Dodaj do ulubionych

WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem........

14.06.04, 15:35
Bajpopjulardemand, zakladam czesc 2.

Dzisiaj niestety musze ponarzekac, ze wszystko mi sie podoba i nie powinnam
sie na tym wontku wpisywac. Nawet o maly wlos za maz-czy-zone dzis nie
wyszlam, co samo w sobie byloby ewenementem, biorac pod uwage moj barwny
zyciorys malzenski... ;))))))))))))

Czirs i nie widze inaczej cycat :)

Pétunia :)
Obserwuj wątek
    • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 14.06.04, 16:04
      Pozwole sobie glosno pomyslec: czy za maz/zone bo nie jestes pewna swojej pci,
      czy tez pc kandydata/kandydatki jest do ustalenia? Tak tylko pytam...
      • jutka1 Plec Pituni :)))) 14.06.04, 16:16
        basia553 napisała:

        > Pozwole sobie glosno pomyslec: czy za maz/zone bo nie jestes pewna swojej
        pci, czy tez pc kandydata/kandydatki jest do ustalenia? Tak tylko pytam...
        *********
        kurdebalans na wlasne oczy widzialas, i jeszcze masz pytania na temat MOJEJ
        plci?????? ;)))))))))))))
        • basia553 Re: Plec Pituni :)))) 14.06.04, 18:07
          co widzialam to widzialam. szaty lubia klamac. Ale masz racje: Twoje zachowanie
          bylo baaaaardzo kobiece. Az sie balam o Jureczka cnote:)))))))))
    • tos.ka wontekzupelnienienarzekajacyaleskorojuzjestto 14.06.04, 18:27
      jeszcze tydzien temu myslalm, ze NIE CIERPIE WESEL.
      bzdura!
      oswiadczam:
      UWIELBIAM WESELA!!!!!!!!!
      okazja- jest niewazna.
      moze byc za maz (spodobalo mi sie!:)))))))))))),
      moze byc co-innego-cokolwiek-wsyzstko-jedno

      juta,
      a nie oblewasz swego ZOLTEGO DOMU?????
      • jutka1 Re: wontekzupelnienienarzekajacyaleskorojuzjestto 14.06.04, 19:03
        tos.ka napisała:

        > moze byc co-innego-cokolwiek-wsyzstko-jedno
        >
        > juta,
        > a nie oblewasz swego ZOLTEGO DOMU?????
        ************
        Tosko, Dom mozna oblac po raz enty, oczywiscie!! :))))

        Ale moze oblejemy moje zamazpojscie za Lucje7? ;))))))))) Tylko to na innym
        wontku, bo tutaj mamy mendzic i narzekac! :)
        • tos.ka notojasiestadwynoszebominiewychodzichockce.ntx 14.06.04, 19:52
          > Tosko, Dom mozna oblac po raz enty, oczywiscie!! :))))
          >
          > Ale moze oblejemy moje zamazpojscie za Lucje7? ;))))))))) Tylko to na innym
          > wontku, bo tutaj mamy mendzic i narzekac! :)
    • ertes Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 14.06.04, 18:38
      Nie lubie jak sore losers laza za mna dniami i miesiacami mimo ze ich zupelnie
      olewam.
    • ertes Lufthansa - muchy w smole 16.06.04, 08:06
      3 godziny spedzone na czekaniu na odprawe! wszystkie te babska ruszaja sie jak w
      smole. I co sie okazuje? Lufthansa slynie ze slimaczej odprawy.
      Stalem w kolejce do Special Services. Przede mna 5 rodzin, moze 6 rodzin.
      Zajelo im to 2 godziny! Potem okazalo sie ze musze doplacic $60 za UM i baba
      zniknela z karta na 30 minut, kolejne 15 minut zajelo drukowanie boarding pass
      do WAW bo im sie zle wydrukowalo.
      Na lotnisku bylem o 1:30 a wyszedlem tuz przed 5pm :(
      Co za dziadostwo :(
      • basia553 Re: Lufthansa - muchy w smole 16.06.04, 08:23
        Mam nadzieje Drogi Ertesie, ze nie kazesz mi sie za Lufthanse wstydzic?
        Widocznie wysylaja do Ameryki jako personel samych nieudaczniköw, bo u nas
        pracuja sprawnie.
        A poza tym, to dlaczego nie skorzystaliscie z LOTu? Tam bys mial dopiero co
        opowiadac!!!:))))))))
        Zrobilbys kariere na Primie!!!
        • ertes Re: Lufthansa - muchy w smole 16.06.04, 08:31
          LOTem latalem kilka razy. Dzieci rowniez i musze przyznac ze nie mam zadnych
          zarzutow. W Toronto wiekszosc personelu odprawiajacego to pracownicy Air Canada.
          W Polsce tez nie mialem problemow. Gdyby do LA latal LoT to nie byloby problemu.
          TYlko LOTem. Nie trzeba wysiadac, przesiadac itp. Po prostu najkrocej. Zwlaszcza
          dla dziecka. Niestety z LA nie ma bezposredniego polaczenia do Warszawy.

          acha, nie mam zarzutow do personelu LOT. Rodacy natomiast mogliby troche mniej
          korzystac z pokladowego baru...
          • basia553 Re: Lufthansa - muchy w smole 16.06.04, 08:38
            A propos pokladowego baru: lecialam raz Lufthansa z Israela do Monachium.
            Leciala grupa starszych Niemcöw plci obojga, ktörzy byli na wyprawie
            pt. "Wedröwki bibkijne". Zanim wyladowalismy w Monachiu byli tak pijani,
            ze niemalze na czworakach wychodzili. Ale fakt, ze Polacy sie jakos tak gorzej
            zalewaja.
          • waldek.usa Re: Lufthansa - muchy w smole 17.06.04, 17:15
            Lot Boston-Krakow-Boston. W tamta strone przystanek w Monachium 2 godziny 40
            min., ale z powrotem 17 (!) godzin we Frankfurcie, w nocy, za jedyne $1425.
    • jutka1 Nie lubiem 16.06.04, 15:11
      jak narzeczony/narzeczona znika bez sladu....... :(((( no nie lubiem i
      juz....... ;))))))))

      a tak w ogole nie lubiem jak jest zbyt parno, a dzis tak jest.
      i nie lubiem jak ktos pardon pierdoli glupoty zajmujac mi czas i energie.
      Amen.

      Jutka juz mogaca narzekac. D.C.A.F. :)))
    • sabba Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:17
      nielubie ostatnimi czasy tego forum bo jest nudne, obrzyliwie i glupie:) chyba
      przestane czytac. Ale prosze kochana administracjo nie zabraniac mi wstepu!:))))
      • jutka1 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:18
        sabba napisała:

        > nielubie ostatnimi czasy tego forum bo jest nudne, obrzyliwie i glupie:) chyba
        > przestane czytac. Ale prosze kochana administracjo nie zabraniac mi
        wstepu!:)))
        ************
        Sabbciu, co Cie najbardziej tu brzydzi??? ;)))))))
        • sabba Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:21
          Judys, no jakby Ci tu powiedziec, wszytko co nie wyszlo spod mojej klawiatury, a
          czasem to i nawet to mnie brzydzi:)
      • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:20
        hehe, bedziesz wstepowac tylem, zeby nie czytac:))))))
        • sabba Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:23
          ja tam rakiem nie jestem, choc czasem bywam czerowna:)
          • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:25
            znaczy sie "spiekasz raczka"!
            • sabba Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:27
              ale tylko jak sie denerwuje;)
              • jutka1 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:33
                sabba napisała:

                > ale tylko jak sie denerwuje;)
                *********
                Sabbciu, skarbie, alez co Cie tak zdenerwowalo????? :))))))))))
                • sabba Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:34
                  wlasna niemoc:(((((
                  • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:35
                    moc albo niemoc - oto jest pytanie!
      • jan.kran Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 16.06.04, 15:48
        sabba napisała:

        > nielubie ostatnimi czasy tego forum bo jest nudne, obrzyliwie i glupie:) chyba
        > przestane czytac. Ale prosze kochana administracjo nie zabraniac mi
        wstepu!:)))

        Nie lubie pustych oszczerstw :-pppp
        Sabba wez szable w dlon i sie skonkretyzuj. K. w niepewnosci
        • sabba a po co? 16.06.04, 15:51
          ja tu nikogo nie oskarzam i nie wyrzucam konkretnie ze taki owaki, jak watek
          karze narzekac to narzekam. Jakbym chciala zrobic to publicznie, to bym to
          zrobila, aczkolwiek nie widze w tym najmniejszego sensu:) A szabli wyciagac nie
          bede;) Zostawie na czarna godzine....
    • ertes Lufthansa - nie jest tak zle 16.06.04, 16:52
      Jeszcze jestem zly na niemieckiego przewoznika ale troche mniej gdyz ta babka co
      sie jak mucha ruszala byla calkiem niczego sobie musze powiedziec. Slicznie sie
      usmiechala a oprocz tego miala bomba niemiecki akcent.
      • basia553 Re: Lufthansa - nie jest tak zle 16.06.04, 16:55
        czy Twoja zona byla przy tym, jak lakome spojrzenia kierowales na ta babke?
        Tak tylko pytam..
        • akawill Re: Lufthansa - nie jest tak zle 17.06.04, 03:56
          basia553 napisała:

          > czy Twoja zona byla przy tym, jak lakome spojrzenia kierowales na ta babke?
          > Tak tylko pytam..

          A co Ty tu Basia chrzanisz że se ponarzekam na Ciebie ;) Ertes tylko napisał
          że ładna pani była, kurcze pieczone. Czyż nie o to Wam chodzi kobitom? A Ty
          od razu o jakimś łakomstwie fe wstydź się mi tu zara.
    • jutka1 nie podoba mi sie... 17.06.04, 10:11
      ... jak jest upal, nie mam klimatyzacji, i wlasnie zepsul sie wiatrak uzywany
      do krecenia goracego powietrza wokol wlasnej osi. Nie podoba mi sie i juz, tym
      bardziej, ze wentylatory "wyszly" i dopiero w przyszlym tygodniu dadza mi nowy.

      No to ponarzekalam. Ufff jak goraco. :(
      • morsa Re: nie podoba mi sie... 17.06.04, 15:27
        A mnie sie nie podoba jak Jutka ciagle pisze
        o wspanialej, cieplej, slonecznej pogodzie
        w Paryzewie.
        Podczas gdy u nas prawie ciagle pada, jest zimno
        i w dodatku od dwoch tygodni (oprocz jednego
        dnia) pizdzi (przepraszam za wyrazenie)jak
        w pieciu kieleckich razem wzietych...
        • jutka1 Re: nie podoba mi sie... Morso...... 17.06.04, 15:42
          morsa napisała:

          > A mnie sie nie podoba jak Jutka ciagle pisze
          > o wspanialej, cieplej, slonecznej pogodzie
          > w Paryzewie.
          *********
          Morso, ja juz nie bendem o pogodzie pisac. A przynajmniej sprawdze pogode w
          innych krajach zanim napisze.
          PS. 2 godziny na tarasie..... mruuuuuuuuu :))))) Sorry ;)))
          • morsa czy nikt nie oglada Euro 2004? 19.06.04, 22:51
            Wloczylam sie na innych forach (sorry, ale
            obecnie dla mnie nr 1 to pilka)
            Musialam toczyc walki z chamami, ksenofobami,
            bylam odsylana do garow i na drzewo,
            ktos chcial mi przyp........ (!)
            Rece, nogi i uszy odpadaja od nadmiaru obelg
            i soczystego slownictwa.
            Jak ja nie lubie chamstwa!!!!!!!!!!!!
            • morsa Re: czy nikt nie oglada Euro 2004? 20.06.04, 14:24
              Wkurzylam sie! I to bardzo!
              sport.gazeta.pl/sport/1,35335,2139318.html
              • morsa Re: czy nikt nie oglada Euro 2004? 20.06.04, 14:35
                Na wielu innych watkach pojawiaja
                sie teorie spisku:
                "Szwedzi podlozyli sie Lotyszom"
                ""Szwecja wyjeb..... Polakow"
                i mnostwo innych komentarzy.
                Najsmutniejsze jest to, ze byly pilkarz,
                Zbigniew Boniek, publicznie wypowiedzial sie,
                ze Polacy stracili szanse w eliminacjach
                jedynie dlatego, ze Szwedzi umowili sie z Lotyszami
                na wynik 0:1 i tym samym "jego" druzyna odpadla.
                Wstyd mi, gdy czytam o tym w gazetach.
                Wystawia to o nas (Polakach) bardzo zla
                opinie.
                Dodajmy do tego walke o Boga w Konstytucji Unijnej;
                kiedy wreszcie Polacy zasluza sobie na szacunek?????
                • ertes Re: czy nikt nie oglada Euro 2004? 20.06.04, 17:13
                  A nie umowili sie?
                  Myslisz ze ten sport jest taki czysty? Ja watpie.
                  • morsa Re: czy nikt nie oglada Euro 2004? 20.06.04, 17:25
                    Napewno nie jest czysty -
                    w niektorych kulturach i mentalnosci
                    bardzo, bardzo nieczysty.
                    W innych - tego typu historie
                    sa karalne i to wysoko.
                    Pozatym sa "tradycje" - nie zawsze chlubne....
    • tos.ka nie cierpie (ostrzezenie- lista drazliwa) 21.06.04, 19:52

      nie cieprpie przyklejonych usmiechow, "guten-tag-wie-geht-es-ihnen-danke
      sehrgut-oh-wie-schööööööööönnn), podpartych umizgami i podrygow niczym w jakiem
      teatrzyku maszkaronow. (a podobno amerykanie jeszcze gorsi).

      nie cierpie donosicielstwa, zwlaszcza jesli poprzedzone "zyczliwym"
      zainteresowaniem (nie sadzilam ze to tu takie nagminne...o rany, ile ja sie
      musze jeszcze nauczyc)

      nie cierpie niemieckiej wscibskosci (o rany, co to za wscibski naroood!!!).
      i to jakas taka pozornie nie-wscibska wscibskosc- z owym maszakaronowatym
      usmiechem:
      -ohh, was für schönes auto, haben sie ein kredit genommen, bestimmt;
      -oh, was haben sie für ein dienst heute dass sie vormitag zu hause sind (do
      k**** nedzy, CO CIE TO OBCHODZI????????????????????)
      (przypomina mi to troche jak dawno temu na wsi- kazdy przez okno patrzy, a jak
      ktos nowy do sasiada przyjedzie- to sasiadka zaraz w gosci - i dziendobry-
      dziendobry- wchodzi siada i gada- lub slucha, lub pyta - ale przychodzi
      dziendobry-dziendobry bez powodu tez; to mialo jakis wdziek tej wlasnie wsi-
      takich wsi juz nie ma.....)

      jak niemcy do kazdego zdania dodaja frau (vel herr)xxxx (tu nastepuje nazwisko,
      wissen sie frau... icha heba frau... gemacht dass und frau.... wrrrrr),+
      maszakaronowaty usmiech, uzywaja to niemal niczym poslkie k...., z tym ze to
      polskie k.... wydaje sie momantami sympatyczniejsze....

      czy ja do tego kiedys przywykne?
      czy ja (nie daj boze) taka sie stane??????????????


      • sabba toska...wyluzuj:))) 21.06.04, 21:09
        staniesz sie taka na pewno:)))) nie no, zart.
        ale czy to faktycznie taka wscibskosc i taka sztucznosc? nie wierzysz w zwykla
        uprzejmosc ludzka? czy to zanczy ze na kazdmy kroku czai sie obrzydliwy niemiec
        i koniecznie chce wiedziec kto byl na Twoim slubie i w jakiej kasie jestes
        ubezpieczona? Bez przesady... Juz ja wole maszkaronowaty usmiech niz zakazana
        morde ktora fuczy i zle spojrzenia rzuca. Usmiech to usmiech, nie upieram sie
        zywsze widziec go obludnym:)))
        • basia553 Re: toska...wyluzuj:))) 21.06.04, 21:20
          Toska, jestes najwyrazniej po pieknym weselisku sfrustrowana szara
          codziennoscia. Ale czy ta codziennosc w Niemczech jest szarsza jak w Polsce?
          Jak möwi Sabbcia :))))) - i ja wole codzienne usmiechy spotykanych sasiadöw i
          nawet obcych po drodze niz krzywe ryje napotykane na kazdym kroku w Polsce.
          Moze faktycznie kolezanka w pracy pytajac "wie gehts" nie chce dokladnie
          uslyszec o Twoich problemach, ale czy to nie lepiej jak absolutna obojetnosc?
          Bylam teraz w Berlinie i bardzo nam sie podobalo, jacy mili sa tam ludzie. Obcy.
          I to poda mi ktos reke przy wysiadaniu, i to taksöwkarz nie powie marnego
          slowa, choc - nie znajac drogi, zamöwilysmy jazde za 4 € zaledwie. Möglby
          sklac, a tylko zartowal z nami. I policjant stojacy przed Reichstagem w ulewnym
          deszczu i mimo tego informujacy nas o röznych ciekawostkach i zartujacy z nami
          itd. Nie sadze, aby to wszystko bylo "aufgesetzt". Bylo nam milo.
          Spöjrz na to od tej strony.
          A moze wpadlas w panike, ze wychodzac za maz podpisalas cyrograf i MUSISZ tu
          zostac? Bo do tej pory chcialas, teraz musisz.
          • tos.ka ostrzezenie bylo:)))) 21.06.04, 21:49
            a ja do mej listy dodam jeszcze skapstwo (skompstwo). to oczywiscie wrazenie
            poweselne; przyznam ze mnie az zniesmasczylo. a przeciez to byli wybrani z
            wybranych, rodzynki, ktore zasluzyly sobie jakos na miano bycia "znajomym". i
            co dziwne dotyczylo to 100% niemcow . wiesz- nawet idac na impreze urodzinowa
            nie zrzucamy sie w czworke na lampionik.

            > Toska, jestes najwyrazniej po pieknym weselisku sfrustrowana szara
            > codziennoscia.

            nie:)
            troche mi sie tylko zebralo teraz-

            i ja wole codzienne usmiechy spotykanych sasiadöw i
            > nawet obcych po drodze niz krzywe ryje napotykane na kazdym kroku w Polsce.

            no to sie roznimy. bo ja wole krzywe ryje niz wykrecone jak po soku z cytryny
            pseudo usmiechy. przeciez to az czuc (by nie powiedziec smierdzi) falszyzna.
            to po co to? meczyc siebie (bo to meczy- to widac po nich jacy sa napieci) i
            bliznich?

            jeszcze rozumie na niwie zawodowej- choc tu o wiele wazniejsza jest uprzejmosc
            (zwykla)i kompetencja od maszkaronka z cytryny.

            > Moze faktycznie kolezanka w pracy pytajac "wie gehts" nie chce dokladnie
            > uslyszec o Twoich problemach, ale czy to nie lepiej jak absolutna obojetnosc?

            nie.
            to mozna zniesc raz- jako uprzejmae powitanie.
            lub raz na jakis czas- jako np zagajenie rozmowy. gdy to trzeba znosic
            codziennie, jako rytual wrecza- kiedy wiadomo ze tak i tak TRZEBA
            odpowiedziec "danke schööööööön"- staje sie to parodia uprzejmosci.
            w polsce- MOGE (moglam, buuuuuuuu) odpowiedziec osobie z ktora juz pracuje
            przez jakis czas- na pytanie jak leci- do d* jestem wk* ietepede.
            tutaj zawsze na poczatku, w srodku i na koncu- bedzie "danke schöööööööön."

            > Moze faktycznie kolezanka w pracy pytajac "wie gehts" nie chce dokladnie
            > uslyszec o Twoich problemach, ale czy to nie lepiej jak absolutna obojetnosc?

            a somsiad doptujacy sie - za jakie pieniadze kupilismy samochod- robi to li
            tylko z czystej ludzkiej zyczliwosci.

            > Bylam teraz w Berlinie i bardzo nam sie podobalo, jacy mili sa tam ludzie.
            Obcy

            berlin - nie jest neimiecki (przynajmniej takie odnioslam wrazenie)- jest
            miedzynarodowy.
            oj baska- takie histotrie w polsce- naleza do zwyklej, najzwyklejszej.
            codziennosci. serio, serio. , otworzenie drzwi, ustapienie miejsca,
            pomoc przy niesieniu bagazu przez obca osobe, zarty ze sklepikarzami- to jest
            tam normalnosc- nie wyjatek.

            > A moze wpadlas w panike, ze wychodzac za maz podpisalas cyrograf i MUSISZ tu
            > zostac? Bo do tej pory chcialas, teraz musisz.

            nie, nie wpadlam w panike.
            maz nie jest niemcem. wlasciwie zyjemy w swiecie- nie niemieckim. niemcy- to
            praktycznie tylko sfera zawodowa. z ograniczeniami. moze wyjscei z tej otoczki-
            sprawia ze czuje sie jakbym wlazal pod zimny prysznic:) nie mam fazy
            hartowania:)

            pzdrw
            • xurek Wszedzie mozna byc soba 22.06.04, 16:59
              Dla Niemcow (i Szwajcarow zreszta tez) „wie geht’s“ nie oznacza nic wiecej niz
              dla Polakow „dzien dobry“. Jezeli wolisz kierowac sie etymologia slow niz ich
              codziennym znaczeniem to nigdy nie pozbedziesz sie problemu. Jezeli zas
              uzasz „danke, gut“ za odpowiednik „dzien dobry“ w odpowiedzi to swiat wroci to
              normalnych ram. W koncu w Polsce tez nie odpowiedzialabys na dzien
              dobry „odp... sie“ tylko dlatego, ze masz wlasnie zly humor...
              Mnie czasem zdarza sie odpowiedziec „nicht so gut“. Robie to glownie w pracy
              przy naglych terminach poniewaz sygnalizuje w ten sposob mojemu rozmowcy, ze
              ma sie ze mnia obchodzic „ulgowo“, bo akurat mam zly dzien. Dziala bardzo
              dobrze, chociaz nieslychanie rzadko ktos zapyta o szczegoly, na co zreszta
              licze.

              Dociekliwosc w sprawie samochodu tez nie wydaje mi sie byc niemieckim
              wynalazkiem. Tego typu „wscibskich sasiadow“ mozna spotkac wszedzie.

              Co do skapstwa to mogle sie tylko domyslac, o co ci chodzi, ale jezeli o
              prezenty, to bazujac na moim doswiadczeniu raczej Polska z ich wyolbrzymieniem
              jest wyjatkiem. Na ten temat prowadzimy z Behemotem prawie ze odwieczna wojne
              spowodowana dysproporcja prezentow gwiazdkowych badz urodzinowych, ktore dajemy
              NASZYM dzieciom. To niekoniecznie skapstwo – byc moze inna filozofia.

              Z „Frauem“ tak samo jak z „wie geht’s“. Po polsku jest „pani Malgosiu“, po
              niemiecku jest „Frau Schmidt“ – nie widze specjalnej roznicy, aczkolwiek na
              poczatku tez mnie strasznie razilo. Teraz przestalam slyszec.

              Przyklejony usmiech? Nie rzucil mi sie w oczy – w porownaniu ze Szwajcaria
              znacznie mniej jest usmiechow, ja lubie usmiechy.

              „maz nie jest niemcem. wlasciwie zyjemy w swiecie- nie niemieckim. niemcy- to
              praktycznie tylko sfera zawodowa. z ograniczeniami. moze wyjscei z tej otoczki-
              sprawia ze czuje sie jakbym wlazal pod zimny prysznic:) nie mam fazy
              hartowania:)“

              Moze to wlasnie dlatego tak jest, ze nie zyjesz wsrod Niemcow, tylko obok? Ze
              Ci znajomi to nie sa ludzie poznani w „naturalny sposob“ czyli tylko dlatego,
              ze przypadli Ci jako ludzie do gustu? Toska, to jest 80-milionowy narod i z
              pewnoscia sa w nim ludzie, ktorymi bylabys zachwycona. Otworz oczy i szukaj
              albo naprwde sie zahartuj albo zmien kraj :)))).


              Xurek
              • basia553 Re: Wszedzie mozna byc soba 22.06.04, 17:09
                dzieki Xurusiu:)))) I ja tak to widze, nie potrafilam jednak tak trafnie
                sformulowac.
                Toska, jak dlugo jestes w Niemczech?
                • tos.ka Re: Wszedzie mozna byc soba 22.06.04, 19:12
                  > Toska, jak dlugo jestes w Niemczech?

                  drugi rok si powili koknczy. wczesniejp przezylam (z przerwami) tak ze trzy
                  lata. w sumie- zbierze sie z cztery-piec. ale jakie to ma znaczenie?
                  ze kiedys zaczne krakac jak wrony? (juz sie poduczam- jak wspomnaialam wyzej).
                  • ro-bert Re: Wszedzie mozna byc soba 23.06.04, 17:47
                    tos.ka napisała:

                    > drugi rok si powili koknczy. wczesniejp przezylam (z przerwami) tak ze trzy
                    > lata. w sumie- zbierze sie z cztery-piec. ale jakie to ma znaczenie?

                    Znaczenie ma i to kolosalne. Jesli juz teraz tesknota za skrzwionymi ryjami nie
                    pozwala Tobie zrozumiec Niemcow, ich tekstow i zachowan to naprawde trudno
                    sobie wyobrazic co to bedzie za lat kilka.
                    Swoja droga Twoje podejscie do Niemcow spotykalem do tej pory raczej wsrod
                    Polakow, ktorzy spedzili juz tutaj dobrych kilka lub kilkanascie lat. Czesto
                    bylo to u nich swego rodzaju reakcja obronna na sytuacje, w ktorej sie
                    znalezli. Niespelnione marzenia, Niemcy ktorzy wszystkiemu sa winni, swiadomosc
                    tego iz proces asymilacyjny nie przebiegl tak jak by sie sobie tego zyczylo itp
                    Tego typu reakcja u osoby bedacej stosunkowo krotko w BRD moze byc wedlug mnie
                    dowodem na to, iz wybralo sie nie ten kraj, lub ze w ogole nie jest sie zdolnym
                    do emigracji (wcale nie ma to miec znaczenia pejoratywnego!)
                    Nie miej mi tego za zle ale polecalbym sie zastanowic nad celowoscia pobytu w
                    Niemczech poki jeszcze masz wystarczajaco duzo checi i energii, zamiast
                    dopatrywac sie we wszystkim co tubylcze cech negatywnych.
                    Uwierz, to "wie geht's?" jest naprawde "gut gemeint" :)

              • tos.ka Re: Wszedzie mozna byc soba 22.06.04, 18:56
                > Dla Niemcow (i Szwajcarow zreszta tez) „wie geht’s“ nie oznac
                > za nic wiecej niz dla Polakow „dzien dobry“.

                a nie.
                wie gehts- to odpowiednik- "jak leci", "jak sie miewasz", (nawiasem-
                ciekawostka, po nie miecku wie geht´s dir (w zyciu),- ale "wie läuft die
                arbeit", po polsku- "jak leci" ale jak "idzie praca":)))))))
                ma takie samo znaczenie, taki sam wydzwiek emocjonalny.
                jak ktos by w polsce kazdy dzien mnie pytal- jak mi leci i musilabym
                odpowiadac "oh wspaniale dziekuje"- to tez bymdostala odruchow wymiotnych

                a "dzien dobry" po niemiecku to guten tag.
                doslownie, znaczeniowo,etymologicznie,jak se chcesz:)

                > Dociekliwosc w sprawie samochodu tez nie wydaje mi sie byc niemieckim
                > wynalazkiem. Tego typu „wscibskich sasiadow“ mozna spotkac wszedzie

                jakem 30 lat w polsce przezyla, takem sie nie spotkala z takom nachalna
                wsibskoscia i co wiecej z taka czestotliwoscia.
                kolega tez kiedys wspomnial- jak to wynajal mieszkanie w domu znajomego
                irlandczyka- to zaraz somsiedztwo sie dowiadywac zaczela- a kto zacz a jak a
                poco, a czemu---ja tu tez wspomnialam- "zainteresowanie"- co ja tez robie w
                domu przed poludniem (a w d**** se grzebie).

                > Co do skapstwa to mogle sie tylko domyslac, o co ci chodzi, ale jezeli o
                > prezenty,
                (...)
                >To niekoniecznie skapstwo – byc moze inna filozofia


                hehe, szwagier (ten z chlopic) wspomnial o niezwykle burzliwej filozoficznej
                dyskusji nt temat zrzutki na prezent urodzinowy. czy ma to byc 2,50 czy 3
                euro. jego propozycje- ze moze by tak jednak zrzucic sie po 5 euro- uznano za
                nazbyt wywrotowa.
                ano masz racje xuru, niemcy to niezwykle filozoficzny narod.

                > Z „Frauem“ tak samo jak z „wie geht’s“. Po polsku
                > jest „pani Malgosiu“, po
                > niemiecku jest „Frau Schmidt“ – nie widze specjalnej roznicy,

                no wlasnie- ja tez nie widze.
                ino ze "pani malgosiu" brzmi protekcjonalnie. i ma tak brzmiec.
                a wrtacania tego zwrotu co drugie slowo-jest najnormalniej w swiecie obrazajace.

                > aczkolwiek na poczatku tez mnie strasznie razilo. Teraz przestalam slyszec.

                ano. ja zaczelam rowniez przy kazdym mozliwym oddechu- doadawc owe frau-herr-
                okraszajac odpowiednio cytrynowym usmiechem.
                tylko mi tak jakos niedobrze przy tym...nic to pewnie minie...

                > Moze to wlasnie dlatego tak jest, ze nie zyjesz wsrod Niemcow, tylko obok? Ze
                > Ci znajomi to nie sa ludzie poznani w „naturalny sposob“ czyli tylk
                > o dlatego, > ze przypadli Ci jako ludzie do gustu?

                jest dokladnie na odwrot. nie niemieccy znajomi- poznanie czesto wg ryterium
                narodowosci czyli w sposob jak najbardziej- nienaturalny. wybor tez jest
                oczwiscie mniejszy.
                niemcy na odwrot- z tej olbrzymiej otaczajacej masy wybiera sie tych
                najbardziej "odpowiednich". wyselkcjonowanych. ale nawet oni- przejawiaja w
                mniej lub bardziej- owe - dla mnie poniekad niesympatyczne cechy. wniosek mi si
                enasuwa- ze jednak mamy tu do czynienia z czyms narodowo-uniwersalnym (czy
                chocby rozdzielnosc czasowo-przestrzenna podawanych przeze mne przykladow:).
                nie to zebym przez to dyskredytowala ludzi, jako ludzi, lae jeeednak, trzeba
                pokonac w kontaktach- o ten jeden odruch odpychajacy wiecej...



                Toska, to jest 80-milionowy narod i z
                > pewnoscia sa w nim ludzie, ktorymi bylabys zachwycona. Otworz oczy i szukaj
                > albo naprwde sie zahartuj albo zmien kraj :)))).


                • xurek Re: Wszedzie mozna byc soba 23.06.04, 15:44
                  „wie gehts- to odpowiednik- "jak leci", "jak sie miewasz", (nawiasem-
                  ciekawostka, po nie miecku wie geht´s dir (w zyciu),- ale "wie läuft die
                  arbeit", po polsku- "jak leci" ale jak "idzie praca":)))))))”

                  Jak juz wspomnialam, jezeli chcesz sie trzymac etymologii, to masz racje,
                  istnieje ona jednak tylko w teorii :)).

                  “ma takie samo znaczenie, taki sam wydzwiek emocjonalny.”

                  Absolutnie nie. Np. idac do banku (po porade a nie do okienka) pan bankier
                  czesto pyta “wie geht’s” I nie jest to dziwne. Gdyby w Polsce pan bankier
                  zapytal „jak pani leci“ to co najmniej lekko bym sie zdziwila. Poniewaz jest to
                  niemiecki zwrot uzywany przez Niemcow chyba sluszniejszym jest „czuc go“ tak,
                  jak oni to robia, niz jak wyszlo nam po przetlumaczeniu za pomoca slownika.

                  Wscibstwo – my kupilismy w Kolonii mieszkanie w kamienicy, w ktorej inni
                  wlasciciele mieszkali juz od lat. Po ok. szesciu miesiacach zmienilismy
                  samochod na duuzo wiekszy i duuzo lepszy i baardzo czerwony. Mieszkalismy tam 5
                  lat, odbyli co najmniej 20 „blokowych Grillparty“ i nikt sie nas ani w prost
                  ani od tylu nigdy nie zaptylal, skad mielismy na to kase, co robimy o
                  jakiejkolwiek porze dnia itd. Wszyscy pozostali wlasciciele mieszkan byli
                  Niemcami.

                  Skapstwo: Dla Niemca jest rzecza normalna i nieoburzajaca dyskutowanie o
                  miniskladkach na prezent a potem lamanie sobie glowy, jak cos sensownego za te
                  grosze kupic. Jest dla niego rowniez rzecza normalna, ze zaproszoeni ludzie
                  zjedza i wypija ile wlezie a prezenciki mimo wszystko beda skromniutkie jezeli
                  w ogole. Nie razi go ani w jedna, ani w druga strone. Jest to wiec zachowanie w
                  sobie spojne i nikogo nie wykorzystujace do ktorego Niemcy w swoim kraju maja
                  pelne prawo, tak samo jak Polacy w swoim moga folgowac regule “zastaw sie a
                  postaw sie”. Instytucja prezentu jest dla Niemca raczej instytucja “malego
                  upominku” i to mialam na mysli mowiac o “innej filozofii”.

                  Frau: ja zyje “na codzien z Frauem” od 17 lat i nigdy nie uslyszalam w tym nic
                  obrazliwego. Nie bardzo rozumiem, co masz na mysli.

                  “wniosek mi si enasuwa- ze jednak mamy tu do czynienia z czyms narodowo-
                  uniwersalnym”

                  Niewatpliwie, takie “universale cechy” istnieja w kazdym narodzie i zdaje sie,
                  ze Tobie akurat te niemieckie bardzo przeszkadzaja. Tego typu cechy sa jednak
                  tylko “zewnetrzna forma”, ktora przy blizszym poznaniu i wyjasnieniu paru spraw
                  czesto mozna zmienic albo lepiej zrozumiec. Ale te “zmiany” trzeba
                  zapoczatkowac samemu – Niemiec nie widzi powodu do zmiany swego zachowania,
                  poniewaz jest ono w tym kraju norma. Czy Ty kiedys wyrazilas swoje “wkurzenie”
                  np. malymi prezentami? Jezeli tak, to jaka byla reakcja?

                  My kiedys mielismy taka “klike”, z ktora wciaz jezdzilismy na krotkie urlopy.
                  Czterech Niemcow, Wietnamczyk, ja i moj Ex (Polak). Zawsze wynajmowalismy jakis
                  domek i bylo w zasadzie superfajnie gdyby nie…. wyliczanka. Pod koniec pobytu,
                  kiedy trzeba bylo uiscic zaplate za dom, prad, wode, sprzatanie itd Niemcy
                  zasiadali z kartka i kazdy mial sumiennie powiedziec, ile czasu sie duszowal,
                  ile nabrudzil, ktory pokoj mial ile metrow itd. Oni liczyli te swoje 0,3
                  Pfenniga a nas z Wientamczykiem zalewala w cichosci ducha krew, bo my bysmy to
                  po prostu przez 7 podzielili i po zabawie. Po trzeciej podrozy Wientamczyk nie
                  wytrzymal i przy wyliczance wyszedl trzaskajac drzwiami, co na jego flegme bylo
                  reakcja porownywalna do wpadniecia w amok. Zaszokowani Niemcy zapytali, czy
                  ktos wie, o co chodzi. My zdobylismy sie na odwage I wyjasnilismy. Niemcy
                  oslupieli, potem zapytali, jak my bysmy to rozwiazali, potem zasiedli do
                  swojego kartelucha i wyliczyli, jak wielka bylaby roznica pro persona, gdyby
                  przejac nasz model, potem doszli do wniosku, ze dla dobrego samopoczucia grupy
                  roznica ta jest akceptowalna a od nastepnego razu nie bylo juz wyliczanek.
                  Zapytani kiedys, czy nie uwazaja, ze tak jest duzo lepiej i prosciej
                  odpowiedzieli, ze nie jest prosciej bo jest “niesprawiedliwie” ale jest lepiej,
                  bo im nie robi a my czujemy sie wyraznie lepiej. Ja z kolei po zrozumieniu, ze
                  oni to nie ze skapstwa tylko z pedanterii wyliczali bylam w stanie spokojnie
                  wrocic do wyliczanki….

                  Xurek
                  • basia553 Dziewczyny, 23.06.04, 16:47
                    to wlasnie mialam na mysli pytajac Toske, jak dawno tu jest. Bo dziwia ja
                    rzeczy, ktöre dla Xurka czy dla mnie sa normalne, czy tez mozemy je zaakceptowac
                    mimo ze nas mniej lub wiecej raza. Ja sobie przede wszystkim mysle, ze to ja tu
                    przyjechalam wlasciwie nieproszona. Zostalam przyjeta, zaakceptowana taka jak
                    jestem, wiec o co chodzi? Dlaczego oni sie maja zmieniac? Oni sa soba u siebie.
                    Pewne rzeczy, jak ta slynna wyliczanka o ktörej pisze Xurek raza mnie, ale je
                    akceptuje. Ale sa tacy i siacy. Bylam w tröjke teraz w Berlinie, dwie Niemki i
                    ja. Byla absolutna harmonia, nie bylo wyliczania: teraz ja kawe postawilam,
                    teraz ty musisz czy tp. Jesli jedna zaplacila za nasze kielbaski po drodze
                    i zapytana ile jestesmy jej winne odpowqiedziala: nie pamietam ile zaplacilam,
                    to byla jej elegancka forma zaproszenia nas na te kielbaski. Ale ta sama jak
                    zbieralysmy sie kiedys na jakis zbozny cel (jestesmy w malej grupie
                    wedrowniczköw), tak sie wyliczala, ze ja uwazalam za nieco malostkowa.
                    Tak wiec nie nalezy doszukiwac sie samych negatywnych cech u bliznich. Wazne
                    jest aby sobie zdac sprawe z tego: chce tu zostac? Chce tu zyc? Albo to
                    wytrzymam, zaaranzuje sie z otoczeniem, albo zwiewam tam, gdzie mi lepiej.
                    Przy czym przed zwianiem zröb sobie Tosiu liste cech, ktöre Ci w przyszlym
                    miejscu zamieszkania odpowiadaja i nie odpowiadaja. Moze dojdziesz wtedy do
                    wniosku, ze nie jest tak zle?
                    • tos.ka Re: Dziewczyny, 24.06.04, 20:56
                      > Dlaczego oni sie maja zmieniac? Oni sa soba u siebie.

                      alez niechze sie nie zmieniaja.
                      ale dlaczego ja mam byc zachwycona? bo oni sa u siebie? eee tam. poza tym TU
                      JEST WATEK NARZEKAJACY. i ja sie kce wypluc, wysmecic. bo mi dzialaja na nerwy
                      i juz.

                      > Pewne rzeczy, jak ta slynna wyliczanka o ktörej pisze Xurek raza mnie, ale je
                      > akceptuje.

                      czekaj, bojuz nie iwem ktora, ta od wietnamczyka? jest SUPER:)))))))

                      tzn toleruje. tzn- unikam. staram sie jak najrzadziej narazac na. niech se
                      bedzie. obok.
                    • tos.ka Re: Dziewczyny, 24.06.04, 21:08
                      basia553 napisała:

                      Wazne
                      > jest aby sobie zdac sprawe z tego: chce tu zostac? Chce tu zyc? Albo to
                      > wytrzymam, zaaranzuje sie z otoczeniem, albo zwiewam tam, gdzie mi lepiej.

                      licze ze zwieje do polski. kiedys.....ale jeszcze przed emerytura:)
                      ostatcznie- zabieram sie za nauke chrancuzkiego (jutka, pomozecie?????).
                      tu belgia za rogiem. tam tak wiele tak uroczo skrzywionych mord.....:)

                      > Przy czym przed zwianiem zröb sobie Tosiu liste cech, ktöre Ci w przyszlym
                      > miejscu zamieszkania odpowiadaja i nie odpowiadaja. Moze dojdziesz wtedy do
                      > wniosku, ze nie jest tak zle?

                      nie jest tak zle. da sie zyc. naprawde jest sie w stanie zebrac calkiem spora
                      grupe polsko-rosyjskich znajomych:))))))
                      a i w pracy cudzoziemcow coraz wiecej:)))))
                      moze sie nawet raz na jakis czas jakiegos niemca wychowa na czlowieka (mam
                      nadzieje::))))
                      wogle- to proponuje - spolonizowac niemcy:)))))))

                      (au, jutka nie gon za te usmiechy!!!)
                      • jutka1 Re: Dziewczyny, 25.06.04, 00:02
                        ja ci kuna usmiechy na wontku narzekajacym dam!!!! ;)))))

                        we chrancuskim pomozemy

                        narzekam, ze nienawidze niemowlakow w samolocie. oraz logorei wspolpasazerow. ale o tym
                        obok za chwile. ide zmienic plyte :)))))))
                  • tos.ka Re: Wszedzie mozna byc soba 24.06.04, 14:34
                    > Absolutnie nie. Np. idac do banku (po porade a nie do okienka) pan bankier
                    > czesto pyta “wie geht’s” I nie jest to dziwne.

                    xura nei przesadzaj. gdy ide do banku, sklepiu, cuz inszego urzedu- jestem
                    witana "guten tag frau....", bez zadnego wie gehts. iw egehts staje sie
                    obowiazkowe przy pierwszym minimalnym stopniu zyzylosci+ obowiazkowa cytryna i
                    pozostaje w formie niezmienionej na wieku wiekow amen.
                    tzn chodzi mi o to ze nie zmienia sie forma - w zaleznosci od stopien
                    zazylosci.

                    pomylilo ci sie z angielskim:) to tam how are zou funkcjonuje bardziej jako
                    czesc- choc i tak chyba nie w sklepie.


                    > Skapstwo: Dla Niemca jest rzecza normalna i nieoburzajaca dyskutowanie o
                    > miniskladkach na prezent a potem lamanie sobie glowy, jak cos sensownego za
                    te
                    > grosze kupic. Jest dla niego rowniez rzecza normalna, ze zaproszoeni ludzie
                    > zjedza i wypija ile wlezie a prezenciki mimo wszystko beda skromniutkie
                    jezeli
                    > w ogole. Nie razi go ani w jedna, ani w druga strone.


                    oj xura, coz to za GLEBOOOOOKA FILOZOFIA. w mysl tej glebokiej filozofii mama
                    znajomego ktory mnie zaprosil do sie- pyta sie mnie ile chce plasterkow i czy
                    szynki czy sera.
                    chyba ze tym razem- to juz inna filozofia?
                    aha. to pedanteria:)

                    doczytalam twojpost do konca i sie usmialam z biednego wietnamczyka:))

                    nie dziwne ze mentalnosciowo nam blizej do iwetnamczyka niz somsiada nemca?
                  • tos.ka filozofie niemcow 24.06.04, 15:04
                    Czy Ty kiedys wyrazilas swoje “wkurz
                    > enie”
                    > np. malymi prezentami? Jezeli tak, to jaka byla reakcja?

                    nie droga xuro,
                    nigdy nie wyrazialam swojego wkurzenia, czy nawet cienia niezadowolenia,
                    zniesmaczenia czy czegokolwiek innego niz usmiech i podziekowanie za
                    jakikolwiek prezent.
                    nie pozwala mi na to poprostu moje polskei wychowanie-filozofia-kultura co se
                    tam chcesz.
                    jest dla mnie rzecza nie do pomyslanie ze mozna przypuszczac cos takiego. czy
                    jest to tzw proces adaptacyjny?
                    oj- to trzeba zwiewac stad- jak najszybciej. zanim zaczne niezauwazac- tak
                    podstawowe sprawy.
                    • jutka1 chyba juz czas nadchodzi..... 24.06.04, 15:14
                      .... zeby te dyskusje przeniesc na watek karczma i sie poawanturowac
                      troche... ;))))))))))))))))) Wczorajsza moja awantura z rzulwiem spelzla na
                      niczym, spalila na panewce i w ogole sie nie udala :( (joke alert:)

                      tutaj siem narzeka a nie dyskutuje. proszem o zachowanie wstrzemiezliwosci :)))
                  • tos.ka filozofie 24.06.04, 16:22
                    Xura, ale ta sama pedanteria nie przkadza niemcow- jak sama napisalas zjesc i
                    napic sie ile wlezie za 2,50 skladki na upominek. Nie bawia sie w tej sytuacji
                    wskrupulatne wyliczanie za ile zjedli i napili sie:P najwidoczneij nad
                    filozofia pedanterii kroluje tajemna OBERfilozofia.
                    (a w druga strone...czekaj, czekaj, czy przezylas kiedy tzw urodziny
                    niemieckie? Jest to z reguly spotkanie w knajpie, w ktorej solenizant funduje
                    kolejke piwa o wartosci 2,5 czyli skladki, ok. Filozofia Pedanterii
                    wypelniona :P;))
                    Ww filozofia-pedanterii nie przeszkodzila rowniez parze u ktorej bylismy na
                    weselu pare lat temu i obok upominku podarowalismy 500DM- sprezentowac nam
                    bonow restauracyjnych- o wartosci reklamowki- i dla nas praktycznie ze wzgledow
                    czasowych nieuzywalnych (o czym oni doskonale wiedza). Najwidoczniej byla akcja
                    reklamowa w zakldach pracy, albo jest to prezent przechodni. Nie chodzi o to-
                    zebysmy oczekiwali zwrotu owych pieniedzy (pedanteryjnie podchodzac do sprawy-
                    powinnismy oczekiwac zdecydowanie wiecej, gdyz nasze wesele bylo zdecydowanie
                    bardziej wystawne). Ale sa pewne granice dobrego smaku. Nawet gdy sie wezmie
                    poprawke na niemca (przynajmniej wg moich dotychczasowych kryteriow- trza je
                    widocznie zmienic:)))
                    No zwlaszcza gdy zestawi sie gosci niemickich z polskimi i rosyjskimi (moze maz
                    racje baska, to weselne zestawienie - moglo byc ta kropla powodukjaca wybuch
                    mego antyniemieckiego smecenia)))).
                    To nie chodzi- zebysmy jakos specjalnie liczyli na prezenty. Wrecz prezciwnie.
                    Przyjelismy zalozenie- ze od wiekszosci beda co najwyzej symboliczne. Nie
                    oczekiwalam takowych od przyjezdnych z polski, gdyz zakldalam, ze dla nich sam
                    wyjazd i pobyt jst juz wystarczajaco kosztowny. Nie oczekiwalismy od sporej
                    grupy naszych znajomych- czesto mlodych malzenstw z dzieckiem- dziiecmy-( np
                    para studencka z nieoczekiwanymi blizniakami, albo po studiach i bez pracy ).
                    No to na zaskoczyli. Zarowno goscie z polski jak i tutejsi.

                    Wiesz- jakos te nieniemiecki filozofie bardziej mi sie sympatyczne wydaja.
                    Zupelnie nie wiem czemu...

                    • jutka1 Re: filozofie 24.06.04, 16:25
                      no dobra, ten wpis moze zostac, bo narzeka.

                      ale jesli sie wywiaze dyskusja, proszem siem za kanape w karczmie przeniesc. tu
                      siem narzeka a nie dyskutuje.
                      • tos.ka tak jest! 24.06.04, 16:31
                        a ja se wreszcie moge pojeczec na niemcow do woli. jak fajnieeeeeeeeeee!!!!!!!
                        • jutka1 Re: tak jest! 24.06.04, 16:33
                          tos.ka napisała:

                          > a ja se wreszcie moge pojeczec na niemcow do woli. jak fajnieeeeeeeeeee!!!!!!!
                          *********
                          nie cieszyc siem. narzekac narzekac narzekac!! ;)))))))))
                        • xurek Moja filozofia: 25.06.04, 08:45
                          Wiec ja mam filozofie taka:
                          Po pierwsze nie odnosic sie do tego, co jest inne niz moje i mi sie z tego
                          powodu nie podoba z cyniczna wyzszoscia.
                          Po drugie jak jestem gdzies „gosciem“ (jak np. mieszkajac w D badz CH) albo sie
                          dopasowac do goscinnego kraju, albo jezeli nie jest to mozliwe badz dla mnie
                          zadowalajace kraj ow opuscic.

                          Mentalosc Wietnamczyka wcale nie byla mi blizsza niz Niemcow – jego
                          wielogodzinne „napady milczenia bez wyjasnienia“ na poczatku doprowadzaly mnie
                          rowniez do szalu – kiedys powiedzialam, ze doprowadzaja, on sie „przystosowal“
                          i wyjasnil dlaczego a potem „ostrzegal“ mowiac ze nic zlego sie nie stalo,
                          tylko potrzebuje czasu dla siebie. Jezeli zas chodzi o „wieczny przyklejony
                          usmiech“ to wierz mi, Japonczycy a rowniez i Wietnamczycy bija w tym Niemcow na
                          leb na szyje.

                          „Wie geh’ts w banku“: specjalnie dopisalam „po porade a nie w okienku“. Jak
                          rowniez wyjasnilam, ze przez „filozofie Niemcow“ rozumiem, iz prezent to dla
                          nich dobry upominek. Ty cytujesz mnie tak, by pasowalo Ci do dalszego
                          osmieszania Niemcow. To nie cytaty, tylko manipulacja. Poza tym nie jestem
                          przekonana, czy „filozofia badz kultura“ typu „otwarcie nie powiem, ze mi sie
                          nie podoba ale za plecami obgadam jak tylko sie da“ jest lepsza.... dla mnie
                          osobiscie nie, bo brak jej (z mojego subiektywnego punktu widzenia) zarowno
                          szczerosci jak i odwagi.

                          Ostatnie niemieckie urodziny na jakich bylam odbyly sie rzeczywiscie w knajpie
                          nad morzem, zaracia bylo do upadlego, nawet „grupa grajaca“, coby mozna bylo
                          potanczyc, solenizantka wydala na to z pewnoscia kupe kasy otrzymujac w
                          zamian „smyboliczne upominki“ – mimo wszystko bawila sie swietnie i nie mialam
                          wrazenia, ze krew ja zalewa, bo goscie zra jakby dna nie mieli a prezenciki
                          lichutkie. Jak juz wspomnialam my z Behemotem toczymy o to wojne – ona
                          twierdzi, ze ja dajac synowi i rowniez jej corce „prezenty ponad miare“
                          podkopuje szwajcarsie urodzinowogwiazdkowe wychowawcze zalozenia, ze „nie
                          cieszymy sie na prezenty, tylko na bycie razem i to, ze goscie zaszczyca nas
                          swoim przyjsciem“. Ja dalej robie po swojemu twierdzac, ze dla mnie dawanie
                          takich prezentow to wyraz sympatii dla obdarowanego i tak sie dalej toczy,
                          czyli ja laduje w te klotnie wieciej kasy a ona wiecej nerwow. Bynajmniej mnie
                          nie razi, ze jej prezenty sa zawsze tansze / mniejsze niz moje – moglam dawno
                          zaczac kupowac te malutkie, ale nie chce – oczekiwanie od niej, by kupowala te
                          duze byloby oczekiwaniem zmiany, do ktorej sama nie jestem gotowa. Ale dla
                          Ciebie to pewnie wciaz jej wyraz skapstwa a nie jakiejstam „filozofii“.

                          Ale Ty oczywiscie mozesz narzekac i sie nasmiewac dalej – to nie zmienia
                          niczego w moim zyciu – co najwyzej w Twoim.

                          Xurek
                          • tos.ka Re: Moja filozofia: 25.06.04, 15:13
                            Jezeli zas chodzi o „wieczny przyklejo
                            > ny > usmiech“ to wierz mi, Japonczycy a rowniez i Wietnamczycy bija w tym Niem
                            > cow na > leb na szyje.

                            ok. niecierpie przyklejonow usmiechow. a amerykanie (co juz napisalam)
                            japonczycy a roweniz i Wietnamczycy (co dopisuje teraz) bija ich podobno na leb
                            i szyje :P

                            > Po pierwsze nie odnosic sie do tego, co jest inne niz moje i mi sie z tego
                            > powodu nie podoba z cyniczna wyzszoscia.
                            > Po drugie jak jestem gdzies „gosciem“ (jak np. mieszkajac w D badz
                            > CH) albo sie > dopasowac do goscinnego kraju, albo jezeli nie jest to mozliwe
                            >badz dla mnie zadowalajace kraj ow opuscic.

                            nikt mnie tu nie zapraszal, sama se przyjechalam, nikt mnie nie utrzymuje.
                            pracuje, place podatki. bynajmniej nie czuje sie gosciem.
                            wgole nie rozumiem
                            w d**** mam dostosowywanie sie. ja jestem soba i soba mam zamiar pozostac. i
                            nie mam zamiaru pisac ze mi sie taka taka filozofia zyciowa podoby jesli mi sie
                            nie podoba. ja moge ZROZUMIEC ze oni nie sa tacy jacy sa i ze nie sa winni
                            temu, za tak ich wychowano itepede. ale nie mam zamiaru twierdzic ze to mi sie
                            podoba.
                            i bede se narzekac!!jak juz takie fajny (tfu, taki nudno, smecoco narzekajacy)
                            wontek tu jezd
                            • xurek no to narzekamy 25.06.04, 15:57
                              „nikt mnie tu nie zapraszal, sama se przyjechalam, nikt mnie nie utrzymuje.
                              pracuje, place podatki. bynajmniej nie czuje sie gosciem. wgole nie rozumiem“
                              „w d**** mam dostosowywanie sie. ja jestem soba i soba mam zamiar pozostac“

                              no to jak juz mamy taki fajny narzekajacy wontek to tez se ponazekam:

                              nie lubie jak ktos ma dostosowanie sie “zewnetrzne” do imigracyjnego kraju w
                              dupie i na dodatek uwaza, ze tak jest slusznie. Nie lubie, jak ktos z jednej
                              strony wykorzystuje pozytywy danego kraju takie jak np. mozliwosc lepszej
                              (cokolwiek sie pod tym rozumie) pracy badz wygody (cokolwiek….) i rownoczesnie
                              wiesza na nim psy od A do Z.
                              No to sobie tez ponarzekalam i zmywam sie z tego wontku, bo w zasadzie w ogole
                              narzekac nie lubie.

                              Xurek
                              • lucja7 Re: no to narzekamy 25.06.04, 16:19
                                Droga Antonino, doskonale cie rozumiem, i to wielokrotnie, ale...
                                Pod wielkim slowem integracja znajduje sie w koncu niewiele: twoja sytuacja
                                materialna. Nie wiem dlaczego, ale tak sie sklada ze ten co ma szmal jest
                                zawsze wintegrowany (?!). Ten co go nie ma, tez nie wiem dlaczego, uwazany jest
                                za niewintegrowanego (hej, te slabosci jezyka polskiego).
                                Przestan walczyc z zyciem i przyzwyczajeniami ludzi ktorzy czesto,
                                rzeczywiscie, nie maja za grosz wyobrazni, a co ktos z boku moze uznac za
                                autochtonskie zwyczaje. Dbaj o swoje zwyczaje!!!
                                Bo gdy kiedys cie zapytaja a ty skad? musisz potrafic i moc odpowiedziec. Bo
                                jesli nie to moze nastapic dezintegracja twojej osoby.
                                Zycze ci duzo courazu.
                                lucja7.
                              • tos.ka Re: no to narzekamy 25.06.04, 16:37
                                > nie lubie jak ktos ma dostosowanie sie “zewnetrzne” do imigracyjneg
                                > o kraju w
                                > dupie i na dodatek uwaza, ze tak jest slusznie.

                                odp.1.
                                a jak ja mym niby sie dostosowywac- pytac sie gosci ile kcom plasterkow, czy
                                co? toz za wariata mnie wezma (zwazywszy ze w wiekszosci nie niemcy). to jak
                                sie gosc niemiec zapaleta- to go pytac w ramach dostosowywania sie? a jak sie
                                gosc niemiec i gosc nieniemiec zapaleta- to mam jednemu czym chata bogata a
                                drugiemu po plasterku?
                                no ale moze faktycznie te plasterki- to filozoficzne? ze kcom filozoficznie
                                pokazac ze to z radosci z obcowania ze mna i zebym ja se przypadkiem nie
                                pomyslala, ze oni se pomylsel ze ja to zjesc a nie obcowac przyszlam i na
                                wszelki wypadek...

                                > nie lubie jak ktos ma dostosowanie sie “zewnetrzne” do imigracyjneg
                                > o kraju w
                                > dupie

                                odp.2
                                pewna niemka powiedziala mi- ze skoro mieszkamy w niemczech to powinnismy
                                rozmawiac w domu po niemiecku. a ja mam w d* to co powidziala ta niemka. o.
                                i w domu nie rozmawiam po niemiecku. i nie mam zamiaru. a w niemczech se
                                mieszkam hehehe (jutka to rechot, nie smiech, nie liczy sie!)

                                > dupie i na dodatek uwaza, ze tak jest slusznie. Nie lubie, jak ktos z jednej
                                > strony wykorzystuje pozytywy danego kraju takie jak np. mozliwosc lepszej
                                > (cokolwiek sie pod tym rozumie) pracy badz wygody (cokolwiek….) i rownoc
                                > zesnie
                                > wiesza na nim psy od A do Z.

                                hehe,
                                to ja w takim razie jestem podbojca, hehe
                                biore tylko to co MI sie podoba. a reszte se ignoruje, hehe.

                                i zeby istocie watku stalo sie zadosc i jutka mnie na leb i szyje i plasterkiem:

                                nie cierpie jak ktos do reakcji prostych-prymitywnych (np skompstwo) dorabia
                                sobie filozofie wyzsze i czuje sie przez to uswiecony w swej reakcji prostej-
                                prymitywnej
                                (uwaga ogolna1.; skojarzenia z ta lub inna nacja jak najbardziej przypadkowe;
                                uwaga ogolna 2; mozna tu wstawic dowolne inne cechy-np lenistwo, tchorzostwo i
                                rozne takie, coby mnie o stronniczosc nie posadzac; jak najbardziej
                                internacjonalnie a momentami -lenistwo na ten przyklad-polskie:)).

                                • jutka1 Re: no to narzekamy --- do Toski i do Lucji7 25.06.04, 16:41
                                  Antonino, w imieniu swoim i narzeczonej ;))))) udzielam Ci pochwaly za uzywanie wontku
                                  narzekajacego do celow zgodnych z tytulem :)))))))))))))
                                  Slicznie narzekasz :)

                                  A narzeczonom proszem o niedyskutowanie tutaj ;)))) bo tu siem narzeka. Na przyklad darling
                                  ponarzekaj tutaj na mnie albocus :))))))))))))))
                                  • don2 Re: no to narzekamy --- do Toski i do Lucji7itp 25.06.04, 17:30
                                    najbardziej to zblizam sie w osadzie do Lucji. Ale moge ponarzekac,czemu nie.
                                    Antonina uzywa takich zalosnie obronnych fraz jak : nikt mnie tu..... lub
                                    place podatki...!
                                    Po primo pierwsze : moja zasrana sprawa jak i czemu tu jestem,nie mam zamiaru
                                    z tego sie tlumaczyc. Po primo drugie-czy place lub nie place to moja zasrana
                                    sprawa tyz !! Osobiscie i czesto w rozmowach z tubylcami wyrazam moje
                                    ubolewanie i wspolczuje im ,ze ich rzady sa takie debilne i wpuszczaja do ich
                                    wspanialego rajskiego kraju ,taka cholote jak ja !! Juz 37 lat temu ladujac w
                                    tym kaczym grajdole zauwazylem i to po kilku tygodniach,ze jedyne przyjazne
                                    uczucia wobec emigrantow to maja ludzie zatrudnieni w instytucjach do tego
                                    utworzonych.gdyz dzieki doskonale zorganizowanej sieci roznego rodzaju agend
                                    od ONZ a na kosciele konczac maja zapewniona prace lub profit.Jak juz kiedys
                                    pisalem,luzno mi zawszse zwisaly opinie tubylcow.nie mialem zamiaru robic z
                                    siebie pajaca i przesadnie integrowac sie lub co juz Boze obrzadkow wszelakich
                                    bron " ASYMILOWAC SIE " narzekalem od poczatku na ten kraj-jak mi sie znudzil
                                    wyjechalem do innego.Znudzenie moje polegalo glownie na zbyt wysokich podatkach
                                    i za wysokich cenach alkoholu i papierosow.Po 18 latach wrocilem i co
                                    zauwazylem? Nic a nic nie zmadrzeli rzadzacy tym krajem-nawpuszczali kupe arabow
                                    kompletnych nierobow,bez zawodu i wyksztalcenia-(tych kilku z alkaidy sie nie
                                    liczy :) )jakos oni nie maja powodow do pisania,ze placa podatki i czemu tu
                                    przyjechali.Wiadomo ,ze przyjechali bo " niearaby " to idioci i beda karmic
                                    tych co tu siedza oraz ich rodziny.I bardzo dobrze mysla !!! Bo kazdy powinien
                                    zajac sie wlasna dupom !! obojetnie gdzie i z jakich tam sie znalazl.Nie ma co
                                    ubierac sie w piekne piorka ,ani pieknie przemawiac o wysoce moralnym zyciu,
                                    wyrazajacym sie placeniem podatkow lub usilowaniem brania udzialu w tzw.zyciu
                                    spolecznosci miejscowej.Moze skonczyc sie to w humorystyczny sposob,ze ja
                                    glosowalem do parl EU. a prawie nikt z moich sasiadow nie-komentarz: no tak on
                                    jest przeciez cudzoziemcem ! Osobiscie czuje sie jak idiota i mam do siebie
                                    pretensje,ze udalo sie mojemu Urzedowi podatkowemu wyrwac ze mnie troche forsy
                                    marny biznesmen jestem.jak sie okazuje moj byly sasiad z lat 70-tych niejaki
                                    Lajosz L. przybyly tu prawie rownoczesnie ze mna ,a jako zawo0d podajacy :
                                    narodowosc cyganska,obecnie Roma- do dzis sukinsyn nie pracowal ani jednego
                                    dnia i emeryture bedziemy mieli prawie jednakowa.Bo emigracja prosze szanownych
                                    opowiadaczy bzdetow,polega na szukaniu sobie czegos lepszego,latwiejszego.I
                                    nie ma znaczenia czy to bedzie przez " sukces" w zawodzie itp wszystko konczy
                                    sie na forsie.A czesto zaczyna sie na dupie a konczy na forsie-jak moga
                                    stwierdzic liczne wlascicielki trendowatych butikow w Wawie,ktore to ja znam a
                                    one mnie pamietaja.Pogoda tez do dupy i tez temat do narzekania.Ide na spacer
                                    ----------------------------------------
                                    swiat jest piekny-podciagnelem rolety w oknach
                                    • lucja7 Re: no to narzekamy --- do Toski i do Lucji7itp 25.06.04, 17:46
                                      Narzekam na tych co uwazaja ze sa wintegrowani, placa podatki i sa z tego dumni.
                                      Czekam tez na takiego co tu otwarcie napisze: ja nie place i robie to tak a
                                      tak. Jestem z tego dumny. itd... Ta grzeczniutka "integracja" jest dla mnie
                                      rozpaczliwa.
                                      Bardzo na to narzekam, jutus.
                                      lucja7
                                      • don2 Re: no to narzekamy --- do Toski i do Lucji7itp 25.06.04, 18:04

                                        Przeca napisalem !! te kilka razy ,gdy nie moglem uniknac placenia sie nie licza
                                        ----------------------------------------
                                        swiat jest piekny-podciagnelem rolety w oknach
                                      • jutka1 Re: no to narzekamy --- do Lucji7itp 25.06.04, 18:53
                                        Nio dobra, teraz rozumiem, ze narzekalas (glab1) ;)))))))

                                        A juz mialam nadzieje, ze cos na mnie ponarzekasz, a tu nic. Jestes okrutna. :)

                                        Bylo oberwanie chmury i chwilowy brak pradu (narzekanie). teraz swieci slonce (informacja).

                                        korespondent z podrozy :)
                                        • basia553 Re: no to narzekamy --- do Lucji7itp 25.06.04, 18:57
                                          a kiedy bendzie mjentkie londowanie?
                                          • jutka1 Re: no to narzekamy --- do Lucji7itp 26.06.04, 01:06
                                            basia553 napisała:

                                            > a kiedy bendzie mjentkie londowanie?
                                            ***********
                                            ktogdziekiedyjakco????????

                                            ;)
                                    • tos.ka Re: no to narzekamy --- do dona 25.06.04, 18:16
                                      > Antonina uzywa takich zalosnie obronnych fraz jak : nikt mnie tu..... lub
                                      > place podatki...!


                                      don, masz absolutna racje.
                                      prosze o wykreslenie (jesli sie nie da inaczej to w myslach!) tego zdania o
                                      podatkach. bzdura absolutna.
                                      co to ze mnei za palant, ze takie bzdury wypisuje (prosze o podwojna punktacje,
                                      jako ze jest to autonarzekanie!)
                                      jestem tu bo mam takie widzimisie. podatki place bo mnie do tego zmuszaja.
                                      a tak na prawde to robie na drugiego i trzeciego. a ten drugi to nawet i
                                      znajomy ktory na tzw socjalu kupil se rok temu toyote i jezdzi dwa razy do roku
                                      na urlop, smecac calymi dniami jak to nie ma pracy i bezrobocie (hehe a jak mu
                                      maz prace- to nawiewal...hehe, ale go maz nastraszyl ta praca co mu kcial
                                      dac...)- podczas gdy my tu harujemy jak szurnieci a na urlopie to nie bylismy
                                      nie wiem juz ile z prostego braku czasu...

                                      ten kraj schodzi na psy nie obrazajac psow.
                                    • xurek do Dona 25.06.04, 19:08
                                      Donie, masz zupelna racjie. Ale jedno sie przy tym tym wszytkim idiotom, ktorzy
                                      placa i zapierdalaja by obijac sie i nie placic mogl ktos moim zdaniem nalezy –
                                      jezeli juz nie szacunek za poswiecienie dla inteligentych bliznich to
                                      przynajmniej gleboka wdziecznosc za umozliwienie wygodnego zycia, nawet jezeli
                                      robia to nieswiadomie.

                                      I k woli wyjasnienia: ja nigdzie nic o podatkach nie napisalam i nadal nie mam
                                      zamiaru, poniewaz rozmowa o (nie)placeniu to moim zdaniem czysty idiotyzm. To
                                      jest cos, co sie robi (albo nie) a nie o tym rozmawia, no chyba ze ze swoim
                                      doradca.

                                      Xurek
                                      • don2 Re: do Dona 25.06.04, 19:57

                                        Wyjasniam : jest mi wszystko jedno czy ktos placi czy nie.jest mi wszystko
                                        jedno co ktos ma z tych podatkow.nie jestem zadnym odpowiedzialnym ani uczciwym
                                        obywatelem tego panstwa.te panstwo jak i jego wewnetrzne problemy zwisaja mi
                                        luzno.jestem tylko zainteresowany tym ,by jakos dozyc do konca ,tak jak ja chce.
                                        dostaje nerwowego tiku jak slysze debilne odzywki w rodzaju :place podatki i
                                        mam prawo....najczesciej slychac to z ust wszelkiego rodzaju oszolomionych
                                        czeresniakow masci kazdej ,ktorzy nauczyli sie cokolwiek czytac w obcym im w
                                        dalszym ciagu jezyku.chodzi to nadete i " czuje sie pelnoprawnym mieszkancem"
                                        jakiejs krainy do ktorej go przypadek najczesciej rzucil.A tak z przekonan to
                                        jestem liberalnym anarchistom i wszyscy moga mnie w dupe pocalowac !!!!
                                        ----------------------------------------
                                        swiat jest piekny-podciagnelem rolety w oknach
                                • xurek No to narzekamy dalej 25.06.04, 19:01
                                  “a jak sie gosc niemiec i gosc nieniemiec zapaleta- to mam jednemu czym chata
                                  bogata a
                                  drugiemu po plasterku?”

                                  gdziestam pisalam, ze Niemcom moim zdaniem zwisa, ile kto zezre, wiec jezeli to
                                  ma byc odpowiedz na moj post to…

                                  nie lubie nieudolnej i topornej demagogii, bo ani w niej dowcipu, ani mysli,
                                  ani prawdy.

                                  “no ale moze faktycznie te plasterki- to filozoficzne? ze kcom filozoficznie
                                  pokazac ze to z radosci z obcowania ze mna i zebym ja se przypadkiem nie
                                  pomyslala, ze oni se pomylsel ze ja to zjesc a nie obcowac przyszlam i na
                                  wszelki wypadek...”

                                  ditto

                                  “to ja w takim razie jestem podbojca, hehe biore tylko to co MI sie podoba. a
                                  reszte se ignoruje, hehe.”

                                  “podbojca” to moim zdaniem ktos, kto otwarcie, prosto w twarz I z pozycji
                                  silniejszego przychodzi, zabiera, narzuca I mowi “mam was w dupie”. Ktos, kto
                                  nie ma odwagi otwarcie ale za plecami gieroj to calkiem inna kategoria, wiec

                                  „nie lubie “möchte gerne Helden in eigenen vier Wänden wenn keiner der
                                  Betroffenen zuhört”.

                                  „ nie cierpie jak ktos do reakcji prostych-prymitywnych (np skompstwo) dorabia
                                  sobie filozofie wyzsze i czuje sie przez to uswiecony w swej reakcji prostej-
                                  prymitywnej“

                                  nie rozmumiem i nie lubie, jak nie rozumiem.

                                  PS: chyba czas sie przeniesc na watek awanturniczy do w tym celu stworzonej
                                  knajpy?


                                  Xurek
                          • tos.ka Re: Moja filozofia: 26.06.04, 23:47
                            > „Wie geh’ts w banku“: specjalnie dopisalam „po porade a
                            > nie w okienku“. Jak


                            aha.
                            no to wlasnie NA TO tu narzekam.
                            ze minimalny stopien zarzylosci wymusza na mnie owo "wie geht es dir" rano
                            wieczor we dnie w nocy na wieki wiekow.
                            i nie ma jak sie z tego wyzwolic
                            bo jak raz se nie powiem to popelniam Zbrodnie Straszna.


                            a poza tym- to przenosze sie do karczmy.
                            zamawiam golonke, i kolejke piwa:).
              • tos.ka Re: Wszedzie mozna byc soba 22.06.04, 19:06
                >? Toska, to jest 80-milionowy narod i z
                > pewnoscia sa w nim ludzie, ktorymi bylabys zachwycona. Otworz oczy i szukaj

                anooo, pewnie gdzies sie jakis znajdzie....wiesz duzo tu cudzoziemcow- to
                pewnie na pewno sie znajdzie ,
                chby ze chodzi Ci o niemca, niemickiego niemca....szukam, jak znajde to doniose
                o tym:)))

                > albo naprawde sie zahartuj albo zmien kraj :)))).

                kiedys kraj zmienie.
                na razie zyje-my w otoczce ochronnej...nie moge sie tylko dawac zwiesc-
                musze sobie wbic do glowy- ze trzeba rozdzielic prywate od zycia zawodowego (co
                za bzdura, tak jakby te 9-10 godzin w pracy to nie bylo zycie).

                trzeba sie wycwiczyc- przychodze do pracy- "halo wie gehts dir- danke gut"-
                usmiech cytrynowy (koniecznie!).
                potem wychodze z pracy- i zaczynam zycie....
                co za paranoja.....


                • ro-bert Re: Wszedzie mozna byc soba 24.06.04, 20:16
                  tos.ka napisała:

                  > trzeba sie wycwiczyc- przychodze do pracy- "halo wie gehts dir- danke gut"-
                  > usmiech cytrynowy (koniecznie!).

                  Chyba nie musisz. Niemcy w odroznieniu od innych nacji sa stosunkowo
                  tolerancyjni:)

                  > potem wychodze z pracy- i zaczynam zycie....

                  Moglabys sprecyzowac co przez to rozumiesz? Skrzywiona w grymasie
                  niezadowolenia twarz a zamiast "wie geht's?" narzekanie jak to mi sie ciezko
                  zyje?
                  Smutne musisz miec to zycie...
    • jutka1 Nienawidze po prostu :(((((((((((((((((((((((((( 21.06.04, 22:26
      jak mnie tzw. rodzinka wpedza w poczucia winy o rzeczy wszelakie.

      nie mialam w planach przyjazdu teraz do heimatu, ale przemyslalam i ze wzgledu
      na wizytujaca rodzine postanowilam poleciec, zeby sie z nimi zobaczyc, bo
      mieszkaja daleko i rzadko sie widujemy.

      dzis dzwoni szanowna pani matka i zaczyna robic miny przez telefon, bo sie
      zastanawia co ja tak dawno nie dzwonie. dzwonilam w zeszlym tygodniu, ile razy
      w tygodniu mozna z Paryzewa wydzwaniac?????? nastepnie pyta po raz enty, czy
      bede mogla pojechac do siostry na niedzielny obiad, razem z wizytujaca rodzina.
      Odpowiadam po raz enty, ze mam goscia w week-end.. pauza w telefonie. nastepnie
      obrazonym glosem pytanie: to goscia nie mozesz ze soba wziac??

      nie, mamo, mowie zaczynajac sie irytowac, nasza znajomosc nie jest tego
      rodzaju, zeby na obiadki rodzinne w duzym gronie zapraszac. mama na to, glosem
      domyslno-sugestywnym: a gosc jest jakiej plci? ...... zaczyna mnie zalewac
      krew. meskiej, mamo, ale to jest tylko (w myslach, "qrwa"!) znajomy, i mamy do
      obgadania (w myslach "qrwa") biznes!!!! obrazono-mdlacy glos: "wstydzisz sie
      go rodzinie pokazac"? ..... "mamo my nawet nie jestesmy na ty, takich ludzi sie
      na rodzinne obiadki nie przyprowadza" ......... na co mamusia "przyjezdzasz
      tylko na trzy dni i nawet na obiad nie znajdujesz czasu bo jacys obcy ludzie sa
      wazniejsi" (przyjezdzam na 5 dni, ale to wygodnie umknelo maminej
      pamieci) ...... na co ja juz z piana na pysku koncze rozmowe bo czuje ze
      niedlugo wybuchne.

      mama obrazona. siostra obrazona (tez wiedziala, ze bede miec goscia, i
      wiedziala, ze to dla mnie wazne rozmowy sa, ale i tak organizuje ten obiad,
      dodam, ze mieszka 40 km ode mnie). a ja jestem wqrviona na maksa, ze jeszcze
      mnie w poczucie winy wpedzaja. qrva qrva qrva qrva qrva.
      • lucja7 :((((((((((((((((((((( 22.06.04, 16:25
        Pituniu, gdzies ty sie schowala?
        Dlaczego milczysz?
        Twoja L7.

        • jutka1 Re: :((((((((((((((((((((( 22.06.04, 17:44
          lucja7 napisała:

          > Pituniu, gdzies ty sie schowala?
          > Dlaczego milczysz?
          > Twoja L7.
          **********
          Lucjo, bylam na wagarach. Lazilam po Invalides i okolicach. Poszlam spacerkiem
          do domu.
          Przepraszam...

          Teraz widzisz jak to jest, jak ktos sie nie odzywa? rozumiesz moja czasem
          frustracje? :))))))
          Bises, J.:)
          • lucja7 Re: :((((((((((((((((((((( 22.06.04, 18:08
            Pewnie ze rozumiem, ale nie rozumiem ze cie nie ma! Z ktorej strony Invalidow
            bylas? Od kaplicy czy esplanady?
            Ja z rodzina caly czas sie kloce. Zostal mi tylko brat, ktorego kocham i
            dokladnie przy kazdej rozmowie telefonicznej sie klocimy, a czesto po prostu
            sobie odkladamy sluchawki zeby sobie oszczedzic. Tak to juz trwa i trwa.
            Napisz cos milego,
            lucja7.
            • jutka1 Re: :((((((((((((((((((((( 22.06.04, 18:13
              lucja7 napisała:

              > Pewnie ze rozumiem, ale nie rozumiem ze cie nie ma! Z ktorej strony Invalidow
              > bylas? Od kaplicy czy esplanady?
              **************
              Lucjo, bylam na esplanadzie. Potem przeszlam mostem Aleksadra 3 na druga strone
              rzeki, postalam na moscie i patrzylam na lodzie...

              > Ja z rodzina caly czas sie kloce. Zostal mi tylko brat, ktorego kocham i
              > dokladnie przy kazdej rozmowie telefonicznej sie klocimy, a czesto po prostu
              > sobie odkladamy sluchawki zeby sobie oszczedzic. Tak to juz trwa i trwa.
              ************
              Przykro mi :(((((((((((((

              > Napisz cos milego,
              ************
              Pisze na Zebraniu Klubu sprawozdanie z wagarow i pozegniania. Ale skoncze
              pewnie za jakies 30 minut, jesli jeszcze bedziesz. Moze Ci sie spodoba? Jak juz
              Cie nie bedzie, to jutro sobie przeczytaj, ok?

              Cmok, J.:))))
              PS. Bardzo przepraszam, ale Pituchna mnie jeszcze nie nazwalas. Chyba ze w
              myslach, bo wirtualnie nie... :)
      • tortugo Re: Nienawidze po prostu :((((((((((((((((((((( 22.06.04, 17:13
        muszysko, nie pekaj. przecie to nie twoj problem. Matka, siostra
        • lucja7 Re: Nienawidze po prostu :((((((((((((((((((((( 22.06.04, 17:26
          Swieta rodzina, swieta mamusia. Mialam kilkanascie lat i nie rozumialam gdy
          moja kolezanka w szkole westchnela i powiedziala: te matki nas zabija.
          A moj paputek byl taki kochany!
          Jutus, nie daj sie zjesc dziobiacym kurom, w rodzinie tez sa takie! moze nawet
          bardziej!
          lucja7.
          • jutka1 Re: Nienawidze po prostu -- Rzulwiu i Lucjo 22.06.04, 18:06
            Macie racje.

            Ja juz o wiele lepiej daje sobie z tym rade... wiem, ze mam racje i poczucia
            winy nie mam, dostaje jednak piany na pysku, jak one ciagle probuja.

            J. :)))
          • tortugo Re: Nienawidze po prostu :((((((((((((((((((((( 22.06.04, 18:08
            to wszystko wynika z tego, ze nasi rodzice nie rozumieja naszej rzeczywistosci,
            ktora jest po prostu inna. inne zycie, inne problemy, priorytety, i inaczej
            wyrazana milosc i szacunek dla rodziny. to prawda, ze zrywamy z pewnymi
            tradycjami, zwlaszcza mieszkajac poza Krajem, i to nie jest latwe do
            zrozumienia i przyjecia przez starsze pokolenie. Ja tez tak mialem z ojcem
            dopoki go tu nie zaprosilem na pol roku. pomieszkal, pozyl, zobaczyl,
            wyczul... i teraz totalnie rozumie kiedy mu mowie n.p. ze bede w polsce 10 dni,
            ale u niego tylko 2 bo reszta to biznes. wierzy, kiedy mu tlumacze, ze pomimo
            staran, nie udalo mi sie przedluzyc pobytu na osobiste wizyty u rodziny.
            przyjmuje do wiadomosci kiedy mu mowie, ze nie pojde z nim w odwiedziny do
            cioci Danusi bo dla mnie mniej wazne jest zobaczyc sie z ktoryms z przyjaciol.
            ogolnie rzecz biorac, rozumie, ze zyje dla siebie, nie dla niego ani nikogo
            innego, i od kiedy to zrozumial, potrafi sie cieszyc tym co dla niego robie
            zamiast narzekac, ze nie robie tego czy owego :) uwazam, ze jest pod tym
            wzgledem wspanialy i ze to wcale nie latwa forma akceptacji. doceniam i staram
            sie wynagrodzic. i w sumie dziala to znakomicie, mamy naprawde swietne
            stosunki :))))
            • jutka1 Re: Nienawidze po prostu :((((((((((((((((((((( 22.06.04, 18:14
              moja mama jest niestety niereformowalna, ale ja sie ucze nie zwracac na pewne
              rzeczy uwagi, i sie nie irytowac za bardzo. z roznymi rezultatami jak
              widac... :)))))))))))))))))))))))))
    • tortugo Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 22.06.04, 18:28
      ja kurdebalans nie lubiem jak wszyscy wszystko chca na wczoraj. tak jest
      obecnie u mnie w pracy, wiec znikam z powierzchni najswiatobliwszego foruma, a
      glosnym "AAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaa...............!!!!!"

      :))))))))

      ~:O:=o
    • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 25.06.04, 18:35
      Pozwalam sobie ponarzekac na Toske i jej powiedzenie, ze nie jest tu gosciem.
      Jakbys nie daj Boze przyjechawszy do mnie tak sie zachowywala: narzekala na
      moje skompstwo, na wszechobecne kocie wlosy itd. to bym Ci powiedziala:
      albo rzresz co daje i przyzwyczajasz sie do kocich wlosöw, albo spadaj na
      drzewo prostowac banany. Ty mozesz tego nie nazywac gosciowaniem, ale jestes
      w tym panstwie nie dlatego ze Cie tak bardzo pragneli (choc akurat w Twoim
      zawodzie to nie jestes ciezarem lecz wrecz przeciwnie), ale dlatego ze Ci tu
      wsröd Niemcöw liczacych plasterki kielbasy lepiej jak w Polsce, gdzie bys za
      cwierc tej forsy zaperdalala po 20 godzin na dobe. A wogöle to przyjedz tu
      wreszcie, to sie lepiej poklöcimy na jawie, kurde! Narzekam na Twoje obiecanki
      i nieprzyjezdzanie, o!
    • ro-bert Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 25.06.04, 20:07
      Nie lubie senilnych osobnikow, ktorzy w przekonaniu, ze pozjadali juz wszystkie
      rozumy tego swiata, opowiadaja pierdoly jak piecioletnie dzieci.
      • don2 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 25.06.04, 20:33
        Nikt ci nie kaze lubiec kogokolwiek.jak umiesz czytac to jest mi wszystko jedno
        jak kto zyje i co mysli.jak czytasz to napisalem ,ze jestem tolerancyjny i
        nawet nie przeszkadzaja mi osobniki kladace sie spac co dzien z poczuciem
        czystego sumienia wobec Boga ,Panstwa i sasiadow.nawet nie przeszkadzaja mi
        osobniki obnoszace sie demonstracyjnie ze swoja zasrana " beamte-mentalnoscia"
        jak tez nie przeszkadzaja mi osobniki ponure i pozbawione poczucia humoru.
        jedno jest pewne-lepiej byc senilnym i zyc wesolo niz byc kims kto przypomina
        pruski regulamin obslugi sieczkarni mechanicznej.
        ----------------------------------------
        swiat jest piekny-podciagnelem rolety w oknach
        • ro-bert Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 25.06.04, 23:16
          don2 napisał:

          > jak czytasz to napisalem ,ze jestem tolerancyjny

          Fakt. Tak wlasnie piszesz... tylko co z tego? Chciec bardzo kims byc to jeszcze
          nie znaczy ze sie nim jest:)
          Wyluzuj! Ty probujesz mi tlumaczyc co to poczucie humoru?!



          > nawet nie przeszkadzaja mi osobniki kladace sie spac co dzien z poczuciem
          > czystego sumienia wobec Boga ,Panstwa i sasiadow.nawet nie przeszkadzaja mi
          > osobniki obnoszace sie demonstracyjnie ze swoja zasrana " beamte-
          mentalnoscia"
          > jak tez nie przeszkadzaja mi osobniki ponure i pozbawione poczucia humoru.

          Mi senilne osobniki tez nie przeszkadzaja, a ze ich nie lubie to zupelnie inna
          sprawa. Wolno mi? Czy tez moze jest juz obowiazkiem uwielbiac wszystkich
          kaznodziejow tego swiata silacych sie w swoim prymitywizmie na oryginalnosc?


          > jedno jest pewne-lepiej byc senilnym i zyc wesolo niz byc kims kto
          > przypomina pruski regulamin obslugi sieczkarni mechanicznej.

          A to juz drogi Donie tylko i wylacznie sprawa gustu, o ktorym jak na pewno
          wiesz sie nie dyskutuje;)

          PS

          Tak zupelnie z innej beczki. Bardzo wziales sobie do serca post, ktory nie byl
          w ogole do Ciebie adresowany. Skoro jednak w tak mily, charakterystyczny dla
          Ciebie, sposob na niego odpowiedziales zadzialala chyba zasada "uderz w stol..."
          Zycze dalszego wesolego zycia w pelnym przekonaniu o tym, iz jest to jedynie
          sluszna i poprawna droga zycia:)))
          • jutka1 Roberta, and co. ..... 26.06.04, 01:10
            Prosze o przeniesienie sie do karczmy coby sie awanturowac. TUTAJ NA MOIM WONTKU mozna
            jeno narzekac, klocenie sie i dyskusje zabronione.

            jak nie to zalatwiem po znajomosci i za lapowkem u administracji WYCINANIE ot co. I nie
            draznic mnie bo mialam depresyjny wieczor z depresyjnom przyjaciolkom, ktorej dzis pomarli
            ludzie, i nie mam cierpliwosci.

            narzekac nie dyskutowac!!!!!! moj wpis tysz byl narzekaniem.

            J.
            • ro-bert Re: Roberta, and co. ..... 26.06.04, 15:13
              jutka1 napisała:

              > Prosze o przeniesienie sie do karczmy coby sie awanturowac. TUTAJ NA MOIM
              WONT
              > KU mozna
              > jeno narzekac, klocenie sie i dyskusje zabronione.

              No toz narzekam! Pisze, ze nie lubie senilnych typow z aspiracjami na
              kaznodzieje a Ty mi tu scurvianie zarzucasz?! Ty mnie tu Jutek adminami nie
              strasz, tez mam swoje connection :)))

              >
              > jak nie to zalatwiem po znajomosci i za lapowkem u administracji WYCINANIE
              > otco.

              Nie lubie lapowkarstwa! (Chyba na temat, co?)



              > i nie mam cierpliwosci.

              O, ja tez nie! Jak sie ta pi....na pogoda do jutra nie poprawi to skonczy sie
              chyba harakiri. Zona zaplanowala sobie z okazji urodzin na jutro garten party.
              20 gosci! I co ja z nimi zrobie jak bedzie lalo?
              Jak ja nie cierpie tego klimatu!


              >
              • jutka1 Re: Roberta, and co. ..... 27.06.04, 00:45
                A kuku :))))

                ja narzekam, zescie za duzo pisali i znowu nie nadazam.... Rob, kazdy ma swoje koneksje ;)))),
                jak widze Tobie po znajomosci i na prosbe wycieli? ;))))))))

                i narzekam, ze znowu sie nie wyspie. o.

                ide zakladac nowy wontek narzekajacy i z dyscyplinom!!!! ;)))))))))
          • don2 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 13:15
            zawsze jestem mily w charakterystyczny dla mnie sposob.a poniewaz kolejnosc
            postu taka jest i nie bylo adresata i ciebie co nieco znam to ........

            ----------------------------------------
            swiat jest piekny-podciagnelem rolety w oknach
            • ro-bert Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 15:01
              don2 napisał:

              > zawsze jestem mily w charakterystyczny dla mnie sposob.

              Wiem :)


              > a poniewaz kolejnosc postu taka

              Jaka?


              > ciebie co nieco znam to ........

              O qrwa! Jeszcze jeden co mnie zna :)))
              • bella-donna Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 15:35
                ro-bert napisał:
                > O qrwa! Jeszcze...

                dlaczego mezczyznom jest wszystko wolno ?
                • ro-bert Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 16:30
                  bella-donna napisała:

                  > dlaczego mezczyznom jest wszystko wolno ?

                  Narzekasz czy pytasz? Bo jak pytasz to sie zaraz Toba Jutek zainteresuje ;)
                  • bella-donna Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 16:40
                    ro-bert napisał:

                    > bella-donna napisała:
                    >
                    > > dlaczego mezczyznom jest wszystko wolno ?
                    >
                    > Narzekasz czy pytasz? Bo jak pytasz to sie zaraz Toba Jutek zainteresuje ;)

                    a czemu nie moze byc dwoch w jednym ?
                    • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 16:44
                      Narzekam na baby co sobie pozwalaja costam zakazywac, a potem jeszcze truja, ze
                      to tylko menszczyznom wszystko wolno. Mnie tam jakos wszystko wolno.
                      Chyba tylko nie wolno na stojaco sikac, czego zaluje bardzo i narzekam na brak
                      mozliwosci. O!
                      • bella-donna Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 16:51
                        basia553 napisała:

                        >Narzekam na baby co sobie pozwalaja costam zakazywac, a potem jeszcze truja, ze
                        >to tylko menszczyznom wszystko wolno. Mnie tam jakos wszystko wolno.

                        no to posluchaj co mysla mezczyzni o kobietach, ktore z lekkoscia rzucaja
                        na prawo i lewo rozne curses.
                        • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 17:09
                          tacy mezczyzni co zle o mnie möwia zwisaja mi jak...cos tam
                          To ze ja robie na co mam ochote nie oznacza, ze pozwalam sobie zreszta na
                          wszystko! Ale to JA decyduje co robie i möwie.
                          • bella-donna Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 17:22
                            basia553 napisała:

                            > To ze ja robie na co mam ochote nie oznacza, ze pozwalam sobie zreszta na
                            > wszystko!

                            no i oto wlasnie mi chodzi, mezczyzni wala prosto z mostu bez ograniczen
                            czy jakichs zachamowan
    • kokolores Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 01:27
      Nie lubie "jak waz pierdzi w trawie"!!!!
      • jutka1 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 09:01
        kokolores napisała:

        > Nie lubie "jak waz pierdzi w trawie"!!!!
        *************
        ooooooooo

        co to znaczy krewetko?? ;))) w trawie piszczy to wiem, ale wonrz ;) co pierdzi??????????
        • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 09:27
          Ty Koko przeciez nie jestes ze Slonska? Bo tam sie möwilo o kims co
          pieprzy "nie lubie jak wonsz pierdzi". Ale na Slonsku to ten wonsz,
          ta pieronsko szlanga, pierdzial na pustyni, a nie w trawie:))))
    • bella-donna Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 13:06
      poczekaj chwileczke, musze pomyslec..."rolety" w oknach juz podciagniete
      i niestety sloneczka nie zobaczylam, jest szaro, ponuro, mokro (brrrr)chyba
      zima idzie.
      • basia553 Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 13:08
        O rany! A u nas upal od rana! Ja zaraz bede spuszczac rolety:))))
        • bella-donna Re: WONTEK NARZEKAJACY NR 2-- czego nie lubiem... 26.06.04, 13:15
          basia553 napisała:

          > O rany! A u nas upal od rana! Ja zaraz bede spuszczac rolety:))))

          a nas pocieszaja jak moga, ze jutro bedzie piekna niedziela (klamce)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka