selion
27.07.05, 09:07
Cała sytuacja zdarzyła się w Drawsku, ale w Złocieńcu pewnie też nawiedza was
sanepid.
Ostatnio przyszły do mnie dwie Panie z sanepidu, za kasą siedział akurat mój
ojciec. Powiedziały, że chcą wziąć próbki do badań. Dziwne, przecież weszła
ustawa, że sanepid nie ma prawa przyjść, jeśli nie było zawiadomienia od
kogoś, a jeśli jest, to przychodząc muszą powiedzieć jak brzmiała treść
zawiadomienia.
Próbki sanepidu to.... pół kilo borówek i tyleż samo malin (!!!)
Przecież nawet do badań jakości, przy teście sensorycznym, wystarczy parę
sztuk.
Później spytały się, czy mogą jednak jeszcze więcej wziąć, ale tata się
sprzeciwił, bo przecież borówki i jagody są drogie.
Potem panie powiedziały, że chciałyby usiąść i wypisać dokumenty,
zasugerowały nasz dom, który stoi połączony do hurtowni, ale ojciec
powiedział, że nikogo tam nie ma, więc nie mogą tam iść. Panie niestrudzone
powiedziały, żę idą do naszego baru. Tam zażyczyły sobie kawę i śniadanie, a
potem z zaplecza baru dzwoniły z naszego telefonu do siebie do pracy (!!!).
Według mnie to jest absolutnie niedopuszczalne działanie sanepidu, czy ktoś
miał jeszcze takie przeboje z sanepidem? Co zrobić, kiedy tak się dzieje?
Dzwonić do szefostwa sanepidu czy sprawę podać gdzieś dalej?