Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 4 (vol. 78)

    • grek.grek to be or not to be, "Sherlock" ? 13.04.17, 15:59
      wynurzenia S. MOffata nie pozostawiają wątpliwości : "Sherlock" moze powrócić, ale wcale nie musi. Wszystko zależy od zgrania terminów aktorów i od tego, czy pomysły na nowe odcinki będą dostatecznie dobre.

      uczciwe postawienie sprawy :]

      a o pomysł faktycznie może być trudno, po tym co zafundowali nam w IV sezonie, hehe.

      film.onet.pl/wiadomosci/steven-moffat-wierzy-w-powrot-sherlocka/m026r
    • grek.grek Paolo Sorrentino znów coś kręci 13.04.17, 16:02
      a zatem, nowy film Paolo Sorrentino będzie wariacją nt kariery politycznej pana Bunga Bunga.

      ciekawe, kiedy "Wielkie piękno" i "Młodośc" w polskiej telewizji [albo czeskiej, hehe] ?

      film.onet.pl/wiadomosci/toni-servillo-w-roli-silvio-berlusconiego-u-paolo-sorrentino/p4zhbd
    • grek.grek 'Detroit" nowy film Kathryn Bigelow 13.04.17, 16:06
      "Na fali", "The Hurt Locker", "Wróg numer jeden" - same sukcesy.

      najnowsza fabuła ma dotyczyć rasowych niepokojów, które rozpanoszyły się w Motown w roku 1967.

      a więc - nowoczesne kino retro :]
      • grek.grek Re: 'Detroit" nowy film Kathryn Bigelow 13.04.17, 16:07
        zapomniałem :]

        film.onet.pl/wiadomosci/jest-zwiastun-nowego-filmu-kathryn-bigelow-detroit/lkekyc
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Na nabrzeżach" 13.04.17, 16:11
      powtórka.
      zawsze wart uwagi film.

      wartościowa fabuła, w której głównym wątkiem jest walka o świadomośc robotników wyzyskiwaanych na równi przez mafię i związki zawodowe.

      wybitna rola Brando, który gra przegranego chłopaka przechodzącego ewolucję poglądów na temat świata, jaki go otacza i dokonuje wyboru strony, po której chce stać w powyższym konflikcie interesów.

      świetne kino, w ogóle nie nadgryzione zębem czasu :]
    • siostra_bronte "12 małp" 13.04.17, 17:25
      Obejrzane w TNT. Film Terry'ego Gilliama z 1995 r, który był w tv już parę razy, ale jakoś nigdy nie miałam okazji go zobaczyć. Byłam pewna, że jest w naszym archiwum, a jednak nie. Napiszę więc parę słów, choć naprawdę trudno go opisać. A warto, bo zrobił na mnie duże wrażenie!

      Można go określić jako sci-fi, bo mamy tu podróże w czasie, ale typowego anturażu takiego kina jest tu niewiele. Swoim klimatem i stylem przypomina słynne "Brazil" tegoż reżysera.

      W 1996 r. zabójczy wirus zdziesiątkował ludzkość. W 2035 r. pozostały już tylko niedobitki, które żyją w podziemiach. Panuje tam właściwie dyktatura, a nieposłuszni obywatele są trzymani w więzieniach-klatkach.

      Jednym z więźniów jest James Cole (Bruce Willis). Zostaje wybrany przez władze do eksperymentu: ma przenieść się w czasie do 1996 r. , żeby namierzyć grupę "12 małp", która jest odpowiedzialna za rozprzestrzenienie wirusa i zdobyć tegoż wirusa, aby naukowcy z przyszłości mogli go zbadać i stworzyć szczepionkę.

      Przez pomyłkę Cole ląduje w 1990 r. Wdaje się w bójkę (nic dziwnego, bo jest nagi w jakimś celofanie) i ląduje w areszcie. Jako, że opowiada dziwne rzeczy o epidemii i zagładzie ludzkości, policjanci jak zwykle kontaktują się z dr. Kathryn Railly (Madelaine Stowe). Ta przyjeżdża do aresztu i rozmawia z Colem. A że ten powtarza w kółko to samo, zostaje odesłany do jakiegoś obskurnego szpitala psychiatrycznego.

      Tam Cole pozostaje na obserwacji. Poznaje m.in. Jeffreya (Brad Pitt), który objaśnia mu reguły panujące w szpitalu. Jeffrey opowiada jest przeciwnikiem konsumpcjonizmu, dlatego jest dla "systemu" wariatem. Zachowuje się osobliwie, ale czasem naprawdę mówi z sensem :)

      W czasie przesłuchania przez komisję lekarską Cole powtarza to samo. Oczywiście lekarze nie ukrywają swojego sceptycyzmu, jedynie dr. Railly słucha go z uwagą. Ale jej wrażenia nie wystarczą i Cole zostaje w szpitalu.

      Cole próbuje uciec, ale zostaje złapany. Ale w celi nagle...znika. Domyślamy się, że wrócił do przyszłości.

      Tam, komisja naukowa przepytuje Cole'a. Niestety nie ma dobrych wiadomości. Naukowcy są wkurzeni, ale Cole broni się, że znalazł się w niewłaściwym roku. Mimo wątpliwości komisji Cole zostaje wysłany jeszcze raz. I ląduje...gdzieś na polu bitwy I wojny św. :) I zostaje tam ranny. Potem przemieszcza się w czasie i trafia do 1996 r. do Filadelfii.

      Cole namierza dr. Railly, która jako jedyna okazała mu sympatię. Porywa ją w jej samochodzie. Pewnie obawiał się, że po dobroci nie zechce mu pomóc. Kobieta jest przerażona, ale Cole nie chce jej skrzywdzić. Opowiada kolejny raz swoją historię.

      Railly nie do końca w to wierzy, ale Cole zauważa na ścianie graffiti ze znakiem "12 małp". Takie samo jakie widział w "przyszłości", na ścianach domów, kiedy wysyłano go na zewnątrz, aby zebrał jakieś próbki. Pod logo był napis: "my to zrobiliśmy", dlatego to właśnie tę nazwę skojarzono z wybuchem epidemii. Cole triumfuje, nie wymyślił sobie tego! Wtedy Railly zaczyna mu naprawdę wierzyć...

      Potem są dalsze przygody, których nie jestem w stanie opisać, bo historia jest naprawdę skomplikowana!

      Są kolejne powroty do przyszłości Cole'a i powroty do 1996 r.

      Jest rozwinięty wątek Jeffreya, którego Cole spotkał wcześniej w szpitalu psychiatrycznym. Jeffrey jest synem wybitnego wirusologa i pozostaje w nim w konflikcie, bo wykorzystuje do badań zwierzęta. To Jeffrey zakłada grupę ekstremistów, walczących o prawa zwierząt "12 małp". Ale potem okaże się, że nie mieli z epidemią nic wspólnego.

      Jest jeszcze wiele innych wątków. Choćby powracająca scena snu Cole'a. Akcja dzieje się na lotnisku. Widzimy małego chłopca (czy to Cole jako dziecko?) przyglądającego się jakiejś scenie, chyba dramatycznej z kobietą, blondynką...Ta scena pojawia się w filmie bodajże 5 razy i za każdym razem widzimy coraz więcej szczegółów. A ostatni raz to finał filmu, naprawdę wspaniała scena!

      Muszę wspomnieć o scenie z "Zawrotu głowy", który oglądają Cole i Railly w kinie, kiedy ukrywają się przed pościgiem policji. To nie przypadek, że oglądają akurat ten film. Bo potem jest naprawdę niesamowita scena, para bohaterów jakby odgrywała role z filmu Hitchocka. Majstersztyk!!

      Niezwykły, zwariowany, surrealistyczny, zrealizowany z rozmachem, ze wspaniałymi zdjęciami i kapitalnym klimatem. I świetnie zagrany. To jedne z najlepszych ról i Willisa i Pitta. Do tego trochę czarnego poczucia humoru. Wspaniałe kino!!

      I to co najważniejsze. Do końca nie wiemy, czy to wszystko naprawdę się wydarzyło, czy to majaki chorego na schizofrenię Cole'a? Na początku filmu widzimy napis: "W 1996 wybuchnie epidemia, która zgładzi ludzkość. - fragment z badania chorego na schizofrenię Jamesa Cole'a, 1990 r, Baltimore...

      Pojawiają się różne tropy i za jedną, i za drugą opcją, ale trzeba obejrzeć ten film kilka razy, żeby chociaż zbliżyć się do rozwiązania tej zagadki. Na razie nie wiem :) W sieci można znaleźć dogłębne analizy filmu, udowadniające jedną lub drugą wersję. Jak potem stało się np. z "Mulholland Drive".

      Dla ciekawych świetny tekst:

      www.film.org.pl/prace/12_malp.html

      Jeszcze trailer:

      www.youtube.com/watch?v=wuggl3cZD8A



      • mala_ciekawostka Re: "12 małp" 14.04.17, 10:19
        Ja to zrozumiałam w ten sposób, że Cole rzeczywiście widział jako dziecko tę scenę na lotnisku, a epidemię nie wywołali ludzie z organizacji Jeffreya tylko naukowiec, który na lotnisku otworzył przy odprawie szklaną fiolkę i wtedy wypuścił tego wirusa czy co tam to było (miał z tego co pamiętam długie włosy).
        • siostra_bronte Re: "12 małp" 14.04.17, 14:01
          Tak samo myślę. Choć wersja o majakach schizofrenika jest też pociągająca.
      • grek.grek Re: "12 małp" 14.04.17, 13:23
        dzięki, Siostro :]

        wyrazy uznania za ciekawy opis filmu, który - jak stwierdziłaś - wymyka się takowym próbom :]

        widziałem "12 małp" kilka razy, ale nigdy go nie obejrzalem ;]
        Zawsze widziałem jakiś kawałek i jakoś nie złożyły mi się w całość, nigdy nie zobaczyłem tego filmu od początku do końca. Wyjątkowo mi się wymyka od dawna.

        yes, pamiętam wręcz brawurowego Brada Pitta - sposób w jakiś mówi, śmieje się, wywraca oczyma, biega i skacze ze szczotką, sugerują że chyba znalazł idealny wariant ekspresji dla siebie, hehe. Tak dobry był chyba tylko jeszcze w "Podziemnym kręgu".

        interesujący wątek podróżowania w czasie, alternatywnych światów, no i apokalipsy spowodowanej przez wirus. Nie żadną wojnę atomową, zagładę nuklearną, ale właśnie "niewinny' wirus.

        Kto wie, ile z tych rozmaitych "eboli", które wychynęły na światło dzienne w ostatnich latach, to robota celowa np. służb specjalnych pewnych państw, które testują broń biologiczną ?

        tutaj oskarżeni są, ofk - o ile opowieść Cole'a nie jest tylko piętrowym zmyśleniem, anarchistyczni terroryści. Łatwy trop, wg mnie, nawet fabularny. Ale nie szkodzi to filmowi, z którego pamiętam intrygującą atmosferę przebywania w jakimś - własnie - świecie surrealistycznej sugestii. Bardziej niż w opowieści o faktycznej katastrofie jaka spoktkała ludzkość.

        ha, no tak - jest to film kultowy, dający okazję do zabawy intertekstualnej :]

        Terry Gilliam zasługuje na jakiś przegląd swoich filmów w np. TVP KUltura, tak mi teraz przyszło do głowy. 5 tytułów do zaprezentowania bez trudu da się wyłonić z jego dorobku.

        "12 małp' - obowiązkowo.

        A póki co, od czasu do czasu Kultura powtarza jednego "Fisher Kinga" i w ten sposób uznaje sprawę za załatwioną ;]

        dzięki raz jeszcze, Siostro :]
        mam nadzieję, że będziemy wracać do tego filmu :]
        • siostra_bronte Re: "12 małp" 14.04.17, 14:11
          Dzięki, Greku :)

          Czasem ma się pecha do niektórych filmów :) Mam nadzieję, że będziesz miał okazję go zobaczyć.

          W finale okazuje się, że to współpracownik ojca Jeffreya, naukowiec z długimi włosami, o którym pisała ciekawostka rozprzestrzenił wirusa. Otworzył probówkę na lotnisku w trakcie kontroli. Trop z organizacją obrońców zwierząt był mylny.

          To prawda, "Fisher King" leciał parę razy, ale jakoś nie miałam okazji go zobaczyć.

          Jak na życzenie, w Kulturze w poniedziałek o 15.35 emisja "Przygód barona Munchausena" tegoż Gilliama z 1988 r.! Niestety, obawiam się, że w związku ze świątecznym zamieszaniem mało kto obejrzy. Ale ja stawiam się przed telewizorem!
          • grek.grek Re: "12 małp" 14.04.17, 14:57
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

            oby się udało :]

            a zatem - znamy kontekst; czyżby wirus wydostal się przypadkowo ? To by była ironia losu, nieprawdaż ?

            mnie też coś mignęło tylko ;] Pamiętam dwóch facetow leżących na golasa w Central Parku nocą. Straszny kadr ;] może z tego powodu los chronił mnie przed tym filmem ? ;]

            o, rzeczywiście termin dośc niewygodny, ale - nigdy nic nie wiadomo :]

            świetnie, że planujesz seans, Siostro :]
            mam/y nadzieję na Twoją recenzję !

            PS : A jak tam "Sils Maria" ? dobre recenzje były na wyrost czy faktycznie jest to dobry film ?
            • mala_ciekawostka Re: "12 małp" 14.04.17, 15:09
              Uwaga, nie chcę spoilerować:




              Naukowiec specjalnie wypuścił tego wirusa, o ile pamiętam to uważał, że ludzkość nie zasługuje na nic innego tylko wyginięcie, a świat powinien wrócić pod władanie zwierząt. Jak widać mu się powiodło. Mam nadzieję, że nic nie pokręciłam:)
              • siostra_bronte Re: "12 małp" 14.04.17, 15:29
                Tak jest! :)
              • grek.grek Re: "12 małp" 14.04.17, 16:30
                Mała Ciekawostko, skąd tak dobrze pamiętasz ten film ? :]


                • mala_ciekawostka Re: "12 małp" 14.04.17, 17:02
                  A wiesz Greku, sama jestem tym zdziwiona :) Naprawdę mi się podobał, zakończenie zrobiło na mnie spore wrażenie.
                  • grek.grek Re: "12 małp" 15.04.17, 12:40
                    rozumiem, Mała Ciekawostko :]


                • siostra_bronte Re: "12 małp" 14.04.17, 17:25
                  No właśnie, bo ten film mocno zapada w pamięć!
                  • mala_ciekawostka Re: "12 małp" 14.04.17, 18:53
                    Masz rację, Siostro:)
    • grek.grek "Londyński bulwar" via Stopklatka 14.04.17, 14:45
      Dobry dramat, utrzymany w typowo brytyjskim klimacie filmów obyczajowo-kryminalnych, wzmocniony śmiałym tłumaczeniem, w którym 'mięso" fruwało we wszystkie strony [błogosławione nocne seanse , hehe] ;]

      Rzecz się dzieje, jako stoi w tytule, w Londynie, nie mylić z Lądkiem.
      Harry wychodzi z więzienia, po 3 latach odsiadki, za to ze wdał się w bójkę z grupą Arabów. Nie skojarzyłem : w czyjejś obronie, czy z jakiejś innej okazji. Ale to chyba niekoniecznie najwążniejsza informacja ;] Harry'ego gra z niezaprzeczalną klasą Colin Farrell.

      Gośc dużo czytał podczas tych 3 lat, sporo myślał, i doszedł do wniosku,że chce się zmienić. W trakcie całego filmu nie raz na jaw wyjdą jego dawne nawyki, ostre jak brzytwa reakcje, świadczące o tym że nie brak mu instynktów atawistycznych, ale to tylko momenty dziejowej konieczności, tak naprawdę jest to jegomośc autentycznie rozsądny, z ogładą i dobrymi manierami.

      Odbiera go kolega Billy [Ben Chaplin], śliski jak węgorz drobny cwaniaczek, zawsze wymięty i wczorajszy. A w pubie hucznie witają starzy koledzy.

      Nie wiedzą, że Harry podjął decyzję o wycofaniu się z tego całego środowiska. Ma fach w reku, zna się na naprawach, remontach, eliminowaniu drobnych i większych usterek - może zarobić w ten sposob.

      Na tym przyjęciuu poznaje pewną dziewczynę, początkującą aktorkę, która zna Caro alias Charlotte, aktorkę bardzo popularną, która wszelako wycofała się z branży i teraz mieszka zamknięta w swoim wielkim domu na przedmieściach Londynu. Przydałby się tam nowy konserwator i złota rączka.

      Harry podejmuje propozycję i zostaje zatrudniony. Od razu przypada do gustu nie tylko Caro [Keira Knightley], ale i jej przyjacielowi - Jordanowi [świetny David Thewlis], który z wyglądu i stylu bycia przypomina przeterminowanego hippisa, który popadł w sarkastyczny pesymizm. Jak powiada o sobie : "Występowałem w programach dla dzieci, a potem przeszedłem na metadon, żeby później zostać producentem".

      Caro spędza dni zamknięta w pięknym, starym domu z patio, a dookoła - na dacach sąssiednich domów i na chodniku przed drzwiami - zawsze czatują jacyś paparazzi, chcący jej cyknąc fotkę. Są dośc wulgarni i nieprzyjemni, wcale nie mają dla niej atencji, wrzeszczą "no pokaż się, dziwko, nie chowaj się !".

      Jordan skwaszonym tonem udziela paru wyjaśnień Harry'emu, opisując światek szołbiznesu, jako miejsce zupełnie nie do zaakceptowania.

      Harry zostaje wzięty za nowego pana do towarzystwa Caro, długi czas ignoruje zaczepki, ale w pewnym momencie uruchamia się u niego złośc i solidnie obija dwóch fotografów - zrzuca ich ze schodów, kiedy schodzą z dachu wysokiego budynku, skąd podpatrują ciągle patio domu Caro.

      Pani aktorka wycofała się z kręcenia filmów, mąz odszedł, zostało jej oganianie się od aparatów i malowanie obrazów. Kiedy na moment wychodzi z domu do sklepu - nawet zamaskowana zostaje rozpoznana i klienci w milczeniu gapią się na nią natrętnie. Szybko stamtąd ucieka.

      Harry jest normalny, miły i zrównoważony. I nie pcha się jej do łózka. Ujmuje ją w ten spsoób i to ona inicjuje kolejne rozmowy, wyjazd do jej posiadłości na wsi, kolacje, a w końcu seks. Jest zainteresowana, jak to się stało że Harry trafił do więzienia, ale później rozwija swoją ciekawość na całokształt jego życioorysu , zwierzając się jednocześnie ze swoich niepokojów. Mówi, że odeszła z kina, bo nie ma tam prawdziwych ról dla kobiet, głównie robią za pretekst żeby męskie postaci mogły mówić o sobie, albo świecą golizną.

      Bez wiedzy Caro, Jordan zdradza że odeszła z filmu, bo jakiś włoski producent ją zgwałcił. Jordan zemścił się sypiąc gościowi do wina jakąs truciznę. Teraz facio leży pod respiratorem w szpitalu.

      Trochę pachnie "BUlwarem Zachodzącego Słońca" :]
      Tyle że wątek znajomości Harry'ego z Caro jest jednym z kilku. Bo poza murami domu aktorki - Harry ma same problemy, jakby rzeczywistość się przeciw jego szlachetnym planom zbuntowała.

      Billy naciska go, żeby pomógł mu zrobić skok na dom Caro - są tam cenne obrazy i kolekcja wyjątkowych samochodów w garażu. Za Billym stoi jakiś gang. Harry konsekwentnie odmawia ; na początku z obawy o swoje bezpieczeństwo, potem - bo polubił Caro.

      Skorumpowany glina [gra go Eddie Marsan] nachodzi Harry'ego i każe sobie płacić za to, ze nie aresztuje Billy'ego.

      Bezdomny przyjaciel Harry'ego zostaje napadnięty i pobity na śmierć przez dwóch wyrostków, z ktorych jeden jest obiecującym piłkarzem z okolicy. Harry poprzysięga zemstę na nim.

      Siostra Briony [świetna również Anna Friel] jest alkoholiczką i nie rokuje na przyszłość. Wdaje się w związek z sympatycznym hinduskim lekarzem, ale Harry wie, ze to tylko na chwilę, dopoki nie wejdzie w posiadanie jego karty kredytowej. MÓwi o tym temu facetowi, ale gośc ma nadzieję, że uda mu się zmienić Briony. Bez powodzenia, ofk.

      No i koniec końców na scenie pojawia się stuknięty i bardzo wpływowy mafioso Gant [doskonała rola Raya Winstone'a], który zabija bez skurpułów, i wszyscy się go boją.

      Gant załatwia Harry'emu spokój od skorumpowanego policjanta, ustawia Billy'ego i gotow mu podsunąc tego piłkarza do odstrzelenia, ale żąda w zamian ścisłej współpracy. Uważa Harry'ego za duży talent przestępczy i chce go mieć dla siebie. Być mozę także dlatego,ze jest aktywnym gejem i Harry mu się podoba. Wszystko to do kupy sprawia, ze harry mozę mu podskakiwać i sprzeciwiać się, i nie spotyka go [zasłużona] kara.

      Gant łapie dla Harry'ego piłkarza, ale to nie ten piłkarz co trzeba. Skoro tak, to Gant go rostrzeliwuje na miejscu. harry jest wstrząśnięty, a Gant na to : "Teraz jesteś w to wkręcony, za współudział dostaniesz kolejną odsiadkę". MYśli ze w ten sposób przywiąże do siebie Harry'ego.

      Podczas proszonej kolacji Harry odmawia jego zawodowym awansom. Gant nazywa go "gangsterem', na co Harry odpowiada : "Nie jestem nim. Gdybym był, to zabiłbym cię bez wahania i przejął wszystko, co masz".

      Gant nie rezygnuje i zaczyna się robić gorąco. Sploty interesów i próby uzyskania przewag powodują, ze Gant morduje Briony, a sam Harry z pomocą Jordana musi się uporać najpierw ze swoim przyjacielem Billym, który próbuje zabić go - na polecenie Ganta, a potem z tym bossem, który stał za Billym w sprawie propozycji kradzieży obrazów i samochodów z domu Caro.

      . Jednocześnie Gant sugeruje, że krzywda mogłaby się stać Caro, jesli Harry nadal będzie się opierał.

      A Caro wraca do aktorstwa. wyjeżdza do Los Angeles kręcić nowy film. Harry zamierza tam do niej dołączyć, ale najpierw musi załatwić porachunki.

      Namierza w końcu tego piłkarzaa, ktory zabił mu przyjaciela. W odludnym zaułku idzie za nim cicho jak kot, staje tuż tuż - z bronią wycelowaną w jego głowę, ale... nie może go zabić z zimnną krwią. Odwraca się i znika niezauwazony.

      Kiedy już wiadomo, że Gant nie da się uspokoić - Harry zaskakuje go w jego domu i zabija bez skrupułów, dodatkowo zabierając mu pieniądze [one też tu są w osobnym pod-wątku, ale przyznam, że nie zapamiętałem : czyje są i jakie były ich szczegółowe losy:)].

      Nic nie stoi na przeszkodzie, by pojechał do LOs Angeles, prócz... tego piłkarza młodocianego. Znienacka napada on Harry'ego w jakimś zaułku i zadaje serię ciosów nożem.

      Harry jest oszołomiony, próbuje odejść, ale pada. Piłkarz stoi nad nim i rzuca "Słyszałem, ze mnie szukałeś ?".

      Harry umiera, być może w ostatnim momencie życia zadając sobie pytanie : dlaczego wtedy nie strzelił i nie załatwił go na amen ?

      Złamał własne zasady [w rozmowie z Caro opowiada o tym jak trafił do więzienia za bójke, na co ona pyta, czy bijatyka daje mu satysfakcję, na co on odpowiada : "Żadnej satysfakcji, gdybym pierwszy nie uderzył, oni uderzyliby mnie'] i zapłacił za to najwyższą cenę.

      Dobre kino, ciekawe role, a nawet swoiste kreacje gdzieniegdzie; klasycznie brytyjskie fizjonomie aktorskie [na drugim planie zwłaszcza], miejscówki i cała reszta.

      Historia w ostatniej ćwiartce jest serią kolejnych zgonów i typowo kryminalną rozgrywką, ale nadal trzyma poziom.
      • grek.grek Re: "Londyński bulwar" via Stopklatka 14.04.17, 14:48
        świetnie zrobiło temu filmowi puszczenie go z soczystym tłumaczeniem :] Od razu teksty zaczęły współgrać z wizażem i dizaajnem tworząc spójnąc i jakościowo wysoką całość.

        www.youtube.com/watch?v=Jil22M_EISU
        • siostra_bronte Re: "Londyński bulwar" via Stopklatka 14.04.17, 15:37
          Dzięki, Greku :)

          Widziałam ten film w programie Stopklatki parę razy, ale Keira K. w obsadzie skutecznie mnie zniechęcała :)

          • grek.grek Re: "Londyński bulwar" via Stopklatka 14.04.17, 16:29
            dzięki, Siostro :]

            o, myślę że wypada ona całkiem nieźle, jest stonowana i wiarygodna.
            myślę, że mogłabyś przezyć miłe zaskoczenie oglądając jej grę w tym filmie :}
    • grek.grek Barbasiu ! :] 14.04.17, 17:03
      przypuszczam , że wciągnał Cię szalony wir przygotowań świątecznych ? :] wyczerpujący, ale i radosny, zajmujący, jak sądzę.

      jak wygląda sytuacja na dziś ? czy zostało Ci jeszcze dużo zadań do wykonania ? :]
    • grek.grek Wesołych Świąt ! 15.04.17, 12:48
      Never_Never dała sygnał, to ja może podchwycę i z przyjemnością złożę [ponownie] Jej oraz Wam wszystkim najlepsze życzenia świąteczne - żebyście spędzili ten czas w taki sposób, w jaki najbardziej lubicie czas spędzać i robili to wszystko, co najbardziej robić lubicie... podniesione do kwadratu :]

      z religijnością średnio u mnie, ale idea jest niegłupia : zatem, w duchu tejże życzę Wam nieustającej radości życia :]


      • siostra_bronte Re: Wesołych Świąt ! 15.04.17, 15:00
        Przyłączam się do życzeń! :)

        • mala_ciekawostka Re: Wesołych Świąt ! 15.04.17, 17:27
          Ja również się przyłączam:)
          • maniaczytania Re: Wesołych Świąt ! 15.04.17, 17:33
            ja również Wam wszystkim tu piszącym, a także tym tylko podglądającym - słowem - wszystkim, którzy nas czytają - wesołych, pogodnych świąt!
      • barbasia1 Re: Wesołych Świąt ! 16.04.17, 23:34
        Drogi Greku, Drogie Panie, rzutem na taśmę dołączam się do wielkanocnych życzeń!
        Radosnego świętowania!
        Dużo dobrego!

        www.youtube.com/watch?v=IUZEtVbJT5c
        • grek.grek Re: Wesołych Świąt ! 17.04.17, 13:01
          cześć, Barbasiu !!! :]

          wspaniale, że jesteś !

          już się obawiałem, obawialiśmy się, że szalony wir świątecznych przygotowań nie chce nam Ciebie oddać :]]
          • barbasia1 Re: Wesołych Świąt ! 17.04.17, 16:45
            :)))

            Jakże bym mogła nie złożyć WAM życzeń świątecznych! To byłoby straszne!
            • grek.grek Re: Wesołych Świąt ! 17.04.17, 17:54
              :]

              doskonały comeback, Barbasiu ! :]
    • grek.grek 20:05 TVP Kultura "Siedmiu wspaniałych" 15.04.17, 12:52
      Ależ dzisiaj propozycji filmowych, zauważyliście ?
      jak dobrze, że część będzie powtarzana ;]

      "Siedmiu wspaniałych" - klasyka starego westernu.

      nie chce mi jednak wyjśc z głowy, że to remake "Siedmiu samurajów" Akiry Kurosawy i tym razem też mi-się-pomyślało : a jakby tak KUltura zaskoczyła i puściła japoński oryginał w ten sobotni wieczór ? :]

      PS : jutro powtórka o 10:00
    • grek.grek 21:25 TVN7 "Wielki Gatsby" [z 2013 roku] 15.04.17, 13:00
      świetna premiera !

      niedawno wersja oryginalna, a teraz najnowsza : w reżyserii Buza Luhrmanna [po "Moulin Rouge", mozna się chyba spodziewać naprawdę oszałamiającego wizualnie "Gatsby'ego" ?, jak mi się wydaje].

      Leonardo Di Caprio w roli głównej; i ilekroć widzę filmy z tym aktorem, tyle razy myślę sobie, że jest angazowany zbyt często, do zbyt dużych produkcji, więc w końcu nieuchronnie jego postaci będą na siebie zachodzić, rozmyją się i jego aktorstwo tego nie uniesie. A jednak unosi, i unosi, i znów unosi. I każda kolejna rola, która ma być nieuniesiona, okazuje się być uniesioną i to jeszcze jak ! :]

      powtórka z poniedziałku/wtorek : 0:35.
      (dla mnie - idealna pora)

      a dla Was - ktory termin będzie lepszy ? :]
      • siostra_bronte Re: 21:25 TVN7 "Wielki Gatsby" [z 2013 roku] 15.04.17, 15:02
        Niestety, dam radę obejrzeć dopiero od połowy :) Nocna emisja odpada.

        Leo tradycyjnie mnie zniechęca, ale wielbię Luhrmanna za "Moulin Rouge", więc liczę na efektowną stronę wizualną.
        • grek.grek Re: 21:25 TVN7 "Wielki Gatsby" [z 2013 ro 15.04.17, 17:54
          szkoda, że tylko połowę, Siostro !
          a z drugiej strony, dobrze że choć połowę, a nie zupełnie nic :]

          podzielam Twoje oczekiwania.
          I mam nadzieję, że wizualna błyskotliwość nie zdominuje samej historii melodramatycznej :]
      • grek.grek "Wielki Gatsby" [2013] wrażenia po seansie :} 18.04.17, 14:28
        mam nadzieję, że jednak oglądaliście ? :]

        Jesli, mimo wszystko, Wam się nie udało, to żałujcie, bo jest czego :]]

        yes, to ten Luhrmann z "Moulin Rouqe", absolutnie ten sam i mimo że znam tylko ten jeden jego flm, od razu bym rozpoznał jego rękę - w scenografii, scenach tańca, kolorystyce, dizajnie i wizażu. Absolutnie oszałamiające urodą i dynamiką sekwencje.

        Kluczowe, wg mnie, pytanie brzmiało : czy ta rozpędzona estetyka nie przyćmi warstwy dramaturgicznej, melodramatycznej, czy nie unieważni bohaterów i relacji między nimi. I mile się rozczarowałem, bo pan reżyser znalazł niezbędny balans między tym, co lubi najbardziej, a tym co lubi może nieco mniej, ale wie że jest niezbędne, by film miał ręce i nogi.

        Wygląda na to,że nie znam się na filmach, bo na Rotten Tomatoes "Gatsby" ma tylko 48 % pozytywnych recenzji krytyków i ledwie ponad 60 % dobrych ocen widowni. Pozostaje mi nadzieja, że za 10 lat wektory się odwrócą i ten film stanie się kultowym ;] Ale dziś, to chyba niespecjalnie ważne. Polubiłem ten film od razu i będę do niego wracał tak samo często, jak do wersji z 70s.

        MOże chodziło o to, że Luhrmann powtarza chwyty z 'Moulin..." ? A nawet gdyby ? Fenomenalna wizualnie, okazała pierwsza scena z party u Gatsby'ego łączy modę i styl tańca z 1922 z nowoczesną muzyką czarną, bodajże w wykonaniu Beyonce. Dysonans poznawczy ? A skąd, to wspaniale gra i pasuje do siebie idealnie :]

        W scenie wesołej zabawy w jakimś klubie znów mamy dizajn AD 1922, ale czarne tancerki na estradzie zachowują się jak dziewczyny w teledyskach hip hopowych. Połączenie egzotyczne, ale w filmie wyglądają na całkiem naturalne i wiarygodne. Jegomość ma talent.

        Dom Gatsby'ego, podczas przyjęć zaludniony rojem ludzkości, w dni powszednie cichy i spokojny, to oczywiście musiało być pole do popisu dla reżysera i jego scenarzystów. NO i wypuścili rzecz naprawdę godną pożądania, a jednocześnie odwzorowującą klasyczne ujęcie z pierwszej ekranizacji : okazały dziedziniec, basen, kwiaty, te znajome schody prowadzące do drzwi wejściowych. Wszystko jest na swoim miejscu, ale "podrasowane", kolorystycznie kłujące w oczy.

        W środku sale i korytarze są tak samo ogromniaste, a żyrandole i zdobiony sufit nadają temu domowi dodatkowy walor estetyczny.

        świetny jest gabinet Jaya, na którego niekończących się , w górę i w poprzek, ścianach wisi klasyczne malarstwo i właściwie wisi tak bardzo ściśle, że nie sposób poznać jakiego koloru jest ściana i czy może wyłożona jest drewnem.

        Także Broadway wygląda tutaj oszałamiająco. W szerszym ujęciu pojawia się łącznie na jakieś 20 sekund, ale zapewne wiele dni trwała praca, aby te 20 sekund trudno było wymazać z pamięci ;] Gratuluję twórcom sukcesu, bo faktycznie tak jest jak chcieli, by było. Ta feeria barw i świateł naprawdę robi wrażenie.

        Z podobnym pietyzmem potraktowana jest posiadłośc Buchananów : ogrody, fasada budynku, salon, dziedziniec - także zaprojektowane zgodnie z oryginałem, ale : znów - zieleń traw jest niesamowicie jaskrawa, kolory idealnie skomponowane, a salon wyposażony w meble i wystrój ścian zionące przepychem.

        W retrospekcji pojawia się także rodzinny dom Daisy - cały beżowy i gęsto oświetlony.

        Panoramy domów i Nowego Jorku - nierzadko wykorzystywane i znakomite. Most Queensboro w kilku ujęciach pokazany prezentuje się wyśmienicie. A po nowojorskiej ulicy sunie wesołe auto z kilkoma parami czarnoskórych, którzy wesoło polewają sobie szampana i słuchają funky music ;] Belle Epoque, po prostu :]

        A także mieszkanie, które Tom Buchanan wynajmuje na mieście, aby spotykac się tam z kochanką. Zabiera tam Nicka, sprasza znajomych i odbywa się impreza, po której towarzystwo pełza na czworakach :] Ale wystrój wnętrza, kolorystyka, dynamika tej sekwencji wciągają zmysły po same uszy.

        W kontraście do tej urody mamy terytorium pełne hałd surowców, gdzie robotnicy walczą kilofami, a tuż obok mieści się stacja benzynowa Wilsona. Tutaj jest szaro, grafitowo, czuć znój, pot i widać sterane pracą postaci, ale nadal jest to zrobione nadzwyczaj stylowo.

        Są wszystkie szczegóły : album z wycinkami o Daisy, Jay rzucający ciuchami, przygotowania domu Nicka na przyjście Daisy, białe kwiaty które zamawia na tę okazję Jay, żółty saamochód. Podobnie jak szczegóły fabularne. Nie ma tutaj żadnych zmian i kombinacji. Może to też Luhrmannowi za złe poczytano ? Że zajął się tylko formą, a treśc zostawił w spokoju ?

        Scena kiedy Jay zabiera Nicka na przejadżkę i rajdowy sposób w jaki kieruje samochodem - pokazana w jakże nowoczesnej formule.

        Podobnie jak moment wypadku, który powoduje Daisy, a w których ginie kochanka Toma. Jakby frunęła w powietrzu, zwolnione tempo, Jay i Daisy za szybą samochodu w niemal zatrzymanym kadrze, pękająca szyba maskuje ich twarze, jakby deszcz spadł na szkło. Jak w teledysku jakimś.

        No i zabójstwo Jaya : wilson strzela do niego, Jay wpada do basenu, klasyczne ujęcie z góry : basen z niemal zieloną [w świetle słońca] wodą, zwłoki bezwładnie unoszące się w wodzie i niewielka rdzawa plama przy brzegu.

        W scenach rozmów, łózkowych, monologów Nicka - reżyser nie wstawia niczego, nie zakłóca, pozwala im wybrzmieć, muzyka jest dyskretna i stonowana. Wybrnął z tej konieczności połączenia frenezji z dramatem.

        Kluczowe dialogi Jaya z Tomem i Daisy w salonie Buchahanów, a potem w apartamencie hotelowym - brzmią i wyglądają dobrze, wg mnie, choć na pewno można ich nie wyczuć
        najlepiej z powodu samej natury filmu, w której tak istotna jest wizualna strona.

        Leonardo Di Caprio znów unosi swoją rolę, i jego ekranowy styl bycia uwiarygadnia to co Nick mówi o Jayu : "Był jedyną osobą, której się nie brzydziłem. Był największym znanym mi optymistą. I miał wrażliwośc, jakby już zawczasu odbierającą zapowiedź trzęsienia ziemi wiele setek mil stąd". A kiedy pierwszy raz się pojawia : "Uśmiechnął się w uśmiechem, który widuje się ledwie parę razy w życiu".

        Te opisy kładą duży cięzar na barki aktora, ktory musi im sprostać i Di Caprio się to udaje. Podobnie jak w scenie nerwowego wyczekiwania na Daisy w domu Nicka, a potem wybuchu podczas kłótni z Tomem, który demaskuje go jako wspólnika mafiosów.

        Carey Mulligan gra Daisy tak samo jak Mia Farrow 40 lat temu, co sugeruje, że może tej postaci nie da się zagrać inaczej ? Inaczej musiałoby bowiem oznaczać zmianę koncepcji całej historii. Daisy jest pozbawioną osobowości płytką panienką, która nie umie dokonać kluczowego wyboru w swoim życiu, nie bierze odpowiedzialności za to co robi, a w finale nie umie pofatygowac się na pogrzeb Jaya, który - jakby nie było - zginął z jej powodu. Zresztą... nikt nie przychodzi na jego pogrzeb, jak wiadomo. 'Te setki, które bawiły się doskonale na jego przyjęciach nie przyszły, by go pożegnać. Dzwoniłem, informowałem, namawiałem... Nikt nie przyszedł. Jay mioał tylko mnie" - konstatuje Nick.

        Dobrze wypada Joel Edgerton - gra Toma Buchanana, ma wąsik i fizjonomię doskonale pasującą do osobowości swojego człowieka : co tu dużo kryć, Tom to burak :] Rasista, mizogin, tępak pozbawiony manier. Na tle Jaya prezentuje się jak kanciasty, niewychowany gnom. Dziedzic fortuny, właściciel posiadłości i zupełny cham. Edgerton bawi się tym wizerunkiem i dodaje mu jeszcze dodatkowych walorów świetnie posługując się głosem.

        Trudno powiedzieć czy obsadzenie TObey'a Maquire'a w roli Nicka było trafione w punkt. TO jest aktor, ktorego określa fizjonomia i dostaje role właśnie do niej się odwołujące. Jest trochę... plastusiowaty, poczciwy, naiwny i tak też tutaj został zaprezentowany. Wg mnie, Sam Waterston w wersji z 1974 to jest jednak idealna twarz i maniera aktorska dla tej postaci.

        Chemia między Jayem i Nickiem jest na pewno lepsza niż między Jayem a Daisy, i w ogole reżyser jakby minimalnie ciął minuty tej drugiej wzajemnej relacji. Ale to może być tylko moje wrażenie, że ta sszalona miłośc Jaya jest jakby niewyraźna i niedostatecznie podkreślona.
        • grek.grek Re: "Wielki Gatsby" [2013] wrażenia po seansie :} 18.04.17, 14:34
          Może choć trailer- na zachętę przed, mam nadzieję, rychłą powtórką :]

          www.youtube.com/watch?v=ukgJDXbD89A
          • siostra_bronte Re: "Wielki Gatsby" [2013] wrażenia po seansie :} 19.04.17, 15:40
            Dzięki, Greku :)

            Bardzo zachęcająca recenzja!

            Ja obejrzałam parę dni temu, jak zapowiadałam, równo od połowy :) Dlatego nie powinnam wypowiadać ostatecznej opinii. To co widziałam podobało mi się, jednak umiarkowanie.

            Pierwsza rzecz, owe komputerowo wygenerowanie krajobrazów i miasta wydało mi się po prostu niepotrzebne. O ile w ekstrawaganckiej fantasmagorii jaką było "Moulin Rouge" pasowało to doskonale, tutaj sprawiało wrażenie przerostu formy nad treścią. I jakoś odbierało autentyczność tej historii.

            Druga sprawa. Jako, że niedawno oglądaliśmy poprzednią wersję, miałam wrażenie, że właściwie oglądam to samo, scena po scenie. Zastanawiam się, czy nie dało się tej historii jakoś , nie wiem, zmienić jeżeli o narrację?

            Co do obsady to też mam zastrzeżenia. Jeżeli chodzi o Leo to wiadomo, generalnie go nie lubię. Tutaj było to samo co zwykle, widziałam Leo "grającego" postać, a nie samą postać. Jakby nie potrafił wejść do końca w rolę. Nie wiem na czym to polega, trudno to wytłumaczyć.

            Carey Mulligan faktycznie nie wniosła niczego nowego do tej postaci. A może faktycznie było to i tak niemożliwe.

            Scena przyjęcia, którą widziałam faktycznie oszałamiająca. Kostiumy, choreografia, zdjęcia -wszystko znakomite.

            Musiałabym zobaczyć jednak cały film, żeby wyrobić sobie o nim zdanie.
            • grek.grek Re: "Wielki Gatsby" [2013] wrażenia po se 19.04.17, 16:51
              dzięki, Siostro :]

              o, miło mi :]
              jednocześnie muszę zastrzec, że lubię tę historię jako taką, więc nie jestem obiektywny, sądzę że musiałaby się zdarzyć jakaś naprawdę wyjątkowo przestrzelona ekranizacja, żeby mnie zmusić do potraktowania per noga.

              masz wiele racji, Siostro.
              to jest swoista wizja, reżyser ewidentnie chciał zaszaleć, nadać tej opowieści dynamikę, zadatki na którą dostrzegł w scenariuszu, pokazać mikrokosmos pełen przepychu. To można odbierać róznie i każda wersja, wg mnie, będzie miała w sobie częśc prawdy.

              myślę jednak, że Luhrmanna broni natura filmu. Tutaj można sobie pozwolić na więcej :] dać szoł, wyczarować coś, podrasować.

              podobał mi się ten wariant, ze wszystkimi jego ryzykanckimi obciążeniami, w tej ekranizacji naprawdę widać jak się ludzie wtedy umieli bawić, pogłos tych "szalonych lat 20-tych", bardziej inspirowany może wydarzeniami i nastrojami paryskimi, ale w okolicznościach nowojorskich też chyba ma to sens ;]

              o, ciekawe.
              sądzę, że reżyser tak się rozpędził z widowiskiem, noowczesną muzyką wplecioną w modę i styl lat 20-tych, że już nie chciał kombinować ze scenariuszem i tutaj zostawił wszystko zgodnie z kanonem :] Ale jak teraz przeczytałem to u Ciebie : przyszło mi do głowy, że może faktycznie, ktoś kiedyś powinien trochę poprzestawiać pionki na tej planszy :]

              tutaj będę w kontrze do Twojej opinii :]
              wg mnie, Di Caprio pasuje do tej roli, potrafi ją zniuansować zgodnie z wytycznymi scenariusza, nadać jej tę opisywaną miękkośc i wdzięk.

              o, scena pierwszego przyjęcia, to jest wirtuozeria !

              I ja mam nadzieję na powtórkę, jak najszybciej oby :]]
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2017 - 4 (vol. 78) 15.04.17, 13:04
      aaa ! :]
      wiem, ze to chyba najczęsciej zapowiadany film na naszym forum, ale nie mogę się powstrzymać, ilekroć pojawia się w ramówce.

      niedawno oglądałem na czeskim w dubbingu. świetnym zreszta. chętnie kiedyś obejrzaałbym z napisami, w takim wariancie jeszcze nie probówałem :]

      powtórka z niedzieli/poniedziałek : 0:35.
      świetna godzina ! ;]]
      • grek.grek 21:30 TVP1 "Nietykalni" [... oczywiście ! :)] 15.04.17, 13:06
        tak się ucieszyłem, że zapomnniałem podać tytuł filmu ;]
        • barbasia1 Re: 21:30 TVP1 "Nietykalni" [... oczywiście ! :)] 16.04.17, 23:47
          Hehehe! :))

          Świetny film, można oglądać wiele razy.
          • grek.grek Re: 21:30 TVP1 "Nietykalni" [... oczywiśc 17.04.17, 13:02
            :]

            tak jest, Barbasiu ! :]
            chce się do tych bohaterów, scen i klimatu wracać :]
    • grek.grek 22:05 Super Polsat "Foxcatcher" 15.04.17, 13:13
      kolejna premiera !

      spotkałem się z dobrymi recenzjami tego filmu, i chyba z żadną krytyczną.

      wedle opisu, jest to historia relacji młodego zapaśnika, który przygotowując się do Igrzysk Olimpijskich trafia do luksusowego ośrodka treningowego prowadzonego przez bogatego, dziwaczno-niebezpiecznego sponsora, który po jakimś czasie zaczyna sobie uzurpować prawo do absoliutnego kontrolowania życia sportowca.

      ponoć Steve Carrel gra świetną rolę, jako ten psychotyczny multimilioner.

      reżyserem jest Bennett Miller, który ma na koncie rewelacyjnego "Capote'a".
      to może być specialite de la maison ramówki świątecznej :]

      powtórka : jutro o 20:00
      • siostra_bronte Re: 22:05 Super Polsat "Foxcatcher" 15.04.17, 15:03
        Pisałam o tym filmie pozytywnie, choć bez wielkich zachwytów.
        • grek.grek Re: 22:05 Super Polsat "Foxcatcher" 15.04.17, 17:55
          o, zapomniałem zajrzeć do archiwum, nie sądziłem, że już oglądaliśmy :]

          zaraz skoryguję to niedopatrzenie.

          Ale najpierw czytam Twój opis "Benjamina Buttona" :}
      • grek.grek "Foxcatcher" parę słów 17.04.17, 14:04
        wg mnie - znakomite kino !

        Bennett Miller, to jest naprawdę wysokiej klasy reżyser. Udowadnia tutaj, że "Capote" nie był przypadkowym sukcesem. Tamta gęsta psychologiczna aura i niezwykle subtelna gra osobowości powtarzaa się także tutaj, więc zdecydowanie bardziej chodzi o manierę reżyserską niż o skądinąd proszący się wręcz o przeniesienie na ekran dramat zawarty w opowiadanej historii.

        Podobnie jak w "Capote" także jest ona opisem faktycznych wydarzeń.

        Najpierw mamy dwóch braci, którzy zajmują się zapasami. Starszy Dave [Mark Ruffalo] ma żonę, dzieci i dom, ale wciąż staczaa pojedynki na macie i jest uznanym autorytetem w sporcie. Młodszy Mark [Channing Tatum] jest już mistrzem olimpijskim z Los Angeles [1988 rok] i 2krotnym mistrzem świata, ale wciąz pozostaje przede wszystkim 'młodszym bratem', którym starszy się w jakiś sposób zajmuje, wciąz jest dla niego nauczycielem, trenerem i father figure.

        Mark porusza się i ma wyraz twarzy, który może sugerować pewne opóźnienia intelektualne, choć mówi i zachowuje się racjonalnie i logicznie, a nawet ma dobre maniery. A jednak nie bez powodu Miller tak przedstawia tę postać. Posiada ona deficyty komunikacji społecznej, jakiś rodzaj lekkiego autyzmu emocjonalnego, upartości, których nie zniosły nawet wybitne sukcesy sportowe. Poza zapasami Mark nie ma właściwie żadnego rozbudowanego życia - je, gra w jakiegoś "gameboya" i nic więcej.

        W otwierającej scenie mamy pojedynek treningowy braci, w ktorym Dave próbuje być szkoleniowcem, a Mark reaguje zupełnie serio i niemal agresywnie. Rzecz się rozgrywa bez słów, ale mowa ciała, rzucane spojrzenia tworzą niepokojącą wizję podskórnego konfliktu i niezrozumienia, jakie jest między nimi.

        Wtedy pojawia się John du Pont. Niedoszły zapaśnik, aktualnie milioner, który odziedziczył fortunę oraz świetnie prosperujący biznes po swoim zmarłym ojcu. W rozległej posiadłości organizuje ośrodek treningowy dla olimpijczyków w zapasach [tytułowy Foxcatcher]. I zaprasza tam Marka.

        Podczas pierwszej rozmowy przedstawia sam siebie jako patriotę, filantropa, humanistę, człowieka wielkodusznego i chcącego zrobić coś dobrego dla kraju i wspólnoty. Prowadzi Marka do sali, która ma olimpijskie wymiary, połączona jest z siłownią, gabinetami odnowy biologicznej, robi wspaniałe wrażenie. Mark jest zachwycony i szybko przeprowadza się do ośrodka.

        John ma nadzieję, że Dave do nich dołączy, ale Dave ma inne plany. Nie ufa chyba du Pontowi, z troską patrzy na pochłoniętego nową sytuacją Marka.

        du Pont jest dziwny : zachowuje się jakby był tutaj i nie było go jednocześnie, chodzi sztywno wyprostowany, niemal nie posiada ekspresji i mimiki twarzy, ale czuje się że to uwazny obserwator, który nie darmo nazwał swój ośrodek sportowy "Łapaczem lisów". Tylko pozornie odnosi się ona do tradycji rodzinnych polowań na lisy, kultywowanej wśród du Pontów od stu lat. Określa ona jego postawę życiową.

        A ta wynika z... kompleksu.

        Du POnt nie mieszka sam w swojej posiadłości. W jednym z jej skrzydeł rezyduje jego matka [Vanessa Redgrave], pani już w słusznym wieku, poruszaająca się na wózku, pod opieką pielęgniarki, ale wciąz sprawna umysłowo i czujnie skanująca otoczenie. MIłośniczka koni, które wciąz mają swoje miejsce na mapie posiadłości. Konie były zawsze dumą du Pontów, ich herbem rodowym.

        A John chciał być zapaśnikiem... nic dziwnego, ze spotykał się z niechęcią matki, a można sądzić także że obojga rodziców. Wyrastał w głębokiej izolacji, za sprawą polityki wychowawczej zimnej, nieczułej matki, która była jednak na tyle 'dobra', ze... opłacała mu kolegę z sąsiedztwa. Kiedy John odkrył,że jego jedyny przyjaciel był 'płatnym agentem" wynajętym przez matkę - doznał szoku. Miał wtedy 16 lat. I wraz z tym szokiem wdrukował sobie, ze wszystkich i wszystko można kupić. Jednocześnie , uruchomiła się w nim maniakalna niemal potrzeba bycia docenionym i podziwianym.

        Dlatego właśnie John nie rozumie, że Dave nie chce u niego trenować. "Wszyscy maja swoję cenę", powtarza.

        Dlatego też organizuje za swoje pieniądze zapaśnicze zawody oldboyów, w ktorych... sam bierze udział. Oczywiście wygrywa, ale nie dlatego że jest najlepszy, ale dlatego że de facto za to zapłacił. Bardzo mocna psychologicznie scena : John "wygrywa' ten turniej, cieszy się bardzo, podskakuje, radośnie dziękuje przeciwnikowi i jest w tym triumfie zupełnie sam, bo cała widownia wie, że to była ustawka. Gratuluje mu tylko Mark, który pełnił rolę jego trenera.

        Właśnie - Mark zżywa się szybko z Johnem. On też nie miał przyjaciół, on też miał poczucie słabości wobec krewnego [Dave'a], on też ma w sobie rodzaj gniewnego poczucia niższości. To ich łączy. Mark przegląda nawet z zaaferowaniem ksiązkę o ptakach, którą napisał i wydał John, zapalony ornitolog. Pozwala Johnowi na nocne odwiedziny, pod byle pretekstem. Na jego sugestię zmienia fryzurę. Znajduje w nim przyjaciela, którego nigdy nie miał. A John - kogo w nim widzi John ? Tylko przyjaciela, czy może... środek do celu ?

        Otóż właśnie : ta grupa utalentowanych zapaśnikow, którzy ćwiczą w ośrodku Foxcatcher, i przygotowują się do Igrzysk w Seulu [1992 rok], to ludzie, którzy mają wygrywać nie na chwałę narodu, kraju, społeczeństwa, jak powtarza du POnt, w którego gabinecie wisi w gablocie gigantyczna amerykańska flaga. TO są jego ludzie, którzy mają dowieść jego własnej wybitności.

        To ON chce wygrać, ich rękoma. Nie chodzi o realizację jakiś własnych olimpijskich marzeń, których zrealizować nie mógł samodzielnie. Nope. Chodzi o triumf na jego chwałę. Jego jako : "mentora", "trenera", "guru", "autorytetu".

        Tak się przedstawia, tak im wbija do głowy - nie ejst wcale wybitnym znawcą zapasów, ale tytułuje siebie 'trenerem" i "mentorem'. TO kuriozalne, ale nikt nie oponuje. W końcu, to John płaci za wszystko i stwarza luksusowe wręcz warunki do życia i treningu.

        Kiedy jego zawodnicy biorą udział w mistrzostwach świata, a Mark zdobywa złoty medal, John zabiera im te wszystkiie nagrody i z pietyzmem umieszcza w gablotach swojej prywatnej galerii nagród i wyróznień. To JEGO medale, a nie ich. A podczas party po zawodach : zachowuje się niezrozumiale. NIby w akcie radości powala ich na ziemię i niby dla zabawy próbuje położyć kolejno na łopatki. Zawodnicy traktują to jak męską formę przyjacielskiej zabawy, ale jest w tym coś znacznie głębszego. Takimi zresztą obrazkami Benett Miller buduje tę historię.

        Kiedy Mark ma wystąpić na jakimś jublu i zapowiedziereć wystąpienie Johna, du Pont w samolocie wbija mu cierpliwie do głowy formułkę, w której Mark ma go przedstawić jako 'filnatropa, ornitogloga i filatelistę". Mark z trudem duka i zapamiętuje trudne słowa, ale John powtarza z nim raz po raz ich brzmienie, czekając aż MArk zacznie wymawiać je płynnie. Jakaś groza jest w tej cierpliwości. Nie jest to cierpliwość wyrozumiałego nauczyciela, lecz jakiś przerażający narcyzm, jakby nawet w tych powtórzeniach z pomyłkami Marka John pławił się słuchając jaki jest wspaniały z ust innego człowieka. Nawet jeśli ten człowiek nie mówi tego z intencją, ale po prostu "kuje na blachę" formułkę...

        Relacja między nimi pęka, kiedy nagle John policzkuje Marka za to, że nie sprowadził wciąz do ośrodka swojego brata Dave'a. John chce go tutaj mieć i już. Mark pozwala sobie na uwagę, że Dave nie jest potrzebny i dostaje w twarz.

        To go zmienia. Ignoruje Johna podczas treningów, zmienia fryzurę na poprzednią [drobne gesty znaczące, specjalnośc Millera].

        Kilka tygodni później... w ośrodku zjawia się Dave. John przekonał go, by tu przyjechał. I to z całą rodziną. Zapewne zapłacił mu odpowiednie pieniądze.

        Mark nie jest z tego powodu szczęsliwy. Przeciwnie. ZNÓW brat jest od niego ważniejszy. A teraz jeszcze z tym bratem zdradził go, wydawało by się, jego pieerwszy w życiu prawdziwy przyjaciel.

        cdn



        • grek.grek Re: "Foxcatcher" parę słów 17.04.17, 14:35
          Mark traci motywację. Nie umie się odnaleźc w sytuacji ponownej podległości wobec Dave'a, który nawiązuje dobre relacje z Johnem i jest głównym trenerem. Mark ostentacyjnie trenuje indywidualnie, pomijając zajęcia z bratem w roli trenera.

          Ale i Mark orentuje się dośc prędko, że John ma problem.

          Doskonała jest scena, kiedy matka JOhna przyjeżdza na wózku do saali treningowej. John natychmiast przerywa zajęcia, grupuje zawodników dookoła siebie. oni siedzą, on krąży wśród nich, przemawia, zaznacza swoją pozycję, dominuje. Wie że matka patrzy i słyszy. Chce jej pokazać : zobacz, jaki jestem ważny, jak oni wszyscy mnie słuchają i robią co każę ! Pokazuje zawodnikom jakieś chwyty, które mają być "niezawodne". Wszystko po to, by "pokazać !" matce. Dave siedzi na macie, razem z zawodnikami, i widzi co się dzieje, widzi jak John się zwyczajnie wygłupia z tą swoją 'trenerską mądrością", ale milczy. John płaci...

          Matka wreszcie opuszcza salę. Nie wiadomo : z twarzą wyrażającą politowanie czy może jednak zażenowanie... Ale ukrywa to dobrze, jak przystało na starszą damę. I wtdy John przerywa swoje popisy i trening powraca do kształtu sprzed pojawienia się jego matki w sali.

          Mark przegrywa walkę na zawodach. musi wygrać następną. Tymczasem idzie do pokoju hotelowego ; płazce, wali głową w lustro, demoluje meble i objada się do niemożliwości wszystkim do kaloryczne i niezdrowe. Dave znajduje go przejedzonego o 5 kg w stosunku do limitu wagowego. mają 1,5 godziny na zbicie tych kilogramów. Dave epatuje miłością braterską, a Mark podąża za nią. Kręci jak wariat na rowerku treningowym, wymiotuje pod przewodnictwem Dave'a, a wszystko... przeciw Johnowi.

          Znów scena doskonała : Mark na rowerku, w bluzie, z kapturem na głowie, spod oka obserwuje przez szkło w drzwiach jak Mark uspokaja wyraźnie zdenerwowanego i łypiącego wkurzonym okiem na niego [Marka] JOhna. Scena bez słów, bez dźwięku, z sugestywną muzyką, w lekko zwolnionym tempie.

          Mark wygrywa więc kolejną walkę, ale John tego nie widzi. Wrócil do domu, bo... umarła jego marka. Na jej cześć, a może w geście wyzwolenia się z życia w jej cieniu, John wypuszcza całą stadninę koni w teren. KOnie - miłość jego matki, dumę rodu du POntów, suymbol jego własnej słabości wobec rodzinnych tradycji i związków.

          Zbliżają się IGrzyska. Du Pont opłaca ekipę repoprterów, którzy kręcą film o jego drużynie sportowej. Nie o zawodnikach, ale o NIM, o panu du Poncie - patriocie, filnatropie, mecenasie, trenerze, guru, mentorze, autorytecie...

          Nagrywają m.in wywiady z zawodnikami i trenerami. Mają oni wygłaszać podyktowane im teksty. Dave ma powiedzieć, że "pan du Pont jest JEGO mentorem". Wyobraźmy to sobie : Dave, wybitny trener, znawca i mistrz zapasów ma powiedzieć, ze facet, który nigdy nie był zawodnikiem jest jego mentorem... Dla Dave'a jest to tak upokarzające, ze trzy razy się zbiera by to do kamery wykrztusić. Ostatecznie przeważa argument finansaowy : Dave robi to dla rodziny, gdzie indziej nie zarobi tak dużo. Więc łamie się, ale mówi to co mówi bez przekonania.

          Mark chce odejśc. A Dave - chce zostać. "Mam żonę i dzieci, potrzebuę stablizacji, pieniędzy, a tutaj mamy idealne warunki", mówi Dave. Nie zapomina jednak o Marku : negocjuje z Johnem i ustala, że zostanie w jego ośrodku, będzie trenował zawodników, ale tylko wtedy, jeśli John będzie płacił stałą pensję Markowi, nawet jesli Mark odejdzie. John się na to zgadza.

          Kiedy przychodzą Igrzyska - John ma kolejne żądanie : chce byc w narożniku Marka. Razem z Dave'em. Dave na to przystaje... i w ten sposob przypieczętowuje los brata. Mark przegrywa z kretesem. Nie umie sobie poradzić z obecnością Johna, którego znienawidził.

          Dla du Ponta Mark był główną nadzieją medalową na Igrzyskach. To Mark miał zdobyć złoty medal, który du POntowi da okazję do triumfu, do obnoszenia się, do podziwu. Chciał zagarnąć ten sukces, a tutaj... klapa.

          John jest rozczarowany, ale bez wściekłości i tupania nogami. W nim wszystko rozgrywa się w środku, w głowie. Tym bardziej jest to poruszające.

          Wraca do siebie i ogląda ten dokument o sobie, ktory nakręcili jego wynajęci propagandyści. I jest tak podminowany, ale na zimno, że łapie za karabin, podjeżdza pod domek, w m którym na terenie ośrodka mieszkają Dave i jego rodzina, a potem... z zimną krwią morduje Dave'a.

          Ofk, zgarnia go policja, a w epilogu dostajemy informację, ze do dzis odsiaduje dożywocie.

          Mark skończył z zapasami, widzimy go jak wychodzi do walki wszechstylowej w tzw. klatce, a potem dostajemy informację, że osiadł w Oregonie, gdzie zyje do dziś.

          Historia faktycznego, przedziwnego związku braci Schultzów i milionera Du Ponta. Nakręcona z naprawdę wybitnym zmysłem psychologicznej obserwacji Benneta Millera. Te wymowne sceny przybierania póz, manipulacji, przeciągania liny, próby zdominowania innego/innych, podejmowanych przez postaci, są naprawdę świetnie wymyślone i przeprowadzone.

          Emocje i nastroje mają swój cięzar gatunkowy, ale aktorzy nie szarżują, są chłodni, wsobni, duszą w sobie porywy wszelkie. Dzieki temu nieliczne eksplozje są tak wiarygodne i uderzająco wiarygodne.

          Znakomite kino.
          • maniaczytania "Foxcatcher" - w uzupełnieniu 19.04.17, 21:00
            grek.grek napisał:

            > Ofk, zgarnia go policja, a w epilogu dostajemy informację, ze do dzis odsiaduje dożywocie.

            Coś chyba poplątałeś, chyba że twórcy filmu ;) - Du Pont nie żyje od 2010 roku.

            Ale pomijając ten drobny fakt - świetnie opisałeś ten film! Nie miałam go w planach, chociaż lubię wszystkich trzech głównych aktorów. Ale teraz na pewno nie przełączę, jak go gdzieś trafię!

            A w uzupełnieniu prawdziwym podrzucam link do artykułu z bardzo ciekawej strony, którą dziś odkryłam szukając informacji o braciach - zapaśnikach (o "Wielkim Gatsbym też jest!!!):
            learningfromhollywood.pl/foxcatcher-miejsce-w-ktorym-rozegral-sie-dramat-braci-schultzow/
            • grek.grek Re: "Foxcatcher" - w uzupełnieniu 20.04.17, 12:58
              dzięki, Maniu :]

              o, nie ma wątpliwości, że to moja pomyłka :]

              świetnie !
              zdecydowanie, warto ten film obejrzeć, nawet znając kolejnośc wypadków - nie da się bowiem opisać sposobu w jaki rozgrywa się na ekranie psychologiczny "poker" między postaciami.

              dzięki, Maniu :]
              świetny link !
    • grek.grek 0:10 Polsat 'Wielki Szu" 15.04.17, 13:16
      pasmo nocne, a tutaj kolejne znakomitości :]

      rzekomo były plany nakręcenia "Szu 2".
      jaka ulga, że nic z nich nie wyszło ;]

      reżyser Chęciński powiedział, że nie było dostatecznie dobrej historii do opowiedzenia w tym potencjalnym sequelu.

      są jeszcze ludzie, którzy zachowują rozsądek w trudnej sytuacji [tak mi się wydaje, że była trudna, bo na tej kontynuacji, nawet kiepskiej, mozna by dzisiaj sporo zarobić] :}
    • grek.grek 1:05 TV4 "Whiplash" 15.04.17, 13:19
      mieliśmy świetną polemikę nt tego filmu i postaci Fletchera :]

      I wątek, jak wszystkie inne dot. każdego innego filmu czy serialu czy nie-filmu/nie-serialu, pozostaje otwarty i gotowy na kolejne recenzje, opinie, poglądy i interpretacje !


    • grek.grek 22:45 Ct Art "Kawa i papierosy" 15.04.17, 13:33
      to chyba ostatni film Jarmuscha w tym cyklu, embelematyczny dla jego idei kina, i chyba najbardziej popularny wśród faunów ?

      byliśmy szybsi :]
      w 2015 "Kawa..." była w Kulturze i oglądaliśmy oraz pisaliśmy ! :]
      wszystko jest w archiwum.

      wydaje mi się, że zawsze warto rekomendować tak oryginalne i klimatyczne filmy :] choćby przy okazji ich obecności w ramówce czeskiej tiwi ;]
      • siostra_bronte Re: 22:45 Ct Art "Kawa i papierosy" 15.04.17, 17:13
        A dlaczego nie napisałeś o "Truposzu"? :)
        • grek.grek Re: 22:45 Ct Art "Kawa i papierosy" 15.04.17, 18:24
          nie udało mi się go obejrzeć, Siostro :]

          mam nadzieję, że przy okazji nadrobię ten brak :]
    • siostra_bronte "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" (1) 15.04.17, 16:11
      Obejrzałam przypadkiem w Tvn Fabuła, zauważyłam tytuł w programie w ostatniej chwili. Warto ten kanał sprawdzać. Głównie lecą tam powtórki, ale czasem można się natknąć na jakiś rarytas. Ciekawa jestem czy go macie?

      Sprawdzałam w archiwum, Barbasia pisała, że ma dvd, poza tym żadnych komentarzy. Aż jestem zaskoczona, bo film był w tv i to parę razy.

      Przypomnę, że to film Davida Finchera z 2008 r. I od razu napiszę, że jestem nim zachwycona!!!

      Scenariusz oparto na opowiadaniu Scotta Fitzgeralda. Pewnie kojarzycie mniej więcej o co chodziło. Napiszę o fabule w skrócie, bo film jest długi i trudny do opisania.

      W szpitalu leży ciężko chora staruszka. Przy niej siedzi córka. Staruszka prosi ją o czytanie na głos pamiętnika swojego dawnego przyjaciela, Benjamina. Chce słyszeć jej głos i zapomnieć choć trochę o swoim cierpieniu. Córka zaczyna czytać.

      Po chwili to Benjamin "czyta" swój pamiętnik, a my oglądamy koleje jego życia.

      Urodził się w 1918 r. w dniu zakończenia wojny, w Nowym Orleanie. Matka umiera przy porodzie. A chłopiec wygląda jak...staruszek, jest cały pomarszczony. Ojciec na jego widok jest przerażony. Najpierw chce wrzucić dziecko do kanału, ale ścigany przez policjanta wraca do miasta i podrzuca je pod dom opieki dla starców.

      Dziecko znajduje pracująca tam Murzynka, Quennie. Mocno wierząca kobieta uważa to za znak boży i zatrzymuje dziecko. Pensjonariusze domu traktują je jak "swojego", bo wygląda na staruszka. Benjamin, jak nazwała go Quennie, czuje się tutaj bezpiecznie, jest otoczony opieką i miłością przybranej matki.

      Pewnego dnia poznaje wnuczkę jednej z pań, kilkuletnią Daisy. Dziewczynka od razu czuje do niego sympatię, jakby wyczuwając, że nie jest taki jak inni.

      Oczywiście od razu domyślamy się, że staruszka w szpitalu, to właśnie owa Daisy.

      Mija czas, a Benjamin zauważa zmiany w swoim wyglądzie. Wstaje z wózka inwalidzkiego, którym się poruszał (miał artretyzm, zaćmę i inne choroby typowe dla późnego wieku). Postawa się prostuje, na łysinie pojawia się coraz więcej włosów. Rosną też niektóre narządy (komiczna scena w czasie kąpieli, kiedy zagląda w intymne okolice).

      Otoczenie też jest zdziwione, ale przyjmuje to jako naturalną poprawę stanu jego zdrowia.

      Benjamin poznaje co to śmierć, bo kolejni pensjonariusze odchodzą. Umiera też jego pierwsza przyjaciółka i boleśnie to przeżywa.

      Pewnego dnia Benjamin, trzymany pod kloszem przez matkę, zostaje wyciągnięty przez jednego z pensjonariuszy, pigmeja :) na miasto. To jak dotąd najpiękniejszy dzień w jego życiu.

      Udaje mu się znaleźć nawet pracę. Kiedy obserwował łodzie w porcie, kapitan Mike (Jared Harris) szukał marynarza do swojego holownika. Nikt z bywalców w porcie nie był chętny, więc Benjamin się zgłosił. Mimo marnej postury kapitan go wziął, bo nie miał wyboru.

      Na statku Benjamin bez oporów wykonywał najgorsze prace, taki był szczęśliwy, że może coś robić. Kapitan patrzył na niego ze zdumieniem. W końcu, zaciekawiony zaczął pytać go życie osobiste. Kiedy dowiedział się, że Benjamin nigdy nie był z kobietą postanawia zabrać go do burdelu. Panienki na jego widok nie były zachwycone. Ale dziewczyna, którą wybrała burdelmama była w szoku, bo Benjamin objawił zaskakujący jak na swój wiek wigor :)

      W burdelu Benjamina zauważył elegancki mężczyzna. To jego ojciec, który już wcześniej bywał pod domem opieki, ale nie miał odwagi tam wejść. Bez trudu rozpoznał syna. Po wyjściu na ulicę do Benjamina podjeżdża luksusowy samochód, jest w nim ojciec. Proponuje podwiezienie do domu. Ale wcześniej zaprasza go do restauracji na kieliszka. Benjamin przyznaje, że nigdy nie pił alkoholu.

      Ojciec oczywiście nie przyznaje się, kim jest. Mówi, że nazywa się Thomas Button (Jason Flemyng), ma fabrykę guzików, że wzbogacił się w czasie wojny. Pyta Benjamina czym się zajmuje i jak mu się wiedzie. Po odwiezieniu naszego bohatera do domu proponuje, żeby czasem się spotykali, a Benjamin z przyjemnością się na to godzi.

      Mija czas. Benjamin wygląda coraz lepiej. Nawet kapitan holownika, na którym już regularnie pracuje zastanawia się, czy Benjamin trochę urósł, czy on sam zaczął więcej pić :)

      Czasem Benjamin spotyka się z Daisy, która wyrosła na nastolatkę.

      W końcu bohater decyduje się na opuszczenie domu, ku rozpaczy Quennie i przyjaciół. Daisy prosi go, aby przesyłał jej pocztówki z każdego portu, do którego zawinie. Benjamin chce zacząć życie na własny rachunek. Pływa po morzach razem z kapitanem na jego holowniku. Docierają nawet do Murmańska.

      Poznaje tam żonę brytyjskiego urzędnika, Elizabeth (Tilda Swinton). Mieszkają w tym samym hotelu. Najpierw rozmawiają ze sobą każdej nocy w hallu, bo oboje nie mogą spać. W końcu nawiązują romans. "To była pierwsza kobieta, która mnie kochała" mówi z offu Benjamin.

      Ale szczęście trwa krótko. Elizabeth znika zostawiając tylko krótki list, że cieszy się, że go poznała. Nie wiadomo co się stało, może mąż się jakoś dowiedział o ich romansie.

      Wkrótce dochodzi do ataku na Pearl Harbour. Statek Benjamina staje się okrętem amerykańskiej marynarki. Przez jakiś czas tylko holuje uszkodzone statki, ale pewnego Benjamin widzi wojnę z bliska: tonie amerykański statek z ponad tysiącem marynarzy na pokładzie. A niemiecka łódź podwodna jest blisko holownika. Wywiązuje się walka, holownik jest kompletnie zniszczony, a prawie cała jego załoga ginie.

      Benjamin wraca do domu. Quennie jest szczęśliwa, że przeżył, ale oczywiście jest już innym człowiekiem, po tym co widział na wojnie.

      Pewnego razu do domu opieki przyjeżdża Daisy (Cate Blanchett). Jest już młodą kobietą, studiuje taniec klasyczny. Przez cały czas pisali do siebie. Daisy była trochę zazdrosna o niego, kiedy dowiedziała się o romansie z Elizabeth.

      Oczywiście jest zaskoczona, kiedy widzi Benjamina. Bo teraz wygląda na jakieś 45 lat! Ale nie dopytuje jak to się stało. I trzeba przyznać, że mimo "magiczności" tego wątku wypada on jednak całkiem naturalnie.

      Para spędza razem wieczór. Daisy opowiada o balecie, a Benjamin słucha z przejęciem. Oczywiście jest w niej zakochany. Daisy robi pierwszy krok, proponuje spędzenie razem nocy, ale Benjamin chce zaczekać. Daisy, trochę obrażona wraca do Nowego Jorku...














      • siostra_bronte "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" (2) 15.04.17, 17:01
        W życiu Benjamina znowu pojawia się ojciec. Ciężko chory wyjawia mu prawdę. Prosi o przebaczenie. Proponuje przejęcie firmy po jego śmierci. Zszokowany Benjamin nawet nie chce o tym rozmawiać. Quennie jest oburzona zachowaniem ojca. Ale Benjamin po przemyśleniu sprawy wraca do niego.

        Wkrótce ojciec umiera, a Benjamin przejmuje jego firmę.

        Jedzie do Nowego Jorku, aby odwiedzić Daisy. Jest bogaty, może sobie na to pozwolić. Daisy cieszy się z jego przyjazdu, ale ma wokół przyjaciół i to z nimi chce spędzić wieczór. Rozczarowany Benjamin wraca do domu.

        Z czasem Daisy robi karierę tancerki. Jeździ po całym świecie. Aż pewnego razu ma wypadek w Paryżu. Wpada pod samochód. Ten fragment filmu jest znakomity!! Benjamin z offu opowiada, że to wszystko przypadek. Że gdyby pewne kobieta nie wzięła właśnie tej taksówki, itd..Wspaniała scena!!

        Benjamin leci do Paryża. Daisy leży w szpitalu, ma uszkodzoną nogę, już nigdy nie będzie tańczyć. Widząc Benjamina mówi; "Boże, jesteś idealny". Nasz bohater wygląda teraz na 30-tkę :) Może dlatego, sama okaleczona, odtrąca go. Nie chce go więcej widzieć.

        Ale potem Daisy wraca do Nowego Orleanu. Rzuca się Benjaminowi w ramiona. Kupują dom i zamieszkują razem. Daisy cierpi, że nie może tańczyć, ale otwiera szkołę tańca i tam może się realizować. Oboje są bardzo szczęśliwi.

        Ale jedno mąci to szczęście. Daisy jest coraz starsza, a Benjamin młodnieje...

        I w tym momencie kończę, bo historia jest zbyt długa. No i mam nadzieję, że kiedyś zobaczycie ten film.

        Jak napisałam, zrobił na mnie ogromne wrażenie!! Spokojnie mogę napisać, że dla mnie to jeden z najlepszych filmów ostatnich lat!

        Sam pomysł Fitzgeralda jest znakomity. Tak naprawdę to historia o ludzkim losie, jakkolwiek górnolotnie to brzmi. Ale nie ma tu banału, ani łzawego sentymentalizmu. Nie ma też, na szczęście irytującego moralizowania jakie to nasze życie jest wspaniałe i że trzeba się cieszyć każdą chwilą. Raczej ton łagodnej rezygnacji. Subtelność, z jaką mówi się tu o rzeczach najważniejszych jest naprawdę przejmująca i rzadka we współczesnym kinie.

        Oczywiście ogromne wrażenie robi wręcz epicki rozmach filmu i doskonała realizacja. Naprawdę jest na co popatrzeć!

        Jest tu wiele wspaniałych scen i pobocznych wątków, o których nawet nie wspomniałam. Choćby kiedy Daisy na szpitalnym łóżku opowiada historię zegara, zamontowanego w jakimś budynku w czasach jej dzieciństwa. Zegarmistrz zrobił go tak, że chodził...do tyłu. Bo chciał cofnąć czas. Może wtedy ci wszyscy młodzi chłopcy, którzy zginęli na wojnie (jak jego syn) wróciliby do domów...Przepiękna scena.

        Znakomite aktorstwo Cate Blanchett i drugiego planu (co ciekawe jest tu wielu brytyjskich aktorów jak Jared Harris i Jason Fleming). Za Bradem Pittem nie przepadam, ale postać Benjamina jest tak ciekawa, że jego aktorstwo jakoś mnie nie razi.

        Jak napisałam wcześniej mimo fantastycznego wątku ta historia wypada całkiem naturalnie, a i charakteryzacja bohatera nie jest przesadzona.

        Piękny i przejmujący film. Dla mnie rewelacja!!!

        Wypatrzyłam powtórkę w poniedziałek o 23.10. Dla tego filmu warto zarwać noc!!

        Trailer:

        www.youtube.com/watch?v=rAYtpZgelAM
        • grek.grek Re: "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" (2) 15.04.17, 18:22
          dzięki, Siostro :]

          świetny opis i bardzo ciekawa historia !

          nigdy jakoś nie byłem zdeterminowany, by się z tym filmem zmierzyć, chociaż parę razy był w ramówce. Zawsze jednak stawiałem na konkurencyjne tytuły, a po Twojej recenzji i pozytyywnej jakże rekomendacji - jesli tylko okoliczności będą sprzyjające, na pewno go obejrzę.

          pomysł naprawdę interesujący.

          I wg mnie idealnie trafiony, bo kiedy człowiek jest młody, ma sprawne ciało i zdrowie - nie zawsze te walory idą w parze z mądrością. Mądrość przychodzi z wiekiem i człek wzdycha : jakbym miał TERAZ to ciało, zdrowie i sprawność, to z tą mądrością i doświadczeniem - ile ja bym mógł zrobić !

          Odwrócenie sytuacji sprawia, że człowiek nabiera doświadczenia i mądrości jako starzec, a mając ciało, zdrowie i sprawnośc - osiąga potencjalnie idealne warunki wyjściowe, aby osiągać cele, realizować plany i po prostu żyć pełnią :]

          poza literackim fantazjami - ideał możliwy do wcielenia chyba tylko za pomocą korzystania na masową skalę z przeszczepów organów, aczkolwiek trudno powiedzieć, czy to coś da, dopóki nie zacznie się przeszczepiać mózgów, a to mało realne.

          w sumie : jak powiedziałaś - fantazja, ale smaczna i pobudzająca do marzeń :]

          jak widać pierwsza część, to opowieść inicjacyjna : pierwszy kieliszek, pierwsza praca, pierwszy seks, pierwsza miłośc... W optyce przeżywania ich przez młodego staruszka - nabierają zupełnie innej poetyki i estetyki. Oto siła wyjściowej przewrotki, która znajome rzeczy przedstawia w całkowicie nowej interpretacji !

          jest też pytanie o odpowiedzialnośc rodziców.

          O generalnie Inność, która nie musi wykluczać, spychać na margines. Podoba mi się optymizm i entuzjazm Benjamina. Wie że nie został zaakceptowany przez rodziców, wie że nie musi być akceptowany przez wielu ludzi, ale chętnie podejmuje kolejne życiowe wyzwania, nie zważa na ewentualne przykrości, jest otwarty.

          doskonała scena : dziewczyna odrzuca awanse Benjamina, w sytuacji, gdy role się odwróciły : ona się starzeje i jest kontuzjowana, a on wygląda jak Brad Pitt :]

          Ciekawe, że jego wyjątkowośc nie sprawia, ze życie staje się łatwiejsze, inne, lepsze. Jest takie samo, jak życie innych ludzi. Wyjątkowość nie daje forów, przynosi te same początki, te same zakończenia, te same problemy i te same radości. Jesli nawet wyglądają one inaczej, bo bohater młodnieje zaamiast się starzeć, to w istocie - wszystko zmierza do jednakowego rozwiązania i ani mu jest trudniej ani łatwiej niż tym, którzy przechodzą tę drogę z punktu A do B, a nie z B do A .

          o, wydaje mi się, Siostro, że nie mamy lepszego wyjścia niż cieszyć się każdą chwilą :] warunki są jakie są, wiemy jak to się skończy, więc... :]

          jak podczas oglądania ulubionego filmu : skoro musi się skończyć, to mamy dwa wyjścia - matwić się tym, że do tego musi dojśc, albo wchłaniać każdą minutę jego trwania, zeby na końcu nie czuć rozczarowania, a może nawet przyjemnośc zaslużonego odpoczynku ;] Tak mi się wydaje :]

          świetna historia !
          świetna recenzja i opis, Siostro !
          dzięki raz jeszcze :}
          • siostra_bronte Re: "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" (2) 15.04.17, 18:51
            Dzięki, Greku :)

            No właśnie, ja też widziałam go parę razy w programie, ale jakoś nie miałam ochoty go oglądać. Czasem jednak warto pójść wbrew swojej intuicji :)

            Tak, ten pomysł jest naprawdę oryginalny. Nigdy bym na to nie wpadła :) I rzeczywiście daje świetną okazję, aby spojrzeć na pewne sprawy z kompletnie innej perspektywy, jak nasz bohater.

            Rozmawialiśmy już kiedyś o "cieszeniu się" życiem i swojego zdania nie zmieniłam :)

            Dzięki raz jeszcze! Naprawdę gorąco Cię namawiam do obejrzenia!

            • grek.grek Re: "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" 16.04.17, 13:19
              cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

              to prawda :]

              pamiętam :]
              kilka razy wymieniliśmy poglądy w tej kwestii :]
              jak to mówią : wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, więc i nasze odmienne poglądy mają tę samą wspólną właściwość :]

              dzięki, Siostro, jesli tylko "Benjamin..." pojawi się w ramówce dostępnej mi stacji - na pewno będę na niego polował :]
    • grek.grek "OKruchy dnia" via TVP Kultura 16.04.17, 13:44
      w przedświątecznym zaaferowaniu nie zapowiedzieliśmy w piątek tego filmu :]

      Zrobił na mnie większe wrażenie niż za pierwszym razem, choć i wtedy bardzo mnie ujął. Tym razem jakoś bardziej dotarł mnie specyficzny rodzaj dramatu głównego bohatera.

      poświęca on całe życie celem wcielenia w czyn pewnego ideału, który ma w głowie i który zawsze był dla niego podstawowym układem odniesienia w życiu. Chce być perfekcyjnym major domusem. Podporządkowuje temu wszystko, mimo że mówi o "służbie" i "pracy" widać, że nie chodzi tylko o staroangielski szacunek dla powinności i obowiązku.

      Przez całe życie dystansuje się od posiadania swoich uczuć, związków, wiedzy innej niż zawodowa, przez co doznaje licznych zawodów i upokrzeń : nie dostrzega, że jego współpracowniczka jest w nim zakochana, podczas wieczorku w saalonie zamku swojego pana pewien monarchista zadaje mu skomplikowane pytanie dotyczące związków ekonomii i polityki, na które major domus nie potrafi odpowiedzieć, co ma dowodzić tezy, że demokracja, w której tacy właśnie ignoranci dysponują gros głosów - jest ustrojem wadliwym, nie dane jest mu także przeżyć właściwie śmierci własnego ojca, która ma miejsce podczas szalenie ważnej konferencji politycznej na zamku, a służący musi dbać o wygody i komfort przybyłych gości.

      praca, obowiązki, tudzież dążenie do perfekcji zabiera mu całą resztę życia. Czasu starcza najwyżej na pokątne czytanie tanich romansów, które mają mu zastąpić deficyt czułości i bliskości w jego własnym życiu.

      Nie widać, zeby był nieszcześliwy, choć momentami można odnieść wrażenie, ze pod tym autystycznym skupieniem coś tam się jednak kryje, jakaś świadomość że coś mu umyka, coś właśnie traci, lecz zaraz przywołuje się do porządku.

      Jesli nawet sobie życia nie rujnuje, to w pewien sposób rujnuje ja zakochanej w nim pannie Kenton. POniekąd nie pozostawia jej wyboru i swoją uprzejmą obojętność wymusza na niej małzeństwo z rozsądku z innym mężczyzną, a potem długie lata w atrofii emocjonalnej, czego dowodzi ich spotkanie po 20 laatch, które finalizuje się rozstaniem, podczas którego ona nie odjedża autobusem nie odrywając od niego rozczarowanego i smutnego wzroku.

      A na dokładkę, pan Stevens musi żyć ze świadomością, że służył człowiekowi, który wierzył w III Rzeszę i nazistowski projekt, który wyrzucał z pracy służące tylko za to, że były Żydówkami. Widział w nim "dżentelmena" i tak naprawdę to mu starczało. Reszta to jego praca, a poza nią - tłumił w sobie odruchy ocenne. Bo to nieprofesjonalne zachowanie, nie należące do obowiązków lokaja.

      I znów, trudno go winić, że nieczuły, że obojętny. Nie jest to cynizm z jego strony. Jest to wypracowana postawa życiowa, w którą on wierzy, bo wg niego każdy musi być na swoim miejscu w życiu i na tym miejscu robić wszystko w taki spsoób, jak to robić należy i jak wskazują kanony i zasady.

      I pozostaje tylko pytanie : czy coś w nim drgneło, kiedy pani Kenton uparcie wyrywała mu z ręki ksiązkę, pragnąc zaspokoić ciekawość jakąż też lekturę zajmuje się po godzinach Stevens ? Wyglądało to tak, jakby w nim coś się otworzyło. Jakby w tym momencie prywatności okazało się, że może jednak po godzinach mierzy się on z rzeczami, które w godzinach pracy wypiera i odsuwa poza zasięg aparatu myślowego ?

      wybitny film psychologiczny.

      brytyjski jak chodzi o dizajn i wizaż, rewelacyjny aktorsko, ale wydaje mi się, ze reżyser przez 2 godziny robi to, co pani Kenton ; próbuje przemocą niemal zajrzeć do głowy zastygłego w pozie perfekcyjnego major domusa pana Stevensa. I trzeba uważnie to oglądać, bo jesli pojawiają się dysonanse i pęknięcia na tej nieskazitelnej powierzchni, to są bardzo subtelne i ledwie dostrzegalne. Fanastycznie gra to Anthony Hopkins.
      • mala_ciekawostka Re: "OKruchy dnia" via TVP Kultura 16.04.17, 14:32
        Widziałam film parę lat temu, wczoraj trafiłam na końcówkę, pamiętam, że mi się podobał, Emma Thompson i Anthony Hopkins jak zawsze wspaniali. "...podczas którego ona nie odjedża autobusem nie odrywając od niego rozczarowanego i smutnego wzroku." - chyba miałeś Greku na myśli, że ona właśnie odjeżdża autobusem smutna i ze łzami w oczach... :)
        • grek.grek Re: "OKruchy dnia" via TVP Kultura 16.04.17, 16:29
          yes, Mała Ciekawostko, o ten rodzaj emocji mi chodziło :]

          ujęłaś je znacznie lepiej i trafniej :]
          • mala_ciekawostka Re: "OKruchy dnia" via TVP Kultura 16.04.17, 17:04
            :)
            • grek.grek Re: "OKruchy dnia" via TVP Kultura 16.04.17, 17:22
              przepraszam !

              dopiero teraz zauważyłem, że chodziło o błąd logiczny w tym, co napisałem, a nie o nietrafne ujęcie opisu emocji :]

              wybacz mi, Mała Ciekawostko, nie połapałem się zupełnie :]]

              obiecuję błyskawiczną i radykalną poprawę ! :]
              • mala_ciekawostka Re: "OKruchy dnia" via TVP Kultura 16.04.17, 19:36
                Nic się nie stało!:)
                • grek.grek Re: "OKruchy dnia" via TVP Kultura 17.04.17, 13:11
                  dzięki za wyrozumiałość wobec mojego gapiostwa, Mała Ciekawostko :]
      • siostra_bronte Re: "OKruchy dnia" via TVP Kultura 16.04.17, 17:18
        Czasem nie zapowiadamy filmów, które były już parę razy w tv, ale to chyba błąd :)

        Trudno coś dodać. Znakomity film Jamesa Ivory'ego, wspaniała gra Hopkinsa i Thompson!
        • grek.grek Re: "OKruchy dnia" via TVP Kultura 16.04.17, 17:24
          też mam takie wrażenie, Siostro :]

          wspaniały film :]
    • grek.grek seriale-pomyłki : "Lucyfer" 16.04.17, 13:57
      z cyklu : inwazja wandali ;]

      Lucyfer zawsze był dla mnie ważną postacią literacką i symboliczną, ukochaną przez romantyków, ale nie tylko, pełną znaczeń i sensów, tragiczną.

      I spotykam oto serial amerykański pt "Lucyfer".

      Co tam mamy : ano tę biblijną postać sprowadzoną do poziomu tępo uśmiechniętego lalusia prosto z soloarium, który bez przerwy suszy zęby, ma nadnaturalne moce sprzedawania kopniaków, i prowadzi nocny lokal, w którym klietelę stanowią same modelki i modele.

      I chyba prowadzi jakiś śledztwa kryminalne.

      Lucyfera każdy sobie może przerabiać jak chce, respektu i przywiązania do symboliki i klasycznych przedstawień - mieć nie musi. Ale ta wrzutka w serialowy światek ma tę irytującą wadę, ze stanowi alibi tworców tego knota, żeby pokazać kolejny serial z ekskluzywnymi lokalami, glamourem, wymakijażowanymi aktorzystami i pretekstową fabułą.

      Pokazuje coś, co już 2 tysiące razy pokazano, ale że główny bohater to TEN Lucyfer... słowem - wzięli i z głębokiej, wieloznacznej postaci zrobili płytkiego pajaca.

      nie ma to jak przy świątecznym jajku narzekać na sprofanowanie postaci szatana, nieprawdaż ? ;]
      • siostra_bronte Re: seriale-pomyłki : "Lucyfer" 16.04.17, 17:19
        A na jakim kanale widziałeś to dzieło? :)
        • grek.grek Re: seriale-pomyłki : "Lucyfer" 16.04.17, 17:25
          na TVN7, Siostro :]


    • grek.grek "Mission Impossible" - nowy świąteczny evergreen ? 16.04.17, 16:36
      "MI" okazuje się być jakimś nowym pomysłem stacji telewizyjnych na świąteczne hity ;]

      w TVN7 o 20:00 "MI IV - Protokół duchów", który - od razu się pochwalę, hehe - oglądałem, gdzieś powinien być w archiwum chyba nawet, ale czy to jest film wybitny ? na pewno bardzo efektowny, ze scenę rozgrywającą się na zewnątrz 80 piętra szklanego wieżowca w Dubaju [o ile pamiętam dobrze]. I zdaje się o to głównie chodzi.

      nie wiem, jak to działa, ale do "Skyfall" czy "Casino Royale" chętnie wracam, a do "MI" wcale [a widziałem 3 filmy z tego cyklu, i są one niezmiennie powtarzane]. Też tak macie ? :]

      Jutro Polsat zapowiada premierę "MI : Rogue Nation" - o 20:00.

      tak więć, agent HUnt et consortes będzie się panoszył w te święta niczym Kevin w czasie tych drugich ;]


      • maniaczytania Re: "Mission Impossible" - nowy świąteczny evergr 16.04.17, 19:57
        Na Rogue Nation byłam w kinie, świetna zabawa, ja tam wolę od Craiga Toma Cruise'a ☺
        • grek.grek Re: "Mission Impossible" - nowy świąteczn 17.04.17, 13:13
          o, wielce to obiecująca zapowiedź, Maniu, seans "Rogue Nation" dzisiaj w POlsacie o 20:00 :]

          hah :]
          • grek.grek Re: "Mission Impossible" - nowy świąteczn 17.04.17, 13:16
            Tom Cruise czy Daniel Craig ? :]
            ciekawy wybór aktorski.

            zaryzykowałbym... remis.
            obaj wypadają świetnie w swoich rolach :]
    • grek.grek Cannes 2017 - program i plakat ;] 16.04.17, 16:51
      plakat już jest :]

      zapowiedzi - znakomite.

      pokazy 2 pierwszych odcinków nowej serii "Twin Peaks" Davida Lyncha oraz całego serialu "Top of The Lake : China Girl" Jane Campion.

      w konkursie głównym filmy m.in Zwiagincewa, Łoźnicy, Hanekego, Lanthimosa, Ozona, Hazanaviciusaa, Sofii Coppoli, Akina, MUndruczo.

      ale to Cannes, tutaj już samo wejście do głównego konkursu jest wielką nobiltacją.
      ... której polskie kino od lat nie ejst w stanie doświadczyć.

      Będzie za to obecne w sekcji krótkiego metrażu.
      z filmem "Koniec widzenia", który znalazł się w zakwalifikowanej 9, wybranej spośród... 5 tysięcy zgłoszonym filmów. To się nazywa docenienie ! :]

      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-znamy-pelen-program-festiwalu/74fg5m
      • barbasia1 Re: Cannes 2017 - program i plakat ;] 17.04.17, 00:22
        Zacni reżyserzy pokażą filmy. Festiwal zapowiada się ciekawie.

        :)
    • grek.grek Barbasiu ! :} 16.04.17, 17:15
      Barbasiu, jak spędzasz święta ? :] Jak udały się wypieki w tym roku ? I cala reszta ? :"]

      czy wszystko w porządku ?
      • siostra_bronte Re: Barbasiu ! :} 16.04.17, 17:20
        Greku, Barbasia odezwie się pewnie po świętach :)
        • grek.grek Re: Barbasiu ! :} 16.04.17, 17:27
          mam nadzieję, że Barbasia jest cała i zdrowa.
          • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 00:15
            Dziękuję bardzo, bardzo serdecznie, Greku, za troskę i wszystkie posty /i taniec radości sprzed kilku dni! :}/
            • grek.grek Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 13:09
              Barbasiu, na powitanie Ciebie - taniec radości nowy !, zupełnie oryginalny ! :} :

              schroedingerscat.files.wordpress.com/2013/10/image_thumb1.png?w=1059&h=743
              • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 21:24
                Hehehe! :)))
                Dziękuję!
        • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 00:00
          Jakbym mogła nie złożyć WAM życzeń świątecznych!

          Wczoraj o 0:30 / po wyjeciu z pieca sernika/ usiłowałam napisać życzenia, niestety akurat uruchomiły się aktualiizacja systemu. Nie miałam siły czekać, aż się skończy.
      • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 00:09
        W tym roku wszystko jeszcze bardziej, jeszcze więcej na mojej głowie, w dodatku bolący / już mniej/ kręgosłup doskwiera i spowalnia. Wybacz, Greku, Wybaczcie, ale nie miałam spokojniej chwili, żeby się odezwać, wieczorem padałam z nóg, zasypiałam przed telewizorem, komputerem.

        Wypieki - udane. :)
        • grek.grek Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 13:05
          rozumiem, Barbasiu.

          najważniejsze, że jakoś udało Ci się sobie z tym wszystkim poradzić w tym gorącym okresie w roku.

          jakie ciasta piekłaś na te święta, Barbasiu ? :}
          • siostra_bronte Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 19:00
            Do czego doprowadzają ludzi święta :)
            • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 21:17
              Hehehe! :)
              Ale u mnie nie tylko święta ...

          • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 17.04.17, 21:23
            Szczęśliwie ogarnęłam wszystko. I dobrze, że już po świętach. ;)

            Sernik z kratką, babę drożdżową.
            • grek.grek Re: Barbasiu ! :} 18.04.17, 13:23
              cieszę się zatem razem z Tobą, Barbasiu :]

              o, brzmi jakże smakowicie ! :]
              • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 19.04.17, 00:21
                :)


                Sernik zwłaszcza! :))
                • grek.grek Re: Barbasiu ! :} 19.04.17, 13:33
                  o tak ! :]]
                  • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 20.04.17, 00:28
                    :))
            • grek.grek Re: Barbasiu ! :} 18.04.17, 13:26
              I zapomnniałem podziękować Ci za piękna oprawę muzyczną tych świąt, "Hallejujah" w znakomitym wykonaniu :]

              dzięki !
              • barbasia1 Re: Barbasiu ! :} 19.04.17, 00:20
                Cała przyjemność po mojej stronie. :)

    • siostra_bronte "Przygody barona Munchausena" 16.04.17, 17:21
      Przypominam, film Terry'ego Gilliama jutro o 15.35 w Kulturze!
      • grek.grek Re: "Przygody barona Munchausena" 16.04.17, 17:32
        dzięki, Siostro :]

        nie wiem, czy się wyrobię na seans, świąteczne rytuały wizytowe nie ułatwiają zadania, ale będę lawirował i dryblował niczym Lewandowski, żeby choć dać sobie szansę na sukces :]

        dziś w nocy spróbuję pochwycić ciekawą, w zamierzeniu, premierę na jednym z czeskich komercyjnych kanałów - tytuł pozostawię na razie w tajemnicy, żeby nie zapeszyć :]

        mam nadzieję, że uda mi się obejrzeć i napiszę parę słów a'propos, najlepiej bez spoilerów, bo skoro u nich ten film już jest, to zapewne niebawem i w polskich głównych i mniej głównych kanałach pojawić się powinien :]
      • barbasia1 Re: "Przygody barona Munchausena" 17.04.17, 00:16
        OK
      • grek.grek Re: "Przygody barona Munchausena" 19.04.17, 13:36
        niestety, Siostro, nie udalo mi się obejrzeć "Przygód...".

        mam nadzieję na powtórkę.

        A wczoraj przefrunęła nam bez zapowiedzi powtórka "Wakacji pana Hulota" w Kulturze :] udało mi się obejrzeć ostatnie 20 minut. Zdecydowanie najświetniejszy ze wszystkich filmów Jacquesa Tatiego, wg mnie. Pozostałe też są ofk bardzo udane, wszystkie mnie urzekły mniej lub bardziej, ale "WAkacje...", to jest rzecz fantastyczna zupełnie :]
        • siostra_bronte Re: "Przygody barona Munchausena" 19.04.17, 15:42
          I ja nie obejrzałam, coś mi wypadło w ostatniej chwili. Co za pech!

          Nie tracę nadziei, że obejrzysz "Playtime" i wtedy pewnie zmienisz zdanie :)
          • grek.grek Re: "Przygody barona Munchausena" 19.04.17, 16:53
            o, obejrzę na pewno, Siostro :]
            jesli nie zdołam zobaczyć najbliższej powtórki w tv - zgodnie z obietnicą : poszukam tego filmu w sieci.

            faktycznie jest tak dobry ? :]
    • grek.grek "Snajper" via Nova 17.04.17, 15:13
      Film Eastwooda o amerykańskim strzelcu wyborowym, który podczas misji w Iraku zlikwidował 160 wrogów, ustanawiając rekord US Army.

      postaram się nie spoilerować, aczkolwiek... nie ma tutaj fabuły, którą można by zdradzić ze szkodą dla oglądającego, bo jest to raczej portret niż film akcji.

      Nie jest to hagiografia, chociaż widać, że reżyser lubi swojego bohatera i ceni jego ideały. Próbuje jakoś niuansować jego postać, ale wg mnie i tak wychodzą sympatie i współodczuwanie.

      Chris Kyle wychował się w Teksasie, gdzie już jako młodzieniec nauczył się od ojca dwóch rzeczy : co to karabin i jak to używać oraz że świat dzieli sie na dobrych i złych, i zadaniem takich jak Chris jest chronić dobrych przed złymi.

      Z taką wizją świata Chris zaciągnął się do wojska, przeszedł kurs w Seals, a po 9/11 zdecydował się pojechać do Iraku, by zło tępić karabinem.

      Eastwood schematyzuje fabułę jak tylko może : Chris jedzie do Iraku, strzela, bierze udział w akcjach polowania na liderów terrorystów na ulicach Faludży - Chris wraca do domu, gdzie ma żonę - Chris jedzie na kolejną turę do Iraku, gania terrorystów na ulicach Faludży - Chris wraca do domu, gdzie żona coraz bardziej zaniepokojona, że jego ta wojna zmienia i że dzieci [kolejno : syn i córka] nie mogą z nim dostatecznie długo przebywać, no bo on przecież... - ... znów jedzie do Iraku... I tak w kółko.

      pan reżyser oczywiście dodaje pojedyncze elementy, jak nieoficjalny pojedynek z irackim snajperem Mustafą [byłym złotym medialistą Igrzysk w strzelectwie] oraz wykuwającą się legendę Chrisa jako najskuteczniejszego amerykańskiego snajpera w historii, stara się też by kolejne wypady w miasto na poszukiwanie przywodców Al Kaidy miały osobną choreografię. Szekielet fabularny zostaje jednak zachowany.

      Najlepsze są sceny [dwie] , w których Chris musi zdecydować, czy mozę zabić dziecko, które szykuje się do wykonania zamachu na żołnierzy, tudzież ludnośc cywilną. Szczególnie ta druga jest naprawdę mocna.

      Ciekawy jest moment, kiedy Chris rozmawia z żoną, wybucha strzelanina z terorystami, upuszcza telefon, ale połączenie nie urywa się i żona przerażona wysłuchuje odgłosu cięzkiej wymiany ognia, nie mając pojęcia czy mąż żyje czy właśnie zginął.

      Nieźle wpleciona w całą opowieść jest postać najemnika Musfafy, gibkiego, niewątpliwe przystojnego, snajpera, który daje się mocno we znaki Amerykanom, budzić mozę nawet lekką sympatię. Mamy tutaj wyraźną inspirację "Wrogiem u bram", choć w wersji nieco mniej oczywistej, bo Mustafa niekoniecznie na Chrisa poluje, nawet jeśli Chris na niego i owszem.

      Sceny z cyklu : "z warsztatu snajpera" - niezłe.

      Ale już moment, w którym Chris pod ostrzałem dzwoni do żony i roztrzęsionym głosem informuje, że "chce wracać do domu" - chybiony i niepotrzebny.

      Eastwood nie waha się złożyć uszanowania inwalidom wojennym, których włącza do paru scen i pozwala mówić o sobie, oraz nie waha się demonstrować ich kontuzji.

      Chris Kyle nie jest automatem, podczas przerw między turami służby w Iraku oraz po powrocie : ma chwile niepokojące - a to lekarz stwierdza karkołomne [nad]ciśnienie spoczynkowe, a to facet siedzi i wpatruje się w telewizor, który jest wyłączony, ale on w nim jakby widział i słyszał odgłosy ulicznych walk Ostatecznie jednak ginie wcale nie z reki wroga. To nie spoiler, wydaje mi się :], bo w opisach można znaleźć informację, że Kyle zginął z ręki innego weterana wojennego, któremu miał w czymś pomóc. Widzimy jak wyjeżdza z domu, już rozluźniony, po przewalczeniu tych wojennych kryzysów, uśmiechnięty i kochający tata i mąz.

      A w finale mamy popisową demonstrację patriotyzmu i chwała bohaterom ! made in USA. Zdjęcia są autentyczne, ale fakt że Eastwood włożył je do filmu jest dość wymowny.

      Generalnie : dostajemy gościa, który ma w nosie myślenie i krytyczną refleksję. Nauczył się strzelać i wie, że ONI 'mogą przyjść tutaj, więc trzeba ich już tam zatrzymać, dla dobra kraju'. I już.

      Nie ma szans by dotrzeć do niego z informacją, że to jego własny kraj najechał ich kraj, a on jest okupantem, z którym tamci walczą. Podobnie nie ma szans, by zrozumieli to ci, którzy powiewają flagami i są dumni z tego, ze Chris Kyle zastrzelił 160 ludzi.

      Eastwood ociepla wizerunek postaci wzorowo ; gośc umie zażartować, żonę poznaje i uwodzi z pewnym nawet wdziękiem, jak już dojdzie do siebie, to jest dobrym ojcem i mężem, pomaga komu może, chroni życie swoich towarzyszy, wyrazy podziwu i uwielbienia [spotkanie w cywilu z żołnierzem, któremu zycie ocalił] przyjmuje ze skrępowaniem...

      Ale mnie to nie pomogło. Nawet skądinąd sympatyczna postać aktorska Bradleya Coppera nie pomogła. Oglądałem ten film jakbym patyrzył na niemieckie kino o wybitnym strzelcu Wehrmachtu, który malowany jest na bohatera, bo wystrzelał 160 polskich terrorystów w okupowanej Warszawie. Nie kupiłem tego.

      I ten brak refleksji. Eastwood oparł się na autobiografii swojego bohatera, a tam zapewne nie było żadnej wzmianki o podejmowanych przez niego próbach myślenia. Ma wdrukowany w głowę szablon i trzyma się go kurczowo : tamci źli, nasi dobrzy, ja muszę zabijać złych żeby chronic dobrych. Na niuanse nie ma tutaj miejsca, są one wręcz niestosowne.

      Na plus dobre zdjęcia irackiego miasta [chyba raczej nie Faludża, ale też nie miasteczko filmowe], a sceny komandoskich wypadów i wymiany ognia z wrogiem - nakręcone z dbałością o pozostawanie kamery w wirze wydarzeń, co ma wzmóc zaangażowanie widza.

      www.youtube.com/watch?v=99k3u9ay1gs
      • siostra_bronte Re: "Snajper" via Nova 17.04.17, 19:03
        Dzięki, Greku :)

        Nie mam czasu teraz przeczytać. Ale pamiętam, że film miał mocno krytyczne recenzje, za gloryfikowanie postaci bohatera i amerykański hurrapatriotyzm.
        • grek.grek Re: "Snajper" via Nova 18.04.17, 13:20
          dzięki, Siostro :]

          po części są to zarzuty słuszne, wg mnie.
    • grek.grek 22:45 TVP Kultura "Jeziorak" 17.04.17, 17:58
      naprawdę dobrze zrobiony polski kryminał skandynawski ;]
      albo skandynawskopodobny.

      tak czy owak : jest niezły nastrój, trochę chwytów z kryminałów szwedzkich i duńskich, trochę z "Gliny", i skupienie na znajdowaniu tropów, śladów, rozmowach, nie na fajerwerkach i machaniu pistoletami, które jakże często służy maskowaniu braku pomysłów na intrygę fabularną.

      warto obejrzeć :]
      • barbasia1 Re: 22:45 TVP Kultura "Jeziorak" 17.04.17, 19:03
        Ale pora! :/ Chciałabym zobaczyć. Może nie zasnę!?
        • grek.grek Re: 22:45 TVP Kultura "Jeziorak" 18.04.17, 13:21
          udało Ci się obejrzeć, Barbasiu ? :}
          • barbasia1 Re: 22:45 TVP Kultura "Jeziorak" 19.04.17, 00:15
            Nie. :/ Ale obejrzę inaczej.
            • grek.grek Re: 22:45 TVP Kultura "Jeziorak" 19.04.17, 13:31
              świetnie, Barbasiu :]

              jestem bardzo ciekaw Twojej recenzji i wrażeń :]
    • grek.grek 20:00 Polsat "Mission Impossible : Rogue Nation" 17.04.17, 18:05
      wczoraj tylko półgębkiem, ale Mania napisała, że to kawał dobrej rozrywki filmowej, więc może warto ten tytuł w osobnym wątku zapowiedzieć :]

      to chyba piąty film w tej serii ?

      na Rotten Tomatoes rekordowe 93 % pozytywnych recenzji z 279 zgromadzonych.

      budżet rzędu 150 mln dolarów.
      zarobił już ponad 700 mln.
      A skoro widownia przyznaje wysokie oceny i dobrze się bawiła, to mozna powiedzieć, że
      ta kasa została zarobiona uczciwie. Na coś w końcu ludzie pieniądze muszą wydawać ;]

      PS : a w nocy "Wielki Gatsby" AD 2013 :]
      od 0:35 w TVN7
      • grek.grek Re: 20:00 Polsat "Mission Impossible : Rogue Nati 17.04.17, 18:24
        PS :

        znów składnia mnie zawiodła.

        "półgębkiem", to ja próbowałem zbyć ten film :]
        Mania mówiła zdecydowanie i klarownie oraz wprost :]


        • barbasia1 Re: 20:00 Polsat "Mission Impossible : Rogue Nati 17.04.17, 19:04
          :)
      • barbasia1 Re: 20:00 Polsat "Mission Impossible : Rogue Nati 17.04.17, 19:05
        >PS : a w nocy "Wielki Gatsby" AD 2013 :]
        >od 0:35 w TVN7

        Jeszcze lepiej. :/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka