Dodaj do ulubionych

Ciuciubabka klient - serwis

27.02.04, 17:23
(Ten tekst wziął się z działu "Eksploatacja":
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=534&w=10863061&v=2&s=0
Niekiedy podstawiam samochód z obowiązującą 3-letnią gwarancją [nie mój] do
serwisu. I wkurwia mnie tam notoryczna ciuciubabka klient - serwis.

Standardem jest olewanie usterek, nie dających dramatycznych awarii w szybkim
czasie, nie zagrażających bezpieczeństwu, a "tylko" przyspieszających zużycie
konkretnych części, w długim okresie. Ja o tym wiem, ale użytkownicy
samochodów, którzy się nie znają na technice, jeżdżą na przeglądy w słodkiej
nieświadomości.

Serwisom wyraźnie zależy, aby nie grzebać w samochodach zbyt głęboko przy
przeglądach, bo później trzeba się tłumaczyć z dużej liczby napraw
gwarancyjnych przed centralą. A ta może uznać naprawę za uzasadnioną, albo
nie. Nie uzna, nie zapłaci.

ZAWSZE mam nieodparte wrażenie, że tę samą robotę co serwis zrobiłbym sam
(albo z moim zaufanym mechanikiem od trudniejszych zadań) o kilka klas
staranniej. Serwisuję tak swój samochód - jest wiekowy (na szczęście - sic!),
wcale nie mniej skomplikowany niż współczesne, ale dzięki temu systemowi
wciąż świetnie utrzymany.

Chętnie wziąłbym na warsztat wspomniany samochód z 3-letnią gwarancją, ale -
cholera - mimo wszystko, trochę żal ją stracić. W 80 % przypadków,
serwisy działają jak pies ogrodnika - przeglądy robią byle jak, ale innym nie
pozwolą.

P.S. Znacie dobry autoryzowany serwis Suzuki w promieniu 200 km od Poznania?
Może być nawet w Szczecinie, Łodzi, albo Wrocławiu. Jeżdżę tam od czasu do
czasu, więc nie mam nic przeciwko długim pielgrzymkom do serwisu, raz na
15,000 km. Jeśli tylko nie bawią się tam z klientami w ciuciubabkę.
Obserwuj wątek
    • sherlock_holmes Re: Ciuciubabka klient - serwis 27.02.04, 20:19
      Mozna zawsze poprawic serwis po przegladzie :)
      Tak robilem z moimi nowymi samochodami, jak rowniez z samochodami ojca. I co ciekawe, zawsze cos bylo nie tak...
      Jednak nawet znajomi mechanicy moga zalamywac. Kiedys mialem znajomego mechanika, razem konczylismy technikum - wiec goscia znam bardzo dobrze. Skonczylem serwisowanie u niego po tym,jak "pomylily" mu sie zawory i ustawil luz wydechowych dla ssacych i vice versa. Skutkiem czego samochod nie mial mocy i z trudem zapalal. Na szczescie nie bylo to w moim samochodzie, bo chyba dostalby dynamometrem :)
      Za to mnie policzyl za wymiane amortyzatorow w kolumnach MacPhersona wiecej niz w "normalnym" serwisie, przy czym "zapomnial" sprawdzic geometrie zawieszenia.
      Od dluzszego czasu korzystam z uslug kuzyna - mechanika i jest to (odpukac :) ) chwalebny wyjatek od zasady, ze z rodzina sie dobrze wychodzi tylko na zdjeciach...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka