pan_bezrobotny
20.09.03, 02:59
barton_2500 napisał:
> Całkiem gładko wybrnoł Pan z mojego pytania
Dziękuję za uznanie!
> ale niestety niedostałem
> sadysfakcjonującej mnie odpowiedzi. Może niezbyt precyzyjnie zadałem soje
> pytanie.
Pytanie rozumiem doskonale, natomiast przypuszczam, że nie chce Pan przyjąć
do
wiadomości odpowiedzi. A sprowadza się ona do podkreślenia różnicy między
celem, a planem.
Na razie stawiam cel. Gdyby był on celem minimalnym, to postawienie go w
ogóle
nie zostałoby zauważone. Formułuję więc cel maksymalny.
Powstaje pytanie, jak ten maksymalny cel osiągnąć. Sformułowałem warunki,
jakie
muszą zostać spełnione, aby cel w ogóle _mógł_ być osiągnięty. (Link do tego
posta: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=140&w=8002169&a=8036297) W
tej
chwili te warunki nie są spełnione. Pracuję nad tym, aby urzeczywistnić dwa
pierwsze. Ale jestem przecież jednostką! A Pan chce, abym tu opisał
detalicznie
i to w trzech wariantach plan osiągnięcia celu! Na ten plan złożyć się musi
mnóstwo działań i muszą być one podporządkowane pewnej taktyce. A ona z kolei
musi uwzględniać logikę rozwoju walki politycznej, bo przecież naiwnością
byłoby sądzić, że uda się tego uniknąć. Do tej pory zresztą nie udało się -
nie
jestem ślepy... I co myśli Pan, że publicznie to trzeba przedstawić? Odkrycia
kart nie byłoby nawet wtedy, gdyby taki szczegółowy plan już został
przygotowany...
> Chodzi mi o to jakie rezultaty można osiągnąć przez zorganizowanie
> partii "bezrobotnych".
Proszę nie upierać się przy takim określaniu tej partii. Już wyjaśniałem, że
pozostawanie bez pracy nie jest kryterium przynależności do tej partii. (Link
do tego posta: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=140&w=8002169&a=8015725) Proszę wybaczyć, ale upieranie się przy tym, że
będzie to partia wyłącznie bezrobotnych, wygląda na świadomą manipulację.
Wiadomo, że zbitka pojęciowa "partia bezrobotnych" wywołuje negatywne emocje.
Było to już dyskutowane, a Panu najwyraźniej zależy na tym, aby takie
negatywne
nastawienia trwały. Może to być potraktowane jako obrona, a... po co to Panu?
> Założył Pan, iż może zaistanieć na naszej scenie
> politycznej zjawizko które nie ma pecedensu - a mam na myśli powstanie
partii
> ktora w sposób w pełni demokratyczny (żadnych krwawych czy bezkrwawych
> rewolucji) jest w stanie przejąć pełnie władzy czyli mieć arytmetyczną
> większość w sejmie do najbliższych wyborów parlamentarnych.
Widzi Pan, historia nigdy się nie powtarza. Na dobrą sprawę wszystko dzieje
się
pierwszy raz i jest bez precedensu. Występują oczywiście analogie i
prawidłowości. Na jedną z nich - narodziny "Solidarności" - powoływałem się,
zwracając wszakże uwagę na oczywiste różnice. To nie jest kwestia
precedensowości lub bezprecedensowości, ale kwestia wiary we własną siłę.
Obiektywnie ta siła jest ogromna i tylko wiara na razie malutka... Ale można
ją
wzbudzić!
> Chciałem tylko
> zwrócić uwagę, iż taki scenariusz jest mało prawdopodobny.
To, co w swojej wypowiedzi przedstawił Pan jako scenariusz, dość istotnie
odbiega od tego, co ja pisałem. Nie ma tam niczego o arytmetycznej
większości!
W realiach polskiej sceny politycznej żadne ugrupowanie nie ma szans na
osiągnięcie takiej większości. Napisałem więc o wygraniu wyborów, tzn. o
osiągnięciu w Sejmie najwyższego udziału ze wszystkich ugrupowań, które do
niego wejdą. (link do tego posta: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=140&w=8002169&a=8036297)
> Być może przyjęcie
> też innych scenariuszy (możliwych wydażeń) pod uwagę tj. z punktu widzenia
> besymisty a następnie uśrednienia pozwoli Panu spojżeć na problem bardziej
> obiektywnie i przekonać tych bardziej sceptycznych do Pańskiej idei.
Moim zdaniem najbardziej przekonujące będzie przystępowanie do partii osób,
które mi uwierzą. Jestem przekonany, że do tego dojdzie niedługo. Po prostu
wiem, co robię, i widzę, że wzbudzam reakcje, jakie przewidziałem. Różne
reakcje, ale nie ich znak jest w tym momencie istotny, lecz przewidywalność...
Ponawiam swój osobisty apel do Pana - o przyłączenie się!
Wiesław Rewerski