Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73)

    • grek.grek 16:40 TVP Kultura "Kto sieje wiatr" 15.11.16, 10:09
      małe miasto na południu Ameryki lat 20-tych.

      miejscowy nauczyciel biologii uczy dzieciaki teorii Darwina, co spotyka się z oburzeniem całej społeczności wyznającej dośc radykalny katolicyzm, a co za tym idzie ślepy kreacjonizm ;]

      nauczycielowi wytoczony zostaje proces. OSkarża niezwykle popularna postać - Fredric March, niedoszły prezydent i zagorzały fundamenalista religijny. Jego pojawienie się w mieście wywołuje falę entuzjazmu.

      po drugiej stronie staje Henry Drummond, znakomity mecenas, któreego poglądy religijno-naukowe są mniej wazne, ale w finale wykonuje on gest, który wiele może sugerować.

      Jednak głównym zadaniem Drummonda jest wybronienie młodego nauczyciela, którego... wspierają sami uczniowie.

      wybitne kino, znakomity dramat sądowy, ofk omawialiśmy już kiedyś, co stwierdzam z ukontentowaniem :]]

      I plus dla KUltury że powtarza takie filmy. I to nie w środku nocy ;]



    • grek.grek 0:20 TVP KUltura "Przygoda" 15.11.16, 10:15
      ależ oburzona była publika podczas premiery "Przygody" ;]]

      grupa przyjaciół rusza w rejs wokół wysp sycylijskich. Podczas postoju i wizytowania jednej z nich, odłącza się jedna z kobiet.

      Kiedy jej nieobecnośc niepokojąco się przedłuża pozostali zaczynają jej szukać.

      tyle że... w tym momencie Antonioni wcale nie skupia się na losie zaginionej, choć pozornie poszukiwanie jej i kolejne tropy są osią fabularną filmu.

      znacznie bardziej zajmuje go romans jaki rodzi się między narzeczonym zaginionej i jej najlepszą przyjaciółką. Szukają oni jej razem, co pozwala im bardzo się do siebie zbliżyć...

      świetny film, fantastyczne zdjęcia, Monica Vitti, delikatna i głęboka psychologia, no i ta atmosfera jaka mu towarzyszyła w Cannes i nie tylko z okazji takiego, a nie innego przeprowadzenia fabuły przez Mistrza :]

      szkoda, że tak późno !, ale... może się uda obejrzeć ? :]

    • grek.grek 21:05 Ct Art "Siedem dni w Hawanie" 15.11.16, 10:17
      w cyklu filmowym CT Art film o Hawanie - nie do przegapienia ;]

      Siedmiu reżyserów, siedem opowieści, jeden bohater - miasto, jego mieszkańcy, atmosfera, historia, architektura, muzyka.

      oglądam ! :]

      I spróbuje opisać :]
      • barbasia1 Re: 21:05 Ct Art "Siedem dni w Hawanie" 15.11.16, 22:34
        Świetne! Z wielką przyjemnością przeczytam! :)
        • grek.grek "Siedem dni w Hawanie" [1] 16.11.16, 13:41
          Miło mi, Barbasiu :]

          JUż opowiadam :]
          Jest to, jako się rzekło, 7 nowel wyreżyserowanych przez 7 twórców, a każda ma wspólnego bohatera - Hawanę : jej mieszkanców, muzykę, architekturę, styl życia, atmosferę miasta, problemy i radości codzienności. Kolejne nowele tytułowane są dniami tygodnia.

          POniedziałek. Rezyserem jest Benicio Del Toro.

          Bohaterem jest młody amerykański aktor, imieniem Ted, który przyjechał do Hawany na jakieś kursy filmowe.

          Spod lotniska odbiera go Angel, zamówiony taksówkarz. Jest sympatyczny i bezpośredni, proponuje Tedowi wizytę u swojej cioci, która specjalnie dla przybysza z Ameryki na pewno ugotuje wyśmienitą rdzennie kubańską potrawę. Ted dopiero następnego dnia ma te swoje kursy, więc przyjmuje zaproszenie.

          Ciocia Delia nie jest zachwycona nagłą wizytą, ale podejmuje się ugościć młodego człowieka. Musi w tym celu wyjść po jajka, potrzebne do tego "narodowego przysmaku". Angel też wychodzi - kupić piwo. POdczas ich nieobecności rozbieraną płatną randkę proponuje Tedowi siostra Angela. Jest z tego awantura, bo dziewczyna zachwala swoje wdzięki pokazując gołą fotkę w telefonie, który... znienacka spada z balkonu prosto do garnka z jajkami, który niesie na dole ciotka Delia ;]

          Narodowym frykasem kubańskim okazują się smażone banany z jajkami. Ted ledwie sobie radzi, co nie uchodzi uwadze ciotki Delii. Na szczęście Ted ani słowa nie rozumie po hiszpańsku ;]

          Po kolacji Angel zaprasza go "na miasto". Odwiedzają klasyczne latynoskie bary, gdzie Ted dowiaduje się, że na Amerykanów mówi się tutaj "Yumas" [od filmu "15:10 do Yumy"].

          POtem kotwiczą w nocnym klubie, pełnym atrakcyjnych młodych Kubanek. Ted chętnie oddaje się zabawie przy kubańskich rytmach, i próbuje poznawać dziewczyny, ale idzie mu to średnio na jeża. To że jest Amerykaninem, aktorem z Hollywood i nosi charaktestyczną czapkę z nadrukiem "NYC" - nie wywołuje absolutnie żadnego wrażenia na miejscowych.

          Wreszcie - hurra, udaje mu się poznać miłą dziewczynę, aczkolwiek... na kilometr można poznać, ze to chłopak ;] Ted jest jednak na lekkim rauszu i może dlatego nie zauważa wyraźnie męskich rysów twarzy Sabriny.

          Umawiają się w hotelu. Sabrina zgadza się pójśc na drinka do pokoju Teda. Muszą jednak przejść najpierw przez kontrolę na recepcji. Surowy portier każe Sabrinie się wylegitymować. I wiadomo, co za chwilę się stanie...

          Portier dyskretnie informuje Teda, ze jego randka jest... mężczyzną. Pokazuje mu dokumenty. Ted od razu trzeźwieje. Pojawia się jakiś następny urzędnik. Zanosi się na problemy.

          Ted orientuje się, że Sabrinie ALIAS panu Hernandezowi Diazowi grożą nieprzyjemności. Rozładowuje wiec sytuację, mówiąc że wie z kim ma do czynienia i że zaprasza pana Diaza na górę, bo "chce mu dać obiecaną garderobę". Portierzy muszą to uszanować.

          Ciągu dalszego randki nie będzie, ale Ted i Sabrina aka Hernandez żegnają się z sympatią. Hernandez prosi Teda, żeby podarował mu swoją czapkę "NYC", na co Ted się zgadza.

          Hernandez wychodzi wciąż jako Sabrina. Jakby nie był mężczyzną, to bym powiedział, że to szalenie atrakcyjna kobieta ;]

          Sporo w tej nowelce ujęć miasta, jego niepodrabialnych architektonicznych smaczków, ujęć zza szyby jadącego samochodu, atmosfery kamienicy czynszowej, a także - w finale : niepokojąco zaangażowanych urzędników, z ktorych strony kto wie, co może grozić transwestycie...

          Wtorek. Tutaj reżyserem jest Pablo TRapero.

          Jest to pełna wdzięku opowieśc o 48 godzinach jakie na Kubie spędza ceniony reżyser Emir Kusturica, w którego roli występuje... sam Emir KUsturica ;]

          Znajdujemy go w jakimś klubie nocnym. Lekko wstawionego. Wychodzi z tego klubu nocnego na ulicę i okazuje się, że to środek dnia. POjawia się Alberto, słusznej postury młody szofer, który ma Emira zawieźć do hotelu. Kusturica przyjechał na Kubę, aby odebrać nagrodę na festiwalu filmowym.

          W hotelu National reżyserem zajmuje się młoda menadżerka. Zagląamy na patio, a tam pięknie ! Palmy, widok na ocean, ogromny bulwar, stoliki, ławeczki.

          Kusturica próbuje dodzwonić się do żony w Serbii. Chce potwierdzić, czy dotarł jakiś przelew bankowy. Idzie, idzie i idzie tym spacerniakiem, a my możemy podziwiać urodę miejscówki. Nie dodzwania się, sfruystrowany wyrzuca telefon do wody.

          W pokoju hotelowym zasypia snem sprawiedliwego, tak że Albertto i menadżerka muszą sami forsować drzwi, żeby go obudzić, potem ubrać :], a na koniec zaprowadzić osobiście za kulisy tej festiwalowej gali.

          Tuż przed wejściem na scenę Emir solidnie wymiotuje ;], a potem wydaje się całkiem zrelaksowany i naturalny podczas odbioru nagrody. Reżyserzy muszą mieć mocną głowę ;]

          Po gali Alberto musi odstawić auto na parking, a Emir wcale nie chce wracać do pokoju. Chce jechać zabawić się, poznać miasto, ludzi. Alberto odstawia samochód, bierze swój i zabiera Emira na "jam session".

          Na Kubie oznacza to to samo, co wszędzie, czyli spotkanie muzyków, którzy grają sobie a vista, dla czystej przyjemności, impowizując ile wlezie. Jest wiolonczela, są wszelkiego rodzaju gitaRRRy i jest wiele przyjemnych dziewczyn i w ogóle miłe towarzystwo.

          Emir odkrywa tutaj prawdziwego Alberto. Nie jakiegoś szofera, którym jest na codzień, ale znakomitego trębacza, którego muzyka wywołuje prawdziwe wrażenie. Emir asystuje, słucha, nie może się oderwać od muzykantów.

          Tak mija im cała noc. O świcie Emir znów próbuje dodzwonić się do zony, tym razem z telefonu Alberta. I... udaje się, nawet jeśli w tym celu panowie muszą zrobić dobre kilkanaście kroków do wody [cała zabawa odbywa się na powietrzu, w pobliżu brzegu oceanicznego]. Z brzegu widać zabudowania portowe. Wspaniała scenografia.

          Przelew doszedł - Emir jest zadowolony. Siedzą razem plecami do kamery i obejmują się po przyjacielsku.

          ALberto, wraz z córka, odwozi Emira na lotnisko. Kusturica obiecuje mu rolę w swoim filmie, i angaż do stworzenia ściezki dźwiękowej do tego filmu. Alberto mówi "JUż parę razy mi to proponowano i w efekcie nikt się nie odezwał...". Ale Emir to inna bajka. Zostawia mu swój numer telefonu, wszystkie namiary i obiecuje że sam się odezwie.

          Nagle Kustrurica zaczyna gwizdać jakiś szlagier przeboju muzycznego z filmu. Alberto się przyłącza. Znów znajdują porozumienie na gruncie muzykowania.

          Żegnają się jak przyjaciele. I ciekawe, czy aktor grający Alberto naprawdę w taki sposób załapał się do filmu ? ;]

          Środa. Reżyseria Julio Medem.
          Podtytuł "Kuszenie Cecile".

          Bohaterką jest własnei Cecile. Atrakcyjna, młoda szanonsistka, śpiewająca w klubie. Jej sentymentalna piosenka będzie tłem tej historii. OPowiada o rozstaniu, tęsknocie i dylematach serca.

          Takie właśnie dylematy przeżywa Cecile. Oto młody Hiszpan Leonardo, proponuje jej wyjazd do Madrytu. Ma tam klub muzyczny, w którym Cecile byłaby gwiazdą. Dla niej, to ogromna szansa, dla niego... no właśnie.

          Leonardo wyczuwa uczucie między nimi. Pyta czy Cecile chciałaby pójśc z nim na górę [siedzą w hotelowym hallu]. Ona się zgadza, ale osobno :] JUż w pokoju Cecile chce wziąć prysznic. Wychodząc z łazienki słyszy rozmowę telefoniczną prowadzoną przez Leonardo. Mowa jest o niej. Wydaje się jej, że Leonardo chce ją wykorzystać i porzucić... Szybko więc ubiera swoją efektowną czerwoną sukienkę i wymyka się z pokoju.

          Wraca do domu. To mała czynszówka w kamienicy. Nic wybitnego, może nawet zaniedbana, ale zaniedbana artystycznie.

          Cecile nie jest sama. Ma chłopaka, Jose, który jest bejsbolistą. Swego czasy zrezygnował z pozostania w Portoryko, gdzie mógłby w tym sporcie zrobić karierę. Cecile zarzuca mu, że przestraszył się, iż mu nie wyjdzie. Nie umiał zaryzykować. Ale zaraz potem oddaje mu się i jest moment kubańskiego seksu. PO akcie Jose zabiera spakowane rzeczy i wychodzi. Jedzie na mecz.

          Cecile występuje tego wieczora w klubie. Leonardo znów przychodzi jej posłuchać. Ma jak zawsze zarezerwowany stolik tuż pod sceną. Cecile go widzi. Źle go oceniła chyba, bo to uczciwy chłopak.
          cdn
        • grek.grek "Siedem dni w Hawanie" [2] 16.11.16, 14:22
          Leonardo ma dla niej bilet lotniczy do Madrytu, angaż w klubie, płytę do nagrania i... propozycję małżeństwa. Ma dla niej...życiową szansę ! W dodatku Cecile dowiaduje się, że bejsbolowy team Jose znów przegrał mecz, znów kariera jej chłopaka jest dalej niż bliżej.

          Wydaje się pewna swojej decyzji. Pod barem [piękny latynoski bar, z malunkami na ścianach i przyjemnym towarzystwem przy stolikach] stoi taksówka. I już Cecile wsiada do niej z Leonardem, kiedy zjawia się Jose. NOkautuje Leonarda, który musi uciekać. Pomaga mu szofer, którym jest... Angel z Poniedziałku :]

          Cecile jest wściekła na swojego chłopaka. Wracają do domu, Cecile zaczyna się pakować. Chce sama pojechać do Hiszpanii. Jose najpierw musi, że nie został w Porytoryko... dla niej. Z miłości do niej. Musiał wrócić, nie mógł jej porzucić. Potem beznamiętnie pije wódkę i zasypia.

          Cecile pakuje się zamaszyście, ale już spakowana zaczyna mieć ogromne wątpliwośći, a ilustruje je liryczna piosenka w jej wykonaniu lecąca z offu.

          Poranek. Oboje leżą na łózku. On śpi. Ona twarzą do niego - ciągle myśli. Ale JEST. Czyżby nie mogła go porzucić, bo miłośc jest silniejsza niż chęć wyjscia poza ten dom, poza ten kraj, poza tę codzienność i biedę ?

          Losy Cecile będą kontynuowane w Sobotę.

          Czwartek. Reżyseria Elia Suleiman.

          Impresyjna opowieść złożona z powtarzających się motywów, a w roli głównej saam reżyser, którzy w ciągu 20 minut tworzy prawdziwą postać. W stylu pana Hulota, z filmów Jacquesa Tatiego.

          Elia przyjechał na Kubę, by spotkać się z "komendantem". Czyżby z samym Castro ? Zagląda do urzędników, a tam dowiaduje się, że na spotkanie będzie musiał troszkę poczekac.

          Wobec takiego dictum Elia spędza czas wałęsając się po okolicy i przyglądając ludziom. Ma na sobie płóceinne szerokie spodnie, białą koszulę, kapelusz, okulary, minę ulokowaną pomiędzy zdziwieniem i ciekawością - generalnie : gotowa postać do kręcenia pełnometrażowych filmów ;]

          Pełni rolę obserwatora, któremu przed oczami wciąż migają te same ujęcia z życia codziennego : nad morzem siedzą albo stoją ludzie i patrzą w przestrzeń; psuje się auto wiozące modelkę i fotografa - szofer naprawia, a on cyka jej fotki, szofer naprawia, oni wsiadają, auto znów się psuje, więc on naprawia, a oni fotki... i tak w kółko :"]; jakiś facet parkuje z piskiem opon, zamyka auto i gdzies biegnie. A ilekroć Elia włączy telewizor - leci przemówienie Castro, w którym potepia imperialistów i wychwala dzielny naród kubański.

          Elia zagląda do baru. Nawiązuje niewerbalny kontakt z młodą ładną Kubanka. Tyle że szybszy jest jakiś inny mężczyzna. A potem podchodzi biały turysta, który prosi Elię, by zrobił mu zdjęcie z młodą Kubanką, która tak jakoś niechętnie pozuje. Czyżby bardzo dyskretnie przemycony wątek prostytucji ?

          Kilka razy powtarza się też moment, kiedy Elia widocznie gubi się na hotelowych korytarzach. Idzie w lewo, za chwilę pędzi w prawo, raz to ciągnąc za sobą walizkę na kołkach, a raz bez walizki. I zjawia się zawsze pani pokojówka i albo się na niego patrzy, albo pomaga mu odnaleźć pokój.

          W pewnej chwili Elia gubi się w zoo. Jest piękne w swym zaniedbaniu, ale co tu dużo kryć - czasy świetności ma za sobą i to widać. Nagle wychodzi nie wiadomo skąd facet przebrany za klauna, wsiada do samochodu i odjeżdza żegnając Elię smutnym spojrzeniem.

          Znów Castro w telewizji.. znów psujące się auto... znów ludzie patrzący w ocean. Ale tym razem - następujje zwrot. Nagle okazuje się, że stojąca na wodą dziewczyna w żołtej sukience czekała na kogoś. Z wody wyłania się nurek z pełnym oprzyrządowaniem. Jej narzeczony. Nurkował czy... przypłynął tutaj nielegalnie ? ;] Do młodej dziewczyny siedzącej nad wodą przybywa kolega z kolezanką. I razem gdzieś idą.

          Jest też starsza pani. Siedzi, siedzi, potem wstaje i idzie. A na chodniku stoi maszt z wielgachną kubańską flagą. Nieopodal zaś : przy zaparkowanym "garbusie" do latynoskich rytmów kołysze się młodzież, trzy dziewczyny i dwóch chłopaków. Elia widzi ich z daleka. Właśnie jego twarz, ciekawsko-zdziwiona, jest głównym bohaterem tej opowieści. Prócz Hawany oczywiście ;]

          PIątek. Reżyseruje Gaspar Noe.

          W tej opowieści nie pada ani jedno słowo. Jest to zapis szamańskich rytuałów odprawianych nocą, przy blasku ogniska, na dziewczynie, którą rodzice przyłapali w łózku z koleżanką.

          Najpierw mamy więc młodzieżową zabawę przy rytmach ragga. Blask ognisk, muzyka, erotyczne tańce. I romans dwóch dziewczyn, który rankiem odkrywają rodzice jednej z nich.

          I dochodzi do rytuału... oczyszczenia ? wypędzenia ?
          Też nocą i też w blasku ogniska, tyle że w ciszy albo przy jakieś głuchej muzyce. Dziewczyna jest okadzana, dotykana gałęzią liściastą, skłaniana do trzymania w dłoniach sowy, a jej ubranie skrawek po skrawku odcinane nożem, a kiedy zostaje nago - jest obmywana w pobliskiej wodzie. Na koniec jakas kobieta zakłada jej białą sukienkę i obejmuje ją czule.

          Zestawienie nowoczesności i archaicznych tradycji, a także sugestia, że na Kubie konserwatyści mają się całkiem nieźle :]

          Sobota. Reżyseria Juan Carlos Tabio.

          POranek w małym domku w starej dzielnicy Hawany. Budzik. Z trudem budzi się do nowego dnia małzeństwo w średnim wieku. Pani ma na imię Mirta i jest fertyczną 50latką, a jej mąż to Daniel, który wszędzie jeździ rowerem, w bidonie ma zawsze coś na wzmocnienie ;], a żona mówi o nim "no pije, pije... i co ja zrobię ? człowiek, który zaszedł tak daleko...". Z czasem dowiadujemy się, ze Daniel był pułkownikiem w wojsku. Dlaczego przestał ? MOże nie zgadzał sie z systemem ? Opozycjonista ?

          Od rana rwetes. Mitra piecze torty i ciasta. Mówi, że wieczorem ma występ w telewizji. POjawia się sugestia, że w telewizji odbywa się jakiś konkurs kulinarny albo prezentacja i Mitra jest jedną z uczestniczek.

          Odwiedza ich... Cecile ze Środy. To ich córka. Mają jeszcze drugą. Cecile zabiera parę rzeczy, i szybko się ulatnia.

          Dramat ! Najpierw Mircie brakuje jajek do ciasta, więc pędzą zbierać je po sąsiadach. A potem wyłączają prąd, więc trzeba wszystko pichcić "na piechotę". Czy Mitra zdąży ? Daniel i młodsza córka dzielnie ją wspierają. Prąd wraca i wszystko się udaje. POjawiają się ludzie po odbiór tortu. Jego losy poznamy w Niedzielę :]

          Zjawia się też syn, Ramon. Homoseksualista, co matka akceptuje absolutnie na luzie, a ojciec tylko oczami przewraca, kiedy syn wdziewa matyczną perukę i wdzięczy się przed lustrem.

          Mitra prawie zapomina o tej telewizji. Ledwie zdąza. Ale nie występuje w niej jako specjalistka od pieczenia ciast. Jest... panią doktor z uniwerstytetu i udziela porad pt "Jak żyć spokojnie". Kapitalna przewrotka, bo od początku nie mamy wrażenia, ze obserwujemy małzeństwo o statusie społecznym ponad przeciętną : pułkownika [eks] i panią doktor z uczelni. Dom, obejście, czynności, nawet sam moment wstawania z łóżka [cztery stopy wycelowane w obiektyw kamery] sugerują coś zupełnie innego.

          W tym momencie znów pojawia się Cecile. Jest późny wieczór, a ona jest na plaży. Razem z kilkoma innymi osobami szykuje się do zwodowania prymitywnej łódki. A więc ucieka... na Florydę ? Do Hiszpanii ? Wiadomo, że gdziekolwiek płynie - ryzykuje życie...

          Dzwoni do ojca. I mamy znakomitą scenę : z telewizora leci głos Mitry, która pogodnym tonem skłania Kubańczyków do większej frajdy z codziennego życia, a na planie widzimy jak Daniel aż kuli się w sobie dowiadując się o tym, co zamierza jego córka. MOżna mówić rózne rzeczy, a rzeczywistośc skrzeczy...

          Daniel czeka na Mitrę w hallu telewizji. Kamera z chodnika pokazuje ich przez szybę, kiedy Daniel opowiada Mitrze o wszystkim. Padają sobie w ramiona. A potem stoją na bulwarze i patrzą w ocean. Ona płacze, a on jest zaniepokojony. Ona wreszcie prosi go o łyk wódki z bidonu...

          cdn
        • grek.grek "Siedem dni w Hawanie" [3] 16.11.16, 14:39
          Niedziela. Rezyseria Laurent Cantet.

          Rezolutna pani po 70-tce, Marta, zwołuje całą kamienicę do swojego mieszkania. Oznajmia im, że miała widzenie we śnie. Zjawiła się tam sama Matka Boska i nakazała by na wieczorną modlitwę Marta postawiła w swoim mieszkaniu... kapliczkę z fontanną.

          Nikt nie puka się w czoło, bo z Matką Boską nie ma żartów, ona może nie mieć poczucia humoru. Zamiast tego cała kamienica, bez słowa, rzuca się w wir pracy.

          Budynek zamienia się w jeden wielki plac budowy. Pieniędzy wiele nie ma, ale ten ma znajomości tutaj, tamten tam, a jeszcze inny gdzieś indziej. Wszystkie materiały da się załatwić raz dwa.

          A reszta, to cięzka praca. Trzeba wyburzyć ścianę, zerwać kafelki, zbudować całą kapliczkę, fontanną też, a więc panowie i panie pracują w pocie czoła : kują, ryją, malują, zwożą ziemię taczkami, pojawiają się kwiaty, dzieci robią ozdoby z kolorowego papieru, a na koniec fontanna zostaje napełniona przyniesioną z oceanu [czyli zaraz obok] wodą i nawet ryby zostają tam wpuszczone. Marta siedzi na krzesłku i wszystko nadzoruje, poprawia, sypie dobrymi radami ;]

          Sąsiadka z domu poniżej mówi, ze jej przecieka woda przez sufit, widocznie fontanna jest nieszczelna. Nic to : jutro cała kamienia zreperuje jej sufit i posprzata w domu ;] A ona sama urazy nie chowa.

          POjawia sie... tort i ciasta. Tak, to ten tort i te ciasta, które piekła pani doktor Mitra z Soboty :] Oczywiście tort przyjedza taksówką Angela. Gośc chyba wykosił całą konkurencję w mieście ;]]

          Wieczorem mieszkanie prezentuje się olśniewająca, a na modlitwę przychodzą wszyscy mieszkańcy budynku. Najpierw pani piosenkarka śpiewa "Ave Maria", a potem są tańce, uśmiechy, nawet księdza nie potrzeba ;] Religijnośc w zupełnie innej formie niż w Polsce.

          Cała okolicznośc, najpierw budowa kapliczki, a potem nabożeństwo, stają się okazją do zaprezentowania pracowitości małej społeczności oraz jej dokładnej integrecji. Wspólnota, a nawet... ryzykowne dziś słowo : komunizm wcielony :] Jedność.

          Goście śpiewają, cieszą się, zajadają torty, ciasta i babeczki, a potem wychodzą.

          Pani Marta zostaje sama. Siedzi na fotelu przy kaplicze. Przebiera palcami w wodzie. Nagle kamera pokazuje jak ruch jej palców zamiera. Zmarła. Matka Boska dała jej najwyraźniej znak. Albo coś w tym rodzaju.

          Cóż powiedzieć, oglądało się to znakomicie :]
          OPisy poszczególnych nowel, jakkoolwiek koślawe - za co z góry przepraszam - w pełni ilustrują intencje twórców i przedstawiają społecznośc jako niepopozbawioną problemów i może nieco konserwatywną niekiedy, ale także radosną, nowoczesną i uczuciową, a więc... ludzką, po prostu. Ludzie są wszędzie podobni do siebie, w swej tzw. masie. A tutaj dodatkowo architektura jest piękna, klimat nostalgiczny, a nowoczesność nienachalna :]

          www.youtube.com/watch?v=wtPxzgp8cXQ
    • grek.grek 20:00 Polsat "Świat według Kiepskich" [odc. 503] 16.11.16, 16:37
      503 porcja wspaniałej gombrowiczowskiej, mądrej, błyskotliwej zgrywy :]

      w tym odcinku : prezes KOZłowski załatwia Ferdynandowi rozmowę kwalifikacyjną do pracy; kandydat robi wszystko by wypaść marnie [bo "w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem" przecież, hehe], ale mimo to zostaje zatrudniony, i to na jak najatrakcyniejszych warunkach.


    • grek.grek 23:55 Stopklatka "American Psycho" 16.11.16, 16:46
      późno, ale... wcześniej raczej nigdy nie pokażą tego filmu ;]

      makler giełdowy, maniak zdrowego stylu życia, pieniędzy, gadżetów i miłośnik oraz znawca muzyki Phila Collinsa, jest jednocześnie mordercą, którego ulubionym narzędziem czynu jest siekiera.

      współczesny "człowiek sukcesu" ORAZ atawistyczny zabójca, czy to obraz kapitalistycznej ideologii i dowód, że w tym systemie sukces trafia się tylko psychopatom, albo że za sukces płaci się psychoipatią ?

      to, co powinno wygładzać człowieka, czyli satysfakcja materialna i bezpieczeństwo oraz udział w kulturze, wcale nie ma takiej mocy, nie jest w stanie ujarzamić jego wewnętrznej natury zwierzęcia.

      MOżna by pójść dalej i powiedzieć, że jest to metafora stanu ducha Ameryki, równie bezwzględnej w swoim dązeniu do sukcesu, łączącej sztuczną ogładę i głęboko zakorzeniony prymitywizm, co główny bohater filmu.

      ciekawa wizja z powieści Bretta Ellisa, podlana sporą ilością czerwonej faarby. Christian Bale świetnie pasujący do roli Patricka Batemana, ze swoją nieoczywistą ekspresją i twarzą sugerującą istnienie jakiejś drugiej strony medalu w odgrywanej postaci.

      No i ten "stajl" kina lat 90-tych, nawet jesli film jest z 2000 r. :]
    • grek.grek "Sto stóp" via TV Puls 17.11.16, 13:49
      ciekawa koncepcja, przenosząca wątek grozy w rejony całkiem bliskie psychologii.

      Marnie Watson spędziła ostatnie 7 lat w więzieniu. Odsiadywała wyrok za zabójstwo męża. Mike był policjantem i maltretował ją od dawna. W końcu nie wytrzymała i zastrzeliła go w ich własnym domu na Brooklynie w Nowym Jorku.

      W więzieniu sprawowała się doskonale, nie było z nią problemów, a wobec okoliczności sprawy - zwolniono ją wcześniej. Dostała dozór policyjny i musi nosić specjalną "obrożę" na kostce nogi. W domu zainstalowany jest nadajnik, i Marnie nie może oddalać się dalej niż tytułowe 100 stóp od tego nadajnika. Generalnie - jest to forma aresztu domowego.

      Siedzi więc Marnie w klasycznym nowojorskim mieszkaniu, niczym z filmów Woody'ego Allena, i próbuje wracać do normalnego życia. Sprząta, czyta, chodzi... Nie może wychodzić, a nie chcąc zdradzać się ze szczegółami, o zakupy prosi nastolatka z sąsiedztwa mówiąc mu, że "nie lubi wychodzić z domu". Kto powiedział, że najprostsza wymówka nie brzmi najbardziej naturalnie i szczerze ? ;]

      Pod domem stoi nieustannie samochód Shanksa, policjanta. Był partnerem MIke'a i do dziś nie wierzy, że to Marnie go zabiła. Wg niego, żona uknuła spisek aby pozbyć się męża. I on teraz będzie tutaj siedział kamieniem, obserwował, śledził i dowie się Z KIM to zrobiła.

      Najpierw mamy fałszywe alarmy : a to kot wyskoczy spod łózka, a to silniejszy wiatr zawieje i czymś stuknie, czyli stare chwyty w arsenale straszaków horrorowych.

      A potem jednak zaczyna się coś dziać... I tym czymś zawiaduje duch Mike'a. Najpierw Marnie nagle orientuje się, że nie jest sama w łózku, zapala świeczkę i widzi... ducha. Rzuca się do panicznej ucieczki przez cały dom. Można podskoczyć na fotelu, gwarantuję. I aktorka odgrywa to tak, jakby naprawdę ducha zobaczyła :]

      I duch co dalej robi ? Zgadliście : powtarza to, co robił kiedy nie był duchem. Czyli, bije ją, tarmosi, rzuca po ścianach. Marnie chodzi z podbitym okiem, z naruszoną szczęką, a po tym jak ją duszysko przebrzydłe talerzami obrzuca - z zadrapaniami na twarzy.

      Na ścianie zaś ciągle odnawia się smuga krwi, pozostałośc po tym strzale, którym Marnie połozyła męza trupem. Ona tę smugę ściera, a smuga pojawia się na nowo. No i meble. Meble się same przesuwają. I to dynamicznie.

      Nic nie może nikomu powiedziec, bo niby jak ? Ani Shanks, który co chwila zagląda do jej mieszkania, bo słyszy wrzaski i rumory, ani ten nastolatek z sąsiedztwa nie byliby zrozumieli powagi sytuacji, a raczej gotowi uznać ją za wariatkę.

      [w pewnym momencie Marnie wyznaje Shanksowi, co tu się dzieje, ale ten uznaje ją za wariatkę, co potwierdza tylko, że dobrze robiła nie mówiąc mu o niczym]

      Po pierwszym szoku Marnie zaczyna działać. Prosi tego swojego posłańca o wypożyczenie ksiązki z biblioteki. O duchach ksiązki. I z tej ksiązki Marnie dowiaduje się, że trzeba wyrzucić z domu wszystkie rzeczy, które należały do zmarłego, a potem cały dom okadzić dymem z liści.

      Robi więc, co trzeba, z narażeniem życia, bo duch [ukazujący się w formie ektoplazmy człekokształtnej , z mocno rozmytą twarzą, przypomina obrazek falujący w gorącym powietrzu] nie zamierza jej zadania ułatwiać i atakuje nie tylko nocą, ale i za dnia.

      Jedyne czego Marnie nie mozę się pozbyć, to... obrączka ślubna.

      No i z powodu tej obrączki duch nadal się nad nią znęca. Przy okazji wyszukiwania rzeczy należących do zmarłego męża, Marnie znajduje worek z pieniędzmi ukryty pod podłogą. Najwyraźniej mężulo był prymusem wśród skorumpowanych gliniarzy.

      Marnie dzwoni po księdza i ofiarowuje ten worek z kasą dla kościoła. Prosi księdza o poświęcenie domu, nie wyjaśniając rozpaczliwej sytuacji, w której się znajduje, ale ksiądz odmawia. MOże dlartego,że w tym domu popełniono zbrodnię... Kasę jednak bierze z chęcią.

      Szukająca jakiegoś oparcia Marnie nawiązuje romans z sąsiadem. I podczas konsumowania tego romansu, zjawia się duch. Patrzy, patrzy, nic nie robi, i znika. Czyżby seks miał go wypędzić na dobre ?

      Nic z tego. Wraca rankiem i atakuje kochanka żony zabijajac go na miejscu. Hałasy słychać z daleka, więc policjant Shanks dobija się do drzwi i wzywa posiłki. Widział jak sąsiad wchodził do Marnie, jest pewien że mają romans i że to ONI własnie zabili mu partnera.

      Marnie z trudem udaje się schować zwłoki chłopaka pod podłogą. Shanks ich nie znajduje. Jak by się miała wytłumaczyć z martwego człowieka w swojej sypialni ?

      I kiedy stoją w hallu, a Shanks ciągle ją sztorcuje i opowiada, że ją przyłapie... zwłoki chłopaka okazują się zbyt cięzkie i niezbyt mocny sufit zaczyna się sypać. Marnie próbuje wyprosić policjanta, ale ten nie chce wyjśc. A sufit się sypie i zaraz nieboszczyk spadnie mu na głowę... No i spada.

      Shanks jest przerażony, ale reaguje od razu. Wobec oczywistości oskarża Marnie o zabójstwo i nakłada kajdanki. Tyle że duch byłego męża, a może... wciąz męża ? w końcu go zabiła, a nie rozwiedli się, nie możę pozwolić by żona opuściła miejsce, w którym on przebyuwa.

      Atakuje więc ich oboje. Wybucha pożar, Marnie i Shanks lądują poturbowani w piwnicy. Jest tam małe okienko, można przez nie uciec. Marnie się udaje, ale musi wrócić po rannego policjanta. JUż wiadomo,że jej wierzy, sam zobaczył i doświadczył mocy z zaświatów ;]

      Kiedy udaje się jej dotarmosić Shanksa i pomóc mu wyjść - sama zostaje capnięta za nogę przez ducha. Widocznie eks mąz ma taki plan, żeby Marnie nie wyszła z tego cało i zadusiła się w płonącym mieszkaniu. I wtedy Marnie zdobywa się na zdjęcie z palca i rzucenie w niego obrączki ślubnej. Wtedy duch... eksploduje, a Marnie w porę może wyjśc na powietrze. W porę, bo zaraz po jej wyjściu mieszkanie wybucha, a deszcz odłamków szkła z okien zasypuje okolicę.

      Shanks pozwala jej odejśc. Marnie znika w tłumie gapiów, z kotem na rękach [dobra decyzja ;)]. Wyjeżdza z Nowego Jorku, by zacząc nowe życie, a gazety piszą, że zginęła z płonącym domu.

      Cóż - koncepcja ciekawa, bo losy Marnie po śmierci męża są przypomnieniem i ilustracją jej losów w trakcie jego życia. I dowodem na to, ze słusznie postąpiła broniąc się aż do zabójstwa. Donosiła na niego policji, ale koledzy nic nie robili, bo chronili kumpla. Musiała to załatwić sama.

      Przez długi czas majaczą w tle tropy psychoanalityczne. A co jeśli bohaterka nie ma do czynienia z duchem, ale z własnymi wyrzutami sumienia ? A jesli ona sama posiada moc telekinetyczną, którą kieruje przeciw sobie, karząc się za swój czyn ?

      No i ta obrączka. Symboliczne, że duch męza znika i przestaje działac, kiedy Marnie rzuca obrączką ślubna. Taki rodzaj metafory sugerującej, że dopóki ofiara przemocy domowej nie powie stanowczo "dość" i nie przestanie wierzyć w poprawę sprawcy, dopóty będzie cierpieć ?

      A do tego scena z księdzem, która opisuje zachowania kościoła wobec takich spraw : łatwiej zdystansować się od ofiary niż jej pomóc.

      Wymowna jest też scena, keidy w Halloween Marnie otwiera drzwi domu, siedzi w nich przebrana za księżniczkę, z wielgachnym koszem słodyczy i czeka na dzieciaki, które tego wieczora pukają do domów i jak zwyczaj nakazuje za "psotę" trzeba je cukierkami obdarować. Jeden chłopiec zjawia się z takim planem, Marnie wita go promiennym uśmiechem, ale zaraz podbiega dziewczynka, coś mówi mu na ucho i chłopiec rezygnuje. Najwyraźniej w sąsiedztwie Marnie ma opinię zimnej suki, która zabiła porządnego męza...

      Udany zabieg stanowią momenty, kiedy kamera wyjeżdza z nawiedzonego mieszkania Marnie na ulicę, i widzimy Brooklyn jak z filmow Allena. Spokoj, sielanka, przyjemnie... Czy nie tak wygląda przemoc domowa - jak koszmar, który szokuje swoim kontrastem wobec rzeczywistości dziejącej się wokół niego ?

      Bardzo dobra rola Famke Jansen i naprawdę chodzi mi tutaj o aktorstwo.

      www.youtube.com/watch?v=RMv06-uTnYg
    • grek.grek o "Artystach" raz jeszcze 17.11.16, 13:53
      ciągle piszą w a'proposie :]
      i piszą dobrze, a nawet entuzjastycznie :

      kulturaliberalna.pl/2016/11/08/kucmierz-serialowa-rewolucja-a-sprawa-polska-artysci/
    • grek.grek ... i jeszcze raz o "Młodym papieżu" 17.11.16, 13:56
      na temat "Młodego papieża" też widziałem na razie wyłącznie pełne pochwał recenzje, a Wy ? :]

      to jedna z ostatnich :

      wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,20960379,zapalic-z-papiezem-czyli-urok-fundamentalisty-varga.html
    • siostra_bronte "Wyrok w Norymberdze" (1) 17.11.16, 16:08
      Obejrzane na dvd, przywiezionym z wakacji :) Klasyk Stanleya Kramera z 1961 r. Widziałam go wieki temu, zrobił na mnie duże wrażenie, więc nie wahałam się ani chwili, żeby go kupić, zwłaszcza, że cena była przyzwoita.

      Trudno pisać o tym filmie, bo fabuła jest skomplikowana, całość trwa aż 3 godziny. Opiszę więc to, co najważniejsze.

      Film opowiada o tzw. Procesie Sędziów, z 1947 r. To był trzeci z 12 tzw. następnych procesów norymberskich. W tym głównym osądzono głównych zbrodniarzy, a sąd składał się z przedstawicieli aliantów. Kolejne procesy odbywały się już tylko przed amerykańskim sądem wojskowym.

      Postaci występujące w filmie są fikcyjne, luźno nawiązują do faktycznych uczestników procesu.

      Pierwsza scena. Widzimy fragment jakiegoś budynku, może stadionu, a na górze dużą wyrzeźbioną swastykę. Nagle swastyka wybucha. I w tym momencie aż podskoczyłam na fotelu! Symboliczna scena, pokazująca, że wojna już się skończyła.

      Ulicami zniszczonej Norymbergi gazikiem jedzie sędzia Dan Haywood (Spencer Tracy). Jest sędzią głównym procesu. Został ściągnięty gdzieś z Maine w Stanach, właśnie przeszedł na emeryturę. Wielu sędziów przed nim odmówiło, z różnych względów. Razem z nim w składzie jest jeszcze dwóch sędziów.

      Przed sądem stanęło czterech niemieckich sędziów i prokuratorów, oskarżonych o zbrodnie przeciw ludzkości. Pełnili ważne funkcje w aparacie sądowych Trzeciej Rzeszy, jeszcze przed wojną. Byli częścią reżimu, tworzyli i wprowadzali w życie prawo, na podstawie którego skazywano na sterylizację, więzienie lub śmierć różne grupy etniczne, religijne i polityczne.

      Jednym z oskarżonych jest Ernst Janning (Burt Lancaster), twórca konstytucji weimarskiej, prawniczy autorytet na całym świecie. Przez większą część procesu zachowuje kamienną twarz, nie odpowiada nawet na pytania sędziego, dopiero potem coś się zmieni...

      Obrońcą oskarżonych jest ambitny, błyskotliwy adwokat Hans Rolfe (Maxymillian Schell). Posunie się do wszelkich środków, żeby wybronić swoich klientów.

      Prokuratorem jest pułkownik Lawson (Richard Widmark), mający także osobiste powody, żeby oskarżonych skazano...

      Sędzia Haywood w pierwszych dniach pobytu w Norymberdze próbuje poznać trochę miasto. Zabawna jest scena, kiedy razem z innym pasażerami z trudem wskakuje na schodki pełnego autobusu i rozbawiony zwisa trzymając się poręczy :) A potem idzie pod stadion, gdzie kiedyś odbywały się słynne, faszystowskie zjazdy, ten budynek już bez swastyki. I kiedy tak idzie słyszymy głos przemawiającego Hitlera i entuzjazm tłumów. Ta scena jest tak sugestywna, że pamiętałam ją po tylu latach!

      Haywood próbuje zrozumieć jak zwykli ludzie żyli za czasów Hitlera. Wypytuje parę służących, miłych ludzi. Oboje boją się coś powiedzieć. Haywood zapewnia, że nie ma zamiaru zaprowadzić ich pod sąd :) Kobieta w końcu mówi nieskładnie, że oni nie interesowali się polityką, nie mieli żadnego wpływu, a w ogóle to nie wiedzieli, że dzieją się takie straszne rzeczy...A Hitler owszem zrobił parę trochę dobrego, kiedy kraj był pogrążony w biedzie, dał pracę, ale to co stało się potem to już "nie było dobre".

      Pewnego dnia, przypadkiem, Haywood natyka się w kuchni na niejaką panią Bertholt (Marlena Dietriech). Kobieta przyszła po parę rzeczy. Willa, w której mieszka sędzia kiedyś należała do niej i jej męża. Haywood nie ma nic przeciwko tej wizycie, daje jej nawet do dyspozycji swój samochód, żeby mogła wrócić do domu.

      Sędzia pyta parę służących (trzeba wspomnieć, że na początku nie chciał się na nich zgodzić, bo uważał to za luksus, ale adiutant wyjaśnił , że dzięki temu oboje mają pracę i przydziały żywności), co się stało z mężem pani Bertholt. Okazuje się, że był znanym wojskowym, a w niedawnym procesie norymberskim został skazany na śmierć.

      Wracamy na salę sądową.

      W procesie najważniejsze są dwa sprawy, i w obu udało się ściągnąć świadków.

      Pierwsza sprawa dotyczy Rudolpha Petersona (Montgomery Clift), który jeszcze przed wojną został skazany, oczywiście przez pseudo-sąd, na sterylizację. Peterson odpowiada na pytania prokuratora. Tak. należał do Partii Komunistycznej. I to dlatego wszystko się stało...

      A obrońca Rolfe bierze go w obroty bez żadnej litości. Wynajduje w jego aktach informację o krótkim pobycie w szkole. A w dokumentach jego matki jest informacja, że przed śmiercią miała objawy choroby psychicznej. Paterson krzyczy: "To kłamstwo!". Obrońca interweniuje, ale sędzia odrzuca jego sprzeciw,

      Rolfe pyta, o co go pytano go przed sądem. Peterson się gubi, już nie pamięta...Rolfe przypomina, że miał rozwiązać test. Ułożyć zdanie z 3 słów: zając, zabić, polowanie. I z ironicznym uśmieszkiem proponuje, żeby może teraz spróbował to zrobić...To okrucieństwo jest wstrząsające.

      Paterson, kompletnie zagubiony, powtarza te trzy słowa. Aż w końcu wybucha. To wszystko było kłamstwo, oni go zmusili! A jego matka, to była dobra, ciężko pracująca kobieta. Ma jej zdjęcie i pokazuje je widowni. "Czy ona wygląda na chorą psychicznie?!". Rolfe stwierdza, że świadek "nie jest w stanie kontrolować swojego stanu psychicznego". Na to Peterson: "Tak nie jestem w stanie! Od...tego dnia! Jestem połową siebie, jakim byłem kiedyś!".

      Rolfe odpowiada na to chłodno, że nie wiadomo jaki był przed sterylizacją, to tylko jego słowa.

      Cała scena jest wstrząsająca, a Clift gra to niesamowicie. Jakby wyszedł z roli i po prostu był sobą. Aktor był już wtedy w ruiną człowieka, chory i uzależniony od leków po ciężkim wypadku samochodowym. Podobno nie był w stanie zapamiętać tekstu, więc Kramer prosił go, żeby improwizował. Wybitna rola. Za te kilkanaście minut na ekranie Clift dostał nominację do Oskara, szkoda, że go nie dostał.







      • siostra_bronte "Wyrok w Norymberdze" (2) 17.11.16, 16:56
        Wieczorem sędzia Haywood spotyka ponownie panią Bertholt, w jakiejś restauracji, w której bywają Amerykanie. Kobieta chętnie przysiada się do stolika, w tle jakiś pieśniarz śpiewa rzewną niemiecką piosenkę. Pani Bertholt proponuje sędziemu pójście na koncert fortepianowy następnego wieczora. Mówi żartobliwie, że ma wobec Amerykanów swoją misję. Chce udowodnić, że "nie wszyscy Niemcy są potworami".

        Tymczasem do stolika podchodzi prokurator Lawson. Jest już wstawiony. Pani Bertholt na jego widok szybko wychodzi. To Lawson oskarżał jej męża.

        A Lawson, tłumaczy się, że wypił za dużo, bo ta historia z Petersonem wyprowadziła go z równowagi. Potem zaczyna opowiadać, że "przyjeżdżamy do tego pięknego kraju, spotykamy uroczych ludzi, takich jak...pani Bertholt...I tak łatwo zapominamy". Potem, wciąż podpity, tłumaczy Haywoodowi, że w Niemczech nie ma żadnych nazistów. To Eskimosi przyjechali do Niemiec i to oni są winni! Haywood słucha tego lekko rozbawiony, a Lawson, rozumiejąc, że za dużo wypił wychodzi. Ale na odchodnym powtarza te fatalne trzy słowa z "testu"...

        Kolejnym świadkiem w procesie jest ... on sam. Lawson opowiada, że pod koniec wojny brał udział w wyzwoleniu kilku obozów koncentracyjnych. I ku zaskoczeniu widowni i sędziów jego asystent uruchamia projektor filmowy. Na ekranie widzimy dokumentalne zdjęcia z wyzwolenia Dachau i jeszcze innego obozu. Absolutnie szokujące. To trwa kilka minut. Warto wspomnieć, że po raz pierwszy autentyczne zdjęcia z obozów zostały wykorzystane w filmie fabularnym.

        Lawson w czasie pokazu opowiada o tym co widział. Wniosek jest jasny. Nie można zwalniać z odpowiedzialności ludzi, którzy choćby i pośrednio przyczynili się do największej tragedii w historii ludzkości.

        Po tym pokazie, jak można było się spodziewać, sędzia zarządził przerwę do następnego dnia. Pamiętajmy, że i sędziowie, i widownia widzieli to po raz pierwszy...

        Wieczorem Haywood był umówiony z panią Bartholt w restauracji. Kobieta zauważyła, że jest przygnębiony. Domyśla się, że chodzi o pokaz filmu, jej znajomy był na widowni. O dziwo, ironicznie to komentuje: "To ulubiony film pułk. Lawsona. Wyciąga go przy każdej okazji". Potem dodaje już na poważnie: "Chyba nie sądzi Pan, że o tym wiedzieliśmy? Że chcieliśmy tego zabijania? Wierzy mi Pan, prawda?". Na to Haywood odpowiada: "ja już nie wiem w co mam wierzyć".

        Potem odprowadza panią Bartholt do domu. Kobieta zaprasza go do siebie. To mały, skromnie umeblowany pokoik. Jakaż to zmiana po luksusach willi! A na ścianie portret męża w mundurze. Pani Bartholt częstuje go jakąś marną kawą, tłumaczy z uśmiechem, że robi ją mocną, żeby nie było tego czuć. Próbuje wypytywać sędziego co myśli o oskarżonych, ale on odpowiada, że nie może o tym rozmawiać. Kobieta to rozumie oczywiście. Opowiada o mężu, że był "tylko" żołnierzem, miał prawo do godnej śmierci, a nawet tego mu odmówiono...Oczywiście, trudno się dziwić, że w pewien sposób broni swojego męża...

        Kolejną sprawą jest proces z okresu wojny dotyczący tzw. zhańbienia rasy. W rzeczywistości był to tzw. proces Katzenbergera, w filmie zmieniono nazwisko na Feldenstein. Otóż ów człowiek, zamożny Żyd został oskarżony o utrzymywanie stosunków seksualnych a młodą Aryjką. Według ówczesnego prawa było to karane śmiercią. Mimo zeznań kobiety, mężczyzna został skazany na śmierć i ścięty. Kobieta, w filmie nazwana Irene Hoffman, siedziała 2 lata w więzieniu.

        I prokurator odnajduje ją, z dużym trudem, w Berlinie. Początkowo kobieta (Judy Garland) w ogóle nie chce słyszeć o udziale w procesie. Chce zapomnieć, normalnie żyć. Prokurator po procesie wyjedzie, a ona z mężem zostaną. Sąsiedzi pewnie wybija szyby w oknach ich sklepiku. Nie lubią, kiedy zeznaje się przeciw innym Niemcom...

        Ale Lawson jest przekonujący. Niech to zrobi choć dla jednej osoby, tego człowieka, który został skazany na śmierć. I Irene Hoffman przyjeżdża do Norymbergi.

        Hoffman przed sądem odpowiada na pytania prokuratora. Opowiada, że łączyła ją z tym mężczyzną przyjaźń, był dobrym człowiekiem, był też właścicielem domu, w którym wynajmowała mieszkanie, więc często się spotykali. Zaprzecza, aby łączyło ich cokolwiek innego.

        Rolfe jest zaskoczony, że Hoffman jednak się znalazła. Prosi tylko sędziego, aby kobieta nie opuszczała miasta, będzie chciał ją przepytać później. Sędzia się zgadza.

        I Rolfe znajduje świadka! To kobieta, która sprzątała w domu Feldensteina. Rofle pyta ją co widziała. No i kobieta opowiada, że raz Irene Hoffman i właściciel domu się całowali, a raz to nawet siedziała mu na kolanach...Rolfe jest zachwycony.

        Kiedy przepytuje Irene Hoffman nie jest miły. Wypytuje czy to prawda, czy całowała się z Feldensteinem, co tak naprawdę robili? Kobieta, co oczywiste, jest zdenerwowana, próbuje się tłumaczyć, ale Rolfe jak może zbija ją z pantałyku. W końcu wręcz krzycy: "Co tak naprawdę robiliście??!"

        I w tym momencie, niespodziewanie...wstaje dotychczas nieobecny, przynajmniej duchem, oskarżony Ernst Janning. Mówi do Rolfego : "Dosyć! Mamy to robić raz jeszcze?". Rolfe, kompletnie zdetonowany, zwraca się do sędziego, żeby przerwać posiedzenie i próbuje zagłuszyć Janninga. Sędzia zgadza się na odroczenie do jutra.
        • siostra_bronte "Wyrok w Norymberdze" (3) 17.11.16, 17:59
          A, zapomniałam o jednym. Następnego dnia po pokazie filmu z obozów Rolfe zaczął od poważnego oświadczenia. Że nigdy nie da się usprawiedliwić tak wielkich zbrodni. Ale szybko przechodzi do ataku. To niedopuszczalne, ze ten film został pokazany na TYM PROCESIE! To była cyniczna gra na emocjach. Te zbrodnie były dziełem "ekstremistów"! A tutaj sądzimy konkretnych ludzi za konkretne czyny!

          Chcecie osądzać całe Niemcy?? A co innymi państwami? Rosja, która podpisała pakt z Niemcami, Watykan ze swoim konkordatem, Winston Churchill chwalący przed wojną Hitlera. Amerykański przemysł, który zarabiał na zbrojeniach Niemiec! Czy oni nie są też współwinni? Są tak samo winni jak oskarżeni. Nie mniej i nie więcej.

          Trzeba przyznać, że była to błyskotliwa tyrada.

          I jeszcze ciekawy wątek. Prokurator Lawson już wcześniej miał naciski "z góry", żeby nie być zbyt surowym wobec oskarżonych. Akurat doszło do praskiego zamachu stanu, gdy władzę przejęli komuniści, a Jan Masaryk, minister rządu zginął w niejasnych okolicznościach. Lawson słyszy, że nie wiadomo co się będzie działo, sympatia Niemców może być potrzebna, a nie uzyska się jej skazując oskarżonych na długoletnie wyroki.

          Ale wróćmy do historii z Janningiem.

          Oczywiście Rolfe zaraz biegnie do więzienia, do celi oskarżonego, żeby mu wybić z głowy głupie pomysły. Tłumaczy , że chce wybronić swoich klientów, "żeby nam, jako Niemcom, pozostawiono choć odrobinę godności". Ale Janning jest nieprzejednany, zamierza złożyć na procesie oświadczenie.

          I następnego dnia Janning opowiada o swojej pracy. Jak wierzył, że to wszystko dla dobra państwa, które było w fatalnym stanie po I wojnie św. "Powiedziano nam, że możemy podnieść głowę i być wreszcie dumni" . On to robił z miłości dla kraju. Myślał, że pewne "ustępstwa" są konieczne, że to kiedyś przejdzie.... Nie sądził, że to wszystko stanie się "stylem życia". Zaczyna krzyczeć: "Gdzie my wszyscy byliśmy. gdy to wszystko się działo? Czy byliśmy głusi i ślepi? To nieprawda, że nie wiedzieliśmy co się dzieje, my NIE CHCIELIŚMY WIEDZIEĆ!" W tym momencie jeden z oskarżonych wstaje i krzyczy: "zdrajca!!". Sędzia z trudem zaprowadza spokój na sali.

          Janning wraca na swoje miejsce. Jest oczywiste, że właściwie przyznał się do winy. Obrońca Rolfe z trudem zachowuje spokój. Zwraca się do sędziego, że oczywiście jego obowiązkiem jest bronić swojego klienta, mimo, że tego nie ułatwia...

          Proces zostaje zakończony. Sędzia razem z kolegami udaje się na naradę. Jeden z nich szuka jakichś precedensów, cytuje wyroki, w sumie dochodzi do konkluzji, że w przypadku oskarżonych trudno wywieść bezpośredni związek z dokonanymi zbrodniami. Haywood tego nie rozumie i widać, że jest solidnie wkurzony.

          Wreszcie nadchodzi dzień ogłoszenia wyroku. Sędzia ma długą przemowę. Jej konkluzja jest właśnie taka: każdy musi ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Jego ostatnie słowa: "ten wyrok wyraża to, za czym powinniśmy stanąć: za sprawiedliwością, prawdą i wartością każdego ludzkiego życia". I jak Boga kocham, u każdego w miarę uczciwego człowieka te słowa muszą wywołać wzruszenie, a Spencer Tracy gra to wspaniale.

          Zgodnie z wyrokiem wszyscy oskarżeni zostają skazani na dożywocie. Pani Bartolt kiedy to słyszy ma łzy w oczach.

          Ostatnie sceny. Sędzia Haywood szykuje się do wyjazdu. Wpada na pomysł, żeby zadzwonić do pani Bertholt i pożegnać się z nią. Ale kobieta nie odbiera telefonu. Widzimy ją jak siedzi w półmroku. paląc papierosa...

          Sędzia wie, że nie chce odebrać. Nagle wpada do niego Rolfe. Po wymianie uprzejmości Rolfe prosi sędziego, żeby zobaczył się z Janningiem, bardzo mu na tym zależy. I jeszcze dodaje, że za parę lat żaden ze skazanych nie będzie już siedział w więzieniu. Sędzia nawet nie jest zaskoczony.

          Jedzie do więzienia. Janning przekazuje mu rejestr swoich procesów, chce, żeby trafiły w dobre ręce. Sędzia obiecuje, że się tym zajmie. Na odchodnym Janning mówi mu: "te miliony zabitych...nie wiedziałem, że to się tak skończy, wierzy mi Pan?". Na to sędzia odpowiada chłodno: "wiedział Pan, po skazaniu pierwszego niewinnego człowieka" i wychodzi.

          Plansza informuje, że w chwili realizacji filmu, żaden z ok. 100 skazanych w tych procesach już nie siedział w więzieniu...

          Uff, długo wyszło, ale nie dało się inaczej. Oczywiście, pominęłam niektóre sceny.

          I co tu napisać? Wybitne kino. Film trwa 3 godziny, to głównie "gadające głowy", a ogląda się to znakomicie, z prawdziwymi emocjami. Tyle tu wątków, postaci, ale reżyser panuje nad wszystkim. Mistrzostwo!!

          No i sam temat. Pokazany z wielu punktów widzenia, także "zwykłych Niemców". Oskarżenia Rolfe'a pod adresem całego świata jak najbardziej słuszne. Ale nie ma wątpliwości co jest najważniejsze. Ten głęboki humanizm filmu wydać się może dzisiaj staroświecki, widzowie są przyzwyczajeni do relatywizowania wszystkiego tudzież cynizmu i zgrywy na każdy temat. Ale dla mnie wymowa filmu jest przejmująca i zawsze będzie aktualna.

          Osobny temat to aktorstwo. Chyba jedna z najlepszych obsad aktorskich ever. Maximillan Schell dostał Oskara za rolę pierwszoplanową. Właściwie każda rola jest tu wybitna, łącznie z niezwykłymi epizodami Judy Garland i Montgomery'ego Clifta.

          Jeszcze trailer:

          www.youtube.com/watch?v=7rVuEgFL9WU
          • grek.grek Re: "Wyrok w Norymberdze" (3) 18.11.16, 13:32
            dzięki, Siostro !

            jak zawsze znakomita, precyzyjna i barwna opowieść !
            już wczoraj ją widziałem, ale miałem tylko kwadrans, więc musialem przełożyć przyjemnośc czytania na dzisiaj :]

            nie widziałem tego filmu nigdy, ale słyszałem zajmującą na jego temat dyskusję w "Klasykach dla grzeszników". Postaram się odnaleźć stronę w podcastach, na której znajduje się ten plik, może znajdziesz moment by tej audycji posłuchać ? :]

            Słusznie napisałaś, że w kinie "głęboki humanizm" bywa dzisiaj "staroświecki", ale... gdyby dziś skończyła się wojna światowa, to sądzę że 16 lat po jej zakończeniu ten ton byłby jak najbardziej na miejscu. Moim zdaniem, filmów nie da się czytać ahistorycznie, w oderwaniu od momentu, mody, a przede wszystkim kontekstu, w którym powstały.

            Dlatego, wg mnie w "Wyroku..." te wszystkie przejawy patosu są jak najbardziej na miejscu. W 1961 roku było to nie tylko zrozumiałe, ale i czytelne oraz niezbędne.

            Yes, znakomita jest ta przemowa obrońcy - ma wiele racji. Nie na darmo jednak najpierw on każe się wstydzić światu za to, że III Rzesza nie została w porę powstrzymana, a nawet była cynicznie wspierana, a dopiero później Janning przedstawia mowę samooskarżycielską i samokrytyczną, zaś obie racje waży sędzia Haywood w swojej mowie, która już nie musi zawierać wtrętów i kategorii ocennych, a może skupić się na racjach odwołujących się do najwazniejszych i najcenniejszych wartości.

            MOzna więc podziwiać scenariusz, który układa te wystąpienia we właściwej kolejności.

            Yes, wplecenie w film zdjęć z obozów koncentracyjnych z pewnością musiało wstrząsać widownią. Nie każdy wówczas, zwłaszcza za Oceanem, wiedział, co wydarzyło się 15 lat wcześniej w Europie. 15 lat ! To zaledwie tyle, ile minęło do dziś od wydarzeń 11 września 2001 r... W momencie realizacji "Wyroku..." druga wojna światowa - ZALEDWIE się skończyła. W wielu miastach europejskich ciągle leżały gruzy powojennych zniszczeń.

            Mam wrażenie, że w 2016 roku nie potrafimy nawet wczuć się w moment, nastrój, atmosferę, jaka musiała towarzyszyć projekcjom tego filmu w 61 roku. To nadzwyczajnie interesująca świadomość, wg mnie.

            Widać, że film próbuje się zajmować społeczną świadomością Niemców w latach 30-tych i później. Niby wiadomo, dlaczego NSDAP doszła do władzy, ale... dlaczego tolerowano jej ekscesy, dlaczego nie było masowych protestów po kolejnych anschlusach ? Czy naprawdę nikt nie wiedział, co dzieje się w "obozach pracy" i że trwa czystka na niespotyykaną w historii ludzkości skalę ?

            Janning oskarża wszystkich, jest głosem sprawiedliwości, sumienia. Pani Bartholt wyraźnie sama jest w kropce, co sugeruje jej niepewny ton w rozmowie z Haywoodem, a także ostatni kadr, który opisałaś. Niemcy czują wyrzuty sumienia, ale wciąż są na etapie przyjmowania świadomości, że albo byli kuriozalnie ślepi albo milcząco przyzwalali na to, co się działo, albo - własnie : woleli udawać, że nie wiedzą.

            Swoją drogą, Amerykanie dośc szybko po wojnie zaproponowali Niemcom plan odbudowy i wsparcia finansowego, dzięki czemu kraj ten szybko się odbił gospodarczo. Nikomu wówczas nie zależało na przesadnym czołganiu Niemców. Zbyt dobrze uświadamiano sobie ich potencjał i znaczenia dla świata.

            KOńcowe wnioski , które zaznaczyłaś w opisie, zdają się potwierdzać to, co niebawem nastąpi na poziomie politycznej zmiany i integracji.

            Warto też pamiętać, że w ostatnim akcie wojny wielu Niemców, zwłaszcza uczonych, inżynierów, specjalistów od przemysłu zbrojeniowego, uniknęło odpowiedzialności za udział w machinie wojennej III Rzeszy i znalazło schronienie w Ameryce. Wraz z możliwością kontynuacji swojej zawodowej kariery.

            świetnie są tutaj wplecione historie ludzkie, jednostek, ilustrujące wszelako grozę wojny jako takiej. Historia Petersona czy Irene Hoffman, to dobitne przykłady działania tego całego bezdusznego mechanizmu, ktory niszczył ludziom życie.

            Rzeczywiście, adwokat Rolfe wygląda na postać świetną do zagrania, pole popisu dla aktora, nie dziwi mnie, że Maximillian Schell wykorzystał szansę i sprawił się oscarowo :] Adwokat musi być tutaj istotnym graczem, musi miec w sobie dozę profesjonalnego cynizmu, musi być figurą mówiącą rzeczy trudne i niepopularne dla tych "dobrych", a więc jest szalenie istotny w całej rozgrywce scenariuszowej.

            Prokurator ma naddatek w postaci prywatnych powodów by atakować ostro i bezpardonowo. To też ciekawie zaprezentowano. Właściwie każda postać coś w sobie chowa i to coś wpływa na jej zachowania i poglądy. Pani Bartholt balansuje między miłością do męza, a świadomością, że mąz brał udział w tym wszystkim. Próbuje się bronić przed tym niewiedzą społeczeństwa na temat istnienia obozów i ich przeznaczenia, ale wiadomym jest, że będzie musiała w końcu to przyjąć, pogodzić się z faktami. Albo... albo się zastrzelić dla spokoju ducha.

            To niezwykłe, że świadomośc zbrodni nazistowskiego apartu terroru dotyka najbardziej tych, którzy sami o niczym nie decydowali. Bartholt nie uczestniczyła, nie podejmowała decyzji, nie skazywała na śmierć. A jednak to tacy jak ona zmagają się z piętnem morderców.

            Rzeczywiście, Siostro, obsada kapitalna, sami świetni aktorzy. TO też dowodzi, wg mnie, rangi tego filmu, dbałości o powodzenie całego przedsięwzięcia. A do tego zostali perrfekcyjnie obsadzeni, jak sama doskonale zauważyłaś przy okazji Montgomery'ego Clifta, któremu problemy osobiste z pewnością - jakkolwiek to zabrzmi - pomogły w wiarytgodnym i przejmującym odegraniu roli Petersona.

            Podoba mi się jak reżyser uniknął niebezpieczeństwa uczynienia z postaci tego filmu figur retorycznych, ktore mają zadanie coś powiedzieć, ale nie są ludźmi z krwi i kości. Dzięki temu, że każde z nich ma osobistą historię, dylemat, odium pozostałe po wojennych przeżyciach, mają ludzką postać i dlatego zapewne są wiarygodni.

            Dzięki raz jeszcze, Siostro :]

            doskonała opowieść filmowa !
            wielkie kino w świetnym wydaniu literackim ! :]
            • siostra_bronte Re: "Wyrok w Norymberdze" (3) 19.11.16, 14:26
              Dzięki, Greku :)

              O, chętnie posłucham!

              Masz rację, niewiele czasu minęło od zakończenia wojny i na pewno miało to wpływ na film i jego wymowę.

              Tak, scenariusz jest znakomity. Został zresztą nagrodzony Oscarem.

              Pod pozostałymi uwagami podpisuję się oburącz :)

              Zdecydowanie, to wielkie kino i wiemy już o tym od pierwszych minut filmu!

              Jeszcze raz dzięki :)
              • grek.grek Re: "Wyrok w Norymberdze" (3) 19.11.16, 16:17
                cała przyjemność po mojej stronie, Siostro ! :]

                świetnie !
                audycja jest tutaj, na str 50, zatem trochę klikania Cię czeka, ale myślę że warto :} :
                audycje.tokfm.pl/audycja/Wieczor-Karolina-Glowacka/104
                o, zasłużenie, absolutnie zasłużony Oscar za scenariusz !

                dzięki, miło mi :]
                w zasadzie, Ty sama podałaś wszystkie refleksje znakomitym opisem i interpretacją poszczególnych scen i dialogów w opowieści :]

                jeśli nadarzy się tylko okazja, to koniecznie muszę ten film obejrzeć.

                a może i bez okazji, w sieci :]

                dzięki wielkie, Siostro ! :]
                świetny to film, pasujący do Twojej znakomitej kolekcji.
                A nade wszystko, kolejna znakomita opowieśc filmowa Twojego autorstwa w naszych zacnych annałach :]
    • grek.grek "Obietnica" via Stopklatka 18.11.16, 14:06
      Film o tematyce ważkiej, z dobrym aktorstwem, ale... odniosłem wrażenie, że materiału jest tutaj na intensywną nowelę, a państwo producenci i reżyserka [Anna Kazejak] uparli się, że chcą mieć pełny metraż i rozciągnęli go do ponad półtorej godziny.

      Rzecz się dzieje w środowisku nastolatków i to takich ok 15 rż.
      Janek całuje się z Angeliką, a jego dziewczyna Lila odbiera to jako zdradę. Daje chłopakowi wybór : albo mnie kochasz i na dowód tego zabijesz Angelikę, albo nie chcę cię znać.

      Janek bije się z myślami, a Lila ciśnie go za pomocą sms-ów, krótkich komunikatów podczas okazjonalnych spotkań, flirtem z jego najlepszym kolegą, a jak trzeba to i striptizem na skype.

      No i Janek się decyduje. Podczas młodzieżowego spotkania nad jeziorem, na okolicznośc zakończenia roku szkolnego, Janek oznajmia Lili, że zabije Angeliikę.

      I tak też robi. Nie widzimy tego aktu, ale dowiadujemy się od niego z telefonu spanikowanego i wstrząśniętego Janka do Lili, która odbiera, ale nie mówi ani słowa. Potem informacja pojawia się na forum klasowym w internecie.

      A zaraz później do roboty bierze się policja. Przesłuchują rutynowo wszystkich uczestników tego spotkania nad wodą, sprawdzają telefony, komputery, i typują Lilę, jako podejrzaną o nakłanianie do zbrodni.

      Lila odgrywa cały teatr przed policjantami, że Janek ją zdradził, że powiedział iż "naprawi to", ona nie wiedziała jakie "naprawianie" on ma na myśli, że nic nie wiedziała itd. Płacze i histeryzuje jak zawodowa aktorka. Tyle że policja ma odzyskane z jego telefonu ich rozmowy, a za chwilę odzyska sms-y z jej telefonu, mimo że Lila zapobiegawczo je skasowała.

      Postawią jej zarzut nakłaniania do zbrodni. Aresztują ją na 48 godzin. I tu dopiero dostaje ona apopleksji.

      Potem ją wypuszczają, w ostatniej scenie przywozi ją do domu nowy chłopak jej matki. Watek zbrodni i kary pozostaje w zawieszeniu.

      Co zdecydowało o tym zabójstwie ? Dlaczego Lila jest TAKA własnie jaka jest ?

      Reżyserka dośc szczegółowo rysuje jej sytuację rodzinną : matka i ojciec są po rozwodzie. Matka [Magdalena Popławska] ma nowego narzeczonego, młodszego od siebie Daniela [Dawid Ogrodnik]. Konrad [Andrzej Chyra] ojciec biologiczny Lili, mieszka w Kopenhadze z nową rodziną. POjawia się w ostatnim akcie, towarzyszy Lili w procedurach policyjnych, pyta dlaczego z nim nie porozmawiała o wszystkim. Ale NIE BYŁO Go. Nie było. Był Daniel, który naprawdę dba i troszczy się o Lilę na codzień, ale z nim Lila nie czuła więzi. Matce nie ufała, prawdopodobnie winiąc ją za rozpad małzeństwa i wyjazd ukochanego ojca.

      może więc zemsta na Angelice miała być zemstą na całym swiecie, który ją "zdradził" ?

      Doskonała jest scena po aresztowaniu Janka i Lili - kiedy pod dom rodziców Lili przyjeżdzają rodzice Janka [Bartłomiej Topa i Jowita Budnik].

      Matka Janka dusząc w sobie rozpacz próbuje nakłonić rodziców Lili, żeby wpłynęli na córkę i skłonili ją do wzięcia winy na siebie, żeby "nie rujnowała życia ich synowi". Oni próbują ją uspokoić, a jednocześnie dochodzi do ostrej scysji między Danielem, a Konradem, o to "kto jest prawdziwym ojcem Lili", w efekcie której Konrad zostaje powalony na zienię i lekko pobity.

      najlepsza scena w filmie, rozegrana w atmosferze ciepłej letniej nocy na dobrym, sielankowym osiedlu w stylu amerykańskich przedmieści. Niby tacy cywilizowani, a jednak w obliczu dramatu nie sposób zachować równowagi.

      Dorośli wszyscy w komplecie grają jak z nut, ale i tak najlepsza jest Eliza Rycembel w roli Lili. Nie wiem, ile pani aktorka ma lat, ale ma nadzwyczajny talent. Łączy wspaniale bezwzględnośc godną mafiosa z zagubieniem małej dziewczynki, ma świetny głos i szeroki wachlarz ekspresji : od zimna lodowatego po histeryczną złość. Kawał aktorki !

      I gdyby to wszystko trwało 45 minut, udało się skondensować treść - byłaby to znakomita rzecz.

      NIestety, mam wrażenie, że zbyt długo reżyserka namyśla się nad kolejnymi rozwiązaniami. Nie chodzi o ekonomię fabularną, bo jesli długie sceny i przeciąganie wątków ma uzasadnienie dramaturgiczne, jeśli czemuś służy, lub jest artystycznie znakomite - niechże film trwa nawet 5 godzin.

      Tutaj, wg mnie, tak dobrze nie jest. Jasne, musi minąc jakiś czas, między propozycją Lili dla Janka, kolejnymi zachętami i szantażami z jej strony wobec niego, a czynem, lecz brakuje temu energii filmowej.

      łodzieżowe spotkania, wątki Lili i jej koleżanki oraz flirtu z kolegą Janka, jakieś wałęsania się, obniżają dramturgivczny potencjał filmu, choc... ofk, jak spojrzeć z punktu widzenia pani reżyser, to każda ma swoje ważne uzasadnienie w budowie portretu bohaterów, środowiska i być mozę naświetlaniu przyczyn tragedii.

      Tak więc, możliwe że się mylę po prostu, i film jest zbudowany prawidłowo :] Coś mi jednak tutaj nie pasowało. Może powinienem obejrzeć po raz drugi :]

      trailer :
      www.youtube.com/watch?=GJQwMBS9rCw
      • barbasia1 Re: "Obietnica" via Stopklatka 18.11.16, 23:12
        Dzięki. :)

        Psychologia, mam wrażenie, kuleje w filmie. Nieobecny ojciec, który ma nową rodzinę za granicą, to stanowczo mało by wyjaśnić motywację Lili i zrozumieć ją.
        • grek.grek Re: "Obietnica" via Stopklatka 19.11.16, 12:02
          dzięki, Barbasiu :]

          myślę podobnie, Barbasiu.

          przyczyna zapewna jest złożona, częśc problemu to rodzinny układ, część - środowisko rówieśnicze, częśc - wrodzone cechy osobowościowe, które proces socjalizacji może rozmywać, ale może też potęgować, jeśli przebiega niewłaściwie.


          • barbasia1 Re: "Obietnica" via Stopklatka 19.11.16, 23:14
            Tak. Tak! :)
    • siostra_bronte "Bitwa o Algier" 19.11.16, 01:11
      Film niemal legenda, słyszałam o nim nie raz. I muszę przyznać, że zrobił na mnie duże wrażenie. Ależ to było mocne! Ktoś oglądał??
      • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 12:03
        ze skruchą przyznaję, że przepuściłem, Siostro :]

        kilka dni temu sprawdzałem ramówkę Kultury i "Algier" był zaznaczony jak film dokumentalny, więc w jakiś sposób "z góry" nastawiłem się na coś innego.

        wiem, wpadka !

        spróbuję namierzyć powtórkę.
        • siostra_bronte Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 14:20
          Szkoda! Myślałam, że Ty o nim napiszesz i tak jakoś wyszło :)

          Fatalna wpadka w programie! Gdzie sprawdzałeś ramówkę?

          Niesamowity film! Przede wszystkim ze względu na sposób realizacji. Bo właśnie wygląda jak dokument. Praca kamery, czarno-białe, jakby "podglądające" zdjęcia, wszystko razem sprawia wrażenia jakbyśmy podglądali prawdziwe wydarzenia. Jak oni to zrobili?! Autentyzm tego filmu jest zdumiewający!!

          W skrócie o fabule. Pod koniec lat 50-tych podziemna organizacja, Front Wyzwolenia Narodowego walczy o wyzwolenie Algierii spod okupacji francuskiej. Metody jej walki są oczywiste: zamachy bombowe w miejscach publicznych, zabijanie policjantów. Ogólnie biorąc to akcje terrorystyczne.

          I widz jest rozdarty, bo bojownicy walczą o słuszną sprawę. Ale bez ogródek pokazane są niewinne ofiary ich zamachów (oczywiście to mieszkańcy dzielnicy francuskiej). Jesteśmy po stronie walczących o wolność swojego kraju, ale czy można do końca zaakceptować ich metody? Ale co innego mogą zrobić? Świat się nimi nie interesuje ( w trakcie filmu pada informacja o posiedzeniu ONZ, które nie zakończyło się żadnymi wnioskami).

          Z czasem sytuacja się zaostrza. Front ogłasza tygodniowy strajk ogólnonarodowy. Francuzi kontratakują. Na ich czele stoi płk. Mathieu, doświadczony w akcjach w Indochinach. Wojsko przeczesuje miasto w poszukiwaniu członków organizacji i udaje się częściowo ją rozmontować.

          Oglądając kolejne akcje bojowników (strzelanie do ludzi na ulicach z jadącego samochodu, potem ich przejeżdżanie, podkładanie bomb w kawiarniach) nie możemy nie mieć skojarzeń z zamachami terrorystycznymi z ostatnich lat. Niezwykłe wrażenie!

          Film nie gloryfikuje żadnej ze stron. Pokazuje, że i bojownicy i Francuzi stosują terror. A widz musi odpowiedzieć sobie sam na pytanie, czy jest usprawiedliwiony.

          Są tu sceny kapitalne, np. kiedy 3 bojowniczki Frontu podkładają bomby, ukryte w torebkach w kawiarniach i na lotnisku. Atmosfera napięcia jest niesamowita. Widzimy rozbawionych ludzi, jakby podglądanych kamerą, i wiemy, że wkrótce zginą. Znakomite!!

          Z drugiej strony, oglądamy brutalność francuskiej policji i wojska. Sceny tortur, zrealizowane w zaskakująco wyciszonym, elegijnym tonie, są absolutnie wstrząsające. Przyznam, że musiałam zamykać oczy. I przypominają tortury z czasów nam współczesnych, niestety...

          Świetnym pomysłem było zaangażowanie do filmu głównie naturszczyków, Niektóre twarze, np. Alego trudno zapomnieć.

          Warto też wspomnieć o ciekawej, oryginalnej muzyce, napisał ją Ennio Morricone i reżyser Gillo Pontecorvo.

          Muszę przyznać, że na początku trudno było mi wejść w klimat filmu, wymaga dużego skupienia, ale potem szybko się wciągnęłam. Po tylu latach jego forma wizualna, prosta i surowa, no i ponadczasowa wymowa wbijają wręcz w fotel!!

          Warto wspomnieć, że wielu współczesnych reżyserów, głównie amerykańskich powołuje się na ten film. Jego wpływ, ten paradokumentalny sposób realizacji widać nawet w kinie sensacyjnym, choćby w serii o Bournie. Sama na to nie wpadłam, wyczytałam w sieci :)

          "Bitwa o Algier" została obsypana nagrodami, m.in. dostała Złoty Lew w Wenecji, i o dziwo, 3 nominacje do Oscara. Jak powiedział p. Chaciński we wstępie nawet teraz film jest pokazywany w amerykańskich kinach w wersji odrestaurowanej wersji. I chyba ta wersja została teraz pokazana, bo jakość filmu jest znakomita.

          Polecam gorąco!!! Mam nadzieję, że będzie powtórka.

          Na zachętę trailer:

          www.youtube.com/watch?v=Ca3M2feqJk8
          • siostra_bronte Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 14:30
            *dostała Złotego Lwa
          • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 15:59
            cześć, Siostro :]

            na pewno będzie powtórka, więc w koncu obejrzę, a przesunie się to tylko w czasie :]

            niestety, ramówkę sprawdzałem w telegazecie. Film nie został wyszczególniony jako "fabularny", a potem dodatkowo gdzieś padło, że ma "formę dokumentu" i... no właśnie.

            yes ! lubię dokumenty, jak zauważyłaś :]
            rzecz chyba w tym, że miałem straszną ochotę na obejrzenie jakiejś fabuły i tak wyszło.
            Ale nadrobię zaległości, Siostro :]
            jak zawsze :]

            dzięki, Siostro, za świetną recenzję.
            jak zawsze niezwykle zachęcającą.
            A w tym przypadku, wobec mnie... pokazującą ile straciłem poniechawszy obejrzenia tego filmu.

            Yes, to zawsze trudno ocenić.
            Primo, czy wszyscy chcą tego samego, co bojownicy o wolnośc i czy dla reszty społeczeństwa wolnośc jest tym samym ? I co dalej, bo po tzw. arabskiej wiośnie wiemy, że niekiedy próby "wyzwalania" róznych krajów prowadzą do tym większego terroru ? No i to, co napisałaś, a co jest najważniejsze : jak daleko można się posunąc w tych działaniach, ilu można zabić niewnnych cywilów, aby wywrzeć presję na władzę ?

            chyba nie ma dobrych odpowiedzi na te pytania.

            jak czytam Twój świetny opis - jest tu też krytyka kolonialnej polityki, i jej metodologii, prowadzonej przez Francję.

            a, no właśnie, widzisz - zmylili mnie z "paradokumentem". Jeśli jest to formuła odnosząca się do filmów sensacyjnych współczesnych, to rzeczywiście mowa o innej zupełnie rzeczywistości. Zdaje się, że mnie wrobili ;] I dałem się wrobić. No trudno, na pewno powtórki nie odpuszczę !

            tak, możliwośc przeprowadzania cyfrowej restauracji kopii filmowych, to jest błogosławieństwo współczesnej technologii. Niech żyje ! :]

            świetny trailer !

            dzięki, Siostro, raz jeszcze. JUż się szykuję na, miejmy nadzieję rychłą, powtórkę.


            • siostra_bronte Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 16:52
              Cześć, Greku :)

              No, to naprawdę duża sztuka, żeby pokręcili fabułę z dokumentem. Ale to tylko świadczy o tym, jak autentyczny jest ten film :)

              Tak jest, to jest ten dylemat, jak daleko można się posunąć w walce o słuszną skądinąd ideę?

              Jeden z przywódców Frontu mówi (ta scena jest w trailerze), że nie można wygrać terrorem. To dopiero początek. Trudno jest wywołać rewolucję, jeszcze trudniej ją wygrać, a w ogóle najtrudniejsze jest to co następuje później. I to są prorocze słowa, choćby w kontekście arabskiej wiosny.

              Tak, słowo "paradokument" jest zwodnicze :)

              To prawda, cyfrowa restauracja to znakomita rzecz. Te filmy wyglądają jak nowe!

              Dzięki jeszcze raz. Oby Kultura pokazała powtórkę. Choć ostatnio powtórek z tego pasma to chyba nie było?
              • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 17:29
                :]

                słowem : jedno wielkie nieporozumienie z tymi "dokumentalnymi" interpretacjami :]
                ale to dla mnie dobra nauka, żeby zapobiegliwie sprawdzić z czym naprawdę mam do czynienia, zamiast wierzyć na słowo zapowiadaczom z [tele]gazet.

                bardzo roztropne słowa. Rzadko która rewolucja przynosi pozytywny efekt. Zwykle lepiej sprawdza się ewolucja, mozolne kształtowanie nowego i jesli przełomy, to osiągane w sposób łagodny i stopniowy.

                chociaż ludzi zdesperowanych, w obliczu braku nadziei i opuszczenia sięgających po argumenty ostateczne, też można zrozumieć. Niestety, tak to już jakoś jest, że ci którzy wygrywają rewolucję, nie potrafią później niczego zbudować w warunkach pokojowych.

                dzięki, Siostro :]

                o, mam nadzieję że jednak powtórki będą.
                "Komediantów" czy "Armię cieni", filmy z Panem Hulotem Kultura powtarza regularnie, więc może za niebawem sięgnie też po te najnowsze powtórki.
        • siostra_bronte Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 14:27
          A w ogóle dziwię się, że adnotacja o dokumencie jakoś Cię zniechęciła. Przecież często piszesz właśnie o dokumentach! :)
          • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 16:20
            ano jakoś tak wyszło, Siostro :]

            miałem ochotę na film fabularny, chyba tylko to mi przychodzi do głowy jako motywacja do postawienia na średniej jakości thriller mediumistyczny zamiast na tak świetne kino, o jakim napisałaś.

            czasami człek jest drewniany jak kołek w płocie, we wtorek czy środę zaplanowałem na piątkowy wieczór fabułę i jakoś tak zostało, nawet nie przyszło mi do głowy zmienić plany. Zupełnie tego, teraz, nie rozumiem.
        • barbasia1 Re: "Bitwa o Algier" 19.11.16, 23:21
          > kilka dni temu sprawdzałem ramówkę Kultury i "Algier" był zaznaczony jak film d
          > okumentalny, więc w jakiś sposób "z góry" nastawiłem się na coś innego.

          Wiesz, Greku, że ja miałam podobne odczucia jak Ty ! ;), i też byłam gotowa przepuścić "Bitwę ... " ale w końcu, wprawdzie z pewnym opóźnieniem, przełączyłam na Kulturę z ciekawości i już zostałam .

          Jutro dwa słowa dorzucę.
          • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 20.11.16, 12:44
            masz szósty zmysł filmowy, Barbasiu :]]

            znakomicie !


            • barbasia1 Re: "Bitwa o Algier" 20.11.16, 16:01
              >masz szósty zmysł filmowy, Barbasiu :]]


              Ale zasnęłam pod koniec. :/
              • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 20.11.16, 16:39
                nie sądzisz, Barbasiu, że należałoby w końcu Morfeusza złapać i pokazowo ukarać za TO!!, co nam robi ? ;]]


                • barbasia1 Re: "Bitwa o Algier" 22.11.16, 23:52
                  Sprałabym tego Morfeusza na kwaśne jabłko, ale boję się, że mógłby się obrazić i mnie opuścić. ;)
                  • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 23.11.16, 14:07
                    hahahaha :]]

                    to rzeczywiście byłoby duże ryzyko ! :] Może faktycznie lepiej próbować go wykiwać, a raz na jakiś czas dać się pokonać, niż potem szukać go i przepraszać ;]
          • siostra_bronte Re: "Bitwa o Algier" 21.11.16, 14:15
            Czekamy na obiecaną recenzję :)
            • barbasia1 Re: "Bitwa o Algier" 22.11.16, 23:50
              Nie, nie nie recenzję. Raczej rozwinięcie tego, o czym Ty już wspomniałaś.
              • barbasia1 Re: "Bitwa o Algier" 22.11.16, 23:50
                Jutro!
    • grek.grek "Red Lights" via Stopklatka 19.11.16, 12:54
      "Bitwę o Algier" lekkomyślnie opuściłem, ale obejrzałem wczoraj dwa inne filmy.

      Najpierw "Red Lights", który niemal do finału trzyma niezły poziom. Sam finał jest zaś dyskusyjny.

      Mamy tutaj do czynienia z parą niestrudzonych detektywów zajmujących się demaskowaniem oszustów, próbujących dowodzić, że posiadają zdolności mediumistyczne.

      W tym tandemie panuje układ matczyno-synowski. Pani doktor Matheson [Sigourney Weaver] ma syna w śpiączce, więc swojego współpracownika, rzutkiego i bystrego fizyka Toma Buckleya [Cillian Murphy] traktuje w taki sposób, jakby przelewała na niego choć częśc swojego instynktu macierzyńskiego. Z kolei Tom, który jako dziecko stracił matkę, odnajduję jej figurę w pani doktor.

      Pani Matheson w istocie ma nadzieję, ze istnieje postrzeganie pozazmysłowe, bo dzięki temu może mogłaby z synem się skontaktować. To ją motywuje do pracy. Tom ma odwrotną motywację : jego matka zmarła na raka, ponieważ jakiś szarlatan uzdrowiciel przekonał ją, że została uleczona jego hokus-pokus.

      Jeżdzą od miejsca do miejsca i dekonspirują kolejnych kłamczuchów. Znają wszystkie triki, doskonale wiedzą, że mentalista działa jako zaledwie widoczna częśc ukrytego zespołu, że rodzice próbują wypromować małego syna jako medium, że rzekome duchy poruszające stolikiem i tłukące po ścianach podczas seansu spirystystycznego, to tak naprawdę rodzinny spisek jednych przeciw drugim.

      Swoje wnioski i obserwacje pani doktor upowszechnia na wykładach w uniwersytecie, na którym ma etat. Tom pełni rolę jej asystenta i sam też prowadzi niektórre zajęcia. Pani doktor udziela się także w telewizorze podczas debat z gorącymi zwolennikami istnienia świata pozazmysłowego.

      Jeden raz w życiu poniosła porażkę. Było to podczas rozmowy z Simonem Silverem [Robert De Niro], niewidomym podającym się za medium, który swego czasu zyskał duże wzięcie wśród publiczności telewizyjnej.

      Podczas rozmowy w telewizji Silver nagle przybrał teatralną pozę i powiedział, że "widzi małego chłopca, który stoi obok dr Matheson". Oczywiście, wg pani doktor, robił spektakl, ale... uderzył w jej czuły punkt. W jej syna. I tak ją zatkało, że nie mogła się odezwać, a jednocześnie przez sekundę pragnęła mu uwierzyć, i może nawet uwierzyła. Przegrała na oczach całej widowni. Nie była w stanie zaprzeczyć Silverowi.

      POtem Silver się wycofał, ale teraz nagle wraca z cyklem show telewizyjnych. Oczywiście, Tom namawia panią doktor do zdemaskowania oszusta, ale Matheson jest przeciwna, obawia się tej konfrontacji, i cała sytuacja tak niekorzystnie wpływa na jej formę, że umiera na zawał serca.

      Tom zostaje sam. Plus nowa koleżanka Sally i najbardziej sceptyczny ze studentów.

      Silver rozpoczyna serię występów, pojawia się w telewizyjnych tokszołach, machina reklamowa prowadzona przez jego agentkę działa bezbłędnie.

      Podczas jednego z występów Tom próbuje, z pomocą aparatury do badania przepływów energii i innych czynników fizykalnych, znaleźc jakiś słaby punkt Silvera, ale niespodziewanie dochodzi do zwarcia i w snopach iskier i mini-eksplozji pada cała instalacja elektryczna w pomieszczeniu. Czy to Silver ma istotnie taką moc ?

      MOże na wieść o śmierci Matheson, Silver decyduje się poddać serii testów, mających dowieśc, ze posiada istotnie jakiś rodzaj niezwykłej energii. Prowadzi te badania profesor Shackelton [Toby Jones], z wydziału uniwerysteckiego zajmującego się zjawiskami paranormalnymi, kolega, ale i krytyk Matheson.

      Tom nalega na udział w komisji testującej, ale Shackelton pozwala mu tylko na obserwacje z boku. Oczywiście, Tom znów z aparaturą i pomocą dwójki nowych współpracowników śledzi każdy ruch Silvera, lecz znów nic nie znajduje.

      Mając jednak dostęp do nagrania filmowego z całego eksperymentu nie ustaje w analizach.

      W międzyczasie dzieją się rzeczy dziwne : a to przez szyby wpadają ptaki i uderzają w Toma, a to wybuchają kolejne instalacje elektryczne, a to znów Tom wychodzi na minutę z domu, a jak wraca, to zastaje mieszkanie obrócone w perzynę... CO się dzieje ? Czyżby Silver wiedział o nim [Tom kilka razy stoi blisko Silvera, ale nigdy nie odzywa się ani słowem] ?

      Tom próbuje dostać się na prywatne spotkanie z Silverem. Udaje mu się, ale niewiele się dowiaduje. Sam nie mówi ani słowa, za to Silver peroruje o cudownych właściwościach ukrytych w nas mocy, z których istnienia umysł nie zdaje sobie sprawy. Zatem, nic na miarę potencjalnego medium. I żadnych pokazów możliwości.

      Podczas ponownej analizy testów, Tom i jego koleżanka wykrzykują : eureka ! Jedno z zadań dla Silvera polegało na połączeniu się z umysłem innego człowieka i dokładnym odwzorowaniu działań matematycznych w jego wykonaniu. Czyli, telepatia. Silver przeszedł ten test bardzo dobrze. Tom i koleżanka odkrywają, że zegarki Silvera i testera były zsynchronizowane, a cały system działania podlegał "kodowaniu". Silver WIDZI ! Nie jest ślepcem.

      No i mamy grande finale. Podczas ostatniego występu Silvera. Zarobił 4 milyjony, może się znów wycofać.

      Na występie zjawia się Tom. Siedzi wśród widzów i przygwożdza wzrokiem Silvera. Menadżerka natychmiast go zauważa. Silver najwyraźniej też. Bo jesli widzi... to zna doskonale twarz Toma.

      W pierwszej części programu - na efektownej scenie w dużej sali widowiskowej - Silver peroruje, popisuje się krasomówstwem i daje pokaz lewitacji.

      W przerwie Tom wychodzi do łazienki, skontaktowac się ze swoimi przyjaciółmi, i zostaje pobity przez nasłanego "goryla".

      Dochodzi jednak do siebie i cały zakrwawiony pojawia się na sali. Idzie przez środek widowni i zaczyna dialog z Silverem . Ofk, wszyscy w najwyższym zdumieniu patrzą i słuchają. U Amerykanów wszystko musi się kończyć w asyście widowni - czy to ulicznej, czy podwórkowej czy telewizyjnej ;]

      Tom nie przedstawia żadnych dowodów, a tylko wykrzykuje oskarżenia wobec Silvera i zapowiada, ze "to koniec kłamstw. Twoich i moich". A potem nagle zaczyna się wszystko trząść, dekoracje się sypią, z instalacjji elektrycznych strzelają snopy iskier. Pandemonium. Czyżby Silver się wkurzył ?

      Kiedy rumor cichnie, Tom rzuca monetę w stronę Silvera, a ten łapie ją zgrabnie. To niby ten triumfalistyczny akt demaskacji :]

      Tom wychodzi powolnym krokiem, a wyciągany ze sceny przez swoją menadżerkę Silver krzyczy za nim "Jak to zrobiłeś ? Jak to zrobiłeś ?!". Więc czyli jednak Tom jest medium.

      "Bo... to cały czas byłem ja, przez CAŁy ten czas" - zaczyna swój monolog z offu Tom, idący nocnymi ulicami w strugach deszczu. Wyznanie to ma formę wypowiedzi skierowanej w stronę nieżyjącej Matheson.

      I widzimy kadry z całego filmu, które wszelkie dziwne zdarzenia, jakie moglibyśmy przypisać działaniu medium Silvera, w istocie ilustrują przejawy zdolności samego Toma.

      Atmosfera niezła, ale jakie wnioski z całej awantury płyną ? Prawdziwe medium zajmuje się demaskowaniem medium oszukańczych, a swoje zdolności ukrywa przed okiem mentorki, która możliwe iż czeka na takiego kogoś, by pomógł jej nawiązać kontakt z synem w stanie śmierci klinicznej. Przyznam, że nie rozumiem :]

      Przewrotka jest ofk efektowna, choć coraz bardziej typowa dla współczesnego kina. Sam detektyw okazuje się mordercą, prześladowani przez ducha okazują się duchami, a tutaj tropiciel mediów jest jedynym prawdziwym medium.

      Aktorska obsada bardzo dobra i realizuje się profesjonalnie, aczkolwiek De Niro głównie ogrywa milczącą dziwnośc swojej postaci, a Weaver znika w połowie filmu.

      www.youtube.com/watch?v=IzDOkA6O6rE
      • siostra_bronte Re: "Red Lights" via Stopklatka 19.11.16, 14:22
        O, widziałam kiedyś w tv, nie pamiętam gdzie.

        Mam podobne wrażenia. Bardzo dobra obsada (oprócz jak zwykle irytującego mnie de Niro), ale w sumie nie wiem o co chodziło :)

        Przy okazji ten tytuł myli mi się z niedawno opisywanym przez Ciebie "Red Eye", także dlatego, że znowu gra tam Cillian Murphy.
        • grek.grek Re: "Red Lights" via Stopklatka 19.11.16, 16:01
          dzięki :]

          ano właśnie, jaki jest motyw główny tego filmu, morał jakiś, sens ?

          o, rzeczywiście - i w obu przypadkach nie wiadomo, gdzie są w filmie te "red lights" czy też owo "red eye" ;]
    • grek.grek "Arka przyszłości" via TVN 19.11.16, 13:41
      W przyszły piątek o 20:00 "Bogowie" :] A na razie całkiem przyzwoita "Arka przyszłości".

      Rzecz się dzieje w niedalekiej przyszłości. NadeJszła nowa epoka lodowocowa. Świat pogrązył się w chaosie. Ludzie pozamarzali, powymierali, miasta przypominają zombie - całe w lodzie i śniegu.

      Jedynym przejawem życia na planecie jest.... pociąg. Nie taki sobie zwyczajny. Cud techniki nowoczesnej, zaprojektowany, wykonany i uruchomiony przez niejakiego Wilforda, szalonego milionera i wizjonera.

      Pociąg ten napędzaany jest przez niezwykle silne dynamo znajdująće się w lokomotywie i jeździ... dookoła świata. Pół miliona kilometrów w kółko.

      Od katastrofy na Ziemi minęło 18 lat, w tym czasie w pociągu zdązyła się wytworzyć społecznośc. A nawet - państwo. Są ku temu możliwości, bo pociąg ma lekko 50 wagonów, a może i więcej.

      Przez pierwszą połowę filmu najważniejsze są składy ostatnie, czyli - zgodnie z hierarchią społeczną : slumsy. Tutaj gnieździ się biedota, w starych łachmanach, brudna, karmiona ohydnymi "kostkami proteinowymi". Co pewien czas otwierane są drzwi z lepszej strony, wychodżą uzbrojeni strażnicy oraz osobista ochroniarka Wilforda, i pod groźbą karabinów zabierają im dzieci.

      A od czasu do czasu umoralniających gadek dostarcza im niejaka Mason [fanastyczna ! Tilda Swinton], bezczelna urzędniczka o fizjonomii sfatygowanej belferki. Ona też wymierza kary za nieposłuszeństwo. Z wielu względów, najskuteczniejsze jest amputowanie rąk za pomocą najpierw wystawienia kończyny na mróz, a potem już zamienionej w zmarzlinę - puknięciu młotkiem...

      W slumsach wre złośc i wrogośc. Tak się dłużej nie da żyć. To zresztą żadnej życie, to wegetacja w upokorzeniu. Planowany jest bunt. Na jego czele staje Curtis [Chris Evans], który ma mentora w postaci wiekowego mędrca Gilliama, który stracił już wszystkie kończyny prócz jednej ręki [John Hurt].

      Któregoś razu Curtis zauważa, że strażnicy nie mają... amunicji w swoich karabinach. Pociąg przeżył już kilka buntów. MOzliwe, że naboje zostały wystrzelane w trakcie ich pacyfikowania. Tak czy owak, spiskowcy wszczynają walkę i udaje się przeskoczyć do następnego składu. Chcą iśc do samej lokomotywy, nie wiedząc co tam jest i co ich czeka. Curtisa napędza złość i chęc spotkania z samym Wilfordem.

      Niebawem muszą stoczyć kolejny bój. Tym razem z jakąs bojówką "rządową" w kibolskich kominiarkach. Na topory i pogrzebacze, jak w średniowieczu. A kuliminacyjny moment tej sekwencji, to przejazd po moście św. Katarzyny, który zawsze jest znakiem, że minął kolejny rok. taki Sylwester :]

      Dla powstańców kłopot polega na tym, że zaraz za tym mostem jest tunel... Ich przeciwnicy dostają noktowizory, a władza gasi światła i zaczyna się maskara buntowników. Ofk, do pewnego momentu, bo ci z kolei mają zachomikowane dwie zapałki i organizują sobie pochodnie, dzięki którym kładą tamtych pokotem.

      Ruszają w głąb pociągu. A tam... ZYCIE kwitnie. O ile slumsy były brudne i bez okien, tutaj widać zza szyby jak wygląda zamarznięty świat. Kolejne długaśne wagony są jak z "LOkomotywy" Tuwima : tutaj wielkie akwarium, tutaj ogród botaniczny, z potem salon piękności, i młodzieżowy klub taneczny, masarnia, i gabinet dentystyczny, a nawet świeże jajka i ciasta i napoje... Jest dokładnie wszystko, jak w normalnym mieście, tyle że w formie odpowiednio dostosowanej do gabarytów
      pociągowych wnętrz.

      Jest też szkoła, gdzie dzieciaki są uczone jak wspaniałym dobroczyńcą ludzkości jest pan Wilford. W szkole właśnie buntownicy zostają zaatakowani przez ochronę. Zwłaszcza jej dowódca, to niezły zakapior ;]

      Wreszcie pod drzwi lokomotywy dociera tylko trójka : Curtis, Azjata Minsoo, elektryk, oraz jego córka. Minsoo proponuje użyć materiałów łatwopalnych [składają się one na popularny w pociągu narkotyk - Minsoo kolekcjonował go, przez co uważany był za ćpuna], które mogą służyć za bombę i wysadzić drzwi boczne, by opuścić pociąg. Ale dokąd pójść ? Byli już tacy odważni [ "bunt siedmiu" ], i skończyli marnie. Curtis chce stanąć twarzą w twarz z Wilfordem.

      OPowiada Minsoo o początkach kształtowania się społeczności pociągu-państwa. Ci w ostatnim składzie tak walczyli o przetrwanie, że... zjadali się nawzajem. Zatamował to szaleństwo Gilliam [po drodze zostaje zastrzelony przez służby Wilforda, co dodaje Curtisowi motywacji do spotkania z Wilfordem], który sam sobie odciął rękę by nakarmić potrzebującym, a w ślad za nim poszli inni. To położyło kres przemocy.

      Niespodziewanie drzwi Wilforda otwierają się i pojawia się jego ochroniarka. Z pistoletem. Uziemia Minsoo, a Curtisa zaprasza do środka, na obiad.

      Curtis jest ofk wstrząsnięty.

      Wilford [znakomity Ed Harris] okazuje się być pełnym wdzięku panem, który w szlafroku smaży śniadanie w swoim obszernym, stechnicyzowanym pokoju.

      Curtis dyszy wściekłością, ale Wilford zdaje się tego nie zauwazać. "MYślisz, że mam tutaj luksus ? ten hałas... ta samotnośc... uwierz mi,to żadne kokosy". Cyniczny jest, ale z klasą.

      W głębi tego pomieszczenia widać pracujące ogromne turbiny. To serce pociągu. Dynamo. Lokomotywa. Tylko dzięki niej ten pociąg jedzie, a dopóki on jedzie, dopóty ludzkośc żyje, bo innej niż w tym pociągu - nie ma.

      Curtis nie chce jeść, mimo że na talerzu czeka wysmazony stek. Wilford opowiada mu, że od początku był... w zmowie z Gilliamem. Wszystkie bunty, wszystkie zamieszania w pociagu - ustalali razem. Obaj bowiem wiedzieli, że jesli społecznośc ma przetrwać, to tylko wtedy, kiedy pasażerowie będą zajmować swoje miejsce w systemie, a więc w strukturze klasowej. Musi być garstka bogatych, duża ilość średniaków i masa biedoty. Wtedy system zachowa spójnośc. I musi być odpowiednia ilośc ludzi. Nawet teraz odbywają się egzekucje. Wilford przez telefon uruchamia jedną z nich, i widać jak w slumsach zabijani są ci, którzy nie poszli z grupą buntowników.

      Wilford tłumaczy Curtisowi, że ta brutalność jest niezbędna by ludzkość przetrwała, nie pogrązyła się w chaosie.

      I nagle zaprasza go wnętrza lokomotywy i pozwala poczuć siłę pracującej maszyny. Niespodziewanie oznajmia "Gilliam i ja byliśmy zgodni... TYLKO TY możesz mnie zastąpić. Tylko ty możesz poprowadzić ten pociąg". Curtis jest ofk oszołomiony.

      A na schodach nieopodal drzwi do rezydencji Wilfoda toczy się bój, ludzie walczą, już nie wiadomo o co : Minsoo walczy z szefem ochrony, a za nim napiera jakiś tłum...

      Wilford pokazuje mu ich "Widzisz, tacy są ludzie... Trzeba nad nimi panować, bo inaczej ich autodestrukcja doprowadzi cały gatunek do upadku".

      I już byłby Curtis się zaczął zastanawiać czy Wilford nie ma racji, kiedy nagle odkrywa ze w środku obudowy lokomnotywy siedzi ... dziecko. I pracuje jak galernik. Wilford wyjaśnia, ze lokomotywa ma swoje niedostatki i tylko dzieci mogą pomóc, bo są dostatecznie skromnych rozmiarów, by wejśc do środka. Dlatego zabierano je ludziom ze slumsów. Curtis powala go ciosem pięścią. Wyjmuje dziecko ze środka. Dynamo hamuje, zapada się do środka, ale wtedy inne dziecko - ku rozpaczy curtisa - wsiada do środka i zamyka się a dynamo znów zaczyna pracować należycie. Wyglądało jak by to dziecko miało wyprany mózg... zachowało się całkiem mechanicznie.

      Bitwa na schodach w korytarzu sięga coraz bliżej drzwi. ochroniarka wychodzi sprawdzić, co się dzieje, i zostaje zabita.

      Minsoo montuje bombę i zaraz ją zdetonuje na drzwiach bocznych... Wilford podnosi się, masuje obolałą szczękę, rzuca krótkie "No to pięknie..." i zasiada zrezygnowany do pozostawionego kotleta.

      Bomba wybucha. Pociąg wypada z szyn, dramatycznie walczy z siłę odśrodkową, aż wreszcie przewraca się. Najpewniej wszyscy zginęli...

      Wreszcie ze środka gramoli się córka Minsoo i mały chłopiec. Ubrani w eskimoskie futra. Wychodzą na zewnątrz i widzą misia polarnego. Czyżby znak, że życie na Ziemi niebawem powróci ?

      • grek.grek Re: "Arka przyszłości" via TVN 19.11.16, 13:54
        Zatem, propozycja jest taka, żeby świat wyzysku, terroru, podziału klasowego i rażących nierówności sprasować, a na jego gruzach zacząc budować coś nowego, lepszego, sprawiedliwego. I czy nie jest symptomatyczne, że jedynymi uratowanymi są Azjatka i czarnoskóry chłopiec ? :]

        Sceny śnieżo-lodowo-pociągowe zapewne sporo kosztowały, podobnie jak sceny batalistyczne wewnątrz. Scenografia slumsów nawiązuje do najlepszych wzorców kina science-fiction.

        Dwie aktorskie perełki : Tilda Swinton, która nosi wielkie okulary, niemodną fryzurę i sztuczne zęby, jest przebiegła, przewrotna, zdolna do zabijania oraz do czołgania się z przymilnym uśmiechem, a także rzucania tekstami okolicznościowymi. Oto w pewnym momencie Curtis próbuje zabić ją rzucając toporem, ale cios zostaje odbity, a ona kręci głową z dezaprobatą i mimochodem komentuje "Podziwiam pański optymizm w perspektywie nadchodzącej klęski" ;]
        Jest absolutnie nadzwyczajna.

        No i Ed Harris. NIby wiadomo, że to dyktator i twórca całej struktury społecznej, w której ta biedniejsza połowa cierpi i jest stłamszona, niemniej : ma styl, wdzięk i absolutnie da się lubić. Stały chwyt dzisiaj w kinie i telewizji : niby szwarccharakter, ale żeby go naprawdę znienawidzić musicie przebić się przez tę jego ujmującą powierzchownośc. No i racje merytoryczne, które niewątpliwie posiada, ale które są - z punktu widzenia humanizmu - nie do zaakceptowania.

        www.youtube.com/watch?v=tO3qFMFj2xY
        • barbasia1 Re: "Arka przyszłości" via TVN 20.11.16, 17:04
          >Zatem, propozycja jest taka, żeby świat wyzysku, terroru, podziału klasowego i rażących >nierówności sprasować,

          Jak świat światem człowiek próbuje tego dokonać, ale mu się nie udaje.

          >a na jego gruzach zacząc budować coś nowego, lepszego, sprawiedliwego.

          >I czy nie jest symptomatyczne, że jedynymi uratowanymi są Azjatka i czarnoskóry chłopiec ? :]

          W duchu politycznej poprawności!? ;)


          Oryginalne! Jeszcze takiej lokomocyjnej wizji końca cywilizacji nie oglądałam. ;))
          • grek.grek Re: "Arka przyszłości" via TVN 20.11.16, 17:29
            to prawda, Barbasiu.

            o, zdecydowanie maasz rację ;]
            biały bogaty nadzoruje i jest tym bad guy, a Azjatka i czarny chłopiec na gruzach białej cywilizacji będą odnawiać rasę ludzką, żeby było lepiej, hehe.

            a może tak po prostu wyszło ;]

            hehe, ja też !
    • siostra_bronte Chaplin w Kulturze! 19.11.16, 17:03
      Wypatrzyłam, "Brzdąc" i "Imigrant", 2 grudnia. Alleluja! :)

      PS: A tydzień wcześniej będzie "Noc w Casablance" braci Marx. To jeden z późniejszych ich filmów, już nie tak dobry jak "Kacza zupa" czy "Noc w operze" ale i tak brawo dla Kultury!
      • grek.grek Re: Chaplin w Kulturze! 19.11.16, 17:30
        świetna zapowiedź, Siostro :]

        a więc nie zapomnieli.
        uff :]

        PS : jednocześnie z anteny zdjęli "Idę". Trudno uwierzyć, ale wraca cenzura.
        • siostra_bronte Re: Chaplin w Kulturze! 19.11.16, 20:11
          Tak, czytałam o "Idzie". W sumie to dziwne, bo leciała już parę razy. Dlaczego akurat teraz?
          • grek.grek Re: Chaplin w Kulturze! 20.11.16, 12:40
            władza się rozkręca, Siostro ;]

            im mniej pieniędzy w skarbcu, tym ostrzejsza retoryka, wystawniejsze igrzyska i zajadłe naznaczanie wrogów ludu :]
      • barbasia1 A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" w TVN ! 19.11.16, 22:59

        I co tu teraz wybrać!!?!?
        • grek.grek Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" w TVN ! 20.11.16, 12:43
          oto jest pytanie, Barbasiu :]

          "Bogowie" będą powtarzani, we środę - zdaje się, ale to nie zmienia faktu, że w piątek czekają nas naprawdę OJEJowo trudne wybory :]]
          • siostra_bronte Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" w TVN ! 20.11.16, 15:24
            No, jak jest powtórka to problem rozwiązany :)

            Aczkolwiek nie miałabym tak wielkich oczekiwań wobec "Bogów". Słyszałam też głosy, że to film ciut przereklamowany. Ale zobaczymy.
            • barbasia1 Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 20.11.16, 16:11
              O filmie "Bogowie" więcej pochwał słyszałam, więc spodziewam się dobrego kina.

              A tu relacja Pepsic, która była na premierze kinowej!
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,155338425,155338425,Ojej_co_tu_wybrac_2014_11_vol_49_.html?s=2#p155534909
              • grek.grek Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 20.11.16, 16:41
                ja też :]
                ale jak będzie mniej świetne, to mam nadzieję że przynajmniej dobre ;]

                dzięki, Barbasiu.
                szkoda, że Pepsic już nie pisze z nami !

                jej recenzje i własne zdanie nt filmów zawsze ceniliśmy szalenie... no i politycznie byśmy się nadal pięknie różnili i dyskutowali... Może wróci wkrótce. Zawsze jest nadzieja.
                • barbasia1 Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 20.11.16, 23:56
                  >ale jak będzie mniej świetne, to mam nadzieję że przynajmniej dobre ;]

                  Mniej świetne, bardziej świetne, nie wiem czy to w ogóle są interesujące rozważania. ;)

                  > jej recenzje i własne zdanie nt filmów zawsze ceniliśmy szalenie... no i polity
                  > cznie byśmy się nadal pięknie różnili i dyskutowali...

                  Otóż to.

                  Tylko trzeba posiadać umiejętność czy chęć pięknego różnienia się i dyskutowania z szacunkiem dla partnera w rozmowie, a to jest szalenie trudna rzecz, jak się okazuje.
                  • grek.grek Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 21.11.16, 13:06
                    najpewniej masz rację, Barbasiu :]

                    o, niewątpliwie.
                    aczkolwiek, mam wrażenie, że w naszym wątku zwykle udawało się nam utrzymywać wysoki poziom tego pięknego zróżnicowania poglądów :]
            • grek.grek Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 20.11.16, 16:36
              przekonamy się, Siostro :]
              ja też coś czuję, że z dużej chmury może być proporcjonalnie mniejszy deszcz, ale nastawiam się równocześnie na naprawdę dobre POLSKIE kino.

              ponoć "Bogowie" mieli rekord frekwencyjny w kinach, zobaczymy co też przygnało tylu rodaków do przybytków X Muzy ;]
              • barbasia1 Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 20.11.16, 23:29
                grek.grek napisał:


                > ja też coś czuję, że z dużej chmury może być proporcjonalnie mniejszy deszcz,

                ???
                • grek.grek Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 21.11.16, 13:03
                  wiesz, Barbasiu : "Bogowie" zebrali same dobre recenzje, ustanowili rekord frekwencyjny w kinach, przy okazji mówiono, że polskie kino mainstreamowe nareszcie doczekało się filmu porównywalnego z produkcjami zachodnimi i skandynawskimi...

                  poprzeczka została zawieszona dośc wysoko, jak mi się wydaje ? :}


                  • siostra_bronte Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 21.11.16, 14:17
                    Mnie też taki ogólny entuzjazm zwykle wydaje się podejrzany :) To może być po prostu dobry, polski film, ale niekoniecznie tak wybitne dzieło jak się o nim mówi.
                    • grek.grek Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" 22.11.16, 12:58
                      ano właśnie, Siostro :]

                      entuzjazm był tak daleko posunięty, że w naturalny sposób może być tylko gorzej niż w tych recenzjach, bo lepiej - nie ma mowy ;]]
          • barbasia1 Re: A w następny piątek o 20:00 "Bogowie" w TVN ! 20.11.16, 16:06
            O! Dobra wiadomość! :))

            Tak.
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Wielkie nadzieje" 19.11.16, 17:41
      ekranizacja powieści Karola Dickensa.

      ubogi sierota dostaje życiową szansę w postaci sponsoringu finansowego od nieznanego bliżej bogacza.

      jako dorosły młodzieniec awansuje do londyńskiej socjety i stara się o względy dziewczyny, którą poznał jako dziecko, wówczas ona była córką zamożnych państwa, a on biedakiem.

      no i wtedy właśnie zaczynają piętrzyć się przed młodym jegomościem kolejne problemy i trudności.

      to chyba najambitniejsza próba Mike'a Nicholsa od czasu "Czterech weseli i pogrzebu" ? udało się zaangażowac Helenę Bonham Carter i Ralpha Fiennesa, za kamerą John Mathieson [zdjęcia do "Gladiatora", "Hannibal], pytanie czy udało się napisać dobry scenariusz na podstawie tak klasycznej powieści, no i czy młodzi aktorzy dorównali doświadczonemu koleżeństwu :]

      oglądamy ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Wielkie nadzieje" 19.11.16, 20:15
        Mike Newell :)
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Wielkie nadzieje" 20.11.16, 12:41
          słusznie, Siostro :]

          przepraszam za fatalny błąd !
      • grek.grek "Wielkie nadzieje" 3 słowa w a'proposie :] 20.11.16, 13:36
        I jakże Wam się podobał film ? :"]

        wg mnie, perfekcyjnie odtworzone realia połowy XIX wieku, choć wyraźnie unika się szerokich planów, a kamera buszuje raczej w kameralnym otoczeniu i lubuje się w scenach kręconych w doskonale dobranych wnętrzach.

        charakteryzacja rewelacyjna : fryzury... młodziezowe są niemal punkowe, Helena Bonham Carter wystylizowana niczym postać z filmów Tima Burtona, a Ralph Fiennes mógłby figurować na okładce pierwszeego literackiego wydania "Wielkich nadziei" :]

        zamek pani Havisham - sam w sobie nie jest niczym nowym w filmach historycznych, ale z okazji bardzo zmyślnego filmowania i nasycenia jego wewnętrznej aury półmrokiem pokojów i ciszą niezgłębioną - robi prawdziwe wrażenie.

        fabuła chyba nie została zmieniona specjalnie.

        Mały Pip wychowuje się w domu siostry, która wyszła za kowala Joe'ego, który dla chłopca pełni rolę raczej brata niż ojca. Chłopiec nie jest taki jak inne dzieci. Uczy się pilnie, nakłania swoja nauczycielkę do darmowych korepetycji, i w przyszłości wcale nie chce być kowalem, jak Joe, ale... dżentelmenem.

        Pewnego dnia ratuje w potrzebie zbiegłego skazańca [Fiennes]. Przynosi mu jedzenie i mimo lęku nie ucieka. Skazaniec zostaje pojmany przez policję, ale wcześniej Pip jest świadkiem bójki, w której garownik tłucze innego garownika.

        nieopodal domu , w którym wychowuje się Pip jest zamek, w którym mieszka pani Havishom ze swoją świtą. Ma córkę, Estelle. Pip zostaje zaproszony, aby towarzyszyć dziewczynce w zabawach. Zakochuje się w niej, a i ona - początkowa arogancka i dumna, jak matka ją wychowała - okazuje mu wiele sympatii.

        Pani Havisham niegdyś została porzucona tuż przed ślubem przez cynicznego narzeczonego, który dodatkowo ją okradł. Od tej pory spędza czas w zamkniętej komnacie, przy zasuniętych oknach, i od feralnego dnia nie zdjęła sukienki ślubnej z welonem, przez co wyglądają one na mocno sfatygowane.

        Pip dorasta i jako młodzian pracuje w kuźni, razem z ojczymem Joe'em. Nerwowa żona kowala, a starsza sioostra Pipa, zmarła kilka lat wcześniej. Pip nadal pamięta Estelle, skutkiem czego nie się zakochać w dziewczynie zdradzającej wyraźną ochotę by go poślubic.

        Pewnego dnia przybywa do domu prawnik nazwiskiem Jaggers. Oznajmia chłopakowi, że otrzymał on sporą kwotę pieniędzy. Donator zyczy sobie pozostać anonimowym, stawia tylko dwa warunki : chłopiec musi zachować swoje oryginalne imię i nie może dociekać kim jest jego mecenas.

        Pip, wolą darczyńcy, wyjeżdza do Londynu, by zostać, tak jak chciał, dżentelmenem. Ubierać się elegancko, należeć do dobrego towarzystwa i żyć wystawnie.

        Żegna się z panią Havisham, a przy okazji dowiaduje się, że Estelle wyjechała na studia i zostanie damą.

        W Londynie Pip żyje zgodnie z wolą swojego dobrodzieja i zresztą tak, jak sam chciał od dziecka. Poznaje życzliwych ludzi, należy do towarzystwa młodzieńców z wyższych sfer, gdzie prym wodzi Drummle, najbogatszy młodzian w Anglii, w istocie nieprzyjemny jegomość, z wyższością i znaczoną uśmieszkami ironią traktujący chłopca pochodzącego w biednej osady nadmorskiej.

        Najczęsciej Pip spędza czas na spotkaniach młodzieżowego klubu, a gospodarzem jest jego własny prawnik Jaggers. Gospodynią Jaggersa jest niepokojąca Molly.

        Pip niestety nie umie obchodzić się z pieniędzmi, i mimo opieki prawnika, zadłuża się w rekordowym tempie.

        Zdarzaa mu się wracać do rodzinnej miejscowości. Któregoś razu spotyka Estelle, która w tym czasie odwiedza matkę. Wyznaje dziewczynie, że wciąz i niezmiennie ją kocha, ale ona twierdzi, ze nie mogą wziąć ślubu.

        Wkrótce spotykają się w Londynie, gdzie Estelle staje się obiektem rywalizacji między Pipem, a Drummle'em. Widząc jak dziewczyna okazuje konkurentowi względy i daje się mu prosić do tańca, Pip przeżywa ogromne rozczarowanie.

        Chwilę później sięga ono szczytu : Estelle zaręcza się z Drummle'em. Zrozpaczony Pip odwiedza panią Havisham i błaga, żeby odwiodła córkę od zamiaru poślubienia "tego typa", ale pani Havisham powiada "Nie martw się, on jej nie pożre... ona pożre jego".

        W LOndynie Pipowi skłąda wizytę znajomy z dawnych czasów. Ten skazaniec, wobec którego zachował się kiedyś jak człowiek. Dzisiaj już odpowiednio starszy. Pip jest skonsternowany, próbuje go delikatnie wyprosić, bo "teraz musi dbać o towarzyski status", ale za chwilę mina mu się wydłuża, kiedy skazaniec wyznaje mu prawdę : to on opłacił mu ten londyński żywot. To jego podziękowanie za tamten chłopięcy gest. "Jesteś jak mój syn", wyznaje skazaniec, który przedstawia się jako Magwitch.

        Przyjechał do Londynu z narażeniem życia. Po odbyciu 14-letniego wyroku nie ma prawa powrotu do Anglii. Złamał jednak zakaz, aby zobaczyć się z Pipem. Teraz musi się ukrywac w jego mieszkaniu.

        Tropem Magwitcha w Londynie zjawia się też ten skazaniec, z którym wiele lat temu Magwitch stoczył walkę. Nazywa się Compeyson.

        To Compeyson był człowiekiem, który zaaranżował operację wykiwania pani Havisham. POmagał mu w tym procederze Magwitch, aczkolwiek była to rola epizodyczna. Wkrótce obaj wpadli w kłopoty, ale kiedy przyszło za nie pójśc do więzienia : pochodzący z socjety Compeyson dostał tylko 2 lata odsiadki, a Magwtich aż 14.

        Magwitch był związany z Molly. Mieli dziecko, córkę. Nie mogli jej jednak wychować, bo Molly w akcie zemsty zabiła trzeciego z gangu, który okpił panią Havisham i jej męza obarczył winą za wszystko. Facet bronił się nożem, pociął jej przedramiona, ale duszącego uścisku nie puściła...

        Córka Magwitcha i Molly została adoptowana przez panią Havisham i wychowana w niechęci i wrogości wobec mężczyzn. TO Estelle.

        I przy wszystkich informacjach... skąd wziął tę fortunę były skazaniec Magwitch, aby obdarzyć nią Pipa ? Mówi coś o handlu owcami, ale brzmi to jakoś mało wiarygodnie.

        Pip wraz z przyjacielem organizują Magwitchowi [ któryy wykazuje naprawdę wzruszającą iście ojcowską miłośc dla Pipa, a Pip odwzajemnia się ] ucieczkę z LOndynu. Compeyson śledzi Pipa, wiedząc że przez niego łatwiej mu będzie namierzyć dawnego wroga, by wtrącić go w ręce policji. A to oznacza śmierć przez powieszenie. Tak działa system prawny.

        Ucieczka odbywa się nocą. Magwitch ma zostać przerzucony na statek rybacki, który zabierze go w bezpieczne miejsce. Niestety, na ich tropie jest policja z Compeysonem. W dramatycznych okolicznościach walki na wodzie, w srodku nocy, w pobliżu groźnie obracających się drewnianych turbin napędzających statek - Magwitch zostaje złapany, a potem osądzony.

        Pip bankrutuje. Estellle żeni się z Drummle'em. MOżna by rzec, że życie chłopaka leży w gruzach, ale on jakoś tego tak nie odbiera. Wcale nie jest mu żal, że za chwilę będzie musiał wrócić do swojej osady i być może zająć się kowalstwem.

        Długi Pipa spłaca niezawodny Joe. Pip z pewną zazdrością patrzy na kwitnące szczęscie Joe'a i tej dziewczyny, której sam nie chciał poślubić. Oczywiście, zazdrości jako takiej nie czuje, nie będzie mu jej odbijał ;'] Ot, to tak przy okazji własnych kolei życiowych zakrętów.

        Pani Havisham ginie w płomieniach, kiedy podczas gwałtownej wymiany zdań z Pipem, jej suknia zajmuje się od ognia z przewróconej świecy. Pip walczy o jej życie, ale nie udaje mu się jej uratować.

        W ostatniej scenie chłopak spotyka Estelle. Informuje go, że Drummle... umarł :] "Kopnął konia, a on mu oddał" ;]

        I zapewne uczucia nie wygasły, a fortuna jaką odziedziczy po tak bogatym męzu Estelle, starczy im na zawsze ;]

        Młodzi aktorzy wypadają nieźle, a kto wie, czy nie najlepiej - młody pan aktor grający kilkuletniego Pipa, Toby Irvine. Starszego Pipa gra... Jeremy Irvine. Czyżby zatem bracia podzielili się postacią ? :]

        na mój gust, trudno temu filmowi zarzucić cokolwiek.
        Aczkolwiek, zawsze pozostaje subiektywne odczucie dotyczące temperatury relacji między postaciami. Czy Estelle i Pipa łączy coś naprawdę wyjątkowego, czy ich spotkania są serią jego deklamowanych deklaracji dozgonnej miłości i jej milczenia, znaczonego łzami na policzkach.


        • grek.grek Re: "Wielkie nadzieje" 3 słowa w a'proposie :] 20.11.16, 13:38
          www.youtube.com/watch?v=3A2XAG_VRbg
    • grek.grek 21:25 TVP1 "Nieobliczalni" 19.11.16, 17:54
      nie dość, że w trakcie "Wielkich nadziei", to jeszcze z dość surowymi ocenami recenzentów ;]

      dośc zgodnie piszą, że film wygląda jak prosty w obsłudze skok na kasę, za pomocą przekopiowania sytuacji z szalenie popularnych "Nietykalnych".

      I nawet ten sam aktor w głównej roli - Omar Sy.

      tam był duet starszego, białego, bogatego Francuza z młodym, czarnym, niemajętnym imigrantem, dzięki czemu scenarzyści mogli do woli zderzać ze sobą dwa całkowicie odmienne kody kulturowe i style bycia. wyszło fantastycznie.

      tutaj mamy ten sam model, tyle że przeniesiony w rzeczywistość śledztwa policyjnego, które prowadzi dwóch zupełnie do siebie niepodobnych gliniarzy. biały z manierami i bezpośredni czarny.

      No i ponoć nie bardzo wyszło, a próba zdyskontowania sukcesu "Nietykalnych" jest aż nadto widoczna ;]

      a może nie jest aż tak źle ?

      powtórka jutro o 1:20
      Może uda nam się, wespół w zespół, obejrzeć i zrecenzować ? :]
      • barbasia1 Re: 21:25 TVP1 "Nieobliczalni" 20.11.16, 16:22
        Liczę na kolejną powtórkę "Nieobliczalnych". Nic nie oglądałam, ani "Wielkich nadziei", ani "Nieobliczalnych".
        • grek.grek Re: 21:25 TVP1 "Nieobliczalni" 20.11.16, 16:43
          szkoda !

          ja też liczę na "Nieobliczalnych", aczkolwiek, jak sama wiesz, na nich trudno liczyć, bo są... no własnie ;]]
    • grek.grek 20:00 TV Puls "Terminator : Dzień Sądu" 20.11.16, 16:55
      no to dzisiaj 3 klasyki w powtórkach.

      ten "Terminator" jakoś najbardziej mi przypadł do gustu, chociaż ostatniej części nie widziałem, a ponoć jest niezła.

      tutaj jest jednak to, co najważniejsze : doskonałe tempo, niepokojąca, ponura atmosfera nakręcana znakomitą ścieżką dźwiękową, a to że akcja filmu umiejscowiona jest w Kalifornii tworzy tylko dodatkowy smaczek kontekstowy.

      przede wszystkim jest LInda Hamilton, bez której nie ma "Terminatora". to jej wewnętrzny lęk, zewnętrzna twardośc i determinacja stanowią najlepszą składową tego filmu. W następnych jej nie ma i przynajmniej dwa z nich są zupełnie bez wyrazu i stylu, którymi "Dzień Sądu" wręcz epatują.

      plus efekty specjalne, które w tamtym momencie były niemalże przełomowe w światowej kinematografii. Metamorfozy T-1000 do dziś ogląda się z podziwem, a przy okazji mozna sobie uświadomić w jakim tempie rozwija się technologia w służbie filmu, skoro takie tricki są już dziś zupełną oczywistością.

      a do tego refleksja. Nad człowiekiem, nad ludzkością, nad stopniem uzależnienia człowieka od maszyn, które stworzył sobie ku pomocy, a możliwe, że to one wywołają apokalipse, z której ludzki gatunek już się nie podniesie.

      przykra refleksja, a sam film jest nią przesycony. Sceny akcji, pościgów, pojedynków, ucieczek są naprawdę fenomenalnie nakręcone. Ogląda się je z przyjemnością, nawet jeśli nie przepada się za takimi widowiskami. Lecz to właśnie nastrój, egzystencjalna groza, jest tym, co odróżnia "Dzień Sądu" od innych filmów akcji, które nawet gdy są nieźle nakręcone, to brak im atmosfery i głębi.

      słowem : doskonały seans, nawet jeśli jest to niepierwsza powtórka.

      I nie ostatnia ;]
    • grek.grek 22:35 TVN "Siedem" 20.11.16, 17:12
      no klasyk... po prostu , klasyk... zwyczajnie - KLASYK :]

      tak się przy okazji zawsze zastanawiam : czy po "Siedem" nakręcono jakiś thriller, który by dorównywał temu filmowi ?

      I dochodzę do wniosku, że bardzo możliwe, iż NIE.
      A minęło 20 lat od premiery.

      dwójka róznych od siebie policjantów, morderca zostawiający kolejne ofiary karane przez niego za jeden z siedmiu grzechów głównych, kolejne tropy, kolejne ślady, żmudna robota policyjna, którą wszyscy kochamy oglądać na ekranie :]

      ale sam szkielet fabularny nie byłby gwarancją sukcesu i tak długiego życia tego filmu. I to życia, które dopiero się rozkręca. Skoro filmy Hitchcocka do dziś oglądamy z wypiekami na twarzu i podziwem, to i "Siedem" ledwie osiągnęło wiek dorosły.

      tak jak w "Terminatorze : Dniu Sądu" znać rękę Jamesa Camerona, tak w "Siedem" czuje się najlepiej fachowośc Davida FInchera.

      utopił wszystko w nieustannie padającym deszczu, półcieniach pomieszczeń, świetle jarzeniówek, a kiedy Sommerset pojawia się w bibliotece [co to za miejsce, wiecie może ?] ochroniarz puszcza coś co brzmi jak Bach :] - i ta elegancja zupełnie wywraca porządek, a jednocześnie potęguje atmosferę. Jak we "WŁóczykiju", jak w "Mechanicznej pomarańczy" - wysoka sztuka muzyczna skontrastowana z okolicznościami fabularnymi aż razi w oczy i to piękne filmowe wrażenie jest :]

      w finale wreszcie pojawia się słońce, i o ironio nie przynosi poprawy nastrojów, wręcz przeciwnie. Jest raczej zapowiedzią przerażenia i groteski.

      podziwiam też Finchera, że wykonał numer rzadko spotykany w kinie, ja przynajmniej o niczym takim nigdy nie słyszałem [ a Wy ?] : w czołówce filmu nie pada nazwisko Kevina Spaceya, który gra poszukiwanego mordercę.

      to rewelacyjny koncept, bo gdyby padło jego nazwisko, i do ponad-polowy filmu Spacey by się nie pojawił, nikt nie miałby wątpliwości czyją twarz będzie miał John Doe :]

      Spacey jest za to pierwszym nazwiskiem w napisach końcowych.
      świetny manewr :]
      niby logiczny i absolutnie oczywisty intelektualnie, ale mimo wszystko rzadko spotykany.

      w swoim gatunku film wybitny, ale jak się tak dobrze zastanowić nad niesamowitą plastycznością zdjęć, fantastycznym doborem miiejscówek i lokalizacji, finezją prowadzenia narracji i poziomem gry aktorów, a także stosownym zamyśleniem nad naturą świata [Sommerset w istocie podziela poglądy Johna Doe, ale nie może zgodzić się na jego metody uświadamiania ludzkości że zabrnęła za daleko], to zaryzykowałbym, że to nie tylko arcydzielny thriller, ale po prostu wybitne kino jako takie.
      • siostra_bronte Re: 22:35 TVN "Siedem" 20.11.16, 17:23
        Widziałam i to niedawno! Ale jakoś nie było okazji, żeby o nim napisać.

        Powiem tak, znakomity thriller, ale aż tak mnie nie zachwycił. Nie wiem dlaczego, czegoś mu zabrakło. Ale w sumie to oczywiście świetna robota.
        • grek.grek Re: 22:35 TVN "Siedem" 20.11.16, 17:32
          brawo, Siostro :]

          prawda leży zapewne pośrodku, między zachwytem, a odrobiną dystansu :]
          • barbasia1 Re: 22:35 TVN "Siedem" 20.11.16, 23:45
            Jak z każdym filmem, na jednych działa film, na innych nie.
      • barbasia1 Re: 22:35 TVN "Siedem" 20.11.16, 23:21
        Na mnie również pierwszy seans wywarł potężne wrażenie.
        • grek.grek Re: 22:35 TVN "Siedem" 21.11.16, 13:01
          dobry thriller smakuje najlepiej właśnie podczas pierwszej projekcji :]
          • barbasia1 Re: 22:35 TVN "Siedem" 22.11.16, 23:37
            O tak. :)
    • grek.grek 23:05 Polsat "8 milimetrów" 20.11.16, 17:26
      przepraszam, że takie znajome filmy opatruję jakimiś wstępniakami, jakby pierwszy raz leciały ;], ale jakoś najczęściej nastroj bierze górę ;]]

      to mniejszy nieco klasyk, ale chyba jednak można mu to miano przypisać.

      jest tutaj detektyw, który dostaje zlecenie od bogatej pani, aby zbadał okoliczności nagrania taśmy video, na której zarejestrowano śmierć młodej kobiety.

      taśma została znaleziona w sejfie jej zmarłego męża.

      Detektyw schodzi do bardzo głębokiego pornograficzno-przemocowego podziemia, by poszukać informacji. czy tzw. snuff movies istnieją ? Czy są na nich nagrane prawdziwe zabójstwa czy zaledwie chytre inscenizacja ? i kto za tym stoi ?

      akcja w końcu musi przybrać formę dosłownych potyczek, ale najlepsze jest to, co przed i po.

      detektyw [sugestywnie gra go Nicolas Cage] zauważa zmiany w swojej mentalności. Obcowanie ze światem na wskroś cynicznym i brutalnym, mocno narusza jego psychikę. Ma dzieci, żonę, boi się, że ta zmiana wpłynie zabójczo na jego życie rodzinne, że nie będzie już tym samym człowiekiem, kiedy ta sprawa znajdzie swój kres.

      pierwsza wizyta detektywa na czyms w rodzaju podziemnego targu zakazanych filmów, to jest mistrzowska scena. dirty as hell ;] nie chodzi o zawartość tego targowiska, ale o atmosferę miejsca.

      no i scena, kiedy - spoiler ! -... detektyw odnajduje mordercę. Okazuje się nim taki sobie ganz normal chłopina z domku na przedmieściach.

      detektyw jest wstrząsnięty tą banalnością zła, a morderca wręcz wywrzaskuje ją na cały głos : "A czego ty się spodziewałeś ? KOGO się spodziewałes ?!".

      to tez jest wybitna scena.

      Podobnie jak sekwencje zawiązujące akcję i sceny ilustrujące opisane wyżej wątki.
      Trochę atmosfera się rozjeżdza w środkowej części, kiedy bohater ma do czynienia z gangiem mafiosów i robi się zbyt dosłownie, ale później znów atmosfera filmowa gęstnieje i można ją kroić nożem ;]


      • barbasia1 Re: 23:05 Polsat "8 milimetrów" 20.11.16, 23:44
        > przepraszam, że takie znajome filmy opatruję jakimiś wstępniakami, jakby pierws
        > zy raz leciały ;], ale jakoś najczęściej nastroj bierze górę ;]]

        Dobrze! Dobrze! Zawsze warto sobie odświeżać znajome filmy.
        • grek.grek Re: 23:05 Polsat "8 milimetrów" 21.11.16, 13:04
          dzięki, Barbasiu :]

          służę dzielnie tej dobrej zasadzie ! :]
          • barbasia1 Re: 23:05 Polsat "8 milimetrów" 22.11.16, 23:35
            :))
    • grek.grek 20:30 TVP1 "Posprzątane" [teatr] 21.11.16, 13:13
      współczesna sztuka Sary Ruhl.

      bohaterkami jest kilka kobiet.
      ceniona lekarka w nieformalnie wygasłym związku małżeńskim, jej pokojówka która nie znosi sprzątać i miga się od obowiązków udając depresję, ale za to wyborne kawały opowiada, i siostra lekarki, której pasją jest dbałośc o porządek w swoim domu. A wkrótce pojawia się kolejna postać : kochanka męża lekarki. I pewnie niezła kabała z tego musi się urodzić :]

      Agata Kulesza, Aleksandra Konieczna, Dominika Kluźniak - niezła obsada.

      TVP1 znów teatruje w poniedziałki ?
      a to ci niespodzianka ;]
      • barbasia1 Re: 20:30 TVP1 "Posprzątane" [teatr] 21.11.16, 21:10
        Jestem. Oglądam!
        • grek.grek Re: 20:30 TVP1 "Posprzątane" [teatr] 22.11.16, 13:11
          brawo, Barbasiu ! :]
          Jakie wrażenia ? Co sądzisz ?

          ja też obejrzałem.

          historia prosta, a jakże znacząca, nieprawdaż ?
          Poza tym wyjazdem Charlesa na Alaskę po "cudowny lek", który to wyjazd miał funkcję czysto pretekstową, żeby wszystkie panie zeszły się w jednym miejscu i razem wcinały lody - cała reszta wyglądała prawie prawdopodobnie ;]

          a może przeciwnie wręcz ?

          Mąz przyprowadza młodszą kochankę do żony i mówi, że "odnalazł [w tej kochance] swój ideał, którego zawsze szukał, a żona nie dość, że nie jej nie nokautuje, to jeszcze dba o jej wkrótce zdrowie, a nawet ze łzami w oczach przyznaje "Ty masz w sobie światło, masz to COŚ, on promienieje, kiedy na ciebie patrzy, na mnie nigdy nie patrzył w taki sposób, co najwyzej z podziwem". Która żona miałaby tyle klasy i szczerości ?

          Albo sprzątaczka z Brazylii, która nienawidzi sprzątać, za to zawodowo trudni się opowiadaniem dowcipów, i poszukuje dowcipu doskonałego, czyli np. takiego, którym kiedyś niechący jej ojciec zabił jej matkę [umarła ze śmiechu] ? I ta kawalara zatrudnia się jako sprzątaczka, żeby udawać iż ma depresję, a zamiast niej sprząta w domu lekarki... lekarki siostra, która z kolei też ma problem z samopoczuciem, znajdując nań odtrutkę właśnie z porządkowaniu otoczenia, utrzymywaniu w nim perfekcyjnego ładu i czystości ?

          czy to realne ? :]]

          A mimo to w tym spektaklu wszystko, co mało realne wygląda na bardzo naturalne, a nie na żadną kreację teatralną, po to tylko wyprowadzoną, żeby pokazać jak to żaden mężczyzna nie jest w stanie podzielić rodu kobiecego, że naweet pomimo zazdrości o szczęście, o mężczyznę, o życiowe powodzenie [relacje sióstr] - koniec końców "babska solidarność" jest górą.

          I co najlepsze, mężczyźnie wcale się nie obrywa. Charles jest pozytywną postacią, nawet mimo tego, że opuszcza żonę dla kochanki.

          Jakże to zgrabne połączenie wątków feministycznych z wątkami ogólnoludzkiego rozsądku i racjonalności ;]

          kobieca obsada w znakomitych rolach, a i Piotr Adamczyk nie odstawał, a nawet można mu pozazdrościć przebywania w tak urodziwym babińcu :]]


    • grek.grek w kinach "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" 21.11.16, 13:22
      najbardziej oczekiwana premiera kinowa ostatnich miesięcy ?

      co było przed "Harrym Potterem", także pióra J. K Rowling.
      bohaterem jest młody mag, który napisze niebawem ksiązkę o czarach, a czytać ją będzie sam Harry Potter w czasach studiów na Hogwartcie. W walizce wozi tytułowe fantastyczne zwierzęta i podczaw wizyty w Nowym Jorku brawurowo mu one uciekają, a jak coś ucieka, to naturalnym jest, że ktoś zaczyna gonić ;] A te zwierzęta złapać trzeba koniecznie, bo moga nie lada szkód nawyczyniać.

      ciekawe, czy Mania już była w kinie na tym filmie ? A może dopiero planuje wyprawę ?

      Maniu ? :]

      esensja.pl/film/recenzje/tekst.html/tekst.html?id=23763
      www.filmweb.pl/reviews/Czarodziejska+walizka-19386
      • siostra_bronte Re: w kinach "Fantastyczne zwierzęta i jak je zna 21.11.16, 14:20
        O rany, kiedy skończy się to "jechanie" na Harrym Potterze? :)
        • grek.grek Re: w kinach "Fantastyczne zwierzęta i jak je 22.11.16, 13:01
          ;]

          Siostro, wydaje się że chwilę to jeszcze potrwa.

          "Fantastyczne zwierzęta...", to - jak zapowiedziała sama pani Rowling [występująca tutaj już jako scenarzysta & producentka] jest to pierwszy z pięciu zaplanowanych filmów.

          box office wskazuje, że "Zwierzęta" spodobały się, więc przynajmniej drugi i trzeci film, z tej planowanej piątki, zostaną zrealizowane ;]
          • barbasia1 Re: w kinach "Fantastyczne zwierzęta i jak je 22.11.16, 23:33
            >"Fantastyczne zwierzęta...", to - jak zapowiedziała sama pani Rowling [występująca tutaj już >jako scenarzysta & producentka] jest to pierwszy z pięciu zaplanowanych filmów.

            Ożeż, pięć filmów!
        • maniaczytania Re: w kinach "Fantastyczne zwierzęta i jak je 25.11.16, 18:55
          z tego, co wiem Siostro, to tu chyba Pottera nie ma ;) bo dzieje się to na wiele lat przed jego urodzinami ;)
          • siostra_bronte Re: w kinach "Fantastyczne zwierzęta i jak je 27.11.16, 13:19
            No, ale to historia w klimacie Pottera z magią itd. :)
      • maniaczytania Re: w kinach "Fantastyczne zwierzęta i jak je zna 25.11.16, 18:54
        Mania jeszcze w kinie nie była, ale oczywiście na ten film się wybiera :) i relację na pewno zda. Zdaje się, że za jakiś tydzień z kawałkiem ;)
        • grek.grek Re: w kinach "Fantastyczne zwierzęta i jak je 26.11.16, 11:58
          świetnie, Maniu ! :]

          bardzo jestem ciekaw.
    • grek.grek "Rec 2" via Puls 2 22.11.16, 13:28
      była pierwsza część ;]

      Zdaje się, że chodziło w niej o wybuch epidemii w budynku w centrum Barcelony. Ludzie zamieniali się w zombie i wycinali nawzajem. Taka nowoczesna recepta na 'wybitny horror", hehe...

      W drugiej częsci jest ten sam budynek, w środku są zombie, a epidemia nie została opanowana.

      Jako że pierwszy film odniósł sukces, sequel musi proponować to saamo tylko w większej dawce. Zawsze tak było w horrorach i thrilleach, i zawsze stanowiło to idealny przepis na klapę, przynajmniej w stosunku do oryginału.

      NO więc mamy ten zarażony budynek. Pod nim zbiera się policja, służby, gapie, sanitariusze itd. Strzelam, że "Rec 2" zaczyna się w punkcie, w którym skończył się "Rec" ;]

      Do budynku wchodzi grupa antyrerrorystów z zadaniem rozejrzenia się, zorientowania w sytuacji i zapanowania nad nią.

      I tak sobie chodzą po tym wyciemnionym zupełnie domu, z kolejncyh mieszkań na korytarz, a co pewien czas atakuje ich jakis/jakieś zombie z twarzą umorusaną czerwoną farbą. I tak w kółko.

      Jest ksiądz, który podstępem dołączył do grupy, a który zna okoliczności : panuje tutaj epidemia spowodowana przez diabelskie nasienie i trzeba znaleźc pierwszą zarażoną osobę, zdobyć jej krew i wytworzyć antidotum, na wypadek gdyby wirus wydostał się poza budynek.

      O, matko... ;] Ile takich filmów już wyprodukowano. Kto wie, może oryginał był ciekawy, bo chodziło w nim o rozpędzenie całego wehikułu. Mamy społecznośc pewnego domu, pojawia się jakieś zawirusowanie, ludzie jeden za drugim przeistaczają się w zombie... Temu można [by było] nadać odpowiedni klimat i zrobić dobry horror. Pewnie tak właśnie było.

      I z tego powodu powstał drugi film, niestety.

      Chwytem mającym odróżniać ten film od wielu jemupodobnych ma być tzw kamera uczestnicząca. POśród ciemności, z których znienacka wyskakują zombie, jedyne światło rzucają latarki z policyjnych kasków i właśnie oko kamery.

      I ta kamera chwieje się, lata na wszystkie strony, drży, goni, biega, ucieka, skacze... Tak żeby widz mógł odnieść wrażenie, że ma do czynienia z autentycznymi wydarzeniami, niemal z paradokumentem. Ogląda te mrożace krew w żyłach sceny z punktu widzenia pechowca, co znalazł się w samych ich sercu.

      w innym kontekście była ta sztuczka zastosowana chyba w "Blair Witch Project", prawda ?

      Tak czy owak : po 30 minutach brak tutaj większych zaskoczeń, i uwidacznia się dośc rozpaczliwy brak pomysłu na scenariusz. Udało się jednak twórcom złapać mnie na całkiem nieoczywistą wędkę... po średnioudanym "Rec 2", mam chęć zobaczyć oryginał "Rec". Ciekawe, nieprawdaż ? ;]

      www.youtube.com/watch?v=G18Y-S8YrQ0

    • grek.grek 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 22.11.16, 13:31
      Legia zaczęła marnie, ale z meczu na mecz gra coraz lepiej.

      Ależ by sensacja się wydarzyła, gdyby dzisiaj pokonała Borussię w Dortmundzie, prawda ? :]
      tyle że Borussia chyba w wysokiej formie jest, bo w weekend ograła sam Bayern Monachium [1-0].

      jak obstawiacie ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 22.11.16, 13:54
        Coś czuję, że w Dortmundzie tak dobrze jednak nie będzie.

        Widziałam ten mecz. Bayern grał słabo, bez życia i motywacji. Borussia była lepsza pod każdym względem.
        • grek.grek Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 22.11.16, 16:49
          myślę podobnie, Siostro :]

          stawiam 2-0 dla Borussii.

          a Ty ?

          a Wy ?
          • barbasia1 Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 22.11.16, 23:27
            > stawiam 2-0 dla Borussii.

            2-0 Hehehe! ;) 8-4!! Ale dla Borussi, tu miałeś rację. :) Legia tylko przez 5 minut prowadziła.
            Obejrzałam pierwszą połowę i pierwsze 7 bramek! Z taką obroną to nie na Niemców.
            • grek.grek Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 23.11.16, 13:13
              yes, Barbasiu, wynik iście hokejowy :]]

              ale może to lepiej ? zagrali ofensywnie, zamiast chować się za podwójną gardą. POlegli, ale przynajmniej zostawili widowni trochę frajdy i dobrej zabawy :]

              a co ciekawe, wciąz Legia ma szansę na awans do Ligi Europejskiej. Musi pokonać Sporting Lizbona, w ostatniej kolejce w meczu u siebie.

              to by dopiero było, prawda ? :]
              • siostra_bronte Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 23.11.16, 13:19
                Ależ to był mecz!

                Powiedzmy sobie szczerze, Real zlekceważył Legię i stąd ten remis w Warszawie. Ale to się już pewnie nie powtórzy.

                No właśnie, żeby dostawać takiego łupnia i wciąż mieć szanse na LE :)
                • grek.grek Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 23.11.16, 14:28
                  :]

                  Legia straciła mnóstwo goli, ale... czy spodziewalibyśmy się, Siostro, że Realowi i Borussii Dortmund będzie w stanie strzelić aż 8 bramek ? :}

                  haha, yes :]
              • barbasia1 Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 23.11.16, 23:31
                > yes, Barbasiu, wynik iście hokejowy :]]

                O właśnie! :))

                >[...] Musi pokonać Sporting Lizbona, w ostatniej kolejce w meczu u siebie.
                > to by dopiero było, prawda ? :]

                Prawda! Ale Sporting Lizbona jest chyba dobry, skoro gra w LM, prawda? Jest choć cień szansy na wygraną Legii, jak myślisz, jak typujesz?
                • grek.grek Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 24.11.16, 12:12
                  ha, to dopiero zagwozdka, Barbasiu :]

                  wydaje mi się, że to będzie inny mecz, Legia nie zagra tak radośnie jak w Dortmundzie, więcej energii włoży w defensywę.

                  ale jakoś nie widzę zwycięstwa nad Sportingiem.
                  na dziś widziałbym remis :]

                  a Ty ?

                  a Wy ?
                  • barbasia1 Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 24.11.16, 23:26
                    Nie wiem. Może uda się ugrać Legii ugrać remis!? Życzę tego. ;)
                    • grek.grek Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 25.11.16, 12:00
                      ja też, Barbasiu :]

                      aczkolwiek, awans Legia może uzyskać tylko jesli wygra:]
            • maniaczytania Re: 20:45 TVp1 Liga Mistrzów 8:4 ! 25.11.16, 18:58
              barbasia1 napisała:

              > Z taką obroną to nie na Niemców.

              Niemcy się raczej ochroną też nie popisali ;)
              U nas bardziej nawet niż obrona, szwankował bramkarz ;)
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Wielkie kazanie ks. Bernarda" 22.11.16, 13:35
      monodram Jerzego Treli oparty na tekstach prof. Leszka Kołakowskiego.

      aktor jest tytułowym księdzem, peroruje o zbawieniu, grzechach, Bogu i innych sprawach związanych z aktywnością zawodową ;]

      A później nagle zdejmuje sutannę i okazuje się... samym diabłem, i jako tenże również ma coś do powiedzenia.

      brzmi nieźle.

      A w TV Puls "Underworld"... no jak można tak traktować widza ?! Ojej, co tu wybrać !
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Wielkie kazanie ks. Bernar 22.11.16, 23:30
        grek.grek napisał:

        > monodram Jerzego Treli oparty na tekstach prof. Leszka Kołakowskiego.
        [...]
        > brzmi nieźle.

        Brzmi wspaniale, ale dziś nie udało się mi tego obejrzeć.
        Chciałabym powtórkę, ale o to może być trudno.
        • grek.grek "Wielkie kazanie ks. Bernarda" słów parę 23.11.16, 13:32
          szkoda, Barbasiu !

          mnie sie udało zobaczyć, a nawet bardziej... posłuchać :]

          rzecz ma formę monodramu.
          Odbywa się on na małej scenie, na której jest tylko podwyższenie, krzesło, a ciasno dookoła siedzi publicznośc.

          Jerzy Trela odgrywa postać tytułowego księdza i wypowiada tytułowe kazanie.

          Nie powtórzę całego monologu ;], ale w samej rzeczy chodzi w nim o to, że diabeł jest wszędzie, pokusa, a człowiek upada codziennie, co godzinę, co minutę, co sekundę niemalże.

          Ksiądz grzmi jak dzwon, wytyka palcem wiernych, czyli ludzi na widowni :"], i oskarża ich o to, że "z szatanem jesteście jednością, że już jego od was nie sposób odróżnić !". Atakuje jak ranny nosorożec, ale jednocześnie każdą szarżę i potępienie przeplata najcieplejszymi zwrotami miłosnymi " bracia moi !", "najmilsi moi !", "ukochani moi !".

          Grzmoty pomieszane z tęczą. kazanie niczym koncert punkowy [punkowi muzycy mieli zwyczaj obrażać publiczność, co należało do dobrego tonu i konwencji całego wydarzenia] wymieszany z liryzmem wręcz.

          Ksiądz kocha wiernych jak dzieci, a zarazem jest surowym nauczycielem i krytykiem.

          Na widowni siedzi m.in pan akttor Gnatowski, i tutaj ksiądz-Trela do niego osobiście kieruje oskarżenia pt "A wasze ręce ! Ręce... jakie bezeceństwa wy nimi czynicie !" ;], albo coś o "folgowaniu obżarstwu !". Pan Gnatowski minę ma rozbawioną i skruszoną, a publika umiera dyskretnie ze śmiechu. Inne potępienia również brzmią komicznie i wyziera z nich raczej ciepłe uczucie i poczciwość niż chęć dopieczenia.

          mistrzowska jest to tyrada, właśnie z powodu łączenia ze sobą tych pozornie sprzecznych tonacji.

          POtem następuje odśpiewanie hymnu do Boga, pojawia się zadymienie, a kiedy dym opada... ksiądz siedzi na fotelu, ubrany w czarny płaszcz i przygląda się widowni.

          Za chwilę przedstawia się jako diabeł i wyraża tę samą troskę o ludzi, miłośc dla nich, oraz dobrą radę, by z diabelstwem walczyli za pomocą... diabelstwa. I solidarność, bo wszyscy jesteśmy częścią Planu boskiego, bo skazani jesteśmy na siebie.

          Diabeł występuje więc tutaj wcale nie jako wróg człowieka, ale przyjaciel i powiernik.

          I zachęca, by dązyć do potępienia i prosić Boga nie o świętość, ale o... karę. Bo tylko w ten sposób można nie być pysznym, a pycha to grzech pierwszy i najgorszy. Nie zatem święci, w oczach własnych i w oczach ludzi, pójdą do Nieba, ale ci ostatni, potępieni i samych siebie potępiający - oni będą pierwsi.

          doskonała rzecz.

          Jerzy Trela w pojedynkę ogniskuje uwagę przez całą godzinę, zwykle na głównej scenie, chociaż zdarza mu się też wyjść gdzieś na bok i z ambony nauczać, ale to są rzadkie momenty.

          Krązy po scenie, tak że ci w pierwszych rzędach widzowie z nogami muszą uciekać, żeby się nie potknął albo ich nie zdeptał :]

          Ma ataki histerii niemalże, ale i łagodności niezwykłej chwile. Pokrzepia się wodą z butelki stojącej za fotelem, a zdarza mu się nawet w ataku furii smagać rzemianiami zdjętymi z habitu słup-filar stojący nieopodal sceny. TO wtedy, kiedy opowiada o tym, jak grzechy ludzkie spadają na Boga. Jest pełen pasji, wycisza się, za chwilę znowu grzmi, a za moment staje się niemal filgarny. Jako diabeł rezygnuje z puszczania oka, jest poważny, na jednej tonacji, dzięki czemu kontrast między księdzem, a szatanem staje się doskonale widoczny, aczkolwiek... czy to nie jedna i ta sama osoba ? ;]

          aktorski popis - po prostu.

          a tekst... uff, znakomitość ! NIby można streścić podstawowe wątki, ale warto posłuchać go w całości, dlatego mam nadzieję, ze powtórka się wydarzy i będziesz mogła [będziecie mogli] obejrzeć i wysłuchać tego przedstawiania :]


          • barbasia1 Re: "Wielkie kazanie ks. Bernarda" słów parę 23.11.16, 23:31
            O! Wspaniale! cdn.
          • barbasia1 Re: "Wielkie kazanie ks. Bernarda" słów parę 23.11.16, 23:36
            Piękne!
          • barbasia1 Re: "Wielkie kazanie ks. Bernarda" słów parę 23.11.16, 23:38
            Tak, "Rozmowy z diabłem. Wielkie kazanie księdza Bernarda". :)
            • grek.grek Re: "Wielkie kazanie ks. Bernarda" słów p 24.11.16, 12:15
              dzięki, Barbasiu :]

              tytuł częściowo rzecz wyjaśnia, ale i częściowo dodatkowo zaciemnia, nie sądzisz ? to ksiądz rozmawia z diabłem, a więc są dwiema róznymi postaciami w tym jednym monologu, czy też jest to jedna postać w dwóch odsłonach ? :]
    • grek.grek 22:00 Ct Art "Senada" 22.11.16, 13:51
      film bośniacki z 2013 roku.

      reżyserem jest Danis Tanovic, który już debiutem "Ziemia niczyja" narobił sporo zamieszania i dostał za scenariusz do tego filmu Złotą Palmę, Cezara i Europejską Nagrodę Filmową.

      W 2016 w Berlinie pokazał "Śmierć w Sarajewie" i znów posypały się wyróznienia.

      "Senada" też miała świetne przyjęcie w Berlinie.
      rzecz dzieje się oczywiście w Bośni, a bohaterem jest złomiarz Nazif [podtytuł filmu brzmi : "Epizod z życia zbieracza złomu"] mający na utrzymaniu żonę i dwoje dzieci.

      Żona dodatkowo jest w ciąży z trzecim dzieckiem.

      Kiedy zaczyna chorować i niedomaga, Nazif zawozi ją do szpitala, gdzie okazuje się, że... płód jest martwy.

      Mozna, i chyba nalezy, dokonać aborcji, ale im bardziej rozpaczliwie i desperacko Nazif szuka pomocy, tym bardziej jej znaleźć nie może.

      w TVP takich filmów nie zobaczymy przez co najmniej 3 następne lata, tego możemy być pewni :]
      • barbasia1 Re: 22:00 Ct Art "Senada" 22.11.16, 23:31
        To prawda! Czekam na relację!
        • grek.grek "Senada" - zdań kilka a'propos 23.11.16, 14:02
          cała przyjemność po mojej stronie, Barbasiu :]

          Już opowiadam.

          Nadmienię od razu,że historia opisywana w tym filmie wydarzyła się naprawdę. A co jeszcze ciekawsze : główne role odgrywają... jej bohaterowie ! Pan Tanovic nawet nie napisał scenariuszaa, po prostu pozwolił się im prowadzić, bo wiedzieli lepiej od niego, jak to pokazać i jak opowiedzieć.

          Rzecz się dzieje w zimie, w bośniackiej wsi nieopodal miasta, które zawsze pojawia się w filmie zwiastowane wielkimi kominami hutnicznymi, z których wydobywają się potężne chmury dymu.

          Nazif z rodziną mieszkają w małym mieszkanku w okolicy więcej niż skromnej. Dom jest jednak schludny i porządny, a ludzie dobrzy i uczciwi.

          Nazif był na wojnie, nie dostał za to nawet renty czy wsparcia jakiegkolwiek. Zmaga się z biedą. Codziennie wychodzi i buszuje po okolicy w poszukiwaniu złomu, który później sprzedaje. Ma kolegów, mieszkajacych po sąsiedzku, tak samo biednych, ale uczynnych i współczujących.

          Oraz rodzinę. Dwie rezolutne małe córki oraz żonę, tytułową Senadę. Nazif codziennie zbiera złom, Senada zajmuje się domem i córkami. Tak mijają im dni.

          Senada jest w ciązy z trzecim dzieckiem. Kiedy pewnego dnia zaczyna odczuwać silne bóle w podbrzuszu, Nazif odpala starego gruchota i wiezie ją do szpitala miejskiego.

          Badania wskazują na to, że płód jest martwy. Trzeba zrobić operację i go wyciągnąć, bo w przeciwnym razie zdrowie, a nawet życie Senady może być zagrożone. Jest jednak pewien kłopot... Senada nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Trzeba zatem za operację zapłacić gotówkę. Równowartość 500 euro.

          Nazif rozkłada bezradnie ręce : nie ma takich pieniędzy, to fortuna ! Tutaj rozkłada ręce z kolei pan doktor i mówi, że kierownik szpitala nie zezwala na zabieg. Nazif wraca z żoną do domu.

          Oddaje się codziennej pracy. Przez 10 minut widzimy jak zbiera na śmietnisku, zasypanym śniegiem, jakieś drobne metalowe elementy. Jak z tego można uzbierać 500 euro ?! Ta sekwencja pokazuje bezmiar dramatyzmu sytuacyjnego.

          Senada czuje się coraz gorzej, więc Nazif wiezie ją ponownie do szpitala. Błaga niemal o pomoc. Odpowiedź jest ta sama... Nazif wraca więc z żoną do domu, a na dokładkę psuje mu się samochód i wiadomo już, że nadaje się na szrot.

          Nazif nie rezygnuje. Autobusem udaje się do miasta i szuka pomocy w ośrodkach pomocy społecznej. Dwoje pracowników jednej z nich przyjeżdza do Senady i gorliwie namawia ją do tego, by razem z nimi pojechała trzeci raz do szpitala. Ona ma jednak dosyć. "Nie pojadę tam więćej", ucina krótko. Upokorzyli ją dwukrotnie, trudno się jej dziiwć, ze straciła wiarę i ochotę by się z nimi użerać. "Tym razem pojedzie pani Z NAMI. Muszą się ugiąć", namawiają ją, ale odpowiedź jest ciągle odmowna. Wyjeżdzają więc i już nie wracają.

          W tym samym czasie Nazif dostaje telefon od matki Senady. Ma ona znakomity pomysł : szwagierka Senady ma ubezpieczenie, niech więc Senada pojedzie do szpitala z jej ubezpieczeniem i poda się za nią.

          Tak też robią. Nazif pożycza od kolegi samochód, wiezie żonę najpierw do matki, gdzie biorą to ubezpieczenie, potem jadą do szpitala - innego niż tamten ! - a tam Senada [przedstawiajaća się nazwiskiem zgodnym z tym na które wystawione jest ubezpiecznie] ma od razu operację.

          Nazif czeka na nią na korytarzu, razem z córkami. Lekarz wychodzi po kilku godzinach i mówi, że wszystko będzie dobrze, daje receptę z lekarstwami, i pyta "Dlaczego państwo tak długo zwlekali ? Parę godzin dłużej i pańska żona by umarła !". Nazif odpowiada, że "mieliśmy problem z transportem".

          Wracają do domu. Od razu jest nowy kłopot, bo z okazji niezapłacenia rachunków za prąd cała osada ma odciętą elektrycznośc.

          Z pomocą kolegów rozbija na części swój samochód. Wiozą go do punktu skupu złomu, gdzie dostaje za niego prawie 100 euro. Od razu idzie kupić lekarstwa.

          Tego samego dnia udaje się zapłacić za prąd i pojawiają się spece żeby podłączyć kable. Nazif i sąsiedzi witają ich z ulgą, a i oni są szczęsliwi,że mogą im ten prąd podłączyć. Tutaj ludzie żyją w ogromnej serdeczności, zawsze są sobie ku pomocy, a pozdrawiają się "Niech Bóg ma cię/was w opiece".

          Siedzą więc całą rodziną, Nazif, żona i córki. Oglądają serial w telewizji. Później Nazif wychodzi, by na wieczór uciąć trochę drzewa do rozpałki w piecu.
          Wszystko wraca więc do codziennej normy...

          Największy atut tego filmu, to ekstremalny realizm. Jako że w głównych rolach są naturszczycy, który aktorzą o czymś co im się naprawdę zdarzyło, można by się spodziewać, że będą momentami przesadzali z emocjami. Nic z tych rzeczy, są bardzo stonowani i dyskretni. Ani na moment nie przekraczają cienkiej czerwonej linii.

          Kamera jest z nimi, z boku, towarzyszy im, przez co ma się wrażenie, że to paradokument, a nie film fabularny.

          Wszystkie sceny kręcone są w autentycznych scenografiach.

          No i sama historia... Co to za świat, w którym wycenia się ludzkie życie ? Jak można wiedzieć, że człowiekowi grozi śmierć, i mu nie pomóc, bo on nie ma czym zapłacić, jako że jest biedny ? To przerażające. Przerażająca obojętność i urzędnicza skrupulatność. Lekarz... może nie winien, działa zgodnie z przepisami. Ale przepisy ? Kto takie przepisy ustalił ?

          Tanovic nie robi nic, żeby dodatkowo wzmóc współczucie dla bohaterów. Dzięki temu cała rzecz brzmi tym bardziej wymownie i sugestywnie. Widzimy kawałek realnego życia, prawdziwych problemów i nieudawanych dramatów. Nie trzeba ich przekazu wzmacniać.

          małe wielkie kino.


          • grek.grek Re: "Senada" - zdań kilka a'propos 23.11.16, 14:05
            trailer :
            www.youtube.com/watch?v=-SD19aQtzJU
          • siostra_bronte Re: "Senada" - zdań kilka a'propos 23.11.16, 14:20
            Dzięki, Greku :)

            Ciekawa, bardzo życiowa historia.

            Masz absolutną rację. Ale taki jest kapitalistyczny system. Wszystko przelicza się na pieniądze, życie także. Ta historia mogłaby się wydarzyć i w Polsce.

            Brawo dla Czechów, że pokazują takie filmy.
            • grek.grek Re: "Senada" - zdań kilka a'propos 23.11.16, 14:33
              dzięki, Siostro ! :}

              niestety.
              mam wrażenie, że to już nawet nie jest kapitalizm jako taki, ale jakieś zezwierzęcenie biurokratyczno-urzędnicze. Ponoć ta historia odbiła się szerokim echem w samej Bośni, więc możliwe, że nastąpiły jakieś korekty systmowe.

              Niemniej, zgadzam się z Tobą w zupełności. Jakkolwiek nie maskuje się wad systemu, tak nie da się uciec od faktu, że życie ludzkie przestało mieć wartośc samą w sobie, a urzędnicy oderwali się od rzeczywistości.

              yes , Siostro :]
              dobry jest ten cykl wtorkowy, co tydzień naprawdę świetna premiera.
              I, jak celnie zauważyłaś, tytuły dobierane są bardzo starannie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka