Gość: dyzja
IP: 195.205.181.*
21.04.01, 17:09
Stwierdzam po raz n-ty- Big Brother to program, ktorego nie trawię- a wiem , co
piszę, bo zdarzyło mi się obejrzeć co poniektóre fragmenty i wszystkie jak
jeden mąż i jedna żona były żenujące. Cóż, parę osób błaźni się dla kasy... jak
chcą, to niech się błaźnią, tylko dlaczego wszystkich to tak podnieca??? I już
nie chodzi o to, jaki poziom sobą reprezentują, bo de gustibus non est
disputandum, ale o to, że widzowie dają się nabierać na to, że to, co widzą, to
tzw. " prawdziwe życie". Jeżeli moja egzystencja miałaby wyglądać w ten
sposób, to serdecznie bym sobie współczuła.
A najgorsze jest to, że jestem chyba w mniejszości, bo w moim towarzystwie,
gdziakolwiek pójdę, MUSZĘ oglądać ten chłam, i to czasami non stop ( jedna z
platform relacjonuje go twenty four seven, że o Internecie nie wspomnę).
RATUNKU!!!! Czy jest jeszcze ktoś, kto uważa tak jak ja,, że lepiej poczytać
książkę niż oglądać perypetie sznikersa i spółki i doszukiwać się w nich
głębokiego sensu????
P.S. Dotychczas szanowałam p. Jacka Santorskiego, ale teraz niestety
przestałam. Idem Grzegorz Miecugow. I chyba wiadomo za co już ich nie lubię.
Pozdrawiam wszystkich