Najpierw cytuję g0p0sa:
"Dojechaliśmy, poczekaliśmy do południa, ruszyliśmy. Dwie dorosłe osoby środkiem białej uliczki, obładowane prezentami, w mikołajowych czapeczkach, brnęły do bram Gurui. Scena do sfilmowania

Brama faktycznie nie używana, furtka co nieco. Po śniegu poznaliśmy, Watsonie. Gurua była w domu sama, kota nie licząc. Tym bardziej nie licząc, że przy obcych w domu kot dumnie przechodzi na obserwację salonu przez szybę. Stamtąd razem z kocim (małe k) towarzystwem patrzy co się dzieje. Gurua powitała nas w rewolucyjnym nastroju. Rewolucja będzie obalała UE między innymi za żarówki i zakazy palenia. Ponieważ nie rzuciliśmy się na barykadę Unii bronić, można było przystąpić do doręczenia. Wszystkim Gurua była zachwycona. Nie wiem, czy wypada napisać, że Gurua parsknęła, powiedzmy uśmiała się jak norka przy kartce i wierszu. Zachwyciła piernikami i popielnikiem. Przy Liwingstonie się mocno zdziwiła: skąd wy to... Mam wrażenie że właśnie teraz jest już czytany. Pożyczyliśmy od TWCh i siebie i się zmyliśmy, zostaliśmy wypuszczeni. Guruowa furtka nie ma guzika od wyjścia, tylko w domu. Jak ktoś nie zostanie wypuszczony, to musi siedzieć

"