W związku z zamieszczonym przez Barona przepisem na ciasto mandarynkowe, które mnie zafascynowało, nabyłam wczoraj mandarynki i dzisiaj przystąpiłam do dzieła.
6 (bo malutkie) mandarynek, po dokładnym wyszorowaniu i wycięciu ogonków oraz plamek gotowałam przez 2 godziny. Najpierw bez przykrycia a po pół godzinie pod pokrywką.
Ugotowane mandarynki zostawiłam na sicie do ostygnięcia.
Przygotowałam pozostałe skladniki
i przystąpiłam do dzieła. Najpierw utarłam 6 jaj z 250 g cukru. Mandarynki sobie spokojnie czekały.
Potem zmiksowałam mandarynki uprzedniu poszukując pestek. Znalazłam JEDNĄ.
Do jajek z cukrem dodałam pulpę mandarynkową.
Po wymieszaniu wyglądało zachęcająco.
Potem dodałam płaską, malutką łyżeczkę proszku do pieczenia i 200 g mielonych migdałów.
Włałam wszystko do wysmarowanej masłem tortownicy
I wstawiłam do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika. Po pół godzinie wyglądało tak:
Piekłam godzinę i po wyjściu z pieca prezentowało się apetycznie.
W czasie stygnięcia lekko opadło
ale efekt końcowy był wystrzałowy. Smakowo niepowtarzalne.
Słodko kwaskowe z lekką nutą goryczki. Bajka.
Dzięki Baronie.