Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 3 (vol. 53)

    • barbasia1 "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura godz. 22:05 15.03.15, 15:59
      Przypominam zainteresowanym , dziś w ramach przeglądu wczesnej twórczości Pawła Pawlikowskiego pokazany zostanie kolejny dokument pt. "Podróż z Żyrinowskim"

      www.telemagazyn.pl/tv/603159/podroz-z-zyrinowskim
      • grek.grek Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura godz. 22:05 15.03.15, 17:45
        dzięki, Barbasiu :]

        nie wiem, czy skoczę, w Ct2 puszczają kolejny film Szabo, znów z Brandauerem; tym razem "Hanussen".

        zamierzam... :

        gifs.gifbin.com/012011/1295375531_cat-jump-fail.gif

        :]
        • siostra_bronte Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 15.03.15, 17:55
          O! W takim razie czekamy na recenzję :)
          • grek.grek Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 15.03.15, 18:14
            TAk JEST ! :]]
        • barbasia1 Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 15.03.15, 18:14
          grek.grek napisał:

          > nie wiem, czy skoczę, w Ct2 puszczają kolejny film Szabo, znów z Brandauerem; t
          > ym razem "Hanussen".

          OK! Postaram się obejrzeć i słówko szybko napisać.


          Auć! Niedoskok!?
          • grek.grek Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 15.03.15, 18:15
            świetnie, Barbasiu :]

            haha, możliwe że tak, ale mam nadzieję, ze wylądował na czymś miękkim ;]
          • grek.grek Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 15.03.15, 18:16
            ewentualnie skoczył na przebiegającą dołem mysz ;]
            • barbasia1 Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 15.03.15, 18:32
              Właściwie to kot zawsze spada na cztery łapy. Nic mu się nigdy złego nie stanie. :)
              • barbasia1 Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 15.03.15, 19:53
                Ale tamten kot spadający na ziemię razem z karniszem i zasłonką , na którą skoczył, to mnie lekko przeraził.
                • barbasia1 Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 15.03.15, 19:55
                  Ale tamten kot spadający na ziemię razem z obluzowanym celowo karniszem i zasłonką , na którą skoczył, to mnie lekko przeraził.
                  • grek.grek Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 16.03.15, 15:48
                    :] na pewno nic mu się nie stało :]
                    • barbasia1 Re: "Podróż z Żyrinowskim" TVPKultura god 16.03.15, 23:10
                      He,he! To dobrze! :)
    • grek.grek "Hanussen" [1988] 1 16.03.15, 13:50
      W swojej konstrukcji film bardzo podobny do "Mefista" i nawet z tą samą twarzą aktorską w roli głównej, Klausem-Marią Brandauerem, który z minuty na minutę gra coraz lepiej, a arcymistrzostwo osiąga w ostatniej scenie.

      W "Mefisto" bohaterem był aktor, który staje się, co tu dużo ukrywac, pieskiem pokojowym nazistów przejmujących władzę w Niemczech lat 30-tych. Uważa że "jest aktorem", więc to co się dzieje, jego wybory i decyzje, nie obciążają jego samego. W istocie flirtuje z faszyzmem i w pewnym momencie nie jest w stanie się już wyplątać z uścisku tej anakondy. Podobnie jest w "Hanussenie", którego główną postacią jest tytułowy wróżbita, telepapa i jasnowidz, który w Berlinie lat 30-tych zyskał renomę i popularność.

      ERci Hanussen w rzeczywistośći nazywał się Schneider.

      POznajemy go w końcowym akcie I wojny światowej, w której brał udział jako żołnierz Austro-Węgier. Podczas szturmu na pozycje wroga zostaje ranny w głowę. Jakiś czas dochodzi do siebie, w szpitalu prowadzonym przez doktora-majora Bettelheima, starszego siwego, z brodą, pana po 60-tce. Skarzy się na bóle [głowy ofk], ma myśli samobójcze, problemy ze wzrokiem, ale to wkrótce przechodzi. Zostaje coś, czego Schneider zupełnie nie rozumie... wizje i przeczucia, jakich doświadcza we śnie, ale i na jawie.

      Pewnego dnia zwierza się majorowi [świetna rola Erlanda Josephsona], że widział "płonący szpital". Co to znaczy ?, doptytuje się gorączkowo, ale major nie ma pojęcia. Wie tylko, że jego podpieczny może posiadać dar, talent, zupełnie bezcenny i niezwykły.

      Wkrótce się rzecz wyjaśnia. Do szpitala przywiezieni zostają ranni żołnierze austro-węgierscy. Jeden z nich doznaje jakiegoś szoku osobowościowego i na sali szpitalnej wyciąga granat mamrocząc, że "jedynym godnym zachowaniem w obliczu porażki jest śmierć". Chce ich wszystkich wysłać na łono Abrahama. PANIKA. Ludziska wieją z sali, większość o kulach. Zostaje sam "grenadier" z miną obłąkańca. Wtedy zjawia się Schneider, i instynktownie [jakby sma nie wiedział czy dobrze robi] przemawia do niego sugestywnym tonem, patrzy głęboko w oczy, zbliżając się krok po kroku w jego kierunku... Wreszcie zupełnie otumaniony "grenadier" oddaje mu granat, a Schneider jednym słowem i spojrzeniem usypia go jak niemowlę. Ogląda to wszystko major Bettelheim i jest zdumiony.

      "Po wojnie musi pan studiować, rozwijać te możliwości które pan posiadł", namawia major Schneidera, "To co pan zrobił nazywa się fachowo PRZENOSZENIEM WOLI", instruuje go.

      Schneider docvhodzi do pełnej formy, a w pełnej formie będąc wdaje się romans z Betty, kochanką majora, szefową pielęgniarek.

      Pojawia się kapitan Novotny i dowiedziawszy się o Schneiderze, a także poznawszy go, proponuje mu występ w czymś na kształt kabaretu. Kapitan prowadził taki kabaret przed wojną, w Brnie. Schneider ofk zgadza się. W budynku szpitala zaimprowizowania zostaje scena, śpiewa pani aktorka, maestro przygrywa na pianinie, ogląda to tłum żołnierzy, klaszczą siedząc na schodach i balustradach.

      Przyhcodzi moment występu Schneidera. Prosi o zawiązanie mu oczu, a potem ma zamiar znajdować poukrywane na widowni przedmioty. Nie dane mu jednak będzie dokończyć tego szoł... ktoś wpada z informacją, ze "WOJNA SIE SKOŃCZYŁA !". Wybucha radość, aplauz, ludzie się ściskają i podskakują, tumult jak cholera :]

      Jako już cywil Schneider zatrudnia się w szpitalu o majora, nadal romansuje z Betty. POdczas kolacji, lekarze, intelektualiści gromadzący się u Bettelheima zastanawiają się, co będzie dalej, jak Europa zniesie nową rzeczywistośc, wreszcie : co będzie z NIMI ? Schneider zadziwia ich prorokując odpowiedzi : jednemu przepowiada wyjazd do Ameryki, "bo przecież nie dalej jak dziś rano tego pan właśnie pragnął" - facet jest cicho zdumiony przenikliwością Schneidera. Innego roszyfrowuje : "A pan martwi się o swoje córki [tu wymienia imiona], ich przyszłość" - i znów gośc zamiera w szoku... A im wszystkim, i sobie, przepowiada : "... staniemy się WROGAMI". Nie precyzuje czyimi. To stanie się jasne wkrótce.

      Mijają lata... Pojawia się znów kapitan Novotny, dzisiaj właściciel variete, gdzie śpiewy, zabawa, pokazy iluzji i inne takie cuda-wianki.
      Zainterssowany jest umiejętnościami Schneidera. Najpierw przedstawia go jasnowidzce, z indyjską czerwoną kropką między oczami, nazwijmy ją Madame [przyznam, że nie złapałem jej właściwego imienia].

      Madame bierze dłoń Schneidera, aby z niej wróżyc. Patrzy na nią i powiada "NIgdy nikomu nie pokazuj swojej dłoni... Jest NAGA. Rób w życiu tylko to, co chcesz, pamiętaj o tym". Wymowne słowa, w kontekście tego, co się wydarzy później w życiu Schneidera.

      Mija znów jakiś czas. Wreszcie Schneider opuszcza szpital Bettelheima i Betty. Jedzie z kapitanem NOvotnym do Czech. PO drodze kapitan sugeruje, że powinien zmienić swoje imię i nazwisko na jakieś bardziej europejskie, mające aurę... Wtedy to Schneider zostaje Hanussenem. Tak będzie się od tej pory przedstawiał.

      NOvotny załatwia mu występ u znajomych z branży. Koloruje jego życiorys, reklamuje jako "znawcę ludzkich dusz" i w ogóle zachowuje się jak pierwszklasowy impresario :]

      Sala jest pełna. "Hipnoza, przenoszenie woli, telepatia, przepowiadanie przyszłości, drodzy państwo, przed Wami... Eric Hanussen !", tak Novotny zapowiada pierwszy występ. A sam Hanussen zdumiewa widownię odpowiadając na intymne pytania zapisaane na karteczkach przez kompletnie obcych ludzi.
      Jakaś młoda kobieta zadaje pytanie o to "czy powinna popłynąć do Ameryki ?". Hanussen zastanawia się, skupia się, wpatruje się w przestrzeń i powiada "ŁÓdź... ta łódź...",. nagle milknie i stanowczo mówi "Pani NIE MOŻE popłynąć !".

      Kilka dni później - SZOK. NOvotny przynosi gazety, a tam informacja o tym że statek płynący do Ameryki rozwalił się i poszedł na dno. Hanussen czyta z niedowierzaniem [yes, on też jeszcze nie jest pewny czy to co mówi, co mu się tam wyświetla, ma prawdziwą wartośc - to przekonanie przyjdzie z czasem]. PO chwilii wybucha radością. Rozumiesz, co to dla nas znaczy ?", pyta Hanussen NOvotnego. Ten wychodzi, patrząc na niego podejrzliwie. Tam, na tym statku, ludzie zginęli...

      W hallu hotelowym Hanussen poznaje Ratingera, sekretarza w ministerstwie kultury. Ratinger daje mu swoją wizytówkę, zaprasza na wizytę. W Berlinie.

      Hanussen poznaje Martę [Adrianna Biedrzyńska]. Dziennikarkę. Szybko nawiązują łózkowy romans. Hanussen zaczyna nazywać ją "Vallie". Potem się okaże, dlaczego akurat takie imię chce jej nadać.

      Kiedy tak leżą w łóżku, Marta mówi mu "Mogłabym zrobić wszystko, co zechcesz", na co on mówi "Otwórz okno, stań na parapecie..." - ona posłusznie to czyni... "a teraz - SKACZ...", mówi Hanussen ze śmiechem. Ona się waha, patrzy na niego z niepewnością, a on na to ze śmiechem jescze większym : "Nie skaczesz. Widzisz ? A wiesz dlaczego ? Bo ja tego nie chcę ? gdybym chciał - skoczyłabyś !".

      Novotny znów odwiedza Hanussena i znów przynosi gazety. A w nich info o sukcesie jego występów. "POdkręcimy szoł, będą fakirzy, tancerki... i TY !", entuzjazmem nawija Novotny.

      Hanussen rozdaje autografy, ma już renomę. Ale i wpadł w oko policji. Ponoć szukają na niego haka i chcą dowieść, ze jego występy nie mają nic wspólnego z magią, a za to wszystko z oszustwem i obłudą. Hanussen przyjmuje te wieści z godnością, jest przekonany o swoim DARZE i że sam się obroni.

      Chwilę później zostaje jednak aresztowany i oskarżony o hochsztaplerstwo i wysoką szkodliwość społeczną swoich wyczynów. Odbywa się sąd. Na sali prokurator wygłasza ostre perory i miota oskarżenia pod adresem jasnowidza. Padają też pytania o to "Kim pan jest : Czechem ? Austriakiem ? Do którego narodu pan należy ?", na co Hanussen odpowiada "Należę do Europy Środkowej". A potem broni się za pomoca speechu o swojej znajomości "tajników ludzkich myśli i świadomości', kończąc to tekstem "Oni wszyscy mnie znają i są po mojej stronie. Aby tego dowieść - powstaną na moje życzenie"... i kurdebalans, cała publicznośc WSTAJE w milczeniu :]
      • grek.grek "Hanussen" [1988] 2 16.03.15, 14:36
        Hanussen wygrywa proces, ale wie, że w Czechach będzie miał zawsze pod górkę. Wyjeżdza do BERLINA. Od razu spotyka tam Valerie de la Meer [Grażyna Szapołowska], swoją dawną znajomą. Ściskają się mocno. Vallie... TO dlatego, przez wzgląd na to co zawsze czuł do Valerie, chciał Martę nazywać "Vallie".

        Od razu Hanussen ostro angażuje się w społecznośc miejscową. Występuje na spotkaniiu Demokratów, gdzie ostro wypowaida się przeciw nierównościom społecznym i ostzrega, że dalsze bagatelizowanie problemów wywoła społeczne frustracje, a na ich glebie wyrosną niebezpieczni populiści. "Uważajmy, strzeżmy się, to czas tańca nad przepaścią", mówi.

        W rozmowie z baronem Stadlerem Hanussen, niby dla zabawy, podaje mu przewidywany kurs cen bawełny na następne notowanie giełdowe. Ma być spadek do 25. I wiecie co ? Te ceny r naprawdę spasdają do 25. Wieśc się roznosi, a jej tropem idzie dziennikarz Fabian. Prosi Hanussena o wywiad. Pyta w nim, dlaczego Hanussen spotyka się z Demokratami, powinien zawierać korzystniejsze znajomości. Na co Hanussen, że "MÓwię tylko prawdę, temu kto zadaje pytania, nie mieszam się do polityki". Na co Fabian podsuwa mu "Hitlera", jako lepszą "inwestycję towarzyską".

        Hanussena wchłania świat rewii i kabaertu Berlina. Bierze udział w licznych rautach i baletach, towarzyszy mu Marta, ale i Valerie zawsze tam jest, co u Marty powoduje zazdrość. Także Madame, która zakotwiczyła w Berlinie."Masz talent. Daj im to czego chcą. Wzbudzasz ich strach, trzymaj się tego", podpowiada mu Madame, na co Hanussen " STrach ? Zupełnie zbytecznie...".

        Pojawiają się też inni. M.in hrabia Waldbach [aktor grający Hansa Miklasa w "Mefiście" - Gyorgy Cserhalm], który wydaje się być zbliżony do nazistów.

        Kiedy w resturacji NOvotny, Hanussen i szef berlińskiej rewii omawiają kontrakt - na ulicy bojówki NSDAP wszczynają jaką awanturę... Nachodzi czas "tańca nad przepaścią"... Także Ratinger, którego odwiedza Hanussen, bardzo boi się przyszłości. Jako demokrata boi się wprost o własne życie.

        Hanussen występuje na dużej scenie, dla sporej publiki. Asystentką jest Marta, zapowiadaczem Novotny. Ktoś z widowni zaczyna kwestionować jego umiejętności. Tym kimś jest młody Niemiec [gra go Michał Bajor]. Hanussen zaprasza go na scenę, a następnie upokarza - siłą hipnozy odbiera całkowicie wolę młodemu-gniewnemu, usypia go, a następnie zmusza do wskoczenia na krzesło i piania jak kogut. Widownia klaszcze w zachwycie. Bajor przutomnieje i opuszcza lokal jak niepyszny. NIe wiadomo, czy Hanussen wie, ze Bajor wykonał prowokację na polecenie hrabiego Waldbacha. "Proszę tego, kto rozkazał temu młodzieńcowi zakłócić mój wystep, by się ujawnił i stanął ze mną twarzą w twarz", triumfalnie ogłasza Hanussen.

        POdczas konferencji prasowej [czy czegoś w tym guście] Hanussen dostaje pytanie : "Kto wygra wybory ?. KLuczy, próbuje się wyreklamować "unikaniem polityki", ale jest prowokowany, zaczepiany, "pewnie sam pan nie wie"... aż wreszcie wyrzuca "Ależ ja wiem, kto je wygra... HITLER !" - wypala. I wszyscy cichną...

        W pokoju hotelowym Novotny wyrzuca mu "Coś ty narobił ?! Czy to nie rozumiesz, ze naziści wykorzystają twoją przepowiednię do swojej kampanii wyborczej ? ZROBIŁEŚ IM WSPANIAŁĄ REKLAMĘ !". Hanussen się broni "Ja TYLKO mówię prawdę. NIe to co ty byś chciał słyszeć, ale PRAWDĘ". I dodaje "Dla Niemców porządek znaczy więćej niż wolnośc i prawo, dlatego wygra Hitler" [jak widać Hanussen zna politykę i socjologię]. Na co Novotny : "Jesteś tylko cyrkowcem na sprzedaż, czy ty tego nie rozumiesz ?", a potem dodaje "Odchodzę, kończę z tobą, nie mogę tak dłużej". Rozstają się ostatecznie. "Do następnej wojny, mam nadzieję, ze będziemy dośc młodzi by na nią pójść", żegna się Novotny.

        Ratinger zostaje zabity - pojawia się info w gazecie. Albo strzelił samobója, przyznam że nie załapałem. Na pogrzebie wśród flag z hasłami demokratycznymi, ktoś bezczelnie wstawił sztandary ze sloganami faszystowskimi. Tak czy owak, atmosferea gęstnieje. Na jednym z rautów Hanussen spotyka znów Waldbacha i szefa propgandy NSDAP [niepodobny do Goebelsa], który gratuluje mu "świetnej pracy". "Hitler to wódz i nasza przyszłość", zachwala. "Pogonimy arystokrację i oligarchię, dla dobra ludu", zapowiada. "Nowy porządek, nasza jest przyszłośc, zbliża się nasza godzina" - i tak dalej. "Niech pan robi swoje, przekonuje ludzi do naszych idei", ściska rękę Hanussenowi ten cały "Goebels". "Społeczeństwo czeka na to komu oddać swoją wolność, w imię porządku. Odda ją nam", powiada GOebels.

        Hanussen nawiązuje też znajomośc z panną Hemi Stahl [Ewa Błaszczyk], niemiecką profaszystowską rzeźbiarką, reżyserką i fotograficzki. Zapewne, podobnie jak figura fotgraficzki w "Mefiście", ma to być odwzorowanie postaci Leni Riefenstahl. Panna Stahl proponuje mu sesję fotograficzną.

        A tymczasem występy Hanussena ściagją tłumy. Zjawia się też major Bettelheim. Padają sobie w objęcia z Hanussenem. Razem z nim przyjeżdza Betty. Major powiada, że zniszczył wszystkie papiery dotyczące przeszłosci Hanussena jako Schneidera, na wypadek dojścia do włądzy nazistów. Siedzą i przewidują, ze niebawem zaczną się prześladowania. "Oni będą musieli znależć sobie wrogów publicznych, czarne owce : intekktualistów, aktorów, pisarzy... ŻYDÓW". Zamyślają się, Hanussen wie, co nadchodzi. Dlaczego nie ucieka ? Z tych samych powodów co bohater "Mefista" ?

        POdczas sesji u jakiejś jasnowidzki [co za twarz, co za scena, hehe] chce ona, a towarzystwo ją namawia, powróżyć Hanussenowi, ale ten wychodzi z pokoju. Sam wie, co go czeka ?

        Tę noc Hanussen spędza z Valerie. Kiedy opuszczają hotel spotykają Madame. Ktoś zdemolował jej variete. Jest przestraszona i decyduje się wyjechać do Paryza. Tutaj robi się zbyt duszno. Valerie namawia do tego samego Hanussena, ale ten odmawia.

        POdczas kolejnego występu-seansu Hanussen przepowiada przyszłośc dla Niemiec : "Nowa epoka... zmiany... POŻAR !". A w kinach leci kronika filmowa, w niej przemarasze jaczejki z NSDAP, z małym wąsatym na przedzie, które widownia przyjmuje huraganem braw...

        Hanussen odwiedza panną Stahl i pozuje do fotosów. Jakież jest jego zdumienie, kiedy w gazecie znajduje fotografie Hiltera - w dokładnie takich samych pozach co jego ! Aż musi się napić. Major Bettelheim pyta "Coś ty zrobił ? Jak mogłeś popełnić taki błąd ? Za chwilę twoje zdjećia też będą w gazecie, oni nie zmarnują takiej okazji !". Hanussen właściwie już został protegowanym III Rzeszy. Jest tym ciężko zdegustowany. "Twoj talent powinien być używany dla dobra ludzi..." i dodaje "Wyjedźmy razem, załóżmy jakiś cyrk, cokolwiek, ale nie zostawaj tutaj. Jedyne co możesz uzyskać to bycie FAŁSZYWYM PROROKIEM. Dla NICH ! I wiesz, że od tej pory będziesz musioał mówić, to co chcą usłyszeć,. TYLKO TO. Inaczej cię zdepczą".

        Hanussen to wie... ale tak jak aktor z "Mefista" wierzy, ze jego sztuka go uratuje. PRAWDA, którą mówi" nawet jesli ta prawda jednocześnie jest wodą na młyn czegoś groźnego dla świata.

        Popijają wódeczkę i przytulają się do siebie, Hanussen obejmuje Bettelheima jak ojciec syna, i tak siedzą na kanapie. Znając, przeczuwając, przyszłość.

        W gazetach pojawiają się jakieś krytyki wobec Hanussena. Valerie sugeruje, żeby pogadał z hrabią Waldbachem albo "Goebelsem". Hanussen nie kwapi się do tego. Wtedy Valerie proponuje mu wyjazd zdrowotny. "Czas pracuje dla ciebie, uspokaja, ale Hanussem opiera "NIe... czas pracuje DLA NICH". Wie co mówi...

        POdczas kolejnego szoł Hanussen zaprasza na scenę blondynkę, którą kiedyś spotkał na bankiecie, wprowadza ją w trans, a następnie nakłania do podpalenia kurtyny. I ona to bezwiednmie czyni. Publika najpierw krzyczy w panice, a za chwilę - ogień gaszą czekający w pogotowiu strażacy - nagradza Hanussena aplauzem. Hrabia i Goebels siedzą na widowni. Hrabia : "Ale łgarstwo...", Goebels wymownie : "Tak uważasz ?.."

        W ogromnej sali, wystrojonej w jeszcze większe flagi ze swastyakmi, odbywa się jakiś uroczysty obiad.
        • grek.grek "Hanussen" [1988] 3 16.03.15, 15:01
          Organizowany przez NSDAP dla środowisk twórczych i nie tylko, takze dla potrzebujących. Jest tam Hanussen. Dumnie kroczący przez salę, w asyście żołdaków, Goebels zatrzymuje się przy nim i demonstracyjnie ściska mu dłoń i dziękuje za obecność.

          Valerie naciska Hanussena, żeby wyjechali, to ostatni moment. Ale on nadal odmawia. KUrczowo się trzyma Berlina i, jak aktor z "Mefista", chce wierzyć, że jest poza polityką, historią. Nie jest i nie moze być. Jego umysł to wie, aż do bólu, lecz instynkt próbuje to wyprzeć.

          POdczas kolejnego show, Hanussen przepowiada nic innego jak... pożar Reichstagu. "Będzie płonął !!"< krzyczy strasznym głosem jak z filmów grozy. UNosi się jak nigdy podczas swoich występów. "KTO podpalił ? Kto podpalił ?!", wykrzykuje. Jest wyczerpany tą wizją.

          Info o tym występie, tej przepowiedni, trafia do gazet. Goebels interweniuje natychmiast. Każe skonsfiskować CAŁY nakład tej gazety i spalić go do ostatniego papierka.

          Za chwilę gruchnie informacja o smierci hrabiego Waldbacha. W wypadku samochodowym". Rzekomo... Przyznam, że postać hrabiego jak ciekawa. Nie wiadomo, po której jest stronie. Możliwe, że zostaje skasowany dlatego,że bagatelizował Hanussena i usypiał w ten sposób czujnośc aparatu kontroli.

          Naastępnego dnia do garderoby przygotowującego się do występu Hanussena wchodzą żołnierze SS. Każą mu iść ze sobą. Na spotkanie z Goebelsem. Marta nie chce zostawić Hanussena, więc zabierają ich oboje.

          Oczywiście nie ma spotkania z żądnym Goebelsem. Zołnierze wywożą Hanussena w jakiejś leśne ostępy. A tam czeka kilku innych dowodzonych przez Bajora [pan Michał mam nadzieję, nie pogniewa się za tytułowanie jego nazwiskiem tego nędznego bohatera filmowego, ale w istocie ta postać nie jest przedstawiona z imienia].

          Skompromitowany swego czasu przez Hanussena - oficer bierze teraz zemstę. Zawiązuje oczy Hanussenowi, a potem każe mu wleźć na drzewo. Hanussen ciężkim wysiłkiem wdrapuje się tam. Wtedy oficer każe mu zapiać jak kogut. Trzy razy. Tak jak on jemu wtedy kazał. Hanussen siedzi skulony, upokorzony, i modli się cicho "BOże, spraw żebym nie zapiał...", a potem szepce żarliwe "Ojcze nasz...".

          Oficer strzela do niego, na postrach. Hanussenowi z przerażenia wyrywa się jakiś wysoki ton. "No, jeszcze dwa razy", zachęca cynicznie oficer. Strzela drugi raz. Rani Hanussena, który spada z drzewa jak worek prosto na ziemię.

          Jest ranny. Z trudem zbiera się na nogi. Następny strzał kładzie trupem Martę. Hanussen wstaje, opaska z oczu mu się zsunęła, włosy w nieładzie. Niesamowite jest to, ze Brandauer gra w taki spsób, że nawet nie widząc dokładnie twarzt Hanussena fantastycznie oddaje jego przerażenie.

          "Jesteś PROROKIEM SKOŃCZONYM !', triumfalnie mówi do niego oficer. "JUż po tobie. jesteś NIKIM. NIKIM !", cedzi z satysfakcją.

          Hanussen podnosi się chwiejnym krokiem próbuje odejść gdzieś na bok, ale wtdy pada seria strzałów w jego plecy. Hanussen pada,toczy się po liściach. Na moment unosi jeszcze głowę i wyszeptuje "ZA co ? ZA CO ?!"... i umiera, z twarzą całą w rozmazanej krwi.

          A potem... płonie Reichstag. Zdjęcia są archiwalne.

          Ta przepowiednia sprowadziła na Hanussena śmierć. Naziści planowali własnie tę prowokację. Hanussen zdemaskował ich, czym stracił u nich wszelkie względy i w ich oczach automatycznie zasłużył na śmierć.

          cóż, wspaniały film. świetne dekoracje, sceny baletów, wystepów, teatry, sale bankietowe. Ciekawa psychologia, motyw jednostki w trybach historii i polityki, naiwnie, a może nawet straceńczo wierzącej w to, że uratuje ją "mówienie prawdy" i że może się "nie angażować". Schemat powtórzony z "Mefista", ale to nie szkodzi całej fabule.
          jak zauważyliście, cała grupa polskich aktorów, którzy są duzymi literami i w osobnym segmencie przedstawieni w czołówce : Szapołowska, Bajor, Błaszczyk, jest też Gabriela KOwnacka [gra żonę GOebelsa, uczestniczkę seansów duchowych i fankę Hanussena], Adriana Biedrzyńska oraz Kalina Jędrusik, choc ta ostatnia pojawia się na mgnienie oka zaledwie, w jednej ze scen występu Hanussena.

          końcówka wraz ze sceną finałową :
          www.youtube.com/watch?v=hEJiqcFN3OM
          występ/speech Hanussena dla Demoratów, przepowiadający nadejście groźnego populizmu :
          www.youtube.com/watch?v=UVHf2hnwZSA
          Ukłony dla wszystkich, którzy dotarli do mety :] dzięki !
          • grek.grek Re: "Hanussen" [1988] 3 16.03.15, 16:52
            PS : a dzisiaj o 21:50 "Polowanie" z Madsem Mikkelsenem w Ct2.
            Knedliki przyspieszyły tempo u progu wiosny ;]
          • barbasia1 Re: "Hanussen" [1988] 3 19.03.15, 20:59
            Wieki temu oglądałam. Jeszcze była wtedy zupełnie zielona, jeśli chodzi o kino.
            Zostały mi w pamięci do dziś tylko dwie sceny, pierwsza, z Adą Biedrzyńską, czyli z Wally, która wychodzi (naga, prawda?) z łóżka, w którym leży Hanussen i podchodzi do okna, otwiera je. I ostania scena - szare? niebo?, mgła?, zalesiony teren, bezlistne konary drzew? i Hanussen, który leży na ziemi postrzelony...
            Pamiętam też, że ogromne wrażenie zrobił na mnie niesamowity klimat historii, i sam Brandauer.

            Niesamowita historia. Oparta na faktach, jak wspomniałeś, na życiorysie autentycznej postaci, Hermanna Steinschneidera.

            A propos, w 1955 roku, jak podają na stronie filmpolski, w Niemczech Zachodnich zrealizowano film o Hanussenie , w którym "twórcy podawali w wątpliwość wyjątkowe uzdolnienia okultystyczne Hanussena, przedstawiając go jako przebiegłego hochsztaplera, który przed każdą przepowiednią zbierał najdrobniejsze informacje i w ten sposób zawsze potrafił "wywróżyć" ludziom dokładnie to, co chcieli usłyszeć, co było najbardziej prawdopodobne i co rzeczywiście stawało się później faktem".
            www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=1210784



            PS Posty o "Mefiście" Istvana Szabo dawno przeczytane!



            • grek.grek Re: "Hanussen" [1988] 3 20.03.15, 16:07
              dzięki, Barbasiu :]

              myślałem, że wyszła z tego kolubryna nie do przejścia, ale jak widzę przedarłaś się heroicznie przez dżunglę tekstu :]]

              masz świetną pamięć, dokładnie tak wyglądają TE sceny, które wspominasz.
              Hanussen umiera na liściach jesiennych, świeżych i kolorowych, ale kolorami
              nieco przytłumionymi, w idealnie do okoliczności dobranej stylistyce.

              o yes, trudno orzec na jakiej zasadzie Hanussen "jasnowidział", wymyka się to racjonalnym
              teoriom, aczkolwiek... kto tam wie - w filmie wydaje się być człowiekiem, który po wypadku i
              kontuzji głowy zaczyna mieć przebłyski obrazków, których sam nie potrafi nigdzie dopasować,
              a dopiero rzeczywiste zdarzenia rzucają na te jego wizje właściwe światło. Może więc ma szczęście ?
              COś mu się tam wyświetla, na chybił-trafił, a rzeczywistośc przypadkiem się dopasowuje ?

              inna rzecz, że dysponuje on dobrą znajomością polityki i mechanizmów społecznych.
              jemu się nie objawia wygrana NSDAP w wyborach.
              on dochodzi do takiej prognozy na podstawie własnej wiedzy o tym, czego chce właśnie
              terraz niemieckie społeczeństwo, i która z partii, oraz który z polityków, na te oczekiwania
              najlepiej rozumie.

              dzięki :]]
              dostrzegłaś zapewne ten schemat konstrukcji scenariusza obu filmów ?





    • grek.grek "Polowanie [The Hunt]" [2012] via Ct2, bez spoiler 17.03.15, 14:40
      [bez spojlerów, mam nadzieję że nie zasugeruję też zbyt wiele, ale za to daję Wam że na pewno nie zepsuję Wam spodziewanego seansu :]

      bardzo dobry film, wspaniały popis aktorski Madsa Mikkelsena. Po wyczynach w "Hannibalu" czy "Valhalli" - rola w "Polowaniu" rzuca zupełnie inne światło na jego warsztat.

      nosi tutaj okulary, mówi i okazuje uczucia ;]

      Gra Lucasa, wychowawcę przedszkolnego w małej miejscowości na prowincji. Ma znakomity kontakt z dziećmi, bawi się z nimi jak zapewne żąden rodzic by nie umiał, one go uwielbiają. dyrektorka placówki ufa mu tak bardzo, że sama go prosi, żeby mógł jednemu z dzieci przy toalecie w klozecie.

      Życie prywatne układa mu się tak sobie : rozstał się z żoną [ale jak wynika z rózncyh sugestii, to ona rozwaliła ten związek], ma nastoletniego syna Marcusa, którego kocha bardzo i stara się jakoś zwiększyć liczbę dni w których moze się z nim widywać [obecnie cykl wygląda tak, że Marcus 12 dni spędza w domu z matką i na kolejne 2 jedzie do ojca].

      W tym przedszkolu Marcus poznaje sympatyczną Nadię i zaczynają się spotykać, romansować. Jest szansa że to się w coś poważniejszego przerodzi.

      wśród dzieciaków jest Klara, 5-6 latka, córka najlepszego przyjaciela Lucasa, Thea. Lucas jest dla niej jak drugi ojciec, a nawet lepiej : jak przyjaciel. Odprowadza do domu, kiedy rodzice nie odbierają jej ze szkoły, zawozi - kiedy oni są zbyt zajęci kłótnią aby to zrobić, jak mała się zabłąka w okolicy, to ją odprowadza do domu. Do tego Klara uwielbia bawić sie z Fanny, psem Lucasa.

      Wreszcie mała Klara jest tak zauroczona Lucasem, że podczas zabawy w szkole... kładzie się na nim i całuje go w usta/ Jak kobieta. Lucas zrywa się na nogi, przerywa zabawę, ale nie daje po sobie poznać, ze mała go przestraszyła.

      a Klara kontynuuje podchody - daje mu serce z piernika. To jakieś chyba ichnie "walentynki". Lucas próbuje ją namówić, żeby tym sercem obdarowała rodziców albo któregoś z rówieśników, ale mała przymuje jego odmowę z rozżaleniem.

      wieczorem w domu jej starszy brat z kolegą oglądają pornografię w internecie, i jak to dzieci biegają z tym po całym domu, podtykają Klarze pod oczy. na zdjęciach jest męska erekcja.

      a zraniona w swojej dziecięcej wrażliwości Klara opowiada dyrektorce, że widziała wzwód Lucasa. dyrektorka najpierw nie bardzo wie, co z tym począć i czy to ma sens, ale później wdraża procedurę zbadania czy w przedszkolu doszło do molestowania seksualnego. Zaczyna się ciąg zawiadomień, spotkań, rozmów...

      No i się jedzie armata, bo wieść błyskawicznie obiega okolicę i uruchamia mieszkańców. Lucas staje się obiektem szykan i ostracyzmu. Przyjeżdza zaalarmowany syn... Nadia nie wie co myśleć... atmosfera gęstnieje z minuty na minutę.

      To tylko punkt wyjścia, początkowe kilkanaście minut. CO dalej, nie zdradzę, żeby Was nie kusić i nie psuć przyjemnośc z seansu, bo film ten, coś czuję, niedługo będzie w polskiej tiwi, pewnie w Kocham Kino albo w KUlturze w piątek lub sobotę.

      tak czy owak, Lucas znajduje się w sytuacji kafkowskiej, w pętach bezsilności, która nawet z punktu widzenia obserwatora - jest nieznośna, dusząca jak pętla stryczka.

      Jak udowodnić, że nie jest się wielbłądem ? Do niczego nie doszło. Mała poczuła się zraniona i złośliwie się odegrała. wątpliwe aby dziecko mogło zrozumieć jakie oskarżenie rzuca na dorosłego człowieka.

      a dorośli ? "Zrobiłeś to, bo ONA MÓWI ŻE TAK BYŁO, A DZIECI NIE KŁAMIĄ !", słowa ojca Klary zdają się podzielać wszyscy. No... prawie wszyscy, bo oczywiście Lucas ma też po swojej stronie ludzi, którzy nie wierzą w jego winę.

      Marcus. jego syn. Postawa chłopca jest, jak się wydaje, dość klarowna i wyrazista... aż do ostatniej sceny, która w zasadzie wywraca cały porządek rzeczy, który zdawałoby się został ustalony jeszcze pięć minut wcześniej. Dlatego - nie wyłączajcie przedwcześnie :]

      sceny w markecie i w kościele [w "Wymyku" taka scena jest oczywiście wspaniała, ale w "Polowaniu" pobija rekord, a Mikkelsen przechodzi sam siebie w mistrzostwie aktorskim, za samą tę scenę powinien jakąś nagrodę otrzymać] - niezwykłe. Ogląda się je z zapartych tchem. wybitna reżyserska praca Thomasa Vinterberga.

      ostatnia scena konsternuje, ale przedtem w zasadzie nic nie zaburza pewnego rytmu opowieści o człowieku oskarżonym niesłusznie i nie mogącym się wyplątać z tego matriksa w jaki wpadł. Jak walczyć przeciw słowom dziecka ? czy 6-letnia dziewczynka mogła sobie wymyslić męską erekcję ?

      ofk, Lucas i mała widują się w trakcie tej całej zawieruchy, są to przedziwne, a jednocześnie niezwykle wiarygodne sceny. Rozumiejąc psychikę dziecka - zachowania Klary są rozbrajające, a
      jednocześnie postawa Lucasa - absolutnie wlaściwa i wypada podziwiać jego zrozumienie okoliczności. Czy można winić dziecko za to, co zrobiło ? czy zrobiło to świaodmie, wiedząc na co naraża dorosłego ?

      jednocześnie nikt nie jest z drewna, Lucasa głęboko dotyka cała sytuacja. "Uważasz, że jestem zboczeńcem ?", pyta dramatycznie Nadię, ona się jąka, a on czeka na odpowiedź z tym większym smutkiem i rozpaczą, im więcej sekund upływa od jego zadania do jej choćby próby sformułowania zdania. Milczy, waha się, bierze oddech, ucieka wzrokiem... A więc nawet ona... a może jednak nie... ale czy to teraz ma fundamentalne znaczenie ?

      Lucas nie jest sam, po jego stronie stoi kilka osób, ale w sobie - nie ma nikogo kto pomógłby mu uporać się z tym cięzarem. Widać ile waży ten kamień. widać to na jego twarzy.

      Zachowania mieszkańców... jeszcze dzień wcześniej Lucas był członkiem kółka mysliwskiego, brał udział w zabawach, był przyjacielem domu rodziców Klary, uwielbianym nauczycielem, za który maluchy gotowe by były skoczyć w przepaść... w jednym momencie, na podstawie jednego zdania wypowiedzianego ustami dziecka - Lucas traci wszystko.

      jest to film właśnie o stracie. o tym jak się wywraca ludzkie życie. Człowiek zostaje strącony i powalony jakby był kręglem do gry. Pac i leży. i nie moze się podnieść. Jak nagle wyglądają ci, którzy wczoraj go kochali... Jak oni się zachowują - nie agresywność jest najgorsza. Najgorsze jest spokojne WYPRASZANIE. Nie ciosy, nie ból fizyczny, ale to wysilone na resztkę kultury WYPRASZANIE> wyrzucanie w białych rękawiczkach.

      I to co dzieje się w ich głowach. On wie.
      a przede wszystkim - wie,że jest NIEWINNY. Lecz jak tego dowieść ? Jak, skoro nawet KLara nie jest w stanie ? Pierwsze słowo do dziennika, drugie słowo do śmietnika, jak w dziecięcej przekomarzance.

      Film, który nie opowiada niczego oryginalnego, mniej więćej wiadomo jak się to rozwinie. Ale Vinterberg opowiada tak znakomicie, a Mikkelsen oraz cała plejada świetnych aktorów w rolach pomocniczych grają tak świetnie,że nie sposób się oderwać ani na sekundę.

      głowna linia nie jest oryginalna, ale mam nadzieję, ze udało mi się zasgnalizować parę, wg mnie, niezwykle ciekawych wątków [niezwykle ciekawe są dlatego, że scenariusz je takimi uczynił], które z tej linii fabularnej wydobywają znakomite smaczki i niuanse, które pozwalają docenić kunszt scenarzystow [Vinterberga wspomagał Tobias Lindholm].

      wielkie brawa dla pan Vinterberga za to jak przysposobił do roli dziewczynkę grającą Klarę. To musiało być zadanie delikatnej materii. począwszy na recytowaniu zdań o "męskiej erekcji" aż po np. scenę z Marcusem w domu jej rodziców. z pewnością sporo pracy i odpowiedniego podejścia, z udziałem psychologów dziecięcych, wymagało przygotowanie małej pani aktorki do takich momentów.

      znakomite kino. Skaczcie bez wahania, Czcigodni :] jesli tylko gdzieś spotkacie. Jestem pewien że do tego filmu będziemy wracać jeszcze nie raz :]

      tymczasem, trailer :
      www.youtube.com/watch?v=YsYn6L5fF9Q
      • grek.grek Re: "Polowanie [The Hunt]" [2012] via Ct2, bez sp 17.03.15, 14:43
        ten traier działa lepiej :
        www.youtube.com//watch?v=BC-4yqXIQSs
      • grek.grek Re: "Polowanie [The Hunt]" [2012] via Ct2, bez sp 17.03.15, 14:49
        PS : Mikkelsen dostał, jak się okazuje [zapomniało się dośc szybko...] Złotą Palmę w Cannes za tę rolę.

        a film nominowany był wszędzie : BAFTA, Oscary, Goya, Cannes, Europejska Nagroda Filmowa, a samej Danii rozbił bank z nagrodami za 2014 rok.
      • siostra_bronte Re: "Polowanie [The Hunt]" [2012] via Ct2, bez sp 17.03.15, 15:16
        Dzięki, Greku :)

        Głośny tytuł. Historia może mało oryginalna, ale brzmi i wygląda w trailerze bardzo ciekawie.

        Lucas znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Bo mamy słowo przeciw słowu, do tego po drugiej stronie dziecko, któremu z definicji przypisuje się niewinność i szczerość. Zwykle w takich sytuacjach dziecko jest badane przez psychologów, czy taki wątek jest w filmie?

        Zachowanie otoczenia Lucasa jest typowe. Jak to łatwo stać się czarną owcą. Wystarczą jakieś pogłoski i Lucas z dnia na dzień traci wszystko. Nawet jeżeli sprawa zakończyła się dla niego dobrze, to podejrzewam, że i tak musiałby się wynieść z miasteczka.

        Chętnie zobaczę ten film w naszej tv.


        • grek.grek Re: "Polowanie [The Hunt]" [2012] via Ct2, bez sp 17.03.15, 17:19
          cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

          yes. ostatni moment łamie szablon.
          ale nawet jeśli wiemy, w jakim kierunku powinno się to rozwinąć [domyślamy się], to jednak Vintenberg znajduje sposób na to, by miało to swoją wymowę, ciężar gatunkowy i wciągało bez reszty.

          końcówka, zwłaszcza to co dzieje się bezpośrednio po scenie w kościele, ciekawie rozwiązuje problem, by potem znów go zapętlić i zostajemy w zasadzie z bezradnie rozłożonymi rękami i pytaniem na które nie znamy odpowiedzi.

          Lucas jest jak z kart powieści Kafki, jak z procesu pokazowego, jak w matriksie. jest niewinny, ale nie ma sposobu w który mógłby to udowodnić. Moze tylko odwoływać się do rozsądku innych ludzi. A jak liczyć na ich rozsądek, skoro dziecko mówi TAKIE rzeczy ? jak nie wierzyć dziecku ? to ciekawe ćwiczenia dla widza, nieprawdaż ? Jak ja bym się zachował w takiej sytuacji ? Ptrzecież, co pada kilka razy w ekranu, "dzieci nie kłamią"...

          nie zdradzę Tobie, i Wam, zakończenia :]
          nie pisnę nawet :]]

          o, na pewno będzie w TVP.
          jakoś dziwnym ? frafem zwykle filmy, ktgóre pokazuje CTv niebawem wyświetla też TVP. podejrzewam ze wiąże się to z tym, ze telewizje publiczne mają jakiś podgląd na filmy, które po karierze na festiwalach, w kinach i na DVD - wchodzą do oferty dla telewizji. Stąd te zbieżności.

          stawiam na Kocham Kino albo Kulturę w piątkowy wieczór :]
        • grek.grek Re: "Polowanie [The Hunt]" [2012] via Ct2, bez sp 19.03.15, 13:04
          PS : wiedziałem, ze o czymś zapomniałem :]

          pytałaś o psychologa.

          jest psycholog.
          dyrektorka przedszkola wzywa go następnego dnia po zwierzeniach dziewczynki.
          co ciekawe, gra go aktor od Larsena z "FOrbrydelsen" ;]

          zadaje małej kilka pytań, aż dochodzi do, odpowiednio sformułowanego dla
          wieku dziewczynki, pytania o to, czy Lucas miał przy niej wytrysk. Wtedy coraz bardziej
          skonfundowana dyrektorka prosi go, żeby przerwał [bo to już za dużo]. Po wszystkim
          psycholog wydaje opinie, że zeznania małej są wiarygodne.
    • siostra_bronte "Człowiek z M3" 17.03.15, 14:56
      W Polsacie po nocy, o 0.10, ale na wszelki wypadek zapowiadam :) Komedia Leona Jeannota z 1968r. Trochę nadgryziona zębem czasu, ale sympatyczna, a Bogumił Kobiela jak zawsze znakomity. Plus piękne panie i kolorowa Warszawa w tle.
      • grek.grek Re: "Człowiek z M3" 17.03.15, 17:22
        dzięki, Siostro :]

        via Polsat ? a to niespodzianka, hehe. jesli się uda - skoczę.

        w czwartek "Kto sieje wiatr" w Kulturze, zauwazyłaś ? :]

        niedawno, pisząc "cykl" ;] filmów, ktore wydały mi się wazne byśmy je tutaj w zbiorach mieli, miałem i ten film w planach, ale nie mogłem znaleźć żadnej dogodnej wersji językowej. MUsiałem zrezygnować :]

        tym bardziej się cieszę, że KUltura wpadła na koncept, żeby go pokazać.

        a 26 marca - raz jeszcze "Annie Hall" :]
        raz zdjęli, więc na to konto dwa razy pokazują, hehe. co Ty na to ? :]]
        • siostra_bronte Re: "Człowiek z M3" 17.03.15, 18:12
          Też jestem zaskoczona. Warto zobaczyć ten film także dla całego anturażu epoki z sukienkami mini i fryzurami :)

          Tak, widziałam "Kto sieje wiatr" w programie Kultury. Nie miałam okazji go zobaczyć, więc też się cieszę. Nie pamiętam, żeby w poprzednich latach Kultura pokazywała tak dużo klasyki. Brawo!!

          Yes, "Annie Hall" szybko powtarzają. Oczywiście oglądam :)
          • grek.grek Re: "Człowiek z M3" 18.03.15, 13:46
            Kultura zdecydowanie się rozkręciła, oby tak dalej :]

            ja też oglądam :]
      • pepsic Re: "Człowiek z M3" 18.03.15, 18:08
        Bogumił Kobiela w stroju tenisisty też niczego sobie. Tak, tak, to mój ulubiony film z dzieciństwa:))
        • siostra_bronte Re: "Człowiek z M3" 18.03.15, 19:35
          Hehe, Kobiela był uroczo ciapowaty :)
    • grek.grek "Scena zbrodni" [powtórka] w KUlturze 18.03.15, 14:52
      20:20

      swego czasu pokazała ten zacny dokument TVP1.

      moim zdaniem : must-see.
      starałem się opisać go w którymś z volume, mam nadzieję że zapomnieliście
      szczegóły ;], bo odkrywanie krok po kroku samodzielnie rzeczywistości przedstawionej
      w tym filmie ma swój walor.

      może tylko przypomnieć wypada, że rezyser, Joshua OPpenheimer jedzie z kamerą
      do Indonezji, by porozmawiać i nakłonić do zwierzeń ludzi, którzy pół wieku wcześniej
      zajmowali się zabijaniem członków lewicy komunistycznej, podczas czystek politycznych
      w tym kraju.Gośc sprzedaje im ideę nakręcenia filmu z nimi w rolach głównych, a oni to
      kupują i dzięki temu są szczerzy zarówno w mówieniu o przeszłości, jak i o współczesności
      oraz w pokazywaniu siebie samych.

      znakomita rzecz, naprawdę warto obejrzeć.
      • grek.grek ... a oprócz tego powtórki i stałe pkt programu 18.03.15, 14:55
        Liga Mistrzów, nowych odcinek "Kiepskich" [oby bez wężów i czaszek zaginionych mężów ;)] i powtórka "Wyspy tajemnic" w TVN7 o 20:00.

        Pepsic zapowiadała skok na "Wyspę...", miejmy nadzieję że obejrzy i podzieli się z nami wrażeniami :]

        australijski "Królestwo zwierząt", to jest dobry film, ale późno [w Stopklatce], dopiero o 0:45.
        • pepsic Re: ... a oprócz tego powtórki i stałe pkt progra 18.03.15, 18:05
          Ojej, zapomniałam o "Wyspie", wyszłam z rytmu.
          THX, THX.

          Tak jest, "Królestwo..." jest znakomite, również pod względem psychologicznym. Było na dniach o bardziej dogodnej porze, bo o 20:00.

          Do tej pory żyłam w przekonaniu, ze te wszystkie odcinki "Kipeksich" to powtórki powtórek;)
          • barbasia1 Re: ... a oprócz tego powtórki i stałe pkt progra 18.03.15, 18:44
            >Do tej pory żyłam w przekonaniu, ze te wszystkie odcinki "Kipeksich" to powtórki powtórek;)

            W środy o 20:00 są premiery! Tylko w sezonie oczywiście.
        • barbasia1 Re: ... a oprócz tego powtórki i stałe pkt progra 18.03.15, 18:43
          > Liga Mistrzów, nowych odcinek "Kiepskich" [oby bez wężów i czaszek zaginionych
          > mężów ;)]

          :))

          > Pepsic zapowiadała skok na "Wyspę...", miejmy nadzieję że obejrzy i podzieli si
          > ę z nami wrażeniami :]

          A myśmy już oglądali.
    • siostra_bronte "Klute" 18.03.15, 14:56
      Niestety, w TCM, o 21.00. Jeden z najlepszych amerykańskich filmów lat 70-tych. Reżyserski majstersztyk Alana Pakuli i genialna rola Jane Fondy. Polecam!!!
      • pepsic Re: "Klute" 18.03.15, 18:12
        Nie jestem pewna, czy oglądam. Zdaje sie, że opowiadałaś co nieco (?). Na wszelki wypadek zapisuję w wirtualnym notesiku i czyham na powtórkę w TCM. Bo dzisiaj nastawiam sie na "Wyspę..." Scorses'a.
        • pepsic Re: "Klute" 18.03.15, 18:13
          *czy ogladałam
        • siostra_bronte Re: "Klute" 18.03.15, 18:28
          Oj, taki film chyba byś zapamiętała :) TCM w kółko puszcza te same filmy, więc jest szansa na powtórkę, oby o ludzkiej porze.
    • siostra_bronte "Poupoupidou" (1) 18.03.15, 16:18
      Obejrzane wczoraj w Ale kino. Zaskakująco ciekawy film, określony w programie jako komedia kryminalna, chociaż to nie do końca właściwe określenie. Reżyserem jest bliżej mi nie znany Gerald Hustache-Mathieu, film z 2011 r.

      Fabuła jest faktycznie bardzo pomysłowa. Autor kryminałów David Rousseau (Jean-Paul Rouve) przyjeżdża do zasypanego śniegiem miasteczka gdzieś przy granicy ze Szwajcarią, aby uczestniczyć w odczytaniu testamentu zmarłego wujka. Po drodze widzi policję, która zabiera jakieś ciało na poboczu drogi. Spod nakrycia widać tylko blond włosy.

      Niestety wujek cały majątek przekazał miasteczku, a David dostał jedynie psa i to wypchanego :)

      David lokuje się w małym hoteliku. Wygląda na to, że przeżywa kryzys twórczy, bo wydzwania do niego wydawca i przypomina o terminach. Ale kiedy David siada przed laptopem to nie jest w stanie napisać ani słowa.

      Z pomocą przychodzi mu telewizja. Newsem dnia jest śmierć lokalnej modelki, kolejnego wcielenia Marilyn Monroe, niejakiej Candice Lecoeur. Wszystko wskazuje na samobójstwo, miała przy sobie tabletki nasenne. Ale ponieważ jej ciało znaleziono na tzw. ziemi niczyjej, czyli niewielkim skrawku, który nie należy ani do Francji, ani do Szwajcarii zgodnie z przepisami sprawa musi być umorzona. Wtedy David doznaje olśnienia. Ma już temat na książkę!

      Najpierw udaje mu się podstępem dostać do kostnicy w miejscowym szpitalu. Znajduje ciało Candice, widzi na jej twarzy i rękach siniaki. Co ciekawe słyszymy wtedy z offu Candice, która komentuje poczynania Davida. "Jest delikatny, wział mnie za rękę. Nie to co wczoraj, kiedy jakichś dwóch facetów miętosiło moje piersi. Musiałam umrzeć, żeby spotkać wreszcie porządnego faceta" :) Teksty zmarłej Candice z offu przewijają się zresztą przez cały film i dodają fajnego klimatu tej historii.

      Niestety, David zostaje szybko namierzony i ląduje na posterunku policji. Pisarz tłumaczy, że sprawa Candice jest podejrzana i trzeba ją wyjaśnić, ale szef policji jest nieugięty i naciska Davida, żeby dał sobie spokój.

      Ale pisarz oczywiście kontynuuje swoje śledztwo, pomaga mu młody policjant, Bruno, który też nie wierzy w oficjalną wersję. David włamuje się do mieszkania Candice i znajduje jej pamiętniki pisane od wielu lat, kilkanaście zeszytów. I kiedy David czyta jakiś fragment widzimy te sceny na ekranie. Sceny z przeszłości przewijają się z aktualną akcją, więc opisuję fabułę raczej ogólnie, bo bym się pogubiła.

      Krótko o "karierze" Candice. Została odkryta przez jakiegoś fotografa, kiedy pracowała na stacji benzynowej. Za jego radą zmieniła nazwisko i przefarbowała włosy na blond. Pojawiła się w jego kalendarzu, potem dostała angaż do reklamy miejscowego serka :) Stała się znana w okolicy. Potem dostała pracę jako pogodynka w stacji telewizyjnej.

      Jej życie prywatne nie układało się najlepiej. Jej mąż, biathlonista był bardzo zazdrosny. Po rozbieranej sesji Candice zrobił jej awanturę i uderzył ją. Kolejny związek z dziennikarzem literackim ze stacji telewizyjnej też nie był udany, bo zbyt wiele ich dzieliło. Na dodatek Candice straciła ciążę. "Nawet dziecka nie potrafię urodzić" rozpaczała Candice. Potem był romans z prezydentem regionu, czy też okręgu, nie pamiętam.

      Oczywiście już od początku widzimy, że losy Candice zaskakująco przypominają losy samej Marilyn. I to zauważa też David. Pierwszy mąż też sportowiec, potem intelektualista (u Marilyn Arthur Miller), potem wpływowi politycy. Bardzo ciekawy pomysł.

      "Wierzysz w reinkarnację?" pyta David Bruna. Pisarz dotarł do psychiatry, u której leczyła się Candice. Ta najpierw zasłaniała się tajemnicą lekarską, ale miała chyba jakieś wyrzuty sumienia, bo opowiedziała o jej sesjach. Na jednej z nich Candice opowiada o swoim śnie, kiedy biegnie za jakimś mężczyzną, jest niebezpiecznie i podniecająco, docierają do jakiegoś pokoju. Tym mężczyzną jest..JFK, a ona to Marilyn...Trzeba przyznać, że ta scena, czaro-biała jest świetnie sfilmowana.

      David węszy dalej. Udaje mu sie znaleźć ostatni zeszyt pamiętników, starannie ukryty przez Candice. Tam czyta o jej romansie z prezydentem regionu. Do rozstanie dochodzi z powodu skandalu. Na jakiejś gali Candice ma wręczyć nagrodę zwycięzcy konkursu dla rolników. Prezydent i inni notable są na sali. Ale Candice wchodzi na scenę pijana, łapie za mikrofon i oświadcza publiczności, że prezydent ma dzisiaj urodziny. Na sali konsternacja. Candice zaczyna śpiewać..."Happy Birthday to you..." :)

      Żona prezydenta, wściekła, wychodzi z sali. Co gorsza, Candice spada sukienka, co wywołuje owacje części sali. Candice szybko ucieka ze sceny, a prezydent jest wściekły. Po całej akcji Candice zostaje poinformowana przez asystenta prezydenta, że to już koniec. Candice prosi o spotkanie, płacze, potem robi awanturę, że wszystko ujawni.

      Tymczasem robi się niebezpiecznie, bo David zostaje rażony prądem w czasie kąpieli. Jest pewny, że ktoś czyha na jego życie, ale szef policji odmawia śledztwa w tej sprawie. David oczywiście musi kłamać, że nie pisze książki o Candice, ale o "zakonnicy, którą uduszono jej różańcem" :)

      Bruno dociera do monitoringu przed klubem do którego chodziła Candice. Tego wieczora przed śmiercią była tam. Na zdjęciach widać samochód, który odjechał za nią. Bruno namierza właściciela, to młody chłopak, fan Candice. David idzie do niego i pyta co się wtedy stało. Okazuje się, że faktycznie David z kumplem spotkali ja w klubie, potem pojechali za nią pod dom, ale w środku ktoś już z nią był. Nie będę zdradzać zakończenia, bo może ktoś się skusi na powtórkę.

      Dochodzi do kolejnego wypadku. Hamulce w samochodzie Davida nie działają i jego samochód rozbija się na drodze. Jego pasażer, Bruno ląduje połamany w szpitalu, a David jest tylko trochę poturbowany. Obaj znają już prawdę, ale nie mogą nic zrobić, bo "góra" na to nie pozwoli...





      • siostra_bronte "Poupoupidou" (2) 18.03.15, 16:43
        Ostatnia scena jest wzruszająca. David przed wyjazdem dostaje list od wydawcy, jest w nim list od...Candice. Wcześniej dziennikarz, który miał z nią romans powiedział mu, że Candice lubiła jego książki i miała zamiar do niego napisać...

        Skromny film, ale ze świetnym pomysłem. Jest tu trochę czarnego humoru. Bardzo dobry Jean- Paul Rouve jako enigmatyczny, wycofany David. Sophie Quinton w roli Candice też świetnie wypada. Momentami jest wręcz łudząco podobna do Marilyn, zwłaszcza na zbliżeniach, wyjętych żywcem z "Ostatniej sesji" Bernta Sterna. Ale co ważniejsze bardzo przekonująco zagrała tę rolę. Oczywiście to nie dramat psychologiczny, nie było tu czasu na dogłębne analizy, ale to co mówi Candice z offu buduje bardzo wiarygodną postać. Karykaturalna Michelle Williams może się schować :)

        Fajny jest pomysł z wpleceniem w fabułę scen z życia i ról Marilyn. Słynne sesje fotograficzne, gra w ping ponga ze "Skłóconych z życiem", oczywiście "Happy Birthday...".

        Muszę jeszcze wspomnieć o świetnej muzyce. Są tu piosenki Kim Wilde, Jose Feliciano, nowe wersje klasyków takich jak "Song to siren" Toma Buckleya czy piosenki "I wanna be loved by you" Marilyn z "Pół żartem, pół serio".

        W sumie ciekawy i oryginalny film. Polecam z czystym sumieniem.

        Jeszcze trailer:

        www.youtube.com/watch?v=L0hVvp4sSEo
        PS: Fani Marilyn chyba wiedzą skąd pochodzi tytuł? :)
        • pepsic Re: "Poupoupidou" (2) 18.03.15, 17:58
          Siostro, nawet nie wiesz, jak wielką niespodziankę mi sprawiłaś. Oglądałam jednym okiem, więc bardzo, bardzo brakowało mi dopowiedzenia w paru wątkach, tudzież opinii. Na filmwebie tylko dwa głosy (!) i jak mniemam służbowe. Otóż odczucia mam identyczne. Przyjemnie lekki, mimo przewijającego się smutku, acz bez ckliwości, wyciszony film i urocza bohaterka mająca coś w sobie oraz rys tragizmu. Zgadzam się, gdzie tam Michelle Williams do niej. Nawet myśl mi stosowna przymknęła. Podkład muzyczny superowy i w ogóle same ochy. Racja, gatunek sie nie zgadza, dla mnie to był dramat z elementami obyczajowymi i sensacyjnymi.
          Czyli trzy razy tak :)
        • pepsic Re: "Poupoupidou" (2) 18.03.15, 18:17
          Kwestia związana z tytułem mignęła mi wczoraj (książka?), ale z podanych powyżej względów, nie dotarła do świadomości. Fanką nie jestem, ale mam wielką słabość:)
          • siostra_bronte Re: "Poupoupidou" (2) 18.03.15, 18:26
            Dzięki, Pepsic :) Cieszę się, że też Ci się tak podobało.

            Tutaj rozwiązanie zagadki:

            www.youtube.com/watch?v=WQIvhotZSUw
        • barbasia1 Re: "Poupoupidou" (2) 18.03.15, 19:35
          Bronte, dopowiedz, proszę, zakończenie, oznaczywszy je stosownymi ostrzeżeniami dla tych , którzy szykują się na powtórkę.
          Bardzo ciekawa historia.

          :)
          • siostra_bronte Re: "Poupoupidou" -Spojler! 18.03.15, 19:54
            Ok, Barbasiu :)

            No więc, kiedy Candice wraca z klubu w jej mieszkaniu są już prezydent z asystentem. Szukają kompromitujących dowodów. Candice rzuca się na nich, w końcu po szamotaninie dostaje zastrzyk, który niby ma ją uspokoić. W tym momencie do mieszkania wpada pani psychiatra. Candice zadzwoniła do niej wcześniej i prosiła, żeby przyjechała. Psychiatra jest w szoku, kiedy widzi prawie nieprzytomną Candice. Obaj panowie tłumaczą, że miała atak.

            Psychiatra wyciąga z torby strzykawkę i ładuje środek uspokajający. Candice na chwilę odzyskuje przytomność, ale chwilę później umiera. Psychiatra jest pewna, że to ona popełniła jakiś błąd. Przyznam, że nie mam pewności, czy już pierwszy zastrzyk był śmiertelny, czy dopiero połączenie obu.

            Prezydent z asystentem karzą się jej zabierać i nikomu o tym nie mówić. Obaj wywożą ciało Candice i zostawiają ją w śniegu.

            Yes, ciekawa historia i świetnie opowiedziana.
            • barbasia1 Re: "Poupoupidou" -Spojler! 18.03.15, 23:35
              Okoliczności śmierci bohaterki filmu odnoszą się do jednej z teorii wiążących śmierć MM z rodziną Kennedych, senatorem Robertem Kennedym.

              Czułam, że to prezydent jest zamieszany w śmierć Candice.

              Dzięki, Bronte. :)
            • pepsic Re: "Poupoupidou" -Spojler! 19.03.15, 17:12
              Mi się wydaje, że śmierć bohaterki była wypadkową trzech odrębnych, splatających sie ze soba zdarzeń i że zabiła ją końska dawka środków uspokajanych w połączeniu z tabletką gwałtu. Przypomnę, że najpierw Anna wypiła w drinku tabletkę gwałtu podsuniętą przez fana w klubie, potem asystent przewodniczącego zaaplikował jej w domu zastrzyk, prawdopodobnie uspokajający, a potem psychiatra śpiesząca na pomoc nieświadoma wcześniejszych dawek podała jej dożylnie jeszcze jeden środek uspokajający. Ot, nieszczęśliwy splot okoliczności, w tym na własne życzenie, co potwierdza moja tezę o tragicznym rysie postaci.
              • barbasia1 Re: "Poupoupidou" -OT 19.03.15, 19:32
                Pepsic, o filmie "Medium"Clinta Eastwooda dokończyłam tu pod Twoim m.in. postem

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,156811511,157026941,Re_Medium_w_TVN7_kilka_slow_od_poczatku_cz_1.html
              • barbasia1 Re: "Poupoupidou" -Spojler! 19.03.15, 19:35
                pepsic napisała:

                > Mi się wydaje, że śmierć bohaterki była wypadkową trzech odrębnych, splatającyc
                > h sie ze soba zdarzeń i że zabiła ją końska dawka środków uspokajanych w połąc
                > zeniu z tabletką gwałtu.

                To rzeczywiście sprawa o wiele bardziej skomplikowanie wygląda.

                > Ot, nieszczęśliwy splot okoliczności,

                Może w przypadku rzeczywistej MM i jej śmierci też zdecydował podobny "nieszczęśliwy splot okoliczności"?
              • siostra_bronte Re: "Poupoupidou" -Spojler! 19.03.15, 19:38
                A tak, zapomniałam o tej pigułce w klubie.
        • grek.grek Re: "Poupoupidou" (2) 19.03.15, 14:16
          dzięki, Siostro, za świetną opowieść :]

          jak rozumiem, idea polegała na tym by dziewczyna from France splotła swoje losy
          z aktorką Hollywoodu ?

          to by kazało się zastanowić, na ile jej losy są przypadkowe a na ile stylizowane na
          idolkę ? na ile Francuzka specjalnie wdaje się w romans z politykiem, aby skopiować
          swój wzór, a na ile jest to rzecz spontaniczna i wyłącznie z przyczyn czysto losowych
          zaistniała ? dobrze kombinuję ? :]

          "Wierzysz w reinkarnację ?" - o, to zdanie rzuca [łoby] kolejny możliwy trop ? Czemu nie ? w takiej sytuacji także i wierzenia ludyczne oraz religijne mogą odnaleźć swoje miejsce.

          spoiler pokazuje, że aktorka rzeczywiście podobna do Monroe, ale... wątpię, by Michelle Williams chciała się upodobnić do Monroe, tak po prostu :]

          chyba zbyt ambitna była[by] aby zwyczajnie starać się odwzorować jej zachowania, styl i gesty. Tam chodziło o coś więcej, o nadanie Monroe uczuć i psychologii :]

          dzięki, Siostro :]

          • siostra_bronte Re: "Poupoupidou" (2) 19.03.15, 15:36
            Dzięki, Greku :)

            Ciekawe pytania. Może faktycznie Candice bezwiednie kopiowała losy Marilyn. A może była "skazana" na podobny los? Dziewczyna z prowincji, atrakcyjna blondynka, może zbyt ufna i wrażliwa...

            Pamiętam dyskusję o "Moim tygodniu z Marilyn" :) Powtórzę się, to była słaba, powierzchowna rola Williams, ale i film był marny, więc nie mogła tutaj więcej zrobić.
            • grek.grek Re: "Poupoupidou" (2) 19.03.15, 17:47
              ano własnie :] otwarta [na wszelakie interpretacje] formuła dodaje temu filmowi wdzięku.

              czyli - znów remis :]]


    • siostra_bronte "Wyspa tajemnic" 19.03.15, 12:53
      Dzięki, Pepsic za inspirację :) Jakoś wcześniej nie miałam okazji zobaczyć tego filmu. Miłe rozczarowanie. Film naprawdę bardzo dobry. Świetny intrygujący początek, ale potem napięcie trochę siada, do tego nadużywane są efekty deszczu i burzy jak ze starego horroru. Za to końcówka faktycznie mocna.

      Trochę brakowało mi wizualnego odróżnienia wspomnień z czasu wojny od aktualnej akcji. Nie wiem, może powinny być w wersji czarno-białej? Do tego dochodziły wizje Leo i te wszystkie plany mogły się trochę mieszać.

      Przyznam, że pogubiłam się w fabule. Poczytałam wątki w archiwum i mam jeszcze większy mętlik :) Moim zdaniem obie wersje (Leo jest pacjentem, albo wkręcanym detektywem) są prawdopodobne, ale każda przy bliższym przyjrzeniu trochę naciągana. Wyczytałam, że wg. reżysera to wersja z Leo jako pacjentem jest prawdziwa, ale jakoś nie jestem przekonana. Cała "inscenizacja" byłaby zbyt karkołomna, nie rozumiem jak włączono by do niej pacjentów, itd...

      Co do Leo, niestety zaszkodził filmowi. Wypadł nijako, gra dwoma minami na krzyż i zmarszczonym czołem. Szkoda.

      Przyznam, że chętnie obejrzałabym film ponownie, może coś by mi się rozjaśniło.
      • pepsic Re: "Wyspa tajemnic" 19.03.15, 17:23
        Ależ prosze:)
        Dokładnie tak, początek daje spore pole do rozwinięcia wyobraźni. Z sympatii do Patrici Clarkson (ukrywającej sie pacjentki vel lekarki) podtrzymuję jej wersję, i Twoją Siostro również. Moim zdaniem di Caprio nie był pacjentem. Szajka ze szpitala go wrobiła, bo za dużo wyniuchał. Nadmieniam, że z uwagą zapoznałam się ze wszystkimi opiniami. Grek z Mozambique wydają się podzielać pogląd, że di Caprio był wariatem. Mania podchodzi bardziej sceptycznie, bo przeczytała książkę. Barbasia tajemniczo się nie wypowiada.

        Wziąwszy pod uwagę Scorses'a jednak czuję niedosyt i za duży groch z kapustą. Chociaż Dachau mogli sobie darować. W pozycjach sensacyjnych wolę zakończenia bardziej jednoznaczne, choćby bez kropki nad "i".

        Co do Leo - podzielam krytyczne zdanie większości koleżanek. Być może ma warsztat, ale nie ma ani fizycznego, ani psychologicznego imag'u.
    • mozambique "WItaj w klubie " 19.03.15, 12:56

      Oscarowy film z Oscarową rola Mathew "Makkonnaheja" :) - autentyczna historia z lat 80tych

      Mathew gra dosc rozrywkowego goscia, kowboja na rodeo co lubi grac na pieniądze, oszukiwac, duzo pic i duzo ćpac i bzykac wszystko co ma dwie nogi i na dzrewo nie ucieka . NAjchetniej byzka w stanie nieważkości. Zyje w mocno naladownaym testosteronem swiecie innych kowbojów , piwa i fajek, rzadko kiedy jest trzeźwy i dobrze mu z tym do momentu gdy okazuje sie ze od tego wesołego życia załapał AIDS.
      W latach 80tych AIDS bylo znane wyłacznie jako "dziwna choroba gejów" wiec od razu Mathew wsród kumpli łapie ksywke pedzia co bardzo go godzi w honor wiec szybko staje do bitki, traci przyjaciół i kumpli od pokera.
      Gdy zaczyna sie leczyc trafia do programu badan klinicznych nowego eksperymantalengo leku AZT ( leczy go ladna lekarka Jennifer Garner) i poznaje atrakcyjnego towarzysko innego pacjenta , transsekualiste JAreda Leto ( wychudzonego smiertlenie, w slicznych sukienkach i pieknym makijażu) . Badania polegaja na tym ze nowy lek podawany jest losowo polowie chetnych a druga polowa dostaje placebo. Zeby wyniki byly miarodajne nikt, nawet lekarze, nie wiedza co komu podają. Mathew chyab dosatje placebo bo czuje sie coraz gorzej, ze szpitala parwie nei wychodzi, zaczyna wygladac jak żywy trup ( przebil nawet Christanai Bale'a z "Mechanika") i na koniec badan dosatej wyrok - lek( albo placebo) nie zadziałal i pozostalo mu tylko 30 dni zycia.
      I tearz zaczyna sie parwdziwy film - bohater stara sie wykorzystac jakos te 30 dni. NAjpierw przekupuje pielegniarza z owego szpitala ktory po bajonskich cenach sprzedaje mu wykradzione parwdziwe AZT ale okazuej sie lek ma tyle skutków ubocznych ( np powaznie uszkadza watrobe i nerki) ze po nim tez mozna sie szybko pzrekrecic. Dowaiduje sie ze w Meksyku jest tez inny nowy lek , jakis syntetyczny peptyd , ktory dziala lagodniej i nie niszczy orgaznimy , niesttey jest niedopuszczony do stosowania w USA i oczywiscei nie mozna nim handlować. MAthew wiec rozkreca nieelgalny biznesik - za walsne pieniadze kupuej w Meksyku duza partie leku, przemyca do USa i spzredaje innym chorym z kilkukrotnym przebiciem Gdy do tylka dobiera mu sie FDA i skarbówka - zatrudnia prawnika i wymyslaja gernialny chwyt : zakładają Stowarzyszenie Chorych na Aids ( tytułowy klub) , czlonek wykupuje w nim miesieczne członkostwo za kilkaset dolarów i w ramach karty czlonkowskiej otrzymuje za darmo miesieczna dawke leku. Stad tytuł filmu.
      Choroba szaleje, chorych jest coraz wiecej , do KLubu ustaiwaja sie codzien kolejki setek nowych chetnych , biznes kreci sie tak ze leki sa sprowadznae (lub przemycane) z Japoinii, Australii a lekarze wypisujacy recepty opłacani przez klub szukani sa przez neta nawet gdzies w Afryce.
      CZas leci - dawno minal miesiac , bohater zyje i ma sie calkiem niezle , mijaja miesiące i nawet lata. KOncern farmaceutyczny produkujacy AZT ma coraz wieksze problemy z powodu tych skutków ubocznych , a MAthew zamieskzuje razem z JAredem ,coby bylo wygodniej.
      Relacja tych dwóch bohaterów jest osią filmu - Mathew calkowicie zrezygnowal z seksu posiwecil sie kampani informacyjnej na rzecz nowego leku a JAred niestetty nie , ma nowych kochanków w dodatku mocno ćpa. To powoduje ze jego stan sie pogarsza poważnie i razem musza sie z tym zmagac.
      Finalu tej historii mozna sie domyslac , cudu nie bylo , boahterowie umarli z tym ze wiele lat po "wyroku" otrzymanym w czasie kuracji AZT. a nowy , w miare skuteczny lek zosatl zarejestrownay w USA .
      To nie jest wstrzasajacy film, nie chwycil za gardlo , o problemei AIDS inni opowiadali jzu wczesniej i bardzoej przejmująco ale jednak dostal kilka OScarów i pare nominacji .
      JAred wyszedl ze statuetką chyab za transformacje wyglądu - jako piekna laseczka w perfekcyjnym makizjau , chuda jak Anji Rubik , mocno odjechana w dusznych i pelnych seksu klubach dla gejów , jest doskonały.

      Mathew chyba tez dostal , tez za transformacje ale nie jestem w stanie go podziwiac, . Tak nie lubie tego aktora ze moje uprzedzenie tu chyab bierze górę- tu pozbyl sie swej calej slynnej muskulatury i bezczelengo usmiechu "mistrza łindserfingu" - jest chudszy od Anji Rubik , wycieńczony, wyssany od srodka , tylko dziwny trafem holiłódzkie uzębienie mu zosstało ( :) . MOZe wypadających zębów i krwawiących dziąseł juz by przystojniaczek nei zdzierżył.

      W sumie film do zobaczenia dla odfajkowania OScarowych tytułów i dla wielbicieli MAkkonaheja ofkors ale mię osobiście wzruszył tyle co pyląca olcha za oknem . A włąsciwie olcha bardziej bo juz kicham .
      Sękju.




      • grek.grek Re: "WItaj w klubie " 19.03.15, 14:35
        dziękii, MOzambique, za jak zawsze żywy opis :]

        jak tak czytałem, to się zastanawiałem : ile w tym filmie jest poczucia humoru i lekkości ?
        czy jednak na dośc poważną nutę, a bohaterowie jednak cierpiętniczo zmagają się z trudnościami ?

        istotna wg mnie informacja to tak, że medycyna i służba zdrowia made in USA skazują bohaterów
        właściwie na śmierć. Popychając ku działalności przestępczej [?], która w tym wymiarze zyskuje
        walor heroiczny.

        no i jest pochwała samoorganizowania się społeczeństwa.
        wiara w państwo bywa złudna, zarówno w intencje urzędników jak i w wydolnośc systemu.
        Zawsze pozostaje wzajemna pomoc : człowiek człowiekowi. I to że we wspólnocie i wsparciu
        zawsze raźniej i łatwiej realizować plany. A tutaj dodatkowo w grę wchodzi życie par exellence.

        jak dla mnie : optymistyczna opowieść o ludzkiej kreatywności i odmowie podporządkowania się
        "wyrokowi [losu i służby zdrowia]".

        a'props Mc Conaugheya i jego Oscara : Twoim zdaniem, jego postać wiarygodnie ewoluuje i zmienia sie z tandetnego "kowboja" w rzutkiego "działacza społecznego" czy jednak ten Oscar w lwiej części jednak stoi na
        fizycznej przemianie ?

        Jared Leto chyba lubi eksperymenty - w "Witaj..." wychudł, a z kolei do roli CHapmana w "Chapter 27" mocno przytył.
        Zaś teraz znów się przepoczwarza - do roli JOkera w jakimś nowym filmie komiksowym.
    • grek.grek "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 19.03.15, 13:56
      haha, no to mnie dopadło ;]]

      horror survival z pewnymi ambicjami w ostatnich 5 minutach, wszelako niedociągniętymi.

      Pięcioro studentów dostaje niby luźną i sympatyczną propozycję spędzenia kilku dni na łonie natury w leśniczówce. jadą tam więc i mają nadzieję bawić się dobrze.

      w piwnicy znajdują jakieś bibeloty z początku wieku, w tym coś w rodzaju odmierzacza czasu. Jeden z chłopaków zaczyna przy tym manipulować i przesuwać cyferki. w ten sposób...

      ... młodzi ludzie dokonują wyboru własnej śmierci. Bo ten domek lesny jest pułlapką. Naszpikowany jest kamerami i mikrofonami, a nad wszystkim czuwa rozbudowane laboratorium pełne naukowców w białych kitlach. mają możliwość wpływania na decyzje, zachowania i postawy młodziaków poprzez np. wpompowywanie odpowiednich mieszanek gazów, które przerabiają im osobowość.

      bawiac się tym odmierzaczem czasu chłopak uruchamia rodzaj śmierci, którą poniesie cała piątka. Naukowcy robią zakłady : który dzieciak złapie za ten odmierzacz i wyda wyrok na siebie i resztę oraz - którą formę śmierci wybierze.

      tutaj akurat pada na atak zombiaków. Wyłaża więc z grobów, uzbrojone w sekatory i inne ostre przedmioty, i napadają po kolei na młodziez. Młodzież spanikowana próbuje się bronić, uciekać, ale na nic to, bo po kolei ginie troje z nich.

      dwoje przeżywa, ale tylko po to,żeby zobaczyć jak cała impreza wymyka się spod kontroli naukowcom i rozgrywa się istne pandemonium, bo wyłażą zewsząd stwory z prehistorii oraz z filmowych i sennych koszmarów : węże 10 metrowe z gębą wielką jak samochód ciężarowy, straszny klaun, jednorożec, wilkołak i cała reszta - a wszystko po to,żeby zabijać ludzi.

      dwójka ocalałej młodzieży trafia do jakiejś sali, w której jest mniej więćej cicho i czasami bezpiecznie [o ile z ciemności okalających wejście nie wypadnie nagle jakaś bestyja].

      Pojawia się nagle... sama Sigourney Weaver i wyjaśnia im zasady działania tego przedsięwzięcia : to tajne laboratorium powstało, aby składać ofiary życia i krwi Przedwiecznym, czyli "bogom, którzy miliony lat temu rządzili światem". Teraz śpią, ale trzeba ich zaspokajać daninami z młodych ciał i krwi, żeby spali nadal. Bo ja nie, to się obudzą i zrobią światu jesień średniowiecza.

      pani Weaver wyjaśnia młodziakom, że poddano ich osobowości gazowym wpływom, aby wpasowali się w schematy jakie ofiary Przedwiecznych muszą spełniać, a zatem : Sportowiec, Dziwka, Głupek, Naukowiec i Dziewica.

      zostali Głupek i Dziewica i to własnie ona ma podjąc decyzję : dopełnić ofiary, czyli zabić siebie i kolegę, i uratować ludzkość czy umrzeć tak czy owak, tyle razem z całą ludzkością, w "potwornej agonii" ;]

      potem pani Sigourney ginie.

      ofk, zamiast się decydować i rozstrzygać moralny dylemat, to młodziaki siedzą na schodach i gadają o d,pie Maryni, aż cała buda zaczyna się trząść i rozpadać na kawałki, co niechybnie sugeruje, że bogowie przeciągają się w kościach, a w finale gigantyczna piącha rozwala od spodu leśniczówkę i zapewne zaczyna się Apokalipsa :]

      cóż, kino gatunkowe, bez dwóch zdań ;]]

      co robi tutaj mrs Sigourney Weaver - konia z rzędem kto ma o tym pojęcie, ja bym stawiał na to, ze zarabia na waciki albo przegrała zakład. ale jej pojawienie się znienacka, w ostatnim momencie, jest ciekawostką.

      jakbyście, mimo wszystko, mieli chęć na trailer... be my guest ;] :
      www.youtube.com/watch?v=eu3YzH7uzBE
      • siostra_bronte Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 19.03.15, 16:01
        Dzięki, Greku :) Haha, to już nie było żadnych innych atrakcji w tv? Sam tytuł już świadczy o zawartości. Udział Sigourney Weaver faktycznie zaskakujący.
        • grek.grek Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 19.03.15, 17:53
          my pleasure, Siostro :]

          haha, a jakoś tak się podłączyłem, bo mecz był rozstrzygnięty, i zostałem.
          czasami taka wycieczka w kino klasy C dobrze robi na smak ;]
          a jak potem można się fajnie poznęcać w recenzjii, juhuuu ;]

          zastanawiam się, czy to była prawdziwa mrs Weaver, czy może jakiś hologram albo
          niecne wykorzystanie wizerunku, bądź co bądź, aktorki z pewnym dorobkiem ;]

          • never_never Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 19.03.15, 18:39
            no tak to już bywa, jeżeli się nie poczuje konwencji...
            akurat ten film bawi się schematami kina klasy C, więc na nic te "sieriozne" krytyki;-)
            • grek.grek Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 20.03.15, 16:09
              ależ skąd :]
              wydaje mi się, że krytyka jest dość lekka.
              ta najcięższa zarezerwowana jest, w moim przypadku, dla filmów o polskich bohaterach narodowych ;]]
      • angazetka Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 19.03.15, 19:05
        O, co widzę! Film ten oglądałam kilka miesięcy temu i BOLAŁO. Tak bardzo. Śmiało postawiłam go na mentalną półeczkę z najgorszymi filmami, jakie widziałam.
        No ale cóż, oglądanie "wszystkich filmów z Hemsworthem" ma swoje prawa ;)
        • never_never Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 19.03.15, 19:14
          ej, czy wy naprawdę wszyscy tak na poważnie analizujecie ten film???
          przecież to pastisz z odwołaniami do wielu znanych horrorów i nie tylko....
          • siostra_bronte Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 19.03.15, 19:24
            Nie wiedziałam, ale po co w ogóle robić pastisz kina aż klasy C? Może wyjść dzieło na podobnym poziomie. Ale przyznam, że czuję się zaintrygowana, może będzie powtórka :)
            • siostra_bronte Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 19.03.15, 19:25
              *nie widziałam
          • angazetka Re: "Dom w głębi lasu" [2012] TV4 20.03.15, 16:27
            Pastisz, spoko. Ale IMO nieudany. Okrutnie się przy nim wymęczyłam, a chyba nie o to chodzi.
            Doskonałym pastiszem był zeszłoroczny "Gość" na przykład.
    • grek.grek "Wielki Liberace" w Kocham Kino 19.03.15, 17:29
      22:25 i 2:2o w Dwójce ofk

      Mozambique zapowiedziała w zasadzie bezbłędnie :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,155338425,155359323,Wielki_LIberace_Behind_the_Candelabra_na_HBO_.html
      skaczemy, mam nadzieję ? :]
      • pepsic Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 19.03.15, 17:33
        Nadzieję podzielamy, aczkolwiek ewentualną refleksję zapodam po niedzieli.
        • grek.grek Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 19.03.15, 17:54
          oczekuję/oczekujemy :]
      • siostra_bronte Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 19.03.15, 17:39
        I mam dylemat. Bo film fatalnie nakłada się na "Kto sieje wiatr" w Kulturze. Co prawda jutro będzie powtórka, ale strasznie późno. Pamiętam obrazową recenzję Mozambique :) Film wydaje się efektowny, ale jednak niezbyt głęboki.
        • grek.grek Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 19.03.15, 17:56
          ja skaczę nocą na "LIberace", a o "przyzwoitej godzinie" :] na "Kto sieje...". Zaczynam doceniać powtórki tego samego filmu dzień-po-dniu, a nawet dwie godziny-po-dwóch godzinach :]

          • barbasia1 Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 19.03.15, 19:24
            grek.grek napisał:

            > ja skaczę nocą na "LIberace", a o "przyzwoitej godzinie" :] na "Kto sieje...".
            > Zaczynam doceniać powtórki tego samego filmu dzień-po-dniu, a nawet dwie godzin
            > y-po-dwóch godzinach :]



            Ty to masz się dobrze! ;)
            • grek.grek Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 20.03.15, 14:14
              nie zapomniaj, Droga Barbasiu, że rozmawiasz z człowiekiem, który swego czasu rozmyślał nad tym, czy aby nie stanąc do bicia rekordu świata w bezsenności niechorobowej ;]] [11 dób, trochę dużo...]

              a co z "LIberacem" ? udało Ci się obejrzeć ? Czcigodni ?

              ja skoczyłem i tak się zastanawiam, co by tu dodać do opisu Mozambique. Wychodzi mi na to, ze dodać mogę naprawdę niewiele.

              historia związku Władzia i Scotta jest dośc konwencjonalna, pomijając, że chodzi o TEGO Władzia, który grał na fortepianie i świecił się od złota jak choinka :]

              Tego własnie nigdy nie zrozumiem : co ci ludzie w tym Lasie Vegasie widzieli w tych jego show ? Przecież ten kicz aż bije po oczach. A może dlatego chcieli to oglądać ? Bo najlepszy kicz jest wart każdych pieniędzy ?

              kiedy przychodzi Scott i Liberace go sobie przyposabia na kochanka - jednocześnie wyprowadza się poprzedni kochanek. A minę ma nietęgą już od jakiegoś czasu. Wiedział co się święci. Taką samą minę ma Scott, kiedy przyhcodzi jego pora. Taką minę mieli wszyscy przed i po nim. LIberace wymieniał sobie modele na nowsze. Okładał się młodością jak przestraszona starsza pani botoksem,w nadziei, ze to go uratuje przed działaniem czasu. A związek oparty na tym, że jedna strona daje luksus i kasę, a druga ciało - ma ograniczoną datę świeżości. Kiedy luksus i kasa rozuchwalą Scotta, a Władzio poczuje, że przyszła pora na zmianę - nic nie uratuje ich relacji [świetna jest scena, kiedy Scott pozwala sobie na tekst "Ty stara cioto" pod adresem Władzia, a do tej pory ciepły i miękki Władzio z pociemniałą twarzą warczy "Nie masz pojęcia Z KIM masz do czynienia" - to już jest moment, w którym obaj wiedzą, że ich związek jest na finiszu].

              burzliwe rozstanie [świetna scena, gdy Scott biega po posiadłości i grozi wezwaniem policji przeciwko prawnikom i ochroniarzom, którzy na polecenie Liberace przyjechali go wyprowadzić], szarpanina o kasę na odchodne, nieudana próba odgryzienia się zdemaskowaniem Władzia jako geja - rzecz tyleż ciekawa, że wydawało się, iż może gdzieś tam jednak łączy ich coś ponad ten "kontrakt" młodości za luksus. Że ten kontakt jest głębszy. Okazuje się, ze jakkolwiek by było, Władzio ten kontakt potarfił złapać z innymi wybrańcami. Nieważne było do kogo mówił, ważne że ten ktoś był młody i go słuchał. A jakże by nie miał słuchać, skoro w zamian miał ofertę zainstalowania się w tym przepychu za milyjony dolarów ? Pozory bliskości.

              charakateryzacja jest doskonała. To jak zmieniają się na przestrzeni lat Władzio i Scott robi wrażenie. Michael Douglas zupełnie odwraca się od swojego poprzedniego wizerunku i jest tak dobry, że po pięciu minutach w pełni się ten "szokujący :] nowy absolutnie przyjmuje do wiadomości i to tak jakby Douglas nic innego w życiu nie robił, tylko grał przerysowanych gejów [swoją drogą, jak widownia uwierzyła, że Władzio to heteryk ? to też ciekawostka].

              Matt Damon znakomity w drugiej połowie "meczu", kiedy zaczyna go dopadać frustracja, kiedy puszczają mu zawory trzymane pod kontrolą w pierwszej części, gdy Scott był jeszcze onieśmielony i wycofany. Potem zupełnie Władzio mu powszednieje i Scott zapędza się zbyt daleko, zwykle w momentach w których te zapędy wyglądają kuriozalnie z powodu jego przekonania o tym, ze mu wolno i jednoczesnej świadomości widza, że od jakiegoś czasu chłopak jest po prostu na aucie i to co mu się wydaje kompletnie nie ma odbicia w jego faktycznym położeniu.

              Ile tam błyskotek, peruk, brokatu, chałupa Liberace to jakiś niemożliwy pałac. "Sam utrzymuję przy życiu austriacki przemysł produkujący kryształy", powiada i chyba niewiele w tym przesady ;]

              Dobre kino. Tytuł oryginału wydaje się znakomity, a polska werrsja niestety słabo tłumaczy intencje reżysera Soderbergha, który w tym tytule zawarł istotny sens całej opowieści. A to dlatego, wg mnie, że nie tyle Władzio sam w sobie jest tutaj głównym tematem, ile pozory życia jakie prowadzi poza sceną, mimikra jaką uprawia wobec otoczenia [kryje homoseksualizm, operacje plastyczne, łysienie, a nawet po śmierci jego impresario uparcie głosi,że gośc zmarł nie na AIDS, lecz na zawał serca].
              • barbasia1 Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 20.03.15, 22:25
                No proszę, ile jeszcze było do dodania, do napisania! :)

                Oglądałam tylko "Kto sieje wiatr". Nie było sensu oglądać "Liberace" od połowy . Gdzieś go upoluję prędzej czy później!

                A propos Twojego pytania, jak widownia uwierzyła, że Władzio to heteryk!?

                Tadeusz Sobolewski w artykule na temat filmu pisze, że orientacja Władzia stanowiła tajemnicę poliszynela i że kiedy w Anglii publicznie wytknięto mu, że jest gejem, zaskarżył gazetę i wygrał proces - wyrok służył mu potem za glejt.

                :)
                • grek.grek Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 21.03.15, 17:15
                  dzięki :] częściowo, zapewne, powtórzyłem to, co pisaliśmy już wcześniej o tym filmie.

                  na pewno będzie w sieci. a może Kultura powtórzy ?

                  o proszę, hehe.
                  chociaż... jak myślisz, może to Władziowi bardziej zależało na tym swoim
                  "heteroseksualizmie" niż jego widowni ? :]
              • barbasia1 Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 20.03.15, 22:43
                grek.grek napisał:

                > nie zapomniaj, Droga Barbasiu, że rozmawiasz z człowiekiem, który swego czasu r
                > ozmyślał nad tym, czy aby nie stanąc do bicia rekordu świata w bezsenności niec
                > horobowej ;]]

                Nawet mi o tym nie wspominaj!

                • grek.grek Re: "Wielki Liberace" w Kocham Kino 21.03.15, 17:15
                  haha ;]]
    • angazetka Odmeldowuję się :) 19.03.15, 17:36
      Bo nigdy tego nie uczynię, a z Londynu wróciłam w niedzielę ;)
      Był to zresztą chyba najlepszy Londyn mego życia. A niemała w tym zasługa faktu, że całe trzy godziny mogłam spędzić, oglądając Jamesa McAvoya, który śpiewa, tańczy, recytuje, gra na flecie i jeździ nago na monocyklu. I jest absolutnie magnetyzujący w swojej roli. Taki drobny człowiek, a tyle charyzmy :) Niesamowitego uroku występowi dodało też to, co w sumie w teatrze kocham najbardziej. Pomyłki. Ktoś się na scenie przejęzyczył i dzięki temu miałam okazję zobaczyć, jak uwielbiany przeze mnie pierwszoligowy aktor siada na kanapie, kryje twarz w dłoniach i usiłuje przestać mieć głupawkę. A aktorka grająca jego żonę tymczasem przytomnie przejmuje jego kwestię, żeby show mógł go on.

      Samo "Ruling class" nie zachwyciło mnie aż tak bardzo (trochę wbrew opiniom krytyków), ale nie mam co marudzić. Wszak wstałam do oklasków na koniec, z pełnym przekonaniem.
      • grek.grek Re: Odmeldowuję się :) 19.03.15, 18:03
        nasz człowiek w Londynie :]

        "nago na monocyklu" ? o kurde... :]

        dzięki za podzielenie się wrażeniami, Angazetko.
        skoro tak dobrze się bawiłaś, Londyn Cię oczarował, spektakl nie zawiódł, a pan aktor był
        dokładnie taki jakiego oczekiwałaś, no to cóż tu jeszcze można dodać... chyba tylko życzyć Ci
        licznych powtórek tych satysfakcjonujących dni i równie przyjemnych wydarzeń :]
      • barbasia1 Re: Odmeldowuję się :) 19.03.15, 19:22
        Wreszcie!!! Już myślałam, że zostałaś na dłużej w tym Londynie!?

        CUDNA relacja. Dla potomnych na wieki zostanie.


        > że całe trzy godziny mogłam spędzić, oglądając Jamesa McAvoya, który śpiewa,
        > tańczy, recytuje, gra na flecie i jeździ nago na monocyklu. I jest absolutnie m
        > agnetyzujący w swojej roli.

        :}


        Czy można robić podczas przedstawienia zdjęcia komórką w teatrze w Londynie , czy to kategorycznie zabronione lub po prostu wiocha?

        Można było liczyć autografy po spektaklu? Dostałaś? Próbowałaś?

        Czy nieanglistka średnio zaawansowana, taka jak ja zrozumiałaby spektakl / nie mówię oczywiście o 100% rozumieniu/?

        Była pełna sala?
        Czy można było kupić bilety (lub wejściówki) przed spektaklem?
        Ile kosztowały bilety?
        Jaki był przekrój wiekowy widowni?
        Wypatrzyłaś innych Polaków na spektaklu?
        "Ruling class" ,w dwóch słowach, o czym opowiada?
        :)
        • angazetka Re: Odmeldowuję się :) 20.03.15, 16:44
          Hehe, wierz mi - chciałabym być w Londynie dłużej :)

          Zdjęć robić nie można i to nawet nie to, że ktoś pilnuje. Wystarczy, że ludzie patrzą ;) Za to można jeść i pić na widowni.

          Bilety kupowałam jakoś w listopadzie, na miejsca za 15 funtów (najtańsze) - widoczność i słyszalność i tak była świetna. Koleżanki kupowały miesiąc temu i najtańsze miejsca były już po funtów 50. Zawsze jest też pula wejściówek po właśnie 10 czy 15 funtów, ale kolejki się ustawiają od bladego świtu (w zeszłym roku koleżanki na wejściówki na "Koriolana" stały całą noc, styczniową zresztą). Sala pełna, przekrój wiekowy raczej też, stroje ładne, ale nie jakieś bardzo odświętne.

          Byłam na spektaklu popołudniowym, po nim aktorzy nie wychodzą pod stage door dawać autografy. Trudno się dziwić, muszą mieć czas, by się zregenerować przed graniem drugi raz.

          A "Ruling class" zaczyna się od śmierci pewnego arystokraty. Na odczytaniu testamentu pojawia się jego syn, który mówi, że jest Mesjaszem. I jest bardzo, bardzo obłąkanym Mesjaszem. Jest więc i o mechanizmach zachowań religijnych, i o rzeczonych wyższych sferach i ich jakości. Farsowo w formie, dość serio w treści.
          • barbasia1 Re: Odmeldowuję się :) 21.03.15, 23:29

            Dzięki za wszystkie informacje. :))

            www.officiallondontheatre.co.uk/london-shows/show/item244894/the-ruling-class/
    • siostra_bronte "Kto sieje wiatr" 19.03.15, 17:42
      W Kulturze o 21.30. Film Stanleya Kramera z 1960 r. W obsadzie znakomici Spencer Tracy i Frederick March. Jak napisałam wyżej jutro powtórka, ale po nocy.
      • siostra_bronte Re: "Kto sieje wiatr" 19.03.15, 17:44
        Ups, oczywiście Fredric March.
      • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr" 19.03.15, 17:59
        brawo, Kultura !
        jak dobrze pójdzie, to skoczę dziś i jutro na powtórkę.
        żeby się ubezpieczyć na następne kilkanaście lat, bo kto wie, kiedy znów będą
        powtarzać :]
    • grek.grek "Kto sieje wiatr", czyli klasyka w KUlturze 19.03.15, 17:45
      dzisiaj o 21:30,
      jutro o 23:20

      absolutny klasyk, nie do przegapienia.

      w prowincjonalnym amerykańskim miasteczku [mamy rok 1925] nauczyciel zostaje oskarżony o propagowanie teorii Darwina. Ma się odbyć proces sądowy. właściciel gazety, czując dobry materiał na zysk, zatrudnia dla oskarzonego obrońcę. Cięty wytrawny prokurator i inteligentny adwokat toczą bój na argumenty i podchwytliwe pytania, a w centrum są kluczowe pytania - jak dalece religia może ograniczać wolnośc naukowej analizy ? na ile swoboda słowa może istnieć wśród zacietrzewienia fundamentalistów ?

      niewiele pamiętam, strasznie dawno widziałem ten film, ale ciągle mam w głowie ostatnią scenę, kiedy wspaniale grający mecenesa Spence Tracy wychodzi po zakończonym procesie z sali sądowej i w symbolicznym geście bierze pod pachę zarówno "O powstawaniu gatunków" jak i Biblię.

      jump ! :
      media.giphy.com/media/fp2NDALOn5kc0/giphy.gif
      • siostra_bronte Re: "Kto sieje wiatr", czyli klasyka w KUlturze 19.03.15, 17:47
        To się nazywa synchronizacja :)
        • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", czyli klasyka w KUlturze 19.03.15, 17:57
          haha :] czysta doskonałość ;]]
        • grek.grek "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 20.03.15, 13:42
          No i okazuje się, że pamiętałem niewiele, może 2-3 sceny, włącznie z ostatnią.

          szarża Drummonda podczas przesłuchania swojego rywala BRady'ego - mistrzowska. pojedynek Spencera Tracy'ego z Fredricem Marchem - filmowa klasyka. Świetnie dobrane argumenty przez Drummonda, a dodatkowo atakuje on w sytuacji niemal beznadziejnej, przeciwko sędziemu który zakwestionował jego biegłych, i opierając się na Biblii. Jednak jego strategia jest doskonała i idealnie dopasowana do sytuacji - zmuszając mistrza pobożności, aroganckiego Brady'ego do zakwestionowania podstawowych zasad jego własnej linii rozumowania, wygrał nie tylko proces, ale i pozbawił Brady'ego resztek autorytetu i wiarygodności.

          aczkolwiek... wstyd się przyznać, ale brakło w tym jakiejś KROPY nad "I". Takiego "ciosu śmierci" :] Po prostu, w pewnym momencie nagle kumulacja argumentów Drummonda odnosi skutek, sala zamiera, a ludzie patrzą na Brady'ego z wyrzutem "ty dziadu, myśmy ci zaufali,że obronisz nad przed diabłem, a ty tak żeś spartaczył...".

          i moment, kiedy rozprawa zostaje zakończona, a Brady nie rozumie, że przegrał - przed chwilą fetowany przez mieszkańców miasteczka, widzącym w nim "prawą rękę Boga" - teraz nie potrafi znieśc porażki, próbuje wygłosić patetyczne kazanie, ale dookoła jest rwetes, szum, gwar, NIKT go nie słucha. Tylko Drummond, Cates, dziennikarz i dziewczyna Catesa patrzą ze smutkiem na żałosne popisy nieświadomego niczego człowieka, który nie grzeszy świadomością okoliczności, ale jedncoześnie prezentuje przecież postawę żarliwa. on wierzy w to co mówi, a że wierzy w rzeczy tak szkodliwe jak ustalanie prawdy na podstawie "tego co mu Bóg powie"... no to już inna para kaloszy.

          wraz z umierającym na zawał Bradym odchodzi świat nietolerancji, średniowiecznej ciemnoty i zacofania, nie wspominając o wprost nazistowskich ciągotach [tłum demonstrujący pod więzieniem i zapowiadający powieszenie na suchej gałęzi nauczyciela za głoszenie ustaleń naukowców].

          tyle że ten nowy świat też nie będzie wspaniały, jesli ton nadawać w nim będą cynicy a'la dziennikarz Hornbeck, zupełnie niezdolny do metafizycznych dociekań, a także do szacunku dla przeciwnika. Drummond punktuje go bezlitośnie przepowiadając samotną śmierć.

          "Na twój pogrzeb NIKT nie przyjdzie", wieszczy, na co Hornbeck w swoim stylu "O nie, nie... TY PRZYJDZIESZ, któż inny gotów będzie bronić mojego prawa do samotności". PIękny finał. Tacy jak Drummond muszą istnieć w tej całej rzeczywistości, aby miał kto walczyć o prawo do inności, swobodnego myślenia, żeby prawo chroniło prześladowanych za poglądy, wyznanie, rasę, płeć i co tam jeszcze innego.

          dylematy moralne rozgrywają się na drugim planie.
          największy ma Rachel, córka fanatycznego pastora Browna, jednocześnie zakochana w ateiście Catesie. KIedy jej namowy, by Cates poddał się i zaakceptował poglądy otoczenia, nauczyciel odrzuca - Rachel musi wybrać między nim, a własnym ojcem.

          Nawet jesli ojciec ją wyklina, obrzuca kalumniami i w napadzie histerii wyrzeka się jej - wybór jest trudny. Podczas przesłuchania panna Brown wpada w sidła Brady'ego, któremu wcześniej naiwnie opowiedziała jak Cates przejął się śmiercią chłopca z sąsiedztwa i uwagą księdza że dzieciak pójdzie do piekła, i wkopuje Catesa, sugerując że to nienawistnik i wróg religii, a nie bezstronny nauczyciel szukający prawdy.

          Do kontry chce przystąpić Drummond, ale Cates zabrania mu z uwagi na rozstrzęsienie Rachel. Tak żebyśmy nie mieli wątpliwości, że skromny nauczyciel jest także człowiekiem wrażliwym i głęboko humanitarnym :]

          Rachel wybiera mądrze, jej ojcu już nic nie pomoże, a Cates to nadzieja na dobre wspólne życie. Na przeciwległym biegunie jest żona Brady'ego, która zostaje przy nim do końca, choć przecież wie, że jej mąz właśnie się kompromituje. Patrzy na niego ze łzami w oczach.

          Bo Brady i Drummond są przecież kolegami, przyjemnie umieją pogaworzyć, poza salą. Walczą jednak zupełnie serio, ale nadal z klasa, a nawet dowcipem [w którym celuje Brady]. Żona Brady'ego zna Drummonda. Kiedyś byli przyjaciółmi. Tyle że klęska męża poniesiona z ręki kolegi wcale nie smakuje mniej gorzko.

          Przekaz jest jasny i oczywisty, sprawa ważka i kluczowa, ale przecież sporo w tym filmie humoru. Zarówno Brady jak i dziennikarz Hornbeck celują w krótkich ripostach.

          Drummond : był pan kiedyś zakochany ?
          Hornbeck : owszem. Ale na szczęscie tylko we własnych tekstach.

          Drummond : panie Brady, czy znana jest panu metoda jaką w naturalny sposób rozmnażają się ludzie ?
          Brady : o ile mi wiadomo naukowcy do tej pory jej nie zmienili.

          Komiczne są momenty, kiedy Hornbeck z sali sądowej nadaje sprawozdania do swojej gazety z Chicago, w których wbija zabawne szpilki Brady'emu, a ten słyszy wszystko i co chwila unosi się na krześle, błyskawicznie obraca ku Hornbeckowi i piorunuje go wzrokiem.

          Hornbeck : pan Brady nie ma wrogów. Nienawidzą go jego przyjaciele.
          Brady : [piorun w oczach]

          Kurdesz, nawet ten sfanatyzowany tłum maszerujący z pochodniami ulicami i wyśpiewujący o wieszaniu na gałęzi heretyka Catesa [i Drummonda także], epizodycznie rzucająćy butelką w okno aresztu - nie jest przerysowany w stronę groźnej ciżby. Raczej w drugą stronę - melodia na którą śpiewają przypomina wręcz jakieś dziecinne piosenki na cześc przychodzącej wiosny. Albo końca roku szkolnego ] Cała ta inkwizycja zyskuje wymiar jakiegoś takiego trochę mniej sympatycznego pikniku albo święta miejskiego.

          Cates początkowo waha się : a mozę odpuścić ? Ale w finale dzielnie występuje i powiada, że będzie głosił naukowe prawdy bez względu na to, czy zostanie uznany winnym i jakkolwiek ukarany. To dopiero odważny głos. I tak świat zrobił postęp, skoro podpałce uległa tylko kukła Catesa, a on sam mogł zostać skazany na odsiadkę albo grzywnę. Od średniowiecznego oszołomstwa religijnego do XX wieku sporów i polemik człowiek przeszedł imponującą drogę.

          ale i to nie wszędzie. POlscy biskupi nadal tkwią w mentalności pana Brady'ego AD 1925, z tą róznicą że brak im jego dowcipu i swoistej elegancji. Poglądy - dokładnie te same :]

          wybitne kino.
          1960 rok
          świetny okres w kinematografii amerykańskiej.
          zwłaszcza dekada 57-67 pełna jest niezwykle ważnych filmów odnoszących się do kwestii społecznych.
          "Kto sieje...", "Zabić drozda" ['62] , nieco wcześniej "Dwunastu gniewnych ludzi" ['57], "Zgadnij kto przyjdzie na obiad", "Absolwent" & "W upalną noc", "Bonnie and Clyde" ['67].

          doskonały seans :]

          a jak Wasze wrażenia ?







          • siostra_bronte Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 20.03.15, 16:11
            Dzięki, Greku :)

            Podpisuję się. To był świetny seans. I pomimo poważnej tematyki bardzo zabawny.

            Znakomite dialogi na sali sądowej. Drummondowi zarzucono, że odrzucił kandydata na ławnika nie zadając mu nawet jednego pytania. Drummond pyta go więć "jak się Pan miewa?" :)

            Zabawna jest scena kiedy Drummond postuluje zdegradowanie pułkownika Brady'ego do szeregowca :) W efekcie sam zostaje pułkownikiem.

            Albo kiedy proponuje powiesić nad wejściem na salę transparent "czytajcie Darwina", bo wisi już tam napis "czytajcie Biblię" :)

            Drummond pyta ucznia, czy w efekcie nauczania przez Catesa nie zamordował kogoś przed śniadaniem :)

            "Czy gąbka myśli?" pyta Drummond Brady'ego. Ten odpowiada "nie wiem, nie jestem gąbką" :)

            Takich zabawnych dialogów było więcej, ale te zostały mi w pamięci. Świetne teksty miał Hornbeck, który nie wydał mi się tak negatywną postacią, jak mówi o nim Drummond. Gene Kelly świetnie wypadł w tej roli. A myślałam, że grał tylko w musicalach :)

            Faktycznie, ten tłum z pochodniami i transparentami radośnie śpiewający o powieszeniu Catesa robi wrażenie jakby urwał się z jakiegoś pikniku. A ta melodia może się przyczepić :)

            Zapomniałabym o kapitalnej scenie z małpką palącą papierosa :))

            Zabawna jest dyskusja notabli miasteczka na początku filmu, kiedy ktoś czyta nagłówki gazet :)

            Wiesz, chyba nie ma co się spodziewać, że biskupi przestaną głosić dogmaty wiary. Te są niezmienne. Sęk w tym, że próbują (z powodzeniem) wpływać na prawo świeckiego państwa. I na to nie ma zgody!!

            Stanley Kramer był znakomitym reżyserem. Widać to w tym filmie. Nawet malutkie role są wyraziste i dobrze zagrane. Świetny jest początek, kiedy widzimy grupę jakichś gości idących do szkoły, a w tle religijna pieśń. Od razu wchodzimy w klimat tej historii. I sceny zbiorowe ze śpiewającym tłumem. Albo scena już po zakończeniu procesu, kiedy Brady dalej czyta swoje przemówienie. Ujęcie z góry, jest zamieszanie, ludzie biegają dookoła, jakiś chłopiec podchodzi do stołu sędziego i stuka młotkiem. Widać rękę mistrza.

            Yes, to były świetne lata dla amerykańskiego kina.
            • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 21.03.15, 17:11
              dzięki, Siostro, zgadzam się z gros Twoich uwag :]

              do tych scen, które świetnie opisałaś, dodałbym tę, w której Drummond spotyka
              uczniów Catesa. Stoją oni w milczeniu, a Drummondowi wydaje się, że chcą go pobić
              albo zelżyć. jeden z nich podchodzi do niego i chce odebrać walizkę. Drummond się broni i
              przez chwilę trwa szarpanina. Wreszcie inny chłopak oznajmia, ze są uczniami Catesa i bardzo
              go lubią, kibicują mu i chcieliby pomóc :]

              wydaje mi się, że Hornbecka widzimy w świetle pozytwnym ponieważ jest oświecony i nowoczesny, co
              na tle zacofanych mieszkańców miasteczka przydaje mu walorów.

              ale wydaje mi się, ze Drummond unaocznia to, co jest esensjonalne w tej postaci : bezideowość.
              Paradoksalnie wiec, Drummond bardziej ceni Brady'ego i jego szczere przekonania niż cynizm
              Hornbecka, którego tak naprawdę nie interesuje czy Bóg istnieje, czy Bóg wpływa na świat i człowieka,
              w ogóle nie zajmuje go żadna metafizyka. Jest do bólu przyziemny i właściwie nie może być żadną
              stroną w jakiejkolwiek polemice i dyskusji, a to one przecież rozwijają świat, wzbogacają ludzkość.

              Brady w tej polemice odgrywa rolę. Jest ważny. jest obskurantem, ofk, ale żarliwym, jako taki skazany
              jest na porażkę, ale ta porażka uwypukleniu argumentów drugiej strony. Chociaż, kto wie... może Brady
              wcsle nie przegrywa ? Może tylko jego poglądy muszą ulec modyfikacji ?

              No i, last but not least... Brady poświęca życie dla sprawy, w którą wierzy. to ma cięzki kaliber gatunkowy. MYslę, że Drummond to dostrzega.

              wiesz, mnie usiłowania biskupów nie oburzają.
              Ich prawo, każdy może lobbować za czym chce.
              oburza mnie, że polscy politycy nie mają w sobie cienia odpowiedzialności i ulegają tym namowom.
              a nawet lepiej : sami się wyrywają do uległości.

              yes, znakomicie scharakteryzowałaś wizję Kramera. doskonale :]

              spójrz, film po fllmie i... wszystkie te wspomniane tytuły zaliczyliśmy :]
          • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 20.03.15, 22:40
            Od końca zacznę. ;)

            > ale i to nie wszędzie. POlscy biskupi nadal tkwią w mentalności pana Brady'ego
            > AD 1925, z tą róznicą że brak im jego dowcipu i swoistej elegancji. Poglądy - d
            > okładnie te same :]

            Ale to przecież nieprawda. Polscy biskupi nie negują teorii ewolucji. Co więcej krytykują tych, którzy interpretują dosłownie biblijne opowiadanie o stworzeniu świata i na tej podstawie kwestionują nauczanie o ewolucji w szkole.
            Na gruncie KK odrzuca się fundamentalistyczny kreacjonizm.

            • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 21.03.15, 17:13
              :]

              wiesz, Barbasiu, chodziło mi tak bardziej o zasadę, poglądy polskich biskupów są jednak
              dośc nieżyciowe - in vitro, aborcja, eutanazja, rozwody, seks pozamałżeński itd.
              • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 21.03.15, 23:14
                "seks pozamałżeński"

                Rzeczywiście bardzo nieżyciowe za strony biskupów podejście, he,he! ;))
                • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 13:53
                  :]

                  wiesz, Barbasiu, wg biskupów jedyny dopuszczalny seks, to ten pod pierzyną, w wykonaniu zaobrączkowanych przedstawicieli homo sapiens i koniecznie służacy prokreacji :]

                  singiel nie ma prawa do seksu, wg nich :]
                  przed ślubem - nie wolno.
                  po owdowieniu - nie wolno.
                  autoerotyzm - grzech.
                  seks z prostytutką - jeszcze gorzej ;]

                  seks dla przyjemności - grzech śmiertelny :]

                  tylko w małżeństwie i tylko w celu uzyskania potomstwa i najlepiej bez odczuwania przyjemności - to jedyny seks jaki wg biskupów wolno uprawiać.

                  wg mnie, to jest podejście nieżyciowe w stopniu najwyższym :]
                  • siostra_bronte Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 15:03
                    Zapomniałeś o seksie osób homoseksualnych, to dopiero kryminał. Ale seks to jeden z tych tematów w którym poglądy wiernych wyraźnie rozjeżdżają się z oficjalną linią KK.
                    • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 17:10
                      kryminał albo co najmniej kocioł ze smołą ;]

                      yes, kościół skupia się na tym seksie, jakby nie miał nic ważniejszego do powiedzenia
                      swoim wiernym. Inna rzecz, że Kościół nie zapobiegł na razie żadnej wojnie, konflikttowi etc.
                      w takim układzie jego rola sprowadza się do pustych ceremoniałów święcenia jajek i
                      choinek.

                      parafrazując pewien kultowy serial... God is out there... ;]
                  • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 16:14
                    "seks pozamałżeński"

                    Sorki! Wyobraziłam sobie coś innego, postępowego i nowoczesnego księdza biskupa , który facetowi spowiadającemu się z posiadania kochanek ("seks pozamałżeński") , mówi, że to żaden grzech. Ale mam wyobraźnię, co?
                    To ze zmęczenia. ;)

                    > po owdowieniu - nie wolno.
                    Tak???


                    > seks z prostytutką - jeszcze gorzej ;]
                    Ou matko! Mało kto pochwala seks z prostytutką!?

                    > seks dla przyjemności - grzech śmiertelny :]

                    > tylko w małżeństwie i tylko w celu uzyskania potomstwa i najlepiej bez odczuwania >przyjemności - to jedyny seks jaki wg biskupów wolno uprawiać.

                    To nieprawda.
                    • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 17:12
                      wyobraźnia jest funkcją inteligencji, więc nie martw się niczym, Barbasiu :] pamiętasz co mówi Lecter do Willa Grahama ? : "Nasza wyobraźnia to dar, gdyby nie ona bylibyśmy tylko kolejnymi szarymi głupkami" :]

                      Kościół pochwala przyjemnośc seksualną, kóreej nie towarzyszy idea prokreacji ?
                      W te pędy lecę się zapisać do tego Kośccioła :]]
          • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 17:11
            Mam mała uwaga do filmu.

            Bohaterowie sporu odmalowani zostali w czarno-białych barwach. Bystry, inteligentny i sympatyczny Drummond o fizjonomii gbura, zbawca niewinnie wtrąconego do więzienia nauczyciela, kontra Brady - ograniczony ignorant, nie znający teorii Darwina, nie potrafiący myśleć logicznie, w dodatku fałszywy (wykorzystuje podstępnie wyznania Rachel) opryskliwy i niegrzeczny.

            Jeszcze bardziej negatywnie niż Brady przedstawieni zostali mieszkańcy miasteczka, ludzie wierzący. Pokazano ich stereotypowo jako nietolerancyjnych, ograniczonych, religijnych bigotów, potem jeszcze mroczniej jako fanatyczną, niebezpieczną tłuszczę , żądną krwi, morderstwa , śpiewającą jak już wspomnieliście, o powieszeniu Burta Catesa i Henry'ego Drummonda "na jabłoni" na melodię amerykańskiej pieśni patriotycznej "Glory, glory , alleluja! ("Hymnu Bojowego Republiki"), rzucający kamieniami w okno więzienia, w którym siedzi Cates. Zresztą Catesa ranią odłamki wybitej szyby .

            • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 17:31
              ja myślę, że Brady ma swój wdzięk :]
              zwróć uwagę na jego żarty rzucane w trakcie przesłuchania, albo na to jak zachowuje się poza sądem.

              a do tego jest to bystry prawnik. TYle że ma wsteczne poglądy :] Brak mu tolerancji i akceptacji inności.

              Drummond wydaje mi się człowiekiem pozbawioonym wdzięku Brady'ego, ale z kolei stoi po stronie postępu i nauki, więc automatycznie ma się dobrze kojarzyć. Niemniej - zaryzykuję opinię, że reżyser zrobił co mógł, żeby jednak jakoś zrównoważyć te postaci.

              wiesz, Barbasiu, mieszkańcy miasteczka zapewne zostali odmalowani w takich kolorach w jakich wówczas występowali :]

              dzisiejsi słuchacze Radia Maryja zachowują się nie mniej fanatycznie. W sieci jest sporo materiałów, w których zdrowo obrywa się tym, którzy próbują z nimi rozmawiać albo co gorsza, dyskutować.

              i tutaj też, wydaje mi się, reżyser stara się nie robić z nich hordy mongolskiej. Jak już pisaliśmy wyżej, częściowo te ich śpiewy i demonstracje przypominają jakiś piknik albo konwencję wyborczą, styl łagodzi
              radykalizm haseł jakie wznoszą.

              właściwie jedynym ostro potraktowanym jest ojciec Rachel, istny inkwizytor. Ponury mały Torquemada. Ale tłum jako całość wydaje się raczej uprawiać pewną konwencję niż naprawdę dążyć do linczu na nauczycielu.

              to jak w piłce nożnej : kopią się po nogach i sugerują swoim matkom podejrzane formy zarobkowania, ale w istocie jest to tylko przyjęta formuła walki, w której chodzi o to, by wbić gola i nie dać sobie gola wbić :"]

              • siostra_bronte Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 19:24
                Zgadzam się z Grekiem :)

                Brady ma sceny, kiedy potrafię go zrozumieć, np. kiedy rozmawia na ganku z Drummondem. Pyta go dlaczego odbierać tym prostym ludziom wiarę w coś lepszego. Wtedy Drummond opowiada historię z konikiem na biegunach. Albo na końcu, kiedy już przegrał proces, ale wciąż próbuje przekrzyczeć tłum, wzbudza wtedy naprawdę współczucie.

                Ten tłum pod więzieniem zachowuje się całkiem kulturalnie, nie widzę tu żądnej krwi tłuszczy. To aniołki w porównaniu z niektórymi fanatykami, o których wspominasz, Greku :)
                • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 20:00
                  > Ten tłum pod więzieniem zachowuje się całkiem kulturalnie, nie widzę tu żądnej
                  > krwi tłuszczy.

                  Jak to kulturalnie się zachowuje? Tłum rzuca kamieniami w okno więzienne w celi, w której siedzi Cates. Odłamki szkła ranią twarz nauczyciela. To jest kulturalne zachowanie?
                  To jest dzicz.

                  I śpiewa wcale nie piknikową, nie rozrywkową piosnekę, jak Wam się skojarzyło, tylko amerykańską pieśń patriotyczną , pieśń BOJOWĄ- "Hymn Bojowy Republiki", który był jedną z pieśni bojowych wojsk Unii w czasie wojny secesyjnej, w której zmienia nieco słowa, zapowiadając powieszenie (sic!) na jabłoni Catesa i Drummonda.
                  Dzicz!
                  • siostra_bronte Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 20:07
                    Chodziło mi o to, że tłum zachowuje się kulturalnie jak na fanatyków religijnych :)
                    Tak, wszyscy znamy tę pieśń, ale brzmi ona tutaj dziarsko i jakoś mało groźnie, mimo tekstu.
                    • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 20:42
                      siostra_bronte napisał(a):

                      > Chodziło mi o to, że tłum zachowuje się kulturalnie jak na fanatyków religijnych :)
                      Hehehe! ;)
                      Uważam, że jednak nie zachowuje się kulturalnie. Z powodu tych kamieni.

                      Tłum z widami, kosami i dzikimi mordami - taki obraz automatycznie popadłby w przesadę i śmieszność.

                      > Tak, wszyscy znamy tę pieśń, ale brzmi ona tutaj dziarsko i jakoś mało groźnie,
                      > mimo tekstu.

                      A jednak Cates minę ma nietęgą słysząc tę pieśń i słowa , że tłuszcza zamierza powiesić na drzewie jego i jego obrońcę.

                      Tłum jest nieprzewidywalny, trudny do opanowania, róże rzeczy mogą się wydarzyć.

                      A pamiętasz mocno przestraszone miny Drummonda i dziennkarza, kiedy zaraz po przybyciu do miasteczka przed hotelem spotykają grupkę młodych ludzi, chłopaków czekających na nich. Z napięciem się w nich wpatrują. Jakaś bojówka młodzieżowa? Na szczęście okazuje się, że to uczniowie Catesa, przyjaźnie nastawieni do obrońców swojego nauczyciela.
                  • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 23.03.15, 15:46
                    pieśń, jej tekst, piknikowy absolutnie nie jest :]

                    ale już sama forma wykonania, cały ten zgiełk nie ma znamion grozy.
                    pachnie raczej teatralnością, jak wykrzykniki i zachowania kibiców piłkarskich.
                    nie mam wątpliwości, że w takiej atmosferze nikogo się nie wiesza na suchej gałęzi :]

                    wydaje mi się, że to zręczny zabieg reżysera Kramera, który nie chciał z tej całej
                    opowieści czynić ciężkostrawnego dramatu, a raczej mądrą przypowieść. Łagodzi, wydźwięk obskurantyzmu Brady'ego jak i bierze w lekki nawias inkwizytorski zapał tłumu.
                • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 20:17
                  > Brady ma sceny, kiedy potrafię go zrozumieć, np. kiedy rozmawia na ganku z Drum
                  > mondem. Pyta go dlaczego odbierać tym prostym ludziom wiarę w coś lepszego. Wte
                  > dy Drummond opowiada historię z konikiem na biegunach. Albo na końcu, kiedy już
                  > przegrał proces, ale wciąż próbuje przekrzyczeć tłum, wzbudza wtedy naprawdę w
                  > spółczucie.

                  Masz słuszność. Aczkolwiek Brady przedstawiony jest jako totalny ignorant, który walczy z czymś, czego zupełnie nie zna i nie chciał nawet na potrzeby procesu się poznać/ teoria ewolucji Drawina/, co więcej , nie orientuje się nawet dobrze w czymś, co wyznaje, w co wierzy.
              • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 29.03.15, 01:16
                grek.grek napisał:

                > ja myślę, że Brady ma swój wdzięk :]
                > zwróć uwagę na jego żarty rzucane w trakcie przesłuchania, albo na to jak zacho
                > wuje się poza sądem.

                Zgadzam się.
                Niemniej ...

                > a do tego jest to bystry prawnik. TYle że ma wsteczne poglądy :] Brak mu tolera
                > ncji i akceptacji inności.

                W filmie Brady, przedstawiony jest, nie bójmy się tego stwierdzenia ;), jako ograniczony ignorant, który nie posiada żadnej wiedzy na temat teorii ewolucji i to mimo tego, że ona jest przedmiotem sądowej sprawy, w której Brady bierze czynny udział. W związku czym nie potrafi on rzeczowo dyskutować na temat ewolucji i logicznie uzasadnić swoich poglądów.


                > właściwie jedynym ostro potraktowanym jest ojciec Rachel, istny inkwizytor. Pon
                > ury mały Torquemada.

                To prawda.

                >Ale tłum jako całość wydaje się raczej uprawiać pewną konw
                > encję niż naprawdę dążyć do linczu na nauczycielu.

                Scena, kiedy tłum rzuca kamieniami w okno więzienne, kiedy odłamki szkła ranią twarz Catesa jest znacząca.
            • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 22.03.15, 17:58
              Jeszcze jedno. zaskoczyła mnie łatwość z jaką Brady dał się pokonać Drummondowi. Strasznie jestem ciekawa, co na pytania Dummonda, w tym to kluczowe, o to ile trwał każdy z siedmiu dni, podczas których biblijny Bóg stwarzał świat i człowieka, odpowiedziałby prawdziwy kreacjonista.
            • siostra_bronte Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 23.03.15, 13:35
              Mogę się zgodzić, że Brady mógł zostać pokazany trochę subtelniejszą kreską. Ale przy takim temacie reżyser postawił na wyrazistość, chociaż myślę, że to nie jest tak zupełnie czarno-biały obraz.

              Znalazłam filmik o procesie! Brady/March jest bardzo podobny do prawnika, który oskarżał nauczyciela.

              www.youtube.com/watch?v=ofM99LFZhxo

              • grek.grek Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 23.03.15, 15:47
                dzieki, Siostro, rzeczywiście jest pewne podobieństwo :]

              • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 29.03.15, 00:59
                >Mogę się zgodzić, że Brady mógł zostać pokazany trochę subtelniejszą kreską. Ale przy takim >temacie reżyser postawił na wyrazistość,

                Zgadzam się.

                Znalazłam filmik o procesie! Brady/March jest bardzo podobny do prawnika, który oskarżał nauczyciela.

                www.youtube.com/watch?v=ofM99LFZhxo

                O! Ciekawa rzecz.

          • barbasia1 Re: "Kto sieje wiatr", 3 po 3 a'propos 29.03.15, 00:58

            grek.grek napisał:

            > aczkolwiek... wstyd się przyznać, ale brakło w tym jakiejś KROPY nad "I". Takie
            > go "ciosu śmierci" :] Po prostu, w pewnym momencie nagle kumulacja argumentów D
            > rummonda odnosi skutek, sala zamiera, a ludzie patrzą na Brady'ego z wyrzutem "
            > ty dziadu, myśmy ci zaufali,że obronisz nad przed diabłem, a ty tak żeś spartac
            > zył...".

            Moim zdaniem "ciosem śmierci" było stwierdzenie Drummonda, że między, co mówi Biblia, a tym, co głosi teoria ewolucji Darwina w zasadzie nie ma sprzeczności. Stwierdzenie to padło po kluczowym pytaniu Drummonda skierowanym do Brady'ego o to, ile trwał biblijny "dzień" , w którym Bóg stwarzał świat, przy którym to pytaniu Brady stracił całą swoją pewność siebie. I po sugestiach Drummonda, że równie dobrze dzień mógł trwać miliony lat.

            Symboliczne jest zakończenie filmu, w którym Drummond po zakończonym procesie zabiera pod pachę książkę Darwina oraz Biblię.

            Mądry film.

            :)
    • siostra_bronte "Ja, Twój syn" 20.03.15, 17:56
      W Kulturze o 20.20. Podobno świetny film Istvana Szabo z 1966 r.
      • barbasia1 Re: "Ja, Twój syn" 20.03.15, 19:54
        Niestety nie będę mogła obejrzeć. :// Opowiecie Greku, Bronte?
      • grek.grek "Ja, Twój syn" - w kilku pochwalnych słowach :] 21.03.15, 13:28
        Udało się Szabo opisać zarówno powojenne węgierskie realia, jak i przedstawić całkiem
        osobistą historię chłopaka, który nie może wydobyć się spod wpływów zmarłego ojca.

        mały Tako stracił ojca podczas wojny. NIe pamięta go zbyt dobrze. "Trzy wspomnienia ojca", to : ojciec pielący ogórek, ojciec w skórzanym płaszczu biorący go na ręce i podnoszący do góry oraz ojciec w jeszcze jakiejś innej sytuacji zupełnie codziennej. Tako musiał być wtedy oseskiem, bo naprawdę więcej nic nie pamięta.

        Są też "rzeczy ojca" : stara łyżka, fajka, i ZEGAREK - taki nakręcany. Kiedy Tako chce go przymierzyć, matka zabrania "O, kolego, do tego zegarka musisz dorosnąć !".

        No i jest też ojciec w każdym zdaniu, którym karcą go nauczyciele, sąsiedzi i rodzina za jakieś wykroczenia i psoty - "Co by ojciec na to powiedział ?", "Nie uczysz się... ojciec nie byłby z ciebie dumny..." itd.

        Tako ma wrażenie, ze ojciec jest wszędzie, nawet jesli go nie ma. Wszędzie są bowiem wspomnienia po ojcu, znajomi ojca, matka - żona ojca :]. Chłopiec ma silną potrzebę wypełnienia własnej pamięci jakąś formą ojcowskiej biografii. Nie wie za wiele o swoim staruszku, więc ze strzępków informacji kreuje jego życiorys.

        A zatem : ojciec był partyzantem - i tutaj wchodzą wyobrażone sobie przez Tako sceny, w których ojca ganiają wrogowie, a on im ucieka, powala, wciąga w zasadzki i generalnie przypomina to trochę Bonda dla ubogich :"]

        Tako szybko orientuje się, że ojciec w ten sposób może mu pomóc. Kiedy wdaje się w bójkę z kolegami z klasy, wystarczy że wykrzyknie "mój ojciec był partyzantem !", żeby mu odpuścili.
        Taka forma respektu.

        Poruszająća jest scena, kiedy na pytanie do klasy : Ilu z was nie ma ojca ? - wstaje większość chłopców. Oto pokolenie powojenne.

        Ofk, Tako zmyśla całkiem świadomie, czasami się w tym gubi, ale i szybko się odnajduje - "chwila, przecież ja to wymyśliłem sobie !" :]. A demaskacja bywa blisko. Ot, taki ksiądz, który uczy w ich szkole, to były kolega ojca, jeśli chłopcy z klasy zaczną o tej partyzantce za dużo gadać, to wyjdzie na jaw, że tata Tako był w istocie...

        tak - nie był partyzantem, był lekarzem. Leczył ludzi. Ale nie tak po prostu. W opowieściach, wyobrażeniach, Tako - jego ojciec ratował prześladowanych ludzi, pomagał Żydom z getta, był heroicznym bohaterem.

        ALe nie tylko.
        Kiedy Tako znajduje jakieś listy ojca do matki, dorabia do nich historię, jakoby ojciec był także znakomitym podróżnikiem. W fantazjach chłopca jego ojciec, wraz z dwójką przyjaciół, przemierzają na rowerach trasę między Węgrami, a Italią, aż docierają nad morze :]

        Na szczęscie wkrótce ksiadz zostaje przeniesiony do innych obowiązków, zastępuje go młoda nauczycielka i Tako może już śmiało i głośno rozprawiać o partyzanckiej przeszłości swego ojca. A nawet zostaje gospodarzem klasy z tego powodu.

        Innym razem, jako syn partyzanta który poświęcił życie dla kraju, osiąga ważne cele. Np. wstawia się za kolegą, którego z powodu hrabiowskiego pochodzenia rodziców szkoła nie chce przyjąc do organizacji Pionierów [w "Osamotnionym" też jest o niej mowa, pewnie to jakaś socjalistyczna młodzieżówka]. Pani nauczycielka zastanawia się, Tako argumentuje że jego ojciec-partyzant też pochodził z "warstwy klasowo nieadekwatnej" i to przekonuje panią.

        Czasami jednak tata wpędza go w maliny. Kiedy Tako próbuje naśladować pismo ojca i literę "d" pisze w sposób zupełnie nieortodoksyjny - dostaje naganę od pani, a klasa się w niego śmieje.

        Tako brnie w tym wszystkim tak daleko, że kiedy ulicami maszeruje jakiś pochód [1 maja ?], chłopiec widzi na sztandarach niesionych przez tłum - wizerunek własnego ojca. Tych sztandarów jest sporo. Na zdjęciach które oblepiają mury - też jest jego ojciec. Wreszcie ojciec jest także niesiony na ramionach ludzi, jak jakiś wódz :]

        Mitologizacja ojca - tak to mozna chyba nazwać.

        Rzecz jasna, ojciec był idealnym mężem. Tako wyobraża sobie perfekcyjny ślub ojca z matką, i oczywiście puchnie z dumy, że ojciec był wierny, lojalny i nigdy jej nie zdradził. MOże dlatego z rezerwą przyjmuje informację, że matka umawia się na spotkanie z jakimś dawnym kolegą. Pani wdowa chciałaby ułożyć sobie życie na nowo, a Tako podchodzi do tego pomysłu wyjątkowo nieufnie.

        Tako dorasta. Idzie na studia. Uroczyście zakłada ojcowski zegarek. Oraz garnitur po ojcu. Poza tym, że ma 18 czy 19 lat - niewiele się zmieniło, nadal jest "synem swojego ojca", nadal tworzy jego historię, a na niej funduje własną. Nie ma nic własnego, wszystko jest wspomnieniem ojca albo na figurze ojca stworzone.

        Kiedy zwija flagi na demonstrację, dla swojej studenckiej organizacji, też próbuje tylko naśladować ojca, a raczej własne o nim wyobrażenie. Z daleka słychać wystrzały. Czy to moment interwencji radzieckiej, tłumienia powstania '56, a Tako i jego studencka brać chcą manifestować przeciwko Sowietom ? Na to by wyglądało.

        Nie ma w tym filmie nic sensacyjnego, to jest opowieść poetycka wręcz, sentymentalna, nawet nostalgiczna, z elementami ciepłego humoru.

        Ale są i sceny znaczące. Znakomita jest sekwencja, gdy Tako wraz ze znajomnymi statystuje w filmie o pogromie Żydów. Biorą udział w scenie przepędzania tłumu Żydów przez nazistów. Dzieje się ona na moście. Kilkuset statystów co chwila jest zawracanych do punktu wyjścia, a reżyser zaczyna się denerwować - przez megafon wydziera się na przebranych za Zydxów statystów w taki sposób, że zaczyna to mocno przypominać [z ducha i nie tylko] rzeczywistość wojennych prześladowań. Co ciekawsze, łazi kilku asystentów reżysera i pokrzykuje jak na bydło, co tworzy dodatkowe wrażenie.

        w pewnym momencie Tako zostaje wyproszony z tłumu, bo reżyser chce mieć jednego poganiacza więcej. Tako dostaje więc niemiecką czapkę i atrapę karabinu, a asystent każe mu "stanowczo i agresywnie napierać na tłum". Oczywiście Tako czuje się tak niezręcznie, że nie jest w stanie wykonać tego polecenia, więc sam jest napierany przez asystenta :]]

        Kiedy psuje się zergarek ojca, Tako zanosi go do naprawy. Zegarmistrz umawia go na piątek po odbior, ale kiedy Tako przychodzi, dowiaduje się, ze maestro wyjechał. Prosi więc jego matkę, żeby wpuściła go na moment, żeby mógł zabrać zegarek. Chyba nienaprawiony. Pierwszy sygnał symboliczny - kolego, pora zapomnieć o ojcu, pora być sobą.

        Odbywa się ekshumacja trumny ojca, i przeniesienie jej do nowej kwatery. Tako i matka asystują przy tej procedurze.

        KOlejne wspomnienie ojca, trudno orzec - odnoszące się do faktów czy będące tylko fantazją Tako, dotyczy zakładania komunikacji miejskiej tuż po wojnie. Ojciec Tako z kolegami wytacza z zajezdni wagon tramwajowy i własnymi siłami toczą go po mieście. Ludzie naklejają na tym wagonie swoje ogłoszenia : ktoś szuka zaginionej bliskiej osobvy, ktoś inny ogłasza że wypieka chleb i zaprasza, ktoś jeszcze inny zamieszcza tam miłosne wyznanie. Dzięki temu wagonowi z numerem "1" odnajdują się zagubieni krewni, kochankowie i przyjaciele. Ściskają się i płaczą ze szczęścia. Ojciec bohaterem :]

        Tako ma przyjaciółkę,Żydówkę. Spacerują po bulwarze i ona zaczyna mu opowiadać o swoim pochodzeniu. Z jednej strony : chciałby się tego wyrzeć, wstydzi się, a z drugiej : ono ją określa, stanowi niezbywalną część jej tożsamości. Najbardziej dokucza jej to ciągle nawijanie o Holocauście - trudno o tym zapomnieć, ale też... ile mozna czerpać z tego przywilej i imunitet ? Tako dokładnie to samo ma z ojcem. ILe można powoływac się na ojca, życ wspomnieniem, tworzyć jego fikcyjną bioografię ?

        Któregoś dnia Tako wyjeżdza do rodzinnej miejscowości. Tam się urodził, a potem rodzice przeprowadzili się do miasta. W rodzinnej wsi pozostali jednak znajomi ojca. Tako chce się od nich czegoś dowiedzieć o staruszku - jaki był ? Świadectwa są pozytywne : był miły, żartował, pacjenci go wspominali z uznaniem i sympatią, no i był wspaniałym lekarzem.

        cdn
        • grek.grek Re: "Ja, Twój syn" - w kilku pochwalnych słowach 21.03.15, 13:47
          Oraz eksperymentatorem. Jako pierwszy stosował pewien środek do znieczulenia przedoperacyjnego.

          Tako odwiedza też ich dawny dom. Doskonale pamięta ten słupek przed domem, na którym wisiało takie gumowe kółko do blokowania płotu. Nadal wisi. tako uśmiecha się. Jednym z jego "wspomnień ojca" jest właśnie moment, gdy on go podnosi do góry, a Tako łapie za to kółko. Dzisiaj w ich rodzinnym domu mieszkają jakieś małżeństwo w średnim wieku.

          Zabawna, i jakże wymowna !, jest scena, kiedy Tako idzie przez wieś, ubrany w skórzany płaszcz po ojcu, a ludzie wypadają zza opłotków i gonią go krzycząc "Złodziej ! UKRADŁ płaszcz naszego pana doktora !". Kolejna symboliczna okoliczność : Tako, przestań ubierać się w pożyczone ciuchy OJCA, musisz być sobą ! Ta świadomośc coraz bardziej narasta w chłopaku. Ojciec kontroluije jego życie, ojciec prawdziwy czy wymyślony... OJCIEC. MOżliwe, że tę scenę z goniącymi go pacjentami ojca też wymyślił, albo... sama się wymyśliła, w odpowiedzi na jego postawę.

          Matka randkuje z jakimś byłym swoim amantem, takim co to chciał się z nią ożenić, zanim w ogóle poznała ojca Tako. I teraz Tako mówi do niej "Wyjdź za niego ! A jak nie będzie chciał, to ja z nim pogadam !" :] Dojrzewa powoli do zrzucenia z siebei tego wesołego i przyjemnego, ale hamującego rozwój, ciężaru cienia ojca.

          Po powrocie Tako rozmawia ze swoją dziewczyną, opowiada jej o wszystkim, wyznaje że "stary sanitariusz mnnie rozpoznał jako syna mojego OJCA, DOKTORA". To nieprawda, a Tako znów zmyśla. Zmyśla dokładając sobie samemu znaczenia. Jest znaczący, ale nie dlatego że sam coś osiągnął. Jest znaczący poprzez bycie synem swojegfo ojca, a nawet gorzej : synem, którego ojca bohaterskie życie zostało zmyślone...

          MÓwi do niej i opowiada, ale w wewnętrznym monologu zaczyna strofować sam siebie "Dlaczego ciągle zmyślam ? Dlazcego nie umiem przestać ?".

          W onirycznej scenie, Tako chodzi po korytarzach jakegoś gmachu i poszukuje ojca. Matka, znajomi, dziewczyna, jacyś stojący na baczność mundurowi odsyłają go do gabuinetu, na którego drzwiach jest lśniąca wizytówka jego ojca. Tako zatrzymuje się i opiera plecami o te drzwi...

          Znienacka jego dziewczyna oznajmia mu,że jest w ciąży. A więc Tako sam zostanie ojcem.

          Narastające w jego głowie wątpliwości, postępując dorosłośc, aż wreszcie teraz myśl że zostanie tatą - zmuszają go do decyzji.

          Kiedy ze swoją paczką studencką spędza weekend nad jeziorem - wstaje nagle i wchodzi do wody. Zaczyna płynąć. Monologuje "Przepłynę Dunaj. Zrobię to. MUsze zrobić COŚ, co będzie MOJE. COŚ co zrobię JA. Ja sam, nie odwołując się do ojca, nie opierając się na wspomnieniu ojca, na zmyśleniu o ojcu, odrzucając to, co ojciec zrobił, a co za tym idzie - jakbym to ja sam zrobił, mimo że zrobił to on". I płynie.

          A za nim widać liczne czepki innych płynących. Jakby całe pokolenie płyneło razem z nim. Pokolenie sierot po ojcach zabitych na wojnie i przez wojnę chce dokonać czegoś własnego, pozostawić własny ślad, nie negując dorobku ojców, ale chcąc zapoczątkować swój własny dorobek.
          PIękna scena.

          W ostatniej scenie kamera lata po ulicach i pokazuje ruch i rwetes. To św. Zmarłych. Ludzie kupują kwiaty, znicze i jadą na groby. Wreszcie kamera dociera do Tako, który samotnie stoi przy grobie swojego ojca. Oto dobry moment na wspomnienie.

          I tak to wyglądało :]


          • siostra_bronte Re: "Ja, Twój syn" - w kilku pochwalnych 21.03.15, 14:13
            Dzięki, Greku :)

            Podpisuję się. Bardzo ciekawy i oryginalny film. To przemieszanie realności i fikcji było znakomitym pomysłem. Chociaż może jeszcze ciekawiej byłoby, gdyby Tako odkrył w przeszłości ojca coś kompromitującego? Jak wtedy poradziłby sobie z taką wiedzą?

            Największe wrażenie zrobiła na mnie ta scena z tłumem płynących za Tako przez Dunaj. Świetna! Ale ja odebrałam ją bardziej ogólnie. Ten dylemat Tako jak uwolnić się spod wpływu ojca jest uniwersalny, dotyczy nie tylko pokolenia powojennego.

            Znakomity seans. Brawo Kultura!
            • grek.grek Re: "Ja, Twój syn" - w kilku pochwalnych 21.03.15, 17:18
              my pleasure, Siostro :]

              nie zastanawiałem się nad wszystkimi aspektami tego przyporządkowania, ale zdjęcia, styl i
              bohaterowie trochę mi zalatywali Nową Falą. Jak sądzisz ? były tu jakieś inspiracje ?>

              yes, ojcowskie brudne sprawki, to był temat na dramacik niezły ;]

              zgadzam się z Twoim odbiorem :] Jest pełniejszy i uniwersalny.

              yes, Kultura Bra-Vo :]

            • barbasia1 Re: "Ja, Twój syn" - w kilku pochwalnych 24.03.15, 21:23
              siostra_bronte napisał(a):

              > Chociaż może jeszcze ciekawiej byłoby, gdyby Ta ko odkrył w przeszłości ojca coś >kompromitującego? Jak wtedy poradziłby sobie z taką wiedzą

              A mnie się wydaje , że to nie byłby dobry pomysł, wprowadzenie takiego wątku zagmatwałoby sens opowieści.
              A to przecież opowieść o niedojrzałości, o wyrastaniu z tej niedojrzałości i wchodzeniu w dorosłość, która polega na braniu pełni odpowiedzialności za swoje życie, za życie drugiego człowieka, mające przyjść na świat dziecko, za całą rodzinę.
    • siostra_bronte "Tajny agent" 21.03.15, 16:18
      Film Hitchcocka z 1942 r. o 16.50. Nie widziałam.
      • grek.grek Re: "Tajny agent" 21.03.15, 17:19
        dzięki za zapowiedź :]
        zapewne jesteś w trakcie seansu...

        ja szykuję skok na powtórkę o 1:15 :]
      • siostra_bronte Re: "Tajny agent" 21.03.15, 22:19
        Ale numer. W "Teletygodniu" zapowiedziano "Tajnego agenta" z 1942 r., na stronie teleman tak samo, tyle że opis i zdjęcie dotyczą filmu "Sabotaż" ("Saboteur"), oczywiście też Hitchcocka. Dzisiaj pokazano nam "Tajnego agenta" ("Sabotage") z 1936 r. Uff...
        • barbasia1 Re: "Tajny agent" 21.03.15, 23:11
          "Tajny agent" ( ang. "Sabotage" lub "The Woman Alone") powstał na motywach na powieści Josepha Conrada!

          • siostra_bronte Re: "Tajny agent" 22.03.15, 01:23
            Yes. I pewnie stąd taki polski tytuł zamiast oryginalnego "Sabotażu". Na dokładkę w tym samym roku Hitchcock nakręcił "Tajnego agenta" ("Secret agent"), którego u nas przetłumaczono jako "Bałkany" :)
            • grek.grek Re: "Tajny agent" 22.03.15, 13:48
              niezłe zamieszanie :]

              wydaje mi się, że cały film powstał po to, by zrealizowana została jedna kapitalna scena - gdy nieświadomy niczego brat pani Werlock wiezie paczkę, w któreej jest bomba. Majstersztyk godny samego Alfa :] Ileż tam po drodze jest okoliczności, ktre go zatrzymują, spowalniają, odwracają jego uwage. A on nie wie o niczym, bawi się wesoło podczas przemarszu orkiestry, bawi się z psem w tramwaju, ciągle sprawdza czy ma przy sobie tę paczkę, ściska ją jak skarb, bo przecież musi dostarczyć na czas. Nie ma pojęcia, co niesie. Gdyby minutę wcześniej skończyła się parada, gdyby nie dał się złapać fryzjerowi-dentyście, który prezentuje na nim swoje specyfiki medyczne... Każdy z tych momentów, tak niewinny i zabawny, zbliża chłopca do śmierci. Fantastyczna scena. I ten zegar pokazywany co i rusz, bezlitośnie zmierzający do ustalonej godziny, w której zegarowy mechanizm odpali ładunek.

              Dla tej jednej sekwencji warto, TRZEBA :], ten film zobaczyć, wg mnie.

              Pani Verloc jest postacią tragiczną. Czy to nie kuriozalne, że podtrzymuje ona swój zwiążek z mężem TYLKO dlatego,że uważa iż jest on świetnym wzorem i opiekunem dla jej brata ? I to własnie pan Verloc, szpieg i sabotażysta, wyśle chłopca z pakunkiem, który grozi śmiercią. Wyśle go NA śmierć, w istocie. Nie jest okolicznością łagodzącą, że Verloc nie mógł przewidzieć, że chłopiec na czas nie dotrze z nią tam gdzie miał ją oddać.

              Pani Verloc zabija pana Verloca. Naturalna kolej rzeczy. TU znów kapitalna scena z nożem przy kolacji. Ona go trzyma i zamiast jeść zastanawia się : wbić mu go w serce czy nie ? A on nagle dostzrega to jej wahanie. I ona wypuszcza odruchowo nóz z ręki. A on czujnie się w nią i ten nóz wpatruje. No to ona znów sięga ręką, pełna wątpliwości... Świetne.

              Cała fabuła dośc konwencjonalna, ale te kilka kapitalnych scen robi wrażenie.
              • siostra_bronte Re: "Tajny agent" 22.03.15, 14:04
                Dzięki, Greku :)

                Zgadzam się z Twoją recenzją :)

                Najlepsza jest sekwencja podróży Stevena. Solidnie trzyma w napięciu! Przyznam, że do końca wierzyłam, że chłopiec jednak zdąży, albo przynajmniej, że nie zginie.

                Co do fabuły, zabrakło mi informacji o tym jak Verlock wplątał się w kryminalną intrygę i dlaczego był obserwowany przez policję. Jakby zabrakło wprowadzenia do tej historii.

                Dodam jeszcze, że dobrze wypadł Oskar Homolka w roli Verlocka, austriacki aktor, który uciekł z kontynentu po dojściu faszystów do władzy. A Sylvia Sidney była śliczna :)
                • siostra_bronte Re: "Tajny agent" 22.03.15, 14:32
                  Jeszcze jedno. Skąd ten wybuch w kinie na końcu? Nie widziałam, żeby facet od ptaków wiózł ze sobą bombę.
                  • barbasia1 Re: "Tajny agent" 22.03.15, 16:06
                    siostra_bronte napisał(a):

                    > Jeszcze jedno. Skąd ten wybuch w kinie na końcu? Nie widziałam, żeby facet od p
                    > taków wiózł ze sobą bombę.

                    Też nie widziałam.
                    W ogóle dziwi bomba podłożona w kinie, w sąsiedztwie mieszkania Verlocka , współpracownika sabotażystów-zamachowców.
                • barbasia1 Re: "Tajny agent" 22.03.15, 15:59
                  I ja do końca wierzyłam, że chłopiec zdąży dostarczyć paczkę, albo, że zgubi ją lub ktoś mu ją ukradnie i nic mu się nie stanie.

                  Verlock jest jedną z bardziej antypatycznych postaci filmowych. Sam wygląd (gra go jak wspomniała Siostra , Oscar Homolka) wszystko mówi o nim - ciężka, przysadzista sylwetka wielkie krzaczaste ciemne brwi, ponura miną. Jego całkowicie obojętna postawa wobec śmierci Steviego, brak żalu, skruchy pogłębia przerażenie tą postacią.


                  Sylvia Sidney w roli pani Verlock, też jest znakomita, zwłaszcza w najbardziej przejmującej scenie filmu, kiedy pani Verlock trafia do kina, kiedy pokazywana jest bajka animowana Disneya (efekty specjalne! :). Na moment zapomina o śmierci brata, siada na foteliku, uśmiecha się radośnie, ale po chwili, kiedy na ekranie dochodzi do smutnych wydarzeń (pierś bohatera animowanego filmu / ptaszka,słowika?/ zostaje przeszyta strzałą i ten spada z drzewa) , na jej twarzy, w oczach pojawia się ogromny smutek , z trudem tłumiona rozpacz.



                  Właśnie znalazłam informację o tym, że w 1996 roku powstała nowa filmowa adaptacja powieści Conrada "Tajny agent", pod tym tym samy tytułem. W roli Verlocka wystąpił Bob Hoskins, jego żonę zagrała Patricia Arquette, a Steviego Christian Bale.

                  www.filmweb.pl/film/Tajny+agent-1996-181




                  • grek.grek Re: "Tajny agent" 22.03.15, 17:17
                    ewentualnie ładunek mógł nie wypalić. Chłopca można było uratować w scenariuszu na sto sposobów, ale Hitchcock twardy był ;]]

                    pani Verlock niespodziewanie staje się główną postacią całej akcji, też odniosłaś takie wrażenie ? i jest jedynym bohaterem [bohaterką], który zostaje psychologicznie narysowany. Reszta lekko zalatuje... "zadaniowością". ona przeżywa tragedię, dylemat i dramat.
                    • barbasia1 Re: "Tajny agent" 24.03.15, 23:30
                      Niestety tak.


                      > pani Verlock niespodziewanie staje się główną postacią całej akcji, też odniosł
                      > aś takie wrażenie ? i jest jedynym bohaterem [bohaterką], który zostaje psychol
                      > ogicznie narysowany. Reszta lekko zalatuje... "zadaniowością". ona przeżywa tra
                      > gedię, dylemat i dramat.

                      Tak. Dobra uwaga.
                      Pani Verlock, młoda dziewczyna, Amerykanka wyszła za mąż za starszego od siebie mężczyznę, ale nie z miłości, lecz dlatego, że widziała w nim idealnego opiekuna dla swego ukochanego młodszego brata, za którego była odpowiedzialna. Zaufała mu. Całą trójką przenieśli się do Europy, by poprawić byt. I ten mężczyzna okrutnie, boleśnie ją zawiódł ...
                • grek.grek Re: "Tajny agent" 22.03.15, 17:05
                  dzięki, Siostro [także za informację o tym filmie] :]

                  to fakt, akcja skupiona jest na samej esensji, brak trochę obudowy.

                  yes, aktor charakterystyczny.
                  te brwi unoszące się złowieszczo... ;]
                  aktorka bardzo ładna, zdecydowanie.

                  a co do finału, trzeba by sprawdzić...
                  www.youtube.com/watch?v=YhRrqFwZxk
    • grek.grek "Miłość Larsa" w Kulturze 21.03.15, 17:25
      20:20 i 3:00

      amerykańska rzecz z 2007, z Ryanem Goslingiem, chyba jeszcze z okresu zanim został... GOSLINGIEM the Idolem ;]

      Lars [Gosling] jest singlem i wszyscy namawiają go, zeby sobie znalazł dziewczynę. No to znajduje. Przyprowadza do domu swoją wybrankę, a jest nia... plastikowa lalka. nie jest to jednocześnie tania prowokacja, bo Lars wygląda na naprawdę zakochanego w niej. rodzina sądzi, że chłopak zwariował. Jak zareaguje społecznośc miejscowa ?

      w 2008 nominacja do Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny.

      no i... drogie Panie, GOSLING ;]]

      a dla nas, panowie... pani aktorka Plastikowa Lalka ;]]

      żarty żartami, a film brzmi, w opisie, zachęcająco. Kultura nie pudłuje.
      skoczmy, Czcigodni :]



      • siostra_bronte Re: "Miłość Larsa" w Kulturze 21.03.15, 18:12
        Brzmi ciekawie, ale nie dam rady obejrzeć. Zaskoczę Cię, Greku, ale nie jestem fanką Goslinga :)
        • grek.grek "Miłość Larsa" w Kulturze - w 3 zdaniach 22.03.15, 13:13
          jestem zaskoczony, Siostro :]]

          A film, wg mnie, bardzo dobry.

          Lars jest wycofany i nieśmiały, a jednocześnie kulturalny i miły. Mieszka w małym miasteczku, osadzie. Tak się jakoś złożyło, że po śmierci rodziców starszy brat ożenił się i wprowadził do domu, a Lars zamieszkał w garażu. Brat i szwagierka dbają o Larsa, zapraszają go na posiłki, próbują wciągnąc w ich życie [spodziewają się dziecka]. Otoczenie w pracy [Lars ma etat w jakiejś firmie] i dookoła odnosi się do niego z troską, która zasadza się na jednym i tym samym tekście "Lars, musisz znaleźć sobie dziewczynę". A Lars robi tylko swój brandowy uśmiech i nic nie mówi. Lubi być sam, tak po prostu.

          Po jakimś czasie sprawia jednak rodzinie i znajomym niespodziankę : znalazł dziewczynę dla siebie. Jeździ na wózku, jej rodzice nie zyją, a ona sama nie moze mieć dzieci i jest wierząca. Fajnie. Szczęka opada jednak wszystkim po kolei, kiedy okazuje sie, ze wybranką Larsa jest lalka dmuchana z seks-szopu, naturalnych rozmiarów, z odległości wyglądająca absolutnie jak żywa kobieta. Ładna, zgrabna, wyciszona, tolerancyjna, akceptująca... ideał ;] I to imię - Bianka :]]

          Lars traktuje ją jak normalną kobietę - mówi do niej, nakłada jej jedzenie na talerz, prosi o pokój w domu, bo przecież nie będzie z nią mieszkał w garażu, kładzie spać, chodzi na spacery, pyta szwagierkę czy nie dałaby jej jakichś swoich ciuchów [szwagierka ofk nie odmawia], a kiedy wychodzi do pracy : prosi żeby się nią zajmowali. Brat z żoną kąpią Biankę, czeszą się, ubierają, rozmawiają z nią... Czują się jak w domu wariatów, aczkolwiek szwagierka stara się Larsa zrozumieć. Bratu idzie ciężej. Martwi się o Larsa i jego stan ducha. Żona ciągle go mityguje i namawia do zrozumienia. Nawet jeśli sama jest wstrząsnięta ;] faktem, że Bianka pod sukienką ma wszystko to, co prawidłowo zbudowana kobieta mieć powinna.

          Umawiają Larsa z lekarką, pod pozorem, że Bianka musi przejśc badania okresowe, przecież przyjechała z Brazylii ;] Lekarka zachowuje wszelkie zasady, traktuje Biankę jak żywego człowieka. Po badaniach i rozmowie z Larsem, skłania jego rodzinę do tego, by na razie spróbowali akceptować jego wybór. Niech to się rozwinie swoim torem.

          Ootoczenie oczywiście ma sensację. Lars chodzi z Bianką do kościoła, na przyjęcia u znajomych, wozi ją na tym wózku po okolicy... Ludzie się gapią, dziwują, ale starają się podązać za jego rozumowaniem. Nie chcą go ranić, nikt nie pozwala sobie na jakieś docinki czy wulgaryzmy. No najwyżej koledzy z pracy między sobą wymieniają uwagi o "elastyczności" tej "dziewczyny".

          POczątkowo można sądzić, ze Lars sobie normalne jaja robi z ludzi. Przez dłuższy czas nie ma sceny,w której byłby sam na sam z Bianką i nie było podejrzenia, że aktorzy. Ledwie o tym pomyślałem, a już była scena, w której Lars jedzie z nią za miasto, łazi po lesie nosząc ją na barana i rozmawia o swoich rodzicach, dzieciństwie i śpiewa jej piosenki. A więc jednak to nie są jaja. On naprawdę traktuje ją jak żywą kobietę.

          To nie tak, że na Larsa nie ma amatorek. Jest przynajmniej jedna. KOleżanka z pracy, Margot. Sympatyczna i przyjemna, taka "dziewczyńska" trochę. Fajna. Jest zdziwiona całą sytuacją, ale jednocześnie bardzo ją ujmuje z jaką delikatnością i oddaniem Lars traktuje Biankę. Ewidentnie w Larsie jest zakochana. NO ale on przecież ma już dziewczynę...

          Społecznośc coraz bardziej wdraża się w warunki jakie narzucił im Lars. Brat już nie wzdycha i nie spuszcza wstydliwie oczu. Tak się wkręcił, że przed snem zagląda cichutko do pokoju Bianki i "sprawdza czy ona śpi" :] Szwagierka to już w ogóle na całego. Dziewczyny z zakładu fryzjerskiego czeszą ją i dobierają stroje. A Lars ciągle do niej mówi, uśmiecha się, wymyśla jej całą biografię.

          Aż któregoś dnia coś się zaczyna psuć. Lars ma do Bianki o coś pretensje. Czuje się rozżalony i "rozczarowany jej postawą". Szwagierka ofiarnie broni "prawa Bianki do własnego zdania".

          Jednocześnie w pracy Lars zaczyna zaglądać za Margot. I pewnego dnia wybierają się na przyjacielską wyprawę do kręgielni. Jest przyjemnie, przyłącza się jeszcze kilka osób. Lars obserwuje Margot i widzi jej uśmiech, naturalność i to że z niej sympatyczna dziewczyna. Ona czasami chciałaby się do niego zbliżyć, ale coś jej każe zachować minimalny dystans.

          Od tego momentu Bianka zaczyna... chorować. Lars w nocy krzykiem budzi cały dom. Biegną do pokoju Bianki, a tam Lars panikuje, że ona nie oddycha, że zemdlała. Wzywają pogotowie. Chyba odpowiednio poinformowani sanitariusze wiozą Biankę do szpitala. Do tej lekarki, która prowadzi Larsa [spotykają się często, babka mądrze go wywiaduje, próbuje dociec co się dzieje, odkrywa m.in że Lars cierpi na awersję na dotyk]. Po badaniach Lars oświadcza im, że Bianka jest chora. Cięzko chora. UMiera. Lekarka potwierdza. Potem Lars idzie do Bianki, żeby z nią posiedzieć.

          Na osobności lekarka mówi im, że to Lars przecież wszystkim steruje, to on decyduje co dzieje się z Bianką, to on zauważył jej "chorobę", a teraz to on zdecydował, że "Bianka umiera".

          Niezwykłe, że wieść o chorobie Bianki bardzo zasmuca całe otoczenie. Ludzie chodzą jak struci, informują się wzajemnie o jej stanie zdrowia i wymieniają się niepewnością. Kto wie, może rzeczywiście zdązyli zaakceptować jej ludzką tożsamość, a może chodzi tylkko i wyłącznie o Larsa, który nie jest im obojętny.

          A Lars spędza noce przytulając swoją dziewczynę, troszczy się o nią, popłakuje, szepcze do niej i w ogole robi wszystko, co kochający mężczyzna zrobiłby dla umierającej ukochanej kobiety.

          Az wreszcie dnia pewnego Lars, Bianka, brat i jego żona wyjeżzają za miasto, nad jezioro. Jesień jest szara tego roku. W którymś momencie brat z żoną [w zaawansowanej ciązy] idą na spacer. Z daleka widzą jak Lars wchodzi do wody z Bianką na rękach. I chyba ją topi, ale nie "żywą", ale już "zmarłą".

          I sceptyczny, wstydzący się za całą sytuację, brat Larsa jest chyba najbardziej tym wszystkim poruszony. Tak to się zwykle zmienia ;]

          Odbywa się pogrzeb. Ludzie przychodzą. Pastor w kościele, podczas mszy, wygłasza wspaniałe kazanie o tym, ile wszyscy nauczyli się od tej "niezwykłej dziewczyny, która miała niezwykłe życie". Lars autentycznie płacze. W ogole scena jest wzruszająca, bo ludzie są szczerze smutni i poruszeni.

          W końcu przy grobie Bianki zostają Lars i Margot. I Lars w pewnym momencie mówi "Jestem głęboko zrozpaczony, ale... mówią, że to minie". I nawet jakimś cień uśmiechu przelatujje mu przez twarz. Jej też. I to chyba kierunek w jakim cała znajomość się rozwinie, jesli można sobie pozwolić na zabawę w przepowiadanie losów fikcyjnych bohaterów :]

          Uwaga pierwsza : Gosling świetnie gra. A z tym niemodnym wąsem wygląda jak nutria, przez co jest o wiele bardziej wiarygodny niż byłby bez wąsa. Bez wąsa byłby TYM Goslingiem. Z wąsem i w tych przyciasnych blezerkach, przy tym całym stylu bycia skupionym na zakłopotanych uśmiechach i ogrywaniu nieśmiałości swojej postaci, jest absolutnie właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
          chociaz i tak nie gra lepiej niż Bianka ;]

          Dlaczego Lars znajduje sobie lateksową dziewczynę ? Wg mnie, to jest reakcja jego głowy na zderzenie sprzeczności. Z jednej strony : on lubi być sam, a do tego nie znalazł odpowiedniej dziewczyny. Kiedy wymienia cechy Bianki i jej życiorys, ten jego ideał możemy trochę poznać. Z drugiej strony : otoczenie wywiera na niego presję "znajdź sobie dziewczynę na stałe". No i znajduje taką, która spełnia ideał, pozwala mu być samemu, a do tego jej obecnośc powinna zaspokajać oczekiwania otoczenia :]

          On jest z nią szczęśliwy. Ludzie w miasteczku są zdziwieni całą sytuacją, ale chcą jego szczęścia. Dlatego zachowują się coraz bardziej empatycznie, odnoszą się do Bianki jak do żywego człowieka, wszystko robią dla Larsa. Może nawet zapominają się co nieco i idą aż za daleko :]

          Yes, Bianka ich czegoś uczy. Uczy ich akceptacji dla formy w której szczęście odnajduje inny człowiek.
          • grek.grek Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - w 3 zdaniach 22.03.15, 13:37
            Jesli ta forma nie narusza niczyjej wolności ani poczucia bezpieczeństwa, to nie ma powodów, by ją piętnować.

            BYć moze z Larsa wychodzi potrzeba posiadania kogoś bliskiego. Chociaż to nie jest takie pewne, moim zdaniem większe znaczenie ma wyczekująca postawa otoczenia.

            W którymś momencie Lars wyznaje szwagierce : "POprosiłem Biankę o rękę, ale ona odmówiła". To jest być może moment, w którym wiadomo już, że kiełkujące uczucie do żywej, realnej kobiety zaczyna w Larsie zastępować uczucie do wymyślonej postaci. A potem jego umysł robi wszystko, ale usunąć Biankę. Ale nie za pomocą wrzucenia do pieca, lecz za pomocą absolutnie logicznego ciągu zdarzeń : choroba - śmierć - żałoba.

            Zabawna jest scena, kiedy Lars prosi brata i szwagierkę, żeby zostawili ich [jego i Biankę] samych, żeby mogli porozmawiać. No i "rozmawiają", to znaczy Lars mówi. Żali się, że Bianka zachowuje się wobec niego nielojalnie. Pod schodami stoi szwagierka i jakaś ciotka, co przyszła w odwiedziny. Słuchają w skupieniu głosów dochodzących z pokoju na górze, a szwagierka szeptem mówi "Nie wiem, co się dzieje. Do tej pory SIĘ NIE KŁÓCILI" ;']]

            Albo dialog tej ciotki z jakimś gościem, na spotkaniu :
            - Twoja żona była kleptomanką
            - Nieprawda !
            - Daj spokój... pochowali ją w moich kolczykach
            :]

            Lars wykazuje wobec Bianki całą swoją klasę : jest troskliwy, lojalny, nie mysli nawet o zdradzie, bo "mężczyzna nie zdradza", ubiera, wozi na wózku, w kościele przewraca kartki w śpiewniku, który wkłada jej do rąk, a ciekawskie reakcje otoczenia znosi z tym swoim zakłopotanym uśmiechem, tak jakby gdzieś głęboko w zakamarkach swojego mózgu wiedział, że Bianka jest jednak dziewczyną... nietypową.

            A potem ta eutanazja czy też zwodowanie "zwłok"...

            I autentyczny smutek mieszkańców miasteczka, który ofk dotyczy stanu ducha samego Larsa, ale wydaje się, ze jednak także Bianki. Czy to możliwe, by pozbywając się uprzedzeń mozna było przejśc do traktowania lalki jak prawdziwego człowieka ? Dzieci robią to nagminnie, dlaczego więc dorośli mieliby nie być do tego zdolni ? MOże wszystko jest zależne od nastawienia, od stanu umysłu, od przejścia tego pierwszego okresu niezręczności.
            Tak jak w przypadku brata Larsa, który wykonuje sporą pracę na drodze od posądzenie Larsa o szajbę, przez zrozumienie go, po przyjęcie Bianki jako osoby.

            "Robimy to dla ciebie. Myjemy ją, przebieramy, karmimy... Dla ciebie ! Bo tak bardzo cię kochamy !" - wykrzykuje w którymś momencie szwagierka Larsowi. Nie w akcie wyrzutów, ale wtedy kiedy on posądza ich o to, że Bianki nie lubią.

            Cóz, pouczający film :] o tym, że szczęscie niejedno ma imię i że być może jedną z miar humanizmu jest zdolność akceptacji i uszanowania tych oryginalnych zapatrywań.

            ciekawe, że w film się jak dotąd nie spłacił :] 12 mln kosztował, 11 mln wpłyneło do kasy.

            warto wspomnieć o świetnych rolach Emily Mortimer [szwagierka] i Patricii Clarkson [lekarka].
            no i może jeszcze kwestia tytułu.
            Oryginalny "Lars and the Real Girl" jest znakomity. Ale tym razem i polski, wg mnie, dotrzymuje mu kroku, przynajmniej częściowo. "MIłośc Larsa" - yes, bo to istotnie jest opowieść o miłości.

            www.youtube.com/watch?=XNcs9DrKYRU
            • mozambique Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - w 3 zdani 24.03.15, 11:56
              ja lubie Goslinga wiec film obejrzalam dla niego
              i rzeczywiscie , zsakakujaca pozycja

              ja mam kilka spostrzezen
              1. caly czas myslalam ze LArs jednak robie sobie jaja z z otoczenia, ze ten caly teatr odgrywa zeby mu wszyscy w koncu dali swiety spokój z tym cholernym troszczeniem sie o niego i jego samotnosc,i czekalam na scenę np na pogrezbie gdy LArs wstanie, usmiechnie sie normlanie, ywprostuje i powie "chcieliscie tego to wam to dałem a teraz prosze sei ode mnie odtentegować". Ale jendak nie

              2. ciaza Karin, szwagierki Larsa - zgodnei z podjrzeniem nr 1 w pewnym momencie mialam przeczucie ze okaze sie ze ciaza Karin tez jest urojeneniem, ze zaraz zoabczymy scene gdy KArin te ciaze na nnoc "zdejmuje" i rano zaklada ponownie. TRoche jakby te urojenia moze byly cechą calej spolecznosci

              3. a wzielo sie to z tych koszmarnych ubran wszysckich mieszkanaców osady - zauwazyles ? wszyscy oni wygladają jakby sie ubrali w wyjatkowo zatechle szmaty ze strychu. NAwet jresli calosc akcji dzieje sie pod koniec lal 80tych ( te komputery w biurze LArsa ale przeciez jest mowa o korzystanie z netu wiec jak ?) to i tak oni sa jakby wyrwani z jakiejsk zapomnianej piwnicy , strychu, secondhandu . Co scena to mi bardizje stawaly wlosy z przerazenia- np przyjecie u kolezanki Larsa, widziales te outfity? JKaby same geeki sei zebraly tylkoi ze to niby byli normlani mieszkancy , niektoryz nawet zamozni. NIe do uwierzenia . Albo wiec mamy do czynienia z wyjątkową prowinconalną prowincją amerykanską , taką co nie ma tv , Twojego Stylu ani komórek ale ma neta albo ... juz podejrzewalam ze to jakis dom wariatów , taki w stylu campu, ze wszyscy tam są po trosze odleciani. Co mi mocno korespondowalo z pkt 1 i 2. Serio, zaczynałam coś węszyc.

              4. Bianka - tak jeszce sobei przypomnialam ze BIanka nie jest zywkla dmuchana lalka z sexszopu za 30 dolców. To raczeja taki fantom, ruchomy manekin , wykonnay w calosci na zamówienie,idelanie odwzorowujący prawdziwa kobiete - ma twarz, wymiary, wszystkei czesci ciala i wage prawdziwej kobiety , i kosztuje bardzo drogo.
              Gdzies czytaalm ze w Stanach kobiety sobie kupują takiech "facetów" dla bezpieczesnwta - np sadzaja obok siebei w samochodzie aby wygladalo ze jedzie para a nie samotna kobieta i zeby nikt nie zaczepial na postoju czy pod swiatlami. Albo sadzaja przy oknie w domu , zeby wygladalo ze dom nie jest pusty itp To ponoc ostatbio dosc moden i nietanie .
              Lars tez Bianke sobie zainstalował w zyciu , troche dla wlasnego bezpieczenstwa nie ?
              • grek.grek Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - w 3 zdani 24.03.15, 15:42
                got ya :]]

                ad 1 - ja też początkowo kombinowałem w stronę prowokacji, zwłaszcza że Lars ani razu nie został z Bianką sam na sam. A potem wreszcie sam na sam został, no i teoria padła :]

                ad 3 - masz rację, nie znam się na modzie, ale faktycznie wszyscy ci bohaterowie wyglądają prowincjonalnie i mało gustownie, o ile ofk za kanon gustu uznać czasopisma o modzie i wygląd prezenterów w telewizji ;]

                sam Lars prezentuje się, z tym wąsem i pod przyciasnym blezerkiem, raczej jak mieszkaniec wioski podmoskiewskiej niż świadomy swojej prezencji american boy ;]

                no i to imie...Lars - skandynawskie. pasowałoby do tych sweterków a'la Sarah Lund.

                4] yes, yes - zgadza się, Bianka to raraytas na rynku. my fault :]

                ja widziałem takie manekiny przy szosie, w strojach policajów.

                a a'propos lalek erotycznych - świat idzie do przodu ;]
                niebawem Japończycy wprowadzić chcą do obiegu erotyczne roboty, wyglądające jak Bianka albo
                i lepiej, z pełnym... wyposażeniem anatomicznym i wielofunkcyjnością, cokolwiek to znaczy.

                dla pań zapewne pojawią się roboty o prezencji Goslinga ;]
                • mozambique Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - w 3 zdani 24.03.15, 16:09
                  ja bym GOslinga kupila , ale bez wąsika :)))

                  bo takiego np PItta to nigdy w życiu

                  Lars z wioski podmoskiewskiej - strzal w 10!!!
                  rzeczywiscie oni wszyscy wygladaja jak z jakiegos skandynsawkiego thrillera z lat 70tych - daleko i cemno , za kołem polarnym , ale juz BIankę u fryznejra ostrzygli i uczesali ładnie :)
                  wiec jakis normalny swiat tam istnieje ale chyba bardzo z boku ?

                  tylko ze Lars jest walsnie troche taki "wsobny" wiec moze sobei nosic bure kamizelki robione na drutach do koszuli w gwiazdki ale ta cała reszta ? elegancka pani doktor cala w tematach ptaków, zauważyles? - bluzka we wzorek z ptakami, ptak z pólki , ktorym bawi sie Lars, jakis elemenent ptaszny na sciane , brrr jak u Hitchcocka.
                  Ale ja padlam na widok płaszczyka tej dziewczyny z kregielni !
                  • grek.grek Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - w 3 zdani 25.03.15, 13:35
                    pewnie i takie modele będą w sprzedaży ;]

                    mnie oni wszyscy trochę się kojarzyli z "Przystankiem Alaska" :] ale tak trochę dalej od Alaski. Niedużo dalej.

                    masz świetne oko do szczegółów.
                    ja to tak raczej ogólnikowo i instynktownie zauwazyłem lekkie oznaki paździerza ;]

                    • barbasia1 Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - Mozambique pewnie 27.03.15, 23:40
                      Społeczność może i niemodnie oraz "paździerzowo" ;) ubrana, ale za to jaka ciepła, serdeczna, jaka skora do pomocy zagubionemu członkowi wspólnoty, począwszy od bratowej, a na starszych paniach i księdzu skończywszy.



                      > masz [Mozambique] świetne oko do szczegółów.

                      Mozambique pewnie jest ... znaną szafiarką. ;))

                      ŻART. TO BYŁ ŻART.
                      • grek.grek Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - Mozambique pewnie 28.03.15, 17:38
                        yup, są świetni. a ksiądz, taki... z polskiego punktu widzenia - egzotycznie ciepły i dobry :]]

                        grunt, to poczucie humoru :]
                        • barbasia1 Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - Mozambiqu 29.03.15, 00:20
                          grek.grek napisał:

                          > yup, są świetni. a ksiądz, taki... z polskiego punktu widzenia - egzotycznie ci
                          > epły i dobry :]]

                          I wyrozumiały, dodałabym.
                          Racja.

                          :)
                  • barbasia1 Re: "Miłość Larsa" w Kulturze - w 3 zdani 28.03.15, 00:02
                    mozambique napisała:

                    > ja bym GOslinga kupila , ale bez wąsika :)))

                    > bo takiego np PItta to nigdy w życiu

                    Ja bym raczej Pitta kupiła niż Goslinga. Choć ten drugi jest zdecydowanie lepszym aktorem.



                    > elegancka pani doktor cala w tematach ptaków, zauważyles? - bluzka we wzorek z ptakami,
                    > ptak z pólki , ktorym bawi sie Lars, jakis elemenent ptaszny na sciane , brrr j
                    > ak u Hitchcocka.

                    Zwróciłam uwagę na tę białą bluzkę we wzorek z ptakami. Wzór bardzo na czasie, aktualnie bardzo modny!
    • mozambique "RAzem To zbyt wiele" francuska komedia 22.03.15, 13:55
      bylan C+ ale ostatno tez na publiznej dwójce wiec pisze

      wiecie ze ogldam francuskie filmy na C+ i niekitóre polecam
      i ta walsnie polecę bo wykonanie wyborne i temat nietypowy

      start jest taki - zamozne szczesliwe malzenstwo na emeryturze Marie i Henri uzradza przyjecie, sa dzieci, wnuki , jest brababcia, tort i muzyka. W czasie zjadania kremu Henri odruchowo wyciagaz keiszeni custeczke do ust tylko okazuje sie ze chusteczka to calkiem fryowlne koronkowe majtki , nienależące do żony. MImo glupawych tluamczen Henriego ( ze majtki znalazl na ulicy) wychodzi na jaw ze gacie naleza do 25leniej kochanki Henriego, z ktra romasn trwa tak dlugo ze pani jest w 8 miesciacu ciazy. Marie oczywiscie obraza sie smieryelnie , wpada w histerie, wyprowadza z domu do syna Sebastiena i czeka na przeprosiny. ZAs Henri nawet zadowlony z takiego obrou sparwy zamieskzuje z kochanka i czeka na narodziny syna. Marie w odruchu wsieckslosci i zalamania nerwowego nasewt doprowadza do wybuchu gazu w tej zamoznej chalupie i wlasciei to domu juz nie ma

      Sebastien zas to skromny, wycofacy ksiegowy w jakiejsk firmie, stara sie o awans ale ma kiepskiie szanse , ma zone Dziennikarke Celmentine i dwie urocze córeczki , mieskzaja w malym mieskzaniu w Paryzu, skromnym i ogromnie zagraconym . Seb w dodoatku ma problemy z sercem, kiepsko znosi nagle stresy, taki typ zawałowca. Noi u nich zamiekszuje mamusia- porzucona, zdradzona, sfrustrowana, zalamana, i powtorenie męcząca. Zajmuej im sypialnie,wymaga pocieszania i wysluchiwania narzekania na okropnego męza, wtraca sie do wychowania dzieci, uniemowliwia zycie intymne, dogaduje synowej i synowi wszystko, grymasi przy posiłkach, wymga od syna noszenia koszmarnych swetrów w stylu Turecki bazar , ktore dala mu na urodziny itp. Zwariowac mozna.
      Seb i i zona wysyslają mamusie na tereapie psychologiczna dla porzuconych kobiet , ktora bardz jej pomaga - dochodzi do siebie , odzyskuje siwadomosc siebei, swej aktrakcyjnosci , zaczyna zyc mottem carpe diem itp. W konskewekncji zaczyna ubierac sie mlodziezoowo, przpomina sobei swoej mlode lata, slucha glosno HAIR, popala trwake, urzadza imprezy pelne alkoholu , marychy, wolnego seksu itp. Wszytsko to w tym malym mieskzanku, przy malych wnuczkach itp. Seb i Clementine powoli wymiękaja - Seb dosatej coraz czesceij boli w klacie. Clem nie ma gdzie pisac tych swych artykułów, dziewczynki pytaja co to jest sodomia i cojones ababcia wyjasnai ze to takie hiszpanskei imie dziewczęce oraz kolczyki itp. W dodoakt Seb w pracy musi zdac egzamin z odpornosci na stres , w czym zycie rodzinne mu raczej przeszkadza.,

      Firma ubezp. odmaiwa odszkodowania za dom bo wysazdzeni chalupy uznala ze akt samobójczy MArie, wiec sytuacja staje sie patowa, Seb i Clem nie daja rady, dochodzi do awantury po ktorej MArei wybiega na ulice prosto pod kola auta prowazonego pzrzez kolejengo "Zalamanca w depresji" ( tu bardzo dobry Eric Cantona!!!) , mocno polamana, w gipsie wraca do domu Seba i tu jzu mozna sie powiesic - jako unieruchomiona lezy w lozku, wymaga obslugi 24/7 , noszenia, ubieranai i karmienia, jest przy tym obrazoan i zlosliwa , Clem jest sama blisak samobójstwa a Seb zaczyan mdlec , dzieki bogu Cantona czuje sie odpwiedzialny za wypadek i ofairuej sie opiekowac MArie. A ze jest wysoki, muskulrany . chodzi w czarnej skorze i jest cholernie przystojny to Marie zdrowiej blyskawicznie .... tylko ze Cantona sam nie ma gdzi emieskzac , bo go zona opuscila wiec chetni by sie wprowadzil do Marie ( czyli do Seba i Clem ..)

      to mniej wiecje polowa filmu , dlaje jest jeszcze lepiej , bo Seb i Clem popuszczaja juz szwami, ich coreczki w szkole na przedsatwieniu mowia wierszyki o dziewczynce Sodomii co ma duze cojones, MOPS zaczyan sie tym interesowac, wziety razam z nią maly szczeniak Marie wyrasta na 60kilowego molosa i je 2 kg mięcha dziennie co powoduje u Seba mysli mordrecze , Henrii ma tez dosyc zupek, kupek i kolek swego synka i zawraca glowe wszystkim itp
      i robie sie jeszce wieksze zamiesznaie ...

      strrraszanei fajny, rytmiczny film, zabawny, troszke przydlugi ale inteligenny, z dobra obsadą i fajnym spojzreniem na temat -dojrzali rodzice-dorosle dzieci. Idelany na wieczór lub łikend , z zabawnymi tekstami
      1. córeczka Seba ma pretensje ze tato nie chce sie bawic w HAIR a on na to "nic z tego, ja wychowalem sie na Misiu Colargolu i dlatego jestem taki jak on "

      2. Seb i Clem ida do doroslego syna Cantony , ktory odmowil przyjecia ojca pod swoj dach . Siadaja przy stole i proponuje opieke naprzemienną :)) nad Marie i Cantoną. Albo chociaz spisanei planu opikeunczego.

      3. w czasei rozmowy o awans Seb dosatej pytanie co by zrobil z wyjtkowo opornym kontrahentem , odpowiada " zamknalbym go na jedna dobe z moją matką " itp

      gorąco polecam , dawno sie tak nie ubawilam , i doceniam ze moja rodzielka mieszka jednak osobno :)))




      ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
      ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
      ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
      • grek.grek Re: "RAzem To zbyt wiele" francuska komedia 22.03.15, 17:52
        dzięki za brawurowy opis, Mozambique ;]

        czytając myślałem sobie : kiedy dojdę do informacji, że trup ściele się gęsto, ale jak sądzę - finał jest
        jednak optymistyczny, że da się jakoś żyć z tymi wszystkimi palmami i szajbami bliźnich, o ile sami bliźni
        te szajby dostrzegą i trochę wyluzują ? :]

        "tłumaczenie ze majtki znalazł na ulicy"
        no co ? finezyjny gośc :]]

        podoba mi się opis "carpe diem" starszej pani, hehe. Kij ma wprawdzie dwa końce [what ? "dziewczynka Sodomia, co ma duże cojones" ? dobre, hehe], ale what da hell, coś za coś.

        w sumie, po przeczytaniu czuję się wyobcowany, bo moja babcia nie pląsała z jointem po domu, ale i ufnie spoglądam w przyszłośc - kariera dziadka na haju, to całkiem ciekawy koncept na starość ;]
        • mozambique Re: "RAzem To zbyt wiele" francuska komed 24.03.15, 11:31
          zytając myślałem sobie : kiedy dojdę do informacji, że trup ściele się gęsto, ale jak sądzę - finał jest
          jednak optymistyczny, że da się jakoś żyć z tymi wszystkimi palmami i szajbami bliźnich, o ile sami bliźni
          te szajby dostrzegą i trochę wyluzują ? :]

          da sie ! pod warunkiem za takiegoo wykjatkowo wkurzajacego osobnika wyyekspediuje sie sie gdzies dalleko, np do soistry ktora jest expatką w Chinach :))
      • barbasia1 Re: "RAzem To zbyt wiele" francuska komedia 22.03.15, 18:50
        Coraz fajniejsze te komedia francuskie! :) Dzięki!
        Zapisuję tytuł do notesika filmowego. ;)
    • barbasia1 "Z Moskwy do Pietuszek z Wieniediktem Jerofiejewem 22.03.15, 18:36
      Dziś o 22:25 w TVP Kultura kolejny dokument Pawła Pawlikowskiego pt. "Z Moskwy do Pietuszek z Wieniediktem Jerofiejewem"


      Zrealizowana za życia słynnego rosyjskiego pisarza opowieść będąca próbą odtworzenia realiów poematu „Moskwa – Pietuszki”. Realizatorzy przedstawiają kolejne przystanki trasy, którą przemierzał zarówno autor, jak i bohater utworu, przysłuchują się rozmowom często nietrzeźwych rodaków poety. Wstrząsającemu obrazowi pijanej i pijącej Rosji towarzyszą cytaty z poematu Jerofiejewa.
      www.telemagazyn.pl/tv/610271/z-moskwy-do-pietuszek-z-wieniediktem-jerofiejewem

      Nagram, opowiem!

      Tyle filmów było do omówienie w ostatnim tygodniu, że nie zdążyłam opowiedzieć o dokumencie Pawlikowskiego poświęconym Żyrynowskiemu. Obiecuję zadrobić tę zaległość wkrótce.
      • grek.grek Re: "Z Moskwy do Pietuszek z Wieniediktem Jerofie 23.03.15, 15:52
        świetnie, Barbasiu :]
        z ciekawością oczekuję/emy na Twoje opowieści.

        • barbasia1 Re: "Z Moskwy do Pietuszek z Wieniediktem Jer 23.03.15, 20:07
          Obejrzałam, nagrałam. Postaram się napisać jutro lub pojutrze.
    • grek.grek "Zabójcza pewność" teatr w TVP1, 20:20 23.03.15, 14:49
      forum coś dzisiaj sfatygowane remontem.
      Już podejrzewałem, że mnie zbanowali i dlatego nie mogę się połączyć ;]

      Elizabeth, to eks-baletnica. Teraz jeździ na wózku. Wynajmuje bezrobotnego aktora, aktualnie moczymordę, Michaela, żeby czytał jej własną sztukę teatralną. Z czasem Michael zaczyna znajdować podobieństwo między fikcją literacką, z własną [ich wspólną ?] przeszłością. Z kolei Elizabeth stara się nadać tej przeszłości znamiona fatum, czym go wpędza w paranoję.

      tyle zrozumiałem z opisu.

      autorem sztuki jest George Lloyd.
      Magda Cielecka i Grzegorz Małecki w głównych rolach.

      warto by skoczyć [?] :]


      • barbasia1 Re: "Zabójcza pewność" teatr w TVP1, 20:20 23.03.15, 20:09
        Już wczoraj wieczorem były kłopoty z dostaniem się na forum. Podejrzewałam, że to przeze mnie i przez Bronte się zawiesza. ;)

        Brzmi dobrze.
        Już niedługo się zaczyna. :)
        • grek.grek Re: "Zabójcza pewność" teatr w TVP1, 20:20 24.03.15, 14:03
          haha ;]

          dobry spektakl, wg mnie.
          jak sądzisz, Barbasiu ?
          [Czcigodni ?]

          dobre tempo i mimo krótkiego czasu trwania - wiarygodnie rozegrana partia psychologiczna, w której
          dochodzi do całkowitego wyprowadzenia z równowagi Michaela przez Elizabeth i w efekcie spełnienia przez
          niego jej żądania.

          aktorzy spisali się na medal, ale scenariusz nie w kij dmuchał : najpierw doskonały pierwszy akt, kiedy Michael czytając sztukę Elizabeth, w któreej ma zagrać, z trwogą konstatuje,że traktuje ona o... ich spotkaniu, a rozpisane w niej sceny własnie przed chwilą się zdarzyły, a on postępował i mówił, a nawet podnosił szklankę, w taki sposób w jaki ona to przewidziała.

          potem druga częśc planu, czyli wmówienie mu, że jest odpowiedzialny za kalectwo Elizabeth. ONa czekała na niego, żeby wziąć autograf, po jednym z jego występów w teatrze, a że on się spóźnił z wyjściem, to jej uciekł autobus, wiec musiała pojechać do domu taksówką, a ta taksówka miała kraksę i Elizabeth w jej wyniku doznała paraliżu.

          Więc wpędza go w wyrzuty sumienia, poniża i jednocześnie wyznaje dawne uczucia, a nawet przedstawia dokumentację faktów z tamtego feralnego dnia, która kompletnie się nie zgadza z Michaela wspomnieniem, co prowadzi do wniosku, że prawdopodobnie człowiek przestał panować nad swoim życiem; za pomocą tej całej feerii zabiegów Elizabeth doprowadzaa go do paniki i [jako alkoholikowi] każe sięgać po kolejne drinki, aż wreszcie zupełnie pogrążonego w chaosie wewnętrznym terroryzuje bronią, strzela na postrach, daje mu rewolwer, i rostrzęsionego zmusza do niemal odruchowego strzelenia jej w pierś. O to jej chodziło, to napisała w swojej sztuce : że Michael ją zabije, że ona go do tego zmusi sugerując że to będzie akt końca jego [destrukcyjnej dla niej] wolności i triumf siły jej osobowości. Sprawdza się więc w finale opinia Michaela, że Elizabeth "nie honoruje przypadków".

          wspaniale to wszystko przeprowadzone i napisane. i rzeczywiście, co za pojedynek osobowości ! Magda Cielecka gra rewelacyjnie, ale i pan Małecki nie ustępował jej ani na krok, zwłaszcza w błyskotliwym przejściu do krótkotrwałego kontraataku w drugiej części przedstawienia. Tyle że jego postać jest zgubiona już w momencie przestąpienia progu mieszkania Elizabeth.

          świetna rzecz.

          Barbasiu ?
          Czcigodni ?
          jakie są Wasze opinie i wrażenia ?
          • barbasia1 Re: "Zabójcza pewność" teatr w TVP1, 20:2 24.03.15, 20:31
            Nic dodać, nic ująć. Podpisuję się pod Twoimi słowami i pochwałami.


            PS Jestem w trakcie oglądania "Miłości Larsa" . Jurto dwa słowa dorzucę. Gosling pokazał tu swoją klasę aktorską.
            • grek.grek Re: "Zabójcza pewność" teatr w TVP1, 20:2 25.03.15, 13:42
              świetnie :]

              o, z ciekawością czekam/y na Twoją recenzję, Barbasiu :]
              • barbasia1 Re: "Zabójcza pewność" teatr w TVP1, 20:2 25.03.15, 19:58
                > o, z ciekawością czekam na Twoją recenzję, Barbasiu :]

                Ach nie, żadna recenzja. Tylko kilka uwag. :)
                • grek.grek Re: "Zabójcza pewność" teatr w TVP1, 20:2 26.03.15, 15:41
                  biorę [bierzemy] w ciemno :]
                  • barbasia1 Re: "Zabójcza pewność" teatr w TVP1, 20:2 26.03.15, 23:04
                    grek.grek napisał:

                    > biorę w ciemno :]

                    Hehehehe! :))
                    Jutro.
    • grek.grek "Chwała [Glory]" w Stopklatce 23.03.15, 15:17
      o 20:00

      kurde, szkoda że się nakłada na teatr, ciekawie się zapowiadający.

      świetny film, wg mnie ocierający się o wybitnośc.
      kiedyś, dawno dawno temu, mówiliśmy o nim, jesli dobrze pamiętam.
      występował pod tytułem "Na polu chwały".
      widziałem go 4 albo 5 razy, zawsze z wielką przyjemnością do niego wracam.
      Bo to nadzwyczajne kino.

      jest to historia z czasów wojny secesyjnej. w 1862 roku zostaje powołany do życia
      pierwszy pułk piechoty złozony z samych czarnoskórych. byłych niewolników, ucieknierów
      z plantacji bawełny, ale i wyzwoleńców. Ma się bić po stronie Północy, ofk.

      na jego czele staje młody pułkownik Robert Shaw [kapitalna rola Matthewa Brodericka], który właśnie zyskał uznanie i renomę podczas potyczek z wojskami Południa.

      oczywiście, żeby ta cała zbieranina stała się wojskiem trzeba tych chłopakow wyszkolić, zdyscyplinować, nauczyć zespołowego działania. A łatwe to nie jest, bo jak tu musztrować i drylować, skoro gros z nich przed chwilą uciekło z miejsc, w których wrzeszczano na nich każdego dnia ?

      trzeba ich odziać, dać buty. Trzeba wywalczyć dla nich mundury, a żeby tego dokonać Robert i jego oficerowie muszą stawić czoła rasistowskiej niechęci i pogardzie generałów Unii. Trzeba dać im broń, wyszkolić w jej używaniu [doskonałe sceny treningu strzelania z karabinu i używania bagnetu - zwróćcie uwagę na to co mówi stary, szortki, a nawet momentami brutalny sierżant, kioedy pułkownik woła go na stronę i pyta "czy koniecznie musi pan być tak ostry ?"], nauczyć wszystkiego od podstaw, od umiejętności maszerowania w zwartym szyku.

      Czarni muszą w sobie odnaleźć zdolnosć akceptacji białych dowódców. A biali dowódcy muszą w sobie znaleźć wiarę, ze ta ciżba jest w stanie tworzyć sprawne wojsko.

      I dbać o to, by ich żołnierze nie dali się wpuścić w te maliny, w której wpuszczane są inne czarne oddziały powstające w szeregach wojsk Unii. Słowem - czarni żołnierze przez swoich dowódców są traktowani tam jak głupawka, której używa się do plądrowania farm i miasteczek w regionach popierahących Konfederatów. idea, że tacy "zołnierze" mogliby walczyć serio - wzbudza gromkie śmiechy białych dowódców.

      w tych codziennych zmaganiach wykuwa się więź między czarnymi żołnierzami, a białymi oficerami. Widzą się nawzajem i doceniają, a czarni przekonują się, że ich biali dowódcy stoją po ich stronie, a nade wszstko : że tworzą jeden zespół.

      I nakręcone to jest rewelacyjnie. Żadnych prostackich chwytów, żadnych amerykanizmów. Surowe życie frontowe :]

      Robert jest człowiekiem postępowym, nie wstydzi się stać na czele murzyńskiego oddziału. Ma wiele wspólczucia dla tych ludzi, ale jednocześnie nie może przestać być dla nich surowym, acz sprawiedliwym, wodzem. Nie oszczędza nawet swojego przyjaciela, czarnoskórego wykształconego wyzwoleńca, który zaciąga się do tego wojska. Jesli okazuje mu względy, to na boku, tak by nikt nie mógł go posądzić o jego faworyzowanie.

      po stronie czarnych żołnierzy wyróznia się dwóch - rozsądny Rawlins [niezawwodny MOrgan Freeman], który dostępuje zaszczytu zostania pierwszym czarnoskórym sierżantem, oraz Trip - zbuntowany, agresywny, nienawistny, cięzko zraniony, a jednocześnie pełen szczerego zapału i wrażliwości, Trip, uciekinier z czworaków, który walczy ze wszystkimi, stawia się białym, dogryza swoim, a zarazem zaciska zęby i maszeruje na ćwiczeniach, nawet jeśli całe stopy ma we krwi, bo nie ma skarpet, a buty są za ciasne. "ON chce walczyć, najbardziej z nas wszystkich" - mówi o nim Rawlins do Shawa.

      Shaw i Trip są tu sobie przeciwstawieni, a ich porozumienie, nawet bez słów, w geście, we wspólnym dążeniu, ma wymiar uniwersalny. Rolę Tripa rewelacyjnie wykonuje Denzel Washington, którego uhonorowano za to Oscarem i Globem. doskonała rola.
      naprawdę - każda scena z udziałem Washingtona jest znakomita.

      Finałowa sekwencja wzrusza, jak jakieś "monte cassino" albo coś. A najbardziej scena ze sztandarem w samej końcówce. Symboliczna ogromnie.

      wspaniały film.
      Mogę tylko zachęcić Was do skoku :]

      realia epoki są odwzorowane perfekcyjnie.

    • grek.grek "Sharknado 2" :]] via Nova 24.03.15, 13:40
      pamiętacie oryginał ? :]]

      a w weekend Nova pokazała sequel tego wiekopomnego dzieła.

      fabuła ? yikes ! ;]
      w oryginale na oceanie powstawało tornado, w którego wnętrzu znajndowały się rekiny. I to tornado z rekinami, czyli rekinado, uderzało w Los Angeles. ofk, cały LaLa Land brała panika i tylko nieliczni potrafilby stawić czoła zagrożeniu, wystrzelić w tornado brudne bomby, a spadające rekiny potraktowac piłą motorową :] na czele tego pospolitego ruszenia stał Fin Sheppard, czyli mówiąc prościej : Steve z Beverly Hills 90210.

      w sequelu sytuacja jest dokładnie taka sama, tyle że rekinado atakuje Manhattan, a potem cały Nowy Jork. oczywiście, przypadkiem w okolicy przebywa ten sam Fin Sheppard i znów znajduje się w centrum wydarzeń. Wydarzeń, które - jak to w filmach amerykańskim - cały czas są coverowane przez media, a zwłaszcza telewizję.

      znów Sheppard łapie za piłę motorową, znów strzela z procy zrobionej z gumy od majtek bombami w tornado, rekiny atakują kogo popadnie i nie cofają się nawet przed wpłynięciem do metra, które zamienia się w rwący potok.

      Sheppard nie jest sam. wspiera go żona, przyjaciel z rodziną i przyjaciółka - efektowna murzynka z warkoczykami [Vivica Fox, zapewne ma kredyt do spłacenia ;)]. ofk, kiedy przychodzi do ostatecznej rozgrywki wygłasza speech na środku nowojorskiej ulicy [cudem nie zalanej], a w tradycyjny sposób wiwatują mu mieszkańcy miasta.

      Przez dłuższy czas jest to fantasy na zadany temat, ale w końcówce wszystkie hamulce puszczają : bohater zostaje wystrzelony w tornado, miota się w środku i walczy z tymi rekinami, które nie padły od bomb. rzecz jasna, nie może się obyć bez klasycznej sceny, w którtej bohater przelatuje przez środek rekina, tnąc jedncoześnie piłką i wylatując z drugiej strony :]

      apoegum komizmu osiągnieto w momencie, gdy do studia Foxa czy CNN, czy skąd tam nadawana jest relacja na żywo, wpadają rekiny, a jednego z nich ubijają osobiście prowadzący redaktor i meteorolog, ofk nie przerywając ani na moment transmisji :]]

      dla porządku trzeba dodać, ze dzieki Sheppardowi & the Crew sytuacja zostaje opanowana, a NOwy Jork znów nie dał się wrogom.

      słowem : korba odkręcona na luz. Ale kto wie, może takie filmy własnie są najbliższe istocie kina, które przecież powstało własnie po to, by pokazywać fantazje niemożliwe do spełnienia w rzeczywistości, King Kongi, dinozaury, gwiezdne wojny i inne wytwory ludzkiej imaginacji.

      Rekiny atakujące NY jako metafora terrorystów ? czemu nie ;]
      inna puszczająća oko do widza symbolika, to nazwiska : Sheppard czyli "pasterz", a do tego przyjaciółmi Shepparda jest małżeństwo... Martina i Ellen BRODYCH :]

      swoją drogą, gdy wszystkie tornada i rekiny są dogrywane komputerowo... wyobrażacie sobie jakim doświadczeniem zawodowym ;] musi być dla aktorów ta bieganina, te miny patetyczno-przerażono-bojowe, te ucieczki przed nieistniejącym... toż to jest sztuką zagrać wiarygodnie w takich okolicznościach... i nie parsknąć histerycznym śmiechem ;]

      www.youtube.com/watch?v=fWY4-u9Ewdc
      • siostra_bronte Re: "Sharknado 2" :]] via Nova 24.03.15, 15:39
        Haha, dzięki, Greku :)

        Masz rację co do pokazywania fantazji w kinie, ale ten wymyślony świat powinien mieć chociaż odrobinę sensu i logiki, a tutaj jak widać tego brakuje.

        Pewnie będzie cześć 3 :)

        Przyznam, że nie chwytam o co chodzi z nazwiskiem Brodych?
        • grek.grek Re: "Sharknado 2" :]] via Nova 24.03.15, 15:51
          my pleasure, Siostro :]

          dodałbym jeszcze scenę, kiedy na spadające na ulice i chodniki rekiny rzcua się z okrzykiem "uraaaa !' nowojorska tłuszcza z kijami, pałami, szufelkami do węgla i czym popadnie. Normalnie od razu przypomniał mi się atak piechoty litewskiej na Krzyżaków z pamiętnego hiciora.

          haha, brak sensu i logiki jest zauważalny, niemniej... jak się temu poddac, to można całkiem dobrze się ubawić. Choć przyznam, że osiągnięcie tego stanu, w moim przypadku, trwało dośc długo. Może dlatego, że nie miałem akurat drinka pod ręką ;]]

          hehe, na pewno będzie, bohater musi wykonać przecież trzeci skok przez-rekina. poza tym, LA i NYC się obroniły, ale kto, może... Miami nie da rady ? ;]

          o, Martin Brody, to grany przez Roya Scheidera główny bohater "SzczęK' Spielberga, a Ellen Brody to jest osobista żona.
    • siostra_bronte "Wszystko na sprzedaż" 24.03.15, 14:25
      Jutro o 13.45 i 0.35 w Kulturze. Film Wajdy z 1968 r. Oryginalny, bo tematyka współczesna i Wajda sam napisał scenariusz. Reżyser (alter ego Wajdy -Andrzej Łapicki) kręci film. Ale nagle znika główny aktor i ekipa wpada w panikę...To film przede wszystkim o kinie, o aktorach, którzy grają tu samych siebie, ale i o śmierci, o odejściu i przetrwaniu we wspomnieniach...

      Ewidentnie chodzi tutaj o Cybulskiego, chociaż jego nazwisko nie pojawia się w filmie. Film jest trochę chaotyczny, jakby nowofalowy w formie i do tej pory wzbudza kontrowersje. Widziałam go parę razy, ale dawno. Pamiętam niektóre sceny: balowicze na karuzeli, emocjonalny epizod Kobieli (jego ostatnia rola), Olbrychski ścigający się ze stadem koni. Jestem ciekawa jak wytrzymał próbę czasu, ale nie wiem czy dam radę obejrzeć.
      • mozambique Re: "Wszystko na sprzedaż" 24.03.15, 15:51
        czyma sie , czyma :))

        ja pamietam epizod MAlgorzaty POtockiej i kazdą scene duetu Beata TYszkiewicz- Elżbieta CZyzewska

        i jak bezlitosnie w nich widac jak marna aktorsko byla Tyszkiewicz a jak swietna CZyzewska

        Wajda zrestza pisal we wspomnienach ze duzo tych scen mialo zrodlo w realu - numer z karuzelą rzeczywiscie kiedys ktos towarzystwu wykrecil a "pijany" taniec Czyzewskiej na przyjeciu to odegranie jej wlasnego popisu tez na jakim przyjeciu, akotrzy mają tu swoej imiona i w wiekszosc tez wlasne, oryginalne "pozycje " towarzyskie, coreczka na rekach TYszkiewicz to mala KArolinka Wajda , operator rezysera to operator Wajdy , itp
        • siostra_bronte Re: "Wszystko na sprzedaż" 24.03.15, 16:42
          To świetnie :) Yes, pamiętam epizod Potockiej, świetną rolę Czyżewskiej, Tyszkiewicz w kożuchu...
      • grek.grek Re: "Wszystko na sprzedaż" 25.03.15, 13:44
        dzięki za informację, Siostro.

        tytuł słyszałem, filmu nie oglądałem. Potraktuję to jak okazję do nadrobienie braków z klasyce, hehe.

        • siostra_bronte Re: "Wszystko na sprzedaż" 25.03.15, 17:08
          Naprawdę warto :)
          • grek.grek Re: "Wszystko na sprzedaż" 25.03.15, 17:13
            jestem zmotywowany :]
            • siostra_bronte Re: "Wszystko na sprzedaż" 25.03.15, 17:17
              Właśnie obejrzałam, ale poczekam na Twoje wrażenia :)
              • grek.grek Re: "Wszystko na sprzedaż" 26.03.15, 14:58
                chętnie poczytam o Twoich wrażeniach, Siostro :]

                wczoraj nie udało mi się obejrzeć, niestety..
                ale z okazji mojego zmotywowania, jutro zamierzam to nadrobić - znalazłem ten film w sieci.

                więc z wrażeniami będę gotów na jutro albo sobotę, w zależności od możliwości.
    • barbasia1 "Broniewski"na żywo w TVP Kultura cz.1 godz.20:00 24.03.15, 20:34
      Cz. 2 od 21:45.

      Spektakl z Teatru Wybrzeże w reżyserii Adama Orzechowskiego.

      Czytaj więcej: www.radiogdansk.pl/index.php/wydarzenia/item/22825-broniewski-na-zywo-w-tvp-kultura-spektakl-z-teatru-wybrzeze-pokaze-osiem-kamer.html

      Właśnie trwa. Nagrywam.
      Niestety spóźniłam się 20 minut. :/
      • mozambique dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 25.03.15, 11:08
        serrrrdecznie polecam , bardzo swietny film !!
        sakndynawska sensacja ale taka troche nietypowa, bardzoiej w stylu amerykanskim niz europejskim

        starter jest taki - wybitny , dobrze opłacany specjlaista z agencji head-hunterowej poszukuje kandydata na wysokie stanowisko dla wielkiego koncernu badawczego-rozowjowego z branzy broń/obronność. W tym celu wyszukuje kulku kandyatów specjlaistów , praconiwków konkurencyjnych film i zaczyna z nimi rozmowy "rozpoznawcze". Jednym z nich jest bożyszcze aktorskie kobiet Nicolas Coster-Waldau ,kóry wydaje sie byc mało zainteresowany potencjlaną zmianą pracy. Łowca zaczyna go kusic, negocjowac, zaczyna dzialać profesjonalnie...

        Problem w tym ze Łowca Głów,męzczyzna nikczemnego wzrostu i urody dyskusyjnej ma przepiekna żonę, jakąś byłą modelkę, ( aktorka jesr podobna do zony ksiecia Alberta z MOnaco - taka Pieknośc z lodu) obecnie prowadzącą galerię sztuki i obracająca sie w sferach artystycznych . I zaczyna zauwazac ze piekna zona i Waldau tak jakby cuś zaintersowali sie sobą. POstanawia wiec działac...

        Drugie tło jest takei ze Łowca tak po godzinach zajmuej sie inną dzilaansocią - organizuej i przeprowadza kradziez bardzo cennych dzieł sztuki , z muzeów albo prywatnych kolekcji. Jest w tym dobry ,niejedno jzu ukradł , traktuje to ambicjonalnie a miedzynarodowe szajki handlujace kradizonymi dzielami sztuki bardzo go szanują. Ma wlasnie na oku wybitny obraz, obecnie w prywtanych rękach . Jak sie okazuje ktos inny z jego ootczenia tez zaczyna sie tym obrazem interesowac .Zaczyna więc działac....

        A trzecie tło jest najlepsze - w trakcie rozwoju filmu okazuje sie ze ani podejrzewany romans zony, ani nowy interes z obrazem nie sa najwazniejsze. Okazuje sie ze to tylko przykrywka o wiele powazniejszych problemów zyciowych , Waldau nie jest tym kim sie wydaje, Zona tez jakby zaczyna sie jawic zupelnie inaczej , ktos nastaje na zycie Łowcy , obraz okazuje sie zupelnie niewazny bo robi sie nparwde niebezpiecznie...
        A poyem dopiero akcja sie rozkręca..... rollercoaster na dopalaczach.

        Bardzo porzadny, trzymajacy widza w napieciu thriller, w dobrym tempie, rytmie, bardzo dobrze filmowany "po amerykansku" - tu nie ma sweterków Sary Lund i wiecznych nocy, tu są wysmakwoane wnetrza ( dom Lowcy to perełka archotektoniczna) , doskonale linie, oszzcedny dizajn, wyrafinowane ciuszki, smakowite no i suspens, suspens w najlpeszym wydaniu .
        • grek.grek Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 25.03.15, 14:30
          po takiej zajawce można tylko zakrzyknąc : skaczę ! ;]

          dzięki, Mozambique.

          jak doczytuję - wg powieści Jo Nesbo, jednego z majstrów skandynawskiego kryminału.
          dobry thriller, może to jest właśnie idealny filmowy wariant na ten wieczór.

        • pepsic Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 25.03.15, 14:54
          Przyłączam się i zachęcam do udanej sensacyjnej rozrywki. Ale skoro o wnętrzach mowa, wypadałoby wspomnieć o tych z pogranicza szamba;)

          A tu moje wrażenia popremierowe wyciągnięte z lochów ojejkowych:
          Udało mi sie obejrzeć dwa filmy: w autentycznym przedwojennym kinie (!) całkiem niezły thriller norweski "Łowcy głów" z elementami groteski, tylko nie mam pewności, czy zamierzonej. Główny bohater mojego wzrostu ma z tego tytułu kompleksy (przeciwnie do mnie), z czego wynika precyzyjna układanka, tyle że mało prawdopodobna. Na uwagę zasługuje główny odtwórca Aksel Hannie, którego znam z poruszającego "Uno" kina z nurtu społecznego, gdzie również występuje w głównej roli i jest jednocześnie reżyserem i scenarzystą mając zaledwie 29 lat!

          • grek.grek dzis wieczorem "Łowcy Głów "na Jedynce :] 25.03.15, 17:03
            taka mała poprawka.

            druga zachęcająca recenzja ? dzięki, Pepsic :]

            ale żeby nie-w-Kulturze taki film ..? [hehe]
          • barbasia1 Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 25.03.15, 22:25
            pepsic napisała:

            >Główny bohater mojego wzrostu ma z tego tytułu kompleksy (przeciwnie do mnie), z czego >wynika precyzyjna układanka, tyle że mało prawdopodobna.

            168! ;)

        • siostra_bronte Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 25.03.15, 17:03
          Aż dziw, że to Jedynka pokazuje. Dopiszę tylko, że reżyserem jest Morten Tyldum, który potem zrobił "Grę tajemnic".
          • grek.grek Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 25.03.15, 17:14
            znów nas ta sama refleksja nawiedziła, dokładnie w tej samej minucie.
            to zaczyna telepatią zaciągać ;]]
            • siostra_bronte Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 25.03.15, 17:20
              Haha :)
        • barbasia1 Re: dziś "Łowcy Głów " TVP 1 godz. 22:15 25.03.15, 20:01
          W Jedynce!
          Brzmi świetnie! Oglądam.
        • maniaczytania Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 26.03.15, 00:08
          obejrzałam i uczucia mam pomieszane mocno ;)

          niby ok, niby dobry, ale jednak tak nieprawdopodobny, tak 'pojechany', że to nie było już straszne, a raczej śmieszne, zahaczające o takie horrorowe pastisze, które się ogląda dla śmiechu. Doceniam grę głównego bohatera (aktor był naprawdę świetny), rzeczywiście jego żona w typie księżnej Monako tudzież Heidi Klum, ale nie, jednak chyba nie będzie ten film zaliczał się do tych, które chętne obejrzę jeszcze kiedyś ;)
          • grek.grek Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 26.03.15, 15:39
            ratowanie życia za pomocą nurkowania w zawartosci wychodka, zdradziecki żel z tysiąciami mikronadajników czy strzelanie pistoletem z rozporka - faktycznie lekko pastiszowe.

            ale cała rozgrywka nieźle zaplanowana i rozegrana.

            w pewnym momencie pomyślałem sobie,że główny bohater nieźle się zawiódł na swojej blond piękności. A przecież na boku ma sympatyczną kochankę, która jest NIŻSZA ;] od niego i nie taka sztywna. Romans żony i podejrzenie, że to ona spiskuje w celu pozbawienia go życia, wyglądały na niezłą nauczkę za przedmiotowe traktowanie ludzi celem leczenia swoich kompleksów.

            a tu - bęc i nagle wszystko się odwraca :] to było dobre.

            dalej to już jazda raczej prostą drogą do mety, chociaż starcie z psem było ciekawe, i w ogole - co ten bohater przechodzi... spada w przepaśc w samochodzie policyjnym, ze trzy razy oszukuje zawodowego killera będąc z nim oko w oko, albo... rolką po papierze toaletowym w oko :].

            no i niezły numer z tym kolegą, który miał być martrwy, ale w momencie gdy bohater próbuje jego ciało utopić w jeziorze - ożywa znienacka.

            odrobinę wyżej postawiłbym jednak wspomniane "Forbrydelsen" i sweterki Sary Lund ;]
            • siostra_bronte Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 26.03.15, 16:52
              Muszę się włączyć. "Forbydelsen" odrobinę wyżej?!! Toż to genialny serial, jeden z najlepszych kryminalnych ever!!!!!

              Obejrzałam "Łowców" do połowy, liczyłam, że film się rozkręci, aż rozczarowana przełączyłam się na "Zabójcę". Relacja wkrótce :)
              • siostra_bronte Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 26.03.15, 18:32
                *"Forbrydelsen".

                Kurcze, Greku, jak mogłeś coś takiego napisać??
                • siostra_bronte Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 27.03.15, 11:10
                  A "Łowcy głów" to zupełnie przeciętny kryminał! Kompletnie nie rozumiem dlaczego stał się największym hitem w historii norweskiego kina.

              • grek.grek Re: dzis wieczorem "Łowcy Głów "na dwójce 27.03.15, 14:02
                chciałem być... oględny :] jak widać łatwo o przesadę, hehe.
      • grek.grek Re: "Broniewski"na żywo w TVP Kultura cz.1 godz.2 25.03.15, 14:27
        niestety - przegapiłem.
        udało mi się obejrzeć tylko "Chwałę" [powtórkę] w Stopklatce. 6 albo 7 raz. Zacny film, ileż sensów i znaczeń, jaka realizacja, kostium epoki i aktorstwo.

        a jak "Broniewski", Barbasiu ? wart zachodu ?
    • grek.grek "Zabójca" [1961] Kultura, 22:45 & 2:40 25.03.15, 17:10
      no to żeby już zupełny galimatias wprowadzić - KUltura proponuje włoski thriller z 1961.

      zamożny antykwariusz [Marcello Mastroianni] podejrzany jest o zamordowanie swojej eks-dziewczyny. przesłuchujący go komisarz policji jest na niego cięty i za wszelką cenę chce mu
      udowodnić winę.

      w zajawce brzmi podobnie do "Podejrzanego", którego kiedyś Siostra nam opisywała.

      no i - rzeczy z dawnych lat, to zawsze są mniejsze lub większe rarytasy :]

      jak plaża, to plaża, a jak się zbierze kilka tytułów, to nie wiadomo na co się zdecydować, heh.
      • siostra_bronte Re: "Zabójca" [1961] Kultura, 22:45 & 2:40 25.03.15, 17:21
        Tak, historia podobna do "Podejrzanego". I faktycznie rarytas. Ale fatalnie nakłada się na "Łowców głów" i mam dylemat.
        • grek.grek "Zabójca" [1961] Kultura w 3 słowach [1] 26.03.15, 14:33
          skoczyłaś, Siostro ? Czcigodni ?

          jesli nie, to w paru zdaniach spróbuję streścić.

          Na początku powiem, że czarno-biała forma bardzo sprzyja odbiorowi :]
          A a'propos fabuły...

          Narracja rozwija się i łączy zgrabnie w dwóch równoległych płaszczyznach. Pierwszą stanowi ciągnące się od niemal pierrwszej do niemal ostatniej sceny filmu dochodzenie policyjne połączone z przesłuchaniem podejrzanego, drugą - retrospekcje związane ze sprawą. Oba nurty zaplatają się w pojedynczych scenach, np. przesłuchania i zeznania odbywają się w jednym pokoju, by za chwilę płynnie przejśc do obrazka wspominkowego w sąsiednim pookoju.

          Mastroianni [w swojej firmowej manierze] gra Alfredo Martelliego, dobrze prosperującego właściciela antykwariatu w Rzymie. Pewnego nagłego dnia dowiaduje się on, że jego wieloletnia przyjaciółka, kochanka i wspólniczka w interesach Adalgisa De Mattei została zamordowana kilkoma ciosami nożem w swoim mieszkaniu w hoteliku niedaleko morza.

          Dla komisarza Palumbo Alfredo jest głównym podejrzanym. Otóż, Alfredo był tego wieczora w jej mieszkaniu, a także łączyły ich długi finansowe, jakie Martelii miał wobec swojej znajomej.

          Jako jedyny z ludzi, którzy tego dnia widzieli się z Adalgisą, Alfredo nie ma alibi. Chłopak z obsługi oraz jakiś inny znajomy, który odwiedził Adalgisę prosząc o pożyczkę - są kryci. Chłopak wyjechał z Rzymu na wieczór, a ten drugi [chyba ma na imię Bruno] odwiedził ją w czasie, gdy był u niej Alfredo, a potem wyszedł.

          Palumbo wozi Martelliego po miejscach związanych z tą zbrodnią i nonstop odpytuje. O wszystko. O życie, o związki...

          Z odpowiedzi Alfreda wyłania się portet człowieka "obojętnego", unikającego odpowiedzialności, prowadzącego życie dalekie od włoskiego ideału : a zatem - matki nie odwiedza od dawna, nie chce mieć zony, bo woli mieć kochanki, a jego dochody związane są z niekoniecznie czystymi interesami.

          Z Adalgisą był związany, ale luźno. Nigdy nie planowali ślubu. Kiedy przypadkiem spotykają młodą Nicolettę - Adalgisa zaprasza ją do wspólnego zwiedzania jakichś galerii czy kościółków pod Rzymem. NOnszalancka Adalgisa nie przewidziała, że początkowo sceptyczny wobec "młodej gąski" Alfredo szybko nawiąże z nią romans i ich luźny związek stanie się wyłącznie luźną znajomością dwójki starych przyjaciół spotykających się w łóżku.

          MOżliwe, że Adalgisa ma męża. Któregoś dnia Alfredo odbiera telefon od jakiegoś mężczyzny, który się o nią niepokoi. Alfredo ją odwiedza, ofk idą do łózka [co ofk jest tylko zasugerowane w dalekim tle], a potem dzwoni do tego mężczyzny i uspokaja go, że "z nią wszystko w porządku, jest tutaj". Ewentualnie jest to jej ojciec. Przyznam,że nie załapałem tego szczegółu, ale jest on drugoplanowy, bo chodzi tutaj przede wszystkim o rodzaj relacji łączących Alfredo z Adalgisą.

          Adalgisa jest zamożna, szasta pieniędzmi. Alfredo ma u niej długi, prosi o przedłużenie terminu spłaty ostatniego miliona lirów, ale pewnego wieczora Adalgisa wyciąga z szafki weksle i oddaje je Alfredo, ze słowami, że nie musi jej już niczego oddawać. Alfredo je drze. Niestety, znajduje je później Palumbo i te weksle są dla niego dowodem na to, ze Alfredo miał żywotny interes w pozbawieniu Adalgisy życia.

          Czy Alfredo zabił ? Nie wiemy tego i długo się nie dowiemy. On twierdzi, że absolutnie NIE, ale nie umie tego dowieść, już nawet abstrahując od tego że to nie na nim spoczywa ciężar dowodu. POlicja ma jednak mocne poszlaki, a on sam NIC, żadnego punktu zaczepienia dla swojej obrony.

          Istotne jest to, że Alfredo zaczyna analizować swoje życie. Palumbo nie ukrywa,że go nie lubi i nie szanuje, właśnie za sposób w jaki Alfredo żyje. A może i za to, że Alfredo jest młodszy, zamożniejszy, no i wygląda jak Mastroianni :]

          Wychodzą cyniczne postępki Alfreda. On sam je opisuje, jakby pochłonięty refleksją nad sobą. Serwuje opowieść o tym, jak któregoś wieczora on i Adalgisa jechali ulicami Rzymu i natrafili na zamieszanie - jakiś facet rzucił się pod koła czyjegoś samochodu.

          Rzucił się i lezy. Martwy ? Wysiadają z auta i przyłaczają się do gapiów. Alfredo zauważa, ze gośc mruga okiem. Zaczyna się z niego śmiać : "To pijaczyna, a nie samobójca. Zatoczył się i runał pod koła. Dajcie spokój...". Facet faktycznie wstaje i błędnym krokiem rusza przed siebie.

          Alfredo i Adalgisa wsiadają do auta, on kpi z pijaczka", ale Adalgisa domaga się, by pojechali za nim, bo chce dać mu pieniądze. Alfredo wzdycha i spełnia jej prośbę. Tyle że chłop nie chce wziąć od Adalgisy pieniędzy i zawraca w drugą stronę. "Zaproś go na wieczór, z nami, a co... ładnie wygląda", drwi sobie ALfredo. Adalgisa nie rezygnuje i każe Alfredowi jechać za tym człowiekiem. Alfredo nawraca, ale zanim dojadą - widzą że gośc włazi na most i rzuca się w dół na śmierć. A więc jednak był to samobójca, zrozpaczony człowiek, a nie "pijaczek"... Adalgisa jest wstrząsnięta i oskarża Alfreda o cynizm.

          Teraz dopiero Alfredo rozumie więcej. Widzi swoje życie we właściwym wymiarze, dostzrega ile popełnił błędów, a przede wszystkim - jak bardzo zatracił uczucia, zobojętniał.

          Niespodziewanie do zabójstwa pani Adalgisy przyznaje się Rosa, młoda pokojówka hotelowa. Od dawna znajoma Alfreda, który zawsze ją doskonale traktował i tym zdobył jej zaufanie i oddanie. Rosa nawet nie ma pojęcia, że pewnego dnia Alfredo okłamał ją i zadrwił się z niej.

          Otóż odwiedził go, w tym hotelu, jego kolega. ROsa spodobała mu się od razu. Alfredo spytał "chcesz zobaczyć ją nago ?", na co kolega bardzo się zapalił. Wtedy Alfredo zełgał Rosie, że kollega jest lekarzem i może pomóc jej wyleczyć chory palec u ręki. KOlega pozwolił sobie obmacać jej nogę i stwierdzić kłopoty z krążeniem. A nastepnym krokiem było... "proszę się rozebrać do naga". I Rosa nie rozebrałaby się, gdyby Alfredo nie potwierdził, że to konieczne...

          A dzisiaj ta prosta dziewczyna chce wziąc na siebie winę, wiedząc, że Alfredo jest oskarżony...

          Dla równego rachunku Alfredowi nie chce pomóc własny pies. Moris. Otóż świadkowie zeznali, że Moris szczekał głośno, w czasie gdy - wedle ustaleń - doszło do zabójstwa. Feralnego wieczora Alfredo odwiedził Adalgisę, aby zostawić pod jej opieką Morisa.

          "Ten pies NA MNIE nigdy nie szczeka !", rozpromienia się ALfredo. Jest szansa dowieśc, że to nie on zabił. Palumbo poleca mu zamknąc się z psem w łazience [tam gdzie znaleziono ciało Adalgisy] i udawać że morduje kobietę. Odgrywająca ją Rosa ma krzyczeć. Kiedy tylko inscenizacja rusza, MOris zaczyna ujadac jak opętany. Alfredo załamuje się nielojalnością kundla ;] Jeszcez rozpaczliwie próbuje przekonywać Palumba, że Moris "nie szczeka tylko cieszy się na mój widok", ale Palumbo już tylko wzdycha z zażenowaniem na takie tłumaczenia.

          Palumbo każe go zamknąc w areszcie. Gołe ściany, jakiś podest do spania, "łazienka" w postaci dziury w rogu pomieszczenia. "A pidżama ?", woła ALfredo do strażnika :]] KIedy pyta o toaletę - strażnik bez słowa wciska palec wskazujący przez otwór w drzwiach i wykonuje nim energiczne ruchy w bok pokazując mu gdzie znajduje się żądany obiekt ;] NIe pozostaje mu nic innego jak ścisnąc pęcherze, opatulić się w swój płaszcz i czekać na rozwój wypadków.

          Niebawem do celi Afreda wrzuceni zostają dwaj złodziejaszkowie, którzy kradli podkłady na torach i przypadkiem zabili stróża. Trudno jednak powiedzieć, czy są to faktyczni przestępcy czy policjanci po cywilu. Ten drugi wariant jest o tyleż zasadny, bo właściwie nie zajmują się oni niczym innym jak tylko namawianiem Alfreda żeby się przyznał, żeby "wyrzucił to z siebie". MÓwią, że go znają, bo w gazecie było jego zdjęcie jako "prawdopodobnego zabójcy". Alfredo ledwie znosi ich kolejne zaczepki i nawijanie makaronu na uszy.

          Areszt jest obskurny, a perspektywa dożywocia w takich warunkach - tragiczna. Co i rusz Palumbo każe prowadzić go na przesłuchanie i padają kolejne pytania, sugestie, próby dowodowe, które już wyżej opisałem.

          Jak to się kończy ? Czy Alfredo jest winny ?

          Otóż - uwaga spoiler... ;]...
          • grek.grek Re: "Zabójca" [1961] Kultura w 3 słowach [1] 26.03.15, 14:55
            Czy Marcello Mastroianni mógłbyć być winien zabójstwa z zimną krwią ? Jak sądzicie ? Zabicia kobiety ośmioma ciosami nożem ? :]

            Nie jest winien. I wiecie co ? W tym momencie naprawdę jest to drugorzędne, wobec tego całego rozrachunku z własnym życiem jaki Alfredo wykonuje w trakcie prowadzenia śledztwa.

            Adalgisę zabił ten drugi - Bruno. Ten który odwiedził ją wówczaas wieczorem i zastawszy Alfreda - wyszedł.

            Jak policja na to wpadła ?
            Alfredo dał tego wieczora Adalgisie zegarek. Zrobił to zaraz po przyjściu. z kolei Bruno, który przyszeddł tam niedługo potem - stwierdził, że nie zauwazył u niej żadnego zegarka. POlicja miała sprzeczność i tym sposobem zaczeła przetrzepywać Bruna, sadząc że coś ukrywa i możliwe że kłamie. W jego domu znaleziono nóż, którym zamordował Adalgisę. Zrobił to dlatego,że nie chciała mu pożyczyć pieniędzy.

            Alfredo wychodzi więc na wolność. Jets zimny poranek. Kupuje kawę w jakiejś budce, a ludzie rozpoznają w nim "TEGO antykwariusza". POrzuca więc tę kawę i zmieszany idzie do domu.

            PO drodze obdarowuje pieniędzmi bezdomnego. Czyżby Alfredo dokonał moralnego przewartościowania w swoim życiu ?

            MIja rok. Alfredo znów jest w formie. Nadal spotyka się z Nicolettą, która od tego czasu zdązyła zmienić wygląd i wyjśc za mąż. Po kolejnej sesji łózkowej, ona mu wyznaje, że powiedział o nich swojemu męzowi i on to z trudem przyjął do wiadomości. Alfredo, który jeszcze minuitę wcześniej deklarował że wiele się nauczył i bardzo się zmienił z okazji tego całego zamieszania z zabójstwem, próbuje jej wytłumaczyć, że źle zrobiła, że to był błąd, że zdecydowanie lepiej by było, jakby zostali potajemnymi kochankami...

            I Nicoletta uspokaja go "NIe powiedziałam o niczym męzowi, nie bój się..." - i mówi to tonem kpiąco-chłodnym, jakby mówiła "Widzisz ? w minutę dowiodłam, że nic a nic się nie zmieniłeś. Kłamiesz jak zwykle i jak zwykle za nic nie chcesz wziąc odpowiedzialności".

            Jest też spotkanie z matką. NIe widzieli się od wielu lat. matka od dekady nie była w Rzymie. Alfredo nie zaprasza jej do domu - twierdzi, że ma remont i nie byłoby nawet na czym usiąść. Idą na obiad do kawiarni na tarasie nadmorskim. A potem spacerują po plaży. Alfredo niby jest wylewny i cieszy się na widok matki, ale w istocie tylko czeka na moment, by ją wstawić do autobusu, pomachać i uciec za róg, żeby już mieć to z głowy.

            NIe zmieni się. Będzie nadal tym samym Alfredem.
            W ostatniej scenie siedzi sobie w łózku i z szerokim uśmiechem zamawia telefonicznie jakiś nowy model samochodu.

            Właściwie Alfredo popełnia wszystkie grzechy nieprzystojące Włochowi : mamma nie ma u niego odpowiedniego szacunku, nie jest wierny jednej kobiecie czym zaprzecza katolickim ideałom i wychowaniu, no i wykazuje cynizm zamiast włoskiego ciepła wspólnoty, żyje na własną rękę.

            W 1961 roku taka postać musiała być mocno niepoprawna politycznie w Italii :] MOże dlatego Alfredo nie doznaje odkupienia, bo zabrnął za daleko w zaprzeczaniu włoskim cnotom męskim ?

            wersja włoska z angielskimi napisami :
            www.youtube.com/watch?v=Srg9Tx8aVZ4

            wspaniałe lokacje, Rzym, Mastroianni, który od razu kojarzy się z określonym typem bohatera, sprawan narracja i doskonała muzyka w tle.

            • siostra_bronte Re: "Zabójca" [1961] Kultura w 3 słowach 26.03.15, 17:15
              Dzięki, Greku :)

              Podpisuję się. Bardzo ciekawy koncept z retrospekcjami, które wydają się ważniejsze dla fabuły niż szczegóły śledztwa.

              Tak, to mąż Adalgisy prosił Antonia o pomoc, kiedy ta odeszła od niego.

              Film jest bardzo stylowy, ma swój klimat. Jazzująca muzyczka w tle, eleganckie ciuchy bohaterów, no i znakomite, czarno-białe zdjęcia, które zauważyłeś. Autorem jest Carlo di Palma, który ma na koncie m.in. "Powiększenie" Antonioniego, a od czasu "Hanna i jej siostry" był przez lata stałym operatorem Woody'ego Allena.

              Znalazłam trailer, w wersji włosko-francuskiej, ale pokazuje styl i klasę filmu. Co ciekawe to reżyserski debiut Elio Petriego.

              www.youtube.com/watch?v=lPKVz32wq80
              • grek.grek Re: "Zabójca" [1961] Kultura w 3 słowach 27.03.15, 14:04
                dzięki, Siostro, jak doczytałem - przełączyłaś się na ten film z "Łowców głów" - sądząc z projekcji obu : to był dobry wybór :]

                yes, Carlo Di Palma.
                dobrał znakomicie te wszystkie kąty, ustawienia, oświetlenia i inne szczególiki. Całośc
                prezentuje się impoonująco.

                o, mając do pomocy troje scenarzystów, w głównej roli Mastroianniego, a za kamerą wirtuoza Di Palmę - pan Petri debioutował w warunkach komfortowych :]
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka