Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać... cz. 2

    • pepsic Re: Tańcząc w ciemnościach 19.06.09, 20:32
      Jutro uczta dla koneserów dobrego kina wg Larsa von Trier "Tańcząc w
      ciemnościach"
      na tvp kultura godz. 20.oo z Cathrine Deneuve i islandzką
      piosenkarką Bjork. Zachęcam, bo film piękny i bardzo emocjonujący; wyciskacz
      łez, ale na wysokim poziomie:)
      • grek.grek Re: Tańcząc w ciemnościach 20.06.09, 13:21
        Wszystkie filmy do obejrzenia lądują na TVP Kultura, wszelki sport na TVP Sport, kanały odbierane przez skromną ilość chętnych - świetny pomysł, robią program za abonament, ale oglądają ci, co (dodatkowo) wybulą na satelitę i/albo kabel. A takiego wała, wolę się obejść smakiem niż łobuzom do koryta dokładać :)

        Wczorajszy "Hannibal; Rising" - porażka. Tragiczna porażka. Do zapomnienia. 1/3 pseudo-psychodrama, 2/3 regularny, ale słaby i niewydarzony, film akcji. Jeśli cokolwiek zostało tam pokazane, to
        nie przemiana Hannibala, a brak inwencji i prostactwo wszystkich, którzy
        odpowiadają za nakręcenie tego gniota - ze scenarzystą na czele.
        Aktorstwo żałosne. Hannibal dojrzały miał wdzięk swoisty, niepokojący, magnetyzm - w losach młodego Hannibala przewijają się projekcje przyszłości (w pewnym momencie przymierza nawet maskę, w którą będzie, później - jako więzień, przyoblekany; zostaje na moment zamknięty za kratami, jeszcze jako uczeń, ale wydostaje się z lochu/piwnicy etc.). Oczywiście : maluje, włada mieczem katana, uczy się świetnie, w półbutach pokonuje zimą pół Europy Wschodniej, w ogóle Rambo XXXVIII, ma jakiś coś na kształt romansu ze swoją młodą orientalną ciotką, a poza tym - skupia się na zaszlachtowaniu eks-żołnierzy, którzy dotarli do posiadłości jego rodziców wraz z frontem wojennym i z głodu zjedli jego siostrę (zabija też tłustego rzeźnika, który obraził japońską milady) - generalnie : technika oprawiania zwierzyny jest wszystkim co interesuje Hannibala i, w zamyśle scenarszystów i reżysera, ma zainteresować także widza. Psychodrama, psuedo, bo ten pierwszy fragment - losy dziecka, które traci rodziców, zostaje z młodszą siostrą, i musi przeżyć jej zabicie i konsumpcję przez żołnierzy.
        Jedyny fajny moment : dowódca tego oddziału wgryza się zaciekle w jakąs nieodartą z futra padlinę i nagle oślniewa go, że przecież mogą zjeść któreś z dzieci - kieruje przenikliwe spojrzenie ku małemu Hannibalowi i jego siostrze, związanym i trzymanym na pięterku, nad nimi. Za jego wzrokiem po kolei wędruje ku górze wzrok wszystkich pozostałych żołnierzy, wyraźne w wąskim snopie światła padającego w jego kierunku, oczy przerażonego hannibala, zdjącego sobie sprawę z tego, co się święci, rozszerzają się, a on sam próbuje odsunąć się w tył, w cień, w nadzieji,że jak go nie będą widzieli, bo im wyparuje z głów upiorny pomysł.
        Poza tym - nul, nic, zero. Niby go ta Japonka wprowadza w świat sztuki, medytacji, honoru samuraja i co tam jeszcze, ale to wszystko płytkie jak kałuża w sierpniu i wciśnięte bez przekonania w fabułę, w której najważniejsze będzie jak Hanibal dusi, topi, obcina głowy.
        20-letni Hannibal, to chłopaczyna bez wdzięku, bez spojrzenia, bez charyzmy. Skoro jego młodość ukształtowała dojrzalość, to chociaż zalążki tego, czym magnetyzował jako mężczyzna w sile wieku, powinny
        być widoczne. A tutaj - nic. Widzimy młodszą i słabszą kopię Bronsona z Życzenia Smierci 89. I oczywiście żadnego cieniowania - jego siostra została zjedzona, on to przeżył, powinniśmy mu kibicować, żeby wszystkich tych żołnierzy (oczywiście, są cyniczni, mają mało sympatyczne gęby i w sumie - 10 lat za sam wygląd, żadnych okoliczności łagodzących, wysoki sądzie) załatwił
        Aktor Ulliel spełnił ambicje scenarzysty i reżysera i świetnie oddał charakter postaci - mówił, patrzył, twarzował : jak ostatni kołek.
        Urodziwa Gong Li grała jak tylko z kołkiem można grać - jak drugi kołek.
        Najlepsze role w tym tandeciarskim fimidle :
        mały Hannibal (świetny chłopak, powinien coś ze swoim talentem zrobić) i szwarccharakter (dowódca żołnierzy, Grutas) - Rhys Ifans, a i to tylko dlatego, ze coś tam wyróznić pozytywnie trzeba.

        Dzisiaj też dno. TVP Kultura - von Trier,a 1 i 2 - g.wno. W 2 jakiś "Urok mordercy" - o tak, zawsze chciałem spotkać femme fatale, co po nocy upojnego seksu, z samego rana będzie się za mną uganiać po chawirze z tasakiem - to pewnie film jak znalazł dla wszystkich (w tym wypadku kobiet) o podobnym do mojego problemie ;;)
        • pepsic Re: Tańcząc w ciemnościach 20.06.09, 14:40
          Dzisiaj wypatrzyłam kolejnego Almodóvara Kobiety na skraju załamania
          nerwowego
          na zone europa o 20.00. Żeby było raźniej to też nie mam tego
          kanału (strata tym większa, że najpierw przyzwyczaili, a potem wycięli). Z tym,
          że Kobiety... oglądałam kilka razy, a von Trier i tak miałby
          pierwszeństwo. To bardzo zwariowana komedia, ale lubię ją i do tego młody
          Banderas jakże niepodobny. Na polsacie o 20.05 komedia amerykańska (?) Pod
          słońcem Toskanii
          , może nie jakieś dzieło, ale myślę, że można spokojnie
          popatrzeć, a przy tym ocenić polski akcent.
          • barbasia1 Pod słońcem Toskanii 20.06.09, 15:34
            pepsic napisała:
            Na polsacie o 20.05 komedia amerykańska (?) Pod
            > słońcem Toskanii
            , może nie jakieś dzieło, ale myślę, że można

            spokojnie popatrzeć, a przy tym ocenić polski akcent.
            :)
            Właśnie!
            I można jeszcze popatrzeć sobie (jeśli krajobrazy Włoch i Toskanii
            nie wystarczają) na uroczego, choć nieco drewnianego (tu) Pawła
            Szajdę, który zgrał niedawno u Wajdy w "Tataraku".

            A ja wpyatrzyłam jeszcze dramat biograficzny pt. "Podwójna gra"
            (2004) z Sharon Stone! w jednej z głównych ról. TVP1, 22.15.

            "Sally Tyler (Sharon Stone), żona korespondenta New York Timesa,
            zakochuje się w dziennikarzu Leo Cauffieldzie (Rupert Everett).
            Odchodzi od męża i zamieszkuje z ukochanym. Pewnego wieczoru
            mężczyzna nie wraca do domu. Sally rozpoczyna poszukiwania. Wkrótce
            odkrywa, że Leo jest jednym z najgroźniejszych szpiegów KGB. Sally
            próbuje nakłonić go do podjęcia współpracy z brytyjskimi władzami,
            jednak Leo nie zamierza zdradzić partii. Film jest oparty na
            prawdziwej historii."
            serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,126291252,P_AKPA.html
            Niestety na stronach filmowych przeważają mało entuzjastyczne
            komentarze o tym filmie.

        • barbasia1 Re: Tańcząc w ciemnościach 20.06.09, 15:19
          grek.grek napisał:
          > Wczorajszy "Hannibal; Rising" - porażka. [...]

          Zniecheciłeś koncertowo! :) "Hannibala. Po drugiej stronie maski"
          omijać będziemy szerokim łukiem.


          W 2 jakiś "Urok mordercy" - o tak, zawsze chciałem spotkać femme
          fatale, co po nocy upojnego seksu, z samego rana będzie się za mną
          uganiać po chawirze z tasakiem
          :))))
          • misiania Re: Tańcząc w ciemnościach 20.06.09, 15:51
            ekhm, nikt nie zauważył (albo nie ma w poważaniu) Jasia Fasoli w
            roli agenta JKM? bo "Johnny English" na tvp2 o 22:15. oprocz
            Atkinsona - w charakterze ozdoby Natalie Imbruglia, w charakterze
            czarnego charakteru - John Malkovich.
            • barbasia1 Johnny English 20.06.09, 15:57
              Rzeczywiscie, jest w programie, u mnie nawet oznakowany jako "hit
              dnia" z czterema gwiazdkami!
              Nie widziałam jeszcze tego filmu, może więc obejrzę.
              • misiania Re: Johnny English 20.06.09, 16:02
                angielska komedia jest zwykle czymś, co warto obejrzeć. a teraz
                wracam do Czarnej Żmii na bbc entertainment, bo właśnie leci :))))
                • barbasia1 Re: Johnny English 20.06.09, 16:09
                  misiania napisała:

                  > angielska komedia jest zwykle czymś, co warto obejrzeć.

                  Podpisuję się pod tym. :)

                  a teraz
                  > wracam do Czarnej Żmii na bbc entertainment, bo właśnie leci :))))

                  :)

    • barbasia1 Dziś o 22.45 "W stronę morza" po raz drugi w TVP1 21.06.09, 12:58
      Hiszpański dramat biograficzny ze znakomitym tu i w ogóle Javierem
      Bardemem w roli głównej.

      Tu pisaliśmy o tym filmie:

      forum.gazeta.pl/forum/w,$f,$t,$a,$seot.html?f=14&w=90790485&a=90790485



    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 12:10
      Ech, nędza w tym tygodniu (tego lata?) w TV publicznej.

      Na dzisiejszy wieczór (czy raczej noc ciemną i deszczową)
      wypatrzyłam w cyklu Kocham kino film „Kraina szczęścia” (2004).
      Raz jeszcze o wojnie w Wietnamie, lecz z zupełnie innej
      perspektywy...
      serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,126364894,P_AKPA.html
      Niestety film zaczyna się dopiero o godzinie 23.20! A wcześniej,
      szkoda gadać...

      A jutro w TVN o 22.25 kolejny Clint! – „Linia” (1984) Tym razem
      Eastwood tropi seryjnego mordercę, który próbuje wrobić go w swe
      zbrodnie.
      W filmie, jak wyczytałam, w roli filmowej córki wystąpiła 12-letnia
      wówczas córka Clinta Alison. – zobaczymy!


      Za to w TVP Kultura codziennie o 20.00 cudny cykl – „Lato z polskim
      filmem”! (dziś „Bandyta”)
      A tak na marginesie - film polski w telewizji polskiej – tylko dla
      koneserów? To niepojęte, niezrozumiałe!
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 13:15
        po Wiadomościach - Vabank :)
        (tego ja z kolei nie daję rady oglądać, jakoś tak mam).

        Ale za to w necie mozna pooglądać to i owo:

        świetne Głośniej od bomb, naprawdę warto (9 części) :
        Tu pierwsza: www.youtube.com/watch?v=o1Bu6kuOEhM

        Nóz w wodzie, 10 części :
        Pierwsza tutaj : www.youtube.com/watch?v=IKsXvD-OeIU
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 14:32
          grek.grek napisał:

          > po Wiadomościach - Vabank :)
          > (tego ja z kolei nie daję rady oglądać, jakoś tak mam).
          :)
          Ja już też mam dosć tego filmu.

          > Ale za to w necie mozna pooglądać to i owo:

          Dzięki! :) Zwłaszcza za "Głośniej od bomb" - tego jeszcze nie
          widziałam!
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 14:38
          grek.grek napisał:

          > po Wiadomościach - Vabank :)
          > (tego ja z kolei nie daję rady oglądać, jakoś tak mam).
          :)

          Ja też mam już dość tego filmu. Ileż można oglądać!

          > Ale za to w necie mozna pooglądać to i owo:

          Dzięki! :) Zwłaszcza za "Głośniej od bomb"! - obejrzę wieczorem. :)


          Dzięki! :) (
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 14:40
            Przepraszam, za podwojoną odpowiedź, ale jakieś dziwne kłopoty z
            internetem miałam.
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 16:57
              Wreszcie trafiłam na komedię francuskąMoja żona jest aktorką w reż. i gł.
              roli Yvan Attal, ten od Wszyscy żyli długo i szczęśliwie (niedawno trochę
              przynudzałam w temacie). Będzie też Charlotte Gainsbourg. Szkoda tylko, że dla
              posiadaczy Ale kino! godz. 21.30.
              PS. Do przedmówców,
              Co do Bandyty - można obejrzeć, ale raz wystarczy. Do Vabanku natomiast mam
              słabość (zwłaszcza scenę u jubilera), ale jak Barbasia słusznie zauważyła: ileż
              można? Ze smutkiem odnotuję jedynie, że to chyba pierwsza powtórka po śmierci
              gł. odtwórcy Jana Machulskiego, a może nawet Jacka Chmielnika.
              Za to nie przepadam za Seksmisją :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.06.09, 17:30
                pepsic napisała:

                > Wreszcie trafiłam na komedię francuskąMoja żona jest aktorką
                w reż. i gł
                > .
                > roli Yvan Attal, ten od Wszyscy żyli długo i szczęśliwie
                !
                Mam nadzieję, że kilka słów napiszesz, bo sam jestem ciekawa tego
                filmu i Charlotty (a ją najbardziej zapamiętałam z filmu w "Jane
                Eyre").

                >"niedawno trochę przynudzałam w temacie" - no wiesz!


                > Za to nie przepadam za Seksmisją :)
                :) Tak, Seksmisji też już za dużo w TV. :)

                /Obiecanych "Kochanków z Marony" postaram się dziś/jutro skończyć -
                wybacz, że tak to długo trwa! /
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.06.09, 20:22
                  barbasia1 napisała:
                  > Mam nadzieję, że kilka słów napiszesz, bo sam jestem ciekawa tego
                  > filmu i Charlotty (a ją najbardziej zapamiętałam z filmu w "Jane
                  > Eyre").>
                  Dopiero teraz skojarzyłam, że to Jane Eyre, a przecież urodę ma dość
                  charakterystyczną.

                  Moja żona jest aktorką to typowa komedia romantyczna niczym z Hollywood,a
                  za tym gatunkiem nie przepadam. Scenariusz schematyczny i przewidywalny,główny
                  wątek toczy się niemrawo. Żoną dziennikarza sportowego Yvana jest znana aktorka
                  Charlotte, co w życiu codziennym ułatwia życie - przy przewinieniu drogowym, czy
                  rezerwacji stolika. Czasem bywa odwrotnie, oglądając żonę na ekranie w sytuacji
                  intymnej Yvan ogląda się na boki w kinie, czy aby nikt go nie rozpoznał, a
                  koleżanka z pracy okazuje mu zainteresowanie jedynie z powodu sławnej żony. Za
                  podszeptem osób trzecich Yvan zaczyna podejrzewać żonę o romans z angielskim
                  aktorem, z którym aktualnie kręci film w Londynie. Podejrzenia są niesłuszne -
                  ale to wiadomo od początku. Dręczony obsesyjnie Ivan jeździ ichnim eleganckim
                  intercity (można pozazdrościć) na trasie Londyn - Paryż w te i we wte. W filmie
                  ratują sytuację liczne scenki rodzajowe typu znajomy w barze pytający, jak się
                  żyje z aktorką, skoro wiadomo, że z każdym idą do łóżka (coś w tym stylu).Jest
                  też akcent żydowski (Attal pochodzi z Izraela), gdyż siostra dziennikarza w
                  stanie błogosławionym kłóci się bez przerwy z mężem, bo chce obrzezać syna.
                  Ujęła mnie scenka końcowa, kiedy Charlotte wykonuje triumfalny taniec ściskając
                  w ręce test ciążowy z dwoma kreskami.
                  Z ciekawostek - aktora angielskiego zagrał dość charakterystyczny Terence Stamp,
                  którego podziwiałam w Priscilii... (transseksualista Bernadette/Ralf), a
                  siostrzeńca noworodka - dziecko Attalów (jeśli dobrze odczytałam obsadę).
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.06.09, 15:43
                    pepsic napisała:
                    > Moja żona jest aktorką

                    No proszę, całą familię Charlotty można tu zapoznać!
                    Dzięki! :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.06.09, 12:08
                Do filmu "Bandyta" muzykę skomponował Michał Lorenc.
                Tu fragment - przepiękny "Taniec Eleny":

                www.youtube.com/watch?v=PY9Q-Th3dDY&feature=related



                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.06.09, 13:12
                  Ale miotają w tej ramówce TVP, żadnych stałych pozycji. W gąszczu entych powtórek, w środę... Kocham Kino :)
                  A w nim : Eroica.
                  Niestety, o 0:10.
                  Ale warto.
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.06.09, 14:16
                    grek.grek napisał:

                    > Ale miotają w tej ramówce TVP, żadnych stałych pozycji. W gąszczu
                    entych powtórek, w środę... Kocham Kino :)

                    Pewnie przez pomyłkę albo niedopatrzenie jakieś. ;))

                    > A w nim : Eroica.

                    a tu fragmencik z youtube

                    www.youtube.com/watch?v=BusuuxoQlM0
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.06.09, 19:25
                  barbasia1 napisała:
                  > Do filmu "Bandyta" muzykę skomponował Michał Lorenc.>

                  Do Babiego Lata, o którym grek.grek wspominał - też, a Bandytę chyba za szybko
                  odpuściłam, choćby ze względu na muzykę :(
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.06.09, 15:23
                    pepsic napisała:

                    > barbasia1 napisała:
                    > > Do filmu "Bandyta" muzykę skomponował Michał Lorenc.>
                    >
                    > Do Babiego Lata, o którym grek.grek wspominał - też

                    Nie wiedziałam! Szukałam na youtube muzyki z "Babiego lata" , ale
                    znalazłam tylko tralier filmu, dzięki czemu przypomnialam sobie, jak
                    wygląda Valstimil Brodsky (król z "Arabeli" :)

                    www.youtube.com/watch?v=5vqS8gkENvg
                    • barbasia1 OT 25.06.09, 20:56
                      Grek.greku, właśnie po usilnych poszukiwaniach namierzyłam (bo nie
                      od razu dała się namierzyć, juz myślałam , że jej jednak nie ma w
                      necie) Mańkę Peszek w radiu roxy. Właśnie gada coś do Gochy?!
                      Piękny radiowy głos!

                      / a i nie zgadzam się z Marią, że nasz język ubogi w nazwy pań
                      lekkich obyczajów! :))/
                      • grek.grek Re: OT 26.06.09, 13:28
                        Kurdeszszsz, a ja wczoraj zapomniałem naśmierć... Tak się nastawiłem na mecz w Dwójce, ze wyleciało mi z głowy radło - pech, pech, pech, żeby nie powiedzieć skleroza...

                        "(...) nazwy pań lekkich obyczajów" - hehe, czyli Maria była w swoim żywiole (oczywiście, jak chodzi o oryginalność dobieranych tematów), że tak powiem :)
                        MUzyka była dobra ?

                        Ty dzisiaj "henrykujesz" jak sądzę :) Ja chyba skuszę się na Jeźdzca z Deepem na TVN, dośc dawno widziałem to, świetne efekty specjalne - ten jeździec wyskakujący razem ze szkapą z drzewa, a potem ta galopada i jej udźwiękowienie - świetna sprawa.

                        Nocny Jastrząb w Dwójce, 20:55, poza świetnym klimatem i oldskulową poetyką kina sensacyjnego przełomu lat 70 i 80, główna atrakcja - grający Sylvester Stallone :)

                        • grek.grek Re: OT 26.06.09, 15:17
                          Sylvester w Nighthawk, 81 rok :
                          www.uncoached.com/wp-content/uploads/2008/11/sylvester_stallone_5.gif
                          Al Pacino, Serpico, 73 rok :
                          vayacine.com/images/2008/05/serpico.jpg
                          Da się zauważyć podobieństwo ? :)
                          • barbasia1 Re: OT 26.06.09, 15:27
                            grek.grek napisał:

                            > Da się zauważyć podobieństwo ? :)
                            O tak! Niesamowite!

                            Cudny ten Al! :)
                          • barbasia1 Re: OT 26.06.09, 16:13
                            grek.grek napisał:

                            > Da się zauważyć podobieństwo ? :)

                            Czy to podobieństwo było zamierzone, czy to tylko przypadek, bo taka
                            była wówczas (lata 70. i 80.) moda?
                            Wiesz coś o tym Grek.greku?

                            /Z góry przepraszam, jeśli pytanie jest głupie, ale nie oglądałam
                            Serpico./
                            • grek.grek Re: OT 27.06.09, 13:23
                              A nie wiem, aczkolwiek 73, to tak blisko Woodstock, i faktycznie Pacino as Serpico, od pewnego momentu nosi się bardzo "na (prawie przeterminowanego) hippisa", więc jakby jego wizerunek jest szerszy, obejmuje także ubranie, taki rodem z San Francisco'60-70. U Sylvestra jest tylko broda, reszta totalnie z NYC-lumpex'80 :)
                        • barbasia1 Re: OT 26.06.09, 16:08
                          grek.grek napisał:

                          > Kurdeszszsz, a ja wczoraj zapomniałem naśmierć...
                          To żałuj! :)

                          > "(...) nazwy pań lekkich obyczajów" - hehe, czyli Maria była w
                          swoim żywiole (o> czywiście, jak chodzi o oryginalność dobieranych
                          tematów), że tak powiem :)

                          :)) Ten temet pojawił się a propos angielskiego słowa w jednej z
                          piosenek. Maria głośno się zastanawiała nad polskim odpowiednikiem,
                          ale w końcu nie znalazła właściwego w jej mniemaniu słowa. :)

                          > MUzyka była dobra ?
                          Fantastyczna!
                          Były i starsze kawałki np "Billy Jean" Michaela Jacksona!!!
                          Tom Waits i nowsze, świetne rzeczy! Bardzo żałowałam, że nie było (a
                          może ja nie znalazłam) w necie listy utworów i wykonawców, bo
                          niekórych nie znałam np. /uwaga! zapis ze słuchu :/ [Huverfonik,
                          Bitibel, Gossip!?!]


                          > Ty dzisiaj "henrykujesz" jak sądzę :) Ja chyba skuszę się na
                          Jeźdzca z Deepem na TVN, dośc dawno widziałem to, świetne efekty
                          specjalne - ten jeździec wyskakujący razem ze szkapą z drzewa, a
                          potem ta galopada i jej udźwiękowienie

                          - świetna sprawa.

                          !

                          Jeśli tak, to ja się przerzucę na "Jeźdźca bez głowy"oczywiście po
                          Henryku! :)

                          > Nocny Jastrząb w Dwójce, 20:55,

                          Poniżej Twoja wcześniejsza zapowiedź (spójrz na datę! niemal
                          dokładnie ROK TEMU! ależ ten czas leci), która mnie zachęciła do
                          obejrzenia Nocnego jastrzebia".

                          forum.gazeta.pl/forum/w,$f,$t,$a,$seot.html?f=14&w=81425086&a=81425086

                          Naprawdę niezły film trzyma w napięciu, aż do bardzo efektownego
                          zakończenia!

                          • barbasia1 Re: OT 26.06.09, 16:54
                            barbasia1 napisała:
                            > Były i starsze kawałki np "Billy Jean" Michaela Jacksona!!!

                            "Billie Jean"!
                            • ewa9717 Re: OT 26.06.09, 21:56
                              Spróbowałam "Nocnego jastrzębia", ale wymiękłam, jak Sylwek
                              patrząc na ołówkowy portrecik pamięciowy bandziora (sprzed operacji
                              plastycznej i hm... kolorystycznej) na wymiętym karteluszku kilkoma
                              macnięciami ołówka - gdyby tu ująć, a tu dodać, wyglądałby tak -
                              momentalnie w zatłoczonym i ciemnawym lokalu wylukał terrorystę.
                              • grek.grek Re: OT 27.06.09, 12:54
                                heh, intuicja :)
                                • barbasia1 Re: OT 27.06.09, 15:10
                                  a poza tym, nie zapominaj, że Sylwek był na specjalnym szkoleniu ...
                          • grek.grek Re: OT 27.06.09, 13:18
                            Żebyś wiedziała, że żałuję ;) Powoli chyba nadchodzi moment, w którym
                            będę musiał zacząć bardziej ufać kartkom przylepionym na lodówce niż własnej pamięci (hehe).

                            Fakt, playlisty nie ma, sam byłem ciekaw, po pierwszej audycji, ale
                            ani na Roxy nic, a google mi wyrzuca tylko listę przebojów u księdza Rydzyka.
                            Gossipu/a "Heavy cross" ostatnio lata w róznych okolicznościach - czy to akurat było u Marii ?.
                            www.youtube.com/watch?v=KLLxdcrk0-s



                            • barbasia1 Re: OT 27.06.09, 15:08
                              grek.grek napisał:

                              Powoli chyba nadchodzi moment, w którym będę musiał zacząć bardziej
                              ufać kartkom przylepionym na lodówce niż własnej pa
                              > mięci (hehe).

                              No wiesz, grek.greku!
                              Na zmniejszenie ilości karteczek na lodówce ... herbatę zieloną
                              zalecam :) – koniecznie, oczywiście naturalną liściastą!



                              >a google mi wyrzuca tylko listę przebojów u księdza Rydzyka.
                              :))

                              Naprawdę brak takiej playlisty! )

                              > Gossipu/a "Heavy cross" ostatnio lata w róznych okolicznościach -
                              czy to akurat było u Marii ?.

                              Tak, na 99% jestem pewna, że to było właśnie to, na samym końcu
                              audycji /numer jeden wg Marii!/ Dzięki Ci! :)
                              Świetne!

                              Czuję, że będę fanką Radia Marii/a po wakacjach. :)

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 12:53
      /raz jeszcze ten sam post tylko we właściwym miejscu/

      "Ojej, co tu wybrać?" - zadaję dziś sobie pytanie. :)
      Na TVP 1 o 22.40 w Uczcie Kinomana czesko-słowacki
      komediodramat "Słoneczne miasto" (2005)


      "Bezrobocie i czeski, słowacki humor. Ostrawa. Robotnicy Karel,
      Vinco, Tomáš oraz Milan właśnie stracili pracę - ich fabryka została
      sprzedana zachodnim inwestorom. Karel ma na utrzymaniu żonę i cztery
      córki. Tomasz - żonę i dwoje dzieci. Milan sam wychowuje
      dorastającego syna. W najlepszej sytuacji jest najmłodszy z nich,
      Vinco, który tymczasem martwi się tylko o siebie. Czwórka przyjaciół
      nie poddaje się losowi i na różne sposoby próbuje ułożyć swój byt.
      Udaje im się zgromadzić trochę pieniędzy, za które kupują od byłego
      pracodawcy starą ciężarówkę. Próby rozkręcenia własnego interesu
      kończą się coraz bardziej przykrymi n iepowodzeniami i choć złość
      czy rozpacz nie mają sensu, to początkowy optymizm szybko ustępuje
      miejsca rozczarowaniu. Okrutny los wciąż stawia im na drodze kolejne
      przeszkody. Bohaterowie rozpaczliwie starają się zachować godność.
      Upokorzenia spychają ich coraz niżej, wystawiając, na nie zawsze
      zwycięską próbę życie rodzinne i przyjaźnie. Film, porównywany do
      słynnego już "Goło i wesoło" przywodzi na myśl angielskie komedie
      społeczne, zachowując jednocześnie wyjątkowe poczucie realizmu i
      pełne ironii poczucie humoru. Choć koniec filmu zawiera w sobie
      pewien element optymizmu, to jednak cała historia daleka jest od
      szczęśliwego finału."
      www.telemagazyn.pl/program/3490233711.html

      W Polsacie od 20.00 do północy "Spocka Noc Kabaretowa"! Mam
      nadzieję, że będzie równie udana, jak poprzednie części
      TOPtrendowego Festiwalu.


      A fani piłki nożnej w TVP2 mogą obejrzeć mecz finałowy Pucharu
      Konfederacji, czy jak to się tam nazywa.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 13:49
        A to ja mecz wybieram. A ten cały kabareton - na video pójdzie, na jedną z moich kilku 8,5-godzinnych taśm :)) - potem będę mógł chichrając się odmawiać sobie nieprzyjemności oglądania Formacji Sza-let, Dno, Grupy Mo Carta etc.
        Wczoraj miał być kabareton w Dwójce, o 20, blisko 3 godziny... nagrałem to, a okazuje sie, ze była to powtórka Nocy Mazurskiej z pop.sezonu. Wstyd. Rozumiem kryzysy i inne spowolnienia ekonomiczne, ale żeby Dwójka watowała program o tej porze, w taki sposób...

        Jak się tym meczem rozpędzę, to moze i na Carrie Bradshaw się skuszę zaraz po meczu. Sarah Jessica Parker ujmuje mnie w tej roli, a sam serial naprawdę dobrze napisany, dobrze zrobiony itd. - rzadkość w sumie, oglądam, acz nieregularnie, od niedawna i kupuję to; btw, mamut serialowy ze mnie, wiem, w końcu to stara rzecz jest.

        Ale gwóźdź programu, to "Dobranoc, mamo" w TVP 2. O ile dadzą, bo w gazecie pisze, że będzie... "W stronę morza" :), który leciał zdaje się tydzień temu - nie wydaje Ci się, że to juz byłoby krańcowe zbeszczelnienie ? :)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 14:55
          grek.grek napisał:

          > A to ja mecz wybieram.
          Tak czułam.

          >A ten cały kabareton - na video pójdzie, na jedną z moich kilku 8,5-
          >godzinnych taśm :))

          Fajnie masz! :)
          Prawdziwe cudo - taka taśma! :) Czy jest jeszcze do kupienia w
          sklepach?

          >potem będę mógł chichrając się odmawiać sobie
          > nieprzyjemności oglądania Formacji Sza-let, Dno, Grupy Mo Carta
          etc.

          :)) To zazdroszczę możności przewinięcia nielubianych rzeczy!

          A popros kabaretów, nawet nie wiem, kto ma występować podczas tej
          Sopockiej Nocy!? Nie widziałam, żadnych reklam, ani zapowiedzi.
          Ale mam nadzieję, że dzisiejszego wieczora jednak nie zobaczymy
          żadnych Dennych albo Męczacych Skeczów.

          > na Carrie Bradshaw się skuszę zaraz po meczu.
          Sarah Jessica Parker ujmuje mnie w tej roli, a sam serial naprawdę
          >dobrze napisany, dobrze zrobiony itd. -

          i szalenie zabawny.
          O tak, to naprawdę świetny serial, (chyba jednen z najlepszych
          amerykańskich seriali, zaraz po Przystanku Alaska, w mej
          klasyfikacji :) z wielką przyjemnością niedgdyś śledziałam przygody
          Carrie Bradshaw i jej przyjaciółek i oglądałabym teraz powtórki,
          gdyby leciałay o jakiejś sensowniejszej porze!

          > Ale gwóźdź programu, to "Dobranoc, mamo" w TVP 2. O ile dadzą, bo
          w gazecie pisze, że będzie... "W stronę morza" :), który leciał
          zdaje się tydzień temu - nie wydaje Ci się, że to juz byłoby
          krańcowe zbeszczelnienie ? :)

          :))
          Ależ Grek.greku tydzień temu "W stronę morza" leciał w TVP1, a dziś/
          jutro, jak widzę (w dziennikowym dodatku TV też zapowiadaja ten
          film) w TVP2, ta ponowna emisja po tygodniu właściwie dziwć nie
          powinna, wszak TVP od dawna sama ze sobą konkuruje, TVP1 z TVP2
          zajadłą walkę o oglądalność ze sobą powadzą :))
          To tylko w naszym pięknym kraju możliwe, nieprawdaż! :)

          A gdyby jednak puścili "Dobranoc, mamo" w TVP 2, opowiesz?
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 15:08
            Nie wiem, jak z tymi taśmami - na pudełku i na taśmie mam 240, czyli rzekomo 4 godziny; w praktyce wychodzi 8,5, nie wiem jak to jest, nie znam się zupełnie, ale na wszelki wypadek kupiłem kilka na zapas i jestem ustawiony na wiele lat, bo nagrywam i kasuję, nie trzymam niczego na stałe.

            Jasne, że opowiem, byle puścili :)

            A co Kabaretonu, to coś tak czuję, że bez KMN się nie obejdzie, i powiem Ci, że w zasadzie mnie osobiście wystarczy, że oni będą, a wszystko co ponadto da się obejrzeć, będę traktował jak rozpustny dodatek ;)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 15:25
              grek.grek napisał:

              > A co Kabaretonu, to coś tak czuję, że bez KMN się nie obejdzie, i
              powiem Ci, że w zasadzie mnie osobiście wystarczy, że oni będą, a
              wszystko co ponadto da się obejrzeć, będę traktował jak rozpustny
              dodatek ;)

              Święte słowa! I ja się pod nimi podpiszę! :)

              > Nie wiem, jak z tymi taśmami [...] ale na wszelki wypadek kupiłem
              kilka na zapas i jestem ustawiony na wiele lat,

              Świetnie! :)
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.06.09, 13:19
                Oglądałaś ten Kabareton top-trendziarski ?
                Ja wczoraj przejrzałem - co za dno... Dno dna. Grupa Rafała Kmity i Górski jako pan Andrzej - na plus. Reszta, włacznie z ogrywanym milion
                razy skeczem KMN i słabą Pakosińską - słabizna.

                "Dobranoc mamo" mam na taśmie, do końca tygodnia postaram się dać opis :)

                A dziś "Odmienne stany moralności" może byc niezły. Opis cholerycznie zachęcający, a w roli głównej, the one and the only - Ryan Gosling, co sprawia, że od 23:20 jestem w strefie filmowej, czyli nieuchwytny dla radarów ;)
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.06.09, 14:43
                  grek.grek napisał:

                  > Oglądałaś ten Kabareton top-trendziarski ?

                  Oglądałam, grek.greku, całość, na żywo (współczujesz mi?:) ( a w
                  przerwach kawałek meczu /w tym ze dwa gole/ USA-Brazylia zaliczyłam
                  oraz trochę ... „Sexu... w wielkim mieście”, w TVN,
                  naturalnie . :)) .

                  Wrażenia mam podobne do Twoich. Dno, żenada, nuda. Niemal wszystkie
                  skecze (poza skeczami Grupy Rafała Kmity oraz, niech będzie, KMN,
                  ale ten niestety , co z wielkim bólem serca przyznaję, który też się
                  nie popisał, bo jak powiedziałeś, pokazał staroć i rzeczywiście
                  marny skecz w wykonaniu Kasi Pakosińskiej) podobne do siebie, na
                  jedno kopyto, stanowczo przydługie, przegadane (bez ładu i składu,
                  bez wdzięku, finezji jakiejś). Niemal wszędzie wystepował (jakaś
                  moda, czy co?) bełkoczący niewyraźnie głupek (albo pijaczyna albo
                  coś podobnego – jak ten po ekstrakcji migdałków), co gorsza wszystko
                  to potwornie nieśmieszne.
                  Umęczyłam się, jak nigdy oglądając ten „top-trendziarski” kabareton.

                  Jasnym punktem był tylko szczęśliwie ozdrowiały Bałtroczyk! :)

                  >
                  > "Dobranoc mamo" mam na taśmie, do końca tygodnia postaram się dać
                  opis :)

                  Świetnie, czekam/my!
                  A jednak puśćli, to dobrze! :)

                  > A dziś "Odmienne stany moralności" może byc niezły.

                  Czytałam o tym filmie wczoraj wieczorem, też mnie zaintrygował, i
                  tematyka (chyba nieco prowokacyjna!?), i Ryan Gosling. Ale pora
                  późna, ja nie wyspana po festiwalowych szalestwach ;), więc
                  odpuszczam go sobie, licząc na jakąś powtórkę o lepszej porze...
                  albo na Słów Twych kilka! :))



                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.06.09, 15:21
                    O, widzisz, Bałtroczyk też na plus. Ale jak na 4,5 godziny programu, to żałośnie mało, w dodatku ciągle właził bezceremonialnie w kadr Kryszak. I gadał jeszcze na dodatek.
                    Współczuję Ci, oczywiście - przesuwając taśmę, co i rusz przebiegał mnie zimny dreszcz na samo wyobrażenie, że mógłbym to oglądać na żywo. Koszmar.

                    Mych słów kilka pojawi się, w takim układzie (jeśli nie uda Ci się obejrzeć). Wreszcie jakaś premiera, kruca, prawie traciłem nadzieję, ze
                    ta telewizja jest w stanie jeszcze coś z siebie wydusić. Podobno spore straty finansowe mieli w ostatnim półroczu, stąd pewnie żadnych zakupów, żadnych nowości, a raczej odkurzanie archiwów (wreszcie ?). I powiem Ci, że jak mnie osłabia widniejąca po raz setny w ramówce powtórka Klossa, tysięczna Karwowskiego, a ostatecznie pogrąża łatwość i 100 % pewność, z jaką mogę przewidzieć, i się nie pomylić, następne repety Janosików i Stanisławów Aniołów, tak "Lalka" - wersja'77 z Kamasem i Braunek (nie wiem jak Tobie, ale mnie się bardziej podoba/ła od Łęckiej w wykonaniu Tyszkiewicz - Tyszkiewicz była zbyt oczywista, zbyt hard, choćby przez samą fizyczność, Łęcka-Braunek robi wrażenie delikatnej i subtelnej, co lepiej kontrastuje z jej coraz bardziej nieznośnym wyrachowaniem}, piekną Martą Lipińską jako H.Stawską - jak najbardziej jest mi w smak (w weekendowe poranki leci w Dwójce). Z wersji'68 brakuje mi tylko - ale za to baardzo - Kaliny Jędrusik jako hrabiny Wąsowskiej, bo zagrała ją z tak niesamowitym wdziękiem, powalającym urokiem, energią i figlem, że ze świecą szukać porównań.
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.06.09, 17:04
                      grek.grek napisał:

                      > O, widzisz, Bałtroczyk też na plus. Ale jak na 4,5 godziny
                      programu, to żałośnie mało, w dodatku ciągle właził bezceremonialnie
                      w kadr Kryszak. I gadał jeszcze na dodatek.

                      :)))
                      To prawda!

                      > [...] prawie traciłem nadzieję, ze ta telewizja jest w stanie
                      jeszcze coś z siebie wydusić.Podobno spore straty finansowe mieli w
                      ostatnim półroczu, stąd pewnie żadnych zakupów, żadnych nowości, a
                      raczej odkurzanie archiwów (wreszcie ?).

                      A co dopiero będzie, jak funduszów z abonamentów zabraknie!?
                      Czarno to widzę.

                      Archiwa TVP ma prześwietne, żeby tylko nie ograniczała się do
                      pokazywania jednych i tych samych pozycji.

                      >"Lalka" - wersja' 77 z Kamasem i Braunek (w weekendowe po
                      > ranki leci w Dwójce).

                      Ja też jestem fanką tej wersji "Lalki"! :) i całej obsady -
                      Braunek w roli Izabelli, cudownego Kamasa jako Wokulskiego (naprawdę
                      wspaniałą rola).
                      Zawsze też bardzo urzeka/ł mnie Rzecki Pawilka (bardziej niż
                      znakomity Fijewski w tej roli w starszej wersji), wypowadający z
                      ogromną czułością i emfazą imię Wolkuskiego - "Staaachu"!

                      Dzięki za info. o powtórce "Lalki". :)
                      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.07.09, 12:39
                        Pawlik - prawda, prawda; a do tego - Karewicz, Janowska, Fronczewski,
                        Wilhelmi... kogo tam nie ma :)

                        "Odmienne stany moralności", niestety mnie nie zachwyciły i to nawet nie z powodu zbyt wygórowanych oczekiwań, po prostu - nie jest to wyrózniający się czymkolwiek film. Ale jutro coś więcej napiszę.
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.07.09, 15:39
                          grek.grek napisał:
                          Ale jutro coś więcej napiszę.

                          OK.! :)
                          Ciekawa jestem bardzo tego co napiszesz, bo
                          obejrzałam połowę :/ filmu (do sceny- retrospekcji, w której Allen
                          informuje Leylanda o problemach Becky z narkotykami).
                          I muszę Ci powiedzieć, że początek, czy właściwie pierwsza połowa
                          wydała mi się dość intrygująca. Dość obiecująco zapowiadała się ta
                          próba analizy przyczyn, dla których Leyland szalenie inteligentny,
                          wrażliwy chłopak z dobrego domu (ojciec psycholog!), dokonał
                          morderstwa na chłopcu cierpiącym na autyzm...


                          Gosling zagrał świetnie, to naprawdę niezły aktor.



                          A dziś na dla Ciebie, Pepsic, i innych widzów TVP Kultura piękny
                          film - „Mój Nikifor”, godz. 20.00.

                          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.07.09, 17:23
                            grek.grek napisał:
                            <"Odmienne stany moralności", niestety mnie nie zachwyciły>

                            Wprawdzie nie obejrzałam całości, ale w klimat się wczułam i mam podobnie, z tym
                            że z pewnych względów nie umiem wykazać empatii do młodocianych morderców.
                            Drobna uwaga - Kevin Spacey wygłasza kwestie tonem wszystko wiedzącego, mam
                            wrażenie, że u niego to już tradycja. Przekonująco zagrała matka (ładna), choć
                            epizodycznie. Chętnie poczytam więcej w tym o motywie zabójstwa :)

                            barbasia1 napisała:
                            > A dziś ... TVP Kultura piękny film - „Mój Nikifor”, godz. 20.00.

                            Muszę się zmobilizować, bo jeszcze nie widziałam, podobnie z obsypanym Oskarami
                            "Zakochanym Szekspirze" na TVN7 o godz. 20.00- ale tu tematyka jakoś mnie
                            zniechęca.
                            :)

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.07.09, 14:25
      Wczoraj w TVP 2 reklamowano i zachęcano do oglądania 11. Mazurskej
      Noc Kabaretowej 2009, w najbliższą sobotę od 20.05 do 0.40!, a
      więc znów potężna dawka skeczy, żartów i śmiechu (hehehe), oby tym
      razem nas nie zabiła . ;))

      Jak wyczytałam - tegoroczna Noc Kabaretowa odbywa się pod
      hasłem 'Hello Poland' i poświęcona jest wpływom kultury
      amerykańskiej na życie Polaków – temat to, myślę, wdzięczny, więc
      jest nadzieja, że nie będzie nudno!? :)

      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.07.09, 17:10
        Skoro obejrzałyście część "O S M", to mogę, przeczuwając, że raczej tę pierwszą, dopowiedzieć tylko, że w ostatnim akcie chłopak siostry Becky, ten przyszywany syn rodziny zabitego, zabija Lelanda na boisku w poprawczaku - wcześniej napadł na mały warsztat samochodowy, dał się złapać i osadzić w tym samym miejscu, co Leland, by na nim, cytując Julesa Winnfielda, wywrzeć swą zemstę - wcześniej wyraźnie wytrącona z równowagi całą historią, siostra Becky, oświadczyła mu, że "lepiej będzie jak zacznie planować życie nie uwzględniając jej osoby", chłopakowi się posypało, a skoro zaczęło się od morderstwa, to kiler jest winny.

        A'propos pytania głównego "dlaczego Leland zabił ?" kluczowa okazała się być jego znajomośc z kobietą, którą poznał w NY - Angelą Calderon (sherylin Fenn NIGDY się nie zestarzeje, ja wam to mówię) - przy pierwszym spotkaniu była dla niego uosobieniem energii i radości zycia; gdy spotkali się ponownie, tuż po zerwaniu z Becky, zastał ją przygasłą i smutną - była po rozwodzie, jej mąż zdradzał ją latami. Leland mocno to przeżył, ten jej zmieniony obraz. POszedł z nią do łózka, ale tak naprawdę nie mógł nic dla niej zrobić. I to go zdołowało.
        Po powrocie baczniej przyjrzał się Ryanowi. Zauważył, ze podoba mu się dziewczyna, która pracuje z nim w ośrodku specjalnym, i uderzyło go,że Ryan nie ma szans być z taką dziewczyną, że nigdy nic go z nią nie połączy, bo zawsze będzie traktowany jak ktoś gorszy, a najgorsze, że, zdaniem Lelanda, Ryan o tym, w swoim autystycznym wnętrzu, swietnie wie, zdaje sobie sprawy z tego, ze tkwi w pułapce.
        Nie wiem, to miało być wyjaśnienie okoliczności chyba, ale nie odpowiedź jednoznaczna. MOże jej w ogole scenarzysta nie przewidział.

        Mnie się Kevin Spacey podobał. I postać miał najbardziej wredną - ojciec, co od dekady z synem nie rozmawia, nagle wraca na jego
        proces, bo zwęszył świetny temat na nową ksiązkę. W ogóle ten wątek
        rywalizacji między nauczycielem Pearlem, a ojcem o jak najlepszy dostęp do zwierzeń Lelanda jest orajt. Ojciec podpytuje matkę, czy syn coś powiedział o numerze jaki wyciął, Pearl próbuje z kolei wypytać ojca
        o to jakie ich łączyły relacje, a na koniec ojciec kabluje na niego
        do dyrektora poprawczaka, że sprzeniewierza się etyce zawodowej wykorzystując swoją pozycję do zbierania informacji do pisanej prywatnie
        ksiązki, co owocuje odsunięciem Pearla od uczenia klasy Lelanda i od samego chłopaka. Ten wątek podobał mi się najbardziej.
        Plus moment zatrzymania Lelanda i dialog z tv-reporterką :
        "Dlaczego to zrobiłeś ? - Ze smutku - Czyjego ? - Waszego."
        & płynnie i bez zgrzytów mieszające się plany czasowe.
        I na tym chyba koniec. A nie, jeszcze podobała mi się ta dziewczyna, z którą Pearl zdradzał swoją narzeczoną :)

        A dlaczego uważam, że ten film nie wyszedł jak należy.
        Jak Leland dowiaduje się o tym, ze Pearl zdradza swoją dziewczyną ?
        Wąchając go - "pachniesz dziewczyną, a mówisz, ze twoja jest teraz w podróży" :) No pardon... Dojrzewanie Pearla do poczucia winy wobec swojej narzeczonej, pomagające mu coraz lepiej rozumieć Lelanda, odstąpić od zamiaru wykorzystania go dla własnych celów, a na końcu wręcz zbesztać jego ojca za to, że chce zrobić to, co Pearlowi z głowy wywietrzało - rzecz ważna dla kszałtu opowieści, ale... zajawka - tragicznie głupia.
        Rozmowy są watowane bardzo. Tak jakby reżyser bał się chwili ciszy, dłuższego, wymownego ujęcia, przekazania przez aktorów czegoś spojrzeniem, gestem, mimiką twarzy etc., jakby się bał, że widz ucieknie, rozproszy się, kiedy nie będzie ciągłej gadaniny. Żeby padło jedno zdanie mające jakąś wartość musi je otoczyć, poprzedzić, 20 bezwartościowych, a czasami w rozmowach nie pada żadne ważne zdanie.
        Rozpacz rodziny zabitego - bardzo konwencjonalna. PLus - wiecznie ten sam problem : narkotyki. Już wszędzie trzeba je wsadzać, nie ma innym problemów ?
        Dlaczego "syna" rodziny Ryana osadzono w tym samym ośrodku co Lelanda ?
        Czy nikt nie sprawdził, kim jest ten chłopak i czy nie łączy go coś z
        innym skazanym ? Skąd wziął nóż, skoro nowo osadzeni byli rozbierani do rosołu, kąpani, a dopiero później odprowadzani do cel w nowym ubraniu (co widać było na przykładzie Lelanda), a do tego Pearl dająć ołówek Lelandowi radzi mu schować go do buta, w domyśle - strażnicy wszystko wyniuchają. Jak zatem można było przemycić nóz ?
        I co to za poprawczak ? Sami grzeczni chłopcy, raz jeden jakaś tam szarpanina na korytarzu - dosłownie 10-sekund,, gdzieś w tle, tak dla koniecznego, rutynowego zaakcentowania, że jednak to jest zakład poprawczy, ale chyba sam reżyser nie wierzył w to, co robił.
        Dalej są wionące banałem refleksje Lelanda, od których aż się roi i są wypowiadane tonem doniosłych odkryć.
        "czasami ludzie się nie dogadują i nie ma w tym niczyjej winy",
        "Mozę jest jakis powód, nic jednak nie cofnie czasu i tego co się stało, nikt nie może",
        "smutek jest wszędzie, wszystko gaśnie powoli, ludzie się wypalają"
        "szatan i bóg toczą bój o ludzką duszę",
        "to (zdrada) spotyka ludzi na róznych etapach życia, to przykre, ale trzeba zrozumieć, ze przykre rzeczy nie omijają i nas. Zycie to cos więćej niż suma jego składowych" (to akurat mówi Angela Lelandowi i na nim to robi wielkie wrażenie).
        "nie możesz cofnąc czasu, ale to że zrobiłeś coś złego nie może przekreślać twojego życia" (to Pearl mówi Lelandowi uroczystym tonem)
        A "słynny pisarz" grany przez Spaceya, siedzi w aucie i do dyktafonu
        rzuca próbkę swojego talentu : "prowadzimy życie bez treści, straty wyznaczają jego etapy, zatraciliśmy gdzieś dawny ogień" - rozumiem, ze chodziło o parę zdań wyjaśniających kondycję emocjonalną ojca i jego zblazowanie, ale można powiedzieć było to w mniej wyświechatnych zdankach.
        Niestety, autor tego filmu, to nie Sam Mendes, który w American Beauty też opowiada wcale nie jakąś skomplikowaną historię, ale o ileż bardziej
        pomysłowo i z klasą.

        Gosling swoje zrobił, ale trochę szkoda, ze tak inteligentny i wiarygodny aktor dostał taki badziewny tekst, i generalnie wpadł w film
        ni w 5 ni w 9, niedopracowany, sklecony w 90 % z jakichś konwencjonalnych, powtórzonych enty raz historyjek (skrywany nałóg narkotykowy, on zdradza ją, ale potem powraca, bo zrozumiał, koleżeństwo dwóch osadzonych w zakładzie zamkniętym, rozstanie jej z nim, i jego rozpacz, zabójstwo i rodzina w płaczu, natrętny dziennikarz itd,itd); do tego miało być subtelnie, nastrojowo, a było bez letnio, bez klimatu i ogólnie bezpłciowo. Spacey dodatkowo dał swoją twarz, miała ona podnieśc rangę całego przedsięwzięcia, ale niestety - i dla Goslinga i dla Spaceya, to będą role niewazne w całokształcie ich karier, dla ulepszenia warsztatu też raczej niepotrzebne.
        Poza tzw.momentami, całość mnie nie wciągnęła.

        P.S : jesli macie pytania a'propos akcji jako takiej - śmiało, oglądałem do końca :)


        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.07.09, 18:29
          P.S : Leland w pewnym momencie mówi "od niego (Ryana) bił smutek, większy niż od innych". O smutku mówił też jako głównym doświadczeniu
          z ponownego kontaktu z Angelą w NY, w ogóle smutek zawsze przyciągał
          jego uwagę, dostrzegał go nawet w pozornie wesołych sytuacjach (smutek
          tego, co nadejdzie, np. kiepskie zakończenie właśnie rozpoczynającej
          się love story nastolatków, oni jeszcze nie wiedzą i nie czują - on
          wie i czuje za nich).
          Zabił, żeby mu ulżyć w smutku ? Z Angelą poszedł do łózka, zeby jej ulżyć w smutku po rozwodzie, z Becky chodził, bo widział w niej smutek w wynikający z uzależnienia od narkotyków (?)...
          A jednocześnie, pamiętacie, jego słowa do matki, zaraz po tym jak popełnił morderstwo : "mamo, chyba popełniłem błąd". Więc - może w momencie zabójstwa dotarło do niego ostatecznie, że błędem jest w ogóle
          próbować komuś pomagać, choćby na swój sposób, bo nie da się nic zrobić
          tak naprawdę, odwrócić historii, zmienić biegu losu. Nie wiem, może właśnie o to chodzi - żeby sobie pointerpretować :)

          • barbasia1 Odmienne stany moralności 03.07.09, 13:42
            grek.grek napisał:

            Czyli najprawdopodobniej zabił z „dobrego serca”, z „wyjątkowej nad-
            wrażliwości”, która kazała mu „ulitować się” nad nieszczęsnym chorym
            dzieckiem ...
            /oczywiście dla mnie to też nie jest powód, aby usprawiedliwić
            człowieka, kótry popełnił morderstwo/
            To zresztą koresponduje z faktem, iż postać Lelanda przedstawiana
            jest (prowokacyjnie?), w filmie bardzo pozytywnym świetle. Kreowano
            go w filmie (w pierwszej części) na nieprzeciętnego, intrygującego
            indywidualistę (litościwie przymykam oko na fakt, że cała pisanina
            Lelanda to, jak wspomniałeś, wyżej, to istocie były straszne banały
            i komunały), na kogoś szalenie wyjątkowego - o wyjątkowości Lelanda
            mówi strażnik do nauczyciela przed jego pierwszym spotkaniem z
            Lelandem – /swoja drogą strasznie łopatologiczne to było!/), ale
            chyba także scena, na którą w poście wyżej zwróciłeś uwagę – s.
            rozmowy z Pearlem o jego zdradzie. Leland stawie siebie w pozycji
            mentora (czyż to nie jest wyjątkowa bezczelność z jego strony !?) i
            strofuje (starszego od siebie, w dodatku pedagoga!?) Pearla jak
            uczniaka (a ten, co gorsza, jak uczniak się zachowuje – przyjamniej
            ja tak to odebrałam) i uświadamia mu, że ten zdradą krzywdzi swą
            dziewczynę (ale, jak Pearl, stary doświadczony chłop, mógł nie być
            tego świadom wcześniej, tego nie rozumiem!?!). I powiem Ci, że
            strasznie fałszywa wydała mi się ta scena, a i Tobie, jak widzę też
            nie przypadła do gustu , choć zupełnie innego powodu.


            Tez zwróciłam uwagę na ten wyjątkowy poprawczak i bardzo grzecznych
            i kulturalnych tam chłopców.
            Może to był jakiś specjalny ośrodek dla młodocianych przestępców z
            lepszych rodzin?
            Albo dla takich, co do których rokuje się poprawę?
            To Ameryka, być może są tam takie wyjątkowe ośrodki resocjalizacji?


            I jeszcze mam pytanie do Ciebie Grek.greku:

            Kim była Angela Calderon i jak ją Leland poznał? / Sherylin Fenn -!-
            nie widziałam, niestety! : / jeśli się nie zestarzała :), to
            musiała ładnie wyglądać! :)

            I dlaczego właściwe relacja Lelanda z ojcem była tak kiepska?
            • grek.grek Re: Odmienne stany moralności 03.07.09, 15:12
              Ano właśnie, generalnie Leland wychodzi na trochę płaskiego dziwaka, a nie na taką postać, jaką chyba w zamierzeniu miał być, i jaką go niby widzą strażnik i Pearl, a co za tym idzie, jaką chcieliby go przedstawić twórcy filmu. Trochę to płytkie, włącznie z tą zmianą kierunku postępowania przez Pearla.

              Angelę Leland poznał w NY, jako dziecko. Ojciec przysłał mu bilet do Paryza, żeby przyleciał do niego i spędził z nim święta. Mały Leland zatrzymał się w NY, gdzie miał przesiadkę, i postanowił, że dalej nie
              leci. Dał ojcu znać przez telefon, że zostaje w NY, co stary przyjął z
              zadowoleniem wręcz. Więc,w NYC błąkał się trochę, nie mając się gdzie podziać, i w kinie poznał rodzinę Calderonów, którzy zaprosili go do siebie i na kilka dni przygarnęli. Najbardziej do gustu przypadła mu właśnie Angela, jak mówił - jej oczy, pełne życia, były dla niego
              "uosobieniem energii całego miasta", przy niej czuł się świetnie itd.

              Relacji Lelanda z ojcem w ogóle nie było. Ojciec zostawił jego i jego matkę, jak Leland miał 6 lat. Od tamtego czasu przysłał mu tylko bilety lotnicze, żeby Leland mógł latać w różne miejsca i poznawać świat, ale nigdy się nie spotkali.

              Tu jest Sherylin jako A.Calderon :

              images.allmoviephoto.com/2003_The_United_States_of_Leland/2004_the_united_states_of_leland_017.jpg
              • barbasia1 Re: Odmienne stany moralności 03.07.09, 15:54
                grek.grek napisał:

                > Ano właśnie, generalnie Leland wychodzi na trochę płaskiego dziwaka

                by nie rzec, niestety, dewianta, człowieka owszem inteligentnego,
                wrażliwego, ale z chorym sumieniem!?

                >a nie na taką postać, jaką chyba w zamierzeniu miał być, i jaką go
                >niby widzą strażnik i Pearl, a co za tym idzie, jaką chcieliby go
                >przedstawić twórcy filmu. Trochę to płytkie, włącznie z tą zmianą ?
                >?kierunku postępowania przez Pearla.

                Zgadzam się!

                > Tu jest Sherylin jako A.Calderon :

                Sherylyn nie chce się tu nam objawić,
                poszukam jej poźniej w necie.


                Dzięki za info.! :) Te relacje z ojcem, jakoś mi umknęły (ach, ta
                pora emsji!) Teraz to już chyba wszystko, co istone wiem. :)

                • grek.grek Re: Odmienne stany moralności 04.07.09, 10:36
                  Spróbuję jeszcze raz wpisać (adres jest b.długi, rwie się na części):
                  images.allmoviephoto.com/2003_The_United_States_of_Leland/2004_the_united_states_of_leland_017.jpg

                  Ta Noc Kabaretowa dziś.
                  Napisałaś : "Oby nas ta potęzna dawka śmiechu tym razem nie zabiła" :)), otóż to, hehe. Prowadzić to mają Młodzi Panowie, wśród gości Formacja Chatelet... mam czarne przeczucia :) Pociesza mnie, że zwykle 5 na 6 kabaretonów jest przynajmniej niezłych, więc moze ten feralny był, i poszedł, w Polsacie.


                  • barbasia1 Re: Odmienne stany moralności 04.07.09, 13:19
                    grek.grek napisał:

                    > Spróbuję jeszcze raz wpisać

                    Niestety i tym razem nie chciało się otworzyć, więc może ja spróbuję
                    (świetna ta strona ze zdjęciami!):

                    www.allmoviephoto.com/photo/2004_the_united_states_of_leland_017.html

                    > Ta Noc Kabaretowa dziś.
                    Pociesza mnie, że zwykle 5 na 6 kabaretonów jest przynajm
                    > niej niezłych, więc moze ten feralny był, i poszedł, w Polsacie.

                    I mnie pocieszyłeś, trochę! :))
                    Jeśli będzie kipesko zawsze można przerzucić się na TVP1,
                    na "Blow", o którym wspominasz (choć bez entuzjazmu?!) w poście
                    niżej - niezłą obsadę ma ten film - Johnny Deep, Penelope Cruz!


                    /Czy to ta Scherilyn?
                    Tu wygląda rewelacyjnie! :)/


                    • grek.grek Re: Odmienne stany moralności 04.07.09, 14:15
                      Masz lepsze dojścia :) - zdecydowanie o tę fotografię mi się rozchodziło.

                      • barbasia1 Re: Odmienne stany moralności 04.07.09, 16:01
                        grek.grek napisał:

                        > Masz lepsze dojścia :) - zdecydowanie o tę fotografię mi się
                        rozchodziło.


                        Dojścia jak dojścia, ale, wiesz, Grek.greku, jak się kobieta uprze,
                        to musi zobaczyć, zrobić, mieć, itd. :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.07.09, 14:12
            A dziś niestety już ostatni odcinek "Dynastii Tudorów" mam
            nadzieję, że telewizja zakupi/ła druga serię i pokaże ją wkrótce!?

            W TVP 1, w Kinie nocnych marków (bardzo nocnych) o 0.45 "Ptaki"
            Hitchcoca, ponownie.
            Poniżej stary forumowy wątek o "Ptakach":

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,89140648,89140648,_Ptaki_Hitchcocka.html


            W Polsacie o 21.30 dla fanów fantasy i pewnie nie tylko, klasyka -
            "Conan Barbarzyńca" i boski tors Arnolda Schwarzeneggera :)
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.07.09, 10:48
              U mnie się Sherylin otwiera :) (ale adres nie chce "się wpisać" w całości, więc żadnej gwarancji nie ma).

              Niestety, słabizna filmowa - i wczoraj i dzisiaj, aczkolwiek
              "Candymana" (POlsat) polecam, bo to klasyka, ma nastrój, ma swój styl i
              ma Virginię Madsen, jak dla mnie bardzo niedocenioną, jak chodzi
              o... no, o urodę choćby :)
              W ogóle, jestem ponownie niepocieszony - TVP daje Purpurowe Rzeki (słabe) i Blow, a w TVP KUltura (200 tys. odbiorców) taki cymes jak Pornografia KOlskiego.
              Nie zastanawiam się już - o co tu chodzi ? - bo wyraźnie widać, że
              cholera wie, chyba o głupotę. Ale to stara śpiewka.

              Btw, wczoraj TVN dało... tak właśnie - Zabójczą Broń :)) Sądziłem, ze zapomnieli, ale myliłem się - oni tylko czekali na moment, kiedy jubileuszowa - setna emisja tego filmu będzie najefektowniejszym wtrętem.

              Miałem napisać coś o "Dobranoc, mamo" - i pamiętam, że obiecałem, i
              napiszę na dniach. Jakoś mi się tak przesuwają terminy ;)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.07.09, 14:00

                > W ogóle, jestem ponownie niepocieszony - [...], a w TVP KUltura
                (200 tys. odbiorców) taki cymes jak Pornografia KOlskiego.

                Nie widziałam "Pornografii" jeszcze.
                Czytałam w dodatku TV, że dziś w TVP Kultura, weekend z filmami (i
                nie tylko z filmami) J.J.Kolskiego.


                > Miałem napisać coś o "Dobranoc, mamo" - i pamiętam, że obiecałem, i
                > napiszę na dniach. Jakoś mi się tak przesuwają terminy ;)

                Ja Ci wybaczam :) (nic nie mówię i czekam cierpliwie), albowiem i
                ja bez winy nie jestem ... :)


                > Btw, wczoraj TVN dało... tak właśnie - Zabójczą Broń :)) Sądziłem,
                ze zapomnieli, ale myliłem się - oni tylko czekali na moment, kiedy
                jubileuszowa - setna emisja tego filmu będzie najefektowniejszym
                wtrętem.
                :))))
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.07.09, 14:35
                  Tym większa szkoda, bo jest na co popatrzeć - świetne zdjęcia, bardzo dobrze oddany nastrój powieści, Majchrzak, Ferency i Globisz - tercet, że daj boże zdrowie...
                  A żeby było weselej, to ja oglądałem jakiś rok temu (pół ?)... na czeskiej Dwójce, na szczęście leciał bez lektora - do tego doszło, że dobre polskie filmy można prędzej obejrzeć w obcej niż własnej, rodzonej, telewizji.

                  Hehe, teraz tylko czekać na, po raz chyba dziesiąty, Miesiąc z Zabójczą Bronią w TVN...
                  Na razie mają Środy z Eastwoodem, a ściślej ze starymi kryminałami z nim jako Callahanem - jakby to leciało po raz pierwszy, to by było fajnie, bo to są mimo wszystko stylowe filmy, ale oni powtarzają tę serię po raz już trzeci czy czwarty... Ile można ? :)
                  I, taka refleksja na marginesie - nie wiem jak Tobie, ale mnie się Clint jakoś bardziej podoba jako reżyser i aktor w XXI wieku, dzięki tej dekadzie przejdzie do historii jako szanowany człowiek filmu; gdyby nie te ostatnie kilka filmów, to zostałby na zawsze właśnie, tylko i wyłącznie, Harrym Callahanem strzelającym z magnum w jakichś efektownych, na swojej średniej półce mających godną przegródkę, ale w sumie jednak niekoniecznie ambitnych, sensacjach; takim trochę lepszym Charlesem Bronsonem, ale nikim więcej,a na pewno w żaden sposób nie budzącym takiego szacunku wśród ambitniejszych kinomanów.
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 13:12
                    grek.grek napisał:

                    to ja oglądałem jakiś rok temu (pół ?)... na czeskiej Dwój
                    > ce, na szczęście leciał bez lektora - do tego doszło, że dobre
                    polskie filmy można prędzej obejrzeć w obcej niż własnej, rodzonej,
                    telewizji.

                    Coś podobnego!?
                    Ktoś z władz TVP powinien przeczytać koniecznie Twój post i jakieś
                    konstruktywne wnioski z niego wyciągnąć.

                    > Na razie mają Środy z Eastwoodem, a ściślej ze starymi kryminałami
                    z nim jako Callahanem - [...] ... Ile można ? :)

                    Przyznam, że ja osobiście jestem zadowolona z środowego cyklu z
                    Clintem , w miarę możliwości oglądam te filmy i nadrabiam zaległości
                    Wczoraj zresztą w TVN też leciał Clint, a dokładniej Clint ścigał
                    Kevina Costnera w „Doskonałym świecie” (1993) – /oglądałam trochę w
                    przerwach pomiędzy kolejnymi częściami Mazurskiej Nocy Kabaretowej/

                    A propos Przekrój wydaje właśnie kolekcję filmów Eastwooda na DVD,
                    20 płyt! :).

                    I zgadzam się w pełni z tym, co napisałeś w poście wyżej o Clincie.

                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 14:36
                      W TVP się sami sobą zajmują. Przepychają się w starciu o posady i wpływy. czyli, nic nowego. Jakaś ustawa by się przydała, która
                      pewne rzeczy by uregulowała, oddała TVP społeczeństwu. Niestety, rządowi na tym nie zalezy.
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 14:53
                        grek.grek napisał:

                        > W TVP się sami sobą zajmują. Przepychają się w starciu o posady i
                        wpływy. czyli, nic nowego. Jakaś ustawa by się przydała, która
                        > pewne rzeczy by uregulowała, oddała TVP społeczeństwu.

                        Niestety, rządowi na tym nie zalezy.

                        Też to widzę i dziwi mnie i martwi postawa rządu i to co robią z
                        telewizją publiczną.

                      • barbasia1 OT /radiowy/ 07.07.09, 13:52
                        Jutro w ramach protestu przeciwko drastycznemu ograniczeniu funduszy
                        nie będzie nadawać przez 24 godziny moja ulubiona radiowa Dwójka!
                        Oby tylko ten protesty coś dały!!!
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 13:17
      A dziś zapowiada się muzyczny wieczór, o 21.45 (o 21.45 cz. 1, a
      potem o 23.20 cz. 2) w TVP 2 Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie -
      "Szalom na Szerokiej". :)
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 14:30
        ... a po nim "Wizyta u April" z, the one and the only, Katie Holmes.
        W wersji punk tym razem :
        gfx.filmweb.pl/ph/51/72/105172/82528.1.jpg
        thecia.com.au/reviews/p/images/pieces-of-april-6.jpg
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.07.09, 14:48
          grek.grek napisał:

          > ... a po nim "Wizyta u April"

          0.45! :((

          z, the one and the only, Katie Holmes.
          > W wersji punk tym razem :

          She looks good, she looks fine! :)

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.07.09, 12:04
      ...więc a'propos "Dobranoc, mamo". Kameralny dramat psychologiczny - tak chyba można ten film zakawalifikować. Na podst. sztuki teatralnej i to dobrze widać.
      Zwyczajny dom na przedmieściach. Matka - Thelma i córka - Jessie. I półtorej godziny dialogu w kilku pomieszczeniach - kuchnia, weranda, salon, strych przez 2 minuty. Kamera ani na chwilę nie opuszcza wnętrza domu. 90 minut dialogu.

      No to - po kolei...
      Jest sobie sobotni wieczór. Matka właśnie wraca do domu, od znajomej, czy z zakupów. Jessie robi porządki, anuluje prenumeratę pisma, w szafie ma ciuchy i pakunki z przyczepionymi do nich karteczkami z imiona lub nazwami organizacji (Salvation Army). Na chwilę pojawia się, jak się później okaże - jej brat z żoną i dziećmi, ale tylko po to,zebym,matce, która jeszcze nie zdązyła wejść do domu, dać prezent - ciasto, czy coś tam do jedzenia. Jessie nie chce do nich wyjść...
      Matka wreszcie przychodzi, gadka o d.pie Maryni, ot mają spędzić wieczór jak zawsze, Jessie ma zrobić matce manicure... i nagle Jessie pyta ją, gdzie jest rewolwer ojca. A po co ? A do obrony własnej. A to na strychu powinien być w pudełku czarnym. Idzie więc Jessie na strych i go znajduje.
      Za chwilę, w salonie - matka szydełkuje, Jessie czyści ten rewolwer i wypala "chcę się zabić. Dzisiaj". Matka sobie szydełkuje i jakby nie dosłyszała, jakby nie dotarło. Pyta tylko : wzięłaś leki ? (jak się okaże Jessie od lat cierpi na epilepsję). Jessie na to, ze mówi poważnie. No i powaznie wygląda. Matka oderwała się na moment od szydełkowania - sukces. MÓwi, ze rewolwer jest zepusty. Nic z tych rzeczy, Jessie naciska spust, iglica uderza w spłonkę - juhuu, działa.
      mam naboje, mówi Jessie, i tłumaczy, jak je zdobyła (dzieki bratu, a za pomocą sklepu wysyłkowego). Matka już w lekkim rozdrażnieniu i niepokoju : zadzwonię do Dawsona (brat) przyjedzie i wybije ci z głowy takie gadania. Jessie : jak ruszysz telefon, to strzelę sobie w łeb od razu, potem zadzwonicie na policję, sprawdzą, czy nie macie prochu na rękach,a póxniej mnie pochowacie. Więc - nie ma mowy o wzywaniu kogokolwiek, pogadamy, a później się zastrzelę.
      Matka na to : nie trafisz i skończysz jako warzywo. Widząc,że Jessie nie reaguje, dodaje : pójdziesz do piekła. na to Jessie : Jezus też był samobójcą :) Chcę mieć spokój, chcę ciszy. Matka na to : tam wcale nie musi być cicho. może to jest jak uruchomienie budzika, który nigdy nie cichnie.

      Jessie w mileczniu zostawia ją, ale matka nie daje za wygraną : niedługo sa twoje urodziny, nie jesteś ciekawa co dostaniesz ? (naiwność przerażająca - matka, prosta zwykła amerykańska emerytka staje do pojedynku z krańcowo zdeterminowaną do popełnienia samobójstwa córką - spokojną, pogodzoną i pożegnaną właściwie ze światem, co jakiś czas rzucającą uśmiech, a to nostalgiczny, a to całkiem wesoły. Córka jest przygotowana, matka musi temu stawić czoła z biegu. I powiedzmy otwarcie : Jessie góruje nad nią pod każdym względem - ma argumenty, jest logiczna i zrównoważona do bólu, a dodatkowo do tej pory się nią zajmowała, wszystko niemal robiła za nią, prowadziła dom. Matka nie ma pojęcia jak z nią rozmawiać, jak ją odwieść od zamiaru, robi to momentami strasznie nieporadnie, infantylnie, nie rozumie skali problemu i zmotywowania córki)
      Jessie recytuje co i od kogo dostanie, a matce kopara opada. Pewnie co roku dostaje to samo... I zaczyna instruować matkę - co gdzie leży, co w szufladach, co w szafkach itd. Jakby się wybierała do sanatorium i tłumaczyła wiecznie zapracowanemu męzowi i dzieciom jak mają bez niej przeżyć te 2 tygodnie.
      Matka proponuje, że nie będą zapraszać ludzi, którzy jej nie odpowiadają, a choćby i jej brata. Jessie na to, że on i jego rodzina wiedzą za dużo, rzeczy, których ona nigdy nie chciała im mówić.
      Matka : więc o co chodzi ? O Ricky'ego (syn Jessie - nie wiadomo gdzie jest, grożą mu dwa wyroki za napad i kradzież) ? Cecila (eks-mąż Jessie) ? O chorobę ?
      Jessie : nie, nie o to chodzi... I podaje kolejne instrukcje, którymi zbywa także następne pytanie matki o jej stan ducha i przyczyny. Matka o zupie, a Jessie o d,pie :)
      Dodaje tylko : nie spotkało mnie nic dobrego, a będzie gorzej. mam dość.
      Matka jej zarzuca, że się świetnie przygotowała do tej rozmowy. Od jak dawna planujesz ? Jessie - od 10 lat. Dlaczgo jesteś smutna, dlaczego cierpisz ? Jessie prowokacyjnie i ironicznie - bo nie podoba mi się co piszą w gazetach.
      Matka : potrzebujesz może kogoś kim mogłabyś się zajmować. Jessie : zajmowałam się tobą... To jak jazda autobusem. Jest tłoczno i duszno, masz 50 przystanków do celu, ale wiesz, ze nic się nie zmieni jesli je wszystkie przejedziesz, więc możesz wysiąść już teraz. I ja chcę wysiąść.
      Użalasz się nad sobą. Życie jest trudne, myślisz, ze mnie jest łatwo ?
      Jessie : wyglądasz na całkiem szczęśliwą. Robisz to co lubisz. Szydełkujesz... Matka (oczywiście, z dziecinna naiwnością, że o to chodzi) : nauczę cię ! Jessie - spokojny instruktaż gdzie są świeczki i zapałki.
      Matka : nie lubisz być w domu, nie lubisz wychodzić, nie lubisz oglądać telewizji, w ogóle to sama sobie jesteś winna. Jessie : czas temu zaradzić.
      Matka (uśmiechając się z nadzieją): od czegoś trzeba zacząć... kupmy nową pościel ! Lekarz może pozwoli ci prowadzić samochód, mozesz pracować... Jessie : pracowałam w sprzedaży wysyłkowej, powiedzieli, że przygnębiam klientów. matka w tym czasie buszuje jej po szufladach (są w jej pokoju) - są puste, w szafie znajduje pakunki i ciuchy z karteczkami... I oczy jej się rozszerzają. Jakby ciągle odkrywała na nowo, że Jessie nie żartuje i za 2 minuty znów wracała do stanu niedowierzania. Jakby się jej w głowie nie mogło zmieścić. Tak będzie do końca.
      Jessie : nie mogę pracować. Będzie jeszcze gorzej, nie umiem nadać sensu, zmienić swojego życia, więc je wyłączę, jak nieciekawą audycję radiową. I zrobią to.
      I na koniec : niech to będzie miły wieczór...
      W teatrze byłby to chyba koniec aktu :). Teraz oddech. wchodzą do kuchni, Jessie chce wypić kakao i zjeśc jabłko z karmelem. I zaczynają normalnie rozmawiać - o gotowaniu, jarmarku, a także o koleżance matki - Agnes, o której matka znosiła kilo ploteczek.
      Jessie nagle pyta : czemu Agnes tu nie przychodzi ? Matka próbuje to zbyć : tak, musimy pić więcej mleka... Jessie : Bo ja tu jestem ?.. zrobiłam jej coś ? Boi się moich ataków ? Matka : mówiła, że masz zimne ręce. Jessie z szyderczym uśmiechem : ona się mnie boi... Przychodzi, jak jestem w szpitalu ? Matka : tak... I piją to kakao, ale jakoś im nie wchodzi.
      Słowo po słowie, i wychodzi na to, że matka cały czas zmyślała - Agnes nie ma stada ptaków w domu, tylko 2, nie je 2 razy dziennie puree z grochu, tylko co jakiś czas itd. Jessie niby delikatnie, ale wytyka matce, że plotła 3 po 3. Ale było to preludium tylko, po za chwilę wyjeżzdza armata i Jessie pyta o ojca (stary palnął sobie w łeb parę lat wcześniej): Kochałaś go ? Matka, że nie, chciał prostej kobiety, dostał ją... A poza tym, to gbur był - tylko pracował, siedział w fotelu bez ruchu, palił fajkę i się nie odzywał. Jessie wspomina go z prawdziwym uczuciem, że lubiła na niego patrzeć jak tak siedział, ze zrobił jej lalkę... Matka lekko już podkręcona wyrzuca Jessie, ze stale szeptali, ze z nią ojciec chciał rozmawiać. Jessie : zazdrosna jesteś/byłaś, że wolałam z nim rozmawiać niż siedzieć w kuchni z tobą ? Matka : tak, bo te rozmowy były dla ciebie najważniejsze. I po chwili prowokacyjnie : a on się litował nad tobą, mówił, ze jesteś bez szans i słaba. Jessie : więc kochał mnie... Matka : gdyby nie umarł, ty też byś nie chciała się zabić. Jessie zaprzecza.
      Matka : nie rozmawialiśmy, ale to nie znaczy, że nam się nie układało.
      Jessie zaczyna ją instruować co do garnków.
      I tutaj mamuśkę krew zalewa, wywala z szafki garnki, które Jessie porządkuje, zaczyna się miotać, że starczy jej jeden widelec i nóz, jeden talerz, na ch mi garnki, skoro lubię jesć słodycze i nie będę musiała gotować. Jessie - olimpijski spokój : jak ktoś będzie chciał gotować, to się przydadzą.
      cdn.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.07.09, 12:58
      cd.
      Więc Jessie mówi, że gary mogą się przydać - mogłabyś zamieszkać z Agnes... Matka : nie, nie ułatwię ci tego, nie chcę.
      Jessie pyta : co ci ojciec powiedział przed śmiercią ? Miałaś siedzieć przy nim, w pokoju, a poszłaś oglądać serial...
      Matka : nic nie powiedział, wykorzystał ostatnią okazję, żeby znowu się do mnie nie odezwać.
      Instruktaż kolejny. Matka,że Jessie widzi w niej tylko starą kobietę, nie pamięta jej z przeszłości, że stale krytykuje. Nakręca się : Ty żyjesz w innym świecie... Dlaczego spadłaś z konia ? (oficjalna przyczyna ataków epilepsji Jessie) Dlaczego Cecil cię zostawił ? I gdzie są moje okulary ?! Jessie na to, że Cecil kazał jej wybrać : papierosy albo on, więc wybrała papierosy. Kolejne szyderstwo.
      Matka : zostawił cię ze wg na twoje ataki... Jessie : a g.wno prawda... ale on sądził, że to pzez niego spadłam; zachęcał mnie, żeby wsiadła, ale spadłam z własnej winy, a on odszedł bo nie umiałam go zatrzymać.
      Matka : miał inną, widziałam ich. Jessie : I teraz dopiero mi to mówisz ? Ładna przynajmniej ? Matka : to córka Agnes... Heh, to przynajmniej wiadomo, co z Agnes i jej nieprzychodzeniem :)
      Przenoszą się na zaciemnioną werandę. Wspominają Cecila, że budował fajne rzeczy, domy, domki etc. Jessie zauważa, że matka lubiła cecila bardziej od niej. Matka na to,że szukała jej męża, bo nie mogła pozwolić jej na siedzenie na fotelu cały dzien, jak, za przeproszeniem, ojcu. Wydałam cię za nieodpowiedniwego faceta i dlatego przyjęłam cię z powrotem, mówi jej matka. Jessie : kochałam go, starałam się dla niego zmienić, wychodzić, ruszać, ale on widział, ze się zmuszam...Matka : Ricky jest jak Cecil... Ale tu Jessie protestuje : jest jak ja, ma to wszystko w twarzy, ma to w sobie, patrzy na świat jak ja, nikomu nie ufa, jak ja. Dlatego uciekł... Matka chwyta się kolejnego fortelu : Może zadzwonię do cecila (może wróci) ?
      Jessie pozbawia ją złudzeń : Nie. On odszedł, mimo że mnie kochał, bo widział, jak mi się wszystko z rąk wymyka. Błagałam go, żeby zabrał mnie ze sobą, gotowa była zostawić ciebie i Ricka, ale przecież ten kto odchodzi nie zabiera ze sobą śmieci. Dobrze zrobił. Ulżyło mi.
      Matka - zrobię ci to jabłko z karmelem. I tu też chyba byłby koniec aktu, a może sceny tylko :)

      Są w kuchni. Matka : zrobią ci to jabłko. Jessie : nie chcę. Matka : wiesz, że twój ojciec też miał ataki, drgawki ? Jessie intstruktaż o wywożeniu śmieci i workach na nie. Przenoszą się do salony, nakładają pokrowce na poduszki. Matka, że czytała w piśmie, że epileptycy mogą przechodzić ataki po prostu na chwilę zastygając, bez piany, śliny i innych takich. Mogą nawet o tym nie wiedzieć.
      Jessie : chcesz mówić o mojej chorobie ? Nic nie pamiętam z tych ataków, ot padam, a potem budzę się w łózku. Matka : wiem, kiedy masz ataki... Jessie : taa ? To opisz mi. Matka opisuje jak Jessie mdleje, dostaje drgawek, ślini się, moczy i szlus, ona się nią zajmuje (np. chroni, zeby nie odgryzła sobie języka), potem pojawia się karetka, odwożą ją do szpitala. Jessie pyta : dlaczego zawsze budzę się w łóżku, a nie na podłodze ? Kto mnie tam taszczy, ty ? Matka, ze zawsze dzwoni po jej brata i prosi,zeby odjechał zanim się Jessie obudzi... I to Jessie wyraźnie nie w smak - w jej mniemaniu takie rzeczy musiały odsuwać od niej brata, czynić jej obraz w jego oczach mniej korzystnym.
      Jessie mówi, że leki działają coraz lepiej. Od roku nie miała ataku Poprawiła się jej pamięć. MOże już nigdy nie wrócą...Matka się ożywia : może tak będzie, i dodaje : nie jesteś tu gościem, to twój dom. I za chwilę, znów z tą naiwną nadzieją, że już po wszystkim : zaprośmy LOrettę (bratową) na owoce morza, co ? Jessie znów ją hamuje : mnie tu nie będzie... Matka : będziesz, przecież poprawiła ci się pamięc, zaczynasz żyć ! Jessie : nie będzie mnie, a jakby mi się wcześniej poprawiło zdrowie, to bym palnęła sobie w łeb już dawno temu. Matka znów zaczyna latać i powiada, że ta ataki Jessie ma po starym. Jessie, że to nie jest genetyczna choroba. Matka, ze jak Jessie miała 5 lat, to się nagle przewróciła i miała atak. Jessie w lekkim szoku : teraz mi to mówisz ? Co na to lekarze ? Miałam kolejne ataki ? Się okazuje, ze matka (i lekarze), to zbagatelizowali. Jessie ma pretensje, że matka całe zycie utrzymywała ją w nieświadomości, że gdyby jej powiedziała, to nie wsiadłaby na tego konia (w domyśle - nie spadłabym, mąz by nie miał powodów do wyrzutów sumienia itd.). Matka, że nie powiedziała, bo nie chciał, zeby Jessie się czuła jak odmieniec. Jessie, ze matka nie powiedziała, bo się wstydziła. Dym, ale bez szarpania za włosy - to kulturalny film :) Jessie : czy ojciec coś wiedział ? Matka : nie, po prostu czasami się przewracałaś. Oboje to mieliście. Czasami siedzieliście na tym ganku i gaśliście na chwilę...
      I nagle. Stop. Jessie to urywa : zrobię ci manicure. Koniec sceny (?) :)

      Za chwilę matka się kaja : moze cię upuściłam, może źle odżywiałam, nie dbałam o siebie w ciązy, a może... to kara ? Jessie : epilepsja, to nie kara, to choroba. Matka : a ch. z epilepsją, mówię o twoich planach samobójczych. Jesteś częścią mnie, co się z tobą dzieje, to i ze mną, Więc zabij i mnie, na jedno wyjdzie. Nie rób tego, nie zostawiaj mnie - i rzuca się Jessie do rąk z rykiem. Jessie nie ucieka, ale nic więcej, mówi o drobiazgach, które zostawiła znajomym. Matka się uspokaja, ale mówi, że bez niej sobie nie poradzi, kto będzie zamykał drzwi na noc, kto przypomni jej, zeby się prosto trzymała, kto jej pomoże umrzeć...
      Boję się ciszy i śmierci. Nie dam rady bez ciebie.
      Jak mam żyć, wiedząc że się zabiłaś, bo cierpiałaś, a ja tego nie dostrzegłam, dałaś mi szansę by ci to wyperswadowac, a ja nie umiem tego dokonać. Jessie : chciałam ci wytłumaczyć, żebyś nie miała poczucia winy, a nie żebyś mnie ratowała. Chciałam żebyś zrozumiała.
      Matka : zostań jeszcze parę lat, jak umrę, to zrobisz co zechcesz, mnie już dużo czasu nie zostało (ta, obiecanki-cacanki ;)} Ricky się ożeni, będą wnuki... jeśli masz odwagę się zabić, znajdziesz ją żeby żyć. Jessie : nic nie kumasz, ja chcę TYLKO TEGO. Matka swoje : szukaj czegoś co ci pomoże, nie poddawaj się, moze coś znajdziesz. Jessie : nie poddaję się,ale "moze", to dla mnie za mało, śmierć jest jedynym pewny wyjściem. Matka :zostań jeszcze 2 tygodnie, będziemy rozmawiać... Jessie wybucha : nie chcę rozmawiać, zdecydowałam, mówię NIE, wszystkiemu i wssystkim, sobie, wam i nadziei. Nie. I pozwól mi odejść spokojnie. Matka : jak mogę ci na to pozwolić ? Jessie wspomina siebie jako dziecko, radosne i widzące świat w kolorach i kończy te wspominki : i zobacz co ze mnie zostało... "straciłam kogoś bezpowrotnie. Siebie. Nie stałam się tym, kim chciałam być.Czekałam na kogoś, a on nie przyszedł i już nie przyjdzie.Nieważne, co się dzieje w świecie,w tym domu. Tylko ja mogłabym coś zmienić. Ale tej mnie nie ma. Na siebie czekałam i się nie doczekałam". Mocna scena. I emocje spadają na chwilę po takiej kumulacji.
      Jessie : zastanawiam się, co ma znaczenie takie, że mogłoby mnie powstrzymać, coś co lubię, jak pudding ryżowy... Matka : pudding jst dobry. Jessie : ale nie dla mnie.
      Matka znów zaczyna trajlować, ze nie może jje puścić, zgodzić się. "nie mogę powiedzieć po prostu : zabij się". Jessie : właśnie to powiedziałaś, powtórz. Matka aż wstaje z nerwa : jak śmiesz... Sądzisz,ze możesz sobie ot tak, odejśc ? I dodaje przechodząc do ataku : "tak, lubię życie, będę żyła aż mnie nie wyniosą wrzeszczącej do grobu, i to będzie wrzask jakiego nie słyszałaś do tej pory. PO co ja to mówię. Ty już odeszłaś, nie mogę ciebie zatrzymac, bo ciebie już tutaj nie ma". I dalej : sądzisz,ze komuś kawał zrobisz, a takiego - wszyscy powiedzą,że się można było tego po tobie spodziewać, nikt się nie zdziwi, będą raczej mnie współczuć. Mnie, a nie tobie. Jak ktoś będzie chciał o tobie porozmawiac, to będziemy zmieniac temat. I Jessie tego ataku nie wytrzymuje. zrywa się z kanapy i krzyczy "daj mi spokój".
      Jak miałam to zrobić, kartkę ci zostawić ?
      cdn.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.07.09, 13:25
      I finał.
      Matka się wycisza : nie, nie miałabym wtedy szans pomyśleć o tym, co mi powiedziałaś...
      Jessie mówi jej jak powinna zachować się na pogrzebie, żeby wszystkim podziękowała za przybycie, za kwiaty, żeby Agnes wybrała pieśni żałobne, że ma ją pochować ten sam ksiądz, co chował ojca, że nie będzie tak źle, zobaczy wielu ludzi, których dawno nie widziała, dodaje z uśmiechem że będzie Agnes, więc może w ogóle nic nie będzie musiała mówić. A jak ktoś spyta - dlaczego ?, to powiesz, że zrobiłam to z powodów osobistych, ze tak naprawdę nie wiesz. Ot, siedziałyśmy sobie, wypiłyśmy kakao, zjadłyśmy jabłko z karmelem, poszłam się położyc, powiedziałam "dobranoc, mamo", a potem usłyszałaś strzał.
      I nic nikomu nie mów o naszej rozmowie. Nie zrozumieją. To nasza prywatna sprawa.
      Po strzale nie wchodź do pokoju, drzwi będą zamknięte, dzwoń do Dawsona, potem na policję, i zajmij się myciem garnka choćby aż ktoś przyjdzie, nawet jesli przyjedzie dopiero za godzinę; potem przyjedzie karetka i zabiorą mnie. Jak zwykle.

      Ostatnie instrukcje. Jessie pokazuje matce, co komu zostawiła. List do Dawsona, "mozęsz go przeczytać, jak chcesz, ale uprzedzam, ze zostawiłam tam listę rzeczy, które ma ci kupić, więc zepsujesz sobie niespodziankę"; telefon do Cecila - niech odnajdzie Ricky'ego i da mu prezent - wrzuca do torebki swój zegarek, a i powiedz Cecilowi, że go dobrze wspominałam. Matka na to, ze przegra go, albo spienięży. Jessie na to, ze bardzo dobrze, moze starczy na posiłek. Matka, ze raczej na narkotyki. Jessie : miejmy nadzieję, że na dobre. :))
      Scena jakby Jessie jechała na jakieś wakacje na miesiąc...
      Matka mówi : zrobisz mi teraz manicure ?
      Jessie : nie, czas na mnie. Matka : za wcześnie, jest dopiero ósma, nie mówiłaś, ze tak wcześnie... Jesie : nie chcę,żeby telefon zbudził Dawsona i Lorettę, niech będą ubrani kiedy się dowiedzą i przyjadą.
      Świetna scena. Jessie cofa się krok po kroku, matka idzie w tym samym tempie w jej kierunku. Próbuje ją zatrzymać : nie powiedziałaś mi jeszcze wielu rzeczy, co z moimi receptami od lekarza, kto ma strzyc trawnik, co mam powiedzieć Ricky'emu... I wreszcie zagradza jje drogę, rzuca się na nią, próbuje obezwładnić. Jessie się wyrywa i biegnie do swojego pokoju, w ostatniej chwili rzuca "dobranoc, mamo" i zamyka się.
      matka dopada drzwi, dobija się, i sięga po ostatni argument : a jesli nie zrobię tego, o co prosiłaś ? Dam zegarek Dawsonowi, a Cecilowi powiem, że mówiłaś o nim źle ? tylko ty możęsz mi przeszkodzić. Jessie, dość tego. Nie wiedziałam, byłam przy tobie i nie wiedziałam...
      I strzał. Matka w ryk. Ale zbiera się, opanowuje, idzie do kuchni i dzwoni do Dawsona. Garnek do mycia ma przygotowany...
      Koniec.

      Palce mi zdrętwały, więc komentarz krótki :)

      Anne Bancroft - jako mało bystra, bezsilna, szamocząca się Matka, która nigdy nie poznała swojej córki, tak naprawdę, i staneła nagle przed koniecznością przejścia skróconego kursu, w sytuacji krytycznej, przy okazji dostrzegając własne błędy i zaniedbania, i Sissy Spacek - jako Jessie, zdecydowana, będąca u kresu drogi, inteligentna, jasno myśląca samobójczyni - świetne, znakomite, klasowe. Obie. One ten specyficzny film tworzą, na nich się opiera od A do Z. Na ich emocjach. Popis gry aktorskiej - po prostu.
      Nic więcej tu nie ma - dwie wybitne aktorki, tekst i emocje. I niczego więcej nie trzeba.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.07.09, 17:49
        Przeczytałam.
        Naprawdę niezły film, świetny scenariusz, choć historia stanowczo
        niewesoła. Przyznam, że kolejne posty czytałam z coraz bardziej
        ściśniętym gardłem.
        Świetnie udało Ci się oddać emocje i klimat tego filmu! :)




    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 07.07.09, 13:45
      Dziś można sobie przypomnieć "Pestkę" (1995), rezyserski debiut
      Krystyny Jandy w TVP2 o 21.00 oraz "Gracza" (1992) Robetra Altmana,
      niestety dopiero o 23.20 (w cylku "Kocham Kino", takze w TVP2)
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 07.07.09, 14:34
        barbasia1 napisała:
        > Dziś można sobie przypomnieć "Pestkę">
        To straszna chała! Szkoda, bo książka Anki Kowalskiej zasługiwała na
        coś lepszego:)
        • ewa9717 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 07.07.09, 19:43
          Fakt, chała. Dlatego jadę na północ: Wallander, TV 4, 21,00.
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.07.09, 14:00
            ewa9717 napisała:

            > Fakt, chała. Dlatego jadę na północ: Wallander, TV 4, 21,00.

            Wprawdzie w końcu nie przypomniałam sobie "Pestki", ale chyba
            przesadzacie z określeniam "chała" oraz "straszna (!) chała"! :)

            Dziś dla fanów Eastwooda kolejny film - "Wyzwanie" (1977).
            Tym razem Eastwood eskortuje świadka koronnego, kobietę, którą ktoś
            chce zabić...
            Niestety podobno to jeden z mniej efektownych filmów Clinta.

            /No proszę, na TV4 Wallander o 21.00,a na Polsacie (chyba) zawsze
            puszczano go w okolicach północy!?/
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.07.09, 18:11
              barbasia1 napisała:
              > nie przypomniałam sobie "Pestki", ale chyba przesadzacie z określeniam "chała"
              oraz "straszna (!) chała"! :)>

              Powtórkę Pestki oglądałam stosunkowo niedawno. Utwierdziłam się tylko, że film
              bardzo mnie zawiódł, stąd moja ocena przyznaję bezwzględna. Do tego wszystkiego
              twarz i reżyserkę dała Janda oraz Olbrychski, co stanowiło kolejne
              rozczarowanie, a oczekiwania miałam dość spore po przeczytaniu książki.
              Za to po raz pierwszy obejrzałam Wallandera (serial?).
              Pzdr.
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 12:42
                pepsic napisała:
                > Za to po raz pierwszy obejrzałam Wallandera (serial?).
                Tak, to serial, jest kilka odcinków, Polsat niedawno pokazywał, ale
                b. póxno.
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 11:17
              Wyzwanie okazało się całkiem przyzwoitym filmem - Clint jak Clint, zawsze w formie; Sandra Locke - jak zawsze zmysłowo kształtna, a do tego jej postać barwna i wyszczekana; fajna, stylowa muzyka; akcja bez finezji, ale i bez większych wpadek. Dobre sensacyjne kino.
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 12:39
                grek.grek napisał:

                > Wyzwanie okazało się całkiem przyzwoitym filmem - Clint jak Clint,
                zawsze w formie;

                To żałuję jeszcze bardziej, bo w końcu nie obejrzałam. Jakoś wczoraj
                wyjątkowo wcześnie wpadłam w objęcia Morfeusza. :/


                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 13:00
                  No nie, aż na żal z powodu jego nieobejrzenia, to ten film nie zasługuje/zasługiwał :)
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 17:39
                    grek.grek napisał:

                    > No nie, aż na żal z powodu jego nieobejrzenia, to ten film nie
                    zasługuje/zasługiwał :)

                    W takim razie, żałuję troche mniej. Dzięki! :))
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 15:37
      Dopiero teraz się kapnąłem - 15:45, czyli za 10 minut Popiół i Diament w Dwójce :)

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.07.09, 17:48
        grek.grek napisał:

        > Dopiero teraz się kapnąłem - 15:45, czyli za 10 minut Popiół i
        Diament w Dwójce :)

        Sóźniłam się i trafiłam na scenę z Drewnowskim (Kobiela), który
        zaczyna popijać wódeczkę w barze.

        A propos - jutro mija 40 lat od śmierci Bogumiła Kobieli.
        /poniżej link do krótkiego artykułu wspomnieniowego z Życia Warszawy/

        www.zw.com.pl/artykul/25,379856_Tragikomiczny_odcien_zycia__i_talentu.html

        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 15:06
          Do historii i tak przeszła jedna scena - śmierć Chełmickiego na wysypisku śmieci. A tę obejrzałaś, z tego co piszesz :)
          Przesłanie nie zdezaktualizowało się nigdy - bezsensowne umieranie
          zawsze będzie głupotą. No i rola Cybulskiego - czapki z głów.

          Dzisiaj coś mamy ciekawego ?
          Ja wywęszyłem w Jedynce - Okno na podwórze Hitchcocka. Generalnie, to...
          jutro rano - 2:05. Nie dośc, ze powtarzają ten tryptyk alferdowski sprzed
          kilku miesięcy (Ptaki, Okno, trzecia była Psychoza - pewnie będzie o 2 w nocy w przyszłym tygodniu), to jeszcze w porach zastrzeżonych.

          Przedtem (0:25) "Teksańska maskara piłą mechaniczną" - z 2003, więc pewnie 10 albo 11 wersja oryginału ;)
          Jessica Biel jest urodziwa (w Blade Trinity jeszcze miała charakter do tego i nie była cukierkowata), ale nie wiem, czy się zdecyduję, z tego powodu, oglądać to, jak się spodziewam na 90 %, badziewie.

          Czasami zjawia się ochota na to, żeby sobie obejrzeć jakiś taki właśnie horrorek-thrillerek bez ambicji, ot tak dla relaksu, ale jakoś nie jestem jeszcze na tyle zmęczony, żeby się napalać na ten dzisiejszy :)

          W TVN - 89 powtórka Tunelu ze Stallonem (poza Nighthawkiem i może pierwszą cz. Rocky'ego - niestrawny aktorsko, chociaż podobno poza planem bystry i wesoły facet).

          W TVP Kultura - polecam, szczęśliwcom co mają doń dostęp - "Upadek cesarstwa amerykańskiego" (22:25), bardzo polecam :)


          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 16:12
            grek.grek napisał:

            > Dzisiaj coś mamy ciekawego ?

            A ja wypatrzyłam na TVN (o 22.25) chiński (w kooprodukcji z Japonią
            Koreą, Hongkongiem) film "Przysięga" (2005). W dodatku TV piszą, że
            to "malownicza chińska baśń", a poza tym czego tu nie ma - czary,
            klątwy nadludzkie moce wojowników efektowne pojedynki, bitwy itp.

            To chyba też pozycja zdecydowanie dla relaksu? :)
            Widziałeś już?
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 17:21
            grek.grek napisał:

            > Do historii i tak przeszła jedna scena - śmierć Chełmickiego na
            wysypisku śmieci. A tę obejrzałaś, z tego co piszesz :)

            Tak, oczywiście widziałam scenę śmierci Maćka Chełmickiego..
            Ale przypmniała mi się jeszcze jedna bardzo charakterystyczna, też
            niezapomniana scena z tego filmu (której niestety nie zobaczyłam
            wczoraj) - scena, w której Maciek z Andrzejem(?) podpalają kolejne
            kieliszki z wódką wspominając poległych kolegów.

            No i rola Cybulskiego - czapki z głów.
            Tak jest! :)
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 19:33
            grek.grek napisał:
            > Przedtem (0:25) "Teksańska maskara piłą mechaniczną" - z 2003>
            Jak kiedyś ogłoszą konkurs na najlepszy tytuł filmowy - to będzie mój numer jeden :)

            <W TVP Kultura - polecam, szczęśliwcom co mają doń dostęp - "Upadek cesarstwa
            amerykańskiego"<
            Wg recenzji: czterej panowie i cztery panie dyskutują o seksie i naturze relacji
            damsko-męskich z humorem", czyli zapowiada się nieźle.

            >Do historii i tak przeszła jedna scena - śmierć Chełmickiego na wysypisku śmieci>
            Powtórzę za Barbasią - jeszcze ta ze świeczkami.

            <powtarzają ten tryptyk alferdowski sprzed kilku miesięcy (Ptaki, Okno, trzecia
            była Psychoza>
            Niedawno była też "Rebeka" Hitchcocka na Ale Kino.
        • ewa9717 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 17:36
          Ja oglądam "Popiół i diament" dla Adama Pawlikowskiego. Tylko i li;-)
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.07.09, 19:18
          barbasia1 napisała:
          <A propos - jutro mija 40 lat od śmierci Bogumiła Kobieli>
          Gazeta Wyborcza też nie zapomniała. Dziś ukazał się wywiad z Jerzym Gruzą
          poświęcony Bogumiłowi Kobieli. Jutro pewnie zalinkują.
          • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.07.09, 10:04
            Dzisiejszy nocny film rosyjski Ucieczka zapowiada sie interesująco,
            no ale skończy się po godz. 2 w nocy, nie wiem czy wytrzymam...
            • ewa9717 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.07.09, 12:03
              No właśnie. Ktoś oglądał?
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.07.09, 12:19
              Wczoraj też był rosyjski - sensacyjny, jeszcze głupszy i bardziej niedorzeczny niż te wszystkie amerykańskie popłuczyny po Rambo i
              filmach z gubernatorem Kalifornii. Takiego dna ze świecą szukać.
              Nie wiem, kto z TVP to kupił i za ile, ale lepiej dla niego, jesli robiąc
              to był pod wpływem.

              Już ta "teksańska masakra..." lepiej wypadła - się zdecydowałem jednak i mimo, że słabiutkie to było i w ogóle nie straszne, to w sumie w sam raz na oglądanie jednym okiem.
              Właściwie to dwa powody zrobienia tego filmu naliczyłem : pierwszy - zarobienie trochę martwych prezydentów na kieliszek chleba, posikując się historią, która w historii kina ma swój niemal kultowy wymiar i można być niemal pewnym, że jakiego by się gniota nie nakręciło, to i niedzielni fani pójdą do kina i ortodoksi tez, choćby z czystej ciekawości, jak perfekcyjnie można zbrukać to, co jest dla nich niemal świętością ; drugi - lansowanie Jessiki Biel : kamera właściwie bez przerwy eksponuje jej urodę plus walory przednie w obcisłej koszulce plus z odsłoniętyum brzuchem i tylne w nie mniej obcisłych biodrówkach.
              Jakby to czasami gdzies tam mignęło, to byłoby fajnie, ale kiedy okazuje się być lejtmotiwem całego filmu i atakuje detalizmem - po jakimś czasie nuży. Co nie zmienia faktu, że aktorka Biel naprawdę robi wrażenie, a do tego szybko i z gracją biega.

              Poza tym - trochę brzydkich, pokancerowanych dziobów, dość letnia i schematyczna akcyjka (studenci w drodze na koncert spotykają oszłomioną dziewczynę idącą w przeciwległym kierunku, zabierają ją do busa, ona się tam zabija z rewolweru nie chcąc wracać do miasteczka, z którego właśnie zwiała, w tym miasteczku bohaterowie szukają telefonu, potem szeryfa, a kiedy już znajdują, to szeryf okazuje się być wariatem i jest w zmowie z rodziną paskudnych trolli, której latorośl - duży facet z piłą spalinową, mający w piwnicy swoje atelier, w którym z finezją szyje sobie maski ze skór zdartych z twarzy zabijanych turystów - po kolei poluje na studentów, a więc dużo chowania się, ucieczek panicznych, pogoni, szlachtowania, latających odciętych nóg i innych cyrków, a na końcu ostatnia ocalała z nostromo, czyli panna Biel, po wymknięciu się familii państwa Czubków, kapuje po godzinnych zabawach w kotka i myszkę z kilerem, że może by tu tak porwać samochód, co też czyni i triumfalnie odjeżdza) parę absurdów w poetyce tego typu filmów (szczególnie zawsze mnie bawi jak bohater/ka ucieka znacznie szybciej niż zabójca ściga, żeby po 10 sekundach się okazało, że zabójca wyrasta tuż przed nim/ą, albo na zakręcie jest tuż tuż za, mimo że powinien być kilometr z tyłu, bo ledwie powłóczy nogami albo biega jak goryl, czyli prawa noga - prawe ramię - lewa noga - lewe ramię.

              Jest scena chyba ściągnięta z Popiołu i diamentu, słowo daję - chłopak ucieka przed czubkiem z piłą przez morze białej pościeli rozwieszonej na sznurach, niczym Chełmicki przed żołnierzami w ostatnich scenach.
              Btw, wątpliwa higiena jaką epatowała uparcie rodzina trolli każe powątpiewać w celowość umieszczenia sceny z białą, piekną, wypraną pościelą suszącą się w letnim efektownym wietrzyku za ich ponurym domostwem.

              Dzisiaj zdecydowanie "Nieugięty Luke" - taki trochę lajtowy Papillon, z Paulem Newmanem. Dobry. Bardzo. Zostaje w pamięci. Tyle ról zagrał Newman, a mnie się do dzisiaj kojarzy w pierwszym rzędzie właśnie z Luke'm Jacksonem :)
              16:25, TVN.

              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.07.09, 16:36
                grek.grek napisał:

                > Już ta "teksańska masakra..." lepiej wypadła [...] i mimo,
                > że słabiutkie to było i w ogóle nie straszne, to w sumie w sam raz
                na oglądanie jednym okiem.

                Pomimo intrygujących uwag na masakrę piłą, teksańską czy jakąkolwiek
                inną raczej się nie skuszę, za nic w świecie. Mowy nie ma. Nawet
                gdyby mi dopłacali do oglądania. :)

              • barbasia1 "Nieugięty Luke" 12.07.09, 12:25
                > Dzisiaj zdecydowanie "Nieugięty Luke" - taki trochę lajtowy
                Papillon, z Paulem Newmanem. Dobry. Bardzo. Zostaje w pamięci.

                Zakończenie jednak zupełnie inne niż w Papillonie ...

                W mej pamięci na pewno pozostanie scena, w której Luke zjada 50
                jajek na twardo! :)
                I uśmiech Paula Newmana, miał rzeczywiście piękny uśmiech.
                Piękny mężczyzna.

                • barbasia1 Re: "Nieugięty Luke" 12.07.09, 12:57
                  W mej pamięci na pewno pozostanie scena, w której Luke zjada 50
                  jajek na twardo! :)

                  I jeszcze to - koledzy współwięźniowie opukują wydęty brzuch Luka (w
                  którym jest już około 40 jajek), po czym mówią z wielkim znawstwem,
                  że wydaje on (brzuch oczywiście) dźwięk przypominający odgłos
                  dojrzałego arbuza /i taki odgłos/dźwięk podczas opukiwania
                  słyszymy :)/
                  • grek.grek Re: "Nieugięty Luke" 12.07.09, 14:10
                    Hehe, scena do pamiętników filmowych :)

                    Oglądałem go ostatni raz kilka lat temu i nic się ten film nie zestarzał,
                    taki evergreen z niego.
                    • barbasia1 Re: "Nieugięty Luke" 12.07.09, 15:00
                      > Oglądałem go ostatni raz kilka lat temu i nic się ten film nie
                      zestarzał, taki evergreen z niego.

                      z roku 1967, dodajmy dla porządku! :)


          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.07.09, 16:48
            pepsic napisała:

            Dziś ukazał się wywiad z Jerzym Gruzą > poświęcony Bogumiłowi
            Kobieli. Jutro pewnie zalinkują

            Jest. Tak jak mówiłaś. :)

            wyborcza.pl/1,76842,6806800,Kobiela__nasz_Woody_Allen.html
    • barbasia1 "Smak życia" 2 12.07.09, 12:41
      A dziś, sądząc po opisie, w TVP1 bardzo ciekawy film , francusko-
      brytyjska komedia obyczajowa "Smak życia" 2 (2005) / szkoda tylko ,
      że telewizja nie zaczęła od części pierwszej, która też podobno była
      niezła/. W filmie wytępuje m.in. urocza Audery Tautou.

      Niestety, ze by nie było za pięknie pora bardzo późna, film zaczyna
      się dopiero o 23.00 ( itrwa do 1.10 /kto wymyślił taką porę?/

      A tu kilka słów o filmie -

      "Przed pięciu laty Xavier (Romain Duris) zrezygnował z kariery w
      międzynarodowej firmie, by poświęcić się pisaniu. Tymczasem nikt nie
      chce wydać jego powieści, a bank dopomina się spłaty kredytu. Xavier
      próbuje szczęścia, pracując w różnych miejscach. Jego życie prywatne
      nie układa się najlepiej. Wciąż utrzymuje przyjacielskie kontakty ze
      swoją miłością (Audrey Tautou), ale najlepiej czuje się w
      nieformalnych związkach. Gdy traci pracę i musi zaopiekować się
      dziadkiem, wyjeżdża jako dziennikarz do Petersburga. Tam spotyka
      dawnych przyjaciół."


      serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,127506137,P_AKPA.html
      • barbasia1 Re: "Smak życia" 2 12.07.09, 13:00
        > Niestety, ze by nie było za pięknie pora bardzo późna,

        powinno być -
        "żeby" - żeby nikt nie zarzucił mi braku znajomości ortografii. ;)

        Niestety, żeby nie było za pięknie pora bardzo późna ...
      • grek.grek Re: "Smak życia" 2 12.07.09, 14:16
        Oglądałem oryginał (1 cz.), utkwiły mi w pamięci ujmujące zdjęcia
        Barcelony - np. wielkie podwórko/plac z boiskiem do koszykówki, wymalowany "od stóp do głów" kolorowymi graffiti.
        Treści w ogóle nie pamiętam, prócz ogólnego zarysu, że rzecz się miała o kilkorgu studentach, z róznych krajów chyba, pomieszkujących w jednym domu, czy też pokoju. Taka obyczajówka chyba.
    • barbasia1 "Za graść dolarów" 13.07.09, 14:53
      A dziś Clint w klimatach westernowych, w filmie "Za graść dolarów"
      (1964) w reżyserii Sergio Leone, w TVP1, o naszej ulubionej porze -
      o 22.55 (do 0.40). :)

      "Za garść dolarów" to, jak piszą w dodatku TV, "Klasyk spaghetti
      westernu i pierwsza część tzw. "trylogii dolara", która stała się
      początkiem światowej kariery dla panów Sergia Leone i Clinta
      Eastwooda" !
      • grek.grek Re: "Za graść dolarów" 13.07.09, 16:00
        Clint - kowboj i gliniarz L :)

        Wczoraj przegapiliśmy "Co gryzie Gilberta Grape'a" - leciał w Jedynce od, a jakże by inaczej - 1:05 :) Stare to już, ale tylko metrykalnie, w innych obszarach pozostaje aktualne i świeże.

        Polsat daje Wschodzące słońce - Connery, Snipes, Keitel, Buscemi nawet.
        Nie wiem, co to takiego, było kiedyś już ?
        POdejrzewam, że jakaś strzelanka, sensacyjka w średnim stylu, a Keitelowi pewnie dali dużą walizkę martwych prezydentów, żeby
        swoim nazwiskiem legitymizował scenariusz pełen agentów, pościgów,
        wybuchów i spisków :)
        • barbasia1 Re: "Za graść dolarów" 13.07.09, 17:50
          grek.grek napisał:

          > Clint - kowboj i gliniarz L :)
          >
          > Wczoraj przegapiliśmy

          /Z mojej strony to był celowy sabotaż i kontestacja /spałam/. ;))/

          >"Co gryzie Gilberta Grape'a" - leciał w Jedynce od, a jakże by
          >inaczej - 1:05 :) Stare to już, ale tylko metrykalnie, w innych
          >obszarach pozostaje aktualne i świeże.

          z fantastycznymi kreacjami aktorskimi Leonardo DiCaprio i
          Johnny'ego Deepa.

          > Polsat daje Wschodzące słońce - Connery, Snipes, Keitel, Buscemi
          nawet. Nie wiem, co to takiego, było kiedyś już ?

          Mnie nie pytaj, jeśli Ty nie wiesz, to ja tym bardziej! :/

          • barbasia1 Re: "Za graść dolarów" 14.07.09, 12:12
            A tu znakomita muzyka Enio Morricone z tego filmu -

            www.youtube.com/watch?v=JaNogNtT0zA&feature=related

            • smutas13 Dziś oglądam "Misia" 14.07.09, 18:00
              Wstyd się przyznać, ale w całości nigdy nie obejrzałam.
              Dziś wreszcie obejrzę. Lepiej późno, niż wcale. :)
              • barbasia1 Re: Dziś oglądam "Misia" 14.07.09, 20:51
                smutas13 napisała:

                > Wstyd się przyznać, ale w całości nigdy nie obejrzałam.
                > Dziś wreszcie obejrzę. Lepiej późno, niż wcale. :)

                Zatem przyjemnego oglądania życzę. :)

                /Też tak mam, ale z innym filmem, z "Brunetem wieczorową porą".
                Oglądałam fragmenty, trochę początku, środka, nawet końca, ale nigdy
                w całości. /
      • barbasia1 Re: "Za graść dolarów" 19.07.09, 13:13
        Jeszcze jedno interesujące zdanie o filmie "Za garść dolarów" z
        gazety TV (dodatek do Dziennika) muszę tu koniecznie zacytować:

        "[...] rola małomównego Bezimiennego zdefiniowała ekranowe emploi
        Eastwooda na całe lata".
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 15.07.09, 14:29
      Dziś w TVN o 20.50! kolejny film Clinta- "Żółtodziób" (1990).

      Tym razem Clint Eastwood, czyli doświadczony dekektyw Nick
      Pulowski wraz ze swym nowym partnerem, początkującym gliną Davidem
      Ackermanem (Charlie Sheen) tropi zabójcę swego współpracownika...


      A po Clincie klasyka horroru - fim "Duch" (1982) / jeden z niewielu
      horrorów, jaki obejrzałam /i nie umarłam ze strachu/.

      W TVP2 w cylku Kocham kino na bis (czyli o 0.15 ): Spadek (2001) -
      argentyński dramat obeczajowy.

      Grek.greku czy Ty widziałeś już ten film? A jeśli nie, to czy
      mógłbyś nagrać na swe fantastyczne rosyjskie :) wideo, a potem,
      napisać słów kilka? (oczywiscie pod warunkiem, że nie masz innych
      planów. Opis filmu jest intrygujący /powiem tylko, że rzecz dzieje
      się w Buenos Aires!/, a poza tym film był nagradzany na festiwalach,
      więc moze być naprawdę ciekawy...

      W TVP1 o tej samej makabrycznej porze (0.10) film rosyjski -
      "Kochanek" - z opisu wynika, że to też niezła rzecz!?
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 15.07.09, 15:03
        Nie rosyjskie, tylko radzieckie ;)

        Nagram i coś napiszę. (no chyba, że będzie burza stulecia i wyłączą
        prąd, nigdy nie można wykluczyć najgorszego). Spadek faktycznie był
        kiedyś już, coś tam chyba oglądałem, przez chwilę, ale nie pamiętam
        nic, a nic.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 15.07.09, 15:21
          grek.grek napisał:

          > Nie rosyjskie, tylko radzieckie ;)

          :) Bardzo Cię przepraszam! - fantastyczne radzieckie wideo!


          > Nagram i coś napiszę. (no chyba, że będzie burza stulecia i wyłączą
          > prąd, nigdy nie można wykluczyć najgorszego).

          A mają być burze dzisiaj, tego wieczoru, tej nocy???
          Przydało by się trochę deszczu (choć na pewno nie burza stulecia :),
          trochę chłodu, bo upał jest nie do wytrzymania ...
          Mózg mi się rozpuszcza. :/ :))

          > Nagram i coś napiszę.
          To świetnie! Dzięki! :)))




          • barbasia1 Żółtodziób 16.07.09, 14:35
            Burza jednak i do nas dotarała wieczorem. Waliło strasznie, a
            najbardziej chyba gdzieś w okolicach nadajnika TVN, bo trzy raz
            znikał z ekranu film z Clintem (na Polsacie dla odmiany zanikał
            głos :) . Udało się jednak obejrzeć do końca.

            Całkiem niezły film, sporo zabawnych tekstów, efektowne pościgi (np.
            samolotem! Facet w samolocie ścigał Pulovekiego i jego partnera! –
            oczywiście mało skutecznie, ale za to z fajerwerkami, na koniec
            samolot , zderza się z innym i oba wybuchają ).
            Tylko Charlie Sheen jakiś taki drewniany?!

            W „Żółtodziobie” padają kwestie – „Głupi Polaczku” (do Clinta-
            Pulovskiego) , „Bezczelny Szkopie” (Clint do gangstera);później
            teksty w podobnym klimacie padną z ust bohaterów w „Gran Torino”.

            A i jeszcze scena, która bardzo mi się spodobała – :)

            Pobudzona i rozochocona działką prochów wspólniczka groźnego
            gangstera (Sonia Braga) dobiera się do siedzącego na krześle,
            związanego Pulovskiego (Clint). Zdjąwszy bieliznę, siada mu na
            kolanach i rozpina koszulę /za chwile dłoń jej powędruje niżej/ , w
            ręku ma żyletkę, czy jakieś małe ostrze, przekłada je między placami
            tuż przed oczami Clinta i mówi zalotnie (czy raczej złowrogo), że ma
            zwyczaj odcinać i wyrzucać wszystko, co nie działa :). Clint
            zachowuje spokój i zimą krew, jest twardy... Przestępczyni jest
            więc usatysfakcjonowana.... Cięcie ( oczywiscie montażysty i
            reżysera, czyli następna scena).
            • grek.grek Re: Żółtodziób 16.07.09, 15:08
              Heh, te sensacyjki Clintowe trzymają poziom.

              Spadek nagrałem, napiszę coś w ciągu najbliższych dni.
              • barbasia1 Spadek 16.07.09, 15:46
                grek.grek napisał:

                > Heh, te sensacyjki Clintowe trzymają poziom.
                O tak! :)

                > Spadek nagrałem, napiszę coś w ciągu najbliższych dni.
                OK!
                • zoey7 Piknik pod wiszącą skałą 17.07.09, 15:17
                  Dzisiaj na Polsacie (późno) - ARCYDZIEŁO. Absolutnie koniecznie
                  trzeba zobaczyć :)
                  • grek.grek Re: Piknik pod wiszącą skałą 17.07.09, 15:31
                    O, ja tam rzeźbię, a tu już jest zapowiedź, hehe.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 17.07.09, 15:29
      Co na tudej ? :)

      Jedynka - nic.
      Dwójka - Do the right things Spike'a Lee, z czystym sumieniem
      mogę polecić : klasyczne dla kina Spike'a zdjęcia, klimat wielokulturowego Brooklynu, postaci, wartościowe obserwacje
      socjologiczne w pozornie lekkiej formie, sporo niezłej muzyki.

      TVN - Kontakt.
      Jodie Foster jako dzielna, osamotniona, energiczna kobieta zmagająca
      się z zagrożeniem ze strony czegoś brzydkiego z zewnątrz zawsze jest warta oglądania i podziwiania.
      W KOntakcie nie jest w swoim emploi i to widać aż zanadto.
      Nie kupił mnie ten film, razem ze swoją przegiętą stroną wizualną na czele. Nic gorszego nie ma niż reżyser, któremu się zdaje, że jest
      wielkim magiem, a takim jest Zemeckis, który kręcił same filmy klasy B, stylizując je na jakąś wielką refleksję o świecie.

      POlsat - Piknik pod wiszącą skałą. Na pewno warto, bo jak chodzi o konstrukcję, zdjęcia i w ogóle styl, to jest rzecz nie do przegapienia.
      Kto lubi lubi kino wysmakowane, poetyckie, skupione na formie, takie dzisiaj trochę już zapomniane - to wybierze właśnie Piknik. Jak ktoś lubi pulsujący rytm, dużo inteligentnej treści, nowoczesnośc w każdym calu, a do tego straight from Broooklyn - bierze Spike'a. Howgh.

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 17.07.09, 16:53
        Tak, "Piknik pod wiszącą skałą" to niesmowity film, na zawsze
        pozostaje w pamięci.
        Ale jeśli dotrwam dziś do odpowiedniej godziny /23.20/ to wybiorę
        zaangażowane kino Spike Leei klimaty "straight from Broooklyn".
        Ufff jak gorąco.
        :)
        • mikk Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 17.07.09, 19:18
          barbasia1 napisała:
          > Ufff jak gorąco.
          > :)

          w Do the right thing tez jest goraco ;) polecam
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 18.07.09, 14:37
            Powiem więcej - " Do..." jest samo w sobie gorącą rzeczą.
            Po 3 czy 4, a może nawet i 5 latach, od pierwszego obejrzenia
            zrobił na mnie jeszcze lepsze wrażenie niż wtedy.
            Aczkolwiek, nadal, mając 10 wyborów, 10 razy wybieram Mo'Better
            Blues, może z racji tego, że widziałem go jeszcze dawniej i
            zostały mi w pamięci tylko cios trąbką w usta, który niszczy
            karierę Bleeka; przejmująca scena, kiedy złamany i zdegradowany po
            tej kontuzji, siedzi w pokoju pośród porozrzucanych płyt, a potem próbuje wrócić do gry, występuje w klubie prowadzonym przez byłego kolegę z zespołu (Wesley go zagrał), z którym się poróżnił o pieniądze,
            dziewczynę (spotykał się z dwiema) i menadżera (uroczo nieudolnego, w roli którego, oczywiście sam Spike wystąpił) jeszcze
            w trakcie kiedy tworzyli zespół - kompletnie mu ten powrót nie
            wychodzi, gra z ogromnym wysiłkiem, ale po prostu już nie jest w stanie wydobyć z trąbki odpowiedniego tonu, publiczność słucha tych usiłowań skrępowana, a kiedy Wesley włącza się z pomocą - czysto, lekko, bez wysiłku, Bleek przerywa i pospiesznie wychodzi nie zabrawszy nawet płaszcza, a NYC akurat w deszczu tonie. Tyle, że z reszty nie pamiętam
            prawie nic... Mogliby, kuźwa, dać kiedyś.

            Dziś to chyba wygrywa Frantic, 21:10, TVN. Tu i tam panuje opinia, że to druga liga w dorobku Polańskiego, ale druga liga Polańskiego, to i tak wyższy poziom niż pierwsza liga gros innych reżyserów :)
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 18.07.09, 14:58
              Klasyczny fragment Mo'Better. maestro, mUzyka...

              www.youtube.com/watch?v=asPpSQor8f4
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 18.07.09, 15:43
                grek.grek napisał:

                > Klasyczny fragment Mo'Better. maestro, mUzyka...

                > www.youtube.com/watch?v=asPpSQor8f4

                CUDNE!
            • barbasia1 Do the right thing / Rób co należy 18.07.09, 15:40
              grek.grek napisał:

              > Powiem więcej - " Do..." jest samo w sobie gorącą rzeczą.

              Świetnie się oglądało ten film. Bardzo ciekawie (i z humorem :)
              pokazaał Spike Lee środowisko Aforoamerykanów z Brooklinskiej
              dzielnicy , ich mentalność, relacje z innymi nacjami .
              To naprawdę interesujacy film.
              /ale niestety nie wytrwałam do końca, więc liczę na jakąś powtórkę w
              TV o lepszej porze ... I "Mo'Better Blues" też bym chętnie
              zobaczyła. /

              A tak na marginesie Spike Lee nakręcił film dokumnetalny o Michaelu
              Jacksonie - HIStory on Film (1997)


              > Dziś to chyba wygrywa Frantic, 21:10, TVN. Tu i tam panuje opinia,
              że to druga liga w dorobku Polańskiego, ale druga liga Polańskiego,
              to i tak wyższy poziom niż pierwsza liga gros innych reżyserów :)

              Co prawda, to prawda. :)
              • grek.grek Re: Do the right thing / Rób co należy 18.07.09, 15:56
                Nie widziałaś końcowej demolki w "Do the right things ?
                Przez 90 % filmu jest z humorem, mimo że najzupełniej
                poważnie i o waznych rzeczach, ale finisz iście hardkorowy.

                Jutro Ci dopowiem, co i jak, jeśli chcesz... no chyba, że mnie ktoś ubiegnie :)
                • barbasia1 Re: Do the right thing / Rób co należy 18.07.09, 16:06
                  grek.grek napisał:

                  > Nie widziałaś końcowej demolki w "Do the right things ?
                  Niestety nie!

                  > Przez 90 % filmu jest z humorem, mimo że najzupełniej
                  > poważnie i o waznych rzeczach, ale finisz iście hardkorowy.
                  > Jutro Ci dopowiem, co i jak, jeśli chcesz... :)

                  Oczywiście! :)))







                  • grek.grek Re: Do the right thing / Rób co należy 19.07.09, 12:24
                    Więc - wieczór nadszedł, już miał Sal zamykać pizzerię, kiedy zaczęli pukać i stukać do niej ci naastolatkowie, co to burmistrza atakowali za to, że śmieć z niego, odkręcali hydrant polewając wodą nadętego Włocha itd. Przyszli jeszcze coś zjeść. Sal, mimo że mu synowie (a'propos - jak Ci się podobał John Turturro jako rasista, którego ulubiony muzyk to Prince ? :)} ich wpuścił, a tak, z sentymentu, nazwijmy to. Na własne nieszczęście.
                    Zaraz po nich przylazł ten okularnik z tragicznym afro na głowie, żeby
                    znów robić zamęt o to, że na ścianie nie wiszą fotografie czarnych,a tylko białych Włochów. Razem z nim się przywlókł Radio Rahim, ten duży, czarny, z wielkim radyjem nakręconym na full, któremu Sal kazał wyłączyć radio w sklepie, czym go do siebie uprzedził.
                    I dawaj się rzucać, razem z tym radiem wrzeszczącym na pełny regulator.
                    W końcu Sal, po próbach nawiązania kontaktu i przekrzyczenia drącego się pudła, dostał nerwicy i rozwalił radio na kawałki bejsbolem.
                    No i tutaj duży Rahim nie zdzierżył. Rzucił się na niego, reszta czarnych rzuciła się na jego synów i zaczeło się wielkie mordobicie
                    i demolowanie lokalu. Ktoś wezwał policję. Jeden z gliniarzy mocniej
                    przydusił pałką Rahima i się okazało, że go... udusił. No i tutaj już
                    czarni dostali palmy. Gliniarzom się udało jakoś wycofać i odjechać, a cały gniew się skupił na "obcych" : na Koreańczykach - ale tych ostatecznie osczędzono i na Salu i jego synach, którzy przecież winni całemu zajściu nie byli - tutaj już tłum chciał linczować całą trójkę. Wkroczył stary burmistrz i posiłkując się sędziwym wiekiem i resztką autorytetu jakoś ich wyprowadził poza tłum czarnych, którzy z braku laku zaczęli jarać i grabić samą pizzerię. Sygnał do ataku dał nie kto inny jak Mookie-Spike, któremu Sal nie chciał wypłacić tygodniówki przed terminem - wziął kosz na śmieci, rozbił nim głowne okno, a potem to już poszŁo :) Symboliczna scena - rozwalony, płonący tu i tam, zdemolowany doszczętnie lokal, a jąkała Smile wiesza na ścianie z której pospadały pięknie oprawione fotografie Ala Pacino, Sophii Loren i innych, zdjęcie Martina Lutera Kinga i Malcolma X - czyli tych, którzy optowali za dialogiem (MLK), ew. samoobroną (Malcolm),a nie za incjatywną demolką, że tak powiem (cytaty z ich wystąpień zamykają film).
                    Następnego dnia świtem Mookie-Spike przychodzi do siedzącego przed zjaranym lokalem Sala po zaległą wypłatę. Dostaje ją, a właściwie
                    Sal go nią demonstracyjnie obrzuca, a nawet daje mu 2 razy więcej,
                    ironicznie wykrzykując, ze czyni go bogatym człowiekiem.
                    A potem wstaje nowy, upalny dzień, ulica znów tętni życiem, didżej zza szyby życzy dobrego dnia, i tylko zadaje retoryczne pytania "ludzie, zastanówcie się, jak my tu mamy razem żyć ?..".
                    • barbasia1 Re: Do the right thing / Rób co należy 19.07.09, 12:59
                      grek.grek napisał:

                      Dzięki Grek.greku! :)

                      Rzeczywiście zakończenie smętne, by nie rzec tragiczne,
                      choć wydaje się, że Spike Lee jest tu optymistą i widzi szansę
                      zmian na lepsze, oczywiście pod warunkiewm, że Afroamerykanom, (czy
                      w ogóle ludziom różnych nacji) będzie zależało na prawdziwie zgodnej
                      koegzystencji, że jakieś kroki w tym kierunku podejmą ...

                      (a'propos - jak Ci się podobał John Turturro jako rasista, którego
                      ulubiony muzyk to Prince ? :)}
                      - a ulubiony koszykarz to czarnoskóry - (o ile dobrze pamiętam )
                      Magic Johnson? :)
                      Bardzo mi się podobał Sal i jego niezbyt rozgarnięci synowie.
                      • barbasia1 Re: Do the right thing / Rób co należy 19.07.09, 13:07
                        barbasia1 napisała:
                        > - a ulubiony koszykarz to czarnoskóry - (o ile dobrze pamiętam )
                        > Magic Johnson? :)

                        albo Michael Jordan!?
                        • grek.grek Re: Do the right thing / Rób co należy 19.07.09, 13:41
                          Magic :)

                          Ale mnie rozbrajali ci trzej spod parasola i ich teksty.
                          Przychodzi do nich ten od bojkotowania pizzeri za niedobre fotki
                          na ścianie, a oni do niego "a idź sobie bojkotuj fryzera, który tak
                          ci spartolił fryzurę" :))

                          I menel eks-burmistrz i jego staroświeckie zaloty do starszej Murzynki z okna.
                          Jedyny człowiek, który w tym całym towarzystwie zachowował klasę, pod wg szarmu i kultury jakby wyjęty z zupełnie innej epoki.
                          • barbasia1 Re: Do the right thing / Rób co należy 19.07.09, 14:54
                            grek.grek napisał:
                            > I menel eks-burmistrz

                            Bardzo sympatyczny jegomość, zasadami ;)
                            Ubawiło mnie, jak owinął sobie papierem puszkę z piwem, żeby nie
                            widzieć (!), że pije jakieś inne piwo, nie to swoje ulubione . :)




            • mikk Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 18.07.09, 15:52
              pelna zgoda mogliby pokazac Mo'Better Blues,
              menadzer nie byl "uroczo nieudolny" tylko zdecydowanie pechowym hazardzista byl ;) mam gdzies niesamowicie zajechana kasete z soundtrack'iem...
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 18.07.09, 16:01
                Fakt. Najpierw mu chyba łapę pogruchotali w ramach zachęty do spłaty, łaził z takim wielkim białym opatrunkiem, a potem kiedy dostawał słuszne lanie na zapleczu klubu za owe niespłacone rachunki próbował się wtrącić Bleek i wtedy dostał w zęby trąbką; cholera, zaraz wyjdzie
                na to, że jednak coś pamiętam, mimo że nie pamiętam nic ;)
                • barbasia1 Frantic 19.07.09, 12:24
                  Do Frantica muzykę skomponował sam Enio Morricone.

                  www.youtube.com/watch?v=LVJ0nup29S4&feature=related
                  • barbasia1 Re: Frantic 19.07.09, 12:29
                    ENNIO MORRICONE

                    www.youtube.com/watch?v=BPqaBgTHI_E&feature=related
                  • grek.grek Re: Frantic 19.07.09, 13:36
                    Słów parę a'propos "Spadku".

                    Prosta, kameralna, pozytywna historia, z przesłaniem.

                    Buenos Aires.
                    Jest sobie kobieta, tak ok. 65 lat - Olinda, co prowadzi niewielką restaurację - taką klasycznie lokalną, ze starymi klientami, z przyjacielem Federico, mającym swój stolik, z którym sobie stale rozmawia, przekomarza się, a on przy okazji rysuje na papierowych obrusach. Olindzie energii i latynoskiego temperamentu nie brakuje (koncertowoo umie ochrzanić swojego pomocnika kuchennego Angela, wnerwić się na klienta, któremu nie pasi potrawa, jaką dostaje, albo chce tylko dostać keczup, albo inną musztardę, żeby ją sobie doprawić), ale jednocześnie jest zmęczona jej prowadzeniem, gotowaniem - uważa, że jest za stara na takie cyrku, więc chce ją sprzedać, już zresztą jest w kontakcie z agentem, jest ktoś zainteresowany, transakcja ma się odbyć niebawem, ma tam powstać salon gier video. Nie jest jej z tym najlepiej, ale cóz czynić. Jej przyjaciel przekonuje ją, że starość wcale nie oznacza, że należy się poddawać, odpuszczać w jakiejkowliek sprawie, ale widać, że kobita jest zdeterminowana, a może i co innego jej po głowie chodzi...

                    I jest sobie 24-letni Peter z Niemiec, sympatyczny okularnik o urodzie Sławomira Sierakowskiego, co przyjeżdza do Argentyny, żeby odnaleźć dziewczynę, z którą kiedyś go coś łączyło, ale 1,5 roku wcześniej stracili kontakt. Peter błąka się z kartką papieru, starym zdjęciem i jakimś adresem, ale ni cholery nie może jej znaleźć.
                    Wreszcie trafia do Buenos - przechodząc obok restauracji Olindy trafia akurat na kłótnię właścicielki z pomocnikiem - Olinda rzuca w chłopaka talerzem, tyle,że ten robi zgrabny unik, a w czajnik dostaje właśnie wchodzący do środka Peter.

                    Peter traci przytomność oczywiście, a kiedy się budzi jest następny problem, bo ni cholery nie mogą się dogadać - ani Olinda, ani nikt inny nie zna niemieckiego czy angielskiego, ale że Peter włada łamaną hiszpańszczyzną, więc jakoś się tam porozumiewają i nawiązują kontakt. Olinda daje mu jeść, on jej rozwala talerz niechący... rozstają się w zgodzie :)
                    W hotelu Peter zostaje okradziony, hotelarz zgadza się go przenocować, ale jedną noc, nieważne, że obrobili go z gros gotówki właśnie w jego hotelu :)

                    Peter zwraca się więc o pomoc do Olindy - przenocuj mnie, dobra kobieto, będą sprzątał, pomagał, za nocleg, choćby na podłodze, albo na stole. A Olinda się nie chce zgodzić - a co ty, człowieku myślisz, że to hotel jakiś ?, ale Peter też nie odpuszcza. Wyproszony z lokalu, rozkłada się z plecakiem na chodniku ulicy vis a vis drzwi wejściowych do resturacji. Olinda się trzyma, ale tylko do momentu, kiedy w nocy zaczyna padać ulewny deszcz. Rusza ją sumienie i w końcu przyjmuje Petera. Dostaje mu się królewskie łoże na kontuarze :) Olinda zupełnie mu nie ufa, zabiera pieniądze z kasy.

                    Peter cały czas szuka dziewczyny (ilustrowane takimi półteledyskowymi sekwencjami, pod fajną muzyczkę), ale ani widu ani słychu, pomaga w lokalu, zaczyna się jakby wkręcać w jego codzienność, co niekoniecznie podoba się Angelowi, który widzi dla siebie konkurencję w jego osobie.
                    Szybko jednak okaże się, ze nie będzie żadnego konfliktu, Angel jest po prostu chłopakiem, który cięzko tyra, bo ma dziewczynę w ciązy. Kiedy tylko zaczyanają, z Peterem, rozmawiać znajdują porozumienie.

                    POdczas rozmowy przy kolacji Olinda zwierza mu się (nie wprost, mówi o "jakiejś dziewczynie", ale wiemy, że mówi o sobie), że zjawiła się tu, tak jak on - z zagranicy, w jej przypadku - z Italii, w poszukiwanu kogoś. Rozdzieliła ich wojna, a po niej przyjechała do Buenos z imieniem i adresem. Znalazła go, ale nic z tego nie wyszło i... została na miejscu. "byłam szczęśliwa, bo nie straciłam nadziei na szczęście", tak mu powiada.
                    I tutaj już zawija się nić sympatii między nimi.

                    Do tego musi być dziewczyna jeszcze, prawda ? :) No i jest. Niejaka - Luz, fertyczna brunetka, stała bywalczyni restauracji, która proponuje Peterowi wyjście "na miasto". Wychodzą, a potem jedzą kolację u niej, rozmawiają o swoich losach. Ona mu wyznaje, ze się urodziła w Wenzeueli, mieszkała w Meksyku z matką, że chce podróżować, ale zawsze wracać do Buenos, że tu jest jej dom, że ciągle się mija ze swoich chłopakiem Martinem, właściwie nie wie co ich łączy i czy cokolwiek, on że właściwie to już nie pamięta tej dziewczyny, której szuka, że nie mógł jej szukać wcześniej, bo kłócił się z ojcem, nie miał pieniędzy na taką wyprawę, i tak dalej i na koniec - że to pierwszy tak miły dzień w Buenos, dla niego.
                    Za chwilę, następnego dnia, Luz zerwie z Martinem, który jest zazdrosny typkiem i demonstracyjnie się to wydarzy w restauracji :)

                    Przy okazji kolejnej rozmowy Olinda wyznaje Peterowi, że chciałaby pojechać do Italii, wrócić do tego miasteczka, które zostawiła dawno temu, przekonać się jak wygląda, że tak daleko od niego już odbiegła,ze nawet nie pamięta nazwy szkoły, w której się uczyła. Peter rewanżuje się jej opowieścią o swoim ojcu, z którym mieszkał w Berlinie Wschodnim, i który po zburzeniu Muru poszedł do parku, w którym bawił się jako dziecko, by przekonać się na miejscu, że się tam nic nie zmieniło. Przy okazji wyznaje, ze bardziej mu się tu podoba niż w Niemczech - ludzie są życzliwsi, słońce cieplejsze, niebo czystsze itd.

                    Podczas kolejnego wyjścia z Luz Peter spotyka na ulicy dziewczynę, której szukał. Zupełnym, "kieślowskim", przypadkiem. Ona jest w ciązy, najwyraźniej go nie pamięta w ogole, towarzyszy jej jakiś chłop.
                    Teraz możesz wracać, zostać, jechać gdzieś indziej, mówi mu Luz i tak, żeby było pewne, że on zaraz wyjedzie scenarzyści kładą ich do jednego łózka w strojach Adama i Ewy w celach wiadomych (w sugestii, bo golizny tu w ogole nie ma) ;))

                    Oboje główni bohaterowie mają więc zagwozdkę - Peter : wracać czy zostać ? Olinda : zostać, czy wracać ? Ona najpierw rozmawia z federico, potem sama się zastanawia, Peter tez się zastanawia, w ogóle wszyscy się zastanawiają.

                    A potem jest scena, kiedy Peter i Olinda gotują razem w kuchni, najpierw on w jednym kącie, ona w drugim, a potem razem, z dziobami uchachanymi, pod muzyczkę latynoską. Różnie można zaznaczac, że się bohaterowie zżyli - można i tak. Gustownie, co przyznać należy.

                    I jest kolacja - Federico, Peter i Olinda. I Olinda oznajmia, że wyjeżdza do Italii, że chce odnaleźć korzenie, że rzeczywiście starość nie mozę oznaczać zupełnej nieaktywności i własnie wtedy trzeba robić to, co się chce. Sugeruje, żeby Peter przejął restaurację, wtedy ona jej nie sprzeda, tu będzie jego dom, jesli tylko zechce zostać. I już wiadomo na 99 %, on zostanie. Tylko Federico niekoniecznie akceptuje sytuację, bo świta mu, że straci wieloletnią przyjaciółkę.
                    Zaraz potem jest pożegnalne party i jest to czas wyznań. Luz wyznaje Peterowi, ze się w nim zakochała, więc wiadomo na 100 % teraz, ze on nie wyjedzie. Federico bawi się słabo, wyraźnie ciązy mu sytuacja. Peter prowadzi go do pokoju, który Olinda wykleiła jego rysunkami na papierowych obrusach - zobacz, człowieku, i ty sądzisz, ze ona wyjeżdza, bo jej na tobie nie zależy ? nie o to chodzi.
                    Federico szykuje się do wyznania, nie mówi wprost, no ale ona przecież wie, co jej chce powiedzieć, lecz zdania nie może zmienić. Wyjeżdza.
                    W ostatniej scenie - codzienny harmider restauracyjny, Peter się uwija między klientami, Federico na starym miejscu rysuje, i Peter daje mu kartkę pocztową - Olinda pisze o swoich wrażeniach, jak wiele się zmieniło w jej miasteczku z dzieciństwa i że "każdy zasługuje na drugą szansę". I koniec.

                    Dwoje ludzi w róznym wieku przemierzających drogi w przeciwnych kierunkach, waga i znaczenie korzeni, pochodzenia, przypadek zmieniający losy kilku osób, a może tylko pozwalający im, koniec końców, podjąc właściwą decyzję :)
                    Trochę mało było widoków Buenos, reżyser raczej skupił się na losach postaci. To jakiś tam minus, ale nieznaczny. Da się przeżyć.
                    Ciepły, dyskretny, zyczliwy wobec świata film, z ciekawą muzyką, i niezłymi rolami.

                    • barbasia1 Spadek 19.07.09, 14:39
                      grek.grek napisał:

                      > Słów parę a'propos "Spadku".

                      Dzięki wielkie Ci Grek.greku! :)

                      To naprawdę świetny film i bardzo ładna opowieść,
                      jaka szkoda, że takie filmy pokazują tak późno ...


                      I jeszcze jedno - już tu na forum TV trochę sobie zapomnieliśmy, o
                      tym, jak wielkim fanem polityki jesteś! :) - to a propos wyglądu
                      głównego bohatera - Petera, tego "o urodzie Sławomira
                      Sierakowskiego" :))).



                      • grek.grek Re: Spadek 20.07.09, 11:52
                        Hehe :), ale naprawdę takie skojarzenie przychodzi do głowy,
                        spójrz (Peter, to ten po lewej) :

                        www.cyfraplus.pl/misc/base/img/spadek_1.jpg
                        • barbasia1 Re: Spadek 20.07.09, 12:44
                          grek.grek napisał:

                          > Hehe :), ale naprawdę takie skojarzenie przychodzi do głowy,
                          > spójrz (Peter, to ten po lewej) :
                          >
                          > www.cyfraplus.pl/misc/base/img/spadek_1.jpg

                          :)))) Rzeczywiście, wypisz wymaluj Sławek Sierakowski! :)

    • barbasia1 Dziewczyna z perłą 19.07.09, 13:18
      Dziś w TVP1, w "Kolekcji kinomana" o 0.50 "Dziewczyna z perłą"
      (2003) ze Scarlett Johansson w roli głównej.

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,82374777,82374777,Dzis_8222_Dziewczyna_z_perla_TVP1_godz_21_55.html


    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 20.07.09, 12:21
      Dzisiaj, gorąco polecam : "Na fali", Polsat, 20:00.

      Los Angeles.
      Na banki napada 4 zamaskowanych przestępców, noszą maski
      z twarzami prezydentów USA. Po pewnym czasie policja zyskuje
      podejrzenie, że jest to grupa surferów. Ma się z nimi zaprzyjaźnić
      i zgromadzić dowody młody policjant - JOhnny. Przywódcą grupy jest niejaki Bodhi. Policjant jest zaintrygowany nim, jego osobowością, stylem bycia, w ogóle wszystkim, zawiązuje się między nimi przyjacielska więź. Jak to się potoczy, po czyjej stronie ostatecznie opowie się Johnny, i czy będzie w stanie wypełnić misję do końca ?

      Kto nie oglądał - MUSI obejrzeć. Nie ma wymówek :) Jego klimat wciąga, a potem zostaje w pamięci na długo. A ostatnią scenę Swayze-Reeves pamięta się już zawsze. Trudno sobie wyobrazić lepszą puentę - ta scena mówi wszystko : o Bodhim, o Johnnym, o tym, co się między nimi stało i jak bardzo się to stało, że nic po drodze nie zburzyło tego czegoś, zburzyło wiele, ale tego jednego nie było w stanie. Enigmatycznie brzmi, ale nie chcę psuć zabawy oglądającym po raz pierwszy, sami zajarzycie o co chodzi.

      Patrick Swayze w roli Bodhiego naprawdę zostaje w pamięci. Moim skromnym zdaniem, to jego życiowa rola, najbardziej interesująca, gra bardzo dobrze narysowaną i napisaną postać, ale robi to dodatkowo bardzo wiarygodnie - gra na tyle dobrze, jest na tyle przekonujący, że wiemy dobrze, rozumiemy bardzo dobrze, dlaczego Johnny ulega wpływom Bodhiego. Keanu Reeves jako Johnny, jak zawsze solidny, ale pozostaje w cieniu Swayzego do którego tutaj bezapelacyjnie należy ekran.

      Świetny, energiczny, inspirujący, trzymający w napięciu, z ciekawą postacią Bodhiego, którego postępowanie i stojąca za nim filozofia życiowa są na tyle niejednoznaczne, że godne zainteresowania i zastanowienia może nawet :)



      • barbasia1 "Na fali" 20.07.09, 12:51
        grek.grek napisał:

        > Dzisiaj, gorąco polecam : "Na fali", Polsat, 20:00.

        Jeśli godzina 20.00 to będziemy oglądać! :)

        A ja spodziewałam się dziś na Jedynce kolejnego westernowego Clinta
        (drugiej cześci trylogii dolarowej Sergia Leone), a tu -
        rozczarowanie - o 22.55 film wojenny "Bitwa o Midway" (1976).

        • grek.grek Re: "Na fali" 21.07.09, 14:03
          Mam nadzieję,że było warto (jeśli oglądałaś) (?)

          Moim zdaniem, warto też dzisiaj o 20:00 Polsat włączyć.
          "szukając siebie" oglądałem jakiś czas temu i dobrze wspominam.

          Jest sobie licelista, zdolny koszykarz, ale przy okazji także
          początkujący pisarz. Na boisko, na którym grywa w piłkę wychodzą
          okna mieszkania otoczonego tajemnicą. ktoś tam mieszka, ale nie
          wiadomo kto, wiadomo tylko, że pojawia się tam regularnie dostawa
          jedzenia, ale lokatora nikt dotąd nie widział. Chłopak postanawia
          sprawdzić, co i jak, ale zaskoczony niespodziewanie przez faceta
          ucieka gubiąc meszty, a ściślej - plecak. Będzie musiał po niego
          wrócić, a więc nieuchronnie poznać zagadkowego człeka, którym okaże
          się znany przed laty, do dziś owiany sławą, pisarz, który wiele
          lat temu znakomicie zadebiutował, zyskał rozgłos, a potem nagle rozpłynał się we mgle (trochę to przypomina biografię Sallingera).
          Nie będzie wielkim nietaktem, jeśli powiem, że oczywiście losy
          ich obu się splotą, bo młody jest w ważnym okresie życia, ma do
          podjęcia kluczowe dla swojej przyszłości decyzje, a stary ma ostatnią
          szansę, żeby ze swojej dziupli wychynąć w świat i nie zdziadzić
          dokumentnie, a więc, jak nietrudno się domyślić, obaj siebie
          nawzajem potrzebują.
          Film o przyjaźni, bardzo amerykański, a więc musowo edukacyjny i przekazujący jakąś oczywistą prawdę w podniosły sposób, ale odpręzający, fajnie zagrany, ze swoim rytmem, i z Seanem Connerym, który dostaje szansę odejścia tutaj od konwencji kina akcji, czy tam pół-akcji, znajduje w swojej roli dobry balans między dojrzałością, a lekkim, pozytywnym zdziwaczeniem.
          Generalnie - warto.

          Connery i Szukając... jest na przystawkę, bo danie główne, to "Zatrute pióro", niestety 1:10.
          Że się TVP boi dać o przyzwoitej porze film z nazwiskiem de Sade w
          opisie, to się nie dziwię, bo tam biskupin panuje, ale żeby Polsat
          się szczypał... :)

          A w TVP 2 "Wszystko o Adamie" - też warto obejrzeć, bo to ciepła, pozytwyna opowiastka, o facecie zmieniającym się jak kameleon, w celu
          uszczęśliwiania innych ludzi. Narracja jest poprowadzona z punktu
          widzenia róznych osób widzących Adama w całkowicie innej perspektywie,
          zwykle zgodnej z tym, jak chcieliby go widzieć, współgrającej z oczekiwaniami jakie mają wobec jego osoby, do których Adam się chętnie
          dostosowuje, aby dać im to czego pragną. Żaden Fellini, ale za to, to się da oglądać ;)

          • barbasia1 Re: "Na fali" 21.07.09, 15:36
            grek.grek napisał:

            > Mam nadzieję,że było warto (jeśli oglądałaś) (?)
            >
            Obejrzałam / bez kilku początkowych minut/. :)
            I miałabym tu parę uwag do sposobu postępowania i pracy
            amerykańskiej policji, a w zasadzie FBI /a moze własciwie bardziej
            do scenarzysty/ - jak można powolić policjantowi na dalasze
            wykonywanie akcji, po tym jak został zdekonspirowany / po pościgu/!?
            Dziwiła mnie, nie wiem jak to nazwać, może - samowolka? glinarzy -
            Keanu pozwala uciec "Prezydentowi Reganowi", jakby nie było
            przestępcy, potem, na koniec,uwalnia Bodhima na oczach tłumu
            glinarzy i pozwala mu surfować, patrner Keanu daje po psyku innemu
            gliniarzowi i to w czasie akcji... itd.

            Ale ogólnie poodbał mi się ten film /w sam raz na letni wieczór/, a
            zwłaszcza sceny skoków na spadochronach i akrobacje w powietrzu i
            surfowanie po ogromnych falach /choć przyznam się osobiście za
            sportami ekstremalnymi nie przepadam, wręcz unikam ;)/.
            Bardzo .

            A dziś, widzę jest w czym wybierać! :)
            Bardzo zachęcajace są wszytkie komentarze, ale chyba skusze się
            na "Szukając siebie"- zwłaszcza, że pora normalna, znowu!


            "Zatrute pióro" już widziałam. Pamiętam demonicznego Markza de Sade
            w zgrzebnym stroju w putej celi, Kate Winslet, praczkę przemycającą
            rękopisy książki Markiza i tyle. Szczegłów już nie pamiętam...
            Chętnie obejrzałabym kiedyś powtórkę, ale nie w środku nocy.

            > A w TVP 2 "Wszystko o Adamie" - też warto obejrzeć ...

            Może innym razem!
            Szkoda.

            • grek.grek Re: "Na fali" 21.07.09, 16:15
              Albo : na wysokości paru kilometrów, bez spadochronu skoczyć za przestępcą ;)
              Ale, moim zdaniem, postać Bodhiego i ostatnia scena bronią tego
              filmu i wszystkich niedociągnięć, przerysowań i błędów.

              Ja się dzisiaj nastawiam przede wszystkim na Zatrute pióro, więc
              jakby co to jakieś zapomniane szczegóły będę w stanie podrzucić :)
              "Szukając" pójdzie na taśmę, na inny termin.
              Albo na odwrót...
              ...nie ma to jak decyzja w ostatniej chwili, hehe.
              • barbasia1 Re: "Na fali" 21.07.09, 16:37
                grek.grek napisał:

                > Albo : na wysokości paru kilometrów, bez spadochronu skoczyć za
                przestępcą ;)

                O właśnie! Też miałam o tym wspomnieć! :)

                > Ale, moim zdaniem, postać Bodhiego i ostatnia scena bronią tego
                > filmu i wszystkich niedociągnięć, przerysowań i błędów.

                Tak, to prawda.

                I zgadzam się z tym, co napisałeś wyzej o Patricu Swayze /Bodhim -
                tu był naprawdę znakomity,
                choć dla mnie na zawsze pozostanie zabójczo przystojnym Johnnym
                Castle z "Drity Dancing"! :)

                > Ja się dzisiaj nastawiam przede wszystkim na Zatrute pióro, więc
                > jakby co to jakieś zapomniane szczegóły będę w stanie podrzucić :)
                > "Szukając" pójdzie na taśmę, na inny termin.
                > Albo na odwrót...
                > ...nie ma to jak decyzja w ostatniej chwili, hehe.
                :))

                A "Wszystko o Adamie"??? Już masz na taśmie ???


                /> Bodhiego
                !
                Tam w poście wyżej jakoś dziwnie mi się zapisało jego imię, sorry!/
            • pepsic Re: "Na fali" 21.07.09, 19:39
              barbasia1 napisała:
              > I miałabym tu parę uwag do sposobu postępowania i pracy
              > amerykańskiej policji, a w zasadzie FBI /a moze własciwie bardziej
              > do scenarzysty/ >

              Dodam cudowny desant w Australii oraz scenę, gdy Keanu rzuca odznaką, a powinni
              mu ją zabrać rok wcześniej, bo wystawił skutecznie na strzał partnera.
    • barbasia1 "Brudny Harry" dziś w TVN 22.07.09, 15:49
      Dziś o 23.00 w TVN Eastwoodowa klasyka nad klasykami, czyli "Brudny
      Harry" (1971).

      Twardy glina Harry Callahan (Eastwood) łamie prawo by wymierzyć
      sprawiedliwość. "Dziś sandrad w kinie, wtedy głośny precedens"
      (TV/Dziennik)

      Oberzjałam wczoraj "Szukając siebie" - bardzo sympatyczny film.
      Mój szczery podziw wzbudził Rob Brown /Jamal Wallace po tym jak
      przeczytałam, że to był jego debiut. Wypadł znakomcie w tym
      filmie /i to przy takim mistrzu jak Connery/!

      Anna Paquin była urocza, jak zawsze!


      Czytałam, że w końcu nie doszła do skutku emisja "Zatrutego pióra"!?
      Mam nadzieję, że powtórzą za to o lepszej porze! :)

      • pepsic Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 22.07.09, 19:19
        barbasia1 napisała:
        > Obejrzałam wczoraj "Szukając siebie" - bardzo sympatyczny film.

        Też oglądałam, ale (pewnie posypią się gromy na moją głowę)- przy
        prasowaniu, więc się nie liczy ): Za to chętnie przypomniałam sobie "Wszystko o
        Adamie" - lekki, przyjemny film, świetnie zagrany (wszyscy się spisali), choć
        trochę przewrotny, bo któraż kobieta lubi się dzielić?
        • barbasia1 Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 23.07.09, 12:53
          > > Obejrzałam wczoraj "Szukając siebie" - bardzo sympatyczny film.
          >
          > Też oglądałam, ale (pewnie posypią się gromy na moją głowę)-
          przy prasowaniu, więc się nie liczy ):

          Minus za nieuważne oglądanie, plus za pracowitość! :)

      • grek.grek Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 23.07.09, 13:19
        A powiem Ci, że mnie ten cały Jamal irytował, postać - niby zdolny pisarz, a tak kompletnie bez ikry człowiek... żadnego błysku w oku, żadnej fantazji, żadnej indywidualności, dwie miny na krzyż, jedno spojrzenie, stale to samo, żadnej gry twarzą. Nie kupiłem go ;) Na miejscu tego Crawforda też bym nie podejrzewał go o napisanie czegokolwiek wyjątkowego, bo jak człek tak bezbarwny miałby nagryzmolić cokolwiek godnego uwagi. Wiem, że chodziło o to, że mimo talentu literackiego wciąż jest 17-latkiem, co się wychował w bronxie, ale, kurde balans, nie przekonująca jest ta rola, i ta postać. Wszystko gdzieś tam się zgrywa na poziomie intrygi, dzięki podjęciu wątku czarnego sportowca, wobec których uczelnie w USA rzeczywiście stosują ulgową politykę edukacyjną, i którzy naprawdę w większości są zdolni inaczej, aby postacią Jamala łączącego sportowy i literacki talent dać po uszach stereotypom, jesli za takie coś uznamy odejście od reguły za pomocą wyjątku, niemniej - chętniej zobaczyłby w głównej roli właśnie Paqiun - ciężej byłoby rozpisać akcję pod postać cięmięzonej dziewczyny (no bo zazębiający się, wiarygodny wątek okołosportowy odpada - ktoś słyszał o koszykarkach dostających fory ?), bo dyskryminacja na podst. stereotypów dot. kobiet na amerykańskich uczelniach nie istnieje, w przeciwieństwie do koszykarzy, zwłaszcza czarnoskórych, ale jakby się za to zabrał ktoś obdarzony talentem, to kto wie... Moze to Anna byłaby intrygantką, wykorzystującą innych dla swoich celów. W każdym razie, rola byłaby lepsza :)

        Brudnego oglądałem enty raz i enty raz musiałem zamykać oczy, kiedy
        w scenie odbioru okupu pan przestępca zabiera się do zastrzelenia pana Brudnego, wcina się partner pana Brudnego i pan przestępca dysponując karabinem automatycznym wdaje się w wymianę ognia z tymże partnerem zapominając, ze dwa metry obok leży pan Brudny, którego chciał przed
        sekundą zabić, i to bardzo chciał - tak bardzo, że żałuje mu choćby serii w łepetynę, tak w przelocie, między jedną, a drugą serią w stronę jego meksykańskiego partnera. Zupełny absurd. A na koniec jescze pan Brudny wbija przestępcy nóz w nogę, a ten zamiast mu się odgryźć strzałem w czerep krzyczy "ałałłłaaaa" i ucieka porzucając swe zabójcze zamiary, mimo że znów wystarczyło spiąć się na moment i po prostu strzelić, zeby zlikwidować jedynego człowieka, która widział jego twarz (trzeba dodać, że meksykański partner Brudnego leżał w tym momencie cięzko ranny, więc panu przestępcy nie groziło już zostanie ofiarą skrytobójstwa).

        A 5 minut później w szpitalu lekarz, co przed chwilą opatrywał przestępcę i jego nogę, podaje Brudnemu adres zamieszkania jegomościa, bo
        go fartownie pamięta jako sprzedawcę programów meczowych.

        Nie znoszę w filmach takich deus ex machina wyskakujących spod pióra scenarzysty perełek, które prolongują akcję, którą osobiście schrzanił swoimi manipulacjami, albo nie potrafi dalej pociągnąć ze wg na niedostateczną swą wyobraźnię.

        Godna uwagi jest za to muzyka Lalo Schifrina - wspaniała, klasyka kina sensacyjnego latr 70-tych, można słuchać i słuchać, kiedy trzeba niepokojąca, budująca napięcie, kiedy trzeba spokojna, świetnie ilustrująca kolejne sceny i zwroty akcji, plus - ma to coś, czego się nie da zdefiniować, nie wiem - może właśnie jakiś rodzaj idealnego dopasowania do atmosfery filmu. Świetne zdjęcia San Francisco, z ekspozycjami Golden Gate zwłaszcza. No i sam Harry, prawdziwy archetyp dzielnego, nieprzebierającego w środkach dla szlachetnego celu oczyszczania społeczeństwa z szumowin policmajstra, którego praca, okupiona połamanymi żebrami, jest marnotrawiona przez ułomne prawo i jego tępych stróżów pie,rdzących w stołki, obowiązkowo w okularkach i z zmętniałym od babrania się w papierkach spojrzeniem.
        Po nim takich były setki, jak nie tysiące, jeszcze chyba tylko Marcin Mroczek nie zagrał takiej roli, ale Clint był pierwszy ;)

        • barbasia1 Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 23.07.09, 22:58

          /Upały dały się we znaki – strasznie kiepsko dziś chodził internet!/

          grek.grek napisał:

          >Brudnego oglądałem enty raz i enty raz musiałem zamykać oczy, kiedy
          > w scenie odbioru okupu pan przestępca zabiera się do zastrzelenia
          pana Brudnego
          :)
          A ja natomiast szeroko otwierałam oczy ze zdumienia.:)
          I dziwiłam się strasznie takze wtedy, kiedy Brudny Harry i jego
          partner postanowili lecieć za gościem, którego wieczorową porą
          wypatrzyli przypadkowo na mieście /w wielgachnym San Francisco/,
          tylko dlatego, że tak, jak Skorpion miał przy sobie w a l i z k ę!?


          Po raz pierwszy oglądałam i przyznam, że trochę mnie rozczarował ”
          właśnie z powodu tych, jak ładnie to ująłeś :), perełek”,niedoróbek
          scenariuszowych, zwłaszcza, że tyle się naczytałam, jakim to ważnym
          filmem –legendą w karierze Clinta i w ogóle, w historii kina
          jest „Brudny Harry”.


          >Godna uwagi jest za to muzyka Lalo Schifrina - wspaniała, klasyka
          kina sensacyjnego latr 70-tych,

          O tak, też zwróciłam uwagę na muzykę, zwłaszcza na kawałek z
          niesamowitą wokalizą /w której było i napięcie, i niepokój, i jakieś
          szaleństwo/ - to w scenie, w której Skorpion z dachu budynku mierzy
          do czarnoskórego gościa w parku.
          Znalazłam ten kawałek – :)
          www.youtube.com/watch?v=yp8DGoaDZ5k&feature=related
          I jest fragment filmu z muzyką –
          www.youtube.com/watch?v=NmLG3uJrjNY&NR=1
          Jakże niesamowita jest ta scena dzięki muzyce Lalo, prawda!


          > Po nim takich były setki, jak nie tysiące, jeszcze chyba tylko
          Marcin Mroczek nie zagrał takiej roli, ale Clint był pierwszy ;)
          :)))
          Otóż to! Dlatego mimo wszystko, mimo usterek warto obejrzeć Clinta
          Eastwooda w roli Brudnego Harrego w akcji ze swym Magnum 44! :)

          Good night

          Cdn.


          • grek.grek Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 24.07.09, 13:44
            Zdecydowanie wolę, jak już wypaliłem niegdyś, Clinta-reżysera; i dzisiaj TVN (22:25) daje "Rzekę tajemnic" - nie wiem, nie oglądałem, nie znam się... obejrzę, o ile mnie nie odetnie od świata jakaś burza tysiąclecia.
            Na rozgrzewkę, dla niewtajemniczonych, będzie... a jakże by inaczej - Zabójcza Broń (TVN naprawdę umiaru już nie zna w powtarzaniu tych banialuk).

            A teraz oddaję głos Tobie, i wszystkim, którzy mają coś na podorędziu (tak, wiem, że zakosiłem wam najlepszą pozycję dnia, ale... life is brutal :)}

            Btw, na Polsacie będzie Zbrodnia Ojca Amaro - w pierwszej częsci "Ojeja" znajduje się opis tego filmu - to tak na wszelki wypadek, jakby ktoś zasnął czekając, albo Polsat filmu, jak to ma w zwyczaju, w ogóle nie wyemitował.
            Btw 2 - warto posiedzieć i obejrzeć, czytać dopiero w ostateczności, oczywista.
            • barbasia1 Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 24.07.09, 14:18
              grek.grek napisał:


              > Zdecydowanie wolę, jak już wypaliłem niegdyś, Clinta-reżysera; i
              dzisiaj TVN (2
              > 2:25) daje "Rzekę tajemnic" [...]
              > A teraz oddaję głos Tobie, i wszystkim, którzy mają coś na
              podorędziu (tak, wiem, że zakosiłem wam najlepszą pozycję dnia,
              ale... life is brutal :)}

              :)))
              Nie mam asa,ani brylatowego jockera, nie mam czym Cię przebić, więc
              mówię pas.

              /Oddawać głos po tym, jak się zakosiło prawdziwy hit dnia! Serca nie
              masz! ;))/


              > Btw, na Polsacie będzie Zbrodnia Ojca Amaro - w pierwszej
              częsci "Ojeja" znajduje się opis tego filmu

              To ja podrzucę link do Twego fantastycznego opisu/ streszczenia,
              zeby nie trzeba było szukać:

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,92026520,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html


              • grek.grek Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 24.07.09, 15:07
                Powinnaś zostać nauczycielką - nawet najgorszy uczeń mógłby na Twoich lekcjach dostać tę upragnioną tróję, i do tego "piątkę" nawet, za same starania (co zresztą było moją specjalnością w szkole, więc absolutnie nie piszę ot-tak-sobie) :)

                Ale, ale - jutro kolejny Kabareton (w Dwójce), tym razem z Koszalina, czy skądś tam -Rak, Daniec, Halama... czyli będą zakłócenia w odbiorze, ale AMM, Ciach i Grupa Rafała Kmity (widnieją w obsadzie, kto jeszcze - nie wiadomo, ale jedno jest pewne - bez KMN każdy Kabareton w tym kraju jest pomyłką) może te niemiłe wrażenia, żeby nie powiedzieć goły tyłek wystawiony bezczelnie spragnionej dobrej rozrywki publiczności, jakoś przysłonią, choćby rzadkimi liścmi łopianu (hehe).
                • barbasia1 OT 24.07.09, 17:50
                  grek.grek napisał:

                  > Powinnaś zostać nauczycielką

                  :))))

                  Starania doceniałabym, zawsze, ale
                  zdolnym, acz leniwym nie popuściłabym! :)


                  > Ale, ale - jutro kolejny Kabareton (w Dwójce), tym razem z
                  Koszalina, [...] ale jedno bez KMN każdy Kabareton w tym kraju jest
                  pomyłką)[...] bez KMN

                  O nie, nie wierzę! Widziałam i słyszłam zapowiedzi Kabaretonu w
                  Koszalinie, ale nie dotrała do mnie informacja o tym, że nie będzie
                  tam KMN!?
                  To prawda, Kabareton bez KNM to pomyłka, to jak Brudny Harry bez
                  Magnum 44, jak Jocker bez swego uśmiechu, jak Rocky bez Sylvestra
                  Stallone, jak Lucku Luke bez gadającego konia Jolly Jumpera ... :)

                  >może te niemiłe wrażenia, żeby nie powiedzieć goły tyłek wystawiony
                  >bezczelnie spragnionej dobrej rozrywki publiczności, jakoś
                  >przysłonią, choćby rzadkimi liścmi łopianu (hehe).

                  :))))

                  Oby tylko te liście były pierwszej świeżości!

                  • grek.grek Re: OT 25.07.09, 11:03
                    Halama - w dresie albo jako hodowca kurczaków pan Józek, czy jak mu tam.
                    daniec - w góralskim stroju komentujący sytuację polityczną, możliwa piosenka w rytmach podhalańskich.
                    Rak - staną we trzech jak te d.py w polu i będą nieśmiesznie fanzolić (m.in o teściowych) przez 10 minut, a potem, żeby ostatecznie dobić i skopać widza, zaśpiewają piosenkę.

                    Nigdy nie trafiłem w Totka więcej niż 4, więc mogę się pomylić, ale...
                    bądźmy uczciwi - nawet jeśli zrobią coś nowego, to ich brak talentu
                    może najwyżej sprawić, ze to ww/poprzednie badziewie wyda się, jak na nich, Mount Everestem dobrego humoru :)

                    • barbasia1 Re: OT 25.07.09, 14:11
                      grek.grek napisał:

                      > Halama - w dresie albo jako hodowca kurczaków pan Józek, czy jak
                      mu tam.> daniec - w góralskim stroju komentujący sytuację
                      polityczną, możliwa piosenka w rytmach podhalańskich.
                      > Rak - staną we trzech.

                      Tośmy zaliczyli już dzisiejszy Kabareton! :)

                      • grek.grek Re: OT 25.07.09, 14:49
                        Hehe.
                        Na szczęście, z pewnością, będzie kilka rzeczy dobrych. Byle nie były to dobre...(tylko i zawsze) powtórki :).

                        • barbasia1 Re: OT 25.07.09, 15:14
                          grek.grek napisał:

                          > Hehe.
                          > Na szczęście, z pewnością, będzie kilka rzeczy dobrych. Byle nie
                          były to dobre...(tylko i zawsze) powtórki :).

                          :) Oby nie!



                          Fajnie, że napisałeś o filmie "Masz na imię Justine".
                          Mam wrażenie, że to bardzo niedoceniony film / w dodatku TV do
                          Dziennika tylko 3 gwiazdki!?/, a przecież naprawdę wart jest
                          obejrzenia /i lepszej pory emisji/ właśnie dzięki znakomitej,
                          sugestywnej grze Ani Cieślak /bratanicy Bronisława Cieślaka!/.
                          Widziałam kiedyś ten film, wczoraj tylko kilka scen /w przerwach na
                          reklamę w TVN/ - kiedy Mariola oszpeca się obcinając włosy, i kiedy
                          potem chce wyskoczyć z okna to naprawdę dobry, przejmujący film.

                          • barbasia1 Kabareton w Koszalinie 26.07.09, 13:51
                            Grześ Halama/pan Józek to już dawno zarżnął te swoje kurczaki, już
                            nawet cuchną, choć sam skeczyk, jak się zdaje, był nawet dość
                            świeży!?

                            Grek.greku, po wczorajszym Kabaretonie pewnie znielubiłeś Dańca
                            jeszcze bardziej, co!? :)
                            Widać, że jak nic się nie dzieje w polityce to tematów do zabawnych
                            skeczy u Dańca jakby brak /ale żeby aż takie starocie jak pijaństwo
                            byłego prezydenta odgrzebywać ! /

                            Najbardziej podobał mi się skecz Grupy Rafała Kmity . Łaskawym okiem
                            spoglądałam też na pierwszy występ AMM! / do drugiego nie
                            dotrwałam/ :)

                            A Tobie / Wam jak się podobał Kabareton w Koszlinie?
            • pepsic Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 24.07.09, 18:05
              grek.grek napisał:
              > Zdecydowanie wolę, jak już wypaliłem niegdyś, Clinta-reżysera; i dzisiaj TVN
              22:25)daje "Rzekę tajemnic" ...
              tak, wiem, że zakosiłem wam najlepszą pozycję dnia, ale... life is brutal>

              Ja chyba też wolę Eastwooda po drugiej stronie kamery, o czym świadczy ww. film
              - bardzo dobry z mocnym wprowadzeniem. Ale przyznam szczerze, że liczyłam na
              Twoją recenzję, bo w amerykańskich filmach za bardzo oblatana nie jestem, a
              szczegółów nie pamiętam.

              Co do Ojca Almaro - na Barbasię zawsze można liczyć, bo w wątku Ojej... fajnie
              się pisze, ale gorzej szuka.

              Skoro jestem przy głosie, to muszę koniecznie zarekomendować wstrząsający
              dramat nowozelandzki z wczoraj "Tylko instynkt" - niestety do obejrzenia na Ale
              Kino - tak sądzę, bo lubią powtarzać
              (i chwała im za to). Opowieść o małżeństwie z pięciorgiem dzieci, które wiedzie
              beztroskie i hulaszcze życie. Beth (bardzo ładna) pochodzi z plemienia Maorysów,
              a Jake (kawał chłopa) jest potomkiem niewolników. Małżonkowie wprawdzie kochają
              się, ale Jake po alkoholu staje się psychopatą katującym żonę i demolującym
              otoczenie. Poza tym nie chce mu się pracować, bo mu wystarcza zasiłek dla
              bezrobotnych. Kiedy najstarszy syn przyłącza się do subkultury, a młodszy za
              drobne kradzieże zostaje zamknięty w ośrodku wychowawczym Beth brutalnie pobita
              opamiętuje się i
              postanawia przerwać dotychczasowy styl życia, bo chce szczęścia i spokoju dla
              dzieci. Niestety to nie koniec dramatycznych i tragicznych wydarzeń. Nowa
              Zelandia pokazana jest tu od strony slumsów i pofabrycznych ruin. Daleko jej do
              krajobrazów z Władcy pierścieni. Bardzo dobra muzyka przy napisach końcowych:

              www.youtube.com/watch?v=gwG7ACsFWtU
              • grek.grek Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 25.07.09, 12:08
                A tu zaskoczka, hehe :) Nie, nie widziałem jeszcze tego filmu, zresztą - wczoraj też nie, zdązyłem tylko nagrać - taplać sie w nim będę dzisiaj.
                Więc pisz/cie, jak Tobie/Wam się podobał, czy w ogóle mam zaczynać projekcję ;)

                Niestety, nie posiadam Ale Kino... POzostaje nadzieja, że film, który opisujesz kiedyś zjawi się w jakimś ogólnodostępnym kanale.

                A'propos wczoraj.
                Najpierw Czesi mnie zbili z tropu, bo w ostatniej chwili dali zajawkę "Veroniki Guerin" i postanowiłem, że oglądam, a później w Dwójce się zaczynało "Masz na imię Justine", ostrożnie rzucałem okiem co jakiś czas i w 20 minucie Justine porzuciłem Veronikę na dobre.

                Sądziłem, że "Justine", to jakś komedyja romantyczna, takie fiubździu, nie do oglądania bez skrzynku Dżonyłokera. A tu się okazało, że to mocny dramat.
                Dziewczyna, taka sobie zwykła, sympatyczna, ufna, uczy się w jakiejś szkole przygotowującej do pracy w rzeźni (w 1 scenie oprawianie świń, w roli instruktora Maciej Kozłowski... z wąsem), mieszka u babci, ma dwie koleżanki "od serca" - spotyka dawnego kolegę, Artura, który proponuje jej wyjazd do Niemiec. Oprawianie świn, albo wypad do Niemiec, może do jakiejś pracy lepszej - Mariola nie waha się ani minuty. I jadą. Chłopak jest miły, kulturalny, w ogóle - marzenie teściowej. Na miejscu okazuje się, ze Artur jest wspólnikiem jakiegoś burdeltaty i po prostu sprzedał Mariolę za bajzlu, za parę ojro. Burdeltata z pomagierami od razu gwałci i tłucze dziewczynę, czyli rutyna, złamać na samym początku. Zostawiają ją w wielkiej chałupie, gdzieś w opustoszałej dzielnicy przemysłowej, w od dawna nie zamieszkałym przez nikogo kamienicy/czy bloku. Drzwi pozamykane, dom jest na 10 piętrze, więc ucieczka nie wchodzi w grę, Mariola próbuje krzyczeć, wołać pomocy przez szpary między cegłami na strychu, przez okienko wychodzące na dach, ale nikt nie słyszy.
                Na drugi dzień burdeltata dostaje lekkiego nerwa, bo Mariola za cholerę nie chce współpracować. Jeden z jego ludzi, Niko, namawia szefa,żeby dał mu tydzień i on ją przekona do tego,że w jej dobrze pojętym interesie jest pracować chętnie oraz jak najlepiej. I codziennie Niko przyjeżdza, przynosi zakupy, rozmawia z nią i przekonuje - żadnej przemocy nie używa, raczej łagodną perswazją operuje, apelując do jej rozsądku - zgódź się, to się uwolnisz, jak się będziesz buntować, to się wykończysz. Stawia jej kolację, przynosi ciuchy, jest w sumie kulturalny, ale nie ma zamiaru jej puścić - ma dostać 10 procent od jej zarobków, kiedy tylko ją przekona, żeby dla niego (ale w gruncie rzeczy w stajni głównego burdeltaty) pracowała. Po prostu, facio się w robocie uwija.
                Mariola najpierw chce go zniechęcić i kawałkiem szkła obcina sobie włosy na fryzurę jakiejś "narzeczonej Frankensztajna", potem próbuje go upić i ucieć - wszystko na nic, facet jest czujny i nie daje się sprowokować, łeb też ma mocniejszy niż się jej zdawało.
                Próbuje więc popełnić samobójstwo, staje na parapecie tego 10 piętra, ale nie może skoczyc, nie ma odwagi, czy moze nie jest dośc słaba, tu już odpowiedź zależy od światopoglądu :)
                POjawia się także sprzedajny Artur, sugerujący, że jeśli Mariola będzie się opierać, to jej babcię może spotkać jakiś przykry wypadek, poza tym zmusza ją do napisania listu do Polski,że jest jej w Niemczech bardzo dobrze i zostanie dłużej, bo znalazła świetną pracę.
                Wreszcie Mariola zaczyna ćwiczyć zachowania dziwki, przymierzać ciuchy i peruki, które on dla niej znosi, a nawet symulować pobiera rady jak się zachowywać w kontakcie z klientami - trudno powiedzieć w tym momencie : gra, bo jest szantazowana, czy naprawdę "jest Justine", jak jej to zakomunikował w pierwszym dniu burdeltata - przegląda się w lustrze, tak jakby się sobie podobała w tym wcieleniu. Kiedy zjawia się ów jegomość i komunikuje, że stracił cierpliwość i odbiera Mariolę Niko, bo sprzedał ją jakiemuś obleśnemu Turkowi, Niko dostaje palmy, teorroryzuje burdeltatę i jego kompanów pistoletem i uciekają razem z Mariolą.
                Przechodzą pod skrzydła niejakiego Wujka Gorana, innego burdeltaty i Niko otwiera własny interes, czyli prywatne usługi Marioli dla lepszej klienteli - Mariola cały czas próbuje prosić o pomoc kolejnych klientów, ale na nic, Niko też nie ma zamiaru jej do Polski odtransportować. Trwa to jakiś czas, trudno powiedzieć, czy Mariola się zaadaptowała do warunków, zaakceptowała swoje położenie i stara się po prostu robić co trzeba by przetrwać, czy może zobojętniała do reszty i nie wierzy już w ucieczkę, czy tez może wręcz polubiła swój nowy fach.
                Całą sytuację rozwiązuje ponowne pojawienie się Artura, który najpierw nokautuje Niko, a potem informuje ją, że jej babcia nie żyje, nie wiadomo : umarła ze starości, czy siepacze burdeltaty zabili ją w zemście. Tego już za wiele dla Marioli, więc nożem traktuje smiertelnie sprzedawczyka. Ląduje za ten czyn w więzieniu. PO 3 latach zostaje zwolniona, wraca do Polski, w ostatnich scenach odwiedza grób babci i chodzi i biega jesienno-zimową porą po plaży z koleżankami - zmieniona, potargana przez los, stonowana bardzo, ale zdaje się ciągle z nadzieją, że gorzej być, to już nie będzie, może być tylko lepiej.

                Mocny film. I nazwisko - Anna Cieślak. Dostała trudną rolę, kamera niemal nonstop jej towarzyszy, skupia się na jej stanach psychicznych - jej bohaterka najpierw jest fajną, żywa dziewczyną, potem doznaje nagłego szoku (naprawdę sugestywna scena, kiedy ona, Artur i Turczynka, która przyjmuje ich w mieszkaniu, siedzą przy stole, późno w nocy, potem wchodzi burdeltata z 2 koleżkami, płaci Arturowi, on wychodzi, a oni rzucają się na nią, obezwładniają i gwałcą - ale z perspektywy najbardziej uderzająca jest scena, kiedy ona, Artur i Turczynka siedzą przy stole, oni wymieniają już porozumiewawcze spojrzenia, i wiadomo, że Mariola wtopiła, że zaczął się jej koszmar, ale ona jeszcze nic nie wie, jest jak jeleń wystawiony na strzał; my to już wiemy, te spojrzenia, dyskretne, ale jakże oczywiste nie zostawiają miejsca na wątpliwości; potem pojawia się tych trzech, a ona nadal nie wie, co jest grane, dopiero jak ją jakiś zaczyna głaskać po twarzy chce wychodzić, ale Artur mówi : nie przejmuj się, to mili ludzie, wychodzi do przedpokoju, bierze kasę, ger out z domu, a ona zostaje z wesołą trójką jegomości - ten moment osaczenia i braku wyjścia - bardzo mocne i bardzo dobrze zagrane : opór, bunt, krzyk, ale nic przesadnie i nienaturalnie, wszystko wręcz przejmująco realistycznie), zmienia się poprzez kolejne fazy swego koszmaru - od żywiołowego buntu, poprzez histerię, złość, wreszcie pół-apatię, aż do niemal akceptacji swego nowego miejsca w świcie, ogląda środowisko kompletnie obce jej emocjonalności; w sekwencjach kiedy jest sama w wielkim odrapanym, brudnym mieszkaniu w opustoszałej kamienicy - próbuje się wydostać, krzyczy, wariuje, potem siedzi, podśpiewuje, gada do babci, przegląda się w lustrze, potem (w miarę perswazji Niko i swojego zrozumienia sytuacji, tudzież taktycznych prób uśpienia czujności "opiekuna") ćwiczy zachowania z repertuaru prostytutek, itd. I aktorka Cieślak unosi tę rolę. Nie przerysowuje, nie jest w żadnym momencie drewniana, nie przeszarżowuje w żadną stronę. Po prostu się dziewczynie wierzy. Pomaga jej trochę to, że scenarzysta stale zmienia jej image - naturalna, długie włosy, potem ta "narzeczona Franka", potem peruki rozmaite, twarz podrapana, oko podbite, a potem ładna, wymakijażowana, uszminkowana, i miksu - narzeczona Franka ze szminką, ale bez makijażu, bez makijazu i w peruce, itd., itd. Wydaje się,ze każda zmiana wyglądu sprawia, że mamy do czynienia z innym momentem psychologicznym postaci, innymi emocjami, że nam się Mariola/Justine miesza w oczach, a może i jej samej już zaczyna się wszystko kićkać i miota się w tym szoku,z którego tak naprawdę nigdy nie wyszła, od tego pierwszego dotknięcia jej twarzy przez obcego typa, kiedy zdała sobie sprawę, ze wpadła jak śliwka w łajno. Świetna rola, od początku do końca.
                Anna Cieślak - nazwisko do zapamiętania.

                • pepsic Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 25.07.09, 13:41
                  grek.grek napisał:
                  Więc pisz/cie, jak Tobie/Wam się podobał, czy w ogóle mam zaczynać projekcję ;)

                  Koniecznie, choć jak wynika z wątku, który wyżej/niżej zapodałam, wtedy nie do
                  końca się zachwycałam. Skoro nie oglądałeś, to pomiń póki co dyskusję.
                  Co do Justine - przegapiłam (: zresztą pora i tak późna. Słyszałam co nieco i
                  mam nadzieję kiedyś obejrzeć.
              • tytoniowy_dym Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 25.07.09, 12:27
                czy ktoś wie jak się ta "Rzeka tajemnic" zakończyła? Zasnęłam w momencie jak
                znaleźli auto Dave'a ze śladami krwi w bagażniku...
                • pepsic Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 25.07.09, 13:22
                  tytoniowy_dym napisała:
                  > czy ktoś wie jak się ta "Rzeka tajemnic" zakończyła?

                  Część odpowiedzi znajdziesz w wątku sprzed 2 lat, ale uwaga - spojlery!

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,56679407,,Rzeka_Tajemnic_dzis_o_21_45_w_tvn.html?v=2
                  • barbasia1 "Rzeka tajemnic" 25.07.09, 14:30
                    pepsic napisała:

                    > Część odpowiedzi znajdziesz w wątku sprzed 2 lat, ale uwaga -
                    spojlery!
                    >
                    Dobra jesteś Pepsic! (zajrzałam do tego starego wątku) A ja cały
                    czas byłam przekonana, że zabił jednak Dave (a to wszystko dlatego,
                    że tak późno leciał ten film :/ ).


                    > tytoniowy_dym napisała:
                    > > czy ktoś wie jak się ta "Rzeka tajemnic" zakończyła?

                    Ja wiem i za chwil, kilka napiszę ...



                    • tytoniowy_dym Re: "Rzeka tajemnic" 25.07.09, 15:21
                      Czekam z niecierpliwością:)
                      • barbasia1 Re: "Rzeka tajemnic" zakończenie spoiler 25.07.09, 17:02
                        tytoniowy_dym napisała:

                        > Czekam z niecierpliwością:)


                        >czy ktoś wie jak się ta "Rzeka tajemnic" zakończyła? Zasnęłam w
                        >momencie jak
                        znaleźli auto Dave'a ze śladami krwi w bagażniku.


                        Nie tyle policjanci znaleźli auto Dave’a, co podstępnie je
                        podprowadzili, żeby znaleźć jakieś dowody zbrodni, kwity na Dave,
                        którego coraz bardziej podejrzewają. Dave, w związku ze śladami krwi
                        w aucie, zostaje zabrany na policję i przesłuchiwany. Oczywiście
                        wykręca się, że nic nie wie o krwi w bagażniku, na siedzeniu owszem,
                        mówi, to jego krew zranił się, ale skąd krew bagażniku tego nie wie.
                        Sprytnie zauważa, ze przecież auto zostało w nocy skradzione, więc
                        krew z całą pewnością pozostawili złodzieje.
                        Policjanci mają świadomość, że przekombinowali w tej sprawie, muszą
                        wypuścić Dave na wolność.
                        W tym czasie bracia Savage donoszą Jimmmy’emu, że Dave zabrała
                        policja.
                        Do Jimmy’ego przychodzi też żona Dave, Celeste i mówi o swych
                        podejrzeniach wobec Dave, opowiada dokładnie o powrocie Dave'a do
                        domu w noc kiedy zamordowano córkę Jimmy’ego, Katie. Jest prawie
                        pewna, że to Dave ją zabił. Jimmy ją przytula Celeste, ale jego
                        mina zapowiada, że coś złego się stanie.

                        Popołudniową porą Bracia Savage spotykają na mieście Dave i
                        zapraszają go do knajpy, tam w trójkę piją alkohol, a właściwie
                        upijają Dave, po jakimś czasie pojawia się Jimmy z jakimś facetem,
                        przysiadają się do Dave’a i braci Savage, piją dalej. Jest już
                        ciemno, kiedy Dave’owi robi się niedobrze, wychodzi na dwór za
                        knajpę, która usytuowana jest tuż nad rzeką. Jimmy i reszta
                        wychodzi za nim. Osaczają Dave’a. Jimmy zaczyna go przesłuchiwać, i
                        chce, żeby Dave przyznał się do zamordowania Katie. Ten oczywiście
                        się nie przyznaje się, ale jakoś tak marnie idą mu tłumaczenia.
                        Jimmy obiecuje, ze jeśli się przyzna do morderstwa nic mu się nie
                        stanie i Dave w końcu ulega presji i ze strachu? przyznaje się, w
                        odpowiedzi otrzymuje cios nożem od Jimmy’ego, który dobija go potem
                        strzałem w głowę, a ciało i nóż wrzuca do rzeki. Tu nad rzeką Jimmy
                        przyznaje się do zamordowania ojca Brendona Harrisa (chłopaka Katie)
                        i zatopienia jego ciała w rzece.
                        Po tych wydarzeniach Jimmy wraca do domu i opowiada żonie o
                        zabójstwie, ta, o dziwo, nie jest wstrząśnięta, ani zaszokowana,
                        wybacza mu i rozgrzesza, całują się namiętnie ...

                        Mniej więcej w tym czasie, a właściwie trochę wcześniej policja
                        przesłuchuje ponownie Brendana Harrisa - chłopaka Katie, pytają go o
                        broń ojca, który, co już chyba było wcześniej w filmie powiedziane,
                        według oficjalnej wersji opuścił rodzinę wiele lat wcześniej i nie
                        wiadomo gdzie przebywa. Morderca bowiem, jak się okazało zabił
                        Katie właśnie z broni starego Harrisa.
                        Brendan twierdzi uparcie, że ojciec nie miał broni, policja nie daje
                        wiary jego zeznaniom , ale puszcza wolno chłopaka. Ten, kiedy wraca
                        do domu biegnie zaraz do skrytki i szuka broni ojca, nie znajduje,
                        ale chyba domyśla się, gdzie podziała się broń... Czeka na swego
                        brata – głuchoniemego Rey’a. Rey wraca do domu z kolegą, Brendan
                        uderza kolegę Rey’a potem rzuca się na brata w szale bije go i dusi
                        oskarżając o to, że zabił jego dziewczynę, aby uniemożliwić jemu,
                        Brendonowi wyjazd z Katie do Las Vegas. Ray tak bardzo kochał
                        brata, że nie chciał dopuścić do jego wyjazdu! Kolega Ray’a wyciąga
                        broń starego Harrisa i mierzy w Brendana, ale wpadają policjanci
                        Sean z partnerem (którzy wcześniej odsłuchali taśmę na której
                        nagrane było zgłoszenie o wypadku, tam uwagę ich zwrócił ich pewien
                        szczegół, który pozwolił im się domyślić, kto stoi za zbrodnią).

                        Na drugi dzień Sean informuje Jimmy’ego o odnalezieniu morderców
                        Katie ( o współudział oskarżony został też ów kolega Rey’a) i
                        zaginięciu Dave’a (co zgłosiła Celeste).
                        Jimmy jest lekko wstrząśnięty, ma pretencję, do policji (albo raczej
                        do siebie), że tak późno to odkryła! Sean domyśla się, wie, że to
                        Jimmy jest odpowiedzialny za zniknięcie Dave’a.
                        Jimmy i Sean wspominają raz jeszcze ów nieszczęsny dzień, kiedy Dave
                        wsiadł do tego auta pedofilów.

                        Dzień /kilka? dni później w mieście jest parada. Na paradzie
                        widzimy szczęśliwego Seana z żoną i córeczką (żona wreszcie
                        zadzwoniła, przemówiła i decydowała się na powrót do męża).
                        Nieszczęśliwą, miotaną niepokojem Celestę, Jimmy’ego z rodziną i
                        kumplami.
                        Sean patrząc Jimmy’ego wykonuje dłonią gest, jakby miał do niego
                        strzelić – / ów gest odebrałam , jako znak dla Jimmy’ego, że ma mieć
                        się na baczności, że jest pod obserwacją policji, że sprawa będzie
                        miała ciąg dalszy.../

                        A potem raz jeszcze ujęcie rzeki ...

                        I koniec



                        cd. czyli podsumowanie później ...

                        • barbasia1 "Rzeka tajemnic"spoiler tu zakończenie poprawione 25.07.09, 17:23
                          barbasia1 napisała:

                          > tytoniowy_dym napisała:
                          >
                          > > Czekam z niecierpliwością:)
                          >
                          >
                          > >czy ktoś wie jak się ta "Rzeka tajemnic" zakończyła? Zasnęłam w
                          > >momencie jak
                          > znaleźli auto Dave'a ze śladami krwi w bagażniku.

                          Nie tyle policjanci znaleźli auto Dave’a, co podstępnie je
                          podprowadzili, żeby znaleźć jakieś dowody zbrodni, kwity na Dave’a,
                          którego coraz bardziej podejrzewają. Dave’a, w związku ze śladami
                          krwi w aucie, zostaje zabrany na policję i przesłuchiwany.
                          Oczywiście wykręca się, że nic nie wie o krwi w bagażniku, na
                          siedzeniu owszem, mówi, to jego krew zranił się, ale skąd krew
                          bagażniku tego nie wie.
                          Sprytnie zauważa, ze przecież auto zostało w nocy skradzione, więc
                          krew z całą pewnością pozostawili złodzieje.
                          Policjanci mają świadomość, że przekombinowali w tej sprawie, muszą
                          wypuścić Dave’a na wolność.
                          W tym czasie bracia Savage donoszą Jimmmy’emu, że Dave’a zabrała
                          policja.
                          Do Jimmy’ego przychodzi też żona Dave’a, Celeste i mówi o swych
                          podejrzeniach wobec Dave’a, opowiada dokładnie o powrocie Dave'a do
                          domu w noc, kiedy zamordowano córkę Jimmy’ego, Katie. Jest prawie
                          pewna, że to Dave ją zabił. Jimmy przytula Celeste, ale jego
                          mina zapowiada, że stanie się coś złego.

                          Popołudniową porą bracia Savage spotykają na mieście Dave’a i
                          zapraszają go do knajpy, tam w trójkę piją alkohol, a właściwie
                          upijają Dave’a, po jakimś czasie pojawia się Jimmy w towarzystwie
                          jakiegoś faceta, przysiadają się do Dave’a i braci Savage, piją
                          dalej. Jest już ciemno, kiedy Dave’owi robi się niedobrze, wychodzi
                          na dwór za knajpę, która usytuowana jest tuż nad rzeką. Jimmy i
                          reszta wychodzi za nim. Osaczają Dave’a. Jimmy zaczyna go
                          przesłuchiwać i chce, żeby Dave przyznał się do zamordowania Katie.
                          Ten oczywiście nie przyznaje się, ale jakoś tak marnie idą mu
                          tłumaczenia, ze jest niewinny.
                          Jimmy obiecuje, że jeśli się przyzna do morderstwa nic mu się nie
                          stanie i Dave w końcu ulega presji i ze strachu? przyznaje się, w
                          odpowiedzi otrzymuje cios nożem od Jimmy’ego, który dobija go potem
                          strzałem w głowę, a ciało i nóż wrzuca do rzeki. Tu nad rzeką Jimmy
                          przyznaje się do zamordowania ojca Brendona Harrisa (chłopaka Katie)
                          i zatopienia jego ciała w rzece.
                          Po tych wydarzeniach Jimmy wraca do domu i opowiada żonie o
                          zabójstwie, ta, o dziwo, nie jest wstrząśnięta, ani zaszokowana,
                          wybacza mu i rozgrzesza, całują się namiętnie ...

                          Mniej więcej w tym czasie, a właściwie trochę wcześniej policja
                          przesłuchuje ponownie Brendana Harrisa - chłopaka Katie, pytają go o
                          broń ojca, który, co już chyba było wcześniej w filmie powiedziane,
                          według oficjalnej wersji opuścił rodzinę wiele lat wcześniej i nie
                          wiadomo gdzie przebywa. Morderca bowiem, jak się okazało zabił
                          Katie właśnie z broni starego Harrisa.
                          Brendan twierdzi uparcie, że ojciec nie miał broni, policja nie daje
                          wiary jego zeznaniom , ale puszcza wolno chłopaka. Ten, kiedy wraca
                          do domu biegnie zaraz do skrytki i szuka broni ojca, nie znajduje,
                          ale chyba domyśla się, gdzie podziała się broń... Czeka na swego
                          brata – głuchoniemego Rey’a. Rey wraca do domu z kolegą, Brendan
                          uderza kolegę Rey’a potem rzuca się na brata w szale bije go i dusi
                          oskarżając o to, że zabił jego dziewczynę, aby uniemożliwić jemu,
                          Brendonowi wyjazd z Katie do Las Vegas. Ray tak bardzo kochał
                          brata, że nie chciał dopuścić do jego wyjazdu! Kolega Ray’a wyciąga
                          broń starego Harrisa i mierzy w Brendana, ale wpadają policjanci
                          Sean z partnerem (którzy wcześniej odsłuchali taśmę na której
                          nagrane było zgłoszenie o wypadku, tam uwagę ich zwrócił pewien
                          szczegół, który pozwolił im się domyślić, kto stoi za zbrodnią).

                          Na drugi dzień Sean informuje Jimmy’ego o odnalezieniu morderców
                          Katie ( o współudział w morderstwie oskarżony został też ów kolega
                          Rey’a) i zaginięciu Dave’a (co zgłosiła Celeste, po tym, jak
                          policja ponownie wezwała Dave'a, lecz tym razem w sprawie
                          zamordowanego pedofila, którego ciało zostało w końcu odnalezione).
                          Jimmy jest lekko wstrząśnięty, ma pretencję, do policji (albo raczej
                          do siebie), że tak późno odnalazła prawdziwych zabójców córki!
                          Sean domyśla się, wie, że to Jimmy jest odpowiedzialny za zniknięcie
                          Dave’a. Stojąc w miejscu, gdzie w dzieciństwie uwiecznili swoje
                          imiona Jimmy i Sean wspominają raz jeszcze ów nieszczęsny dzień,
                          kiedy Dave wsiadł samochodu pedofilów.

                          Dzień /kilka? dni później w mieście jest parada. Na paradzie
                          widzimy: szczęśliwego Seana z żoną i córeczką (żona wreszcie
                          zadzwoniła, przemówiła i decydowała się na powrót do męża),
                          nieszczęśliwą, miotaną jakimś niepokojem Celestę oraz Jimmy’ego z
                          rodziną i kumplami.
                          Sean patrząc na Jimmy’ego wykonuje dłonią gest, jakby miał do niego
                          strzelić – / ów gest odebrałam , jako znak dla Jimmy’ego, że ma się
                          mieć na baczności, że jest pod obserwacją policji, że sprawa będzie
                          miała ciąg dalszy.../



                          A potem raz jeszcze ujęcie rzeki ...

                          I koniec



                          cd. czyli podsumowanie później ...
                          • tytoniowy_dym Re: "Rzeka tajemnic"spoiler tu zakończenie popraw 25.07.09, 17:52
                            Dziękuję bardzo:) tylko jedna rzecz mi się nasunęła w związku z tymi pedofilami.
                            Czy w filmie czasem nie było powiedziane, że jeden z nich umarł, a drugi
                            powiesił się w celi?
                            • barbasia1 Re: "Rzeka tajemnic"spoiler tu zakończenie popraw 25.07.09, 23:34
                              tytoniowy_dym napisała:

                              > Dziękuję bardzo:) tylko jedna rzecz mi się nasunęła w związku z
                              tymi pedofilami.> Czy w filmie czasem nie było powiedziane, że jeden
                              z nich umarł, a drugi > powiesił się w celi?

                              Pedofile, ktorzy porwali Dave'a tak właśnie skończyli.
                              A ten, którego zabił Dave to zupełnie inny pedofil.

                          • mikk Re: "Rzeka tajemnic"spoiler tu zakończenie popraw 25.07.09, 22:10
                            dodalbym jeszcze, ze:
                            Dave bronil sie opowiadajac Jimmy'emu, ze zabil pedofila, a nie Katie, w czasie porannej rozmowy dzien po Sean zapytal Jimmy'ego, czy teraz Celeste bedzie dostawala czeki na 500 dolarow...
                            • tytoniowy_dym Re: "Rzeka tajemnic"spoiler tu zakończenie popraw 25.07.09, 22:50
                              jakie czeki? o co chodzi?
                              • barbasia1 Re: "Rzeka tajemnic"spoiler tu zakończenie popraw 25.07.09, 23:48
                                tytoniowy_dym napisała:

                                > jakie czeki? o co chodzi?

                                Jimmy po tym, jak zabił starego Harrisa wysyłał jego - żonie,
                                dzieciom co miesiąc czek na kwotę 500 dolarów (wszyscy więc myśleli,
                                że stary Harris żyje, bo przecież nikt inny nie mógłby przysyłać
                                rodzinie tak regularnie pieniędzy ).

                                Sean pyta Jimmy'ego - "czy teraz Celeste bedzie dostawala czeki na
                                500 dolarow... " dając mu do zrozumienia, że domysla się / wie, że
                                to on (Jimmy) zabił i Dave'a, i starego Harrisa.
                          • barbasia1 "Rzeka tajemnic"spoiler tu zakończenie popraw PS 26.07.09, 12:29
                            barbasia1 napisała:

                            >Po tych wydarzeniach / zabójstwie Dave'a/ Jimmy wraca do domu i
                            >opowiada żonie o wszytskim, ta, o dziwo, nie jest wstrząśnięta, ani
                            >zaszokowana, wybacza mu i rozgrzesza, całują się namiętnie ...

                            PS
                            Żona chwali Jimmmy’ego mówi o jego nieomylności, o dobroci, wielkim
                            sercu , o tym, że mógłby być królem (gangsterów?) miasta! – potem
                            całują się namiętnie (zło jest podniecające! – ktoś to już chyba
                            kiedyś powiedział?).


                            Scena końcowa na paradzie – samotna Celeste woła jakoś tak
                            rozpaczliwie na synka, który wraz z innymi chłopcami uczestniczy w
                            paradzie, macha do niego dając znak, że obserwuje paradę, widzi
                            chłopca. Syn w ogóle nie reaguje...

                            • barbasia1 Re: "Rzeka tajemnic" 26.07.09, 13:33
                              Bardzo mi się podobała „Rzeka tajemnic”. Myślę, że to jest właśnie
                              jeden z tych filmów, dzięki któremu Clint przejdzie do
                              historii „jako szanowany człowiek filmu”/- jak napisał kiedyś
                              Grek.grek/

                              Dla mnie to przede wszystkim film o destrukcyjnej sile zła, które
                              niszczy człowieka, nawet jeśli jemu samemu udaje się ujść życiem
                              (Dave).
                              Zło niszczy nie tylko ofiary, ale także wszystkich tych, którzy
                              znajdą się w jego zasięgu. Zło zniszczyło przecież także jakąś
                              cząstkę człowieczeństwa w jego kolegach z dzieciństwa, którzy
                              zaledwie otarli się o zło – Seana – który, zapewne w wyniku tamtych
                              doświadczeń, ma obecnie jakieś emocjonalne problemy , Jimmy’ego,
                              który być może w wyniku traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa został
                              bandytą i mordercą.
                              Ziarno zła zasiał w swej rodzinie, stary Harris (podejzrany typ),
                              pozostawiając broń, którą później postanowił posłużyć się jeden z
                              synów.



                              • grek.grek Re: "Rzeka tajemnic" 26.07.09, 14:14
                                Się przyłączę. B.dobry film, dobra robota Clinta, już samo zgromadzenie takiej plejady gwiazd na planie, to sukces organizacyjny, a do tego jeszcze poprowadzenie ich (do Oskarów)... Mało kto, w tak niedługim czasookresie, osiągał podobne sukcesy co Clint.
                                Człowiek ma coś do powiedzenia, coś do przekazania, i robi to za pomocą frapujących historii. MOżna kręcić głębokie jak studnia gnioty, które wymiatają z fotela po pół godzinie najwytrwalszych, a można być jak Clint.

                                Robbins świetny. Penn też, ale czy był lepszy od Murraya z Między słowami, to już bym polemizował, nawet nie wiem, czy lepszy od Deppa, ktory finezją i brawurą w Piratach przyćmiewa jednak, tylko i aż, solidność szwajcarskiego zegarka Penna w Rzece - tyle, ze Piraci to lekka komedia, Rzeka kandyduje nawet do rangi moralitetu, więc trochę
                                nie wypadało nie dać Pennowi. Poza tym, świetnie się z Robbinsem uzupełniają i jak Robbins dostał, to tak trochę byłoby nie cacy gdyby Penna pominąć, zrośli się w tym filmie trochę.
            • mikk Re: "Brudny Harry" dziś w TVN 24.07.09, 18:27
              nie ma innych pozycji...
              "Rzeka tajemnic" to numer 1, 2, 3, 4 i 5
        • barbasia1 "Szukając siebie" i Ciąg Dalszy !!!!! 30.07.09, 17:36
          cd.
          do „Szukając siebie” kilka słów miałam jeszcze dodać -
          a propos tego co
          grek.grek napisał:
          >powiem Ci, że mnie ten cały Jamal irytował, [...]dwie miny na
          krzyż, jedno spojrzenie, stale to samo, żadnej gry twarzą. Nie
          kupiłem go ;)”

          Rzeczywiście postać Jamala nie była zbyt ciekawie napisana, ale
          chłopak grający tę postać, w moim odczuciu zrobił wszystko co
          mógł. IMHO oszczędna gra, czyli owe dwie „miny na krzyż” i „jedno
          spojrzenie” pasowały do postaci młodziutkiego uzdolnionego
          literacko (ale jeszcze nie pisarza!) czarnoskórego chłopaka z
          Bronxu, który nagle wchodzi w całkowicie obce dla niego środowisko
          i onieśmielony zaczyna się powoli z nim oswajać.

          Ja natomiast nie kupiłam postaci profesora literatury, który daje
          się zagiąć Jamalowi na paru cytatach, tak jakby znajomość literatury
          sprowadzała się do znajomosci kilkudziesięciu czy kilkuset cytatów z
          książek!!! Poza tym ciężko uwierzyć, żeby wiekowy profesor szacownej
          uczelni nie zdołał w swym życiu przeczytać więcej książek niż
          siedemnastolatek.
          Profesor zirytowal mnie też kiedy kazał Jamalowi, by w jego
          (profesora) obecności napisał w ciągu dwóch godzin wypracowanie, co
          miało wykazać, że chłopak potrafi dobrze pisać.
          Oczywiście na podstawie takiego wypracowanie na pewno można coś tam
          stwierdzić o umiejętnościach piszącego, ale jednak w żaden sposób
          nie można porównywać poziomu takiego wypracowania z poziomem pracy
          rocznej czy semestralnej /czy ćwierć semestralnej/ pisanej w domu
          z całą bibliografią i innymi materiałami pod ręką.

          I jeszcze jedno. ubawiło mnie setnie owo „wielkie”
          i „nieprzeniknione” dzieło słynnego pisarza Forrestera, którego
          (dzieła) trudność w interpretacji sprowadzała się li tylko do
          odpowiedzi na pytanie, czyje przeżycia są w nim opisane - samego
          pisarza (ja twierdzi profesor literaturoznawca znawca i wielbiciel
          owego dzieła ) czy „kogoś innego” (co z dumą oznajmia pisarzowi
          Jamal :).

          Podsumowując strasznie, ale to strasznie dyletancko zaprezentowane
          zostały wątki (około)literackie, co rzuca się cieniem na cały film.
          I dlatego ten film określiłam jako sympatyczny i tylko
          sympatyczny! :)

          /Anna Paquin była najjaśniejszym punktem w tym filmie. Swoja drogą
          to b. ciekawy pomysł, żeby z Anny uczynić główną
          bohaterkę „intrygantkę, wykorzystującą innych dla swoich celów” :) /
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.07.09, 19:09
      Na dzisiaj mam dylemat jak w tytule:
      Jedynka godz. 20.20 dramat angielski "Z górki"; na dwójce o 20.05
      "dr House" (jak nie spojrzeć w te niebieskie oczy) oraz na Ale Kino też
      o 20.00 "Między złem a głębokim, błękitnym oceanem" - obyczajowy gł.angielski.
      Ostatnio na Ale Kino obejrzałam poruszający dramat angielski "Zamieszki w
      Bradford" - naprawdę polecam. Rzecz dotyczy niewspółmiernie wysokich wyroków
      sądowych wobec Pakistańczyków w dobie 9/11. Niezły jest też norweski "Mroźny
      pocałunek" mylnie zapodany w GW jako thriller, bo to klasyczny dramat z tragedią
      dotykającą dwóch różnych kulturowo rodzin.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.07.09, 12:39
        Tak to jest, jak się ma za dużo kanałów ;)

        Po tym jak Schymalla Zawsze Dziewica została szefową Jedynki, to
        ja się w ogóle regresu spodziewam, zostaną same nieszkodliwe komedyjki, pseudoromantyczne gnioty i biskupi z papieżem.
        Będzie piekło, cytując piosenkę.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.07.09, 12:50
          grek.grek napisał:
          Po tym jak Schymalla Zawsze Dziewica została szefową Jedynki, to
          [...]
          > Będzie piekło, cytując piosenkę.

          :)))
          Nie bądźmy takimi pesymistami! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.07.09, 14:21
      Głównie filmoteka jest w tym wątku, ale jako że wczorajszy Kabareton koszaliński kompletnie nie zasługuje na osobny wątek, a jednak muszę
      napisać, że Magda Mleczak mnie wczoraj zniszczyła swoją interpretacją
      feministycznej wrażliwości - robię to tutaj.
      Magdo, jesteś wielka... I zgrabna :).
      Poza tym - Grupa Rafała Kmity udowadnia, że jest Top 3 kabaretów w kraju, Ciach, że jest w Top 5, Smile miało wczoraj świetny skecz, a Ani Mru Mru, ze jakiś czas temu spadli do drugiej ligi, a obecnie są na etapie starań o obsunięcie się do ligi trzeciej.
      Poza tym 2 - reszta niewarta uwagi, dno i wodorosty, a zawizięty lustrator Daniec zwyczajnie się zbłaźnił swoim politykowaniem na scenie, co i tak do nikogo nie dotarło, bo część patrzyła i słuchała z plitowaniem starszego łysiejącego pana z nieudolnie zakrywanym koszulą brzuchem powstałym zapewne z biedy, wprawdzie redneki klaskały rozbawione, ale oni głównie cieszyli się z jego mowy ciała, więc i tak nikogo nie nawrócił i nie oświecił. idź pan do domu i nie wracaj, panie De.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.07.09, 14:27
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98287200,Kabareton_w_Koszalinie.html

        Zapomniałam o Smile! też bardzo podobał mi się ich skecz.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.07.09, 14:42
          O kruca, nie zauważyłem Twojego wpisu...
          Ale widzę, że spostrzeżenia mamy podobne, przynajmniej jak chodzi o
          oklaski dla Kmity i zmęczenie Halamą :)
          Generalnie, z Halamą podoba mi się jedna rzecz, zupełnie ponadczasowy skecz (ale nie jego autorstwa, tylko D. Kamysa, Halama w nim wystąpił, trzeba przyznać, ze z powodzeniem) :
          www.youtube.com/watch?v=av3X9mevMjY
          Daniec zawsze był przereklamowany, a wczoraj się zwyczajnie
          wygłupił. To nie wyglądało jak występ satyryka, tylko perora
          jakiegoś zawziętego miłośnika lustracji, rozliczeń i IPN.
          • barbasia1 o kabarecie 26.07.09, 15:07
            > www.youtube.com/watch?v=av3X9mevMjY

            "W obronie kobiety" - boskie! :))))

            Wiesz, że tego nie widziałam wcześniej!

            Mam sentyment i ogromnie lubię Halamę / kiedyś nawet mi się bardzo
            podobał!, jak jeszcze nie miał tego wielgachnego brzucha :)/;
            Pamiętam, że miał kilka udanych rzeczy - np. piosenkę o Arnoldzie.
            Halama potrafi stworzyć coś naparwdę zabawnego, ma potencjał,
            dlatego w głębi duszy ubolewam bardzo nad spadkiem poziomu jego
            kabaretowania i pojąć nie mogę dlaczego nie chce mu się wymyślić
            czegoś nowego, lepszego, tylko w kółko powtarza właściwie jeden i
            ten sam, w dodatku kiepski skecz o kurczakach i panu Józku.

            > Daniec [...] a wczoraj się zwyczajnie > wygłupił. To nie wyglądało
            jak występ satyryka, tylko perora jakiegoś zawziętego miłośnika
            lustracji, rozliczeń i IPN.

            No właśnie!



            • grek.grek Re: o kabarecie 27.07.09, 12:57
              Haha, no to się cieszę, że można Cię czymś zaskoczyć kabaretowo :)

              W temacie pozostając filmowym.
              Polecam bardzo "Zabić Sekala", dzisiaj w Dwójce (niestety, 23:20 dopiero).

              II wś, w małej wsi wszyscy żyją w strachu przed niejakim Sekalem,
              kiedyś poniewieranym jako dziecko z nieprawego łoza, a dzisiaj odgrywającym się za tamte upokrzenia i otwarcie kablującym na swoich sąsiadów Niemcom - zakapowany ląduje w obozie pracy, a jego majątek, w nagrode, dostaje Sekal i jego karłowaty kuzyn, przyjaciel, czy kto tam (nie pamiętam dokładnie) - jedyny jego towarzysz. Sekal ma ziemi coraz więcej, jest bezwzględny, wieśniacy w panice, że za chwilę zostaną na golasa.
              Starszyzna wioski wpada na pomysł, żeby zaszantażować poszukiwanego przez hitlerowców kowala Jurę Barana, aby zamordował Sekala, w zamian
              za dyskrecję wieśniaków. Jura ma wiele do stracenia - żonę, dziecko i
              życie najpewniej. A jednocześnie nie jest zabójcą. Staje pod ścianą i
              musi coś postanowić. DLa wieśniaków jest kamikadze, nic dla nich nie znaczy, ma być tępym narzędziem, którego później, po wykonanym przezeń zadaniu, można się pozbyć denuncjując go Niemcom, bo wobec innowierców lojalność nie obowiązuje.

              To, moim zdaniem, najlepszy motyw jest w tym filmie : dwóch outsiderów przeciw sobie, w rozgrywce, w której za sznurki pociąga ponura rada starszych wsi (zaiste, okropne gęby, w dodatku w wielu ujęciach w blasku jarzeniowego światła uwypuklających bruzdy i niedoskonałości wszelkie inne :)}. Choć tak naprawdę wszyscy mają swoje powody, motywacje, by postępować tak,a nie inaczej i wszystkich da się zrozumieć, ale najtragiczniejszą postacią pozostanie Jura, który zostaje wplątny w całą historię wbrew sobie, wyłącznie z tego powodu, że stara się chronić swoją rodzinę.
              Wątek romansowy, zakończony tragedią, raczej poboczny, aczkolwiek z pewnością istotny dla pełnego zrozumienia postaci Sekala i jego postępowania - wszystko się skupia na Sekalu i jego kolejnych ekscesach, Jurze, kolejnych wypadkach prowadzących zdesperowanych wieśniaków do złożenia Jurze proporozycji nie do odrzucenia, no i tym co potem, a o czym nie napiszę, oczywiście :)

              Świetne role - zwłaszcza Lindy-Sekala, moim zdaniem, jest to najlepsza rola Lindy po 90 roku - w każdym razie ja moge go oglądać w tym filmie 7/24/365, rewelacja, świetny powrót do źródeł, czyli do Gryziaka z Gorączki, ten sam anarchistyczny sznyt, ten sam uśmiech, to samo spojrzenie niepokojące, to samo drugie dno postaci, którego się tylko domyślać możemy, bo Linda go nie gra otwarcie, a ukrywa starannie, tylo rąbek ukazując, nigdy wprost, zawsze tylko uchyla maskę na moment, ale nigdy nie zrywa jej całkowicie; Lubaszenko jako Jura - nie do poznania dla wszystkich, którzy kojarzą go głównie z tych beznadziejnych Mc2 i innych komedyjek pożałowania godnych, spychających go 4 ligi aktorów filmowych w tym kraju - tutaj jest naprawdę dobry, a rozmowa Sekal-Jura w kuźni, to jest w ogole mistrzostwo, drastyczna opowieść Sekala o akcjach podczas wojny w Hiszpanii, no i moja ulubiona scena : Lubaszenko mówi : ty naprawdę jesteś bękartem..., a na to Linda : ja wiem... - kapitalnie to powiedział, po prostu kosmicznie, kiedyś to sobie nagram na repeacie i będę słuchał aż mi zbrzydnie.
              Albo scena na cmentarzu, kiedy Linda spotyka matkę i ta mu się zaczyna tłumaczyć z przeszłego życia, z ciązy, która ściągnęła na nią, a potem na jej owoc - czyli niego, ostracyzm i pogardę całej wsi, a Linda do niej, z hamowaną wściekłością "wypier...laj, matko". Albo rozmowy Jury ze starymi wieśniakami, też robiące wrażenie swoim klimatem, jego ironiczne zachowania, kiedy bezceremonialnie się do nich przysiada w karczmie, czym wywołuje konsternację i zmieszanie, bo przecież jest od nich gorszy - nie wyznaje ich wiary, ale nikt go nie wygania, bo przecież to jest ktoś, kto może ich uwolnić od kabla Sekala i nie warto go drażnić, czy wskazywać zbyt głośno miejsca w szeregu.
              To są sceny zapadające w pamięć; wymieniam tylko niektóre, ale właściwie cały film jest z nich utkany. Bo to jest znakomite kino. Kameralne, bez miliardów dolarów, zrobione ze świetnego scenariusza, emocji, klasy aktorów.

              Urzekające pejzaże lata wiejskiego, zdjęcia w słońcu, mnóstwo barw jasskrawych i efektowne kolorystycznie plenery.
              Nie jest to polski film, chyba głosy wieśniaków są podkładane po polskuz offu bo grają ich aktorzy czescy i słowaccy i podejrzewam, ze te kopie które poszły w odwrotną stronę mają z kolei dubbingowane role polskich aktorów.

              POlecam. Zalecam. Zlecam. Wszystko naraz. Warto jak mało kiedy :)
              • barbasia1 "Zabić Sekala" 27.07.09, 15:06
                > POlecam.
                Zalecam. Zlecam. Wszystko naraz. Warto jak mało kiedy :)

                Ja, Ojcze Dyktatorze, potwierdzę, że warto obejrzeć ten film. :))

                A ponieważ "Zabić Sekala" wydziałam dawno temu powiem tylko, tyle że
                to naprawdę znakomite kino i wspaniałe role Lindy i Lubaszenki, ale
                i aktora /niestety nie znam nazwiska, własciwie to nawet nie wiem,
                czy to jest profesjonalny aktor, czy nie/, który grał karłowatego
                przyjaciela/ krewnego/brata przyrodniego? (tez już dokładnie nie
                pamiętam) Sekala. Stworzył niesamowitą, zapadajacą w pamięć kreację,
                demoniczną, a jednocześnie b. przejmującą, tragiczną postać.

                Patrzę na tę porę emisji tego filmu - 23.20 /jutro o tej porze
                będzie Woody Allen/ i tak sobie myślę, że schrzanili w tym roku
                lenią ramówkę w TVP2! Wszystkie te filmy stanowczo powinny lecieć
                przed Panoramą, a nie zaczynać się przed północą.


                • barbasia1 Re: "Zabić Sekala" 27.07.09, 15:48
                  barbasia1 napisała:
                  > Patrzę na tę porę emisji tego filmu - 23.20 /jutro o tej porze
                  > będzie Woody Allen/ i tak sobie myślę, że schrzanili w tym roku
                  > lenią ramówkę w TVP2! Wszystkie te filmy stanowczo powinny lecieć
                  > przed Panoramą, a nie zaczynać się przed północą.

                  Się skoryguję

                  Patrzę na porę emisji filmu "Zabić Sekala" - 23.20 /jutro o tej
                  porze będzie Woody Allen/ i tak sobie myślę, że schrzanili w tym
                  roku lenią ramówkę w TVP2! Wszystkie te filmy stanowczo powinny
                  lecieć przed Panoramą, a nie zaczynać się przed północą.
                • grek.grek Re: "Zabić Sekala" 27.07.09, 15:50
                  Prawda, karłowaty daje się zapamiętać, hehe.

                  A widzisz, bo to jutro Słodki drań leci (gdzieś Ojejniku # 1 o tym filmie pisaliśmy, jesli dobrze pamiętam...).
                  To jest plaga, te emisje o 23,1 albo 2, to jest jakaś kpina z widza, traktowanie go jak debila - nie tego, co siedzi do późna, czy tego
                  co nie siedzi, ale tylko dlatego, że nie może; to robienie durnia
                  z widowni jako takiej - dajemy wam diskopolo w najlepszych godzinach, bo
                  niczego lepszego, choćby ciut ambitniejszego nie jesteście w stanie sobie przyswoić, a ci, co chcą - niech czekają; pełnimy misję, czy nie pełnimy ? pełnimy, a jakże, przeca dajemy te filmu, tak czy nie. No, to o co chodzi w ogóle... I weź tu im coś zarzuć :) Odpowiedzą, że muszą dbać o wszystkich widzów, a "z badań" wynika, że MjakM i inne takie przyciągają 10 milionów głów; powiedzą też, ze, zgodnie z ustawą, muszą dbać o finansowy wynik spółki, a więc muszą emitować programy, przed i po których chętnie będę wykupowane reklamy. I kółko się zamyka.

                  Na mój gust, najlepszym rozwiązaniem jest model hiszpański - telewizja publiczna dostaje stałe, niemałe, pieniądze z budżetu, co rok, dorzucają się do jej kabzy telewizje komercyjne, ale w zamian publiczna nie nadaje reklam, nie konkuruje z komercyjnymi, nie przejmuje się zbytnio wynikiem finansowym i skupia się na pełnieniu ściśle określonej misji i mądrym wydatkowaniu swojej kasy.

                  Tylko, jak wiadomo, trzeba jeszcze takiej klasy politycznej, która zrezyzgnuje z wojenek o telewizję, lub/i nie będzie przeć do
                  jej prywatyzacji/likwidacji. A w Polsce, chyba się zgodzimy, w tym względzie tośmy są 20 lat za przysłowiowymi murzynami, a polscy politycy
                  to może i ze 40.

                  I z tego powodu szybko się tutaj nic nie zmieni :)
                  • barbasia1 o telewizji 27.07.09, 17:09
                    grek.grek napisał:

                    No proszę są w Europie świetne, sprawdzone modele. Wystarczy tylko
                    poszukać i wybrać najlepszy.
                    Mnie się podoba ten model hiszpański.

                    O "Słodkim draniu" napisze może jutro i podepnę linkę do postu z
                    Twoim tekstem o filmie Allena. Może uda mi się jutro choć trochę
                    popatrzeć na "Drania".

                    /Grek.greku, a może zostałbyś politykiem nowej generacji, co!?
                    Ja mogłabym Ci prowadzić biuro w terenie, :)
                    pod warunkiem,
                    że nowa telewizja nie będzie aż taka libertyńska! :))/

                    • grek.grek Re: o telewizji 28.07.09, 13:00
                      Słodki drań, to jazda obowiązkowa, jak dla mnie.

                      To co w nawiasie, traktuję jako inteligentny żart :)

                      Btw, czytałem wczoraj jakiś wywiad z Schymallą, szefową Jedynki
                      od tygodnia - zapowiada zwiększenie liczby dokumentalnych filmów i
                      seriali. Pod taką kuratelą nie ma się co obawiać, że TVP zacznie
                      emitować filmy odważne, albo przynajmniej te, które daje teraz
                      wpuszczać na antenę przed 23:30.
                      • barbasia1 Dziś "Słodki drań" i "Przebudzenia" 28.07.09, 14:22

                        Dziś -
                        „Słodki drań” Woody’ego Allena w TVP2 o 23.20

                        Film ten pięknie opowiedziałeś nam, Grek.greku, tu: /uwaga!
                        spoiler; dla tych, którzy nie dotrwają do rozpoczęcia filmu/:

                        forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,91431850,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html


                        A w Polsacie „Przebudzenia” (1990) wspaniały film z genialną rolą
                        Roberta De Niro, zupełnie inną od ról do jakich nas przyzwyczaił i
                        z jakimi się kojarzy najbardziej.

                        Rzecz dzieje się w szpitalu. Neurolog dr Malcolm Sayer (Robin
                        Williams) testuje na pacjentach przebywających od lat w śpiączce /po
                        ciężkim zapaleniu mózgu/ nowy świetnie rokujący lek. Jednym z
                        pierwszych pacjentów poddanych eksperymentalnej terapii jest
                        pogrążony od 30 lat w śpiączce Leonard Lowe (De Niro). Kuracja
                        powoli zaczyna przynosić spektakularne efekty. Między lekarzem
                        Leonardem zaczyna rodzić się przyjaźń...

                        Film jest adaptacją książki opartej na wspomnieniach neurologa dr.
                        Oliviera Sacksa. Zresztą w filmie, jak przeczytałam w
                        ciekawostkach na filmwebie, jest scena, w której pojawia się
                        autentyczna, ostatnia żyjąca (w czasie kiedy kręcono film,w 1990
                        roku) pacjentka Sacksa.
                        „Przebudzenia” to znakomite poruszające, i b. wzruszające kino.
                        I świetna pora emisji - godzina 20.05 - za co bardzo chwalimy Polsat.

                        W TVP 1 o godz. 0.20 film sensacyjny– „Przystojniak” (1989)
                        zwróciłam na niego uwagę przeglądając wczoraj program TV z powodu
                        grającego tu Mickey’e Rourke.
                        Film „Przystojniak” to stary schemat – gangster (Rourke) opuszcza
                        więzienie (z nową twarzą po eksperymentalnej operacji plastycznej,
                        która czyni go prawdziwie przytojnym mężczyzną), aby dopaść tych,
                        którzy go zdradzili i pomścić śmierć kumpla.



                        To był oczywiście żart (dzięki za pochwałę:).
                        Ale mówiąc serio to naprawdę myślę, że byłbyś świetnym politykiem!
                        /ale chyba w jakimś innym kraju /.

                        • barbasia1 Re: Dziś "Słodki drań"PS 28.07.09, 15:03
                          barbasia1 napisała:
                          > Dziś -
                          > „Słodki drań” Woody’ego Allena w TVP2 o 23.20
                          >
                          > Film ten pięknie opowiedziałeś nam, Grek.greku, tu: /uwaga!
                          > spoiler; dla tych, którzy nie dotrwają do rozpoczęcia filmu/:


                          A jednak można śmiało czytać tekst Grek.grek o "Słodkim draniu", bo
                          spoilerów właściwie nie ma! /za to ja mam starszną sklerozę :/, jest
                          za to dużo ciekawych spostrzeżeń o filmie.



                          • grek.grek Re: Dziś "Słodki drań"PS 28.07.09, 15:39
                            O, widzę, że udało Ci się wykopać tego starego grata :)

                            Wiesz, jest o tyle wygodnie, z tym filmem, że nie jest on sensacyjny, czy kryminalny i tutaj właściwie można opowiedzieć wszystko, zdradzić zakończenie, bo tak naprawdę nie ma ono żadnego znaczenia dla widza, a sens cały polega na prezentacji głównego bohatera i jego barwnej osobowości, czemu zresztą służy konwencja paradokumentu, filmu biograficznego, jaką Allen operuje, np. wprowadzając tych komentatorów, narratora z offu, który doczytuje to, czego akurat nie ma na ekranie, albo wprowadza w kolejne epizody mające charakteryzować określone cechy opisywanej postaci.
                            • barbasia1 Re: Dziś "Słodki drań"PS 28.07.09, 16:29
                              grek.grek napisał:

                              > O, widzę, że udało Ci się wykopać tego starego grata :)

                              :))
                              Tak łatwo tym razem nie było, albowiem nie uzyłeś ani w tekście,
                              ani w tytule frazy "Słodki drań"!

                              > Wiesz, jest o tyle wygodnie, z tym filmem, że nie jest on
                              sensacyjny, czy kryminalny i tutaj właściwie można opowiedzieć
                              wszystko,

                              To fakt. :)
                              • barbasia1 Re: Dziś "Słodki drań"PS 29.07.09, 13:34
                                > grek.grek napisał:

                                >Ale, przy całej masie wad, polubisz pewnie Emmeta Raya,

                                I bardzo polubiłam Emmeta Raya! (choć stanowczo nie przypadła mi do
                                gustu jego dewiza życiowa – „kochaj i rzucaj, i nie oglądaj się za
                                siebie” ;/ )

                                Polubiłam Hattie, która miała więcej szczęścia niż rozumu (i dobre
                                serce:) . W Hollywood to ona, ku wściekłości Emmeta, który marzył o
                                zrobieniu tam wielkiej kariery, dostaje rolę w filmie (a właściwie
                                ma zagrać epizod, scenę w której całuje się z jednym z bohaterów –
                                to też bardzo kręcenie tego epizodu i reakcja Hattie po kilkunastu
                                dublach to też zabawny moment).

                                Scena, z księżycem, którą opisałeś była cudna, uśmiałam się :) –
                                /Grek.grek/ „na początku występu ma zjechać z góry sceny na
                                stołeczku umocowanym na wąskiej makiecie księzyca - jest zupelnie
                                pijany, więc z wielkim trudem wdrapuje się na stołek, makieta
                                wędruje do góry, kurtyna w dół i publiczność dostaje na dzień dobry
                                widok muzyka rozpaczliwie próbującego utrzymać się na stołku na
                                zjeżdzający księzycu - kapitalny komizm sytuacyjny :}”

                                Dodam tylko, że na koniec księżyc z hukiem spada na scenę tuż za
                                muzykami. A po tym występie wkurzony Emmet porąbał i spalił potem ów
                                piękny, wymalowany na złoto księżyc i swoją ksieżycową marynareczkę
                                („marzenia poszły z dymem” - jak skomentował swój czyn).

                                Prześwietny, zabawny film / choć niestety nie udało mi się obejrzeć
                                go do końca! Jak zwykle wszystko przez późną porę /.
                                Rzeczywiście świetna rola Seana Penna, nigdy nie podejrzewałabym go
                                o taki talent komediowy!

                                Grek.greku, a właściwie jak kończy się opowieść o Emmecie?

                                /Swoją drogą to ciekawe, że Emmet najlepiej czuł się i dogadywał się
                                z Hattie, niemową, ( i to lekko upośledzoną), prawda!/

                                • grek.grek Re: Dziś "Słodki drań"PS 29.07.09, 14:18
                                  Kończy się w następujący sposób : najpierw Emmett traci Blanche, która wdaje się w romans z trzeciorzędnym gangsterem, a zresztą od początku traktowała go jako materiał na powieść, a nie męża, aczkolwiek jej zarzuty o to, że nie potrafi okazywać uczuć kobietom, bo zachowuje wszystkie dla muzyki, i dlatego nie gra tak wspaniale, jak mógłby grać, pewnie nie były wyłącznie uwagami krytycznej obserwatorki jego artystycznej kariery; potem Emmett przyjeżdza do Hattie, spotykają się na bulwarze o poranku, Emmett proponuje jej wyjazd z nim w trasę, po której "powiemy sobie do widzenia, rozstaniemy się, i będzie fajnie", ale Hattie pisze mu na kartce, że jest męzatką, ma dzieci, a więc... wszystko się zmieniło, Emmett żegna się krótkim "take it easy" i odchodzi - trudno powiedziec, może chciał do niej wrócić, może chciał zacząć coś na poważnie, może zaczęło mu coś świtać, a może po prostu potrzebował audytorium w postaci niemej, zapatrzonej w niego dziewczyny... a tu klops :); po kolejnym koncercie, oczywiście podgazowany, Emmett zabiera kolejną nową eks-narzeczoną (hehe) za miasto, aby pooglądać przejeżdzające pociągi. dziewczyna się nudzi, narzeka, po co on ją tutaj przytarmosił, Emmett w końcu traci nerwy, wyrzuca ją z auta, a potem rozbja swoją gitarę o słup telegraficzny i kładzie się obok szczątków w pozycji embrionalnej. Co się stało ? Co się w nim załamało ?
                                  I, jak mówią komentatorzy "nikt go już nigdy nie widział", ALE, jak podkreślają, jego ostatnie utwory się zachowały i były najlepsze, wreszcie dorownywały wyczynom jego idola, bo "jakby się coś w Emmecie otworzyło" - może właśnie stał się uczuciowym człowiekiem ?

                                  Może to otwarcie, okazywanie uczuć na zewnątrz sprawiło, że nagle zrozumiał jak bardzo jest wyizolowany, jak wiele osób stracił i nawet
                                  najlepiej w życiu wykonywana muzyka już nie mogła tego poczucia straty
                                  wynagrodzić, może wręcz odrzucił ją, bo przez nią i jej zaborczość
                                  stracił Hattie, do której miłość zbyt późno sobie uświadomił - bardzo
                                  ta scena przypominała La Stradę, kiedy maczo Quinn płacze na plaży po śmierci Massiny, którą całe życie pomiatał - przypominałaBY gdyby założyć, że Emmett popadł w taki stan z tego powodu, że uświadomił sobie, iż stracił Hattie, a także, że przyjechał do niej, bo chciał ją odzyskać, ale nie po to, żeby nadal ją traktować jak gorszą od siebie.

                                  A moze, po prostu, muzyka przestała mu dawać przyjemność, bo już nie
                                  mógł jej poświęcać wszystkich swoich uczuć; chociaż ten wariant trochę
                                  się kłóci z informacją, że "kiedy się w nim coś otworzyło nagrał swoje najlepsze kawałki, ostatnie jakie słyszano w jego wykonaniu", aczkolwiek - może grał świetnie, najlepiej, ale już sam nie czuł tego tak jak wcześniej, kiedy nic prócz muzyki nie zaprzątało jego głowy ?

                                  MOżna się bawić w interpretacje do woli.

                                  Mnie się podobał jeszcze moment, kiedy Hattie kupuje mu w prezencie urodzinowym rękawiczki. Emmett właśnie jest po rozmowie ze swoim impresario, z której się dowiedział, że nie ma dla niego propozycji
                                  występów, bo nikt nie chce ryzykować, że znowu przyjdzie pijany, albo
                                  nie przyjdzie w ogóle, i że będzie musiał zacisnąc trochę pasa, bo
                                  z kasa krucho jest i będzie. Przychodzi więc do domu i biega po pokojach wyłączając lampki, obwieszczając, że teraz muszą oszczędzać. Dostaje jednak te rękawiczki i tak mu się podobają, ze mówi "no dobrze, wybaczam ci ten jeden raz, musimy bardzo oszczędzać, ale dziś są moje urodziny, więc w drodze wyjątku pozwalam ci mnie nimi obdarować" :)

                                  Pewnie najlepiej się dogadywał z Hattie, bo ona nie mówiła i kupowała z zachwytem te jego opowieści, że jest we wszystkim najlepszy :)
                                  • barbasia1 Re: Dziś "Słodki drań"PS 29.07.09, 14:42
                                    grek.grek napisał:

                                    > Kończy się w następujący sposób

                                    Serdeczne dzięki Ci! :)))

                                    Ślub z Blanche / piękna charakteryzacja!/ jeszcze widziałam,
                                    specjalnie czekałam, żeby ją zobaczyć.

                                    Też bym się skłaniała ku tej pierwszej interpretacji.


                                    > Mnie się podobał jeszcze moment, kiedy Hattie kupuje mu w
                                    prezencie urodzinowym
                                    > rękawiczki. Emmett właśnie jest po rozmowie ze swoim impresario,

                                    A mnie się podobała rozmowa z impresario i tekst Emetta, że owszem
                                    oszczędza pieniądze i odkłada to, co Hattie na praniu zarobi. :)))

                                    I sceny, kiedy pierwszy raz zobaczył Hattie i spędził z nią cały
                                    dzień wściekły, że nie może z nią pogadać (usiłuje więc namówić
                                    kumpla, który poderwał koleżankę Hattie na wymianę dziewczyn, kumpel
                                    oczywiście odmawia).


                                    > Pewnie najlepiej się dogadywał z Hattie, bo ona nie mówiła i
                                    kupowała z zachwytem te jego opowieści, że jest we wszystkim
                                    najlepszy :)

                                    Pewnie tak! :)
                                    • barbasia1 Re: Dziś "Słodki drań"PS 29.07.09, 14:59
                                      > > Pewnie najlepiej się dogadywał z Hattie, bo ona nie mówiła i
                                      > kupowała z zachwytem te jego opowieści, że jest we wszystkim
                                      > najlepszy :)
                                      >
                                      > Pewnie tak! :)

                                      I chyba też wyczuwalł od niej szczere autentyczne wsparcie, jakiego
                                      chyba każdy człowiek potrzebuje w życiu...
                  • pepsic Re: "Zabić Sekala" 27.07.09, 18:54
                    grek.grek napisał:
                    > Polecam bardzo "Zabić Sekala... Bo to jest znakomite kino. Kameralne, bez
                    miliardów dolarów, zrobione ze świetnego scenariusza, emocji, klasy aktorów.>

                    Przyłączam się do opinii przedmówców i mam takie same odczucia. To samo tyczy
                    się gry Lindy i Lubaszenki. Szkoda, że rozmienili się na drobne zwłaszcza ten
                    drugi. Niestety tylu detali, które grek wymienił nie pamiętam, ale wiem, że film
                    wywarł na mnie kiedyś duże wrażenie. Nie wspomniałeś o mocnej (jak dla mnie)
                    tragicznej w skutkach scenie z udziałem wymienionego przez Barbasię karła, ale
                    mniemam, że celowo.

                    PS. Wynalazłam niedawno w GW ciekawy tekst nt. tvp i odpowiedź Krzysztofa Krauze:
                    wyborcza.pl/1,75515,6829095,Telemrzonki.html
                    wyborcza.pl/1,75515,6848795,Zycze_panu_publikacji_naukowych_ozdabianych_proszkami.html
                    • grek.grek Re: "Zabić Sekala" 28.07.09, 13:41
                      Domyślam się jaką scenę masz na myśli, ale zapewniam, że nie wymieniłem
                      jej, bo... mi do głowy w czasie pisania nie przyszła, tak po prostu :)

                      Obejrzałem wczoraj raz jeszcze i generalnie wrażenie zrobiła na mnie największe scena, kiedy wieśniacy zaczynają szantażować Jurę, w tym swoim domu narad, pada propozycja nie do odrzucenia, on jest zaszokowany, kamera jedzie po ich twarzach, jakby z jego perspektywy, i ta muzyka kapitalna, nadająca całej scenie charakter, decydująca o jej
                      mocy.

                      I ten moment, w kuźni, kiedy Sekal przychodzi, żeby naostrzyć nóż. Wszyscy wiemy, w jakim celu, oni już obaj wiedzą, jak to się musi skończyć, to ich jakoś do siebie zbliża. Ale nic wprost, wszystko
                      w niedomówieniach, aluzjach.
                      Bo w sumie są do siebie bardzo podobni, z tej racji, że obaj są odrzuceni przez społeczność miejscową i w rzeczywistości, poprzez to napiętnowanie i wyobcowanie, są sobie bardzo bliscy. Tyle,że Baran nie akceptuje sposóbu postępowania Sekala, bo po prostu z gruntu jest dobry i porządny, a Sekal dawno temu doszedł do wniosku, że to się nie opłaca.

                      Długo by mozna, bo mnóstwo w tym filmie sensów i pytań.

                      Tych kłótni Majcherków z Krauzemi, to już się czytać nawet odechciewa. Są rózne wzorce, z krajów lepiej rozwiniętych, wystarczy skorzystać. Ale jak to przeprowadzić w kraju, którego cechą narodową, znaną w świecie lepiej niż polska kiełbasa, jest swarliwość, niezdolnośc do kompromisów w imię wspólnego dobra, najlepiej widoczna w powiedzenie "gdzie 3 Polaków tam 4 rózne poglądy", zmiksowana z przekonaniem, że Polacy umieją sami, najlepiej i nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, a Francuz zalatywał rybą.
                      Pie.przą jedni i drudzy, a żadnych propozycji dot. meritum, czyli modelu funkcjonowania tych publicznych mediów, ani widu ani słychu. O co w zasadzie oni się żrą ? O jakieś słówko jedno, czy drugie, o stwierdzenie, o to, że jedna baba drugiej babie... i tak dalej, generalnie : o g,wno, powiedzmy sobie szczerze - na tym im życie płynie zresztą, na struganiu z siebie durnia, przekrzykiwaniu się i upartym dochodzeniu swego jakże dobrego imienia z ledwie skrywaną żyłą na czole, ew. czyjegoś rzekomego dobrego imienia podważanie. Elita kulturalna, śmiechu warte.
                      • barbasia1 Re: "Zabić Sekala" 28.07.09, 16:23
                        "Zabić Sekala" oglądałam tylko przez chwilę -
                        I przypomniałam sobie jeszcze jedną postać o której nie
                        wpomnieliśmy - Agnieszkę, córkę miejscowego gospodarza (w tej roli
                        świetna tu Agnieszka Sitek) /To też bardzo dobrze zagrana postać./
                        i scenę, w której Sekal przynosi jej piękny podarunek, drogocenny
                        wisiorek z perłą na łańcuszku. Agnieszka zaskarbiła sobie jego
                        sympatię tym, że nigdy nie traktowała go pogardliwie, nigdy nie
                        nazwała go bękartem. Dziewczyna nie chce jednak przyjąć tego
                        prezentu, przyjęcie oznaczałaby, że akceptuje jego starania o nią, o
                        jej rękę. A ona, jak inni boi się Sekala i jego zaloty ją
                        przerażają, nie chce ich, szuka więc intensywnie w umyśle jakiegos
                        pomysłu na pozbycie się natręta, po czym zezbiera się na odwagę i
                        robi rzecz straszną, poniża Sekala mówiąc (szczerze albo
                        nieszczerze) to, czego wcześniej nigdy mu nie powiedziała, nie dała
                        odczuć że myśli to, co wszyscy, że uważa Sekala bękarta,
                        złodzieja...
                        Świetna scena – mina Agnieszki świetnie oddaje emocje, jakie nią w
                        tej chwili zawładnęły - pomieszanie strachu z odwagę.
                        Poniżony przez kobietę, w której się kochał, przed którą odkrył swe
                        serce, okazał pozytywne uczucia Linda -Sekal udaje, że go słowa
                        Agnieszki nie dotknęły, jednak na jego twarzy maluje się
                        rozczarowanie, nienawiść, złość, którą w chwilę później wyładuje na
                        parobku czy bracie Agnieszki .



                        Chyba trochę przesadziłam z wielką „tragicznością” postaci karła
                        (miejscowego fryzjera i golibrody). To raczej przede wszystkim
                        demoniczna, upiorna postać (a może jednak tragiczna, ale na swój
                        sposób ...).


                        /A Agnieszka Sitek gdzieś przepadła, nie widać jej w TV./
                        • barbasia1 Re: "Zabić Sekala" 28.07.09, 16:38
                          > Poniżony przez kobietę, w której się kochał, przed którą odkrył
                          swe
                          > serce, okazał pozytywne uczucia Linda -Sekal udaje, że go słowa
                          > Agnieszki nie dotknęły, jednak na jego twarzy maluje się
                          > rozczarowanie, nienawiść, złość, którą w chwilę później wyładuje
                          na parobku czy bracie Agnieszki .

                          A moment wcześniej okazuje złość rzucając na ziemię łańcuszek z
                          wisiorkiem i rozdeptując perłę.
                          • pepsic Re: "Zabić Sekala" 28.07.09, 17:08
                            W poprzednim poście miałam na myśli scenę z udziałem Agnieszki, o której
                            wspomniała Barbasia, a nie chciałam spojlerować. Chodzi o fragment, gdy zostaje
                            zmuszona (?) do spędzenia nocy z Sekalem. Agnieszka mająca słabość do niego
                            przychodzi psychicznie nastawiona na tak. W trakcie spędzonej nocy zorientowała
                            się, że kochankiem nie jest przystojny Sekal, a podstawiony mściwie szpetny
                            karzeł (nie był czasem garbaty?). Zbrukana, pełna obrzydzenia dziewczyna
                            następnego ranka popełnia samobójstwo topiąc się w stawie. Jeśli coś pomyliłam,
                            to mnie wyprostujcie, bo wczoraj z wiadomych względów odpuściłam (godzina), a
                            oglądałam dość dawno.

                            PS. Agnieszka Sitek faktycznie zniknęła nomen omen jak kamień w wodę. Pamiętam
                            ją z wczesnych Złotopolskich (jako Weronikę) :)
                            • grek.grek Re: "Zabić Sekala" 29.07.09, 10:51
                              Czyli dobrze podejrzewałem :)

                              Dziewczynę zmusił do całej akcji ojciec, któremu Sekal postawił
                              ultimatum : albo noc z nią, albo ziemia.
                              Agnieszka u Sekala zachowywała się jak zakonnica, przyszła
                              wypełnić obowiązek i nie zamierzała robić nic ponad rozebraniem się
                              i leżeniem martwym bykiem z krzyżykiem w dłoni, więc się Sekal wkurzył ostatecznie i oddał ją kurduplowi.
                            • barbasia1 Re: "Zabić Sekala" 29.07.09, 14:05
                              pepsic napisała:

                              Nie pamiętałam już dokładnie tych scen.

                              > PS. Agnieszka Sitek faktycznie zniknęła nomen omen jak kamień w
                              wodę. Pamiętamją z wczesnych Złotopolskich (jako Weronikę) :)

                              A właśnie, wieki temu była w Złotopolskich! :)
    • barbasia1 "Siła magnum" z Cintem Eastwoodem dziś 29.07.09, 14:02
      Dziś środa , a więc w TVN o 23.10 Clint Eastwood w filmie "Siła
      magnum"(1973), kontynuacji "Brudnego Harrego".
      Tym razem Brudny Harry Callahan oczyszcza policję z korupcji.

      Film, jak czytałam, podobno słabszy od części pierwszej cyklu z
      HC, więc może tym razem tylko rzucę okiem na początek filmu...




      • notteanapoli Syryjska narzeczona 29.07.09, 20:03
        A o 00:15 TVP1 w kinie nocnych marków (żeby ich cholera wzięła za wymyślenie
        takiej formuły) - "Syryjska narzeczona". Intrygujące, świetne recenzje na imdb.
        Myślę iż warto użyć sprzętu nagrywającego. Chyba że ktoś widział i może zniechęcić.
        • barbasia1 Re: Syryjska narzeczona 31.07.09, 12:54
          Ktoś nagrał? obejrzał? może napisać coś o tym filmie?
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.07.09, 14:58
      Dzisiaj - "Kanał" (TVP 1, 23;50) i... to wszystko.
      Ale warto wysiedzieć, jesli ktoś nie widział, albo widział za rzadko.
      Mało filmów równie dobrych, a przy okazji krytycznych wobec głupawki PW nakręcono, a pewne jest, że więcej z pewnością nakręconych nie zostanie, jako że az do wybuchu Słońca PW będzie w Polsce świętem narodowym, czyli rzeczą nienaruszalną i w sposób nie podlegający dyskusji wspaniałą i
      najlepszą. Jaki kraj, takie wydarzenia czczi.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.07.09, 15:16
        grek.grek napisał:

        > Dzisiaj - "Kanał" (TVP 1, 23;50) i... to wszystko.

        Widzę, że pora w sam raz na uczczenie okrągłej rocznicy Powstania -
        23.50. ;)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.07.09, 11:45
      Wczoraj oferta słaba była... ale za to dzisiaj... jeszcze słabsza ;)

      Ale Sektę w Jedynce (22:20) mogę polecić - przyzwoity film, akcja w środowisku uniwersyteckim, gdzie działa organizacja studencka, bractwo,
      do którego bardzo chce się dostać główny bohater i z czasem odkrywa coraz bardziej niepokojące fakty dotyczące jej działalności.
      Młodzi aktorzy, dopiero czekający na swoje wielkie role - Joshua Jackson i Paul Walker w rolach głównych, obaj mają swój potencjał, może kiedyś coś z nich będzie.
      Jakoś pozytywnie ten film wspominam, w sam raz na piątkowy wieczorek, nie nadambitny, nie zaskakujący jakoś szczególnie, ale kiedy się zgodzić na konwencję i przyjąć oczywiste wady takich filmów - ogląda się wcale
      nieźle.

      I stanie się koniec, z gubernatorem bankrutującej Kalifornii - lipa, moze nawet z przymiotnikiem - okropna. beznadziejny filmik o nadejściu
      Apokalipsy, zamiast straszyć śmieszy zarówno scenariuszem, postacią głównego bohatera, wizją Szatana, nieudolnymi próbami wprowadzania nastroju grozy za pomocą wnętrz, muzyki i efektów specjalnych; a nie, jest jedna scena warta uwagi - ławki w kościele wywracające się jak
      kostki domina. Ale naprawdę nic więcej. Nic. Dno i dziesięć metrów mułu.
      Żadnych jaśniejszych punktów nie znajduję.

      Full Metal Jacket w TVN - nie znam się, nie orientuję, nie przepadam za filmami o wojnie wietnamskiej, bo wszystko już w tej materii nakręcono, a po obejrzeniu Plutonu i Czasu Apokalipsy nie znajduję motywacji do oglądanie kolejnych dzieł w owym nurcie, nawet jeśli reżyserował Kubrick; może dość ciekawe byłoby porównanie np. Plutonu z Full Metal, ale...to nie na dzisiaj; może ktoś się zdecyduje i opowie co i jak ? :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.07.09, 12:53
        grek.grek napisał:

        > Wczoraj oferta słaba była... ale za to dzisiaj... jeszcze
        słabsza ;)

        Rzuciłam okiem na program TV, wydaje mi się, że weekend lepszy nie
        będzie /może Ty coś godnego obejrzenia dojrzysz, bo ja nic nie
        wiedzę!?/.


        Na dziś wypatrzyłam tylko relację z Festiwalu Filmu i Sztuki "Dwa
        Brzegi" 2009 w Kazimierzu, cz. 1, od 22.35 do 22.45,. Tylko 10
        minut - (szaleństwo prawda! ;) /w niedzielę jest jeszcze lepiej, bo
        tylko 5 minut/), szkoda, bo chętnie posłuchałoby się ciekawych
        rozmów o filmach, wywiadów z twórcami, reżyserami, aktorami itd.


        >może dość ciekawe byłoby porównanie np. Plutonu z Full Metal,
        ale...to nie na dzisiaj; może ktoś się zdecyduje i opowie co i
        jak ? :)
        :)
        Ja raczej się nie zdecyduję na porównywanie wymienionych przez
        Ciebie filmów, albowiem nie przepadam za kinem wojennym,
        choć "Pluton" widziałam dawno temu.
        To jednyny film, w którym całkiem nieźle spisał się drewniany na
        ogół Charlie Sheen.








        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.07.09, 14:54
          W takich okolicznościach powiem, że Sektę naprawdę da się obejrzeć :)

          Heh, spojrzę na program jutrzejeszy - może coś się uda wyciągnąć za uszy;
          ale faktycznie, sobota, przynajmniej w TVP, to będzie podniosłe murmurando nad Powstaniem, a jakże - na dobre kino liczyć nie można.
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.07.09, 16:11
            grek.grek napisał:

            > W takich okolicznościach powiem, że Sektę naprawdę da się
            obejrzeć :)

            :))))
            No to może się skuszę!??

            > Heh, spojrzę na program jutrzejeszy - może coś się uda wyciągnąć
            za uszy;

            Koniecznie! :)

            sobota, przynajmniej w TVP, to będzie podniosłe murmurando nad
            > Powstaniem

            na melodie z "Zakazanych Piosenek" o 20.00 w TVP2.


            • barbasia1 OT statystyczny 31.07.09, 16:15
              Jestem autorką postu numer: 333000!
              Lubię okrągłe liczby. :)
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.08.09, 11:10
              Ja się sam skusiłem ;)) - i do 2/3 film był takim jakim go, generalnie, zapamiętałem - znośnym. Od momentu, kiedy Luke z dziewczyną uciekają z
              zakładu psychiatrycznego - zupełnie scenarzystę poniosło i film się sfarfoclił dokumetnie, a ilość żenujących rozwiązań na centymetr klatki filmowej dorównała filmom z Arnim :)

              Co do dzisiejszego programu - miałaś świętą rację : zero absolutne.
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.08.09, 14:19
                grek.grek napisał:

                > Ja się sam skusiłem ;))

                a ja w końcu zrezygnowałam ...
                Obejrzałam za to "Miłość w czasach zarazy" na DVD , które kupiłam
                niedawno z Galą. Niestety film, z J.Bardemem w roli głównej!
                rozczarował mnie, choć oczywiście nie powiem, że nie warto go
                obejrzeć. :)
                • tytoniowy_dym Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.08.09, 18:30
                  znalazłam coś! "Wbrew regułom" tv puls g.20
                  Ekranizacja powieści Johna Irvinga znanej u nas jako "Regulamin tłoczni win",
                  rozgrywającej się w latach 30. i 40. w północnym stanie Maine. Lekarz (Michael
                  Caine) nie tylko prowadzi sierociniec, ale też niekiedy - nielegalnie -
                  przeprowadza w nim zabiegi usunięcia ciąży. Jego ulubiony wychowanek Homer
                  (Tobey Maguire), którego sposobi na swojego następcę, nie chce jednak iść w jego
                  ślady; nie tylko nie podziela trzeźwo liberalnych proaborcyjnych poglądów
                  doktora, ale przede wszystkim ciągnie go świat zewnętrzny za murami sierocińca...
                  Ta opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie ma dużo słodkiej
                  melancholii (obecnej także we wcześniejszym filmie reżysera "Co gryzie Gilberta
                  Grape?a") i staroświeckiego uroku. Nie ma tu jednak sztywnych reguł rządzących
                  tym światem. Bohaterowie filmu muszą stworzyć własne dekalogi - muszą ustalić
                  własny kodeks moralny.Film był nominowany do Oscara w kilku najważniejszych
                  kategoriach, statuetki otrzymali scenarzysta John Irving (napisał scenariusz na
                  podstawie własnej powieści) i aktor Michael Caine.
                  serwisy.gazeta.pl/tv/1,47085,6855812,Wbrew_regulom_____.html
                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.08.09, 11:36
                    Niestety, nie dysponuję TV Puls. Za to zawsze poczytam streszczenie, ew./i o subiektywnych wrażeniach poprojekcyjnych opowiadającego, hehe.

                    Także i dzisiaj nie dostrzegłem nic, co mógłbym polecić, poza oczywiście "Seksem w wielkim mieście" (swoją drogą, czemu zawsze to Amerykanie wpadają na dobre pomysły serialowe, które później się masowo kopiowane ?). Zatem, może Wy mieliście więcej szczęścia :)

                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.08.09, 12:04
                      grek.grek napisał:

                      > Niestety, nie dysponuję TV Puls. Za to zawsze poczytam
                      streszczenie, ew./i o subiektywnych wrażeniach poprojekcyjnych
                      opowiadającego, hehe.

                      mam tak samo :)

                      > Zatem, może Wy mieliście więcej szczęścia :)

                      Ja wypatrzyłam coś do słuchania - koncert brazylijskiej bossanovy w
                      ramach Festiwali Filmu i Sztuki w Kazimierzu (TVP2). Ha! :)
                      Niestety dopiero o 23.20. (do 0.15) :/


                      > swoją drogą, czemu zawsze to Amerykanie wpadają na dobre
                      > pomysły serialowe, które później się masowo kopiowane ?).

                      Mają dobrch scenarzystów.

                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.08.09, 12:28
                        > > swoją drogą, czemu zawsze to Amerykanie wpadają na dobre
                        > > pomysły serialowe, które później się masowo kopiowane ?).
                        >
                        > Mają dobrch scenarzystów.

                        albo lepiej wyszkolonych.
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.08.09, 12:42
                          barbasia1 napisała:

                          > > > swoją drogą, czemu zawsze to Amerykanie wpadają na dobre
                          > > > pomysły serialowe, które później się masowo kopiowane ?).
                          > >
                          > > Mają dobrch scenarzystów.
                          >
                          > albo lepiej wyszkolonych.


                          Choć w tym przypadku zasługa scenarzystów jest połowiczna, bo
                          serial „Seks w wielkim mieście” powstał na podstawie powieści
                          Candance Bushnell (o skleroso mio!).
                          / ale co ciekawe ci, co czytali książkę twierdzą, że serial jest
                          znacznie lepszy niż powieść/.

                          W Polsce też mamy dobrych scenarzystów, tylko problem, zdaje się,
                          polega na tym, ze trudno im się przebić ze swoimi pomysłami!?

                          A propos scenatrzystów, środowisko zaczęło się ogranizować, całkiem
                          nidawno powstała ciekawa strona, głownie dla profesjonalistów, ale
                          nie tylko:

                          www.scenarzysci.org.pl/
                          /Wczoraj w „Seksie” pojawił się „Californication”! :)/
                          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.08.09, 13:23
                            U nas ciągle albo amatorszczyzna, albo słabe naśladownictwo, albo w ogóle nie wiadomo co, byle towar sprzedać fanatykom MjakMiłośc i Klanu.
                            Resztę gawiedzi obsługują amerykańskie seriale. I, moim zdaniem, to bardzo dobrze. Po co robić swoje projekty, skoro można kupić sprawdzone i wysokiej jakości ? Nie będę pichcił tortu, bo nie umiem, pójdę - kupię, zjem i będę zadowolony. Finansowo, to na jedno wyjdzie.

                            Nie mamy szans dorównać Amerykanom, niestety. Seksu nie da się skopiować bez narażenia na żenadę; Californication też nie, zwłaszcza w warstwie dialogowej i estetycznej (co miałoby w Polsce powstać "Mazurycation" ?); Dexter jest całkowicie oryginalny, czym zupełnie dystansuje konkurencję; Gotowe na wszystko (tak, obejrzałem parę odcinków i jestem zachwycony tym serialem) są nie do podrobienia, a to tylko te seriale, które oglądałem stale (środkowe), albo wycinkowo (GnW), albo oglądam od jakiegoś czasu (Seks), na pewno jest kilka równie dobrych, albo i lepszych, plus cały zestaw bardzo dobrych.

                            U nas ciągle rozwód po polsku, telenowelowe wielkie miłości, zupa w kuchni, Maciuś z Klanu, a jak humor to tępy i przersywowany. W sumie najlepsze seriale jakie teraz w polish-tv dają, to kryminalne - Oficer mi się bardzo podobał, Glinę widziałem w II serii, też świetny, głównie za sprawą aktorów. W obyczajówce jesteśmy sto lat za Amerykanami. Nie ma błyskotliwości, lekkości, luzu, a jest gorset krępujący w postaci mnóstwa tabu językowo-tematycznych, albo beztalencie pisarczyków, plus bezbarwne otoczenie dla tych filmów, nieumiejętność kreowania postaci, prawdopodobnie zaczerpnięta z rzeczywistości, jakich ludzi spotykają, o takich piszą.

                            A widzisz, Duchovny wczoraj był, racja, jako potencjalny wariat. W ogole te ostatnie odcinki Seksu są świetne, momentami zahaczają o majstersztyk, a zeszłotygodniowy, w którym z upaloną Bradshaw ewidetnie jeden z najlepszych jakie widziałem, a może nawet najlepsze, mimo że nie widziałem wszystkich, a pewnie nawet i połowy :)
                            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 03.08.09, 15:05
                              > A widzisz, Duchovny wczoraj był, racja, jako potencjalny wariat.
                              :))
                              Miał tylko problemy ze sobą.

                              Jeśli chodzi o „Seks w ielkim mieście” to mnie osobiście najbardziej
                              podobała się pierwsza i druga seria, choć i pozostałe trzymają
                              poziom, też są niezłe, też się dobrze ogląda.
                              Natomiast GnW przestałam oglądać po drugiej serii, jak scenarzyści
                              zaczęli (IMHO) dziwaczyć i przekombinowane wątki tworzyć.

                              cdn.
                    • tytoniowy_dym Wbrew regułom 02.08.09, 13:15
                      heh to wam opowiem:) trochę się stresuję, bo to mój debiut tutaj;)
                      Lekarz prowadzi sierociniec, a jednocześnie dokonuje aborcji. Jego wychowanek
                      Homer nie godzi się na to i nie chce zostać jego następcą. Postanawia spróbować
                      życia poza sierocińcem. Przytrafia się okazja, gdy na aborcję przyjeżdża młoda
                      dziewczyna Candy (nie jestem pewna czy tak miała na imię, ale na użytek tego
                      streszczenia tak będę ja nazywać) wraz ze swoim narzeczonym żołnierzem(trwa
                      wojna). Po udanym zabiegu Homer wyjeżdża razem z nimi. Żołnierz załatwia mu
                      pracę przy zbiorze jabłek na farmie swoich rodziców, a sam wyjeżdża na front.
                      Jak można się domyślić Homer nawiązuje romans z piękną Candy podczas
                      nieobecności narzeczonego. Tymczasem doktor wysyła listy, w których za wszelką
                      cenę próbuje ściągnąć Homera do sierocińca. Zakochany chłopak odmawia.
                      Jest jeszcze wątek poboczny, ale dość istotny dla Homera. Pracuje on z grupą
                      murzynów, wśród których jest Mr. Rose oraz jego młoda córka. Po jakimś czasie
                      okazuje się, że młoda murzynka jest w ciąży. W sekrecie, przyparta do muru przez
                      Candy, wyznaje kto jest ojcem dziecka... Mr Rose(!) czyli jej własny ojciec. On
                      oczywiście nie przyznaje się do tego. Candy uświadamia dziewczynie, że ciążę
                      można usunąć i oświadcza, że sama zrobiła to rok wcześniej. Murzynka nie chce
                      wyjechać do sierocińca na aborcję, więc w efekcie zabiegu dokonuje Homer
                      sprzeniewierzając się własnym zasadom.
                      W międzyczasie nadchodzą wieści z frontu. Narzeczony Candy jest sparaliżowany po
                      przebytym zapaleniu mózgu. Candy decyduje rozstać się z Homerem i wrócić do
                      narzeczonego, aby się nim zaopiekować. Chłopak jest rozżalony, ale przyjmuje jej
                      decyzję ze spokojem. Narzeczony wraca, a Homer otrzymuje list z wiadomością o
                      śmierci doktora. Jedzie na pogrzeb i wraca do sierocińca. Ucieszone dzieci
                      rzucają się na niego-tutaj się popłakałam, to było megawzruszające. Koniec :)
                      Teraz opis mojej ulubionej sceny:) w opisie pominęłam sam początek filmu czyli
                      akcję w sierocińcu. Co jakiś czas przyjeżdżają tam małżeństwa chcące adoptować
                      dziecko. Po wyjeździe każdego dziecka podczas wieczornej modlitwy następuje
                      pożegnanie, czyli doktor mówi kilka słów przykładowo "Rupert dziś znalazł
                      rodzinę, pożegnajmy go dobranoc Rupercie". Gdy jedno z dzieci umiera, aby nie
                      martwić pozostałych doktor również mówi coś takiego jakby dziecko zostało
                      adoptowane. No i teraz najlepsze: po śmierci doktora podczas wieczornej modlitwy
                      następuje identyczna kwestia "Doktor znalazł rodzinę, pożegnajmy go dobranoc
                      doktorze" Boskie:) Po prostu mistrzowska scena.
                      • tytoniowy_dym Re: Wbrew regułom 02.08.09, 13:23
                        Ogólnie bardzo przyjemny film, dobrze się ogląda, świetna rola doktora, Homer
                        też niezły. Osobiście bardzo lubię klimaty lat 30-40 i filmy o tym okresie.
                        "Wbrew regułom" jest słodko-gorzki, nie narzuca prawd objawionych, naprawdę
                        szczerze polecam:)
                        • barbasia1 Re: Wbrew regułom 02.08.09, 14:26
                          tytoniowy_dym napisała:

                          Debiut udany!:)
                          Ciekawy film.

                          Witamy tytoniowy_dym w naszym "klubie"! :)


                          /Ufff jak gorąco, znów; nas dziś upały tysiącelcia, na balkonie
                          termometr wskazuje 46 stopni!/
                      • grek.grek Re: Wbrew regułom 03.08.09, 11:22
                        Czym tu się stresować - piszesz o co chodzi w filmie, jak najwięcej własnych wrażeń i spostrzeżeń wrzucasz i... voila :)

                        Film wygląda na interesujący, tytuł wędruje do zapamiętania.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 13:51
      CO na dzisiaj ?
      Ja polecam "8 milę" w Dwójce (23:20).
      Podobno to biografia Eminema - nie wiem, moze, nie znam się, pewnie tak jest. Ale to film, jako film, szybko się zapomina, ze to o czyichś faktycznych losach, nie dba się o to. 8 Mila naprawdę da się lubić, i to nie tylko przez tych, co się interesują hip hopem, rapem i w ogóle subkulturą gett amerykańskich.
      Bo to, w gruncie rzeczy, uniwersalna opowieść o trudnym życiu, spełnianiu pragnień, uwikłaniu w popapraną rzeczywistość, pasji i
      pokonywaniu ograniczeń.

      Główny bohater, to niejaki Rabbit, który jest raperem biorącym udział w tzw. bitwach na rymy, ale niestety ma problemy z wytrzymaniem presji, może brak mu też wiary we własne możliwości, poza tym rap, to specjalnośc czarnych, a Rabbit jest biały, jak... królik właśnie.

      Problem to poważny, bo Rabbit jest utalentowany i w zasadzie poza rapowawaniem nie ma żadnych nadziei na odmianę kijowego losu - w domu pisze teksty, w metrze, w pociągu, wszędzie - pisze teksty, bazgroląc pod kartkach. Pracuje w GM, bo to w końcu Detroit jest współbohaterem tego filmu, mieszka z siostrą, oraz z wiecznie borykającą się z brakiem kasy, podpitą i przyćpaną matką i jej tępym fagasem w budzie w brudnej przemysłowej dzielnicy. Siostra jest w zasadzie jedyną osobą, na której mu zależy, którą chciałby chronić przed gnojem w jakim tkwią, jedyną osobą, którą tak naprawdę kocha. Matki mu chyba żal, chciałby żeby się zmieniła, ale chyba chciałby tego dla siostry najbardziej.

      Oczywiście ma kumpli - dużego czarnego, mniejszego białego, co jak zaczyna wymachiwać bronią, to strzela sobie między nogi, i trzeciego - tez czarnego, co organizuje owe bitwy rapowe i niezmiennie wierzy w niego, w jego talent. Cokolwiek by nie mówić, to ci koledzy są dla niego oparciem, rodziną, są mu bliżsi niż matka i nigdy go nie zawodzą.

      Z drugiej strony, jest kolega spoza "rodziny", ale za to własciciel studia nagrań, który daje mu możliwość nagrania płyty w profesjonalnych warunkach, lecz kiedy już ma do tego dojść... nie zdradzę co, sami obejrzycie :)

      Jest też dziewczyna, marząca o karierze modelki czy aktorki, nie pamiętam; wdaje się z nią w romans, ale na happy end nie ma co liczyć, bo ona nie zamierza zostać, a on nie chce wyjeżdzać,
      aczkolwiek rozwiązanie tego wątku jest cokolwiek optymistyczne.
      Jest też grupa konkurencyjnych raperów, co Rabbita, i jego kolegów, ewidentnie nie lubią, co kończy się dla Rabbita dość dotkliwie.
      Chłopak ma pod górę, jak nic.

      Jest w końcu finałowa bitwa na rymy, w której Rabbit efektownie niszczy konkurencję złożoną obowiązkowo z czarnych, nadętych cwaniaków , a swojego wroga, lidera konkurencyjnej grupy raperów, wprost kompromituje, przy szaleństwie tłumów.

      Po primo, drugo i trzecio - Eminem jest dobrym aktorem. To prawda i tak mi dopomóz i tak dalej :) W Courtney Love jako udaną aktorkę też bym nie uwierzył, gdybym nie zobaczył Formanowych "Człowieka z księzyca" i "Larry Flinta".
      Może dlatego,że Eminem gra siebie, po częsci siebie, albo stylizuje się na siebie - może dlatego jest dobry, a moze ma talent. Nie do grania Hamleta, ale do ról, w których mógłby operować podobnymi środkami ekspresji - i owszem.
      Jest spokojny, dyskretny, nie szarżuje, a jednocześnie jest wyrazisty, dobrze podaje tekst, dobrze patrzy, w ogóle kamera go nie stresuje. I kreuje postać będącą w oderwaniu od tego, co prezentuje sobą Eminem- gwiazda popkultury. Tak jakby w tym filmie chciał przedstawić siebie spoza sceny, siebie naprawdę. Na koncertach macie Eminema, czyli produkt przynoszący dużo martwych prezydentów dla wszystkich pracujących przy jego kreacji i sprzedaży, upozowany, w masce zabójcy z Piątku 13-tego, z piłą tarczową, gnojący w tekstach własną matkę, pozujący do zdjęć z groźną miną, i przy odbiorze nagród lansujący się z czarnymi raperami obwieszonymi całym tym obowiązkowym hiphopowym asortymentem, w filmie jest Marshall Mathers, czyli opanowany, skromny chłopak, który miał i ma swoje problemy, trochę przeszedł, i w zasadzie zależy mu tylko na tym żeby robić muzykę i dbać o bliskich; postać nawet nieco enigmatyczna, nie do konca dająca się rozgryźć, nie do końca odkryta.

      O niego tu przede wszystkich chodzi, o jego zmagania, problemy, sposoby radzenia sobie z nimi, i jako, ze niedawno był Słodki drań, to jest to fajna okazja do zderzenia ze sobą dwóch obrazów o losach i charakterach artystów, bardzo róznych filmów jak chodzi o poetykę, ale traktujące o jednym i tym samym.

      Srodowisko raperów, rywalizacji mięzy nimi, itd. nie zostało jakoś szczególnie sportretowane, aczkolwiek zdaje się okolioczności, sceneria i zachowania podczas bitew na rymy zostały dobrze oddane, raczej trudno wątpić w to, bo w końcu Eminem na pewno służył tu swoim doświadczeniem
      z początków kariery, a pewnie nie tylko on, konsultantów było zapewne paru.

      Ciekawie jest pokazane Detroit, dzielnice przemysłowe, dośc zapyziałe, brudne, zaśmiecone, w żaden sposób nie przystające go cukierkowego obrazu Ameryki jaki ona sama chciałaby pokazywać światu, symbolu dobrobytu, urody i przepychu. Domki mało reprezentacyjne, zewsząd bieda i brak perspektyw, takie punkowe no future, tyle że bez irokezów, no future po amerykańsku. Detroit okresla jakby bohaterów, nadaje im wyraz, do całej akcji dorzuca dodatkowe interpretacje, w tak po prostu - sprzęga się jego estetyka z mało kolorowym i wesołym życiem Rabbita - ono także z niego, a może przede wszystkim z niego, wyrasta, z atmosfery i wymagań jakie stawia przed ludźmi, w warunkach którego nie jest łatwo o optymizm, abstrahując nawet od kłopotów których przyczyną są inni ludzie i niesprzyjające okoliczności; Rabbit mieszka w jakiejś fatalnej budzie, czy to jest przyczepa kempingowa, już nie pomnę, w każdym razie - kiepsko mieszka. No future. Mało zajmująca praca w fabryce przy montowaniu aut. A po pracy - spotkania z kolegami, może jakaś impreza. I tak dzień po dniu. No chyba, że jest bitwa na rymy. To jest blask w jego zyciu, ale blask, który jednocześnie go stresuje, załamuje, bo katlizuje ukryty głęboko brak wiary we własne mozliwości, może brak wiary także w sens wysiłków, apatię w jaką wpędza go miasto, rzeczywistość, otoczenie. Bardzo go to odróznia od kolegów, oni się śmieją, momentami są rubaszni, choć i ich dopada czasami chandra. On się nie uśmiecha, chyba że do siostry. To jakoś tam pogłębia tę postać.

      I zakończenie - w Buntowniku z wyboru Will zostawia w końcu swoich kolegów, odchodzi do lepszego świata, gdzie będzie mógł swój talent zrealizować.
      Co robi Rabbit ? Ha, tu jest właśnie zagwozdka, może nie chodzi o to, co
      robi, a co Zrobi, moze nie musi nic robić, a zakończenie jest niejednoznaczne, bo scenarzysta jednak założył, że opowiada biografię Eminema, a skoro tak, to wiemy co było dalej i jak się skończyło; jesli jednak potraktujemy to jak opowieść nie mającą ciągu dalszego w realu, to koniec jest dwuznaczny, zostawia widza w niepewności, może w poczuciu, że tej historii dopisać da się tylko optymistyczne zakończenie.
      Czasami dobrze jest nie stawiać dośc nachalnie wielkiej kropy nad "i". I tutaj tego nie zrobiono. Co się ceni :)

      Warto popatrzeć.


      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 14:49
        Po t a k i m słowie wstępnym nie można nie obejrzeć „8 mili”!,
        choćby początkowych fragmentów /bo godzina emisji tradycyjnie już
        późna / :))
        • barbasia1 "8 mila" 04.08.09, 14:59
          i Eminem

          www.youtube.com/watch?v=139YbwposAw&feature=related

        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 15:23
          Przepraszam za to badziewie, które wysmażyłem, te błędy, powtórki, pomyłki i końcówkowanie z cyklu "kali chcieć obiada" - miałem słownie oraz z zegarem w ręku osiem minut, żeby rzecz całą nagryzmolić, a nie musieć się znów logować ;).

          Ta muzyka z linka, który wrzuciłaś, leci na samym końcu, jesli dobrze pamiętam. Te klatki z wypasionymi autami, rezydencjami i innymi takimi, to nie z filmu.

          Jakby Ci sie nie udało obejrzeć do końca, to mogę dopowiedzieć wątki :)



          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 15:39
            > Jakby Ci sie nie udało obejrzeć do końca, to mogę dopowiedzieć
            wątki :)
            To trzymam za słowo (i z góry dziękuję), bo na pewno nie dam rady
            obejrzeć całości! :)

            > Przepraszam za to badziewie, które wysmażyłem, te błędy, powtórki,
            pomyłki i końcówkowanie z cyklu "kali chcieć obiada".

            Ja mam w głowie automatyczne poprawienie ortografii oraz błędów
            gramatycznych, więc specjalnie nie zwracam uwagi na tego typu
            usterki! :)
            Podziwiam Twą pamięć do filmów!
            /Mnie najlepiej zachęca się do obejrzenia i poleca filmy dopiero po
            ich obejrzeniu (dotyczy to także tych filmów, które kiedyś już
            widziałam)! :)/

          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 16:10
            grek.grek napisał:
            >miałem słownie oraz z zegarem w ręku osiem minut, żeby rzecz całą nagryzmolić>
            Niezłe tempo, tylko pogratulować! :)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 16:16
              pepsic napisała:

              > grek.grek napisał:
              > >miałem słownie oraz z zegarem w ręku osiem minut, żeby rzecz całą
              nagryzmo
              > lić>
              > Niezłe tempo, tylko pogratulować! :)

              Otóż!

              /W zwiazkuz powyższym mam jeszcze większe wyrzuty sumienia, że
              tymi "Kochankami z Marony" tak zwlekam! Pepsic,
              wybaczysz?! "Kochankowie" będą już wkrótce!/
              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 17:23
                Jakże bym mogła inaczej. W międzyczasie też byli i to o przyzwoitej porze (na
                kablówce), ale i tak się nie załapałam :)
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 18:36
                  Dzięki! :)

      • pepsic Re: 8 mila 04.08.09, 15:05
        Przyłączam się. Wprawdzie w całości nie obejrzałam, ale na tyle, aby zorientować
        się, że to niezłe kino, które niespodziewanie jak dla mnie dobrze się oglądało,
        sądząc po tematyce. Dodam, że w roli matki występuje niegdysiejsze bożyszcze
        mężczyzn - Kim Basinger (mała niespodzianka), a towarzysząca muzyka hip-hopowa
        całkiem do rzeczy.
        Niestety mało prawdopodobne, abym na projekcję się załapała dzisiaj/jutro, ale
        mam od dawna zakodowane, że to film do obejrzenia, więc poczekam cierpliwie na
        dogodniejsza porę.
        • grek.grek Re: 8 mila 04.08.09, 15:27
          hehe, to tak jak ze mną - ja też spodziewałem się czegoś znacznie gorszego i cokolwiek płytkiego.
          Muzyka zdaje się do Oskarda była nawet nominowana, aczkolwiek tylko
          mi się to o uszy obiło, pewności nie mam.
          No a Kim zupełnie swój wizerunek seksbomby zarzuciła, z korzyścią
          zresztą dla siebie. O ile jej urody nikt nie kwestionował nigdy, to
          już aktorsko były wątpliwości. Tutaj jest na drugim planie, ale
          to dobry drugi plan, poza tym - nazwisko i znana gęba zawsze robią swoje :)

        • barbasia1 Re: 8 mila 04.08.09, 15:40
          pepsic napisała:

          Dodam, że w roli matki występuje niegdysiejsze bożyszcze
          > mężczyzn - Kim Basinger (mała niespodzianka)

          bożyszcze mężczyzn teraz w roli matki - to smutne! ;))

          Dawno nie widziałam w filmie Kim Basinger.
          • pepsic Re: 8 mila 04.08.09, 16:01
            barbasia1 napisała:
            > bożyszcze mężczyzn teraz w roli matki - to smutne! ;))

            Nie jest tak źle, bo całkiem jeszcze powabna, tyle że bez
            hollywoodzkiej tapety w roli kobiety na marginesie życia, że powtórzę za grekiem:
            > Kim zupełnie swój wizerunek seksbomby zarzuciła, z korzyścią
            zresztą dla siebie>
            • barbasia1 Re: 8 mila 04.08.09, 16:38
              pepsic napisała:

              > barbasia1 napisała:
              > > bożyszcze mężczyzn teraz w roli matki - to smutne! ;))
              >

              > Nie jest tak źle, bo całkiem jeszcze powabna, tyle że bez
              > hollywoodzkiej tapety w roli kobiety na marginesie życia, że
              powtórzę za grekie
              > m:
              > > Kim zupełnie swój wizerunek seksbomby zarzuciła, z korzyścią
              > zresztą dla siebie>

              :) To pocieszające!
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 15:28
        A propos „Słodkiego drania"
        Po Emmecie Ray ‘u oprócz jego muzyki, jego twórczości, pozostała
        garść anegdot, ileś_tam prawdziwych lub zmyślonych historii.
        Życie współczesnych artystów, gwiazd muzyki showbiznesu jest
        doskonale udokumentowane za sprawą rozmaitych gazet, brukowców,
        portali plotkarkich, paparazzi, telwizji, radia, czy dzieł
        biograficznych pisanych / dyktowanych przez samych artystów (bo
        życie prywatne też jest współcześnie na sprzedaż) itd.
        Dziś wieść o każdym kroku artysty , o każdym jego kryzysie, każdym
        romansie, każdym, za przeproszeniem, kichnięciu obiega świat z
        prędkością światła (albo jeszcze szybciej)
        Dziś Emmett Ray nie zdołałby się ukryć, zniknąć.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 15:51
          Emmettowi Rayowi było o tyle łatwiej, ze nigdy nie istniał :)

          Kiedyś postaci artystów, złodziei, Robin Hoodów i innych bohaterów popukultury, otaczała mgła niejasności, niewielu mogło ich
          zobaczyć na żywo, a opowieści naocznych świadków, podawane pocztą pantoflową, czy tez głuchym telefonem, tylko ich czyniły sławniejszymi, potęgowały ciekawość dotyczącą najprostszych rzeczy, jak choćby ich faktyczny wygląd, nie mówiąc o wyczynach, którymi się podobno mogli pochwalić, które im zapewniały popularność.
          Kiedy ta popkultura opierała się na tajemnicy, dzisiaj wszystko
          jest na pierwszej stronie dowolnego portalu, po włączeniu odpowiedniego
          kanału radiowego albo telewizyjnego. Nie trzeba się biedzić i głowić nad tym, jak śpiewa dana artystka czy jak gra dany aktor, jak wygląda dana królowa czy król, jak prezentuje się dany obraz - wszystko jest podane na tacy i nie jest owiane żadną legendą.

          Woody Emmetta Raya skroił właśnie na podobieństwo bohaterów z tamtych dawnych lat, czy nawet - wieków. Postać niemal mityczna, kreowana za pomocą opowieści świadków jego kolejnych życiowych perypetii i artystycznych dokonań. Nawet o tych jego ostatnich, zachowanych na taśmach wyczynach, mowa jest per "podobno".

          A co do zniknięć nagłych, to i współcześnie się zdarzają - choćby wokalista Manic Street Preachers, Richie Edwards, który w 95 "wyszedł po papierosy i nie wrócił" i nikt nie jest w stanie powiedzieć, co się z nim dzieje, i czy w ogóle żyje. Więc i teraz, w dobie wszechobecnych mediów, można jeszcze sobie ot tak wyfrunąć :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 04.08.09, 16:37
            > Emmettowi Rayowi było o tyle łatwiej, ze nigdy nie istniał :)

            Oczywiście! Pamiętam! Posługując się iminiem i nazwiskiem bohatera
            filmu Allena miałam na myśli wszytskich artystów tamtych czasów
            (lat 20. / 30.), czy artystów czasów sprzed ery paparazzi, sprzed
            ery internetu.

            > A co do zniknięć nagłych, to i współcześnie się zdarzają - choćby
            wokalista Manic Street Preachers, Richie Edwards, który w
            95 "wyszedł po papierosy i nie wrócił" i nikt nie jest w stanie
            powiedzieć, co się z nim dzieje, i czy w ogóle żyje.

            Oooo!

            Być może mniej znananu artyście łatwiej jest zniknąć!?
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.08.09, 11:08
              Ewentualnie może upozorować własną śmierć... Ale o tym w innym wątku było, hehe.

              A propos dopowiadania wątków z 8 mili - w którym momencie urwał Ci się wczoraj film ? ;))
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.08.09, 11:32
                grek.grek napisał:

                > Ewentualnie może upozorować własną śmierć... Ale o tym w innym
                wątku było, hehe

                :)))
                No właśnie.

                >
                > A propos dopowiadania wątków z 8 mili - w którym momencie urwał Ci
                się wczoraj film ? ;))

                :))
                Urwał się, urwał niestety, choć

                spory kawał „8 mili” obejrzałam,
                do brutalnego momentu w filmie dotrwałam -
                kiedy czarni raperzy pod dom zajechali,
                Eminemowi z zemsty po pysku dali,
                Klamkę nabitą do głowy przyłożyli,
                Śmiercią postraszyli i palcem pogrozili.
                Eminem poturbowany, lekko załamany,
                Na schodach siedzi, nagle słyszy głos swej mamy...

                :)

                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.08.09, 13:13
                  Czarne raperki przy Tobie wysiadają i idą piechotą w jednym bucie :)

                  Film do konca obejrzałem, sobie go przypomniałem, zrozumiałem, że wczoraj róznych przekłamań do posta nawsadzałem, ale szybko pisałem, co z tego - przecież i tak rzecz w tym, ze słabo pamiętałem i wiele zapomniałem ..., wątki z chęcią Tobie dopowiem, jak obiecałem, a nawet zamierzałem, za chwil parę pisać zacznę jak planowałem, tym razem wolniej, żeby nie narobić gaf, jakich wczoraj nawrzucałem :)

                  Nie zostało tego wiele...

                  Matka przyszła jakaś odnowiona, z zakupami i oznajmiła Rabbitowi, że właśnie wygrała pieniądze w bingo i jest w stanie zapłacić komorne i ocalić rodzinę przez wyrzuceniem na bruk. Spytała go czy mówił rzeczywiście nagra taśmę demo u tego kolegi swojego - Rabbit odpowiada, że nie, że zamierza to zrobić samodzielnie. I podejmuje decyzję, że się zgłosi na tę bitwę rapową.
                  W pracy odwiedza go dziewczyna, jak ona miała na imię ? - Annie ?,ta co go zdradziła za portfolio :), informuje go, ze wyjeżdza, i rozstają się w zgodzie - on rozumie, że ona musiała zrobić to co zrobiła, bo zależy jej na spełnianiu swojego marzenia o lepszym życiu, tak jak jemu, rozumie ją, wie dobrze, że nie oddała się (jakie to neutralne określenie ?)} jego koledze/promotorowi dla zabawy i dlatego, żeby Rabbitowi zrobić koło pióra, ale dlatego, żeby swój cel osiągnąć, więc rozumie ją, bo jest do niego podobna, on zrobić miał zamiar przecież to samo, wystawiając swojego przyjaciela; dostaje wreszcie nadgodziny o które prosił, ale prosi tego geja, którego rapem obronił w fabryce, o zastępstwo na godzinę i wymyka się, żeby w tej całej bitwie wziąć udział.

                  I ostatnie 20 minut, to jest ten występ. Tym razem nie zatkało go i przełamał się, złoił skórę 3 po kolei raperom z tej grupy, która go pobiła.
                  Ostatni był ten co mu pistoletem groził, broniący tytułu mistrz, Rabbit zupełnie go zaskoczył i wytrącił oręż z ręki bo zarapował o sobie, o tym wszystkim, o czym, jak słusznie mniemał, będzie rapował jego przeciwnik, więc postanowił go ubiec (a jednocześnie jakby wyrzucić z siebie wszelkie frustracje i kompleksy) - zarapował więc, że mieszka u matki, że jego dziewczyna oddała się (:)} ich kumplowi, że jest biały, że jego kumple strzelają sobie z pistoletu we własną nogę, że jest nikim i w ogóle, a w drugiej zwrotce przywalił temu mistrzowi, że zgrywa gangstera, a tak naprawdę niczym się od niego nie rózni, że co z niego za gangster z imieniem Clarence, że się uczy w szkole prywatnej, że żadnej ulicznej szkoły życia nie przeszedł, że jego koledzy to tchórze, co w 6 napadają na jednego, czym oczywiście wywołuje wesołość publiki, plus wiele wstawek, których nie dam rady zacytować, a na koniec nawet publice się dostało, że ma ich opinię za nic i mogą mu naskoczyć, generalnie wszyscy niech mu naskoczą - nikt mu nie naskoczył, ale dostał szaleńczą owację :)

                  No i w rewanżu ten mistrz nie miał o czym rymować, zostało mu najwyżej schematyczne obrażanie, wygrywanie swoich przewag i takie tam chwyty.
                  Więc... w ogole nie rymował i poddał bitwę walkowerem.
                  Oczywiście szał na widowni, Rabbit nowym kingkongiem i tak dalej, wiesz jak to wygląda w filmach, kiedy bohater pokonuje własną niemoc, efektownie wygrywa i jest ogólna szajba :)
                  Potem wychodzą na zewnątrz, a rabbit jakby nigdy nic zabiera swoje łachy i idzie do pracy w tej fabryce. Kumple zdziwieni, co jest grane, po takim występie to róbmy kasę, bawmy się, nagrywaj coś człowieku, gdzie ty leziesz ?
                  A on na to, do tego z dredami, Future - zdaje się : muszę robić swoje, rozumiesz, po prostu.
                  I w ostatniej scenie idzie sobie w tę ciemną uliczkę. Takie spięcie klamrą - na początku, kiedy przegrywa bitwę, poddaje się, jest skompromitowany i na dnie, i na końcu, kiedy wygrywa i jest gwiazdą -
                  w jednakowy sposób idzie z tym workiem z ciuchami na ramieniu ulicą.

                  Co mogę jeszcze powiedzieć, to tyle, ze te ostatnie 2 teksty, jakie Eminem/Rabbit rapował były naprawdę dobre, nawet jesli nie dało się ich
                  perfekcyjnie przetłumaczyć, co tym jest zrozumialsze, że sami Amerykanie
                  mają z tym raperami kłopot, bo slang używany w tych tekstach tak dalece
                  odbiega od tradycyjnego języka używanego na codzień, jest tak wiele słów mających znaczenie tylko w środowisku - mnożą się one w tempie znacznie szybszym niż postępuje ich adaptacja do języka jakim mówią wszyscy/gros, stąd tak wiele problemów; tak słyszałem :) . Ci Murzyni rymowali dośc prostacko, o niczym, jakby chcieli samymi minami, mową ciała i miotanymi fakami zrobić atmosferę, co tworzyło tylko wyrazisty kontrast dla jego tekstów, też z ozdobnikami, ale zdecydowanie bardziej zalatujących jakimś długopisem czy klawiaturą, mimo że w założeniu ma/miał to być fristajl.

                  Poza tym, znwcy rapu się lubią podśmiewać z Eminema, że to niby raper z półki MTV, więc taki trochę niepoważny itd. - ale, jakkolwiek by nie patrzeć, to ma talent, ma technikę, ma gębofon i ma swój styl, nieprawdaż ? :)

                  No i jak Ci się podobała Kim Basinger ? :)






                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.08.09, 15:01
                    grek.grek napisał:

                    > Czarne raperki przy Tobie wysiadają i idą piechotą w jednym
                    bucie :)

                    :)))
                    Thank you, ziom!
                    Przyznam Ci się, że to był mój raperski debiut /to i owo bym teraz
                    poprawiła/ A i Ty, widzę, nieźle rymujesz! :)

                    Ależ sprtyny sposób na pokonanie przeciwnika wymyślił Rabbit/Eminem!
                    Ruch godny prawdziwego mistrza!

                    W wolnej chwili poszukam i poczytam sobie teksty Eminema. Wcześniej
                    jakoś szczególnie nie interesowała mnie twórczość Eminenma, ani
                    innych raperów.

                    Kim bardzo mi się podbała. Bardzo udana rola. I niejednoznaczna
                    postać - matka Rabitta to z jednej strony całkiem sympatyczna
                    kobieta, oczywiście wtedy, kiedy jest trzeźwa oraz kiedy jest
                    spokojna, kiedy nie nęka jej niepewność o byt, o los swój i rodziny,
                    z drugiej jest odrażająca i odpychająca, kiedy się upija albo kiedy
                    ogarnia ją jakieś miłosne zauroczenie /czytaj: ześwriowanie/. :)

                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.08.09, 14:18
                      Hehe, joł, joł :)

                      Kim - na plus.
                      A jak Eminem, jak oceniasz jego aktorskie możliwości ?
                      No bo, jakby nie patrzeć, to prócz rapowania, parę scen dramatycznych, i parę lirycznych, musiał odegrać, a to w końcu jednak naturszczyk :)
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.08.09, 15:25
                        Joł! :)

                        Swoją grą Eminem na kolana mnie nie rzucił! Myslę jednak, że wypadł
                        całkiem przekonująco /w zestawie aktorskim miał kilka udanych
                        min :)/ , nawet polubiłam go tu.
                        W ogóle wszystkie chłopaki z Detroit były tu zasakująco sympatyczne
                        i dość poczciwe nie sądzisz! (z kobitkami było jakby trochę
                        gorzej) :)

                        W zestawia kilka min wiadać, ze

                        > A jak Eminem, jak oceniasz jego aktorskie możliwości ?
                        > No bo, jakby nie patrzeć, to prócz rapowania, parę scen
                        dramatycznych, i parę l
                        > irycznych, musiał odegrać, a to w końcu jednak naturszczyk :)

                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.08.09, 15:27
                          ripley:


                          Joł! :)

                          Swoją grą Eminem na kolana mnie nie rzucił! Myslę jednak, że wypadł
                          całkiem przekonująco /w zestawie aktorskim miał kilka udanych
                          min :)/ , nawet polubiłam go tu.
                          W ogóle wszystkie chłopaki z Detroit były tu zasakująco sympatyczne
                          i dość poczciwe nie sądzisz! (z kobitkami było jakby trochę
                          gorzej) :)
                          • barbasia1 8 mila PS PS PS PS !!!!!!!!!!!!!!! 14.08.09, 13:45
                            barbasia1 napisała:

                            > Joł! :)
                            >
                            > Swoją grą Eminem na kolana mnie nie rzucił! Myslę jednak, że
                            wypadł
                            > całkiem przekonująco

                            w zestawie aktorskim miał kilka udanych min

                            opócz jednej, wyjątkowo nieudanej - rozdziawionej paszczy ;) - kilka
                            raz trafiła mu się ta mina.

                            Przyznać też trzeba, że chłopak ma obycie z kamerą, nie stresuje,
                            jest naturalny.

                            Tyle chciałam dodać.

                            Joł!
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.08.09, 15:18
                  PS
                  malutka poprawka :)

                  Spory kawał „8 mili” obejrzałam,
                  do brutalnego momentu w filmie dotrwałam -
                  kiedy czarni raperzy pod dom zajechali,
                  Eminemowi z zemsty po pysku dali,
                  Klamkę nabitą do głowy przyłożyli,
                  śmiercią postraszyli i palcem pogrozili.
                  potem do bryki wskoczyli, w ciemną dal popędzili.
                  Eminem poturbowany, lekko załamany,
                  na schodach przed domem siedzi zadumany,
                  nagle słyszy głos swej mamy...

    • barbasia1 "Egzekutor" 05.08.09, 15:09
      Dziś środa Eastwoodowa!
      W TVN o 22.45 "Egzekutor" - trzecia cześć cyklu o Brudnym Harrym.

      Tym razem Harry Callahan tropić będzie wraz z nową partnerką
      terrorystów grożących zamachami./Tu podbno Clint w rewelacyjnej
      formie./
      • grek.grek Re: "Egzekutor" 06.08.09, 14:14
        Niestety, ale, moim zdaniem, te kolejne "eastwoody/callahany" i cała reszta temu-podobnych filmideł z Clintem, ktorych bohater spokojnie mógłby się nazywac Callahan i właściwie nie sposób dojśc dlaczego sie tak nie nazywa - to jest wszystko próba wyciśnięcia jak cytryny sukcesu
        Brudnego Harry'ego, a jak wiadomo najłatwiej zdeprecjonować jakiś
        oryginalny film, czy oryginalnego bohatera dokręcając kolejne, coraz
        gorsze, kontynuacje. Nie oglądałem wczorajeszego Egzekutora (widziałem dawno temu) i w ogóle bojkotuję ten "brudny" cykl ;)

        Za to dzisiaj Jedynka się szarpnęła i dała "Good Nigh and Good Luck" (23:35), nagród, nominacje i innej makulatury nazbierał sporo,
        tytuł głośny... zobaczymy, co w trawie piszczy :)

        Jestem w trakcie konsumpcji "Granicy ryzyka", hiszpańskiego thrillera. Mieszane odczucia mam - pomysł jakiś tam niby jest, ale, na mój gust, za dużo maniery, psychologizowania na poziomie trzecioligowym i stylizacji, a niestety zbyt mało charakteru i bigla, zaś
        największe wrażenie, póki co, robi na mnie aktorka w głównej roli, pani
        prokurator, Lydia Bosch :
        www.academiatv.es/files/fotac_lydia_bosch_1155.jpg
        Po zakończeniu nagryzmolę kilka słów :)
        • barbasia1 Re: "Egzekutor" 06.08.09, 14:56
          grek.grek napisał:

          Nie oglądałem wczorajeszego Egzekutora (widziałem dawno te
          > mu) i w ogóle bojkotuję ten "brudny" cykl ;)

          Tak czułam! Szkoda!
          Ale jak możesz MI to /bojkotowanie/ robić! ;)


          A tak serio masz oczywiscie rację.
          Ja jednak lubię "eastwoody/callahany", jakiś urok mają te filmy (a
          może tak działą sam dużo młodszy Eastwood ).
          Poza tym po obejrzeniu "Oszukanej" stałam się wielka fanką Eastwooda
          (rezysera i katora), więc nie mogę ich nie zapowiadać. :)

          i jedną scenę z Egzekutora muszę tu uwiecznić -

          Wczoraj Brudny Harry zaprezentował jedną ze swych szalenie
          niekonwencjonalnych (i słynnych już na całe miasto) metod działania –
          usłyszawszy, że bandyci, którzy napadli na sklep i wzięli
          zakładników żądają podstawienia samochodu, postanowił osobiście im
          go dostarczyć. Taranując okna i drzwi wjechał do sklepu samochodem,
          wyjął broń i w mig powystrzelał wszystkich napastników uwalniając w
          ten sposób zakładników.
          Niestety ani komendat policji, ani burmistrz miasta, ani nawet
          właściciel sklepu (który przysłał policji rachunek za zniszczenia
          na 14 tysięcy „martwych prezydentów”) nie docenili jego starań.
          Callahan za karę został przeniesiony do działu personalnego ... ;/


          > Za to dzisiaj Jedynka się szarpnęła i dała "Good Nigh and Good
          Luck" (23:35),

          Dla mnie to za późno, więc liczyłabym na słow kilka, bo film
          zapowiada się bardzo ciekawie!

          > Jestem w trakcie konsumpcji "Granicy ryzyka", hiszpańskiego
          thrillera. Mieszane odczucia mam [...] Po zakończeniu nagryzmolę
          kilka słów
          OK Świetmie!
          Pani Bosh może być, choć Callahan ładniejszy ;))
          • grek.grek Re: "Egzekutor" 06.08.09, 16:01
            To prawda, z tym urokiem "callahanów" - styl lat siedemdziesiątych, te samochody charakterystyczne, podłużne (nie znam się na motoryzacji, więc nie powiem jakiej marki, zgaduję, ze Dodge albo Cadillac), ta niepowtarzalna muzyka Lalo Schifrina robiąca 3/4 filmu, te ulice San Francisco, ta lekko nasłoneczniona taśma :), maniera filmowania, to na pewno robi swoje, tworzy nastrój, nawet daje tym filmom przewagę nad znakomita większością dzisiejszych obrazów sensacyjnych, gansgterskich itp. Trzyma klasę, jesli tak można powiedzieć. Tak jak np. Miami Vice, też stary grat, przy dzisiejszej technice i niepohamowanej fantazji (nie prowadzącej zwykle do niczego dobrego) scenarzystów i reżyserów trąci myszką, można by nawet rzecz brzydko - zwyczajnością, pozorną nieefektownością, ale... cholewa, to było stylowe, to miało szarm, to się oglądało - Floryda w całej okazałości, marynary niedobrane, Don Johnson w białym, obślumpranym sportowym garniturze, w moksaynach na gołe stopy, z krokodylem na jachcie, wieczorne obrazki z tawern i ulic, przypominających jakieś afrykańskie portowe miasto, muzyczka, dziewczyny kubańskie i nie tylko ;)... ech, to było TO :)

            "Good night..." startuje o 23:30, może chociaż 1/3 uda Ci się zobaczyć (trwa 90 minut)... Jasne - napiszę co i jak, nie widzę problemu :)
            Jestem ciekaw Clooneya, bo to w zasadzie jego film : reżyserował, pisał i aktorzył w jednej z głównych ról, więc sporo na siebie wziął za jednym zamachem, a w dodatku reżyserem to on zdaje się nigdy nie był.
            • barbasia1 Re: "Egzekutor" 06.08.09, 16:31
              grek.grek napisał:

              > To prawda, z tym urokiem "callahanów" - styl lat siedemdziesiątych,
              [...] ech, to było TO :)

              O to-to!!! :)

              > "Good night..." startuje o 23:30, może chociaż 1/3 uda Ci się
              zobaczyć ...

              Spróbuję. :)

        • barbasia1 Re: "Egzekutor" 06.08.09, 15:10
          W TVP Kultura o 20.00 - polski film "W dół kolorowym wzgórzem"
          (2004) - naprawdę dobry. (tylko tyle powiem, bo dość dawno, i o
          późnej porze oglądałam).

          A w "Ale kino" też o 20.00 film pt. "2046" (2004) nastrojowa
          opowieść o miłości chińczyka Wong Kar-Waia /z pięknym Tonym
          Leungiem!/

          Pepisc, dziś zazdoszczę Ci! ;)
          • pepsic Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.08.09, 19:07
            Dzięki Barbasiu za podpowiedzi :) Jeśli tylko zdążę nie omieszkam zerknąć na
            którąś z wymiennych pozycji. Ale wyobraź sobie, że dzisiaj nastawiłam się na
            Clooneya i nawet godzina mi nie straszna! Zapowiada się dość interesujący temat,
            a poza tym sporo nominacji do Oskara, w efekcie żaden - też brzmi zachęcająco
            (chodzi o brak Oskara). Taśmę jednak wolałabym kolorową. Oczywiście liczę na
            recenzję Greka :)
            Pzdr.
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 07.08.09, 12:37
              Pepsic, przepraszam za literówkę!
              Wczoraj o 20.00 miałaś jeszcze ulubionego Doktorka H. w TV!

              "Good Nigh and Good Luck" - dotrwałam do rozpoczęcia filmu
              widziałam przemówienie Murrowa w 1958, potem skok do roku 1953,
              jakaś redakcja, potem film się urywa, za chwilę jakaś pani /chyba
              dziennikara/ w swym domu, ubiera się, układa włosy, obok stoi Robert
              Downey Jr /zdaje się też dziennikarz/ i znów film się urywa, tym
              razem na dobre ...
              Przepraszam, starałam się, ale po dwóch zarwanych nocach na Clinta i
              Eminema nie dałam rady! :/
              • barbasia1 "Good Nigh and Good Luck" 07.08.09, 12:39
                Czekam zatem na Wasze wrażenia z filmu! :)
                • grek.grek Re: "Good Nigh and Good Luck" 07.08.09, 13:25
                  Moje wrażenie będą niebawem, bo na razie nagrałem ten film i nie miałem okazji zerknąć. A do tego jeszcze dzisiaj w Dwójce "Barton Fink", na którego długo czekałem, i tym niecierpliwiej im więcej dobrego o nim słyszałem; bracia Coen napisali i zrobili, mój człowiek John Turturro wreszcie w głównej roli... nie można tego przegapić, dzisiaj 23:30. Nie wiem, czy polecam, bo sam nie oglądałem jeszcze, ale musi być warto :)

                  Wczoraj, jako przykładny neofita, oglądałem Gotowe na wszystko do końca : (świetnie napisany serial), a potem jeszcze dziabnąłem Autofokus w Polsacie.
                  Film, w zasadzie, biograficzny, o Bobie Crane. Facet był radiowcem, prowadził programy satyryczne; wierzący, uczęszczający do kościoła, szcześliwy mąż i ojciec. Aż tu nagle wpadła mu rola telewizyjna, w serialu komediowym, bach - odnosi ten serial megasukces, facet staje się rozpoznawalny, prośby o autografy, chichoczące podlotki itd., całe emploi gwiazdorskiego życia.
                  Pewnego dnia poznaje Johna carpentera, montażystę. Ten zaprasza go do klubu ze striptizem, klasowego, z kulturą. Świetnie się bawią, Crane zostaje zaproszony do zagrania z bandem jazzowym (jest perkusistą-amatorem), akompaniującym dziewczynom, dostaje brawa, fajnie się tam czuje, wsiąka.
                  Szybko znajduje drogę na zaplecze, rozmawia tam ze striptizerkami, pojawia się John i zaprasza jego i dwie dziewczyny do siebie. Od słowa do słowa, od drinka i muzyczki do figo fago i poszło. Wkrótce się okazuje, że Carpenter cały seans nagrał na taśmę. Crane'owi się to bardzo podoba i zaczynają razem z Johnem wyciągać kolejne dziewczyny, filmować swoje zabawy z nimi, jeżdzą po całym kraju i wyrywają co popadnie na urok osobisty i znaną gębę Crane'a. Johnowi taki układ batrdzo pasuje, bo samodzielnie nie ma szczęścia u kobiet i robienie za towarzysza, kumpla i organizatora zabaw Crane'a, daje mu szansę w nich brać udział i na potęgę zaliczać kolejne babki, mozna by go nazwać od biedy erotomanem :), Crane jest więc najlepszą rzeczą jaka mogła go spotkać - wabikiem idealnym, bo jest sympatyczny, ma wdzięk, klasę, nazwisko i sławę telewizyjnego gwiazdora, a Carpenter ma wylącznie mnóstwo sprzętu nagrywająćego i odtwarzającego (lata 70, video w powijakach, takie wielkie jak encyklopedie kasety beta, widelce bez pilotów, stopklatki z latającym obrazem - coś pięknego ;)} - to z kolei, możliwość nagrywania kolejnych akcji, kręci Crane'a. A potem obaj panowie z pietyzmem i lubością oglądają nakręcone przez siebie filmy.
                  Crane montuje sobie w domu studio nagrań, gdzie pod płaszczykiem, robienia filmów z rodzinnych spotkań, montuje kolejne składanki swoich rozbieranych randek.

                  Życie mu się sypie, żona odchodzi, składa papiery rozwodowe, zabiera dzieci - w końcu się rozwodzą, Crane musi płacić alimenty, ploty zaczynają krązyć, zdjęcia wyciekać, ról coraz mniej, bo wizerunek jego staje się dość kłopotliwy, musi się wycierać w jakichś tokszołach, jakichś Gotowaniach na ekranie, jedyne role jakie mu się trafiają, to u Disneya, gdzie ma grać grzecznego tatusia dzieciom, ale i tutaj ma problem i zostaje wycięty, bo image pozaekranowy nie zgadza się z tym, który ma wykreować film - zaczynają mu się sprawy wymykać spod kontroli.

                  Dochodzi do kłótni między nim, a Carpenterem, kiedy podczas oglądania którejś orgii Crane zauważa, ze John położył mu rękę na tyłku. Ten tłumaczy, że przypadkiem, ale zbulwersowany Crane każe mu się odwalić, i zrywa z nim kontakt.
                  Żeni się z koleżanką z planu, za chwilę ona jest w ciązy, siedzi w domyu i tyje, a on wraca do swojego ulubionego zajęcia, po kolejnym spotkaniu z Carpenterem - niby jeździ po kraju i zarabia biorąc kolejne małe rólki, a w rzeczywistości z Carpenterem taplają się w kolejnych orgietkach. Teraz idą dalej, już fantazjują o nakręceniu filmu porno, bo Crane ma niesłabnące powodzenie, dziewczyn na taśmach mają całe tabuny, poznawanie ich przychodzi mu z łatwością {fajna scena w pubie, kiedy Crane siedzać przy barze, zauważa dwie atrakcyjne dziewczyny naprzeciwko, nawiązuje z jedną z nich kontakt wzrokowy, prosi barmana o przerzucenie kanału w telewiorze nad barem, tak aby leciał akurat serial z jego udziałem, za chwilę dziewczyna podchodzi, zerka na telewizor "o, to pan !", na co Crane cięzko zdziwiony podnosi wzrok na ekran i "ale niespodzianka, no tak to faktycznie ja" :)}.

                  I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie rozmowa Crane'a z menadżerem, który informuje go, że jeśli nie skończy z takim zyciem - przegra wszystko, bo już tonie w długach, ma marną reputacjęw brażny, w zasadzie jest blisko upadku. I Crane postanawia się zmienić. Zdecydowanie nie podoba się to Carpenterowi. Dochodzi między nimi do ostrej rozmowy, w której Crane wywala prosto w twarz Johnowi - perorującemu, że Crane powinien być mu wdzięzny za przyjaźń, jakiej nigdy mu nie odmówił, za lojalność -że nic mu nie zawdzięcza, bo Carpenter nie trzymał się go z przyjaźni, ale z czystego wyrachowania, bo dzięki Crane'owi poznawał i miał seks z dziewczynami, z którymi nigdy by go nie uświadczył, gdyby nie ta znajomość.

                  W ostatniej scenie, nocą, do śpiącego w domu Crane'a ktoś się podkrada i bezceremonialnie rozbija mu łepetynę cięzkim przedmiotem. Śmierć na miejscu. Nikt nie został skazany, oskarżano Johna Carpentera, ale nie znaleziono żadnych dowodów jego winy.

                  Historia autentyczna, jako opowiadacz - w prologu, niekiedy w trakcie, i w ostatnim słowie - Crane, czyli trochę powtórzony manewr z American Beauty.

                  Nie powiem, ze to jakieś wspaniałe kino, ale rzecz ciekawa, ostatnia rozmowa Crane-Carpenter dająca próbkę talentu dramatycznego Willema Dafoe (Carpenter), dużo zgrabnych kobiet w dezabilu, może sama akcja niezbyt szokująca, wiwisekcja emancypacji emocjonalnej, a jednocześnie
                  upadku zawodowego i rodzinnego, Crane'a - taka sobie, nie zrobiło to
                  na mnie szczególnego wrażenia, bo nie zostało szzcególnie wyraziście
                  zaprezentowane, chyba, ze sceny seksu miały wystarczyć za cały komentarz, ale ja bym jeszcze oczekiwał jakiegoś wejrzenia w głąb człowieka, a w tej materii nieprzekonująco się spisał i pan aktor Greg Kinnear i pan reżyser Paul Schrader. Willem Dafoe, jako śliski typek Carpenter - dobry. Dziewczyny w naturze - najlepsze ;) Film - generalnie : interesujący w warstwie fabularnej, ale bez rewelacji z ww. powodów, brakło trochę cięzaru, paru mocniejszych scen, w pewnym momencie za bardzo uciekło to w stronę dośc schematycznej powiastki o
                  kolejnym szołbizie, który stracił głowę, kiedy mu sława uderzyła w dekiel.

                  Jutro coś o "Granicy ryzyka", bo dzisiaj kończę :)
                  • barbasia1 Re: "Good Nigh and Good Luck" 07.08.09, 14:47
                    grek.grek napisał:

                    > [...] dzisiaj w Dwójce "Barton Fink", 23:30. Nie wiem, czy
                    polecam, bo sam nie oglądałem jeszcze, ale musi być warto :)

                    1. Już tysiąć razy to mówiliśmy, ale raz jeszcze powtórzę - to
                    podłość ze strony TVP ( TVP1 i TVP2) puszczać dobre filmy o takiej
                    porze!!! Jestem niewyspana! Jestem zła!;)

                    2. Ja polecam "Barton Fink", bo widziałam ten film (a ściślej połowę
                    filmu - tradycyjnie już , bo też późno leciało :/)
                    John Turturro był świetny! :)


                    >Autofokus w Polsacie. Film, w zasadzie, biograficzny, o Bobie
                    Crane.

                    Ha! Widziałam ten film dawno temu! Fajnie, że go tu uwieczniłeś.
                    • barbasia1 Autofocus 07.08.09, 15:33
                      Wracając do Autofocus - ten film całkiem udanie pokazuje też drugą,
                      mroczną stronę popularności, wielkiej sławy, która może stać się
                      przekleństwem dla człowieka, jeśli tylko zatraci on czujność, umiar,
                      zdrowy rozsądek.

                      Seksoholizm, alkoholizm, narkomania, lekomania, choroby nerwowe,
                      depresje ... – ile to już sław, aktorów, piosenkarzy i innych
                      artystów (lista byłaby strasznie długa!) przez to przechodziło,
                      przechodzi, przechodzić będzie ...

                  • pepsic Re: "Burton Fink" 07.08.09, 14:53
                    greg.grek napisał:
                    >jeszcze dzisiaj w Dwójce "Barton Fink", na którego długo czekałem tym
                    niecierpliwiej im więcej dobrego o nim słyszałem; >

                    Pomimo kilku przymiarek, jakoś mnie nie zainteresował na tyle, aby obejrzeć w
                    całości. Te udziwnienia to nie moje klimaty, ale ciekawa jestem Twojej opinii :)
              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 07.08.09, 14:28
                barbasia1 napisała:
                > Wczoraj o 20.00 miałaś jeszcze ulubionego Doktorka H. w TV!

                Zamiast się ukulturalniać, poszłam bezwstydnie na łatwiznę i nie dość, że
                wybrałam House'a - to jeszcze powtórkę, choć generalnie nie przepadam (za
                powtórkami). Polski film "W dół kolorowym..." kiedyś chaotycznie oglądałam, więc
                na refleksje się nie odważę (wolałabym Maćkowiaka w roli gł.). Natomiast na
                "2046" - może jeszcze trafię (Ale Kino zawsze daje mi szansę),a zdaje się, że
                warto. Poza tym nie ma to jak miłość w wydaniu chińskim (skrywane emocje i
                dystans, a w środku wielkie namiętności).
                Co do "Good Night..." - no cóż cała nadzieja pozostaje w Greku :)
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 07.08.09, 14:49
                  pepsic napisała:
                  > Co do "Good Night..." - no cóż cała nadzieja pozostaje w Greku :)

                  :)))
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 07.08.09, 15:13
                  Hehe :) Bez obaw - napiszę, najprędzej jak tylko się da.
                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 12:12
                    Zakończyłem wczoraj "Granicę ryzyka". Słów kilka.

                    Więc - trwa program radiowy, prowadzi go dziennikarka, Elena, taka trochę upozowana na Olejnik, tyle że czarnowłosa - do studia dzwoni
                    jakiś chłop i modulowanym sztucznie głosem grozi, że zaraz zabije kobietę; wszyscy w studio uważają, że to manipulacja Eleny, słynącej z niekonwencjonalnych metod nabijania słuchalności swoich programów, np.
                    organizowania ustawianych "rozmów z ciekawym człowiekiem", zwykle
                    kobietą (prostytuką-amatorką, etc.), którą zawsze jest ta sama kumpela, tyle że zmienia się jej w operatorce głos, a pytania i odpowiedzi są wcześniej ustalone.
                    Tym razem jednak okazuje się,ze naprawdę facet ma zakładniczkę, której podsuwa telefon, aby wydarła się z prośbą o ratunek. Prowadząc z nim rozmowę Elena wzywa policję, próbują namierzyć gościa, ale wolno im to idzie, Elenie daje on minutę na odgadnięcie profesji zakładniczki (ochroniarka w sklepie), ale odgaduje ją za późno (właściwie nie ona, tylko prokuator, Maria, która również dostała wezwania do całej sprawy, ale wpadła do studia o moment za późno, z celną odpowiedzią). Więc facet zabija, policja w końcu namierza go (na miejscu się okaże, ze są 2 trupy - ochroniarki i właścicielki sklepu).

                    Scenariusz zdradza od razu tożsamość mordercy, pokazując jego twarz, bo w całej intrydze nie chodzi o to - kto zabił, a o grę jaką morderca proponuje swojemu tropicielowi, czyli Marii. Więc zabójcą jest Javier Barea, psycholog, który także dostaje przydział do tej sprawy. Spotykają się na miejscu zabójstwa, Maria go poznaje, kiedyś zetknęli się przy okazji jakiegoś przyjęcia - proponuje więc, ze odwiezie go taksówką do domu. Na miejscu Javier zaprasza ją do siebie, chwilę rozmawiają, potem on puszcza jej z taśmy video fragment swojego wywiadu z seryjnym zabójcą z Meksyku, który pytany o motywy swoich działań, mówi : chodziło o emocje, im większe ryzyko, tym większe emocje.
                    /wszystko tu ma swoje znaczenie, bo cały witz będzie polegał, z początku, na tym, że Javier jest poszukiwanym kilerem, a jednocześnie ma pomagać w tworzeniu portretu psychologicznego tego zabójcy, więc ma pełne pole do rozdawania kart w grze/
                    Potem Javier próbuje dobrac się do Marii, ale bezskutecznie, zresztą właśnie wchodzi sprzątaczka, udaje mu się jakoś tam ukraść jej całusa, a zaraz po jej wyjściu okazuje się, że nagrał całą scenę i sobie zdjęcie mogące sugerować, ze się całowali - wydrukował.

                    Kiedy wychodzi pierwszy raport o sprawie, jest w nim wzmianka, ze na miejscu zabezpieczono odciski palców niejakiego Vadillo, złodzieja figurującego w kartotece. Barea mówi, że jego profil nie pasuje do profilu zabójcy, bo raczej zjawił się tam, żeby zwłoki obrabować, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, ze pojawił się świadek, mogący go zdemaskować.

                    Mimo zakazu od prokuatury dziennikarka Elena, goniąc za sensacją, wpuszcza na antenę kolejny telefon od Javiera-kilera (za co za chwilę zostanie wezwana do sądu, gdzie zetrze się pierwszy raz z Marią) - powiada on, że znów musi zabić, żeby zapewnić jej słuchalność. Zaraz potem dzwoni do Marii, że "pozdrowić ją i zapewnić, ze jest poważnym człowiekiem, a w dodatku się nią interesuje" (prokurator w Hiszpanii ma niezastrzeżony telefon ? :)}

                    Tymczasem gliny namierzają żonę potencjalnego świadka, Vadilla - Candelę.
                    Jest prostytutką, bezczelną, cwaną, podczas przesłuchania (scenografia żywcem ściągnięta z Nagiego Instynktu) twierdzi,że nic cholery nie wie, gdzie jej mąż się podziewa. Muszą ją wypuścić.
                    Zaś Elena, poszukująca materiałów do sprawy, odwiedza Javiera Bareę. Pyta, co on wie, i co może mu dać w zamian za informacje jakieś. Wiadomo co moze dać :), więc Javier proponuje jej grę w rzutki, kto wygra ten daje co tam ma, potem pozwala Elenie wygrać i informuje ją o istnieniu świadka Vadillo (oczywiście robi to dla siebie, chce żeby Elena dotarła do Vadillo przed policją, żeby mógł go zutylizować), a seks Javier dostaje tak czy owak - gratis :)
                    Elena idzie prostą drogą - nadaje przez radio info o nagrodzie za wskazanie miejsca pobytu Vadillo.Dostaje za to drugi opierdziel w prokuraturze.
                    Potem maria odbiera kolejny telefon od Javiera-kilera,w którym mówi on : mówiłem ci już, chodzi o emocje, im większe ryzyko, tym większe emocje, a więc to co na tasmie u niego w domu mówił Meksykanin. Javier podchodzi więc bardzio blisko, zdradza się niemalże. Maria od razu jedzie do jego mieszkania, on ją wpuszcza, idzie zrobić drinka, a ona w tym czasie łap za tę tasmę i chce uciekać. Tyle,że javier właśnie wraca i, świetnie wiedząc co tam maria za sobą ukrywa, ale się z tą wiedzą nie zdardzając, i wykorzystując, że ręce ma zajęte, znów próbuje ją uwieść, Maria niby mu ulega, ale kiedy tylko udaje się jej, mimo jego umizgów, wetknąc taśmę za pasek od spódnicy, przerywa jego zaloty i za moment wychodzi nieniepokojona przez niego.
                    Leci z tą kasetą na policję i detektywowi odtwarza z telefonu słowa zabójcy, wrzuca tę taśmę video z domu Javiera, ale okazuje się, ze wypowiedź Meksykanina jest zmazana. Nie ma więc nic, ma tylko frustrację - wie, prawie na pewno, kto, ale nie ma żadnych dowodów.

                    Do Eleny zgłasza się Candela i prowadzi ją do Vadillo. Jak się okazuje ukrywa się on w starej fabryce za miastem, i ma rysopis zabójcy kobiet ze sklepu, widział go, a że ma talent do rysowania - namalował go.
                    Babki robią więc dil - Candela dostanie kasę, i wywiad w radio, a Elena portret zabójcy. Tyle,że Elena ma dopiero zebrać forsę, więc da jej później, ale wywiad zrobią następnego dnia. Candela zapobiegawczo daje kopertę z portretm swojej koleżance, ma ją przekazać Elenie, gdyby Candela nie pojawiła się po ustalonym terminie i sama go nie odebrała.
                    Za chwilę Candelę dopada Javier, który oczywiście śledził cały czas Elenę, aby dotrzeć do niewygodnego świadka. Zabija Candelę i za moment także Vadillo, a potem podpala budynek.
                    Elena czeka na Candelę w studio, gdy ta się nie pojawia stosuje starą metodę - podstawia za nią swoją kumpelę i jakby nigdy nic jedzie z wywiadem.

                    Na miejscu pożaru zjawia się ekipa dochodzeniowa, identyfikuję jakoś Vadillo. Barea znów dzwoni do Marii, tym razem tylko po to, żeby się ostatecznie ujawnić - po prosu stoi przed nią kilka metrów i mówi do słuchawki. Maria chce go od razu aresztować, ale Javier jej na to - a masz jakiś dowód, masz coś na mnie ? Nic nie masz, a ja mam - i pokazuje jej zdjęcie ich pocałunku; możesz sobie najwyżej zrujnować karierę, tak jak życie rodzinne (maria jest po rozwodzie, dzieciak został z ojcem), tak bardzo chcesz mi przeszkodzić, że jesteś gotowa
                    zniszczyć sobie życie ? Uwolnię cię od wszystkiego.

                    Maria jest bezsilna zatem, a za moment dostaje informację o tym, ze Candela nie żyje, a Elena właśnie z nią "rozmawia" w radio. Jedzie tam i robi jej karczemną awanturę, a sprowokowana uwagami o swoim prywatnym życiu, daje jej w dziób.
                    Mimo rad życzliwych osób, m.in detektywa, każe aresztować Bareę, wzywa na konfrontację z nim Elenę, świeżo wyrzuconą z radia za złamanie etyki dziennikarskiej, oskarża Bareę o wyciek informacji o Vadillo i mówi wprost, że to on jest zabójcą, a Elena nieświadomie doprowadziła go do świadka. Dla reszty prokuatorów i policjantów oskarżenie Barei bez dowodów, przy fakcie, ze coś między nimi wcześniej było, wygląda bardziej na zemstę odtrąconej kobiety. Kończy się to wypuszczeniem Barei, odpuszczeniem Eleny, a za to odsunięciem Marii od śledztwa i rozpoczęciu wobec niej wyjasniającego postępowania.

                    Maria podejmuje jeszcze próbę rozmowy z Eleną, aby ją ostrzec przynajmniej przed Javierem. Na nic. Podczas rozmowy u dziennikarki na stole leży portret w kopercie, który do niej dotarł wlaśnie. Po wyjściu Marii otwiera ją, a tam Javier jak żywy. Nie zdązy jednak nawet pisnąć, bo Javier wypada skądś i ją dusi, a potem kładzie na atlasie do ćwiczeń i zrzuca na czerep cięzarki, niczym gilotynę.
                    Teraz Maria jest podejrzana o zabójstwo Eleny, bo miała motyw, w radio ją spoliczkowała, a do tego tylko jej odciski palców są na miejscu. cdn.




                    • barbasia1 "Granica ryzyka" 08.08.09, 13:36
                      Podoba mi się ten film!!! Czekam na ciag dalszy! :)))

                      /A to drań z tego psychologa!/
                      • grek.grek Re: "Granica ryzyka" 08.08.09, 13:52
                        Niestety, lepiej się opowiada/czyta niż ogląda :)) Na ekranie brak tej
                        opowieści bigla i, jak tam niżej nagryzmoliłem - napięcia. I są
                        jednak dość poważne błędy, albo zaniechania, w scenariuszu.
                        • barbasia1 Re: "Granica ryzyka" 08.08.09, 13:57
                          grek.grek napisał:

                          > Niestety, lepiej się opowiada/czyta niż ogląda :)) Na ekranie brak
                          tej opowieści bigla i (...)napięcia.

                          To brava dla opowiadacza! :)
                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 13:39
                      Jakże mnie pięknie wylogowało, a potem nie chciało zalogować znów i zeżarło 600 znaków dopiski i podsumowania. Rewelacja.
                      Pozostaje streścić to, co mi zjadło.

                      Dobrze, więc cd. jest taki.
                      Maria załamana idzie ulicą, dzwoni Javier - uwolniłem cię od wszystkiego, wygrałem, wszystko straciłaś, ale... masz zawsze mnie; tyle że nie teraz, bo wyjeżdzam.
                      Koniec nietypowy, kiler ucieka ? Nic z tych rzeczy. W ostatniej chwili detektyw powiadamia Marię, ze jednak coś znaleziono...
                      Na lotnisku Maria dopada już gotowego do odlotu Javiera. Okazało się, ze znaleziono u niej jego spinkę od mankietu (kilka razy rzeczywiście pojawia się ten motyw w filmie, ta spinka), Javier na to - tak, zgłosiłem icj kradzież na policji, na co Maria : znaleziono ją w ciele Eleny, połkneła ją w trakcie zabójstwa. Javierowi rzednie mina, policja już czeka z kajdankami, Maria triumfuje.

                      I pytanie - czy to logiczne rozwiązanie ? Przecież Javier mógłby się dalej bronić : co ja na to poradzę, że ona najpierw ukradła moją spinkę, a potem ją połknęła, a później ktoś ją zabił ? Ale się nie broni. Duży błąd, niweczący całą intrygę, moim zdaniem.

                      Film bez napięcia, to jego podstawowa wada, reżyser i reszta nie wykreowali żadnych emocji, muzyka jest słaba, zdjęcia też, nie ma nic co by robiło ten film, ogląda się dość obojętnie, ani razu nie podskoczyłem na fotelu. Thriller bez napięcia i atmosfery nie istnieje, w jeszcze większym stopniu niż horror. W dodatku najciekawsza postać to dziennikarka Elena (gra ją Beatrice Dalle, www.beatricedalle.com/include/photos/beatrice_dalle1.jpg), co jest już prawdziwą porażką, bo w rasowym thrillerze powinien takową być przestępca.
                      Javier (grany przez aktora Juanjo Puigcorbe, www.periodistadigital.com/imgs/20090728/Juanjo_Puigcorbe.jpg) jest manieryczny, do końca opanowany i po olimpijsku spokojny, ze sztucznym wdziękiem i teatralnym świdrującym spojrzeniem wybałuszonym oczu, na modłę Hannibala Lectera, niczym jednak nie uwodzi i nie niepokoi. Przerysowana postać.

                      Pani prokurator (Lydia Bosch, fotka jest w postach wyżej) poza tym, ze jest śliczna i stale zmartwiona - mało wyrazista, scenarzysta wrzuca tę postać w niezłe koleiny, np. kiedy po telefonie na parkingu, gdzie Javier ewidetnie się zdradza ze swoim byciem killerem, ona od razu pędzi do niego po tę kasetę, mimo że niemal pewna jest, że to on zabija; przez telefon on jej mówi, ze nie chce jej zrobić krzywdy, ale powinna się chyba zastanowić przynajmniej nad tym, w co ten facet gra, daje mi znaki, podkłada się, wodzi mnie za nos, w co on pogrywa ? A pani maria nad niczym się nie zastanawia. Nie wpada nawet na pomysł, żeby pana Javiera podpuścić do zwierzeń i nagrać na taśmę, zdobywając ostateczny dowód jego winy, a przynajmniej jego do niej się przyznanie. Nie robi tego, mimo że ma okazję i że rozpaczliwie potrzebuje takiego dowoddu, nie zostawia jakiegoś podsłuchu u Eleny, mimo podejrzeń, że ma ona z nim konszachty, nie każe jej śledzić etc. Jest tak naiwna i mało bystra, że się im obojgu życzy żeby się stuknęli głowami i dali spokój sobie i widzom, a potem poszli i skopali reżysera i scenarzystę.

                      W Jedynce poleciała niemiecka wersja Walkirii - Zamach w Wilczym Szańcu.
                      Dramat z wartką akcją, dynamiczny, w tempie, ale bez psychologicznego pogłębienia, dośc powierzchownie odtwarzający fakty, mało ambitny. Oglądało się jednak całkiem dobrze, ot niemiecka solidność :) Dobry von Stauffenberg, dużo klasycznych niemieckich profili.
                      Chcąc dokończyć postanowiłem nagrać Bartona i obejrzeć spokojnie później, na moment przerzuciłem, ot tak sobie - jak zobaczyłem tę kolorową plamę "Sopot Festiwal" w prawym rogu, od razu utraciłem połowę
                      przyjemności z projekcji. I to zaocznie.

                      W jedynce i Dwójce badziew, albo coś dobrego z kolorowym pawiem w rogu, a w TVP Info dwie kolejne noce z dwoma świetnymi dokumentami.
                      Wczoraj - Szczur w koronie, Bławuta, o alkoholiku Michale, przegrywającym ostatecznie z nałogiem. POprzedniej nocy - Wszyscy jesteśmy z węgla, o ludziach zasuwających w biedaszybach. Oba poruszające, nadające się na emisję w prime time, a nie na puszczanie
                      o 3 w nocy dla... no właśnie, dla jakichś czubków, jak ja, których
                      jest znikomy procent, podczas gdy główne pasmo jest okupowane przez Sopoty i inne barachło niewarte spojrzenia.

                      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 13:43
                        Do kompletu jeszcze się fotografie nie wyświetlają. Jak pech, to pech.

                        P.S : Pepsic, "Good Night" na dniach będzie. Jest pierwszy w kolejce :)
                        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 13:58
                          J.Puigcorbe/Javier (tu jest najbardziej podobny do siebie z filmu):
                          elviajero/elpais.com/recorte/20081007elpepuvia_1/LCO340/Ies/actor_Juanjo_Puigcorbe_prefiere_pasar_vacaciones_Mediterraneo.jpg
                          Beatrice Dalle/Elena (duży format, ale, jak wyżej - to zdjęcie oddaje najlepiej jej filmowy image)
                          www/bloodygoodhorror.com/bgh/files/beatrice_dalle4.jpg
                          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 14:24
                            > Beatrice Dalle/Elena

                            www.shacknet.co.uk/forums/index.php?showtopic=3748&st=800

                            J.Puigcorbe/Javier

                            www.fandango.com/juanjopuigcorbe/photos/p149998
                            Tu chyba inne zdjęcie, niż to Twoje?
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 13:53
                        grek.grek napisał:

                        > Jakże mnie pięknie wylogowało, a potem nie chciało zalogować znów
                        i zeżarło 600 znaków dopiski i podsumowania. Rewelacja.
                        > Pozostaje streścić to, co mi zjadło.

                        Ożeż ...!
                        Grek.greku, może pisz dłuższe teksty w Wordzie, a potem wklejej je
                        do postu. Nie musisz się wtedy śpieszyć, obawiać wylogowania, nie
                        grozi Ci utrata tekstu!.
                        Taka jest moja rada dla Ciebie (zresztą sama tak robię).


                        A teraz zabieram się za czytanie ciągu dalszego ...
                        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 14:01
                          Jeszcze jeden taki przypadek i rzeczywiście się przerzucę na to, co proponujesz.

                          Zdjęcia, niestety, nie wchodzą... układ planet dzisiaj jakiś niekorzystny :)
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 14:43
                        Rzeczywiście ciag dalszy to straszna kiepścizna, jakby autor nie
                        zupełnie nie miał już pomysłów, a musiał natychmiast zakończyć
                        pisanie scenariusza!
                        W tym wypadku szkoda czasu na oglądanie, lepiej przeczytać Twe
                        streszczenie i komentarz.

                        Rzuciłam okiem na Sopot Festival, na Dodę, w związku z czym me uszy
                        ucierpiały, kiedy hit Sabriny w jej wykonaniu usłyszałam.
                        Tak się zastanawiam dla kogo właściwie przezanczone są tego typu
                        festiwale?

                        Dziś wypatrzyłam film z Nicole Kidman, dramat psychologiczny -
                        "Narodziny" (2004) w TVN, ale dopiero o 23.50, więc raczej nie
                        dla mnie.

                        I "Dziewczyny z kalendarza" (2003) - całkiem niezła komedię o tym,
                        jak starsze stateczne panie (w Anglii) postanowiły zapozować nago!
                        do kalendarza. :) Polsat, godzina 20.00.
                        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 08.08.09, 15:20
                          CO sądzisz o tym zakończeniu ? Ilekroć próbuję znaleźć w nim jakąs logikę i niepodważalność, która usprawiedliwiałaby pokorne uznanie
                          siebie za pokonanego przez Javiera, tym mniej ich znajduję.

                          Skoro nie było żadnych śladów zostawionych przez Javiera na miejscu
                          zabójstwa Eleny, a była jedynie ta połknięta przez nią, jego spinka,
                          której kradzież (wiemy, ze nie było kradzieży, ale mowa o wersji
                          jaką Javier sprzedawał policji) zgłosił wcześniej, to gdzie tu
                          pewny dowód, że to on ją zamordował - ot, połknęła spinkę, którą
                          mi ukradła, a kto ją zabił - a co, ja mam to wiedzieć, to wasza sprawa,
                          żeby się dowiedzieć. I co mu mogłaby na to pani Maria powiedzieć ?
                          Nic, bo nadal nie miałaby w ręku żadnego dowodu, że to Javier zabił
                          Elenę.

                          Dalej - aresztują Javiera za zabójstwo Eleny, a gdzie są dowody, ze to
                          on zabił te dwie kobiety ze sklepu, a później małżeństwo Vadillo ?
                          Przecież każde zabójstwo z osobna trzeba udowodnić, a tymczasem cały film
                          poszukiwany jest przez policję sprawca tych pierwszych 4 morderstw, a potem widz zostaje jedynie z poczuciem, że został on złapany, ale... pani Maria nadal nie ma dowodów, nie tylko na to, ze on zabił Elenę, ale także na to, ze to on popełnił poprzednie cztery.

                          Może Tobie zaświta, jak autor chciał przekonać widza, że Maria coś udowodniła Javierowi, bo mnie zaprezentowane w filmie rozwiązanie absolutnie nie przekonuje :)

                          Zdjęcia jakie wrzuciłaś - działają. Dalle taka dokładnie, jaką ja chciałem pokazać, a Puigcorbe - jednakowo podobny do siebie z filmu,jak na tym zdjęciu, które ja miałem przygotowane, więc pełen sukces ;)
                          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.08.09, 08:47
                            grek.grek napisał:

                            > Może Tobie zaświta, jak autor chciał przekonać widza, że Maria coś
                            udowodniła Javierowi, bo mnie zaprezentowane w filmie rozwiązanie
                            absolutnie nie przekonuje :)

                            Mnie też nieszczególnie , ale jeśli miałabym siebie samą i Ciebie
                            przekonywać to powiedziałabym tak –
                            Specjaliści robiący sekcję zwłok byli /są w stanie ustalić, w jakim
                            czasie została połknięta spinka. Stwierdzają na podstawie analizy
                            treści żołodka, stanu spinki, że ten czas odpowiada mniej więcej
                            czasowi, w jakim dokonana została zbrodnia i już mają niepodważalny
                            dowód winy Javiera,
                            Który przyznał się tylko dlatego, że był bardzo zaskoczony (jak i
                            widz!:)informacją o miejscu znalezienia spinki – /w żołądku Eleny/.
                            Javire po prostu stracił na chwilę zdolność trzeźwego osądu i tylko
                            dlatego się przyznał (co nie znaczy, że potem w trakcie śledztwa nie
                            może się z tego wycofać?).

                            Poprzednie zabójstwa może zostaną, a może nie zostaną mu już
                            udowodnione, to zależy od ewentualnych dowodów, bo Javier sam się
                            prawdopodobnie nie przyzna i będzie sądzony tylko za zabójstwo Eleny.


                            Zasadniczo , jak przekonywał w wywiadzie dla GW technik policyjny,
                            który zabezpiecza ślady na miejscu zbrodni, nie ma takiej
                            możliwości, żeby przęstępca nie pozostawił żadnych śladów. Zawsze
                            są / bądą jakieś odciski palców, drobinki naskórka, włosy, krew,
                            włókna z ubrań itp. itd. , które potem mogą zostać wykorzystane jako
                            dowody przeciwko . To tak na marginesie. :)
                            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.08.09, 12:04
                              Sprytne, ale nadal nie da się tego uznać za dowód - nie ma bowiem
                              żadnych przesłanek ku temu, że Elena połknęła tę spinkę z powodu
                              tego, że ją Javier mordował; nie ma żadnych odcisków palców, ani
                              innych śladów, że Javier był wtedy w mieszkaniu Eleny.

                              Jest tylko : zwłoki Eleny ze spinką w środku (kradzioną, wg Javiera, w co nie ma żadnego powodu nie wierzyć policja; Elena była przecież u niego, mogła ją gwizdnąć) i odciski palców Marii (w filmie nie pada ani jedno zdanie sugerujące, że znaleziono jakieś inne ślady, dowodem ma być ta spinka w ciele Marii). Ustalenie czasu zgonu będzie w tym wypadku sztuką dla sztuki.

                              Cóz, próbowaliśmy uczciwie dać alibi panu scenarzyście, ale się chyba nie udało - chciał być efektowny i błyskotliwy, a niestety okazał się nieudolny :)

                              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.08.09, 13:09
                                > Sprytne, ale nadal nie da się tego uznać za dowód - nie ma bowiem
                                > żadnych przesłanek ku temu, że Elena połknęła tę spinkę z powodu
                                > tego, że ją Javier mordował; nie ma żadnych odcisków palców, ani
                                > innych śladów, że Javier był wtedy w mieszkaniu Eleny.

                                Ale przecież nikt nie kradnie i nie połyka spinek, ot tak! Musi
                                mieć ważny powód, żeby coś takiego zrobić!?

                                Ale sama spinka to rzeczywiście jednak chyba ciągle za mało.

                                Może jednak na miejscu zbrodni znaleziono później jeszcze jakieś
                                nowe dowody obciążające Javiera...


                                >Cóz, próbowaliśmy uczciwie dać alibi panu scenarzyście, ale się
                                chyba nie udało - chciał być >efektowny i błyskotliwy, a niestety
                                okazał się nieudolny :)

                                To fakt!
                                :)
                                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 10.08.09, 13:15
                                  barbasia1 napisała:

                                  > Może jednak na miejscu zbrodni znaleziono później jeszcze jakieś
                                  > nowe dowody obciążające Javiera...

                                  tylko scenatrzysta zapomniał o tym powiedzieć!?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka