Dodaj do ulubionych

"Przekrój" o Pazurze Cezarym

IP: 193.0.117.* 14.11.03, 12:31

JESTEŚMY ROZCZAR(K)OWANI

MAŁGORZATA SADOWSKA

Aktor zwykle na co dzień gra, a od czasu do czasu chałturzy. U CEZAREGO
PAZURY proporcje się odwróciły: na co dzień chałturzy, od czasu do czasu gra

Osiągnąć szczyt i równocześnie z niego spaść - ta karkołomna sztuka udała się
właśnie Cezaremu Pazurze. Szczyt, bo Pazura wciąż jest jednym z najlepiej (o
ile nie najlepiej) opłacanych, najczęściej grających i najbardziej
popularnych polskich aktorów. Do historii kina przejdą jego fenomenalne role
z "Psów", "Krolla", "Kilera" czy "Nic śmiesznego". - "Pierścionek z orłem w
koronie" wisiał tylko na nim! - mówi Marek Koterski. Co stało się ze
świetnym, zdolnym aktorem, skoro dziś niemal każde z jego kolejnych
przedsięwzięć to nieporozumienie. Gdyby ktoś pokusił się o ułożenie listy
najbardziej kuriozalnych wydarzeń w telewizji w tym roku, na pierwszych
miejscach z pewnością znalazłyby się i talk-show - szczęśliwie zawieszony po
dwóch odcinkach - "Pazury Skiby", i polsatowski serial "Czego się boją
faceci, czyli seks w mniejszym mieście".
W tym pierwszym Cezary Pazura razem z Krzysztofem Skibą komentował ploty z
brukowców, ubarwiając je koszarowymi dowcipami, na przykład o nieświeżym
oddechu, w drugim wciela się w rolę nieudacznika (choć największymi
nieudacznikami są tu scenarzyści), który ma problemy z kobietami. Z założenia
ten serial miał być komedią. Ale jedyną rzeczą, która tu śmieszy, jest
końcowy napis: "Opieka artystyczna - Cezary Pazura". Reszta to grepsiarskie
dialogi, żenujące dowcipy i czysto mechaniczne aktorstwo.
Pazura uważa, że zupełnie przeciwnie - z "Seksu..." da się zrobić kultowy
serial, o czym można się będzie przekonać, gdy na wiosnę rozpocznie się
emisja nowej serii. Gdy spotykamy się, by porozmawiać o jego karierze, mówi,
że autorzy serialu mają mnóstwo nowych, fantastycznych pomysłów.
Obserwując te poczynania, trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że w wypadku
Pazury doszło do odwrócenia zwykłych w tym zawodzie proporcji: normalnie
aktor gra, a od czasu do czasu chałturzy, tymczasem Cezary Pazura na co dzień
chałturzy, a od czasu do czasu gra.

WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ
Pazura to nie tylko aktor, lecz także zjawisko samo w sobie, pierwszy
polski "gwiazdor" nowego typu - typu, który narodził się wraz z komercyjnym
kinem na początku lat 90. Wtedy zaczęto otwarcie mówić, że film to rozrywka,
która służy wyłącznie zapełnieniu kinowej sali (jak ktoś pytał
o "przesłanie", odsyłano go na pocztę), a aktor jest człowiekiem do
wynajęcia, nie zaś misjonarzem w służbie społeczeństwa.
Ładnych kilka lat wcześniej poirytowany Kazimierz Dejmek ułożył słynne
powiedzenie: "Dupa jest do srania, aktor jest do grania", które dla starszego
pokolenia było kamieniem obrazy, a dla młodszego stało się wskazówką i
fenomenalnym alibi. Wreszcie można było przestać mówić o etosie i zacząć
zarabiać. Stwierdzenie: "Robię to dla pieniędzy", stało się na swój sposób
modne.
Oczywiście, nie ma nic zdrożnego w zarabianiu pieniędzy, zwłaszcza jeśli
weźmie się pod uwagę, że za pierwszą dużą rolę w serialu "Pogranicze w ogniu"
(kilka lat morderczej pracy!) Cezary Pazura zarobił tyle, że stać go było na
zakup... kolorowego telewizora i kolację z Olafem Lubaszenką w łódzkim SPATiF-
ie. - Ledwie wystarczyło na bilety do Warszawy - wspominał po latach.
Nic więc dziwnego, że wielu aktorów, którym etos kojarzył się z biedą klepaną
w teatrze, rzuciło się na możliwości oferowane im przez wolny rynek. Film,
estrada, kabaret, reklama, występy w supermarkecie i w kurortach, płyty,
konferansjerka, talk-show, serial, teleturniej - wszystkie chwyty dozwolone.
I Cezary Pazura robi niemal wszystkie te rzeczy. W ten sposób sam ustawia się
w pozycji towaru, który sprzeda się temu, kto da więcej. Od jakiegoś czasu
Pazura nie jest jednak już nawet towarem luksusowym. Kto ma w kieszeni wolne
12-13 tysięcy złotych, praktycznie może go mieć u cioci na imieninach. Jak
tak dalej pójdzie, wkrótce trafi na wyprzedaż.

MOŻNA Z KASĄ I KLASĄ
Gwiazdy pokroju Janusza Gajosa, Grażyny Szapołowskiej czy Marka Kondrata z
wielkim wyczuciem dbają o zachowanie proporcji między "kasą i klasą". Jeśli
reklama, to stylowa, jeśli serial, to potem świetna rola kinowa, jeśli udział
w złym filmie, to potem znacząca rola teatralna. Żadnego rozmieniania się na
drobne i ostentacyjnego "tłuczenia kasy".
- Ostatnio oglądałem "BruceŐa Wszechmogącego" z Jimem Carreyem i z bólem
pomyślałem o Czarku - mówi "Przekrojowi" Marek Koterski. - Carrey, chociaż
bierze udział w tych strasznych "Ace Venturach", psich gównach, zachowuje
klasę. Nie tylko się wygłupia, ale i gra - jak w "Truman Show" czy "Człowieku
z księżyca". Mam wrażenie, że ta sztuka Czarkowi, niestety, się nie udaje. A
przecież ten aktor to nasz skarb!
- Umiejętna selekcja to bardzo ważny element biografii aktorskiej czy
reżyserskiej - dodaje Machulski. - Tylko jak się nie ma z czego wybierać,
wybiera się to, co najmniej złe. Z tego chyba powodu widzimy Czarka w
rzeczach, w których nie spodziewalibyśmy się go zobaczyć. Ale prawda jest też
taka, że im więcej robi się złych rzeczy, tym szybciej traci się markę.

SETKI OSÓB NA UTRZYMANIU
- Myślę, że on nie dokonuje niewłaściwych wyborów cynicznie, raczej ktoś mu
źle doradza - przypuszcza aktor, który chce pozostać anonimowy. - Czarek jest
bardzo otwarty, czasem nawet łatwowierny. Może więc otacza się ludźmi, którzy
chcą grzać się w jego blasku, ale nie są jego dobrymi duchami?
- Znam Czarka prawie 20 lat - mówi Juliusz Machulski. - Wiem, jaką wielką
drogę pokonał, jaki sukces osiągnął. Naturalne jest, że chce się cieszyć
również jego materialną stroną. W miarę jedzenia apetyt rośnie, tymczasem,
żeby utrzymać się na pewnym poziomie, nie wystarczy brać tantiem i grać w
filmach, które przynoszą satysfakcję. Czasem trzeba grać w takich, które być
może ją przyniosą.
- Wiele osób mówi: "Mam okazję, robię, mam okazję, chapię". To jest trudny
moment, kiedy okazje same się pchają i trzeba nauczyć się odmawiać - tłumaczy
z kolei Marek Koterski. - Bardzo łatwo się przejeść, a potem odbija się i
jedzącemu, i patrzącym. Ja mam ten komfort, że żyję ze sztuki, choć nie robię
na tym pieniędzy. Mnie to pasuje, innym nie. To kwestia wyboru.
- Jaki wybór?! - dziwi się aktor, który nie chce ujawniać nazwiska. -
Przecież on utrzymuje setki osób z Ukrainy! Wszyscy wiedzą, że wspiera
finansowo rodzinę Weroniki.
Weronika Pazura pochodzi z Ukrainy, jest prawniczką, a od niedawna aktorką i
producentką. - Wyciągnęła Czarka ze straszliwego doła, a dziś ma na niego
ogromny wpływ - mówi aktor.

DO ŚMIERCI NA POSTERUNKU?
Kiedy Cezary Pazura zaczął tracić swoją markę? Punktem granicznym w jego
karierze był na pewno udział w dwóch seriach "13 Posterunku" Macieja
Ślesickiego. - Mam wrażenie, że do śmierci będą mu wypominać ten serial -
powinien w tym miejscu zirytować się Maciej Ślesicki i tak też czyni. -
Cokolwiek zrobi, i tak wszyscy powiedzą, że "gra Č13 PosterunkiemÇ"! Nigdzie
na świecie poza Polską nikt nie odważyłby się powiedzieć, że coś, co było
niekwestionowanym sukcesem, może zaszkodzić aktorowi.
Kilkanaście miesięcy intensywnej pracy, dwie serie, 80 odcinków, nieprzerwana
przez lata emisja w różnych stacjach telewizyjnych, a przede wszystkim
wybitnie charakterystyczna, przerysowana rola, jak mówi Maciej
Ślesicki, "pedał dociśnięty do samej ziemi".
Filmy kinowe z Pazurą miały kilkusettysięczną widownię, "13 Posterunek" -
wielomilionową. Czy Cezary Pazura był tak naiwny, by sądzić, że jak tylko
zejdzie z planu, wszyscy natychmiast zapomną o posterunkowym Cezarym, jego
wygłupach i minach?
- Mam wrażenie, że tam było o jedną serię za daleko - mówi o "13 Posterunku"
Juliusz Machulski. - Przy pierwszej serii mógł nie wiedzieć, jakie będą
koszta tego cyklu - dodaje Marek Koterski. - Ale potem już wiedział i w moim
odczuciu druga seria była mu
Obserwuj wątek
    • Gość: makary "Przekrój" o Pazurze Cezarym, cd IP: 193.0.117.* 14.11.03, 12:33

      - Mam wrażenie, że tam było o jedną serię za daleko - mówi o "13 Posterunku"
      Juliusz Machulski. - Przy pierwszej serii mógł nie wiedzieć, jakie będą koszta
      tego cyklu - dodaje Marek Koterski. - Ale potem już wiedział i w moim odczuciu
      druga seria była mu potrzebna jak zającowi dzwonek. Mówiłem mu, że w ten sposób
      zafundował sobie dwa lata bez kontaktu z własnymi uczuciami, co dla aktora jest
      tragedią. Myślę, że przewlekłe granie w konwencji wygłupu bardzo mu
      zaszkodziło, do dziś ciągnie za sobą tę kotwicę!
      - Polska jest krajem szuflad - ripostuje Maciej Ślesicki. - Jak tylko coś staje
      się popularne, natychmiast trafia do szuflady.
      Pazura mówi, że drugą serię "Posterunku" zrobił dlatego, że jemu i Ślesickiemu
      obiecano w zamian pieniądze na film fabularny, że była to transakcja wiązana,
      po prostu kompromis. Twierdzi, że wbrew powszechnej opinii nawet nazwisko
      Cezary Pazura nie jest samo w sobie magnesem dla inwestorów.

      BAWIĆ I UCZYĆ
      Marek Koterski przyznaje, że poważnie brał pod uwagę Pazurę do głównej roli
      w "Dniu świra". - Przestraszyłem się, bo dziś jest taki odbiór jego postaci, że
      choćbyśmy z Czarkiem na głowie stawali, to ludzie będą widzieli w moim
      filmie "13 Posterunek", nawet jeśli go tam w ogóle nie będzie! Taki jest po
      prostu mechanizm recepcji - tłumaczy.
      Może byłby nieco inny, gdyby serialowi nie towarzyszyły inne role w podobnym
      duchu w knajackich komediach, które uczyniły Pazurę idolem dresiarzy.
      Oczywiście, Cezary Pazura może aspirować do bycia bożyszczem dowolnej grupy
      zawodowej czy subkultury. Ale ostatnio chce być kimś więcej: nauczycielem
      młodzieży i twórcą kultury wysokiej.

      PAZURA W AWANGARDZIE
      - Młodzież nie da się oszukać, bo jest młoda. Ona chce życia od życia, ona chce
      od życia prawdziwego przeżycia! - nauczał Pazura (i nie żartował, niestety) w
      programie Kuby Wojewódzkiego.
      Do tych wniosków doszedł po rocznej przerwie, którą zrobił sobie w 2001 roku,
      na 40. urodziny (a której nikt chyba nie zauważył, skoro w badaniach OBOP-u
      uznano go za najlepszego aktora tegoż roku - być może ze względu na
      obecność "Posterunku" w telewizji). Czterdziestka nieprzypadkowo chyba stała
      się dla niego punktem granicznym, tak jak jest granicą dla innych aktorów,
      którzy wchodzą w wiek dojrzały, zmieniając charakter ról i granych postaci. -
      Przyszedł ten etap w zawodowym życiu Czarka, w którym musi spróbować
      zdyskontować swoje chłopięce role, zwłaszcza że reżyserzy zaczną chcieć do
      filmów "młodszego Pazurę" - mówi Machulski.
      Pazura rozsądnie postanowił uprzedzić niebezpieczeństwo: zdecydował się zagrać,
      i to trzy role, w adaptacji "Nienasycenia" Witkacego w reżyserii Wiktora
      Grodeckiego. Reżysera, który zjawił się jak spod ziemi, by niczym za
      dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamienić Cezarego Pazurę w Łomnickiego,
      Holoubka i Zapasiewicza razem wziętych.

      CZAREK, DAJ SPOKÓJ!
      Udział w "Nienasyceniu" - choć Pazura wykonał w nim kawał aktorskiej roboty -
      sprawia wrażenie desperackiej próby wydostania się ze ślepej uliczki, w którą
      na własne życzenie Cezary Pazura się zapędził. Można się jednak spodziewać, że
      dotychczasowi jego wielbiciele odpadną już po 10 minutach, słysząc z
      ust "Czarka": metafizyka, transcendencja, saltembank, a dla wielbicieli
      Witkacego Pazura będzie w tej roli niewiarygodny. Zwłaszcza w kontekście
      wieloodcinkowych wygłupów w telewizji Polsat. Bo "nic cię od tego błazeństwa
      nie uchroni, choćbyś całkiem inaczej o sobie myślał" - jak mawia bohater Pazury
      Putrycydes.
      Sam aktor w rozmowie z "Przekrojem" swój udział w "Nienasyceniu" tłumaczy
      chęcią zrobienia czegoś nowego, wejścia - jak to określa - do nowej wody. Jego
      zamiarem było - jak utrzymuje - wyjście poza szkolny kanon i skłonienie młodych
      ludzi do refleksji.
      Jednak mimo jego starań i pracy, jaką włożył w "Nienasycenie", po tym filmie
      ani nie umarł "Czarek", ani nie narodził się Cezary. - Nie wiem, co można mu
      doradzić - mówi Juliusz Machulski. - Powiedzieć: "Nie bierz udziału w tym, w
      tym i w tym też"? To co on ma robić? Kiedy myślę o Pazurze, przypomina mi się
      casus Bogumiła Kobieli, który też grał poniżej swoich możliwości, bo niczego
      ciekawego mu nie proponowano. Winni więc jesteśmy również my, scenarzyści.
      - Tobie jak powietrze potrzebny jest teatr, bracie! - sugeruje Pazurze Marek
      Koterski. - Jakaś przerwa, jakieś rozpatrzenie się w sobie, role, kreacje. To
      mogłoby przywrócić proporcje w twojej karierze. Wierzę, że jesteś zdolny do
      autorefleksji, do pokierowania karierą z większym pożytkiem dla siebie i
      widzów. Czarek, przestań mnie wreszcie drażnić, a zacznij z powrotem wzruszać i
      bawić do łez!


      Od redakcji: Cezary Pazura po spotkaniu z dziennikarką "Przekroju" poradził
      jej, by zachowała taśmę z rozmową, sugerując, że może być ona dowodem w sądzie.
      O ewentualnych następstwach obiecujemy Czytelników na bieżąco informować.

      • aguszak Re: "Przekrój" o Pazurze Cezarym, cd 14.11.03, 13:34
        No to Czaruś się nie popisał... Za co do sądu? Za prawdę? W sumie uważam, że
        jest to bardzo łagodny i życzliwy jemu artukuł. Autorka zdaje się
        mówić: "Opamiętaj się, Panie Czarku, zanim nie stracisz ostatnich prawdziwych
        wielbicieli." To może być również przestroga dla wielu młodych, zdolnych
        aktorów...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka