, którym przed chwilą bezskutecznie próbował ją staranować Gallagher. Nic się nie ruszy, bo Gallagher dogorywa, a tłum więźniów już jest rozganiany przez przybyłe na pomoc garniznowi więziennemu posiłki.

                najważniejszą wydaje mi się scena rozmowy pacyfisty-zdroworozsądkowego doktora z kapitanem Mansim, uosabiającym tę "brutalną siłę" tytułową. Mansi ma się za urodzonego wodza, a za przymioty przywódcy uważa inteligencją i wyobraźnię. Kiedy jednak doktor obnaza jego prymitywizm - Mansi bije go w twarz, co doktor podsumowuje "Inteligencja ? Wyobraźnia ? Nie, pan wierzy tylko w siłę, tępą brutalność". zresztą, nie wiem jak Tobie [Wam], ale mnie Mansi od raz skojarzył się z gestapowcem :] kiedy tylko wszedł do jadalni podczas obiadu, tak nienaganny, wygolony, w postawie obowiązkowej, w tym "kepi" na głowie. metody stosuje więc adekwatne do swojej prezencji.

                co ciekawe, zdrajca który w istocie torpeduje plany ucieczki Collinsa i jego kompanii, też zdradza swoją tożsamość charakterystycznym wyglądem i lisim spojrzeniem ;]

                a więźniowie... heh, w sumie sami fajni goście, nie ? i wszyscy wpadają przez kobiety albo z powodu kobiet. Jeden wystawiony przez prawdziwą femme fatale [Spencer], inny biorący na siebie popełnione przez nią zabójstwo, następny za długo się przy swojej damie zasiedział i zagapił, a Collins chce się zmienić dla uroczej Ruth, która właśnie ma wstać z wózka inwalidzkiego... i jak tu nie trzymać za nich kciukow ? :] Na ścianie celi wisi plakat z anonimową dziewczyną, która symbolizuje ich wspomnienia z kobietami związane albo romantyczne tęsknoty skierowanie w tym samym kierunku. "To dama, uwazaj co mówisz", powiada Spencer, kiedy jeden z nowych więźniów okresla panią na fotografii jako "damulkę". Czy to nie budujący obrazek ?

                efektowna jest cała końcowa scena. no a Mansi lądujący wśród tłumu podburzonych więźniów na bruku dziedzińca - symboliczna okolicznośc.

                nikt nie ucieka, ale tyrania zostaje zniesiona. Spiskowców gubi zdrajca, który ponosi stosowne do swojej winy konsekwencje; nie gubi ich złapany i przesłuchiwany wspólnik, który nie daje się złamać Mansiemu. A sam Mansi ponosi porażkę w swojej filozofii rządzenia. jego siła sprowokowała kontrsiłę i w tym starciu przegrał wszystko.

                "Siła wynosi do władzy przywódców, powiada doktor, i ta sama siła ich degraduje" - cóż dodać jeszcze ? :]

                znakomite kino. Burt Lancaster odpowiednio chropowaty i pozbawiony ekranowego wdzieku, surowy, ale do tej roli, straceńca z misją - nadający się idealnie. no a narracja i aranżacja Dassina - perfekt.

                jak Twoje wrażenia, Siostro ? Czcigodni ?
                • siostra_bronte Re: "Brutalna siła" 29.01.15, 16:50
                  Dzięki, Greku :)

                  Zgadzam się z Twoją recenzją. Świetny film. Widać klasę reżysera. Ale ja generalnie uwielbiam te stare, czarno-białe filmy. Mają niesamowity klimat!

                  Rzeczywiście, więźniowie są przedstawieni raczej pozytywnie :) Żadni tam mordercy, co najwyżej złodzieje i oszuści. Sceny retrospekcyjne z ich ukochanymi ewidentnie mają wzbudzić nasze współczucie. Wątek z chora dziewczyną Collinsa zdecydowanie zbyt ckliwy i romantyczny. Ale już historia z Flossie świetnie zrobiona i zabawna. "Nigdy nie odmawiam kobiecie. Zwłaszcza uzbrojonej" :)

                  Co prawda widzimy, że więźniowie nie są aniołkami, gdy doprowadzają do śmierci informatora, ale ta scena jest na początku i potem jakoś się o niej zapomina :)

                  Znakomite aktorstwo. Każdy z więźniów w celi Collinsa jest wyrazisty. Burt Lancaster gra typową dla siebie rolę. Ale show kradnie Hume Cronyn w roli Munseya. Jest świetny, bardzo przekonujący jako szwarcharakter. Jego gra jest wręcz nowoczesna. Żadnej karykatury i przesady. Jest brutalny, ale i elegancki. Do tego meloman :) Scena, kiedy bije więźnia przy muzyce Wagnera jest świetna. Też skojarzył mi się z gestapowcem, a wybór Wagnera nie jest tu chyba przypadkowy.

                  Ciekawe jest to, że bohater i jego towarzysze giną. Cóż za pesymistyczne zakończenie!

                  Trzeba wspomnieć jeszcze o zdjęciach. Kilka świetnych scen, np. kiedy widzimy cień powieszonego więźnia w celi, ujęcia Collinsa zza krat celi czy sceny zbiorowe.

                  Jeszcze trailer:

                  www.youtube.com/watch?v=uTn6pHKVpNc





                  • grek.grek Re: "Brutalna siła" 29.01.15, 17:34
                    dzięki, Siostro :]
                    za zwrócenie uwagi na ten film - także.

                    to prawda, umiejętność wykreowania atmosfery, to jest wielka zaleta tych filmów.
                    do dzisiaj trudno dorównać najlepszym osiągnięciom gatunkowym z tamtej epoki.

                    haha, świetny cytat. I nawet się gośc specjalnie spiera z tym, że musi oddać kasę, wysiąść
                    z samochodu i zostać na pustej drodze za miastem :]

                    w finale Collins przywiązuje zdrajcę do szynobusu z węglem, którym zamierza dojechać pod strażnicę, aby dostać się do środka i otworzyć bramę - ale też jakoś nie żałujemy losu liska-chytruska, nieprawdaż ?

                    o, znakomita uwaga - rzeczywiście, Munsey [przepraszam za moją pisownię... ze słuchu :)] doskonale zagrany, i to on przede wszystkim - ma co grać, Lancaster raczej istnieje fizycznie i woluntarystycznie w swojej roli :]

                    o, pałkowanie więźnia pod Wagnera, to scena, która wyprzedza klasyczny moment z "Wściekłych psów" Tarantina, kiedy jeden z gangsterów torturuje policjanta [i odcina mu ucho] przy akompaniamencie przebojowej muzyki. Mozliwe, że Tarantino, znany "wędkarz" ;), zacytował właśnie Dassina ?

                    yes, spiskowcy giną.
                    ale zabierają ze sobą Munseya, uwalniając w ten sposób całą populację więzienną od jego depsotycznych rządów. Ich ofiara ma więc znaczenie daleko głębsze niż gdyby tylko wydostali się na zewnątrz i realizowali jakieś tam swoje plany, chociaż... któż nie chciałby, aby Collins wrócił do Ruth i zabrał ją na "długi spacer" ? :]

                    perfectto.

                    ówczesne trailery też miały styl, prawda ? :]

                    a, widzisz - no i muzyka. Taka charakterystyczna dla tamtej epoki kina, zawsze w tle, jakby ktoś przygrywał na zduszonym saksofonie. świetna.
                    • siostra_bronte Re: "Brutalna siła" 29.01.15, 17:54
                      Cała przyjemność po mojej stronie :)

                      O tak, skojarzenie z Tarantino jak najbardziej trafne. Spryciarz ściąga z filmów, których nie zna masowa publika :) Ale robi to świetnie, więc nie mam pretensji. Na rozmaitych listach ulubionych filmów Tarantino widnieje "Rififi" Dassina, więc na pewno zna jego filmy.

                      Yes, z przyjemnością ogląda się trailery z tamtych czasów.
              • grek.grek Re: "Brutalna siła" 29.01.15, 16:19
                PS : mówiąc o tym zestarzeniu się scen przemocowych mam na myśli ich oględnośc. W scenach bójek czy walk widać jak aktorzy zaledwie imitują ciosy.

                aczkolwiek, moment kiedy z pokoju Mansiego dochodzą tylko odgłosy zadawania ciosów pałką przesłuchiwanemu więźniowi - robi to lepsze wrażenie, niż gdyby scena ta epatowała naturalizmem, w jakim lubują się niektórzy współcześni rezyserzy. Jesli są to Tarantino czy Refn, to pół biedy, bo u nich jest to odpowiednio wystylizowane, czasami ma ironiczny charakter, a czasami zamienia się w operetkę, ale już ci mniej utalentowani i bardziej serio zamieniają kino w zupełnie zbyteczną jatkę.
    • grek.grek "Piekło, Czyściec, Raj" [2009] via Kultura 29.01.15, 13:12
      [kolejny] bardzo ciekawy film irański.

      każdą z częsci tryptyku stanowi osobna opowieść, ale wszystkie są ze sobą ściśle powiązane postaciami i losami ich bohaterów.

      Piekło" rozgrywa się w całości w opustoszałym domu, w którym spotykają się mąż i żona. TO znaczy - EKS-małżonkowie. On wyjechał, nie było go przez 5 lat, nie dawał znaku życia, ona miała dość i przeprowadziła rozwód. Kiedy on wrócił, został postawiony przed faktem dokonanym.

      On ma już inną kobietę [rozmawia z nią przez telefon i tytułuje per "skarbie"], ona ma nowego męża, malarza.

      Spotykają się z jej inicjatywy - zależy jej na odzyskaniu obrazu namalowanego przez jej obecnego partnera, a który to obraz mieli u siebie w domu. Chodzą więć po domu i szukają, a przy okazji mogą wrócić do przeszłości, porozmawiać o tym dlaczego się rozstali i jak im było razem.

      Ona już do tego domu nie wróci na stałe. On też nie chce tutaj mieszkać. Nie mógłby, bo ciągle ją kocha, myśli o niej i przebywanie w miejscu, który tak mocno jest przesiątknięte ich wspólną przeszłością, do której tęskni, byłoby niemożliwe. JUż się na zewnmątrz kręcą ludzie, którzy chcą kupić ten dom, ale najpewniej także nie po to by mieszkać w nim. Chodzi raczej o zburzenie go i postawienie na jego miejscu czegoś innego. Meble i gadżety są ponakrywane białymi prześcieradłami, klasyczny obraz wnętrza domu tuż przed wyprowadzką i przejęciem przez nowego właściciela. Domu symbolizującego pewnego końca, przełomu jaki nastąpił w życiu obojga eks-małżonków.

      oboje mieli inkilnacje artystyczne - on pisał wiersze, ona malowała. Ona mówi o tym, że zawsze była pod jego wpływem, ale on z kolei powiada, że "tęskni do jej szalonych pomysłów, które zawsze realizowali". pewnie prawda o charakterze ich relacji leży gdzieś pośrodku.

      On parzy herbatę, co chwila świeża, żeby była gorąca. Wreszcie wyciąga ten obraz z ukrycia. Mówi, że chciał być z nią jak najdłużej, więc specjalnie to zrobił, żeby być z nią jak najdłużej.

      Według jej słów - kochała go, była nim zaintrygowana, wręcz go naśladowała, ale tylko po to, by przekonac się, że jest on egoistą i w ogóle d,pkiem. Ofk, takie epitety nie padają, cała rozmowa ma wręcz poetycki charakter, aktorzy wypowiadają kwestie w nieco teatralny sposób, ale jest to znakomitry fragment kina. "Cały czas ciebie naśladowałam, a potem zrozumiałam kim naprawdę jesteś. I dlatego dziś nienawidzę samej siebie", wypala ona.

      Ona chce odejśc, ale on ma nadzieję, że jeszcze da się ich zwiążek odtworzyc. W zasadzie nie wiadomo, dlaczego i po wyjechał, dlaczego aż 5 lat go nie było. Liczy się tu i teraz, czy można znów wejśc do tej samej rzeki ? Ona uznaje, że to niemożliwe, już nie. I wychodzi z tym obrazem pod pachą, zostawiając go samego pośród białych prześcieradeł i milczących ścian [tak się w klimat wczułem ;)].

      W "Czyśccu" głównym bohaterem jest wykładowca akademicki, pan lat 57, z dziećmi i wnukami na koncie, który nagle dostaje list miłosny od wielbicielki. Nie jakiś przepisany z bryka fragment, ale napisany bardzo osobistą frazą piękny nostalgiczny wiersz.

      Pan wykładowca nie jest wulkanem energii, raczej wygląda na utrudzonego życiem, troską o córkę podejmującą [wg niego] niewłaściwe wybory uczuciowe, i generalnie lekko zalatującego obojętnością. Drepcze sobie seriami małych kroczków, nosi okulary i zasadniczo niespecjalnie kojarzy się z amantem do którego wzdychają panienki. Kim więc jest adoratorka ?

      pan wykładowca ożywia się, zaczyna o coś w tym wszystkim chodzić. Odwiedza przyjaciela, profesora od czegośtam. Tamten grzecznie i za pomocą cytatów z Prousta stara się mu wyjaśnić, że nie powinien zanadto angażować się w to, co się stało. MOże to być dowcip, może to być kawał, jakaś prowokacja.

      Z drugiej strony, przyjaciel zauważa, że wykładowca nabrał życia. "Zawsze byłeś z dala od nas [zapewne chodzi o to, ze wspólnie studiowali], wolałeś swoją samotnośc i towarzystwo postaci z literatury", powiada.

      Wykładowca probuje ustalić autorkę tego wyznania. Rzeczywiście przychodzi mu do głowy, że to jakaż zgrywa i nawet podejrzewa swojego przyjaciela, ale ten każe mu się puknąc w czoło. Znów rozmowa ma jednak charakter bardzo kulturalny, aktorzy dokładnie puentują i używają chętnie stwierdzeń oraz zawieszanych w powietrzu fraz.

      Wreszcie wykładowca zaczyna interesować się losem swoich kolegów ze studiów. Profesor mu o nich zdawkowo opowiada. Tutaj pojawia się trop wiodący do pracownicy biura podróży, ale po odwiedzinach i braku wyraźnych znakow z jej strony, wykładowca go porzuca.

      Wkrótce pojawia się nowa interpretacja. A jesli to koleżanka z uniwersytetu, która właśnie odchodzi do innej pracy i na pożegnanie rozdaje wszystkim pączki ? wykładowca przyglada się jej jak urzeczony i ma wrażenie, ze własnie zrozumiał, że to ONA, to musi być ona. A tą kobietą jest... pani z "Piekła". taka wrażliwa, subtelna, może nawet jej wzrok coś wyraża...

      wykładowca wraca do domu taksówką i widzi ją na chodniku. Prosi taksiarza, żeby się zatrzymał. W tym samym momencie, w którym wysiada z samochodu, ona zatrzymuje inną taksówkę i odjeżdża, nie zauważywszy wykładowcy. Zostaje on na chodniku wpatrzony w odjeżdzające auto i z twarzą sugerującą myśl "A jesli to ona i utraciłem ją na zawsze ?"

      Tego samego dnia wieczorem, wykładowca ma spotkać się z córką, która wraca do rodzinnego miasta, ale nie sama - z nowym partnerem. Poprzedni ją zostawił i bardzo to przeżyła, a wykładowca, jako troskliwy ojciec, bardzo się martwi, by cała sytuacja się nie powtórzyła. Jedzie z żoną taksówką na lotnisko i bardzo się niepokoi.

      "Raj" to opowieść o pani z "Piekła".
      jak wiadomo - rozsstała się z mężem i ma nowego partnera.
      Tyle że już na samym początku Raju" ten mąż umiera. Pani wraca do domu i zastaje go w formie trupa siedzącego na kanapie przed telewizorem.

      MUsi więc załatwić kilka spraw związanych z jego odejściem. Zmarły był malarzem, więc pani stara się zorganizować mu wystawę pośmiertną. Angażuje do działania odpowiedniego jegomościa, który od tej pory cyklicznie ją odwiedza i zdaje relację z postepów w przygotowaniach do tej wystawy.

      Druga rzecz, to grób. Pani wpada na koncept, by płytę nagrobną [jak się okazuje, w Iranie groby są płaskie jak deska i tylko na płycie wyrte są informacje kto daną kwarterę zajmuje] wyposażyć w zwierciadło. Szef cmentarza jest przeciw, bo to niepoważne. Ale pani nalega i udaje się do jakiegoś naczelnego interpretatora kanonicznych zapisów religijnych i ten się zgadza. Zatem, pan malarz zostaje pochowany, a jego płytą nagrobną jest prostokątne lustro.

      Trzeci wątek tej cześci filmu stanowi rozmowa jaką pani odbywa ze zmarłym panem. On się cały czas pojawia jako... wyobrazenie ? duch ? symbol ? ona cały czas z nim rozmawia, o minionym życiu, o jego zapatrywaniach na sztukę, o ich wzajemnych relacjach. A on sobie normalnie chodzi po domu, siada, słucha jej, odzywa się... W pewnym momencie odwiedza dom przyjaciel malarza - jest nim ten przyjaciel wykładowcy z "Czyścca", rozmawiają chwile, ale nie sposob dociec czy jest to sytuacja bieżąca czy retrospekcja, która pojawia się w imaginacji Pani. OKazuje się, że ich związek nie był najbardziej udany - kochali się, ale czasami on dla niej nie miał aż tyle uwagi i czasu, ile ona by chciała i na ile by liczyła. Niemniej... kochali się. MOże największym problemem wszystkich bohaterów tego trypotyka jest nieumiejętnośc wyrażania uczuć. Kiedy już się na to zdobywają, jest za późno by uratować - miłość ? partnerstwo ? życie ?

      dla niej, te rozmowy, zdawkowe, czasami hasłowe, bon motowe są jakby pożegnaniem z ukochanym, którego nie mogła uczynić za jego życia, gdyż zmarl tak nagle...

      W ostatniej scenie nad grobem-zwierciadłem malarza stoi... sam malarz. Przygląda mu się, a potem odwraca się i odchodzi w gustowne zarośla okalające cmentarz. Na miejscu jest Pani, wpatrująca się w to lustro i ta scena wieńczy film. Zapewne chodziło symbolikę odejścia, ostatecznego pożegnania i załatwienia ziemskich rachunków.
      • grek.grek Re: "Piekło, Czyściec, Raj" [2009] via Kultura 29.01.15, 13:18
        reżyser nazywa się Bijan Murbagheri i trzeba panu oddać, że się o wszystko postarał - kolorystyka jest imponująca [zapewne kolory mają tutaj symboliczne sensy], wnętrza dobrane, zdjęcia zaplanowane i wykonane z pietyzmem, a aktorzy chętnie posługują się manierą teatralną, ale jest ona wprost dopasowana do charakteru dialogów i nastroju całego filmu - skupionego, naładowanego egzystencjalnymi wynurzeniami i rozliczeniami z życiem i miłością.

        www.youtube.com/watch?v=AI2RhcKdIpQ
    • siostra_bronte "12 gniewnych ludzi" 29.01.15, 14:11
      Co tu dużo pisać. Arcydzieło. Aż trudno uwierzyć, że to reżyserski debiut! Lumet nigdy już nie zrobił równie wybitnego filmu, chociaż ma na koncie kilka świetnych tytułów ( "Serpico", "Pieskie popołudni", "Sieć").

      Widziałam go parę razy, ostatnio dosyć dawno, więc z przyjemnością go sobie przypomnę.
      • siostra_bronte Re: "12 gniewnych ludzi" 29.01.15, 14:12
        Oczywiście w Kulturze o 21.15.
      • grek.grek Re: "12 gniewnych ludzi" 29.01.15, 16:28
        jutro będzie powtórka - 23:30

        i chyba skoczę jutro, bo dzisiaj POlsat częstuje "Czarnym łabędziem", a od dawna chciałem zobaczyć ten film po raz drugi [22:00]

        właściwie zapowiedziałaś ten film bezbłędnie, Siostro... arcydzieło :] - nic dodać, nie ująć.

        "Serpico", "Pieskie popołudnie" - znakomite filmy, ale fakt faktem, że chyba nigdy nie dorównały "kultowością" dzisiejszemu klasykowi.

        Kultura ttrafiła w punkt, nieprawdaż ? :] aż trudno zliczyć ile to już w tym sezonie znakomitych klasykow zaserwowała. a za moment "Annie Hall", jak wspominałaś.

        dzieje się :]
        • siostra_bronte Re: "12 gniewnych ludzi" 29.01.15, 16:57
          Nie widziałam "Czarnego łabędzia" w całości, ale obejrzę jednak "12...". 23.30 to jednak za późno.

          Tak, brawo dla Kultury! Niedługo "Annie Hall", wypatrzyłam też powtórkę "Dziewczyny Piętaszka" w przyszłym tygodniu. Świetnie!

          • grek.grek Re: "12 gniewnych ludzi" 29.01.15, 17:37
            kto by pomyślał, że będziemy musieli podejmować tyle dramatycznych ;] decyzji, co też wybrać ? :]

            jak dobrze, że jednak zdarza się tu i tam powtórka. aż nie sądziłem, że kiedyś docenię zjawisko puszczania tego samego filmu dzień po dniu, a może i nawet na przestrzeni 4-5 godzin [Dwójka to lubi], hehe.

          • pepsic Re: "12 gniewnych ludzi" 29.01.15, 18:19
            Pisze sie na "Dziewczynę i Piętaszka", tylko kiedy?
            • siostra_bronte Re: "12 gniewnych ludzi" 29.01.15, 18:28
              "Dziewczynę Piętaszka" :)

              Emisja w czwartek, 5.02 o 21.15. Ale w tym samym czasie będzie leciał, uwaga..."Sugar man" w Jedynce!! Na szczęście będzie powtórka "Dziewczyny..." w piątek, o 23.00.
              • siostra_bronte Re: "12 gniewnych ludzi" 30.01.15, 16:55
                Greku, wciąż ogląda się świetnie!! Mistrzostwo reżysera, żeby historia umieszczona w jednym pokoju, z grupą gadających facetów wywoływała aż takie emocje. Wspaniałe aktorstwo całej ekipy. Fajnie, że na końcu zamiast listy płac pokazany jest każdy z aktorów.

                Co do fabuły to teraz wydaje mi się, że ławnik grany przez Fondę miał jednak trochę mało argumentów na uniewinnienie. Na miejscu tych najbardziej opornych ławników tak łatwo bym się nie poddała :) No ale wtedy film trwały zbyt długo.

                • siostra_bronte Re: "12 gniewnych ludzi" 31.01.15, 15:46
                  Wczoraj wieczorem włączyłam się na chwilę, ale skończyło się tak, że obejrzałam powtórnie do końca :)

                  Nie mogę wyjść z podziwu jak znakomicie ten film jest zrobiony. Majstersztyk! Kapitalne zdjęcia, częste zbliżenia twarzy (np. świetna scena monologu staruszka, czujemy, że mówi nie tylko o świadku, ale i o sobie.) Widać każdy grymas, każdy szczegół jak pot spływający po twarzy...

                  Znakomicie wykorzystano małą przestrzeń. Wbrew pozorom tutaj wciąż coś się dzieje. Ławnik-fan baseballu ciągle próbuje naprawiać wentylator, ktoś nalewa sobie wodę, ktoś inny częstuje dropsami. Ławnicy wstają od stołu i rozmawiają w podgrupach. Jak to wszystko jest świetnie zaplanowane i dopracowane w każdym szczególe!

                  Na razie to tyle :)
                  • siostra_bronte Re: "12 gniewnych ludzi" 31.01.15, 16:01
                    Jeszcze trailer:

                    www.youtube.com/watch?v=fSG38tk6TpI
                  • grek.grek Re: "12 gniewnych ludzi" 31.01.15, 17:51
                    nie dziwię Ci się :]

                    o yes, praca kamery w tak klaustrofobicznej przestrzeni jest wyjątkowa.
                    i jak wspaniale, dwoma-trzema momentami, gestami czy zdaniami, scharakteryzowani są
                    poszczególni ławnicy, prawda ?
                    nie są to w większości postaci złożone psychologicznie [poza panem Nr 3, granym przez Lee Cobba, który poddaje się na końcu, jego motywacja do trwania w sprzeciwie jest najbardziej osobista], ale mimo to celna zwięzłość ich prezentacji jest, wg mnie, znakomita.

                    yes :]

                    w zasadzie, co ja tu jeszcze mogę dodać ? :] świetnie wszystko opisałaś, Siostro. pozostaje mi chyba szukanie jakichś minusów albo niedociągnięc, a to już zadanie naprawdę niezwykle trudne, rzec by mozna - niewykonalne, hehe.
                • grek.grek Re: "12 gniewnych ludzi" 31.01.15, 15:54
                  o, nie zauważyłem Twojego posta wcześniej, dopiero teraz dotarłem.

                  o, zgadzam się w pełni z każdym Twoim słowem i uwagą.

                  yes, masz rację, ale wydaje mi się, że tutaj nie chodziło tak bardzo o znalezienie dowodów
                  niewinności, ile o wątpliwości co do werdyktu o winie.

                  "wszystkie wątpliwości należy intepretować na korzyść oskarżonego" - wydaje się, że na tym zasadza się idea całego scenariusza [nota bene doskonałego]. Zgrabnie to zresztą rozegrał, pokazując na samym początku kilku nastawionych ławników, przekonanych beztrosko o winie chłopaka, kompletnie nie rozumiejących, że tutaj chodzi o ludzkie życie.

                  świetny jest ten klimat - jeden, ascetyczny pokój, duszny dzień, pot leje się ciurkiem, a za oknem zbiera się na solidną burzę. atmosfera od razu gęstnieje :]

                  w zeszłym tygodniu w Ameryce wypuścili z więzienia faceta, który odsiedział 40 lat, i okazało się, że był niewinny. zdecydowały testy DNA. zabawne, że są one w medycynie kryminalnej stosowane od wielu lat. można zrozumieć [chociaż z wielkim trudem], że gościa wsadzono w czasach ułomnych procedur dowodowych, ale jakim cudem nie zbadano tej sprawy 10-15 lat temu ?

                  • siostra_bronte Re: "12 gniewnych ludzi" 31.01.15, 16:08
                    Wiedziałam, że się ze mną zgodzisz :)

                    Oczywiście, kiedy nie ma pewności co do winy oskarżonego, powinno się go uniewinnić. I ławnik Fonda świetnie to rozegrał, chociaż na początku jego jedynym argumentem jest powtarzanie, "że to jest możliwe" (czyli, że chłopak jest niewinny).

                    Yes, klimat jest świetny. Jakbyśmy sami siedzieli w tej dusznym pokoju :)

                    Na pewno jest więcej takich przypadków. Chyba ktoś musiał specjalnie grzebać w sprawie tego faceta, skoro zrobiono badania DNA.

                    • grek.grek Re: "12 gniewnych ludzi" 31.01.15, 17:45
                      :]

                      yes.
                      utkwiło mi w pamięci, że na samym wstępie, po rozpoznawczym głosowaniu, ktoś mu zadaje pytanie "Dlaczego jest pan przeciw nam wszystkim ? Chce pan uniewnnić tego chłopca ?", na co on odpowiada "Nie wiem... ale wydaje mi się, że skoro w grę wchodzi kara śmierci i my o tym decydujemy, to powinniśmy chociaż porozmawiać. Jesteśmy mu to winni" - instynkt moralny ?

                      hehe, to prawda, sugestywne są te plamy potu na ubraniach i mokre czoła.

                      z pewnością tak bylo. a słychać było o przypadkach, w których uniewinnienie następowało już PO wykonaniu kary śmierci.
                      to musi być przerażające - umierać w majestacie prawa, ze świadomością bycia niewinnym.
    • grek.grek "Ziarno prawdy", w oczekiwaniu na rec. Mani :] 29.01.15, 17:40
      dwugłos z Rzepy, mam nadzieję, ze bez spoilerów albo z ostrzeżeniami przed takowymi :

      www.rp.pl/artykul/722973,1175218-Ziarno-prawdy--pro-i-kontra.html
      • grek.grek Re: "Ziarno prawdy", w oczekiwaniu na rec. Mani : 29.01.15, 18:15
        PS : "Hiszpanka" ponoć słabo, tylko 16 tys. widzów w pierwszym weekendzie.
        zanosi się na porażkę, przynajmniej na polu ekonomii.

        ale, nie wiem, jak Wy, ale jestem ciekaw bardzo tego filmu. Tak rzadko zdarzają się w polskim kinie podobne pomysły fabularne [czytałem] i taki [widziałem na fotkach i trailerach, więc moje wrażenie mozę być mylące, choć nie musi, hehe] rozmach inscenizacyjny.

        klapa, nie klapa - czuję się zaciekawiony. a co tam, niech polskie kino próbuje takich rzeczy. dzisiaj może wyjść tak sobie, ale ktoś to obejrzy, wyciągnie wnioski z błędów i nakręci lepiej, następny znów coś od siebie doda i w końcu wyjdzie takie kino kostiumowo-historyczne, że mucha nie usiądzie. te 24 mln wpakowane w "Hiszpankę" można potraktować jako wkład własny w powstanie finalnego produktu :]

        a zresztą, kto wie... może za parę lat dzisiejsza, PONOĆ :], "klapa" "Hiszpanki" będzie oceniana w zupełnie inny sposob. Kto wie... może za 20 lat doczeka się ona miana filmu kultowego. Nie byłby to pierwszy przypadek w historii kina.

        btw, ciekawy gośc z tego Barczyka reżysera. robi swoje kino, ma własne pomysły, nie idzie w bezpieczny mainstream, filmy te budzą reakcje od Sasa do lasa - warto śledzić jego rozwój.

        • pepsic Re: "Ziarno prawdy", w oczekiwaniu na rec 29.01.15, 18:28
          te 24 mln wpakowane w "Hiszpankę" można potraktować jako wkład własny w powstanie finalnego produktu
          Mam nadzieję, że Ci gula nie urośnie, jak się dowiesz, że 8 milionów zł wyszarpnięto z kieszeni podatnika.Tu szczegóły i recenzja z prawej strony

          • grek.grek Re: "Ziarno prawdy", w oczekiwaniu na rec 30.01.15, 14:38
            główkuję, jak to zakwalifikować ;]

            z drugiej strony, wiesz, jakoś mam mniejsszy kłopot z publicznym groszem wydatkowanym na kulturę niż przeznaczanym na odprawy dla krewnych i znajomych królika, więc pewnie sobie jakoś poradzę ;]
      • maniaczytania Re: "Ziarno prawdy", w oczekiwaniu na rec. Mani : 29.01.15, 22:19
        taaak, chociaż daleko mi do entuzjazmu i nazywania tego filmu arcydziełem ;), kompletnie, ale to kompletnie nie zgadzam się z panią Piwowar. Ja też nie czytałam książki, a fabułę jakoś zrozumiałam ;) I w jednym tylko się z nią zgodzę - co do pana K. Pieczyńskiego.
    • grek.grek "Czarny łabędź" na bis w POlsacie 29.01.15, 17:44
      powtórkowo. swego czasu omawialiśmy. może jakies nowe recenzje, skojarzenia, wrażenia się pojawią/nasuną ? każdy temat pozostaje otwarty. aż do samego końca. jego lub naszego, cytując jednego z kultowych bohaterów polskiego kina :]


      POlsat, 22:00.
    • maniaczytania Ziarno prawdy 29.01.15, 22:37
      no dobra, to spróbuję trochę więcej przed jutrzejszą premierą ;)

      Za dużo z fabuły nie chcę zdradzać, bo zepsułabym przyjemność, którą sama miałam przez to, że nie czytałam książki (i zdaje się w przypadku kryminałów kolejność film-książka jest lepsza ;), żałowałam na "Dziewczynie z tatuażem", że już wszystko wiedziałam).
      Ogólnie zarysowując - w Sandomierzu przypadkiem odkryte zostają zwłoki kobiety, zwłoki pozbawione krwi. A w tymże Sandomierzu, w kościele, ukryty jest obraz, na którym Żydzi zabijają dzieci dla krwi na macę, więc wiadomo, zaczyna się robić gorąco. Jeszcze bardziej, gdy wkrótce ma miejsce kolejne morderstwo. Tyle o fabule, nasz dzielny prokurator z pomocą koleżanki (też prokurator, w tej roli Magdalena Walach) oraz starego lokalnego policjanta będą próbowali rozwikłać zagadkę.
      Aktorzy - R. Więckiewicz dobry, chociaż trochę jednak dziwny, powiedzieli mu, ze Szacki jest cyniczny, więc robił ciągle taką dziwną groźno-zaczepną minę ;); znakomity jest Jerzy Trela (stary policjant); dobra Magdalena Walach (fajna jest chemia między nią a Szackim, choć Szacki w tej części 'sypia' z kimś innym); słaba Aleksandra Hamkało (nie wiem, czy ona tak zawsze, czy tylko tu, ale jej maniera mówienia na 'przydechu' była irytująca), przerysowany K. Pieczyński; bardzo dobry Modest Ruciński. Znakomite były jeszcze takie role niewielkie - rabin (Zohar Strauss); ksiądz (Jacek Koman), specjalista od broni białej (Arkadiusz Jakubik - perełka!).
      Film sprawnie zrobiony, choć było parę takich jakby skrótów, przeskoków nagłych - pojawiała się nagle jakaś postać, inna znikała, ale można się było połapać, o co chodzi. Jest dużo scen humorystycznych, ciętych dowcipów i fajnych tekstów. A i napięcie jest dawkowane odpowiednie, kilka razy aż podskoczyłam ze strachu ;)
      Myślę, że warto pójść i samemu zobaczyć. Na pewno jest lepszy niż "Uwikłanie". A, a'propos "Uwikłania" - jest w filmie takie oko puszczone do widza - otóż Szacki jest rozwiedziony, ale dwa razy kontaktuje się z byłą żoną przez telefon - zgadnijcie, czyj głos w słuchawce słychać? :)
      • grek.grek Re: Ziarno prawdy 30.01.15, 14:49
        dzięki, Maniu :]

        ostatecznie, wg Ciebie, to thriller jest czy crime story jednak ?

        jak dla mnie, brzmi bardzo dobrze.
        w ostatnich latach polskie kino kompletnie się wypłukało z gatunków.
        ani dreszczowców, ani rasowych kryminałów ani [w kontekście "HIszpanki"] kostiumowych filmów
        historycznych, więc myślę sobie, że to świetnie, iż zaczyna się coś dziać w tej materii. Ponoć ruszają, albo już ruszyły ?, prace nad filmem na podstawie "Śmierci w BReslau" Krajewskiego. niedawno wszedł "Jeziorak".

        pal licho, czy to bedzie od razu wybitne czy pozostawi [wiele] do życzenia. Grunt, ze coś się ruszyło.

        na trailery "Ziarna..." patrzę z ciekawością, bo widzę tam całkiem atmosferyczną formę zdjęciową. MOżesz to jakoś ocenić z własnej perspektywy ? Zdjęcia, ich styl, tworzą klimat czy tak sobie jest ? ["UWikłanie" zawiodło na całej linii pod tym względem, wg mnie]

        Sandomierz jest ojcowom-mateuszowy czy odpowiednio niepokojący ? :]

        Więckiewicz na fotkach i trailerach wygląda na człowieka na diecie... ? i językiem dośc takim gardłowym mówi, przeciąga słowa, w wywiadach ostatnio to samo. Może to częśc kampanii promocyjnej ? zachowuje się jak Szacki ?

        PIeczyński, Jakubik, ostatnio dopieszczany za swoją obecnośc w zachodnich filmach Koman - niezły drugi plan.

        tylko mi jakoś brakuje kobiety [aktorki] nieco mniej rozpoznawalnej, ale z ikrą. czy taki film, tak zachwalany i promowany, przy takiej doświadczonej obsadzie, to nie idealny moment na ciekawe wejście nowej twarzy aktorskiej ?
        • siostra_bronte Re: Ziarno prawdy 30.01.15, 14:58
          Producent "Ziarna prawdy" zasponsorował emisję "12 gniewnych.." :)
          • grek.grek Re: Ziarno prawdy 30.01.15, 16:03
            aaa, to mu należy zapisać in-plus :]
        • maniaczytania Re: Ziarno prawdy 30.01.15, 17:30
          hmm, trudne pytanie - bardziej chyba jednak thrillerocrimestory ;)

          tak, ja też się bardzo cieszę, że zaczynają powstawać u nas po latach posuchy filmy gatunkowe, a nie 'moralnego niepokoju' ;) Do wymienionych przez Ciebie dorzucę jeszcze "Fotografa", którego mam w planach. O Breslau też słyszałam. I masz rację, niech im się nawet nie udaje na razie, ale niech próbują, niech coś robią, to wreszcie będzie dobrze.

          Ze zdjęciami jest lepiej niż w "Uwikłaniu", ale żeby jakoś tak super atmosferę kreowały, to ja tego tak nie odebrałam. A Sandomierz nie jest w ogóle ojcowo-mateuszowy, tylko właśnie bardziej taki mistyczno-niepokojący.
          No właśnie, R. Więckiewicz, tak przeciąga te słowa, w zasadzie nie wiadomo po co, że niby cynicy i zimne dranie tak mają? ;)
          Z aktorkami racja, ale tam nie ma też jakiejś takiej roli kobiecej, w której można by się wybić i zaistnieć wyraźnie.
          • grek.grek Re: Ziarno prawdy 31.01.15, 15:44
            haha, prawdziwie dyplomatyczna ocena, Maniu :]

            yes, "Fotograf"
            bardzo jestem ciekaw "BReslau", w końcu powieść rozgrywa się w latach 30-tych, reżyser dostanie niepowtarzalną szansę stworzenia jeszcze bardziej niepowtarzalnej atmosfery minionego, barwnego, pełnego zaszłości i niuansów świata.
            ponoć Agnieszka Holland ma reżyserować, a całość ma być w modnej formie miniserialu.
            bardzo dobrze to brzmi.

            szukają aktora do roli Eberhadta Mocka, i mam nadzieję, że tym razem oprą się pokusie zaangażowania pana Więckiewicza :] świetny aktor, klasa światowa, ale przydałby się ktoś
            mniej opatrzony albo od dawna niewidziany.

            świetnie. tak mi się wydawało [a co tam, widziałem parę odcinkow "Ojca Kosmateusza", hehe], że Sandomierz ma potencjał, by grać miasto groźne i niepokojące.

            hehe, trochę ten styl mówienia pana aktora wydaje mi się uliczny, może chodziło o to, by bohatera zbliżyć do rzeczywistości przeciętnego obywatela ?

            ostatnio to jest spory problem, nie sądzisz ? aktorek mamy co niemiara, a ról na ich miarę ciągle za mało. zwłaszcza jako kontrpartnerek dla męskich bohaterów.

            o, na przykład chciałbym zobaczyć film, w którym kobieta-morderczyni, inteligentna, elokwentna i bewzględna pogrywa sobie ze ścigającym ją policjantem. w amerykańskim wydaniu byl to "Nagi instynkt" i Sharon Stone była bezbłędna, to się oglądało ! :] w Polandzie chyba jakoś ciągle strach przed takim pokazaniem Matki-Polski, nie ?
            • maniaczytania Re: Ziarno prawdy 31.01.15, 16:05
              grek.grek napisał:

              > o, na przykład chciałbym zobaczyć film, w którym kobieta-morderczyni, inteligentna, elokwentna i bewzględna pogrywa sobie ze ścigającym ją policjantem. w amerykańskim wydaniu byl to "Nagi instynkt" i Sharon Stone była bezbłędna, to się oglądało ! :] w Polandzie chyba jakoś ciągle strach przed takim pokazaniem Matki-Polski, nie ?

              hahaha, masz wyczucie Greku :) Ta najsłynniejsza scena z "Nagiego instynktu" znalazła się i w "Ziarnie prawdy" i to jak! :)))))))))))))))))
              • siostra_bronte Re: Ziarno prawdy 31.01.15, 16:13
                To się wyjaśniło :) Pamiętam jakiś podtytuł recenzji filmu w sieci :"Więckiewicz jak Sharon Stone, ale nosi bieliznę" i nie wiedziałam o co chodzi.
              • grek.grek Re: Ziarno prawdy 31.01.15, 17:41
                a to dopiero :] jestem zaintrygowany :]
                • siostra_bronte Re: Ziarno prawdy 31.01.15, 17:44
                  Nie chcę się czepiać, ale czy parodiowanie "Nagiego instynktu" (1992 r. ) nie jest trochę passe?
                  • grek.grek Re: Ziarno prawdy 31.01.15, 17:53
                    zasadna uwaga :]

                    mnie się wydaje, że "Instynkt..." starzeje się powoli i z godnością ;]]
                    • maniaczytania Re: Ziarno prawdy 31.01.15, 18:27
                      może i passe, ale jak zabawnie tu wypada ;)
    • grek.grek "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Kultura 30.01.15, 13:27
      zajmujący dokument made in US.
      rzecz jest z 2011 roku, ale opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce około 40 lat wcześniej. Wypowiadają się sami zainteresowani, bohaterowie, a ich narrację ilustrują liczne zdjęcia i filmy.

      pewien profesor z uniwersytetu w Oklahomie, Herb Terrace, postanowił uruchomić eksperyment, który miał zweryfikować tezę, jakoby małpa wychowywana od niewolaka przez ludzi i wśród ludzi była w stanie porozumiewać się z człowiekiem. Terrace przede wszystkim chciał zbadać, czy małpę uda się nauczyć języka migowego i położyć w ten sposób jakieś podwaliny pod koegzystencję obu gatunków.

      Ruszyło to w 1973 roku. Terrace odebrał świezo narodzonego szympansa jego matce, nadał mu imię Nim i umieścił go w familii swojej przyjaciółki Stephanie. Sama scena zabrania malca była ponoć poruszająca, bo matka do końca nie chciała go oddać.

      Nim nie lubił prof. Terrace'a. Od początku z nim rywalizował. Robił mu na złośc, starał się go ugryźć, prowokował. Za to wobec Stephanie zachowywał się jakby była jego matką. Był bystry - wyczuwał ludzkie nastroje, słabości, potrafił zajarzyć że ktoś jest smutny, bo przytrafiła mu się jakaś przykrość, i od razu zabierał się do pocieszania. Lubił pasjami koty, traktował je z wielką czułością i delikatnością. Chętnie się bawił. A oni przy okazji uczyli go załatwiania się w toalecie.

      Wychowywano go bezstresowo, w przydomowym ogrodzie - miał pełen luz, nawet kosztem szkód jakie zdarzało mu się poczynić. Stephanie była kiedyś hippiską i nie przestała nigdy wyznawać pewnych ideałów kontrkulturowych, co przełożyło się na jej sposób traktowania Nima. Z ciekawością odkryła ona, że Nim lubi szybkośc [auta, motoru, roweru], alkohol i można z nim przypalić jointa :]. Jako eks-studentka i chyba też naukowiec, Stephanie zaciekawiona była seksualnością szympansa, jego autoerotyzmem, ale na ten temat nic nie powiedziano więcej.

      Nie zgadzała się na prowadzenie dzienników, notatek, bardzo się zaangażowała i rzec można - polubiła Nima, wzbudził w niej macierzyńskier odruchy. To z kolei nie podobało się Terrace'owi, który chciał dokumentować każdy krok Nima i od początku traktował to wszystko jak eksperyment naukowy.

      Co kilka dni Nim zabierany był na uniwerysytet, gdzie w specjalnym pokoju, pod okiem kamer i z Terrace'em z notatnikiem w garści, poddawany był róznym testom, zadaniom i bawił się w sposób zaprogramowany, celowy i skonkretyzowany. Stephanie nie lubiła tych sesji. Nim zresztą też. Dośc szybko udało się z nim znaleźć porozumienie, więc potrafił sprytnie wyreklamować się od męczących zajęc, np. pokazując że musi do toalety. Od początku swietnie rokował,jak chodzi o naukę języka migowego.

      W zespole pojawia się Laura [wybaczcie, że bez nazwisk, ale nie zanotowałem], nauczycielka "migania". Ochotniczka. Wkrótce przejmuje opiekę nad Nimem, jako że Terrace odsuwa od tej roli Stephanie, która wg niego za bardzo zżyła się z Nimem i jej nastawienie przeszkadzało w kontynuowaniu eksperymentu na gruncie nauki. Przeciwstawiała się Terrace'owi, a także rywalizowała z Laurą o dostęp do przebywania i wpływania na Nima.

      Stephanie, po latach, wspomina, że kiedy odsuwano ją od Nima zrozumiała, co musiała czuć matka szympansa, kiedy odbierano jej dziecko tuż po porodzie.

      "Wg mnie, wpajając mu zdolnosć porozumiewania się, odbieraliśmy mu jego wyjątkowość", podsumowuje po latach.

      Terrace zabrał więc szympansa z domu Stephanie i znalazł dla niego oraz swoich współpracowników nową bazę - stojący wolno budynek należący kiedyś do uniwersytetu. MIeścił się on w Riversdale, w stanie Nowy Jork. DUży dom, dookoła bardzo rozległy ogród. Idealne warunki.

      Do ekipy dołączają kolejno, Reene, Bill i Joyce, też nauczyciele języka migowego. Między Laurą, a Terrace'em rodzi się jakieś uczucie. Nim zaś, rośnie jak na drożdżach. A to rodzi problemy, bo jest nie tylko cięższy, co sprawia problemy np. podczas przewijania go. W dodatku, wychowanie wśród ludzi nie stępiło mu instynktów. Ma gen agresji, rywalizacji, znakomicie wyczuwa strach. POszczególnie członkowie zespołu, przy całej sympatii dla Nima, zaczynają się trochę obawiać o własne bezpieczeństwo. Nim lubi kontakt z człowiekiem, ale nie panuje nad gniewem.

      Projekt opuszcza Laura. Na włąsne życzenie. Poczuła, ze przeholowała z traktowaniem Nima jak człowieka, co mogło doprowadzić do nieprzewidzianych konsekwencji. Kiedy odchodziła, pakowała walizki do auta, Nim niespodziewanie wskoczył na nią i zaczął ją bić, uderzać jej głową w ziemię. Ledwie go odciągnięto.

      CO ciekawe, Nim umiał ugryźć, zaatakować, uderzyć, ale umiał też za to przeprosić, i to wzruszająco szczerze. Nauka migania szła coraz lepiej, a Nim swobodnie już posługiwał się słówkami. Terrace uznawał to za początek drogi. Najważniejszym celem eksperymentu było przekonanie się, czy Nim potrafi formułować całe zdania.

      Wg Renee, nie to jednak było istotne dla oceny stopnia zdolności komunikowania się Nima z ludźmi. Kluczem wg niej było to, że można z nim było rozmawiać ot-tak-sobie, o tym co danego dnia się przeżyło, widziało. Dało się prowadzić taką niewymuszoną migową konwersację, w którą zaangażowane były uczucia.

      Po latach Renee mówi o tym wszystkim z wielką sympatią dla szympansa, ale i ona miała z nim dramatyczne przejścia. Któregoś dnia rzucił się na nią i przegryzł jej policzek. Z powodu ryzyka infekcji w szpitalu zrezygnowali z założenia jej szwów, więc przez 3 miesiące miała otwartą ranę na twarzy. MUsiała odejść. "To było jak rzucenie kochanego, ale nieodpowiedniego chłopaka", wspomina.

      Tamten epizod spowodował, ze prof. Terrace zaczał się zastanawiać nad zakonczeniem eksperymentu. Nim stawał się zbyt niebezpieczny dla ludzi, poza tym - mijał 4 rok współbycia, a ponoć 5 lat to górna granica w przypadku obcowania z szympansem. Poza tym, trzeba było uporządkować dane, obserwacje, notatki [które w końcu zaczęto robić] i wyciągnąc wnioski z przeprowadzonych badań.

      w 1977 roku Nima uśpiono i wywiezono z powrotem do Oklahomy. Wylądował w czymś w rodzaju schroniska dla małp, kolonii małpiej. W takim rodzaju rezerwatu, gdzie pod okiem ludzi małpy sobie swobodnie hasają. Na miejscu okazuje się, ze owszem - teren jest drzewiasty i rozległy, ale poza tym wygląda to raczej na więzienie. Małpy są na noc zamykane w klatkach, prowadza się je na smyczach, a oprócz tego przez rezerwat płynie rzeka, w której silniejsze osobniki potrafią utopić słabsze, a niektóre popełniają samobójstwo. Nad całością czuwał doktor Lemmon, paradujący po całym terenie z elektrycznym pastuchem w ręku. I używający go wobec swoich pododpiecznych.

      Nima przeraziła ta cała zmiana. BYł to dla niego oczywisty szok, przeszedł z pełnego luzu i swobody do klatki i łańcucha na szyi. Nigdy przecież nie widział innych szympansów. Nie miał pojęcia jak zachować się wobec swoich pobratymców. Ludzie nie dali mu szansy na nauczenie się tego.

      Udało się zaprzyjaźnić Nima z Mackiem, łagodnym mniejszym od niego szympansem, z którym Nim mógł się poczuć pewnie i z czasem przełamać pierwsze niepokoje. PO czym, jak opowiada Bill.. po prostu przestali go odwiedzać i zostawili go [on i Joyce, którzy zajmowali się nim po zakończeniu eksperymentu Terrrace'a]. Tak po prostu. Joyce jest smutna, nawet po 35 latach od tamtego zdarzenia. Do dziś widzi go przywiązanego w klatce, i siebie odchodzącą, tak po prostu. Czy można było inaczej ? A może nie należało zaczynać ? "Zawiedliśmy go, zraniliśmy, powinniśmy się wstydzić", mówi dobitnie.

      Wspominają pracownicy tego ośrodka, że Nim wiele dni spędził w apatii, zwinięty w kłębek na podłodze klatki.

      Jedna z pracownic wspomina, że z czasem udało się zaangażować Nima, i parę innym pojętnych małp, do czynności kuchennych w ośrodku. LUbiły zamiatać podłogę, myć naczynia, ścierać kurze. Przynosiło im to dziwną satysfakcję. "To była wyjątkowa grupa, miały wyższą świadomość", powiada po latach.

      PO roku Nima odwiedził Terrace. Nim go poznał i był radosny. MOże wierzył w powrót do Riversdale ?
      cdn
      • grek.grek Re: "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Kultura 30.01.15, 13:58
        Terrace przywiózł ze sobą fotografów, zrobili zdjęcia, jak się później okaząło do artykułu w jakimś czasopiśmie naukowym. sam profesor chwilę się pobawił z Nimem, a potem odjechał, i nigdy się już nie zainteresował losem swojego wychowanka. NIm znów mocno przeżył odejście człowieka - płakał i nie chciał jeść.

        Na miejscu Nimem zajmował się m.in Bob. POczuli do siebie wielką sympatię, migali, a Bob wspomina, że Nim zaskoczył go bogatą osobowością. Podobnie innego opiekuna, Stone'a. "Lubił przyjemności. Jak my, jak ludzie", wspomina.

        w 79 roku Terrace wystąpił w TV, po tym jak media zainteresowały się jego eksperymentem. W wywiadzie dowodził, że nie udało się dowieść, jakoby małpa była zdolna budować logiczne pełne zdania za pomocą języka migowego. Nima okreslił jako "zaledwie] błyskotliwego żebraka", który wspaniale umiał manipulować otoczeniem, aby "coś dostać". To była jego jedyna motywacje. A zatem, wg Terrace'a, teza o zdolności porozumiewania się człoweka z małpą nie zostałą dowiedziona w swojej istotnej części. Ofk, po drodze wypowiadane świadectwa innym ludzi mających stycznośc z Nimem zaprzeczają wnioskom naukowym profesora.

        Wtedy na horyzoncie losów Nima pojawia się niejaki Mahoney. Wysłannik instytutu zajmującego się testami szczepionek na wirus wątroby, AIDS I HIV przeprowadzonych na zwierzątach. Małpach. Instytut ten przejmuje wszystkie małpy z kolonii dr Lemmona. Oficjalnym powodem były problemy ekonomiczne kolonii. Stone i Bob próbowali zrobić zbiórkę na ratowanie Nima, ale nie wyszło. Szympans wylądował w laboratorium doświadczalnym.

        Co za miejsce.. sterylne, ale z brudnymi odrapanymi małymi klatkami, przez ekran zalatujące tym szpitalnym odorem czystości i śmierci. Mahoney i paru jego współpracowników szybko zorientowali się, ze małpy zabrane z kolonii potarfią "migać", więc zaczęli wieszać na ścianach laboratorium rysunki objaśniające pracownikom poszczególne gesty, aby ułatwić rozmowę z małpami. NIkt jednak nie zadawał sobie trudu by je sobie przyswoić i stosować...

        Praktyki tamtejsze były na tyle fatalne, że Mahoney zawiadomił pismaków, ktorzy zrobili wokół tej całej sprawy duży szum. Zgłosił się zuchwały adwokat Henry Hermann, gotów bronić przed sądem praw Nima i innych małp traktując je jako :"klientów", a więc na podobieństwo ludzi. Zaczęły się jakies sądowe przymiarki do procesu, który obrońcy małp wytoczyli ośrodkowi, w sumie smród zaczął się unosić i ośrodek sam zrezygnował z szymapansów. "Zabierajcie je sobie", usłyszeli Stone, Bob i reszta towarzystwa.

        Prof. Terrace nie interweniował, mimo że wiadomości do niego dotarły. "NIm nie był moją własnością. Nie mogłem nic zrobić", tłumaczył wówczas.

        Nim wylądował z CLeveland Amory, schronisku dla zwierząt prowadzonym przez bogatego społecznika, od którego imienia i nazwiska schronisko wzięło tytuł. BYło to coś w rodzaju fundacji skupującej chore zwierzęta, przede wszystkim konie przeznaczone na rzeź, a potem umiesczające na czymś w rodzaju rancho, by tam sobie w spokoju i na luzie dożyły swoich lat.

        Z Nimem był pewien kłopot. Był jedyną małpą w tym schronisku. Nikt nie wiedział, jak się znim zajmował. Dano mu duża klatkę z obszernym wybiegiem, nawrzucano zabawek, mógł się bujać na kratach, ale jednego nie przewidziano - jak ogromnie cięzko Nim będzie znosił samotność. NIe umiał być sam. Cierpiał. Wymowne jest zdjęcie kiedy siedzi pleami do obiektywu, na oponie przy kracie, i patrzy w dal.

        Próbowali mu wstawiać telewizor, ale rozbijał go na kawałki. Po drugim razie dali sobie spokój. Stone wspomina, że chciał pomóc, ale oni tej pomocy nie oczekiwali. Jest bardzo wzruszony, z trudem moze się do końca wysłowić. PO wielu latach ciągle sprawia zasmuca go myśl jak cięzko musiało być jego małpiemu przyjacielowi.

        Nim uciekał z tego wybiegu. Raz wlazł do domu Amorych. Chciał pobyć z ludźmi. NIkogo jednak akuratnie w domu nie było, prócz pudla. Głośno szczekał na Nima, więc ten pacnął nim o ścianę i zabił. Nim, w momencie opisywanym, jest już dorosłą, duża małpą, 6 razy silniejszą od człowieka, atletyczną, a gębę ma już jak małpiszon, a nie mała niepozorna małpka-dziecko.

        Echa całej historii dotarły wtedy do Stephanie. POjechała go odwiedzić. Poznał ją. I wg niej zrobił minę pod tytułem "TERAZ mnie odwiedzasz ? TERAZ ? Po tym co przeszedłe, TERAZ dopiero ?". Mimo przestróg, Stpehanie weszła na wybieg Nima. Tak, miała świadomośc, ze mozę zginąć. Nim był agresywny, miotał nią po klatce, szarpał za nogę, ale nie zrobił jej większej krzywdy. Mógłby mnie zabić, ale z jakichś względów tego nie zrobił - wspomina Stephanie - pokazał mi tylko, ze to JEGO teren, JEGo miejsce". I dodaje "Skrzywdziliśmy go, próbując wszczepić my ludzką naturę, bez szacunku dla zwierzęcej. To był BŁĄD".

        10 lat później Cleveland Amory, które w międzyczasie zmieniło właściciela - na jeszcze przyjaźniejszego zwierzętom. Sprowadzono wszystkie 50 małp z ośrodka testów nad szczepionkami. Było to tym bardziej możliwe, że Ośrodek stracił finansowanie i zwierzęta zostały mu odebrane.

        Stone zaczął odwiedzać Nima i był przez niego swietnie przyjmowany. Sam Nim miał przyjaciół małpich - Mitcha i samicę Lou Lou.

        Zmarł 5 lat później na atak serca. Żył 26 lat.

        niezwykle interesująca historia, świetnie zrealizowany, w tempie, film.

        www.youtube.com/watch?v=yxQap9AAPOs

        • siostra_bronte Re: "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Ku 30.01.15, 15:03
          Dzięki, Greku :)

          Bardzo znany film. Chyba czytałam o nim przy okazji jakichś nagród. Poruszająca historia. Ale nie dla mnie, bo ja się bardzo wzruszam na filmach o zwierzętach.

          Przypomina mi się dokument, który leciał kiedyś w publicznej tv "Lew o imieniu Christian". Tam lwiątko było wychowywane przez ludzi, ale na szczęście udało mu się wrócić do życia na wolności. Ależ się spłakałam na tym filmie :(
          • grek.grek Re: "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Ku 30.01.15, 16:02
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

            istotnie, jest to poruszająca historia, nawet jesli cała akcja miała jakieś naukowe podglebie, to
            koniec końców szympans na tym ucierpiał, potraktowano go bezmyślnie i przedmiotowo, nawet pomimo okazywanej mu sympatii i względów.

            nie widziałem tego filmu. potraktuję Twoje wspomnienie jako rekomendację.
            • siostra_bronte Re: "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Ku 30.01.15, 16:31
              Tak, Nim został wykorzystany a potem porzucony. Przecież wiadomo było, że po tym eksperymencie trudno mu będzie żyć wśród innych zwierząt.

              Świetny film. Jeżeli będziesz miał czas to polecam. Jest cały na youtube:

              www.youtube.com/watch?v=4enNZqNrwYc
              • grek.grek Re: "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Ku 30.01.15, 16:42
                otóz to. nikt o tym nie pomyślał zawczasu. żadnego "spadochronu" nie przygotowano, żadnego planu na potem, aż dziw - czy profesor był tak obojętny czy po prostu tak niemądry ? przypomina mi to amerykańskie próby "szerzenia demokracji na Bliskim Wschodzie" - robimy rozwałkę, bierzemy co nam trzeba, a potem radźcie sobie sami. No i mamy - Państwo Islamskie :]

                o, dzięki :] zachowam ten link i na pewno wkrótce obejrzę.
                • pepsic Re: "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Ku 01.02.15, 18:05
                  Na marginesie "Projektu Nim", którego fragmenty widziałam. Nota bene dzięki Greku za dopowiedzenie. Nie sądziłam, ze historia szympansa tak smutno sie kończy, choć projekt od początku nie budził mojego aplauzu. Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie myśl poznawcza nadal siedzielibyśmy w jaskiniach i że nie czas żałować róż, kiedy płona lasy, ale jakieś granice ludzkiego egoizmu winny być zachowane. Przy okazji chciałam się wypowiedzieć nt. sensu istnienia zoo, w których zwierzęta tkwią w głębokiej depresji, obijają się w ciasnych klatkach, wyją ze strachu (wyspa Bolko, jak sie podnosi poziom Odry), umierają na atak serca z powodu idioty (łódzkie żyrafy). Rzecz jasna pomijam istotę rezerwatów przeznaczonych dla ginących gatunków, ale na Boga w warunkach zbliżonych do naturalnych i bez dokarmiających statystów. Walor edukacyjny nijak mnie nie przekonuje, od tego jest discovery, a poza tym nikt na świecie nie jest w stanie wszystkiego zobaczyć i wszędzie być.

                  przypomina mi to amerykańskie próby "szerzenia demokracji na Bliskim Wschodzie" - robimy rozwałkę, bierzemy co nam trzeba, a potem radźcie sobie sami. No i mamy - Państwo Islamskie
                  Ale masz rozrzut:)
                  • pani_lovett Re: "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Ku 01.02.15, 23:08
                    > Przy okazji chciałam się wypowiedzieć nt. sensu istnienia zoo, w których zwier
                    > zęta tkwią w głębokiej depresji, obijają się w ciasnych klatkach, [...]

                    Myślę tak samo.
                  • grek.grek Re: "Projekt Nim" [dokument; 2011] via Ku 03.02.15, 17:10
                    cała przyjemnośc po mojej stronie, Pepsic :]

                    mogę się tylko podpisać pod Tym co powiedziałaś.

                    [niestety, ginące gatunki, to częśto również wynik działalności człowieka, który kompletnie oszalał w pogoni za skórami, sproszkowanymi kościmi mającymi leczyć impotencję u 100-latków albo innymi kretynizmami. Ucinałbym ręce przy samej d,pie tym, którzy używają ich do tępienia zwierząt]
    • grek.grek "Pozdrowienia z raju" w TVP KUltura 30.01.15, 16:11
      20:20

      dramat w koprodukcji niemiecko-francusko-brytyjsko-filipińskiej.

      akcja rozgrywa się w 2001 r na Filipinach, gdzie grupa europejskich turystów zostaje porwana dla okupu przez terrorystów islamskich. są prowadzeni przez dżunglę, grozi im nie tylko terrorystyczna bojówka, ale i rządowe wojsko filipińskie, któremu bardziej zależy na zabiciu porywaczy niż ocaleniu porwanych. a do tego dociera do nich wiadomość, że zamachowcy zburzyli wieże nowojorskie, co prowadzi ich do przerażającej myśli, że świat stanał na głowie i terroryści przejęli kontrolę.

      brzmi ciekawie, nieprawdaż ?

      w jednej z ról - Isabell Huppert, gra francuską działaczkę humanitarną.

      to jump or not to jump ? ;]
      • siostra_bronte Re: "Pozdrowienia z raju" w TVP KUltura 30.01.15, 16:32
        Szczerze mówiąc to nie brzmi jakoś ekscytująco :)
        • grek.grek Re: "Pozdrowienia z raju" w TVP KUltura 30.01.15, 16:39
          :]
          ja najpewniej skoczę, więc jakby co, to "nasz/wasz człowiek tam będzie" ;]
        • grek.grek Re: "Pozdrowienia z raju" w TVP KUltura 30.01.15, 16:45
          PS :a zaraz później "Dwunastu gniewnych..." [23:15]. wczoraj, czekając na "Łabędzia..." i wiedząc, że i tak nie zobaczę w całości - obejrzałem ponad godzinę :] nic to, dzisiaj zaczynam od początku i tym razem już w pełnej wersji.

          jak Twoje wrażenia, Siostro, po wczorajszym seansie ? z biegiem lat i ilości obejrzeń - smakuje coraz lepiej, czy jednak stracił nieco wdzięku ?
          • siostra_bronte Re: "Pozdrowienia z raju" w TVP KUltura 30.01.15, 16:49
            Czekam na Twoją recenzję, ale napiszę krótko we właściwym wątku :)
            • grek.grek Re: "Pozdrowienia z raju" w TVP KUltura 31.01.15, 15:30
              recenzujemy "Dwunastu..." ? :]
              • siostra_bronte Re: "Pozdrowienia z raju" w TVP KUltura 31.01.15, 15:33
                Yes!
                • grek.grek Re: "Pozdrowienia z raju" w TVP KUltura 31.01.15, 15:46
                  yikes ! :]

                  nie wiem, czy dziś zdążę, ale jutro na pewno.

                  mam zacząć, czy masz przyjemnośc Ty ? :]
        • grek.grek "POzdrowienia z raju" - parę zdań na temat 31.01.15, 13:40
          no to może parę zdań na temat.
          film bardzo dobry, z kilkoma ciekawymi zabiegami narracyjnymi.

          Jako się rzekło, akcja rozgrywa się na południu Filipin. Nocną porą do kurortu wczasowego Las Palmas wpadają zakutani w araftki i uzbrojeni w karabiny islamiści [później krzyczą "Allah Akhbar !", czym rozwiewają wszelkie wątpliwości odnośnie swojej prowieniencji]. Wywlekają na łapu capu zamieszkałych tam turystów i ładują na łódź zaparkowaną nad wodą. Starsza pani ma trudności z przejściem na łódkę, więc niektórzy z porywaczy sugerują, żeby ją zastrzelić, ale dowódca kategorycznie się sprzeciwia "Starsza pani wzbudza litość i współczucie, dostaniemy za nią dobry pieniądz". Zatem, od razu wiadomo, że jest to porwanie dla okupu.

          Od razu mozna także zaznaczyć, że porywaczami są bojownicy islamscy walczący z rządem Filipin o secesję tej wyspy od reszty kraju.

          Turyści zostają załadowani na coś w rodzaju łodzi-tratwy, którą terroryści kierują na otwarte morze. Terrorystów jest około dwudziestu, porwanych - mniej więcej tyle samo. Jest tutaj para Amerykanów, Niemcy, Chińczycy, a takża Francuzka Therese, pracująca jako wolontariuszka w instytucji humanitarnej. Gra ją Isabelle Huppert i ofk to ona będzie główną postacią całej opowieści.

          Płyną przez to morze, jak krew z nosa. Zdarza się solidny deszcz, zdarza się też spotkanie z łodzią patrolową służb bezpieczeństwa. Na szczęście dla wszystkich odbywa się to nocą, więc terroryści kryją się pod wodą, tylko głowy mają nad powierzchnią, a jeden z nich pod groźbą noża zmusza Theresę do odpowiadania na pytania patrolowców, co w konsekwencji powoduje ich odpłynięcie.

          Wreszcie łódz-tratwa dopływa na wyspę, najpewniej właśnie Mindanao, gdzie toczy się konflikt zbrojny.

          CIągną porywacze tych turystów przez dżunglę. Pająki, komary, pijawki jak rekiny, węże, atakujące szerszenie, jaszczurki, ulewne deszcze... Wszystko co ohydne na tej wyspie się znajduje. Jakby to był jakiś punkt zborny dla wszelkiego ohydztwa ;] Jest tutaj miejsce na gustowne scenki zoologiczne : oto ktoś jasczurce łeb odcina maczetą, a gdzieś indziej pokazany jest w stylu National Geographic śmiertelny atak węża dusiciela na jakiegoś nieświadomego niczego ptaszka.

          Porywacze są cwani. Już na łodzi-tratwie przeprowadzają coś w rodzaju wywiadów z porwanymi. Wypytują o narodowośc, o sposób zarobkowania, o rodzinę. CHcą się zorientować, ile który jest wart, jaki okup można za niego wydusić. Jednocześnie deklarują z duma, ze są muzułmanami, więc np. kobieta zamężna to rzecz święta, a poza tym, to bardzo by sobie życzyli, żeby wszystkie panie zakrywały ciało, nawet ramiona i łydki. Rozdają im koce i dodatkowe ubrania, aby mogły to uczynić.

          JUż na wyspie bojownicy nawiązują telefoniczną łącznośc z ambasadami porywanych ludzi. Negocują warunki wypuszczenia ich, czyli wysokość okupu. My tego nie widzimy i nie słyszymy. Skąd wiemy, że takie negocjacje trwaja ? SAmi terroryści opowiadają o tym zakładnikom.

          Z czasem, wiedza ta będzie wyrażona za pomocą wypuszczania kolejnych porwanych. Rząd zapłacił, albo rodzina zapłaciła ? no to dziękujemy, było fajnie, cześć i nie do zobaczenia. Jesli wśród porwanych jest rodzina, to bojownicy wypuszczają ich pojedynczo. Rząd albo familija płaci za trójke, a oni wypuszczają jednego, żeby ten mógł wrócić i cisnąć w sprawie wypuszczenia pozostałych. Bystrzaki, to im trzeba przyznać. Oczywiście, rozstania rodzinne są bardzo trudne, wykupieni zakładnicy wręcz nie chcą odejść, kiedy bliscy zostają nadal w rękach porywaczy.

          Ciekawe, że między turystami, a w większości młodymi porywaczami nawiązuje się jakaś więź. Zwłaszcza gdy już na Mindanao grupa kidnaperów pod wodzą Omara łączy się z grupą Sayieda, który jest jakimś grubszym kierownikiem. Nakłania by turyści mówili do niego tak jak jego ludzie - per "mistrzu". Jest rozsądny, kulturalny, ma maniery i nic nie jest w stanie zburzyć jego spokoju.

          Terroryści mówią do zakładników po imieniu, podczas rozstanie ściskają sobie dłonie i żegnają się kładąc ręce na sercu, a jedna z porwanych dziewczyn sympatyzuje z jednym z porywaczów, tutaj ewidentnie rozwija się syndrom sztokholmski. Z drugiej strony, widać że terrorystom zależy na życiu porwanych, choć ofk chodzi tylko o pieniądze. Zależy im tak samo jak pani ze wsi na jajkach, które wiezie na miejski bazar.

          Pod wodzą Saiyeda bojówka zajmuje szpital. Nie terroryzuje personelu, a wręcz grzecznie prosi o udzielenie schronienia. Turyści mogą zjeśc, odpocząć, zmienić ciuchy, umyć się. A terroryści z chęcią pomagają personelowi szpitalnemu, ot choćby w przeniesieniu na salę operacyjną pani, którą mąz przywiózł w stanie wskazującym na początek akcji porodowej. Ten poród zresztą oglądamy w naturalistycznym zbliżeniu.

          Co i rusz bojówka toczy walki z rządowymi oddziałami. Pod szpitalem też taka potyczka ma miejsce. W takich momentach terroryści mają niezawodny koncept : dają słuchawkę jednemu z zakładników i mówią "Po drugiej stroinie są ludzie z ambasady twojego kraju, powiedz im żeby kazali wstrzymać ogień rządowym wojskom". I działa.

          W przypadku szpitala również. Co ciekawe, Omar ma na nasłuchu dowodców wojska. Czy to nie komedia ? ;] I negocjuje z nimi wartunki zawieszenia broni, a także opuszczenia szpitala przez terrorystów.

          Walka zostaje wstrzymana, i tylnym wyjściem grupa Sayieda i Omara opuszcza szpital, zabierając ze sobą ofk zakładników, którzy jeszcze nie zostali wykupieni, oraz część pielęgniarek i lekarek, żeby służyły porwanym pomocą medyczną. W razie czego.

          No i lezą znowu przez dżunglę. I znów potyczka z rządowym wojskiem. Tym razem część zakładników zostaje ranna. Starsza pani umiera ze zmęczenia. Therese płaczem i wrzaskiem wymusza na terrorystach zgodę na pochówek w obrządku chrześcijańskim. Islamiści przyglądają się temu z boku. Tak jak turyści obserwują ich codzienne modlitwy. Tych najmłodszym Saiyed organizuje coś w rodzaju "korkow" z islamu. Siada, tłumaczy im, czyta, a oni gapią się w niego jak sroka w kość. CO ciekawe, Saiyed proponuje przejście na islam i przystąpienie do walki po ich stronie jednemu z zakładników, porwanemu ze szpitala pielęgniarzowi. I on w to wchodzi. Ofk, do pierwszego momentu, w którym ma szansę porzucić broń i chustę na głowie i rzucić się do ucieczki, wykorzystując szturm oddziałów rządowych, ktory sprawi że bojownicy pójdą w rozsypkę.

          Zanim to jednak nastąpi...

          Saiedy proponuje ślub jednej z porwanych pielęgniarek. Dziewczyna płacze, ale nie ma wyjścia. Zgadza się. Przywdziewa szaty odpowiednie, a potem ma miejsce ceremonia. Inny z terrorystów, który własnie dochrapał się miana wodza - wybiera sobie drugą z pielęgniarek. Przemocą. I ona musi się zgodzić.

          W pewnym momencie terroryści zaabierają ze sobą jednego z Amerykanów. Myslimy że dlatego, bo został wykupiony. Z drugiej strony, ponoć Amerykanie nie płacą okupów, z zasady...

          Co stało się z chłopakiem, dowiadujmy się później, ze strzępków rozmów i z informacji radiowych, bo terroryści cały czas noszą przy sobie radioodbiorniki. Otóż, w sprawę zwolnienia porwanych terroryści próbowali zaangazować rząd Malezji, w roli mediatora. Aby wzmocnić swoje żadanie, obcięli głowę Amerykaninowi. TO jest własnie ten rodzaj narracji, która ma niezwykle ciekawy charakter. Nie widzimy kulis negocjacji, widzimy albo słyszymy tylko o efektach. W takim układzie wygląda to podwójnie ciekawie. Film nie zamienia się w polityczny thriller.

          Wkrótce pojawia się wiadomośc, że cena za zakłądników urosła do 3 mln dolarów, a Omar mówi Theresie, że na ich rzecz są organizowane zbiórki pieniędzy. THeresa na to "TO znaczy że nas zaraz wykupią", na co Omar "Nie. Jak zapłacą, to my zażądamy większych pieniędzy, bo wiemy że dadzą radę je zebrać".

          Niespodziewanie w dżungli zjawia się ekipa TV z Manilii. Babka z kamerą i jej pomagier. Nagrywają reportaż o zakładnikach. Terroryści zezwalają na to, bo liczą że pokazanie porwanych światu zwiększy ich wartość.
          • grek.grek Re: "POzdrowienia z raju" - parę zdań na temat 31.01.15, 14:08
            Rodziny będą bardziej zdeterminowane by uzbierać odpowiednio wysoką sumę, a rządy poczują presję ze strony społeczeństwa i opinii publicznej by im w tym pomóc, albo wyręczyć.

            Omar powiada do Therese "Dlaczego tu jeszcze jesteś, jak myślisz ? Dlaczego są tutaj ci dwoje Amerykanie ? Masz rację, reszta została wykupiona, a wy nie. Wasze rządy nie chcą za was zapłacić, bo was nie szanują, nie cenią waszego życia. MIejcie pretensje do swoich rządów, a nie do nas". ZGrabne, nieprawdaż ? ;']

            Zakładnicy są pełni goryczy, państwo z Ameryki mają pretensje, że oddziały rządowe atakując bojowników kompletnie mają w nosie, że przy okazji prują do bezbronnych porwanych. Byle zabić wrogów politycznych w swoim konflikcie, reszta ich nie obchodzi. W ten sposob kilku zakładników zostało rannych, a jeden czy dwóch wręcz zginęło.

            Widać rezygnację, brak nadziei, apatię - koszmar trwa jujż 7 miesiąc.

            W którymś momencie z radia płynie informacja, że islamiści zburzyli wieże WTC> konsternacja. Turyści zamierają, nie wiedzą co się dzieje, wydaje się, jakoby terror przejął władzę nad światem. Za to islamscy bojownicy, o azjatyckich twarzach, skaczą z radości "Allah Akhbar !".

            Docierają do małej wioski. Zatrzymują się w szkole. Miejscowi znoszą jedzenie i ubrania. Therese zaklegowuje się z Hamedem, małoletnim który odpowiada za jej bezpieczeństwo. TO dziecko. Therese zostawiła we Francji trójkę dzieci, więc Hamed w jakiś sposób jej o nich przypomina. Nic to że ma karabin większy od niego samego. Nawet jesli chłopiec jest cały czas jakże poważny i skupiony, dorosły ponad wiek. POdczas rozmowy Therese dowiaduje się, ze jego rodzina zgineła własnie wtedy, kiedy on był w szkole. A potem zasypia z głową na jej kolanach, jak jej syn. Dzieciak z karabinem. Życie napiętnowane. Bez wyjścia. Gdzie ma pójśc dziecko, ktore straciło rodzinę z ręki rządowych wojsk ? Hamed jest typową ofiarą i produktem historycznych zawirowań.

            Niebawem po opuszczeniu osady [bojownicy PŁACĄ za gościnę, tacy szlachetni są] grupa wpada w zasadzkę wojsk rządowych. Ginie Amerykanin, ginie pozostała przy życiu pielęgniarka [ta poślubiona przez Saiyeda poszła razem z nim w innym kierunku, wcześniej Saiyed odłączył się z częścią swoich ludzi]. BOjownicy rozpierzchają się w bezładnej strzelanie pośród drzew i wielobarwnych papug podrywających się z gałęzi.

            THerese zostaje przechwycona przez wojskowych. Zaraz wróci do Francji.

            www.youtube.com/watch?v=UJ8aeq_fT-Q

            Huppert wiarygodna, dżungla pełna ohydztwa i niebezpieczna, a przede wszystkim świetnie, z sugestywną monotonią, odmalowana gehenna ludzi, którzy wpadają w tryby niezrozumiałej rzeczywistości, w której pełnią rolę pionkow, kart przetargowych, przedmiotów handlu i negocjacji, o których formie i sposobie prowadzenia nie mają pojęcia, bo dzieją się one gdzieś z dala od nich. Kafkowski dramat świadomości. Oni chcą tylko przetrwać. Nie wiedzą, ile to potrwa, czy w ogole będzie happy end, nie mogą nic zrobić, decyzja o ich losie jest poza nimi.

            Znają więc tylko mordeęgę ciągłego wędrowania, widok karabinów dookoła, strzelaniny w których ci, którym powinno zależeć na ich uwolnieniu, kompletnie nie zwracaja uwagi na to, ze mogą ich zabic. Są obcy na tej ziemi, obcy w tym konflikcie. Zostali weń wmanerwowani ze względu na swój paszport. wyjątkowo paskudna sytuacja.

            Ciekawa jest forma interakcji między porywaczami, a zakładnikami. Zbliżenie, nieuchronne w sytuacji gdy przez wiele miesięcy są ze sobą razem. I, paradoksalnie, w momencie gdy atakują rządowe wojska, to terroryści ich chronią przed kulami, bo zakładnicy są warci dla nich fortunę.To co jestr przekleństwem turystów, czyli fakt ich zagranicznego obywatelstwa, w momencie gdy zagrożone jest ich życie - decyduje o tym, że otrzymują pomoc od swoich porywaczy. Teatr paradoksów sytuacyjnych.

            Efekty negocjacji, których nie widzimy tak my jak i sami zakładnicy, objawiają się znienacka. Ot, nagle dwoje czy troje porwanych pakuje się i odchodzi. Zostali wykupieni. Inni zostaje zabrany i dopiero z radia słuchanego przez porywaczy dowiadujemy się, ze scięto go aby wywrzeć nacisk na rząd Filipin, w celu dopuszczenia Malezji do stołu negocjacyjnego.

            Film opiera się na faktach, a same wydarzenia miały swoje głośne echo w mediach zachodnich.

            W roku 2012 "Pozdrowienia..." były w konkursie głownym Berlinale.

            uff, i to chyba tyle :]]


          • siostra_bronte Re: "POzdrowienia z raju" - parę zdań na temat 31.01.15, 14:23
            Dzięki, Greku :)

            Brzmi ciekawiej niż się zapowiadało. Ale może to zasługa Twojego pióra :)
            • grek.grek Re: "POzdrowienia z raju" - parę zdań na temat 31.01.15, 15:33
              cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

              miło by mi było, w związku z tą potencjalną zasługą ;]

              film jest dobry.
              osobiście, spodziewałem się czegoś innego, innego odmalowania relacji porywaczy z zakładnikami,
              innego obrazu świata niż ten przedstawiony.
    • grek.grek "Dom na weekend" w Kulturze 31.01.15, 17:39
      kolejny film z Berlinale 2012.
      niemiecki.

      rutynowe rodzinne spotkanie, rodziców, synów i wnuków, które zamienia się w dramę.

      skoczymy ? :]

      20:20 & 0:35
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrać 2015 - 1 (vol. 51) 31.01.15, 18:16
      a, chciałam tylko nadmienić, że zapowiedzi tygodniowe mają szanse się ukazać i tym razem, ale już chyba raczej w lutowym wątku ;)
    • 82adrian Koralina i tajemnicze drzwi - TVP2 31.01.15, 18:23
      Wczoraj i dzisiaj leciała ta animacja połączona z horrorem i aluzją do ''Alicji w krainie czarów''.
      • barbasia1 Re: Koralina i tajemnicze drzwi - TVP2 08.02.15, 21:03
        Drudzy rodzice z alternatywnego świata w miejscu oczu mieli guziki!

        Mignął mi kiedyś fragment i przyznam, że zaintrygowała mnie dziwność tej bajki. Chętnie obejrzałabym całość.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka