Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 5 (vol. 55)

    • maniaczytania Targi Książki 16.05.15, 21:29
      ja świętowałam dziś ;) Było super!
      • barbasia1 Re: Targi Książki 17.05.15, 15:42
        Już mniej , Mania, to nie mogła napisać o Targach, o których zwiedzeniu marzę od dawna!

        Opowiadaj, na jakich stoiskach byłaś, od kogo zdobyłaś autografy, kogo widziałaś, jakie książki zakupiłaś, co cię zaintrygowało???
        • maniaczytania Re: Targi Książki 17.05.15, 18:39
          najpierw muszę ochłonąć, bo znowu się unoszę nad ziemią :) To są fantastyczne przeżycia!
          • barbasia1 Re: Targi Książki 17.05.15, 19:03
            Wow! :) Rozumiem. Z nie-cierpliwością wypatruję relacji!
    • grek.grek "Skyfall" 17.05.15, 14:04
      raz jeszcze :]]

      200 mln zielonych prezydentów na realizację filmu, to może i rozpusta, ale... skoro przynosi to ponad miliard wpływów ?

      i pewnie się powtórzę, ale "Skyfall", to jest przykład jak DOBRZe wydać taką furę pieniędzy.

      Lokacje : najpierw Góry Skaliste, widowiskowe gonitwy, strzelaniny i najazdy dźwigami i koparkami na lawecie i dachu pędzącego pociągu; potem LOndyn, nowa siedziba MI6 w jakichś podziemiach, stylówa :]; później Szanghaj, luksusowy szklany biurowiec i pojedynki, strzelaniny; Makau - panorama, ekskluzywna jaskina hazardu, stylówa :], akcja na wybiegu waranów z komodo; potem jakaś opuszczona wyspa z niesamowitą architekturą w artystycznym nieładzie; potem londyńskie metro i pociąg wpadający w dziurę i lądujący dziobem jeszcze bardziej pod ziemią; wreszcie Szkocja, malowniczy zamek na odludziu, i doskonale zaaranżowane wybuchy, strzelanina i pościgi.

      aktorzy pierwsza klasa, z których każdy ma swoje 5 minut : Javier Bardem opowiada o dwóch szczurach, w pierwszej swojej scenie jest kapitalnie dwuznaczny i uwodzicielski [aktorsko]; Ben Wishaw, Q, w galerii rozmawia z Bondem, który wpatruje się w obraz statku holowanego na złomowisko; JUdi Dench tym razem z większej ilości; Naomie Harris świetna; wreszcie sam Daniel Craig, który się nie mizdrzy do widza, ale jest rasowym bohaterem kina akcji bez utraty bondowskiego zmrużonego oka, a im rzadziej je mruży - tym lepiej dla tej postaci, bo czyni ją nowocześniejszą, a film oferuje tyle atrakcji, że kto by tam chciał "starego" Bonda.

      zresztą, są tutaj jawne dekonstrukcje : Q daje Bondowi specjalny pistolet i nadajnik a'la GPS, a widząc lekkie rozczarowanie Bonda, powiada "Oczekiwałeś wybuchającego długopisu ? to przeżytek" :] albo dziewczyna BOnda, która pojawia się w ledwie trzech scenach i już ginie[swoją drogą - gra w "Kto pierwszy strąci kieliszek z jej głowy" - zbrodniczo pomysłowa].

      do tego Adele i jej przebój tytułowy, który zapewne sam zarobił całkiem przyzwoite pieniądze.

      dobra rozrywka i dobry biznes - uczciwa wymiana :]]
      • siostra_bronte Re: "Skyfall" 17.05.15, 17:15
        Nic nie poradzę, na mnie ta kas nie robi wrażenia :)

        Ostatnim Bondem jakiego widziałam był "Quantum of Solace" i nawet nie mam ochoty oglądać kolejnych. Nowe Bondy to głównie luksusowy product placement połączony z dobrym piarem, niestety. Więcej, szybciej, drożej, ale na pewno nie lepiej. Daniel Craig jest słaby w roli Bonda, sztywny i ponury. Brak mu wdzięku i poczucia humoru poprzedników (mój ulubiony Bond to Roger Moore!). Szkoda, bo z Bondów zrobiono kolejne kino sensacyjne, jakich wiele, tyle, że za większe pieniądze.
        • siostra_bronte Re: "Skyfall" 17.05.15, 17:15
          *ta kasa
        • grek.grek Re: "Skyfall" 17.05.15, 17:52
          :]]

          na pewno jest to inna formuła niż poprzednie "bondy", które z kolei mnie jakoś nie wciągały, wydawały mi się zgrywą.

          obsada jest znakomita, wątpię by kiedykolwiek wcześniej "bondy"miały tylu klasowych aktorów w składzie.

          a sam Bond - zawsze będzie spór :]
          czy lepszy dawny Bond, lekki i papierowy czy obecny : ciężkawy, ale za to z krwi i kości :]

    • siostra_bronte "Chloe" (1) 17.05.15, 15:33
      Obejrzane wczoraj na Filmboxie. Film Atoma Egoyna z 2009 r. Remake francuskiego filmu "Natalie", który kiedyś widziałam. Grały tam Emmanuelle Beart i Fanny Ardant.

      Bohaterką filmu jest lekarka, Catherine (Julianne Moore). Ma świetnie prosperujący gabinet, jej mężem jest wykładowca David (Liam Neeson). Mają dorastającego syna, pianistę, Michaela. Zamożna, na pierwszy rzut oka szczęśliwa rodzina.

      Ale zdarza się coś co burzy tę sielankę. Catherine przygotowała dla męża na urodziny przyjęcie-niespodziankę. Wszyscy goście już się dobrze bawią i czekają na Davida. Ale ten dzwoni, że spóźnił się na samolot i będzie kilka godzin później (miał wykład w innym mieście). Catherine jest bardzo rozczarowana. David tłumaczy się, że tak jakoś wyszło i przeprasza. Ale widzimy, że razem z nim jest młoda dziewczyna, studentka. Wcześniej studenci zaprosili Davida na kolację, ale ten wykręcił się, że nie ma czasu, bo spieszy się do domu, a ma urodziny.

      Wygląda na to, że David kłamie. To nie był przypadek. On nie chciał przylecieć do domu na czas. Ale czy ten wieczór spędził tylko z tą dziewczyną, czy także z resztą studentów? Tego nie wiemy.

      Po powrocie męża Catherine czuje niepokój. Podejrzewa, że ją okłamuje. Zagląda nawet do komórki męża. A tam wiadomość od jakiejś Mirandy: "dziękuję za wspaniały wieczór" i wspólna fotka. Catherine jest w szoku. Czyli jej podejrzenia były słuszne!

      Pewnego wieczora Catherine z mężem i dwójką przyjaciół idzie na kolację do eleganckiej restauracji. W toalecie spotyka dziewczynę (Amanda Seyfried), która chce jej oddać spinkę do włosów, znalezioną na podłodze. Ale Catherine mówi, że to nie jej spinka. Dziewczyna nalega, żeby ją wzięła. Catherine odmawia i wraca na salę.

      Potem widzi dziewczynę przy stoliku z jakimś facetem. Catherine domyśla się, że to call-girl. Przygląda się jej. Zastanawiamy się dlaczego...

      W drodze powrotnej do domu Catherine jest podminowana. Ma pretensje do Davida, że flirtował z kelnerką. David jest zaskoczony. Nie robił nic złego, po prostu był miły. Ale Catherine już straciła do niego zaufanie.

      Catherine nie może skupić się na pracy. Coś jej chodzi po głowie. Kiedy widzi dziewczynę z restauracji na ulicy idzie za nią, wchodzi do jakiegoś klubu. Dziewczyna widząc Catherine podchodzi do niej i pyta, czy zamówi jej drinka. Catherine zgadza się. Dziewczyna mówi wprost, że nie umawia się z kobietami. Catherine odpowiada, że "spodobałaby się jej mężowi". I już wiemy co chce zrobić Catherine! I wiemy też, że będą z tego kłopoty.

      Dziewczyna przedstawia się, ma na imię Chloe. Catherine opowiada o mężu, który ją chyba zdradza. Ale ona chce mieć pewność. Dlatego chce wynająć Chloe, oczywiście za odpowiednią kasę. Ma próbować uwieść Davida i zdać potem relację. Chloe zgadza się. Catherine mówi jej, że najłatwiej spotkać jej męża rano w pewnej kawiarni.

      Po kilku dniach obie panie umawiają się w jakimś barze. Chloe opowiada co się wydarzyło. Poszła do kawiarni, zobaczyła Davida. Poprosiła o cukier, a potem wróciła do swojego stolika. Ale David od czasu do czasu patrzył na nią. Potem podszedł do niej i zaczęli rozmawiać. Widzimy te sceny na ekranie.

      Oczywiście, Catherine z trudem utrzymuje spokój. Kiedy Chloe mówi, że David chciał ją pocałować, ale tego nie zrobił, bo przyznał, że jest żonaty, Catherine wygląda na załamaną. Jej przypuszczenia zaczynają się potwierdzać. Daje Chloe kasę i umawiają się na kolejne spotkanie.

      W międzyczasie Catherine zastanawia się, czy to był dobry pomysł. Wciągnęła kompletnie obcą osobę w jej prywatne życie. Przychodzi na kolejne spotkanie z Chloe i mówi od razu, że to był jakiś kryzys, chwila słabości. Nie powinna wciągać Chloe w swoje życie. I chce zamknąć sprawę. Nie chce, żeby Chloe spotykała się już z jej mężem. Ale dziewczyna odpowiada, ze już to zrobiła!

      Catherine jest w szoku. A Chloe spokojnie opowiada, że poszli do parku-cieplarni i tak spędzili upojne chwile. Catherine nie może tego słuchać. Jest wściekła na Chloe. Wybiega z kawiarni.

      Chloe po wyjściu wsiada na rower, ale szybko się przewraca i rani nogę. Catherine widzi to i budzi się w niej lekarz. Wchodzi z Chloe do kawiarni i opatruje jej kolano. A Chloe opowiada, co się działo w parku, ze szczegółami. Catherine chce znać prawdę. Ale opowieść Chloe, o dziwo, wywołuje w niej zaskakujące emocje. Catherine jest chyba...podniecona, chociaż oczywiście nie przyznaje się do tego. Możemy się domyślać, że między nią i mężem nie ma już dawnej namiętności i ta historia budzie w Catherine uśpione emocje i pragnienia.

      Na koniec Catherine mówi Chloe, że nie wie, czy ma czuć ulgę czy się zabić. Chloe próbuje ją pocieszać i zaczyna ją całować. Zaskoczona Catherine mamrocze: "nie mogę" i wybiega z kawiarni.

      Potem wieczorem, kiedy Catherine bierze prysznic wyobraża sobie Davida i Chloe razem w tym parku, no i wiadomo co robi :)

      Pewnego wieczora Michael ma koncert. Potem wszyscy idą na imprezę. David jest bardzo miły wobec żony, ale odchodzi od niej, żeby rozmawiać z jakąś kobietą. W Catherine znowu budzi się zazdrość. Umawia się na spotkanie z Chloe.

      Idą do hotelowego pokoju. Catherine rozpina bluzkę Chloe i pyta: "jak on to robił"? Jakby w ten sposób chciała być bliżej Davida. Jakby znowu chciała wiedzieć, co lubi, co go podnieca. A może jednak chodzi jej o Chloe? Chce "zastąpić" Davida? Pytania o motywacje bohaterów powracają przez cały film i to jest w nim najciekawsze.

      Catherine zatrzymuje się, nie jest pewna co robić dalej. Ale Chloe przejmuje inicjatywę i obie spędzają upojną noc. Muszę przyznać, że scena miłosna jest ekscytująca, a obie panie aktorki prezentują się znakomicie :)






      • siostra_bronte "Chloe" (2) 17.05.15, 16:51
        Późną nocą Catherine wraca taksówką do domu razem z Chloe. Kiedy się żegnają Chloe pyta, czy jeszcze się spotkają. Mówi jej, że było wspaniale i chce żeby to trwało dalej. Catherine nie potrafi odpowiedzieć. Postara się zadzwonić.

        Kiedy Catherine wraca do domu czeka na nią wściekły David. Pyta wprost: "kto to jest?". Czekał na nią pół nocy. Catherine odpowiada atakiem. Wie, że David romansuje na boku. Mąż jest w szoku. On ją zdradza?? To jakiś absurd. To ona, Catherine wraca po nocach. Żona wypomina więc historię ze spóźnieniem. David się broni, nie chciał obchodzić urodzin, bo to go przygnębia. Żona pyta więc o Mirandę. David jest wkurzony:" to już przeglądasz nawet mój telefon?". Awantura na całego.

        Catherine nie odzywa się do Chloe. Ta wydzwania do niej do pracy, wysyła też maila ze wspólnym zdjęciem w łóżku. Catherine wpada w panikę. Czego chce Chloe? Pieniędzy? Chce ją teraz szantażować?

        Catherine dzwoni do niej, pyta czego chce. Ale Chloe jest już pod drzwiami gabinetu. Wściekła Catherine zaprasza ją do środka. Robi jej awanturę. Co ona sobie myśli? Ale Chloe wygląda na przygnębioną. Mówi, że chciała ją zobaczyć. "To było coś prawdziwego, nie widzisz tego?!" pyta Chloe. Catherine odpowiada, że ta noc była wspaniała, ale to był błąd, czuła się zagubiona i przeprasza, że tak wyszło.

        Ale Chloe nie chce się pogodzić z rozstaniem. Catherine wybucha: "To była tylko biznesowa transakcja! Chcesz pieniędzy?" krzyczy i wypisuje Chloe czek. Ale dziewczyna mówi, że nie chodzi o pieniądze. Jest przybita i ma łzy w oczach. Ale Catherine ma dosyć i wyrzuca ją z gabinetu. Zapowiada, że nie chce już jej więcej widzieć.

        I tu Catherine nie ma racji. Bo to co się wydarzyło tamtej nocy z Chloe nie wchodziło w żaden sposób w zakres "transakcji"...

        Chloe wychodzi z gabinetu i widać, że dla niej to nie koniec. I faktycznie, chce zemścić się na Catherine. Pod gabinetem spotkała jej syna i zaczyna z nim rozmawiać. Potem odwiedza go na zajęciach. Widać oczywiście, że Chloe podoba się Michaelowi.

        Sytuacja w domu staje się nie do zniesienia. Catherine wpada na pomysł, żeby to przeciąć. Umawia się z Chloe na spotkanie w barze. Widzimy jak Catherine siedzi przy stoliku z...Davidem. Mąż pyta ją, o co chodzi, wyciągnęła go z pracy. Catherine odpowiada, że w końcu muszą sobie powiedzieć całą prawdę. Maż mówi, że niczego nie ukrywa, to ona ma jakieś tajemnice. Catherine znowu zarzuca mu, że ma romanse na boku. David się broni, tak zdarza mu się flirtować z kobietami, ale nigdy jej nie zdradził. Ale Catherine mu nie wierzy.

        Do baru wchodzi Chloe. Kiedy widzi Davida przy stoliku staje jak wryta. Catherine patrzy to na nią, to na męża i nie wie co się dzieje. David rzuca na Chloe przelotne spojrzenie i mówi coś do Catherine. Ale ta jest w szoku. Przygląda się obojgu jeszcze raz i wreszcie to do niej dociera: Chloe wszystko ZMYŚLIŁA.

        I tu pytanie: dlaczego to zrobiła? Przecież nie chodziło o pieniądze, dostałaby kasę niezależnie od efektów swojej pracy. Sądzę, że chodziło jej o to, żeby zbliżyć się do Catherine. Po takich rewelacjach o mężu Chloe mogłaby wystąpić w roli pocieszycielki. I to zadziałało, ale tylko do pewnego momentu. Catherine nie chciała, może nie miała odwagi? kontynuować tej znajomości.

        Bo w altruistyczne motywy Chloe, że chciała w ten sposób "obudzić" Catherine i ożywić jej małżeństwo jednak nie wierzę.

        Oczywiście, już wcześniej zdajemy sobie sprawę, że Catherine zrobiła błąd nie prosząc Chloe o żadne dowody zdrady męża, jak zdjęcia i nagrania. Ale nie sądziła, że Chloe może kłamać. Po co? Nie przypuszczała, że Chloe będzie miała swoje plany...

        Chloe ucieka z baru i to tylko potwierdza przypuszczenia Catherine. David pyta ją kto to był, ale Catherine z trudem odpowiada: "nikt". Mąż mówi, że powiedział całą prawdę, teraz kolej na nią. Ale Catherine jest w takim szoku, że nie potrafi nic powiedzieć. Teraz wszystko się zmieniło. Musiałaby się przyznać do całej intrygi, do braku zaufania wobec niego.

        David wychodzi z baru, ale Catherine pędzi za nim. Rozumie, że to ostatnia szansa. Przyznaje się z trudem, że wynajęła call-girl, że chciała go sprawdzić. David jest kompletnie zaskoczony. Ale Catherine tłumaczy się jak może. Zrobiła to, bo on z każdym rokiem jest przystojniejszy, podoba się kobietom. A ona czuje się stara, coraz starsza. Już zapomniała jak go uwodzić. Od dawna jest między nimi chłód. David słucha przejęty i chyba rozumie, że sam ponosi trochę winy za tą sytuację. W końcu przytula Catherine. Wydaje się, że wszystko się ułoży.

        Catherine wraca do domu. A tam jest już Chloe, w łóżku z Michaelem! Catherine jest wściekła. Wyrzuca syna z pokoju i rozprawia się z Chloe. Krzyczy, że chce zniszczyć jej życie. A Chloe zbliża się do niej ze spinką w ręku (tą samą z łazienki w restauracji) i przystawia ją, ostrym końcem do szyi Catherine. Ta przerażona pyta: "czego chcesz?". Chloe odpowiada: "pocałuj mnie". Catherine nie ma wyjścia. Kiedy widzi, że Michael widzi to przez szybę domu odpycha Chloe. Dziewczyna wpada na szklaną ścianę, wybiją ją, ale stoi na krawędzi, trzymając się framug. Wydaje się, że już po wszystkim, ale Chloe puszcza ręce i spada w dół.

        Przyjeżdża policja, zabiera ciało. David przytula Catherine. Koszmar się skończył.

        Ostatnia scena. Przyjęcie w domu pary bohaterów. Catherine stoi wśród gości, mąż i syn stoją z dala od niej. Uśmiechają się do siebie. Catherine odwraca się i w jej włosach widzimy spinkę Chloe. I znowu pytanie: dlaczego? Dlaczego Catherine nosi tę spinkę? Zawdzięcza coś Chloe? Może jednak ją kochała?

        Ciekawa, pełna emocji historia, znakomicie zagrana i sfilmowana. Tak jaka napisałam wcześniej, do końca nie wiemy jakie są motywacje bohaterów. Bo możliwości jest wiele. To film do wielokrotnego oglądania, pewnie za każdym razem można znaleźć coś nowego.

        Najciekawszy jest oczywiście układ Catherine-Chloe. Jest tu zazdrość o młodość i urodę ze strony Catherine. Na pewno też erotyczna fascynacja. A dla Chloe to Catherine była od początku najważniejsza, nie David. Scena ze spinką to był tylko pretekst, żeby ją poznać.

        Wiele jest tu pytań i wiele możliwych odpowiedzi.

        Jeszcze trailer:

        www.youtube.com/watch?v=JWLEz-1VzSk


        • siostra_bronte Re: "Chloe" (2) 17.05.15, 17:51
          A, zapomniałam, że Chloe spotyka się jeszcze z Catherine trzeci raz, w hotelowym pokoju, żeby opowiedzieć o kolejnym, namiętnym spotkaniu z Davidem. Chloe ma na sobie biały szlafrok, Catherine słucha jej opowieści z wypiekami. Ta scena jest w trailerze.
        • grek.grek Re: "Chloe" (2) 17.05.15, 18:16
          dzięki, Siostro :]
          inwestycja się doskonale spłaca, jak widzę.
          jako zapamiętały czytelnik Twoich opowieści oczywiście stwierdzam to z pełną satysfakcją :]]

          intrygujący film.
          dziś nie zdążę skomentowac, muszę wyjść, zakupy jakieś na wieczór filmowy itd, you know... :]

          ale jutro pojawiam się i od razu napiszę komentarz, bo i mnie ta historia zaciekawiła bardzo, m.in właśnie wielością możliwych tropów interpretacyjnych.

          Julianne Moore i Amanda Seyfried ? - wow :]
        • grek.grek Re: "Chloe" (2) 17.05.15, 18:20
          PS : a na gorąco mogę od ręki napisac, że znakomicie się czytało Twój tekst, Siostro :] sprawnośc, precyzja, stylistyka - znać rekę fachowca; inspiruje do obejrzenia, co mówiąc mam nadzieję, że wkrótce ten film [jak i inne przez Ciebie opisywane] będą w obrocie telewizji bardziej-publicznych :]

          • siostra_bronte Re: "Chloe" (2) 17.05.15, 18:32
            Dzięki :)

            O dziwo, cały film jest w youtubie!

            www.youtube.com/watch?v=eoRpr7xp47c
        • grek.grek Re: "Chloe" (2) 18.05.15, 13:36
          motywacji może być mnóstwo, to prawda.

          czy Chloe jest les albo biseksualna i zakochuje się w Catherine ? czy z drugiej strony mamy ten sam układ preferencjii i uczuć ?

          wydaje się, że Chloe wie co robi, a Catherine dopiero odkrywa siebie,w tej relacji.
          byłaby to więc rzecz o inicjacji seksualnej, z tym że w odwrotnej konfiguracji niż zazwyczaj : starsza bohaterka ją przechodzi, a młodsza pełnie rolę przewodniczki.
          ciekawe odwrócenie.

          podoba mi się Twoja interpretacja, że Catherine, mając od Chloe informację o jej romansie z mężem, probuje w istocie być bliżej niego, odkrywać jego seksualnośc, uczyć się odpowiednich technik za pomocą romansowania z Chloe.

          ale poza technikami, zapewne mogłoby chodzić także o typ kobiecości prezentowanej przez dziewczynę, która rzekomo uwiodła jej męza - jak można ją rozpoznać ? tylko za pomocą fizycznego i mentalnego kontaktu z tą kobiecością. więc romans z Chloe miałby dla Catherine charakter edukacyjny.

          dla Chloe to jest chyba szczera namiętność. bez podtekstów, aczkolwiek fakt że kłamie o uwodzeniu męża Catherine jest...naganny :]

          ofk, rodzina musi zostać uwolniona od toksycznej Chloe, aczkolwiek wszystko bierze się nie z jej kłamstwa, a z zazdrości Catherine. to zazdrość prowadzi najpierw do "wynajęcia" dziewczyny, aby sprowokować męża, a potem sprawy wymykają się spod kontroli samej Catherine, która wdaje się w romans i go kontynuuje, zachowuje się,mówiąc krótko... nieprofesjonalnie.

          Chloe musi umrzeć, ewentualnie mogłaby wylądować w jakimś Wariatkowie, ale nie masz wrażenia, że jej śmierć to ekstremum, które jednocześnie tym bardziej uwypukla fakt, iż prowodyr całego zamieszania, czyli Catherine, pozostaje bez żadnej kary ?

          scenariusz idzie na rekę Catherine, finał można odczytywać jako obronę własną. nie widać jednak żadnej refleksji nad jej paranoją, która sprowokowała dalszy ciąg aż do tragicznego końca.

          na pewno intrygujący jest splot namiętności i róznorodności motywacji bohaterów. rozkręca się ta karuzela w taki sposób, że czuje się, iz bez "fajerwerków" w zakończeniu się nie obejdzie. wydaje mi się, że finał jest jednak za mocny, aczkolwiek - szanuję zasady gatunku :]

          zabawne, ze Catherine - przez długi czas - bardziej ufa Chloe niż własnemu męzowi, nieprawdaż ? :]
          w jego wiernośc nie wierzy - mimo że dowodów nz zdradę nie ma.
          jej wierzy w jego niewiernośc - mimo że również nie ma na to dowodów.
          w tym aspekcie Catherine jest postacią prawie dramatyczną.
          porusza się po omacku i kieruje wyłącznie uprzedzeniami, co wpędza ją w problemy.
          ale ta huśtawka uczuć, jakiej podlega, z pewnością jest jej atutem [jako bohaterki filmu/historii].

          o, dzięki za link, Siostro :]
          i raz jeszcze dzięki za świetną opowieść :]
        • barbasia1 Re: "Chloe" (2) 18.05.15, 17:11
          Lesbijska wersja "Fatalnego zauroczenia"!? ;)
          Rolę zdradzającego męża przejmuje tu żona.

          Jako domorosłej psychonalityczce przyszło mi do głowy, że to fantazja reżysera na temat kobiecej fantazji o seksie z kobietą. W prologu "Chloe" mówi o sobie i swojej profesji. Wypowiedź kończy zdanie: "Wiem tylko że jeśli zrobię wszystko perfekcyjnie, mogę stać się żywym, pulsującym spełnieniem marzeń. A potem ... Po prostu zniknę".
          I Chloe znika w finale ...
    • grek.grek Cannes 2015 - dzień 4 ["Carol"] 17.05.15, 17:27
      lecimy dalej :}

      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzien-czwarty-carol-kiedy-kobieta-kocha-kobiete/3cng95
      www.filmweb.pl/article/FILMWEB+2015%3A+Daleko+od+nieba-111477
      wyborcza.pl/1,75475,17933762,Cannes_2015__Parker_Posey_Krakow_story__czyli_jak.html
      wyborcza.pl/1,75475,17925454,Cannes_2015__Moretti___co_po_nas_zostanie___SOBOLEWSKI_.html
      www.rp.pl/artykul/9146,1201236-Cannes-2015--Garrone-w-basniowym-kostiumie.html
      gimme some more ! :]]
      • barbasia1 Re: Cannes 2015 - dzień 4 ["Carol"] 17.05.15, 19:47
        I nowy Nanni Morett! Dziękuję! Będę czytać później ...
        • grek.grek Re: Cannes 2015 - dzień 4 ["Carol"] 18.05.15, 13:50
          yes, brand new film Morettiego :]
    • grek.grek "Spaleni słońcem" w Kulturze 17.05.15, 17:44
      20:00

      znakomita godzina i znakomity film.

      czystki stalinowskie z lat 30-tych. Nikt kto mógłby zagrażać Słońcu nie moze się czuć bezpieczny, nawet bohaterowie niedawnej rewolucji.

      jeden z nich, pułkownik Kotow mieszka w urodziwym domu na wsi, otoczony rodziną, cieszy się zasłużonym mirem i sympatią miejscowych. jest lato, zielono, długie wieczory, żona, dzieci, przekomarzanki z teściem... kiedy odwiedza ich Dymitr [widać go w pierwszych scenach, które zwiastują że jego późniejszy przyjazd do Kotowa nie będzie zwykłą wycieczką], dawny narzeczony obecnej żony Kotowa, zmienia się nastrój. Dymitr jest wesoły, wywija na pianinie, czyta bajki dzieciom, jest uśmiechnięty, ale... własnie - ALE...

      Dymitr ma za uszami swoją szemraną drogę kariery politycznej. Zjawił się tu z bardzo konkretnego powodu. z Kotowem łączą go skomplikowane relacje z przeszłości, związane także z osobą żony tego drugiego, o którą niegdyś rywalizowali, niekoniecznie fair... Choćby ukrywał swoje intencje - Kotow wkrótce je przejrzy. Dojdzie do ostrej rozmowy podczas wspoólnego szukania piłki kopnietej w krzaki przez uczestników zabawy.

      Długi, przeciągający się, znakomity finał jest jakże bezlitosny, symboliczny i wymowny.
      cała jednak opowieść skonstruowana jest perfekcyjnie, w pigłuce oddana logika dziejów.

      doskonały film. Oscar, nagrody w Cannes - wszystkie wyróznienia absolutnie zasłużone.
      must see :]]
      • siostra_bronte Re: "Spaleni słońcem" w Kulturze 17.05.15, 18:05
        Chyba wszyscy widzieliśmy? :)
        • pepsic Re: "Spaleni słońcem" w Kulturze 17.05.15, 19:29
          Chyba jednak nie :)
      • barbasia1 Re: "Spaleni słońcem" w Kulturze 17.05.15, 19:53
        > Długi, przeciągający się, znakomity finał jest jakże bezlitosny, symboliczny i
        > wymowny.
        > cała jednak opowieść skonstruowana jest perfekcyjnie, w pigłuce oddana logika dziejów.

        Tak.
    • barbasia1 Już za chwileczkę, już za momencik debata 17.05.15, 19:49
      Duda - Komorowski zacznie się kręcić ...
      TVPInfo, TVP1, Polsat godzina 20:10.

      ;)
      • grek.grek Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 18.05.15, 13:48
        :]]

        obejrzałem w powtórkowym terminie.
        na p.Dudę zagłosuję, więc p.Komorowski szans nie miał by mnie przekonać, ale nawet
        gdybym był do "złowienia ;], to na tę przynętę bym nie poszedł.

        prezydent nonstop przypominał PiS.
        ani słowa nie powiedział, o tym dlaczego podpisał ustawę 67, dlaczego nie reagował na kradzież 150 mld z OFE, jak to się stało że skrobnął nawet ten Vat na ubranka dziecięce z 7 do 23 %.
        skoro jego partyjni koledzy takie numery kręcą, a on je zatwierdza, to co my skorzystamy na tym, że on znów wygra ? kataster, acta, prywatyzacja lasów - już czekają. dziękuje. nie chcę nowego cięzkiego podatku, nie chcę acta, nie chcę lasów do których nie bedę miał prawa wejść.

        Duda, Śmuda czy Franek Smuda - przyznam, że średnio mnie interesuje prowienencja kontrkandydata aktualnego prezydenta. nie chcę czekać, aż polityka przyjdzie do, ba - PO !, mnie w postaci podatku od wartości nieruchomości, którym Platforma będzie sobie nieudolnie składany budżet dopinać. z tego co pamiętam PiS podatki obniżał i nie proponował nowych. Liczę na to, że nie zmienił zdania, a nawet jesli zmienił, to jestem pewien, że jesli jesienią PO wygra wybory, to p.DUda zawetuje w.op pomysły.

        gdyby Polacy głosowali portfelem i swoim interesem osobistym, to p.Komorowski powinien mieć wynik na poziomie Grzegorza Brauna, nikomu niczego nie ujmując. kosztował nas już i tak zbyt wiele, a najwyraźniej ma chrapkę na więcej i więcej.

        uff, polityka... ;]]
        • barbasia1 Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 18.05.15, 17:32
          Debata była udana.
          Pan Prezydent wreszcie się obudził, tupnął nogą. ;)

          Dudę złapano na demagogii i mydleniu oczu ciemnemu ludowi - sprawa grafemu!!! (kto mu takie głupstwa kazał opowiadać, powinien być natychmiast wyrzucony ze sztabu!)
          technologie.gazeta.pl/internet/1,138228,17938051,Jak_naprawde_jest_z_polskim_grafenem_i_czego_podczas.html#MT2


          grek.grek napisał:

          > obejrzałem w powtórkowym terminie.
          :)

          > na p.Dudę zagłosuję,

          Świetnie.
          Ale jak będziesz potem narzekał na decyzje nowego prezydenta, to ja będę się wtedy szyderczo śmiać i przypominać, żeś to Ty go wybierał, dobrze? :}

          >więc p.Komorowski szans nie miał by mnie przekonać, ale nawet
          > gdybym był do "złowienia ;], to na tę przynętę bym nie poszedł.

          To była debata dla niezdecydowanych, wahających się , czy iść na wybory.

          > ani słowa nie powiedział, o tym dlaczego podpisał ustawę 67,
          A jaki lewica ma pomysł, na to by nasze emerytury były w przyszłości wysokie i by nie trzeba było pracować do 67 roku życia?

          > jak to się stało że skrobnął nawet ten Vat na ubranka dziecięce z 7 do 23 %.

          Ale Ty wiesz, że niezależnie jakiemu ugrupowaniu sympatyzowałby prezydent PIS czy SLD to musiałaby podpisać podwyżkę VAT , bo ta zmiana została wymuszona wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE !
          prawo.rp.pl/artykul/785025.html
          >nie chcę la
          > sów do których nie bedę miał prawa wejść.

          ?
          "Politycy PO: Urszula Augustyn i Mariusz Witczak zapewniali w środę, że nie ma zagrożenia prywatyzacją Lasów Państwowych. PiS wyimaginował sobie zagrożenie, przed którym chce bronić lasy - uważa PO. To komentarz do najnowszego spotu kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy. Augustyn oceniła, że PiS doszedł do wniosku, iż "wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą". (06.05.2015)

          prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/powtarzane-przez-pis-klamstwo-staje-sie,4,0,1786372.html
          • siostra_bronte Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 11:11
            Praca do 67 roku życia to fikcja w naszych warunkach! Gdzie ci ludzie będą pracować? Już teraz czterdziestoparolatek jest traktowany przez pracodawców jako "stary". Porównywania, że w całej Europie tak jest są bez sensu. Na zachodzie mają wyższy standard życia, lepszą opiekę medyczną. Porównajmy choćby przeciętnego niemieckiego i polskiego 60-latka, różnica jest ogromna. Nie znam się na ekonomii, ale na pewno są jakieś sposoby, żeby znaleźć gdzieś tę kasę.
            • barbasia1 Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 19:05
              siostra_bronte napisał(a):

              [...] Na zachodzie maj
              > ą wyższy standard życia, lepszą opiekę medyczną. Porównajmy choćby przeciętnego
              > niemieckiego i polskiego 60-latka, różnica jest ogromna. Nie znam się na ekono
              > mii, ale na pewno są jakieś sposoby, żeby znaleźć gdzieś tę kasę.

              Bronte, nie porównujmy Polski do krajów Zachodu, gdzie gospodarki rozwijały się w miarę harmonijnie od dziesiątek lat. Polska gospodarka rynkowa rozwija się praktycznie dopiero od 25 lat.

              Nie porównujmy Polski , która przez WIEKI była niszczona, grabiona, rozkradana do krajów Europy Zachodniej, których obywatele przez wieki pracowali na ich zasobność.
              • siostra_bronte Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 20.05.15, 15:31
                No, ale właśnie z powodu tych różnic w poziomie życia i gospodarki nie jesteśmy i długo nie będziemy gotowi, żeby pracować tak długo jak na zachodzie.
          • grek.grek Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 15:08
            hehe, w porządku, Barbasiu :]
            wiesz, że krytykę z Twojej strony zawsze przyjmuję z sympatią i uwagą :]

            powiedzmy, że bardziej boję się, że PO zrujnuje moje finanse niż że PiS "zamknie mnie w więzieniu" :]

            też tak myslę. Komorowski chce zmobilizować elektorat. tylko, czy da się w 2 tygodnie nadrobić 5 lat wielkopańskiego ignorowania ludzi i pokornego i bezrefleksyjnego podpisywania tego, co podsunie rząd, rząd mający poparcie jakichs 10-12 % społeczeństwa ?

            jesli głosowało ca 50 % polskiej ludzkości, a Komorowski dostał z tego 30 %, to znaczy że w istocie popiera go jakieś 15 % społeczeństwa. czyli, na poziomie poparcia rządu, którego był notariuszem. wg mnie, już w 1 turze pan prezydent dostał max :}

            orajt, dzięki za wyjaśnienie :]

            "politycy PO zapewniali" :]

            przyznam, Barbasiu, że jakby politycy PO mówili, że 2+2 = 4, to też bym nie uwierzył ;]] niestety, wszystko jest kwestią zaufania. a ja im nie wierzę ani na jotę. wytrenowali mnie w tym braku zaufania dla nich i niestety lub stety, ale tak już pozostanie.







            • siostra_bronte Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 15:46
              Na ostatniej prostej znowu mamy straszenie PiSem do którego włączyli się różni ludzie łącznie z Balcerowiczem (ten licznik długu, który powiesił w centrum W-wy już mu nie przeszkadza?). Obawiam się, że to może zadziałać na niezdecydowanych. Faktem jest, że zaplecze Dudy może ich zniechęcać. Czyli Komorowski ma jeszcze rezerwy, Duda nie bardzo. Nie wierzę już w żadne sondaże, ale ten ostatni jest niepokojący.
              • grek.grek Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 18:03
                niestety.

                ciekawe, ile razy może zadziałać ten sam mechanizm ? ile razy można sprzedać ten sam trik ? to niepojęte,że ludzie ciągle przejmują się bardziej faktem, że elita się boi utraty pieniędzy i przywilejów związanych z rządami ICH Platformy, niż tym, że za PiSu mieli niższe podatki, nikt nie skakał na 150 mld z OFE, nikt nie podwyższał akcyzy do tego stopnia, że osiągała krzywą Laffera itd [im droższa wódka czy papierosy, tym fajnie rozwija się szara strefa, bimbrownictwo i szmugiel jak za okupacji - hehe].

                mam parę obaw związanych z PiSem i wiadomo, co ono ma za kołnierzem, ale sugestia, ze "jak PiS dojdzie do władzy,to zamach smoleński stanie się religią narodową" ? dlaczego ? religia jest dla tych, którzy w nią wierzą, a im bardziej nachalnie wciskana ludziom, tym pewniej zmierzająca do upadku ;] przejmujący się tak bardzo sprawą Smoleńska powinni raczej namawiać do głosowania na PiS :]]

                poza tym, Siostro - to nienormalne do czego namawiają stronnicy PO : dla ich korzyści mamy sobie od ust odejmować, pokornie zgodzić się na złodziejskie [mówię jak Lepper, ale naprawdę mamy do czynienia z grzmoceniem nas po rogach aż echo idzie] drenowanie kieszeni i tragicznie źle działające państwo, bo "oni nas chronią przed czymś jeszcze gorszym" - pytanie za 100 pkt : co moze być jeszcze gorsze od nich ? :}}

                przyznam, że żenuje mnie ton platfomersów i ich mediów.
                to już nawet zabawne nie jest, to jest już tylko śmieszne.

                och, sondaże to temat-rzeka.
                Komorowski podobno "wygrał debatę", bo niegrzecznie przerywał kontrkandydatowi i zamiast mówić o tym, dlaczego obijał się albo wszystko partolił w ostatnich 5 latach - straszył PiSem :]

                wiesz, co mnie rozbawiło : podobno głównym doradcą KOmorowskiego jest ten sam pan [nazwiskiem Kamiński], który kiedyś prowadził kampanie PiSu przeciw Platformie :]
                polska polityka, w porównaniu z czeska, niemiecką czy skandynawską, to jest po prostu kabaret.
                • siostra_bronte Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 18:14
                  Podpisuję się.

                  Tak, wmawia się ludziom, że nie ma alternatywy, PO robi wszystko co się da. Czyżby? Jest po prostu partią władzy, która przez 8 lat robiła wszystko poza rozwiązywaniem ważnych problemów. Bezrobocie, system podatkowy i emerytalny, KRUS (ile razy obiecywano zrobić z nim porządek?), itd, itd. Zgadzam się z Tobą, gorzej być nie może. Niestety.
                  • grek.grek Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 18:36
                    zgadzam sięz Tobą, Siostro.

                    to kuriozalnie brzmi, ale oni naprawdę przez 8 lat tylko podwyższali obciążenia i nic poza tym.

                    nawet z tym poczciwym in vitro czekali OSIEM lat. osiem lat. złapali się za nie na samym końcu, kiedy trzeba było rzucić kiełbasę wyborczą.

                    swoją droga, pomachali tą ustawę i znowu ją zamrozili.



                    • barbasia1 Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 19:07
                      grek.grek napisał:

                      > nawet z tym poczciwym in vitro czekali OSIEM lat. osiem lat. złapali się za nie
                      > na samym końcu, kiedy trzeba było rzucić kiełbasę wyborczą.
                      >
                      > swoją droga, pomachali tą ustawę i znowu ją zamrozili.

                      Ale in vitro jest w Polsce dostępne czy nie?

                      Bo za chwilę nie będzie dostępne.
                      • grek.grek Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 20.05.15, 15:59
                        było dostepne w latach 2005-07, więc pewnie nadal będzie :]
                        co innego retoryka wyborcza, a co innego praktyka rządzenia.

                        niestety, róznica między PiS a PO jest, w tej materii, żadna, bo ani PiS ani PO nie
                        zajeły się tą sprawą. z tą róznica, ze PiS zawsze był sceptyczny, więc przynajmniej
                        nie zrobił nic gorszego, a PO niestety zwyczajnie skłamała, lub też po prostu stchórzyła
                        w stosunku do swoich zapowiedzi.
                        • barbasia1 Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 20.05.15, 22:56
                          grek.grek napisał:

                          > było dostepne w latach 2005-07, więc pewnie nadal będzie :]

                          O! Kandydat co rusz powołuje się na nauczanie Kościoła, Jana Pawła II, dlatego ośmielam się powątpiewać.

                          > co innego retoryka wyborcza, a co innego praktyka rządzenia.

                          No tak. :))


                          Fakt, PO trochę zawaliła, ale sprawa nie jest prosta, wymaga poważnego namysłu, kompromisów.
                          • grek.grek Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 21.05.15, 14:21
                            Barbasiu, czyżbyś nie miała zaufania dla nauk Jana Pawła ? ;]
                            witam w Klubie ! ;]]

                            Barbasiu, PO miała OSIEM lat na to.
                            wydaje mi się, że czasu do namysłu było aż za wiele.
                            PO po prostu chciała sprawę przemilczeć.
                            sięgneła po temat dopiero gdy zaczął się jej grunt palić pod nogami i
                            trzeba było czymś kokietować zniesmaczone lewicowe skrzydło swojego
                            elektoratu.

            • siostra_bronte Re: Już za chwileczkę, już za momencik debata 19.05.15, 17:36
              " jakby politycy PO mówili, że 2+2 = 4, to też bym nie uwierzył ;]] "

              Mam tak samo :)
    • grek.grek Cannes 2015 - dzień 5 18.05.15, 16:25
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=20728
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzien-piaty-smierc-i-rodzina/0wcc9y
      film.wp.pl/id,151008,title,Cannes-Jakim-chcesz-byc-zwierzeciem-RELACJA,wiadomosc.html?ticad=114e30&_ticrsn=5
      www.filmweb/pl/article/CANNES+2015%3A+Kontrakt+na+miłość-111494
      film.wp.pl/id,151006,title,Irrational-Man-Powtorka-z-Dostojewskiego-RECENZJA,wiadomosc.html
      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,17936577,Cannes_2015__Film_z_Matthew_McConaugheyem_wygwizdany_.html#Prze
      www.rp.pl/artykul/9146,1201760-Debiutanci-robia-lepsze-filmy-niz-mistrzowie.html
      wyborcza.pl/1,75475,17935141,Cannes_2015___Carol___czyli_Cate_Blanchett_jako_lesbijska.html
      wyborcza.pl/1,75475,17935385,Cannes_2015__wybitna__Moja_matka__Morettiego__kiczowaty.html

      uff, miłej lektury, Czcigodni :]

      • barbasia1 Re: Cannes 2015 - dzień 5 18.05.15, 17:45
        Dorzucam:

        wroblewski.blog.polityka.pl/2015/05/16/swiat-bez-uczuc/
        wroblewski.blog.polityka.pl/2015/05/18/przemijanie/
        • angazetka Re: Cannes 2015 - podsumowanie jak dotąd 18.05.15, 21:52
          stopklatka.pl/wiadomosci/-/158212855,cannes-2015-najlepiej-oceniane-filmy
          Taka ciekawostka ;) Najlepiej zdecydowanie "Carol", co mnie cieszy. Ale wiadomo, jeszcze wiele filmów nas (tzn. jury, a nas - zapośredniczenie) czeka.
          • grek.grek Re: Cannes 2015 - podsumowanie jak dotąd 19.05.15, 17:46
            dzięki, Angazetko i Barbasiu :]

            yes, najlepsze zapewne przed nami dopiero.
          • barbasia1 Re: Cannes 2015 - podsumowanie jak dotąd 19.05.15, 19:27
            angazetka napisała:

            Dobre! :)
    • grek.grek "Pluton" w TVN7 & "The Hurt Locker" w TV6 18.05.15, 16:50
      innego typu filmu o takiej samej wojnie, w pierwszym wojna niszczy ideały i wypacza sumienia, w drugim jest sensem życia i uzależenieniem.

      oba doskonałe [wg mnie, bo "Hurt Lockerowi" nie basuje się aż tak zgodnie jak "PLutonowi"]

      trudny wybór, jesli chce się obejrzeć jakiś film, a oba się ceni :]

      oba o 20:00.

      który wybieracie [byście wybrali] ? :]
      • barbasia1 "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 18.05.15, 17:39
        Wybrałabym "The Hurt Locker", ale chyba skoczę na "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji. To premierowy spektakl , "błyskotliwy i jednocześnie bardzo wnikliwy grupowy portret współczesnych Polaków" !Rzecz zapowiada się ciekawie.

        www.telemagazyn.pl/aktualnosci/w-telewizji/41269,zareczyny-w-teatrze-telewizji-portret-wspolczesnych-polakow,id,t.html
        • dona.a Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 18.05.15, 20:44
          "Zaręczyny", zdecydowanie tak, właśnie oglądam:)
        • grek.grek Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 19.05.15, 14:40
          jak było ?
          "Zaręczyny" warte skoku ? :]

          PS : wykrakaliśmy :"] - w najbliższą niedzielę w TVp1 "Zakochani w Rzymie" Allena, o 21:30.

          • never_never Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 19.05.15, 17:19
            niestety, było źle, a nawet bardzo źle
            nic nie uratuje złego tekstu, nawet wybitne nazwiska w obsadzie


            • grek.grek Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 19.05.15, 17:49
              yikes! :] aż tak źle było ?
              • barbasia1 Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 19.05.15, 18:16
                Ja też jestem rozczarowana. Zaraz napiszę więcej ...

                Cześć, Dona.a i Never_nerver!

                Cześć, Greku!
                • grek.grek Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 19.05.15, 18:38
                  cześc, Barbasiu :]

                • never_never Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 19.05.15, 21:49
                  Cześć barbasiu :-)
              • maniaczytania Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 20:20 19.05.15, 20:11
                aż tak źle nie było. Jako rozrywkowe było całkiem przyjemne i śmieszne. Aktorzy super (poza Z. Zamachowskim).
                Świetna była scena miedzy D. Stenką a K. Gniewkowską (jakie miała cudne kolczyki!, gdy ta druga opowiada o ojcu-cichociemnym, na co Stenka - ooo, to jak w "Czasie honoru"! ;)

                Obie grały w tym serialu :)
                • never_never Re: "Zaręczyny" w Teatrze Telewizji TVP1 19.05.15, 21:48
                  a dla mnie nie było nawet przyjemne i śmieszne, choć byłam pełna dobrej woli...
                  pomysł zderzenia postaw/wartości dwóch rodzin, "PO-wiaków" i "PIS-owiaków", na zaręczynach dzieci miał duży potencjał (obecny czas wyborczy nadawałby temu dodatkowego smaczku), gdyby to jednak było lepiej napisane! Owszem, zdarzały się dobre sceny, ale całość wiała sztucznością na kilometr. A gra (i dykcja) młodszego pokolenia aktorskiego wołała o pomstę do nieba.
    • grek.grek Cannes 2015 - dzień 6 ["Amy"] 19.05.15, 17:44
      m.in premierowo dokument o Amy Winehouse.
      udanej lektury :]
      mam nadzieję, że tradycyjnie coś dorzucicie :]


      www.rp/pl/artykul/1195384,1202050-Jak-aktorka-zostala-wrazliwa-rezyserka.html
      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,17940682,Cannes_2015__Jeden_na_jeden-z_Catherine_Denevue__Tak_.html#BoxKultImg
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=20733
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzien-szosty-wszystkie-tajemnice-amy-winehouse-relacja/kwn67e
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2015%3A+Niezły+Meksyk!-111518
      • grek.grek Re: Cannes 2015 - dzień 6 ["Amy"] 19.05.15, 17:48
        a jeszcze to mi się znalazło :

        wyborcza.pl/1,75475,17940152,Cannes_2015__Hit_festiwalu___Bog_jako_dran_z_Brukseli_.html
        • barbasia1 Re: Cannes 2015 - dzień 6 ["Amy"] 19.05.15, 19:33
          [...] film Van Dormaela nie jest ani kpiną z religii, ani z Boga, ani z metafizyki. To uroczo przeszarżowana komedia o tym, jak kiepsko urządzony jest świat - i jak niewiele można z tym zrobić. Nic dziwnego więc, że "The Brand New Testament" już nazywany jest nową "Amelią", a producenci liczą na wielki europejski hit. Niech się stanie!

          Cały tekst: wyborcza.pl/1,75475,17940152,Cannes_2015__Hit_festiwalu___Bog_jako_dran_z_Brukseli_.html#ixzz3abgLXQbN

          Musimy zapamiętać ten tytuł - "The Brand New Testament".
    • grek.grek "Metro strachu" powtórka w Polsacie 19.05.15, 18:14
      od 20:10

      porywaczem jest utyty Travolta, maszynistą wciągniętym w rozróbę postarzony jakoś dziwnie Denzel Washington, a całośc - solidna, poprawna, amerykańska, w kategorii gatunku : dobra czwórka. na pewno dobry film, jesli chcecie rzucić drogocenne zwłoki na fotel [doradzam jednak wygodną kanapę, chyba że macie jakąś mistrzowską odmianę fotela, hehe], przyjąc jedną z dwunastu wygodnych pozycji i po prostu obejrzeć film, który nie wciąganie Was w gęste maliny filozoficznych dywagacji ;]

      jesli macie zamiar zajrzeć do linka, ale i obejrzeć film - lepiej nie przekraczać pierwszego akapitu :]

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,146664740,146947388,_Metro_strachu_ze_spojlerem_via_Polsat_wczoraj.html
      udanej projekcji :]
      • barbasia1 Re: "Metro strachu" powtórka w Polsacie 19.05.15, 19:38
        >jesli chcecie rzucić drogocenne zwłoki na fotel [doradzam jednak wygodną kanapę, chyba że >macie jakąś mist
        > rzowską odmianę fotela, hehe], przyjąc jedną z dwunastu wygodnych pozycji i po
        > prostu obejrzeć film, który nie wciąganie Was w gęste maliny filozoficznych dywagacji ;]

        Hehehe! :))

        Ja muszę zostać po lekcjach , nadrobić zaległości z Hannibala.

        PS

        Wygodna pozycja na kanapie może być niebezpieczna, film się może urwać . ;)
        • grek.grek Re: "Metro strachu" powtórka w Polsacie 20.05.15, 15:55
          dzisiaj 7 odcinek "Hannibala" - ale tempo :]

          hehe, to jest istotna niedogodnośc.
          trzeba się mocno pilnować, najlepiej wstawać podczas ewentualnych przerw reklamowych.
          a jak nie ma przerw, to... liczyć na cud ;]
    • grek.grek "Daas" [raz jeszcze] w Kulturze 19.05.15, 18:30
      ponownie :
      dziś o 22:25

      polecam niestrudzenie, bo to naprawde interesujący film i swietna, UDANA, próba zrobienia w Polsce filmu kostiumowo-historycznego. kapitałochłonna "Hiszpanka" poległa w kinach, a skromniejszy znacznie "Daas" broni się znakomicie.

      świetni aktorzy, nma czele z wykorzystanym z powodzeniem zamkiem w Mosznej, doskonałe zdjęcia, doskonale poprowadzony wątek śledztwa Kleina, równolegle z historią Golińskiego, co prowadzi do pewnych wniosków już w połowie filmu, ale nie przeszkadza w przyjemności obserwowania jak się łączą i dają puentę; wspaniałe konstiumy, chaarkteryzacja, ze smakiem i pomysłem dobrane miejsca i aranżacje poszczególnych scen - są i lochy z salami tortur, są salony, są posiadłości ziemskie, są łąki, dukty i sekretariaty, wszystko jest. I ciekawe postaci, wśród których oczywiście wyróznia się Jakub Frank, twórca własnej religii i kościoła, sekciarz wodzący za nos naiwniaków, do momentu oczywiście, kiedy sami nie przejrzą na oczy, w filmie - zyskujący już wpływy na dworze cesarza JÓzefa II w Wiedniu.

      jesli jeszcze nie mieliście okazji, gorąco zachęcam.
      najwyżej mi nawymyślacie, że namawiałem Was do oglądania takiego knota ;]
      a jak Wam się spodoba, to tylko zyskacie - obejrzenie dobrego filmu zawsze ubogaca :]]
      • barbasia1 Re: "Daas" [raz jeszcze] w Kulturze 19.05.15, 19:23
        "Daas" mam w planach, ale jeszcze nie dziś.
        Dziś skaczę do programu Kuby Wojewódzkiego. ;}
        • grek.grek Re: "Daas" [raz jeszcze] w Kulturze 20.05.15, 15:54
          miejmy nadzieję, że Kultura jeszcze parę razy powtórzy :]

          hehe, domyślam się powodów tego Skoku ;]
          • barbasia1 Re: "Daas" [raz jeszcze] w Kulturze 20.05.15, 16:49
            Właśnie na to liczę.

            Hehe! Tak , słusznie się domyślasz!

            Ależ ja się niezdrowo emocjonuję tymi wyborami, polityką. Aż siebie nie poznaję.

            ;)
    • never_never "W obcej skórze" TVN7 jutro po 22 19.05.15, 22:11
      Jeżeli to jest "The Imposter", to bardzo polecam
      W skrócie: znaleziony w Hiszpanii chłopak twierdzi, że jest zaginionym przed laty Nicholasem z Teksasu. Mimo, że Nicholas był blondynem z niebieskimi oczami, a odnaleziony ma ciemne oczy i włosy (które zresztą farbuje) rodzina Nicholasa przyjmuje go jako zaginionego syna... Dlaczego? Komu się spodoba forma i wytrwa do końca, być może się dowie ;-)
      • grek.grek Re: "W obcej skórze" TVN7 jutro po 22 20.05.15, 16:01
        z opisów wynika, że to TEN film :]
        dzieki za zapowiedź, Never Never.
    • mozambique Re:"Wszystko stracone" na C+ 20.05.15, 12:39
      magnetyczny film "survivalowy" z 78-lentim RObertem Redfordem w roli głownej . I jedynej. Tak tak to film dosłownie jednego aktora i jednej postaci. Bez słowa dialgu. W ogole bez jedengo słowa .
      Starter jest taki - na dlugim prywtnym jachcie oceanicznym na srodku rozsłonecznionego oceanu w koi spi sobie zeglarz ( Redford) . Budzi go wilgoc, wstaje i oakzuje sie ze jachcie jest mase wody . Bo obejrzenu całosci okazuej sie ze w burcie jachtu jest dosc duza dziura ( jacht zderzyl sie z dryfujacym kontenerem) , tak duza ze przy duzym pzrechyla ma szanse sie zatopic. Redford, jak sie okazuej, samotny bezimienny zeglarz ( w obsadzie nazywany Our Man po prostu) musi sobei poradizc z problemem - sztukuje dziure jakąs folią i maluje rozgrzaną zywicą . NIe moze wezwac SOS bo ta woda na pokladzie zamoczyła radio i duzą czesc silnika. Robert rozbiera wiec radio , suszy , składa i czeka na zmilowanie. Zmiłowanie ma postac nadciągajacego nieubłąganie huraganu oceanicznego , ktorego folia paćnięta zywicą moze nei przetrzymać. Robert jest dobrze wyposazony ( tzn jego jacht jest ) , doswiaczony, zna sie na zegludze no ale w tych warunkach moze mu byc trudno .
      No i jest trudno ..
      Ten film to taki wlasnie zapis tego jak sobei czlowiek radzi w warunkach ekstremalnych , w cholernie nierównej walce z żywiołem , krok po kroku Robert przygotowuje sie do huraganu, potem musi go przetrwac, potem oszacować szkody i pomyslec co dalej ...
      Mysli , dziala i mocno pracuej fizycznie - trzeba przyznac ze prawie 80letni Redford prezentuej sie tu bardzo przyzwoice , ma niezlą krzepę, duze umiejestnosci fizyczne, jest wysportowany ( zaicza kilka fikołków o scianach burt) a jednocznie niemuśnięty botoksem - twarz całą usiana zmarszczkami co mu naparwde robi dobrze . Caly film dzwiga na sobie ,bez jednego slowa mówionego ( no bo do kogo tu gadac) i nie ma zmiłuj. ( troche jak Sam Neill w "Martwej ciszy" ) i napawrde jest efekt. Magnetycznie przykuwa widza do ekranu pytanie - co mu sie jeszcze zepsuje i jak on sobie z tym poradzi?
      A zywiol nie jest łaskawy = w pewnym momecnie łodz po zaliczneiu kilku "grzybków" idzie na dno i RObert przenosi sie do szalupy ratunkowej stajac przed zwyklymi probelmai rozbitków - skad wziac wode do picia, co tu łowic jak łowia sie wyłącznie rekiny :)), jak ustalic wlasne położenie i czemu do cholery ta łodź tez przecieka? robi sie niewesoło

      NIby film bardzo prosty ( zero problemów egzystenacjalnych i filozoficznych ze tak powiem ) ale naparwde wciąga, aż dziwne. W dodatku kilka razy Robert jest o krok od ratunku , o włos mijają go dwa potezne kontenerowce ale go nie zauważają co naparwde moze załamać.
      I baaardzo baaaardzo nieladnie świadczy o linii MAersk Line - naparwde cieakwa jestem czy bardzo konkrentnie podkreslona nazwa tej akurat firmy na burcie jest zamierzoną reklamą ( patzrcie jakei my mamy statki !) czy antyreklamą ( co za debile na nich pływają ? radaru nie mają czy co ???)
      No i mamy na koncu to pytanie = czy to samotne czyjes swiatelko na horyzoncie w srodku nocy pomoze mu czy nie ?

      Sciezka dziwekowa jest wyłącznie naturalna - te buczenia, pluski, syk płonącej flary , skrzypienie burty, uderzeenia liny - jacht" rozmawia" z Robertem itp

      Jedynei na koncu jest bardzo ciekawa muzyka , posluchajcie "Amen"
      www.youtube.com/watch?v=i31dru0p1LQ
      • mozambique Re:"Wszystko stracone" na C+ 20.05.15, 12:40
        a tu tariler www.youtube.com/watch?v=ZgakOh8og4U
      • grek.grek Re:"Wszystko stracone" na C+ 20.05.15, 16:39
        dzięki za wciągający opis :]

        przypomniał mi się film z Willem Smithem "Jestem legendą" - po jakiejś epidemii, która załatwiła ludzkośc : samotny naukowiec w wielkim opustoszałym mieście, nigdzie żywej duszy, a on chodzi, jeździ, szuka, ma psa, odpiera ataki jakichś mutantów, przez radio wysyła w eter sygnały do ewentualnych innych ocalałych jednostek oraz prowadzi niestrudzenie badania nad szczepionką przeciw tej zarazie, co zdziesiątkowała gatunek. On przezył, więc klucz do znalazienia antidotum musi być w jego DNA.

        z tym że Smith gadał - do psa ;]

        Redford mógłby się zdobyć na monologi, ale w sumie to by mogło zabrzmieć bardzo pretensjonalnie. Trudno i dobrze dobrane słowa w takim układzie. Aczkolwiek - James Franco w "127 godzinach" radzi sobie znakomicie, a Danny Boyle znalazł patent.

        niemniej, tutaj - jak napisałas - chodzi o pokazanie człowieka w boju z żywiołem i własnymi słabościami, więc jak nie ma dobrego konceptu na monolog, to milczenie jest prawdziwym złotem. podejrzewam,że ten film nie poszedł na szeroki rynek ? jednak znaczna częśc widowni oczekuje dialogów, albo chociażby złotych myśli zpamiętników Coelho wygłaszanych przez bohaterów takich opowieści. Niemy film z głosami natury i olinowania łodzi ? chyba jednak arthouse, prawdaż ?

        w dodatku, nic nie mówiąc bohater zyskuje uniwersalny charakter, każdy może się z nim identyfikować. Jakby zaczął mówić, to byłby jednostkowy; może o to także chodziło ?

        "co tu lowic jak lowią się wyłącznie rekiny :))"

        hehe :] odpowiedź nasuwa się samoistnie ;]]

        yes, koncepcja teatru jednego aktora ma swój potencjał.
        i coś czuje, że w końcu żeglarz Redford dotarł do swojej przystani, nieprawdaż ? :]] [nie oglądałem, nie czytałem, nie wiem nic :)]

        • mozambique Re:"Wszystko stracone" na C+ 21.05.15, 10:15
          to w ogole ciekawe , bo z tego co sparwdziłam film mial mase nominacji =- Redford do Zlotego Globu , a dzwięk i muzyka do Zł . Globu i OScara , ta piosenka 'Amen" tez byłą nagradzana, zdjęcia takoż, chyab zrobil sie z tego film artystyczny:)))
          A piosenka - nparwde wzruszająca


          film powiedzmy ze na siebei zarobił , budzet 9 mln $ , zysk 13 mln $

          co do zakonczenia - jest dosc , powiedzmy, mylące ,zagadkowe, na wielu konferencjach prasowych rezyser byl pytany - Zeglarz zostal uratowany czy nie ?

          bo koncówka jesta taka - bedacy na skraju załamania i wycieńczenia Redford w nocy widiz w oddali jakies swiatelko , zeby zwrócic uwage na siebei zuzywa ostatnią flarę ale nic to nie daje , postanawia wiec zrobic wiekszy efekt - spalic cos !
          Bierze wiec pudelko do skraplania pary wodnej ( było w life-kit) , drze na kawałki ocalony z jachtu dziennik pokłądowy i robi z tego ognisko w tym pudelku, potem dorzuca wszystko co tylko jest palne w tym pontonie - efekt uzyskany , pudełko hajcuje sie ogniem na dwa metry wysokosci ale jak mozna sie spodziewac Redford traci nad tym kontrole i przepisowo ogniem zajmuje sie cały ponton , no ogień potężny tzreba przyznać.
          NIetstety w tym ogniu nie ma miejsca na człowieka - Redford wskakuje wiec do wody i usiłuje sie w niej utzrymac, podziwia ogien .
          Zza tego fairewalla kompletnie nic nie widac, nie waidomo wiec czy swiatelko z horyzontu zareagowało i ruszyło na ratunek czy nie.
          Redford wiec obserwuje dogasajace szczatki pontonu, nie chce czekac nie waidomo na co i podejmuje dezycje - nabiera powietzra i dobrowolnie zanuzra sie , idzie na dno.
          Z dołu , z glebokosci obserwuej wciaz ognisty krąg na powierzchni, zanurza sie coraz bardziej ( ładne te zdjęcia) i niknie w toni.
          Doslownei w ostatniej chwili jego życias z toni widac podplywający do szczatków pontonu spód jakiejs łodzi. Redford wiec ostatkiem swiadomosci rusza do góry , na resztkach pary zbliza sie do powierzchni i tam widzi zanurzoną czyjąs rękę - rękę, która on chwyta .
          Tu nastepuje THE END.

          Ta scena wzbudizal zaciekawienie widzów, rezyser tłumaczyl to dwojako -
          albo ze to był autentyczny hepiend jak w holiłódzkim filmie musi byc

          albo ze to byl symboliczna metafora silnej wiary Zeglarza, wiary w siebie, w Stwórce, w życie, tej wiary ktora pozwoliła mu przetrwac tyle czasu i sie nei poddac, ze poddal sie dopiero gdy jzu calkowiecie wyczerpał wszelkei mozliwe srodki znalezienia ratunku ( nie da sie ukryc ze spalenie aparatury do "łapania" wody jest całkowicie jednoznaczne, to postawienie wszystkego na jedną kartę) i ze to ocalenie to byla halucynacja - symboliczne wynagrodzenie jego wytrwałosci , ze tak naparawde zginał ale wydawalo mu sie ze przeżył :)))
          tak to troche mętnie tlumaczyłJ.Chandor , mozna sobie wybrać co komu pasuje

          ja wybieram pierwszą opcję - należy mu się :!!!!!!!!
          • grek.grek Re:"Wszystko stracone" na C+ 21.05.15, 17:19
            dzieki za dopisanie zakończenia tej historii :]

            jak dla mnie - bardzo dobre.

            zakończenie zupełnie otwarte można by posądzić o to, że zostawia z przekonaniem że jednak światełko go uratowało, a tak - ręka rzeczywiście może być tworem wyobraźni przedśmiertnej wyczerpanego człowieka albo ręką rzeczywistą. dobre :] wg mnie, ciekawy koncept, nawet jesli reżyser musi tłumaczyć ;]

            hehe, pewnie że mu się należy, też jestem za :]
            • mozambique Re:"Wszystko stracone" na C+ 22.05.15, 09:40
              tu jeszce dodoam ze to "samobojstwo " jest jakos malo uwiarygodnione , bo :
              1. czemu Redford nie miałą kapoka , na wszystkich szalupach czy pontonach ratunkowych pierwsze co jest pod ręką to kapok przecież
              ale

              2. czemu idąc na dno wziął duzy oddech - no na logike biorac jesli rzeczywiscie chcial szybko i i łagodnie umrzec to powienien nie brac oddechu , juz nie mówiąc ze z pelnymi plucami zapewne nie zanurzyłby sie na te kilkanascie /kilkadziesiąt metrów , to raczej niemozliwe

              3. ta ostatnia scena - czyjas reka zanurzona w wodzie i wyciganieta ręka Redforda jest łudząco podobna do archetypu chrzescijanstwa - fragment fresku Stworzenie Adama z Kaplicy Syskstyńskiej - ten palec boski który już , juz prawie dotyka ręki czlowieka , wiadomo o co chodzi , prawda ? skojarzenie jest bardzo silne bo scena łudzaco podobna

              takie tam moje refleksje
              • grek.grek Re:"Wszystko stracone" na C+ 23.05.15, 14:35
                świetne refleksje !

    • grek.grek "Wyspa strachu [Fear Island]" via TV4 20.05.15, 13:36
      film nie wybitny, ale przypominający w swoim zamyśle "Podejrzanych" Briana Singera, z ciekawie postawionymi pytaniami i zakończeniem równie zaskakującym.
      Nie ten sam poziom, ale całkiem dobry.

      Na małej wysepce ginie sześć osób. Ocalała jedna, dziewczyna imieniem Jenny. Policja wyznacza oficera i psycholożkę, żeby ją przesłuchali. Jenny ma zaniki pamięci, jest przerażona, ale dobrze zadawane pytanie sprawiają, że stopniowo przypomina sobie co na tej wyspie zaszło. Akcja biegnie więc dwutorowo : podczas przesłuchań i retrospekcji opisujących wydarzenia na wyspie.

      Od początku Jenny utrzymuje,. że nikogo nie zabiła, że jest ofiarą.

      Grupka młodziaków miała tam spędzić weekend : jedna zakochana para, jedna EKS para [Jenny i jest były chłopak] i jeden singiel. Singiel i ten od pary, to bracia. Wypasiony domek letniskowy należy do nich. Kierowca równie wypasionej łodzi motorowej, którą tam płyną - to ich przyrodni brat, traktowany jak przybłęda, używają go do kierowania łodzią i pozwalają robić za ciecia na wyspie. Siódmą osobą jest Megan, którą towarzystwo znajduje pod pokładem i nie wiadomo, skąd się tam wzieła. NO ale skoro już jest,to zabierają ją do domku,zwłaszcza że singlowi się od razu spodobała.

      W domku : zakochana para ze sobą, eks para obchodzi się dookoła robiąc miny i fochy, singiel flirtuje z Megan [co szybko się kończy, bo Megan przyznaje, że ma dopiero 15 lat,więc singiel przeprasza za zainteresowanie i zostawia ją], a trzeci brat siedzi w cieciówce.

      A potem dzieją się dziwne rzeczy, świadczące o tym, że ktoś jeszcze jest na wyspie : najpierw pojawia się krew. W róznych miejscach. A to w pojemniku z lodem, w którym mrozi się szampan, a to na nożu kuchennym, a to jeszcze gdzieś... POtem ginie pies jednej z dziewczyn. I kiedy wyrusza ona na poszukiwania - znajduje całego we krwi, powieszonego za nogi trzeciego brata. Wygląda na trupa.

      Potem ginie ta dziewczyna co jest w parze - ktoś zamyka ją w jacuzzi i włacza ogrzewanie na max. Najpierw więc się topi, a potem gotuje. I wszedzie zaczynają pojawiać się napisy : "niewinnośc", "zło", "wina" itd.

      Ktoś na nich poluje. Czego od nich chce ?
      W normalnej narracji byłby to kolejny thriller klasy C, ale tutaj cały czas mamy retrospekcje bedące WERSJĄ wydarzeń wg Jenny, jedyną dostępną w tym momencie, oraz sceny w pokoju przesłuchań, gdzie policjant uwaza że Jenny kłamie, a psycholożka, że nalezy jej jednak zaufać, a przynajmniej nie skreslac z góry tego, co mówi. Poza tym, Jenny cały czas sobie przypomina, więc pytanie o wiarygodność jej pamięci i kondycji mentalnej.

      Wieczorami Jenny dostaje od psycholożki tabletki na sen, ale widzimy że oszukuje : nie zażywa ich, a chowa w Biblii, z którą się nie rozstaje w swoim pokoju.

      Kiedy towarzystwo wraca po powieszonego - nie ma jego ciała. Zapewne morderca zabrał zwłoki. Starają się nie dać panice, wszedzie chodzą z bejsbolem, pistoletem na gwoździe i nożami. Zaczynają się kłócić między sobą, podejrzewając siebie nawzajem. Znajdują kolejne napisy. A przypominająca sobie wydarzenia Jenny budzi się nagle ze snu i krzyczy "Regina !".

      Policjant i psycholożka zaraz biorę na tapetę tę"Reginę !".
      A Jenny przypomina sobie kluczową rzecz : wychodząc z założenia, że muszą coś znaczyć i próbując sklecić coś ze znajdowanych napisów i śladów - młodziaki dochodzą do odkrycia,że w srodku musi być wyraz "gina". I wtedy brat singiel przypomina sobie : REgina.

      Tak nazywała się dziewczyna, której on i jego braciszek wycięli keidyś numer. To była tzw. brzydka laska, a oni dla jaj zaprosili ją na imprezę w tym swoim domku, upili, a potem zaczęli z nią migdalić i wszystko nagrali. PO wytrzeźwieniu Regina wpadła w panikę, a oni się śmiali. Dziewoja uciekła z domku i zaginęła, od tamtej pory nikt jej nie widział.

      Jenny też ją kojarzy, była wtedy na tamtej imprezie, ale tylko na mgnienie oka, przez uchylone drzwi, widziała co się dzieje. Nie wiedziała nawet z kim bracia się tam kotłują w barłogu.

      A więc - ktoś szuka zemsty. I działa bardzo sprawnie - w następnym kroku : porywa jednego z braci. Tego od pary. Singiel,Jenny i jej eks-chłopak szukają go po całej wyspie. Megan trzyma się z daleka,mówi że to nie jest jej sprawa. A singiel powiada "Może i ma rację, ona nie jest winna, jej na tej imprezie na pewno nie było, ale my wszyscy byliśmy i to na nas on poluje".

      Chcieliby uciec, ale nie moga. Łodź znikła. Nie ma czym wrócić.

      Szukają więc tego brata porwanego. Porywacz zostawia im trop : na stoliku usypany kopczyk ziemi i imitacja łopaty.

      Wtedy singiel zaczyna panikować i mówi CAŁĄ prawdę o Reginie : nie zaginęła wtedy, lecz... ZGINĘŁA. Rankiem po imprezie chciała uciec, oni chcieli jej wytłumaczyc, że to taki żart był tylko, ale tak ją nieszczęśliwie złapali za rękę, że się potkneła, upadła, uderzyła i zabiła. Bracia pochowali ją na wyspie, nic nikomu nie mówiąc.

      KOpczyk z łopatą odsyła więc do miejsca w którym ją zakopali. Biegnie tam cała banda i znajduje martwego zakopanego porwanego brata. Znikły natomiast zwłoki Reginy [znajdują się później, w worku, na łózku w domku letniskowym].

      Potem ginie singiel. Atakuje go i gryzie śmiertelnie podstawiony grzechotnik. Przy życiu zostają tylko Jenny, jej eks-chłopak i Megan, o której przesłuchiwana Jenny mówi "Była wyjątkowa. MŁoda, ale wierząca że świat ma u stóp". Policjant coraz bardziej wierzy Jenny, sam kiedyś stracił córkę podczas takiej imprezy. Psycholozka za to coraz dłużej się zastanawia nad tym czy Jenny przypadkiem nie zmyśla...

      Następnie okazuje sie, że brat cieć żyje. POjawia się w domku i grozi Jenny i reszcie. Widocznie sfingował własną śmierć. Próbuje go powstrzymac eks-chłopak Jenny, ale panowie podczas zapasów spadają z piętra do salonu, i to na głowę, w wyniku czego eks-chłopak Jenny ginie.

      Ożywiony brat cieć goni uciekającą Jenny, której niespodziewanie pomaga Megan - unieszkodliwia napastliwego brata-ciecia i pomaga Jenny wydostać się z pułapki,w która wpadła [wlazła w pętlę liny i zawisła głową do dołu].

      Jenny dochodzi do przerażającego wniosku : brat cieć musiał widzieć co zrobili Reginie jego bracia i postanowił pomścić ją i odegrać się za to jak bracia traktowali jego.

      Kiedy ocalałe Jenny i Megan docierają na przystań, okazuje się że znalazła się łódź. Mogą wracać.

      JUż na łodzi, Megan odkrywa karty - wyznaje Jenny, że nie przypadkiem znalazła się pod pokładem łodzi płynącej na wyspę. REegina była jej siostrą. I dlatego wszystkich zabiła, a teraz chce zabić Jenny. PO walce Jenny zabija ją. "Kłamałam mówiąc,że nikogo nie zabiłam... zabiłam Megan, ale w samoobronie", cicho podsumowuje Jenny. Policjant i psycholozka też milkną. Wydaje się, że sprawa zamknięta. POlicjant sprawdza dane : tak, Regina miała sioostrę imieniem Megan. A więc wszystko się zgadza.

      Policja dzwoni po rodziców Jenny,żeby ją zabrali do domu. Jenny pakuje się. Zachodzi do niej psycholozka. Jenny częstuje ją czyms do picia. Psycholozka zadaje jej pytanie, skąd wiedziała że dziewczyna z jej sennego koszmartu to Regina, skoro wcześniej nie widziała jej na oczy ? Zanim jednak Jenny odpowie - Psycholozka osuwa się i zapada w sen. Yes, Jenny rozpuściła w tym napoju wszystkie te tabletki nasenne, ktorymi ją karmiono, a ona sprytnie je chomikowała.

      Zjawiają się rodzice Jenny. Matka od razu idzie do tablicy, na której wiszą fotografie uczestników tego tragicznego weekendu na wyspie. "Dlaczego zdjęcie Jenny tutaj wisi ?", pyta pokauzjąc palcem. POkazuje fotkę MEGAN. Policjant pyta czy jest pewna,że to Jenny, a nie MEGAN. Matka potwierdza, ojciec też. Policjant już chyba wie, o co chodzi, ale dla pewności pokazuje im zdjęcie "Jenny" - ojciec poznaje ję "To Megan, siostra tej dziewczyny która kiedyś zagineła po imprezie na wyspie".

      Policjant biegnie do pokoju Jenny alias Megan, ale już jej nie zastaje. Na łózku zakryta kocem śpi policjantka ubrana w ciuchy Megan. Megan-znana-wcześniej-jako-Jenny ;] w garniturze ukradzionym policjanctce spokojnie opuszcza budynek...
      • grek.grek Re: "Wyspa strachu [Fear Island]" via TV4 20.05.15, 13:42
        ... wsiada do jej auta, wyjeżdza poza teren policyjny [zanim policjant zdązy zaalarmować ochronę], a potem sprytnie zmienia samochód - udaje, że jej się zepsuł i zatrzymuje autostop.

        Tak więc, zbrodnia i kara, a karząca dłoń unika sprawiedliwości. Ciekawe ;]

        W "Podejrzanych" było jakby bardziej prowokacyjnie w finale, ofk filmy to z innych półek, niemniej - skromna "Wyspa..." trzyma do końca z pytaniami : kto ? dlaczego ? czy umknie ? Aczkolwiek, ci inteligentniejsi połapią się wcześniej, co wyjaśnia dlaczego ja połapałem się dość późno ;]

        trailerek ? :
        www.youtube.com/watch?v=q51kiiDDDE
    • grek.grek "Karajan - życie po życiu" dok. via Kultura 20.05.15, 14:54
      dokument poświecony wybitnemu dyrygentowi Herbetowi von Karajanowi.

      w zasadzie mamy tutaj same superlatywy :]
      nie zmienia to jednak faktu, że rzecz jest interesująca.

      tkana jest z wypowiedzi wspłpracowników maestra, filharmoników berlińskich, których prowadził, śpiewaków, muzyków którzy się z nim zetknęli [m.in renomowana skrzypaczka Anne Sophie Mutter], specjalistów od muzykologii, a nawet naukowców od badania mozliwości ludzkiego mózgu. Dużo zdjęc, fragmentów prób, koncertów, pracy w studio nad nagraniami płytowymi, wywiadów, a także całkowicie prywatnych wypowiedzi off the stage.

      Jako dyrygent : wymagający aż do przesady - od siebie i od innych, perfekcjonista.
      Jako człowiek : jak sam mówi "z problemami w nawiązywaniu bliskich relacji z ludźmi, zamknięty, skryty". Jjednocześnie bardzo lubiany i ogromnie ceniony, może dlatego lubiany że ceniony :]].

      Widać próby z filharmonikami, na których domaga się odpowiednich akcentów, dźwięków, tempa. Poucza, ale i naucza ludzi, którzy mają w małym palcu grę na swoim instrumencie. I nikt nie śmie się odezwac, bo wszyscy wiedza, że on wie i widzi lepiej. Nie jest tylko dyrygentem, nie jest tyllko akompaniatorem - jest TWÓRCĄ. I tak samo czują się muzycy : on pozwala im zapomnieć, że zaledwie odtwarzają muzykę jakiegoś kompozytora. Czyni ich twórcami, pozwala na interpretację, wedle jego wytycznych, ale przecież oni je wykonują. Wciąga ich w coś więcej niż rzemieślnicza robota. I za to go cenia.

      Nieznoszący sprzeciwu, lubiący się wtrącać, wszystko musi być tak jak on postanowi. NIe tylko na sali koncertowej, ale i w studiu nagraniowym. Karajan interesował się bowiem bardzo nowymi mediami i od razu zaczął zajmować się nagrywaniem płyt.

      Wiadomo,że podczas koncertu widzowi inaczej odbierają muzyke, w zalezności od miejsca, w którym siedzą na sali. Nie wszystkie miejsca są jednakowe, więc niektórzy mają lepszy nasłuch, a inni gorszy. NIKT nie ma zaś idealnego. Tylko muzycy i dyrygent słyszą doskonale. Karajan dązył do tego, by na płytach dźwięk był nagrywany z tego najlepszego miejsca jakie mozna zająć na sali koncertowej. Kombinował więc z ustawieniami mikrofonów, długie godziny spędzał w studio nagraniowym przy montażu i postprodukcji, dyskutując każdy szczegół. Jednocześnie nigdy nie pogodził się z tym, że nie istnieje sposób oddania na płycie, a nawet w trakcie występu na sali, tego co czują dyrygent i orkiestra,nie sposób oddać na płycie nastroju sali koncertowej. Z drugiej strony, właśnie płyty z jego niezrównanymi nagraniami utworów Mahlera i innych zapewniły mu owo "życie po życiu", jest ich całe mnóstwo w archiwach muzycznych w róznych miejscach w NIemczech i młodzi adepci korzystają z nich nader często. Sam Karajan zapewne powiedziałby, że ceni to sobie, ale dodałby z żalem,że edyna prawdziwa muzyka dzieje się na żywo, w sali. A i tak widz nie będzie nigdy odbierał jej w pełni, bo to udaje się tylko muzykom.

      "To nie prosty akompaniator, to REŻYSER", mówią kolejni wybitni muzycy i spiewacy. Słuchają nagrań i oglądają filmy, na których Karajan zwraca uwagę na tak drobniutkie szczególiki w wykonaniu utworów i naciska na tak mikro-zmiany tempa, bemoli, ósemek i innych dperelek, że aż się uśmiechają z uznaniem i niedowierzaniem dla znawstawa i mistrzostwa jakie prezentował.

      Prowadził życie wypasione : miał własny mini-odrzutowiec, miał drogie samochody sportowe, dom, szusował na nartach itd. Lubił te rzeczy, a skoro zarabiał dość, to chętnie sobie na nie pozwalał. NIgdy jednak nie przysłaniały one faktu, że zależało mu tak naprawdę wyłącznie na muzyce, oddawał się jej bez reszty.

      Za chwilę jednak jego dobry przyjaciel opowiada jak to kiedyś przypadkiem przejrzał rachunki hotelowe Karajana - zdziwił się jak tanio i mało jada maestro. PO spartańsku niemależe. POd koniec kariery nie mógł już stać przez wiele godzin,więc przepraszając muzyków dyrygował na siedząco.NIgdy jednak nie skarzył sie, że coś go boli. Ani słowem. Pruski reżim ;] Sam siebie nazywał "mistrzem świata w reumatyzmie". I zapowiadał "Ja wrócę", podpierając się cytatem z Goethego "Skoro moje serce chce dać tak wiele, a ciało nie dotrzymuje mu kroku, obowiązkiem natury jest dac mi nowe ciało".

      Marzył by łączyć ekspresję Furtwenglera i precyzję Toscaniniego, a jego ulubieńcem i tak był Richard Strauss, którego znał osobiście i na nim się wzorował.

      Ogromnie cenił śpiewaków. Na próbach zawsze momentalnie przerywał, kiedy tylko wyczuwał, że orkiestra choćby minimalnie zagłusza wokal. W pewnym momencie każe przestać grać i mówi : "Słuchajcie ! Słuchajcie jak on śpiewa, słyszycie jak miękko on to robi ? Dostosujcie się do niego !", prowadzi swoich muzyków za rękę, ale zawsze śladem śpiewaka - nigdy przed nim.

      Ciekawa jest postawiona w filmie teza, wykorzystująca teorię tzw.okien czasowych. Podług niej, istnieją 3-sekundowe interwały, w których trakcie muzyk, recytator czy inny twórca zyskuje mozliwośc pełnego przekazywania fraz - "wstrzeliwuje się" w nie. Karajana bardzo to interesowało.

      Podobnie jak technika, nowe media. "SOny powinna postawić mu pomnik", powiada ktoś. Tak wiele zrobił dla rozwoju techniki nagrywania muzyki. W jednym z fgragmentów z entuzjazmem opowiada o zaletach płyt kompaktowch, które dopiero wchodziły na rynek, a on już wiedział o nich wszystko. Byłby pasjonatem internetu, twierdzą jego współpracownicy i muzycy.

      "CIęzko było znieść [w pozytywnym sensie] tę zaciekłośc i energię z jaką prowadził zespół, z jaką nadawał mu kierunek, czasami było to bliskie obłędu", wspomina A-S Mutter.

      W jednym z ostatanich wywiadów [zmarł w 1989], już na emeryturze będąc, wykazuje zaskakujący sceptycyzm wobec swojej przeszłości. "To już było, nie myslę o tym, stało się, nie wracam do tego, nie oceniam", odpowiada pytany o to co dzisiaj sądzi o swojej minionej karierze dyrygenta. A przecież był jednym z najwybitniejszych. "BYł bardzo rozczarowany ograniczeniami jakie postawiło mu własne ciało", wspominają inni.

      Pewnego razu kapitalnie dyrygował orkiestrą, która wykonała brawurowo jeden z utworówMahlera. I widać zabawną scenę, jak kilka [poejrzewam że urosło to do kilkunastu/dziesięciu razy] razy z rzędu Karajan schodzi ze sceny do garderoby, tak od razu ktoś nakłada mu płaszcz na ramiona, on podpisuje autograf któremuś z grupki szczęściarzy wpuszczonej za kulisy, a potem od razu płaszcz jest zdejmowany, a on wychodzi do wciąz klaszczącej widowni. Kłania się, wraca, znów ten sam rytuał, znów wychodzi... znów wraca...i tak w kółko :]

      generalnie, spotkanie z ciekawym człowiekiem :]













      • grek.grek Re: "Karajan - życie po życiu" dok. via Kultura 20.05.15, 14:57
        trailer :

        www.youtube.com/watch?v=qORNwaLoUQY
        • barbasia1 Re: "Karajan - życie po życiu" dok. via Kultura 20.05.15, 22:38
          Interesujący dokument!
          Dzięki!
          • grek.grek Re: "Karajan - życie po życiu" dok. via Kultura 21.05.15, 17:48
            dzięki, Barbasiu !

            istotnie, taki właśnie jest :]
    • grek.grek Cannes 2015 - dzień 7 20.05.15, 16:07
      wyborcza.pl/1,75475,17946845,Cannes_2015__Bog_z_puszka_piwa_przed_kompem__SOBOLEWSKI_.html
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzien-siodmy-stracic-glowe-dla-animacji-oszalec-dla-kartelu-narkotykowego/r5y1sm
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2015%3A+Głośniej+od+bomb-111533
      www.rp.pl/artykul/1195384,1202535-Cannes-2015--Nagroda-za-scenariusz-dla-Lazarowa.html
      co Wam się udało znaleźc ? :]
    • barbasia1 "Hannibal" odc. 7 dziś TVPuls 20.05.15, 16:48
      Greku, ratuj!
      5 odcinek Hannibala ciągle u mnie w powijakach (mam jakiś zastój), a tu już kolejny nieparzysty / znów mój/ się zjawia.
      Opowiedz za mnie także dzisiejszy odcinek, proszę!
      Jeśli oczywiście masz ochotę. Przeze mnie tez masz opóźnienia i zaległy odcinek 6, heh!
      • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 7 dziś TVPuls 21.05.15, 14:18
        nie widzę problemu :]

        6 i 7 biorę na siebie.
        dalsze - w zależności od okoliczności i Twojej decyzji, orajt ? :}
        7 jeszcze nie widziałem ;]
        • barbasia1 Re: "Hannibal" odc. 7 dziś TVPuls 21.05.15, 22:10
          Dziękuję!!! :)))

          Dobrze!

          W sobotę postaram się skończyć 5 odcinek.
          Jutro wyjeżdżam, wrócę wieczorem.
          • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 7 dziś TVPuls 22.05.15, 16:09
            o, nie ma za co, Barbasiu :]

            udanego wyjazdu :]
            • barbasia1 Re: "Hannibal" odc. 7 dziś TVPuls 22.05.15, 23:14
              GooD!

              Dziękuję serdecznie, Greku, za dobre słowo. Już jestem. :)

              "Wiarę" zamierzam obejrzeć jutro.
              • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 7 dziś TVPuls 23.05.15, 13:39
                heloł, Barbasiu :]

                very gut, mam nadzieję na to, że napiszesz co sądzisz o "Wierze".
                • barbasia1 Re: "Hannibal" odc. 7 dziś TVPuls 23.05.15, 17:01
                  grek.grek napisał:

                  > heloł, Barbasiu :]

                  Ciao, Greku! :}

                  > very gut, mam nadzieję na to, że napiszesz co sądzisz o "Wierze".

                  Tak. Muszę tylko dokończyć oglądanie "Wiary"...
                  • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 7 dziś TVPuls 23.05.15, 18:27
                    orajt :]
    • grek.grek "Baryton" [polski z 1985r.] via Kultura 21.05.15, 13:43
      dobre polskie kino z połowy lat 80-tych.

      Rzecz się dzieje w roku 1933.

      Tytułowym "barytonem" jest wybitny śpiewak operowy Antoni Domagała [doskonała rola Z.Zapasiewicza], znany pod pseudonimem Antonio Tavatini. Własnie wraca do POlski na kilka koncertów w rodzinnym mieście. Towarzyszą mu najbliżsi : francuska żona Sophie [Małgrzata Pieczyńska], sekretarz Artur [Piotr Fronczewski], masażysta-niemowa z blizną pod okiem Leonardo [Marcin Troński], Steinkeller - menadżer. Jedzie z nimi także niejaki Froelich [Jan Englert], spokrewniony z Sophie. To własnie Froelich wygłasza w pociągu peany pod adresem narodowego socjalizmu święcącego sukcesy w Niemczech i we Włoszech. Nie ulega wątpliwości, że Froelich będzie kimś ważnym w nowym układzie politycznym...

      Na dworcu czeka iście królewskie przywitanie : wiwatujący tłum, urzędasy i generalnie zachwyt nad "mistrzem wracającym na łono macierzy".

      Taviatini i jego towarzystwo zostaje zakwaterowane w hotelu Grand. I tutaj rozegra się cała intryga. Na miejscu jest niejaki Stern [A.Bardini], bliski znajomy Taviatniego, z żoną. Pojawia się też dama imieniem Gertruda, eks-garderobiana Taviatiniego, która ma ze sobą młodą Lenę, śpiewaczkę, którą chce polecić protekcji mistrza.

      Podczas przeglądu prasy, Artur dostrzega jeden z tytułów "Taviatini - czyzby koniec kariery ?". Dziennikarkę z tego medium kieruje po wywiad do Leonarda :] Wiadomo jak wygląda rozmowa z niemową.

      Towarzystwo jest wytworne, ale prędko na jaw wychodzą małe oszustwa, kłamstewka, spiski i zawiści.

      Oto sekretarz Artur romansuje z zoną Taviatiniego. Zgodne i czułe małzeństwo mistrza jest pozorem, w istocie Sophia trzyma się go tylko z powodu jego pieniędzy. Do tego Taviatini jest impotentem. Z pokoju obok, przez dziurkę we wnęce na szafę, podgląda ich Getruda. Sugeruje, że Lena powinna zaprzyjaźnić się z Arturem, żeby być bliżej Taviatiniego - wiadomo,że Artur, to jego prawa ręka, człowiek wpływowy.

      Rzeczowy i konkretny Artur ma swój własny interes - chce zostać dyrektorem opery, którą właśnie buduje w Strasburgu sam Taviatini.

      Maestro zainwestował w ten projekt kupę kasy. Podobnie Stern. Tyle że rzecz cała stoi w miejscu i nie wiadomo czy pójdzie dalej, bo potrzeba jeszcze 100 tys franków, których Taviatini nie ma. Mistrz nie przyjechał do Polski z powodów sentymentalnych i artystycznych. Przyjechał także rozeznać się w możliwościach wzięcia kredytu. Ma nadzieję, ze koncerty przyniosą odpowiedni dochód. Żony Taviatiniego i Sterna ofk ciosają im kołki na głowie z powodu możliwego fiaska inwestycji, w którą wpakowali całe swoje oszczędności.

      Artur od początku śledzi Freolicha. Odkrywa,że romansuje on z jakimś młodym Niemcem, a więc że jest gejem. Z pomocą Leonarda robi mu zdjęcia, by użyć ich we właściwym momencie, o czym nieco później.

      Jednoczesnie, skonsternowany Artur odkrywa, że na strychu hotelu siedzi facet [p.Kozień] uzbrojony w aparaturę do podsłuchiwania Taviatiniego. Z tłumaczeń wynika, że to człowiek skierowany przez specsłużby do ochrony mistrza. Wynalzca róznych ciekawych urządzeń do nasłuchu, posiadacz pokaźnego głośnika, zna się na sprzęcie audio. Artur prosi go o dyskrecję i zachowanie dla siebie wszystkiego, co usłyszy. Jednocześnie prosi go, by to jemu składał raporty o tym, co usłyszy.

      Traf chce,że kiedy Artur wypróbowuje sam tę aparaturę podsłuchową - Taviatini zwierza się swojej żonie, że posadę dyrektora opery zamierza dać swojemu bratu [Andrzej Zaorski], poczciwemu i sympatycznemu Rysiowi, nauczycielowi muzyki w jakiejś małej polskiej szkole. Artur blednie... A potem Taviatini dodaje, że Artura zamierza zwolnić z pracy. Tutaj Artur niemal mdleje z wrażenia. Nie jest jednak mięczakiem, chce walczyć o swoją przyszłość...

      Los mu sprzyja. ALe nie sprzyja innym. Oto rankiem dnia koncertowego, Taviatini... traci głos ! Lekarz rozkłada ręce, nic się nie da zrobić, a możliwe że mistrz już NIGDy nie zaspiewa. Dramat. Taviatini próbuje zachować rzecz w sekrecie, mają wiedzieć tylko on, Sophie i akompaniator. Chodzi o wiarygodnośc finansową, o kredyt. Sophie paple jednak Arturowi, a podsłuchuje ich oczywiście Gertruda, więc za chwilę wszyscy już wiedza, że Taviatini się skończył.

      Jednocześnie Artur,niby grzecznie i z życzliwością, wpędza Rysia w konfuzję, gratulując mu spodziewanej nominacji na posadę dyrektorską i zarazem opisując z jaką masą urzędniczych zawiłości przyjdzie mu się zmierzyć.

      Sam mistrz ma nadzieję, ze to tylko chwilowy kryzys, ale wieczorem wiadomo już, że to coś bardzo poważnego. KOniec kariery. Podczas gdy inni gorączkowo próbują się ustawić jakoś wobec tej sytuacji, która rujnuje ich nadzieje, interesa i inwestycje [wszyscy byli podczepieni pod Taviatiniego...] - sam maestro wychodzi chyłkiem ze swoim bratem poślizgać się na zamarzniętym stawie. Przez kilka minut cieszy się życiem jak dawniej... A potem i tak znajdują go dziennikarze i musi uciekać.

      Z Paryża przyjeżdza facet nazwiskiem Balmour, zajmujący się budową tej opery Taviatiniego. Artur już wie, że Balmour przepie,przył pieniądze Taviatiniego na grze w karty.

      Wtedy Artur realizuje swój, wydaje się - znakomity, plan. Idzie do Froelicha i szantażuje go zdjęciami o wymowie wprost gejowskiej. Froelich nie traci fasonu i rezonu, i chętnie przystaje na formę szantażu : Artur chce, żeby Freolich dorzucił te brakujące 100 tys na operę Taviatiniego. A ten się zgadza i to bez większych problemów.

      Przy okazji, niespodziewanie Rysio Domagała po okresie strachu i niepewności - czy podoła, przyjmuje ofertę zostania dyrektorem opery Taviatinigo. Zawodzi w ten sposób nadzieje Artura. A ten dowiaduje się znienacka, że Taviatini doskonale wiedział o jego romansie z Sophie, tolerował to przez długi czas, ale kiedy Sophie zaczeła otwarcie występować przeciw niemu i małżeństwo zaczęło się nieodwracalnie psuć - postanowił zwolnić z pracy Artura, planując także rozwód.

      Pozostał jeszcze wieczorny koncert. Lud stoi pod hotelem i skanduje imię mistrza. Trzeba działać.

      Artur musi działać. Ma plan. Najpierw jednak przedstawia swoje warunki, na którym pozostanie u boku Taviatiniego i uratuje mu tyłek. Chce posady dyrektora i 20 % od dochodów mistrza. Taviatini wie, że jest skończony i że sam nie poprowadzi swojej kariery. Na początku odmawia, Artur idzie do drzwi, ale wie żemistrz jest skończony, a on ma nad nim przewagę. Po chwili Taviatini zatrzymuje go i oznajmia, że zgadza się na wszystkie warunki.

      Wtedy Artur doznaje ataku radości, a potem organizuje cały wieczór. Przypomniał sobie, jak niemowa Leonardo zabawiał pokojówki udając, że śpiewa, poruszajac ustami do puszczonej z płyty muzyki. Woła tego gościa od podsłuchów, każe mu zamontować głośnik. Do tego mikrofon. Nastepnie wychodzi na balkon i oznajmia tłumowi, że maestro nie wystąpi na sali koncertowej, lecz zaspiewa dla wszystkich. Wywołuje Taviatiniego, który daje wspaniały koncert z wysokości balkonu hotelowego. Z pełnego playbacku :] Sytuacja uratowana.

      Radośc Artura trwa krótki moment.

      Mistrz schodzi z balkonu, wraca do pokoju. Artur próbuje komenderowac, a wtedy odzywa się spokojnie siedzący przy stoliku Froelich. Oznajmia, że wykupił ten cały interes Taviatiniego i teraz on jest dyrektorem tej nowopowstającej opery. Projekt zostanie dokończony i będzie jego własnością. Podobnie jak sam Taviatini.

      Mistrz stoi i nie wie co dalej, a Froelich z uśmiechem każe nastawić nową płytę i wysyła Taviatiniego z powrotem na balkon. I dodaje, ze teraz konieczna będzie zmiana repertuaru na NARODOWY. Spiewaj mistrzu, pokaż się, to jest twoja jedyna rola. Jesteś mój. Teraz Froelich jest szycha, jego czas zaraz nadejdzie, jako doskonale sytuowany, wykształcony żarliwy nazista bedzie miał duże wpływy w nowym systemie. Wszyscy wiedzą o tym. U jego boku staje nawet wierny dotąd Leonardo... Symboliczny akt bez słów.

      A lud stoi na dole, wiwatuje i w dłoniach dzierży pochodnie... wiadomy symbol nadchodzącego.

      dobre, bo polskie :]
      • grek.grek Re: "Baryton" [polski z 1985r.] via Kultura 21.05.15, 13:51
        film jest kolorowy, niektóre fotki mogą mylić swoją czarno-białością :
        filmpolski.pl/fp/index.php?galeria_filmu=151089
        świetny scenariusz autorstwa Feliksa Falka i reżyseria Janusza Zaorskiego, który poprowadził całą akcję w intrygi salonowe, pardon - hotelowe - z domieszką prawdy i atmosfery historycznej, powagę i symbolikę ducha dziejów zachowując na ostatnią scenę.

        scenografia Allana Starskiego, zdjęcia Witolda Adamka, sami fachowcy na planie :]
        muzyka Jerzego Satanowskiego, zwłaszcza łotrzykowsko-ćwierćkryminalny motyw przewodni może się dłużej w pamięci zachować.

        aktorzy oczywiście wypadają znakomicie. wszyscy. z przyjemnością ogląda się Piotra Fronczewskiego z tamtego okresu. Zwłaszcza wspominając jak dzisiaj daje twarzy, a może i nie tylko, w niskich lotów reklamowych spotach, występując jako parodia Pana Kleksa albo owad latający po ekranie i zachwalający jakiś dyskont.

        • siostra_bronte Re: "Baryton" [polski z 1985r.] via Kultura 21.05.15, 14:41
          Dzięki, Greku :)

          Widziałam dawno temu. Faktycznie, znakomita obsada i reżyseria. W latach 80-tych robiliśmy naprawdę dobre filmy.
          • grek.grek Re: "Baryton" [polski z 1985r.] via Kultura 21.05.15, 15:24
            dzięki, Siostro :]

            yes, to był świetny okres polskiego kina.
            doskonale,że Kultura przypomina te filmy, bo na Jedynce czy Dwójce nie ma dla nich już miejsca :]
            • mozambique Re: "Baryton" [polski z 1985r.] via Kultu 22.05.15, 09:43
              a czy kots wie w jakim hotelu to krecono ? jakis warszawski ?

              bo zjadliwe widoczne logo Grand Hotelu to chyab fikcyjne ?
              • grek.grek Re: "Baryton" [polski z 1985r.] via Kultu 22.05.15, 16:06
                film kręcili w Szczawnie Zdroju, więc pewnie jakiś tamtejszy.
                a może przefasonowano jakiś inny budynek na hotel ? :}
    • grek.grek Cannes 2015 - dzień 8 21.05.15, 17:37
      nowy film Paola Sorrentina był ponoć wydarzeniem nr 1. oprócz majtek Natalie Portman ;] :

      www.filmweb.pl/article/CANNES+2015%3A+Waga+ciężka-111554
      film.onet.pl/recenzje/mlodosc-wielkie-piekno-nowego-filmu-paolo-sorrentino-recenzja/sjjfzt
      film.gazeta.pl/nowy_film/5,134867,17950093,Cannes_2015__Oklaski__gwizdy_i_gwiazdy___Carol___Sicario_.html/BoxKultImg
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=20743
      www.rp.pl/artykul/9146,1202704-Cannes-2015--Carol-Haynesa-faworytem-dziennikarzy.html
      wyborcza.pl/1,75475,17953392,Cannes_2015__Sorrentino___Fellini_z_krowim_dzwonkiem.html
      www.rp.pl/artykul/1195384,1202793-Cannes-2015--Sorrentino-o-mlodosci-i-starosci.html
      wyborcza.pl/1,75475,17953287,Cannes_2015__Nie_ma_lekko__czyli_filmy__ktore_irytuja.html
      uff, udanej lektury :]
      dorzućcie coś ! :]


      podobno w Cannes jest w tym roku jakiś obowiązek noszenia wysokich obcasów. nie doczytałem, czy dotyczy samych aktorek [bo chyba nie aktorów również ?] czy w ogole każdego ;]]

      jakoś brakuje filmów Almodovara czy Von TRiera, nie ?
      kiedyś Cannes obowiązkowo trzymało dla nich miejsca w konkursie głównym, a oni kręcili specjalnie pod Cannes. jakoś brak niektórych klasyków sprzed lat, nie sądzicie ?

      ha, faworyt dziennikarzy już znany, tylko... jak często faworyt przegrywa na festiwalach ? ;]
      w Wenecji jakoś tak co roku prognozy bukmacherów biorą w łeb, w Cannes chyba rzadziej, ale i tak niespecjalnie często. można się obłowić albo pójśc z torbami :]
    • grek.grek "Reality bites" w Kulturze 21.05.15, 17:41
      dzisiaj o 21:15
      jutro o 23:10

      pamiętacie pod jakim tytułem chodziło to w Polsce ? :]
      "Orbitowanie bez cukru" - powiedzcie mi, kto na to wpadł, chciałbym go poznać ;]]

      w latach 90-tych, to był portret młodego pokolenia Amerykanów wchodzących w życie, tuż po zakończeniu studiów, wikłających się w związki, poszukujących swoich dróg i miejsc na mapie świata, rozczarowań, kolizji marzeń z realiami, borykających z wątpliwościami na własny temat.

      no i po tym filmie Winona Ryder była kobietą idealną dla każdego początkującego pre-hipstera ;]

      ciekawe jak ten film broni się po latach.
      • siostra_bronte Re: "Reality bites" w Kulturze 21.05.15, 18:10
        Jakoś nie miałam okazji obejrzeć i szczerze mówiąc wcale mnie nie ciągnie.

        Yes, to były czasy, kiedy Winona Ryder w każdym filmie grała nastolatkę/dziewczynę :)
        • barbasia1 Re: "Reality bites" w Kulturze 21.05.15, 22:14
          "Orbitowanie bez cukru" - nie pamiętam tego filmu, może nie widziałam? Ciemność widzę.

          >"Orbitowanie bez cukru" - powiedzcie mi, kto na to wpadł, chciałbym go poznać ;]]
          Hehehe! Człek z fantazją.


          Yes, to były czasy, kiedy Winona Ryder w każdym filmie grała nastolatkę/dziewczynę :)

          Tak! :)

          A właśnie , co z Winoną teraz!?

          • grek.grek Re: "Reality bites" w Kulturze 22.05.15, 16:11
            modny był dawno, dawno temu ;]

            hehe :]]

            nie mam pojęcia.
            ciekawe, bo to była kiedyś jakże obiecująca aktorka.
    • grek.grek "Raj : Wiara" w Kocham Kino 21.05.15, 17:47
      23:00 i 3:00 ofk w Dwójce :]

      "Raj : miłość" był jakże świezym i interesującym filmem, podzielił nas tutaj i zaskoczył [przynajmniej niektórych, hehe, i zapewne także pozytywnie, jak pamiętacie].

      Teraz druga odsłona grzebania w rzeczywistości mieszczucha austrackiego, a moze nawet europejskiego jako takiego, przez Ulricha Seidla.

      wedle opisu bohaterką jest skrajna dewotka, która spędza czas na modlitwie, rózańcu, kościele, nawracaniu innych, adorowaniu Jezusa, ulicznym kaznodziejstwie i generalnie niczym innym. Po latach nieobecności zjawia się w domu mąz - islamista pochodzenia egipskiego. zachowania żony są dla niego zupełnie niezrozumiałe i konflikt jest nieuchronny.

      skok obowiązkowy ? :]
      • siostra_bronte Re: "Raj : Wiara" w Kocham Kino 21.05.15, 18:11
        Za późno!
      • barbasia1 Re: "Raj : Wiara" w Kocham Kino 21.05.15, 22:16
        Bardzo jestem ciekawa tego filmu. Skok obowiązkowy, bez dwóch zdań.
        Ale ze względu na późna porę trzeba wykonać skok w bok! ;)
        • grek.grek "Raj : Wiara" - 5 słów a'propos 22.05.15, 13:14
          skoczyłaś, Barbasiu ? :]
          Czcigodni ?

          Tzw.PRAWDZIWA wiara jak z obrazka :]

          Anna-Maria za dnia pracuje w instytucie medycznym, robi ludziom prześwietlenia, a po południu, albo w czasie urlopu, chodzi po domach z figurą Matki Boskiej i jak natrętny akwizytor wciska ludziom Słowo BOże, namawiając, a niekiedy niemal zmuszając do padu na klęczki i wspólnej modlitwy. Uzasadnia to dziecinno-pretensjonalnym tekstem "Matka Boska prosi o modlitwę", po którym oczekuje,że wszystkie kolana świata muszą się zgiąć.

          Wraca do prowadzonego z obsesyjną higieną domu i modli sie, gra na organach pieśni religijne, a wieczorami pokutuje za grzechy świata : sumiennie okłada się po gołych plecach bacikiem z rzemieni, zakłada jakiś pas z kolcami. W każdym pomieszczeniu jej mieszkania wisi albo krucyfiks albo obrazek święty, a w kuchni fotografia papieża Benedykta. Największy krzyż ma w sypialni - w chwilach sprzyjających głaszcze go, przytula, całuje, pieści i masturbuje się nim [niby pod kołdrą, ale wiemy co się dzieje]. Jezus to dla niej "najpiękniejszy mężczyzna", co wyznaje do jego podobizny ustawionej na stoliku przy łózku. Regularnie organizuje spotkania modlitewne dla Legionu Najświętszego Serca, czyli takich samych jak ona radykałów religijnych.

          Świątobliwą egzystencję wiedzie Anna MAria.
          A potem pojawia się mąz. Po dwóch latach nieobecności. W tym czasie miał wypadek i od pasa w dół jest sparaliżowany. Jeździ na wózku. Jest Arabem. Muzułmaninem.

          Anna Maria przyjmuje go cierpko. Ściele mu łózku, przygotowuje posiłki, daje się nawet namówić na wstawianie mu do pokoju grzesznego telewizora i odtwrzacza DVD, ale nic poza tym. Żadne małzeńskiego życia, nie mówiąc o pożyciu. Traktuje go jak kota, którego dała jej na przechowanie przyjaciółka jadaąca na wakacje. Czyli, micha, opieka, poczucie bezpieczeństwo i zero uczuć.

          Mąz to jakoś znosi, aczkolwiek kompletnie nie poznaje żony. W ciągu dwóch lat zmieniła się drastycznie oraz diametralnie. Próbuje ją dotknąc, ona reaguje jak na oparzenie. Próbuje z nią rozmawiać - żadnych efektów. Wreszcie sfrustrowany i podłamany jeździ po domu i zrzuca ze ścian krusyfiksy. Wywala obrazek Jezusa ze stolika nocnego przy jej łózku i wstawia tam ich ślubne zdjęcie. Pyskuje. Kiedy ona przed nim ucieka albo nie odpowiada - obrzuca ją wyzwiskami.

          Wreszcie dnia pewnego ANna Maria ma dośc. KOnfiskuje mu wózek. Zamyka w garażu. I unieruchamia windę, którą zapewne zamontowano po wypadku męża, aby mógł zjeżdzać z piętra na parter. Mąz pełza po domu i próbuje dostać się do garażu. CO za scena...

          Po traumatycznej wizycie misjonarskiej u młodej rosyjskiej imigrantki, podczas której Anna Maria omal nie zostaje przez nią wycałowana, pobita, przeleciana i uściskana na śmierć - babka doznaje jakiegoś nagłego przypływu przychylności. Najpierw płacze długo, a potem oddaje męzowi wózek. I próbuje pomóc mu z podłogi przenieść się na łózko. Wtedy mąz rozpaczliwie rzuca się do namiastki seksu małzeńskiego - obłapia ją, obmacuje, próbuje rozbierać... Anna Maria walczy z nim zaciekle, scena jak z National Geographic. Wreszcie udaje się jej wydostać z jego uścisku.

          Zmęczona jak po przebiegnięciu maratonu, znów obrzucana bluzgami - biegnie do swojego pokoju i wyrzuca do krucyfiksu, że "to za wiele jak na jej siły !" i "dlaczego mnie tak karzesz ?!", a potem łapie za swój bacik i z wściekłością naparza w krucyfiks.

          "Gdybym miał całą wiarę świata, a miłości w sercu nie miał, byłbym jako ten cymbał pustobrzmiący", mawiał poeta i wg mnie film ilustruje tę tezę.

          Anna Maria wierzy naiwnie, jak dziecko, które jest święcie przekonane, że naprawdę istnieją Smurfy czy krasnoludki. Dziecko nie dostrzega w bajkach i legendach metafory, symbolizmu, widzi je 1 do 1 i uważa, że są prawdą. Anna Maria to takie właśnie dziecko.

          Trudno powiedzieć, co ma jej rekompensować taka żarliwa, pełna świadectw wiara. Chociaz, lista jest tradycyjnie znana : bliskośc, poczucie sensu, własnej wartości, przydatności, pożyteczności itd. Pewnie wszystko po trochę.

          Te jej odwiedziny w przypadkowych domach to kawałek świetnego kina : imigranci modlą się chętnie, chociaż nie wiedzą po co. KLekają posłusznie, adorują figurę, Anna Maria komenderuje nimi jak mistrzyni ceremonii, jak nauczycielka. Ale już małżeństwo w sile wieku siedzi na kanapie i jej religijne argumentacje zbija przepięknie z pozycji liberalno-racjonalnych. Inny facet nawet nie wpuszcza jej za drzwi. Nastepny jest jakiś luzak w samych slipach, który żyje w zagraconej chałupie, mimochodem przyznaje się do uczęszczania na plaże naturystów, i jest przekomiczny, kiedy tłumaczy jej, że "nie moze kleknąć przed figurą, bo bola go kolana", daje jej krótki wykład dlaczego kobietom klękać jest łatwiej i proponuje, że pochyli się z szacunkiem ;], co wygląda przezabawnie.Prawie tak samo zabawnie, jak instrukcje Anny Marii, podawane absolutnie serio tonem, w jaki sposób przybrać pozycję klęczącą.

          Młoda pijana Rosjanka, to jest jakiś punkt zwrotny, mocna scena która zmienia coś w postawie bohaterki. Podobnie jak kulimnacyjny moment w "Raju : Miłości", kiedy turystki europejskie upokarzają czarnego tancerza, aczkolwiek on tego tak nie odbiera, a one za to płacą, więc wymagają. Widać tam było zderzenie dwóch równie cynicznych postaw : chłopca, który wymazał z siebie poczucie obciachu, bo liczy się tylko kasa, oraz tych które mu za to płacą, więc tym bardziej nie jest im źle z całą sytuacją, która dla widza wygląda ohydnie.

          Tutaj po jednej stronie jest dewotka, a po drugiej - najpewniej - prostytutka-amatorka, pijana w 3D, gotowa bić ją, gwałcić, a za chwilę się do niej przytulać jak do matki. Ich scena skupia się wokół takiego samego zderzenia : tutaj jest to konfrontacja wiary z nihilizmem. Anna Maria nie może jej pomóc.

          Teresa w "Raju: Miłości" zrozumiała że nie znajdzie uczucia, że rządzi kasa, że ci chłopcy z plaży oferują tylko ciało, a reszta to kłamstwa. Idąc tym śladem, można by powiedzieć, wg mnie, że Anna Maria odkrywa swoje realne możliwości. Jej wiara nie jest w stanie pomóc tej dziewczynie. Sama wiara nic nie znaczy. Hołubiona, wychwalana, pełna haseł, sloganów, słówek z Biblii - nic nie znaczy wobec realnego ludzkiego upadku. Anna Maria styka się z prawdą życia, która jej wiarę po prostu nokautuje.
          dlatego płacze.

          Zrozumiawszy cos, choćby intuicyjnie, probuje okazać męzowi serce. PO raz pierwszy. I spotyka się z jego seksualną napaścią. Nie może więc zrealizować nowej idei, zrozumiała coś, zrozumiała że CZYN oddaje istotę wiary. Próbuje CZYNU i natrafia na profanację wartości, w które wierzy. TO dlatego, wg mnie, wali bacikiem w krucyfiks, krzycząc "Dlaczego tam mnie karzesz !". Scena podobna do ostatniego aktu "Raju : MIłości", gdzie Teresa wyniośle potraktowała pierwszego chłopaka, który najwyraźniej był inny niż wszyscy poprzedni. SKOŁOWANIE głównej bohaterki - tym kończą się oba te filmy, wg mnie ofk :]

          W tej naiwnej wierze Anny Marii brak własnie miłości, o której mówił poeta. Ona ma miłośc, czułośc, serce, ale dla Jezusa na obrazku albo krucyfiksie. NIe ma go za to ani odrobiny dla męża czy dla kota. To mąż okazuje zwierzęciu czułość - kiedy w domu nie ma Anny Marii, wyciąga go z klatki, w ktorej kot siedzi, głaszcze, wozi ze sobą po domu, mówi do niego, pozwala jeść siedząc na stole kuchennym, a nawet nakłada mu porcje z konserwy dla ludzi. Anna Maria przerywa im ten sympatyczny dzień i ochrzania męża, że karmi kota nie karmą, ale ludzkim żarciem.

          Ona nie widzi Jezusa ani w drugim człowieku ani w zwierzęciu. Modli się do martwych obrazków. DO symboli. Ludzi poucza, a nie rozmawia z nimi. Nic jej oni nie obchodzą. Wymaga od nich aby uklękli i modlili się z nią do Matki Boskiej. Zachowuje się jak misjonarka, która ze względu na swoją wiarę zyskuje święte prawo do wyznaczania ludziom granic, zmuszania ich do określonych zachowań, która może włazić wszędzie z butami, a jej SŁOWO jest jedyną prawdą, bo przecież ona "powtarza tylko to,co Bóg mówi".
          • siostra_bronte Re: "Raj : Wiara" - 5 słów a'propos 22.05.15, 13:35
            Dzięki, Greku :)

            Mamy tu fanatyzm religijny w czystej postaci. Wiara bohaterki nie przekłada się w żaden sposób na jej życie. Bo w końcu liczy się tylko to, jakim się jest człowiekiem, a nie to w co lub w kogo się wierzy.

            Zastanawiam się jak to się u Anny- Marii zaczęło. Nie ma o tym mowy w filmie?

            Co do męża, dlaczego zniknął z jej życia na dwa lata?
            • grek.grek Re: "Raj : Wiara" - 5 słów a'propos 22.05.15, 16:04
              dzięki, Siostro :]
              udało Ci się obejrzeć ?

              yes, masz rację.
              wiara bez uczynków jest martwa, jak to ktoś rzekł.
              bohaterce wydaje się, że jest ponad to, bo przecież adoruje, pokutuje, głosi Słowo Boże.
              w finale Seidl dekonstruuje jej wyobrazenia o istocie wiary i Boga.

              nope.
              wiadomo tylko, że Anna Maria jest w "takim stanie" od 2 lat.
              mąz o tym zawiadamia mówiąc do niej w pewnym momencie "2 lata temu byłaś zupełnie inna, co się z tobą stało ?".
              jednoczesnie, Anna komunikuje, w rozmowie z nim, "Po twoim wypadku postanowiłam WRÓCIĆ do wiary", a więc możliwe, że nastąpiła... remisja ;]

              nie są ujawnione powody zniknięcia męża.
              wiadomo, że miał wypadek, po którym jest sparaliżowany.
              można się więc domyslac,że ta nieobecnośc była tym własnie motywowana.

          • grek.grek Re: "Raj : Wiara" - 5 słów a'propos 22.05.15, 13:40
            Anna maria jest równie zatem naiwna jak Teresa. I spada z tego samego kozła. Teresa sądziła, że jako Europejka stoi wyżej od kongijskich chłopców z plaży. Nawet jesli nie jest modelką Victoria Secret. Anna Maria ma poczucie bycia lepszą z powodu swojej wiary w Boga, pozostawiania z nim w intymnej zażyłości, czasami nawet dosłownie. OBie lądują na plecach i nie mogą się pozbierać. Teresa zwraca się przeciw miłości, a Anna Maria przeciw swojej wierze. W istocie, wg mnie, zwracają się przeciwko własnemu pojmowaniu rzeczywistości i błędnej intepretacji pojęć.

            Teresa daje się kiwać chłopakom z plazy, bo nie rozumie czym jest naprawdę miłośc.
            gdyby rozumiała, w 5 minut by dostzregła,że jest oszukiwana.
            Anna Maria nie rozumie czym jest naprawdę wiara w Boga i jaki jest jej sens.
            gdyby rozumiała, nie traktowałaby męza jak psa, a kota jak niewolnika ;] Okazywałaby serce, okazywałaby WYROZUMIAŁOŚĆ, nie byłaby taką surową, dobrotliwą na oko, a w gruncie rzeczy wypraną z uczuć babą. Brak jej pokory, brak jej serca dla bliźniego, za to zapędów misjonarskich ma aż nadto. I traktuje innych ludzi jak kiedyś misjonarze własnie, traktowali Indian w Ameryce Południowej.

            paradoks jest taki, że oni wtedy "zdobywali Nowy Świat".
            Anna Maria jest o tyle groteskowa, że ona reprezentuje już nie potęgę podbijających świat, a raczej bliższa jest tym Indianom, którzy zostali podbici.

            Ani jej, ani jejpodobnych, nikt już nawet nie rzuci lwom na pożarcie. W Europie po prostu traktuje się takich fanatyków, pojmujących wiare w Boga w sposób anachroniczny i pozbawiony empatii dla drugiego człowieka, jak element toksyczny, który po prostu się omija, ignoruje, nie daje im nawet satysfakcji męczeństwa, której zawzięcie szukają, ot choćby w Polsce. BYle kpinę w gazecie biskupi i zawodowi katolicy traktują jak "krzyżowanie [ich] jak Jezusa". błazny.

            Szczerośc ANny Marii jej nie ratuje, przeciwnie.

            Scena, kiedy walczy z mężem, jest symboliczna. Mąz, islamista [modlący się, mający w pokoju prawiony obraz świętego kamienia z Mekki wotoczeniu nieprzebytych tłumów pielgzrymów], i żona, dewotka katolicka, turlają się po podłodze i leją się... jego bamboszami :] Ona naparza go po głowie, a on ją gdzie popadnie. MOment Kodaka ;]]

            wg mnie, pięknie ilustrujący na czym polega konflikt religijny i wokół czego się ogniskuje. Patrzymy na to i nie wiemy, śmiać się czy płakać. Wariatka i frustrat naparzający się bamboszami... A Boga w tym nie ma, bo nie ma serca, nie ma czynu, nie ma uczucia. Sa tylko symbole, ceremoniały, rutyny, wyuczone piosenki i modlitwy.

            Anna Maria nie ma serca do tej roboty. Znalazła sobie powołanie, które nie jest powołaniem. Powołanie zakłada zrozumienie istoty rzeczy. Ona nie rozumie wiary, religii, Boga, człowieka, niczego.

            I może najlepszą ilustracją współczesnej obojętności na tak pojmowaną wiarę jest ten niezawodny jegomość w gaciach. Anna Maria proponuje mu modlitwę "OJcze Nasz" - facet nie ma pojęcia, jak to szło.... coś tam duka, ona mu pomaga, on stara się "Jak to było, no jak to było... aha, no tak... ale jak dalej... kurde, no nie pamiętam...". Scena przezabawna, a jakże głęboka :]

            wypada chyba powiedzieć, że aktorka odtwarzająca Annę Marię gra doskonale, z poświęceniem i absolutnie bezkompromisowo. Maria Hofstatter. Znakomita !

            momentami rzecz przypomina niemal paradokument, sporo tu naturalizmu, podglądactwa uprawianego z klasą, a nawet wmiksowana jest scena półpornograficzna [ wracająca wieczorem Anna Maria napotyka w parku na seks grupowy jakiejś grupki pasjonatów tego typu rozrywek - muruje ją, łapie za rózaniec, ale głos więźnie jej w gardle, nie umie się odezwać, przerwać im wygłoszeniem jakiegoś umoralniającego speechu, chwilę stoi, załamana jest, a potem biegiem goni do domu]. Kiedy wraca do domu od tej Rosjanki - czeka na przystanku autobusowym, idzie burza, wiatr się zrywa, drzewa faluja, niebo całe zawalone chmurami, pada deszcz. ANna stoi w samym środku oka kamery, a ta pogodowa szajba ją otacza. Świetne ujęcie, jakże trafne w tym momencie.

            no i warto dodać, że występuje tutaj Radio Maria - Anna go słucha i jeździ samochodem z reklamą tegoż radia na drzwiach. Lektor wymawia tę nazwę tak jakoś swojsko "Radio MarYja" :]] "Maria", a "Maryja", to jednak róznica, no ale cóz... siła nawyku ;] I Radio Maria też ma swojego Ojca Dyrektora. Gutenthera Jakiegośtam, hehe.

            uff, to tyle moich wrazeń i innych takich :][

            piszcie !

            www.youtube.com/watch?v=i-BzNOeYKrw
            • siostra_bronte Re: "Raj : Wiara" - 5 słów a'propos 22.05.15, 14:11
              Anna Maria przypomina mi posłankę Pawłowicz w trakcie sejmowej debaty o związkach partnerskich sprzed dwóch lat :) To był pokaz nienawiści, sprzecznej z wartościami religii, którą ta pani jakoby wyznaje. Smutne.
              • grek.grek Re: "Raj : Wiara" - 5 słów a'propos 22.05.15, 16:08
                Anna Maria nie ma takiej werwy ;]
                jej fanatyzm religijny nie irytuje, nie wkurza, nie prosi się o zgrzytanie zębami - bywa komiczny, bywa kuriozalny, ale zawsze jest to, wg mnie, coś bliższego raczej przemądrzałemu dziecku.
                • siostra_bronte Re: "Raj : Wiara" - 5 słów a'propos 22.05.15, 16:18
                  Hehe. Chodziło mi o ten zupełny rozjazd między wyznawaną religią, a codziennym życiem. I nie, filmu nie widziałam, niestety.
                  • grek.grek Re: "Raj : Wiara" - 5 słów a'propos 22.05.15, 16:26
                    rozumiem :]
                    racja !

                    o, Kultura pewnie pokaże ten film.
                    wydaje mi się, że zapewne w podobnych godzinach ;]
                    jednak za dużo tam otwartej krytyki bigoterii i dewocji, żeby poszło w primetime in POland ;]
    • barbasia1 Eurowizja 2015 - II półfinał 21.05.15, 22:18
      Monika Kuszyńska reprezentuje Polskę w tym roku, za chwilę będzie śpiewać w półfinale. Bez względu na wynik trzymam kciuki i życzę jej zadowolenia z występu i pięknych przeżyć.
      • angazetka Re: Eurowizja 2015 - II półfinał 22.05.15, 12:18
        Miło, że się udało (choć nie oglądałam, z Eurowizji najbardziej lubię punkty od poszczególnych krajów ;)).
        • barbasia1 Re: Eurowizja 2015 - II półfinał 23.05.15, 16:35
          Tak. :)
          To teraz trzymamy kciuki za dobry występ w finale.

          >choć nie oglądałam, z Eurowizji najbardziej lubię punkty od
          > poszczególnych krajów ;)).

          To już dziś wieczorem, punkty. ;)
    • grek.grek Cannes 2015 - dzień 9 22.05.15, 16:24
      nowe filmy Gaspara Noego i Jacquesa Audiarda.
      od jutra do wtorku zapewne blokada linków na forum, yikes! ;]

      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=20747
      film.gazeta.pl/nowy_film/1,34866,17959866,Opowiesc_o_milosci_i_mroku__recenzja__KORESPONDENCJA.html#BoxKultImg
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzien-dziewiaty-wytrysk-w-3d-love-gaspara-noe-relacja/rrm2h6
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2015%3A=Ręce+do+góry!-111575
      film.wp.pl/id,151131,title,Carol-Zakazana-milosc-RECENZJA,wiadomosc.html?ticaid=114e90&_ticrsn=5
      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,17950683,Kiedys_szokowal_gwaltem_w__Nieodwracalne___teraz_nakrecil.html#BoxKultImg
      www.rp.pl/artykul/1195384,1202916-Cannes-2015--Dolan-nie-idzie-do-szkoly.html
      wyborcza.pl/1,75475,17959422,Cannes_2015__francuski_faworyt_i_balety_walk__ktore.html
      wyborcza.pl/piatekesktra/1,145087,17920030,Cannes_2015__nowy__rozpedzony__Mad_Max__niczym_z_obrazow.html
      uff, udanej lektury, Czcigodni :]
    • siostra_bronte "Anioł zagłady" 23.05.15, 12:32
      Obejrzane wczoraj na Arthouse Filmbox. Film Bunuela z 1962 r. Był o nim tylko krótki wpis Pepsic, więc napiszę o ciut więcej.

      Historia jest chyba znana :) Grupa eleganckich gości przychodzi na kolację do pięknego domu. Ale wcześniej służba wymyka się. Gospodyni zwalnia nawet swoich dwóch służących, którzy wychodzą. Czyżby wiedzieli co się wydarzy?

      Goście miło spędzają czas. Jedna z pań gra koncert na fortepianie. Robi się późno, ale nikt jakoś nie spieszy się do domu. Para gospodarzy dziwi się temu, ale nie ma odwagi, żeby powiedzieć to gościom wprost. Kilku gości też się zastanawia co się dzieje, ale również zatrzymują to dla siebie.

      A goście idą spać. Kładą się na kanapach, tudzież na podłodze. Rankiem towarzystwo wypytuje się wzajemnie o to jak się spało. Niektórzy są połamani od spania w niewygodnej pozycji :)

      Gospodyni chcąc nie chcąc prosi jedynego kamerdynera, który się ostał, żeby przygotował śniadanie. Ale ten odpowiada, że nie ma z czego, bo dostawcy z niewiadomych przyczyn nie przyjechali rano, tak jak zwykle. Gospodyni prosi więc go o zrobienie herbaty i jakieś zimne przekąski.

      Niektórzy goście zachowują się jakby nic się nie stało. Ale jedna z pań mówi, że dzieci i mąż muszą się o nią martwić i powinna wracać do domu. Chce wyjść ze znajomą, ale zatrzymuje się na progu salonu. Nie może, nie potrafi pójść dalej. Siada na krześle i płacze.

      Goście pałaszują śniadanie. Potem dyskutują w podgrupach o wszystkim. W końcu ktoś ma odwagę powiedzieć na głos, że dzieje się tu coś dziwnego. Dlaczego nikt nie wyszedł wczoraj po kolacji?? Co to za "paraliż woli", który ich wszystkich ogarnął? A może wszyscy zostali "zaczarowani"? Goście zastanawiają się, że to może jakiś żart gospodarza, albo nawet pułapka, którą na nich zastawił. Gospodarz oczywiście zaprzecza.

      Dzień jakoś mija i wszyscy znowu kładą się, gdzie tylko się da. Kolejny dzień jest już trudniejszy. Goście są spragnieni, a w salonie nie ma już ani kropli wody. Do tego są głodni.

      W desperacji panowie wykuwają dziurę w ścianie i docierają do rury z wodą. (Przyznam, że tego nie rozumiem. Przecież kamerdyner był w kuchni, żeby przygotować śniadanie. A w kranie chyba była bieżąca woda?). Kiedy tryska strumień wody całe towarzystwo rzuca się do niego. Ktoś dyryguje, żeby przepuścić najpierw kobiety. I przypada tylko kilka szklanek na łebka :)

      Oczywiście całe towarzystwo jest w coraz gorszej formie. Goście nie wyglądają już tak pięknie jak pierwszego wieczora. Eleganckie stroje są w nieładzie, a panie są rozczochrane. Oczywiście gościom zaczynają puszczać nerwy. Maniery schodzą na dalszy plan. Dochodzi do przepychanek. Po prostu obraz nędzy i rozpaczy.

      Jeden z gości, starszy pan, dyrygent czuje się bardzo źle. Wśród gości jest lekarz, ale nie może nic zrobić, nie mając leków. Dyrygent leży więc na kanapie i po jakimś czasie umiera. Goście upychają go w szafie. A że fetor zaczyna coraz bardziej przeszkadzać, jakiś gość zakleja drzwi szafy :)

      Niektóre panie bardzo osłabły. Od czasu do czasu któraś krzycy, że już tego nie wytrzyma. Jedna z pań ma nawet omamy (świetna scena z wędrującą ręką, będzie w trailerze).

      Goście stracili rachubę jak długo już tu siedzą. Niektórzy liczą na to, że ktoś z zewnątrz zadziała. Jedna z pań proponuje modlitwę, bo tylko to może ich uratować.

      Głód zajrzał gościom w oczy. Kamerdyner je kulki z papieru :)

      Tymczasem na zewnątrz, przed domem stoi policja. Wcześniej wysłano grupę saperów, żeby weszli do domu, ale z niewiadomych przyczyn tego nie zrobili. Są też gapie, którzy zastanawiają się, czy w domu jeszcze ktoś żyje. Odważni, którzy chcą wejść do domu i pomóc gościom są pacyfikowani przez policję :)

      Na szczęście do salonu wchodzą owce, które trzymają gospodarze domu. Jak można się domyśleć, goście rzucają się na nie gołymi rękami :) Robią prowizoryczne ognisko i ruszt. Mogą się wreszcie najeść.

      Całe towarzystwo traci już nadzieję na wyjście z tej sytuacji. Myślą nawet o tym, że czeka ich tu śmierć. Ale jedna z pań wpada na pomysł. Goście mają siąść dokładnie w takich samych miejscach jak pierwszego wieczoru w czasie koncertu. Pianistka odgrywa fragment tego samego koncertu. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki goście mają ochotę iść do domu. Z radością wybiegają przed dom. Wyglądają tragicznie, ledwo trzymają się na nogach, są brudni i obszarpani. Ale koszmar się skończył.

      Następna scena ma miejsce w kościele. Na mszy są wszyscy goście razem z innymi ludźmi. Kiedy msza się kończy, tłum tłoczy się przy wyjściu, ale...nikt nie wychodzi. Czyli to samo co stało się wcześniej? Potem widzimy grupę owieczek, które biegną w stronę kościoła. A na ulicach miasta są jakieś zamieszki. Czyżby jakaś rewolucja? Policja strzela do demonstrantów. Koniec.

      Przyznam, że nie do końca rozumiem, co Bunuel miał na myśli :) Na pewno to mocna krytyka burżuazji i jej konwenansów. I jej bezradności, kiedy nie może liczyć na swoją służbę. Ale może przesłanie jest bardziej uniwersalne? Nie wiem. Ale pomysł i jego realizacja znakomite. Nie raz musiałam się zaśmiać widząc miotających się bohaterów.

      www.youtube.com/watch?v=ERHL5nzEMmM







      • grek.grek Re: "Anioł zagłady" 23.05.15, 14:05
        świetny, zgrabny i rzeczowy, opis, Siostro :]

        może Bunuel miał koncept, historię, ale sam nie wiedział jaki jest jej sens właściwy ? :] zrobił z tego film, a nad resztą niech się martwią widzowie ?
        to by nawet zgodne było z duchem surrealizmu.

        masz rację, wg mnie, pisząc o krytyce mieszczańskiego konwenansu.

        nikt nie umie być pierwszym, który zrobi krok za drzwi, niikt nie chce złamać grupowej psychozy, nikt nie chce narazić się na ewentualną krytykę - a więc nagana konformizmu grupy.

        ale może być i szerzej : społeczeństwa, które nie potrafi przełamać skostnienia norm i anachronizmów. czyli, wezwanie do obyczajowej rewolty, do zrobienia śmiałego kroku naprzód, bo życie w szablonie uznanych zasad i wartości z czasem prowadzi, otóż własnie, do "obrazu nędzy i rozpaczy", polowania na owce, jedzenia kulek z papieru i cierpienia pragnienia, które to pragnienie może być metaforą potrzeb duchowych i intelektualnych.

        sztuki, która tkwi w wygodnym zakleszczeniu tych samych słów, obrazów i kierunków. a więc manifest potrzeby surrealistycznego przekroczenia ?

        dom jako symbol bezpiecznego azylu tradycji, która jednak zaczyna cuchnąc śmiercią ducha i wyobraźni, ogólną degrengoladą, kiedy społeczeństwo dusi się w swoim sosie i nie poszukuje nowych form wzajemnych relacji, kulturowych symboli i obyczajowych zmian ?





        • grek.grek Re: "Anioł zagłady" 23.05.15, 14:12
          PS :

          w sensie pozytywnym - wołanie o indywidualizm łamiący paraliż zbiorowości, o smiałość przełamującą opory zniewolonych konwencją i rutyną społeczna/grupową, o wolnośc ludzką, jednostkową, artystyczną. o pokonanie uścisku imadła społecznej kontroli.
          • siostra_bronte Re: "Anioł zagłady" 23.05.15, 14:20
            Dzięki, Greku :)

            Wyszło krótko jak na mnie, bo fabułę trudno dokładnie streścić. Akcji niewiele, za to dużo dialogów.

            Celne i głębokie uwagi. Podpisuję się :)
            • grek.grek Re: "Anioł zagłady" 23.05.15, 14:42
              streszczenie jest bardzo dobre, Siostro, na pewno zawarłaś w nim to, co ważne.

              dzięki ! :]
    • grek.grek "Thor : Mroczny świat" w TVN 23.05.15, 14:09
      obejrzałem wczoraj w TVN.

      Mania mnie pochwali :]

      wg mnie, 3/4 budżetu poszło na : imponujące gaże dla jeszcze bardziej impoonującej obsady aktorskiej, na dość pretensjonalne i nie mające wdzięku efekty specjalne oraz na marketing i reklamę dzięki którym ten film zapewne znakomicie się sprzedał. BOhaterowie nie próbują nawet być złożonymi osobowościami, a opowiadana historia jest płaska.

      Mania rzuci we mnie bamboszem :]
      • siostra_bronte Re: "Thor : Mroczny świat" w TVN 23.05.15, 14:25
        Haha. Brawo, Greku za poświęcenie :)

        Widziałam kiedyś pierwszego "Thora", z ciekawości. I więcej nie mam ochoty oglądać. Ostatnio namnożyło się tych "Thorów", "Avengersów" itd, każdy po kilka części, of course. To nie dla mnie :)
        • grek.grek Re: "Thor : Mroczny świat" w TVN 23.05.15, 14:46
          dzięki, Siostro, za docenienie mojego heroizmu ;]]

          zwłaszcza, że w Kulturze pokazywali ciekawą "Jej drogę". pomyślałem sobie, że Kultura powtórzy, a tutaj jednak obsada tak dobra,że warto zobaczyć, co z tego wyszło. poza tym, te "King Kongi", "Skyfalle" i inne "Parki Jurajskie" na tyle mi się podobały, że liczyłem chyba jednak na więcej.

          cóz, kino superbohaterskie także i dla mnie nie jest stworzone :]
          • maniaczytania Re: "Thor : Mroczny świat" w TVN 23.05.15, 17:18
            Mania bamboszem nie rzuci, co najwyżej lekko się zdziwi ;)
            Bo po tych filmach naprawdę nie ma czego większego się spodziewać. Fabuła nie jest najważniejsza ;) , aczkolwiek dla mnie w tych wszystkich filmach całość ładnie się spina, zwłaszcza jeśli ogląda się je w kolejności.

            A w tej części największe wrażenie na mnie zrobiła scena takiego jakby 'pogrzebu' wojowników Asgardu - te łodzie na wodzie i migoczące światełka. I humor, z niezłymi 'onelinerami', szczególnie w wykonaniu profesora Selviga - zrozumiałe dla tych, co widzieli pierwszego Thora i Avengers.
            • grek.grek Re: "Thor : Mroczny świat" w TVN 23.05.15, 17:41
              będę żył ! :]

              może zabrakło mi własnie tej spójności, bo nie widziałem innych części.

              a spodziewałem się... nawet nie wiem czego konkretnie.
              jestem ignorantem w tym repertuarze.
              ot, po tych widowiskach a'la "King Kong", "Park Jurajski" [który obejrzałem po latach z zupełnie nową przyjemnością] czy nowe "bondy" - pomyślałem, że może i tutaj trafię :]

              może przy następnej okazji wrażenie będzie inne.

              goły profesor z rozmazanymi punktami strategicznymi - fatalny widok ;]
              szzcerze mówiąc, skusiłem się widząc w obsadzie Natalie Portman i Idrisa Elbę, ale nawet oni nie przebili się pzez scenariusz, a Elba dodatkowo przez ten hełm z rogami, co go nosił przez gros czasu. nie dostali szansy by stworzyć małe kreacje. zapłacono im za twarz i nazwisko na plakacie reklamowym. jestem złym Grekiem, wiem...

              efekty momentami, sekwencjami - były udane, bez dwóch zdań.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka