Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 4 (vol. 78)

    • grek.grek Ct4, LM : Real M. - Bayern 18.04.17, 16:04
      nie wiem, jakim cudem polskie kanały otwarte mogły oddac Ligę Mistrzów prywaciarzom... do dziś tego nie rozumiem.

      Czesi trzymają ją w publicznej tiwi i oby nie zrezygnowali z tej strategii :]

      Real gra u siebie, w Monachium zwycięzył 2-1, więc teoretycznie jest w komfortowej sytuacji. Ale jak się mierzą tak mocni rywale, to chyba wszystko jest możliwe. Zwłaszcza, że Bayern przegrał pierwszy mecz z powodu czerwonej kartki dla jednego ze swoich piłkarzy oraz absencji Lewandowskiego.

      zatem : wszystko jeszcze jest możliwe.

      czyj awans obstawiacie, Czcigodni ?
      • barbasia1 Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 19.04.17, 00:13

        Na typowanie już za późno. Sprawdziłam wynik. Real M. - Bayern 4:2. I to "Królewscy" awansowali do półfinału. Mecz musiał być świetny!? Aż Ci zazdroszczę, że oglądałeś!
        Piszą tu, że Robert Lewandowski strzelił gola Realowi.

        > nie wiem, jakim cudem polskie kanały otwarte mogły oddac Ligę Mistrzów prywacia
        > rzom... do dziś tego nie rozumiem.

        I ja nie pojmuję.
        • grek.grek Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 19.04.17, 13:28
          tak było, Barbasiu :]

          świetny mecz, naprawdę znakomity, no i sporo dyskusyjnych okoliczności się w nim nagromadziło.

          w 1 połowie przeważał Real, strzelał kilka razy z pola karnego, ale albo bramkarz bronił albo obrońcy wybijali, albo piłka frunęła nad poprzeczką - o włos.

          w 2 połowie odwrócenie ról : Bayern wziął się do gry i teraz on miał kilka okazji, raz Real wybijał z linii bramkowej. W tym okresie gry własnie zdarzył się karny dla Bayernu, i Lewandowski nie zawiódł.

          Bayernowi brakowało jeszcze jednego gola, więc atakował i stwarzał sytyuacje, narażając się na kontrę i w takiej właśnie akcji Ronaldo rzucił się i wycelował z głowy ;]

          Dosłownie minutę później koszmarne nieporozumienie obrońcy-bramkarz i w pozornie kontrolowanej okoliczności - Real turla piłkę do własnej bramki. 2-1 dla Bayernu, 3-3 w dwumeczu.

          A potem dramaturgia sięga zenitu, bo gracz Bayernu dostaje drugą żołtą kartkę i musi zejśc z boiska. Bayern gra w "10", zmienia ustawienie, ale nie rezygnuje z prób zdobycia gola.

          dogrywka.

          Real sam sprawił prezent Bayernowi samobójczym golem, a sędzia dał prezent Realowi. gol na 2-2 padł po ewidentnym spalonym Ronaldo. szkoda, ale tak to bywa.

          Bayern osłabł zupełnie, miałem wrażenie, ze paru graczom brakło zdrowia, a niektórzy biegali z minami sugerującymi walkę z kontuzjami.

          na 3-2 znów strzelił Ronaldo, a piłkę wystawił mu idealnie bohater tej akcji, Marcelo, dynamiczny, rewelacyjny lewy obrońca, który rozegrał wybitny mecz.

          Było już po zabawie, Bayern cięzko oddychał, a tutaj jeszcze wyszedł z kontrą Real, młodzian Asensiao objechał zmęczonego śmiertelnie stopera Bayernu i wcelował obok bramkarza. 4-2.

          pomyłka sędziego przy spalonym na pewno była wstydliwa i kosztowna dla Bayernu, ale wg mnie Real był jednak lepszy. Bayern miał swietne wejście i 30 minut drugiej połowy, ale Real grał równo, miał więcej dobrych okazji, a także po prostu wybiegał tę wygraną :]

          ponoć po meczu piłkarze Bayernu zrobili sędziemu karczemną awanturę, na trybunach też było gorąco. Ech, fani często zapominają, że to jednak tylko szołbiznes, zabawa, rozrywka :]

          niemniej, ktoś kiedyś powiedział, że "Piłka nożna to nie jest sprawa życia i śmierci... to coś znacznie poważniejszego" ;] - jak widać ta sentencja jeszcze długo będzie znajdowała swoje odzwierciedlenie w reakcjach ludzkości.


          • siostra_bronte Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 19.04.17, 15:51
            Szkoda, kibicowałam Bayernowi.

            Za to przez przypadek natknęłam się na początek meczu Leicester-Atletico w kanale nsport+, który był kodowany, widocznie to jakaś promocja.

            Mecz był świetny, bardzo podobał mi się Leicester, grali odważnie i mieli mnóstwo okazji do strzelenia gola. Niestety, Atletico nie dali sobie wydrzeć awansu. Remis 1:1. Ale generalnie i tak lubię tę drużynę, od kiedy okradziono ich ze zwycięstwa finale CL w pamiętnym meczu z Realem :)

            Zgadzam się z tym słynnym cytatem, bodajże jakiegoś brytyjskiego sędziego.
            • siostra_bronte Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 19.04.17, 15:53
              A dziś wieczorem mecz AS Monaco-Borussia. Mam nadzieję, że nie zakodują kanału.
              • grek.grek Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 19.04.17, 16:59
                o, świetnie !

                miejmy nadzieję, że nie będzie kodowania !
                życzę Ci znakomitej piłkarskiej rozrywki, Siostro :]
            • siostra_bronte Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 19.04.17, 16:17
              Z ciekawości sprawdziłam, to słowa Billa Shankly, szkockiego trenera, który największe sukcesy odniósł z Liverpoolem.
            • grek.grek Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 19.04.17, 16:56
              czyli, wespół w zespół obejrzeliśmy oba mecze :]

              Atletico fakt budzi sympatię, moze w tym roku wreszcie zdobędą LM.

              dzisiaj Juventus bronić bedzie zaliczki 3-golowej, w Barcelonie.
              A Monaco ugości Borussię, w pierwszym meczu wygrało 3-2.

              coś mi się wydaje, że awansują gospodarze dzisiejszych meczów :"]
              a jakie są Twoje typy, Siostro ?

              Czcigodni ?
              • maniaczytania Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 19.04.17, 20:54
                w Atletico gra mój ulubiony piłkarz :)
                • barbasia1 Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 20.04.17, 00:21
                  Który, Maniu? Podrzuć zdjęcie! :}
                  • maniaczytania Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 21.04.17, 20:48
                    Barbasiu - ja go cenię niezwykle nie ze względu na urodę ;))) , ale dlatego, że swoim nosem wyczuwam ogromny talent! A wyczułam go zaraz po pierwszym spotkaniu na Euro (wcześniej go nie widziałam w klubowych meczach) i już wtedy w różnych miejscach pisałam, żeby zwrócić na niego uwagę - i co? I został królem strzelców ;) i najlepszym zawodnikiem całych mistrzostw :) Ma niezwykłe wręcz wyczucie piłki oraz umiejętność znalezienia się w każdej sytuacji, jak to mówią, choć ja nie cierpię tego powiedzenia - świetnie 'czyta' grę ;)

                    Jeżeli woda sodowa mu do głowy nie uderzy, to osiągnie naprawdę wiele, a my będziemy słyszeć o jego kolejnych pięknych bramkach i akcjach.
                    • barbasia1 Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 21.04.17, 23:48
                      >Barbasiu - ja go cenię niezwykle nie ze względu na urodę ;))) [...]

                      Tak też, Maniu, od razu pomyślałam. Chciałam zobaczyć zdjęcie, żeby wiedzieć, który to piłkarz taki utalentowany. :}

                      ?
                      • maniaczytania Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 22.04.17, 10:29
                        myślałam, że już odgadłaś ;)
                        Dużo podpowiedzi dałam ;)
          • barbasia1 Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 20.04.17, 00:25
            Dzięki za świetną relację! :)
            • grek.grek Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 20.04.17, 13:00
              dzięki, Barbasiu :]

              Juventus awansował wczoraj, zremisowaał 0-0 w rewanżu z Barcą, a Monaco znów pokonało Borussię i też jest w półfinale.

              miejmy nadzieję, że Siostra oglądała ten drugi mecz i napisze nam o nim :]
              • siostra_bronte Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 20.04.17, 15:07
                Ależ się cieszę, że Barcelona odpadła. PSG zostało pomszczone:)
                • barbasia1 Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 21.04.17, 00:06
                  He,he! :)
                • grek.grek Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 21.04.17, 12:48
                  yes, Siostro :]

                  Juventus był za dobry, a drugi "pakiet pomocowy' ze strony sędziów byłby już przesadą ;]
              • siostra_bronte AS Monaco-Borussia Dortmund 20.04.17, 15:34
                Oglądałam!

                Ależ to był świetny, otwarty mecz! Może nawet finał nie będzie tak emocjonujący :) Żadnych "szachów", obie drużyny atakowały na przemian. Wiele sytuacji bramkowych. Monaco zaskoczyło mnie świeżością i szybkością. Jest tu kilku młodych piłkarzy, ok. 20tki, silnych fizycznie i niesamowicie szybkich: Mendy, Lemar, Mbappe- te nazwiska trzeba zapamiętać. bo długo w Monaco nie zostaną.

                Atak Borussii był jednak słabszy. Aubameyang nie miał miejsca, żeby włączyć swój trzeci bieg. Obrona popełniała błędy, w tym nasz Piszczek, niestety.

                Wynik 3:1 sprawiedliwy. Ale szkoda mi trochę Borussii, skrzywdzonej przez UEFA w ub. tygodniu. Wczoraj też był jakiś incydent, policja zatrzymała autobus z piłkarzami przed wyjazdem z hotelu, co z pewnością nie sprzyjało koncentracji przed meczem.
                • grek.grek Re: AS Monaco-Borussia Dortmund 21.04.17, 12:51
                  dzięki, Siostro :]

                  świetna relacja :]

                  yes, to są dwa ofensywne, dynamiczne zespoły, grające wysoki pressing.
                  miałem nadzieję, że będziesz miała okazję obejrzeć dobry mecz :]

                  to prawda.
                  aczkolwiek, Kamil Glik, piłkarz Monaco, powiada że oni też ten zamach przeżyli, też się bali i
                  cała ta sytuacja na nich również wywarła niekorzystny wpływ.
                  może coś w tym być.
              • barbasia1 Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 21.04.17, 00:07
                >Juventus awansował wczoraj

                Zawsze kibicuje Włochom. :)
                • grek.grek Re: Ct4, LM : Real M. - Bayern 21.04.17, 12:54
                  :]

                  ja też, Barbasiu, chociaż głównie to włoskiej reprezentacji ;]

                  ale ciekawe jest to, że w tym dzisiejszym futbolu, w którym wymieszały się narodowości, o sile włoskiego Juventusu stanowią Włosi... jak "Bóg przykazał' ;]
    • grek.grek 20:00 TVN7 "J.Edgar" 19.04.17, 14:29
      pamiętam, albo się mylę :] - zaryyzkuję przed sprawdzeniem, że przyjęliśmy dośc ostrożnie ten film ?

      może powtórka dzisiaj ?
      idealna godzina.

      I stosunkowo niewielka konkurencja :]
    • grek.grek 21:30 TVN "Belle Epoque" [odc 10] 19.04.17, 14:33
      ostatni odcinek.

      szkoda :]
      mówię serio ;] naprawdę żałuję, że to koniec. Pomimo wszelkich brakow i niedociągnięć, na dystansie całego sezonu serial ten w jakiś sposób obronil się urodą kostiumów, coraz ciekawszymi lokacjami i wizerunkiem postaci.

      gdyby tak dało się go nakręcić ponownie, po uwzględnieniu przez twórców krytycznych uwag odbiorców...


      • grek.grek Re: 21:30 TVN "Belle Epoque" [odc 10] 20.04.17, 13:11
        nie do wiary ! :]]

        jakie zakończenie !
        oglądaliście ?

        najpierw sądziłem, że to musi być cliffhanger do 2 sezonu, ale jednak ostatni kadr właściwie wyklucza taką możliwość... chyba.

        dramaturgia całego odcinka - naprawdę niezła. Twisty - są. finał - zaskakujący. Czego chcieć więcej ?

        najlepszy odcinek, który przekonuje, że gdyby powstały 3 pełnometrażowe odcinki, zaamiast 10 krótkich - "BE" zyskałby jakościowo.

        polecam powtórkę !

        PS : nie wyszedł im tylko Rosjanin, Iwanow, mówiący po polsku bez najmniejszego cienia rosyjskiego akcentu ;]
        • barbasia1 Re: 21:30 TVN "Belle Epoque" [odc 10] 21.04.17, 00:18
          A ja w środku odcinka miałam ... telefon! Doobjerzę...

          >najpierw sądziłem, że to musi być cliffhanger do 2 sezonu, ale jednak ostatni kadr właściwie wyklucza taką możliwość... >chyba

          a ja myślę, że właśnie otwiera taką możliwość .
          • grek.grek Re: 21:30 TVN "Belle Epoque" [odc 10] 21.04.17, 12:59
            o!, telefony w trakcie serialu dzwonią razy głośniej ;]

            rzeczywiście, Barbasiu, może tak być !
            bo czy można jednak przyjąć takie zakończenie, w którym główny bohater... [nie zdradzajmy szczegółów :)] ?
            • barbasia1 Re: 21:30 TVN "Belle Epoque" [odc 10] 21.04.17, 23:46
              >rzeczywiście, Barbasiu, może tak być !
              >bo czy można jednak przyjąć takie zakończenie, w którym główny bohater... [nie zdradzajmy szczegółów :)] ?

              Oczywiście, że tak. Ty też od razu tak na pewno pomyślałeś. :)
              • grek.grek Re: 21:30 TVN "Belle Epoque" [odc 10] 22.04.17, 13:15
                masz świetną intuicję, Barbasiu :]

                wlaśnie wyczytałem, że TVN faktycznie planuje 2 sezon.

                wg mnie - to dobra decyzja i daje nadzieję, że bogatsi o wpadki i błędy z serii pierwszej - zrobią coś, co przekona nawet zaprzysięgłych krytyków. I choćby nawet mieli tę nową serię puszczać po 22:00 ;]
    • grek.grek 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 19.04.17, 14:45
      w czeskim tłumaczeniu może być : "Każdemu, co mu się należy" albo coś w tym stylu ;]

      za scenariusz w Cannes w 1967 r.

      podwójne zabójstwo podczas polowania, ginie miejscowy lekarz i jego przyjaciel. Społecznośc miejska uważa, że była to zbrodnia w afekcie, ale prowadzący [chyba - prywatne ?] śledztwo prof. Laurana podąza innymi tropami i rozplątuje sieci wzajemnych zależności i układów środowiskowych, które mogły sprawić, ze było to morderstwo z zimną krwią, celowe i zaplanowane, z politycznym podtekstem. Sam profesor z czasem także zaczyna czuć się zagrożony, a źrodłem tego niebezpieczeństwa jest jego relacja z "femme fatale", wdowie po zabitym lekarzu.

      włoski film noir ?

      czy znacie może ten film ?

      świetne zdjęcia, czarno-białe, zapowiadają bardzo klimatyczny film :
      www.ceskatelevize.cz/porady/11295911608-kazdemu-co-mu-patri/21638665102/
      • siostra_bronte Re: 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 19.04.17, 15:52
        Nie widziałam. brzmi bardzo ciekawie. Czekam na recenzję!
        • grek.grek Re: 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 19.04.17, 16:58
          dzięki, Siostro :]

          istotnie, mam nadzieję obejrzeć ten film i napisać a'propos ":}
        • barbasia1 Re: 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 20.04.17, 00:27
          Ja też nie znam, i chętnie przeczytam o filmie.
          • grek.grek Re: 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 20.04.17, 13:05
            Barbasiu, Siostro - niestety nie będę mógł napisać o zapowiadanym filmie, bo... zostałem zdradzony o północy ! ;]]

            budzik nie zadzwonił i tym sposobem film mi, de facto, umknął.

            sam się obudziłem, ale była już pierwsza, a rozpoczynanie seansu w połowie... to nadal jest praktyka pozostająca poza moim zasięgiem ;] Wolę poczekać na powtórkę, może w sieci gdzieś ten film się pojawi ?

            przełączyłem tylko na chwilę i, ciekawe - wcale nie jest on czarno-biały, ale najzupełniej kolorowy :] Nie wiem, skąd się wzięły czarno-białe fotografie na stronie o filmie.

            jeszcze dziś kupuję nowy budzik :]
            to nie była jego pierwsza wpadka, ale ta akurat - wyjatkowo nieprzyjemna w skutkach, więc pora dla niego na zasłużoną emeryturę w szufladzie.

            raz jeszcze przepraszam za ten ambaras. zapowiedziałem, narobiłem reklamy, a na koniec... ech :]
            • siostra_bronte Re: 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 20.04.17, 16:23
              :)
            • barbasia1 Re: 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 21.04.17, 00:09
              Hehehe! Nic się nie stało, Polacy ...

              Przynajmniej się wyspałeś. Zaczekamy na powtórkę. :)
              • grek.grek Re: 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 21.04.17, 12:57
                dzięki, Barbasiu :]

                yes, spałem godzinę dłużej niż zwykle, chociaż... wczoraj z kolei, spałem 2 godziny mniej niż zwykle, więc to się gdzieś zbalansowało ;]
                • barbasia1 Re: 0:15 Ct Art "Każdemu swoje" 21.04.17, 23:45
                  >yes, spałem godzinę dłużej niż zwykle, chociaż... wczoraj z kolei, spałem 2 godziny mniej niż zwykle, więc to się gdzieś >zbalansowało ;]

                  Hehehe! Ożeż! :)
    • grek.grek "Cela" via Nova 20.04.17, 14:36
      psychothriller :]

      Najpierw mamy dwa wątki.

      w pierwszym obserwujemy panią doktor psychiatrii Catharine [Jennifer Lopez], która wraz z dwójką przyjaciół prowadzi profesjonalne badania nad leczeniem pacjentów w stanie śpiączki, za pomocą całkiem nowatorskiej metody.

      Polega ona na wprowadzeniu lekarki w równoległą kontrolowaną comę, następnie złączeniu przestrzeni oddziaływania fal mózgowych jej oraz pacjenta, by w ten sposób lekarka mogła dotrzeć do podświadomości pacjenta i tam dokonać aktywności terapeutycznych.

      Ofk, ten kontakt w podświadomości wygląda jak wizja, w której lekarka i pacjent poruszaają się w najdziwniejszych scenografiach, rozmawiają ze sobą i ona próbuje go wybadać.

      Na zewnątrz wygląda to tak, że oboje są wpakowani w specjalne skafandry z dziesiątkami przewodów, które są podłączone do specjalistycznych urządzeń, które na bieżąco śledzą współpraracownicy pani doktor.

      W tym momencie jedynym pacjentem tej trójki awangardowych naukowców jest mały chłopiec, syn milionerów, z którym Catharine nawiązuje kontakt, czuje że można go obudzić, ale rodzice rezygnują z tej metody leczenia i tym samym naukowcy tracą źródło finansowania ich projektu.

      Równolegle mamy wątek policyjnego śledztwa w sprawie morderstw na młodych kobietach. Ciało jednej zostaje znalezione gdzieś na odludziu. Sekcja stwierdza, że spędziła długi czas w... wodzie.

      Reżyser nie kryje zbyt długo tożsamości mordercy : jest nim schizofrenik, który lubi się podwieszać za haczyki wmontowane na stałe w ciało, a zabijanie to jego hobby nr 2.

      Sposób sobie znalazł osobliwy : porywa dziewczyny, zamyka je w szklanej klatce, a klatka ta - co jakiś czas zalewana jest stosowną miarką wody, co reguluje mechanizm irygacyjny zaprogramowany na stałe przez zabójcę. Klatka napełnia się stopniowo, aż w końcu ofiara tonie.

      Swój proceder uprawia w jakimś porzuconym starym silosie, wśród pól kukurydzy i innego zboża.

      Policja intepretuje ślady i typuje odpowiednią grupę podejrzanych. Pierwszy z nich okazuje się być tym właściwym. Na dokładkę w jego piwnicy znajdują telewizor i kasetę video z nagraniem ofiary topionej w klatce, jak w powyższym opisie.

      Szybko policjanci dochodzą do wniosku, że ostatnia zagniona dziewczyna, której zwłok nie znaleziono, może być ofiarą tego właśnie gościa. Problem jest taki, że tuż przed najazdem policji na jego mieszkanie facet doznał zapaści i jest nieprzytomny, a lekarze stwierdzają, że zapadł w śpiączkę i nigdy z niej już nie wyjdzie.

      Jak zatem dowiedzieć się, gdzie jest ta cela z dziewczyną i uratować ją zanim będzie za późno ? Oczywiście - zwrócić się o pomoc do naukowców z pierwszego wątku :]

      Catharine zgadza się i pozwala wprowadzić w stan śpiączki, łączy z umysłem również podłączonego mordercy i zaczyna eksplorować zakamarki jego podświadomości, w której skupiają się jego lęki, obsesje i fantazje. Tutaj pole do popisu mają spece od komiskowych przedstawień, a więc dziwacznych miejsc i postaci, którymi na ogól są kobiety w strojach i sytuacjach ślizgających się wokół sadomasochistycznych bajek. To wyjaśnia zapewne dlaczego jegomośc upodobał sobie kobiety, jako ofiary swoich wyczynów.

      Catharine znajduje w nim... małego chłopca i konstatuje, że morderca nie zabił w sobie najdawniejszych instynktów, tych czystych i dobrych. Jej strategią staje się nawiązanie relacji z tym małym chłopcem i za jego pośrednictwem wyciągnięcie od mordercy - gdzie trzyma niedoszłą ofiarę.

      ofk sam morderca, ta jego dominujaća strona osobowości, też tutaj występuje, przedstawia się jako "król w swojej posiadłości' i przybiera postaci rodem z nadruków na koszulkach fanów heavy metalu ;]

      Przy okazji Catharine odkrywa retrospekcje z życia mordercy, który - a jakże... - pochodzi z rozbitej rodziny, matka odeszła, ojciec go bije i poniewiera nim, a mieszkają w obskurnej spelunie przypominającej wnętrze przyczepy kempingowej.

      Catharine angazuje się tak mocno, że przekracza punkt, w którym podświadomie doznawane obrazy i emocje zaczynają przekładać się na jej psychikę, co dokumentują zapisy na encefalogramie i innych sprzętach, których nazwy nie potrafię przeliliterarować nawet, takich od śledzenia pracy mózgu.

      Jej współpracownicy w panice nie wiedzą jaką podjąć decyzję, a wtedy na pomoc decyduje się ruszyć policjant Peter [Vince Vaughn]. Też się daje wprowadzić w odpowiedni stan i próbuje przemówić do rozsądku Catharine, ofk w tym równoległym świecie. Pani doktor wraca do realu, a policjant przy okazji zauważa w tych fantasmagorycznych scenografiach jakieś ślady mogące sugerować, gdzie jest klatka z ofiara.

      W realu policjant zwierza się ze swoich tropów kolegom i wspólnie znajdują właściwy ślad. Docierają do dziewczyny i ratują ją w ostatniej chwili, kiedy ledwie nosem wystaje ponad taflę wody, tuż przy suficie szklanej celi.

      Nieustępliwa Catharine wraca do podświadomości mordercy. Robi to na własną rękę ignorując współpracowników i zamykając się od środka w specjalnej sali. Wraca, żeby pomóc temu małemu chłopcu zwycięzyć "króla z koszulek heavymetalowych", a więc, de facto, zbawić duszę mordercy.

      Co się jej udaje.

      słowem : ciekawy koncept, wizje dosyć sugestywne i niezwykle barwne, a idea by podświadome lęki, obsesje i fantazje wcielić w postaci, rzeczy, kolory i scenografie - przednia.

      www.youtube.com/watch?v=eCD5Nuoyi4
    • grek.grek 22:30 tvn "Och, Karol 2" 20.04.17, 14:52
      remake polskiej klasyki komediowej.
      w związku z tym, ta cyfra w tytule trochę nie na miejscu jest, bo nie mamy tutaj kontynuacji, ale powtórkę.

      oglądałem i to dwa razy ;]

      pan Karol jest elegancki i miły, a to - oraz jakiś inny niezidenyfikowany fluid - sprawiają, ze kobiety pasjami go uwielbiają. on sam sugeruje, że to dlatego, bo "nie potrafi im odmawiać i one to wyczuwają". jedyną kobietą, przy której czuje się całkowicie bezpiecznie, jest koleżanka z pracy, która woli dziewczyny.

      ma pan Karol narzeczoną, ale ma także trzy kochanki równolegle. Do tego pracę w nowoczesnej firmie, a i okazjonalne flirty się zdarzają, więc cały dzień ma wypełniony obowiązkami i... przyjemnościami. Musi oczywiście unikać zdemaskowania, musi się chować kiedy panie się zejdą w jednym miejscu [nie mając pojęcia o swoim 'pokrewieństwie"], musi bardzo poważnie podchodzić do rzekomej ciąży jednej z nich, ale w sumie : i tak jest dobrze.

      wszyscy koledzy mu zazdroszczą, zwłaszcza jeden, który na uszach staje, a nie może żadnej 'wyrwać".

      cały kołowrotek kręci się wesoło do momentu, gdy narzeczona i kochanki pana Karola dowiadują się o swoim równoległym istnieniu. Wtedy to, co dla innych jest marzeniem, staje się dla Karola koszmarem. Oto wszystkie one wprowadzają się do jego mieszkania i od tej pory musi zmagać się z całym kwartetem naraz : słuchać ich perorowania, rozsądzać ich spory, no i łózkowo sprostać licznym obowiązkom. Karol jest więc u kresu sił i decyduje się na rozpaczliwą ucieczkę... z nowo poznaną dziewczyną.

      cóż :]
      tak jak oryginał był klasycznie peerelowski, tak remake jest klasycznie... tefałenowski.

      W oryginale był humor, a tutaj jest przerysowana zgrywa, zwłaszcza widoczna w egzaltowano-mizdrzącej się grze wszystkich aktorek, poza Anną Muchą, która gra tę która woli dziewczyny.

      Ofk, ten aktorski kicz wchodzi w zakres konwencji przyjętej przez reżysera i scenarzystów, specjalistów od telenowel, więc jak już się sobie to przetłumaczy, to można wybrnąć z tej całej kabały ;]

      wnętrza, stroje, makijaże, nawet droga pokonywana samochodem - zaprawdę i naprawdę : tefałenowskie aż do imentu. Jak również eremefefemowskie i radiozetowskie, z niemałą ilością lokowanych produktów.

      atutem jest, muszę to napisać, Piotr Adamczyk, który próbuje być zabawnie-serio i przeżywać zabawny-dramat, czym tworzy niezbędną dystrakcję skutecznie tonującą odgłos popisów aktorskich koleżanek.

      Poza tym, po co było zatrudniać aż tyle aktorek... znacznie lepszym wyjściem okazałoby się 4-krotne filmowe sklonowanie Małgorzaty Foremniak ;] no ale to już tylko moja fantazja ;]]

      • barbasia1 Re: 22:30 tvn "Och, Karol 2" 21.04.17, 00:21
        >oglądałem i to dwa razy ;]
        Ożeż! Niemożliwe!? I to jeszcze dwa razy?

        >Poza tym, po co było zatrudniać aż tyle aktorek... znacznie lepszym wyjściem okazałoby się 4-krotne filmowe sklonowanie >Małgorzaty Foremniak ;] no ale to już tylko moja fantazja ;]]

        Hehehe! :))
        • grek.grek Re: 22:30 tvn "Och, Karol 2" 21.04.17, 13:01
          hehe, udało mi się Ciebie zaskoczyć, Barbasiu :]]

          tak się złożyło.
          pierwszy raz miał miejsce kilka miesięcy temu, chyba nawet składałem relację z tej... przygody filmowej ;], a drugi - w święta, i to chyba nocą.

          :}
          • barbasia1 Re: 22:30 tvn "Och, Karol 2" 21.04.17, 23:50
            >pierwszy raz miał miejsce kilka miesięcy temu, chyba nawet składałem relację z tej... przygody filmowej ;]

            Ożeż, nie pamiętam!??
            • grek.grek Re: 22:30 tvn "Och, Karol 2" 22.04.17, 13:18
              o, Barbasiu, ja sam przez długi czas wolałem o tamtej historii zapomnieć ;]]

              ale obejrzałem "Karola" ponownie i jakaś taka życzliwość wobec tego filmu mną owładnęła ;] czego dowód dałem w tej krótkiej zapowiedzi-zachęcie.
    • grek.grek "Taka miłość" via Ct Art [1] 21.04.17, 13:57
      Film biograficzny. Opisuje ostatnie 16 lat życia Marguerite Duras, wybitnej francuskiej pisarki, scenarzystki i reżyserki filmowej.

      Scenariusz oparto na wspomnieniowej książce jej młodego przyjaciela, Yanna Andrei, który spędził z nią wszystkie te lata. Film startuje od momentu poznania się obojga i kończy w chwili śmierci Margueritte. Zredagowała go i wyreżyserowała film Josee Dayan. Główną rolę mogła zagrać tylko Jeanne Moreau i oczywiście zrobiła to w wielkim stylu. Jej ekranowym partnerem jest młody Aymeric Demarigny i z pewnością nie zawodzi, także dlatego że Yann jest w jakimś sensie pretekstem tylko dla opowieści o trudnej i barwnej osobowości pisarki.

      Niesłychanie nastrojowy film. Z pewną taką, a jakże, francuską :] manierą i minimalną pretensją, ale zapomina się o tym oglądając go. Składa się z serii scen i impresji opisujących relacje obojga bohaterów, które bardzo często komentują oni z offu : ona - jakby zza grobu, on - pisząc wspomnieniową ksiązkę już po jej śmierci. Słowa są tutaj szalenie istotne, ale jeszcze ważniejsza jest muzyka : to ona nadaje tej historii kształt, formę i atmosferę. Dlatego : w opisie nie będzie, bo nie może :], wyglądało to tak wciągająco jak w samym filmie, ale... spróbuję choć naszkicować kontekst i najważniejsze wątki.

      Margueritte Duras jest pewnie około 70-tki [nadal moze się podobać, z pewnością], od 10 lat mieszka sama w kamienicy nadmorskiego miasta. Poszukuje kogoś, kto będzie spisywał jej nową ksiązkę. Zgłasza się Yann Andrea, młody chłopak w okularkach, na oko student.

      Pierwsza rozmowa, piją wino, i z offu mamy jej komentarz retrospektywny ; "To straszne. Powinnam cię wyprosić, pożegnać, ale nie mogę. Nie mogę ! Wiem, że powinieneś tu wrócić, zostać tutaj. Wiem,ze przyszedłeś mnie... zabić'. W jej języku oznaczaa to, że dostrzegła w nim zaintrygowanie sobą i sama cos poczuła do młodego człowieka. Wyczuła miłość, a miłośc to żar, który spala, zabija, niszczy, i nie sposób mu się oprzeć.

      Niespodziewanie proponuje mu nocleg, z czego Yann korzysta. On chyba też wyczuł moment, wzajemne zainteresowanie, ale pierwsze, jakże subtelne podejście, kończy się fiaskiem.

      Margueritte nie pisze od pewnego czasu, nie ma inspiracji, nie dzieją się w jej życiu żadne rzeczy, które by skłaniały się do tworzenia. A to źle, bo bez pisania obumiera.

      Szybko nawiązują nić porozumienia. Yann wprowadza się na stałe, Margueritte zabiera go samochodem na wypady za miasto, na wieś, daje mu lekcje prowadzenia auta, chodzą do kafeejki na wino, kolacje i potańczyć, a wszystko w okolicznościach sennego, nastrojowego nadmorskiego miasta i jego architektury, której zalety uwypuklają sceny wspólnych spacerów.

      "Od kiedy mnie znasz ? - Od wczorajszego wieczora ? - Nieprawda... od zawsze" - taki dialog pojawia się z offu, sugerujący wiarę w przeznaczenie tego spotkania, tego że było oczywistością zanim się o sobie dowiedzieli, a zatem ; wyraża głębokie uczucie jakie błyskawicznie się między nimi narodziło. Choć...motywacje bardziej przyziemnie mogły być takie, że Margueritte od dekady cierpiała na głęboką izolację, a Yann przybył naszpikowany jej literaturą, przez co bardziej zakochał się w tym, co ona stworzyła niż w niej, jako człowieku - Margueritte powie mu to później wprost.

      Yes, będą się kłócić. I walczyć. Odpychać i przyciągać. Ona będzie to wyrzucać, on będzie wracać. Będzie ją porzucać, a potem znów się zjawiać, a ona przyjmie go zawsze z radością. Nawet jesli następnego dnia upokorzy go. Dnia kolejnego zabierze mu klucz do mieszkania, a następnego pospiesznie mu go odda. Bliska więź czy rodzaj emocjonalnego uzależnienia z obu stron ? Film sugeruje romantyczny, duchowy, charakter tego związku, choć Margueritte komentarzem z offu nie pozostawia wątpliwości, że seks również był.

      Pełna zgoda i symbioza panuje tylko w scenach, w których Margueritte dyktuje Yannowi ksiażkę, którą on wystukuje dwoma palcami na starej przedwojennej maszynie do pisania. Marguerite często dodaje różne zdania, które zostają w pamięci Yanna, ale nie trafiają do jej powieści, bo ona tego nie chce.

      Yann wpada po uszy dośc szybko, dzwoni do swojej koleżanki w rodzinnym Caen i poleca jej sprzedać jego rzeczy, odnająć mieszkanie, bo on już tam nie wróci.

      Yann ma wolną rękę, przynajmniej w deklaracjach Margueritte. "MOżesz odejśc kiedy zechcesz, jeśli zechcesz", powtarzaa mu kilka razy.

      Śpiewają razem, zwłaszcza ulubioną piosenkę Margueritte - francuski szlagier, którego refren brzmi "Capri ! Capri ! Skończyło się..." [nie znam tytułu, może Wam się uda roszyfrować :)]. Margueritte szalenie się wzrusza przy tej piosence, wychodzi z pokoju, zamyka się na klucz. Zapewne wracają wtedy wspomnienia jakiejś burzliwej miłości, jednej z wielu, które przeżyła.

      Cały czas mamy grę drobiazgów : małych gestów, spojrzeń, ruchów, intonacji głosu. Bardzo jest to intymne aktorstwo.

      Nastroj "Capri", tak się udziela Margueritte, ze tej nocy po raz pierwszy wyrzuca z domu Yanna, który sam poszedł do kawiarni, bez niej. Bezceremonialnie zabiera mu klucz do mieszkania, pakuje walizkę, potem... wyrzuca ją przez okno na deptak, daje pieniądze na taksówkę, całuje w policzek i "do widzenia na zawsze". Yann spędza noc na plaży, a rankiem znów dzwoni do drzwi, Margueritte otwiera i z uśmiechem ironii i czułości znów go przyjmuje. Nie jest wariatką, działa w ten sposób, bo tak funkcjonują jej emocje, taka jest siła poddawania się implusom, chwili, momentowi.

      Od tego momentu częściej się obrzucają obelgami : ona jadowicie nazywa go "zerem", a on ją 'dziwką", i nawet policzkuje ją. Ale za chwilę znów są razem. Co najlepsze : po jakimś czasie używają takich zwrotów, by się dobrze bawić.

      "Ty stara wariatko, co ty robisz, tylko piszesz i piszesz, wszędzie te papierzyska !", irytuje się Yann, a Margueritte zanosi się... śmiechem. On też. Padają sobie w objęcia i ryczą niemal z ubawienia. A potem spacerują po plaży trzymając się za ręce. Takie momenty pokazują, jak bardzo są blisko, jak sobie ufają i jak się kochają, tak naprawdę.

      I wino. MNóstwo wina. Ciągle piją wino. Margueritte jest nałogowcem, a Yann po prostu dotrzymuje jej towarzystwa :]

      "Kocham życie, cokolwiek ze sobą niesie, kocham wszystko co się z nim wiąże - powiada Margueritte i dodaje : Ale tego nie wpisuj do ksiązki, to tylko między nami... między nami, a życiem". KOntrastuje to z tytułem jaki chce nadać swojej książce : "Choroba zwana śmiercią".

      Po każdym celnym zdaniu nadającym się do zapisania, Margueritte w zamyśleniu lekkim rzuca "To jest to. Tak, o to chodzi". Taki "tik' intelektualny.

      Na bankiecie z okazji wydania tej ksiązki, Margueritte znów podpada Yannowi. Jedna z dam uczestniczących w małym przyjęciu pyta Yanna ; "czym pan się zajmuje ?", na co on wypala : "NIczym". Marguertitte od razu podchwytuje : "Pięknie to powiedziałeś. i odważnie. Niczym się nie zajmować i mówić o tym tak śmiało". Yann chyba dostrzega w tym ironię i sarkazm, bo wstaje od stołu i wychodzi cały poirytowany.

      Dzwoni potem i oznajmia Margueritte, ze odchodzi. Ona prosi go o spotkanie. Siedzą w kafejce ulicznej, jest noc, piją kawę i ona zdobywa się na wyznanie "Ja muszę pisać, ty tego nie zrozumiesz, ale muszę. Masz szczęście, że nie odczuwasz czegoś podobnego. I dlatego ze mną nie sposób wytrzymać. Nie da się ze mną żyć". W tym momencie Margueritte sugeruje też, że i Yann powinien zacząć pisać. Inaczej nigdy siebie nie wyrazi, a potrzeba mu tego. Yann stwierdza głucho, że 'chce być sam" i idzie w ciemnośc.

      A w następnej scenie jadą razem autem do jej domu na wsi :] Nie wiadomo, ile trwają te okresy rozłąki. Czy Yann odszedł i wrócił po roku ? A może po 2 godzinach ? Tego film nie precyzuje, bo i chyba nie ma to większego znaczenia, wg mnie ;]

      Margueritte znów mu "Jeśli chcesz odejśc, odejdź, nie czuj się przywiązaany', ale po raz pierwszy Yann odpowiada ': "Chcę zostać".

      cdn







      • grek.grek "Taka miłość" via Ct Art [2] 21.04.17, 14:36
        Nocą Margueritte gra na fortepianie, który ma w mieszkaniu. Yann budzi się, przychodzi i podstawia sobie krzesło. Margueritte zwierza mu się z nadziei na sukces ksiązki, z której potem ma zamiar napisać scenariusz filmu, a może i powstanie libretto opery. Idą do kuchni, jedzą konfitury, i zbiera się jej na wyznanie : "Mogę umrzeć w każdej chwili, pamiętaj o tym, nie zapominaj ani przez moment" , mówi to chłodno i z naciskiem, ale za chwilę śpią razem w łózku, a Yann głaszcze ją do snu. Mieszają się tutaj rózne emocje, ale zawsze naczelną jest wzajemne przywiązanie : im więcej ostrzeżeń, sporów i docinków, tym większe.

        Z jej zdrowiem nie jest najlepiej, głównie z powodu uzależnienia od wina i w ogóle od alkoholu. Traci przez to apetyt, forma spada w dół, Margueritte coraz częsciej pyta "Umrę dziś wieczorem ?", na co Yann odpowiada : "MÓw tak zawsze, bo kiedy tak mówisz - nie umierasz".

        Kiedy Margueritte mdleje pewnej nocy, Yann chce wezwać zaprzyjaźnionego lekarzaa, ale zostaje powstrzymany. Muszą najpierw skończyć książkę. Dopiero wtedy Margueritte sama zgadza się iśc na odwyk.

        Klinika jest lukusowa, ale Margueritte źle znosi zamknięcie. POmaga sobie paranoją - Yann odwiedza ją codziennie, tylko noce spędza w hotelu. Margueritte konfidencjonalnym szeptem oznajmia mu, że "zamknęli mnie, żebym nie mogła pisać !", "zabiją mnie w ten sposób, zbrodnia doskonała dla ludzi bez wyobraźni", "Chcecie żebym umarła, czekacie na moją śmierć !", "Nikt nie może znieśc faktu, że żyję". I zwierza się mu, że ktoś ją nachodzi, najpewniej "dziennikarz w przebraniiu lekarzaa". Yann wyrozumiale znosi jej humor i wizje.

        Miewa Margueritte napady paniki, trzeba ją wtedy przypiąć pasami do łóżka. Yann siedzi przy niej, a ona "KIm ty jesteś ? Nie znam cię !", i dodaje "Boże... już po mnie !". A za sekundę już go poznaje i proponuje, żeby ją porwał i uciekli samochodem :]

        Innym razem Margueritte jest przekonana, że mieszka w hotelu, narzeka nawet, że obsługa jest fatalna, a wyposażenie beznadziejne.

        Kiedy jest lepiej, Yann zabiera ją za miasto, na spacer wśród zielonej przyrody. Margueritte jest wzruszona : "Tak mi brakowało tego piękna świata".

        A potem wraca do normalnej formy, tryska zdrowiem, dyktuje kolejne ksiązki, planuje scenariusze i filmy. Jest szczęśliwa i radosna. W małej kafejce, w której jedzą obiad, recenzuje lemoniadę. Nadal pije wino, ale już jakby bez syndromów nałogu. Yann uruchamia grającą szafę i gra ona "Capri" - zaczynają tańczyć i... no i tu się, krucafiks, wzruszyłem :]

        "O czym mam pisać ?" - pyta Yann w odpowiedzi na namowy Margueritte, by wreszcie zaczął. "O mnie. Pisz o mnie", proponuje ona bez wahania.

        Nadal doskwierają jej okazjonalne napady omamów, co sugeruje początki schizofrenii ? Jest przekonana, ze w mieszkaniu są zwierzęta. Każe Yannowi je wypłoszyć. I on z pełną powagą udaje, że to robi, a ona skwapliwie go nadzoruje i komenderuje jego poczynaniami. Wydaje się jej, ze na podłodze leży martwy pies. Yann udaje, że tego psa podnosi i wynosi. A Margueritte opowiada o "Lamie', że "Lamie" ją straszy.

        Następnego dnia, już w normalnej formie, Margueritte sprawdza czym jest to "Lamie". Okazuje się, ze istnieje takie słowo, oznacza mitycznego stwora pożerającego dzieci. Margueritte jest zdumiona, bo nie miała wcześniej pojęcia o istnieniu takiego terminu.

        "Mówię w moich ksiązkach przede wszystkim o Bogu, ale nikt nie dostrzega tego", zauważa z ironią.

        Yann wspomina, ze przez ten ostatni rok jej życia nigdy się nie niej na krok nie oddalił. Margueritte znów wpadła w nałóg picia wina i straciła apetyt. Pewnego wieczora Yann sporządza na kolację całą wielką paterę jedzenia. Margueritte z uśmiechem odmawia. A i on woli zapalić papierosa i towarzyszyć jej w opróżnianiu butelki wina. "A więc... będzie to tylko ozdoba", powiada Margueritte patrząc na ten cały wykwintny nietknięty posiłek.

        "Jestem zmęczona, nawet nie wiesz jak bardzo jestem zmęczona", te słowa Margueritte Yann wspomina szczególnie, po latach, kiedy w Paryżu spisuje swoje wspomnienia z ich znajomości.

        "Umierasz, bo wypiłaś morze wina, whisky.UMierasz go wypaliłaś tyle papierosów... Bo kochałaś tak mocno... Bo czułaś tak nieposkromiony gniew na niesprawiedliwości świata..." wspomina-pisze Yann. PIeknie podsumowuje jak Margueritte z pasją przeżyła swoje życie.

        I umierając zachowuje ona tę samą klasę : "A teraz, proszę, zostaw mnie samą - mówi Yannowi - pozwól mi się przespać i wróć za godzinę... będzie już po wszystkim". W tej scenie nie ma muzyki, jest szczególna i ostateczna.

        Yann wie, co to znaczy, spełnia jej prośbę i ... to koniec tej niezwykłej historii.

        W ostatnim kadrze spotykają się ich głosy, na tle przejrzystego nieba. "Pisz", słyuchać zachęcający głos MArgeuritte, a w odpowiedzi rozlega się stukot maszyny do pisania.

        Jej ostatnia ksiązka - napisana o prawdziwej miłości przez jej towrzysza w tej przygodzie.
        Piękne :]

        A Jeanne MOreau jest po prostu wielka w tej roli. Sama zaś opowieśc, nie ma w sobie nic z ckliwego romansu, ale jest rasową biografią, w której fakty ustępują pola uczuciom, spotkaniu osobowości, zaintrygowaniu jakiemu ulegają ludzie rózni sobie wiekiem i doświadczeniem, ale pokrewni duchem.

        www.youtube.com/watch?v=2LpgZkWWNh4
        • barbasia1 Re: "Taka miłość" via Ct Art [2] 22.04.17, 00:17
          O! Bardzo ciekawa historia!
          Muszę poszukać informacji na temat Marguerite Duras. Nie znałam jej.

          >Yann uruchamia grającą szafę i gra ona "Capri" - zaczynają tańczyć i... no i tu się, krucafiks, wzruszyłem :]

          Ha! :)
          • grek.grek Re: "Taka miłość" via Ct Art [2] 22.04.17, 13:22
            ja też nie znałem tej autorki wcześniej.

            bardzo ciekawa osobowość, zwłaszcza w wykonaniu Jeanne Moreau.

            chodzi o tę piosenkę :
            www.youtube.com/watch?v=4TP3u0rNkys
            • barbasia1 Re: "Taka miłość" via Ct Art [2] 22.04.17, 23:56
              Piosenkę pierwszy raz słyszę! Dzięki za link.
              • grek.grek Re: "Taka miłość" via Ct Art [2] 23.04.17, 13:08
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu ! :]

                w filmie ta piosenka zyskuje dodatkowy walor nostalgiczno-sentymentalny, bo pojawia sie
                jako ilustracja wspomnień bohaterki, które ją wzruszają szalenie.

                zresztą, nie tylko ona podlega wzruszeniom w związku z fabułą ;]
                • barbasia1 Re: "Taka miłość" via Ct Art [2] 23.04.17, 18:09
                  :)
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Zapaśnik" 21.04.17, 16:16
      po drugim czy trzecim seansie - wciąż robi wrażenie : swoją chropowatością, szorstkością i trudną do przyjęcia prawdą o świecie przedstawionym.

      żadnego słońca Kalifornii, stolicy świata w Nowym Jorku, czy egzotyki Nowego Orleanu, albo blichtru Lasa Vegasa.

      sterani ludzi, sfatygowane miejscówki, prawdziwa Ameryka, która w wyborach wybrała sobie takiego, a nie innego, prezydenta. I te gale wrestlingu są tylko emanacją tego świata : tandetne, knajpiane, z gladiatorami, których czas już minął i te ich walki, to w zasadzie zbieranie do czapki na czynsz, a nie porywanie widowni udawaniem antycznego herosa. Razi w oczy ta szarobura otoczka, taka jest prawdziwa, niemal dokumentalistyczna.

      głównego bohatera romans z dziewczyną od tańca na rurze i relacja z córką - mają swoje trudne momenty, też wywodzą się z tego mikrokosmosu, ale są tam nuty optymizmu, tym lepiej widoczne im otoczenie jest szare i brudne.

      no i ten Mickey Rourke, który w zasadzie dostał rolę życia, w która mógł włożyć własne doświadczenie życiowe.

      I wybitny Darren Aronofsky, który niebawem powróci nowym filmem. Podoba mi się ta droga reżyserska :] Żadnego kręcenia dla kręcenia, ale staranny dobór tematów, żadnego pośpiechu, żadnych pochopnych decyzji, żadnego "kręcę, bo muszę się dorobić kokosów, najlepiej z Hollywood".

      Rzecz nie w tym, by zrobić film, ale w tym, by zrobić dobry film :]


    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Bottle Rocket" 21.04.17, 16:20
      bohater planuje ucieczkę z zakładu psychiatrycznego, z którego... wcale nie musi uciekać, ponieważ ma on charakter otwarty :]

      w swój szalony plan wdraża kolegów i już na wolności zakładają gang specjalizujący się w rabowaniu i plądrowaniu.

      Idzie im średnio, ale zwracają na siebie uwagę jakiejś większej organizacji przestępczej, z którą wchodzą w komitywę.

      czyżby "Gang Olsena" w interpretacji Wesa Andersona ? :]
      • grek.grek "Bottle Rocket" - po seansie 22.04.17, 14:10
        czy ogladaliście ? :]

        zabawna historia, ale skłaniająca raczej do uśmiechu pełnego życzliwości, niż rechotu. "Gang Olsena" z pewnością to nie jest, choć porównanie umiejetności 'zawodowych' bohaterów z pewnością jest adekwatne :]

        Mamy trzech chłopaków z miasta gdzieś na prowincji, którzy chcą zacząć żyć z przestępczości. Nawet nie wiadomo, czy chodzi o pieniądze, może raczej o to, że zawsze o tym marzyli, może ukształtowały ich filmy, a może to po prostu ich reakcja na apatyczną, niemrawą rzeczywistość jaka ich otacza ?

        może jak w "Radiu Młodych Bandytów" : "Spójrz, to chciwe oczy, chciwe oczy miejskiego bogacza/ to oczy żałosnej kultury /którą stworzył dla nas i dla was / jej nudne propozycje dotyczące zabawy / czynią nas młodymi bandytami' ?

        A może każdy z trzech bohaterów ma swoje własne, osobiste powody, by z większym lub mniejszym zaangażowaniem wplątać się w realizację marzeń o żywocie rabusia ?

        Największe inklinacje w kierunku opisanym prezentuje Anthony, który leczył się na załamanie nerwowe w szpitalu, skąd uciekł, mimo że nie musiał, bo zakład był otwarty. A potem chciał zorganizować brawurową ucieczkę koledze Dignanowi, mimo że jego też nikt tam siłą nie trzyma. Dignan zwierza się z tego doktorowi, który przyłapuje na próbie wyjścia z drugiego piętra po sznurze skręconym z pościeli i bielizny. "Panie doktorze, nie mogę zawieść mojego kumpla, który koniecznie pragnie, żeby stąd zbiegł, a nie po prostu wyszedł", powiada Dignan i doktor w pełni to rozumie. "Panie doktorze, jest pan wielki", radośnie oznajmia Dignan i wyłazi oknem :] Ofk, Anthony wszystko obserwuje zza krzaków, cały zaaferowany, widzi w otwarrtym oknie Anthony'ego i kogoś drugiego : nie poznaje faceta, więc sądzi,że Anthony "przekupił woźnego' :] Jest dumny z kumpla.

        Do tego duetu dołącza trzeci muszkieter - Bob, rozpieszczony chłoptaś, ale za to z własnym samochodem, co jest zaletą bezcenną, bo kto widział szanujący się gang bez auta i kierowcy ?

        Początek jest obiecujący, ale prędko okazuje się, że nie wszyscy wannabe gangsterzy mają jednakowe podejście do zagadnienia.

        Anthony chce rządzić, jak jakiś boss, opracowuje plany działania gangu, które sięgają 50 lat naprzód ;]. Dignan sam nie wie, co o tym myśleć, a Bob marudnie kontestuje kolejne pomysły Anthony'ego i kompletnie nic w sobie nie ma z tych rewelacyjnie brawurowych kierowców z filmów gangsterskich, czym doprowadza Anthony'ego do szału.

        Pierwszy napad przeprowadzają na miejscową... bibliotekę. Wpraszają się tam po zamknięciu, pod pretekstem wzięcia pozstawionych rzeczy, a potem terroryzują pracowników rewolwerem i kazą pakować do foliowych torebek chude dolce z bibliotecznej kasy :] Kiedy kierownik pakujący banknoty używa za małych torebek, Anthony denerwuje się i tytułuje go "debilem", na co ten rzuca gniewienie : "Tylko nie "debilu"!- zgromiony Anthony rozgląda się po innych twarzach, mówią mu one "facet ma rację", więc Anthony mityguje się : "Przepraszam, czy nie ma pan większych torebek ?" - yes, Anthony też chyba nie ma dośc bewzględności do tej roboty, ewentualnie zamierza zostać rabusiem-dżentelemenem ;]

        PO tym skoku, ucieszeni po same pachy, "gangsterzy" znikają z miasta, bo przecież "na pewno policja ich szuka".

        Zaatrzymują się w jakimś motelu. I tutaj same kłopoty na nich spadają. Najpierw znika Bob, razem z samochodem. Anthony panikuje "Uciekł ! I ukradł swój samochód !" ;]

        A potem Dignan się zakochuje w latynoskiej dziewczynie z Paragwaju, Inez, tóra pracuje jako obsługa motelowa. Nie rozumieją się zbyt dobrze, bo ona głównie po hiszpańsku, a on po hiszpańsku prawie wcale, ale Dignan ciągle z nią spaceruje, towarzyszy jej w pracy, gada jak najęty, a wreszcie korzysta z pomocy innych Latynosów pracujących w tym saamym motelu, by wyznać jej uczucie i dowiedzieć się, że jest ono odwzajemione, co ofk jest tylko formalnością, bo mowa ciała powiedziała to wszystko już znacznie wcześniej.

        Traf chce, że Anthony ma plany wyjazdu, a Dignan nie chce go opuścić. proponuje więc Inez, żeby pojechała z nimi. A ona na to "Dokąd ?". Proste pytanie, ktore zupełnie zaskakuje Dignana - wtedy dopiero orientuje się,że faktycznie nie mają żadnych planów, nie wiedzą dokąd, po co, dlaczego... Inez nie chce więc z nim jechać, ma własne życie i plany, nie ma w niej nic z Bonnie Parker, zresztą... z niego też Clyde Barrow nieszczególny. Dignanowi w istocie nie zależy na tej całej gangsterce. Zdobywa tę samowiedzę właśnie teraz, kiedy poznaje Inez i dostrzega w potencjalnym wspólnym z nią życiu prawdziwą wartość i cel.

        Tyle że nie chce opuścić przyjaciela, więc jednak jedzie z nim, mając nadzieję że kiedyś do Inez wróci. Na odchodnem, Inez prosi Rocky'ego - latynoskiego kolegę z pracy, etatowego tłumacza rozmów między nimi - żeby przetłumaczył Dignanowi : 'Kocham cię".

        Problem w tym, że Rocky przekazuje tę wiekopomną informację nie bezpośrednio Dignanowi, ale podaje ją przez Anthony'ego, no i mamy klasyczny głuchy telefon : Anthony nie podaje jej kumplowi, bo myśli, że Rocky jemu wyznał miłość ;]

        Kradną więc samochód i wyjeżdzają w drogę. Cabrio stojące sobie samopas gdzieś w bocznej ulicy, z kluczykami w stacyjce, to powinien być ostatni cel kradzieży, ale desperat złapie co pod rękę podleci. Ofk, cabrio psuje się w drodze, między chłopakami dochdozi do kłótni, Anthony policzkuje Dignana i rozstają się w gniewie.

        Nie widzą się dłuższy czas, co ciekawe - obaj wrócili do swojego rodzinnego miasteczka i tak się skutecznie omijali, że jeden o drugim pojęcia nie miał. Dignan żyje swoim zyciem, Anthony zatrudnił się zaś w firmie zajmującej się pielęgnowaniem miejskiej zieleni. Nosi żółty kombinezon, czym naraża się na drwiny pracownikow firm lepszych i bogatszych.

        Nie porzucił planów przestępczych, a skąd. Firmą, w której pracuje, kieruje niejaki pan Henry - wg Anthony'ego klasowy gangster ;]

        Nasz niezłomny bohater wierzy, że pan Henry planuje jakiś skok i on w tym skoku będzie uczestniczył. Nie zawodzi się. Pan Henry nosi się jak włoski mafioso z Hells Kitchen i faktycznie organizuje napad na miejscowe magazyny [nie pamiętam jaki tam asortyment jest składowany]. A pozaa tym, jest sympatycznym facetem.

        Napad dochodzi do skutku i jest katastrofą, której daleko do statusu "pięknej'. Anthony, Dignan i paru leciwych kolegów pana Henry'ego włamują się do tych magazynów, biorą na cel pracowników, którzy znają ich po imieniu ;], w przypływie fantazji kominiarki i pończochy zakładają na twarze nie przed napadem, ale w trakcie, kiedy już zdązyli się zdemaskować paradując z gołymi głowami; w trakcie przetrzymywania zakładników jeden drugiego rani w ramię, bo broń sama wypaliła, więc niczym bohaterowie filmu wojennego heroicznie taszczą rannego towarzysza, a Anthony rzuca granat dymny, nie wiadomo zresztą po co, chyba tylko dlatego, że "taki był plan"... zakładnicy stoją z torebkami ze śniadaniem w dłoniach i przyglądają się temu kabaretowi z mieszanką zdumienia i ciekawości... ;]

        a na koniec Anthony nie mozę dostać się do samochodu zaparkowanego przed budynkiem, bo... jakiś mądrala zatrzasnął drzwi, a kluczyk jest w środku. Efekt tej komedii pomyłek i gaf jest taki, że przyjeżdza zaalarmowana policja i ściga Anthony'ego po całym magazynie, by go wreszcie złapać i zakuć w kajdanki.

        Anthony ląduje w więzieniu, a Dignan spotyka się z Inez, bo dowiedział się, że wtedy wyznała mu miłość.

        W ostatniej scenie Dignan i Bog odwiedzają Anthony'ego, ktory rozmawia z nimi przez siatkę, ze spacerniaka.

        Kiedy już musi wracać do celu, nagle rzuca : "Chłopaki ! Uciekamy ! Zakładam że jesteście samochodem ? dobra, posłuchajcie co zrobimy... Najwyższa gotowość, improwizujemy'" I ci dwaj natychmiast reagują rozglądaniem się na boki i przybliżeniem uszu do siatki, zza której peroruje Anthony.

        PO chwili on sam uśmiecha się i wiemy, że żartował. Dodaje jednak : "... ale wykonaliśmy skok, prawda ? Zrobiliśmy to'. I jest dumny. Wraca do celi i macha im na pożegnanie.
        • grek.grek Re: "Bottle Rocket" - po seansie 22.04.17, 14:14
          Sympatyczne, lekkie, bezpretensjonalne, a jednocześnie z jakąs refleksją nt świata, który zwariowałby z nadmiaru rozsądku, więc potrzebuje takich marzycieli jak Anthony :]

          świetnie gra go Owen Wilson, do którego zawsze mam ogromną sympatię, towarzyszą mu Luke Wilson [Dignan] i James Caan [Henry].

          a otoczenie jest typowo amerykańskie : małe miasto jak z "Cudownych lat" i motel typowy dla środkowo-zachodnich bezdroży STanów.

          www.youtube/com/watch?v=hspUSez-rYY
          • grek.grek Re: "Bottle Rocket" - po seansie 22.04.17, 14:17
            aaach !

            pomyliłem imiona ! Dignan to Anthony, a Anthony to Dignan :]]

            wybaczenia !
    • grek.grek wspomnieniowo : Benny Hill 22.04.17, 17:18
      ciekawe wspomnienie.

      zarobił na swoich 'wygłupach" cięzkie miliony funtów, o czym chyba szanowna rodzina nie wiedzziała, więc za życia ignorowała go i wstydziła się krewniaka.

      po śmierci, kiedy okazało się, ze zostawił majątek - całe towarzystwo rzuciło się do kasy.
      symptomatyczny przypadek :]

      lepiej nic nie mieć, wtedy się wie, że ludzie kochają cię szczerze, a nie z interesowności :]

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/benny-hill-opowiesc-o-komedii-i-mroku/0s51lp
    • grek.grek w kinach : "Klient" Farhadiego 22.04.17, 17:22
      bardzo wysokie oceny krytyków.

      po obejrzeniu "Rozstania" - wierzę im w ciemno :]

      film.onet.pl/skloceni-z-zyciem-czyli-asghar-farhadi-czyta-arthura-millera-felieton/d99v0g
      www.filmweb.pl/reviews/Co+wiesz+o+Ranie-18746
      • barbasia1 Re: w kinach : "Klient" Farhadiego 22.04.17, 23:57
        Warto by się wybrać do kina!
        • barbasia1 Re: w kinach : "Klient" Farhadiego 23.04.17, 00:00
          U nas nie pokazują tego filmu! Skandal!
          • grek.grek Re: w kinach : "Klient" Farhadiego 23.04.17, 13:12
            pech !

            coś czuję, że uznano iż to film nazbyt ambitny, więc zapewne ilość sprowadzonych
            kopii jest znikoma ?

            ale - może niebawem w sieci, i szybko w telewizji się pojawi ?

            PS : "Rozstania" chyba jednak nie oglądałm/oglądaliśmy ;] Raczej "Przeszłość" to była.

            wyborcza.pl/7,101707,21660115,oscarowy-klient-asghara-farhadiego-mowicie-o-walce-plemion.html
            • barbasia1 Re: w kinach : "Klient" Farhadiego 23.04.17, 17:12
              Na pewno.
              Tak "Przeszłość" oglądaliśmy. "Rozstania" nie było jeszcze w publicznej telewizji.
              • grek.grek Re: w kinach : "Klient" Farhadiego 23.04.17, 17:23
                tak jest, Barbasiu :]

                miejmy nadzieję, że "Rozstanie" też niebawem zobaczymy w tym samym medium :]
                • barbasia1 Re: w kinach : "Klient" Farhadiego 23.04.17, 18:11
                  Tak.

                  Recenzenci "Tygodnika Kulturalnego" pod wrażeniem najnowszego filmu Farhadiego.
                  • grek.grek Re: w kinach : "Klient" Farhadiego 23.04.17, 18:39
                    bardzo dobra rekomendacja, Barbasiu :]

    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Garść dynamitu" 22.04.17, 17:27
      o "ludzkiej porze" ;] w tv, to chyba najciekawszy film.

      spaghetti western Serge'a Leone, w sumie klasyka i część swoistego podgatunku.

      rzecz się dzieje na pograniczu meksykańsko-amerykańskim. meksykański gang rabusiów napada na bank , ale ku własnemu zdziwieniu nie zastaje tam góry pieniędzy, lecz uwięzionych rewolucjonistów. Uwalniając ich gang zyskuje renomę bohaterów, i staje się częścią trwającej rebelii.

      James Coburn, Rod Steiger w obsadzie, a muzyka autorstwa Ennia Morricone.

      No i jak Wam się prezentuje taka filmowa propozycja ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Garść dynamitu" 22.04.17, 19:02
        Forumowicze chyba nie lubią westernów :)
        • maniaczytania Re: 20:20 TVP Kultura "Garść dynamitu" 22.04.17, 19:25
          e, tam, ja lubię, tylko ciężko mi trafić z czasem :)
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Garść dynamitu" 23.04.17, 13:06
          na to wygląda, Siostro :]

          a wczoraj - udało Ci się obejrzeć ?

          Czcigodni ?

          [mnie się jakoś nie złożyło ;)]
          • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Garść dynamitu" 23.04.17, 16:33
            Mnie też nie.
            • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Garść dynamitu" 23.04.17, 16:34
              I mnie :)
              • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Garść dynamitu" 23.04.17, 17:13
                I dobrze obejrzymy współnie innym razem! :)
    • grek.grek 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 23.04.17, 13:19
      ramówka made in TVP ;]

      o 20:00 kino jakże ambitne pt "Mumia" [tytuł świetnie opisuje stan rzeczy w telewizji publicznej i... nie tylko tam].

      A bardzo dobry "Kamerdyner" na godzinę dla batmanów, ludzi cierpiących na bezsennośc i grek/greków ;]

      rozumiem takie praktyki w telewizji komercyjnej, ale w medium mającym PRIMO - realizować misję ukulturalniania społeczeństwa ?

      PS : swoją drogą, to zabawne, ale w czeskich telewizjach komercyjnych podczas seansów nocnych WCALE nie ma reklam. w polskich : minimum dwa bloki po ok 15 minut każdy.

      czegoś nie rozumiem : czy czescy reklamodawcy nie wiedzą, że w godzinach nocnych zbija się największe kokosy na emisji spotów, jak sugerują im jaśnie oświeceni wizjonerzy z Polandu ? ;]

      PS 2 : powtórka "Kamerdyndera" z poniedziałku/wtorek o 1:50. rewelacja.
      • siostra_bronte Re: 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 23.04.17, 16:03
        Ręce opadają.

        Nieodmiennie fascynuje mnie fakt, że publiczna pokazuje w weekendy w prime timie hity sprzed 10-20 lat i nie widzi w tym niczego zdrożnego :)
        • siostra_bronte Re: 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 23.04.17, 16:07
          Oczywiście te "hity" były już pokazywane parę razy :)
        • grek.grek Re: 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 23.04.17, 17:18
          celna obserwacja, Siostro :]

          mam wrażenie, że układacze ramówek sami nie oglądają tego, co serwują "ciemnemu ludowi" :] po zmianie władzy, ukarałbym ich przymusowym oglądaniem wszystkich tych "hitów", które do ramówki wpakowali.

          12 godzin dziennie !
          I... kto nie umarł, ten zdrów ! ;]
          • barbasia1 Re: 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 23.04.17, 18:16
            Hehehe! Doskonała kara. :))
            • grek.grek Re: 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 23.04.17, 18:37
              tak właśnie, Barbasiu :]]

              w tym przypadku powinniśmy wobec nich być ekstremalnie okrutni i bezlitośni, żadnych półśrodków ! ;]]
              • barbasia1 Re: 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 26.04.17, 23:22
                Hehehe! :)))
      • barbasia1 Re: 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 23.04.17, 17:19
        > czegoś nie rozumiem : czy czescy reklamodawcy nie wiedzą, że w godzinach nocnyc
        > h zbija się największe kokosy na emisji spotów, jak sugerują im jaśnie oświecen
        > i wizjonerzy z Polandu ? ;]

        Hehe!
        • grek.grek Re: 23:10 TVP2 "Kamerdyner' 23.04.17, 17:33
          ;]

    • siostra_bronte "Geniusz" 23.04.17, 16:41
      Nowy serial, o 21.30 na kanale...National Geographic! W sieci mocno reklamowany, więc stąd o nim wiem. Macie ten kanał?

      Trzeba przyznać, że NG wypatrzył lukę na rynku. Bo pełno mamy seriali o przestępcach różnej maści, seryjnych mordercach, kanibalach, a nawet zombie :) A seriali biograficznych jak na lekarstwo! A przecież biografie wielu naukowców, lekarzy, odkrywców to gotowe scenariusze filmowe. NG zamierza zamierza zrobić więcej seriali, na pierwszy ogień poszedł Albert Einstein, tytułowy geniusz.

      Do roli głównej ( wieku dojrzałym) udało się pozyskać Geoffreya Rusha i oczywiście to dla mnie duża zachęta. Producentem serialu i reżyserem pierwszego odcinka jest Ron Howard.

      Jak napisałam, serial ma już plusa za sam temat :)
      • grek.grek Re: "Geniusz" 23.04.17, 17:21
        o, ciekawa zapowiedź, Siostro :]

        niestety, nie mam tego kanału, więc trzymam kciuki za udany seans, który dostarczy Ci przyjemnych i inspirujących wrażeń ! :]

        z nadzieją na Twoje recenzje :]
      • barbasia1 Re: "Geniusz" 23.04.17, 18:00
        Też nie mam. Szkoda. Serial zapowiada się wspaniale! To prawda, mało jest seriali biograficznych.
      • siostra_bronte Re: "Geniusz" 24.04.17, 15:22
        Obejrzałam!

        Solidna, telewizyjna produkcja. Raczej nie będzie tu głębokiej analizy psychologicznej bohatera, ani fajerwerków realizacyjnych, bo nie ma na to miejsca, ale jako opowieść o życiu bohatera jest naprawdę ok.

        Historia opowiedziana jest w dwóch planach. Jeden to lata 30-te, kiedy Einstein jest profesorem w Berlinie, i już zaczynają się szykany wobec naukowców żydowskiego pochodzenia. Drugi plan toczy się 30 lat wcześniej, kiedy młody Einstein (Johnny Flynn) porzuca szkołę i wybiera się na studia do Zurychu, popadając w konflikt z ojcem (Robert Lindsay).

        Staranna realizacja, ładne kostiumy i zdjęcia, piękne lokacje (zdjęcia kręcono w Pradze, która "gra" i Berlin, i szwajcarskie miasteczka) plus ciekawie zaaranżowane sceny "fizyczno-kosmiczne" w głowie Einsteina :)

        Bardzo dobry Geoffrey Rush, gra bohatera w sposób stonowany i chyba (?) nawet nie próbuje go specjalnie naśladować jeżeli chodzi o zachowanie. Charakteryzacja też oszczędna, a i tak Rush wygląda bardzo przekonująco. Na drugim planie w roli jego żony Emily Watson.

        Pierwszy odcinek zakończył się sceną, kiedy Einstein chce wyjechać do Stanów na wykłady, oczywiście dodatkowo zniechęcony wydarzeniami w Niemczech. O dziwo, zostaje wezwany do ambasady amerykańskiej, gdzie ma się wyspowiadać ze swoich poglądów politycznych, na osobiste polecenie samego szefa FBI, Hoovera. Co oczywiście kompletnie zaskakuje Einsteina.

        Sama historia życia Einsteina zapowiada się niezwykle ciekawie. Nie tylko ze względu na postać bohatera, ale także tło historyczne. Świetna okazja, żeby go lepiej poznać. Bo przyznajmy się szczerze, co o nim wiemy poza paroma skojarzeniami: teorią względności i wizerunkiem starszego pana ze śmieszną fryzurą? :) Za to krzewienie wiedzy w popularnej formie kanał NG ma u mnie dużego plusa.

        Trailer serialu:


        www.youtube.com/watch?v=F1uXR04Zhsc

        • grek.grek Re: "Geniusz" 24.04.17, 16:07
          dzięki, Siostro :]

          Twoja recenzja 1 odcinka brzmi jakże zachęcająco :]
          na trailerze dodatkowo dobrze wygląda :]

          ciekawe, jak to zostanie rozegrane : ile będzie bohatera w bohaterze, a ile faktów, dat, znaczących momentów itd. ?

          a jak wypada tzw. drugi plan ?
          wiesz jak to jest, czasami ten drugi plan bywa niezbędnie konieczny, aby dobry film/serial był znakomitym :]

          brawo dla realizatorów za przeznaczenie doniosłej roli Pradze ! :]

          racja, Siostro.
          w sumie, postać jest to niby ikoniczna, ale jakże mało rozpoznana.
          oprócz tego, co wymieniłaś, przychodzi mi do głowy jeszcze tylko bon mot, że "Wszechświat ma swoje granice, a ludzka głupota nie ma żadnych", i "wyobraźnia jest ważniejsza od intelektu" :] tylko człowiek majacy ciekawą osobowośc mógł się zdobyć na powiedzenie takich rzeczy, więc... oby ten serial spełnił Twoje/nasze nadzieje.

          mam również nadzieję, że będziesz na bieżąco recenzować kolejne odcinki, Siostro ? :]
        • barbasia1 Re: "Geniusz" 24.04.17, 22:58
          Ciekawa jestem wątku żony Einsteina, Milevy Marić. Einstein nie był dla niej, mówiąc oględnie, dobrym mężem.
          • siostra_bronte Re: "Geniusz" 25.04.17, 13:30
            Tak, Mileva już się pojawiła. Einstein spotkał ją na na wykładzie na studiach.
            • barbasia1 Re: "Geniusz" 26.04.17, 23:24
              Później wkleję link do artykułu z WO o Milevie. Liczę na rozwinięcie wątku, Bronte.
    • grek.grek "Płynące wieżowce" via Kultura [późną nocą] 23.04.17, 16:58
      Kuba ma dziewczynę, Sylwię, studia na AWF, spodziewaną karierę sportową w dyscyplinie pływackiej.

      I tu nagle zjawia się kolega Michał, a skutkiem tego jest wzajemne [także erotyczne] zaintrygowanie, które przeradza się w coraz śmielej eksponowany związek.

      Sylwia domyśla się, o co chodzi, wkrótce domyśla się także matka Kuby. Domyślają się także dresiarze z blokowiska, za co KUba solidnie pierze jednego z nich. Stara się wypierać swoje emocje, na słowo "pedał" reaguje wściekłością, ale im bardziej wypiera, tym bardziej uświadamia sobie prawdę, a może - na odwrót :]

      Michał ma inną sytuację, bo on nie musi z niczym się szarpać w sobie - wie kim jest i nie przeprasza za to. Matka też wie, ale stara się akceptować, chociaż przy rodzinnej kolacji [bo Michał z dobrego, bogatego domu jest], kiedy Michał informuje o sobie ojca, wychodzi ze skóry, żeby zmienić temat i zamieśc pod dywan wstydliwe wyznanie syna.

      Sylwia nie zamierza odpuścić sobie Kuby - walczy o niego kobiecymi sposobami, czyli złośliwie zaczepiając Michała, ale z rozpaczą dociera do momentu, w którym jest niemal pewna, że Kuba woli Michała od niej, że z nim łączy go więcej.

      Kuba, obiekt uczuć i rywalizacji, gubi się zupełnie : czuje resztkę lojalności wobec dziewczyny, ale wie, że kocha Michała, i tak się w tym uścisku wierci, że zawala najważniejsze sportowe zawody i chyba nawet specjalnie go one nie obchodzą.

      Wreszcie następuje moment przełomowy, kiedy Sylwia oznajmia, że jest w ciązy. Matka Kuby bierze sprawy we własne ręce, i jak wcześniej wyraźnie nie przepadała za dziewczyną, tak teraz całkowicie bierze jej stronę i ostrym tonem każe Kubie "wziąć się za siebie", czyli związać się z Sylwią na poważnie i przygotowywać do roli ojca.

      Kuba musi zerwać z Michałem, i tak się dzieje - przestaje odbierać jego telefony i unika spotkań.

      A Michał zostaje napadnięty przez tych dresiarzy, którzy zaczepiali Kubę, i cięzko pobity. Kuba nic o tym nie wie, siedzi w wannie z Sylwią, ale szybko wstaje i bez słowa wychodzi z łazienki.

      romans homoseksualny sensacją w kinie już nie jest, więc i ten nie szokuje, ale trzeba jednak przyznać, wg mnie, że gdyby to był "normalny" trójkąt uczuciowy, to stoczyłby się w banał.

      Fakt, że dziewczyna jest wypychana na boczny tor przez relację swojego chłopaka z innym chłopakiem, zmienia zupełnie sposób postrzegania tej historii, nadaje jej egzotyczne brzmienie. I to ona wydaje się tu być najciekawszą postacią, chociaż panowie, prezentujący dwie odmienne postawy wobec uświadomionego sobie homoseksualizmu, też mają swoje własne momenty i są osobnymi psychologicznymi wcieleniami.

      pelno tutaj milczących gestów, uważnych obserwacji mowy ciała bohaterów, którzy również nawzajem bardzo blisko siebie podchodzą, próbują wnikać jeden w drugiego [jedna w drugiego].

      reżyser Tomasz Wasilewski w ogóle nie ma ochoty pokazywać dramatu dwóch uciemięzonych gejów, choć nietolerancja i przemoc na tle takowym ma tutaj miejsce w finale filmu, a takzę w postawie matki Michała. Bo już jego ojciec, przed którym ta matka stara się jak może ukryć "problemy" syna, wydaje się go akceptować i przyjmować do wiadomości uczynione [zagłuszone] wyznanie.

      Pokazuje też, że miłośc dwóch ludzi ranić może trzecich. Trudno nie rozumieć zranionych emocji dziewczyny, która zainwestowała w ten związek całą siebie, a teraz odkrywa zupełnie wstrząsającą dla siebie okoliczność, ale nie poddaje się i robi co moze, by przekonać KUbę do siebie. Zazwyczaj jest to naiwne, dziecinne, a im bardziej takie jest, tym mocniej widać ile w tym jest rozpaczy i determinacji.

      Ostatecznie jej ciąża pozwala 'wygrać" ten pojedynek, ale jest to pyrrusowe zwycięstwo, bo Kuba przestaje się spotykać z Michałem nie dlatego, że przestał coś do niego czuć, ale dlatego że został niejako sterroryzowany nałozonym na niego obowiązkiem, musi ulec szantażowi. TO nie będzie związek z miłości i skłonności, ale rzecz wymuszona i wkrótce dla obojga obrzydliwa.

      To jest głos za szczerością w ludzkich relacjach, która powinna dominować w każdym związku.

      dobry film. Sygnalizuje to, co niepożądane, ale nie stawia tego w centrum wydarzeń, którym czyni raczej międzyludzkie komplikacje uczuciowe, podczas których łatwo jest zapomnieć o tym, że mamy do czynienia z taką, a nie inną konfiguracją bohaterów.

      szkoda, że w Polsce AD 2017 taki film skazaany jest na emisję w środku nocy, bo pokazany o 20:00 mógłby spowodować szok u faszystów, klerykałów, homofobów i narodowców, a ci jak wiadomo dysponują szalenie delikatną i wrażliwą psychiką, którą jakże łatwo naruszyć w jej dziewiczym kształcie.


      • siostra_bronte Re: "Płynące wieżowce" via Kultura [późną nocą] 23.04.17, 17:12
        Greku, pisaliśmy o tym filmie 2 lata temu! :) Leciał w Dwójce o 21.45, więc to była całkiem przyzwoita pora.

        Miałam sporo zastrzeżeń: słabe i nieliczne dialogi, kiepsko pokazany związek Kuby i Michała (który, nie wiadomo jak i dlaczego się w ogóle zaczął), mało oryginalna historia (sam film spóźniony o wiele lat) i najgorszy zarzut: utrwalanie stereotypów o gejach.

        W sumie ta historia mnie nie wciągnęła, była zbyt papierowa, taka odrobiona lekcja na zadany temat. Szkoda.
        • barbasia1 Re: "Płynące wieżowce" via Kultura [późną 23.04.17, 17:27
          >Greku, pisaliśmy o tym filmie 2 lata temu! :) Leciał w Dwójce o 21.45, więc to była całkiem przyzwoita pora.

          To były, droga Bronte, całkiem inne czasy z całkiem innym rządem. I dlaczego to ludziom przeszkadzało? ;)

        • grek.grek Re: "Płynące wieżowce" via Kultura [późną 23.04.17, 17:31
          racja, Siostro :]

          sądzę jednak, że w dzisiejszych czasaach powtórzenie tego seansu o 21:45 jest niemożliwe, z przyczyn... wiadomych ;]

          o, wydaje mi się, że ta opowieść rozgrywa się poza dialogami, są one nieprzekonujące, bo - wg mnie - takie miały być, aby tym bardziej fokusować uwagę na to, co dzieje się w milczeniu, w mowie ciała, gestach bohaterów.

          wiesz, ja myślę, że ten związek wygląda autentycznie, dzięki temu właśnie, że nie ma logicznego początku :] uczucia wykraczają poza logikę i to zostaje, wg mnie, nieźle tutaj wykorzystane.

          "stereotypy o gejach" ?
          zgaduję, że chodzi o sugestię, jakoby seks był głównym motorem ich związków ?

          w obronie scenariusza ;] powiem, że wszystkie związki mają przede wszystkim charakter seksualny, zwłaszcza w pierwszej fazie, a taka jest tutaj zaprezentowana.
          • siostra_bronte Re: "Płynące wieżowce" via Kultura [późną 23.04.17, 17:47
            :)

            No, jednak już za nowej władzy, jakoś rok temu, "Tajemnica Brokeback.." leciała w Kulturze o 20.20 więc to nie jest jakaś reguła.

            A mnie ten brak dialogów irytował. Znaczące spojrzenia w przestrzeń i milczenie maskowały dla mnie pustkę przekazu, niestety.

            Tak, uczucia wymykają się logice, ale tutaj wszystko dzieje się za szybko. Jedno spotkanie i już, wielka namiętność. Kompletnie mnie to nie przekonało.

            Nie, stereotypowość dotyczyła tego, że ów seks ma miejsce w kiblu, albo w bramie, w ten sposób dodatkowo stygmatyzuje się go jako coś brudnego i złego. Stereotypowy jest też wątek pobicia bohatera, jakby nie można było się takiej historii obyć bez jakiegoś nieszczęścia. Takie filmy o gejach kręcono ze 20-lat temu.

            • grek.grek Re: "Płynące wieżowce" via Kultura [późną 23.04.17, 18:35
              o, jestem zaskoczony, nie zauważyłem tego w ramówce, Siostro :]

              ha, to zawsze jest reżyserskie ryzyko, jak sądzę.
              Ale to dobrze, bo dzięki temu mamy ciekawy dwugłos :]

              rozumiem.
              ale i tu również będę bronił wizji reżysera : namiętnośc domaga się wcielenia w czyn... gdzie popadnie ;]

              to prawda, ta ostatnia scena wpisuje się w pewien "kanon' tego typu opowieści, chociaż... wydaje mi się, że łącząc ją z ilustracją tego, co robią Kuba i Sylwia - w jakiś sposób opowiada o tragizmie uczucia.
    • grek.grek 20:00 i 4:00 TVP Kultura "Blue Jasmine" 23.04.17, 17:14
      miała wszystko, zycie jak w Madrycie, aż tu nagle sufit spadł jej na głowę : bogaty mąż, który zapewniał jej luksusy, okazuje się wiarołomny, a potem wpada na przekrętach, ląduje w areszcie, a wypasione wille, drogie sprzęty i ubrania, oraz twarda waluta na koncie przepadają.

      bohaterka jest goła i bosa, musi się ratować pomieszkując u młodszej siostry, którą miała i ma za gorszą od siebie, oraz szukając pracy w miejscach, do których dawniej nawet by nie zajrzała.

      różnie można się ustawić do tego filmu : z satysfakcją oglądać zdegradowaną arogancką pańcię, która popada w coraz większe psychiczne tarapaty i "ma za swoje", bo nigdy jej nie obchodziło, że na ten standard materialny mąz "zarabiał" robiąc w balona uczciwych ludzi... albo dostrzec w niej jednak człowieka, któremu życie się skończyło i który nagle odkrył, że , kurde, przez wszystkie te lata istniał w złudzeniu, w kłamstwie, w nierzeczywistości, nibylandii; chce się jakoś poddźwignąć, ale szok mu nie pozwala. Czuje się jakby z ciuchów dolce and gabana przebrano go w worek po ziemniakach, czyli tragicznie i źle.

      wg mnie, to jest największe osiągnięcie naszego :] Woody'ego : napisał i wyreżyserował bohaterkę, która domaga się specjalnego traktowania i odrobiny współczucia, bez nadziei że je dostanie, a próbuje to osiągnąć opowiadając niekończącymi się monologami swoje życie przypadkowym towarzyszom. Bardziej mówi do siebie, a ci ludzie pełnią rolę biernego medium, z którego korzysta - tym bardziej robi to wrażenie przygnębiające.

      cieszy za to wybitne aktorstwo Cate Blanchette :]

      oglądamy... znów ? ;]

      a w nocy "Imagine", o 1:30 - świetna pora ;]
      a zatem : na przystawkę "Kamerdyner", na pierwsze danie 'Imagine", a później danie finałowe : "Blue Jasmine". Morfeuszu, zapomnij o mnie na dobre ;]]
    • grek.grek 20:20 & 1:40 TVP Kultura "Bejbi Blues" 24.04.17, 13:56
      film z podtytułem : "Kiedy dzieci chcą mieć dzieci" ;]

      bohaterka zachodzi i rodzi, bo "muzyczne i filmowe idolki nastolatek mają dzieci'. Skoro taka jest moda, to i panna Natalia swoje musi mieć.

      o ile jednak muzyczne idolki od wychowania dzieci mają całą czeredę świetnie opłacanych specjalistów, niań, lekarzy i opiekunek, tak panna Natalia jest z tą całą sytuacją sama i zdana tylko na siebie, niezdolna do finansowego i emocjonalnego "ogarnięcia" wszystkich okoliczności macierzyństwa.

      I na swojego kolege, ojca dziecka, równie jak ona infantylnego Kubusia.

      bardzo potrzebny film, tak sobie myślę, przed seansem :]

      oglądamy ? :]
      • barbasia1 Re: 20:20 & 1:40 TVP Kultura "Bejbi Blues" 24.04.17, 23:03
        Nie zdążyłam! Poszukam ...
        • grek.grek "Bejbi Blues" - po seansie 25.04.17, 13:05
          na pewno wkrótce będzie powtórka, Barbasiu :]

          a film jest bardzo dobrą przestrogą dla młodocianych przed pochopną decyzją o posiadaniu dziecka, albo nieumiejętnością zapobiegania takiemu posiadaniu...

          ... a jednocześnie - ta panna Natalia przejawia instynkt macierzyński i troskę o potomka, więc film nie jest zero-jedynkowy, można by rzecz : jest autentyczny.

          także w aktorskiej manierze młodej obsady, wspieranej doświadczonymi weteranami [pp. Stenka, Figura, Boczarska, Jan Frycz - który występuje w trzech scenach, nie mówi ani słowa, a jedynie wodzi po otoczeniu zatroskanym wzrokiem]. Młodzież gra momentami na biało niemalże starając się maksymalnie uwiarygodnić swoich bohaterów i kolejne sytuacje, starsi aktorzy próbują nie popisywać się, żeby tego efekty nie zepsuć.

          bohaterka Natalia doznaje chyba wszystkich dostępnych wrażeń w związku z posiadaniem dziecka, w tak młodym wieku : żal jej tych imprez, które musi opuścić w związku z zajmowaniem się niemowlakiem; popada w konflikt z matką, która wyprowadza się ze wspólnego mieszkania i w zasadzie zapomina o niej i jej dziecku; próbuje odrzucić szczęśliwego tatę, którym jest małoletni deskorolkowiec, wykazujący wszelako tacierzyńskie odruchy; nachodzi sąsiadkę i podrzuca jej dziecko niejednokrotnie; miewa momenty kryzysowe, kiedy nie może znieść już jego płaczu, pieluch, rozgardiaszu w domu, uwiązania do niego - z nerwów nokautuje niemowlaka klockiem rzuconym w głowę, w szpitalu zakładają mu szwy; próbuje sobie załatwić jakąś pracę, bo ciągle boryka się z finansowymi problemami, a w pracy jak to w pracy - kierownik, który ją zatrudnia oczekuje wdzięczności wyrażonej w wiadomy sposób; poznaje rówieśnicę, modelkę, z którą rozpaczliwie próbuje wyrywać się na jakieś odprężające zabawy, a nawet przez jakiś czas dziewczyna u niej pomieszkuje, tworząc sobą jakiś rodzaj niezbędnej Natalii dystrakcji w tym całym kołowrocie macierzyńskiego chaosu.

          Reżyserka nie idzie jednak w zaparte - niespodziewanie rodzice szczęsliwego taty okazują się bardzo pomocni w dziele wzięcia odpowiedzialności za życie dopiero co narodzone. I sam młodociany tata aż się pali do ojcostwa, w czym Natalia nie zawsze się z nim zgadza, zwłaszcza że tata romansuje chwilowo z jej własną matką, a do tego wieczorami szusuje na deskorolce, co wydaje się jej jakimś szczytem infantylizmu.

          generalnie, przez ponad półtorej godziny mamy scenki rodzajowe z życia [zbyt ?] młodej mamy, która sama powinna studiować, powoli wchodzić w tzw. dorosłość, a spada na nią obowiązek momentami zupełnie ją przerastający. Próbuje mu jednak sprostać : mozolnie uczy się technikaliów, a i uczucie do dziecka w niej kiełkuje.

          świat dookoła nie zawsze jest przyjazny, ludzie bywają pomocni, ale zwykle czegoś oczekują w zamian albo zawodzą w krytycznym momencie. Dla Natalii ewidentnie jest bezwzględna lekcja dorosłości, ale ma miejsce za wcześnie i w warunkach niekorzystnych, bo z uwagi na dziecko kolejne trudne sytuacje wymuszają na niej zachowania, w innych okolicznościach odpadające w przedbiegach.

          ta finałowa sekwencja też dzieli pół na pół ocenę działania Natalii : z jednej strony - groza, z drugiej - dowód na to, że coś zrozumiała i zdobyła być może niezbędną świadomość, która pomoże jej w przyszłości zrobić wszystko jak należy.

          ciekawy tytuł : Blues, to zdaje się "smutna pieśń traktująca [także] o miłości". Istotnie, taka jest ta historia : smutny realizm łączy się z gdzieś tam przebijającą coraz wyraźniej opowieścią o macierzyńskiej miłości, nieporadnej momentami, ale przecież niezaprzeczalnej.

          jak dla mnie - dobre młode kino, bez histerycznych kontrastów, z dbałością o autentyczny obrazek obyczajowy.
    • grek.grek w kinach : " W sieci" 24.04.17, 14:04
      nowy film Kim Ki Duka.

      bohaterem jest skromny rybak z Północnej Korei, który w łowieckim zapamiętaniu przekracza granicę i zostaje zatrzymany na wodach należących już do Korei Południowej.

      służby bezpieczeństwa biorą go za szpiega i poddają licznym przesłuchaniom oraz psychicznym dolegliwościom.

      przy okazji rybak ogląda sobie karnawał konsumpcjonizmu i kapitalistyczno-rynkowej rzeczywistości tej "lepszej" Korei i dochodzi do wniosku, że kompletnie go to nie zachwyca. Jedyne czego chce, to wrócić do domu, gdzie czekają żona i dziecko.

      odważny film, tak sobie myślę po zapoznaniu się , z grubsza :], z jego tematyką.

      www.filmweb.pl/reviews/Kafka+w+Korei-19965
    • grek.grek długo po premierze :"] - "Uczeń" 24.04.17, 14:11
      premierę miał w maju, ale jakoś tak bez echa przeszedł, a tutaj okazuje się, że to być musi niewykle ciekawy film.

      jest to historia młodego człowieka, który tak dalece poddaje się wizji rzeczywistości [i nad-rzeczywistości] zawartej w religijnych dogmatach i kodeksach etycznych, że przeradza się to w fanatyzm.

      www.deon.pl/po-godzinach/rozrywka--relaks/film/art,1289,uczen-najlepsza-fabula-10-festiwalu-filmow-rosyjskich-sputnik-nad-polska.html
      i artykuł tematyczny :] :
      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/uczen-zla-religia/djvz9t
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Lohengrin" [opera] 25.04.17, 13:11
      czy ja dobrze widzę w ramówce ?

      początek 20:20, koniec 0:05 ? ;]

      klasyka operowa produkcji niemieckiej.
      I to z 2016 roku, choć ofk, jeśli człek nie oglądał wcześniej, to czy rok produkcji ma jakieś znaczenie...? :]

      doskonała obsada, na czele z Anną Netrebko i Piotrem Beczałą oraz Tomaszem Koniecznym.

      nie do przegapienia !

      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Lohengrin" [opera] 25.04.17, 13:21
        W Teletygodniu o 23.55 jest Pegaz :)
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Lohengrin" [opera] 25.04.17, 13:36
          dzięki za info, Siostro :]

          odejmując jeszcze 10 minut na reklamy i zwiastuny między elementami ramówki - 3 i pół godziny. a mam w planach nocny seans "Kto sieje wiatr" [1:15] , chciałem więc zdrzemnąc się od około jedenastej. Wygląda na to, że drzemka będzie przed małe "d" ;]
      • grek.grek "Lohengrin" [opera] - wybitna ! 26.04.17, 13:57
        cóż za spektakl ! :]

        niesamowity finał, w którym muzyka grzmiała wręcz, a śpiewacy jednocześnie wchodzili na najwyższe rejestry skali głosu i dramaturgii.

        klasyka : król Henryk przybywa do Brabancji, aby zebrać ochotników na wyprawę wojenną na Węgry. Podstępny hrabnia Telramund wykorzystuje ten moment, aby oskarżyć księżniczkę Elzę o zabicie z żądzy władzy swojego brata Gotfyda. Zrozpaczona, zakuta w kajdanki, Elza rozpaczliwie zwraca się o pomoc do postaci rycerza w srebrnej zbroi, którego widywała w snach. Arogancki Telramund wyzywa do walki każdego, kto chce się ująć za Elzą.

        Faktycznie, rycerz się pojawia - w łodzi ciągniętej przez białego łabędzia i wobec całego dworu występuje w obronie jej dobrego imienia, gotów walczyć z Telrmamundem o jej cześć. Stawia tylko jeden warunek : jesli wygra - Elza poślubi go i nigdy nie spyta o jego imię.

        Rycerz pokonuje perfidnego hrabiego, który wraz ze swoją równie perfidną żoną Ortrudą zostaje wygnany z królestwa. Rycerz zostaje narzeczonym Elzy i oboje są fetowani przez cały dwór i zgromadzonych poddanych.

        Telramund przeżywa swoją klęskę, a Ortruda przedstawia mu plan powrotu na dwór : trzeba oskarżyć nieznajiomego rycerza o pakt z siłami ciemności. Rycerza zaś osłabić, za pomocą odcięcia mu jakiegoś skrawka ciała, ot koniuszka palca. Tak podobno tracą siły wszyscy znajdujący się w mocy nieczystych sił.

        Ortruda wkupia się w łaski naiwnej i dobrodusznej Elzy, kajając się przed nią i padając na kolana. Elza uznaje, że nie jest ona niczemu winna i pozwala jej wrócić. Jednocześnie przebiegła Ortruda zasiewa w niej ziarno wątpliwości, co do tożsamości rycerza.

        Telramund chyłkiem kontaktuje się z opozycją wobec króla i nowego księcia, którego imienia i pochodzenia nikt nie zna. Razem z ortrudą rzucają głośno oskarżenie o czary. Nikt jednak nie traktuje ich poważnie, zwłaszcza król Henryk.

        Po wystawnej uroczystości koronacji Elzy i jej slubu z rycerzem - zostają sami w komnacie nowożeńców i tutaj targana wątpliwościami Elza dopytuje go o imię, pragnie je poznać, bo uważa że tajemniczośc rycerza wynika z jego braku zaufania do niej, a zatem może być zapowiedzią jego wkrótce odejścia i porzucenia jej. Rycerz odpowiada, ze przecież zaufał już danemu przez nią słowu, które ona właśnie w tym momencie łamie...

        Telramund próbuje zabić rycera, ale sam ginie. Rycerz rzuca dwa ciężkie oskarżenia : Telramunda o próbę skrytobójstwa i Elzę o złamanie przyrzeczenia.

        Jednocześnie rycerz decyduje się opowiedzieć swoją historię - oznajmia, ze jest synem Parsifala, na imię mu Lohengrin, i jest rycerzem świętego Graala.

        Zwraca się do Elzy i informuje ją, że gdyby nie złamała danego słowa, do Brabancji wróciłby jej brat, Gotfryd, który znajduje się teraz pod opieką Graala. Ale żeby to się dokonało, Elza powinna była przez rok pozostać żoną Lohengrina.

        Elza załamuje się na te słowa.LOhengrin szykuje się do odejścia. Pozostawia Elzie dary dla jej brata, miecz, pierścień i róg.

        Wtedy triumfująco odzywa się Ortruda - ona to bowiem przemieniła Gotryfda w łabędzia, a teraz doprowadziła Elzę do złamania przyrzeczenia. Chwyta za miecz i oznajmia, że "tak bogowie mszczą się na niewiernych".

        LOhengrin pada na kolana, Elza omdlewa, ale w tym momencie łabędź widoczny w głębi sceny zamienia się w małego chłopca, który pojawia się na scenie i rozpoznany zostaje jako Gotfryd, brat Elzy, prawowity następca tronu.

        Elza rzuca się objąc chłopca, ale król ją odtrąca, przekazuje chłopcu miecz, symbol władzy, z którym Gotrfyd staje dumnie, a król po jego prawicy.

        Zrozpaczona Elza umiera, reflektor przestaje ją oświetlać, jedyny snop światła pada na chłopca.

        I potęga muzyki i śpiewu w tym finale jest zaiste nadzwyczajna :]

        Scenografia zmienia się nieznacznie w każdym z 3 aktów, ale jej główną część stanowią kilkunastometrowe bramy-okna stanowiące masywne i majestatyczne tło. W komnacie nowożeńców zjawia się łoże, a w 2 i 3 akcie balkon dla heroldów.

        Łąbędzia łódź robi świetne wrażeenie, pojawia się w głębi sceny, a poprzedza ten moment rozsunięcie okien-bram.

        Ciekawa gra świateł, za oknami-bramami pojawiają czasami zmyślnie uszeregowane lampy, albo wyłania się spoza nich biskup koronujący Elzę; wreszcie w kluczowych momentach snop światła bardzo dokładnie celuje w najważniejsze w tej chwili postaci, aby tym bardziej uwypuklić sens ich obecności dla przebiegu akcji. I żadnemu operatorowi ręka nie drgnie ;]

        KIlka scen, w których jednocześnie śpiewa ok 50 aktorów-śpiewaków - nadzwyczajnie skoordynowane, idealnie brzmiące, aczkolwiek - nie znam się na technice, więc nawet jeśli "kopnęli się" mocno, to nigdy w życiu nie zauważyłbym ;]

        Anna jest ofk rewelacyjna, kiedy się pojawia - wyraźnie wyeksponowana i zapowiedziana, od razu rośnie temperatura spektaklu; jej duety z Piotrem Beczałą są ozdobą tej całej inscenizacji, a w solowych partiach wznosi się na wyżyny kunsztu [piszę tak na 'czuja', bo kompletnie się nie znam :)].

        Fantastyczne głosy, fenomenalna kondycja [oboje mieli dobrze po godzinie śpiewania i to często na pełnej skali], znakomita interpretacja aktorska. O ile w 2 akcie króluje chytra Otruda, o tyle trzeci w całości należy do tej wybitnej dwójki.

        doskonałe wrażenie zrobił też Tomasz Konieczny, Telramund, świetny aktorsko.

        wybitnie śpiewa i gra z powodzeniem Evelyn Herlitzius - Ortruda, momentami kradnąca wszystkim ten spektakl swoją żmijowatą, ale na swój sposób uwodzicielską, aktorską manierą świetnym głosem, który ujawnia zwłaszcza w duetach z Netrebko i Koniecznym. Na wyjściu dostała ogromne brawa.

        Choć, gdyby mierzyć aplauz na jakimś potencjometrze, to chyba największe brawa pofrunęły w kierunku maestro : Christiana Thielemanna, który już po 1 akcie witany był huraganem oklasków, a przed trzecim musiał się wręcz odwrócić i ukłonić publiczności, takie było natężenie braw.

        Wspaniałe stroje : biała suknia Anny, wyrózniająca ją wśród licznych postaci i statystów, czerwona koszula Lohengrina, później ich obojga szaty uroczyste, pysznie odziany biskup, a także król, a do tego dobrze ponad 50 innych aktorów-śpiewaków, którzy w wielu momentach są na scenie jednocześnie.

        Cała ta skomplikowana i złożona maszyna działa sprawnie, co jest zasługą reżyserki - Christine Mielitz, ponoć należącą do światowej ekstraklasy. Trudno nie uwierzyć, po obejrzeniu takiego spektaklu.

        imponujące ! :]

        Ech, być tak na widowni... :]

        muzyka.onet.pl/klasyka/alfabet-polskiej-opery-l-jak-lohengrin-czyli-wagner-po-polsku/8pxksl
        bachtrack,com/review-lohengrin-netrebko-beczala-thielemann-dresden-may-2016



        • barbasia1 Re: "Lohengrin" [opera] - wybitna ! 26.04.17, 23:32
          Uwielbiam Annę Netrebko. Z Piotrem Beczałą tworzyli wspaniałą parę. Nie mogłam nie obejrzeć, ale z przygodami... Dlatego nie zdążyłam już nic tu napisać wczoraj wieczorem.
          • grek.grek Re: "Lohengrin" [opera] - wybitna ! 27.04.17, 12:43
            pamiętam o tym, Barbasiu :]

            yes, świetny duet !

            rozumiem, Barbasiu :]
            jakie wrażenia po obejrzeniu [wnioskuję z Twojej sugestii, że choć część udało Ci się zobaczyć] ?
    • grek.grek 21:50 TVN7 "Dzika banda" 25.04.17, 13:16
      nie mam szczęścia, znów z powodów znakomitości konkurencji filmu tego nie obejrzę.

      mam nadzieję, że Wam pomyślność sprzyjać będzie i "Bandę" zobaczycie.
      oraz napiszecie recenzję o niej :]

      ponoć wtedy [1969 r.] film ten uznawany był za hiperrealistyczny i niepokojąco wręcz naturalistyczny.

      ciekawe, ile z tego anturażu ostało się dziś, kiedy właściwie nie ma już niemal żadnych ograniczeń w filmowej prezentacji scen przemocy i nie tylko ?
    • siostra_bronte "Tata, mama, moja żona i ja" 25.04.17, 13:16
      Obejrzane w Kulturze, właściwie przypadkiem. Komedia Jean-Paul le Chanois z 1955 r. Ten film leciał już parę razy, ale jakoś nie miałam okazji go zobaczyć.

      Nie oczekiwałam zbyt wiele, ale muszę przyznać, że to miła niespodzianka. Naprawdę zabawna komedia !! Może ciut staroświecka, ale w dobrym znaczeniu tego słowa, bo pełna ciepła i optymizmu, już trochę z innego świata. Trochę jak u Tatiego.

      Bohater filmu, tytułowy "ja", to adwokat Robert Langlois (Robert Lamoureux), który z powodów finansowych musi zamieszkać razem z żoną u swoich rodziców. Oczywiście wszystkim jest ciasno i zaczyna dochodzić do kłótni na każdym kroku. Sytuacja pogarsza się, gdy na świecie pojawiają się dzieci, bliźniaki. Jest coraz gorzej...

      Robert opowiada o tych perypetiach z offu, co jeszcze dodaje tej historii komizmu. Naprawdę, jest się z czego pośmiać :)

      Szkoda, że od połowy film zbacza w stronę pozorowanych romansów (dla wzbudzenia zazdrości) pary małżonków i prawdziwego romansu matki Roberta. Bo najlepsze są tu bardzo trafne, i aktualne, niezależnie od czasów, obserwacje dotyczące doli i niedoli życia pod jednym dachem z bliższą i dalszą rodziną :)

      Aktorsko najlepiej wypadli chyba rodzice Roberta (Gaby Morlay i Fernand Ledoux). Na drugim planie, w roli pomysłowego sąsiada jeszcze całkiem młody Luis de Funes :)

      Polecam!!

      Powtórka jeszcze dziś o 16.40, więc pewnie nikt nie obejrzy, ale pewnie jeszcze będzie pokazywany.

      Znalazłam fragment, kiedy sąsiad-de Funes przebija się na górne piętro, żeby uzyskać "komunikację głosową" między piętrem rodziców a z mieszkającymi wyżej bliźniakami :) Po francusku, ale daje pojęcie o klimacie filmu.

      www.youtube.com/watch?v=Phhsqw6IX6k
      • grek.grek Re: "Tata, mama, moja żona i ja" 25.04.17, 13:30
        dzięki, Siostro :]

        komedia - francuska i w staroświeckim stylu ?
        kupuję w ciemno ! :]

        pora powtórki zaiste kłopotliwa, raczej nie zdołam obejrzeć, ewentualnie pierwszy kwadrans, ale taki wariant spowodowałby tylko żal, że nie mogę dokończyć, więc raczej nie będę próbował.

        Mam nadzieję, że niebawem Kultura powtórzy ten film w bardziej trafionej porze :]

        ciekawy opis, Siostro !
        zdecydowanie, to jest zawsze wdzięczny temat do żartów, bo grupa osób codziennie stykająca się ze sobą na ograniczonym terytorium, to gotowy materiał do konfliktów, nieporozumień i manipulacji, zwykle dotyczących spraw rozczulająco prozaicznych, które raczej wypadałoby załatwiać mądrym kompromisem, albo wspaniałomyślnym ustąpieniem pierwszeństwa/racji, podczas gdy ludzie jakże często idą na wymianę albo próbują wymusić swoje na innych, prowokując ich do instynktownego oporu :]

        jak to mówią Francuzi sami : cest la Vie !

        Twoja recenzja i ten zabawny fragment składają się na interesującą rekomendację - dzięki :]
        wyglądać będę powtórki.
        • siostra_bronte Re: "Tata, mama, moja żona i ja" 25.04.17, 13:43
          Zdecydowanie polecam!!

          To prawda. Ale jak ludzie siedzą sobie na głowie, takie konflikty są nieuchronne, nawet mimo najlepszej woli:)

          Co prawda, to już była n-ta powtórka, zwykle w ciągu dnia, ale może kiedyś będzie pokazany o lepszej porze.
          • grek.grek Re: "Tata, mama, moja żona i ja" 26.04.17, 13:09
            nieuchronnie skorzystam, Siostro :]

            dzięki raz jeszcze :]
    • grek.grek 21:55 Ct2 "House of Cards" początek 3 sezonu 25.04.17, 13:19
      3 sezon dziś się zaczyna.
      ofk, i tego pierwszego odcinka nie dam rady zobaczyć.
      może jakaś powtórka będzie.

      spróbuję pisać a'propos :]

      'Fortitude" - wczoraj już 3 odcinek, a ja nadal jeszcze nie zacząłem nadrabiać zaległości.

      ech, wszystko by się chciało obejrzeć, a dzień za każdym razem tak skandalicznie krótki, nawet jesli sypia się okazjonalnie i niemal wypracowuje ten schulzowski "13 miesiąc" ;]
      • barbasia1 Re: 21:55 Ct2 "House of Cards" początek 3 sezonu 26.04.17, 23:17
        O takich czasach marzyłeś, marzyliśmy. ;)
        Ja dopiero musze sie wziąć za pierwszy sezon "House of Cards" . Poczytać w końcu Twoje posty.
        • grek.grek Re: 21:55 Ct2 "House of Cards" początek 3 27.04.17, 12:41
          to prawda, Barbasiu ! :]]

          o, 1 sezon "HoC", to jest naprawdę duża przyjemność.
          zazdroszczę Ci, Barbasiu :}

          wiesz, jak to jest z większością seriali - od góra 3 sezonu zaczynają być ryzykowne, bo większość świetnych pomysłów wykorzystanych zostaje w oryginalnych seriach, żeby stworzyć marke, przyciągnąc widownię, utrzymać serial na antenie.

          a jak już jest marka, brand, widownia i pewne miejsce... nagle się okazuje, że cięzko znaleźć nowe kierunki rozwoju fabuły i utrzymać tak wysoki poziom, jaki się samemu osiągnęło.

          dlatego - ostrożnie podchodzę do 3 sezonu i naprawdę zazdrosczę Ci przyjemnośc, jaką - mam nadzieję ! - odnajdziesz w 1 sezonie :]
    • grek.grek "Off Road [Furiostrada]" via TVP Kultura [nocą ;)] 26.04.17, 14:15
      ciekawy portret włoskiej rodziny mieszkającej w Rzymie.

      jej głową jest pani Beatrice, blondynka z biustem, która nie tak dawno była panem z pokaźnymi wąsami.

      przeszła zmianę płci, ma kobiece atrybuty płciowe, ale w istocie wciąz jest w jakiś sposób mężczyzną - tak się zachowuje, głos nie zmienił się aż tak bardzo, eksponowane w krótkich sukienkach nogi mają jednak rys męskości, sposób poruszania się - także, no i Beatrice nadal prowadzi warsztat samochodowy oraz bierze udział w rajdach.

      ma żonę, panią z Rumunii, i syna - nastolatka. Mieszka z nimi jej sędziwa matka.

      Mowa jest o codziennych rzeczach, codziennym życiu, a to rajd, a to praca, a to rozmowa o relacjach rodzinnych, a to o szkolnych kłopotach syna, a to pies choruje, zdycha i trzeba go pochować, a od czasu do czasu bohaterowie zasiadają do 'setki", podczas ktorej komentują seksualną tożsamość Beatrice, w tym ona sama.

      ujmujące jest to, że panuje tam absolutna akceptacja. I w sumie, Beatrice może i jest kobietą, ale nadal zachowuje się jak wtedy, gdy była mężczyzną i ustalała, przeforsowywała swoje racje, rugała syna za to, że się nie uczy itp.

      Gdzieś z fragmentów, strzępków zdań, dowiedzieć się można, że w szkole syn jest zaczepiany z powodu "dwóch mam', a żona Beatrice gdzieś tam w urzędzie została o to niegrzecznie zagadnięta, ale nie skarżą się na złe traktowane, czy społeczny ostracyzm. Środowisko rajdowców absolutnie akceptuje nowy wizerunek swojego dawnego kolegi.

      właśnie ta naturalnośc i autentyzm, z jakim oni wszyscy siebie przyjmują takimi jakimi są, w jaki sposób przyjmują tatę, który został nagle panią - to jest clue tego dokumentu.

      jakże optymistycznego, choć codziennych kłopotów los nie szczędzi, ale i one są najczęsciej bliźniaczo podobne do kłopotow jakie zna gros ludzi. A to oznacza, że Beatrice i jej rodzina tylko na pozór róznią się od średniej statystycznej. A nawte nie róznią się wcale.

      www.youtube.com/watch?v=bFR7DBRPa9s
    • grek.grek nagradzają "Belle Epoque" ! ;] 26.04.17, 16:05
      a jednak :]]

      jesli twórcy dokładnie przestudiują zawartośc głosów krytycznych po 1 sezonie, i wezmą je sobie do serca, to sezon 2 może być naprawdę bardzo dobry.

      film.onet.pl/wiadomosci/serial-belle-epoque-nagrodzony-w-hamburgu/h3xhrb
      • barbasia1 Re: nagradzają "Belle Epoque" ! ;] 26.04.17, 23:14
        Oczywiście. Naprawdę serial nie był taki zły!
        • grek.grek Re: nagradzają "Belle Epoque" ! ;] 27.04.17, 12:36
          też tak myślę, Barbasiu :]

          ostatnie kilka odcinków było naprawdę niezłych.
          wypada żałować, że np. sceny zbiorowe, uliczne, były tak skromne, a wątki wprowadzanych do kryminalistyki nowoczesnych, wówczas technik - nie opatrzone obszerniejszymi wyjaśnieniami. plus... wiele innych uwag krytycznych ;]

          miejmy nadzieję, że 2 sezon będzie znacznie lepszy.
          wiedzą nad czym powinni bardziej popracować :}

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka