Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 3 (vol. 65)

    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Kula' 16.03.16, 15:56
      służby amerykańskie [bo jakie inne ? ;)] wesszły w posiadanie zdumiewającego znaleziska. Na dnie oceanu leży sobie tytułowa KULA, czyli coś co wygląda na wrak pojazdu kosmicznego, który leży tam od paruset lat. Średniowiecze, inkwizycja i czarna ospa, a tutaj w wodzie kosmici lądowali. Niezłe :]

      w pełnej konspiracji rząd amerykański [bo jaki inny ?] ściąga kilku specjalistów z róznych dziedzin nauki, żeby zaczęli badać znalezisko.

      w obsadzie Dustin Hoffman, Samuel Jackson, Liev Schreiber, AND Sharon Stone, jakże urodziwa, temat całkiem niezły, odwołania do klasyków science-fiction, a do dziś na Rotten Tomatoes 12 % pozytywnych ocen z 50 recenzji. Klapa !

      ciekawe dlaczego ?
      wg mnie, to wcale nie jest taki najgroszy film, akcja rozwija się w interesujący sposób, sekret Kuli i jej wpływu na ludzką świadomość nie jest jakiś idiotyczny, no a aktorzy wypadają niezgorzej. Można się najwyżej uśmiechnąć przy okazji kilku dialogów, które pojawiają się z głupia frant i są naiwnie skomponowane celem podbicia rangi naukowców ["Ile miałeś lat jak zrobiłeś doktorat ? - 18 - Cholera ! wyprzedziłeś mnie o rok !"]. Że niby same wunderindy zajmują się sprawą. A potem te wunderkindy prostych rzeczy nie wiedzą [nie pamiętam już dokładnie, co to było, ale jak obejrzę, to napiszę o co mi chodzi].

      tak czy owak, ręka w górę, kto nie kupił tego momentu, gdy postać grana przed Samuela Jacksona mówi z pełnym spokojem do Dustina Hoffmana :"Wszyscy tu umrzemy" ;]

      warto spróbować, wg mnie.

      12 % z 50... dlaczego ?dlaczego ? Macie jakieś pomysły ?

      • siostra_bronte Re: 20:00 Stopklatka "Kula' 20.03.16, 17:15
        Kiedyś widziałam. Zgadzam się, że całkiem przyzwoity. Tylko Dustin Hoffman kompletnie nie pasował do tej historii.
    • grek.grek 22:05 TVP kultura "Bez wstydu" 16.03.16, 16:07
      miała być afera, chryja i obalanie tabu, a wyszło jakoś tak średnio.

      brat, siostra, nie do końca zdefiuniowana i opisana przeszłośc, sugestia że łączy ich coś więcej niż ucuzcie bratersko-siostrzane... a do tego młoda Romka, która marzy o studiach medycznych, ale nie moze się przebić przez uprzedzenia środowiskowe, oraz narodowcy, którzy naskakują na Romów, a początkujący polityk z tego kręgu ideologicznego jest narzeczonym siostry brata.

      w sumie, wg mnie, do zapamiętania : krótki epizod Pawła Królikowskiego jako zabawowego posła, wszystkie sceny ze świetną Anną Próchniak, wyeksponowana fizycznie atrakcyjna strona Agnieszki Grochowskiej.

      miało być bez wstydu, a zdaje się, że najbardziej zawstydzony był pan reżyser, hehe. Niby chciał robić film przełamujący zakazane, a zrobił film o własnych zahamowaniach :]

      coś tam niby sugeruje, coś tam niby odsłania, ale za dużo jest równoległych wątków, które co najwyżej próbują podpowiadać, ze brat jest zazdrosny o siostrę jak o kobietę, mimo że nijak nie idzie tego rozpoznać.

      ona się boi, tego co on boi się jeszcze bardziej, reżyser boi się zaś najbardziej. koniec końców, najciekwiej wypada młoda, smiała, sympatyczna, rezolutna romska dziewczyna, której los jest tyleż smutny, ile znaczący z punktu widzenia opresji kulturowej, którą chciałby tutaj reżyser ogrywać. ona naprawdę się z nią zmaga. rodzeństwo... nie wiadomo ; zmaga się ze sobą ? z narzuconymi wzorcami ? z wychowaniem ? nie wiadomo.
    • grek.grek "House of Cards" odc 10 [1] 17.03.16, 13:04
      W którymś momencie tego odcinka Frank Underwood konkluduje : " [mam] Bunt na wszystkich pokładach". I tak też w istocie jest.

      Odcinek 9 kończy się potężnym ciosem dla Franka i całej kampanii wyborczej jego "podopiecznego" Petera Russo, kandydata Demoratów na gubernatora stanu Pensylwania - w Kongresie nie przechodzi ustawa o wododziałach, co sprawia, że właściwie przestaje istnieć lokomotywa wyborcza Russo : obietnica inwestycji, które zapewnią pracę kilkunastu tysiącom ludzi w jego mateczniku wyborczym.

      Frank reaguje wściekłością. Nie wie jeszcze, że jego zona Claire nie wykonała zadania jakie jej zlecił - nie postawiła na ostrzu noża znaczenia tego głosowania i dwóch wahających się senatorów wstrzymało się od głosu. Zamiast ich przekonać, po tym jak Frank ich wstępnie zastraszył, Claire zasugerowała, że jak nie zagłosuja "za', to nic się nie stanie.

      Na dywaniku u prezydenta Frank musi zmierzyć się z pytanimi : jak do tego doszło ? Prezydent jest niezadowolony, bo udzielił ustawie poparcia, a jak poparcie prezydenta nie gwarantuje uchwalenia ustawy, to cała sytuacja kompromituje urząd.

      Peter Russo jest wściekły jeszcze bardziej niż Frank. Domaga się "naprawienia całej sprawy". Inaczej kampania jest przegrana, a on sam wylatuje z polityki, może już stawiać budkę z hot dogami. Frank zimnym tonem uspokaja go [rozmawiają przez telefon], ale Russo zaczyna mu groziź ujawnieniem jakichś brudów politycznych z poprzednich lat. Frank na to, że może go zgnieść jak mrówkę, na co Russo odpowiada "Nie mozesz, bo zgniótłbyś przy okazji samego siebei". I koniec rozmowy. Russo jest przecież człowiekiem Franka na najważniejszy urząd w stanie. Frank wie, że nie może go ruszyć, przynajmniej na razie.

      Tuż po feralnym głosowaniu, do Franka dzwoni Zoe Barnes, jego kochanka i ambitne medium, przez które puszcza przecieki korzystne dla jego zamiarów. Zoe niespodziewanie wyjawia mu, że "z jej źródeł" wynika, że sprawę zawaliła Claire.

      Zoe Barnes ma swój plan : chce od Franka dostać jakiś smakowity news, którym znów mogłaby się wyróznić w potoku wody lanej w mediach. Frank nie bardzo ma albo chce jej coś dać, więc Zoe grozi mu, że sprzeda news pt Żona kongresmena zawala mu kluczową ustawę. Frank już wie, ze zaczyna tracić kontrolę nad nią.

      Frank oczywiście zaraz galopuje do żony i robi jej karczemną awanturę. To była ofk mała zemsta z jej strony, za brak odpowiedniego zaangazowania Franka w problemy z jakimi boryka się jej fundacja. Ona dla niego wszystko, a on dla niej nic. Więc zagrała nie fair, żeby poczuł, że to partnerstwo, a nie układ jednostronny.

      Frank uspokaja się trochę i wyjawia się, ze wie o sprawie od Zoe Barnes. I że w jakimś sensie Zoe go szantażuje.

      Claire odwiedza ją, w jej czynszówce. Zoe ją wpuszcza. Claire czuje się w tym jej mieszkanku jak u siebie. Chodzi sobie, ogląda, przechadza się, komentuje, a Zoe jest zdziwiona. Wreszcie Claire swobodnie zdradza jej, ze doskonale wie o jej romansie z Frankiem. Wiedziała od początku. Jasna sugestia : chcesz mnie/nas szantażować czymś, o czym wiemy oboje ? My z tego wyjdziemy, a ty ? Co ty na tym zyskasz ? A potem wychodzi, zaś Zoe pozostaje w konfuzji.

      Claire nie wraca do domu. Wyjeżdza do Nowego Jorku, do swojej poprzedniej miłości, która abspolutnie nie rdzewieje. Do znajomego już fotografa Adama. Zatrzymuje się w jego mieszkaniu-pracowni, idą do łózka, rozmawiają, potem idą do knajpki z kubańskimi rytmami, gdzie doskonale się bawią w towarzystwie jego znajomych. Claire wygina śmiało ciało na parkiecie, z jakąs drugą babką, a Adam przygląda się jej dyskretnie. Widać, że on by chciał reaktywacji ich związku, ale ona... chyba wpadła tylko dlatego, ze z mężem się jej coś nie ułozyło. Żeby odpocząć, nie po to by zostać.

      Jako że wszystkie pionki na szachownicy Franka grożą mu szachem albo i matem - Frank musi zacząć działać.

      cdn

      • grek.grek "House of Cards" odc 10 [2] 17.03.16, 13:37
        Nagłe zniknięcie Claire, oczywiście bardzo go porusza. Zleca swojemu ochroniarzowi odszukanie jej. Ochroniarz ma jakieś znajomości. Szybko udaje się Claire namierzyć. Frank wszystkiego się domyślał od początku, wiec gdy dowiaduje się, ze żona hula z fotografem - ucina rozmowę. Sam chyba wie, ze pojechała odsapnąć i to wszystko.

        W międzyczasie, Frank wykorzystuje okazję i zagląda z głupia frant do biura fundacji. Zastaje tam Gillian, współpracowniczkę Claire, dawną studentkę [wyrózniającą się] Stanforda. Prosi ją o rozmowę z rektorem, w sprawie przyjęcia na uczelnię syna Lindy Vasquez, sekratarza stanu w prezydenckiej kancelarii. Linda zwierzyła mu się, że syn nie zdał egzaminów, potem urwała się z jakiejś partyjnej nasiadówki, żeby z rektorem się dogadać, ale nic nie wskórała. Frank wie, ze Linda będzie mu wdzięczna, jesli załatwi sprawę, a on tę wdzięcznośc wykorzysta w korzystnym dla siebie momencie.

        Gillian udaje się sprawę załatwić, Linda vasquez jest przeszczęsliwa, wie że pomogła rozmowa rektora z jego ulubioną studentką, a ta studentka to Gillian "od Claire". Jest więc pewna, ze to Frank stał za wszystkim. A Frank cieszy się skrycie. Zapewne w którymś momencie Vasquez i jej dług u niego bardzo mu się przydadzą.

        Aby uspokoić Petera Russo, Frank spotyka się z gościem imieniem Remy. To lobbysta potężnego koncernu Sancorp. Frank ostatnio zaczął się od niego odsuwać, bo Sancorp jako donator był przydatny, ale kosztował go zbyt wiele kłopotliowych politycznych przysług [widać kto rządzi w amerykańskiej polityce. Prezydent ? deputowani ? e tam... KASA]. Teraz jednak Frank potrzebuje pomocy. Umawia się z Remym w swojej ulubionej knajpce, której właściciel serwuje "najlepsze na świecie żeberka".

        Frank sonduje jakie są szanse, żeby Sancorp zainwestował w wydobycie gazu łupkowego w Pensylwanii. Po tym jak padła ustawa wododziałowa, ustawa wiertnicza byłaby dla Petera Russo doskonałą okazją, zeby obiecać ludziom pracę w powstających na ten cel rafineriach. A już Russo, jako gubenator, na pewno Sancorp się odwdzięczy...
        Remy zgadza się 'zainteresować" tą propozycją swoich klientów.

        Frank dzwoni do Russo i informuje go o tym, co załatwił. Jednocześnie sugeruje, żeby Russo sam spotkał się z Remym. Ma być jakiś jubel, gdzie obaj będą. Niech tam z nim porozmawia. A następnego dnia Russo ma udzielić wywiadu do radia. Z samego rana.

        Jednocześnie Frank daje zielone światło Dougowi, swojemu wiernemu asystentowi, na jakieś działanie "po którym już nie będzie wyjścia". Frapujące.

        Doug spotyka się z Rachel, eks-prostytutką, którą kiedyś przekupili z Frankiem, zeby milczała w sprawie zatuszowanej afery z aresztowaniem pijanego kongresmena Russo, złapanego na jeździe na podwójnym gazie. W ruch poszły łapówki dla samej wierchuszki policji. Rachel znikła, a niedawno wypłynęła, po tym jak rzuciła swój wyuczony fach i została bez środków do życia. Doug jej pomógł, ofk informując o wszystkim Franka.

        Teraz Doug przychodzi do Rachel z prośbą o przysługę...

        Na jublu Peter Russo rozmawia z Remym i wydaje się, że wstępne porozumienie zostaje osiągnięte. Potem do Petera dosiada się atrakcyjna dziewczyna. Rachel. Russo jej nie poznaje. Jest trochę zmieniona i 'zrobiona' idealnie, ale on jej nie pamięta.

        Ona zachowuje się śmiało i bezpretensjonalnie, jest powabna itd., proponuje mu alkohol, sama popija szampana seriami, skarży się że chłopak ją rzucił itd. Peter pilnuje się. Nie dotyka alkoholu. Nie wchodzi też w otwarty flirt, ale kiedy Rachel zostawia mu bilecik z numerem swojego pokoju hotelowego - ma zgryz.

        cały wieczór chodzi to za nim, aż wreszcie odwiedza ją w tym jej pokoju. Trzyma się nieźle. Rozmawiają, jest miło, aż wreszcie ona przynosi whisky, no i Peter pęka. Jedna flaszka,druga flaszka i też trzecia, kurde bele, leci - jak w piosence.

        Koniec końców Peter budzi się rano, pokój jest pełen opróżnionych flaszek, a rachel w samej bieliźnie. A na dodatek, za pół godziny ma ten wywiad w radio. Zrywa się na równe nogi. Ona wychodzi, a on probuje się jakoś ogarnąć. Dzwoni z dołu Doug, zaraz będzie u Petera.

        Więc Peter sprząta w spinterskim tempie. Nie wygląda na pijanego, ale Doug go o to podejrzewa, zwłaszcza że Peter podał mu inny numer pokoju niż ten, w ktorym został zameldowany. Doug sugeruje mu, że powinni przełożyć ten wywiad, bo Peter jest podpity. Ale Peter nie wygląda na takiego, zachowuej się dośc zbornie. Kategorycznie odmawia.

        wywiad jest przez telefon. Dziennikarz zadaje pytania, a Peter próbuje jakoś pozbierać do odpowiedzi, korzystając w panice z notatek przyniesionych przez Douga. Wychodzi to fatalnie. Peter gubi się, nie może się wysłowić, duka coś, wymyka mu się nawet jakiś wulgaryzm. Wreszcie dziennikarz zadaje pytanie wprost "Mr Russo, czy pan jest pijany ?". Peter próbuje zaprzeczać, a Doug zabiera mu słuchawkę i odkłada. Koniec wywiadu. Klapa i klęska. Dramat.

        "Jutro wydamy oświadczenie. Jakoś to naprawimy", pociesza go Doug, ale Russo jest załamany. Doug wysyła go pod prysznic, ale kiedy po jakimś czasie zagląda do łazienki -Petera tam nie ma. Znikł.

        Frank słuchał tego wywiadu. Wie co się stało. Ofk, to on z Dougiem podstawili Rachel i zaaranzowali całą tę awanturę. Tylko po co ? Żeby znaleźć haka na Russo ? Chyba nie.

        Zwłaszcza że Frank od razu pisze SMSa do Zoe barnes z pytaniem "Chciałaś czegoś ciekawego ?". A do Douga rzuca "Znajdź go i postaw na nogi.Jego rola się skończyła. Nie zazna pocieszenia". Ciekaw jestem o co tutaj chodzi, bo wygląda to tak, jakby Frank po prostu poświęcił figurę na szachownicy.

        Informacja o "pijanym wywiadzie" trafia momentalnie do NY timesa. Ofk za sprawę Zoe Barnes. A Frank oznajmia do kamery, ze teraz ważną postacią będzie wiceprezydent matthews.Czyżby Frank chciał zmienić konia w trakcie wyścigu ?

        Pozostaje jeszcse wątek Zoe Barnes, która pewnego wieczora wraca do domu i coś ją zastanawia. Widzi jakieś ślady na wykładzinie, rozgrzebane łózko, ni to swieży zaciek ni to co, na suficie. Rozgląda się uważnie i postanawia nie nocować w domu. Czyżby jej założono podsłuch ? A może ktoś przeszukał jej mieszkanie ? MOże powinna sie obawiać o swoje zdrowie,. a nawet życie ?

        O nocleg Zoe prosi swojego eks-kolegę z Heralda. tego, co to sugerował, że się w niej zakochał. Kolega, Lucas, zgadza się ją przenocowac, zachowuje się jak dżentelmen, niczego nie próbuje proponować, a na koniec to ona sama przychodzi do jego łózka, kiedy on spi, i kładzie się obok. Tak jakby prócz ambitnej strony miała i tę delikatniejszą :] A potem chyba się całują, więc możliwe, że i Zoe Barnes potrzeba uczucia, a nie tylko karyjery ;]

        do następnego odcinka.
        świetnie się to wszystko rozwija.




    • grek.grek 23:40/3:00 TVP2 "Sping Breakers" 17.03.16, 15:27
      sporo dziś ciekawych rzeczy.

      w ramach Kocham Kino.

      "Spring Breakers" na oko miał być filmem o czterech dziewczynach w bikini, które wybierają się na tradycyjny antrakt w roku uczelnianym, który młodzież spędza na Florydzie, gdzie się bawi na całego.

      Pokazali go niespodziewanie w Wenecji, gdzie reżyser Harmony Korine dostał nagrodę za reżyserię, a samo dzieło przyjęto z entuzjazmem.

      "binikiarki" jada na tę Florydę, ale jako że potrzebują pieniędzy na dobrą zabawę - okradają restaurację, a właściwie terroryzują jej obsługę plastikowymi pistoletami. Policja w końcu je aresztuje. Pomaga im diler narkotykowy [ponoć świetny James Franco. Stylizacja, owszem, idealna. Jak z aktorstwem i co to za postać - przekonamy się, jak sądzę; chyba że znacie już ten film?]. I dalej chyba mamy do czynienia z kryminałem i to z nutą dramatu.

      tak czy owak, ciekawa propozycja, nieoczywista, mam nadzieję że nie dyktowana data w kalendarzu ;]
      • barbasia1 Re: 23:40/3:00 TVP2 "Sping Breakers" 17.03.16, 16:29
        > tak czy owak, ciekawa propozycja, nieoczywista, mam nadzieję że nie dyktowana d
        > ata w kalendarzu ;]

        Datą w kalendarzu???

        Strasznie późno dziś ten film w Kocham Kino? Poszukam w necie spróbuje wcześniej obejrzeć.
        • grek.grek "Sping Breakers" - parę słów a'propos 18.03.16, 14:16
          I... ? Udało Ci się obejrzeć, Barbasiu ?

          z tą datą w kalendarzu, chodziło mi o to, ze tytuł oznacza "ferie wiosenne", a wiosna za tydzień startuje :]

          skoczyłem.

          cóż, jeśli cała rzecz miała być serio, to wyszła opowieśc dla młodzieży 18-mniej. Jesli istnieje tu jednak jakiś metapoziom, a sądzę, że tak właśnie jest, to film jest dla każdego.

          Fabuła polega na tym, że cztery dziewczyny z collegu wybierają się na tytułowe ferie wiosenne, uświęcony rytuał w tradycji amerykańskiej kultury, podczas którego studenci balują na całego. Najlepiej tam, gdzie jest ciepło.

          Dlaczego nasza czwórka chce pojechać na te ferie ? Bo ma dość "monotonii" codzienności, ciągle tych samych miejsc, tych samych widoków i ludzi. Chcą zaszaleć, może pierwszy i ostatni raz w życiu, bo potem to już praca, kredyt, rodzina itd.

          Problem pierwszy : pieniądze. Kasa świeci pustkami. Wszyscy już wyjechali na te ferie, a tylko one tkwią w miejscu z powodów prozaicznych.

          Któraś rzuca pomysł, a reszta go łapie : napadają na restaurację. UZbrojone w pistolety na wodę, w kominiarkach na głowach, terroryzują i rabują klientów. Jest kasa, można jechać.

          Na Florydzie jest ciepło i wesoło. Zabawa na całego, piwo, trawka, kokaina, golizna itd. Jest świetnie. Siedza sobie we cztery w basenie, jest noc, a one marzą o tym, by ten moment nigdy się nie skończył.

          Problem drugi : podczas jednej z imprez, urządzonych w hotelu, interweniuje policja. Dziewczyny lądują w areszcie. Nie zostają skazane, bo narkotyki które zarekwirowano nie należy do nich. Trzeba jednak zapłacić kaucję, żeby wyszły, a one są spłukane.

          Niespodziewanie z pomocą przychodzi im szczerzący się w uśmiechu złotymi zębami handlarz narkotykami, Alien. W zasadzie, Al, a Alien dlatego, że "nie jest z tego świata". Jest akurat na sali sądowej, bo dwóch jego kolegów jest sądzonych. Płaci za wszystkich i wszyscy wychodzą.

          Dziewczyny nie wiedzą, co o tym myśleć, ale Alien da się lubić. Poza tym, wyjechały z domu, żeby "zobaczyć nowe miejsca i poznać nowych ludzi". Dają się więc namówić na zabawę z Alienem. POZnają jakichś gangsterów, są traktowne bez protekcjonalizmu, a sam Alien nawija ciągle o ciekawych rzeczach.

          Jedna tylko, oazowa Faith, ma wątpliwości. To nie jest to, po co tu przyjechałyśmy", powiada. I chce do domu. Sam Alien próbuje ją namówić, zeby została, jest w tym sugestywny, ale i jemu się nie udaje. Faith wraca do domu.

          Pozostałe trzy kwaterują się w willi Aliena. czego tu nie ma - szafy pełne butów i ciuchów, broni więcej niż ma polska armia, najlepsze kosmetyki, najlepsze marki, najlepsze wszystko. Alien chwali się tym, niczym raperzy na teledyskach. A im się to podoba. Gośc ma kasy jak lodu i żyje sobie "na wiecznych feriach". Kasa, motorówka, basen, willa. życie jak w Madrycie.

          Problem trzeci : Alien ma konflikt z jakimś innym gangiem. Tu się poprzytakają, tam wymienią kąsliwe uwagi, tutaj jakaś potyczka słowna, tam pokazywanie pistoletów i inne chwyty z języka ulicznych gangsterów, którzy gryzą się o terytorium do handlowania prochami.

          Wreszcie ten drugi gangster ostrzeliwuje auto z Alienem i dziewczynami w środku. Jedna z nich zostaje ranna. Trzeba jej wyciągnąc kulę z ramienia. Rozstrzęsiona pannica wraca do domu.

          Pozostają jeszcze dwie. I to one namawiają Aliena do tego, zeby się zemścić. Jedno zdanie "Boisz się. Trzęsiesz się ze strachu", które do niego wypowiadają, grzechocze mu w świadomości, i wraca jak refren. He is the man ! Musi się zachować. Może i sam chce rozwiązać ten konflikt, ale na pewno obecnośc dziewczyn dodatkowo go motywuje. Musi im pokazać jaki z niego zawodnik.

          jadą więc do posiadłości tego drugiego gangstera. One w odblaskowych bikini i w kominiarkach na głowach ;] Alien pada już na początku wymiany ognia, a one dwie - w zwolnionym tempie - rozstrzeliwują cały przeciwny gang. Potem całują martwego Aliena, przez kominiarkę, i kaniec filma.

          Pierwsza rzecz jaka się rzuca w oczy, to teledyskowy charakter wielu scen. W tych innych kamera też długo nie utrzymuje jednej pozycji. Sporo muzyki, która ilustruje te zabawy i wygibasy. W pewnym momencie, Alien - grany doskonale przez Jamesa Franco - siada do pianina postawionego przy basenie i zaczyna spiewać balladę Britney Spears, a dziewczyny robią jakieś choreografie do tej muzyczki, żeby było jeszcze zabawniej - z karabinami w rękach.

          Kiedy trwa impreza, piwo leje się strumieniami, delikwenci zaliczają zgon na podłodze, a reszta ćpa i wrzeszczy - jedna z dziewczyn z offu pisze list do babci. "babciu, to bardzo uduchowione miejsce, jest tutaj tylu sympatycznych ludzi, urokliwych i miłych, bawimy się doskonale, ale to coś głębszego niż tylko zabawa..." - brzmi jak szyderstwo, albo... albo rzeczywiście dzieciarnia AD 2010 tak postrzega 'duchowość" :]

          Kiedy dwie dziewczyny w kominiarkach, w finale urządzają masakrę - z offu znów płynie list do babci, znów te same frazesy i zapewniania, że jest cudownie, miło, wesoło i bezpiecznie.

          James Franco gra postać wyjętą z MTV - warkoczyki, tatuaże, złote zęby itd, wygłaszającą komiczne monologi o swoim bogactwie, o tym CO I ILE ma, jaki z niego fajny gośc. Człowiek z kreskówki, bohater wideoklipu, przez którego mozna czytać współczesną popkulturę amerykańską i wzorzec marzeń jakie podłapuje dzieciarnia : kasa, markowe rzeczy, kasa, markowe rzeczy, kasa... Franco dobrze się bawi wykręcając za uszy swojego bohatera, robiąc z niego karykaturę, ale nie odbierając mu swoistego wdzięku.

          dziewczyny są ładne, zgrabne i mają swoje motywacje. Są oczywiście nafutrowane tym przekazem konsumpcyjno-rynkowym aż po sufit, ale jednocześnie, kiedy na moment poważnieją, widać że chodzi o coś więcej. Nie są bogate, nie są chyba prymuskami w szkole, czeka je twardy los - szkoła zaraz się skończy, a potem to już same niemiłe rzeczy. Ta monotonia, ktorej doświadczają boleśnie, wkrótce będzie całym ich życiem. Chcą choć raz o niej zapomnieć, spełnić sen, uciec na chwilę. Stąd te przestępstwa. Chcą żyć w innym świecie. Może z gry komputerowej, może z filmu, byle daleko od tego, co mają na codzień.

          I momentami, długimi sekwencjami nawet, zwłaszcza w drugiej połowie, ten film ma coś ze snu. Snu na jawie. Powtarzają się zdania, obrazy, bohaterowie robią dziwne figury, lecą słowa z offu, jakby zza szyby wygłaszane, wskakują niespodziewanie krótkie flesze pokazujące dziewczyny w nieco innym położeniu : nie jako cwaniary z pistoletami, ale zapłakane, stojące gdzieś w ciemności pod ścianą, siedzące nocą w zaułku... trudno powiedzieć, co jest prawdą, a co fikcją. Może cała ta ostatnia sekwencja ataku na siedzibę gangu, to jakiś wymysł ?

          Bo tak poważnie... czy dwie studentki w bikini i kominiarkach na głowach mogą wystrzelać cały gang zaprawionych w strzelaninach typów ? nawet z zaskoczenia, trudna robota, albo i niewykonalna. A tutaj akcja jest wręcz wzorcowa. Albo zatem "miały TO COŚ", jak mówił Alien ["Macie to coś. W oczach, w twarzach. Bad bitchez. jak dobrze spotkać pokrewne dusze"], czyli naturalny talent do gangsterki, albo po prostu oglądaliśmy surrealną wizję.

          zatem, parę ciekawych tropów można by tutaj odszukać :]
          nagroda za reżyserię w Wenecji, to nie w kij dmuchał historia.
          Co się mogło na tyle spodobać w robocie Harmony'ego Korine'a ? Na moje oko, własnie ta z lekka oniryczna atmosfera, i wspomniana konwencja, w której rzeczywistośc ekranowa nie musi być koniecznie tym, czym wydaje się być.

          jesli będą powtarzać - będę Was namawiał do obejrzenia :]
          ciekaw jestem jak Wy zakwalifikujecie te wszystkie sprawy, a także - jak odczytacie tę formę i styl, co Waszym zdaniem tak mogło się spodobać w tym, jakże nowoczesnym, filmie szacownej publiczności na szacownym festiwalu w Wenecji :"]

          drwina z popkultury made in USA ? inteligentnie ukryta refleksja o współczesności ? prześwietlenie ducha młodego pokolenia czasów internetu i telewizji muzycznych ?
          • barbasia1 Re: "Sping Breakers" - parę słów a'propos 19.03.16, 00:01
            >I... ? Udało Ci się obejrzeć, Barbasiu ?

            Niestety nie. Z przyjemnością tym większą przeczytam Twój post.

            >z tą datą w kalendarzu, chodziło mi o to, ze tytuł oznacza "ferie wiosenne", a wiosna za tydzień >startuje :]
            Ależ tak! :)) Ostatnio jestem potwornie niedomyślna, a poza tym wszędzie węszę polityczne aluzje, takie skrzywienie mi się zrobiło... ;)
            • grek.grek Re: "Sping Breakers" - parę słów a'propos 19.03.16, 15:00
              dzięki, Barbasiu :]

              mam nadzieję, niebawem uda Ci się obejrzeć i podzielisz się ze mną/z nami swoimi
              wrażeniami ! :]

              ;]]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Harry Angel" 17.03.16, 15:31
      powtórka z klasyki.

      kino noir w miejskich klmatach Nowego Orleanu, z okultyzmem i być może schizofrenią w podtekście. co tu dużo mówić - pamiętam jeszcze nasze wspominki z poprzedniego seansu, a było to całkiem niedawno.

      kto nie oglądał - musi spróbować... albo znajdzie się jakaś laleczka voodoo do nakłucia ;]]
      I koniecznie trzeba napisać o swoich wrażeniach. Z laleczkami voodoo nie ma żartów... :]
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Harry Angel" 17.03.16, 19:23
        > kto nie oglądał - musi spróbować... albo znajdzie się jakaś laleczka voodoo do
        > nakłucia ;]]
        > I koniecznie trzeba napisać o swoich wrażeniach. Z laleczkami voodoo nie ma żar
        > tów... :]

        :))
    • grek.grek 23:15 TVP1 "Wilkołak" [2010 r.] 17.03.16, 15:38
      tytuł jakże trywialny, bo ileż to już podobnych było, i w sumie postać mitycznego wilkołaka trochę się zdewaluowała w kinie, ale : w obsadzie są Anthony Hopkins, Benicio Del Toro i Emily Blunt, a sam film dostał Oscara za charakteryzację.

      końcówka XIX wieku.
      aktor teatru szekspirowskiego Talbot, dostaje informację o śmierci brata. Wraca do domu rodzinnego - zapewne ponure zamczysko na malowniczej prowincji ? - a tam dowiaduje się, że brat został zagryziony przez jakiegoś zwierza. Próbując dociec co to za zwierz i skąd się wział, talbot sam zostaje pogryziony, no i... wiadomo co dalej :]

      Poza wizualem i klimatem, czy można tutaj liczyć na jakieś interesujące poprowadzenie wątku człowieka, który zmienia się w zwierzę i jest tym zatrwożony ? Zapewne dojdzie też temat społecznego wykluczenia i opresji, no ale umówmy się, że wilkołaki jakby były, to by musiały coś jeść, więc ta opresja miałaby jakąś racjonalną przyczynę ;]

      szkoda, że dzisiaj kilka filmów wrzuconych jest w jeden moment ramówkowy.

    • grek.grek 23:55 TVP Kultura "Wysokie obcasy" 17.03.16, 15:47
      no i jakby mało było bólu głowy z powodu bogactwa oferty, to jeszcze film Almodovara na dokładkę.

      matka jest piosenkarką, córka prezenterką telewizyjną.
      Matka po 15 latach wraca do Hiszpanii z zagranicy. Chce nadrobić macierzyńskie zaniedbania względem córki, a córka chce tego doświadczyć, bo za matką zawsze tęskniła.

      problem polega na tym, że obecny mąz córki, kiedyś był kochankiem matki. To jest zarzewiem zgrzytu między nimi.

      wkrótce problem teoretycznie się rozwiązuje, bo mężcyzzna zostaje zamordowany [Pedro jest bezbłędny, nie ? Jak między kobietami się nie układa, z powodu mężczyzny, to najlepiej wyeliminować mężczyznę, hehe. Co on taki na nas cięty ? :)]

      Czy mnie się wydaje, czy oglądaliśmy już ten film ? :]

      Mimo wszystko, chętnie bym obejrzał, nie wiem jak Wy ?
      jest coś w tych filmach Almodovara, co wciąga po uszy. styl ? kolory ? kryminalno-uczuciowe tanie opowiastki, które mają jednak tyle wdzięku, że trudno wzrok oderwać, no i aktorki jakże zawsze swobodne i pełne inwencji. Mnóstwo widzę tych powodów.

      i pal licho, że jakby się Pedro dowiedział, że niereformowalny heteroseksualista lubi jego filmy, to by się zafrasował ;]
      • siostra_bronte Re: 23:55 TVP Kultura "Wysokie obcasy" 17.03.16, 21:43
        Widziałam całkiem niedawno, nie pamiętam na jakim kanale. Całkiem fajny, chociaż jak wiadomo wielką fanką Almodovara nie jestem.
        • barbasia1 Re: 23:55 TVP Kultura "Wysokie obcasy" 17.03.16, 22:48
          siostra_bronte napisał(a):

          > Widziałam całkiem niedawno, nie pamiętam na jakim kanale.
          Tak, tak, był niedawno, też oglądałam, ale cały.

          > Całkiem fajny, chociaż jak wiadomo wielką fanką Almodovara nie jestem.

          :)

          A ja jestem coraz bardziej fanką Almodovara. :)
        • grek.grek Re: 23:55 TVP Kultura "Wysokie obcasy" 18.03.16, 14:25
          dzięki, Siostro :]

          mnie się nie udało wczoraj obejrzeć.
          mam nadzieję, że Kultura, swoim zwyczajem, zagra szybką powtórkę :]
    • barbasia1 TVP Trwam na żywo Macierewicz 17.03.16, 16:38
      Greku, podobno u Ciebie na Dolnym Śląsku broń elektromagnetyczną testuje się na ludziach, donosi minister MON.
      Ty uważaj na siebie, wychodź z domu tylko kiedy musisz i szybko przemykaj ulicami.
      ;))
      O zobacz:
      www.facebook.com/sokzburaka/videos/vb.1452015088365848/1744325802468107/?type=2&theater

      Gdyby nie zadziałało to tu jest jeszcze film :
      natemat.pl/174535,internauci-pekaja-ze-smiechu-teoria-macierewicza-o-broni-elektromagnetycznej-doczekala-sie-ekranizacji



      • grek.grek Re: TVP Trwam na żywo Macierewicz 18.03.16, 14:17
        właśnie się zastanawiałem, co też tak mnie znosi na lewą stronę, jak idę chodnikiem ;]

        no to teraz już wiadomo.
        • barbasia1 Re: TVP Trwam na żywo Macierewicz 18.03.16, 23:58
          Hehehehehehehehe! :))))
    • siostra_bronte "Tokijska opowieść" 17.03.16, 21:45
      Uwaga, WYDARZENIE!!!!! W piątek o 20.20 w Kulturze film Yakujiro Ozu. Jest w czołówce wszystkich możliwych list najwybitniejszych filmów w historii kina. Od dawna chciałam go zobaczyć. Brawo Kultura!!!
      • barbasia1 Re: "Tokijska opowieść" 17.03.16, 22:55
        Oglądamy zatem! :)
      • grek.grek Re: "Tokijska opowieść" 18.03.16, 14:27
        yes, słyszałem o tym filmie.
        dzięki za info, Siostro :]

        oczywiście, oglądamy :]

      • siostra_bronte Re: "Tokijska opowieść" 19.03.16, 11:15
        Piękny i mądry film. I bolesny dla tych, którzy już stracili rodziców.
        • grek.grek "Tokijska opowieść" - garść uwag i wrażeń :] 19.03.16, 14:38
          zgadzam się, Siostro.
          wybitny film.

          Najpierw ujął mnie, i zastanowił, ten uśmiech jaki nieodmiennie mają na ustach Rodzice. Przyjeżdzają do dzieci, są traktowani jak zbędne meble. Grzecznie i sucho. Wnuki, które zapewne widzą po raz pierwszy w życiu, mają dystans, w ogole nie chcą z nimi rozmawiać. Dorosłe dzieci pracują, mają swoje życie, więc nie poświęcają im czasu, a nawet kombinują jak by tu dziadków się pozbyć. Dziadkowie mają więc wszelkie powody, by czuć smutek i rozgoryczenie. A jednak się uśmiechają. Czy to przyjmując kolejne wysłanie ich w miasto albo poza miasto, żeby tylko nie siedzieli na głowie, czy to usprawiedliwiając zachowania wnuków, które od dziadków byle dalej.

          Sądziłem, ze to taka kulturowa tradycja japońska. Bądź zawsze życzliwy. A tutaj - nie.

          Oni się uśmiechają, ponieważ od samego początku ROZUMIEJĄ te zachowania. Rozumieją swoje dzieci, rozumieją swoje wnuki, rozumieją ŻYCIE.

          jego sens, wg nich, jest taki, że dzieci muszą podążać własną drogą, a więc wpewnym momencie nieuchronne jest oddalenie się ich od rodziców. Tak mówi Ojciec. W ostatnich scenach zwraca się do synowej Noriko, wdowy, która jest jakże inna od rodzonych dzieci : "Zapomnij o naszym synu, nie pozostawaj w tej żałobie, znajdź szczęście z innym mężczyzną. I nie martw się o mnie, szukaj swego szczęścia".

          Bingo. Na tym to polega : rodzice mają jakiś rodzaj smutku w sobie, chceliby z dziećmi porozmawiac, doświadczyć ich troski i ciepła, ale wiedzą, że życie ma swoje prawa i z nimi się nie polemizuje. Jego natura jest przykra. Dobitnie świadczy o tym fakt, że bliska więź łączy ich przede wszystkim z Noriko, która jest obca, jest żoną zmarłego na wojnie syna, nie jest córką. Dlatego mogą znaleźć porozumienie i to ciepło, ktorego rodzice nieśmiało jeszcze gdzieś tam szukają.

          Nie czują uirazy do dzieci. Matka mowi "Popatrz na nasze dzieci. Radzą sobie w życiu. Mieliśmy szczęście. Ułożyło nam się wszystko doskonale". A zatem, chłód i dystans nie są powodem by rodzice krytykowali dzieci. Tak już jest w życiu. Tak MUSI być. Niezwykłe.

          Róznica pokoleniowych doświadczeń. Rodzice to stare pokolenie tradycji, które najmocniej doświadczyło wojny i traumy klęski, nuklearnego zniszczenia. Ich dzieci wzraastają w nowym otoczeniu. Teraz liczy się prosperity, praca. Ich zachowania i priorytety życiowe odsuwają na bok tradycję, rodzinne więzi i szacunek. Liczy się praca. Następne pokolenie powiesi poprzeczkę jeszcze wyżej : przesunie znaczenia do punktu, w którym człowiek będzie wart tyle, ile jego wartośc dla firmy, a więc wydajnośc jego pracy. Zostanie niewolnikiem za znakomite pieniądze. Będzie zarabiał doskonale, ale nie będzie miał zycia, w którym mógłby się z tych pieniędzy cieszyc. To pokolenie wnuków. A współczesne pokolenie odwraca wektory w stronę kultury zachodniej. Nie chcą pracować bez końca, nie zwracają się także ku tradycji, nie interersuje ich romans i seks. To pokolenie szuka czasu,który mogłoby poświęcić nowoczesnym gadżetom i ich funkcjom. Dlatego przyrost naturalny jest tak niski w Japonii, tak wiele jest wpływów Zachodu, a tak bardzo zanika kultura starojapońska.

          Prapoczątki tego kursu widać i w tym filmie. Killka razy kamera przygląda się powstającej architekturze Tokio. Stalowe rusztowania, maszyny, pnące się do góry budynki. A tradycja przejawia się już tylko w kimonach, w których po mieszkaniu chodzą domownicy. A i to głównie dlatego, ze rodzice przyjechali. Widać, że młode pokolenie to kimono gryzie w skórę.

          Ostatnia scena. Pędzący na złamania karku pociąg, w którym siedzi Noriko, szukająca sensu życia. A obok rzeka, po której majestatycznie płynie skromny kuter. Piekna sekwencja, mówiąca wszystko, a nawet jeszcze więcej. Oto młodośc, świezośc, nowośc gna ku przyszłości, szuka szczęścia, tworzy. Starość - teśc Noriko - wolno płynie do kresu. Woda jest symbolem zycia, ale życia gasnącego, spokojnie dreptającego ku końcowi. Nie zgadzam się z taką filozofią absolutnie, ale bardzo doceniam jej zawartość i sposob w jaki Ozu ją zilustrował.

          Dzieci są na kursie i ścieżce. JUż wiedzą jka ma wyglądać ich życie., Będą pracować i osiągać. A ona nie wie nic. Nie wie co dalej, ma wątpliwości, ma rozterki, nie jest pewna niczego. Wie tylko, ze chce być szczęśliwa. Po śmierci teściowej, która była dla niej jak matka, a ona dla niej jak córka, teść jest tym który podtrzymuje ją na duchu. Dodaje jej animuszu, z pozycji starego doświadczonego, rozumiejącego istotę rzeczy weterana.

          W sumie, ta filozofia rodziców jest dośc smutna : pracowaliśmy, mieliśmy dzieci, potem przeszliśmy na emeryturę, dzieci są samodzielne, mają wnuki, a przejawem ich samodzielności jest to, że... nas nie potrzebują, że się od nas oddaliły, że nas nie chcą widywać i krępuje je nasza obecnośc. To dobry znak, dowodzi że są dorosłe. Jakże to inne podejście od tego, które znamy.

          Dryfują ku śmierci. Już nic im nie zostało do zrobienia. Obowiązki zostały spełnione. Tradycja i obowiązek - stara kultura japońska. Ta nowa też zna pojęcie obowiązku, ale przesuwa je z rodzinnych powinności na zawodowe. schładza kontakty między krewnymi. Dzieci nie zrozumieją rodziców.

          Widzą się możliwe, ze po raz ostatni. I nic nie mają sobie do powiedzenia, żadnego ciepłego gestu do przekazania. I tak jest dobrze. Niezwykłe. UŚmiech skrywa smutek i znamionuje dumę. Starość jest mądrością zrozumienia i akceptacji natury życia. "Widzę zmiany w moich dzieciach, kiedyś były milsze, ale staram się je zrozumieć, docenić i przyjąć", powiada ojciec.

          Świetna jest sekwencja stypy po śmierci matki. Ojciec trwa w zadumie i milczeniu, ale jednocześnie jest pogodny na swój sposób. On rozumie że śmierć jest nieodłączną częścią ludzkiego losu i nie ma nad czym płakać. Dzieci, w większości, zakłopotane klepią wyuczone formułki, pt "Miała udane życie, co za piękna śmierć", ale w istocie bardziej zajęte są tym, czy mają się w co ubrać na załobę, a także zapobiegliwie chcą położyć łapę na pozostawionych co lepszych rzeczach po matce. Najmłodsza, Kyoto, płacze szczerze. Nic dziwnego, że ona i Noriki zbliżą się do siebie.


        • grek.grek "Tokijska opowieść" - 19.03.16, 14:58
          Ta scena, kiedy Shige strofuje męża, że niepotrzebnie kupił drogie ciastka na poczęstunek dla rodziców. "wystarczyłyby zwykłe krakersy, oni nawet je lubią". Uff. Ale Ozu jej nie osądza, co ciekawe. Zrzuca wszystko na zmianę czasów, priotytetów i inne obyczaje, które wymusza rzeczywistość dookoła. Nie na darmo tyle obrazów miasta, zmieniającej się infrastruktyry, nie na darmo symbolizująca tradycję majestatycznie płynąca rzeka jest zawsze w tle, a nie na pierwszym planie. Tutaj powstaje nowa Japonia, pręzna gospodarka, buduje się dobrobyt, młodośc się spełnia i realizuje - a tam, gdzieś w tle, marginalizuje się tradycja, nikną wartości i starośc zmierza do kresu. Kapitalnie Ozu przemycił tutaj dramat egzystencjalny. Niby na ekranie jest opowieść rodzinna, taka sobie zwyczajna i w sumie bez żadnych sensacji, a w tle tyle znaczeń i sensów. Przynajmniej kilka razy w kadrze są jednocześnie tory kolejowe i rzeka. Nowoczesnośc i tradycja, młodośc i starość, era technologii i era ducha.

          Zegarek, po zmarłej matce, ojciec ofiaruje Noriki. Piękny moment. To nie o zegarek chodzi, ale o przekazanie pochodni wartości, zanikających już, coraz bardziej deficytowych, a jakże cennych. Ojciec to pokolenie, które nauczyło się empatii, wrażliwości, ciepła i taktu w czasie wojny, obcując z tradycją dawnych pokoleń. Noriko jest tą, która poszukuje, która nie oddala się wspołczesności. Która ma w sobie tę samą traumę wojny - straciła na niej ukochanego męża. I ma wyrzuty sumienia, że "bywają dni, w ktorych zupełnie nie pamiętam już o nim". Teśc, jego ojciec, nie mam jej tego za złe. Przeciwnie : to dobrze, bo to znak, ze musisz szukać nowego szczęścia, nie możesz ciągle tkwić w przeszłości. Jak to wspaniale współgra z całym podejściem ojca do swoich dzieci i jego zrozumieniem, że przeszłośc i przyszłośc muszą się od siebie odseparować, aby móc istnieć samodzielnie.

          Zegarek to symbol. Non omnis moriar, czy coś takiego. Oni odejdą, ale ona będzie taka jak oni, więc to w co oni wierzą - przetrwa w niej.

          Ciekawe, ze dopiero stypa prowokuje jakąs normalną rozmowę, spotkanie, wspólnotę tej rodziny. Komiczne jest zdanie Shige, tej od ciastek, która wspomina zmarłą : "Dobrze, że zdązyliśmy ze sobą porozmawiać, powiedzieliśmy sobie wiele ważnych rzeczy" :] Nic takiego nie miało miejsca, a Shige chodziło tylko o to, by dziadków wyekspediować gdzieś daleko od jej domu.

          Jest też scena w sanatorium czy to kurort zdrowotny był ? do którego wysłała ich rodzina syna. Nocą dziadkowie chcą spać, a na dole trwa zabawa, gra muzyka, ludzie głośno się zachowują. Starsi państwo dochodzą do wniosku, że trzeba stąd uciekać. To też róznica pokoleniowa. Młodzież szaleje, starość nie mozę tego słuchać.

          I scena w barze, kiedy starszy pan upija się radośnie z przyjacielem ;] Tamten smiało narzeka na swojego syna, że nie chce mu się dorabiać, że brak mu ambicji. Wspominają też stare dobre lata, jakąs dziewczynę, która obu zawróciła w głowie. To może jedyny moment rozrywkowy. Czy ma sugerować, ze odmowa spokojnego przejścia na drugą stronę, ma dla starości obraz pijaństwa i rzewnych wspominków, i dlatego jest niedobra i niewłaściwa ?

          Technicznie - spokojna kamera, klasyczne ujęcia, nienamolne zbliżenia. Świetnie się ogląda. Łatwo zbliżyć się do bohaterów, poczuć ciężar i sens dialogów, symboli i wydarzeń międzzy nimi, ich wewnętrznych stanów ducha.

          wybitny film. dzięki za zwrócenie uwagi, Siostro :]


          • siostra_bronte Re: "Tokijska opowieść" - 19.03.16, 15:14
            Miło mi :)

            Podpisuję się pod każdym słowem, więc niewiele mogę dodać.

            Są tu znakomite teksty, niby banalne, ale niezwykle prawdziwe. Choćby kiedy najmłodszy syn wychodzi z ceremonii pogrzebowej i rozmawia z Noriki. Mówi, że nie był dobrym synem, a teraz żałuje, że po śmierci rodziców nie można już im okazać miłości. Noriki tłumaczy mu, że w pewnym momencie oddalamy się od rodziców i "nasze życie staje się ważniejsze", tak po prostu jest.

            Tak, zdjęcia są piękne, spokojne, doskonale pasują do tej historii. Szkoda, że to nie była kopia odnowiona cyfrowo, wtedy efekt byłby jeszcze lepszy.

            Mogę tylko powtórzyć, że to wyjątkowy film. I z pewnością sprowokował każdego widza do jakichś wspomnień, albo przemyśleń o swoich rodzicach...I jak powiedziano we wstępie zaskakująco aktualny, mimo, że powstał ponad 60 lat temu.

            • grek.grek Re: "Tokijska opowieść" - 19.03.16, 17:03
              mnie równiez miło, Siostro :]

              yes, świetna scena.
              w kilku postaciach Ozu zawarł chyba wszystkie możliwe postawy wobec odejścia kogoś bliskiego.

              może się doczekamy i takiej werrsji :]
              ale tak czy owak, widać i czuć mistrzostwo.

              ofk, mając w pamięci, że to film tak wysoko ceniony i o takiej randzie, rozglądałem się od razu
              za tą jego wybitnością, ale tak naprawdę wszystko złożyło mi się dopiero po zakończeniu. cała rozpiętość myśli i symboli, jakie tutaj są zawarte. Imponująca zawartość.

              bez dwóch zdań.
              może ta aktualność filmu dowodzi też trafności filozofii, którą wyznają bohaterowie - że życie ma swój rytm i zasady, tak naprawdę nie zmienia się jakoś zasadniczo, a raczej powtarza swój cykl w róznych wcieleniach i okolicznościach ?
              • siostra_bronte Re: "Tokijska opowieść" - 20.03.16, 17:17
                Tylko my oglądaliśmy?? Niedobrze...
                • siostra_bronte Re: "Tokijska opowieść" - 20.03.16, 17:53
                  A za 2 tygodnie w tym paśmie wypatrzyłam jedno z arcydzieł francuskiego kina, "Komediantów" Carne!!!!!! Widziałam bardzo dawno, więc z radością sobie przypomnę. Brawo Kultura!!!
                  • grek.grek Re: "Tokijska opowieść" - 20.03.16, 18:26
                    Siostro, zwracasz uwagę na tytuły, o których pojęcia nie miałem do tej pory :]
                    i zawsze są to znakomite filmy, więc cieszę się bardzo na zapowiadany przez Ciebie seans.
                    • siostra_bronte Re: "Tokijska opowieść" - 20.03.16, 19:49
                      Miło mi :) Szykuje się kolejna filmowa uczta!!!!
                • grek.grek Re: "Tokijska opowieść" - 20.03.16, 18:22
                  ta dyplomatyczna cisza wskazywać może na to, że tak właśnie było ;]
                  • maniaczytania Re: "Tokijska opowieść" - 20.03.16, 21:33
                    nie oglądałam niestety.
                    Ale przeczytałam Wasze opisy i widzę, że trochę bym się odnalazła w tych rodzicach - mam bardzo podobne podejście do życia :)
    • barbasia1 Zmarł Marian Kociniak 17.03.16, 22:55
      Żegnaj, Murgrabio! Żegnaj, Franku Dolasie, Marcinie Kabacie!


      www.youtube.com/watch?v=RglFoTqfK6k

      • grek.grek Re: Zmarł Marian Kociniak 18.03.16, 14:29
        cześć Jego pamięci.

        znakomita vis comica, ale i świetny warsztat aktorski.
        naturalny talent poparty cięzką pracą.
        wzór.
        • barbasia1 Re: Zmarł Marian Kociniak 18.03.16, 23:56
          Dobrze powiedziane.
      • ewa9717 Re: Zmarł Marian Kociniak 18.03.16, 15:23
        I Maniusiu Kociemniaku z para-męt pikczers...
        ;(
        • barbasia1 Re: Zmarł Marian Kociniak 18.03.16, 23:55
          ewa9717 napisała:

          > I Maniusiu Kociemniaku z para-męt pikczers...
          > ;(

          "Fajny film wczoraj widziałem ..."

          A właśnie!
          • siostra_bronte Re: Zmarł Marian Kociniak 19.03.16, 01:54
            "Momenty były?"
      • maniaczytania Re: Zmarł Marian Kociniak 18.03.16, 19:32
        i taka smutno-romantyczna historia - miesiąc temu odeszła jego żona ...

        A on sam był interesujący i 'niedzisiejszy' - nie udzielał wywiadów (tylko raz do książki), nie stał na ściankach, nie chodził na bankiety ...
        • barbasia1 Re: Zmarł Marian Kociniak 18.03.16, 23:57
          maniaczytania napisała:

          > i taka smutno-romantyczna historia - miesiąc temu odeszła jego żona ...

          O tym samym myślę i się wzruszam. :)

          Tak.
    • grek.grek "Utopia" sezon 2 odcinek 3 [1] 19.03.16, 12:45
      Po 2 odcinkach mamy sytuację jak z 1 sezonu : znów ci sami ludzie uciekają przed tym samym zagrożeniem. Korporacja Network, we współpracy z brytyjskim rządem, chce podać 95 % ludzi na planecie Janusa, czyli białko hamujące płodność, aby ludzkośc mogła przetrwać, bo populacja jest zbyt duża, aby zasoby matki Ziemi mogły ją wykarmic. Ludobójstwo czy ratowanie świata ?

      Chronieni przez eks-killera Networku - Pietre : Ian, Grant, Becky, Chris Donaldson i nieznajomy starszy siwy mężczyzna, mówiący w nieznanym języku i przedstawiające się jako Anton, są jedynymi, którzy wiedzą co się święci. Sa więc celem.

      Równolegle mamy losy Jessiki Hyde, córki twórcy Janusa, Philippe'a Carvela. To w jej krwi ojciec umieścił dane genetyczne nt. swojego odkrycia. Zamknięta w laboratoirum Network, trzymana pod kluczem przez Mr Rabbit, czyli agentkę MI5 Milner, szarą eminencję całej operacji, jest kluczem do uzyskania szczepionki. Carvel podobno zmodyfikował Janusa, ale nikt nie wie co to za zmiana. Możliwe, że tylko Jessica wie. Jesli nie wie, albo nie chce powiedzieć, jedyna droga do odkrycia sekretu, to pobranie próbki jej mózgu.

      Tak to wygląda przed 3 odcinkiem. Zakładam, że nie oglądacie, bo już byście coś napisali :] Piszę więc dalej, mając nadzieję, że od przybytku głowa nie boli i może kiedyś obejrzycie, albo ktoś się zjawi, kto właśnie obejrzał i chce coś dopisać :]

      W 3 odcinku na tropie ściganych jest Lee. Charakterystycznie odziany w żołty garnitur killer Networku. Kiedyś pracował z Pietre, ale Pietre przeszedł metamorfozę świadomości, odkrył, że jest bratem Jessiki Hyde i teraz gra w przeciwnym zespole. Lee przeszukuje miejsce pracy Iana, ale nic tam nie znajduje. Kiedy w paradę wchodzi mu kolega z sąsiedniego biurka - zabija go. Nie od razu. Najpierw go rani, a facet zatacza się po całym [akuratnie pustym] biurze i smaruje wszędzie ślady krwi. Lee spokojnie go dobija gaśnicą ściągniętą ze ściany. W ogole, postać go niecodzienna. Killer bezwzględny, ale flegmatyczny, na swój sposób uprzejmy, z niemodną fryzurą i w tym idiootycznym żółtym przyciasnym garniaku. Niech się schowa Anton Chigurch braci Coenów ;]

      Tymczasem ekipa ściagna odbywa burzliwą naradę. Pietre, który urwał się ze sznurka Networku, miał zabić Chrisa Donaldsona. Zatem, Chris coś musi wiedziec.

      Donaldson - dzisiaj menel i handlarz medykamentami, ale kiedyś rokujący świetnie naukowiec - szuka gorączkowo w pamięci i znajduje spotkanie z dawnym kolegą, pracującym dla Networku. Ten kolega mówił mu coś co brzmiało jak "Jimmym Deeshel to Batman". A potem kolega miał wypadek drogowy i zginał. Przypadek ? I co znaczyło to absurdalne zdanie ?
      Potem Chris wpisał je w gugla. Nic poza tym.
      Sugestia jest oczywista ; ONI kontrolują internet i ścigają każdego kto wpisze niebezpieczne dla nich słowa.

      Ian i Becky mieli być parą, ale od kiedy Becky dowiedziała się, ze cierpi na tzw Zespół Deela, czyli coś w rodzaju Parkinsona połączonego z epilepsją, odsunęła się od niego. Ian nie przestawał jej jednak szukać, terraz znalazł, chce się zbliżyć, ale ona go odpycha. Świadomość śmiertelnej choroby każe jej uciekać przed jego troską i poświęceniem.

      W telewizji informują, że Ian jest poszukiwany za zabójstwo. Że to on zabił tego swojego kolegę z pracy. Tak działa sojusz rządu, Network i mediów.

      Ministerstwo Zdrowia, ofk kontrolowane przez Network, szykuje Dzień Szczepień, czyli akcję podczas której całej ludzkości zostanie zaaplikowany Janus. Ofk, pod pretekstem zdrowotnych szczepień przeciw tzw. rosyjskiej grypie.

      Minister Zdrowia jest coraz bardziej spanikowany, bo wie co to za szwindel, a także przypuszcza że finansowe zaangażowanie jego resortu w ten projekt przyniesie budżetową klapę i zakończy jego polityczną karierę.

      nad głową stoi mu jednak jakaś wpływowa kobieta w czerwonym kostiumie i bezlitośnie przypomina, że albo zrobi co ma do zrobienia, albo znajdą sobie kogoś innego na jego miejsce.

      Jessica Hyde, po tym jak obezwładniła doktora, który miał z niej wyciągnąc informacje, pozostaje w stuporze. Siedzi i gapi się w... prawdziwe niebo czy może w jego iluminację ? Na przekazie do peceta, w swoim gabinecie ogląda ją Milner. I ta wpływowa baba w czerwonym :] Ta w czerwonym sugeruje, ze pora ją spacyfikować i zajrzeć jej do mózgu, zamiast się z nią certolić, ale Milner - przez wzgląd na swoje dawne relacje z jej ojcem - ciągle się waha. To zabawne, że tutaj się gdzieś ważą losy świata, a obie szare eminencje siedzą sobie w pomiesczeniu, które przypomina wnętrze przyczepy kempingowej :] To jest silna strona tego serialu, lokalizacje i stylistyka.

      Na zewnątrz mamy cały czas nieruchome kadry, jak z obrazów Turnera, tyle że z nowczesnością w tle : wiatraki, jezioro, tama wodna pośród drzew, podczas gdy bohaterowie deliberują na polanie pod nią, pola zbóż albo np. samotne bistro pośród pustej przestrzeni - kapitalne są te ujęcia].

      Wreszcie chyba Milner kapituluje, bo Jessikę Hyde wywożą do innego laboratorium. Czymś w rodzaju karetki więziennej. W nowym miejscu mają pobrać próbki jej nerwów i fragmenty pnia mózgu. Ofk, panna Hyde - co pokazała ostatnia scena 2 odcinka - jest uzbrojona w spręzynkę od długpisu, którą przekazał jej cichaczem strażnik. Spręzynkę łatwo użyć jako wytrych do kajdanek. A potem załatwić dwóch laborantów i uciec... przez zsyp do... niepotrzebnych tkanek, skóry i innych fragmentów ludzkiego ciała. Uff. Komiczne jest to, ze Jessica Hyde najpierw skacze na plecy jednemu z laborantów i siedząc mu nich "na barana" terroryzuje strzykawą ze środkiem usypiającym i w takiej pozie wychodzą oboje na korytarz, gdzie Jessica wymusza posłuszenstwo u drugiego z nich.

      Jessica zatem ucieka, wyłazi na zewnątrz. Tu kolejne zaskoczenie, bo ona wychodzi z czegoś w rodzaju naczepy samochodowej, aż się facet w samochodzie za nią przylepia do szyby, kiedy widzi babkę wyczołgującą się nagle ze sterty gratów leżacyhc na tej naczepie. Komedia. To gdzie było owo laboratoirum ? W samochodzie ? Scena jak z Kafki :]

      Potem Jessica musi się umyć i ubrać. W tym drugim celu kradnie torbę z ubraniami dziewczynie całującej się z chłopakiem, gdzieś w ustronnym miejscu. Patrzy na nich z zaciekawieniem, sama chyba nie zdązyła na razie doświadczyć pdoobnych wrażeń. Ukrywa się od 4 roku życia. I wie już, ze ojciec - ukrywając w jej krwi Janusa - pozbawił ją widoków macierzyństwa.

      Przez chwilę siedzi na huśtawce na placu zabaw. Cała umorusana tymi odpadkami, patrzy z półuśmiechem zamyślonym na bawiące się dzieci. Jest ich mama/opiekunka, ale jakoś żadne nie zwraca uwagi na wytaplaną we krwi i kawałkach mózgu kobietę obok. Znów scena z zupełnie innego porządku niż racjonalny.

      Lee dostaje do pomocy w szukaniu zbiegów Wilsona. Kiedyś Wilson był z nimi, potem uwierzył w słusznośc działanjia Network i przeszedł na ich stronę. "Zabawne" jest tutaj to, ze Lee był człowiekiem, który wtedy oślepił go na jedno oko, a potem zabił jego ojca. Wilson z trudem znosi jego towarzystwo. Zwłaszcza że Lee co jakiś czas pozwala sobie na kąsliwą uwagę pod jego adresem, wspominając to, co mu zrobił. W końcu Wilson nie wytrzymuje i mierzy do niego z broni. Lee nic sobie z tego nie robi. Jest absolutnie luźny i spokojny, robi swoje, a Wilson trzęsie się z wściekłości. Lee wie, że Wilson nie ma siły żeby do niego strzelić : "Jakby było trzeba zabić miliony ludzi - zabiłbyś. Ale mnie nie musisz zabijać - więc nie jesteś w stanie strzelić", wyjasnia mu jego własne motywacje. A potem traktuje żelaznym prętem w kolano i zostawia niedaleko domu, w którym niedawno jeszcze ukrywali się zbiegowie, których śladem podążają.

      Aby rozszyfrować sens zdania "Jimmy Deeshel, to Batman" Pietre prowadzi towarzystwo do Bena.

      Ben jest młodocianym hakerem. Mieszka z rodzicami w podmiejskiej willi. Rodzice kompletnie nie kumaci, grzeczni i tępi, a Ben ich nienawidzi.

      Ben wie, co to "JImmy Deeshel". Jest to legenda internetu. W istocie pisze się to : Jimmy Deesh-L. A chodzi o tajny projekt amerykańskich badań nad bronią
      • grek.grek "Utopia" sezon 2 odcinek 3 [2] 19.03.16, 13:09
        nad bronią biologiczną. Info jest w sieci, ale dostęp obwarowany jest wieloma blokadami. Ben podejmuje się je złamać.

        W tym czasie, Ian dochodzi do wniosku, że kolega Chrisa mógł chcieć powiedzieć nie o 'Batmanie", ale o "FATmanie". "Co za róznica ?"< pyta Chris. Na co Ian odpowiada : "Zasadnicza. Fatman, to nazwa bomby zrzuconej na Nagaski". Świetna scena. I ta cisza jaka zapada po jego słowach.

        W innym pokoju paplający od rzeczy w obcym języku Anton nagle się ożywia. Patrzy w TV i nagle wypala do najmłodszego Granta , z czystym angielskim "Janus ! Wszycy umrzecie !".

        Ucieczka Jessiki Hyde wpienia do białości babę w czerwonym, która naskakuje na Millner. Poleca jej znaleźć Jessikę. Chce zawiesić akcję szczepień, ale Milner przekonuje ją, ze jednak trzeba spróbować.

        Brakowało do tego wszystkiego tylko Michaela - eks-urzędnika Ministerstwa Zdrowia, który w 1 seriii odkrywa, co się święci, udaje mu się pewne bezpieczeństwo sobie zapewnić, ale później przyłącza się do grupy Iana. Po rzekomym rozwiązaniu sprawy wrócił do normalnego zycia, pracuje w jakimś szpitalu czy gdzieś]. I teraz wraca do akcji.

        Wraca, bo jego placówka bierze udział w tym całym programie Szczepień. Jedna z pracownic, Bridget - ruda w okularach - odkrywa, że coś w tymi badaniami jest nie teges. I to bardzo nie teges. Porównuje rózne dane, wyniki, odnosi je do wyników róznych innych badań z przeszłości i wychodzi jej, ze to szwindel i ściema. Michaelowi otwiera się klapka : TO SIĘ ZNÓW DZIEJE. Dyskretnie rozgląda się po scianach, a potem na kartce papieru pisze jej kolejne instrukcje z finałową "Spotkajmy się na zewnątrz". Bridget jest zdziwiona, ale łapie intencje [podsłuch możliwy] i zachowuje się tak, jak Michael jej każe, czyli swoje tezy o sensancyjnym odkryciu manifestacyjnie "dezawuuje", tak zeby ewentualnych podsłuchiwaczy wyprowadzić w pole.

        Na zewnątrz, Bridget zwierza mu się, ze podprowadziła próbki tych "szczepionek" i zamierza je zbadać sama. Ma w domu laboratorium własne. Michael ją tam odwiedza, asystuje przy badaniach, a na koniec Bridget dochodzi do wniosku, że ta szczepionka zawiera jakieś niezwykłe białko [Janus]. "COś tu jest cholernie NIE TAK", rzuca.

        Michael prosi ją, żeby nie wychodziła. Teraz on zadziała.
        No i działa. Wychodzi, a 5 minut później do Bridget wdziera się dwóch typów i ją obezwładnia. Michael obserwuje tę scenę z auta zaparkowanego przy jej domu. Czy to on zaalarmował Network, czy też wiedział że przyjdą po nią ?

        Ścigani opuszczają dom Bena. W porę, bo niedługo po nich zjawia się tam killer Lee. Zabija rodziców Bena i samego hakera. Nie wie, że w domu jest Pietre, któremu Ben miał podrobić kilka dokumentów. Pietre trzyma go na muszce, a potem proponuje wymianę : dam wam wszystkich, a wy dajcie mi Amandę i Tess. Kim są Amanda i Tess, że Pietre chce poświęcić Iana, Becky i innych ?

        Reszta ściganych stoi sobie na rozległej polanie pod tamą wodną, w otoczeniu drzew. Co za lokalizacja, brawo ! :] Zastanawiają się, kim jest ten cały Anton. SKąd wie o "janusie" i o co mu chodziło z tym "wszyscy umrzecie".

        Anton siedzi w aucie i coś rysuje. Becky zagląda mu przez ramię i nie może uwierzyć własnym oczom : Anton idealnie kopiuje rysunki z "Utopii". Skąd je zna ? A może to jest... Becky mówi do niego "Czy pan Philippe Carvel ?", a Anton wolno zwraca ku niej głowe. Yes, to Phillpe Carvel, wynalazca Janusa, autor "Utopii", ojciec Jessiki Hyde, praprzyczyna całego zamieszania. Sa zdumieni.

        Ian nic nie wie o prawdziwej tożsamości agentki Millner. Rozstali się przecież w momencie, w którym wydawało się, ze jest ona ich przyjacielem i protektorem. Dzwoni więc właśnie do niej, z informacją o tym, że znalazł się Carvel. Milner nie może uwierzyć w to, co słyszy. Od razu zapewnia, że da Ianowi ochronę. Popełnia jednak błąd : zdradza się z tym, że wie iż Becky jest z nim. Skoro wie, to znaczy że musiała ich śledzić. Ian od razu się rozłącza.

        Trudno przekonywac po 9 odcinkach, żebyście w to jednak weszli, ale... zachęcam :] Doskonały serial. Nawet w tym momencie można się podłączyć. Nakręcone to jest znakomicie, pomysłów bez liku, scenariusz perfekcja, a postaci niepodrabialne. I ten twardy brytyjski akcent z jakim wypowiadają swoje kwestie -klasa :] Dobrane miejsca, świetne kadry, no i wróciła muzyka z 1 serii.
    • maniaczytania Pegaz - odc. 3 19.03.16, 13:36
      ten polecam - jak na razie chyba najlepszy i najciekawszy :)

      I jak zwykle w punktach:
      - film "Niewinne" - krótki wywiad z reżyserką, a potem rozmowa w studio z gośćmi - siostrą rzeczniczką zakonu Urszulanek, historykiem, scenografką filmu i jedną z młodych aktorek w nim grająca - Anną Próchniak - bardzo ciekawa rozmowa, prowadzący mieli różne zdania o filmie, wypowiedzi gości też interesujące - filmu nie widziałam, ale na podstawie tych wypowiedzi mam w głowie pewne spostrzeżenie, którym chętnie się podzielę, jeśli ktoś jeszcze obejrzy tego Pegaza :)
      - książka - "Dobrze się myśli literaturą" - fragment pięknie przeczytany przez aktorkę Wiktorię Gorodecką (grającą w Teatrze Narodowym w "Dziadach") i rozmowa z autorem - prof. Ryszardem Koziołkiem
      - "Dziady" - można powiedzieć, że temat 'numeru' - przekrojowo przez większość znanych wystawień o tym, czym "Dziady" są, dlaczego wciąż są wystawiane, czy można jeszcze znaleźć w nich coś nowego - rozmowa z dwoma reżyserami - Pawłem Passinim, Michałem Zadarą (który wystawił 14-godzinną pełną wersję we Wrocławiu) oraz dyrektorem literackim Teatru Narodowego, w którym właśnie wystawiono bardzo ciekawą, bo nie przez pryzmat polskiej martyrologii, wersję "Dziadów" w reżyserii litewskiego reżysera
      - zespół o ciekawej nazwie "Beneficjenci Splendoru" - ale to kompletnie nie moja bajka :)

      "Zajawka" na kolejny odcinek - będzie o spektaklu "Salome" w Operze Narodowej i rozmowa z reżyserem Mariuszem Trelińskim.

      Ale tak nieśmiało, po tych trzech odcinkach można chyba już powiedzieć, że bardzo interesujący program o kulturze mamy :)
      • grek.grek Re: Pegaz - odc. 3 19.03.16, 16:54
        dzięki, Maniu :]

        Jak przystalo na lokalsa słyszałem o tej 14-godzinnej wystawce "Dziadów". mocna rzecz. podziwiam aktorów, to jest praca - spamiętać tekst, wytrzymać kondycyjnie taki maraton. Miało się zacząc wieczorem i trwać do rana.

        3 odcinki Pegaza, a ja żadnego jeszcze nie widziałem. shame me ;]
        tym większe dzięki dla Ciebie i dla Was, że relacjonujecie na bieżąco, ciekawie i zajmująco.
        • siostra_bronte Re: Pegaz - odc. 3 19.03.16, 19:56
          Też nie udało mi się obejrzeć ani razu. Ale jestem zachęcona.
      • barbasia1 Re: Pegaz - odc. 3 19.03.16, 19:52
        Jestem zachęcona totalnie!
        Na pewno obejrzę na dniach.
        Trzymam za słowo, że umieścisz swojej spostrzeżenia odnośnie dyskusji nad filmem.

        > - zespół o ciekawej nazwie "Beneficjenci Splendoru" - ale to kompletnie nie moj
        > a bajka :)

        Beneficjenci Splendoru - "Dziewczynka z ulotkami"
        www.youtube.com/watch?v=RUNhLb5n8eE
        Oryginalne!


        • maniaczytania Re: Pegaz - odc. 3 19.03.16, 20:51
          w programie były dwie piosenki, jedna to było coś o Selfie
          • barbasia1 Re: Pegaz - odc. 3 20.03.16, 16:12
            Znalazałam! :)
            BENEFICJENCI SPLENDORU - SELLFIE

            www.youtube.com/watch?v=BuaUoWMudzQ
            Też nie moje klimaty, ale, myślę, warto wiedzieć, kto działa na naszym rynku muzycznym.

            Wracając do ostatniego Pegaza polecam gorąco książkę Ryszarda Koziołka ( mimo, że nie czytałam, i jeszcze nie obejrzałam tego odcinka Pegaza) to świetny literaturoznawca.

        • grek.grek Re: Pegaz - odc. 3 20.03.16, 13:35
          będę/bedziemy czekać na Twoją recenzję, Barbasiu :]
          • barbasia1 Re: Pegaz - odc. 3 24.03.16, 23:51
            grek.grek napisał:

            > będę/bedziemy czekać na Twoją recenzję, Barbasiu :]

            :)

            Może ewentualnie słowko dodam. Mania wszystko świetnie zrelacjonowała.
            • grek.grek Re: Pegaz - odc. 3 25.03.16, 13:10
              Biorę w ciemno, Barbasiu :]

              mnie się ostatnio zdarzyło widzieć "Śniadanie na trawie" [odcinek 3 bodajże]. Była rozmowa o hejcie w sieci. ciekawa jak zawsze, choć nadal najciekawszą postacią jest oryginalna prowadząca :] i nadal siedzą na tej trawie, chyba sztucznej ?, heh.

              widziałem też kawałek jednego z odcinkow Sondy 2. trudno byłoby mi zrelacjonować, o czym traktował, na razie powiem tylko tyle, że prowadzący p.Rożek wydaje się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, przynajmniej jak chodzi o styl - stonowany, sympatyczny i bez robienia "szoł"na siłę.
    • siostra_bronte "Molier na rowerze" 19.03.16, 14:56
      W Kulturze o 20.20. Pamiętam raczej pozytywne recenzje. Dodatkowo zachęca mnie znakomity Fabrice Luchini w obsadzie.
      • grek.grek Re: "Molier na rowerze" 19.03.16, 17:04
        dzięki, Siostro :]

        kojarzę skądś tytuł, może to festiwalowy film ? Cannes ?
        oglądam także :]
        • siostra_bronte Re: "Molier na rowerze" 19.03.16, 22:27
          Świetny!! Bardzo mi się podobało!

          Przez dłuższy czas to naprawdę zabawna komedia. Kapitalna jest scena, kiedy Serge próbuje mówić swój tekst: "Ale ten spokój..." i wciąż przerywa mu dzwoniący telefon. Serge wkurza się i krzyczy: "Ja w czasie prób wyłączam komórkę!". Na to Gauthier: "Nie wyłączasz, bo nawet nie masz komórki!". "Mam, tylko nikt nie dzwoni, bo nie znają mojego numeru" odpowiada Serge :))

          Zabawne są też sceny, kiedy Serge ucieka spod skalpela, albo te z namolnym taksówkarzem :) Albo kiedy Serge pyta przyjaciela o to ile zarabia. "O w mordę. Co robisz z taką kasą? Chowasz w materacu?" :)

          Sceny prób z tekstem Moliera są znakomite. Aktorstwo najwyższej próby. "Egzaltacyja, masturbarcyja" ironizuje Gautier :)

          Ale z czasem historia robi się coraz poważniejsza. Analogie losów bohatera z fabułą "Mizantropa" są oczywiste, nawet jeżeli nie zna się tekstu Moliera. Przyznam, że zakończenie filmu zaskoczyło mnie, bo jest reklamowany jako komedia, ale to tylko dodatkowy plus.

          No i rewelacyjne aktorstwo. Fabrice Luchini jest kapitalny, bardzo go lubię jeszcze z czasów kiedy grał u Rohmera. Lambert Wilson dzielnie dotrzymywał mu kroku. A w tle piękne i nieograne widoki wyspy Re, o której wcześniej nawet nie słyszałam.

          Jak dla mnie rewelacja!
          • siostra_bronte Re: "Molier na rowerze" 19.03.16, 22:28
            *Analogie losów bohaterów...
          • grek.grek Re: "Molier na rowerze" 20.03.16, 13:34
            dokładnie taki same mam wrażenia, Siostro :]

            stary dobry schemat konstrukcyjny : postawmy obok siebie dwóch całkowicie róznych bohaterów i pozwólmy im działać. Znów się sprawdził, podobnie jak w "Nietykalnych". czyżby Francuzi opatentowali jakąs złotą receptę na idealnie spożytkowanie tej starej receptury ?

            próby Gauthiera i Tanneura do tekstu "Mizantropa" - mistrzostwo i przy okazji niezobowiązująca wycieczka w najciekawsze miejsce aktorstwa : za kulisy, tam gdzie powstaje rola, rodzi się chemia między aktorami [albo się nie rodzi], przechodzą burze, wątpliwości, śmigają inspiracje i powstają motywacje.

            klasowe zawiązanie całej historii : moment, kiedy Gauthier oznajmia Tanneurowi, że ma dla niego rolę Filinta, sam zas zamierza grać Alcesta. Brzmi to zabawnie i dziwacznie, bo już pierwsze sceny dowodzą, że Gauthier pasuje do roli Alcesta jak pięśc do nosa. Nie ten background. Cała późniejsza akcja dowodzi, że pierwsze wrażenie było trafne. Jedyny moment, kiedy Gauthier przypomina Alcesta, to ten po bójce na bazarku, kiedy obrywa po nosie za swoją niesłowność.
            Jest wkurzony, rozżalony i wtedy dopiero ma narzędzia, żeby wczuć się w tę rolę.

            a Tanneur nie tyle może grać Alcesta, co w zasadzie nim jest na codzień i na scenie nie mógłby być nikim innym. I pięknie okazuje się nim być w finale, szczęsliwy z dala od teatralnej sali, na której Gauthier ponosi spektakularną porażkę.

            yes, scen zabawnych jest to cała bateria. I mnóstwo inteligentnej ironii. Kapitalna jest scena, kiedy w telewizji leci ten kiczowaty serial, który zrobił z Gauthiera gwiazdę. Serge niby ogląda, niby chwali, ale im bardziej chwali i im bardziej ogląda, tym wyraźniej widać frustrację i rosnący wstyd na twarzy Gauthiera.Wreszcie dzwoni telefon, Serge znika na długo, a kiedy wraca udaje koncertowo, że obchodzi go ile stracił :] Gauthier ofk od razu orientuje się, co jest grane i urażony ucieka. Wtedy też Serge traci u Franceski, która zauważa ciekawą rzecz : nie masz w sobie nic z Alcesta, on był szczery i otwarty, a ty kpisz sobie z ludzi. Coś w tym jest, w końcu idealny bohater fikcyjny istnieje tylko w ramach tej fikcji.

            ciekawe, ze Gauthier z jednej strony cieszy się, jak miłośnicy serialu okazują mu względy, a z drugiej - strasznie się tego serialu wstydzi, kiedy jest z Serge'em i wie, że przyjaciel nigdy by się nie posunął do tego, żeby w takim czymś zagrac. Serge zaś niby zazdrości mu tych pieniędzy jakie dostaje za serial, ale z drugiej strony - nie wyobraża sobie, że mógłby się w podobny sposob sprzedać.

            sceny rowerowe - świetne. I ta wyspa jaka stylowa. brawo dla tego, kto wpadł na koncept, by własnie tam umieścić akcję. A dom Serge'a ? prawdziwa perełka nadmorskiej architektury.

            No i kobieta, która wszystko zmienia :] Aczkolwiek, słusznie zauwazyłas, że to zakończenie jest trochę zaskakujące. Pasuje do idei nawiązania do molierowskiej sztuki, ale ta opowieśc Gauthiera, jak to nagle wrócił do domu Franceski, a ona nagle była po dołującej rozmowie z mężem, a on się napatoczył, więc się nawzajem skonsumowali... Najpierw sądziłem, że Gauthier testuje Serge'a na jakąś okolicznośc, której sens objawi się później.

            sceanariusz jest spójny, bo ta cała sytuacja uświadamia Serge'owi, że świat jest właśnie takim jakim widzi go Alcest, a że dotyka to właśnie jego, to znaczy że może grać tylko Alcesta i basta. Tak bardzo się w tym znajduje, że aż zamawia sobie oryginalny strój z epoki, w którym oznajmia Gauthierowi i całej jego świcie, jaką podjął decyzję.

            No i scena, w której właścicielka hotelu oznajmia Gauthierowi, że jej siostrzenica też jest aktorką. I chętnie wysłucha kilku rad od tak znakomitego gościa. Po chwili okazuje się, że dziewczyna owszem, jest aktorką, ale w filmach pornograficznych :]]

            Tyle że kiedy zaczyna czytać wersy z Moliera, Gauthier i serge są chyba raz jeden zgodni : idzie jej świetnie. Aczkolwiek, kiedy oni przed nią odgrywają jeden z dialogów, a ona stuka smsy na komórce i przyłapana rzuca "Super było, super... jestem już spóźniona", to naprawdę człowiek ma ochotę laczkiem w ekran rzucić. Co za pokolenie... ;]

            zdecydowanie, aktorzy są znakomici. co ciekawe, scenariusz napisał Luchini razem z reżyserem Le Guayem, po tym jak Le Guay naprawdę odwiedził Luchiniego na wyspie Re, na której Luchini ma dom, i zaproponował mu rolę w sztuce "Kobiety z szóstego piętra". Gdzieś w rozmowę wplątał im się "Mizantrop", za którym Luchini przepada, i La Guay kapnął się, że właśnie urodzili pomysł na pierwszorzędny film. Najlepsze scenariusze pisze życie, nieprawdaż ? :]
    • grek.grek w kinach "Zabójczyni" 20.03.16, 13:42
      Z recenzji/opisów : niby kino wuxia, ale bez nadmiaru efektów klasycznych dla tego typu filmów.
      jednocześnie filozoficzne, skupione na konflikcie między poczuciem obowiązku, a
      uczuciem, w którym tkwi głowna bohaterka. Z pewnych względów zahaczające też o motywy szekspirowskie [zauwazyłem głównie odniesienia do Hamleta] :

      www.filmweb.pl/reviews/Rozbrojenie-18449
    • grek.grek "Nieugięty Luke"... właśnie się kończy w TVN7 :] 20.03.16, 17:03
      zorientowałem się za późno.
      mam nadzieję, że obejrzeliście :]

      klasyczna opowieśc z życia więziennego - Luke jest gościem, którego nie sposób złamać. I który nigdy nie traci nadziei na to, ze zdoła uciec. Każą mu kopać rów, a potem go zasypywać i tak dzień w dzień - wytrzyma. A inni więźniowie mu kibicują. Założy się z innymi więźniami, że zje 50 jajek na twardo - i zje, choćby miał paść. A jak już zacznie kłamać, że został przez klawiszy zduszony w swoim buncie i nieposłuszeństwie, jak już nauczą go aportować jak swojego wiernego psa - pokaże im figę, porwie auto i ucieknie.

      Newman jest znakomity, krajobrazy słonecznego Południa amerykańskiego - zacne, a kolejne sceny i epizody mieszają dramat z ironią i zgrywą.

      dobry film.
    • grek.grek 21:30 TVN "Sztos" 20.03.16, 17:12
      akuratnie po "Bodo" się zaczyna, więc... :]

      jeden punkt za świetnie oddane realia Polski Ludowej lat 70-tych, te wszystkie ciuchy, miejsca, samochody, mieszkania i kawiarnie.

      drugi punkt za Jana Nowickiego, który gra na zupełnym luzie i, założę się, połowę swoich kwestii improwizuje. Z korzyścią dla filmu.

      akcja kręci się wokół dwóch polskich cwaniaków, młodego i starszego, którzy próbują "zarobić, ale się nie narobić", czyli oszukują na kasę niemieckich turystów, zachodnich biznesmenów i rodzimych - takich samych jak oni - kombinatorów. Z jednym z nich mają prawdziwą "kosę" i muszą przygotować numer, którym go pogrązą i oskubią do zera. "Żądło" się kłania, ale w zupełnie innych dekoracjach, made in Poland absolutnie. I za to uznanie. może to jedyna komedia Olafa Lubaszenki, którą da się oglądać bez zaporowych dawek relanium ;]

      PS : ale żeby w TVN polski film ? Tam teraz amerykaNskie wszystko.

      PS 2 : w przyszły piątek w TVN o 20:00 "Grawitacja" Cuarona :] pierwsza zajmująca premiera w TVN od... stu lat ? ;]

      • siostra_bronte Re: 21:30 TVN "Sztos" 20.03.16, 17:49
        Nie widziałam i nie mam zamiaru oglądać :)

        Hehe. Faktycznie filmowy repertuar TVN jest słabiutki. Albo komedie romantyczne, albo komiksy dla dzieciaków.
        • grek.grek Re: 21:30 TVN "Sztos" 20.03.16, 18:24
          :]

          TVN stawia na show, podobnie jak Polsat, więc liczyć możemy tylko na okazjonalne sensacje, tak jak "Grawitacja" właśnie. a tymczasem Stopklatka i TV Puls, które stawiają na filmy pną się szybko w górę rankinkgów oglądalności.
    • siostra_bronte "Gattaca-szok przyszłości" 20.03.16, 19:48
      Ech, zagapiłam się! Dzisiaj w Stopklatce o 22.25. Świetne kino sci-fi. Zapowiadałam parę razy, ale bez efektu. Teraz pewnie będzie podobnie, szkoda, że nie zapowiedziałam go wcześniej.
      • barbasia1 Re: "Gattaca-szok przyszłości" 20.03.16, 20:23
        siostra_bronte napisał(a):

        > Ech, zagapiłam się! Dzisiaj w Stopklatce o 22.25. Świetne kino sci-fi. Zapowiad
        > ałam parę razy, ale bez efektu. Teraz pewnie będzie podobnie, szkoda, że nie za
        > powiedziałam go wcześniej.

        Nie mówiłam, że ja obejrzałam? Podzielam Twoją opinię o filmie. Przy innej okazji może porozmawiamy jeszcze ...
        • siostra_bronte Re: "Gattaca-szok przyszłości" 21.03.16, 19:09
          A tak, zapomniałam :)
    • grek.grek Bodo odc 3 - wrażenia 21.03.16, 12:55
      żadnych recenzji jeszcze nie ma ? :]
      to może ja spróbuję.

      Pola Negri - bomba !
      co za STYL, co za charm, czarny kapelusz z dodatkami, czerwone usta i cygaret. Nie znam się na modzie, ale nawet ja docenię tę rewelacyjną stylizację. idealnie narysowana postać.

      teatr poznański świetnie opisany i pokazany. Mały Bodzio uczy się, jak wyglądają relacje międzyludzkie w dorosłym świecie rewii i estrady : ktoś jest na górze, ktoś jest na dole, komuś trzeba schelbiać, a komuś się podłożyć. Każdy chce iśc w górę, większośc jest gotowa na wszystko, tylko czeka aż konkurentowi noga się powinie. Chyba go to zafrasowało. A sznurek podpiłował tak czy owak :]

      Magdalena Stużyńska z głosem operowym. kto oglądał występy Moralnych, ten nie był zaskoczony :]

      rozbawiła mnie scena, w której grany przez Lubaszenkę dyrektor teatru próbuje dyskretnie spie,przać przed żandarmami, którzy przyszli go aresztować. Trwa spektakl, gośc orientuje się, że tych dwóch nie przyszło zrelaksować się przy kankanie, więc z najwyższą elegancją zsuwa się z krzesła i po angielsku stara się umknąć łapom sprawiedliwości, hehe. Komiczny moment.

      podoba mi się bezczelnośc głównego bohatera. Taka sympatyczna. Tutaj próba, miejscowy dżolo na scenie się popisuje, oficjalnie bileter Bodzio gdzieś na widowni, i wykorzystuje moment, żeby wskoczyć ze swoim wykonaniem piosenki. Płaci za to cenę, ale nagroda przychodzi szybko. Po czym znów musi zapłacić cenę. Jego los, to los kulki w maszynie do flipperów. Od ściany do ściany.

      piosenki i tancory sceniczne świetnie wykonane, ale ja bym na taki występ nie poszedł ;]

      no i mamy pierwszą dziewczynę Bodzia. a zaraz potem okazuje się, ze jest ogólnodostępna. Czy może ją za to winić ? Rozumie jej determinację. Sam ją ma. dociera do niego, że w tym światku zacierają się granice czarnego i białego, króluje relatywizm i oportunizm. No i scena seksualistyczna, jakkolwiek dośc poczciwa, to jednak pokazana została... co na to minister kultury ? prymas ? :]
      • siostra_bronte Re: Bodo odc 3 - wrażenia 21.03.16, 19:09
        Podpisuję się :)

        Może tylko cała historia biegnie trochę zbyt szybko i powierzchownie. Nie ma czasu na jakąś refleksję. No ale nie wymagajmy zbyt dużo od godzinnych odcinków.
        • siostra_bronte Re: Bodo odc 3 - wrażenia 21.03.16, 19:30
          A nerwowa muzyczka wciąż mnie irytuje.
        • grek.grek Re: Bodo odc 3 - wrażenia 22.03.16, 13:44
          dzięki, Siostro :]

          yes, zgadzam się.
      • maniaczytania Re: Bodo odc 3 - wrażenia 22.03.16, 20:55
        mnie się ten odcinek podobał bardziej od poprzedniego. I tempo mi pasowało, i to, co się działo.
        Magda Stużyńska wypadła świetnie.
        Bardzo podobała mi się scena, gdy rodzice czytali list od Bodo - świetnie skontrastowana treść listu z tym, jak chłopaki sobie radzili. I fajnie było pokazane, że tu debiut wreszcie, Pola Negri się odzywa, a tu co jest najważniejsze? List od Ady :)

        Ale za to bardzo mi zazgrzytała scena, o której piszesz Greku. Ja rozumiem, że to trochę pokazano na zasadzie kontrastu - tu Bodzio z Niną - idealistycznie, romantycznie, bez szczegółów, za to z pięknym ujęciem nagiej aktorki; a tu, za pieniądze/sławę/karierę wygląda to zupełnie inaczej. Ale można było nie pokazywać tego tak wulgarnie i długo, zwłaszcza że serial jest w paśmie o 20.00 i dozwolony od lat 12 ... Miałam zgryz mały ;)
        • maniaczytania Re: Bodo odc 3 - wrażenia 22.03.16, 21:03
          a, i w zasadzie to, o czym Barbasia pisała przy odc. 2 chyba - mnie nie interesuje jego orientacja seksualna, nie wydaje mi się, żeby to miało dodać czegoś poza tanią sensacją do tego serialu. Mnie bardziej interesuje Bodo jako artysta ;)
          • grek.grek Re: Bodo odc 3 - wrażenia 23.03.16, 13:37
            orientacja seksualna też może być formą sztuki, Maniu ;]]

            nie pytaj mnie : dlaczego ?, bo nie wybrnę ;]]
            • siostra_bronte Re: Bodo odc 3 - wrażenia 23.03.16, 20:32
              :)

              Ja bym powiedziała, że to część osobowości człowieka i trudno ten temat zupełnie pomijać.
              • grek.grek Re: Bodo odc 3 - wrażenia 24.03.16, 13:31
                o, świetna puenta, Siostro :]
          • barbasia1 Re: Bodo odc 3 - wrażenia 24.03.16, 23:45
            maniaczytania napisała:

            > a, i w zasadzie to, o czym Barbasia pisała przy odc. 2 chyba - mnie nie interes
            > uje jego orientacja seksualna, nie wydaje mi się, żeby to miało dodać czegoś po
            > za tanią sensacją do tego serialu. Mnie bardziej interesuje Bodo jako artysta ;)

            Więc właśnie dlatego mówię, o subtelnym ujęciu tej kwestii (zadanie dla doskonałego scenarzysty) i pozostawieniu jej w sferze domysłów, przypuszczeń, a nie, Boże broń, rozstrzyganiu i robieniu taniej sensacji.

            Mnie interesuje człowiek, stąd te moje rozważania obok serialu. ;)
        • grek.grek Re: Bodo odc 3 - wrażenia 23.03.16, 13:26
          masz rację, Maniu.

          zważywszy na wczesną godzinę wyświetlania i argument "od lat 12" - ja też bym tę sceną inaczej pokazał. przecież aktorka mogła mieć twarz skierowaną w stronę drzwi. wystarczyło,żeby Bodzio zerknął przez uchylone drzwi, spotkalby się oczami, a z jej mowy ciała i spojrzenia każdy mogłby wywnioskować, co się tam aktualnie dzieje i dlaczego ona tak postępuje. Dosłownośc była zbyteczna.
          • siostra_bronte Re: Bodo odc 3 - wrażenia 23.03.16, 20:35
            W wywiadzie o którym już wspominałam, producent mówi o rozbieranych scenach (więc zapewne będzie ich więcej). Mówi o jednej, zapewne tej właśnie, dosyć drastycznej, ale chodziło o to, żeby widz był podobnie zszokowany jak nieszczęsny Bodzio.
            • maniaczytania Re: Bodo odc 3 - wrażenia 23.03.16, 21:13
              widz tak, ale dwunastoletnie dziecko?
              • siostra_bronte Re: Bodo odc 3 - wrażenia 23.03.16, 21:35
                Tak, granica wiekowa jest zaniżona.
                • maniaczytania Re: Bodo odc 3 - wrażenia 23.03.16, 21:50
                  nie do końca się zgodzę. Bo przecież postać, czasy Bodo są interesujące i dla młodszych ;) Ale po scenie tej wnioskuję, że twórcy nie do końca byli pewni w jaki 'target' celują ;)))
            • grek.grek Re: Bodo odc 3 - wrażenia 24.03.16, 13:34
              PS : ponoć oglądanośc "Bodo" spada.
              zaczęło się, jeśli dobrze pamiętam, od 3,7 mln, później było 3,4, a teraz 3,2.

              mimo wszystko - 3 mln to ciągle dobry wynik.
              problem, wg mnie, zacznie się jeśli spadnie do 2-2,5 :]
              tylko czy TVP nie liczyła przypadkiem na wyższe wyniki ?

              • barbasia1 Re: Bodo odc 3 - wrażenia 24.03.16, 23:49
                > problem, wg mnie, zacznie się jeśli spadnie do 2-2,5 :]

                Aż tak chyba nie spadnie!
        • barbasia1 Re: Bodo odc 3 - wrażenia 24.03.16, 23:47
          > Ale można było nie pokazywa
          > ć tego tak wulgarnie i długo, zwłaszcza że serial jest w paśmie o 20.00 i dozwo
          > lony od lat 12 ... Miałam zgryz mały ;)

          Ja też. ;)
    • grek.grek "Californication" sez 7 odc 12 22.03.16, 13:07
      Barbasiu, mieliśmy przysłowiowego NOSA :]
      zakończenie jest dokładnie takie, jakiego oczekiwaliśmy.

      Hank wie, że nie moze zapobiec ślubowi córki. Albo weźmie w tym udział, albo na zawsze bedzie kosa między nią, a nim. Początek jest mylący, bo Becca twierdzi, że już nie chce ślubu brać, ale za moment okazuje się, ze jest to tylko sen Hanka. Na jawie córka wyjeżdza do NYC, aby przygotowywać uroczystośc, Karen pakuje się, aby do niej dołączyć, a Hank...

      A Hank musi po raz ostatni wspomóc swojego syna, Levona. Nauczyć go wreszcie jak się poznaje dziewczyny i o co chodzi w tym wszystkim. "Dosyć prostytutek, poznaj dziewczynę, nie rzucaj się na nią od razu, zbuduj więź, stwórz związek", doradza i asysttuje przy tym jak Levon poznaje dziewczynę, z którą możliwe że to się uda. Może go zostawić samopas, tym razem gośc tego nie zepsuje.

      matkę Levona, Julię, Hank umawia z Rathem, swoim eks-szefem od serialu. Ona przychodzi na kolację z Hankiem, a Rath na spotkanie z kimś zupełnie innym niż Julia, a wiec wiadomo, że to Hank ich ściągnął podstępem w jedno miejsce. A że obojgu już wcześniej jakoś tak dobrze się rozmawiało... spędzają razem dzień i w końcówce mamy jasną sugestię, że coś tam się między nimi urodziło.

      Marcy ma oddac się byłemu męzowi. Za milion dolarów. Łysy dostaje od niej dyspensę na jednorazowy seks pozamałżeński, żeby lepiej zniósł sytuację.

      No i Łysy ma okazję, pojawia się kolegami z dwiema agentkami towarzyskimi, ale... nie daje rady. Podobnie Marcy nie daje rady oddać się w pełni męzowi. Przy okazji odkrywa w jednym z pokojów lalkę łudząco podobną do siebie samej. "To chore", mówi do eks-męża. Chyba nie zauwaza, ża ta lalka, to kolejny dowód na to, ze ten jej eks ma palmę na jej punkcie.

      Hank odwiedza Łysego, każe mu wyleźc z łózka [kiedy już Łysy wyłazi, na golasa, Hank rzuca "Boże, ubierz się, bo wyglądasz jak topielec" :)], wdziać galoty i pędzić do swojej kobiety. Łysy zrywa się, pada mu w ramiona, no i pędzi. A Hank, w swoim stylu, odmawia agentce, a potem zasiada do pisania.

      Łysy najezdza dom byłego Marcy. I wparowuje tam dokładnie w momencie, kiedy eks chce na Marcy wymusić pełny seks. Nie zastanawiając się wiele, Łysy grzmoci go w głowę jakimś mosięznym posążkiem. Skutecznie.

      Eks Marcy chce się wyreklamować z tego miliona. W końcu : seks nie był pełny. Łysy bezceremonialnie zabiera jednak walizkę z pieniędzmi i grozi gościowi, że pójdzie pismakom opowiedzieć o wszystkim. Dla cenionego producenta byłaby to niezręczna sytuacja. Ale żeby nie wyszło na kradzież, to Łysy i Marcy proponują, że wezmą te pieniądze jako formę jego pokuty za grzechy ;]] I eks chętnie się zgadza, dodając z podziwem, że Charlie "wreszcie pokazał kły".

      tak więc, Łysy i Marcy są razem, nie zdradzili się nawzajem, a do tego mają milion zielonych w gotówce. A eks je obiad w swojej lukusowej wilii. Pokojówka z wiele mówiącą miną stawia talerz także przed... lalką łudząco podobną do Marcy. On też będzie szczęsliwy z gumowym substytutem esk-żony.

      No i wreszcie Hank. Siedzi otóż w swoim porszaku, gdzies między rzadkimi krzakami za miastem. To miejscówka pod lotniskiem. Wreszcie wyskakuje z auta, żegna się z nim i wbiega do samolotu, którym do Nowego Jorku ma lecieć Karen. Ma dla niej list. Ona nie chce go czytać, ale bez nerwów. Hank proponuje więc, ze przeczyta na głos. Chce obok niej usiąść, ale jakaś rezolutna kobiecina odmawia ustąpienia mu miejsca. Tak więc, stojąc Hank czyta ten list, a wszyscy pasażerowie słuchają.

      List jest dokładnie tej treści, jakiej zakończenie przewidywaliśmy, czyli że wiele przeszli, on wiele zepsuł, ona wiele razy dawała mu nowe szanse, a on je znów psuł, ale wie, że cokolwiek się zdarzy będą dla siebie stworzeni, i że ona nie znajdzie szczęscia z nikim innym, a on to już w ogóle. I że "NIE BĘDZIE KOŃCA [a nie mówiliśmy, hehe]", bo koniec i poczatek przestaną istnieć i "dopóki żyjemy będziemy mieć nadzieję" i żeby "ona walczyła, bo on będzie się starał z całych sił". "Nie będzie romantycznego zakończenia, zachodu słońca, ale dopóki mamy nadzieję, dopóty żyjemy i będziemy walczyć". Słowo w słowo, jak sądziliśmy ;]

      Jedna młoda pasażerka tak się wzrusza, że proponuje, aby Hank usiadł obok niej, a wtedy ta rezolutna, z miną skazanca, ustępuje mu wreszcie miejsce obok Karen i do tej młodej się przysiada, więc Hank i Karen mogą sobie siedzieć razem, uśmiechać się do siebie i gapić przed siebie wzrokiem sugerującym, że oboje w tym momencie widzą to samo : czyli, serię slajdów
      z całej serii, ilustrujących dobre chwile jakie razem spędzili[ z córką również]. W tle leci "Rocket Man".

      A w dole, pod startującym samolotem stoi samotny porszak Hanka z otwartymi drzwiczkami. Przy zachodzie słońca :] Symboliczne. Zostawił auto, więc nie wróci ;]

      I tak to się kończy. Z pewnego rodzaju happy endem, czyli... bedzie tak jak było, a może trochę lepiej ? MOże z daleka od "kalifornizacji" łatwiej będzie im to wszystko skleić :]



      • barbasia1 Re: "Californication" sez 7 odc 12 23.03.16, 00:34
        grek.grek napisał:

        > Barbasiu, mieliśmy przysłowiowego NOSA :]
        > zakończenie jest dokładnie takie, jakiego oczekiwaliśmy.

        NIEMOŻLIWE! :) ZNAKOMICIE! :)))

        Zabieram się do czytania...
      • barbasia1 Re: "Californication" sez 7 odc 12 23.03.16, 00:49
        Chociaż raz na koniec Łysy miał farta, he,he,he! Scenarzyści chyba bardzo polubili tę postać.

        . "Nie będzie romantycznego zakończenia, zachodu słońca, ale dopóki ma
        > my nadzieję, dopóty żyjemy i będziemy walczyć". Słowo w słowo, jak sądziliśmy ;]

        Pamiętam! Tak pisałeś, podobnych słów użyłeś, podobne skojarzenie miałeś, czy nawet to samo. Aż się zastanawiam, czy czasem miałeś jakichś przecieków na temat ostatniego odcinka!? ;)


        Znakomite zakończenie. Tak sobie je właśnie wyobrażałam, choć oczywiście bez szczegółów,

        Szczęśliwie dobrnęliśmy do końca Californication.
        Brawo Ty za streszczenia 6 sezonów!
        Dzięki! :)))
        • grek.grek Re: "Californication" sez 7 odc 12 23.03.16, 13:52
          dzięki, Barbasiu :]
          dzięki Ci za opisanie III sezonu - Twoje opisy i streszczenia były najlepsze.
          I dzięki za dzielne czytanie moich opisów, bo wiem że łatwe do przebrnięcia nie były.

          z chęcią będę wracał do "Californication", ale chyba tylko do pierwszego sezonu. 2 i 3 były niezłe, w 4, 5 i 6 zdarzały się momenty albo i całe odcinki, które mi się podobały, czego przyczyną było ich podobieństwo do sezonu pierwszego :] seria 7 powstała chyba tylko dlatego,ze jakoś trzeba było to skończyć.

          hah :]
          nie nie :]
          nie miałem żadnych przecieków dotyczących zakończenia, hehe.
          wiem, że to teraz dziwnie brzmi, ale naprawdę :]
          bardziej mi pomogły mi nasze wymiany zdań na temat tego serialu i losów głównej pary.

          najpierw odpadły scenariusze ckliwe, potem bezpłciowe [czy Hank mógłby... ckliwie albo bezpłciowo ?], a na końcu zostało mi, że wszystko poza utrzymaniem status quo będzie mało wiarygodne.

          hehe, yes - Charlie wreszcie został nagrodzony przez los.
          musiał, bo przecież gdyby nie dostał tego miliona dolarów - nie mógłby się serial skończyć :]

          Hank to jedyny klient Łysego.
          nie mógłby go ot tak porzucić i wyjechać sobie z czystym sercem. Jesli zaś Łysy jest finansowo ustawiony, to Hank może wyjechać i się z tego cieszyć.

          tu jest jeden maleńki zgrzyt, bo Hank odlatuje nie mając pojęcia o tym jak zakończyła się afera z tym milionem i - potencjalnie - zostawiając Łysego na pastwę losu :]] Ale... nie ma się chyba co czepiać, prawda ? Dobrze, że się skończyło... to znaczy - dobrze się skończyło dobrze ;]]
          • barbasia1 Re: "Californication" sez 7 odc 12 24.03.16, 00:14
            > dzięki Ci za opisanie III sezonu - Twoje opisy i streszczenia były najlepsze.

            Dziękuję pięknie. Ale nie zgadzam się, że moje opisy i streszczenia III sezonu były najlepsze.


            > I dzięki za dzielne czytanie moich opisów, bo wiem że łatwe do przebrnięcia nie były.

            Zawsze przyjemnie się czytało Twoje opisy. Zwłaszcza, że Cali to wesoły serial. :)

            > nie miałem żadnych przecieków dotyczących zakończenia, hehe.
            > wiem, że to teraz dziwnie brzmi, ale naprawdę :]
            Brawo Ty ! :)

            > tu jest jeden maleńki zgrzyt, bo Hank odlatuje nie mając pojęcia o tym jak zako
            > ńczyła się afera z tym milionem i - potencjalnie - zostawiając Łysego na pastwę
            > losu :]] Ale... nie ma się chyba co czepiać, prawda ?

            Pewnie, że nie. Ja sobie wyobrażam, że gdyby Łysy był w potrzebie, Hank by o niego zadbał znajdując jakąś pracę 'NY, albo gdzie indziej. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. :)

            • grek.grek Re: "Californication" sez 7 odc 12 24.03.16, 13:40
              Barbasiu, ja sie nie zgadzam z Twoim niezgadzaniem się ;]]

              dzięki !
              yes, wesoły to serial.
              kłopot w tym, że w ostatnich sezonach, a zwłaszcza w tym finałowym, wcześniej majaca swój wdzięk pikanteria została zastąpiona zwykłą wulgarnością i dosłownością [zwłaszcza werbalną]. Mam wrażenie, ze scenarzyści wycelowali w największy target jaki pozostał przy serialu. sieroty po 1 sezonie odpadły głównie gdzieś w okolicach 4-5 serii.

              haha ;]

              prawda, Barbasiu :]
              tak by zapewne było.
    • grek.grek "Złodziejaszek" via TVP Kultura 22.03.16, 13:31
      godzinny film Ericka Zoncy [tego od "Wyśnionego życia aniołów"].

      bohaterem jest Esse, młody chłopak z miasta Orlean. Pracuje w piekarni, ma dziewczynę, w sumie jego życie rozwija się rutynowo.

      któregoś dnia wpada na koncept, żeby wszystko zmienić. Bez słowa zabiera pieniądze swojej dziewczyny i wyjeżdza do Marsylii.

      Przyłącza się do młodzieżowego gangu. Ćwiczy razem z nimi boks, prowadza się i tak dalej. Ciekawym okiem przygląda się światu, swoim nowym kolegom i chłonie relacje międzyludzkie ze swojego otoczenia.

      Zaczyna od drobnych rzeczy. Na polecenie starszego 'stopniem" chodzi do pewnej starszej pani i pomaga jej robbić zakupy, asystuje w drodze po odbiór emerytury w banku. Nie odzywa się do niej, a ona do niego, aż do momentu, kiedy ona wyciąga banknot i z niezdarnym uśmiechem stara się go obdarowac. Ale Esse nie przyjmuje pieniędzy, kolega kazał mu nie brać żadnego wynagrodzenia.

      Niekiedy Esse ukradkiem zagląda do jej rzeczy. Znajduje jej stare zdjęcia i listy, z których wynika, że starsza pani przeżyła wojnę i to w trudnych warunkach.

      Co i rusz Esse bierze udział w napadach rabunkowych. Nie ma ofiar, domy są zwykle puste.

      Potem zostaje ochroniarzem prostytutki. Ona idzie z klientem do mieszkania, a on siedzi na schodach na korytarzu, żeby w razie czego interweniować.

      nieustannie ćwiczy boks, robi miny do lustra, a raz grzeje głową w drzwi - przypadekiem ? na poważnie ? Ma rozcięcie nad łukiem brwiowym. Dokładnie takie samo jak boss, którego czasami widuje i który mu chyba imponuje : kasą, ciuchami, samochodem. Boss zauważa u niego ten slad i chyba mu się to podoba. Dodatkowo Esse pokonuje na ringu swojego kolegę, po prawdzie - wykorzystując jego kontuzję, z której mu się zwierzył pochopnie. Zostaje szoferem bossa.

      przekonuje się rychło, że w tym gangu nie ma sympatii wzajemnej. Boss doznaje jakiejś kontuzji. Rekę ma temblaku. A potem każe się wieźć pod knajpę, gdzie siedzą czarni. Mierzy z pistoletu do jednego z nich wychylając się oknem i grozi, ze zabije.

      W swoim mieszkaniu boss surowo zabrania Essemu patrzeć na siebie., A kiedy przyłapuje go na tym, powala na ziemię, wkłada w usta pistolet, a potem gwałci go w usta. Esse jest wstrząsnięty.

      Wreszcie Esse z kolegami włamują się do jakiejś willi. Rabują co się da. W pewnym momencie nadjeżdza policja. Rzucają się do ucieczki oknem. W ferworze paniki Esse przyczynia się do upadku swojego kolegi. Gośc ląduje na plecach i nie może się podnieść. REeszta zwiewa.

      Esse staje się dla kolegów wrogiem. Chcą go ukarać za to, co zrobił. Chłopak ucieka im i kolejne dni spędza na ulicy.

      Z głodu próbuje okraść tę starszą panią, której pomagał. Akurat jejmośc wraca z emeryturą do domu. Bez obstawy. Esse zakłada chustę na twarz, ale starsza pani zrywa mu ją walcząc o swoją torebkę. Esse nie traci rezonu i próbuje złapać ją za włosy. Zostają mu w ręku. Starsza pani nosi perukę, pod spodem jest łysa [efekty wojny ?]. Ona krzyczy, on jest przerażony i ucieka.

      Idzie ulicą, kiedy zza zaparkowanych samochodów wyłaniają się jego eks-koledzy. Jeden z nich podcina mu gardło nożem. Zostawiają go na jezdni,zeby sięwykrwawił. Esse czołga się, charczy, krew kapie...

      Znajdujemy go ponownie w piekarni. Chwali go szef, że mu bardzo dobrze idzie i dostał podwyżkę. Esse pakuje te pieniądze do koperty i wysyła do swojej dziewczyny. Chce jej oddac, to co zabrał. O tym, co się stało przypomina długa jasnoczerwona blizna na jego szyi. Taka sama jaką miał jeden z gangsterów, milczący o samoańskiej urodzie. Oberwał kulą. A blizna była dowodem na to, ze "jest silniejszy niż śmierć, ponieważ przeżył".

      realistyczny, surowy film, niewiele dialogów, skondensowana akcja, bohater nie mówi nic o sobie,nic o nim nie wiemy, poza tym,że chce zmienić swoje życie, stara się, pracuje nad soba, aby w nowym środowisku zyskać szacun i przynależność, ale... co ciekawe o jego dramacie decyduje to, czego się od niego nauczył - bezwzględność. Kolegę zrzucił, bo ten się guzdrał na tym oknie, a Esse bał się, że policjanci go złapią. Zrzucił więc gościa, żeby się ratować. Okazało się, że dla kolegów ważniejsze jest jednak zachowanie honorowe.

      w jutubie jest pełna wersja :
      www.youtube.com/watch?v=wZb4LBVauYU
    • grek.grek "Lato miłości" via TVP Kultura 22.03.16, 13:42
      20 minutowa nowela made in Poland.

      chłopak przywozi swoją dziewczynę do domku w górach. Umawiają się, ze przyjedzie po nią za kilka dni.

      dziewczyna spędza sama czas : chodzi na długie spacery, moczy się w strumieniu, obserwuje krajobrazy przesiadując na pagórkach, słucha muzyki, farbuje włosy... Coś jest nie tak, jej mowa ciała dowodzi jednoznacznie, że chciała tu przyjechać, żeby coś przepracować, jakiś smutek.

      Przez telefon dowiaduje się, jak wygląda procedura uzyskania urlopu dziekańskiego. sprawa jest więc poważniejsza.

      wreszcie siedzi w łazience, słucha muzyki na słuchawkach, i zaczyna płakac, skręcać się, potem bierze kąpiel, kładzie się na podłodze w pozycji embrionalnej.

      przyjeżdza jej chłopak. Rozmawiają zdawkowo, on mówi "Wiesz, cieszę się, że będę ojcem". jadą z powrotem, jest pochmurny dzień, kamera kręci z tylnego siedzenia samochodu : szosa zza przedniej szyby, on czasami spogląda na nią, a ona na niego. Koniec.

      pytanie za 100 pkt : czy ona zrobiła aborcję i dlatego tak jej źle ? a może poroniła ? Czy po prostu martwi się faktem, że nie jest gotowa do roli matki i zastanawia się nad tym, czy nie powinna tej ciązy jednak usunąć ?

      dwoje aktorów na ekranie, z czego Jaśmina Polak jest cały czas. pamiętam ją z "Hardkor Disko", szalenie ciekawego filmu Krzysztofa Skoniecznego [opisywałem, ale jakoś tak przeszedł bez echa, mam nadzieję na powtórkę i Wasze opinie :)].

      trailera nie widzę, ale w bazie polskich filmów jest całkiem spora galeria :
      www.filmpolski.pl/fp/index.php
    • grek.grek Miesiac z M. Cielecką "Przesilenie" [2008 r.] 23.03.16, 13:21
      bardzo dobra sztuka Davida Hare'a w adaptacji Waldemara Krzystka.

      W pierwszej scenie poznajemy bohaterkę - jest nią Nadia Blye [gra ją ofk p. Cielecka], kiedyś korespondentka wojenna [Irak, Bałkany], dzisiaj wykładowca na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Student [Antoni Pawlicki] wyznaje jej miłość. Nadia reaguje opryskliwie, mówi nawet o tym, że chłopak ją "obraża", ale ten niespodziewanie popisuje się argumentacją nt. jej stanu ducha, że zamyka jej usta. Ta pierwsza częśc jest istotna, niestety gdzieś mi przemknęła i obejrzałem - z powodów obiektywnych - tak jakoś nieuważnie, więc dokładnie nie opiszę, co on jej powiedział. Tak czy owak, zostawia ją w stanie poważnej refleksji.

      W drugiej scenie spotykamy Nadię w ładnym dużym domu [takim dworku-willi w starym stylu] pod Londynem. Jest to dom Olivera [Jan Frycz], ojca jej narzeczonego Philipa [Marcin Bosak].
      Oliver to lekarz, dawniej nefrolog i internista, teraz zajmuje się psychoterapią.

      Jest poranek, ojciec z synem spacerują po okolicy. Na tarasie czeka na nich Nadia. Jedzą razem śniadanie. Wywiązuje sie rozmowa między Oliverem, a Nadią na temat źródeł terroryzmu, słuszności amerykańskiej interwencji w Iraku, polityki. Oliver ma inne poglądy niż Nadia, wygląda na krytyka amerykańskiej polityki, a Nadia na jej obrończynię, wychodzącą z założenia, że ktoś musi ten świat porządkować. Ona jest bystra, on inteligentny, rozmowa jest interesująca. Przeciwne stanowiska, polemika, wyraźnie budują chemię między nimi. Obserwuje to spod oka Philip.

      Kiedy Nadia na moment wychodzi i panowie mają okazję porozmawiać - z całą energią wychodzi na jaw, że między nimi wcale dobrze nie jest. Oliver nie jest przekonany, czy jego syn nadaje się na partnera TAKIEJ kobiety. Poza tym, wytyka mu że poszedł na medycynę, a został jakimśtam fizykoterapeutą. Co z tego, że cenionym. Oliver zaczyna się lekko gotować w sobie i sugeruje, że ojciec nie dostanie tego, czego chce, a chciałby... Nadię. Odwołuje się do przeszłości, do postaci matki, która ojca opuściła z jakichś ważnych powodów.

      Nadia i Philip wyjeżdzają, żeby pohasać po okolicy.
      Wracają wieczorem. Kolacja odbywa się na świezym powietrzu. W pewnym momencie Nadia i Oliver znów zostają sami. Znów dochodzi między nimi do wymiany zdań na tematy polityczne, ale także i życiowe oraz to i owo o freudyzmie, który Nadia nazywa łatwym usprawiedliwieniem na każdą okoliczność", a Oliver przeciwnie: uwaza że to nader trafna analiza człowieka i źródeł jego zachowań. Ofk, wszystkie te zabiegi, półsówka, Freudy i inne dążą do odkrycia kart przez bohaterów w ostatnim akcie. Nadia trochę popija, jak mówi, kiedy sobie golnie to się lepiej czuje. Oliver jest człowiekiem niezwykle kulturalnym, powściągliwym, jesli ją uwodzi to w sposób absolutnie nie budzący podejrzeń.

      Kiedy idzie do domu, na odchodnem prosi ją o wyrozumiałośc : późno chodzi spać, więc może być go słychać. Czy to nie pierwszoligowe zaproszenie na nocne spotkanie ? :]

      Nadia i Philip zostają sami i rozmawiają - Philip opowiada jej, ze Oliver to męska świnia ;] - że wykończył matkę swoimi romansami, że nawet ma na koncie zabójstwo. I że teraz robi wszystko, żeby i Nadię odfajkować. Najpierw jest krytyczny, potem komplementuje, a wszystko od niechcenia, bez sladu zaangażowania - stara jego metoda.

      Philip wyraźnie boi sie, że ojciec podbierze mu narzeczoną. Cały dzień go krytykował, nie wprost, ale między wierszami - dał do zrozumienia, że Nadia to nie jego liga, że praca nie jest na miarę jego pochodzenia i tak dalej. Philip ma dośc, ledwie się hamuje, całe życie uwazał ojca za obcego człowieka, ma mu za złe rozpad małżeństwa z matką, i obwinia go za jej fatalną formę duchową.

      Jesli Oliver zarzucił przynetę na Nadię, to skutecznie. Na tyle ją zaintrygował, że faktycznie odwiedza go ona w salonie, gdzie Oliver czyta ksiązkę. W tej rozmowie spadają zasłony.

      Oliver opowiada o sobie, o swoim związku z żoną. Umawiali się na otwarte małżeństwo, jak przystało na pokolenie'68. Tyle że on korzystał z tej umowy, a ona nie wytrzymała jej trudów. Czy to jego wina ? Potem się rozwiedli, Oliver zostawił jej większośc swojego majątku.

      Owszem, zabił człowieka, a nawet dwie osoby. Spowodował wypadek samochodowy, w którym zgineła jego kochanka i jakiś mężczyzna na szosie. Policja zwolniła go z odpowiedzialności, ale on sam siebie nie zwolnił nigdy. Wycofał się z londyńskiego życia i osiadł tutaj, gdzie prowadzi prywatną praktykę.

      Nadia rewanżuje się opowiescią o sobie. I o Philipie. Oliver miał nosa. Krok po kroku, cal po calu, denerwując się momentami, ofkujując Olivera - Nadia najpierw przyznaje, że jej zaangażowanie w iracką interwencję Ameryki było błędem, a potem wyznaje, że jej związek z Philipem, to tylko namiastka prawdziwego uczucia.

      To prawdziwe uczucie miało na imię Marek, narodowości polskiej, także był korespondeentem wojennym. Pracowali razem. I zakochała się w nim niemożliwie. Tyle że on nie chciał zmienić swojego trybu życia, a ona nie mogła tego wytrzymać na dłuższą metę : dzielić zawodowej pasji z miłością, o którą musiała codziennie drżeć. Wycofała się więc i została wykładowcą akademickim.

      Philip nie był wyborem miłosnym. Związała się z nim, żeby zapomnieć o Marku. Philip to jego dokładne przeciwieństwo, potrzebowała kogoś takiego, żeby na nowo zbudować sobie życie. Pomiędzy wierszami słychać, że ona Philipa nie kocha, traktuje go jak kamizelkę ratunkową, chce mieć kogoś,żeby uleczyć się z prawdziwej miłości, przytłumić ją, z czasem przestać ją czuć.

      Po tej serii zwierzeń, do pokoju przycodzi Philip. Zastaje ich razem i ma najgorsze przeczucia. Proponuje Nadii, zeby wyjechali już zaraz. A ona się zgadza. Philip nic nie mówi na ich zapewniania, że siedzieli i gadali, nic więcej. "A co miałoby być... wiećej między wami ?", odpowiada podminowany.

      Kiedy Nadia znika, żeby się spakować, Philip zarzuca ojcu, że chciał ją wykorzystać, jak "wszystkie inne". Oliver zaprzecza, na próżno. W ostatnim momencie udaje mu się tylko zasugerować, że trzyma kciuki za syna i jego związek.

      W epilogu Nadia wizytuje u siebie w gabinecie studentkę. Jest rozczarowana, bo zdolna i łebska dziewczyna napisała kiepską pracę semestralną. Trochę spuszcza z życzliwie krytycznego tonu, kiedy studentka informuje, że ma jakieś osobiste problemy.

      Nadia, niby dla dodania jej otuchy, a niby dla samej siebie, opowiada jej o sobie i tutaj dowiadujemy się, że zerwała z Philipem i zamierza wrócić do zawodu korespondenta wojennego.

      Cóż, nie da się uciec od tego, kim się jest naprawdę.

      pp Cielecka i Frycz znakomicie wypadają, ich dialogi są perfekcyjnie zinterpretowane. Klasa sama w sobie. świetna scenografia, klimatyczna bardzo. W tle osobistych historii, dwie sprzeczne postawy światopoglądowe względem tzw. zaprowadzania demokracji na Bliskim Wschodzie, z tym zastrzeżeniem, ze Nadia przechodzi z pozycji afirmatywnych na obiektywne. Wraca do zawodu nie po to, żeby opisywać "słuszne racje" jednej ze stron, ale żeby opisywać rzeczywistość.
    • grek.grek 22:05 TVP Kultura "Yuma" 23.03.16, 15:59
      pamiętam, że w kilku miejscach wspominaliśmy, a nawet były recenzje :]
      ale - może ktoś jeszcze nie widział, więc jest okazja.

      trochę "Młode wilki", ale na bardziej wesołą nutę.
      początek lat 90-tych, zmiany, transformacja, POlska wkracza w nową erę. I pierwsza sensacja : w kapitalizmie wszyscy mieli żyć jak w "Dynastii", a tu klapa. Trzeba brać sprawy we własne ręce i "jakaś karafka, stary zegarek, trzeba zarobić na parę marek, renta, stypendium wyżyć się nie da, tu kupisz, tam sprzedasz, nie weźmie cię bieda" - kilku młodziaków z małego miasta na pograniczu polsko-niemieckim robi kursy do Berlina Zachodniego, kradnie po sklepach, dzięki wujkowi-celnikowi łatwo przejeżdza przez granicę, na miejscu paserem jest ciotka-burdelmama i interes kręci się jak złoto. Szybko się dorabiają. W tle wątek alias trójkąt miłosny, obserwacja społeczna, rosyjska mafia, koleżeńskie niesnaski dowodzące, że jedno nieszczęsliwe wydarzenie może skłócić dwie osoby na całe życie.
      Iim dalej w las - tym jakoś mniej przyjemnie, coraz duszniej i duszniej, aż do dramatów osobistych. Puenta w oparach prozy życia.

      niezłe. zwłaszcza klimat i realia przełomu 80s i 90s.
      sporo humorystycznych sytuacji, parę dobrych dialogów, solidne aktorstwo.
    • grek.grek HOuse of Cards odc 11 [1] 24.03.16, 13:05
      Po tym odcinku dokładnie już wiadomo, dlaczego Frank UNderwood ma w domu rozstawioną szachownicę z figurami i nad nią przesiaduje :] Zapewne przy okazji tych sesji nauczył się przewidywać pięć ruchów do przodu w polityce.

      Po odcinku 10 zachodziłem w głowę : dlaczego Frank podesłał Peterowi Russo dziewczynę, która spowodowała jego upadek ? Dlaczego nie zależało mu, żeby Peter wytrzymał w absytencji i jednak wygrał te wybory na gubernatora Pensylwanii ?

      Kiedy tylko skacowany Russo kompromituje się w radio - wiadomo, że jest po zawodach. Straty są nie do odrobienia.

      Co robi Frank ? Przychodzi do wiceprezydenta Matthewsa i proponuje mu zastąpienie Petera. "Niech pan będzie bohaterem, niech pan ratuje partię... poza tym, pan się źle czuje w swojej obecnej roli, pan chce wrócić do czynnej polityki, kontaktować się z ludźmi, być kimś kto podejmuje jakieś ważne decyzje.Stanowisko gubernatora jest dla pana idealne". I Matthews, który jako support dla Russo naprawdę często przejmował inicjatywę podczas spotkań wyborczych, zapala się do pomysłu, ale tak jakoś po cichu. Bo w końcu stanowisko wicka, to nie byle jaka rzecz. Co na to prezydent ? Frank spieszy z informację, ofk - "zasłyszaną" - że prezydent nie szanuje Mathewsa i uważa go beznadziejnego wiceprezydenta.

      A potem jest spotkanie u prezydenta, na którym Frank przedstawia plan ratunkowy : niech Matthews startuje na gubernatora. Prezydent na to, że to trochę ryzykowne - wystawiac wicka, ale Frank od razu ma plan : niech nie rezygnuje ze stołka, dopóki nie wygra. Wtedy, w glorii i chwale, powoła się nowego wiceprezydenta, a odchodzącemu nikt za złe mieć nie będzie. A kiedy prezydent ciągle się waha, Frank spieszy z informacją, ofk - "zasłyszaną [od Petera Russo]", że Matthews go kompletnie nie szanuje i ma go za durnia :]

      Klasyka gatunku :] Plan Franka wyświetla w rozmowie z nim szefowa kancelarii prezydenta, LInda Vasquez : Frank specjalnie wystawił Russo na jelenia. Od początku chodziło, żeby go utrącić, namówić Matthewsa, żeby przyjął kandydaturę, a samemu... wskoczyć na wolne stanowisko wiceprezydenta. A potem... kto wie, start w wyścigu o prezydenturę ? Mocne. świetne ;]

      Frank zostaje zdemaskowany, ALE przecież Vasquez ma u niego dług. Pomógł jej synowi dostać się do Stanforda. Swoją drogą, żeby szefowa prezydenckiej kancelarii nie miała zdolności załatwienia takiej sprawy, a miała ją [namówiona przez Franka] była studentka ? :]

      Frank wie, ze nie może kręcić. Przyznaje się do wszystkiego : tak, jego plan to zdobycie stołka wiceprezydenta, tak - pomógł Vasquez licząc na jej wdzięczność w procesie wyszukiwania kandydata na wiceprezydenta i poparcie właśnie dla niego. Nie kłamie, bo wie, że tylko szczerość może przekonać panią Lindę. Dlaczego miałaby grać przeciwko niemu ? "Skoro tyle ugraliśmy będąc w przeciwnych obozach, pomyśl ile możemy dokonać grając razem ?", pyta ją Frank i to jest znakomity tekst.

      Claire Underwood. To też ciekawa postać. A jej związek z Frankiem, to naprawdę zajmująca sprawa.

      Claire wyjeżdza do Nowego Jorku, urażona tym że Frank odmawia jej pomocy w ważnej dla niej sprawie. Romansuje ze swoim eks-kochankiem Adamem, fotografem. Mieszkają w jego lofcie, spacerują, ona fotografuje, bawią się z jego przyjaciółmi w latynoskobrzmiących knajpach. Jest miło.

      Tyle że Claire nie zostanie z nim. Via media docierają do niej informacje w frontu kampanijnego. Wie, że sytuacja jest trudna, wiele się dzieje, i coraz mocniej odczuwa to, że powinna być teraz z mężem.

      Wreszcie dochodzi do poważnej rozmowy między nią, a fotografem. Nie wprost, ale Adam stawia ją wobec ostatecznego wyboru : zostań ze mną albo wracaj do niego. "On tu z nami jest, wiesz o tym ? Jest tutaj, z tobą, przyprowadzasz go ze sobą do mieszkania. Jesteśmy we troje : ty, ja i on". Nie można tak dalej. Adam nie chce być "warsztatem naprawczym", do którego Claire przychodzi, zeby odsapnąć od męża, pracy, albo jak coś tam ją frustruje.

      I tutaj Claire nie przekonuje go i nie obłaskawia. Stawia sprawę jasno : Frank i ja wiele razem przeszliśmy i nie ma szans, zebyśmy się rozstali. I dodaje "On jest kimś kogo można kochać dłużej niż tydzień". Po takim dictum - definitywne zakończenie romansu jest formalnością. Claire odchodzi i... nie ogląda się za siebie opuszczając mieszkanie, w którym śpi Adam. Zostawia na podłodze origami. Nauczyła się je składać. Drobnostka, ale dowodzi, jaka jest konsekwentna. A jednocześnie : żadna z niej lady Makbet. Jest zbyt ludzka w znaczeniu posiadania pozytywnych uczuć i głęboko skrywanych wątpliwości.

      Frank ofk wie, ze żona pojechała romansować. Nie robi nic. Czeka. siedzi nocą na patio i coś nuci do siebie. On romansował z Zoe Barnes, ofk z pierwiastkiem obopólnych korzyści na planie głównym, ale jednak. Claire to rozumiała. On rozumie ją.

      Zoe Barnes odwiedza ich mieszkanie. Tak jak Claire weszła do jej dziupli, tak ona wchodzi do Underwoodów. Ubiera bieliznę i sukienki Claire, chce "żeby wiedziała, że ja tu byłam, weszłam tu, tak jak on weszła do mnie". MOże to właśnie wizyta Claire, zetknięcie się z jej wyniosłą urodą i stylem, trochę dotkneło Zoe Barnes i spowodowało, że chce uporządkować swoje życie. trudno orzec czy ten wieczór spędza z Frankiem. Jedno jest pewne : rozstają się podejmując decyzję, że od tej pory ich kontakty będą czysto zawodowe : on da jej informacje dla siebie korzystne, a ona będzie je publikować podpisując swoim nazwiskiem. Seksu nie będzie. To nie był układ partnerski. Frank zgadza się na taki wariant, bo dociera do niego, że tak jak on teraz ma jednak zgryz z tym romansem Claire, tak i ona musiała miec ten sam zgryz z jego romansem. Empatia ? wow ;]

      cdn
      • grek.grek House of Cards odc 11 [2] 24.03.16, 13:29
        Po zawaleniu kampanii Peter Russo chowa się w wynajmowanym mieszkaniu i grzeje z butli. Jedna flaszka, druga flaszka i też trzecia, kurde bele, leci. Kiedy odwiedza go jego kochanka,, Christine, gośc nie zamierza dać jej nawet szansy, by mu pomogła z tego wyjśc. Walczy o butelkę, którą ona probuje mu siłą odebrać. Trzeba wydać oficjalne oświadczenie o wycofaniu się z wyścigu do stołka - ale Peter nie ma do tego głowy. Jest to problem, bo bez takiego papierka, a najlepiej wystąpienia publicznego, nie może rozpocząc kampanii nowy kandydat. Czas ucieka. Wszyscy chcą wiedzieć, gdzie jest Peter.

        Russo opuszcza swoją norę nocą. Jedzie autem pod dom swojej byłej żony, gdzie teraz przebywają jego dzieci. Dzwoni do córki. Popłakuje i stara się być kochanym tatą, ale mała odpowiada "masz taki sam głos jak w radio... nie lubię, kiedy masz taki głos, muszę kończyć". Peter wyrzuca komórkę na chodnik i odjeżdza.

        Znajduje się ponownie na komendzie policji. Przedstawia się, legitymuje i mówi, że przyjechał na gazie i żeby go aresztowali. Dodaje, ze kilka miesięcy wcześniej został zatrzymany za takie samo przestępstwo. Rzecz w tym, że... tamto przestępstwo zatuszowali Frank Underwood, jego asystent Doug i szef miejskiej policji, który wziął w łapę za "kooperację". Nikt się wtedy nie dowiedział, że kongresmen Russo wpadł na podwójnym gazie.

        Policjanci nie są głupi. Wsadzają go do aresztu i od razu dzwonią gdzie trzeba. O całej awanturze ofk pierwszy dowiaduje się Frank i jego Doug, który próbował namierzyć Petera, szukał dobrze i znalazł porzuconą na chodniku jego komórę.

        Przyjeżdzają i wyprowadzają go tylnymi drzwiami. Frank deklaruje się, ze podwiezie Petera do domu.

        Parking podziemny jest pusty, Frank wjeżdza do garażu. Przemawia do Petera niczym do dziecka, zapewnia go o tym, że już dobrze, że wszystko jest w porządku, że nie ma się co martwic. I daje mu butelkę,zeby sobie chlapnął. A potem sam pociąga solidny łyk. Jest to popis aktorski Kevina Spaceya - mówi wolno, zimnym głosem, głuchym, z daleka, patrzy w kamerę spomiędzy ciemności, w których siedzą. Kawałek rewelacyjnego aktorstwa. Do widza dociera, że coś się szykuje, ale... czy na pewno ? Czy dlatego Frank wziął haust wódki ?

        Peter zasypia na siedzeniu pasażera. Frank zaczyna wycierać wszystko czego dotykał. Potem wysiada z auta. Przez drzwi zapala silnik. Zamyka je, wyciera klamkę. Zakłada na głowę czapkę z daszkiem, włącza guzik, a potem wychodzi z garażu, który zamyka się za nim. Niesamowita scena.

        Peter umiera. Namierzają go służby specjalne, którym prezydent rozkazał szukać go, żeby wreszcie złożył to oficjalne oświadczenie o rezygnacji z kampanii, bo ile można czekać. Frank doskonale odgrywa zaskoczenie i wstrząs na wieść o znalezieniu uduszonego spalinami Russo.

        Wieczorem odwiedza Franka Doug. "Cokolwiek usłyszysz w najbliższych dniach... nie będziemy o tym nigdy rozmawiać. Nigdy", zapowiada Frank. Doug opiera się dłońmi o stół, ma najgorsze przeczucia, ale zawsze jest lojalny wobec Franka. Trudno aprobować to, co robi Underwood, ale warto zauważyć, że bez takich właśnie bezgranicznie oddanych ludzi - nie sposób nic dokonać w prawie każdej dziedzinie [zawodowej zwłaszcza].

        Wraca Claire, obejmują się. A potem na schodach ich mieszkania wychodzą do czekających dziennikarzy i składają oświadczenie. To też jest znakomicie rozegrane przez scenarzystów : już lecą napisy końcowe do odcinka, a z offu płynie pełna obłudy i cynizmu, wygłaszana głosem zbolałym i dramatycznym, laudacja Franka na cześć zmarłego Petera Russo. świetny zabieg.

        Russo ofk zagrażał Frankowi, był gotów ujawnić tamten fakt tuszowania jego przestępstwa. Dopadła go nagle potrzeba naprawiania świata. Frank nie mógł na to pozwolić.

        Jest jeszcze Rachel, prostytutka która najpierw była świadkiem, jak Petara aresztują za jazdę po pijaku - dostała 10 tys za milczenie, a potem to ona skłoniła go do zalania się w trupa, co w konsekwencji doprowadziło do jego politycznej wywrotki. Nasłali ją Frank i Doug, aby wyrzucić Petera z gry. Dziewczyna wie bardzo dużo, ZA duzo, aby była bezpieczna. I widać to na jej twarzy, która pojawia się wśród twarzy kilku innych postaci, w momencie gdy media informują o znalezieniu zwłok Petera Russo. Ofk, można ją opłacać i kupować jej milczenie, ale do czasu. Kupowana lojalnośc nie jest nic warta.

        rewelacyjna rzecz. Zupelnie mnie nie dziwi, ze to taki przebój serialowy. Znakomitość.
        • siostra_bronte Re: House of Cards odc 11 [2] 24.03.16, 19:26
          Tak, to był świetny odcinek. Szkoda mik było Russo, bo to chyba jedyna postać jaka budziła we mnie cieplejsze uczucia.
          • grek.grek Re: House of Cards odc 11 [2] 25.03.16, 12:58
            yes.

            zgadzam się w pełni.

            gwoli formalności dopiszę, że oficjalnie uznano, że Russo popełnił samobójstwo.
    • grek.grek 16:30 TVP Kultura "Kes" 24.03.16, 15:47
      Jeśli w wirze świątecznych przygotowań znajdziecie chwilę...

      Billy Casper przypomina Antoine'a Doinela z "400 batów", co nieco Billy'ego Eliotta - fajny dzieciak, urodzony pechowiec, sam przeciw wszystkim. Matka w towarzyskim pląsie, brat burak, nauczyciele.... jak z definicji Woody'ego Allena :], a koledzy do chrzanu. Billy nigdy się nie mazgai, nie płacze nawet jak oberwie albo jest obiektem ewidentnego prześladowania [ten nauczyciel-niespełniony piłkarz, to naprawdę groteskowa postać]. Ma coś czego nie mają inni, a może nawet kogoś - sokoła, którego sam znalazł, wychował i ułożył. Przyszłość jaką ma Billy jest prosto z piosenek Sex Pistols, ale na razie ma sokoła i to go cieszy. W przeciwieństwie do imiennika Eliotta nie ma jakiegoś konkretnego marzenia. Podobieństwo jest w tym, że obaj mają coś, do czego mogą uciec przed szarą i ponurą rzeczywistością [tutaj doskonale sfotografowaną przez Chrisa Mengesa].

      szkoła jest w tym filmie zaiste miejscem kuriozalnych zachowań kadry pedagogicznej. Zabawne, że wcale niekoniecznie oderwanym od rzeczywistości. sylwetki wuefisty i dyrektora są zaiste pomnikowe ;]

      świetny film.
      za pierwszym razem Siostra poleciła i zareklamowała, a teraz, jak widzicie, sam trzymam rękę na pulsie :]

      dwa w jednym : opowieść o człowieku, o dojrzewaniu oraz opowieśc o społeczeństwie brytyjskim w czasach trudnego kryzysowego przełomu lat 60 i 70-tych. klasyka Kena Loacha.
      • siostra_bronte Re: 16:30 TVP Kultura "Kes" 24.03.16, 18:22
        Cieszę się, Greku, że przejąłeś pałeczkę :)

        Pora niestety kiepska i pewnie mało kto oglądał, a to rzeczywiście świetny film.
        • grek.grek Re: 16:30 TVP Kultura "Kes" 25.03.16, 12:55
          cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

          też tak sądzę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka